czwartek, 4 lutego 2021

Stara miłość - 4

W przeddzień ślubu Milena przypomniała sobie, że przecież miała jeszcze podać datę i miejsce swego ślubu własnemu dyrektorowi- po krótkim, acz burzliwym przemyśleniu sprawy zatelefonowała i podała "namiary". Przeważyła myśl, że przecież wciąż jest obywatelką kraju działającego wiecznie  na "wariackich papierach" i może się zdarzyć, że np. z bliżej nieznanych powodów wszystko się opóźni więc będzie  jeszcze musiała powrócić do pracy. Oczywiście jej dyrektor nie miał bladego pojęcia o tym, że Milena  wychodzi za mąż za "obcokrajowca" i ma zamiar wyjechać  z kraju. Poza tym nie mogła zbyt narzekać na swą pracę, była kierowniczką działu personalnego w całkiem sporej instytucji.

Tego popołudnia odebrali  "zaopatrzenie" z barku europejskiego - ponieważ było tego naprawdę sporo Asz załatwił sprawę "po swojemu", czyli sprawił by wszystko dostarczył samochód dostawczy z hotelu. Milena chwaliła samą siebie  za to, że kiedyś kupiła  największą z dostępnych lodówek- nareszcie była  zapełniona po brzegi. Gdy wszystko już zostało umieszczone w lodówce pojechali do cioci i rodziców Asza,  na wieczorek kawalersko-panieński, jak się śmiała teściowa. 

Rodzice Asza wspominali swój  ślub i kreację ślubną "panny młodej", która miała ukryć już siedmiomiesięczną ciążę co nie za bardzo się udało, bo suknia mocno zmarszczona pod biustem i rozkloszowana do dołu wyglądała dziwacznie. A że ciąża ta nie była przypadkiem ale świadomym działaniem panna młoda wcale nie czyniła starań by ją ukrywać. 

Na tym spotkaniu Milena  została "ozłocona", jak to nazwał Asz - od  jego cioci dostała naszyjnik ze złotych owalnych koralików, złoty medalion-sekretnik z ametystem i w komplecie do niego bransoletkę z ametystów oprawionych w złoto. Medalion i bransoletka były bardzo stare, z ciemnego złota.I były w rodzinie od kilku pokoleń. Od rodziców  Asza dostali złote łańcuszki z zawieszkami- na jej zawieszce był profil męski, na jego- kobiecy.

Jak zauważyła Milena, rodzice Asza nie zadawali niepotrzebnych i kłopotliwych pytań. Mieli jeszcze jedną cenną cechę - nie okazywali zdziwienia. Milena powiedziała, że jej rodziców  na pewno nie będzie na ślubie, ponieważ wg jej matki ona nadal jest żoną człowieka, którego przed laty poślubiła. Jedyny komentarz brzmiał - no cóż, każdy ma jakieś przekonania.

 Jedna rzecz nieco nurtowała oboje rodziców- dlaczego Milena mówi na ich syna Asz? I wtedy Milena opowiedziała, jak to w szkole  pisząc  klasówki mieli przykazane by na arkuszu  na górze pisać imię i nazwisko, a on pisał tylko A.Sz. I gdy nauczycielka oddawała prace zapytała : a kto to jest Asz?  No i od tej pory został dla całej klasy Aszem. A jemu to nie przeszkadzało, bo jego imienników było w klasie sześciu.

Rodzice Asza przywieźli ze sobą zdjęcia swej hacjendy. Dom był co prawda tylko parterowy, ale bardzo rozległy, z pięknym patio i podsieniami dookoła niego. Tak naprawdę były to dwa domy  tworzące z zewnątrz spory kwadrat. Na patio można było wyjść niemal z każdego pokoju. Poza tym dom był podpiwniczony, a piwnice były porządne, suche, murowane. W każdej części domu  kuchnia i po 2 łazienki, duża i mniejsza, każda część ma salon i trzy pokoje, z tym że jeden pokój ma dodatkową powierzchnię, coś co kiedyś nazywało się alkową.

Teściowa twierdziła, że już nie może się doczekać kiedy Milena z Aszem przyjadą wreszcie do Hiszpanii.

Ślub był wyznaczony na godzinę 11,00. Milena chciała włosy spiąć  w kok,  ale Asz zaoponował - uczesz się  się tak jak je spinałaś kiedyś, z tylu były luźne, a w uszka można cię było całować-pamiętasz? No jasne, że pamiętam, dobrze, zrobię tak, skoro ci się tak  bardziej podoba. 

Jeszcze tylko dokumenty, portfel z pieniędzmi, kluczyki od samochodu, klucze od, mieszkania, chusteczka a na szyję założę medalion. Asz pomacał jeszcze swoje kieszenie, czy ma wszystko z obrączkami włącznie i powiedział - z jednej strony nie mogę się już tego ślubu doczekać- z drugiej  jak zawsze mam tremę- nie lubię być w centrum zainteresowania. Czuję się  tak trochę jak przed egzaminem. No ale na egzaminie to byłeś sam, a tu będziesz ze mną, będę cię trzymać cały czas pod rękę. Asz, a może ty chcesz  zrezygnować? Aleś trafiła! Jak możesz tak mówić? Kocham cię i już bardzo chcę by był wieczór i byśmy byli sami.

W samochodzie  za kierownicą była Milena, dojechali w 7 minut,  bez trudu znaleźli miejsce do zaparkowania. Na schodkach do urzędu Milena omal nie skręciła nogi i Asz widząc jej zdenerwowanie nagle poczuł się mocny i pewny siebie. W poczekalni byli już pan B. i Baśka i  Milena patrząc na nich skonstatowała, że chyba zaczynają być sobie bliscy. Siedzieli niemal przytuleni a na widok wchodzącej pary leciutko się od siebie odsunęli. Gdy się witała z Basią (buźka, niedźwiedź) szepnęła jej do ucha -pasuje? Baśka odszepnęła- tak i ma luz. W chwilę potem przyjechał "pan dyrektor" Mileny i tak go Milena przedstawiła Aszowi, Basi i panu B. Po dalszych pięciu minutach przyjechali rodzice Asza razem z ciocią, która weszła do urzędu nie schodkami ale równią, trzymając się poręczy i podtrzymywana z drugiej strony przez swego brata. Urzędniczka wyszła z salki ślubów i zaprosiła ich wszystkich do środka. Rzeczywiście maj nie był miesiącem ślubów, następny miał być dopiero o godzinie 13,00. Gdy już oboje  podali urzędniczce swe dokumenty drzwi salki otworzyły się i...wszedł ojciec Mileny- sam, ale  z bukietem róż. Milena, która obejrzała się na dźwięk otwierających się drzwi uśmiechnęła się i szepnęła do Asza- jest mój ojciec, sam. Gdy przeszli do sąsiedniej salki, w której na ogół uczestnicy uroczystości składali świeżo upieczonym  małżonkom życzenia, Milena powiedziała głośno - a ten spóźniony gość to mój tata. I zaraz pociągnęła Asza do niego, zagarniając też  jego rodziców. Gdy wyszli już przed budynek wpierw pożegnali ciocię, która już była zmęczona  całym tym zamętem i poczekali aż odjechała taksówką w towarzystwie swej opiekunki. Potem Milena poprosiła pana B. by  zabrał do swego samochodu rodziców Asza, a ona weźmie do malucha ojca i swego dyrektora. W 10 minut później  wszyscy byli już w mieszkaniu Mileny.

Milena z Basią zajęły się przeniesieniem wszelakiego dobra na stół w pokoju, a w trakcie szykowania wymieniały między sobą różne informacje. Basia stwierdziła, że pan B. jest czarującym mężczyzną, co Mileny nie zdziwiło, jako że były to czasy gdy do dyplomacji trafiali raczej ludzie dobrze wykształceni, dobrze wychowani, kulturalni. Jeden z wujków Mileny też był dyplomatą i aktualnie przebywał jeszcze na placówce. Faktycznie pan B. jest raczej domatorem, ale nie sposób się z nim nudzić w domu. Jest też łasuchem, ale ma  dobrą przemianę materii, poza tym regularnie pływa i Basia razem z nim 3 razy w tygodniu bywa na basenie. Bywasz czy pływasz? Pływam i nawet mój wygląd w czepku pływackim go nie przeraża. No to dziwny facet - stwierdziła Milena, bo i ty i ja wyglądamy w tych czepkach potwornie. No fakt, potwierdziła Baśka. Ja się nawet zrujnowałam na czepek w komisie, taki nieco zdobiony, ale i tak się na siebie  patrzeć nie mogę. Baśka, ale czepek nie dodaje  ci lat ani nie szkodzi figurze a to zapewne jest dla niego atrakcją.  A często się spotykacie poza tym basenem? Raczej często, prawie u mnie mieszka, bo jak się zasiedzi czasem czyli co drugi dzień do późnego wieczora to już mu się nie chce jechać do domu. Na ogół po basenie odwozi mnie do domu i jemy razem kolację, a wracamy z tego basenu po dziewiątej wieczorem.  Ja już jestem padnięta a on zje kolację i  jest jak młody  bóg- i zawsze dba o mnie- sex na piątkę z plusem. Milena, a jaki był ten jego syn? Dobrze ułożony, kulturalny, dobrze się uczył. Ale nie wiem co robił po liceum.  On coś trenował, ale nie wiem co. Teraz pływa, ale już sam na siebie zarabia jak twierdzi pan B. Chodźmy do pokoju bo za chwilę tu wszyscy przylecą.  Gdy przyszły do pokoju Asz, "pan dyrektor" Mileny i jej tata o czymś zawzięcie dyskutowali, a pan B. rozmawiał z rodzicami Asza. Baśka i Milena  stuknęły się łokciami - popatrz,  nawet nie  zauważyli, że nas nie było. Ale to były tylko pozory- Asz natychmiast przyciągnął Milenę do siebie , a Baśka ze śmiechem powiedziała- pewnie panu młodemu  gorzko, musi sobie życie osłodzić. A że Basia akurat stawiała przed panem B. talerzyk  pełen dalekomorskich frykasów, ten ujął jej rękę, złożył delikatny pocałunek i powiedział- dziękuję kochana. A Baśka - rzecz warta odnotowania- spłonęła rumieńcem. W tej samej chwili Asz po raz pierwszy przy świadkach  przyciągnął do siebie  Milenę i długo, długo całował. 

Przyjęcie zakończyło się około godziny siedemnastej. Pan B. stwierdził, że on odwiezie do domu rodziców Asza i Basię,  tata Mileny z jej dyrektorem stwierdzili, że oni to mają tak blisko do swych domów, że z chęcią trochę rozprostują kości i pójdą na piechotę a poza tym mają jeszcze ochotę podyskutować po drodze.

Asz z rozkoszą pozbył się swego wytwornego garnituru, Milena szybko została w stroju domowym czyli w bieliźnie, Asz niemal biegiem  chował do lodówki wszystko to co należało w niej schować by móc jak najszybciej sprawdzić czy jest mu tak samo dobrze w stanie małżeńskim jak było przed ślubem. Sprawdzanie organoleptyczne wykazało że może nawet teraz jest ciut lepiej. Leżeli przytuleni i Asz  snuł plany jak teraz urządzą tę część domu w Sant Adria del Besos, która należy do niego. A z żoną też tam mieszkałeś- zapytała cichutko. Nie, ona nawet nigdy tam nie była, mieszkaliśmy w samej Barcelonie.  To jest  dzielnica peryferyjna, jej wspaniała rodzina nigdy by w takim miejscu nie zamieszkała.  Od poniedziałku znów czeka nas  cała mas  spraw do załatwienia - twój paszport i oddamy do tłumacza przysięgłego świadectwo ślubu. Do tego tłumacza to zatelefonujemy jutro  i może już jutro to podrzucimy.

Lenuś, czy mi się zdaje, że Baśka romansuje z ojcem Witka? Nie wykluczone to jest - zaśmiała się  Milena. Baśka jest nim zachwycona, że taki mądry, kulturalny, delikatny a jednocześnie pełen wigoru i dba o nią. Docenia Basine wysiłki kulinarne, chodzą razem trzy razy w tygodniu na basen. On jest domatorem a Baśka też do "latawic" nie należy. I podejrzewam, że jeśli pan B. potraktuje rzecz poważnie to będzie miał młodą żonę, którą póki co potrafi w pełni usatysfakcjonować, bo liczy się jakość a nie ilość, czego większość  panów nie wie lub nie rozumie. A gdy w parze z jakością idzie szacunek i czułość to różnica wieku nie jest istotna. 

Wpatrując się Milenie w oczy Asz zapytał czy ona chce by mieli dzieci, bo jeśli tak to pojadą do tej kliniki gdzie robił wazektomię, przejdzie zabieg odwrotny i będą się starać o dziecko. Nie, nie zgadzam się na żaden twój zabieg, jeżeli marzysz o dziecku, a w to wątpię, to ja mogę mieć inseminację laboratoryjną. Jestem szczęśliwa, że nie musimy stosować żadnej antykoncepcji, nie łykam żadnych tabletek, nie  zastanawiam się czemu nie mam okresu w ten dzień, który mi wypada z wyliczeń, jest mi z tym po prostu dobrze. A jeśli cię to interesuje to za jakość masz u mnie szóstkę z plusem. I te drobne siedemnaście lat temu też tak było. Tylko tych lat straconych szkoda.

