czwartek, 27 października 2022

Trudny wybór - 139

 Adela  się  śmiała, że chyba jeszcze  żadne dziecko nie  było tak podziwiane w trakcie jedzenia swojej zupki jak Milenka. Mała  siedziała w kojcu na leżaczku, na przeciwko niej  Leszek  z kubkiem gęstej  zupki i ją karmił łyżeczką. I co chwilę wyrażał swój podziw - podziwiał jak ślicznie otwiera buzię, jak grzecznie siedzi i nie kręci  się.

Lesiu - ona po pierwsze jest  głodna, po drugie to jest jej ulubiona  marchwianka  z mieloną cielęcinką, tą od  ciebie. Ona  wyraźnie jest mięsożernym  stworzeniem. Zupka wzbogacona tylko krupiczką nie  wchodzi jej  tak łatwo do  dzioba. Poza tym to zrobiła  się bardzo towarzyska i im  liczniejsza  widownia tym ona szczęśliwsza. Mam wrażenie, że ona  w każdej  łyżeczce bezmięsnej   zupki,  takiej tylko na  rosołku to poszukuje mięska, bo strasznie  dużo  czasu  trzyma zawartość łyżeczki w buźce. 

Po zjedzeniu przez Milenkę zupki wyraźnie  rozochocony Leszek powiedział - ukochaj wujka i .......jego  broda  została udekorowana  nie tylko śliną  Milenki ale i jakąś resztką marchewki. Boszsze - jęknęła  Adela - nie  dość, że muszę jej myć dziób to i  tobie! I wpierw wytarła buźkę Milenki,  potem Leszka mówiąc  przy  tym - co za szczęście,  że nie trzeba i tobie  zmieniać po posiłku  pampersów. Mamy  szczęście - śmiał  się Emil - on  już  woła. Zabrał z kojca dziecko i kiwnął na Leszka-  chodź,  w nagrodę ją przewiniesz.

Ojej, cichutko powiedziała  Wandeczka - Leszek tak  kocha Milenkę, jakby była jego  dzieckiem. Gdy mi to mówił, to nie  wierzyłam - teraz  wierzę.  Wandziu - Leszkowi nie ułożyło się szczęśliwie życie - jest już wiele lat po rozwodzie i ma pełnoletniego syna. A w czasie  gdy jego synek był taki jak teraz  Milenka, to on  robił specjalizację w swoim  zawodzie i nie mógł się  dzieckiem opiekować. To facet, któremu brak kobiecego ciepła, uczucia, kogoś do kochania i dziecka. I przykro  mi to mówić,  ale większość pań jest najbardziej  zainteresowana tym, że facet już jest ustabilizowany i dobrze  zarabiający. I dobrze, że zamknął gabinet - większość  łowczyń jest zdegustowana. I chcę ci powiedzieć, że my wiemy, że nie należysz do łowczyń. Gdybyś należała do takiego grona to na pewno byśmy nie  siedziały tu teraz  razem. Oboje  z mężem bardzo kochamy i lubimy  Leszka- jest bratem i  dla mnie i dla Emila.  I mam taką nadzieję, że polubisz  go gdy spędzisz z nami razem  trochę  czasu. Ależ ja go lubię, ja  tylko nigdy nie  dowierzam mężczyznom, bo wiem, że nie jestem atrakcyjna - nie błyszczę ani  urodą  ani intelektem. 

Nie jest  wcale tak jak myślisz - stwierdziła Adela. Znasz pewno takie  powiedzenie - uroda  przemija  ale głupota  pozostaje. Tak właśnie  jest z tymi bardzo urodnymi babkami.  Ty po prostu sama siebie  nie doceniasz. Poza  tym emanujesz  ciepłem,  a to ważniejsze od  urody. Brak ci przebojowości, ale  tak naprawdę mądrzy  faceci doceniają zalety nie przebojowych  kobiet. Ale ty jesteś przebojowa-  stwierdziła Wanda. A twój mąż cię chyba  uwielbia.

Wydaje  ci się, ja po prostu miałam taką pracę,  w której  musiałam się wykazać  dobrą organizacją. A do tego studiowałam, żeby do końca życia  nie być sekretarką. Tyle tylko, że nie mogłam  studiować tego co  mi  się marzyło, bo to można  było studiować tylko  stacjonarnie, a ja  musiałam pracować.  Poza tym zawsze pracowałam z facetami i mogłam im  się bardzo dobrze przyjrzeć. Najmniej i najkrócej to  się przyglądałam Emilowi.  To było jak nieprzewidywane  przez  sejsmologów trzęsienie   ziemi. Usłyszysz kiedyś opowieść Emila,  albo Leszka o  tym. A miałam  szczery  zamiar nie bawić  się  z kimkolwiek w małżeństwo a do tego  jeszcze  w dziecko. Leszka znam dłużej niż Emila i kto  wie jakby  się wszystko potoczyło,  gdybym  nagle nie spotkała Emila. Zakochałam  się w nim w kwadrans.  Pierwszy   ciemny blondyn w moim życiu.  Nigdy bym  nie uwierzyła, że  zakocham  się  w facecie o włosach  jaśniejszych niż ciemny brąz.  Siedzieliśmy  biurko  w biurko i do dziś nie wiem jakim  cudem skończyłam  studia i zdałam  aplikację na  rzecznika  patentowego. Bo głównie to  się zastanawiałam jak on całuje i jakbym się  czuła  w jego objęciach.

No i co? już na  nas ponarzekałyście?- spytał Emil wchodząc  do kuchni. Za nim  szedł Leszek  z Milenką na ręku. Mała na powitanie mamy odstawiła fikanie  nóżkami a posadzona w kojcu natychmiast zaczęła  raczkować. Zobacz Adelko - znaleźliśmy jej taki wytworny, wyraźnie  dziewczęcy pajacyk, bo jest obszyty falbanką. Ona bardzo urosła- te  wszystkie   ciuszki, które  były takie  dużo za  duże już  są dobre na  wielkość. Ona  tylko nadal nie jest wymiarowa wagowo. Trzeba będzie  pomyśleć o nowym foteliku samochodowym, ten jest do 13 kilogramów,  ale według tej wagi co mamy to ona waży raptem 20 dag ponad 8 kg.  No bo chyba  nie ma po kim dużo ważyć - zauważył Leszek. Oboje  nie jesteście  z gatunku wagi ciężkiej.  Ty też  nie wyglądasz jak  zapaśnik  wagi ciężkiej - odgryzł się  Emil.  Poczekamy  jeszcze z tym nowym fotelikiem - stwierdziła  Adela. Do limitu brakuje  jej prawie 5 kilogramów,  a jak będzie więcej raczkować  albo będzie  usiłowała  wstawać to jeszcze  pewnie trochę spadnie na  wadze. 

No fajnie,  to ja teraz  zajmę  się jakimś  papu  dla  dorosłych. Kochanie  moje,  pomożesz  mi trochę w krojeniu składników? A Leszek i  Wandzia zajmą  się  trochę małą, pobawią  się razem  z nią piłką. Wandziu,  najwygodniej  będzie jeśli i  ty  wejdziesz  do kojca. A co będzie  do tego "papu" -zainteresował się  Leszek. Pizza,  jakiej  jeszcze  zapewne   w życiu  nie jadłeś, bo takich  w handlu nie ma- poinformowała  go Adela. No i nie  będzie okrągła,  ale prostokątna. Lubicie czarne oliwki na  pizzy? A jaki macie  stosunek  do marynowanego  czosnku? Nie będzie ostry, bo nie  walnęłam w niego chili. Mnie  nie pytaj, ja tylko śledzi marynowanych  nie tknę- stwierdziła Wandzia. Ooooo, to zupełnie jak  ja- ucieszył się  Leszek.  Ciekawe jak nasze oddechy zniesie Milenka- zastanawiał się Emil. Jakoś zniesie- niech  się za młodu  przyzwyczaja do tego zapachu- czosnek to  samo  zdrowie. I tak ma szczęście,  żeśmy nie  alkoholicy i  nie palacze, bo  musiałaby się przyzwyczaić do cuchnących  wódą i papierochami wyziewów. Tyle  tylko, że ja  może zjem jeden plasterek czosnku, bo  boję  się, że może ta woń przejść  do mleka i wtedy musiałabym nad ranem robić jej mieszankę,  a ja rano to mało przytomna jestem.

Ale jest coś,  czego ona  nie chce jeść - to zupka z jajkiem. Ale,żeby  było dziwniej,  samo żółtko jajka na twardo to łyka. A kogel-mogel z  cukrem trzcinowym to pewnie  by razem z łyżeczką i kubkiem  zjadła. A najfajniej jak matka wsadzi jej paluszek w łyżeczkę i można oblizać  swój  paluszek umoczony w koglu-moglu. Ostatnio  się uśmiałam, bo dałam jej skórkę z chleba. Żuła i żuła a gdy zjadła to szukała  gdzie  się podziała  ta  skórka. Cały  kojec zwiedziła.  Jeszcze jej zęby żadne  nie wyszły, więc może uda mi się ocalić swoje brodawki. A i tak muszę uważać bo to nie jest zabawne jak zaciśnie swoje  szczęki. Bo ssanie to jednak  dość męcząca  czynność,  więc  sobie dziecko co jakiś  czas odpoczywa, ale  zaciska szczęki żeby przypadkiem jej nie zabrano piersi. 

Ci z WHO to chyba  rozumu nie mają, każąc matkom  karmić całe  dwa lata a nawet trzy. O ile jestem  w  stanie  zrozumieć, że w krajach typu Etiopia to jest jedyny wartościowy pokarm dla  dzieci,  o tyle w krajach wysokorozwiniętych to brzmi dziwnie. Tyle  tylko, że karmiące  matki to muszą uważać co jedzą, bo przecież to  wszystko potem jest w ich mleku. Koleżanka  mi opowiadała, że gdy leżała po porodzie  z małym  w szpitalu,  a leżała ze 3 tygodnie bo mały miał dość intensywną  żółtaczkę noworodkową, to każda paczka żywnościowa  z domu pacjentek  była  sprawdzana przy odbiorze i jeśli było coś ciężko strawnego to nie przyjmowali tego.

Adelko,  a skąd bierzesz  cukier  trzcinowy - zainteresował się  Leszek. Ze  sklepów z BIO żywnością. Ostatnio to nawet w L'Eclercu na stoisku z tak zwaną "zdrową żywnością" można  było kupić. Jak będę to kupię i dla ciebie, żaden problem- odpowiedział Emil. A olej kokosowy też  ci wziąć? A co się na nim  smaży? Adelka  to smaży  wszystko na nim albo na maśle klarowanym. No fajnie, to weź i dla  mnie. A jajecznica na nim też jest dobra? Adela roześmiała  się - wszystko na nim smażone  jest smaczne, gulasz też.

Wiecie co mnie bardzo cieszy? - rzucił pytanie  Leszek. No nie  wiem, nie jestem facetem po czterdziestce, a mam podejrzenie, że nawet gdybyś był przed  czterdziestką to też  bym nie  zgadła- Adela wzruszyła  ramionami. Naprawdę nie wiesz? - dziwił się  Leszek. No nie  wiem. Właściwie  to dwie rzeczy  mnie  bardzo  cieszą- pierwsza, że będziemy razem w Wildze, a druga- że ty mnie ostrzyżesz, bo do pani W. to ja  już nie pójdę.  Pociesz  się, że ja też nie. A chcesz na "zero" czy na pół centymetra? Jeśli chcesz na pół centymetra to mogę  cię nawet  dziś ostrzyc. Tylko mi musi Emil ustawić maszynkę. No i będziesz  musiał wyjść z kojca i grzecznie posiedzieć w łazience na  stołku.  Emila też powinnam już ostrzyc, ale jego to nożyczkami albo "mojką", czyli żyletką w uchwycie. Ale jeśli dziś to zaraz albo jutro. Co wolisz. Dziś. Adela przyniosła  maszynkę, Emil ją ustawił, Adela wzięła po drodze z "magazynu" fryzjerską pelerynkę i poszła  razem z Leszkiem do łazienki po drodze  zabierając odkurzacz. Leszku, jeśli będzie  bolało albo będzie leciała krew to krzycz, będę  cię  ratował - powiedział Emil.

W pół godziny później wróciła  Adela mówiąc - no to go przeleciałam, tylko koło uszu musiałam wspomóc się nożyczkami, już  się suszy, bo musiał umyć głowę, żeby te resztki po strzyżeniu usunąć. I nawet całkiem  fajnie  wyszło.  Po chwili przyszedł Leszek, a Emil powiedział - eeetam, ani jednej rany nie masz, kiepskie było to strzyżenie. Ja tu już czekam z pudełkiem plastrów - i na  nic mój  trud. Kupię sobie też taką maszynkę do strzyżenia, stwierdził Leszek.  Coś ty- jedna na nasze  dwa  domy wystarczy, bo sam się tak  dobrze  nie ostrzyżesz.  I tak będziesz tylko ty użytkownikiem,  bo Emila to muszę czym innym strzyc. Coś ci powiem w tajemnicy - tą maszynką to ja strzygłem czuprynkę Adeli przed porodem i też dobrze  wyszło - powiedział Emil. No i całe  szczęście, że teraz  zaprzestali golenia i tylko jest  zalecenie "używania narzędzi tnących a nie  golących" - stwierdził Leszek.

No fajnie, was obu to ja raz na  jakiś  czas obsmyczę ale   ja  muszę sobie znaleźć jakiegoś fryzjera. Już mam ciut  za  długie włosy. Pani W. ostatnio oszczędzała na  farbie i mam teraz  dziwny kolorek, chyba  będę musiała zwijać włosy w kok. I chyba wrócę do swego naturalnego koloru. Ciągle  mi włosy wyłażą po ciąży i porodzie.  To może i ja  byłem  w ciąży tylko tego jakoś nie  zauważyłem. I teraz  zapewne z tego powodu łysieję. A wcierki robisz? noooo, jakby to powiedzieć- nie za często. No to zacznij wreszcie dbać o skalp. I bierz te tabletki, one  są  z krzemem. Kupiłeś je? I weź też trochę witaminy B compositum.

