czwartek, 3 listopada 2022

Trudny wybór -146

 Leszek pomaszerował te 100 kroków do domku by schować  do lodówki wiktuały zakupione przez Emila. Tymczasem Adela z Wandą szykowały kolację. Wymyśliły, że  zrobią paellę z marchewką i parówkami. Marchewka została  poszatkowana w plasterki, parówki również, Adela  siekała  koperek, Wanda znęcała  się nad czosnkiem krojąc go  w plasterki, do dziewczyn dołączyła Helena mówiąc, że jeżeli przyda im  się trzecia para rąk to ona im  chętnie  pomoże. W trakcie krojenia Helena zerknęła przez okno i powiedziała : Leszek uznał, że obiado -kolacja wymaga czystej, błękitnej koszuli, nie wiem czy  nie powinnam założyć w  tym układzie czystych dżinsów, bo te dziś splamiłam. Ale udam, że o  tym nie  wiem. Lesio zawsze  super wygląda w niebieskim- stwierdziła Adela. Gdy wparował kiedyś do nas w garniturze to aż mnie  zatkało tak ładnie i elegancko wyglądał. A nie każdy  facet dobrze  wygląda  w garniturze. Hmmm, mruknęła Wanda, on taki elegancki  a ja będę cuchnęła  czosnkiem. On za moment też - pocieszyła ją Adela. Zresztą  wszyscy  się zaraz  zaczosnkujemy. Ja dziś dam  małej mleko od sztucznej  mamy. Przetrzyj sobie rączęta połówką cytryny i potem umyj zimną wodą, na ogół pomaga- poradziła jej Adela. Do kuchni wparował Emil z pytaniem,  czy może trzeba im w  czymś pomóc, więc Helena powiedziała, że już wszystko jest gotowe, więc może zanieść na ganko-werandę talerze i sztućce a one przyniosą  resztę. 

Spory  gar  paelli zniknął w ekspresowym tempie nawet Piotr wziął dokładkę. Nie  da  się ukryć, że parówki bardzo podniosły jej smak. Coś mi  się wydaje, że tym razem więcej kupimy tych parówek- stwierdziła  Adela - one  są zupełnie inne  niż te  warszawskie! Bo te parówki nie są w osłonkach plastikowych tylko w baranich jelitach bardzo dobrze wyszlamowanych  - stwierdził Piotr. Faktycznie - zgodziła  się  z nim Helena.

Do herbaty był placek drożdżowy z kruszonką na wierzchu. Ooooo, powiedziała Helena - muszę w Warszawie upiec  taki placek. Z niego są wspaniałe sucharki. Będzie  miała nasza księżniczka co mamlać. A najlepsze w nim jest  to, że nie ma  w nim smażonej skórki pomarańczowej. Przez tą skórkę to go w  domu do ust nie  brałam- stwierdziła Adela. Lubię pomarańcze,  ale nie lubię skórki pomarańczowej. Podczas picia  herbaty, gdy na moment  przycichła  rozmowa  Leszek chrząknął i powiedział - mam wam coś ważnego  do powiedzenia - kocham Wandę i zgodziła  się zostać moją żoną. W tym momencie wstał od stołu, sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wyjął z  niej małe pudełeczko - kucnął obok Wandy , otworzył pudełeczko i podał jej mówiąc - to jest pierścionek zaręczynowy mojej mamy. Powiedziała mi, że mam go dać kobiecie, która  zgodzi  się być moją żoną. Zgodziłaś się  dziś, od tej  chwili jest twój.Daj rękę, proszę. Wanda podała mu prawą rękę, Leszek otworzył pudełeczko, w którym spoczywał prostokątny szmaragd w ażurowej oprawie. Leszek delikatnie włożył go na środkowy palec Wandy i pocałował jej dłoń.  Wandzie napłynęły  do oczu łzy i objęła Leszka, przytulając mocno  swą twarz do jego twarzy. Leszek przywarł do jej ust i zapamiętale  całował. Lesiu - daj jej odetchnąć- udusi się - teatralnym  szeptem nadał tekst Emil. Leszek przestał całować i powiedział - zazdrość nie  zalicza  się szlachetnych  uczuć, kolego! Adela podeszła do Wandy - podniosła jej rękę i obejrzała pierścionek - prześliczny, najprawdziwszy  szmaragd, w pięknej oprawie - powiedziała. To piękny  zabytkowy pierścionek! Gratuluję  wam obojgu. Wpierw objęła Wandę i ucałowała  ją, potem cmoknęła  w policzek Leszka. Bądźcie szczęśliwi   i nie przestawajcie  się kochać.

A kiedy ślub? -zapytał Piotr potrząsając ręką Leszka i poklepując go po ramieniu. Nie wiemy, jeszcze nie złożyliśmy dokumentów. Może jutro wyskoczymy do Warszawy i uda  się nam coś załatwić. Reszta  wieczoru zeszła na  wspominkach obu już  małżeństw jakie to , z perspektywy  czasu, zabawne  sytuacje  były z wyciąganiem i  składaniem dokumentów. Adela podpowiedziała im, że pierwsze co powinni zrobić, to zobaczyć czy mają  w domu swoje metryki urodzenia, bo w Archiwum  łatwiej jest wyciągnąć ich  dokumenty gdy sobie  pani urzędniczka jakiś tajemniczy numerek z tego starego dokumentu  wyciągnie. Oczywiście   "suchej  nitki"  nie  zostawiono na zarządzeniu, że to  musi  być odpis  metryki wydany nie wcześniej  niż trzy  miesiące przed  złożeniem dokumentu.  

Adela od  razu  powiedziała, że ona i Emil to nie  będą  świadkami, bo gdy oni byli świadkami to małżeństwo Arka rozpadło się niemal natychmiast, a gdy Arkowi świadkowali  Helena i Piotr to jest  wszystko w tym  związku  "jak należy". Ale  oni  nie odmówią  sobie  przyjemności obecności na tym ślubie i zobaczenia jak Milenka daje  buzi wujkowi i nawet dopilnują ,  by to nie  było zaraz  po jej karmieniu. 

Gdy się już  wszyscy wychichotali niczym  dzieci w przedszkolu Lesio powiedział, że byłby dumny, gdy  Helena i  Piotr byli ich świadkami, a Piotr powiedział, że to żaden kłopot dla  nich, bo jeszcze  trochę i razem z Heleną założą firmę  świadczącą usługi w zakresie zastępowania różnych osób  w rodzinach. Humory wszystkim  dopisywały a gdy Leszek nadał tekst,  że muszą się w ekspresowym tempie zabrać  za produkcję dziecka bo już są jednak w wieku  dość  zaawansowanym Piotr powiedział:  "zawsze podejrzewałem, że Leszek jest moim rówieśnikiem tylko ma jakiś  patent na  młody wygląd, a  nieużyty z niego gość i  nie  chce  zdradzić co robić  by tak  świeżo i młodo wyglądać  jak on" wszyscy pokładali  się  ze śmiechu i z trudem poprzez  śmiech dosłyszano gaworzenie  Milenki.

Emil i Leszek nieomal kłusem  ruszyli do  sypialni "dziecku na  ratunek". Adela trąciła łokciem Wandę - no to teraz wiesz, kto będzie   w nocy wstawał do  dziecka, nie oducz  go tego  przypadkiem. I zaraz zobaczysz jakie mamy "cygańskie  dziecko". W dziesięć  minut później wkroczył z Milenką na ręku Leszek a Milenka  sprawdzała czy jego  brwi  nie  są przypadkiem tylko przyklejone. Helena wyciągnęła do małej ręce mówiąc "chodź do babci" i Milenka zaraz przeniosła  się do niej, potem do Piotra, na moment do Wandzi by na końcu wylądować  w ramionach mamy a potem taty, bo Adela poszła przygotować  dla małej ostatnie karmienie - modyfikowane  mleko, które bardzo pasowało małej pod  względem  smakowym, a poza tym było podawane przez  smoczek,  a więc łatwiej było ssać.

Najedzoną i  w dobrym humorku Milenkę zabrał do sypialni Emil, przewinął, pogłaskał po główce, dał  jej w objęcia ulubionego kauczukowego pieska ,  zaczekał aż przysnęła i  wrócił do stołu.

Ustalono, że następnego dnia rano Leszek z Wandą pojadą do Warszawy, przy okazji Leszek dostał bojowe zadanie "wdepnięcia" do mieszkania Emilów i zabrania z przedpokoju "takich szaro-burych" adidasów  Adeli, bo te nowe, które ze sobą wzięła otarły jej piętę.  Straszny delikatesik z tej Adeli - orzekła Wanda w  drodze  do Warszawy.  No fakt, ona ma bardzo wrażliwą skórę , kiedyś przyszła  do  mnie z otarciem w pachwinie, z którym nie  mogła  sobie  poradzić - otarła jej skórę szorstka nitka , którą były obrębione jej figi. Przepraszała, że  mi głowę zawraca takim drobiazgiem, ale wolała  przyjść  do mnie niż do swego lekarza pierwszego kontaktu. Całkiem długo się z tym męczyła - skóra w tym miejscu  delikatna i zawsze  trochę wilgotna i cały czas praktycznie bez dostępu powietrza-tłumaczył Wandzie Leszek.  Poza wzięciem dla Adeli adidasów Emil poprosił by wdepnęli do ich "magazynu", wzięli  stamtąd "czerwoną  termo-torbę", leżące w niej "akumulatory zimna" władowali do zamrażarki, a gdy już dojdą  do  wniosku, że wracają to by kupili kilka pojemników lodów Grycana, w tym "musowo" pistacjowe, bo w tutejszej restauracji ich nie ma . Oczywiście na  zakupy mają wziąć tę termo torbę z "akumulatorami", czyli zakupy mają być ich ostatnią czynnością w Warszawie.

W drodze do Warszawy Wanda stwierdziła, że nie  czuje się w obowiązku by informować swą rodzinę, że wychodzi za mąż. Ojcu też nie  powiesz?- spytał Leszek. A może się wstydzisz, że nie  wychodzisz  za mąż za jakiegoś  nadzianego biznesmena?  Wanda roześmiała  się - gdybym wychodziła za jakiegoś biznesmena to  tym bardziej bym im tego nie powiedziała. Leszku - ja już dosyć się napłakałam w tej rodzinie, zrobili ze mnie dziwaczkę i naprawdę nie  chcę ich oglądać na  swoim ślubie. Może, ale jeszcze nie jestem pewna, powiem ojcu gdy już będziemy małżeństwem. Czy myślisz, że moja matka była choć raz u  mnie  w domu? Gdy byłam chora to przychodziła tylko siostra z  zakupami - przynosiła i na tym koniec. Raz mi powiedziała, że mam fajnie, bo nie chodzę aż dwa  tygodnie do pracy.  To jest ich zemsta  za to, że babcia , matka mego ojca, zapisała mi w spadku mieszkanie, które ja sprzedałam a pieniądze wpłaciłam do spółdzielni. Zdaniem mojej matki powinnam była się nimi podzielić z matką i trochę "odpalić siostrze". Nie każdy ma taką rodzinę jak Adela i Emil. Zresztą nie wiem czy  wiesz, ale Adela też nie ma kontaktu zbyt częstego ani bliskiego ze  swoimi rodzicami. I  nie wiedzą  wcale, że  są  dziadkami.

Moja  siostra nie była  zbyt  długo twoją pacjentką,  bo ty nie usuwasz ciąży a jej się ciąża przytrafiła. Bo ona z tych co nie  zachodzą w ciążę celowo tylko im się ciąża przytrafia. Antykoncepcja? Za  duży  wysiłek umysłowy i to przecież  wydatek. I jeszcze pamiętać, żeby w czasie  brania tabletek nie pić i nie palić. I na  dodatek  zapamiętać którego  dnia należy  znów  brać. Z tego co wiem, to już dwa razy usuwała. A on, ten jej super mąż, nie będzie przecież kupował dla  siebie prezerwatyw, poza  tym nawet gdyby kupił to wątpię czy potrafiłby ją prawidłowo na sobie zainstalować.  Ona na szczęście chyba  się wyprowadzi z Warszawy, bo tu za drogie  życie a poza  tym ukochany buc-małżonek ma dostać od  swojej  matki domek chyba w Radomiu, ale coś podejrzewam, że to pod  Radomiem. No i  dobrze, daj jej  Boże jak najlepiej i jak najdalej ode  mnie. Tyle jeśli idzie o moją rodzinę. Na ich tle to mój ojciec to prawie normalny  facet, tylko wciąż  nie  wiem jak  się mojej matce udało go złapać na męża. Adela to fajnie określiła- "ojej, zwyczajnie podłożyła  mu się  gdy obok  przechodził."  No i  dlatego Leszku powinieneś uznać, że już jestem sierotą. Tak będzie lepiej dla nas obojga. Długo mi  się wydawało, że tylko ja mam takiego pecha z rodziną, ale im dłużej żyję  tym więcej poznaję  osób, które mają niewiele wspólnego ze  swoimi rodzicami lub/i  z rodzeństwem. Na ogół otoczenie ich niewiele o tym  wie, bo nikt  się takimi sprawami nie  chwali.

