poniedziałek, 12 kwietnia 2021

czerwcowy urlop 8

Przed wyjściem do mieszkania Artura Maria szybko rozrysowała plan swojego mieszkania i wszystko zwymiarowała.  Artur zaproponował, by sypialnię zrobić w pokoju od południowego zachodu, bo jego okna  wychodzą na  duży trawnik, a okna dotychczasowej sypialni wychodzą na uliczkę, którą co i rusz podjeżdżają samochody. Co do przestawienia łóżka to żaden problem, bo on ma w pracy kilku silnych i chętnych kolegów i pomogą mu w przestawieniu mebli jak i przerzuceniu jego mebli i rzeczy z jego mieszkania do mieszkania Marii.  Maria całkiem przytomnie  zauważyła, że jeśli Artur  wynajmie komuś swoje  mieszkanie, to chyba raczej z umeblowaniem, a ona ma pieniądze na  meble u siebie, tylko trzeba teraz razem pomyśleć nad urządzeniem i przelecieć się nieco po sklepach meblowych i coś kupić.  A gdy kupią meble to razem z ich montażem. 

Mieszkanie Artura było dwupokojowe, w wieżowcu i jak twierdził Artur, jedyną jego zaletą to był widok z okien, bo mieszkanie było na 8 piętrze. Na szczęście windy były dwie i nie psuły się zbyt często, bo w bloku było tylko dwoje nieletnich dzieci, które nigdy same nie urzędowały poza mieszkaniem. Mankamentem dodatkowym była bliskość ulicy o sporym natężeniu ruchu miejskiego. Wspólnie doszli do wniosku, że najmądrzej będzie gdy Artur weźmie tylko wszystkie swoje rzeczy osobiste i oczywiście książki. Maria podsunęła pomysł, że skoro przeniosą sypialnię do innego pokoju, to w byłej sypialni dobrze będzie zrobić miejsce do pracy, wstawi się tam regały z książkami i biurko i dwa fotele, żeby było wygodnie  czytać, a gdy Artur zdecyduje się  jednak robić doktorat to będzie miał wygodny  gabinet. A skąd ci wpadło na myśl, że może będę robił doktorat? Nie wpadło mi, tylko coś raz na ten temat napomknąłeś, więc pomyślałam, że taki pokój byłby przydatny. Wiesz, może nie jestem najmądrzejsza pod słońcem, może nie potrafię już teraz nikomu w pełni zaufać,  ale pamiętliwa to jestem. Pamiętam wszystko co mówiłeś odkąd pierwszy raz się do mnie odezwałeś. A poza tym uważam, że mógłbyś doktorat zrobić, bo nie ma zbyt wielu fizjoterapeutów z tym stopniem. I jestem pewna, że bez problemu zrobiłbyś  doktorat. A np. w takiej prywatnej przychodni rehabilitacyjnej to przyciąga pacjentów. 

Maryś, ty mnie powalasz na kolana- uwielbiam cię, zaskakujesz mnie nieustannie! Wierzysz, że bez trudu zrobię doktorat a jednocześnie nie możesz uwierzyć, że cię naprawdę kocham!  Arti, to są dwie różne rzeczy. Zobaczymy co tobie wpadnie do głowy gdy będziesz musiał gdzieś sam, beze mnie wyjechać. Złe myśli przychodzą nam do głowy głównie z powodu naszych wcześniejszych złych doświadczeń.

Przyznasz sam, że to wszystko między nami miało tempo lotu rakiety kosmicznej. Oszukał mnie ktoś, komu ufałam i znałam sporo czasu, ponad rok, nim znalazłam się z nim w łóżku. A z tobą to było zupełnie inaczej, chwila - moment i byłam gotowa iść za tobą na koniec świata. Więc cały czas tłumaczyłam sobie, że to nie miłość z twojej strony ale zwykła chęć przeżycia  przygody wakacyjnej, więc nie powinnam ci wierzyć, bo przecież już raz się tak  bardzo zawiodłam, a tamtego przecież znałam o wiele dłużej.  A każdy z nas gromadzi przecież w pamięci wszystko co przeżył i te nasze  przeżycia i wysnute z nich wnioski pozwalają nam podobno nie popełniać kolejnych błędów. I trochę mnie przeraziło, że moje ciało nie słucha mojego rozumu. I też się zastanawiam jak ja bez ciebie przeżyję te 10 godzin na dobę. I bardzo mi się podoba projekt bym się przekwalifikowała i byśmy pracowali razem. I wiesz co, jeszcze nigdy nie powiedziałam nikomu tyle o sobie, o swych wątpliwościach, lękach -nawet Alicji.

Artur tulił Marię, delikatnie całował, w końcu powiedział - przepracowałem traumę gdy padło moje małżeństwo- to były dwa lata z życiorysu. Ty jesteś zupełnie inna, przede wszystkim jesteś mądrą kobietą, łączysz urodę i wdzięk  z mądrością. I tak naprawdę rozumiem twoje obawy. I też byłem bardzo zaskoczony tempem w jakim się w tobie zakochałem. 

Teoretycznie jestem raczej racjonalnie myślącym człowiekiem, ale wierzę, że nie wszystko od nas zależy, że istnieje jakaś zbiorowa mądrość i czasem mamy do niej dostęp i wtedy znajdujemy tę swoją drugą połowę, kiedyś od nas "odkrojoną", wpadamy na genialny pomysł, lub dokonujemy jakiegoś wynalazku. Wiesz Maryś- dla mnie  cudowne jest to, że mówimy sobie o wszystkich swoich wątpliwościach i czuję cały czas, że nadajemy na tych samych częstotliwościach. 

Nim wszedłem na stołówkę to wiedziałem, że będę siedział z dwiema młodymi osobami płci żeńskiej, bo ktoś kiedyś  wpadł na pomysł, by przy stoliku siedziały, w miarę możliwości, osoby z tego samego miasta, bo wtedy łatwiej jest nawiązać rozmowę. Obserwowałem cię chwilę stojąc przy recepcji i pierwszą myślą było - czemu ja jej nie poznałem wcześniej? Już pierwszego wieczoru czułem, że się pogrążam w uczuciu do dziewczyny, której wcale nie znam. Byłaś nieco zalotna ale jednocześnie trzymałaś mnie na dystans. Taka dziwna mieszanka. 

Arti, wyłóżmy na tapczan wszystkie rzeczy, które chcesz zabrać, to będziemy wiedzieć ile pudeł trzeba będzie w poniedziałek zakupić. Oczywiście ubrania możemy zabrać już dziś. Planowałam, żeby książki były nie na otwartych regałach, ale w szafach bibliotecznych, nawet znalazłam punkt,  gdzie można je zamówić za  całkiem przyzwoitą cenę, wybrać kolor okleiny, dopasować rozmiar. A dopóki nam nie zrobią szaf książki pomieszkają w pudłach.

Pościel też tu zostaw, u mnie czego jak czego, ale pościeli nie brak- wszak rodzice ponoć nie planowali zostania w Australii i pościeli, garów , w ogóle wyposażenia domu  na wycieczkę nie zabrali. Muszę się przejechać do banku i sprawdzić swoje dolarowe konto- ostatnio przestali przysyłać wyciągi z konta - takie nowe udogodnienie. Trzeba się pofatygować osobiście i swoje odstać w kolejce.

Maryś, weź łaskawie pod uwagę, że ja się włączę do wszystkiego finansowo - brałem sporo prywatnych fuch a mało wydawałem, bo nie piję, nie  gram w karty, nie wydawałem też na dziewczyny, bo nie szukałem wrażeń. I będą też jakieś pieniądze z wynajmu tego mieszkania. I wiesz o czym pomyślałem? Trzeba się przejść do spółdzielni i rozejrzeć za jakimś większym mieszkaniem - ta nasza spółdzielnia nadal przecież buduje mieszkania, więc trzeba zobaczyć gdzie i jakie. Wiem, że oni chętnie biorą stare mieszkania w rozliczeniu, a ty jako ekonomistka ogarniesz sprawę na ile się to opłaca. Bo może lepiej jest zamienić te dwa na jedno, większe ale z ogłoszenia na wolnym rynku. Stąd jest co prawda dobry dojazd i do centrum miasta i do Konstancina. Ale to nie pilne i wykonalne dopiero po ślubie. Nie mniej już teraz nie myśl w kategoriach ja, on, ale zaakceptuj do wszystkiego słówko MY. To takie miłe, ładne słowo! Wiesz co, ja to się już czuję jakbyśmy byli małżeństwem. Maria popatrzyła się na niego nieco zdziwiona - a to człowiek się inaczej czuje gdy jest żonaty? W pewnym sensie tak, bo czujesz się odpowiedzialna za tę drugą osobę. No to ja jestem w takim razie od samego początku twoją żoną, bo cały czas czuję się jakoś za ciebie odpowiedzialna- żebyś nie był głodny, żebyś się nie zaziębił, żebyś był ze mną szczęśliwy. I  jakoś wcale mi do tego nie jest potrzebne świadectwo ślubu, wystarczy to, że cię kocham.  Arti, przecież ty się też cały czas, odkąd jesteśmy razem, o mnie troszczysz - pilnujesz żebym się nie przemęczała, nie wychłodziła i żeby mi było z tobą dobrze na wielu poziomach. Świadectwo ślubu nic do tego nie ma. 

Artur chwilę milczał, potem powiedział - masz rację. Nie rozmawialiśmy jeszcze o jednej sprawie - czy będziemy mieć dzieci? Jak to widzisz? Tak naprawdę to jeszcze nie wiem - na pewno nie teraz-zaraz. Mam wrażenie, że wpierw trzeba razem zatęsknić za posiadaniem dziecka, bo gdy tylko jedno tego chce, to z czasem dziecko będzie czynnikiem konfliktogennym. Na razie ten temat wkładam ad acta, nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Ale nie wykluczam takiej możliwości. Wydaje mi się, a raczej jestem tego pewna, że musimy oboje za tym zatęsknić, a nie tylko jedno z nas. Arti, a ty już tęsknisz za dzieckiem? Artur skrzywił się - tak naprawdę to nie czuję jeszcze potrzeby posiadania potomstwa, tylko chciałem wiedzieć jak ty na to patrzysz. No widzisz, do wszystkiego trzeba po prostu dojrzeć a do macierzyństwa i ojcostwa zwłaszcza. Poczekajmy jeszcze, korzystajmy z dobrodziejstwa patentu, nacieszmy się po prostu sobą. 

Arti, włóż do torby to co ci będzie potrzebne na najbliższe dwa tygodnie. I zauważ, że w tej torbie jest jeszcze jedna torba, wzięłam dwie. Sprawdzę w piwnicy ile mam tam kartonów. Do pracy wracam dopiero w środę, więc będę miała trochę czasu na kupienie kartonów. Jest taka  fajna firma na dalekiej Ochocie z kartonami i wszelakimi opakowaniami. I mili panowie tam pracuję, "samotnej kobiecie" załadują do samochodu rozłożone kartony, a za trzy piwka któryś z pijaczków spod sklepu wniesie mi to do mieszkania.  Ja mam u nich chody, bo jednego poratowałam kiedyś plastrem z opatrunkiem. Stał sierota przy sklepie z rozbitym łukiem brwiowym i krew mu kapała.   A że ja zawsze mam jakiś plaster z opatrunkiem przy sobie to mu to zakleiłam i zawiozłam faceta do przychodni. Znałam jego żonę, ale ona przewinęła się na raka i on zaczął się po jej śmierci "znieczulać". Nie przyznałam się, że znałam jego żonę, nie czuję się na siłach by być terapeutką obcego faceta.I zawsze mi się grzecznie pijaczkowie kłaniają nazywając mnie "panią sąsiadką". Przed południem to są jeszcze dość przytomni. I nigdy przy mnie nie przeklinają.