                                                                      c.d.n.




środa, 3 lutego 2021

Stara miłość -3

Ślub udało się Aszowi  załatwić na 28 maja, ale wcale nie w ramach uroku osobistego, ale  po prostu pierwsze swe kroki skierował do kierownika USC. Przedstawił się, pokazał swój "obcy" paszport,  wspomniał delikatnie o rewanżu w postaci 2 miejsc w jednym z hoteli w Benidorm lub Alicante za pół ceny  i w pół godziny później mógł  zatelefonować do Mileny, że ślub już załatwiony. Milena tymczasem  usiłowała przekonać dyrektora, że bez niej  świat biurowy się nie zawali, nie ma  żadnych zaległości, personel  bez trudu ją zastąpi, a z przyczyn wielce osobistych ma mnóstwo spraw do załatwienia, na końcu wyciągając argument koronny, że po prostu wychodzi za mąż i stąd tyle zamieszania. Z bólem serca i drżącą ręką dyrektor zgodził się w końcu na podpisanie wcześniejszego terminu  urlopu od dnia bieżącego. Po podpisaniu urlopu spytał się już prywatnie, ( a prywatnie to byli na ty) kim jest ten szczęśliwiec, więc Milena powiedziała, że to kolega jeszcze  ze szkoły, z liceum, że w czasach szkolnych byli parą i choć potem każde poszło  swoją drogą teraz się pobierają. No popatrz Milena- stara miłość nie rdzewieje! A kiedy ten ślub? No jeszcze nie  znam terminu, ale zadzwonię do ciebie i podam ci termin. Tylko bardzo cię proszę o dyskrecję - nie przewiduję żadnego spędu z tej okazji. Tym sposobem już w godzinę później Milena była na urlopie. Wydała personelowi  ostatnie polecenia, zatelefonowała do domu, że za niecałą godzinę będzie i......opuściła biuro myśląc- obym tu już nie  wróciła!

Jadąc do domu wstąpiła  do rodziców mówiąc, że zabiera z podwórka swój samochód, więc żeby nie robili rabanu, że go już  na podwórku nie ma. Zafundowała sobie parking strzeżony pół kilometra od swego mieszkania, zostawiła  malucha na parkingu i pomaszerowała do domu.

Postanowili z Aszem, że przejadą się do ambasady hiszpańskiej by się dowiedzieć w ciągu ilu dni można załatwić wizę turystyczną na zaproszenie.  Ale gdy już byli na miejscu Asz wszedł sam i poprosił o rozmowę z konsulem. W tym czasie naprawdę niewiele osób jeździło prywatnie do Hiszpanii, więc  pan konsul nie był przepracowany i niemal z rozkoszą  przyjął interesanta w postaci Asza, w końcu obywatela Hiszpanii. Konsul poprosił by Asz ze swą świeżo upieczoną żoną,  jej nowym paszportem oraz przetłumaczonym na język  hiszpański aktem ślubu zjawił się w ambasadzie i wtedy sprawa będzie załatwiona niemal od ręki. Dostali też kontakt do tłumacza przysięgłego. Najbardziej krytycznym punktem była sprawa paszportu, bo na Komendzie MO dzień w dzień były porażające kolejki ludzi , którym potrzebny był paszport. Ale i Milena i Asz byli przekonani, że uda im się w ciągu 3 miesięcy wszystko ogarnąć. Jak nie drogą zwykłą, to po znajomości. Ciągle byli dość odległym wschodem Europy, gdzie znajomości i  familiarne układy odgrywały niemałą rolę. Na świadka Asz postanowił poprosić pana B. Był przekonany, że bez jego pomocy nie uda się szybko i sprawnie załatwić zmiany paszportu Mileny. A Milena postanowiła, że drugim świadkiem zostanie jej przyjaciółka, Basia. 

Wieczorem tego dnia Milena telefonowała w tej sprawie do Basi, a Asz do pana B. Ponieważ oboje wyrazili zgodę, zostali oboje zaproszeni do Mileny na wspólne spotkanie na najbliższy sobotni wieczór. Ponieważ  Asz nie chciał, by Milena miała dużo  pracy przy szykowaniu kolacji (przecież ten czas można naprawdę lepiej spędzić niż stojąc przy kuchennym blacie) w sobotni poranek pojechali do barku w hotelu europejskim i zakupili sporo różnych przekąsek oraz różne ciasta. Tym razem pojechali samochodem Mileny z nią za kierownicą. Może i nie znała się Milena za dobrze  na częściach samochodowych, ale była naprawdę dobrym kierowcą no i ta dżungla  zwana Warszawą była jej dobrze znana. Co prawda Asz marudził, że czuje się  jakby był w gokarcie, ale nie ukrywał swego podziwu dla Mileny. I już wiedział co mają jego rodzice im  kupić w ramach prezentu ślubnego - właśnie fiacika 126, ale z Włoch. Będzie  miała  Milena własny samochód by nie być uzależnioną od tego, czy on w danej chwili może ją gdzieś podwieźć czy też nie. 

Spotkanie  ze świadkami przeciągnęło się do późnej nocy - pan B. delikatnie tokował do Baśki, Baśka była pełna entuzjazmu i gdy goście wyszli Milena  zastanawiała się na głos, czy aby dobrze  zrobiła poznając ich ze sobą. Asz  się śmiał i zacytował część jej wypowiedzi  "są przecież dorośli i mogą robić co im na myśl przyjdzie".  Masz rację, ale jeśli  p.B. jest żonaty - ale Asz jej przerwał - jeśli jest żonaty i poleci za  babką która jest w wieku jego syna  to się to dla niego zapewne szybko skończy rozwodem. Ale to, moja kochana, nie jest nasza sprawa. Nie wiemy jak wygląda jego  związek, może tam od dawno nie ma już uczuć? O uczucia trzeba dbać jak o niemowlaka - tak zawsze mówi moja mama. No to chodź, mój kochany, zadbamy o tego niemowlaka, jeszcze trochę a zasnę na stojąco.

Troska Mileny o całość małżeństwa pana B. była chybiona, o czym dowiedziała się od Baśki. Pan B. od dawna był bowiem rozwiedziony i aktualnie,jak twierdził, nie był z nikim związany. Dużo pracował, dużo wyjeżdżał i stanowczo  mógł zbyt mało czasu poświęcić  na romansowanie, a każda z nowo poznanych pań chciała gdzieś bywać, a nie siedzieć w domu i oczekiwać grzecznie jego powrotu. Ale te wszystkie "problemy" nie przeszkodziły mu by się umówić z Baśką na następne spotkanie, jeszcze przed ślubem Mileny i Asza.

Cztery dni przed  ślubem Milena przedstawiła rodzicom Asza i powiedziała, że za kilka  dni biorą ślub. No i dowiedziała się, że wobec Boga  to ona nadal jest żoną tego, kogo poślubiła w kościele.

 Lodowatym tonem Milena  powiedziała, że nie przyszła po informację czyją jest żoną, tylko  zaprosić swoich rodziców na  swój ślub, ale ich obecność tam wcale nie jest obowiązkowa, więc nie ma problemu, że nie przyjdą. A wesele też robisz? spytała matka. Nie , nie robimy wesela, nam i bez wesela jest wesoło. Jeśli zmienicie zdanie, to bądź tak miła i zatelefonuj do mnie. Chodź Asz, idziemy.

Asz był przerażony, bo on wciąż był ukochanym dzieckiem  ( nie szkodzi, że już trzydziestosiedmioletnim) którego wybory były zawsze akceptowane a przynajmniej starano się je zrozumieć i oboje rodzice nadal mieli z nim świetny kontakt i zawsze mógł liczyć na ich pomoc gdy przeżywał ważne lub trudne chwile.  Może szkoda, że nie powiedziałaś im, że wyjedziesz na  stałe- zapytał Asz i tym przyprawił Milenę o wybuch śmiechu. Kochany, czy ty chcesz by mi nie wydano paszportu?  Dla niej nie do pojęcia jest to, że ludzie dobrowolnie z tego raju wyjeżdżają. Gdybyś choć raz usłyszał co mówi o tych, którzy wyemigrowali w 68 roku zmuszeni do tego sytuacją polityczną to  byś inaczej na to popatrzył. Czy ktoś, kto mówi, że nadal jestem wobec Boga żoną "byłego"  jest normalny i ma  po kolei w głowie? Jeśli zdecyduje się i zatelefonuje do mnie z pytaniem gdzie ten ślub to podam adres w drugim końcu miasta. Nim tam dojadą i wrócą my już skończymy imprezę.    A tak w ogóle przepraszam, że cię naraziłam na ten cyrk. No ale przynajmniej wiesz, że oni nic nie mają do mojej ręki.  Pojedziemy jutro po twoich rodziców na lotnisko razem, na lotnisku się zastanowimy jak będziemy tym gokartem wracać - albo oni wezmą taxi a my z bagażem pojedziemy albo  ty z nimi pojedziesz taxi a ja z ich bagażem sama.

Kochanie, mamy jeszcze kilkanaście godzin, oni przylatują z Madrytu, w porze o nie za wielkim natężeniu lotów. Zobaczymy jutro co się nam wykluje. Jak znam moich rodziców to będą dwie małe walizki, bo przecież Warszawa nie leży na pustyni i jak czegoś zabraknie to można przecież pójść do sklepu i kupić. No i przylatują przecież na krótko. Teoretycznie mama mogłaby wracać do Hiszpanii razem z nami, ale ona z tatą robią za papużki nierozłączki, takie mocno dosłowne "gdzie ty Kajus tam ja Kaja".  A ja łapię się na tym, że tak samo zaczynam funkcjonować względem ciebie. I bardzo lubię być do ciebie przyklejony, najlepiej na możliwie dużej powierzchni. Będę cię wszędzie zabierał ze sobą.  Będą się z ciebie znajomi śmiać - stwierdziła Milena - no to się moja miła bardzo zdziwisz, bo nie będą. Ciekawy jestem jak ci się spodoba nasza hacjenda. Mieszkamy na przedmieściu, ale blisko morza. Barcelona jest naprawdę piękna i  bardzo duża. I jeszcze całej nie zwiedziłem. A chcemy się przeprowadzić do Tossa De Mar. Ta część wybrzeża to Costa Brava i jak dla mnie to jest ładniejsza niż Costa  Bianca.  Costa Bianca jest wciąż bardziej popularna i dlatego mamy tam udziały, ale do mieszkania to wolę Costa Brava i  to konkretne Tossa de Mar. Och, już nie mogę się doczekać gdy zacznę cię obwozić  po Costa Brava i Barcelonie. Na Costa Bianca też pojedziemy, musisz zobaczyć  Benidorm, to istny Manhattan na plaży. Dla mnie paskudny, ale innym się podoba. Słyszałem opowieść o pewnej pani, która przez całe dwa tygodnie siedziała tylko w swoim pokoju hotelowym na jedenastym piętrze i opalała się na  balkonie. Zjeżdżała co prawda na posiłki, ale nie wychodziła wcale ze swego hotelu.

Wiesz co, moja ukochana? Wyjdziesz za mąż za sklerotyka. Zapomniałem, że powinnaś przymierzyć koniecznie obrączkę, czy dobra rozmiarowo. Chyba po prostu uznałem, że skoro inne rozmiary nam wzajemnie pasują to i obrączka też będzie dobra. Milena zaczęła się śmiać - ja też jakoś o obrączce nie pomyślałam. Zastanawiałam się tylko czy mam iść do tego urzędu w sukience granatowej z białymi lamówkami czy w błękitnej z fałszywym zapięciem na plecach, czyli guziczkami od dekoltu do dołu sukienki. A guziczki są w trzech kolorach-granatowym, czerwonym i białym. Asz poszedł odszukać w bagażu pudełko z obrączkami, a Milena postanowiła zmierzyć obie sukienki, by Asz wybrał tę, w której mu się  Milena bardziej podoba. Do przymiarki dołożyła też letnią garsonkę, wzorzystą, w trzech odcieniach zieleni. Wzór był stworzony z  liści jednakowych kształtem, ale różniących się odcieniami. Najchętniej włożyłaby właśnie tę garsonkę. Zaczęli od przymierzenia obrączki- jakimś cudem pasowała na  palec Mileny.

Ale nim zaczęła przymierzać sukienki dotarło do niej, że nie załatwili nigdzie żadnego poczęstunku i postanowiła, że w takim razie po odebraniu rodziców Asza z lotniska pojadą do barku hotelu Europejskiego i zamówią "gotowce",  a że do tego poczęstunku będzie ich raptem 6 lub 8 osób, to po prostu przejdą się spacerem do domu Mileny i tu spokojnie, wygodnie  siedząc w pozach niewymuszonych  razem coś przekąszą. A że te porcje  z hotelowego barku  małe nie są, to nawet bez problemu jedzenia będzie z naddatkiem. Dokupią tylko wino i jakieś zimne napoje. Cioci Asza nie będzie bo starsza pani już niemal od roku nie opuszczała domu. Ale Asz nie wykluczył, że być może jego mama wpadnie  na szatański pomysł, by się spotkali właśnie u niej, żeby ciocia miała rozrywkę. Po prostu jutro po przylocie rodziców wszystko się rozstrzygnie. 

