poniedziałek, 21 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść -XVIII

 W poniedziałkowy ranek  Tolek pojechał do pracy, Karol czekał na telefon od doktora R., Iza bajerowała dzieci by grzecznie  jadły śniadanie. Zaraz po nakarmieniu dzieci zjadła śniadanie razem z Karolem i teściami.  Ze dwie godziny po śniadaniu zatelefonował doktor R, i powiedział, że zapadła decyzja o przekazaniu pacjenta do Instytutu i on za chwilę zatelefonuje do jego córki i powiadomi ją o tej  decyzji. Karol podziękował i powiedział - bardzo nie lubię gdy pacjent jest dla jakiejś kliniki ciekawym obiektem, bo to oznacza, że jest raczej w ciężkim stanie i nietypowym przypadkiem. Czy Marysia ma jakichś  krewnych w Warszawie? Nie wiem - odpowiedziała Iza, ale myślę że nie. Ale mam pomysł- jeśli ją weźmiesz do Warszawy to ja zaraz zatelefonuję do mojej byłej sąsiadki , opowiem jej co jest grane i poproszę by mi ją nocowała u siebie na kwaterze, którą ma zgłoszoną do któregoś tam hotelu. Kwatera niezła, w centrum, ale komunikacyjnie dobrze bo by się dostawała do szpitala bez   kłopotu. No co, weźmiesz ją? - zapytała. Karol stwierdził, że to  jasne i że nawet może pojechać z Marysią do Instytutu, niech wiedzą, że pacjent ma rodzinę. Iza zaraz skontaktowała się z tą swoją byłą sąsiadką, umówiła się co do ceny i poszła do Marysi, która w domu zanosiła się łzami. Utuliła ją, powiedziała o swoim pomyśle, namówiła by pojechała z Karolem do Warszawy, pocieszała, że ojciec będzie w bardzo dobrej klinice i że będzie miała cały czas kontakt z Karolem, który jej pomoże, bo to naprawdę dobry facet, choć na takiego nie wygląda. Przyprowadziła zapuchniętą od płaczu Marysię do swojego domu, tu Marysia wpadła w ramiona teściowej Izy. Karol uprzedził ją, że chce wyjechać tak  za godzinę, więc żeby spakowała swoje rzeczy na kilka dni, bo zapewne operacja nie będzie wcześniej niż za dwa, trzy dni, po operacji nie będzie się mogła  widzieć ojca kilka dni bo będzie na  bloku pooperacyjnym,  z którego trafi z powrotem  do swojej sali dopiero wtedy gdy minie zagrożenie życia. Te trzy pierwsze doby to zawsze wszyscy tam spędzają a niektórzy więcej. A tatuś leciwy i nigdy o siebie nie dbał, to może być ciężko. I jeszcze coś- w klinice będzie jej mówił po imieniu, że niby są kuzynostwem. Umordowana troską Marysia zgadzała się na wszystko. Wyglądała jak półtora nieszczęścia i Iza podejrzewała, że chyba nic nie jadła, więc poszła do kuchni, zrobiła kawę, ukroiła ciasta  i powiedziała, że nim wyjadą to i Marysia i Karol muszą  coś zjeść. Wiadomo, że dobre ciasto, a teściowa Izy takie właśnie zawsze piekła, uczciwe,  z naturalnych, dobrych jakościowo składników więc jest nie tylko smaczne ale i pożywne. Iza dała Karolowi i Marysi kartkę z adresem kwatery, kopertę (zaklejoną) dla właścicielki kwatery, Marysi podała swój domowy telefon.  Marysia zjadła, podziękowała, kolejny raz przeprosiła, że  mają z nią kłopot i poszła się spakować, a Karol powiedział - biedna mała. Wpierw mąż, teraz ojciec w bardzo złym stanie, czarno to widzę. Iza popatrzyła na niego uważnie i powiedziała - chyba szczęściem w nieszczęściu jest to, że stało się to teraz, gdy ty tu jesteś. Może to jest to zrządzenie losu, którego wciąż oczekujesz. Mówił mi Tolek, że ona ci się podoba. To naprawdę miła i dobra osoba i bardzo skromna, delikatna. Nie widzę w niej co prawda  podobieństwa do modelek  Rafaela Santi, no ale coś w niej jest, jest bardzo naturalna.

A Karol zatelefonował do swego gabinetu i poinformował zmienniczkę Katarzyny by odszukała pacjentkę zapisaną na godz. 16, 30 i odwołała jej wizytę i wszystkie następne na ten dzień. I niech nie zapisują do niego pacjentek na pozostałe dni tygodnia ani na  następny tydzień i niech będzie tak uprzejma i przekaże tę informację Katarzynie, bo on bierze urlop.  Iza zaczęła się śmiać- uwielbiam tego twojego świra Karolu, jesteś niesamowity. Izuniu, nie śmiej się, muszę pewne sprawy przemyśleć. Bo ja czasem myślę, wbrew pozorom. I masz Karolu tak zwane miękkie serce, choć pozujesz na  drania i podrywacza- powiedziała Iza. A w gruncie rzeczy jesteś nieśmiały i delikatny. I myślę, że gdy pokochasz naprawdę którąś panią i ona doceni twój charakter i uczucie to będziecie  szczęśliwi. I wiem, że gdybyśmy na plaży byli tylko we dwoje, to byś mi w to moje bikini nie  zajrzał. I nie tylko ja o tym wiem, Tolek też. Ale przy Marysi nie będziesz musiał nikogo udawać, ani twardziela, ani drania, ani podrywacza. Wsłuchaj się w siebie i po prostu bądź szczery i naturalny. Ona nie jest zaprawiona w rozwiązywaniu szarad i krzyżówek zwanych facetami. I nie wmawiaj w siebie, że jesteś we mnie zakochany - po prostu i zwyczajnie ty lubisz mnie, ja lubię ciebie, doceniamy  wzajemnie swój intelekt, swoją zewnętrzność,  przyjaźnimy się i tak jest dobrze. Gdyby była chemia między nami to byśmy już od dawna byli razem i wcale by ci nie przeszkadzał fakt, że jestem te 15 lat młodsza od  ciebie. I powiem ci jeszcze  coś -  jesteś naprawdę wspaniałym przyjacielem a o wspaniałych prawdziwych przyjaciół wcale nie jest łatwo, zwłaszcza w układzie  damsko-męskim pozbawionym seksu.

Gdy Karol z wciąż jeszcze  zapuchniętą od płaczu Marysią odjechał  przysiadła się do  Izy mama i powiedziała - spójrz jaki ten mój mąż jest spokojny i łagodny gdy razem z dziećmi buduje domki z klocków, aż go nie poznaję! I wiesz  co córeńko? Pomyślałam sobie, że dzięki tobie Tolek nie pływa i nie muszę się ciągle martwić o niego i wyczytywać dokładnie w wiadomościach  czy gdzieś statek na którym płynął nie miał jakiejś wywrotki, nie  został ostrzelany  lub napadnięty przez współczesnych piratów. I za to jestem ci bardzo wdzięczna, że kochasz go, że dajesz mu pełnię szczęścia. Zmienił się bardzo odkąd jesteście razem- teraz to i z ojcem po ludzku porozmawia i nie wrzeszczą na siebie  wzajemnie, kiedyś się ciągle strasznie kłócili. Teraz sobie czasem dogryzają, ale to tylko żarty, wtedy to były zawsze awantury. Iza objęła mamę i powiedziała - a ja jestem wam obojgu wdzięczna, za to , że go tak wspaniale wychowaliście. Ojcu za to, że dał Tolkowi film szwedzki  uświadamiający o seksie i tobie, że dałaś mu film o stronie psychicznej współżycia. I teraz mogę ci się przyznać, że ten szwedzki film przetrenowaliśmy  z nim razem, byliśmy dla siebie pierwsi. I to w dniu moich osiemnastych urodzin. A ten drugi, od Ciebie, to Tolek studiował już sam i dzięki temu wszystko się między nami układa. I dziękuję, że jesteś dla mnie po prostu mamą, troskliwą i kochającą. W tym momencie wyszedł z pokoju dzieci ojciec i powiedział - oj, niedobrze,  baby się całują, będzie deszcz.
Izuniu, a może ja z nimi pójdę na plac zabaw? Zbudowaliśmy niemal całe miasto, a pogoda ładna,  więc mogę z nimi pójść. Iza i mama wyraziły również chęć wyjścia z domu, bo przy okazji  poszłyby do pobliskiego sklepu.  Iza szybko zrobiła dla dzieci picie, dla każdego co innego i oczywiście w inne butelki - butelka Karolka miała obrazek samochodu, a Elizy kucyka, wzięła jak zwykle niezbędne chusteczki  higieniczne, oraz wózek na zakupy.  Co prawda gdy sobie wyobraziła ile będzie potem pisku które ma ciągnąć z nią wózek z zakupami, powiedziała, że niech rodzice idą z dziećmi sami na plac zabaw, ona zrobi szybko zakupy, odstawi je do domu i do nich przyjdzie. Idąc do sklepu oczywiście dowiedziała się co ewentualnie  kupić rodzicom , w ciągu trzech kwadransów zrobiła zakupy (tym razem nie zapomniała o lodach) i dotarła na plac zabaw. Dzieci szalały, jedno na huśtawce,  drugie na "indiańskiej ścieżce" i Iza stwierdziła, że po wakacjach trzeba je wstawić do przedszkola. A ona postara się wrócić do pracy, ale tylko na pół etatu. Tolek co prawda nie widział powodu dla którego ma  wrócić do pracy, ale ona chciała pracować i najlepiej na  pół etatu. Podzieliła się tą myślą z mamą, która stwierdziła, że jest to średnio dobry pomysł, bo nie będzie jej w domu  popołudniami, gdy dzieci już będą po przedszkolu., bo jest mała szansa, że będzie pracowała tylko przed południem. A poza tym wszystkie  zakłady kosmetyczne były również czynne w soboty, kiedy w domu będzie Tolek, który zapewne też chciałby pobyć z żoną i dziećmi i gdzieś razem z nimi pojechać. Ale Iza stwierdziła, że po prostu rozejrzy się, bo może się coś uda całkiem nieźle ułożyć.

Wieczorem zatelefonował Karol. Stwierdził, że stan ojca Marysi jest bardzo ciężki, trochę go powinni podciągnąć, ale czas nagli i trzeba  szybko operować. I to będzie długa operacja z krążeniem poza ustrojowym i gdyby to od niego zależało to pozwoliłby pacjentowi spokojnie  umrzeć, no ale to jego zdanie i nie powiedział tego Marysi. Przedstawił się jako kuzyn chorego i teraz wiedzą, że ten pacjent jest kuzynem bliskim lekarza, który jest przyjacielem doktora  R. z Gdańska, a doktor R. jest wszak dobrym kumplem ordynatora oddziału, na którym leży pacjent. I wiesz Izuniu, byłoby to nawet zabawne, gdyby nie było takie smutne. A ty wiesz, Marysia to całkiem mądra kobieta, ona jest z zawodu przedszkolanką. Wzięła teraz urlop. I ogromnie  żałuje, że nie mieli dzieci. Powiedziała, że patrzy na was z zazdrością bo macie takie cudne dzieci. Izuniu, jeśli to wszystko dłużej potrwa to ja ją będę nocował  u siebie w mieszkaniu, bo ty majątek wydasz na jej noclegi. Tylko pewnie będziesz musiała ją do tego namówić.  I wiesz co, Katarzyna złożyła wymówienie. Chce odejść jak najszybciej. Powiedziałem, że nie widzę przeszkód. Nagra się na sekretarce informację, że zapisy są tylko w godzinach przedpołudniowych. I miałaś rację - ciut starsza ode mnie o drobne pięć lat. A Marysia już nie taka młodziutka jak myślałem, tylko siedem lat ode mnie młodsza. Ale martwię się  jej ojcem. Iza wszystkiego wysłuchała i powiedziała, że namówi Marysię, by przyjęła u niego gościnę, bo faktycznie  jeśli to długo potrwa to koszty będą bardzo wysokie a  Marysia  będzie  się czuła zobowiązana do ich zwrotu, bo to uczciwa  osoba. Na razie jest opłacone 10 dni pobytu. Po prostu trzeba spokojnie  czekać na rozwój wypadków.

