piątek, 22 stycznia 2021

Zawiłości miłości

 Inga leżała na  śniegu, nieco oszołomiona. Ale dałaś czadu - ze złością w głosie powiedział stojący nad nią chłopak. Zaczekaj, zdejmę swoje narty  a potem odepnę twoje i pomogę ci wstać. Odpiął narty, spokojnie złożył je razem, spiął klamrami i odstawił pod drzewo.

Pochylił się nad Ingą i przyjrzał się jej uważnie - śledź mój palec- bo może walnęłaś przy okazji głową w drzewo, to wtedy lepiej będzie wezwać pogotowie. Ponieważ nic nie zakłócało Indze śledzenia  palca Krystiana, ten uznał, że pewnie nic się złego nie stało - ot przewaliła się i wystraszyła. Zaczął odpinać jej narty i wtedy się nieco przestraszył, jedna noga  była jakoś mocno wykręcona w kolanie. Delikatnie uwolnił ją z wiązania, podłożył dłoń pod kolano, drugą objął w stawie skokowym i ostrożnie starał się wyprostować. W pewnej chwili Inga krzyknęła  z bólu. Rozpieprzyłaś sobie chyba coś w kolanie - skonstatował. Odpiął drugą nartę, staranie obie złożył i powiedział- podniosę cię a ty masz stanąć na lewej nodze, bo z nią nic się  nie dzieje. Mówiłem ci, byś zjeżdżała bardziej w lewo, to ty nie, pojechałaś prosto i zawadziłaś o ten mały krzaczek. Gapa z ciebie, wiesz. 

Wiem, wrzasnęła  Inga, ja wcale nie chciałam tu między drzewami zjeżdżać, to ty mnie do tego zmusiłeś. Bałam się tego drzewa, że zawadzę o nie ramieniem.  Mówiłam ci, że jestem drugi raz  w życiu na nartach i że zejdę na piechotę, to na mnie nawrzeszczałeś. 

Bo schodzeniem na piechotę nie nauczysz się nigdy zjeżdżać - Krystian był nieprzejednany. Wczoraj  ci nieźle szło zjeżdżanie na Wierszykach, nawet się nie wywaliłaś, więc myślałem, że już pojęłaś w czym rzecz. 

Ale tam nie było żadnych drzew i miałam przeciwstok. No pomóż mi wreszcie wstać!  Krystian zablokował jej lewą  nogę i za rękę pociągnął ją w górę. Dasz radę stanąć delikatnie na tej prawej nodze?   Inga ostrożnie postawiła prawą nogę obok lewej, ale  natychmiast krzyknęła i z oczu popłynęły łzy. Nie mogę,  strasznie mnie boli. 

No to klops - stwierdził Krystian- muszę zadzwonić do  szpitala po karetkę. Usiądziesz na swoich nartach, żebyś tyłkiem nie siedziała na śniegu, moje  ci podłożę pod prawą nogę. I zrobię ci dołek żebyś się w nim zablokowała  lewą piętą. Tu zaraz są domy i jeden pensjonat, to postaram się od nich zatelefonować na pogotowie i tam muszę zaczekać na nich. I nie płacz, na pewno szybko przyjadą  z tego szpitala na Kamieńcu. 

Przecież nie płaczę. Najchętniej  rąbnęłam bym sama siebie w głowę, że się ciebie czasem słucham, jakoś  nie wychodzi mi to na dobre.

Dobra, pogadamy o tym w domu. Idę  szukać telefonu. W 15 minut później Inga zobaczyła Krystiana z sankami, obok niego szedł jakiś  chłopak. Podwieziemy cię na sankach do najbliższego pensjonatu, pogotowie będzie w ciągu pół godziny. Daj mi swój szalik, zabezpieczymy nim  nogę, żeby z sanek nie zleciała. Narty poniesie nam ten kolega. Dobrze, że się wygrzmociłaś już na dole no bo nie wiem jakbyśmy cię z górki  ściągali na tych sankach. 

Do pensjonatu nie było daleko. Inga siedziała na sankach i nie chciała wejść do holu, bo każde poruszenie prawej nogi sprawiało jej ból. Po kwadransie czekania usłyszeli  sygnał karetki. O, może to ta nasza- odezwał się Krystian. No a po co na sygnale mieliby jechać, przecież nie umieram jeszcze- zdziwiła się Inga . Bo tam jest jedno niebezpieczne skrzyżowanie i wszystkie karetki tu dają sygnał - wyjaśnił chłopak. Tu codziennie ktoś się łamie albo wpada na jezdni w poślizg i wali w drzewo lub latarnię. A i  piesi miewają  połamane  nogi i ręce, bo przecież tu ciągle jest ślisko, zwłaszcza rano. Przed południem są połamańcy a wieczorem samochodziarze. Tu się nie soli ulic ani jezdni.

I rzeczywiście to była karetka wzywana  do Ingi. Personel sprawnie umieścił Ingę w pozycji horyzontalnej, pozapinał pasami, nakrył kocem . Krystian  zostawił ich narty w tym pensjonacie zapłaciwszy za przechowanie od razu za dwie doby i pojechał razem z Ingą. 

Izba przyjęć była pełna ludzi. Macie farta, bo następni to już chyba będą stąd odsyłani do Nowego Targu, nawet nie  będzie komu badać. Gipsiarnia pracuje pełną parą, mamy wspaniały przerób, kilka  wieżowców można by z tego  gipsu  wybudować - powiedział jeden z ratowników. Niech pan zdejmie pani but, żeby było lepsze krążenie krwi w tej nodze i owinie stopę szalikiem. I strasznie  blada jest, tam w lewym korytarzu jest automat z kawą, może jej dobrze zrobi. No to się trzymajcie, my jedziemy  dalej. 

Po trzech godzinach siedzenia na izbie przyjęć zainteresowano się Ingą. A co tu mamy? Nóżka złamana? Niech pani zdejmie te spodenki, trzeba  nogę prześwietlić. Coś mi to wygląda na uraz więzadła krzyżowego, przedniego. Miejmy nadzieję, że tylko mocno naciągnięte lub tylko naderwane a nie całkiem zerwane. A jak pani to zrobiła? Zjeżdżałam z małej górki i wjechałam niechcący czubem narty w  nieduży krzak i mi prawą nartę zatrzymał, a ja pojechałam ciut dalej w przód i upadłam. 

Klasyka, moja pani, klasyka. A na długo państwo przyjechali?  Pojutrze powinniśmy być w pociągu do Warszawy- skłamała Inga. Nie chciała za nic  w świecie zostać tu w szpitalu. No to my tu nic nie będziemy robić - założymy tylko ortezę. Dostanie pani tabletki o działaniu przeciwbólowym i przeciwzapalnym i pojedzie  pani do domeczku. W Warszawie na pewno mają mniej urazowców o tej porze roku niż my, więc się panią lepiej zaopiekują. 

Chodzić pani będzie mogła, ale mało i tylko w ortezie. I proszę robić okłady z arniki, wysychające. I jak wszystko dobrze pójdzie to za pół roku albo trzy kwartały  dojdzie pani do siebie. To zależy co teraz   tam w środku się dzieje. Może trzeba będzie operować a może nie. Lepiej żeby nie, bo stawy nie lubią być otwierane. Proszę, tu jest recepta  na leki, zaraz przyniosą ortezę i pani założę, nauczę panią jak to ma być prawidłowo założone i wyregulowane.

Gdy przyniesiono ortezę Inga popatrzyła na nią i powiedziała - a może mi pan powiedzieć jak ja mam na to założyć spodnie, przecież te  gałki z dwóch stron mi nie wejdą pod spodnie a przecież muszę jeszcze mieć na sobie rajstopy pod spodem, mróz jest przecież.

Lekarz poczuł się nieco bezradny. Chwilę intensywnie myślał,  w końcu powiedział - miejsce na oddziale jest dla mnie  cenniejsze niż druga orteza, więc dostanie pani taką, żeby teraz mogła się pani ubrać. Zrobię też pani teraz zaraz  zastrzyk  znieczulający. A rano wykupi pani sobie tabletki. I na drogę założy  pani tę prostszą, mniej skuteczną  ortezę,  ale proszę zminimalizować chodzenie . Tak najlepiej byłoby gdyby pani mogła wrócić do domu samochodem, wsiadanie do pociągu i wysiadanie, wszystkie schody po drodze - wszystko to może bardzo pogorszyć stan. No i musi pani chodzić  z kulami na razie. 

Złapał przechodzącą  pielęgniarkę i poprosił- przynieś dla pani, kule z rehabilitacji. Wezmą sobie  jutro następne z magazynu. Przećwiczył jeszcze z Ingą zakładanie i regulację tej lepszej ortezy, na tę gorszą Inga  mogła  swobodnie założyć rajstopy i spodnie. Gdy pielęgniarka przyniosła kule wyregulował ich wysokość i powiedział - no to teraz może pani jechać do  domu. 

Inga podziękowała,  wyszła z gabinetu  nie obciążając nogi i na korytarzu  powiedziała do Krystiana- znajdź taksówkę. Nie dojdę stąd do domu.  W poczekalni kłębił się tłum i gdy Inga wyszła z gabinetu kilka osób westchnęło z ulgą- nareszcie. 

Bez trudu znalazła się  taksówka i pojechali nią do swego miejsca zakwaterowania, na Bystre.  Krystian natychmiast zatelefonował do swego brata, opowiedział mu o całej sprawie i zapytał, czy on mógłby przyjechać do Zakopanego swym samochodem i zabrać  stąd Ingę, bo rzeczywiście podróż pociągiem chyba jednak przekracza  jej możliwości.

Krystian podał ich adres , a brat obiecał, że przyjedzie  następnego dnia przed południem i żeby byli już spakowani, bo on zaraz będzie wracał, tylko się kawy napije.

Rano Inga się dowiedziała, że Krystian  zostanie do planowanego końca pobytu, nie ma zamiaru tracić pieniędzy z tego powodu, że Inga-gapa się rozwaliła. Jej bilet kolejowy zwróci do kasy, z całą pewnością  kasa odda mu pieniądze, które on jej potem zwróci.

Inga z trudem powstrzymała się od skomentowania tego i pomyślała - kiepskiego  faceta wybrałam jak widać. Wprawdzie reprezentacyjny, ale świnia, zero empatii. Tak na wszelki wypadek zapytała, czy on na pewno  zostaję tu czy tylko żartuje. Ale on wcale nie  żartował. 

Myślałam, powiedziała Inga, że skoro jedziemy razem to i razem wracamy. No to źle myślałaś. Przynajmniej sobie pozjeżdżam spokojnie z Kasprowego. Jak widać nie masz talentu do nart. A czy ja mówiłam, że mam talent? Mówiłam ci, że nigdy nie jeździłam na nartach. Przecież na Wierszykach  pierwszy raz byłam na nartach! To był jakiś cud, że się ani razu nie wywróciłam. Kiedyś jeździłam na łyżwach, ale tu nie ma dobrego lodowiska. Zresztą ostatni raz to chyba jeszcze w liceum, czyli dość dawno.

Następnego dnia rano, po spokojnie  spędzonej nocy Indze wydawało się, że noga jest niemal w porządku, nie bolała jej gdy leżała lub siedziała, ale gdy tylko spróbowała lekko na niej stanąć odzywał się ostry, przeszywający ból kolana. Krystian wziął receptę, dopytał się z czego lekarz kazał robić jej okłady i powędrował do apteki. Wrócił z gotowym płynem do okładów,  arniką w żelu i w kropelkach, które trzeba było wpierw rozcieńczyć w wodzie,  tabletkami przeciwbólowymi. Inga chciała mu zwrócić pieniądze za te zakupy, ale stwierdził, że przecież odzyska je  za bilet, który jeszcze dziś zwróci na dworcu. I zaraz  wyszedł ponownie z domu, by odebrać ich narty a narty i buty Ingi zwrócić do wypożyczalni. Uwinął się z tym wszystkim w ciągu godziny. Około południa przyjechał jego brat, starsza wersja Krystiana- pomyślała Inga. Nieco wyższy, lepiej umięśniony, wyglądał na starszego niż był. Między nimi było tylko 7 lat różnicy ale tak  "na oko" Inga dała mu 10 lat więcej. Witając się z Ingą powiedział- witaj dziewczyno mego brata- na co usłyszał od Ingi- to tytuł nieco na wyrost. Nie jesteśmy parą, nocowanie w jednym pokoju o niczym nie przesądza. Krystian uśmiechnął się krzywo a jego brat powiedział - przepraszam, nie pomyślałem, że  teraz nie wszyscy tacy nowocześni. A "Inga" to skrót od Kingi?  Nie, od Ingeborgi, mamie bardzo się to imię podobało. 

