czwartek, 10 lutego 2022

Ryzykantka - 6

Około  20,30  Robert z wielkim żalem opuścił Ewę i pojechał do szpitala. Cieszył się ogromnie, że operacja  póki co odsunięta i że wiadomo co dolega Ewie. Fakt, że teraz Ewę czekała z całą pewnością długa rehabilitacja i być  może, że pewne ćwiczenia będzie  musiała wykonywać  w domu stale. Ale to  i tak było lepsze  niż operacja.  Dręczyło go pytanie,  czy uda się  szybko  załatwić dla  Ewy  miejsce na rehabilitacji.  Wszystkie punkty rehabilitacyjne  cierpiały na brak miejsc dla pacjentów. Jego to wcale  nie dziwiło, ale "zwykli śmiertelnicy"  nie mogli tego pojąć. A sprawa była prosta jak budowa cepa - rehabilitantów "produkowały" dwa  miejsca - jeden z wydziałów AWF i regularne szkoły medyczne. Praca rehabilitanta to ciężki kawałek chleba - jego wiedza  medyczna jest taka  jak dobrze wykształconej pielęgniarki  plus wiedza w jaki sposób przywrócić sprawność działania organizmu. Praca ciężka, pacjenci od wieku 6 tygodni życia do  ostatniego tchnienia, a średnie wynagrodzenie w Polsce to ok.3400 zł brutto. Praca  z ludźmi, którzy cierpią ból, nie  są w pełni sprawni bywa czasami katorgą. O ile lekarze są przez pacjentów szanowani ( bo tyle wiedzą) to większość pacjentów, zwłaszcza na początku podchodzi do rehabilitantów z pewną dozą lekceważenia.

Około 22,30  do Roberta dotarł sms - "już jestem w sypialni, życzę ci bardzo spokojnego dyżuru. Śniadanie  zjemy razem". Po raz pierwszy od lat Robert pomimo zmęczenia  nie mógł zasnąć. Najzwyczajniej w świecie był zakochany w  tej niewielkiej, wcale  nie olśniewającej urodą niewysokiej kobiecie. Zawładnęła jego myślami zaraz pierwszego dnia, na pierwszej wizycie. Nie była ani odrobinę uwodzicielska, nie mizdrzyła się , odpowiadała  bardzo rzeczowo na wszystkie pytania, a on, stary "wyjadacz" był gotowy iść za nią na koniec świata.  A teraz zastanawiał się czy ona go nie odtrąci gdy on  zaproponuje jej małżeństwo - marzył od kilku dni, by  z nią spędzić resztę życia. Oboje  mieli za sobą nieudane  małżeństwa i oboje wyciągnęli z tego jakąś naukę.  Po raz pierwszy w swym dorosłym życiu Robert czuł, że oddałby swe życie w  obronie Ewy, po raz pierwszy od lat tęsknił za konkretną kobietą, za patrzeniem jej  w oczy, za jej głosem, marzył by ją całować i delikatnie pieścić jej ciało. I nadal cieszył się ogromnie, że nie  musi być operowana.  Z wieloletniego swego doświadczenia wiedział doskonale jak wiele może  zdziałać  dobra rehabilitacja. Postanowił, że jeżeli trzeba będzie poczekać z  miejscem dla Ewy w przyszpitalnej rehabilitacji w  Konstancinie, wypisze jej skierowanie na rehabilitację w swojej klinice, albo , w tajemnicy przed nią, załatwi jej prywatnego rehabilitanta. Miał dwóch "na oku" - obaj świetni w swym fachu i Robert już  nie jeden raz  kierował do nich swoich pacjentów. Zasnął dopiero po północy. Śniła mu się Ewa, którą gonił po plaży. Obudził się  zmęczony, niewyspany i stęskniony ogromnie. Dobrze, że zgodnie  z życzeniem Ewy dyżur był spokojny. Wypełnił wszystkie  konieczne  papierki i o 7 rano wyruszył do Ewy. W dwadzieścia  minut później już ją tulił w do siebie. 

Chyba dla obojga była to  noc pełna niepokoju i przemyśleń. Po śniadaniu Ewa stwierdziła, że oboje wyglądają niczym upiory i powinni jeszcze pospać. Mają przecież cały dzień dla siebie, więc mogą z niego uszczknąć kilka godzin na drzemkę. Stwierdziła, że podrzemać  mogą  na rozłożonej wersalce, bo na jej pojedynczym łóżku w sypialni będzie po prostu za ciasno. Ono co prawda rozkłada się na  podwójne, ale drugi materac jest jeszcze wciąż w stanie  fabrycznym w piwnicy i doprowadzenie go do stanu używalności zajmuje kilka godzin. Rozkładając wersalkę Robert znalazł improwizowaną piżamę dla siebie i ogromnie się wzruszył, a Ewa stwierdziła, że ten niebieski kolor t-shirta świetnie pasuje do koloru jego oczu.

To był ranek odkrywców - Robert był delikatny, ale z łatwością odgadywał życzenia Ewy- nie da się ukryć, że znał dobrze  zasady ars amandi. Reagował na  najmniejsze jej drgnienie, na spojrzenie, na  każdy gest. Dbał, by przypadkiem nie pogorszyć stanu jej kontuzji ale  jednocześnie sprawić jej rozkosz.

Wtuleni w siebie ocknęli się około południa. Obejmując Ewę Robert łączył się z Konstancinem-rozmowę słyszała też Ewa. Rozmowa była krótka -Robert powiedział, że jego partnerka wymaga dobrej rehabilitacji, więc pomyślał, że Konstancin byłby odpowiednim  miejscem . I nie chodzi mu o miejsce w szpitalu rehabilitacyjnym ale w przychodni, on ją będzie dowoził na zabiegi.  Dobrze, zrobi się, a możesz mi powiedzieć co jej jest? Muszę z grubsza wiedzieć bo muszę wybrać lekarza, który się  nią na początek zajmie i wybierze zestaw zabiegów. A będziesz mógł w razie czego wpaść któregoś dnia po południu? Tak, każdego dnia  ale nie w czwartki, bo w czwartki mam pacjentów właśnie po południu. No a przedpołudniami to najczęściej albo mam pacjentów w gabinecie  albo ich operuję. A to bardzo pilne z tą twoją  panią? Pilne, była szykowana do operacji, dopiero MRI ujawniło co się dzieje. Nooo, dobrze, oddzwonię jeszcze dziś do ciebie.

Gdy Robert skończył rozmawiać Ewa, nadal mocno do niego przytulona, powiedziała - muszę ci się do czegoś przyznać, choć mi to przychodzi z trudem. Primo - po raz pierwszy w życiu przeżyłam coś takiego jak te nasze poranne pieszczoty. W pewnej chwili pomyślałam, że mogłabym nawet w tej chwili umrzeć, bo  miałabym  za sobą tak cudowne przeżycie. Secundo - tylko nie gniewaj się - wtedy szeptałeś mi coś do ucha, a ja  , chyba z nadmiaru wrażeń nie bardzo  zrozumiałam co mówisz. To było tak intensywne przeżycie, że czułam się jakbym była podłączona do prądu. Nie gniewaj się, proszę, powiedz co mówiłeś mi szeptem.

Robert uniósł się  nieco na łokciu i spojrzał na nią- Dziecinko, nawet gdybyś mnie szatkowała żyletką nie gniewałbym się na ciebie. A powiedziałem ci, że cię kocham i że marzę byś zgodziła się zostać moją żoną. I wiesz, chyba odnaleźliśmy się na jakiejś bezludnej wyspie, bo dla mnie też było to niesamowite, cudowne przeżycie. A gdy scałowywałem twoje łezki to miałem wrażenie, że razem unosimy się w powietrzu. I wiesz, one nie były słone, były słodkie i byłem tak ogromnie wzruszony. Ewuniu - wyjdziesz za mnie? Będę do końca swoich dni dbał o twoje dobro, o to byś była szczęśliwa. Ewa jeszcze  mocniej się w niego wtuliła i wyszeptała -wygląda na to, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Postaram się nie być dla ciebie jedzą. Pół nocy analizowałam swoje uczucia względem ciebie, bałam się, że pobawisz się mną  i wszystko się skończy niczym marzenie senne. A teraz jestem szczęśliwa i dumna, że chcesz mnie za  żonę. Kocham cię i podziwiam - jesteś naprawdę wspaniałym człowiekiem.  Robert, a co powie twój syn na to, że się żenisz?

Kochanie  moje, zupełnie mnie to nie interesuje co on powie.I tak samo nie interesuje mnie co powie na ten temat  moja siostra. Każdy z nas gdy dorośnie idzie własną ścieżką. Mój syn kończy studia, już teraz sobie dorabia, twierdzi, że wyjedzie zaraz po studiach z Polski. Moi rodzice oboje już są w lepszym wymiarze. Moja siostra cieszy się, że jestem po rozwodzie z byłą, bo od  samego początku jej nienawidziła - od samego początku twierdziła, że zamiast się  z nią żenić powinienem był tylko uznać dziecko i płacić alimenty, bo kobieta, która  nie potrafi zadbać sama o swą rozrodczość nie nadaje się ani  na żonę  ani na matkę. A ja sobie dziś pozwoliłem na luz, bo wiem, że bierzesz tabletki, bo nie sądzę by były w twoim kubeczku tylko jako ozdoba. Poza tym naprawdę bardzo dokładnie  słucham wszystkiego co mówisz. 

Czy moglibyśmy szybko wziąć ten ślub? Bo mam zaproszenie na sympozjum do Hiszpanii albo Portugalii, chyba do Portugalii -  i oczywiście mogę wziąć osobę towarzyszącą. A jeśli będę  miał gdzieś jakieś "gościnne występy" to oczywiście  nie pojadę nigdzie bez ciebie. Powiedz mi , kochanie moje, a zgodzisz się na  taki cichy ślub- tylko my i świadkowie?

Ewa uśmiechnęła się - no jasne, ja już miałam wystawny ślub i - wystarczy. A moich rodziców powiadomię gdy już będziemy po ślubie. Oni lubią być zbyt użyteczni co mnie niesamowicie męczy. Zaraz byłoby " to może my kupimy, załatwimy, wybierzemy, damy wam, zabierzemy od was" - propozycja goni propozycję i propozycją pogania. Przecież o tym, że "coś mnie boli i się leczę" też nie wiedzą. Gdyby wiedzieli to codziennie mamcia by do mnie telefonowała z  zapytaniem czy jeszcze  żyję, podrzucała mi obiadki, których ja nie jadam, komentarz zawsze by był ten  sam- jedz córcia, bo to zdrowe, jedz, bo taka  bledziutka jesteś, jedz, bo nie jesz i dlatego taka zmęczona jesteś. A ja, autentyczna jędza, wykładałabym część jedzenia dla bezdomnych kotów a resztą karmiła śmietnik. Nie mogę mamci wybaczyć, że tłumaczyła mojego byłego mówiąc, że mężczyźni zdradzają bo maję większe potrzeby i to nic wielkiego, jeśli któryś  skoczy w bok.

Robert  śmiał się - cudnie to opowiadasz. Ale nie licz na to, że ja gdzieś skoczę w bok. Nie zrobię ci tej przyjemności, o nie!

Na zakupy podjechali do L'Eclerca. Na koniec wylądowali na kawie i lodach u Grycana. Robert zarządził, że tym razem za wszystkie  zakupy on płaci a w ogóle  w domu muszą porozmawiać o finansach i nie tylko. Fakt, że chcą być razem i chcą się pobrać stwarza nową sytuację i należy ją we właściwy sposób ogarnąć.  Robert co jakiś czas całował Ewę w policzek lub w rękę i śmiał się sam z siebie, że zachowuje się jak napalony małolat.  

Około godziny 16,00 zatelefonował lekarz z Konstancina, z pytaniem, czy mogliby "teraz, zaraz" przyjechać, oczywiście  z pełną posiadaną dokumentacją. Ewa zgarnęła teczkę ze wszystkimi wynikami badań , przejechała włosy szczotką i pojechali. Oczywiście  znalezienie  miejsca do zaparkowania graniczyło z cudem. Gdy wreszcie zaparkowali dość daleko od  szpitala Ewa stwierdziła, że będzie w takim razie jeździć miejską komunikacją. Od autobusu było do szpitala tylko 700 metrów, a z domu do autobusu kursującego do Konstancina Ewa dojeżdżałaby samochodem.

