poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Trudny wybór - 90

 Do Nadarzyna rzeczywiście  pojechali  w dwa  samochody. Wpierw  zajechali do kuzyna  Stasi, wszak była  to wyprawa  właśnie   w tym celu. Pan Maciek pokazał im jakie łóżeczka  robi, materacyki do  nich są wypełniane   albo końskim włosiem (wersja lepsza i  droższa) albo trawą morską. Z  pianki syntetycznej nie robi, można to przecież kupić w sklepie. Do materacyka  z końskiego włosia dodaje  gratis 2 cm grubości wkładkę takiej wielkości, jak na becik. Beciki  wyszły z mody, ale modne  są powijaki i taka wkładka wkomponowana w powijak stabilizuje kręgosłup niemowlęcia, jest to bezpieczniejsze  niż zawiniecie w sam kocyk. I są te  wkładki nieco krótsze niż były "plecki" becików, bo teraz tak się dziecko  zawija,  by miało  swobodnie ułożone nóżki, bo takie ułożenie   zapobiega deformacji stawów biodrowych. Adela czuła  się  trochę jak na wykładzie o obyczajach  żelaznych  wilków, bo jak na  razie to oglądając  różne filmiki cieszyła  się, że wymyślono pampersy nawet dla noworodków jak również bardzo wygodne kombinezoniki zapinane na  zatrzaski na  całej długości nóżek i torsu, więc dziecina może sobie  w nich swobodnie  nóżkami fikać. Łóżeczko postanowili zamówić "normalne", by starczyło przynajmniej na  dwa lata, oczywiście z materacykiem  z końskiego włosia.  I zamówili dwie wkładki do powijaka - jedną 2 cm grubości, drugą 3 cm. Pan Maciek wszystko zapisał, wpłacili  zaliczkę, chociaż  pan  Maciek mówił, że nie potrzebna,  skoro oni są dobrymi znajomymi Stasi. A gdy zamówienie będzie  gotowe to wtedy zawiadomi o tym Emila i wszystko personel przywiezie do Warszawy w umówionym terminie.

Potem było oglądanie  folderu z kasetonowymi sufitami i Arek był oczarowany, najchętniej zamówiłby od  ręki taki  sufit i z trudem mu  cała trójka  tłumaczyła, że mieszkanie o wysokości 2,65 m za nic w świecie nie nadaje  się  do takiego sufitu. Pomieszczenie z takim sufitem musi mieć minimum cztery metry wysokości, a tak naprawdę to  dużo więcej wysokości i musi być bardziej przestrzenne, czyli takie, jakich  się teraz  nie buduje. A pan Maciek robi takie  sufity głównie do zabytkowych pomieszczeń i wtedy wymiary podaje konserwator zabytków. Arek oczywiście przekonywał swych przyjaciół, że on jeszcze  kiedyś wybuduje  sobie willę i będzie  miał sufit kasetonowy. 

Noooo, już  widzę te willę we włoskim stylu i na  wysokości obecnego trzeciego piętra sufit kasetonowy  zdobiony rzeźbami lub malowidłami  i Arka witającego gości w wytwornym płaszczu  wyszywanym złotogłowiem - z całą powagą powiedziała  Adela. Znam w Warszawie budynek, który bardzo by się do tego nadawał- kiedyś było tam naprawdę duże i znane przedsiębiorstwo projektowe. Ale nie mam pojęcia co tam jest teraz. Na  zewnątrz budynek był kwadratowy a wewnątrz hol sięgał aż do dachu  budynku, pomieszczenia  biurowe były dookoła holu. Wiem, bo byłam tam kiedyś.

Gdy wyszli z firmy pana Maćka Arek powiedział, że kiedyś kupił działkę w Nadarzynie, ale to  była działka  budowlana więc wpierw  musiał ją ogrodzić, potem kazali mu  rozpocząć  budowę,  więc  się delikatnie mówiąc wściekł i sprzedał ją.  Ale  nie  żałuje - niby Nadarzyn bliziutko Warszawy, no ale dojazdy do tych podwarszawskich  miejscowości to jednak ból głowy na co  dzień. Sporo jego znajomych złakomiło się na tanie działki budowlane, a teraz, gdy już sporo pieniędzy wydali i nadenerwowali  się w trakcie budowy to narzekają na  dojazdy i to jak rok długi. Bo jakoś nikt nie pomyślał o  tym, że z niemowląt wyrastają  dzieci, które potem trzeba odwozić do szkół średnich, bo te podwarszawskie szkoły to bywają bardzo różne.

A Emil zaproponował, by teraz wszyscy pojechali do nich do domu, na pierogi, kawę i lody. Słowo "pierogi" wywołało u Arka niemal dziki entuzjazm, a Stasia ucieszyła  się, że zobaczy jak mieszka Adela. Gdy wsiadali do swoich samochodów Arek już opowiadał Stasi jakie wspaniałe pierogi są w ursynowskiej pierogarni i że on już nawet tam trafia. I dzięki Adeli i Emilowi sprowadził się na Ursynów i już nawet opanował tu kwestię zakupów żywnościowych.

Stasia była na Ursynowie po raz  pierwszy, więc Arek obiecał, że potem pokaże jej nieco walorów tego osiedla, gdy już  wzmocnią się pierogami, kawą i lodami.

Emil z Arkiem zajęli się kuchnią, a Adela pokazywała Stasi mieszkanie. W sypialni na  nocnym  stoliku Emila stało w ramkach "zdjęcie" ich córeczki i Stasia powiedziała- trochę ci zazdroszczę, mój były wcale nie był szczęśliwy, że zaszłam - zresztą obie ciąże to były "przypadki" bo nie lubił ochrony a ja źle tolerowałam tabletki. To przed zapisaniem nikt nie robił ci badań hormonalnych?- zdziwiła  się Adela. No nie, a tobie robili? Tak, bo lekarka do której wtedy chodziłam stwierdziła, że jest kilka  rodzajów tabletek i trzeba dobrać takie, żeby mi pomagały  a nie  szkodziły. No ale oczywiście musiałam te badania robić prywatnie, nie są one objęte ubezpieczeniem.  Dasz mi na  nią namiary? Na nią już nie, bo sprzedała swój gabinet. Ale chodzę do lekarza, który go od  niej kupił- super facet . Bardzo dobry fachowiec, wysoka kultura, obsługa na  bardzo wysokim poziomie. Co prawda  wizyty drogie, ale i tak o termin nie jest łatwo. To taki facet, który dba o to, żebyś się  nie czuła  skrępowana. Jest pokój z łazienką,  w którym się możesz przygotować,umyć, zakładasz jednorazową spódniczkę i takież kapcie i nie paradujesz z gołym tyłkiem. Zbada cię, powie tylko czy jest ok, czy nie  za bardzo i idziesz  się ubrać. Nie ma tego, że leżysz z gołym  zadem w rozkroku na  samolocie a konował  ci klaruje co u ciebie  nie gra. Wracasz z przebieralni w swoim własnym  stroju, siadasz  przy jego biureczku i facet  ci w sposób jasny i przystępny klaruje co z tobą jest. Tam jest czyściutko i bardzo, bardzo miło.Poza tym jest świetnym cytologiem i sam cytologię robi. Ostatnio zrobił doktorat. I bardzo chętnie rozmawia z partnerami swych pacjentek - na  wszystkie tematy, a współżycia zwłaszcza. Emil go polubił od pierwszej, wspólnej wizyty. A gdy stwierdził u mnie  ciążę to sobie z Emilkiem pogadali o tym co mi wolno w ciąży z nim robić i śmieję się, że Emil  się w nim zakochał. I polecił mi super położnika w tej prywatnej przychodni,  w której Emil wykupił nam kiedyś karnety.  No i ma USG, poza  tym ma podpisany kontrakt z NFZ i co  tylko można to wrzuca na NFZ. To nie jest naciągacz. Po połówkowym USG podesłałam mu informację, że wszystko jest OK i podziękowałam za nagranie  mi takiego fajnego położnika.

Adelko, a ja się chyba nieco zadurzyłam w Arku. Ja to ja, ale  gorzej, bo  dzieci za nim szaleją. Już mu "wujkują" i słuchają się go niczym Boga. A on się nimi zachwyca, że tacy fajni, posłuszni i nawet grzeczni.  On w przyszłym tygodniu ma  sprawę rozwodową, tylko się  nie wygadaj, że wiesz o  tym. On pewnie sam o tym  wam powie. Ciągle mi o was mówi. 

Przestanie  za jakiś czas, on ma takie  fazy- pocieszyła Stasię Adela. Jemu do szczęścia brakuje prawdziwego ludzkiego ciepełka i  zapewne je u  ciebie  wyczuwa, bo ty jesteś właśnie taką ciepłą i  dobrą osobą i on już to  zauważył po pierwszej z tobą  rozmowie. A jeśli raz na jakiś czas wyrazisz nieco zachwytu jego inteligencją i mądrością ( a taki on właśnie jest) to będziesz  miała najwierniejszego faceta pod słońcem. 

Stasia wyszeptała do ucha Adeli - boję się, że jestem straszliwie zielona w sprawach damsko-męskich i on  się zrazi jak do czegoś dojdzie. To powiedz mu to sieroto nim do czegoś dojdzie, możesz to  zrobić nawet piętnaście minut wcześniej. Faceci bardzo lubią uczyć nas nawet  wtedy, gdy  sami nie są  mistrzami w tej branży i pytają  się jak kretyni "czy było ci  dobrze?" Dopóki nie  spotkałam Emila nie miałam bladego pojęcia jak wygląda orgazm. Ale on wiedział, że było wszystko jak trzeba i nie pytał. Przyczyną  większości nieporozumień w związkach zawsze  jest brak szczerości. Przyczyny- chyba  głównie to wynosimy  z domu- mamy być miłe, dobre skromne, nieśmiałe. A jeśli mamy  męża to  niezależnie od tego jaki on  jest, mamy go uwielbiać i udawać, że nam odpowiada  wszystko co  z nami robi. A tak naprawdę 90%  par  musi  dopiero  sobie  wypracować wspólnie to, co im daje  radość, relax, przyjemność. Ale  żeby wypracować to trzeba o  tym  rozmawiać. Chronicznie  niedopieszczenie, a właściwie   chroniczny  brak orgazmu prowadzi do  stanów zapalnych.  I właśnie ten  mój ulubiony pan  doktor  jest taki, że można  z nim o tym  wszystkim porozmawiać i to tak  normalnie, jakbyś  rozmawiała na temat pogody lub eksploatacji  samochodu. Wiesz - faceci z reguły znacznie  szybciej reagują na płeć przeciwną niż my, jednemu  z drugim  najczęściej  wystarczy spojrzeć  nieco głębiej w  dekolt  dziewczyny i już gotowy  do akcji. A nad nami to trzeba nieco popracować, użyć swego intelektu, powiedzieć nieco ciepłych  słówek, popracować nieco rękami, poprzytulać,  wstępnie  popieścić. Są tacy, którzy o tym  wiedzą, bo zajrzeli w  swym życiu do kilku książek i poczytali, potem poćwiczyli i wiedzą o  co chodzi. 

Arek to inteligentny facet, bardzo oczytany, chociaż  narzeka, że nie ma  kiedy  czytać i on ma podejście  do kobiet, zwłaszcza do tych, które mu się podobają. I zabij mnie, ale ani ja, ani Emil nie  możemy dojść dlaczego on się  z tą babą ożenił. I to było jego już drugie  małżeństwo - pierwszy ślub, gdy jeszcze był na  studiach- rozszedł się, bo ona  chciała koniecznie mieć dziecko, a on był jeszcze na utrzymaniu rodziców i nie  chciał. Więc odmawiał cały  czas współżycia, w końcu nastąpił rozwód. Podejrzewam, że sąd miał niezły ubaw- nie wykonywał obowiązków małżeńskich bo nie chciał dzieci.

Do sypialni zapukali panowie - Emil chciał pokazać Arkowi zdjęcie dzieciny. Arek popatrzył,  zrobił bardzo poważną  minę i  wypalił-  no tak, tego  się obawiałem - jest  do  mnie  szalenie podobna. Tylko ma jakby  mniej włosów niż ja. Cała  czwórka skręcała się  ze śmiechu przez kilka  minut. Arek w końcu spoważniał i  powiedział - masz bracie szczęście- marzyła ci  się córeczka i się twoje  marzenie spełnia. Powiedz  mi co robiłeś, żeby  się to  marzenie spełniło. 

Wiesz Arek, gdybym wiedział to natychmiast bym to opatentował i do końca życia  nie  musiałbym już pracować i tylko bym  siedział i liczył pieniądze. Jako inżynier uważam, że proces  reprodukcji człowieka jest mocno niedopracowany, bo współtwórcy produktu nie mają pojęcia kiedy dokładnie nastąpił moment zapłodnienia, ani nie mają  zupełnie  wpływu na to, jakiej płci  będzie  " produkt  końcowy". Popatrz, przy in vitro też nie daje  się zaplanować płci dziecka. Płeć  dziecka można co najwyżej "powielić" w procesie  klonowania, czyli jeśli  się  wyprodukuje bliźniaki jednojajowe. A i tak nadal nie  wiadomo dlaczego ta jedna komórka  zapłodniona jednym plemnikiem dzieli  się na dwie komórki.  Ale osobiście  cieszę  się, że to "solówka" a nie bliźniaki. I dobrze też że nie  są dwojaczki, czyli dwie komórki jajowe  zapłodnione  dwoma plemnikami. Arek, mogę  ci udostępnić nieco lektury z tej  branży, jeśli cię to interesuje. Adela ma mnóstwo książek z zakresu medycyny. Zupełnie jakby studiowała na jakimś wydziale medycznym a nie na prawie.

