środa, 18 maja 2022

Trudny wybór - 21

Do Warszawy ruszyli 2 stycznia około południa. Z uwagi na dość uciążliwą pogodę  wybrali tym razem  inną  drogę - może nieco  bardziej  obciążoną pojazdami ale była  to droga o "wyższej  randze", o której  było wiadomo, że jest w pierwszej kolejności  zimowego utrzymania. Cały  czas coś mżyło, nie był to deszcz,  nie był to też śnieg - po namyśle Emil  zakwalifikował to  jako opadającą  mgłę. Za  kierownicą  siedziała Adela. W drugim samochodzie  prowadził Piotr. Proponował Helenie, by  prowadziła,  ale  Helena stwierdziła, że dawno  nie prowadziła  w czasie takiej  obrzydliwej  pogody i  się  boi. 

Podobnie  jak   w drodze  do Nałęczowa Adela  jechała pierwsza. Jechała nie przekraczając  szybkości 80  kilometrów, nawet gdy było dość pusto. Nie chciała  ryzykować, rzadko  jeździła poza  miastem w  warunkach   zimowych. Pomimo niezbyt szybkiej  jazdy na Ursynów dotarli przed upływem  dwóch  godzin  od  chwili  wyruszenia  w  drogę. Helena  proponowała  siostrze by zjedli u  niej obiad,  ale  Żenia bardzo  podziękowała i prosiła, by ich  od razu  odwieźć do  domu. Tak więc w pewnej  chwili Emil  odebrał telefon od  Heleny, żeby jechali na Ursynów sami,  bo oni  wpierw odwiozą Żenię z mężem  do  domu.  Wobec tego Emil i Adela  skręcili na Ursynów, a Piotr pojechał na  Mokotów. W domu Adela stwierdziła, że było na tym  wyjeździe super,  ale jeszcze fajniej jest  wrócić  do własnego  domu. A mamy co jeść dziś na kolację ?- zainteresował się   Emil.  Myślę, że tak , zaraz  włączymy mikrofalówkę, lekko rozmrozimy upieczonego już indyka, przełożymy  go do piecyka , podsmażymy ryż, wyjmiemy  z lodówki  sałatkę, która na  nas czeka  w słoiku. I mamy jeszcze   jakieś  słodkości schowane  na  ciężkie  czasy. 

A kiedy idziemy  do pracy- jutro?  Nie, jeszcze nie jutro,  ale  pojutrze już idziemy. Na jeden dzień, bo to piątek. I jeszcze  mamy trochę zaległego urlopu- ja  tydzień a ty dziesięć  dni. To  nieźle coś pokombinowałaś  ze  swoją nową przyjaciółką - śmiał  się Emil. No wiesz, po prostu  "po przyjaźni" mamy to, że nie  musieliśmy  brać  całego  zaległego urlopu, bo powiedziałam, że  chcę  te dni  zachować gdy będę  się przygotowywać do egzaminu   rzecznikowskiego. Ona się nie może nadziwić, że mnie  się chce  jeszcze uczyć. Nasz  naczelny też się  dziwi.  Ciekawe czy  już poderwał jakąś  mężatkę w naszym biurze.  Dużo  się nie  napracuje nad poderwaniem, bo  tu 3/4 pań  to mężatki. Takie, co to już  dawno  by się  rozeszły gdyby nie polskie  warunki mieszkaniowe.  Przecież  wynajęcie  mieszkania to kupa  forsy - nie stać  na to kobiety po rozwodzie. Wszak  kobiety  wciąż  mniej  zarabiają. 

Rozmawiałam  kiedyś z jedną  adwokatką która  twierdzi,  że niestety panowie nagminnie nie płacą  alimentów. Prowadziła  sprawę faceta, który  zalegał z płaceniem alimentów, twierdząc, że nie  rozumie  dlaczego jego  syn został przyznany matce, której nie  ma całymi   dniami  w domu, więc  się nim nie ona  opiekuje a szkoła, świetlica i podwórko. Chłopak ma już 10 lat, na sprawie zapytany u kogo  woli  być powiedział, że mu wszystko jedno i został przypisany matce.  A ten pan pracuje w domu i jak  twierdzi on i jego znajomi, mógłby się  dzieciakiem zająć, bo wszystkie służbowe  sprawy załatwia poza domem przed  południem, a wtedy dziecko jest   w szkole. A nie płaci, bo gdy płacił to pieniądze się tej  pani rozpływały, a on  musiał dzieciakowi wiele rzeczy kupować oprócz płacenia  alimentów.  Podobało mi się podejście tej  adwokatki- ona twierdzi, że gdyby kobiety dawały panom rozwód bez problemu pod warunkiem, że zabierze  do  siebie dziecko to byłoby  rozwodów  mniej  i każdy facet-tata zastanowiłby  się 5 razy  nim by skoczył w bok i zażądał rozwodu bo mu się  żona znudziła.  Poza tym nikt nie  bierze pod  uwagę  faktu, że żona  też  może być  znudzona mężem a jeszcze częściej mocno  zawiedziona. Zdaniem tej pani to polityka  sądów rodzinnych jest nieodpowiednia , bo to bzdura , że  dziecku będzie  dobrze tylko u matki. Owszem,  będzie lepiej oseskowi, bo wszak faceci  nie  mają pokarmu a podobno pokarm  matki jest najlepszy. Ale  chyba  zapominają, że tylko wtedy  gdy matka  się odpowiednio odżywia.  

Rozmawiałam  kiedyś z matką trójki dzieciaków i przekazała  mi  w  sekrecie gwarantowany  sposób by dziecko w nocy dobrze  spało - przed karmieniem piersią należało wypić  kieliszek whisky. Szczerze  mówiąc to mnie  zatkało z wrażenia i nie wiedziałam co odpowiedzieć,  więc tylko powiedziałam - ojej, nie  miałam o  tym pojęcia. Bo faktycznie  nie miałam. I do dziś mnie  zastanawia  dlaczego  akurat whisky, a nie  na przykład koniak. Potem  pomyślałam, że może tańsza, ale że nigdy nie kupowałam owych  trunków  na  butelki to nie znam różnic  cenowych. I dobrze, że  zostałam   wywołana na rtg, bo już  miałam dość  wynurzeń owej kobiety. I pomyślałam, że potem, gdy  dziecko  w  szkole  miewa  problemy z nauką, szkolny psycholog (o ile jest) zachodzi   w głowę co z tym dzieckiem jest  nie tak, bo rodzina  porządna, nikt  nie pije a ono  jakieś  takie  "niemotne",  z trudem wszystko przyswaja.

Emil był zdumiony- tak ci to opowiedziała  nie  znając  cię? Adela uśmiechnęła  się - widać, że  rzadko bywasz w różnych  przychodniach państwowych,  w których się  czeka godzinami. Czekając  przechodzisz dwukierunkowe  przeszkolenie - pierwsze to jest ćwiczenie  cierpliwości, drugie - stajesz  się mimo woli słuchaczem i powiernikiem  cudzych  problemów,  wspomnień, lęków.  Czasem naprawdę  bywa  ciężko by nie  wybuchnąć śmiechem lub  nie powiedzieć by się  ten opowiadający po prostu zamknął. Oczywiście najczęściej wysłuchuje  się  zwierzeń kobiet, bo kobiety są bardziej komunikatywne i otwarte,  ale  faceci też potrafią poinformować otoczenie  o swoich   chorobach i troskach. Zapewne nie mają  w domu komu  się  zwierzyć  ze  swych lęków,  obaw, odczuć.  Starsi faceci, to głównie zaczynają od pytania,  czy wiesz  coś na temat lekarza  do którego czeka się  w kolejce, młodsi zaczynają od  narzekania na  czekanie. Myślę, że socjolodzy mieli by niezły  materiał do  swych  badań.  I dlatego  zawsze zabieram  ze sobą  książkę i czytam - widok osoby czytającej to sygnał, że to tak  zwanie "nieużyta osoba" - nietowarzyska, więc nie  pogada się  z taką.

Ojej, Maleństwo   coś  ze mną jest  nie tak - zupełnie  zapomniałem ci  powiedzieć, że  gdy  zapisywałem  ojca do tej  prywatnej  przychodni to i nas  zapisałem. Oni mają również  szpital. Chyba  byłem bardzo skołowany tą onkologiczną  historią  ojca i dlatego  wyleciało mi  to  z głowy. Mam jeszcze  w portfelu kartę, którą ci  muszę dać.

I bardzo dobrze, że jutro nie idziemy do pracy- musimy razem pojechać  do banku, bo musisz  złożyć swój podpis i jeszcze  kilka innych  spraw załatwimy jutro. A po co  ci mój  podpis? dopytywała  się Adela. No  bo albo  założymy  ci oddzielne  konto,  albo  moje zrobimy kontem wspólnym.No i  trzeba  właściwie  dwa banki odwiedzić - powiedziała  Adela-mój też, to dam ci upoważnienie do mego  konta. Dużo tam nie ma,  ale na jakieś  fajne  wakacje pewnie  wystarczy. 

Jest jeszcze ciągle to moje  mieszkanie w firmowym bloku. Musimy się  razem zastanowić  co  z nim zrobić.  Adela zamyśliła  się - chyba  powinieneś je wynająć, żeby nie  generowało kosztów i tym samym trzymać je jako lokatę. Sprzedać  zawsze  zdążysz. Emil zamyślił  się i po chwili powiedział - ja chcę by ono było i twoją własnością. Musimy  chyba wpaść też do  tej Spółdzielni, która to mieszkanie   budowała. Na pewno będziesz  musiała stać  się członkiem  tamtej Spółdzielni, żebyś  mogła  zostać współwłaścicielem  tego  mieszkania.

Mileczku, ja przecież  jestem współwłaścicielką  tego, nie wystarczy?  Emil  uśmiechnął się -  nie wystarczy, chcę by i tamto było naszą  wspólną własnością. Nie  dotarło jeszcze  do ciebie, że  wszystko co było dotąd tylko moje  chcę i  muszę dzielić z tobą? Samochód też jest zapisany jako nasza  współwłasność. A co będzie, gdy  mnie przestaniesz kochać? - spytała całkiem  poważnie.  Emil popatrzył na  nią i powiedział - nie licz na to. Będę  cię  kochać do końca  swego życia bo jesteśmy  sobie  przeznaczeni. Mówiąc tak  robisz  mi przykrość. Ja  naprawdę  wiem co  czuję i  co mówię. Nim ci się oświadczyłem dobrze  to  przemyślałem,  wszystko przeanalizowałem.  Bałem się  tylko, że mnie nie zechcesz.

To nawet dość  zabawne - oboje baliśmy  się odrzucenia- stwierdziła Adela. Przepraszam, jeśli powiedziałam  coś,  co cię uraziło. Chwilami boję  się po prostu, że to wszystko jest pięknym  snem a  nie rzeczywistością. Emil objął ją mocno i pociągnął do lustra w przedpokoju. Zobacz to my, ty i ja, razem, bo tak  chcieliśmy i chcemy, bo się kochamy. Wiem, że miłość, trwałość  związku, wzajemne opiekowanie  się  sobą to dziś mało  modne sprawy. Ale ja jestem staromodny- kocham cię,  chcę się tobą opiekować, dzielić z tobą wszystkie radości i  smutki. Bo smutki na pewno też nas  dopadną,  ale będziemy razem się  przed nimi bronić.

A skoro już mamy dzień pewnych  pomysłów i ustaleń to ja mam do ciebie,  Maleństwo, pytanie : czy widzisz  nas w roli rodziców?  Adela długą chwilę  milczała, potem  westchnęła i  powiedziała- widzę,  chociaż jakby za mgłą. Myślę, że powinniśmy  się  wpierw nacieszyć sobą, by  nieco opadła  z nas  euforia, byśmy się jeszcze  lepiej  poznali w  życiu  codziennym. I wtedy dopiero  podejmiemy decyzję. Po prostu odczekajmy jeszcze przynajmniej rok.  Bo rodzicielstwo niesie  za sobą pewne  wyrzeczenia, więc myślę, że byłoby dobrze, żebyśmy nieco "okrzepli" w swych  nowych  rolach małżonków nim podejmiemy  następne.  I nim się zdecyduję to chciałabym przejść  szczegółowe badania, żeby się nie przytrafiło coś  złego. Wiem, że będziesz naprawdę cudownym ojcem , tak jak jesteś  dla  mnie   cudownym mężem. I wiem, że popełniam  w tej  chwili błąd strategiczny, bo większości facetów  we łbie  się przewraca gdy coś takiego słyszą. 

Emil z hukiem padł przed  nią na kolana- jeszcze  trochę  a  zacznę się  do ciebie  modlić- nie wiem skąd  wiesz co ja  myślę, ale myślę tak  samiutko. Chcę byśmy mieli dziecko, lub nawet  dwoje,  ale też uważam, że będzie lepiej dla nas, gdy nie nastąpi to teraz/zaraz. A tak naprawdę - to czy i  kiedy będziemy mieli dziecko zależy od  ciebie bo to ty będziesz obciążona  ciążą, porodem i większą częścią opieki nad  dzieckiem. Ja ci tylko będę  we  wszystkim pomagać.

