wtorek, 24 maja 2022

Trudny wybór- 27

 Droga  powrotna wydawała się  Adeli znacznie  dłuższa. Jechali dużo  wolniej niż  w sobotę, bo jednak  warunki były nieprzyjazne dla  kierowców. Mileczku, właśnie pomyślałam o tym, że jak  dobrze pójdzie to skończą się te dojazdy  nasze  do pracy.  I bardzo mi się ta perspektywa  podoba. Bo  zimą to jest  mało radośnie wlec się tam i  z powrotem. 

Przecież  wiadomo, że pójdzie  dobrze, nie panikuj  niepotrzebnie. Zostałaś  dopuszczona  do egzaminu, jak  sama  widziałaś  nie  wszyscy  zostali dopuszczeni, sporo jednak odpadło , tak na moje oko to połowa. Gdyby  mieli najmniejsze  nawet  wątpliwości  nie  dopuściliby cię. Nie  prowadzisz  jeszcze  samodzielnie  spraw,  ale jesteś  przeze  mnie  do  wszystkiego  włączana i wiesz jak co wygląda. I będziesz w o tyle  dobrej  sytuacji, że będziesz  mogła wybrać co ostatecznie będziesz  robić  w przyszłości - czy pozostaniesz rzecznikiem czy raczej  poświęcisz się prawu jako takiemu. 

Bo wiesz- jako rzecznik patentowy  nie  będziesz się  mogła parać  sprawami  cywilno-prawnymi, tego  rzecznikowi nie wolno. Jeśli  zaczniesz to  automatycznie przestaniesz być rzecznikiem i będziesz wykreślona  z ewidencji  rzeczników. Załapałaś  się na kurs rzutem  na taśmę, następni  chętni będą  się tego  wszystkiego uczyli już 3 lata a już nawet samo  zapisanie  się na kurs będzie  w drodze konkursu,  co oczywiście   nie przysporzy w efekcie  końcowym  liczby rzeczników. Na  dodatek każdy aplikant  będzie   musiał  mieć   swego mentora, co  według  mnie jest dobrym pociągnięciem. Arkadiusz dobrze wie, że ty dopiero  zaczynasz w tej branży pracę i na pewno jeszcze całkiem  sama nie podziałasz. Poza tym co do jednego ma pewność- ja  nie pójdę na urlop macierzyński i wychowawczy. Co do  ciebie - nie wie nikt w tej  chwili jak będzie. A jednocześnie  wiemy obaj, że jeśli będziesz na  urlopie wychowawczym  i zechcesz po nim  wrócić do  zawodu, to wiadomo, że ja  zawsze cię przecież przyjmę. 

Polska  ma  bardzo  mało rzeczników patentowych, w innych  krajach  jest ich na tysiące, a u  nas liczba  rzeczników spada a wielu jest  już w  wieku emerytalnym. A to przecież  w sumie   ciekawy  zawód. I nie  wiem  czy  zauważyłaś,  że na tym kursie  to  byłaś jedną  z młodszych,  a może nawet  najmłodsza. I do egzaminu staną tylko dwie panie, wiesz o  tym?  Nie wiem, nie  sprawdzałam dokładnie kto będzie zdawał a kto  odpadł.  Wiem  tylko, że nie  wszyscy zostali  dopuszczeni. O tym, że jestem dopuszczona powiedział mi opiekun  grupy, więc  zrobiłam  założenie, że wie  co mówi. On  chyba   cię  zna, to jedyny  facet  który  kojarzy mnie i nazwisko. 

Emil śmiał  się - no fakt, zna mnie, a poza  tym kiedyś  widział nas  razem i to wcale  nie  w Urzędzie, tylko gdzieś na kawie. I, nie  wiem  czemu nie pomyślał, że  jesteśmy tylko znajomymi lub na przykład rodzeństwem. Widocznie  się akurat czuliliśmy pod stolikiem  albo miziałem cię po łapce. Jakoś nie mogę  się odzwyczaić  i zawsze moje  nogi  szukają twoich  pod stolikiem. No popatrz, im  bliżej  domu  tym lepsza pogoda.

Tak prawdę mówiąc to  miałem kiepski pomysł z tym Jackiem - mam poczucie, że tylko zmarnowaliśmy weekend. Pogoda  była do niczego, miałaś potrenować  piruety i  wychodzenie  z nich, ale była odwilż więc nie było warunków i tylko uświadomiłem  sobie, że rzadko  kiedy  stare kontakty mają rację  bytu. Jakoś zupełnie  nie  mogłem  z nim  złapać kontaktu,  prawie  zero  wspólnych tematów. A kiedyś byliśmy zgraną  paczką . Nawet  nie  wiem,  czy Jadwiga ukończyła  studia, bo oni jakoś  szybko się po ślubie rozmnożyli i ona przerwała studia. Pewnie zaczęli produkcję  jeszcze przed legalizacją  związku.

Ona  chyba  była bardzo ładną  dziewczyną - stwierdziła Adela. No ale  trzy ciąże  zrobiły  swoje. I to tak niemal jedna  po  drugiej,  co dwa lata  rodziła. Jakoś tak  bardzo  mało współcześnie. Emil skrzywił się -owszem była niebrzydka,  twarz miała  całkiem ,  całkiem,  tylko reszta była "niekonieczna", była niewiele szczuplejsza  niż jest teraz, dużo jej  po prostu  było. Raz tylko ją  widziałem  w sukience i  nie był to miły dla oka widok. Ma fatalne  dolne kończyny, w spodniach  prezentowała  się o wiele lepiej. Ale  z nią to  chociaż  można  było pogadać, bo się nie  wdzięczyła i była niegłupia.  

Wiesz co? Jesteś  paskudny! Kobiety mają nogi a  nie  kończyny  dolne! Wam, facetom, to  wydaje  się, że każda  kobieta to ma obowiązek bycia ładną,  zgrabną, a wy to  możecie  wyglądać tak jak was natura  stworzyła,  bez  poprawek,   a my mamy się  wami  zachwycać.

Maleństwo,  nie  złość  się. Określiłem  tę część  ciała językiem  medyków. W ich  nomenklaturze to mamy  kończyny dolne i  górne. A biolodzy zapewne  mówią "odnóża". A jeśli idzie o ciebie, to  wszystkie  części twego  ciała, niezależnie od nazwy i ich  rozmieszczenia w pionie lub  poziomie   budzą mój zachwyt. A u innych osobników płci żeńskiej wcale ich  nie  dostrzegam albo oceniam je negatywnie. Adela zaczęła  się śmiać - byłbyś niezłym obrońcą!  Przecież rzecznik musi być i obrońcą konkretnego patentu - zapomniałaś o  tym? - śmiejąc  się odpowiedział jej  Emil. Nawet  nie  wiesz, jak  się  cieszę, że już  za chwilę  będziemy  w domu! To pewnie jeden  z pierwszych  objawów  starzenia  się.  Głupstwa  pleciesz- to tylko  jeden  z dowodów na to, że dobrze  się  czujemy  we własnym  domu. Mnie też jest  najlepiej w  naszym  domu. I  nie  sądzę by to  był objaw  starzenia  się.

Zajechali  wpierw  pod  blok w którym  mieszkali, Emil  wniósł do  mieszkania ich  torbę a potem odstawił samochód na parking. Wracając rozmyślał nad  tym jak mało zostało i w nim i w Jacku tego wszystkiego co ich łączyło w latach  studenckich. No cóż- wszystko  się zmienia, a poza tym od lat nie obracamy  się  w tym  samym środowisku, a to też ma  przecież  znaczenie-sam  sobie  tłumaczył.

W domu Adela już  była  zajęta szykowaniem obiadu - w garnku  parkotał gulasz, na patelni  skwierczał cichutko ryż z marchewką, a Adela właśnie ściągała  skórę z pomidorów. 

A ty jeszcze  byłeś na  spacerze?-spytała z lekką naganą  w głosie. Nie, ale pościągałem trochę  błota  z  samochodu, bo może  znów być  w nocy jakiś przymrozek. A teraz  to wszystko łatwo  zeszło. W czym ci  pomóc? W niczym. Pomidory pokroję tylko na kawałki, nie będę ich kroiła w plasterki. Emil wyciągnął z kredensu  talerze, sztućce, podał Adeli mały półmisek  na pomidory, dokroił jeszcze  paprykę i  wszystko przeniósł na  stół. Uzupełnił w  serwetniku ilość  serwetek, sprawdził czy jest sól  w  solniczce i posypał koperkiem  pomidory.W chwilę później siedzieli przy stole i jedli  wpatrzeni  w siebie. Pod stołem Emil jak zawsze obejmował jej nogi  swoimi. 

Boję się  tego egzaminu, przecież  może się trafić temat, którego nie będę potrafiła ugryźć - Adela  była  wyraźnie  zgnębiona.  Emil przyjrzał się jej uważnie - przecież dziury   w niebie  nie będzie jeśli go nie  zdasz. Przejdziemy  do Arkadiusza  niezależnie od  wyniku twojego egzaminu. Nie  zostawię  cię tu samej, to chyba jasne. Do początku kwietnia jest jeszcze  nieco  czasu.  Przejrzyj po prostu  całość materiału i jeśli trafisz na  coś co budzi  w tobie wątpliwość  czy dobrze to  rozumiesz, to po prostu przerobimy  to razem. Mamy ten luksus, że możemy to zrobić  nawet  w godzinach służbowych. Jak na  razie to  o nic się  mnie nie pytałaś a ja  ci  się nie  narzucam z tłumaczeniem, bo wiem, że z ciebie  straszna  Zosia - Samosia. Możesz też przejrzeć w archiwum moje  wnioski patentowe które  składałem i całą korespondencję z Urzędem  Patentowym. Utrwalisz  sobie  ten  specyficzny język, którego serdecznie  nie lubię,  a który  tobie jako prawnikowi jest jednak  bliski. Jestem pewien, że  zdasz ten  egzamin, bo umiesz  bardzo  logicznie myśleć i świetnie  to przelewasz na  papier. Też zawsze  wolałem egzaminy  pisemne - nie  lubiłem być "odpytywany" - osoba egzaminatora  jakoś  zawsze  mnie  rozpraszała. A na pisemnym to człowiek  jest  sam z problemem, nie koncentruje  się w żaden  sposób na osobie   egzaminującej, na jej reakcji na  nasze odpowiedzi. Poza tym  masz przed sobą to  wszystko co  już na ten  temat napisałaś, łatwiej  jest  się  zorientować co jeszcze  można dodać. Przeczytaj też jeszcze  raz  swoją pracę  dyplomową bo jej temat też się nadaje na taki egzamin. I  nie  zadręczaj  się przed  czasem,  bo się wypalisz i  zabraknie ci energii na  sam  egzamin. 

Zrozum - już masz w ręce jeden dyplom, z którym zawsze znajdziesz pracę.  A druga  sprawa - odejdziemy  stąd oboje, nie  zostaniesz tu sama,  a Arkadiusz  nawet bez tytułu rzecznika patentowego przyjmie cię z otwartymi  ramionami. I to nie dlatego, że wpadłaś mu w oko jako kobieta,  ale  dlatego że docenia  twój  potencjał  zawodowy. On już zrobił rozeznanie - masz niesamowicie dobre opinie w poprzednim  miejscu  pracy. Twój ostatni szef ucieszył  się,  że masz dyplom  magistra, wychwalał pod  niebiosa twoją  obowiązkowość, samodzielność  myślenia, kulturę osobistą. I podziwiał, że robisz ten kurs na rzecznika. Trochę  się zmartwił, że wyszłaś za mąż, bo nie  sądzi, byś  w tym układzie  rodzinnym zechciała np. wrócić na  stanowisko  asystenta dyrektora, oczywiście  z dużo wyższą pensją niż poprzednio, bo masz już ukończone  studia. Bo jednak jest  sporo  wyjazdów poza Warszawę i poza  Polskę na co żaden mąż  nie patrzyłby przychylnym wzrokiem.  Na razie oboje tu siedzimy, potem ty przejdziesz  pierwsza a dopiero  potem ja. Arkadiusz to twierdzi, że gdybyś  chciała, to  mogłabyś   robić  aplikację na radcę prawnego, więc mu powiedziałem, że raczej  tylko po moim  trupie, bo nikomu  nie  zrobiłaś  nic  złego żeby robić kolejną  aplikację, gdzie jest trzy razy tyle nauki co na rzecznika a do tego trzeba potem godzinami siedzieć na rozprawach w sądach i jeszcze  się  z ludźmi kłócić i użerać. 

Naczelny natomiast stwierdził, że skoro firmy będą jednak  mogły mieć własnego  rzecznika, to on nie  widzi  powodu dla którego mielibyśmy odchodzić  stąd. I proponuje byśmy jeszcze  zaczekali z odejściem. Dostaniesz podwyżkę   w związku z otrzymaniem stopnia  rzecznika, poza tym powinienem cię zapoznać z firmami z którymi współpracuje nasz Ośrodek Badawczo-Rozwojowy. To  akurat jest  niezły pomysł, chociaż  wyjazdy na te  peryferie gdzie  są te  różne  zakłady są dość uciążliwe. A wiesz jak pracownice naszego OBR nazywają naczelnego? 

