niedziela, 18 grudnia 2022

Lek na wszystko? -29

 W połowie listopada Teresa już tylko nominalnie była  kierowniczką  działu a w praktyce  wszystkie jej obowiązki przejęła  Krystyna. I tak dobrze  się spisywała, że Teresa postanowiła  pójść, po raz pierwszy w czasie ciąży, na  zwolnienie lekarskie. Zresztą męczyła ją jakaś "jelitówka", miała silny katar i rozstrój żołądka. Lekarz zerknąwszy w jej kartę stwierdził, że już za sam fakt,  że jeszcze  ani razu nie dawał jej zwolnienia lekarskiego, należy się jej "od ręki" 9 dni i po tych dziewięciu dniach niech przyśle męża to dostanie dalsze zwolnienie. Oczywiście podczas  zwolnienia była  cały czas "pod telefonem", ale nie był to już nawał wyjeżdżających i dział funkcjonował bez wielkiego "spinania się".

Mniej więcej tydzień przed wyznaczonym terminem porodu prowadzący lekarz po obejrzeniu USG i wyników badania stwierdził, że niestety dziecko zdecydowało się wychodzić pośladkami a nie główką i w tej chwili są dwa rozwiązania- jedno bardzo ryzykowne, czyli próba  manualnej zmiany położenia płodu poprzez powłoki brzuszne matki, albo codzienne USG i w odpowiednim momencie operacyjne rozwiązanie  ciąży. Oczywiście wszyscy woleliby "poród  siłami natury", ale nie zawsze jest to możliwe. A chirurg, który w tej klinice sprowadza na świat "uparciuchy" ma  wielką wprawę w wydobywaniu dzieciaczków z brzuchów mam. I w trakcie tej operacji Teresa będzie  cały czas przytomna i zaraz po porodzie Kazik będzie przy niej i przy dziecku i, nie  wykluczone,że nawet podczas operacji będzie mógł jej towarzyszyć. To zależy od tego,  czy chirurg się na takie rozwiązanie  zgodzi. Ale pewnie się zgodzi, nie jeden raz musiał interweniować już w trakcie trwającego porodu i żaden z partnerów nie opuszczał w tym momencie pokoju porodowego, który był przystosowany do każdego scenariusza, a pole operacyjne było odgrodzone zasłoną od wzroku "osoby towarzyszącej" rodzącej.

Teresa ciężko westchnęła- no to jednak mój strach miał swoje uzasadnienie - myślę, że nasz organizm w jakiś sposób wyczuwa znacznie wcześniej to wszystko co nam zagraża, tylko my nie potrafimy tego prawidłowo "odczytać". Ma pani rację - zgodził  się  z nią lekarz- ludzie, gdy jeszcze  żyli w zgodzie z naturą lepiej odczytywali sygnały wysyłane przez organizm. Tyle  tylko, że i tak  nie rozumieli o co chodzi. 

A kiedy mógłbym się zobaczyć z tym chirurgiem?- zapytał Kazik. Zaraz go tu zaprosimy, proszę jeszcze chwilę poleżeć - zwrócił się do Teresy. Nakryję tylko panią trochę, bo za ciepło to tu chyba nie jest. Mrugnął do Kazika i wyszedł z gabinetu. Kazik wpierw ucałował brzuszek Teresy, potem zmienił swą lokalizację i wyszeptał Teresie  do ucha - nic się nie bój, na pewno będę przy twojej operacji, nie  zostawię cię ani przez moment samą z obcym, jakby nie było, facetem.

W niecałe dziesięć minut później przyszedł chirurg - nawet dość przystojny, zanotowała w pamięci ta wiecznie  kobieca  część Teresy. Podszedł do leżącej Teresy i odsłonił jej brzuch. Jakieś nieduże to dziecko będzie - bardzo mnie to cieszy, łatwiej będzie je wydobyć. Nie wie pani przypadkiem jak było gdy pani przychodziła na świat? Nie wiem- odpowiedziała Teresa- to jednak było dawno, moja mama nie żyje, a wtedy mężczyźni bywali zupełnie wyłączeni z tak intymnego świata kobiet. Wiem tylko, że nie miała pokarmu i  mnie nie karmiła piersią. Hmmm, być może był to poród pośladkowy, bardzo ciężki i wiele delikatniejszej konstrukcji kobiet  nie ma potem pokarmu - powiedział chirurg. 

Potem zwrócił się do Kazika - kolega mi mówił, że pan chce być cały czas przy żonie. A nie padnie mi pan na podłogę gdy zobaczy pan zakrwawione niemowlę? Nie, nie padnę, widziałem już kilku mocno pokaleczonych, zakrwawionych ludzi, w tym i bliskich kolegów. Właściwie to nie było co zbierać - byłem przerażony, ale nie zemdlałem. Przeraził mnie głównie fakt, że już żadne  działanie, oprócz pogrzebu nie  wchodziło w grę. Wypadek samochodowy?- zapytał lekarz. Nie, lotniczy. A pan jest pilotem? Mam licencję pilota, ale nie latam, jestem inżynierem, konstruktorem. 

Jeszcze raz zrobiono Teresie USG i panowie doktorzy wspólnie je oglądali. Następnie  poinformowali Teresę i Kazika, że będzie  znieczulenie kanałowe, zabieg będzie przeprowadzony metodą Misgav-Ladach, nacięcie macicy będzie minimalne, zaledwie 1 centymetrowe, a nacięcie skóry poziome, nad  spojeniem łonowym. Powrót Teresy do sprawności fizycznej będzie nieco bolesny, ale do przeżycia. A będzie ktoś z pana żoną w domu gdy wróci ze szpitala do  domu?- zainteresował się jej stały lekarz. Będę ja i  jej  ojciec. Wezmę po prostu urlop bezpłatny - dostanę bez trudu- to branża w zastoju, nic pilnego się  nie dzieje. A jakby było coś pilnego to mogę popracować w domu. To dobrze- podsumowali obaj lekarze.

Chirurg się z nimi pożegnał, a lekarz prowadzący wypisał Teresie skierowanie do kliniki na dzień, w którym był przewidywany poród, mówiąc obojgu, żeby natychmiast, gdyby się wcześniej coś "podejrzanego" zaczęło dziać zatelefonowali do niego i podał im numer swego "telefonu alarmowego", mówiąc by telefonowali na ten, a nie na poprzednio podany im numer. Teresa upewniła  się co ma ze sobą wziąć do szpitala. Powiedziała też, że ma dla dziecka "wynalazek" w postaci bielizny dla noworodków, każdy ciuszek sterylny, zapakowany indywidualnie w sterylne opakowanie. A gdzie takie cudo pani kupiła?- zainteresował się lekarz. Nie kupiłam. Dostałam w prezencie od koleżanki, której siostra mieszka od lat za granicą. Sterylne są cieniutkie koszulki,  kaftaniki, czapeczki. Pampersy nie są sterylne, ale są podobno specjalnie dla noworodków zaprojektowane. 

No proszę, gdzieś w świecie to nawet o noworodkach myślą- zaśmiał się lekarz. U nas raczej szybko nikt czegoś takiego nie wyprodukuje. Wzbudzi pani tymi ciuszkami sensację. A- i jeszcze jedno - to jak długo będzie pani w klinice po porodzie będzie zależało od stanu zdrowia dziecka-czy i jak długo będzie miało żółtaczkę noworodkową. Nie wszystkie dzieci na nią chorują, nie należy to do obowiązków noworodka. No i pani mąż zostanie tu przeszkolony w kwestii opieki nad noworodkiem, by przez te kilka pierwszych dni w jak największym stopniu zastąpił panią w opiece  nad  dzieckiem.

Kazik zaczął się śmiać- nawet pan sobie nie  wyobraża w jak doborowym towarzystwie będzie nasze dziecko gdy wrócimy ze szpitala - na mur/beton będzie tata oraz mój brat z żoną. Niedawno się pobrali i obojgu już się przestawiło na "zapotrzebowanie na dziecko", chociaż na początku to mieli jeszcze trochę zaczekać. Podejrzewam, że maluszek będzie nie tylko "zaopiekowany" odpowiednio, będzie pępkiem świata. Wystarczy by się skrzywił a już wszyscy będą na wyścigi reagować. Z głodu to mi żona nie  zemrze, bo i tata i ja potrafimy gotować. Zresztą brat i bratowa  również. Jak się śmiejemy "obiady rodzinne" to nasza  specjalność. Podejrzewam, że gdy ja wrócę do pracy to mój teść wprowadzi  się na jakiś czas do nas, żeby pomóc swej ukochanej córce. To człowiek niesłychanej dobroci i łagodności. 

No i dobrze, stwierdził lekarz. Dziecko powinno być oczekiwane  nie tylko przez  własnych  rodziców  ale również przez ich  rodziny. Takie bardzo chciane dzieci znacznie lepiej się  hodują od tych nie  zawsze pożądanych "niespodzianek".

Trzy dni przed wyznaczonym terminem Teresę obudziły w nocy jakieś pobolewania brzucha. Spojrzała na zegarek - była czwarta nad ranem. Zmieniła pozycję, odwiedziła toaletę i obudziła Kazika, który niemal natychmiast zatelefonował do lekarza. W pół godziny później karetka należąca do kliniki wiozła ich do szpitala, w którym już był chirurg, który akurat tej nocy miał dyżur.  Teresa wręczyła pielęgniarce opakowanie z rzeczami dla dziecka, mówiąc, że wszystko jest sterylne i popakowane. Chirurg się śmiał, że rośnie im ranny ptaszek. Teresa przepraszała, że wyciągnęła lekarza z łóżka, ale ten zapewnił ją, że jest przyzwyczajony do spania na raty i lata pracy  w tym zawodzie nauczyły go  zasypiania nawet w dzień, gdy nic się nie dzieje i pełnej przytomności gdy tylko się budził. Anestezjolog, na oko bardzo młody, bardzo sprawnie znieczulił Teresę, następnie podłączył ją  do aparatury kontrolnej. Kazik zniknął jej tymczasem z pola widzenia i wcale go nie poznała w stroju ochronnym, w koszmarnie  nietwarzowej czapeczce i w masce chirurgicznej na twarzy i dopiero gdy podszedł do niej blisko i szepnął "już jestem" zorientowała  się, że ten trzeci zamaskowany facet to jej własny mąż. Zrobiono jej jeszcze jedno USG, pan doktor westchnął  "ależ uparte to dziecko, nie chce stanąć na głowie" i zabrał się do pracy stojąc za "parawanem" w pewnym  sensie dzielącym Teresę na pół. Kazik cały czas gładził Teresę po twarzy, okrywał pocałunkami jej ręce, szeptał do ucha czułe słowa. 

W czterdzieści minut później pan chirurg uniósł ponad parawan świeżo wydobyte płaczące dziecko mówiąc - jest chłopaczysko, wytrze go pani Tosia i przystawimy go do piersi - może jednak będzie pokarm. Często takie przystawienie powoduje, że jednak zaczyna się pokarm wytwarzać. Albo ja mam taką szczęśliwą rękę do dzieci. W chwilę potem golusi maluszek ssał, owinięty pieluchą tetrową, swój pierwszy pokarm- wpierw  z jednej piersi, potem z drugiej, a lekarz  tymczasem zakładał niemal artystyczne szwy na macicy i potem na kolejnych pociętych warstwach ciała Teresy. Gdy skończył powiedział - całe szczęście, że się pani obudziła i przyjechaliście w samą porę. Smarkul miał na szyi jedną pętlę z pępowiny. Ale na  szczęście nie wiercił się i nie zafundował sobie następnej ani nie zacisnął na sobie tej. Uff, odetchnąłem. A jak się pani czuje? Szybko to wszystko poszło i dzięki temu  za trzy godziny wróci pani odczuwanie bólu. Ale wtedy możemy troszeczkę znieczulić takim nowym mazidłem lignokainowym.

No a fakt, że teraz dziecko było wydobyte drogą interwencji chirurgicznej, nie oznacza  wcale, że następna ciąża też będzie musiała być w ten sposób zakończona. Każda ciąża przebiega inaczej. Mam podejrzenie, że tak mniej więcej około 9,00  rano człowieczek już będzie głodny. Proszę go przystawić do piersi po uprzednim przemyciu brodawek przegotowaną, zimną wodą. Wpierw do jednej piersi, potem do drugiej, każdą niech maluch ssie 10 minut. Nie da się ukryć, że taki ociupek to musi jeść co trzy godziny.  A jaki ma zabójczy loczek ! Niestety jest zima i maluszek musi być w  czapeczce, więc ta piękna fryzurka zniknie. A te jego piękne długie włoski za jakiś czas się wytrą i będzie śmiesznie wyglądał, jak łysiejący dorosły facet. Doktor rzucił okiem na głowy Kazika i Teresy mówiąc - oboje macie  ciemne włosy, ale nie czarne. A imię  już jakieś macie wybrane dla maluszka? W ciągu siedmiu dni trzeba go zgłosić w USC. 