Leszku, ale ty masz bardzo ładną, kształtną czaszkę i naprawdę te króciutkie  włosy cię nie szpecą a podkreślają  ładny kształt głowy - Adelka  ślicznie  cię ostrzygła i ładnie wyglądasz - powiedziała Wandeczka i lekko  się  zarumieniła,  zapewne  zadziwiona  własną śmiałością. Leszek spojrzał na  nią z wdzięcznością - ty nie potrafisz kłamać,  więc ci wierzę, że nie masz ochoty uciec na mój  widok. Dziękuję ci, podbudowałaś mnie- zacznę więcej dbać o skalp- jak to nazywa  Adela. I zacznę te  tabletki łykać. Adela wyszła na moment z kuchni i wróciła z dwoma pudełeczkami - zobacz- tu masz blistry z krzemem, a tu nasz B- compositum. Dawkowanie jest w opisie. Oddasz mi w naturze ja nie mam kiedy pójść  do apteki,   a ty masz aptekę w budynku Kliniki. Strasznie sprytna kobietka  z ciebie- wygrałaś!  Jeszcze  nie  wygrałam- dopiero zaczęłam  grać - roześmiała  się Adela.

                                                                   c.d.n.

środa, 26 października 2022

Trudny wybór - 138

 Ponieważ krótki rekonesans  po terenie  wypadł pozytywnie,  a przegryzka w postaci wafli z masą kakaową bardzo szybko  zniknęła,podobnie  jak i  zawartość termosu, Adela   dała  znak do odwrotu. Gdy  dojechali do Warszawy Milenka  już  spała  i wcale  nie zbudziło jej przenoszenie ze  samochodowego fotelika do  własnego łóżeczka. Ojej, ona  naprawdę  jest nadzwyczajnym dzieckiem, pan Leszek  ma  rację - stwierdziła pani Wanda.

Leszek wraz  z Emilem zajęli się " wypatroszaniem" samochodu, bo niestety tak jest gdy się  podróżuje  z  dzieckiem. No jeszcze  trochę a skończy  się  to  wożenie  ze sobą połowy zawartości  dziecinnego pokoju- stwierdził Emil. Leszek popatrzył na niego i powiedział - twoja naiwność  jest w tym względzie  bezgraniczna - podróże  z dzieckiem to zawsze jest kupa  fantów  zabranych  z domu. Teraz to przynajmniej nie masz rozsypanego popcornu, cornflexów, siedzeń  zalanych jakimś  piciem lub wręcz posikanych bo się  dzieciak nie raczył wysikać przed  drogą. 

A ty, kochany  przyjacielu,  nie masz nawet bladego pojęcia  jak to jest podróżować z Adelą, zwłaszcza na dalekie trasy. Ona  nie ma oporu by nawet dorosłym przypomnieć o wysikaniu się przed drogą, przypomina też o tym na każdym postoju, przegryzki są  zawsze tak przygotowane by nic  się nie pokruszyło i najlepiej  było "jednym  gryzem". Dwa  dni przed  wyjazdem  ma  wszystko spisane co jest na  samą drogę potrzebne a walizki z reguły już 3 dni  wcześniej  spakowane. Śmieję  się, że odżywa  w niej  wtedy  duch byłej  asystentki dyrektora, która  musiała  swego  szefa  szykować na wyjazd służbowy za granicę. 

No fakt- stwierdził Leszek- jeszcze nigdy nie podróżowałem  z twoją  żoną. Ale że jest niezwykle uporządkowaną istotą to wiem. Najwięcej  mi ona imponuje gdy się jej  zapisuje  jakiś  lek- od  razu mówi na co jest uczulona i  co jej ni diabła nie pomaga, wiec trzeba jej  zapisać  coś innego. Przy jej nazwisku Hania napisała uwagę - "niezwykle przytomna i  dobrze  zorientowana, traktuj bardzo poważnie jej  uwagi". Emil  śmiał  się - a ty dostałeś od Hani opinię kulturalnego, delikatnego i rzeczowego fachowca i tak mi o tobie Adela opowiadała, że  aż zacząłem być  zazdrosny. W życiu nie podejrzewałem, że  będę się przyjaźnił z ginekologiem swojej  żony. I prawdę mówiąc jesteś jedynym moim przyjacielem. Ten pobyt na  antypodach pokasował wszystkie moje przyjaźnie z okresu młodości. Spotkałem się z dawnymi  niegdyś bliskimi  mi kolegami i nie mogłem zrozumieć jak ja mogłem  się z nimi przyjaźnić.

Zbierajmy się  prędzej z tym koksem, bo Adela nas  w końcu ochrzani, że się guzdrzemy- stwierdził Emil. Ale jeszcze mi tylko powiedz jak ci się widzi Wandeczka?  To taka z kościami dobra  osóbka- mam  wrażenie, że trochę niedostosowana do  dzisiejszych, w  sumie bezdusznych  czasów. I chyba  zbyt  często cudzy interes przedkłada nad  własny. W  sumie to mnie  ciągle rozczula, jest  w niej  ciągle  dużo takiego bezbronnego  dziecka, zbyt  ufnego. Ale dobrze mi w jej towarzystwie, nie muszę  się zastanawiać co miała na myśli. No i patrz - chciała  być moją pacjentką i  nią  nie  została,  bo się wpierw rozchorowała,  a potem to ja skasowałem gabinet. Jedna przeszkoda już usunięta. Nie wiem  tylko, czy ona  wiedziała, że ja  nie romansuję z pacjentkami.  Pewnie  nie-  bowiem nie  rozdawałeś pacjentkom  ulotek informacyjnych   w tej kwestii- uświadomił Leszkowi Emil.

Gdy wreszcie weszli do mieszkania, co jednak trochę  trwało bo oczyścili przy okazji koła  wózka,  lunch już był na stole. Tym  razem były duże muszelki nadziewane mielonym mięsem zapieczone   w piekarniku pod  beszamelem.  I znowu lepiłaś  muszelki - śmiał się Leszek. Oooo,  a te  są czymś innym nadziewane! Bo wie pani, pani Wandeczko - poprzednim razem to muszelki  były nadziewane takim nadzieniem jak ruskie  pierogi. A te są nadziewane  mięsem- mieszanką wołowego i  wieprzowego- wyjaśniła  mu Adela. A tak ogólnie- mówmy  sobie wszyscy po imieniu. Tyle  tylko, że nie będziemy  na tę okoliczność pić bruderszaftu - zaproponowała Adela. Znamy  swe imiona, więc  chyba  nie ma problemu. 

A jak się wam tam  podobało?- spytała  Adela.  Bo jedno co mi  się tam średnio podobało, to fakt, że nie ma  śniadaniowego  szwedzkiego  stołu,  no ale taki śniadaniowy  szwedzki stół strasznie podraża pobyt. Ale  z  kolei  jest ten  aneks  kuchenny, więc   można  sobie  coś  rano  samemu przygotować , bo na  szczęście  jest lodówka, więc można sobie kupić jogurtów  na  zapas. Pimpusia będzie  na gotowych posiłkach i ostatnie  dni na moim  pokarmie.  A z obiadami dla nas  to  zobaczymy. Zastanawiam  się tylko nad łóżeczkiem dla  małej. Będę  się  musiała  wywlec do tego  sklepiku  z dziecinnymi akcesoriami, bo może będzie  jakieś składane  łóżeczko, czyli stelaż metalowy a reszta  z jakiegoś płótna. Wtedy to jest łatwe do transportu. A jak nie, to może jeszcze  się zmieści w  swoim mniejszym łóżeczku. Wyczytałam w ich informatorze, że tam też jest Park Wodny dla  dzieci i jakiś  Raj dla Wędkarzy.  Lesiu, a ty łowisz  ryby? No coś  ty, ja nawet  nie  za bardzo  wiem jak  ryba  wygląda a o łowieniu  ryb nie mam nawet  bladego pojęcia. Rybek w akwarium też  nie hoduję. To dobrze,  bo ja też nie przepadam za nimi. 

Adelko, co do łóżeczka-  przecież w  sumie będą dwa  samochody więc się pomieścimy- ja to się zbiorę w  jedną walizkę a łóżeczko można  będzie  złożone  wstawić za przednie  fotele - orzekł Leszek.Wandeczka będzie   siedziała przecież  na przednim  siedzeniu. I będzie  można jeszcze  coś umieścić na tylnej kanapie.

A  ja to bym  się  chciała dowiedzieć,   ile  mam  zwrócić  pieniędzy  za domek  - powiedziała Wandeczka.   Nic nie masz  zwracać - powiedział Leszek. Będziesz po prostu  moim gościem. Nie ma  tu  domków  z jedną sypialnią. I ich zarobek  wynika  głównie  z tego, że sprzedają domki z dwiema sypialniami, nie z jedną. Ale i tak cena tego domku jest naprawdę niska.  A warunki są  całkiem przyzwoite. Zaletą  dla mnie jest  to, że to blisko Warszawy i można  tu również dojechać w razie  czego PKS-em. Będziesz  miała  Wandeczko własną sypialnię a o łazienkę i kuchnię  się  nie pobijemy. Jestem dziwnie  pewien, że  wszystkie posiłki to będziemy  sobie organizować  wspólnie , w  czwórkę. Poza tym nie  mam zwyczaju gwałcić kobiet. Nie  wiem czy  zauważyłaś,  ale drzwi sypialni mają klucze, można  się zamknąć od  środka.  W łazience też można się od  wewnątrz zamknąć.  Wiem, że mam nieco nietypowe poglądy na  sprawy  damsko- męskie,  ale ja jestem  zdania, że to kobieta  musi  decydować czy i  kiedy może nastąpić zbliżenie i na jakich  warunkach.  Nie wiem  dlaczego ludziom się  zdaje, że w mojej  specjalności medycznej to się ma  kobiet na pęczki. A prawda  wygląda tak, że zdecydowana większość lekarzy  z mojej branży nie spotyka  się i  nie sypia  ze  swoimi  pacjentkami. Co nie  znaczy, że się z nimi nie żenią, jeśli spotkają taką,  z którą połączy  ich najzwyczajniejsza  w świecie  miłość.

 A pobyt w mniej zapylonym  miejscu niż  Warszawa jest  dla  ciebie bardzo  wskazany i istotny. To zapalenie płuc jednak cię nadwyrężyło - zbyt długo  zwlekałaś z pogodzeniem  się z faktem, że powinnaś iść  na  zwolnienie  lekarskie. Pobędziesz  tu grzecznie  miesiąc, chodzenie po sosnowym  lesie latem gdy słońce wydobywa z sosen  wszystkie olejki eteryczne działa leczniczo na płuca i oskrzela. Postaram się byś dostała z przychodni zwolnienie na leczenie klimatyczne, być może  się to uda, bo leczenie klimatyczne będzie  na twój  koszt  -  czyli koszt domku będzie   na ciebie. Twoim benefisem  będzie to, że będziesz  w tym  czasie  na  zwolnieniu  a nie na urlopie.

Przed  wyjazdem kupimy w OBI albo w jakimś innym tego  typu sklepie moskitiery z  metra i wstawimy do okien  w  domku, by nocą można mieć uchylone okno i  by różne paskudy nam  nie wlatywały do  środka- dodała  Adela. 

Wandeczko, nie  da się ukryć, że uszczęśliwiłaś swoją uprzejmością trzy  rodziny - wpierw nas i naszych  rodziców a teraz Leszka. I to, że pobędziesz miesiąc w nieco innym  klimacie to tylko takie  małe  nasze  podziękowanie. A mnie będzie  miło, że nie będę tam  sama gdy Emil i Leszek nie będą tam  ze mną. Bo jak  znam  życie, to jeśli będą  to obydwaj  w tym  samym czasie obecni  lub  obaj nieobecni. 

Ale ja  nie  wiem, czy się nie będziesz  nudzić   ze mną - cichutko powiedziała  Wandeczka. Nie bywam w ciekawych  miejscach, nie  znam ciekawych  ludzi, niczego specjalnego nigdy  nie robiłam i  nie robię. 

Wandziu, ja też nic ciekawego nie robię, w ciekawych miejscach  też nie bywam , więc ty też możesz uznać, że  pobyt w moim towarzystwie to musi  być nudny. Bycie  z niemowlakiem, dbanie o jego  dobro to też  nic  porywającego. Weźmiemy z  domu trochę  książek, przejrzysz sobie co mam  w biblioteczce,  może coś  cię  zaciekawi. Jest internet, wezmę ze  sobą laptop, nie będziemy odcięte  całkiem od  cywilizacji. Życie mnie  nauczyło, że kontakty  z ludźmi  zawsze nas  wzbogacają bo nie jesteśmy wszyscy  jednakowi i mamy różne   spojrzenie na te  same  sprawy. Bo na wszystko patrzymy zawsze  przez pryzmat  naszych  doświadczeń  życiowych,   a one  bywają  różne nawet w obrębie tej samej  rodziny.

Kochani,  a może byśmy się tak teraz  napili kawy i wreszcie dorwali  się do tych ptysi? Bo ani kawa  ani ptysie nam  nie przeszkodzą  wszak  w rozmowie. Wandeczko - następne ptysie upieczesz u  mnie - muszę  się naumieć je  robić.  Kiedyś próbowałam, ale nic  z tego nie wyszło. Pewnie coś pokręciłam ale może miałam zły przepis.  W każdym  razie tak  się wtedy  zraziłam, że już potem ani razu  nie próbowałam ich upiec.

Dywagacje  na temat pieczenia  ptysi przerwało gaworzenie Milenki. Ooooo, jaśnie panienka się obudziła, pewnie mokra  na wylot.  Chodź Leszek, przewiniemy księżniczkę. Ale pospała  ładnie po tym pobycie   w lesie. I pewnie już głodna - stwierdziła Adela. Podgrzeję jej zupkę z mięskiem. 

