sobota, 2 stycznia 2021

Zimowa eskapada- XI

 Wreszcie nadszedł, niemal po roku, wieczór wyjazdu do Egiptu. Podobna  była pora, a zwłaszcza ulubiona godzina odlotów czarterowych. Cała reszta była jednak różna, ale Mira i Michał chyba o tym samym myśleli od chwili wejścia do hali odlotowej, bo w pewnej chwili Michał pociągnął Mirę w stronę informacji i tam  ją na oczach nieco zdumionych przyjaciół namiętnie pocałował. 

Na pytające spojrzenie swego ojca powiedział - aaa, tak jakoś zebrało mi się na wspominki, a wszelakie  dworce i lotniska świetnie się do takich scen nadają. Ale ojciec zupełnie nie skojarzył, bo przecież nie wiedział, że oni właśnie tu się poznali. 

"Ryszardy"- jak mówili między sobą Mira i Michał, wyglądali bardzo sportowo. Rysia, gdy rozejrzała się po strojach grupki lecącej do  Egiptu odkryła, że nie było ani jednej kobiety  ubranej w buty na szpilkach i tylko 4 panie (skrupulatnie policzyła) były w spódnicach, z tym że jedna z nich to była wielce leciwa pani. I od razu podzieliła się tym spostrzeżeniem z Mirką i jej teściową. A przecież- powiedziała- szpilki wysmuklają sylwetkę.  

Ale nie niwelują wcale ani 10 dekagramów nadwagi - wypaliła Mirka.  Od wskoczenia w szpilki z pewnością nie ubędzie ani kilogramów na wadze  ani nie zmniejszy się obwód bioder czy talii. Co najwyżej lepiej wyglądają nogi, chociaż czasami widz się tylko zastanawia jak taki cieniutki obcas wytrzymuje taki nacisk. Rysia automatycznie uległa zapowietrzeniu się i już nic nie mówiła.

Tym razem podróż zaczynali od Kairu. Hotel, który mieli zarezerwowany był zaledwie  o 10 minut drogi pieszo od  Muzeum Egipskiego. W cenie były śniadania i kolacje. Co prawda nie był pięciogwiazdkowy a zdobiły go tylko trzy  gwiazdki, nie mniej  lśnił czystością, miał całkiem ładne łazienki, podwójne łóżko z powodzeniem pomieściłoby cztery osoby, a większość pokoi miała  balkony. W cenie były śniadania i kolacje, wszystko w formie szwedzkiego stołu. Dzień przylotu wszyscy przeznaczyli na odpoczynek. Jednak spanie w samolocie nie jest pełnym wypoczynkiem.

Ponieważ była ich szóstka  często korzystali z taksówek wieloosobowych, które były znacznie tańsze od zwykłych . 

Do Muzeum Kairskiego poszli "nowicjusze",  a Michał i Mirka przeznaczyli ten dzień na odkrywanie najbliższego otoczenia hotelu. Nie da się ukryć, że w najbliższym otoczeniu co krok niemal był jakiś hotel - jeśli się człowiek zagapił to mógł z powodzeniem wejść  do innego niż ten,  z którego wyszedł rano. No i do Gizy nie było stąd daleko- zaledwie godzina drogi autobusem.  

Ale do Gizy to ani Michał ani Mirka nie  mieli ochoty jechać. Wysłali tam nowicjuszy- no bo jak? być w Egipcie i nie być w Gizie to tak jakby być w Rzymie i nie  zobaczyć  żywego papieża. 

Wpierw sami powędrowali na targowisko Khan Khalili,  do którego dojście  zajmowało raptem 15 minut . Targowisko było w tym miejscu już 700 lat i na jego terenie była stara, kultowa kawiarnia El Fishawy, która istniała już 250 lat. Podawano w niej kawę parzoną "po turecku" z kardamonem i słodką, miętową herbatę. Prawdę mówiąc to żadne z nich nie odważyło się tu wypić cokolwiek.

 Naczelną zasadą było chodzenie po ulicach Kairu, a tym bardziej po targowisku, bez żadnych torebek czy też plecaków, bo niestety na porządku dziennym były kradzieże.  Torebki na pasku,  tzw. "nerki" i Mirka i Michał nosili pod zapiętą kurtką. Targowisko było olbrzymie i na pewno łatwiej było powiedzieć czego tu nie ma niż co tu można kupić.

Ale oni oboje wcale nie mieli zamiaru kupować jakichś pamiątek. I choć droga  na bazar nie była daleka, to koszmarny ruch samochodowy i hałas, tłumy ludzi idących we wszystkich kierunkach były męczące. Tłumy były tam cały dzień, od wczesnego rana do północy. Wszystkie sklepy funkcjonowały przeważnie do 23,00, lub do 24,00 godziny.

Mieli wrażenie, że mieszkańcy tego miasta nigdy nie śpią. Mirka stwierdziła, że widocznie  sypiają na zmiany. 

Wszyscy razem zwiedzili fortecę Salah Al-Din A-Ayoubi zbudowaną przez Saladyna w XII wieku, Koptyjski Kościół  Prawosławny z drewnianym dachem w kształcie Arki Noego.  Byli też w naprawdę pięknym Al Azhar Park z pięknie utrzymanymi ogrodami, fontannami, wieloma punktami  gastronomicznymi, ładną kawiarnią i teatrem.

Zwiedzili też Muzeum Koptyjskie (które powstało w 1908 roku) ze zbiorami zabytkowych dzieł sztuki,  Abdin Palace Museum,  oraz byli na wyspie nilowej Gezira Island, nazywanej  przez miejscowych Zamalek. To najdroższa i najpiękniejsza  dzielnica Kairu, którą zamieszkuje około 420 tysięcy osób. Znajdują się tu liczne  muzea,  piękne pałace oraz Opera Kairska. Na wyspę można się dostać trzema  mostami.

Z ulgą opuścili Kair, bo miasto- moloch było jednak męczące. Jeszcze  żadne z nich nie było w  aż tak ludnym  mieście tyle dni. Ubiegłoroczny pobyt Mirki i Michała w Kairze był jednak bardzo krótki. 

Teraz tanimi liniami polecieli do Luksoru. Lot trwał zaledwie godzinę i 10 minut,  a gdyby chcieli ten dystans pokonać pociągiem musieliby jechać minimum 10 godzin. Spotkali nawet takich, którzy chcieli się wybrać do Luksoru pociągiem , ale gdy okazało się jak ów pociąg wygląda - czym prędzej zrezygnowali.

Hotel w Luksorze był pięknie położony, bliziutko Nilu a z tyłu był ogród i basen. Pokój Mirki i Michała wychodził na ogród, w pokoju był ekspres do kawy i olbrzymie podwójne łóżko, była ładna łazienka, a hotel miał własną restaurację i bar. Lokalizacja pod względem zwiedzania była dobra, do Świątyń Karnaku było zaledwie 2,8 km, do Doliny Królów 7,2 km. Pogoda była dobra , miłe ciepło a nie wściekły upał. 

Na tablicy ogłoszeń rodzice Michała wyczytali ogłoszenie, że istnieje szansa na komfortowe zwiedzenie Doliny Królów, grobowca Tutenchamona, świątyni Hatszepsut i świątyni Amenhotepa III na terenie kolosów Memnona III, a wszystko to w towarzystwie egiptologa. Na koniec  był lunch w miejscowej restauracji. Pod hotel przyjeżdżał klimatyzowany busik, po wycieczce odstawiał gości do ich hotelu. Jedyny  drobny  mankament- egiptolog mówił po angielsku. Postanowili wykupić tę wycieczkę, tym bardziej, że w każdej chwili można było zrezygnować. Rysia była przerażona bo nie znała wcale angielskiego, ale mama  Michała powiedziała, że to nie szkodzi, ona też właściwie  nie zna, ale co zobaczą to ich. A po powrocie do Warszawy uzupełnią swe wiadomości.

W dwa dni później wszyscy pojechali eleganckim mikrobusikiem do Doliny Królów. I choć Mirka i Michał byli tam  rok wcześniej nie  żałowali, że pojechali tam teraz. Dopiero ten przewodnik zwrócił ich uwagę na fakt, że każdy z tych posągów Amenhotepa III wykuty z kwarcytu w1370 roku p.n.e miał wysokość 15, 60 m,  podstawa dodawała mu  2 metry wysokości więcej, a każdy ważył około 800 ton. Z przodu tronu, po bokach są wykute dwa posągi kobiece- jego żony Teji oraz matki Mutemuji. Boczne  ściany tronu  zdobią reliefy przedstawiające  bóstwa Nilu. Co prawda dziwnie wyglądają te olbrzymie samotne posągi siedzącego na tronie faraona, ale tylko tyle pozostało ze świątyni grobowej Amenhotepa III, która uległa dwa razy siłom natury- raz trzęsieniu ziemi a po jakimś  czasie wylewowi Nilu.

Wprawdzie wszyscy widzieli w Muzeum Egipskim wszystko to co  najcenniejszego wydobyto z grobowca Tutanchamona, wszyscy zwiedzili jego grobowiec. Widać wchodzenie do  grobowców ma jakąś magiczną siłę przyciągania, jak stwierdził Ryszard, ale nie da się ukryć, że malowidła naścienne robią nieprzemijające wrażenie.

                                                      c.d.n.


Zimowa eskapada- X

Czas mijał niepostrzeżenie. Pewnego  październikowego dnia Mirka  odebrała telefon od......brata stryjecznego swego męża. Były Michał wyraził swą radość z faktu, że Mirka weszła do rodziny Sz. Poza tym jest przekonany, że ona i jego brat stryjeczny bardzo do siebie pasują i że życzy im obojgu wszystkiego co najlepsze.

Przez wrodzoną  uprzejmość Mirka  zapytała się, jak się jemu powodzi - okazało się, że on mieszka w Niemczech, a przyjechał do Polski po swoje dokumenty, bo ma zamiar ożenić się z pewną Niemką. Nie żeby to była jakaś wielka miłość, ale dziewczyna dobrze tańczy, jest zabawna i niezła pod wieloma innymi względami no i ma mieszkanie i cierpliwość by uczyć go niemieckiego. 

Mirka potraktowała go dość chłodno, a na pytanie czy mogli by się spotkać powiedziała że oczywiście tak, ale w tej sprawie to niech telefonuje do swego brata, bo ona podporządkowuje swój grafik jego grafikowi, więc jest prościej gdy się z nim umówi, jeśli aż tak go ciekawi co u nich słychać. Oczywiście natychmiast po skończeniu rozmowy zadzwoniła do męża i poinformowała go o tym telefonie. Michał się uśmiał i powiedział, że on osobiście nie widzi nic  ciekawego w tym spotkaniu i na pewno odmówi, co Mirka pochwaliła. No ale Michał nr 1 zrozumiał dobrze taktykę Mirki  (wszak nie był głupi) i więcej nie  telefonował ani do niej ani do swego brata.  

Mirka z coraz większą radością spoglądała w kalendarz, bowiem urlop w Egipcie zbliżał się coraz większymi krokami. Omawiała zestaw  garderoby z teściową i wielce ich ten temat pochłaniał.

