czwartek, 26 maja 2022

Trudny wybór - 29

Adela, poganiana przez Emila,  poszła do zakładowej  lekarki. Dostała dziewięć  dni  zwolnienia  z pracy, zastrzyki regenerujące i  wzmacniające układ nerwowy,(niestety importowane i dostępne tylko w  szwajcarskiej aptece) nakaz spacerowania minimum dwóch  godzin   dziennie,  skierowanie  do ambulatorium  analitycznego i na prześwietlenie płuc, bo okazało się, że  została  przyjęta  do pracy bez  wstępnych badań lekarskich. Z powodu  konieczności codziennego brania  zastrzyków  docenili obecność  przychodni  lekarskiej tuż  tuż obok  domu.  Emil,większość  dni w których  nie było Adeli  w pracy spędzał w Urzędzie  Patentowym. Przyjeżdżał rano do OBR, i najpóźniej o 10,00 lub  10,30 wpisywał się  do książki wyjść  i znikał w  celach  służbowych. Wpadał do Urzędu Patentowego, zaznaczał  swą obecność  w kilku  miejscach  i...... znikał. 

Przyjeżdżał po swój skarb, pilnował by Adela ubrała się odpowiednio do warunków pogodowych i  zabierał do lasu, do którego  mieli naprawdę  niedaleko. Byli też kilka  razy w  Konstancinie, a Emil tak  zawsze celował by  mogli  zjeść lunch  w Konstancji. Spacerowali  też po Wilanowie i wtedy lunch był w McDonaldzie. Może to nie było zdrowe jedzenie,  ale w końcu  Adela  leczyła  nie żołądek ale nerwy. Przez  cały czas temat egzaminu, wyboru miejsca  pracy to było tabu. Emil sporo opowiadał natomiast  o Meksyku, o  zabytkach które  zwiedzał, o Kostaryce, o domach które  były tam  na  sprzedaż i które mu się bardzo podobały, o  tym, że Sławomir Mrożek  ożenił  się  z Meksykanką w 1987 roku i miał wtedy 57 lat, a w  dwa lata później  zamieszkał w Meksyku na  samotnej hacjendzie.  Ale o ile  mieszkanie w Mexico  City blisko prestiżowego Uniwersytetu, na którym pracował Emil,  było bezpieczne o  tyle  mieszkanie  poza  miastem, w hacjendzie daleko  od  miasta, do bezpiecznych lokalizacji nie można  było  zaliczyć. Pod pewnymi  względami Meksyk wciąż tkwi w wiekach ubiegłych. I poza ośrodkami  miejskimi nadal  wygląda tak, że bez  większych problemów można tam  western  kręcić.  A mieszanina dawnych  wierzeń i katolickiej  wiary może   każdego  normalnego  człowieka  przyprawić o  zawrót  głowy.  Odkąd amerykańscy emeryci  zaczęli się osiedlać w Kostaryce - bo w  stosunku do USA Kostaryka jest  taniutka- szalenie  wzrosła  przestępczość, okradane  są domy, pojedyncze  osoby, o których  "tubylcy" wiedzą, że są na pewno "bogaci"  są napadane i okradane, często pobite. Właściwie cała  Mezoameryka  jest mało bezpieczna. Choć niewątpliwie ciekawa i piękna.

Adela   zapewniała Emila  podczas  tych  spacerów, że jej  do szczęścia wystarczy Morze  Śródziemne,  a że kilka całkiem miłych  krajów ma  do niego  dostęp więc jest dokąd  jeździć przez kilka najbliższych lat. Wiesz, ja to nawet całej  Polski  nie  zwiedziłam i zapewne  nie  zwiedzę. Jakoś tak  się porobiło, że dla  mnie od niedawna najważniejszą  sprawą to jest być z tobą,  a gdzie to sprawa  drugorzędna.  Podobno  mówiąc  ci to, robię jeden  z największych  błędów, jak mówią  znawczynie spraw męsko-damskich. Bo daję ci do  zrozumienia, że mi na tobie  zależy, a to błąd. Ja tego  nie  rozumiem, bo gdy ktoś mi mówi czy też daje jednoznacznie  do  zrozumienia, że mu na  mnie  zależy to ja się  cieszę.  I to odwzajemniam. Lub, jeśli  nic do niego  nie  czuję, to  nadaję czytelny, jasny komunikat i nie  wychodzę poza  ramy  zwykłej znajomości.