Spotkanie się  dwóch kolegów nieco ubawiło Ewę. Wpierw się wyściskali, potem wielekroć poklepywali się po plecach, jeden drugiego zapewniał, że nic się nie zmienili, a Robert przedstawił Ewę jako swoją narzeczoną. Oczywiście Robert musiał opowiedzieć jakie to męki przeżywał po odczytaniu badania tomografem, potem pokazał koledze  badanie MRI bez opisu, ale kolega stwierdził, że on ostatnio to głównie  wszystkim zarządza i ma coraz  mniej do czynienia z wszelkimi wynikami, po chwili  wezwał którąś z pań z recepcji, wręczył jej wyniki badań Ewy i poprosił by  przekazała je  doktorowi (tu padło nazwisko)- do oceny  i wskazania jakich zabiegów wymaga pacjentka oraz o zarejestrowanie pacjentki w rejestracji. Z pięć razy zapytał się Roberta czy na pewno nie  byłoby lepiej gdyby Ewa jednak pobyła miesiąc w szpitalu, z tym, że nie "od  zaraz", ale Robert był nieugięty - nie jest przekonany do pobytów  szpitalnych. Ewa będzie przyjeżdżała samochodem, a że jest osobą zdyscyplinowaną, to po zabiegach nim ruszy odpocznie pół godziny. Zabiegów była cała masa, Ewa  miała tu spędzać codziennie około 6 godzin, przez cały  miesiąc. No a skoro będzie przyjeżdżała  samochodem to dostała przepustkę na  służbowy parking. Kolega był bardzo ciekawy kiedy  ślub i bardzo się zmartwił, że jeszcze  nie znają terminu ślubu. Robert wytłumaczył, że dopiero co się oświadczył i został zaakceptowany, że dopiero będą składać dokumenty. A gdy będzie  znał termin to go oczywiście  powiadomi.  A co u Harpii? - spytał  Roberta. Harpia wyszła za mąż za dentystę M. Tyle wiem od swojego syna. Szczęśliwym trafem  nie widziałem Harpii od chwili gdy opuszczałem salę sądową. I jakoś mi jej nie brak.

Rozległo się pukanie do drzwi i weszła recepcjonistka z dokumentami Ewy. Kolega Roberta zerknął na wykaz zabiegów i aż gwizdnął - masz tu Ewo potworną ilość zabiegów. Jest i  fizjo - i fizykoterapia, są też zajęcia w grupie i na basenie. Nieźle się namęczysz przez te kilka godzin. A od której są te  zajęcia?- spytał się recepcjonistki. 

No właśnie przyszłam państwu to pokazać i zapytać się pani od której godziny chciałaby zaczynać- 8, 9, czy 10 rano. To wszystko to zajmie na pewno ponad 5 godzin. I czy mogę dostać  pani nr dowodu osobistego?  Gdy pani wybierze  godzinę, to ja  zaraz rozpiszę resztę i przyniosę do pani rozpiskę. Tylko to chwilę jeszcze potrwa.  Nie szkodzi, stwierdził doktor-kierownik, zaczekamy.

środa, 9 lutego 2022

Ryzykantka - 5

 Życie nie jest romansem - pomyślała Ewa- wypełniając przed badaniem kolejną ankietę medyczną. Lekarz nadzorujący badanie i Robert uzgodnili, że będzie dobrze, jeśli badanie będzie z kontrastem. "Atrakcja " zwana w skrócie badaniem MRI trwała równo godzinę, bo Robert doszedł do wniosku, że dobrze będzie obejrzeć cały kręgosłup a nie tylko  podejrzany odcinek. Panowie  wzajemnie sobie tłumaczyli tę decyzję- wszak często jedna nieprawidłowość może wypływać z drugiej. Ewa musiała wyskoczyć  ze swych ciuszków, przywdziać jednorazową wiskozową zieloną koszulkę i godzinę spokojnie leżeć w powarkującym urządzeniu. Po badaniu stwierdziła, że następnym razem to ona chce dostać ewipan i spać- zmęczył ją  hałas.  W ramach odpowiedzi usłyszała, że następnego razu raczej nie będzie, o ile  znów nie spadnie z jakiejś wysokości na twardą podłogę. Wynik miał być następnego dnia.

Pielęgniarka pomagała się Ewie ubrać  cały czas przypominając by chroniła kręgosłup. Potem powiedziała, że ten lekarz, który  dziś nadzorował badania jest świetnym  specjalistą no a poza tym jest też dobrym   kolegą Roberta. I na pewno dobrze ją wspólnie zdiagnozują. Tu chyba wszyscy lekarze są bardzo dobrzy- stwierdziła Ewa. Pielęgniarka uśmiechnęła się - tak, ale i wśród nich można bez trudu wyodrębnić tych najlepszych. I oni obydwaj są w tej właśnie grupie.

Pod kabinką, w której się ubierała,  czekał na nią Robert. Jestem pewien, że tym razem coś jednak wyjdzie na jaw- oświadczył. Wcisnął jej do ręki kluczyki od samochodu i powiedział - idź na parking, stoję na samym końcu parteru, na prawo od wejścia dla pieszych, nie  wchodź wjazdem dla  samochodów. Alarm nie jest włączony. Muszę jeszcze wpaść do swego gabinetu, mam kilka rzeczy do zabrania. Wrócił szybko, z wypełnioną plastikową torbą, wziął od Ewy  kluczyk i wrzucił  torbę do bagażnika. Muszę wziąć do prania trochę swoich rzeczy - tu co prawda wszyscy wrzucają swoje rzeczy do wspólnej pralni, ale ja  jakiś staromodny jestem- wolę je wyprać u siebie. Jedziemy od razu na obiad czy wpierw chcesz odpocząć na jakimś spacerku?  Wyglądasz na zmęczoną i nieco zdegustowaną, co jest? - powiedz, proszę. 

Ewa uśmiechnęła się - jest to co bywa co 28 dni i zacznie się  jutro, a ja dziś przed wyjściem zdążyłam ugotować obiad, więc moglibyśmy zjeść w domu. Są muszelki z mięsem , zapiekane pod beszamelem a do popitki barszcz czerwony. Tylko trzeba  zejść do piwnicy po ogórki kwaszone i przynieść do mieszkania ze 3 słoiki.  Ślimaki zrobiłaś? -zdziwił się Robert.  Nie, to nie  są ślimaki, to są muszelki z ciasta nadziewane mielonym mięsem - wyjaśniła Ewa. A po obiedzie możemy pojechać na spacer albo po prostu powłóczyć się po osiedlu.  A nie zmęczy cię za bardzo to szykowanie w domu?- zamartwiał się Robert. 

No przecież ci mówię, że mam to wszystko już gotowe. Wstąpmy tylko jeszcze do piekarni po świeże pieczywko. Na  kolację zrobię  naleśniki na słodko lub na ostro, jakie będziesz chciał, żebyś miał siłę na  nocny dyżur. A jutro przed południem podobno mamy jechać na zakupy - tak  mi mówiłeś.

No to jedźmy do piekarni i do domu. I wiesz, bardzo prawdopodobne, że jutro będę miał calutki dzień wolny.  Więc będzie czas nie tylko na  zakupy. Tylko nie mów potem, że to ja ciebie rozpieszczam, bo to ty mnie rozpieszczasz. Kiedy ty to wszystko zrobiłaś?  No dziś, co cię tak dziwi- mięso  zmieliła mi elektryczna maszynka, którą umyje  mi zmywarka. Z miesiąc temu zrobiłam zakwas buraczany, muszelki kupiłam gotowe w sklepie. Połączyłam zakwas z bulionem, który mam zamrożony w zamrażarce. Po prostu raz na jakiś czas robię dużo bulionu  i zamrażam. Tak naprawdę nie za bardzo lubię jeść na mieście. A dziś po obiedzie włączę zmywarkę, która za mnie pozmywa. Po coś wszak jest. A swoje ciuszki do prania wrzucisz zaraz do pralki i pralka je wypierze. Na loggii stoi suszarka, przez noc wszystko wyschnie. Gdy przyjedziesz jutro rano po dyżurze wrzucisz je do samochodu a potem znów zostawisz w pracy.

Matko święta, ja nawet nie  zauważyłem, że ty masz  loggię. No mam, spałeś w pokoju, z którego wychodzi się na loggię. A nie  zauważyłeś bo okna są zaopatrzone w  żaluzje, a  do tego są zasłony.  Poza tym bywałeś głównie wtedy gdy już są zaciągnięte i żaluzje i  zasłony. A wczoraj byłeś taki skonany, że zasnąłeś nim wyszłam z łazienki. Taka dziwna jestem, że nie lubię gdy  mnie ktoś z bloku sąsiedniego podgląda, więc oprócz żaluzji mam zasłony. Poza tym w  moim odczuciu okno z  zasłonami lepiej się prezentuje od  strony pokoju.

Robert, nim stąd wyjedziemy podjedźmy pod blok, w którym masz  zamieszkać. Oglądałeś już to mieszkanie w naturze czy tylko na planie? Jakie ono jest? 

Dwie sypialnie, duży dzienny pokój otwarty na przedpokój,  kuchnia, łazienka. Na I piętrze. To są niskie bloki, bez wind, tak jak u ciebie. A  w naturze jeszcze  nie oglądałem, tylko na planie. No to może nie byłoby źle gdybyś je obejrzał w naturze nim blok oddadzą? Wpadnij  do spółdzielni, weź kartkę z oznaczeniem które mieszkanie będzie twoje i możemy je razem obejrzeć, Co dwie głowy to nie jedna. Bo zawsze jest szansa, że jeszcze coś można w nim "wymodzić", żeby było wygodniejsze.

Ty Ewuniu to chyba masz w głowie komputer, o wszystkim  myślisz i pamiętasz No jasne, mam  małego laptopa zamiast  mózgu, ale nie potrafię nikogo zoperować ani zdiagnozować. Nawet siebie. Za to potrafię spadać z drabiny.

Podjechali do ulicy przy której stały bloki, które miały być oddane do  zamieszkania jeszcze w bieżącym roku. Uuuuu, jęknęła Ewa- czarno to widzę.Toż to wszystko jeszcze stoi w kartoflach! I bliżej stąd do Pałacu Wilanowskiego  niż  do kliniki. A jakiś parking blisko będzie czy też może  garaże? Wiesz co, byłoby dobrze zobaczyć  któreś  z już gotowych  mieszkań. Każda spółdzielnia buduje 2 lub trzy typy  mieszkań i one się powtarzają. Mam pewien pomysł, ale powiem ci o nim jutro. Muszę wpierw pobuszować w sieci i coś sprawdzić. 

Oooo, nie  wiedziałem, że masz coś wspólnego z budownictwem. To ciekawa praca. Ewa roześmiała się - wiele osób tak myśli. Ciekawie to jest wtedy, gdy ktoś sobie  sam buduje  dom i nie  ma z góry narzuconego  jego metrażu. Robiłam jeden taki projekt - przyszła do mnie pewna pani w wieku balzakowskim, w kurtce z  białych lisów i powiedziała, że chce  mieć dom, murowany, w którym będzie- i tu lista sięgała z długością  niemal z Mokotowa  na Bielany. Dom  miał być dla trzech pokoleń. Bardzo się dziwiła, że chcę wiedzieć co jest dookoła tej działki, bo nie  zaprojektuję chałupy na trzy kondygnacje jeśli dookoła są tylko niskie, parterowe domki. Po prostu szkoda mojego czasu i jej pieniędzy, bo nikt jej takiego projektu  nie zatwierdzi. I tym sposobem powstała budowla  parterowa ze strychem  możliwym do zamieszkania, wyglądająca jakby była rodem z Hiszpanii - po prostu dom stał dookoła działki,  w środku było patio, okolone werandami. Trzy części były mieszkalne, czwarta pełniła funkcję "magazynu" rzeczy różnych i była wjazdem na patio.W kilka lat potem znajoma mi mówiła, że dom wystawili na sprzedaż, bo wyjeżdżali z Polski. Ale gdy projektujesz mając ograniczoną mocno przestrzeń to nie jest ciekawie. Ostatnio robię nieco inne projekty - terenów zielonych małych osiedli domków jednorodzinnych. Może i mało ciekawe ale nie absorbujące. Były bardzo chciał byśmy na którymś z tych osiedli  zamieszkali, ale ja stanęłam okoniem - przede wszystkim przez kilka pierwszych lat do wszystkich "zdobyczy cywilizacji", nawet sklepów, masz daleko, po drugie każdy dom jest z ogródkiem a ja nie mam zacięcia  ogrodniczego a były był leniem i nawet trawy by nie kosił, poza tym po co mu był domek, skoro wciąż gdzieś wyjeżdżał?  Teściowa gardłowała, że przecież "tu dzieci miałyby raj", więc jej zapodałam, że ja nie mam zamiaru prowadzić przedszkola a własnych dzieci  też nie przewiduję.  Robert, ja naprawdę jestem jędza. Robert parsknął śmiechem - dla mnie nie jesteś, a jeśli czasem jesteś to tylko dla tych, którzy na  to zasłużyli.

