czwartek, 16 marca 2023

Lek na wszystko? -73

 Tata codziennie telefonował do Teresy - powiedział, że to pewnie  śmieszne,  ale......tęskni za nimi. Brakuje mu Alka trzymającego  się jego spodni, brakuje mu "ukochiwania". I dobrze, że ma  zdjęcie małego w komórce, to sobie  chociaż  na niego popatrzy. A poza tym to chodzi na  masaże i na gimnastykę dla ludzi starszych, codziennie  z Jadwigą chodzą na długie  spacery. Teresa   wysłała  więc tacie wspólne  zdjęcie  ich trojga i  zapewniła, że też za nim  tęsknią. Ale w najbliższą sobotę  nie przyjadą, bo Jacek z  synem robią "parapetówkę" i oni z małym idą do nich na obiad. No ale w następny weekend , jeśli będzie ładna pogoda to mogą do Nałęczowa podjechać razem z Alkiem. Opowiedziała tym razem nieco więcej o spotkaniu z byłą  teściową a tata jej poradził, by jak  najprędzej przestała  się  tym przejmować, bo ani Robert ani jego matka absolutnie  nie są tego  godni.  I że po Robercie to  można  się  spodziewać, że nie raczył wtajemniczać  własnej  matki w  swoje plany zawodowe i życiowe.   Gdy Kazik  wrócił z pracy, to też  zatelefonował do taty i powiedział, że też mu taty  w domu  brakuje i w  następny weekend, jeśli tylko nie będzie  cały dzień lało, to oni do niego przyjadą z Alkiem.

W sobotę, przed wyjściem  do "chłopaków" Kazik wpadł jeszcze  do kwiaciarni by kupić Pawłowi "jakiś obowiązek", czyli kwiatek doniczkowy do hodowania. Pani w kwiaciarni szczerze  się uśmiała, gdy Kazik poprosił o "coś  zielonego, co właściwie  nie  wymaga żadnej pielęgnacji". Po takim  wstępie pani sprzedała mu zamiokulkas, do którego doniczki dołączyła kartkę o treści - podlewać raz na tydzień, odstaną  wodą. Kazik stwierdził, że jeśli ta roślinka przetrzyma pielęgnację jego kolegi to on wtedy i  sobie taką kupi.  Roślinka  podobała się Teresie i stwierdziła, że ona najchętniej to miałaby w domu rośliny, które nie  wymagają  doniczki z  ziemią i do szczęścia  wystarczyłby im pojemnik z wodą. I musi  się rozejrzeć po centrach ogrodniczych, żeby kupić tillandsię, bo wystarczy ją raz na trzy  tygodnie  wstawić do wody, żeby się "napiła na  zapas", a po polsku nazywa  się ta  roślinka oplątwa.  Kazik popatrzył się  z niedowierzaniem na Teresę i powiedział - nazwa "tego czegoś" brzmi jak klątwa. A w jakim kolorze? Bardzo jasnym, nieco szarawym zielonym- z tego co widziałam na obrazku- wyjaśniła Teresa.  Szaro- zielony to ja  kiedyś  byłem gdy się  czymś zatrułem- powiedział- ale nikt  mnie na szczęście nie  wstawiał do  wody.

Przed wyjściem  Alek został nakarmiony, Teresa  wzięła dla niego również picie, jabłuszko, zabawki i dodatkowe  wyposażenie, by w razie potrzeby mały mógł w  wózku spać. "Zieleń doniczkową" starannie opakowaną niósł Kazik,  a opakowane Portrety jechały w koszu  zakupowym wózka. Ponieważ mały był już po  swoim  obiadku  zaraz po wylądowaniu  w  wózku i opuszczeniu  windy zmęczone   dziecko usnęło. Gdy doszli do bloku  Alek spał jak  zabity, więc Kazik uprzedził Jacka i  Pawła, że dzieciak  śpi, więc go od razu wstawią do pustego pokoju. Jacek wielce  przejęty zjechał do  nich na dół i w końcu  dwiema windami dotarli na siódme piętro do  mieszkania Pawła. W drzwiach  mieszkania stał Paweł w eleganckim męskim fartuszku w białe i  czarne paski, a że trzymał w ręce widelec Kazik mruknął-  dobrze, że nie  czeka na  nas  z tasakiem.  Kazik od  razu "spolaryzował" małego w  sypialni Pawła, sprawdził tylko,  czy  dziecko jest  dobrze  w  wózku przypięte. Kwiatek i portrety trafiły  do rąk Teresy, która szybko je rozparcelowała. Wpierw wcisnęła Pawłowi  zieleń, potem  oba opakowane portrety wcisnęła w garść Jackowi, mówiąc, że to niemal takie same prezenty dla nich obu. Ponieważ mały spał w wózku, drzwi sypialni zostawili  otwarte.

Kwiatek bardzo się podobał Jackowi a Paweł wyraził  nadzieję, że kwiatek  wytrzyma jego absolutny brak talentu ogrodniczego. Pocieszyła  go informacja  napisana na przymocowanej do doniczki kartce. Gdy już obejrzeli mieszkanie, Paweł powiedział,  że ptak jeszcze "dochodzi" w piekarniku i za 15 minut będzie już można  zająć  się jedzeniem.  A co jest w tych dwóch opakowaniach? -  spytał  Jacek. 

Prezenty dla was, żeby nieco ożywić ściany - wyjaśniła  Teresa. Pomyślałam, że dobrze będzie, gdy każdy z was będzie miał u siebie  portret kobiety, którą obaj kochaliście. To znaczy - zaczął Jacek,  ale Teresa mu przerwała- to znaczy, że będziesz wiedział, gdy je rozpakujesz. Pociągnij za ten kawałek taśmy,  ale zrób to na jakimś podłożu, na przykład na  stole - wyjaśniła Teresa. Teraz tak fajnie opakowują obrazki, że jednym pociągnięciem  można obrazek uwolnić z opakowania.

Jacek pociągnął za taśmę i zamarł w bezruchu  gdy papier odsłonił zawartość. To był portret wykonany ołówkiem.  Boże, jęknął - skąd to wzięliście? A ten  drugi?   Otwórz to zobaczysz - powiedziała  cicho Teresa  - drugi jest wykonany farbami  akrylowymi.  Teresa wyjęła z torebki kopertę ze zdjęciami matki Pawła i powiedziała-  zwracam ci  zdjęcia Pawełku.   Jacek patrzył  oniemiały.   Skąd miałaś  zdjęcia?  Ja ich  nie miałam,  Paweł je  znalazł w pamiętniku swojej mamy, były zaklejone pomiędzy dwiema kartkami.  Pokazał mi je,  a ja pomyślałam, że powinniście chyba mieć , każdy z was, jej portret. Była piękną kobietą. A portrety wykonała na moją prośbę moja utalentowana koleżanka, absolutna amatorka.  Paweł wycofał się do kuchni mówiąc, że chyba teraz powinno się rozpakować indyka z piekarnika.  Jacek podszedł do Teresy, objął ją i ucałował - dziękuję ci dziecino z  całego serca. Nawet nie  wiesz, jak bardzo mnie ten twój pomysł wzruszył i jednocześnie zachwycił. Kazik, tym razem masz w domu skarb, nie  żonę.  Ale,  ale gdzie jest  Tadeusz?  Chyba nie jest chory? 

Tata jest w Nałęczowie  i hołubi znajomą sunię, bo jej pańcia kuruje  się w  sanatorium. Gdy pańcia ma  zabiegi to z psicą siedzi w domu lub w parku tata, a gdy on  ma  zabiegi swą sunią zajmuje  się jej pani- wyjaśniła Teresa.  Już są tam tydzień, za dwa tygodnie wrócą. I albo przywiezie ich do  domu syn pani Jadwigi,  albo Kazik po  nich pojedzie. To sąsiadka taty, mieszka na parterze. A tata się z tą panią Jadwigą przyjaźni - tak mi powiedział - wyjaśniła Teresa. Bo wiesz - to takie  nasze rodzinne  psychiczne schorzenie, że długo jesteśmy przekonani, że łączy nas  z kimś  tylko przyjaźń.  Tak było ze mną i Kazikiem.   Ale nie narzekam, przynajmniej  się dobrze poznaliśmy. W sumie to dziesięć lat tak  się "przyjaźniliśmy"  zwierzając  się sobie z różnych problemów.

Paweł zniknął w  kuchni, a po chwili dołączył do  niego Jacek. Wrócili z nałożonymi  już na talerze porcjami. Muszę wam powiedzieć, że to co widzicie to nie jest  wcale indyk ani kurczak a......perliczki. Mam nadzieję, że będzie  wam smakować. Jest to mięso znacznie  zdrowsze od kurczaka i indyka. Jest delikatniejsze. Odkryłem ostatnio metę na perliczki i będziemy je  co jakiś  czas przywozić. W Warszawie nigdzie  perliczek nie   sprzedają. Zamroziłem też małe porcyjki dla Alka, gdy będziecie  wracać do domu to ze sobą weźmiecie. Dość chłodno dziś, więc zamiast do termo torby włożę je do plastikowego pudełka i wrzucę kilka  kostek lodu. 

Rzeczywiście perliczki były bardzo smaczne, "szopska  sałatka" była nieomal artystycznie pokrojona- okazało  się, że Paweł ma  niezwykły talent to krojenia  idealnie  równych  kawałków  warzyw.  Nim zjedli Alek stwierdził, że dość tego  spania i dał  głos. Natychmiast ruszył do  niego Kazik i po zmianie pampersa  przyszedł z nim. Dziecko  było wyspane i w świetnym  humorku, siedziało  na kolanach  Kazika dzierżąc w rączce kawałek jabłka. Wcale  mu  nie przeszkadzał fakt, że nie jest w  swoim domu, dwa razy zawołał  dziadka, ale zaraz mu Kazik wytłumaczył, że  dziadek pojechał z pieskiem daleko, daleko i jeszcze  go nie ma.  Słodziak powiedział  " dada pa,pa", Kazik mu przytaknął, a Jacek rozpływał się nad malcem, że taki grzeczny i  mądry.  Teresa się  śmiała, że gdyby Jacek tyle  razy w ciągu dnia słyszał, że "dziadek zrobił pa,pa" i wyjechał  to nie  dziwiłby się, że dziecko takie  mądre.  A mały  "mądrala" zażyczył sobie  zejścia  z kolan taty i podreptał do mamy prosząc  ją o  "piciu". A może chcesz coś jeszcze  zjeść? - zapytała  Teresa. Mały człowieczek przecząco pokręcił główką i powtórzył "piciu".

No to chodź, powiedziała Teresa- picie mamy jeszcze w wózku. I mały gdy wychodził z Teresą z pokoju zrobił wszystkim  pa,pa.  Aleście go wytresowali - powiedział  Jacek.   Kazik zaśmiał się - Tesia każdego może wytresować, ma do tego talent. Mnie też wytresowała, nie  zauważyłeś?  A czego cię nauczyła?- -spytał  Jacek.  Tego, że nie   umiem  już bez niej być.  Najchętniej siedziałbym całą dobę tak  blisko,  by mieć ją w zasięgu  wzroku i ręki. Wydawało mi  się, że jakoś "otrzeźwieję" bo się przyzwyczaję, ale efekt jest zupełnie inny -  cały  czas wysilam mózgownicę by spędzać  z nią jak najwięcej  czasu. Nie wiem jak ja wrócę do ośmiu godzin pracy w biurze. Teraz to tylko na badaniach jestem poza domem, ale jak napiszę doktorat to mi się laba  skończy.  Ale  może pracę wtedy  zmienię. Kurt już  sobie ostrzy   pazurki by  mnie do  nich  ściągnąć. Prawdę mówiąc, gdyby  nie to  stypendium to już bym  tam  siedział.  A co ty Jacku planujesz? 

Ja to mam uczucia  mieszane - stwierdził Jacek. Ale już nie mam ochoty  siedzieć gdzieś osiem na osiem godzin. Urządzałby  mnie jakiś półetat. I już nie mam ochoty na jakieś podwarszawskie mieściny. Podoba  mi  się tutaj. Dość przestrzennie jest tutaj. Ale jak znam życie to za  dziesięć lat, najdalej, wszystko to będzie zabudowane. Ciekawe co zrobią z tymi łąkami, bo to torfowa  ziemia, dobra  pod buraki a nie pod wieżowce. Kiedyś, sam widziałem to na planach,  miał być stąd aż do skarpy  park wypoczynkowo- sportowy. Miały być korty, baseny, teren do jazdy konnej. I......zero z tego. Zielsko się  tylko panoszy. Zabrali ludziom pola uprawne, które tu były. A fajny, cywilizowany park to przecież  by się przydał. No ale o tereny rekreacyjne trzeba stale dbać,  a to kosztuje.  Jednak te lata  radosnego socjalizmu mocno ludzi  zdemoralizowały. Ludzie  szalenie przyzwyczaili  się do  darmochy.   A gdyby tu zrobić obiekty  sportowe to przecież  nie mogłyby być darmowe, więc wszyscy by bez przerwy jęczeli i usiłowali ze  wszystkiego  korzystać za darmo. Pewnie za jakiś czas ktoś wpadnie na  pomysł by te tereny sprzedać prywatnym inwestorom pod  zabudowę jednorodzinną. Bo  niskie domy, parterowe, to  mogą  sobie stać na torfowisku, wieżowce niestety  nie. Miałem propozycję z Politechniki ale jakoś taką mało konkretną. No i wcale mnie  nie  zdziwi gdy się przeniesiesz do Kurta, choć  wolałbym byście jednak pozostali tutaj. Jakoś tak się zżyłem z wami. Ciekawy jestem jak  się będzie Pawłowi podobało na Akademii.  Wiesz- powiedział Kazik-  Paweł ma ukończony bardzo dobry  kierunek, rozwojowy. Myślę, że da tam  sobie  radę bez problemu.

A gdzie jest Tesa? - zainteresował się Jacek. Pewnie pomaga małemu zasnąć, bo on bardzo krótko dziś drzemał- wyjaśnił Kazik.  Wiesz Kaziu , zrobiła mi twoja  żona naprawdę niezwykłą niespodziankę tymi portretami. No najzwyczajniej  mnie  zatkało gdy  rozpakowałem, niewiele brakowało bym  się rozpłakał.

