niedziela, 9 maja 2010

228. Daleko, daleko stąd.....

....w sobotę, pierwszego maja rozpoczęła się w Szanghaju EXPO 2010.
Swym rozmachem bije na głowę wszystkie dotychczasowe edycje. Dla Chin
ma być oznaką potęgi, nowoczesności i dialogu ze światem. A jak będzie -
z oceną musimy zaczekać do 31 pazdziernika tego roku.

Wystawę zlokalizowano w samym centrum Szanghaju, na obszarze ponad
pięciu kilometrów kwadratowych. Oczywiście teren ten nie stał pusty i nie
czekał na zagospodarowanie. By pozyskać ten teren pod wystawę wysiedlo-
no 60 tysięcy mieszkańców, przeniesiono 272 zakłady przemysłowe, w tym
stocznię wraz z 10 tysiącami robotników.
Uruchomiono pięć nowych linii metra, sto linii autobusowych, zbudowano dwa
terminale lotnicze, powstało 31 dróg szybkiego ruchu, 5 parkingów typu
"parkuj i jedz", dziesiątki nowych dróg, tuneli i mostów.

Tematem tegorocznego EXPO jest "Lepsze miasto, lepsze życie". Organiza-
torzy przewidują, że będzie to wystawa o największej jak dotąd liczbie państw
uczstniczących, bo będzie ich aż 200, spodziewają się około setki głów państw,
70 do 100 mln turystów, którzy wezmą udział w 20 tysiącach wydarzeń kultu-
ralnych.

Na sfinansowanie tego przedsięwzięcia przeznaczono największy w historii
EXPO budżet - 33 miliardy dolarów, w tym 4 miliardy, które pochłonął
sam obszar wystawy. Koszty tego przedsięwzięcia przekroczyły całkowity
koszt zorganizowania Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, w 2008 roku.
Na całym terenie wystawy są zamontowane panele słoneczne o łącznej mocy
pięciu tysięcy megawatów, więc EXPO 2010 jest praktycznie największą
elektrownią słoneczną w Chinach.

Jak wiemy, mamy na świecie kryzys finansowy i wiele państw było gotowych
zrezygnować z udziału w EXPO, więc Chiny, chcąc przyciągnąć jak najwięcej
gości, wybudowały na swój koszt kilkadziesiąt pawilonów wystawowych i
pobierają niewielką opłatę za ich wynajem. Niewiele brakowało, by Stany
Zjednoczone Ameryki nie wzięły, z powodu kryzysu, udziału w tegorocznym
EXPO. Sytuację uratowali ponoć bogaci Amerykanie chińskiego pochodzenia.

Oczywiście EXPO to nie tylko koszty finansowe ale i zapewnienie wszystkim
odpowiedniego bezpieczeństwa. Już przed 1 maja milicjanci z psami patrolo-
wali dniem i nocą dzielnicę bankową. W metrze sprawdzano bagaże przy
pomocy skanerów takich jak na lotniskach. Wśród urzędników pracujących
w centrum miasta rozprowadzono specjalny podręcznik objaśniający, jak
rozpoznać zamachowca-samobójcę, pas z ładunkami wybuchowymi i jak
odróżnić zwykły telefon od zapalnika.
Od początku kwietnia sprzedaż noży jest dozwolona tylko w wytypowanych
sklepach i spisywane są dane nabywcy z jego dokumentów.
O miejsca pracy stworzone na czas działania wystawy moga się ubiegać
wyłącznie obywatele, którzy nie są spokrewnieni i nie mają żadnych powią-
zań z opozycjonistami politycznymi.

Czytam o tej wystawie i pusty śmiech mnie ogarnia - tam bez problemu
wysiedlono 60 tysięcy mieszkańców, a u nas nie może powstać obwodnica
Warszawy bo w wielu miejscach mieszkańcy nie zgadzają się na inne, pro-
ponowane im miejsce zamieszkania, a w jednym z ruchliwych punktów
miasta tory tramwajowe i cała ulica omijały łukiem pewien dom całymi
latami, tylko dlatego,że jego właścicielowi nie podobały się proponowane
przez miasto nowe lokalizacje jego domu.

I jeszcze jedno z obserwacji Chin wynika - czasami dzięki "zamordyzmowi"
można wiele osiągnąć. Przykładem tego są Chiny i Singapur.

