Pisanie to nie wszystko. Są dni,w których napisanie PONIEDZIAŁEK wcale się nie liczy. A.A.Milne
wtorek, 29 grudnia 2020
Zimowa Eskapada -V
poniedziałek, 28 grudnia 2020
Zimowa eskapada -IV
Nazwa Karnak oznacza "najbardziej dobrane z miejsc".
niedziela, 27 grudnia 2020
Zimowa eskapada -III
Zimowa eskapada - II
sobota, 26 grudnia 2020
Zimowa eskapada
Od trzech godzin Mira czekała na przyjście Michała. Przez pierwszą godzinę czekała spokojnie - Michał nie należał do osób punktualnych, notorycznie się spóźniał na niemal wszystkie spotkania. Za 4 dni mieli lecieć razem do Egiptu i tam spędzić święta Bożego Narodzenia i Sylwester. Usiłowała dodzwonić się do niego na komórkę, ale wciąż był komunikat, że abonent jest poza zasięgiem.
Spojrzała na zegarek - biuro turystyczne już na pewno jest zamknięte, wpadnie tam jutro. Ale czy zwrócą jej pieniądze jeśli teraz zrezygnuje z tej wycieczki? Pewnie nie, ale choć wycieczka nie była bajońsko droga to jednak trochę kosztowała. Dobrze, że hotel nie był pięciogwiazdkowy, miał tylko cztery gwiazdki.
Następnego dnia pojechała do biura w którym wykupili wycieczkę. Ku jej wielkiemu zdziwieniu na liście wczasowiczów nadal figurował Michał. Dowcipniś, pomyślała. Może tylko chciał mnie zdenerwować. Ostatnio faktycznie niezbyt im się układało, o wszystko się kłócili. Mira była bardzo słowna, punktualna, typowa odpowiedzialna osoba. Michał się z niej naśmiewał, nie mniej były pewne aspekty życia, w których było im razem świetnie - regularnie bywali w klubie tańca i stale razem tańczyli. Chociaż ostatnio to i z powodu tańca były spory. I o to, że Mirka coraz mniej ma dla niego czasu, bo zaczęła studia wieczorowe. On też studiował wieczorowo, ale sporo wykładów opuszczał. Nie zależało mu na bardzo dobrych ocenach, a ten "papierek" ukończenia studiów był dla niego najważniejszy a nie ocena z jaką się dyplom uzyskało.
Mira postanowiła nie reagować na to co usłyszała przez telefon. I nie rezygnować z wyjazdu. O spędzeniu zimowego urlopu w Egipcie marzyła od lat i wykupiła wszystkie proponowane przez biuro wycieczki - do Luksoru, Kairu, Abu Simbel, El-Queseir i wyprawę na pustynię. A ponieważ serce miała dobre to oczywiście wykupiła je też dla Michała, co doprowadziło do małej awantury, bo Michał nie życzył sobie by ktoś mu układał pobyt, a zabytki Egiptu mało go interesowały. Zgodził się na ten wyjazd, bo wolał poleżeć na plaży i potańczyć wieczorem na dancingu niż siedzieć z rodziną za zastawionym stołem i nudzić się.
Wylot był o zupełnie niechrześcijańskiej godzinie- zbiórka na lotnisku o 23,00, na miejsce przylatywali bladym świtem. Na lotnisku bez trudu odnalazła grupę pod plakatem Marsa el Alam, opiekun grupy "odptaszkował" ją na liście i przy okazji zobaczyła, że Michał też jest "odptaszkowany". Oddała swój bagaż i zaczęła się rozglądać za Michałem. W tym momencie usłyszała, że jest proszona do stanowiska informacji.
Przy informacji stał młody człowiek w jakiś dość nieuchwytny sposób podobny do Michała. Podszedł do Miry i się przedstawił : Michał Sz. stryjeczny brat Michała Sz. Na dowód wyciągnął z kurtki swój paszport i podał Mirce - na zdjęciu był bardziej podobny do Michała, którego znała a z danych osobowych wynikało , że jest równo o rok i kilka dni od niego starszy. Chcę panią przeprosić ale Michał nie podał mi pani numeru telefonu ani adresu, pewnie dlatego, żeby pani nie zrezygnowała z tego wyjazdu gdy się pani zorientuje, że on nie jedzie. Nie chciał jechać do Egiptu i w swoje miejsce wstawił mnie, tym bardziej bez problemu, że wizę dostaniemy dopiero na lotnisku. A ja już dawno chciałem pojechać do Egiptu, a jeszcze gdy się dowiedziałem, że są wycieczki do miejsc, które bardzo chciałem zobaczyć to się zgodziłem. Choć wiem, że to raczej nie było wobec pani w porządku. I szczerze przepraszam, ale pokusa była ogromna. Na miejscu postaram się załatwić sobie za dopłatą "pojedynkę", o ile takowe będą. I oczywiście zwrócę pani wszystkie koszty, jakie pani poniosła. Poza tym wiem, że w tym czasie woda jest zimna, więc raczej pływania nie będzie, ale za to będzie dobrze szło zwiedzanie, bo nie będzie wściekłego upału. A z tego co wiem, to ten hotel ma nie jeden basen.
Mirka przez chwilę milczała , w końcu powiedziała - podobno tam są duże pokoje więc jakoś się pomieścimy, nie będziemy przez jednego kretyna robić przedstawienia. Nie będzie tam takich upałów byśmy musieli biegać po pokoju nago. I mówmy sobie po imieniu, będzie prościej. Może gdybym dla niego nie wykupiła tych wycieczek to by pojechał.