Adela uśmiechnęła się - wiem, mówią  na niego "cudny" i tak  sobie  myślę, że jeśli on jest  cudny to ja jestem Zośka  Loren. Emil uśmiechnął się - a tobie on  się nie podoba? Jako dyrektor  to mi się podoba,  ale ja  nigdy  nie  rozpatrywałam  dyrektorów i nadal nie rozpatruję dyrektorów pod  względem urody. Co innego gdy idzie o  kolegów  z pracy, zwłaszcza takich, którzy  nie są w moim typie urody, na przykład są średnimi blondynami o oczach w kolorze  ciemnego piwa. A do tego kuszą jabłkami, których  już nie ma w sprzedaży.

I wiesz- gdybym  przed laty pracowała z Kamilem i on byłby moim  dyrektorem, to pewnie nawet bym nie  zauważyła,  że to przystojny facet i nie była  z nim. A gdzie  go poznałaś? U koleżanki na parapetówce.Świetnie tańczył.

                                                                   c.d.n.

poniedziałek, 23 maja 2022

Trudny wybór - 26

 Późny obiad  przeszedł łagodnie  w kolację - Emil i Adela patrzyli  z podziwem ile Jaga i Jacek potrafią  zjeść. I chociaż na talerzu spoczywała  szynka z prywatnej masarni, zresztą pyszna,  jak  stwierdzili oboje, to zjedli  zaledwie po małym kawałku każdego  rodzaju wędliny i wyrazili  szczery żal, że w Warszawie  nie ma  takich wędlin. Emila  bardzo  rozbawiła  propozycja Jacka,  by któreś  z  nich  przyjeżdżało raz  na tydzień po "towar" a gdy Emil  powiedział, że oni  za  bardzo  nie przywiązują uwagi do jedzenia i na pewno żadne   z nich  nie będzie przyjeżdżało ponad  100 km po wędliny- Jacek poczuł  się dotknięty. Adela stwierdziła, że boli ją głowa i  musi łyknąć tabletkę i że nie  da rady  dłużej   z nimi siedzieć i pójdzie  się położyć,  więc niech  się na  nią  nie  gniewają i sobie  dalej  gawędzą. Emil zaczął się dopytywać czy  nie trzeba jej w czymś pomóc,  ale Adela ucałowała go  w policzek i stwierdziła, że po prostu boli ją głowa, więc łyknie proszek i  się położy. 

Gdy  Adela wyszła, Jacek  stwierdził, że Adela  to delikatne  stworzenie no i  widać , że nie jest  z niej herod-baba. Taka nieduża to i  sił nie ma. Ale muszę przyznać, że masz bardzo mądrą babeczkę- pocieszył Emila - właściwie  na każdy temat  można  z nią pogadać. Emil uśmiechnął  się - wiem o tym i ją  często podziwiam,  właśnie za jej intelekt.  Nie sądziłem, że nie mając  wykształcenia technicznego  da sobie radę u mnie,  a ona  naprawdę jest  dobra  w tym  co robi. Jej promotor był zachwycony jej stylem  pisania, bo pisze jasno, logicznie i  on  ma  wielką ochotę by przeszła  do kancelarii   i pracowała  z nim. Na  tym  kursie na  rzecznika patentowego też się pokazała z dobrej strony. Prowadzi ten kurs jeden  z moich znajomych rzeczników i też ją chwalił. A do tego  ona jest bardzo  troskliwa i bardzo  dba o dom. Staramy się obaj z ojcem  trochę jej pomagać i ojciec  bardzo  często robi i dla  nas  zakupy, żeby ona  mogła po pracy trochę odpocząć. Bo do tego egzaminu też  się musi przecież  przygotować. 

Dla niektórych ten   egzamin jest  koszmarem bo  to będzie  egzamin  tylko pisemny ale na temat  wybrany  przez komisję. Po prostu kursanci dostaną temat taki, jakby  już byli  zaprzysiężonymi rzecznikami. Podziwiam ją, jak  sprawnie  potrafi wyszukać różne  sprawy w branży  elektrotechnicznej i to  zarówno w literaturze angielskiej, niemieckiej jak i rosyjskiej.   Wiesz,  na  rzecznika  patentowego  może  startować albo  prawnik  albo inżynier. A ona już jest  magistrem prawa.  Magisterkę pisała właśnie pod kątem  tego, że ma  być rzecznikiem patentowym. 

O rany, chłopie, ty jesteś  w niej  zakochany po  czubki włosów uczesanych na jeża - stwierdził Jacek. Ale po  prawdzie to pasujecie  bardzo  do siebie. Taka mądra i bystra  dziewczyna a  wcale  nie jest  zarozumiała   - dodała Jaga. Fakt, nie jest  zarozumiała, potwierdził Emil. Po pół godzinie  stwierdził, że on też  już pójdzie  spać, jutro  jeszcze porozmawiają. Oni  chcą  wyjechać do  Warszawy najpóźniej około godziny  14,00.

Gdy przyszedł do  pokoju Adela  już  spała. Skrócił do  minimum wieczorne  ablucje i  delikatnie  wślizgnął się  do łóżka. Dłuższą chwilę wpatrywał się w twarz Adeli, w końcu delikatnie się do  niej  przytulił. Adela przez  sen przytuliła  się mamrocząc  coś,  czego Emil  nie był  w stanie  zrozumieć, więc  tylko ją mocniej do siebie przygarnął  i  szybko  zasnął.

Emila  obudziły delikatne pocałunki. Jeszcze długą  chwilę udawał, że śpi i  delektował się  jej  pieszczotami,  w końcu usłyszał - wiem, że już nie  śpisz, otwórz oczy. Długo jeszcze  gadaliście? Nie, góra jeszcze  pół godziny. Nie  chciałem  cię  budzić,  tak  słodko spałaś! Milek,  wymyśl coś, żebyśmy dziś   wracali   "za dnia". Obiad  w domu  mamy,  ja  chcę do  domu! 

Prawdę mówiąc  to ja  też- jestem nieco  rozczarowany. Coś  się  Jacek  za bardzo  zmienił, na  mój  gust. A poza  tym chyba  za bardzo  się od  niego odzwyczaiłem. Albo tak jak  powiedziała Jaga - zdziczał. Nie miałem pojęcia, że jej rodzice tu  się osiedlili. Pewnie  chcieli  być na  starość bliżej  córki. Albo ich Jacuś  wrobił w działeczkę, więc  co  weekend tu zjeżdżają. Ale  za mało mnie  to interesuje, żeby o to pytać. Dobrze, że dzieciaków nie  ma.

Jak  się pobierali to  była  gadka, że tu  przeczekają do otrzymania  mieszkania,   a potem nagle się  tu  pobudowali. On jest  stąd, ona chyba  z Nowego Dworu Mazowieckiego -  zawsze nas strasznie bawiła ta  nazwa. Oni już  chyba  są na  chodzie , ubierzmy  się . Zjemy  śniadanie i jakoś  stąd wyjedziemy. Mogę nałgać, że muszę jeszcze  coś opracować na jutro,  bo mam naradę  a  zupełnie o  tym  zapomniałem. I dlatego  tak wcześnie  wstaliśmy - zgadzasz się? Tak,  zgadzam.

Gdy  tylko  wyszli z gościnnej  sypialni  gospodarze  zdziwili  się, że nie pospali  dłużej,  więc Emil nałgał, że muszą  szybko  wracać, bo  zupełnie   zapomniał o  ważnej naradzie a  musi jeszcze na  nią przygotować materiał. Wydawało mu się, że narada dopiero w środę, a spojrzał  wieczorem  w komórkę i okazało się, że to  w poniedziałek,  a nie  w środę. Adela od razu  wystąpiła  w charakterze  wrednej  żony, narzekając, że jej o  tym  nie powiedział, bo przecież ona by mu  przypomniała. A Jacek  stwierdził, że jednak  lepiej  jest  pracować  na własnym a nie mieć  nad  sobą  szefów.  Ale, odpowiedział mu Emil - z naprawiania sprzętu byś w Warszawie  nie  wyżył i na pewno nie mielibyście  takiego pięknego  domu. W  Warszawie jest naprawdę  sporo  różnych punktów naprawy  sprzętu AGD,  a ceny  lokali na punkty usługowe są  coraz wyższe. Ceny  mieszkań  też.  Na ich  mieszkania spółdzielcze poszedł dom  w Milanówku i  stumetrowe   mieszkanie  na Górnym  Mokotowie.

 Piękny  był ten wasz  dom w Milanówku, stwierdził Jacek. No był piękny,  ale nie  powiem, by te dojazdy do szkoły a potem  na politechnikę były  atrakcyjne - odpowiedział mu Emil. Przecież   przez  wiele lat  ta elektryczna kolejka to raczej  szła  niż jeździła. A po  godzinie  24 to już trzeba było  wracać  z Warszawy taksówką. I ten  wielki ogród,  w którym  najlepiej  to rosły  chwasty. Teraz  też mamy ogródek, ale taki wielkości dużego  balkonu. I nawet w naszym  tuja  rośnie. Wpadniecie   kiedyś  do nas, to  zobaczycie. 

Ale chyba  dopiero zaraz po  zakończeniu  roku  szkolnego, bo wtedy sprzedamy chłopców rodzicom Jagi, którzy  wezmą dzieci  na wyjazd nad  morze,  do  Juraty. Bo oni  co  roku wykupują  wczasy emeryckie i wtedy  biorą  chłopców.

Po śniadaniu nastąpiło wzajemne  ściskanie  się, obiecywanie, że gdy Adela  zda  egzamin  to wtedy przyjadą na któryś  weekend i z cichym westchnieniem ulgi Adela usiadła na  miejscu  pasażera, a Emil  za kierownicą. Gdy  już  ruszyli  powiedziała - ja mam  chyba jakieś  uczulenie na Jacka - bardzo  mi się nie podoba gdy mnie obejmuje i  cmoka dusząc jednocześnie  w uścisku. Mam od razu ochotę uciec albo faceta odepchnąć kopniakiem na  stosowną odległość. Ja jednak  jestem  mało serdeczną kobietą. Ja  rozumiem, że on nas uważa  za przyjaciół, ale ja  naprawdę  źle znoszę takie  serdeczności. Zawsze  byłam  z gatunku "niedotykalska".

Słysząc to Emil aż  zwolnił- Maleństwo, zadziwiasz mnie, żadnych takich  objawów u ciebie  dotąd nie  widziałem. Gdy cię pierwszy raz objąłem nie odczułem żadnej  niechęci  z twojej  strony. Obejmował cię  mój ojciec i też nie widziałem u ciebie  strachu, odrazy  czy  niechęci.  Obejmowali cię  faceci z biura składając życzenia po naszym ślubie i też  było w porządku.   

Adela  długo milczała,  w końcu  powiedziała - po prostu mam niemiłe  skojarzenia z takim zatłuszczonym, serdecznym facetem.To był wujek mojej koleżanki z podstawówki. Byłam wtedy chyba w trzeciej  klasie  podstawówki. Ona  miała imieniny i  zaprosiła do siebie do domu kilka dziewczynek. I wtedy wparował do domu  jej wujek - postury Jacka, zatłuszczony i  nieco pijany. I złapał  mnie  w przedpokoju, wziął na  ręce mówiąc - a to jakaś nowa dziewczynka- daj buźki i pocałował mnie w usta,  cały czas mocno trzymając, bo się  wyrywałam. Śmierdział  alkoholem i miał spoconą twarz. Potem postawił mnie na podłodze i klepnął w tyłek  mówiąc - to za wyrywanie  się, bo mogłaś  mi  upaść na podłogę. Nic  więcej  się nie stało, ale ja do  dziś  to pamiętam i  mam uraz do tłustych  a   serdecznych facetów.  Nie  wiem,  może powinnam to powiedzieć Jackowi, jeśli  będziemy  się  częściej  widywać. On nie jest wszak  debilem, pewnie zrozumie, tylko mu  może być przykro, że mnie  jego  tusza  i wygląd  przeszkadza i wydobywa  z pamięci wydarzenie, które było gdy  miałam 9 lat. Jak się uporam  z egzaminem  to może się przejdę do jakiegoś psychoterapeuty.

Emil uśmiechnął się leciutko - no to dobrze, że schudłem. Dobrze  dlatego, że to  zdrowsze dla  ciebie,  ale spodobałeś mi się wtedy, gdy jeszcze miałeś  tę nadwagę. I szaleliśmy w łóżku gdy jeszcze  miałeś te kilka  kilogramów w zapasie. Nie byłeś  zatłuszczony tak jak Jacek. Nawet przy tej nadwadze miałeś piękne, bardzo dobre gatunkowo ciało. I nadal  takie  masz, uwielbiam twoje nagie  ciałko. Mów tak  dalej, mów, to zaraz poszukamy  jakiegoś  hotelu, bo  nie dojadę do  domu - stwierdził  Jacek. Dojedziesz, dojedziesz, w domu będzie  nam  lepiej  niż  w hotelu.