Do przymierzania sukienek przez Milenę Asz wdział się  w letni garnitur w kolorze popielato-perłowym.   Wyglądał w nim naprawdę wielce przystojnie. Po godzinie przymierzania doszli do wniosku, że najlepiej pasuje do tego wzorzysta  garsonka, bo jasna zieleń przechodziła  na niektórych liściach w odcień perłowy, poza tym fason  garsonki idealnie podkreślał figurę Mileny, owe 90-60-90, a szpilki ze srebrzystych cienkich paseczków dopełniały całości.

Następny dzień był pod hasłem "odbieramy rodziców z lotniska". Jakimś cudem samoloty kursują znacznie punktualniej niż pociągi i samolot rzeczywiście wylądował zgodnie z rozkładem lotów. A gdyby tak jeszcze bagaże  docierały do pasażerów nieco szybciej byłoby już całkiem  fajnie. Nie da się też ukryć, że warszawskie  lotnisko nie było miłe dla oka ani przyjazne dla pasażerów. Dość długo czekali nim pierwsi pasażerowie dotarli do sali przylotów i sporo czasu upłynęło nim pierwsi zaczęli z niej wychodzić. Są! stój tu, ja ich tu przyprowadzę - rzucił w przestrzeń Asz i zniknął. Po chwili zobaczyła Asza idącego z rodzicami-niósł walizkę mamy, ojciec niósł własną. Mama Asza była niewysoką i szczupłą kobietą i Milenie dość głupawo przemknęło przez myśl, że taka niewielka kobieta urodziła takiego okazałego  chłopaka. Asz był szalenie podobny do ojca i pomyślała, że za 20 lat tak zapewne  będzie wyglądał jak teraz jego ojciec. Cała trójka uśmiechała się do niej z daleka i Milena ruszyła w ich kierunku, odwzajemniając uśmiech. Mamuś, to jest moja  Milena...a my to jego rodzice powiedziała z uśmiechem przyszła teściowa Mileny. Uściskom nie było końca, w końcu opuścili "barak przylotów" i ruszyli w kierunku samochodu Mileny. Po krótkiej naradzie Asz zarządził- ja pojadę z walizkami taksówką, a Lena zawiezie was do cioci. Kochanie, pamiętasz jeszcze  adres naszej trzydniówki? Milena uśmiechnęła się i powiedziała- ulicę tak, ale numeru domu nie zapamiętałam- chyba było za dużo wrażeń. Ciocia mieszka pod 52. Lenko, masz tu klucze, ale może zaczekajcie na mnie na dole.

Gdy Milena już ruszyła mama Asza chciała się o coś zapytać Milenę, ale tata, z równie radiowym głosem jak Asz, powiedział - kierowcy w mieście się nie zagaduje, w ruchu miejskim zbyt dużo się dzieje.  Ale mnie to nie przeszkadza- naprawdę- powiedziałą Milena.W milczeniu dojechali do celu, Milena znalazła nawet niezłe miejsce do zaparkowania, zaciągnęła ręczny hamulec i  zostawiła  samochodzik na jedynce. Wysiadła  i pomogła wysiąść mamie, tata sam się wygramolił. Milena pozamykała drzwi a gdy stanęła obok swych teściów usłyszała - "świetnie sobie radzisz dziewczyno"! Pozwolisz, że będziemy sobie  mówili po imieniu? Ależ oczywiście, będzie mi miło. Milenko, cieszę się że już prawie jesteśmy rodziną i Andy taki szczęśliwy! Dawno go takiego nie widziałam- powiedziała mama ściskając Milenę. A ty jesteś taka dzielna, świetnie sobie dajesz radę z samochodem- kontynuowała mama. No właśnie, właśnie, bardzo dobrze prowadzi i nie szarżuje- dodał tata. W tej chwili zajechała taksówka i Asz z  walizkami. Ojciec odebrał od niego swoją walizkę i powiedział - Milenka świetnie prowadzi samochód, przytomnie i nie popełnia błędów. Jestem zachwycony! Proszę mi tu żony nie bałamucić, bo się po ślubie gotowa znarowić- śmiał się wyraźnie zadowolony Asz.

Milena obsługiwała drzwi, wjechali na 5 piętro. Te drzwi też obsłużyła Milena. Powitanie brata z siostrą było naprawdę wzruszające, oboje sobie  zdawali sprawę, że być może to ostatnie ich spotkanie, bo spora była różnica wieku między rodzeństwem. Milena odciągnęła Asza na bok i powiedziała- wiesz, ja po ślubie przyjadę tu po ciocię, popatrz na nich, powinni jak najwięcej czasu spędzić razem. Zaczekaj Lenuś, zaraz to omówimy z mamą. Myślę, że po prostu zrobimy to tutaj. To będzie dla cioci mniej męczące. My z rodzicami  dojedziemy tu maluchem, pan B. albo przyjedzie swoim samochodem razem z Basią a jeśli jeszcze ktoś będzie to weźmie taxi, a my zwrócimy koszt.

Po krótkiej naradzie ustalono, że zrobi się jednak wszystko u Mileny, zamówi się taksówkę dla rodziców oraz cioci z panią, która się nią opiekuje , bo ciocia chce być na ślubie tych kochanych dzieci, a po ślubie ta sama taksówka odwiezie do domu ciocię i jej opiekunkę.

                                                 c.d.n.



Stara miłość - 2

W niedzielę około południa gdy jedli pierwsze  śniadanie zatelefonowała Baśka z pytaniem czy  Asz skontaktował się z Mileną. Tak, skontaktował się, właśnie jemy śniadanie, a co, chcesz z nim porozmawiać? Nie, nie, tylko uprzytomniłam sobie, że nie podałam mu numeru twojego mieszkania. Nie szkodzi, zaśmiała się Milena- to bystry człowiek i trafił, na czuja. To fajnie, szczęściaro- odpowiedziała Baśka i wyłączyła się.

Asz zaczął się śmiać - no i pół stolicy będzie wiedziało, że spędziłem tę noc u ciebie, ale nie wiedzą, że będę tu u ciebie tak długo aż cię stąd wyciągnę. Wiesz, po południu zatelefonuję do tego kolegi mojego ojca. On pracuje w MSZ-ecie i ma masę kontaktów i muszę się z nim skontaktować i dowiedzieć się jak to wszystko sprawnie załatwić.

A gdy skończymy to obżarstwo to pojedziemy do mojej cioci, żeby wiedziała kto wejdzie do rodziny i zabiorę od niej swój bagaż. Potem zatelefonuję do tego  tatowego kolegi i chyba byłoby nieźle gdybyśmy się z nim oboje spotkali. Czy nie będzie dla ciebie zbytnim kłopotem, jeśli by on przyjechał tutaj?  No pewnie, że nie będzie, ale uprzedzam cię, że nie będę przy nim paradować w samej bieliźnie- odpowiedziała ze śmiechem Milena. Lenko, masz jakiś urlop w pracy? Mam, planowany na czerwiec, więc za 2 tygodnie. A nie mogłabyś go wziąć już teraz? Spróbuję. I chciałbym, no może nie tyle chciałbym, co wypada bym może poprosił twoich rodziców o twoją rękę?  

A możesz mi wytłumaczyć co moi rodzice mają do mojej  ręki?  Od czasu mego rozwodu niemal nie rozmawiają ze mną. W ich pojęciu rozwódka to coś gorszego lub porównywalnego do starej panny. Asz, spójrz w nasze metryki- my dobiegamy już czterdziestki i mamy prawo robić z naszym życiem co się nam tylko zamarzy. Gdybym im teraz powiedziała, że chcemy się pobrać a na dodatek wyjechać, to codziennie matka miałaby do mnie  milion pytań i  dwa razy tyle wątpliwości, co do tego, czy dobrze robię. Zawsze byłam złą córką, krnąbrną i nieposłuszną i wstyd przyniosłam rodzinie bo się rozwiodłam z takim dobrym, kochanym chłopcem, synem pana doktora.

A panu doktorowi się wydawało, że będzie  z nami dzielił nie tylko dom, stół i ogród ale i łoże. Fakt, że dwa lata po naszym ślubie owdowiał, ale tylko raz usiłował mnie zgwałcić i ode mnie oberwał tomem encyklopedii w głowę. Taki nagły kontakt z dużą ilością wiedzy szkodzi, więc więcej nie próbował, a ja się wyprowadziłam do koleżanki, a potem wystąpiłam o rozwód. I tak byłam miła, że tylko wytłumaczyłam  ślubnemu, że jego tatuś wymaga  leczenia i że jeśli wyrazi zgodę na rozwód to nie wyciągnę na światło dzienne tego co jego tatunio chciał mi zrobić. On jakoś nie mógł pojąć dlaczego chcę rozwód, bo to przecież  nie on mnie  chciał gwałcić a jego ojciec.

Adwokatowi powiedziałam w czym rzecz i na rozprawie ugodowej powiedziałam, że żadnej ugody nie będzie bo ja nie będę mieszkać pod jednym dachem z chorym umysłowo człowiekiem, który usiłował mnie zgwałcić. Nie wyszło to poza salę sądową, rozprawa była bez świadków. I dostałam rozwód. 

To straszne - Asz był wyraźnie przerażony. Kochany, życie naprawdę  bywa straszne. Dzieją się często rzeczy, które zaskakują i przerażają. Moją koleżankę, gdy miała z 15 lat i była na wakacjach u swego ojca, ten każdego wieczoru starał się doprowadzić  pieszczotami do orgazmu. Przychodził do pokoju w którym spała, a w sąsiednim pokoju leżała jego druga żona. A jednego wieczoru to ją normalnie przeleciał, na szczęście w prezerwatywie.

A nie szukając daleko- w sąsiednim bloku mieszka tzw. "element"- ona pije, on pije i kradnie. Mają trójkę dzieci, najmłodszy opowiada, jak jego mamę  przy nim " chłopy dosiadają i jadą jak na koniu". Włos się jeży na głowie gdy się tego słucha. Najstarszy okrada piwnice a w tym towarzystwie  średnia wiekiem dziewczynka świetnie się uczy, nie opuszcza lekcji i zajmuje się trochę tym młodszym braciszkiem.

Po "obżarstwie" należało trochę odpocząć i poczulić się trochę, potem razem ogarnęli nieco chatynę i Milena podziwiała jak sprawnie idzie Aszowi sprzątanie. Pojechali do siostry  jego ojca i mocno starsza pani zachwycała się Mileną, że taka młoda, miła i ładna. Milena poszła na poszukiwanie  taksówki i nawet nie musiała daleko szukać. 

Sakwojaż  Asza był dość pokaźnych rozmiarów i dobrze, że taksówka podjechała pod sama bramę, a mieszkanie Mileny było na parterze.

W dwie godziny później witali tatowego znajomego, który okazał się być ojcem ich kolegi z liceum. Co zabawniejsze ,  gdy Milena otworzyła drzwi to usłyszała - ja panią znam, ma pani  takie czeskie lub słowackie imię. Milena wytrzeszczyła oczy i stwierdziła że nie przypomina sobie by kiedyś się poznali, na co gość stwierdził - jestem ojcem Witka B. i pamiętam panią z imprezy choinkowej w naszym domu. Byliście wtedy w pierwszej licealnej i staliście z Aszem trzymając się cały czas za ręce, niczym przedszkolaki. I jak widać to trzymanie się za ręce na dobre  wam wyszło, skoro chcecie  się pobrać.

Przejrzał dokumenty, które przywiózł z Hiszpanii Asz.Wszystkie były przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego na język polski.Stwierdził, że nie będzie żadnych problemów ze ślubem a jak się ładnie uśmiechną w USC to może uda się skrócić czas oczekiwania na ślub, zwłaszcza jeżeli  nie będą się upierać na sobotę i będzie im obojętny dzień tygodnia  oraz fakt, że miesiąc maj jest pozbawiony literki "r", która podobno gwarantuje szczęście w małżeństwie. Istnieje bowiem silne przekonanie w tym kraju, że miesiąc maj nie jest dobrym miesiącem na ślub, że ślub zawarty w maju jest nietrwały. I zaraz po ślubie musi Milena  zmienić swój paszport, o ile taki posiada. Jeśli posiada to  będzie krótsza sprawa, jeśli jeszcze nigdy nie miała to trochę dłużej może potrwać, I gdy już będzie miała paszport to mogą wystąpić o wizę dla Mileny. I byłoby dobrze, żeby biorąc ślub przyjęła nazwisko  Asza. A co do wizy - nie występować tu  o pobytową ale dopiero na miejscu, bo wtedy od razu będzie to wszystko załatwiane razem z meldunkiem. Jakby coś bruździli z paszportem, to niech do niego zatelefonują i będą interweniować, żeby szybko wydali. Paszport to ja mam nawet ważny, więc tylko będzie kwestia  wydania nowego z uwagi na zmianę  nazwiska - stwierdziła Milena. Jeżeli będziecie lecieć samolotem to macie dwa rozwiązania- ponieważ nadbagaż  jest  bardzo drogi, to bardziej się opłaca wziąć tylko to co najpotrzebniejsze i najdroższe z ubrań, oczywiście koniecznie wszystkie  dokumenty, a resztę to albo kupić na miejscu systematycznie uzupełniając swą garderobę albo nadać cargo, co w sumie też nie jest tanie, a często te przesyłki najzwyczajniej w świecie giną. A na odszkodowanie czeka się miesiącami. Asz, a pana rodzice to przyjeżdżają czy przylatują? Myślę, że przylecą, bo to jednak naprawdę daleka droga. No i dajcie mi  znać, kiedy i gdzie ten wasz ślub będzie. Oczywiście, że damy znać i będzie nam miło gdy pan przyjdzie, powiedzieli  Milena i Asz chórem.    A co u Witka, zapytał Asz. Tak dokładnie to nie wiem, od kilku miesięcy jest w Australii z dwoma kolegami. Ostatnio miałem  wiadomość od niego z Perth, brali udział w jakichś regatach. A ożenił się? A znasz taką co by z nim wytrzymała choć tydzień? Ja w każdym razie nie znam. No to ja uciekam i czekam na wiadomość kiedy ten ślub.