"Dubler" stwierdził spokojnie - obawiam się, że nie, jego interesowało nurkowanie, a nie zwiedzanie. Gdy dowiedział się, że woda o tej porze zimna postanowił nie jechać- tak mi to tłumaczył. Był u mnie z jakąś dziewczyną i ich zachowanie wskazywało na wielką zażyłość. To z nią się wybiera w Bieszczady. Mirka wzruszyła ramionami - no cóż, krzyżyk na drogę. Chodź, już trzeba iść na odprawę paszportową. Czy odpowiada ci, gdy mówię na ciebie Michał czy masz jakieś inne preferencje , jak twój brat stryjeczny? Nie, nie mam, jestem po prostu Michał, a jak do ciebie mówić? Zwyczajnie, Mira lub Mirka. Co wolisz. Nie wiem, obie wersje mi się podobają, a nie znam osobiście żadnej dziewczyny o tym imieniu. Mira roześmiała się- no to masz okazję poznać.
Była zdenerwowana, w środku rozedrgana - z jednej strony wściekła i rozżalona, z drugiej szczęśliwa, że jedzie wreszcie do Egiptu, z trzeciej strony ten inny Michał budził w niej zaciekawienie - był zupełnie inny niż jego stryjeczny imiennik. Przede wszystkim emanował spokojem - stał przy niej nieruchomo, wpatrywał się w jej oczy gdy coś do niego mówiła, widać było, że dba o swój wygląd, miał starannie wyczyszczone buty, zadbane dłonie, był starannie ogolony i dobrze ostrzyżony, miał czyste i nie postrzępione dżinsy, a kurtka była wyraźnie z "wyższej" półki. Nie kręcił się w miejscu, nie odchodził co chwilę - poza imieniem i nazwiskiem nie miał niczego wspólnego ze swoim stryjecznym bratem.
Gdy na schodkach wsiadając do samolotu lekko się zachwiała natychmiast ją zaasekurował, w samolocie poprosił by wybrała miejsce które jej bardziej odpowiada, w czasie lotu interesował się czy aby nie za bardzo na nią wieje nawiew. W czasie tej ponad czterogodzinnej podróży starali się coś niecoś dowiedzieć o sobie wzajemnie.
Mirka była zdziwiona, że "dubler" też mieszka w Warszawie i to bardzo niedaleko od jej znanego Michała, odległość wynosiła nieco mniej niż kilometr a nigdy o nim nie słyszała. Być może dlatego, że ja studiuję na AGH w Krakowie, przez okres studiów to widzieliśmy się zaledwie kilka razy, poza tym on uważa mnie za mięczaka i ciamajdę. Bo nie przerwałem studiów i nie poszedłem do pracy tak jak on. A poza tym kończę studia rok później, bo miałem wypadek i po nim długą przerwę. No i kierunek jest według niego dość "wydumany", bo to jest inżynieria biomedyczna. I to wcale nie są lekkie studia, jest naprawdę sporo wiedzy do ogarnięcia.
Po ponad czterech godzinach lotu wylądowali na miejscu. I wcale a wcale nie było ciepło. I jakoś się w swych zimowych kurtkach nie zgrzali. Trochę czasu trwało wykupienie wiz na lotnisku i mniej więcej w dwie godziny później zameldowali się w hotelu usytuowanym w zatoczce nad niewielką laguną.
Całe Marsa el Alam jest na starej rafie koralowej Morza Czerwonego. Wiele hoteli ma dostęp do wody tylko z pomostów, które łączą ze sobą niektóre części rafy. To bardzo wietrzne miejsce i podobno latem też tu ciągle wieje. Za to świetne do wind surfingu.
Hotel był ładny, a pokoje naprawdę duże. Łóżka nie stały zestawione razem i nie były to wąskie 90 cm a o szerokości 120 cm. Pokoje miały duże loggie z rozkładanymi fotelami i niedużym stolikiem i wszystkie wychodziły na hotelowe baseny. Trochę ich rozśmieszyły palmy rosnące w ściśle określonych miejscach , "pod sznurek", każda miała posadzone jakieś rośliny u podstawy a wszystko razem okolone ceglanym "krawężnikiem", co dawało złudzenie, że palmy rosną w doniczce wkopanej w podłoże.
Na wyposażeniu pokoju był duży odbiornik TV, biurko, nieduży stolik, 2 krzesła, szafa w ścianie. Łazienka miała dużą kabinę prysznicową wyposażoną w siedziszcze, oprócz niej była jeszcze spora umywalka i kilka półeczek z kosmetykami.
Na poziomie zerowym długiego dwupiętrowego budynku odwzorowującego połówkę basenu był ogródek kawiarniany z widokiem na baseny. Jedna z części dużego basenu miała jakieś nieduże górki piaskowe, zapewne dla dzieci. W sumie cały teren sprawiał miłe wrażenie, nawet te palmy rosnące "pod sznurek". Była duża sala jadalna, ładnie urządzony był hol hotelowy. Poza basenami były tu również tereny sportowe.
Oboje postanowili cieszyć się z tego pobytu i wynajdywać same dobre strony. Nie było co prawda upału i zapewne zamiast obok basenu będą się opalać na loggii bo 19 stopni ciepła i wiatr raczej nie sprzyjają korzystaniu z basenu. Ale przyjechali z kraju, w którym teraz temperatura oscylowała około zera i padał deszcz ze śniegiem a rano na chodnikach była warstewka lodu, więc jednak tu było przyjemniej.
Wiesz, właśnie doszłam do wniosku, że dobrze Misiek zrobił, że tu nie przyjechał - cały czas by się złościł i narzekał- powiedziała Mirka. I właściwie dobrze się stało, że ze mną zerwał. Jak na niego to w całkiem kulturalny sposób. Bo ostatnio wyraźnie schamiał. Będę tylko musiała zmienić klub, żebyśmy się nie spotykali. I znaleźć innego partnera do tańca. I jest spory plus tej sytuacji -koniec z sambą. Bo on tylko sambę uznawał. No niezły był, ale ja marzyłam by tańczyć nie tylko sambę. To też jeden z powodów naszych kłótni. Nie chciałam zamykać się w kręgu samby. A co lubisz tańczyć - zapytał. Właściwie wszystko, najbardziej tango argentino, walca angielskiego, rocka, bolero -właściwie to wszystko przy czym można się poruszać do rytmu. Uwielbiam muzykę, dużo jej słucham, nie tylko muzykę taneczną, klasykę też.