Gdy Tolek wrócił z pracy i gdy wyzwolił się z objęć dzieci zapytał - a co ty nagadałaś  Karolowi, bo z kwadrans mi tłumaczył, że jesteś wyjątkowo mądra dziewczyna, że  powinienem codziennie Bogu dziękować za ciebie i za dzieci. Co mu jest? Zaburzenia świadomości po naćpaniu się czegoś czy nagły atak sklerozy? Przecież wiem, jaka jesteś i jestem wciąż w  stanie zachwytu nad tobą i dziećmi. Iza zaśmiała się - po prostu powiedziałam mu jaki on jest i chyba wciąż to rozpatruje na wszystkie strony.

Gdy jedli obiad zatelefonował Karol - trzymajcie kciuki, wzięli ojca Marysi na operację. Umówiłem się, że gdyby się  wydarzyło coś złego to zatelefonują do mnie a nie do Marysi. Tak późno wzięli na operację? - dziwiła się  Iza. Kobieto, tu operują praktycznie całą dobę.  Najprędzej zasadniczą operację to mogą zakończyć o 1 lub 2  w nocy, a nim go  przerzucą na pooperacyjną to może być i 3 lub 4 rano. Tu jak na  porodówce - ostry dyżur na okrągło. Straszne, stwierdziła Iza. Praca gorsza niż w kamieniołomie. 

A ty myślisz, że na statku miałem lepiej- powiedział Tolek. Tam też ostry dyżur całodobowy, tylko problemy nieco inne. Dobrze, że już jestem na lądzie.  Izuś,  muszę jechać do Amsterdamu na 3 dni i pomyślałem, że mogłabyś pojechać ze mną. Pokój i tak mam zawsze 2 osobowy. A co z dziećmi- spytała Iza. Dzieci zostaną po prostu z dziadkami,  za małe by je brać ze sobą. Polecimy samolotem, kazałem zrobić rezerwację na dwoje i za twój bilet  ja zapłacę, nie firma. Ale czy rodzice  zechcą z nimi zostać? Zechcą, zechcą, zaraz się ich zapytamy. Ale czy dzieci zechcą zostać tylko z nimi? Zechcą,  zresztą je czymś przekupimy. Bo dzieci są  z natury przekupne. Kupimy im jakieś  fajne zabawki w strefie  bezcłowej. I ilekroć będę  musiał gdzieś wyjechać będziesz jechać ze mną.

Oczywiście rodzice nie mieli nic przeciwko temu, żeby  zostać 3 dni z dziećmi, ba, wręcz byli dumni, że oni mają do nich takie zaufanie. I okazało się, że Tolek miał rację- już trzylatki były przekupne. Eliza złożyła zamówienie  na nową lalkę - dzidziusia, a Karolek na: ścigacz, okręt wojenny albo...fregatę.

                                                                  c.d.n.




niedziela, 20 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść - XVII

 Tolek świetnie wykonał swoje zadanie- poprosił swą mamę by zajęła czymś  Katarzynę, bo muszą porozmawiać z Karolem na osobności i w tym celu Tolek wywoła  Karola pod pretekstem, że mały się zadrapał i nie chce dać sobie przylepić plastra, tylko płacze by to wujek zrobił. Plan się powiódł, mama  usadziła Katarzynę przy albumie, w którym były również zdjęcia ślubne Izy i Tolka i 1500 innych zdjęć tzw. "od początku świata".  Iza opowiedziała czego się dowiedziała a Karol  całując ją w  rękę powiedział- jestem twoim dłużnikiem. Zacząłem podejrzewać, że coś jest nie tak ale nie mogłem dociec o co chodzi. Szalenie się interesowała moim mieszkaniem, poza tym jakoś gorzej znoszę samotność i nawet mi się spodobała jej troska o mnie i troszkę zaczadziałem. Czuję, że mnie uratowałaś. Dobrze, że powiedziałaś o tym spłacaniu kredytu, spłacam ale to są niemal grosze, bo lwią część spłaciłem w krótkim czasie. A o tym, że ma syna to nawet  słowem nie pisnęła. I że pracuje gdzieś przed południem też nie mówiła. I przepraszam, że odstawiłem tę szopkę na plaży. Boże jak ja zazdroszczę Tolkowi, że ma ciebie. Ale może jeszcze spotkam kogoś, kto będzie chciał być ze mną dla mnie a nie z powodu moich pieniędzy, mieszkania czy samochodu. Ale przyznasz, że ładnie cię pocerowałem.Nic cię w środku nie boli w jakichkolwiek okolicznościach mechanicznych lub fizjologicznych?  Nie, skąd, ale Tolek  ma przynajmniej coś do całowania. Czy ty zauważyłeś, że on dziś był z nagim torsem? No fakt - jakoś się za bardzo zagapiłem na to twoje bikini. Iza pogroziła  mu   palcem - nie przeciągaj struny. Zauważyłem, żartowałem tylko. Dziękuję ci, naprawdę.   Karol, ona jest starsza od ciebie. Ty ją zatrudniłeś czy wspólnik. Wspólnik. To zajrzyj w papiery. No idź już do nich, my wrócimy za chwilkę. Karol wrócił do salonu a Iza zaczekała na Tolka i razem z nim wróciła do salonu. Włączyli "szpiegowską kamerkę" by w razie płaczu któregoś dziecka dotrzeć szybko na miejsce.

W niedzielę postanowili pobyć na sopockiej plaży. Wybrali się również rodzice Tolka. Gdy  wychodzili ze swej posesji do płotu podeszła sąsiadka i zagadała do Tolka- panie Tolku zepsuła mi się kosiarka,  nawet wiem co, ale nie wiem gdzie ojciec ma narzędzia, a skoro państwa nie będzie to ja bym szybko skosiła, żeby potem nie hałasować. Pani Marysiu, wrócę za 15 minut i zobaczymy co z tą kosiarką, tylko rodzinę usadowię na plaży. I rzeczywiście gdy tylko pomógł rozkładać maty i inne akcesoria plażowe wrócił, ale nie sam a z Karolem. Przedstawił Karola, obejrzał Marysiną kosiarkę, poprosił by Karol chwilę z Marysią zaczekał i poszedł po narzędzia. Po dłuższej chwili zawołał Karola, by przyszedł i wziął ich kosiarkę i zaniósł do sąsiadki. Karol posłusznie wytaszczył kosiarkę z garażu i zaniósł do sąsiadki.Naprawiając Marysiną kosiarkę Tolek zapytał- a jak pani ojciec się czuje, słyszałem, że pogotowie go zabrało. I co lepiej się ma? Marysia tylko machnęła ręką- pewnie się z tego nie wygrzebie, oni nawet nie są pewni co mu jest.A poza tym to już i wiek ma znaczenie. Tolek zapytał się jeszcze w którym szpitalu leży a potem zapytał się Karola, czy nadal ma  tam znajomości. Chyba tak, nie słyszałem by R. zmienił pracę. A pomógł byś naszej sąsiadce? Dwa lata temu straciła męża na morzu, zamieszkała z ojcem by mu nieco pomóc a teraz ojciec zachorował. 

Karol, który nie miał wiele wspólnego z morzem a do tego z pracą na morzu, głupawo zapytał- przepraszam, jak to pani mąż umarł na morzu.? Miał atak serca? Nie Karolu, w czasie sztormu znalazł się w złym miejscu i wypadł za burtę, a że to było w nocy, lało, grzmiało i wszystko po pokładzie zapewne latało to nawet nikt nie zauważył. Morze naprawdę jest okrutne, ja coś o tym wiem- powiedział Tolek. Tylko ja miałem więcej szczęścia, bo nie wyleciałem za burtę. Och, przepraszam, zrobiłem pani przykrość mimowolnie- sumitował się Karol. Marysia uśmiechnęła się smutno- tak to jest gdy się wychodzi za mąż za rybaka lub marynarza. Nigdy nie wiadomo kiedy morze nam zabierze męża, ojca  lub brata. 

No już, kosiarka powinna działać. Chwyć się tamtej i we dwóch szybko oblecimy tę trawę. Marysia zaczęła protestować, ale panowie wzięli się za koszenie a jazgot kosiarek zagłuszył wszystkie jej protesty.  

Gdy skończyli Tolek poprosił Marysię by podała Karolowi dane ojca i kiedy trafił do szpitala. Marysia posłusznie  podała to wszystko o co pytał się Karol i powiedziała-  ja dziś po południu jadę do taty do szpitala. To świetnie a jak pani wróci, to proszę do nas wpaść, może  mój przyjaciel będzie mógł coś pomóc. Karol wpatrywał się cały czas w Marysię jak w święty obrazek- była jaśniutką blondynką i miała piwne oczy. Była szczupła,  zgrabna i robiła wrażenie niesamowicie zagubionej. Marysia jeszcze raz podziękowała za skoszenie trawy i obiecała, że zaraz po powrocie ze szpitala do nich przyjdzie.

Gdy weszli do  domu Karol zaraz wziął się za telefonowanie. Miał szczęście, bo jego kolega był na dyżurze. Spisał sobie wszystko i obiecał oddzwonić. Gdy szli na plażę Karol powiedział- ona jest jak z obrazu Rafaela Santi, niezwykła. Tolek spojrzał się na niego - ocknij się, tamte były ładniejsze. I miały lepsze dekolty, to znaczy lepiej wypełnione. Oj, ty chyba jakiś mocno wyposzczony jesteś - stwierdził Tolek. To nie to, tylko męczy mnie  samotność. Wszyscy jakoś sobie układają życie a ja  ciągle sam ze wspomnieniem Stefanii. No to ci jeszcze, Karolu powiem, że Marysia, wdowa po rybaku, jest od ciebie młodsza tylko 7 lat. I jest całkiem w porządku, tylko jej tata z moim się  nie lubią, bo mój jest pewny, że jej tata jest głupi. Ale Marysię toleruje. Bo tata uznaje tylko dwie kobiety - własną żonę i  swoją synową.

Tolek i Karol zostali powitani entuzjastycznymi wrzaskami dzieci i nieco obrażonym spojrzeniem Katarzyny, która  zapytała się, o której wracają do Warszawy . Do Warszawy- to my wracamy jutro - wyjedziemy około 10 rano, o 15,00 będziemy na miejscu, zdążymy do pracy. O ile pamiętam pierwszą pacjentkę to ja mam o 16, 30. Jak będziesz w pracy o 16,00 to  "świat i ludzie" poinformował ją Karol. Ale ja  muszę być wcześniej w Warszawie, muszę być rano - w głosie Katarzyny narastała  wściekłość. No przecież ci mówiłem przed wyjazdem, że wrócimy na czas do pracy, tylko pewnie nie słuchałaś. Mam tu jeszcze kilka spraw do załatwienia i muszę zostać do jutra. Jeśli musisz jechać dziś to cię mogę tylko odstawić do pociągu, zaraz sprawdzę rozkład jazdy- chyba jest jakiś o 20,00, a może  wcześniej. Iza przezornie wzięła  za rączkę Elizę i powiedziała, że pójdą poszukać muszelek do  zamku, który buduje  Tolek z małym Karolkiem. Bała się, że za chwilę wybuchnie  głośnym śmiechem. Tolka też nieco skręcało ze śmiechu, ale zachował powagę. Nie jeden raz musiał robić poważną minę chociaż sytuacja była raczej komiczna.

Katarzyna  zrobiła wielce obrażoną minę i powiedziała - przez ciebie  stracę wizytę lekarską, którą mam o 8 rano. No szkoda, że nie powiedziałaś mi o tym  przed wyjazdem, a wizytę lekarską  mogę ci w każdej chwili załatwić u dowolnego lekarza i to za darmo. My sobie wzajemnie wiele spraw załatwiamy- wyjaśnił jej Karol. Powiesz mi jutro w drodze u jakiego specjalisty ta wizyta i ja ci załatwię.

