wtorek, 12 stycznia 2021

Fatamorgana -IV

Życie potrafi człowieka nieraz  zaskoczyć. Nic dziwnego, że Ela nie mogła nigdy rozłożyć swej sofy - po prostu  ktoś na czas transportu złączył kawałkiem  drewna dwie części sofy a gwoździe, które do tego użył utrzymałyby pewnie i belkę stropową. Trochę pośmieli się z tej "nierozkładalności" sofy oraz z tego kaloryfera wiszącego w kuchni niemal pod sufitem.

Następnego dnia rano, około godz. szóstej śniło się  Eli, że ktoś ją głaszcze po policzku i było to tak realistyczne doznanie, że aż otworzyła oczy. Na podłodze, obok jej łóżka  siedział Jacek, w samych bokserkach, obejmując rękoma własne kolana, oczy miał zamknięte. Cichutko usiadła na  łóżku i okryła go kołdrą. Otworzył oczy i powiedział- udało mi się  ciebie  obudzić bezdotykowo- chyba musimy wstawać, bo właśnie zaczęli spuszczać wodę z rur. Co mam przygotować na śniadanie? Może przygotuję śniadanie mistrzów? A co to jest  śniadanie mistrzów? -zdziwiła się  Ela. Jajka sadzone na plastrze szynki- jadasz? No jak zrobisz, to pewnie, że zjem. Na pewno mnie nie dotykałeś? Ależ tak, głaskałem cię po policzku, ale tylko w myślach, wiedziałem, że to odbierzesz, już lekko spałaś. No to mnie teraz naprawdę pogłaszcz, to było bardzo miłe.

Szybko uporali się ze śniadaniem i ledwie zdążyła jeszcze Ela  zrobić kawę, gdy zabrzmiał dzwonek u drzwi- do mieszkania wparowało dwóch "fachmanów" z rurkami, torbami  narzędziowymi i "tysiącem żądań"- czyli koniecznością zrobienia miejsca  do pracy. Z kuchni "wyleciał" stolik z krzesłami i szafki  kuchenne wraz z ich zawartością, na podłodze umieścili jakąś grubą  dużą płachtę i ponarzekali, że Ela ma  bardzo mało praktyczną podłogę, bo jest wyłożona  białymi płytkami. Gdy już ponarzekali zabrali się za swą pracę. Demontaż kaloryfera przebiegł nawet sprawnie i wylądował w końcu w grubym worku foliowym, przyniesionym przez Jacka z samochodu. Kaloryfer co prawda był obiektem pożądania panów hydraulików, ale Ela wytłumaczyła im, że on już nie stanowi własności spółdzielni, bo to mieszkanie jest własnościowe, wykupione.Cała operacja zajęła im 2 godziny, potem 3  razy wpadał jeden z nich i sprawdzał czy wszystko jest w porządku, czy wszystko dobrze  jest uszczelnione i na koniec, gdyby się coś działo nie tak to oni tu zostawiają  nr telefonu do niego. Ela dała im 200 zł, za co była chwalona pod niebiosa i ten od telefonu stwierdził, że on sam tu przyjdzie jeszcze wieczorem wszystko obejrzeć, a jakby coś jeszcze  było potrzebne z zakresu hydrauliki, to on zawsze służy swoją osobą. A czy zrobił by pan coś z zakresu hydrauliki na naszej działce?- zapytał Jacek- ja bym nawet pana w obie strony samochodem swoim podrzucił. No tak, chętnie,  ale musiałbym kilka dni wcześniej o tym wiedzieć. Wieczorem faktycznie przyszedł i tym razem Jacek omówił  z nim co miałby na działce zrobić. 

Zakupy według listy mamy Eli zrobili w Tesco, dla siebie na kolację kupili pieczonego kurczaka i sporo różnych  warzyw, bo Ela stwierdziła, że nie po to przyjechali by stać przy garach, choć Jacek  zapewniał, że z przyjemnością postoi. Zgodnie pokroili całą  masę warzyw na  sałatkę, wyszło tego jak na pułk wojska,  jak określił  Jacek, ale po kolacji okazało się, że była to w sam raz ilość dla nich dwojga. Coś mały ten pułk, jakaś mini formacja- śmiała się  Ela. Po kolacji Jacek przypomniał sobie, że nie odwinął telefonu z folii, więc szybko napisał  sms o treści - "wszystko jest  w porządku oddzwonię  jutro późnym wieczorem" i rozesłał w kilka miejsc. I ponownie owinął folią telefon. No nie  fajnie, zaczynam tracić głowę za sprawą pewnej szatynki - rzekł uśmiechając się do Eli. Wiesz, musimy o czymś bardzo poważnie porozmawiać. Primo - powiedziałaś, że mnie akceptujesz, ale ty chyba niezbyt dobrze wiesz co akceptujesz. Przede mną jeszcze dwa miesiące niewoli zawodowej, z tym, że teraz pójdę na zwolnienie  lekarskie i potem już zostanie mi tylko miesiąc. I koniec. Nie mogę ci powiedzieć gdzie  pracuję, choć być może to ciekawe miejsce, aczkolwiek mało bezpieczne. I jak widzisz, wolę z uwagi na ciebie, pozostać niewidoczny. Zadurzyłem się w tobie gdy byłaś  jesienią na  działce - nie wiedziałaś, że jestem w domu obok. Nie wiedziałaś też, nikt nie wiedział, że po prostu  jestem by zmienić waszego sąsiada, który stał się już zbyt widoczny. Kupiłem ten dom, bo zaczęło mi być za ciasno  w tym mieście. O tym, że wreszcie  przyjedziesz na działkę słyszałem od Twojej mamy od kwietnia. I okazało się,  że " w naturze" jesteś nie tylko taka, jaką cię malowała przed moimi oczami twoja  mama- jesteś sto razy piękniejsza, milsza, mądra. Potem przyjechał Radek - super  chłopak, dobrze ułożony, grzeczny , mądre dziecko tylko tak mało podobny zewnętrznie do ciebie. Ale tylko zewnętrznie, bo ty go pięknie wychowujesz. I jeszcze bardziej się w tobie  zakochałem  i coraz bardziej się bałem, że mnie po prostu odtrącisz. I nadal się tego boję. Sporo o tobie wiem, ale to wszystko za mało. Pomyśl, czy twoja akceptacja obejmuje też danie mi szansy na to  byśmy się lepiej poznali i bym mógł zostać z tobą i Radkiem na zawsze?

Elżbieta  siedziała nieruchomo, a z jej oczu kapały łzy, ocierała je ręką rozmazując  makijaż. Jacek wstał i przyniósł z łazienki pudełko chusteczek - ukucnął przy niej i zaczął ją całować po rękach. No nie płacz- prosił- bo mi zaraz serce pęknie z żalu. Nie chciałem cię doprowadzić do łez, przepraszam. 

Ale to ja cię przepraszam, już jednemu spaskudziłam życie i nie chcę by się to powtórzyło. Boję się pokochać kogokolwiek, może moje uczucie niszczy innych? Jesteś naprawdę świetnym mężczyzną, masz  dobre podejście do dzieci, dużą wiedzę i jesteś kulturalny i delikatny. I podobasz mi się, jesteś naprawdę ładnie zbudowany i masz najczęściej  takie łagodne spojrzenie. A to, że jesteś 12 lat ode mnie starszy, to jest bez znaczenia. Mój tata jest od mamy 10 lat starszy. I już żałuję, że nie wzięłam całego miesiąca urlopu by być blisko ciebie. No ale muszę przecież mieć trochę urlopu na czas zimowych ferii. I chyba faktycznie spędzę je na działce.

Ela spojrzała  na swoje ręce - były wymazane  tuszem do rzęs i nadal kapały jej z oczu czarne  łzy. I naprawdę nie wiem, jak można się zakochać w  takiej idiotce jak ja, muszę iść  umyć twarz, pewnie mam całą wymazaną tuszem. Nie nie całą, czoło masz czyściutkie- pocieszył ją Jacek. Chodź, umyję ci buzię. W łazience Ela znalazła chusteczki do demakijażu, a Jacek zaczął delikatnie zmywać jej z twarzy rozmazany tusz.

Przypatrywał się jej uważnie przez moment - wiesz, masz ładne rzęsy i bez tuszu, wcale nie musisz ich malować. Gdy jest tak jak teraz to mogę  twe  oczy całować, żeby więcej nie płakały, a jeżeli nadal będą płakać to po prostu scałuję  łzy. Chodź, zrobię  jeszcze  herbatę i zrobimy z niej okłady na oczy. Bo po takiej dawce tuszu pewnie cię trochę szczypią. Albo wyskoczę do apteki po krople do oczu. Chyba w sąsiednim bloku widziałem aptekę. I wrócisz? - zapytała cichutko. Nie - pójdę na piechotę 45 km, bo kluczyki od samochodu są w twojej  torebce. Daj mi tylko kluczyki od  drzwi wejściowych, żebym nie musiał dzwonić przez dwa domofony. Chyba  jakiś debil to u was montował. Ela  wyjęła z szufladki  komplet kluczy do mieszkania i podała je Jackowi - to dla ciebie komplet, w ramach akceptacji. Ten klucz z zieloną  nakładką jest od dwóch par drzwi na dole, ten z czerwoną od  drzwi na piętrze, a dwa pozostałe od mieszkania. W pół godziny później był już z powrotem, niosąc całkiem pokaźną torebkę, pełną aptecznego dobra. Kupiłem  przy okazji trochę plastrów opatrunkowych bo mi się w domu już skończyły. Zaczekaj, umyję tylko ręce i zaraz przyjdę. Gdy wrócił wyciągnął buteleczkę z kwasem bornym i jałowe gaziki - wpierw przemyjemy ci  oczka kwasem bornym, potem  zakropimy kropelkami. Usiadł na  sofie i zarządził - połóż głowę na moich  kolanach, tak będzie  najwygodniej I całkiem sprawnie przemył  dwa razy każde oko kwasem  bornym, potem delikatnie osuszył jałowym kompresem  i zakropił odpowiednimi kropelkami. Odłożył wszystko na stojący obok sofy stolik- a teraz poleż chwilę spokojnie i dokończymy rozmowę. Nie sądzę, byś była w jakikolwiek sposób winna temu, że twój były cię opuścił. Byliście jeszcze bardzo młodzi wtedy. Miałaś 22 lata gdy urodziłaś Radka. Jesteś nadal młoda a masz już odchowane dziecko i to dziecko  bardzo udane i mądre. Nie masz z nim  żadnych problemów wychowawczych i zapewne tak pozostanie. 