Informacja dla tych, którzy się tam wybierają: koszt biletu wstępu na
Wystawę to tylko 23,5 dolara , ale nie sądzę by jednego dnia można było
dużo zwiedzić.

Forum,17/18,2010

środa, 5 maja 2010

227. Na pocieszenie

We Francji ukazała się książka historyka klimatu, pana
Emmanuela Garnier, pt. "Kaprysy pogody.500 lat ciepła i zimna
w Europie".

W swojej książce naukowiec dowodzi, że rozpatrując zmiany
klimatyczne nie należy kierować się tylko ruchem lodowców.
Alpejski lodowiec Grand Aletsch,stał się medialnym symbolem
ocieplenia klimatu. Wciągu ostatnich 150 lat lodowiec cofnął się
o 3,4 km, ale Garnier przypomina,że za czasów Chrystusa był
on jeszcze mniejszy.

Lata 950 - 1200 były bardzo gorące, a po nich nadeszły małe
"epoki lodowcowe, około 1300, 1550 i 1700 roku, które zbiegły
się w czasie z mniejszą aktywnością plam na słońcu.

Zimy z roku 1608 i 1709 można określić jako lodowe okowy, co
w żadnym stopniu nie zapobiegło wręcz tropikalnym temperatu-
rom letnim w latach 1665 -1680.

W swojej książce Garnier opiera się na świadectwach histo-
rycznych, takich jak: pamiętniki, księgi parafialne, w których
spisywano modlitwy o zmianę pogody, dokumenty wsi i miast
walczących ze skutkami klęsk żywiołowych. Wynika z nich,że
każde stulecie miało swoje klimatyczne zawirowania.

W okresie lat 1500 - 2009 nad Europą przeszły 22 huragany
o sile 10 - 12 stopni w 12 stopniowej skali Beauforta.
W latach 60. XVI wieku susza trwała na naszym kontynencie
aż 350 dni.
Fala powodzi w 1784 roku skończyła się straszną katastrofą.
Ocieplenie w IX i X wieku spowodowało stopnienie gór lodowych
na morzach północnych,co znacznie ułatwiło wikingom ekspansję.
A wybuch indonezyjskiego wulkanu Tambora w dniu 15 kwietnia
1815 roku sprawił, że rok pózniej nie było w Europie lata.

Pamięć ludzka jest ulotna, nie notujemy na co dzień jaka była
danego dnia pogoda, codzienne, następujące szybko po sobie
wydarzenia zacierają w naszej pamięci szczegóły pogody.

I gdy nad naszymi głowami przez kilka godzin przewala się silna
burza, deszcz leje się strugami i studzienki nie są w stanie
odbierać tej ilości wody, jesteśmy przekonani,że to z pewnością
burza stulecia, jakiej jeszcze nie było.

Z punktu widzenia historyka już wszystko było i z pewnością się
powtórzy.
Ale to nam i tak nie pomoże rozwikłać problemu, gdzie w tym
roku będzie latem najładniejsza pogoda.:)))

Forum nr.17/18 2010

poniedziałek, 3 maja 2010

226. Nie tylko majówka

Nie wiem jak u Was, ale u mnie pogoda jakoś nas nie rozpieściła. Wprawdzie
jest ciepło, ale ciągle ciągle coś pada, a dziś jest dość silny wiatr.
Ale już nadchodzi czas, że każdy weekend można swobodnie przeznaczyć na
wycieczki.
Przyznam się, że nawet w moim rodzinnym mieście odkryłam miejsce,
w którym nigdy nie byłam - to warszawskie Filtry. Gdyby nie upór i determi-
nacja najlepszego w dziejach Warszawy prezydenta, p.Sokratesa Starynkie-
wicza, filtry długo by nie powstały. Z ciekawostek należy wymienić, że
Starynkiewicz był carskim generałem, narzuconym Warszawie siłą. Ale to
właśnie Starynkiewicz doprowadził do tego, że warszawskie Filtry powstały
wcześniej niż w Petersburgu i uważane były, od samego początku, za cud
techniki i architektury. To jemu Warszawa zawdzięczała pierwszą publicz-
ną linię tramwaju konnego, sieć telefoniczną, budowę gazowni na Woli,
przebicie ulicy Miodowej do Krakowskiego Przedmieścia, otwarcie cmenta-
rza na Bródnie.
W lipcowe i sierpniowe soboty można z przewodnikiem zwiedzać Filtry.
Zapisy na tę wycieczkę pod numerem: 22-6999-77-09, a bliższe informacje
są na www.mpwik.com.pl
Można również wewnątrz fotografować, więc będą pamiątkowe zdjęcia.