Teresa tylko machnęła ręką- kiepscy z nas rodzice, jacyś tacy "na opak" - na ogół wszyscy mają dla dziecka imię jeszcze nim się ciąża na dobre zagnieździ, a my już mamy dziecko a nie mamy imienia dla niego. No i pewnie  dlatego wszystko dobrze się skończyło - podsumował lekarz. Podoba  mi się wasze podejście do rzeczywistości. W pokoju macie wodę mineralną. Od pani lekarza  wiem, że pani ma kwestię dbania o dziecko w małym paluszku, więc nie będę pani życia zatruwał poradami odnośnie diety, jeśli jednak pokarm będzie. Śniadanie będzie podane do pokoju, tak około 8,00 rano. Obiad pani dostanie do pokoju, mąż zje w kantynie. Dzwonek alarmowy przy łóżku pani. Ociupek ma swoje własne łóżeczko na kółkach. Spróbujcie jeszcze  trochę pospać. Krótkie drzemki też regenerują. Po południu zajrzę  do pani. Teresa  roześmiała  się -OK, zapraszam.

Gdy się znaleźli w swoim pokoju Teresa powiedziała- ja myślę, że nasz  synek powinien mieć na imię Aleksander, tak jak twój tata. Dopóki nie dorośnie to będziemy na niego mówić "Alek". Ma włosy tak ciemne jak ty i twój tata. Ja bardzo lubiłam twojego tatę. A drugie imię to ty wymyśl. Utul mnie, jestem zmęczona- a niedługo trzeba będzie  małego nakarmić, nastaw budzik na dziewiątą.

Obudziła  się sama, przed dziewiątą. W łóżku była sama- Kazik siedział na krześle obok łóżeczka synka i z uśmiechem przypatrywał się dziecku. Teresa cichutko zawołała  go - Zik, pomóż  mi wstać, muszę iść siku a nie mam siły się podnieść, wszystko mnie boli. Kazik szybko się podniósł i wziął ją na ręce- zaniosę cię, jakaś lekka się zrobiłaś. Teresa zaciskając zęby usiadła na sedesie, a Kazik ją podtrzymywał, potem powiedział - powinnaś dziś cały  dzień wypoczywać, leżeć. Z nadmiaru wrażeń zapomniałem ci podziękować, że wybrałaś imię mojego taty na imię naszego dziecka. Jesteś po prostu cudowną żoną. Siedź pomogę ci, podmyję cię na sedesie, to cię odświeży. Kocham cię, zrobię dla ciebie i Alka wszystko by było wam dobrze. Fajna ta łazienka, a ten sedes z funkcją bidetu - super. Jestem skłonny zainstalować u nas  w domu. Dowiem się gdzie to kupione. Ostrożnie pomógł jej wstać, wytarł do sucha zaproponował by opierając się na nim pomaleńku przeszła do pokoju. W pokoju podniósł ją i położył do łóżka. Potem  na waciki nalał przegotowanej zimnej wody i przemył jej brodawki. Chwilę później zmienił synkowi pampersa zapaskudzonego smółką, przemył go, osuszył i założył nowego pampersa. Potem pomógł wygodnie usadowić się Teresie, przykrył ją  szlafrokiem i przyniósł do jej łóżka synka.  

Popatrz jaki on już mądrutki - zachwycił się Kazik. Od razu trafił na brodawkę i ssie! No i  chyba  ma nawet co ssać, pomacaj, w tej drugiej też jest pokarm - powiedziała Teresa. Dobrze, że sobie nakupowałam książek i nieco poczytałam mądrości. Potem te książki odziedziczy Alina. A napisałeś do  taty i Krystiana, że mamy synka? Przecież oni nawet  nie wiedzą, że pojechaliśmy do  szpitala! No nie, kompletnie ogłupiałem ze szczęścia i nadmiaru wrażeń! Do taty to później zatelefonuję, teraz tylko do Krystiana poślę sms. W chwilę później Krystian przysłał zwrotny sms- cieszymy się ogromnie, daj znać kiedy mam was odebrać i skąd. I w co wam zaopatrzyć lodówkę?  W tym układzie święta będą u was.Tata już  wie?

Kazik zadzwonił w tym układzie do brata. Skoro już nie  spał, to mógł z nim porozmawiać. W tym czasie Teresa  zatelefonowała  do ojca, mówiąc mu, że już jest dziadkiem, że była "cesarka", że dziecko śliczne, dostanie na imię Aleksander, ona tak wymyśliła, a na drugie chyba dadzą Tadeusz, po żyjącym dziadku. Tata prosił, żeby koniecznie dali znać gdy już będą  w domu.

Potem Kazik wysłał wiadomość do Franka, no a Franek "biegusiem" zawiadomił dział Teresy i kadrową. Potem via Franek przesłano Teresie i Kazikowi gratulacje i  wszystkiego co najlepsze dla Maluszka. Na porannym obchodzie obejrzano dokładnie Teresę z każdej strony, pani pediatra obejrzała dziecko i  nie miała najmniejszych zastrzeżeń do jego stanu zdrowia. Malec został zaszczepiony, zważony, zmierzony i pochwalony, że taki ładny i proporcjonalny. Gdy pani pediatra wyszła Teresa powiedziała - miałam na końcu języka, że mały to taki proporcjonalny po tatusiu, ale pomyślałam, że może babie przyjść do głowy by to samej  sprawdzić. I wtedy musiałabym ją zabić. Kochanie, powiedziałam tacie, że małemu to drugie imię zapewne damy po drugim, jeszcze na  szczęście żyjącym dziadku, więc będzie Tadek. Zgadzasz  się? No to chyba jasne, skarbie. A o której pani doktor mówisz? Ja myślałem, że to któraś z pielęgniarek.

Nie  sądzisz  chyba, że przyglądam się tutejszemu personelowi płci żeńskiej. Nie wiem czemu, ale ja z jakiegoś bliżej  mi nieznanego powodu unikam kontaktu z lekarzami obu płci, w ogóle z personelem medycznym. Zaglądałem Alkowi w oczęta- białka ma nadal  bielutkie, chyba nie ma  tej noworodkowej żółtaczki i jeśli jutro też nie będzie to koło południa wrócimy do domu. Nie będziemy prosić Krystiana, prościej będzie wziąć taksówkę. Albo ja pojadę do domu autobusem z naszymi rzeczami, wrzucę je do domu, wezmę samochód i przyjadę po ciebie i dziecko. Ty już dziś całkiem sprawnie się poruszasz, masz wszędzie wewnątrz odpowiednie nici, skórę na wierzchu masz na plastry i masz ten pas podtrzymujący-jest już nasz własny, kupiłem go. Ani tu,  ani w naszym bloku nie masz do pokonania schodów. Dziś gdy będę w kantynie to wdepnę do apteki po jakieś "kosmetyki" dziecięce - mydełko, zasypkę, te płatki  kosmetyczne z waty, kwas borny do przemywania oczek no i kupię te plasterki zastępujące szwy. To świetny wynalazek nawet  na zwykłe  skaleczenia -ściągasz razem skórę, sklejasz i szybciej się goi.

                                                        c.d.n.

Lek na wszystko? -28

 W siódmym miesiącu, jakoś tak z dnia na dzień ujawnił się .....brzuch u Teresy. Śmiała  się, że nagle zrobiła   się z niej "wydmuszka"- zupełnie jakby ktoś napompował  ją powietrzem. Poza tym  mały lokator nie lubił gdy Teresa  siedziała a do tego była pochylona  do przodu. To dziecko to chyba trenuje w moim brzuchu pływanie  kraulem- narzekała. Najbardziej  mu przeszkadza gdy jem i nachylam  się nad  talerzem. Najwyraźniej to mojemu dziecku odpowiada  moja pozycja horyzontalna i to na  wznak. No i kiedy chodzę. 

Kazik stał się głównym zaopatrzeniowcem dla dziecka- w domu pojawiła  się waga dla niemowląt, wózek wielofunkcyjny, podgrzewacz  pokarmu, wytworny zestaw butelek i smoczków, łóżeczko, które można było zamieniać w kołyskę, współczesny becik z usztywnionymi "pleckami", stos  pampersów dla noworodków. 

W firmie każdy , kto wracał z delegacji uważał za punkt honoru przywiezienie "czegoś" dla maleństwa- oczywiście  czegoś takiego, czego w kraju ojczystym nie było. Wózek już  był zamówiony, fotelik  samochodowy również. Franek przywiózł z którejś podróży leżaczek do wanienki i hamak dla  maleństwa. Hamak miał wkładkę usztywniającą , żeby  zabezpieczyć kręgosłup dziecięcia.  I każdy mówił, że wizyta w  sklepie z dziecięcymi akcesoriami to istna frajda. 

Nie da  się ukryć, że jak na młodą matkę to Teresa była  "starawa," bo wg krajowych kryteriów większość pań w wieku Teresy to miała już dzieci kilkuletnie, niektóre już w wieku wczesno-szkolnym. Teresa ubierała  się teraz w spodnie, które  miały wycięty otwór na  brzuszek i ta wycięta dziura była  zakryta elastilem. Do tego  miała  kilka  tuniczek, które były marszczone pod biustem i sięgały długością do połowy ud. I, jak twierdziły wszystkie panie, wcale nie było widać, że Teresa jest w odmiennym stanie. Ten model Teresa odwzorowała z jakiegoś angielskiego modowego czasopisma. Kazik razem  z tatą  zmusili Teresę do zakupu obszerniejszego ciepłego płaszcza i noszenia go zamiast nieśmiertelnych kurtek. Ulubione kozaczki na  szpilce też zostały odstawione - na polecenie lekarza. Za każdym nowym wyrzeczeniem się ulubionych wzorów Teresa powtarzała  sobie  w myśli - "NIGDY WIĘCEJ!"

W dalszym ciągu każda myśl o porodzie napawała  ją przerażeniem. Odbiło mi kompletnie, że  się zdecydowałam na ciążę - ja się nie nadaję na matkę dzieciom - mówiła do Aliny. No to po cholerę się zdecydowałaś? - zapytała  całkiem  trzeźwo Alina. No bo wiedziałam, że Kazik bardzo chce byśmy mieli  dziecko. Poza tym to jakby już ostatni dzwonek - każdy rok do przodu  to mogą być różne komplikacje i z ciążą i z porodem. I pomyśl o tym Aluniu, bo jesteśmy z tego samego rocznika. No właśnie, zauważyłam to - zaśmiała  się Alina.  Tak prawdę mówiąc, to pierwszy raz  widzę cię tak zakochaną- Kazik przesłonił ci cały świat. Masz rację, w pewnym sensie nadrabiam na tempo czas stracony przy Roberciku. Oboje  z Kazikiem zmarnowaliśmy mnóstwo czasu - on przy alkoholiczce, ja przy dziwkarzu. Kochaliśmy  się wzajemnie nie zdając sobie z tego sprawy i nazywając to przyjaźnią. Para idiotów. No ale w końcu jesteście razem i to  chyba najważniejsze- podsumowała Alina. 

Wiesz Aluniu, on chce koniecznie być przy porodzie, a ja się zastanawiam, czy to ma sens. Nie sądzę bym rodząc wyglądała  ponętnie. Boję  się, że jego obecność przy porodzie nie  wpłynie dobrze na  nasz związek. Alina popatrzyła na  nią jak na wariatkę i powiedziała - gdybyś nie była w ciąży to bym ci chyba przyłożyła- gadasz jak pomylona. Uważam, że obecność Kazika wyjdzie ci na dobre- ty obolała i zajęta  rodzeniem możesz  kilka spraw, które będą się działy przeoczyć, a tak to Kazik wszystkiego dopilnuje. Pokazywał Krystianowi jaką kupił lekturę i znając go to będzie  wszystkiego pilnował, by było zgodne z procedurami i podręcznikiem. Pamiętaj, że on ma licencję pilota, a cechą pilota jest dokładność i przytomność umysłu w trudnych chwilach. 

Krystian też się nastawia na ojcostwo, na udział w porodzie i jestem dziwnie pewne, że każdą wolną chwilę będzie  spędzał z dzieckiem. Wiesz, na tym naszym poślubnym wyjeździe to on w nocy pisał bo był w trakcie prowadzenia ważnej sprawy.Obudziłam się, zobaczyłam, że siedzi przy stole i pisze, więc wstałam i nakryłam go dwoma kocami, jednym owinęłam mu nogi, drugi narzuciłam jak pelerynę, pocałowałam i położyłam się z powrotem.Dowiedziałam  się, że jestem  cudowna i że on mnie ogromnie przeprasza, ale musi to napisać.

No wiem, Kazik mi mówił, że on na pewno, gdy tylko zaśniesz, usiądzie do pisania. Zdaniem Kazika to Krystian jest przyzwyczajony do nieprzespanych nocy, bo studia prawnicze to strasznie  dużo materiału pamięciowego do opanowania. Tyle  tylko, że po iluś latach  te nieprzespane noce z powodu nauki  a potem pracy na pewno zostawią po sobie  ślady w stanie  zdrowia. 