Gdy tylko weszli do domu przyszedł sms od lekarza  oglądającego wyniki rezonansu: "załatwiaj Konstancin swojej pacjentce, przykurcz mięśni biodrowo-lędźwiowych w różnym stopniu". Robert  natychmiast do niego zatelefonował- niewiele  brakowało a skakałby z radości. Rozmowa była krótka- to teraz  już wiem, dlaczego ona ma nietypowe objawy! Świetnie, kuracja będzie długa, ale znacznie lepsza i bezpieczniejsza od operacji. No pewnie, że jestem szczęśliwy. Tak, tak znam to ćwiczenie. Oczywiście, zaraz jej powiem. Nooo, niezły z ciebie detektyw. Nie wiedziałem, że to aż tak widać. Będę o 21,00, tak, mam dziś nockę. Za to jutro chyba cały dzień wolny. Dobrze, pozdrowię! Dzięki serdeczne!

Robert promieniał- chwycił Ewę w objęcia i pokazał jej ten sms. Kochanie, nie musisz być operowana!!!! I jestem z tego powodu niesamowicie szczęśliwy. Nic dziwnego, że masz nietypowe objawy dla kręgozmyku! Niebieskie oczy promieniały szczęściem. Cieszysz się- zapytał. Ewa pokiwała głową - no pewnie, ale gdybyś mnie operował byłabym ,  miałabym cię dłużej obok siebie.

Robert ujął jej twarz w dłonie i powiedział - jeżeli tylko zechcesz takiego starego dziada to będę przy tobie stale. Roman bez trudu zobaczył, że jestem niczym statek na morzu - trafiony!zatopiony! A ty mi mówisz  takie rzeczy. Nikt cię nie będzie operować,  a ja będę cię wielbić. No nie wiem, jak ja ten dyżur przeżyję. Jutro wypiszę ci skierowanie do Konstancina i pojedziemy tam razem. Powiedz mi jak mam trafić do twojej piwnicy to przyniosę te ogórki. 

Pójdziemy razem, tylko wezmę latarkę, bo tam czasem nie ma światła i siatkę na słoiki. Ty weź klucze od piwnicy,  ja wezmę od mieszkania, bo nawet na ten moment trzeba jednak zamknąć mieszkanie na klucz - takie czasy. Och, trzeba też wziąć z samochodu siatkę z twoimi rzeczami i je wrzucić do pralki.

I myślę, że może nie byłoby źle gdybyś tu przywiózł trochę swoich rzeczy - stąd masz  zdecydowanie  bliżej do kliniki. Skoro jutro masz dzień wolny to mógłbyś pojechać na Świerczewskiego. A pojedziesz  ze mną? Tak, pojadę.  A lubisz niezbyt słodkie  dżemy? Bo zrobiłam parę słoików, żeby było czym naleśniki przekładać.  No  pewnie, domowego dżemu to wieki całe nie jadłem! to ze dwa słoiki zdejmij z półki, nie chcę na stołek wchodzić. Mądra z ciebie  dziecinka, pod żadnym pozorem nie wolno ci wchodzić na stołki lub drabinę. No to tym razem latarka się nie przydała no i dobrze.  

Porządną masz tą piwnicę, stwierdził Robert. Ja mam taką, że opony ledwo się w niej mieszczą. To spadek po poprzednich właścicielach. Mieli tu też szafę, ale  ją ze sobą zabrali. W pół godziny później Robert zachwycał się "muszelkami" - co prawda były zapiekane nie pod prawdziwym "beszamelem" ale i tak obojgu smakowały.  Robert nie spuszczał wzroku z Ewy co kilka chwil mówiąc, że jest  szczęśliwy, że nie trzeba jej operować, bo operacja to zawsze jest ostateczność.  A jutro pojedzie z nią do Konstancina , wpadną razem do jego dobrego znajomego i zapewne uda się dość szybko   ją umieścić na  rehabilitacji.  I nie ma zamiaru ukrywać, że Ewa to jego dziewczyna.  A  w dni,  w których Robert  nie  będzie mógł jej odwieźć do Konstancina i  z powrotem -zostawi jej samochód. Stąd to on ma  zaledwie 3 przystanki autobusem do kliniki. 

Ewa stwierdziła, że chyba woli wziąć  samochód od rodziców, bo ich jest  mniejszy - bo rodzice  mają  dwa samochody i jeden notorycznie  rdzewieje na  parkingu. Oczywiście  zrobi to gdy już będzie  zapisana do Konstancina. Robert, a co chodziło z tym, że niezły detektyw jest z tego doktora Romana? Chodzi o to, że on się dopatrzył na  rezonansie, że są przykurcze?  Robert roześmiał się - nie,  chodzi o to, że zorientował się w mig, że jestem w  tobie  zakochany po uszy. No chyba nie było to trudne, przecież nie łażę z każdą pacjentką na badania i nie załatwiam osobiście terminów badań. Normalnie  robi to pielęgniarka lub sam pacjent jeśli nie jest akurat pierwszy raz. Przeżywałem cały czas męki bo z jednej strony dobrze wiedziałem, co i jak będę musiał u ciebie robić w trakcie operacji, tylko się bałem, że to moje uczucie do ciebie  może mnie w jakimś stopniu sparaliżować. I dlatego chirurdzy nie mogą operować osób, z którymi są związani uczuciowo.

                                                                  c.d.n.




Ryzykantka - 4

 Z wrażenia Ewa nieomal straciła kontrolę nad szykowanym posiłkiem. Jeszcze moment, a kurczak na patelni zamieniłby się w zwęglone szczątki kurczaka. Wyłączyła gaz pod kurczakiem, zestawiła patelnię na zimny palnik, zajęła się wyciąganiem z pieca  kartofli. 

Gdy wszystko już wylądowało na talerzach powiedziała-  dalszy ciąg rozmowy będzie gdy  zjemy. Teraz jemy. Jedli i wpatrywali się w siebie intensywnie. W charakterze deseru na stole wylądowały brzoskwinie.

No dobrze - zaczęła Ewa. Chcesz wiedzieć jak mi się to wszystko widzi. Jeżeli okaże się, że mam być operowana to chcę byś to ty mnie operował. Nie wiem dlaczego, ale mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że zrobisz to dobrze. I mam to przekonanie już od pierwszej naszej rozmowy. Oczywiście znam przepisy odnośnie chirurgii. Jest coś o czym nie  wiesz - oglądałam bardzo wiele  filmów dokumentalnych i naoglądałam się wielu   operacji, co prawda  z zakresu chirurgii miękkiej- widocznie jest bardziej fotogeniczna. Nie znalazłam  ani jednego filmu z dziedziny ortopedii. Nim poszłam na  własną operację obejrzałam taką samą na filmie dokumentalnym. Gdy powiedziałam o tym lekarzowi, który miał mnie operować omal nie padł martwy z wrażenia. Takiej wariatki jeszcze operował. Co do sytuacji po  mojej operacji kręgosłupa - gdy już będziesz znał jej termin muszę spotkać się na jeden dzień z moim szefem i poinformować  biedaka, że długo mnie nie będzie - już teraz ma strup na głowie, bo musi do mnie podjechać z dokumentacją i ewentualnie nanieść jakieś zmiany lub uzupełnienia na moim projekcie. Inwestorzy mają teraz jakieś niedobory w wyposażeniu mózgów i chyba pustki w kieszeniach, bo co chwilę  zmieniają dane na temat inwestycji. Co do twojej dbałości o kobiety - czuję się wręcz rozpieszczona, nie tylko zadbana. Ale nie chciałabym by to przeszło w stan, w którym ty narzucasz mi w pewien sposób co mam dalej robić ze sobą. Jestem za tym byśmy zawsze wszystko razem przedyskutowali, by to było prawdziwe partnerstwo a nie narzucanie swej woli drugiej stronie. Jesteś naprawdę wspaniałym facetem i wiem, że nie chcesz mnie w żaden sposób skrzywdzić. Mam nadzieję, że nie zrobiłam ci żadnej przykrości mówiąc ci to wszystko.

Robert wpatrywał się w Ewę i bardzo długo milczał, w końcu niemal westchnął i powiedział - jesteś bardzo mądrą i zrównoważoną kobietą. Nie zrobiłaś mi nawet najmniejszej przykrości tym co powiedziałaś. Nie spotkałem jeszcze takiej kobiety. I jestem szczęśliwy, że cię poznałem, że jesteś obok. Nie wpadłem na to, że nadmiar troski może wyglądać jak jakieś zniewolenie. Przyrzekam, że od  dziś będę wpierw z tobą wszystko omawiał. Widzisz, ja naprawdę nie spotkałem takiej kobiety jak ty - po prostu z tobą można swobodnie rozmawiać na każdy temat, doskonale rozumiesz co chcę ci przekazać.

Co do twojej operacji - jak na dziś to naprawdę nie wiem co będzie dalej. Opisanego wyniku jeszcze nie dostałem. Może jest coś, czego nie dostrzegłem, albo może zmiana jest diablo mała i wykryje ją dopiero rezonans  magnetyczny. Na tomografii wygląda to jakby się zaczynał kręgozmyk, ale objawy, które ty podajesz nie są typowe dla tego rodzaju przypadku. Może  dlatego, że z reguły do ortopedy trafiają pacjenci  gdy już zmiana jest większa. Te wypukliny krążków podpowiadają mi, że to może być bardzo wczesne stadium kręgozmyku. Ale twoje objawy wskazują z kolei na wynikające z aparatu mięśniowego a nie kostnego. Niezależnie od tego z czego ten ból powstaje musisz się teraz oszczędzać.  Masz nadal tę panią, która ci sprząta? Bo jeśli nie to ja umiem obsługiwać odkurzacz i sprzątać. 

Pani sprzątająca nadal przychodzi - odkąd mieszkam sama w tym małym mieszkaniu to przychodzi co dwa tygodnie - twierdzi, że częściej to ona nie ma tu co robić. Ewa popatrzyła na Roberta i powiedziała- wyglądasz na bardzo zmęczonego. Ty też powinieneś zacząć się oszczędzać, nie tylko ja. O której jutro musisz być w klinice?

O ósmej rano, bo jest jakaś odprawa. A potem mam operację. Długą - wielce kruchych  kości. Aż mi się słabo robi na samą myśl o tym.

To może zostań tu, stąd  dojedziesz do kliniki w ciągu 15 minut. Tylko musisz sam sobie powlec pościel skoro ja  mam się oszczędzać. Będziesz spał na tej wersalce.  W środku jest pościel. Niestety nie mam zapasowej męskiej piżamy. W łazience znajdziesz nieużywaną elektryczną maszynkę do golenia - prezent ode  mnie dla byłego, którego mu nigdy nie dałam.  Ręczniki znajdziesz w szafce. W tej samej szafce, na najwyższej półce znajdziesz szczoteczki do zębów w firmowym opakowaniu i chyba 2 kubki, oczywiście wszystko nieużywane. Zawsze kupuję na zapas. Śniadanie ci przygotuję,  ja nadal    budzę się o 6 rano. Tylko powiedz mi co jadasz na to śniadanie.  Bo ja to zjadam  codziennie  jogurt naturalny z surowymi płatkami owsianymi i przyprawami i z suszonymi morelami lub z daktylami.  Popijam to kawą i do godziny szesnastej mi to wystarcza. Domyślasz się chyba, że wśród  przypraw jest cynamon, poza tym imbir i  kurkuma. Jeśli zdarzy  mi się, że nie mam daktyli to dodaję trochę miodu. Ale jeśli ci ten zestaw  nie odpowiada to mogę  zrobić  regularne kanapki. Gdybym przewidziała, że  będziesz tu nocował to zrobiłabym pieczoną owsiankę - jest rewelacyjna!  Czy wystarczy ci czasu jeśli obudzę cię o 6,30? No i powiedz wreszcie co mam ci przygotować na śniadanie - tylko nie licz na to, że pójdę po świeże bułki. Robert obrzucił ją niezbyt przytomnym spojrzeniem  - zjem tę owsiankę co i ty.