Gdy wracali z plaży Katarzyna stwierdziła, że zdecydowała się wrócić do Warszawy pociągiem. Karol wzruszył tylko ramionami i powiedział- no dobrze, jak chcesz, odwiozę cię na dworzec. Katarzyna pożegnała się ze wszystkimi, podziękowała za gościnę, chwyciła swą torbę podróżną  i Karol odwiózł ją na dworzec. Do odjazdu pociągu było jeszcze ponad godzinę i Katarzyna stwierdziła, że w takim razie pojedzie do Gdyni podmiejskim pociągiem  i stamtąd pojedzie do Warszawy. Karol wygłosił formułkę, że nie może się nadziwić, czemu uparła się by jechać dziś, skoro on jej może załatwić wizytę dowolnego lekarza, ale  Katarzyna stwierdziła tylko, że tak miała zaplanowane. Zaczekał na peronie aż odjechała podmiejskim pociągiem i wrócił do domu Tolków. 

Iza spojrzawszy na niego szepnęła do Tolka - pogadaj  z nim, chyba mu to dobrze zrobi. To lepiej ty z nim pogadaj, on cię uwielbia. No to pogadamy we trójkę jak położymy dzieciaki. Są dziś zmęczone, to szybko zasną. I rzeczywiście dzieciaki były zmęczone, wiec na dyżurze zostali dziadkowie a oni w trójkę jeszcze poszli nad morze.

Karol się żalił, że jakoś od śmierci Stefanii nie może sobie ułożyć życia, każda spotkana i "poderwana" kobieta okazuje się w końcu niewypałem. No choćby Iza - tak bardzo mu się podobała i nadal podoba, nie tylko pod względem urody, ale taka wartościowa, poważna, mądra, ale była po prostu za  młoda, bo te 15 lat różnicy to jednak za dużo, zwłaszcza, że on ma jednak wyczerpującą pracę i już od dłuższego czasu zdaje sobie sprawę z tego, że się starzeje i życie intymne sprawia mu trudności. To nie te możliwości co niegdyś. Poza tym każdą porównuje ze zmarłą żoną i każda z jej wspomnieniem przegrywa.

No to przestań każdą porównywać ze Stefanią- powiedziała Iza - bo mam wrażenie, że gdy wspominamy zmarłych , tych których kochaliśmy, to z każdym rokiem widzimy coraz więcej ich zalet które  posiadali, a przestajemy pamiętać o ich wadach. Może przypomnij sobie o co się sprzeczaliście,  na co mieliście zupełnie inne spojrzenie. I nie sądź, że dla każdej z nas najważniejsza jest ta męska  jurność w łóżku i tylko to nas jest w  stanie zaspokoić i przy was zatrzymać. Dla nas ważna jest też czułość, troska o nas, pamięć o tym co lubimy, czułe słowa i  wyrażane zachwyty, delikatne pieszczoty i ta świadomość, że jesteśmy pożądane. Trzeba nam wciąż mówić o tym, że jesteśmy kochane.  To wzajemne zapewnianie się o uczuciach jest dla nas bardzo ważne. Nie mam oporu by mówić Tolkowi jak  bardzo go kocham i wciąż mówić o tym co w nim lubię i cenię i jak mi bez niego źle. I nie miej oporu przed wypytywaniem nowej znajomej o różne sprawy i na początku dobrze  zapamiętuj co ci odpowiadała i te same  pytania zadawaj co jakiś czas. Bo kłamstwo ma krótkie nogi  i zawsze w pewnym momencie wychodzi na wierzch prawda.

A twój Tolek też żył twoim wspomnieniem i z innymi się nie zadawał- wypomniał Izie Karol. Tak, to prawda, śniła mi się wciąż po nocach, ale ona nadal żyła i tylko mój wygląd po wypadku wstrzymywał mnie przed szukaniem jej- wtrącił Tolek.

O Boże- jęknął Karol- jesteście ode mnie o 15 lat młodsi a o niebo psychicznie dojrzalsi. I to wspaniale, że się wszyscy razem spotkaliśmy i się przyjaźnimy. Zawsze podziwiam Izę jak cudownie, bez skrępowania ale jednocześnie taktownie umie mówić o sprawach damsko-męskich. Byliście inaczej wychowani niż ja, chyba w tym tkwi sedno. I dobrze, że studiowałem medycynę bo przynajmniej poznałem anatomię kobiety. Ale jej psychiki nie rozgryzłem. 

Gdy doszli do bramy posesji zobaczyli  Marysię, która wyszła na ich spotkanie - wpierw przeprosiła, że zawraca im głowę swoimi  sprawami, potem powiedziała, że jest bardzo możliwe, że ojciec  zostanie przewieziony karetką do Warszawy, do Instytutu Kardiologii, ale decyzja będzie podjęta rano. A Karol dopiero teraz uświadomił sobie, że zostawił swój telefon w swoim pokoju. Gdy tam doszedł akurat telefon zaczął wibrować. To dzwonił  jego kolega, doktor R. którego prosił o pomoc dla ojca Marysi. Wyjaśnił, że pacjent być może zostanie przewieziony  przed południem do Warszawy, bo wymaga bardzo specjalistycznej opieki a głównie bardzo skomplikowanej operacji i Instytut Kardiologii jest tym przypadkiem zainteresowany.

                                                        c.d.n.







sobota, 19 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść - XVI

 Pomału Iza dochodziła do wniosku, że bliźniaki to nie taki straszliwy problem - dzieci nie chorowały, wyznawały chyba pogląd, że pełny brzuszek i sucha pielucha  to rzecz najważniejsza. Śmieszyło ją bardzo gdy Tolek zastanawiał się do kogo które jest podobne.  

Po ustawowym urlopie płatnym macierzyńskim Iza wzięła trzyletni urlop wychowawczy - Tolek stwierdził, że więcej się umęczą z odstawianiem dzieci do żłobka i ciągłymi infekcjami niż będzie z tego pożytku. Zmienił pracę na lepiej płatną, choć może nie ciekawszą. Sam się sobie dziwił, że wcale nie tęsknił za pływaniem. Bo Iza i dzieci miały jakąś magiczną siłę przyciągania, znacznie większą niż życie marynarza.

Eliza i Karolek hodowali się bezproblemowo, mieli tylko jeden feler - gdy jedno zapłakało to drugie natychmiast zaczynało mu wtórować. Iza dość szybko nabrała odporności, ale  Tolek i jego rodzice wychodzili ze skóry by tylko biedne dzieci nie płakały. Duży Karol był chyba też zakochany w maluszkach i często przyjeżdżał. Po każdej jego bytności przybywało dzieciom zabawek i albumów ze zdjęciami. Teraz Iza doceniła w pełni zalety mieszkania w domu z ogródkiem - w porze ciepłej dzieci całe dnie spędzały na dworze. Dziadkowie zainstalowali piaskownicę, małą zjeżdżalnię, mały basen, a pod drzewem letnią sypialnię na poobiednie  drzemki, czyli  płócienny namiot z dużymi siatkowymi oknami, by jakieś owady nie pogryzły dzieci.  A dzieciaki z takim samym zaufaniem  i miłością tuliły się do rodziców, dziadków i Karola. 

Polska wreszcie stała się  członkiem UE i plany odnośnie pływania rekreacyjnego po Morzu Śródziemnym nabrały realnych kształtów. Ale Iza stwierdziła, że nie wyobraża sobie by pozostawić w Polsce rodziców Tolka, których  coraz wyraźniej dosięgała starość. Co prawda jeszcze stosunkowo nieźle funkcjonowali ale nie wiadomo było jak by znieśli samotność w Polsce, bo twierdzili, że oni się już nigdzie nie przeprowadzą. Przeprowadzili się raz, by być w pewnym sensie  bliżej Tolka gdy ten pływał i wiedzą, że taka zmiana miejsca to wcale nie jest łatwa, a przecież przeprowadzili się tylko o czterysta kilkadziesiąt kilometrów i nie zmieniali kraju. 

Ale Karol znalazł chyba salomonowe rozwiązanie - mogą razem z nim kupić do spółki dom w miejscowości która będzie bazą noclegową dla zawiązującej się spółki, oraz udziały w tej spółce i bywać tam w okresie wakacji np. na początku sezonu gdy jeszcze nie ma pełnego obłożenia - Tolek by pływał, a Iza z rodzicami i dziećmi spędzała tam czas. A jest przecież możliwe, że pobyt tam tak się rodzicom spodoba, że się zdecydują na zmianę miejsca zamieszkania.  

Tolek jednak  stwierdził, że już nie ma ochoty tracić życia na użeranie się z jakąkolwiek załogą, jak i brać odpowiedzialność za życie turystów na pokładzie.Dla niego ważniejsza jest Iza i dzieci. Owszem, dom może  kupić jak i udziały w spółce, ale nie zamierza pływać, więc nie wie jak te fakty przyjmą jego koledzy. I trzeba się dokładnie przyjrzeć w którym miejscu będzie ta baza, bo być może, że nie będzie to dobre miejsce, bo jak zna swoich kolegów to będą dążyć do jak najniższych nakładów, więc ta baza  może być dość oddalona od wszelkiej cywilizacji w sensie lekarz, sklepy. Ale sam pomysł kupna jakiegoś  domu nad Morzem Śródziemnym nie jest zły, z tym, że oni by tam spędzali tylko miesiąc a na resztę czasu go wynajmowali. A jak Tolek będzie  chciał popływać to zawsze może sobie na miejscu jakąś łajbę wypożyczyć. Na razie to dzieci jeszcze za małe na taką imprezę. 

Ale mogliby wszyscy razem popływać barką po kanałach Europy. Bo barka jest przestronna, jest po prostu domem na wodzie. Są sypialnie, łazienka, kuchnia. Barka jest bezpieczna dla dzieci, które i tak będą  musiały być w kamizelkach, płynie się z "oszałamiającą szybkością" od 8 do 10 kilometrów na godzinę, można podziwiać krajobraz, zwiedzić sporo miejsc po drodze i można tym sposobem podróżować po Holandii, Francji, Niemczech. A na miesiąc to można rodziców samych zostawić w Sopocie. Ale nie ma przeszkód by wypożyczyli taką większą barkę by popłynąć  nią razem z Karolem i rodzicami. Lub z samym Karolem. I mógłby nawet Karol stać cały czas przy sterze, bo nie potrzeba na takie pływanie żadnego patentu. Po prostu trzeba tylko przepatrzeć jaka trasa  by im odpowiadała.

Tak jak Tolek podejrzewał jego kolegom zależało na tym, by brał osobisty udział   w tym przedsięwzięciu, więc zrezygnował, zwłaszcza gdy przepatrzył listę tych, z którymi miałby wchodzić w spółkę i prowadzić biznes. Izie powiedział, że on już nie chce wracać do tego zawodu, nie czuje już żadnej więzi z tymi ludźmi. Nawet z Kacprem bardzo mu się rozluźniły kontakty, choć przecież się przyjaźnili.  Izuniu, to jest zupełnie inne życie, ja już tam nie pasuję. Zresztą zawsze nie za bardzo pasowałem. Wystarczy mi żeglowanie naszą łajbą, mam teraz inne priorytety. I na pewno nie zrobię z Karolka marynarza, ale myślę, że  barką moglibyśmy się już za rok gdzieś wybrać. Ojciec pewnie by marudził, że to żadne pływanie, ale mamie by się podobało. Ale zobacz, tata już  nie pływa, co najwyżej robi prace renowacyjne i porządkowe na łodzi. I nawet sam przed sobą nie chce przyznać, że po prostu już nie czuje się na siłach. 

Z czasem okazało się, że śródziemnomorskie przedsięwzięcie nie wypaliło, bowiem  każdy z tych chętnych do spółki miał inną wizję działania. W efekcie końcowym każdy działał na własną rękę.

Pewnego dnia  zatelefonował Karol z pytaniem, czy może do nich przyjechać, ale nie sam. Rozmawiała z nim Iza, więc powiedziała, że jak zwykle jest tu dla niego miejsce, więc nie ma problemu. I nie przeszkadza nikomu, że będzie z kimś. Pół wieczoru zastanawiali się z Tolkiem  z kim tu Karol przyjedzie. 