                                                                        c.d.n.



niedziela, 11 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop -7

 Jazda w dwa samochody najczęściej jest dość męcząca. Ustalili, że Maria będzie  jechać na pierwszej pozycji, Artur za nią. Wyjechali zaraz po śniadaniu. Najgorzej jechało się im  przez cały Półwysep a na obwodnicy Gdańska był korek  spowodowany pracami drogowymi. Maria uprzedzała Artura, że ona nie ma zwyczaju jeść po drodze a korzystanie z toalet na stacjach benzynowych też jest dla niej udręką, więc w drodze "żywi się" głównie czekoladą i ewentualnie je jabłko gdy się jej zachce pić. Poza tym trasa do 400 km to dla niej przysłowiowa "pestka", ale kiedyś się zmęczyła jadąc  do Kołobrzegu, bo to jednak jest z Warszawy ponad 500 km i musiała nieco w drodze odpocząć. Jak zawsze wszystko zależy od tego jaka będzie płynność przejazdu - po prostu płynny przejazd  jest mniej męczący. Gdy już wreszcie wyplątali się z gdańskiej obwodnicy Maria nabrała "wiatru w  żagle" . Co prawda nie żyłowała samochodu, ale przejazd był na tyle płynny, że poza odcinkami wymagającymi zdjęcia nogi z  gazu z powodu nakazu ograniczenia szybkości, jechała 100-110 km/godz. Od Palmir już jechała znacznie wolniej - po prostu kilka razy zdarzyło się jej zapłacenie mandatu na tym odcinku. Artur nie wiedząc czemu Maria tak bardzo zwolniła martwił się, że może  źle się czuje, ale gdy już wjechali w granice  wielkiej Warszawy to i tak musieli zwolnić. Zgodnie z umową zajechali wpierw do mieszkania Marii. Gdy tylko zaparkowali Artur wyskoczył z samochodu by się dowiedzieć, czy z Marią wszystko w porządku, czy się aby za bardzo nie zmęczyła i poprosił by sama nie wyciągała i nie niosła do domu swej wielgachnej torby. Arti, ta torba może i wygląda na ciężką, ale wcale nie jest ciężka, waży góra 12  kilogramów, ważyłam ją przed wyjazdem, dam radę ją wnieść, w końcu mieszkam na pierwszym piętrze.  A leżaki wezmę do domu później. Bierz swoje rzeczy i idziemy. A samochody odstawimy na parking strzeżony później. 

Gdy tylko zamknęli za sobą drzwi wejściowe mieszkania Artur stwierdził, że już się za nią niesamowicie stęsknił i że jeżdżenie w dwa samochody jest do kitu.  Maria wyciągnęła z lodówki 1 butelkę zimnej wody, w dzbanku pomieszała wodę z lodówki z wodą, która czekała na nich w mieszkaniu i oboje czym prędzej uzupełnili poziom płynów. Włączyła piekarnik, wstawiła do niego zamrożony obiad i stwierdziła, że musi iść do sklepu, bo trzeba kupić "coś zielonego" do obiadu no i "resztę" produktów na kolacje i na śniadania aż do poniedziałku. Oczywiście zaraz się dowiedziała, że mogą albo pójść razem, albo ona mu napisze co ma kupić i on pójdzie sam. Wygrała wersja pójścia do sklepu we dwójkę. Do sklepu to było coś około 120 metrów i ku wielkiemu zdumieniu Artura Maria wzięła wózek zakupowy i dwie siatki, ale na szczęście nie zadał typowo męskiego pytania  " a na co ci tyle siatek i jeszcze wózek"? W sklepie dostał polecenie, by wybrał to co on lubi jeść, zakupy na dziale mięsnym zrobili wspólne, wędliny lubili na szczęście te same, potem wspólnie wybrali  "coś słodkiego", owoce, "materiał" na surówki. Gdy pakowali wszystko do torby zakupowej i dwóch siatek Artur sam sobie  gratulował, że nie wyraził głośno zdziwienia na co biorą taką ilość  siatek. Arturowi przypadło niesienie dwóch całkiem pełnych toreb zakupowych, a Maria bez problemu ciągnęła  torbę-wózek, która  miała na tyle duże kółka, że można było bez trudu wciągnąć ją po schodach. Tak przy okazji Maria wyjaśniła, że ona  zawsze używa tej torby na kółkach, żeby nie  dźwigać, bo zakupy to robi raz na kilka dni.

Potem wspólnie kroili  "zieloności" na surówki, Maria pokazała  gdzie są przyprawy. Tymczasem obiad nie tylko się rozmroził ale i solidnie odgrzał co zachwyciło Artura, który już był głodny. Maria z zachwytem patrzyła jak znika jej dzieło obiadowe - pilaw z mięsem drobiowym i marchewką. Ona zjadła raptem ze trzy łyżki, co zmartwiło Artura, ale wytłumaczyła mu, że przez drogę pasła się czekoladą a to bardzo kaloryczne jedzonko i po prostu jeszcze nie zgłodniała. Artur przed drogą też dostał tabliczkę czekolady już połamanej na kawałki, ale zupełnie o niej zapomniał i nic nie jadł.

Po obiedzie była kawa, sernik, truskawki oraz lody. I wreszcie stęskniony Artur mógł przytulić i całować swój skarb. A skarb, nieco jednak zmęczony, bardzo mocno objął Artura, wtulił się w niego i...najzwyczajniej w świecie zasnął. Artur bał się poruszyć,  by przypadkiem Marii nie obudzić, w końcu i jego zmorzył sen. Obudzili się niemal jednocześnie po dwugodzinnej drzemce. 

Maria stwierdziła, że teraz Artur powinien obejrzeć jej mieszkanie. Dużo do oglądania to nie było, raptem 3 pokoje z kuchnią, łazienką i WC. Okna dwóch pokoi wychodziły na południowy zachód, okno kuchenne i trzeciego pokoju na północny-wschód. Pokój dzienny(od strony południowo-zachodniej) posiadał loggię i to całkiem sporą. Jej mieszkanie było o kilkanaście metrów większe od jego mieszkania i Maria  zaproponowała, żeby Artur wprowadził się do niej. Skoro kiedyś mieszkała tu razem z rodzicami i jakoś z tym metrażem 56 metrów kwadratowych "wyrobili" w trzy osoby, to w dwie tym bardziej się pomieszczą. Sypialnię Maria urządziła sobie w pokoju wychodzącym na północny wschód, w dużej ubraniowej szafie było jeszcze sporo miejsca na ubrania dla drugiej osoby, a łóżko było podwójne. Drugi mały pokój miał dwuosobową wersalkę, regały i biurko, pokój dzienny stał nieco ogołocony z mebli, bo siostra jej matki  zabrała meblościankę, która zdaniem Marii była paskudna, ciemna i na "wysoki połysk". Teraz w pokoju dziennym stał tylko tzw. "stolik kawowy", przy nim dwa fotele, całość "wzbogacała"  wersalka. Posiłki wszystkie Maria jadła w kuchni a gości po prostu nie przyjmowała. Ma co prawda pieniądze na meble ale jakoś cały zapał do meblowania zniknął jej po kontakcie "z niedoszłym, niewiernym". A jeśli się Artur do niej sprowadzi, to swoje mieszkanie może wynająć komuś, nie będzie  wtedy generowało kosztów. Tylko niech jeszcze spokojnie się zastanowi, czy naprawdę chce być z nią, czy może to był tylko wakacyjny kaprys. 

Artur podszedł do niej, ujął jej twarz w dłonie, zatopił wzrok w jej oczach i cicho zapytał- powiedz mi, dlaczego mnie ranisz? Kocham cię, pragnę być z tobą, chcę byśmy się pobrali, czy ty tego nie rozumiesz? Tak najzwyczajniej w świecie się w tobie zakochałem i chcę być z tobą jak długo mi życia starczy. Co mam zrobić byś mi wreszcie uwierzyła? To ja raczej powinienem się  dziwić że chcesz być ze mną - nie jestem bogaty, nie jestem sławny, do Adonisa też mi daleko. Pomyśl jeszcze i o tym, że bardzo rzadko zdarza się to co przydarzyło się nam za naszym pierwszym razem - szczytowaliśmy jednocześnie, co niektórym parom udaje się bardzo rzadko, a większość kobiet nigdy nie szczytuje. I nie myśl, że wiem o tym z własnego doświadczenia - mam kolegę seksuologa a w domu mnóstwo książek od niego właśnie. Gdybym cię nie kochał, nie wychodziłbym z skóry byś miała orgazm - mogłem (jak większość) po krótkiej grze wstępnej wejść w ciebie i w kilka minut sprawę zakończyć a potem się zapytać czy ci było dobrze, a ty pewnie byś powiedziała, że tak, bo nawet nie bardzo wiedziałaś dotąd co  znaczy to "dobrze". Maria miała łzy w oczach, a gdy Artur je delikatnie ocierał powiedziała - przepraszam cię, nie chciałam cię zranić, tylko mi jakoś trudno uwierzyć, że mnie pokochałeś. No to uwierz wreszcie, głupiątko kochane.  Oczywiście, że się do ciebie wprowadzę. I to jeszcze w ten weekend, bo nie zasnąłbym bez ciebie. A w tygodniu odwiedzę USC rano,gdy będę miał popołudniową zmianę i wezmę swoje dokumenty. A ty idź tam w poniedziałek rano po swoją metrykę, chyba że masz  metrykę w domu. I złożymy dokumenty. A w któryś weekend pojedziemy do Krakowa, chcę byś poznała  moich rodziców i mego brata. Wydmuchaj nosek, pełno w nim łez. A potem mi zademonstrujesz swoje umiejętności jako masażystka, dobrze? I wiesz co? gdy się pieścimy koryguj mnie, mów jeśli coś ci mniej będzie odpowiadało, dobrze? Dobrze, ale mnie wszystko odpowiada co ze mną robisz - zapewniła go Maria- no to  mów mi o tym, chcę wiedzieć co czujesz. Gdy mnie będziesz masować ja na pewno ci powiem co czuję, gdzie mnie  boli w czasie masażu albo gdzie chcę być dłużej masowany.

Arti, nie gniewaj się, ale czy mógłbyś mi powiedzieć z iloma kobietami żyłeś nim się poznaliśmy? Mogę- jesteś czwarta, w tym liczę też żonę. Ale od czasu żony to jesteś pierwsza. A ty mój skarbie ilu zaliczyłaś? Jednego, niedoszłego-niewiernego. No popatrz Maryś, jacy szalenie rozwiąźli z nas młodzi ludzie! Wstrząsające! To gdzie będzie ten masaż? W sypialni, tylko wpierw trzeba rozłożyć prześcieradło kąpielowe, żeby nie wybrudzić pościeli olejkiem. Zaraz je przyniosę, jest w łazience.

Razem rozłożyli duże frotowe prześcieradło i Maria zarządziła- no to się rozbieraj, do golasa. Artur spojrzał  na nią uśmiechając się - to bardzo dziwne, że mam być goły do masażu.A chcesz mieć bokserki wytytłane olejkiem? A poza tym bardzo lubię oglądać cię gdy jesteś golutki. A ty będziesz ubrana? Prawie- będę w majtkach i staniku. Rozumiem, to będziesz ubrana niczym mniszka. No to kładź się na brzuchu. A jak ty się tu do mnie dostaniesz? Nie martw się, to moje zmartwienie. Powąchaj olejki i wybierz który wolisz. Ten zielonkawy, a co to jest? Avocado. To się  podobno je, ale jakoś nie miałem odwagi. To żałuj, zrobię gdy będzie. Maria rozsiadła się na jego udach i zaczęła od delikatnych ruchów by dobrze rozprowadzić olejek. Ooooo, to nawet miłe - stwierdził Artur. Masz taki delikatny dotyk. Ale wkrótce ten delikatny dotyk bardzo się zmienił i co jakiś czas rozlegało się  "ała, to boli, czym ty to robisz?"  Ręką - zapewniała go Maria- wytrzymaj chwilę, zaraz ci to rozmasuję i przestanie boleć. Po 20 minutach lekkich tortur pleców zabrała się za pośladki, informując Artura,  że  prawy mięsień gruszkowaty zaraz go zaboli, bo musi w niego wbić swój kciuk. A jutro to będzie go trzeba rozciągnąć, takim jednym prostym ćwiczeniem, potem zabrała się za uda, na końcu za łydki.