Droga była nieco męcząca, cały czas  "coś" padało, wycieraczki  musiały  być  cały czas włączone, jedynym plusem był brak  na szosie  ciężarówek. Chyba się straszliwie postarzałem - stwierdził Emil-  kiedyś  bardzo  lubiłem zimę a teraz  zima  mnie  męczy  i denerwuje. A ja lubię  zimę tylko wtedy gdy jestem  w marcu w górach, jest suche  powietrze, jakiś  mróz i słońce. I wtedy wręcz kocham Zakopane  i chodzenie po reglowych  dolinkach, lub człapanie  na biegówkach. Bo ja to  tylko na nich  człapię, nie biegam. Mam takie  miejsce w Zakopanem, gdzie  mogę  siedzieć na  sankach godzinami i wpatrywać  się w to co  przede mną. A przede mną widok  na  Giewont,  za mną las należący do "dzielnicy" nazywanej  Księży  Las. A gdzie  jest w Zakopanem  Księży  Las, bo  nie  kojarzę - dopytywał  się  Emil. To taki kawałek pomiędzy wylotem z Doliny Strążyskiej a  Żywczańskim. Mam kilka takich  miejsc,  gdzie mogę  siedzieć i się  bezkarnie  gapić na  góry. Bezkonkurencyjnym miejscem do tego jest  Gubałówka. Trzeba  tylko wtedy wypożyczyć  leżak,  wziąć  po trzy  koce na osobę i ustawić leżak w pewnej odległości od  tłumu zimowych  plażowiczów. Układa się  człowiek na dwóch  kocach, trzeci jest po to by się nim nakryć i można  godzinami tak leżeć i kontemplować panoramę  Tatr. Oczywiście  przedtem trzeba odstać  swoje  w kolejce  do kolejki. Niektórzy szaleli na  nartach a ja  spokojnie się opalałam i świetnie  się  bawiłam  słuchaniem  dyskusji toczących  się pomiędzy obcymi dla  mnie  ludźmi. A ci, którzy szaleli na  nartach gdy  ty się opalałaś to którzy  to byli - Emil nagle  zrobił  się   dociekliwy. Różni, mój kochany,  różni. Raz był taki jeden co już  umarł, ze dwa razy ciocia Helena,  raz byłam  całkiem  sama i dwa razy moja koleżanka, która  aktualnie jest w Kanadzie. Wolę Zakopane  zimą niż latem, ale musi to być marzec. Bo dzień  dłuższy i więcej słońca. Ja to głównie opalałam twarz i kawałeczek  dekoltu,  ale większość pań leżała w kostiumach bikini. Podziwiałam je szczerze. W końcu temperatury dookoła  były jednak ujemne, a nawet gdyby  było "0" to i tak jak dla  mnie było to  stanowczo  zbyt zimno. No i mało kto brał dla  siebie  aż  trzy  koce ( wszak  za każdy należało  zapłacić)- a to były takie porządne, grube wełniane, "orbisowskie". Z nadrukiem  "ORBIS".

A czemu byłaś  sama zimą w górach? Bo musiałam przygotować się do zerwania z Kamilem - wszystko zrozumieć, nagle zmądrzeć, przetrawić wszystko tak, żeby go  sobie  skutecznie wybić  z głowy. Bez łez, wzajemnych wyrzutów, żalu i pretensji.  I udało się, rozstaliśmy  się  w końcu w tak  zwanej przyjaznej  atmosferze. Nawet  mieliśmy już po zerwaniu pożegnalną kolację  w  Grandzie, bo miał za klika dni wyjechać na kontrakt. Byłam pewna, że wyjechał i że telefonuje  z Iraku- dzwonił na mój domowy  telefon, bo  w międzyczasie  zmieniłam operatora komórkowego, o  czym on  nie wiedział.

                                                                            c.d.n.

 

niedziela, 22 maja 2022

Trudny wybór - 25

W porze  kolacyjnej Jadwiga zapytała  się czy mają  może jakieś  obostrzenia  dietetyczne, bo niemal  wszyscy ich  znajomi mają  jakieś problemy i są na różnych dietach, więc  woli  wiedzieć  z góry, żeby na stół nie  wjechało coś, czego  biedni  goście  nie jadają - po co ma im  być przykro, że na  stole jest  coś, czego  nie mogą jeść. 

Gdy w krótkim  czasie duży, okrągły  sześcioosobowy stół zapełnił się półmiskami, miseczkami, dzbanuszkami i dwoma  dzbankami, Emil zapytał -  a kto jeszcze  będzie razem z nami  zasiadał do stołu,  czekamy jeszcze  na kogoś?

A skądże- odpowiedział Jacek -tylko my będziemy, skąd ci  wpadło do głowy, że jeszcze ktoś  będzie? Jakby nas  było więcej to byśmy jedli w jadalni, tam jest  większy stół i kredens. Emil pokręcił  głową- ale  tu jest  jedzenia na co najmniej 8 osób a nie na  cztery!

A zauważyłeś, że tu jest  wieś a nie  miasto?- spytał Jacek - tu się  bracie , nikt nie odchudza a gości  się podejmuje  czym chata  bogata. Tu jest  wszystko miejscowe a nie  ze  super  marketów. Jak  się nie zje dziś to  powędruje do lodówki i albo się  zje następnego  dnia,  albo powędruje do innych. Mamy tu taki punkt "dzielimy  się" i tam trafia to, czego się ma  za dużo z żywności.  Bo jednak  sporo jest  wciąż biedy poza  dużymi miastami. A już  wypróbowaliśmy, że gdy się tam dostarczy już coś gotowego, to zawsze niemal na miejscu jest  zjedzone.

Ojej- zachwyciła  się Adela- to naprawdę godna  naśladowania inicjatywa. Ja już dawno  zauważyłam, że w Warszawie marnuje się  bardzo  dużo żywności, zwłaszcza  w okresie  świątecznym. Przed świętami ludzie kupują jak  nakręceni a potem nadmiary  lądują w śmietnikach. No i szczury mają full wypas. Ja to jeżeli czegoś nagotuję  za dużo to po prostu  zamrażam a na opakowaniu jest kartka co to jest. I za kilka  dni to  zjadamy. Och, - szalenie  dawno  nie  jadłam jajek faszerowanych, ale  zupełnie  nie miałam głowy do  pichcenia.

A co cię tak odciągało od kuchni?- zapytał Jacek. Praca zawodowa- powiedziała Adela z westchnieniem- bo właśnie  stosunkowo  niedawno  zmieniłam miejsce  swego  zatrudnienia i  musiałam opanować kilka  zupełnie  dla  mnie nowych  rzeczy, pisałam pracę  magisterską, potem  była obrona magisterki, kurs na rzecznika  patentowego no a teraz na początku kwietnia  będę miała  egzamin kwalifikacyjny na  rzecznika  patentowego. Maleństwo- zapomniałaś  dodać że do tego jeszcze  spadło ci na głowę małżeństwo i sprawy  zamiany  mieszkań- przypomniał jej Emil. No tak, zgodziła  się  Adela, ale ty  przy tych dwóch ostatnich sprawach miałeś  niebagatelny udział i ciocia  Helena pomagała i  twój tata.

Jacek  aż przestał przeżuwać i omal  się nie  zadławił pospiesznie połykając i mówiąc - to ty jesteś nie   Maleństwo a "Dużeństwo"! A wyglądasz na  rozpieszczoną panienkę  z dobrego  domu, co dba tylko o paznokietki i ładne  ciuszki. Przepraszam,  nie  doceniłem  ciebie. No to nic dziwnego, że Emil taki wciąż  wpatrzony  w  ciebie - zawsze cenił naprawdę  mądre dziewczyny, tylko że na naszym  wydziale  były  cztery  dziewczyny na krzyż a do tego brzydkie i niezbyt mądre.  A w ogóle on  za dziewczynami nie ganiał, raczej  za nim ganiały a on się opędzał. 

Adela uśmiechnęła  się - Emil też zakwalifikował  mnie  jako  panienkę  z dobrego domu. A ja zaraz po liceum  poszłam  do pracy i  jakimś  cudem  załapałam  się jako sekretarka, a potem  jako  asystent  dyrektora w jednym  z ministerstw. A to taka  dziwna praca - z jednej  strony trzeba  być  samodzielnym i bardzo uporządkowanym, trzeba wiedzieć o  bardzo  wielu  sprawach a jednocześnie  robić  wrażenie z gatunku  " nie wiem o  niczym, ja tu tylko  sprzątam". A czasem trzeba o tego faceta dbać  jak  niańka, pilnować  by  brał swe leki, by jadł i jeszcze wysłuchać poleceń żony czego to  dyrektorowi  nie wolno bo  mu  szkodzi. Dopóki  byłam  tylko  sekretarką to  jakoś  dawałam  radę łączyć pracę i  studia.  Ale praca asystenta dyrektora  wymagała ode mnie wyjazdów z dyrektorem na  wszystkie  delegacje a ja nie  mogłam opuszczać  aż tylu  wykładów. Więc odeszłam ,  a kolega  załatwił mi pracę tu, gdzie   pracował Emil  i ją przyjęłam, zwłaszcza, że przyjęli  mnie  z  niewykorzystanym   urlopem. A że Emil stwierdził, że nadaję mu  się jako personel no to pracowaliśmy i nadal pracujemy  razem. Jak  widzisz Jacku - pozory mylą. A czy jestem  z dobrego  domu - zależy co uważamy  za dobry dom. Dobry  dom  to taki,  w którym  się dziecko  dobrze  czuje i  wspomina  go z sentymentem - a ja odeszłam  z domu i  zamieszkałam  z siostrą mojej matki, która  mnie  naprawdę kocha  niczym  własne  dziecko. I mam szczęście bo ojciec Emila nazywa  mnie  córeczką i zawsze mogę liczyć na jego pomoc.

A dyrektorzy cię  nie podrywali ?- spytała  Jadwiga. Adela  spojrzała na nią uważnie i powiedziała- więcej w tych opowieściach o podrywaniu sekretarek jest bajek  niż  prawdy. Dobra  sekretarka i dyrektor  tworzą  swoisty tandem. Bardzo  często  dyrektorzy zwracają się do  swoich  sekretarek,   z którymi  już długo  pracują, po imieniu, pomijając słowo "pani". Ale to naprawdę nie  znaczy, że one są ich kochankami. Poza tym jest  takie dobre powiedzenie -  jak  suka  nie chce to  pies jej  nie  ruszy. Ostatni  z dyrektorów  z którym pracowałam miał córkę  w moim  wieku,  a był tak  zapracowanym  człowiekiem, że ostatnie  co  mu było potrzebne to jakaś  panienka do  skoku  w bok. Facet  bardzo poważnie  traktował swe obowiązki. Owszem,  znam jedną  sekretarkę która  dała  się  "poderwać",  a tak naprawdę to ona jego  poderwała gdy  miał gość jakiś kryzys   małżeński, bo go częściej nie było w domu  niż był i pani małżonka się  zbiesiła. I teraz pan dyrektor jest  żonaty  i dzieciaty ze swą byłą sekretarką. I są bardzo  dobrym małżeństwem.

A jak się pracuje w biurze  z własnym  mężem?  Bo ja  bym  chyba  nie wytrzymała  być z moim chłopem razem na okrągło - stwierdziła Jadwiga. Adela uśmiechnęła  się - dla  mnie  nie ma  znaczenia  w pracy fakt, że facet przy biurku stojącym na przeciwko jest  moim mężem - po prostu mamy razem  wykonać jakąś określoną pracę - czyli jest  cel nadrzędny, który musi być wykonany,  a to czy wykonuję jakąś pracę z mężem, kumplem czy z kimś  z rodziny nie ma  dla mnie  znaczenia. A jak to odbiera Emil? nie wiem, niech  ci on  powie.

Jadwiga zwróciła się do Emila- no  powiedz,  jak to jest pracować biurko w biurko z własną żoną? Emil wzruszył ramionami - normalnie, ona to dobrze  ujęła - nie  siedzimy tam  w celach  towarzyskich, jest praca, którą trzeba  wykonać. Po prostu nie można mylić  siedzenia  przy biurku z siedzeniem  przy kawiarnianym stoliku. I łatwiej jest  wtedy  gdy to jest żona, bo wiesz, że zaraz po pracy możesz się przytulić, objąć , pomiziać, mieć ją  w  zasięgu  ręki.  Będziemy się starali  zawsze pracować  razem. To wymaga  pewnego zdyscyplinowania od obojga,  ale my to już opanowaliśmy. Niewątpliwie  było nam łatwiej, bo jeszcze przed ślubem  zamieszkaliśmy razem. 

No, to  mieliście  fart, że mieliście  mieszkanie - stwierdził Jacek. Emil uśmiechnął się - mieszkaliśmy w mieszkaniu Adeli i jej  cioci, razem  z nią. Ale mieszkanie  było duże, nieco ponad 100 metrów. A w tym  czasie  stało puste  moje  mieszkanie, o połowę mniejsze, które było w bloku, w którym mieli  wykupione  mieszkania pracownicy instytucji,  w której  pracujemy. Nie  chcieliśmy  nikogo  gorszyć. A teraz  je wynajmujemy i pewnie  sprzedamy za jakiś  czas.