To pozwolisz, że ja  będę cię  nazywał  pełnym imieniem? Podoba mi się  się, brzmi jakoś tak nieco tajemniczo a może romantycznie? Jak sobie życzysz, mama też zawsze mówi do mnie pełnym imieniem. To w szkole mi skrócono imię, bo wg  nauczycieli było dziwaczne.

A według mnie jest bardzo ładne, a ja mam na imię Robert i nie lubię gdy ktoś tworzy z niego jakieś skróty w rodzaju "Bert" lub"Rob".  Robert - powiedziała Inga- brzmi tak jakoś świeżo i dźwięcznie. I posłała mu jeden ze swoich wielce czarujących uśmiechów, ten z gatunku "lodołamaczy." 

No to się zbierajmy, w Krakowie, przy wyjeździe zahaczymy o Orbis i napijemy się kawy i może  nawet już coś zjemy.

Wpierw wynieśli jej plecak, potem dłuższą chwilę ich  nie było, w końcu przyszli, Krystian pomógł jej założyć kurtkę i "buty na po nartach", w których Inga  paradowała zamiast kozaków. Do pokonania było z 10 schodków, więc  spletli ręce w tzw. "krzesełko" , kazali jej na nim usiąść, objąć obu za szyje i znieśli ją do samochodu. Potem w jednej strony samochodu na tylnym siedzeniu ukląkł Krystian, Inga asekurowana  przez Roberta usiadła  na siedzeniu, wtedy Krystian  wciągnął ją głębiej, sam wycofując się z samochodu.  Tylne siedzenie było wyraźnie przystosowane przez nich do tego, by mogła siedzieć z nogami wyprostowanymi, była poduszka i dwa koce.

                                      ciąg  dalszy  nastąpi

I jak zwykle - czytamy, to poświęcamy 30 sekund na opatrzenie znaczkiem :(  lub  :)


wtorek, 19 stycznia 2021

Fatamorgana- XIII

W Urzędzie do Spraw  Obywatelskich byli już o 9 rano. Jak stwierdził Jacek ów Urząd sprawiał fatalne wrażenie. Oprócz złożenia odpowiednich druków Ela musiała  napisać podanie z wyjaśnieniem powodu, dla którego występuje o zmianę nazwiska dziecka.

Urzędniczka, która odbierała od niej dokumenty powiedziała, że za 2 lub 3 godziny będzie  mogła zgłosić się po odbiór decyzji, a zapytana  czy jej zdaniem decyzja będzie pozytywna powiedziała- ależ tak, to jest jasne, nie przewiduję tu żadnych komplikacji.

Wyszli przed urząd i doszli do wniosku, że nie ma najmniejszego sensu by się stąd ruszać, bo mieli miejsce na parkingu, a za 2 lub 3 godziny mogło go nie być, bo już brakowało miejsc i interesanci zastawiali chodniki. Postanowili nieco pospacerować  po okolicy i powybrzydzać, bo nie było tu ładnie. No cóż, Praga, szemrana dzielnica- powiedziała Ela. Nie lubię tej dzielnicy. I pewnie  nie polubię. Kojarzy mi się z Dworcem  Wschodnim , z którego się wyruszało wiele lat we wszystkie kolejowe podróże nad morze. Wolałam  Dworzec Główny. Ale na Pradze było i jest nadal ZOO i tu lubiłam bywać. Skojarzyło mi się, że dawno nie byłam z małym w ZOO. A może nim rozpocznę pracę to weźmiemy go razem do ZOO?  

Nie mów o nim mały, toż on w październiku skończy 12 lat. I wiesz, wczoraj odniosłem wrażenie, że on urósł.  Urósł, trzeba go wziąć na zakupy. Wczoraj  mu się przyjrzałam i zauważyłam, że fryzjer za nim goni i trzeba poprzymierzać wszystkie ciuchy, bo na pewno urósł. I będzie lepiej, gdy załatwimy to w tych dniach, bo jak powrócą ludzie z wakacji to wszędzie będzie tłok. Ciekawa jestem co nam jutro pan prawnik powie. Ciekawa jestem co tak Wojtka  wściekło, że mało telefonu nie rozwalił.

Nie wiem, on  zawsze bardzo żywiołowo reaguje. Najlepiej jest wtedy nie reagować i nie pytać, bo można usłyszeć same niemiłe rzeczy. A repertuar przekleństw ma obfity. Nigdy mu nie mogłem dorównać w tej materii. Ale, jak sama widzisz to dobry facet i wiem, że bardzo cię lubi i szanuje. Jeszcze chyba  żadna nie powiedziała mu tyle co ty. A zauważyłaś jak on wczoraj  elegancko powiedział do sekretarek? "Może któraś z pań." Normalnie to by wrzasnął "niech któraś z  was sprawdzi co się z tym gońcem dzieje". One pewnie jeszcze do dziś nie mogą dojść do siebie z wrażenia. 

Niedługo poczta pantoflowa  rozniesie to po biurze i powiedzą, że Jacek Ł. ożenił się  ze świętą, którą  Wojtuś adoruje. A jeśli się Wojtuś ożeni to połowa płci pięknej w firmie  popełni samobójstwo. A za tobą żadna łez nie  leje?  Nie,  nigdy żadnej w pracy nie podrywałem. A poza pracą? Kochanie, jak widzę  wdrożyłaś śledztwo! Jeszcze nigdy mnie o to nie pytałaś. No bo się za krótko  znaliśmy przed ślubem. Ale jeśli nie chcesz o tym mówić, to nie mów. Wprost przeciwnie - chcę ci powiedzieć- jesteś pierwszą kobietą z którą zapragnąłem być na  zawsze a nie na 15 minut dla rozładowania napięcia lub pożądania. Tak właśnie wygląda prawda. I Wojtek powiedział prawdę - szalałem za Tobą wcale  cię jeszcze  nie znając. Wyśmiewał mnie, nawoływał bym oprzytomniał. A ja chodziłem do twojej mamy, by słuchać opowieści o tobie i móc się wgapiać w  twoje zdjęcie. Gdy cię zobaczyłem po raz pierwszy w maju to z trudem się powstrzymałem by natychmiast ci się nie oświadczyć.  A nie jesteś rozczarowany? A czym miałbym być rozczarowany? Uwielbiam wszystko co razem robimy, nawet jeśli to jest tylko zmywanie naczyń lub robimy zakupy czy coś załatwiamy. Uwielbiam twoje reakcje na moje  pieszczoty, uwielbiam twój dotyk, twój głos i to jak na mnie patrzysz.  I na pewno nie chcesz mieć własnego dziecka ze mną? Już ci powiedziałem- nie czuję potrzeby powielania swych genów. A ty chcesz znów chodzić w ciąży, czujesz taką potrzebę? Nie, ciążę bardzo źle znosiłam i ten koszmar porodu. Brrr. Ale gdybyś  ty chciał zrobiłabym  to dla ciebie, bo cię bardzo kocham. Ale skoro nie chcesz, to wybiorę się do  gina i poproszę o założenie spirali, żeby się nie truć tabletkami.  Możesz pójść ze mną, bo on bardzo lubi gdy jego pacjentki przychodzą ze swoim partnerem nie tylko wtedy gdy są w ciąży ale i w sprawach antykoncepcji. Fajny facet, polubisz go. A to zakładanie tej spirali nie boli? Nie chcę by ci sprawiano ból.  Podobno nie, robi się to w trakcie okresu. Ale i tak wpierw zrobi mi badania czy można. I będę cały czas w gabinecie z tobą? Tak, jeśli będziesz chciał. Nadzwyczajne - jeszcze o tym nie słyszałem. Ciągle mnie czymś zaskakujesz. A co cię zaskoczyło? Och, już sam fakt, że zechciałaś  takiego starego dziada za męża. A może miałeś po cichu nadzieję, że nie wyjdę za ciebie? Bałem się, że mnie odrzucisz z powodu różnicy wieku. Ogromnie się tego bałem. Nie mogłam cię odrzucić, bo cię Jaceńku pokochałam, jesteś miłością mojego życia. Chodź, wrócimy do tej nory zwanej urzędem bo jeszcze trochę a zacznę cię całować na ulicy. A tak się porządna kobieta nie powinna zachowywać.  

Wrócili w samą porę, bo w chwilę po ich powrocie wywołano ich nazwisko. Przeczytali uważnie treść decyzji i skoro się wszystko zgadzało  dostali oryginał i dwa odpisy. Teraz pozostawało tylko zawieźć dokumenty do Urzędu Stanu Cywilnego, żeby wystawili nową metrykę dla juniora.

Wyraźnie mieli tego dnia szczęście - pani urzędniczka wzięła od nich  jeden z odpisów decyzji i powiedziała, że nie ma  wielu interesantów, więc jeśli poczekają to za pół godziny będzie wystawiona nowa metryka  dla dziecka. Dostali oryginał i w sumie cztery wypisy z niego.

W domu zjedli "barowy obiad" jak mawiała Ela. Czekała ich jeszcze rozmowa z prawnikiem, więc Ela przygotowała wszystkie dokumenty, które mogły mieć jakieś znaczenie, oraz wyciągi bankowe. 

Prawnik i Wojtek spotkali się już wcześniej i na nich czekali. Wojtek miał pewne nowe wiadomości: ten bubek, jak się wyraził o byłym Eli, pracuje w jednym z oddziałów firmy, z którą miał kontrakt w Maroku i zarabia nieliche pieniądze. Jest już dwa tygodnie w Polsce i będzie jeszcze tydzień. Byłoby dobrze,  gdyby Ela wraz  z adwokatem pojechali do niego i żeby Ela go zaszantażowała - albo będzie płacił alimenty stosowne do swoich zarobków w Kanadzie albo niech  się zgodzi na  adopcję  ich syna przez obecnego  Eli męża.  I jeśli złoży taką zgodę u notariusza a dodatkowo w obecności adwokata  - będą kwita. W nagrodę Ela  może mu napisać oświadczenie, u notariusza, że nie musi więcej alimentów płacić. No i najlepiej pojechać  do niego jutro rano, on jest u  swych rodziców  w Radomiu. I jak dodał  Wojtek- pilnuje go nasz człowiek. 

Pan mecenas zgodził się jechać z samego rana, czyli wyjazd z Warszawy o 6,30. Oczywiście pojedzie też Wojtek, bo jak powiedział musi zobaczyć taki okaz szubrawca oraz Jacek i Ela. Spokojnie  dojadą w godzinę. I żeby było zabawniej służbowym samochodem Wojtka. Wojtek, a co to za nasz człowiek go pilnuje-dopytywał się Jacek. No może nie nasz, ale mój kumpel ze stołecznej, brat jednej z moich byłych żon. Bystry facet. Świetny w rozwiązywaniu zagadek.W przeciwieństwie do swej siostry.

No a co będzie, jeśli nie będzie chciał podpisać tej zgody na  adopcję ?-  zapytała Ela. Zgodzi się zgodzi, bo jak nie to  się doczepimy do firmy tatusia i powiadomimy  ambasadę kanadyjską, że wobec niego będzie się toczyła sprawa sądowa.  Masz Elu zażądać od niego 3 tysięcy dolarów miesięcznie, zarabia ich znacznie więcej, bo osiem.

Zgodnie z planem  dojechali do granic miasta w ciągu godziny. Ela była trochę zdenerwowana, wróciły niemiłe wspomnienia. Wojtek co jakiś czas na nią zerkał, a Jacek cały czas obejmował i szeptał do ucha- pamiętaj, nie jesteś sama, masz mnie i jesteś  pod ochroną.

A Wojtek zerkając w lusterko wsteczne powiedział do Eli-chyba byś go nawet nie poznała na ulicy- nic nie  zostało z tego przystojnego facecika- spasł się jak  prosiak. Ty  tylko masz inny kolor włosów, nie  jesteś kasztanowo ruda jak wtedy gdy się rozwodziliście. A jemu sporo przybyło na wadze. Wygląda jak stóg siana. A wiesz czym się zajmują  jego rodzice? Nie wiem, nigdy nie wiedziałam nic więcej oprócz tego, że mają prywatną firmę. Produkują nagrobki, mają duży zakład kamieniarski i mieszkają bliziutko cmentarza. Zaraz  będziemy na miejscu.

