środa, 16 grudnia 2009

189. Podły proceder

Zapewne wszyscy słyszeliście o ograniczaniu przyrostu naturalnego
w Chinach.W dużych miastach wolno mieć jedno dziecko, na wsi dwoje,
o ile pierwsza urodziła się dziewczynka.

W każdym mieście działa biuro planowania rodziny, którego pracownicy
są uprawnieni do wydawania skierowań na aborcję i sterylizację.
Osobom posiadającym więcej dzieci niż to wynika z zezwolenia, grozi
kara finansowa w wysokości ich sześciokrotnego rocznego dochodu.
Dotychczas w małych miasteczkach i na wsiach, gdy rodzice nie byli
w stanie uiścić kary za ponadnormatywne potomstwo, urzędnicy zabie-
rali im zwierzęta i część dobytku.

Powszechnie uważa się,ze małe dzieci, a głównie dziewczynki są po-
rzucane przez rodziców, którzy nie są w stanie zapłacić kary.
Dzieci trafiają do sierocińców, a stamtąd do zagranicznych adopcji,
większość do Stanów Zjednoczonych. Rodzice adopcyjni płacą sierociń-
com po 3 tysiące dolarów za każde dziecko.Nic dziwnego,że tak docho-
dowy interes skusił wielu nieuczciwych urzędników biur do spraw
adopcji.

Z wielu małych miejscowości napływają skargi rodziców, że są zmu-
szani do oddania dzieci do sierocińca lub dzieci te są im siłą za-
bierane przez urzędników do spraw adopcji. Kiedyś zabierali inwen-
tarz żywy lub martwy, teraz - dzieci.
W małych miasteczkach prawie każdy zna kogoś, komu odebrano dziecko.
Prawo wprawdzie nie upoważnia funkcjonariuszy do odbierania dzieci
rodzicom, ale okazuje się, że w praktyce pracownicy ośrodków plano-
wania rodziny to grupa silniejsza niż bezpieka.

Międzynarodowe organizacje zajmujące się adopcją dzieci mają zastrze-
żenia co do sposobu , w jaki Chiny przekazują dzieci do adopcji, bo
zjawisko to przerodziło się w rynek sterowany podażą i popytem. Wg
ekspertów chiński system adopcyjny wymaga pilnych reform i dokładnej
kontroli przepływu pieniędzy płynących z adopcji.

Wielu amerykańskich rodziców adopcyjnych ma teraz niemały problem
natury moralnej. Adoptowali chińskie dzieci, bo mówiono im, że to
dzieci porzucone, które zginą na ulicy, jeśli nie udzieli im się
pomocy. Teraz mają podejrzenie,że to nie były dzieci porzucone
przez rodziców, ale dzieci zabrane rodzicom wbrew ich woli. Oni te
dzieci kochają, chcą by miały kontakt z chińską kulturą (wiele
dzieci chodzi na lekcje kultury chińskiej), ale nie wyobrażają sobie
by nagle kilkuletnie dziecko odesłać do Chin. Są zdecydowani powie-
dzieć dzieciom skąd się wzięły w ich domu, niektórzy podejmują
próby odnalezienia rodziców biologicznych swego adoptowanego dziecka,
by mogło ono w przyszłości utrzymywać z nimi kontakt.

A biologiczni chińscy rodzice twierdzą,że teraz , po upływie kilku
lat chcieliby wiedzieć,gdzie jest ich dziecko, zobaczyć jego zdjęcie
i przekazać dziecku,że tęsknią za nim i nigdy go nie porzucili.

Osobiście nie wierzę w możliwość szczęśliwego rozwiązania tych spraw.
Władze chińskie wprawdzie zapewniają,że winni porwań zostali ukarani,
ale kara to było wpisanie nagany do akt kilku urzędników, a proceder
był prowadzony w wielu miejscach, przez wielu ludzi.

Od początku lat 90. ponad 80 tysięcy chińskich dzieci trafiło do
adopcji zagranicznej.
Mam nadzieję,że wszystkie trafiły do odpowiedzialnych i kochających je
ludzi. Z pewnością mają lepsze warunki niż miałyby w swych ojczystych
stronach. Ale moim zdaniem wyrządzono im i ich rodzicom wielką, nie
do naprawienia krzywdę.