No to  sprzedajcie i  kupcie tu  sobie  kawałek  ziemi jako lokatę - zaproponował Jacek. Emil  skrzywił  się- nie jestem wielbicielem działek. Jeśli to będzie działka budowlana to każą nam coś na niej  wybudować w dwa lata od chwili kupna. A  z działką leśną to wpadną na  genialny  pomysł by  akurat  tu zrobić jakiś rezerwat mchu i  paproci i albo  zwyczajnie ją  zabiorą  albo odkupią za  grosze. To nie jest  wciąż kraj  przyjazny prywatnym inwestycjom.  Prędzej kupiłbym  coś nad  ciepłym morzem. Może  coś do remontu. Najlepiej   w miejscu, gdzie   niemal  cały rok jest sezon, np. w Hiszpanii blisko granicy z Francją. Ciągnie  mnie  do Hiszpanii.  Ciężko coś planować, ale  może wyskoczymy  sami  lub z ojcem i Heleną w najbliższe  wakacje  właśnie  w tamte  rejony. 

A mnie to  się marzy Korsyka -stwierdziła  Jadwiga. Oglądałam  któregoś dnia  film o Korsyce - piękna   wyspa! Ale na  marzeniach  się skończy- nas jest  piątka, a  Korsyka   droga. Mam wrażenie,  że każda  wyspa jest  droga -  zauważyła Adela. Poza  tym to już  spore te  wasze  dzieci i chyba już  wypadły  z różnych  zniżek. Wiesz,  wszystkie  wyspy i  góry  są zawsze  drogie- jest  pretekst  do  windowania cen, bo trudno  tam  dotrzeć. To tak jak z  jedzeniem  w  schronisku na Kasprowym - nawet zwykła   herbata jest  droga i  zastanawiasz  się dlaczego  kosztuje tyle  co lampka koniaku na  nizinie. A poza  tym jeśli  coś jest  czynne tylko sezonowo to się winduje  ceny żeby  zarobić na okres po  sezonie.  Na przykład  we Włoszech w nadmorskich kurortach ceny  skaczą pod  niebiosa zaraz po 30  czerwca - dosłownie  z  dnia  na dzień wszystko w  knajpkach  drożeje. Byłam  wręcz  zszokowana. Dobrze, że pobyt  mi się kończył 2 lub 3 lipca. Ci  co nie  mieli  wykupionych zawczasu obiadów bardzo tego  żałowali. Co prawda te obiady  były paskudne, albo ja  zbyt rozkapryszona.  Poza tym nie lubię owoców  morza, normalnie  mdli  mnie na ich widok i nie jadam tego. Przyswajam  tylko małże wędzone i  zapuszkowane  w oleju, ale tam takich  nie dawali.

Jacek i Jadwiga  nie mogli się nadziwić,  jak straszliwie mało jedzą ich  goście. Czy  wy  się odchudzacie?- spytała  wprost Jadwiga.  

Ja już  się odchudziłem,  zrzuciłem  w sumie 8  kilogramów i od  razu mi się lepiej  zrobiło - stwierdził Emil. Mógłbym jeszcze  trochę  schudnąć, ale Adelka nie  pozwoliła. Podobno teraz  ważę tyle  co  powinienem.  A ona to zawsze je mini ilości --wędliny same, bez pieczywa, mięso  tylko z warzywami, bez kartofli i klusek  i ja  też  często tak jem. A makaron to Adela robi  z cukinii i ładny i smaczny. No i   staramy  się nie jeść ciast. Adelka  ze  słodyczy to jada  tylko gorzką  czekoladę albo owoce  suszone lub jakieś orzechy oblane gorzką  czekoladą. I lody jadam - dodała Adela. Ale  nie  za często. Poza tym mam tylko jednego wytwórcę którego lody  kupuję- jem  tylko lody Grycana, bo są  robione   według tradycyjnej  receptury.

A Emil  to  się  roztył w Meksyku- fasola w różnej postaci i  naleśniki  raczej  nie sprzyjają szczupłej sylwetce. Oni tam  pastę  z fasoli  walą do każdego naleśnika- co z tego, że on jest  z warzywami, skoro ma na sobie warstwę pasty  z fasoli- tłumaczyła Adela. Odchudzał  się by zmieścić się w garnitur, który sobie  sprawił w Meksyku a teraz  był nieco  za ciasny. A musiał iść w nim do ślubu, bo  mi pasował kolorem do  mojego kostiumu. Emil wyciągnął portfel i pokazał im zdjęcie, to które  wisiało na tablicy ogłoszeń w ich biurze.

O rany, ale  fajnie wyglądaliście oboje!-  zachwyciła się Jadwiga.  Kościelny też  w  tym  brałaś? Nie, my nie braliśmy kościelnego  ślubu. I gdyby nie idiotyczne przepisy to byśmy  mogli wcale nie brać  ślubu. Trwałość związku nie zależy od tego  czy  sobie  coś obiecamy tylko we dwoje  bez  świadków  czy też przed jakimś urzędnikiem lub księdzem - powiedział Emil. Gdyby miało to jakieś znaczenie nie  byłoby  tylu rozwodów. Są kraje , w których konkubinat jest objęty prawem. A tu  niestety  nie. Ale zrobiliśmy ludziom frajdę i  wzięliśmy ślub. Jadwiga  przyjrzała  się uważnie  zdjęciu - miałaś  coś bardzo ładnego  na szyi, to złoto?  Tak, złoto, 24-karatowe, naszyjnik należał do mojej mamy i zawsze był przeznaczony dla dziewczyny którą poślubię - wyjaśnił Emil. 

Ojciec ogromnie  się  cieszył, że Adela  go założyła do ślubu. On bardzo się do Adeli przywiązał, jest  jego oczkiem  w głowie,  nazywa ją  Dziecinką, tak jak  kiedyś mówił do mamy. A teraz ojciec  ma  dwie  "Dziecinki" - Adelkę i jej ciocię, z którą  się  ożenił. I odkąd się ożenił to  wyraźnie odmłodniał, tak lekko  ze  dwadzieścia  lat. Miło na  nich  patrzeć - para  wdowców odżyła  za sprawą  miłości. A najważniejsze dla nas,  że oboje w zupełności nadążają  za zmianami, które niesie  ze  sobą teraźniejszość. Nigdy od  mego ojca  nie usłyszysz  gadki zaczynającej się  od  słów "w moich  czasach". Od  samego początku Adela bardzo  mu się  spodobała i to tak, że zaprosił ją  by do nas  zjeżdżała do Milanówka  na weekendy. I zaraz  na początku mi powiedział bym się  zastanowił, przeanalizował swój stosunek  do niej, bo jeśli nie myślę o niej  poważnie to powinienem wziąć sobie  "zawodową  dziewczynkę"  a nie  zawracać  głowę uczciwej panience. W pewnym sensie to Adela przywróciła  mi ojca, to  ona zauważyła, że samotność  mu bardzo nie służy. 

Śmiejemy się często, że mamy  dość osobliwe układy rodzinne, jak  choćby to, że jej ciocia jest jednocześnie jej  teściową,  a dla  mnie jest macochą,  do której  per  "mamo"  zwracałem  się jeszcze  nim wzięliśmy z  Adelą ślub - bo zawsze  była dla  mnie  niesamowicie  dobra i kochana. A na Sylwestra wzięliśmy Adelki rodzonych rodziców i moich do Nałęczowa na kilka  dni w jednym  z tamtejszych SPA. Hotel  super, z basenem, ze  super odnową biologiczną, extra   jedzeniem, bo   śniadania  to było istne  marzenie a w restauracji to oczy  wychodziły na  wierzch jak  wszystko było podane i smaczne i jest to miejsce tylko dla  dorosłych - zero dzieci,  zero domowych  zwierzaków. Basen by cię  Jacku  zadowolił,  bo był z przeciwprądem.  I nieźle  trzeba było się "namachać" by pod ten  przeciwprąd  przepłynąć. Czyściuteńko, zabiegi też na światowym poziomie. Cztery godziny dziennie  bywaliśmy na  zabiegach, a potem odpoczynek w  swoim  pokoju- materace  w łóżkach extra. No i  wszystkie zabiegi razem,  w jednym gabinecie- nikt mi żony  nie macał w osobnym pokoju. Ręczniki  w łazience  zmieniane  codziennie. Nie  było to tanio, ale już po pierwszym  dniu wiadomo  było, że  warto było wydać na to pieniądze. Kilka  dni,  ale człowiek   wypoczął jakby był  miesiąc na  urlopie.  Sam  Nałęczów to  nieco  nudne uzdrowisko,  ale ten ośrodek, który nawet już  w  nazwie  ma informację, że jest dla  dorosłych- jest  super! I będziemy tam na pewno jeszcze nie jeden raz przyjeżdżać. 

Ale  chciałbym  też pokazać Adeli kawałek  Meksyku albo Kostaryki. Ale najpierw to musi zdać ten ostatni  egzamin. I może zmienimy  miejsce pracy. Na razie to wszystko palcem  na  wodzie  pisane. A w ogóle  chciałbym by pojechali też  z nami rodzice, czyli ojciec  z Heleną ale  dla  nich tamtejszy  klimat  może być  zbyt  uciążliwy, wycieczki też, bo nawet ja  dostałem w kość. Pewnie wypadniemy gdzieś  nad  Morze Śródziemne i to  nie  w typowo urlopowym  sezonie - mniej  ludzi i taniej. I może  samochodem, w końcu  mamy w sumie 4  kierowców i możemy jechać  niekoniecznie  autostradami, żeby coś  zobaczyć  po drodze. Nocować  możemy  w motelach wcześniej   rezerwując miejsca.

                                                                   c.d.n.

 

sobota, 21 maja 2022

Trudny wybór- 24

 Do owego Łącka rzeczywiście  jechali niemal dwie  godziny. Ależ  się ta  Warszawa rozrosła, śmiała się   Adela. Jedziemy i  jedziemy a Łącka wciąż  nie ma. 

Maleństwo,  a kiedy idziesz  do tego swojego  magika  co cię ogląda  z odwrotnej perspektywy?  Za 3 miesiące, ale będę  tylko odbierała  receptę u recepcjonistki, a do kontroli za następne  3 miesiące. Chodzę  regularnie co pół roku na badania, bo biorę tabletki. I co ci bada? Daje mi skierowanie na USG piersi i to robię  prywatnie w przychodni rentgenologicznej na Ursynowie i robi  mi USG ze  swojej  branży i cytologię. Wolę  robić  co pół roku USG piersi  niż raz  do roku mammografię. Bo wiem, że ci lekarze  u których robię obydwa  badania  wiedzą doskonale co widzą.  A z tymi "obrazowymi" badaniami jak USG, mammografia, rentgen to bardzo  ważne jest naprawdę  duże  doświadczenie. Poza  tym ważne jest by  aparatura  była naprawdę  sprawna.

Jacek mieszkał na peryferiach  Łącka, blisko lasu. Adela stwierdziła - no widzisz, on to  mieszka pod Łąckiem a nie pod  Warszawą. A gdzie on  mieszkał gdy studiowaliście? W akademiku. A ze mnie się śmieli że mój akademik jest pod  Warszawą. A on  mieszkał z dwoma  kolegami w  domku na Jelonkach. Tam było osiedle  drewniaków wybudowane dla tych co budowali Pałac Kultury i Nauki i gdy już KPiN wybudowali i wyjechali, to te  domki "zostawili w prezencie". Część ich zajęła kadra profesorska a część  została  dla  studentów na  zasadzie  akademika. A co on  tu w Łącku robi?  Kultywuje   zawód elektryka - ma  własną  firmę i chyba  nieźle mu idzie. O, już widać ich dom.  Patrz jaką ma dużą  chałupę. Prawie taka jak  była  nasza w Milanówku. Dom był piętrowy i naprawdę  spory. Z tyłu było jeszcze  jedno  zabudowanie, którego Emil nie  widział  gdy tu  bywał.

Gdy  tylko podjechali do bramy  z budynku wszedł Jacek machając  do nich  ręką. Rzeczywiście  dużo go było. Wzrostu był takiego jak Emil, może odrobinę  wyższy,  ale wyraźnie był objętości co najmniej  dwóch Emilów. Emil jęknął -  ależ się  spasł!  Na progu domu stanęła też dość  spora kobieta, która kiedyś  była na pewno bardzo  ładną  dziewczyną. Czarne długie  włosy miała  splecione  w warkocz, który był ciasno zwinięty w  formę koka. Emil szepnął - Jadźka też się roztyła. Jacek  podszedł, otworzył drzwi pasażera, pięknie się ukłonił i  powiedział - no proszę,  proszę, żono tego,  co się miał  nie żenić! Potem bezceremonialnie  cmoknął ją w  czoło i wyciągnął z  samochodu. Emil wysiadł, wyciągnął z bagażnika ich torbę oraz  torbę  z dobrem  wszelakim dla rodziny  Jacka, podszedł do nich i niemal  warknął - nie przylepiaj  się do mojej żony, nie  wolno. Bo co - zaśmiał się  Jacek . Bo pożałujesz - bo nada ci  taki tekst, że  tydzień jeszcze  będziesz płakał. Jacek zajrzał Adeli  w oczy - naprawdę mogłabyś tak  zrobić? Adela  odpowiedziała  z uśmiechem - lepiej mu  wierz, doświadczenie   za nim  przemawia. Emil  pozamykał wszystkie  drzwi i powiedział- aleś  się stary utuczył jesteś  szerszy  niż dłuższy!  A Jadzia jak  zwykle piękna. Też się  roztyła - stwierdził Jacek. No ale ona urodziła trzech   Budrysów,  miała  prawo powiedział Emil.  