I   już wiem, w czym możesz spać - kiedyś kupiłam dla  mojej ciotki  japońskie kimono - oczywiście kupiłam nie ten rozmiar, bo ciocia była niewymiarowa, postury  Niny Dumbadze. To znaczy też miała 178 cm wzrostu, tylko była bardziej "objętościowa". Chodź, wyciągniesz je  z szafy w mojej sypialni. Będziesz w nim bosko wyglądał, bo jest jedwabne.

Robert patrzył na nią zaskoczony , wreszcie zapytał- ty to mówisz  poważnie? Na tyle mi ufasz, że mnie tak z marszu przenocujesz?  Ewa uśmiechnęła się - nie zauważyłeś, że ja prawie nigdy nie żartuję? Gdybym  nie miała do ciebie  zaufania  nie stałbyś w tej chwili  w moim mieszkaniu z tą głupią miną- to raz, a dwa- nie chciałabym byś mnie operował.  Poza tym śpię z finką pod  poduszką- i roześmiała się głośno. Chodź do sypialni po kimono, potem pościel sobie wersalkę i fruwaj do łazienki. Gdy wyciągał z szafy kimono  zapytał - a kim była ta Nina Dumbadze?

Nie  wiesz? ukraińską dyskobolką,  miała w 1952 roku  rekord świata 57,04 m, który się bardzo długo utrzymywał, chyba z 8 lat. A że jak na  tamte lata była dość potężna to potem wszystkie panie przy tuszy nazywano w Polsce Nina Dumbadze. Jesteśmy dość złośliwym narodem.

Zadziwiasz mnie - czy jest coś czego  nie  wiesz? Ewa skinęła głową - ależ tak, mnóstwa rzeczy nie  wiem. No, wędruj do łazienki. Jutro kroisz jakąś  babcię! Idź się "okąp" jak mawiają panowie kolarze.

Robert rzeczywiście był bardzo zmęczony - nim Ewa skończyła swe  wieczorne  ablucje spał niczym niemowlę. Po drodze do sypialni Ewa zajrzała do pokoju - w oczy rzuciło się jej,  że ubranie, które  zdjął było starannie złożone, gościnne kapcie równiutko ustawione przy wersalce. Przypomniało się jej, że "były" rozbierał się "dwukierunkowo" i jedną kupkę obok łóżka tworzyły rzeczy, które wszystkie razem jednym ruchem ściągał przez głowę, druga kupka była utworzona  z tych, które w ten sam sposób  ściągał w dół. Gdy  kiedyś na samym początku zwróciła mu na to uwagę stwierdził, że to jego rzeczy nie jej i że całe życie się tak rozbierał i jemu to odpowiada. 

Rano wstała przed szóstą, wymieszała wszystkie składniki owsianki i upiekła. Doszła bowiem do wniosku, że jeśli Robert nigdy nie jadł surowych płatków owsianych może mieć po takim śniadaniu jakieś kłopoty jelitowe.

Gdy wyjmowała z piekarnika blachę z pieczoną owsianką w progu kuchni stanął Robert węsząc niczym rasowy ogar. Co za cudowny zapach! Ojej, to ta pieczona owsianka tak ślicznie pachnie. Ewuniu,  jeszcze w życiu nie   jadłem tak pięknie pachnącej owsianki! A mówiłaś, że będą surowe płatki. 

No cóż  miałam przebłysk rozsądku - pomyślałam, że nie wiadomo jak twoje  jelita  zareagują na surowe płatki owsiane w połączeniu z jogurtem. A jedziesz wszak do kliniki a nie do domu. Ojej, to miałaś przeze mnie kłopot - sumitował się Robert. A powiesz co tu jeszcze się razem piekło?  No dobrze, śmiała się  Ewa- ale wpierw  mi powiedz jak ci się spało.

Cudownie- tu jest bardzo cicho. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Rzeczywiście byłem skonany. Jest  mi głupio, masz  przeze mnie kłopot. Jaki kłopot - ja dla siebie też często robię pieczoną owsiankę. No a poza płatkami owsianymi są tu posiekane orzechy laskowe i włoskie, rodzynki, pokrojone daktyle i morele, suszone  żurawiny, płatki migdałowe, trochę kakao,  na koniec trochę czekolady no i oczywiście jest jogurt. Jeśli chcesz to możesz wziąć sobie do kliniki na drugie śniadanie , tylko pokroję ci ją na jakieś zgrabne kawałki - będzie wyglądało jakbyś się  pożywiał herbatnikami. Dostaniesz to w pudełeczku - teraz modne są drugie śniadania  z pudełka lub ze słoika. Taksówkę do kliniki już sobie  zamówiłam. Zrobić ci jeszcze jedną kawę? Robert uśmiechnął się - i kto tu kogo rozpieszcza? 

No bo wiesz - powiedziała z uśmiechem Ewa- trzeba się wzajemnie rozpieszczać- ty dbasz o mnie  a ja o ciebie. Musi być równowaga w przyrodzie.  Masz tu swój breakfast box. Dołożyłam ci jeszcze kilka chipsów z kiwi i kilka kostek czekolady. Jedź już. Powodzenia przy krojeniu i składaniu babci. Będę o 14,00.  Pa!

Gdy weszła do dziennego pokoju pomyślała - no jeszcze trochę a się  w nim  zakocham. Oczywiście wersalka była złożona, pościel schowana. Na środku stołu stał pojemnik z różą. Była naprawdę piękna.

No cóż, ma facet niezły gust. Przewlokę się do marketu, kupię dla niego bokserki i ze dwa podkoszulki. A może będą piżamy z krótkimi spodenkami. I muszę pamiętać , że po rezonansie  idziemy na obiad. Chyba założę spodnium. Trochę się jednak denerwuję, że nie wiadomo co jest z tym cholernym kręgosłupem. Rozmyślania przerwał jej dźwięk telefonu - to przyszedł sms od Roberta. "Operacja babci odłożona, ma zapalenie płuc. Nie zdziwię się, gdy okaże się, że jednak operacji wcale nie będzie i będzie biedaczka chodziła z gipsem przez najbliższe 8 tygodni. W tym wieku obustronne zapalenie płuc to problem. Będę przy tobie na rezonansie." Szybko odpisała: "cudnie".

Piżam nie było, kupiła dwa ciemnoniebieskie podkoszulki i ciemnoszare  bawełniane  bokserki. Celowo wybrała  bawełniane  a nie elastyczne - wszak miał w tym spać.

W drodze do domu  zajrzała do fryzjera by nieco uporządkować włosy. W domu wyciągnęła ciemno fioletowe  dżersejowe spodnium i jedwabną białą bluzkę z króciutkimi rękawami. O 13,30 przyjechała zamówiona taksówka. W dziesięć minut później wchodziła do holu kliniki, przedostanie się do pracowni rezonansu zajęło jej aż 10 minut, bo trochę zabłądziła.  Robert już był - siedział w fotelu i przeglądał jakieś papiery. Cichutko podeszła do niego i stanęła tak, że nieco zasłoniła mu światło. Uniósł z nad papierów głowę i cicho powiedział - wyglądasz bosko! To straszne, ale we wszystkim, nawet w szpitalnej koszuli wyglądasz  świetnie. Pominę już milczeniem  fakt, że niemal nago również. Ewa roześmiała się - nic dziwnego, wszak mam nieźle dopasowaną do siebie skórę, dobry krawiec ją szył.

                                                           c.d.n.





wtorek, 8 lutego 2022

Ryzykantka -3

Jakoś  nie  spieszyło się zbytnio Robertowi do wyjścia z domu Ewy. Z wielkim westchnieniem i wyraźnym  smutkiem w niebieskich oczach stwierdził około 23,00, że jednak  musi opuścić Ewę.

Żegnając się  z nią stwierdził, że nie bardzo wie dlaczego naruszył swój własny kodeks  moralny i że Ewa jest pierwszą pacjentką w jego karierze medycznej z którą poszedł na obiad do restauracji, potem razem robił zakupy  a w końcu  naruszył  wyraźnie  jej  spokój w domu. Jesteś , Dziecinko, po prostu czarodziejką a nie żadną jędzą. 

Ewa  żywo  zaprotestowała - nie jestem  żadną czarodziejką,  ale jesteśmy po prostu jak rozbitkowie na  morzu, którzy uczepieni swych kawałków tratw ratunkowych cieszą się i dziwią jednocześnie, że nie są sami w przeogromnym oceanie. I tobie i mnie  nie wyszło życie w małżeństwie. Ale wiesz jak to jest - co nas nie  zabiło to nas wzmocniło. Nie zadręczaj się  myślą, że naruszyłeś swoje  zasady - to nie zbrodnia,  mnie tym  nie skrzywdziłeś.  Widocznie nadajemy na tej samej długości fal - to się przecież w życiu zdarza, chociaż może niezbyt często.  Chodź, odprowadzę cię na parking, muszę trochę pospacerować, siedzenie  mi nie  służy. A potem ty mnie podwieziesz  w pobliże mojego bloku i pojedziesz  do siebie- zgoda? I weź z lodówki torbę  ze swymi zakupami, same nie trafią pod właściwy adres.  

No fakt, niemal o nich zapomniałem.   W dwadzieścia pięć minut później Ewa wysiadała już w pobliżu swego bloku. A gdy już leżała w łóżku dostała sms : "jesteś niesamowita, dziękuję to za mało powiedziane! Zadzwonię po 10,00 rano".

Rano, jeszcze przed 10,00 wpierw dotarł do Ewy sms od Roberta z zapytaniem jak się czuje i wiadomością, że  za chwilę zadzwoni do niej recepcja i że rozmawiał o niej z profesorem R. W kilkanaście minut później rzeczywiście zatelefonowała recepcjonistka  i powiadomiła Ewę, że następnego dnia ma wyznaczone badanie  rezonansem magnetycznym o godzinie 14,00 i że w związku z tym powinna już nic nie jeść od  godziny 8 rano, oczywiście powinna  pić, najlepiej samą wodę. Potem  zatelefonował Robert, mówiąc, że  dzwoni pomiędzy dwiema operacjami i że w ramach drugiego śniadania wzmacnia się "zdrowymi przekąskami", które mu Ewa ukradkiem poprzedniego dnia dołożyła do jego  zakupów. I że po rezonansie pojadą razem na obiad a po obiedzie on jest wolny do godz.21,00, bo potem ma dyżur. No i ma nadzieję, że ten czas do jego dyżuru Ewa umili mu swą obecnością. 

Ewa wysłuchała wszystkiego, zgodziła się na wspólny obiad, ale stwierdziła, że ten czas do dyżuru Robert powinien  wykorzystać na wypoczynek, skoro ma nocny dyżur. Robert z 10 minut jej tłumaczył, że dla niego najlepszym wypoczynkiem będzie spędzenie  czasu w jej obecności. A na nocnym dyżurze to on wszak głównie śpi, tyle tylko, że  nie w domu a w służbowym łóżku. Obchód robi zawsze pomiędzy godziną 21,00 a 22,00, potem po prostu śpi. W razie czego obudzi go któraś z nocnych pielęgniarek. To one dyżurują "na pierwszej linii frontu". Ale tu nie ma akurat jakichś bardzo ciężkich stanów. A poza tym każdy lekarz po  iluś latach pracy w szpitalu umie w dwie  minuty po przebudzeniu się być w pełni gotów do działania.