No to druga strona- zarządziła. Ale druga strona była co nie bądź nie gotowa do masażu, za to w pełnej gotowości bojowej do innych zadań. Widzisz co zrobiłaś? teraz ja się nad tobą poznęcam, śmiał się Artur. "Znęcanie" się było wielce satysfakcjonujące dla obojga a Maria uczyła się mówić o tym co czuje, co jej odpowiada a co nie za bardzo.

Wieczorem odprowadzili  samochody na strzeżony parking a wracając z parkingu szli przytuleni, więc oczywiście musieli spotkać kilka znajomych sąsiadek Marii i zaprzyjaźnionego z Marią psa, który uznał, że skoro Maria idzie przytulona do  faceta, to ten facet jest też jego przyjacielem i Artur został protekcjonalnie liźnięty, a właścicielka psa powiedziała do Marii - Kuba się zna na ludziach!

Gdy wieczorem  już leżeli w łóżku Maria powiedziała- ostatnio coś sporo rzeczy spotyka mnie po raz pierwszy w życiu. Po raz pierwszy szczytowałam, ty jesteś pierwszym mężczyzną, który spędzi noc  w mojej sypialni, ty jesteś pierwszy, z którym wypróbowałam "patent" i jesteś pierwszym , z którym rozmawiam o seksie tak jak o innych sprawach. No i to napawa mnie dumą- stwierdził Artur. I wiesz co -szkoda, że nie zrobiłaś zawodowego kursu- czy wiesz jaki masaż mi zrobiłaś? Wiem, uproszczony rolfing. Zgadza się, tylko pacjent ci się trafił kiepski bo jest w tobie po uszy zakochany i wciąż ciebie spragniony  i każdy twój dotyk przeogromnie na mnie działa. Pomyśl nad tym zawodowym kursem, moglibyśmy razem pracować. Bo chcemy w kilku zorganizować prywatną placówkę rehabilitacyjną. To jeszcze melodia przyszłości, zdążyłabyś zrobić w międzyczasie kurs. Zastanawiam się jak ja wrócę do pracy? tyle godzin bez ciebie, koszmar jakiś.

Jutro podjedziemy do mojego mieszkania, muszę trochę rzeczy zabrać i zastanowimy się nad meblami, bo część może weźmiemy ode mnie. Czy twoi rodzice przyjadą na  nasz  ślub? Chyba  żartujesz?  Oni mnie zostawili, więc nie czuję się w obowiązku informowania ich, że mam zamiar wyjść za mąż. Przecież oni nawet do mnie nie piszą, tylko co jakiś czas wpłacają  coś na konto. Są śmiertelnie obrażeni, że nie chcę do kangurów polecieć. 

Nie martw się Maryś, moja rodzina cię zaadoptuje w całości, dodatkowo będziesz  miała szwagra i pewnie szwagrową, bo coś mi się obiło o uszy, że chce się żenić.On jest wdowcem i ma córkę, więc bardzo długo nie mógł się zdecydować na małżeństwo.  Może w następny weekend pojedziemy do Krakowa? Bardzo chcę się tobą pochwalić. No to muszę w takim razie iść do fryzjera i zrobić porządek z włosami. A co to znaczy porządek z włosami? Chyba nie chcesz ich obciąć na krótko? Na krótko to nie, ale trzeba je trochę wyrównać. Będą o 2 cm krótsze i zaraz będą się same dobrze układać. Ale ja lubię jak masz taki lekki bałagan na głowie- marudził Artur, lubię szukać w nich twoich uszek, lubię  się nimi bawić. A ja lubię całować cię w szyję, bo się wtedy z twoim ciałem różne dziwne rzeczy dzieją, podobnie jest gdy ci przejeżdżam palcem po kręgosłupie. I w ogóle uwielbiam cię całować, no właśnie zauważyłam, że dawno tego nie robiłam, pewnie już ze 20 minut.

                                                                              c.d.n.


Czerwcowy urlop -6

 Po tak spokojnie przespanej nocy postanowili podjechać do Helu i popłynąć do Sopotu. Obejrzeli w Sopocie nowe, nadmorskie osiedle. I stwierdzili, że może  drugą część swych urlopów spędzą właśnie w  Sopocie, w którymś z tych mieszkań, które głownie były  wykupione właśnie  pod wynajem przez letników. Mieszkania były w pełni urządzone i wyposażone łącznie z akcesoriami kuchennymi, był też garaż.  Marii nie przeszkadzało, że czeka ją na takiej kwaterze gotowanie, a na dodatek Artur zapewniał ją, że on też potrafi gotować, więc  razem na pewno szybko się uporają z gotowaniem. A skoro będą się sami zajmować przygotowywaniem posiłków to będą sobie gotować tylko to co lubią. 

Przeszli się do biura, w którym można było zrobić rezerwację i zadatkowali mieszkanko dwupokojowe na 2 tygodnie na przełomie sierpnia i września. Do plaży mieli z tego budynku mniej więcej około 350 metrów, w pobliżu była też całkiem miło wyglądająca restauracja a na  plaży, blisko wejścia na nią, była smażalnia ryb, poza tym można było tam kupić coś zimnego do picia oraz kawę. Sprawdzili też na planie, że  niedaleko, mniej więcej w odległości pół kilometra jest nieźle zaopatrzony bazar, na którym można się zaopatrywać w zieleninę i nabiał, a do dobrze  zaopatrzonego dyskontu jest raptem 1,5 km. Przetestowali od razu ryby w smażalni i nadmorskim bulwarem przeszli w stronę mola. Oczywiście Maria zaraz pociągnęła Artura do niezliczonych wręcz kiosków z wyrobami z bursztynu, uprzedzając go, że ona chce tylko popatrzeć a nie kupować. Ale w jednym z kiosków Artur wypatrzył naprawdę ładny srebrny pierścionek z bursztynem i udało mu się ubłagać Marię by pozwoliła mu kupić ten pierścionek dla niej. Trzeba oddać Arturowi sprawiedliwość - wybrał naprawdę piękny pierścionek. W kolejnym kiosku poprosił by Maria pomogła mu wybrać jakiś wisiorek dla jego nastoletniej bratanicy i Maria wyszukała niewielką, bursztynową różyczkę na  srebrnym łańcuszku, a dla jego mamy wybrała naszyjnik z bursztynowych łezek.

A ty nic nie kupujesz swoim? -zapytał wyraźnie zdziwiony. Maria pokręciła przecząco głową- nie, bo moi siedzą od kilku lat bardzo daleko od Polski, w Australii. I nadziwić się nie mogą, że mnie się nie chce jechać do kangurów. Mieszkają w Sydney. A twoi rodzice są w Warszawie? Nie, w Krakowie, więc nieco bliżej niż w Australii. No fakt, zaśmiała się Maria. W porównaniu do Australii zwłaszcza. Czasami czuję się jak sierota, ale  naprawdę mnie do Australii nie ciągnie. Nie wiem dlaczego nie wybrali Austrii, też na "A"a znacznie bliżej, zaśmiała się Maria. Może powinnam się cieszyć, że nie wybrali np. Angoli,też jest na "A" i dostatecznie daleko od Polski. Co jakiś czas mnie nagabują bym przyjechała ale ja nie mam ochoty. Już właściwie przebolałam ich nieobecność. Jest mi tu całkiem nieźle bez nich. Przynajmniej nikt mi głowy nie truje i wiem, że jestem sama za siebie odpowiedzialna. Wyjechali gdy miałam 21 lat, no więc byłam dorosła. A wyjechali "na wycieczkę", zaproszeni przez  kolegę ojca. No i nie wrócili. 

Tak mniej więcej po pół roku ich nieobecności siostra mojej matki zorientowała się, że mieszkam sama  i przydreptała do mnie. Wpierw włosy z głowy rwała, że taka młoda osoba to nie powinna mieszkać sama, potem namawiała mnie żebym koniecznie do rodziców pojechała ale jak się zaczęła za bardzo szarogęsić to powiedziałam jej kilka niemiłych rzeczy i dała mi spokój. Rodzice przepisali na mnie to mieszkanie, w którym mieszkam i co jakiś czas coś mi wpłacają na konto dolarowe, żebym nie była  goła i bosa. Spoza ścisłej rodziny to tylko Ala od początku wie, że jestem w Polsce sama. Teraz i ty wiesz, a "niedoszły, mało wierny" nic o tym nie wiedział. Artur patrzył na nią z pełną powagą,  wziął ją za rękę i powiedział - ja cię nie zawiodę, przysięgam. 

Ale przecież - zaczęła mówić Maria, ale Artur przerwał jej- nawet jeśli mnie  nie zechcesz to i tak cię nie zawiodę. W moim wieku to już się człowiek orientuje we własnych uczuciach. Wybacz, że mówię ci to w tak nie romantycznych  okolicznościach, ale ja cię po prostu kocham. Nie tylko twe walory zewnętrzne ale i to wszystko jaka jesteś. Po prostu kocham cię i marzę żebyś chciała być ze mną na zawsze. Na twoich warunkach, chociaż prawdę mówiąc myślę, że o małżeństwie, jakie ono powinno być, to mam takie samo zdanie jak ty. I nie zastanawiając się wcale, że są na bulwarze przyciągnął ją do siebie i scałował czające się w kącikach oczu łzy. Rozejrzał się i powiedział - chodź, zejdziemy na plażę, klapniemy w którymś wolnym koszu i porozmawiamy. 

Dzień był bardziej wycieczkowy niż plażowy, więc wolnych koszy było sporo. Artur wyjął z plecaka ich bluzy, swoją położył  na siedzeniu, w drugą ubrał Marię, objął ją i przytulił do siebie - chwilkę milczał a potem powiedział - zakochałem się w tobie niemal od pierwszego spojrzenia. Nie wierzyłem, że jeszcze pokocham jakąkolwiek kobietę, a jednak stało się - wiem, że cię kocham. Oferuję ci swą miłość i przyjaźń, wierność i opiekę. Marzę by być co dnia z tobą, byś każdego wieczoru zasypiała wtulona we mnie, tak jak wczoraj. Chcę zasypiać wieczorem z tobą i rano  się z tobą budzić. Jeżeli nie chcesz wziąć ślubu zgodzę się, chociaż z wielkim  żalem,  nawet na taki układ. Byleby być z tobą. Maria przytuliła się mocno do Artura i wyszeptała- chcę być z tobą, bardzo chcę- i trochę mnie to przeraża. A jednocześnie wierzę we wszystko co mówisz, czuję podskórnie, że mówisz prawdę. Nie wiem tylko, czy będę dla ciebie dobra pod względem intymnym, mam bardzo małe doświadczenie w tej dziedzinie, ale....ale dalej to Artur zamknął jej usta pocałunkiem a potem powiedział - chodź idziemy na molo i wracamy do Helu. A obiad zjemy dziś w Domu Zdrojowym - dziś na obiad w naszym pensjonacie ma być wątróbka a tego to tygrysy nie lubią. Sprawdziłem dzisiejsze menu przed wyjściem. To gdzieś jest zawsze wywieszone menu?- zdziwiła się Maria- jakoś nie zauważyłam jak dotąd. Bo ty  się z reguły nie  rozglądasz  na boki, a menu wisi obok recepcji, wystarczy zrobić jeden krok w  lewo i już go można odczytać. Nie rozglądasz się na boki i nie wiesz nawet jak bardzo wielu facetów wgapia się w ciebie. Ja się rozglądam, bo często prowadzę zajęcia zbiorowe, więc muszę ogarnąć wzrokiem kilkanaście osób. A pacjenci są czasem niczym dzieci- gdy wie, że na niego patrzysz to ćwiczy, ale gdy tylko odwracasz wzrok zaraz przestaje ćwiczyć. Więc się nauczyłem patrzeć na boki bez odwracania w daną stronę głowy.Kwestia wyćwiczenia wzroku.  Popatrz Maryś, już płynie nasza łajba. Za 5 minut dopłynie, wypluje tych z  Helu i zabierze nas. A co byś powiedziała na to, żebyśmy dziś po obiedzie popławili się nieco w luksusie a do Juraty wrócili dopiero jutro? Nie rozumiem co masz na myśli - co ma być tym luksusem? Po prostu byśmy zostali na noc w Domu Zdrojowym i wzięli sobie zabiegi w SPA dla dwojga. U nich nie ma SPA dla dwojga, przeglądałam ich ofertę. W Warszawie w zwykłym zakładzie kosmetycznym są lepsze propozycje, np. maska czekoladowa na całe ciało. Oczywiście, możemy tam zjeść i kolację i przenocować a zamiast SPA popływać przed kolacją w tamtym cieplejszym basenie. Ale masaż to ja ci zrobię, chcę wreszcie poznać twoje całe ciało, jego reakcję na mój dotyk. Będziesz pierwszym masowanym przeze mnie mężczyzną, doceń to. Umiesz robić masaż?- Artur był wyraźnie zdziwiony. Umiem, byłam na kursie, ale trenowałam tylko na kobietach. Umiem też robić akupresurę i stosuję na własny użytek. Zaintrygowałaś mnie, zawsze mnie czymś zaskoczysz. Ty też mnie dziś zaskoczyłeś i to bardzo.  A czym cię Maryś zaskoczyłem? No tym, że mnie kochasz i że chcesz być ze mną. Aż mi się wierzyć nie chce, że tak jest, jakieś za piękne mi się to wydaje. Maryś, ale tak właśnie jest, naprawdę. Zobacz, regaty sobie dziś  jakiś klub zrobił no i do portu już niedaleko. W piętnaście minut później już opuszczali  mały stateczek. 