Podeszli do Jadwigi, a Emil podszedł i powiedział- witaj  Jaga, wygrałaś zakład, ożeniłem się jednak.  Jadwiga podeszła do Adeli i powiedziała- nie gniewaj  się na mego nieopanowanego  chłopa, że cię tak entuzjastycznie przywitał. Jest tak rozentuzjazmowany waszym przyjazdem  jak mały  chłopiec  kolejką elektryczną. Poza  tym rzadko teraz  bywa w Warszawie, nieco  zdziczał tutaj. 

Ale ładnie tu jest i naprawdę zupełnie inne powietrze niż w Warszawie - stwierdziła  Adela. Jadwiga  uśmiechnęła  się - a ty jesteś Ada czy Adela?  Adela,  Ada to inne imię. 

A Emil wygląda mi na bardzo szczęśliwego. I w ogóle się  prawie  nie  zmienił od  czasu  studiów. Tylko za żadną tak  nie podążał bez przerwy wzrokiem  jak  za tobą-  zaśmiała  się  Jadwiga. Zupełnie jakbyś mu się tu mogła gdzieś  zgubić gdy cię straci z oczu. A tyle dziewczyn   za nim szalało! A on  zupełnie nie był nimi zainteresowany,  zawsze zdystansowany.  Długo się  znacie? 

Adela odwróciła  się do Emila-  Milku, a jak długo  my się znamy? Emil roześmiał się - wystarczająco  długo by być  małżeństwem - a właściwie  to od  zawsze. Jaga, ja ją sobie po prostu wyśniłem  i sen  się  spełnił. Wygłupiasz się - nie  da  się kogoś  sobie  wyśnić.  Ale ja  ją sobie naprawdę  wyśniłem. I śniła mi  się  cztery  razy. I naprawdę  jesteście małżeństwem?  Milek odwrócił się do Adeli - Maleństwo, pokaż  jej  swój  dowód osobisty, ona jest  niczym  niewierny Tomasz.  To ty  pokaż, bo moja  torebka  leży obok  ciebie. Emil wyszukał dowód Adeli i pokazał Jadwidze. No i  co? lepiej  ci jak  zobaczyłaś?- zapytał Jadwigę. A jeśli  chciałaś  zobaczyć  z którego jest  rocznika to trzeba  było się po prostu zapytać. Jest  równo 10 lat młodsza ode mnie, jest  magistrem prawa, ma nieco mniej  niż 160 cm wzrostu i waży tyle, że lubię  ją  nosić na  rękach. Nie pali i  nie pije, lubi  psy. Dobrze  gotuje. A jej ciocia wyszła  za mąż  za mojego ojca i ojciec  właściwie   w pewnym sensie Adelę  adoptował. Jest  dla niego córeczką lub  córeńką. 

I mieszkacie w Milanówku? Nie, Milanówka  już nie ma,  mieszkamy na Ursynowie i  to w jednym  bloku z ojcem.   A już myślałam,  że sobie  żonę  przywiozłeś z Meksyku,  a ty jednak masz Polkę. Jaga, zacznij  myśleć  - ja tam nie pojechałem by szukać żony ale do pracy. Skończył  się kontrakt więc wróciłem.  A co tam  właściwie robiłeś? Byłem  wykładowcą na prywatnym uniwersytecie w Mexico City.

A Meksykanki są ładne? Niektóre tak, ale głównie te w których  od lat płynie spory  dodatek krwi hiszpańskiej. Rodowite potomkinie Majów, Azteków i innych autochtonów nie grzeszyły urodą. A nie chciałeś  zostać w Meksyku? Nie, chociaż  bywało tam  wesoło - najbardziej  podoba mi się ich  podejście  do śmierci - tu święto  zmarłych to łzy i  smutek, a tam śpiewy i tańce. Niby są katolikami,  ale ten ich katolicyzm jest  mocno  wymieszany  z ludowymi, miejscowymi wierzeniami, podaniami, obyczajami. Meksyk jest  ciekawym krajem, cała Mezoameryka  jest  ciekawa,  ale co innego o  tym czytać czy też oglądać  zabytki  a co innego tam żyć, gdy się jest Europejczykiem. Nie mógł bym  tam  być na stałe. Nie  znaczy  to, że nie mógłbym żyć poza Polską,  mógłbym, ale nie poza  Europą.

Ojej, tak żeście  mnie  zagadali, że  zupełnie   zapomniałem wyjąć to co  dla  was przywieźliśmy. Emil wyjął z torby litrową butlę  Metaxy i olbrzymią  torbę słodyczy wedlowskich. 

O rany, oryginalna Metaxa! Super, ucieszył się Jacek. Potem zajrzał do torby i jęknął  Jaga - schowaj   to głęboko, bo jak ta  nasza  hołota to  zobaczy  to w  jeden dzień  wszystko pożrą. Strasznie  lubią  słodycze. Wynieś to do naszej  sypialni póki ich nie ma.

No właśnie,  a gdzie są  wasi chłopcy?  A u moich rodziców - sprzedajemy  ich w soboty raz do Jagi rodziców a raz  do moich. I mają tam za zadanie pomagać w domu, sprzątać, iść z dziadkami w niedzielę  do  kościoła a potem   na spacer.  W ten  weekend pojadę po  nich  dopiero w niedzielę pod  wieczór i dzięki temu nie będziemy musieli wysłuchiwać  ich  wrzasków, kłótni i tupotu- bo oni nie  chodzą, oni  zawsze  biegają  waląc nogami w podłogę.  

Jacek,  a co masz w tym niedużym  domku? A warsztat. Bo jak  nie projektuję   sieci dla  działkowców to bawię  się naprawianiem  różnych elektrycznych  urządzeń- wszystko wszak  na "prund",  a ludzie to są psuje i  ciągle się im  coś psuje. A zdolni są niektórzy niesłychanie. Moi ulubieni  klienci to  ci co mają  odkurzacze i oszczędzają na wymianie  worków na  śmiecie. Niektórzy  tak  skutecznie  oszczędzają na  workach, że muszą nawet wymienić  silnik. Mówienie im, że "należy  wymieniać worki gdy okienko wypełni  się  czerwonym   kolorem", to jak  powtarzanie  naszym synkom, że uszy i  szyja też  wymagają  starannego mycia, a paznokcie  czyszczenia i obcinania. A ile lat  ma  wasz najstarszy?  Piotrek? Już dwanaście, Wojtek 10 a Kajtek 8. A rozrabiają   jakby mieli po 5, 6 lat. Po prostu wzajemnie się podpuszczają. I co jakiś  czas  są afery. Łącznie ze  wzywaniem straży pożarnej, bo  podpuścili  najmłodszego by wlazł na drzewo. No i wlazł,  a jakże, ale  za nic  w świecie nie mógł zejść, musiałem strażaków prosić o pomoc. Jadźce nerwy puściły i sprała go potem, gdy strażacy odjechali. A lanie należało się nie jemu tylko tym starszym. Czasem  mam wrażenie, że oni są nienormalni albo mają  coś   ze słuchem.  

Oj Jacek,  doszukujesz  się w nich  nie wiadomo  czego a ty sam w dzieciństwie  też  byłeś upiornym  dzieciakiem - twoja mama mi sporo o tobie opowiedziała. Też miałeś  rozum w piętach a nie  w głowie-  stwierdziła  Jadwiga. A wspinania się  na drzewa to ty ich  nauczyłeś - tylko  zupełnie  nie wiem po co.  A że do nich nie  dociera to co  się mówi to też  mnie nie  dziwi - tobie  też można   powtarzać w nieskończoność byś ograniczył jedzenie, że  cztery  ziemniaki zupełnie ci  wystarczą, nie musisz od  razu wciągać kilograma.  Przepraszam, że wciągam  was w domowe  awantury, ale  chwilami nerwy biorą  górę nade mną. Ma pretensje do dzieci,  a sam zachowuje  się jak głupi bachor. Wymyślił sobie, że będziemy  mieli   "pareczkę", chłopczyka i  dziewczynkę. I dobrze, że był przy ostatnim porodzie bo  zrozumiał, że urodzenie  dziecka to nic łatwego  ani  zdrowego dla  kobiety. A ty Emilu też  planujesz "pareczkę"?   

Ale zamiast Emila odpowiedziała Adela -my na razie nic  nie planujemy, a na pewno ani on  ani ja nie "wybieramy  z góry" płci dziecka, o ile się  zdecydujemy na takowy  luksus. Bo posiadanie  dziecka to w dzisiejszych  czasach jest luksusem.  I wiem co  czuje  dziecko, które miało być  wymarzonym chłopczykiem a urodziło się dziewczynką. Marzeniem mojej matki było urodzenie  chłopczyka, a urodziła  mnie i nie umiała  się  z tym pogodzić. Zawsze  słyszałam, gdy coś mi się nie powiodło, że to wszystko przez to, że jestem  dziewczyną. Gdy  miałam 2 lata urodziła  drugie  dziecko,  chłopczyka, który był wcześniakiem i nie  wyżył, a ona straciła przy  tym porodzie  możliwość posiadania kiedykolwiek  dziecka. I rosłam u boku kobiety, która była całe życie  nieszczęśliwa, bo sobie  wbiła do głowy, że powinnam   była być  chłopcem. Nie  zakładam z góry ani tego czy będziemy mieli dziecko ani tego jakiej  ma być płci. To wszystko to nam wyjdzie samo,  zależnie od okoliczności. 

Mam bardzo mądrego lekarza, ginekologa, który uważa, że ludzkość zbyt obcesowo interweniuje  w naturę, szkodząc tym  naturze i  sobie. Na  samym  początku  mi powiedział, że gdy kobieta  nie może  zajść  w ciążę to widocznie  matka  Natura uważa, że organizm tej  kobiety nie sprosta tak trudnemu zadaniu jak zbudowanie w pełni zdrowego dziecka. I że gdy będąc jego pacjentką  zdecyduję  się na  ciążę i  będę miała  zagrażające poronienie to on mi nic nie da  na jej  podtrzymanie - ani  hormonów ani nie położy  mnie na 8 miesięcy do łóżka, by za wszelką  cenę utrzymać taką  ciążę. I pomimo takiego podejścia nie jest  łatwo  zostać  jego pacjentką- wiem, że teraz już nie przyjmuje nowych  pacjentek. Dałam na niego "namiary" koleżance, ale  nadal  nie przyjmuje  nowych pacjentek. Nie dokonuje   aborcji, uważa  że od tego są ginekolodzy-chirurdzy, a zamiast niechcianych ciąż propaguje mądrą i skuteczną, indywidualnie  dobraną  antykoncepcję. Bo tabletki też muszą być dobrane a nie  zapisywane jak leci. I przed ich  zapisaniem zleca badania  hormonów w czasie  cyklu.

                                                                       c.d.n.

piątek, 20 maja 2022

Trudny wybór - 23

 Styczeń minął obdarzając mieszkańców miasta na przemian gołoledzią i odwilżą. Podobno liczba  połamanych  rąk i nóg biła  dotychczasowe  rekordy. Stłuczek samochodowych  też nie  brakowało. Adela nie  mogła się  nadziwić, gdzie  ci ludzie  tak nagminnie łamią ręce i nogi - na ich  osiedlu chodniki  były odśnieżone,  jeśli śnieg  przypomniał  sobie, że może nieco  posypać, a chodniki były zawsze posypane mieszaniną piasku i jakiejś,  podobno nie  szkodzącej  zieleni, substancji.  

Adela  tylko raz  wykręciła samochodem na jednej  z główniejszych ulic osiedla  piruet i to jadąc z  zapierającą  dech  prędkością  dziesięciu  kilometrów na godzinę. Nawet  się  zdenerwowała, rzuciła  w przestrzeń pustego  samochodu  kilka niecenzuralnych wyrazów, potem spojrzała na jezdnię, która błyszczała się w świetle latarń niczym  dobrze wypolerowane lustro, skręciła  w pierwszą mniej ekskluzywną ulicę i wlokąc  się  niemiłosiernie, nadkładając  drogi  dojechała  na parking. Tu  spotkała  ją  druga  niemiła przygoda, bo zamarzł zamek mini  zapory blokującej ich  miejsce. Teraz  żałowała, że nie  skorzystała z propozycji męża, który proponował, że ją odwiezie do fryzjerki a potem po nią przyjedzie. Nie  zostało jej nic innego jak teraz ściągnąć go by pomógł otworzyć  wjazd na  miejsce. 