                                                                  c.d.n.

niedziela, 21 sierpnia 2022

Trudny wybór- 89

 Emil z niecierpliwością czekał na następne badanie USG, bo Adela  obiecała, że gdy będzie  pozytywny  wynik, to zajmą   się szykowaniem wyposażenia  dla dziecka. A Adela zaczęła się zastanawiać na tym, czy ma być tylko jedno dziecko czy może jednak, gdy to  się już nieco odchowa nie postarać się o drugie, na tyle szybko by to  nie  była  zbyt  duża  różnica wiekowa pomiędzy nimi. Ciążę znosiła  świetnie, więc jest  szansa, że następna też jej za  bardzo  nie umęczy. To, że ona i Emil  byli jedynakami było w obu rodzinach splotem okoliczności - u Emila spowodowane  wadą serca jego mamy, a u Adeli nieudaną ciążą i komplikacjami porodowymi jej matki. Na  razie swymi przemyśleniami podzieliła  się tylko ze Stasią. Stasia stwierdziła, że żałuje  tylko, że między jej chłopcami są aż trzy lata różnicy, że wystarczyłyby dwa lata, bo dwulatek lepiej znosi pojawienie  się w domu "konkurencji" niż starsze dziecko. Poza tym i tak  z decyzją  będą musieli poczekać  aż do chwili urodzenia  się  tego  dziecka.  Gdy Adela podzieliła  się swymi przemyśleniami z Emilem ten powiedział - ty chyba podglądasz moje myśli - pomyślałem, że byłoby dobrze gdyby nasze ociupeństwo miało siostrę lub  brata. Ale myślę, że ta decyzja  będzie w  dużym stopniu zależna od tego jak ty zniesiesz do końca tę ciążę, poród i trudy macierzyństwa. W każdym razie jestem "za", bo mam nadzieję, że "ociupeństwo" nas  całkiem nie  wykończy.

USG w 20 tygodniu ciąży też było wykonywane na aparaturze do badań prenatalnych i ponownie stwierdzono, że z maleństwem jest wszystko w porządku, badania krwi Adeli też to potwierdzały, a lekarz podczas osłuchiwania Adeli szepnął jej do ucha - to panna,  a  głośno  powiedział: następne badanie zrobimy w 30 tygodniu i ostatnie w 38 tygodniu. 

To ja czegoś nie  rozumiem -stwierdziła Adela-  powinnam  już chyba czuć ruchy dziecka, skoro jest  wszystko w porządku. A na razie to tylko czułam coś takiego, jakby mi w brzuchu wędrowały raz na jakiś czas mikroskopijne bąbelki, ale nic mi  się w nim nie  rusza. No ale słyszała przecież  pani bicie serca i widziała pani swoje dzieciątko, mąż też. Widać  wygodnie i dobrze tam maleństwu skoro nie  wierzga i nie  wierci się. Poza tym to dobrze wychowane dziecko, nie  będzie wielkością ponadnormatywne i na pewno nie przekroczy swą  wagą trzech kilogramów, na  razie nic na  to nie  wskazuje. I dobrze, bo nie należy pani do dużych kobiet. Każda kobieta nieco inaczej odbiera ruchy dziecka no a poza tym każde dziecko jest inne. Prowadzi pani spokojny tryb  życia, nie  dostarcza   dziecku niekorzystnych  dla niego bodźców, nie  stresuje pani  dziecka swym trybem życia to  sobie  spokojnie i  cichutko rośnie. A tu proszę, pierwsza fotka, już nie przypomina szkielecika jak na poprzednich wydrukach. I już ma  wygląd niemowlęcia.Wydrukował odbitkę i podał ją Emilowi mówiąc -jeśli macie państwo w  domu swoje zdjęcia z pierwszych  miesięcy swego  życia to  można porównać do kogo podobne. Popatrzcie państwo, ma już nawet włoski. Te ciemniejsze miejsca na główce to właśnie  włoski. Całe ciałko ma pokryte grubą warstwą mazi płodowej. Malusie jeszcze,  ale jak widzę, ładnie, proporcjonalnie zbudowane. I takie grzeczne dziecko, że już znam płeć, no ale nie powiem, może się panu coś odmieni i następnym  razem zechce pan wiedzieć. Bo to się już nie  zmieni. Emil spojrzał na Adelę, która patrząc na zdjęcie uśmiechała  się i powiedział - poddaję się, proszę powiedzieć, przecież i tak będę to maleństwo kochał,  ja już właściwie je kocham! Lekarz uśmiechnął się i powiedział - pewnie pana zmartwię - to dziewczynka. Emil, taki  zawsze opanowany, tym razem porwał lekarza w objęcia i wykrzyknął- to cudownie,  marzyłem właśnie o maleńkiej cudownej  dziewczyneczce! Lekarz podał mu następną odbitkę - tu ma pan dowód. Lekarz śmiał się - a większość marzy o synu. Ja też marzyłem o synu, ale mam córkę i nie  mogę zrozumieć  dlaczego marzyłem o synu!  

I nagle w gabinecie zrobiło się tak  rodzinnie i  ciepło od tych eksplozji uczuć  Emila, że Adela  ukradkiem ocierała łzy. Zalecenia lekarza  na  dalszą część ciąży były takie  same jak  dotąd, starać  się weekendy spędzać na powietrzu, sporo spacerować, jeść dużo owoców i  warzyw, dużo spać. Adela zapytała  się czy ma  się zapisać do szkoły rodzenia, ale lekarz  spojrzał na nią i powiedział - nie zauważyłem by po szkole rodzenia poród był lżejszy. Wystarczy tylko słuchać w trakcie porodu to  co mówi lekarz i położne i wykonywać polecenia. Po prostu wystarczy zwykła przytomność umysłu. Będę z panią od pierwszej chwili zjawienia  się pani w szpitalu.  A co będzie jeśli dorwie mnie poród w nocy? - spytała. To nie istotne- albo wezwiecie państwo pogotowie, albo mąż panią przywiezie do  szpitala i ja przyjadę i będziemy się gimnastykować. To będzie pani pierwszy poród, to zajmie sporo godzin. I szczegóły omówimy sobie przy ostatnim USG, na  dwa  tygodnie przed terminem porodu. Boję się tego porodu- przyznała  się cichutko Adela. To normalne - bo to mało zabawne w sumie i mało przewidywalne wydarzenie. Ale zapewniam panią, że w trakcie porodu ani minuty nie będzie pani bez opieki. I jeśli nie będzie  żadnych komplikacji to urodzi pani w oddzielnym pokoju i w wybranej przez panią pozycji. Nie polecałbym  tylko  stania   na głowie. Na razie wszystko wygląda świetnie. Obym  miał wszystkie takie pacjentki jak pani. 

Gdy tylko wyszli z przychodni Emil przytulił Adelę i powiedział - jestem szczęśliwy, marzyłem by to była  dziewczynusia, taka twoja  miniaturka. I będzie podobna  do ciebie, bo jakoś tak najczęściej bywa, że chłopcy  są bardziej podobni do matki, a  dziewczynki do taty- poinformowała  go Adela.Więc pewnie  będzie miała oczy piwne, po tobie. Ale jak  się urodzi to na początku pewnie będzie  miała niebieskie, jak  wszystkie niemowlaki. Jedziemy teraz do  domu, jakaś głodna jestem. No bo przecież nie jadłaś nic od śniadania a już dochodzi osiemnasta. Dziś to nawet  szybko wszystko poszło. 

W domu w szybkim przygotowaniu obiadu pomogła jak  zwykle mikrofalówka, zjedli i Adela po obiedzie wysłała do Stasi komunikat, że USG w porządku, następne będzie dopiero w 30 tygodniu i że to jest dziewczynka. W odpowiedzi Stasia napisała, że pewnie Emil skacze z radości, podobnie jak.....Arek, który jest w tej chwili z nią i chłopcami na placu zabaw i za chwilę idą razem do kawiarni na kawę dla dużych i ciacha dla  małych. I że Arek gratuluje Emilowi, bo przecież Emil marzył o córeczce. Adela odczytała  wiadomość na głos, a Emil całkiem przytomnie zauważył, że przecież Arek już miał dwa spotkania z chłopcami Stasi i  chyba nie pisze pracy naukowej na temat dzieci. To ma jakieś drugie dno - stwierdził Emil- i to drugie dno ma zapewne na imię Stasia. Adela zaczęła  się  śmiać - to drugie dno po pierwszym spotkaniu z Arkiem stwierdziło, że to bardzo sympatyczny i przystojny facet. Przez  wrodzoną delikatność nie kazałam jej pójść do okulisty, tylko wytłumaczyłam, że ani ja nie jestem w typie  Arka ani Arek w moim i traktujemy  siebie  wzajemnie   jak  rodzeństwo. Wiesz, Stasia to naprawdę ciepła i bardzo  troskliwa osoba, a mam nieodparte wrażenie, że Arkowi bardzo brak takiego szczerego, kobiecego ciepełka. Ona po prostu dostrzegła  w nim samotnego, złaknionego ciepła faceta. Ciekawe czy  się już rozwiódł - mówił, że w końcu po to ma  rozliczne znajomości by coś z tego mieć i  szybko zakończyć zbyt długi epizod pod tytułem Irena. 

O ile  się nie mylę, to epizod to jest  coś krótkiego, a on  się bujał z tą Ireną już wiele lat - schodzili  się i rozstawali mnóstwo razy. I zawsze razem byli znacznie krócej niż osobno. Nie  wiem jak było wtedy  gdy byłem w Meksyku, ale gdy wróciłem to nie  byli razem. Nie  wiem, które  z nich ma większego fioła. Adela śmiała  się - ja to wszystko powiedziałam Stasi, jak również i  to, że dopiero co się ożenił i że to ona tym razem zdecydowała o  rozstaniu. Stasia już duża dziewczynka, Arek to duży chłopczyk, mogą robić co im się podoba. Poza tym to Stasia nie jest głupia, a ten pijak spaprał jej życie. Nie  zrobi  w tym kraju  kariery zawodowej kobieta gdy sama wychowuje dwójkę  dzieci. Poza tym Stasia nie jest przebojowa, chociaż naprawdę ma dużo wiadomości. A  jej dobroć to już Arek zdążył zauważyć. Powiedziałam  mu, żeby zaniżył jej stawkę a ja pokryję różnicę, tylko oczywiście ona o  tym ma nie  wiedzieć. Dobrze zrobiłaś, czasem trzeba  komuś pomóc tak,  by o  tym nie  wiedział. Arek ma  dostatecznie wielu dobrze nadzianych klientów- stwierdził Emil.  Wieczorem zakręcę do Arka, głównie pod hasłem, że będziemy mieć córeczkę. Ciekawe  czy powie coś na temat  swego rozwodu lub spotkań ze Stasią. A teraz to  chyba wypada żebyśmy wpadli do  rodziców, ale trzeba jeszcze się ruszyć na  spacerek.

Wpadli na moment  do rodziców by powiedzieć, że w  drodze na świat jest dziewczynka i pozostawili ich  z tą wiadomością, mówiąc, że muszą jeszcze "wyprowadzić Adelę na  spacer", bo  nie wydreptała jeszcze tego dnia wskazanej ilości kroków, a po spacerze wpadną jeszcze na  chwilę, by zabrać pierwsze fotki swej ociupinki. 

Mileczku, a wiesz, że trzeba  będzie dać jej jakieś imię? Niestety nie ma w oficjalnym kalendarzu imienia "ociupinka" względnie  "ociupeństwo". A imię trzeba podać w ciągu siedmiu dni od chwili urodzenia. Mam nadzieję, że do czasu porodu zdążymy znaleźć jakieś ładne imię. Ale ja  zupełnie nie mam talentu do wynajdowania imion dla  dzieci i to zupełnie niezależnie od ich płci- wykręcał się od tego Milek. Może po prostu zobaczmy jakie żeńskie imiona mają imieniny w sierpniu i może któreś się nam spodoba. To wtedy dziecko będzie  miało imieniny i urodziny w jednym miesiącu. No ale mamy jeszcze bardzo dużo czasu. 

No fakt, mamy jeszcze  dużo czasu. Ale jesteś niekonsekwentny- skoro mamy  dużo czasu to dlaczego już chcesz kupować wózek i całe  fury wyposażenia jak najprędzej. W moim odczuciu to możemy się  tym  spokojnie zająć w czerwcu. Poza tym dziecko ma to do siebie, że szybko rośnie, więc nie można kupować zbyt wielu ubranek w jednym rozmiarze. To samo dotyczy wielu rzeczy. Nim coś kupimy muszę się skonsultować na przykład  ze Stasią ile czego kupić. I co jest naprawdę przydatne a co nie za  bardzo. A i tak życie wniesie do wszystkiego poprawki. Niedaleko nas jest sklep, coś w rodzaju skupu używanych różnych akcesorii niemowlęcych jak nosidełka, wanienki, jakieś leżaczki do kąpieli, foteliki samochodowe. Muszę  się tam wybrać i porozmawiać z tą panią, bo naprawdę jest cała masa  rzeczy, które będą dziecku służyć bardzo krótko, więc po co marnować pieniądze na  nowe, lepiej kupić używane. Zakładamy teraz, że będziemy mieli drugie  dziecko, ale tak naprawdę jak na  dziś to  tylko teoria. Nie  wiemy dziś co nas  czeka za miesiąc.

Być może, że w ten weekend pojedziemy ze Stasią do Nadarzyna,  zamówić  materacyk i łóżeczko. I- uważaj - w dwa samochody, bo pojedzie też Arek, a Stasia zostawi chłopców u dziadków. Dobrze , że siedziałam gdy to mówiła, bo w przeciwnym  razie  chyba bym padła z wrażenia. Ooooo, to muszę  dziś pogadać z Arkiem, to brzmi interesująco -  stwierdził Emil. To  może  się  już rozszedł oficjalnie   z Ireną. No nie  wiem, nie  zapytałam  o to Stasi, w końcu  to nie mój biznes, mnie  to nie  dotyczy, a jej mogłoby  być niemiło, że ją o to wypytuję. 

O ile dobrze pamiętam, to Arek kupił przed laty jakąś działkę w  Nadarzynie jako lokatę, ale  nie mam pojęcia czy ją nadal ma,  czy komuś puścił w dzierżawę, bo to była  działka budowlana. Nigdy tam  nie  byłem. Ale jak tego słucham,  to mam wrażenie, że Stasia wywarła na  nim piorunujące wrażenie, bo wyraźnie facet szaleje. On taki jest - jak  mu kobieta przypadnie do serca to flaki z siebie wypruwa. Nawet ty byś uległa jego czarowi, bo wtedy dla Arka nie ma rzeczy niemożliwych. Irenę też tak kiedyś traktował?  Nie, nigdy  nie  był nią zafascynowany. Ale wiem, że gdybyś była wolna i niestety w jego typie urody to zrobiłby dla ciebie wszystko bo cię przeogromnie  ceni. On i teraz, gdybyś chciała, to  by Zakopane przeniósł pod  Warszawę. Na szczęście jest ciebie dla niego nieco za mało, bo jak kiedyś powiedział, nie lubi małych kobiet bo trzeba ich w łóżku szukać. Śmieszy mnie to, bo raptem jest 3 centymetry ode mnie wyższy a ja jakimś cudem nie muszę  cię szukać,  zawsze wiem , nawet gdy  śpię, gdzie jesteś.