No zobacz tylko- Asz nie mógł się nadziwić- gość pamięta jak staliśmy u niego w domu trzymając się za ręce... niesamowite. Ty się ciesz, że tylko to widział, a nie jak się całowaliśmy za szafami w gabinecie biologicznym- śmiała się  Milena. Albo na wycieczce w pociągu w przejściu między wagonami. No właśnie sobie  uświadomiłem, że już niemal dwie godziny cię nie całowałem.

 A może ja wpierw zrobię  coś do jedzenia, bo zmarniejesz - mało jesz, dużo pracujesz fizycznie. Mama jak cię  zobaczy to się zmartwi- śmiała się Milena idąc do kuchni. Asz, umiesz obierać kartofle? No nie wiem, bo na studiach tego nie było, ale mogę  spróbować. A co będzie z tych kartofli? Placki kartoflane, ale w wersji holenderskiej. Nie miałem pojęcia, że placki kartoflane mogą być różnej narodowości- śmiał się Asz, dzielnie obierając kartofle. Milena  zaraz je ścierała na specjalnej tarce na grube wióry. Potem dodała do nich jajka, trochę mąki ziemniaczanej  i  żółty ser krojony w kostkę oraz  posypała nieco majerankiem. I tę masę smażyła na patelni na rumiano.  To takie proste jedzenie, ale dzięki jajkom i serowi całkiem pożywne, ale  tylko dla siebie to mi się  nie chce robić. Ale skorzystałam, że jesteś i zrobiłam. W ogóle tylko dla siebie to niezbyt mi się chce gotować.

Jutro idę do pracy, więc  zostaniesz sam na gospodarstwie. Postaram się przełożyć urlop na wcześniejszy termin. A ty kochanie, weź nasze dokumenty i przejedź się lub przedreptaj do USC w naszej dzielnicy i złóż papiery,  zbajeruj ludzi, byśmy ten ślub wzięli jeszcze w maju. Tam same kobiety pracują, a ty ładny facet jesteś, to może ci się uda. Na wszelki wypadek dam ci mój dowód osobisty, mnie wystarczy prawo jazdy i legitymacja służbowa. Jak mi się uda to wrócę wcześniej do domu. Tu masz drugi komplet kluczy do mieszkania, a koło telefonu zostawię ci numer do mnie do pracy. Muszę ci jeszcze coś pokazać- chodź na moment do sypialni - zobacz - to jest szufladka z podwójnym dnem. Podważasz paznokciem, a jeśli go nie masz to małym nożem tę listewkę  i możesz podnieć denko szufladki. Nie wymieniaj dolarów, weź pieniądze stąd. Gdy wyjeżdżałam na dłużej to zostawiałam klucze matce, a że to dociekliwa kobieta, to zawsze miałam całe mieszkanie dokładnie przeszukane, więc wpadłam na pomysł zrobienia takiej skrytki. Więc bierz sobie stąd pieniądze. Przećwicz przy mnie otwieranie tego mini sezamu.A gdy wrócę z pracy to wpadnę do rodziców po swój samochód, o ile fiata 126 p można nazwać samochodem. Jestem bardzo dowcipna  baba, bo zostawiłam im na podwórku samochód tylko zapomniałam zostawić im dowód rejestracyjny i kluczyki. To był prezent od byłego - z jakiegoś powodu, ale nie wiem jakiego, dał mi go w ramach darowizny, czyli dostałam go bezpodatkowo.  Po rozwodzie chciałam mu go oddać, ale nie chciał wziąć, więc go mam. Gdybym miała tę pewność, że się nie rozleci w drodze, to moglibyśmy nim jechać do Hiszpanii. Ale już miałam z nim kilka upojnych chwil, ciągle  się w nim coś głupiego działo- na pierwszym przeglądzie fachowcy założyli krzywo uszczelkę i mi olej się wychlapywał i miałam kłęby czarnego dymu, myślałam,że mi się cały samochód  pali.. Innym razem przez dwa tygodnie zapalałam gada kijem od szczotki bo plastikowa zapinka linki rozrusznika się rozleciała. Jak mi wydadzą paszport to pojedziemy na giełdę i go sprzedam. Pójdzie  w ekspresowym tempie. Koleżanka swojego opchnęła nawet nie dojechawszy na teren giełdy.

                                                     c.d.n.



wtorek, 2 lutego 2021

Stara miłość?

Od kilku dni Milena miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. Kilka razy przystawała nagle przed wystawami sklepów i dyskretnie odwracała się, by zobaczyć, czy może ktoś nie wyhamowuje nagle lub wręcz  przystanie, ale nie widziała nic  podejrzanego. Chyba za dużo kryminałów oglądałam w młodości- stwierdziła. 

Już ponad rok mieszkała sama - dwuletni romans zakończył się dość burzliwie, gdy okazało się, że jej ukochany, za którego miała wyjść wkrótce za mąż, zrobił swej byłej żonie z którą już był rozwiedziony, kolejne, trzecie dziecko. Był bardzo zdziwiony, że Milena kazała mu się wynosić z jej mieszkania i następnego dnia spakowała wszystkie jego rzeczy w pudła, zawiozła je taksówką na pocztę i wysłała na adres  jego byłej żony. 

Zrujnowała się jeszcze na zmianę zamka w drzwiach. Udało jej się kupić inny, pasujący jednak do już istniejącego otworu w drzwiach. Dolny zamek zdemontowała od środka pozostawiając to wszystko co było po zewnętrznej stronie drzwi. Planowała z czasem zmienić te drzwi na metalowe, wyciszone i ocieplone od wewnątrz. Najchętniej zmieniłaby również numer swego telefonu, bo Henryk wydzwaniał do niej każdego dnia,  ale gdy zagroziła mu  że najzwyczajniej w świecie zgłosi na policji, że on ją nęka - przestał do niej wydzwaniać. Przepłakała kilka dni, w końcu doszła do wniosku, że może i dobrze się stało, zawsze wlokły by się  za Henrykiem sprawy rodzinne z pierwszego związku, a może zrobiłby swej byłej żonie kolejne dzieci? 

W sobotni wieczór zatelefonowała do niej koleżanka jeszcze z lat szkolnych. Chwilę rozmawiały jak zwykle o wszystkim i o niczym, po czym Baśka powiedziała - podałam twój numer telefonu Aszowi. Komu? -zdziwiła się Milena. No twojej miłości jeszcze ze  szkoły  - przypomnij sobie  inicjały A.Sz.  Milena zaśmiała się - ostatni raz widziałam go gdy mieliśmy po 20 lat. A widziałaś go? Nie, tylko z nim rozmawiałam, jestem jedyną osobą, która od wieków ma ten sam numer telefonu i zawsze robię za informację telefoniczną - może powinnam dostawać jakąś prowizję od Biura Numerów. Asz do ciebie na pewno zatelefonuje, bardzo się o ciebie dopytywał. A gdzie on teraz jest, bo słyszałam, że  wyjechał z Polski. No ale właśnie przyjechał i chyba jesteś na jego liście osób z którymi chciałby się spotkać. Więc nie zdziw się, gdy zatelefonuje do ciebie, on ma teraz taki wielce radiowy głos. Gdy mieliśmy po 20 lat też miał taki, z tego  co pamiętam - stwierdziła Milena. Nooo, to znaczy że widzieliście się z pominięciem naszej paczki- jestem zaintrygowana tym - śmiała się Baśka. A wiesz, chyba wtedy nikogo z naszej paczki nie widziałam - w ogóle niewiele wtedy widziałam bo oboje byliśmy bardzo skupieni na sobie wzajemnie- nie widzieliśmy się przecież  dwa lata i odrabialiśmy zaległości. To brzmi intrygująco - stwierdziła  Basia. No a potem  ja wyszłam na kilka lat za mąż, a on  wyjechał. 

Jak widzę wasze kontakty to jak stosunek przerywany- rechotała  Baśka- ani miłe ani skuteczne. Właściwie to masz rację- zgodziła się Milena.  Ciekawa jestem czy uda się nam spotkać. A on na długo tu przyjechał? Nie mam pojęcia. Ale jeśli idzie o kontakty to tylko o ciebie się pytał. I powiedziałam mu, że się rozeszłaś ze swym mężem i że się nie oszczeniłaś. 

Porozmawiały  jeszcze chwilę,   Milena odłożyła słuchawkę i popadła w zadumę. Ciekawe czy Asz nadal jest takim ładnym facetem jakim był w wieku dwudziestu lat. Miał bardzo ciemne, ale nie czarne, lekko falujące włosy i piękne oczy w kolorze ciemnego piwa. Był jej pierwszym mężczyzną. I ten pierwszy raz to była trzydniówka- odrywali się od siebie na krótkie chwile by coś zjeść lub się napić. Kochali się, zasypiali i budzili w stałym uścisku. Para wariatów spragniona siebie jak turysta wędrujący Saharą wody. Jego pocałunki śniły się Milenie czasami. Rozstali się, bo Asz wyjeżdżał do swych rodziców przebywających wtedy poza Polską. Wiedzieli, że raczej się już nie zobaczą, bo Asz miał studiować poza krajem. 

Płakali oboje rozstając się i przyrzekając sobie, że to będzie ich najmilsze wspomnienie. Dla Mileny było i powracało czasami w zupełnie nieodpowiednich momentach np. w trakcie gdy wraz z mężem odchodziła po ślubie od ołtarza. Zastanawiała się potem czy miała na twarzy wypisane, że myślami jest zupełnie gdzie indziej.  Z czasem wspomnienie nieco zbladło i znacznie rzadziej powracało. Ale jednak miało tam swoje stałe, dobrze utrwalone miejsce.

Wstała z fotela by zrobić sobie kolację i wtedy zadzwonił telefon. Milena podniosła słuchawkę i powiedziała- taak, słucham. Dobry wieczór Lenko, mówi Asz, czy mogę do ciebie teraz wpaść na chwilę? Serce Mileny załomotało niebezpiecznie i lekko zduszonym głosem powiedziała - oczywiście, a znasz adres? Ulicę i numer domu tak, ale nie znam numeru mieszkania - odpowiedział swym radiowym głosem. Numer mieszkania 30, IV klatka, domofon działa. Świetnie ucieszył się Asz, za 15 lub 20 minut będę.

Milena ogarnęła wzrokiem mieszkanie czy aby nie ma zbyt wielkiego bałaganu, przejechała szczotką po włosach, zmieniła bluzkę na bardziej obcisłą, zlustrowała zawartość lodówki.

I rzeczywiście po 20 minutach zabrzęczał domofon i na Mileny - taaak?- odezwał się Asz i za moment wchodził do jej mieszkania z pękiem storczyków. Milena zamknęła za nim drzwi , odebrała kwiaty i utonęła w jego uścisku. Było go zdecydowanie więcej niż wtedy gdy mieli po 20 lat, ale usta tak samo całowały, a ręce tak samo czule przytulały.

Gdy na chwilę oderwał swoje usta od ust Mileny ta powiedziała - a może jednak nie będziemy stać w przedpokoju? Idź do pokoju, ja  tylko wstawię kwiaty do wody, szkoda by zwiędły, bo są piękne. Co będziesz pił?  Jakąś cienką kawę, ale szybko wróć, albo może lepiej pobędę z tobą w kuchni. Tak strasznie dawno cię nie widziałem!

No fakt, dawno, minęło siedemnaście lat, doprecyzowała Milena. Asz, nie dam rady nalać wody gdy mnie obejmujesz, zaczekaj te 5 minut. Zrobię kawę i pójdziemy do pokoju. Zanieś, proszę, ten koszyk ze słodyczami, ja wezmę kawę. Po drodze do pokoju, która naprawdę nie był długa Asz zdążył powiedzieć Milenie, że nie zapomniał ani o jednej minucie ich "trzydniówki", że lecąc samolotem do Polski miał wielce nieprzyzwoite myśli i zastanawiał się czy Milena jeszcze pamięta i czy zechce się z nim zobaczyć. I że przeprasza, ale cieszy się, że Milena się rozwiodła i nie jest aktualnie czyjąś żoną. A ty nie jesteś aktualnie czyimś mężem i ojcem? Ojcem tak, mam syna, mężem nie i to od kilku lat. Jakoś nam nie szło. Mnie też małżeństwo nie wyszło - stwierdziła Milena. Czy wiesz, że gdy odchodziłam z moim mężem od ołtarza to całą drogę myślałam o naszej trzydniówce? 