Maleństwo, dla mnie to co mówisz to balsam dla mojej duszy, poza  tym mobilizacja, by zawsze robić to,  co ci  sprawi  przyjemność.  I też  nie  rozumiem takiego bełkotu.   Mów mi  zawsze co ci się podoba lub  nie podoba  w moim  zachowaniu, co lubisz a co cię  drażni, mów  zawsze czego pragniesz, czego  ci  brakuje, z czym  ci  dobrze a z  czym zwyczajnie źle - nie  zawsze uda mi  się to odgadnąć, więc mów mi. Należę  do tych facetów, dla których komunikatywność ma ogromne  znaczenie.  Po prostu  wyniosłem to  z domu - oboje tłumaczyli  mi  zawsze, że należy o  wszystkim  rozmawiać, że błędy popełnia  w życiu  każdy i to nie jeden  raz, poza tym moi rodzice  bardzo  się  kochali i  szanowali  wzajemnie. Tata  zawsze mówił mi jaka mama jest  wspaniała i  kochana, a mama  to samo mówiła o ojcu. Gdy nadszedł czas by mnie uświadamiać to ojciec przede wszystkim  wbijał mi do głowy, że wzajemny  szacunek partnerów jest podstawą egzystencji, a kobiety są lepszą  częścią  społeczeństwa  i należy je  chronić i otaczać  opieką. A dookoła w tym  czasie kobiety przekonywały siebie  wzajemnie i otoczenie, że są równie  dobre w boksie, podnoszeniu ciężarów, rzucaniu  przekleństwami co płeć  męska, a łagodność, delikatność, dbałość o  wygląd itp. są im  całkowicie  zbędne. Wiesz co mi ojciec powiedział, gdy mu powiedziałem, że cię poznałem i serce mi bije mocniej  na twój widok? Powiedział tylko - bądź jej zawsze wdzięczny  za to, że cię zechciała . A pamiętasz naszą wyprawę do sadu? Nie mówiłem ci o tym, ale ojciec potem  powiedział : "na twoim  miejscu  modliłbym  się do wszystkich  świętych i różnych bóstw o  to, by ciebie  zechciała". A w tym sadzie  to  wyglądał jakby do pięciu  nie umiał zliczyć. 

Bo tata naprawdę  czuł się bardzo samotny- nie  było jego  dwóch ukochanych osób, a ci z góry to wcale  się nim nie interesowali- broniła  teścia  Adela. No i chyba oboje modliliśmy  się  do tego samego  bóstwa,  bo znudzone  naszymi jękami złączyło nas nad wyraz  szybko - śmiała  się Adela. Siedziałam z tobą w pokoju w odległości równej szerokości dwóch  biurek i marzyłam by tych biurek nie było, usychałam z ciekawości  jak  całujesz i  chyba tylko resztkami świadomości pracowałam. Bałam  się nawet patrzeć na  ciebie, bo  byłam  pewna, że wyczytasz  w moich oczach, że jestem tobą niezmiernie  zainteresowana. Szkoda, że nie ma już tego sadu i renet  landsberskich - westchnęła i  mocniej  przytuliła  się  do ramienia  Emila.

