sobota, 27 sierpnia 2022

Trudny wybór - 93

 Adela szła na naradę jak na  ścięcie. Wysłuchała kilku wypowiedzi  w stylu " musimy  się zastanowić", "trzeba  pomyśleć" i miała  wielką ochotę  stamtąd wyjść.  Ale w końcu nie  wytrzymała i.....podniosła  rękę. Wpierw  się przedstawiła i na początek powiedziała - pracuję tu niedługo i od każdego słyszę, że trzeba  się zastanowić co dalej.  To niby racja,  ale chyba jestem głupia, bo w moim przekonaniu my nie  bardzo mamy  się nad czym zastanawiać, bo jak na razie nic nie jest jasno  sformułowane. Może coś przeoczyłam, ale nie  znalazłam  nigdzie jasno sformułowanych przepisów. Jak na  razie to jest jakiś chaos. My, jako urząd to i tak mamy dość jasną sytuację, bo tylko orzekamy i w kwestii orzecznictwa to się nic nie  zmieniło dla nas. Natomiast są całe rzesze osób, które nie są u nas  zatrudnione, a którym bardzo się skomplikowała  sytuacja zawodowa i to oni  muszą  się zastanawiać co dalej mają ze sobą zrobić. Nas to nie  dotyczy. My w pewnym  sensie  oceniamy ich pracę, uznając lub  nie dany patent. I jak na  razie to rzecznicy patentowi dotychczas pracujący w różnych przedsiębiorstwach są w dziwnej,  wciąż niejasnej  sytuacji bo prawodawca  chyba nie ma  pomysłu jak zjeść ciastko i mieć je  nadal, czyli jak usunąć rzeczników patentowych z  zakładów pracy ale nadal posiadać patenty w Polsce. I to co my tutaj sobie wymyślimy nie ma   żadnego znaczenia bo nie nie jesteśmy prawodawcami. Oczywiście możemy tu  sobie o tym  wszystkim rozmawiać,  możemy nawet poprosić by każdy pracownik pomyślał i napisał jak to wszystko powinno w państwie funkcjonować, ale osobiście  nie  wierzę by to coś  dało.  Jest natomiast taka sytuacja, że każdy rzecznik patentowy ma dwa zawody i nie jest wykluczone, że  wielu odejdzie od zawodu rzecznika. A Polska ma naprawdę na tle innych  państw  UE bardzo mało rzeczników patentowych. Takich zmian nie udaje  się wprowadzać  nagle, bez okresu przejściowego dyktującego jasne i realne wytyczne.Uśmiechnęła  się promiennie i powiedziała- to wszystko. Szef Adeli wstał i powiedział - ta młoda  dama popatrzyła na  wszystko świeżym okiem i.....ja się z tym zgadzam. Myślę, że  szkoda naszego czasu na takie  jałowe dyskusje. Wywiązała   się dyskusja niekontrolowana  a w kilka  chwil później wspaniała narada  się skończyła. 

Gdy wrócili do pokoju Adela powiedziała - no ciekawe  kiedy dostanę wymówienie. Nie  dostaniesz  dziecinko, jest pani  w ciąży! No faktycznie- jestem. Chyba  muszę trochę pospacerować, żeby ochłonąć. To weź dziecinko Stasię na  tę wędrówkę. Wpierw się czegoś napiję. Napije  się pan  ze mną herbatki  z czerwonokrzewu? A co to takiego? -zdumiał się szef. To taki krzaczek  rosnący w RPA, w górach Cedaberg.  Po "ichniemu" to rooibos. Zawiera  żelazo, przeciwutleniacze, witaminę   C, potas, fluor, cynk, obniża poziom  trójglicerydów, poziom  cukru, działa  antybakteryjnie i antygrzybicznie. I nie  zaparza  się tego wrzątkiem tylko wodą o temp. 70 stopni, żeby nie  zniszczyć witaminy C. Mam dziś  roibos połączony z  dziką wiśnią, ale jest też taki z wanilią.

Dziecinko, pani  mnie  zawsze  czymś zadziwi, pani mąż to ma  chyba mnóstwo nowych  wrażeń przy pani. Nie wiem, ale się na nic nie skarży - śmiała  się Adela, jakoś to wyrabia bez problemu. Po chwili do pokoju przyszła  Stasia, roześmiana od ucha  do ucha. Słyszałam od poniektórych, że rozgoniłaś dziś naradę. No i bardzo, bardzo dobrze - do niczego te narady nie  są potrzebne - stwierdził szef.

Stasiu, napijesz  się z nami herbatki z czerwonokrzewu? A co po niej się dzieje?  Się zdrowieje- powiedziała Adela. Wypijemy we dwie po pół szklanki, bo ostatnio jak wypiję więcej czegokolwiek to muszę być blisko łazienki, a szef nas chce wysłać na  spacerek.

W tej chwili do pokoju wtargnął Emil. Popatrzył na Adelę i powiedział - przez moment pomyślałem że mi się to wszystko śni - moja trusia nagle odważyła się zabrać głos! I jeszcze obtańcowała ustawodawców! Panie Emilu, przecież miała w 100 procentach  rację - te wszystkie narady to zwykłe   bicie  piany! Do niczego nie  są przydatne- stwierdził szef. 

Adela uśmiechnęła  się - to  wszystko wina szefa, bo przed  zebraniem kazał mi dziś  zabrać  głos na  zebraniu, więc zabrałam. Przynajmniej się szybko skończyło. A teraz mają niektórzy o  czym pogadać. Po prostu cała operacja  nie  była do końca  dobrze  przemyślana. I znów będzie odpływ fachowców w siną dal. Bo wiele krajów uznaje naszych rzeczników patentowych,  nawet bez  tytułu UE.  A angielski to niemal każdy inżynier  zna, a jeśli nie, to wróci do swego zasadniczego wykształcenia.  Nasz były naczelny dobrze ocenił sytuację - te 10 tysięcy miesięcznie to każdy rzecznik na  wolnym  rynku zarobi  tylko w  snach -stwierdziła Adela. A nastawienie społeczeństwa do tak  zwanych "wolnych zawodów" jest tak naprawdę  dość wrogie. Lata słusznie minionego systemu wracają tylnymi drzwiami. Wystarczy posiedzieć  w poczekalni u prywatnego lekarza i posłuchać  jak ludzie są nastawieni. Z jednej strony jęczą, że państwowa  służba zdrowia jest do  niczego a  z drugiej strony opluwają prywatnych lekarzy że  zdzierają i obrabowują ludzi z pieniędzy. Już sporo biznesmenów wyniosło się z Polski, bo na  szczęście jesteśmy w UE. A ja, ciężka idiotka, łudziłam  się, że fakt bycia w UE coś zmieni w mózgach rodaków. Na razie na pewno podpadłam, ale  może coś niektórym do głowy weszło. 

Pewnie weszło, bo w barku pełno. A co wy ludzie pijecie? -zainteresował się Emil. Herbatkę dla ciężarnych, ale jest naprawdę całkiem  smaczna- odpowiedział szef.  Wolałbym kawę - stwierdził Emil. Adela wstała, podeszła  do szafy, wyjęła express i powiedziała- no to sobie  zrób, tylko wodę trzeba przynieść, proszę, masz tu dzbanek na wodę.    Zerknęła na Stasię i powiedziała - to my idziemy rozprostować nogi, mam nadzieję, że nikt mnie po drodze nie pobije. A telefony macie przy  sobie?- tak, mamy. Ale wróćcie dziewczyny  za jaką godzinę. No jasne, że wrócimy, ile w końcu można chodzić po korytarzach- odpowiedziała Adela.

Podobało się ludziom jak dziś walnęłaś -rudy powiedział, że jesteś babką z jajami- poinformowała Adelę Stasia.  A ja słyszałam, że masz jakąś nianię do  dzieci - powiedziała  Adela. Arek miał do nas późnym popołudniem  wpaść,  ale nie wpadł bo ponoć  grał z twoimi chłopcami w jakąś grę planszową- sprawdzam tylko czy  aby  nie łgał. No nie łgał, odwiózł mnie do moich rodziców i  potem z dziećmi do domu i chłopcy się na nim uwiesili, grał z nimi w jakąś grę, potem błagali, żeby zobaczył jak  się kąpią i nurkują i jeszcze  wyżebrali przeczytanie dwóch rozdziałów książeczki o kocie bez ogona.  I cała trójka była szczęśliwa niemożebnie. I prawdę powiedziałaś, on nie  z tych co się rzucają na  kobietę. Bardzo dużo rozmawialiśmy i powiedział, że zaczeka na mnie  aż będę gotowa psychicznie. I był bardzo delikatny i wierz mi- jeszcze nigdy nikt mnie tak nie pieścił- delikatnie, nie nachalnie i spaliśmy oddzielnie, w dwóch pokojach. A gdy się obudziłam rano to on siedział w nogach łóżka , w którym spałam i wpatrywał się we mnie. Wszystko sobie  dokładnie pospisywał co mu powiedziałam o swoim małżeństwie. I prosił, bym rozważyła związek z nim, oczywiście związek formalny i pomógł mi napisać  wniosek o pozbawienie Jurka praw rodzicielskich. Mówił, że doskonale  wie, że on jest dość uciążliwym facetem, pozachwycał się tobą i twoim mężem i zapewniał, że jeśli zgodzę się na  związek  z nim to zrobi wszystko by chłopcy  mieli szczęśliwy dom i żebym ja   zapomniała o ich nieudanym ojcu. I chciałby bardzo, to jest jego marzenie, żebym jak najszybciej zamieszkała z chłopcami u niego, na Ursynowie. Jestem tym  wszystkim nieco oszołomiona i.....tylko się ze mnie  nie śmiej -zaczynam o nim śnić.

No, tu nie ma  nic  do śmiechu. Na razie to on  się musi rozejść, co, jak znam życie nie powinno mu zbyt wiele czasu zająć. Emil go dobrze zna i stwierdził, że Arek jest "trafiony-zatopiony" i chyba  bardzo zakochany, bo zawsze dotąd bardzo starannie unikał pań z dziećmi i głównie jego związki to było tak zwane "przelatywanie" bez zobowiązań. A tu nagle gry planszowe i czytanie na  dobranoc. To zaczyna być poważne. Tylko zastanawia mnie  ciągle ten jego ślub z Ireną. Bo ja tam nie widziałam między nimi ani za pięć  groszy czułości, przywiązania. Ale może coś z niego wydobędę.  On o  mnie mówi, że byłabym dobrym śledczym, więc  może coś odkryję. Tam musi być drugie dno.

To co ci  powiem to mnie samą śmieszy - bo mam wrażenie, że powinniście  się nieco lepiej poznać, głównie ze względu na  dzieci. A  śmieszy  mnie  dlatego, że my z Emilem pobraliśmy się w extra wariackim tempie od chwili poznania, ale ani on, ani ja  nie  mieliśmy dzieci. Jakby nam nie wyszło to tylko my byśmy dostali  w kość, nikt więcej. Z tym, że  trochę się jednak poznawaliśmy na odległość dwóch  zestawionych  biurek, bo razem pracowaliśmy. Tu są dzieci i trzeba o tym pamiętać. Czy  nie pogniewasz  się na mnie jeśli ja nieco przemagluję  Arka w tym temacie?  Najwyżej mnie opieprzy i obrazi się nieco na mnie, że się wtrącam.  Bo pośpiech jest wielce  wskazany przy  łapaniu pcheł a niekoniecznie w tej sytuacji. Możesz przecież z nim się trochę poprzesypiać, pospotykać nim się zwiążecie.  To samo  powiem Arkowi. W końcu odległość pomiędzy Ursynowem a Wolą nie jest porażająca. Bo wiesz- pieszczoty to jedno ale to jeszcze nie dowód, że współżycie będzie udane. Zapisać cię do mojego "gina"? Jesteś po dwóch porodach, może ci założy spiralę, ja po małej też będę miała  spiralę. A zakłada się ją w trakcie okresu. 

Stasia westchnęła - najgorsze, że ty masz rację. Porozmawiaj z nim, jeśli to nie jest dla ciebie  jakiś  kłopot. Znasz  go lepiej ode mnie, wyczujesz czy mówi prawdę. Ja jestem jakaś  zamulona  po  tym  wszystkim. I też nie  chcę by  dzieci przeze mnie cierpiały. Chodź, wracamy, bo Bronek amoku dostanie, że nas  długo nie ma.

Gdy Adela wróciła Emil jeszcze był i panowie byli bardzo zajęci rozmową. A jak tam w barku było?- zapytał szef.  Nie mam pojęcia,  nie  byłyśmy w barku, szlifowałyśmy korytarz w okolicy biblioteki. No to muszę iść w  ciemno - stwierdził szef. A pani nic z barku nie potrzebuje?- zapytał Adelę. Nie, dziękuję, jakoś nie jestem dziś  wcale  głodna i nawet jeszcze nie  ruszyłam swojego śniadania. Pewnie się najadłam wrażeń na  zebraniu. Może teraz coś przegryzę. Koniecznie - stwierdził Emil, nie powinnaś mieć długich przerw, żebyś potem  nie jadła  za dużo na raz. To ja ci zrobię coś do picia,  a ty się bierz  za kanapki- co będziesz  piła? Małą kawę - może  mnie ożywi nieco. Gdy szef wyszedł Adela powiedziała - muszę odbyć z Arkiem poważną rozmowę. Chcę z niego wydobyć dwie wiadomości - pierwsza to po jakie licho żenił  się z Ireną i druga - jakie ma naprawdę plany wobec Stasi. Bo gdyby Stasia  nie  miała dzieci to wcale by  mnie to nie obchodziło, ale boję się, żeby  dzieci w  tym wszystkim nie ucierpiały. Bo on  znów w jakimś galopie chce by jak najprędzej się pobrali, najlepiej teraz  zaraz. Ona spała u  niego, ale jak twierdziła to spali w różnych pokojach, bo ona mu powiedziała, że jeszcze  nie jest gotowa, że się boi i ponoć to uszanował. Ale pomyślałam, że może byłoby lepiej gdybyś to  ty  z nim porozmawiał. I zapytaj go po co i na  co żenił się z Ireną. Niech  nie  ściemnia, że to z  zazdrości, bo my tworzymy rodzinę a jemu się to nie  udaje. Tam jest  jakieś  drugie  dno.