A więc wygląda na to, że dobrze powinien nam się ułożyć ten pobyt - oboje jesteśmy zainteresowani starożytnym Egiptem, lubimy tę samą muzykę i lubimy tańczyć - podsumował Michał. Wybierz zatem łóżko, na którym będziesz spała i półki w szafie. I wiesz co, za chwilę będziemy musieli iść na śniadanie. Ja to już nawet zgłodniałem, a ty? Mnie to się zwyczajnie chce pić, napiłabym się kawy. Jak nie dadzą do śniadania to pewnie padnę - nisko ciśnieniowa jestem. Ale mam nadzieję, że dadzą, to jednak 4 gwiazdki.
Z tymi gwiazdkami tu to zupełnie nie wiadomo- oglądałem prospekty i kilka hoteli trzygwiazdkowych było droższych od czterogwiazdkowych i zastanawiam się dlaczego. I to w tym samym polskim biurze podróży. No bo gdyby w różnych to bym się nawet nad tym nie zastanawiał, ale w jednym?
Po śniadaniu (kawę zaserwowali) była krótka informacja, na temat, co gdzie się tu znajduje, podane terminy wycieczek , dodatkowe zapisy dla tych którzy są chętni i przy żywej gotówce, czyli posiadają dolary. Pierwsza wycieczka była do Kairu i to już następnego dnia. Oczywiście z przewodnikiem, wyjazd w godzinę po śniadaniu i "suchy prowiant" na drogę. Po powrocie obiado -kolacja. Ktoś zaczął się dopytywać a co będzie z wigilią, która wypadała za dwa dni i większość ryknęła gromkim śmiechem, ale opiekun grupy spokojnie wytłumaczył że to nie są jakieś świąteczne wczasy i żadna wigilia nie była przecież w programie pobytu przewidywana, więc brak owej wigilii nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem.
Mirka z Michałem poszli zwiedzać teren- słońce pięknie świeciło i wiał cały czas dość silny wiatr, więc oboje wrócili się po kurtki- w samym swetrze było jednak zbyt chłodno. Swetry zostawili w pokoju, wzięli kurtki.Teren był naprawdę spory i mógł pomieścić mnóstwo osób. Nad basenami były rozstawione łóżka do opalania, fotele, parasole. I wszędzie palmy rosnące pod sznurek w tych pseudo doniczkach. Generalnie było ładnie ale w pewien sposób wielce sztucznie. Woda w morzu była bardzo zimna, niczym nie różniła się temperaturą od wody w Bałtyku. Miała natomiast zupełnie inny kolor.
c.d.n.
P.S.
Jak zwykle proszę albo o kilka słów a przynajmniej o znaczek graficzny :) lub :(
wtorek, 22 grudnia 2020
Nie wigilijna opowieść -XX
Jest takie powiedzenie: "operacja się udała, pacjent zmarł" i było ono adekwatne do zaistniałej sytuacji - gdy któregoś dnia Marysia pojechała jak zwykle rano do szpitala okazało się, że w nocy ojciec umarł. Marysia zatelefonowała czym prędzej do Karola, który tego dnia za nic nie mógł przyjechać, bo po południu miał zaplanowaną operację w klinice. Ale udało mu się wyrwać na 3 następne dni i po operacji wyruszył w drogę. Do Sopotu dojechał około 2 w nocy. Marysia czekała na niego i po raz pierwszy Karol nocował w domu Marysi. Był zmordowany do granic wytrzymałości, bo operacja wymagała wielkiej uwagi i precyzji i niemal prosto z kliniki ruszył w drogę opiwszy się kawy, żeby nie zasnąć za kierownicą. Marysia telefonowała do niego, by nie jechał przypadkiem nocą i ruszył w drogę dopiero wczesnym rankiem, ale Karol zapomniał po operacji o włączeniu telefonu i nie odbierał. Siedziała więc do jego przyjazdu przy oknie by przypadkiem Karol nie obudził w nocy Tolka i jego rodziny. Karol był tak zmordowany, że już nawet nic nie pił tylko ledwo się rozebrał, położył i natychmiast zasnął.