(na podst.art.B.Demick, Los Angeles Times)

poniedziałek, 14 grudnia 2009

188. Vincent van Gogh (1853 -1890)

Większość ludzi zapytana o Vincenta van Gogh'a wyklepuje formułkę:
"malarz holenderski, postimpresjonista, genialny, szalony, niedo-
ceniony za życia, obciął sobie ucho, żył w biedzie, zmarł w nędzy".
Nie jest to do końca prawdziwy obraz tego wielkiego i bardzo praco-
witego malarza.

Vincent van Gogh był synem pastora i początkowo chciał iść w ślady
ojca, podjął nawet studia teologiczne. Przez krótki czas był kazno-
dzieją w belgijskim zagłębiu węglowym. Był tak przejęty swą
misją i losem górników, że przełożeni odwołali go ze stanowiska.

W 1880 roku poświęcił się całkowicie karierze artystycznej- wpierw
w Belgii, potem w Holandii, a w 1886 roku przeniósł się do Paryża.
Dwa lata pózniej osiadł w Prowansji.

Van Gogh nie tylko cudownie malował, świetnie władał też piórem.
Amsterdamskie Muzeum van Gogha oraz haski Instytut Huygensa-KNAW,
przez 15 lat badały korespondencję malarza obejmującą 819 listów
napisanych przez niego i 83 listy, adresowane do niego. Badania te
zaowocowały powstaniem 6 tomowego dzieła liczącego ponad 2 tysiące
stron, które ukazuje się jednocześnie w 3 językach: po niderlandzku,
francusku i angielsku. Jest to książka pt. "Vincent van Gogh.Listy-
ilustrowane, pełne wydanie krytyczne". Stworzono również międzynaro-
dową stronę internetową www.vangoghletters.org./vg/, dostepną w ję-
zyku angielskim i niderlandzkim.

Nic dziwnego,że badania listów zajęły aż 15 lat - były niezwykle
dokładne, analizie było poddawane każde słowo malarza, usiłowano
ustalić w jakich okolicznościach zostało ono napisane.Gdy w liście
artysta pisał ,że spadł śnieg lub wiał silny wiatr, to kontaktowano
się z odpowiednim instytutem metereologii, by mieć pewność,że tak
właśnie było.

Jeden z głównych redaktorów tego wydania listów artysty, naukowiec
z Muzeum van Gogha, Hans Luijten, powiedział, że dzięki tym bada-
niom obecnie wizerunek malarza jest pełniejszy i znacznie odbiega
od stereotypowego, dotychczasowego wizerunku.

Okazało się,ze van Gogh był bardzo oczytanym człowiekiem, czytał
książki w kilku językach- po niderlandzku, angielsku, francusku i
niemiecku. Wiele jego listów zawiera odniesienia biblijne, bo jako
syn pastora i student teologii był przesiąknięty słowem biblijnym.

Zdaniem Luijtena artysta wcale nie był dotknięty psychozą maniakalno-
depresyjną. Poza tym okazuje się,ze van Gogh wcale nie żył w nędzy,
bo jego brat, Theo przekazywał mu wystarczająco dużo pieniędzy.
Nieprawdą też jest,że van Gogh był niezrozumianym malarzem. W kręgu
znawców sztuki był ceniony, choć rynek jeszcze nie był gotowy na
przyjęcie jego malarstwa.