Emil przybył na  ratunek z termosem  gorącej  wody, szmatami do osuszenia go później, jakimś preparatem  odmrażającym  i jakimś smarowidłem do wpuszczenia go potem do zamka. Jak to  potem określiła Adela, mąż  stanął na  wysokości  zadania, nie było ani słowa w rodzaju "przecież mówiłem, że cię odwiozę i przywiozę". Dopytywał  się  tylko, czy nie pokieraszowała  sobie palców gdy próbowała otworzyć  zamek. Miłość Adeli  znów poszybowała kilka kresek w górę a już  dawno przekroczyła  skalę w strefie  stanów wysokich. W domu  przyznała się  do tego, że wykręciła powolny piruet i to  wcale nie  hamując i przy  naprawdę minimalnej szybkości. 

Emil szybko  zatelefonował do  swego  kolegi jeszcze  z czasów studiów, który  mieszkał "pod Warszawą" i  miał obok domu płyciutki staw, który z reguły  zimą  zamarzał i na którym zimą znajomi właściciela  stawu trenowali poślizgi. Panowie  rozmawiali bardzo  długo, w efekcie  końcowym umówili  się na  najbliższy weekend, że Emil wraz z Adelą przyjadą do niego w  sobotę i zostaną też na  niedzielę, chociaż staw nie miał jeszcze   dobrej  pokrywy  lodowej. A gdzie pod  Warszawą mieszka  ten twój kolega? No tak  mniej więcej nieco 113 czy też 125  kilometrów od Warszawy - zależnie od  szosy którą się do niego dojedzie. To są  okolice Łącka. Ożenił się jeszcze  na studiach z "leśniczanką",  a my mu dokuczaliśmy, że się ożenił z leśniczówką. 

Łąck, Łąck - Adela  szukała w pamięci- tam  chyba była albo i jest stadnina  koni, ale  samych ogierów. No właśnie, śmiał  się  Emil - z uwagi na te  ogiery to on tam  bardzo pasuje. Pewnie była tam  stadnina i jest nadal, ale oni mieszkają w leśniczówce, którą  odziedziczyli po jej ojcu. A ona  skończyła  coś  na SGGW, całkiem  do rzeczy dziewczyna  z niej  była. No i  chyba jest, skoro Jacek nadal z nią jest.  No ale nie  wmówisz  mi  Milku, że Łąck jest pod  Warszawą, skoro tam jest  na pewno ponad 100 km do  pokonania. No jest, ale najzabawniejsze jest  to, że można tam  dojechać  trzema  drogami, ale niezależnie od tego którą  drogę  się wybierze  to i  tak jest  nie wyjęte 2 godziny jazdy.  

A co tak go gorąco przekonywałeś, że naprawdę  jesteś  żonaty? No bo wtedy nie  miałem nawet  najmniejszego zamiaru się żenić , uważałem, że wpierw  muszę  skończyć  studia, mieć  dobrą pracę, mieć  własne  mieszkanie  by nie  mieszkać  z rodzicami w Milanówku a dopiero potem być  może się  ożenić,  z akcentem  na "być może". 

Wiesz  Maleństwo - ogromnie żałuję, że mama cię  nie poznała, byłabyś jej  ukochaną  córeczką,  tak jak jesteś  dla ojca. Adela przytuliła  się  do niego  mówiąc -  nie mam  pojęcia jak to jest naprawdę gdy przeniesiemy  się w inny wymiar, ale być  może te  wszystkie podszepty  naszej  podświadomości to właśnie rady tych, których już z  nami nie ma, ale jakoś się nami opiekują. Ja wiem, że ci co wierzą w to, że jest jakaś forma istnienia energii po  śmierci są uważani za nieinteligentnych  głąbów,  ale mnie to  zupełnie nie przeszkadza. Mogą mnie tak  nazywać. Każdy ma prawo do  wierzenia  w to co chce. Nikogo  nie mam  zamiaru przekonywać do takiej  czy innej interpretacji tego co jest potem.  Rozmawiałam kiedyś  dość  często z pewnym  studentem polonistyki.  Bardzo długo nie wiedziałam, że jest księdzem - tonsurę  miał w  zaniku, chodził w stroju cywilnym.   Powiedział, że gdy  się poczyta  bardzo dużo  pozycji z teologii uruchomiając  przy  tym wszystkie  swe  pokłady  logicznego myślenia, to trudno być  wierzącym człowiekiem. W końcu przyznał się, że jest księdzem  ale dopóki jest  na studiach to nie wystąpi z kościoła. Planował wyemigrować z Polski i rozpocząć gdzieś poza  nią  nowe życie.  I myślę,  że mu się  to udało.  

Do dziś nie wiem jak to się stało, że się  w tobie  zakochałam. Wiem  tylko, że kocham  ciebie tak jak nikogo dotąd  nie  kochałam a twego tatę i Helenę kocham znacznie  bardziej    niż  swoich rodziców. A tak a propos twego tatki - ubyło mu ze 20  lat odkąd  wie, że jest  zdrowy. I Helena też jakby odmłodniała. Tata Piotr  mówi zawsze do mnie  córeczko lub córeńko - mój biologiczny ojciec zwraca się  do  mnie  tylko moim imieniem. 

Czasem myślę, że jestem po prostu  zbyt wymagająca i się zastanawiam jak ty ze mną wytrzymujesz.  Emil śmiał  się -  ja też  się  zastanawiam -  ale  głównie nad  tym jak  ja wytrzymuję bez  ciebie, gdy jesteśmy kilka godzin rozdzieleni. I już  się zastanawiam co to będzie jeśli ty pierwsza przejdziesz  do Kancelarii. Bo gdy rozmawiałem ostatnio z Arkiem, to ma  już zaklepany lokal i śni mu się, że ty zaraz po egzaminie rzecznikowskim zagnieździsz  się u niego. Bo on  ma tyle  rzeczy do  zaopiniowania i  napisania, a ty tak składnie  wszystko formułujesz, że jego nieskładne  myśli przerobisz na istny poemat. No i czeka niecierpliwie na tę nową ustawę. Podobno  porobili  jakieś  zmiany i wg  kolejnego nowego projektu zakłady pracy będą miały dowolność - mogą  sobie rzecznika zatrudniać  i jego to bardzo  zaniepokoiło, bo on widzi nas oboje a nie tylko jedno. Więc  znów  musiałem  mu przypomnieć, że ty masz jeszcze  przed  sobą  egzamin. Ale jest  wyraźnie  mocno napalony na własną kancelarię. Ogromnie narzekał na  wspólników kancelarii w której jest, że wyrywają  sobie  klientów, że jest bezhołowie i główny szef jest do niczego. Być może, że ma  rację, bo główny szef to już  dawno powinien być na emeryturze,  ale jest samotnym  człowiekiem i  kancelaria  zastępuje mu  rodzinę.

Sobotni ranek powitał ich bardzo sympatyczną  pogodą - świeciło nawet słońce, w nocy nic  nie padało a termometr  wskazywał -5 stopni mrozu. Poprzedniego dnia Emil porobił  zakupy  w firmowym  sklepie  Wedla oraz wyciągnął z  zapasów butelkę (a właściwie  butlę o pojemności litra) Metaxy, zakupioną kiedyś  w Grecji. No tak- powiedziała Adela - Metaxa  to jest  coś! Francuzi zabronili nazywania tego trunku  koniakiem. Może i słusznie, to jest mieszanka kilku  składników- destylatu  winogronowego, wina z gałki  muszkatołowej i maceratu ziołowego. Ale osobiście  wolę sączyć  cały wieczór jedną  lampkę koniaku, na przykład  Remy Martin.  Śmieli   się  zawsze ze mnie,  że ja to głównie  wącham a nie piję. 

A ja kupiłem to na wycieczce na zasadzie owczego  pędu. Wszyscy  kupowali to i ja kupiłem. A kupiłem jeszcze przed  wyjazdem  do Meksyku. Popatrz Maleństwo, ile od  razu  miejsca  mamy  w  barku! Jedno  jest  pewne - z naszym pociągiem do alkoholu to nie przepijemy  majątku!

Maleństwo, weź koniecznie ciepłe  skarpetki, bo u  nich  zawsze było zimno. A masz  jakąś cieplusią piżamkę? No mam. To weź, obawiam się, że w stroju Ewy i Adama to  zamarzniemy.  U nich  zawsze było zimno, bo Jacek to  chyba ma  nadciśnienie, a poza  tym jest go dużo. Dzieci to już  naprodukował troje, trzech chłopaków. Po trzecim powiedział: do trzech  razy  sztuka- nie wychodzi  dziewczynka to trudno. A tak naprawdę to był przy trzecim porodzie i stwierdził, że nigdy więcej nie narazi swej  żony na takie  cierpienia. A wydawałoby się, że trzeci poród to  już powinien  być "z górki".

Nie  znam  się na porodach- stwierdziła  Adela- ale  słyszałam, że nigdy  nie można przewidzieć jaki on  będzie. Znam dziewczyny, które rodziły bez problemu, szybko i mam  koleżankę, która  rodziła 35 godzin a w efekcie takiego porodu dziecko  było niedotlenione i ma DPM,  czyli dziecięce porażenie  mózgowe. Dzieciak  nie chodzi,  ale ma pełną  normę intelektualną, tylko jest nieco  spowolniony. Na  drugie dziecko  już  się  nie  zdecydowali. Mają  dostatecznie  duże problemy  z jednym  dzieckiem na  wózku. Na dodatek teraz, po kilku latach  nie mogą się ze sobą  dogadać, on chyba  kogoś  ma i często  znika  z domu na noc. Najlepsze są jego  tłumaczenia- zasiedziałem  się  z kolegami i nie chciałem was budzić po nocy. Teraz mały idzie  do szkoły, ale nadal nie ma  w pobliżu szkoły integracyjnej, która  przyjmowałaby dzieci takie jak ten  mały. Ale ma powstać, jest  w planach. Podobno jest taka  szkoła w Halinowie, ale oni  mieszkają na Dolnym Mokotowie, specjalistyczną  rehabilitację  mają na Górnym Mokotowie. W efekcie  cała jej  rodzina robi zrzutkę, by rehabilitantka przyjeżdżała  do dziecka prywatnie. A dzieci z DPM jest naprawdę bardzo dużo. No a moja  matka- po drugim porodzie miała  taki krwotok ( urodziła  dziecko maleńkie, bo to był  wcześniak), że musieli jej usunąć macicę, żeby uratować jej życie.  To  zawsze jest jednak  loteria, jak  całe  życie  ludzkie.     Latamy  na Księżyc, ale są dziedziny leżące  wciąż odłogiem.    Rozmawiałam  kiedyś ze swoim ginekologiem i dziwiłam  się,  dlaczego   nie  ma prywatnych  szpitali  położniczych i wiesz  co  mi  powiedział ?- że to zbyt  duże nakłady  przy  ogromnie  dużym  ryzyku.  

Emil zrobił "wielkie  oczy" - to ty  chodzisz do mężczyzny? Nie  kochanie- sprostowała Adela- ja  chodzę do ginekologa a nie do mężczyzny jako takiego. I powiem  ci, że jest delikatniejszy, w kwestii badania, taktowniejszy  i lepiej wyszkolony  niż liczne panie doktorki. Miałam przedtem lekarkę, bardzo dobrą,  ale  wyjechała  z Polski i poleciła  mi swego kolegę, który odkupił od  niej gabinet i jego wyposażenie.  A na dodatek  jest cytologiem i to znanym  w tej  branży. I ma  USG i  potrafi  je  odczytać. I co  się  da  wrzuca w koszty ubezpieczalni. Gdy będę  miała następną  wizytę  możesz iść ze mną- ucieszy się, że mam  mądrego męża. Wiele pań przychodzi tam z partnerami. To bardzo  miły i kulturalny  człowiek, ma  syna. Urodny nie jest, choć  niewątpliwie był kiedyś brunetem, sądząc po resztkach włosów dookoła  łysiny.

                                                                    c.d.n.


czwartek, 19 maja 2022

Trudny wybór - 22

 Następny  dzień Adela i  Emil spędzili w dwóch odległych  od siebie   bankach co im zajęło niemal  pół dnia, w spółdzielni nie  załatwili  sprawy tak, jak to sobie  wyobrażał Emil, za to  znaleźli chętnych na  wynajem tego  mieszkania- na  razie na rok i oczywiście z możliwością przedłużenia  umowy  na rok  następny. Najemca był kuzynem jednej  z pań pracujących w owej  spółdzielni i Emil  umówił  się  z tym człowiekiem  na sobotnie  przedpołudnie by obejrzał  lokum.  Okazało się, że będzie  tu  mieszkało  młode małżeństwo , bo niestety  mieszkanie z rodzicami pod jednym dachem było jednym niekończącym się pasmem  awantur- po prostu rodzice pana młodego nie  akceptowali jego małżeństwa, a ich własne  mieszkanie  to było dopiero na  etapie dziury wykopanej  pod wieżowiec. Na  dodatek owa nieakceptowana żona była od trzech  miesięcy  w ciąży. Emil  zostawił im wszystkie  meble   jakie tam  były, spakował  tylko i  zabrał resztę  rzeczy osobistych, zostawił też wyposażenie kuchni. Zdążyli jeszcze tego  samego dnia podpisać  umowę u  notariusza i zameldować najemców w  tym  mieszkaniu. Emil umówił  się  z najemcą, że lokatorom budynku będą się podawać  za  daleką  rodzinę Emila , a Emil to potwierdzi gdy  go ktoś będzie o  to  pytał.