Dom pod który zajechali wyglądał dość  nędznie- rozległy drewniany dom, z całą pewnością stary. To tylko fasada- powiedział Wojtek- w środku luksus. W starym drewnianym domu  jest nowy, murowany. Wysiadamy. Chodź Elu, pójdziemy w pierwszej parze. Zadzwonili do drzwi, a Wojtek tak ustawił Elę, by stała na wprost wizjera. W otwartych drzwiach stał  jej były- ujrzawszy Elę wystękał- o rany, a ty tu skąd? Jak na razie to z Warszawy - mam do ciebie sprawę. Nie zaprosi pan  nas do środka spytał Wojtek.  Ale ja pana  nie znam- były usiłował tarasować sobą drzwi, ale Wojtek  przesunął go w głąb korytarza. Słyszał pan - pani ma do pana  sprawę. W tym momencie wszedł za nimi   "nasz człowiek" w policyjnym mundurze. Byłego  zatkało.  Ela weszła do pokoju , odwróciła się i powiedziała- obiecywałeś naszemu synowi, że go zaprosisz do Maroka- nie  zaprosiłeś. Mieszkasz i pracujesz w  Kanadzie , wiem ile zarabiasz miesięcznie, więc zakładam sprawę o zasądzenie  alimentów zgodnych z twoimi obecnymi zarobkami oraz o  ściągnięcie  różnicy pomiędzy tym co płacili twoi rodzice a tym co ty od chwili pobytu na kontrakcie  zarabiałeś . Nie będę świnia,  występuję tylko o 3 tysiące dolarów  miesięcznie, bo zarabiasz  ich osiem co miesiąc. Były wyglądał jakby miał zemdleć. No i oczywiście powiadamiam o tym ambasadę kanadyjską. A tak w ogóle, to poznaj mego męża - tu wskazała na Jacka. A to jest  pan mecenas Z.

Mogę ci pójść na rękę  i uwolnić cię od płacenia czegokolwiek jeżeli teraz  zaraz  pojedziesz z nami do notariusza i tam w obecności notariusza i pana mecenasa wyrazisz  zgodę  na to, by mój mąż adoptował  naszego syna, któremu już nawet nazwisko zmieniłam, żeby nawet ślad po tobie nie został. Oczywiście zgoda będzie na piśmie a oprócz tego wszystko będzie nagrane.

Więc weź swoje dokumenty i jedziemy do notariusza. Gdy tylko "były" ruszył się w głąb pokoju zaraz jak cień ruszył za nim  "nasz  człowiek" i Wojtek. Ela stała obok Jacka  tak blisko, że czuł jak cała drży. W 10 minut potem Ela  siedziała za kierownicą samochodu "naszego człowieka" z mecenasem siedzącym obok, a  przed nimi Wojtek wiózł "byłego" siedzącego pomiędzy "naszym  człowiekiem" a  Jackiem. 

W trzy godziny później wracali do Warszawy z kompletem potrzebnych dokumentów. Jacek i Wojtek podziwiali Elę, że pomimo takiego silnego zdenerwowania  bez problemu usiadła za kierownicą i dobrze prowadziła. Bo mnie prowadzenie samochodu uspokaja- wyjaśniła.

 Nigdy się Ela nie dowiedziała  co usłyszał "były" od Wojtka , bo jak powiedział  Jacek- nawet powtórzyć  trudno. No wiesz- powiedział Jacek- soczyście  było. I przy okazji "nasz człowiek" powiedział mu, żeby pouczył  goguś swego tatusia by ten nie kupował nagrobków  kradzionych z opuszczonych cmentarzy niemieckich. Bo właśnie tym się "nasz człowiek" zajmował. Bo karze podlega nie tylko ten co kradnie ale i ten kto je kupuje a  potem przerabia.

Następnego dnia pan mecenas złożył wszystkie potrzebne dokumenty w sądzie rodzinnym. W dwa miesiące  później   Piotr Konrad Ł. został synem Jacka Ł.  To była jesień pełna nowych wydarzeń - z niewielkim poślizgiem oddano do użytku mieszkanie i państwo Ł.z synem mogli się już przeprowadzić. 

Jacek, tak jak planował sporządził  zapis testamentowy i swój majątek zapisał na Elę.

 Eli dobrze się pracowało z Wojtkiem. Wszyscy za plecami Wojtka twierdzili, że odkąd  Ela została jego asystentką Wojtek się zmienił, bardziej panował nad swoimi emocjami.  Znajomość Wojtka z Jolą  zakończyła się po ponad roku  małżeństwem. Ale Jola za nic nie chciała żadnego przyjęcia ślubnego, żadnych gości z zewnątrz, więc przyjecie było  na działce.  Jacek rozpoczął pracę na pół etatu w pewnym  instytucie, wykorzystując kierunek który ukończył na studiach.

 Ela,  gdy ktoś pytał ją o lata przed ślubem z  Jackiem zawsze mówiła- to była  fatamorgana.

                                                                KONIEC






poniedziałek, 18 stycznia 2021

Fatamorgana -XII

 Około godziny 11 Jacek i Ela byli umówieni z Wojtkiem u niego w pracy. W Biurze przepustek była już dla Eli przygotowana przepustka. Tym razem już nie było całej karawany  znajomych Jacka, zaledwie jeden z kolegów  znalazł się po drodze i panowie wymienili za sobą tylko krótkie cześć i się minęli.  Ela przywiozła swoją już wypełnioną ankietę personalną, Wojtek ją przeczytał i powiedział - no to myślę, że mogłabyś zacząć pracę już 25 sierpnia, choć kadry mi coś marudziły, że wolałyby  cię tu widzieć od pierwszego września, no ale  kadry tu nie rządzą. Ale ja  jeszcze nie wiem, czy mi poprzednie miejsce pracy podpisało zgodę na wcześniejsze odejście, dopiero jutro mam się do nich zgłosić - powiedziała Ela.  Podpisali, nim stąd wyjdziecie będzie u mnie na biurku. Goniec już po to pojechał - ta twoja  kadrowa to ma taki  głos że powiedziałem do  niej "kolego", bo myślałem, że rozmawiam z facetem. Przeprosiłem potem z pięć razy, ale mnie pocieszyła że nie ja jeden mam kłopot z rozpoznaniem jej płci po głosie. Twój były dyrektor dał ci porozumienie  stron i jeszcze jakąś resztkę urlopu ci dołożył. Całkiem sympatyczny facet- przynajmniej przez telefon. Jutro po południu mamy spotkanie z prawnikiem, w sprawie adopcji Konrada. Ale jest też i jeszcze jedna sprawa i chyba warto to zrobić- możesz Elu wystąpić o urzędowe zmienienie nazwiska  Konrada  już teraz- załatwiają to od ręki w uzasadnionych przypadkach i jak rozmawiałem ten przypadek jest uzasadniony-  ty zmieniłaś nazwisko wychodząc za mąż, dziecko jest przyznane tobie, mieszkacie wszyscy razem, Jacek sprawuje opiekę nad Konradem razem z Tobą, twojego byłego nie można odnaleźć, alimenty dostajesz nie od byłego a od teściów. O tym, że nie można twojego dupka odnaleźć dostaniesz  pisemko od milicji. Ty będziesz teraz  musiała szybko zmienić swój dowód osobisty i to galopem, potem konto w banku i powiadomić swych teściów o tym fakcie. Wiesz co-  zaraz  zatelefonuję do kolegi w  komendzie stołecznej i skonsultuję z nim twoją sprawę i zaraz się dowiemy co dalej z tym fantem  zrobić. Bo wiesz, każdy resort ma tu własne "widzimisię" w każdej jednej sprawie. Chyba posiedzicie dziś u mnie  kawał czasu na tę okoliczność. Zaraz pchnę gońca po te druki na Pragę, bo ten urząd jest niestety aż tam. Dowód osobisty powinnaś zmienić jak najprędzej, może jeszcze dziś uda ci się złożyć zdjęcie i  dokument w postaci świadectwa  ślubu. Musisz też mieć do tego urzędu spraw obywatelskich   metrykę urodzenia Konrada i kolejny odpis aktu ślubu z Jackiem. Bo o zmianę nazwiska Konrada  musisz wystąpić już z nowym dowodem osobistym. Kurczę, co za biurokracja, zwariować można. Narzekania  przerwał dzwonek telefonu.  Wojtek  rozmawiał z 10 minut, coś zapisywał, parę razy rzucił mocno niewybrednym słowem, a gdy skończył rozmowę i odłożył słuchawkę  telefon omal się nie rozleciał. Ela, zatkaj na  chwilę uszy,  bo bez brzydkich słów się nie obędzie. Nie muszę, ja też często bluzgam - stwierdziła Ela-wal, przeżyję. Oboje z Jackiem obserwowali Wojtka, który najwyraźniej w świecie był wściekły. Właśnie się dowiedziałem, że ten twój palant jest aktualnie w Polsce od 2 tygodni. U swoich rodziców. Czy on wie, gdzie twoi rodzice mają działkę?  Nie - nie  wie, za jego kadencji jeszcze jej nie było. Nie zna też mojego domowego numeru telefonu bo zmieniłam i zastrzegłam. No to dobrze, a sąsiedzi rodziców wiedzą coś o tej działce? Nie, bo rodzice w ubiegłym roku zmienili mieszkanie i nowego adresu to on na pewno nie zna. A masz tu więcej jakiejś rodziny poza Jolą? Już nie, są już w zaświatach.  No to ja  zaraz do Joli pchnę sms, żeby nikomu nic nie mówiła na  temat działki i w ogóle o was. W kilka minut potem odebrał telefon od Joli i krótko jej wytłumaczył co się wydarzyło. Najlepsze, zdaniem Eli było zakończenie rozmowy -"tak, jasne że tak,  masz rację, niech sczeźnie, to do zobaczenia". 

No to tak: poczekamy na tego gońca, bo możesz  tę zmianę nazwiska dziecka przeprowadzić nawet bez nowego dowodu, posługując się wypisem z aktu  ślubu. Ale  postaraj się jak najszybciej wystąpić o nowy dowód, co niestety trochę trwa, ale nie ma niestety podstaw, żeby ci go zrobili w 2 dni. W pewnej chwili  uchyliły się drzwi od sekretariatu i wpierw zobaczyli wolno wsuwającą się kopertę, potem kawałek damskiej ręki i dopiero na "proszę wejść" do gabinetu weszła jedna z dwóch sekretarek. Wojtek skorzystał z okazji i przedstawił ją Eli, na co usłyszał - wiem, wiem, byłam na ślubie. I bardzo się cieszę, że pani Ł. będzie tu pracowała jako  pana asystentka. A ja- odezwała się Ela- mam nadzieję, że panie mi na początku nieco pomogą, bo jak na razie to czuję się nieco zagubiona - tyle tu  takich samych drzwi, że można przez omyłkę wejść do szafy. I na dodatek nic nie wiem o tutejszym obiegu dokumentów. No jasne, no bo skąd - z pełnym zrozumieniem przytaknęła jej sekretarka.Wymieniły się uśmiechami i  pani Jadwiga opuściła gabinet. 

Boże, westchnął Wojtek - potrafisz  być niczym plaster opatrunkowy. Ona się jeszcze nigdy do mnie tak nie uśmiechnęła. Lata praktyki, Wojtku. Uśmiech nic nie kosztuje, a pomaga w życiu, więcej niż marsowe  czoło. Spróbuj, gdy będziesz odbierał telefon np.  ode mnie, czy Joli, lub Jacka powiedzieć pierwsze słowa uśmiechając się - wtedy twój rozmówca będzie przekonany, że jego rozmowa jest oczekiwana i sprawia ci przyjemność. Niemożliwe- zdziwił się Wojtek. Możliwe  i sprawdzone - zapewniła go Ela. Ale ja wiecznie jestem wpieniony, to jak mam się uśmiechać do telefonu? No to poćwicz. 

Zapomniałem ci jeszcze coś powiedzieć- gdy wejdziesz rano do gabinetu to masz za sobą drzwi zamknąć na klucz. Wejście do ciebie jest dla wszystkich postronnych tylko przez sekretariat i musi tę osobę wprowadzić sekretarka, po uprzednim uprzedzeniu ciebie. A jeśli gdzieś się wybierasz np. do bufetu to muszę o tym wiedzieć ja  albo sekretarki, gdy mnie nie ma.  A gdy idę do toalety to też mam to ci zgłaszać? No coś ty- no chyba, że ci będzie potrzebna jakaś pomoc techniczna przy tym- roześmiał się Wojtek. No chyba nie, bo jak na razie to jeszcze  sama majtki  ściągam i zakładam. Elu tu często jest tzw. "piekło i szatany" i stąd ten wymóg.  