Wiem, kochany,  wiem. Wstań, ściągaj  spodnie,  zobaczymy  czy kolana  masz  jeszcze całe, bo  może okład trzeba  ci  zaaplikować. O tak, jęknął Emil - koniecznie okład i masaż wykonany  twoimi  łapkami. 

                                                                           c.d.n.


wtorek, 17 maja 2022

Trudny wybór - 20

 Po czterech   godzinach zabiegów cała  szóstka znikała  w swych  pokojach. Obsługa  hotelowa  chyba  dobrze wiedziała, kiedy goście są na  zabiegach, bo gdy  wracali do  swych  pokoi były już one posprzątane, ręczniki   w łazience  zmienione, pościel uporządkowana a pokój wywietrzony. 

Kończący się  rok był dla  Adeli męczący -  zmiana  pracy,  pisanie  pracy magisterskiej, koniec studiów, egzamin  końcowy a do tego wszystkiego zupełnie niespodziewana  miłość, znów intensywna  nauka związana  z przygotowaniem  się do roli rzecznika  patentowego, ślub, szukanie  mieszkania,  zmiana   mieszkania i przeprowadzka.  Po  zabiegach gdy  wracali  do pokoju  bardzo  szybko zasypiała  w ramionach  Emila.  Zwykle  w  godzinę później  on  też   zasypiał. Cieszył  się, że Adela  ma choć kilka  dni całkowitego  relaksu. Przyglądał  się  jej  z rozrzewnieniem - przy  nim  była taka  malutka a gdy tak leżała  przytulona wydawała  mu się bardzo  bezbronna. 

Nadal  uważał, że była tą  dziewczyną z jego  snów. Nie  należał do bardzo  kochliwych  facetów, sama uroda dziewczyny nie powodowała u  niego  szybszego  bicia  serca. To  musiał  być  zespół cech. Inteligencja i kultura osobista  na dwóch pierwszych  miejscach, a na trzecim  dopiero  miejscu  była uroda. Przypatrywał  się śpiącej  Adeli i  usiłował  sobie  przypomnieć pewien  szczegół - dziewczyna  ze snu miała w którymś miejscu malutki okrągły znak  na skórze, tak  jakby malutkie odbarwienie lub bardzo  płytką  bliznę, o powierzchni  nie  większej  niż damski  paznokieć u małego palca. Postanowił, że powie jej o tym śnie  jeszcze  raz - przecież  nie  wyśmiała go, gdy o nim raz mówił,  a temat  reinkarnacji nie był jej obcy. Przecież  opowiedziała  mu, że kiedyś, gdy jeszcze  była nastolatką wyśniło się  jej  miejsce w którym  za  jakiś  czas znalazła  się podczas  wakacji.  Była  zdumiona, że gdy tam  przyjechała  jej pierwszą  myślą było -  ja tu już  byłam. Co prawda w chwilę  potem  pomyślała,  że przecież nigdy  dotąd  nie  wyjeżdżała  nigdzie  sama, więc  chyba jej  się  coś pomyliło.  Ale przydarzały się  jej i inne, jak je  nazwała "dziwne" rzeczy - nie  często, ale jednak - kiedyś na  wakacjach, gdy  siedziała z innymi przy ognisku, przeleciało jej  przez  myśl, że zaraz  dojdzie  do  nich jakiś nieznajomy mężczyzna i skrytykuje ich  za to, że siedzą  po nocy zamiast spać.  I była  mocno  zaniepokojona, gdy rzeczywiście w 10  minut  potem jakiś  nieznajomy podszedł do  nich i obrzucił ich  stekiem  wyzwisk. I było jeszcze   coś - od  dzieciństwa panicznie  bała  się  deszczu - jeśli zdarzyło się, że deszcz zaczął padać, gdy  była  akurat  na  spacerze, ona zaczynała  przeraźliwie  płakać i starała  się uciec. Teraz, jak mówiła Emilowi, bardzo nie lubi deszczu i  nie  może  zrozumieć jak  komuś  może podobać się spacerowanie  w  deszczu. Nie  bała się natomiast  burzy, błyskawice ją niemal  zachwycały, grzmoty  nie  straszyły- oczywiście gdy te  zjawiska obserwowała siedząc  w mieszkaniu. Nie przerażał jej też  widok krwi. Sama z własnej inicjatywy  ukończyła kurs udzielania  pierwszej  pomocy. I, co Emila  zachwycało - potrafiła  sprawnie i  z sensem posługiwać  się  narzędziami i wiele  prac domowych- technicznych potrafiła  zrobić  sama. Gdy Emil usiłował dowiedzieć  się kto ją tego nauczył powiedziała- no przecież  mam oczy i rozum- widziałam  jak  fachowcy to robią. Przez mieszkanie moich rodziców przewijali się  różni "naprawiacze", bo  mój ojciec nigdy niczego  sam nie naprawiał- zawsze wzywał "fachowca". Nie wiem czy  nie  potrafił czy najzwyczajniej  w świecie nie lubił tego  robić. Podejrzewam, że po prostu  nie lubił.

Wszystkie "pozabiegowe" rozmyślania  Emila  wpatrzonego w śpiącą spokojnie Adelę kończyły  się delikatnym pocałunkiem, który  zawsze  wywoływał większe  przylgnięcie Adeli do niego, a on   w chwilę  potem  zasypiał.

W Sylwestra posiedzieli nieco dłużej przy  kolacji, do której  zamówili tym  razem  wino, bo  dziwnym  trafem nikt  z tego  grona  nie przepadał za szampanem. Około godziny  dwudziestej drugiej, sala  jadalna opustoszała, wiele osób  wybierało się na  zabawę  sylwestrową do innego  hotelu. Adela  stwierdziła, że Nowy  Rok i tak nadejdzie,  nawet jeśli  nie będą na niego  czekać na parkiecie lub przy zastawionym jedzeniem stole. Razem z Emilem "pożyczyli" reszcie rodziny  by  spełniło się w kolejnym  roku  wszystko czego pragną i poszli do  swojego pokoju. 

Mijający rok  żegnał ich  dość parszywą pogodą - było zimno, wiał  wiatr  i padał deszcz. Dobrze, że nie  wracamy jutro, bo mam wrażenie, że nad  ranem będzie  nieprawdopodobnie  ślisko, to  może po prostu  zamarznąć i na  szosie  będzie  "szklanka"- stwierdził Emil. Popatrz -  termometr wskazuje, że  są  +2 stopnie, ale to  nie jest metr nad  gruntem. Przy  gruncie  na pewno  jest  zimniej. Chodź  moja   cudna, umyjemy  się i sprawdzimy  czy  nadal nasze  łóżko jest tak  samo wygodne. W czasie wzajemnego mycia  się,  Emil  zapytał- czy masz  jakieś malutkie  blizny oprócz tej na nodze? A czemu pytasz? nie lubisz dziewczyn z jakimiś  bliznami? Na  szczęście nie  miałam więcej  działań chirurgów na mym  ciele. Ale mam na lewym ramieniu ślad po szczepieniu ospy,  już prawie niewidoczny i drugi, wysoko na udzie, też po ospie,  ale po wietrznej ospie, na którą  chorowałam gdy byłam małym  dzieckiem. Oczywiście  to  tylko ja  mam  pamiątkę  po ospie  wietrznej, bo sobie  to ponoć  sama  rozdrapałam i  zakaziłam i długo  mi to ropiało. Zupełnie  nie pamiętam tej  ospy wietrznej  u siebie. No  powiedz,  co cię  tak nagle  napadło z tymi bliznami?

A nie  będziesz  się ze mnie śmiała?  Adela pokręciła przecząco  głową- przecież  nigdy  się  z ciebie  nie śmieję, nawet gdy  mówisz o  mnie, że jestem cudna, co jest wszak  wielką  bzdurą. Ale dla  mnie ty naprawdę jesteś  cudna, uznaj to, proszę. Sama mówiłaś, że najważniejsze jest to co my o sobie  wzajemnie  myślimy! 

A z tymi  bliznami - bo przypomniało mi się, że ta dziewczyna ze snu  miała malutką bliznę, a  może  odbarwienie wielkości paznokcia u twojego  małego palca, ale nie  zapamiętałem  w którym  miejscu. Bo naprawdę- to ty mi się śniłaś- uzmysłowiła mi to nasza pierwsza noc. Dla  mnie najdziwniejsze było to, że  za każdym  razem śniłaś mi się tak samo.  I to wrażenie gdy wszedłem  w ciebie, że nareszcie! Tak  jakbym powrócił po latach podróży do miejsca które znam i kocham. Wierz  mi, nie  zmyślam tego. Pomyśl - zakochaliśmy  się w sobie  w tempie ekspresowym, to samo lubimy, to samo nam się podoba, wiem  czego   nie lubisz, co cię denerwuje. A przecież o tych  sprawach niewiele rozmawialiśmy. Adela odwróciła  się do Emila  bokiem i pokazała palcem - tu  gdzieś  jest ta  blizna po wietrznej ospie. Więcej ją widać gdy jestem opalona, bo ona się nie opala. Pewnie mocno  była  wyżarta w tym  miejscu skóra. Blizna, którą  mu wskazała była maleńka w miejscu zupełnie nie  eksponowanym, w górze uda  i  niemal w pachwinie. Oczywiście mini blizna  została  wycałowana, a Emil  pomyślał - to chyba  właśnie ta  blizna.

I.... ciągnęła  dalej Adela, wierzę, że ci  się  śniłam. Jest  na świecie  tyle wciąż  niewytłumaczalnych  zjawisk. A człowiek ma tendencję do klasyfikowania  wszystkiego i wkładania w szufladki już oznakowane etykietkami. Niewątpliwie  najprościej  jest uznać za nieistniejące coś  czego nie potrafimy rozpoznać i nazwać. Szczerze mówiąc - ja bardzo często słucham  swojej podświadomości  a nie  tego co mi logika i rozum  podpowiadają. To nie było mądre ani zgodne z logiką,  by lądować w łóżku z facetem, którego ledwie znam a który na  dodatek jest  moim przełożonym. I powiem  ci jeszcze  coś  śmiesznego - jesteś pierwszym blondynem, który mi się  spodobał - dotychczas nawet nie spoglądałam na blondynów i nigdy  z żadnym nie byłam  na randce,  a tym bardziej  w łóżku. 

Emil  roześmiał  się - dobre, kolekcjonowałaś  dotychczas tylko  ciemnowłosych! Tak, ciemnowłosych, bardzo szczupłych, wysokich  i  niepijących- nawet  nie  wyobrażasz  sobie   jak trudno w dzisiejszych czasach  takich  znaleźć. A do tego niezbyt  namolnych i trzymających ręce przy  sobie  a język  za  zębami. I była to bardzo   malutka  kolekcja. Głównie przeze  mnie. Podobno ja  się  wszystkiego czepiam. 

No  to Kamil wiedział, jakie  masz preferencje i zapewne  dlatego  mnie po ciebie wysłał- śmiał się  Emil. Eeee,  chyba  nie, przecież  wtedy  już nie byliśmy z Kamilem parą, byłam bardzo  zdziwiona, że jest  jeszcze w Polsce bo przecież  miał  wyjechać na kontrakt.  Nie mieliśmy  ze sobą   nawet kontaktu telefonicznego, myślałam, że dawno wyjechał.

On cię  chyba kochał- zauważył Emil. Być może- zgodziła  się  Adela - ale nie  daje się żyć na okrągło na dwa fronty - z jedną kobietą hodować  wspólne  dzieci  a  z drugą bywać  w łóżku. To  zawsze w pewnej  chwili przestanie funkcjonować. Ostatnie półtora  roku wcale   nie  rozmawialiśmy  ze sobą aż tu nagle  telefon, że załatwił mi pracę i  czy jestem zainteresowana. I jeszcze  mnie  na dodatek okłamał, że  to u jego kolegi. Byłam  pewna, że telefonuje z zagranicy.

Milek, mam do ciebie przeogromne  zaufanie, jeszcze  nigdy do  nikogo takiego  nie miałam. Podobnym  zaufaniem  darzę  ciocię  Helenę. Teoretycznie zapewne powinnam  mieć takie  samo do  swoich  rodziców,  ale  nie mam. Chcę być  tobą do swego ostatniego oddechu i odnaleźć cię potem w kolejnym wcieleniu. I wierzę, że życie to niekończąca  się historia.

Maleństwo kochane,  za 5 minut północ.Wiedz, że jesteś moim  szczęściem, tym co  mnie  najlepszego  mogło spotkać  i  spotkało w życiu. Zawsze będziesz  dla  mnie  najważniejsza i najukochańsza i nic nas nigdy  nie rozłączy.

Nowy  rok  powitał ich mrozem. Przy  śniadaniu Emil i ojciec stwierdzili, że trzeba będzie około południa ruszyć  samochody z parkingu, żeby podładować  akumulatory. I lepiej dziś  się zorientować jak przetrzymały nagłą  zmianę  aury. Co prawda było tylko  kilka  stopni mrozu,  ale lepiej, jak powiedział ojciec,  na  zimne podmuchać. Ku ich  wielkiej  radości obydwa  samochody odpaliły  bez  problemu, więc około pół godziny  krążyli po okolicy i powrócili by zdążyć na  zabiegi,  które dziś  były o wiele później niż dotąd. Adela  oczywiście pojechała  razem z Emilem, który mówił, że nie chce  by Maleństwo zostało samo. Helena  i jej  rodzice wybrali  się w tym  czasie na spacer. 