Gdy wreszcie jechali  do  domu Adela  powiedziała - ja  chyba  nigdy  nie  zrozumiem  ludzi- dziwi  mnie i przeraża taka  sytuacja. Jak  można  zachodzić  w ciążę gdy się nie ma własnego  mieszkania, gdy  się  wie, że teściowie gdyby  mogli to by synową utopili w łyżce wody. Na co ci młodzi  liczyli? Na cud, że teściowa ją nagle polubi bo nosi  dziecko jej syna?  Żal mi tej dziewczyny, wygląda na  bardzo  nieszczęśliwą, co  mnie  nie dziwi. Ja też byłabym nieszczęśliwa gdyby mnie twój tata  nie  akceptował. Ciekawe ile  czasu będą  czekać na własne  mieszkanie. Jeszcze i tak mają dobrze, bo są w normalnej,  sprawdzonej  spółdzielni a nie u prywatnego developera. 

Maleństwo kochane - ty jesteś po prostu  niezwykle  uporządkowaną,  myślącą i przewidującą kobietą. Szalenie  trzeźwo myślisz,  co czasami mnie  zaskakuje,  ale jednocześnie cię  podziwiam. Zupełnie jakbyś  była starsza o 30 lat. "Maleństwo  kochane" popatrzyło na na Emila  i wyszeptało - gdybym  była taka mądra i  rozsądna jak ty to widzisz - to nie związałabym  się z Kamilem.  Ale bardzo  możliwe, że właśnie ten dość krótki  związek nauczył  mnie, by wszystko  analizować od podszewki a nie  zachwycać  się  pięknym wierzchem. Cały  czas dręczy mnie, że byłam  wtedy  taka  głupia ale jednocześnie cieszy mnie  to, że  w pewnym  momencie oprzytomniałam  i wszystko przeszło na inną płaszczyznę. Widocznie wszystko na co  się  natykamy  w życiu  ma  swój cel. Nawet nie  wiesz, jak trudno mi było powiedzieć ci o  tym, że byłam kiedyś  związana  z Kamilem. Byłam świadoma tego, że  powiedzenie ci o tym może wyeksportować  mnie  natychmiast  z twoich  myśli,  a jednocześnie  czułam, że nie mogę tego ukrywać, bo ukrywanie  tego wypaczy to wszystko co  się  właśnie  pomiędzy  tobą i  mną  zaczynało. Mój trzeźwy mózg cały czas świecił czerwone  światło ostrzegawcze a ja jednak ci to wszystko powiedziałam. Tak właśnie  u  mnie  zadziałała  podświadomość. I moje trzeźwe myślenie to taka  stała  konfrontacja tego co myślę  i tego co  mi podpowiada  intuicja.  W kwestii posiadania  dzieci to jak  dotąd jest  zadziwiająca  zgodność  tego co  mi nakazuje mózg i tego co podpowiada  intuicja. Dziecko musi  być "produktem" miłości  i spokoju, przemyślanym, oczekiwanym a nie czymś przypadkowym lub scalającym rozpadający się  związek, nie może być też elementem przetargów. Okazuje się, że większość mężczyzn dojrzewa  do ojcostwa mentalnie dużo później  niż kobiety. Wyniki badań, które były  przeprowadzone wykazały, że panowie do ojcostwa  dojrzewają najczęściej po pięćdziesiątym roku życia i są wtedy  świetnymi tatusiami i doskonałymi  mężami.Więc  może owe przedwojenne  przekonania, że mężczyzna  powinien  być od kobiety starszy i  mieć już ustabilizowaną sytuację społeczną i  materialną  wcale nie były takie  głupie? Druga  wojna  światowa  przeorała na wylot ówczesny  sposób  myślenia i obyczaje, ale nie  we  wszystkich dziedzinach wyszło to najlepiej.

Ja jeszcze  nie jestem mentalnie  przygotowana  na dziecko, jeszcze  mój zegar  biologiczny nie  doszedł do takiej  pory. Jestem  wciąż jeszcze  myślami  przy  tym by zdać egzamin, popracować  wykorzystując to,  czego  się  nauczyłam. Nie chcę żyć w rozkroku i balansować pomiędzy pracą a niemowlęciem. Jeszcze  mnie czas w tę  stronę  nie pogania. Ale wiem, że na pewno będziemy  rodzicami, ale nie teraz/zaraz.

Emil przytulił ją, dość długo milczał i powiedział - też tak  myślę. W końcu  nie po to skończyłaś studia  by zaraz po  nich ugrzęznąć  przy  dziecku. Rozumiem  to i w pełni popieram  twoje  stanowisko w tej  sprawie. Ja tylko chciałem  wiedzieć,  czy w ogóle bierzesz pod uwagę mnie jako ojca  dzieciom. Bo ja chcę, byśmy mieli dziecko,  ale  sama myśl o tym, że będziesz  musiała przebrnąć przez trudy porodu przeraża mnie totalnie. 

Adela roześmiała  się - nie jesteś  w tych obawach odosobniony- mnie też  to przeraża. Może kiedyś,  skoro już istnieje technika in vitro, zostanie ona na tyle udoskonalona, że będzie można z góry wybrać  płeć  dziecka a ono będzie się  rozwijało poza organizmem  kobiety w jakimś pojemniku w ściśle kontrolowanych warunkach. Coś   w tym  stylu jak  dziś wylęg piskląt w inkubatorze. Ale mam podejrzenia, że taki rozwój techniki  niestety szybko  nie nastąpi i my nie  załapiemy się na to. Wiem, że na pewno  będziesz świetnym  ojcem, bo wyniosłeś  bardzo  dobre wzorce z  domu. Mało która  z moich   znajomych  ma tak fajnego  teścia jak  ja. A wzorce  wyniesione  z domu odgrywają  ważną  sprawę w dorosłym życiu, bo najczęściej,  zupełnie  nieświadomie powiela  się to, co było w  domu  rodzinnym. Ja  to akurat nie bardzo  co mam powielać, no ale mnie  jest obojętna płeć dziecka które kiedyś  urodzę - byle tylko było bez jakichś  wrodzonych wad  rozwojowych. Innych  wymagań nie mam. I chciałabym być z dzieckiem w domu przynajmniej przez  pierwszy rok  jego życia. I dlatego chcę też  wpierw nieco ugruntować sobie  przed  macierzyństwem  swoją pozycję  w  zawodzie.

No to  się może  w pełni udać- stwierdził Emil- gdy  będziesz zatrudniona  w  kancelarii, bo wtedy nie  będziesz musiała być  cały czas  poza  domem. Podobnie  zresztą i  ja, więc  wtedy gdy ty  będziesz  musiała być poza  domem ja będę  się  zajmował  dzieckiem. A jak  znam życie to mój ojciec będzie super  nianią- no może nie  dla noworodka  ale  dla  rocznego  bobasa już tak. No  a wiadomo, że Helena nie  zostawi ojca samego z dzieckiem. Ona i ojciec  też są  ze sobą "trudni  do  rozdzielenia" - zupełnie jak  my.

W piątek od  samego rana "było co  robić"- tyle  tylko, że nie na  miejscu. Adela musiała szybko jechać do Urzędu  Patentowego,  a Emil wybrać  się  z  dwoma  konstruktorami do zaprzyjaźnionego Instytutu.W  związku  z tym samochód wzięła Adela, Emil  pojechał z konstruktorami  ich  samochodem. Oczywiście  mieli być  w kontakcie  telefonicznym. Przy  okazji Adela   dowiedziała  się,  że egzamin  będzie pisała  w pierwszej  połowie  kwietnia, oczywiście o  dokładnym  terminie   zostanie powiadomiona. I będzie to tylko  egzamin pisemny. A wyniki będą  wiadome  dopiero kilka  dni później, gdy  wszystkie prace  zostaną przeczytane i ocenione. Miała tym   razem naprawdę  sporo pracy i dopiero  pod  koniec  dnia dotarło do niej, że Emil do  niej  nie telefonował ani nie przysłał żadnej wiadomości. 

Gdy  skończyła pracę było już po godzinie  szesnastej i postanowiła  wpaść do barku na kawę i zagryźć ją  jakimś ciastkiem, bo  już była głodna - ich drugie  śniadanie  spoczywało spokojnie  w biurku. W holu na dole postanowiła wysłać sms  do Emila i gdy mozolnie wystukiwała jego treść poczuła, że ktoś od   tyłu bierze ją za łokieć. Zła i nieco przestraszona  odwróciła się - za nią stał Emil. Stałem na wprost windy- nawet okiem na mnie  nie  rzuciłaś- tak byłaś  zajęta  swoim telefonem! No właśnie zaczęłam pisać  do ciebie smsa, bo cały  dzień  nie  dawałeś  znaku życia i byłam  zaniepokojona. Skąd się tu wziąłeś ?  Chłopcy mnie tu podrzucili, sprawdziłem, że stoisz na parkingu,  więc postanowiłem  na  ciebie  zaczekać, nie chciałem sam  siedzieć  w domu. A  nie pisałem, bo  pomyślałem, że masz  dziś sporo pracy. No to sobie tu spaceruję zerkając na windę i schody - ale nawet  nie zerknęłaś na otoczenie. 

Nie  zerknęłam,  bo nie szukam wrażeń.  Egzamin będzie w pierwszej połowie kwietnia i to tylko pisemny. No to jedźmy do  domu, jestem okrutnie  głodna, nie pomyślałam o wzięciu śniadania z biurka. Ja  zjadłem w barku w Instytucie. Podobno to był jakiś  torcik, ale kawa była dobra. Adela  wcisnęła mu do ręki kluczyki -skoro już jesteś  wzmocniony  kawą to prowadź, lubię gdy ty prowadzisz. Mogę wtedy trzymać  rękę na twoim udzie  i patrzeć na  ciebie jak przygryzasz  delikatnie dolną  wargę. Nie wiem  czemu, ale zawsze tak robisz.  Maleństwo, nie jestem  z kamienia, to reakcja  na twój dotyk. Każdy twój dotyk elektryzuje  mnie. I vice  versa - odpowiedziała  Adela.

Adela cofnęła rękę, ale Emil  zaprotestował- nie zabieraj  ręki, uwielbiam gdy tak ją tu trzymasz - to mnie umacnia w przekonaniu, że  nadal  mnie chcesz. A w prowadzeniu to  mi nie  przeszkadza. A może  chcesz byśmy wpadli  do pierogarni? Możemy  zjeść  na  miejscu i  dokupimy  coś do  domu. Dobrze, z chęcią zjem jakieś pierogi. A jak zjemy to  zadzwonimy do taty i Heleny,  może im też jakieś  pierogi kupimy- zgodziła  się  Adela.

Jedzenie   zimą  pierogów  z truskawkami  lub jagodami jest niewątpliwie  atrakcją.Wracali  do  domu z siatką  pełną  pierogów.  Ojciec i  Helena  ucieszyli się  z pierogów - mieli nawet zamiar  wybrać się  do pierogarni,  ale w tym układzie już  nie  musieli.

 W domu Adela stwierdziła, że ptasi  domek ma  brudną  "podłogę", więc wzięła  się  za porządki, narzekając, że ptaszki strasznie  brudzą w  domku. No to trzeba będzie nakleić  im  w środku karteczki z napisami, żeby  nie brudziły - orzekł z pełną  powagi  miną Emil.  A od kiedy  w takim razie  zaczniesz je uczyć  czytania? - zapytała  Adela. Przeszukali posiadane  materiały biurowe i z plastikowych przekładek powycinali prostokąty  pasujące  wymiarem  do podłogi  domku, potem ptasi  karmnik Adela  zdjęła z parapetu, wyczyściła i  dała plastikową  podkładkę na podłogę. No to następnym razem tylko zmieni  się podkładkę i  nie trzeba  będzie  odinstalowywać karmnika,  wystarczy zmiana  podkładki. Powinnam to  chyba opatentować - śmiała  się Adela. Szkoda  tylko, że to  się nie  nadaje do opatentowania. Emil śmiał  się - no proszę - zaczynasz  mieć  dolegliwości rzecznika  patentowego rozpoczynającego swą  karierę  zawodową. 

Ale wiesz, ty masz kilka patentów, które mnie  zadziwiają i uwielbiam gdy je  stosujesz. Nie wiem wcale co masz na myśli - zdziwiła  się  Adela. Nie  wiesz, bo robisz to na  wyczucie, poza tym to tak naprawdę to nie są  patenty- w tym wypadku wyraz "patent" jest przenośnią.

                                                                        c.d.n.