No to siadaj i zobaczymy co jest w tej kopercie. No proszę - laurka dla ciebie, czyli opinia i rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. To naprawdę jest laurka, musieli cię tam nie tylko lubić ale i cenić. No i proszę koperta z napisem priv.. Proszę, to jakiś list miłosny dla  ciebie. Ela otworzyła  kopertę, przebiegła tekst wzrokiem i podała Wojtkowi - list był od kierownika  działu, w którym pracowała Ela- podziękowanie za lata pracy i zapewnienie, że w każdej chwili przyjmie ją z powrotem oraz życzenia powodzenia w nowym miejscu. Wojtek podał list Jackowi, ten przeczytał i stwierdził- kulturalni ludzie tam pracują. 

Wojtek podniósł się z fotela , otworzył drzwi sekretariatu i rzucił w przestrzeń- czy mogłaby któraś z ... pań zatelefonować do gońca wysłanego na  Pragę? Bo  może biedactwo pomyliło kierunki i pojechało do Pragi Czeskiej? Po chwili była odpowiedź- na moście Śląsko - Dąbrowskim jest spora kraksa i jest zablokowany, więc samochód stoi w korku, ale już jest policja i pogotowie, to pewnie wnet się  odetka. W 20 minut później druki były już na biurku Wojtka.

Milczący do tej pory Jacek odzyskał głos- zastanawiam się, czy mogło by coś pomóc sprawie gdyby Ela zrezygnowała z alimentów. To tak mała  kwota, że aż śmieszne, że sąd może taką kwotę zasądzić. Kwota w sam raz  na waciki i patyczki do uszu, ale nie na wychowanie dziecka. Tak naprawdę bez trudu wyżyjemy w trójkę z mojej emerytury, nawet nie licząc pensji Eli. Zresztą ja mogę jeszcze coś do niej dorobić w ramach pół etatu. Rozmawiałem już nawet o tym w jednym z instytutów. Podjąłbym tam pracę gdy się przeprowadzimy na nowe mieszkanie, albo od nowego roku. 

No właśnie, o tym wszystkim porozmawiamy jutro z prawnikiem. Umówiłem się z nim w ich kancelarii o 17,00. To weź Elu  ze sobą wszystkie potrzebne dokumenty.  

A z milszych tematów- mam dziś randkę z Jolą i to w bardzo przyzwoitym miejscu, w kawiarni w hotelu europejskim. Po raz pierwszy nie wiem jakie kwiatki jej kupić, doradź mi coś Elu. Kup w kwiaciarni małą  orchideę w pudełeczku- ładne i praktyczne, bo nie wymaga zbytniej pielęgnacji i długo się trzyma.  Nawet nie wiedziałem, że coś takiego jest - jęknął Wojtek. Zawsze kupowałem róże. No to się dowiedziałeś.  

A jutro po spotkaniu z prawnikiem możesz mi się zwierzyć jak ci się podobała orchidea i randka z Jolą. I przyjść do nas na kolację, jeżeli Jola cię nie  zaanektuje. A podejrzewam, że nie, bo jutro pracuje do 19,00. No a my pożeglujemy teraz w sprawie dowodu osobistego. Pa, panie pułkowniku, do jutra.

Złożenie wniosku o dowód nie zajęło im wiele czasu, jako osoba wysoce  fotogeniczna Ela zrobiła sobie zdjęcie w automacie. Był to czas  urlopów i mało osób załatwiało takie sprawy jak wyrobienie nowego dowodu osobistego. A nowy dowód miał szansę być już  za dwa tygodnie, ale może się Ela dowiedzieć telefonicznie  po tygodniu czy aby nie jest już do odebrania.

Gdy dojeżdżali do domu Ela wcisnęła się w  fotel i bacznie  się rozglądała czy nie zobaczy gdzieś swego byłego. Dopiero potem do niej dotarło, że przecież wjeżdżają do garażu nie samochodem jej ojca ale samochodem Jacka  a   z pewnej odległości to mało prawdopodobne by były ją rozpoznał, zwłaszcza, że wróciła do swego naturalnego koloru włosów, którego  były nawet nie znał.

W domu Jacek zaczął przekonywać Elę, że naprawdę może śmiało zrezygnować z alimentów, bo jego emerytura, to co on ma na zablokowanym jeszcze na rok koncie pozwoli im na całkiem niezłe życie, a poza tym on już umówił się z notariuszem na spisanie testamentu na wypadek jego śmierci. I załatwią to jeszcze w tym tygodniu, w piątek.Poza tym chce jej dać w banku upoważnienie do swego konta zarówno tego z blokadą  jak i tego bieżącego. I że  może teraz, zaraz po obiedzie  wyskoczą na działkę i przepytają się Konrada jakie by chciał mieć imię, po prostu dadzą mu kilka do wyboru. Pomysł jest o tyle dobry, że można  to zrobić "od ręki" a sprawa adoptowania  Konrada może się wlec miesiącami, bo przechodzi przez  sąd rodzinny, a one to ani rychliwe ani sprawiedliwe. Ela stwierdziła, że może najprościej będzie zostawić mu te imiona, które ma, bo on ma na drugie  Piotr, więc może po prostu tylko przestawić mu w nowej metryce kolejność imion. A Piotr pasuje do nazwiska Jacka.

Konrad bardzo ucieszył się  z przyjazdu rodziców. I zapewne pod wpływem  Jacka, który autorytatywnie  stwierdził, że imię Piotr bardzo pasuje do jego nowego nazwiska nie protestował przeciwko temu zabiegowi. Trochę był niepocieszony, że byli  bardzo krótko, no ale skoro z samego rana mieli jechać w sprawie  zmiany jego nazwiska to przestał  marudzić.

                                                                 c.d.n.



niedziela, 17 stycznia 2021

Fatamorgana - XI

 Wprawdzie Ela była już bardzo zmęczona to jednak nie mogła zasnąć dopóki nie  przytuliła się do męża. 

Rano obudził ją głos Jacka - kochanie, śniadanie na ciebie czeka. Zjesz przy stole czy  przynieść ci do łóżka? Jeśli posiedzisz przy mnie to zjem w łóżku, nie mam siły oczu otworzyć. A jak Wojtek, śpi jeszcze? A skąd, urzęduje na loggi i ćwiczy. Mają sąsiedzi pokazówkę, ale niestety większość jeszcze  śpi. Ojej, muszę to zobaczyć, tylko szlafrok założę - a on tak po śniadaniu szaleje? Nie , kawa mu stygnie, kanapki czerstwieją a on ćwiczy. Ponieważ śniadanie Eli składało się głównie z kawy i jednego tosta szybko owinęła się  szlafrokiem i z kubkiem kawy w ręce poszła wraz z Jackiem do  dużego pokoju. Stanęli cichutko w drzwiach i patrzyli na ćwiczącego na  loggii Wojtka.  Przy którymś większym skręcie tułowia Wojtek zobaczył "podglądaczy".  Podeszli bliżej i Ela  spytała - ty tak zawsze czy tylko dziś  masz pokazówkę dla personelu? Rano zawsze a czasem i wieczorem, jeśli akurat nie mam innej gimnastyki. Ale już koniec widowiska. Ale to było  bardzo dobre widowisko, całkiem sympatycznie  wyglądasz w tym negliżu. Panowie, zbierajmy się, Wojtek, twoja kawa już pewnie niedługo będzie nie tylko zimna ale lodowata- może ci zrobić  drugą, bo ona na zimno to jest kiepska. Jeżeli jeszcze ktoś będzie oprócz mnie pił to wolę ciepłą, jesteś niesamowicie wyrozumiałą istotą Elu. Wojtusiu, masz fory u mnie, bo jesteś przyjacielem Jacka, a jak znam życie to Jacek z przyjemnością wypije  drugą kawę a i ja załapię się na kilka łyków, bo uwielbiam pić z nim z jednego kubka. On ma wtedy taki zatroskany wzrok, czy jeszcze starczy dla niego- roześmiała się Ela. Jacek poszedł robić kolejną kawę,  Ela zniknęła w łazience a Wojtek schował pościel  w czeluściach sofy i dołączył do Jacka w kuchni. 

W drodze na działkę wstąpili jeszcze do supermarketu i Ela zakupiła  sporo mięsa i różnych warzyw oraz owoców oraz dokupiła pieczywo. Jacek z kolei zapełnił termo torbę  mrożonym pieczywem, w tym rogalikami. A Wojtek zakupił sporo dobrych słodyczy, w tym ulubione przez Konrada żelkowe dropsy. Godzinę później byli już na działce a w 15 minut później dojechała kuzynka Eli, Jola.

Konrad był szczęśliwy, że przyjechali rodzice a na dodatek i Wojtek. Obawy  mamy Eli czy będzie miała czym wyżywić całą gromadkę zostały z miejsca usunięte, gdy Ela wraz z Jackiem przynieśli do kuchni  zawartość bagażnika. 

Wojtek z pewnym zainteresowaniem przyjrzał się Joli, która wyglądała wyjątkowo ponętnie w bardzo obcisłych dżinsach i bluzce ze sporym dekoltem, a potem zapytał Jacka czy to ta sama, z którą "świadkował" im na ślubie. No jasne, ta sama, tylko tu swobodniej ubrana. Hm- stwierdził Wojtek - ma świetną figurę i całkiem ponętny tyłeczek. A Jacek dodał - uważaj, bo to nie jest głupia pipa a całkiem mądra kobieta i jest- tylko nie zemdlej- stomatologiem dziecięcym. I jest nieco starsza od Eli.  I chyba mocno zrażona do facetów - rozwódka, wykopała z domu chłopa bo ją zdradzał. Ona nie wybacza. Zapytaj się Eli o nią, ona wie o niej więcej niż ja.

Ponieważ ani Wojtek  ani Jola nigdy jeszcze tu nie byli, Ela z Jackiem zaproponowali wspólny spacer po okolicy. Wojtek nie mógł się nadziwić jak w takim w sumie dość rzadkim lesie  mógł Jacek niezauważony krążyć za Elą. To proste- ona się wcale nie rozglądała na boki, chodziła ze wzrokiem utkwionym uparcie w  ścieżkę. Na spacer poszli tylko  w czwórkę, bo Konrad dołączył do dzieciaków, które tego dnia urzędowały nad rzeką. Jacek osobiście go przekazał w ręce dyżurujących dwóch ojców i powiedział, że gdy będą wracać ze spaceru to  zajrzą ponownie nad rzekę.

 Jacek  z Elą objęci szli przodem , on co jakiś czas  ją  całował, a z tyłu Wojtek opowiadał Joli  jak bardzo im zazdrości, że się im udało, że są oboje nadzwyczajni, że Jacek jest naprawdę super przyjacielem, że on ogromnie polubił Elę, choć ona mu czasami  mówi niemiłe rzeczy i że będą razem pracowali. Oboje byli zdania, że  nie jest łatwo znaleźć odpowiedniego partnera na całe życie. Zachwycali się też Konradem. Wojtek przyznał się, że ledwo rozpoznał dziś Jolę, bo w tym stroju wygląda extra, zupełnie inaczej niż na ślubie.

Wrócili nad rzekę z innej strony, a Konrad wyraził chęć powrotu razem z nimi bo chciało mu się pić, poza tym chyba był stęskniony obecności Jacka i Eli. Gdy wrócili wpierw zajrzeli do domu rodziców, ale zostali przegonieni, bo mama Eli była zajęta gotowaniem, tata służył za pomagiera, więc poszli do domu Jacka i rozsiedli się na tarasie. Konrad  rozłożył markizę,  Jacek rozłożył parasole, i na tarasie zrobiło się zaraz przyjemniej. Ela  zrobiła kawę i upiekła rogaliki, ciesząc się, że je Jacek kupił. Konrad siedział pośrodku pomiędzy obiema parami i widać było, że jest szczęśliwy bo są rodzice oraz Wojtek. Ela po jakimś czasie poszła  do mamy i wkrótce wróciła z wiadomością, że obiad będzie o godz.15,00, więc niech przestaną się objadać rogalikami. No a żeby nikogo nie kusiły zabrała je ze stołu i wyniosła do kuchni.

Przy obiedzie nasłuchała się mama Eli całej fury komplementów pod swoim adresem i nie tylko z powodu tego co było na stole ale i z powodu tego, że przekazała Eli  sporo swego talentu kulinarnego, a Wojtek wyraził gotowość uczenia się u niej sztuki gotowania. Eee, ja to nie mam talentu do uczenia kogoś- zbyt niecierpliwa jestem. Niech Jola  pana nauczy, zna te wszystkie przepisy, bo to moja  siostrzenica, a my ze świętej pamięci moją siostrą cioteczną  to samo umiałyśmy- powiedziała Eli mama.  No i ona ma anielską cierpliwość, bo pracuje z dziećmi.Podziwiam ją za to.