Tego wieczoru  w basenie pływali Emil, Piotr i Adela. Emil,  który świetnie pływał poprawiał Adeli koordynację  ruchów, a Piotr go  cały czas  rugał, tłumacząc, że nie każdy  musi pływać tak jak on. Adela tłumaczyła Emilowi, że to cud, że ona  pływa, bo ostatni  raz pływała  w basenie  w szkole  średniej. A przez całe  swe dorosłe  życie to nie  korzystała  z basenu i w ogóle nie pływała. Pracowała i studiowała. A Emil co i  rusz jej  powtarzał, że cudem jest to , że ona  go kocha,  a nie to, że pływa. Gdy Emil popłynął w  miejsce,  w którym można  było powalczyć  z przeciwprądem, do Adeli  podpłynął teść i powiedział - córeczko, widzę jak bardzo Emil  jest  z tobą  szczęśliwy i wierz mi- zawsze będę  dbał o  wasze  szczęście. On cię pokochał od pierwszego waszego spotkania. Tylko  strasznie  się bał, że go  nie  zechcesz.  Mówił mi, że mu się śniłaś na długo przed  tym nim cię poznał, wierzysz  w to?  Tak tatuniu,  wierzę, bo ja go też   bardzo, bardzo  szybko  pokochałam.  Mnie samą to tempo nawet  trochę  przerażało.

                                                                     c.d.n.

poniedziałek, 16 maja 2022

Trudny wybór - 19

 Droga do Nałęczowa zajęła im nieco ponad  półtorej godziny, jechali przez  Piaseczno, Kozienice, Puławy. Szosa była  miejscami bardzo mokra,  ale  temperatura  była na  plusie.  Rodziców Adeli zabrali   do  samochodu  Helena i  Piotr, a  samochód  młodych prowadziła Adela. Emil stwierdził, że dzięki temu  będzie  mógł  się  napatrzeć  na swoją  kochaną  żonę.  Adela pokiwała  głową i  powiedziała: a ja, skończona  naiwniaczka, myślałam że będziesz  robił  za pilota!  Żebym czasem  drogi  nie pomajtoliła. Jestem tak przez te święta przejedzona, że chyba mi się  nawet mózg zatłuścił i mam  jakieś luki w  pamięci. Wiem, że kiedyś byłam w Kozienicach, ale zupełnie  nie pamiętam po co i  z kim. No  dziura  w pamięci!  I nazwa  Kozienice  kojarzy  mi się tylko z tym , że siedziałam tam w  samochodzie, na coś  czekałam i  się piekielnie  nudziłam. Pewnie  z którymś  z  dyrektorów, tylko nie pamiętam  z którym.

W tej chwili  sobie uświadomiłam, że większość facetów na dyrektorskich  stanowiskach nie należała do wysokich i w moim odczuciu wszyscy  byli  do siebie  podobni.  Większość  nie przekraczała na moje oko 175 cm  wzrostu, wszyscy  garniturowcy z lekką nadwagą. Odnosiłam  wrażenie, że  wszyscy przechodzili jakieś   szkolenie, jak dziewczyny, które chcą  zostać  modelkami. Nasz techniczny na pewno ma więcej  niż  metr  siedemdziesiąt  pięć -  powiedział Emil. Jest mojego  wzrostu a mam ponad  metr osiemdziesiąt. No fakt - zgodziła  się  Adela, ale jest  łysy jak damskie kolano. Mileczku, daj  mi do dzioba  kawałek, ale mały,  czekolady z orzechami. I powiedz  mi, dlaczego nasza  kierownica  nie ma nowego pokrowca? Hmmm, bo mam  sklerozę i   zapomniałem go wziąć z sypialni. Już  się  zdążyła poskarżyć, że ją olałem? Adela  zaśmiała  się  -  nie śmiała się poskarżyć, tylko mnie  się  właśnie przypomniało, że mamy  nowy pokrowiec  na  kierownicę. Też o  nim  nie pamiętałam  gdy  wychodziliśmy  z domu.  Za to pamiętałam by drzwi zamknąć i na  dolną  zasuwę. I zasunęłam bezpieczniki w oknach. Fajnie, że będziemy  mieli jeszcze  kilka dni wolnego nim  wrócimy do  pracy.  I wiesz? Aż mi dziwnie, że już będę  miała  wszystkie  soboty  wolne. Milku,  a Meksykanki  są  ładne?  

Niektóre tak, te  z domieszką  sporej ilości krwi konkwistadorów hiszpańskich. Cortes wylądował  tam w1519  r i  w dwa lata później  państwo Azteków stało  się  kolonią  hiszpańską.  U ojca  znajdziesz  świetną  książkę, napisaną przez Germana  Arciniegasa, to "Burzliwe dzieje  Morza  Karaibskiego". Książka  super, jej  autor był historykiem, z pochodzenia  Kolumbijczykiem, pisarzem, sprawował też funkcje  państwowe w Kolumbii. Dobrze, że PIW ją  wydał. 

A miałeś w Mexico City jakąś dziewczynę? Miałem,  ale bardzo krótko bo powiedziałem , że nie  zamierzam się  z nią żenić i na pewno  nie  zostanę na stałe w Meksyku a do Europy jej  nie  zaproszę, bo zapraszając kogoś z zagranicy  bierze się  za niego odpowiedzialność. Szybko zrezygnowała  ze mnie. Poza  tym osobiście  nie jestem  zwolennikiem małżeństw z tak odległych  kultur. Bo mimo wszystko pod  względem  mentalnym świat  nie jest  globalną  wioską, choć stwarza   takie  pozory takiej  wioski.

Chciałbym pojechać  z tobą do Meksyku albo do  Kolumbii, albo do Kostaryki. Muszę przepatrzeć co oferują polskie lub niemieckie   biura  podróży. Ale na przykład do Kostaryki najlepiej  byłoby  pojechać w lutym lub marcu, co prawda jest tam wtedy  cholernie  gorąco,  ale nie pada. Fajniej jest  naszą jesienią jeśli idzie o temperatury ale wtedy ciągle  leje. No i nie da  się ukryć, że lepiej pojechać  w  zorganizowanej grupie bo ostatnio wszędzie tam  wzrosła  przestępczość i krążenie po tamtych krajach np. tylko we  dwójkę lub  solo, może mieć  nieciekawy koniec. Ja  już  się  zastanawiam nad tym, gdzie  pojedziemy  na urlop, chociaż do urlopu to jeszcze  daleko. W Europie też  jest  mnóstwo  ciekawych  i wartych  obejrzenia  miejsc. Na razie to mamy na  głowie twój egzamin na rzecznika i zmianę miejsca  pracy.  Maleństwo, na   najbliższym rozjeździe  jedziemy nieco w lewo. Wiesz, nie widzę  za nami samochodu taty, może  zwolnijmy trochę, pewnie  się  gdzieś na  parkingu  zatrzymali. Za chwilę będziemy tuż przed Puławami. Byłaś tu  kiedyś? Byłam  ale chyba ze 100 lat temu, pamiętam  tylko, że byłam w  Świątyni  Sybilli. A ja  nigdy  nie byłem  w Puławach. Zresztą  w  wielu  miejscach   w Polsce  nie byłem. Bardzo  chciałem  pojechać  do jaskini  Raj,  ale jakoś nigdy  nam się  z rodzicami  nie  złożyło, zwłaszcza, że wtedy  nie  mieliśmy  samochodu.  

No to  mam  pomysł -  zrobimy sobie  listę co byśmy  chcieli w Polsce   zobaczyć i w każdy  weekend gdzieś pojedziemy razem  z tatą i Heleną albo  sami,  jeśli  nie będą mieli ochoty. Znam   takich, co w każdy letni weekend pędzą do Sopotu, bo  mają tam łódkę i pływają po Zatoce  Puckiej. Ja też jeszcze  nigdy  nie byłam  w Górach  Świętokrzyskich, jakoś nie  składało się.

Noooo, już ich  chyba  widzę, musieli  gdzieś  się  zatrzymać. Ale  nie przyspieszaj. A od  Puław to już mamy rzut  beretem  do  Nałęczowa. A co do tych  weekendowych  wyjazdów - będziemy tak  robić, gdy  już zdasz  egzamin, żebyś mogła  w pełni się  relaksować,  a nie mieć z tyłu głowy wykrzykników.  Taaak, to oni.  

Milek, pilotuj mnie  mnie przez te  Puławy, dawno  tędy nie jechałam. Ja też nie, ale cię poprowadzę. Nie denerwuj  się, ORMO czuwa. Droga przez Puławy była prosta, ruch w Puławach  niewielki i  szybko je  pokonali. Za  Puławami na polach leżał śnieg, ale  szosa  była  w  dobrym  stanie. Trochę pobłądzili po Nałęczowie, ale  w końcu trafili. Obiekt  był  dość  spory, na obrzeżach  Nałęczowa. Mieli  zarezerwowane 3  pokoje  dwuosobowe, oczywiście  z łazienkami. Niewątpliwą   atrakcją był  basen  z "przeciwprądem"  by wydatkować  więcej  energii, śniadania  były  serwowane  w formie   bufetu, była tu też  restauracja, która już słynęła  z bardzo  smacznego jedzenia, ponadto grota  solna, hydromasaż, SPA i....co bardzo  ucieszyło Adelę - mała biblioteka. Teren  był rozległy, było gdzie  spacerować.  A najbardziej cieszyło Adelę  to, że nie przyjmowano  tu dzieci i zwierząt. I bardzo cieszyli  się  z  restauracji, bo po prostu  można było  wybierać co się chce  jeść i  w jakiej  ilości. Ich   pokoje były z dużymi  małżeńskimi łóżkami,  miały  antyalergiczną pościel. Nim się  rozeszli do swoich  pokoi Adela  powiedziała: to, że tu  razem  przyjechaliśmy nie oznacza, że  cały  czas  musimy  wszędzie razem chodzić.  Wszyscy  mamy tu pełną  swobodę, wszyscy mamy  swoje   komórki, więc  możemy się porozumiewać i na  odległość.  Pooglądajcie  sobie  co chcecie z zabiegów, część  z nich już jest w tzw. pakiecie. Ciociu, ja już padam na  nos i zaraz  się  zapakuję  do łóżka, dopilnuj mamę, żeby się nie  zgubiła  i omów  z nią  jakie  zabiegi  by  chciała.  Jeśli  coś będzie  niejasne  to pani  w recepcji wszystko wytłumaczy. Zejdę  dopiero  na  kolację w  restauracji. W 10 minut później leżała  w wielkim  małżeńskim  łożu, delektując  się jego  wygodą  i tuląc  się do Emila.  Adela  nie była śpiąca, ale bardzo spragniona   wygodnego  leżenia. Najbardziej  zdziwiła  się, że w tym  hotelu  jest  basen, bo gdy przeglądała internet to  nie było tu  wyszczególnionego   basenu. Okazało się, że to nowy  nabytek,  a strony internetowej jeszcze  nikt na  nowo  nie zredagował.  Widzisz - powiedziała do Emila- to takie  bardzo polskie - raz wydatkowali  energię i  pieniądze  na  założenie  strony internetowej i teraz  nikt o  nią nie dba. 

A jak się Maleństwo czujesz? Adela uśmiechnęła  się - całkiem dobrze, zwłaszcza  gdy leżę. I wiesz ? jestem coś  ci dłużna i jestem  ciekawa jak  reagujesz na buziaczki. Mam ogromną ochotę  wycałować  cię od czubka  głowy do dużego  palca u nogi. Ojej, ale zaczekaj moment, opłuczę się  trochę pod prysznicem. To ja też się w takim razie załapię, plecki mi umyjesz. Ablucje  były  szybkie, mycie plecków  bardzo  powierzchowne i szybko wrócili  do tego wielce  wygodnego  łóżka.  Okazało się, że grzeczne leżenie bez dotykania  i przytulania zupełnie  Emilowi  nie wychodzi, zwłaszcza że Adela była bardzo  dokładna i nie  było części ciała, która  zostałaby pominięta. Adela patrzyła na jego nagie  ciało,  na reakcję i w końcu  powiedziała- jesteś piękny, tylko jednego  nie mogę pojąć-  jakim cudem ty się  we  mnie  mieścisz? Emil, już niezbyt przytomny  z pożądania  wyszeptał - nie wiem, musimy to sprawdzić.