Wpadli na moment  do swoich pokoi żeby się przebrać, Artur wpadł do pokoju Marii żeby zabrać i jej rzeczy oraz dopilnować aby wzięła koniecznie kurtkę, bo tegoroczny czerwiec nie rozpieszczał temperaturami. Maria wzięła dwa różne olejki do masażu i kostium kąpielowy, choć wcale nie była pewna czy będzie pływać , dresy no i oczywiście kurtkę. Tym razem pojechali jej samochodem, bo jak twierdziła Maria, trzeba nim jednak co kilka dni choć kawałek się przejechać. Ale tym razem za kierownicą usiadł Artur, bo jak twierdził nigdy jeszcze daihatsu nie jeździł.Zapytany "no i jak ci się jedzie", stwierdził, że nie widzi zbytnich różnic między  samochodem Marii a swoim.

Maria była wyraźnie przygnębiona, ale Artur postanowił nie zgłębiać w czasie obiadu przyczyny. Po obiedzie, w czasie gdy pili kawę Artur poszedł wynająć dla nich pokój, koniecznie z widokiem na morze. Gdy wypili kawę wpierw zaprowadził Marie do wynajętego pokoju i powiedział, że musi jeszcze wyskoczyć na  parking, by wziąć rzeczy z samochodu.  Maria stała przy oknie i wpatrywała się w widok za oknem- morze było w kolorze jasnego granatu i leciutko wzburzone, bo wzmógł się wiatr. Gdy usłyszała, że się otwierają drzwi odwróciła się szybko od okna. W drzwiach ukazał się Artur - w jednej ręce trzymał plecak z ich rzeczami, a drugą rękę ukrywał za plecami. Wrzucił plecak do pokoju i  nogą zatrzasnął drzwi. Trzymając w dalszym ciągu jedną rękę za plecami podszedł do Marii i zza pleców wyciągnął rękę z ogromnym bukietem róż mówiąc - niestety więcej ich nie mieli. Maryś, proszę cię, zostań moją żoną, błagam. Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Maria zawisła niemal na jego szyi.......i znów miała oczy w bardzo mokrym miejscu. Słodka moja, nie płacz, kocham cię i nic na to nie poradzę. Gdzieś  ty te róże wyszabrował? Są przepiękne, ale nie mam gdzie ich wstawić. Artur wypuścił ją z uścisku mówiąc - zaczekaj, zaraz coś wykombinuję. Po kilku minutach wrócił z wiaderkiem w którym były nim je  zakupił. Nalał do niego wody, postawił na stoliku a Maria umieściła w nim róże. Arti, jesteś wariatem, tyle róż dla mnie! No to pomyśl, że one są dla nas obojga, przecież ja też się nimi zachwycam.  Ale ty jesteś dla mnie o wiele piękniejsza od tych róż. Jeszcze cię dziś porządnie nie zdążyłem wycałować, muszę to nadrobić i nim cokolwiek Maria zdążyła powiedzieć znalazła się na stojącym obok  wielkim łóżku, a Artura pochłonęła walka mająca na celu wyzwolenie jej z sukienki. Jak się okazuje nie łatwo jest zdejmować  dziewczynie sukienkę nie przestając jej  całować a do tego ściągać z łóżka zmyślnie  ułożoną kołdrę.W końcu w wyzwalaniu się z sukienki pomogła Maria, a w tym czasie Artur pozbył się swojej  garderoby i wreszcie mógł przytulić się do niemal  nagiej Marii. Zdjęcie z niej bielizny już nie było takie trudne , odpięcie dwóch haftek i usunięcie fig też poszło łatwo.

Przyglądali się sobie wzajemnie z ciekawością chociaż widywali się przecież  niemal nago pływając na basenie. Artur zaczął systematycznie obcałowywać Marię, w przerwach pomiędzy pocałunkami mówiąc jej jaka  jest śliczna i jaki jest szczęśliwy, że może ją pieścić i całować. Był cały czas bardzo ostrożny i delikatny obserwując jej reakcje na jego pieszczoty, czekając na sygnał jej ciała, że już jest gotowa go przyjąć. Bardzo chciał, by to pierwsze zbliżenie dało jej jak najwięcej satysfakcji, powstrzymywał się i dopiero jej cichutki jęk uświadomił mu, że udało mu się i gdy "odlatywał" czuł i jej "odlot". Długo jeszcze leżeli zespoleni całując się i szepcząc słowa miłości. Tuląc się mocno do Artura Maria powiedziała - wiem, że nie mam zupełnie wprawy w te klocki, ale to było coś takiego, jakbym nagle oderwała się od ziemi i odleciała gdzieś wysoko. Wiem kochanie, udało się nam razem szczytować. Odlecieliśmy razem. Jesteś po prostu cudowna.Uwielbiam każdy skraweczek twego ciała. A nic cię nie bolało gdy wchodziłem głębiej i mocniej? Maria pokręciła przecząco głową- nie bolało nic, ale było tak jakoś łaskotliwie przyjemnie. Pierwszy raz tak to wszystko odczuwałam, nawet nie za bardzo umiem to opisać. Arti, kocham cię, pobierzemy się. No pewnie, że się pobierzemy, kiedy tylko dojdziesz do wniosku, że jesteś na to gotowa. Chodź, pójdziemy się trochę opłukać.

                                                                   c.d.n.

sobota, 10 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - 5

Dni mijały szybko, wieczory spędzali głównie w  Jastarni w Domu Zdrojowym - albo na basenie, albo na parkiecie. Artur bardzo wziął sobie do serca informację, że Maria nie chce się niczego domyślać i ciągle werbalizował to wszystko co czuł gdy idzie o jej osobę. Dochodziło do takich sytuacji, że buzie im się nie zamykały, bo Maria też nie ukrywała swoich myśli. Co prawda chwilami twierdziła, że Artur patrzy na nią przez różowe okulary, a on jej tłumaczył, że wcale nie, jest do bólu trzeźwy w ocenie jej osoby, no ale co ma począć, skoro właściwie wszystko mu się w niej podoba. A Maria zastanawiała się na głos jak Artur będzie ją oceniał gdy wrócą do Warszawy i Artur będzie ją widział wtedy gdy jest na maksa zdenerwowana, gdy wszystko jej z rąk leci bo się ogromnie spieszy lub jest  wściekła. W rewanżu Artur tłumaczył, że on też z całą pewnością będzie się inaczej, znacznie gorzej prezentował gdy wróci zdołowany i zmęczony z pracy. I postanowili od zaraz gromadzić  "miłe chwile urlopowe" by je sobie wzajemnie potem przypominać, gdy będą mieli w Warszawie trudne dni.  Śmiali się zgodnie, gdy Artur marudził, że on będzie wracać dzień wcześniej, bo dzień wcześniej zaczął tu pobyt. Ale Maria  zaraz przedstawiła mu aż dwie możliwe wersje wydarzeń- pierwsza to ona wyjedzie tego samego dnia co on, druga możliwość- on zostanie dzień dłużej i przenocuje w pokoju Marii, wszak jak się okazało potrafią razem kilka godzin przespać w jednym pokoju. Natomiast musi się Artur  pogodzić z faktem, że pojadą dwoma samochodami- niestety jednym się nie da, bo nie ma co zrobić z drugim. Co prawda zastanawiał się na głos czy by jednego samochodu nie umieścić na lawecie, no ale jego zapał ostudziła Maria, która kiedyś musiała lawetą ściągać samochód z Gdyni do Warszawy. I to całkiem sporo kosztowało, a ceny takich przyjemności raczej poszły w górę niż w dół. Maria tłumaczyła Arturowi, że ją osobiście bardzo urządza o dzień wcześniejszy powrót do domu, przynajmniej nie będzie się musiała zbytnio sprężać, spokojnie się rozpakuje, zrobi pranie i zakupy. Wrócą w piątek, czyli w dzień, w którym ruch z północy na południe jest mniejszy w tych godzinach, w których oni będą jechać, będzie po prostu lepszy przejazd. Wyjadą zaraz po śniadaniu, przyjadą na miejsce w porze obiadowej i obiad zjedzą u Marii, bo ma już ugotowany- wystarczy go do piekarnika wstawić. Żeby było zabawniej, dopiero  teraz się dogadali, że mieszkają całkiem niedaleko od siebie a do tego należą do tej samej spółdzielni mieszkaniowej.

Maryś, a czy ty wiesz, że jestem od ciebie sporo starszy? Wiem, ale to żadna różnica. Gdyby to było 20 lub 25  lat różnicy to za następne 20 lat można by to uznać za jakiś problem. A tobie  to sprawia jakiś ból, że jestem od ciebie młodsza?  Z tego co widzę w lustrze to na uczennicę szkoły podstawowej też nie wyglądam więc  nikt ci nie zarzuci, że podrywasz nieletnią. A może za głupia jestem dla ciebie? Artur szybko przytulił ją do siebie - po prostu się zastanawiam czy mnie zechcesz. Wiesz, jak będziesz takie głupoty plótł to będę się musiała nad tym poważnie zastanowić. Przecież my się dopiero poznajemy - jak na razie to wiemy o sobie niewiele, bo się spotkaliśmy w nieco specyficznych warunkach- na  urlopie. A przed nami codzienność z jej pułapkami - zmęczeniem, nerwami, brakiem czasu. Dobrze mi z tobą i mam nadzieję, że dalej też tak będzie. Jesteś po większej traumie niż ja, więc przypatruj mi się dokładnie w sensie zachowania, moich reakcji itp., a ja ci mogę tylko przyrzec, że nie będę się maskować- za leniwa jestem na to. Podobasz mi się, nie tylko pod względem urody, emanujesz spokojem, mam wrażenie że zawsze mogę na tobie polegać.  Mówisz na razie zawsze o tym, co ci się we mnie podoba, ale chcę byś mi mówił też co ci się we mnie nie podoba. Bo nie jestem ideałem, naprawdę.