Obudził się po 2 godzinach i ze zdziwieniem zobaczył, że obok niego śpi Marysia niemal naga, przyodziana w króciutką przezroczystą koszulkę, która właściwie niczego nie osłaniała. Pomyślał, że ze zmęczenia majaczy, nie mniej się do swego snu przytulił. Około 10 rano obudził się z wtuloną w niego Marysią. To był wielce zaskakujący poranek i to z wielu powodów. Bo nagle jego męskie kłopoty minęły jak ręką odjął a Marysia zaledwie 7 lat od niego młodsza, okazała się rewelacyjnie niedoświadczona w dziedzinie seksu, bo rybak bardzo rzadko i byle jak egzekwował swe małżeńskie przywileje. Pływał długo na połowach dalekomorskich, na statkach przetwórniach a jak był na lądzie to głównie interesował go hazard i alkohol. A gdy był po alkoholu to na ogół w stanie nie do użytku i Marysia zamykała się w swoim pokoju na klucz. Ale skąd Iza o tym wiedziała i powiedziała mu by Marysię traktował jak płochliwą dziewicę? Jego podziw dla Izy znów wzrósł o kilka kresek. Niespodzianką było też dla niego ciało Marysi nie adekwatne do jej metryki - na czym jak na czym ale na ciele kobiet to się Karol znał naprawdę dobrze. Ciało Marysi było naprawdę w świetnym gatunku. Elastyczne i sprężyste, które nigdy nie było na zmianę tuczone lub odchudzane, gładziutkie jak wypolerowane. Zachwycała go też Marysia swoją reakcją na jego pieszczoty ale i też swoim wielkim zdziwieniem tym co ona sama odczuwa . Sprawiała wrażenie wielce czułego instrumentu reagującego na każdy dotyk jego ust lub rąk. Dotarło do niego, że po raz pierwszy w życiu nie zainteresował się czy będą jakieś konsekwencje tego seksu bez żadnych zabezpieczeń. Trochę go to nurtowało i zapytał Marysię co będzie, jeśli okaże się że będzie w ciąży. Marysia patrząc mu w oczy spokojnie powiedziała - jeśli będziesz ze mną tak jak obiecałeś to wychowamy dziecko razem, jeśli odejdziesz to wychowam je sama. Pewnie nie uwierzysz, ale jeśli zajdę w ciążę teraz to urodzę chłopca , bo to sam środek cyklu i seks poranny, gdy ty masz jeszcze dużo sił. Sex wieczorny gdy mężczyzna jest po całym dniu pracy sprowadza na świat przeważnie dziewczynkę. To stara mądrość naszych babek - chcesz mieć córkę - uprawiaj seks tylko wtedy gdy mąż jest zmęczony. A dlaczego lekarz żaden nic o tym nie wie?- dziwił się Karol. No bo to są podobno przesądy-wyjaśniła Marysia. No a po jakim seksie rodzą się w takim razie bliźniaki?-dopytywał się zaciekawiony. Wg przesądów to po prostu kwestia dziedziczenia - jeśli w którejś rodzinie nawet dawno temu urodziły się bliźnięta to co jakiś czas będą się one u członków tych rodzin powtarzać - jednojajowe gdy występowały w rodzinie mężczyzny a dwujajowe gdy występowały w rodzinie kobiety. Marysiu, ty naprawdę w to wierzysz? Nie wiem, niczego nie sprawdzałam, mówię ci tylko co mówią na ten temat przesądy. Chyba jednak powinniśmy wstać- ale Karol bardzo zaprotestował- oj nie, jeszcze trochę daj mi się sobą nacieszyć, jeszcze mi trochę sił zostało, proszę. Może faktycznie będziemy mieć syna?
Gdy już się Karol trochę nacieszył Marysią wyszli z domu i pojechali załatwiać formalności pogrzebowe oraz złożyć dokumenty potrzebne do zawarcia małżeństwa.
Marysia była spokojna co nawet nieco zdziwiło Karola - i jakby w odpowiedzi na jego zdziwienie Marysia powiedziała- ja wiedziałam, że ojciec umrze spokojnie gdy tylko się dowie, że wyjdę za mąż. On się trzymał życia ze względu na mnie, bo mówił, że samotna kobieta nie jest przez społeczność szanowana. Już od dawna chorował, lekarz już dawno go wysyłał do szpitala, ale przecież nikt pacjenta na siłę nie zawlecze do szpitala. Już miałam zamiar go oszukać nawet, bo widziałam, że goni resztką sił. Ale wtedy ty mi się oświadczyłeś. Ty jesteś bardzo dobrym człowiekiem. A pani Iza mówi, że jesteś wspaniałym przyjacielem. I tyle mi pomagałeś a przecież nawet mnie nie znałeś. To chyba jakieś przeznaczenie. Marysieńko tu wszyscy dookoła wciąż mówią o przeznaczeniu.Tolek i Iza też. A Iza ma jakiś szósty zmysł, prześwietliła mnie na wylot. Powiedziała mi prawdę o mnie, to wszystko czego nigdy o sobie nie wiedziałem, bo o tym nie myślałem. Zmusiła mnie do przemyślenia wszystkiego, istna czarownica z niej.
Mężczyźni wszystkie mądre kobiety nazywają czarownicami bo się ich boją - stwierdziła Marysia. Kiedyś owe czarownice topili lub palili. Bo nie chcieli uznać mądrości kobiet, tego, że są kobiety które mogą mężczyzn "rozgryźć". Ale ja nie jestem czarownicą, gdybym była nie wyszłabym przecież za mąż za tamtego. Jestem dość naiwna i wierzę we wszystko co mi mówisz i mam nadzieję, że to wszystko co mówisz jest prawdą. Marysieńko, nigdy nie mówiłem kobiecie że ją kocham tylko po to by ją wykorzystać seksualnie. Seks naprawdę całkiem dobrze funkcjonuje i smakuje bez miłości, wystarczy pożądanie. Zwłaszcza gdy idzie o mężczyzn. A wiele kobiet też tak funkcjonuje, ale starannie to ukrywają bo wmówiono im, że tak nie wypada.
W szpitalu odebrali świadectwo zgonu, w zakładzie pogrzebowym Marysia wybrała kremację, czemu Karol przyklasnął, miejsce było już zapewnione w grobie rodzinnym, ba nawet na tablicy należało tylko uzupełnić datę śmierci- reszta już była wyryta w kamieniu. Po prostu gdy kilka lat wcześniej zmarła matka Marysi ojciec kazał od razu wyryć na tablicy nagrobnej swoje dane.Niestety na kremację trzeba było zaczekać, zwłaszcza, że była w miejscu dość oddalonym od Sopotu. Marysia zapytała się Karola, czy on będzie na pogrzebie. Pytanie nieco zdumiało Karola, bo dla niego była to "oczywista oczywistość" a Marysia mu wytłumaczyła, że skoro nie będzie sama przy tej ceremonii to nie zaprosi dalszej rodziny, bo ojciec nie utrzymywał z nimi kontaktów od wielu lat a odkąd mieszkał w Sopocie zwłaszcza. I ona ich tylko zawiadomi, że zmarł. I może się założyć o duże pieniądze, że nikt po otrzymaniu od niej tej wiadomości nie zatelefonuje do niej by się spytać kiedy pogrzeb. Pogrzeb jej matki też ich nie interesował. A wszystko dlatego, że ojciec się ożenił nie z tą kobietą z którą życzyli sobie jego rodzice.