                                                                               c.d.n.



wtorek, 25 października 2022

Trudny wybór - 137

 W tygodniu, w czwartek, Leszek wpadł powiedzieć Adeli i Emilowi, że umówił się z panią Wandą na południowy spacer  do Łazienek, po którym wpadną  na lunch i kawę do nich i chce  doprecyzować godzinę. Emil natomiast  zaproponował, by może  pojechać  w  dwa  samochody do Wilgi i odwiedzić kilka  ośrodków wypoczynkowych i coś  wybrać  na  lato. Bo jeśli ma to  być dla p. Wandy w pewnym  sensie pobyt leczniczy, to  chyba powinien być minimum trzytygodniowy.  Niech  może tak na  wszelki wypadek Leszek porozmawia z tym swoim kolegą w przychodni, który zajmuje  się zdrowiem p.Wandy, by dał jej  jakieś  skierowanie na pobyt leczniczy 28 dniowy. Może być nawet pełnopłatny- po prostu oni są tak zadowoleni z tego mieszkania, że zarówno oni jak i  seniorzy pokryją jej koszty pobytu - oczywiście  w wielce dyskretny sposób. 

Leszek popatrzył na nich i powiedział - ja zwłaszcza czuję  się zobowiązany i ja to załatwię. No dobrze, załatwimy  to razem, Leszku. Bo wiesz - ja też będę spokojniejszy gdy Adela nie będzie z małą  sama w ośrodku , a nie mogę wziąć w jednym rzucie całego urlopu bo  jestem jednak  jednoosobowym działem - stwierdził Emil. A ja  spróbuję - stwierdził Leszek - ciekawe czy  mi się uda. Pewnie  tak, bo jednak w okresach  urlopowych to jakoś ludzie  dziwnym trafem zdrowieją. W czasie własnej praktyki zawsze  miałem luzy czasowe od połowy czerwca  do końca  sierpnia. A że to jest blisko Warszawy to mogę nawet się poświęcić i np. zredukować dni przyjęć do dwóch dni w tygodniu. 

Mileczku -wtrąciła  Adela- musimy się też  zapytać  rodziców jakie oni  mają plany, bo jeszcze  całkiem niedawno ojciec mi mówił, że chcą  pojechać do Nałęczowa do jednego ze sanatoriów i to na cały  miesiąc. I chcą jechać we  wrześniu, bo jak  oboje  twierdzą to Warszawa w okresie wakacyjnym jest całkiem miłym miastem.

W trakcie tej  rozmowy Leszek siedział  Milenką w kojcu. Mała  coraz  częściej raczkowała, nauczyła  się bić  brawo i robić na wezwanie "pa, pa", bezbłędnie pokazywała   w swoich książeczkach pieska i kotka,  a Leszek uważał ów fakt  za szczyt geniuszu, bo według  niego obydwa obrazki tak  były podobne do kotka i  pieska  jak on do  Zośki Loren. Bardzo lubiła  wsadzać  swe cieniutkie paluszki do oczu Leszka i "ukochiwać  wujka  Leszka" w efekcie  czego Leszek   miał obślinioną przez Milenkę  brodę. Na hasło "daj buzi wujkowi" nadstawiała buźkę  do pocałunku.  Uszy Leszka też były dla małej przedmiotem studiów a dla Adeli wskaźnikiem, że już należy obciąć dziecku paznokcie. Leszek żartował, że jej cieniutkie ale mocne  paluszki nadają  się do przekłuwania nie tylko uszu i może Adela powinna ją  wynajmować osobom szykującym ciało klienta  do piercingu.

Leszek od  razu zatelefonował do pani Wandy z propozycją, by sobotni  spacer w Łazienkach zamienić na "wyprawę krajoznawczą" po ośrodkach  wczasowych  w Wildze i może się znajdzie jakieś miejsce w sosnowych lasach  Wilgi i wtedy będzie  można  bez trudu zrealizować zalecenie, by pani Wanda pobyła  nieco w dobrze  zalesionych okolicach. I nie byłaby  wtedy  sama, bo  w tym samym  czasie byłaby również Adela z dzieckiem. A taki pobyt w lesie  sosnowym  jest i dla małego  dziecka bardzo dobry pod  względem klimatycznym. No i nie jest  to wszak daleko, bo tylko 60 kilometrów od Warszawy. 

Co prawda pod katem "atrakcji" to będzie "cieniutko", ale może będą grzyby i jagody. A Milenka nie jest raczej dzieckiem uciążliwym, o  czym  zapewne pani Wanda przekona się doświadczalnie, bo po wypadzie  do Wilgi wszyscy wylądują na lunchu i kawie u Adeli i Emila. Transport w czasie pobytu w Wildze będzie zapewniony, bo Emil albo będzie  w tym  czasie w Wildze  albo zostawi Adeli samochód. Pani Wanda  zaczęła  się nieco "certolić", że to przecież będzie  kłopot dla Adeli, ale Adela zabrała słuchawkę Leszkowi i powiedziała- dzień dobry, pani Wandziu, tu Adela. Proszę mi tylko powiedzieć,  czy ma  pani jakieś ograniczenia  dietetyczne, bo ostatnio co druga osoba jak nie  bezglutenowa to bezlaktozowa albo jakieś inne  uczulenie, więc muszę  wiedzieć co mogę bezkarnie podać, żeby ktoś przy  stole nie  wymagał nagle  intensywnej pomocy  lekarskiej. Ja to jestem bezglutenowa ale nie  dlatego, że mam celiaklię. I proszę nie myśleć, że pani obecność to jakiś kłopot, zwłaszcza, że sądząc po pani  figurze to je pani niczym  wróbelek. Więc proszę powiedzieć czego pani nie jada. Śledzi marynowanych- powiedziała  Wanda. Oj, to bardzo  dobrze, bo ja też  nie. I coś mi się  wydaje, że Leszek i mój mąż też  tego nie jedzą. To  w takim razie spotykamy  się  jutro.  

Pani Adelko - a ja też mam pytanie - jaki jest pani stosunek  do ptysi? Nooo, niestety wielce pozytywny, ale  jeszcze nie  nauczyłam  się ich  piec. No to świetnie, bo ja  już się nauczyłam i przyniosę. Świetnie ucieszyła  się Adela, zaczekają na  nas w lodówce.  Na przegryzkę w drodze i Wildze wezmę andruty przekładane masą kakaową. A więc do jutra, a ja oddaję słuchawkę Leszkowi.

Doszli zgodnie  do  wniosku, że wyruszą z Warszawy o 10,30. W kilka chwil później  "dała  głos" komórka  Emila - była to wiadomość od Tomka - OBRONIŁEM!!!!  W odpowiedzi Emil wysłał gratulacje i zapewnienie, że to wspaniała  wiadomość i bardzo się razem z nim cieszą z tego faktu. Oczywiście  do tego były dodane  ucałowania dla Halinki i małej  Eluni oraz  pozdrowienia dla rodziców. A Adela powiedziała - no niestety, niewiele uszczkniemy  z faktu, że Tomek obronił magisterkę - stąd  do Zakopanego to jednak nie jest  rzut  beretem. 

Leszku - czy ty wiesz, że pani Wandzia umie piec ptysie? I jutro je przywiezie i będą do kawusi po lunchu.  Już  się oblizuję na  samą myśl o ptysiach.  Ptysie i rurki z kremem - to moje ulubione ciastka  jeszcze  z okresu dzieciństwa. Mam nadzieję, że namówię panią Wandę by  mnie nauczyła robić ptysie. Bo z pieczeniem ciasta  to trochę tak jak z tym gulaszem - każdy przepis ma swoje drobne tajemnice.

Sobotni ranek przywitał ich bardzo ładną pogodą. Oczywiście wieczorem Emil  powiedział rodzicom, że chcą  się wybrać z Leszkiem i panią Wandą do Wilgi, by przepatrzeć  czy będzie jakiś ośrodek,  w którym mogliby wynająć coś na lato. Rodzice powiedzieli, że raczej nie pojadą z nimi, bo poprzedniego dnia Helenka skręciła  sobie lekko  nogę w stawie skokowym,  więc będzie lepiej gdy przez weekend posiedzi w domu  z okładem na kostce. A Piotr wysłał do Tomka gratulacje z okazji obronienia  magisterki. 

Trochę się wszyscy pośmieli, bo pani Wanda stwierdziła, że przejeżdżała przez Wilgę kilka  razy, raz nawet była w tej mieścinie,  ale poza kilkoma sklepami typu spożywczak,  warzywniak i "cukiernia" to tam  nic  nie ma, parę byle  jakich domów. No więc Adela jej  wytłumaczyła, że w pewnym  sensie  są dwie Wilgi - owo "centrum", w którym  nie ma  ani kawałka  wczasowiska i Wilga - ośrodki wypoczynkowe,  w której jest coraz  więcej prywatnych działek  z całkiem  ładnymi domami są i ośrodki  wypoczynkowe różnych  warszawskich zakładów pracy, jak ośrodek MSW, którego  atrakcyjność bez  wątpienia podnosi obecność basenu i sporej kawiarni. Co prawda jak twierdziła  Adela to trudno to coś co podają jako kawę przypisać  do tego gatunku używek, bo gdy ostatni raz tam piła kawę mogłaby przysiąc, że była to mieszanka kawy naturalnej  z kawą zbożową a do tego zabielona mlekiem bo naiwnie  zamówiła cappuccino. A to co wystała  w kolejce do  bufetu nawet nie  stało w pobliżu cappuccino. Nie mniej jednak  zajechali do tego ośrodka, bo był  "po drodze".  Kawiarnia była nieczynna, basen w trakcie modernizacji i całość nie  wyglądała   zachęcająco, więc  szybko pojechali  dalej. 

Adela zaproponowała  by zajrzeć do dawnego ośrodka rehabilitacyjnego jednej  z warszawskich  firm. I to był "strzał w  dziesiątkę".  Ośrodek  wyraźnie trafił  w dobre  ręce - był zadbany, wyraźnie  dobrze  w nim  gospodarowano. Nowością była hipoterapia  dla dzieci. Poza tym dzieci  miały tu również  swój teren  a dorośli  mogli pograć w siatkówkę. Domki były czteroosobowe (dwie sypialnie), miały  aneks  kuchenny z lodówką, elektrycznym  czajnikiem, płytą grzewczą, wszystkie  domki  miały  łazienkę  z  wanną i prysznicem, w domku było radio,  odbiornik TV, dostęp  do internetu. W ośrodku  można  było  zamówić dla  siebie  rehabilitację, masaże,  skorzystać  z  sauny, był również  basen. Restauracja   zapewniała również wszelkiego  rodzaju posiłki dietetyczne, istniał  również klub muzyczny,  w którym  można  było posłuchać koncertu. Adela  była wręcz  zachwycona, bo gdy kiedyś mama jej koleżanki była  w tym ośrodku rehabilitacyjnym to niemal niczego z obecnych  udogodnień  nie  było i jak mówiła po powrocie - nudą  wiało z każdego kąta i zza każdego drzewa. 

Zarezerwowali dwa sąsiednie domki i dwa  miejsca parkingowe na  cały sierpień. Najbardziej zdziwiły ich niezbyt  wygórowane  ceny. Postanowili, że spędzą  tu cały  sierpień. Cały  duży teren ośrodka  był ogrodzony. Część domków była o nieco  niższym standardzie , bo poza sezonem w tym ośrodku były organizowane tzw. "zielone   szkoły". 

Gdy spacerowali po ośrodku Leszek  powiedział - no, sosen  ci u nas  dostatek,  kilka modrzewi też widziałem, ani jednej jodły no i  sporo też świerków. Ładny ten  teren, zadbane drzewa. No i dobrze, że są porządne  ścieżki, to Adelka nie będzie   się szarpać na  wybojach  z wózkiem. Chyba nie będzie  źle wziąć z Warszawy własne foteliki turystyczne - zauważył Emil. One  są lekkie i złożone zmieszczą  się  w koszu wózka- bo ławki są w  zupełnie nieciekawych miejscach, głównie w pobliżu miejsc dla  dzieci. Ale i tak jest nieźle bo jednak te miejsca  zabaw nie są blisko domków. No i  dzięki temu nie będę  musiała  nikogo zamordować. Bo ja  nie jestem wcale miłośniczką ba.., to znaczy dzieci. Dostaję  amoku gdy dzieci się wydzierają bez  powodu. Rozumiem- potłukło się, zgubiło, pada  z głodu, coś je  boli, ale rzecz  w tym,że większość odkryła, że  wrzaskiem można  coś od opiekunów wydębić. Leszek zaczął się śmiać- widać Milenka cię rozgryzła, bo nigdy nie płacze. No właściwie  nie płacze. Gdy się obudzi z głodu to tak jakoś cieniutko zaczyna  "ćwierkać", no ale jak tylko się tropnie, że wchodzę do pokoju to cichnie,  tylko usiłuje zrobić mostek, żeby ta okropna  matka  szybciej  wzięła na ręce.

Płakała gdy ją wyplułam z brzucha, bo nagle zrobiło się jej niemiło, a drugi raz gdy ta larwa w przychodni pediatrycznej usiłowała jej nogi z pupy wyrwać by ją zmierzyć- zupełnie jakby długość od  czubka głowy do końca kości ogonowej nie wystarczała do stwierdzenia, że dziecko ma prawidłowe  wymiary. W bardziej cywilizowanych krajach  nikt  dziecku nie prostuje  na siłę nóżek w kolankach i nie  wyrywa ich ze stawów biodrowych by  zmierzyć dziecko od czubka  głowy do pięty. Widziałeś Lesiu jak doktor L. badał małą. Miarkę to on  ma w oczach. No a wiesz, że jego dzieci to są starsze od ciebie?- spytał Leszek.  Facet jest tyle lat  pediatrą, że wszystko ma w małym palcu. No wiem, mógłby być ojcem Emila. Ale ilekroć on tak trzymał Milenkę na  swej rozczapierzonej  dłoni i  ją przewracał na wszystkie strony to  mi się robiło słabo ze strachu, że ona mu  się wymsknie  z  ręki. Ale mimo to go lubisz- śmiał  się Leszek.