Jeżeli dawno nie byliście w pałacu w Wilanowie, to warto znów go odwiedzić.
Już od ubiegłego roku trwają tu badania archeologiczne, które są prowadzone
na górnym i dolnym tarasie ogrodu barokowego, oraz w części zachodniej. Jest
to pewne utrudnienie dla zwiedzających pałac i ogród, ale naukowcy chętnie
rozmawiają ze zwiedzającymi na temat znalezisk z XV -XVII wieku, a więc
z okresu nim pałac tu powstał.
Poza tym przywrócono pałacowi kolorystykę fasad z okresu gdy mieszkał tu
Jan III Sobieski i jego następna właścicielka, Elżbieta Sieniawska.
Dotychczasowa barwa fasad w kolorze musztardy ze śmietaną została zastą-
piona barwami w barokowym stylu. Mnie się podoba, ciekawa jestem jakie
na Was zrobi wrażenie.
Przypominam, że w niedzielę, w godz.10,30 - 18,30 wstęp do pałacu jest
bezpłatny.
Więcej informacji na: www.wilanow.palac.art.pl

Tym, którzy lubią zwiedzać nietypowe miejsca, polecam Muzeum
Gazownictwa, ul.Kasprzaka 25. Do roku 1978 produkowano tu dla Warszawy
gaz miejski pozyskiwany z węgla. Gdy zastąpiono go gazem ziemnym
gazownia opustoszała, ale w budynkach aparatowni i tłoczni gazu zorgani-
zowano Muzeum Gazownictwa. Oprócz zestawu przeróżnej aparatury,
której nazwy brzmią nieco kosmicznie ( np. rotacyjna ssawa), powstała
wystawa obrazująca wnętrze domu XIX-wiecznego mieszkańca Warszawy,
który lubił nowoczesność. Są tu gazowe lampy, piecyki, a nawet lodówka
na gaz.
Raz w roku w Muzeum Gazownictwa organizowany jest plener fotograficzny.
Muzeum jest czynne od poniedziałku do piątku od 9,00 - 14,00 , wstęp
jest bezpłatny.
Więcej informacji: www.muzeumgazownictwa.com

O wycieczkach w ciekawe miejsca w okolicach Warszawy napiszę następnym
razem.

Ciekawe miejsca do zwiedzenia wyczytacie w
Fokus-Ekstra, nr.maj-czerwiec 2010

wtorek, 27 kwietnia 2010

225. W perspektywie lato

Za oknem wiatr i deszcz i jakoś mało ciepło. Dość marnie jawi się
nadchodząca majówka, bo straszą nas deszczem. Przeglądam
"nowinki turystyczne", dotyczące wyposażenia. Prawdę mówiąc
to nawet nie wiem, po co to robię, bo jedyny wypad turystyczny,
jaki mi grozi to ogródek koło domu. Ale może ktoś z Was będzie
tym zainteresowany, więc uprzejmie donoszę:

- za oceanem,za skromną sumę 2450 dolarów można nabyć solidny
rower turystyczny, Surly Big Dummy Complete. Nie nadaje się co
prawda do jazdy po piachu i dużym błocie, ale wytrzymuje
180-kilogramowe obciążenie, więc sprawdza się przy wożeniu
dzieciaków i ekwipunku wakacyjnego.

- za sumę około 1000 złotych, posiadacze rowerów enduro i górali,
mogą nabyć urządzenie do zdalnego regulowania wysokości siodełka,
bez potrzeby zsiadania z roweru.

- australijska firma Pacsafe wyprodukowała specjalną metalową
siatkę, chroniącą plecak przed włamaniem. Jej elastyczność i
konstrukcja pozwala na dokładne owinięcie nią plecaka, a po
ściągnięciu końcówek zamknięcie całości na kłódkę i przypięcie do
półki w pociągu lub autobusie. Tani patent to nie jest , model
Pacsafe 140 stanowiący osłonę dla 140-litrowego plecaka
kosztuje w sieci około 340 złotych.