Wiesz kochany, kiedyś marzyły mi  się Indie. I obejrzałam film  nakręcony  przez moją koleżankę, która zrealizowała  swoje  marzenie i pojechała  do Indii z kolegą  z pracy. Obejrzałam film i  wyleczyłam  się  z marzeń. Nie  wykluczam, że gdybym miała odbyć całą  podróż w sterylnym, klimatyzowanym   autokarze to bym  pojechała, ale w innych  warunkach - nigdy. Upał, brud, tłumy ludzi, kurz. Koleżanka  wróciła  z  zapaleniem spojówek, które leczyła ponad  rok. Było bakteryjne i tu długo  nie  mogli zdiagnozować co to za bakteria,jeździła do Gdańska, bo tam diagnozowali schorzenia  nabyte  w tropikach. Jest  naprawdę kolosalna  różnica  między filmem kręconym  na potrzeby firm turystycznych a takim kręconym  "na żywo" dla  siebie. I dlatego nie  "napalam"  się  już zbytnio na egzotyczne podróże.  Mój  poziom  zainteresowania  turystyką  kończy  się na Turcji. Dla  mnie jest tam wystarczająco egzotycznie. W miarę brudno, niewiele gorzej  niż u nas, ale  za to w wielu  miejscach pięknie. Myślę, że na  całym świecie  wszystkie kraje mają mieszankę  rzeczy  pięknych i  szkaradnych, bo gatunek zwany  człowiekiem na całym świecie jest  "w środku" taki  sam-  mieszanka  złego i  dobrego, wyposażona  w mózg,  mniej lub bardziej kształtny  schowek na wiele narządów i cztery kończyny.

Jutro już wracam do pracy, zjedzmy  dziś lunch w domu, albo w pierogarni, dawno tam nie byliśmy. I chyba nie byłoby  źle, gdybyśmy po drodze  zrobili  zakupy, coraz  więcej pustego  miejsca  mamy w lodówce i  zamrażarce. A jest niemal środek  tygodnia to  nie będzie  tłoku w markecie.Gdy  weszli do pierogarni od razu zobaczyli Helenę i Piotra siedzących przy  stoliku i szybko  do  nich  dołączyli.

Oooo, córeńka- ucieszył się Piotr. Siadajcie  dzieci, ja  zaraz  zamówię dla was pierogi, tylko powiedzcie  jakie i ile. Emil roześmiał  się - tato, ja też tu jestem i to ja zamówię. No przecież  widzę, widzę, jeszcze  poznaję własnego  syna, mruknął Piotr. Emil poszedł zamówić dla nich  pierogi  z owocami na teraz  i poprosił o przygotowanie pierogów na  wynos, które odbiorą gdy będą wychodzili.

Rodzice  stwierdzili, że dobrze Adeli  zrobiło to zwolnienie  lekarskie, zniknęły cienie  pod  oczami i wygląda bardzo ładnie. Ona zawsze wygląda  ładnie- zauważył szarmancko Emil, ale teraz wygląda po prostu na wypoczętą. Okazało się, że tego  dnia rodzice byli w Łazienkach, gdzie było mnóstwo alejek  niedostępnych, bo jest  odwilż i  nie wyasfaltowane  ścieżki były  nieczynne. Potem jeszcze  podjechali  do Parku  Ujazdowskiego. Wszyscy  byli nieco znużeni  pogodą, którą było dość trudno zaklasyfikować w sposób zdecydowany do  jakiejkolwiek pory  roku. Teoretycznie  była to jeszcze  zima, ale co to  za  zima gdy nie ma śniegu i mrozu.

Już tęsknię za latem - stwierdziła Helena. Warszawa latem wygląda  znacznie  lepiej niż teraz. Można jednak  dużo  więcej  czasu spędzać poza  domem na łonie   natury. Mamy mini łono natury pod oknami - zauważyła Adela. Jeszcze  trochę a tuja  powędruje do  gruntu, a winobluszcz na ogrodzeniu zacznie pokrywać  się listkami. I będziemy  narzekać, że albo nam  coś  rośnie  za szybko  albo  za wolno- śmiała się Adela.

