niedziela, 12 stycznia 2020

III - O paniach i panach

Justyna zatelefonowała do Michała, ale go nie było, więc tylko podała jego asystentowi
datę i skrótowo  miejsce, gdzie będzie oczekiwany. Sądziła, że  sam przymiotnik z nazwy
lokalu wystarczy, by  Michał trafił gdzie należy.
Przezornie umówiła się pół godziny wcześniej, by mieli chwilę dla siebie. Była pierwsza i
gdy Michał podchodził do jej stolika poczuła się rozebrana i prześwietlona na wskroś.
Krótko przeprosiła, że tak go wykorzystuje, wyjaśniła w czym rzecz. Michał poznał kiedyś
Julię , stwierdził, że ładna  babka, tylko jakaś naiwna. Wyraził również nadzieję, że szybko
stąd wyjdą a potem gdzieś się razem wybiorą, może do "Hybryd"? Gdzie tylko zechcesz-
zapewniła go Justyna.
Chyba rzeczywiście ich biopola  ściśle ze sobą współpracowały, siedzieli niemal przyklejeni
do siebie od stawów barkowych do pięt.
"Wysoki" był rzeczywiście wysokim facetem, brunetem, nawet dość przystojnym. Niestety
nie był rozmownym człowiekiem.
Po wypiciu  kawy, Michał ogłosił, że zabiera Tinę, bo się właściwie bardzo spieszą. Żegnając
się z Julią szepnął jej do ucha- "wzrost to stanowczo zbyt mały atut".
Gdy wyszli  szybko złapał  taksówkę i pojechali do jego mieszkania.
Był stęskniony, nienasycony i zaproponował, by tę noc Justyna spędziła u niego, by mieli
dużo,  dużo czasu dla siebie. Justyna zatelefonowała więc do domu i poinformowała ojca
(bo to on odebrał telefon),że nie  wróci na noc, bo idzie na  nocny seans i będzie spała u
koleżanki.
Po głosie ojca poznała, że ojciec jej nie wierzy i na koniec roześmiała się mówiąc: przecież
wiesz,  że nie jestem głupia krowa i odłożyła słuchawkę. Wyrosła w domu,  w którym
o wychowanie seksualne dbali oboje  rodzice i nie był to temat tabu.
To było coś zupełnie nowego - Tina jeszcze nigdy nie spędziła całej nocy z Michałem.
Na ogół po kilku godzinach "zwijała żagle" i odjeżdżała do domu odwożona taksówką
przez  Michała. Nigdy nie pozwalał by wychodziła sama i sama jechała taksówką do
domu.
To była długa, piękna, choć nieco wyczerpująca noc. Po raz pierwszy  w życiu o 2 w nocy
jadła kolację , którą przygotował Michał i do świtu prowadziła w jego objęciach dialog
o życiu,  o swych planach  życiowych, poglądach.
Mniej więcej około 8 rano Michał zaproponował, by zamieszkała u niego, na próbę, bo
wspólne mieszkanie zawsze rodzi pewne problemy.
On jest bałaganiarzem , ale raz w tygodniu wszystko porządkuje, więc dobrze będzie gdy
Tina  zaakceptuje taki przejściowy bałagan.
Rozśmieszył tym Justynę, która z powodzeniem mogła iść z nim w tej materii w zawody.
Poza tym, choć już on ma za sobą jeden nieudany związek, to chce prosić Justynę by ona
z nim związała swe życie. Nie wie, czy to co czuje do niej to miłość, zresztą słowa "miłość
i kocham" są zbyt  nadużywane i przeceniane, a tak naprawdę to ważniejsze są inne sprawy
 w życiu, jak chociażby takie same poglądy i podejście do życia.
No i zapewne owa dziwna zgodność biopól czy też biopoli - dodała ze śmiechem Tina.
Po śniadaniu, czyli górze francuskich tostów wspólnie robionych, Justyna powiedziała,
że fajnie, wyjdzie  za niego, ale ona nie ma zamiaru mieć dzieci, więc czy mu taka żona
pasuje? I że jest bałaganiarą to chyba będą musieli wynajmować kogoś do sprzątania.
I że ona chce rozpocząć naukę w  studium dla rehabilitantów, bo chce mieć zawód, który
się jej podoba, czyli najbliższe dwa lata nie będzie pracować tylko się uczyć. Rodzice
o tym wiedzą i pomogą jej w tym okresie  finansowo.
A więc, gdy skończysz studium będziemy razem pracować! Bo ja chcę założyć własną
firmę i to niekoniecznie  tu. Zaczekam  aż skończysz Studium, na razie będę pracował
z Wojtkiem B. Przedstawię Ci go. Ale ślub weźmy już teraz.
O nie- zaprotestowała Tina- teraz to ja się muszę wyspać!!!