- dla tych, którzy mają sporo gotówki i działkę, a nie mają jeszcze
na niej domku, proponuję zakupienie mongolskiej jurty. Jest
całkiem spora, ma 90 m kwadratowych powierzchni, jej dach i
ściany są wykonane z impregnowanej wełny i jedwabiu. Ma dwa
łóżka, umywalkę, piec węglowy. Fajne to, ale bez podatku
kosztuje...około 7400 euro.

-słowacka firma może wyprodukować na nasze zamówienie kajak
Civet Cat z włókna węglowego i aramidowego, z karbonowymi
siedziskami i podpórkami pod stopy. Jest lekki i można nim
płynąć bardzo szybko.

- a tym, którym do życia potrzebna jest duża dawka adrenaliny,
proponuję slackling, czyli spacer po taśmie, rozpiętej nad
ziemią. Dla początkujących wystarczy emocji, gdy jest rozpięta
na wysokości naszych bioder, a dla tych nałogowych i bardzo
sprawnych ryzykantów jest odmiana o nazwie high lining. W tej
wersji "zabawy" taśma jest rozpięta nad przepaścią.
30 stycznia, nasz rodak, Jan Gałek przeszedł tam i z powrotem
po taśmie rozpiętej pomiędzy dwiema wysokimi skałami w
amerykańskim Joshua Tree National Park. Wyczyn ten przeszedł
do historii - Jan Gałek jest drugim na świecie człowiekiem,
któremu udało się pobić światowy rekord high liningu.

Życzę wszystkim udanej majówki, może jednak nie będzie padać?


więcej ciekawostek wyczytacie
w Focus nr 5/2010

środa, 21 kwietnia 2010

224. Eyafjoll

Ostatni występ islandskiego wulkanu przypomniał nam, że Ziemia tylko
pozornie jest całkowicie opanowana przez człowieka. Erupcja wulkanu
Eyafjoll była wprawdzie nieduża, ale rozprzestrzenienie się obłoku pyłu
nad rozległymi obszarami Europy całkiem solidnie skomplikowało nam
wszystkim życie.

Siłę wybuchu wulkanu naukowcy klasyfikują używając wskaznika eksplo-
zywności wulkanicznej (VEI), który przyjmuje wartości od 0 do 8.
Wskaznik ten określa się na podstawie ilości materiału wyrzuconego przez
wulkan, wysokości na jaką został on wyrzucony oraz czasu trwania erupcji.
Skala VEI jest logarytmiczna, podobnie jak skala klasyfikacji trzęsień ziemi.
Erupcja ze wskaznikiem" VEI 5" jest dziesięciokrotnie silniejsza niż erupcja
ze wskaznikiem "VEI 4."
Jaki jest wskaznik VEI dla Eyafjoll, jeszcze dokładnie nie obliczono, ale
"roboczo" wulkanolodzy określają go na dwa lub trzy. Podobna była erupcja
Etny w roku 2002 i 2003. Są to erupcje, które przynajmniej raz do roku
występują na naszej planecie.

Ostatnia erupcja o takiej skali miała miejsce w Islandii w 2004 roku, gdy
wybuchł wulkan Grimsvotn. Wtedy pyły wulkaniczne "pożeglowały" na
północ i nie zagroziły europejskim szlakom lotniczym.
Wulkanolodzy nie są w stanie przewidzieć kiedy ustanie obecna erupcja-
może to trwać równie dobrze kilka lat jak i zakończyć się w ciągu najbliż-
szych kilku dni.
Ostatnia erupcja Eyafjoll miała miejsce w 1823 roku i trwała ponad rok, a
więc każdy scenariusz jest możliwy.