Tesiu, a zamierzacie ochrzcić dziecko? Raczej nie - zastanawiałam się nad  tym, ale jestem zdania ,że kwestia  wiary to wielce indywidualna  sprawa- wolę by każdy gdy już będzie świadomym, dorosłym człowiekiem, wybrał własną ścieżkę - może katolicyzm,  a może protestantyzm,  a może nic. Dorośnie i sobie  sam wybierze- nie chcę by był zmuszony chrztem do obrania takiej a nie innej drogi. Popatrz na nas i na naszych różnych znajomych - wszyscy byliśmy ochrzczeni, tyle  tylko, że nikogo z naszych przyjaciół i dobrych  znajomych nie spotkasz w kościele w niedzielę. My tylko zasilamy liczbowo ilość katolików, bo nas w niemowlęctwie ochrzczono. 

Ani wy,  ani my nie braliśmy ślubu kościelnego i nie będziemy chrzcić dziecka. Co prawda dziwi mnie, że przez  tyle lat nie wykształciła  się jakaś  świecka uroczystość nadania dziecku imienia. Chyba zdajesz sobie  sprawę, że to nie my obchodzimy swoje imieniny - to jest dzień naszej patronki, której imię nam nadano. No więc ja od lat obchodzę urodziny- to wszak był dla mnie ważny dzień - w ten dzień, tej doby złapałam pierwszy samodzielny oddech, zaczęłam żyć poza organizmem matki.

Kwestia porodu nadal dręczyła nieco Teresę. Powiedziała Kazikowi, że zastanawia się, czy on ma być przy niej w trakcie porodu, bo ona gdy jest wystraszona, zdenerwowana to jest straszliwie niemiła a tu na dodatek cały proces porodu mało estetyczny jest. Kazik przytulił ją i powiedział- widziałem cię, jeszcze nim się w tobie zakochałem, w wielu dziwnych sytuacjach - zapłakaną, chorą, wymiotującą, rozczochraną, wściekłą, przerażoną i jakimś cudem, chociaż widziałem cię w takich nieco niemiłych sytuacjach, to się w tobie  zakochałem i przez pięć lat zwalczania tego uczucia nie odkochałem się w tobie. 

A teraz będziesz w trudzie rodzić nasze dziecko,twój i mój produkt. Chcę być w tym trudnym momencie przy tobie a nie siedzieć pod drzwiami i obgryzać paznokcie czekając aż urodzisz. Będę ci pomagał na tyle, ile mogę jako laik ci pomóc. Rozmawiałem z lekarzem, jest  twoje zdjęcie rtg i nie ma przeciwwskazań byś mogła rodzić w znieczuleniu. Nie jest to może miłe, bo czucia jako takiego nie tracisz, ale nie będziesz odczuwała bólu. I nie będziesz rodziła w wieloosobowej sali, w której nawet parawany płócienne nie zawsze są zasunięte ale we własnym pokoju przystosowanym do porodu, możesz słuchać  muzyki, możesz nawet na komputerze oglądnąć jakiś film. 

Będziemy tam ze trzy lub cztery doby gdy już urodzisz no i będziemy razem z dzieckiem. Nikt nam dziecka nie zabierze na jakąś salę noworodków. Od drugiej połowy listopada będziemy jeździć co tydzień na USG. Według obliczeń twojego lekarza dziecko  nie będzie wielkie w sensie wagi, na jego oko to pewnie będzie ważyło nieco ponad trzy kilogramy, ale on obstawia równe trzy kilogramy. Jeżeli okaże się, że dzieciak uparty i źle się ustawił, lekarz powiedział, że wtedy pod tym znieczuleniem jak do porodu zrobią ci  cięcie cesarskie, w dole brzucha, tak zwane cięcie "bikini", czyli takie by było ukryte pod majtusiami typu bikini. Rozmawiałem też o tym, że twoja mama nie miała pokarmu i ty się wyhodowałaś na zwykłym,krowim mleku. Powiedział, żeby nie wpadać w paranoję, bo teraz  jest mleko dla niemowląt tak modyfikowane, że z powodzeniem zastępuje pokarm naturalny. I łatwe w przyrządzaniu, zalewasz przegotowaną wodą i gotowe. Zaletą jest to, że przynajmniej wiesz ile zjadło. Więc wyluzuj, będę cały czas z tobą. 

A w przyszłym tygodniu będzie już do odebrania wózek i fotelik i umówię się na umocowanie uchwytu do fotelika. Teraz fotelik montuje  się na tylnej kanapie, tyłem do kierunku jazdy, więc musi mieć jakiś specjalny uchwyt. Słuchaj- ja cię naprawdę kocham! I to zupełnie niezależnie od tego jak wyglądasz.

A poza tym kolega przyniesie mi fajny katalog wysyłkowy z akcesoriami dla niemowlaków i małych dzieci- wiek 0 do 3 lat. I podobno są tak piękne te dziecięce rzeczy, że aż wszystkich zatyka z wrażenia.

                                                                      c.d.n.


piątek, 16 grudnia 2022

Lek na wszystko? -27

 Teresa wzięła tydzień urlopu - głównie dlatego, że chciała Kazikowi towarzyszyć w trakcie jego  wyjazdu służbowego do "braci Czechów". Zastępować miała  ją owa przyuczana na jej zastępstwo osoba. Personel Teresy był przerażony - "ta  nowa" jakoś nie przypadła im  do gustu, ale Teresa pomyślała, że będzie to dobry sprawdzian jej umiejętności. Przed urlopem porozmawiała ze swym dotychczasowym personelem, mówiąc, że ona gdy pójdzie na urlop macierzyński to potem i tak nie wróci, bo weźmie trzyletni urlop wychowawczy. Nie ma żadnej babci, która by siedziała  z dzieckiem  w domu a nie ma zamiaru hodować  dziecka  w żłobku - zresztą na jej osiedlu jest jeden żłobek  i to przepełniony. Poza tym jak się  zsumuje pensje jej i jej męża to im nie przysługuje miejsce dla  dziecka w państwowym żłobku, a najbliższy prywatny jest w dość oddalonej od  domu dzielnicy. Pani kadrowa, chociaż miała  z tego powodu "ból głowy" na linii prywatnej dobrze Teresę rozumiała. Swej zastępczyni Teresa powiedziała, by ilekroć nie jest pewna co ma  w danej chwili zrobić z dokumentami to telefonowała do "ich opiekunki", której podlegała ich  firma w "wiadomym resorcie"- będzie miała  wtedy poradę z dobrego źródła. Na zakończenie poinformowała, że nie będzie odbierała żadnych  telefonów bo nie będzie jej w Polsce. 

Tydzień spędzony w Pradze  bardzo  się Teresie podobał. Pragę przybliżała jej żona  jednego z inżynierów, z grupy  współpracującej z instytutem , w którym pracował Kazik. Żeby  było zabawniej panie najczęściej rozmawiały w języku  angielskim. Czterdziestoletnia Karolina miała dziesięcioletnią córeczkę i była na etapie podjęcia decyzji czy ma  się zgodzić na  drugie dziecko, bo córeczka marzyła o rodzeństwie, a mąż....o synu. No popatrz Tesa, jaki on głupi - przecież nie ma jak zaprogramować płci dziecka - równie dobrze mogę urodzić drugą córkę. No i jakoś nie mogę  sobie  wyobrazić siebie teraz  w ciąży. Powiedziałam, że możemy co najwyżej adoptować jakiegoś chłopczyka z Domu Dziecka, ale on się na to nie zgadza, bo nie wiadomo tak naprawdę kim byli jego rodzice. To często są dzieci spłodzone w pijanym widzie, dzieci ludzi z tak zwanego "marginesu społecznego". Teoretycznie wszystkie, które są zakwalifikowane  do adopcji nie mają żadnych obciążeń zdrowotnych, ale kto nam zagwarantuje, że tak jest naprawdę?  A wy? poprzestaniecie na jednym  dziecku?  

Teresa wzruszyła  ramionami - na razie mamy na głowie tylko to co teraz- panicznie boję się porodu, ale nadrabiam miną. Ciążę znoszę świetnie ale nikt nie jest w stanie przewidzieć jak przebiegnie poród. Lekarz mówi, że nie będzie to duży chłopak, raczej chudzina. Zresztą tak naprawdę ani Kazik ani ja nie należymy do atletów. Kazik jest bardzo szczupły, chociaż silny, zdrowy i wciąż mógłby latać. Co roku przechodzi śpiewająco wszystkie badania. Ale się bardzo cieszę, że nie lata, za każdym  jego lotem umierałabym ze strachu o niego. W ogóle jestem chyba  za bardzo do niego przywiązana, jest dla mnie całym światem. 

Mój uwielbiany przeze mnie tata spadł w rankingu na drugie miejsce. No ale na otarcie łez tata usynowił w stu procentach Kazika, to jego ukochany  "syneczek", a brat Kazika to prawie syneczek. Zresztą naprawdę z niego fajny facet, pięć lat młodszy od Kazika i niedawno się ożenił i to z moją przyjaciółką, z którą chodziłam razem do liceum. A twoja mama? Mama - mama umarła na serce-ukrywała przed nami fakt, że jej serce nie funkcjonuje jak należy, w końcu wylądowała  w szpitalu, operacja się nawet udała, wróciła do domu i w kilka miesięcy później umarła. No i od tej pory chucham i dmucham na tatę, regularnie wysyłam na badania, sprawdzam co je, włączam go do naszego życia i to daje dobre rezultaty. Wzmocnił się psychicznie, zwłaszcza gdy wyszłam za mąż za Kazika. Bo Kazik to mój drugi mąż - z pierwszym się rozwiodłam. A mojego pierwszego męża to mój tata bardzo nie lubił.

A kiedy masz rozwiązanie? Teresa roześmiała się - jakoś tak w Boże Narodzenie, albo na Nowy Rok. Ja to bym wolała dziewczynkę, ale Kazik zachwycony, bo to chłopczyk - ponoć. Przekonamy się gdy się już urodzi. Karolina dała jeszcze Teresie kilka rad odnośnie postępowania ze swym  ciałem przed porodem, razem odwiedziły sklep z konfekcją i akcesoriami dla  maluszków i po dniu spędzonym z Karoliną Teresa miała wrażenie, że znają  się co najmniej od  szkoły średniej. 

Popołudnie spędzili w czwórkę w domu Karoliny i Sławka - ich córeczka została "odstawiona" do babci, która  mieszkała dwie ulice  dalej. Sławek twierdził, że mogliby  się razem wybrać latem na Słowację. Bo dziecko Kazika i Teresy już będzie miało pół roku, będzie na pokarmie albo matczynym albo zastępczym więc nie będzie problemu z jego wyżywieniem, a oni od lat wynajmują na Słowacji na całe lato domek jednopiętrowy w miejscowości letniskowej, rzut beretem od Tatr Wysokich. Dom jest z ogrodem, więc dziecko będzie  mogło spać w  dzień na powietrzu. Kazik bardzo się do tego projektu zapalił i powiedział, że jeśli będą mieli dwa pokoje, to wezmą ze sobą tatę. Będziecie mieć nawet trzy pokoje, bo was damy na parter, żeby dziecka nie taszczyć po schodach. Kuchnia jest na poziomie 0, czyli piwnicznym i jest oczywiście wspólna- duża i można  w niej spokojnie w sześć osób jeść. A obiady można jeść w pobliskiej małej restauracyjce - zawsze są świeże i co najważniejsze- smaczne. Tłumów też tam nie ma, bo jednak do gór trzeba dojechać- samochodem lub autobusem.

Gdy wrócili do hotelu to Kazik powiedział: śmiać mi  się chciało, bo Sławek ma nadzieję, że uda mu  się po tym wspólnym pobycie namówić Karolinę na drugie  dziecko, a Karolina ma  zapewne nadzieję, że obecność dziecka zahamuje zapędy Sławka i małej na drugie  dziecko. Ale przyznasz, że oni są bardzo fajni oboje - skonstatowała Teresa. Nooo, tak. Dotychczas nie  znałem bliżej Karoliny, teraz jako poważny żonaty i  "dzieciaty" niedługo  facet dostąpiłem  zaszczytu poznania drugiej połówki Sławka. Oni na tę Słowację jeżdżą i latem i  zimą i mam wrażenie, że ten domek jest ich własny, tylko się tym przezornie nie chwalą. A zresztą może i go wynajmują - mało mnie to obchodzi. Tu jest znacznie taniej niż w naszym Zakopanem, a mniej ludzi. A Słowacy są bardzo fajnymi ludźmi. Wiesz kochanie - po raz pierwszy podoba  mi się wyjazd w delegację. Będę jeździł tylko w takie, na które mogę bez problemu zabrać ciebie. Ziku - zapominasz, że już nie będziemy sami - będzie jeszcze "ten trzeci." No fakt, ale na wszystko można znaleźć odpowiednie rozwiązanie - pocieszył głównie  siebie Kazik.