I cała bardzo poważna rozmowa została utopiona w ramionach Artura i szaleńczo długim pocałunku, po którym Maria nie mogła złapać tchu. Nie wypuszczając jej z objęć wyszeptał jej do ucha - jest źle ze mną, śnię nocą o tobie. Całując go  w szyję odpowiedziała też szeptem - to masz makabryczne sny a antidotum może  uda się ci zaaplikować za 3 dni. Tak podejrzewałem, jesteś taka bladziutka i masz podkrążone oczy. Arti, jesteś niebezpiecznym facetem, prześwietlasz  mnie na wylot, nic się przed tobą nie ukryje - Maria spojrzała na niego z uznaniem. No wiesz-fizjologia nie jest dla mnie czymś obcym, chodź  akurat ta sprawa nie podlega rehabilitacji. Posiedzimy dziś w koszu, który od środka wyłożymy matą, to nic cię nie zawieje, i ustawimy tak,  żebyś nie siedziała   w pełnym słońcu. A na wieczór weźmiemy telewizor i może coś obejrzymy. Albo po prostu porozmawiamy, bo  jak twierdzisz musimy się wzajemnie o sobie jeszcze wielu rzeczy dowiedzieć. I rzeczywiście spędzili popołudnie na plaży, kosz wyłożony matą spełniał swe zadanie, był w nim ciepło i dość miękko, no a najwięcej Arturowi pasowało, że byli do siebie cały czas przytuleni.

Po kolacji Maria stwierdziła, że czuje się na tyle rześko, że najchętniej poszłaby na spacer nad zatokę i mogliby trochę pourzędować na molo- nie ma wiatru, więc będzie miło. Tyle tylko, że pójdzie w  dresie i adidasach, czyli nie będzie wyglądać wytwornie i ponętnie. Artur tylko się  roześmiał - według niego Maria we wszystkim zawsze wygląda wytwornie i ponętnie. 

Gdy wrócili do pensjonatu Artur stwierdził, że musi jeszcze popływać, więc Maria wyraziła ochotę popatrzenia jak będzie robił za morsa, bo woda w tym basenie nadal była chłodna. Ale Artur zapewnił ją, że nie zmarznie bo po prostu będzie szybko pływał, zrobi z 15 nawrotów, co mu na pewno tylko  wyjdzie na zdrowie. Byli na basenie całkiem sami, bo nikomu nie chciało się pływać w wodzie niewiele cieplejszej od tej w Bałtyku. Maria cierpliwie czekała na Artura z dwoma kąpielowymi ręcznikami i gdy wyszedł wreszcie z basenu zaczęła go troskliwie wycierać, co bardzo Artura wzruszyło, bo jak  twierdził żadna dziewczyna go jeszcze nie wycierała. No wiesz, gdyby tu było ciepło to tylko bym ci plecy wytarła, ale tu jest zimno, więc powinieneś jak najprędzej być suchy. Nie wiem, dlaczego to cię dziwi, to chyba logiczne. Owiń się tym moim ręcznikiem, on jest większy i wracamy szybciutko do mojego pokoju. Dobrze, że mamy blisko. I razem pobiegli do jej pokoju. 

Tu Maria szybko wstawiła wodę na herbatę i wyciągnęła "coś do pochrupania", czyli jabłkowe chipsy, którymi się od kilku dni zajadali.  Nie  zapomniała też o  pochwaleniu sylwetki Artura , był naprawdę bardzo ładnie zbudowany. Artur śmiał się, że zawód zobowiązuje go do tego, by dbał o swą sylwetkę. Nie wyobrażam sobie fizjoterapeuty zatłuszczonego, ze sflaczałymi mięśniami i sterczącym brzuchem- stwierdził. Poza tym często muszę sam pokazać jakieś ćwiczenie, pokazać pracę mięśnia. 

Maryś, a co robimy jutro? Bo może pojechalibyśmy jutro  np. do Gdyni? Maria spojrzała się na niego - a może raczej popłynęlibyśmy do Gdyni z Helu lub Jastarni? W tamtą stronę zwykłym stateczkiem a wrócili poduszkowcem? Będzie ciekawiej. A możemy też wrócić pociągiem - możemy rano podjechać do Jastarni,  zostawić  samochód w Jastarni, popłynąć albo do Gdyni  albo do Sopotu a potem wrócić pociągiem do Jastarni, zjeść obiad w Domu Zdrojowym i wrócić samochodem do Juraty. Po prostu zobaczymy jaka jutro będzie pogoda.  A taka wyprawa nie będzie dla ciebie zbyt męcząca?- martwił się Artur . Arti, przecież nie będziemy ganiać po mieście, wpadniemy gdzieś na kawę i na lody, na statku czy też w pociągu to będę przecież siedzieć. W Sopocie przejdziemy się statecznie  "monciakiem", w Gdyni przedrepczemy przez Skwer Kościuszki, a plecaczek z naszymi bluzami nie będzie ważył tony. Poza tym zainwestowałam w pewien patent mechaniczno-hormonalny, dzięki któremu niedyspozycja przestała być  dla mnie upiorną sprawą, 7 dni koszmaru zamieniło się w 3 dni nie koszmarne a na dodatek działa "anty". Kosztowało mnie to nieźle, bo musiałam płacić w dewizach- badania wstępne, patent i instalację. Ale to wydatek raz na 5 lat,  w skali rocznej jak najbardziej opłacalne. Robiłaś to za granicą? Nie, w Polsce, ale prywatnie. Nie wiem jak w twojej  branży, ale w kilku medycyna poszła do przodu i tak jakby nie tylko w kierunku skuteczności ale i większej wygody pacjenta. Ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że zainstalowałam to dosłownie w kilka dni przed zerwaniem, niemal się uśmiałam potem.

Czy nie przeszkadza ci, gdy mówię na ciebie Arti zamiast Artur? Nie pasuje do ciebie to ostro brzmiące imię bo jesteś ciepłym,  życzliwym człowiekiem i dlatego cię nieco przechrzciłam. Nie  gniewasz się na mnie  z tego powodu? Tylko powiedz prawdę, proszę. 

Prawdę mówiąc nie lubię swego imienia i podoba mi się jak mówisz na mnie Arti. To takie bardzo indywidualne, podkreślające, że jestem dla ciebie kimś bliższym niż zwykły znajomy. Przynajmniej ja to tak odbieram. Maria przytuliła się do niego - no bo faktycznie jesteś. Coraz więcej  miejsca zajmujesz w moich myślach. Aż się boję, że się uzależnię od ciebie. A między nami jest tylko 7 lat różnicy, więc chyba nie jestem dla ciebie za młoda ani ty dla mnie za stary. Arti, zostań dziś u mnie, chcę spać w twoich ramionach, choć chyba jeszcze tej nocy nie skrócimy dystansu do minimum. Ale jakoś tak bardzo mi dziś brakuje twojej bliskości. Przynieś  tu swoją piżamę, tylko szybko wróć, ja idę teraz pod prysznic, więc możesz  zamknąć pokój na klucz. Zaczekaj na mnie z tym wejściem pod  prysznic, proszę, wejdziemy do kabiny razem. Zaraz wrócę.

I rzeczywiście bardzo prędko wrócił. Artur uparł się, że nie tylko umyje Marii "plecki" ale i ją całą i kąpiel trwała tak długo, że Maria  miała nieodparte wrażenie, że rozpuszczą się oboje od tego mycia i tej ilości wody.

Rano oboje stwierdzili, że spało im się cudownie, co  zabawniejsze chyba wcale nie zmieniali w nocy pozycji. Artur już się zamartwiał jak to będzie  dalej, bo ma podejrzenie, że nie będzie mógł zasnąć nie mając w swych objęciach Marii. A Maria nie mogła się z kolei nadziwić, że przespała całą  noc w jednej pozycji i ani razu się nie przebudziła w nocy.  Bo jak dotąd to zawsze budziła się w nocy kilka razy i nie zawsze mogła od razu zasnąć. I oboje , choć każde nic o tym głośno nie powiedziało, zaczęli ten fakt analizować. W głębi duszy Maria była oczarowana Arturem, podobał się jej pod względem urody, poza tym była zaskoczona jego troskliwością i wsłuchiwaniem się w jej potrzeby, dbałością o jej wygodę.

                                                                            c.d.n.

 

piątek, 9 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - 4

To był bardzo miły wieczór, bo Artur okazał się naprawdę dobrym tancerzem. Do pensjonatu wrócili około północy i okazało się, że Artur przewidując, że wrócą bardzo późno dostał od recepcjonistki klucz od drzwi wejściowych. Zgodnie stwierdzili, że należy tę rozrywkę powtórzyć.

Ranek powitał ich deszczem i zimnem. No tak, wycedziła przez zęby Maria- a miałam ciągoty by pojechać do Turcji. Dobrze, że wzięłam sporo książek. Możesz po śniadaniu wpaść do mojego pokoju, zrobię kawę, mam jeszcze coś do kawy i może coś sobie wybierzesz do czytania. Mam kilka  powieści Johna Irvinga i mam też książkę o ubotach. Albo weźmiemy z recepcji telewizor i coś obejrzymy. Albo, tak zwyczajnie po prostu posiedzimy i pogadamy. I mam też "odlotowego" Jonathana Carrolla . Jak widzisz jest wybór. Możemy też czytać jedną książkę we dwójkę. Czasem z Alicją czytałyśmy jednocześnie jedną książkę. To dość zabawne doświadczenie, wierz mi. Do kina prawie nie chodzę, ale dużo czytam. Artur wpatrywał się w nią w milczeniu - zawsze mnie czymś zaskakujesz- stwierdził. Jeszcze nigdy  z nikim nie czytałem jednocześnie jednej książki- nawet mi do głowy nie wpadło, że tak można. Można, daje się to technicznie ująć. Tyle tylko, że my z Alą od razu zaczynamy omawiać to co przeczytałyśmy a potem często nam się zdarza  rozmawiać cytatami z którejś z książek. Kiedyś sobie czytałyśmy co lepsze (wg nas) fragmenty na głos, przez telefon, no ale powstrzymały nas  rachunki za telefon. Bo my się z Alicją przyjaźnimy od bardzo wielu lat. I nigdy się nie  sprzeczacie ze sobą?- dziwił się Artur. Nie nigdy, pewnie dlatego, że podobają się nam zupełnie różni faceci i my podobamy się z reguły różnym  facetom. 

Maryś, a teraz żaden facet w Warszawie za tobą nie tęskni?  Wyobraź sobie, że nikt. A jeśli nawet ktoś tęskni to ja o tym nie wiem. Widocznie nie jesteś jedynym , którego nie wiedząc o tym, trzymałam na dystans. Czy nadal masz takie odczucie że cię trzymam na dystans?  Bo widzisz, ja jestem od pewnego czasu mało domyślna, zapewne dlatego, że się za dużo domyślałam i to tego, czego nie było. Jestem na etapie, że trzeba mi wszystko wyłożyć jasno i prosto, nadać jawnym tekstem a nie tekstem zaszyfrowanym. Nie chcę dochodzić do wniosku, że komuś się podobam bo on to czy tamto robi, chcę to usłyszeć  powiedziane jasno i prosto, a nie domyślać się. Może mi to za jakiś czas minie, ale zaczynam w to wątpić, bo niemal rok minął od tamtego czasu, a moja domyślność nie powróciła. Widocznie zbyt bardzo bolało. 