Chciałbym, a właściwie  chcę i będę robił wszystko byś mnie pokochała a o to byś została moją żoną będę prosił dwie osoby-  ciebie i Konrada. I mam do ciebie dwie prośby- nie mów  nigdy więcej, że twoja miłość może komukolwiek przynieść nieszczęście i ułatw mi trochę życie- nie mam  pojęcia co lubisz a czego nie, więc błagam - nie każ mi zgadywać co lubisz a czego nie lubisz, mów co cię drażni i za co byś mi chętnie przyłożyła czymś ciężkim w głowę. I możesz mnie o wszystko pytać, ale nie o moją pracę. Gdy stamtąd odejdę to za jakieś 2 lata pewnie ci trochę o niej opowiem. Ale ona już nie będzie miała wpływu na  nasze życie. Gdy się pobierzemy, bo jestem taki raczej mało nowoczesny i luźny związek mi nie odpowiada jako stała forma bycia ze sobą, to chciałbym usynowić Konrada, oczywiście jeśli ty się zgodzisz. Oczywiście i jego zgoda też jest tu ważna.Twój były się raczej zgodzi bo to egocentryk. Zresztą fakt, że to jego rodzice przejęli  za niego obowiązek alimentacyjny bardzo tu pomoże.

A ty nie chcesz własnego dziecka? -zapytała wpatrując mu się w oczy. Tak naprawdę to nie myślałem o tym, ale dla mnie jest ważne co ty będziesz chciała - to ty będziesz  nosiła  je pod sercem ty będziesz je karmiła piersią, tobie przybędą kilogramy. Moja rola ograniczy się tylko  do pomagania ci w tym wszystkim. I pomyśl, jak by to zniósł Konrad, to strasznie duża  różnica wieku by była. Sądzę, że można być dobrym związkiem i bez  niemowlaka. Tym bardziej że naprawdę ogromnie  lubię Radka, nie będę miał problemu z pokochaniem go, bo jest jednak cząstką ciebie. Ela mocno do niego przylgnęła mówiąc- już od wczoraj marzyłam o tym, żeby się do ciebie przytulić. Więc czemu tego nie zrobiłaś?- czekałaś na moją inicjatywę? A teraz jest w tej dziedzinie równouprawnienie, wiesz? A ja wczoraj nie inicjowałem z dość prostej przyczyny,  z braku odpowiedniego wyposażenia, dlatego tak chętnie poleciałem do tej apteki. Nie należę do  nałogowych podrywaczy, nie jestem typu przezorny zawsze ubezpieczony. 

Gdy rano się obudził ze  zdziwieniem stwierdził, że jest sam- nie tylko w łóżku ale i w domu. W kuchni na stole znalazł kartkę - jestem u ginekologa, wszystko ci wytłumaczę gdy wrócę. Zastanawiał  się dość intensywnie co się stało - było wszak cudownie a sądząc po zachowaniu się  Eli to nie tylko jemu. Czyżby było za ostro czy za dużo? Uszkodziłem ją czy co? - zastanawiał się przerażony.

Ela wróciła  około  godz. 11,00 i od progu zawisła na jego szyi. Przepraszam, że cię nie obudziłam rano, ale  tak słodko spałeś, że nie miałam sumienia. Musiałam dziś wpaść do "gina" bo to jedyny dzień gdy ten facet jest rano. No ale byłam  bez zapisu, więc musiałam  trochę zaczekać. Wzięłam receptę i od razu wykupiłam tabletki. Umieram z głodu. Zjemy i  musimy jechać na wieś.  Może zrobimy w takim razie śniadanie mistrzów, więc mów szybciutko z ilu jajek mam je zrobić. Myślę, że po trzy na głowę, bo to była bardzo wyczerpująca noc- odpowiedział Jacek przytulając ją do siebie. Ale mi stracha  napędziłaś, myślałem, że  ci jakąś krzywdę niechcący wyrządziłem.  W czasie gdy Ela robiła śniadanie Jacek szybko się  ogolił i nieco ubrał. Gdy zjedli i spakowali to co mają zabrać Ela  przytuliła się do Jacka i powiedziała - mam ochotę na strzemiennego i to bez niczego, bo będzie  kilka dni przerwy u mnie. Do działek dotarli dopiero około  godz.15,00. I postanowili, że nie będą się ukrywać.

                                                         c.d.n.


 

Fatamorgana - III

 W drodze rozmawiali trochę o Radku, który zdaniem Jacka był bardzo miłym chłopcem, a do tego ładnym dzieckiem. To po tatusiu - odpowiedziała Ela- nie da się ukryć, że jego ojciec to przystojny facet. Szkoda tylko, że taki kiepski z niego ojciec. Obiecywał dziecku, że  zaprosi go do Maroka, ale jak na razie to ani nie pisze do  dzieciaka ani go nie zaprasza. A do ciebie pisze? - dopytywał się Jacek. Nigdy do mnie nie napisał ani słowa- nawet mnie to nie dziwi, wszak na pożegnanie powiedział mi, że byłam  jego pomyłką życiową i że mnie nie kocha, no to nie miał powodu by do mnie pisać. No wiesz, dla mnie  byłby powód do pisania, przecież  jesteś matką jego dziecka- to chyba wystarczający powód. Nie dla Olka - dla niego chyba nikt nie jest ważny oprócz  niego samego- odpowiedziała spokojnie.

Elu, nie mogę ci powiedzieć skąd to wiem,  ale wiem, że nie ma go z całą pewnością w Maroku, jest w Kanadzie. I wcale się nie ożenił powtórnie, nie toczy się też żadna sprawa o alimenty. Zakończył kontrakt w Maroku i przeniósł się  do Kanady, pracuje w tej firmie, która go kontraktowała do Maroka. Wiem o tym już od jakiegoś czasu, ale pomyślałem, że nie powiem o tym  twoim rodzicom, bo to nie jest ich sprawa. Najważniejsze w tym wszystkim, że nadal otrzymujesz  alimenty, bo to też sprawdziłem.

Ela chwilę milczała, w końcu powiedziała- dla mnie ten człowiek już od pięciu lat nie istnieje- wymazałam  go z pamięci. Nie obchodzi mnie co się z nim dzieje. Radek też już nie wspomina  ani słowem o ojcu. Rodzice  Olka ograniczają się do regularnego przesyłania pieniędzy na moje konto bankowe, ani razu nie zatelefonowali do mnie by się dowiedzieć jak się  czuje ich, jakby nie było, wnuk. A nie obce dziecko.

A jak widzę z ciebie to niebezpieczny facet, skoro mogłeś się  tyle rzeczy dowiedzieć. Fakt- odpowiedział - bardzo niebezpieczny ze mnie facet, za chwilę cię po prostu zjem, na surowo i bez  przypraw, bo szalenie  apetyczna z  ciebie osóbka. O tobie też sporo wiem, jak choćby to, że z nikim się nie spotykasz. Ale o tym nie musiałem się nigdzie dowiadywać, ta informacja została mi po prostu podstawiona pod nos. Podobnie jak i ta, jaką  pyszną kawę robisz i nigdy nie zdradzasz przepisu. I że jesteś "owocożerna". Wiem również, że potrafisz na śniadanie zjeść tylko świeżego ogórka i z tym ogórkiem w organizmie przetrwać do powrotu z pracy. Ela zaczęła się śmiać - ładnie, ładnie, moja własna matka wygaduje o mnie takie rzeczy. To prawda, owoce i warzywa ale i mięso jem regularnie. Ze słodyczy to najchętniej chyba jem kabanosy. Jak widzisz , mama nie o wszystkim ci dokładnie opowiedziała. No tak o kabanosach nie mówiła- ze śmiechem przyznał Jacek. 

Gdy dojechali w pobliże osiedla, na którym mieszkała Ela Jacek powiedział- a teraz rób za pilota,  bo nie sprawdzałem na planie  jak na tym pokręconym osiedlu trafić pod wskazany adres. Jeden wariat je projektował, drugi ustawiał adresowo i wyszło jak wyszło. Wjeżdżasz na ulicę świętego  kretyna, po jednej jej stronie stoją domy z adresami świętego wariata, a po drugiej świętego  głupka. A budynek którego szukasz jest "niewiadomogdzie". Chory jestem gdy mam tu coś odnaleźć.