Gdy Teresa wróciła z urlopu okazało się, że kandydatka na kierowniczkę działu...złożyła wypowiedzenie. Stwierdziła, że ona w "domu wariatów" nie ma zamiaru pracować, nie chce skończyć w zakładzie psychiatrycznym. To jest chore, żeby nawet nie było czasu na zjedzenie w spokoju drugiego śniadania. Ona się do takiej pracy nie nadaje. Gdy to mówiła personel uśmiechał się dyskretnie i Teresa nabrała podejrzeń, że to podjęcia takiej decyzji przyczynił się personel, który bardzo jej nie lubił. A personel bez trudu mógł i bez "podpadnięcia" każdemu obrzydzić życie.

Jak się później okazało, to nie tylko personel zniechęcił "nową"- współpraca na linii dział, różne biura  linii lotniczych polskich i "obcych" też się do tego przyczyniła, bo nowa jakoś nie mogła pojąć, że to ona jest petentką, a nie wszelakie linie lotnicze. Branżyści  też narzekali, że niemiła, zadufana w sobie i nie potrafiła znaleźć połączeń i zapomniała dwa razy o banku i dwa wyjazdy nie doszły do skutku, bo......nie było dewiz. Dokładnie o wszystkich niedoróbach "nowej" opowiedział Teresie Franek. Po prostu "nowa" nie szanowała  branżystów, których praca, jakby na to nie spojrzeć, utrzymywała  przy istnieniu całą firmę. Teresa słuchała tego w trakcie picia czekolady (gorzkiej) u Wedla i omal się nie udusiła z hamowanego śmiechu. Franek powiedział, że gdyby ona nie złożyła sama wymówienia to oni złożyliby na nią oficjalną skargę do dyrekcji. Wszyscy wiedzą, że Teresa jest w ciąży i że musi być ktoś na jej miejsce, no ale nie takie indywiduum jak ta.  

No ale naprawdę nie wrócę po porodzie i ustawowym urlopie macierzyńskim do pracy - uświadom to wszystkim w swoim dziale. Może ktoś ma kogoś chętnego do takiej wariackiej pracy. Tu naprawdę nie trzeba nikogo genialnego, wystarczy znajomość języka polskiego i wbicia  sobie  do łba mniej niż dziesięciu przepisów. I potrzeba sporo empatii, by wysyłać bezboleśnie te rodziny do mężów, tatusiów, mamuś, mając na uwadze, że sporo tych rodzin jedzie po raz pierwszy w świat, że pierwszy raz polecą samolotem, że będą się przesiadać na inny samolot w obcym kraju często nie znając żadnego obcego języka. I trzeba też pamiętać, że samoloty nie są z gumy, nie rozciągną się i nie wynika to ze złośliwości dziewczyn pracujących  w różnych liniach lotniczych. 

Dopiero teraz Teresa zauważyła, że całe to jej "przemówienie" Franek nagrał na dyktafon. No wiesz- to było poniżej pasa, nagrałeś mnie po kryjomu, nie powinieneś.  Nie złość się, dzięki temu wyszło to super i dam tylko w swoim dziale do odsłuchania. Ja zapewne nie powiedziałbym tego tak jasno i składnie. Od razu wiadomo kogo szukać. No dobra, niech będzie, ale proszę - nie rób tego więcej. Pomyślałam,że może któraś  ze sekretarek działów mogłaby się nadawać. O tyle  dobrze, że one już znają nieco realia pracy tutaj,  a nie będą musiały pisać pism do kontrahentów. Ale one wszystkie mają nadzieję, że po jakimś czasie będą wysłane do kraju, gdzie mamy sporo specjalistów. Pracuję tu już dość długo, ale jak na razie to nigdzie nie mamy tylu specjalistów by opłacało się utworzenie tam biura i zatrudnienie sekretarki.

Personel po powrocie Teresy funkcjonował niczym szwajcarski zegarek. Nagle im rozum przebił się przez dotychczasową kołowaciznę - jak to określiła Teresa.W trakcie  drugiego śniadania zapytała  się, czy któraś z nich czuje  się na  siłach by zostać w tym dziale jego kierowniczką, gdy ona pójdzie na urlop macierzyński. Bo to byłoby w pełni logiczne. Niech one  się z tym tematem "prześpią", niech się razem poza Teresą naradzą i wtedy Teresa zacznie jedną z nich szkolić tak,  by ogarniała bez trudu całość. Zdaniem Teresy takie  rozwiązanie byłoby najlepsze - nie dostałyby osoby obcej, co też ma znaczenie. I niech nie odpowiadają na jej pytanie  dziś, ale dopiero za dwa dni, czyli w piątek. Szefowo, a pani naprawdę jest w ciąży?- zapytała któraś. Bo nadal nic nie widać. Naprawdę-odpowiedziała. A nie widać, bo mam pojemną miednicę, a dziecko nie jest duże i jakoś się wciąż jeszcze mieści. Ja już sześć kilo przybrałam na  wadze, biust mi urósł, musiałam sobie nowy stanik zafundować, co nie było proste, bo mam mały obwód pod  biustem. Taki feler i robiłam go u gorseciarki, na  zamówienie. Drogi, jakby był ze złota.

W piątek przy drugim śniadaniu (drzwi były przezornie zamknięte na klucz) Teresa  zapytała czy i co dziewczyny wymyśliły. My wybrałyśmy Krystynę, bo ona tu pracuje tyle samo czasu jak pani. Nooo, to bardzo dobra kandydatura. Krysiu, a co ty na to? Krysia  chwilę milczała, a wszystkie  wpatrywały się w nią uważnie. Nooo - odezwała  się wreszcie- chyba bym sobie z tym fantem poradziła. Ale bardzo dużo zależy od  dziewczyn, czy naprawdę będą mi w tym pomagać czy stawać okoniem. I wtedy trzeba by jeszcze jedną przyjąć do działu, żeby było nas tyle, ile jest teraz.  Więc  mogę zgłosić pani kadrowej, że mam kandydatkę na moje miejsce? - zapytała jeszcze Teresa. Tak, tak, pokiwały zgodnie głowami. No to świetnie, zaraz uraduję panią kadrową - powiedziała Teresa i wstała od biurka. Idę do kadrowej, możecie już równo o 11,00 przekręcić klucz w drzwiach.Kadrowa była wyraźnie ucieszona z takiego rozwiązania. Zawsze lepiej, gdy awansuje ktoś, kogo się zna niż gdy "przyjdzie  nowa miotła" - stwierdziła.

                                                             c.d.n.

                   



czwartek, 15 grudnia 2022

Lek na wszystko?- 26

W połowie maja ojciec Franka sprowadził  się do niego na stałe i  z tej okazji Franek zrobił niewielkie  spotkanie - zaprosił obu braci  z  żonami i ojca Teresy. Zaproszenie ojca Teresy  było pomysłem Krystiana, jako że obaj panowie byli w zbliżonym  wieku, obaj samotni, bo jeden wdowiec a drugi według prawa nie  rozwiedziony, ale porzucony przez  żonę, więc może się jakoś zaprzyjaźnią z czasem. 

To był całkiem dobry pomysł, obaj chodzili po domu Franka i wspominali, że jednak dawniej to były prawdziwe meble, z prawdziwego, dobrego gatunkowo drewna i proszę.... to było opłacalne, bo takie  meble były i ładne i trwałe. Ojciec Franka stwierdził, że do takiej posiadłości to przydałby  się duży pies, dobrze  wytresowany- "bo jednak, proszę pana, jest naprawdę dobry  stróż i przyjaciel domu". No ale to jednak jest kłopot - zauważył tata Teresy - to powinien być pies hodowany w domu od  szczeniaka, no a nim się ten szczeniak wyhoduje na dobrego psa stróżującego to miną dwa lata. A szczeniak to kłopotliwy bywa, więc może jednak obędzie  się bez psa. 

Alina i Krystian szykowali się do ślubu, który miał być za tydzień. Pod wpływem Teresy Alina odstąpiła od pomysłu zrobienia jakiegoś przyjęcia dla znajomych, zresztą prosto ze  ślubu mieli pojechać do Sandomierza, bo Kazik zarezerwował i opłacił dla nich ten sam hotel, w którym był z Teresą, ale nie cały  tydzień, bo Krystian prowadził pewną sprawę i musiał szybko wracać do pracy. Jak sam powiedział, to najmądrzej  byłoby gdyby wcale nie jechali. Oczywiście obaj ojcowie stwierdzili, że nastały czasy niemal barbarzyńskie, bowiem wszystko się dzieje w biegu. 

Wszyscy, oprócz Kazika przyglądali  się Teresie, która nadal nie  wyglądała na ciężarną. Słuchajcie, do grudnia jeszcze  daleko, a nie obżeram się, bo nie mam takiego nawyku, więc  nie tyję. Ważę trochę więcej ale sporo chodzę by nabrać kondycji, więc nie tyję. Najważniejsze dla mnie jest  to, że nie mam żadnych mdłości porannych. 

Alina  z kolei dziwiła  się, że Teresa nie  szaleje z zakupami dla  dziecka. Alinko- tłumaczyła Teresa- dziecko to nie lalka Barbie czy też Ken i nie musi mieć sterty ubranek. Poza tym dziecko szybko rośnie, zobacz sama w sklepach z ciuszkami dla niemowląt- praktycznie co miesiąc trzeba kupować nowy rozmiar. Nie chcę wpaść w pułapkę zakupów dla dziecka. 

Teraz nikt w cywilizowanych krajach nie kąpie dziecka codziennie - dziecko jest kąpane raz na tydzień. Pupę ma mytą przy każdej zmianie pampersa, buzię i łapiny przecierasz  w  razie potrzeby myjką. Takie ociupeństwo nie  brudzi się tak jak dziecko, które już samo chodzi, a do tego jest niepilnowane. Ja mam zamiar hodować dziecko wg norm krajów cywilizowanych, a nie  wg norm polskich. Rozmawiałam z Frankiem i stwierdził, żebym zrobiła  mu  spis za czym ma się rozejrzeć, jeżeli będę miała problem z kupnem tego co chcę dla  dziecka. I, zapewniam cię, że nie będę ubierała dzieciaka w niebieskie szmatki. Teraz jest coraz  więcej sklepów z zagranicznymi rzeczami dla maluszków. Na pewno zainwestujemy w wózek z importu, taki kombajn - jedno podwozie i dwa różne nadwozia. I w fotelik samochodowy- wpierw taki do roku, potem w drugi, dla starszego dziecka. I to wszystko będzie odłożone dla waszego dziecka, jeśli się na  dziecko zdecydujecie. I pamiętaj, że posiadanie  dziecka to nie jest obowiązek, to wybór i nikomu nic do waszego indywidualnego  wyboru. Uważam, że do wszystkiego trzeba dojrzeć - zarówno do wyjścia  za mąż a już obowiązkowo trzeba  dobrze przemyśleć kwestię posiadania dziecka. Bo to jednak jest poważne uziemienie i konieczna jest zmiana priorytetów. Jedno jest pewne - od najwcześniejszych rozumnych dni dziecka wbiję mu do łepetynki, że tatuś jest wspaniały. Zresztą nie  da się ukryć, że jest. Popatrz, mój tata też w nim zakochany, nie tylko ja.

Na razie zastanawiam się, który pokój będzie dla dziecka. Na pewno do  roku będzie  spało w naszej sypialni.Trochę mnie przeraża karmienie piersią, ale powinnam rok tak karmić. Podobno wtedy lepiej się rozwija  mózg  dziecka.  Być może, że tak nawet jest, ale jeśli mamuśka durnowata to podejrzewam, że jej pokarm nie na  wiele  się  zda. Inteligencję dziecko dziedziczy po matce. Wady  wzroku po dziadkach. Strasznie ciekawa jest genetyka. Pewne wady powtarzają się w każdej rodzinie. Tyle tylko, że nikt mi nie zagwarantuje, że będę miała pokarm. Ja się wychowałam na butelce i krowim mleku, mama nie miała pokarmu, choć podobno bardzo się starała. Teraz jest  mleko dla niemowląt dużo lepsze niż kiedyś było, a jednak się na tamtym gorszym, krowim wyhodowałam. I może być tak, że ja też będę miała z tym problem, który na  szczęście jest do rozwiązania. 

Alinko,  a w czym masz zamiar stanąć przed panem urzędnikiem USC? Alina zamyśliła się. Najchętniej poszłabym w garsonce - mam letnią garsonkę w malinowym kolorze. Tylko nie mam do niej szpilek, no chyba, że założę białe i wezmę małą białą torebkę, taką na pasku, żeby  mieć wolne ręce. I mam fajny, biały naszyjnik.  No jasne, nie ma sensu wydawać forsy na te 15 minut w urzędzie - stwierdziła Teresa. Zerowa  uroczystość. 