Ryszard coraz częściej omawiał swoje sprawy zawodowe z Mirką, chciał całkiem zmienić funkcjonowanie swej firmy, bo jak stwierdził do dawania pieniędzy w ten biznes to chętnych nie brakowało, ale każdy chciał być tylko udziałowcem od strony finansowej a ludzi do pracy konkretnej to jakoś nie było. I nawet pozbieranie ich razem by coś omówić to też  było trudne. Mirka stwierdziła, że ona powiedziała na ten temat już wszystko a teraz  dalsze działanie i tak musi podjąć Ryszard. To on musi teraz pomyśleć jak to wszystko zakończyć a potem od razu zacząć od nowa na innych nieco zasadach.   I może byłoby lepiej gdyby było to na mniej "kumplowskich" zasadach, bo jak się okazuje to kumple bywają bardziej przydatni daleko od pracy. 

Któregoś dnia , gdy rozmawiali w trójkę, Ryszard powiedział całkiem szczerze - Michał, ja ci po prostu Mirki zazdroszczę- to bardzo mądra kobieta. A mądra żona to skarb, tyle tylko, że wymaga wtedy od mężczyzny ciągłego myślenia. I pomyśleć, że mógłbym być jej mężem, gdybym się nie poczuł wtedy tak bardzo dotknięty jej odmową spotykania się, choć uzasadnienie nie było dla mnie w najmniejszym stopniu uwłaczające. A tak to mi została rola  niemal ojca, ale ojca  zachwyconego córką. 

No niee, litości - zaprotestowała Mirka. Ja już mam  dwóch ojców, trzeci mi niepotrzebny. Bądź po prostu naszym przyjacielem. Przyjaźń jest nie przemijającym stanem, a miłość to uczucie, które nie pielęgnowane dostatecznie może obrócić się nawet w nienawiść. Poza tym przyjaźń wiele więcej wybacza, nie jest tak zaborczym uczuciem jak  miłość. A możesz  nam powiedzieć, kto w końcu będzie u twego boku na tym wyjeździe? Pani Rysia, czy jakaś nowa zdobycz?

Ryszard roześmiał się- przeceniasz mnie, już żaden ze mnie zdobywca. Dobrze wiem, że młode i ładne lecą głównie na moją kasę, a nie na mnie. 

Bo może, sam sobie z tego nie zdając sprawy, właśnie tym im usiłujesz zaimponować. Nie  zapraszaj od razu do super drogiej knajpy, nie kupuj tuzina róż bez powodu, nie ozdabiaj ich uszu złotymi kolczykami. Zapomnij na trochę o swojej kasie, bądź taki jakim byłeś na studiach. Wtedy dostrzegą w tobie nie kluczyk do kasy a faceta. I od razu będziesz wiedział czy im zależy na  tobie czy na twojej mamonie. A pani Rysi to na czym zależy? rozgryzłeś?

Pani Rysia z trudem ukrywa fakt, że po prostu chce wyjść za mąż, ale nie za byle kogo, bo już raz za byle kogo wyszła. I nie wie nic poza tym, że jestem prawnikiem. Dobra z niej kobieta, mieszka obok, świetnie gotuje, troskliwa i stosunkowo dobra "w te klocki", ale żadnych nowości. I tak jak powiedziałaś - nie za bardzo mam z nią gdzie bywać i o czym porozmawiać. Z tym bywaniem to pół biedy, ale jak sama wiesz lubię sobie z kobietą podyskutować niekoniecznie o tym co ma być na obiad a o wielu innych  sprawach. Nie wymagam by była akurat dobra w tematyce prawnej, ale po obejrzeniu jakiegoś filmu wolałbym nie słyszeć zachwytu nad urodą obsady ale nad tym jakie było jego przesłanie i jak się to ma do prawdziwego życia. I wolałbym częściej bywać w teatrze niż w kinie. Ale dla niej teatr to okazja do wystrojenia się a nie uczty duchowej. Zresztą jak mam jej powiedzieć, że powinna się inaczej ubrać?

Prosto- zainwestuj w jakiś ciuch, kup, przynieś i gdy zmierzy i będzie dobry rozmiarowo to się zachwyć niezmiernie. Na ogół to skutkuje. Rozmiar podejrzysz na jej obecnych ciuszkach. Rozmiar jest zawsze  podany na metce- w sukienkach i bluzkach metki są  z tyłu na szyi, w spodniach i spódnicach w talii.Możesz też coś wypatrzeć na mieście na manekinie i potem z nią w to miejsce przyjść mówiąc, że sobie wyobrażasz ją w tej sukience. Niech zmierzy i jak będzie  wyglądała dobrze to zainwestuj. My lubimy zachwyty naszych partnerów, pilnie się w nie wsłuchujemy. 

A poza tym możesz z nią do nas wpaść w najbliższą sobotę, to pogadamy na temat pobytu w Egipcie , obejrzy trochę zdjęć, ja jej podpowiem w czym jest tam najwygodniej się poruszać. I przepędź ją na piechotę, więc może odkryje, że niższe szpilki są nieco praktyczniejsze do  chodzenia, albo odkryje takie  cudo jak adidasy.

Ten projekt najbardziej przypadł do gustu obu panom, już widzieli w wyobraźni jak oni urzędują  sami przy stole i roztrząsają losy świata a one  sterczą w sypialni i oglądają  ciuszki. Nie podejrzewali, że będą musieli wziąć udział w akcji : "uczymy panią Rysię jak się ma wyszykować do wyjazdu".

Z jakiegoś bliżej nie znanego powodu pani Rysia była przerażona  faktem, że jej garderoba musi się zmieścić w jednej walizce i nie może ważyć więcej niż 20 kg razem z walizką. Pierwszy szok przeżyła jeszcze oglądając zdjęcia- na wszystkich co do jednego Mirka była w spodniach, w sumie miała 4 pary spodni - 2 razy dżinsy, 2 razy cienkie spodnie. Na wszystkich zdjęciach była w adidasach. Miała ze  sobą 2 pary szpilek, ale one były tylko do tańca, nie do chodzenia na ulicy.Adidasy jedne były solidniejsze, drugie lżejsze. Miała też 2 sukienki, ale też tylko do tańca. Na co dzień funkcjonował zestaw spodnie plus różne bluzki: 3 z krótkim rękawem, jeden cienki golf plus 3 trykotki z  długim rękawem. Jeden sweter ciepły, wełniany, 1 cienka czapka, kurtka cienka wiatrochronna z kapturem, 1 ciepła kurtka, jesienno-zimowa na podróż.Dwa kostiumy kąpielowe, czepek, klapki basenówki. Sporo skarpetek, miękkich, bawełnianych. Dla urody - kremy z filtrem +50, kremy nawilżające, żel aloesowy.W trakcie wizyty okazało się, że Ryszard też raczej nie ma  na stanie garderoby sportowo-wycieczkowej, bowiem od lat były to dziwne urlopy, wielkomiejskie, nawet jeśli spędzane poza ojczyzną. Owszem,  miał letnie garnitury, ale nie zestawy sportowe. Ryszard był typem garniturowo- krawatowym, zero luzu. W życiu nie miał na nogach adidasów, ani na tyłku dżinsów.Wobec takiej sytuacji postanowiono, że w następną sobotę odwiedzą kilka sklepów w galeriach handlowych.

Obkupienie obojga w odzież, której raczej nigdy nie nosili było tyleż zabawne co meczące.  Mirka napracowała się znacznie  bardziej, bo Rysia w niczym się sobie nie podobała. Ryszard wpierw się wypytywał Michała jak "w tym czymś" wygląda, potem to samo pytanie zadawał Mirce, na końcu zaś Rysi, która za każdym razem zapewniała go, że świetnie.  Mirka jej wytłumaczyła, że jeśli jej choć trochę zależy by nadal być z Ryszardem to niech robi i mówi to co jej Mirka każe. Argumentem, by przekonać Rysię do dżinsów, adidasów i innych akcesoriów było powiedzenie, że  to ubranie ją odmładza. Tak naprawdę może nie tyle ją odmładzało, co uwalniało od stylu przechodzonego wampa. Ukoronowaniem starań było doprowadzenie  Rysi do fryzjera, by skasować tę stapirowaną  beżową bezę, którą miała na głowie. Fryzjerka  udowodniła jej, że dobre strzyżenie uwolni ją od tapirowania i lakierowania włosów. Przy okazji Mirka  skróciła też swoje włosy- miała teraz taką długość, że mogła je albo podpiąć albo nosić rozpuszczone. Po pięciu godzinach ciężkich robót oboje byli obkupieni. Zakupy nieco zdziwiły Ryszarda, który liczył się, z tym, że wyda krocie a okazało się, że wydał niewiele  więcej niż połowę tego, co wydałby  na markowy garnitur( bo nosił tylko markowe  garnitury). A najważniejsze, że Rysia po raz pierwszy wyszła na miasto w spodniach i adidasach. Mirka ją tylko uprzedziła, że po pierwszym dniu chodzenia nie na szpilkach a na płaskiej podeszwie może odczuwać ból mięśni piszczelowych, bo inne partie mięśni nóg pracują gdy się chodzi  na obcasach, a inne gdy na płaskiej podeszwie. Poboli jeden dzień, zawsze może sobie rozmasować, to szybciej ból ustąpi.

Byli zmęczeni i głodni i Ryszard zaprosił ich do restauracji na obiad. Ojej- zawołala cichutko Rysia- ale ja  jestem nieubrana.  Ależ jesteś ubrana i to dobrze ubrana - zapewnił ją Ryszard. Wolę cię w tych dżinsach niż w tej przyciasnej i przykrótkiej sukience. Rysię aż zapowietrzyło na dobre pół godziny, po czym odpowiedziała- no skoro uważasz, że tak lepiej, to mi miło. Po obiedzie pożegnali się serdecznie i pary rozeszły się do swoich domów.

Jeszcze jedne takie zakupy a popełnię  harakiri- powiedział Michał. Gdzie oni się uchowali? Mirka tylko wzruszyła ramionami - mnie to nie dziwi, bo większość facetów w jego wieku to garniturowcy,  ich stałym ubraniem jest garnitur, tyle tylko, że Ryszard ma zawsze bardzo dobre jakościowo  i bardzo dobrze uszyte  garnitury, bo większość ma szytych na miarę. A gdy się coś szyje na miarę to się to szyje z bardzo dobrej jakości materiału. Strasznie droga jest po prostu robocizna. I dobrze, że załatwiliśmy wszystko na tych niższych kondygnacjach, bo on jest trochę snob , a na górze jest Marc O'Polo i tam to by wydał kupę kasy. A jak ci się podobała "nieubrana" Rysia ? Michał się roześmiał- nawet Ryszard  dostrzegł różnicę. A ty jesteś kochana, że masz teraz włosy takie, którymi lubię się bawić. 

                                                               c.d.n.








piątek, 1 stycznia 2021

Zimowa eskapada - IX

Mirka i Michał odkryli, że Warszawa latem jest całkiem niezłym do mieszkania  miastem - był znacznie mniejszy ruch i zdecydowanie mniej korków.