No tak , Stasi jest zdecydowanie więcej ode  mnie - zarówno wzdłuż jak i wszerz. A poza tym ona jest troskliwa wobec  wszystkich, a ja tylko wybiórczo, dla niektórych. A tak konkretnie to troszczę   się  tylko o ciebie i rodziców. No i o siebie z maleństwem. Stasia powiedziała, że w  czerwcu to ze mnie dość nagle, nieomal z  dnia na  dzień zrobi się"wydmuszka", czyli będzie wypchnięty do przodu brzuch. I już mam na tę okoliczność zamówione letnie  spodnie, które mają w miejscu brzucha specjalną elastyczną wkładkę i do tego będę nosić różne tuniki lekko marszczone pod  biustem.

sobota, 20 sierpnia 2022

Trudny wybór - 88

W drodze z pracy do  domu Adela  opowiedziała  Emilowi smutną historię Stasi i że dziś po obiado-kolacji  zatelefonuje  do Arka i opowie mu to wszystko , bo Stasia  szuka  prawnika  by raz na zawsze odseparować  ojca-alkoholika od  dzieci. Więc albo Arek weźmie  tę sprawę  albo narai  jej jakiegoś przytomnego,  dobrego  w tej tematyce kolegę. Emil był przerażony faktem, że ojciec uderzył swego syna, w końcu  małe  dziecko, w twarz i to na  tyle  mocno, że policzek uległ wewnątrz pęknięciu. Dla  niego była to niewyobrażalna wręcz  historia. Nie jeden raz  w domu jako dzieciak coś  zbroił,  ale nigdy go żadne  z rodziców  nie uderzyło. Wszystkie przewinienia  były  zawsze rozpatrywane słownie, każde było analizowane, omawiane,tłumaczone co powinien był zrobić. Nawet klapsa nigdy nie "zarobił".

Po kolacji Adela zatelefonowała do Arka i opowiedziała  mu całą  sprawę. Arek spokojnie wysłuchał i       powiedział - nim  ci odpowiem muszę  ci coś powiedzieć -  Irena wniosła pozew rozwodowy, o  czym mnie uprzejmie poinformowała. Więc jej równie uprzejmie powiedziałem, że zgadzam się na rozwód, bo faktycznie to  się nam jakoś życie  we dwoje nie układa.  A co do tej twojej koleżanki- podaj jej mój numer komórkowy i niech na  "dzień dobry" przypomni mi, że jest polecona przez  ciebie. Straszny skurwiel z tego faceta - uderzyć małego chłopca w twarz za to, że odważył się nazwać rzecz po imieniu. Nienawidzę pijaków i takich bijących dzieci lub kobiety. Facet się  zapewne dość szybko zdegeneruje do reszty.  A ta twoja koleżanka to jakaś przytomna?  Tak, pracuje w tym samym dziale co ja i jest kuzynką mojego szefa.  I jest naprawdę bardzo miłą i kontaktową osobą.  Wiesz Adelko, to jeśli możesz to skontaktuj  się z nią jeszcze  dziś i do północy może do mnie  zadzwonić. To  się jakoś z nią umówię na spotkanie. Podaj mi jeszcze raz jej nazwisko, bo nie  zapisałem od  ręki. Bo ci nie podałam jej nazwiska, to nie  miałeś  co zapisać- nazywa  się Stanisława Sokołowska. Arek, chcesz pogadać z Emilem? Nie, zadzwoń do tej koleżanki. Pa, ślicznotko.

Adela szybko zatelefonowała do Stasi, podała jej namiary na Arka, powiedziała  by najlepiej teraz-zaraz do  niego zatelefonowała i powiedziała mu na  samym  początku że dzwoni z polecenia  Adeli. Potem powędrowała  do kuchni, w której urzędował Emil szykując wieczorny deser.  Adela opowiedziała Emilowi czego dowiedziała  się od Arka.  Emil chwilę  milczał,  a potem powiedział - to jej  posunięcie świadczy o  tym, że nie jest tak  głupia jak ją Arek ocenia i przedstawia. Cały czas się zastanawiałem, dlaczego on  się  z nią ożenił. Bo, nie  wiem jak ty, ale ja  nie  widziałem w tym ani za grosz  sensu. Nie  widziałem  w jego zachowaniu wobec  niej  ani krzty uczucia,  czułości, poczucia   bliskości. Pomyślałem tylko, że chyba się z kimś  założył, że ona  wyjdzie  za niego gdy on  się oświadczy. On zawsze traktował ją z lekką pogardą, bo mu nie  dorównywała intelektem. Ale może mu to zaczęło i w łóżku przeszkadzać. Nie wiem po co się z nią żenił. Nie  jestem też pewien, czy on  sam wie dlaczego się z nią ożenił. Ale  to już duży  chłopczyk, musi sam podejmować różne decyzje i ponosić ich  konsekwencje. A co ze sprawą Stasi? Był wzburzony, powiedział by ona jeszcze  dziś do niego zatelefonowała, więc ją powiadomiłam. Mnie powiedział, że najbardziej  pod  słońcem to nienawidzi pijaków i takich co biją  dzieci lub  kobiety. A ten Stasiny mąż to jakby połączenie pijaka i  damskiego boksera, więc jestem pewna, że on jej pomoże w pozbyciu  się tego indywiduum.  Wiesz co, chyba jednak jestem w ciąży, spać mi się chce! A jeszcze więcej  mi się chce  byś mnie utulił i ucałował mojego lokatora i nie tylko ucałował. To cudnie,  więc idź  już zmyć buzię z makijażu, ja tylko  załaduję zmywarkę i ją  włączę i zaraz  do ciebie  przychodzę. Bo rano masz USG, prawda? No to już, zmykaj do łazienki.

Tym razem USG było robione przez powłoki brzuszne i oboje słyszeli nawet bicie  serduszka  swego maleństwa. Nim nagłośniono ów dźwięk, lekarz wykonujący badanie uprzedził, że tętno płodu jest znacznie  szybsze  niż dorosłego  człowieka i jest  w granicach 150 do 170 uderzeń na  minutę. Zmierzono też przepływy żylne u dziecka, dokonano pomiarów główki, obwodu brzuszka, zmierzono  długość kości udowej, oszacowano masę płodu, wykluczono cały  szereg chorób, takich jak Zespół Downa, Turnera i paru innych, oraz  wykluczono wady serca. Ustalona w wyniku tego badania przybliżona  data  porodu pokrywała  się z tą wyliczoną przez jej ulubionego pana   ginekologa. Ale, jak od razu ich poinformowano tak naprawdę to tylko 4% porodów jest  zgodnych z tą wyliczoną  datą. Poinformowano ich także,  że płeć dziecka będą mogli poznać dopiero przy  następnym badaniu. I tu Emil błysnął mówiąc, że on  poczeka do chwili  rozwiązania, bo przecież tak  samo będzie  kochał chłopca  jak i  dziewczynkę, bo to wszak jego dziecko będzie.  Nareszcie jakiś normalny facet na początek  dnia nam się trafił- skomentował tę wypowiedź lekarz. Wiadomość o płci jest bardziej nam potrzebna niż  rodzicom. Adela uśmiechnęła  się - pewnie  dlatego, że dziewczynki są odporniejsze biologicznie. A ja mam czasem wrażenie, że dzieci powinny się rodzić zmiennopłciowe by usatysfakcjonować oboje rodziców - no i żeby zmiana następowała automatycznie,  zależnie od  tego które się dzieckiem aktualnie  zajmuje.  Ojej, pani to pewnie pisze książki sf. Adela roześmiała  się - nie, ja  tylko pracuję w patentach. Na koniec badania lekarz powiedział- jak na  razie to jest  wszystko prawidłowo. Pani wyniki laboratoryjne też o  tym świadczą. Następne badanie  zrobimy w 20 tygodniu ciąży. Muszę wcześniej poznać dziecko,  które będę odbierał z pani brzuszka. Chce pan pomacać dzidziusia?- zapytał  się Emila. A to można? No można - wziął Emila  rękę i lekko ją przycisnął do dołu brzucha Adeli, jednocześnie przesuwając ją. Ta twardsza, wyraźnie  zaokrąglona  część to macica  z dzidziusiem. Cudownie, będę dziecinę głaskał delikatnie. No, to już wiadomo, kto w tej  rodzinie  będzie  dziecko rozpieszczał- śmiał się lekarz. Oooo, do rozpieszczania to osób nie  zabraknie- śmiała się Adela. Będzie  rozpuszczone totalnie od chwili gdy tylko zamelduje się na świecie i złapie pierwszy samodzielny oddech- zapewniła go Adela. No tak, stoi tu jak byk, że pan chce być przy porodzie - stwierdził lekarz. Mam tylko nadzieję, że nie ucieknie pan na widok kropli krwi i słysząc jak żona cierpi. Nie ucieknę, nie ma  mowy. No to chyba doktor Z. pana polubił, bo też twierdził, że pan nadaje  się do rodzinnego porodu. Jakby  coś panią zaniepokoiło w dalszym przebiegu ciąży, choć moim  zdaniem  wszystko jest idealnie,  to proszę od razu telefonować do mnie lub do szpitala. Tu są namiary- do mnie i do  szpitala. Nie widzę żadnych zagrożeń, ale życie lubi płatać figle. I proszę nie  wierzyć w to, że ciężarne nie  muszą o siebie dbać. No ale to chyba już  mój kolega z państwem omawiał dość szczegółowo, nieuświadomionych to on  mi  nie podsyła. W takim razie - do zobaczenia w 20 tygodniu. 

Gdy wyszli z gabinetu Emil powiedział - szalenie sympatyczny ten lekarz. Mentalnie  niczym  brat  rodzony doktora Z. No bo jeszcze są na tym świecie ludzie kulturalni a do tego dobrze  wykształceni - stwierdziła  Adela. I to całkiem  fajnie jest  zorganizowane, że lekarz wcześniej poznaje  pacjentkę której dziecko będzie odbierał. Podoba  mi  się  to!

Mileczku, mnie  szef dał dziś wolne, a co u ciebie? Ja teraz odwiozę cię do  domu, potem wpadnę na dwie lub  trzy godziny do firmy bo muszę  być na  naradzie i wrócę pewnie wcześniej do  domu. Fajnie, poleniuchuję sobie dziś trochę. Właściwie  to zauważyłam jeden objaw ciąży u siebie - totalne lenistwo. Chyba się dziś polenię u rodziców. Ale  wpierw  muszę powiedzieć szefowi, że jest u  mnie  wszystko w porządku- obiecałam, że  zatelefonuję. Do Stasi też zadzwonię. I do Arka, on też się interesuje moją ciążą. No bo Arek powiedział mi kiedyś, że kocha  cię tak, jakbyś była jego  siostrą a ja jego  bratem. Twierdzi, że z dalszą rodziną  nie utrzymuje żadnych kontaktów, bo to głównie  rodzina jego porąbanego ojca. Ale gdy  żył jego ojciec to i tak  z tą  rodziną nie utrzymywali bliskich kontaktów, a część  z nich jest również w Warszawie.

Nic  nowego, wiele rodzin jest podzielonych, skłóconych. Daleko nie trzeba szukać - popatrz- ja i  moi rodzice. Moja matka i jej siostra. Tak zwane  więzy krwi nie mają  tu żadnego znaczenia. Ty pokochałeś Helenę, mówisz na  nią mama. A nie byłeś wtedy moim  mężem. Twój tata mnie  szybciutko zaadoptował a ja też nazywam go tatą i naprawdę go kocham. Popatrz na  nas - znaliśmy się krótko a teraz  czekamy na urodzenie  się naszego  dziecka. Wychodzi na to, że więzy krwi nie mają większego znaczenia. To jest tak, jakby część naszej psychiki kierowała  się czymś innym niż  świadomością.  Oboje, ty i ja bardzo lubimy pana Bronisława. A zauważyłeś, jak on  bardzo przypomina tatę? I to wcale nie dlatego, że są w dość zbliżonym wieku. Obaj emanują jakimś ciepłem i życzliwością. Twoja przyjaźń z Arkiem - w końcu ładnych kilka lat byliście na dwóch krańcach Ziemi, nie korespondowaliście  ze sobą a wasza przyjaźń nadal trwa. To wszystko prawda Maleństwo, masz rację. Ale teraz daj buzi, muszę jechać do pracy. Kliknę do ciebie, pa.

Adela nim weszła do mieszkania zatelefonowała do rodziców, by im   powiedzieć, że  wszystko jest u  niej w porządku i  za  pół godziny do  nich  wpadnie. Następny telefon  był do Stasi, z którą umówiła  się na pogaduchy około godziny 14,00 lub nawet później, bo Stasia w samo południe miała się spotkać z Arkiem - a tak dokładnie to on miał wpaść do niej do pracy i  zabrać "dowody rzeczowe", czyli protokół spisany gdy "były" uderzył małego. Do szefa nie  zatelefonowała, bo przecież szef też na pewno siedzi na  naradzie - albo na tej  co i Emil,  albo na innej. Wysłała  tylko sms z wiadomością, że u  niej  wszystko OK. Kolejny sms powędrował na telefon ulubionego "gina" z wiadomością, że dziecko w porządku i bez  wad rozwojowych a ona dziękuje za tak miłego i dobrego fachowca, który właśnie  dziś robił jej badania.

Ubrała się i z pojemnikiem mrożonych jeżyn poszła  do rodziców. Postanowiła, że  zje u nich  śniadanie, czyli porcję jogurtu z jeżynami. Jeżyny zostały rozmrożone i potraktowane  jogurtem, a  Adela jedząc cały czas opowiadała o swym badaniu. Zachwycała  się lekarzem, który będzie przyjmował na świat dziecko, opowiedziała jak Emil głaskał maleństwo i jak "błysnął" bo powiedział, że nie  chce  wcale  wcześniej  wiedzieć jakiej płci będzie  dziecko, bo przecież to będzie jego dziecko i będzie je kochał niezależnie od jego płci.  