Wulkanolodzy bardzo lubią Islandię. Jest tam aktywnych aż 30 systemów
wulkanicznych, więc jest co badać. To bardzo niebezpieczne zajęcie i już
zdarzało się, że wulkanolodzy ginęli na posterunku.
Islandia leży bezpośrednio nad "plamą gorąca", czyli sięgającą blisko po-
wierzchni Ziemi kolumną gorącej, stopionej skały, która wydobywa się
z jądra Ziemi. Ta "plama gorąca" znajduje się tuż pod Grzbietem Śród-
atlantyckim- jest to pęknięcie w skorupie ziemskiej, przecinające cały
Atlantyk , tworzące szczelinę w dnie oceanu, przez którą bez przerwy wy-
dostaje się gorąca lawa.
W ciągu ostatnich dziesięciu lat wulkanolodzy zarejestrowali nasilenie groz-
nych pomruków z głębin co wskazuje na fakt, że Islandia wkracza w okres
zwiększonej aktywności wulkanicznej i można się spodziewać naprawdę
silnych eksplozji.

Ostatnia silna erupcja miała miejsce w Islandii w 1783 roku, podczas wybu-
chu wulkanu Laki. Wulkan wyrzucał z siebie fontanny lawy i obłoki pyłu
wulkanicznego przez 8 miesięcy. Dwutlenek siarki uśmiercił ponad połowę
żywego inwentarza na wyspie, co doprowadziło do śmierci głodowej blisko
jedną czwartą mieszkańców Islandii.
Gdy obłok pyłu przesunął się na południe, spowodował również wiele szkód
w Europie. Dwutlenek siarki i nietypowe warunki pogodowe spowodowały
w całej zachodniej Europie bardzo silne zamglenia i śmierć tysięcy ludzi w
latach 1783 i 1784. Mgła była tak gęsta, że w całej Europie statki nie wypły-
wały z portów. Dalej położone obszary też ucierpiały - w Japonii były kata-
strofalnie niskie zbiory ryżu, w Afryce i na subkontynencie indyjskim nastą-
piło osłabienie monsunów.
Erupcji wulkanu Laki przypisano VEI równy 6. Ale największy wybuch na
Islandii, dwu lub nawet trzykrotnie silniejszy od wybuchu Laki, miał miejsce
w 1362 roku, podczas erupcji wulkanu Oraefajokull. Był to najsilniejszy
wybuch wulkanu w Europie, w ciągu ostatnich 2000 lat.

Wulkanolodzy wiedzą ,że raz na sto tysięcy lat dochodzi do prawdziwej kata-
strofy, czyli wybuchu superwulkanu. Taki wulkan wyrzuca wtedy tysiąc
kilometrów sześciennych wnętrzności Ziemi, a obłoki pyłów i gazów na całe
lata przesłaniają niebo. 74 tysiące lat temu wulkan Toba na Sumatrze wypluł
ze swego wnętrza magmę o objętości Mount Everestu.

Wybuchy superwulkanów wiązały się z okresami masowego wymierania ga-
tunków. W okresie permu, 250 mln lat temu, z Ziemi zniknęło ponad 90
gatunków żyjących w oceanach.
Super wulkany nie zawsze są wyraznie widoczne na powierzchni Ziemi, co
utrudnia znacznie naukowcom przewidywanie, kiedy może nastąpić kolej-
ny wybuch.
Miejsc, w których może nastąpić taki super wybuch jest wytypowanych
sporo: wulkan Yellowstone w stanie Wyoming, Phelegrean na zachód
od Neapolu, Lake Taupo w Nowej Zelandii, któryś z wulkanów w Indonezji,
na Filipinach, w krajach Ameryki Środkowej, w Andach, Japonii, na Kam-
czatce i w Europie na wyspach Morza Egejskiego: Kos i Nisyros.

W 2005 roku z inicjatywy Geological Society of London powstała grupa
robocza, której zadaniem było zbadanie zagrożenia ze strony superwulka-
nów. A oto wyniki badań:
"Może dojść do poważnych zniszczeń na obszarze o rozmiarach Ameryki
Północnej lub Europy, a przez kilka lat po erupcji mogą się utrzymywać
silne zaburzenia klimatyczne na całym globie. Takie wydarzenia mogą
doprowadzić do ruiny gospodarkę rolną, spowodować znaczne zakłócenia
dostaw żywności i plagę głodu. Skutki mogą być na tyle poważne, by
zagrozić samym podstawom cywilizacji."