Po rozmowie z Robertem Ewa zeskanowała swoje  zwolnienie  lekarskie i wysłała skan do swego biura, dodając wiadomość, że oryginał zwolnienia wyśle zwykłą pocztą. Zadzwoniła też do swego szefa, który tylko jęknął na wieść, że przez najbliższe dwa tygodnie jej nie będzie w biurze. Wiedział, że Ewa rzadko brała  zwolnienia  lekarskie - nie miała dzieci a sama  bardzo rzadko chorowała. Porozmawiali chwilę o jej ostatnim projekcie i szef doszedł do wniosku, że właściwie to on już jest niemal ukończony, on go jeszcze przejrzy i jeśli dojdzie do wniosku, że coś by tam warto było dodać, to po prostu wpadnie do niej do domu, uzgodnią  wszystko razem i w razie czego on go dokończy. Zapytał się też, czy Ewa  nie potrzebuje jakiejś pomocy, czym wprawił Ewę w stan wielkiego zdziwienia.

Resztę dnia Ewa spędziła głównie w pozycji horyzontalnej czytając lub.......wspominając poprzedni wieczór spędzony w  towarzystwie Roberta.  Podobał się jej nie tylko pod względem zewnętrznym. Nie zasypywał jej głupimi komplementami, przetrzymał dzielnie jej eksperymenty kulinarne, słuchał uważnie tego co mówiła, nie pluł jadem na swą byłą żonę, zdawał sobie  sprawę z tego, że przeważnie wina leży po obu stronach, nie komentował idiotycznie  faktu, że Ewa nie chciała  mieć dzieci. Nie opowiadał głupich  dowcipów, nie szermował dwuznacznikami i nie przechwalał się swoimi osiągnięciami zawodowymi, których miał na  swoim koncie  sporo, o czym Ewa wiedziała z internetu. Byłoby fajnie, gdybyśmy się  zaprzyjaźnili - pomyślała Ewa. Mądry i kulturalny facet w charakterze przyjaciela jest nie do przecenienia. Nie wygląda  na te swoje 50 lat - nic dziwnego, skoro nie pije i nie pali. 

I fajnie będzie leżeć w tym szpitalu - czysto, przestronnie, pielęgniarki uprzejme. Była zdecydowana poddać się operacji, jeśli Robert stwierdzi, że to jedyne dobre dla niej rozwiązanie. Był wyraźnie zmartwiony faktem, że tomografia  niewiele mu wyjaśniła, ale nie ukrywał tego faktu. I chce to konsultować ze starszym od siebie profesorem - jak wiedziała  z rozmów rodzinnych była to rzadkość - z reguły każdy profesor był przekonany o swej nieomylności. Miała w rodzinie jednego profesora - unikała go jak ognia, bo kuzyn jej matki był przekonany, że  sam fakt, że jest profesorem sprawił, że na wszystkim się zna, również na tym co nie  miało nic wspólnego z kierunkiem jego wykształcenia.

Jej myśli  znów powędrowały do poprzedniego wieczoru - te mocno niebieskie oczy znów  zaprzątały jej myśli. W pewnym momencie przyszło jej na myśl, że może on nosi soczewki zmieniające kolor oczu. Ze dwie jej znajome nosiły takie  soczewki. Miał bardzo krótko ostrzyżone włosy a pewnie dużo lepiej by się prezentował w nieco dłuższych włosach. No tak, ale przecież on do operacji musi wkładać na głowę czepek, w którym w pomieszczeniu zamkniętym jest raczej  zbyt ciepło, więc im włosy krótsze tym lepiej. Poza tym na sali operacyjnej jest  ciepło- przypomniała sobie swój ostatni pobyt w tym miejscu. Do ostatniej operacji  szykowała ją para bardzo  młodych lekarzy - rozebrali ją do naga nim wstrzyknęli jej ewipan. Poprzednie  dwa razy to wpierw podawano jej ewipan a dopiero potem rozbierano i okładano prześcieradłami, intubowano.

Zawsze podziwiała  chirurgów.Wiele razy z zapartym tchem oglądała filmy dokumentalne z sali operacyjnej - widok krwi, rozkrawanych narządów itp. nie  robił na niej wrażenia. Podziwiała ich pracę, niemal odczuwała ich niepokój gdy były jakieś trudności. Przed ostatnim swym pobytem w szpitalu, gdy już wiedziała, że operacja jest nieunikniona obejrzała film z operacji na którą  musiała iść. To miała być operacja prowadzona  laparoskopem, ale doskonale wiedziała, że w trakcie  może się okazać, że trzeba będzie jednak ją tradycyjnie operować. Jej wiedzę w tym temacie potwierdził chirurg, który miał ją operować. Dziwił się trochę, skąd ona o tym wie, a gdy mu powiedziała, że oglądała taką operację na filmie biedaka nieco zatkało - tak dziwnej pacjentki to on jeszcze nie miał. Postanowiła, że gdy się  spotka następnego dnia z Robertem opowie  mu o swych dziwnych  zainteresowaniach. Ciekawa była jego reakcji.

Około godziny osiemnastej zatelefonował Robert pytając, czy nie trzeba jej czegoś przywieźć, bo on właśnie jedzie do domu. Ewa podziękowała mówiąc, że ma wszystko, na co usłyszała- "szkoda, a już myślałem, że będę miał pretekst by cię odwiedzić". A bez pretekstu nie możesz mnie odwiedzić? - spytała.  Nooo, mogę, ale nie  wiedziałem czy wypada tak się narzucać.  No to przyjedź, ale pod  domem już wszystkie  miejsca parkingowe  zajęte - uprzedzam. Nie feler, poradzę sobie. Będę za jakieś 15 minut.

Ewa obrzuciła wzrokiem pokój dzienny, w sypialni wyrównała na łóżku pościel, spojrzała w lustro i nieco przygładziła włosy, musnęła pudrem nos i policzki. Nie była zadowolona ze swego wyglądu - no cóż- szepnęła sama do siebie- starość nie radość, latka lecą. W chwilę później zadzwonił domofon co nieco zdziwiło Ewę - na pewno jeszcze  nie upłynęło 15 minut od telefonu. Zgłaszając się była pewna, że to nie Robert, ale to był on. 

Jeszcze w przedpokoju wcisnął jej w rękę "coś" opakowane w kolorowy papier, prosząc by nie przewracała tego, tylko tak jak jest postawiła na stole. Zostawił buty w przedpokoju i wskoczył w gościnne kapcie.

W pokoju rozwinął pakunek - był to oryginalny szklany pojemnik , zamknięty, z jedną jedyną piękną różą,  zanurzoną w jakimś płynie. Ojeju- pisnęła Ewa - jaka ona piękna!  Skąd to masz? Jeszcze takiej nie widziałam! 

Ukradłem z kwiaciarni  na twoim osiedlu ze śmiechem odpowiedział Robert.  Ta kwiaciarnia maleńka, ale wypatrzyłem takie  cudo i wybłagałem  właścicielkę, żeby  mi to sprzedała, bo ta róża nie była na sprzedaż, to taka żywa  dekoracja. Opowiedziałem jej historię jak to nie zostałaś  ochrzczona  Różą i ta przemiła pani w końcu mi ją sprzedała. Będzie stała w tym pojemniku 2 tygodnie- bez zmieniania  tego płynu. A miejsce do zaparkowania znalazłem na samym początku  twojej uliczki, właśnie ktoś odjechał.  To jakiś szczęśliwy dzień - ty się zgodziłaś, żebym przyszedł, kwiaciarka sprzedała mi coś, co nie było na sprzedaż a na dodatek udało mi się  zaparkować na twojej uliczce.

No to muszę cię zmartwić - koniec twego szczęścia, za karę zjesz ze mną obiado -kolację. Jadasz kurczaki, czy mam coś innego przygotować? A twoja pomoc będzie polegała na  zabawianiu mnie w kuchni gdy będę szykowała. W roli wypełniacza będą pieczone kartofle, które ty wpierw wyszorujesz pod kranem szczotką i wytrzesz do sucha.

No pewnie, że jadam kurczaki a pieczone  kartofle to brzmi pysznie. Wieki całe nie  jadłem takich. Możesz mnie tak codziennie karać. A jutro masz rezonans - pamiętasz?  Ale  nie dam rady po ciebie przyjechać. Nie wiem nawet czy będę przy rezonansie, bo będę operował a to może mi się  trochę przeciągnąć, bo pacjentka dość leciwa. Więc mam prośbę  - po rezonansie zaczekaj na mnie w holu. Pojedziemy na obiad, jeśli będzie  dobra pogoda to też na jakiś lekki spacerek, potem cię odwiozę do domu i wrócę do kliniki na dyżur. A pojutrze mam wolne przedpołudnie, więc  chyba wyskoczymy na  jakieś zakupy spożywcze - nie chcę byś coś nosiła. 

Robert, a ty tak o wszystkie pacjentki dbasz, że je wozisz na zakupy itp.? Bo ja jeszcze nie spotkałam żadnego lekarza by tak dbał o swoją pacjentkę jak ty o mnie. Robert roześmiał się - Dziecinko, ty nie masz nawet bladego pojęcia jak ja potrafię dbać o kobietę. To co robię teraz to zwykła uprzejmość wobec kobiety którą lubię. Chcę  cię operować, bo wiem, że jestem dobry w te klocki a skoro masz lekarzy w rodzinie to wiesz jakie  obowiązują prawa w dziedzinie  chirurgii. Nie chcę by mi ręka zadrżała gdy będę ci grzebał w kręgosłupie. To nadzwyczajna konstrukcja -wierz mi.  Teraz nie będziemy jeszcze o tym rozmawiać, choć równie dobrze jak ty wiem, że nadajemy na tych samych długościach fal.  A na jutro na drogę do kliniki zamów taxi, bardzo cię o to proszę. Od autobusu jest niestety spory kawałek drogi do kliniki.

A wiesz, że po operacji spędzisz ze dwa tygodnie wpierw u nas w klinice  a potem drugie  dwa w Konstancinie? Zajmie się tam tobą mój kolega. I już  się  z nim dogadałem, że mi znajdzie tam na ten czas kwaterę a ja będę  miał do ciebie bliziutko, bo wezmę wtedy zaległy urlop. Ty będziesz się rehabilitować a ja będę się lenił gdy ty będziesz się męczyła  na rehabilitacji. I będziemy codziennie na basenie.Jak ci się to widzi?

                                                             c.d.n.




poniedziałek, 7 lutego 2022

Ryzykantka - 2

Gdy po zakupach zajechali na osiedle na którym mieszkała Ewa, Robert  stwierdził, że kiedyś w tym miejscu była właściwie  wioska, on ją jeszcze pamięta. W rewanżu Ewa stwierdziła, że  w miejscu, w którym dziś  stoi szpital, w którym on pracuje,  jeszcze około 10 lat wcześniej było pastwisko dla krów, a dookoła były poletka  doświadczalne Szkoły Głównej  Gospodarstwa Wiejskiego. A teraz- nowe osiedle, piękny szpital  na naprawdę dużej powierzchni, otoczony terenem zielonym. A Warszawa ma coraz więcej nowych osiedli powstających na terenach, które nigdy przedtem do miasta  nie należały.  

Ewa nie była pewna, czy będzie jeszcze  jakieś wolne miejsce do zaparkowania koło jej bloku i niestety jej obawy były słuszne, więc stwierdziła, że w takim razie wezmą z samochodu jej część zakupów oraz to co powinno z zakupów Roberta być w lodówce, zostawią to w lodówce Ewy, a potem podjadą razem na strzeżony parking (samochodem niemal 2 kilometry od domu Ewy) a potem  wrócą per pedes drogą o połowę krótszą. Gdy jechali na parking Ewa śmiała się, że biedne  sąsiadki dostaną bólu głowy od domysłów kto targał siaty z  zakupami do mieszkania Ewy. Gdy potem "na skróty" wracali  do mieszkania Ewy, Robert rozglądał się i stwierdził, że wtedy gdy był z pogotowiem u Ewy to był na Ursynowie   a nie na tym osiedlu. Ewa potwierdziła- tak, wtedy  mieszkałam na Ursynowie, tu mieszkam od  niedawna. Z racji rozwodu  zamieniliśmy  tamto czteropokojowe  mieszkanie na dwa małe i na szczęście drugie mieszkanie, jej byłego męża, jest na sąsiednim osiedlu -  dostatecznie  daleko by się przypadkiem nie  spotkać- wyjaśniła Ewa. 