Siedzieli  na terenie jednego z warszawskich basenów i nie mogli się nadziwić jak mało jest ludzi. Sądząc po zdjęciach  z plaż nadbałtyckich  to pół Polski a może i więcej okupowało plaże. "Ludź na ludziu i ludziem pogania"- śmiał się Michał.W każdą sobotę i niedzielę wszystkie podwarszawskie miejscowości posiadające dostęp do jakiejś wody też były oblegane. Poza tym wiele osób miało działki i jak się śmieli to "zapachy grillowe" z tych działek docierały niemal do Pałacu Kultury. 

Rodzice Mirki byli nieco urażeni, że "młodzi" nie chcieli ani razu przyjechać do nich na działkę. Działka była w lesie i naprawdę nie było co na niej robić. Do rzeki było ze  dwa kilometry, a mikroskopijna plaża gęsto pokryta ludźmi. Na domiar  złego plaża była zupełnie dzika, dno rzeki nie sprawdzone, oczywiście nie było sanitariatów, więc w dochodzącym blisko do plaży lesie  był po prostu smród. Mirka była na tej działce dwa razy - pierwszy i ostatni - i to w ciągu jednego dnia. Rodzice byli na nią wściekli, bo powiedziała, że mają talent do wyrzucania pieniędzy w błoto, bo taka działka to się do niczego nie nadaje - nawet pranie na niej strach wywiesić bo albo ktoś przeskoczy przez płot i ukradnie albo ptaki przelatując  je zabrudzą - orzekła. 

Szumne  plany hodowania własnych "warzywek i owocków" też spełzły na niczym bo trzeba by było wpierw nawieźć ileś ton dobrej ziemi, a potem codziennie robić 120 kilometrów by te  posiane nasiona warzyw podlewać. Można też było ewentualnie zamieszkać na działce, jeśli się lubiło prymityw. Na domiar złego późną jesienią i zimą działki były notorycznie  okradane ze wszystkiego co tylko miało jakąkolwiek wartość. No ale widocznie sam fakt posiadania działki mamcia Mirki uważała za swego rodzaju nobilitację. I tego rodzaju działek było całkiem sporo w okolicach Warszawy.

Popływali trochę w basenie (na zmianę, bo przecież ktoś musiał pilnować rzeczy) i stwierdzili, że nie ma to jak w domu i w ramach spaceru poszli do domu na piechotę - do pokonania mieli zaledwie 5 kilometrów.

Akurat zdążyli zmyć z siebie wytworny zapach  chloru gdy zadzwonił telefon - to telefonował ojciec Mirki, że właśnie jest w szpitalu, bo babcia zasłabła gdy się wybierali "na działeczkę". 

Mirka dowiedziała się w którym szpitalu, oboje się ubrali szybko i pojechali. Po drodze Mirka powiedziała do Michała- babcia też nie lubiła tej działki, nie dziwię się, że zasłabła. Na jej miejscu też bym zasłabła w ramach protestu.  

Ku jej zdumieniu ojciec był sam - matka nie pojechała z własną matką do szpitala, bo akurat umyła  włosy i miała nakręcone je na lokówki. Mirka myślała, że eksploduje ze złości.  Odszukała lekarza dyżurnego, który powiedział, że babcia jest odwodniona i on osobiście uważa, że to wszystko co zrobili raczej niewiele pomoże, więc niech Mirka pożegna się z babcią, bo pacjentka pewnie nawet rana nie doczeka. 

A potem poszedł razem z Mirką i Michałem do sali, gdzie leżała  babcia podłączona do kroplówki.  Podszedł do łóżka, delikatnie pogładził babcię po policzku i powiedział- pani Stanisławo, przyjechała wnuczka z mężem. Babcia pomału otworzyła oczy, chwilę się wpatrywała w Mirkę i z trudem wyszeptała- Mireńka  kochana, czekałam na ciebie. Potem spojrzała na Michała i całkiem głośno powiedziała - a ty dbaj o nią, to dobre dziecko. W 10 minut potem lekarz stwierdził zgon. Pani babcia - powiedział lekarz- była skrajnie odwodniona, podejrzewam, że od wieczora nic nie piła, a gdy się ma 85 lat każde odwodnienie jest groźne. 

W tej chwili do sali wkroczyła matka Mirki. Mirka podeszła do niej i obejmując ją za szyję wysyczała jej do ucha- zabiłaś ją. A głośno powiedziała do lekarza- to moja matka, proszę ją zapytać kiedy ostatni raz poiła babcię. I nie oglądając się za siebie wyszła z sali a za nią Michał. Na korytarzu  Mirka ukryła się w ramionach Michała i cichutko płakała. Gdy wyszli z budynku Michał wziął taksówkę i pojechali do domu. 

W domu  zaparzył  herbatę rumiankową i gdy nieco przestygła przyniósł Mirce do wypicia. Pozwolisz, że zadzwonię do mamy? A może chcesz by tu przyjechała? Ma więcej talentów medycznych niż ja.  Dobrze, zadzwoń, ale tylko przekaż informację.  Jutro przecież my jedziemy do nich, ja się za chwilę pozbieram.  Mnie tylko wściekłość dusi - przez tę cholerną działkę umarła z odwodnienia - matka dawała jej  bardzo mało picia, żeby przez tę godzinę jazdy nie  zsikała się. I co z tego, że ciągle kupowałam pampersy dla dorosłych - wolałam kupić pampersy niż zostawić na nie pieniądze - i tłumaczyłam w kółko by na tylnym siedzeniu samochodu rozłożyła podkład i na nim jakiś kocyk flanelowy, łatwy do prania. Podkładów też nakupowałam.To nie - ona przecież była mądrzejsza. Michał, ja wiem, babcia już nie była młoda, ale gdyby nie to odwodnienie to pewnie by jeszcze trochę pożyła. 

Michał , chodź do sypialni, pomożesz mi otworzyć skrytkę w biurku- babcia nim się stąd wyprowadziła powiedziała mi, że gdy umrze, to mam otworzyć skrytkę w biurku - trzeba ją otwierać  dwoma dłutami albo mocnymi śrubokrętami. Jednym trzeba lekko podważyć blat nad tylną ścianką szuflady przy  prawym brzegu, aż coś stuknie, a wtedy drugi włożyć pionowo w dól  za tą ściankę i pociągnąć do siebie i wtedy szuflada  dalej się wysunie. I mam sobie wszystko co znajdę wziąć. Biurko robił dla babci jej przyjaciel z lat szkolnych, który  miał warsztat stolarski. To damskie biurko, nieco niższe niż standardowe, ale świetnie się przy nim siedzi.Ta skrytka jest w szufladzie.

Otworzyła szufladę, wyjęła z niej swoje notatki i odłożyła je na łóżko. Szuflada była rzeczywiście nieco dziwna, jej głębokość kończyła się w połowie głębokości biurka.

Michał przyniósł  jedno dłuto i jeden śrubokręt. Podważył blat przy prawej ściance szuflady i  usłyszeli cichy trzask a wtedy Mirka wsunęła w powstałą szczelinę śrubokręt  i pociągnęła do siebie. Szuflada otworzyła się na całą głębokość biurka. Leżało w niej wiele kopert, każda podpisana imieniem Mirki. Otwierali je po kolei z wielkim żalem.

Był też list napisany do Mirki, w którym była informacja, że te wszystkie rzeczy były gromadzone przez 2 pokolenia, czyli przez zmarłą właśnie babcię i jej matkę, czyli prababcię Mirki,  Zofię. Była też w nim prośba by Mirka tę biżuterię nosiła i potem przekazała swej córce . Wyjmowali z kopert nie tylko biżuterię - były też płytki złote z wybitą na nich próbą. Jedna z kopert była zaklejona i opatrzona imieniem Katarzyna. Tej koperty Mirka nie otworzyła, tylko odłożyła ją na bok. W jednej z kopert był naszyjnik ze srebrnych   cekinów o średnicy centymetra  ułożonych w płaską piramidkę, z wytłoczonymi egipskimi znakami.  Mirka  pamiętała, że jej prababka  Zofia rzeczywiście była w Egipcie. W jednej z kopert z napisem pierwsze ząbki Mireńki były.....mleczne zęby Mirki, schowane w maleńkim pudełeczku blaszanym z napisem  ...aspiryna. Były też różnej grubości i długości złote łańcuszki. Dolary amerykańskie też się w kopertach znalazły. I dwa złote krzyżyki ankh, kilka złotych medalików. Medaliki i złote łańcuszki włożyła do jednej koperty i razem z kopertą opatrzoną napisem "Katarzyna" odłożyła na bok. Resztę schowała z powrotem do szuflady i zamknęła ją. Resztą zajmiemy się później. Teraz trzeba jednak zrobić jakiś obiad. Chodź, ja obiorę kartofle a ty utłuczesz sznycle i pokroisz pomidory do sałatki.

A jutro wpadniemy do moich rodziców, dam matce  te łańcuszki, medaliki i tę kopertę. Powiem tylko, że było to zdeponowane u mnie i miałam jej to dać po śmierci babci. Bez zagłębiania się w szczegóły. A potem pójdziemy do  twoich rodziców jak było w planie.

Gdy zjedli obiad Michał zatelefonował do swoich rodziców i powiedział, że babcia  Mirki zmarła i że Mirce udało się z nią pożegnać i że jutro wpadną do nich, tak jak było umówione.

Potem w ramach odreagowywania poszli na długi spacer, z którego wrócili jednak taksówką, bo Mirka poczuła okropne zmęczenie. Do końca dnia trwała w objęciach Michała powtarzając- jak dobrze, że jesteś ze mną.

Następnego dnia zaniosła matce dwie koperty. Dowiedziała się, że matka musi porozumieć się z rodziną w sprawie pochówku, bo to rodzinny grób i być może trzeba będzie poddać zmarłą kremacji, bo tam już dość pełno. Trochę się matka dziwiła, że babcia zostawiła te koperty u Mirki, a nie dała ich jej sama, ale Mirka stwierdziła, że nie wie dlaczego. A ty coś dostałaś od  babci?-  tak, srebrny naszyjnik egipski- odpowiedziała Mirka.

Potem pojechali do rodziców Michała. Została tam wycałowana, wyściskana i zapewniona, że we wszystkim jej pomogą.

Pogrzeb babci załatwiała matka, finansowo zmieściła się w zusowskich kosztach, bo grób był "własnościowy". Matka była spowita  od stóp po czubek głowy w czerń, którą zakupiła na tę okazję a Mirka była ubrana w popielatą sukienkę z czarną malutką kokardką. Takie same kokardki mieli dopięte Michał i jego rodzice. 

Rodzina, która nawet nie wiedziała, że Mirka jest już mężatką (wszak nikt ich na ślub nie zapraszał) przyglądała się uważnie Michałowi. I byli wielce rozczarowani, bo Mirka z mężem i rodzicami Michała nie zjawili się na stypie, którą matka Mirki urządziła w  domu. A Mirka teściów zaprosiła na obiad do restauracji w Konstancinie. Obiadowali na oszklonej werandzie  obrośniętej kwitnącym kaprifolium. Było miło, cicho, rodzinnie i kojąco.