Uważaj, skręć teraz w pierwszą uliczkę w prawo, zaraz za blokiem drugi raz w prawo i w drugi wjazd do garażu po prawej stronie, w garażu skręcisz w lewo, miejsce nr 42. Nie mam samochodu, ale mam garaż, za który płacą rodzice i tu trzymają swój samochód.

Trochę Elę zdumiało, gdy  Jacek wyjął z bagażnika dwa koszyki, ale powstrzymała się z pytaniem. Gdy wjechali na szóste piętro i gdy wchodzili w korytarz zamykany drzwiami Jacek zapytał - ty tu trafiasz bez trudu?   Chyba tak- odpowiedziała- i nawet już się do windy przyzwyczaiłam, choć czasami ona strajkuje i wtedy przeklinam  to szóste piętro, ale zawsze się pocieszam, że nie mieszkam na jedenastym. Ci na jedenastym mają gorzej - przez długi czas im zalewało mieszkania gdy padały deszcze lub leżał na nim śnieg, bo ktoś coś zapomniał położyć pod  dach. Stanęli pod drzwiami z numerem 35, Ela otworzyła drzwi , weszła pierwsza i zapaliła w przedpokoju światło.

Przepraszam cię Jacku, ale chyba wpierw zrobimy  mały przeciąg, tylko zablokuję wszystkie drzwi, żeby nam  szyby w drzwiach nie potrzaskały. Masz może coś do lodówki w tych koszykach? Jeśli tak, to  wejdź do kuchni i przełóż wszystko do lodówki. Miejsca jest tam dużo. Muszę wyjść na  loggię i otworzyć szyby. Olek się uparł, żeby ją oszklić, ale to nie był dobry pomysł. Przedtem była na niej rozpięta sieć rybacka (żeby nie wlatywały gołębie) to mu się nie podobało i uparł się na te szyby przesuwne. Chciałam to rozebrać, ale tak naprawdę chciałabym po prostu zmienić to mieszkanie na inne. 

Schowałeś wszystko to co wymaga chłodu? To chodź, pokażę ci mieszkanie- na wprost kuchni jest łazienka - pewnie projektant przewidywał, że nie każde  danie się pani domu uda, więc  prosto  z kuchni można szybko  dolecieć do łazienki. Tak naprawdę to jest dwa i pół pokoju z kuchnią, nie wiem tylko czemu na przydziale jest to zapisane jako trzy pokoje z kuchnią i łazienką. Miałam też pomysł by zrobić remont, ale chyba raczej zapiszę się na nowe mieszkanie, bo ta spółdzielnia ma wkrótce oddać do użytku nowy blok z większymi metrażowo mieszkaniami i podobno będzie można oddać w rozliczeniu im to mieszkanie. Ale muszę wpierw  zobaczyć tamte mieszkania.

Chodź, zrobię kawę i posiedzimy trochę na loggii, chyba, że wolisz pić w pokoju lub w kuchni. Ta kawa to naprawdę nic nadzwyczajnego - trochę cynamonu, mała szczypta goździka mielonego, odrobina  kardamonu , zagotować do zawrzenia, przecedzić i dodać na wierzch nieco kuwertury czekoladowej startej na tarce. Ojej, a skąd takie piękne  maleńkie  serduszka wytrzasnąłeś? cudne! Wczoraj upiekłem, do tej właśnie kawy - spuszczając skromnie oczy odpowiedział Jacek.  No jednak jesteś  bardzo niebezpiecznym  facetem - to weź te ciasteczka, ja wezmę kawę i maliny i pójdziemy leniuchować przy kawie.

Ale ku jej zaskoczeniu Jacek wybrał kuchnię, bo jak tłumaczył tu siedzi blisko  niej i może wpatrywać się w jej oczy. W pewnej chwili  zapytał, czy ma może w domu kawałek folii aluminiowej. Ela wskazała mu szafkę,  z której wyciągnął rulonik folii.

Jacek szybko owinął nią swój telefon komórkowy i wyjaśnił - w ten sposób będę  poza zasięgiem, chcę być tylko z tobą a nie z całym światem. Do kumpla zadzwonię później.

Nie musisz, jeśli idzie o spanie.  Możesz spać w dużym pokoju, o ile dasz radę rozłożyć tę sofę.  Ja nie daję sobie z nią rady, dla mnie jest za ciężka, nie jestem w stanie przesunąć tej części, którą teoretycznie się przesuwa. A jeśli ty też nie dasz rady to będziesz spał w moim pokoju, a ja w pokoju Radka. Kiedyś miałam tu przenocować koleżankę i obie  nie dałyśmy sobie z tą sofą rady i w końcu spała na nie rozłożonej sofie, twierdząc, że  jest dostatecznie szeroka. I  chyba tak jest, bo ja niej  czasem w dzień śpię. 

Jacek wpatrywał się w nią z uwagą, wreszcie spytał - a nie boisz się spać pod jednym dachem z obcym facetem?  Ela roześmiała się - gdybym się bała nie łaziłabym z tym obcym facetem po lesie, nie wsiadłabym też do jego samochodu, tylko  pojechałabym do Warszawy samochodem ojca, często z niego korzystam.  Powiedz mi czego ty ciągle szukasz w moich oczach? Na działce czułam się cały czas obserwowana, twoje spojrzenia mnie cały czas ścigały. Czy to jakieś przyzwyczajenie  zawodowe?

Moim przyzwyczajeniem zawodowym jest raczej czytanie między wierszami a czego szukam w twoich oczach? Akceptacji szukam, bo jestem od ciebie 12 lat starszy, a do tego ciągnie mnie coś do ciebie  niesłychanie. Najchętniej całą dobę spędzałbym w twoim towarzystwie i bardzo chciałbym poznać smak twych ust i poczuć ten dreszcz emocji gdy cię obejmę. I z trudem się przed tym wszystkim powstrzymuję. Rozsądek i analiza możliwości  wciąż jeszcze bierze górę nad instynktem.

No to mam dla ciebie złą wiadomość- coś jest kiepsko z twoim wzrokiem albo z wysnuwaniem wniosków - bo ja cię akceptuję. Przez te pięć lat od rozwodu żaden facet nie chodził ze mną  na spacery, nie pił w moim towarzystwie kawy, nie był u mnie w domu, nie rozmawiał ze mną na inne niż służbowe tematy. Być może, że ja straciłam lub też skutecznie stłumiłam w sobie zdolność okazywania uczuć. Może też straciłam w jakimś stopniu wiarę w miłość. I to, że tu razem siedzimy i o tym wszystkim mówimy graniczy dla mnie z cudem. Nasunęło mi się porównanie - dwoje rozbitków na oceanie uczuć i emocji, próbujących się odnaleźć na wyspie porośniętej dżunglą. Bo  wylądowali z dwóch różnych stron tej wyspy. Ty z bagażem pełnym przeświadczenia, że z pewnych powodów  każdy związek może skończyć się rozwodem, a ja - że miłość to coś co chyba nie istnieje i że mogę być czyjąś pomyłką i porażką życiową. Ale skoro oboje o tym wiemy to można to przecież razem jakoś przepracować, jeżeli dojdziemy do wniosku, że warto.

                                                     c.d.n.

                                                




poniedziałek, 11 stycznia 2021

Fatamorgana- II

Działki miały  ładne położenie, było blisko do lasu  i równie blisko do rzeczki, do najbliższej  regularnej wsi było kilka kilometrów. Ale wyraźnie  były w strefie pozbawionej trwałej łączności  komórkowej a odbiór telewizji był co najmniej utrudniony. Było co prawda jedno miejsce,  nad rzeczką, w którym można było  "złapać" połączenie komórką ze światem i zawsze można tam było znaleźć kogoś ze sąsiadów stęsknionego kontaktów  ze światem zewnętrznym. Najczęściej można było tam spotkać pana Jacka, który przechadzał się ze słuchawką w uchu, rzadko kiedy coś mówił, raczej cały czas słuchał. 

Nad rzeczką najczęściej nikogo nie było, bowiem ten jej brzeg był dość stromy a rzeczki dno pełne było nagłych głębin, przeplatających się z płycizną- dzieci miały surowy zakaz przychodzenia tam bez opieki.

Elżbieta najwięcej czasu spędzała nie opuszczając działki -mama nie  życzyła sobie jej obecności w kuchni, ojciec często wraz z innym dziadkiem nadzorował zabawy dzieci, więc Ela w ciszy i spokoju czytała lub wychodziła drugim wyjściem z  działki wprost do lasu. Na tych spacerach niemal zawsze spotykała  "pana Jacka" i wtedy wędrowali nieco dalej w głąb lasu. Oczywiście za każdym razem sąsiad udawał zaskoczenie faktem, że się  spotykają, ale  za piątym razem Ela uśmiechając się powiedziała- taaak, to dziwne, że ilekroć  sama  wychodzę do lasu zawsze pana spotykam, naprawdę dziwne. Podejrzewam, że mnie pan po prostu stale obserwuje. Po co, dlaczego? 

Fakt- zgodził się pan Jacek- obserwuję, bo jest co obserwować, tak zwyczajnie, po ludzku podoba mi się pani, to raz, a dwa -  samotna, młoda i ładna kobieta w lesie to pokusa. Nie chcę by się pani przydarzyło coś złego, lub by pani zabłądziła . Tu już niejednemu  się to przydarzyło. I zamiast trafić z powrotem na działki trafiał do dalszej sąsiedniej wsi.       