Chyba "niebo" im tego dnia sprzyjało, bo mniej więcej po czterech godzinach każde  z nich  miało swój akt urodzenia, a gdy się Lesio uśmiechnął do pani urzędniczki to mu "nielegalnie" zrobiła  skan jego rozwodu  z oryginału.  A na dodatek udało im  się złożyć swe dokumenty w USC na Ursynowie, zwłaszcza, że nie napierali  się, że to ma być sobota przed  południem i  miesiąc z literką "r", zgodzili  się na środek tygodnia w połowie września. Dostali nawet karteczkę z pięknie wypisaną datą i godziną, żeby zapamiętać. Wesela żadnego nie planowali Leszek proponował by po prostu u niego w  mieszkaniu zrobić obiad zamawiając  go w firmie cateringowej. Poza tym nie miał nic przeciwko temu, by po  ślubie Wanda miała dwa nazwiska. Dziecko i tak będzie miało jego nazwisko.

W drodze, po zakupieniu lodów w ilościach iście hurtowych,  omawiali sprawy mieszkaniowe. Bez  wątpienia mieszkanie Leszka było lepsze o  tyle, że były to jednak  cztery pokoje a nie dwa. Tyle tylko,że czwarte piętro bez windy przy niemowlaku nie  było sprawą  radosną. Ale Wandzia stwierdziła, że póki co, to jeszcze jest trochę czasu, będą dysponować  dwoma  mieszkaniami i może coś się zamieni. Tyle  tylko, że być może nie będzie to rzut beretem od "Emilów", no ale przecież teraz Leszek  już nie  będzie taki "samotny jak  bezdomny pies".

                                                                     c.d.n.





środa, 2 listopada 2022

Trudny wybór - 145

 Około godziny czternastej Leszka obudził dźwięk wibrującej cicho komórki, która leżała na nocnym stoliku. To nadszedł sms od Emila: zapomniałem ci wczoraj dać klucz od naszego domku, więc ci go wepchnąłem do pokoju uszkadzając pewnie moskitierę, jedziemy na wycieczkę, przywieziemy zaopatrzenie i dla  was. Leszek zerknął w okno - rzeczywiście moskitiera  nie była już równo rozpięta ale nieco "sflaczała". OK- odpisał. A ponieważ się poruszył by odpisać Wanda wyszeptała - "wróć zaraz". Leszek ją przytulił i  cichutko  powiedział - Emil wrzucił nam przez okno klucz od ich domku, bo oni jadą po  zaopatrzenie  dla  wszystkich - cokolwiek  to znaczy. Wezmę go, poprawię moskitierę i wracam. A która  jest godzina? - spytała.  Jakoś tak po czternastej - spokojnie odpowiedział Leszek. Jeszcze  możemy spokojnie się polenić. Wyplątał  się z kołdry i wyszedł z łóżka.  Wanda obserwowała go spod lekko przymkniętych oczu. Był bardzo szczupły, ale bardzo zgrabny i miał bardzo zadbane ciało - mógł śmiało być modelem jakiegoś rzeźbiarza.  Chodzisz na  siłownię?- spytała. Chodziłem, ale cała ta kołomyja ze zmianą mieszkania, gabinetem, nową pracą sprawiła, że zaprzestałem. Staram  się  tylko by się nie  zapaść. I odległość pomiędzy moim mieszkaniem i Emilów pokonuję z reguły  biegiem.

Kochanie moje, usunę teraz diafragmę i sprawdzę czy nie uszkodziłem cię za bardzo, ty pójdziesz do łazienki, a ja tymczasem zrobię dla nas coś do jedzenia i picia. Będziesz piła herbatę i kawę czy tylko kawę? 

Połóż się na moment, nie będzie bolało. No jest super - udało mi się nie sprawić ci bólu i nic a nic nie popękało. Nic cię nie boli? Nie- nic, tylko mi coś tam mokro się zrobiło. Prawidłowo, to żel, który był w diafragmie, żel plemnikobójczy. Dlatego idź do łazienki by go spłukać. Ale wpierw  daj  mi buzi, proszę!

Leszek przejrzawszy zawartość lodówki zrobił francuskie  tosty  wzmocnione plastrami szynki, do tego były pomidory i ogórki.

Po raz pierwszy w życiu Wanda jadła będąc nago i, co ją bardzo zdziwiło, podobało się jej, że oboje siedzą nago, że Leszek wędruje wzrokiem po całym jej ciele. Ona też zapoznawała  się wzrokowo z jego ciałem, patrząc na jego ciało przypominała  sobie swe doznania sprzed  paru godzin. Jest silny, ale bardzo delikatny. I znów mam ochotę  się do niego przytulić, tak miło gdy mnie  do siebie przygarnia. Leszek przyglądał się jej, bardzo długo milczał w końcu zapytał - a o czym ty kochana tak rozmyślasz? Powiesz  mi? 

Myślę o tobie, myślę o tym, że pierwszy raz  w życiu jem z mężczyzną siedząc nago, myślę o tym, że już polubiłam gdy  mnie przytulasz i gdy mnie całujesz i gdy mnie pieścisz. I podobasz mi się w tym adamowym stroju, jesteś pięknie  zbudowany. I że będę bardzo nieszczęśliwa gdy wrócimy do Warszawy i pójdę do pracy i będę  za tobą tęsknić.

No tak, raczej nie uda  się nam być razem nago w pracy, wylądowalibyśmy w psychiatryku. Ale możemy przecież jeszcze przed ślubem zamieszkać razem. A u mnie to nawet byśmy się mogli gonić po mieszkaniu, jakby na to nie  spojrzeć to są cztery pokoje z kuchnią i łazienką - śmiał się  Leszek. Wandeczko, naprawdę chcesz mnie za męża?  Wiesz jaką mam specjalizację, czy nie wpadną ci do głowy jakieś paranoiczne pomysły, że co pacjentka to potencjalna kandydatka na konkurentkę dla  ciebie?

Leszeczku- równie dobrze ty możesz wpaść w paranoję i uważać, że każdy facet z moim szefem na czele to dla ciebie potencjalne zagrożenie. Wydaje mi się, że oboje już nie jesteśmy dziećmi i dobrze wiemy co mówimy. Nie mam wprawy w kontaktach damsko męskich, pewnie jestem śmiesznie niezdarna w te klocki, ale wiem co do ciebie czuję.

Nie jesteś niezdarna, jesteś cudownie naturalna i to jest piękne. Ty i ja musimy się dopiero nauczyć siebie wzajemnie. Być może, że wiem o seksie znacznie  więcej niż ty ale jest to związane z moim zawodem a nie z moją praktyką  w tej dziedzinie. Jestem ginekologiem  a nie  seksuologiem. Nie wiem jeszcze co lubisz, jakie pieszczoty preferujesz, więc jeśli coś nie będzie  ci sprawiało przyjemności to powiedz mi o tym. Ja też nie będę niczego przed  tobą ukrywał. Dobry związek można stworzyć tylko na bazie absolutnej szczerości wobec partnera.

Oj, trochę, odrobinę to już wiem co lubię - tylko nie śmiej  się ze mnie. Dużą frajdę miałam wmasowując ci miksturkę, bo oprócz tego, że czułam pod dłońmi ciepło twej czaszki, to jeszcze byłeś plecami oparty o moje nogi. Twoje pocałunki - wpierw leciutkie niczym powiew wiatru i potem coraz mocniejsze, takie jakby natarczywe. Lubię się przytulać do twojej piersi i swoją twarzą i piersiami. Cudownie  mnie twój zarost torsu łaskocze. I lubię gdy mnie tak nieco władczo przygarniasz do  siebie. I gdy ręką błądzisz po moim ciele. I jak na razie to wszystko mi sprawia radość i przyjemność. I lubię się tulić do twojej ręki. I lubię te twoje rzucane ukradkiem spojrzenia - jakbyś sprawdzał czy nie szykuję się do ucieczki. I gdy byłeś we mnie - nie czułam bólu, ani tego ucisku o którym mówiłeś -a tylko rozchodzącą się jakby falę i gdy znieruchomiałeś wystraszyłam się, że coś złego zrobiłam. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że dotarłeś do celu.

Leszek słuchał z poważną twarzą, z leciutkim rozbawieniem i  sporym zaciekawieniem w oczach - gdy skończyła mówić objął ją i przytulił - cudownie mi  to wszystko opowiedziałaś. A teraz  jeszcze  troszkę możemy się polenić. Muszę jak najwięcej dowiedzieć  się o  tym co lubisz. Spałaś dziś z głową wtuloną w moją szyję. Trochę się zdziwiłem, że tak  było  ci  wygodnie. Leżałaś w sumie na  moim obojczyku a to jednak dość twarda  kość,  nie obrośnięta mięśniem.

Muszę ci  się do czegoś przyznać - straszliwie bałem się tej nocy. Dlaczego? - zdziwiła  się Wanda. Czy dlatego, że przyznałam  ci  się, że jestem zupełnie  niedoświadczona w tej  dziedzinie? Oj nie, nie o  to szło. Może  cię  to zdziwi,  ale od blisko dwóch lat moje  życie seksualne utrzymywało się na poziomie 0, a właściwie -1.  Nie potrafię się pieścić z kobietą do której nic nie  czuję.  Praca związana z doktoratem bardzo  mnie pochłonęła, moje życie intymne odpłynęło gdzieś  na inny kontynent. Podejrzewam, że gdyby się mnie  wtedy ktoś zapytał "co to jest kobieta" to dowiedziałby  się  tylko że to taka biedna istota dręczona  rakiem szyjki macicy, bo ktoś  nie rozpoznał w porę  zagrożenia. 

A po doktoracie okazało  się, że działam w  swoim gabinecie na skraju opłacalności a trzeba  było jeszcze spłacać wyposażenie gabinetu. Na szczęście po doktoracie  dostałem z Kliniki propozycję pracy  u  nich.  Prawdę mówiąc to miałem co  sprzedać by spłacać ten leasing, ale i Adela i Emil zabronili mi tego.  Od kompletnego załamania  ratowali  mnie  swą życzliwością  Emil i Adela i....Milenka.  Przez moment wydawało mi się, że pokazała  się na horyzoncie życzliwa dusza,  ale ona była  zainteresowana głównie  moimi finansami, nie  mną. Adela i Emil utrzymali  mnie  w pionie, między innymi kontaktując mnie  ze swoim przyjacielem prawnikiem. Chciałem zamieszkać jak najbliżej Emila i Adeli. Resztę już znasz. No więc po prostu bałem się, że się całkowicie przed  tobą zblamuję.  Co prawda jak utrzymują koledzy-seksuolodzy niemal każdy facet ma  w życiu okresy impotencji. Ale ty masz tyle  w sobie ciepła i ufności a poza tym wreszcie do  mnie  dotarło, że skoro mi  się bardzo podobasz i nie uciekasz przede mną na drugą stronę ulicy to może uda mi się wreszcie cię "poderwać". 

Wanda chwilę milczała potem ujęła w obie  dłonie twarz Leszka mówiąc - zapamiętaj sobie tę chwilę na  zawsze - kocham cię i będę z tobą- z jakiegoś powodu los nas ze  sobą zderzył. I wiesz  co? Ubierzemy się teraz i pójdziemy sprawdzić co można  zamówić do jedzenia w tej restauracji. Muszę zacząć dbać o  ciebie. Samym  seksem nie  wyżyjesz. 

Okazało się, że można tu całkiem smacznie  zjeść, co bardzo oboje  ucieszyło, a że dzień był ciepły to na deser jeszcze  zamówili lody. Po obiedzie postanowili zwiedzić nieco dokładniej teren - wszak Wanda miała jak najwięcej przebywać na  zdrowym, leśnym powietrzu. Po półgodzinnym  spacerze Leszek stwierdził, że nie byłoby źle gdyby wziąć samochód i podjechać do ośrodka MSW, który otoczony jest  lasem sosnowym, tam zostawić samochód na parkingu i pospacerować tym sosnowym lasem. Tak też zrobili. Las otaczający ten ośrodek był jeszcze młody, grunt był bardzo piaszczysty i na leśnym podszyciu niewiele rosło roślin. Ale miał jeden duży plus - nie  było w nim wczasowiczów a nagrzane w słońcu młode pędy  sosen pięknie pachniały. Aby się przypadkiem w nim  nie zgubić szli cały czas w jednym tylko kierunku. W pewnym momencie Leszek stwierdził, że dość tego spaceru i wracają. Gdy wracali zaczął się nieco niepokoić czy  aby w dobrym kierunku idą i nie bardzo wierzył zapewnieniom Wandy, że na pewno w dobrym, bo przedtem mieli słońce z tyłu,  a teraz przed  sobą. Gdy wreszcie doszli do miejsca, w którym z daleka prześwitywał już budynek ośrodka MSW nie mógł uwierzyć, że tak daleko od  niego byli. Przed  wejściem do  samochodu Wanda  zarządziła wysypanie piasku z butów i chociaż zdaniem Leszka nie  czuł żadnego piasku, to okazało się, że jednak było go trochę.