Artur przyciągnął ją do siebie -  dobrze, nadam jawnym tekstem  - no więc przyjmij do wiadomości, że ogromnie mi się podobasz i marzy mi się żebyśmy byli ze sobą znacznie bliżej niż po trzech dniach znajomości, ale rozumiem cię. Też nie mogłem długo pozbierać się po tym, gdy miałem namacalny dowód na to, że podobno tęsknota za mną zaprowadziła moją żonę do innego faceta. Zaczekam na ciebie, ale nie w dalekim oddaleniu, ale jak najbliżej ciebie i będę mówił to co czuję, byś nie musiała niczego się domyślać. Mam ochotę cię przytulać i całować, masz bardzo ponętne usta. I bardzo zgrabna z ciebie istota. Ale zaczekam aż będziesz gotowa i powiesz mi to, jawnym tekstem, żebym nie popełnił falstartu i nie został ukarany twoją niechęcią. A teraz pokaż mi jak się razem czyta jedną książkę. I nie płacz, będzie dobrze, mamy szansę i nie zmarnujemy jej. Ocierał jej łzy swoją chusteczką i bardzo mocno przytulał.

Niewiele z tego wspólnego czytania wyszło, bo Maria wciąż popłakiwała w objęciach Artura i chyba obojgu taka sytuacja odpowiadała. Ale nawet gdy Maria już przestała płakać nie wypuścił jej z objęć, gładził tylko delikatnie po twarzy, całował jej ręce, w końcu otulił ją i siebie kocem. Za oknem była  paskudna pogoda, w pokoju zimno, a oni przytuleni do siebie przespali na sofie czas obiadu. I pewnie gdyby nie telefon od chłopaka Alicji  obudzili by się dopiero w porze kolacji. Wojtek donosił Marii, że Alicja już jest w szpitalu i wg przewidywań pobędzie tam minimum 10 dni, ale raczej dwa tygodnie.

Po rozmowie z Wojtkiem Maria zaczęła przepraszać Artura, że tak się "rozkleiła", na co usłyszała, że bardzo fajnie mu się spało trzymając ją cały czas w objęciach i że jeśli idzie o niego, to chciałby by było tak co dzień - to znaczy by  spała w jego objęciach  a nie żeby płakała. Na koniec pośmiali się trochę z siebie, że straszliwie się zestarzeli skoro spali tak mocno, że nawet głodu nie czuli.

Artur "zarządził", że skoro przespali obiad to pojadą do Jastarni do restauracji w Domu Zdrojowym, bo tam nie tylko dobrze grają do tańca ale i nieźle karmią. Maria nie oprotestowała tego pomysłu i pojechali samochodem Artura do Domu Zdrojowego. Po naprawdę smacznym obiedzie skorzystali z faktu, że deszcz przestał padać i pokręcili się po Jastarni- Maria tym razem szła trzymając Artura pod rękę, a on co jakiś czas całował ją w czubek głowy. Postanowili kupić dla siebie butelkę koniaku, w cukierni dobre czekoladowe ciasto i po kolacji posiedzieć w pokoju zamiast w kawiarni, w której zawsze jednak ktoś palił, a oni oboje nie przepadali za siedzeniem w zadymionej kawiarni. Poza tym postanowili sprawdzić czy w basenie jest naprawdę ciepła woda i jeśli będzie miała minimum 26 stopni to popływają. 

Najwięcej problemu mieli z kupieniem kieliszków do koniaku, w końcu gdy je znaleźli, to musieli kupić 6 sztuk, co właściwie bardzo ucieszyło Marię bo przypomniała sobie, że ona w domu ma już tylko pięć, bo w czasie jakiejś imprezki jeden kieliszek się stłukł. Te były co prawda  wściekle drogie, ale były z kryształowego szkła. Bardzo zadowoleni z zakupów wrócili do swego pensjonatu.

Tak jak planowali po kolacji sprawdzili temperaturę wody w basenie, ale sporo jej brakowało do temperatury 26 stopni - było ich zaledwie  22, więc zrezygnowali z pływania. Doszli do wniosku, że w takim razie gdy zamarzy im się pływanie w basenie to pojadą do......Domu Zdrojowego, bo tam na pewno będzie odpowiednia temperatura wody.

Tak jak planowali wieczór spędzili  w pokoju Marii. Zrobili nescę z pianką i przy okazji Artur dowiedział się skąd się ta pianka na nesce bierze, zjedli po dużym kawałku ciasta, wysączyli po jednym kieliszku koniaku i stwierdzili, że to jednak wielce ekonomiczny dla nich trunek, skoro jedna lampka wystarczała na cały wieczór. 

Maria znów przepraszała za ten swój płacz i stwierdziła, że Artur wykazał się niesamowitą wprost wyrozumiałością i cierpliwością, bo jednak większość facetów uważa kobiety za histeryczki i wścieka się, gdy one zaczynają płakać. A on był taki łagodny i jeszcze ją utulił. Nauczyłem się bycia łagodnym, bo widziałem i nadal widzę wiele ludzkiego nieszczęścia. I nauczyłem się, że łagodnością można wiele zdziałać, można ludzi zmobilizować do wysiłku często ponad ich możliwości. A gdzie ty widzisz tyle ludzkiego nieszczęścia?  Na co dzień, w pracy. Pracuję w Konstancinie, jestem magistrem rehabilitacji. Co jakiś czas przeżywam mieszankę  wściekłości i żalu zwłaszcza gdy trafia mi się pacjent małolat, który "musiał" popisać się przed kolegami lub dziewczyną i skoczył na główkę do zupełnie nieznanego akwenu i przeżył skok, ale już nigdy niczym się przed nikim nie popisze. Albo taki, który chciał wszystkim udowodnić, że jest lepszy od Laudy a w efekcie jest roślinką.  Oczywiście  gdy pracowałem w szpitalu to mniej tego wszystkiego widziałem. Często widzę jak dorośli ludzie płaczą, nadmiar emocji musi mieć jakieś ujście. I nie  uważam cię za histeryczkę. Gdy się okazało, że dziewczyna, którą kochałem, zdradziła mnie po mojej zaledwie miesięcznej nieobecności też się popłakałem. Jakoś nie mogłem zrozumieć, że jeśli tęskni się za własnym mężem włazi się innemu facetowi do łóżka. Przyjaciel mi kiedyś powiedział - wybierałeś ją wzrokiem a nie rozumem, tak ci się podobała, że nawet nie dostrzegłeś jej głupoty, która aż biła po oczach. Zabolało to co mi powiedział, ale miał rację. 

Czasem inni widzą więcej niż my zaślepieni uczuciem-stwierdziła Maria- przepraszam, że pytam- a co z nią i dzieckiem? Wyjechała do swoich rodziców, tylko tyle wiem. Nie interesowałem się  nią potem- jakoś piorunem wygasło moje do niej uczucie.Chyba głównie dlatego, że chciała mi wmówić, że to moje dziecko. Wiesz, gdy cię coś takiego spotyka zaczynasz się zastanawiać czy to było pierwszy raz, czy może każdej nocy gdy  miałeś dyżur to ktoś cię w małżeńskim łóżku zastępował.

Rozumiem to - facet przyznał mi się do jednej zdrady- po prostu będąc z inną spotkał moich znajomych, którzy  wiedzieli, że jestem z nim i mi powiedzieli o tym. A ja  jakoś jestem dziwnie pewna, że robił to nie raz, tylko akurat raz  miał pecha,  znałam zbyt wiele szczegółów i nie miał się jak wyłgać z tego.

No popatrz Maryś, mamy podobne doświadczenia. A do tego życie składa się z przypadków.Ktoś/coś  posadziło nas przy jednym stoliku. Maria uśmiechnęła się -muszę pamiętać, by dać jutro kelnerce ten kupon stołówkowy  na następny tydzień, bo już wiadomo, że Ala nie przyjedzie.  Tylko nie powiedz, że to coś, co nas usadziło przy jednym stoliku spowodowało chorobę Ali.

Maria podeszła do okna- wyraźnie się rozpogodziło, przestało padać.Otworzyła drzwi balkonowe - podłoga  balkonu już wyschła, więc  chciała wyjść na  balkon, ale Artur poprosił- zaczekaj moment, wyjdę z tobą, tylko wezmę koc- jest bardzo chłodno, wystarczy, że twoja przyjaciółka choruje. Wyszli razem na balkon otuleni kocem. Niebo było czyściutkie, migotały gwiazdy, wysoko,  wolniutko przesuwał się na tle nieba samolot. Maria przytuliła się do Artura i wyszeptała: dobrze mi z tobą. Artur pochylił się nad nią- powtórz, wyszeptałaś coś w okolice mojego żołądka, a ja uszy mam znacznie wyżej. Powiedziałam, że dobrze mi z tobą i wiem, że to usłyszałeś, no ale mogę to nawet kolejny raz powtórzyć - dobrze mi z tobą. Tak długiego pocałunku to się Maria nie spodziewała. Ani tak mocnego uścisku. I tego, że  owinięta kocem znajdzie się na rękach Artura i zostanie wniesiona do pokoju i delikatnie usadzona na  sofie. Artur wrócił się by zamknąć balkon  i po chwili już wyzwalał Marię z koca. Klęczał przy sofie i systematycznie obcałowywał  Marii twarz, szyję, ręce, bawił się jej włosami, delikatnie całował oczy, palcami delikatnie obrysowywał kontur jej twarzy, głaskał policzki. Szeptał do ucha, że chce by jej zawsze było z nim dobrze, nie tylko na urlopie, ale i codziennie. I że na pewno im się wszystko uda gdy będą razem.

                                                                            c.d.n.

P.S.

Dziś jadę się szczepić antycovidowo - mam nadzieję, że przeżyję bez większych strat. 

czwartek, 8 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - 3

 Następnego dnia już o 8,00 rano byli na  śniadaniu, po którym wyruszyli do Jastrzębiej Góry. Do przejechania mieli raptem ok. 32  kilometrów. Maria miała w samochodzie  2 turystyczne leżaki gdyby zechciałoby się im posiedzieć nieco na plaży. Do kuzynki wiozła stare dokumenty rodzinne, które miała u siebie w domu. Było ich nawet sporo i mniejszym kłopotem było odwiezienie ich do niej niż pakowanie w odpowiednie pudełko  i nadawanie paczki na poczcie. 

Artur wybrał czekanie na Marię w samochodzie, więc Helenka obejrzała sobie Artura przez lornetkę. Niewiele się mogła o nim dowiedzieć od Marii, która na pytanie "a kto czeka na ciebie w samochodzie?" odpowiedziała krótko - facet. W każdym razie nie naczekał się Artur długo, bo Helenka miała właśnie coś w garnku  na gazie i nie mogła wyjść by obejrzeć  samochód. Przed opuszczeniem Jastrzębiej Góry Maria kupiła jeszcze dwie butelki wody mineralnej i wafelki w czekoladzie i pojechali w  stronę Karwi. Po 6 kilometrach skręciła na niewidoczny z szosy parking. Zabrali z samochodu leżaki, picie  i wafelki  i po pokonaniu ok.80 metrów przez bardzo rzadki las sosnowy znaleźli się na puściutkiej, pięknej, szerokiej plaży. Byli sami, w zasięgu wzroku nikogo nie było widać. Artur był pod wrażeniem - niesamowite, jesteśmy tu sami ! Żadnych dzieci, psów, piłek i wrzasków! Maryś, może powinniśmy tu codziennie przyjeżdżać? Tu jest super! Maria zaczęła się śmiać - dziś nie ma nikogo, bo nie ma upału, ale gdy jest upał to niektórzy tu trafiają, z tym, że przeważnie dopiero około południa, więc podejrzewam, że przyjeżdżają tu z dalszych okolic. Przyjeżdżanie tu z Juraty nie ma raczej sensu, bo gdy odejdziemy w Juracie nieco dalej od przejścia na plażę to będzie znacznie mniej ludzi. Wszyscy się zawsze rozkładają jak najbliżej wejścia na plażę, tylko zupełnie nie wiem dlaczego. Teraz jeszcze mało ludzi w Juracie bo jeszcze się nie skończył rok szkolny. Chciałam  ci po prostu pokazać miejsce, które bardzo lubię. Mankamentem tu jest zupełny brak cywilizacji - niestrzeżony parking,  brak toalet, brak jakiegoś kiosku z piciem. Proponuję byśmy dziś po obiedzie powędrowali trochę brzegiem plaży- pasuje? Oczywiście, że mi pasuje odpowiedział szybko Artur. Tylko muszę pamiętać, żeby wyjąć z samochodu matę do siedzenia, to sobie gdzieś po drodze trochę posiedzimy. Jest lekka ale nie przepuszcza piachu i wilgoci. Po kolejnej godzinie spędzonej na nadal pustej plaży Maria stwierdziła, że wypada sprawdzić, czy jest jeszcze na dzikim parkingu samochód, bo jeśli nie, to będą musieli iść na piechotę 6 km do Jastrzębiej Góry lub do Karwi by zawiadomić policję. Co prawda  Maria miała jakiś super patent, bez którego nikt by tego samochodu nie uruchomił jak twierdził "magik"od zabezpieczeń przed kradzieżą, ale nigdy nic nie wiadomo.