Jacek pod stołem kopnął lekko a znacząco  Wojtka, a ten szybko zwrócił się do Joli- to ja zacznę się uśmiechać do pani bym mógł zostać  pani pomocnikiem i jednocześnie uczniem.  Naprawdę chce pan się nauczyć gotować?- zdziwiła się Jola - to jakiś wyjątek z pana na skalę chyba światową. A zmywać pan potrafi? Nim zaskoczony pytaniem Wojtek odpowiedział, włączyła się do dyskusji Ela - potrafi zmywać, wczoraj u mnie zmywał- on mył, Jacek wycierał. A ja w tym czasie się spokojnie kąpałam. Ale wiesz co, to że zmywał to małe piwo - dziś podglądaliśmy jego poranną gimnastykę - a z nami to chyba część osiedla, bo ćwiczył na loggii. I, słowo daję, byłam zapatrzona w te kaloryfery. A co mają z tym wspólnego kaloryfery - zdumiała się mama. Ciociu, tak się nazywają w żargonie pewne partie mięśni - wyjaśniła Jola. A to oznacza, że pan bywa i na siłowni. Wujek, a weźmiesz mnie kiedyś na siłownię?-wyskoczył  z pytaniem Konrad.  Wojtek pokręcił głową przecząco - nie na tą na której ja bywam, bo to zamknięta siłownia, tylko dla personelu. A poza tym jeszcze jesteś na siłownię  za młody. Jak skończysz 16 lat to pomyślimy o tym.  

Kawę, ciasto i owoce Ela wraz z mamą podały na oszklonej werandzie, żeby nie zwabiać os, które już zaczęły się coraz liczniej pokazywać. O tej porze dnia już była w cieniu a jedno z jej okien miało wprawioną siatkę ochronną, więc było tu bardzo przyjemnie. Konrad namówił dziadka by pograli w domino,  Wojtek opowiadał o swym ubiegłorocznym urlopie spędzonym w Turcji więc  Jola od razu dodała swoje wrażenia z tego kraju, a Ela z Jackiem już planowali przyszłoroczne wakacje, na które oczywiście pojadą w trójkę.

Potem Ela wygoniła towarzystwo na spacer, a  sama z ojcem wzięła się za wypełnianie niektórych pozycji w swojej ankiecie personalnej. Konrad był szczęśliwy, bo miał tym  razem Jacka tylko dla siebie. A dopełnieniem szczęścia był fakt, że Wojtek będzie z nim spał w jednym domu. A na dodatek obiecał Konradowi, że obudzi go rano i razem zrobią gimnastykę. Jedyne co mu już psuło radość to fakt, że w niedzielę wieczorem   goście wyjadą, mama i tata też. 

Kolację i "posiad  pokolacyjny" był tym razem w domu Jacka. Rodzice  wychodząc około godz.23,00 zabrali ze sobą Konrada, który już zasypiał na siedząco.  Oni posiedzieli jeszcze do pierwszej w nocy, potem zrobili małą roszadę sypialnianą, Wojtka umieścili w salonie  na dole na sofie, Jola miała spać w pokoju Konrada, oni w swojej sypialni.

Rano jedynym obserwatorem popisów gimnastycznych był Jola, która miała zwyczaj  wstawać zawsze o...szóstej rano. Wpierw obserwowała go z ukrycia, potem, jeszcze w piżamie wyszła na dolny taras. W pewnej chwili Wojtek ją zauważył i zaprosił, by ćwiczyła razem z nim. Jola powiedziała, że chętnie, ale musi się nieco inaczej ubrać i za kilka minut przyszła w szortach i bluzeczce i dobrze trzymającym biust biustonoszu. Poćwiczyli razem jeszcze pół godziny, w końcu Jola stwierdziła, że ma dosyć. Idąc  do domu powiedziała- fajny z ciebie  chłopak, na co usłyszała- udowodnij, że mówisz prawdę i umów się ze mną w Warszawie na spotkanie. Pomyślę o tym, zapewniła go Jola. Piętnaście minut później Wojtek  skończył swą gimnastykę. Jola już urzędowała w kuchni, a gdy go zobaczyła zapytała,  czy zje śniadanie razem z nią, to więcej bułek wstawi do piekarnika. Oczywiście ,  bardzo chętnie, zaraz przyjdę i ci pomogę. A w czym mi możesz pomóc, na razie wszystko samo się robi. W międzyczasie masło nieco zmięknie, wędlina, ser, już pokrojone, rzodkiewki zaraz umyję, pomidory pokroję- zero roboty. Ale i tak przyjdź, miło mi będzie. W 10 minut później  pojawił się Wojtek z powrotem, włosy  miał jeszcze mokre i chyba  bardzo szybkościowo się wycierał, bo miejscami koszulkę miał przyklejoną do ciała. Gdy usiadł Jola podeszła do niego z ręcznikiem kuchennym i delikatnie wytarła mu włosy - lepiej wyglądasz z suchymi- powiedziała z uśmiechem. A kawę chcesz wg przepisu Eli czy mojego? Nie znam  twojego przepisu,więc zrób taką jaką ty pijesz. A czym się różnią? Ja zamiast goździków dodaję gałkę muszkatołową i daję deserową a nie gorzką czekoladę. Też ciekawie brzmi, stwierdził Jacek. Gdy na dół zeszli Jacek i Ela oni już dawno byli po śniadaniu. Wojtek pochwalił się, że ćwiczył pół godziny z Jolą. Ela tylko jęknęła i stwierdziła, że rano to ona  nawet nie bardzo wie  jak ma na imię a gdyby rano ćwiczyła to na pewno skończyłoby się to kontuzją. I bardzo się cieszy, że będzie pracę zaczynała dopiero o 9,00. I opowiedziała, jak kiedyś zrezygnowała z dobrej pracy tylko dlatego, że musiała pracować od 7 rano. Jacek przygotował dla Eli i siebie śniadanie  mistrzów, co było niechybnym (dla wtajemniczonych) znakiem, że mieli dość wyczerpującą  noc za sobą. Jola zrobiła nieco zdziwioną minę na to Ela wyszeptała  jej do ucha - to jest  najlepsza kuracja odchudzająca- tracisz kalorie a masz mnóstwo frajdy. 

Wojtek tego dnia wykazywał syndrom słonecznikowy - słońcem była wyraźnie Jola, a on...słonecznikiem, obracającym się zawsze w stronę słońca.  Oczywiście Ela  zaraz podzieliła się tym spostrzeżeniem z Jackiem, który  poprzyglądał się chwilę swemu przyjacielowi a potem zameldował Eli - trafiła go. Jeszcze nie zatopiła, ale jeśli go porwie  od strony intymnej, to będziemy mieli wesele. Elu, a może  ona ma kogoś? No pewnie, że ma, przywiozła sobie z zagranicy ekskluzywny wibrator. Powiedziała mi, że jak pojedzie następnym razem to przywiezie i dla mnie, bo to jedyny rodzaj  faceta, który nigdy kobiety nie zdradza. I w sumie mało absorbujący, wystarczy raz na jakiś  czas zmienić baterię. I nie wymaga antykoncepcji. No ale jak widzisz uwierzyłam tobie i mi nie przywiozła, a była niedawno na jakimś  zjeździe za  granicą. Nawet  stamtąd telefonowała czy aby jednak mi nie kupić.Wiesz co, życzę im jak najlepiej, więc szepnij Wojtkowi, żeby pouwodził ją trochę w starym stylu, ale niech się wpierw zastanowi, czy naprawdę jest nią zainteresowany, bo nie chciałabym by przez niego cierpiała. On jest naszym przyjacielem, ona moją kuzynką, więc jeśli ma ją tylko przelecieć to niech  sobie inną znajdzie do tego celu. Masz prawo mu tak powiedzieć, w pewnym sensie to  ona jest teraz i twoją rodziną. Ja ją wezmę na chwilę a ty pogadaj z Wojtkiem w tym czasie.

Ela z Jolą wzięły koszyk i powędrowały na wieś, by kupić  czereśnie lub inne owoce a może i biały ser by się trafił. Mieszkańcy tej wioski byli przyzwyczajeni, że w niedzielę to zawsze "letnicy", jak nazywali działkowiczów przychodzili do nich  na zakupy. Tym  razem były jeszcze czereśnie, wiśnie i pierwsze jabłka- papierówki. I lada dzień można było już zbierać maliny. z drugiego rzutu. Wzięły wszystkie owoce jakie były do kupienia. Dobrze, że koszyk był spory i można go było nieść we dwójkę. Gdy się doczłapały mniej więcej do połowy drogi powrotnej spotkały Jacka i Wojtka, bardzo oburzonych, że poszły same i się tak meczą w tym upale. Po drodze  wpadli jeszcze nad rzeczkę i zabrali do domu Konrada. Stwierdzili, że do Warszawy będą wracać późnym wieczorem. Wyjadą około 21,30, droga zajmie im najwyżej godzinę. Jola stwierdziła, że ona też raczej o takiej porze pojedzie i że może w takim razie podwieźć Wojtka, na co ten przystał bez protestu.

Obiad był tym razem z dwóch piekarników- bajecznie prosty- pieczone kurczaki, pieczone młode kartofle i wiejskie zsiadłe mleko z dużą ilością koperku. Po obiedzie  kawa i domowy sernik. W międzyczasie Jacek szepnął Eli- trafiony, ciężko ranny i nieco przestraszony, bo zdaje sobie sprawę, że my oboje stoimy po stronie Joli. I bardzo sobie wziął do serca to wszystko co mu powiedziałaś.

Wieczorem zgodnie z planem wyruszyli w dwa samochody do Warszawy.

                                                c.d.n.





Fatamorgana - X

 Wojtek przyjechał około osiemnastej. Miał ze sobą  całkiem grubą kopertę wypełnioną drukami do wypełnienia. I, jak przewidywał Jacek, koniecznie chciał się dowiedzieć czy i dlaczego ma do Eli mówić per pani, skoro są po imieniu. 

Ela spokojnie, bez żadnych emocji wytłumaczyła mu swój punkt widzenia, opowiedziała również o  tym jak sama była kiedyś sekretarką, opowiedziała również jak widziana jest często przez innych praca asystentki i na koniec  powiedziała, że jeśli on będzie się do niej zwracał z szacunkiem to i inni  ją będą tak traktowali. 

Wojtek wpadł w stan głębokiego namysłu, który Ela wykorzystała by w kuchni przygotować to co za chwilę wyląduje na stole. Gdy już wszystko było na talerzach zawołała Jacka by pomógł w przeniesieniu jedzenia na stół. Zjawili się obaj. Wojtek zaczął mówić, że właśnie przemyślał to co powiedziała Ela, ale ona powiedziała - to fajnie, ale o tym  porozmawiamy przy deserze i kawie. Teraz spokojnie zjedzmy. 

Nie da się ukryć, że i to danie wzbudziło wpierw zainteresowanie Wojtka, a potem  aplauz. Ale jak ty to  zrobiłaś? - dociekał krojąc kotlet. Ona ma na wsi specjalną hodowlę kur, które znoszą jaja owinięte mielonym mięsem - wyjaśnił Jacek dusząc się ze śmiechu, bo sam dopiero dziś pojął skąd się bierze jajko w mielonym kotlecie. Jako dodatek do  tego dziwnego kotleta była kasza gryczana gotowana razem z pieczarkami oraz barszcz czerwony  "do popitki". Gdy Ela w kuchni szykowała kawę pełną przypraw Wojtek stanął w progu i powiedział - muszę przyjść do ciebie na kurs gotowania, zupełnie nie znam takich przepisów. To może od razu zapisz się do mojej mamy, bo ja stosunkowo mało umiem. Moja mama jest w tym dobra, poza tym uwielbia karmić ludzi. Przyjedź do nas na działkę, to wtedy zobaczysz co znaczy u mojej mamy obiad.  Ona to jest istne zagłębie kulinarne, nie wiem czy jest jakieś danie obiadowe, którego nie potrafiłaby zrobić. Ela ma rację - jej mama uwielbia karmić ludzi, ale takiej kawy jak Ela nie potrafi zrobić - powiedział Jacek. A Ela nie chce jej  powiedzieć co tam jest  w środku - śmiał się Jacek. No bo jak raz chciałam jej dać przepis to nie chciała, więc już nigdy potem nie zaproponowałam. Mnie na ogół  nie trzeba  niczego dwa razy powtarzać. Bo u mnie "nie" to znaczy "nie"  a nie  "a może jednak".  A wiesz co? Jacek też  tak ma - dobraliście się niesamowicie pod tym względem- stwierdził Wojtek. Nie tylko pod tym- zapewnił go Jacek. 

Przy kawie i pysznym keksie kupionym w znajomej cukierni Ela wyłożyła Wojtkowi wszystkie swoje zasady jakimi kieruje się w pracy. I stwierdził- to będę do ciebie w pracy mówił "pani Elżbieto" - zgoda? No jasne, że zgoda. Brzmi dostatecznie oficjalnie.