A będziesz  sadzić jakieś kwiatki?- zdziwił  się Emil. Nie, nie ma obawy,  żadne  kwiatki nie są  w stanie  wytrzymać  mojego talentu  do ogrodnictwa. Ta  tuja to jakaś odporna jest. No ale to nie kwiatek. Może  jakieś kaktusy, na przykład opuncja, przetrzymałyby również, no ale ona to ma  kolce, więc to ja bym  raczej  nie wytrzymała i któregoś pięknego dnia  znalazła by się na śmietniku. Mnie  wystarczą mlecze i jakieś inne dzikie roślinki co same  się zasiewają i rosną byle gdzie. Poza tym jeśli gdzieś wyjedziemy na  wakacje to całą  hodowlę kwiatków rabatowych diabli  wezmą. Przecież one  wymagają podlewania. No fakt - zgodziła  się Helena. Ale nasza sąsiadka, mam na myśli przychodnię, ma  dozorcę, więc  może  z nim uda się  załatwić, by podlewając te  skrawki ogródka  należące do nich podlał i nasze ogródki. Możemy mu nawet kupić  dłuższy wąż do  podlewania, by z ich ujęcia i  do nas sięgał. Bo żywopłotowi też się przyda podlewanie, bo to świeże nasadzenie.

Teoretycznie o żywopłot ma dbać  administracja -  zauważyła  Adela. Tej   zimy nieźle  dbają o  to, by  nie było ślisko,  to może i o żywopłot zadbają od  wiosny do jesieni. Ale  Helena nie była  przekonana- wiesz  Adelko, oni  wciąż  narzekają, że nie mają  ludzi do pracy, więc  zaczynam pomału w to  wątpić. Muszą dbać o  to, by ludzie  nie łamali  rąk i nóg  na śliskich  chodnikach, bo każdy poszkodowany  może  wnieść do sądu sprawę, że administracja nie  dopilnowała i wtedy posypią  się kary  finansowe,  ale nikt nie  będzie  walczył o podlewanie żywopłotu, zwłaszcza ci którzy na  niego z okna  nie patrzą,  a tylko tędy przechodzą.

A jest już jakiś pomysł na wyjazd na lato?- spytała  Adela. Prawie, prawie- stwierdził Emil. I może nie jest to  pomysł na lato, może raczej na okres przedwakacyjny, bo w same  wakacje to chyba najzdrowiej jest  posiedzieć w Warszawie. I potem wyjechać gdy  już się  skończą urlopy a dzieci wrócą  do szkół. Muszę tylko jeszcze  pobuszować w internecie i kilka rzeczy  sprawdzić. Bo mamy pomysł na  wczasy  wędrowne. 

Ale mam  nadzieję, że nie  będzie to pielgrzymka piechotą  do Composteli, bo zapewne by nam nie  starczyło urlopu - dodała  Helena. No nie,  ale planujemy by jechać nie autostradami a drogami  krajowymi i po drodze  zwiedzać a  zatrzymywać  się w  motelach - wyjaśniał Emil. Więc muszę wpierw wyznaczyć trasę, spisać ją a potem sprawdzić jak  wygląda  baza noclegowa. No i   pogadać z takim jednym, który już tak jechał do Hiszpanii, więc  część jego trasy przydałaby  mi się.  Ale i tak będę musiał wszystko sprawdzić w sieci, bo to  się przecież  z roku na rok  zmienia.

                                                          c.d.n.

środa, 25 maja 2022

Trudny wybór - 28

Mniej  więcej  w połowie tygodnia Adela  znalazła w  skrzynce listowej   zawiadomienie, że jest  do  niej  list polecony, który ma odebrać na poczcie. W tym czasie na Ursynowie była jedna poczta za to zawsze stało do  niej  kilka  kolejek, zwłaszcza w godzinach popołudniowych.  Wyjęła awizo, przyjrzała mu  się wnikliwie i powiedziała do Emila - to  pewnie  za jakieś  grzechy- chyba wezmę  samochód żeby tam  podjechać. Emil stwierdził, że może w takim razie pojechaliby od  razu, a obiad zjedzą później. Wrócili  więc  na parking i pojechali na pocztę. Były czynne  "aż" dwa okienka, do tego  w którym można  było odebrać przesyłkę stało tylko pięć osób, więc po 20  minutach już trzymała  w ręce kopertę  formatu A-4.