Często wracali z tych spacerów z całkiem sporą ilością podgrzybków, którymi dzielili się po połowie. Po którymś spacerze, gdy dość sporo dyskutowali Ela zaproponowała żeby  przeszli  "na ty", bo tak łatwiej dyskutować. A dyskutowali na wiele tematów - jedynym, dość starannie omijanym tematem było ich życie osobiste. O tym, że Ela jest rozwódką wiedział od jej rodziców, a zwłaszcza od mamy Eli, która na swym byłym zięciu nie zostawiała przysłowiowej suchej nitki. A Jacek tylko powiedział, że on nie wie jak  wygląda życie w stanie małżeńskim, bo z uwagi na specyfikę swej pracy nigdy nie ożenił się ani nie zdecydował na posiadanie  potomstwa. O swojej pracy też nigdy nie opowiadał - raz tylko  napomknął, że nie jest to praca sprzyjająca życiu rodzinnemu i że większość jego kolegów to rozwodnicy. A on jest już tak przyzwyczajony do takiego trybu życia, że nawet nie wie czy umiałby być z kimś stale pod jednym dachem. Teraz  czeka tylko na wcześniejszą emeryturę i ma nadzieję, że się doczeka. Odbiera zaległe urlopy a i tak codziennie  ma kontakt z firmą.

Gdy w sobotę znów spotkała  Jacka w czasie swej wędrówki pobliskim lasem, powiedziała, że musi w niedzielę wrócić na  jeden dzień do miasta, bo ma umówioną na poniedziałek wizytę hydraulika, który ma jej zmienić w mieszkaniu  lokalizację kaloryfera, bo ta co jest teraz przyprawia ją o ból głowy- jakiś  geniusz umieścił go na bocznej ścianie obok okna i to niemal pod sufitem i każda jego regulacja wymaga od niej wchodzenia na drabinę, więc kupiła nowy, płaski i niech go hydraulik zamontuje pod oknem kuchennym. Oczywiście administracja musiała na to wyrazić  zgodę, poza tym trzeba  do tej "imprezy" wypuścić wodę z domowej sieci grzewczej, co oczywiście jest możliwe  głównie teraz, latem.

Jacek ubawił się serdecznie kaloryferem zainstalowanym niemal pod sufitem i gdy już się przestał śmiać powiedział - to ja mam dla ciebie propozycję - podwiozę cię do twego domu a ty mnie u siebie ugościsz swoją słynną kawą, o której słyszałem od  twojej mamy już z milion razy. A kiedy wracasz tu z powrotem? - myślę, że we wtorek rano - odpowiedziała. No fajnie, to dwie noce przenocuję u kolegi,  bo swoje mieszkanie już sprzedałem, zimą też tu mieszkam. Trochę tym faktem namieszałem tutejszym złodziejaszkom. A zimą jest tu bardzo fajnie.  Cisza, spokój, tygodniami można nikogo nie spotkać.Pomagam  leśnictwu dokarmiać  zwierzaki, zaopatruję okresowy paśnik. 

Nie wiedziałam o tym, że zimą też tu jesteś - Ela nie ukrywała swego zdziwienia. No a co tu sam robisz późną jesienią  i zimą? Przecież tu się chyba można powiesić z nudów! Nie sposób 12 godzin dziennie czytać!  

No nie, nie da się czytać dzień w dzień po 12 godzin. Ale muszę przecież prowadzić niemal normalny tryb życia. Ta nasza droga jest co prawda dwudziestej lub trzydziestej kolejności odśnieżania, więc zawsze z tej okazji jej odśnieżenia wyjeżdżam na zakupy.  Czasem wpadają do mnie znajomi, żeby "zażyć życia w głuszy". Minionej zimy paśnik zrobiłem  na wzmocnionym odcinku mojego płotu od strony zagajnika i porobiłem mnóstwo zdjęć. Nie było ostrej  zimy ale i tak płowa zwierzyna przychodziła. W tym roku też tak zrobię. 

Poza tym mam narty "skitourowe" - genialne, bo są niewiele cięższe od nart biegowych, są  okantowane jak zjazdówki i nieco szersze od nart biegowych, wiązania mają takie jak biegówki, ale z możliwością ich zablokowania, jeśli mamy odcinek dłuższego  lub bardziej stromego zjazdu. U nas są  podobne  narty, nazywają się  "śladowe", ale nie mają tej blokady wiązania, właśnie do wędrowania w różnym terenie zimą. Te są lepsze, przywiozłem je sobie z zagranicy, ale i u nas zapewne też będzie je można kupić. Gdy masz skitourówki nie jesteś udupiony w jednym miejscu i możesz na nich wędrować w urozmaiconym terenie. Dopiero dzięki nim pokochałem góry zimą, bo szczerze mówiąc nie bardzo rozumiałem sens pędzlowania wciąż jednego stoku. Wpierw stoisz  godzinę w kolejce do wyciągu a potem kilka minut pędzisz w dół, by znów powtórzyć to samo. A na skitourowych nartach można się spokojnie przemieszczać w dość urozmaiconym terenie. Nie wiem jak dla innych, ale dla mnie to znacznie ciekawsze.No a jak ostatnio patrzyłem to w Tatrach Zachodnich jest już 27 takich tras, a 7 w Beskidzie  Niskim. Ale i tak najlepiej zacząć od wędrówek po zaśnieżonych równinach by wyrobić sobie kondycję. Ojej, ja mam w domu  śladówki - ucieszyła się Elżbieta. Muszę przejrzeć sprzęt. Kiedyś na nich nawet jeździłam. A tej zimy to chciałam pojechać  z Radkiem do Zakopanego, żeby trochę popędzlował w szkółce narciarskiej a ja jako stateczna matrona obserwowałabym go z leżaka. 

To może stateczna  matrona przyjechałaby zimą na działkę z tymi śladówkami? Ja też mam jeszcze  stare  śladówki, to moglibyśmy trochę razem potrenować.  Na taki teren jak tu śladówki wystarczą w zupełności i zwyczajne  buty narciarskie. Co prawda teraz  to nawet buty do skitourówek są wypasione. W ogóle cały ten sprzęt jest bajecznie drogi i najlepiej kupować go za granicą w.....kwietniu, wtedy są naprawdę  spore okazje cenowe. 

A buty do trekkingu tuż przed sezonem zimowym- dodała Elżbieta. No a dzieciakom to nigdy się nie opłaca kupować nowego sprzętu, bo za szybko rosną - uzupełniła. Ja tylko wiem, że Radkowi od zawsze muszę  kupować buty ze dwa razy w roku. Zimowe ciuchy to przeważnie okazywały się już  za małe w lutym a buty to przed wakacjami i po wakacjach.  I dobrze, że nie ma fioła na punkcie  kopania piłki, bo wtedy nie tylko jest kwestia, że z butów smarkul wyrasta, ale przed wszystkim straszliwie je niszczy.Wiem co przeżywają moje koleżanki.

I tak, zgodnie z propozycją Jacka w niedzielne popołudnie wyruszyli jego samochodem do miasta. Ela zabrała od mamy  całkiem sporą listę zakupów martwiąc się, kiedy zdoła je zrobić. Ale  nie doceniła Jacka - przejrzał tę listę i powiedział - zrobię te zakupy oprócz tych aptecznych. Reszta jest dla mnie bezproblemowa.

                                                               c.d.n.


niedziela, 10 stycznia 2021

Fatamorgana

 Elżbieta spieszyła się do domu -  nie chciała by jej syn zbyt długo siedział sam. Teoretycznie dwunastolatek mógł siedzieć w domu sam, ale to wiek, w którym w głowie "młodszego nastolatka" lęgną się przedziwne pomysły.  

Od pięciu lat była samotną matką - po ośmiu latach małżeństwa jej mąż doszedł do wniosku, że ich związek był jedną wielką jego  pomyłką życiową i on ma dosyć - nie może udawać dłużej, że ją kocha, bo tak naprawdę jej nie kocha.   Alimenty oczywiście będzie płacił. A tak poza tym to od pewnego czasu  jest z inną i ona jest z nim w ciąży i w związku z tym on złoży pozew rozwodowy - Radek jest już odchowany a tamto drugie jego dziecko potrzebuje przecież ojca. No a jak  się orientował u prawnika, to bez trudu otrzymają rozwód, bo dobro dziecka jeszcze nie narodzonego ma pierwszeństwo, bo on oczywiście ożeni się z tamtą kobietą, bo ją kocha. 

Elżbieta  długo nie mogła pojąć jakim cudem nie dostała ataku serca słuchając tego wszystkiego. Siedziała jak skamieniała, nie mogąc z siebie słowa wydusić. Wreszcie pokonując jakąś gulę w gardle i dziwny ucisk w żołądku powiedziała - oczywiście, mogę zrozumieć, że mnie już nie kochasz, ale przecież mamy syna, więc o tym rozwodzie to ty mu powiesz - wytłumacz mu to wszystko, bo ja jestem za głupia na to, by mu to wszystko wytłumaczyć. Sama tego nie rozumiem, skąd nagle taka zmiana- trzy dni po upojnej  nocy ty mi mówisz, że byłam i jestem twoją pomyłką - to jak to jest? Cierpisz na chorobliwy, permanentny wzwód czy jak? Bo z tego co wiem, to trudno odbyć stosunek z kimś  kogo  się  nie pożąda a do tego ten ktoś jest życiową pomyłką. 

Olek wyciągnął do niej rękę by ją pogłaskać po głowie, ale ona odsunęła się szybko. No tak, zawsze cię pożądam, ale cię nie kocham. A może trochę i kocham, ale nie tak, żebym chciał z tobą spędzić resztę życia. 