                                                               c.d.n.

czwartek, 25 sierpnia 2022

Trudny wybór- 92

Gdy tak wszyscy objadali się ciastkami i lodami Adela stwierdziła, że ona  wraca do domu - czuje przemożną  chęć przyjęcia pozycji horyzontalnej, bo chyba jej lokatorka ma  dość siedzenia za stołem. Oczywiście razem z  nią wyszedł Emil, a Stasia szepnęła  jej  do ucha- sprawdź, czy  nie wycieka płyn owodniowy lub czy  nie plamisz. Bo jeśli jest  coś z tych rzeczy to natychmiast wzywaj pogotowie i dzwoń do swego lekarza.

Zgodnie z radą Stasi w domu Adela wszystko sprawdziła, ale wszystko było w porządku. Po prostu chyba zbyt dużo na raz zjadła a na dodatek długo siedziała. W chwilę potem przyszli do nich Arek ze Stasią, by się  dowiedzieć jak się  Adela  czuje i pożegnać  się - Arek chciał pokazać Stasi swoje mieszkanie, co z kolei spowodowało u Stasi lekki napad  paniki, który Adela opanowała mówiąc jej na osobności - nie  bój się,  nie  rzuci się na ciebie,  nie  weźmie siłą, to nie ten model faceta. On też jest nieśmiały, bądź po prostu naturalna i możesz śmiało mu powiedzieć, że się  czujesz niezręcznie i dlaczego. Pamiętaj, że spokojna, miła,  rzeczowa rozmowa  może  zdziałać  cuda. A zwłaszcza gdy idzie o takiego faceta jak Arek. Bo on swoją nieśmiałość często stara się pokryć agresją słowną.

W niedzielę około południa zadzwonił do Emila Arek. Dość długą  chwilę Arek coś opowiadał, na koniec wprosił się do nich na kawę późnym popołudniem, gdy odwiezie do domu Stasię. A może  chcecie razem z nami wybrać się do parku w Wilanowie?- zapytał Emil. Tłumy to będą być może w pałacu ale nie  w ogrodzie, którego zwiedzanie jest również płatne, co strasznie ludzi zraża. No ale Arek chciał jeszcze pobyć ze Stasią sam, bo musi z nią omówić sprawę pozbawienia jej męża praw rodzicielskich. No i musi się przygotować do swojej sprawy rozwodowej, która będzie w najbliższy piątek. Powinno wszystko pójść jak po maśle bo nie mają z Ireną nic wspólnego, a Arek ma  spisane wszystkie ich "zejścia się i rozejścia". Gdy jest obopólna zgoda  i nie ma dzieci ani wspólnego majątku to sprawa jest typu "samograj". Na  ogół.

Trochę się ze mnie kumple w  sądzie ponaśmiewali, ale - należało mi się. Ale najlepsze  jest to, że  ona zarzuca mi dwie rzeczy: niestabilność płciową- tak właśnie napisała w pozwie- oraz to, że  nie  chcę znieść rozdzielności majątkowej a na koniec, że wyrażam się do niej niekulturalnie, nazywając ją idiotką. To sformułowanie tak ubawiło  kolegów, że mało się nie posikali  ze śmiechu, przez pół  dnia dopytywali  się mnie  jak często zmieniam płeć i czy  to  boli. Podłożyła  się  tym  sformułowaniem rewelacyjnie. Kumple ustawili  mi sprawę u sędziego, który nienawidzi wręcz głupich kobiet, ale o mnie i mojej inteligencji ma dobre mniemanie, więc podejrzewam, że jeżeli będzie  w formie tego dnia to ją zmiażdży.  

To wszystko przez  to, że pozazdrościłem wam waszego życia w  zgodzie i ciepełku rodzinnym. Muszę kończyć. I powiedz Adeli.......albo nie, nic nie mów. Super jest ta  wasza Stasia - chodząca  dobroć i otwartość. Nie ma studiów, ale jest inteligentna i bardzo delikatna. Chwilami czuję się przy niej jak burak. Kończę, bo  już umyła  włosy, muszę jej dać suszarkę, bo sama do niej  nie  sięgnie. Najchętniej bym jej już nie wypuścił z domu, tylko chłopaków do niej przywiózł. I niechby już tu wszyscy zostali. Adelce powiedz, że jestem jej dłużnikiem. A ile ci pieniędzy pożyczyła?- spytał się Emil  ze śmiechem. Kilka milionów dolarów. Kocham ją, nawet jeśli ci to przeszkadza. Dopóki ona  ciebie nie, a ty ją jak siostrę - to jestem w stanie to przeżyć - zakończył rozmowę Emil.

Oczywiście Emil całą  rozmowę powtórzył Adeli, która  stwierdziła, że Arek to w  sumie dziwny facet i może cierpi na  niestabilność,  ale raczej w sferze psychiki no a to przecież  może mieć wpływ na jego potencję. Ale nie  da się ukryć, że się kobiecina "podłożyła" skarżąc  się miedzy innymi i na  to, że Arek ją nazywał idiotką.  I na pewno nie jest Arkowi miło, że ma tę "szybkościową" sprawę rozwodową. Ale z tego co napisała Irena  wynika, że ona najwięcej  była  zainteresowana jego sytuacją majątkową a nim to nie za bardzo. I nadal nie  rozumiem po jakie licho on  się z nią żenił - stwierdziła Adela. Emil tylko wzruszył ramionami - ja też tego nie  rozumiem. Ciekawe czy przyjedzie tym późnym popołudniem do nas na kawę.

Późnym popołudniem to przyszedł tylko sms od Arka, że aktualnie  to gra z chłopcami w jakieś gry planszowe, poza tym już im obiecał, że poczyta im przed  spaniem jakąś bajkę. Na ten sms to odpisała Adela pytaniem, czy Stasię też ułoży do  snu i poczyta jej jakąś bajkę. Odpowiedź brzmiała- jesteś złośliwa. I zaraz poszła riposta - a ty pomału tracisz rozum -zastanów się nad skutkami, żebyś kogoś nie skrzywdził i nie  zawiódł w oczekiwaniach. Wiem, uważam, analizuję, jesteście kochani, Arek.

Mam nadzieję, że Arek wie co robi - powiedziała  Adela. No tego  to akurat  nie jestem  pewien - stwierdził Emil. Ale jedno jest pewne- jeszcze  nigdy nie oglądałem Arka  w takim  stanie- zachowuje  się jak bokser na ringu gdy oberwie  nokautujący  cios. To znaczy  jak?- przecież ja  nigdy  nie oglądam  boksu, więc  nic  mi to porównanie  nie mówi, powiedz mi to jakoś jaśniej. 

Emil uśmiechnął się - ja oglądam ale  tylko na jakichś ważnych  mistrzostwach. Nooo, po takim ciosie to bokser najczęściej pada na deski i nie  może  się pozbierać, jest  wyraźnie oszołomiony. No i Arek  wygląda  mi  na całkiem oszołomionego, jakby nagle  stracił kontrolę nad swoimi  reakcjami. Chyba się po prostu całkiem zwyczajnie zakochał w  Stasi i nie jest ona dla  niego zwyczajnym obiektem do podrywu i przelecenia, brzydko mówiąc.  A Arek  dotychczas traktował wszystkie poznane kobiety jako obiekt seksualny do wykorzystania i po jakimś czasie do porzucenia. I jak ognia unikał pań z dziećmi i nigdy nie  zabawiał cudzych  dzieci grając  z nimi w gry planszowe i nie  czytał im  do  snu. A jak się ze mnie  nabijał, gdy się zorientował, że się w tobie   zakochałem! A potem to mi cały czas  zazdrościł- że ty,  taka  młoda, że taka mądra i że pokochałaś  takiego starego  jak ja. 

No popatrz, tak  się  w tobie zakochałam, że nawet  nie  zauważyłam  jakim starcem już wtedy  byłeś! Stasia ma 33 albo  34 lata i jest nieco przerażona faktem, że Arek się jej pod  wieloma względami podoba, a ona jest obarczona dziećmi i nie  może się  zająć tak na sto procent tylko Arkiem. Po związku z ojcem swoich  dzieci trochę  boi  się nowego zaangażowania, no bo kto mógł przypuszczać, że taki zdolny pan architekt wpadnie w  alkoholizm i jakieś niekontrolowane przelotne  związki. Ją też  tylko "przelatywał", ale gdy  tylko zauważyła, że jest w ciąży to się pobrali. I to nawet był jego pomysł. Młodszy to też tylko efekt uboczny  a nie planowa inwestycja. 

No, przy Arku nie  grozi jej żadna nieplanowana inwestycja. Obaj  wychodzimy z  założenia, że dziecko nie  może być efektem przypadku i od  chwili poczęcia  należą  mu się  wszystkie przywileje. Ma być pożądane,  wyczekiwane, kochane jeszcze  nim samodzielnie odetchnie. Ciekawy jestem jak się potoczy ta sprawa rozwodowa Arka. Obydwaj  zastanawiamy  się, co ona chce ugrać. Gdyby  nie jego  zawód to po takim zarzucie, że  jest  niestabilny płciowo powinien  wparować  na  rozprawę w damskich  ciuchach tłumacząc  wszystkim, że właśnie  dopadła  go  niestabilność płciowa.  Ale już dostatecznie niepoważnie  wypadł  żeniąc się z nią. A może jej  się  zdaje, że sąd może mu nakazać kasację rozdzielności  majątkowej?- zastanawiała  się Adela.  

Tak naprawdę to ich małżeństwo jest dla mnie wciąż zagadką- Emil myślał na  głos. W każdym razie  skok na kasę Arka  nie udał się Irenie. Ona faktycznie tępa niczym noże w barze mlecznym. Nie wiem, chyba tylko raz  w życiu byłam w  barze  mlecznym, na wycieczce szkolnej w Gdańsku - ale tam nas raczono  zupą jarzynową i nic nie trzeba  było kroić- stwierdziła Adela. Było piekielnie  zimno i panie nauczycielki stwierdziły, że powinniśmy zjeść coś gorącego, padło na  zupę jarzynową, bo mlecznej to nikt nie chciał.   Emil skrzywił się - feee, zupa mleczna, pewnie jeszcze z takim  cienkim pomarszczonym kożuchem na  wierzchu. Raz jedyny byłem na koloniach i tam dzień w  dzień była  zupa mleczna, którą większość  z nas wylewała za werandę, na której jedliśmy wszystkie posiłki. Jedyne co mi tam smakowało to były podwieczorki, bo najczęściej był wtedy jeszcze  ciepły czarny chleb z twarogiem doprawionym cebulą. Zresztą rodzice zabrali mnie stamtąd po dwóch tygodniach, gdy zobaczyli tamtejsze warunki sanitarne. To były kolonie organizowane przez naszą podstawówkę i właśnie zdałem wtedy do drugiej klasy.Ojej- rozczuliła  się Adela - ja to  bym takiego malucha nie wysłała na żadne kolonie. 

No ale cała klasa wtedy jechała i rodzicom   się wydawało, że skoro jedzie  z nami nasza wychowawczyni to dzieci będą miały  zapewnioną dobrą opiekę, a nikt z rodziców nie sprawdzał przedtem jak ten obiekt kolonijny wygląda - opowiadał Emil. A wyglądał zupełnie nieciekawie. To był budynek szkolny, tak z 50 kilometrów od Warszawy.Ciepła  woda była raz na tydzień, toalety typu  sławojka,  w jednej sali  spały dziewczynki z obu klas,  w  drugiej chłopcy, a na korytarzu w  nocy stały dwa  wiadra  w roli toalety. Nawet nie  wyobrażasz sobie jaki byłem szczęśliwy gdy  mnie  rodzice  stamtąd zabrali. Całą drogę w pekaesie siedziałem wtulony w mamę. I to były moje  pierwsze i ostatnie kolonie letnie w życiu. Potem zawsze jeździłem albo z mamą albo z tatą. Ale bardzo lubiłem wakacje w Milanówku. Mało które  z tych  dzieci, których rodzice mieszkali we własnych  domach z ogródkiem  to wyjeżdżało gdzieś na  wakacje.  No bo po  co? Kontakt z naturą mieliśmy pod nosem. Spotykaliśmy  się na podwórku szkolnym by grać w piłkę kopaną  i odwiedzaliśmy się wzajemnie. A jak już byłem w liceum to do mnie w  wakacje przyjeżdżali koledzy z klasy. Niektórzy  byli  zachwyceni, że dojeżdżali tu tą  wlokącą  się kolejką, innym podobał  się taras  bo mogliśmy tam godzinami grać w tysiąca lub cymbergaja. Jedyne ograniczenie to  nie wolno było hałasować. Za to można  było biegać dookoła  domu boso bo oczywiście  nie było żadnych szkieł czy też kamyków  na trawie, co najwyżej zdarzały się osy. Chłopcy zaraz po wejściu do ogrodu ściągali buty i  łazili boso.Wtedy jeszcze zajmowaliśmy sami cały dom i sypialnia rodziców i mój pokój były na górze. Gdy mamie  się pogorszył stan serca to wtedy mieli wspólną  sypialnię na dole, a potem  dwie oddzielne, które już widziałaś.

A ja wciąż żałuję, że nie poznałam twojej mamy. Mam podejrzenie, że wtedy bym prosiła twoich rodziców by mnie adoptowali i czułabym  się jeszcze  bardziej nieszczęśliwa z własnymi rodzicami. Adelko, na pewno byś się podobała i to bardzo mojej mamie. Rzecz tylko wtedy byłaby  w tym, że do mnie przychodzili tylko i wyłącznie koledzy- do siódmej klasy  dziewczyny były "elementem z którym się  nie  rozmawia", bo.......baby są głupie. Pamiętaj, że gdy ty się urodziłaś to ja już  miałem 10 lat, więc trochę inne były układy na linii chłopcy - dziewczynki. Z opowieści moich kolegów wynika, że do  dziś chłopcy do dwunastego roku życia jakoś nie potrafią się przyjaźnić z dziewczynkami i uważają je za obcy, mocno inwazyjny gatunek biologiczny. I za wszelką cenę starają  się umniejszyć ich wartość, nazywając te  pilniejsze i  zdolniejsze kujonkami. Gdy byłem w podstawówce to największa kara była wtedy gdy nauczycielka posadziła chłopca w jednej ławce z dziewczynką. No ale już  w  siódmej klasie to nie była kara, było to coś wręcz pożądanego. 