Malarz zmarł w wieku 37 lat, ale żył tak intensywnie,że niejednemu
jego przeżycia i działanie starczyłyby na dwa razy dłuższe życie.
Za wszelką cenę starał się ukazać piękno natury. W jednym ze swych
listów napisał: "nie widzę dla siebie innej drogi, jak tylko walczyć
z naturą, póki nie wyjawi mi swego sekretu".
Przyznacie chyba, że z tej walki van Gogh wyszedł zwycięsko, a jego
obrazy są ponadczasowe.

czwartek, 10 grudnia 2009

187. Ten pierwszy raz....

Codziennie buszujemy w sieci i chyba wielu z nas nie wyobraża
sobie życia bez internetu. Podejrzewam,że niewielu z nas wie
o początkach internetu -o pierwszym e-mailu, wirusie kompute-
rowym, pierwszej społeczności online, emotikonie, pierwszej
wieloosobowej grze, pierwszej wyszukiwarce, przeglądarce, kame-
rze internetowej, o pierwszym blogu, transakcji na eBayu, wpisie
w Wikipedii, pierwszym filmie na YouTube. O tych "pierwszych
razach" wyczytałam w 47 nr FORUM(przedruk z The Guardian).

E-MAIL -pierwszy taki list został przesłany pod koniec 1971 roku
pomiędzy dwoma urządzeniami stojącymi obok siebie.Inżynier Ray
Tomlinson, który pracował nad systemem dzielenia zasobów kompu-
tera pomiędzy wielu użytkowników(system Tenex), połączył dwa
programy: Cpynet i SNDMSG, co umożliwiło wysłanie pierwszego
e-maila. Wykorzystał do tego prymitywną sieć Arpanet. Obmyślił
również format współczesnych adresów e-mailowych z symbolem @
oddzielającym nazwę użytkownika od nazwy jego komputera.

BLOG - niemal stuprocentowym kandydatem na pierwszego bloggera
jest amerykański dziennikarz, Justin Hall, który w 1994 roku,
na swojej stronie Justin's Links From The Underground prowadził
coś w rodzaju przewodnika po internecie.W niedługim czasie domi-
nującym tematem stało się życie osobiste Halla i jego różne
przygody i przemyślenia. Pojęcie "weblog" stworzył w grudniu
1997 roku Jorn Barger, a pózniej inny Amerykanin ,Peter Merholz
słowo to skrócił do "blog".

EMOTIKON - po raz pierwszy zaproponował używanie znaku ":-)"
Scott E.Fahlman na początku lat 80. Miał on oznaczać,że danej
wiadomości w sieci nie należy traktować zbyt poważnie.

WIRUS - pierwszy wirus o nazwie Creeper zainfekował sieć Arpanet
w 1971 roku. Stworzył go inżynier Bob Thomas.Zaatakowane maszyny
wyświetlały napis: "Jestem Creeper(pnącze):złap mnie,jeśli
potrafisz", ale nie uszkadzał żadnych danych.

ANTYWIRUS- pierwszy program antywirusowy został napisany jako
bezpośrednia odpowiedz na Creepera. Nazywał się Reaper (kosiarz)
i tak jak Creeper sam się powielał szerząc się w identyczny sposób
co wirus, a jednocześnie usuwał go z zainfekowanych maszyn.

GRA WIELOOSOBOWA- pierwsza wieloosobowa gra Multi-User Dungeon,
czyli Lochy dla Wielu Użytkowników była pierwszą tekstową grą
fantasy, wymyśloną przez dwóch programistów z Uniwersytetu Essex
już w 1978 roku. Umożliwiała interakcję graczom z całego świata.
Jej twórcy nie wiedzieli, że byli pierwsi, sądzili,że takich gier
są setki.

KAMERA INTERNETOWA -zaczęła działać w 1991 roku. Dwie grupy ba-
dawcze,zajmujące dwa odległe od siebie miejsca dzieliły jeden
express do kawy.Chcąc uniknąć bezowocnych wypraw po kawę zainsta-
lowali starą kamerę wycelowaną obiektywem w express i podłączyli
ją do wolnego komputera, a następnie napisali program, który
umożliwiał każdemu zainteresowanemu wyświetlenie na żywo obrazu
dzbanka.
Kawowa kamera działała aż do 2001 r,gdy wydział informatyki prze-
niósł się do nowego budynku.

YOUTUBE -to jeszcze dziecko, ma zaledwie 4 lata.W 2005 roku Chad
Hurley i Jawed Karim,byli pracownicy serwisu Pay Pal Steve Chen
umożliwili wszystkim dzielenie się krótkimi nagraniami video z in-
nymi użytkownikami.
Pierwszy film opublikowany na tej stronie w dniu 23 kwietnia 2005r
nakręcony przez Karima, został obejrzany już ponad 1,2 mln razy,
chyba tylko z powodu jego historycznego znaczenia.
To 18 sekundowa relacja pt."Me at the zoo" z wybiegu dla słoni
w ogrodzie zoologicznym w San Diego.