Tak, moja  żona ma czasami bardzo niezwykłe pomysły. Ona i ciebie i Pawła  bardzo lubi i bardzo przeżyła  historię waszej miłości. Obsobaczyła  cię  trochę bo wczuła  się w  sytuację matki Pawła. Mimo wszystko mężczyźni i kobiety nieco inaczej patrzą na  otaczającą nas rzeczywistość. 

A co u twojego brata? - spytał Jacek. Dobrze i  niedobrze - stwierdził Kazik. Okazuje  się, że jego żona ma chorobę dwubiegunową - to jest ta  zła wiadomość, ale jest to na  szczęście lekka postać. Tyle  tylko, że do końca  swych  dni będzie  brała lek, niezależnie od tego jak się będzie  czuła.  Druga dobra  wiadomość, że to nie jest dziedziczne jeśli nie są  chorzy oboje  rodzice. No a Krystian nie ma tej choroby. Ona chorowała na to "od  zawsze"  i pilnowana przez matkę  zawsze brała lek, a potem gdy się dobrze  czuła odstawiła lek. No a potem miłość,  ciąża, poród i posypało się zdrowie. I Tesia teraz  wciąż sobie  wyrzuca, że ochrzaniała ją i złościła  się na  nią. Ale wiesz- Tesia to dochodzeniowiec - pogrzebała w pamięci, że kiedyś już widziała Alinę w  podobnym rozkojarzeniu, przewertowała  encyklopedię  zdrowia i powiedziała memu bratu co podejrzewa, dała mu do poczytania odpowiedni rozdział  i zabrał żonę do lekarza. Teraz  wszystko się wyprostowało, ale Tesia ma "kaca" i trochę się bała jak zareagujesz na te portrety.

                                                                   c.d.n.

 


wtorek, 14 marca 2023

Lek na wszystko? -72

 Dzień , w którym Kazik odwoził do Nałęczowa tatę i  i jego przyjaciółkę  z  psem, utkwił w pamięci Teresy na dość długo. Nie dość, że bardzo  nie  lubiła, gdy Kazik gdzieś wyjeżdżał bez niej to na  dodatek  miała   niemiłe  spotkanie. Gdy przechodziła z Alkiem  w  wózku obok "pętli" autobusowej , natknęła  się na swą  byłą teściową, która właśnie  wysiadła  z autobusu. Teresa pochłonięta opowiadaniem dziecku o tym, że autobus tu tylko chwilkę postoi i potem wsiądą do niego  nowi pasażerowie i autobus z powrotem pojedzie  do centrum  miasta, nie  zauważyła swej byłej teściowej, która zniecierpliwiona faktem, że Teresa jej  nie  zauważyła przyspieszyła kroku i powiedziała:  nie udawaj, że mnie  nie widzisz- przyjechałam do Roberta, nie do Ciebie! 

Na dźwięk jej mało miłego  głosu, Teresa przystanęła i obejrzała  się. Do Roberta?- zdziwiła  się - przecież Robert tu  nie mieszka już od  kilku lat, on  zapewne mieszka w Moskwie. Mina byłej teściowej wskazywała  nieme i wieeeelkie zdumienie. Jak to? w Moskwie? Proszę pani- spokojnie odpowiedziała Teresa-  ja nie mam pojęcia gdzie aktualnie Robert  mieszka czy też  przebywa, bo ostatni raz widziałam go  kilka lat temu, gdy wybierał się na placówkę do Moskwy. I od tamtej pory, czyli od orzeczenia przez  sąd naszego rozwodu nigdy  więcej go już  nie widziałam. Więc proszę mnie  nie pytać o to, gdzie on jest, bo ja nie wiem, to raz, a dwa, że to mnie  zupełnie  nie interesuje. 

Była teściowa wyglądała tak, jakby się udławiła zbyt dużym "gryzem"  chleba  lub kartofla a na dodatek zrobiła  się trupio blada. Teresa, nieco wystraszona jej wyglądem powiedziała: proszę chwilę odpocząć  i wrócić do  domu. Ja naprawdę nie wiem gdzie jest mój były mąż. Jeśli pani go  szuka, to musi pani to zgłosić na policji, oni pani pomogą. Gdy się rozwodziliśmy to szykował się na placówkę w Moskwie. A tak przy okazji do pani  wiadomości - sąd orzekł, po jednej rozprawie, że to Robert był winny rozpadowi naszego małżeństwa.  Żegnam- powiedziała i szybkim krokiem odeszła z dzieckiem. Na wszelki wypadek  nie poszła  w stronę swego domu,  ale jeszcze pokrążyła po osiedlu, co jakiś czas oglądając  się, czy nie idzie  za nią była teściowa. 

Gdy Teresa  wróciła do mieszkania od  razu zatelefonowała do taty z pytaniem, gdzie aktualnie  są i dowiedziała  się, że najdalej za kwadrans  będą już na  miejscu. Tato, poproś Zika, by do  mnie  zadzwonił nim  wyruszy w  drogę powrotną. Spotkałam matkę Roberta, ona go szuka. Ale  nie mów mu tego, sama mu to powiem. Ściskam was.

W pół godziny później zatelefonował Kazik, że już ulokował tatę i  sukę,  Jadzia też ulokowana już w swoim sanatorium, a on już jest w drodze powrotnej. O, to fajnie, - ucieszyła  się  Teresa. Tylko błagam  cię,  nie szalej  za kierownicą. No pewnie, że nie będę  szaleć, tu nie ma gdzie poszaleć, ale na  szczęście  ruch jest  nieduży. Pewnie za dwie  godziny będę  w domu,  jeśli  nie będzie  po drodze żadnego korka. Jeśli po drodze będą stali z jabłkami to kupię, dobrze? No pewnie, kup, zgodziła  się Teresa.

Spotkanie byłej teściowej  nieco  ją zdenerwowało. To znaczy, że tata naprawdę ją widział a nie jakąś podobną kobietę. To bardzo dziwna sprawa- pomyślała- wprawdzie Robert nigdy  nie  wtajemniczał swej matki w  swoje  sprawy  służbowe,  ale nie podejrzewała,  że mógł wyjechać na placówkę nie informując o tym swojej matki. Bo jakby nie  było, była to raczej "nobilitująca sprawa", a Robert  lubił  się chwalić  tym jaki jest ważny. Zdaniem Teresy nie miał też powodu by utrzymywać w tajemnicy fakt, że się rozwiedli.  Nie była  wszak uwielbianą  synową  matki Roberta. Przeleciała  w myślach wspólnych  znajomych, którzy  mogliby coś o nim  wiedzieć ale  nikt jakoś nie wpadł jej do głowy a poza tym to jej nie  zależało na rozwiązaniu tej  zagadki.

Kazik, tak jak przewidywał, przyjechał po dwóch  godzinach i przywiózł kilka kilogramów jabłek, które wyglądały  niezwykle zachęcająco. Gdy zjedli obiad Teresa opowiedziała mężowi o swym dziwnym spotkaniu. Kazik też był tą historią zdziwiony.  

No wiesz- jakoś mi się  to wszystko kupy nie trzyma - wiem, że nigdy nie był miłym facetem, no ale  nie  mieści mi się w  głowie, żeby syn nie powiedział matce, z którą  mieszka, że wyjeżdża na placówkę zagraniczną. I tak  samo to jakieś dziwaczne, że nie powiedział ani słowa, że się z tobą rozwiódł. To w całości jest jakieś chore. A może ona po prostu sfiksowała- podobno zdarza  się to kobietom po menopauzie - stwierdził. 

Nie mam pojęcia - stwierdziła Teresa- ale gdy jej powiedziałam, że Robert tu  nie mieszka i że pewnie mieszka  w Moskwie to omal  nie padła  ze zdumienia. Zbladła  niczym trup, bałam  się, że może za moment zemdleje i dopiero  miałabym tam cyrk z nią. Jeszcze nigdy tak  szybko  nie  szłam z wózkiem. Na wszelki wypadek pokrążyłam po osiedlu co chwilę sprawdzając, czy nie idzie za mną. Czyli tata ją widział przy naszym drugim  mieszkaniu,  a nie kogoś podobnego. Nie wiem, czy gdyby faktycznie  sfiksowała to pamiętałaby  nasz  adres, tym bardziej, że ona  chyba nigdy u nas, gdy tam  mieszkałam z Robertem to nie była. A nawet jeśli była to najwyżej raz i to bardzo, bardzo  dawno, na samym początku. Dobrze, że chociaż to blisko, to jednak w nieco innej części osiedla. A o małego się  nie  zapytała? - dopytywał się  Kazik.  Nie, bo była zaskoczona wielce tym, że Robert  tu nie  mieszka i tym, że pewnie jest w Moskwie. No i jeszcze jej poradziłam, że jeśli szuka swego syna, to powinna  się z tym zwrócić do policji, oni jej pomogą.

Ja nawet nie mam do kogo zatelefonować by się dowiedzieć co się stało z personelem, który przed prywatyzacją  CHZetów był oddelegowany do pracy w branżowych BRH.  Gdyby  mi bardzo zależało to mogłabym się  spytać Franka, on pewnie  wie, no ale mi na tym  nie  zależy.

Kazik przytulił mocno Teresę - no cóż - nie da  się ukryć, że oboje mieliśmy dość dziwnych pierwszych partnerów. No i  nie zdziw się gdy kiedyś jakiś  policjant wpadnie tu zapytać  się czy  aby  nie przechowujesz w piwnicy Roberta żywego ewentualnie  w postaci zwłok - roześmiał  się. A pani Jadzia powiedziała,  że z Nałęczowa odbierze ich jej syn. Jeśli nam  się będzie  ckniło za tatą  to możemy w któryś weekend tam podjechać. To tylko 158 km od nas. 

No jasne- roześmiała  się Teresa- to tuż za rogiem, zaraz za piekarnią, wystarczy  się  tylko bardziej wychylić  z okna i już widać Nałęczów. W najbliższy weekend  to będzie "parapetówka" u Pawełka.  Nawet  nie masz  pojęcia, jaki dzieciak  z siebie  dumny, że zdecydował  się jednak mieszkać  sam a nie  z ojcem w jednym mieszkaniu. A Jacek chce  sobie kupić nowe  meble i  nie będzie to dąb na  wysoki połysk a raczej IKEA, bo chce  zerwać czy też pogrzebać  przeszłość- tak powiedział Pawłowi. I ponoć Młody mu powiedział, że nie uda  mu się uciec od przeszłości, bo przecież Paweł jest dowodem jego przeszłości. Popatrz jaki wygadany się zrobił.   

No fakt, ale to przecież prawda- stwierdził Kazik. To mądry chłopak i dobrze, że Jacek nie stara się natychmiast  wskoczyć w mundurek ojca a raczej przywdziewa  strój starszego nieco kumpla. On ma spore doświadczenie i był bardzo przez  chłopaków lubiany, chociaż był bardzo wymagający. Ale miał tę zaletę, że nadawał zawsze jasne, czytelne komunikaty i jeśli musiał któregoś z chłopaków opieprzyć tak z góry na  dół i nazad, to  zawsze to robił w  cztery oczy a nie przy innych. I ma jeszcze jedną zaletę - jeśli się w czymś pomyli to zawsze  się do tego przyzna. Bo - jak twierdzi - nie ma ludzi nieomylnych. Bóg też się nieco pomylił stwarzając  człowieka.

A co kupimy Pawłowi na nowe miejsce   zamieszkania?- spytał Kazik. Ja już wymyśliłam - Młody w tajemnicy przed ojcem dał mi do poczytania pamiętnik  swojej mamy. Ona ogromnie Jacka kochała. Wiedziała, że Jacek jest  z  szalenie biednej rodziny, że jego rodziców nie stać na to, żeby studiował i on dlatego wstąpił do woja. I że nie stać go będzie na założenie  rodziny, więc gdy  "wpadła" postanowiła,że sama dziecko wychowa. I wychowała. To nie było tak, jak nam powiedział, że zrobił rodzicom na  złość.  To była z jego strony przemyślana decyzja.   A ja w tym pamiętniku znalazłam dwa zdjęcia jego mamy i nie pytając  się Młodego o  zgodę   poprosiłam Elę, z którą kiedyś chodziłam na  angielski, żeby zrobiła  mi z nich portrety. Jeden to szkic ołówkiem, drugi- farba   akrylowa. Teraz są w oprawie u osiedlowego fotografa, w tygodniu odbiorę. I to będzie prezent od nas dla obu- portrety. Na  wszelki wypadek obydwa  zdjęcia cyknęłam komórką. Poza  tym nie  wiedziałam  jak Elce  wyjdą te portrety, bo nie  zawsze się jej udawały- ona nie kończyła Akademii Sztuk Pięknych, kompletny  z niej  samouk. Zobacz - ładna  była, zresztą Pawełek też jest ładnym chłopakiem.   Gdyby się  nie udały to dałabym do  zrobienia odbitki na płótnie- wyglądają wtedy jak obraz.   Ale udały  się  Eli. Chciałam  jej  zapłacić- w końcu się   nieco napracowała, ale ona  stwierdziła, że dla  niej samo malowanie to wielka  frajda i nagroda. I obiecała mi, że gdy Alek będzie  trochę starszy to go namaluje i to ze  zdjęcia, bo maluch  nie  wysiedzi tyle  czasu ile będzie jej potrzebne. Podobno  dzieci  się strasznie  ciężko maluje.

No pomysł dobry, ale czemu mi nic nie powiedziałaś? Bo nie  wiedziałam czy się Elce udadzą, bo w końcu  czasu miała  mało. No i nie byłam pewna,  czy się przypadkiem nie  wygadasz. A teraz to się już przestałaś bać, że  się wygadam? Teraz to się z nimi zobaczysz dopiero w  sobotę-  zaśmiała się Teresa. Jacek zjedzie dopiero późnym wieczorem w piątek. A Młody w tym tygodniu będzie po coś  w Gdańsku, chyba będzie podpisywał z najemcami umowę i któryś  kolega ma  "mieć oko" na to  mieszkanie. I też zjedzie dopiero w piątek wieczorem. A w sobotę rano to będą zajęci  szykowaniem parapetówki. Jacek się odgrażał, że przywiezie jakąś dobrą wyżerkę od siebie. I na pewno będzie  bardzo zmartwiony, że nie będzie taty, bo on  raczej nic o  tym  nie wie, że tata pojechał się kurować do sanatorium.