W 10 minut potem spała wtulona w Michała, którego wkrótce też pokonał sen.
W dwa tygodnie później Justyna przyprowadziła do domu Michała. Dziwne, ale jakoś
dość długo jej rodzice nie mogli uwierzyć, że ten szybki  ślub to nie wynik przypadkowej
ciąży a wyjątkowego "dopasowania się  ich biopól", które domagały się częstego kontaktu.
Ślub odbył się w najbliższym możliwie terminie, oczywiście tylko cywilny, co dalsza
rodzina Justyny źle odebrała. Ale ją to naprawdę niewiele obeszło. Oczywiście Julia była
świadkiem, świadkiem Michała był jeden z jego przyjaciół.
Ten w sumie niespodziewany ślub Justyny zaskoczył Julię. Wiedziała tylko tyle, że się
Tina z Michałem przyjaźni, że się rzadko widują,  że nigdy on jej nie powiedział, że ją
kocha, że  Tina też nigdy nie uważała, że są parą- a tu nagle - trzęsienie ziemi i ślub.
Wysoki brunet, o którym Michał szepnął, że wysoki wzrost jest zbyt małym atutem-nigdy
więcej nie ujrzał Julii.
Przyjaciółki spotykały się teraz znacznie rzadziej, głównie dlatego, że Tina miała jednak
sporo nauki. I tak miała nieźle, bo Michał był lekarzem i zawsze gdy coś było dla Tiny
niejasne wszystko tłumaczyl i wyjaśniał . Poza tym często była obecna przy różnych
zabiegach,  miała również możliwość wykonywania niektórych. Michał podziwiał jej
cierpliwość i łagodność w stosunku do starszych pacjentów i umiejętność  z jaką ich
mobilizowała do wysiłku.
Mniej więcej w dwa lata po ślubie Justyny Julia poznała kolejnego wysokiego, ale tym
razem szatyna. Szatyn o niebieskich oczach nie spieszył się do ślubu. Dopiero gdy Julia
wyraziła swą gotowość do wyjazdu na kilka lat do swej kuzynki do Szwecji, szatynowi
zrobiło się  żal i poprosił Julię o rękę.  Justyna na ślubie przyjaciółki była sama, niestety
Michał nie mógł opuścić kliniki, która była dość daleko od granic  Polski.
To był dość burzliwy związek, bo jak twierdził Michał, wysoki wzrost nie zawsze idzie
w parze z wysoką kulturą i rozumem. Kilka razy mąż Julii zachowywał się skandalicznie,
aż któregoś dnia Julia najzwyczajniej w świecie wezwała policję, bo ją mąż uderzył, a że
zrobił to dość mocno, Julii pękła warga i bardzo obficie krwawiła.  I choć potem skruszony
przysięgał, że nigdy więcej tego nie zrobi, Julia wystąpiła jednak o rozwód.
Sprawę prowadził znajomy adwokat ojca Juli i rozwód nastąpił dość szybko.
Jula po rozwodzie wyjechała do swej kuzynki, która od kilkunastu lat mieszkała w Szwecji.
Po jakimś czasie wyszła za mąż za Szweda, starszego od siebie chyba o 10 lat, który bardzo
ją kochał i szanował. Byli kilka razy w Polsce, raz pojechali  na spotkanie z Justyną i jej
mężem do Francji, gdzie Michał wraz z przyjacielem prowadził klinikę geriatryczną.
Michał nigdy nie powiedział  Tinie, że ją kocha, ale często mówił, że jest dla niego jak
krwiobieg, jak kroplówka ratująca życie. Ani Tina ani Julia nie chciały mieć dzieci i ich
mężowie zgodzili się z ich decyzją. W zeszłym roku dość niespodziewanie umarła Julia.
Nie chorowała, rano poskarżyła się  na ból głowy, a po południu zmarła. Jej mąż , bardzo
tym przytłoczony zmarł miesiąc temu. Michał i Tina jeszcze jakoś się trzymają, może
dlatego, że nadal są aktywni zawodowo?
                                                                
                                                            KONIEC
        
 

5 komentarzy:

  1. Przyznam, że też jestem bardzo zaskoczona decyzją Tiny i Michała, to jedna z tych historii, które pisze życie. Jak widać czasem wcale nie trzeba szufladkować ani uczuć, ani relacji, ani nigdy do końca nie wiadomo, dokąd mogą ludzi doprowadzić ich decyzje. Podoba mi się ta historia. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakonczenie nieco zaskakujace, bo wszyscy powinni zyc dlugo i szczesliwie. :)

    OdpowiedzUsuń