Termin ślubu mieli wyznaczony za sześć tygodni, tak by już było po pochówku. Pozostała do omówienia kwestia ich wspólnego mieszkania po ślubie - Karol powiedział, że to ona ma wybrać miejsce ich zamieszkania. Albo Warszawa albo Sopot. On pracę znajdzie w Gdańsku bez problemu, a nawet jeśli w Gdańsku mniej zarobi nie będzie tragedii - jest zabezpieczony finansowo. Marysia wbiła w niego swe piwne oczęta i wyszeptała - ja bym wolała tutaj, w tym domu wybudowanym przez ojca. Ale pójdę za Tobą wszędzie gdzie zechcesz. No to zamieszkamy tutaj,mieszkanie warszawskie wynajmę bez trudu. A ja się tutaj rozejrzę za jakąś pracą- albo tu albo w Gdańsku, na razie mam jeszcze jeden miesiąc urlopu bezpłatnego - powiedziała Marysia.
Gdy wrócili do domu Karol zatelefonował do Izy z pytaniem, czy mogą do nich wdepnąć na trochę - kupili po drodze ciacha i chcą się wprosić na kawę. Oczywiście - Iza się ucieszyła i powiedziała, że kawa będzie, ale po obiedzie który ona ma już gotowy i ich na niego zaprasza. Do stołu siądą za 15 minut bo Tolek dojedzie pewnie za 5 minut. Gdy wchodzili do domu Tolków Karol śmiejąc się od ucha do ucha nadał Izie sekretny znak pani Basieńki i jeszcze porozumiewawczo mrugnął. Zaraz po wyściskaniu Izy, dzieci, wymienieniu powitań z rodzicami Tolka powiedział - od dziś za 6 tygodni będziemy oficjalnym małżeństwem. A na razie jesteśmy nieoficjalnym. Gdy tylko przyjechał Tolek i uwolnił się od wieszających się na nim dzieciaków usiedli do stołu - oczywiście w kuchni, bo jak zauważyła Iza łatwiej sprzątnąć podłogę w kuchni niż dywan w pokoju. Przy kawie i ciachach Karol opowiedział o wszystkim co już załatwili i o tym, że będą wkrótce sąsiadami, bo Marysia chce pozostać w domu swego ojca. A dopóki Karol nie zakończy swoich spraw w Warszawie będą krążyć pomiędzy Warszawą a Sopotem. Nie może tak nagle przestać działać w klinice, muszą tam znaleźć kogoś na jego miejsce. No i musi porozmawiać ze swoim kolegą o pracy w Gdańsku. I że muszą jeszcze podać do USC dane swych świadków, czyli Izy i Tolka.
A Iza i mama niemal chórem powiedziały, że po ślubie tu u nich będzie takie rodzinne przyjęcie i oczywiście nie w kuchni a w salonie. Karol usiłował coś protestować, ale Iza spojrzała się na niego i powiedziała - w tej rodzinie rządzą kobiety, nikt się ciebie nie pyta o zdanie. Jesteśmy po prostu rodziną zastępczą Marysi, a to rodzina zawsze organizuje z tej okazji przyjęcie. Ty co najwyżej możesz oprotestować kilka dni wcześniej menu, które zaproponujemy. I musisz mi podać swój "rozkład jazdy" po ślubie i to dość szybko. A po ci Izuniu mój rozkład jazdy po ślubie-zapytał zdziwiony Karol. Tolek roześmiał się i powiedział- ja się domyślam, ale zapewniam cię, że ci nie powiem, bo mi życie miłe. Jak widzisz, Karolu, pod pewnymi względami nie łatwo być mężem Izy. Ale uwielbiam to moje niełatwe życie z nią. Wiecie co przyszło mi na myśl? powinniśmy zrobić sobie wewnętrzną furtkę między naszymi ogrodami, żeby ciągle nie wychodzić na ulicę gdy się chce przejść z domu do domu- stwierdził Tolek. Kto się zgadza ręka w górę! I wszystkie ręce były w górze, nawet bliźniaków.
Epilog
Zarówno pochówek ojca Marysi jak i ślub odbyły się bez żadnych zakłóceń. Do ślubu Iza zrobiła Marysi makijaż taki, że wyglądała niemal jak modelka Rafaela Santi. Karol nie mógł wręcz oderwać oczu od Marysi, zwłaszcza że odpowiednia bielizna poprawiła linię dekoltu Marysi.
A prezentem ślubnym od Izy i Tolka był tygodniowy rejs barką po kanałach Holandii. Gdyby Karol mógł mieć więcej wolnego czasu zafundowaliby im 2 tygodnie, ale wciąż jeszcze miał zobowiązania wobec warszawskiej prywatnej kliniki i trudno było wytłumaczyć pacjentom, którzy wybrali jego by oddali się w ręce innego chirurga. W 10 miesięcy po ślubie rodzina im się powiększyła o ślicznego chłopczyka i Karol nie mógł wyjść ze stanu zadziwienia jak skuteczny był seks poranny w środku cyklu. Co prawda nie był to efekt pierwszego razu, ale jednak.