No a jak  się  coś  sprawdza, to nie można tego robić "po łebkach". I to  sprawdzanie  zajęło im bardzo dużo  czasu - tak dużo, że na  kolację zeszli dopiero po ósmej. Wybór  dań był nieco oszałamiający, ale po wydatkowaniu mnóstwa   kalorii zdecydowali się na omlet  francuski, co Emil   skwitował komentarzem - mamy  dziś,  moja  kochana,  wyraźnie  francuski wieczór. Po  kolacji pospacerowali po  salach  hotelu, na "tarasie" obok  basenu zobaczyli Helenę i  ojca którzy  zamierzali następnego   dnia popływać w basenie, Helena powiedziała, że już  zapisała swą  siostrę na  zabiegi SPA  i będą  razem chodziły, ojcowie są już  umówieni na fittnes. Wobec tego Adela i Emil poszli  do recepcji by też  zapisać  się na  zabiegi. Oboje zapisali się na  masaże i Emil  był szczęśliwy, bo na masaże i zabiegi nawilżające  całego  ciała  mogli chodzić razem,  leżąc na dwóch stołach w bliskiej od siebie odległości. Z przyjemnością oboje  skonstatowali, że jest w tym miejscu   bardzo  czysto,  wszystko przemyślane, obsługa  bardzo sympatyczna, no a to, że w internecie  funkcjonowały jeszcze  nieaktualne informacje  miało być "naprawione"-  następnego  dnia "kierownictwo" miało  się skontaktować z informatykiem, który im układał stronę. Jednocześnie  bardzo  podziękowali Adeli i  Emilowi, że  zwrócili na ten fakt ich  uwagę. Oczywiście  szczęśliwy i dopieszczony Emil poinformował panią  w recepcji, że są świeżo upieczonym  małżeństwem i następnego dnia  rano gdy  wrócili ze śniadania  zastali  w swym pokoju na  stoliku bukiet czerwonych  róż i życzenia by im  się  wiodło  we wspólnym  życiu oraz  zapewnienie, że  zawsze będą tu mile  widzianymi gośćmi. Adela  śmiała  się-   zapomnieli  dopisać, że będziemy tak  długo mile  widzianymi  gośćmi  dopóki  będziemy  bez dzieci.

Wszyscy,  nawet  wiecznie  narzekająca  matka  Adeli  zachwycili się tu podawanymi  śniadaniami, które  były od  godziny 8,00 do 10,00. a do tego był podział na jedzenie dostosowane  do różnego  rodzaju diet  a wszystkiego  było w bród. Był nawet  kociołek ze  znienawidzoną przez Adelę  zupą mleczna, ale były również komponenty do przyrządzenia  sobie  muesli. W dwóch  kącikach  sali  stały panie w strojach  służbowych i w razie potrzeby doradzały  gościom  w  wyborze i dyskretnie  czuwały nad porządkiem , by na opuszczonych już  przez  gości miejscach  nie stały zużyte  talerze i  sztućce. No to już wybaczam im ceny pobytu - tu jest poziom  prawdziwie  europejski, dobrze mi tu- stwierdziła  Adela. Emil uśmiechnął się i  zapytał :  a jak oceniasz obsługę  w pokoju? Zadowalająca?  Oj tak, z najwyższej półki, ale  nie  wystawię  rekomendacji, nie pozwolę tej  obsłudze odejść do innego pracodawcy.  Emil  przyniósł do  stolika  kubki  z kawą i stwierdził, że znalazł jeden  minus -  nie było tu herbatniczków  z kryształowym  cukrem.  

Na  sali były  głównie  stoliki  dwuosobowe, tylko  kilka  było czteroosobowych. Popatrz  kochany- nic  dziwnego,  że ten  hotel  ma taką dobrą opinię  wśród par - sala pełna, a stoliki rozstawione tak,że w pewnym  sensie  każdy  stolik jest  wyspa  dla  dwojga. Chyba  będziemy tu co jakiś  czas przyjeżdżać.  Zauważyłeś, jakie mają  tu smaczne  wędliny? Chyba   z prawdziwych a  nie  syntetycznych  zwierzątek. Jajka też tu mają  inny smak niż te w Warszawie- zauważył Emil. 

Następne cztery godziny  spędzili na odnowie  biologicznej- zmieniali stoły, przechodzili z rąk  do rąk, byli masowani, okładani,  nawilżani,  naciągani, by na  końcu  wylądować opatuleni jak  mumie egipskie na bardzo wygodnych kozetkach. To strasznie męcząca  sprawa takie dbanie o  swoją powłokę  zewnętrzną- stwierdził Emil. Ja  już mam  dość. No to się  ciesz, że nie jesteś mocno zarośnięty na  ciałku, bo zaraz by cię  wydepilowano, a to raczej  bolesna  zabawa jest - śmiała  się Adela. A wyobraź sobie, że są   panowie, którzy poddają się  depilacji nawet w bardzo intymnych  miejscach. Skąd  wiesz? - zapytał nagle  zaniepokojony Emil.  Widziałam na YT - zastanawiałam się nawet czy  aby  facet  nie dostał przedtem  jakiegoś znieczulacza. Nastała  moda na  facetów  z gładziutkim, nie zarośniętym  ciałkiem. A lekarze protestują przeciw  tym praktykom,  twierdząc, że owłosienie  w miejscach  intymnych jest  potrzebne, wszak je  chroni przed  dostępem  różnych patogenów.  Ale przed chorobami  wenerycznymi i HIV to nawet owłosienie  jak u goryla  nikogo  nie uchroni- stwierdził Emil. A tobie, Maleństwo, nie przeszkadza mój zarost cielesny? No nie, nie przeszkadza mi, Kubusiu. Dlaczego mówisz na mnie  Kubuś? No bo ty mówisz na mnie   "Maleństwo" a Maleństwo to postać z Kubusia  Puchatka. To ty jeszcze  pamiętasz Kubusia  Puchatka- Emil był  wyraźnie   zdumiony. Tak, pamiętam i do dziś mam Kubusia  Puchatka w swojej biblioteczce w tych książkach, które  są poukładane w tych grubych kartonach na regałach  w piwnicy. Przecież  w mieszkaniu  brakuje  nam  miejsca na  wszystkie  książki i część daliśmy do pudeł.Gdy już skończy  mi się ta kołomyja z egzaminami posiedzę  kilka  dni w piwnicy i zrobię spis  jakie  są książki w danym  pudle i każde pudło dostanie kartkę z wykazem  książek. No to ja  ci w tym pomogę, tam jest bardzo  dużo książek.

                                                            c.d.n.



niedziela, 15 maja 2022

Trudny wybór - 18

 Śniadanie w pierwszy dzień  świąt było jak z filmu zachodniej produkcji. Całkiem okazała  górka prezentów leżała pod i  dookoła stolika,  na którym stała choineczka. A, co najważniejsze - śniadanie  było o właściwej zdaniem wszystkich jego uczestników  godzinie, czyli o 10,30. Zgodnie postanowili, że prezenty będą rozpakowywać  dopiero po śniadaniu, bo w przeciwnym razie śniadanie  zacznie  się około południa. Co  prawda,  jak  zauważył Emil, to  "samo  południe"  jest dla  niego szczęśliwą   godziną, bo właśnie w  samo południe pierwszy  raz  zobaczył  Adelę i bardzo  żałował, że ta pierwsza ich wspólna "podróż" była  tak  bardzo krótka.

Śniadanie było wyraźnie przeglądem kulinarnym tego, co oferował barek w Hotelu  Europejskim oraz cukiernia Bliklego. A na  sam  koniec było  czekoladowe  fondue i  w gorącej  czekoladzie lądowały różne orzechy, daktyle, figi,  morele, rodzynki. 

Wszyscy byli mocno  zdziwieni, że jest tak  wiele  prezentów, ale właściwie  nie było to takie  dziwne, bo każde z  nich już od  lata  kupowało  "coś" dla kogoś z ich  czwórki na prezent i  chowało  " na  zaś". Helena i  Emil byli  pod  tym względem bezkonkurencyjni-  Helena bo dobrze  pamiętała  okres, w którym ciągle  czegoś brakowało i nigdy nie było wiadomo, czy jeśli  nie  kupi się  czegoś "od  ręki" to kupno będzie  możliwe za dzień   lub  dwa, a Emil - bo bardzo  uważnie wsłuchiwał  się  we  wszystko co mówiła Adela i bardzo chciał realizować jej  "zachcianki". Co prawda Adela  dość  szybko zorientowała się co jest  grane i bardzo kontrolowała  wypowiadanie  frazy "chciałabym   mieć", ale i tak nazbierało się sporo zrealizowanych zachcianek. A jeśli "zachcianka" dotyczyła  jakiejś  części  damskiej garderoby Emil szukał pomocy u Heleny.  Piotr i Emil dostali od  swych  żon modne i  dobre   jakościowo stroje  sportowe na korzystanie  z siłowni, ponadto nowe rękawiczki,  szaliki,  czapki, ciepłe skarpety, dresy, które wg  producenta  były  "oddychające, odprowadzające  wilgoć z powierzchni ciała i szybko schnące". Dresy  Emila  były w kolorze  śliwkowym, a Piotra  w stalowo- niebieskim. Piotr dostał również  nowy portfel z tysiącem przegródek jak  się śmiała Helena, a Emil zegarek "mądrzejszy" od  człowieka. Prezenty były też  dla ....samochodów - otrzymały pokrowce na  swoje    kierownice.  Helena otrzymała podręczną  biblioteczkę wypełnioną   książkami i bardzo ładną  torebkę znanej zagranicznej  marki a Adela niewielką  skórzaną aktówkę  a w niej mały laptop z doczepioną  karteczką- niestety samochodów mieszczących się w  aktówce nie było.  Piotra i Helenę  bardzo rozbawiła  treść tej karteczki.

W drugi  dzień  świąt przywędrowała....zima i zaraz  postanowiła odrobić   zaległości. Śnieg  sypał zapewne od  świtu, bo gdy około  godziny 9 rano  nieco  jeszcze  zaspana  Adela wyjrzała  przez okno to aż jęknęła- warstewka śniegu na szczycie płotu miała, tak  na oko biorąc,  z 10 centymetrów  wysokości. Wyglądało  to nawet  dekoracyjnie, bo padający  zapewne  nad  ranem śnieg był mokry a termometr  wskazywał -2 stopnie. No to dobrze, że mamy tę  resztkę urlopu - pomyślała   Adela. Ciekawe jaka będzie pogoda  na wyjazd.  Chyba  pojedziemy przez  Piaseczno,    Kozienice i  Puławy - to z 5 kilometrów dalej, ale mam wrażenie, że to lepsze niż przez Otwock i koło Garwolina. Zresztą nie jedziemy bladym świtem.

Jej  rozmyślania przerwał głos Emila- kochanie, nie stój boso,  bo się  zaziębisz, wracaj do łóżka. Wstaniesz  gdy zrobię śniadanie. Masz to swoje  papucie, no  nie  stój boso. Idź do łózia. Ale ja muszę do łazienki. Zanieść  cię, czy  sama dojdziesz? No jasne, że dojdę, ale muszę  zaraz  wziąć prysznic. Emil uśmiechnął  się - jesteś uosobieniem punktualności, dwudziesty ósmy dzień, funkcjonujesz jak  szwajcarski  zegarek. A jak  się  czujesz kochanie? Główka nie boli? A dół brzuszka? Trochę mnie  głowa boli i bardzo, bardzo  leciutko dół. Emil wziął ją na ręce mówiąc - no to pójdź dziecię, ja cię wykąpię i jeszcze potem  pośpimy, a jeszcze później  zrobię dla nas śniadanie. Możesz dziś i  jutro spokojnie  poleżeć.  Dobrze, że mamy ten urlopik! A poleżysz  ze mną? To chyba  jasne, nie  zostawię  cię  samej  w tym wielkim  łóżku! Jeszcze  byś  się  w nim   zgubiła.

Drugi dzień świąt był wyraźnie  dniem  łóżkowym nie  tylko u "młodych",  "starsi" też "wygniatali" poduszki jak  stwierdziła w nadesłanym sms-ie  Helena. Oczywiście  tę wiadomość  przeczytała Emilowi  Adela.  Noooo, bardzo mnie  to   cieszy, wszak geny rozliczne mam   po tatusiu - stwierdził Emil. Popatrz kochana,  ojciec  już  skończył 67 wiosenek i jeszcze  hasa w łóżeczku.  Dobra  prognoza  dla mnie. 

Skąd  wiesz? Emil  roześmiał  się- no bo sam  powiedział mi, że kocha  Helenę nie  tylko sercem, a poza  tym nie ma  zamiaru uprawiać  na dłuższą metę seksu bez  ślubu, nie jest aż tak  nowoczesnym człowiekiem. Po naszym pierwszym  razie kazał  mi się  zastanowić czy jesteś  dla  mnie kimś  ważnym z kim  chcę spędzić życie czy  tylko rozrywką, bo na  rozrywkę to powinienem poszukać  sobie jakiejś  "zawodowej panienki".  A ja wtedy, tej naszej  pierwszej nocy już wiedziałem, że muszę  być  z tobą, że to ty mi się  śniłaś, gdy  się jeszcze  nie  znaliśmy.

Nie  powiem, że  jestem   w 100% pewny, że reinkarnacja  istnieje, spotkałem  kilka naprawdę mądrych i wykształconych  osób, które na  podstawie  własnych  przeżyć doszły do  wniosku, że kiedyś  każdy z nas tu wraca w kolejnym wcieleniu. I z żadną dziewczyną, kobietą, nie przeżywałem takiej rozkoszy jak z Tobą i to od  pierwszego naszego złączenia  się. Mało tego - jesteś  pierwszą kobietą  z którą o  tym  rozmawiam, którą  czuję  każdym milimetrem   swego  ciała. I jesteś jedyną której całe  ciało poznałem całując. I tylko tobie mogę  się przyznać, że gdy cię nie widzę kilka  godzin staję  się nieszczęśliwy i bardzo niespokojny. I według tych, którzy są przekonani, że żyjemy wiele  razy, taki przypadek absolutnego złączenia świadczy o tym, że dana  para już kiedyś była razem i byli  w poprzednim  życiu naprawdę  szczęśliwi. 