A za co was karali tym siedzeniem z  dziewczynką? No za gadanie  na lekcji- wiadomo  było, że żaden mały "mężczyzna" nie będzie  gadał z babą. No tak, czyli  ciało pedagogiczne  tylko podsycało konflikt pomiędzy  chłopcami  a dziewczynkami- śmiała  się Adela.

W poniedziałek szef zaskoczył Adelę mówiąc- dziś na naradę pójdziemy razem. Adeli nieomal szczęka opadła i spytała się - a coś zawaliłam i to za karę?  Jak to za karę- obruszył  się  szef. Ja tu panią kreuję na swego zastępcę a nie karzę. Przecież muszę iść na urlop i tak w ogóle należy  się pani jakiś drobny awans.

Ojej, ale czy ja sobie poradzę? No jak na razie to sobie pani radzi, ja tylko podpisuję to co pani wymodzi, a teraz będzie szło tylko z pani podpisem przez dwa  tygodnie. I po naradzie proszę pójść do kadr i podpisać nowy  angaż. No ale ja przecież pójdę na  macierzyński urlop w sierpniu. No ale o  tym to wiem ja, pani mąż  i Stasia i nikt więcej i tak zgrabniutkiej ciężarnej jeszcze  nie  widziałem. Czas dorosnąć pani Adelko i wreszcie uwierzyć w  siebie. I zabierać głos na  naradzie a nie  tylko szeptać mi do ucha. To nawet jest  miłe, tak przyjemnie łaskocze, ale dziś już nie ma mówienia mi na ucho, tylko potem proszę zabrać głos w dyskusji. A ja panią poprę, przyrzekam. No to  dziś pani mąż będzie miał wreszcie na kim oko zawiesić. Bo normalnie to siedzi wpatrzony we własny długopis. Zapadła decyzja, że nasz  dział dopnie do siebie jeszcze jeden temat, więc się dobrze złożyło bo będziemy się już oficjalnie zajmować dwoma tematami. Ale ja nie wiem, czy wrócę po ustawowym urlopie, bo nie  chcę dawać dziecka do żłobka. Nie  szkodzi. Będę się  tym martwił gdy nadejdzie na to pora.

                                                                          c.d.n.


wtorek, 23 sierpnia 2022

Trudny wybór - 91

Na  zwiedzanie Ursynowa też wyruszyli w dwa  samochody, bo Arek przyznał się, że jak na razie to dobrze opanował tylko dojazd do pracy, drogę  do Adeli i Emila, do pierogarni i do L'Eclerca oraz dojście  per pedes do najbliższego super marketu. A tak naprawdę to już  się, wstyd przyznać , kilka razy lekko pogubił. 

Bo to trzeba oderwać tyłek od  siedzenia i często po osiedlu spacerować, wtedy się zaczniesz  wreszcie orientować gdzie  co jest- powiedział Emil. A jak do nas  trafiasz? Zjeżdżam kawałek w  stronę Kabat, skręcam w Belgradzką i dojeżdżam do KENu i KENem do Herbsta i skręcam w Herbsta. To najwygodniejsza  do was droga. Próbowałem  kiedyś przez  mniejsze uliczki przebić  się do KEN to się pogubiłem doszczętnie. 

Ponieważ  Stasia zrobiła  "wielkie oczy" zaczęli jej tłumaczyć na czym polega zawiłość poruszania się po tym osiedlu. I że ktoś, kto układał tu adresy to powinien od  dawna mieszkać w jakimś zakładzie  dla niedorozwiniętych umysłowo. Potem Adela wyciągnęła plan miasta i pokazała Stasi dlaczego są takie problemy. Zaczęła od normalnie oznakowanych ulic w Warszawie mówiąc- idziesz ulicą Marszałkowską, to wszystkie domy stojące przy tej ulicy mają adres Marszałkowska nrX. Tu jedziesz  ulicą niejakiego Rosoła i widzisz przez szybę samochodu adresy np. Mandarynki nr X i zaczynasz wątpić  czy aby umiesz  czytać i czy masz mózg w porządku. Do nas jedziesz ulicą Herbsta i konia  z rzędem w prezencie, jeśli za pierwszym podejściem znajdziesz nasz  adres,czyli ulicę Dembowskiego.

 Jedziesz ulicą niejakiego Jastrzębowskiego i po jednej stronie masz budynki z adresami Zamiany nr XX, po drugiej  stronie adresy ZWM nr xy. I taki pieprznik jest na  całym Ursynowie. Tu naprawdę trzeba  się nieźle namotać żeby gdzieś trafić. Doszliśmy z Emilem  do wniosku, że ten kto to projektował był na pewno rodem z Zakopanego bo tam też jest taki bałagan. Wyobrażam sobie ile się naklnie  ktoś kto nie ma  pod  ręką planu miasta i jest tu pierwszy raz. Za to mamy bliziutko do Powsina i dość blisko do Konstancina. 

Ursynów jest pobudowany na bazie kilkunastu starych podmiejskich dzielnic, tu gdzie  mieszkamy kiedyś  były Stokłosy i nazwa tego kawałka Ursynowa została. Tam gdzie mieszka Arek to jest  chyba Wolica. Ale generalnie to podoba mi się Ursynów, bo jednak sporo tu zieleni i właściwie mógłby  być oddzielnym miastem. No to chodźcie - Arek przerwał wywody Adeli. Objedziemy Ursynów i pojedziemy do Konstancina - zapraszam was na obiad. Wiem, że Adela tam jada, więc jedzenie  jest tam dobre. A po obiedzie pospacerujemy  sobie po parku Zdrojowym. Albo zrobimy odwrotną kolejność- wpierw  spacer, potem obiad. Emil chce  byśmy jechali w  dwa  samochody, macie coś przeciw? Nie , ja nie mam. A sprawdził któryś z Was, czy nie mają dziś jakiegoś wesela w Konstancji? Dziś sobota, lepiej zarezerwować stolik. A jeśli mają wesele to wrócimy tu, mamy w razie  czego co jeść. Mam nawet gotowy obiad.Wystarczy wstawić do piekarnika  posypawszy  wpierw żółtym serem. A co będzie pod  tym żółtym serem?- dopytywał się Arek. Mięso duszone z pieczarkami i ryż z warzywami, wszystko oczywiście  wymieszane, czyli pilaw w mojej interpretacji. A do tego surówka, którą  zrobię w trakcie. Arek spojrzał na nią i  zapytał- nie  żartujesz? Przecież wiesz, że jestem niespotykanie poważną kobietą - nie żartuję. No to ja osobiście wolę zjeść u ciebie. I mogę zrobić surówkę, potrafię. No to może zamiast objazdu przejdziemy się trochę po Stokłosach? -zaproponowała Adela. Bo ja  muszę trochę podreptać. I wolę zjeść u siebie niż w restauracji.  No to chodźmy. 

Pokrążyli po Stokłosach i Arek wraz ze Stasią  stwierdzili, że faktycznie sporo tu zieleni i że mieszkają w bardzo dobrym miejscu bo bliziutko głównej arterii, blisko jest do metra, jest mnóstwo różnych sklepów i punktów usługowych i faktycznie Ursynów jest miastem w mieście. Podobał im się Pasaż Ursynowski i sklepy które tam były. Pokazali Stasi i Arkowi gdzie mieszkają rodzice. Oboje  stwierdzili że świetna jest taka odległość i taka "przegroda" w postaci przychodni. Arek oczywiście od tej chwili zaczął się potrójnie cieszyć, że ma u siebie zagwarantowane miejsce na  strzeżonym parkingu blisko swego mieszkania i nie musi pokonywać w tym celu kilometra. 

Ale nie mam blisko apteki- to minus. Masz- tylko jesteś gapa- jest w tych blokach po drugiej  stronie  Rosoła, tych co są  chronione ekranami. Jest na  rogu tej ulicy zamkniętej szlabanem, która  prowadzi  w głąb tego mini osiedla, tak w pół drogi do Belgradzkiej, a może nawet nieco  mniej. I jest świetnie zaopatrzona, spory import  mają. Kupowałam tam kiedyś takie  fajne plastry, które są bezpośrednio na  ranę, jako opatrunek. Tylko ją  marnie widać jadąc Rosoła. Ja ciągle odkrywam na Ursynowie nowe sklepy i różne punkty usługowe. A niedaleko ciebie jest ulica Małej Łąki, oczywiście  schowana tak jak nasza ulica. Bardzo dawno temu, gdy Ursynów był jeszcze mały, była  tam fajna kwiaciarnia- byłam tam  z koleżanką by nabyć jakiś taki pnący się kwiatek, który u  niej zajmował z czasem całą ścianę w pokoju - w dużym pokoju. Może kiedyś zechce  mi się sprawdzić czy jeszcze jest ta  kwiaciarnia. 

A tu gdzieś na  KENu ma być wybudowany "inteligentny" dom mieszkalny, taki co lepiej od lokatorów  wie co im do życia jest potrzebne. Pełna automatyka i jak się  śmiał pewien pan,  automat dopilnuje wszystkiego, nawet nie będzie można niczego przypalić. Jak źle posegregujesz śmieci to ci w kuchni je na podłodze wywali i wypisze  ci skierowanie do seksuologa gdy uzna, że  się kiepsko w łóżku spisujesz, albo nie  wpuści cię  do budynku jeśli uzna, że  wracasz o  niewłaściwej godzinie. I to  chyba jedyny budynek, na który jakimś cudem było mało chętnych. Podejrzewam, że ceny mieszkań w  takim budynku to mogły u każdego wywołać  zgon z powodu silnego i rozległego zawału serca. 

Gdy wrócili do domu Adela  wstawiła pilaw do piekarnika, wygoniły z kuchni panów i zajęły się komponowaniem surówki, a ponieważ zabrakło Adeli koperku zatelefonowała do rodziców z pytaniem czy mają może w nadmiarze - może być również oczywiście suszony. Po koperek wysłała Emila, do którego dołączył Arek. Gdy wrócili to okazało się, że są wszyscy zaproszeni do rodziców na ukochane przez Emila kruche ciasteczka i kawę. Stasia słysząc i  widząc  to  wszystko powiedziała- wasza dzidzia to ma  szczęście - ma naprawdę świetne warunki, bo wy wszyscy dajecie  swym bliskim miłość. Ty i Emil kochacie  się, rodzice kochają was i wy  rodziców i dziecko rośnie  w spokojnym i przyjaznym otoczeniu. To coraz  rzadszy model rodzinny. 

Ale ja do 16 roku  życia nie  miałam takiej atmosfery w  swoim domu - powiedziała Adela. Było na  tyle "byle jak", że uciekałam do siostry mojej matki i to ona nauczyła mnie innego spojrzenia na życie. To od niej nauczyłam się życia. A  mam wyjątkowe szczęście, że trafiłam na Emila, który wyniósł z  domu dobry wzorzec rodziny. To pewnie niektórych śmieszy, ale jestem wręcz od niego uzależniona. I kocham jego ojca, poznasz go dziś. I poznasz moją ciocię. Kocham całą tę trójkę. A moją dziką lokatorkę jak na razie toleruję i cieszę się, że to dziewczynka, bo Emil chciał mieć "córunię".

Pilaw produkcji Adeli przypadł wszystkim  do gustu. Arek po trzech kęsach powiedział - mów Adelko co tu jest - tylko niczego nie zatajaj, proszę. Bo już różne kompozycje z ryżem jadłem, ale ta jest inna.  Nooo, głownie jest ryż- zaczęła Adela. To widzę i  czuję, ale podaj mi w jakiej kolejności wszystko wrzucasz do gara. Dobrze, podyktuję ci jak zjemy, na  razie to się najadaj. 

Kurczę, ty powinnaś prowadzić jakąś super restaurację a nie robić studia prawnicze i rzecznika patentowego. Nie pierwszy raz jem twoje dzieło i zawsze mnie czymś oczarujesz. Areczku, ty się głównie stołujesz w różnych restauracjach, a domowe papu jest jednak inne - mniej ulepszaczy po prostu. Gdy będę robiła następnym razem to cię zawołam- teraz blisko mieszkasz. A ja na ogół pichcę w weekendy na  cały tydzień. A jakie tu mięso dałaś? Kurczak pospolity z państwowego sklepu. Bez tłuszczu kurczakowego, bez ścięgien, czyste mięsko pokrojone w niedużą kostkę.  Bujasz, to nie ma smaku kurczaka. Bo mięso przed podsmażeniem potraktowałam łagodnym curry z dodatkiem cynamonu. Jak robię wieprzowinę też daję cynamon, żeby zmienić charakterystyczny zapach. Poza tym używam do  smażenia i duszenia tylko masła klarowanego, ewentualnie oleju kokosowego. Masz na talerzu: mięso kurczaka,czerwoną cebulę, 2 łyżki koncentratu pomidorowego, 2 ząbki pokrojonego w płatki czosnku, pieczarki bez nóżek grubo posiekane. Niestety brudzisz patelnię i garnek. Jak raz  zrobisz pod  moim okiem to się migiem nauczysz. Ale jeśli wolisz dyktando to sobie zapiszesz. Generalnie mięso dusisz z pieczarkami, podlewasz  zawsze gorącym rosołem, może  być kupny bulion.  A ryż- smażysz na szklisto cebulę na maśle klarowanym, na moment dodajesz czosnek, teraz przecier pomidorowy i dajesz ryż. Dokładnie mieszasz i dodajesz bulion, 2 razy tyle na objętość co dałeś ryżu. W połowie gotowania dodajesz mięso i pieczarki. Ryż nie może być rozpaciany, sprawdzisz czy nie trzeba dosolić. Można podać tak a na drugi dzień włożyć do naczynia  żaroodpornego, podgrzać w mikrofali, posypać serem i na 10 minut wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Ja bardzo mało używam soli.