Z czasem Karol przeniósł się do Gdańska i z kilkoma kolegami utworzyli spółdzielnię lekarską. Iza i Marysia nie podjęły już pracy zawodowej, co nie oznaczało, że sterczały całymi dniami przy garach. Bliźniaki traktowały synka Marysi i Karola jak młodszego brata. Gdy zmarł ojciec Tolka wszyscy za nim płakali, nie tylko Tolek, Iza i mama Tolka. Po prostu tworzyli wszyscy razem jedną rodzinę a jedenastoletni wtedy Karolek powiedział - bycie rodziną to nie tylko więzy krwi.
KONIEC
Za kilka dni Święta - inne niż dotychczas, naznaczone lękiem przed chorobą, smutkiem, że nie ze wszystkimi bliskimi się spotkamy. Ale jak widzicie przyjaźń to naprawdę budujące uczucie, które przetrwa niejedną życiową burzę.
Wszystkim tu zaglądającym życzę spokojnych Świąt i
Dobrego Nowego Roku!!!
poniedziałek, 21 grudnia 2020
Nie wigilijna opowieść - XIX
Wyjazd do Amsterdamu był dla Izy swoistą atrakcją. Gdy Tolek powiedział u kontrahenta, że przyjechał razem z żoną, więc zaraz po służbowym spotkaniu chce jej pokazać miasto, natychmiast jego rozmówca zatelefonował do swojej żony, powiedział, że pewien Polak jest tu z żoną, więc zaprosił ich na wspólną kolację i wieczorny spacer po mieście. A potem powiedział do Tolka- będziecie mieli dużą niespodziankę. Tolek powiedział, że akurat Amsterdam nie jest dla niego niespodzianką, bo już tu bywał, a ze trzy razy to właśnie tu się okrętował, no ale dla Izy na pewno będzie. Ale jednak niespodzianka była, bo żoną Holendra była Polka. Dzięki niej Iza bardzo dokładnie zwiedziła miasto w czasie dnia, gdy Tolek załatwiał sprawy służbowe. Popołudnia spędzali już w komplecie i umówili się, że gdy Krystyna z mężem przyjadą do Polski to koniecznie odwiedzą w Sopocie Izę i Tolka.
Następną niespodziankę mieli już w Polsce, bo na lotnisku czekał na nich dziadek z wnukami.Zaraz na wstępie po wyściskaniu i wycałowaniu rodziców Karolek stwierdził, że on już nie będzie marynarzem a lotnikiem. Ja też będą lotnikiem, wtórowała mu Eliza, na co brat powiedział -"dziewcyny nie są lotnikami", a Elizka się rozpłakała.
W domu było sporo zamieszania, dzieci na widok przywiezionych zabawek dostały, jak to ładnie określiła babcia, małpiego rozumu. Karolek biegał z samolotem po ogrodzie i warczał, lub wydawał inne dziwne dźwięki, a Elizka pławiła w misce z wodą lalkę - dzidziusia. I jeśli Iza całkiem niedawno zastanawiała się czy ich po wakacjach posłać do przedszkola tak teraz była o tym przekonana w stu procentach.
Niewiele się wydarzyło w ciągu ich trzydniowej nieobecności i jak doniósł Karol operacja ojca Marysi powiodła się, pacjent żyje ale w dalszym ciągu nie wiadomo co będzie dalej. Marysia całe dnie spędzała w Klinice siedząc obok oplątanego różnymi rurkami ojca, teraz nocowała już w mieszkaniu Karola a w podzięce za jego troskę gotowała mu obiady i zmuszana przez niego również je jadła. Wielogodzinna narkoza i krążenie pozaustrojowe oraz wiek pacjenta sprawiły, że nawet nie za bardzo zdawał sobie sprawę gdzie jest i co się z nim dzieje. Karol codziennie wieczorem przyjeżdżał po Marysię do kliniki i gdy stawał "po cywilu" obok łóżka czekając aż się Marysia pożegna z ojcem, chyba stanowił dla jej ojca niezwykłą zagadkę - codziennie Marysia musiała mu tłumaczyć kto to jest i skąd się tu wziął.Nie za bardzo też mógł pojąć, że nie jest w Gdańsku a w Warszawie.
Pewnego pięknego dnia uznano, że czas by pacjent w większym stopniu powrócił do świata żywych i go spionizowano. I uznano, że teraz to można go już z powrotem dać pod opiekę kliniki, z której trafił do instytutu. I pewnej środy o ósmej rano załadowano pacjenta znów w karetkę i odesłano z powrotem do Gdańska. I gdyby nie fakt, że dwie godziny przed przyjazdem karetki do szpitala w Gdańsku dojechał tam Karol z Marysią, to pacjent spędziłby kilka godzin na izbie przyjęć. Bo żeby chorować to trzeba mieć zdrowie jak mawiają niektórzy.