No to przecież jasne, zawtórowali słowom Emila  Helena i Piotr. Dziecko to jest  dziecko, niezależnie od płci. Oczywiście kocha  się tak  samo, tylko trochę inaczej  wychowuje. Adela pogrzała  się  w ciepełku rodzinnym ze  dwie  godziny, potem wróciła  do własnego  mieszkania. Stwierdziła, że gdy  tylko po następnym  badaniu okaże  się, że wszystko z dzieciną   w porządku, rozejrzą  się za akcesoriami niemowlęcymi.

Około godziny czternastej zatelefonowała  Stasia. Arek rzeczywiście wpadł do Urzędu, przesiedzieli w  bufecie godzinę, bo Arek zadawał mnóstwo pytań i wszystko sobie  notował. Prosił by Stasia   napisała  do  sądu rodzinnego powiadomienie, że wstrzymuje wizyty dzieci u ich ojca, ponieważ ten  był pijany. I oczywiście  musi  dołączyć skserowany protokół policji. Arek sam zajmie  się jej  sprawą. Nie  mówiłaś mi nic,  a to całkiem przystojny  facet- stwierdziła Stasia. I bardzo uprzejmy. Adela zaśmiała się - cała rzecz  w tym, że my z Arkiem  traktujemy  siebie  wzajemnie  jak  rodzeństwo- a tak poważnie - bardzo wzajemnie  cenimy swoje walory umysłowe, ale ani ja nie jestem w jego typie, ani on  w moim. Ostatnio  powiedział, że mój  wygląd  wciąż budzi  w nim pytanie  czy  aby już  jestem pełnoletnia, bo wyglądam  na  szesnastolatkę. Uprzejmość - każdy adwokat musi  być uprzejmy. Arek, Emil i ja jesteśmy jedynakami, więc stworzyliśmy  sobie  taką przyszywaną  rodzinę.  A on  żonaty? Na razie jeszcze tak,  ale się rozejdą, to znaczy ona  już złożyła pozew a jemu to bardzo odpowiada,  nie będzie  stawiał przeszkód. Po ilu latach  związku? - zapytała Stasia. No dopiero co wzięli ślub. Ożenił się nie bardzo wiadomo dlaczego, bo z tą babką to on  się od kilku lat  schodził i rozchodził  bez ślubu. Coś  mu  się  żal zrobiło chyba, że Emil żonaty i wydawało mu  się, że może po ślubie mniej  mu będzie  dokuczała jej durnota. Bo strasznie  nie lubi durnych kobiet. Zaskoczył mnie  wczoraj tą nowiną całkowicie. On na pewno jest dość wymagającym facetem, chciałby by  jego  kobieta  dorównywała  mu inteligencją a jednocześnie podziwiała  jaki z niego mądry facet. I dlatego pewnie  się lubimy. Bo ja go naprawdę podziwiam, to mądry facet, dobry prawnik.  Jak skończymy rozmawiać  to zadzwonię do niego i opowiem mu o dzisiejszym badaniu i że na pewno będzie  wujkiem. A wiesz, że on chce poznać  moich chłopców?- powiedziała  Stasia. Zdziwiło mnie  to trochę.  Mnie  nie, przecież będzie  chciał w sądzie  rodzinnym opowiedzieć  jakie są te twoje  chłopięta. A tak poza  tym to naprawdę serdeczny facet  z niego.  On z Emilem  przyjaźni się jeszcze z okresu szkoły średniej, bo grali w jednej drużynie siatkarskiej, wpierw  w szkole a potem na  studiach.  Jest dwa lata starszy od Emila. On mi ledwo  wybaczył fakt, że nie chciałam robić pod jego kierunkiem aplikacji adwokackiej. A ja już  dość  się namordowałam ze zrobieniem aplikacji na rzecznika patentowego, wystarczy mi wrażeń do końca życia. Całe studia pracowałam i jednocześnie studiowałam, mam dość nauki. No i widzisz- gdybym  robiła  u  niego  akurat aplikację to ja  bym  musiała z tobą robić  wywiad. On to zrobiłby potem i tylko mi wytykał o co się nie  spytałam. Ale nie  wykluczam, że gdy odchowam dziecko do przedszkola to może wrócimy do projektu kancelarii. Bo był taki projekt, a upadł, bo przepisy odnośnie rzeczników patentowych wciąż są niejasne.

Gdy tylko skończyła  rozmowę ze  Stasią zatelefonowała do Arka. Oczywiście rozmowę zaczęła od tego, że nowy  członek  rodziny ma  się  dobrze, wszystko wygląda tak jak należy, wykluczone  są genetyczne choroby, słyszeli pracę serduszka, która jest obłędnie  szybka i to jest normalne i Emil już mógł pogłaskać dziecko poprzez powłoki brzuszne. Szczęściara z ciebie, dziewczyno! Mam nadzieję, że masz rację. A moja protegowana dzwoniła  wczoraj  wieczorem do ciebie? Nooo, dzwoniła, byłem  dziś z nią na kawie w  waszym barku. Nawet dobrą kawę tam dają.  No i jak, weźmiesz tę sprawę czy  wpuścisz ją komuś innemu, ale dobremu? Wezmę- chociaż to nie moja ulubiona branża. To szalenie miła i taka dobra osoba, takie odniosłem  wrażenie. Arek, policz wszystko tak jakbyś liczył obcemu, a jej podaj niższą cenę, ja tę różnicę pokryję, oczywiście bez jej wiedzy. Tylko żebyś się  nie wygadał, dobrze?  Wiesz mała, ja takich skurwieli to i  za darmo bym najchętniej wytłukł. Chcę się spotkać  z nią i jej chłopcami, żebym  miał materiał do opowieści przed sądem rodzinnym. Ona taka trochę nieśmiała jest - takie mam  wrażenie. 

Ona jest  tym wszystkim ogromnie  przytłoczona, bo całe  to małżeństwo to dla  niej klęska. Ale ona jest po prostu z natury bardzo troskliwa. Bardzo pomogła  mi się tu zaaklimatyzować, bo na pewno  wiesz jak ja reaguję na dużą ilość obcych w jednym rzucie. No jakoś milkniesz  wtedy, ledwo cię widać i słychać. A to dziwne, bo pracowałaś jako sekretarka i asystentka. Tak, ale dużo mnie  to kosztowało. Ale jest  pewna różnica - pracowałam samodzielnie i współpracowałam tylko z jednym człowiekiem.  Przewalało się sporo osób przez  sekretariat, ale to całe towarzystwo nie  siedziało ze mną osiem na osiem godzin. Jako asystentka nie siedziałam w  sekretariacie, ale w przyległym, otwartym gabinecie.  Tu siedzę tylko z jednym, bardzo kulturalnym facetem,  takim jak ojciec Emila. Rzadko muszę mieć kontakt z innymi pracownikami. A szef jest świetny - gdy przychodzi Stasia to odkąd  wie, że jestem w ciąży to każe nam spacerować po budynku bo   siedzenie nie  służy ciężarnej. No i Stasia ciąga  się ze mną po budynku i uważam, że to jest z jej  strony  niezwykle  miłe. 

                                                                       c.d.n.


piątek, 19 sierpnia 2022

Trudny wybór - 87

Czas mijał niepostrzeżenie i nadeszła pora na  kolejne USG, które  było wyznaczone na 12 tydzień  ciąży. Dzień wcześniej Adela powiedziała  szefowi, że spóźni  się do pracy, bo ma wyznaczone na 8,00 rano USG - trzeba podejrzeć jak się spisuje dzieciaczyna. 

Dziecinko, proszę sobie  jutro zrobić  dzień wolny, dziś pod  koniec  dnia  zadzwonię do kadr, że pani ma  jutro wyjście  służbowe od rana. Jestem  pewny, że  wszystko na pewno jest  w porządku. A pani mąż to gdy mi powiedział, że oczekujecie państwo  dziecka, to miał  minę taką, jakby wygrał sto  milionów dolarów.

Oj tak, panie  Bronku, on jest szalenie  przejęty i dziwi się, że ja  nie  skaczę z radości. Trochę go sprowadziłam na  ziemię, że ja owszem, też  się cieszę, to w końcu  "planowa inwestycja", a nie improwizacja, ale to ja  dostanę w kość w sensie fizycznym i trochę się tego wszystkiego boję, więc u mnie to taka radość przez  łzy. Gdybym tylko pozwoliła to już w domu byłoby pewnie kilka  wózków, łóżeczek i kilka  stosów ubranek niemowlęcych. A najśmieszniejsze jest to, że ja jakoś tak na  co  dzień nie czuję  ani nie myślę, że jestem  w ciąży. Nic  mi , póki co  nie dolega, żadne mdłości lub wilczy apetyt mnie  nie dopadają, no  może tylko ta różnica, że  wieczorem nie  czytam, no ale wynika to  z wymogu, że mam spać 8 godzin, więc się kładziemy wcześniej spać, a nie jak dotychczas o północy. On się tak zachowuje jakby i on  był w  ciąży.

Ależ dziecinko, to przecież świetnie, że tak właśnie jest! Kochacie się wzajemnie i szanujecie, co  wcale dziś  nie jest częstym  zjawiskiem. Wiem, panie Bronku. On wyniósł taki wzorzec z domu. Szalenie żałuję, że jego mama już odeszła z tego świata i znam ją tylko z opowieści syna i ojca. A jego ojciec to naprawdę wspaniały człowiek - dżentelmen w każdym  calu i to oczywiście  w tym dobrym  znaczeniu tego słowa. I pan mi go ogromnie przypomina. Jakoś tak niedługo po naszym ślubie ożenił się z moją ciocią, siostrą mojej matki, którą  kocham stokroć więcej niż matkę. I wiem, że jestem szczęściarą - mam przy  sobie ich oboje, bo mieszkamy w tym samym budynku, w sąsiednich klatkach. Przedziela nasze  mieszkania  przychodnia lekarska.

To rzeczywiście jest  z pani szczęściara i jak to dobrze, że zdaje  sobie  pani  z tego sprawę. Bo wie  pani- szczęście i miłość to bardzo delikatne  zjawiska i trzeba o nie bardzo dbać. Ale jestem pewien, że oboje z mężem potraficie   zadbać o to, by były z  wami jak najdłużej.

Panie  Bronku,  a nic nie trzeba na jutro przygotować?  No może, ale krótkie, streszczenie tego artykułu- i podał Adeli czasopismo. Chce pan po polsku czy po angielsku?  Dziecinko, a który ze żłobów by pojął gdybym to powiedział po angielsku? Po polsku powiem a i tak połowa nie pojmie o co chodzi, więc zrobimy z tego ksero i będzie  leżało na  stoliku, żeby sobie  wzięli  na pamiątkę. Pani mnie po prostu rozbisurmaniła, ale nie da  się ukryć, że ma pani tak  zwane  "lekkie pióro" i bardzo  dobrze  pani  pisze.

Czytałem pani pracę na egzaminie na aplikację. Ładnie, prosto, rzeczowo. To był jakiś  cud, panie  Bronku, bo byłam tak zdenerwowana, że nie bardzo wiedziałam jak mam na imię. I powiem panu  coś, o czym nawet Emil nie  wie - skończyłam pisać,  trzy razy przeczytałam, zalepiłam kopertę, oddałam,  wyszłam i... weszłam do męskiej toalety, bo ona była na wprost tej  sali, a damska nieco dalej. Trochę mnie  wkopało w podłogę, ale na  szczęście nikogo tam nie było, więc szybko zmieniłam  lokal na właściwszy.  Szef uśmiechnął się - gdyby ktoś  był to by pewnie  potem  z 5 razy  sprawdzał czy  aby on był we  właściwym  miejscu.

Po dwóch godzinach szef z rozanieloną  miną  czytał tłumaczenie, cały czas kiwając potakująco głową,  na koniec powiedział: no to może byśmy  się kawusi napili?  Ja to zaraz zaniosę na xero,żeby  mi to na  dziś jeszcze odbili, tylko proszę jeszcze, o ile  można, dopisać tytuł i pochodzenie oryginału. Można, zaraz  zrobię poprawkę  w komputerze i dam  panu już poprawiony egzemplarz. Adela przezornie  zniszczyła tę odbitkę, dopisała   dane o które  zabiegał  szef, zrobiła nowy wydruk i szczęśliwy  szef poszedł do ksero. Umówili  się, że gdy wróci Adela zrobi "kawusię". Adela trochę pospacerowała po pokoju, myśląc o tym, że czas  ciąży jakoś dość bezboleśnie  mija - wszyscy dookoła  ją wyraźnie rozpieszczają a i jej organizm dobrze  toleruje ów stan. Jeszcze 8 tygodni  i będzie połowa  ciąży. Do pokoju weszła Stasia  mówiąc - szef stoi w kolejce w bufecie po wedlowskie wafelki w  czekoladzie. Jak stwierdził to po inne  by nie stał. A ty kwitniesz dziewczyno  w tej ciąży. Szef mi już doniósł, że jutro masz USG. On to powinien był mieć  z tuzin dzieciaków,  a nie jednego dość samolubnego syna.  Znasz jego syna?Adela zaprzeczyła. Stasia  machnęła  ręką - pewnie  nie  wiesz, ale moja  matka to siostra jego ojca. No oczywiście znam jego syna, nieco zarozumiałe indywiduum. On to jeszcze  pestka, żona go przerasta pod  tym względem znacznie. Pawiloniara de domo, a widząc, że Adela  nie bardzo rozumie o co rzecz idzie, wyjaśniła- synuś szefa  ożenił  się z potomkinią właściciela  dwóch pawilonów na Królewskiej. Bronek wciąż cierpi z powodu tego małżeństwa, ale nie mógł dorosłemu facetowi zabronić żeniaczki. Sama słyszałam, jak mówił Młodemu, że aby wypić kufelek piwa nie trzeba od  razu kupować browaru. A ja mam podejrzenie, że w pewnym  sensie kupił Młodego jej ojciec. Trzeba przyznać, że ojciec synowej Bronka to słowny facet - obiecał, że gdy się młodzi pobiorą to on im da mieszkanie....i dał. Dał też pieniądze na  rozkręcenie biznesu i Młody prowadzi kursy na euro-rzecznika patentowego. Mam podejrzenie, że teść się Młodemu do biznesu stale dokłada, bo jakoś mało jest tych euro-rzeczników. Może i dlatego, że euro-rzecznik musi znać perfect angielski, czyli 4 lata szkolnego angielskiego to ciut mało. No jasne, że za mało - przytaknęła Adela. Wiem jak  się namęczyłam gdy  musiałam czytać angielskie czasopisma branżowe. Na  szczęście zawsze  miałam obok Emila- naprawdę nie  wszystko mogłam wynaleźć w  słownikach. A on w te klocki to jest  dobry, w końcu wykładał w angielskim. Stasia roześmiała  się - twój mąż i w inne klocki  dobry, zmalował ci taką udaną ciążę. Pewnie nauczył plemniki, że w razie udanej inwazji mają  się idealnie  dostosować  do środowiska-  śmiała  się. Wyglądasz świetnie i jak  widać służy ci ta impreza. 