Po obiedzie "poszli w  gości". Oczywiście ciasteczka Heleny znikały w  zabójczym tempie. Adela zjadła jedno. A ty czemu nie jesz  ciasteczek?- dopytywał się Emil. Bo nie chcę by nasze  dziecko było słodyczo-żercą. Dziecko nie  tyle odżywia się wodami płodowymi co je  połyka  by potem je wydalić i dziwnym trafem dziecina najchętniej  je połyka gdy są słodkie,  czyli gdy mamuśka żre słodycze. Nie  chcę by potem była łakomczuchem lub  cukrzykiem. Wolę by preferowała owoce i  warzywka.  Poza  tym nie chcę utyć zbytnio. Ale ty wcale jeszcze nie utyłaś przecież. Utyłam. Muszę biustonosz większy kupić a i bez  tego nie narzekałam, że mam mały biust. A teraz już i obwód pod  biustem mi wzrósł i miseczki nieco za małe. I to mi się  zupełnie  nie podoba.

Arek większość czasu zachwycał się tym, że Adela urodzi dziewczynkę, w  drugiej kolejności opowiadał jak miłe  i zabawne  są dzieci Stasi. I że  starszy bardzo się opiekuje młodszym. Starszy to już prawie dorosły, bo we  wrześniu idzie do  szkoły.  Najbardziej się podobało Arkowi, gdy młodszy nie potrafił się gdzieś wspiąć a starszy mu tłumaczył  "musisz poczekać aż  się zrobisz taki duży jak ja". Ale, jak twierdził Arek, to obaj są bardzo  sprawni ruchowo. No to jak widzę, panie mecenasie, zawojowali chłopcy  pana całkowicie- stwierdziła Helena.  O tak, prawda. Sam jestem tym  zdziwiony, bo jak  dotąd to  nie  miałem do  czynienia z nieletnimi. Powiedziałbym raczej, że dzieci poniżej osiemnastego roku  życia to zawsze omijałem z daleka. Ale ci dwaj to mnie nieomal uwiedli. Jestem pewien, że to zasługa Stasi - ona ich po prostu świetnie wychowała. A jaka jest między nimi różnica wieku? - spytał Piotr?  Trzy lata - odpowiedziała  Stasia.  W moim odczuciu to mniej  bym  się z nimi uszarpała gdyby była tylko dwa lata, bo dwulatek wyhodowany w  żłobku lepiej reaguje na kolejne dziecko, jeszcze  nie ma ataków zazdrości.  

Stasiu a jakie oni mają imiona?- zapytała Adela, bo jak o  nich opowiadasz  to ciągle operujesz określeniami wiekowymi a nie imionami. Starszy to Paweł, ukłon w stronę teścia, no to jak się urodził drugi chłopak to został Piotrusiem. Mój imiennik, stwierdził Piotr. A wy już macie jakiś pomysł na imię dla swojej ociupinki ? - spytał Piotr.  No nie mamy, ale może zatwierdzą w kalendarzu takie imię jak Ociupinka  lub Ociupeństwo - odpowiedziała  ze śmiechem Adela. Mam gdzieś w swoich szpargałach coś takiego jak "Skarbczyk imion" - imiona i podana data imienin.  Dobrze, że jest siedem dni na zgłoszenie dziecku imienia. Może jej widok pobudzi naszą wenę. 

Arek zaczął się śmiać - spojrzysz, wymęczona  porodem na dziecinę i pomyślisz  "piękna  jak aniołek" i będzie Angelika.  Adela skrzywiła  się- po pierwsze aniołki  mnie nie  wzruszają, po drugie jak to zdrabniać. Równie dobrze mogłabym ją  nazwać Kleopatrą.  Podoba  mi się imię Laura, ale niestety pozostaje pytanie jak to zdrabniać? To ładne imię ale  dla dorosłej  już kobiety. Ale nie dla   małego dziecka. Mamy jeszcze  czas- jak powiedział Emil.  Właściwie mam pomysł na imię - dałabym jej imię Milena. Trochę czeskie, ale  można  zdrobnić na  Lenkę. A może Emilia? tak nieco po tatusiu? Ale  dopóki uczą się dzieciaki historii Polski to mogą ją przezywać Plater, więc chyba odpada.

                                                                           c.d.n.


poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Trudny wybór - 90

 Do Nadarzyna rzeczywiście  pojechali  w dwa  samochody. Wpierw  zajechali do kuzyna  Stasi, wszak była  to wyprawa  właśnie   w tym celu. Pan Maciek pokazał im jakie łóżeczka  robi, materacyki do  nich są wypełniane   albo końskim włosiem (wersja lepsza i  droższa) albo trawą morską. Z  pianki syntetycznej nie robi, można to przecież kupić w sklepie. Do materacyka  z końskiego włosia dodaje  gratis 2 cm grubości wkładkę takiej wielkości, jak na becik. Beciki  wyszły z mody, ale modne  są powijaki i taka wkładka wkomponowana w powijak stabilizuje kręgosłup niemowlęcia, jest to bezpieczniejsze  niż zawiniecie w sam kocyk. I są te  wkładki nieco krótsze niż były "plecki" becików, bo teraz tak się dziecko  zawija,  by miało  swobodnie ułożone nóżki, bo takie ułożenie   zapobiega deformacji stawów biodrowych. Adela czuła  się  trochę jak na wykładzie o obyczajach  żelaznych  wilków, bo jak na  razie to oglądając  różne filmiki cieszyła  się, że wymyślono pampersy nawet dla noworodków jak również bardzo wygodne kombinezoniki zapinane na  zatrzaski na  całej długości nóżek i torsu, więc dziecina może sobie  w nich swobodnie  nóżkami fikać. Łóżeczko postanowili zamówić "normalne", by starczyło przynajmniej na  dwa lata, oczywiście z materacykiem  z końskiego włosia.  I zamówili dwie wkładki do powijaka - jedną 2 cm grubości, drugą 3 cm. Pan Maciek wszystko zapisał, wpłacili  zaliczkę, chociaż  pan  Maciek mówił, że nie potrzebna,  skoro oni są dobrymi znajomymi Stasi. A gdy zamówienie będzie  gotowe to wtedy zawiadomi o tym Emila i wszystko personel przywiezie do Warszawy w umówionym terminie.

Potem było oglądanie  folderu z kasetonowymi sufitami i Arek był oczarowany, najchętniej zamówiłby od  ręki taki  sufit i z trudem mu  cała trójka  tłumaczyła, że mieszkanie o wysokości 2,65 m za nic w świecie nie nadaje  się  do takiego sufitu. Pomieszczenie z takim sufitem musi mieć minimum cztery metry wysokości, a tak naprawdę to  dużo więcej wysokości i musi być bardziej przestrzenne, czyli takie, jakich  się teraz  nie buduje. A pan Maciek robi takie  sufity głównie do zabytkowych pomieszczeń i wtedy wymiary podaje konserwator zabytków. Arek oczywiście przekonywał swych przyjaciół, że on jeszcze  kiedyś wybuduje  sobie willę i będzie  miał sufit kasetonowy. 

Noooo, już  widzę te willę we włoskim stylu i na  wysokości obecnego trzeciego piętra sufit kasetonowy  zdobiony rzeźbami lub malowidłami  i Arka witającego gości w wytwornym płaszczu  wyszywanym złotogłowiem - z całą powagą powiedziała  Adela. Znam w Warszawie budynek, który bardzo by się do tego nadawał- kiedyś było tam naprawdę duże i znane przedsiębiorstwo projektowe. Ale nie mam pojęcia co tam jest teraz. Na  zewnątrz budynek był kwadratowy a wewnątrz hol sięgał aż do dachu  budynku, pomieszczenia  biurowe były dookoła holu. Wiem, bo byłam tam kiedyś.

Gdy wyszli z firmy pana Maćka Arek powiedział, że kiedyś kupił działkę w Nadarzynie, ale to  była działka  budowlana więc wpierw  musiał ją ogrodzić, potem kazali mu  rozpocząć  budowę,  więc  się delikatnie mówiąc wściekł i sprzedał ją.  Ale  nie  żałuje - niby Nadarzyn bliziutko Warszawy, no ale dojazdy do tych podwarszawskich  miejscowości to jednak ból głowy na co  dzień. Sporo jego znajomych złakomiło się na tanie działki budowlane, a teraz, gdy już sporo pieniędzy wydali i nadenerwowali  się w trakcie budowy to narzekają na  dojazdy i to jak rok długi. Bo jakoś nikt nie pomyślał o  tym, że z niemowląt wyrastają  dzieci, które potem trzeba odwozić do szkół średnich, bo te podwarszawskie szkoły to bywają bardzo różne.

A Emil zaproponował, by teraz wszyscy pojechali do nich do domu, na pierogi, kawę i lody. Słowo "pierogi" wywołało u Arka niemal dziki entuzjazm, a Stasia ucieszyła  się, że zobaczy jak mieszka Adela. Gdy wsiadali do swoich samochodów Arek już opowiadał Stasi jakie wspaniałe pierogi są w ursynowskiej pierogarni i że on już nawet tam trafia. I dzięki Adeli i Emilowi sprowadził się na Ursynów i już nawet opanował tu kwestię zakupów żywnościowych.

Stasia była na Ursynowie po raz  pierwszy, więc Arek obiecał, że potem pokaże jej nieco walorów tego osiedla, gdy już  wzmocnią się pierogami, kawą i lodami.

Emil z Arkiem zajęli się kuchnią, a Adela pokazywała Stasi mieszkanie. W sypialni na  nocnym  stoliku Emila stało w ramkach "zdjęcie" ich córeczki i Stasia powiedziała- trochę ci zazdroszczę, mój były wcale nie był szczęśliwy, że zaszłam - zresztą obie ciąże to były "przypadki" bo nie lubił ochrony a ja źle tolerowałam tabletki. To przed zapisaniem nikt nie robił ci badań hormonalnych?- zdziwiła  się Adela. No nie, a tobie robili? Tak, bo lekarka do której wtedy chodziłam stwierdziła, że jest kilka  rodzajów tabletek i trzeba dobrać takie, żeby mi pomagały  a nie  szkodziły. No ale oczywiście musiałam te badania robić prywatnie, nie są one objęte ubezpieczeniem.  Dasz mi na  nią namiary? Na nią już nie, bo sprzedała swój gabinet. Ale chodzę do lekarza, który go od  niej kupił- super facet . Bardzo dobry fachowiec, wysoka kultura, obsługa na  bardzo wysokim poziomie. Co prawda  wizyty drogie, ale i tak o termin nie jest łatwo. To taki facet, który dba o to, żebyś się  nie czuła  skrępowana. Jest pokój z łazienką,  w którym się możesz przygotować,umyć, zakładasz jednorazową spódniczkę i takież kapcie i nie paradujesz z gołym tyłkiem. Zbada cię, powie tylko czy jest ok, czy nie  za bardzo i idziesz  się ubrać. Nie ma tego, że leżysz z gołym  zadem w rozkroku na  samolocie a konował  ci klaruje co u ciebie  nie gra. Wracasz z przebieralni w swoim własnym  stroju, siadasz  przy jego biureczku i facet  ci w sposób jasny i przystępny klaruje co z tobą jest. Tam jest czyściutko i bardzo, bardzo miło.Poza tym jest świetnym cytologiem i sam cytologię robi. Ostatnio zrobił doktorat. I bardzo chętnie rozmawia z partnerami swych pacjentek - na  wszystkie tematy, a współżycia zwłaszcza. Emil go polubił od pierwszej, wspólnej wizyty. A gdy stwierdził u mnie  ciążę to sobie z Emilkiem pogadali o tym co mi wolno w ciąży z nim robić i śmieję się, że Emil  się w nim zakochał. I polecił mi super położnika w tej prywatnej przychodni,  w której Emil wykupił nam kiedyś karnety.  No i ma USG, poza  tym ma podpisany kontrakt z NFZ i co  tylko można to wrzuca na NFZ. To nie jest naciągacz. Po połówkowym USG podesłałam mu informację, że wszystko jest OK i podziękowałam za nagranie  mi takiego fajnego położnika.

Adelko, a ja się chyba nieco zadurzyłam w Arku. Ja to ja, ale  gorzej, bo  dzieci za nim szaleją. Już mu "wujkują" i słuchają się go niczym Boga. A on się nimi zachwyca, że tacy fajni, posłuszni i nawet grzeczni.  On w przyszłym tygodniu ma  sprawę rozwodową, tylko się  nie wygadaj, że wiesz o  tym. On pewnie sam o tym  wam powie. Ciągle mi o was mówi. 

Przestanie  za jakiś czas, on ma takie  fazy- pocieszyła Stasię Adela. Jemu do szczęścia brakuje prawdziwego ludzkiego ciepełka i  zapewne je u  ciebie  wyczuwa, bo ty jesteś właśnie taką ciepłą i  dobrą osobą i on już to  zauważył po pierwszej z tobą  rozmowie. A jeśli raz na jakiś czas wyrazisz nieco zachwytu jego inteligencją i mądrością ( a taki on właśnie jest) to będziesz  miała najwierniejszego faceta pod słońcem. 