No cóż, chyba jednak musimy zmienić opinię, że jesteśmy panami Ziemi.
My jesteśmy tu tylko chwilowymi gośćmi i tak też powinniśmy się
zachowywać, z pełnym szacunkiem do tego co Ziemia nam oferuje.


Forum, 16/2010

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

223. Fenomen ludzkiej pamięci

Czy lubiliście w dzieciństwie słuchać opowieści swych dziadków lub rodziców
o ich dzieciństwie? Ja - bardzo, zwłaszcza opowieści babci, która urodziła się
i wychowała we Lwowie. Jak dla mnie było to wielce egzotyczne miejsce ,bo
w Dowodzie Osobistym babci miejsce urodzenia było: "Lwów, ZSRR".
Nie bardzo rozumiałam wtedy, dlaczego ten wpis tak bardzo denerwował
babcię. Mnie te opowieści babcine bardzo się podobały, a raz do roku zdarzało
się, że jezdziłam z babcią do jej sióstr, na Śląsk. I wtedy zdarzały się chwile,
gdy trzy siostry wspominały to samo zdarzenie, ale każda z nich pamiętała je
inaczej. Wiekiem były do siebie zbliżone, bo przychodziły na świat co dwa lata.
A ja nie mogłam się zorientować, które wspomnienie jest najbardziej auten-
tyczne.

Nie wiedziałam wówczas, że opowiadając o przeszłości my nie odtwarzamy
wcześniej zakodowanej informacji tak jak nagrania filmu czy też muzyki. Nie
mamy takiej możliwości, bowiem w pamięci przechowujemy tylko wycinki
informacji, z których za każdym razem na nowo odtwarzamy historię. Często
do tych fragmentarycznych własnych wspomnień dodajemy coś co tylko
słyszeliśmy od osób z nami związanych.
Powstaje pytanie dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nie odtwarzamy dokładnie
tylko zakodowanych informacji?. A może jesteśmy notorycznymi kłamcami?
Na te pytania starają się odpowiedzieć liczne rzesze psychologów.

Psychologowie podkreślają, że cechą osobistych wspomnień jest wybiórcze
wydobywanie z pamięci szczegółów stosownie do tego, co aktualnie jest nam
potrzebne, co chcemy osiągnąć. I nie jest to świadoma manipulacja, ale taka
interpretacja przeszłości, która będzie zgodna z tym, co czujemy i myślimy,
opowiadając o zdarzeniach z przeszłości.
Pamięć autobiograficzna jest dla człowieka bardzo ważna - zapamiętujemy
informacje na temat samego siebie, by stworzyć spójną tożsamość, by mieć
poczucie ciągłości swego istnienia. Dzięki wspomnieniom analizujemy własną
drogę życiową oraz możemy zaplanować przyszłość. Dzielenie się wspomnie-
niami tworzy więzi między ludzmi, wyzwala empatię , pozwala się zaprezen-
tować.

Od dawna wiadomo,że ludzie piszący autobiografie często je ubarwiają. Robił
to Heinrich Schliemann uciekając się często do kłamstw dotyczących swego
dzieciństwa, malarka Tamara Łempicka, która przez całe życie ukrywała
prawdę o swym ojcu, który był zamożnym rosyjskim Żydem.
Ernest Hemingway, pozując na twardziela ukrywał swą wrażliwość i kom-
pleks niższości. Ryszard Kapuściński też budował swój wizerunek reportera
macho oraz kreował na nowo postać swego ojca, przez którego czuł się niedo-
ceniany.

Nie wszystko zapamiętujemy, niektóre przeżycia budzące negatywne uczu-
cia wypieramy ze świadomości. Wypieramy równięż często i te pozytywne,
jeśli nam przeszkadzają. Odsuwamy też wspomnienia związane z lękiem.
Ale w psychologii nic nie jest proste- potrafimy zaanektować cudze wspom-
nienia jako własne. Usłyszymy jakąś opowieść rodzinną , która zrobiła na
nas wielkie wrażenie i choć nie byliśmy nigdy naocznym świadkiem tego
wydarzenia, jesteśmy przekonani, że sami to przeżyliśmy.