środa, 18 maja 2022

Trudny wybór - 21

Do Warszawy ruszyli 2 stycznia około południa. Z uwagi na dość uciążliwą pogodę  wybrali tym razem  inną  drogę - może nieco  bardziej  obciążoną pojazdami ale była  to droga o "wyższej  randze", o której  było wiadomo, że jest w pierwszej kolejności  zimowego utrzymania. Cały  czas coś mżyło, nie był to deszcz,  nie był to też śnieg - po namyśle Emil  zakwalifikował to  jako opadającą  mgłę. Za  kierownicą  siedziała Adela. W drugim samochodzie  prowadził Piotr. Proponował Helenie, by  prowadziła,  ale  Helena stwierdziła, że dawno  nie prowadziła  w czasie takiej  obrzydliwej  pogody i  się  boi. 

Podobnie  jak   w drodze  do Nałęczowa Adela  jechała pierwsza. Jechała nie przekraczając  szybkości 80  kilometrów, nawet gdy było dość pusto. Nie chciała  ryzykować, rzadko  jeździła poza  miastem w  warunkach   zimowych. Pomimo niezbyt szybkiej  jazdy na Ursynów dotarli przed upływem  dwóch  godzin  od  chwili  wyruszenia  w  drogę. Helena  proponowała  siostrze by zjedli u  niej obiad,  ale  Żenia bardzo  podziękowała i prosiła, by ich  od razu  odwieźć do  domu. Tak więc w pewnej  chwili Emil  odebrał telefon od  Heleny, żeby jechali na Ursynów sami,  bo oni  wpierw odwiozą Żenię z mężem  do  domu.  Wobec tego Emil i Adela  skręcili na Ursynów, a Piotr pojechał na  Mokotów. W domu Adela stwierdziła, że było na tym  wyjeździe super,  ale jeszcze fajniej jest  wrócić  do własnego  domu. A mamy co jeść dziś na kolację ?- zainteresował się   Emil.  Myślę, że tak , zaraz  włączymy mikrofalówkę, lekko rozmrozimy upieczonego już indyka, przełożymy  go do piecyka , podsmażymy ryż, wyjmiemy  z lodówki  sałatkę, która na  nas czeka  w słoiku. I mamy jeszcze   jakieś  słodkości schowane  na  ciężkie  czasy. 

A kiedy idziemy  do pracy- jutro?  Nie, jeszcze nie jutro,  ale  pojutrze już idziemy. Na jeden dzień, bo to piątek. I jeszcze  mamy trochę zaległego urlopu- ja  tydzień a ty dziesięć  dni. To  nieźle coś pokombinowałaś  ze  swoją nową przyjaciółką - śmiał  się Emil. No wiesz, po prostu  "po przyjaźni" mamy to, że nie  musieliśmy  brać  całego  zaległego urlopu, bo powiedziałam, że  chcę  te dni  zachować gdy będę  się przygotowywać do egzaminu   rzecznikowskiego. Ona się nie może nadziwić, że mnie  się chce  jeszcze uczyć. Nasz  naczelny też się  dziwi.  Ciekawe czy  już poderwał jakąś  mężatkę w naszym biurze.  Dużo  się nie  napracuje nad poderwaniem, bo  tu 3/4 pań  to mężatki. Takie, co to już  dawno  by się  rozeszły gdyby nie polskie  warunki mieszkaniowe.  Przecież  wynajęcie  mieszkania to kupa  forsy - nie stać  na to kobiety po rozwodzie. Wszak  kobiety  wciąż  mniej  zarabiają. 

Rozmawiałam  kiedyś z jedną  adwokatką która  twierdzi,  że niestety panowie nagminnie nie płacą  alimentów. Prowadziła  sprawę faceta, który  zalegał z płaceniem alimentów, twierdząc, że nie  rozumie  dlaczego jego  syn został przyznany matce, której nie  ma całymi   dniami  w domu, więc  się nim nie ona  opiekuje a szkoła, świetlica i podwórko. Chłopak ma już 10 lat, na sprawie zapytany u kogo  woli  być powiedział, że mu wszystko jedno i został przypisany matce.  A ten pan pracuje w domu i jak  twierdzi on i jego znajomi, mógłby się  dzieciakiem zająć, bo wszystkie służbowe  sprawy załatwia poza domem przed  południem, a wtedy dziecko jest   w szkole. A nie płaci, bo gdy płacił to pieniądze się tej  pani rozpływały, a on  musiał dzieciakowi wiele rzeczy kupować oprócz płacenia  alimentów.  Podobało mi się podejście tej  adwokatki- ona twierdzi, że gdyby kobiety dawały panom rozwód bez problemu pod warunkiem, że zabierze  do  siebie dziecko to byłoby  rozwodów  mniej  i każdy facet-tata zastanowiłby  się 5 razy  nim by skoczył w bok i zażądał rozwodu bo mu się  żona znudziła.  Poza tym nikt nie  bierze pod  uwagę  faktu, że żona  też  może być  znudzona mężem a jeszcze częściej mocno  zawiedziona. Zdaniem tej pani to polityka  sądów rodzinnych jest nieodpowiednia , bo to bzdura , że  dziecku będzie  dobrze tylko u matki. Owszem,  będzie lepiej oseskowi, bo wszak faceci  nie  mają pokarmu a podobno pokarm  matki jest najlepszy. Ale  chyba  zapominają, że tylko wtedy  gdy matka  się odpowiednio odżywia.  

Rozmawiałam  kiedyś z matką trójki dzieciaków i przekazała  mi  w  sekrecie gwarantowany  sposób by dziecko w nocy dobrze  spało - przed karmieniem piersią należało wypić  kieliszek whisky. Szczerze  mówiąc to mnie  zatkało z wrażenia i nie wiedziałam co odpowiedzieć,  więc tylko powiedziałam - ojej, nie  miałam o  tym pojęcia. Bo faktycznie  nie miałam. I do dziś mnie  zastanawia  dlaczego  akurat whisky, a nie  na przykład koniak. Potem  pomyślałam, że może tańsza, ale że nigdy nie kupowałam owych  trunków  na  butelki to nie znam różnic  cenowych. I dobrze, że  zostałam   wywołana na rtg, bo już  miałam dość  wynurzeń owej kobiety. I pomyślałam, że potem, gdy  dziecko  w  szkole  miewa  problemy z nauką, szkolny psycholog (o ile jest) zachodzi   w głowę co z tym dzieckiem jest  nie tak, bo rodzina  porządna, nikt  nie pije a ono  jakieś  takie  "niemotne",  z trudem wszystko przyswaja.

Emil był zdumiony- tak ci to opowiedziała  nie  znając  cię? Adela uśmiechnęła  się - widać, że  rzadko bywasz w różnych  przychodniach państwowych,  w których się  czeka godzinami. Czekając  przechodzisz dwukierunkowe  przeszkolenie - pierwsze to jest ćwiczenie  cierpliwości, drugie - stajesz  się mimo woli słuchaczem i powiernikiem  cudzych  problemów,  wspomnień, lęków.  Czasem naprawdę  bywa  ciężko by nie  wybuchnąć śmiechem lub  nie powiedzieć by się  ten opowiadający po prostu zamknął. Oczywiście najczęściej wysłuchuje  się  zwierzeń kobiet, bo kobiety są bardziej komunikatywne i otwarte,  ale  faceci też potrafią poinformować otoczenie  o swoich   chorobach i troskach. Zapewne nie mają  w domu komu  się  zwierzyć  ze  swych lęków,  obaw, odczuć.  Starsi faceci, to głównie zaczynają od pytania,  czy wiesz  coś na temat lekarza  do którego czeka się  w kolejce, młodsi zaczynają od  narzekania na  czekanie. Myślę, że socjolodzy mieli by niezły  materiał do  swych  badań.  I dlatego  zawsze zabieram  ze sobą  książkę i czytam - widok osoby czytającej to sygnał, że to tak  zwanie "nieużyta osoba" - nietowarzyska, więc nie  pogada się  z taką.

Ojej, Maleństwo   coś  ze mną jest  nie tak - zupełnie  zapomniałem ci  powiedzieć, że  gdy  zapisywałem  ojca do tej  prywatnej  przychodni to i nas  zapisałem. Oni mają również  szpital. Chyba  byłem bardzo skołowany tą onkologiczną  historią  ojca i dlatego  wyleciało mi  to  z głowy. Mam jeszcze  w portfelu kartę, którą ci  muszę dać.

I bardzo dobrze, że jutro nie idziemy do pracy- musimy razem pojechać  do banku, bo musisz  złożyć swój podpis i jeszcze  kilka innych  spraw załatwimy jutro. A po co  ci mój  podpis? dopytywała  się Adela. No  bo albo  założymy  ci oddzielne  konto,  albo  moje zrobimy kontem wspólnym.No i  trzeba  właściwie  dwa banki odwiedzić - powiedziała  Adela-mój też, to dam ci upoważnienie do mego  konta. Dużo tam nie ma,  ale na jakieś  fajne  wakacje pewnie  wystarczy. 

Jest jeszcze ciągle to moje  mieszkanie w firmowym bloku. Musimy się  razem zastanowić  co  z nim zrobić.  Adela zamyśliła  się - chyba  powinieneś je wynająć, żeby nie  generowało kosztów i tym samym trzymać je jako lokatę. Sprzedać  zawsze  zdążysz. Emil zamyślił  się i po chwili powiedział - ja chcę by ono było i twoją własnością. Musimy  chyba wpaść też do  tej Spółdzielni, która to mieszkanie   budowała. Na pewno będziesz  musiała stać  się członkiem  tamtej Spółdzielni, żebyś  mogła  zostać współwłaścicielem  tego  mieszkania.

Mileczku, ja przecież  jestem współwłaścicielką  tego, nie wystarczy?  Emil  uśmiechnął się -  nie wystarczy, chcę by i tamto było naszą  wspólną własnością. Nie  dotarło jeszcze  do ciebie, że  wszystko co było dotąd tylko moje  chcę i  muszę dzielić z tobą? Samochód też jest zapisany jako nasza  współwłasność. A co będzie, gdy  mnie przestaniesz kochać? - spytała całkiem  poważnie.  Emil popatrzył na  nią i powiedział - nie licz na to. Będę  cię  kochać do końca  swego życia bo jesteśmy  sobie  przeznaczeni. Mówiąc tak  robisz  mi przykrość. Ja  naprawdę  wiem co  czuję i  co mówię. Nim ci się oświadczyłem dobrze  to  przemyślałem,  wszystko przeanalizowałem.  Bałem się  tylko, że mnie nie zechcesz.

To nawet dość  zabawne - oboje baliśmy  się odrzucenia- stwierdziła Adela. Przepraszam, jeśli powiedziałam  coś,  co cię uraziło. Chwilami boję  się po prostu, że to wszystko jest pięknym  snem a  nie rzeczywistością. Emil objął ją mocno i pociągnął do lustra w przedpokoju. Zobacz to my, ty i ja, razem, bo tak  chcieliśmy i chcemy, bo się kochamy. Wiem, że miłość, trwałość  związku, wzajemne opiekowanie  się  sobą to dziś mało  modne sprawy. Ale ja jestem staromodny- kocham cię,  chcę się tobą opiekować, dzielić z tobą wszystkie radości i  smutki. Bo smutki na pewno też nas  dopadną,  ale będziemy razem się  przed nimi bronić.

A skoro już mamy dzień pewnych  pomysłów i ustaleń to ja mam do ciebie,  Maleństwo, pytanie : czy widzisz  nas w roli rodziców?  Adela długą chwilę  milczała, potem  westchnęła i  powiedziała- widzę,  chociaż jakby za mgłą. Myślę, że powinniśmy  się  wpierw nacieszyć sobą, by  nieco opadła  z nas  euforia, byśmy się jeszcze  lepiej  poznali w  życiu  codziennym. I wtedy dopiero  podejmiemy decyzję. Po prostu odczekajmy jeszcze przynajmniej rok.  Bo rodzicielstwo niesie  za sobą pewne  wyrzeczenia, więc myślę, że byłoby dobrze, żebyśmy nieco "okrzepli" w swych  nowych  rolach małżonków nim podejmiemy  następne.  I nim się zdecyduję to chciałabym przejść  szczegółowe badania, żeby się nie przytrafiło coś  złego. Wiem, że będziesz naprawdę cudownym ojcem , tak jak jesteś  dla  mnie   cudownym mężem. I wiem, że popełniam  w tej  chwili błąd strategiczny, bo większości facetów  we łbie  się przewraca gdy coś takiego słyszą. 

Emil z hukiem padł przed  nią na kolana- jeszcze  trochę  a  zacznę się  do ciebie  modlić- nie wiem skąd  wiesz co ja  myślę, ale myślę tak  samiutko. Chcę byśmy mieli dziecko, lub nawet  dwoje,  ale też uważam, że będzie lepiej dla nas, gdy nie nastąpi to teraz/zaraz. A tak naprawdę - to czy i  kiedy będziemy mieli dziecko zależy od  ciebie bo to ty będziesz obciążona  ciążą, porodem i większą częścią opieki nad  dzieckiem. Ja ci tylko będę  we  wszystkim pomagać.

Wiem, kochany,  wiem. Wstań, ściągaj  spodnie,  zobaczymy  czy kolana  masz  jeszcze całe, bo  może okład trzeba  ci  zaaplikować. O tak, jęknął Emil - koniecznie okład i masaż wykonany  twoimi  łapkami. 

                                                                           c.d.n.