Stasia wyszeptała do ucha Adeli - boję się, że jestem straszliwie zielona w sprawach damsko-męskich i on  się zrazi jak do czegoś dojdzie. To powiedz mu to sieroto nim do czegoś dojdzie, możesz to  zrobić nawet piętnaście minut wcześniej. Faceci bardzo lubią uczyć nas nawet  wtedy, gdy  sami nie są  mistrzami w tej branży i pytają  się jak kretyni "czy było ci  dobrze?" Dopóki nie  spotkałam Emila nie miałam bladego pojęcia jak wygląda orgazm. Ale on wiedział, że było wszystko jak trzeba i nie pytał. Przyczyną  większości nieporozumień w związkach zawsze  jest brak szczerości. Przyczyny- chyba  głównie to wynosimy  z domu- mamy być miłe, dobre skromne, nieśmiałe. A jeśli mamy  męża to  niezależnie od tego jaki on  jest, mamy go uwielbiać i udawać, że nam odpowiada  wszystko co  z nami robi. A tak naprawdę 90%  par  musi  dopiero  sobie  wypracować wspólnie to, co im daje  radość, relax, przyjemność. Ale  żeby wypracować to trzeba o  tym  rozmawiać. Chronicznie  niedopieszczenie, a właściwie   chroniczny  brak orgazmu prowadzi do  stanów zapalnych.  I właśnie ten  mój ulubiony pan  doktor  jest taki, że można  z nim o tym  wszystkim porozmawiać i to tak  normalnie, jakbyś  rozmawiała na temat pogody lub eksploatacji  samochodu. Wiesz - faceci z reguły znacznie  szybciej reagują na płeć przeciwną niż my, jednemu  z drugim  najczęściej  wystarczy spojrzeć  nieco głębiej w  dekolt  dziewczyny i już gotowy  do akcji. A nad nami to trzeba nieco popracować, użyć swego intelektu, powiedzieć nieco ciepłych  słówek, popracować nieco rękami, poprzytulać,  wstępnie  popieścić. Są tacy, którzy o tym  wiedzą, bo zajrzeli w  swym życiu do kilku książek i poczytali, potem poćwiczyli i wiedzą o  co chodzi. 

Arek to inteligentny facet, bardzo oczytany, chociaż  narzeka, że nie ma  kiedy  czytać i on ma podejście  do kobiet, zwłaszcza do tych, które mu się podobają. I zabij mnie, ale ani ja, ani Emil nie  możemy dojść dlaczego on się  z tą babą ożenił. I to było jego już drugie  małżeństwo - pierwszy ślub, gdy jeszcze był na  studiach- rozszedł się, bo ona  chciała koniecznie mieć dziecko, a on był jeszcze na utrzymaniu rodziców i nie  chciał. Więc odmawiał cały  czas współżycia, w końcu nastąpił rozwód. Podejrzewam, że sąd miał niezły ubaw- nie wykonywał obowiązków małżeńskich bo nie chciał dzieci.

Do sypialni zapukali panowie - Emil chciał pokazać Arkowi zdjęcie dzieciny. Arek popatrzył,  zrobił bardzo poważną  minę i  wypalił-  no tak, tego  się obawiałem - jest  do  mnie  szalenie podobna. Tylko ma jakby  mniej włosów niż ja. Cała  czwórka skręcała się  ze śmiechu przez kilka  minut. Arek w końcu spoważniał i  powiedział - masz bracie szczęście- marzyła ci  się córeczka i się twoje  marzenie spełnia. Powiedz  mi co robiłeś, żeby  się to  marzenie spełniło. 

Wiesz Arek, gdybym wiedział to natychmiast bym to opatentował i do końca życia  nie  musiałbym już pracować i tylko bym  siedział i liczył pieniądze. Jako inżynier uważam, że proces  reprodukcji człowieka jest mocno niedopracowany, bo współtwórcy produktu nie mają pojęcia kiedy dokładnie nastąpił moment zapłodnienia, ani nie mają  zupełnie  wpływu na to, jakiej płci  będzie  " produkt  końcowy". Popatrz, przy in vitro też nie daje  się zaplanować płci dziecka. Płeć  dziecka można co najwyżej "powielić" w procesie  klonowania, czyli jeśli  się  wyprodukuje bliźniaki jednojajowe. A i tak nadal nie  wiadomo dlaczego ta jedna komórka  zapłodniona jednym plemnikiem dzieli  się na dwie komórki.  Ale osobiście  cieszę  się, że to "solówka" a nie bliźniaki. I dobrze też że nie  są dwojaczki, czyli dwie komórki jajowe  zapłodnione  dwoma plemnikami. Arek, mogę  ci udostępnić nieco lektury z tej  branży, jeśli cię to interesuje. Adela ma mnóstwo książek z zakresu medycyny. Zupełnie jakby studiowała na jakimś wydziale medycznym a nie na prawie.

                                                                  c.d.n.

niedziela, 21 sierpnia 2022

Trudny wybór- 89

 Emil z niecierpliwością czekał na następne badanie USG, bo Adela  obiecała, że gdy będzie  pozytywny  wynik, to zajmą   się szykowaniem wyposażenia  dla dziecka. A Adela zaczęła się zastanawiać na tym, czy ma być tylko jedno dziecko czy może jednak, gdy to  się już nieco odchowa nie postarać się o drugie, na tyle szybko by to  nie  była  zbyt  duża  różnica wiekowa pomiędzy nimi. Ciążę znosiła  świetnie, więc jest  szansa, że następna też jej za  bardzo  nie umęczy. To, że ona i Emil  byli jedynakami było w obu rodzinach splotem okoliczności - u Emila spowodowane  wadą serca jego mamy, a u Adeli nieudaną ciążą i komplikacjami porodowymi jej matki. Na  razie swymi przemyśleniami podzieliła  się tylko ze Stasią. Stasia stwierdziła, że żałuje  tylko, że między jej chłopcami są aż trzy lata różnicy, że wystarczyłyby dwa lata, bo dwulatek lepiej znosi pojawienie  się w domu "konkurencji" niż starsze dziecko. Poza tym i tak  z decyzją  będą musieli poczekać  aż do chwili urodzenia  się  tego  dziecka.  Gdy Adela podzieliła  się swymi przemyśleniami z Emilem ten powiedział - ty chyba podglądasz moje myśli - pomyślałem, że byłoby dobrze gdyby nasze ociupeństwo miało siostrę lub  brata. Ale myślę, że ta decyzja  będzie w  dużym stopniu zależna od tego jak ty zniesiesz do końca tę ciążę, poród i trudy macierzyństwa. W każdym razie jestem "za", bo mam nadzieję, że "ociupeństwo" nas  całkiem nie  wykończy.

USG w 20 tygodniu ciąży też było wykonywane na aparaturze do badań prenatalnych i ponownie stwierdzono, że z maleństwem jest wszystko w porządku, badania krwi Adeli też to potwierdzały, a lekarz podczas osłuchiwania Adeli szepnął jej do ucha - to panna,  a  głośno  powiedział: następne badanie zrobimy w 30 tygodniu i ostatnie w 38 tygodniu. 

To ja czegoś nie  rozumiem -stwierdziła Adela-  powinnam  już chyba czuć ruchy dziecka, skoro jest  wszystko w porządku. A na razie to tylko czułam coś takiego, jakby mi w brzuchu wędrowały raz na jakiś czas mikroskopijne bąbelki, ale nic mi  się w nim nie  rusza. No ale słyszała przecież  pani bicie serca i widziała pani swoje dzieciątko, mąż też. Widać  wygodnie i dobrze tam maleństwu skoro nie  wierzga i nie  wierci się. Poza tym to dobrze wychowane dziecko, nie  będzie wielkością ponadnormatywne i na pewno nie przekroczy swą  wagą trzech kilogramów, na  razie nic na  to nie  wskazuje. I dobrze, bo nie należy pani do dużych kobiet. Każda kobieta nieco inaczej odbiera ruchy dziecka no a poza tym każde dziecko jest inne. Prowadzi pani spokojny tryb  życia, nie  dostarcza   dziecku niekorzystnych  dla niego bodźców, nie  stresuje pani  dziecka swym trybem życia to  sobie  spokojnie i  cichutko rośnie. A tu proszę, pierwsza fotka, już nie przypomina szkielecika jak na poprzednich wydrukach. I już ma  wygląd niemowlęcia.Wydrukował odbitkę i podał ją Emilowi mówiąc -jeśli macie państwo w  domu swoje zdjęcia z pierwszych  miesięcy swego  życia to  można porównać do kogo podobne. Popatrzcie państwo, ma już nawet włoski. Te ciemniejsze miejsca na główce to właśnie  włoski. Całe ciałko ma pokryte grubą warstwą mazi płodowej. Malusie jeszcze,  ale jak widzę, ładnie, proporcjonalnie zbudowane. I takie grzeczne dziecko, że już znam płeć, no ale nie powiem, może się panu coś odmieni i następnym  razem zechce pan wiedzieć. Bo to się już nie  zmieni. Emil spojrzał na Adelę, która patrząc na zdjęcie uśmiechała  się i powiedział - poddaję się, proszę powiedzieć, przecież i tak będę to maleństwo kochał,  ja już właściwie je kocham! Lekarz uśmiechnął się i powiedział - pewnie pana zmartwię - to dziewczynka. Emil, taki  zawsze opanowany, tym razem porwał lekarza w objęcia i wykrzyknął- to cudownie,  marzyłem właśnie o maleńkiej cudownej  dziewczyneczce! Lekarz podał mu następną odbitkę - tu ma pan dowód. Lekarz śmiał się - a większość marzy o synu. Ja też marzyłem o synu, ale mam córkę i nie  mogę zrozumieć  dlaczego marzyłem o synu!  

I nagle w gabinecie zrobiło się tak  rodzinnie i  ciepło od tych eksplozji uczuć  Emila, że Adela  ukradkiem ocierała łzy. Zalecenia lekarza  na  dalszą część ciąży były takie  same jak  dotąd, starać  się weekendy spędzać na powietrzu, sporo spacerować, jeść dużo owoców i  warzyw, dużo spać. Adela zapytała  się czy ma  się zapisać do szkoły rodzenia, ale lekarz  spojrzał na nią i powiedział - nie zauważyłem by po szkole rodzenia poród był lżejszy. Wystarczy tylko słuchać w trakcie porodu to  co mówi lekarz i położne i wykonywać polecenia. Po prostu wystarczy zwykła przytomność umysłu. Będę z panią od pierwszej chwili zjawienia  się pani w szpitalu.  A co będzie jeśli dorwie mnie poród w nocy? - spytała. To nie istotne- albo wezwiecie państwo pogotowie, albo mąż panią przywiezie do  szpitala i ja przyjadę i będziemy się gimnastykować. To będzie pani pierwszy poród, to zajmie sporo godzin. I szczegóły omówimy sobie przy ostatnim USG, na  dwa  tygodnie przed terminem porodu. Boję się tego porodu- przyznała  się cichutko Adela. To normalne - bo to mało zabawne w sumie i mało przewidywalne wydarzenie. Ale zapewniam panią, że w trakcie porodu ani minuty nie będzie pani bez opieki. I jeśli nie będzie  żadnych komplikacji to urodzi pani w oddzielnym pokoju i w wybranej przez panią pozycji. Nie polecałbym  tylko  stania   na głowie. Na razie wszystko wygląda świetnie. Obym  miał wszystkie takie pacjentki jak pani. 

Gdy tylko wyszli z przychodni Emil przytulił Adelę i powiedział - jestem szczęśliwy, marzyłem by to była  dziewczynusia, taka twoja  miniaturka. I będzie podobna  do ciebie, bo jakoś tak najczęściej bywa, że chłopcy  są bardziej podobni do matki, a  dziewczynki do taty- poinformowała  go Adela.Więc pewnie  będzie miała oczy piwne, po tobie. Ale jak  się urodzi to na początku pewnie będzie  miała niebieskie, jak  wszystkie niemowlaki. Jedziemy teraz do  domu, jakaś głodna jestem. No bo przecież nie jadłaś nic od śniadania a już dochodzi osiemnasta. Dziś to nawet  szybko wszystko poszło. 

W domu w szybkim przygotowaniu obiadu pomogła jak  zwykle mikrofalówka, zjedli i Adela po obiedzie wysłała do Stasi komunikat, że USG w porządku, następne będzie dopiero w 30 tygodniu i że to jest dziewczynka. W odpowiedzi Stasia napisała, że pewnie Emil skacze z radości, podobnie jak.....Arek, który jest w tej chwili z nią i chłopcami na placu zabaw i za chwilę idą razem do kawiarni na kawę dla dużych i ciacha dla  małych. I że Arek gratuluje Emilowi, bo przecież Emil marzył o córeczce. Adela odczytała  wiadomość na głos, a Emil całkiem przytomnie zauważył, że przecież Arek już miał dwa spotkania z chłopcami Stasi i  chyba nie pisze pracy naukowej na temat dzieci. To ma jakieś drugie dno - stwierdził Emil- i to drugie dno ma zapewne na imię Stasia. Adela zaczęła  się  śmiać - to drugie dno po pierwszym spotkaniu z Arkiem stwierdziło, że to bardzo sympatyczny i przystojny facet. Przez  wrodzoną delikatność nie kazałam jej pójść do okulisty, tylko wytłumaczyłam, że ani ja nie jestem w typie  Arka ani Arek w moim i traktujemy  siebie  wzajemnie   jak  rodzeństwo. Wiesz, Stasia to naprawdę ciepła i bardzo  troskliwa osoba, a mam nieodparte wrażenie, że Arkowi bardzo brak takiego szczerego, kobiecego ciepełka. Ona po prostu dostrzegła  w nim samotnego, złaknionego ciepła faceta. Ciekawe czy  się już rozwiódł - mówił, że w końcu po to ma  rozliczne znajomości by coś z tego mieć i  szybko zakończyć zbyt długi epizod pod tytułem Irena. 

O ile  się nie mylę, to epizod to jest  coś krótkiego, a on  się bujał z tą Ireną już wiele lat - schodzili  się i rozstawali mnóstwo razy. I zawsze razem byli znacznie krócej niż osobno. Nie  wiem jak było wtedy  gdy byłem w Meksyku, ale gdy wróciłem to nie  byli razem. Nie  wiem, które  z nich ma większego fioła. Adela śmiała  się - ja to wszystko powiedziałam Stasi, jak również i  to, że dopiero co się ożenił i że to ona tym razem zdecydowała o  rozstaniu. Stasia już duża dziewczynka, Arek to duży chłopczyk, mogą robić co im się podoba. Poza tym to Stasia nie jest głupia, a ten pijak spaprał jej życie. Nie  zrobi  w tym kraju  kariery zawodowej kobieta gdy sama wychowuje dwójkę  dzieci. Poza tym Stasia nie jest przebojowa, chociaż naprawdę ma dużo wiadomości. A  jej dobroć to już Arek zdążył zauważyć. Powiedziałam  mu, żeby zaniżył jej stawkę a ja pokryję różnicę, tylko oczywiście ona o  tym ma nie  wiedzieć. Dobrze zrobiłaś, czasem trzeba  komuś pomóc tak,  by o  tym nie  wiedział. Arek ma  dostatecznie wielu dobrze nadzianych klientów- stwierdził Emil.  Wieczorem zakręcę do Arka, głównie pod hasłem, że będziemy mieć córeczkę. Ciekawe  czy powie coś na temat  swego rozwodu lub spotkań ze Stasią. A teraz to  chyba wypada żebyśmy wpadli do  rodziców, ale trzeba jeszcze się ruszyć na  spacerek.