No to po co w takim razie chciałeś byśmy mieli dziecko? Mogliśmy to odłożyć w czasie!

A co do Konrada - ciągnął Olek-on przecież od września idzie do szkoły, ma ukończone siedem lat i bez trudu zrozumie- zresztą ja zaraz po rozwodzie chcę wyjechać do pracy za granicę. Za rok lub dwa mogę go nawet tam do siebie zaprosić. Przecież się go nie będę wypierał. A wyjechać muszę, bo muszę zarobić na mieszkanie  dla siebie. Szykuję się na kontrakt do Maroka. Tam dobrze płacą.

No i mam do ciebie przy okazji  sprawę - w  związku z rozwodem będę musiał zostawić zabezpieczenie alimentów i moi rodzice mi  notarialnie takie zabezpieczenie złożą. Więc będziesz dostawała alimenty nawet gdy mnie  nie będzie w Polsce, więc idzie o to, żebyś wyraziła na to zgodę, bo inaczej nie dostanę tego kontraktu. I od razu uprzedzę twoje  pytanie - nawet jeśli nie wyjadę za granicę to i tak chcę rozwodu.

Ela spojrzała na niego i poczuła chęć walnięcia go czymś ciężkim w tę wykrzywioną uśmiechem twarz, ale zamiast tego powiedziała - myślę, że dla nas obojga będzie lepiej gdy spakujesz swoje rzeczy i się jak najprędzej wyniesiesz. Chyba jednak ta osoba  ma jakieś lokum, nie podejrzewam cię o to że płodziłeś to dziecko na ławce w parku. Na to to jednak jesteś zbyt wygodny. 

Następnego dnia w czasie gdy była w pracy Olek zabrał wszystkie swoje rzeczy ( trzy walizki, dwa kartony)  a klucze  od mieszkania wrzucił do skrzynki na listy, o czym ją poinformował telefonicznie. Tego samego dnia wracając z pracy Ela  kupiła dwa nowe zamki i  następnego dnia mąż jej koleżanki je zainstalował. Radkowi powiedziała tylko, że ojciec wyjechał w długą delegację,  zamki wymieniła,  bo zgubiła swoje klucze i nie wie gdzie, więc ze względów bezpieczeństwa wskazane było wymienienie zamków.

Tak dokładnie nie wiedziała co jej mąż  powiedział o tym rozwodzie dziecku, z tego co mówił Radek wynikało, że jego tatuś dostał świetnie płatną pracę w Maroku i tam będzie minimum 4 lata a możliwe, że i dłużej i że gdy Radek będzie starszy to do niego przyjedzie w odwiedziny na całe wakacje. Nie było ani słowa o jego nowej partnerce i przyrodnim rodzeństwie.

Rozwód przeszedł rzeczywiście szybko niczym burza letnia, Olek brał winę na siebie- tak, Wysoki Sądzie, zdradziłem, nie kocham mojej żony, nie rościł żadnych pretensji do opieki nad dzieckiem, alimenty zabezpieczyli jego rodzice.

O swoim rozwodzie Elżbieta  poinformowała swych rodziców już po  fakcie- nie chciała  by się do tego mieszali, bo  znając ich wiedziała, że każde z nich chciałoby z Olkiem porozmawiać, "przemówić mu do rozsądku". A tak dowiedzieli się już po wszystkim, gdy Olek już wyjechał.

Koleżanki,  którym zwierzyła się, namawiały ją, by rozejrzała się za kimś sensownym, w końcu płeć męska składa się nie z "samych Olków", bywają  wszak i bardzo sensowni i odpowiedzialni faceci. No może mniej przystojni niż Olek, ale może za to porządniejsi i bardziej  rzetelni. Ale Elżbieta unikała zawierania nowych znajomości.

Rodzice Elżbiety mieli poza miastem tak zwany domek letniskowy, w którym spędzali czas od kwietnia do października i zawsze brali tam na wakacje  Radka. Był to teren na którym było kilkanaście takich działek i z reguły  w okresie wakacyjnym niemal w każdym z domów było jakieś dziecko w wieku  Radka.  W tym roku okazało się, że  zmienili się najbliżsi sąsiedzi rodziców, z którymi byli oni zaprzyjaźnieni. Działkę wraz z domem nabył  samotny mężczyzna, z wyglądu 45-50 lat.

Rodzice Elżbiety nie mogli się wprost sąsiada nachwalić - a pan Jacek to, a pan Jacek tamto, a to pomógł, a to coś dobrze doradził. Elżbieta postanowiła w tym roku spędzić przynajmniej dwa tygodnie na działce rodziców razem z synkiem. Drugie dwa tygodnie urlopu planowała spędzić razem z nim w górach na nartach.

Zaraz po zakończeniu roku szkolnego  rodzice Eli zabrali na działkę  Radka, ona tydzień  później przyjechała tam PKS-em, a na przystanku czekał na nią ojciec i samochodem  zawiózł  na działkę. Nie było to już  daleko, raptem  około  pięciu kilometrów. 

Dawno nie była na działce rodziców- była zaskoczona jak ładnie tam. Zza niskiego płotu powitał ją nowy sąsiad - pan Jacek. Radka nie było, poszedł z kolegami i z jednym z ojców  nad rzekę  łowić ryby. Wszyscy doskonale wiedzieli, że na pewno żadnej ryby nie złowią, no ale przecież musiały dzieciaki coś robić. Ponieważ niemal wszyscy  działkowicze się już od wielu lat znali, co dzień kto inny  "dyżurował" przy dzieciakach. Na grzyby chodził z nimi  pan Jacek, czasem i jedna a babć, ojciec Elżbiety uczył ich najprostszego majsterkowania, czyli robienia "czegoś z niczego", jeden z ojców grywał z nimi w siatkówkę, inny z kolei organizował im jakieś zawody sportowe, jednym słowem  "dzieci były wspólne", każdy  miał na nie oko. Mamy i babcie dbały by przypadkiem któreś nie było głodne. Elżbieta się śmiała, że to krasnoludki od Królewny Śnieżki, bo było ich w sumie siedmioro, wszystkie  w wieku 10-12 lat. Nie było podziału na zajęcia dziewczyńskie i  chłopięce,  trzy dziewczynki  równie dobrze strzelały z procy, umiały założyć robaka na haczyk jak i zrobić coś pożytecznego z przechodzonych skrzynek po owocach.

                                                 ciąg dalszy nastąpi       


P.S.

I jak zawsze - jeśli czytamy to zostawiamy znaczek    :(  lub  :)



 

niedziela, 3 stycznia 2021

Zimowa eskapada - epilog

 Wszystko się kończy, a urlopy to chyba zawsze zbyt szybko. Warszawa powitała ich mokrym śniegiem i brudną paciają na ulicach czyli normalnymi warszawskimi warunkami  zimowymi. Dni były krótkie, niebo wiecznie  szare,  słońce wyprowadziło się chyba na inną półkulę i wcale nie zaglądało w ten rejon globu. 

Michał znów rzucił się intensywnie w nurt pracy, Ryszard  z kolei walczył o inny kształt swojej firmy, co najbardziej przypominało problem z gatunku "jak zjeść ciastko a jednocześnie mieć je  nadal". 

Mama Michała  zapadła z kolei na wirusowe zapalenie płuc, a po zupełnie nietrafionym i długim leczeniu antybiotykami wylądowała w szpitalu z grzybicą płuc. Mirka na razie odłożyła składanie wymówienia i spokojnie pracowała w swym biurze. Przed sobą miała już tylko jeden egzamin do absolutorium i w perspektywie obronę pracy dyplomowej. Było bardzo możliwe , że oboje z Michałem będą mieli w bardzo zbliżonych terminach obronę  swych prac.

 Rysia nadal gotowała Ryszardowi obiadki i....zaczęła uczęszczać na aerobik. Odwiedziła też osiedlową biblioteką i się do niej zapisała. Zniknęły gdzieś stosy  czasopism z serii "wielki świat, kuchenny blat"  a garderoba Rysi przechodziła systematycznie "reformę", zwłaszcza, że Rysia przypomniała  sobie, że posiada .....maszynę do szycia.

Michał składał kiedyś aplikację  na stypendium  w jednym z krajów "zachodnich". Odpowiedzi nie dostał, a że było to naprawdę dawno to zupełnie o tym nie pamiętał. Gdy pewnego już wiosennego dnia dostał  list z pytaniem czy jeszcze jest zainteresowany owym stypendium zupełnie  nie mógł się połapać co jest grane. Dwa razy przeczytał pismo, bo miał przez moment wrażenie, że ktoś może go pomylił z bratem stryjecznym ale to stypendium nie dotyczyło sztuki tanecznej, lecz dyscypliny będącej przedmiotem jego studiów, a więc jednak było do niego. 

Wieczorem pokazał pismo Mirce, która powiedziała, że powinien odpowiedzieć, że nadal jest zainteresowany, ale obronę będzie miał 1 czerwca a poza tym zmienił mu się stan cywilny więc nie za bardzo mu pasuje  samotny wyjazd na 2 lata. No i "zobaczy się" co odpiszą. A tak przy okazji, niech tłumaczy swą pracę na angielski, ona mu ją wystuka  w tym języku na maszynie bez najmniejszego problemu. 

Ale Michał miał 1000 wątpliwości - nie wierzył, że  będzie mógł zabrać ze sobą Mirkę a dwa- że utrzymają się z jego stypendium, trzy - że wystarczy mu tylko ten angielski. 