Bo my chyba powinniśmy byli wtedy pomyśleć o sobie, a nie zrobiliśmy tego - stwierdził Asz. Byliśmy zafascynowani sobą wzajemnie, ale jeszcze strasznie dziecinni. Ja naiwnie myślałem, że będę każde wakacje spędzał w Polsce  a to się równało z tym, że będę cię widywał. A tu nastał rok 68 i czystki i rodzice postanowili nie wracać tu.

Potraktowaliśmy to jak nasze  spotkania w liceum nie zdając sobie  zapewne sprawy z naszych uczuć. Pisałem do ciebie na twój domowy adres, ten który znałem, ale z trzech listów dwa  wróciły, że adresat nieznany. A ten jeden, który nie wrócił to pewnie moja matka skasowała stwierdziła Milena.  No to sobie poczytała o tym jak bardzo mi ciebie brakuje i jak bardzo jest mi źle. I coś tam też było na temat twoich walorów fizycznych, ale całkiem oględnie, śmiał się Asz.

Asz zachowywał się  tak, jakby rozstali się dopiero co a nie siedemnaście lat wcześniej, odbierał Milenę tak samo jak wtedy. Opowiadali na zmianę o latach minionych. W pewnej chwili Asz stwierdził. że ciągle żałował, że wtedy po "trzydniówce" nie wzięli ślubu, bo wtedy wyjechaliby razem, ale on się łudził, że przyjedzie tu na wakacje i wtedy się  Milenie oświadczy. Po tym, gdy mu się rozleciało małżeństwo odbył rozmowę męską ze swym ojcem, który wysłuchawszy opowieści o Milenie nazwał go głupcem, że zostawił dziewczynę, zamiast przyjść do ojca i mu wszystko opowiedzieć.  A przecież byli już wtedy pełnoletni. Milena popatrzyła na Asza i stwierdziła - ale wtedy do zawarcia związku małżeńskiego trzeba było mieć  po 21 wiosenek, to raz, a tak naprawdę  wcale nie wiadomo jakby wtedy zareagowali na to twoi i moi rodzice.

Moi to pewnie zareagowali by dobrze, bo oni pobierali się wbrew woli swych rodziców i wymusili ten ślub majstrując dziecko, czyli mnie - byłem wyrazem ich buntu i miłości- Asz był wyraźnie z tego faktu dumny.

Siedzieli na kanapie przytuleni, Asz  na przemian przygładzał i rozburzał włosy Mileny, całował twarz, szeptał do ucha, że wciąż ją kocha, że jest śliczna, taka jaką pamiętał cały czas.Wyjątkowo sprawnie ale i delikatnie pozbawił Milenę bluzki a siebie koszuli, bo bardzo, ale to bardzo chciał się przytulić do jej ciała i całować, całować, więc Milena zaproponowała, by może lepiej wzięli tę kawę do sypialni,  bo pokrycie kanapy w tym pokoju jest niemile szorstkie. Idąc do sypialni z przyjemnością odnotowała fakt, że Asz, którego teraz było zdecydowanie więcej niż  siedemnaście lat wcześniej nie roztył się, ale ma ładnie rozwiniętą muskulaturę i od razu to pochwaliła. Asz  z kolei zachwycał się jej figurą, która nadal zachowała  wymiary 90-60-90.  Każdy skrawek ciała Mileny był wygłaskany i wycałowany, tak samo jak siedemnaście lat wcześniej. W pewnej chwili Asz zapytał - a co zrobiłaś z tym małym pieprzykiem, który był w twojej lewej pachwinie, wyglądał tam bardzo zabawnie. Został usunięty, bo zaczął rosnąć i onkolog go usunął.Większość bielizny stale go podrażniała i się po prostu zbuntował. Jesteś niesamowity, ja już zapomniałam, że go miałam! Ale mnie się remanent nie zgadza, poza tym lubiłem go wtedy całować. Ale teraz  wybiorę inne miejsce do całowania tylko dla mnie. Asz, każde miejsce jest tylko dla ciebie, nie masz konkurentów. Mówisz serio? -zdziwił się Asz. Jak najbardziej, odpowiedziała cicho Milena. Miałam nawet w planie powtórne wyjście za mąż, ale  od roku jestem sama i zupełnie nie zainteresowana powtórnym małżeństwem. Opowiedz, jeśli to nie  za bardzo bolesne- powiedział Asz.  I Milena zupełnie  spokojnie opowiedziała mu Henryku. Asz wszystkiego wysłuchał i powiedział- nie myśl, że go bronię, ale może jego żona była dla niego kimś takim  jak ty dla mnie?  Tyle tylko, że gdybyś ty była przynajmniej w tym samym kraju co ja, to bym się za innymi nie oglądał, ale był z tobą. 

Asz, a dlaczego nie wyszło ci  z żoną? przecież mieliście dziecko, to ponoć zawsze jakoś wiąże - spytała. Asz chwilę milczał, w końcu powiedział- rzecz w tym, że ja wcale nie chciałem się z nią żenić a tym bardziej nie chciałem dziecka. Uwierzyłem jej, że jest zabezpieczona, co nie było prawdą. Potem obie rodziny "dla dobra dziecka" (bo nasi rodzice się znali) stwierdziły, że dziecko powinno mieć ojca, więc wzięliśmy ślub. A ja,wtedy zrobiłem coś, czego mi ona nie mogła wybaczyć - poszedłem na wazektomię, nie uzgadniając z nią tego. Po prostu byłem przekonany, że ona będzie chciała mieć kolejne dziecko a ja nie chciałem. Straciłem do niej zaufanie, bo uważam że kwestia posiadania lub  nie posiadania dzieci powinna być omówiona przez oboje. No więc zrobiłem wazektomię, a w banku zostawiłem na przechowanie swoje plemniki, na wypadek, gdyby mi się kiedyś zachciało jeszcze dzieci. Zrobiła mi dziką awanturę z powodu wazektomii, bo ona nie chce być potem inseminowana laboratoryjnie i....wystąpiła o rozwód. Nie protestowałem, straciłem do niej zaufanie i tę niewielką dozę uczucia, która była na początku. Wyprowadziła się do rodziców, a ja, z uwagi na dziecko bywałem tam codziennie, skoro dziecko musiało mieć ojca. A teraz niedawno mi powiedziała, że wychodzi za mąż i ten drugi chce usynowić mojego syna. Powiedziałem, że nie będę robił przeszkód, skoro ona uważa, że ten drugi będzie lepszym ode mnie ojcem. Wychodzi z tego, że jestem i marnym kandydatem na męża i na ojca.

Długo milczeli spleceni ciasno uściskiem, w końcu ulegli pożądaniu i, ku zdziwieniu Mileny, było nawet lepiej niż we wspomnieniach, tak samo, a nawet bardziej "wariacko". Nie wyjadę bez ciebie, powtarzał cały czas Asz. Nie odpuszczę tym razem.  Nie odpuszczę, wciąż cię kocham. 

Około  godziny 23,00 Asz zapytał, czy może zatelefonować do swej ciotki, u której teraz nocował- żeby się staruszka nie  denerwowała, że nie  wróci na noc. 

Bardzo bezsenna była ta sobotnia noc. Kolację Milena szykowała w mocno niekompletnym stroju i o nieco mało kolacyjnej godzinie, bo tuż przed północą. W czasie tej mocno spóźnionej kolacji Asz przyznał się, że przyjechał do Polski właśnie z powodu Mileny. Wiedział od Baśki, z którą czasem rozmawiał, że Milena od roku jest sama i z nikim się nie spotyka. Jego marzeniem jest by wszystko między nimi odżyło. Wziął sobie trzy miesiące wolnego, biznes prowadzi teraz jego wspólnik, on postanowił tym  razem zawalczyć o Milenę. No ale z kim będziesz o mnie walczył, skoro z nikim nie jestem, z nikim się nie spotykam- spytała ze śmiechem. Będę walczył z tobą, by cię odzyskać, bo chcę byśmy się tu pobrali i wyjechali stąd razem. Ja już straciłem polskie obywatelstwo, wyjdziesz za obcokrajowca. Od piętnastu lat mieszkam w Hiszpanii i mam obywatelstwo tego kraju. Mieszkam w Barcelonie, na szczęście dość daleko od centrum, chociaż  to piękne miasto, ale bardzo męczące. Mam ze sobą wszystkie potrzebne dokumenty do tego,  byśmy mogli wziąć ślub. Ojciec zapewnił mi też pomoc swego przyjaciela, bo powiedziałem mu po co jadę do Polski. Oboje przyjadą na nasz  ślub. Lenko, kocham cię i jak widzę nic nie zmieniło tego szczeniackiego wtedy uczucia. Powiedz mi, proszę, czy jesteś w stanie zaakceptować to wszystko co ci powiedziałem o sobie? I czy mnie nadal jeszcze kochasz? Czy zgodzisz się żyć ze mną w Hiszpanii? A jeśli zamarzy się nam obojgu dziecko to wpierw spróbuję zabiegu cofnięcia wazektomii albo skorzystamy z tego co zostawiłem w banku. 

Milena ciężko westchnęła - w kwestii uczuć to chyba wiesz co do ciebie czuję - nie umiałam tego wymazać przez tyle lat, nadal cię kocham, nadal na mnie działasz i to nawet bardziej niż wtedy. Trochę się boję wyjazdu stąd na stałe- nie znam wcale hiszpańskiego, a mój angielski to woła nieco o pomstę do nieba. Nie wiem, czy dam tam sobie radę bez znajomości języka. To nie problem- przerwał jej rozważania Asz- będziesz miała codziennie naukę języka w domu- po trzy godziny dziennie. Uczyliśmy się łaciny, więc ten język jest dla nas łatwiejszy. Tata zadba o to, byś miała dobrą lektorkę.  Będę do ciebie mówił stale w dwóch językach  - to co powiem po hiszpańsku zaraz powtórzę po polsku i może jeszcze raz po hiszpańsku. Przeanalizuj tylko, czy ty jesteś pewna swych uczuć do mnie, a reszta to żaden kłopot.Tego to akurat jestem pewna, mam wrażenie, że właśnie te uczucia powodowały, że mi małżeństwo padło a i drugi związek miał zbyt mało ciepła by przetrwać. Ale jest sporo takich spraw administracyjnych, że tak je nazwę. Na pewno nie prędko będę mogła tam podjąć jakąś pracę, a nie chcę być dla ciebie obciążeniem.  Coś trzeba będzie  zrobić z tym spółdzielczym mieszkaniem. I to uważasz za problem?- zdziwił się Asz. Lenko, nie będziesz dla mnie żadnym obciążeniem, możesz spokojnie nie pracować przez najbliższe 5 lub 10 lat. Mam udziały w firmie hotelarskiej, mamy obiekty na Costa Blanca. Moja mama też nie pracuje i jestem pewien, że będziecie dużo czasu spędzać razem i nie będziecie  się nudzić. A mieszkanie dopóki nie będzie spłacone wynajmie się i będzie się samo spłacać. 

Kochana moja, dochodzi czwarta rano, chyba powinniśmy jednak odrobinę pospać no i dawno cię nie  tuliłem i nie całowałem.

                                                                c.d.n.

P.S.

I jak zwykle- czytamy i dajemy komentarz lub znaczki-    ;(     lub ;)

niedziela, 31 stycznia 2021

Nigdy więcej -7-epilog

 Od rodziców Mietka wyszli około ósmej wieczorem. Halinka nieco żałowała, że nie chcą bardziej ekskluzywnego ślubu ale Mietek stwierdził, że przecież jeśli idzie o strój, to na przyjęcie  każda z pań może się "wypindrzyć", natomiast nie ma potrzeby zwoływać tłumu gości do Urzędu, gdzie  formalności trwają góra 15 minut i potem co? autobus wynajmą? A tak to ślub się zamówi na którąś sobotę rano a na popołudnie obiad w którejś restauracji. I żadnych ciotek starych nie będę zapraszał- stwierdził. A przy zaproszeniu na przyjęcie będzie tekst, że wszelkie prezenty poniżej domu z ogrodem i basenem nie będą mile widziane i odsyłane.Mamy wszystko co jest nam potrzebne a w końcu oboje pracujemy i możemy sobie sami kupić.

Na razie musieli poczekać na termin rozprawy. Mietek codziennie  zaglądał do skrzynki na listy, czekając na zawiadomienie z sądu. W połowie  września zatelefonował do Mietka adwokat z wiadomością, by Wisia z mężem przyjechali do niego tego dnia,lub następnego,miedzy 18,00 a 19,00.  Mietek natychmiast zatelefonował do Wisi do pracy, a ta do byłego męża. I tego samego dnia oboje  zameldowali się u adwokata. Tu dowiedzieli się, że z uwagi na wyjątkowo krótki  termin wymuszony wyjazdem  jednego z małżonków za granicę na długi okres czasu,   sąd po zapoznaniu się ze złożonymi oświadczeniami udzielił zgody na rozwiązanie małżeństwa. I otrzymali stosowny dokument w odpowiedniej ilości egzemplarzy.