A ja  niedługo będę  mieszkał w "Miasteczku Wilanów", odbiór bloku powinien nastąpić jeszcze w tym roku- poinformował Ewę Robert. Będę mógł chodzić do pracy, a nie gnić za  kółkiem stojąc w korkach. Wreszcie się wyprowadzę z mojej kawalerki na Świerczewskiego. Ale jej nie sprzedam, wynajmę komuś. Albo sprezentujesz synowi - w dzisiejszych czasach to niezły prezent dla dziecka- stwierdziła Ewa.  Oooo, nie ma mowy! On i jego matka traktują mnie jak skarbonkę  samonapełniającą się pieniędzmi - to już dorosły facet, ma 24 lata. Kończy informatykę, z całą pewnością będzie miał pracę. Poza tym ostatnio coś przebąkiwał, że pewnie wyemigruje. Pewnie jestem pozbawiony sfery wyższych uczuć, bo jakoś  za własnym synem  nie przepadam. Gdy się rozwodziliśmy był w wieku, w którym mógł decydować u kogo zostanie po naszym rozwodzie.  Wybrał matkę. Zresztą chyba dobrze zrobił za często to ja  nie bywałem wtedy w domu, więc w czasie moich nieobecności w Warszawie  musiałby i tak być u matki.

W domu Ewa szybko uruchomiła włoski express do kawy, wyciągnęła kryształową dość głęboką paterę wypełnioną po brzegi różnymi suszonymi owocami , kilkoma rodzajami już wyłuskanych orzechów i kostkami czekolady różniącymi  się od siebie kolorami - te niemal czarne kosteczki  to czekolada o zawartości 85% kakao- wyjaśniła Robertowi. Nie jestem  fanką ciast i ciasteczek, wolę przeróżne suszone owoce i gorzką czekoladę. Ale są tu też kostki o dużo mniejszej zawartości kakao - jak widzisz, jest nawet  biała czekolada  - mam świadomość, że nie wszyscy jedzą to co ja.

Robert z wielkim zainteresowaniem zajął się  degustacją przeróżnych suszonych owoców, w końcu między jednym a drugim "gryzem" plasterka kiwi powiedział - nie będę ukrywał Dziecino, że zżera mnie ciekawość co spowodowało twój rozwód. Jesteś ode mnie młodsza o całe 10 lat, z ankiety, którą wypełniłaś wiem, że nie rodziłaś, więc nie masz dziecka, którego pojawienie się na świecie w 80% przypadków jest czynnikiem konfliktogennym w małżeństwie, co z jakiegoś względu ludzie starannie ukrywają nawet sami przed sobą.

Ewa chwilę milczała - głęboko westchnęła i powiedziała - bo ja po prostu jestem jędza i trudno ze mną wytrzymać. A posiadanie dziecka jakoś nigdy mnie nie pociągało - pewnie  natura  nie wyposażyła mnie w tak zwany instynkt macierzyński. Niestety w zdolność zachodzenia w ciążę i owszem. Farmacja na mnie  zarabiała i nadal zarabia. Były też nie tęsknił za posiadaniem dziecka. Chociaż, jak twierdzą moje nieliczne przyjaciółki, jestem bardzo opiekuńcza, zwłaszcza wobec psów. Poza tym nie lubię się dzielić rzekomo kochającym mnie facetem z innymi kobietami. Zaraz spytasz, czy  miałam dowód - tak, miałam,  w postaci infekcji. Tylko jakoś to zlekceważyłam, bo chodziłam  na basen. Na ten sam basen chodziły w tym czasie moje dwie koleżanki. I dziwnym trafem żadna z nich nie miała  żadnej infekcji. Te kryte  baseny są jednak nieźle "odtruwane" z różnych patogenów. Są znacznie bezpieczniejsze niż te odkryte. Rok później ktoś "życzliwy" mi doniósł jak to na delegacji zagranicznej brylował mój mąż. A w domu trudno byłoby go nazwać "demonem seksu". Gdy się o to "czepnęłam" usłyszałam, że był pijany i niczego takiego sobie nie przypomina. A z tej drabiny naprawdę spadłam przez własne gapiostwo.   Był wściekły, bo znów szykowała mu się dobra, zagraniczna delegacja i bał się, że będzie musiał zostać  ze mną w domu. A ja po badaniach leżałam 3 dni w szpitalu i wysłali mnie do domu, bo niczego złego na rtg nie wypatrzyli. Potem miałam rehabilitację, która mi i tak nie pomogła i wpadłam na pomysł, że lepiej być samą niż z kimś, do kogo straciłam zaufanie. Nie protestował, a moja droga teściowa stwierdziła, że ona od początku była przeciwna naszemu małżeństwu. A w ogóle co to za małżeństwo w którym nie ma dzieci i że to jest prawdziwa przyczyna rozwodu. Nie dyskutowałam  z nią na ten temat - było mi naprawdę obojętne co ona o tym myśli i że w jej mniemaniu jestem bezpłodna. A rozwód dostałam szybciutko- miałam świetnego adwokata, którego opłacili moi rodzice. I tym sposobem skończyło się po 18 latach moje małżeństwo. A ty "staruszku"? Mówisz do mnie Dziecino, a tak naprawdę w naszym  wieku 10 lat różnicy  nie ma najmniejszego znaczenia.  Ty już wiesz dlaczego się rozwiodłam, więc teraz twoja kolej. Jesteś chirurgiem, a więc człowiekiem stale narażonym na stres, który trzeba  jakoś rozładowywać, żeby nie  zwariować.Wielu chirurgów wpada w  alkoholizm, część nałogowo zdradza swe żony z pielęgniarkami, lub zamienia się w domowych katów. Ale też spora część jakoś  sobie radzi bez tych ekscesów.

Robert wpatrywał się w nią z uwagą. Ewa czuła wręcz jak te niebieskie oczy usiłują przeniknąć jej myśli. Cicho westchnął i stwierdził - sporo wiesz o lekarzach. Nie wpadłem w  alkoholizm, nie tłukłem w domu żony lub syna, nie tarzałam się w szpitalnych  łóżkach z chętnymi pielęgniarkami. Pochłaniała mnie praca nie tylko ta codzienna, ale również naukowa - współpracowałem z profesorem R., opracowywaliśmy nowe techniki w zakresie chirurgii ortopedycznej.  Nie było mnie całymi dniami w domu. Pisałem doktorat, jeździłem na różne konferencje zagraniczne, bywałem w szpitalach europejskich na praktykach. Tak naprawdę nie powinienem był się żenić, tylko po prostu płacić alimenty. To byłoby zdrowsze i logiczniejsze. Nie byłem z żoną gdy ona rodziła, byłem w tym czasie we Francji, na praktyce.  Ona po prostu urodziła przedwcześnie. Nie mogła mi tego wybaczyć, ani też tego że ważniejsza była moja praca niż ona, dziecko, dom. Nie wierzyła, że spędzam popołudnia i wieczory razem z profesorem R. i doświadczalnie sprawdzamy nasze teorie dotyczące sposobów leczenia różnych dolegliwości ortopedycznych. Nigdy nie chciała słuchać czegokolwiek o mojej pracy, moich kłopotach, o tym,że jestem zmęczony czy też o tym, że właśnie opracowaliśmy jakiś nowy sposób niwelowania szkód powstałych w którejś z części kośćca. Ją tylko i wyłącznie interesowały moje pieniądze. I cały czas powtarzała, że była głupia, że podpisała intercyzę. A ja właśnie wtedy po raz pierwszy posłuchałem się ojca i dzięki temu ocaliłem swoją schedę po rodzicach. Teraz moja była jest żoną pewnego dentysty, który ma prywatną praktykę. Ciekawy jestem kiedy się  facet zorientuje, że głównie interesuje ją jego kasa. Ale nie mam zamiaru go uświadamiać.

Ewa zaśmiała się - no chyba  nie ma jeszcze  w zwyczaju by rozwiedzeni małżonkowie wypisywali swym byłym opinie! Ale kto wie, może jakiś prawodawca wpadnie kiedyś na  taki pomysł.  Stwierdziłeś, że sporo wiem o lekarzach. To prawda -  mam w rodzinie pediatrę i kardiologa a poza tym jak widziałeś już trzy razy zaliczyłam chirurgię miękką. Poza tym mam sporo literatury z zakresu medycyny no i jestem  niezłym obserwatorem. Moja najlepsza  przyjaciółka uważa, że byłabym niezłym śledczym - dobrze obserwuję i uważnie słucham a poza tym umiem pytać i wyciągam prawidłowe wnioski. A propos słuchania-  opowiedz mi z grubsza co zobaczyłeś na tym tomografie. 

No cóż, tak naprawdę niewiele widać, poza tym, że nie ma  złamania, co też jest ważne. Masz uwypuklone nieco dwa krążki międzykręgowe w odcinku lędźwiowym. Na razie naprawdę nic nie wiem, niewiele mi to badanie rozjaśniło. Może się robi kręgozmyk- po prostu trzeba tam zajrzeć i tyle. No właśnie, muszę posiedzieć nad tym wynikiem i poczekać na opis speców od rtg. I może jeszcze zrobimy ci rezonans magnetyczny. Chociaż jestem chirurgiem to nie jestem fanem namiętnego krojenia  pacjenta. Dla mnie to zawsze ostateczność. A twoje wyniki pokażę jeszcze profesorowi R. Ucieszy się, że chcę coś  z nim  skonsultować. I być może nawet cię do niego zawiozę.  Jutro do ciebie zatelefonuję- już nawet figurujesz w mojej komórce. A wiesz co, to nieco zabawne, bo jesteś jedyną Ewą która  znam.

Niemożliwe! Przecież to bardzo popularne imię - zdziwiła się Ewa. Z tym moim imieniem to była cała historia - wszystkie kumy i pociotki przepowiadały mojej mamie, że urodzi chłopca, więc razem z tatą wymyślali  głównie imię dla  chłopca a mama powiedziała, że jeżeli urodzi się dziewczynka, to dostanie na imię Róża. Gdy wreszcie mamę chwyciły bóle i zabrali ją do szpitala, tata zaraz tam pojechał, czekał na dole przy izbie przyjęć na sygnał, że ukochana  żonusia urodziła. No ale poród to nie wypicie małej czarnej, w końcu go wygonili stamtąd i powiedzieli, że zatelefonują gdy się dziecko urodzi. Zatelefonowali  w środku nocy, powiedzieli, że urodziła się córka i żeby rano przyszedł po zaświadczenie do urzędu stanu cywilnego, bo trzeba dziecko zarejestrować. Tata przyszedł, wziął kartkę i pomaszerował do urzędu. Tam zapytano go jakie ma mieć dziecko imię, a tata słodziutko się przyznał, że on pamięta tylko imiona wybierane dla chłopców.  A to pana pierwsze  dziecko?- zapytała urzędniczka. Tata pokiwał głową, że tak a ona  stwierdziła- no skoro jest pierwsza to damy jej na imię Ewa, a  drugie imię po pańskiej żonie. Tata się zgodził i tym sposobem jestem Ewa, Maria. Cała rodzina śmiała się potem, że mam imię wybrane przez panią z Urzędu Stanu Cywilnego. Mama podeszła do tego dość filozoficznie  stwierdzając, że widocznie było mi pisane takie  zwykłe imię, a nie jakieś oryginalne. A  tata od tamtej pory zawsze zapisuje sobie to, co ma  zapamiętać. I ma stosy karteczek w kieszeniach.

Ewuniu, a gdzie ty kupujesz te owoce i taką wysokoprocentową  czekoladę?  W wielu miejscach - najczęściej w sklepach z tak zwaną "zdrową żywnością". Co prawda określenie "zdrowa żywność" trzyma mnie przy życiu, bo to oznacza, że część żywności jest zdecydowanie  chora. Część tych suszonych owoców robię sama, bo mam suszarkę do grzybów. Część zamawiam w sklepach internetowych. Mogę się z tobą podzielić swoimi zapasami i zawsze zamawiać również dla ciebie - żaden problem. Jabłka, marchewki, kiwi mogę też ususzyć dla ciebie - żaden kłopot.  Tylko z  malinami mam problem - jakoś za szybko mi znikają w postaci surowej i nie mam co suszyć. Ale wiem, gdzie jest najbliższa plantacja  malin - tyle tylko, że trzeba wtedy samemu je zbierać. I dojechać tam  samochodem. 