I jeszcze  coś - mogłem pozostać jeszcze w Meksyku - proponowano  mi przedłużenie kontraktu na tym prywatnym uniwersytecie, dobrze zarabiałem i mieszkałem w bardzo ładnym  miejscu, w dobrych  warunkach,  ale zupełnie  nie  wiem dlaczego nie przedłużyłem umowy. I nie był to niepokój o ojca, nie pozostawiłem też  nikogo, za kim bym tęsknił lub by ktoś tu za mną tęsknił. Wróciłem do Polski  pół roku  wcześniej nim   cię poznałem. Miałem w trzech   miejscach propozycje pracy i wybrałem akurat ten  OBR. Szukałem kogoś  do pracy, miałem  zamiar podkupić  kogoś początkującego w Urzędzie  Patentowym, a powiedziałem o tym wpierw Kamilowi. 

Adela przytuliła  się mocno do męża - a ty jesteś  jedynym mężczyzną,  z którym tak szybko wylądowałam w łóżku. I jesteś  pierwszy, z którym odczułam  prawdziwą rozkosz co  mnie   wręcz  przeraziło, bo  nie  znałam  tego  wcześniej.  Przemknęło mi nawet  przez  myśl, że zaliczysz  mnie do bardzo łatwych  dziewczyn, ale coś mnie do ciebie  szalenie  mocno  przyciągało. Gdy mnie  wiozłeś do OBR-u to odnotowałam  tylko fakt, że kolor  Twoich  włosów w jakiś sposób  nie  zgadza  się z kolorem oczu. Poza  tym  odnotowałam też   fakt, że jesteś   bardzo dobrze  wychowanym  facetem,  co teraz  zaczyna  być  bardzo rzadkim  zjawiskiem.  Już od  dawna   panowie przestali paniom  otwierać drzwi  swego  samochodu  wyskakując  zza  kierownicy. Dobrze  gdy łaskawie  sami otworzą  je od  środka.

A potem,  gdy  już po zastępstwie trafiłam do ciebie to  cały  czas czułam, że jesteś  do  mnie przychylnie nastawiony. Obrzucałeś mnie  zawsze takim troskliwym, wręcz  czułym spojrzeniem. I miałeś  nieziemską  wręcz  cierpliwość  by odpowiadać na  moje nie  zawsze mądre pytania dotyczące spraw   patentowych. I było mi nieco przykro i smutno gdy nie ponowiłeś  pytania  czy jestem wolna  czy też  nie. Nie  wpadłam  na myśl,  że nie pytasz bo nie  chcesz usłyszeć, że nie jestem wolna.  Pomyślałam, że już cię to  nie interesuje. Poza tym wiedziałam, że niemal  wszystkie  pracownice poniżej pięćdziesiątki aż piszczą  do ciebie boś jeszcze kawaler, do tego  z mieszkaniem i na pewno z wypchanym  portfelem bo pracowałeś  na  zagranicznym kontrakcie. I nie  widziałam  powodu, dla którego  miałbyś wybrać akurat  mnie.

Emil śmiał się - a ja  się zachwyciłem  tobą gdy  tylko podeszłaś  bliżej do  samochodu. Pomyślałem sobie, że jesteś  tzw. "panienka  z  dobrego  domu". A do tego Kamil mnie uprzedził  bym  cię  nawet nie próbował podrywać, bo  mnie tak  zgasisz, że aż pięty  mnie   zabolą. A po pierwszej naszej rozmowie już na tematy  zawodowe wiedziałem, że jesteś   szalenie  inteligentną  dziewczyną i że chciałbym  bardzo bliżej  cię poznać. Tylko byłem przekonany, że nie mam u ciebie  żadnych szans - ty ładniutka,  młodziutka  a ja te  10  lat  starszy i  nieco  zapyziały,  zatłuszczony. Byłem  szczęśliwy, że  zgodziłaś  się na  propozycję przejścia na ty, a potem mi pomógł  fakt,  że  rozpoznałaś  gatunek jabłka, które jest  teraz rzadkością.

Owinęłaś  mnie  sobie  wokół palca. Ale  bardzo  mi się to  miejsce  na twoim  paluszku  podoba. A ojciec gdy  pierwszy  raz  cię  zobaczył to cały  wieczór  mi  mówił, że gdyby  jeszcze  żyła  mama, to na pewno chciałaby bym w przyszłości miał za żonę taką  dziewczynę  jak ty.

Mileczku,  a moglibyśmy dziś po obiedzie  uruchomić  laptopa? Bardzo mi się on podoba. Miałeś  świetny pomysł. Jest  leciutki i mały. No to trzeba  go naładować i sprawdzić,  czy  wszystko z nim jest   w porządku - zaraz go podłączę, ale daj  mi jeszcze  buziaczka- poprosił Emil.

Zima chyba  wcale  nie była  pewna, czy aby  trafiła  pod  właściwy  adres, w ciągu  dnia śnieg  zamienił się ciemną paćkę, a  dozorcy - przepraszam- gospodarze  domów i właściciele własnych  domów musieli z tą brudną  breją   walczyć. No i po  co ja  umyłem  samochód - zapytywał  sam  siebie Emil  a  wraz  z nim  zapewne ze 3/4  posiadaczy  samochodów.  No i jak  dobrze, że już nie  muszę uprzątać śniegu  wzdłuż posesji w Milanówku!  Spojrzał na drzewko i zakomunikował Adeli - na  naszym  drzewku siedzi  sikorka modra! Nie  miałem  pojęcia, że i one przylatują  do  miasta!  Pewnie przyleciała   na  wyżerkę  i czeka  aż się  zrobi więcej  miejsca  na  stojaku z sikorkowym  żarciuszkiem- stwierdziła Adela.  Ptaszeczki małe, ale  bardzo "żarte". Będziemy musieli przed  wyjazdem powiesić  więcej  siateczek  z  jedzeniem dla  nich. I muszę  poprosić tatę,  by wymyślił jakiś   automat do uzupełniania jedzenia  w karmniku na parapecie okna. Bo tam  to i wróble  się stołują. Czasem  mam  wrażenie, że największą  frajdę to sprawia  im wzajemne  przeganianie  się . A mogłyby przecież nawet  w piątkę siedzieć na  żerdce i  spokojnie  sobie ziarenka  dziobać.  Emil śmiał się - no jeszcze  trochę a wymyślisz jakiś karmnik szkolący ptaszki by ustawiały się  grzecznie  w kolejce. Opatentujesz  go i .........nie  zarobimy na tym, bo ludzi nie obchodzi w jaki  sposób ptaszki korzystają  z karmników. A pieniądze z patentu są wtedy gdy opatentowana  rzecz jest  produkowana i zarabia  się  na  niej  pieniądze. No fakt - zgodziła  się  z nim  Adela. Jest  cała masa opatentowanych  rzeczy. I potem każdy  producent  wysila  łepetynę  jakby wyprodukować coś co jest  jeszcze  nie opatentowane a tak  dobre jak to co jest  opatentowane.A wiesz, że  ten chemik, którego  kiedyś wysłałam  by sam  sobie  zrobił rozeznanie   czy jego pomysł nadaje się do  opatentowania  to zmienił pracę - odszedł do Instytutu Chemii. Mówiła  mi o tym  bibliotekarka, bo  podpisywała  mu obiegówkę. I połowa  pań w firmie jest  niemal  pogrążona  w żałobie bo taki przystojniak odszedł.  No przecież on   jest  żonaty - zdziwił  się Emil. Nooo,  żonaty,  ale ponoć  nie  miał nic  przeciw skokom  w bok, z niejedną się  tu  spotykał poza  pracą. On ma dwójkę  dzieci, takich już nieco odchowanych, w  drugiej  połowie  podstawówki. Czyli można  zrobić   założenie, że są małżeństwem z ponad  dziesięcioletnim  stażem.  Sporo małżeństw rozchodzi się  właśnie  po takim okresie  związku.   Czy  zauważyłeś,  że mało kto  zdaje  sobie  sprawę z faktu, że małżeństwo to rodzaj egzotycznej rośliny która wymaga wielkiej troski od obu stron?  Przecież nagle pod jednym dachem zamieszkują ludzie z różnych  rodzin, ludzie o różnym temperamencie,  różnych przyzwyczajeniach, różnych upodobaniach niemal we  wszystkich  aspektach  naszego życia. Wszystkiego się nie  da  sprawdzić przed  ślubem. Poza  tym każda  ze stron  musi przestać myśleć "ja" i zacząć  myśleć "my". 

Mnie oczy na świat otwierała  Helena.To ona  mi powiedziała, że małżeństwo to ciężka  praca i wzięcie odpowiedzialności również  za partnera. Twój ojciec myśli tak  samo  jak ona i dlatego tak  szybko doszli  do porozumienia. I ty i ja nie byliśmy  dla  siebie pierwsi,  ale to chyba dobrze, bo dzięki temu mieliśmy porównanie - tamte przelotne  związki a to co teraz  czujemy i przeczuwamy. Wszyscy  mamy  podświadomość, tylko nie  wszyscy umiemy usłyszeć  co ona   nam podpowiada. Zwłaszcza  wtedy, gdy to co nam podpowiada nie jest  zgodne  z tym co sobie wymyśli  nasz mózg.  Helena nie potępiała  mnie  za to, że związałam  się z Kamilem, który nagle, już po 5 latach  swego  małżeństwa odkrył, że nic go  nie łączy z żoną, że związek się  sypie,  a drugie  dziecko poczęte  po to, by ten związek scementować zadziałało wręcz odwrotnie. Zerwałam  z nim, bo zdałam  sobie w pewnej chwili sprawę z tego że do końca  życia  będę wplątana w życie jego  dzieci, jego kłopoty z nimi  związane, że nagle będzie nas czworo, a ja nie jestem na  tyle silna  by to unieść. Zostaliśmy przyjaciółmi - tylko i może "aż  przyjaciółmi".  Jako przyjaciel się  sprawdził, z daleka nade mną  czuwał. Resztę już znasz.  Emil  mocno  ją przygarnął  do  siebie - znam i kocham za to, że jesteś taka szczera, że niczego nie ukrywasz. I wiesz- podziwiam  ojca,  że nie znając   cię tak dobrze  cię ocenił. On ma  chyba  szósty zmysł!

                                                          c.d.n.



piątek, 13 maja 2022

Trudny wybór - 17

 Z planów  świątecznych  nie  za bardzo "wypaliła" choinka. Adela  się złościła, bo wprawdzie  było sporo  punktów sprzedaży choinek, choinek  też  było sporo, ale przeważały jakieś "powygryzane" świerki, które robiły  wrażenie  już używanych w  roku ubiegłym. W jednym punkcie  były jodełki,  ale ich cena była powalająca i tym  razem, gdy Emil  już sięgał po portfel - Adela  zaprotestowała. 

Nie ma najmniejszego  sensu by kupować tak  drogą  choinkę, która  w dwa tygodnie  później  wyląduje  na śmietniku, bo przecież  nie nadaje  się  do posadzenia w gruncie. No to co  zrobimy, przecież tak  zaplanowałaś, a teraz  nie chcesz już takiej ładnej  choinki?- Emil był zdruzgotany. Adela chwyciła go  za rękę i pociągnęła  za sobą- chodź,  jedziemy  na Puławską, do ogrodnika.  Za te  pieniądze to możemy kupić drzewko, które będzie można posadzić w ogródku i jak będziemy o  nie  dbali, to długo z nami pobędzie i jeszcze je  nam do  domu  sami przywiozą. Dobrze  skarbie - zgodził  się Emil, jedźmy.

Adela znała  ten punkt  sprzedaży, bo kilka razy  kupowała tam kwiaty na  balkon, za każdym razem krążąc po całym sporym terenie i wiedziała, że ten ogrodnik  ma  wiele  drzewek do sprzedania, w tym też iglaki. Gdy weszli na teren z miejsca  ruszyła na poszukiwanie pana  właściciela. Znalazła go w  kantorku i powiedziała, że chce kupić drzewko w pojemniku, jakiegoś nietrudnego do pielęgnacji iglaczka, żeby można go co roku ubierać  na Święta   Bożego Narodzenia. 

Pan ogrodnik przepytał jaki to ogród, jaka tam ziemia, czy to miejsce słoneczne czy raczej mocno zacienione, wysłuchał uważnie  co  powiedziała  Adela  i potem  powiedział - w tym układzie proponuję,  by państwo  kupili tuję  "szmaragd"-  jest  wysmukła, ale  gęsta, nadaje  się  do małych  ogrodów, przycina się ją dwa razy do roku. Ale, jeśli ma  pani  plany  długoletnie, to byłoby  dobrze, by wiosną posadził ją do gruntu fachowiec. Wtedy i    miejsce  będzie  dobrze  przygotowane i od  razu  się ją  przytnie. A do wiosny posiedzi  sobie  w pojemniku, który jest zabezpieczony tak , by  korzenie  nie przemarzły. No to  zapraszam do ogrodu - i dziarsko  ruszył przodem.