Wszyscy troje odetchnęli.Została tylko ta najmniej miła część, czyli powiadomienie  ich rodziców, że się rozeszli.Wisia stwierdziła, że do swoich rodziców to ona przyjedzie po swoje rzeczy tak jak zwykle przychodziła i na razie nic im o rozwodzie nie powie,  niech jej "były" ma spokój aż do wyjazdu. A jej książki które są u niego niech  na razie zostaną, albo je sobie po jego wyjeździe odbierze albo nie. Mietkowi wytłumaczyła, że żadne z ich, ani ona  ani były nie są na tyle odporni nerwowo by wysłuchać spokojnie tego, co ich rodzice im nagadają od momentu gdy im to powiedzą aż do wyjazdu byłego za granicę. Bo obie rodziny uwielbiały każdy temat wałkować od świtu do nocy najlepiej codziennie. Plan zyskał poparcie byłego. Były miał już booking, wylatywał 3 października.

W związku z powyższym Mietek zajął się  złożeniem ich dokumentów w USC, na szczęście Wisia miała jeszcze w domu swój akt urodzenia. Ślub udało się "upchnąć" na 10 października, na sobotę  na godzinę 10 rano.Na świadków poprosili Halinkę i jej męża.  Zaplanowano, że"Potwory" zostaną na dwa dni umieszczone u drugiej babci, która mieszkała pod Warszawą.

 Wisia, tak jak zaplanowała pojechała do swojego domu rodzinnego po swoje  ubrania jesienno  - zimowe, ale nie mówiła nic ani o wyjeździe  "byłego" ani o rozwodzie.

Na kilka dni  przed wyjazdem odebrała któregoś wieczoru swe książki i pożegnała się z " byłym" życząc mu szczęścia i powodzenia w nowym miejscu.

"Były" powiedział  swoim rodzicom o rozwodzie dopiero na lotnisku, gdy się z nimi żegnał.  Nie uwierzyli.

Wisia przedstawiła Mietka swoim rodzicom równo na tydzień przed ślubem. Byli tak zaskoczeni, że nawet zapomnieli się obrazić, że nic nie wiedzieli o jej rozwodzie.

Zostali zaproszeni na przyjęcie ślubne, ale nie na sam ślub. Nie mogli pojąć jak to można  brać ślub tylko w obecności świadków i urzędnika. A okazało się, że można.

Przyjęcie odbyło się w restauracji "Budapeszt", a jeden z kolegów Mietka zorganizował mały amatorski zespół muzyczny  i wszyscy się  świetnie bawili przy dobrej muzyce.

W prezencie ślubnym  Wisia dostała własny samochód, więc  musiała szybko zrobić prawo jazdy.

"Nowy" zięć bardziej przypadł do gustu rodzicom Wisi niż "były", za to Wisia stała się dla mamy Mietka ukochaną Jadwisią. Psy też ją wielbiły więc często gdy była ubrana w coś jasnego wchodziła ku psiej rozpaczy przez posesję  Halinki. "Potwory" z czasem się nieco ucywilizowały  mogły przychodzić do cioci i wujka z wizytą. Mietek tak jak planował zmienił pracę i wszystkie kumplowskie kontakty pozrywał. Po pięciu latach zmienili mieszkanie na większe, ale zabrali z mieszkania, które opuszczali wszystkie  meble, bo Wisia była do nich bardzo przywiązana.

Mietek tak jak  zaplanował zaprojektował dla nich dom, ale Wisia wcale nie chciała  mieszkać w wolnostojącym domu  daleko od centrum miasta i bawić się w odśnieżanie zimą posesji i kawałka ulicy.

Dwanaście lat różnicy jakoś im wcale nie przeszkadzało. Nie zdecydowali się na posiadanie dziecka, wystarczały im "Potwory"  brane  na wakacje.

"Były" pozostał w Wielkiej Brytanii. Jedna plotka głosiła, że się ożenił i zamieszkał w Szkocji, inna plotka  że pozostał w stanie  wolnym. Podobno nigdy nie pisał do swych rodziców.

                                                       KONIEC


sobota, 30 stycznia 2021

Nigdy więcej - 6

To było trudne popołudnie.Mietek zawiózł Wisię do kancelarii na spotkanie z adwokatem, na chwilkę wpadł tylko pokazać się adwokatowi, że jest  i przywiózł Wisię, potem wycofał się do samochodu.  Za 10 szósta do poczekalni wszedł mąż Wisi a w pięć minut później zostali poproszeni do gabinetu.

Wiśka nie byłaby sobą, gdyby nie powiedziała adwokatowi, że zupełnie nie może pojąć co sąd ma do  rozwodu pary bezdzietnej, która nie chce  być dłużej ze sobą razem. Ślub brali bez towarzystwa sądu to rozwód powinien nastąpić na takich samych zasadach.

Przecież sąd  nie może jej nakazać by kogoś pokochała lub też przestała kochać.  Więc może  kiedyś ktoś by wreszcie przejrzał wszystkie prawa i przepisy i je bardziej dostosował do realiów życia. Pan adwokat kurtuazyjnie  przyznał jej rację , po czym przystąpił do omawiania ich sprawy. Mąż Wisi wygłosił swoją tezę, że aspekt seksualny  związku jest dla niego mało istotny, że ważniejsza jest wzajemna troska o siebie, wspólne poglądy i zainteresowania. Gdy adwokat spytał się kiedyż to miał ostatni kontakt fizyczny z  żoną, Wisia szybko wyciągnęła kalendarzyk z tego roku i powiedziała - 16 stycznia. Cały luty byłam w szpitalu i potem już nie było w tej rodzinie zbliżeń. Miałam zwyczaj zaznaczania dat zbliżeń. Niektórzy lekarze polecają ten sposób by potem łatwiej było wyciągnąć  jakieś wnioski np. w kwestii ustalenia daty porodu lub jakichś zaburzeń zdrowotnych.

Wisia odniosła wrażenie, że jej mąż przygląda się jej jak wielce egzotycznemu stworowi, zresztą adwokat także, ale  on nie tylko z ciekawością ale i współczuciem.

A jak długo trwa taka sprawa rozwodowa- zapytała Wisia. Mam wrażenie, że w państwa przypadku skończy się wszystko na 1 rozprawie. No i postaram się, by doszło do niej szybko, bo przecież pan wyjeżdża za granicę, więc nie  będziemy pana stamtąd ściągać na rozprawę. Zawiadomienie o rozprawie przyjdzie na państwa adresy domowe. Ooo, a pani podała tu inny adres do korespondencji i uśmiechnął się do Wisi. To znaczy, że się pani wyprowadziła od męża, tak? Tak, potwierdziła Wisia. No to dopiszcie to państwo na końcu swych oświadczeń. I na tym wizyta się skończyła.

Gdy wyszli, w poczekalni czekał na Wisię Mietek. Wisia chwyciła  swego "jeszcze męża" za ramię i powiedziała- chciałeś poznać z kim cię zdradziłam i z kim chcę się  związać a więc proszę - poznajcie  się panowie. Z przyjemnością patrzyła na Mietka, który wyglądał jak model z żurnala mody dla mężczyzn z klasy biznesmenów na wakacjach. Panowie wymienili męskie uściski rąk i jej "jeszcze mąż" powiedział - powinienem powiedzieć, że miło mi pana poznać, ale to nie byłaby prawda. No ale skoro pana wybrała to tylko mam jedną prośbę - niech jej pan nie skrzywdzi. Do widzenia. Zrobił zwrot na pięcie i szybko wyszedł. Sympatyczny facet - stwierdził Mietek. Chyba nie mówiłam nigdy, że jest antypatyczny- zauważyła Wisia. Ma tylko jeden feler a i to z gatunku tych niewidocznych.

Z gabinetu wychylił się adwokat, a Mietek poprosił by Wisia  na niego chwilę zaczekała. W pół godziny później wyszli obaj, uśmiechnięci i bardzo zadowoleni. W dwa samochody pojechali na kawę i "coś do kawy" do Bristolu. Przy kawie adwokat opowiedział Mietkowi jak to Wisia skrytykowała obowiązujący system prawny i że tak naprawdę to ona ma rację. Zapewnił ich, że postara się, by ta prosta sprawa jak najszybciej została rozpatrzona, bo jest jasna i nieskomplikowana. 

Wieczorem Wisia usiłowała dopytać się co jeszcze Mietek załatwiał z prawnikiem, a ten śmiejąc się powiedział - prezent ślubny dla ciebie. No przecież kupiłeś mi ten pierścionek . No ale to nie jest prezent ślubny, po prostu chcę byś nosiła codziennie coś co by ci przypominało, że jestem, że istnieję.

Musimy chyba pomyśleć trochę o naszym ślubie. Jaki jest twój stosunek do tego rodzaju imprez? Taki jak do dziewictwa - zupełnie niepotrzebna komplikacja. Po prostu wystarczy pójść do urzędu i podpisać dokumenty. A już zupełnie nie rozumiem brania ślubu kościelnego, tego zamieszania z suknią ślubną, rzucaniem wiązanki, tłumem ludzi, z których co najwyżej dwie  osoby kochasz i z pięć lubisz.

No dobrze podsumował Mietek- cały ten cyrk to najczęściej jest właśnie dla publiki a nie dla głównych bohaterów tego spektaklu. Ja to sobie wyobrażam, że weźmiemy ten ślub bez żadnych ekscesów, podpiszemy papierki i wtedy spotkamy się z tymi, których lubimy i kochamy na jakimś przyjęciu w którejś restauracji z dobrym dojazdem, czyli gdzieś w centrum. Myślałem wpierw o Świerkowej w Konstancinie ale tam dojazd jest kiepski, a nie zamierzam wynajmować autokaru dla gości.  I będę taki podlec, że zaproszę tylko tych, których naprawdę lubię a pominę tych których "wypada zaprosić " bo coś tam. Na moim ślubie z Baśką nie było wcale mojej rodziny bo zbojkotowali, choć byli zaproszeni.Na wesele też zapraszałem, ale też zbojkotowali. Żeniłem się z nią na złość całej rodzinie, bo wszystkim marzyła się na moją żonę córka przyjaciół moich rodziców, "dobrana wiekiem", czyli  z rok ode mnie młodsza. Tyle tylko, że nawet porozmawiać z nią nie miałem o czym, nie mówiąc już o innych a dość istotnych dla mnie rzeczach.

A ze mną też się zaplanowałeś  ożenić komuś na złość - zapytała Wisia ze śmiechem. Nie, ciebie po prostu kocham. I chcę by ten ślub był tak zorganizowany jak ty sobie tego zażyczysz. Ale nie ukrywam, że chciałbym się tobą pochwalić, pokazać wszystkim, że się kochamy naprawdę. 

Mieciu, a powiedz mi prawdę- kochałeś Baśkę? Mietek chwilę milczał - nie, to nie była miłość, to raczej było pójście na łatwiznę i to obustronne - ona chciała sobie poprawić reputację, ja chciałem tylko sexu. Ale nigdy nie było mi z nią tak jak z tobą i nigdy nie było takich pieszczot, tej super intymności jak jest z tobą. Małżeństwo z nią trwało tylko pół roku, czyli o pół roku za długo. A nasz, twój i mój pierwszy raz to odczułem tak, jakbym nagle stanął pod wodami walącej się na mnie Niagary, no normalnie tchu  mi zabrakło. To było coś, czego jeszcze nigdy przedtem nie przeżyłem. I nadal tak jest. Nie umiem tego za dobrze opisać, ale to jest tak cudowne i tak bardzo mnie uzależniło, że chwilami mnie ogarnia przerażenie. Powiedziałaś mi któregoś dnia, że czujesz jak krew we mnie krąży i że to cię przeraża, choć to jest cudowne. Ujęłaś to lepiej niż ja. Ale nie tylko to w tobie kocham - kocham wszystko co z tobą związane. Podglądam cię jak śpisz i z trudem się powstrzymuję, żeby cię nie całować i nie pieścić. Nigdy nikogo nie całowałem i nie pieściłem tak jak ciebie. Lubię patrzeć na ciebie gdy jesz, gdy coś szykujesz dla nas do jedzenia, uwielbiam nasze wspólne kąpiółki. Halinka ma rację, jestem zakochany po uszy. No i ogromnie się cieszę, że sobie przypadłyście do gustu.

Wisiu, a czujesz się na siłach by poznać moich rodziców teraz, czy wolisz to zrobić gdy już otrzymasz rozwód? A dużo na to sił trzeba mieć?- Mietek się roześmiał- nie są złośliwi, a jak znam życie to Halinka już ci tam wysmażyła laurkę i nie sądzę by się czuli poszkodowani z tego powodu, że jesteś, a raczej będziesz rozwódką. I nie musisz sobie domalowywać zmarszczek przed wizytą. Dawno u nich nie byłem, więc radość będzie podwójna. Nie dość, że się syn marnotrawny pokazał to wreszcie z normalną kandydatką na żonę. Wisia przytuliła się do Mietka - a ty wiesz, że teraz wyglądasz dużo młodziej niż wtedy gdy się zaczęliśmy spotykać? Popatrzyłam na ciebie i  na "jeszcze męża", który ma zaledwie dwa lata więcej ode  mnie i wiekowo nie widać wcale różnicy miedzy wami. Widać, że służy ci moja miłość. Jeszcze jak !- dodał Mietek. 