Ale Mirka przerwała dyskusję- wpierw trzeba otrzymać odpowiedź od nich. Przecież pisząc kiedyś do nich podawał, że posługuje  się tylko językiem angielskim a nie dodatkowo francuskim lub niemieckim. A co do utrzymania się tam - mąż  jej znajomej też w tym kraju  spędził 2 lata, a na dodatek z żoną i synem w wieku szkolnym i dał radę finansowo, więc może i oni dadzą radę. 

Poza tym można sprzedać mieszkanie w Krakowie, zamienić złote płytki na walutę a mieszkanie warszawskie wynająć na czas nieobecności. No i przecież będą mieli też zabezpieczenie finansowe z tego wycofanego wkładu od developera. A w ogóle nie ma się co martwić na zapas. Tyle tylko, że zapewne nie wyjadą od razu razem, ale to raczej niewielki problem, kwestia góra dwóch lub trzech miesięcy. Będzie miał tam na starcie tyle  spraw,  że nawet nie  zauważy kiedy ten czas minie. I niech jak najprędzej udzieli im odpowiedzi, bo  będzie trzeba sporo spraw tu pozałatwiać. 

A przede wszystkim trzeba będzie  to w pierwszej kolejności powiedzieć Ryszardowi, który ciągle liczy na nią jako na wspólnika. No tak - ja  wyjadę a Ryszard będzie cię podrywał- niby zażartował Michał. Ale Mirce nie było wcale do śmiechu i zareagowała dość ostro. W niemiły sposób uświadomiła mu, że gdyby miała na Ryszarda ochotę to byłaby z nim zaraz po zdanym u niego egzaminie, bo potem on już nie miał wykładów.  No i co z tego, że ją zaprosił do jednej z najdroższych warszawskich restauracji (już po egzaminie) i przysłał do pracy tuzin róż w dniu jej imienin i mówił tyle komplementów (takich na poziomie), że niejedna by zmiękła, ale on się jej nie podoba jako mężczyzna, choć ceni go jako człowieka, bo ma facet dużą wiedzę, był dobrym wykładowcą i nie ma braków w obyciu. I jego zachwyty nad jej osobą zupełnie nie robią na niej najmniejszego wrażenia. Traktuje je jak element krajobrazu. A takie żarty w wykonaniu Michała to ją po prostu obrażają. No i musiał się Michał wielce kajać i przepraszać Mirkę tego wieczoru.

Ryszard się nieco zmartwił, że być może spółka z Mirką nie dojdzie do skutku. Przy okazji omówili jeszcze kilka tematów związanych z jej pracą dyplomową, bo Ryszard powiedział, że jego  zdaniem mogą na obronie paść i  takie  pytania. 

Mirka jako pierwsza broniła swą pracę.Przygotowała się na multum podchwytliwych pytań a pytanie padło jedno i nie mogła się oprzeć wrażeniu, że brzmiało niemal tak, jak sformułował je ponad dwa miesiące wcześniej Ryszard. Ale gdy pomyślała nad tym trzeźwo to sformułowania wygłaszane przez prawników z reguły brzmią podobnie.

Z miesiąc przed obroną pracy Michała przyszła odpowiedź  w sprawie jego stypendium, że zmieniają rodzaj stypendium i będzie to stypendium podyplomowe,  tak samo dwuletnie, ale z uwagi na specyfikę przedmiotu będzie również praktyka. I że nie ma problemu z tym, że jest żonaty. Wystawią odpowiednie dokumenty, tyle tylko, że nie będzie  mogła w tym czasie pracować zarobkowo. No i zamiast mieszkania w akademiku będą musieli sami sobie  znaleźć mieszkanie, ale to nie powinno stanowić  dla nich żadnego problemu. Mieszkanie w akademiku też nie  było darmowe. Ponadto poproszono by zaraz po obronie skontaktował się z nimi i przyjechał na kilka dni i koniecznie przywiózł 1 egzemplarz swej pracy w języku angielskim.

Ryszard był niepocieszony z  uwagi na wyjazd Mirki. Spędzili z Mirką dwa wieczory na omawianiu i zapisywaniu wszystkiego co powinien zmienić i jak ustawić wszystko na nowo. Przy okazji poleciła mu koleżankę ze studiów, która przez jakiś czas pracowała w kancelarii prawniczej w charakterze sekretarki, więc nieźle się orientowała we wszystkim. Właśnie  kończył się jej urlop wychowawczy.

Michał bez problemu obronił swą pracę dyplomową i dopiero teraz powiedział rodzicom o tym stypendium podyplomowym i o tym, że wyjadą oboje. Jego rodzice bardzo cieszyli się z tego, że pojedzie z nim Mirka. Ojciec mając upoważnienie notarialne zajął się sprzedażą krakowskiego mieszkania i przepuszczenia rodzimej gotówki przez kantor, oraz wpłatą jej na konto Michała i Mirki. Kwota 25 tysięcy dolarów już dawno była przez Mirkę rozdzielona na dwa konta - jej i męża. "Skarby" po babci Mirka częściowo zamieniła na gotówkę, a częściowo zostawiła w skrytce bankowej, oczywiście niestety płatnej. Swoje mieszkanie na razie wynajęła a opiekowali się nim i załatwiali wszystkie  bieżące sprawy jej teściowie.

Po stypendium Michał dostał bardzo dobrą pracę i nie widział  już dla siebie  pracy w Polsce. Mirka w czasie gdy miał to stypendium uzupełniała swe studia w dziedzinie prawa europejskiego. 

"Rzutem na taśmę" Mirka zdecydowała się na urodzenie dziecka - dziecię płci żeńskiej było wielką miłością obojga i obiektem ciągłej tęsknoty rodziców Michała. I tylko przez tę "kruszynkę" nie wyemigrowali  za "Wielką Wodę", bo dziadkowie korzystając z faktu, że   mogli osiedlić się w dowolnym kraju UE po przejściu na emeryturę osiedlili się tam, gdzie mieszkała ukochana wnuczka. 

Ryszard też ich dość często odwiedzał. Ożenił się w końcu z Rysią, która od czasu egipskiej zimowej eskapady przeszła sporą przemianę, za co Ryszard cały czas wielbił jeszcze bardziej Mirkę. I kilka razy w roku razem odwiedzali Mirkę i Michała.

Rodzice  Mirki z wielkim trudem sprzedali w końcu "działeczkę", ale nigdy nie wybrali się do swej córki, choć byli wszak zapraszani.

                                                        KONIEC





sobota, 2 stycznia 2021

Zimowa eskapada- XI

 Wreszcie nadszedł, niemal po roku, wieczór wyjazdu do Egiptu. Podobna  była pora, a zwłaszcza ulubiona godzina odlotów czarterowych. Cała reszta była jednak różna, ale Mira i Michał chyba o tym samym myśleli od chwili wejścia do hali odlotowej, bo w pewnej chwili Michał pociągnął Mirę w stronę informacji i tam  ją na oczach nieco zdumionych przyjaciół namiętnie pocałował. 

Na pytające spojrzenie swego ojca powiedział - aaa, tak jakoś zebrało mi się na wspominki, a wszelakie  dworce i lotniska świetnie się do takich scen nadają. Ale ojciec zupełnie nie skojarzył, bo przecież nie wiedział, że oni właśnie tu się poznali. 

"Ryszardy"- jak mówili między sobą Mira i Michał, wyglądali bardzo sportowo. Rysia, gdy rozejrzała się po strojach grupki lecącej do  Egiptu odkryła, że nie było ani jednej kobiety  ubranej w buty na szpilkach i tylko 4 panie (skrupulatnie policzyła) były w spódnicach, z tym że jedna z nich to była wielce leciwa pani. I od razu podzieliła się tym spostrzeżeniem z Mirką i jej teściową. A przecież- powiedziała- szpilki wysmuklają sylwetkę.  

Ale nie niwelują wcale ani 10 dekagramów nadwagi - wypaliła Mirka.  Od wskoczenia w szpilki z pewnością nie ubędzie ani kilogramów na wadze  ani nie zmniejszy się obwód bioder czy talii. Co najwyżej lepiej wyglądają nogi, chociaż czasami widz się tylko zastanawia jak taki cieniutki obcas wytrzymuje taki nacisk. Rysia automatycznie uległa zapowietrzeniu się i już nic nie mówiła.

Tym razem podróż zaczynali od Kairu. Hotel, który mieli zarezerwowany był zaledwie  o 10 minut drogi pieszo od  Muzeum Egipskiego. W cenie były śniadania i kolacje. Co prawda nie był pięciogwiazdkowy a zdobiły go tylko trzy  gwiazdki, nie mniej  lśnił czystością, miał całkiem ładne łazienki, podwójne łóżko z powodzeniem pomieściłoby cztery osoby, a większość pokoi miała  balkony. W cenie były śniadania i kolacje, wszystko w formie szwedzkiego stołu. Dzień przylotu wszyscy przeznaczyli na odpoczynek. Jednak spanie w samolocie nie jest pełnym wypoczynkiem.

Ponieważ była ich szóstka  często korzystali z taksówek wieloosobowych, które były znacznie tańsze od zwykłych . 

Do Muzeum Kairskiego poszli "nowicjusze",  a Michał i Mirka przeznaczyli ten dzień na odkrywanie najbliższego otoczenia hotelu. Nie da się ukryć, że w najbliższym otoczeniu co krok niemal był jakiś hotel - jeśli się człowiek zagapił to mógł z powodzeniem wejść  do innego niż ten,  z którego wyszedł rano. No i do Gizy nie było stąd daleko- zaledwie godzina drogi autobusem.  