W trakcie jazdy stwierdzili, że właściwie nie ma po co wstępować do Władysławowa, ale  "wdepną" do latarni morskiej w Rozewiu. W Rozewiu jest trochę bałagan z tymi latarniami, oboje mieli niejakie trudności w połapaniu się z nimi. Czynna  a ponadto udostępniona jest tzw. "stara" latarnia. To ta, w której rzekomo Żeromski pisał swą powieść, a którą tak naprawdę napisał w Warszawie. Ale tę latarnię zwiedzał. No a legenda ma się dobrze i nadal funkcjonuje, co bardzo oboje rozśmieszyło. Nie da się ukryć, że Żeromskiego czytali tylko dlatego, że musieli -z racji lektur szkolnych.

Po obiedzie Maria zatelefonowała do Alicji - okazało się, że ma biedula nie tylko ropne naloty w gardle ale i zapalenie płuc, więc jest mało prawdopodobne, że przyjedzie do Juraty, bo lekarka ma wielką ochotę zamknąć ją w szpitalu. Maria wysłuchała wszystkiego i powiedziała, że to faktycznie może być najlepsze rozwiązanie i Alicja nie powinna się przed tym bronić, bo przecież ktoś powinien jej robić zakupy i przygotowywać posiłki. Potem zatelefonowała jeszcze do jej chłopaka, mówiąc, że powinien  namówić Alę na ten pobyt w szpitalu, albo sam zająć się opieką nad nią. Wojtek był zdziwiony, tłumaczył się, że o niczym nie wie, bo wprawdzie wie, że Alicja nie pojechała do Juraty, ale nic nie wie o tym, że jest aż tak bardzo chora i że zaraz po pracy do niej pojedzie.

Maria i Artur, tak jak planowali wybrali się na popołudniowy  spacer brzegiem plaży. Na wszelki wypadek zabrali ze sobą  dresy bo wcale nie było gorąco, wiał dość silny wiatr.  Mata, którą miał ze sobą Artur była jakimś  wielozadaniowym wynalazkiem - była lekka, szeroka na 80 centymetrów, długa na ponad 2 metry, miała w pokrowcu dwie zewnętrzne zamykane na suwaki kieszenie i była z jakiejś  wodoodpornej pianki. Artur się śmiał, że jeśli  będzie im zimno to się okryją tą matą i będzie miał pretekst do objęcia  ciasno Marii. Maria aż przystanęła gdy to usłyszała  i powiedziała - to ty musisz mieć pretekst by objąć dziewczynę, z którą idziesz na spacer? Mówisz poważnie czy żartujesz? Nie  żartuję, narzucasz mi dystans, onieśmielasz  mnie nieco.  Boję się ciebie objąć, by nie usłyszeć pytania czy aby mi się na mózg nie rzuciło.  Chodź, pójdziemy posiedzieć pod wydmami na tym turystycznym wynalazku - tam mniej wieje i pogadamy- zaproponował.

Rzeczywiście pod wydmą było nieco zaciszniej, ale oboje ubrali dresy. Długą chwilę milczeli, wreszcie Maria powiedziała- zaskoczyłeś mnie  stwierdzeniem, że cię onieśmielam. Nie miałam i nie mam takiego zamiaru. Kiedyś się na kimś sparzyłam i od tamtej pory jestem dość nieufna, staram się nie  pokazywać, co czuję, zwłaszcza gdy krótko kogoś znam. Tyle tylko, że tamtego osobnika znałam długo. Ale za to nie ukrywam swoich poglądów na życie. Jestem mało romantyczna i staram się nazywać rzeczy po imieniu, bez ubierania ich w ładne, okrągłe i miłe słowa. Po naszym pierwszym wspólnym obiedzie rozmawiałam z przyjaciółką, tą aktualnie chorą i powiedziałam jej, że robisz na mnie wrażenie "faceta z odzysku", czyli rozwodnika - dobrze wychowanego wpierw przez mamę a potem przez żonę. Ja nawet nie umiem ci powiedzieć dlaczego tak pomyślałam, ja po prostu mam czasem jakieś takie "przebłyski", jak mawia Alicja. A tak a propos Alicji - do końca pobytu będę sama, ma nie tylko zapalenie gardła ale i zapalenie płuc i lekarka chce ją wpakować do szpitala. Właśnie dziś jej tłumaczyłam, że powinna się zgodzić, bo mieszka sama.

Pytałeś się o to czy jeszcze lub już nie noszę obrączki - powiedziałam ci wtedy co myślę o małżeństwie- nie po to by cię do siebie zrazić- ja naprawdę właśnie tak myślę o małżeństwie. To bardzo trudna dyscyplina, coś jak dziesięciobój w lekkoatletyce. I raczej nie wyjdę za mąż za kogoś kto nie będzie podzielał moich poglądów w tej kwestii. Poza tym coraz częściej zastanawiam się czy małżeństwo nie jest aby przeżytkiem. Jak widzisz, należę do tych, z którymi można wszystko "przegadać", bo to jest według mnie lepsze niż kłótnia, obrażanie się, ciche dni itp. Rozwód też nie bierze się "z powietrza", to  jest coś co rośnie po cichu niczym nowotwór. A rośnie tak po cichu, bo ten komu coś dokucza lub nie pasuje -nie  potrafi lub nie ma odwagi  nawet przed sobą samym zdefiniować co jest na rzeczy, a potem o tym szczerze porozmawiać.  Popatrz - powiedziałeś mi w końcu, że ci narzucam dystans, że cię onieśmielam i ja się nie obraziłam, mogę cię tylko zapewnić, że dzięki temu, że to powiedziałeś twoje akcje u mnie skoczyły w górę. Bo wreszcie jest ktoś, z kim można wszystko przegadać.

Artur delikatnie wziął rękę Marii i przytulił ją do swego policzka a potem delikatnie pocałował - masz takie małe, zgrabne ręce. I w ogóle cały czas sprawiasz na mnie wrażenie nastolatki, która nie wiadomo jakim cudem myśli jak bardzo dorosła kobieta. Nie jest ci zimno? Nie, bo  jestem schowana za tobą - to są te zalety bycia małą kobietą. A ciebie aby ten wiatr za bardzo nie przewiewa?  Nie, bo jestem osłonięty kawałkiem tej genialnej maty, zobacz. A gdzie ty kupiłeś tę matę? Kolega, który się szykuje w Himalaje kupił ją chyba we Francji w sklepie z wynalazkami dla wspinaczy. A potem kupił jeszcze fajniejszą, większą i tę od niego odkupiłem. No i wreszcie ją teraz wypróbowałem. A która jest godzina- bo nie mam dziś zegarka - zapytała Maria. Tak jakby za półtorej godziny kolacja. A chcesz już wracać?-zapytał cicho Artur. Nie, nie chcę,dobrze mi tu. To tylko nawyk ciągłego kontrolowania  czasu. Lubię patrzeć na morze, lubię być nad morzem. Potrafię cały dzień przeleżeć na plaży wpatrując się w morze. To chyba nie świadczy za dobrze o stanie mego umysłu. Ale trenuję wgapianie się w morze od dzieciństwa. A droga na kolację zajmie nam góra 15 minut bo będziemy iść z wiatrem. Wymyśl coś na po kolacji. Ale nie musi to być coś ekskluzywnego, ekstrawaganckiego, czym chciałbyś mi zaimponować. Jak widzisz dobrze mi się z tobą siedzi pod wydmą, gapi w morze i ćwierka na różne tematy. Z czasem , być może, zacznę ci zadawać różne niewygodne pytania, np. dlaczego rozleciało ci się małżeństwo. Na to pytanie mogę ci nawet teraz zaraz odpowiedzieć. Byłem pół roku za granicą, służbowo, a ona w tym czasie zaszła w ciążę wmawiając mi, że to moje dziecko  z pożegnalnego aktu. Ale urodziło się  jakby było o miesiąc (datami) przenoszone,więc zleciłem badanie genetyczne - i niestety wykluczono moje ojcostwo... Pomijam już fakt, że wcale wtedy nie planowaliśmy dziecka. Rozwód był "od ręki". Przyjaciel mnie pocieszał, że przynajmniej 10% ojców w Europie wychowuje, wcale o tym nie wiedząc, obce genetycznie dzieci. Bo to nie jest tak, że tylko mężczyźni zdradzają swe żony, jest w tej dziedzinie ciche równouprawnienie. A ja, podobnie jak ty, uważam, że seks w małżeństwie jest na wyłączność małżonków. Reszta - do uzgodnienia- naprawdę. Rozbawiła mnie stwierdzeniem, że zdradziła mnie z wielkiej tęsknoty za mną.

Chodź, Maryś,  tu zaraz jest wyjście z plaży, wrócimy lasem, dosyć tego wiatru na dziś.  I rzeczywiście w lesie było niemal zacisznie. A może podjechalibyśmy dziś  znów do Jastarni i poszli potańczyć? Wiem, że nie lubisz tego nowego Domu Zdrojowego, ale tam można potańczyć. Co prawda nie na parkiecie na powietrzu, ale tam jest dużo miejsca do tańca. No ale do Domu Zdrojowego to nie musimy jechać, możemy się tam przemieścić piechotką- zauważyła Maria. Ale znacznie wygodniej będzie nam podjechać samochodem, pojedziemy tym razem moim. Szpilki i kostka  bauma mało do siebie pasują. Zaraz zarezerwuję dla nas stolik, dobrze? Chyba masz rację, będzie  wygodniej i nie będę musiała brać żadnych pantofli na zmianę. Mam nadzieję, że jeszcze będą wolne stoliki bo to jeszcze nie sezon w pełni. No ale jak będziemy samochodem, to odpadnie nam drink - zaśmiała się Maria. Ty będziesz mogła sobie coś zamówić, mnie wystarczy to, że będę mógł z tobą tańczyć. Bo wydaje mi się, że ty, Maryś, to lubisz tańczyć. Oj tak, lubię i to  bardzo. Nie lubię tylko dyskotek z tymi błyskającymi, oślepiającymi światłami i muzyką na pełnym wzmocnieniu. Wolę tradycyjne dancingi. A skąd wiesz, że lubię tańczyć? Nic na ten temat nie rozmawialiśmy przecież. Podejrzałem gdy byliśmy na lodach - stópki ci chodziły do taktu tego co grali. No to miałeś dużo wrażeń. I dlatego, że za bardzo reaguję na muzykę nie mam radia w samochodzie. A co będziemy robić, jeżeli nie będzie już wolnego stolika? Pójdziemy u nas na  basen, bo jak na razie to woda w Bałtyku zimna straszliwie. Taka w sam raz dla morsów, ale nie dla ludzi.

                                                                         c.d.n.



 


środa, 7 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - 2

Lody w kawiarni przypominającej swym wyglądem oszkloną klatkę nadal były dobre. Mieli szczęście bo akurat zwolnił się dwuosobowy stolik. Z trudem mieściły się pod nim ich nogi i w końcu siedzieli tak, że Artur swoim  nogami "ogarniał" nogi Marii. 