No to może jutro wpadniemy do rodziców już po obiedzie? Tak bez uprzedzenia? - chyba powinieneś  ich jednak uprzedzić- zauważyła Wisia. No pewnie, że uprzedzę, zatelefonuję do nich dziś, a jutro wpadniemy. To dom wariatów, nigdy nie wiadomo kiedy kto wpadnie. To jest bliźniak łączony przejściem na parterze i w tym przejściu jest salon. Ja się tam zawsze czuję jak w wagonie restauracyjnym, aż się dziwię, że ten wagon cały czas stoi w jednym miejscu. Po prostu Halinka ma jedną połówkę bliźniaka, rodzice drugą.  A żeby było jeszcze dziwniej to domy są połączone tym salonem, ale żeby przejść  z jednego ogródka do drugiego to trzeba wyjść na ulicę. Ja się tylko boję, że gdy zobaczysz tę całą porąbaną rodzinę w komplecie to odechce ci się ślubu ze mną. No ale my chyba tam nie będziemy mieszkać czy może ja o czymś nie wiem?- zapytała się ze śmiechem Wisia. No pewnie, że nie będziemy tam mieszkać, bo dla nas to ja zaprojektuję domek, ale nie tam, w drugim końcu miasta.

Wisiuniu, a lubisz psy? Lubię, bo co? Bo tam są trzy,  tata, mama i dziecko. Mojemu tacie się wydawało, że przygarnął dwa psy a przygarnął parkę. Potem stwierdził, że to para zboczonych psów, zwrócił im  honor gdy jeden z psów urodził trzy szczeniaki. Dwa udało się oddać, trzeci płci męskiej został. Mieszkają  we własnym domu- z ogrzewaniem, bo mama  kazała im doprowadzić ogrzewanie. Wyglądają  dość groźnie ale gdy im kogoś się przedstawi, że to swój, to mogą go zalizać na amen. To owczarki anatolijskie. Co zabawniejsze, to wpuszczą obcego na posesję, ale nie wypuszczą. 

Będziesz musiała znieść ich pieszczoty bo wchodząc powiem im, że jesteś swoja, obwąchają cię, poliżą po rękach i już masz do nich stałą przepustkę. Poza tym dla nich to ty jesteś zapewne przesiąknięta moim zapachem bo razem mieszkamy i stale się dotykamy. No i są jeszcze moi porąbani siostrzeńcy- mały to ci zaraz wlezie na kolana i wetknie "ksiązeckę do cytania" a starszy będzie cię zanudzał samolotami, których ma na kopy. Przy tym cyrku to prawie już nie zauważysz, że są tam moi rodzice.

To wszystkie twoje dotychczasowe  narzeczone musiały to znieść? - Wisia skręcała się ze śmiechu. I psom i dzieciakom jest obojętna płeć gościa- to przechodzi każdy kto tam przyjdzie. Baśkę musiałem im pokazać wprowadzając przez dom  Halinki.  Halina ci zapewne powie, że psy warczały na sam dźwięk głosu Baśki. A ja myślę, że warczały z powodu jej perfum. Strasznie się perfumowała.

A ja to zapewne pachnę twoją wodą po  goleniu, bo na moim policzku sprawdzasz, czy jesteś gładki. Całe szczęście, że zawsze jesteś dobrze ogolony, bo inaczej już bym miała skórę zdartą. 

Nie używam perfum bo jakby nie było, to jestem codziennie w pracy. A pomyśl co by to było gdyby każda z nas się perfumowała a do tego każda innymi perfumami. Pewnie można by było zemdleć wchodząc do pokoju.

Lubię zapach sandałowego drzewa i czasem na urlopie robiłam sobie sesje zapachowe włączając kominek zapachowy. Ale mój "jeszcze mąż" go nie tolerował. I lubię też zapach cedrowego drewna. To takie indyjskie zapachy. Zauważyłam, że mam ciągoty do indyjskiej kuchni, lubię łagodne curry. Muszę kupić i zrobimy sobie któregoś dnia taki polsko-indyjski obiadek. To znaczy zrobię dwa obiadki, żeby było co zjeść, gdy ci kuchnia indyjska nie będzie  pasowała.

Wisiuniu, jutro wychodzisz o drugiej, to możemy pojechać do moich rodziców tak na piątą, prawda? Prawda, tylko kupimy po drodze w delikatesach coś słodkiego dla dzieci a może wypadałoby i coś dla dorosłych kupić, nie sądzisz?  Dla dorosłych to przecież ja mam ciebie moja kochana - odparł Mietek. To dom, do którego nie ma co przywieźć - kwiatki odpadają, bo szwagier ma szklarnię, alkoholu nie, bo nie ma kto pić, ciasta żadnego nie, bo Halinka by się obraziła, bo ona robi najlepsze ciasta na świecie. Takim naprawdę pożądanym prezentem to jesteś ty, nareszcie jakaś normalna, a do tego ładna dziewczyna. 

Czy to znaczy, że ty mnie tam u nich zostawisz, skoro mam być prezentem? A już myślałam, że mnie kochasz- śmiała się Wiśka. Kochana moja,  im by wystarczyło do szczęścia, gdybym im obiecał, że się pobudujemy blisko nich, ale takiego prezentu im nie zrobię, zapewniam cię.

Następnego dnia po godzinie siedemnastej Mietek otwierał furtkę ogrodu rodziców a na spotkanie jemu i Wisi wyszły trzy wielkie psy.Wpierw się przywitały z Mietkiem, który im tłumaczył, że to kochana Wisia przyszła, potem starannie obwąchały Wisię i lizały po rękach. Na widok psiego domu Wisia omal nie padła z wrażenia. Miał półtora metra wysokości.

Starsi państwo serdecznie powitali Wisię, oboje dobiegali siedemdziesiątki, ale wyglądali jeszcze całkiem rześko.  Mama Mietka przyglądała się Wisi  przez moment a potem uśmiechając się powiedziała - moja córka jest panią zachwycona i się jej nie dziwię. Czy naprawdę poznaliście się w szpitalu? Tak, pewnie dlatego, że leżeliśmy na jednym oddziale. Nie było już miejsc na kobiecej chirurgii a na męskiej był jeden pokój wolny i w tym mnie ulokowali - grzecznie wyjaśniła Wisia. A pani tak młodziusieńka i tak ciężko się pani przechorowała- ciągnęła starsza  pani. No ale jakoś się z tego wszystkiego wykaraskałam i już nic mi nie dolega. A taka młodziusieńka to już nie jestem, niedługo kończę 31 lat. Niemożliwe- nie dałabym pani więcej niż dwadzieścia lat!  Cieszę się, że Mietek wreszcie panią do nas przywiózł, bo Halinka wciąż mi opowiada  jaką to piękną dziewczynę Mietek poznał i pokochał. A jak ty dziecinko z nim wytrzymujesz, bo to straszny uparciuch jest. Nie zauważyłam by był uparciuchem -zdziwiła się Wisia. Jest bardzo dobrym, wrażliwym i czułym mężczyzną. A pomaga ci choć trochę w domu? Tak, często gotuje wtedy gdy on jest w domu a ja w pracy. I często oboje szykujemy dla siebie coś do jedzenia.  Och- Wisia odwróciła się do Mietka- zapomniałeś wyjąć coś z bagażnika- przynieś, proszę. Faktycznie - już idę, przyniosę obie siatki od razu. I Mietek szybko wymaszerował z pokoju. A jego  matka rozejrzała się i cicho zapytała - a ty go dziecinko naprawdę kochasz?  Naprawdę i to bardzo - odpowiedziała Wisia patrząc śmiało w oczy swej przyszłej teściowej. Czy mogę do ciebie mówić Jadwisia? Oczywiście, będzie mi bardzo miło. No to chodź, uściśnijmy się.  Mietek wrócił w chwili gdy się obejmowały, a jego matka głaskała Wisię po głowie. Mamo, nie rozbestwiaj mi żony, jeszcze  pomyśli, że ty zawsze jesteś  taka miła. Dla niej będę, bo warta jest tego. Aby nieco ochłodzić atmosferę Mietek zaczął wyjmować to co przywieźli ze sobą. Ooo, ktoś obrabował sklep Wedla, zauważył ojciec. Mietek wziął jedno z pudełek i powiedział- dla taty są niemal cygara, naprawdę dobre, choć chyba nie kubańskie. W tej chwili do pokoju  weszła Halinka - no wreszcie przywiozłeś do nas swój skarb! No i jak ci się mamuś widzi Wisia? prawda że wygląda jak  starsza  nastolatka? Nareszcie mój brat poznał  i pokochał kogoś normalnego!  Wisiu, a jak negocjacje? W porządku, mój były się zgodził, oświadczenia złożone, teraz  tylko czekamy na termin. O to naprawdę ruszyło do przodu. Ja już się doczekać nie mogę - powiedział Mietek. A wiesz, poznałem byłego, całkiem sympatyczny facet, poprosił bym jej czasem nie skrzywdził. Ładnie się znalazł. A gdzie twoje potwory Halinko - zapytał Mietek. Potwory są na jakiejś dziecięcej imprezie więc będziemy mogli w spokoju porozmawiać. Wisia chodź ze mną przygotujemy kawę i herbatę, pokroimy ciasto. Zrobiłam mirabelki pod kruszonką. Samograj istny, tylko wypestkowanie mirabelek trochę trwa. Reszta się sama robi. No to niedługo pewnie weźmiecie ślub. I jak moja mama? Jak każda mama, wszystkie martwią się nawet o bardzo dorosłe dzieci. Chyba martwiła się, że synek nie dokonywał dobrych wyborów. No ja myślę, moja droga, to była panienka której  żadna  matka nie chciałaby za synową. Ale na szczęście poznał ciebie i jest tak zakochany, że chwilami sam nie wie jak ma na imię. On ci się nie przyznał, ale w szpitalu siedział cały czas pod salą operacyjną i mało na serce  nie zszedł gdy było z tobą źle. A skąd wiedział, skoro siedział pod salą.? No bo się zaczęły gonitwy po krew, ściągali z całego szpitala i z miasta. O tym, że było bardzo źle to ja się dowiedziałam  z miesiąc po wyjściu ze szpitala, gdy przyszłam na kontrolę.

                                                                   c.d.n.

Nigdy więcej -5

 W samochodzie Wisia przytuliła się do Mietka i powiedziała - to jedźmy już do domu, rano oboje  idziemy do pracy.  Ja nie idę, okazało się, że mam jeszcze urlop do odebrania, bo odchodzę z wykonawstwa, wracam do projektowania, tak jak ci   mówiłem.    I mam do końca wymówienia urlop. Rano  cię odwiozę i przyjadę po ciebie do pracy. I zrobię zakupy, tylko mi powiesz co mam kupić. A jak było?  Dziwne, ale bardzo, bardzo  spokojnie. Przyszło mi na myśl, że jemu ta sytuacja z jakiegoś względu pasuje, może pokochał  w międzyczasie inną a nie miał odwagi na zerwanie małżeństwa? Nie wiem co prawda po co chce poznać ciebie. Chyba ucieszył go fakt, że nie jesteś z kręgu naszych wspólnych znajomych. Prosiłam, by na razie, do chwili rozwodu nie mówił ani swoim ani moim rodzicom, że się rozchodzimy i się na to zgodził. Bo po o mają czaszkować nad problemem czemu się dzieci rozwodzą.Ma do wyboru - albo że wyjechałam do sanatorium albo że wyjechałam w  długą delegację. Gdy się zaczęłam pakować to powiedziałam, że wracam do rodziców ale on zaraz powiedział, że w to nie wierzy, więc powiedziałam, że ma rację nie wierząc w to, bo będę mieszkać z kimś, z kim go bardzo niedawno zdradziłam. I że wg ciebie seks nie jest dodatkiem do związku a raczej to związek jest dodatkiem do seksu. No bo tak właśnie jest - przytaknął Mietek.  

Dla mnie teraz najważniejsze, że się zgodził na wizytę u adwokata- ciągnęła Wisia. Prosiłam by był za kwadrans szósta, bo on  z natury jest straszliwie niepunktualny. No to świetnie, ja też tam będę, to mnie pozna. Bo chcę uregulować pewne sprawy majątkowe. Wszak będę miał żonę z prawdziwego zdarzenia.

Z tego całego zamieszania zapomniałem ci powiedzieć, że moja Halinka uznała, że ci dobrze z oczu patrzy i że nie wyglądasz na  trzydziestolatkę. Chciała żebyśmy my do nich przyjechali, ale tam jest dwoje bachorów, co się wiecznie roją i drą albo się biją. Zawsze jak tam jestem mam ochotę zakleić im buźki plastrem a do tego przywiązać  obu do krzeseł. Rozwydrzeni do granic wytrzymałości. Jeden ma cztery lata a drugi osiem.  Wisia roześmiała się - jak widzę to nie przepadasz za siostrzeńcami. 

Żebyś wiedziała, ja w ogóle za dziećmi nie przepadam. I dlatego powiedziałem, żeby przyjechała  do nas sama, bez męża i dzieci. Szwagier gdzieś wyczytał, że dzieci trzeba  hodować bezstresowo i towarzystwo jest po prostu rozwydrzone. Wolno ci było stanąć  na środku pokoju i wrzeszczeć ze złości, bo chcesz dostać coś, czego nie powinnaś? Ja wiem, czterolatkowi to może być ciężko coś wytłumaczyć no ale ośmiolatek to już duże dziecko. To wszystko przez to, że siostra nie dała ich do przedszkola, tylko siedzieli u mojej mamy i ona ich tak rozwydrzyła.  