Całe lato Karol w każdy piątek wieczorem zjeżdżał do Sopotu, mieszkał co prawda u Izy i Tolka, ale całe dnie spędzał z Marysią. Pilnował żeby przynajmniej wtedy gdy on jest regularnie jadła, pocieszał, faszerował ją witaminami, kosił w ogródku trawę i był coraz cichszy. To już nie był ten złośliwy nieraz i głośny Karol. Któregoś wieczoru gdy oni już byli po kolacji a Karol przyszedł by położyć się spać Iza poprosiła by Karol wyszedł z nią na krótki spacer. Wychodząc mrugnęła do Tolka, a Tolek tylko posłał jej uśmiech. Iza przepytała Karola jaki jest stan ojca Marysi, ale nie były to dobre wieści. Karol przyznał się Izie, że naprawdę zakochał się w Marysi, ale nie ma śmiałości jej o tym powiedzieć. Nie wie czy wypada mówić jej o swym uczuciu gdy jej ojciec jest w tak złym stanie. Iza stwierdziła, że powinien jednak z nią o tym porozmawiać jeżeli ma jakieś poważne plany względem Marysi. Tak, chciałbym by została moją żoną. A jesteś tego na sto procent pewien?- zapytała. Bo myślę, że Marysia nie zostawi tu ojca samego i podejrzewam, że nie bardzo można tak chorego i starego człowieka nagle przesadzać stąd do Warszawy. I podejrzewam, że Marysia nie marzy wcale o mieszkaniu w Warszawie, to miejscowa dziewczyna, przedtem mieszkali na Półwyspie. Jej ojciec miał tam wędzarnię a potem się tu pobudował a na Półwyspie mieszkała Marysia z mężem. Po śmierci męża sprzedała tamten dom , mieszkała w Jastarni w wynajętym mieszkaniu. A sprzedała dom, bo jej mąż narobił długów, był hazardzistą. A potem przeniosła się do ojca. Iza, skąd to wszystko wiesz? No przecież tu mieszkam dostatecznie długo, a tu nawet piasek ma oczy i uszy. Karol bezwiednie rozejrzał się dookoła. Wiesz Karolu, ja po prostu nie tylko się ludziom przyglądam, ja nawet z nimi rozmawiam, mama również. Więc nim porozmawiasz poważnie z Marysią pomyśl nad tym co ci powiedziałam. I potraktuj ją jak płochliwą dziewicę a nie doświadczoną mężatkę z Warszawy rodem. I zapewniam cię, że odkąd tu mieszkam wcale nie tęsknię za Warszawą, mocno tu zapuściłam korzenie. Patrz jakie piękne dziś morze. Chodź, wracamy. No i miał Karol o czym myśleć długo w noc.
Rano Karol wyglądał jak z krzyża zdjęty a Tolek powiedział, że Karol wygląda tak jakby obskoczył z dziesięć pracownic w tajlandzkim domu rozkoszy i rozpusty. Zapytany skąd wie jak jest w tajlandzkim "takim domu" wyjaśnił, że ci z załogi którzy korzystali z usług tych pań tak właśnie wyglądali gdy wracali na statek. Ale Karol nie był w nastroju do żartów. Był poważny i zamyślony. Przed wyjściem z domu objął Izę i powiedział - dziękuję ci, trzymaj za mnie kciuki. Iza obiecała, że go myślami wspomoże. Tolek w końcu nie wytrzymał i zapytał o co chodzi i Iza wyjaśniła mu o czym poprzedniego wieczoru rozmawiała z Karolem na plaży. No tak- powiedział Tolek - ma Karol o czym rozmyślać. A ja rozmyślam nad tym gdzie dziś się wybrać. Słońce jakieś przymglone, więc może pojedziemy do lasu? Może w dwa samochody, rodzice pewnie też się z nami wybiorą. Szkoda, że nie mamy mikrobusu, bo w jeden samochód się nie mieścimy. Ale my zbyt często nie jeździmy w pełnym komplecie - jak zwykle zawsze trzeźwa Iza sprowadziła Tolka na ziemię. W godzinę później jechali w dwa samochody w stronę Karwi. Nie było to bardzo daleko od Sopotu, ale już nad pełnym morzem i pogoda była lepsza, więc zamiast w lesie posiedzieli na plaży. I fale były tu większe niż na zatoce, więc dzieciaki miały uciechę. Piszczały tak, że aż uszy bolały. Iza z mamą leżały na kocu obserwując jak męska część rodziny zajmuje się dziećmi i Iza znów usłyszała, że dzięki niej Tolek odżył, że spełniona miłość Tolka do Izy odmieniła nie tylko jego ale i ojca. Za chwilę przybiegł Karolek, położył obok Izy swój ulubiony samolot i powiedział: mami, pilnuj, żeby żadni pasażerowie do niego nie wsiadali, bo ja teraz będę się uczył nurkować. Dziadek będzie mnie uczył. A tata będzie pływał z Elizką na plecach. Dobrze, że szybko odbiegł, bo się Iza mogła swobodnie pośmiać. Nurkowanie polegało na wsadzaniu głowy do wody z nabranym powietrzem, ale przecież od czegoś trzeba zacząć . A określenie, że tata będzie pływać z Elizką na plecach było mocno nieprecyzyjne, bo to tata pływał na plecach a na nim w poprzek jego klatki piersiowej leżała Elizka i usiłowała robić nóżkami nożyce. Ten widok przypomniał Izie , że wiele lat temu to Tolek nauczył ją pływać i jak podpływał pod nią by się choć na moment w wodzie przytulić.
Iza chłonęła piękno plaży na której byli. Dookoła było zupełnie pusto byli na tej pięknej plaży zupełnie sami i pomyśleć, że 6 kilometrów w prawo od nich była zatłoczona niemiłosiernie plaża w Jastrzębiej Górze. Iza patrzyła na dzieci, Tolka i teścia a myślami była przy Karolu - naprawdę wyglądał rano nieszczególnie, wręcz wzbudzał swym wyglądem litość. Życzyła mu z całego serca by sobie ułożył życie bo był naprawdę dobrym przyjacielem, bardzo dobrym chirurgiem i życzliwym ludziom facetem. Pomagał wielu osobom, a dla przyjaciół nie żałował nigdy czasu ani pieniędzy.
Tolek w końcu uznał, że czas by dzieci pogrzały się na brzegu, więc zostały wytarte, pobawiły się w berka z dziadkiem i ojcem bo panowie musieli wysuszyć swe spodenki, jako że obaj zapomnieli by zabrać zapasowe. Iza i mama spojrzały na siebie i wybuchnęły śmiechem - obaj tak mieli od lat. Jeśli one nie spakowały zapasowych spodenek oni na pewno ich nie mieli ze sobą. Ach te geny! śmiały się obie . A najwięcej bawiło jedną i drugą to, że ojciec dostrzegał wady syna i je krytykował nie dostrzegając, że są one identyczne z jego wadami. Iza nabrała ochoty na kąpiel więc Tolek natychmiast wszedł za nią do wody, a ona mu przypomniała jak to pływali na Wiśle na klubowym basenie i zaraz Tolek podpłynął pod nią, ale teraz to nie było takie nieśmiałe, delikatne dotknięcie ale silne wypchnięcie Izy w górę. Z brzegu dotarło do Izy- tata nurkuje jak delfin, a dziadkowie spojrzeli po sobie i powiedzieli - ciekawe gdzie on się tego nauczył i wybuchnęli śmiechem.