Wiesz  co Aluniu? udali się nam  ci bracia! Tak z ręką na sercu to powinnam  Robercikowi dziękować pięć  razy  dziennie  za to, że mnie zdradził i że  wszystko się wydało. Niech mu się dobrze ułoży  życie  z inną. A on wie, że wyszłaś za mąż za Kazika?- spytała  Alina.  Podejrzewam, że to jeszcze do niego nie dotarło, nie mam pojęcia. Pokasowałam w telefonie  numery wszystkich wspólnych, a właściwie  jego  znajomych, łącznie z numerem byłej teściowej i teraz nie odbieram telefonów poza tymi, które mam wpisane w wykaz. Ale znając gada wiem, że gdyby wiedział to by mi to publicznie wykrzyczał, na przykład przychodząc do mnie do pracy. Mam nadzieję, że go w Polsce nie ma. Był zameldowany w moim mieszkaniu tylko na pobyt czasowy i został wymeldowany przez tatę, bo tata jest właścicielem tamtego mieszkania. A w pracy, jeśli do mnie zadzwoni i poprosi mnie panieńskim nazwiskiem, to mu powiedzą, że taka osoba już tu nie pracuje. Za to mój personel jest zachwycony urodą Zika. Już cała firma i okolice wiedzą, że mam baaardzo przystojnego męża. 

No bo ładne te nasze chłopaki - stwierdziła Alina. No, ładne, a do tego mądre i porządne. Chcę byśmy wychowali dziecko tak jak oni byli wychowani. A nie wpadło ci do głowy, że my też byłyśmy tak porządnie jak i oni wychowane?- spytała Alina. I dlatego jest nam  z nimi dobrze. Bo nie byłyśmy wychowywane bezstresowo. Wielu rzeczy nam nie było wolno robić, mówić, oglądać i czytać. Zawsze był ten filtr rodzicielski.

Alina rozglądała się po swoim dawnym domu i powiedziała Teresie, że wcale a wcale nie żałuje, że tu już nie mieszka. I że bardzo lubi mieszkanie Krystiana. I po ślubie zaczną się rozglądać za większym mieszkaniem, najlepiej bliżej mieszkania Teresy i Kazika. Po prostu najlepiej, gdyby było takie jak ich, albo przynajmniej cztery pokoje. Mają pieniądze z tej dopłaty Franka do domu Aliny. Co prawda Kris twierdzi, że to są tylko i  wyłącznie pieniądze Aliny, ale mu z trudem w końcu  wytłumaczyła, że tylko wtedy by tak  było, gdyby była rozdzielność majątkowa, a ona się na takie rozwiązanie nie zgadza. Więc zaczną studiować ogłoszenia i wywieszą takowe w kilku miejscach na osiedlu. Może komuś być bardziej potrzebna  gotówka niż cztery  lub pięć  pokoi i się przeprowadzi do trzech pokoi. Bo czynsze  wciąż idą  w górę. Poza tym sporo ludzi wyjeżdża z Polski i na początek potrzebują gotówki, a ona tę gotówkę ma w dewizach.

Świadkami na ślubie Aliny i Krystiana byli oczywiście Teresa i Kazik. Ponieważ ślub był o godzinie trzynastej, zaraz po nim pojechali na wspólny obiad do Kuźni Wilanowskiej, gdzie Teresa , w sekrecie przed  nowożeńcami zarezerwowała obiad. W charakterze gości na ślubie był tata Teresy i Franek. Franek  był zachwycony wyglądem Aliny i po cichu powiedział do Teresy, że szkoda, że to nie on "ratował" Alinę gdy  nie  mogła  dojechać do Warszawy.  Teresa ucięła dyskusję stwierdzeniem, że nie zbadane  są koleje losu i  że widocznie z jakiegoś powodu tak właśnie miało być i jest jak jest. Zaraz po obiedzie nowożeńcy pojechali w mini podróż poślubną do Sandomierza. Pan młody miał ze sobą plik papierów, które postanowił przejrzeć w tak zwanym "międzyczasie". 

No ciekawe kiedy on znajdzie ten "międzyczas"- zastanawiała  się na głos Teresa gdy już wrócili z obiadu do domu. Znajdzie, znajdzie - zapewniał ją Kazik. Gdy tylko Alina  zaśnie to on będzie te notatki przeglądać i nieco popracuje. To istny tytan pracy. Nie wiem czy w okresie studiów miał chociaż jedną całą noc przespaną. Na prawie jest koszmarna ilość materiału do opanowania pamięciowego. To nie jest tak jak na technicznych, że jeśli coś naprawdę  zrozumiałaś to resztę logicznie wydedukujesz w oparciu o to co już pojęłaś. Że już pominę milczeniem ten język. Nic dziwnego, że potem każdy z nich może godzinę gadać jak nakręcony. Zawsze mu dokuczałem, że on sobie  zagląda do mózgu i przypomina sobie na której stronie to widział i potem trzepie z pamięci kilkanaście  stron.  On ma naprawdę świetnie wyćwiczoną pamięć. 

Od momentu, gdy okazało się, że Teresa jest w ciąży, stała  się obiektem ciągłej obserwacji i troski swego zakochanego w niej po czubek  włosów  męża. Szczególnej obserwacji podlegał "schowek na  dziecko", czyli jej brzuch. Był codziennie dokładnie  wycałowywany i głaskany rano i  wieczorem, ponadto osobiście przez Kazika smarowany mazidłem przeciwko rozstępom. Z dodatkowych "atrakcji" brzuszek Teresy musiał wysłuchiwać jak bardzo Kazik  kocha "ociupeństwo", które tam zamieszkało i jego mamusię. Teresa  się  śmiała, że Kazik więcej  dba o jej brzuch niż o  samochód. Ale  z drugiej  strony bardzo ją ta troska rozczulała i wciąż na  nowo utwierdzała w przekonaniu, że tym razem prawidłowo ulokowała swoje uczucia i że Kazik jest najwspanialszym facetem pod Słońcem. Jej zdanie w tym temacie podzielał też jej ojciec, który szybko pokochał Kazika  niczym  własne  dziecko. A Kazik bardzo szybko poczuł się jego synem. Kazik, gdy tylko podjęli decyzję, że chcą  mieć  dziecko, kupił sporo książek na temat ciąży i porodu oraz pielęgnacji dziecka oraz...pracę zbiorową amerykańskich lekarzy-pediatrów (tłumaczoną na język polski przez polskich pediatrów). Książka była wielkości formatki A-4, jej grubość wynosiła sześć centymetrów i bardzo dokładnie opisywała wszystkie aspekty życia i  zdrowia  dziecka od momentu narodzin do okresu "nastu" lat. Była też świetna i pod  tym  względem, że podawała tak  zwane rozpoznania  różnicowe chorób dziecięcych, bo wiele chorób miało wstępne objawy prawie identyczne i tu były podane te bardzo drobne różnice. Z początku Teresa  się śmiała, że kupił sobie "modlitewnik", ale gdy dokładniej ją przejrzała- stwierdziła, że ma bardzo mądrego i kochanego męża i razem  z nim chłonęła mądrości z tej książki. Jeden z kolegów w pracy Kazika, który już miał od kilku lat  dziecko polecił mu i dał "namiary" na dobrego pediatrę, który (jego zdaniem) nie  miał łba zakutego stereotypami i wiedział co się  dzieje  w światowej  pediatrii. Teresa się śmiała, że jeszcze  trochę a całe miasto będzie się interesowało jej ciążą, porodem a potem  dzieckiem. Ale nie da  się ukryć, że chociaż wydawałoby  się to niemożliwe, jeszcze bardziej pokochała swego zakochanego we własnej  żonie męża.

Któregoś dnia powiedziała do Kazika - wyczytałam, że mamy w mieście już i prywatne kliniki położnicze. Tata powiedział, że pokryje koszty mojego porodu i pobytu w takiej klinice- będziesz mógł być przy narodzinach naszego dziecka, o ile oczywiście  nie przeraża cię widok krwi i widok rozmamłanej, spoconej, rozczochranej i klnącej lub płaczącej własnej żony. Zatelefonuję dziś do swojego ginekologa i zapytam się go którą z tych prywatnych klinik poleca.  Słoneczko kochane, przecież nie ma potrzeby angażowania funduszy taty- w końcu po coś pracowałem kilka lat na Zachodzie i mam fundusze na to, by je wydać w "słusznej  sprawie." Kupno tego mieszkania nie uszczupliło ich, bo mieliśmy z Krystianem spadek po rodzicach- nie tylko ich mieszkanie ale i dwie działki pod Warszawą, które obaj z wielką radością sprzedaliśmy- ani Krystian ani ja nie mamy zacięcia do działek i hodowli roślin. Z trudem odróżniamy dęby od kasztanów. Umów nas na rozmowę z tym swoim lekarzem - nawet go lubię, chociaż ogląda to co nikt poza mną, będąc facetem, nie powinien oglądać. Wybaczam mu, to jednak lekarz, a nie zwykły facet.

                                                                           c.d.n.


 

 


 

wtorek, 13 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 25

 W kwietniu  Teresa zaczęła podejrzewać, że chyba mają problem "ze zmajstrowaniem dziecka" i wybrała  się do swego lekarza. Nim ją zbadał to powiedział, że to zbyt krótki okres, by mieli wpadać  w panikę- zaczyna się szukać przyczyny dopiero po dwóch latach stałego "starania  się o  dziecko", więc ma się uzbroić w cierpliwość i nie wpadać w histerię. Przejrzał jej zapiski i z uśmiechem powiedział - jak widzę to naprawdę bardzo pracowici  państwo jesteście, dobrze, że wam obojgu taka pracowitość odpowiada. I cały czas się uśmiechał i uważnie przypatrywał Teresie. No chyba zgłupiał, mój doktorek- pomyślała. Wgapia się we mnie jak sroka w gnat. Naprawdę dwa lata?-jęknęła. To pewnie dlatego, że wciąż już bym chciała być w ciąży. Droga pacjentko - to pani organizm głównie ma mieć ochotę na to  dziecko, pani ochota ma niewielkie znaczenie w tym wszystkim. To może powinnam jeszcze porobić jakieś badania?  Bo od dwóch  tygodni ciągle  mi  się chce  spać, może mnie  coś dopada, jakaś infekcja? Pan doktor uśmiechnął się i powiedział- widzę, że cierpliwość nie jest pani główna cechą a żeby stwierdzić, że jest jakaś infekcja to też trzeba mieć więcej objawów niż tylko senność. Jest  wiosna, organizm jest po zimie, nie ma sensu właściwie bez powodu by zlecać jakieś badania. Widzimy się za miesiąc - tu pani zapisałem- i podał jej kartkę z datą następnej wizyty. W domu nawet się nie przyznała Kazikowi, że wybrała  się do lekarza - po co mam go denerwować- pomyślała.

W dwa tygodnie później, gdy nie było o właściwym  czasie okresu pomyślała, że chyba jednak to  ciąża , i ta  senność, która ją prześladowała to pewnie był sam początek. W wyznaczonym terminie pojechała razem z Kazikiem. Już niemal od progu powiedziała- chyba jednak jestem w ciąży. Zapewne, powiedział lekarz - już wtedy to podejrzewałem, ale zaraz sprawdzimy na USG. Oglądając obraz powiedział- nooo, jest premia za pracowitość. Nadal możecie pracować, tylko niezbyt ostro, ciąża nie przeszkadza w pożyciu. Wiele par do samego rozwiązania nie rezygnuje z seksu. Płodowi nic się nie  dzieje, jest dobrze chroniony. Będziemy się spotykać co miesiąc i kontrolować jak  się dziecko sprawuje. Proszę się nie objadać  słodyczami ale nie  wolno się również głodzić. Będziecie mieć prezent od natury pod  choinkę- o ile ją potrzymacie  w domu do Trzech Króli, dziecko to nie pociąg, nie trzyma  się rozkładu jazdy. A tak  w ogóle to jak się pani  czuje - ciągle bym najchętniej spała. Hmmm- zaśmiał się doktor -w ciąży nie jestem a też bym chętnie spał długo i namiętnie.Gdy wyszli z gabinetu Kazik podniósł Teresę mówiąc - nie wierzę, nadal jesteś leciutka i wspaniale, że się nam udało!!! To teraz zajmiemy się myśleniem nad tym co  się nam przyda w domu przy maleństwie. Powiemy dziś wpierw tacie, a potem zadzwonię do Krystiana. Coś czuję, że ślub przyspieszą po tej wiadomości. 

W drodze do siebie wstąpili do taty, który się przeogromnie  wzruszył i ucieszył. Szkoda, że mamy nie ma, byłaby bardzo szczęśliwa! Ciekawe jakiej płci będzie to dzieciątko. Wszystko jedno - powiedział Kazik- będę tak samo kochał, bez  względu na płeć, wszak to moje  dzieło!- w połowie- dodał w kilka  sekund  później. Gdy dotarli do domu Kazik zatelefonował do brata, ten chyba jednak był bardzo zajęty bo nie odebrał telefonu, więc Kazik wysłał mu sms: jesteś wujkiem, dziecko będzie  albo pod choinkę albo na  nowy rok. 

W dwie godziny później Krystian przysłał  pytanie - czy  możemy wpaść do was około siódmej wieczorkiem?  No jasne, nie idziemy  spać o ósmej- odpisał Kazik. Gdy Teresa zaczęła przygotowywać kolację, Kazik powiedział- kochanie, ty się nie przemęczaj, ty mi tylko powiedz co, a  wszystko zrobię.  Ziku, ja jeszcze  nie stoję nad grobem, ja jestem tylko w ciąży i przez te miesiące do rozwiązania mogę wszystko robić. No oprócz dźwigania i gruntownych porządków. Zachowaj zapał i siły na chwilę, gdy będę po porodzie w domu. Tak mówisz a potem sama cichcem pognasz na zakupy. No ale: primo- na ogół na zakupy chodzimy razem a secundo- zawsze gdy idę sama mam swój transportowy mercedes i wjeżdżam windą- tłumaczyła mu Teresa.