Mirka zawzięcie pisała swoją pracę dyplomową, a Ryszard ciągle ją naciskał by już teraz przeszła do  kancelarii. Obiecała mu, że zacznie pracować u niego od nowego roku. Powiedziała też, że jest skłonna  zostać udziałowcem, ale nim podejmie  taką decyzję to chce popatrzeć jak to wygląda  wszystko od strony finansowej. No wiesz- nie chciałabym  mieć  takich dylematów jak z tą spółdzielnią mieszkaniową. Chciałabym też wiedzieć czym konkretnie bym się miała zajmować. Nie zapominaj, że kończę prawo administracyjne, więc zastanów się dobrze czym się będę zajmować. Bo to dość specyficzny kierunek. Ryszard westchnął głęboko - tak naprawdę to ja chcę z ciebie zrobić wspólniczkę - bo sam nie daję rady- spraw jest coraz więcej a ja nie jestem w stanie tego wszystkiego dopilnować. Poza tym ja jestem labilny i mnie też powinien ktoś dyscyplinować.  A ty jesteś "uporządkowana", stale przytomna, obowiązkowa, szalenie logicznie myślisz. Przemyśl to i  za kilka dni o tym porozmawiamy powtórnie, zgoda? No tak, zgoda, ale licz się z tym, że będę miała więcej pytań. I pomyśl o tym, że mnie się może zamarzyć dziecko i co wtedy? No ale na razie nie masz dziecka, będę się martwił gdy  się okaże, że je będziesz miała. Mogę być wujkiem tego dziecka i je zabawiać gdy ty będziesz  w pracy. Ryszard, litości, bądź poważny- nie dołuj mnie, mam cię za poważnego faceta a ty  teraz  bredzisz.

                                                            c.d.n.






czwartek, 31 grudnia 2020

Zimowa eskapada -VIII

Michał był bardzo zadowolony ze swej pracy, tym bardziej, że  urządzenie, które projektował  powoli się materializowało. Ale jak to w życiu- były dni, że wszystko szło sprawnie i szybko ale były też dni, że najchętniej zamordowałby siebie i kilka osób, bo nikt nie zauważył w fazie projektu, że to "coś" nie ma prawa działać! Zdarzało się też  czasem, że ktoś coś niechcący popsuł.  

Praca dyplomowa Mirki była o tyle lepsza, że nie była  to żadna nowa konstrukcja, która  musiała działać, ale opis pewnych mechanizmów prawnych, ich działanie, pozytywne  ewentualnie negatywne.

Oboje byli zapracowani i  śmieli się, że największą i najbardziej pożądaną rozrywką jest gotowanie obiadów, wypad na zakupy lub przebieżka po domu z odkurzaczem.

Mirka kilka razy korzystała z konsultacji Ryszarda, czasem się wręcz kłócili, bo Mirka twardo broniła swoich tez i nie  przemawiało do niej sformułowanie typu " bo tak się  zawsze robi", lub  "tak się zawsze  dzieje, chociaż wiadomo że....". Pewnego dnia, po takiej sprzeczce Ryszard powiedział- ty ciągle  zapominasz,  gdzie żyjesz, oprzytomnij dziewczyno! Odłóż tę pracę na tydzień lub dwa, nie zaglądaj o niej, poczytaj dobrą książkę, najlepiej z serii  "zabili go i uciekł", zajrzyj do Jasienicy i zaraz mniej nerwów sobie stargasz denerwując się na "tu i teraz." 

A tak w ogóle przypominam ci, że mieliście z Michałem do mnie wpaść, więc może wpadniecie do mnie w tę sobotę. Nie wiem czy wiesz, ale mieszkam całkiem blisko was, możecie nawet spacerkiem do mnie przyjść. I umówmy się, że nie będziemy rozmawiać o sprawach poważnych, możecie mi opowiedzieć  np. o waszym urlopie w Egipcie. I ani słowa o tym, że chcę cię mieć w swojej kancelarii, dobrze? 

No pewnie, twój teren, ty dyktujesz warunki pobytu na nim. A ty pomimo tych naszych kłótni nadal chcesz mnie  w kancelarii?- zdziwiła się nieco. Masz jakieś zadatki na masochistę?  

Nie mam zadatków na masochistę, to ty zmienisz poglądy gdy w to wszystko głębiej wejdziesz. Na razie wciąż się obracasz w sferze teorii,  praca którą wykonujesz nie rozwija cię wcale. W twojej firmie  dział prawny mógłby nawet nie istnieć, sprawdzacie tylko czy się poruszacie ścieżkami  wytyczonymi przez regulacje prawne. Ty się tam marnujesz, nie musisz wysilać mózgu jak z czegoś wybrnąć, jak udowodnić, że białe jest szare a nie białe a czarne tak naprawdę czerwone. 

Przerażasz mnie Ryszardzie, nie wiem czy jestem aż tak zdolna, by widząc czarne wmówić komuś, że to jest czerwone.

Ależ to nie jest żadne wmawianie- po prostu  w procesie myślowym sama dojdziesz do takiego wniosku. Mirka popatrzyła na niego jak na wariata, a Ryszard powiedział- uwielbiam to twoje spojrzenie, wiadomo co myślisz. 

Szkoda, że już jesteś mężatką - bylibyśmy świetną parą.  I ciągle byśmy się kłócili - no nie wiem czy to byłoby takie zabawne na dłuższą metę- stwierdziła Mirka. No ale wyobraź sobie  jak byśmy się zawsze mogli pięknie potem godzić.... Taaa, a po drugiej kłótni to już byś mnie  nie oglądał we wspólnym mieszkaniu- nie miałbyś okazji się ze mną więcej niż raz pięknie pogodzić- bo dla mnie kłótnie nie są sensem życia. Poza tym mimo wszystko nie uważam, że zawsze moje musi być na wierzchu. No ale się wciąż sprzeczamy gdy omawiamy twoją pracę- zauważył Ryszard.  To prawda, ale to dlatego, że prawo podobnie jak religia jest dość skostniałe, a życie nie stoi w miejscu!    Brawo! Jesteś świetna, coraz bardziej widzę cię w mojej kancelarii !

W sobotę,  w porze poobiedniej,  wybrali się na umówioną godzinę do Ryszarda.  Mirka oczywiście  uprzedziła Michała,  żeby czasem nic nie wspominał o ewentualnym jej przejściu  do kancelarii Ryszarda.   I tak zupełnie nie po polsku, nie byli ubrani odświętnie - Mirka  była w czarnych dżinsach i szarym golfie, Michał też oczywiście w dżinsach i w bluzie dobranej kolorem do golfu Mirki. I tak zupełnie  nie tradycyjnie przynieśli ze sobą nie "sztywny bukiet", czyli butelkę jakiegoś alkoholu, ale  całkiem spore ładne pudełko  domowej roboty  kruchych  ciasteczek, z których część była słodkich a część wytrawnych, dzieło mamy Michała.  Oczywiście Mirka od razu wyjaśniła,  że ciasteczka są dziełem   jej teściowej, bo ona jeszcze nie posiadła umiejętności pieczenia  ciast i ciasteczek. Może gdy skończy studia weźmie kilka lekcji pieczenia różnych słodkości.

Ryszard zrobił kawę, przeprosił, że na chwilę ich opuści, ale musi wyskoczyć po swą towarzyszkę, która uparła się, że bezwzględnie musi złożyć wizytę fryzjerowi, więc  musi ją stamtąd odebrać. Oczywiście oboje go zapewnili, że nie ma problemu, spokojnie na niego przy kawie poczekają. 

Gdy wyszedł Mirka zaczęła się zastanawiać kiedy to ostatni raz była u fryzjera - chyba jeszcze  przed   ślubem. Miała teraz  długie włosy i często nosiła je upięte w kok. Planowała by je ściąć  dopiero przed wyjazdem do Egiptu.  Nie ścinaj - zaoponował Michał - lubię gdy masz  je długie i lubię  się nimi bawić gdy masz je  rozpuszczone.

Naprawdę wolisz gdy mam długie włosy?- zdziwiła się Mirka. No dobrze, to je tylko nieco skrócę i nie będę ich wtedy musiała upinać.

Ryszard powrócił w ciągu pół godziny. U jego boku tkwiła beżowo włosa blondynka, 
w bardzo obcisłej i dość krótkiej  jersejowej blado zielonej sukience, na nogach miała
dobrane kolorem do sukienki bardzo wysokie szpilki. 
Warstwa  makijażu zapewne kryła drobne niedoskonałości , takie jak zmarszczki. Wiek owego zjawiska u boku Ryszarda Mirka oceniała na 45- 50 lat. I chyba te szpilki były dla niej za wysokie, bo niezbyt pewnie się w nich poruszała.

Ryszard dokonał prezentacji- okazało się, że pani tak naprawdę ma na imię Maria, ale od lat wszyscy  mówili na nią Rysia, od Marysi, jak wyjaśniła. A teraz ta jej ksywka pasuje do Ryszarda. 

Ryszard wyszedł do kuchni i po chwili zawołał Mirkę, by mu pomogła. Mirka puściła oko do własnego męża i szybko wyszła do kuchni. W kuchni Ryszard walczył z jakąś
kremową roladą- co prawda bez trudu ją pokroił, ale nie bardzo wiedział jak ją przełożyć na paterę. Przy okazji rzucił cichutkie pytanie - no i jak?  

Nijak - odpowiedziała Mirka- nie widzę jej ani w twojej kancelarii ani na przyjęciu oficjalnym. Ale dobrze gotuje- odpowiedział Ryszard i stosunkowo niezła w łóżku. Ale nie sprosta ci intelektem zapewne - a do gotowania to możesz sobie  znaleźć dobrą kucharkę, stać cię. Wracaj do pokoju, sama się tu uporam z tą roladą. Idź już, talerzyki też znajdę. I podeślij mi Michała.

Za moment przyszedł Michał i powiedział - wyjątkowo milczącą kobietę sobie Rysio
wybrał. Mirka parsknęła śmiechem - to może być jej zaleta, że milczy gdy nie wie co ma mówić. Lepiej nic nie mówić niż gadać głupstwa. Znalazła widelczyki do ciasta, bardzo ładne, chyba iberyjskie talerzyki deserowe, na trzy raty udało się jej ułożyć pokrojoną roladę na paterze brudząc sobie przy tym palce kremem. Wskazała Michałowi tacę i poprosiła by zaniósł ją do pokoju. Umyła starannie ręce i też poszła do pokoju.

Wchodząc powiedziała - pyszny ten krem, ale rolady powinni sprzedawać już na jakiejś tacce bo przekładanie tego na paterę to wyższa szkoła jazdy- dobrze, że miałam tylko 10 palców do oblizania. A gdzie ty ją kupiłeś, chyba nie w tej wiedeńskiej cukierni kolo nas?  A nie, nie tu, na Powiślu. Tam  mają pyszną tę roladę i takie bezowe ciastka tym samym kremem przekładane. Warte grzechu i przytycia.

Rozmowa zeszła na Egipt i Michał powiedział, że zimą wybierają się znów do Egiptu, bo rodzice im zafundowali pobyt jako prezent ślubny a i sami też jadą w tym samym terminie. To niesamowite - stwierdził Ryszard- na ogół młodzi nie chcą nigdzie jeździć w towarzystwie rodziców, a wy jedziecie i to w podróż poślubną.