Nie  miałem pojęcia, że nasz osiedlowy fotograf  oprawia obrazki. No właśnie- wpadłam  do niego i zamarłam  ze  zdumienia- mają teraz na  sprzedaż albumy do zdjęć i spory wybór ramek do zdjęć. I jeszcze sobie zafundowali kserokopiarkę i w  razie   czego można sobie u  nich  zrobić ksero w formacie A3 - w końcu nie każdy ma w  domu komputer a do  niego urządzenie wielofunkcyjne. I zwierzył mi  się, że zastanawia  się nad oprawianiem prac, np. magisterskich, bo najbliższy taki punkt jest od  nas  daleko.  Taki obrotny z niego facecik. A to ksero to ma też kolorowe. I podobno ma być kawiarnia w tym lokalu,  gdzie  był sklep ze  słodyczami. Sklep  ze słodyczami  został "zagryziony" przez spożywczak, który drastycznie obniżył ceny słodyczy i ludzie przestali u  nich kupować i kupowali tylko w  spożywczaku. Ciekawe  jaka to będzie ta kawiarnia bo na moje oko to tam  może stać góra 5 stolików, takich na  dwie  osoby. A hotele robotnicze mają być teraz normalnymi,  aczkolwiek dość tanimi  hotelami.  I jeszcze mi obrotny facecik  doniósł, że w tych nowiutkich blokach po drugiej  stronie są bajecznie  drogie   mieszkania, a w jednym  z  okien wisi anons, że sprzedają mięso ze strusia.  No  nieźle, śmiał się  Kazik. Nie mam pojęcia jakie  walory ma  mięso ze strusia, ale chyba  nie będziemy go próbować. Indyk nam  jak na  razie wystarcza. Ale to  nie wszystkie nowiny - śmiała  się Teresa- podobno będzie zainstalowany "mlekomat" i będzie  można  kupić świeże mleko do własnej butelki. I zmienił się właściciel kwiaciarni. I to już wszystko? -śmiał się  Kazik. Nie wiem, bo wyszłam zmęczona nowinami. Ale Alkowi bardzo  się u tego pana podobało, bo był włączony duży ekran TV i szedł jakiś  film z psami. Odbiorę te oprawione obrazki i  długo  mnie pan obrotny  nie  zobaczy.

                                                               c.d.n.

poniedziałek, 13 marca 2023

Lek na wszystko? -71

 Minęło lato spędzone  znowu w Warszawie - tym razem z powodu doktoratu Kazika, bo tak się ułożyły  sprawy, że musiał być  w Warszawie.  Teoretycznie Teresa  mogła pojechać na  jakieś  wczasy  sama z dzieckiem, ale stwierdziła, że  woli jednak jeszcze i te  wakacje spędzić w domu. Gdy tylko była pogoda  pakowała  do  samochodu dziecko i tatę i jechała  albo do Konstancina  albo do Zalesia.

Wprawdzie Jacek chciał jej załatwić wczasy w Mrzeżynie w kolonii oficerskiej,  ale Teresa  stwierdziła, że sama tam z dzieckiem nie pojedzie, bo Kazik ogarnięty gorączką pisania pracy zbytnio  się  zaniedba i zmarnieje. Poza tym nie będzie też w tym czasie taty, który będzie  zajęty pilnowaniem pewnej suni, bo pani sąsiadka taty, czyli "pani Jadwisia" jedzie na trzy tygodnie do sanatorium do Nałęczowa i tata będzie w tym czasie miał pod opieką jej sunię. W Nałęczowie. 

Teresa przez  dwa dni chodziła  z półotwartymi ze zdziwienia  ustami i lekko wytrzeszczonymi oczami. Bo oczywiście pani Jadwisia nie może przecież oddać psa do psiego hotelu, bo sunia  się za nią zatęskni, więc on też pojedzie do Nałęczowa, ale pani Jadwisia dla taty wynajęła prywatną kwaterę w pobliżu sanatorium, do którego  miała  skierowanie. A tata już nawet był u lekarza i wziął skierowanie  na zabiegi. A tak nawiasem mówiąc to pani Jadwisia nie ma  zaufania do swoich dzieci i pod ich opieką nie może zostawić swej suni, bo przecież by ją zamykali  samą w domu. Teresa słuchając tego  wszystkiego na wszelki wypadek odwracała od  wzrok od twarzy ojca by go przypadkiem nie  zabić  wzrokiem lub  nie urazić śmiechem, który ją rozsadzał. W końcu powiedziała któregoś dnia do ojca:  tatku, jesteście oboje wolni, czemu nie powiesz po ludzku, że się w pani Jadzi   zakochałeś. No bo chyba  się nie  zakochałem, w moim wieku to się już raczej nie  zdarza, my się po prostu przyjaźnimy. No tak, powiedziała Teresa - to już teraz  wiem, że moje  wmawianie  w siebie  przez  dziesięć lat, że ja się  tylko przyjaźnię z Kazikiem to było dziedziczne schorzenie, po tobie. 

Teresa opowiedziała  wszystko wieczorem Kazikowi, który powiedział - ciesz  się, że jest  zajęty panią Jadwisią a nie jakąś gówniarą czterdzieści lat od  siebie  młodszą.  Mogą się nawet pobrać i też nie będzie  dziury w niebie, o ile oczywiście podpiszą odpowiednio sformułowaną  intercyzę zapewniającą ich dzieciom to co dzieci chcą otrzymać po ich zejściu z tego świata. A ta pani Jadwisia to miła osoba i  ma fajną psicę. Tyle  tylko, że pobyt taty w Nałęczowie to ja sfinansuję i nawet mogę ich  ze  psem zawieźć do sanatorium i potem po  nich pojechać. To nie jest daleka droga. Zawiozę, ulokuję i tego samego  dnia  wrócę. Wolę by tata nie jechał tam swoim samochodem. Bo jak pojedzie  swoim  samochodem to będą  się  szlajać po szosie  zamiast wypoczywać w  sanatorium i brać  zabiegi.

Następnego dnia Teresa powiedziała tacie, że Kazik też akceptuje "przyjaźń" taty i pani  Jadwisi, że nawet  bierze na  siebie ich transport w obie  strony, ale pobyt  taty w Nałęczowie to Kazik sfinansuje, a nie pani Jadwisia  w ramach  wdzięczności za opiekę nad  sunią.  Poza tym powiedziała tacie, że ona i Kazik nie mają  nic przeciwko nawet bliskiemu  związkowi taty z panią Jadwisią, bo gdyby się chcieli np. pobrać, to po prostu będzie  wpierw spisana intercyza  zapewniająca ich dzieciom to co sobie dzieci umyśliły , że dostaną w spadku. I że przecież Tesia i tak już ma zapisane jedno mieszkanie testamentem a drugie, to w starym budownictwie otrzymała jako darowiznę, więc to tylko dzieci  pani Jadwisi będą sobie musiały zapewnić to co chcą dostać po pani Jadwisi. No fakt- ja już  zupełnie  zapomniałem, że my to mamy już uregulowane dzięki  problemom z Robertem  - stwierdził tata.

Oczywiście Krystian  też został poinformowany o tym wydarzeniu i powiedział, że jemu to się bardzo podoba, bo przecież oboje  są stanu wolnego i mogą wchodzić w jakie  chcą układy. Mogą mieszkać razem, mogą mieszkać oddzielnie, mogą się pobrać lub nie. To wolni ludzie. Alina była wielce zdziwiona takim obrotem sprawy, ale Teresa jej powiedziała, że właściwie bardzo  dobrze, że się tata tak bardzo zżył z panią Jadwigą i na pewno  mają wiele wspólnych tematów, bo pani Jadwiga jest tylko 5 lat młodsza od  taty, a więc  są tym samym pokoleniem.  Poza tym pani Jadwiga  jest bardzo sympatyczną osobą a jej sunia jest grzeczna i mądrutka. No i dobrze,  że tata pojedzie na  trzy tygodnie do Nałęczowa, zmieni klimat i pobędzie w ładnym  miejscu, bo Nałęczów jest ostatnio bardzo zadbaną miejscowością. 

 I myślisz, że oni jeszcze będą ze sobą współżyli? - spytała Alina- w tym wieku?  No przecież jeszcze  nie mają po 100 lat - stwierdziła Teresa. Nie wnikałam nigdy w życie intymne  mego taty, on  w moje też nie. Ale wiem, że nie ma  dolegliwości ze strony prostaty, czyli nie pościł. I nigdy nie  dociekałam  czy  się z kimś  spotyka czy też nie, czy go jeszcze seks interesuje. Ale wiem, że się różnym paniom podobał i nie chodził do teatru i do kina  sam. Wiem, że gdyby wcześniej spotkał panią, którą obdarzyłby uczuciem to na pewno by mi o  tym powiedział. Bo gdy ja, nim jeszcze pobraliśmy się z Kazikiem zdecydowałam  się, że się do niego wprowadzę, to tacie o  tym powiedziałam. Nigdy nie  miałam problemu by z tatą rozmawiać o takich  sprawach.Tata w pewnym momencie mi powiedział, że już pozbierał się psychicznie po śmierci mamy i że lepiej że odeszła nieco niespodziewanie ale w spokoju i nie umęczona bólem i cierpieniem. No a skoro ta pani Jadwisia, jak ją  nazywa, ma do niego tak wielkie  zaufanie, że swoją drogocenną wystawową sunię już nie jeden  raz  zostawiała pod jego opieką, to  może ich coś łączy. Bo tak naprawdę to tata nigdy wcześniej nie zajmował się żadnym psem. A ta  sunia to mojego tatę wręcz uwielbia. I jest bardzo mądra. Wie, że jest olbrzymia i gdy na spacerze Alek nie jest w  wózku a  drepcze na  własnych nóżkach  to sunia zaraz waruje, by nad  nim nie górować. Pani Jadwiga  ma dwoje  wnucząt,  więc  sunia już wie, że  dzieci to małe i delikatne  stwory. A jak sunia stanie na dwóch łapach to  nie ma problemu by polizać w policzek  Kazika. Teraz to pani Jadwiga  już jej nie wystawia, bo jak  stwierdziła  to za bardzo męcząca impreza i dla psa i dla właściciela. I tak naprawdę to mało mnie interesuje co i jak tata robi z panią Jadwigą  za  zamkniętymi  drzwiami.  Ale na  pewno będę  się cieszyć,  gdy zobaczę, że jest szczęśliwy z tą panią. 

A nie boisz  się, że Alek może dostać jakiegoś liszaju od tego, że go pies  poliże?- spytała  Alina. Nie nie boję  się, bo ona Alka  nie liże. Sunia wie, że nie  wolno dzieci lizać. Co najwyżej  może polizać kocyk  w  wózku. To jest naprawdę bardzo  dobrze ułożona  sunia. Poza tym ona  zawsze chodzi na  smyczy a jej pani zawsze patrzy za czym  sunia  węszy. Czy wiesz, że jakiś zboczeniec na  naszym osiedlu rozrzucał wędlinę w którą wtykał trutkę na  szczury?  Boże - jęknęła Alina - co za bydlak! Złapali go? Nie. Ale dwa nieduże psy padły. Nie udało się weterynarzom ich uratować.  Pewnie były wypuszczone   luzem,  nie na  uwięzi,  nażarły się świństwa w jakichś krzaczorach i zbyt późno trafiły  do weterynarza. No i pani Jadwiga oka  nie  spuszcza z psicy, by ta  czegoś nie liznęła  przypadkiem.  

Bo gdyby ludziom przysolili porządne mandaty za wypuszczenie  psa z domu luzem, to zaraz byłby porządek- stwierdził Kris. No ale jeśli ktoś wypuści psa bez obroży i  numerka to nawet jeśli go złapiesz to nie masz pojęcia  czyj to pies- stwierdziła Teresa. Pewnie nie  wiesz, ale latem roi się tu od psów, które wcale nie  mieszkają na  naszym osiedlu.  Tak  zwani ludzie, czyli zwykłe  bydło, potrafi przywieźć na osiedle  psa, którego chcą  się pozbyć z domu, bo wyjeżdżają na wakacje. A koleżanka mi mówiła, że na szosie poznańskiej, tam gdzie jest odgałęzienie na  Żelazową  Wolę,  to  notorycznie biegają stada bezpańskich psów wyrzuconych przez  właścicieli z jadącego samochodu. I nie są to kundle, sporo rasowych  jest także. Ona sama "upolowała" tam sznaucerkę, szczenną. Na szczęście udało się jej umieścić szczeniaki u dobrych  ludzi, ona sobie zostawiła matkę. Oczywiście ją weterynarz  wysterylizował z okazji porodu. Jak mi opowiadała, to najczęściej  scenariusz wygląda tak, że bachor  w domu marudzi, żeby mu kupić  psa, dostaje  w końcu psa pod choinkę, bo go kupują  dziadkowie, a przed wyjazdem na  wakacje jest problem co zrobić  z psem, więc się go wywozi albo do lasu, albo na odległe osiedle albo na  szosie  wywala z  samochodu - i gaz  do dechy. Nasz znajomy ma psa, którego znalazł w lesie uwiązanego do  drzewa. Pies  był pół żywy z głodu i pragnienia. I to był cocker spaniel, nawet jeszcze  roku nie miał, jak powiedział weterynarz.  Facet poszedł na grzyby a  zamiast grzybów przyniósł psiaka. Nie wiem też po jakie  licho kupują psa ci co siedzą  po 12 godzin poza domem i pies jest cały  dzień sam  w domu.  Pani Jadwiga nigdy  nie  zostawia suni  samej  w domu na dłużej niż  trzy godziny. Gdy jechała na jakiś ślub to sunia ze  swym posłankiem była u naszego taty. I jak tata mówił, to była bardzo grzeczna, chociaż taty jeszcze  wtedy  nie znała, bo wtedy tata dopiero co się tu przeprowadził.