Gdy wrócili do "swojego" ośrodka na parkingu już stały samochody Emila i Piotra. Gdy dochodzili do swych domków już z daleka kiwała na  nich Adela i Wandeczka z lekka zmieszana powiedziała- głupio mi. Leszek zaśmiał się - zaraz  ci nie będzie głupio, bo powiem im, że ci się oświadczyłem i się zgodziłaś. Przecież mi powiedziałaś, że mnie kochasz i będziesz  ze mną. Mówiłeś poważnie o tym, że chcesz byśmy się pobrali i szybko mieli dziecko? Jak najpoważniej i dlatego im to zaraz  powiem. Nie należę do tych co na taki temat żartują. Gdy podeszli do domku Emilów wszyscy się wyściskali a Leszek zapytał gdzie jest Milenka. Księżniczka zasnęła  w  samochodzie,  więc jej nie budziliśmy i śpi w  swoim łóżeczku. A gdzie byliście zapytała Adela Wandę. Chodziliśmy po sosnowym lesie koło ośrodka  MSW, a przedtem byliśmy tu na obiedzie, całkiem dobrze  tu dają  jeść i nawet lody  tu zjedliśmy, pudełkowe, od Grycana. Oj, to dobrze wiedzieć, że tu  są- ucieszyła  się Adela. A my byliśmy w Puławach. Kupiliśmy całkiem fajne wędliny od jakiegoś prywatnego wytwórcy, dla was też wzięliśmy. Wandeczka, chodź do kuchni, to od  razu weźmiesz to co kupiliśmy dla was- i  Adela popchnęła Wandę w  stronę wejścia do pokoju dziennego i kuchni. Nie wiem dlaczego ale  wydawało mi  się, że te Puławy to są bliżej niż Warszawa, a do  nich to jest 90 kilometrów. Adela zamknęła drzwi i cicho spytała. No i jak pan ginekolog?  Ok, zrobił to tak, że nie bolało. Twierdzi, że jest trafiony,  zatopiony, ale nie zapomniał mi powiedzieć, że się w tobie kochał. Głupek - stwierdziła Adela - kochał się tylko i  wyłącznie w moim intelekcie, ale niech  mu będzie na  zdrowie. Naprawdę cię nie bolało?   Nie, ale gra wstępna była minimum godzinna. On jest pięknie zbudowany, ogólnie rzecz biorąc też jestem trafiona-zatopiona. Chce jak najszybciej wziąć ślub i koniecznie dziecko nim przekroczę 35 lat. A to, to on dobrze pomyślał - pochwaliła  Adela. Wandeczko - cieszę  się, będę twoim świadkiem. A teraz zobacz- są parówki i serdelki, takie fajne śniadaniowe lub kolacyjne  papu. Kupiliśmy też schab - tańszy niż w Warszawie. Spróbuj jakie dobre te kabanosy,  a myśliwska jak przed  wojną. No pycha. Powiedz  mi tylko ile jesteśmy dłużni. Nie wiem, faceci kupowali. Następnym razem pojedziemy w dwa  samochody i wtedy Leszek kupi to co teraz  weźmie. Tak będzie  prościej. No fajnie- zgodziła  się Wanda. Adela zapakowała do  siatki to co było dla Leszków i poszły na ganek. Leszek dostał polecenie zaniesienia wszystkiego do ich lodówki i szybkiego powrotu, bo zaraz  Emil zrobi kawę.

                                                                               c.d.n.



wtorek, 1 listopada 2022

Trudny wybór - 144

 Nocna "rodaków  rozmowa" przeciągnęła się do czwartej nad  ranem - oboje  mieli przecież tyle spraw do wyjaśnienia  sobie  wzajemnie. O Boże! jęknęła  w pewnej  chwili Wandeczka - zamęczam  cię swoim gadaniem- przepraszam! A ja cię zamęczam swoimi pytaniami - stwierdził Leszek.  Ale widać z tego, że jest to nam obojgu  potrzebne. Nie   idziemy wszak  rano do pracy, możemy  sobie zamienić swobodnie dzień z nocą. 

Ale..... - Leszek nie dał jej dokończyć zdania- nie ma żadnych "ale". Rozmawiamy bo tego nam obojgu potrzeba.  A twoje  "ale" zapewne jest obawą o to co sobie nasi przyjaciele  pomyślą o nas. Otóż nic sobie nie pomyślą - są dorośli i mądrzy i nie mają zwyczaju wsadzać  nosa  w cudze życie. Ani Adela i Emil ani ich rodzice. To, że jesteśmy wszyscy w jednym ośrodku  nie ma tu nic  do rzeczy. Każda  rodzina żyje własnym życiem. I dlatego wzięliśmy prowiant  na śniadanie. Oczywiście będziemy się wzajemnie informować jeśli będziemy  sobie wzajemnie znikać z pola  widzenia, ale to nie  znaczy, że jesteśmy systemem naczyń połączonych. Te informacje to zwykłe środki bezpieczeństwa, by wiedzieć gdzie należy kogoś szukać gdy któraś para np. niespodziewanie nie powróci na   noc. Będę spać  spokojnie wiedząc, że np. pojechali do Warszawy i tam  spędzą jedną noc a nie denerwować   się że może gdzieś w lesie zabłądzili.

Przepraszam, po prostu chyba zbyt wiele lat przebywałam w toksycznym środowisku i jeszcze zbyt krótko żyję oddzielnie od  niego. Leszek objął ją delikatnie - nie przepraszaj, nie ma  za co. Zbyt mało znasz Adelę i Emila i nie wiesz jacy oni  są. Ich troska o przyjaciół i rodzinę nie jest w  żadnym  stopniu uciążliwa. A mówiąc "toksyczne środowisko" co masz na  myśli? Pracę? 

Nie, nie pracę, myślę o moim domu  rodzinnym. W pracy zawsze  było i jest w porządku. Co prawda prezesowi się  wydaje, że  mogę zająć się wszystkim, no ale czasem do niego  dociera, że owszem,  mogę się zająć niemal  wszystkim,  ale nie mogę, nie mam prawa  się pod czymś podpisać. Ale  nie mam co narzekać - oni potrzebowali kogoś  od terenów  zielonych, a ja potrzebowałam  szybko mieszkania i była to transakcja  wiązana. 

A co z tą toksyczną rodziną? możesz powiedzieć?  Mogę - po prostu moja matka jest delikatnie mówiąc stuknięta. Ta moja starsza  siostra to jest moja przyrodnia siostra - moja matka rozeszła się z jej ojcem gdy Marta miała  sześć lub  siedem lat. Powód? "był do niczego". Pomyślałam  kiedyś, że dość długo dochodziła  do takiego wniosku. Bardzo szybko znalazła następnego męża,  czyli mojego ojca. Marta zawsze mówiła, że jej tata był dobry, że ją bardzo kochał i  chciał ją wziąć do siebie, ale sąd przyznał ją matce. I w jakiś czas po rozwodzie jej tata  założył drugą  rodzinę. A moja matka  wydała  się za mojego ojca, którego Marta nigdy nie pokochała ani nawet nie polubiła. Całe życie słyszałam, że wszyscy faceci są do niczego, że myślą tylko o własnej przyjemności i właściwie całe zło świata to faceci. Mój ojciec już od wielu lat mieszka z siostrą swojej matki twierdząc, że staruszka wymaga opieki. Na mój gust to owszem- młodziutka nie jest, ale ona ojcu obiadki gotuje, nie ojciec jej. I mam wrażenie, że ojciec ma jakąś kobietę. I nie wykluczam, że być może ona tam mieszka, bo nigdy nie byłam w pokoju ojca - zawsze są skrzętnie zamknięte w nim drzwi, a ja jestem goszczona w salonie. Gdy ostatnio byłam i narzekałam na matkę to powiedział, że jak jej minie  menopauza to się jej humor poprawi. Chyba sam nie wie co wyplata. A ja odkąd się wyprowadziłam wcale nie bywam u matki - nie mam chęci wysłuchiwać jej narzekań. Z siostrą też jakoś mi nie po drodze,  zwłaszcza od  kiedy  wyszła  za mąż - bo facet ani wykształcony,  ani mądry ani ładny a do tego chamowaty. No ale to jej mąż, nie mój.

No tak- Leszek ze  zrozumieniem pokiwał głową- gdy  się od  dziecka słyszy, że  wszyscy faceci są  do niczego to trudno potem uwierzyć, że tacy są tylko niektórzy. A jak oceniasz  swojego ojca? 

To śmieszne, ale nie mam na jego temat żadnego  zdania- w pewnym  momencie pomyślałam, że po prostu mu się przydarzyłam a wcale o  mnie nie marzył. Gdy posłuchasz wielu opowieści to świadome ojcostwo lub świadome  macierzyństwo to w tym kraju jest rzeczą sporadyczną. Wszystko działa na  zasadzie człowiek strzela  a Pan Bóg kule  nosi. A takie podejście jest dla mnie niezrozumiałe. Tak  samo jak  nie mogę pojąć jak kobieta  może przyjechać  do planowanego porodu pijana  w sztok. W ogóle  nie  wiem jak można się upić będąc w ciąży!  Mąż jednej z moich dawnych  koleżanek był lekarzem w Pogotowiu na Hożej - przy jego opowieściach to nawet najgorsze horrory były kaszką manną  z malinami. Trzy lata tam pracował a potem wyemigrowali. Nie  wiem gdzie  są teraz, ale na początku to byli w Niemczech i bardzo sobie  ten krok  chwalili. I od  razu tam sobie  dziecko zafundowali.

Też się do tego przymierzałem i gdybym nie  był rozwodnikiem to bym wyjechał. Rozwodnik wyjeżdżając za granicę musi znaleźć kogoś, kto przejmie za niego w  razie czego, płacenie alimentów. Poza  tym wpadłem na dobry trop i  zacząłem przewód doktorski. A teraz - cieszę się, że nie wyjechałem. Nie miej takiej zdziwionej miny - gdybym wyjechał nie spotkałbym ciebie, nie miałbym takich przyjaciół jak Adela i Emil, nie zachwycałbym  się  Milenką.

Powinniśmy jednak trochę pospać, oczka  masz podkrążone a masz tu nabierać  sił a nie je tracić. Jadasz omlet? Tak, jadam- pod  warunkiem że nie jest ze śledziem marynowanym. To fajnie, bo robię naprawdę dobre omlety i nie dodaję do nich  śledzia marynowanego. Chcesz spać w oddzielnym pokoju czy wystarczą ci oddzielne, aczkolwiek zestawione  łóżka? Wanda uśmiechnęła  się - wystarczą, bo  są dwie kołdry, a ja śpię na mumię. Ale ablucje ograniczę do umycia zębów, rano  się wykąpię - stwierdziła Wanda. I słusznie, ja też. Rano to już jest za progiem. Trochę późniejszym  rankiem to zjemy omlet i odeśpimy tę noc. 

Gdy Leszek wrócił z łazienki i zobaczył Wandę ciasno zawiniętą kołdrą powiedział - no faktycznie, niemal Egipt. Ty tak zawsze czy w obawie przede  mną? Zawsze. I nie boję się już ciebie. Ale  źle sypiam w nowym miejscu, dasz mi rękę? Jasne, ale nie obciętą, wciąż mi obie potrzebne. Może chcesz maleńkie nocne światełko to włączę taką mini lampkę- jest mniejsza od twojego małego palca. Dobrze, włącz. Leszek włączył mini lampkę, zgasił tę na swoim stoliku, ułożył się na boku i wyciągnął do niej rękę. Wanda chwyciła ją i przytuliła do  swojej twarzy. Dziękuję, jesteś  kochany, teraz  zasnę.

Wanda szybko zasnęła  a Leszek jeszcze długo wpatrywał się w jej twarz przytuloną  do jego ręki. Wyglądała nie jak ponad  trzydziestoletnia kobieta ale jak mała,  zagubiona nieco dziewczynka. Czuł jak mu serce topnieje i że będzie jej bronił przed jakimiś złymi sytuacjami, przed całym złem tego świata. I z tym postanowieniem zasnął.

Obudził się bo coś go łaskotało w twarz. W bardzo bladym świetle poranka zobaczył, że "mumia" nieco zmieniła  pozycję i teraz jej twarz była przytulona do jego głowy. Delikatnie odsunął łaskoczące go włosy i delikatnie objął mumię. Za moment spał obejmując ją. Śniło mu  się, że goni Wandę a ona mu ucieka owinięta w kołdrę. 

A potem śniło mu się, że  zapuścił brodę bo go do tego namówił Emil argumentując, że kobiety to lubią łysawych mężczyzn gdy mają brodę. Ale ta  broda strasznie go łaskotała  w policzek  i postanowił ją zgolić i właśnie miał poszukać maszynki do golenia gdy poczuł, że już nie obejmuje Wandy przez kołdrę. Otworzył szybko oczy i......rzeczywiście - leżał z Wandą pod jedną kołdrą i obejmował Wandę, która słodko spała ze swoją głową wtuloną pod jego brodę. To jej włosy łaskotały  go  w policzek, więc bardzo, bardzo delikatnie je odsunął, przygarnął ją nieco mocniej do siebie i z powrotem zasnął.

Tym razem obudzili się jednocześnie, a Leszek powiedział - to najpiękniejsze moje poranne przebudzenie  się. Chcę by tak było zawsze. Już nie  chcę więcej budzić się  sam, bez  ciebie. Chodź, weźmiemy razem prysznic, potem szybko zrobię śniadanie, zjemy i wrócimy tu. 