Adela spojrzała na  zegarek- my tu sobie  gaworzymy, a dziecko powinno dostać swoje  papu.  Trzeba się gdzieś zakotwiczyć, żebym  ją mogła zupką nakarmić. Dziś dostanie  zupkę dyniową, firmową. Mileczku, otwórz słoiczek, bo ja nie mam siły.  W kwadrans później pusty  słoiczek wylądował w koszu, a zadowolona Milenka  coś wszystkim opowiadała niesiona przez  Emila. Adela powiedziała  cicho do Wandy - gdy są oni obaj, to ja  małej już  nie jestem potrzebna. Jeden nosi i  zabawia pozwalając jej wyrywać  sobie  uszy i wydłubywać oczy, drugi nosi i opowiada jaka jest cudna i mądrutka a ja to jestem potrzebna o świcie by dać possać cyca. Ale w sierpniu ślicznotka kończy  rok i koniec tego mordowania moich piersi. Zresztą ona bardzo chętnie pije to modyfikowane mleko dla starszych niemowląt.

                                                               c.d.n.

poniedziałek, 24 października 2022

Trudny wybór- 136

 Konflikt pomiędzy Leszkiem a Wiesią, a  zwłaszcza  reakcja Leszka, bardzo Emila  zdziwiły. Opowiedział wszystko Adeli dodając, że  nie  spodziewał  się takiej reakcji  Leszka   na to, że Wiesia  zapewne  chciała  mu wytłumaczyć  dlaczego nie  zostawiła  mu żadnej  wiadomości a on ją po prostu obrugał.

Adela uśmiechnęła  się - zapominasz, że Leszek miał dość przykre  doświadczenia ze swego małżeństwa i jak wiesz  wciąż  się  zastanawia czy syn to jego produkt czy kogoś innego.  I nie ma de facto zaufania  do kobiet, które nawet  w niewielki  sposób wyrażają  zainteresowanie  zwłaszcza jego  finansami.

  A do tego Wiesia nie należy do potulnych  kobietek - ona  już dawno wzięła swój los  we własne  ręce. Większość kobiet, które prowadzą  własny, dobrze  prosperujący biznes uważa, że są samodzielne  pod każdym  względem, super  się znają na biznesie i  mają brzydki  zwyczaj doradzania każdemu facetowi jak ma ustawić  swój biznes lub jak ma  się facet ustawić w swoim miejscu pracy, ewentualnie  w ogóle  w życiu. I gdyby  się "produkowały" poproszone o  radę, to byłoby dobrze, ale nie - z reguły nie proszone wygłaszają swą opinię  i to  w sposób  wielce  autorytatywny.  To  coś tak, jakbym ja ci radziła jak masz ocenić  wniosek patentowy dotyczący elektrotechniki.  A Leszek ma nieco poważniejsze  studia  niż licencjat  z zootechniki, zrobił doktorat i ma lata pracy za sobą i jest znanym lekarzem. O tym, że się już  ścięli kilka  razy to mi mówiła Wiesia.  Jej zdaniem Leszek jest zarozumiały.

Wyśmiałam ją, bo jakby  nie było to ona zna  Leszka od  niedawna, a ja już kilka lat. Oczywiście  nie powiedziałam jej jaki jest Leszek, to co o  nim  wiem to wiem  dla  siebie i mogę to tylko tobie  mówić. A Leszek nie jest zarozumiały, jest bardzo kulturalnym  facetem i  lekarzem bardzo oddanym swoim pacjentkom.  Ona nie chodzi do żadnego ginekologa od  chwili wyleczenia  się, bo jej  zdaniem nie ma  nie ma takiej  potrzeby ponieważ z nikim nie  współżyje. Była  ciężko obrażona, gdy on  wysłuchawszy jej "spowiedzi" wysłał ją na badanie krwi, bo ona u  nas  bywa a w domu jest maleńkie  dziecko. To był pierwszy poważniejszy zgrzyt a potem podpadł, bo on nie lubi improwizacji i lubi z góry  wiedzieć kiedy ona ma  zamiar u  niego nocować i w ogóle jakie ma plany. A ona przecież jest osobą  dorosłą i  nie będzie  się nikomu  spowiadać, nie są przecież  w  związku  i nie będzie  mu się opowiadać kiedy  do niego w odwiedziny wpadnie ani kiedy je  niespodziewanie zakończy. Z tego  co wiem,  to Leszek w bardzo oględnych  słowach powiedział jej o swoim małżeństwie. Więc mnie  nie dziwi jego reakcja.  Ja nie  wiem czy ty zauważyłeś, ale Wiesia- fryzjerka czesząca, strzygąca klientów jest zupełnie inna niż Wiesia prywatnie. W zakładzie to chodząca uprzejmość, nasz klient nasz pan, a Wiesia prywatnie to już inna osoba - nawet ton  głosu jej  się zmienia. Poza tym gdy mnie mówiła o tym, że  mąż  ją zaraził to wymieniała inną chorobę. Nie  wykluczone, że była posiadaczką obu, bo mając jedną  można bez problemu  załapać i inną oraz AIDS. I nie uważam, że Leszek postąpił  brzydko sprawdzając swoimi kanałami jej wyniki, chociaż on tak uważa. Nawet ważniejsze  zaświadczenia  można uzyskać  za odpowiednią  sumę. W sumie  to mi żal oboje, bo jakoś im w życiu nie  wyszło. Ale mam wrażenie, że wspólne życie nie jest  im jednak pisane.

Wieczorem tego  dnia zatelefonowała do Adeli Wiesia, czy mogą  chwilę porozmawiać. Możemy,  ale dopiero najwcześniej  za pół  godziny bo zaraz będę karmić małą co nieco czasu zajmie. A najlepiej  będzie  jeśli zatelefonujesz za godzinę. Wtedy już będzie w rękach Emila. Rzeczywiście za godzinę Wiesia zatelefonowała do Adeli. Wpierw  się zapytała, czy jest może u nich Leszek i dowiedziała  się, że nie,  są  sami  z dzieckiem. A Leszek najprawdopodobniej jest  jeszcze  w klinice, bo to  dzień,   w którym regularnie jest w klinice do godziny 20,00 a  z tego co Adela  wie, to wtedy wychodzi stamtąd  późno bo  często ma dyżur ginekologiczny jeśli jest na  dany dzień przewidziany poród ewentualnie jakaś inna sytuacja  wymagająca jego obecności. Wiesiu,  a co się stało?- spytała grzecznie Adela.  Mnie nic  się nie  stało, tyle  tylko, że Leszek nie odbiera moich telefonów- poinformowała  ją Wiesia. No ale ja nie mam na to żadnego wpływu- stwierdziła Adela. Jeżeli nic  się nie dzieje dziwnego lub  pilnego to ani ja,  ani Emil nie  dzwonimy do niego w dni robocze. On jest po prostu bardzo zapracowany i kontaktujemy się z nim głównie w weekendy.   Bo na razie ciągnie jeszcze ten etat w państwowym szpitalu, bo mają braki kadrowe. Ale on w weekendy też nie odbiera ode mnie telefonów - zezłoszczona  Wiesia nieomal wrzasnęła w  słuchawkę. Nie pochwalił się wam, że ze mną nie chce rozmawiać?  Przyjaźnisz się z nim i nie  wiesz dlaczego nie chce  ze mną  rozmawiać?   

Adela nabrała powietrza i spokojnym  głosem powiedziała- nie mam pojęcia ani o tym, że do niego dzwonisz a on  nie odbiera  twoich  telefonów i  nie mam też pojęcia  dlaczego tak jest. Nie rozmawialiśmy na ten  temat. Wiem tylko, że jest ostatnio  bardzo zapracowany, bo przygotowuje kurs z  zakresu cytologii. Nie  wiem również co  między  wami zaszło, ale  znając Leszka podejrzewam, że coś palnęłaś co go zabolało, ewentualnie zraniło i  zraziło do ciebie.  Gdy jest u nas to głównie się bawi i  czuli  z Milenką - on po prostu się  tu relaksuje. Pewnie nie  zauważyłaś,  ale Leszek to bardzo wrażliwy facet. A co ty taka  Matka Joanna od  Aniołów jesteś?  Matkujesz mu wyraźnie- stwierdziła Wiesia. Mało ci jednego?

Adela na moment zamilkła, przełknęła  ślinę i powiedziała - Wiesiu, zastanów  się co mówisz. Bo za moment palniesz coś, co sprawi, że będę żałowała przejścia  z tobą na ty i tego, że wysłałam Leszka do ciebie  na strzyżenie. Przyjmij dziewczyno  do wiadomości, że mnie  nie interesuje życie intymne  Leszka, nie wypytuję  go czy i  z kim się spotyka i od  kogo odbiera  lub  nie połączenia telefoniczne.  Weź  się kobieto w garść i odwiedź psychoterapeutę, bo coś  się zaczynasz rozsypywać. 

I to był koniec  rozmowy,bo Wiesia po prostu się  wyłączyła. No, no - chyba  stracisz koleżankę fryzjerkę -  zauważył  Emil.  Adela wykrzywiła  się - w razie  czego mała strata, krótki  żal. Coraz  więcej zakładów fryzjerskich tu już powstaje. Widziałam, że szykuje się nowy salon w pobliżu Konrada, więc  znacznie  bliżej będę  miała tu niż  do niej. Poza  tym planuję powrót do  swego naturalnego koloru bo zauważyłam, że po ciąży i porodzie jakoś włosy marnie reagują na farbę, są matowe i marnie  rosną. Poza tym mam wrażenie, że Wiesia nieco przyoszczędziła na jakości farby - te poprzednie były lepsze. Zobacz  kochanie, po kilku myciach mam odrost w  swoim naturalnym kolorze. Adela rozgarnęła  włosy i zaprezentowała ich kolor mężowi. No i jak?- spytała- wytrzymasz  ze mną w moim własnym kolorze? Emil przytulił ją mocno i  zapewnił, że ten jej naturalny kolor podoba  mu się no i pewnie będzie  zdrowiej dla włosów jeśli odpoczną od  farby.

Leszkowi po prostu potrzeba takiego  zwykłego, kobiecego  ciepełka a nie kogoś do rządzenia  się jego sprawami. Zawiodłam  się  w pewnym sensie  na Wiesi - myślałam, że więcej jest  w niej  ciepła. Dla  niego to przydałaby  się  druga  Stasia- taki  chodzący  okład na wszystkie  troski. Ale z wysokim ilorazem inteligencji - dodał Emil. Jeżeli będzie ciepła i lekko nim zachwycona to niekoniecznie- jemu po prostu  brakuje takiej zwykłej, kobiecej  troski- stwierdziła  Adela. Kobiety która ugotuje  to  co Lesio lubi, wysłucha opowieści z cyklu "a  dziś w klinice...", pójdzie  z nim na spacer i do  znajomych, obejrzy  z nim jakiś film i  nie będzie   się wymądrzać i może nawet urodzi mu  dziecko. Jest  cudownym  wujkiem dla Milenki, jemu naprawdę brakuje dziecka.

Wydaje  mi  się, że chyba powinien wyjaśnić  do końca sprawę czy junior  to jego dziecko czy też nie, bo to będzie  go gryzło do końca  życia. Podejrzewam, że jego  "była"  sama nie bardzo  wie z kim  sobie  to  dziecko zrobiła. Prawdę  powiedziawszy to ja nie mogę pojąć jak można nie  wiedzieć z kim  się sobie   zafundowało  dziecko. I jakoś mi brakuje wyobraźni jak można współżyć z dwoma  facetami w tym  samym  czasie. A nie  sądzę, że była ofiarą zbiorowego  gwałtu.  Emil  roześmiał się - a może junior to dziecko "z gwiazdy".   Nie  rozumiem- co to znaczy  "dziecko  z gwiazdy"?- zdziwiła  się  Adela. Nic dziwnego, że nie wiesz - w twoich czasach gdy biegałaś  na prywatki "gwiazdy"  już nie  były  modne. Ja wcale nie  biegałam na  prywatki - stwierdziła  Adela. Na pewnej prywatce -"parapetówce" poznałam  Kamila i nie  bywaliśmy  na prywatkach, bywaliśmy w klubach i kawiarniach, restauracjach. I zapewne dlatego  nic nie wiem o "gwiazdach". O co szło w tej materii?  No nic  fajnego  ani miłego to nie było a jak dokładnie  wyglądało nie wiem z autopsji ale z opowieści. Były takie prywatki, na których sporo alkoholu płynęło i gdy panienkom już  szumiało w głowach na podłodze układały się w kółko, nogami do środka i ta figura przypominała  gwiazdę. A wtedy podpita  płeć  męska zabierała się do roboty, z tym, że w pewnym  momencie na hasło faceci przechodzili z jednej partnerki na następną. I z reguły był to seks bez zabezpieczeń i dziewczyny zachodziły w  ciążę tak naprawdę nie  wiedząc z którym i mówiono, że dziecko było "z gwiazdy", w której wszak  brało udział  kilku chłopaków.  I, żeby  było  ciekawiej, tak się zabawiali licealiści. Opowiadała nam o  tym siostra mojego kolegi ze studiów. Byliśmy  nieco zaskoczeni tą opowieścią bo mówiła o  tym tak, jakby oni grali w tysiąca a nie  brali udziału w młodzieżowej orgietce. Miała  gówniara szczęście, bo nie  zaszła, ale jej najbliższa koleżanka w wieku 16 lat została matką i brała ślub za zgodą  sądu. Co prawda małżeństwo się dość szybko rozleciało, ona kończyła  liceum w Centrum Kształcenia  Ustawicznego, paradując w ciąży. Na czas jej ciąży ona  z matką przeprowadziły  się poza Warszawę, jej synek mówił do niej po imieniu a do swojej babci "mamo". Nie mam pojęcia  czy to dziecko dowiedziało się  z czasem, że jego "siostrzyczka" jest jego mamą, a osoba którą nazywał mamą jest tak  naprawdę babcią.