Ale rodzice Michała są naprawdę  bardzo fajni, a jego mamę to ja wręcz uwielbiam- zapewniła Ryszarda Mirka. Mam wprost niebywałe szczęście, że trafiłam taką teściową. Oni są z gatunku ludzi, którzy potrafią pomóc w taki sposób, że masz wrażenie, że to ty im pomagasz  a nie oni tobie. A poza tym mieliśmy już intensywną podróż przedślubną.

Słuchaj Ryszard- moja matka dałaby się zabić gdyby to miało pomóc Mirce- ona ją uwielbia- dodał Michał. I jak bywałem czasem u nich sam to ciągle się mama martwiła o to, że Mira i pracuje i studiuje i nie mogła się nadziwić, że ja nie wiem jaki makaron do zupy lubi Mirka. A ja to nawet nie umiem powiedzieć jaki ja lubię a co dopiero jaki ona lubi.

Ryszard zaczął się śmiać, w końcu powiedział - jesteś chłopie dzieckiem szczęścia, masz super rodziców a na dodatek super żonę. Doceniaj te  dwie rzeczy. Opowiedzcie mi trochę o tym Egipcie, bo jakoś nigdy tam nie byłem. Opowieści o pobycie trwały z godzinę . Zainteresowanie pani Rysi wzbudziła wiadomość o tym, że Beduini malują sobie oczy. 

Ojej, coś podobnego, faceci robią sobie  makijaż - było to jedyne pełne zdanie, które tego wieczoru powiedziała.

Wiecie co, też bym pojechał w tym terminie do Egiptu , zwłaszcza, że lubię was wszystkich. Sprawdzę tylko czy jeszcze są wolne miejsca w tym biurze, w którym wy się zaokrętowaliście. Nie macie nic przeciwko temu?

Ale dlaczego mielibyśmy mieć? Te hotele duże są i na szczęście wszystkie z basenami. A że będziemy i w Karnaku, to nawet na zewnątrz będzie można popływać stwierdził Michał.

                                                                c.d.n.

środa, 30 grudnia 2020

Zimowa eskapada- VII

 Michał dotrzymywał słowa -Mirka  była zwolniona ze wszystkich obowiązków domowych - zakupy, sprzątanie, gotowanie obiadów, szykowanie śniadań i kolacji, pranie. 

Czasami wspomagała go jego mama i Michał niektóre potrawy przygotowywał u mieszkaniu rodziców, a potem przywoził do mieszkania Mirki. Mirka dobrze się orientowała , że taka pomoc istnieje, ale jako mądra dziewczyna telefonowała do swej przyszłej teściowej z podziękowaniami prosząc o dyskrecję, a w domu regularnie Michała chwaliła i podziwiała. W efekcie końcowym Michał nauczył się gotować i dbać o dom, bo sam poznał ile to trudu wymaga, by zawsze był porządek i czystość.

Ślub był 28 lutego, w Pałacu Ślubów. Oczywiście byli rodzice obojga, kilka koleżanek i kolegów, w sali "poślubnej" wypito szampanem toast za zdrowie Młodej Pary.

Rodzice obojga wieczorem tego dnia zorganizowali "małe przyjątko" u rodziców Mirki, a Mirka w tym czasie wkuwała do ostatniego w tej sesji egzaminu, który nie wiadomo dlaczego był przełożony z wcześniejszego terminu na późniejszy. Ale jak powtarzali wszyscy studenci nie wiadomo kto się opiekuje mózgami wykładowców, na pewno jakiś wariat.

Teściowa Mirki proponowała by były z Mirką "na ty", ale Mirka powiedziała, że jej bardziej pasuje w kontaktach między nimi  nazywanie teściowej mamą, bo mama Michała ma w sobie tyle ciepła i mądrości życiowej, że nie ma oporu by ją nazywać mamą. Z tym,że mówiła do niej po francusku "chere maman", czyli -matuniu.

Od pierwszego marca, tak jak było planowane Michał zaczął pracę. Ulżyło mu, że wreszcie pracuje, że nie będzie na częściowym utrzymaniu rodziców i Mirki. Wyraźnie poweselał, teraz  oboje gotowali obiady na tydzień, zamrażarka pełna była pojemników opatrzonych różnymi etykietami. 

Obydwoje zgłosili w swych miejscach pracy urlopy w okresie zimowym,   ale tym razem już od ostatniego tygodnia listopada, bo szef (i promotor) Michała mówił, że często druga połowa grudnia bywa tu na "wariackich papierach".  Bo temat "musi być" zakończony a potem i tak leży na półce.

Mirka już zaczęła omawiać swój temat pracy dyplomowej, chciała jak najprędzej skończyć te studia, tym bardziej, że awans, który dostała zaczął się wiązać z większą ilością obowiązków i nie mogła ukradkiem uczyć się podczas pracy, tak jak robiła to poprzednio.

Gdy tylko młodzi zgłosili w pracy terminy swych urlopów  zaczęli przeglądać oferty biur podróży. 

I tak jak przewidywał Michał, od jego rodziców dostali w prezencie tydzień pobytu w Kairze i tydzień pobytu w Karnaku. Oczywiście mogli sami wybrać hotele, które im będą odpowiadały. I oczywiście rodzice zapytali się młodych, czy nie będzie im wadziło gdy i oni będą w tym samym czasie w Kairze i Karnaku, bo będzie im  raźniej być tak daleko od kraju razem z młodymi. Ani Mirka, ani tym bardziej Michał nie mieli żadnych zastrzeżeń. Michał zaproponował by może w takim razie pojechali też rodzice  Mirki, a na dwa tygodnie  babcię będzie można oddać na pobyt do sióstr w Konstancinie, tym bardziej, że młodzi bez trudu sfinansują ten pobyt, ale rodzicom nie śnił się pobyt w Egipcie. A po co mam oglądać ruiny, zapytała  się Mirki jej mama.My pojedziemy po prostu na działkę, przecież po to ją kupiliśmy by się nie szwendać po jakichś wczasach.  Obecność Michała przy tej rozmowie uchroniła matkę  Mirki od wysłuchania niemiłych słów, które się Mirce nieodparcie cisnęły na usta.

Mirce udało się wycofać pieniądze wpłacone na mieszkanie. Czuła się bardzo zobowiązana znajomemu prawnikowi, który ją ostrzegł, że według posiadanych informacji ten developer jest nieuczciwy, więc lepiej niech zrezygnuje z członkostwa w tej spółdzielni. Mirka  w ramach podziękowań kupiła mu wytworny "kosz delikatesowy" z butlą dobrego francuskiego koniaku. Ponieważ nie znała jego adresu domowego a nie chciała by jego koledzy z kancelarii widzieli, że ktoś mu przesyła takowe  delicje, umówiła się  z nim w kawiarni. Michał pożyczył od ojca samochód i podwiózł Mirkę na miejsce spotkania.

Usiadł przy innym stoliku z koszem postawionym na podłodze i czekał aż ów znajomy podejdzie do Mirki, bo Mirka, jako znane uosobienie punktualności, była na miejscu pięć minut wcześniej.  Skracając sobie oczekiwanie zajął się studiowaniem prospektu ze sprzętem medycznym i przegapił moment gdy ów znajomy wszedł do kawiarni. Z lektury wybudził go głos Mirki, odłożył prospekt , podniósł kosz z podłogi i dopiero teraz spojrzał na mężczyznę, który siedział przy stoliku Mirki i czegoś zawzięcie  szukał w swojej teczce. Michał rozpoznał w nim  kolegę swego ojca, który zawsze służył im  radą i pomocą i korzystali zawsze z usług jego kancelarii.

Michał mrugnął do Mirki i powiedział- dzień dobry panie mecenasie, chcemy podziękować za ostrzeżenie - moja żona i ja. Pan mecenas wytrzeszczył oczy, a potem oprzytomniał- ooo, młody Sz., witam pana. To państwo są małżeństwem?  Ale zapewne od niedawna bo gdy miałem wykłady, to pani chyba była wolnego stanu? Tak od niedawna, jesteśmy małżeństwem-potwierdził Michał. 

Jaki ten świat mały - stwierdził pan mecenas. Młody człowieku, przyznam się bez śledztwa-usiłowałem poderwać  pańską żonę, ale nie dała się, mówiąc, że gdybym nie był jej wykładowcą to pewnie by się ze mną umawiała, bo mnie lubi i ceni. Zaimponowała mi tym. Ma pan mądrą a i atrakcyjną żonę.I nie wykorzystała mojej do niej słabości- świetnie zdała u mnie przedmiot. Mira- jeżeli zechcesz zmienić pracę po skończeniu studiów to zawsze u mnie masz miejsce. Mirka uśmiechnęła się - uważaj, bo mówisz to przy świadku. Ale kto wie, jeśli będę mogła mieć nienormowany czas pracy to na pewno z tej propozycji skorzystam. Bo tu czy mam co robić czy nie to muszę siedzieć. To było dobre dopóki mnie nie awansowali-mogłam się spokojnie uczyć a teraz mam pod sobą takie "dziumdzie", że aż głowa boli. Wiesz, takie co przedmiotu od podmiotu nie odróżniają. Takie, które gdy usłyszą, że ktoś jest w danej sprawie stroną to  nieomal się pytają  lewą czy prawą. 

Szkoda, że już nie wykładasz - pisałabym u Ciebie pracę. 

Mira, zawsze  możesz się u mnie skonsultować- wystarczy że do mnie zatelefonujesz  i albo przyjedziesz do mnie do kancelarii albo ja wpadnę do was do domu. A gdzie mieszkacie? z rodzicami czy sami?  Sami, na razie w moim M3. 

Słuchaj Ryszard, chciałabym te odzyskane pieniądze w coś  zainwestować, ale  jeszcze  nie wiem w co. Ty masz dobre  rozeznanie. A ja- wtrącił się Michał - chyba będę sprzedawał swoje mieszkanie w  Krakowie... nie sprzedawaj - przerwał mu mecenas - nie opłaca się teraz- wynajmij, wpadnij do kancelarii, dam ci firmę w  Krakowie, która się tym zajmie. No i możemy sobie  mówić po imieniu, skoro jestem z twoją żoną "na ty".

Wiesz Michale, już widzę Twoją żonę w naszej kancelarii - typowa  tajna broń - młoda ładna kobieta. A trzy czwarte populacji świata myśli, że jak ktoś jest ładny to ma zero rozumu, a tu niespodzianka, bo to bardzo mądra kobieta. 

Michał uśmiechnął się - to ci zdradzę tajemnicę- ona ma Argusowe oko i naturę psa tropiącego. Zakochałem się w niej w ciągu 10 minut rozmowy z nią. Gdy tylko ją poznałem.

Nooo, złaźcie ze mnie, obaj- nie jestem tu po to byście mnie obgadywali . Jestem jaka jestem i żadna ze mnie piękność. 