Jakie będą dalsze losy internetu - czas pokaże. Świat wchodzi w
kolejną fazę upowszechniania się szybkich sieci i dostępu szeroko-
pasmowego oraz nowych urządzeń.
Twórca systemu dostępu do informacji "www"(world wide web),Tim
Berners-Lee, pracuje teraz nad "siecią semantyczną", która ułatwi
odnajdywanie i łączenie wszystkiego, co ma postać cyfrową.
Czy wtedy każdy z nas stanie się częścią sieci a nie tylko jej
odbiorcą? Dla mnie to trochę przerażająca wizja. A może to piękna
perspektywa, kto wie?

niedziela, 6 grudnia 2009

186. Dni chwały minęły

Czy pamiętacie jeszcze Bajkonur? Ten pierwszy i największy na
świecie kosmodrom powstał w 1955 roku w Kazachstanie. Był jednym
z trzech kosmodromów na świecie przeznaczonych do wystrzeliwania
załogowych statków kosmicznych. Oprócz Bajkonuru podobne warunki
spełniały kosmodromy Cap Canaveral na Florydzie i Jiuquan w
Chinach.

Budowa pierwszego na świecie kosmodromu zaczęła się w styczniu 1955
roku a już w półtora roku pózniej nastapiły próby z rakietą nośną
R-7.Dopiero czwarta próba w sierpniu 1957 była pomyślna.
4 pazdziernika 1957 roku, zmodyfikowana rakieta R-7 wyniosła na
okołoziemską orbitę pierwszego na świecie sputnika. Zrobienie peł-
nego okrążenia Ziemi zajmowało mu 96 minut.Zanim spłonął w atmo-
sferze wykonał takich okrążeń 1,4 tysięcy. Cały świat śledził lot
sputnika, którego sygnały odbierali wszyscy radioamatorzy w dowol-
nym punkcie naszego globu.
Amerykanom udało się wystrzelić swego pierwszego satelitę dopiero
1 lutego 1958 r- był to Explorer 1.

Nim doszło do pierwszego lotu załogowego wizytę w kosmosie składa-
ły zwierzęta i....manekin. Manekin miał nawet imię i nazwisko-
Iwan Iwanowicz. To próby z jego udziałem udowodniły możliwość bez-
piecznego lądowania na powierzchni gruntu.
Sądzę,że niewielu z Was pamięta dzień 12 kwietnia 1961 roku - ja
pamiętam. Tego dnia poleciał w kosmos pierwszy człowiek, Jurij
Gagarin. Oczywiście wiadomość o tym podano już po fakcie. A w
Polsce natychmiast powstało mnóstwo,czasem niewybrednych, dowcipów.
W tym samym roku w sierpniu, statek Wostok 2 wyniósł na orbitę
kolejnego kosmonautę- Hermana Titowa. Titow spędził na orbicie aż
25 godzin i 11 minut, zjadł dwa posiłki i nawet odbył dość długą
drzemkę, przegapiając tym samym czas łączności z Ziemią.
W centrum lotów kosmicznych byli pewni,że statek zaginął w Kosmosie.
Ostatnim sporym sukcesem kosmonautyki był próbny lot bezzałogowy
wahadłowca Buran w 1988 roku.Buran wykonał 2 okrążenia wokół Ziemi
i bezawaryjnie wylądował na kosmodromie Bajkonur, na lotnisku
Jubilejnyj. W 2 lata pózniej program Buran-Energia został zawie-
szony , a z chwilą rozpadu ZSRR ostatecznie zamknięty.