W piątek wieczorem przyjechał Karol z kobietą. Pani była zapewne w wieku Karola a może nawet ciut starsza. Sympatyczna ciemna szatynka, nie rzucająca się w oczy, z dyskretnym makijażem a w butach bez obcasów niewiele niższa  od Karola. Okazało się potem, że od roku jest recepcjonistką u Karola i jego wspólnika. Pod byle pretekstem Karol  poszedł do kuchni za Izą i powiedział - powiedz mi, tylko szczerze, co o niej myślisz - oczywiście nie teraz zaraz ale gdy już będziemy wyjeżdżać - użyj tajnego szyfru pani  Basieńki, wiesz, dotknij czubkiem kciuka górnej wargi. A ja do ciebie zadzwonię po powrocie. Iza spojrzała na niego i powiedziała- ale to przecież ty masz z nią być a nie ja. Zadurzyłeś się?  Dobrze to Izuś ujęłaś, zaczadziałem z lekka. A skonsumowałeś, zapytała z uśmiechem? No jeszcze nie. I ja mam ci doradzić czy masz konsumować? Przecież nie wiem czy chemia  zagra. No ale oceń jak ci się ona widzi, przetestuj ją trochę, proszę. Dobrze. Przetestuję.

Ale zamiast Izy testowały ją bliźniaki, którym najwyraźniej przypadła do gustu- mały zaraz przyniósł książeczki do kolorowania, Eliza przytargała 2 lalki by je razem z nią ubierać, a gdy Iza  proforma usiłowała dzieci od niej odgonić pani Katarzyna zapewniła Izę, że z chęcią się z dziećmi pobawi. Iza wtajemniczyła w sprawę teściową i ta też bystro obserwowała panią Katarzynę. Do Karolka dotarło, że pani ma na imię Katarzyna i zapytał, czy pani ma katar, bo Katarzyny to mają katar i nieco przekręcając wyrecytował wierszyk o katarze i Katarzynie.

Test wypadł tego wieczoru pozytywnie. Dzieci, ku swemu niezadowoleniu zostały w końcu zagonione do łóżek, a Tolek włączył ukrytą kamerę, by móc obserwować co malce robią. Notorycznie filmowali dzieciaki tą metodą i mieli niezłą zabawę. Następnego dnia pojechali w dwa samochody na Hel. Oczywiście nie obeszło się bez  wizyty w fokarium, potem dzieci korzystały z tej olbrzymiej piaskownicy jaką była plaża, o tej porze roku jeszcze czysta i dość pusta. Pani Katarzyna wystąpiła na plaży w sukience plażowej, Iza natomiast w bikini,  w które bezceremonialnie zajrzał Karol by obejrzeć i pomacać swe dzieło. Tolek  nieco się oburzył , że zagląda jego żonie w  majtki, a na dodatek maca, na co  dostał odpowiedź, że zaglądał już nie tylko w  majteczki Izy ale i do wnętrza jej brzucha, bo to on ją zszywał całościowo warstwa po warstwie. I widać taki jego los, że już drugi raz cerował i zszywał Izę. Nie bądź Tolek zazdrosny, ciebie też zszywałem. I opowiedział Katarzynie jak to Iza asystowała przy operacji Tolka i jak rozczarowała Karola, bo nie zemdlała na widok krwi i tym samym stracił okazję cucenia jej. Tolek się uśmiechnął i powiedział, że podejrzewa, że  Iza gdyby  miała w ręce skalpel to nawet sama by go zoperowała, bo straszna  z niej kobieta, zero litości a jak się zajęła jego bliznami to miał wrażenie, że  ona to robi  jakimiś płaskoszczypami. No fakt, okropna, dzięki niej mniej cię pociąłem i mniej się napracowałem - przytaknął Karol. Karol nadmuchał piłkę plażową i poszaleli z Tolkiem  trochę z piłką, uważając by przy okazji nie rozdeptać plączących się pod nogami dzieci. 

Iza z Katarzyną przyglądały się jak duzi chłopcy z pełnym poświęceniem gonią za piłką a Iza wypytywała Katarzynę jak się jej pracuje u Karola i jego wspólnika. Katarzyna była ciekawa od jak dawna Iza zna Karola, więc Iza  automatycznie zaczęła robić Karolowi reklamę jaki to z niego świetny specjalista i niezwykle  dobry i wierny przyjaciel a na dodatek po prostu mądry i trzeźwy facet. A to mieszkanie to on naprawdę kupił od pani?-zapytała Izę. Tak, bo mój mąż tu mieszkał, w Warszawie nie było dla niego pracy, więc ja się musiałam tu przenieść.  A  ja - to pewnie śmieszne - ale nie chciałam by je byle kto kupił i ucieszyłam się, że je chce kupić Karol. Pani Izo, za tanio sprzedała pani to mieszkanie, można było za nie wziąć więcej. Ale to było kilka lat temu a cenę wzięłam nie z powietrza tylko od rzeczoznawcy, poza tym  Karol to nasz przyjaciel, a z przyjaciół się nie zdziera. Dobrze, że miał taką sumę- odparłą Katarzyna.  Nie miał, wziął kredyt  z banku, bo ja nie mogłam czekać aż on sprzeda swoje mieszkanie. Umówiliśmy się na konkretną  kwotę i została ona wpłacona na moje konto i tylko to mnie interesowało. A dobrze się pani pracuje u Karola?  Dobrze, ale mam wszystkie popołudnia zajęte. No ale wolne przedpołudnia- stwierdziła Iza.  A nie, przed południem też pracuję, ale gdzie indziej. Zbieram pieniądze na mieszkanie dla syna, bo on biedaczek mieszka pod Warszawą a kiepsko zarabia. A ma  żonę i dwoje dzieci. A co robi?  No różnie, czasem układa parkiety i posadzki. No to niezła praca, za ułożenie parkietu nieźle trzeba zapłacić - jak robiłam podłogę w łazience w tamtym mieszkaniu to całkiem sporo zapłaciłam, a za dużo tej podłogi tam przecież nie było. Rozmowa się urwała, bo duzi chłopcy poczuli się zmęczeni i przysiedli na piasku. Tolek zerknął na zegarek i ogłosił odwrót w stronę Sopotu. 

W drodze do Sopotu Iza opowiedziała Tolkowi czego się dowiedziała od Katarzyny i Tolek stwierdził, że trzeba to koniecznie jeszcze dziś wieczorem powiedzieć Karolowi, bo chyba Karol nie wszystko wie o pani Katarzynie. Ustalili, że Tolek jakoś to zorganizuje żeby Iza  mogła porozmawiać  chwilę z Karolem sama. Najlepiej będzie wywołać Karola na  moment, gdy Iza i Tolek będą układać dzieci do snu- Tolek zostanie z dziećmi a Iza w ich sypialni porozmawia z Karolem.

                                                                  c.d.n.

piątek, 18 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść XV

Sprawy warszawskie Izy toczyły się sprawnie - dogadali się z Karolem co do ceny mieszkania Izy. Iza nie windowała ceny , Karol kupił mieszkanie wraz z meblami które w nim były, a Iza z tej radości, że już nie będzie musiała kombinować co z nimi zrobić nie policzyła za nie oddzielnie. Zresztą tych mebli  nie było  wiele, poza tym były dobrze dostosowane wymiarowo do wielkości pomieszczeń. Karol uzyskał w banku kredyt w wysokości ceny kupowanego mieszkania, tym samym gdy tylko Iza zabrała z niego swe rzeczy osobiste mógł się tu już wprowadzić i spokojnie zająć się sprzedażą swojego małego mieszkania. 

W kawiarni niedaleko  miejsca pracy Iza wyprawiła swe pożegnanie - dostała od swych koleżanek, kolegów i szefostwa piękne ramki srebrne a w nich wspólne zdjęcie ze wszystkimi pracownikami tego oddziału spółdzielni. Ramki były jednocześnie płaskim pudełeczkiem i w środku były życzenia od każdej z osób uwiecznionych na zdjęciu.

Tolek już pracował i przyjechał po Izę w sobotę rano, czyli jak obliczyła Iza  musiał wyjechać  z Sopotu około 3 w nocy. Zaczekali tylko na przyjście Karola, z którym Iza była umówiona na 10,00. Iza oddała mu swój drugi komplet kluczy, wypili razem pożegnalną kawę, panowie znieśli do samochodu resztę rzeczy, za kierownicą usadowiła się Iza i......odjechali. Przed  odjazdem przez kilka dni Iza usiłowała się skontaktować z ojcem, ale na próżno. Wiedziała tylko, że jej matka wylądowała w klinice, bo zaczęła  brać potężne  dawki środków uspakajających i gdy padła w pracy na podłogę niezbyt przytomna i potłuczona, wezwano pogotowie i wylądowała w Instytucie Neurologii i Psychiatrii. 

Iza była ciekawa  jak się Tolkowi podoba nowa praca. Nie narzekał, nazwał to nowym  doświadczeniem i stwierdził, że oglądanie transportu oceanicznego od strony biurka też jest ciekawe i pouczające. On z kolei mógł w firmie wykorzystać swą wiedzę i doświadczenie wyniesione z pokładu statku. Śmiał się, że przychodzili go oglądać jak jakiś okaz  fauny morskiej. A wiesz Izuś co było najgorsze? No co ?- zapytała. A to, że ciebie nie było obok mnie wieczorem w  sypialni. To łóżko było takie wielkie i takie strasznie puste, że musiałem czytać do późnej nocy, żeby zasnąć. Te kilka dni chodziłem niczym zombi, półprzytomny z niewyspania. Iza się śmiała - ja to przezornie spałam na pojedynczym  łóżku, ale też miałam kłopot z zasypianiem. I wiesz co, chyba zrobimy sobie przerwę na drugą kawę, bo co prawda wstałam o 7,00, ale jestem śpiąca. 

W domu już na nich czekano, jeszcze nim Tolek zdążył wyjść z samochodu przy bramie już był tata i ją otwierał.  Powitanie  było takie, jakby do domu zjechały dawno zaginione dzieci. I po raz pierwszy Iza uznała to za standard a nie za coś niebywałego. Poza tym czekała ją niespodzianka - w sypialni już zamontowano wybrane przez nią szafy.Męska część już była zagospodarowana przez Tolka. Na łóżku piętrzył się stosik  bielizny pościelowej,  obok  łóżka  stały zniesione ze strychu pudła z rzeczami Izy. Tolek się gęsto tłumaczył, że  je zniósł z tatą poprzedniego dnia, bo bał się, że tacie "odbije" i sam zacznie je  znosić ze strychu gdy Tolka nie będzie, a te schody prowadzące na strych są dość niewygodne. Iza czym prędzej pobiegła do rodziców by im podziękować za dopilnowanie instalacji szaf. Iza się trochę zdenerwowała czy aby się Tolek nie  nadwyrężył, ale zapewnił ją, że zainstalował "patent" i pudła wędrowały po schodach po szerokiej desce, która zawsze  do takiego celu służyła a od schodów do pokoju to były przesuwane po podłodze. 

Prezent pożegnalny od koleżanek i kolegów bardzo się rodzicom podobał, Iza musiała o każdym choć kilka słów powiedzieć. Ale  Karola to na nim  nie ma - zauważyła  mama. No bo jak znam życie to pewnie on to zdjęcie zrobił, a on to się przecież będzie z nami widywał. Powiedział, że ilekroć będziemy w Warszawie to możemy u niego nocować bo co 3 pokoje to nie dwa  małe - powiedziała Iza. Jego całe mieszkanie to miało raptem 38 metrów kwadratowych a podłoga  balkonu bo był kwadrat  o boku 85 centymetrów i był wliczony do metrażu mieszkania. I miał ciemną  kuchnię - jedynym plusem była i jest lokalizacja, bo w planach  będzie  nieopodal przebiegało metro.  Tolek wskazał na drzwi pokoju i powiedział - nasze drzwi mają  prześwit 85- jak można coś takiego nazwać  balkonem? Nie miałem pojęcia, że były w Warszawie takie klitki. Nic dziwnego- i ty i ja mieszkaliśmy w starym budownictwie a za Gomółki budowano takie klitki. Pamiętam wasze mieszkanie i tę prywatkę gdy twoi rodzice przyszli do nas potańczyć - powiedziała Iza. A ja pamiętam z tej prywatki tylko to, że tańczyłaś wtedy cały czas z Andrzejem i się całowaliście - powiedział Tolek. Iza spojrzała na niego i powiedziała - a ktoś ci bronił zatańczyć ze mną i spróbować się całować? Większość z nas się wtedy całowała. Ty się całowałeś z Zosią, ale ja ci tego nie wypominam. Ja wtedy byłam dziewczyną Andrzeja. Nie pamiętasz jak to było? Pary się tworzyły i rozpadały po tygodniu lub dwóch. Ja z Andrzejem jakoś wyjątkowo długo wtedy  byliśmy parą, prawie cały rok szkolny. Ale to nie  z nim się spotykałam w czasach liceum, wiesz chyba z kim się wtedy spotykałam.Wiem, ze mną. No widzisz. A do tego Tolka z liceum  nie masz pretensji, że się ze mną całował nim się wyniósł do szkoły morskiej?- śmiała się Iza. Ojciec objął Tolka i powiedział - nie zaczynaj  wspominek z kobietami, one mają zdecydowanie za dobrą pamięć, one są straszliwie pamiętliwe. A ja, synu, nie wierzyłem, gdy mówiłeś, że ją kochasz jeszcze z czasów licealnych. Myślałem, że zmyślasz.  Nie  zmyślał, tak było, tyle tylko że wtedy chyba oboje nie umieliśmy tego nazwać - powiedziała Iza wpatrując się w Tolka. No dobrze- zakończyła  Iza- biorę się do układania rzeczy.