Trochę  smutno wygląda  ogród przygotowany do zimowej drzemki - zwłaszcza  te wszystkie  niemal gołe,  bezlistne krzewy liściaste.  Alejka,  w której były  "żywotniki  zachodnie", czyli tuje, prezentowała się  milej  dla oczu. Drzewka  miały lśniące ciemną zielenią  gałązki. Ogrodnik  przepytał  się  jeszcze  Adeli jakie to ozdoby ma  zamiar powiesić  na drzewku, a gdy dowiedział się, że  zawisną nieduże, lekkie plastikowe bombki  w kształcie   gwiazdek  oraz równie  lekki różnokolorowy łańcuch, do drzewka  dodał z własnej  inicjatywy gwiazdkę na  jego czubek, którą  sam  zamocował. Drzewko miało być dostarczone po godzinie  siedemnastej  następnego dnia. Samo drzewko  było niewiele wyższe od Adeli, którą  trudno  było  zaliczyć  do wysokich kobiet, "wzrostu"  dodawał mu nieco  pojemnik.  Żywotnik  wraz z pojemnikiem i transportem kosztował 50  złotych  mniej niż owa  ścięta  jodła. Fakt  ten mocno zadziwił Emila.  Ogrodnik  zapraszał, by przyjechali wiosną i może  wybiorą jakieś  sadzonki kwiatów. Adela z rozbrajającą  szczerością "wyznała", że niestety nie ma talentu do hodowli  roślin  i jedyne rośliny, które wytrzymują  jej brak  talentu to są po prostu chwasty typu pokrzywy i mlecze. Ogrodnik obiecał, że do żywotnika dołączy  "instrukcję  obsługi", którą przywiezie jego  pracownik.

I tak  jak było umówione, następnego  dnia pracownik ogrodnika, którym był jeden  z jego synów, przywiózł żywotnik i ustawił  go w ogródku Adeli i  Emila.  Obejrzał ogródek, wręczył Adeli "instrukcję obsługi" drzewka i powiedział, że to on  wiosną przesadzi drzewko z pojemnika do gruntu.

W tym  roku była jakaś zima-nie zima, regularnym opadem był śnieg z deszczem, było szaro, mokro i....brudno. Ojciec  Emila  wypatrzył w jednym  ze sklepów bardzo ładne domki- karmniki  dla  małych ptaków i dwa zakupił. Stwierdził, że jeżeli młodzi  nie  zechcą  mieć  w swoim ogródku karmnika to u nich mogą stać dwa.  Do nich dokupił 2 stelaże zrobione z cienkich brzozowych  pni i od  razu w sklepie z karmą  dla  różnych  zwierzątek kupił  w  sumie 3 kg karmy dla ptaków. Stelaże były dość  zmyślnie skonstruowane - można   było na  nich też  zawieszać pokarm dla  sikorek, miały też uchwyt na miseczkę  na wodę, ale  dostęp do pokarmu w karmniku  był dostosowany tylko dla niedużych  ptaszków , czyli dyskryminował  gołębie.  Emil gorąco zaprotestował przeciwko karmnikowi, mówiąc, że on  nie ma  zamiaru codziennie  topić się  w ogródkowym  błocie i  co najwyżej raz na  tydzień może, w  weekend wybrać  się  do ogródka,  by powiesić siateczki z orzechami i  kolby tłuszczowe z pestkami słonecznika.

Problem "rozwiązała" Adela, która z pomocą teścia  umocowała  karmnik na parapecie jednego z okien wychodzących na ogródek i karmę   można był dosypywać otwierając okno. Żarciuszko  dla sikorek było uzupełniane raz  w tygodniu. Przed zainstalowaniem karmników ich  daszki zostały zabezpieczone odpowiednio przyciętymi  płytkami plexiglasu, by drewno  nie nasiąkało  wodą. Dzieło Piotra.

Lodówki w obu rodzinach   niemal pękały  z nadmiaru  wiktuałów, chociaż zaopatrując  dom na święta  nie postawiono na ilość, ale  na różnorodność jedzenia. Adela kupiła w kwiaciarni  dwie małe choinki - jedną przybraną  w ozdoby srebrne a  drugą w tzw. królewski błękit. Srebrna  stanęła u  nich,  błękitna  u Piotrów. 

Po raz  pierwszy od lat Piotr odstąpił od upieczenia chlebka. Powiedział  synowi, że wraz  ze śmiercią  matki Emila skończyła się pewna epoka   i on  nie ma  zamiaru wywoływać duchów. Jest  z nim nowa, inna  kobieta i trzeba teraz wypracować  nowe obyczaje. Kochał swą   zmarłą żonę, teraz  kocha Helenę i nie chce  jej sprawiać przykrości przywracając obyczaje, które kultywował w poprzednim związku.  Po prostu kupił w pobliskim  kościele opłatek i nim się  podzielą. To  nie jest wszak istotne czym się dzielą,   ważne jest to co przy tym myślą i mówią. No i rodzice Adeli  przynajmniej nie doznają  wielkiego  szoku. Adela była  wzruszona takim jego  podejściem, o czym od razu mu  powiedziała.

Wszyscy,  nawet matka Adeli, pałaszowali indyka, który po upieczeniu  wyglądał niczym  reklama z kulinarnego czasopisma, czyli że to menu było  trafione. W przeddzień wigilii Adela  wpadła  na  pomysł by  zrobić tort Pischingera, czyli wafle przekładane masą czekoladowo-orzechową i oblane masą  czekoladową. I to był  tak  zwany "strzał w  dziesiątkę", bowiem  okazało się, że każdy zajadał  się tym tortem w  dzieciństwie. Drugie  miejsce zajął makowiec , kupny, który  miał bardzo  dużo masy  makowej  i  cienką   warstewkę  ciasta. Miejsce trzecie zajęły kruche ciasteczka  z grubym  kryształowym  cukrem. Dobrze, że Helena  napiekła ich  naprawdę mnóstwo.  A na deser były mandarynki, pomarańcze  i różne  suszone  owoce oblane  czekoladą.  

Trzydziestego grudnia  były urodziny i imieniny matki Adeli , następnego  dnia Sylwester, więc obie   z Heleną  postanowiły sprezentować  jej  pięciodniowy pobyt  w jednym  z Nałęczowskich  ośrodków wczasowych dysponujących  SPA, a żeby na pewno  z niego  skorzystała to  pojadą w trzy rodziny,  dwoma  samochodami. Tym  sposobem   będzie równocześnie  załatwiona  sprawa  Sylwestra.  Każda  z nich  miała jeszcze  kilka  dni zaległego urlopu. Ani Adela  ani Helena  nie przepadały za imprezami Sylwestrowymi, ich  mężowie również. Przecież  potańczyć można  każdego  dnia,  niekoniecznie w Sylwestra  w  tłoku i hałasie- twierdził Emil.   Jedno  co było pewne - należało  wziąć koniecznie  ciepłe,  grube  skarpety, kalosze i parasole, żeby nie  siedzieć  całymi  dniami tylko w hotelu, ale też pospacerować  po Parku  Zdrojowym, lub w pobliskim lesie.

W wigilię pogoda się  zreflektowała i przynajmniej   nie leciała  z góry mokra  breja. Adela  zaprosiła rodziców na godzinę 17,30. Tym  razem impreza  była w mieszkaniu Piotrów, bo u Adeli  nadal nie  było jeszcze  zmywarki. Kolejny raz   żałowali, że nie  są sąsiadami "przez  ścianę", a  rozdziela ich przychodnia,  ale jak tłumaczyła Adela, to może  wcale nie jest złe i za jakiś  czas to docenią.  Emil się bardzo zdenerwował, że nadal nie ma blatu, no  ale  nie była to wina  punktu,  w którym go  zamówili, tylko wina producenta. Proponowano mu blat w innej okleinie,  ale powiedział, że wybrał taki   a nie inny, bo  mu pasuje kolorem i grubością do już posiadanych blatów.

W czasie gdy Piotr z Emilem pojechali po rodziców Adeli, Helena i ona nakryły stół, przygotowały to wszystko co miało być podane na  zimno, w piecyku  w  niewysokiej temperaturze "dochodził" indyk, a tak dokładnie to jego połówka, bo  druga  połowa  została po upieczeniu szybko  schłodzona i wylądowała  w  zamrażarce. Ryby  w galarecie oczywiście  nie było, był śledź w śmietanie,  wędzony węgorz i wędzony  łosoś, obie  ryby już poukładane  na tartinkach, na gorąco  miał być łosoś pieczony na  plastrach  pomarańczy no i oczywiście indyk. Zamiast tradycyjnych  kartofli do indyka był przewidziany  ryż (czekał na  swój występ w termosie) a  do łososia......makaron  z cukinii. Nie mniej Adela przezornie nie powiedziała  z czego jest  makaron,   dopóki goście go  nie  skonsumowali usiłując dociec co to za spaghetti. Zbyt często spotkała się  z  sytuacją, że ktoś  czegoś  nawet nie spróbował, bo kierując  się   samą nazwą skreślał tę potrawę ze  swego jadłospisu. 

Przy świątecznych słodkościach Helena powiedziała: prezentów pod  choinkę  wprawdzie nie ma,  ale za kilka  dni są  Żeniu twoje imieniny i  urodziny i z tej okazji mamy z Adelą nieco  nietypowy prezent dla Ciebie -  pobyt w SPA w Nałęczowie. Ażeby  ci tam nie było smutno samej tylko z  własnym mężem i żeby on  się tam nie nudził gdy ty będziesz  się  relaksować, jedziemy  i my. Pojedziemy w dwa  samochody. Na Sylwestra my  nie  reflektujemy, ale jeśli wy będziecie  mieli ochotę to możecie pójść. Weźcie  tylko  jakieś  cieplutkie buty odporne  na te paskudne  pseudo zimowe pogody. Ale  nie wiadomo jak będzie  z pogodą bo może przecież  przyjść  nagle mróz, więc  o tym pamiętajcie. A że jedziemy  w  dwa  samochody to  nie oszczędzaj na zabieranych z domu  rzeczach - w najgorszym  wypadku coś  się  przeleży w walizce lub  torbie - miejsca w samochodach  mamy sporo. Wrócimy 2 stycznia popołudniu.

Doba zaczyna  się tam  chyba o godzinie   szesnastej,  więc  nie  będziemy  musieli  wyjeżdżać  stąd bladym  świtem. Mamy  zapewnione śniadania i obiadokolacje,  kawa i herbata  są serwowane bez ograniczeń, obiekt jest  fajny bo  nie wolno tam przyjeżdżać z dziećmi, więc nie będzie nikt tupał i się  wydzierał,  ze  zwierzętami też nie, więc powinno tam być cicho, panowie  mają tam  siłownię. My jedziemy w strojach  sportowych czy też pół sportowych, codziennych. Żadnych  "małych czarnych" czy też kreacji  koktajlowych  nie bierzemy. Ma być nam wygodnie i  ciepło. Zresztą i tak najwięcej  czasu to będziemy krążyć w  firmowych szlafrokach. 

Przyzwoicie  bo parking jest  bezpłatny, jest Wi-Fi, też  darmowe. Co prawda pojęcie  "bezpłatny" nie jest  prawdą, bo używanie  parkingu i Wi-Fi jest  po prostu wliczone w  cenę pobytu, ale o  tym się nie mówi. Jeśli będzie przyzwoita  pogoda, czyli jeśli nie będzie  gołoledzi czy innego dopustu Bożego to wyskoczymy do Kazimierza nad Wisłą. Jeszcze  nigdy  nie byłam w Kazimierzu  zimą.

Ale  -zaczęła Żenia -  nie ma żadnych   "ale" przerwała jej  Helena - masz urodziny i imieniny i w tym roku zamiast kosmetyków dostajesz SPA. Jeśli ci  czegoś  brak  z ubrań to  powiedz, najlepiej  teraz , zaraz, to ci  pożyczę, tylko  wpierw  przymierzysz. Weź ze sobą   ciepłe rajstopy i dres.

                                                                           c.d.n.

 


czwartek, 12 maja 2022

Trudny wybór - 16

 Wieczorem, tuląc do  siebie  Adelę, Emil powiedział - przypatrywałem  się   dziś ojcu - on  naprawdę  kocha Helenę. I myślę, że ta miłość sprawiła, że zaczął bardziej  dbać o swoje  zdrowie, ale też  zwraca baczną  uwagę na dobrostan Heleny. Po śmierci  mamy skonstatował, że za mało dbał o mamę, że gdyby zwracał więcej  uwagi na to co mama robi,  jak  reaguje  na różne  sytuacje, to na pewno mama żyłaby  dłużej. Teraz to on dostrzega to, czego latami  nie widział przy  mamie.

Pamiętasz?- któregoś  wieczoru nagle  zniknął nam  z pola  widzenia, a za  chwilę przyszedł z ciepłymi  skarpetkami  dla  Heleny i prosił, by je  założyła, bo wcale  nie jest  ciepło i chodząc  boso w klapkach może  się  zaziębić. Często pyta  się,  czy nie jest  zmęczona, już zapisał ich oboje  na badania kontrolne u naszych  sąsiadów, dba  by  regularnie oboje zażywali przepisane  przez  lekarza "lekarstewka". Popatrz - i Helena i ty jesteście  obie dla   niego " Dziecinkami",  a ja tylko  synem. Nie mówię  tego powodowany  zazdrością, ale  widzę  po prostu jak bardzo  się  zmienił.  