Coś podobnego! Pierwszy raz słyszę o czymś takim jak "dziecko z gwiazdy"- dziwiła  się Adela. Za moich czasów to już prywatki nie były zbyt modne, poza  tym podejrzewam, że dziewczyny były wtedy  już znacznie  mądrzejsze, ale i tak było sporo na chybcika zawieranych  małżeństw i nie planowanych dzieci.  Po wakacjach zwłaszcza. Ciekawe  czy Leszek o  tym słyszał. Pewnie  się trochę uśmieje, że jestem tak niedouczona  w tej  materii.

Wieczorem wpadł do  nich Leszek - po raz pierwszy "poczuł się  rodziną" i nie uprzedził, że się do nich wybiera i sam sobie otworzył drzwi do ich  mieszkania własnym  kluczem. Przyniósł ze sobą "zaopatrzenie" dla Milenki.  Była to cielęcina, kurczak domowego chowu, marchewka i buraki. Mięso było ze zwierząt, którym  nie podawano hormonów, a warzywka nie znały pestycydów. Pochodziły  z gospodarstwa posiadającego etykietę "BIO". Został pochwalony, że  wreszcie poczuł się członkiem rodziny, oczywiście wszystkie produkty zostały  przyjęte z entuzjazmem a Adela powiedziała - wreszcie   mam mięso, którego zapach mówi sam za siebie  z jakiego zwierzaka pochodzi.  To też  znak, że po ubiciu nie było szprycowane konserwantami. Leszek był szczęśliwy, że udało mu  się zrobić takie  zakupy. Adela szybko zajęła  się porcjowaniem i mięsiwo wylądowało w  zamrażarce.

Emil  z kolei nakarmił Leszka  domowymi kopytkami z gulaszem. Kopytka były dziełem Helenki i oczywiście Leszek załapał się również na porcję "na wynos". Adelko kochana- nie  wiem jak ty zaczarowujesz to mięso,  ale twojej  roboty  gulasz jest  absolutnie  bezbłędny pod  każdym  względem. Jest  absolutnie pyszny! Zdradź mi  tajemnicę,  jak to osiągasz.  Adela roześmiała  się - ale przyrzeknij, że gdy będziesz go robić sam, to zrobisz identycznie, pod każdym  względem  -tak jak wyczytasz  w przepisie. 

Najważniejsza  sprawa to jest mięso-w żadnym  wypadku nie możesz kupić  mięsa tzw. na  gulasz. Gdy robię wieprzowy to robię ze schabu środkowego, wybieram kawałek z młodszego  wieprzka. Gdy robię gulasz wołowy to kupuję kawałek mięsa na pieczeń a z drobiu to robię gulasz z piersi indyczej lub kurczaka. Każda normalna  gospodyni  stuka  się  w głowę, ale je  lubię smaczne mięso. Druga  sprawa  gdy już pokroję mięso w kostkę to wrzucam je na mocno rozgrzany wok lub rozgrzany płaski rondel, w którym jest......masło klarowane ewentualnie olej kokosowy. Dokładnie obrumieniam  kostki mięsa i gdy już  wszystkie  są zrumienione  solę mięso, dodaję przyprawy, najczęściej  garam masalę, dolewam gorącej wody , przykrywam i duszę do miękkości. Extra  ważne - zawsze "podlewać" mięso gorącą wodą- w przeciwnym  razie twardnieje. Czasem dodaję śmietanę, ale częściej  nie. I to cały "sekret". Często, gdy już trochę podduszę mięso dodaję marchewkę, pietruszkę, seler, cebulę -wszystko krojone w drobną kostkę i  czasem jabłko też pokrojone-bez  skóry. Do tego można podać ryż albo jakiś makaron lub kartofle. A sam gulasz tylko ze  surówką, bez klusek, ryżu lub kartofli to mogę jeść codziennie. Albo- gulasz z sałatką ziemniaczaną- nietypowe, obłędne  zestawienie. 

Adelko- a skąd wiesz  czy schab  jest z młodego wieprzka?  Poznajesz po obwodzie tegoż  schabu - młody wieprzek to schab nie jest zbyt okazały.Proste jak  konstrukcja cepa.

Leszku, dzwoniła dziś do mnie taka jedna  żaląc się, że nie odbierasz od  niej telefonów, więc ją poinformowałam że ja nie  wpinam  się w twoje życie osobiste  i nie  wiem czyje telefony odbierasz  a czyich nie odbierasz. Dobrze jej powiedziałaś - wykasowałem ją w książce telefonicznej mego całkiem prywatnego telefonu, a nie odbieram telefonów, których nie mam w  wykazie. Mówiłem jej, żeby sobie oszczędziła telefonowania  do  mnie, bo nie mamy o czym dyskutować.

A ja byłem  w naszej  Spółdzielni i dowiedziałem  się, że pani Wanda zarezerwowała  dla  mnie miejsce parkingowe. To będzie miejsce  na dachu już istniejącego  chyba sześcio-miejscowego garażyku,który jest na ZWM. Ciekawostka głównie  w tym, że w tym  celu powstanie górka by na ten garaż  można  wjeżdżać i z niego zjeżdżać. Miejsce mam skrajne, więc dobre do manewrowania. Pokazała  mi rysunek poglądowy - bardzo  się pilnowałem by nie  zarżeć ze śmiechu. To będzie pilotażowa inwestycyjka.  Nie  znam  się na budownictwie garaży "górkowych" i jakoś  to czarno  widzę, zwłaszcza gdy będzie śnieg i lód. Nie  mniej poczułem  się zobowiązany i w tę sobotę  zaproszę ją na obejrzenie mieszkania, które jakby na to  nie  spojrzeć mi w pewnym  sensie załatwiła. Ona ma jedno marzonko - zobaczyć Milenkę i Was oboje, więc może i wy wpadniecie na to czwarte piętro.

Lesiu - zrobimy inaczej - ty jej pokażesz swoje  włości, a do nas po prostu przyjdziecie  na lunch i kawusię - powiedział Emil. Po prostu Milenka  jeszcze za mała  by  z nią się  szlajać  bez  wózka a wnoszenie go na czwarte piętro jakoś mi  nie leży. Tylko daj  nam  znać  dzień  wcześniej czy i o której przyjdziecie na lunch.

A co poza  tym słychać u pani Wandzi?- spytał Emil.  Jest nadal pod opieką przyszpitalnej przychodni, nadal  musi o  siebie dbać i lekarz powiedział by koniecznie  latem pojechała albo nad morze  albo w dobrze   zalesione okolice - w lasy  sosnowe.

Lasy sosnowe?   Jest kilka ośrodków  wczasowych blisko Warszawy, tak ze 60 kilometrów. Ale to trzeba zapewne  już coś rezerwować - mam na myśli Wilgę. Znacznie taniej i bliżej niż  w Borach Tucholskich. Do jednego  z nich dobrze jest  mieć "zalecenie lekarskie", że  wskazana jest zmiana klimatu - powiedziała Adela. Zero atrakcji w nim,  ale ponoć dobrze karmią, domki z ogrzewaniem piecami  akumulacyjnymi. Kilka warszawskich przedsiębiorstw ma w Wildze  swoje  ośrodki. I pomyślałam  nawet, że może w tym  sezonie lepiej  pojechać  gdzieś  niedaleko domu - choćby  właśnie  do Wilgi. Można by tam  wpaść na rekonesans w tę  niedzielę i przepatrzeć. Politechnika ma tam regularny ośrodek  z domkami campingowymi.  No to fajnie zaśmiał się Leszek - wyślemy kobiety na  wczasy i będziemy  w weekendy  kontrolować jak się  sprawują.  W piątek  po pracy już w godzinę  można u  nich być, a w poniedziałek rano wrócić  stamtąd  do pracy.  Jest się  wtedy razem trzy  noce i dwa pełne  dni.  Domki Politechniki są dwupokojowe.  A tak poważnie  rzecz ujmując - z malutkim  dzieckiem  to lepiej być bliżej cywilizacji.

                                                                       c.d.n.



      

niedziela, 23 października 2022

Trudny wybór - 135

 Tegoroczny maj był zimny i  mokry.Co prawda w poniedziałkowy  ranek  już nie padało, ale woda jeszcze nie  zdołała  wsiąknąć  w podłoże. Adela jak zawsze nakarmiła małą o świcie i obie dość  szybko powróciły  w objęcia  Morfeusza. Emil obudził się "jak zawsze" i po krótkim  namyśle   stwierdził, że skoro nie pada, to pojedzie   "normalnie" do pracy. Wkrótce po  nim wstał Leszek, zjedli razem śniadanie  i obaj opuścili mieszkanie. W czasie  śniadania stwierdzili, że jeszcze  zbyt  daleko od siebie  mieszkają. 

Akurat kończyli śniadanie, gdy zajęczała komórka Leszka. Wiesia dopytywała  się, gdzie on jest, bo ona nie  może dostać  się do jego mieszkania, chyba się zamek zablokował.  Przykro mi, ale ja w tej chwili jem śniadanie u mojej ukochanej kobiety i będę w domu najprędzej za pół godziny. A zamek jest nie tyle zablokowany co wymieniony. Tak reaguję, gdy ktoś znika z mego  życia nagle nie  zapodawszy kierunku swej wycieczki  ani terminu powrotu. Podrzucę ci twoje rzeczy do  zakładu mniej  więcej w  ciągu godziny. Chwilę słuchał ze skrzywioną miną, potem  powiedział: nie Wiesiu, mnie to już nie interesuje gdzie byłaś i  z kim i po  co. Mnie było wczoraj przykro, dziś  tobie. To się nazywa sprawiedliwość - na  razie. I wyłączył komórkę.

Trochę ostro pograłeś - stwierdził Emil. Być może- stwierdził Leszek- ale już nie mam 15 lat, ale niemal trzy razy tyle. Ona już też  nie nastolatka, czas  wziąć odpowiedzialność  za to co się robi i mówi. Adela 10 lat młodsza od nas a nie mówi  ani  nie robi  głupot. Zresztą to nie jest z mojej strony jakaś pogrywka - po prostu nie  toleruję pewnych zachowań. Szczerze  mówiąc rozważałem jakiś logiczny ciąg dalszy zdarzeń, że poznamy  się lepiej,  może coś zaiskrzy, no ale nie coś takiego. I nie ma tu nic do rzeczy to co się jej kiedyś przydarzyło zdrowotnie - znając życie wiem, że to  się może przydarzyć każdemu bez  względu na płeć, wiek, status społeczny.

 Ale najbardziej mi podpadła oburzając  się, że chcę porzucić własną praktykę bo to przecież pieniądze, których nikt nie skontroluje a w klinice to będę  mniej zarabiał. Sorry,  ale co ją obchodzą moje  zarobki! Adela to  się zapytała czy znam już warunki mego przyszłego zatrudnienia, bym mógł sobie wszystko przeanalizować. I dotyczyło to nie tylko warunków  finansowych, ale i  innych  warunków  pracy. Przyznasz, że to jednak duża różnica  w tych dwóch wypowiedziach. I od  razu  wiedziałem, że Adela pyta o  to z tak  zwanego dobrego serca, bo wiem,  czuję  to, że jest po prostu dobrą, prawdziwą  przyjaciółką, bez  żadnych podtekstów. Zresztą  znam ją wszak dłużej  niż  ty. To bardzo kulturalna dziewczyna.

Odkryłem pewną zaletę tej kliniki - kantyna,  w której naprawdę dobrze karmią, chociaż nie gotują na miejscu - mają podpisaną umowę z zewnętrzną firmą  cateringową. I prawie jak  w Europie - można określić swoją  dietę - zarówno pacjenci  szpitalni jak i personel. Dziś kończę pracę o dwudziestej. Bo po pacjentach pracuję jeszcze w laboratorium - uparłem  się, że cytologię będę robił sam. I bardzo  możliwe, że trochę podszkolę personel laboratorium. 

No to wdepnij do nas w drodze do domu- zaproponował Emil. Masz przecież klucz, nie dzwoń czy możesz  wpaść, tylko wpadaj. Poczuj  się  wreszcie członkiem rodziny. Toż przecież się czuję członkiem  rodziny, nawet  w twoich dżinsach wczoraj paradowałem - zaśmiał  się Leszek.

Przed swoim  dniem pracy Leszek rzeczy Wiesi opakował w nieduży kartonik i przesłał kurierem na adres jej  zakładu  fryzjerskiego. Nadal nie  miał swego miejsca parkingowego, więc  wybrał się  do spółdzielni,  w nadziei, że może jednak jakieś miejsce  się znajdzie. Pierwszą osobą, na którą się  natknął zaraz  po wejściu była pani Wanda. Dobrze, że pana widzę, bo coś się szykuje- tylko proszę  się nie śmiać- bo to  miejsce na  .....dachu garażu.  Którego? Tego wielopoziomowego, który jest na Herbsta? Ach  nie. Zaraz  panu wytłumaczę  wszystko.Gdy budowano osiedle jakiś geniusz  zaprojektował boksy garażowe na cztery do sześciu samochodów.Takie małe  paskudne  betonowe klatki. I teraz ktoś wymyślił, że skoro jest tak dotkliwy brak  miejsc parkingowych to można by na dachu tych garaży zrobić miejsca parkingowe, oczywiście płatne. I na jednym  z takich  garaży ma powstać pilotażowo taki mini parking i miałam  właśnie do pana telefonować. Oczywiście  będzie  to miejsce pod  chmurką, bo zrobienie krytego parkingu  byłoby po prostu  zbyt drogie i trzeba  by  wpierw  zrobić  badania czy te  betonowe ścianki uniosą kolejną ściankę i samochód.Więc zysk będzie polegał głównie  na tym, że będzie zagwarantowanych kilka miejsc, bo będą one zabezpieczone barierkami. Z myślą o panu "zaklepałam" jedno miejsce  dla siebie, no ale ja nie mam samochodu.  Panie  doktorze, przepraszam, że pytam - czy to plotka czy prawda, że pan zlikwidował swój gabinet? Prawda, zlikwidowałem, bo już działałem na granicy opłacalności. Przyjmuję w prywatnej klinice. Wreszcie  nie  muszę  się  zamartwiać czy jest wszystko czego potrzebuję. I nadal robię sam cytologię, ale i nieco podszkolę tych laborantów co tu pracują. A jeśli pani będzie potrzebowała pomocy w mojej branży, to proszę  do  mnie   zatelefonować to panią przyjmę między pacjentkami, bez  zapisu. A w zależności od tego,  co  wykaże badanie pomyślimy  wtedy co dalej. Tylko proszę nikomu, nawet  swej siostrze o tym nie mówić.  Swoją  drogą  to śmieszne, bo gdybym w  swoim gabinecie  zarządził taką cenę jaka jest   w tej przychodni to połowa pań stwierdziłaby, że to  za drogo,  ale bez  szemrania przychodzą do tej  przychodni i płacą. Bardzo dużo jest moich  dawnych pacjentek. Większość przecież przychodzi raz do  roku. A w ogóle to jak  się pani czuje? No całkiem  dobrze. W dalszym  ciągu jestem pod opieką tego lekarza,  do którego  mnie pan wtedy zapisał. Jednak  się  wtedy solidnie  przechorowałam,  ale  potem brałam  sporo  różnych leków i mam  zalecenie, by w lecie  koniecznie gdzieś wyjechać z Warszawy, albo nad  morze  albo w dobrze  zalesione  okolice. 