I nie łudzmy się,że wszystko dobrze pamiętamy. Wcale tak nie jest. Pewien
naukowiec zadał grupie uczniów I klasy szkoły średniej trzy dość proste
pytania: czy rodzice zachęcali cię do uprawiania sportu? czy religia była
dla ciebie pomocna? czy zostałeś kiedyś ukarany cieleśnie?
To samo pytanie, zadał tym samym osobom w 34 lata pózniej. Okazało się,
że odpowiedzi osób dobiegających obecnie dom pięćdziesiątki znacznie
różniły się od ich odpowiedzi z okresu I klasy szkoły średniej.
Rodzicielskie zachęty do uprawiania sportu pamiętało tylko 40% ankieto-
wanych, wobec 60% zgłaszanych w szkole, tylko 30% pamiętało o karach
cielesnych, a w szkole wspominało o tym 90% uczniów, wg 25% religia
pomagała im w życiu, ale 34 lata wcześniej uważało tak aż 70% uczniów.

Lubię czytać biografie i autobiografie. Niewątpliwie autobiografie są w dużej
mierze autokreacją, a nie wyliczeniem suchych faktów z życia autora. Ale
jeśli napisane są ciekawie, to nie powinniśmy mieć autorowi za złe drobnych
upiększeń.


na podst. art. Katarzyny Sroczyńskiej,
Focus nr 5/2010

czwartek, 15 kwietnia 2010

222.Kupić można .......

.....prawie wszystko, najczęściej to tylko kwestia ceny, tak mówią ludzie
doświadczeni.
Poprzedni post poświęciłam historii korony polskich królów. Ale wiadomo,
sama korona to za mało, należało mieć również zezwolenie na koronację i
papieską akceptację. Wiadomo, nic nie ma darmo, za wszystko się płaci, więc
i za takie zezwolenia należało zapłacić. Oficjalny cennik nie istniał, jak zwykle
w kościele była to kwota "co łaska", byle dużo.

W czasach rozbicia dzielnicowego należało przelicytować możliwości finan-
sowe rywala, w okresie wyborów elekcyjnych wystarczało przekupić grupę
magnatów, hierarchów kościelnych lub określone stronnictwo polityczne.
Nie tylko pieniądze się liczyły,ważne były również obietnice konkretnych
urzędów na królewskim dworze dla tych, którzy forsowali określonego
kandydata.

W XIII i XIV wieku polskie delegacje trzykrotnie wyruszały do Rzymu i do
Awinionu, ówczesnych siedzib papieskich. Posłowie byli wyposażeni w odpo-
wiednie atrybuty, czyli zasoby finansowe na łapówki oraz pisma polecające
do ważnych urzędników kurii papieskiej.

Niewątpliwie wielkim pechowcem był książę HenrykIV Probus ( Rzetelny).
Był człowiekiem świetnie wykształconym, cenionym przez dwory czeskie i
niemieckie za świetne gospodarzenie własnym księstwem wrocławskim, a
w chwili, gdy uzyskał tron księcia krakowskiego był naprawdę b.poważnym
kandydatem do polskiej korony. Cesarz niemiecki nie tylko nie zgłaszał
zastrzeżeń , chciał nawet sam go koronować na króla. I wtedy padł pierwszy
cios - arcybiskup gnieznieński, Jakub Świnka (nomem omen?) zaprotesto-
wał, mówiąc , że nie godzi się przyjmować korony z rąk świeckich, do tego
niemieckich. Koronacja wymagała, jego zdaniem, akceptacji papieża.
Henryk IV uznał jego racje i wysłał do Rzymu, do papieża Mikołaja IV, swego
zaufanego dworzanina, Jana z Goćwina. Przychylność papieża miała zjednać
kwota 10 tysięcy grzywien, a w tamtym okresie 1 grzywna miała wartość
210 gramów srebra. Dodatkowe tysiące grzywien mieli otrzymać kardynało-
wie z otoczenia papieskiego, by decyzja zapadła dość szybko.
Jan z Goćwina poczuł niebywały pociąg do zrobienia interesu życia i wymienił
1/3 otrzymanych środków na fałszywe monety. Otoczenie papieskie jednak
dobrze znało się na rzeczy i Jan, ścigany przez służby papieskie i książęce
zbiegł do Wenecji. Chcąc uniknąć kary postanowił zabić Henryka IV. Jego
wspólnikiem został rodzony brat, Jakub, któremu złodziej dostarczył wielce
skuteczną truciznę.Posmarowany nią nóż do krojenia chleba wyekspediował
Henryka IV w zaświaty, 23. czerwca 1290 roku.
W licznych kronikach zagranicznych można wyczytać, że nie tylko Jan chciał
pozbyć się księcia.Inicjatywę tę przypisują księciu Henrykowi V Brzuchatemu
i innym, nie wymienionym znaczącym osobom.