Robert wpatrywał się w Ewę jakby była nie  z tego świata, w końcu powiedział- to w takim razie  ilekroć będziesz robiła  takie  zakupy to weź mnie  ze sobą, proszę. A za  zakupy w necie  zwrócę ci natychmiast pieniądze na konto.

A teraz wykop mnie stąd, chociaż wcale a wcale nie mam jeszcze ochoty stąd iść. No to możesz jeszcze zjeść ze mną kolację stwierdziła Ewa. Tylko mi powiedz co zwykle jadasz na kolację. Masz do wyboru rybę z surówką i ryżem, falafelowe placuszki, lub stereotyp w postaci kanapek z wędliną lub  serami. A co na dziś planowałaś?- spytał z uśmiechem. No właśnie  ci wymieniłam, jedną z tych trzech rzeczy mam zamiar zrobić na kolację, więc wybieraj.

Robert wpatrywał się w nią, w końcu powiedział- właśnie sobie uświadomiłem, że od wielu lat nie słyszałem tego pytania "co byś zjadł na kolację?" I może dlatego nieco mnie  zatkało. Zaintrygowały mnie te  placuszki i jeśli to nie jest zbyt dużo pracy to ja je  wybieram. I, proszę, wykorzystaj mnie w kuchni. 

No to chodź, jako specjalista od  krojenia pokroisz  domowe ogórki kwaszone. Nie musisz ich obierać, były dobrze umyte przed  zakwaszeniem.A owe falafelowe placuszki to nieco zmienione danie  arabskie- oni robią je w postaci kulek, a ja wolę w postaci  placuszków. Robi się to z mąki z ciecierzycy. Do nich dodamy sobie na wierzch  tandoori masalę, tylko uważaj, bo to ostra przyprawa bo jest w niej i czarny pieprz i pieprz  kajeński, imbir i jeszcze sporo innych przypraw. Więc w pewnym sensie  będzie to danie  arabsko indyjskie. Jak widzisz u mnie to sama zdrowa żywność króluje. 

W pół godziny później już zajadali się placuszkami. Ewa przezornie od razu uruchomiła  dwie duże patelnie a placuszki były cienkie i szybko się  smażyły. By  nieco podnieść ich wartość odżywczą Ewa dodała do  mąki dwa jajka.

Zamiast zwykłej herbaty Ewa zaparzyła rooibos czyli czerwonokrzew afrykański, który rośnie w Górach Cederberg w RPA. 

Robert nie mógł się nadziwić, że takie zupełnie  proste jedzenie  może być tak smaczne. W jeszcze większy zachwyt wprowadziła go informacja, że te wszystkie składniki są w Warszawie  dostępne - to raz, a dwa- że  Ewa potrafi je odpowiednio przygotować i jeśli on zechce ona go nauczy jak to przyrządzać.

                                                                    c.d.n.


 


niedziela, 6 lutego 2022

Ryzykantka

 Ewa odebrała u "swojej" lekarki receptę na środki przeciwbólowe oraz  skierowanie do poradni leczenia bólu oraz do neurologa i neurochirurga, ponadto skierowanie na prześwietlenie  kręgosłupa.  Od wypadku, w którym spadła z drabiny minęło ponad dwa lata i ciągle  zmagała się z bólem. Przepisana  wówczas przez lekarza ortopedę rehabilitacja pomogła niczym umarłemu kadzidło.  Lekarka  całkiem trzeźwo  zauważyła, że najlepiej będzie jeżeli zacznie od prześwietlenia kręgosłupa i będzie dobrze, jeżeli zrujnuje się na prywatną przychodnię rentgenowską, bo jakimś cudem tamci lekarze "więcej i lepiej widzą" niż ci w państwowych. A potem ma przyjść do niej z opisem i w zależności od tego  co tam  "w środku" lekarze zobaczą lekarka wystawi odpowiednie  skierowanie do dalszego leczenia u właściwego specjalisty. W trzy dni później Ewa  już miała wynik i tego samego dnia lekarka wystawiła skierowanie do chirurga ortopedy.  

Ewa, udręczona  wiecznym dyskomfortem, postanowiła wykupić wizytę w przychodni należącej do prywatnej kliniki. W recepcji dowiedziała się, że może być przyjęta za  1,5 miesiąca na koszt NFZ lub za dwa dni jeżeli zdecyduje się na prywatną wizytę - bo właśnie pan  profesor już wrócił z długiego naukowego urlopu i są jeszcze dwa miejsca wolne. Recepcjonistka podała jej do wypełnienia ankietę, w której musiała podać nieco swoich danych, łącznie z danymi zdrowotnymi, czyli wyliczeniem chorób które przeszła, leków które  bierze, posiadanych uczuleń na leki i/lub na pożywienie, odniesionych kontuzji. Ewa pomyślała, że musi "przelecieć" w myślach zaledwie 40 lat, więc jakoś "da radę", gorzej byłoby gdyby  miała tych lat ponad 70.

Dwa dni później Ewa siedziała pod  gabinetem profesora czekając aż z gabinetu wyjdzie będący przed  nią  zapisany starszy pan, a miły damski głos zapowie - "następny pacjent proszony jest do gabinetu nr 3".  Starszy pan wyszedł z rozanielonym wyrazem  twarzy i powiedział do Ewy - "przesympatyczny i pełen empatii ten lekarz". W trzy minuty  później damski głos wezwał ją do gabinetu.

Ewa ostrożnie podniosła się z krzesła i weszła do gabinetu. Po prawej stronie pokoju stało nieduże biurko, a po przeciwnej stronie stała kozetka okryta jednorazowym prześcieradłem, obok stał parawan tak ustawiony by leżący na niej pacjent  nie był widoczny dla kogoś, kto wejdzie do gabinetu. Na wprost drzwi było okno, obudowane płaskimi , białymi szafkami.

Za biurkiem siedział lekarz i wyraźnie "studiował" uważnie wypełnioną przez nią ankietę. Rzucił spojrzenie na Ewę i poprosił by usiadła. "Wytresowana" swymi dolegliwościami Ewa delikatnie przytrzymała się oparcia krzesła i  usiadła tak jakby na siedzeniu leżał kłujący kaktus. Lekarz nadal wpatrywał się w ankietę i w dołączone do niej zdjęcie rtg.

Potem uśmiechnął się przepraszająco i powiedział - muszę jednak panią zbadać, postaram się nie  zadać pani bólu. Ale muszę sprawdzić kilka rzeczy. Za parawanem jest krzesełko na ubranie.

Gdy podszedł do leżącej na kozetce Ewy powiedział - nie mogę się oprzeć wrażeniu, że już kiedyś panią widziałem, choć jestem pewny, że nie  jest pani moją pacjentką. Tyle tylko, że miała pani wtedy bardzo długie włosy. Nadal wpatrywał się w Ewę uważnie i wreszcie powiedział - już wiem-  byłem u pani gdy pani ponoć zleciała z drabiny, ale mnie to wyglądało na to, że to pani mąż pomógł pani z niej zlecieć. Gość był wyraźnie wściekły a nie przerażony  czy zmartwiony. Ewa przyjrzała mu się i powiedziała-  sama z niej  zleciałam, bo źle wyliczyłam odległość od karnisza a nie chciało mi się z niej schodzić, by ją inaczej ustawić. Jego winą było to, że nie zdjął tych firanek, choć go o to prosiłam. Złość na niego uśpiła moją czujność. 

A kto  po tym pani upadku ściąga firanki?- zapytał z uśmiechem.  
Pani, która u mnie  sprząta. Jestem od kilku miesięcy po rozwodzie. 
To dobrze, że już pani  nie skacze po drabinie. Co do rozwodu - ja już od kilku lat trenuję ten stan. Chociaż z powodu żony nie zleciałem z drabiny- dodał z uśmiechem.            

Proszę się jeszcze nie ubierać, może uda się nam teraz zaraz zrobić tomografię komputerową. A o której jadła pani  dziś ostatni posiłek? Byłoby dobrze, gdyby było to tak z 5, 6 godzin  wcześniej. O 7,30,  potem około 14,00 tylko zaliczyłam kawę - wyjaśniła Ewa.

Lekarz podszedł do telefonu i zatelefonował do kogoś prosząc by przyniesiono mu do gabinetu damski szlafrok i jakieś damskie kapcie ochronne.

Pani Ewo- zrobimy tomografię  komputerową, bo mam podejrzenie, że jednak będzie potrzebna interwencja chirurga. Zaraz przyjdzie pielęgniarka, zabierze  panią wraz z rzeczami do pokoju, w którym zaczeka pani na tomografię, przy której będę. Mam tylko jeszcze jednego pacjenta, ale to krótka sprawa. A co dalej z panią - powiem gdy wrócimy z tomografii.

Pokój do którego zaprowadziła Ewę pielęgniarka był jednym z pokoi szpitalnych i bardziej przypominał pokój hotelowy  niż szpitalny. Pielęgniarka zaproponowała, by Ewa wypiła nieco wody i może nawet nieco odpoczęła w pozycji horyzontalnej, bo jak na razie to muszą poczekać na zaproszenie do tomografu. Proszę się tu rozgościć, ja pójdę po pojazd dla pani, bo do tomografu jest dość daleko. Owinę panią kocem gdy będziemy tam jechać - to jest w innym skrzydle budynku. Uśmiechnęła się do Ewy uroczo i wyszła z pokoju.

Ewa uszczypnęła się lekko w rękę, żeby udowodnić samej sobie, że nie śni - że naprawdę jest w prywatnej klinice, że ten szpakowaty facet z nieziemsko niebieskimi oczami to nie wytwór jej chorej wyobraźni, że jest w ładnie urządzonym małym pokoju szpitalnym a za niedługo pielęgniarka zawiezie ją na badanie i wreszcie będzie miała jakąś konkretną i zapewne prawidłową diagnozę.

Trochę niepokoiła ją myśl, że może trzeba będzie jednak operować a operacje kręgosłupa wcale nie były lekkie, łatwe i przyjemne. Zresztą każda, nawet najprostsza interwencja chirurgiczna była zawsze w jakimś stopniu ryzykowna. Ona już zdążyła w ciągu tych 40 lat życia "zaliczyć" trzy operacje - jednak jakoś je przeżyła.

Rozległo się pukanie do drzwi, Ewa głośno powiedziała "proszę wejść" i do pokoju wjechała z wózkiem pielęgniarka. Poprosiła by Ewa ubrała się w szpitalną koszulę i schowała swoje rzeczy do szafy. Wychodząc pielęgniarka zamknęła pokój na klucz mówiąc - będę go miała cały czas przy sobie i będę  cały czas z panią w  trakcie badania. Pan profesor już jest przy tomografie.

Pielęgniarka i profesor pomogli Ewie ułożyć się "na stole", potem niebieskooki profesor zapewnił Ewę, że to długo nie potrwa i że bardzo jej współczuje leżenia na tym twardym podłożu. Ale zrobią jej wpierw badanie odcinka lędźwiowego a potem, w zależności od wyniku, ewentualnie całego kręgosłupa. 

W trakcie badania "niebieskooki" omawiał to co widać z innym chirurgiem i  obaj byli przekonani, że interwencja  chirurgiczna jest konieczna. I to raczej dość szybko. A do czasu operacji pacjentka powinna się "oszczędzać", więc najlepiej będzie ją wysłać na  zwolnienie lekarskie. Po badaniu pielęgniarka odwiozła ją do pokoju, a "niebieskooki" powiedział, że zaraz wystawi dla Ewy zwolnienie lekarskie i przyjdzie do jej  pokoju. Pielęgniarka pomogła Ewie w ubieraniu się, pokazała kilka " tricków" oszczędzających kręgosłup przy ubieraniu się. Gdy do drzwi zapukał "niebieskooki" Ewa była już ubrana.  Lekarz opowiedział jej, co jego zdaniem trzeba zrobić w jej kręgosłupie, omówił przybliżony termin operacji, która będzie  finansowana z NFZ. Ze szpitala wyszli razem, a niebieskooki powiedział - odwiozę panią do domu, tylko proszę mi podać swój adres, bo nie pamiętam go. Ale to tylko trzy przystanki autobusowe stąd, szkoda pana czasu- zaprotestowała Ewa. Poza tym muszę po drodze zrobić zakupy. 