Trochę ciasna ta  kabina, ale ma tę  zaletę, że cały  czas będziemy się przytulać. Wezmę czepek, nie  chcę moczyć włosów  bo długo  będą schły, powiedziała Wanda. Dobrze kochanie, jak chcesz. Bardzo szybko uwinęli się z porannym prysznicem i chyba jeszcze nigdy tak szybko Leszek nie robił omletu starając  się jednocześnie  nie spuszczać wzroku z Wandy - zupełnie tak jakby  spuszczona z oka mogła  się gdzieś rozpłynąć niczym marzenie senne.

Omlet, kawa, resztka  groszku ptysiowego z bitą śmietaną, Leszek stwierdził, że jeszcze  tylko się ogoli, żeby Wandy nie podrapać, sprawdził jeszcze  szybko czy wszędzie są porządnie zasłonięte okna i zamknięte  drzwi wejściowe. Wanda ukradkiem sprawdziła jak prezentują się jej rozpuszczone  włosy i.....dała się Leszkowi zanieść do sypialni. Leszek wcześniej dyskretnie sprawdził ilość posiadanego zabezpieczenia antykoncepcyjnego odnotowując w pamięci fakt, że należy ów stan uzupełnić i wypisać  receptę na tabletki.

Leszek przyglądał się czule ale i badawczo Wandzie. Całował, pieścił i mówił jakie piękne ma  ciało. Nie zamykaj oczu,prosił Wandę, bo pomyślę, że w tej chwili myślisz o kimś lub o  czymś innym. Patrz mi w oczy. Jego ręce delikatnie poznawały całe jej ciało, wszystkie jego zakamarki, a wpatrzone w jej źrenice jego oczy zapisywały reakcję jej ciała na jego dotyk i pieszczoty- każde drgnięcie, głębszy oddech  zapisywały się w jego mózgu. Była bardzo już pobudzona gdy Leszek powiedział - założę ci diafragmę, żebyśmy przypadkiem nie zmajstrowali dzidziusia, nie będzie bolało. Nie zgwałcono cię wtedy, pewnie w porę wyszłaś. Skąd wiesz? - wyszeptała. Bo cię przed momentem zbadałem, zapomniałaś jakie  studia skończyłem? Boję się, że będzie bolało. Nie będzie, szeptał jej do ucha. Ale patrz mi cały czas  w oczy, wtedy nie będzie bolało, poczujesz  tylko ucisk, na moment. Nie zaboli więcej niż to założenie diafragmy. Jesteś cudna i tak cudownie na mnie reagujesz. Leszek do samego końca był delikatny, a jego wzrok wyraźnie ją hipnotyzował - nie czuła bólu. W momencie szczytowania odruchowo zamknęła oczy i mocno przytuliła  swą twarz do jego twarzy. Leszek szczytował w 3 sekundy po niej, sam siebie podziwiając, że tak długo dał radę się powstrzymać. Nie ma to jak tantra- pomyślał. Dobrze, że mi Emil o tym przypomniał gdy Adelka  była  w ciąży.

Nieco zmęczeni, ale zaspokojeni i nadal sobą wzajemnie zachwyceni, pili kawę. Możesz być  dumna - jesteś moją pierwszą dziewicą - i wiem, że i ostatnią. Bałem się, że może mi się nie uda zrobić tego bezboleśnie  i bezkrwawo i dlatego to tak długo trwało. Sorry, nie mam wprawy. A wiesz jak ja  się bałam? Moja koleżanka trzy dni krwawiła po pierwszym razie. Zdarza się  po prostu facet był brutalny i młócił niczym  chłop  cepem- niestety seks wymaga kultury i  delikatności - stwierdził Leszek. A tego jednak nadal brak.

No to teraz porozmawiamy chwilę o antykoncepcji. Diafragmę wyjmiemy za  6 godzin. Z uwagi na to, że trochę ci nadwyrężyłem błonę dziś wieczorem pobawimy się nieco inaczej. A co dalszej antykoncepcji- proponuję byś zainstalowała  sobie implant antykoncepcyjny. Adela ma taki- jest na tyle nieszkodliwy, że może karmić  dziecko mając  go. Ma bardzo wysoki procent ochrony, starcza na kilka  lat. Nie uczula. Wszczepia się go pod  znieczuleniem miejscowym. Adela ci o  nim opowie. Koszt implantu i  wszczepienia ja pokryję.

Lesiu, powiedz mi prawdę - nie jesteś mną rozczarowany? No a ty mną? - nie jesteś rozczarowana? Ja to jestem dawno w tobie zakochana i dlatego bezczelnie wlazłam ci pod kołdrę. Sama sobie tłumaczyłam, że powinieneś  mieć  dziewczynę bardziej atrakcyjną ode mnie i dużo mądrzejszą. Wandusiu - jesteś naprawdę bardzo atrakcyjna i jestem z tobą, jak to mówią  - w siódmym  niebie. I marzę o tym, żebyśmy stworzyli rodzinę. Czas nas trochę nagli w tej materii. Chcę byś przemyślała taki scenariusz - weźmiemy szybko ślub, szybko zrobimy dzidziusia i będziemy razem na dalsze lata.

A teraz mi jeszcze tylko powiedz -zechcesz  takiego starego chłopa jak ja? A ty taką przechodzoną dziewicę? Szybko się uczysz- zaśmiał się  Leszek. A mógłbyś mnie jeszcze  schować na  chwilę w swoich ramionach?  Czuję się wtedy tak bezpiecznie! No pewnie! i w ogóle możemy  się przecież jeszcze poczulić. Bo wg mnie to powinnaś jeszcze  nieco pospać. Pośpię,  ale tylko wtedy gdy mnie będziesz tulić. A myślisz, że mogę leżeć obok i cię  nie przytulać?

                                                               c.d.n.

poniedziałek, 31 października 2022

Trudny wybór - 143

 Likwidacja jeżyn przeciągnęła  się długo  w noc. Ciemności nocy rozświetlała delikatnie jedna  z nocnych lampek, którą Leszek przyniósł z  sypialni i ustawił na podłodze. Przez zielony abażurek z gęstego tiulu, lub podobnego do niego materiału, sączyło  się nastrojowe  światło,  w którym wszystko stało się nieco odrealnione. 

Opowiedz mi coś o sobie - poprosił Leszek. Tak mało o tobie  wiem i chcę się  więcej o tobie   dowiedzieć od  ciebie, a nie od innych. Jesteś od Adeli starsza o dwa lata, więc coś  się przez te lata wszystkie lata działo w twoim życiu.  Wandzia  westchnęła - zapewniam  cię, że nic ciekawego ani porywającego, a ja nie umiem opowiadać o sobie. Poza tym nie  wiem co cię interesuje, więc może lepiej ty zadawaj mi pytania, a ja ci na nie odpowiem. Przyrzekam, że to będzie  prawda, ale może się też  zdarzyć, że na niektóre pytania nie odpowiem ci dziś, bo prawie się nie  znamy. I mam nadzieję, że ty też mi opowiesz trochę o  sobie. 

Leszek uśmiechnął się- zgoda, ale chyba jednak założę coś na siebie, już mnie  nie ogrzewa  ciepło twoich rączek. Chyba  założę dres i zamknę okna w sypialniach. A tobie  nie jest chłodno? Może ci przynieść kocyk? Nie, dziękuję, ja chyba wskoczę w sweter, mam taki długi, aż do kolan. Ooo i skarpetki założę. Gdy oboje znów znaleźli się w kuchni Leszek zaproponował by napili się herbaty owocowej - dużego wyboru nie ma, ale może być z dzikiej róży lub  limonkowa. Wanda wybrała z dzikiej  róży, a Leszek powiedział- ja też tę  wolę. 

Wprawdzie jestem od  ciebie  sporo starszy to też właściwie  niewiele  ciekawego mam o sobie  do opowiedzenia. Byłem żonaty - krótko, bo krótko,  ale jednak. Ożeniłem się natychmiast po  skończeniu studiów, gdy robiłem specjalizację. Mam syna, już pełnoletniego, tyle  tylko, że coraz  częściej mam podejrzenie, że to nie jest mój syn. Dopiero po latach dotarły do mojej świadomości pewne fakty, że być może to dziecko innego faceta. A ja, zarobiony niczym koło młyńskie nie  za bardzo wówczas kontaktowałem. Po prostu  wszyscy młodzi lekarze w czasie swej specjalizacji są  szalenie "zarobieni", a do tego marnie wynagradzani. 

A co do syna - przerwał naukę i podobno wyjechał do pracy w Norwegii. Tyle wiem od  byłej. Przez te wszystkie lata po rozwodzie  syn przylatywał do mnie  tylko wtedy gdy potrzebował pieniędzy ewentualnie  chciał by mu  coś  kupić. Przestał gdy odmówiłem mu kupna  motocykla. Konsultowałem się z prawnikiem, to przyjaciel Emila i Adeli. Wiem co mam zrobić gdy uda mi  się zbudować nowy związek by nowa partnerka i ewentualne dziecko byli zabezpieczeni. Wiem, że wielu kolegów  w mojej specjalności ma w swych związkach "pod górkę", bo ich partnerkom się wydaje, że oglądanie kobiet z odwrotnej perspektywy jest równoważne ze zdradą małżeńską. A dla normalnie myślącego faceta to taka sama atrakcja jak dla  laryngologa oglądanie zaropiałych migdałków  w gardle. Nie wykluczam, że są i inaczej myślący i postępujący ginekolodzy - w końcu każdy z nas jest inny. W przetrwaniu tych  wszystkich zawirowań życiowych ogromnie pomogli mi moi rodzice. Trochę za wcześnie odeszli,  ale ja  przyszedłem na świat gdy już byli 20 lat po ślubie. 

Nie jestem związany z jakąkolwiek kobietą,  chyba jestem trochę niedzisiejszy. Od lat przyjaźnię się z Adelą - byłem w niej wręcz  zakochany, o  czym wie Emil. Ale ona wtedy była  z kimś,  a potem niestety  dla  mnie, spotkała Emila. I teraz kocham ich oboje, są moimi przyjaciółmi. A tę malutką księżniczkę wprost uwielbiam. Może to irracjonalne co ci teraz powiem, ale podobnie jak  Adela uważam, że wszystko co nas spotyka ma jakiś ukryty sens - spotkałem ciebie i ty, nie znając  mnie  wcale, ogromnie  mi pomogłaś, a wcześniej pomogłaś Emilowi i jego rodzicom. Ale pomijając tę kwestię - podobasz mi się ogromnie, rozczula  mnie  twa  dobroć i  delikatność. Martwi mnie trochę twoje zdrowie, ale  zrobię co tylko będzie w mojej mocy byś wydobrzała  w stu procentach. Mam tylko jedną prośbę do ciebie - pytaj mnie o wszystko co ci się wydaje niejasne  w moim postępowaniu, mów dużymi, drukowanymi literami o wszystkim co ci się nie podoba z tego co robię i mówię. Bez tego nie ma prawdziwej przyjaźni ani i innego uczucia. Wiem , że nie jestem zbyt porywającym facetem, że za mało mówię kobietom komplementów, że może  zbyt dużo pracuję. Teraz jednak już mniej niż kiedyś i mam zdecydowanie dużo mniejszą "nerwówkę" niż wtedy gdy miałem własną praktykę. Własna praktyka to szalenie  duże obciążenie psychiczne. Odpowiedzialność za zdrowie pacjentów jest taka sama czy na własnej praktyce czy w jakiejś przychodni publicznej  czy też w  szpitalu, ale odpadła  mi troska o to by było odpowiednie zaopatrzenie gabinetu w środki potrzebne  do mojej pracy. Tu już nie muszę się  tym martwić.

Wanduś, a ty chciałaś przed  tą swoją chorobą przyjść do mnie na  wizytę, potem chorowałaś a ja z kolei szybko zlikwidowałem gabinet. Możesz mi powiedzieć  co było przyczyną, że chciałaś przyjść na wizytę?