Henryk IV Probus w swym testamencie wyznaczył, jako kandydata na króla
Polski, władcę Wielkopolski, Przemysła II.
Książę wysłał do Rzymu kilkuosobową grupę posłów obficie zaopatrzoną w
fundusze. Gdy już byli na miejscu, okazało się, że w tym samym celu prze-
bywają posłowie czeskiego króla Wacława II, który również ubiegał się o
polską koronę. Sprytni posłowie Przemysła II przekupili konkurencję i
poseł Wacława II , w imieniu swego pana (bez jego wiedzy) zrezygnował z
polskiej korony, a pieniądze zachował dla siebie. Nie nacieszył się długo
nimi, gdyż z polecenia króla czeskiego zamordowano go jeszcze we Włoszech.

Przemysł II też nie nacieszył się podstępnie zdobytym tytułem. Był królem
Polski niecałe 8 miesięcy. Został zmordowany w Środę Popielcową 8 lutego
1296 roku we wsi Sarniki pod Rogoznem. Za zamachem pojawiła się niewy-
raznie postać.....Władysława Łokietka, który w niedługim czasie zaczął
starania o polską koronę.

Ale "przepchnięcie" tego kandydata było niezwykle trudne. Łokietek był
obłożony dwukrotnie klątwą kościelną, a poza tym - był lennikiem króla
czeskiego. Bez jego zgody nie mógł ubiegać się o żadne zaszczyty, a na
dodatek,władca Czech Jan Luksemburski, spadkobierca Wacława II (tego
wykiwanego przez Przemysła II), sam miał zamiar ubiegać się o polską
koronę. Krzyżacy również protestowali w Rzymie przeciw Łokietkowi, bo wg
nich w walkach z Zakonem korzystał z pomocy pogańskich oddziałów
litewskich i tatarskich. Za to groziła mu kolejna klątwa.
Gorącym i niezwykle skutecznym pomocnikiem Łokietka w staraniach
o polską koronę był biskup włocławski, Gerward.
Pierwszym jego krokiem było złożenie u papieża petycji wszystkich możnych
i hierarchów polskich, która przedstawiała wszystkie nieszczęścia jakie wciąż
spotykają naród pozbawiony koronowanego władcy.Zwrócono też uwagę, że
wszak regularnie jest płacone świętopietrze. W ślad za petycją uruchomiono
odpowiednie środki finansowe, a skąpy dotąd Łokietek sypnął złotem i sre-
brem. Papież Jan XXII, za pomocą wielce pokrętnej argumentacji nie miano-
wał wprawdzie Łokietka królem Polski, ale nie odmówił mu prawa do ubie-
gania się o tytuł króla ...krakowskiego. Jednocześnie jego rywalowi,Janowi
Luksemburskiemu przyznał prawo do wielkopolskiego królestwa Przemysła II
i Wacława II. Jednocześnie papież podkreślił, że ewentualna koronacja
Władysława Łokietka powinna odbywać się tak, by "niczyje prawa nie zostały
naruszone". Ten "salomonowy" wyrok w pełni zadowolił Łokietka, który czym
prędzej koronował się w Krakowie na króla Polski.
Papież nie zaoponował. "Rocznik lubuski" z 1320 roku tak tłumaczył tę
sprawę: Jan XXII otrzymał od Władysława Łokietka "czynszowników- od tej
pory każdy mieszkaniec królestwa polskiego obowiązany był do płacenia
papieżowi 1 denara rocznie. Był to denar Świętego Piotra.
Papież milczał, bo dobrze znając Łokietka obawiał się, że ten, w odwecie, może
zdradzić kulisy tronowej transakcji.


Wiadomości do obu postów czerpałam z dwóch książek Andrzeja Zielińskiego:
"Przekleństwo tronu Piastów",
"Początki Polski.Zagadki i tajemnice"