 W dwa tygodnie później Iza podjęła pracę w zakładzie  kosmetycznym w jednym z hoteli. Rzeczywiście jej świadectwo pracy miało  znaczenie. Gdy była dobra pogoda szła do pracy piechotą, gdy padało to w obie strony  podwoził ją ojciec a gdy wracała z popołudniowej zmiany to przyjeżdżał po nią Tolek. W weekendy  w kuchni rządziła Iza. Z trudem przekonała teściową, że można gotować jeden obiad na dwa dni a tylko zmienić surówkę i deser, ewentualnie jednego dnia może być rosół a na drugi dzień na bazie tegoż rosołu pomidorowa.

Przy wspólnym życiu okazało się, że i Tolek i Iza są  fanatykami planowania. Dziecko też nie mogło być kwestią przypadku - musiało być zaplanowane. No byłoby miło gdyby się urodziło wiosną, bo jak stwierdziła Iza pieluchy wtedy szybko schną. Tolek robił szczegółowe wyliczenia kiedy w takim razie powinno nastąpić zapłodnienie, Iza  obliczała kiedy powinna odstawić tabletki.Przejęci byli  wielce, w końcu Iza odstawiła tabletki i gdy po 2 miesiącach odstawienia jeszcze nie była w ciąży wpadła w panikę i pognała do ginekologa. Pan doktor zbadał i w trakcie badania  zadał pytanie, które chyba powinien był zadać na początku- od jak dawno para "stara się o dziecko". Gdy usłyszał odpowiedź  z trudem zachował powagę i powiedział - "droga  pani, gdy przez rok pani nie  zajdzie w ciążę to wtedy proszę do mnie przyjść. Natura sama reguluje te sprawy." Do samochodu, w którym oczekiwał ją Tolek dotarła chichocząc się sama z siebie - gdy wsiadła powiedziała - na kosmetyce to się jako tako znam ale na kwestii rozrodu to raczej nie. Mam przyjść, jeśli za rok jeszcze nie będę w ciąży. Na ogół leczenie podejmuje się gdy przez 2 lata nie udaje się zajść w ciążę. O, to dobrze  - stwierdził Tolek - z chęcią nad tym problemem popracuję. Bo to jest   najmilsze moje zajęcie.  I chyba  niezmiernie porządnie się przyłożył bo dwa miesiące później okazało się, że Iza jest w ciąży. Tolka i jego rodziców ogarnął istny szał radości a potem zakupów pod kątem rosnącego w brzuchu Izy zarodka. Przy pierwszym badaniu USG, przy którym był oczywiście Tolek lekarz stwierdził, że ciąża jest bliźniacza,  dwujajowa. Iza zupełnie chyba bezwiednie wyszeptała- nadmiar szczęścia, ale dobrze  że nie trojaczki, czym bardzo rozśmieszyła lekarza, który przyznał jej rację, że faktycznie trojaczki to najmniej pożądana sprawa, bo nie  ma żadnej pomocy ze strony państwa, które jest skłonne pomóc dopiero przy czworaczkach. Pocieszył ją, że wygląda to na dwujajową ciążę, więc się powinny lepiej rozwijać niż jednojajowe.Gdy wyszli z gabinetu Iza poprosiła by jeszcze nie jechali do domu, chce to wpierw przetrawić bo jest trochę przerażona.Tolek co prawda nie bardzo wiedział dlaczego, ale wolał się nie dopytywać. Przeszli się więc kawałek po "Monciaku", po kwadransie Iza stwierdziła, że już doszła do siebie i że to nie jego wina, że to będą bliźniaki, no ale w sumie w porządku- chciał dwoje, będzie dwoje.  Gdy przyjechali do domu Iza powiedziała do Tolka- ty im powiedz.Przy kolacji , gdy już wszyscy siedzieli, Tolek powiedział- mamy ciekawą nowinę - będą bliźniaki, dwujajowe. A Iza widząc zaskoczenie na twarzy rodziców dodała- Tolek ma pracowite plemniki a ja chętne do pracy jajeczka i uśmiechnęła się niemal radośnie. Mama zaraz przytuliła Izę i powiedziała- nie martw się  damy radę. I tak planowaliście dwoje i dwoje będzie, tyle tylko że naraz. No zobacz mamuś ile możliwości - mogą być dwie dziewczynki, albo dwóch chłopaków  albo pareczka- powiedziała Iza, która już wyraźnie przetrawiła tę zaskakującą informację. Prawie totolotek, tylko wygrana  nieco dziwniejsza. Ostatnie trzy miesiące Iza  spędziła na zwolnieniu lekarskim - wg lekarza w brzuchu rosły chyba dwie dziewczynki. Co do płci jednego dziecka nie było wątpliwości. Tak naprawdę to Izie już było obojętne jakiej płci będą dzieci - byle były bez wad i zdrowe. Mama twierdziła, że Iza wcale nie wygląda jakby nosiła bliźnięta. To prawda, że Iza bardzo dbała przez całą ciążę o dietę i bardzo pilnowała by się nie objadać słodyczami- jadła dużo warzyw i owoców.Starała się jeść jak najmniej pieczywa.  Na dwa dni przed terminem porodu trafiła do szpitala i zapadła decyzja o cesarce, która miała być następnego dnia. Tuż przed podaniem znieczulenia spotkała ją niespodzianka- przy zabiegu miał być  Karol i obiecał, że zszyje ją artystycznie. Nie bardzo wiedziała skąd się tu wziął Karol, ale w sumie to się ucieszyła. Nie wiedziała, że z powodu jej  przerażenia Tolek telefonował do Karola, który swoimi "kanałami" cały czas obserwował jej ciążę i załatwił sobie udział "w tej zabawie", jak to później określił. Pierwsza została wydobyta dziewczynka,bo kobiety mają pierwszeństwo, potem zaraz chłopczyk. Oboje zdrowi, cali i wrzeszczący z całych sił. Teraz  do pracy przystąpił Karol i bardzo dokładnie  składał Izę w całość. Na koniec powiedział- w lecie będziesz mogła nosić nawet bikini. Tę noc pośpisz bez dzieci, musisz wypocząć. Teraz je tylko zobaczysz. Będę tu przez tydzień. Przyjdę do Ciebie za godzinę razem z Tolkiem.

I faktycznie za godzinę do pokoju, w którym leżała Iza wpierw wjechał wózek z dwoma zawiniątkami, które grzecznie spały, w chwilę później Tolek i Karol. Tolek wyglądał jakby go walec drogowy przejechał- był blady i przerażony- cały czas pytał  jak się czuje Iza, czy na pewno dobrze i wpatrywał się w dzieci jakby nie wierząc własnym oczom w to co widzi. A macie już imiona dla dzieci?- zapytał cicho Karol.  Iza zerknęła na Tolka i powiedziała- ja bym małej dała na imię Eliza, po mamie Tolka. To ładne imię i nie za bardzo teraz popularne. A  chłopcu może Karol?  Po przyszywanym wujku, który uratował kiedyś  jego mamę z opresji, potem tatę a teraz okazał się takim wspaniałym przyjacielem. Tolek powiedział- świetnie to wymyśliłaś i tak ładnie powiedziałaś. Witaj mały Karolku na świecie i jednym palcem delikatnie pogłaskał główkę synka.  Rozległo się ciche pukanie i do pokoju weszli rodzice Tolka. Wpierw został wyściskany duży Karol, potem Tolek,  na końcu Iza. A Tolek powiedział- mamy już imiona dla nich - dziewczynka to Eliza a chłopczyk to Karol. Mama podała Izie zawiniątko - przynieśliśmy dla nich ubranka gdy będziesz z nimi wychodziła do domu. Jutro dokupimy drugie nosidełko. I łóżeczko. Nie , na razie wystarczy to jedno, będą leżeć na waleta, to łóżeczko jest olbrzymie, bo dzieci mogą w nim spać do 5 roku życia. Jak wrócę do domu to pomyślimy. Może na razie kupi się dwie małe kołyski, ale poczekajcie z tymi zakupami aż wrócę z nimi do domu.

Rodzice wyszli, potem Karol musiał iść się zobaczyć z kolegą, tym, który mu zorganizował tu pobyt, ale obiecał że wróci i zabierze się z Tolkiem do domu. Gdy zostali sami Tolek tuląc Izę powiedział - dziękuję ci za te dzieci, są cudowne. Ale i tak ty będziesz zawsze dla mnie najważniejsza. A nie jesteś zazdrosny, że dałam małemu na imię Karol? Będziemy go wołać Lolek. Nie jestem i jestem wdzięczny Karolowi, że mi pomógł cię wcisnąć do tej kliniki i że przyjechał. To naprawdę dobry przyjaciel. A jeśli nawet coś do ciebie czuł to przecież jesteś ze mną a nie z nim. Oooo, ojcostwo przydało ci rozsądku, jak widzę. Nie siedźcie  długo w nocy, wyglądasz na bardzo zmęczonego. W cztery dni później Iza wróciła do  domu ze szwami i bliźniakami. Niestety nie miała pokarmu i maluszki były na specjalnych mieszankach noworodkowych Humana 0. Nie było to złe, bo przynajmniej było wiadomo ile które zjadło. Jak płakały to równocześnie, co Iza uznała za bardzo korzystny objaw.  Kupione łóżeczko zostało przedzielone na razie w poprzek na pół i maluszki całkiem nieźle w nim funkcjonowały. "Ścianka" działowa w łóżeczku był zrobiona z mocno naciągniętej na szczebelki  kolorowej tkaniny. Łóżeczko stało w sypialni a maluszki spokojnie przesypiały noce.

                                                      c.d.n.


Nie wigilijna opowieść - XIV

W drodze powrotnej do Warszawy Karol cały czas zachwycał się rodzicami Tolka i zapewnił Izę, że teściowie bardzo ją cenią  i szczerze pokochali. A na dodatek utrzymują, że dzięki niej Tolek odżył i przestali się zamartwiać o jego stan psychiczny.  Poza tym powiedział, że gdyby nie fakt, że on sam jest bardzo trzeźwo myślącym facetem to byłby już dawno podrywał Izę, ale zdaje sobie sprawę z faktu, że jest o niemal 16 lat od niej starszy a sam "podryw" to w jego przypadku nie wchodzi w grę, a taka różnica wieku która teraz by nie była problemem, to  już za kilka lat zapewne  tak. I teraz się cieszy, że poznał Tolka, jego rodzinę i wie, że Izie żadna krzywda się nie stanie.

Iza spojrzała na niego - to ty nieźle panujesz nad swymi emocjami, bo ja nigdy nie odczułam, że w jakiś sposób wzbudziłam twoje  zainteresowanie jako kobieta. Wiedziałam, że jako przypadek medyczny to jestem ciekawa, nie byłeś pierwszym lekarzem, niejeden się do tego policzka przymierzał i odpadał. Ty podjąłeś ryzyko, ale nie obiecywałeś "złotych gór", tylko powiedziałeś, że się postarasz. Nie przyszłam z tym od razu do ciebie, bo nie chciałam korzystać z żadnej ulgi jako pracownik tej samej firmy, co cię zdziwiło,  bo przyszłam w godzinach "zwykłych"  pacjentów, z zapisu. Pani Basieńka na recepcji myślała, że się z choinki urwałam. Nie korzystam tu również z usług kosmetycznych moich koleżanek, chodzę do innej placówki. Czasem się strzygę u Rafała, ale też normalnie, z zapisu.