No a jak  się panu  mieszka na tym czwartym  piętrze? Bardzo, bardzo dobrze i, co najważniejsze -  mam bliziutko do przyjaciół. Widujemy  się bardzo, bardzo  często, ich córeńka w sierpniu skończy  już roczek. Jest po prostu przesłodka! A jak starsi państwo? Zdrowi? Ooo tak,  zdrowi. 

Pani Wando, a  jaką techniką będziemy  się dostawać na dach tego garażu? No wymyślili to tak, że "dorobią" górkę do garaży i będzie  się po prostu wjeżdżało na górkę. Proszę na  moment wejść  do  mego pokoju to panu pokażę "rysunek poglądowy". No najbliższy dla pana garaż to będzie  na ZWM. Proszę spojrzeć - ta górka  będzie usypana z tyłu i boków garaży, na górze będzie  na tyle  szeroka by samochody stały tak,  by można bez trudu wymanewrować z miejsca i  z niej  zjechać-wjazd  będzie z jednego boku, wyjazd z drugiego. 

No to będzie  wesolutko zwłaszcza  zimą gdy będzie  ślisko- zaśmiał się Leszek. No po prostu dojdzie   trochę pracy dozorcom- stwierdziła pani Wanda. W wielu miejscach  na osiedlu są takie  miejsca gdzie chodnik  lub jezdnia schodzi  w dół i dozorcy muszą o  nie więcej  dbać. A kiedy zaczną tę górkę usypywać na ZWM? Powinni już, ale tyle  dni ciągle lało, że wszystkie  prace na osiedlu się przerwały. No fakt pada jak przed potopem. Bo podobno przed  potopem były  straszne  deszcze. 

Pani Wando,  a może któregoś  dnia wybierzemy się razem na kawę? Prawdę mówiąc  najzręczniej by pewnie  było w weekend. Bo w  tygodniu to jednak trochę  mi trudno wygospodarować czas.  Mnie też bardziej pasuje sobota  lub  niedziela.  To  w takim razie pozwoli  pani, że zatelefonuję w tygodniu  i  się jakoś umówimy. No i byłoby fajnie,  gdyby pani  zobaczyła  jak  się na tym czwartym piętrze urządziłem.

Poszedłem po linii najmniejszego oporu i po prostu zabrałem wszystkie  meble z poprzedniego mieszkania.  No i za radą przyjaciół  wymieniłem  drzwi wejściowe na takie z prawdziwego zdarzenia a te, wzmocnione od  wewnątrz, wylądowały jako drzwi do  mojej piwnicy.  Śmiejemy  się z przyjaciółmi, że nadal mieszkamy za daleko od  siebie. No a teraz, gdy ta  kruszynka  jest coraz mądrzejsza to ja jestem u  nich codziennie - uwielbiam się  z nią bawić. Już raczkuje. I w swojej książeczce umie pokazać pieska. No i jest grzeczniutka. I nie jest wcale  rozpieszczona chociaż jest  oczkiem  w głowie całej  rodziny. Gdy u  nich jestem  to siedzę razem  z nią w kojcu. Ja jeszcze  nie  słyszałem jej płaczu. 

Bo  widocznie  nie ma powodu  do płaczu - zdrowe dziecko , w  wyważony sposób wychowywane, przyzwyczajone do pewnego stałego postępowania to nie płacze. Małe  dzieci  potrzebują dużo stabilizacji i spokoju- powiedziała Wanda. I zapewne ta  mała istotka  ma to w  domu zapewnione. Fakt - zgodził  się Leszek- jej mama, Adela, to bardzo wyważona osoba, nie robi  nikomu z byle powodu awantur, ma zawsze  wszystko pod kontrolą. Podziwiam  ją, bo zdecydowała  się na trzyletni urlop wychowawczy, a jest prawnikiem i rzecznikiem patentowym. Ale dla niej priorytetem jest dziecko. 

Pan, panie  doktorze, jest bardzo do swych przyjaciół przywiązany.  Tak, to prawda - są dla mnie  rodziną. A nawiasem mówiąc - mam na imię Leszek,  nie  doktor. Kocham  ich oboje tak jakby byli moim rodzeństwem, którego nigdy nie  miałem. Oni oboje to też jedynacy a potrafią innym  dać mnóstwo ciepła i poświęcić dużo swojej  uwagi.  Nie wiem dlaczego ludzie uważają, że jedynacy są  samolubni. Oni oboje dbają o swoich przyjaciół i znajomych. To taki  drobiazg,   ale Adelka zawsze mnie przepyta czy mam w domu coś do jedzenia, zawsze  mi doradzą co gdzie na osiedlu kupić, nieomal sprawdzą czy jestem ubrany adekwatnie to temperatury na  zewnątrz. O  siebie wzajemnie też ogromnie  dbają, dla Emila  na pierwszym miejscu jest Adela potem córeczka i zaraz potem rodzice  Emila i ja. Adela też na pierwszym  miejscu stawia męża, wcale  nie dziecko. 

A pan, panie  Leszku tak o  nich pięknie opowiada, że  aż bardzo  chętnie bym ich i to maleństwo zobaczyła.  To się da  zrobić pani Wando- obiecuję. Ich  oboje  to pamiętam, ale dziecka  to nie  widziałam. 

Mogłaby się  wreszcie  ta pogoda poprawić. Moglibyśmy  się wtedy wszyscy wybrać w weekend gdzieś na tak zwane  "świeże powietrze". W trzy samochody gdyby pojechali  również rodzice- oni też  są według  mnie  wspaniali. Nigdy nie narzucają młodym swojego zdania i na przykład dwa lata wcześniej byli razem z młodymi na  wczasach w  Zakopanem wszyscy byli tym pobytem zachwyceni. Adela swojego teścia  nazywa  tatuniem i bardzo, bardzo  szanuje i kocha. 

No to pani Wando -zatelefonuję do pani w czwartek pod  wieczór i umówimy się na  sobotę lub  niedzielę- dobrze? Oczywiście panie Leszku - miejmy nadzieję, że  wreszcie  się ta pogoda poprawi, bo jak na razie to ten  maj jest bardziej podobny do listopada pod  względem opadów.  Leszek pożegnał  się i pojechał  do kliniki.

                                                                   c.d.n.

piątek, 21 października 2022

Trudny wybór - 134

 Tego wieczoru, leżąc w ramionach Emila Adela powiedziała - ja naprawdę jestem od  ciebie uzależniona! Jeśli byś mnie porzucił to bym po prostu umarła, nawet Milenka  by mnie  nie  zatrzymała przy życiu. Emil spojrzał jej głęboko w oczy i  powiedział - to dziwne, jesteś naprawdę bardzo mądrą  dziewczyną,  a czasami wygadujesz takie  głupoty, że  aż mózg mi drętwieje  ze  zdziwienia! Nie mógłbym  cię  porzucić, nie jestem samobójcą. Jesteś dla  mnie  całym światem. Sto razy na  dzień w pracy wgapiam  się w twoje zdjęcie i resztką  rozumu  powstrzymuję  się, żeby nie uciec  z biura  do ciebie i  Milenki.

A czy zauważyłaś, że odkąd nasz przyjaciel Leszek coraz  częściej zajmuje  się Milenką to jest coraz spokojniejszy i bardziej kontaktowy? On naprawdę ją kocha! Zauważyłam - stwierdziła  Adela. I doszłam do odkrywczego wniosku, że to nie jemu jest potrzebna psychoterapia  a Wiesi. On już wszystko przetrawił a być może,  że pomogła mu w tym nasza przyjaźń i pełne  zaufanie. Słyszałeś co on powiedział o Kamilu- mam na myśli to zdanie, że Kamil w pewnej chwili potrafił zamienić swój kontakt ze mną w przyjaźń i opiekę. I nawet  przetrawił moje odejście. Prawdę mówiąc to Leszek jest mi znacznie  bliższy niż Arek - lepiej  się z nim rozumiem. Z kolei Stasia jest mi znacznie bliższa i lepiej mi jest w jej towarzystwie niż w Wiesi. Jest świetną fryzjerką, ale jest coś  w niej dziwnego.

Emil chwilę milczał, w końcu powiedział - prawdę mówiąc to i  mnie Leszek bardziej pasuje  "myślowo" niż Arek i zdecydowanie wolę Stasię niż Wiesię. A myślę, że większym  piekłem jest mąż alkoholik gdy ma się dwójkę  dzieci niż mąż, który ewidentnie  zdradził. Ale mam nadzieję, moja  słodka, że mimo wszystko  Arek nadal  będzie  naszym przyjacielem.  Widząc jak Leszek hołubi Milenkę pomyślałem jak bardzo Leszek spoglądał na swojego syna  przez pryzmat nieporozumień z jego matką. A wczoraj gdy przyszła  Wiesia uderzyło mnie jak mało jest przysłowiowej chemii między nimi. I masz rację, ona jeszcze powinna nieco popracować nad swoją psychiką.  Popatrz - Arek i Stasia są małżeństwem, razem  mieszkają, ale okazują sobie na  wzajem czułość przy ludziach, przy  dzieciach. My to  w ogóle tak, jakbyśmy się dopiero co poznali i byli jeszcze  przed ślubem. Poza tym jestem  zdania, że  zdrada w związku najczęściej nie bierze  się z powietrza. Na mnie Wiesia robi wrażenie osoby aseksualnej - stwierdził Emil.  

Nie znam się na tym,  chyba nigdy takowej osoby nie  spotkałam. Znałam za to geja i był to przemiły facet, bardzo miły, kulturalny i bardzo inteligentny i, żeby było zabawniej - szalenie męski z urody. I nawet  sobie  wtedy pomyślałam, że "tyle  dobra  się marnuje". A na  mnie Wiesia robi  wrażenie osoby do "urzygu" uporządkowanej, dla której zejście nawet na milimetr od  celu, który sobie  wyznaczyła jest ciężkim grzechem, problemem odbierającym jej chęć do życia. I - przyznam ci  się bez bicia - złośliwie  ją  do nas  wciąż   zapraszam, żeby Leszek się jej dokładnie przyjrzał i raczej się z nią nie  wiązał. 

Ona nie jest w jego typie - stwierdził Emil. Znam jego typ, ale ty  nie masz  siostry, mentalnej  bliźniaczki a on  ma  zdrowe  zasady  moralne - rozmawiałem z nim kiedyś o tym. Sam zaczął o tym mówić, a ja od tamtego  czasu przestałem  być  zazdrosny. To facet z charakterem. I o ile Arek to twój  brat, to Leszek jest moim i twoim bratem. I więcej  niż pewne, że będzie ukochanym  wujkiem naszej córeczki. On ma jakieś wręcz niewyczerpane pokłady łagodności i cierpliwości do niej. 

Przecież ty, Mileczku,  też jesteś taki właśnie  dla  niej. Ale i dla mnie masz ogromnie  dużo wyrozumiałości i cierpliwości. No bo was obydwie  kocham i to bardzo, bardzo. A gdy  się kogoś naprawdę kocha to ma  się do niego cierpliwość. 

Słodka moja,  chciałaś by zmienić Milence łóżeczko na to większe, ale popatrz - to jej lamborghini jeszcze jej na długość starcza , a zawsze  wygodniej nam  gdy ona jest w  zasięgu ręki. Bo to większe to nie  za bardzo wejdzie pomiędzy okno a nasze łóżko, jest jednak szersze. Poza  tym wydaje  mi się, że ona spokojnie  może spać z nami w jednym pokoju do czasu ukończenia dwóch lat. Możemy tylko dosunąć nasze łóżko bliżej okna, a jej dając to  większe wystawić je na  moją stronę - co o tym  sądzisz? Mnie obojętne, już jej nie karmię  w nocy, może  być łóżeczko od   twojej  strony. No to w takim  razie rano zrobimy małe przemeblowanie. Nie pamiętam  czy tamto drugie łóżeczko też ma kółka i możliwość ułożenia materacyka pod kątem - zastanawiała się Adela. Ale Emil nie udzielił jej na ten  temat  odpowiedzi, bo zaczął sprawdzać  czy nadal blizenka po ospie jest  widoczna a piersi Adeli tak samo reagują na pocałunki. Sprawdzian wypadł pomyślnie i zachwyceni  sobą  wzajemnie spokojnie  zasnęli.