Mira,nie złość się, posłuchaj doświadczonego faceta, którym jestem - powiedział Ryszard - nie idzie nam obu o twą zewnętrzność, choć niczego nie można jej zarzucić - wszystko na miejscu, w dobrych rozmiarach, ale gdy się zaczyna z tobą rozmawiać to wydajesz się super piękną kobietą, która raczy z maluczkim rozmawiać. Zawsze wiesz co powiedzieć, świetnie pointujesz, szybko myślisz, będziesz super wizytówką naszej kancelarii. I będziesz miała nienormowany czas pracy, a może zostaniesz udziałowcem?

To twoje ostatnie zdanie Ryszardzie przypadło mi do gustu. Ale na razie to muszę skończyć studia. A nad tym udziałem to pomyślę ,ale mam póki co za mało danych.

No widzisz Michał? to właśnie cała Mira - roześmiał się Ryszard. Za to ją lubię i cenię.

Gdy się żegnali Ryszard zaprosił ich do siebie na degustację owych delikatesowych dóbr. A Mira mi powie potem co myśli o tej  pani, która z nami będzie. Michał, daj mi  numer swojej komórki, numer Mirki mam.

Gdy wsiadali do samochodu Mirka powiedziała - co jest? wpierw twój  brat zostawia mnie na lodzie tuż przed wyjazdem, potem ja się w tobie zakochuję, potem się okazuje, że nasze matki się znają od wieków, a teraz okazuje się, że ty i ojciec  znają faceta, który mnie podrywał kiedyś, ale którego nadal lubię i cenię. Co tu jest grane?

Nie mam pojęcia, to ty masz szósty zmysł - odpowiedział Michał.

Taaak, musimy się oboje zastanowić na tymi pieniędzmi, które odzyskałam. Ale to twoje pieniądze- powiedział Michał.

Nasze, twoje i moje, bo mamy wspólnotę majątkową.Nie zgłaszaliśmy przy  zawieraniu małżeństwa żadnych majątków osobistych.A wiesz co mi chodzi po głowie? moglibyśmy sobie kupić po małym samochodzie, bo raczej nie będziemy nigdy pracować w jednym miejscu.Może po jednym suzuki? Mieszkanie, w którym  mieszkamy też jest teraz wspólne.

Wynika z tego, że jestem szczęściarz- roześmiał się Michał.Ale kocham cię bezgranicznie nie za te pieniądze i  mieszkanie, ale za to że jesteś jaka jesteś. I jestem dumny, że jestem twoim mężem.

                                       c.d.n.