No właściwie masz rację - gdyby nie pewne rygory, jak te 8 godzin  snu to pewnie bym  sobie nawet nie  zdawała w ogóle  sprawy, że jestem  w ciąży. Emil mi wiąż o  tym przypomina, bo on to już  by chciał żeby robić  zakupy dla dziecka. 

Adelko, a ja do ciebie właściwie przyszłam by się zapytać,  czy znasz jakiegoś dobrego adwokata- muszę pozbawić ojca moich dzieci prawa do nich. Ty pewnie  nie  wiesz, ale ja ich  sama wychowuję - nie każdy mąż jest taki jak twój Emil. Mój w pewnej chwili wpadł po uszy w alkoholizm. Jak powiedział mi facet od uzależnień, to miał do tego predyspozycje rodzinne. Wpadł w zabawowe towarzystwo, tyle  tylko, że oni trzymali jakieś  granice a on nie.  Krótko byłam mężatką, rozeszłam się gdy młodszy miał rok, a starszy 4 lata. Od września starszy idzie do szkoły. Zgodnie  ustaleniami sądowymi jeden weekend w miesiącu oni spędzają u niego. Tym razem starszy był u niego sam, bo młodszy kaszlał, więc go zostawiłam w domu.

Wyobraź sobie  co przeżyłam, gdy około godz.23,00 do domu przyszedł sam starszy, mówiąc, że uciekł, bo od taty śmierdzi alkohol. Sprowadziłam do siebie koleżankę, by została  z dziećmi, a ja z Bronkiem pojechałam  do mieszkania byłego, a że się awanturował to wezwałam policję. I chcę pozbawić go praw rodzicielskich i zabronić tym samym kontaktu z dziećmi. 

No mam znajomego adwokata, dam ci znać wieczorem, czy  się podejmie tej sprawy. Bo nie mam pojęcia  czy aktualnie będzie  miał czas. Ale wiem, że jest naprawdę dobry. A prywatnie to nasz przyjaciel. Trochę pechowy jeśli idzie o jego życie osobiste, ale zawodowo- bezbłędny. Wiesz jak jest - szewc bez butów chodzi. Jeśli sam  nie będzie mógł to może poleci kogoś. Ja to nawet  nie bardzo  wiem  jakie on sprawy prowadzi. Ale  wiem, że na  brak pracy to  nie cierpi.

Nie miałam pojęcia, że masz  takie straszne kłopoty- sumitowała  się Adela. No a  skąd  miałaś mieć pojęcie, skoro ci o tym nie mówiłam. Nie mam się czym zbytnio chwalić. Nikt w rodzinie się na  nim nie poznał. Utalentowany inżynier architekt, nie jakaś łajza, wygrywający różne konkursy w branży. Może fakt, że wprowadził zwyczaj picia wina do obiadu powinien był zapalić  mi w mózgu czerwone światło. No ale to był zawsze tylko jeden kieliszek wina, co prawda  duży. A potem zmienił pracę, poszedł do prywatnej  firmy, zaczął się nienormowany dzień  pracy, zawsze  były jakieś okazje w pracy do wypicia. W końcu zagroziłam rozwodem, ale mnie  wyśmiał, bo akurat  byłam w  drugiej ciąży. Ale się "podłożył", bo jechał na podwójnym  gazie i go złapali i to bardzo blisko domu, więc się bronił twierdząc, że tylko samochód przestawia i szuka  miejsca do zaparkowania. Ale prawko mu zabrali, a ja wtedy złożyłam w  sądzie pozew rozwodowy. Ale dotarło do mnie, już po rozwodzie, że tylko ja  się od  niego uwolniłam, ale dzieci  nie i do jego śmierci będą go miały na głowie i  na utrzymaniu gdy  się kompletnie stoczy w dół. Teraz znów się "podłożył" tym, że mały od  niego uciekł. Ale mam policyjny protokół no i spisano co opowiedziało dziecko. A dziecko powiedziało, że tatuś go uderzył w buzię, gdy powiedział,że tata "śmierdzi winem" i że go boli teraz w buzi. Obejrzeli i okazało się, że mały miał przecięty od  wewnątrz policzek swoim  własnym  zębem. Szczerze mówiąc to nie spodziewałam  się po nim aż takiego chamstwa.  Więc postanowiłam odebrać mu prawo opieki nad dziećmi.  Jedno co mogę powiedzieć na jego korzyść - alimenty dowalono mu spore,  ale płaci  regularnie. Ale  nie wiadomo jak  długo jeszcze  będzie  "wziętym architektem". Alkohol jednak degeneruje. Poza tym jest jeszcze jeden aspekt- nie jestem jeszcze  stara i jeśli poznam kogoś kto chciałby mnie wraz z moim dziećmi, to taki pijak musiałby wyrazić zgodę, gdyby ten mój drugi  mąż  chciał dzieci adoptować. Mam znajomą, która ma małe  dziecko, z ojcem dziecka nie ma  ślubu, bo nie  chciał, dziecko uznał, dał mu swoje nazwisko, nie mieszkają razem. Ona wyszła  za mąż za innego , jest aktualnie z nim w ciąży i ten jej mąż chce adoptować to jej nieślubne dziecko, ale nie pozbawiony praw rodzicielskich tatuś nie wyraża  zgody.

Adela żałośnie  westchnęła - ja w pełni doceniam Emila, jego tatę i to, że zapewniają mi naprawdę bardzo spokojne życie. Na tle tego, co ty przechodzisz, to moje "boje" z moją matką to pestka, zresztą dzięki jej siostrze, którą kocham tak, jakby to ona była moją matką. Porozmawiam dziś wieczorem z tym prawnikiem. I może da mi odpowiedź od  ręki, a może dopiero za dzień lub  dwa. Bo może on zna kogoś dobrze obcykanego w dziedzinie prawa rodzinnego. Nigdy go jeszcze nie prosiłam o coś z  zakresu prawa, więc mam czystą kartę.Tak ogólnie to przyjaciel Emila i był moim promotorem gdy pisałam magisterkę.

Szef wrócił z dwiema torebkami pełnymi wafelków oblanych czekoladą. Jedną torebkę wręczył Stasi (dla dzieci) a drugą schował do szafy, w której zawsze był przechowywany express do kawy. Potem uśmiechnął się do  nich i  powiedział - dzięki Adelce nikt nam wafelków nie podprowadzi. No nie  wiem, strasznie  kiepskie te zamki, wsuwką do włosów można otworzyć - stwierdziła Stasia. A nie, Adelka była uprzejma wymienić wszystkie zamki. Jak coś będziesz chciała lepiej schować to przynieś do nas. Idźcie sobie teraz trochę na  spacer, niech Adelka tak nie siedzi ciągle, to niezdrowo. No to niech te wafelki na razie zostaną u was, gdy wrócimy to je zabiorę, powiedziała Stasia. Gdy wrócimy to będziemy - dodała ze śmiechem Adela.

Spacer to było zejście schodami do bufetu, kupienie paczki paluszków z makiem i dwóch butelek  wody mineralnej i spacer długimi korytarzami połączony z  chrupaniem paluszków i popijaniem wody. Adela upewniła  się, czy  może prawnikowi w skrócie opowiedzieć historię jej związku, żeby był zorientowany co go czeka i czy sam się za to weźmie, czy raczej poleci kogoś. Oczywiście Stasia zgodziła się, by Adela przedstawiła  w skrócie  całą  sprawę, bo może ten prawnik zna kogoś, kto niemal nałogowo się takimi sprawami  zajmuje. Na razie Adela wysłała do Arka sms z zapytaniem  o której wieczorem może zadzwonić do niego, bo jej przyjaciółka potrzebuje pomocy prawnej,czyli pozbawienia praw rodzicielskich ojca jej dzieci.Odpowiedź była krótka - dzwoń w każdej chwili, nawet w nocy, to brzmi poważnie. Adela pokazała zaraz Stasi tę krótką korespondencję. Naprawdę mogłabyś do niego  nawet w nocy zadzwonić? Tak, wszak przyjaźń zobowiązuje.

                                                                        c.d.n.

środa, 17 sierpnia 2022

Trudny wybór - 86

 Gdy wsiedli do  samochodu Emil powiedział - jakoś wcale po tobie nie  widać, że jesteś w ciąży. I wiesz, puściłem farbę, że ostatnio super nam wychodzi tantra i zostaliśmy pochwaleni. Taki sposób maleństwu  nie zaszkodzi. Powiedział, że masz koniecznie sypiać po 8 godzin. I nie  dźwigać. I żebym  się nie  dziwił,gdy będziesz  miała apetyt na to,  czego dotychczas nie  jadałaś. Fajny  z niego facet. Adela zaczęła  się  śmiać- tylko się w nim nie  zakochaj, dobrze? Naprawdę chcesz  dziś powiedzieć rodzicom, że właśnie  się stali dziadkami?

Tak, no po prostu mnie  roznosi. A ty taka jakaś bez  entuzjazmu, nie cieszysz się? No cieszę, ale to ja będę udupiona  ciążą i porodem,  nie ty. Wiesz, to taka radość przez  łzy. Trochę się tego wszystkiego boję. Wstąpmy do kwiaciarni - rodzice dostaną kwiatki z tej okazji.  Ale może kupimy tym razem jakieś doniczkowe, żeby się hodowały równoległe z  "pęcherzykiem płodowym". Helena ma rękę dobrą   do kwiatów, ja to wszystkie doniczkowe zawsze czymś zrażę  do życia. Albo zatopię albo zasuszę.

W kwiaciarni kupili  azalię doniczkową, o której  pani kwiaciarka powiedziała, że będzie kwitła praktycznie  cały rok, a wskazówki dotyczące  hodowli znajdą w internecie. Emil podwiózł  Adelę pod  dom, zaniósł doniczkę z kwiatkiem do mieszkania, chociaż wcale  nie  była  ani duża  ani ciężka, a sam poszedł  zaparkować  samochód. Śmiać się  chciało Adeli, ale  szybko doszła  do  wniosku, że byłoby to mało polityczne posunięcie. Nie podejrzewała, że wiadomość o tym, że spodziewa  się dziecka tak ogromnie  go uraduje. No tak- pomyślała- on jest jednak te  10 lat ode mnie  starszy, więc już pomału dojrzewa  do roli ojca.  Ciekawe czy już  dziś doniesie o tym Arkowi? Rozmyślania przerwał powrót Emila z parkingu. Wzięli doniczkę i poszli do Piotra i Heleny.  Gdy przyszli, rodzice  akurat wspólnie  szykowali kolację. Oooo, proszę - wyczuliście, że  dziś mam kopytka z gulaszem! Dosłownie za 10 minut byśmy do  was zadzwonili, żebyście przyszli do nas.  Emil odwinął doniczkę z kilku warstw  karbowanej bibułki i wręczył ją Helenie mówiąc  - a to jest dla babci i  dziadka od pęcherzyka płodowego, jak mówi o tym Adelka. Helena omal nie upuściła doniczki - takiej wiadomości jeszcze się nie  spodziewała.  Wpierw została wyściskana Adela, potem Emil i zaraz musiał Emil  wszystko opowiedzieć.  Rodzice  byli bardzo wzruszeni. Helena  zachwycała  się  faktem , że dzięki USG można  bardzo wcześnie sprawdzić jak przebiega  ciąża. A Emil promieniał szczęściem.  Hmmm, pomyślała  Adela - wygląda tak jak wtedy po naszym pierwszym razie. I jak go nie  kochać?  

Oczywiście  Emil dokładnie opowiedział przebieg wizyty, pozachwycał  się również  lekarzem.  Około godziny  dwudziestej  pierwszej, podniósł się z krzesła i powiedział - lekarz  kazał się Adelce wysypiać, ma  spać 8 godzin. Więc my, skoro jesteśmy w ciąży będziemy chodzić wcześnie  spać. Jak to  dobrze, że pracujemy dopiero od dziewiątej i że w Warszawie. 

W domu Emil dziękował Adeli za wiele rzeczy - za to że go kocha, że go rozumie, że jest cudowną żoną, która  zawsze odgaduje jego życzenia a na dodatek bardzo o niego dba i dziękował za to, że jest w ciąży. Mówił też o  tym, że będzie jej we wszystkim pomagał. I w czasie  ciąży i potem, gdy "ociupeństwo" już będzie razem  z nimi. Zapewniał, że naprawdę obojętna  mu jest płeć  dziecka, po prostu będzie kochał ich dziecko bez  względu na płeć. Jedno jest pewne - to będzie dziecko wiecznie przytulone do matki i ojca, bo Emil taki właśnie  był. No  a  skoro oni też są najszczęśliwsi gdy  się do siebie  tulą, to na mur-beton "ociupeństwo" też takie  będzie.  Adela się śmiała, że jedno jest pewne- nie ma obawy, że im  ktoś w szpitalu dziecko podmieni, bo będzie rodziła w tzw. pojedynce no i cały czas będzie obok  niej Emil. Tego wieczoru Emil tulił do snu już nie  tylko Adelę, ale i "ociupeństwo".

Wspólnie ustalili, że na  razie nie powiedzą jeszcze  nic Arkowi - bo po co dolewać oliwy do ognia. Na pewno jeszcze nie wrócił do równowagi po ostatnich awanturach  z Ireną i zapewne on  sam  się z nimi  skontaktuje, gdy przyjadą z Krakowa zamówione meble. 