Tolek tego wszystkiego słuchał i w końcu powiedział- a moja droga  żona chwilami nie wierzy że ją ogromnie kocham i nie chce sprzedać mieszkania bo się boi, że ją porzucę a ona wtedy nie będzie się miała gdzie podziać. Zdołowała mnie tym wczoraj strasznie.

Tolek, przecież dobrze wiesz, że jestem "kobietą po przejściach" i na wszystko patrzę z lekką podejrzliwością.  A co to znaczą te "przejścia" w Twoim przypadku? - zapytał Karol. Była mężatką,  rok papierkowo a realnie 5 miesięcy, a fatalnie trafiła -wyjaśnił za Izę Tolek. I tylko dlatego jej wybaczam, że chwilami we mnie wątpi. Rozumiem- odparł Karol. 

A z tą sprzedażą mieszkania bardzo się  wam spieszy? Bo ja bym je kupił - to co mam sprzedam i wezmę pożyczkę z banku. Ten przedpokój u was jest wprost wymarzony na poczekalnię dla pacjentów, tam nawet jakaś mała konsola się zmieści, a ja z kolegą chcemy otworzyć prywatny gabinet. Był pomysł kupienia do spółki mieszkania typu M3, ale jeśli zdecydujecie się sprzedać to mieszkanie Izy, to nie będę  kupował jakiegoś M3 do spółki z kolegą tylko to wasze sam kupię. Już dawno chodzi nam coś takiego po głowie, bo jest cała masa zabiegów do których sala operacyjna nie jest wcale potrzebna, wystarczy zwykły gabinet lekarski. On jest dermatologiem, ja chirurgiem, może to być dobry biznes. A jeśli biznes nie wypali to będę miał po prostu wreszcie duże mieszkanie i książki będą na półkach a nie  na stosikach w szafie. Pomyślcie o tym. A ty Iza pozbądź się wreszcie  nieufności, warto. Gdy przyszliście do mnie z Tolkiem byłem bardzo ciekawy co to za facet i gdybym wyczuł, że jest nie taki jak trzeba zapewne bym ci o tym w jakiś sposób powiedział. Ale uznałem, że to w porządku facet. I bardzo się cieszę, że moje grono prywatnych znajomych poszerzyło się o waszą czwórkę. A mama Tolka to taki plaster łagodzący na każdy ból. Tatko trochę nerwus, ale bardzo sympatyczny. I powiem wam  szczerze - tak naprawdę chciałbym spotkać kobietę, która pokochałaby mnie tak Iza pokochała ciebie Tolku. Bo tylko taka miłość mogłaby przełamać moją tęsknotę  za Stefanią. No to chyba musiałbyś ją  Karolu zacząć szukać - z reguły kto szuka ten znajduje- stwierdziła Iza. Ale ja jestem dziwak i czekam, aż przeznaczenie samo mi ją podrzuci- odrzekł Karol.

Następnego dnia Iza złożyła w pracy wymówienie, czym wzbudziła niemałą sensację. W kadrach okazało się że Iza ma jeszcze trzy tygodnie zaległego urlopu, które od razu wzięła. Tolek był zachwycony, bo to oznaczało, że teraz razem pojadą do Sopotu i Tolek zacznie rozglądać się za pracą.  Porozmawiali też o sprzedaży mieszkania Karolowi i tego samego wieczoru Iza  zatelefonowała do niego do domu, że jak najbardziej sprzedadzą mu to mieszkanie. I poinformowała, że za dwa dni jadą na  tydzień do Sopotu, podali też Karolowi numer telefonu rodziców Tolka. I gdy wrócą to mogą wtedy doprecyzować szczegóły związane ze sprzedażą  mieszkania i ewentualnie zawrzeć umowę wstępną. Sprzedaż nie jest sprawą pilną.  Iza wybrała swoje rzeczy, których już jej brakowało w Sopocie, oczywiście były to głównie  ciepłe rzeczy. Po dłuższych  poszukiwaniach  odnalazła też swe kalosze , ciepłe dresy i różne kurtki ciepłe a na dodatek wodoodporne. 

Opowieści Karola nieco zburzyły spokój Tolka i zapytał - Izuś, a on naprawdę nigdy cię  nie podrywał? Bo jak byliśmy pierwszy raz to powiedział do ciebie "pani Izuniu". No jasne, wszyscy  mnie tam regularnie podrywali bo wszyscy do mnie mówili per pani Izuniu-  no może nie wszyscy, moja zmienniczka mówi na mnie  "Zaza" , a mnie to nie przeszkadza. Fryzjer  Rafał mówi mi per pani Izuniu gdy mnie strzyże, ale gdy  o mnie  mówi na sali to per Iza, bez  "pani", a jedna z koleżanek mówi na mnie Izolda.  A Karol to bardzo kulturalny facet i często go wypytywałam czy mogę zrobić bezpiecznie jakiś zabieg, bo miałam  czasem jakieś dziwne klientki. Nie nauczy się człowiek wszystkiego na kursie, bo co chwilę w kosmetyce się dzieje coś nowego  a klientki pilnie śledzą wszystkie nowe  zabiegi, z których część tak  naprawdę jest ryzykowna i nie powinny być wykonywane przez kosmetyczkę a przez dobrego lekarza. Jedna chciała bym jej usunęła "pajączki", takie cieniutkie naczynka krwionośne pod  skórą na nogach, metodą nakłucia ich, bo ona gdzieś tam czytała, że to najlepsza metoda. No to poszłam do Karola, który to zanegował i kazał ją wysłać "w cholerę" a tak dokładnie to do flebologa.  Już widziałam klientki "spaprane"  w gabinecie kosmetycznym po zwykłym oczyszczeniu twarzy. Prawdę mówiąc praca z klientami, niezależnie w jakiej branży  jest naprawdę trudna i denerwująca. Chyba nie mogłabym pracować w sklepie, Po kilku godzinach zaczęłabym pewnie gryźć i kopać. 

Iza chciała by Tolek zatelefonował do rodziców, że oni za dwa dni przyjadą, ale on powiedział- kochanie, my nie jedziemy do moich rodziców w gościnę  ale wracamy do swego  mieszkania we wspólnym budynku. Wracamy do siebie - rozumiesz?  No rozumiem, ale nie możemy rodziców wiecznie objadać i wykorzystywać mamy jako kucharki. Nie objadamy, dałem mamie pieniądze na aprowizację dla nas. Broniła się, ale zagroziłem, że jeżeli nie będziemy regulować tych finansów  to zamieszkamy w Gdańsku. Teraz, skoro już wiemy, że będziemy mieszkać pod jednym dachem to usiądziemy z mamą i omówimy kilka spraw organizacyjnych. Będziemy po prostu koszty ogólne dzielić na pół.  Ich dwoje i nas dwoje, rachunek prosty. Co do działalności kulinarnej, to wiem, że się z mamą dogadasz. Do sprzątania to przychodzi kobieta i to jest wliczone w koszty ogólne. Jak wiesz  kuchnia jest olbrzymia i wejdzie tam  druga lodówka, którą weźmiemy z Gdańska, bo tam stoi w charakterze  dekoracji kuchni. A u nas jest jakaś  malutka w piwnicy i ją wywieziemy do Gdańska.Skorup i garnków to jest sporo, ale jeśli będziesz coś chciała wziąć ze sobą z Warszawy to weźmiemy, najwyżej albo dokupi się jeszcze jakąś szafkę, albo schowa się je na strychu. Do naszej sypialni zamówimy porządne szafy na obstalunek, wybierzesz model jaki sobie zażyczysz. Obejrzysz  szafy w sypialni rodziców i może będziesz chciała takie same a może inny model.  Możemy przecież jedną całą ścianę zabudować. Pomyślimy nad meblami do naszego pokoju dziennego. Salon też jest spory i myślę, że drugiego nie musimy sobie fundować. Mam nadzieję, że Karol rzeczywiście kupi to twoje mieszkanie i za te pieniądze można będzie kupić naprawdę fajną działkę rekreacyjną i możesz ja wyłączyć ze wspólnoty majątkowej. To lepsze jako lokata niż dom lub mieszkanie. Ciekawy jestem czy Karol weźmie mieszkanie z meblami, no bo jeśli nie, to trzeba będzie je sprezentować Monarowi. Jedyny kłopot to garaż, do tego nie wejdą dwa samochody, trzeba będzie go powiększyć, ale przed zimą nie  damy rady i może uda się nam wykupić miejsce parkingowe w którymś z tych nowych bloków na osiedlu. Zawsze w zimie są tam wolne miejsca, bo tamte mieszkania są wynajmowane tylko latem a i tak nie wszyscy co wynajmują mieszkania przyjeżdżają samochodami. Myślę, że łóżka i stoliki nocne zostawimy te co są, fajne są te nasze łóżeczka. Wiesz,  jeśli będę pracował w Gdyni to będę ci zajeżdżał samochód - jest mniejszy niż ojcowska landara , więc lepszy na takie codzienne  dojazdy. Albo kupimy trzeci. A jeśli będziesz pracował w Gdańsku to nie będziesz  go zajeżdżał? Nie będę pracował w  Gdańsku. W grę wchodzi tylko Gdynia. Ale pracując w Gdańsku też bym go zajeżdżał.   A jeśli będziesz miała za daleko do pracy to tata będzie  cię woził i będzie  cały w szczęściu. Iza słuchała, słuchała i w końcu powiedziała - przyzwyczajony jesteś do dyrygowania ludźmi, strasznie się rządzisz. Ale przeżyję to, bo nie mam innego wyjścia. I tak cię kocham. Tolek oburzył się  - wcale się nie rządzę, myślę tylko o tym żeby było dla ciebie jak najlepiej. Rozumiem- Iza nie odpuszczała- ale nie możesz rządzić się tatą i mamą. Przez wiele lat mieli ciszę i spokój, a nagle my tu wtargnęliśmy. Musimy chyba wpierw ich zapytać jak oni sobie wyobrażają nasze wspólne życie pod jednym dachem. Izuś, to nie ja ich ściągnąłem do Sopotu, sami poza mną podjęli taką decyzję. Nawet nie masz pojęcia jak oni odżyli gdy ty się pojawiłaś, jakby nowe życie w nich wstąpiło. I mam wrażenie, że gdyby oni nadal mieszkali w Warszawie to ja bym cię wcześniej odnalazł, bo jednak na początku częściej bywałem w Polsce. No ale zakładam, że tak widocznie miało być. Może oboje musieliśmy być na to spotkanie w pewien sposób gotowi. A co do rodziców- rodzice dorosłych dzieci czują się często niepotrzebni i to ich boli, a niektórzy, tak jak moja mama  mają niewyczerpane wprost pokłady troskliwości i ogromną potrzebę swej przydatności dzieciom, nie tylko gdy są jeszcze  niesamodzielne ale i wtedy gdy są dorosłe. Moi są naprawdę szczęśliwi, że będziemy razem mieszkać w jednym domu i zawsze będą wychodzić ze skóry żeby nam było dobrze. I wiem, że nigdy przy tym wszystkim nie będą nami sterowali. Powiedz mi Izuś, czy znasz wielu rodziców do których możesz przyjechać ze swoją dziewczyną  a oni przyjmą ją tak jakby już była synową? Mnie  tylko ojciec zapytał czy myślę o tobie  poważnie, to było wszystko i była to troska o ciebie a nie o mnie. Poza tym w pewnym momencie oni będą potrzebowali naszej pomocy i bliskości, więc lepiej, że będą z nami pod jednym dachem niż w oddaleniu. Gdy byliśmy ostatnio  w lesie i wzięłaś tatę pod rękę to jemu jakby lat ubyło. Kochają cię, więc pozwólmy im w pewnym sensie być włączonymi w nasze życie.

                                                           c.d.n.


czwartek, 17 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść -XIII

Pod koniec kolacji Iza zadzwoniła łyżeczką w  swoją szklankę, a gdy wszyscy na nią spojrzeli powiedziała: podjęłam pewną decyzję- jeżeli żadne z was jej nie oprotestuje,to w listopadzie pożegnam się z Warszawą i zamieszkamy razem z Tolkiem tutaj. Do listopada  Tolek już wydobrzeje na tyle, że nie będzie musiał być pod stałą opieką Karola a poza tym zawsze w kilka godzin możemy znaleźć się w Warszawie.No i co wy na to?  