Wanda  dość  długo  milczała,  w końcu powiedziała - spotkałam się z niewidzianymi dawno koleżankami ze studiów i  dałam się namówić  na imprezę  weekendową, która była na działce rodziców jednej  z nich. Było też kilku kolegów  z roku. Większość koleżanek i kolegów już w  związkach, niektórzy już z przychówkiem. Ale na działkę do Ewy  wszyscy przyjechali bez swych "drugich połówek". Gdy wyraziłam swe  zdziwienie, to się dowiedziałam, że jestem mocno opóźniona w rozwoju społecznym, bo nie  ciąga się  swoich żon i mężów na  spotkanie  z kolegami i koleżankami z dawnych lat. Było sporo alkoholu, ale wódki nie  było. Wypiłam , z tego co pamiętam, dwa kieliszki wina, nawet jadłam jakieś kanapki, trochę tańczyłam i  urwał mi  się film.  Ocknęłam się w niedzielę, we własnym łóżku, przy którym na fotelu spał jeden z moich kolegów. Głowa mi pękała  z bólu i nijak  nie mogłam pojąć jak ja tu  dotarłam i co robiłam. Wstałam, co go wcale nie obudziło, poszłam do łazienki, potem zrobiłam kawę i wróciłam do pokoju. On nadal spał. Obudziłam go i spytałam skąd  się tu  wziął, bo nie pamiętam bym go do siebie  zapraszała. Stwierdził, że znalazł mnie około trzeciej nad  ranem niemal nieprzytomną na schodkach z tyłu domku i na  szczęście  miałam ze sobą torebkę a w niej dokumenty i klucze od  mieszkania,  więc mnie  zgarnął, a że był niemal całkiem trzeźwy bo tylko piwo pił, to mnie odwiózł do mojego domu.  Pewnie trafiłaś na kieliszek wina z jakimś prochem- powiedział- i zapewne był  to przypadek. Pierwszy i ostatni raz  byłem z tą bandą. Ponieważ normalnie oddychałaś nie  zawiozłem cię na pogotowie, według mnie tętno masz normalne. I gdy cię następny raz ktoś z tej bandy zaprosi to może lepiej  nie przyjmuj zaproszenia. W każdym razie ja na pewno więcej się z nimi nie  spotkam.  I nie  zgłaszaj lepiej tego na policję, bo jest więcej niż pewne, że policja będzie  zdania, że jesteś po prostu ćpunką i  sama coś łyknęłaś popijając procha  winem. Mówił mi Zbyszek R., że oni dość regularnie tu imprezują,  a że działka na uboczu to ani hałas ani pałętające się nocą osoby  nikomu nie przeszkadzają. 

No i  zgodnie z jego radą nie zgłosiłam tego na policję - tym bardziej, że nie miałam żadnych dowodów własnej "niewinności".  Po jakimś czasie  do  mnie  dotarło, że może to była pigułka  gwałtu i  zaczęłam się zastanawiać, czy  nie  byłam zgwałcona.  No i chciałam pójść z tym do jakiegoś lekarza i pomyślałam o tobie, ale siostra twierdziła,  że ty już nie przyjmujesz nowych pacjentek. I tylko zrobiłam prywatnie badanie czystości, ale wszystko było w porządku. A niedawno pomyślałam, żem już dość leciwa jak na  dziewictwo i chciałam chirurgicznie pozbyć  się tego fantu. No ale zachorowałam, a potem  ty przestałeś praktykować. Jak widzisz, niezbyt równo mam pod  sufitem, bo czekam na takiego, dla którego nie będę chwilową zabawką. 

Leszek długo milczał,  w końcu powiedział- masz bardzo równo pod  sufitem i nietrudno  mi sobie uzmysłowić, że przeszłaś przez piekło wtedy. Teraz jest dla mnie zrozumiały twój dystans i twoja wyraźna nieufność do mężczyzn. Dziękuję ci, że jednak mi  zaufałaś. I wiedz, że nigdy nie będziesz  dla mnie zabawką i nie zawiodę twego zaufania i nigdy cię  nie oszukam. Żyję już dostatecznie  długo by wiedzieć coś o życiu i orientować się we  własnych uczuciach. Bardzo, bardzo  cię lubię i chcę byśmy  się lepiej poznali i  spędzali  ze sobą znacznie  więcej czasu.

A nie zanudzisz się ze mną? Nie - nie zanudzę, ale będę pilnował byś więcej nie przyjmowała  zaproszenia na jakieś dziwne imprezy. Jesteś dla  mnie terra incognita i mam wiele do odkrywania. Tak naprawdę niemal  nic o tobie nie wiem. Nie wiem jakie książki lubisz  czytać, czy lubisz bywać w teatrze, jakiej muzyki słuchasz, jakie kolory preferujesz, co lubisz jeść na śniadanie a co na kolację, gdzie lubisz spędzać wakacje, czy wolisz morze  czy może  góry. Chcę się tego wszystkiego dowiedzieć i wiele innych rzeczy, bardziej intymnych. Już wiem, że lubię twój dotyk, jest dla mnie kojący ale i podniecający. Mam ogromną ochotę zanurzyć ręce w twoich rozpuszczonych  włosach,  w których naprawdę jest ci  ślicznie. Chcę ci się przyglądać  z bliska gdy się kąpiesz, podglądać  cię gdy  śpisz i zastanawiać  się co  ci się śni. Chcę poznać smak twoich ust, poznać dotykiem krągłość twych  piersi, być z tobą tak blisko by czuć bicie twego serca, być z tobą i w tobie. Pozwolisz mi na  to wszystko? Wiem, że chwilami przynudzam, ale na pewno będę mniej przynudzał zajęty poznawaniem  ciebie. Po raz pierwszy od wielu lat jestem zdecydowany spróbować ułożyć sobie życie od  nowa. Jak dotąd to jesteś jedyną kobietą od chwili mojego rozwodu, której to wszystko powiedziałem. I właściwie w ogóle jedyną. Nigdy nie myślałem tak o byłej i nigdy jej czegoś takiego nie powiedziałem.

Jeszcze nikt mi czegoś tak cudownego nie powiedział - wyszeptała  Wanda.  I wierzę, że mówisz szczerze. Czy  wiesz, że od chwili gdy zacząłeś tę rozmowę ani na  moment nie przestałeś mi patrzeć prosto w oczy? Czuję się tak, jakbym siedziała w twoim mózgu. Ja też chcę byśmy się bliżej poznali, a o tobie  wiem tylko, że jesteś bardzo dobrym specjalistą, że twoja praca  naukowa jest szalenie  ważna i wiem, że jesteś wielce lojalnym przyjacielem. I wiem,  czuję to, że mnie  nie skrzywdzisz. I mam straszną tremę, bo boję się, że mój brak doświadczenia może być jednak dość dotkliwy. Moja  wiedza w temacie spraw damsko -męskich jest czysto teoretyczna. I jesteś pierwszym mężczyzną z którym tak szczerze o tym rozmawiam.

Wanduś, bycie we  dwoje wymaga od  obu stron uczenia  się partnera, otwarcia oczu na niego. To, że kiedyś jakiejś kobiecie  było ze mną dobrze pod  wieloma względami nie oznacza, że tak samo będzie innej. I to właśnie  dlatego, że jest inna. Po prostu  w każdy związek trzeba  włożyć sporo dobrej  woli jeśli się  chce  by był udany i dał obojgu  szczęście. A ja  chcę byś była ze mną szczęśliwa.

                                                                             c.d.n.

niedziela, 30 października 2022

Trudny wybór - 142

 Po wspólnej obiadokolacji wybrali się wszyscy razem jeszcze  na  spacer, na którym okazało  się, że wózek spacerowy będzie jednym   z ulubionych  "pojazdów" Milenki. Dziecko wygodnie w nim siedziało i rozglądało się dookoła "rozmawiając"  głównie ze swoim  smoczkiem, który  był na  zmianę albo wciskany w  buźkę  albo wyciągany przy  zaciśniętych dziąsełkach. Chętnych do pchania  wózka nie  brakowało, do domków zapędziły wszystkich......komary, których  tu  nie brakowało.  Wieczór spędzili w domku Emila, a Milenka,  niczym cygańskie  dziecko co chwilę była u kogo innego na kolanach. Bardzo jej się takie  wędrowanie spodobało, a Adela stwierdziła, że będą  mieli przechlapane, jeżeli tak rozwydrzą małą i będą musieli w Warszawie mieć wieczorne  dyżury przy małej. Najczęściej mała  spryciula wyciągała rączki do Leszka, który zaraz  to wytłumaczył faktem, że on  się z nią najwcześniej zapoznał, bo widział ją jeszcze  wtedy, gdy była tylko pęcherzykiem płodowym. No ale ją wtedy też widziałem!-że już pominę fakt, że przyczyniłem się do powstania owego pęcherzyka- tłumaczył Emil. No to  co, ale patrzyłeś w ekran i  wcale niczego nie widziałeś, dopóki ci palcem nie pokazałem gdzie ona jest! Adela i Wandzia omal  nie płakały  ze śmiechu a Milenka  była w siódmym niebie, że jest tak wesoło. W końcu wylądowała w kojcu razem z Emilem i w trakcie zabawy odkryła, że można piłkę wyrzucić poza  kojec a potem poraczkować do szczebelków i tam postękać, żeby ktoś rzucił piłkę z powrotem do kojca. Po którymś kolejnym "doraczkowaniu" do miejsca, w którym szczebelki tworzyły kąt prosty, klęcząc podciągnęła się w górę i stanęła na 3 lub 4 sekundy na nóżkach i zaraz klapnęła na pupę. Ten wielki wyczyn zauważył tylko Piotr, który bardzo spokojnym głosem powiedział - być może, że nasza mała księżniczka zacznie niedługo chodzić.  Byliście tak zagadani, że nie zauważyliście, że dziecko kilka sekund stało trzymając się szczebelków. Ja widziałam - powiedziała  Wanda- ale bałam  się odezwać, żeby jej nie  spłoszyć i żeby się nie uderzyła w buzię padając. Emil wyjął małą  z kojca i powiedział - my z Milenką idziemy zmienić pampersa i wyszedł z małą do sypialni.  Wrócił po kwadransie sam, mówiąc, że dziecko po pozbyciu  się przepełnionego pampersa zapchało sobie  smoczek  do buzi i......zasnęło. Chyba  miała tego  dnia  dużo wrażeń.  Wandzia spytała  czy jeśli posiedzą na werandzie  to będzie  działał podsłuch, jeśli tak to ona  zaraz przyniesie "świece antykomarowe" i mogą posiedzieć na dworze, żeby  w domku nie hałasować.  No przynieś - może będą  działać, ale mieliśmy  kiedyś jakieś takie   cuda w Milanówku na tarasie, ale tamtejsze komary były bardzo odporne - nas smród tych palących  się zniczy anty komarowych dobijał, ale komary i tak nas żarły- powiedział Emil.  Jakby kogoś komary żarły to ja mam w sumie trzy sztyfty autanu do wysmarowania odkrytych części ciała - dodała  Adela. Sprawdzałam  w aptece - mogę tym posmarować ciałko Milenki. Przetestowałam  to na  sobie, bo mnie ogromnie   lubią komary. A autan nie brudzi i jest bezzapachowy. Zaraz go przyniosę i poszła po autan. Gdy przyniosła,  Leszek powiedział - to bezpieczniejsze  niż jakieś świece, ja wolę autan. Czytałem, że te świece zawierają  w swych knotach jakąś toksyczną substancję,  chociaż  rzeczywiście są bezzapachowe. Zaraz sobie wysmaruję skalp i ręce. Wandziu, nie używaj tych świec,  proszę. Twoje drogi oddechowe mogą z tego powodu ucierpieć. Musimy przecież o  nie dbać - poprosił półgłosem Leszek. Dobrze, nie  będę ich używać - zgodziła się Wanda. 

Słuchajcie dzieci- powiedziała  ze śmiechem Helena - przywieźliśmy z domu mnóstwo produktów, żeby śniadania jeść w  domu, więc pani Wandeczka i pan Leszek mają  sobie  wziąć z naszej lodówki produkty na śniadanie, bo ledwo nam się udało dziś lodówkę domknąć. I uprzedzam - protesty nie będą uwzględniane. Możecie też nie brać, ale wtedy możecie  przyjść na śniadanie do nas dopiero o 9,00 rano. Bo obie nasze  rodziny tak mają, że  wstają dopiero o 9,00 rano gdy są na urlopie. Co prawda to niektórym zdarzało  się i dłużej pospać. No i każdy bierze do jedzenia to co będzie  chciał, nie obowiązuje jednolite śniadanie dla wszystkich. Czy pije ktoś z was zwykłe mleko? A co to jest mleko? czy to ta  biała trucizna?- spytał Leszek. No właśnie- zwykłego mleka jest tylko jeden kartonik, ale jest mleko kokosowe i migdałowe. Są też jeszcze jogurty greckie. Płatków owsianych  są dwa rodzaje, górskie i zwykłe, są też cornfleksy. To co nie  wymaga lodówki stoi na blacie. No i to tyle w tym temacie. Jakby  się komuś przyśniła jajecznica to jajka  są, smażymy na  maśle klarowanym- jest w pudełku z nazwą "masło klarowane". Podsumowując - to wszystko co macie w lodówce jest i dla  was. A jak czegoś zacznie  brakować to się przejedziemy do Warszawy.

No  skoro macie tak przepełnioną  lodówkę to może  weźmiemy trochę dobra  do swojej lodówki, lepiej gdy lodówka  nie jest zbyt  mocno napakowana - powiedziała  Wandzia.  Racja- zgodziła  się Helena- to chodźcie  oboje ze mną do kuchni, nawet torby tam  są. Możecie  przecież  wziąć więcej od  razu  niż tylko na jutro.