Kurt zatelefonował, że niestety nie przyjadą z chłopcami na ferie w październiku, bo on wyjeżdża służbowo wtedy gdy będą jesienne ferie a Sophie z trójką dzieci sama nie pojedzie. A mówi o  tym już teraz, żeby wiedzieli o  tym dużo  wcześniej i nie uwzględniali ich w swoich planach. A poza tym to u  nich nic nowego się nie dzieje. Teresa tylko uśmiechnęła  się na tę  wiadomość i powiedziała - no właśnie planowanie w dzisiejszych czasach  zaczyna być niemożliwe.  

Następnego dnia Teresa poprosiła tatę by poszedł razem z nią na  spacer z Alkiem, to ona sobie od razu zrobi  zakupy, nie będzie musiała wychodzić później. Na osiedlowym bazarku spotkali panią Jadwigę, która też była na  zakupach, sama, bez psa. Panie wymieniły  się spostrzeżeniami na temat które wg  nich stoiska  mają zawsze dobry towar, pani Jadwiga wyjaśniła Teresie, które buraki są smaczniejsze. Teresa za to powiedziała  w którym sklepie jest zawsze bardzo dobra  szynka, powiedziała by pani Jadwiga koniecznie  swoje  zakupy umieściła w koszu zakupowym wózka a nie dźwigała sama  wszystkiego, Teresa namówiła ją by koniecznie używała torby- wózka, bo dźwiganie zakupów to mało zdrowy  sport i że Teresa to ma nawet dwie takie  torby, więc z radością jedną  z nich jej sprezentuje- jedna jest ciemno zielona a  druga ciemno granatowa, więc niech  sobie  wybierze. A są dwie, bo jedną kupił Kazik, a drugą tata i jak to faceci- nie  wpadli na to, żeby ustalić który kupi i kupili obaj. Teraz obie  wózko-torby stoją w domu, bo Teresa ma koszyk na  zakupy pod wózkiem. Powiedziała też, że wie o  tym, że jej tata będzie  towarzyszył pan Jadzi w Nałęczowie i ma nadzieję, że będą  mieli tam pogodę , nawdychają się świeżego powietrza i miło spędzą czas. I że do i z Nałęczowa to ich w takim  razie  zawiezie Kazik, zwłaszcza,że przecież pani Jadzia bierze też sunię. A wózko- torbę na  zakupy to jeszcze  dziś tata  podrzuci pani Jadzi do  domu. No to może tę ciemno- granatową odkupię - stwierdziła pani Jadwiga. Ależ nie odkupi  pani, tylko ją pani po prostu weźmie - mnie naprawdę dwie nie są potrzebne, a  bratowa męża też  nie potrzebuje, bo też ma koszyk pod  wózkiem. I może by tak pani Jadzia  wpadła któregoś  dnia na kawkę przed południem? Oczywiście  może razem z sunią, żeby psinka  nie tęskniła,  a pani Jadzia nie piła kawy na tempo spiesząc  się do suni.  Teresa ukradkiem obserwowała tatę, który  był wyraźnie  nieco zażenowany.  Gdy z  zakupami podeszły do wózka by schować w koszu zakupy  powiedział - to teraz idziemy do nas, do domu, wjedziemy windą, napijemy  się kawy , Jadzia  weźmie  wózek który będzie  chciała i ja ją odprowadzę do domu. Bardzo dobry pomysł - pochwaliła Teresa. Panią Jadzię chyba lekko zatkało z wrażenia, bo tylko kiwnęła głową na zgodę. Gdy szli do  domu wózek z dzieckiem  pchała Teresa, a  tata z panią Jadzią szedł obok. Gdy dotarli do domu tata powiedział, że kawę to on  zrobi, bo już umie posługiwać  się  expresem, zakupy Jadzi postoją w  wózku małego na balkonie, bo upału to jakoś  nie ma a Teresa niech pokaże Jadzi mieszkanie. Potem wypiją kawusię, przepakują zakupy  Jadzi w  wybrany przez  nią torbo-wózek i tata ją odprowadzi do domu.

Teresie  chciało się  śmiać i z trudem utrzymywała  powagę.  Gdy doszli do budynku to jedną windą pojechała Teresa z wózkiem, drugą tata z panią Jadwigą.  Teresa od razu wyjęła Alka  z wózka, a ojciec  wystawił wózek na  balkon a  potem udał się  do kuchni, a  Teresa oprowadziła gościa po mieszkaniu, przy okazji pokazała obie  torby i pani  Jadzia pozostała przy  ciemno-granatowej torbie. Kawę tata podał w kuchni, bowiem  była to pora jedzenia  Aleksa. Teresa przezornie  podała  mu mus brzoskwiniowy z kaszką, który wyjątkowo  szybko i gładko  znikał w buźce Alka.  

Gdy pili kawę tata powiedział - "czy nie mogłybyście mówić  sobie po imieniu zamiast per pani?  Od razu będzie milej i prościej". Pani Jadwiga powiedziała, że bardzo chętnie, Teresa powiedziała, że dobrze, że ojciec to zaproponował, bo ona  nie śmiała tego  proponować.  

Przyjaciółce taty bardzo podobało się ich  mieszkanie, bo z obu stron  mieszkania był ładny widok. No tak, ale gdy  się winda  zepsuje to może być kłopot- powiedziała Jadwiga. Więc Teresa od razu powiedziała, że blok stoi już 12 lat i tylko raz były obie  windy  nieczynne no a poza tym to mają to drugie  mieszkanie na pierwszym  piętrze, stale utrzymywane  w stanie pełnej gotowości, łącznie z pełną zamrażarką. Po godzinie  Jadwiga  stwierdziła, że musi niestety wracać do psa, więc Teresa powiedziała, że następnym  razem to może przecież  przyjść,  z sunią, na wycieraczce przetrze się jej tylko łapy  szmatką, żeby  piachu nie naniosła. Tata wraz z Jadwigą przełożył zakupy do wózko- torby, Jadwiga  stwierdziła, że to jest świetne  rozwiązanie, uścisnęły  się wzajemnie  z Teresą, a tata powiedział, że wkrótce  wróci, a po drodze odbierze prasę z kiosku.  Mały bystrzak  skonstatował, że dziadek wychodzi i powiedział "dada pa,pa" i pokiwał rączką. Jadwidze też zrobił pa,pa i pożeglował do sypialni po swojego pieska. Tata wychodząc mrugnął porozumiewawczo do Teresy i jeszcze raz  powiedział, że wkrótce wróci.

                                                                  c.d.n.


niedziela, 12 marca 2023

Lek na wszystko? - 70

 W kilka dni później Krystian z Aliną "zameldowali" się w Instytucie Psychiatrii na  wizycie u lekarza. Dziecko zostało w domu pod opieką  pani Marii. Plany opieki nad  małym  zostały w ostatniej  chwili  zmienione,  bowiem dziecko Teresy miało katar, więc obie  mamy całkiem przytomnie  zdecydowały, że będzie lepiej,  jeśli każde z dzieci zostanie  we własnym  domu. "Ojej,  a skąd się u  niego wziął katar?" - wydziwiał Kazik. A skąd ja mam wiedzieć? - spytała Teresa. Nie przemarzł ani na dworze  ani w czasie ablucji. Będę szczęśliwa, jeśli to będzie  tylko zwykły katar a nie początek jakiejś wirusowej choroby. Może przyniósł  sobie z placu zabaw ze zjeżdżalni. On przecież  wszystkiego dotyka  a łapy wciąż pakuje  do buzi, a katar przenosi  się na odległość kilku metrów gdy ktoś kichnie. Ale nie ma temperatury- jak na razie. Wpuściłam  mu do noska kropelki udrożniające.

Około godziny 14,00 do Kazików przyszedł Kris- był sam, bowiem lekarz zaproponował by Alina została ze trzy dni na obserwacji - wstępne badania i wyniki wywiadu potwierdziły tezę Teresy, że to raczej jest kolejny  rzut choroby dwubiegunowej. Kiepsko wypadły jej ogólne analizy i dlatego padła propozycja, by została  trzy dni na obserwacji. Lekarz, który ją  wstępnie badał miał tego dnia  całodobowy dyżur i jak powiedział Krisowi, ma nadzieję , że za kilka godzin, gdy Alina  nieco  się "oswoi" z sytuacją to on znów z nią trochę porozmawia i może namówi ją by z czasem przychodziła  na psychoterapię. Potwierdził  to co mówiła Teresa,  że Alina powinna brać  stale lek, który po prostu zapobiegnie nawrotom choroby. I ma go brać codziennie, niezależnie od aktualnego stanu psychiki. Bardzo się ten lekarz podobał Krisowi i jak  Kris powiedział bratu, to nawet on  poczuł się lepiej po rozmowie  z tym lekarzem. Pochwalił też Krisa, że dał Alinie  do poczytania opis afektywnej choroby, bo akurat w tej encyklopedii jest dobrze i jasno opisana.  Rzeczowo i bez straszenia pacjenta.

Kris powiedział, że poczuł się dumny, że ma taką mądrą i bystrą bratową a "mądra i bystra" bratowa powiedziała, że ona  wcale nie jest  z siebie  dumna, bo powinna była  wcześniej  się zorientować, że  Alinie wysiada psychika i wcześniej zajrzeć w mądre książki  zamiast wściekać  się na Alinę. No ale zajrzałaś - powiedział Kris- i to jest najistotniejsze. Gdybyś nie  zajrzała dalej trwałby impas.  A gdzie jest mój słodki bratanek?  Twój  słodki bratanek kicha , więc siedzi w  swoim łóżeczku i opowiada bajki swojemu pluszowemu pieskowi. Ale nie ma temperaturki i apetycik mu dopisuje - wyjaśniła Teresa. Piesek mu dotrzymuje towarzystwa i pilnuje, żeby nie  wyszedł z łóżeczka. Jest już w nim maksymalnie obniżona "podłoga".  Ten mały chuligan siada na materacyku na samym brzegu i wystawia nóżki poprzez szczebelki i wygląda jak więzień w trakcie ucieczki. Siedzi z tym nóżkami poza łóżeczkiem i podskakuje na pupie- wygląda to wielce zabawnie. Nie bierz go na ręce, bo jeszcze przeniesiesz katar na Tadzia. 

No skoro mam go nie brać na ręce to wcale do niego nie pójdę - zdecydował Kris. Muszę się przepytać lekarza czy dobrze by zrobiło Alinie, gdyby małego dać do żłobka.  Zapytaj, ale nie sądzę by jej całkowita bezczynność pomogła, bo przecież biuro, w którym pracowała już nie istnieje, tak samo jak moja CHZ. Jej biuro zostało sprywatyzowane no i z mety zredukowano personel. Nie mówiłam jej o tym, wszak jest na trzyletnim urlopie jak ja. Dobrze, że te trzy lata liczą się do stażu pracy, choć nie mamy z tego pieniędzy.  To ja jej też o tym nie powiem - stwierdził Kris. Mogło by to pogorszyć jej stan. Pewnie tak - powiedziała Teresa - ja o tym wiedziałam idąc na macierzyński i wychowawczy urlop. No ale wiesz - dział paszportowy podlegał pod kadry i miał powiązania z MSW, więc czasem wiedzieliśmy wcześniej od innych o różnych zmianach.  Może uda mi  się zahaczyć u Franka, ale jeszcze o tym nie myślę. Bo już się nauczyłam, że takie planowanie  w ciemno to jak pisanie palcem  po wodzie. Co będzie to będzie. Może i u nas wejdzie  moda na prywatne mini przedszkola, takie dla kilkunastu łebków a  nie od  razu na setkę dzieciaków. Znam babkę, która kombinuje  by takie przedszkole zorganizować i  szuka wspólniczki. A może się wszyscy stąd wyniesiemy, nigdzie  nie jest zapisane, że musimy tu mieszkać do śmierci. Jest jeszcze  kilka  sympatycznych krajów w Europie. I nawet bardziej cywilizowanych niż Polska. Kris, czy ty znałeś moją byłą teściową?  Nie, nie  miałem tej nieprzyjemności - stwierdził Kris- a czemu pytasz? Bo tata ją widział koło bramy  naszego zapasowego  mieszkania. I co? - doczepiła  się do taty?  Nie, bo tata był w ciemnych okularach i w kapeluszu i wyglądał jak James Bond, poza tym szybko ją wyminął, żeby  się nie zorientowała, że to on.  

Ciekawe- stwierdził Kris-  chyba wie, że już nie jesteś jej synową. Ale znając Roberta to może ona o niczym nie wie - to był dziwny facet, jak stwierdził ten co cię rozwodził. I nie dziwił się ani przez minutę, że nie chciałaś  z byłym rozmawiać. Kris, a masz dziś coś  w domu na obiad?- spytała Teresa.  Mam, pani Maria dziś kucharzyła, jest i zupa i drugie. No właśnie, muszę iść do chaty. Fajnie, że teraz mam do was tak blisko. Poproszę panią Marię by była przez czas nieobecności Aliny i  niech sobie jutro odpuści u  mnie sprzątanie. Zadzwonię wieczorem. Jeszcze raz  wam dziękuję. A gdzie jest tata? Na spacerze z suką i jej pańcią. Oni się  chyba mają ku sobie - zaśmiała  się Teresa. Tata z suką?- spytał Kris. Nie , z jej pańcią. Obie są bardzo sympatyczne, ale tata chyba woli pańcię - śmiała  się Teresa. Powiedz  pani Marii, że u mnie nie  musi sprzątać w piątek rano, niech lepiej posiedzi z Tadziem u ciebie.  Bo w piątek rano chcemy wyskoczyć z Kazikiem po mały stoliczek i krzesełko dla Alka. On już  nie chce siedzieć w  kojcu, więc  niech siedzi przy własnym stoliczku i na własnym krzesełku. Jeść będzie nadal z nami przy stole  w pokoju lub  w kuchni, ale będzie  miał własny stolik  i krzesełko przy którym będzie  się bawił, czytał książeczkę, układał klocki. Jak mu coś spadnie to sobie  sam podniesie. Tylko trzeba  znaleźć stolarza, żeby zaokrąglił rogi stolika. Nie ma problemu - zrobią ci  taką "operację" w OBI lub w innym markecie budowlanym,  w którym przycinają płyty drewniane na wymiar - stwierdził Kris. Tylko sobie przygotujcie jakieś  pieniążki by im  dać do ręki.  A ja planowałem by kupić taką piłę, którą można  bez problemu przyciąć płytę w dowolny  wzór - stwierdził Kazik. No to kup, ja się chętnie  dołożę - stwierdził Kris. Mam w piwnicy jakieś płyty, na których możemy potrenować. Lubię pracować w drewnie. 