Tak im się podobało na tej plaży, że postanowili tu częściej przyjeżdżać, choć jak Tolek zauważył to trzeba mieć świra by mając plażę niemal pod domem jechać 60 km od domu.
Gdy wrócili do domu na stole kuchennym znaleźli kartkę o treści "Iza, ozłocę cię. K." Tolek popatrzył na swą żonę mierząc ja wzrokiem wzdłuż i wszerz i powiedział - wpadnie w kłopoty finansowe, ale nie napisał czy idzie o wagę czy o powierzchnię. Nie mniej ani na jedno ani na drugie to raczej go nie stać. Straszny optymista z niego. I zaczęli się śmiać.
Około siódmej wieczorem wrócił Karol z Marysią. Tym razem oboje weszli do domu- a tak dokładnie to Karol otworzył drzwi i leciutko popchnął do przodu Marysię jednocześnie tarasując swoją osobą drzwi, by Marysia nie zawróciła. Wchodźcie, wchodźcie zapraszały chórem Iza i mama, zaraz będzie obiadokolacja, więc przyszliście w samą porę. Pani Marysiu, normalna kolacja, nawet nie w salonie ale w kuchni, tak zwyczajnie, po rodzinnemu.
Czasem przydaje się interwencja dzieci - Karolek szybko przyniósł swój samolot i pokazywał Marysi którędy wchodzą pasażerowie, gdzie jest kabina pilotów a gdzie luki bagażowe. A potem Elizka przyniosła pokazać Marysi swą lalkę- dzidziusia i lalkę mamusię tegoż dzidziusia, która była o połowę mniejsza od swego dziecka, ale na szczęście te dysproporcje w niczym nie przeszkadzały Elizce. Rozmowa z dziećmi wyraźnie odprężyła Marysię. Bardzo szybko znalazła wspólny język z dziećmi i one ją szybko zaakceptowały. Iza z mamą tymczasem przygotowały posiłek i żeby było szybciej i mniej oficjalnie podały wszystko na stół w kuchni, tłumacząc się Marysi, że jak przy stole są dzieci, to lepiej jednak jeść w kuchni bo nie ma w niej dywanu.
Po kolacji dzieci dostały jeszcze pozwolenie na zabawę w swoim pokoju, a Tolek wręczył im zegarek-zabawkę ustawiony na godz. 8,30 i powiedział, że gdy na ich pokojowym zegarze będzie taka sama godzina to mają się skończyć bawić i iść myć ząbki.
Gdy dzieci już zniknęły Karol chrząknął i powiedział- chciałem wam tylko powiedzieć, że dziś oświadczyłem się Marysi i tu wyszarpnął rękę Marysi spod stołu pokazując pierścionek z szafirem. I o tym radosnym dla nas fakcie poinformowaliśmy również jej ojca. Postanowiliśmy jak najszybciej wziąć ślub -tylko cywilny. Nie musi nas nikt kropić. Natomiast zależy nam na szybkim terminie a wydaje mi się, że ktoś tu ma jakieś możliwości w tej materii i spojrzał na Tolka, a Tolek wskazał na swego ojca. I chcemy prosić na świadków Izę i Tolka. Bo ślub będziemy brać w Sopocie. Nie wiemy jeszcze czy uda się na tyle podciągnąć stan zdrowia ojca Marysi by mógł być obecny przy ślubie bo nawet siedzenie go męczy. I postanowiłem, że na pewno do końca życia ojca Marysi będziemy mieszkać tu a jeśli dobrze mi się tu praca ułoży to pewnie tu zostaniemy na zawsze.A i jeszcze coś - napisałem, że ozłocę Izę więc właśnie to robię- mam nadzieję, że się spodoba- bo to białe złoto, a wiem, że takiego typowego by nie nosiła. Wybierała głównie Marysia, bo ja się na damskiej biżuterii nie znam - sięgnął do torebki Marysi i wyciągnął z niej pudełeczko, które podał Izie. W pudełeczku był naszyjnik typu dość gruby łańcuszek, na którym był zawieszony najprawdziwszy owalny szmaragd oprawiony w dwa cienkie owale. Iza spojrzała i powiedziała- piękny, kojarzy mi się ze szmaragdem Izydy, choć tak naprawdę nie wiem jak wyglądał. Karol wybuchnął śmiechem - widzisz Marysiu, mówiłem ci, że gdy to zobaczy zaraz powie o szmaragdzie Izydy. No i jeszcze coś dodam - musiałem ją ozłocić, bo otworzyła mi oczy mówiąc rzeczy o których jakoś nie miałem pojęcia. Tolku- masz niesamowite szczęście bo Iza to bardzo mądra kobieta, choć jednocześnie szczera do bólu. Bolało to wszystko co mi powiedziała, ale mnie uzdrowiło jednocześnie. Wstał od stołu, podszedł do Izy, wziął z jej ręki naszyjnik , zawiesił na jej szyi i pocałował w policzek. Iza powiedziała cicho - jesteś niesamowity, dziękuję. Nie chciałam, żeby bolało to co mówiłam i przepraszam. Iza- dzięki temu co mi powiedziałaś wreszcie nie będę sam jak palec. W tym momencie przybiegł Karolek meldując, że już idzie myć zęby. A babcia wstała od stołu i poszła dopilnować dzieci przy myciu zębów.
c.d.n.