Wpadli na moment  do rodziców by powiedzieć, że w  drodze na świat jest dziewczynka i pozostawili ich  z tą wiadomością, mówiąc, że muszą jeszcze "wyprowadzić Adelę na  spacer", bo  nie wydreptała jeszcze tego dnia wskazanej ilości kroków, a po spacerze wpadną jeszcze na  chwilę, by zabrać pierwsze fotki swej ociupinki. 

Mileczku, a wiesz, że trzeba  będzie dać jej jakieś imię? Niestety nie ma w oficjalnym kalendarzu imienia "ociupinka" względnie  "ociupeństwo". A imię trzeba podać w ciągu siedmiu dni od chwili urodzenia. Mam nadzieję, że do czasu porodu zdążymy znaleźć jakieś ładne imię. Ale ja  zupełnie nie mam talentu do wynajdowania imion dla  dzieci i to zupełnie niezależnie od ich płci- wykręcał się od tego Milek. Może po prostu zobaczmy jakie żeńskie imiona mają imieniny w sierpniu i może któreś się nam spodoba. To wtedy dziecko będzie  miało imieniny i urodziny w jednym miesiącu. No ale mamy jeszcze bardzo dużo czasu. 

No fakt, mamy jeszcze  dużo czasu. Ale jesteś niekonsekwentny- skoro mamy  dużo czasu to dlaczego już chcesz kupować wózek i całe  fury wyposażenia jak najprędzej. W moim odczuciu to możemy się  tym  spokojnie zająć w czerwcu. Poza tym dziecko ma to do siebie, że szybko rośnie, więc nie można kupować zbyt wielu ubranek w jednym rozmiarze. To samo dotyczy wielu rzeczy. Nim coś kupimy muszę się skonsultować na przykład  ze Stasią ile czego kupić. I co jest naprawdę przydatne a co nie za  bardzo. A i tak życie wniesie do wszystkiego poprawki. Niedaleko nas jest sklep, coś w rodzaju skupu używanych różnych akcesorii niemowlęcych jak nosidełka, wanienki, jakieś leżaczki do kąpieli, foteliki samochodowe. Muszę  się tam wybrać i porozmawiać z tą panią, bo naprawdę jest cała masa  rzeczy, które będą dziecku służyć bardzo krótko, więc po co marnować pieniądze na  nowe, lepiej kupić używane. Zakładamy teraz, że będziemy mieli drugie  dziecko, ale tak naprawdę jak na  dziś to  tylko teoria. Nie  wiemy dziś co nas  czeka za miesiąc.

Być może, że w ten weekend pojedziemy ze Stasią do Nadarzyna,  zamówić  materacyk i łóżeczko. I- uważaj - w dwa samochody, bo pojedzie też Arek, a Stasia zostawi chłopców u dziadków. Dobrze , że siedziałam gdy to mówiła, bo w przeciwnym  razie  chyba bym padła z wrażenia. Ooooo, to muszę  dziś pogadać z Arkiem, to brzmi interesująco -  stwierdził Emil. To  może  się  już rozszedł oficjalnie   z Ireną. No nie  wiem, nie  zapytałam  o to Stasi, w końcu  to nie mój biznes, mnie  to nie  dotyczy, a jej mogłoby  być niemiło, że ją o to wypytuję. 

O ile dobrze pamiętam, to Arek kupił przed laty jakąś działkę w  Nadarzynie jako lokatę, ale  nie mam pojęcia czy ją nadal ma,  czy komuś puścił w dzierżawę, bo to była  działka budowlana. Nigdy tam  nie  byłem. Ale jak tego słucham,  to mam wrażenie, że Stasia wywarła na  nim piorunujące wrażenie, bo wyraźnie facet szaleje. On taki jest - jak  mu kobieta przypadnie do serca to flaki z siebie wypruwa. Nawet ty byś uległa jego czarowi, bo wtedy dla Arka nie ma rzeczy niemożliwych. Irenę też tak kiedyś traktował?  Nie, nigdy  nie  był nią zafascynowany. Ale wiem, że gdybyś była wolna i niestety w jego typie urody to zrobiłby dla ciebie wszystko bo cię przeogromnie  ceni. On i teraz, gdybyś chciała, to  by Zakopane przeniósł pod  Warszawę. Na szczęście jest ciebie dla niego nieco za mało, bo jak kiedyś powiedział, nie lubi małych kobiet bo trzeba ich w łóżku szukać. Śmieszy mnie to, bo raptem jest 3 centymetry ode mnie wyższy a ja jakimś cudem nie muszę  cię szukać,  zawsze wiem , nawet gdy  śpię, gdzie jesteś.

No tak , Stasi jest zdecydowanie więcej ode  mnie - zarówno wzdłuż jak i wszerz. A poza tym ona jest troskliwa wobec  wszystkich, a ja tylko wybiórczo, dla niektórych. A tak konkretnie to troszczę   się  tylko o ciebie i rodziców. No i o siebie z maleństwem. Stasia powiedziała, że w  czerwcu to ze mnie dość nagle, nieomal z  dnia na  dzień zrobi się"wydmuszka", czyli będzie wypchnięty do przodu brzuch. I już mam na tę okoliczność zamówione letnie  spodnie, które mają w miejscu brzucha specjalną elastyczną wkładkę i do tego będę nosić różne tuniki lekko marszczone pod  biustem.

sobota, 20 sierpnia 2022

Trudny wybór - 88

W drodze z pracy do  domu Adela  opowiedziała  Emilowi smutną historię Stasi i że dziś po obiado-kolacji  zatelefonuje  do Arka i opowie mu to wszystko , bo Stasia  szuka  prawnika  by raz na zawsze odseparować  ojca-alkoholika od  dzieci. Więc albo Arek weźmie  tę sprawę  albo narai  jej jakiegoś przytomnego,  dobrego  w tej tematyce kolegę. Emil był przerażony faktem, że ojciec uderzył swego syna, w końcu  małe  dziecko, w twarz i to na  tyle  mocno, że policzek uległ wewnątrz pęknięciu. Dla  niego była to niewyobrażalna wręcz  historia. Nie jeden raz  w domu jako dzieciak coś  zbroił,  ale nigdy go żadne  z rodziców  nie uderzyło. Wszystkie przewinienia  były  zawsze rozpatrywane słownie, każde było analizowane, omawiane,tłumaczone co powinien był zrobić. Nawet klapsa nigdy nie "zarobił".

Po kolacji Adela zatelefonowała do Arka i opowiedziała  mu całą  sprawę. Arek spokojnie wysłuchał i       powiedział - nim  ci odpowiem muszę  ci coś powiedzieć -  Irena wniosła pozew rozwodowy, o  czym mnie uprzejmie poinformowała. Więc jej równie uprzejmie powiedziałem, że zgadzam się na rozwód, bo faktycznie to  się nam jakoś życie  we dwoje nie układa.  A co do tej twojej koleżanki- podaj jej mój numer komórkowy i niech na  "dzień dobry" przypomni mi, że jest polecona przez  ciebie. Straszny skurwiel z tego faceta - uderzyć małego chłopca w twarz za to, że odważył się nazwać rzecz po imieniu. Nienawidzę pijaków i takich bijących dzieci lub kobiety. Facet się  zapewne dość szybko zdegeneruje do reszty.  A ta twoja koleżanka to jakaś przytomna?  Tak, pracuje w tym samym dziale co ja i jest kuzynką mojego szefa.  I jest naprawdę bardzo miłą i kontaktową osobą.  Wiesz Adelko, to jeśli możesz to skontaktuj  się z nią jeszcze  dziś i do północy może do mnie  zadzwonić. To  się jakoś z nią umówię na spotkanie. Podaj mi jeszcze raz jej nazwisko, bo nie  zapisałem od  ręki. Bo ci nie podałam jej nazwiska, to nie  miałeś  co zapisać- nazywa  się Stanisława Sokołowska. Arek, chcesz pogadać z Emilem? Nie, zadzwoń do tej koleżanki. Pa, ślicznotko.

Adela szybko zatelefonowała do Stasi, podała jej namiary na Arka, powiedziała  by najlepiej teraz-zaraz do  niego zatelefonowała i powiedziała mu na  samym  początku że dzwoni z polecenia  Adeli. Potem powędrowała  do kuchni, w której urzędował Emil szykując wieczorny deser.  Adela opowiedziała Emilowi czego dowiedziała  się od Arka.  Emil chwilę  milczał,  a potem powiedział - to jej  posunięcie świadczy o  tym, że nie jest tak  głupia jak ją Arek ocenia i przedstawia. Cały czas się zastanawiałem, dlaczego on  się  z nią ożenił. Bo, nie  wiem jak ty, ale ja  nie  widziałem w tym ani za grosz  sensu. Nie  widziałem  w jego zachowaniu wobec  niej  ani krzty uczucia,  czułości, poczucia   bliskości. Pomyślałem tylko, że chyba się z kimś  założył, że ona  wyjdzie  za niego gdy on  się oświadczy. On zawsze traktował ją z lekką pogardą, bo mu nie  dorównywała intelektem. Ale może mu to zaczęło i w łóżku przeszkadzać. Nie wiem po co się z nią żenił. Nie  jestem też pewien, czy on  sam wie dlaczego się z nią ożenił. Ale  to już duży  chłopczyk, musi sam podejmować różne decyzje i ponosić ich  konsekwencje. A co ze sprawą Stasi? Był wzburzony, powiedział by ona jeszcze  dziś do niego zatelefonowała, więc ją powiadomiłam. Mnie powiedział, że najbardziej  pod  słońcem to nienawidzi pijaków i takich co biją  dzieci lub  kobiety. A ten Stasiny mąż to jakby połączenie pijaka i  damskiego boksera, więc jestem pewna, że on jej pomoże w pozbyciu  się tego indywiduum.  Wiesz co, chyba jednak jestem w ciąży, spać mi się chce! A jeszcze więcej  mi się chce  byś mnie utulił i ucałował mojego lokatora i nie tylko ucałował. To cudnie,  więc idź  już zmyć buzię z makijażu, ja tylko  załaduję zmywarkę i ją  włączę i zaraz  do ciebie  przychodzę. Bo rano masz USG, prawda? No to już, zmykaj do łazienki.

Tym razem USG było robione przez powłoki brzuszne i oboje słyszeli nawet bicie  serduszka  swego maleństwa. Nim nagłośniono ów dźwięk, lekarz wykonujący badanie uprzedził, że tętno płodu jest znacznie  szybsze  niż dorosłego  człowieka i jest  w granicach 150 do 170 uderzeń na  minutę. Zmierzono też przepływy żylne u dziecka, dokonano pomiarów główki, obwodu brzuszka, zmierzono  długość kości udowej, oszacowano masę płodu, wykluczono cały  szereg chorób, takich jak Zespół Downa, Turnera i paru innych, oraz  wykluczono wady serca. Ustalona w wyniku tego badania przybliżona  data  porodu pokrywała  się z tą wyliczoną przez jej ulubionego pana   ginekologa. Ale, jak od razu ich poinformowano tak naprawdę to tylko 4% porodów jest  zgodnych z tą wyliczoną  datą. Poinformowano ich także,  że płeć dziecka będą mogli poznać dopiero przy  następnym badaniu. I tu Emil błysnął mówiąc, że on  poczeka do chwili  rozwiązania, bo przecież tak  samo będzie  kochał chłopca  jak i  dziewczynkę, bo to wszak jego dziecko będzie.  Nareszcie jakiś normalny facet na początek  dnia nam się trafił- skomentował tę wypowiedź lekarz. Wiadomość o płci jest bardziej nam potrzebna niż  rodzicom. Adela uśmiechnęła  się - pewnie  dlatego, że dziewczynki są odporniejsze biologicznie. A ja mam czasem wrażenie, że dzieci powinny się rodzić zmiennopłciowe by usatysfakcjonować oboje rodziców - no i żeby zmiana następowała automatycznie,  zależnie od  tego które się dzieckiem aktualnie  zajmuje.  Ojej, pani to pewnie pisze książki sf. Adela roześmiała  się - nie, ja  tylko pracuję w patentach. Na koniec badania lekarz powiedział- jak na  razie to jest  wszystko prawidłowo. Pani wyniki laboratoryjne też o  tym świadczą. Następne badanie  zrobimy w 20 tygodniu ciąży. Muszę wcześniej poznać dziecko,  które będę odbierał z pani brzuszka. Chce pan pomacać dzidziusia?- zapytał  się Emila. A to można? No można - wziął Emila  rękę i lekko ją przycisnął do dołu brzucha Adeli, jednocześnie przesuwając ją. Ta twardsza, wyraźnie  zaokrąglona  część to macica  z dzidziusiem. Cudownie, będę dziecinę głaskał delikatnie. No, to już wiadomo, kto w tej  rodzinie  będzie  dziecko rozpieszczał- śmiał się lekarz. Oooo, do rozpieszczania to osób nie  zabraknie- śmiała się Adela. Będzie  rozpuszczone totalnie od chwili gdy tylko zamelduje się na świecie i złapie pierwszy samodzielny oddech- zapewniła go Adela. No tak, stoi tu jak byk, że pan chce być przy porodzie - stwierdził lekarz. Mam tylko nadzieję, że nie ucieknie pan na widok kropli krwi i słysząc jak żona cierpi. Nie ucieknę, nie ma  mowy. No to chyba doktor Z. pana polubił, bo też twierdził, że pan nadaje  się do rodzinnego porodu. Jakby  coś panią zaniepokoiło w dalszym przebiegu ciąży, choć moim  zdaniem  wszystko jest idealnie,  to proszę od razu telefonować do mnie lub do szpitala. Tu są namiary- do mnie i do  szpitala. Nie widzę żadnych zagrożeń, ale życie lubi płatać figle. I proszę nie  wierzyć w to, że ciężarne nie  muszą o siebie dbać. No ale to chyba już  mój kolega z państwem omawiał dość szczegółowo, nieuświadomionych to on  mi  nie podsyła. W takim razie - do zobaczenia w 20 tygodniu. 