Kris odbierał Alinę z Kliniki w poniedziałek późnym popołudniem. Przed wypisem długo rozmawiał z lekarzem, który mu dał całkiem  sporo wytycznych. Alina miała trzy razy  w tygodniu, przez okres miesiąca, przychodzić na  psychoterapię. Po tym okresie znów  będzie konsultacja i badania ogólne, bo okazało się, że Alinie brak niektórych mikroelementów. Dostała wykaz  suplementów, które powinna łykać. No i musi  brać ten podstawowy lek, bez  względu na  samopoczucie. Bo jeśli go odstawi, to nastąpi nawrót choroby. Chodząc na psychoterapię przekonała się,  że nie ona jedna ma takie  schorzenie, że dotyka  to wielu osób i niestety z powodu  braku wiedzy u samych pacjentów jak i często lekarzy pierwszego kontaktu masa osób ma z tego powodu problemy. I że leczenie się z tego powodu  nie jest żadnym wstydem, a nie leczenie się grozi rozpadem związków, bo niszczy związki międzyludzkie. Bo to nie jest tak, że choruje i  cierpi tylko ten  chory. Na szczęście Alina nie ma ciężkiej postaci choroby afektywnej i gdy będzie o siebie dbała, brała lek i co jakiś czas kontrolowała stan  swego organizmu szybko wróci do dobrej formy.  Kris umówił się z panią Marią by przychodziła do nich w dni, w które Alina będzie na psychoterapii, a Teresa stwierdziła, że jej wystarczy obecność pani Marii 2 razy w tygodniu. 

Syn Jacka wreszcie zasiedlił mieszkanie. Polecona firma przeprowadzkowa spisała  się jak zwykle na piątkę z plusem. Oczywiście Paweł musiał im narysować plan  mieszkania i opisać co gdzie ma stać. Popakowali wszystko w swój wóz jednego dnia po południu. Po "wyprowadzeniu" rzeczy, które  miały trafić do Warszawy Paweł zamknął gdańskie  mieszkanie i pojechał do Warszawy. Rzeczy Pawła przyjechały do  stolicy następnego  dnia około godziny trzynastej i panowie wzięli się do pracy. O godzinie 21,00 Paweł już mógł w tym mieszkaniu zanocować, ale tę noc spędził jeszcze w warszawskim mieszkaniu ojca.  Drugie mieszkanie , to na trzecim piętrze jeszcze  " się remontowało".  Paweł bez pośpiechu przewiózł z warszawskiego mieszkania swego ojca wszystkie swoje rzeczy i .......stwierdził, że chyba jednak będzie mieszkał w oddzielnym mieszkaniu. I tą myślą podzielił się z Kazikiem i Teresą. Oboje stwierdzili, że ma rację - i on i jego ojciec są stanu wolnego,  mieszkania są w sąsiednich klatkach, mogą bywać u siebie wzajemnie bez problemu gdy tylko zatęsknią jeden  za drugim, a jednocześnie będą mieli całkowitą swobodę.  

Gdy Paweł uzyskał aprobatę swej  decyzji u Teresy i Kazika zatelefonował do ojca i powiedział , że szalenie  mu się podoba na tym wysokim piętrze, że firma przeprowadzkowa spisała  się na medal i że on już wydoroślał i będzie mieszkał oddzielnie, bo przecież będą  mieli do siebie bardzo, bardzo blisko. A Jacek, chodź już wiedział od  Kazika jaką decyzję podjął jego syn, udał pełne zaskoczenie, ale stwierdził, że się naprawdę cieszy z decyzji Pawła, bo to świadczy, że Paweł już się w pełni odnalazł w swojej nowej sytuacji życiowej. A skoro Paweł tak chwali tę firmę, to on też skorzysta z jej usług, tylko wpierw im  wszystko rozrysuje i że przyjedzie w piątek wieczorem do Warszawy,  by zobaczyć mieszkanie  Pawła. A na sobotni wieczór są zaproszeni do Kazików. I niech Paweł pomyśli co mu jeszcze będzie potrzebne w nowym mieszkaniu to w sobotnie przedpołudnie mogą "polatać" po sklepach.

Teresa i Kazik zgodnie stwierdzili, że nawet ten krótki pobyt Aliny na psychoterapii i regularnie brany lek w widoczny sposób jej pomogły.  Kris nie ukrywał przed Aliną, że to Teresa wpadła na to, że Alina być może cierpi z powodu choroby afektywnej. Dziewczyny spotkały  się u Teresy gdy minął Alkowi katar  i szybko wróciła ich dawna  zażyłość.  Alina przestała się bać zostawać sama w  domu z dzieckiem,  zaczęła  z nim regularnie wychodzić na  spacery, ale Kris nadal korzystał z pomocy pani Marii, bo nadal wyniki badań ogólnych Aliny  nie  wzbudzały entuzjazmu.  Dzięki pomocy  pani  Marii mógł się w pełni zająć swoją pracą - a pracy to mu nie brakowało. 

Piętnaście miesięcy młodszy stryjeczny braciszek Alka ciągle nie mógł zyskać jego aprobaty. Alek szybko się przekonał, że niestety nie jest to partner do zabawy, nie  mniej  gdy  Alina lub Kris  przychodzili z małym do Kazików Alek pokazywał małemu obrazki w  swoich książeczkach, podawał mu swego bardzo kochanego pluszowego pieska do głaskania i strasznie się denerwował gdy mały usiłował wpakować  sobie pieska do buzi. Teresa w końcu wytłumaczyła  synkowi, że jego  braciszek jest jeszcze bardzo malutki i wielu spraw po prostu nie rozumie, więc niech mu Alek nie daje do rączek pieska. Kazik niemal padał ze śmiechu, gdy Alek uciekał przed raczkującym Tadziem. A Kazik powiedział Teresie - zobacz, między nimi jest tylko rok i trzy  miesiące  różnicy i w tej chwili jest to niemal przepaść, więc może nic dziwnego, że nie byłem zadowolony  z brata o pięć lat ode mnie młodszego. Dla mnie to zawsze był problem, że on jest ode mnie te pięć lat młodszy. Przestało mnie to denerwować gdy już miałem lat dwadzieścia, ale i tak nazywałem go gówniarzem. Sophie ma rację - dwa lata różnicy, tak jak jest u ich chłopców to optimum, wtedy szybko się ta różnica zatrze. Gdy Tadzik zacznie już chodzić Alek już będzie na niego inaczej patrzeć, pomału stanie  się partnerem do zabawy. 

We wrześniu do Warszawy zjechał Jacek. Meble, które miał w swym służbowym  mieszkaniu zostawił w nim - stwierdził, że nie chce ciągnąć za sobą przeszłości- były to meble wybierane przez jego żonę. Paweł się nieco   śmiał z tego i powiedział - ale tak naprawdę to nawet gdy  się ich pozbędziesz to i tak ciągniesz  za sobą przeszłość - przecież ja jestem owocem owej twojej przeszłości.

                                                                c.d.n.



sobota, 11 marca 2023

Lek na wszystko? - 69

 Gdy domowy słodziak, czyli  Alek przeniósł się wieczorem w objęcia  Morfeusza, Teresa powiedziała do męża, że musi dziś "postudiować" Encyklopedię Zdrowia. A co się stało? Boli  cię coś? - zaniepokoił się Kazik. Nie, mnie jak na  razie nic  nie jest, ale cały  wieczór   "chodzi" mi po głowie  sprawa Aliny. Bo przypomniało mi się, że takie zachowanie się Aliny to ja już kiedyś widziałam i wtedy ona brała  przez  bardzo długi  czas jakiś  lek. I być może,  że lęk jej  matki dotyczący stanu jej zdrowia nie był tak zupełnie bezpodstawny. Ale muszę trochę poczytać, bo wiesz jak jest - jeśli czegoś nie  poczułeś na  własnej  skórze to na ogół nie  wiesz jak to jest. 

Mówisz zagadkami  - stwierdził Kazik- oświeć mnie  trochę, proszę. Idzie mi o  to, że może ona   naprawdę jest chora, a raczej ma nawrót choroby. Bo ona brała kiedyś jakiś lek, który, jak mi wtedy mówiła jej matka, będzie musiała  brać do końca życia, nawet gdy nie będzie  miała  żadnych dolegliwości. No ale o co chodzi- denerwował się Kazik.  Teresa, uśmiechnęła się i powiedziała- wyjaśnię ci gdy poczytam o tym co mi do głowy przyszło.  I powiesz mi? - zapytał. No jasne, że ci powiem. Aż  się boję, że być może to co mi do głowy przyszło właśnie się dzieje z Aliną.

Teresa poszła do swego "buduaru" i pogrążyła  się w czytaniu Encyklopedii Zdrowia. Po niemal godzinie wyszła stamtąd z bardzo smutną miną. Otworzyła książkę i zaczęła czytać półgłosem Kazikowi objawy choroby afektywnej, zwanej też chorobą dwubiegunową. Gdy skończyła  czytać Kazik powiedział - widzi mi  się, że objawy Aliny pasują do tego opisu. I co  zrobimy? 

My to niewiele możemy zrobić - po prostu damy Krystianowi do poczytania, a  ja na pewno nie opieprzę jutro Aliny. Co najwyżej mogę się ją zapytać,  czy nadal bierze ten lek. Jedno co jest pewne - tak naprawdę nie wiadomo skąd się ta  choroba  bierze i jak tu ładnie  i pokrętnie napisali zamiast  jasno napisać  "nie mamy bladego pojęcia co wywołuje  taką chorobę" napisali, że to taki "układ genów". Dziedziczna jest tylko wtedy gdy i ojciec i matka mają tę "dwubiegunówkę."   Może  się mylę, ale mam wrażenie, że takie wydarzenie jak  wpierw śmierć matki,  potem zmiana    miejsca  zamieszkania, miłość ,ślub, ciąża, poród - mogły  w sumie spowodować nawrót tej choroby. Jedno jest pewne - trzeba z nią o tym spokojnie, delikatnie porozmawiać i koniecznie ją zaprowadzić do lekarza. Gdy zacznie z powrotem brać lek to wszystko się unormuje. Zacznę  chyba niedługo w  duchy  wierzyć, że chyba przeleciał mi przez mózg jakiś dobry  duch, że mi  się przypomniało, że ona  miewała takie chwiejne momenty  "nierównowagi psychicznej". To niestety jest nieuleczalne - jak na dzisiejszy stan medycyny.  No ale jeśli będzie współpracować  z lekarzem i łykać ten lek, to wszystko się ułoży.  Jestem sama sobą zniesmaczona, że poszłam  po najmniejszej linii oporu i  nie pomyślałam o tym, że   przecież ona  miała kiedyś takie  epizody. Dobrze, że  Tadzika już prawie nie karmi piersią, bo mam wrażenie, że żaden lek nie jest dobry dla matki karmiącej. Nie wiem czy oni mają Encyklopedię Zdrowia, to jest najnowsze wydanie. Zresztą jest ważne tylko to, żeby Krystian to przeczytał i namówił ją na wizytę u lekarza. W naszej prywatnej przychodni jest psychiatra, na  czas jej wizyty ( bo wg mnie Kris powinien  z nią pojechać)  wstawią dziecko do nas. Żaden problem dla  mnie, mieszankę niemowlęcą jeszcze potrafię przygotować.

No a ja mogę wtedy zostać w domu - mam teraz przecież nienormowany czas  pracy - dodał Kazik. Ja  się zajmę Alkiem, ty Tadzikiem. Wiesz, bardzo dobrze, że w naszej przychodni na drzwiach gabinetu nie wisi tabliczka z nazwiskiem i specjalnością przyjmującego lekarza.  Teresa wyjaśniła - gdyby  wisiała to musieli by  zatrudnić kogoś do regularnej  zmiany tabliczki, bo w jednym gabinecie przyjmują kolejno minimum dwaj specjaliści.

Zaraz napiszę wiadomość do Krisa. No ale napisz tak, żeby Alina nie wiedziała o  co biega - bo może to tylko mój brak rozeznania. Nie ma obawy, napiszę po niemiecku- zresztą on już wytresował Alinę, że nie  wolno jej zaglądać do jego komórki jak i wypytywać od kogo jest jakaś  wiadomość. To Kris zna  niemiecki? - zdziwiła  się Teresa. Słabo, ale na tyle że się pokapuje, on  się uczył niemieckiego w szkole- miał angielski i  niemiecki w liceum.

W kwadrans później zazgrzytał klucz w  drzwiach wejściowych i stanął w nich Krystian. Kazik dał mu do ręki Encyklopedię i powiedział - możesz oddać ją jutro. Masz stronę założoną i na marginesie uwagi Tesi. Krystian objął Tesię, potem Kazika i powiedział - dobrze, że mam was oboje. Jak poczytam to napiszę. Kris - powiedziała Teresa- gdy z nią pojedziesz  do lekarza to dziecko zostawisz u nas- nie ma po co małego ciągać ze sobą, jeśli jest gdzie zostawić. Zik powiedział, że on  wtedy zostanie w  domu. Kocham was i dziękuję. Uciekam już, bo oficjalnie jestem w piwnicy. To miejsce  do którego można ją tylko wołami zaciągnąć. Pa, kochani.