No to siadaj dziewczyno, bo do rana będziemy wypełniać te druki- z roku na rok jest ich więcej i jedne  bardziej  bzdurne od drugich. Miał rację - uwzględniały historię rodzinną niemal do 3 pokoleń wstecz. Ela po przejrzeniu stwierdziła ze śmiertelną powagą-  mało precyzyjne, nie ma nic o rozmiarze mego buta, obwodzie  bioder i talii ani o moich preferencjach seksualnych. Zakładają, że skoro mam męża płci męskiej to jestem hetero - naiwni. Muszę z tym jechać na działkę, nie pamiętam wszystkiego.  I co ma do rzeczy czy mój pradziadek brał udział w wojnie stuletniej czy w jakiejś innej. Przecież to ja idę do pracy, a nie on lub jego duch. 

No dobrze, w takim razie przyjadę do was w sobotę na działkę, ale będziecie mnie musieli przenocować, bo zostanę aż do poniedziałku rano. Nie ma sprawy, dziś też możesz u nas przenocować, na szczęście już się sofa w tym domu rozkłada - i Jacek opowiedział historyjkę o sofie. A przed kim się tym razem ukrywasz? Rozczarowała cię i nie wiesz jak jej o tym powiedzieć? - z niemal słodkim uśmiechem zapytał Jacek. Wojtek skrzywił się - zaraz do niej zadzwonię i powiem, że jestem na wyjeździe. Niepotrzebnie tylko ją zaprosiłem raz do siebie zamiast zabrać do hotelu. Teraz ciągle kręci mi się koło domu. Na szczęście w poniedziałek wraca jej mąż, do posiadania którego się nawet przyznała, bo wpierw mówiła, że jest wolna, no ale...sprawdziłem. No to masz argument by ją odprawić- bo cię niecnie oszukała, tłumaczył Wojtkowi Jacek. 

Wojtek był wyraźnie w kiepskiej formie i musiał się wygadać.  Wy macie siebie a ja jestem sam. Wojtku,  jeśli chcesz porozmawiać z Jackiem sam na sam to nie ma sprawy, możecie się zamknąć w pokoju Konrada i sobie  spokojnie pogadać- ja to akceptuję, naprawdę - powiedziała Ela. No co ty, przecież jesteś dla mnie  tak samo jak Jacek, no tyle, że w wydaniu kobiecym. Brak mi kobiety, ale nie do łóżka. Brak mi kobiecej troski, tkliwości, tego ciepła, którym ty otaczasz Jacka. Ty tego nie wiesz, ale zawsze spoglądasz na niego z takim wielkim ciepłem i ja to widzę. 

Czyli brak ci Wojtku kobiety, która by cię kochała nie tylko za wyczyny łóżkowe ale i za inne przymioty. A może po prostu  nie umiesz się zaprezentować  kobietom inaczej niż jako super samiec. I chyba dlatego tak bardzo zdziwiło cię to wszystko co dziś ode mnie usłyszałeś i zapewne gdybym nie była żoną twego najlepszego przyjaciela to byś mnie odprawił z kwitkiem, prawda?  

Bo to, że ty cenisz mądre, inteligentne kobiety to nie do końca tak jest. Ty się ich po prostu troszeczkę boisz, choć  głupota kobiet cię drażni.  Ale jednocześnie wiesz, że nie musisz wysilać intelektu przy niezbyt mądrych a chętnych. Brakuje ci troski i ciepła, a czy ty okazujesz  tym kobietom ciepło i troskę? To wszak działa w dwie strony. 

Bo wiesz, Jacek  cały czas troszczy się o mnie i ja to czuję na każdym kroku nawet gdy się o nic nie pyta. I troszczył się  nim byliśmy razem, sam o tym mówiłeś.Troszczyłeś się o te  swoje panie? Przeleżały zapłakane i zasmarkane w twoich ramionach  całą noc a ty tylko ocierałeś im łzy, latałeś do apteki po kropelki i uspokajałeś? Właśnie w takich chwilach rodzi się miłość i wielkie przywiązanie. Większość z nas ceni sobie znajomość z tymi, którzy nas szanują, z tymi z którymi możemy porozmawiać na wszystkie tematy, którzy widzą nas nie tylko jako potencjalne źródło rozkoszy dla siebie  ale i starają się poznać co lubimy w tej materii, jak lubimy być pieszczone, dotykane, całowane.  I wiesz, nie mówię tego po to żeby ci dokuczyć, ale dlatego, że  jesteś mądrym facetem i możesz jeszcze zmienić swoje życie, swój stosunek do kobiet. Możesz naprawdę jeszcze znaleźć odpowiednią kobietę, która pokocha ciebie a nie tylko te kilkanaście centymetrów z ciebie. 

Naprawdę cię lubię, bo gdybym nie lubiła to nie rozmawialibyśmy tu teraz o tym.Wojtek chwilę milczał, potem ujął rękę Eli i złożył na niej długi pocałunek mówiąc- rozumiem i doceniam to co powiedziałaś i dziękuję.  Ela wstała i zapytała- kto chce lody z  posypką orzechową? Nie było tu takiego, który by nie chciał lodów z posypka orzechową, zwłaszcza, że Ela przypomniała sobie, że jest jeszcze trochę śmietany, którą  można ubić, więc lody były z posypką i bitą śmietaną.

Wojtek się nieco rozpogodził i w pewnej chwili zapytał - Ela, a dlaczego ty się rozwiodłaś? możesz powiedzieć? Oczywiście, mogę, z tym że to nie  ja wystąpiłam o rozwód  a mój były.  On po prostu  stwierdził, że przestał mnie kochać, choć nie przestał mnie pożądać a innej zmajstrował dziecko, więc on musi jechać na kontrakt zagraniczny by zarobić na swoje mieszkanie. W sądzie  powiedział jawnym tekstem, że  to jego wina, ale przestał mnie kochać, zdradził i innej zrobił dziecko. Jego rodzice przejęli na siebie obowiązek alimentacyjny, bo tatuś miał  prywatną firmę  dobrze prosperującą, ja podpisałam na to zgodę i się ode mnie wyprowadził. Dopiero potem do mnie dotarło, że  o ten kontrakt  to on musiał nieco wcześniej zawalczyć, ale oczywiście nic o tym nie wiedziałam. Po ośmiu latach małżeństwa dowiedziałam się, że byłam  jego życiową pomyłką. Do dziś dostaję regularnie zasądzone  alimenty, ale  ani on ani jego rodzice nie  pisali i nie piszą ani do mnie  ani do Konrada.

Niesamowite, stwierdził Wojtek.  No to ci powiem coś jeszcze bardziej niesamowitego - na naszym ślubie nie było jego rodziców, podobno byli w tym czasie za granicą. A ślub nie był nagły, ja nie byłam w ciąży, nigdy ich nie poznałam. Pewnie niewiele straciłam.  Dziwne, naprawdę dziwne - Wojtek kręcił głową. Na ogół wszyscy dziadkowie nawet w rozwiedzionych  małżeństwach interesują się wnukami. A znam dość sporo takich dziadków, którzy regularnie odwiedzają dzieciaki. 

Chyba  trzeba będzie się temu bliżej przyjrzeć. Wiecie co? Tak na wszelki wypadek byłoby dobrze, gdyby Konrad sam nigdzie nie chodził. To jakaś bardzo dziwna sprawa.  Trzeba szybko zacząć działać. Jak na razie to Konrad  nigdzie sam nie chodził- powiedziała Ela- rano to ja szłam z nim  aż do szkoły, po szkole  zabierał go do domu mój tata a ja wracając z pracy go zabierałam do domu. No ale on rośnie i niedługo będzie protestował. Jeśli będzie to mu wytłumaczymy, że to konieczne i tyle- powiedział Wojtek. Mogę się nawet w mundurek ubrać, żeby mu to wytłumaczyć. Ela przeleciała go wzrokiem i powiedziała- ty to chyba nieźle wyglądasz w mundurze. A Jacek jeszcze lepiej, stwierdził Wojtek. Nie pokazał ci się  jeszcze nigdy w mundurze? Jeśli nie -  to sporo moja droga straciłaś,  żałuj. Nie żałuję, nie podnieca mnie mundur. A to dobrze, bo u nas wielu jednak chodzi w mundurkach. Ja  mogę,  ale nie muszę i z tego korzystam.

Wiecie co? Zostawię wam zmywanie, wy będziecie  zmywać a ja się pójdę wykąpać i pójdę spać. Jacuniu, w środku w sofie jest nawleczona czysta pościel, ręczniki dla Wojtka weź z szafy w pokoju Konrada, a w sypialni powinna być jakaś twoja  zapasowa letnia piżama. I nie siedźcie za długo, bo musimy jutro jechać na działkę.

W łazience Ela zatelefonowała do swojej kuzynki, która była razem z Wojtkiem świadkiem na ich ślubie i zaprosiła ją na działkę na weekend. Tylko się ubierz "dekoltowo" i przyjedź samochodem, bo będziesz miała z powrotem pasażera- my przywieziemy ze sobą Wojtka, wiesz, tego co świadkował razem z tobą. Może się zaprzyjaźnicie, to bardzo fajny i mądry facet. Samotny, nie pijący, nie palący, tylko to trzecie na p. uprawia. A ty co, swatasz go?  Nie , ale mi go żal, a jak dobrze pójdzie będę z nim razem pracować. Wracając z łazienki zajrzała do kuchni - Jacek zmywał, Wojtek wycierał, sofa już była rozłożona. Pokiwała im na dobranoc i poszła do sypialni.

                                                                  c.d.n.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 



sobota, 16 stycznia 2021

Fatamorgana - IX

 Droga z portierni i biura przepustek do gabinetu Wojtka na pierwszym piętrze nie była długa, ale po drodze co chwilę ktoś witał się z Jackiem i był przedstawiany Eli, a ona nieznajomemu. Jacek w pewnym momencie szepnął do Eli - ja go za moment zwyczajnie uduszę! Tyle lat tu pracowałem a nigdy nie spotykałem tyle osób na schodach. Złośliwiec. Przedstawia cię moimi rękami, to jego zadanie gdy już podpiszesz angaż, nie moje. Jak jeszcze mi naśle kogoś gdy będziemy wychodzić to masz go otruć gdy będzie u nas. Ela z trudem powstrzymywała się od śmiechu.  

W końcu dotarli do gabinetu Wojtka, do którego Jacek ją wprowadził  poprzez  jeszcze swój  gabinet . Wojtek stał w swoim gabinecie przy oknie, uśmiechnięty,   unosząc w górę kciuk w geście zadowolenia.  Podszedł do Eli, uścisnął jej rękę, cmoknął poufale w policzek , po czym przywitał się z Jackiem. Ale się strasznie  plotkarskie nasze biuro zrobiło, ja tylko zleciłem przygotowanie  przepustki dla Eli no i popatrz co się  porobiło - pewnie wszyscy polecieli do bufetu na kawę o jednej godzinie. Jak widzisz Elu będziesz w dawnym gabinecie swego męża. Bo musimy mieć do siebie cały czas dostęp. Mój ewentualny zastępca będzie miał zupełnie oddzielny gabinet. 

Z sekretariatem będziesz się porozumiewać głównie  telefonicznie, bo nie sądzę by ci się chciało do niego wędrować, chociaż masz do niego przejście. Z sekretariatem łączy cię  czerwony telefon, wystarczy, że  zdejmiesz słuchawkę z  widełek i u nich się zapala lampka i cichy niby dzwonek. Ze mną na tej samej zasadzie łączy cię zielony telefon.  Normalny, chyba szary, łączy cię tak jak zwykły po wybraniu numeru. Na miasto łączy przez zero. Nie obchodzi cię pisanie pism, wysyłanie poczty, ludzi też wzywasz poprzez sekretarkę. 

Jestem jedyną osobą, która może ci coś zlecać, o coś cię prosić. Jak i jedyną osobą, z którą się możesz przyjaźnić.  Bo wiesz- tu jest wszystko tajne łamane przez poufne. Tym bardziej, że będziesz  znała cały mój rozkład dnia plus tematykę, którą się zajmuję z kim się spotykam i o czym ma być rozmowa. Będę cię często prosił o napisanie odręcznie jakiegoś pisma  czy listu, bo mistrzem słowa pisanego to ja nie jestem.    Potem dasz to sekretarce do napisania i dopilnujesz bym to podpisał, ona to  wyekspediuje.