Gdy otworzyli drzwi mieszkania, Misia powiedziała -och  ale pachną róże!  W przedpokoju koło szafy na podłodze stał duży wazon a w nim pełno róż. Róże stały też w kuchni i na stole w dużym pokoju i na półce w łazience. Boże, chyba  jakiegoś ogrodnika zaciukałeś i ograbiłeś jego ogród z kwiatów. To z radości, że będziesz tu teraz  mieszkać. 

Kochany, jesteś niemożliwy wariat, ale to  cudne, dziękuję. Rozpieszczasz mnie  niemiłosiernie. Mamy coś zimnego do picia?  Wisiuniu powtórz to jeszcze raz, proszę. Ale co mam powtórzyć? No to całe zdanie. Zapytałam, czy mamy coś zimnego do picia - no właśnie - wreszcie powiedziałaś "czy my mamy" a nie czy ja mam. Oczywiście,  że mamy, jest nawet zimny kompot z truskawek. A może zjesz coś? Nie , dziękuję już za późno. Jestem jakaś wykończona. Marzę by się umyć i położyć. No to chodź, weźmiemy prysznic i pójdziemy spać. 

W łazience czekał na nią szlafrok identyczny niemal jak Mietka i gdy po wzięciu prysznica przyszli do sypialni Wisia doznała kolejnego szoku - łóżko było okryte cieniutką białą tkaniną,  a na niej rozsypane  płatki róż. Kochana moja, to nasza pierwsza wspólna noc! Będę mógł cię całą noc mieć obok siebie, musiałem to uczcić. Zgarnął  tę woalową  kapę pełną płatków róż, wyniósł do dużego pokoju. Wisia  płakała, ale były to łzy  szczęścia. 

Rano odwiózł ją do pracy, potem po nią przyjechał. Wracając wspólnie zrobili zakupy. Oboje byli zachwyceni faktem, że są razem. Wisia rozpakowała swoje walizki i poukładała rzeczy w szafie, w pełni doceniając jej wnętrze. Swoje kosmetyki bez trudu zmieściła w jednej z szafek łazienkowych, zadziwiając Mietka ich niewielką ilością.  Jej domowa sukienka super mini na cienkich ramiączkach wywołała wybuch entuzjazmu Mietka i to tak  gwałtowny, że na dwie godziny ugrzęźli w sypialni. Dobrze, że wychodząc z kuchni Wisia przezornie wyłączyła gaz.

Płatki róż  znalazły locum w pięknym kryształowym  flakonie, gdzie się wspaniale prezentowały, nadal rozsiewając  zapach i zdobiąc stół w dużym pokoju. Wisia śmiała się potem, że te dwa dni upłynęły im głównie na wynajdywaniu miejsc, w których można się wygodnie pieścić, całować, kochać, opracowywali technikę robienia kanapek w trakcie przytulania się do siebie, gotowania obiadu tkwiąc w objęciu partnera. Mietek zachowywał się tak jakby mu nagle ktoś ujął 20 lat.

W niedzielę pojechali nad Zalew Zegrzyński do Zegrza. Mietek się śmiał, że przecież musi zobaczyć  Wisię w kajaku w kostiumie bikini. Trochę się spiekli na słońcu. Leżeli na kocu cały czas trzymając się za ręce, ale to było jakoś tak naturalne, że nawet nie zdawali sobie z tego sprawy. Czas leniwie  płynął, a oni  planowali najbliższe dni. 

Mietek proponował, by Wisia koniecznie zrobiła kurs na prawo jazdy. Jesień to dobry czas na taki kurs, bo nauczy się jeździć w różnych warunkach pogodowych. A swym rodzicom przedstawi Wisię gdy już Wisia otrzyma rozwód. A co zrobisz gdy się nie spodobam twoim rodzicom -  spytała przekornie Wisia. Zmienię rodziców na lepszych- śmiał się Mietek. To, że im ciebie przedstawię to tylko kurtuazyjny gest z mojej strony, nic im do tego z kim się żenię. Jak znam życie to ta  papla Halinka już mamie wypaplała, że jestem zakochany po uszy w  takiej trzydziestolatce co wygląda na nastolatkę.  Chodź, pojedziemy  na obiad, zjemy lina  w śmietanie z koperkiem.

A potem pojedziemy z powrotem do Warszawy i wpadniemy na lody włoskie. A po lodach sprawdzimy czy aby nas w domu nie ma, bo już strasznie dawno cię nie całowałem. A w poniedziałek, gdy cię odbiorę z pracy to po drodze do domu zahaczymy o jubilera. Trzeba się rozejrzeć za obrączkami. Myślałem o takich na wzór zachodni, które wpierw są pierścionkami zaręczynowymi a potem obrączkami. Wpierw  nosisz na lewej ręce i są  dowodem zaręczyn a po ślubie nosisz na prawej ręce i są obrączkami ślubnymi. A poza tym to mam ochotę byś sobie wybrała jakiś pierścionek, albo bransoletkę. Podoba mi się, że nie nosisz kolczyków. Masz takie ładne uszka, że nie trzeba ich niczym ozdabiać. Chodź kochana, jedziemy na tego lina.

Do Warszawy wrócili nim zaczął się szczyt powrotu warszawiaków do stolicy, dzięki czemu nie wlekli się w korku. I zamiast kąpieli było wzajemne smarowanie  spieczonego ciała.

W godzinę po ich powrocie do domu zatelefonowała siostra Mietka, że wpadnie do nich, bo mąż wraz z dziećmi idzie na przyjęcie urodzinowe do jednego z kolegów starszego synka, więc ona ma wolne i może do nich  wdepnąć. I żeby nic nie szykowali, bo ona upiekła szarlotkę i ją przywiezie.

W dwadzieścia minut potem już u nich była.Wprawdzie Mietek optował za tym by Wisia wystąpiła swej domowej mini sukience, ale Wisia wskoczyła w swój letni kombinezon, który zaraz skojarzył się Mietkowi z pasem cnoty.

Nic tak nie przełamuje lodów jak dobre ciasto i kilka komplementów. A oprócz tego ciasta Halinka przywiozła dla  Wisi mały jasieczek na bujany fotel, czym  z miejsca miała u obojga  duży plus. Panie od razu przeszły "na ty". Halinka powiedziała, że ogromnie się cieszy, że Mietek ma wreszcie jakąś normalną, przyzwoitą kobietę, która na dodatek wygląda nadzwyczaj młodo. Przy okazji powiedziała, że dopóki nie będzie możliwości zaplanowania płci dziecka to nie warto się w rodzenie  bawić, bo ona naprawdę nie  chciała synów, a ma ich dwóch.  

Wisia skonstatowała, że z chwilą, gdy tylko będzie można zaplanować z góry płeć dziecka to natychmiast kobiety z całą pewnością stracą taką możliwość bo takie planowanie będzie od razu w gestii  rządzących, a wiadomo nie od dziś, że przeważnie są to faceci. Jej to się raczej marzy, żeby faceci musieli choć jedno dziecko w trakcie związku urodzić. To wtedy któryś z nich wymyśliłby jakieś urządzenie do produkcji dzieci. No i żeby każdy z nich co miesiąc  miał okres  i zespół  napięcia  przedmiesiączkowego - dodała Halinka. Mietek tego słuchał z wielkim niedowierzaniem aż mu Wisia powiedziała - niestety my to mamy, miesiączkuje każda a dolegliwości z tym  związane to ma co trzecia. Jeśli nie wierzysz to  dam ci poczytać gdy przeniosę tu część książek z domu. No ale my też mamy różne dolegliwości związane z płcią- zaczął mówić Mietek - ale nim dalej rozwinął temat Halinka szybko powiedziała- tak macie, głównie z brudu lub z niegrzeczności. Z brudu bo tylko co drugi myje się tak jak należy a z niegrzeczności bo zadajecie się z niewłaściwymi kobietami. O matko, jęknął Mietek - aleście się dobrały.  Halinka ma rację- dodała Wisia.

Potem Halinkę  zainteresowała sprawa rozwodu Wisi, ale na ten temat to Wisia dała się wypowiedzieć Mietkowi. No i zaraz po rozwodzie  bierzemy ślub- podsumował Mietek. Nie jestem zwolennikiem życia na "kocią łapę".  A wiesz dlaczego on tak mówi- zapytała Halinka Wisię. Nie, nie wiem - zgodnie z prawdą odpowiedziała Wisia. Bo ja z moim mężem dość długo żyłam bez ślubu i dopiero gdy zaszłam to wzięliśmy ślub.

Czy ty wiesz Wisiu, że mój brat to był w tobie zakochany jeszcze gdy byliście oboje w szpitalu?  

A ja w tym szpitalu to chwilami nie wiedziałam jak mam na imię, on mi dopiero teraz przypomina co ja tam mówiłam. Ale fakt, że przychodził do mnie na salę codziennie. A wiesz Halinko - jedna z babek, z którą leżałam na sali zatelefonowała do mego męża i powiedziała mu, że my romansujemy. Pomyliła się tylko o pół roku- zaśmiała się Wisia. 

Widocznie widziała symptomy, których ty nie dostrzegałaś, bo jednak to była  ciężka operacja. On mi stale o tobie  mówił gdy przychodziłam do niego do szpitala - powiedziała Halinka. I naprawdę, wierz mi - cieszę się, że będziesz jego żoną. Bo ty jesteś jego miłością.

To prawda, Wisia jest miłością mego życia. A  noc z piątku na sobotę była  najszczęśliwszą w moim życiu, bo zasypiałem przy niej i przy niej się rano obudziłem.

Halinko, gdy przyszłam tu z nim w piątek późno wieczorem  całe mieszkanie było w różach, to było niesamowite. Halinka zaczęła się śmiać- był po nie u 4 ogrodników w Dawidach. Rzecz przejdzie do historii, jak mój  braciszek wykupywał róże, wpierw sprawdzając czy pachną.  No ale to było cudowne - zapewniła Halinkę Wisia. Ale i bez tych róż go pokochałam. Te róże to taka wisienka na torcie.

Gdy Halinka pojechała do domu, Mietek objął Wisię i powiedział - no to mam teraz przechlapane - dogadałyście  się ze sobą aż za dobrze i będziecie mnie gnębić. Ja to zaraz zacznę cię gnębić - posmaruj mi jeszcze plecki kremem i założę koszulkę, żebym wszystkiego nie wymazała  kremem. Ta koszulka to właśnie w ramach gnębienia ciebie- zaśmiała się Wisia.

A ja coś dla ciebie mam- spójrz na daty - zrobiłem te  badania w 6 tygodni po ostatnim kontakcie z Baśką i powtórzyłem jeszcze raz po następnych sześciu tygodniach, bo nie byłem pewny daty - jestem czysty. Więc może zmienimy środki, może brałabyś tabletki? Ja już biorę tabletki, nie wolno mi zajść w ciążę przez  4 lata. A potem się zobaczy.  Dlaczego mi nie powiedziałaś, że bierzesz tabletki? A pytałeś? Nie pytałeś a byłeś sam zabezpieczony to nie protestowałam. Mnie robiono  badania w szpitalu a od wyjścia ze szpitala aż do kontaktu z tobą byłam dziewicza, co nie znaczy, że byłam dziewicą.  To dziwny człowiek ten twój mąż. No właśnie, dziwny. Ale w świetle przepisów  dotyczących czasu ustania więzi intymnej dość dobrze mi pasuje.

Szczerze mówiąc jest mi już obojętne dlaczego tak było. Był czas, kiedy chciałam to wszystko wyjaśnić, ale ten czas już dawno minął. Odwieziesz mnie rano? No jasne! I po ciebie przyjadę.To nastaw budzik, zawsze mam w poniedziałek kłopot ze wstawaniem.

Cztery dni nowego tygodnia minęły dość niepostrzeżenie. Mietek codziennie odwoził Wisię do pracy. Nadszedł piątek, dzień, w którym mieli się spotkać u adwokata. Na wszelki wypadek Wisia zatelefonowała do swego męża i przypomniała, żeby się nie spóźnił. Ponieważ załatwiała coś służbowo na mieście zatelefonowała do Mietka, że przyjedzie do domu sama, bo musiała wyjść służbowo i wraca do domu autobusem. Ale Mietek ostro zaprotestował i poprosił, by określiła dokładnie  w którym miejscu jest, to on podjedzie. Podała gdzie na  niego czeka i w 15 minut potem podjechał Mietek. Zamiast wprost do domu pojechali do jubilera. Gotowych obrączek nie było, ale  wybrali wzór. Jubiler  się trochę śmiał, że jedną obrączkę to robi dla osoby dorosłej, a drugą dla dziecka, bo Wisia miała bardzo szczupłe palce. I gdy tak się  przypatrywał tym  szczupłym palcom Wisi powiedział- momencik, mam złoty pierścionek w stylu art deco, sądzę, że będzie  się państwu podobał. Poszedł na zaplecze i za chwilę wrócił ze złotym ażurowym pierścionkiem. Oczko pierścionka było uformowane z cienkich  złotych pręcików tworzących ażurowy owal. Był nie tylko ładny ale i wielce oryginalny.  Podobał się Wisi, ale miała jedno zastrzeżenie- robił wrażenie mało trwałego, bała się, że może się odkształcić gdy o coś nim zahaczy lub o coś uderzy. Ale jubiler udowodnił jej, że się myli. Obojgu się podobał, więc Mietek go dla niej kupił.

                                                            c.d.n.