Gdy Krystian wyszedł Teresa przytuliła  się do Kazika mówiąc - schowaj mnie przed tym "nielitosiernym" światem pełnym  chorób przeróżnych. Kazik objął ją i powiedział - nie musisz się nigdzie  chować, dobrze, że to wynalazłaś, na pewno wkrótce wszystko wróci do normalności. Dziwiłaś się, że ona chce mieć  drugie  dziecko - teraz masz wytłumaczenie skąd ten jej entuzjazm, którego jakoś nie  było zaraz po porodzie, który był  przy znieczuleniu. No i ten lęk by zostać  samej z dzieckiem w  domu. To  wszystko razem to książkowy przypadek. Jak myślisz, kochanie, uda się Krisowi namówić ją na  wizytę u lekarza?- zastanawiał się na głos Kazik. 

Nie  wiem, ona ostatnio kiepsko kontaktowała i odruchowo ograniczałam z nią kontakt. Ciekawe na  kiedy uda  się Krisowi załatwić wizytę u psychiatry, bo gdzieś  czytałam, że czeka  się miesiącami - martwiła  się Teresa.   Nie martw się, jeśli nie uda  się "normalnie" to Kris  ma  zawsze wersje "awaryjne"- przejrzy listę swych byłych, zadowolonych  klientów od których nigdy nie bierze  ani złotówki ponad ustaloną na początku kwotę (zresztą nie jest to kwota  brana  z sufitu bo  wszystko ma swą oficjalną  stawkę), ewentualnie pogada z którymś z kolegów, czy ma któryś dobre  dojście do renomowanego lekarza  w tej specjalności  i załatwi wizytę. Bardziej się martwię jak  sobie poradzi z namówieniem Aliny na  wizytę u lekarza. Ale wierzę, że sobie  mój  braciszek poradzi. Jego stać nawet na  sprowadzenie lekarza  do niej  do  domu jeśli ona nie będzie  chciała iść do niego. Jego maksyma brzmi - wszystko można załatwić tylko trzeba  się do tego przyłożyć. A on się umie przyłożyć gdy  mu na  czymś zależy. Kris naprawdę kocha Alinę i uwielbia synka. Naszego tatę też kocha. Pamiętasz jak często zostawał na  noc u taty?  Jego zachwyt tatą wcale nie  zmalał od tamtego  czasu.

Rano  "ćwierkanie" Alka obudziło Teresę i  Kazika. Teresa szybciutko przygotowała poranną porcję mieszanki odpowiedniej do  wieku Alka,  Kazik go nakarmił, w tym czasie Teresa przygotowała śniadanie dla dorosłych. Po śniadaniu zjedzonym .....w łóżku,Kazik stwierdził, że tego dnia popracuje w domu, ale wpierw jeszcze podrzemie razem z Alkiem, który zawsze po śniadaniu jeszcze "dosypiał". Trochę był rozczarowany, bo Teresa mu przypomniała, że to dzień,  w którym przychodzi pani Maria, więc długo nie pośpi. Ale może pospać potem, gdy pani Maria już posprząta. W trakcie śniadania nadeszła wiadomość od Krisa.  Alina zgodziła  się na pójście do specjalisty, kolega Krystiana  ma  załatwić wizytę dla Aliny w Instytucie Psychiatrii. Oczywiście Krystian będzie jej towarzyszył.  To bliziutko, raptem dwa przystanki autobusem,  więc nawet nie  wezmą samochodu. A sprawę załatwił, jak  stwierdził -po męsku - po prostu dał Alinie do przeczytania rozdział, który on wcześniej przeczytał. Wizyta będzie następnego dnia przed południem.  Alina się oczywiście popłakała, marnieńko u  niej z układem nerwowym. Ale taki płacz to dobre  rozładowanie napięcia. Wypłakała  się i jest spokojna teraz. 

Tata, który wszystko słyszał, powiedział, że on w takim razie przyjdzie do niej i Tadzika, niech Kris spokojnie pracuje, bo jutro to nie wiadomo ile  czasu zajmie  im ta wizyta w Instytucie. A następnego dnia to do nich przyjeżdża pani Maria i na pewno popilnuje Tadzia gdy ich  nie będzie. A jeśli nie, to wstawią małego do Tesi. 

A Teresa dostała na swój telefon sms o treści:  " I znów jestem Twoim dłużnikiem". Kazik przeczytał i powiedział - masz niepowtarzalną okazję zamówienia sobie u  niego futra z norek albo kurtki z białych lisów.  Nic  z tego - powiedziała Teresa - w sklepie  futrzarskim  nie ma  tak małych futer- był taki jeden, który chciał mnie przyodziać w  futro i zrezygnował, bo dla mnie to trzeba szyć na  zamówienie, co mnie okrutnie ubawiło, bo płaszcz  z wełny bywa  w moim rozmiarze,  ale nawet najmniejsze  futro jest za duże. A pani w sklepie wytłumaczyła wtedy, że futra są dla bardziej reprezentacyjnych kobiet. Robercik zbierał ze zdziwienia szczękę z podłogi, bo pani mu uświadomiła, że ma  biedak nie reprezentacyjną żonę. Podsumowała mnie kobietka nieźle. A poza  tym to ja nie lubię futer. 

Ale gdy byłaś mała, to miałaś zimowy  płaszczyk z kołnierzykiem z szynszyli i zawsze się czuliłaś do tego kołnierza - przypomniał jej tata.  Bo byłam głupia, nie  miałam pojęcia ile szynszyli musieli ubić na taki kołnierzyk. One  są malutkie, a na kołnierzyk idą pewnie same grzbieciki. To jakbyś szył coś z futra myszek- one są niewiele większe od  nich. Ale o wiele ładniejsze.  Widziałam szynszyle u koleżanki - one są malutkie,  ale muszą mieć bardzo dużą klatkę, bo są bardzo ruchliwe. Muszą mieć specjalny piasek do kąpieli piaskowych i  nie lubią przytulania i głaskania. I trzeba je przynajmniej raz  dziennie wypuszczać z klatki, czyli muszą mieć specjalny wybieg. Moja koleżanka miała dwie sztuki. Gdy je  widziałam to już  miały pięć lat,  w sklepie powiedzieli, że jak dobrze będzie o  nie dbała to mogą żyć 20 lat. Zupełnie jak zadbany kot.

Aaaa, zapomniałem wam powiedzieć, że idąc do spożywczaka widziałem  matkę Roberta, wyraźnie chciała wejść do klatki, do naszego zapasowego mieszkania, bo majdrowała przy domofonie - powiedział tata.   O, to bardzo ciekawe- a nie pomyliłeś jej z kimś innym? - spytała Teresa. Nie, nie pomyliłem, trudno tę jej facjatę pomylić z kimś innym. Na  szczęście byłem w  ciemnych okularach, poza tym szalenie dawno ona mnie  widziała. A w kapeluszu i ciemnych okularach to zapewne nigdy. No  chyba nie  szukała Roberta- stwierdził Kazik-  chyba wie, żeście się  rozeszli. Teresa wzruszyła  ramionami - nie mam pojęcia, a poza tym to  mnie ona i jej synuś nic  nie obchodzą. Nie można wykluczyć , że ona nie wie gdzie on jest, może wyjechał nie  zapodając kierunku- to bardzo w jego stylu by było. Może jej wcale nie poinformował, że się ze mną rozszedł, bo choć za mną nie przepadała to ponoć uważała mnie  za dobrą żonę. A może po pijaku  w Moskwie uległ jakiemuś wypadkowi - to też możliwe.Nie mam pojęcia, jeśli to była ona, co mogłaby ode mnie chcieć. I wcale mnie to nie obchodzi. CHZetu, w którym pracował już nie ma, podobnie jak mojej firmy. I całe szczęście, że odeszłam na ten urlop wychowawczy, bo on wprawdzie bezpłatny,  ale wlicza  się do lat pracy. No i  dobrze, że przezornie wzięłam wszystkie swoje osobiste dokumenty i nie muszę się zadręczać ich  szukaniem gdzie one  są złożone na przechowanie. Szefowa kadr chyba mnie lubiła, skoro mi je wydała, bo wiedziała, że w niedługim czasie firma się rozleci.  Aliny biuro projektów też się rozleciało, ale to wiem nie od  niej - wyczytałam to  na necie. I nie mam zamiaru jej o tym mówić.  Taka wiadomość na pewno nie wpłynęłaby dobrze na jej psychikę teraz.

Nie zamartwiaj się teraz tym, że nie masz dokąd wrócić po wychowawczym- powiedział Kazik. Zrobię doktorat i  wszyscy razem wyjedziemy - ostatnio Kurt mi powiedział, że mam pamiętać o  tym, że oni bardzo cenią ludzi z doktoratem.  Muszę jeszcze  tylko szepnąć słówko Krisowi, by podszlifował niemiecki i trochę poczytał ich przepisów. Jest bardzo dużo Polaków za Odrą i dwujęzyczni prawnicy są potrzebni. A tatę też zabierzemy, nie zostawimy go tutaj. Na razie to trzeba ustabilizować Alinę. I ruszymy na podbój Berlina.

                                                                      c.d.n.


piątek, 10 marca 2023

Lek na wszystko?- 68

Po wyjściu Pawła Teresa w skrócie opowiedziała mężowi jaka to "tajemnicza  sprawa" sprowadziła  do niej Pawła. Oboje  stwierdzili, że i Paweł i jego ojciec to naprawdę  fajni ludzie, a Kazik stwierdził, że teraz, gdy już jego rodzice nie żyją on coraz bardziej docenia, jakimi byli wspaniałymi ludźmi. I zaraz dodał - nasz tata też jest cudownym człowiekiem o wielkim sercu- czasami nawet zbyt wielkim. I twoja psiapsióła to paskudnie wykorzystuje.  A mój brat to coś nie ma szczęścia  do kobiet. Poprzednia to go "żyłowała" z pieniędzy i była  zajęta tylko sobą. Była co prawda dość atrakcyjną babką, tylko pustka w jej głowie przypominała otchłań oceaniczną.  Mam tylko nadzieję, że tata się dziś za bardzo nie umęczył na tym dyżurze u boku Tadzika. Mam ochotę opieprzyć szanowną bratową, ale wiem, że wtedy Kris miałby do mnie żal do końca mojego życia.  

Teresa roześmiała  się - przecież ty nie potrafisz opieprzyć kobiety. Ja się jutro do niej wybiorę albo się poświęcę i pójdę z Alkiem i z nią na spacer i na spacerze usłyszy ode mnie,  że tata to jest nasz a nie jej, no i posłucha kilku dobrych rad.  I prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie by miała drugie dziecko,  skoro  z tym jednym to nie  za bardzo daje  sobie  radę, a powinna bo wszak odpadło jej sprzątanie.  Jej dziecko jeszcze nie zagląda w każdy kąt w domu, na okrągło jest albo w łóżeczku albo.....w wózku. Proponowałam, by już wzięła kojec, ale ona  stwierdziła, że "nie jest przekonana do trzymania dziecka w kojcu". Nie to nie, kojec zapakowałam i jest w drugim mieszkaniu. Ale jego brezentowa podłoga jest u nas, bo przyda  się na jakieś wypady z małym w plener. 

I doszłam do wniosku, że ten opieprz to będzie ostatni, jaki ona ode mnie usłyszy. Naprawdę nie sprawia mi frajdy wychowywanie dorosłych kobiet.  Mam wrażenie, że ona ma  jakąś opóźnioną depresję poporodową. Bo zapewne jej się wydawało, że dziecko to będzie niczym muzyka rozrywkowa, czyli rzecz lekka, łatwa i przyjemna i ona sobie ze  wszystkim śpiewająco poradzi, a tu  się okazało, że żywe dziecko to nie jest tą lalką z dzieciństwa i bywa uciążliwością.  A mówiłam, jak  komu mądremu, by przychodziła i obserwowała jak to jest gdy już dziecko jest na świecie. Ale ona to olała. Na mój rozum to ona powinna iść na jakąś psychoterapię. Ja rozumiem, że ją dotknęło pełne sieroctwo, ale  was obu także i to nie "na raty" a od  razu, co na pewno  było większą traumą. Raz powiedziałam Krystianowi otwartym tekstem o tym, jak była hodowana Alina, dałam mu dobra radę by jej jednak nie rozpieszczał wszystko odpuszczając, bo tylko sobie  narobi kłopotu. I nie  mogę się oprzeć wrażeniu, że gdy mały skończy 10  miesięcy to  sensowne jest oddanie go do prywatnego żłobka i wysłanie Aliny do pracy. Nie mam pojęcia co ona robi gdy mały śpi w ciągu dnia- podejrzewam, że ona także. Przestałam do  niej telefonować w ciągu dnia, bo zawsze twierdziła, że ją budzę.

Kazik słuchał tego wszystkiego, w końcu  powiedział- a  wszystko przeze mnie, że wpadłem na pomysł by Kris  po  nią pojechał wtedy  gdy  nie  mogła dojechać  do Warszawy.  No ale  skąd  mogłem wiedzieć, że Krystianek się w  niej  zadurzy? Teraz to mają  dziecko,  a dziecko  musi  mieć oboje  rodziców. 

Eee, mnie to nie  dziwi, bo faceci wolą wszak blondynki - powiedziała  Teresa- zwłaszcza  ci, co  mają  ciemniejsze  włosy. No to  może ja nie  jestem facetem?- zastanawiał się na głos Kazik. Sprawdzę to wieczorem, bo za chwilę junior  się ocknie i badanie  będzie  bardzo powierzchowne - odpowiedziała  ze śmiechem Teresa. Ale zakładam, że jesteś, bo Anka była blondynką, co prawda tlenioną. Alina jest naturalną, wszystkie jej zazdrościłyśmy włosów bo miała ich cholernie  dużo i zaplecione w  warkocze sięgały poniżej pasa. Gdy  przed  maturą je  ścięła to na  nią nakrzyczałyśmy.  