Ja protestuję w imieniu  firmy- powiedział Karol - firma straci mądrą i dobrą kosmetyczkę. A ja jestem obrażony- powiedział ze  śmiechem Tolek- powinniśmy to powiedzieć razem, ale ponieważ jestem z tego powodu szczęśliwy to już się od-obrażam. Hahaha, a ja  już o tym wiem od 3 godzin i udało mi się nie wygadać!-chwalił się ojciec a mama gwałtownie szukała chusteczki, po czym wstała od stołu i poszła uściskać siedzącą po drugiej stronie Izę.

A ponieważ dzień był długi i dla części z nich  jednak męczący, młodzi i Karol poszli wcześnie spać. Ranek powitał ich chłodem ale i słońcem, a w całym domu unosił się zapach suszonych grzybów, które  wieczorem  rodzice wspólnie oczyścili i umieścili na całą noc w dehydratorze by się suszyły. Mama i Iza podjęły decyzję, że cały zbiór dadzą Karolowi, bo na potrzeby domu  to rodzice jeszcze w tygodniu uzbierają, zwłaszcza, że wybierali się do Dębków , gdzie okoliczne lasy obfitowały w grzyby. Przy śniadaniu gdy się Karol delektował zapachem grzybów mama przyniosła całkiem pokaźną puszkę już suchych grzybów i wręczyła ją doktorowi. Otworzyła i pokazała, że grzyby są w płóciennym  woreczku i w takim stanie należy je przechowywać. Karol był zachwycony. 

Po śniadaniu "warszawiacy" pojechali na przystań i Iza wraz z Karolem pod kierunkiem Tolka otaklowali łódkę. Iza i Tolek mieli własne sztormiaki, a Karolowi dał swój sztormiak ojciec Tolka. Był wyższy od Karola, i Karol nieco się w nim topił, ale na wodzie było chłodno, więc w samym dresie nie dałoby się pływać. Gdyby nie to, że Tolek wciąż jeszcze "był pod ochroną" popływaliby bez silnika, na samych  żaglach, ale w tej sytuacji płynęli na foku i silniku. Karol stał przy sterze, obok niego Tolek, który co jakiś czas korygował kurs a "bezprzydziałowa" Iza  leniła się na ławce. Gdy odpłynęli dalej od brzegu Iza dostała polecenie opuszczenia foka i płynęli na samym silniku. Niepełnosprawny nieco Tolek wolał jednak płynąć na silniku. Na wszelki  wypadek cały czas trzymał lewą rękę w kieszeni kurtki. Iza udawała, że drzemie, ale cały czas obserwowała Tolka spod rzęs. Na łodzi wyraźnie młodniał i wyglądał niemal tak samo jak wtedy gdy żeglowali  Omegą. Popłynęli na wysokość granicy pomiędzy Juratą a Helem, a ponieważ słońce zaczęło na coraz dłużej chować się wśród chmur- zawrócili  stronę Sopotu. Przed dopłynięciem do przystani ster przejął Tolek a do cumowania wyskoczyła Iza. Iza rozpaskudzona pływaniem w ciepełku i z pełnosprawnym Tolkiem uznała ten rejs za marny, ale Karol i tak był  bardzo zadowolony. Gdy wracali do domu Tolek wyraził przypuszczenie, że to pewnie był ostatni wypad łodzią w tym sezonie. 

Iza martwiła się, kto pomoże tacie w przygotowaniu łódki na  zimowe leże, ale Tolek ją uspokoił, że jak co roku koledzy z Yacht  Clubu pomogą, w końcu Tolka częściej nie było w domu niż był, a łódka była zimowana w  hangarze. Po prostu wszyscy sobie wzajemnie pomagali przy chowaniu sprzętu  przed zimą a potem wydobywaniem go z hangaru na początku sezonu.

 Z wielką przyjemnością rozsiedli się w salonie przy gorącej kawie i różnych  drobnych ciasteczkach i paterze z  owocami. Iza i Tolek jak zwykle w jednym fotelu, tyle tylko, że tym razem Iza siedziała z lewej strony Tolka, by miał swobodną prawą rękę.  Na dworze świeciło  słońce, ale jakoś zupełnie nie grzało więc postanowiono rozpalić w kominku. 

Iza wpatrywała się w ogień i zastanawiała się nad tym co ma zabrać ze sobą z Warszawy jak i również nad tym co zrobić z mieszkaniem - wynająć je czy może raczej podobnie jak mieszkanie  gdańskie Tolka ma stać puste, by w każdej chwili mogli tam nocować gdy jakieś sprawy ściągną ich do Warszawy, albo nawet nie  sprawy ale chęć pobycia tam kilka dni. Jakby nie było Warszawa była ich miastem rodzinnym i nawet Tolek przyznał się, że czasem miał ochotę ot tak, bez żadnego interesu wpaść do Warszawy, ale trudno było przyjechać do Warszawy "ot tak", bez zarezerwowanego wcześniej miejsca w hotelu. Siedziała zamyślona, przytulona to Tolka, zupełnie bez ruchu aż Tolek pomyślał, że zasnęła. A jej po prostu było tak zwyczajnie dobrze, czuła że właśnie tu jest jej miejsce, jej dom. Rozmyślała też nad tym, czy aby nie zdecydować się na ciążę już teraz, czy dopiero wtedy gdy Tolek i ona podejmą jakąś pracę. Z jednej strony uważała, że głupio jest podjąć pracę i zaraz być w ciąży i pójść na urlop macierzyński, a z drugiej to każdy pracodawca zatrudniając  młodą jeszcze kobietę musiał się liczyć z tym , że jest ona posiadaczką pokoju dziecinnego, gotowego w każdej chwili na przyjęcie nowego lokatora. 

Izuś,  muszę wstać - wyrwał ją z zamyślenia głos Tolka. Iza przesunęła się delikatnie bardziej w lewo i Tolek wstał i spojrzał na nią - a co ty taka poważna, źle się czujesz czy chce ci się spać? Iza uśmiechnęła się- nie, nic mi nie jest, tylko myślę nad tym co zrobić z warszawskim mieszkaniem - nie mam ochoty wynajmować je byle komu, ale  wolałabym by nie stało puste a na dodatek byłoby nieźle gdybyśmy zawsze mogli tam wyskoczyć i mieli gdzie pomieszkać.  Wiesz - dylemat z gatunku i wilk syty i owca cała.Poczekaj  moja miła, przyniosę sobie  coś do picia, a tobie też coś przynieść? Czy ktoś chce jeszcze coś do picia bo idę  do kuchni? Rzucił pytanie w stronę rodziców i Karola, którzy razem oglądali album rodzinny.Wodę mineralną z sokiem z kwiatów bzu - zażyczyła sobie, mama  a tata i Karol stwierdzili, że napiją się herbaty.  Iza  poszła do kuchni razem z Tolkiem. Wzięła dla mamy wodę, zaniosła,  a panom powiedziała, że na herbatę muszą chwilę jednak poczekać. 

Wróciła do kuchni prosto w objęcia  Tolka, który stwierdził, że już się za nią stęsknił i ma dość wyuzdane myśli i zaczął ją całować i to tak, że aż poczuła mrówki na plecach. Tolek, czy my jesteśmy normalni? zachowujemy się jak para niewyżytych nastolatków! No, niewyżyty to ja jestem, ale nie nastolatek - roześmiał się. A o której jutro wyjeżdżamy?- zapytał. Ja mam jutro wolne, a Karol chyba musi być o 16,00 w klinice. Zaraz się go zapytamy. Zanieśli panom herbaty i zapytali się o której Karol ma być następnego dnia w pracy. Okazało się, że dopiero o 17,00, więc  bardzo się ucieszyli, że nie grozi im wstawanie  przed czwartą rano. 

W trakcie oglądania  albumów rodzice odkryli, że zupełnie nie mogą znaleźć na zdjęciach ze szkoły nigdzie Izy, co bardzo rozśmieszyło Tolka. Gdy wskazał Izę na zdjęciu z podstawówki to nie chcieli uwierzyć, że to pyzate  dziewczę z cienkimi warkoczykami to Iza, a to, że na zdjęciach z liceum nie mogli jej odnaleźć to prawidłowo, bo przecież razem to chodzili do podstawówki a potem do różnych szkół. Poszedł na chwilę do sypialni i przyniósł zdjęcie Izy z dnia jej 18 urodzin i też jej nie mogli rozpoznać- ze zdjęcia spoglądała na nich nieco zamglonym spojrzeniem dziewczyna z dość jasnymi włosami i odkrytym czołem, długimi włosami upiętymi w kok, a teraz obok nich stała  Iza z  grzywką i krótkimi dość ciemnymi włosami. Ale oczy zostały ci takie same- powiedział Karol. Tak, masz rację, stwierdziła Iza. I w sumie byłaś seksowną dziewczyną i on to zauważył i zakochał się w  tobie. Chemia proszę państwa, chemia- dodał. Do dziś się zastanawiam co Tolek we mnie wtedy widział, bo ja się  sobie nawet przez moment nie podobałam odpowiedziała Iza. Byłam tak urodziwa  jak Tadeusz Kościuszko - skonstatowała Iza.

Wieczorem Iza i Tolek dość długo jeszcze rozmawiali o tym co zrobić z warszawskim mieszkaniem i Tolek dość przytomnie zauważył, że gdy będą razem w Sopocie, to ani ona,  ani on, nie będą mieli już nic do załatwiania w Warszawie. I może lepiej w takim razie to mieszkanie sprzedać- jest dość duże, ma dobrą lokalizację, więc pójdzie za niezłą kwotę. No dobrze- sprzedam, ale co zrobię gdy ci się znudzę, ty znajdziesz inną, rozejdziemy się i gdzie ja się wtedy podzieję?- powiedziała Iza. Tolek popatrzył na nią  jak na skończoną idiotkę, głośno przełknął ślinę i powiedział - przecież będziesz zameldowana w  mieszkaniu w Gdańsku, a za pieniądze z tego warszawskiego mieszkania kupisz na siebie ziemię, nad morzem lub w okolicach Warszawy, ziemia to lepsza lokata niż mieszkanie i żebyś była spokojna możemy ją notarialnie wyłączyć ze wspólnoty małżeńskiej. Iza, czy sądzisz, że po to cię odnalazłem by szukać jakiejś innej kobiety? Ja cię chyba muszę zaprowadzić do psychiatry, ty po prostu wariujesz!  Ogromnie cię kocham, godzina bez ciebie to czas stracony, szukam pracy na lądzie by być blisko ciebie a ty mi takie rzeczy wygadujesz! Uwierz wreszcie w moją miłość! Iza spokojnie odpowiedziała - wierzę, ale może znam za dużo rozbitych małżeństw, pogrzebanych miłości, zawiedzionych i porzuconych kobiet i dzieci. I przepraszam cię, że ci sprawiłam przykrość, ale sam mówiłeś, że musimy sobie mówić o wszystkich swoich wątpliwościach, lękach i pragnieniach- no to powiedziałam. Nie gniewaj się na mnie, mam zwyczaj mówić to co myślę. I nie chciałam cię zranić. A gdy już znajdziesz pracę to chyba wtedy pomyślimy o nowym członku rodziny, zgadzasz się? Bo nie ma żadnej gwarancji, że starania się dadzą natychmiastowy skutek. 

Zasypiając Iza pomyślała- godzenie się bywa często wielce atrakcyjne dla obu stron i czasem wnosi nowe elementy do rutyny. Już sobie nie wyobrażam życia bez niego.  I przylgnąwszy do Tolka na całej swej długości spokojnie zasnęła.

                                                                  c.d.n.