Krystian z Aliną przyszli z wielkim bukietem, a właściwie z wielkim koszem kwiatów azalii- ależ one są piękne! - wykrzyknęła Teresa.  Dziewczyny się wyściskały, Alina nawet uroniła nieco łez  z wielkiego wzruszenia, a Krystian  się śmiał, że może  w ramach gratulacji wycałować swą bratową. Gdy byli już po kolacji Alicja powiedziała - a ja mam coś dla  maleństwa - to taki przechodni drobiazg, bardzo stary - znalazłam go w tej skrzynce. Podejrzewam, że i ja  się tym pewnie bawiłam-  teraz to będzie  u was i będzie nadal w naszych rodzinach witać kolejne maleństwa - to jest grzechotka i wyciągnęła z torebki nieduże skórzane etui wyłożone nieco wyblakłym aksamitem w zielonym kolorze. Była to grzechotka wykonana z cienkiej złotej blaszki. Jej  uchwyt był w kształcie rurki, a główka , też  z cienkiej złotej blaszki była ażurowa i miała wewnątrz trzy złote kuleczki,  puste w  środku. W sumie  była lekka, nie  robiła dużego hałasu gdy się nią potrząsnęło i była dopasowana wielkością do rączki maleńkiego dziecka. To bardzo stara  zabawka i chyba wykonał ją mój pradziadek - był złotnikiem. I myślę, że każde maleństwo w naszej rodzinie bawiło się tym drobiazgiem. A teraz opowiadaj- powiedziała. 

No ale  co mam opowiadać, dziecko nawet jeszcze nie ma kształtu dziecka, ot taka fasolka. No to będzie Jaś Fasola- zaśmiała  się Alina. No a powiedz jak  się czujesz- powiedział Krystian-  no nieomal jak  zawsze, ale mam pociąg  do snu- chyba  mogłabym dobę całą spać. Ale nie mam mdłości, jak na razie  nie drażnią mnie jakieś zapachy, nie odczuwam jakiegoś wzmożonego głodu lub apetytu na coś określonego. Z zaleceń to mam po prostu nie zażerać  się słodyczami i nie odchudzać i nie dźwigać. Za to do samego końca  możemy czerpać frajdę z seksu, bo to nie  szkodzi dziecku. Oooo, ucieszył się Krystian-to bardzo cenna wiadomość bo myśl, że miałbym przez kilka miesięcy pościć przerażała mnie.

Tak tylko ci  się wydaje - powiedziała Teresa- jeśli kochasz  żonę i naprawdę chcesz  mieć  dziecko a ciąża jest  zagrożona, to jeśli masz po kolei pod  sufitem to przeżyjesz na pettingu. No fakt, zgodził się Krystian. Jeszcze nie jesteśmy na etapie majstrowania potomstwa.

W poniedziałek Teresa powiedziała kadrowej,że jest w odmiennym stanie.Kadrowa była zmartwiona, ale powiedziała,że się cieszy z uwagi na życie osobiste  Teresy. Tego samego dnia Teresa wysłała sms do Franka - napisała: będzie nas troje. W godzinę później spotkali się u Wedla i Kazik powiedział- wprawdzie za niemowlakami nie przepadam, ale mam nadzieję, że zrobicie ze mnie wujka dla waszego dziecka. Masz to jak w banku- zaśmiała  się Teresa- pewnie też będzie lubiło świeże daktyle. Smaki też się dziedziczy po rodzicach. Ale wyglądasz świetnie- szarmancko zapewnił ją Franek. Będziecie do mnie przyjeżdżać na weekendy. Ojciec się niedługo do mnie sprowadzi na stałe. Moją matkę żółć pewnie zaleje ze złości. Albo i  nie - stwierdziła Teresa- przecież proponowałeś, żeby przyjechała  choć zobaczyć twą hacjendę i nie chciała. No ale będzie zła, bo jej zdaniem powinienem mieszkać w mieście i ją u siebie w mieście  gościć. I wisi jej i powiewa, że mnie,  gdy byłem  nastolatkiem brakowało cały czas ojca- wierz  mi- chłopcu  brakuje  ojca gdy jest jeszcze  dzieckiem, zwłaszcza gdy się jest nastolatkiem.  Każdemu dziecku potrzebni są oboje , bo każde z nich jest  dla  dziecka jakimś wzorem do powielenia. A wiesz, że Alina i Krystian zaprosili mnie na  swój ślub?  A widzisz w tym coś dziwnego?- zapytała. Tak  się jakoś złożyło, że się zaprzyjaźnili z tobą to chyba  nie ma  w tym nic dziwnego - na ogół zaprasza  się na swój ślub, zwłaszcza ten pierwszy, swoich przyjaciół. Co innego my z Kazikiem - oboje po przejściach niezbyt miłych związanych z pierwszymi związkami. No fakt, mówił Kazik jakie  miał problemy ze swoją byłą.

Ale nie wiem czemu ty się rozeszłaś. Nie wpadłeś na to, gdy ci powiedziałam, że rozwód był szybki a winą sąd obarczył byłego? Po prostu mnie zdradził a ktoś "litosierny" podesłał mi dowód czarno na białym- zdjęcia z jego aktu płciowego. Ja nawet nie stawałam na rozprawie,  za mnie  był mój adwokat, ale  nie Krystian, a jego kolega. Dobrze jest  mieć prawnika w rodzinie. Już żałuję, że nie mam w rodzinie lekarza  położnika. Strasznie  się boję porodu, ale nic nie mówię Zikowi, niech przynajmniej on  się nie  boi. Zastanawiam się czy na poród nie pojechać gdzieś za  granicę. Mam na to fundusze i się wciąż zastanawiam.  Podyskutuję jeszcze o tym ze swoim lekarzem. Jeszcze jest czas. 

Szkolę na razie jakąś wtykę - żona kogoś z wiadomego resortu. Więc uważaj co mówisz i delikatnie uprzedź innych, niech lepiej nie ćwierkają za dużo. Poza tym nie ma  kobieta ani za grosz poczucia humoru i pamięć ma z gatunku "dobrą ale krótką". Mnie się nie podoba, no ja tu będę w sensie fizycznym tylko do porodu, a potem zgłoszę trzyletni wychowawczy i na pewno tu nie wrócę po tym czasie. Może Krystian  otworzy  swoją własną kancelarię to będzie potrzebował tak zwanej osoby do wszystkiego, czyli ekonomistka mu będzie pasowała. 

Szalenie mnie rozbawił tata, bo wciąż się cieszy, że będzie  dziadkiem i mówi: "no ale nie bój się ja ci dziecka na pewno nie rozpieszczę. Nie lubię rozpieszczonych bachorów". Zaśmiewamy  się z Zikiem, bo mnie to zawsze rozwydrzał, to mama wszystko trzymała w garści. Był z niej niezły Cerber. Szkoda, że nie doczekała do teraz. Może lepiej, bo bardzo przeżywałaby mój rozwód, a tak ciemne strony tego związku ją ominęły. Była pewna, że mój były to świetny kandydat na męża, bo z tzw. "dobrego domu". Jakoś nie dostrzegła, że to tylko pozory.

Kazik był cały czas dumny i blady, że będzie ojcem. Gdy na badaniu USG okazało się, że dziecię będzie płci męskiej to aż pobladł z emocji i powiedział: "więc czeka mnie ogromna odpowiedzialność". Teresa popatrzyła na  niego i powiedziała - no a gdyby to była dziewczynka to co? miałbyś mniejszą odpowiedzialność?  Wszak rodzice są odpowiedzialni za prawidłowe wychowanie każdego swego dziecka zupełnie  niezależnie od jego płci. Każde dziecko musi być tak wychowane by wyrosło na porządnego człowieka.  Tyle samo trzeba z siebie dać każdemu dziecku - dziewczynki potrzebują tyle samo troski co i chłopcy. 

Oczywiście, że pewnych rzeczy głównie ty będziesz chłopca uczył, ale moim zadaniem jest wtedy utwierdzanie  go w tym, że to co go uczysz jest ważne i potrzebne. To samo jest wtedy gdy jest  dziewczynka - będziesz musiał mnie  wspierać gdy będę jej tłumaczyła świat kobiet. Musimy, ucząc swe dzieci, wzajemnie się wspierać, wtedy jest szansa, że wyjdą na porządnych ludzi. Nie będę go uczyła naprawy roweru, zostawię to zdecydowanie tobie, chociaż umiem naprawić rower. Na mur beton nie będę go uczyła podstaw awiacji, ale będę się głośno zachwycać tym, że go tego uczysz i na pewno namawiać, by pogłębiał swą wiedzę w tej dziedzinie. Bycie rodzicem to naprawdę bardzo duża odpowiedzialność bez  względu na płeć dziecka. Bo każde z nas musi być dla niego wzorcem.

                                                                   c.d.n.

poniedziałek, 12 grudnia 2022

Lek na wszystko? -24

 Trzeba przyznać Frankowi, że gdy opuścił swoje żoliborskie mieszkanie zostawił je w nienagannym  stanie. Alina była  zachwycona. Wymeldowała  się z Otrębusów, zameldowała  się na Żoliborzu jako właścicielka  mieszkania. Teresa załatwiła jej wizytę u swojego lekarza ginekologa, który wpierw  ją skierował na  badania ogólne i dopiero gdy miała  wszystkie  wyniki przebadał specjalistycznie, a ponieważ nie  miała  zamiaru natychmiast  bawić  się w produkcję  dzieci, przepisał tabletki, takie same  jakie brała dotychczas Teresa. 

Teraz Teresa i Kazik podjęli decyzję o powiększeniu rodziny i Teresa  miała okres przejściowy, oparty na   antykoncepcji barierowej, który już się kończył i zacznie  się oczekiwanie na zajście w ciążę. Oboje  byli  szalenie tym przejęci i  zajęci przestrzeganiem zdrowej diety i nie  zarywaniem nocy, spędzaniem  czasu na spacerach. Krystian kibicował im  całym sercem. Oczywiście omówił z Aliną kwestię czy i kiedy oni się zdecydują na  dziecko i zgodnie uznali, że chcą jeszcze trochę pobyć  bez dziecka. Krystian zaopatrzył się u brata w "lekturę uzupełniającą", bo nie  dało się ukryć, że niezbyt doświadczony w kwestii seksu Krystian był przy Alinie nieomal chodzącą encyklopedią. Właściwie ta  sytuacja cieszyła go ale i śmieszyła niezmiernie.  Zaistniała  sytuacja miała niewątpliwie i swe dobre strony, bo wiedzę teoretyczną i praktyczną zdobywali razem. Byli dla siebie wzajemnie bardzo czuli i wyrozumiali. Po powrocie z pracy praktycznie  nie  rozstawali się ze  sobą. Istne  papużki nierozłączki. Żoliborskie mieszkanie wynajęli, umowa była na  razie podpisana na rok. 

Franek przynajmniej raz w miesiącu "dawał głos". Po jakimś czasie zaprosił obu braci z żonami na "kawę i coś  do kawy". Pojechali w  sobotę i okazało się, że Franek "poderwał ogrodniczkę-amatorkę warzyw i kwiatów" i owa ogrodniczka pomieszkiwała u niego, najczęściej w weekendy. Ogrodniczka była aktualnie na studiach na SGGW, mniej więcej na trzecim  roku. W ogrodzie kawałek powierzchni stał się ogródkiem warzywnym. Ogródek w dużym stopniu podlewał się niemal automatycznie, wystarczało odkręcić jeden kranik. W ogrodzie stanęła również altana z dwoma leżakami i małym stolikiem. Alina szalenie rozśmieszyła Franka, gdy opowiedziała  jak  kiedyś elegancko kosą skosiła cały ogród i wtedy zagładzie uległy również pomidory, których w tym szale koszenia jakoś nie odróżniła od innego zielska. Nie pochwaliła się jednak, jak kiedyś wysłana do ogrodu po koperek przyniosła do domu, opłukała i posiekała jakieś zielsko, które wcale nie było koperkiem. Dobrze, że jej mama zauważyła, że ten "koperek" wcale nie pachnie koperkiem, spróbowała odrobinę i natychmiast wypluła, bo to było bardzo  gorzkie zielsko, choć zdaniem Aliny wyglądało jak koperek. 