Niedzielny poranek minął na zamianie  łóżeczek, około południa  wpadł na kawę Leszek, mokry jak bezpański pies, bo miał nadzieję, że od  siebie  do przyjaciół zdąży przemknąć  pomiędzy deszczami, ale mu  się ta  sztuka nie udała. Lało bezlitośnie a parasola nie  wziął. Emil zarządził by stanowczo ściągnął mokre spodnie i Leszek paradował w dresie Emila a jego dżinsy suszyły  się pod  termowentylatorem. Adela  zabrała  się za produkcję zdrowych ciasteczek na  bazie tartej marchewki by mogła je  również jeść Milenka a Emil  z  Leszkiem zabawiali Milenkę a właściwie to ona  zabawiała  ich, nadal uparcie dążąc do sukcesów w dziedzinie raczkowania. A wybuchy głośnej radości wywoływał w niej fakt, że rzucała niedużą, lekką piłeczką wielkości  piłki tenisowej a tatuś i  wujek bili  dziecku brawo. Szykując lunch Adela  zapytała Leszka,  czy Wiesia przyjdzie  na lunch, ale Leszek stwierdził,  że tak  dokładnie to on  nawet nie wie, gdzie ona aktualnie jest, bo wyszła  z domu gdy on jeszcze  spał i nie  zostawiła  żadnej  wiadomości. 

Adela mimo woli  zrobiła  wielce  zdziwioną minę,  a Leszek powiedział - nawet gdybym nie  spał w tym  czasie to i tak nie zapytałbym dokąd  się  wybiera. Skoro  mi  nie  zostawiła żadnej  wiadomości to  zapewne nie chce  bym wiedział dokąd poszła.   Jeśli się sytuacja powtórzy to po prostu zmienię w  mieszkaniu zamki a jej rzeczy zostawię w jej zakładzie. Bo - może się mylę - ale  nawet w  wolnym  związku informuje  się drugą  stronę że się  wybywa i przynajmniej podaje orientacyjną godzinę powrotu.  A że mnie to trochę jednak  zezłościło, to zamknąłem  mieszkanie na zamek, do którego ona  nie ma klucza, bo ten klucz  jej zdaniem był za duży i  zbyt  ciężki do noszenia w  damskiej torebce. Jeśli będzie  chciała wejść, gdy  mnie  nie będzie to albo wróci do siebie  albo do mnie  zatelefonuje.

Leszku, moim skromnym  zdaniem ona powinna się leczyć, powinna jeszcze  zaliczyć jakąś psychoterapię - stwierdziła  Adela.  A ja myślę, że musiało być  coś mocno niedobrze w tym jej małżeństwie - jakoś nie mam do  niej  przekonania - powiedział Emil. I wiesz co? - załóż moje dżinsy, weźmiemy sztormiaki i parasol i skoczymy do ciebie. A po drodze zawadzimy o naszą piwnicę i zmienimy u ciebie jeden zamek. Masz pewność, że nie dorobiła  sobie  klucza poza twoimi plecami?  No nie mam- stwierdził Leszek. No właśnie. A ty nie odbieraj od niej telefonu i nie otwieraj nikomu drzwi. Ja mam nasz klucz. No to lecimy. Ja też mam wasz klucz przy sobie- stwierdził Leszek. No to dobrze, po to dostałeś by  mieć przy sobie.

Emil wziął z piwnicy nowy zamek, o którym wiedział, że gabarytowo będzie  pasował, wziął też jeszcze jeden wymontowany  z Milanówka i narzędzia. W 20 minut  później Emil poinformował Adelę, że już  są u Leszka i zaraz będą się bawić w montowanie nowego zamka. W mieszkaniu Leszka wymienili obydwa  zamki w  drzwiach wejściowych i Emil na koniec namówił Leszka by wymienić też zamek w  drzwiach piwnicznych. W czasie gdy Emil montował zamek Leszek spakował rzeczy Wiesi, których  było naprawdę niewiele - piżama, sweter, jeden cienki golf, z kosmetyków tylko pasta do zębów i  szczoteczka. Wszystko to mieściło się w niedużej podróżnej saszetce, która  była jej własnością. Leszku- a gdzie ona mieszka?  Na  zapleczu zakładu fryzjerskiego ma pokój z kuchnią. Twierdziła, że to dla  niej najwygodniejsze rozwiązanie bo jest cały  czas na miejscu, nigdzie  nie musi jeździć czy też  chodzić. I tym sposobem  ma na oku cały biznes. Nie  mogła  zrozumieć czemu ja  nie  mieszkałem przy  swoim gabinecie. A jaką miała  do  mnie pretensję, że likwiduję swój gabinet!  Powiedziałem jej wtedy, że nie ona będzie  decydować gdzie i  za ile będę pracować i to moje  życie a nie jej. I od tej  chwili ewidentnie zaczęło się między nami wszystko psuć. Tyle  tylko, że to " wszystko" to i tak  było wielkie nic - nie sypiałem z nią. Nawet w jednym łóżku nie  spaliśmy. U was też spaliśmy oddzielnie. Ten jej mąż dał jej w prezencie ślubnym kiłę. Coooo? No kiłę, syfilis jak wolisz. Nie jest prawdą, że ta choroba  już nie krąży - krąży i ma  się świetnie. A w kraju naszym jest w pełnym rozkwicie bo zlikwidowano poradnie "W" i teraz choroby z tej półki leczą dermatolodzy, do których jakiś  debil każe pacjentowi  mieć  skierowanie. I mnóstwo młodych  choruje, takich  w  wieku 25- 37 lat.  Ale nie  tylko w Polsce choroby z tej grupy "W" mają  się  świetnie - tak jest na  całym świecie. Krew nie  woda,  majtki  nie pokrzywy a prezerwatywa to niewygoda, więc dziewczyny biorą tabletki antykoncepcyjne.  Zrobiłem jedną brzydką rzecz - kazałem jej zrobić badanie   typu WR i przynieść mi wynik i tylko dlatego pozwoliłem jej u was  bywać bo był negatywny. A brzydkie  było to, że sprawdziłem  swoim kanałem  czy to  autentyczne  świadectwo. Zbyt  dużo dla mnie  znaczycie - po prostu. Ale mam nieodparte wrażenie, że o ile jest ona w porządku, jak na  razie, pod  względem  wiadomych  chorób, to  coś jest  niezbyt w porządku z jej psyche. Może to i nie  dziwne, bo dowiedzieć  się, że  mąż ci coś takiego przyniósł w prezencie to można  zwariować lub  wpaść w uporczywą depresję.

No to mam podejrzenie, że zmienimy fryzjerkę. Stary, bez przesady, to nie katar,  nie wirus, to bakteria i rozprzestrzenia  się w czasie  wiadomego kontaktu, niekoniecznie typowego, wnętrze jamy ustnej też bywa zaatakowane, bo zdaniem niektórych seks oralny nie  grozi zakażeniem. Kolega mi opowiadał jak na ostrym  dyżurze  ratowali młodą, prześliczną podobno dziewczynę, która wleciała pod   samochód i jeden z  młodziaków przywracał jej oddech metodą "usta  w usta", a  gdy  się ją udało ustabilizować i porobiono  jej wszystkie badania krwi to jego natychmiast wzięto na antybiotykoterapię bo okazało  się, że miała  cały wachlarzyk  chorób "W". A rzęsistka to każda może złapać bo nie wszystkie baseny są regularnie odkażane i mają sprawne filtry. Moim skromnym  zdaniem to każdy kto chce korzystać z basenu powinien  mieć aktualne badanie czy czegoś nie  roznosi. Na szczęście to rzęsistek jest na tyle dokuczliwy, że każda i każdy kto go ma to leci do lekarza by się go jak najszybciej pozbyć. No to co, idziemy się przelecieć po deszczu? Zgłupiała ta pogoda dziś całkowicie!

No, wracajmy, bo na pewno Adelka  się niepokoi. To pchnij do niej wiadomość, że za niedługo dotrzemy do  domu. Emil posłusznie przesłał Adeli wiadomość, że już wybierają  się  do  domu. 

Do domu wracali szybkim marszem, bo deszcz wcale  nie przestawał padać. Potop ma być  czy inna  zaraza? -zastanawiał  się na  głos Emil. I po jakie  licho myłem samochód? Nie  znam odpowiedzi na to pytanie- śmiał  się Leszek. Ale popatrz- od  razu widać jak marnie  były tu układane  te osiedlowe ścieżki. Nie  właź w te   kałuże, będziesz tydzień buty  suszył bo ci  się woda do środka  wleje. Chyba są pozatykane odpływy - stwierdził Emil. No i jakby na  to nie spojrzeć to niestety jest zimno. Zimno,  ciemno,  mokro ale  do domu  blisko- śmiał się Leszek. Co cię tak  bawi? Bo jeśli ktoś nas obserwuje to ma  niezły ubaw - wyglądamy w tych  sztormiakach  jak spieszona  marynarka, powinniśmy jeszcze  tylko nieść  jakąś łódkę. Zawsze  mnie  bawi widok  człowieka w  sztormiaku - każdy wygląda w nim niczym mocno przerośnięty kurczak. A dlaczego akurat jak kurczak? No bo te  sztormiaki są  żółte! I tworzą  taką obłą sylwetkę  człowiekowi. Gdy  tylko otworzyli drzwi klatki  schodowej owionął ich zapach pieczonych ciastek. Ojej , jaki cudowny  zapach!- zachwycił się  Leszek. Otworzył swoim   kluczem drzwi, ściągnął sztormiak, wyskoczył z adidasów i szybko zaniósł sztormiak do łazienki. Emil zrobił to samo, w  chwilę potem obydwa  sztormiaki wisiały w otwartej kabinie prysznicowej.  Emil  pracowicie wytarł obydwa  sztormiaki suchym starym frotowym ręcznikiem kąpielowym a Leszek już zabawiał Milenkę opowiadając Adeli jak paskudnie  jest na dworze. A na którą jutro jedziesz  do pracy? Leszek zerknął w "rozkład jazdy" i powiedział - jutro zaczynam o godzinie 13,00, czyli muszę być 12,30. Muszę mieć te pół godziny na przejrzenie papierów i sprawdzenie czy jeszcze pracuję czy  może już nie.

Adela dała obu lunch - ona  zjadła gdy ich jeszcze  nie było. Byłam  tak  głodna, że gdy karmiłam Milenkę to doszłam  do wniosku, że muszę jednak  zjeść nie  czekając na  was. No i zjadłam. Leszek wpatrywał się bez  słowa w swój talerz, wreszcie zapytał- powiedz mi jak ty to zrobiłaś? Co jak  zrobiłam? No te muszelki? Kupiłam i ugotowałam zgodnie z przepisem. Otworzyli niedawno nowy  sklep z włoskimi makaronami i bardzo  mi się te duże muszelki spodobały. Ugotowałam muszelki, ostudziłam,  nadziałam nadzieniem takim jak na ruskie pierogi i to wszystko. Nie podejrzewasz  chyba, że siedziałam  ze dwa dni w kuchni lepiąc z  ciasta takie ładne  muszelki. Udało mi  się  tym razem świetne  nadzionko! Nim dodałam podsmażoną cebulkę to dałam małej i posmakowało dziecku. Zaczyna  mieć coraz szerszy repertuar smaków. I muszę ci donieść, że kojec jest uniwersalny - nawet się w nim ciutkę zdrzemnęła. Podłożyłam jej  futerko z wózka i lekko okryłam kocykiem, mała podusia pod łepetynkę i spanko jak  trzeba. A jak nieprzyzwoicie   zadowolona, że cały  czas ma  mnie  na  widoku. Przecież mama robi tyle ciekawych rzeczy - na przykład trze na tarce marchewkę. Bardzo się jej to podobało,  mnie  nieco mniej. Gdy zjedli Adela wręczyła Leszkowi pojemnik z porcją "muszelek"- to dla ciebie na jutro podgrzej sobie w mikrofali w tym pojemniku - on się nadaje do mikrofalówek. 

Ponieważ już byli przy kawie i  ciastkach Leszek dość oględnie opowiedział o Wiesi mówiąc, że zdrowiej  będzie  głównie  dla jego zdrowia psychicznego, gdy  się ta  znajomość jednak rozejdzie po kościach. On jednak musi mieć dobrą kondycję psychiczną  do pracy,  a nie ciągłe dołowanie problemami Wiesi. Jest dostatecznie zdołowany problemami zdrowotnymi swoich pacjentek bo w pełni  zdrowe to może na palcach jednej  ręki policzyć. W tym jedno miejsce należy do Adeli.

Deszcz wcale a wcale nie  miał zamiaru przestać padać i Emil  powiedział - skoro idziesz do pracy dopiero na godzinę 12,30 to może  nocuj dziś u nas w gościnnym pokoju. Nie łaź po nocy w  tym deszczu-ciemno na tym osiedlu jak cholera. Powiedz  tylko o której cię obudzić. Jak będzie tak lało to pojadę nieco później  do pracy żeby nie wściekać  się w korkach, bo że będą korki to więcej  niż pewne. Moje dziewczyny to pewnie pośpią do dziewiątej  po tym karmieniu o świcie. A ja pewnie zadzwonię do kadr, że  zapomniałem się  wpisać na  wyjście  służbowe. I może  wcale nie pojadę. Mam ten luksus, że nie  muszę się tłumaczyć.

                                                                     c.d.n.

 

Trudny wybór - 133

 Sobotnie popołudnie pomału zmieniało się w wieczór. Milenka "starzała  się", jak  to określała Adela i coraz krótsze  były jej drzemki po posiłkach. Po  swoim   obiadku pospała  nieco  ponad  godzinę, potem załapała  się na  deserek w postaci skrobanego łyżeczką jabłka. Emil chciał je  zetrzeć na  specjalnej  szklanej tarce, ale Leszek zabrał mu  z ręki jabłko i powiedział - znacznie lepiej dawać dziecku skrobane jabłko - pokażę  ci jak to się  robi. 

Wpierw zabrał Emilowi dziecko, usadowił je w kojcu podparte jasieczkiem, odciął kawałek jabłka  ze skórką i zaczął cierpliwie skrobać miąższ.  Emil wzruszył ramionami- specjalista od  skrobania się znalazł - mruknął. Przecież to będzie trwało tydzień! A gdzieś się kolego  spieszysz? - odgryzł się Leszek. Nim ona przemamle zawartość tej łyżeczki już będzie  gotowa następna. Poza tym takie  skrobane  jabłko zmusza ją do rozgryzania dziąsełkami tych malutkich kawałeczków, a jabłko starce na tej  szklanej tarce to jednolita, dość wodnista papka, którą dziecko od  razu łyka. Można jej dawać w ten  sposób i banany i brzoskwinie. 