Ale do Gizy to ani Michał ani Mirka nie  mieli ochoty jechać. Wysłali tam nowicjuszy- no bo jak? być w Egipcie i nie być w Gizie to tak jakby być w Rzymie i nie  zobaczyć  żywego papieża. 

Wpierw sami powędrowali na targowisko Khan Khalili,  do którego dojście  zajmowało raptem 15 minut . Targowisko było w tym miejscu już 700 lat i na jego terenie była stara, kultowa kawiarnia El Fishawy, która istniała już 250 lat. Podawano w niej kawę parzoną "po turecku" z kardamonem i słodką, miętową herbatę. Prawdę mówiąc to żadne z nich nie odważyło się tu wypić cokolwiek.

 Naczelną zasadą było chodzenie po ulicach Kairu, a tym bardziej po targowisku, bez żadnych torebek czy też plecaków, bo niestety na porządku dziennym były kradzieże.  Torebki na pasku,  tzw. "nerki" i Mirka i Michał nosili pod zapiętą kurtką. Targowisko było olbrzymie i na pewno łatwiej było powiedzieć czego tu nie ma niż co tu można kupić.

Ale oni oboje wcale nie mieli zamiaru kupować jakichś pamiątek. I choć droga  na bazar nie była daleka, to koszmarny ruch samochodowy i hałas, tłumy ludzi idących we wszystkich kierunkach były męczące. Tłumy były tam cały dzień, od wczesnego rana do północy. Wszystkie sklepy funkcjonowały przeważnie do 23,00, lub do 24,00 godziny.

Mieli wrażenie, że mieszkańcy tego miasta nigdy nie śpią. Mirka stwierdziła, że widocznie  sypiają na zmiany. 

Wszyscy razem zwiedzili fortecę Salah Al-Din A-Ayoubi zbudowaną przez Saladyna w XII wieku, Koptyjski Kościół  Prawosławny z drewnianym dachem w kształcie Arki Noego.  Byli też w naprawdę pięknym Al Azhar Park z pięknie utrzymanymi ogrodami, fontannami, wieloma punktami  gastronomicznymi, ładną kawiarnią i teatrem.

Zwiedzili też Muzeum Koptyjskie (które powstało w 1908 roku) ze zbiorami zabytkowych dzieł sztuki,  Abdin Palace Museum,  oraz byli na wyspie nilowej Gezira Island, nazywanej  przez miejscowych Zamalek. To najdroższa i najpiękniejsza  dzielnica Kairu, którą zamieszkuje około 420 tysięcy osób. Znajdują się tu liczne  muzea,  piękne pałace oraz Opera Kairska. Na wyspę można się dostać trzema  mostami.

Z ulgą opuścili Kair, bo miasto- moloch było jednak męczące. Jeszcze  żadne z nich nie było w  aż tak ludnym  mieście tyle dni. Ubiegłoroczny pobyt Mirki i Michała w Kairze był jednak bardzo krótki. 

Teraz tanimi liniami polecieli do Luksoru. Lot trwał zaledwie godzinę i 10 minut,  a gdyby chcieli ten dystans pokonać pociągiem musieliby jechać minimum 10 godzin. Spotkali nawet takich, którzy chcieli się wybrać do Luksoru pociągiem , ale gdy okazało się jak ów pociąg wygląda - czym prędzej zrezygnowali.

Hotel w Luksorze był pięknie położony, bliziutko Nilu a z tyłu był ogród i basen. Pokój Mirki i Michała wychodził na ogród, w pokoju był ekspres do kawy i olbrzymie podwójne łóżko, była ładna łazienka, a hotel miał własną restaurację i bar. Lokalizacja pod względem zwiedzania była dobra, do Świątyń Karnaku było zaledwie 2,8 km, do Doliny Królów 7,2 km. Pogoda była dobra , miłe ciepło a nie wściekły upał. 

Na tablicy ogłoszeń rodzice Michała wyczytali ogłoszenie, że istnieje szansa na komfortowe zwiedzenie Doliny Królów, grobowca Tutenchamona, świątyni Hatszepsut i świątyni Amenhotepa III na terenie kolosów Memnona III, a wszystko to w towarzystwie egiptologa. Na koniec  był lunch w miejscowej restauracji. Pod hotel przyjeżdżał klimatyzowany busik, po wycieczce odstawiał gości do ich hotelu. Jedyny  drobny  mankament- egiptolog mówił po angielsku. Postanowili wykupić tę wycieczkę, tym bardziej, że w każdej chwili można było zrezygnować. Rysia była przerażona bo nie znała wcale angielskiego, ale mama  Michała powiedziała, że to nie szkodzi, ona też właściwie  nie zna, ale co zobaczą to ich. A po powrocie do Warszawy uzupełnią swe wiadomości.

W dwa dni później wszyscy pojechali eleganckim mikrobusikiem do Doliny Królów. I choć Mirka i Michał byli tam  rok wcześniej nie  żałowali, że pojechali tam teraz. Dopiero ten przewodnik zwrócił ich uwagę na fakt, że każdy z tych posągów Amenhotepa III wykuty z kwarcytu w1370 roku p.n.e miał wysokość 15, 60 m,  podstawa dodawała mu  2 metry wysokości więcej, a każdy ważył około 800 ton. Z przodu tronu, po bokach są wykute dwa posągi kobiece- jego żony Teji oraz matki Mutemuji. Boczne  ściany tronu  zdobią reliefy przedstawiające  bóstwa Nilu. Co prawda dziwnie wyglądają te olbrzymie samotne posągi siedzącego na tronie faraona, ale tylko tyle pozostało ze świątyni grobowej Amenhotepa III, która uległa dwa razy siłom natury- raz trzęsieniu ziemi a po jakimś  czasie wylewowi Nilu.

Wprawdzie wszyscy widzieli w Muzeum Egipskim wszystko to co  najcenniejszego wydobyto z grobowca Tutanchamona, wszyscy zwiedzili jego grobowiec. Widać wchodzenie do  grobowców ma jakąś magiczną siłę przyciągania, jak stwierdził Ryszard, ale nie da się ukryć, że malowidła naścienne robią nieprzemijające wrażenie.

                                                      c.d.n.


Zimowa eskapada- X

Czas mijał niepostrzeżenie. Pewnego  październikowego dnia Mirka  odebrała telefon od......brata stryjecznego swego męża. Były Michał wyraził swą radość z faktu, że Mirka weszła do rodziny Sz. Poza tym jest przekonany, że ona i jego brat stryjeczny bardzo do siebie pasują i że życzy im obojgu wszystkiego co najlepsze.

Przez wrodzoną  uprzejmość Mirka  zapytała się, jak się jemu powodzi - okazało się, że on mieszka w Niemczech, a przyjechał do Polski po swoje dokumenty, bo ma zamiar ożenić się z pewną Niemką. Nie żeby to była jakaś wielka miłość, ale dziewczyna dobrze tańczy, jest zabawna i niezła pod wieloma innymi względami no i ma mieszkanie i cierpliwość by uczyć go niemieckiego. 

Mirka potraktowała go dość chłodno, a na pytanie czy mogli by się spotkać powiedziała że oczywiście tak, ale w tej sprawie to niech telefonuje do swego brata, bo ona podporządkowuje swój grafik jego grafikowi, więc jest prościej gdy się z nim umówi, jeśli aż tak go ciekawi co u nich słychać. Oczywiście natychmiast po skończeniu rozmowy zadzwoniła do męża i poinformowała go o tym telefonie. Michał się uśmiał i powiedział, że on osobiście nie widzi nic  ciekawego w tym spotkaniu i na pewno odmówi, co Mirka pochwaliła. No ale Michał nr 1 zrozumiał dobrze taktykę Mirki  (wszak nie był głupi) i więcej nie  telefonował ani do niej ani do swego brata.  

Mirka z coraz większą radością spoglądała w kalendarz, bowiem urlop w Egipcie zbliżał się coraz większymi krokami. Omawiała zestaw  garderoby z teściową i wielce ich ten temat pochłaniał.

Ryszard coraz częściej omawiał swoje sprawy zawodowe z Mirką, chciał całkiem zmienić funkcjonowanie swej firmy, bo jak stwierdził do dawania pieniędzy w ten biznes to chętnych nie brakowało, ale każdy chciał być tylko udziałowcem od strony finansowej a ludzi do pracy konkretnej to jakoś nie było. I nawet pozbieranie ich razem by coś omówić to też  było trudne. Mirka stwierdziła, że ona powiedziała na ten temat już wszystko a teraz  dalsze działanie i tak musi podjąć Ryszard. To on musi teraz pomyśleć jak to wszystko zakończyć a potem od razu zacząć od nowa na innych nieco zasadach.   I może byłoby lepiej gdyby było to na mniej "kumplowskich" zasadach, bo jak się okazuje to kumple bywają bardziej przydatni daleko od pracy. 

Któregoś dnia , gdy rozmawiali w trójkę, Ryszard powiedział całkiem szczerze - Michał, ja ci po prostu Mirki zazdroszczę- to bardzo mądra kobieta. A mądra żona to skarb, tyle tylko, że wymaga wtedy od mężczyzny ciągłego myślenia. I pomyśleć, że mógłbym być jej mężem, gdybym się nie poczuł wtedy tak bardzo dotknięty jej odmową spotykania się, choć uzasadnienie nie było dla mnie w najmniejszym stopniu uwłaczające. A tak to mi została rola  niemal ojca, ale ojca  zachwyconego córką. 