Chyba  nigdy już nie przyjadę do Jastarni i Juraty - stwierdziła Maria- jak dla mnie to jest tu już zbyt dużo betonu w lesie nad plażą. Nie podoba mi się też ten rozbudowany, dziwaczny Dom Zdrojowy - pamiętam stary Dom Zdrojowy  gdy pierwszy raz tu byłam  mając 10 lat. Najbardziej podobał mi się parkiet do tańca - na zewnątrz, na wydmie- orkiestra  grała w sali jadalnej i były otwarte wszystkie drzwi wychodzące na taras z parkietem. Mniej mi się tu podobało w porze obiadowej, bo był nieziemski tłok i długo się czekało na podanie obiadu. I dzień w dzień pasiono mnie bulionem z jajkiem, co mi wcale a wcale nie smakowało. Nie wiem czemu, ale nigdy mi nie pasowało to "nadmorskie" jedzenie. 

Jak to bulion z jajkiem- zdziwił się Artur- z jajkiem na  twardo? No nie, nie na twardo- kelner przynosił filiżankę gorącego bulionu i w kieliszku oddzielone starannie surowe żółtko jajka- należało wrzucić je do bulionu i bardzo energicznie rozmieszać i szybko ten bulion z filiżanki wypić. Artur wpatrywał się w Marię z niedowierzaniem - to rzeczywiście musiało być paskudne. No właśnie- zgodziła się z nim Maria- było obrzydliwe. Jedyne co mi tu smakowało to były świeżo uwędzone ryby  zakupione w  wędzarni. I bób pieczony na blasze. I flądry smażone serwowane w barze mlecznym. Flądry w  barze mlecznym?- zdziwienie Artura sięgało zenitu. 

Ale miała pani przynajmniej ciekawe dzieciństwo - ja co roku byłem podrzucany na wieś do siostry mojej babci. No i musiałem pomagać w polu, dopóki nie  zleciałem z wozu pełnego słomy i nie  złamałem nogi. Potem to jeździłem na obozy harcerskie. 

I co było lepsze - te wakacje na wsi czy te obozy?- usiłowała dociec Maria. Artur skrzywił się - i tu źle i tam niedobrze. Fajnie to było gdy już mogłem sam sobą zarządzać i sam decydować jak i gdzie spędzę wakacje. No to chyba już pójdziemy - rzeczywiście dobre te lody tutaj.

Szli z powrotem niespiesznie a Maria mówiła - obawiam się, że za kilka lat z tego lasu to już nic nie zostanie, będą  tylko same domy wczasowe. Poza tym Półwysep niszczeje i podobno wszyscy się zastanawiają jak go ratować, żeby go morze nie pochłonęło. Ale tak sobie myślę, że jak nie zniszczy go morze to zniszczą go ludzie, bo my naprawdę notorycznie niszczymy to wszystko co nas otacza. Byłam kiedyś na betonowej plaży, w okolicach Soczi, a koleżanka była na  kamiennej plaży w Chorwacji. Tamta  chorwacka  plaża była przynajmniej z naturalnego kamienia a nie z betonu. Ta plaża w okolicach Soczi była z natury kamienista, więc  ją wybetonowano "eleganckim" szarym  betonem. 

Oglądałam ostatnio film dokumentalny o Kostaryce. I jakoś bardzo mi się zamarzyło by tam pojechać. Nie da się ukryć, że to bardzo daleko i bardzo drogo. No ale pomarzyć można. Najlepiej na Półwysep Nicoya. Oczywiście wiem, film nakręcony na potrzeby reklamowe, ale ostatnio wielu Amerykanów z racji emerytury tam się przenosi. I często kupują tam nieruchomości w charakterze lokaty. Kolory tam są bajeczne a plaże jak ze snu. I najlepiej  tam być od grudnia do końca kwietnia. Kiedyś marzyły mi się Seszele. Po jakimś czasie jakoś mi się  "odmarzyły."  A pan marzy o jakichś podróżach? 

Ja może nie tyle marzę, co uważam, że byłoby nieźle wpierw zwiedzić Europę. Chciałbym pojechać na przykład na Cyklady, zwiedzić Włochy, Francję, Hiszpanię. Byłem o krok od wyjazdu do Jugosławii, ale się tam zakotłowało i wszystkie plany diabli wzięli. Na razie tylko byłem dwa razy w Bułgarii. Trochę im zazdroszczę tego nieco cieplejszego morza. No ale jedzenie to mnie z lekka wykończyło. Kapiące od oliwy i zawsze zimne.

W Bułgarii faktycznie to jedzenie jest słabym punktem. Byłam kiedyś u znajomych w Sofii i ciężko odchorowałam ich jedzenie. Najlepiej się tam czułam, gdy mogłam się odżywiać winogronami i brzoskwiniami, a na  ciepło to tostami i frytkami lub pieczonymi rybami.

Kolacja faktycznie była jadalna - podano tym razem jabłka w cieście. Po kolacji, tak jak się umawiali spotkali się w kawiarni. Rzeczywiście kawiarniany barek był nieźle zaopatrzony, jak zauważyła Maria alkohole tylko z wyższej półki - koniaki dobrych marek, ze dwa rodzaje rumu, spory wybór importowanych win. Tłoku nie było, co nie zdziwiło Marii, bo ceny były niczym w schronisku wysokogórskim. Obejrzała dostępne alkohole i pochwaliła - podoba mi się tu, przynajmniej nikt się tu nie upije, bo by popadł w długi. Panie Arturze, rachunki płacimy albo  na zmianę, albo każdy na pół, albo nie będziemy tu przychodzić- ma pan trzy opcje do wyboru. Oczywiście nie musimy się liczyć ostentacyjnie tutaj , ale uważam, że każdy z tych  sposobów liczenia się będzie właściwy. Artur wpatrywał się w Marię z lekkim niedowierzaniem - ale to ja zaprosiłem, znam tutejsze ceny i wiem co robię. No dobrze, rozumiem, że pan wie co pan robi, ale w moim odczuciu kosztami powinniśmy się dzielić, natomiast w pełni doceniam to, że mnie  pan zaprosił, że zależy panu na moim towarzystwie. Bo dla mnie ważniejsze jest z kim siedzę przy stoliku niż to co przy nim jem lub piję. Gdy podeszła kelnerka zamówili kawę, po porcji szarlotki, Maria  dla siebie Remy Martin, a Artur  Hennessy. Gdy kelnerka przyniosła do stolika  koniak Maria powiedziała - skoro mamy podobne upodobania to proponuję, byśmy mówili sobie  po imieniu - lepiej się wtedy rozmawia. Nie uznaję tradycyjnego bruderschaftu, krew mnie zalewa gdy nagle ktoś do mnie leci z "dziobem" a ja człowieka ledwo toleruję, lub wręcz pierwszy raz go widzę.  Wiem, dość dziwna jestem, no ale nikogo nie zmuszam by przebywał w moim towarzystwie.  Lubię koniak, bo jedna lampka "załatwia mi  cały wieczór". Nie da się ukryć, że jakoś nie mam pociągu do alkoholu,  a tłumaczenie każdej napotkanej osobie, że alkohol to nie jest to za czym ja przepadam jest męczące, więc postarałam się polubić koniak. Podobnie jest z likierem - jeden kieliszek likieru kawowego załatwia  mi całe , nawet dość długie spotkanie. I jeszcze coś - jeśli zadam ci pytanie, na które nie chcesz udzielić odpowiedzi, to zamiast coś kręcić powiedz po prostu, że nie chcesz na ten temat rozmawiać. Zapewniam cię, że nie będę miała o to żalu. Bo przecież często się tak zdarza, że nie chcemy o czymś rozmawiać ze świeżo poznaną osobą, więc znacznie mądrzej jest powiedzieć, że się nie chce o tym rozmawiać. I być może, że po jakimś czasie będzie się o tym rozmawiało, gdy się już swego rozmówcę pozna lepiej. Artur wpatrywał się w nią intensywnie lekko potakując głową, w końcu powiedział - jesteś bardzo mądrą osobą jak na dwudziestolatkę. Maria parsknęła śmiechem - dodaj do tego jeszcze  dziewięć lat, ja tylko wyglądam tak młodo. 

Twój wiek, Arturze, też trudno odgadnąć na podstawie wyglądu. Możesz równie dobrze być tuż po trzydziestce jak i przy końcu trzydziestki. Artur uśmiechnął się - no właśnie , bliżej mi do końca niż do początku. Dobrze to wydedukowałaś.  No a skoro mówimy o tak intymnych sprawach jak wiek, no to przyznaje się bez bicia - jestem rozwodnikiem od trzech lat, nie obciążonym alimentami. A ty jeszcze czy już nie nosisz obrączki? Maria roześmiała się - jak na razie to jeszcze nie trafił się na tyle odważny facet by się ze mną ożenić. Zapewne dlatego, że moja oferta nie uwzględnia zasuwania w domu jak bura mrówka i spełniania wszystkich pomysłów dotychczasowych znanych mi facetów.  O ile jestem za wyłącznością w kwestii seksu, to nie wyobrażam sobie by wszystko robić razem. Nie będę z kimś chodziła np. na mecze  bokserskie lub piłkarskie, bo mnie to zupełnie nie interesuje. To tak, jakbym ja kazała chodzić memu mężowi  na zajęcia amatorskiego kółka teatralnego lub na gimnastykę dla pań, bo to mnie rajcuje.   Poza tym uważam, że nim się ludzie zwiążą małżeństwem, to powinni bardzo dokładnie wszystko ustalić, omówić, bo jakby na to nie spojrzeć to małżeństwo od obojga wymaga przemyślenia tego kroku, wspólnego zastanowienia się czy damy radę pogodzić pod jednym dachem wszystkie nasze przyzwyczajenia, poglądy, to co lubimy i to czego nie lubimy. Bo każdy z nas wychodzi z innego domu, był inaczej wychowany, do czego innego przyzwyczajony. Czasem mała rzecz nie omówiona przed ślubem urasta do rangi problemu niszczącego związek. Moja przyjaciółka jeszcze przed ślubem tłumaczyła swemu chłopakowi, że ona za nic w świecie nie chce mieć dzieci - teoretycznie się z nią zgodził, a gdy w kilka lat po ślubie robił jej awantury, że ona stosuje antykoncepcję hormonalną to po kolejnej awanturze wystąpiła o rozwód i oczywiście już nie są  małżeństwem z tym panem. Uważam, że skoro natura wyposażyła nas w mózg to po to żebyśmy myśleli a skoro umiemy mówić to powinniśmy jak najczęściej z tej umiejętności korzystać i wszystko omawiać. 

Jadę jutro po śniadaniu  do Jastrzębiej Góry, bo muszę coś zawieźć swojej kuzynce. Mam w związku z tym propozycję- pojedź ze mną, ja u kuzynki będę dosłownie 10 minut, które możesz spędzić w samochodzie lub wdepnąć ze mną do niej. Albo możesz zbiec po iluś tam  schodkach na plażę i zrozumiesz moją niechęć do Jastrzębiej Góry a potem możemy pojechać na naprawdę piękną i pustą plażę, dosłownie 6 km od Jastrzębiej Góry.  Obawiam się, że długo nie pozostanie taka pusta i piękna. Do kogoś te tereny   ciągnące się wzdłuż szosy należą i w końcu zapewne tam też wszystko na gęsto zabudują pensjonatami mniejszymi i wielgachnymi.Wracając możemy zahaczyć o Władysławowo City i o latarnię morską w Rozewiu. Oczywiście jeśli odmówisz to nie będzie miało żadnego wpływu na naszą tu znajomość.  Nie odmówię, nigdy nie byłem w Jastrzębiej Górze, ale pojedźmy moim samochodem. Maria zaprotestowała- no nie, moja sprawa, mój samochód, poza tym muszę Helence go pokazać, bo ponoć też chce sobie taką  bryczkę sprawić. Twoim pojedziemy gdzie indziej, dobrze?

                                                                            c.d.n.