Adela patrzyła  z jaką wprawą Leszek karmi małą i stwierdziła - ty to  się Leszku marnujesz - świetnie  ci idzie to karmienie. Dziwi cię  to?- spytał Leszek. Nie  nie dziwi, tylko  podziwiam. To  chyba jest  jakaś  różnica, prawda? 

No wiesz, ktoś musiał juniora karmić- ślubna  była  za nerwowa. A takie  karmienie to przecież taka  ciężka praca no i zajmuje- tu  spojrzał na  zegarek- czasami pół godziny, gdy  dziecko jest  w stanie zjeść całe jabłuszko. Adela podała Leszkowi chusteczkę dla małej i serwetki dla niego, by wytarł ręce. Ojej- ale ona  dużo tego jabłka  zjadła! Mam nadzieję, że ją brzuszek  nie rozboli. Nie, nie rozboli -  zapewnił ją Leszek. Dobrze, że Milenka lubi jabłka - to właściwie jedyne  nasze owoce dostępne cały  rok.

Leszku, a gdzie jest Wiesia? Wiesia czesze jakąś famułę na wesele. Na wesele? -zdziwiła  się Adela. Na  ślub to czesała przed południem a teraz na wesele. Aż się zastanowiłem jak intensywny miał być  ten ślub, że muszą być panie  czesane po raz  drugi tego samego dnia. Wiesia mnie powiadomi gdy skończy. Ooo, to fajnie, to niech z  zakładu przyjedzie  do nas, zjemy wszyscy razem obiado - kolację. Że też się chce ludziom urządzać jakieś  wesele - pewnie jestem dziwna, ale  nie  rozumiem tego. Nawet już  sam zwykły cywilny  ślub to męcząca  zabawa, a co  dopiero kościelny i po nim wesele. Toż to musi  być masakra! Mnie to nawet nasz  ślub zmęczył - najgorsze to były te życzenia, bo chwilami zupełnie  nie kojarzyłam osoby która  nam składała życzenia. 

Emil parsknął śmiechem - ja też chwilami nie kojarzyłem osoby i nazwiska. No bo na  co dzień widzisz  człowieka w rozciągniętym swetrze, z włosami które już  dość  dawno widziały grzebień i  z mocno  rozkojarzonym  wzrokiem a tu nagle jakiś garniturowiec z przylizaną grzywką poklepuje cię po ramieniu i składa  życzenia a do tego  się uśmiecha. Do dziś się zastanawiam kim  była ta starsza siwa pani w czymś ciemnofioletowym. To była chemiczka,  z działu chemii, tylko już  nie pamiętam jak  miała na imię. W kieszeni Leszka zajęczał telefon - Leszek zgłosił się i powiedział- wsiadaj  w bryczkę i przyjedź do Adelki - ja już kończę skrobać. I szybko się rozłączył. Mam nadzieję, że ją to zaintrygowało, bo to zupełnie  nie moja  specjalność. Nigdy nie miałem zacięcia do chirurgii. 

A ja mam - stwierdziła Adela- niektórych to bym normalnie pocięła na kawałki. A tak poważnie - nie przeraża mnie widok  krwi jeżeli wiem, że mogę coś pomóc. Ale stać i patrzeć jak ktoś ranny w  wypadku się wykrwawia to  bym nie potrafiła. No nie wiem też jak  bym znosiła  zajęcia w prosektorium.  Jak każdy - na początku torsje,  głodówka a potem  się przyzwyczaisz- pocieszył ją  Leszek.

Ja to nawet zastrzyki robiłem z duszą na  ramieniu. Bałem się nawet gdy ci wszczepiano implant. Dobrze  mnie  facet znieczulił, nic nie bolało bo facet był wprawny. 

Lesiu, Adela najlepiej to operuje  siebie - zrobił się jej pęcherz na palcu u  nogi, to moja żonka umyła  stópkę, wydezynfekowała igłę i z zimną krwią go przekłuła. Usunęła płyn, czymś to posmarowała,  zalepiła i koniec  sprawy. Następnego  dnia maszerowała po górach jakby nigdy  nic. Leszek się serdecznie  uśmiał - było ją nosić na rękach a nie puszczać na piechtę!

Góry - strasznie dawno  nie byłem a pojechałbym- stwierdził Leszek. No to dostaniesz od nas dobry adres - mamy w Zakopanem fajnych znajomych. My w tym roku na pewno nie pojedziemy- to zbyt bodźcowy klimat dla  małego  dziecka  z nizin mazowieckich- stwierdziła  Adela. Fajni ludzie - i oni i  ich  rodzice. On jest absolwentem Fizjoterapii i chyba lada moment obroni magisterkę. Mają fajną  córeńkę, bardzo dobrze  wytresowaną. Jego teść prowadzi biuro turystyczne, zajmą  się wami jak  rodziną. Ale najlepiej jest pojechać we  wrześniu albo przed wakacjami.

Zadźwięczał wyciszony dzwonek i Emil poszedł otworzyć, a Adela zajęła  się kuchnią. Wiesia witając  się z Emilem  zapytała - a co Leszek skrobie? - kartofle?  Nie, nie kartofle, jabłuszko dla Milenki, ale już skończył. Żarta  ta nasza  córcia, prawie calutkie jabłko wciągnęła.

Gdy weszła  do salonu i zobaczyła w kojcu Leszka siedzącego razem z Milenką na moment zaniemówiła. No proszę, widać, że macie dwoje  dzieci i jak widać oboje  wielce zadowoleni.  Fajny ten kojec a Milenka się w nim czuje jakby w nim  była od  zawsze. Ładna  ta zieleń, taka  trochę szmaragdowa. A  to większe  dziecko jak  widzę świetnie  się w tym kojcu  czuje. A może byś tak większemu  dziecku  buzi dała?- zaproponował Leszek. Tak przy świadkach? Noooo, przy świadkach. Oni się  zawsze przy nas czulą, to my przy nich też możemy.

Do pokoju weszła Adela z półmiskiem pierogów mówiąc - leniwa  dziś jestem  i wszystkie  pierogi  są  dziś pomieszane. Leszek wzruszył ramionami - no to co, w żołądku i tak  się wszystkie  wymieszają. Osobiście lubię wszystkie.Ta pierogarnia  to według  mnie strzał  w dziesiątkę. Robią  naprawdę świetne  ciasto. No  właśnie,  nawet Helenka  nie  robi  już  sama pierogów tylko kupują je  w pierogarni.

Wiesiunia, a co ty za obłędnych klientów  dziś  miałaś? No właśnie, właściwe określenie. Do cywilnego rano mieli normalne "uczesy",  potem na kościelny panna młoda miała koronę z warkoczy a na wesele kok na pół metra. Chyba  z litr lakieru do włosów na nią  zużyłam. A ma dziewczyna niesamowicie dużo włosów i  to grubych, dobrych   gatunkowo. Tylko kolor nieciekawy, mam  wrażenie, że od zbyt dawna farbowanych kiepskimi farbami lub źle były rozjaśniane, być  może z oszczędności własnym sumptem. 

A młody co miał  na głowie?  Przechodzoną trwałą i usiłował mi wmówić, że mu się tak "od  dziecka włosy kręcą". Nie  chciałam być złośliwa, ale nie jest naturalne by włos był skręcony jak na zapałce dopiero z pięć  centymetrów od  skóry.  Za  zgodą młodej zlikwidowałam  mu połowę ich długości. Był dzieciak  mocno nieszczęśliwy z tego powodu. Poza tym nie  mogłam się oprzeć wrażeniu, że młoda już jest w tak zwanym  stanie błogosławionym.  Albo się czymś struła. Jedna z moich koleżanek  zawsze mówiła, że im więcej  zamieszania przedślubnego, im strojniejsza  suknia tym większa  pewność, że wcześniak w  drodze. Mnie osobiście cudze wcześniaki nie przeszkadzają, tyle  tylko, że po jakimś czasie okazuje  się, że taki związek  był pomyłką i  tylko  dziecka   żal. Ale wychodzę z  założenia że każdy ma jakiś mózg i to jest nie  moja  sprawa czy się pobierają z miłości  czy z tak zwanej konieczności dla przyzwoitości.

Wiesiu, lubisz góry? - spytał Leszek. Lubię Zakopane, ale nie wspinam się. No ale nie jest  nigdzie napisane, że każdy, kto jedzie   w góry to musi się wspinać - stwierdził Leszek. Bez wspinania  się   też można zrobić sporo ładnych  wycieczek. Może pojechalibyśmy na tydzień lub  dwa w góry, ale nie teraz, bo tam jeszcze  zima króluje, ale na przykład we  wrześniu? Adela i Emil mają tam znajomych i dadzą nam namiary. 

Mieszkalibyście u nich- mają super dom,  drewniany, z pełnych bali, na Antałówce - dodała Adela. I oni fajni i ich rodzice. Młodzi, fajni ludzie. Jej rodzice to górale, ona także, on Krakowianin, fizjoterapeuta z zawodu. Jego teść ma biuro turystyczne, mielibyście multum fajnych wycieczek. My w tym roku  nie pojedziemy, Milenka za  malutka na taki bodźcowy klimat. Ale za rok to na pewno. Co prawda  Zakopane się potwornie  zmieniło i wolałam tamto bardziej  siermiężne Zakopane, no ale  we  wrześniu to już nie będzie wczasowiczów z dzieciakami. Krupówki z betonową kostką to nieco w  zęby gryzie i ten chiński chłam w pamiątkach no  ale nadal Dolinki Reglowe są tak  samo urocze jak dawniej. No i na  Słowację warto  się kopsnąć. Tylko warto zainwestować w dobre buty na wibramowej podeszwie. Wygodniej i znacznie bezpieczniej. Dobrze jest się teraz  za nimi rozejrzeć w  sieci. Ubiegłoroczne mogą być nawet przecenione. Emil w pełni docenił wibramy gdy byliśmy na  Kościelcu. 

Oooo, tam  to  kruchutko - stwierdził Leszek. Tak, potwierdziła  Adela. Na  szczęście byliśmy tego  dnia  jedynymi chętnymi na tę trasę, bo na  szczycie  to miejsca jest  góra na 5 chudych osób,  a najgorzej to  się mijać na ścieżce, bo  cholernie wąska.

Lesiu, nawet nie  wiesz ile nerwów przez  nią straciłem wchodząc na Kościelec. Tam  chyba powinni  w jednym  miejscu zrobić łańcuch - ścieżka wąziutka i całkiem spora ekspozycja. A ta mi jeszcze opowiedziała, że z Zadniego Kościelca to odpadł taki  super  taternik Jan Długosz  i to  w trakcie  rutynowej kontroli trasy na ten  Zadni Kościelec. No ale my  nie szliśmy na  Zadni Kościelec - tam się nie  chodzi, tam  się trzeba  wspinać. I każdą wspinaczkę wpisywać  do księgi wyjść w Tatry- wyjaśniła  Adela.

No proszę - tyle lat znam Adelę,   a dopiero teraz  się dowiedziałem, że drepcze po górach- stwierdził Leszek. No bo kiedyś to ja  jeździłam głównie zimą i wydeptywałam tylko dolinki albo wygniatałam leżak na Gubałówce. A jaka byłam zdumiona, że latem lepiej  się chodzi Ścieżką pod Reglami niż  zimą. A jeśli pojedziecie do Zakopanego, to  koniecznie pojedźcie  do Słowacji i koniecznie wjedźcie na  Łomnicę. Można na Łomnicę wejść,  ale tylko i  wyłącznie z kwalifikowanym przewodnikiem, który zapewni sprzęt wysokogórski (uprząż,haki,kaski, liny) no ale to  droga frajda i dość męcząca, bo nie można wejść per pedes a zjechać kolejką. Na Gerlach, Lodowy  Szczyt, Wysoką i  Baranie   Rogi no i  Łomnicę   można  wchodzić tylko  z przewodnikiem i  nie ma  żadnej oznakowanej trasy na takie przejście.

No ale z dwuletnią Milenką to też nie będziecie latać po górach - stwierdził Leszek.  Nie jest tak źle - wszystkie  dolinki  można "obskoczyć" z wózkiem, są  też całkiem  fajne nosidełka dla takich maluszków. Byliśmy na Sarniej Skałce z trzylatką, która z  Kuźnic na Kalatówki to  szła na  własnych  nóżkach, a potem to ją tata  niósł a jak  tylko było trochę w dół to sama szła. To właśnie  dziecię tych naszych  zakopiańczyków. Super  dziewczyneczka! Niesamowicie grzeczne dziecko! I chyba  się bardzo na  nią zapatrzyliśmy i dlatego udało się nam  zmajstrować dziewczynkę. A opowiedział ci Michał jaki Emil był radosny gdy się na USG okazało, że to dziewczynka?  Z tej radochy to Michała  wyściskał i wycałował no a powinien był mnie wycałować.  No słyszałem, że był jakiś niekontrolowany  wybuch radości. Cały problem  w tym, że tak naprawdę to  nie  mamy żadnego wpływu na "spreparowanie" płci dziecka- to  zawsze jednak  jest  na  zasadzie  co będzie  to będzie. Nawet przy in  vitro. Przy in  vitro to  możemy wybrać najlepszy z posiadanych plemników- czyli najbardziej żywotny, bez uszkodzeń- ale to wszystko co na  razie  możemy. Możemy wybrać dawcę nasienia np. by dawca był niebieskookim blondynem, typ nordycki, ale nie mamy wpływu na płeć dziecka. Zobacz - ojciec Emila jest niebieskooki a Emil ma  oczy piwne. Milenka ma na  razie jeszcze niebieskie oczka, ale jakie będzie  miała potem? - na razie  nie  wie nikt czy będą takie jak Emila,  czy takie jak twoje, a może całkiem inne? Możliwości jest sporo bo nie jest to cecha  dziedziczona  wprost. Jest tak sporo możliwości  w tej materii, że "głowa mała" by to przewidzieć.

                                                              c.d.n.