Jest bardzo przejęty tym, że to będzie  nasze   pierwsze Boże  Narodzenie w nowych układach rodzinnych, bo chociaż  nie  można  powiedzieć, że jest dobrym katolikiem, do kościoła  wszak  nie  chodzi wcale, to  nadal  jak  dziecko   cieszy się, że będzie  choinka , będą  prezenty, że razem spędzimy ten  czas. Chętnie  bym wyjechał na ten  czas do Zakopanego albo gdzieś indziej  w góry, ale z drugiej  strony  nie  wiem ile jeszcze lat będzie ojciec z nami, więc  pomyślałem, że zrobimy  w  domu święta. Pomogę  ci  we wszystkim. A poza  tym coraz  więcej można  kupić "gotowców", bo sporo jest teraz  małych  prywatnych  firemek. Tylko trzeba  by już w tym  tygodniu  wszystko pozamawiać. W pierogarni będą na święta  pierogi z prawdziwkami i podgrzybkami i kapustą - ojciec  już mi o tym doniósł. I myślę, że na te pierwsze nasze  święta zaprosimy też twoich  rodziców . Porozmawiaj tylko z Heleną, żeby nie robić wiwisekcji. Twoja  mama się nie  zmieni, jest  niewątpliwie  mocno rozczarowana swoim życiem, zapewne  też i małżeństwem, ale teraz to już niewiele można  zmienić. Nie sądzę by twoim  rodzicom pomógł rozwód, bo w tym  wieku ciężko jest  budować nowe życie samemu. Że już pominę kwestię  mieszkaniową. A ty  już nawet to zwerbalizowałaś - czas  zakończyć  tę  wojenkę siostrzaną. Możesz  teraz  powiedzieć, że mój ojciec jednak podjął się odbudowy swego życia, ale on miał udane  życie  z mamą to raz,  a dwa- miał z kim to swoje  życie odbudowywać. A mam  wrażenie, że twoi  rodzice mają oboje jakieś poczucie klęski, bo zapewne nie tak  wyobrażali sobie małżeństwo. Helena  kiedyś  powiedziała, że to małżeństwo  zostało im  wmówione i że oni nie tylko  nie kochają się  ale i nie lubią, a na  dodatek każde z nich samo siebie  nie lubi. Być może  ma rację.  Nie  wyznaję się w tych  niuansach psychologicznych. Wiem tylko, że kocham ciebie i bez ciebie moje  życie zawaliło by się kompletnie. I chcę  byś się czuła ze mną szczęśliwa. Przecież jestem z tobą szczęśliwa i dlatego jesteśmy razem. Nie jestem typem, który lubi  się umartwiać. Gdybym nie była  szczęśliwa  nie bylibyśmy razem. I masz rację - trzeba  jakoś ucywilizować stosunki rodzinne.

Pomyślałam, że choinkę w mieszkaniu to będziemy mieli taką malutką,  z kwiaciarni, a kupimy też drugą, żywą i ustawimy ją w  ogródku i ubierzemy sami. Co o tym sądzisz? Skarbie,  będzie tak  jak  zarządzisz, dekoracje  nie są moją  mocną  stroną. Milku, ja nie chcę być  zarządzającą, ja chcę by decyzje  tego  rodzaju były naszym  wspólnym wymysłem,  wyborem.

Zmieniłaś mi imię -  zauważył Emil. Dlaczego? Bo ty jesteś po prostu taki  milusi, taki, że cały czas chciałabym  cię tulić, głaskać, pieścić,  całować. Ale tak to tylko ja  będę cię nazywać, dla innych jesteś po prostu Emilem, dla mnie - Milkiem, moją milusieńką przytulanką. No chyba, że ci się nie podoba takie nowe imię - to powiedz.  Kochanie,  mnie się  wszystko podoba co wymyślisz, o ile nie jest to pomysł który by nas  rozdzielał.  Co prawda takie imię   bardziej mi się kojarzy z  czekoladą niż z przytulanką, ale ty  czekoladę  lubisz, więc  wszystko gra.

No to musimy pomyśleć nad  prezentami pod choinkę dla rodziny i to szybko. Myślę, że jutro przy obiedzie  porozmawiamy o tym, bo może ojciec i Helena mają jakieś  inne plany. Chociaż  wątpię, bo ojciec  w  kwestii  Bożego  Narodzenia jest tradycjonalistą, co nie  znaczy, że będziemy śpiewać kolędy lub gnać na Pasterkę,  lub  dzielić się opłatkiem. Pewnie upiecze  z pomocą Heleny mały chlebek i podzieli go na tyle  części ile ma być gości przy stole i przed kolacją wygłosi zdanie  "obyśmy zawsze  mieli czym  się dzielić" i to będzie  wszystko. A chlebek będzie miał w środku rodzynki i płatki migdałowe. Nie mam pojęcia  skąd  mu taki pomysł wpadł do  głowy,  może gdzieś  wyczytał, spodobało  mu się i wprowadził w życie. Mama twierdziła, że równie  dobrze mógłby to być zwykły, kupny  chleb, ale tata twierdził, że musi to być chleb upieczony w domu i mieć konkretne  przeznaczenie. Bo, jak czasem mówisz, każdy ma  swego  świra. Ale nim upiecze  chlebek zrobi pseudo techniczny rysunek tego chlebka, potem wytnie z białego brystolu szablon i według niego uformuje ciasto. Oczywiście  na jeszcze  surowym  cieście cienkim  patyczkiem, takim od szaszłyków, zaznaczy miejsca,  w których  potem będzie chlebek kroił. Proponowałem, że zamówię w jakimś  warsztacie  odpowiednią  foremkę,  ale nie chciał o  tym  nawet  słyszeć. Bo  przecież może być i więcej osób to foremka i tak  nie zda wtedy egzaminu. Adela  śmiała się, że Helenie  to pewnie  oczy  wyjdą z orbit gdy jej  mąż  zacznie robić szablon a potem  będzie patyczkiem  wyznaczał te  linie  cięcia.

Mileczku, ale powiedz  mi co powinniśmy przygotować na tę kolację  rodzinną - bo chcę by to były wszystkie te  potrawy  jakie lubicie. Bo ja nie chciałabym robić stricte postnej  kolacji. Zamiast rybnego trupa  na  stole wolę trupa indyczego albo gęsiego. Widok ryby w galarecie  przyprawia  mnie po prostu o mdłości. Przez  kilka  lat wyjeżdżałam notorycznie  na święta i kolację  wigilijną zjadałam w towarzystwie protestantów, którzy  nie poszczą z okazji Bożego Narodzenia. Śmiałam  się, że osoba  mi towarzysząca cierpi  w święta  na widok żony  przy stole a ja  na widok karpia, więc jedynym  rozsądnym  rozwiązaniem jest wyjazd. A potem to nie robiłyśmy z Heleną  świąt jako  takich, korzystałyśmy po prostu z faktu, że są dni wolne od jakichkolwiek obowiązków. A teraz, gdy obydwie  stałyśmy  się porządnymi, regularnymi  mężatkami to chcę by te święta były świętami,  w które je  się to co się lubi  a nie to co wypada jeść bo tradycja  tak  nakazuje.

A ty wcale  nie jesz  ryb, czy  tylko masz  awersję do  niektórych? - dociekał  Emil.  Jadam  ryby,  ale najchętniej to smażone lub  pieczone, lubię też wędzone, lubię świeżutkiego smażonego pstrąga, lubię smażone flądry, dorsza  atlantyckiego- jest smaczniejszy od  bałtyckiego.

No to  nie ma  problemu z jedzeniem - lubimy  to samo. Jedyna  według  mnie ryba, która jest  smaczna w galarecie to sandacz,  ale nie wiem  czy jeszcze  takowe pływają w naszych  wodach. Tylko raz  w życiu jadłem  sandacza i bardzo  mi smakował. Myślę, że możemy  spokojnie  zrobić i ryby i może indyka, zupę taką  do popitki, oczywiście na chudym rosołku- twoje   zupy na twojej produkcji rosołku są hiper-super, pierogi  to zamówimy,  ciasta to zamówię w Hortexie albo w barku Hotelu  Europejskiego. Nie chcę byś sterczała  przy garach. Do barku w  Europejskim  to możemy  pojechać  razem, bo oni tam mają nie tylko ciasta na  zamówienie, może jeszcze  coś tam  sobie  zamówimy.  Wściekły jestem na tych co nam mieli blat przyciąć, bo kuchnia  wygląda  dziwnie bez  niego. Mam zamiar jutro do nich podjechać, bo będę w ciągu  dnia na mieście. Oczywiście przyjadę pod  koniec  dnia po ciebie. 

Zróbmy inaczej-  nie ma sensu  byś po mnie przyjeżdżał- wrócę  autokarem i spotkamy  się pod  biblioteką. Emil  zamyślił  się - powinnaś  mieć  drugi samochód.  A po  co? - spytała. No właśnie po to, żebyś mogła się swobodnie  poruszać  po mieście.  

No chyba, że ktoś  wymyśli  samochód składany na płasko , który  można  schować do damskiej torebki, lub powiesić  w  worku w jakiejś szatni - stwierdziła Adela. Popatrz- nowe osiedle a też   brakuje   parkingów. Za to  jedno  miejsce parkingowe płacimy sporo a to tylko miejsce pod  chmurką, parking  nie jest nawet ogrodzony, nie mówiąc już o tym, że nie jest  strzeżony. Ostatnio płaciliśmy  w mieście za postój na parkingu 10 zł za godzinę. No niestety nie  wygląda to radośnie. Pytałam  się o garaż  w spółdzielni - pani była na tyle opanowana, że nie postukała  mnie  w głowę.  Garaż, jeśli kiedyś będą  budować  domy z podziemnymi  garażami, kosztuje  tyle  samo co dwa pokoje  z kuchnią i........nie było na nie chętnych,  więc nie będzie budynków  z podziemnymi garażami. Staliśmy  się  bardzo zmotoryzowanym  narodem - 2 samochody  na rodzinę w dużych  miastach to nic  nadzwyczajnego.

Adela  z Heleną omówiły dokładnie  sprawę świąt, porozpisywały co która  załatwi,  zamówi,   zakupi, ugotuje. Tym  razem to Helena wybrała się osobiście do swej  siostry by ich zaprosić na  wigilię, uprzedzając, że nie  mogą liczyć na  typową, polską  wigilię, bo ani ona   ani Adela nie  są praktykującymi  katoliczkami, więc siłą   rzeczy wigilia jako  całość, będzie  nietypowa,  ale pomimo tego znajdą  się na  stole dania  dość typowe dla  katolickiej  wigilii. Będą dania  postne ale będą również inne i każdy będzie mógł wybrać  to, co  mu pasuje. I będzie miło gdy matka  Adeli powstrzyma się od  jakichkolwiek  komentarzy, gdy  zobaczy na talerzach innych osób  kawałek  pieczonego indyka a nie ryby. 

Poza tym nie będzie żadnych  prezentów, więc  niech przypadkiem nie głowią  się  nad  prezentami.  Nie  była to prawda, ale Adela i Helena  postanowiły, że w tym  roku wigilia będzie skromną  kolacją, a prezenty pod choinką  będą  dopiero w pierwszy  dzień świąt. Helena  zdawała  sobie   sprawę z  faktu, że jej szwagier nie zarabia  dobrze,  siostra  również  nie, więc lepiej  powiedzieć, że święta  będą bez prezentów, żeby nie narażać ich na  wydatki.  A  dobrym pretekstem do takiego postawienia  sprawy było to, że obie  pary właśnie  miały za sobą  zmiany mieszkań i związane  z tym  wydatki.  Przecież  Adela poszła  do pracy  zaraz po liceum właśnie dlatego , że jej  rodzice mieli kłopoty finansowe.

Mężowie obu pań nie protestowali. Obaj ubóstwiali  swe  żony i obaj uważali, że one wiedzą  co mówią i robią.

                                                                 c.d.n.


środa, 11 maja 2022

Trudny wybór - 15

Jak  na początek grudnia pogoda  była całkiem  strawna,  tylko raz  padał deszcz  ze śniegiem. Adela długo się  zastanawiała jaka  zupa  będzie  pasowała do pierogów i zdecydowała  się na  ugotowanie  krupniku z cieniutko pokrojonymi suszonymi grzybami. Był to ukłon głównie  w stronę Emila i jego taty- tak ugotowany krupnik mogli jeść przez  kilka  dni  z rzędu. I zawsze byli  zachwyceni. Gdy go gotowała  "dla  swoich" było to wtedy  właściwie  danie  jednogarnkowe - zupa  była "zawiesista", wzbogacona różnego rodzaju kawałkami  mięsa ugotowanymi na tak miękko, że rozpływały się w ustach. Obowiązkowo zawsze były wtedy w środku mięciutkie paseczki bardzo  chudego, pozbawionego  tłuszczu, wędzonego boczku. Tym razem z ulubionych  dodatków były tylko suszone  grzybki, bo na drugie  danie były przewidziane  pierogi. W charakterze  surówki była tarta marchew z dodatkiem jabłka. Surówka  była doprawiona niewielką ilością  białego, lekkiego  wina. Dodatek niewielkiej ilości lekkiego,  białego wina był  wynikiem pewnej katastrofy, gdy Adela przewróciła niechcący stojącą na blacie otwartą butelkę z resztką białego wina, a zawartość butelki wylała się na talerz, na którym leżała starta  marchew. Marchewka  postała wtedy dość długo z tą niewielką ilością wina i ją wchłonęła. Adela  zamierzała tą "skażoną  winem" marchewkę wyrzucić, ale gdy już po obiedzie  Emil przyszedł do  kuchni i zobaczył talerz z marchewką, nic nie wiedząc o tym, że jest "nasączona" niechcący winem, ucieszył się, że jeszcze jest marchewka i szybko się  zajął jej  konsumpcją,  dziwiąc się nieco, że jakoś inaczej smakuje, ale jest bardzo  smaczna. Poszedł do  pokoju  z talerzem marchewki, którą dojadał i  zapytał się, co Adela  dodała do  surówki, bo jest wyśmienita. Adela spróbowała , ze zdziwieniem skonstatowała, że faktycznie  jest smaczna i wtedy opowiedziała o tym, że po prostu wlało się do marchewki wino. I od tej  pory do marchewki zawsze dodawała białego, lekkiego wina. Wpierw tarła  marchew na małych  oczkach tarki, potem dolewała pół kieliszka  wina i odstawiała na jakiś  czas, by marchewka  nasiąkła winem i dopiero później  łączyła ją z jabłkiem tartym na dużych oczkach tarki.