No niee, litości - zaprotestowała Mirka. Ja już mam  dwóch ojców, trzeci mi niepotrzebny. Bądź po prostu naszym przyjacielem. Przyjaźń jest nie przemijającym stanem, a miłość to uczucie, które nie pielęgnowane dostatecznie może obrócić się nawet w nienawiść. Poza tym przyjaźń wiele więcej wybacza, nie jest tak zaborczym uczuciem jak  miłość. A możesz  nam powiedzieć, kto w końcu będzie u twego boku na tym wyjeździe? Pani Rysia, czy jakaś nowa zdobycz?

Ryszard roześmiał się- przeceniasz mnie, już żaden ze mnie zdobywca. Dobrze wiem, że młode i ładne lecą głównie na moją kasę, a nie na mnie. 

Bo może, sam sobie z tego nie zdając sprawy, właśnie tym im usiłujesz zaimponować. Nie  zapraszaj od razu do super drogiej knajpy, nie kupuj tuzina róż bez powodu, nie ozdabiaj ich uszu złotymi kolczykami. Zapomnij na trochę o swojej kasie, bądź taki jakim byłeś na studiach. Wtedy dostrzegą w tobie nie kluczyk do kasy a faceta. I od razu będziesz wiedział czy im zależy na  tobie czy na twojej mamonie. A pani Rysi to na czym zależy? rozgryzłeś?

Pani Rysia z trudem ukrywa fakt, że po prostu chce wyjść za mąż, ale nie za byle kogo, bo już raz za byle kogo wyszła. I nie wie nic poza tym, że jestem prawnikiem. Dobra z niej kobieta, mieszka obok, świetnie gotuje, troskliwa i stosunkowo dobra "w te klocki", ale żadnych nowości. I tak jak powiedziałaś - nie za bardzo mam z nią gdzie bywać i o czym porozmawiać. Z tym bywaniem to pół biedy, ale jak sama wiesz lubię sobie z kobietą podyskutować niekoniecznie o tym co ma być na obiad a o wielu innych  sprawach. Nie wymagam by była akurat dobra w tematyce prawnej, ale po obejrzeniu jakiegoś filmu wolałbym nie słyszeć zachwytu nad urodą obsady ale nad tym jakie było jego przesłanie i jak się to ma do prawdziwego życia. I wolałbym częściej bywać w teatrze niż w kinie. Ale dla niej teatr to okazja do wystrojenia się a nie uczty duchowej. Zresztą jak mam jej powiedzieć, że powinna się inaczej ubrać?

Prosto- zainwestuj w jakiś ciuch, kup, przynieś i gdy zmierzy i będzie dobry rozmiarowo to się zachwyć niezmiernie. Na ogół to skutkuje. Rozmiar podejrzysz na jej obecnych ciuszkach. Rozmiar jest zawsze  podany na metce- w sukienkach i bluzkach metki są  z tyłu na szyi, w spodniach i spódnicach w talii.Możesz też coś wypatrzeć na mieście na manekinie i potem z nią w to miejsce przyjść mówiąc, że sobie wyobrażasz ją w tej sukience. Niech zmierzy i jak będzie  wyglądała dobrze to zainwestuj. My lubimy zachwyty naszych partnerów, pilnie się w nie wsłuchujemy. 

A poza tym możesz z nią do nas wpaść w najbliższą sobotę, to pogadamy na temat pobytu w Egipcie , obejrzy trochę zdjęć, ja jej podpowiem w czym jest tam najwygodniej się poruszać. I przepędź ją na piechotę, więc może odkryje, że niższe szpilki są nieco praktyczniejsze do  chodzenia, albo odkryje takie  cudo jak adidasy.

Ten projekt najbardziej przypadł do gustu obu panom, już widzieli w wyobraźni jak oni urzędują  sami przy stole i roztrząsają losy świata a one  sterczą w sypialni i oglądają  ciuszki. Nie podejrzewali, że będą musieli wziąć udział w akcji : "uczymy panią Rysię jak się ma wyszykować do wyjazdu".

Z jakiegoś bliżej nie znanego powodu pani Rysia była przerażona  faktem, że jej garderoba musi się zmieścić w jednej walizce i nie może ważyć więcej niż 20 kg razem z walizką. Pierwszy szok przeżyła jeszcze oglądając zdjęcia- na wszystkich co do jednego Mirka była w spodniach, w sumie miała 4 pary spodni - 2 razy dżinsy, 2 razy cienkie spodnie. Na wszystkich zdjęciach była w adidasach. Miała ze  sobą 2 pary szpilek, ale one były tylko do tańca, nie do chodzenia na ulicy.Adidasy jedne były solidniejsze, drugie lżejsze. Miała też 2 sukienki, ale też tylko do tańca. Na co dzień funkcjonował zestaw spodnie plus różne bluzki: 3 z krótkim rękawem, jeden cienki golf plus 3 trykotki z  długim rękawem. Jeden sweter ciepły, wełniany, 1 cienka czapka, kurtka cienka wiatrochronna z kapturem, 1 ciepła kurtka, jesienno-zimowa na podróż.Dwa kostiumy kąpielowe, czepek, klapki basenówki. Sporo skarpetek, miękkich, bawełnianych. Dla urody - kremy z filtrem +50, kremy nawilżające, żel aloesowy.W trakcie wizyty okazało się, że Ryszard też raczej nie ma  na stanie garderoby sportowo-wycieczkowej, bowiem od lat były to dziwne urlopy, wielkomiejskie, nawet jeśli spędzane poza ojczyzną. Owszem,  miał letnie garnitury, ale nie zestawy sportowe. Ryszard był typem garniturowo- krawatowym, zero luzu. W życiu nie miał na nogach adidasów, ani na tyłku dżinsów.Wobec takiej sytuacji postanowiono, że w następną sobotę odwiedzą kilka sklepów w galeriach handlowych.

Obkupienie obojga w odzież, której raczej nigdy nie nosili było tyleż zabawne co meczące.  Mirka napracowała się znacznie  bardziej, bo Rysia w niczym się sobie nie podobała. Ryszard wpierw się wypytywał Michała jak "w tym czymś" wygląda, potem to samo pytanie zadawał Mirce, na końcu zaś Rysi, która za każdym razem zapewniała go, że świetnie.  Mirka jej wytłumaczyła, że jeśli jej choć trochę zależy by nadal być z Ryszardem to niech robi i mówi to co jej Mirka każe. Argumentem, by przekonać Rysię do dżinsów, adidasów i innych akcesoriów było powiedzenie, że  to ubranie ją odmładza. Tak naprawdę może nie tyle ją odmładzało, co uwalniało od stylu przechodzonego wampa. Ukoronowaniem starań było doprowadzenie  Rysi do fryzjera, by skasować tę stapirowaną  beżową bezę, którą miała na głowie. Fryzjerka  udowodniła jej, że dobre strzyżenie uwolni ją od tapirowania i lakierowania włosów. Przy okazji Mirka  skróciła też swoje włosy- miała teraz taką długość, że mogła je albo podpiąć albo nosić rozpuszczone. Po pięciu godzinach ciężkich robót oboje byli obkupieni. Zakupy nieco zdziwiły Ryszarda, który liczył się, z tym, że wyda krocie a okazało się, że wydał niewiele  więcej niż połowę tego, co wydałby  na markowy garnitur( bo nosił tylko markowe  garnitury). A najważniejsze, że Rysia po raz pierwszy wyszła na miasto w spodniach i adidasach. Mirka ją tylko uprzedziła, że po pierwszym dniu chodzenia nie na szpilkach a na płaskiej podeszwie może odczuwać ból mięśni piszczelowych, bo inne partie mięśni nóg pracują gdy się chodzi  na obcasach, a inne gdy na płaskiej podeszwie. Poboli jeden dzień, zawsze może sobie rozmasować, to szybciej ból ustąpi.

Byli zmęczeni i głodni i Ryszard zaprosił ich do restauracji na obiad. Ojej- zawołala cichutko Rysia- ale ja  jestem nieubrana.  Ależ jesteś ubrana i to dobrze ubrana - zapewnił ją Ryszard. Wolę cię w tych dżinsach niż w tej przyciasnej i przykrótkiej sukience. Rysię aż zapowietrzyło na dobre pół godziny, po czym odpowiedziała- no skoro uważasz, że tak lepiej, to mi miło. Po obiedzie pożegnali się serdecznie i pary rozeszły się do swoich domów.

Jeszcze jedne takie zakupy a popełnię  harakiri- powiedział Michał. Gdzie oni się uchowali? Mirka tylko wzruszyła ramionami - mnie to nie dziwi, bo większość facetów w jego wieku to garniturowcy,  ich stałym ubraniem jest garnitur, tyle tylko, że Ryszard ma zawsze bardzo dobre jakościowo  i bardzo dobrze uszyte  garnitury, bo większość ma szytych na miarę. A gdy się coś szyje na miarę to się to szyje z bardzo dobrej jakości materiału. Strasznie droga jest po prostu robocizna. I dobrze, że załatwiliśmy wszystko na tych niższych kondygnacjach, bo on jest trochę snob , a na górze jest Marc O'Polo i tam to by wydał kupę kasy. A jak ci się podobała "nieubrana" Rysia ? Michał się roześmiał- nawet Ryszard  dostrzegł różnicę. A ty jesteś kochana, że masz teraz włosy takie, którymi lubię się bawić. 

                                                               c.d.n.