Bajkonur był niemym świadkiem nie tylko pomyślnych dni astronau-
tyki radzieckiej. 24 pazdziernika 1960 r.podczas prób z rakietą
R-16 nastąpił wybuch, zapaliło się ponad 200 ton paliwa.Zginęło
ponad 120 osób. Dokładnie w 3 trzy lata pózniej, też 24 pazdzier-
nika wybuchł pożar w silosie nr 70, w którym przeprowadzano
próby z nowym paliwem.Tym razem śmierć poniosło 7 osób.

Po rozpadzie Związku Radzieckiego Bajkonur stał się własnością
Kazachstanu i w 1994 roku Rosja i Kazachstan podpisały umowę,
w ramach której Rosja dzierżawi kosmodrom płacąc za niego 115 mln
dolarów rocznie. Stąd wystrzeliwuje statki załogowe oraz transpor-
towe statki kosmiczne zaopatrujące Międzynarodową Stację Kosmiczną.
Od 1 stycznia b.r. kosmodrom przestał być obiektem wojskowym i jest
pod nadzorem rosyjskiej agencji kosmicznej Roskosmos.Można go nawet
zwiedzać, ale trzeba mieć specjalną przepustkę.
Od tego czasu Bajkonur opuściło około 2 tysięcy rosyjskich specja-
listów, a Rosja planuje przeniesienie lotów transportowych i zało-
gowych na nowy kosmodrom w obwodzie amurskim.
Kosmodrom Wostocznyj ma być uruchomiony w 2015 roku.

Kazachscy pracownicy Bajkonuru już dziś z niepokojem patrzą w
przyszłość, gdy Rosja całkiem opuści ich kosmodrom.

na podst."Wokrug Swieta"

sobota, 28 listopada 2009

184. przepraszam

Moi kochani goście - nie będzie mnie tu trochę, dziś nie wiem
jak długo, może tydzień, może 2 tygodnie.

Nie wyjeżdżam , ale mam pewne zawirowania rodzinne i zaczyna mi
brakować czasu, ochoty i sił.

Mam prośbę do wszystkich tych, którzy palą - przestańcie, dopóki
Wasz organizm jeszcze nie uległ niewidocznej dla Was degradacji.
We wtorek mój mąż przeszedł poważną operację serca - operacja
się udała, ale teraz cały wysiłek kardiochirurgów może zostać
zniweczony przez Jego wieloletni nałóg - papierosy. Niestety
układ oddechowy odmawia współpracy - to efekt zniszczenia oskrzeli
przez wieloletnie palenie - są czynne w zaledwie 30%.

Pomyślcie o tym, sięgając po następnego papierosa.
I nie mówcie: "na coś trzeba umrzeć".

środa, 25 listopada 2009

183. Czy kalorie mogą kłamać???

Istnieje powszechne mniemanie,że im więcej kalorii spożywamy tym
bardziej może nam tu i ówdzie tłuszczyk przyrosnąć.

Że nie jest to końca prawdą mogą się przekonać osoby , które co
jakiś czas z pełnym poświęceniem studiują tabele kaloryczności
pokarmów i zaczynają wybierać tylko potrawy nisko kaloryczne oraz
starają się tak ułożyć jadłospis, by np. nie przekroczyć spożycia
1200 kalorii dziennie.

Po raz pierwszy kaloryczność produktów pokarmowych zmierzył pod
koniec XIX wieku profesor chemii w Wesleyan College,Wilbur Olin
Atwater.
Wykorzystując urządzenie zwane bombą kalorymetryczną mierzył, ile
ciepła uwalnia się przy spalaniu określonej ilości trzech podsta-
wowych składników pokarmu - białek, tłuszczów i węglowodanów.
Ponadto określił, oczywiście w drodze żmudnych badań i doświadczeń,
że wartość kaloryczna białek i węglowodanów to średnio 4 kcal/g,
a lipidów - 9 kcal/gram.