środa, 16 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść XII

 Wyniki badań Tolka były dobre, internista dał jeszcze skierowanie na EKG i obejrzawszy wyniki nie widział żadnych przeciwwskazań do operacji. Na 3 dni przed terminem operacji była jeszcze wizyta u chirurga, który miał przeprowadzić zabieg. Był wyraźnie zadowolony z tego co zobaczył- orzekł, że większości blizn wcale nie ruszy, bo one same za kilka miesięcy dalszej troski dojdą do normy, to po co chłopaka ciąć. Zrobi tylko dwie, które najwyraźniej były zainfekowane  podczas operacji usuwania krwiaków i bardzo  nierówno przerosły. Dzień przed operacją założą Tolkowi opatrunki okluzyjne. Wpierw miejsca, które będą operowane dobrze odkażą, usuną zbędne owłosienie, założą jałowe opatrunki okluzyjne, które zdejmą  dopiero tuż przed zabiegiem. Po zabiegu ważne jest by przez pierwsze 3 doby Tolek maksymalnie ograniczył ruch mięśni po operowanej stronie i dobrze, że są one po lewej stronie, bo jako pacjent praworęczny zawsze mniej wykonuje ruchów tą ręką. Oczywiście na pierwszą dobę wręcz mu unieruchomią tę rękę. Przez kilka miesięcy ma zapomnieć o pracy fizycznej, lub dźwiganiu czegoś, intensywnych ćwiczeniach, napinaniu mięśni klatki piersiowej po stronie operowanej. Resztę zaleceń dostanie  po operacji. Ucieszył się, że Iza będzie miała urlop, by być przy Tolku . Iza powiedziała, że jeśli idzie o nią to ona może może być nawet przy jego operacji, a po operacji to już żaden problem. Doktor stwierdził, że wystarczy jak będzie przy nim gdy go już wybudzą z narkozy. Powiedział też, że nawet po operacjach plastycznych są blizny, no ale z reguły już mniej widoczne no i ponieważ są od razu  prawidłowo prowadzone to lepiej wyglądają i lepiej się goją. Tu ważne jest również i to, że pacjent  już nie jest nastolatkiem, bo w okresie nieustabilizowanej gospodarki hormonalnej dochodzi do przerostu blizn i do bliznowca.

Operacja się udała, pacjent przeżył i dopiero  po operacji dowiedział się, że Iza cały czas była przy tym zabiegu obecna. Oczywiście gdyby to był państwowy szpital to taki numer by nie przeszedł. Był anestezjolog, pielęgniarka  i ona- oczywiście w pełnym rynsztunku i choć było wiadomo, że nawet się do Tolka nie dotknie to przeszła całą procedurę mycia i ubierania się. Pan doktor był pełen podziwu dla jej determinacji i po zabiegu nie omieszkał jej tego powiedzieć. Gdy zrobił pierwsze nacięcie i ukazała się krew spojrzał na nią z niepokojem, a ona powiedziała- jest ok panie doktorze. Po zabiegu powiedział- pani to się chyba  minęła z powołaniem. Może, ale ja często mam do czynienia ze zranioną skórą, ba, nawet czasem sama  ją przecież  klientce ranię. Następnego dnia wieczorem zawiozła Tolka do domu. Najbardziej rozbawiła doktora  swoją metodą unieruchomienia ręki Tolka- po prostu przymocowała ją lekko do jego tułowia bardzo  szeroką elastyczną opaską i dopiero na to założyła mu spodnie  dresowe zamiast dżinsów. Siódmego dnia zdjęto mu szwy i znów dostał opatrunki okluzyjne, które tym razem w określonym czasie Iza zdejmowała by skórę wietrzyć.

Codziennie telefonowali do Sopotu by informować rodziców, oczywiście Tolek  opowiedział o tym, że Iza była cały czas przy operacji i Iza urosła do rangi bohaterki. A gdy w dzień, w którym była wyznaczona wizyta strasznie lało i grzmiało i Iza zatelefonowała do doktora czy może przywieźć Tolka dzień później to pan doktor zapytał się o  adres i sam przyjechał do nich. Spędzili razem z nim miły wieczór i był to początek ich przyjaźni z doktorem. Z czasem Tolek i doktor odkryli, że mają wiele wspólnego - doktor był wdowcem od kilku lat- i cały czas  żył miłością do zmarłej żony. I doskonale rozumiał Tolka  i to, że tak długo żył  młodzieńczą miłością. Jak mówił- często się to nie zdarza, ale zdarza i to jest piękne. Z przyjemnością obejrzał film  z ich ślubu. Utwierdzał Tolka w myśli, by nie podejmować już dalekich rejsów. Po kolejnej wizycie zaczęli sobie mówić po imieniu, a te 15 lat różnicy między nimi zupełnie nie miało znaczenia. Ponieważ w najbliższy weekend Iza i Tolek wybierali się do Sopotu, zaproponowali by może pojechał  razem z nimi. Wiedzieli doskonale, że w tym sezonie pokoje gościnne nie były zgłoszone do bazy noclegowej, więc  będą wolne, poza tym zaproponowali, że go po prostu wezmą swym  samochodem a w poniedziałek skoro świt wyjadą z powrotem do Warszawy. Zaproszenie zostało przyjęte, cieszył się jak dziecko, że będzie mógł popływać łajbą po zatoce. Oczywiście uprzedzili rodziców, że przyjadą z lekarzem, który operował Tolka,  więc rzecz została przyjęta wręcz entuzjastycznie.

W drodze sporo rozmawiali o tym, że  Iza przeprowadzi się do Sopotu, że postanowili by mieszkać w jednym domu z rodzicami Tolka, choć mogliby np. w Gdańsku, w mieszkaniu Tolka, a doktor Karol stwierdził, że jego zdaniem jest to bardzo dobry pomysł, choć jak widać ten sposób mieszkania stał się wielce niemodny, a szkoda. Przez całe wieki pod jednym dachem mieszkały dwa a częściej trzy pokolenia i jego zdaniem było to zdrowsze dla ich zdrowia psychicznego, choć zapewne nawet sobie z tego nie zdawali  sprawy.  Zgodzili się, w trakcie tej dyskusji, że być może nie zawsze wspólny dach był oazą spokoju, ale na pewno uczył rozwiązywania drobnych konfliktów, wzmacniał więzi międzyludzkie. Iza twierdziła, że czuje się w domu swych teściów wspaniale, że nawet przez moment nie czuła się tam obco. Bo rodzice Tolka  z niczego nie robią problemu i, jak powiedział kiedyś Tolek- nie są zakłamani, to raz, a dwa - rozumieją, że pokolenie 32-latków żyje nieco innym rytmem i innymi sprawami niż ludzie starsi o te drobne 25 lat i są po prostu tolerancyjni. Tolek zaczął się śmiać, że tolerancja jego rodziców dotyczy tylko Izy, ona jest w tym domu bóstwem bo do niego to zawsze się z czymś przyczepią, ojciec zwłaszcza. No ale dopóki i on i oni "modlą się" do jednego bóstwa to jest wszystko w porządku. Wiesz Tolek - myślę, że pewnie się w jakiś sposób zmieniłeś pod wpływem miłości do Izy, poza tym widzą, że jesteś z nią szczęśliwy, a szczęście dziecka jest dla rodziców ważną sprawą, o czym zapewne się kiedyś przekonasz na własnej skórze - skonstatował Karol. A  Iza powiedziała, że taką oazą spokoju jest mama Tolka, bo oni obaj to są jak dwa koguty w jednym kurniku, bo pamięta jak Tolek zawsze narzekał na ojca że go tresuje i wszystkiego się "czepia". A mama zawsze była w roli buforu między ojcem a synem, zwłaszcza gdy Tolek był nastolatkiem. Zresztą spoglądając z perspektywy czasu i wiedząc co oni razem wyprawiali trudno się ojcu dziwić, że trzymał chłopaka  twardą ręką a Tolek i tak zawsze jakiś numer wywinął. Kontynuując temat  Tolek opowiedział jak wykradał ojcu kluczyki od hangaru i jak razem wagarowali pływając po Wiśle Omegą. I jak czasami, gdy ojciec teoretyzuje na temat wychowywania młodzieży ma chęć mu powiedzieć, że ojcowskie metody wychowawcze były średniej jakości i że zapewne lepiej by było gdyby usiłował dociec  dlaczego dzieciaki zrywały się ze szkoły. Ale mu tego nie powie, zwłaszcza, że jest z Izą, a to z nią razem wtedy pływał. Nie wie,  czy pokłady tolerancji ojca są na tyle wielkie, by nie poczuł się źle z tego powodu. Karol stwierdził, że ma rację - było, minęło, ma przy sobie dziewczynę którą pokochał jeszcze w szkole, więc lepiej do tego nie wracać. Iza powiedziała - a co się teraz z tego razem z Tolkiem pośmiejemy  to nasze. 

Pomimo drobnego korka droga minęła nieźle. W Gdańsku zrobili krótki postój, bo Iza chciała zabrać z mieszkania cieplejszy dres, który tam zostawiła. Po krótkim namyśle spakowała wszystkie ich rzeczy - to "rozrzucenie" rzeczy pomiędzy trzema mieszkaniami uświadomiło jej, że najwyższy czas wybrać stałe miejsce zamieszkania, bo chwilami nie wiedziała gdzie co ma.

W Sopocie powitano ich entuzjastycznie, a Iza czuła, że....wróciła do domu. Tolek nadal jeszcze nie mógł napinać mięśni, więc stwierdził, że czuje się jak udzielne książątko wkraczając do domu z rękami w kieszeniach i cedując wnoszenie toreb na innych. Iza się śmiała, że teraz Tolek może zmieni  zdanie o kobietach podejmujących decyzję o poddaniu się operacji plastycznej "dla urody", bo też to zrobił. Ale zaraz włączył się Karol broniąc swego pacjenta, że dla podniesienia  urody to jest tylko jedna blizna zoperowana, druga dla zdrowia bo powodowała przykurcze.

Siedzieli przy  kawie i pysznym cieście z owocami, a Karol opowiadał rodzicom Tolka o operacji, co zrobił, dlaczego tylko dwie blizny operował, pod niebiosa wychwalał Izę, że tak doskonale radzi sobie w swojej pracy, że to jedyna kosmetyczka, która często zasięga jego porad gdy jej zdaniem któryś zabieg powinien być wykonany nie przez kosmetyczkę a przez lekarza, podziwiał ją, że chciała być przy zabiegu Tolka i jego zdaniem dziewczyna  minęła się z powołaniem. 

Potem ojciec  zaproponował by pojechali wszyscy jego samochodem do lasu, bo pogoda mało plażowa, a taki spacer po siedzeniu w samochodzie dobrze zrobi  mieszczuchom. Wzięto nawet koszyk na grzyby, chociaż nikt nie wierzył w to, że znajdą grzyby.Nie ta pora - na grzyby to się przecież chodzi o świcie  powiedział ojciec - na co usłyszał, że nikt nie każe mu nosić koszyka, a jak nie będzie grzybów to nazbierają szyszek na bożonarodzeniowe wieńce i te nagrobne i te do domu. Ale  jest dopiero wrzesień-upierał się, ale w końcu machnął ręką i wrzucił koszyk do bagażnika.

Ten las to był dobry pomysł - las miał już jesienne barwy i, ku zdziwieniu ojca, były grzyby, całkiem dużo podgrzybków. Ale prawdziwków to nie ma -zamarudził- a w kilka minut później sam znalazł prawdziwka. Młodzi cichutko się śmieli a Iza podeszła do niego, wzięła go pod rękę i powiedziała- może jak będę szła z tobą pod rękę to i ja znajdę prawdziwka? Ojciec cmoknął ją w czubek głowy i powiedział- jesteś kochana. Prawdziwków więcej nie znaleźli, ale za to sporo podgrzybków i zajączków. Iza cichutko zapytała- tatuś, a co Ty w takim kiepskim humorze? A bo mi smutno, za kilkanaście  godzin znów odjedziecie. No to cię jeszcze bardziej zmartwię - w listopadzie zjedziemy tu już na stałe. Ale to na razie tajemnica, nawet Tolek jeszcze o tym nie wie, bo tę decyzję podjęłam kilka godzin temu. Mówisz serio? Tak, chyba  że Tolek wybierze Warszawę, ale tam nie będzie miał gdzie pracować.  A co wy tak oboje spiskujecie? -zapytał Tolek podchodząc do nich. Jak zwykle jego wzrok krążył koło Izy więc zauważył, że Iza coś szepcze do ojca. Iza przesłała mu w powietrzu całusa - dowiesz się przy kolacji. I od tej chwili aż do ich odjazdu ojciec był w bardzo dobrym nastroju.

                                                          c.d.n.