Kazik tulił Teresę i mówił - a ja pamiętam, jak chodziłaś uczesana w kucyki i w klubie też tak  raz  byłaś. No bo jak skończyłam 18 lat i  miałam  dowód to mogłam się tak  czesać- a najbardziej  lubiłam gdy mnie  wtedy proszono o dokumenty i patrzeć na ich głupią minę. Ale  tylko trzy razy  miałam taką radochę, bo tam był stały  zestaw  cerberów.  Ale ty bardzo dużo pamiętasz z tamtego okresu, zwłaszcza, że nie przychodziliśmy tam razem i na ogół tańczyliśmy razem nie więcej niż trzy kawałki. No tak, tam tak śmiesznie zestawiali  - rock, tango, samba- przypomniał Teresie. Byłaś jedyną,  z którą tańczyłem tango i sambę. Wiem, bo cię cały czas podglądałam i chyba  sobie  wtedy po tym  zbyt  dużo obiecywałam. A potem trzask-prask i  ożeniłeś  się z Anką.

No właśnie - stwierdził z westchnieniem Kazik. Ale nadal razem tańczyliśmy ten zestaw. A co powiesz na to, żebyśmy kiedyś poszli potańczyć? Z juniorem na rękach? - zapytała Teresa. Nie kochanie, sami. Jest takie  miejsce, gdzie w tygodniu można potańczyć od 17,00 do 22,00.  Co prawda  nie byłem  tam ani razu, ale kolega mnie  zapewniał, że fajny zespół tam gra.  Zarezerwuję dla  nas  stolik, na którym  zapewne będzie lepszy zestaw napojów  niż był  w naszym klubie. Z tym, że pojedziemy tam po kolacji  juniora. Junior zostanie po prostu z tatą. Wrócimy zaraz po 22,00, bo pojedziemy  samochodem- po prostu jedno  z nas  nie będzie piło wina i mogę to być ja. Możemy być  sami, a możemy np. kogoś dokooptować, może na początek z tym moim kolegą i jego kandydatką na żonę. Drugą żonę. To nie jest ogólnodostępny lokal, to klub. Ale ma jeszcze jeden plus - na sali nie  wolno palić, jest tam gdzieś oddzielna palarnia. Oooo, to super- ucieszyła  się Teresa. A myślisz, że tata da sobie radę z juniorem?- spytała. Da, junior tatę kocha na równi z nami. W razie   czego to tata do nas  zatelefonuje i w kwadrans dotrzemy do domu, przecież będziemy samochodem. Nie możemy stać  się zakładnikami dziecka. Do nas, gdy rodzice chcieli wybyć wieczorem to przychodziła  córka sąsiadki, już "stara", bo była studentką pedagogiki.

W czasie kolacji opowiedzieli tacie  jaki mają "niecny plan", a tata ich zapewnił, że to żaden problem dla niego, że pomału powinni zacząć wychodzić wieczorami  i nie  zamykać się w czterech ścianach z uwagi na  dziecko.  Mógłby być problem gdyby  brali do pilnowania kogoś obcego, kogo mały mało lub  wcale  nie  zna. Przy okazji Kazik powiedział tacie, że ma do niego ogromną prośbę, żeby tata więcej nie pomagał Alinie. Bo to niestety w  sumie działa na jej niekorzyść, bo utrwala w Alinie to wszystko co może zepsuć jej związek z  Krystianem.  Alina i Teresa są z tego samego rocznika, Alina nie ma  jakichś "ubytków" pod  względem fizycznym, więc skoro Teresa dawała  sobie ze  wszystkim radę to i Alina powinna.  Zwłaszcza teraz, gdy odpadło jej sprzątanie całego mieszkania a Kris nadal bardzo dużo pomaga Alinie w domu. I robi zakupy a do tego często gotuje. A Teresa uważa, że Alina powinna się zgłosić do psychiatry, bo ma wyraźnie zwichrowaną psychikę głównie przez  swoją  mamę, która histerycznie bała  się o  zdrowie i życie Aliny, chociaż nic jej nie  dolegało. 

A kiedy chcecie się tam wybrać? W którąś sobotę? Teresa wzruszyła  ramionami - tak naprawdę to nam jest wszystko jedno, oni podobno  tylko w poniedziałki nie grają, co nie  znaczy, że klub nie  działa. Może wpierw wpadniemy właśnie w poniedziałek, żeby obejrzeć to miejsce i potem sobie zrobimy rezerwację stolika. I przejrzymy razem z tobą tato program sportowy TV, żebyś nie  był pozbawiony transmisji, którą chcesz obejrzeć.  Nooo, nie przesadzajcie- stwierdził tata - nie będzie dziury w niebie,  jeśli czegoś nie obejrzę.  A swoją drogą to bardzo miłe z waszej strony, że o  tym pomyśleliście.  Co do Aliny - mam wrażenie, że masz rację córeczko.  Tadzik jest zdrowym dzieckiem,  nie ma żadnych alergii, nie  choruje, więc i opieka nad nim nie jest utrudniona . Mnie  tylko czasem jej żal, bo już nie ma rodziców. 

Tato - Kris też jest sierotą. Mam wrażenie, że on jest dużo bardziej wrażliwy niż Alina - stwierdziła Teresa- ale  nie robi  z siebie cierpiętnika. Więc nie utrwalaj w Alinie przeświadczenia, że jej należy pomagać bo ona jest biedactwem.  Fizycznie jest odporniejsza ode mnie,  a ja, odkąd przychodzi pani Maria to odżyłam i mam luz. I bez problemu wyrabiam i  zakupy i gotowanie i spacery z Alkiem, które są  bardziej męczące niż kiedyś, bo on tupta, więc wymaga ode mnie większej uwagi  niż wtedy gdy był tylko w  wózku. Ostatnio gdy z nim byłam to spotkałyśmy panią sąsiadkę z psicą,  a że on akurat tuptał, to się trochę jej bał, no bo ona przy nim to prawdziwy olbrzym. A ona jest szalenie mądra bo to wyczuła i zaraz zaczęła "warować". Obie  z panią sąsiadką tłumaczyłyśmy małemu, że piesek go kocha, że można go głaskać i w końcu mały ją "ukochał". Psica jest  niesamowita, wszystko zniosła z pełnym zrozumieniem sytuacji. 

W tygodniu zatelefonował Jacek z prośbą o namiary na firmę przeprowadzkową, bo mieszkanie na trzecim piętrze już jest gotowe, więc można już tam umieścić  Pawła. Doszli razem do wniosku, że wspólnie to będą mieszkać na trzecim piętrze, a to mieszkanie  na siódmym to będzie zapasowe. Jacek jest przeciwny jego wynajmowaniu. Pod wynajem natomiast pójdzie  mieszkanie Pawła w Gdańsku, a warszawskie mieszkanie Jacka, w którym obecnie  mieszka Paweł to albo sprzedadzą albo pójdzie pod wynajem. Ale raczej sprzedadzą, bo to bardzo atrakcyjna lokalizacja, więc pójdzie za dobre pieniądze. I być może, że wtedy kupią jakąś działkę nad morzem i postawią tam letni domek. 

Entuzjazm do takiej inwestycji zaraz ostudziła Teresa, która  w jakieś wakacje mieszkała z rodzicami w takim domu, który był zamieszkały tylko od maja do połowy września, a potem stał pusty. Idealnie "zionął" wilgocią, właściciele musieli go przed każdym sezonem dość intensywnie osuszać i wietrzyć, bo woda lała  się po ścianach pokoi. I że  jednak bardziej opłacalne jest wynajęcie porządnej kwatery w całorocznym domu wczasowym, których na Wybrzeżu nie brakuje.  Poza tym, gdy przyjeżdżasz  "nasty" raz w to samo miejsce to zaczyna być nudno, ale  mimo tego przyjeżdżasz, bo przecież wydałeś na ten dom sporo forsy i nadal sporo wydajesz, bo musisz przed  sezonem go osuszyć i pomalować na nowo pokoje. A jeśli do tego domek ma dookoła coś jakby ogródek to musisz komuś płacić by ten ogródek wiosną obrobił.

Gdy skończyli rozmowę Kazik się śmiał, że jakoś tak jest, że rozmowa z Teresą to jest okład trzeźwiący z lodu na  rozpaloną gorączką  głowę rozmówcy.  

No przecież komuś, kto jest mi obcy i obojętny to  bym nawet słowa nie pisnęła - powiedziała Teresa. No ale Jacek to nasz przyjaciel, więc uważam, że należy człowiekowi powiedzieć prawdę, skoro on  sam tego nie  wie. Alina to już wie,  że własny dom z ogrodem to niezły strup na głowie i stały ubytek pieniędzy z kieszeni. Ona to się w ubiegłym roku zastanawiała czy aby  nie  sprzedać tego mieszkania na  Żoliborzu, bo jako właścicielka ona ponosi koszty napraw awarii wynikłych "samych  z siebie" no i za każdym razem trzeba tam pojechać, obejrzeć by sprawdzić czy to naprawdę powstało "samo z siebie".  Oczywiście  Alinka od  razu usiłowała  w to wrobić Franka bo przecież od niego "wzięła"  to mieszkanie, no ale Franek to stary wyjadacz. Jakby  nie  było jest po handlu zagranicznym, więc zacytował jej fragment umowy, w którym był omówiony stan techniczny mieszkania, potwierdzony przez fachowców. A ja  jej wytłumaczyłam, że skoro ona z Krisem ma rozdzielność majątkową, to lepiej by miała jakieś zabezpieczenie finansowe. Ona umowę najmu zawiera z najemcą co roku, bo wszak zmieniają się ceny eksploatacji.  Kazik  słuchając tego co mu Teresa mówi zaśmiewał się, że Teresa ma  wciąż wyrzuty sumienia, że nie skończyła SGH i nie ma tytułu mgr, ale wiadomości i sposób myślenia to ma jak mgr ekonomii, a na dodatek to posiada wyczucie zawodowego oficera śledczego.

                                                                     c.d.n.





              

czwartek, 9 marca 2023

Lek na wszystko? - 67

 Następnego dnia, równiuteńko o godzinie 14,00 zadźwięczał dzwonek przy  drzwiach  wejściowych do budynku. Teresa jak  zawsze  rzuciła  do słuchawki domofonu pytanie "kto tam", na co w odpowiedzi usłyszała imię i nazwisko Pawła.  Po dość długim czasie dotarł do mieszkania  Paweł. Teresa przyjrzała mu się i spytała czy winda jest czynna, bo coś długo trwało dotarcie do ich  mieszkania. Nie wiem, chyba tak, ale szedłem schodami - to zamiast siłowni lub porannego człapania truchtem po osiedlu. I tak się zastanawiałem jak  sobie dają radę matki z małymi dziećmi gdy jest winda nieczynna. 

Teresa uśmiechnęła się - ten blok stoi tu  już przynajmniej 12 lat i tylko raz były obie windy nieczynne. Jeśli się taka  sytuacja zdarzy to ja z dzieckiem i tatą przeniesiemy  się do drugiego mieszkania, które jest na pierwszym piętrze, w innym  bloku  i wszystko w nim jest urządzone  tak, że zaraz można tam zamieszkać. Co najwyżej junior spałby w turystycznym łóżeczku. Jesteś Pawle   szalenie punktualnym człowiekiem, to dziś dość rzadka cecha, którą bardzo  cenię.

Nie obrazisz  się, że potraktuję  cię "jak swego" i zjemy lunch w kuchni a do tego w towarzystwie Alka? Bo zawsze mi łatwiej zebrać  coś z podłogi  w kuchni niż z wykładziny dywanowej w pokoju. A mały jest teraz  na etapie "jem sam" i zawsze  coś na podłodze ląduje. Co prawda to "jem  sam" polega głównie na  tym, że chwyta moją rękę  z łyżeczką  lub widelcem i czasami zawartość ląduje na podłodze.

I możesz już zacząć mi mówić, co cię "natchnęło" by ze mną porozmawiać. Mam nieodparte  wrażenie, że czymś ci podpadłam.  Oj nie, nie mów tak, wcale  tak nie jest - żachnął się Paweł. Bo to jest tak: wymyśliłem sobie, że będę mieszkał z tatą w jednym  dużym  mieszkaniu, a tata mi powiedział, że po rozmowie z tobą i Kazikiem doszedł do  wniosku, że  lepiej będzie gdy weźmiemy dwa mieszkania bardzo blisko siebie. Mogłabyś mi to wytłumaczyć?  Teresa uśmiechnęła  się - mam nadzieję, że gdy sobie  teraz porozmawiamy to sam to pojmiesz, bez mojego tłumaczenia. Tylko uprzedzam  cię, że mogę ci zadać kilka nieco niedyskretnych pytań w trakcie  rozmowy.  Poza tym to żadne  z nas nie wskazało palcem, które  mieszkanie będzie dla was lepsze.

Ja wiem, że wszyscy się  łapią za głowę, gdy mówię, że mieszkamy razem z moim tatą. I tu mówię wyraźnie - z ojcem Kazika nie mieszkałabym w jednym mieszkaniu - teść to jednak facet i to byłoby dla mnie po prostu krępujące, bo mam zwyczaj spania w stroju Ewy i musiałabym chcąc wyjść nocą z pokoju do łazienki w coś  się ubrać lub rozejrzeć, czy nikogo po drodze nie znajdę. Własnego ojca się nie krępuję, byłam z ojcem na plaży nudystów, poza tym moi rodzice nie byli pruderyjni, zresztą akurat Kazika rodzice też nie. Nasi rodzice  się przyjaźnili, znamy się z Kazikiem "od  zawsze".  Ale zdecydowana większość ludzi uważa nagość za coś nieprzyzwoitego i zaraz  ma jakieś  "kosmate" myśli.  Powiedz mi- masz jakąś dziewczynę,  z którą jesteś na tyle  związany uczuciowo, że chciałbyś się z nią budzić rano i zasypiać  wieczorem?

Paweł się lekko skrzywił - jakoś na moim kierunku nie było dziewczyn, które byłyby na tyle  atrakcyjne, że chciałbym się  z nimi widywać poza uczelnią. Teresa uśmiechnęła  się - to znaczy były takie jak ja. Moi koledzy, równoletni, też za mną nie przepadali i nie miałam powodzenia. Zawsze się mną interesowali ci starsi ode mnie. Mój pierwszy mąż był z tego samego rocznika  co Kazik.