I byłoby wszystko proste i jasne, gdybyśmy byli taką zwykłą spalarką
ale my nie spalamy pokarmu, my go trawimy. A każdy z produktów jest
trawiony inaczej, w zależności od tego, w jakim stopniu jest prze-
tworzony.
Po wielu latach obserwacji specjaliści od dietetyki doszli do nastę-
pujących wniosków:
1.trawienie jest kosztownym procesem energetycznym, w trakcie którego
nasz metabolizm wzrasta aż o 25% w stosunku do wartości spoczynkowej.
Nie jest to jakaś wstrząsająca wielkość, bo np. u ryb wynosi 136%, a
u węży aż 687%.
2.koszt trawienia białek jest wyższy niż węglowodanów
3.osoby szczupłe wydatkują na trawienie więcej energii niż osoby otyłe.
Okazało się, że 2 osoby, będące na tej samej diecie osiągną różną wagę -
osoba szczupła przybędzie na wadze mniej niż otyła.

Jest jeszcze jeden nierozwiązany problem- wiemy ile kalorii ma dany
produkt, ale nie jesteśmy w stanie zbadać, w jakim stopniu jest on
przyswajany przez nasz organizm. W drodze badań ustalono,że pieczywo
z mąki bardzo drobnoziarnistej jest przyswajane przez nas niemal w 100%,
a z mąki gruboziarnistej aż 30% może pozostać nie przyswojone i wydalone
z organizmu, bez żadnego dla niego pożytku.
Co do reszty produktów powinniśmy opierać się na wynikach badań prze-
prowadzonych na zwierzątkach laboratoryjnych - szczury szybciej i więcej
tyły jedząc pokarm miększy i bardziej rozdrobniony, a węże znacznie
więcej kalorii pobierały z usmażonego kawałka mięsa niż z identycznego
kawałka surowego mięsa.
Jest również jedno badanie dotyczące wpływu konsystencji pokarmu na
zdrowie. Zostało przeprowadzone w Japonii i wykazało,że Japonki spoży-
wające miększe pokarmy mają większy obwód w talii. Stąd wniosek- jeśli
jemy produkty łatwo ulegające strawieniu - tyjemy.

Wg znanego autora popularnych książek z zakresu dietetyki, Michaela
Pollana,powinniśmy wybierać "prawdziwe jedzenie" a więc takie w postaci
naturalnej, lub jak najmniej przetworzonej.
A więc już wiem co dziś będzie u mnie na obiad: befsztyk tatarski, z
żółtkiem, cebulką, kwaszonym ogórkiem, odrobiną oleju rzepakowego i
surowymi pieczarkami. Życzcie mi smacznego.

A wszystkich ciekawych wpływu sposobu odżywiania na nasz organizm od-
syłam do książki "Walka o ogień, czyli jak gotowanie uczyniło z nas
ludzi".
Książka ukaże się nakładem wyd.CiS, a napisał ją Richard Wrangham.

sobota, 21 listopada 2009

182. Być kobietą, być kobietą......

Mam kilka zabytkowych egzemmplarzy czasopisma Marie Cler z lat
dwudziestych i trzydziestych dwudziestego wieku. Wczoraj się z
nimi żegnałam, ponieważ będą prezentem dla pewnej młodziutkiej
osoby, która bardzo interesuje się historią mody. Z rozrzewnie-
niem patrzyłam na szkice najmodniejszych wówczas sukien, bluzek,
spódnic i spodni.

I przyszło mi na myśl,że gdyby nie wybuch I wojny światowej kobie-
ty nadal głównie zajmowałyby się prowadzeniem domu, a te, które
musiały pracować, pracowałyby nadal na podrzędnych stanowiskach w
przemyśle włókienniczym lub świadczyłyby usługi jako niańki, poko-
jówki, kucharki, praczki, krawcowe, szwaczki lub gosposie.

Gdy wojna wygnała mężczyzn na front,miejsca zajmowane dotąd przez
nich zaczęły zajmować kobiety, a były to stanowiska dotąd niedo-
stępne dla kobiet.
Kobiety rozpoczęły prace urzędniczek bankowych, zawiadowców stacji
kolejowych, konduktorów, kierowców, maszynistek. Wiele zostało
zatrudnionych w przemyśle zbrojeniowym, nawet przy konstrukcji
samolotów.
Bardzo wiele z nich zostało pielęgniarkami i członkiniami Czerwo-
nego Krzyża, związały się również z organizacją Liga Obrony Kobiet.
Gdy zakończyła się I wojna światowa kobiety nie powróciły potulnie
w domowe pielesze. Chciały się rozwijać, wzrosły ich ambicje zawo-
dowe, chciały być niezależne, zarabiać pieniądze.