Gdy Helenka z nimi poszła  do kuchni  Piotr  powiedział mocno ściszonym  głosem- straszliwie   nieśmiała  ta pani  Wandeczka. Tatuniu - ona  miała  w domu  znacznie gorszą  sytuację  rodzinną  niż ja, nad  nią nie  czuwała  Helenka. Mojej matce nie odpowiadała  moja  płeć, jej matce nie odpowiadał mąż, wiec  się  rozeszła gdy starsza  siostra Wandzi  miała  sześć lub  7 lat, znalazła "lepszego", spłodzili Wandę i nie  są razem, bo zdaniem tej pani  każdy mężczyzna jest  do niczego. Być może   źle lokowała  swoje uczucia, tylko po jakie  licho obu córkom wciskała do głowy że każdy mężczyzna to uosobienie zła. Siostra Wandzi uważa, że jej tata był dobry, ojczyma  nie polubiła. A ojciec  Wandy wprawdzie  się nie rozszedł, ale mieszka ze swoją starą  ciocią twierdząc, że ona  wymaga opieki, co według Wandy  nie jest prawdą. I ma  biedula  melanż w głowie i na każdego chłopa  patrzy  się wzrokiem  swej matki, nawet Anioła  Stróża gotowa jest  uważać za kogoś z kim  kontakt  grozi śmiercią lub kalectwem. A ojciec Wandzi mówi jej, że jak jej matce minie  klimakterium  to się jej poprawi. Albo pogorszy - roześmiał się Piotr.  Gdy wrócili  z  kuchni Emil odebrał z rąk Wandzi siatkę  mówiąc - ty sobie tu grzecznie posiedź, a my to wszystko elegancko w  waszym  domku poukładamy - lodówka, szykowanie posiłków i sprawy z tym  związane nie są nam obu obce. My obaj to nawet umiemy gotować coś więcej niż wodę na herbatę. I obaj poszli  do drugiego domku.

Fakt - potwierdziła Adela. Tatuniek też potrafi gotować. I w ogóle potrafi mnóstwo fajnych rzeczy zrobić w domu. Emil też wszystko potrafi, Leszek też i do tego ma dużo fajnych  pomysłów. Mamy z Helenką  facetów, którzy  nie  dzielą prac  domowych na męskie i żeńskie. Emil mieszkał sam kilka lat na antypodach i musiał sam o  siebie  zadbać. Mama Emila  miała poważną wadę serca, więc tatuniek  musiał jej we  wszystkim pomagać lub całkowicie ją  wyręczać. 

Adelko,  a jak myślisz- nie obrazi się na mnie Leszek gdy mu  zaproponuję na tę skórę jego głowy coś innego niż tę gotową wcierkę? Bo ja mam koleżankę- farmaceutkę i ona zrobiła miksturkę, nawet mam ją  ze sobą,  która bardzo wzmocni te włosy, co jeszcze ma. On ma ładny kształt  czaszki, ale każdy z nas woli mieć włosy niż ich  nie mieć.  Mnie on się nawet bez włosów podoba.  

Dziewczyno - nie  widzę problemu - zaproponuj mu, że przez  czas pobytu tutaj będziesz mu osobiście wcierać  ten preparat i robić przy okazji masaż głowy. Poza tym tak naprawdę to podejrzewam, że nawet gdybyś mu tylko czystą wodę  wcierała to też byłby efekt, bo masaż poprawia ukrwienie skóry a tym samym  poprawia się odżywienie cebulek włosowych. I nie  zapomnij dodać między wierszami, że ci  się facet i bez  włosów podoba. Komplementy, drobne pochwały są każdemu  z nas potrzebne, to nas napędza do  działania.  Jeśli kiedyś słyszałaś, że faceci są tak  wrażliwi jak słupy wysokiego  napięcia na inwazję mrówek - to szybko o tym  zapomnij. Wielu jest znacznie bardziej wrażliwych  niż kobiety. A to wszystko dlatego, że w wielu domach usiłuje  się w nich zabić właśnie wrażliwość. Jak się przewróci dzieciak płci żeńskiej to zaraz jest przytulanie, całowanie i jojczenie jakie  dziecko biedniutkie. A mały  chłopczyk  nawet gdy ma kolano zdarte do kości to ma nie płakać, bo łzy u  chłopaka to wstyd. Teraz już wiesz, dlaczego Emil jest czułym mężem - zawsze był utulony i pocieszony i nikt mu  nie wciskał ciemnoty, że łzy to wstyd. I Leszkowi też nie wciskano bzdur, że łzy są niemęskim zachowaniem. To facet  wrażliwy i zawsze gotowy do niesienia pomocy innym.

Muszę coś wymyślić by rodzice nie łazili  sami na grzyby. Chyba  będziemy z Emilem łazili z nimi na przemian. Muszę sprawdzić jak tu działają mapy Google. Przecież nie będę brała  małej na grzybobranie. To już ponad osiem kilo żywej wagi.  

To jasne- rozumiem cię- ja też  uważam, że nie powinni sami chodzić po lesie- stwierdziła Wandzia. Ale jeśli będzie tu dobrze działała nawigacja to my z Leszkiem moglibyśmy  z nimi chodzić. I, ponieważ masz takie  zaufanie do Leszka,  a on taki zakochany w Milence to   my moglibyśmy z nią zostać a wy  szlibyście z rodzicami. Milenka bardzo lubi Leszka. Gdy patrzyłam jak on się czuli z Milenką, to pomyślałam, że to jest, tak jak powiedziałaś- bardzo dobry człowiek. Nawet nie umiem ci powiedzieć jak bardzo jestem szczęśliwa, że jestem tu z wami. I - tylko się nie śmiej - jesteś dla  mnie bardziej siostrą niż moja  przyrodnia  siostra. To kolejne potwierdzenie, że więzy krwi to bajka.

No popatrz - ja już to dawno odkryłam. I pewnie dlatego nie mam wyrzutów sumienia, że nawet  słowem nie pisnęłam, że jestem w  ciąży i że urodziłam dziecko. Zresztą zapewne zaraz  bym usłyszała, że na co komu jest potrzebna  dziewczynka. Popatrz - Helenka jest rodzoną siostrą mojej matki,  a ja od zawsze  byłam przekonana, że to ona jest  moją matką a nie moja  matka. No to wyobrażasz  sobie ile miłości od swojej matki otrzymałam. 

Po dwudziestej drugiej Wanda i Leszek stwierdzili, że trzeba jednak sprawdzić jak się mieszka w  drugim domku. Na  drogę dostali jeszcze jeżyny opatrzone tekstem - musicie się poświęcić i jeszcze  dziś je  zjeść albo wylądują  w kuble. My też się będziemy poświęcać. I pamiętajcie  by uchylić na  noc okno, które jest z moskitierą i zabezpieczcie je od  wewnątrz by go jakiś dowcipniś nie otworzył w nocy. Lesiu, pomóż przy  tym oknie Wandzie.  No to miłych  snów. Gdy już schodzili z drugiego stopnia Emil powiedział: mam nadzieję, że nie pomylicie   drogi do  domku, na co usłyszał od  Leszka: oj doigrasz się, doigrasz.

Rozstali  się wszyscy w dobrych  humorach. Adela jeszcze przystawiła małą do piersi, Emil zmienił jej pampersa i uznali, że dzień  się skończył.

Leszek i Wanda śmiejąc  się dotarli do swojego lokum. W której sypialni chcesz spać, bo te łazienki się różnią. Nie wiem, mnie jest zupełnie obojętne, ty wybieraj. No to mogę  mieć mniejszą łazienkę- stwierdził Leszek. Wanda nadal stała, więc Leszek spytał o co chodzi. Bo  ja, bez twojej  zgody wzięłam od koleżanki taką robioną w aptece miksturkę na twoją głowę. Skład tej  miksturki jest wypróbowany, ona bardzo wzmacnia cebulki włosów. Mnie się  co prawda podobasz taki, jaki jesteś, ale wiem, że każdy lepiej się czuje z włosami niż bez nich. I pomyślałam, że może  zgodzisz   się, że ja przez ten cały  czas pobytu tutaj będę ci co wieczór robić masaż skóry głowy. Miksturka zostanie przez noc na skórze,  a rano umyjesz głowę. Ty naprawdę jesteś gotowa co wieczór robić mi taki masaż? Przecież to dla ciebie kłopot!

Wanda pokręciła przecząco głową- żaden kłopot,wierz mi. Ale może ty nie lubisz gdy ci ktoś głowę masuje, no to wtedy nie będę tego robiła. Każdy masaż to cudowny relaks, ale czuję się tak jakbym cię wykorzystywał. Wanda uśmiechnęła  się - ale chyba będziesz  musiał usiąść na podłodze, żebym nie musiała przy tym stać. Złożymy jeden kocyk tak byś na nim mógł położyć złożoną kołdrę, a ja usiądę na krześle. Ale tak w ogóle to chyba  wpierw zasłonimy okna, dobrze? No pewnie, tak  mnie  zaskoczyłaś, że  zupełnie  zapomniałem o zasłonięciu okien w pokojach, przepraszam. Szybko zasłonił okna, rozłożył na podłodze kocyk, na  nim złożoną  w kilkakroć kołdrę,  ściągnął t- shirt, przystawił krzesło dla Wandy. A to smarowidło ma jakiś zapach?- zapytał cichutko. Ma, ale miły, jodłowy. I zapewne gdy rano umyjesz głowę to już nie będzie tego zapachu. Przeważnie smarowidła tego typu mają albo zapach  siarki albo tranu- powiedziała. To jest na olejku z jodły syberyjskiej, białokorej. Ale nie tłuści skóry. I ten olejek jest też stosowany doustnie i do inhalacji o ile pacjent nie ma astmy- przy astmie nie  wolno.

Leszek był zachwycony masażem. A co będzie jeśli tu  zasnę na siedząco? Nie ma obawy, zbudzę cię byś nie  spędził nocy na  siedząco. Słuchaj,  to jest cudowna  sprawa ten  masaż! Rozchodzą mi się od  czubka  głowy takie kręgi jak w  wodzie po wrzuceniu do niej  kamienia. Chyba się uzależnię od  tego! I co wtedy?  Wtedy będziesz uzależniony po prostu. Po pół godzinie Wanda  zakończyła masaż zjeżdżając rękami  w dół i kilka  razy przejechała  rękami po ramionach i karku Leszka. Leszek chwycił jej ręce i delikatnie ucałował. Uczyłaś się kiedyś masażu? Tak, ale tylko na  własne potrzeby. A robisz to wielce profesjonalnie! I co teraz?  Teraz to jeszcze zjemy te jeżyny, tylko trzeba  je opłukać. No to siedź, ja opłuczę i je przyniosę. Chyba lepiej pójdźmy do  pokoju dziennego, bo łatwo pobrudzić owocami pościel,  a jeżyny są praktycznie nie do sprania. Zniszczyłam tak  sobie  kiedyś  sukienkę, nawet chlorem  nie  zeszło. No to chodźmy, nie obrazisz  się gdy będę taki pół goły? No pewnie, że nie, ale może  zmarzniesz? Nie, raczej mało prawdopodobne, ten masaż mnie  rozgrzał.

Gdy jedli jeżyny Wanda powiedziała - nie sądzę, żeby ci odrosły włosy, ale na pewno wzmocnią się te które jeszcze  są i  nie będą się przetłuszczały i wzmocnią  się cebulki. I koniecznie łykaj te tabletki z krzemem, to jest wyciąg ze  skrzypu polnego. Mało urocza  roślinka, ale zawiera krzem. Można też spożywać ziemię okrzemkową, ale mam większe  zaufanie do czystości tego wyciągu ze skrzypu niż do ziemi okrzemkowej. No i łatwiej łykać tabletki niż pić paciaję z ziemi okrzemkowej. Działanie tych tabletek już wypróbowałam na sobie, faktycznie  wzmacniają się po nich włosy.

A co to jest ta  ziemia okrzemkowa? To skała osadowa powstała z osadów różnych skorupek i pancerzyków skorupiaków. Wzmacnia kości, włosy, paznokcie ma  działanie przeciwzapalne i bakteriobójcze. Jest też wykorzystywana  w przemyśle.

Zapomniałem Ci  coś powiedzieć, tyle  się ostatnio  działo - bardzo mi się podoba, że masz rozpuszczone  włosy, ręce mi  się same wyciągają do  nich, żeby się nimi pobawić. Tylko pewnie byś  się na  mnie oburzyła, gdybym nagle,  na  spacerze zaczął się nimi bawić. Nie oburzyłabym  się, raczej byłabym zaskoczona. Nikt się jeszcze  moimi włosami nie bawił. Bo zawsze   miałaś je  spięte- a szkoda. Nie spinaj ich, wyglądasz w tym uczesaniu pierwszorzędnie!  Dobrze - nie będę  spinać- szepnęła Wanda.

                                                                c.d.n.



Trudny wybór - 141

 Pierwszego sierpnia spod domu Leszka wyruszył malutki "konwój" trzech samochodów. To  co  się już nie mieściło w samochodzie Emila zostało zapakowane  do samochodu rodziców. Przed wyjazdem Piotr i Helena  "skorumpowali" pana  dozorcę,  by był tak miły i podlewał ich  ogródki  oraz  sprawdzał czy wszystko jest w porządku. Oczywiście  za ową uprzejmość  został całkiem nieźle  wynagrodzony. W razie jakichś problemów  miał zatelefonować  do Piotra. Nie  da się ukryć, że wyjazd z małym  dzieckiem  z domu na  cały miesiąc  zawsze stwarza pewne  problemy  logistyczne. Adela pocieszała  się  tylko świadomością, że jadą raptem niecałe sześćdziesiąt kilometrów od Warszawy, więc  w razie czego można wyskoczyć do  domu, bo, jak powiedział Emil - "kupa  luda nas  będzie" i trzy samochody.