Wracając następnego  dnia z pracy wstąpili do "swojej" przychodni i Adela  spytała  się, na kiedy może zapisać  się na kolejną  wizytę lekarską, bo ma już wynik pierwszego badania USG. Panienka   na recepcji obejrzała wynik badania, postudiowała przez moment pieczątkę doktora Z., poprosiła by Adela spoczęła na  moment w holu, wzięła  wynik badania i gdzieś z nim pobiegła. Adela i Emil spojrzeli po sobie,  wzruszyli ramionami i "spoczęli w fotelach". Po dziesięciu minutach wróciła recepcjonistka, poprosiła  ich do okienka  recepcji i  założyła kartę- lekarzem prowadzącym dalej Adelę był lekarz, którego nazwisko podał Emilowi  doktor Z. Panienka od  razu wypisała  na kartce, w których  tygodniach  ciąży będą badania USG, poprosiła o namiar telefoniczny na Adelę i Emila, bo wizyty będą umawiane  telefonicznie i będą to jeszcze cztery badania USG i tym  samym wizyty lekarskie. Zapisała  też Adelę na badanie  krwi, które można wykonać u nich już od godziny 7,00 rano. Oddała Adeli wynik badania od doktora Z., mówiąc, że już ma jego kopię i dołączyła ją do karty Adeli. Potem wręczyła Adeli broszurkę pouczającą jak powinna  się odżywiać  kobieta  w czasie ciąży i spytała, czy nadal Adela reflektuje na rozwiązanie w ich klinice. Po obustronnej wymianie uprzejmości Adela i Piotr pojechali  do domu. W domu Emil powiedział - spotkałem się  dziś z twoim szefem i powiedziałem mu o tym, że jesteś na samym początku ciąży. Powiedział, że po prostu nie  będzie  cię przemęczał i że spodziewał się, że nie będziemy czekać aż do chwili gdy ukończysz czterdziestkę, choć to ostatnio  modne, bo w jego mniemaniu mamy dobrze pod  sufitem. No to już  wiem, czemu  mi się dziś tak  dokładnie przyglądał  i pytał, czy nie  za dużo kawy piję. No to ja mu jutro zrobię frajdę i przy porannej kawie powiem,  że jestem w  ciąży. Ciekawa jestem jak to zniesie. Pewnie ci powie, że już o tym wie i że on ciągle czeka na to, by zostać dziadkiem i nie  wie, czy  się doczeka.

Wiesz Maleństwo, w każdy pogodny weekend będziemy wyjeżdżać z miasta gdzieś na łono natury. Możemy oczywiście to robić w towarzystwie rodziców, jeśli będą  chcieli z nami jeździć. A powiedz mi kiedy zaczniemy się rozglądać za jakimś wyposażeniem dla ociupeństwa? Myślę, że dopiero w czerwcu, bo mam nadzieję, że  dziecku na  tyle  się będzie podobało w moim brzuchu, że nie ucieknie z niego przed czasem. A ciuszki dla takich malusiątek to się jakoś różnią zależnie od płci?  Krojem na pewno nie, ale nie  wiem zupełnie  dlaczego dziewczynki są wciskane  w różowe szmatki a  chłopcy w niebieskie. Ja mam zamiar ów zwyczaj, mówiąc brzydko, olać totalnie. 

Nasze, niezależnie od płci, będzie ubierane  w różne kolory i na pewno z przewagą białego. Jak widzę te różowe i niebieskie zawiniątka to mnie mdłości ogarniają. A co do mdłości - nadal ich  nie mam, więc mam nadzieję, że nie będę ich mieć. Ja tylko chyba znacznie  szybciej teraz zasypiam wieczorem.  Tak mi się przynajmniej wydaje. Chyba tak, ale przytulasz  się tak jak zawsze, nie  zauważyłem jakiejś różnicy. Tomek się mnie pytał, czy zjedziemy na Boże Narodzenie do Zakopanego. Co o tym myślisz?  Myślę, że wątpię. Nie wiem jak  się będę czuła, poza  tym jazda  zimą do Zakopanego  ani miła  ani w100% bezpieczna. Powiedz mu, że jestem w ciąży i nie będziemy  się nigdzie  szlajać. Mieli przyjechać do Warszawy i nie przyjechali. No bo Tomek pisze pracę. No to niech  pisze i broni, pojedziemy do nich jak nasze ociupeństwo skończy  rok. Oni to akurat zrozumieją. Wiadomo też, że w czerwcu przyszłego roku też nie pojedziemy do Zakopanego- przecież nie będę ganiać po górach z dzieckiem w brzuchu, na dwa miesiące przed  porodem.

Meble Arka w końcu przyjechały spod  Krakowa do Warszawy. Gdy już wszystko było zmontowane i ustawione Arek zatelefonował do  nich i zapytał kiedy mogą do niego wpaść i obejrzeć. Emil powiedział, że dopiero w weekend, bo późno jednak wracają  z pracy i w dzień powszedni to nieco im  brakuje  czasu. Na szczęście Arkowi też to pasowało i umówili  się na najbliższą sobotę. W ramach prezentu na nowe mieszkanie Adela zakupiła komplet "kapci gościnnych", żeby goście  nie  zadeptywali mieszkania, a oprócz tego długą łyżkę do butów, by wkładanie  butów nie  zmuszało do  schylania  się. Gdy przyjechali okazało się, że Arek jeszcze się  nie pogodził z Ireną. Meble im się podobały, były w stylu  rustykalnym. Przy okazji zobaczyli,  jak jest urządzony ich pokój- magazyn. Adela pochwaliła urządzenie kuchni i gotowe meble. W łazience ceramika była z Koła- droga, ale bardzo ładna. A kiedy pokażesz to wszystko Irenie?- spytała  Adela. Nie  wiem, na  razie jest mi dobrze tak jak jest. Nie jestem entuzjastą huśtawki, marzy mi  się jakaś normalna, stabilna kobieta. No a co u was? Wybieracie  się gdzieś na święta? Mieliście  chyba jechać razem z  rodzicami do Zakopanego. Nooo, mieliśmy, ale nie pojedziemy bo Adelka jest w ciąży a takie podróże zimą nie są bezpieczne. Arek przez chwilę wyglądał jak karp wyciągnięty nagle  z wody, w końcu wykrztusił - od ilu godzin?  Emil roześmiał się - no od kilku. Poród będzie w  sierpniu. Już jest po pierwszym USG. Jeszcze  cztery takie podglądy u niej. Jest pod opieką prywatnej przychodni i w ich szpitalu będzie  rodzić. No wiecie- jesteście paskudni! Dopiero teraz mi to mówicie?  Areczku, nie  chcieliśmy cię odrywać od meblowania i  wszystkiego co z tym związane - to naprawdę jest ważniejsze niż moja  ciąża - cicho powiedziała Adela. Miedzy 11 a 13 tygodniem będzie kolejne, potem pomiędzy 18 a 22, potem między 28 a 32 i ostatnie pomiędzy 36 a 38.  Najzabawniejsze w tym jest  to, że ja nie czuję jakiejś  różnicy z powodu tego, że jestem w ciąży. No może tylko to, że wcześniej chodzimy  spać i nie mam problemu z  zaśnięciem. Mam spać 8 godzin na dobę. A reszta  bez  zmian- nie mam mdłości, nic mi nie  dolega. Pierwsze USG wykazało, że jest jeden pęcherzyk płodowy i w prawidłowym miejscu. I wygląda, że jest wszystko w porządku.  

No to teraz  pewnie szalejecie z  zakupami- stwierdził Arek. Nic z tych rzeczy - Maleństwo stwierdziło, że najwcześniej zakupy to będzie robiła w czerwcu - nie prędzej. Ja to już bym chętnie coś  zaczął kupować, ale ona nie pozwala- poskarżył  się Emil.

Wizyta była w sumie krótka, bo mieli jeszcze zrobić zakupy żywnościowe i Arek wybrał się  razem  z nimi, dzięki czemu "odkrył" stoisko Grycana i Kredens  Krakowski.

Gdy wracali do  domu Adela powiedziała, że właśnie ma świetny pomysł  na miejsce "spanie dla ociupeństwa".  Zamówimy materacyk z końskiego włosia z brzegiem o wysokości  około 20 centymetrów  dookoła.  Brzeg musi  być doszyty tak, by łatwo potem było się go pozbyć, bo potem będzie to materacyk do łóżeczka. Na początku   będzie to spanko w naszym łóżku. A gdzie się taki materacyk  zamawia? Tam, gdzie robią rzemieślnicy meble tapicerskie. Mam jeden namiar na  Nadarzyn. Łóżeczko, które może być kołyską też tam zrobią. To niezły patent- nogi łóżeczka są mocowane tulejami w bieguny. Gdy już kołyska nie jest potrzebna odpinasz nogi łóżeczka z biegunów i stawiasz na podłodze. Tanie  nie jest, ale bardzo fajne. Podjedziemy tam po nowym roku. Robią około  jednego miesiąca. Rozmawiałam ze Stasią, jej kuzyn ma tę firmę. Robi rewelacyjne drewniane sufity kasetonowe, bo jeszcze  są w Polsce ludzie, którzy  mieszkają nie  w blokach a we własnych domach. Mowę mi odjęło gdy  to zobaczyłam na zdjęciach. Prawie jak na Wawelu. Jak mówi Stasia, jej kuzyn ma jedną wielką zaletę - nic nie jest w stanie go  zadziwić w kwestii zamawianych mebli i innych akcesoriów domowych.

 A Stasia spała ze  swoim dzieckiem ponad dwa lata - w pewnej chwili stwierdziła, że woli się wyspać z dzieckiem w jednym łóżku niż  wciąż do niego wstawać by je uspokajać. Po prostu dzieci są różne i te bardziej wrażliwe potrzebują ciągłego tulenia,  ale w pewnej  chwili zaczynają się czuć pewniej na świecie i śpią same. I powiedziała, że często takiemu maluszkowi po prostu brak tego utulenia a wcale nie jest ani głodne  ani mokre, tylko czuje się niedopieszczone. Ona ma dwóch chłopaczków i jeden i  drugi spali na początku z nią. Miała  gorzej, bo nie  mieli takiego wielgachnego łoża jak my, tylko tapczan. Stasia jest fajna - ostatnio mi powiedziała - lekarze pediatrzy to są najzwyczajniej w świecie teoretycy- większości z nich to ich mamusie lub teściowe zajmowały się dziećmi, bo lekarze  wszak pracowali. Najbardziej się uśmiała, gdy jej rejonowa pediatra wyznała  całkiem  szczerze, że jej  dziecko to wychowała teściowa, bo ona to przecież pracowała w klinice dziecięcej gdy  tylko się jej skończył przysługujący ustawowo urlop.

Jak słyszę to ta  Stasia to bardzo zdrowo myśląca kobieta i wiesz- cieszę  się, że masz w  swym dziale taką nieco bliższą koleżankę. Powiem ci coś w sekrecie - Stasia to siostra cioteczna twojego szefa. Jak widać wymieniliśmy  się "tajemnicami"- ja mu w tajemnicy powiedziałem że jesteś  w ciąży a on w tajemnicy, że tu pracuje jego siostra cioteczna i że  chyba  się zaprzyjaźniłyście trochę.

Stasia nic  nie  mówiła na temat szefa. Wiesz, jak  szef do  mnie mówi gdy jesteśmy sami? Zawsze chce  mi się śmiać, bo tekst brzmi: "dziecinko, proszę by pani zrobiła....." i tu wymienia co mam zrobić. A z miesiąc temu powiedział, że będzie mu  milej,  gdy zamiast szefie  będę mówiła do niego "panie Bronku". Omal nie padłam z wrażenia. Ja wiem, że pewnie jestem młodsza od jego syna i  synowej i ta  "dziecinka" to wyraz  sympatii. A on z nikim tu nie jest "na  ty", nawet z innymi szefami działów. Złośliwcy mówią, że on tu jest od  samego początku, bo go znaleźli gdy robili wykopy pod  fundamenty budynku. Ale ja go naprawdę bardzo lubię.

                                                                      c.d.n.

                                                                       

wtorek, 16 sierpnia 2022

Trudny wybór - 85

W pierwszych dniach listopada Emil przejrzał swoje sekretne notatki i powiedział do Adeli - a może bym kupił w aptece test ciążowy?  Dla siebie? - zapytała  się  Adela. No nie, nie mam mdłości porannych. To dobrze,  bo ja też nie mam. Po odstawieniu tabletek tak  się rozregulowałam, że aż mnie to zdenerwowało. Ja cię nie chcę martwić, ale  zdaniem niektórych to te testy nie są w stu procentach miarodajne. Czuję się jak zwykle, zaczekaj jeszcze  trochę, to nie jest produkt, który znika z półek w tempie postępu geometrycznego. Za dwa tygodnie mam wizytę u swojego ulubionego doktorka.  Uważaj , bo jestem nieco zazdrosny - poinformował ją Emil.

Adela zaczęła  się  śmiać - no pewnie, jest o  co- facet ogląda setki  kobiet z odwrotnej perspektywy, głównie ogląda ich szyjki macicy. A gdyby mu pacjentka weszła  w innej kolejności niż są ułożone ich karty na jego stole w gabinecie to na 100% nie  wiedziałby jak ma na  imię i nazwisko kobieta, która właśnie weszła, bo nigdy się im  nie przygląda.  I zapewne zawsze każda pacjentka musi potwierdzić, że jest tą, której kartę właśnie trzyma w ręce.  Ale  na ciebie się patrzył, widziałem. Bo pewnie jestem jedyna, która zaznacza dni,  w których nie było stosunku, bo wtedy jest  mniej "rysowania". Nie da się ukryć, że trochę go  to zaintrygowało, ale  się spodobało, zwłaszcza gdy obejrzał moje wnętrze, któremu ta  sytuacja bardzo posłużyła. Poza  tym naprawdę niewiele kobiet przychodzi  ze swoim  mężem przed  ciążą. A i te ciężarne to tylko najmłodsze pokolenie. 