Ogrodniczka przyjechała około 2 godzin po przyjeździe warszawskich gości. Przyjechała skuterem, rzuciła ogólne dzień dobry i skierowała  się do  domu, mówiąc, że musi się przebrać. No to się przebierz i zrób sobie coś do jedzenia i picia. A jak ci poszło zaliczenie?  No jakimś cudem zaliczyłam, aż się nawet zdziwiłam. Chyba  miałam więcej  szczęścia niż rozumu. No ale najważniejsze, że zaliczyłaś - podsumował Franek. Gdy zniknęła w budynku powiedział - to córka mojej dalekiej kuzynki. Na tyle dalekiej, że nie jestem  w stanie określić stopnia pokrewieństwa między  nami. Pomagam jej w ten sposób, że płacę jej za to co tutaj robi w ogrodzie i w czasie sesji może się tu  spokojnie uczyć. Mieszka w akademiku, bo jednak dojazdy stąd byłyby zbyt uciążliwe, bo jak ma zajęcia w laboratorium to wracałaby tu po nocy. A mój ojciec sprowadzi się do  mnie w maju. Raz tu był i spodobało mu się tutaj. Bardzo się dziwił, że sprzedaliście mi dom z meblami. Poza tym bardzo mu się one podobają i, jak orzekł, dodają wnętrzu bogactwa. Zwłaszcza te kryształy. Gdy pokazałem w  dziale jaki mam teraz metraż i salon to im oczęta wyszły na wierzch z orbit. A żeby ich dobić to  powiedziałem, że po prostu się zamieniłem, bo byle mieszkanie w  Warszawie jest nieomal w cenie  takiego pięknego domu. Widziałem plany rozbudowy tych podwarszawskich terenów. Za dziesięć lat  tu już nie  będzie wolnych działek pod zabudowę. I jak się rozpędzą, to się okaże, że znów  mieszkam w mieście  a nie na  wsi. W każdym razie bardzo mi się tu podoba. Nawet te  dojazdy  nie są zbyt męczące. Nadal wyjeżdżam z domu  wcześnie, wycyrklowałem już kiedy jest stąd najmniejszy  samochodowy  exodus i jak na razie to nawet  w żadnym  korku  nie stałem. Śpi mi  się  świetnie,  co wieczór nieco  biegam pod lasem i wierzcie mi -jest mi tu naprawdę tak jak mi  się marzyło.

Matce jeszcze nie pisnąłem ani  słowa, że kupiłem dom pod Warszawą i że tu się przeprowadziłem. Nie jestem wcale  ciekawy jej  zdania  na ten temat i nie  chcę  słuchać  jej "jojczenia", że ma głupiego  syna bo się nie żeni i nie myśli o  tym, że na starość nie będzie  miał kto mu podać szklanki herbaty. I to mówi kobieta, która tak naprawdę porzuciła  swego męża.  Chyba  za którymś  razem  nie  wytrzymam i zapytam  się co mój ojciec ma  z tego, że się ożenił. Bo jak na razie  to nikt  mu tej  szklanki herbaty  nie podaje. Mam zamiar namówić tatę na turystyczny  wyjazd do Maroka i myślę, że może na jesieni byśmy razem pojechali, albo jeszcze w kwietniu? Trochę to uzależniam od tego jak będą  się układać moje  sprawy  służbowe. Ja tak gadam i gadam, a co u was słychać?

Prawdę mówiąc to cię trochę Franiu nie poznaję - chyba ci rzeczywiście mieszkanie  tu  służy. A u nas: przymierzamy  się do powiększenia  rodziny, dopóki jeszcze  stan odmienny u  mnie  nie będzie stanem podwyższonego ryzyka.  Już widzę minę kadrowej gdy któregoś pięknego  dnia jej  doniosę, że się rozmnożę.  A muszę jej to donieść wcześnie, bo przecież trzeba  kogoś  na  moje  miejsce znaleźć, resort musi mieć  czas na prześwietlenie kandydata, a ja  muszę przed  swym odejściem  na  macierzyński następczynię przeszkolić. I to jest  dla  mnie najmniej przyjemna  sprawa.   Planujemy, że po regularnym urlopie  macierzyńskim wezmę trzyletni urlop wychowawczy, a co potem- nie wiem. Za odległy termin na  moje możliwości przewidywania. Prawdę mówiąc to nie wyobrażam  sobie  tego użerania  się z personelem i z tymi hordami rodzin wyjeżdżającymi do swoich mężów, tatusiów itp. a ja  w czasie tego nawału interesantów w trakcie  ciąży i szkolenia następczyni. Myślałam nawet, żeby się po prostu zwolnić z pracy gdy już będę po pierwszych trzech  miesiącach, ale powstrzymuje mnie  tylko to, że ten urlop wychowawczy (co prawda jest  bezpłatny) wliczany jest do stażu pracy.

Alina i Krystian  mają na  Żoliborzu lokatorów i jak na dziś, to nie ma żadnych  z nimi problemów. A oni na razie  się jeszcze  nie rozmnażają ale przymierzają  się do ślubu. No właśnie , żeby miał mi kto tę herbatę podać gdy będę stary- powiedział  ze śmiechem Krystian. Jedno jest pewne, żadnego wesela nie  będzie, ślub tylko cywilny. Jak ma  być dobrze to i bez ślubu kościelnego  będzie. Kazik i Teresa swe pierwsze małżeństwa  mieli pokropione przez księdza i co ? I nico, rozleciały  się w  drebiezgi. Nam się nie pali pod stopami z tym ślubem, mieszkamy razem, chcemy wziąć ślub na początku czerwca i od razu pojechać gdzieś w plener, Alince się marzy ciepłe morze, więc może pojechalibyśmy do Włoch. Na razie to musi wyszukać swój akt urodzenia, więc  przekopuje  się przez papiery, żeby znaleźć swoją metrykę, wtedy będzie  wiadomo gdzie jej szukać, bo wprawdzie ma w dowodzie wpisane Warszawa jako miejsce urodzenia, ale nie ma pojęcia czy wtedy jeszcze byli zameldowani w Warszawie i gdzie ewentualnie jest jej metryka. Przekopywanie się przez te papiery idzie dość  wolno, bo praktycznie to ona każdy papierek  czyta i już się kilka razy mocno zadziwiła, bo wydawało się jej, że wszystko było inaczej.

A ja- powiedział  Franek- gdybym tak znalazł kobietę, która  miałaby cechy  kilku  znanych  mi pań to pewnie  bym  się ożenił. Pytanie  tylko czy chciałaby mnie za męża. No to Franiu długo jeszcze poszukasz - zaśmiał się Kazik. Poza tym nie masz gwarancji, czy upolowany  przez  ciebie  taki zestaw cnót niewieścich pokochałbyś, nie mówiąc już o tym, czy ona  pokochałaby ciebie. Na ogół , w  większości przypadków to jest tak, że się człowiek  zakochuje i nawet nie bardzo wie  dlaczego i dopiero potem  zaczyna się baczniej przyglądać obiektowi swych  amorów. Ja to się zakochałem w Tesi po pięciu latach odkąd ją poznałem. Drugie pięć lat usiłowałem wybić sobie  z głowy i serca to dziewczę i wreszcie los uznał, że jednak jesteśmy sobie  przeznaczeni. Oboje  byliśmy w związkach małżeńskich, ja się pierwszy rozwiodłem, a potem mąż Tesi wyciął taki numer, że rozwód dostała  w pięć minut, z orzeczeniem winy męża. 

A Teresa tak się jakoś błyskawicznie rozwiodła,  a potem wyszła  za ciebie, że niemal nikt w firmie  się nie połapał- poinformował Kazika Franek. 

Teresa  się śmiała - no wiesz, nagle  z powodu rozwodu nie urósł mi garb ani nie odpadła jedna  ręka co na pewno byłoby dla  wszystkich ciekawostką i atrakcją. Ale Kazik, gdy już mój rozwód był orzeczony wparował do biura z kwiatami i gdy wyszedł powiedziałam personelowi, że to mój przyszły mąż. Godzinę  się śliniły  z wrażenia.  A potem- dodał  Franek- przez  trzy dni opowiadały w działach, że masz  ekstra przystojnego męża. Ale żadna  nie powiedziała, że to "nowy mąż". Myślałem, że to wciąż ten  sam, tylko teraz akurat  się ujawnił. 

One przeżyły jeszcze jeden szok, bo najbardziej wygadana chciała mi przygadać i  powiedziała, że  się szybko uwinęłam ze znalezieniem sobie nowego męża, więc jej powiedziałam, że nie szukałam, bo znamy się  z "nowym mężem" od dziesięciu lat, tylko wtedy dokonałam złego wyboru i teraz wprowadziłam poprawkę. I skończył się im temat. Teraz tylko patrzą czy  mi tu i ówdzie nie przybyło w obwodzie. Gdyby one  były tak bystre w pracy którą wykonują to nie  musiałabym kilka  razy  dziennie posyłać wszystko "do jasnej  cholery". Naprawdę chwilami mam wrażenie, że mówię do słupów a nie do dziewczyn. Są takie okresy, że nie wszystko jest pilne, że nie ma tłumu interesantów pod  drzwiami i wtedy ich nie poganiam, ale to nie dowód, że może mi dziewczyna zniknąć na 5 godzin. Poza tym gdyby były przytomne sekretarki działów to też by wszystko szło sprawniej. 

Z tymi sekretarkami działów to wciąż nie wychodzi, bo sekretarka działu musi znać dość biegle angielski  i/ lub francuski - powiedział Franek.   Tak żeby napisała sama pismo o treści, którą jej powiem po polsku. Terminów technicznych to tam nie ma, a one dostają tak marne pieniądze, że po prostu chętnych do nas do pracy na takie  stanowisko brakuje -wyjaśnił Franek. Jak ja mam dziewczynie  wpierw wyłożyć po polsku co ma napisać, a potem po niej sprawdzić to mniej czasu stracę pisząc takie  pismo sam. Mnie pasowałaby taka, której dałbym list od kontrahenta z moim gryzmołem "proszę im odmówić" , a ona ubrałaby to wszystko w słowa i im odpisała, no ale takich dziewczyn nie ma. To są przeważnie dziewczyny po Studium dla Sekretarek ale nie wiem czego tam uczą. Teresa zaśmiała  się - większość z nich startuje potem na stewardesy do LOT-u, tam się muszą uśmiechać, nie muszą pisać. I tego pędu na stanowisko stewardesy to ja  nie rozumiem. No ale ja jakoś wielu rzeczy  nie rozumiem. Na szczęście nie  muszę rozumieć.

                                                                       c.d.n.






niedziela, 11 grudnia 2022

Lek na wszystko? -23

 W dwa tygodnie później rzeczoznawca obejrzał dokładnie calutki dom Aliny, opisał jego stan techniczny, pozaglądał w każdy kącik, pochwalił pomysł, by te wielkie, choć ładne  meble sprzedać razem z domem. Zgodził  się z opinią Krystiana, że ściągnięcie eksperta z DESA i  wycena,  a potem czekanie na kupca to kiepski interes. Dokładnie wymierzył calutki teren brnąc w śniegu, pochwalił, że dom jest cały czas ogrzewany, że nigdzie  nie ma śladu wilgoci i wszystko idealnie funkcjonuje. Przy okazji Krystian wypytał go  co on sądzi  o zamianie tego na trzypokojowe mieszkanie na  warszawskim Żoliborzu i wyszło na to, że to jest pomysł, "co ma ręce i nogi" i nie powinien budzić wątpliwości Urzędu Skarbowego. Podał nawet "widełki" kwoty za którą powinien ten dom pójść jak i kwoty za mieszkanie. Pan rzeczoznawca odjechał pierwszy, a Krystian jeszcze  raz posprawdzał, czy wszystko jest w porządku i zadzwonił do Aliny, mówiąc jej o wyniku wyceny. Potem zatelefonował do Franka i powiedział mu co stwierdził pan rzeczoznawca i zapytał, czy w dalszym ciągu Franek jest zainteresowany kupnem tego domu, bo jeśli nie to właścicielka da ogłoszenie o sprzedaży, bo testament już został otwarty. 

Franek stwierdził, że on w dalszym ciągu jest zainteresowany kupnem/zamianą i nie ma problemu z dopłatą różnicy pomiędzy jego mieszkaniem a  domem Aliny. A jeśli idzie o obejrzenie jego mieszkania to mogą  to zrobić nawet dziś lub następnego  dnia około godziny osiemnastej i podał adres, prosząc by w ciągu dwóch  godzin dali mu informację,  czy dziś przyjdą. Franek właśnie poprzedniego dnia wrócił z Maroka, w którym tym razem był zaledwie tydzień. Alina powiedziała, że jej jest obojętne, czy dziś czy następnego dnia i niech Krystian zdecyduje, którego dnia woli oglądać Franka mieszkanie. Ona może wyjść z pracy z pół godziny wcześniej żeby jeszcze coś w domu przegryźć, więc może to być nawet dziś. Bardzo to pasowało  Krystianowi i umówili się w domu - coś szybko zjedzą i pojadą na  Żoliborz.

Bez  trudu trafili  pod wskazany  adres - wejścia do budynków stojących  wzdłuż ulicy były od podwórek. Ulica była  szeroka, ponieważ jej środkiem "biegł" szeroki trawnik wysadzony po obu stronach starymi już drzewami. W niektórych  częściach tego trawnika  były miejsca parkingowe - nieliczne, jak zauważył Krystian. Nie feler - stwierdziła Alina- na szczęście  nie jestem zmotoryzowana. Ciąg podwórek pomiędzy  blokami był bardzo  zadbany. 