Przesyłka,  sądząc po znaczkach  była z  zagranicy. Adela stwierdziła, że nie ma  ani bladego  ani  zielonego  pojęcia kto z  zagranicy mógł jej  coś przysłać. Emil obejrzał kopertę i stwierdził - jeszcze  15 minut i zobaczymy  co jest   w środku. Po drodze Adela  snuła przypuszczenia- a może to  do ciebie  a nie  do mnie, bo ja  akurat nikogo  ze znajomych  nie mam  za granicą. No ale ja  nie jestem madame - powiedział Emil. Adela przyjrzała  się  dokładnie Emilowi i powiedziała - jesteś  podejrzanie  mało zainteresowany tym listem. No bo ten list jest  do Ciebie,  nie  do mnie, ja nie jestem madame A., ja jestem monsieur E. W domu położyła  kopertę na kuchennym kredensie i powiedziała- wpierw  zjemy  obiad, bo jeśli to  coś  złego, to się zdenerwuję i  wcale  nie  zjem  obiadu, a już jestem  głodna. Wpakowała do  mikrofalówki danie ratunkowe  czyli  pierogi, z lodówki  wyciągnęła surówkę  z lekko podkwaszonej kapusty. Jedli  w milczeniu, Adela  co chwilę  spoglądała  na kopertę, a Emil  stwierdził, że chyba  kupi taką  specjalną "heblarkę" do szatkowania kapusty i  częściej  będą  robili taką  tylko lekko  zakwaszoną  kapustę. Heblarka  to jest  do drewna a do kapusty kupuje  się szatkownicę- pouczyła  go Adela.  Będziesz pił  herbatę czy  może zrobimy  czekoladę?   Emil chwilę  myślał i w końcu  powiedział- chyba  mamy jeszcze erzac w postaci  czekoladowego  cappuccino, nie ma  w nim  ani dużo  czekolady  ani dużo  kawy, czyli  akurat na po obiedzie.

To ja  zrobię cappuccino a ty otwórz tę kopertę - zarządziła Adela. All right  my darling- odpowiedział Emil. Tylko jakiś  nóż wezmę. Otworzył kopertę,  w której były dwie  mniejsze  koperty odręcznie  zaadresowane - jedna  do Adeli,  druga do  Emila.  Emil otworzył kopertę  do niego adresowaną, przez  chwilę czytał kiwając  głową, w końcu  powiedział - wszystko jest   w porządku tak jak to sobie umyśliłem.  To znaczy???- zapytała  Adela. To znaczy, że masz w swojej  kopercie  prezent  ślubny ode mnie. Założyłem  Ci zdalnie, poprzez prawnika  konto w  "swoim" banku- po prostu podzieliłem  na  pół to co  zarobiłem na kontrakcie. Adela zbladła - ale po  co mi oddzielne  konto, przecież mam upoważnienie do twego  konta . Rozchodzisz się  ze mną  czy  co?  Emil przyciągnął ją do  siebie - posłuchaj - tak, masz upoważnienie  ale to są pieniądze, które są w innym banku, nie w Polskiej  Kasie Opieki SA. I one  są prezentem  ślubnym dla ciebie ode mnie. Doszedłem  do  wniosku, że lepiej  będzie gdy ci  założę konto w banku tym, w którym i ja mam konto- to bank szwajcarski. W tej  chwili mamy tam oboje konta, z tym że ty masz na moje upoważnienie, bo je  właśnie przy okazji tam przesłałem a ja na twoje nie, bo to prezent dla ciebie ode mnie. Wybrałem taki prezent, żebyś  była zabezpieczona, gdyby coś mnie nagle zmiotło. Milek, powiedz prawdę, chorujesz na  coś?, coś  z sercem po mamie?