Jest pewien rytuał, ten  sam  dla  wszystkich  pacjentek-wchodzę do gabinetu, mówię  swoje nazwisko, facet bierze moją kartę i wpatrując  się w nią prosi o przejście do pokoju obok i przygotowanie  się do badania. Wchodzę do sąsiedniego pokoju, rozbieram  się, korzystam z toalety (żeby pęcherz był pusty), korzystam z prysznica, osuszam się, zakładam jednorazową mini spódniczkę z wiskozy i jednorazowe  kapcie i idę do gabinetu, ładuję  się na ten draczny fotel, zakładany jest  wziernik i jestem oglądana i odśrodkowo macana po usunięciu wziernika. Potem pan doktor  czuwa by się pacjentka nie wykopyrtnęła przy  schodzeniu,  pacjentka idzie  się ubrać, jednorazową  spódniczkę i kapcie wrzuca się do kubła, wraca do gabinetu  i teraz pacjentka dowiaduje  się więcej niż w trakcie  samego badania. Wściekałam  się, gdy  badający  mnie lekarz diagnozował  mnie gdy leżałam w tej  wyjątkowo  niemiłej dla mnie pozycji - a z dziwnym upodobaniem  robiły to lekarki. Ciekawa jestem czy one  lubiły tę pozycję czy  miało to pokazać pacjentce jaka pani doktorka jest  mądra i władcza. A ten wpierw pozwala  się kobiecie ubrać.  I zawsze mam wrażenie, że rozmawia z moją kartą zdrowia, bo się w nią  wpatruje. Ale bardzo go lubię właśnie za to, że czuję  się u niego tylko pacjentką a nie kobietą. Poza tym można go  zapytać o wszystko co budzi nasze  wątpliwości nie tylko w kwestii zdrowia w obrębie narządów płciowych i rodnych. I zawsze jest to kulturalna, wyczerpująca informacja. Jeśli zapisuje jakieś leki zawsze da rozpiskę stosowania i tłumaczy działanie  leku, wypyta się  czy i jakie  leki aktualnie  się bierze, żeby  nie było "kolizji".  No i każda  wizyta  trwa  u niego długo ale i tak walą do niego kobiety drzwiami i oknami. Bo to bardzo dobry  specjalista jest. No ale jeśli chcesz, to mogę wizytę u  niego odwołać i zapisać  się do  naszej przyszpitalnej przychodni, co jednak  wolałabym zrobić  dopiero za kolejną wizytą.

Maleństwo, przecież  żartowałem. Możesz przecież przez  całą ciążę chodzić do niego i raz na jakiś czas do tej przychodni. I tak już jesteś tam odnotowana, że chcesz mieć u  nich rozwiązanie. Z tego  co mówisz, to są u doktora  Z. bardzo dobre  warunki. No pewnie, że bardzo dobre, nawet lepsze niż w tej przychodni. Poza tym na pewno zrobi mi USG, które potwierdzi ciążę jeśli ona  jest , określi jej wiek i stan i ewentualnie  wykryje nieprawidłowości lub  wręcz  zagrożenia. W przychodni wiedzą pod  czyją opieką dotąd  byłam, znają go. 

A ten gabinet wraz z wyposażeniem zakładała lekarka, która  zmorzona  własną chorobą sprzedała  go właśnie jemu. Uprzedziła  wszystkie swoje  pacjentki, że sprzedaje  gabinet i właściwie  wszystkie jej  pacjentki przeszły do niego. I sądząc po tym,że najlepiej  się zapisywać na  kolejną wizytę wychodząc z aktualnej,  to nawet cena za wizytę kobietom  nie  straszna, gdy lekarz naprawdę  dobry.  A cena  mnie  akurat  nie dziwi, bo on jest dobrym  specjalistą i ma  świetnie  wyposażony gabinet a póki co  to cały nowoczesny  sprzęt medyczny tani to raczej  nie jest. Poza tym już sam lokal kosztuje, recepcjonistka też  nie pracuje tu charytatywnie. Bo nawet jeśli to  mieszkanie  jest wykupione, własnościowe, to jeżeli masz  w nim zarejestrowaną firmę to płacisz wyższy czynsz. On ma też podpisaną umowę z NFZ i to wszystko co refunduje NFZ to mamy wykonywane u niego bezpłatnie. Ma taką  fajną "ściągę" na biurku pod  szkłem, bo jak mówi to nawet mózg słonia by tego wszystkiego  nie  zapamiętał. Bo NFZ sobie  wyliczył ile w ciągu  roku może mieć pacjentka "darmowych" USG. No ale one przecież nie są darmowe, każdy płaci składkę zdrowotną.

Emil wpatrywał się w nią, w końcu powiedział - wychodzi na to, że Arek dobrze się na tobie poznał- byłabyś dobrym adwokatem  a zwłaszcza obrońcą. Adela skrzywiła  się -  nie do końca ma Arek rację- musiałabym być całkowicie przekonana i mieć  dowody, że dany podmiot jest rzeczywiście niewinny. Nie wiem czy  walczyłabym o kogoś kto rzeczywiście zawinił. Zakładam, że każdy ma rozum, więc wie  co robi. Chociaż ostatnio zastanawiam się, czy aby Arkowi  się rozumek  nie psuje. No ale przecież nie  wezmę  faceta  za rękę i nie  doprowadzę do psychoterapeuty. Każdy sam  musi do tego dojrzeć. 

Naprawdę zaskoczył mnie ostatnim swoim wybuchem w kwestii Ireny. No nie jest ona zapewne gejzerem intelektu, nie  czyta rozprawek filozoficznych przed snem i Arek ma ten luz, że nie musi się zbytnio wysilać by jej imponować  mądrością.  Ja często czuję  się przy Arku straszliwie niedouczona,  ale  w końcu  "trzeźwieję" i uważam  to za normalne, bo facet jest ode mnie dwanaście  lat starszy i pracuje w tym zawodzie a ja tylko teoretyzuję w tej materii.  Czasem mam  wrażenie, że Arek jest rozczarowany sam sobą, że z jakiegoś względu odpowiada  mu Irena.

Jesteś bliska prawdy. Słyszałaś  o szympansach karłowatych, nazywanych bonobo?  No wiem, że takowe istnieją i wiem, że generalnie  są najbardziej zbliżone pod  wieloma względami do ludzi,  ale to dotyczy wszystkich szympansów.  Tak, ale tylko szympansy bonobo zażegnują wszystkie stresy i konflikty seksem. Arek i Irena to właśnie "grupa bonobo".  Ale ta bardziej "człowiecza" część Arka stwarza mu pewien dyskomfort, bo jednak chciałby by "obiekt seksu" dorównywał mu inteligencją, ale aby go pod tym względem nie przewyższał.  Irena na pewno go intelektem nie przewyższa, ale i dla  niej seks jest dobry na  wszystko, na rozwiązywanie konfliktów między  nimi również. Tylko coraz częściej dociera do jego świadomości  fakt, że intelektem Irena  bardzo od  niego odstaje. I gdy się Arek oświadczał Irenie to zastanawiałem się tylko jak długo będą małżeństwem. Bo czułem, wiedziałem, że niezaspokojony w małżeństwie  jego głód intelektualny w którymś momencie  znów wyjdzie na wierzch. Wystarczy, że biedula nie  zrozumie w pełni "bełkotu prawniczego",  zada  niewłaściwe pytanie, albo w nieodpowiednim momencie się zdziwi i znów sobie Arek uświadomi, że mu Irenka rozumkiem nie  sięga nawet do stawu skokowego. Mnie to go nawet  żal - miał ojca niewątpliwie szurniętego, który go maltretował psychicznie. Arek nie kochał go, odetchnął z ulgą  gdy ojciec umarł i natychmiast wpadł w stress, właśnie z tego powodu, że poczuł ulgę gdy ojciec umarł. To facet skomponowany z samych sprzeczności. Nie przeszkadza mi, że cię niemal wielbi, bo on w pełni docenia twój intelekt, ale jednocześnie "opakowanie" nie wzbudza w nim żadnych emocji, darzy  cię tylko swą przyjaźnią, a jako przyjaciel to on się sprawdza. Cierpi, że jego matka nie  dożywa swych  dni we własnym  domu,  ale wie, że on sam  nie jest  w stanie zapewnić jej właściwej opieki, a tam, w tym  zakładzie, ma taką opiekę jakiej wymaga. Jeździ do niej w każdy weekend. I w każdy weekend musi potem Irenie tłumaczyć, że jego mama niestety ma demencję- nie całkowitą, ale niestety nie wszystko rozumie.

No to teraz  dla  mnie jasne, dlaczego Irena nie likwiduje tego mieszkania na Saskiej Kępie - musi mieć coś w odwodzie na czas rozstania. Może oni w ogóle nie powinni byli brać  ślubu tylko mieć blisko siebie dwa oddzielne  mieszkania? - zastanawiała  się na głos Adela. Nie mam pojęcia czy psychoterapia coś im pomoże. I czy w takim układzie powinni mieć  dziecko?  Dziecku potrzebna jest stabilizacja, dom bez kłótni i awantur. Oni chyba oboje patrzą  się na  nas jak na jakieś dziwolągi. Nie  dość, że się nie kłócimy to mieszkamy blisko rodziców i jeszcze  z nimi na urlop wyjeżdżamy- po prostu jesteśmy  dziwni.

Emil zamyślił  się - Arek to tylko mi wciąż zazdrości, że cię spotkałem, że się rozumiemy. Ale chyba nie stara  się wcale  zrozumieć, że dobry  związek to praca obu stron. I że seksem nie  załata się wszystkich różnic pomiędzy partnerami.

W dwa tygodnie później, tak jak było umówione Emil z Adelą "wylądowali" w gabinecie doktora Z. Pani recepcjonistka przepytała  się o datę ostatniej miesiączki i powiedziała - zaraz pani wejdzie do pana doktora- to w sam raz pora na USG, minęło 6 tygodni.  Gdy gabinet opuściła pacjentka recepcjonistka powiedziała - proszę, wchodzicie  państwo razem. Panowie wymienili męski uścisk dłoni, Adela została  wysłana by się przygotować na USG, które miało być wewnętrzne, pan doktor spokojnie  mył ręce i zakładał rękawiczki. Gdy Adela wkroczyła do gabinetu Emil uśmiechnął się i powiedział- wyglądasz niczym hawajska tancerka w ten zielonej spódniczce, a doktor powiedział - no ale  nie ma na szyi ani na głowie wieńca z kwiatów, więc to taka podrobiona tancerka i obaj się zaczęli cicho śmiać. Adela usadowiła  się na tym niezbyt lubianym przez  nią  sprzęcie, pan  doktor zerknął w kartę i powiedział- no to zaraz zobaczymy co się tam u pani w środku dzieje.  A tak w ogóle to jak się pani czuje? Normalnie, tylko strasznie mnie  złościło to rozregulowanie po odstawieniu tabletek. Wszystko jest tak samo- posiłki,  spanie, kondycja?  Według  mnie to wszystko tak  samo, no chyba, że mąż coś zauważył. Lekarz patrzył na ekran, coś zapisywał, w końcu powiedział - jak na  razie to jest wszystko w wielkim porządku, już jest pan ojcem! Ale proszę  się nie  cieszyć- ojcem  zostaje  się szybko, w kilka  chwil,  ale ojcostwa  to się uczymy do końca naszych  dni. Z tego co widzę,  a widzę po prostu pęcherzyk płodowy, jest jeden pęcherzyk, prawidłowo umieszczony, o właściwych wymiarach i w sierpniu dziecko powinno przyjść na świat. Gratuluję państwu!

Już się może pani iść ucywilizować. A w międzyczasie  my sobie  chwilę porozmawiamy. Przypilnował Adelę gdy  schodziła, nawet podtrzymał jej łokieć. Gdy wyszła zza parawanu, Emil, wyraźnie uradowany przytulił ją i ucałował. Adela poszła  się "cywilizować", a panowie zaczęli rozmowę. Gdy wróciła ( a wcale się nie spieszyła) obaj byli "zagadani", a lekarz  powiedział - ogromnie  się cieszę. Martwi mnie tylko to, że szpital, w którym pracuję idzie latem do remontu i nie będę mógł się panią w trakcie porodu opiekować. Ale już rozmawiałem z pani mężem, wszystko mamy omówione. Termin następnej wizyty wyznaczy recepcja. Gdy rozradowana Adela dotarła do recepcji uniosła prawy kciuk do góry i powiedziała- pan  doktor powiedział, że termin kolejnej wizyty pani mi wyznaczy. Ooooch, to świetnie, widać, że wszystko jest w porządku. No i gratuluję! 

Na pustej klatce schodowej Emil mocno ją objął i wycałował całą twarz Adeli mówiąc - reszta w  domu. Wiesz  Maleństwo, bardzo, bardzo sympatyczny  z niego facet. I pochwalił pomysł, żebyś rodziła  w tym prywatnym  szpitalu, on tam ma  kolegę. Mam już na niego namiary. Wiesz jak jest - to kraj, w którym dobrze  się żyje gdy się  ma furę dobrych znajomych i przyjaciół. Mam ochotę skakać z radości. Dosłownie rozsadza mnie, mam ochotę powiedzieć o  tym rodzicom. Adela roześmiałą  się - no dobrze,  możemy to zrobić dzisiaj, świeżo upieczony tatusiu.

                                                                 c.d.n.

 



niedziela, 14 sierpnia 2022

Trudny wybór- 84

 W pokoju zaległa  cisza. Adela wstała od stołu mówiąc- idę po coś słodkiego i ewentualnie lody. Będziecie  pić herbatę owocową? Kupiłam taką z mango, mam też malinowo - limonkową. Obaj panowie  kiwnęli głowami, a Arek dodał- nawet  nie  wiem, że bywa jakaś herbata owocowa.  Wypiję taką, jaką mi zrobisz. No to zaparzę w dwóch dzbanuszkach, to będzie  wybór. Ona jest  też całkiem  dobra zimna. A lody będziecie jedli?  No jasne - stwierdził Emil. A masz czekoladowe? - spytał Arek. Mam, bo ostatnio kupujemy nieomal wszystkie jakie są danego dnia w małych pudełkach. A gdzie wy kupujecie te lody?- zainteresował  się Arek. W L'Eclercu,  w stoisku firmowym Grycana. To facet, który kiedyś swoje lody  sprzedawał w takim  małym zielonym kiosku na Puławskiej przy Dworkowej. Na te  lody to chodziłam jeszcze  jako dziecko i maszerowałam do tej budki jak po sznurku, chociaż wcale do niej nie miałam blisko. Jeśli będę potrzebowała kogoś  do noszenia to zawołam. Milek, a ty zestaw  lodów taki jak zawsze? Tak Maleństwo, jak zawsze.  