Gdy wyszli z gabinetu Emil powiedział - szalenie sympatyczny ten lekarz. Mentalnie  niczym  brat  rodzony doktora Z. No bo jeszcze są na tym świecie ludzie kulturalni a do tego dobrze  wykształceni - stwierdziła  Adela. I to całkiem  fajnie jest  zorganizowane, że lekarz wcześniej poznaje  pacjentkę której dziecko będzie odbierał. Podoba  mi  się  to!

Mileczku, mnie  szef dał dziś wolne, a co u ciebie? Ja teraz odwiozę cię do  domu, potem wpadnę na dwie lub  trzy godziny do firmy bo muszę  być na  naradzie i wrócę pewnie wcześniej do  domu. Fajnie, poleniuchuję sobie dziś trochę. Właściwie  to zauważyłam jeden objaw ciąży u siebie - totalne lenistwo. Chyba się dziś polenię u rodziców. Ale  wpierw  muszę powiedzieć szefowi, że jest u  mnie  wszystko w porządku- obiecałam, że  zatelefonuję. Do Stasi też zadzwonię. I do Arka, on też się interesuje moją ciążą. No bo Arek powiedział mi kiedyś, że kocha  cię tak, jakbyś była jego  siostrą a ja jego  bratem. Twierdzi, że z dalszą rodziną  nie utrzymuje żadnych kontaktów, bo to głównie  rodzina jego porąbanego ojca. Ale gdy  żył jego ojciec to i tak  z tą  rodziną nie utrzymywali bliskich kontaktów, a część  z nich jest również w Warszawie.

Nic  nowego, wiele rodzin jest podzielonych, skłóconych. Daleko nie trzeba szukać - popatrz- ja i  moi rodzice. Moja matka i jej siostra. Tak zwane  więzy krwi nie mają  tu żadnego znaczenia. Ty pokochałeś Helenę, mówisz na  nią mama. A nie byłeś wtedy moim  mężem. Twój tata mnie  szybciutko zaadoptował a ja też nazywam go tatą i naprawdę go kocham. Popatrz na  nas - znaliśmy się krótko a teraz  czekamy na urodzenie  się naszego  dziecka. Wychodzi na to, że więzy krwi nie mają większego znaczenia. To jest tak, jakby część naszej psychiki kierowała  się czymś innym niż  świadomością.  Oboje, ty i ja bardzo lubimy pana Bronisława. A zauważyłeś, jak on  bardzo przypomina tatę? I to wcale nie dlatego, że są w dość zbliżonym wieku. Obaj emanują jakimś ciepłem i życzliwością. Twoja przyjaźń z Arkiem - w końcu ładnych kilka lat byliście na dwóch krańcach Ziemi, nie korespondowaliście  ze sobą a wasza przyjaźń nadal trwa. To wszystko prawda Maleństwo, masz rację. Ale teraz daj buzi, muszę jechać do pracy. Kliknę do ciebie, pa.

Adela nim weszła do mieszkania zatelefonowała do rodziców, by im   powiedzieć, że  wszystko jest u  niej w porządku i  za  pół godziny do  nich  wpadnie. Następny telefon  był do Stasi, z którą umówiła  się na pogaduchy około godziny 14,00 lub nawet później, bo Stasia w samo południe miała się spotkać z Arkiem - a tak dokładnie to on miał wpaść do niej do pracy i  zabrać "dowody rzeczowe", czyli protokół spisany gdy "były" uderzył małego. Do szefa nie  zatelefonowała, bo przecież szef też na pewno siedzi na  naradzie - albo na tej  co i Emil,  albo na innej. Wysłała  tylko sms z wiadomością, że u  niej  wszystko OK. Kolejny sms powędrował na telefon ulubionego "gina" z wiadomością, że dziecko w porządku i bez  wad rozwojowych a ona dziękuje za tak miłego i dobrego fachowca, który właśnie  dziś robił jej badania.

Ubrała się i z pojemnikiem mrożonych jeżyn poszła  do rodziców. Postanowiła, że  zje u nich  śniadanie, czyli porcję jogurtu z jeżynami. Jeżyny zostały rozmrożone i potraktowane  jogurtem, a  Adela jedząc cały czas opowiadała o swym badaniu. Zachwycała  się lekarzem, który będzie przyjmował na świat dziecko, opowiedziała jak Emil głaskał maleństwo i jak "błysnął" bo powiedział, że nie  chce  wcale  wcześniej  wiedzieć jakiej płci będzie  dziecko, bo przecież to będzie jego dziecko i będzie je kochał niezależnie od jego płci.  

No to przecież jasne, zawtórowali słowom Emila  Helena i Piotr. Dziecko to jest  dziecko, niezależnie od płci. Oczywiście kocha  się tak  samo, tylko trochę inaczej  wychowuje. Adela pogrzała  się  w ciepełku rodzinnym ze  dwie  godziny, potem wróciła  do własnego  mieszkania. Stwierdziła, że gdy  tylko po następnym  badaniu okaże  się, że wszystko z dzieciną   w porządku, rozejrzą  się za akcesoriami niemowlęcymi.

Około godziny czternastej zatelefonowała  Stasia. Arek rzeczywiście wpadł do Urzędu, przesiedzieli w  bufecie godzinę, bo Arek zadawał mnóstwo pytań i wszystko sobie  notował. Prosił by Stasia   napisała  do  sądu rodzinnego powiadomienie, że wstrzymuje wizyty dzieci u ich ojca, ponieważ ten  był pijany. I oczywiście  musi  dołączyć skserowany protokół policji. Arek sam zajmie  się jej  sprawą. Nie  mówiłaś mi nic,  a to całkiem przystojny  facet- stwierdziła Stasia. I bardzo uprzejmy. Adela zaśmiała się - cała rzecz  w tym, że my z Arkiem  traktujemy  siebie  wzajemnie  jak  rodzeństwo- a tak poważnie - bardzo wzajemnie  cenimy swoje walory umysłowe, ale ani ja nie jestem w jego typie, ani on  w moim. Ostatnio  powiedział, że mój  wygląd  wciąż budzi  w nim pytanie  czy  aby już  jestem pełnoletnia, bo wyglądam  na  szesnastolatkę. Uprzejmość - każdy adwokat musi  być uprzejmy. Arek, Emil i ja jesteśmy jedynakami, więc stworzyliśmy  sobie  taką przyszywaną  rodzinę.  A on  żonaty? Na razie jeszcze tak,  ale się rozejdą, to znaczy ona  już złożyła pozew a jemu to bardzo odpowiada,  nie będzie  stawiał przeszkód. Po ilu latach  związku? - zapytała Stasia. No dopiero co wzięli ślub. Ożenił się nie bardzo wiadomo dlaczego, bo z tą babką to on  się od kilku lat  schodził i rozchodził  bez ślubu. Coś  mu  się  żal zrobiło chyba, że Emil żonaty i wydawało mu  się, że może po ślubie mniej  mu będzie  dokuczała jej durnota. Bo strasznie  nie lubi durnych kobiet. Zaskoczył mnie  wczoraj tą nowiną całkowicie. On na pewno jest dość wymagającym facetem, chciałby by  jego  kobieta  dorównywała  mu inteligencją a jednocześnie podziwiała  jaki z niego mądry facet. I dlatego pewnie  się lubimy. Bo ja go naprawdę podziwiam, to mądry facet, dobry prawnik.  Jak skończymy rozmawiać  to zadzwonię do niego i opowiem mu o dzisiejszym badaniu i że na pewno będzie  wujkiem. A wiesz, że on chce poznać  moich chłopców?- powiedziała  Stasia. Zdziwiło mnie  to trochę.  Mnie  nie, przecież będzie  chciał w sądzie  rodzinnym opowiedzieć  jakie są te twoje  chłopięta. A tak poza  tym to naprawdę serdeczny facet  z niego.  On z Emilem  przyjaźni się jeszcze z okresu szkoły średniej, bo grali w jednej drużynie siatkarskiej, wpierw  w szkole a potem na  studiach.  Jest dwa lata starszy od Emila. On mi ledwo  wybaczył fakt, że nie chciałam robić pod jego kierunkiem aplikacji adwokackiej. A ja już  dość  się namordowałam ze zrobieniem aplikacji na rzecznika patentowego, wystarczy mi wrażeń do końca życia. Całe studia pracowałam i jednocześnie studiowałam, mam dość nauki. No i widzisz- gdybym  robiła  u  niego  akurat aplikację to ja  bym  musiała z tobą robić  wywiad. On to zrobiłby potem i tylko mi wytykał o co się nie  spytałam. Ale nie  wykluczam, że gdy odchowam dziecko do przedszkola to może wrócimy do projektu kancelarii. Bo był taki projekt, a upadł, bo przepisy odnośnie rzeczników patentowych wciąż są niejasne.

Gdy tylko skończyła  rozmowę ze  Stasią zatelefonowała do Arka. Oczywiście rozmowę zaczęła od tego, że nowy  członek  rodziny ma  się  dobrze, wszystko wygląda tak jak należy, wykluczone  są genetyczne choroby, słyszeli pracę serduszka, która jest obłędnie  szybka i to jest normalne i Emil już mógł pogłaskać dziecko poprzez powłoki brzuszne. Szczęściara z ciebie, dziewczyno! Mam nadzieję, że masz rację. A moja protegowana dzwoniła  wczoraj  wieczorem do ciebie? Nooo, dzwoniła, byłem  dziś z nią na kawie w  waszym barku. Nawet dobrą kawę tam dają.  No i jak, weźmiesz tę sprawę czy  wpuścisz ją komuś innemu, ale dobremu? Wezmę- chociaż to nie moja ulubiona branża. To szalenie miła i taka dobra osoba, takie odniosłem  wrażenie. Arek, policz wszystko tak jakbyś liczył obcemu, a jej podaj niższą cenę, ja tę różnicę pokryję, oczywiście bez jej wiedzy. Tylko żebyś się  nie wygadał, dobrze?  Wiesz mała, ja takich skurwieli to i  za darmo bym najchętniej wytłukł. Chcę się spotkać  z nią i jej chłopcami, żebym  miał materiał do opowieści przed sądem rodzinnym. Ona taka trochę nieśmiała jest - takie mam  wrażenie. 

Ona jest  tym wszystkim ogromnie  przytłoczona, bo całe  to małżeństwo to dla  niej klęska. Ale ona jest po prostu z natury bardzo troskliwa. Bardzo pomogła  mi się tu zaaklimatyzować, bo na pewno  wiesz jak ja reaguję na dużą ilość obcych w jednym rzucie. No jakoś milkniesz  wtedy, ledwo cię widać i słychać. A to dziwne, bo pracowałaś jako sekretarka i asystentka. Tak, ale dużo mnie  to kosztowało. Ale jest  pewna różnica - pracowałam samodzielnie i współpracowałam tylko z jednym człowiekiem.  Przewalało się sporo osób przez  sekretariat, ale to całe towarzystwo nie  siedziało ze mną osiem na osiem godzin. Jako asystentka nie siedziałam w  sekretariacie, ale w przyległym, otwartym gabinecie.  Tu siedzę tylko z jednym, bardzo kulturalnym facetem,  takim jak ojciec Emila. Rzadko muszę mieć kontakt z innymi pracownikami. A szef jest świetny - gdy przychodzi Stasia to odkąd  wie, że jestem w ciąży to każe nam spacerować po budynku bo   siedzenie nie  służy ciężarnej. No i Stasia ciąga  się ze mną po budynku i uważam, że to jest z jej  strony  niezwykle  miłe. 

                                                                       c.d.n.


piątek, 19 sierpnia 2022

Trudny wybór - 87

Czas mijał niepostrzeżenie i nadeszła pora na  kolejne USG, które  było wyznaczone na 12 tydzień  ciąży. Dzień wcześniej Adela powiedziała  szefowi, że spóźni  się do pracy, bo ma wyznaczone na 8,00 rano USG - trzeba podejrzeć jak się spisuje dzieciaczyna. 

Dziecinko, proszę sobie  jutro zrobić  dzień wolny, dziś pod  koniec  dnia  zadzwonię do kadr, że pani ma  jutro wyjście  służbowe od rana. Jestem  pewny, że  wszystko na pewno jest  w porządku. A pani mąż to gdy mi powiedział, że oczekujecie państwo  dziecka, to miał  minę taką, jakby wygrał sto  milionów dolarów.

Oj tak, panie  Bronku, on jest szalenie  przejęty i dziwi się, że ja  nie  skaczę z radości. Trochę go sprowadziłam na  ziemię, że ja owszem, też  się cieszę, to w końcu  "planowa inwestycja", a nie improwizacja, ale to ja  dostanę w kość w sensie fizycznym i trochę się tego wszystkiego boję, więc u mnie to taka radość przez  łzy. Gdybym tylko pozwoliła to już w domu byłoby pewnie kilka  wózków, łóżeczek i kilka  stosów ubranek niemowlęcych. A najśmieszniejsze jest to, że ja jakoś tak na  co  dzień nie czuję  ani nie myślę, że jestem  w ciąży. Nic  mi , póki co  nie dolega, żadne mdłości lub wilczy apetyt mnie  nie dopadają, no  może tylko ta różnica, że  wieczorem nie  czytam, no ale wynika to  z wymogu, że mam spać 8 godzin, więc się kładziemy wcześniej spać, a nie jak dotychczas o północy. On się tak zachowuje jakby i on  był w  ciąży.