Noooo, roześmiał się niebieskooki - to świetnie, bo ja też, a poza tym to pani nie powinna nic dźwigać, a zdanie "muszę zrobić  zakupy" jakoś kojarzy  mi się z kilkoma kilogramami do noszenia.  

No dobrze, zgodziła się Ewa, skorzystam z pana transportu, ale skoro i pan i ja mamy puste  lodówki, to ja  zapraszam pana na obiad do restauracji, tu niedaleko, tam nawet całkiem dobrze karmią i jeszcze nigdy nic mi tam nie  zaszkodziło. Zjemy ( ja zapraszam, więc ja płacę)  a potem pana niecnie wykorzystam i pojedziemy do L'Eclerca  na zakupy. A że  każdy dobry uczynek musi być ukarany, karą będzie kawa u mnie i opowiedzenie mi jak ta operacja będzie wyglądała. Jak pan widział, trochę już mnie różni chirurdzy pocięli. Złośliwi śmieją się ze mnie, że teraz gdy laryngolog zagląda mi do gardła  to widzi czubki moich butów. 

Niebieskooki roześmiał się - no rzeczywiście - złośliwi ci pani znajomi. Ale następny obiad to  ja stawiam - proszę sobie to zapamiętać.

W czasie obiadu gładko przeszli na ty - bo przecież tak lepiej się rozmawia, jak tłumaczył niebieskooki. Podczas gdy zajadali się szaszłykami zadzwonił telefon niebieskookiego - przeprosił Ewę i powiedział- to telefonuje mój syn, pozwolisz, że odbiorę?

Rozmowa  była krótka i wynikało  z niej, że syn chciał pożyczyć od ojca samochód na weekend, ale odpowiedź była krótka- "już raz  ci mówiłem- nie pożyczę  ci samochodu, bo muszę go mieć  cały czas do dyspozycji, weź samochód od  matki. Tak, synu, taki właśnie jestem- nieużyty.Przeszkadzasz mi w obiedzie, na którym nie jestem sam"- i to był koniec rozmowy z synem.

Jeszcze raz przeprosił Ewę, za to, że odebrał telefon, ale gdyby  nie odebrał to dzieciak dzwoniłby co 15 minut, a on  nie może wyłączyć telefonu- musi być zawsze osiągalny dla kliniki, bo zdarza się, że musi nagle jechać do kliniki by stanąć przy stole operacyjnym. Nie ty jedna uszkadzasz sobie kręgosłup w tym mieście, a my mamy podpisaną umowę z NFZ, że pewną ilość pacjentów "enefzetowych" leczymy u siebie i za nich płaci NFZ, do nas  też przywożą karetki "państwowych pacjentów". To pozwala utrzymać  szpitalowi płynność finansową- wyjaśniał Ewie. Za twoją operację  i badania przed i po operacji  też  zapłaci NFZ. Różnica w obsłudze pacjenta żadna, tyle tylko, że nie będziesz miała pokoju jednoosobowego a dwuosobowy.  Ty zapłaciłaś za wizytę u mnie sama, ale mam nadzieję, że zgodzisz się na pobyt w szpitalu i leczenie operacyjne na koszt NFZ.

Ewa kiwnęła na kelnera, zapłaciła za obiad i pojechali na  zakupy. Niebieskooki nie pozwalał Ewie nawet na pchanie wózka i ciągle słyszała- weź więcej, to może poleżeć długo. Gdy coś leżało jego zdaniem zbyt nisko nie pozwalał się jej po to schylać, sam to brał z półki.

                                                  Ciąg dalszy nastąpi

I jak zawsze proszę o komentarze lub znaczki ;) lub ;(

niedziela, 19 grudnia 2021

Spóźnione uczucia - 20

 Wieczorem w ciągu zaledwie pół godziny uzgodniono, że następnego dnia ojciec Krystyny sprzedaje  działkę, w tym czasie Pierre  wpierw upewnia  "starszego pana" o wdzięcznym  imieniu Paweł, że jego
rodzice kupią to mieszkanie i umawia w obecności pana  Pawła termin z notariuszem. Zgodnie z tym
terminem przyjeżdża do Warszawy ojciec Krystyny na podpisanie umowy u notariusza. Potem ustalają
z panem  Pawłem kiedy on opuści swoje  mieszkanie i wtedy Pierre ustala dzień przeprowadzki rodziców Krystyny z Poznania do Warszawy. 
Pierre wszystko miał rozpisane i wydrukowane w kilku egzemplarzach. I każdy z uczestników "imprezy zwanej przeprowadzka" miał własny egzemplarz "rozpiski".
W oczach swojej teściowej Pierre urósł do rangi bohatera- śmiał się, że  czuje się  niemal jakby grał rolę Spider Mana. 
A przeprowadzka, przy której nie musiała nawet palcem kiwnąć przeszła jej  wszystkie oczekiwania. Bała się, że coś się zagubi, może stłucze albo zniszczy- Pierre podejrzewał, że chyba była wręcz 
zawiedziona, że nic takiego się nie stało.
Wszystkie  formalności oraz sama przeprowadzka pochłonęły ponad miesiąc.
Dziewczynki pomału zaczynały się oswajać ze swoimi malutkimi siostrzyczkami, które , jak orzekł Pierre  stanęły  na wysokości zadania i świetnie odgrywały rolę zadowolonych z życia  niemowląt. Starsze panienki zaczęły chodzić do przedszkola, młodsze miały zagwarantowany codzienny spacer z mamą i  babcią do Łazienek. Gdy padał deszcz starsze były do przedszkola podrzucane rano samochodem przez Pierre'a, a potem odbierała je babcia.
 Pan Paweł prosił, by koniecznie Pierre wraz z Mietkiem  odwiedzili go w Nadarzynie u córki. Twierdził, że dawno nie miał kontaktu z tak miłymi, młodymi ludźmi. 
Przymiotnik  "młodzi" był w przypadku Mietka wielkim komplementem bo 57- latek zupełnie nie czuł się już młodym człowiekiem. 
Chodź zdaniem Heleny i nie tylko jej,  wyglądał naprawdę świetnie. Jego niemal czarne włosy były nadal gęste,  błąkało się  wśród nich zaledwie kilka srebrnych nitek. Nadal miał  świetną figurę.
Prawdę mówiąc młodszy od niego o 6 lat Pierre też raczej nie  zaliczał siebie do grupy młodych ale nadal wyglądał interesująco.   
Obaj sami siebie nie  zaliczali do młodych, ale po namyśle  obaj stwierdzili, że być może, gdy się jest bliżej "osiemdziesiątki" tak jak pan Paweł,  to  oni są jeszcze młodzi.
Helena "zdobyła" dla siebie i firmy, z którą współpracowała, tak zwaną  "żyłę złota" w postaci żony szefa Mietka. Sophie co miesiąc zamawiała u niej jakąś nową kreację i dzięki temu pracownia cały czas miała zamówienia i niemal nie było "martwych okresów". Sophie naraiła im jeszcze dwie klientki, które z kolei korzystały z wcześniejszych projektów Heleny. Helena udowodniła z kolei Sophie, że nawet ten sam projekt wygląda inaczej na każdej "modelce", bo jak  powiedziała Helena  każda pupa i każdy biust jest inny, żyje własnym życiem, każda osoba inaczej się porusza i fakt, że coś wygląda super na pani "X" nie  gwarantuje, że będzie wyglądało super na pani "Y".
Sophie i jej mąż stali się dość częstymi gośćmi domku pod lasem. I byli to naprawdę mało kłopotliwi
goście, którzy nie mieli problemu by przelecieć odkurzaczem podłogę w domku, wytrzeć kurze, podlać ogród lub  wytrzepać w pobliskim lesie dywaniki (Mietek zaimprowizował w lesie coś w rodzaju trzepaka) .
Sophie wyspecjalizowała się w daniach rybnych i owocach  morza i pełna zapału sterczała w kuchni szykując je. Helena była pełna podziwu, bo jak mówiła "rybi trup" był dla niej niemiłym widokiem.
Czasami do domku pod lasem wpadali też Pierre i Krystyna, oczywiście bez latorośli, bo nikt w tym gronie nie tęsknił za  dziećmi, co dziwiło tylko Krystynę. 
Krystyna co  jakiś czas bywała z wizytą u psychoterapeuty, ale ogólnie obecność rodziców w Warszawie  wpłynęła na nią bardzo korzystnie.
Czasem Mietek i Helena jeździli z wizytą do pana Pawła, który mieszkał w Nadarzynie u córki, która oddała mu parter domu, w którym mieszkała z mężem i synem. Córka pana Pawła wyszła za mąż za ogrodnika, który z  zamiłowania uprawiał kwiaty a ze względów praktycznych - pomidory. Miał też kilka  zagonów truskawek - dla rodziny i znajomych.
"Gerrberry i Pomidorry" - jak mawiał Mietek- roślinki z literką "R" w środku, co przynosi szczęście jak branie ślubu w miesiącu zawierającym ową magiczną literę "R".
Po każdej takiej wizycie trzy rodziny miały w domu piękne kwiaty i pyszne pomidory oraz  inne sezonowe owoce lub warzywa, a pan Paweł był zachwycony, że ktoś go odwiedza.
Gdy  młodsze córeczki Krystyny i Pierre'a osiągnęły poważny wiek dwóch lat  polecieli wszyscy z wizytą do ojca Pierre'a, który był już tzw. w wieku słusznym i Pierre dobrze  zdawał sobie  sprawę z tego, że  to może być ostatnia okazja do zobaczenia ojca.
Miał rację, rok później ojciec  zakończył życie, ale zdążył jeszcze poznać swoje wnuczki i uściskać syna.
Tak jak Pierre podejrzewał Lea była kochanką jego ojca, który w porozumieniu z synem część swego majątku (sporego, więc Pierre nie czuł się poszkodowany) przekazał jej. I w dwa miesiące przed śmiercią  wziął z nią  ślub.
Pierre usiłował się dowiedzieć czegoś o swej matce, ale było to poszukiwanie igły w stogu siana. Jego ojciec stwierdził, że wybaczył swej żonie, że od niego odeszła, bo ......zostawiła mu syna. Nigdy jej nie poszukiwał. Krystyna nie  za bardzo mogła to pojąć, ale Pierre rozumiał ojca.
Dziadek przed śmiercią każdą z wnuczek obdarował kontem bankowym, które do ich pełnoletności  miały być zasilane z wpływów osiąganych z jednej z inwestycji.
Pełen dumy wydał u siebie wielkie  przyjęcie na cześć swych gości. Lea chyba  miała jakieś wyjątkowe podejście do dzieci bo młodsze dziewczynki najchętniej spędzały czas w jej towarzystwie.
W podzięce za piękne wnuczki ojciec Pierre'a obdarował synową piękną i  drogą biżuterią, dziwiąc się, że jego syn dotąd tego nie zrobił.
Zapytany o to, czemu dotąd tego nie  zrobił - Pierre powiedział-  tato, ja mieszkam w cywilizowanym europejskim  kraju, tam nie ma takich haremowych  obyczajów.
No patrz synku, a ja  już tyle lat  mieszkam w tym dzikim  kraju, sporo po nim jeździłem ale nigdzie haremu tu nie widziałem. 
W kilka lat po śmierci Pierre'a seniora  zmarła niespodziewanie Lea. Najprawdopodobniej z powodu sepsy, jak się dowiedział później Pierre. 
To idiotyczne powiedział Pierre - skaleczyła się w rękę i w ciągu 3 dni zmarła! W dwudziestym wieku!
Pierre  po śmierci ojca był już tylko raz w Kanadzie, a Mietek już nigdy więcej tam nie był i nie spędził   z Heleną nocy  na łodzi pod kanadyjskim niebem pełnym  gwiazd.

                                                              KONIEC