W czasie gdy wszyscy  zmagali  się z krupnikiem, Adela  przepytała się rodziców  na jakie  pierogi  mają chęć bo jest  ich aż pięć  rodzajów:  z mięsem, z nadzieniem  zwanym ruskim, z kapustą i pieczarkami, z soczewicą i z jagodami. Ojciec  Adeli  wybrał pierogi  z mięsem, matka  z nadzieniem ruskim, a dla  swoich i siebie  Adela naszykowała po jednym  pierogu z każdego rodzaju. 

Na deser były pieczone jabłka - w miejscu gniazd nasiennych Adela umieściła masę   marcepanową a upieczone  już jabłka  dostały jeszcze  pierzynkę z  bitej śmietany i "piegi" z rodzynek namoczonych przez  noc  w rumie.

Bardzo się mama Adeli  zdziwiła,  gdy dowiedziała się, że pierogi były gotowe kupione  a nie  robione przez Adelę lub Helenę, zdziwiona  też była,  że pieczone  jabłka to jesienią i  zimą są niemal  codziennie w tym  domu jadane ale bez  bitej  śmietany.

Ale największa niespodzianka  spotkała mamę Adeli przy  poobiedniej  kawie - w pewnej chwili Helena powiedziała:  zupełnie  zapomniałam  ci  powiedzieć, że wyszłam  za mąż za Piotra . I w tej  chwili oboje  z Piotrem pokazali jej swoje  "zaobrączkowane" dłonie.

Zaskoczona wiadomością matka  powiedziała po chwili - i nic mnie,  swojej  siostrze  nie powiedziałaś tylko sobie wyszłaś  za mąż? Helena roześmiała  się - no cóż, jako osoba  bardzo pełnoletnia  nikogo o  pozwolenie wyjścia za mąż  nie muszę  się  pytać,  nie  mniej powiedzieliśmy o swoich planach Adelce i Emilowi, a oni ten  plan  pochwalili. A tobie nic nie mówiłam, bo nie lubię  być przesłuchiwana przez trzy lata starszą ode  mnie  siostrę. Bo ty  nie zadajesz pytań- ty zawsze prowadzisz przesłuchanie niczym oficer dochodzeniowy.

I mieszkacie w tym Milanówku? spytała nieco  zaskoczona tą  wiadomością  matka Adeli. Nie, nie  mieszkamy  w Milanówku, mieszkamy w tym samym bloku co Adela, Piotr  sprzedał swój dom w Milanówku. Mieszkania w Warszawie nie są niestety tanie. Poza tym młodzi oboje  pracują w Warszawie, nie  mieszkaliby w Milanówku, są zawodowo związani z Warszawą.  O wielu sprawach jeszcze  nie wiesz,  między innymi i o tym, że twoja córka już ma tytuł magistra. Ciągle patrzysz na nią przez pryzmat tego, że jest kobietą  a nie mężczyzną. Bo ty koniecznie  chciałaś urodzić  syna. Ale  zapewniam  cię, że niejeden facet ma znacznie  mniejsze osiągnięcia  niż ona.  I wiesz? nie  musisz  jej kochać ale powinnaś ją szanować. Jest bardzo zdolną i inteligentną dziewczyną i życzliwą innym. My z Piotrem  kochamy całym  sercem oboje - tak  samo mocno. 

Do rozmowy wtrącił się ojciec Adeli  - czepiasz się Heleno- nie  wiedzieliśmy  nawet za dobrze, że Adela studiuje, mieszkała przecież u ciebie od kiedy złamałaś  nogę. Helena pokiwała  głową - a nie zastanowiło was nigdy  dlaczego wasza córka nie chce  mieszkać z wami a woli  mieszkać ze mną? W 95% każde dziecko woli  mieszkać z własnymi rodzicami niż z krewnymi. Gdy jeszcze była w szkole to żadne z was nawet na  wywiadówki nie chodziło - tak mało obchodziło was własne dziecko.

Adela postukała widelczykiem  w talerzyk -  skończcie już - skończyłam studia, mam tytuł magistra, jestem z siebie  dumna, mam naprawdę  cudownego męża i super fajnego teścia i ciocię, którą kocham  całym  sercem i wgłębi  duszy  traktuję jakby to ona wydała  mnie na świat.  Już od  dawna przestało mi przeszkadzać, że biologiczni rodzice woleli oboje  chłopca  niż dziewczynkę.  Może mnie to wszystko nieco pokrzywiło psychicznie, ale teraz  mi to już tak  nie przeszkadza. Tatku- zwróciła się do  Piotra- weźcie razem z Emilem naszych gości na przejażdżkę po Ursynowie. Ja tu tymczasem nieco ładu  wprowadzę. Tylko nie  zmywajcie, proszę - powiedział Emil. My to  zrobimy po powrocie.  Adela uśmiechnęła się - mam nadzieję, że wreszcie ci od  przeróbki blatu w  kuchni do nas dotrą i będzie można kupić  zmywarkę.

W dwie godziny później dotarli do domu Piotr i Emil - sami. Odwieźliśmy ich po objeździe Ursynowa  do domu. Moja  teściówka była  bardzo zaskoczona obszarem jaki zajmuje Ursynów, a teść nieco podsypiał, tak go ta  wycieczka nudziła. Przy  okazji znaleźliśmy całkiem  fajny sklep ogrodniczy, ale już był zamknięty. Teren tego ogrodnika  jest  ogromny, wydawał mi się  większy niż ten szkolny, który mamy za  chodnikiem.  Pewnie  wybierzemy się tam wiosną , bo mają też krzewy -przynajmniej  tak  głosi  napis przy  bramie  wejściowej. Byliśmy na samym  końcu Ursynowa,więc pojechałem drogą już poza  osiedlem i wylądowaliśmy w  Powsinie. Wróciłem tą samą drogą, potem pokazałem im  Imielin i Puławską odwiozłem towarzystwo do ich   domu bo twój ojciec już regularnie  spał. Helena  machnęła ręką- on ma talent  do spania, on potrafi zasnąć  w autobusie  jadąc nawet tylko  trzy przystanki. 

Pomyślałem sobie, że jeszcze  trochę a Warszawa będzie sięgała  do Piaseczna. Teraz mieszkamy w  właściwie  w centrum Ursynowa.  A na Puławskiej ruch większy  niż ostatnio o tej  porze na Marszałkowskiej. Więc dla nas  dobrze, że nie wybraliśmy Imielina, bo wtedy musielibyśmy głównie jeździć przez  Puławską. Okropnie  dużo  się pobudowało po obu stronach  Puławskiej- z tego co widać  z drogi a na pewno w głębi też pełno  nowych domków.

I ogromnie  się cieszę, że mamy w niedalekiej  perspektywie zmianę miejsca pracy.   G. oglądał ostatnio lokale nadające się na kancelarię, którą zamierza otworzyć jeszcze zanim powstaną odgórnie te  kancelarie rzecznikowskie. Bo doszedł do  wniosku, że kancelaria może nie  wyżyć z samych orzeczeń w sprawach  patentowych, więc rozstaje  się  z kolegami i zakłada własną kancelarię. I planuje byśmy niedługo tam zaczęli pracę. I pewnie  ty pierwsza tam  wylądujesz, przede mną. Oczywiście jeżeli tylko będziesz  chciała. Wszak już skończyłaś studia prawnicze, a Arek  G. ma o tobie  bardzo  wysokie  mniemanie. Masz nade mną tę przewagę, że jesteś  magistrem prawa. 

No ale  ja jeszcze przecież  chodzę na kurs, więc będę wychodziła z pracy - nie  sądzę  by był z tego powodu  szczęśliwy. No przecież on o tym wie.  W kancelarii to tylko sekretarka musi siedzieć kołkiem na miejscu, reszta  jest  w ciągłym ruchu. W kancelarii prawniczej nie płaci się ludziom  za obecność ale  za wykonaną  pracę. Mam podejrzenie, że on chce  ciebie na początku   jako swoją osobistą prawą rękę, bo literat z niego  dość kiepski  a twój styl pisania uważa za doskonały. Ale na pewno już na początku wrzuci  ci jakąś sprawę żebyś  sama rozwiązała. 

Patrząc  realnie to za szybko ta kancelaria  nie  zacznie  działać, na początku to będzie tylko on, ty i pewnie jakaś pindzia jako  sekretarka. Ale  póki co jeszcze do końca roku siedzimy w OBR.  Pan G. jest bystrym  człowiekiem, dobre ustawionym w swoich  kręgach i na pewno jako jeden  z pierwszych przestawi  się na kancelarię  rzecznikowską. Gdy ostatnio  z nim rozmawiałem, to stwierdził, że ty i ja  tworzymy idealny  duet do takiej kancelarii - ty bo jesteś prawnikiem a do tego będziesz  w niedługim czasie i  rzecznikiem, no a ja jako inżynier i rzecznik uzupełniam  to. I jak  stwierdził, to przynajmniej  przez rok,  a może i dłużej będziemy takim  jedynym tandemem. Chce  dobrać jeszcze kogoś od spraw rodzinnych, bo  rozwodów   jakoś  nie ubywa a przybywa. A jak  rozwody to i sprawy  majątkowe się na to nałożą.

Helena  słuchała tego  co mówi Emil "jednym uchem" - zastanawiała się,  czy  aby jej szwagier  nie cierpi na  narkolepsję. Ale wcale  nie  miała  ochoty wspominać o  tym swej  siostrze,  bo zaraz  dowiedziałaby się że jest złośliwa i  nie lubi  swego szwagra. A ponieważ jej szwagier nie  prowadził  samochodu, to  postanowiła nic  nie mówić. Zresztą jeśli to jest  narkolepsja to jest  to choroba  nieuleczalna a diagnozowanie  jej trwa długo i jest  dość  sporo badań.  A podawane  leki na ogół niemal  nie pomagają.

Adela  wstała mówiąc - ja to bym coś  zjadła - mamy jeszcze różne pierogi, więc  może je  wsadzę do  piekarnika i w ten sposób podgrzeję- ma jeszcze  ktoś ochotę na pierogi? Okazało się, że wszyscy  mieli, więc włączyła  piekarnik, potem położyła na blasze pierogi na pergaminie i polała je niewielką ilością oliwy i gdy piekarnik  był już rozgrzany do 180 stopni, wstawiła do niego pierogi.  Postawiła też na  stole pojemniczek  ze słodką śmietaną, żeby była do polania pierogów z jagodami.

Po kolacji Adela stwierdziła, że jakoś  bardzo szybko  mija  czas i tylko  patrzeć gdy będzie Boże Narodzenie.  Czas  mija z taką  samą, stałą prędkością, ale gdy  mamy wiele  różnych  wydarzeń w dość krótkim czasie to mamy  wrażenie, że czas przyspieszył - stwierdził jak  zwykle  dokładny Emil. W ciągu ostatniego półrocza nastąpiło w naszym życiu wiele istotnych  zmian. Można  śmiało powiedzieć, że to my przyspieszyliśmy   a nie czas. U niektórych  przez dziesięć lat  nie  nastąpiło tyle  zmian co u nas.

W pierwszych  dniach maja pojechałem po ciebie na prośbę Kamila. A potem  wszystko leciało do przodu jak po sznurku. Zakochałem się  tobie w dziesięć minut i to tak na wieki, zaczęliśmy razem pracować, umarł Kamil, wzięliśmy ślub, ojciec się  zakochał w Helenie, pobrali  się,  sprzedaliśmy dwa  mieszkania, kupiliśmy  nowe mieszkania, dzięki Helenie  mamy  nowy  samochód,  mieszkamy z rodzicami blisko  siebie, skończyłaś wielce pomyślnie studia, aplikujesz na rzecznika - cudna moja- niektórzy  przez  20 lat mają w swym życiu   mniej  wydarzeń. Pędzimy oboje przez życie niczym rakieta  kosmiczna.   Ale chyba  nam  z tym dobrze. Wolę takie zwariowane  nieco życie  niż tkwienie  w  miejscu. Jeśli ta ustawa dotycząca  rzeczników  wejdzie  w życie to znów nam  się coś zmieni.

                                                                        c.d.n.