wtorek, 29 grudnia 2020

Zimowa eskapada-VI

 W następną niedzielę w sytuacji wystawowego psa znalazł się Michał. W sobotę przed południem  Mirka zadzwoniła do swych rodziców i zapowiedziała się na niedzielne popołudnie. Gdy już się mama nazachwycała faktem, że dziecko wróciło, Mirka powiedziała, że przywiozła sobie z Egiptu narzeczonego. Jak to?- głos mamy wyrażał nie tyle stan zdziwienia co szczerego przerażenia - to Egipcjanin?  
Mamo, Egipcjanin to też człowiek, tam są tacy sami ludzie jak u nas.  Mamcia odetchnęła z ulgą  - dobrze, że to nie  Arab. Mirka parsknęła śmiechem - nie, nie Arab, Beduin. Spodoba  ci się, oni są naprawdę bardzo ładni. 
No to jutro będę u was ze swoim  Beduinem. I nie szykuj jedzenia, będziemy już po obiedzie.
Czy wiesz, że jesteś straszliwie złośliwa? - po co powiedziałaś, że jestem Beduinem?-Michał nie krył swego zdziwienia.
Po prostu dlatego, że gdybym tego nie powiedziała, to przez najbliższe pół godziny musiałabym odpowiadać na sto głupich pytań. A tak to ma  zagwozdkę, zaraz będzie szukać w encyklopedii wiadomości o  Beduinach. Poza tym ucieszy się na twój widok, że nie jesteś ani Arabem, ani Beduinem lub Murzynem. 
Moja mama jest ukrytą rasistką, taki typowy dla naszego kraju model. 
Na pokaz to mówi, że nie ma nic przeciwko innym rasom, ale nigdy nie  wydałaby córki za mąż za obcokrajowca, nawet  białego, a już o odmiennym kolorze skóry to po jej trupie. Ale według niej, ona nie ma nic przeciwko innej rasie. 
A tak naprawdę dla niej liczy się kolor skóry i narodowość wpisana w dowód czy też w paszport, a nie to jakim naprawdę jest człowiekiem.
Mam nadzieję, że upiecze  dla nas swój popisowy sernik, nieprzyzwoicie  smaczny.
Licz się z tym, że poznasz też moją babcię, która zapyta się zaraz a z których to Sz. jesteś rodem. A potem doda, że skoro cię wybrałam, to znaczy, że jesteś dobrym człowiekiem. 
Przez lata nauki w szkole po lekcjach szłam do babci, żebym nie siedziała przypadkiem sama w domu, więc  nie przyprowadzałam do  domu koleżanek, by nie musiały się zastanawiać nad pytaniem   z których to  Kowalskich są rodem. 
W niedzielne popołudnie, gdy tylko weszli do mieszkania rodziców, Mirka  dokonała prezentacji mówiąc: 
to jest Michał Sz.,  z tych właściwych Sz., Polak, warszawiak z Mokotowa, 180 cm wzrostu. Znamy się od dawna, ale dopiero teraz odkryłam, że się nadaje na narzeczonego i męża. 
W Egipcie byłam pod jego opieką. I mieszkaliśmy tam w  jednym pokoju. I nie jestem w ciąży. Uśmiechnęła się do mamy i dodała - to koniec wywiadu. 
I przypominam wam, że ja już mam skończone 26 lat. A Michał już  28, ale tylko jeszcze przez kilka dni.
Mama z lekka oprzytomniała i poprosiła by jednak przeszli do pokoju. Dalej poszło jak po maśle, na stole wylądował maminy sernik, tata zapytał Michała ukradkiem jak on wytrzymuje z jego córką, na co usłyszał, że się Michał  nad tym nie zastanawia, ale ją po prostu kocha. 
Michał wspomniał, że chcieliby się jak  najprędzej pobrać, Mirka dodała, że ślub będzie gdy tylko Michał obroni dyplom, co Michał uzupełnił stwierdzeniem, że on nie widzi przeszkód by był wcześniej. 
Babcia stwierdziła, że jeśli się naprawdę kochają, to niech się pobierają, bo jej wnusia to mądra kobieta i złego by nie wybrała. I ona już im daje swoje błogosławieństwo.
Po trzech godzinach rozmowy o niczym istotnym Mirka zarządziła odwrót. Następnego dnia  jechała na 8,30 do pracy. A  Michał planował wypad do Krakowa  razem z ojcem ( a dokładnie to potrzebował ojcowskiego samochodu) by przywieźć do
Warszawy cały stos potrzebnych mu do pisania pracy notatek, książek jak i również
ubrań, bo "egipski zimowy zestaw" był jednak zbyt przewiewny na warszawskie warunki klimatyczne. 
Planował powrót w środę lub czwartek, więc Mirka dała mu drugą parę kluczy od mieszkania, by nie musiał celować z powrotem na ściśle określoną godzinę.
Mirka ze zdziwieniem odkryła, że gdy tylko wyszła z pracy zaczęło jej brakować Michała. I że samotna kolacja kiepsko smakuje. I łóżko było takie zimne i puste. Około
północy obudziła ją melodyjka komórki - nieco przytłumiony głos Michała tłumaczył, że on nie potrafi bez niej zasnąć, że następnego dnia też ma spotkanie z promotorem i że ich ślub powinien być nim obroni pracę dyplomową. 
Rano Mirka odkryła, że nadal trzyma w dłoni swój telefon.
Gdy w środę Mirka wróciła po pracy do domu, czekał na nią Michał i...obiad. 
Obiad był dziełem jego mamy, która kazała by wpierw przyjechali do niej po obiad. Mirka była szczerze wzruszona i zaraz po obiedzie  kazała by Michał połączył ją ze swą mamą i bardzo serdecznie jej podziękowała i wyznała, że to była dla  niej ogromna niespodzianka.
Przyjęła też zaproszenie na niedzielne spotkanie przy kawie.
Tego wieczoru Michał był cały czas niemal przyklejony do Mirki i bardzo wcześnie zakończyli dzień - i łóżko znów było właściwych wymiarów i całkiem ciepłe.
Jadąc w niedzielę do rodziców Michała Mirka kupiła gloksynię dla jego mamy. Michał
zrzędził, że u mamy i tak są pełne parapety kwiatów lecz Mirka stwierdziła- ale tego
u niej nie widziałam. 
Zresztą co się denerwujesz, przecież z nimi nie mieszkasz. I nie zapomnij zapytać się o tę szafę co kiedyś ci nie pasowała wymiarem w Krakowie. 
Kwiatek został przez oboje rodziców przyjęty entuzjastycznie -  byli miłośnikami
kwitnących kwiatów doniczkowych.  
Ojciec natychmiast wybrał się z Michałem do piwnicy, szafa  rzeczywiście była i nadal
starannie firmowo zapakowana. Umówili się, że następnego dnia ojciec ją przywiezie do domu Mirki i razem z Michałem ją złożą i będzie stała w przedpokoju, w którym wręcz było na nią miejsce.
Temat szafy pociągnął za sobą następny - gdzie będą mieszkać. No bo na razie to mieszkają  we własnościowym M-3 Mirki. Michał czeka na własnościowe M-5 na 
Ursynowie, zwanym przez złośliwych Pustynią Błędowską. Budynek nawet już nieco wychynął z ziemi, czyli są gotowe piwnice. Mirka z kolei wycofuje  najszybciej jak można pieniądze od developera, u którego już sporą sumę ulokowała, bo jeden ze znajomych prawników ją ostrzegł, że mogą być kłopoty, więc niech prędko wyciąga z powrotem pieniądze, czyli odzyska 25 tysięcy dolarów. 
Jak wycofa swoje, to powie o tym jeszcze dwóm znajomym osobom. Na razie tylko ona jedna się wycofała, więc jest szansa, że odzyska te pieniądze. Gdy je odzyska wpuści sprawę jeszcze koleżankom, które też  tam umoczyły trochę pieniędzy. 
Ważne jest by "wyciekać" pojedynczo, wtedy są większe szanse na odzyskanie pieniędzy.
Michał poruszył znów sprawę terminu ślubu - on naprawdę chce jak najszybciej. Mirka zrobiła poważną minę i powiedziała - rozumiem, zapewne jesteś w ciąży-  i zaraz parsknęła śmiechem. 
A potem powiedziała - cały luty mam sesję, ale jeśli się upierasz to możemy zaraz po sesji. Pasuje ci?  Tak i ma luz - odpowiedział.  Jak mi dasz swoją metrykę to mogę nawet jutro nasze dokumenty  złożyć. 
Powinnam mieć.
No dobrze- mama usiłowała uporządkować nieco dyskusję.
Weźmiecie ślub i co - może zrobimy jakieś przyjęcie ślubne, skoro nie chcecie wesela?
Możemy zamówić w którejś restauracji. 
Odpada - Mirki babcia na pewno nie  wysiedzi w restauracji a i na dłużej nie można jej
zostawić samej w domu - uświadomił rodziców Michał. Ale nie ma problemu byście się z rodzicami Mirki nie wybrali razem na obiad a my z Mirą posiedzimy razem z  babcią. Babcia powiedziała nam, że skoro się kochamy to powinniśmy się pobrać.
I że mamy jej błogosławieństwo.
Gdy  wracali do  domu Mirka stwierdziła, że jeszcze jest kilka spraw do załatwienia, których ona nie jest w stanie załatwić przed sesją, bo ma jeszcze mnóstwo nauki i tak naprawdę ten ślub powinien być pod koniec marca. Powinni poznać ze sobą swych rodziców. Ponieważ stanęli okoniem wobec pomysłu wesela to będą musieli zaprosić i jego i jej rodziców na ten ślub   cywilny. Muszą , gdy już będą znali termin ślubu a tym
samym jego miejsce, poprosić dwóch świadków - płeć obojętna, byle byli pełnoletni.
Ponieważ ślub cywilny to sprawa krótka babcię zostawią pod opieką sąsiadki, którą babcia zna i kojarzy.
To poznanie się rodzin to chyba zrobi się w domu rodziców Mirki, ona wszystko kupi, pomoże matce w gotowaniu, albo zamówi do domu catering. Porozmawia z koleżanką, bo ona zawsze tak robi, gdy musi przyjąć bardziej oficjalnych gości. Są dwie techniki - catering z obsługą lub bez obsługi . Ten  bez obsługi jest  tańszy. Ale zdaniem koleżanki to jest super  rozwiązanie i jak się dobrze policzy to wcale nie jest jakaś  wygórowana  cena. Jak bierzesz catering z obsługą  to cię nawet mycie  zastawy po jedzeniu  nie interesuje.
Michał, a dlaczego tak ci się  spieszy do tego ślubu? Na ogół to dziewczynom się spieszy, nie facetom. O co w tym wszystkim chodzi?
Chodzi o to, że od spotkania z promotorem wiem, że na pewno nie zdążę obronić pracy w czerwcu. Facet wyjeżdża na cały maj i kawałek czerwca i nawet nie będę miał z nim kontaktu. I to jest nie fair,  bo ja mam pracę jeszcze w toku. Dobrze, że chociaż zostawił mi kontakt do swego kolegi z WATu i mam z nim spotkanie w przyszłym tygodniu. Nie wykluczam, że on mnie przejmie. Ale to wszystko może mnie okropnie opóźnić. Powiedziałem o tym ojcu. Nie umiałem ukryć swego rozczarowania i wściekłości. Ma to przynajmniej jedną dobrą stronę- nie będę musiał jeździć do Krakowa. I jeśli się temu nowemu spodoba moja praca to może załapię się na etat w Warszawie u niego. I nie wykluczam, że  będę robił nieco inny temat, po prostu konstruował coś nowego, czyli cały wysiłek włożony w tą pracę diabli wezmą.
A skoro nie będę jeździł do Krakowa to zabiorę stamtąd moje rzeczy i mieszkanie wynajmę. Po rozmowie z tym profesorem z WAT dam ogłoszenie albo o sprzedaży tamtego  mieszkania albo o wynajmie. Na szczęście ojciec ma moje notarialne upoważnienie do wynajmu lub sprzedaży tego mieszkania, więc będzie mógł to za
mnie  załatwić.
Pomogę  ci z tą sesją, mogę cię nawet przepytywać i zajmę się domem - zakupy, sprzątanie, obiady.
No chyba, że nie chcesz takiego nieudacznika za męża. 
Takiego nieudacznika to chcę , ale nie chcę męża, który będzie cokolwiek przede mną ukrywał. Powinieneś mi to powiedzieć od razu, sam, a nie zmuszać mnie do tego bym
zachodziła w głowę co się dzieje. Już u rodziców zauważyłam, że coś się wydarzyło, zadałam ci nawet  pytanie  skąd ci tak pilno do ślubu, a ty słowem nie pisnąłeś nic na ten temat.
Kocham cię, ale jeśli stale będziesz coś przede mną ukrywał, może mi nie starczyć miłości.
Wiem, że to cię nie pocieszy, ale bardzo wielu studentów ma właśnie takie problemy, bo promotor też człowiek i mogą mu się zdarzyć różne zawirowania życiowe, które rykoszetem dotykają studentów.
Profesor, u którego moja koleżanka złożyła swoją pracę licencjacką tak mniej więcej po miesiącu  poinformował ją, że nie może nigdzie znaleźć jej pracy, ale będzie nadal szukał. W tydzień później jakoś ją odnalazł. Zawieruszyła mu się- jak to ślicznie określił.
Michał przepraszał Mirkę, kajał się i solennie przyrzekł, że nigdy już niczego nie  będzie ukrywał, bo Mirka ma wyraźnie argusowe oko.
Następnego dnia miał same dobre  wiadomości - po pierwsze będzie  pracował, po drugie temat który będzie  realizował  będzie również tematem pracy dyplomowej. A jego nowy szef będzie jego promotorem. Pracę zacznie od 1 marca.
Podobno góra z górą się nie zejdzie ale człowiek z  człowiekiem  jak najbardziej.
Mirka zarządziła, że spotkanie rodziców odbędzie  się w końcu stycznia, dała Michałowi namiary  na firmę cateringową, powiedziała by wybrał odpowiednie menu.
I w ostatnią sobotę stycznia  doszło do owego spotkania. Mirka była w mieszkaniu swoich rodziców, a Michał miał przyholować swoich rodziców. 
Przybyli punktualnie. Mirka otworzyła im drzwi mieszkania, z pokoju czym prędzej wyszli jej  rodzice by powitać  gości i......nagle obie matki stanęły jak wryte- Boże Święty wykrzyknęła matka Mirki- Marycha! O Jezu, nieco cieńszym głosem zapiała matka Michała- Kaśka! I obie matki rzuciły się sobie w ramiona. Obaj mężowie, oraz Mirka i Michał stali i wytrzeszczali oczy. 
Po chwili okazało się, że obie panie chodziły kiedyś razem do szkoły podstawowej. 
Ale numer - stwierdziła Mirka. Stała z Michałem w kuchni i nakładała jedzenie na talerze, Michał  zanosił do pokoju. Mężowie koleżanek z podstawówki , zagłuszeni
całkowicie przez swe "połówki" przeszli "na ty" by im było raźniej,  babcia nieco
zdezorientowana zajęła się w końcu konsumpcją, podobnie jak Michał i Mirka i zupełnie pominięci mężowie. Najczęściej używanym zwrotem było "a pamiętasz", a
Mirka stwierdziła, że warto posłuchać, bo obie  panie chyba nie były bardzo grzecznymi panienkami i często w szkole rozrabiały. Oprzytomniały nieco przy deserze i kawie. Głównie po to by się wspólnie dziwić, że spotkały się po latach i że ich dzieci się poznały a na dodatek niedługo wezmą ślub. I jakie dziwne te dzieci - nie chcą ani
ślubu kościelnego ani wesela. Bo każda z nich miała, jak należy, suknię z welonem i 
wesele do białego rana.
Mirka  zaprowadziła do pokoju babcię, która już nieco przysypiała, rozebrała, ubrała w nocną bieliznę, umyła, położyła do łóżka i zapaliła maleńką nocną lampkę.  Pod drzwiami pokoju czekał na nią Michał. Chodź, bo twoja mama snuje jakieś dziwaczne
plany, a moja słucha  jak zaczarowana. Trzeba obie sprowadzić na ziemię. Mirka weszła do pokoju, podeszła do matki i szepnęła - wyhamuj, bo wpadniesz w poślizg, 
już położyłam babcię  do łóżka. 
A potem ze słodkim uśmiechem powiedziała : kochane mamy- my już jesteśmy dorośli i choć doceniamy to co dla nas zrobiliście, to nie możecie nam życia układać. Już nie możecie nam narzucać swoich poglądów i upodobań. O tym jak będzie  wyglądał nasz
ślub, nasze wspólne życie będziemy decydować tylko my dwoje - Michał i ja.  I byłoby
 dobrze moja mamo, gdybyś do swej koleżanki nie mówiła per "Marycha" bo to dość niebezpieczne słowo w dzisiejszych czasach , oznacza zakazany miękki narkotyk. Mama Michała ma piękne imię Maria, a więc może być Marysią, Marysieńką,  nawet Marylą, ale nie "Marychą".  A tak w ogóle to co kto chce do picia- może być kawa, herbata  czarna lub owocowa, a może sok pomarańczowy? Michał, zbierz  zamówienia, ja idę wstawić wodę. Za chwilę do kuchni wszedł Michał, pokazał jej kartkę co sobie rodzice zażyczyli i tuląc Mirkę  w objęciach powiedział- kocham cię przeogromnie, a mój ojciec pogratulował twojemu ciebie! A moja matka to się niedługo da za ciebie
pokroić  bez znieczulenia!

                                                        c.d.n.
   
             