Ależ dziecinko, to przecież świetnie, że tak właśnie jest! Kochacie się wzajemnie i szanujecie, co  wcale dziś  nie jest częstym  zjawiskiem. Wiem, panie Bronku. On wyniósł taki wzorzec z domu. Szalenie żałuję, że jego mama już odeszła z tego świata i znam ją tylko z opowieści syna i ojca. A jego ojciec to naprawdę wspaniały człowiek - dżentelmen w każdym  calu i to oczywiście  w tym dobrym  znaczeniu tego słowa. I pan mi go ogromnie przypomina. Jakoś tak niedługo po naszym ślubie ożenił się z moją ciocią, siostrą mojej matki, którą  kocham stokroć więcej niż matkę. I wiem, że jestem szczęściarą - mam przy  sobie ich oboje, bo mieszkamy w tym samym budynku, w sąsiednich klatkach. Przedziela nasze  mieszkania  przychodnia lekarska.

To rzeczywiście jest  z pani szczęściara i jak to dobrze, że zdaje  sobie  pani  z tego sprawę. Bo wie  pani- szczęście i miłość to bardzo delikatne  zjawiska i trzeba o nie bardzo dbać. Ale jestem pewien, że oboje z mężem potraficie   zadbać o to, by były z  wami jak najdłużej.

Panie  Bronku,  a nic nie trzeba na jutro przygotować?  No może, ale krótkie, streszczenie tego artykułu- i podał Adeli czasopismo. Chce pan po polsku czy po angielsku?  Dziecinko, a który ze żłobów by pojął gdybym to powiedział po angielsku? Po polsku powiem a i tak połowa nie pojmie o co chodzi, więc zrobimy z tego ksero i będzie  leżało na  stoliku, żeby sobie  wzięli  na pamiątkę. Pani mnie po prostu rozbisurmaniła, ale nie da  się ukryć, że ma pani tak  zwane  "lekkie pióro" i bardzo  dobrze  pani  pisze.

Czytałem pani pracę na egzaminie na aplikację. Ładnie, prosto, rzeczowo. To był jakiś  cud, panie  Bronku, bo byłam tak zdenerwowana, że nie bardzo wiedziałam jak mam na imię. I powiem panu  coś, o czym nawet Emil nie  wie - skończyłam pisać,  trzy razy przeczytałam, zalepiłam kopertę, oddałam,  wyszłam i... weszłam do męskiej toalety, bo ona była na wprost tej  sali, a damska nieco dalej. Trochę mnie  wkopało w podłogę, ale na  szczęście nikogo tam nie było, więc szybko zmieniłam  lokal na właściwszy.  Szef uśmiechnął się - gdyby ktoś  był to by pewnie  potem  z 5 razy  sprawdzał czy  aby on był we  właściwym  miejscu.

Po dwóch godzinach szef z rozanieloną  miną  czytał tłumaczenie, cały czas kiwając potakująco głową,  na koniec powiedział: no to może byśmy  się kawusi napili?  Ja to zaraz zaniosę na xero,żeby  mi to na  dziś jeszcze odbili, tylko proszę jeszcze, o ile  można, dopisać tytuł i pochodzenie oryginału. Można, zaraz  zrobię poprawkę  w komputerze i dam  panu już poprawiony egzemplarz. Adela przezornie  zniszczyła tę odbitkę, dopisała   dane o które  zabiegał  szef, zrobiła nowy wydruk i szczęśliwy  szef poszedł do ksero. Umówili  się, że gdy wróci Adela zrobi "kawusię". Adela trochę pospacerowała po pokoju, myśląc o tym, że czas  ciąży jakoś dość bezboleśnie  mija - wszyscy dookoła  ją wyraźnie rozpieszczają a i jej organizm dobrze  toleruje ów stan. Jeszcze 8 tygodni  i będzie połowa  ciąży. Do pokoju weszła Stasia  mówiąc - szef stoi w kolejce w bufecie po wedlowskie wafelki w  czekoladzie. Jak stwierdził to po inne  by nie stał. A ty kwitniesz dziewczyno  w tej ciąży. Szef mi już doniósł, że jutro masz USG. On to powinien był mieć  z tuzin dzieciaków,  a nie jednego dość samolubnego syna.  Znasz jego syna?Adela zaprzeczyła. Stasia  machnęła  ręką - pewnie  nie  wiesz, ale moja  matka to siostra jego ojca. No oczywiście znam jego syna, nieco zarozumiałe indywiduum. On to jeszcze  pestka, żona go przerasta pod  tym względem znacznie. Pawiloniara de domo, a widząc, że Adela  nie bardzo rozumie o co rzecz idzie, wyjaśniła- synuś szefa  ożenił  się z potomkinią właściciela  dwóch pawilonów na Królewskiej. Bronek wciąż cierpi z powodu tego małżeństwa, ale nie mógł dorosłemu facetowi zabronić żeniaczki. Sama słyszałam, jak mówił Młodemu, że aby wypić kufelek piwa nie trzeba od  razu kupować browaru. A ja mam podejrzenie, że w pewnym  sensie kupił Młodego jej ojciec. Trzeba przyznać, że ojciec synowej Bronka to słowny facet - obiecał, że gdy się młodzi pobiorą to on im da mieszkanie....i dał. Dał też pieniądze na  rozkręcenie biznesu i Młody prowadzi kursy na euro-rzecznika patentowego. Mam podejrzenie, że teść się Młodemu do biznesu stale dokłada, bo jakoś mało jest tych euro-rzeczników. Może i dlatego, że euro-rzecznik musi znać perfect angielski, czyli 4 lata szkolnego angielskiego to ciut mało. No jasne, że za mało - przytaknęła Adela. Wiem jak  się namęczyłam gdy  musiałam czytać angielskie czasopisma branżowe. Na  szczęście zawsze  miałam obok Emila- naprawdę nie  wszystko mogłam wynaleźć w  słownikach. A on w te klocki to jest  dobry, w końcu wykładał w angielskim. Stasia roześmiała  się - twój mąż i w inne klocki  dobry, zmalował ci taką udaną ciążę. Pewnie nauczył plemniki, że w razie udanej inwazji mają  się idealnie  dostosować  do środowiska-  śmiała  się. Wyglądasz świetnie i jak  widać służy ci ta impreza. 

No właściwie masz rację - gdyby nie pewne rygory, jak te 8 godzin  snu to pewnie bym  sobie nawet nie  zdawała w ogóle  sprawy, że jestem  w ciąży. Emil mi wiąż o  tym przypomina, bo on to już  by chciał żeby robić  zakupy dla dziecka. 

Adelko, a ja do ciebie właściwie przyszłam by się zapytać,  czy znasz jakiegoś dobrego adwokata- muszę pozbawić ojca moich dzieci prawa do nich. Ty pewnie  nie  wiesz, ale ja ich  sama wychowuję - nie każdy mąż jest taki jak twój Emil. Mój w pewnej chwili wpadł po uszy w alkoholizm. Jak powiedział mi facet od uzależnień, to miał do tego predyspozycje rodzinne. Wpadł w zabawowe towarzystwo, tyle  tylko, że oni trzymali jakieś  granice a on nie.  Krótko byłam mężatką, rozeszłam się gdy młodszy miał rok, a starszy 4 lata. Od września starszy idzie do szkoły. Zgodnie  ustaleniami sądowymi jeden weekend w miesiącu oni spędzają u niego. Tym razem starszy był u niego sam, bo młodszy kaszlał, więc go zostawiłam w domu.

Wyobraź sobie  co przeżyłam, gdy około godz.23,00 do domu przyszedł sam starszy, mówiąc, że uciekł, bo od taty śmierdzi alkohol. Sprowadziłam do siebie koleżankę, by została  z dziećmi, a ja z Bronkiem pojechałam  do mieszkania byłego, a że się awanturował to wezwałam policję. I chcę pozbawić go praw rodzicielskich i zabronić tym samym kontaktu z dziećmi. 

No mam znajomego adwokata, dam ci znać wieczorem, czy  się podejmie tej sprawy. Bo nie mam pojęcia  czy aktualnie będzie  miał czas. Ale wiem, że jest naprawdę dobry. A prywatnie to nasz przyjaciel. Trochę pechowy jeśli idzie o jego życie osobiste, ale zawodowo- bezbłędny. Wiesz jak jest - szewc bez butów chodzi. Jeśli sam  nie będzie mógł to może poleci kogoś. Ja to nawet  nie bardzo  wiem  jakie on sprawy prowadzi. Ale  wiem, że na  brak pracy to  nie cierpi.

Nie miałam pojęcia, że masz  takie straszne kłopoty- sumitowała  się Adela. No a  skąd  miałaś mieć pojęcie, skoro ci o tym nie mówiłam. Nie mam się czym zbytnio chwalić. Nikt w rodzinie się na  nim nie poznał. Utalentowany inżynier architekt, nie jakaś łajza, wygrywający różne konkursy w branży. Może fakt, że wprowadził zwyczaj picia wina do obiadu powinien był zapalić  mi w mózgu czerwone światło. No ale to był zawsze tylko jeden kieliszek wina, co prawda  duży. A potem zmienił pracę, poszedł do prywatnej  firmy, zaczął się nienormowany dzień  pracy, zawsze  były jakieś okazje w pracy do wypicia. W końcu zagroziłam rozwodem, ale mnie  wyśmiał, bo akurat  byłam w  drugiej ciąży. Ale się "podłożył", bo jechał na podwójnym  gazie i go złapali i to bardzo blisko domu, więc się bronił twierdząc, że tylko samochód przestawia i szuka  miejsca do zaparkowania. Ale prawko mu zabrali, a ja wtedy złożyłam w  sądzie pozew rozwodowy. Ale dotarło do mnie, już po rozwodzie, że tylko ja  się od  niego uwolniłam, ale dzieci  nie i do jego śmierci będą go miały na głowie i  na utrzymaniu gdy  się kompletnie stoczy w dół. Teraz znów się "podłożył" tym, że mały od  niego uciekł. Ale mam policyjny protokół no i spisano co opowiedziało dziecko. A dziecko powiedziało, że tatuś go uderzył w buzię, gdy powiedział,że tata "śmierdzi winem" i że go boli teraz w buzi. Obejrzeli i okazało się, że mały miał przecięty od  wewnątrz policzek swoim  własnym  zębem. Szczerze mówiąc to nie spodziewałam  się po nim aż takiego chamstwa.  Więc postanowiłam odebrać mu prawo opieki nad dziećmi.  Jedno co mogę powiedzieć na jego korzyść - alimenty dowalono mu spore,  ale płaci  regularnie. Ale  nie wiadomo jak  długo jeszcze  będzie  "wziętym architektem". Alkohol jednak degeneruje. Poza tym jest jeszcze jeden aspekt- nie jestem jeszcze  stara i jeśli poznam kogoś kto chciałby mnie wraz z moim dziećmi, to taki pijak musiałby wyrazić zgodę, gdyby ten mój drugi  mąż  chciał dzieci adoptować. Mam znajomą, która ma małe  dziecko, z ojcem dziecka nie ma  ślubu, bo nie  chciał, dziecko uznał, dał mu swoje nazwisko, nie mieszkają razem. Ona wyszła  za mąż za innego , jest aktualnie z nim w ciąży i ten jej mąż chce adoptować to jej nieślubne dziecko, ale nie pozbawiony praw rodzicielskich tatuś nie wyraża  zgody.

Adela żałośnie  westchnęła - ja w pełni doceniam Emila, jego tatę i to, że zapewniają mi naprawdę bardzo spokojne życie. Na tle tego, co ty przechodzisz, to moje "boje" z moją matką to pestka, zresztą dzięki jej siostrze, którą kocham tak, jakby to ona była moją matką. Porozmawiam dziś wieczorem z tym prawnikiem. I może da mi odpowiedź od  ręki, a może dopiero za dzień lub  dwa. Bo może on zna kogoś dobrze obcykanego w dziedzinie prawa rodzinnego. Nigdy go jeszcze nie prosiłam o coś z  zakresu prawa, więc mam czystą kartę.Tak ogólnie to przyjaciel Emila i był moim promotorem gdy pisałam magisterkę.

Szef wrócił z dwiema torebkami pełnymi wafelków oblanych czekoladą. Jedną torebkę wręczył Stasi (dla dzieci) a drugą schował do szafy, w której zawsze był przechowywany express do kawy. Potem uśmiechnął się do  nich i  powiedział - dzięki Adelce nikt nam wafelków nie podprowadzi. No nie  wiem, strasznie  kiepskie te zamki, wsuwką do włosów można otworzyć - stwierdziła Stasia. A nie, Adelka była uprzejma wymienić wszystkie zamki. Jak coś będziesz chciała lepiej schować to przynieś do nas. Idźcie sobie teraz trochę na  spacer, niech Adelka tak nie siedzi ciągle, to niezdrowo. No to niech te wafelki na razie zostaną u was, gdy wrócimy to je zabiorę, powiedziała Stasia. Gdy wrócimy to będziemy - dodała ze śmiechem Adela.

Spacer to było zejście schodami do bufetu, kupienie paczki paluszków z makiem i dwóch butelek  wody mineralnej i spacer długimi korytarzami połączony z  chrupaniem paluszków i popijaniem wody. Adela upewniła  się, czy  może prawnikowi w skrócie opowiedzieć historię jej związku, żeby był zorientowany co go czeka i czy sam się za to weźmie, czy raczej poleci kogoś. Oczywiście Stasia zgodziła się, by Adela przedstawiła  w skrócie  całą  sprawę, bo może ten prawnik zna kogoś, kto niemal nałogowo się takimi sprawami  zajmuje. Na razie Adela wysłała do Arka sms z zapytaniem  o której wieczorem może zadzwonić do niego, bo jej przyjaciółka potrzebuje pomocy prawnej,czyli pozbawienia praw rodzicielskich ojca jej dzieci.Odpowiedź była krótka - dzwoń w każdej chwili, nawet w nocy, to brzmi poważnie. Adela pokazała zaraz Stasi tę krótką korespondencję. Naprawdę mogłabyś do niego  nawet w nocy zadzwonić? Tak, wszak przyjaźń zobowiązuje.

                                                                        c.d.n.