No więc powiedzmy sobie szczerze, nie masz bladego pojęcia,  czy dziewczyna, którą kiedyś poznasz i z którą będziesz chciał razem  mieszkać będzie  chciała mieszkać z tobą i twoim ojcem w jednym mieszkaniu.  Jeśli teraz weźmiecie dwa mieszkania trzypokojowe, to dopóki jesteś sam, ojciec też  jest  sam, możesz mieszkać razem z ojcem. A drugie mieszkanie możecie  mieć tak jak my, jako mieszkanie "awaryjne" lub je wynajmować. Poza tym - twój ojciec jest rozwiedziony i nie jest wykluczone, że pozna jeszcze jakąś panią, z którą by chciał spędzić resztę życia. I gdyby to było jedno, duże  mieszkanie to zapewne musiałby ojciec szukać dwóch mieszkań - jednego  dla ciebie, drugiego dla siebie i swojej wybranki. I zapewniam cię Pawle, że twój ojciec to wciąż atrakcyjny facet. A miłość  dopada każdego człowieka, bez względu na jego wiek.

Paweł wpatrywał się tępym wzrokiem w swój pusty już talerz i chyba nieco bezwiednie przytakiwał głową jej słowom. Gdy  skończyła mówić powiedział cicho - jestem debil, nie pomyślałem o tym w ten sposób. To co powiedziałaś jest  zgodne  z logiką.  Teresa chwilkę milczała, a potem powiedziała- ty nie jesteś  debil, ale jesteś dzieckiem z rozbitej, zwichrowanej rodziny, w której matka nie  zdążyła ci przekazać wszystkiego na temat  dorosłego życia. A może po prostu nie potrafiła tego zrobić.  Jej decyzja by zniknąć z życia Jacka też nie była  właściwa.  Każde z was zostało skrzywdzone jej  decyzją, siebie też skrzywdziła. Ojciec teraz stara  się "nadrobić zaległości z zakresu ojcostwa" i tylko czasem nie  bardzo wie jak to wszystko ci ma powiedzieć. Ja na twojego ojca  spoglądam oczami mego męża,  bo Kazik zna go lepiej i dłużej niż ja. I ma o twoim ojcu jak najlepsze  zdanie. I może po prostu jeszcze  wciąż ze sobą zbyt mało szczerze rozmawiacie. Myślę, że możesz mu powiedzieć o tym, że byłeś u  mnie i rozmawiałeś ze mną o tym co cię gryzie. Na pewno się na ciebie nie obrazi, masz mądrego tatę. A to, że mówi bardzo stanowczym głosem to wieloletni nawyk szefowania,  a nie tego, że brak mu czułości. Za rok będzie mówił zupełnie inaczej, bo dotrze do niego, że ma zupełnie inne audytorium. A ty nie ukrywaj przed nim swych uczuć, poczuj się trochę dzieckiem, 27 rok życia nie zobowiązuje cię do śmiertelnej powagi. Daj ojcu odczuć, że tak naprawdę jesteś szczęśliwy, że jesteś z nim - bo jestem pewna, że tak właśnie jest. Potraktuj  to jako uszanowanie pamięci o mamie. Ona go bardzo kochała, a złamała  serce i sobie i jemu i trochę tobie.

A teraz obsłuż express,  a ja położę Alka do łóżeczka i pewnie troszkę dziecko pośpi. Wybierz sobie w kredensie w czym chcesz pić kawę. Mnie nalej do  białej filiżanki. Wzięła dziecko na ręce, szepnęła mu, by zrobił " pa, pa," wujkowi i wyszła.

Paweł zrobił kawę i gdy w myślach sam siebie  ganił za to, że nie wpadł po drodze do  cukierni by kupić coś słodkiego, wróciła Teresa i wyciągnęła  z lodówki słodki "dyżurny" deser - małe bezy tym razem z kremem czekoladowym, co wywołało wielki entuzjazm Pawła.  Małego mamy z głowy, pośpi minimum trzy  kwadranse-  mam nadzieję, że nie  wyczuje  czekolady. Paweł stwierdził, że jest okrutnym łakomczuchem i chciałby  się nauczyć jak takie desery robić. Był bardzo zdziwiony, że bezy są kupione w sklepie, a krem czekoladowy to bita śmietana i rozpuszczona w kąpieli wodnej tabliczka czekolady. Teresa obiecała mu, że da mu do skserowania swój brulion z różnymi przepisami, bo właśnie ma  zamiar by go odzyskać od bratowej Kazika. Paweł zaoferował, że w takim razie zrobi jeszcze jedną kopię by i owa bratowa miała te przepisy. 

Nim  się z drzemki ocknął Alek, do  domu przyjechał Kazik. Śmiał się, że zwabił go zapach kawy i czekolady.  Ucieszył się, że jeszcze jest Paweł, któremu załatwił  prace  zlecone, co na pewno podreperuje jego budżet nim podejmie pracę w WAT. Od  razu umówili się na  następny dzień, że Paweł rano spotka się z Kazikiem i obaj pojadą do Instytutu. Paweł był wręcz wzruszony i stwierdził, że czuje  się tak jakby Teresa i Kazik byli jego bliską rodziną.  Kazik z kolei wychwalał Jacka mówiąc, że to jedyny  porządny zawodowy wojskowy, którego on  zna, a poznał ich wielu. I że bardzo się  cieszy, że obaj będą mieszkać raptem kwadrans spacerkiem od nich. I że tego  dnia rozmawiał z Jackiem i za miesiąc obydwa mieszkania  będą już gotowe po remoncie do zasiedlenia. Jacek mówił,  że chce jak najwięcej swoich rzeczy od razu przerzucić do nowego mieszkania. Ma tylko kłopot  z rzeczami swej byłej żony, bo on spakował i wysłał do Kanady tylko to co mu  spisała, a zostało jeszcze  sporo. Kazik mu doradził, by razem   z Pawłem popakowali  wszystko w plastikowe  torby i porozwozili po okolicznych miejscowościach i by je  zostawiali w jakichś kartonach, w śmietnikowych  wiatach. Jest  więcej  niż pewne, że  wszystko zniknie w kilka godzin. W tych małych miejscowościach jest sporo ludzi bez pracy. Kazik sam widział taką praktykę w Berlinie - w pomieszczeniach śmietnikowych ludzie  zostawiali w otwartych kartonach to czego już nie potrzebowali a komuś innemu mogło się przydać. Na wierzchu zawsze  zostawiano kartkę, że to już nie jest potrzebne właścicielowi. Nie da się ukryć, że mentalnie całe społeczeństwo  nie było przygotowane na taką zmianę ustrojową. Ci z niezbyt dobrym wykształceniem, wyhodowani w "państwie opiekuńczym" a tak naprawdę na przeróżnych nakazach,  nie potrafili  się w nowej rzeczywistości odnaleźć. Można też spróbować oddać darmo do sklepu z używaną odzieżą. A taki sklep jest na tym osiedlu, na którym będziecie  mieszkać- powiedziała Teresa. W tym ciągu "handlowym". I jak widziałam to tam  zawsze się kręci sporo klientów, głównie kobiet- dodała Teresa. Ciuchy z "lumpeksów" są teraz  w modzie. I wiesz co - na tamtym osiedlu są parkingi, nawet strzeżone. Oczywiście płatne.

Elektroniczna niania przekazała "ćwierkanie" Alka i Kazik niemal biegiem ruszył do sypialni. Ojej, ależ Kazik jest zakochany w dziecku - westchnął z podziwem Paweł. Nie wiem wprost, jak mam ci dziękować, że zgodziłaś  się ze mną porozmawiać. I postaram się trzymać twoich wytycznych. Jesteś bardzo dobrą i bardzo mądrą dziewczyną. Teresa uśmiechnęła  się - większość z nas  z wiekiem mądrzeje. Gdybym  była taka mądra kiedyś jak  dziś, to bym za  byłego  nie  wyszła  za mąż. Ale  z tobą to można o wszystkim porozmawiać - stwierdził Paweł. Mylisz się Pawełku - nie o  wszystkim- o informatyce, silnikach, o  aerodynamice  itp, nie uda się - nie pojmuję tego. To poza moim zasięgiem.

Gdy Kazik wrócił z Alkiem uczepionym jego nogawki spodni Paweł zaczął się żegnać i przepraszać, że tak bardzo się zasiedział, ale Kazik stwierdził, że on też chce porozmawiać z nim, więc  niech Paweł jeszcze  zostanie i przecierpi jeszcze obiad w ich towarzystwie. Może odrobić ćwiczenia  z opieki nad nieletnim i poczytać  Alkowi nową książeczkę, której Alek jeszcze  nie zna.  I tak zupełnie przypadkiem to był strzał w dziesiątkę, bo Paweł potrafił naśladować głosy różnych  zwierząt, co zachwyciło nie  tylko Alka ale też jego rodziców.  No to masz  Pawle już przechlapane - stwierdził Kazik - jeśli  się nam zamarzy wieczór bez  dziecka to wynajmiemy ciebie a my pójdziemy  w miasto poszaleć.  Zobacz- maluszek jest zachwycony!

W pewnej chwili Kazik rozejrzał się i spytał - a gdzie jest tata?  No w domu twojego brata- zapewne- stwierdziła Teresa. Bo był umówiony na spacer z Aliną i małym. No nie - tego to już za wiele- zaczynam rozumieć twoją wściekłość Tesinko. Zacznijcie już jeść, ja muszę iść po tatę - zjem później, razem z nim. Jak uważasz, ale może lepiej byś wpierw  zjadł. Nie, bo ze złości nic  nie przełknę. W pięć minut później już go  nie było, a Teresa wysłała mu wiadomość - odbierz od A. mój brulion z przepisami, jest  mi potrzebny. Paweł był wyraźnie zaskoczony takim obrotem sprawy. Alek z kolei  rozczarowany, że ukochany tata zniknął z jego pola widzenia a Teresa kilka razy tłumaczyła małemu, że tata zaraz wróci. Paweł namówił Teresę, by jednak poczekać z jedzeniem   na Kazika, bo zapiekanka może postać  wszak w  wyłączonym piekarniku i nie ostygnie gdy będzie zamknięty. W pół godziny później Kazik był już z powrotem, w  ręce trzymał brulion Teresy, a tata był nieco wystraszony. Teresa nie  wypytywała co zaszło, po prostu podała obiad, po obiedzie deser bezowy i kawę dorosłym, mały dostał jabłuszko i herbatniczek.

Tata po obiedzie stwierdził, że pójdzie  się trochę położyć, bo jest zmęczony, na co Teresa  powiedziała - nic dziwnego- strasznie  długo spacerowaliście, tak ze  cztery godziny.  Gdy ojciec poszedł do  swego pokoju Kazik opowiedział co  zastał gdy przyszedł - Alina spała w  sypialni, pani Marii już  nie było a tata czuwał przy Tadziku.  Więc pomimo protestów taty Kazik obudził Alinę i powiedział jej, że prędko to nie będzie mogła u  siebie gościć taty. W drodze  do domu tata powiedział, że gdy wrócili ze  spaceru to Alina narzekała, że ją boli głowa i poszła  się położyć i zasnęła a  tata nie chciał jej budzić. A na  spacerze to byli tylko pół godziny. Kazik powiedział, że Teresa już nie będzie musiała opieprzać Aliny, bo on ją w tym wyręczył.  A na dodatek jej powiedział, żeby uważała co robi, bo w pewnej chwili Krystian sam lub z czyjąś pomocą przejrzy na oczy i małżeństwo jej się rypnie. No i kazałem jej by oddała ten brulion twój i to szybko, bo mam obiad na stole. Zła jak osa powiedziała, że poskarży  się Krystianowi, więc jej tylko powiedziałem, że jeśli chce by Krystian szybciej oprzytomniał, to  niech  się poskarży i zostanie  znów panną do  wzięcia, bo taka z niej matka i żona jak z koziego tyłka trąbka.

Teresie niemal szczęka opadła ze  zdumienia - w końcu powiedziała- zmyślasz. Niestety  nie  zmyślam, byłem na maksa  wściekły. Bo chłopak  tyra by miała  wszystko a ona nie  wie na jakim świecie żyje. Przecież w te dni, w które nie ma pani Marii to on gotuje obiad, sprząta co ona nabrudzi w  kuchni, zabawia małego. Ty jeszcze  jednej rzeczy nie  wiesz - ona chce mieć  drugie  dziecko. Muszę koniecznie porozmawiać z Krystianem. O cholera - przecież ona  z jednym  się od  samego początku nie  wyrabia- stwierdziła Teresa. No właśnie- powinienem chyba z dziesięć razy  dziennie dziękować opatrzności, że ty jesteś inna. 

Teresa roześmiała  się - miał Franek szczęście, że się jej nie podobał pod względem urody. Tyle  tylko, że on to by się od początku z nią nie cackał.  On lubił trzeźwe kobiety- trzeźwe i pracowite. I Joanna bardzo do niego pasuje.

Paweł słuchał tego wszystkiego z niemym zdumieniem, w końcu powiedział - jakie to życie  jest strasznie skomplikowane. Teresa popatrzyła na niego i powiedziała- to nie życie jest skomplikowane - to ludzie  są do niego nieprzygotowani.   Osoba, o której mówimy tak została w domu "wyprofilowana", bo była jedynym dzieckiem, które się udało rodzicom nie tylko wyprodukować ale i zachować przy życiu. Ją po prostu trzeba raz na jakiś czas brutalnie sprowadzać na  ziemię i przypominać na  czym polega życie we  dwoje. A mój szwagier jest na to  zbyt delikatnym,  subtelnym   facetem. Mój ojciec też tego  nie potrafi. Do tego potrzeba takiej super  zołzy jak ja. No fakt - powiedział Kazik. Ty to nawet  wzrokiem możesz zabić gdy ci ktoś mocno podpadnie. A drugim twoim sposobem jest niesamowity wprost brak kontaktu z tą osobą która ci podpadnie- potrafisz popatrzeć na człowieka tak, jakby go tam zupełnie nie było, jakby był idealnie przezroczysty.  Skąd wiesz? - zdziwiła  się Teresa.  Widziałem jak patrzyłaś na Ankę w sądzie.

                                                                c.d.n.