Mieszkanie Franka było na I piętrze.Były to rzeczywiście trzy pokoje , kuchnia, łazienka i oddzielne WC. A że było jeszcze sprzed wojny, to budynki nie były z "wielkiej płyty" ale z cegły i w łazience  mieściła  się normalnej długości wanna a nie  dziwne "coś" przypominające podłużną balię. Franek, w trakcie  remontu, zainstalował parawan by można  było w niej brać prysznic niekoniecznie  w niej kucając czy klęcząc. Armatura była nowa, z importu. Była też porządna, duża umywalka i mieściła  się też w łazience nieduża pralka, taka na cztery kilogramy prania. Podobała  się też Alinie podłoga  wyłożona antypoślizgową terakotą. W WC była zainstalowana mała umywalka i lustro. Kuchnia była obudowana szafkami kupowanymi bezpośrednio od producenta, wszystkie  "lica" szafek były kremowe, matowe,  boki, listewki wykończające i półki wewnątrz były ciemno brązowe. Część szafek była typu cargo. Tu też była na podłodze terakota antypoślizgowa, płytki były cieniowane w kolorze rudo brązowym, armatura kuchenna też nowa,  z importu. Zmieścił się tu nawet mały stolik i dwie osoby mogły przy nim jeść. 

W przedpokoju stała trzydrzwiowa  szafa i rozbudowany  wieszak na wierzchnie okrycia razem z dwiema szafkami, w tym jedna  na buty.Podłoga w przedpokoju też była  wyłożona terakotą, która do złudzenia przypominała parkiet. Podłogi w pokojach miały parkiet. Jeden z mniejszych pokoi był obudowany szafami i regałami i stała tu tylko "sofa z funkcją  spania", drugi mały pokój był sypialnią Franka z typowym podwójnym łóżkiem, "duży pokój" był tak  zwanym pokojem dziennym. Meble były "współczesne", całe mieszkanie miało około 60m kwadratowych. Uwagę Aliny zwróciły parapety okienne obstawione doniczkami z różnymi roślinami i teraz przestała  się dziwić, że Franek chce  mieć dom z ogrodem. 

Przy kawie i słodyczach made in Wedel, Franek potwierdził swe zainteresowanie zamianą ewentualnie samym kupnem domu w Otrębusach, zapytał się, czy  może  skorzystać z usług tego samego rzeczoznawcy, który oceniał "posiadłość" Aliny. On zgadzał się z opinią tego rzeczoznawcy co  do wartości domu Aliny, powiedział jakie ceny "chodzą" przy  sprzedaży takich mieszkań jak to jego i wyraził nadzieję, że transakcja dojdzie do skutku. Na koniec powiedział - mam wrażenie, że pani się dziwi widząc mój pociąg do zamieszkania poza Warszawą. Ja się "wyhodowałem" na wsi i dopiero gdy miałem iść do liceum przeprowadziliśmy się, a tak dokładnie to ja z mamą, do Warszawy. Bardzo mi brakowało ojca, który był agronomem i który za nic w świecie nie chciał ani zmienić zawodu ani miejsca zamieszkania. Opuszczony przez żonę agronom szybko znalazł "opiekę" i choć nigdy oficjalnie moi rodzice nie wzięli rozwodu nigdy też już nie zamieszkali razem. 

Mama nie mogła darować tacie, że "dla  dobra dziecka" nie chciał się osiedlić w mieście. Mieszka w Warszawie ze swoją kuzynką i jest na  mnie obrażona, że nadal jestem kawalerem. Teraz obrazi się jeszcze bardziej, bo kupię dom pod Warszawą. Ojciec będzie zachwycony i kto wie, czy  nie  zechce ze mną w tym układzie zamieszkać. Pewnie tak, bo kobieta, z którą dotychczas był, zmarła w ubiegłym roku z powodu nowotworu. A była bardzo dobra i lubiłem ją, bardzo dbała o tatę. Bardzo często te nieformalne związki są znacznie  bardziej udane,  bo, jak mówią, więcej w nich serca  niż rozumu. Gdy dorosłem nieco inaczej spojrzałem na swych rodziców i przestałem wyrzucać tacie, że nie zamieszkał w mieście. Jakoś nie dotarło widać  wtedy do mamy, że agronom to raczej nie może pracować w mieście w swym zawodzie. A teraz po latach tego rozdzielenia to już nawet na święta nie  zapraszam ich razem - już nie mają wspólnego języka i  z reguły staram się wyjeżdżać na święta, ewentualnie  tylko mówię obojgu, że nie będzie  mnie w tym czasie w Polsce. 

My oboje już nie mamy rodziców - moi zginęli w wyniku wypadku drogowego, zmiótł ich z drogi pijany kierowca TIRa, a Aliny rodzice odeszli z powodu chorób, których istnienie lekceważyli i sami chorzy i ich lekarz- powiedział Krystian. Ale ja mam szczęście bo mam super bratową i bardzo lubię i przyjaźnię się z jej ojcem, który do mojego brata mówi per  synu a ze mną jest po imieniu. Gdy oni wyjechali na urlop byłem u niego codziennie i często nocowałem. Inne pokolenie, ale mamy mnóstwo wspólnych tematów. I mam wrażenie, że takie "rodziny z wyboru  serca" a nie pokrewieństwa jakoś bardziej się sprawdzają.

Franek roześmiał się -to temat do dyskusji - partner życiowy to też teraz najczęściej wybór z serca, a patrz pan ile jest rozwodów! Mnie to nie  dziwi - stwierdziła Alina. Mało kto nazywa teraz rzeczy po imieniu  i   z powodu zwykłego zakłamania zwykły pociąg fizyczny jest nazywany miłością.  A to, że ktoś nas pociąga  fizycznie to nie dowód, że gdy zamieszkają po ślubie  razem to będzie  to udany związek. Za mało jest po prostu szczerości pomiędzy ludźmi a za dużo narzuconych ograniczeń z szufladki z napisem "to nie wypada" i tu sporo tłumaczeń dlaczego. Dwa główne tłumaczenia to "grzech" i obawa "co ludzie powiedzą". Wścibstwo i zakłamanie to główne cechy naszego społeczeństwa. 

Pan ma bardzo, ale to bardzo udaną bratową, bardzo ją lubię  i cenię pod  względem zawodowym. Czasem żałuję, że już nie jest wolna- stwierdził Franek. A ona też pana lubi i ceni - powiedział Krystian. Wyciągnął wizytówkę z namiarami na rzeczoznawcę, Franek zrobił sobie  z niej zdjęcie i w kwadrans później opuścili mieszkanie Franka. Po wyjściu przespacerowali się jeszcze po okolicy i Alina stwierdziła, że chyba nie chciałaby tu  mieszkać na stałe. No ale przecież nie będziesz tu mieszkać, będziemy mieszkać u mnie, zapomniałaś? To mieszkanie pójdzie pod wynajem. Tu będziesz tylko figurowała  jako właścicielka mieszkania, a stały meldunek będziesz  miała w naszym mieszkaniu tu gdzie teraz masz tymczasowy meldunek. Bo ja cię zameldowałem u siebie na pobyt tymczasowy, a dopóki nie sprzedaż domu to tam masz meldunek stały. Nie wolno mieć dwóch różnych stałych meldunków. A jest przepis, że jeżeli gdzieś będziesz dłużej niż dwa  tygodnie to musisz mieć meldunek tymczasowy. Ale po co? dziwiła  się Alina.  No bo państwo musi wiedzieć, gdzie ma  cię szukać. Wyobraź sobie, że nagle z jakiegoś powodu budynek mieszkalny wylatuje w powietrze i wtedy trzeba podać ile osób zginęło- wtedy zagląda się do administracji i spisuje kto tu miał stały meldunek, kto tymczasowy, spisuje się ocalałych bo akurat  mieli fart i byli poza budynkiem i wiadomo ile osób i kto w tym budynku zginął. Trzęsień ziemi u nas  nie ma, ale mimo tego zdarza się, że budynek wylatuje cały lub jego spora  część w powietrze bo ktoś coś majstrował przy gazie a ten ziemny mocno wybuchowy jest. 

No ale co ja zrobię, gdy tu będzie ktoś mieszkał a ty mnie wyrzucisz ze swojego mieszkania bo ja ci się już znudzę? Krystian nagle przystanął, obrócił ją twarzą do siebie i powiedział  - jeżeli to miał być żart, to jest kiepski,  a ja może i jestem głupi, ale nie  aż tak, bym się nie orientował w swoich uczuciach oraz w tym co mówię i obiecuję. Kocham cię, chcę byśmy byli razem do końca życia. Nie zakochuję się co kwadrans w każdej spotkanej kobiecie. A może to ty nie jesteś pewna swych uczuć do mnie? To, że nie zaciągnąłem cię jeszcze do łóżka wynika tylko i wyłącznie z tego, że chcę byś miała pełny komfort i stosowała to co ci lekarz  zaleci. Wszelkie barierowe zabezpieczenia nie dają kobiecie pełnego komfortu. Mówiłaś, że jutro masz wizytę u lekarza, podwiozę cię jutro i zaczekam w  samochodzie na  ciebie. Alina przytuliła  się do niego i wyszeptała - przepraszam, wciąż nie mogę uwierzyć, że mnie kochasz. No to uwierz  wreszcie, bo takie twoje wątpliwości pozbawiają mnie  chęci do życia.

Wieczorem zatelefonował Franek, że następnego dnia  wpadnie do niego rzeczoznawca i on po jego wizycie przekaże co ów pan stwierdził. I czy wtedy notariusza zorganizuje Alina, czy on  ma  się tym zająć. Wszystko jedno, jak pan woli. Ostatecznie miał być notariusz , u którego Franek już kilka razy załatwiał jakieś  sprawy, jego kancelaria była na Ordynackiej. Gdy Krystian zobaczył nazwisko i adres powiedział - znam go i pójdę razem z tobą. Jako twój prawnik, nie jako chłopak. Znam tego facia i nie za  bardzo poważam. Ale to prosta sprawa i mam nadzieję, że uda mu  się niczego nie pokręcić. Z Frankiem spotkali  się pod kancelarią notarialną i Franek wyraźnie  się ucieszył z obecności Krystiana mówiąc, że ma nadzieję, że jego obecność  zmobilizuje tego notariusza do dobrego załatwienia sprawy. 

Pan notariusz na widok Krystiana nieco "ogłupł" i do idącego za Krystianem Franka powiedział- ja przepraszam, ale wpierw załatwię pana mecenasa, tu wymienił nazwisko Krystiana, który powiedział: spokojnie kolego, ja towarzyszę mojej klientce, która zupełnie  nie orientuje  się w różnych przepisach i dlatego mnie poprosiła bym z nią przyszedł. Moja klientka ma  zamiar dokonać zamiany z panem Franciszkiem. Personel żeński wyszczerzył się w uśmiechu do Krystiana, który nie obdarzył jej nawet spojrzeniem. Pomimo wielu uśmiechów  personel nie  został nagrodzony nawet spojrzeniem Krystiana, a Franek powiedział do notariusza - a pani Jadwiga już nie pracuje? Pracuje, ale dostała  sanatorium i będzie  dopiero za dwa tygodnie. Ale damy radę z panią Joleczką.  Mam nadzieję, mruknął Krystian. No rzeczywiście dali radę, a różnicę w gotówce, przeliczoną wpierw przez Franka  a potem przez Krystiana Alina schowała do swej przepastnej torby dziękując swemu zamiłowaniu do dużych toreb skórzanych - teraz niezbyt modnych, ale wielce  przydatnych. Gdy wyszli Alina spytała - jak pan przyniósł tu taką ilość gotówki?  Normalnie, w plecaku. Taką ilość nie wypłacają w okienku a na zapleczu, więc nie odchodzę od okienka z nagle pełnym plecakiem. Już wcześniej mówiłem w banku ile będę pobierał i dlaczego potrzebuję gotówkę. W bardziej cywilizowanych  krajach  w każdym banku jest notariusz i tam  się przeprowadza takie transakcje. Ale jak widzę to pani Alinka nie  miała kłopotu ze schowaniem takiej ilości gotówki. Ale będę miała kłopot z  zamianą jej na walutę, już czuję tę radość z odwiedzania kantorów.  Pomału, pomału, jakoś się to zamieni, jest coraz  więcej kantorów. A poza tym są już banki prowadzące konta walutowe i najczęściej  mają własne kantory. W najgorszym razie zmieni pani po kursie NBP, co i tak się opłaca. Tylko musi pani  mieć przy sobie ten akt notarialny, żeby wiedzieli , skąd ma pani tyle gotówki.Rozstali się w przyjacielskiej atmosferze, każde z nich miało już komplet kluczy do nowego lokum. Franek obiecał, że postara  się zorganizować swą przeprowadzkę w najbliższy weekend, bo przecież nie  zabiera stąd mebli. I oczywiście będą w kontakcie.

                                                                     c.d.n.