Czasem będziesz mi towarzyszyć i protokołować, bo lubię mieć własny protokół czy też sprawozdanie. W każdy poniedziałek będziemy siadać razem i z grubsza  układać co trzeba załatwić i w jakim  czasie. Codziennie rano wbijesz mi  do głowy ogólny rozkład dnia, bo lubię zapominać o naradach i tym podobnych bzdetach. Kiedyś takim przypominaczem był twój mąż, on ma niesamowitą pamięć. Ja jeśli nie mam czegoś zapisanego to raczej na pewno zapomnę.

Z czasem część osób będzie różne sprawy załatwiała z tobą, żeby mi głowy nie zawracali, no ale na razie to tylko będziesz przy tym obecna, właściwie  na początku musisz być stale  obecna, żebyś się zorientowała we wszystkim. No i o wszystko się mnie pytaj.  

Ela uśmiechnęła się - już mam pierwsze pytanie - jak mam się do ciebie zwracać?  Bo wydaje mi się, że po imieniu to raczej nie, to jednak teren służbowy. Wojtek przez moment się zastanowił - przy naszych ludziach to możesz śmiało mówić po imieniu i tak wszyscy wiedzą  już kim jesteś, a na zewnątrz? Ela zerknęła na Jacka i powiedziała - wydaje mi się, że na zewnątrz powinnam cię tytułować stopniem  wojskowym , panie pułkowniku. Jacek ci powiedział jaki mam stopień?  Nie, ale umiem czytać, choć te tabliczki to ciężko odczytać. I chyba będę ci mówiła  w biurze  przy ludziach per szefie. Wydaje mi się, że to zręczniejsze niż po imieniu. Wojtkiem będziesz  dla mnie tylko na terenie prywatnym. Na spotkaniach służbowych będziesz dla mnie  panem pułkownikiem, tu szefem, a prywatnie Wojtkiem- takie osobliwe trzy w jednym. 

To będę ci musiał mówić pani Elu? Na zewnątrz zdecydowanie tak, a tutaj przynajmniej na początku mógłbyś. Jak się już do mojej obecności przyzwyczają to już nikogo nie będzie to raziło, że mówisz mi po imieniu.  Wojtek pokręcił głową - no to mi ćwieka zabiłaś. Ale dla ciebie -  zrobię to. Zależy mi na kimś zaufanym a nie podesłanym mi przez kadry. Jacek, masz naprawdę mądrą kobietę za żonę. Zazdrość mnie  niedługo całkiem zeżre. 

A kiedy złożysz wymówienie u siebie w pracy? - bo ja to bym cię najchętniej tu widział zaraz po 20 sierpnia, bo tu zaraz po pierwszym września zacznie się  młyn. Wszyscy  powrócą z wakacji  i będzie im  się wydawało, że trzeba koniecznie coś podziałać. Czy mogłabyś  już  złożyć wymówienie? No mogę, ale nie jestem pewna, czy dostanę natychmiastowe zwolnienie z pracy. No ale złóż je jeszcze dziś a najdalej jutro, dobrze?. Dobrze, złożę. 

No to ja dziś do was wpadnę bardzo wczesnym wieczorem i wypełnisz druki. Już dziś bym cię chętnie zabrał ze sobą, a tak będę się sam męczył. Ostatnio siedziałem trzy godziny zastanawiając się co sam nagryzmoliłem, za nic nie mogłem odczytać. 

To czemu nie wziąłeś dyktafonu ze sobą?- zdziwiła się Ela. Teraz nie ma problemu by kupić dobry dyktafon. Nagrywasz najważniejsze, czy też najbardziej cię interesujące fragmenty i po kłopocie. A jeśli nie wolno nagrania wynosić na zewnątrz to siadasz i spokojnie spisujesz na miejscu z dyktafonu, zawartość kasujesz.

Wojtek jęknął- i jak ja mam ci nie zazdrościć takiej żony?

Jacek roześmiał się -to dobrze , że mi zazdrościsz a nie współczujesz. Lepiej być obiektem czyjejś zazdrości niż współczucia. I nie najedz się niczego w drodze do nas, to zjemy kolację razem.

Gdy wyszli pojechali jeszcze do pracy Eli, gdzie ku wielkiemu zdziwieniu kadrowej złożyła prośbę o jak najszybsze   zwolnienie jej z pracy, tłumacząc pośpiech względami rodzinnymi.

Po drodze do domu zrobili zakupy. Ela się tylko upewniła, czy Jacek jej pomoże i zmieli mięso i postanowiła  zrobić kotlety mielone z nadzieniem.

W domu Jacek  powiedział - no to dałaś  dziś Wojtusiowi sporo do myślenia. A czym?- zdziwiła się  Ela. No tym, że  dałaś mu do zrozumienia, że biuro to nie jest prywatny folwark. Wyraźnie go zatkało. Będziesz mu  musiała pewnie dziś wieczorem tłumaczyć "co cię ugryzło".   Nic mnie nie ugryzło, ale jeśli personel płci pięknej mówi do swego przełożonego płci męskiej w pracy po imieniu to  wszyscy uważają, że łączą ich bliższe  stosunki, zwłaszcza gdy szef jest sporo starszy. Tak to niestety jest odbierane przez współpracowników. Już i tak tu wiadomo, że jestem twoją żoną więc się będą mi na początku bardzo mocno przyglądać i zastanawiać się nad wszystkim co powiem i co zrobię. Wiem też jak są traktowane przez szefów asystentki - mniej więcej jak niewolnice do wszystkiego łącznie z seksem. Nagle się jednemu z drugim wydaje, że skoro jest jego asystentką to powinna  pojechać  do niego do domu i spakować mu neseser na drogę, przynieść drugie  śniadanie z  bufetu a wieczorem w hotelu popieścić w wybrany przez niego sposób. 

Korona  Wojtkowi z głowy nie spadnie jeśli będzie do mnie w pracy mówił "pani Elu". Mogę się założyć, że on do tych dziewczyn z sekretariatu to mówi po imieniu a one do niego per panie pułkowniku. To z jego strony nie jest wyraz  sympatii do nich ale lekceważenia.

Jacek słuchał uważnie i w końcu powiedział - nie wiedziałem, że to tak może być odbierane, też mówiłem do tych sekretarek po imieniu i żadna nie protestowała. 

No bo jak są głupie pindy to uważają, że to jest w porządku. Poza tym byłeś stanu wolnego więc może chciała cię któraś wyrwać dla siebie. A może teraz  po kolejnym rozwodzie któraś z nich ma nadzieję, że  zostanie panią pułkownikową? Znasz je, czy one naprawdę są takie głupie? Bo ja znam kilka sekretarek i to są naprawdę mądre dziewczyny. Kiedyś też pracowałam jako sekretarka, miałam na głowie trzech dyrektorów i żaden nie pozwolił sobie by  mi mówić po imieniu, choć byłam wtedy  bardzo młoda i byłam w wieku ich córek.

Nie wiem czego teraz uczą w szkole sekretarek, ale gdy ja tam trafiłam to uczono nas przede wszystkim szacunku dla samej siebie i dla współpracowników. Oczywiście  miałyśmy być wszystkie miłe dla wszystkich, ale nie miałyśmy robić z siebie podnóżków dla swoich szefów.

Słodka moja - dowiaduję się o tobie ciągle czegoś nowego co mnie zdumiewa ale i zachwyca. No to całe szczęście, że nie rozczarowuje, bo by się nasze małżeństwo szybko skończyło rozwodem - roześmiała się Ela.  Zadziałaliśmy jak para wariatów, pobraliśmy się działając bardziej intuicyjnie niż rozumowo po arcy krótkiej  znajomości. No to teraz ciągle  będziemy się o sobie czegoś nowego dowiadywać. Uczę się ciebie stale, powiedziałabym, że stale sklejam te nowo poznane fragmenty ciebie w jedną całość a że zachłanna ze mnie kobieta to je kolekcjonuję jak drogocenną biżuterię i nie dzielę  się z nikim moimi skarbami. Czasem celowo nie  pytam się ciebie o coś czy to lubisz, czy nie, ale włączam  swój system obserwacyjny i rejestruję wtedy każdą, nawet najmniejszą twoją reakcję. Nauczyłam się tego przy Konradzie - niemowlak nie powie ci przecież co mu pasuje a co nie. Nie na wszystko co mu nie pasuje reaguje płaczem, ale i płacz niemowlaka wcale nie jest jednakowy.  Chwilami żałuję, że nie  znaliśmy się wcześniej, ale zaraz przychodzi mi na myśl, że być może te kilka czy nawet 13 lat wcześniej nie bylibyśmy wcale sobą  zainteresowani i nie ma więc czego żałować , ale trzeba tylko w pełni i jak najlepiej wykorzystać ten dany nam przez los czas. Może wtedy byłabym tylko przelotną twoją miłostką o której zapomniałbyś po kilku miesiącach.  

Z tymi  miłostkami to masz Eluniu rację w stu procentach, bo tak naprawdę żadnej z nich nie pamiętam od chwili gdy zobaczyłem twoje zdjęcie u twoich rodziców. Jakby mi ktoś mózg zresetował.Wpatrywałem się w twoje  zdjęcie jak zaczarowany. Wypijałem morze neski tylko po to, by posiedzieć przy stole i móc patrzeć na twoje zdjęcie słuchając opowieści o tobie jakim byłaś nieznośnym dzieckiem, potem całkiem fajną panienką a potem porzuconą żoną. Wojtek powiedział prawdę, zrobiłem ci wiele zdjęć z ukrycia. Zasypiałem z twoim zdjęciem leżącym na nocnym stoliku, w myślach rozmawiałem z tobą, mając ponad czterdzieści lat zachowywałem się jak zakochany małolat. Może popełniam błąd taktyczny tak odkrywając się przed tobą, ale tak właśnie było.Kocham cię bezgranicznie, nigdy nikogo tak nie kochałem. Każda godzina bez ciebie to dla mnie czas stracony, nie wiem jak zniosę to, że będę bez ciebie gdy będziesz w pracy. Chyba rozejrzę się za jakimś pół a może ćwierć etatem, żeby mi ten czas jakoś mijał.

                                                                      c.d.n.

piątek, 15 stycznia 2021

Fatamorgana - VIII

 Tym razem wizyta Eli i Jacka na działce była  bardzo krótka i tak właściwie było to odwiezienie Radka na  dalszą część wakacji u dziadków. Radek nieco narzekał, że oboje rodzice  odjeżdżają , ale Jacek wziął go na męską rozmowę i wytłumaczył, że zmiana stanu cywilnego zawsze pociąga za sobą różne skutki, że teraz mają sporo spraw do załatwienia, mama zmienia pracę, muszą w spółdzielni rozeznać sprawę zamiany mieszkania tego na większe a poza tym muszą porozmawiać  z adwokatem w sprawie usynowienia Radka przez Jacka. Ten ostatni argument najlepiej trafił Radkowi do przekonania. 

Zaczęli od Spółdzielni bo to  była sprawa w gruncie rzeczy najprostsza - przede wszystkim musieli Jacka  zameldować w mieszkaniu Eli, potem wystąpili o  jego członkostwo w tejże spółdzielni a na samym  końcu zasięgnęli informacji o możliwości zdania posiadanego mieszkania i otrzymania  za odpowiednią dopłatą innego, większego, w bloku, który  miał być oddany do użytku za 2 a najdalej 3 miesiące. Na szczęście na czteropokojowe mieszkania spółdzielnia nie miała wielu chętnych  i były jeszcze wolne mieszkania. Blok był dość mały, nie był wieżowcem, miał tylko cztery piętra, ale mimo tego posiadał windę i było w nim jeszcze 6 mieszkań, w tym dwa na trzecim piętrze. Gdy Ela usłyszała jaka będzie dopłata to była gotowa zrezygnować natychmiast, ale Jacek powiedział- zaczekaj, podejdziemy tam i zobaczymy wpierw  te mieszkania. Poprosił urzędniczkę wpierw o plan jednego z mieszkań na trzecim piętrze, potem poszli obejrzeć to mieszkanie. 