Zimowa Eskapada -V

 Słowa Mirki sprawiły, że Michał pacnął się w czoło i  powiedział - no debil ze mnie, ale to nic dziwnego, tak na mnie działasz, że kompletnie głupieję. Pomijam fakt,  że nie mam  absolutnie wprawy ani w wyznawaniu komuś miłości ani w oświadczaniu się.
Posłuchaj, zapewne wyglądam idiotycznie, gdy to mówię, ale mówię to z pełną świadomością - kocham cię i pragnę byś była ze mną do końca moich dni. Przysięgam, że zrobię wszystko byś była ze mną szczęśliwa i że nie jest to chwilowe zauroczenie lub efekt tylko i wyłącznie pożądania. Nie jesteś pierwszą kobietą w moim życiu, kilka się przewinęło i przemknęło w siną dal. Tym razem jest to coś zupełnie innego, nie zwykłe zaspokojenie pożądania. Obudziłem się tej nocy, wpatrywałem się w ciebie i poczułem, że dopadła mnie miłość, której dotąd nie  czułem do żadnej kobiety. Wiem, znamy się krótko,  ale czuję to każdym swoim nerwem, każdą myślą, że ty jesteś moim  przeznaczeniem. Proszę cię, pobierzmy się. 
Mirka objęła go i powiedziała- nie wyglądasz idiotycznie, tylko tak jakoś.....goło. 
Nie  słyszałam jeszcze by się jakiś facet oświadczał swej wybrance w łóżku, klęcząc na golasa. Może powinniśmy to opatentować? 
Ale tak poważnie - też przeraża mnie myśl, że nagle  nie będzie cię obok mnie, że nie będę mogła się do ciebie przytulić lub się ciebie o coś zapytać. I chcę być z tobą na zawsze. I też cię kocham. Ale musimy to wszystko spokojnie, na zimno omówić, teraz najważniejsze żebyś obronił spokojnie  dyplom. 
I musimy  usiąść, z kartką i ołówkiem w ręce i spisać to wszystko co musimy zrobić by być razem, byśmy się nie szamotali niepotrzebnie. Trzeba to wszystko nieco obejrzeć z różnych stron. Jeżeli będziesz mógł pisać pracę w Warszawie to możesz wtedy cały czas mieszkać u mnie. Mieszkanie jest przepisane na mnie. Oddam ci większy pokój, spać będziesz mógł ze mną, w moim. Ja pracuję i mam jeszcze trochę wykładów na uczelni. I sesję w lutym. Gotuję raz na cały tydzień i zamrażam, żeby nie sterczeć wciąż przy garach. I zrezygnuję z klubu tanecznego, żeby się nie rozdrabniać. I jeszcze coś - jeżeli naprawdę mnie  kochasz i nie będziesz zdradzał to zacznę  brać tabletki, będziemy  mieli większy komfort. Odpowiada ci to?
Odpowiada mi wszystko co tylko zaproponujesz w tej materii, byleby być z tobą!
Przeleżeli i przegadali czas aż do obiadu. Po obiedzie spakowali się i poszli jeszcze na spacer.Wspominali wszystkie  wycieczki i już planowali następny pobyt najlepiej w dwóch różnych miejscach - koniecznie tydzień w Kairze i być może drugi tydzień w Luksorze albo w Karnaku? I też w  zimie, bo to jednak lepsza pora na zwiedzanie. 
A w Karnaku będzie cieplej niż tu nad morzem. I ludzi mniej, bo jednak większość rodaków woli święta spędzać rodzinnie przy stole.
Znów wylatywali o dziwnej porze, zbiórka na lotnisku była o 23,30, wylot o 2,00 w nocy. Wylatywali w nocy i lądowali gdy jeszcze było ciemnawo. Nawet dość szybko odebrali bagaże, wzięli taksówkę i pojechali do mieszkania  Mirki.
W samolocie Mirka wpadła na genialny pomysł - żeby rodziców obojga nie wpędzić w podejrzenia, że  "młodym rozum odebrało" nie przyznają się do tego, że poznali się zaledwie 16 dni temu. A że nie mówili wcześniej ? bo to już nie te czasy, że mówili rodzicom o każdym nowym koledze czy koleżance. Michał uznał to za wielce genialny pomysł. W pobliskim sklepie kupili świeże pieczywo i śmietankę do kawy. Byli jednak bardzo zmęczeni, więc wpierw postanowili odespać zarwaną noc. 
Okazało się, że  w dalszym ciągu są sobą zachwyceni. W ciągu dnia Michał zatelefonował do swojej mamy, że już wrócił z Egiptu i jest w  Warszawie u swojej
dziewczyny, a tak dokładnie to właściwie już narzeczonej. Nadsłuchiwał uważnie czy mama  aby nie spadła z krzesła na podłogę, a Mirkę skręcało ze śmiechu gdy słuchała tej rozmowy. Bo Michał spokojnie tłumaczył, że przed wyjazdem to nie wiedział jeszcze, że będzie ona jego narzeczoną, to nic nie mówił. No a teraz wie, to mówi. 
Obiecał, że w niedzielę wpadnie do rodziców razem ze swą narzeczoną. Po obiedzie.
Potem musi jechać na dwa lub trzy dni do Krakowa, a potem będzie tu pisał część pracy i niekoniecznie u nich w domu, raczej u niej, bo tu będzie miał ciszę i spokój. Bo ona, biedulka pracuje i studiuje, calutki dzień jej w domu nie ma, to jej przynajmniej zakupy zrobi. Oczywiście w Krakowie też musi bywać, a tu też musi bywać na Wojskowej Akademii Technicznej. Poza tym ma nadzieję, że może  dostanie u nich pracę, bo jak nie to wyjedzie z Polski, bo  ta propozycja, która dostał jest bardzo ciekawa.
Gdy odłożył telefon powiedziała- przerażasz mnie- łżesz jak z nut. I jak ja mam ci wierzyć, może i mnie oszukujesz?
Ooo, przepraszam - ja tylko powiedziałem niemal prawdę - przed wyjazdem oraz  nawet w dniu wyjazdu nie wiedziałem, że będziesz moją narzeczoną. Przed wyjazdem powiedziałem też niemal prawdę, bo powiedziałem tylko, że jadę w czyjeś miejsce i nie znam osób, z którymi jadę. No przecież cię nie znałem, prawda? 
Nie podejrzewałem, że mój braciszek ma taką fajną partnerkę w klubie. Wiedziałem
tylko, że cały czas tańczy z jedną i tą samą dziewczyną, bo to jednak kwestia wielu
wspólnych treningów, jak twierdził.
No fakt, on chciał w ogóle zająć się tylko tańcem, ale żeby przejść na zawodowstwo to mu jeszcze dużo brakuje.Chciał wziąć trochę lekcji za  granicą, no ale nic nie ma darmo. Z kolei pracując w tym fachu budowlano-remontowym nie nabierał raczej gracji i gibkości, które są niezbędne w tańcu, tyle tylko, że nieźle zarabiał.
Mira, podaj mi swój numer konta, przeleję  ci pieniądze za te wycieczki. 
Po co, skoro mamy się  pobrać, a wtedy będą to przecież wspólne pieniądze. Podam ci
jeśli dojdziesz do wniosku, że jednak nie będziemy  razem. Obecnie  finansowo stoję całkiem dobrze. Awansowałam to raz, a dwa- na ten wyjazd dostałam pieniądze od babci, więc nie ruszyłam swoich  oszczędności. I żeby było śmieszniej, to je dostałam w tajemnicy przed moją mamą. Babcia po prostu podzieliła to co miała na książeczce na dwie części, mnie dała połowę i moim rodzicom połowę. W sumie dostałam  więcej, bo przepisała na mnie  mieszkanie jako darowiznę. W razie czego wytłumaczysz rodzicom, że nie bierzesz gołej i bosej za  żonę.
A co do moich rodziców- na razie nie muszę się ujawniać że już wróciłam bo powiedziałam, że nie wiem dokładnie kiedy wracam. Jakby powiedziała datę przylotu to już dziś musiałabym się im pokazać i wysłuchać jakie to były okropne święta itp. Za kilka dni "koszmar świąt" nieco przyblednie, mama się uspokoi i nie będę musiała wysłuchiwać wspominek wigilijnych. 
Michał, a gdzie ci tę pracę proponowano?
Daleko, w Izraelu, a dokładnie w Tel Awiwie.  Zadałem im kilka pytań, pisząc, że te dane są mi potrzebne do mojej pracy magisterskiej i się bardzo mną zainteresowali i poprosili bym się z nimi skontaktował już po dyplomie, bo widzą mnie u siebie. Pojechałabyś ze mną gdybym tam dostał pracę?
To chyba jasne, że tak, na ogól to żona wyjeżdża razem z mężem. A że Izrael? Żaden
problem, nie mam żadnych uprzedzeń do którejkolwiek nacji. I mielibyśmy blisko do Egiptu. To cywilizowany  kraj i z tego co wiem to mają spore osiągnięcia w medycynie.
Mirka przejrzała zawartość zamrażarki i stwierdziła, że musi niestety iść na zakupy. Michał był w minutę gotowy do wyjścia. W pobliskim sklepie zrobili naprawdę spore zakupy i Mirka stwierdziła, że dobrze jest mieć obok siebie silne męskie  ramię do noszenia wypchanych zakupami toreb.
W domu okazało się, że to męskie ramię jest nawet zdolne do całkiem wydatnej pomocy w gotowaniu. Razem ugotowali obiady na 3 dni dla dwojga. I Mirka musiała się tym faktem zachwycić- jej tata to tylko służył jako podkuchenny do obierania kartofli a Michał potrafił  całkiem fachowo podzielić  kurczaki, doprawić je  do smaku, ułożyć w brytfance i dopilnować gdy się piekły. Zrobienie surówki też nie przekraczało jego możliwości. Przyznał się, że w Krakowie często sam pichci, bo jedzenie na stołówce studenckiej zupełnie mu nie szło.A mama to mu przywozi wecki głównie z pasztetem lub jakimś  mięsem pieczonym, które wykorzystuje do kanapek.
W niedzielę po obiedzie pojechali do rodziców Michała.Przed wyjściem z domu Mirka starannie odprasowała "wdzianko arabskie" i arafatkę, znalazła ładne pudełeczko na wisiorek dla przyszłej teściowej, nawet wyłożyła je  ozdobną bibułką. 
Nie da się ukryć, że była  nieco stremowana. Czuła się niemal jak pies na wystawie
kynologicznej - załapie się na dobre miejsce czy nie? Jedyną pociechą był fakt, że za
dzień lub dwa tak samo poczuje się Michał.
Ale nie było wcale źle - powitano ją serdecznie, rodzice byli ciekawi jak jest zimą w Egipcie, Michał zaraz wyeksponował  jak wiele wiadomości ma  Mirka z zakresu
starożytnego Egiptu. Było trochę śmiechu gdy Michał ubrał tatę w  galabiję,  Mirka z kolei wytłumaczyła dlaczego arafatka jest  w biało- czerwoną pepitkę a nie biało-czarną. Przyszła teściowa rozczulała się nad Mirką, że i pracuje i studiuje. Usiłowała przekonać oboje, że w takim razie powinni się stołować w domu rodziców Michała, ale
Mirka grzecznie wytłumaczyła, że ona prosto z pracy idzie na uczelnię i do  domu dociera około ósmej wieczorem,  czasem później. A Michał stwierdził, że znacznie mniej czasu straci jedząc w domu Mirki niż pokonując dwa razy drogę między domem Mirki a rodziców.
A w ogóle to on chciałby jak najprędzej wziąć z Mirką ślub, ale ona chce by wpierw
obronił pracę, ale będzie nad nią pracował by zmieniła zdanie. W tym momencie  Mirka poczuła, jak jej akcje idą w górę. Nooo- pomyślała- nie głupi ten mój facet. Potem rodzice jeszcze wypytywali się o Egipt i stwierdzili, że w przyszłym roku to oni by się też wybrali do Egiptu zimą. Więc oboje  od razu powiedzieli,  że już wymyślili, że w przyszłym roku  pojadą na tydzień do Kairu i na drugi tydzień do Luksoru lub Karnaku, bo tam są o tej porze temperatury w sam raz do zwiedzania. Mieszkając tam będą mieli nie godzinę na zwiedzanie  ale całe dnie. Michał zastanawiał się głośno co zrobić z mieszkaniem w Krakowie, ale usłyszał, że czynsz ma opłacony do końca roku, a gdy stoi puste to media mało kosztują. A co potem to się postanowi  jak obroni pracę, co przecież nie wiadomo kiedy nastąpi, czy zdąży do czerwca. Spędzili w domu rodziców ze trzy godziny, a na dobranoc  Mirka  została przytulona przez oboje i zapewniona, że się  bardzo cieszą, że będzie ich synową.
Gdy wracali do  domu Michał powiedział- no to już wiem co dostaniemy w prezencie ślubnym - dwa tygodnie pobytu w Egipcie musowo w najlepszym  hotelu. Nas to będzie kosztować ich towarzystwo w Egipcie. Ale to nie wielki koszt, nie są męczącymi ludźmi. A ty awansowałaś na bohaterkę-  bo pracujesz i studiujesz.

                                                                  c.d.n.