Po kilku bardzo poważnych rozmowach z Adelą Wandzia nieco uspokoiła  się psychicznie i nawet odważyła  się porozmawiać otwarcie z Leszkiem o tym,  dlaczego jest "taka  dziwna". Leszek bez trudu domyślił  się kto Wandeczce oczęta otworzył i trzy dni przed wyjazdem  z Warszawy, około północy Adela otrzymała od niego krótką wiadomość: jesteś niesamowita,  dziękuję. W odpowiedzi otrzymał równie krótki tekst - " nie  niesamowita, ale doświadczona życiowo, kiedyś ci to  wyjaśnię.A."

Gdy już wyruszyli w trasę Adela zapytała męża,  czy  zauważył pewną zmianę w  wyglądzie Wandeczki. A co się  zmieniło? Nagle utyła czy wyrosła  pół metra  w górę? Ja się, kochanie  moje, nie przyglądam  kobietom spoza  swojej  rodziny. Przyglądam się głównie tobie i Milence i czasem rodzicom. A o co  biega  z tą Wandzią? No Wandzia  zaczyna  wyglądać bardziej dziewczęco. Po raz pierwszy  widzę ją bez tego smutnego kucyka, ma rozpuszczone  włosy! Od  razu  wygląda inaczej, tak  kobieco a nie jak przechodzona   małolata. A to ma coś  wspólnego  z tą  wiadomością, która mi pokazałaś  około północy?

Myślę, że tak, może po prostu Wandeczka się nieco odblokowała i zaczęła nieco więcej mówić poza "tak, nie  wiem lub ma pan rację panie  Leszku". Najsmutniejsze jest to, że wiele winy leży po stronie rodziców dziecka, którzy często nie mają pojęcia, że wszystko co oni  robią i mówią ma  wpływ ma psychikę  dziecka i ją wypacza. Bo  nie każde  dziecko jest tak odporne, jak ja  byłam , na to co się dzieje w  domu. Wandeczka ma starszą siostrę, z pierwszego małżeństwa jej  matki. Nie znała wcale pierwszego męża matki, bo Wanda jest z drugiego związku  matki. W domu słyszała (a słuchała  głównie ukradkiem) gdy matka rozmawiała  z innymi, że ten pierwszy to był "nic nie  wart tylko go o kant  dupy potłuc". Z kolei jej starsza o 6 lub 7 lat siostra mówiła, że jej tata był bardzo dobry, tylko mama go nie kochała i znalazła  sobie drugiego i na domiar złego obdarowała pierworodną córkę siostrą, czyli konkurentką do matczynego serca. Ojciec Wandeczki też długo nie wyrobił z jej matką i teraz  wprawdzie nie mają rozwodu ale nie mieszkają razem. Ojciec mieszka ze swoją ciotką pod pretekstem, że ciocia  stara i  chora i wymaga opieki, a  zdaniem Wandeczki to owszem,  ciocia  stara, ale nie  chora i swemu siostrzeńcowi obiadki gotuje. Wanda widuje  się  ze swoim ojcem i on ją pociesza, że jak matce skończy  się klimakterium to na pewno jej  złe  humory  miną i  będzie można  z nią  wytrzymać. Popatrz tylko, jak durne bywają matki - moja miała mi za złe, że jestem dziewczyną a jej matka od lat wciska jej do głowy, że wszyscy mężczyźni to zakały rodu ludzkiego. Najlepiej wszystkich powystrzelać. No to na "podniesienie Wandzi  na duchu" opowiedziałam  jej o swoich starych i o  tym, że jak na razie to  nie wiedzą, że są dziadkami. A o Leszku to jej tylko powiedziałam, że nie miał jak dotąd szczęśliwego życia, jest od lat rozwiedziony i ma pełnoletniego syna. Niech wie biedula, że nie jest jakimś wyjątkiem i że więcej osób na tym świecie ma bardzo dziwnie ustawione stosunki rodzinne. I widać  z tej wiadomości, którą mi wysłał, że coś się zmieniło w zachowaniu Wandy -  może zmieniła  zdanie i zechce jakiegoś "Niemca"?

A Wandeczka jest inżynierem,  skończyła  studia I stopnia na kierunku Architektura  Krajobrazu, a pracuje w Spółdzielni, bo jak mówi  to była transakcja  wiązana - szybko mieszkanie w zamian za zatrudnienie się u nich. Potrzebowali "na gwałt" kogoś na  zagospodarowanie przestrzeni zielonych  na osiedlu. No to się zgodziła, byle  się z domu wyprowadzić.

Przejeżdżając przez rozwleczone wzdłuż  szosy Brześce  kupili owoce i marchewkę na  sok dla Milenki.  Adelę zawsze śmieszył przejazd przez  tę miejscowość, bo koło każdego z domostw stojących bardzo blisko  szosy stała między ogrodzeniem posesji a rowem biegnącym  wzdłuż  szosy  ławeczka i niemal na każdej ktoś siedział - najczęściej jedna  lub dwie leciwe kobiety. Czasem na ławce była też skrzynka z tym, co gospodarze mieli na  sprzedaż. Adela się śmiała, że te siedzące na ławeczkach przed  domami babcie to sprawozdawcy telewizyjni - nikt ze  znajomych  względnie sąsiadów  nie mógł się tędy przesnuć niezauważony.

W Górze Kalwarii "zawadzili" o piekarnię w której zakupili kilka paczek sucharków dla  Milenki- żeby się miała  czym ubrudzić - jak  to określiła  Adela.

 Jak będą gdzieś po drodze stali z owocami to się na  moment zatrzymamy - dam  wszystkim taką  wiadomość, żeby sobie nie pomyśleli, że coś się nam przydarzyło. To są takie momenty,  w których  jestem wdzięczna tym co wymyślili telefonię komórkową - stwierdziła Adela. Trochę mniej  mnie bawi, że teraz łatwiej kogoś namierzyć, no ale skoro nie jestem zatrudniona  w  wywiadzie to mi to mało wadzi.

Z owoców to były  tylko papierówki i jeżyny oraz pomidory. Adela od  razu kupiła 3 kilogramy  papierówek i mniej więcej 1,5 litra  jeżyn. Podpytała jak się przedstawia sprawa  z grzybami i zdaniem miejscowych to grzyby  są, oczywiście trzeba ruszyć bladym świtem, najlepiej po czwartej  rano - Emil widząc  minę swej żony żałował bardzo, że ma ręce zajęte, bo była to mina godna  sfotografowania. Sprzedająca  zapytała  się,  gdzie oni  mają zamiar zbierać grzyby, a usłyszawszy, że w Wildze skrzywiła  się i powiedziała  cicho - wyskoczcie  lepiej do Skurczy i zaraz za tablicą idźcie w lewo w las. Tam się jeszcze nie pobudowali, więc  większe  szanse.

Reszta towarzystwa nie pojechała  dalej bez  nich, stanęli na poboczu i czekali na  ich dołączenie. W Wildze Emil i Leszek zebrali  dowody osobiste od reszty  towarzystwa i poszli załatwiać formalności. Kierownik dowiedziawszy  się, że są z małym dzieckiem wybrał  inne domki niż  były przedtem  wybrane - te stały  nieco dalej od głównej alejki,  "bo przecież takie  roczne dziecko śpi w  dzień, więc lepiej by nikt koło domku  nie łaził, żeby dziecko   mogło spać na  powietrzu- w końcu po to  się jedzie  z dzieckiem poza miasto, by było dużo  na  dworze". To może państwo wypożyczą  również parasol - on ma  solidne  mocowanie, jest stabilny, no dziecina nie może przecież  spać  na słońcu.  Oczywiście Emil przytaknął, mówiąc, że to świetny pomysł,  więc za kwadrans  miał przyjść do nich "człowiek" z parasolem i podstawą do niego. Leszek z kolei dopilnował,  by rachunek za jego  domek był na Wandę i  wszystko dokładnie z kierownikiem wyjaśniał.  Trochę było "spacerów" na odcinku parking- ich domki, ale "człowiek od parasola"  dostał nakaz pomocy gościom w przenoszeniu bagaży, a od Emila gratyfikację z tej okazji.  Przez  dziesięć minut trwała  dyskusja, który domek będzie  lepszy dla Milenki. Adela stała, milczała, potem powiedziała - Milence wisi i powiewa, który domek będzie  waszym  zdaniem  dla niej lepszy- to dziecko  jest jak  pies- tam mój  dom, gdzie są moi państwo, a mnie się chce  siku, więc  szybko mówcie, który  domek biorą Wanda i Leszek.  Wanda wskazała ten  ciut  bliższy głównej  alei, że ona to by ten wybrała, Adela jęknęła -"dzięki  ci  kobieto" i pognała  do łazienki. Domki, które  wskazał im  pan kierownik były najnowszej  generacji, miały coś pośredniego pomiędzy gankiem a werandą, stał tu stolik i cztery składane krzesła z oznaczeniem numeru domku.  W sypialniach i pokoju dziennym z  aneksem kuchennym były elektryczne  piece  akumulacyjne, w łazience była  kabina prysznicowa "dziewięćdziesiątka", więc  dla małych i  chudych, wanna z siedziszczem oraz  toaleta odgrodzona ścianką z luksferów i umywalka z lustrem, które  było jednocześnie  drzwiczkami  szafki.Ciepła  woda była  z term przepływowych.

W pierwszej kolejności należało nakarmić Milenkę, więc Adela zaanektowała do tego celu pokój  dzienny. W międzyczasie Emil zmontował dla  małej łóżeczko w sypialni, wypakował to co mogło być szybko potrzebne i poukładał  w pojemnej szafie  w sypialni. Zamontował również w jednym  z okien sypialni moskitierę. Po drugiej stronie domku lokowali się rodzice. Ich łazienka była wyposażona tylko w kabinę prysznicową , WC i umywalkę. 

Milenka szybko zjadła  swą porcję obiadową, a w dziesięć minut po zmianie pampersa już spała  w swoim łóżeczku. Adela tymczasem rozmawiała  z rodzicami, mówiąc, że mogą  się zamienić sypialniami, jeśli na przykład  wolą  mieć w łazience jeszcze oprócz prysznica  coś podobnego  do wanny. Ale rodzice  zapewnili ich, że jeżeli  zamarzy im  się siedzenie  w  wannie to po prostu pójdą do ich  łazienki. Wszyscy zgodnie  stwierdzili, że pokój dzienny jest w porządku, będzie  się tu rozkładało kojec  dla małej, zwłaszcza, że wzięli  całość razem  z podłogą i plandeką, więc będzie można też jego  część rozłożyć na tarasie.

Adela stwierdziła, że teraz mogą się spokojnie napić  kawy (z domu wzięli express i mikrofalówkę) i wysłała sms do Leszka, że  "mała śpi, więc może wpadniecie na kawę?" Odpowiedź była natychmiastowa- "wpadamy". I za 5 minut byli z ........groszkiem ptysiowym i pojemnikiem z kremem czekoladowym oraz pudełkiem wykałaczek. To będzie nieomal founde- śmiała  się  Adela- każdy będzie  nadziewał wpierw  groszek na  wykałaczkę  a potem, jeśli będzie  chciał to sobie swój  groszek zanurzy w kremie.  Wymyśliłam  coś innego- powiedziała Wanda- mam pergaminowe  foremki do babeczek, każdy sobie  nałoży kremu do foremki i będzie sobie  w swojej foremce maczał groszek. Tym  sposobem nie będzie "korka" przy pojemniku z kremem. Noooo, całkiem  sprytnie  to wymyśliłaś- pochwaliła ją Adela.

Słuchajcie - wzięliśmy z domu kilka metrów moskitiery i taśmy klejącej elastycznej i pinezki więc możecie  sobie w  swoich sypialniach okleić jedno okno, żeby różne wrednoty  nie  wlatywały ani w  dzień  ani  w nocy. A tak ogólnie  to jak oceniacie te domki? Wyrobimy tu  miesiąc?

No jasne, będziemy dużo chodzić, pewnie też gdzieś  wyskoczymy.  Niestety, tu nie ma dokąd  wyskoczyć - można  do Puław, można do Garwolina po biały ser - tu naprawdę to  się można urwać bo nie ma co zwiedzać.  Ale lasy ładne i dobre świeże powietrze. Na dziś i  jutro mamy dla wszystkich obiado-kolację, dla Pimpusi  mamy zapas  słoiczków no i mleko modyfikowane i zawekowane moje rosołki. Tu nawet jest jeden kiosk spożywczy. No i zawsze można wyskoczyć do Wilga-City i coś tam  kupić. Ale to dopiero jutro,  dziś mi się już nie chce. Fajne są te ganki, nawet  w czasie  deszczu  można będzie  tu  siedzieć a Pimpusia będzie urzędować w spacerówce.