Pamiętacie sufrażystki? To one swoimi wystąpieniami i walką prowa-
dzoną od 60 lat, doprowadziły do tego,że około 1918 roku wiele
państw przyznało prawa wyborcze kobietom.
W 1917 roku prawa wyborcze otrzymały Holenderki,Kanadyjki i Rosjanki.
My otrzymałyśmy je 1918 r a pani Irena Kosmowska została wicemini-
strem opieki społecznej w Tymczasowym Rządzie Ludowym Republiki Pol-
skiej.
Rok 1919 przyniósł prawa wyborcze Węgierkom, Szwedkom i Austriaczkom,
rok pózniej otrzymały je również kobiety w USA.

Na swoje prawa wyborcze Brytyjki czekały aż do 1929 roku, Włoszki i
Słowenki do1945r.,Szwajcarki do 1971r., Portugalki do 1976r.,panie
z Lichtensteinu do 1984r., a kobiety w Kuwejcie aż do 2005 roku.

Po raz pierwszy nagroda Pulitzera została przyznana kobiecie w 1921
roku. Otrzymała ją Edith Wharton za powieść "Wiek niewinności".
Kobiety zaczęły również uprawiać sporty zarezerwowane dotąd dla
mężczyzn. Phoebe Faigrave jako pierwsza kobieta wykonała skok na
spadochronie, a potem została doradca technicznym w Narodowym Dorad-
czym Komitecie ds.Aeronautyki w rządzie Roosevelta.
Kobiety dość zdecydowanym krokiem wkroczyły do lotnictwa. W 1932 roku
Amelia Earhart samotnie przeleciała Atlantyk, 3 lata pózniej jako
pierwsza przeleciała nad Pacyfikiem lecąc z Honolulu do Oakland.
Niestety jej próba samotnego okrążenia świata lotem wzdłuż równika,
podjęta w 1937 roku, zakończyła się śmiertelnym wypadkiem.

Kobiety zaczęły również walczyć w tym okresie o prawo do kontrolo-
wania liczby posiadanych dzieci. Pionierką w tej dziedzinie była
Amerykanka Margaret Sanger, która w 1921 roku założyła Ligę Kontro-
li Urodzen, które potem została przekształcona w Amerykańską Fede-
rację Planowego Rodzicielstwa.
A Brytyjki, w 1921 roku założyły klinikę antykoncepcji. W dwa lata
pózniej wywalczyły prawo do rozwodu z winy niewiernego męża.

Wyjście kobiet z domowych pieleszy zaowocowało również rewolucją
w kobiecej modzie. W szybkim tempie odeszły gorsety, stosy halek,
poduszki formujące krągłośći, olbrzymie kapelusze.
Stroje zyskały wygodę, stały się praktyczne, pomijające swym kro-
jem atrybuty kobiecości, włosy stały się krótkie, kapelusze sym-
boliczne.
To w tym okresie Coco Chanel wylansowała swoją, do dziś tak lu-
bianą sukienkę "mała czarna" i swój kostium.
To w tamtych latach czarnoskóra piosenkarka Bessie Smith nagrywała
utwory jazzowe z Louisem Armstrongiem, Bennym Goodmannem i Cole-
manem Hawkinsem.
To lata dwudzieste i trzydzieste dały nam Marlenę Dietrich i Gretę
Garbo, Wirginię Woolf, Radclyffe Hall.
Kobiety zaczęły śmiało pisać o swoich odczuciach, pragnieniach,
dążeniach i warunkach, jakie chcą mieć.

Ten intensywny rozwój został brutalnie przerwany przez wybuch II
wojny światowej. Marzenia i dążenia zostały odłożone "na półkę",
a kobiety poza pracą zawodową i troską o dom, musiały zaangażować
się w walkę z wrogiem.
Następne wydarzenia światowe przyćmiły czar beztroskich lat dwu-
dziestych i trzydziestych, odsuwając je w mrok zapomnienia.