Gdy Adela wyszła do kuchni Arek powiedział - przepraszam cię stary, ale naprawdę już nie wyrabiam z tą idiotką. Mieszkanie kupiłem za swoje pieniądze i na siebie. Meble oczywiście też. Uprzedzałem przed ślubem, że chcę byśmy mieli rozdzielność majątkową. Nie protestowała, zgadzała się.   Ona ma to mieszkanie na Saskiej Kępie  wykupione, jest ewidentnie  jej. A teraz mi zrobiła  awanturę, że mamy rozdzielność majątkową, a przecież  planujemy dziecko, więc jak to tak. Więc jej tłumaczę, że rozdzielność majątkowa i dziecko to dwie różne sprawy, a rozdzielność jest o tyle  dobra, że można sobie wtedy robić darowizny i unika  się tym sposobem płacenia podatku. No ale gdybyś umarł, to wtedy dziecko nic by nie  dostało - tak  mi kretyńsko  argumentuje.  Więc tłumaczę tej kretynce, że nawet jeśli nie  zostawię testamentu to i ona i dziecko wszystko po mnie odziedziczą, każde po pięćdziesiąt procent tego co było moją własnością. A poza  tym póki co, to jeszcze dziecka nie ma, ona nie jest w ciąży, więc dyskusję uważam za jałową.  Jak będzie dziecko na świecie wtedy zrobię testament. Zaczęła  się wydzierać na mnie że mam ją za idiotkę. Tu akurat dobrze trafiła, bo bystra to ona nie jest. Potem się dowiedziałem, że jestem zarozumiały inteligent, wypomniała mi chwile gdy miałem kłopoty z potencją, w końcu wypaliła, że wszyscy moi przyjaciele jej  nie lubią, nawet ta gówniara - miała na myśli Adelę - nie chce z nią rozmawiać . No a że akurat  miałem trochę wolniejszy  dzień przepytałem dokładnie o co jej chodzi w kwestii Adeli. Wysłuchałem, jakimś cudem jej nie przylałem i powiedziałem, że zachowała się skandalicznie, bo przecież ledwie zna Adelę i wśród normalnych ludzi nikt nie przepytuje swych znajomych o sprawy intymne. No to się jeszcze bardziej rozdarła, bo powiedziałem, że tak naprawdę to powinna ruszyć kuper i pojechać do Adeli, żeby ją przeprosić za swoje zachowanie, oczywiście wcześniej dowiedzieć  się czy jest w domu. Poleciał w moją stronę jakiś jej trep, więc kazałem  się jej ubrać i wyjść z mojego mieszkania, bo akurat  byliśmy na Ursynowie. Potem pojechałem do jej mieszkania i zabrałem swoje rzeczy i przewiozłem je na Ursynów. Praktycznie mam tam już wszystko przewiezione, tylko mebli brak. I do czasu przyjazdu mebli pomieszkam w  Raszynie.  Na  szczęście  dla  mnie Irena  nie  zna ani tego mego  znajomego  ani adresu i jego  nazwiska.  A klucze od Ursynowa, oba komplety są u mnie. Jaką macie pralkę? Na razie małą, taką na 4 kilogramy, ale nie wiem, czy kupimy większą gdy się pojawi dziecko. Pieluch do prania nie  będzie, są pampersy.

A jakiego dzidziusia byś chciał- chłopaka czy dziewusię?- dociekał Arek. Nie wiem, chcę tylko żeby nie  miało żadnych problemów  zdrowotnych. A płeć? Byle  było zdrowe i nie umordowało Adelki swym pojawieniem  się na świecie. Już kupiłem niemal stos  książek- poradników dotyczących hodowli dzieci. Adela wszystkie przejrzała i doszła  do genialnego  wniosku, że dziecko to wszak też  człowiek i na pewno odczuwa wszystko tak jak my, więc może najłatwiej nam  będzie gdy będziemy o  tym pamiętać i nie będziemy robić mu tego, czego sami nie lubimy. Prawdę mówiąc to jestem niezdrowo podniecony myślą o tym, że zostanę kiedyś, może niedługo ojcem. I najdziwniejsze jest w tym to, że gdy Adelka jeszcze będzie w ciąży to już będę ojcem, choć moje  dziecko będzie jeszcze  długo ukryte przed moim  wzrokiem. Aż mnie  ciarki przechodzą gdy o  tym pomyślę! Muszę przepytać tatę jak on  to odczuwał, przeżywał. Wiem, że ogromnie  kochał moją mamę.  Adelka spodobała  mu się od pierwszego spotkania i gdy  przywiozłem ją do Milanówka na pierwszy wspólny weekend to przepytał mnie czy myślę o niej poważnie, bo jeżeli nie, to niech  swoje chucie łagodzę innymi panienkami, w pewnym  sensie zawodowymi. A potem ( tata ateista) kazał mi się modlić, by  mnie zechciała. Adelka i Helena, to jak posłuchasz taty, to są dwie święte, które zstąpiły na  ziemię by nas obu uszczęśliwić. A jaki był szczęśliwy gdy byliśmy razem w Zakopanem! A jaki dumny, że Adelka, taka drobniusia tak dzielnie chodziła po górach. A ja umierałem ze strachu gdy widziałem jak szła dosłownie centymetry od przepaści. Dobrze, że oboje mieliśmy wibramy. A ty byłeś z Ireną na jakimś wspólnym urlopie?  

Arek zaczął się śmiać - ty mi lepiej powiedz co to jest urlop. Przecież ja mam wolny zawód a tak naprawdę to nie  wiem co to jest urlop. Ludzie okrągły rok wielce starannie komplikują sobie i innym życie i pakują  się w różne dziwne pułapki,  z których trzeba ich wyciągać. Ja nie pracuję ośmiu godzin dziennie ale najczęściej gdy mnie ktoś wynajmie to kilkanaście godzin. A potem słyszę, że adwokaci to stanowczo za dużo zarabiają. Owszem, teoretycznie dużo, ale bardzo  nieregularnie.

Arek, Adela powiedziała, że wyglądasz na bardzo przemęczonego , a taki stan nie  sprzyja powoływaniu dziecka na świat. Zrób sobie jakiś urlop od  spraw służbowych. A tak teraz, to w moim odczuciu to przemyśl spokojnie wszystkie za i przeciw bycia z Ireną. Bo wiesz - idealnych związków to raczej nie ma bo przecież każdy z nas  jest inny, pochodzimy z różnych rodzin, czasem o zupełnie innych obyczajach, ale zawsze znajdą się punkty styczne, tylko obie  strony  muszą chcieć je  odnaleźć. Nie  znam Ireny, ale Adela po tym spotkaniu w Piasecznie powiedziała, że to chyba  ciepła kobieta, choć może nieco za bardzo przekonana o własnych  racjach.  Adela jest z gatunku tych,  z którymi można wszystko przedyskutować i zawsze znaleźć rozwiązanie - czasem całkowicie satysfakcjonujące obie  strony w tym samym  stopniu a czasem przynajmniej w 80% , ale wtedy obie  strony z góry wiedzą co może wywołać problem i albo  się pracuje nad  tym albo uważa, by ten temat nie  zniszczył tego co łączy. Przy Adeli nie ma tematów tabu, jej zdaniem  wszystko można omówić jeśli się  jest razem.   A też miała paskudne dzieciństwo. Własna matka jej nie akceptowała i na  wywiadówki do szkoły chodziła siostra jej matki, Helena. I to ona tak super ukształtowała Adelę. Adela długo myślała, że to Helena ją urodziła.

Może masz rację, że powinienem trochę odpocząć - westchnął Arek. Ale wpierw muszę się umeblować. Bo na  razie to żyję na pudłach. No ale chętnie pojechałbym gdzieś za granicę. Pociąga mnie Wiedeń. Przejrzę  jakie są oferty biur podróży. I może wezmę ze sobą Irenę. Popatrz, jaka ta twoja   żona jest kochana - zostawiła nas samych, żebyśmy mogli swobodnie pogadać. Więc nie  dziw się, że się nią zachwycam i ci jej zazdroszczę,  chociaż chwilami  mnie opieprza. I.....nawet to  lubię.

Gdy obaj weszli do kuchni Adela zapytała - no i co rada starszych uchwaliła? Deser nam się jeszcze chłodzi, za kilka minut będzie gotowy. Są lody z bitą śmietaną, owocami, bakaliami i kawałkami galaretki owocowej. Galaretka jest głównie z powodu jej walorów dekoracyjnych. Jak ktoś  nie lubi może ją zostawić. A teraz  idźcie stąd, muszę mieć dużo miejsca, zawołam do noszenia.

W kwadrans później przyszli  po swe porcje.  Porcje lodów w kolorowych miseczkach były udekorowane bitą śmietaną i małymi zielonymi  serduszkami  i żółtymi półksiężycami z galaretki. Dla Arka były to lody czekoladowe, dla Emila czekoladowe i pistacjowe, a dla Adeli tylko pistacjowe. 

O kurczę, a gdzie  ty kupiłaś takie galaretki w kształcie serduszek i półksiężyców? Wycinałaś je sama?  Adela z poważną miną odpowiedziała- nooo, wytoczyłam je  na specjalnej kuchennej tokarce. Mina Arka była  z gatunku bezcennych. Nawet  wtedy, gdy Adela pokazała mu małą foremkę z trzema rodzajami kształtów. A kiedy kupiłaś tę  foremkę - dopytywał się Emil. 

Dostałam w prezencie od  koleżanki w pracy w ramach podziękowania za przetłumaczenie jej pewnego prywatnego tekstu. Uważam, że bardzo ładnie  się znalazła chociaż od  razu jej powiedziałam, że to nie problem i nie kłopot dla mnie. To właściwie jedyna osoba, poza szefem, z którą rozmawiam na prywatne tematy. Jakoś polubiłyśmy się ze Stasią. Szefa też lubię, to bardzo porządny facet, chociaż może za często bywa zdumiony rzeczami całkiem normalnymi, jakby chociaż tym, że zawsze gdy robię sobie kawę pytam się, czy ma w tej  chwili ochotę na  kawę. I że powiedziałam, że ilekroć ma ochotę na kawę, to niech powie, a ja zrobię, bo dla  mnie to żaden wysiłek ani problem. Nie umieram tu z przepracowania. No to mi powiedział, że nie chce bym się czuła niczym sekretarka. Dość długo mu tłumaczyłam nim mnie pierwszy raz sam poprosił  "czy może byśmy  się kawy napili". Teraz na  zmianę zaopatrujemy expresik w kawę. On się tego expresu chyba  boi. Czasem na kawę przychodzi też Stasia. W każdym razie dopóki szef nie pójdzie na  emeryturę to nikt mnie stąd nie ruszy. I to mnie cieszy, bo to bardzo miły, kulturalny człowiek. Tak samo mało rozrywkowy jak ja,  nie lubi wieloosobowych pokoi. I facetów rżących w pracy nie bardzo wiadomo z czego. 

Fakt, potwierdził Emil- twój szef to naprawdę miły, kulturalny człowiek. I ma naprawdę bardzo rozległą wiedzę. Lubię z nim prowadzić dyskusje. Poza tym mamy obaj niemal takie  same poglądy. Ale kiedyś mnie rozbawił niemal do  łez, bo mi powiedział, że mam niezwykłą żonę, która się wcale nie maluje. Aż się zakrztusiłem kanapką, bo właśnie byliśmy w bufecie. Więc mu tylko powiedziałem, że jednak spędzasz sporo czasu przy lustrze rano, tyle  tylko, że malujesz  się dyskretnie.

Jego zdaniem to większość pań przychodzi do pracy w niemal wieczorowym makijażu. Rozejrzałem się po bufecie i stwierdziłem, że ma rację. A widzi pan - mnie osobiście to się nie podoba. Takie oczy zrobione na żonę faraona to są dobre na wieczór do restauracji a nie do pracy. I te trzy milimetry pudru na twarzy- poinformował mnie. Wie, bo jego synowa tak się pacykuje, ale oczywiście nigdy jej nie zwrócił na to uwagi, tylko się zastanawia na ile taka warstwa pudru szkodzi skórze. Stwierdził, że dzisiejsi mężczyźni mają do wyboru albo "dożywianie się" szminką, którą są wymalowane usta, albo pudrem w płynie, który jest  na reszcie twarzy. I bardzo mi się spodobało to określenie "oczy  zrobione  na żonę faraona". A kolega, który był w Egipcie to opowiadał nam, że tam  Beduini robią sobie na skraju górnej powieki grubą czarną kreskę, bo ona chroni oczy od słońca. I że to niesamowicie wygląda.

Arek spojrzał się na Adelę - faktycznie, ona wygląda na nieumalowaną, ma tylko chyba rzęsy lekko wytuszowane - ocenił. Usta też bez szminki. I jak dla mnie to jest wszystko jak należy. Irena robi sobie kreski na powiekach, bo twierdzi, że to powiększa optycznie oczy, tylko czasem to się jej to rozmazuje i wcale to wtedy fajnie  nie wygląda.

Adela roześmiała  się - mogę wam dać moje kosmetyki i  możecie się umalować, wtedy przekonacie  się jakie ciężkie życie mają kobiety by się wam podobać. A rzęs wcale nie mam wytuszowanych tuszem,  tylko używam specjalną odżywkę do rzęs zrobioną z olejku rycynowego. Ostatni raz  miałam pełny makijaż na własnym ślubie. A rano to spędzam dużo czasu przed lustrem bo się czeszę. Gdybym miała krótkie  włosy to czesanie trwałoby góra 5 minut. Jak zetnę, to siedzenie przed lustrem rano będzie krótkie. Oj nie ,  nie ścinaj- zaprotestował Emil. Lubię gdy masz włosy właśnie takie trochę dłuższe, mogę  się wtedy nimi bawić. Kochanie, ale ja zetnę tylko 4 centymetry, będziesz się miał czym bawić- zapewniła go Adela. Przecież wiem, że lubisz się bawić moimi włosami. I lubię gdy mi je czeszesz, bo robisz  to tak bardzo delikatnie.

Arek patrzył na oboje jak ktoś, kto pierwszy raz  w życiu jest w ogrodzie zoologicznym i widzi żywego słonia  lub tygrysa.  Tego, że jego przyjaciel czesze swą żonę zupełnie się  nie spodziewał.

                                                                       c.d.n.