                                                                 c.d.n.


piątek, 28 października 2022

Trudny wybór- 140

 Fryzjer, który otworzył swój  zakład w pobliżu zakładu fotograficznego Konrada "podpadł" Emilowi,  bowiem namówił Adelę na.......obcięcie włosów.  Wychodząc od  fryzjera  Adela wstąpiła  do Konrada, który był wręcz  zachwycony jej nowym wyglądem. I to tak bardzo zachwycony, że chwycił za  Polaroid i "machnął" jej kilka zdjęć- takich bez pozowania, gdy  się Adela wcale nie  spodziewała, że Konrad ją zaraz  sfotografuje.  Wreszcie  wyglądasz  tak, jak wyglądałaś w  czasach  szkolnych. I lepiej wyglądasz w tych swoich włosach niż tych "wysiwionych". A poza  tym to prędzej  ci  się wzmocnią  krótkie  włosy. Baśka po obu porodach od  razu ścięła  włosy i teraz ma  wręcz furę  włosów, a po pierwszym porodzie to w całym domu można  było znaleźć jej włosy, nawet w talerzu. A najwięcej to rano na poduszce.  I wiesz, ten facet bardzo dobrze dobrał linię twojej fryzury  do twej urody. Wyglądasz młodziej i znacznie ciekawiej - wierz  mi- mam oko fotografa,  chociaż dyplom chemika.

No dobra, wierzę ci- nigdy na  mnie  nie leciałeś. Konrad roześmiał się - a co ty o tym  możesz  wiedzieć, nie dostrzegałaś raczej żadnego z nas, zwłaszcza już pod  sam koniec szkoły. Widziałem Cię kiedyś w Stodole- tańczyłem obok ciebie,  ale mnie  nie  zauważyłaś, tak byłaś  wpatrzona  w swojego faceta. On fajnie tańczył,  z tego co widziałem. Adela uśmiechnęła  się - w Stodole to byłam głównie  zainteresowana tym, żeby  nie wywinąć orła na parkiecie, a facet, z którym  mnie widziałeś od pewnego czasu jest już w zupełnie innym wymiarze.

Po powrocie do  domu,  w którym w czasie jej pobytu u fryzjera byli rodzice pilnując Milenki, powitał ją pełen  entuzjazm - Piotr orzekł, że córeńka  wygląda prześlicznie, Helena stwierdziła, że także się  do tego fryzjera wybierze, bo widać, że  "ma facet oko" i wie, jak podkreślić atuty klientki.  Milenka nie miała ani przez  moment problemu  z akceptacją nowego wyglądu Adeli i zaraz  dała  mamie  buzi usiłując jednocześnie sprawdzić czy rzęsy mamy nadają  się  do zabawy.  Adela zaraz jedno ze zdjęć zeskanowała i wysłała mailem do męża. Po pół godzinie  nadeszła odpowiedź w postaci pytania- to czym ja się teraz będę bawił? Adela odpisała - mogę  nie  depilować w takim razie  nóg i pach. Będziesz miał  się czym bawić.  Idę karmić Milenkę. 

Piotr był nieco zmartwiony, że nie ma tam  działu męskiego,  ale Adela pocieszyła  go, że będzie niedługo drugi punkt tego samego właściciela, ale oddzielny, bo zauważył, że klientki wolą by panowie ich  nie oglądali gdy one "mają na głowie różne  dziwne  rzeczy robione". Adela w pełni popierała taki rozdział płci. A do pani Wiesi to już nie będziemy jeździć? - zapytał Piotr. 

My, to znaczy Emil, Leszek i ja to już na pewno  nie. Rozeszły  się nieco nasze drogi- to raz, a dwa to ona wyjechała do Francji i pewnie dopiero po wakacjach  wróci. A ostatni raz gdy u niej byłam to chyba  mocno oszczędzała  na ten  wyjazd, bo jej farba zeszła mi z włosów w dość krótkim czasie, czyli była to jakaś tania podróba, a kosztowało tyle  co zawsze. 

Ale  wbrew pozorom,  to nowe uczesanie  podobało się Emilowi. Adela  stwierdziła, że przed  wyjazdem  do Wilgi sama ostrzyże  Emila-  wszak już  kiedyś  go strzygła,  a po wakacjach  już pewnie  będzie  czynny  nowy  zakład fryzjerski. 

Emil  był "cały   w skowronkach", bo okazało  się, że nie ma   problemu z urlopem, umówił się, że gdyby się  coś nagle pilnego zdarzyło to wtedy po prostu przyjedzie - to tylko 60 km od Warszawy a nie  antypody.  Z urlopem  Leszka też nie było problemu, bo w razie pilnej  potrzeby zawsze można  było kogoś ściągnąć  na  nagłe zastępstwo, a chętnych na ogół  nie  brakowało, bo klinika  dobrze płaciła. Adeli  było przykro, że rodzice zostają  w  Warszawie,  ale umówili  się, że będą przyjeżdżać do Wilgi na weekendy. W końcu domek  miał dwie  sypialnie, więc  było gdzie   nocować, bo Milenka  nadal spała   w jednym  pokoju z rodzicami.

Propozycja Leszka, że część  rzeczy mogą "Emile" wstawić  do ich  samochodu bardzo  się przydała, bo brali co prawda  spacerowy  wózek dla małej a  nie  głęboki, ale oprócz niego jednak  większe łóżeczko i kojec z podłogą oraz  specjalną plandekę by można  było rozstawić kojec w plenerze.

Tydzień przed wyjazdem "kochanych  dzieci  z maleństwem", które  za trzy  tygodnie  kończyło rok, rodzice  wyrazili żal, że jednak nie jadą  z nimi na  cały  miesiąc.  Emil  stwierdził, że nie ma  problemu, mogą przecież mieszkać w domku razem z rodzicami. Grozi im tylko to, że w ich sypialni będą "lądowały" jakieś  akcesoria   małej. A w tej  kwestii to od razu włączył się  Leszek, mówiąc, że nie widzi  problemu, by to co będzie  Emilom  przeszkadzało  w domku stało w  sypialni  Leszka. A jak  Milenka wam będzie za bardzo rozrabiać to ją też  do  mnie wstawicie.  Adela  śmiała  się - nie ma obawy- ona uwielbia  spać z nami w jednym łóżku, bo raz się tuli do Emila  a raz  do mnie i jest wtedy bardzo a bardzo zadowolona.

Adela  dostawała  chwilami  głupawki, bo gdy okazało  się, że i rodzice  będą na tym pobycie - Wandeczka  zaczęła się zamartwiać,  co sobie  oni o niej pomyślą, a zwłaszcza  ich mama.  W końcu Adela  zrugała Wandę i powiedziała: primo - wszyscy jesteśmy  dorośli i nikt  nikomu  w tej  rodzinie nigdy nie zaglądał do wyra. Secundo - to nie jest moja matka, tylko moja  ciocia, która ma po kolei  w głowie i dowiedz  się, że przed ślubem mieszkaliśmy z Emilem  razem  z nią, w jednym  mieszkaniu. Po prostu wyraziła na to zgodę, bo się pytaliśmy,  czy pozwoli na taki układ. A przedtem, nim poznałam Emila to miałam kochanka i ciocia o tym  wiedziała,  ale nawet mi słowa nie pisnęła na ten temat, bo już byłam pełnoletnia i  sama na siebie  zarabiałam. Więc nie odstawiaj cyrków, bo nie masz do tego powodu. Macie dwie sypialnie a czy będziecie spać w jednej czy każde z was oddzielnie to naprawdę nikogo w naszej  rodzinie nie interesuje- to tylko wasza sprawa. O jednym  tylko pamiętaj - Leszek cię nie skrzywdzi i to ty zadecydujesz jak  się między wami sprawy ułożą.  A Leszek to bardzo wrażliwy facet i jego łatwo urazić, więc  miej to na uwadze. Chodzi mi głównie o to, żebyś dawała  jasne i  czytelne sygnały. Po prostu zawsze mów czego oczekujesz, co akceptujesz a czego  nie. To  nie jest matura z polskiego, na której każdy ma  odgadnąć  co poeta miał  na myśli. Wydaje   mi się, że nieźle  się składa bo będąc obok siebie przez  miesiąc można  się całkiem nieźle  wzajemnie poznać. 

I przestań wynajdywać u siebie  wady  z powodu których jesteś osobą nieciekawą,   nudną i tak  dalej. Niewątpliwie dla kogoś kto dzień w  dzień musi zaliczyć jakiś ubaw to możesz  być za spokojna i tym  samym  nieciekawa  jako partner do ubawu, ale dla kogoś innego osobą  wręcz pożądaną   bo ten ktoś lubi ciszę i spokój. Bądź po prostu sobą, taką jaka jesteś na co dzień. Nie udawaj kogoś innego - bądź sobą. Być może, że i Leszek boi  się, że będzie  dla ciebie uosobieniem nudy, lub że jest  dla ciebie już  za stary bo wolisz  młodszego, pełnego werwy, ze strzechą  włosów a nie faceta po czterdziestce, któremu życie już dało kilka kopów a włosy pomału  mówią "żegnaj  kolego".

 Ciebie i Leszka  łączy jedna  cecha - kompletna bezinteresowność. Cecha piękna , tylko mało przydatna  w dzisiejszym  brutalnym świecie. Obydwoje pomagacie innym całkiem bezinteresownie. Przyjrzyjcie  się sobie co was jeszcze  łączy, bo dobrze mieć  przyjaciela na którego ramieniu  można  się wypłakać gdy życie nam spłata  brzydkiego figla. Lesio to bardzo uporządkowany  facet. Nie wiem czy  wiesz, ale on niezbyt  dawno zrobił doktorat nie przerywając swej  pracy  zawodowej. Ale jak widzisz  wcale się tym nie chwali i nie chodzi  z nosem  zadartym do góry. O tym jakie znaczenie ma jego praca możesz  sobie poczytać  w internecie wrzucając jego imię i nazwisko oraz  specjalizację zawodową.

Adelko, ale ja naprawdę bardzo lubię Leszka. I  bardzo bym chciała  by się ze mną  nie  nudził. Poza  tym on  mi już tyle pomógł, załatwił  mi lekarza  w przyszpitalnej  przychodni i się troszczył czy ma mi kto zrobić zakupy, był gotów sam je  zrobić. Ale na szczęście jakoś moja  siostra  je  zrobiła. My to takie siostry- nie  siostry, mamy różnych ojców. A odkąd wyszła  za mąż to bardzo rzadko  się spotykamy - ja  nie trawię jej męża. Nie wiem co ona w nim zobaczyła, bo ani ładny, ani mądry,  ani wykształcony i do tego chamowaty. Unikam  go jak  mogę. Ale mam wrażenie, że ostatnio  coś im  się nie układa, coraz częściej  mają  "ciche  dni" i wtedy ona przychodzi popołudniami do mnie.  Ale ostatnio się na  mnie obraziła,  bo powiedziałam, że jeśli się  coś  nie układa to powinna iść  razem z nim do poradni rodzinnej,  bo  ciche   dni to raczej na to  nie  pomagają. Nawrzeszczała na  mnie, że stara panna  nie będzie  jej dawać żadnych  rad. No i od ponad  miesiąca  mam spokój. I tylko  jej  powiedziałam, że to raczej ona jest stara bo jest ode mnie starsza. 

Wandziu,  a jaki ty kierunek skończyłaś? Architekturę krajobrazu na SGGW, 3,5 roku studiowałam, jestem  inżynierem i właściwie  powinnam dorobić  sobie jeszcze magistra, ale nieco ugrzęzłam  w tej  spółdzielni, głównie  dlatego, że  miałam z nimi transakcję wiązaną - zaczęłam u  nich pracować i  szybko mogłam dostać  mieszkanie i wyprowadzić się  z domu. Zajmuję  się zagospodarowywaniem przestrzeni publicznej, na  osiedlu to parki i  zieleńce. Moją siostrę aż skręca  ze złości, że mam  własne mieszkanie. A poza tym  to zajmuję  się wieloma innymi  sprawami, które niewiele mają wspólnego  z moim kierunkiem, ale  muszę jakoś  "spłacić" to, że szybko się załapałam na mieszkanie.  Transakcja  wiązana ma  swoje  wady i  zalety. Gdy znajdę coś ciekawszego to po prostu odejdę. 

A jak się twoim rodzicom układa?  Lepiej twojej mamie w tym drugim związku?  Nie mam pojęcia. Nie mieszkają razem, ale mama ostatnio powiedziała, że mi zazdrości, że "nie mam żadnego chłopa na głowie".  Udałam, że nie  rozumiem, ale to może nie  tyle "z tymi chłopami" jest  nie tak a z nią. Pierwszy był nie taki, to go zostawiła  dla mojego ojca, ale i mój ojciec chyba jej nie pasuje. Pytałam  się ojca o  co się wciąż kłócą, ale on  tylko machnął ręką i powiedział - skończy  się jej klimakterium to oprzytomnieje, nie  zawracaj sobie  tym  głowy córeczko.  Tata  się  nie chce z nią kłócić, jak matka zaczyna "marudzić", to idzie  do  swojego klubu szachowego. Jest zapalonym szachistą. I ma  chyba   żal do mnie, że nigdy  mnie te  szachy nie interesowały. Adela uśmiechnęła  się - raz grałam i oczywiście przegrałam, więc  mogę uznać, że grałam  dwa  razy- pierwszy i ostatni. Zupełnie mi ta gra nie pasowała.

                                                                      c.d.n.