W bloku już trwały  prace wykończeniowe. Kierownik robót skrzywił się co prawda na ich widok, ale  widząc, że mają plan mieszkania z pieczątką spółdzielni osobiście ich  poprowadził do tego konkretnego mieszkania.  Ela całkiem przytomnie  zapytała się kierownika robót, czy wszystkie mieszkania mają taki sam rozkład i okazało się, że w tym bloku są też mieszkania trzypokojowe o niewiele  mniejszym metrażu niż te czteropokojowe - mają po prostu dużo większą kuchnię, taką samą łazienkę z  WC jak te 4 pokojowe i osobne WC z umywalką. Właściwie to były one lepsze niż te czteropokojowe.  Za to nie miały, w przeciwieństwie do czteropokojowych mieszkań  balkonu. No i lepiej, stwierdziła Ela, nie będziemy musieli walczyć z wszechobecnymi w mieście  gołębiami. A mógłby mi pan  napisać oznaczenie tego mieszkania? Bo jeśli jeszcze nie ma na nie podpisanej umowy to my byśmy je  wzięli. Jacek wyciągnął "stówę" w kierunku pana kierownika, a ten powiedział - momencik, to lepiej by państwo wzięli to mieszkanie obok - też takie trzypokojowe , ale kuchnia jest po północno - wschodniej  stronie budynku, to lepsze niż tamto, w którym kuchnia jest po stronie południowo-zachodniej. Szybciutko wyciągnął z kieszeni mały kartonik  i na nim wykaligrafował oznaczenie tego mieszkania. Jacek oczywiście przytaknął, że oczywiście ma rację, popytał jak idą prace i czy naprawdę skończą w terminie, przepytał czy zawsze tu jest pan kierownik, bo może nie byłoby głupio  gdyby jeszcze  raz tu wpadli, pomierzyli sobie dokładnie mieszkanie, bo przecież czasem i centymetr robi różnicę bo chcieliby mebelki  wcześniej zamówić, pan kierownik podał  na siebie  namiary i odprowadzeni przez pana kierownika  aż na parter opuścili budynek.

Jacek, ale ja nie mam tyle gotówki, musiałabym wziąć kredyt z banku. Eluniu, czyżbyś zapomniała, że masz męża? Od soboty już nie jest "ja", tylko "my." Weźmiesz pożyczkę, ale nie z banku ale z zakładu pracy. Bo się bardziej opłaca. Nie ma odsetek. I to też jest  jedna z wymiernych korzyści pracy u Wojtka.  Spłacimy ją bez problemu. 

Kochanie, ja nie idę na bezrobocie, ja idę na emeryturę, do której zawsze mogę dorobić zatrudniając się gdzieś na pół etatu. Poza tym ja nie jestem bez  zawodu, ja jestem elektronikiem i w tej branży mogę jeszcze popracować. Pożyczkę dostaniesz niemal na "dzień dobry", o co zadba twój szef. No i jak? bierzemy to mieszkanie czy wolisz zrezygnować?  Podoba mi się to mieszkanie, w kuchni będzie można swobodnie jeść bez potrącania się talerzami lub bez noszenia wszystkiego do dużego pokoju. I fajna jest ta łazienka. No więc? Idziemy rezerwować to wskazane przez faceta  mieszkanie? W spółdzielni pani się nieco zdziwiła, ale w końcu podpisali umowę wstępną. 

Teraz Jacek zatelefonował do Wojtka, mówiąc tylko, że muszą porozmawiać, bo coś się wydarzyło i żeby Wojtek wybrał albo  spotkanie w  jakiejś restauracji na obiedzie albo obiado-kolację u nich w domu. Oczywiście Wojtek wybrał spotkanie wieczorne u nich w domu a Jacek już się cieszył na myśl, jak to jego przyjaciel będzie się wściekał pokonując dwie pary drzwi wejściowych domofonem.

Pilnego załatwienia wymagała jeszcze sprawa drugiej części urlopu Eli.  Ela pojechała do swego biura, wzięła pozostałe dwa tygodnie urlopu, w kadrach zmieniła swój status i na razie  nic nie mówiła na temat swego odejścia z pracy.

Potem jeszcze zrobili zakupy na ową obiado- kolację. Gdy  powiedziała, że na kolację będzie pieczona polędwica wołowa  z kaszą perłową na ostro i z rodzynkami, Jackowi nieco opadła szczęka. Nigdy czegoś takiego nie jadłem - stwierdził. No to masz okazję. Jak raz zjesz to się w tym daniu zakochasz. Do tego zrobię sałatkę  trójkolorową. Czy Wojtek jada  paprykę? Nie wiem - ja z nim za często nie jadałem. No nic, to zrobię dwie różne surówki. Ja ci kochanie we wszystkim pomogę, tylko mi powiesz  co mam robić. No pewnie, że ci powiem, głównie będziesz kroił dość drobno  paprykę. I pamiętaj, żebyśmy jeszcze  fetę kupili, taki słony bułgarski ser. A do czego ten ser? No właśnie  do tej sałatki. Ser do sałatki? 

I rzeczywiście Wojtek nieźle się  zeźlił tym podwójnym domofonem.  Ela się śmiała, bo w tym bloku mieszkało wielu wojskowych a ten podwójny domofon to wymyślili panowie z tak zwanej Rady Domu, składającej się z samych mocno starych wojskowych. Rada Domu miała całą masę pomysłów "od czuba" , na szczęście większość ich pomysłów była negowana przez Spółdzielnię.

Danie zaserwowane przez Elę zostało nie tyle zjedzone co pożarte niemal całkowicie. W trójkę zjedli ponad kilogram polędwicy wołowej, a kasza perłowa na sypko podana  na ostro, ale i z rodzynkami też zrobiła furorę.  Sałatka bułgarska też migiem zniknęła.

O Boże, jęknął Wojtek, jak ta twoja żona super gotuje! Czuję, że się będę do was wciąż wpraszał na obiady. Ela, dasz mi przepis? Czy to może zbyt skomplikowane na męski mózg? Tu duże  znaczenie ma  rodzaj mięsa i sposób jego przygotowania i trzeba mieć pomocnika do krojenia warzywek. To była polędwica wołowa. Ale to nic skomplikowanego. Mam w repertuarze kilka  dość ciekawych przepisów, a ty, jako przyjaciel Jacka  zawsze możesz wpadać do nas na jakieś papu. Ja nawet lubię gotować, zwłaszcza coś nietypowego dla polskiej kuchni.

Następnym razem zrobię wam nadziewane kotlety mielone, ciekawa jestem czy wam przypadną do gustu. 

Przy kawie i lodach z malinami Wojtek nieco "oprzytomniał" i zwrócił się  do Jacka- mówiłeś, że coś się wydarzyło, szczęściarzu, czyżbyś miał zostać biologicznym ojcem? No co ty, nie zdążyłbym wychować. Namówiłem Elę, żebyś z nią  dokładnie omówił, o ile jeszcze jesteś  tym zainteresowany, jej pracę u Ciebie. Ale nic nie ma darmo- ceną jest załatwienie jej pożyczki mieszkaniowej w kasie zapomogowo-pożyczkowej. Byliśmy dziś w spółdzielni, chcemy jednak zmienić to mieszkanie a w rozliczeniu dajemy to  i dopłatę. Ja mam forsę na lokacie jeszcze przez rok. To jest jedna sprawa. Druga - masz jakieś kontakty by można szybko wszcząć sprawę o usynowienie  Konrada?  

Elu, naprawdę byś zaczęła u mnie pracować? No to możemy się jutro spotkać u mnie w gabinecie. W Biurze przepustek będzie na Ciebie czekać od godz, 11,00 przepustka imienna. Jacek wejdzie jeszcze na swojej służbowej. Byłoby miło gdybyś dotarła do mnie tak około 12,00.

Co do byłego Eli - zaczniemy poszukiwania.  Najlepiej byłoby znaleźć go tam na miejscu i łagodną perswazją mu wytłumaczyć, że powinien podpisać zgodę na adopcję Konrada. Można też zacząć działać dwutorowo - przekonać dziadków, żeby wycofali swe poręczenie. Za kilka dni będę coś więcej mógł o tym powiedzieć. Przepraszam cię  Elu, ale straszliwy dupek z tego facecika. To trzeba nie mieć rozumu i oczu, żeby  zostawić taką kobietę i dziecko.

Powiem ci, Wojtku, że teraz to jestem mu wdzięczna, za to, że mnie porzucił. Głupio to brzmi, ale tak jest. Poza tym staram się do wszystkiego co mnie spotyka  w życiu podchodzić już nieco spokojniej- zakładam, że co mnie nie zabije to mnie wzmocni, czegoś mnie nauczy. Przeczytałam wtedy mnóstwo mądrych książek, byłam nawet u psychologa by dowiedzieć się jak w tym układzie wychowywać Konrada.  On się przez jakiś czas bał, że ja też zniknę z jego życia. I wcale mu się nie dziwię - odszedł tata to może i mama odejść. I teraz, gdy widzę jego uwielbienie dla Jacka, jestem potrójnie wściekła na byłego, głównie za to, że ani razu nie napisał do własnego dziecka.  Nawet nie macie pojęcia ile razy musiałam się ugryźć w język by nie powiedzieć czegoś brzydkiego o nim  przy dziecku. Czym prędzej zmieniłam meble w mieszkaniu, nieco je przemeblowałam, wszystko w ramach zacierania pamięci Radka o ojcu. Wiesz Wojtku, był taki moment, gdy zamarłam gdy Jacek powiedział Radkowi, że mnie kocha, a ten się go zapytał, czy my sypiamy ze sobą- nie byłam pewna co Jacek  powie i omal go nie ucałowałam za to, że przyznał się dzieciakowi, że ze sobą sypiamy. I tak ładnie powiedział, że owo sypianie jest cielesnym wyrazem uczuć między mężczyzną a kobietą. Bo ja starałam się zawsze odpowiadać na wszystkie pytania Radka zgodnie z prawdą, żadnych bajek o bocianie lub kapuście. A teraz będzie mnie w tym wyręczał Jacek. Jak na dwunastolatka to Radek jest chyba jeszcze dość dziecinny, ale  widzę, że teraz zaczyna się zmieniać. Z jednej strony nadrabia czas, gdy nie miał przy sobie ojca, bardzo mu brakowało ojca i teraz gdy widzę jak się tuli do Jacka to aż mi łzy do oczu napływają, nie z zazdrości, ale  z żalu, że przez 5 lat nie było przy nim ojca, wzorca który mógłby powielać. A teraz moje dziecko ma wreszcie wspaniałego tatę a na dodatek fajnego wujka, który go traktuje poważnie a nie jak głupiego dzieciaka.

Wojtek siedział na sofie "po turecku", wpatrzony w Elę przytuloną do Jacka. Och, nawet nie macie pojęcia jak ja wam zazdroszczę! Wszystkiego wam zazdroszczę. Nie  wiem Elu, czy wiesz, ale on mi opowiadał o tobie jeszcze w kwietniu, jęcząc, że jest zakochany w kobiecie, którą zobaczył na zdjęciu u sąsiadów. Oczywiście powiedziałem mu, że zwariował. Potem ty byłaś z Radkiem tam 1 maja i śledził cię z ukrycia, udając, że  go wcale tam nie ma. No i wtedy już przepadł całkiem, a na dodatek twoja mama zyskała w nim pilnego słuchacza i ciągle jemu o tobie opowiadała. Potem twój tata przywiózł Radka i część uczuć z  ciebie  przeniósł na Radka. Pierwszy raz w  życiu zainteresowało go jakieś dziecko, no bo to było twoje dziecko, a nie jakieś dziecko. Potem łaził za tobą po lesie, bo się bał żebyś nie  zabłądziła albo sobie  nogi nie skręciła, albo żeby cię dzik nie pogonił albo jakiś miejscowy drań nie  skrzywdził i codziennie o tobie  słyszałem, niestety same zachwyty. Strasznie mnie namęczył nim się zdecydował wreszcie  ujawnić. A ile ci zdjęć porobił z ukrycia - Ela sama, Ela z synkiem, Ela je, Ela na leżaku, Ela w kostiumie, Ela w dżinsach, Ela z rodzicami.A jak już wreszcie ośmielił się i zaczął z tobą rozmawiać to ciągle  słyszałem jaka jesteś mądra, cudowna itp. A najgorsze, że to wszystko jest prawdą i budzi moją zazdrość ale jednocześnie się cieszę, bo kocham go jak brata, którego oczywiście nie mam. Ale mam siostrę.I to dużo młodszą. Ja mu się wcale nie dziwię, gdybym był na jego miejscu też bym się zakochał. No a potem umierał ze strachu, że go odrzucisz bo za stary. Ela spoglądała na Jacka, który tylko głową kiwał a w końcu się odezwał - prosiak z ciebie Wojtusiu, że to wszystko mówisz, no ale to prawda, nie wyprę się tego. Trafiła mnie i zatopiła. Kocham ją i to bardzo. I chciałbym byś ty też znalazł kobietę swego życia. No przecież próbowałem, ale mi się nie udało- odpowiedział Wojtek. No to zacznij szukać w innej grupie wiekowej, sporo jest naprawdę mądrych i ładnych babek tuż po czterdziestce, te mocno poniżej trzydziestki mają za mało mądrości życiowej - doradził Jacek. Nie  żebym ci wypominał wiek, ale jesteś ode mnie starszy.