Nie Maleństwo, na nic nie choruję jestem  tylko10 lat starszy  od  ciebie, ale to nie jest przecież  choroba. Po prostu  kocham  cię i wymyśliłem  dla ciebie taki prezent  ślubny. Biżuterii nie nosisz poza  tym jadeitowym pierścieniem i ślubną obrączką. 

Powinieneś te pieniądze dać tacie, a nie mnie. Maleństwo, cały czas przesyłałem tacie pieniądze.I tata w pełni  zaakceptował to, że po prostu założę ci konto zamiast obdarowywać  złotem. Pogódź się  z tym, że jesteś dla mnie całym światem. A teraz  chcę  z tobą jeszcze jedną rzecz omówić - Arkadiusz proponuje mi wspólnictwo by ta kancelaria była nasza  wspólna - jego i nasza. Nie  chcę  sam decydować o  tym czy przystąpić  do tego  biznesu  czy nie.  Musimy  się  zastanowić nad  tym zagadnieniem. Mamy do wyboru aż trzy opcje - zostać tu gdzie jesteśmy, bo to dość pewne  miejsce, przynajmniej  dopóki dyrektorem jest pan "cudny", lub przystąpić do spółki z Arkadiuszem lub  założyć własną kancelarię tylko rzecznikowską i polować na klientów. I jest to według mnie jedna  z gorszych opcji bo trzeba  by jeszcze  wynająć jakiś  lokal w centrum. I bardzo intensywnie zabiegać o  klientów. Ustawa o rzecznikach ciągle jeszcze  nie jest dopracowana i będzie to na początku  działanie  w ciemno. Mam na podorędziu jeszcze jedno rozwiązanie i wcale  go nie wykluczam - wyjazd  stąd do któregoś  z krajów w których nasze  aplikacje  rzecznikowskie  są uznawane.

Adela siedziała na kolanach męża wtulona  w jego  szyję i bezgłośnie płakała. Emil obejmował  ją mocno jedną  ręką a drugą  głaskał  delikatnie  po głowie. Przepraszam kochanie, nie chciałem  doprowadzić  cię do płaczu. To ja przepraszam, ja nie  wyszłam  za ciebie  dla twoich  pieniędzy i żadne  pieniądze  nie  zastąpią mi ciebie! Powiedz  mi prawdę, czy  na pewno wszystko jest   w porządku z Twoim   sercem? Tak,  moje   Maleństwo, przechodziłem  wszystkie badania, jest wszystko jak należy. Nie  żeniłbym  się, gdyby mi wyszła jakaś  wada serca, nie obciążałbym  cię opieką nad sobą. Po prostu cię kocham i uważam, że powinienem się z tobą  wszystkim co mam  dzielić. Chodź, obmyjemy buzię, bo tusz ci  się rozmazał i  zaraz  zaczną  cię  szczypać oczka. Trochę trwało z tym prezentem  dla  ciebie, bo to  załatwiały  dwie  kancelarie  prawne - polska i szwajcarska. Ale udało się  wszystko bez naszej  tam podróży. Nie  mniej pojedziemy tam w ramach urlopu. I może pojedziemy  w dwa  samochody? Mam taki  pomysł, by nie jechać autostradami,  z których  niewiele  widać,  ale  drogami krajowymi. Jeżeli będziemy jechać w maju lub w  czerwcu to nie będzie  problemu z noclegami. Ale ponieważ  nie będziemy mieć  ze sobą  dużo bagażu to możemy pojechać  jednym  samochodem.  Jeszcze nad  tym pomyślimy.

Zobacz  Maleństwo, to cappccino jest  zimne, wylejemy  ten  erzac i  zrobię dla nas  czekoladę, to poprawi nam nasze samopoczucie, dobrze? Chodź, wpierw umyjemy buzię. Nie  czekając już na jej  zgodę  zaniósł ją do łazienki i  postawił koło umywalki, sięgnął po płatki kosmetyczne i  zapytał- sama  zmyjesz czy ja to  mogę  zrobić?  Sama to zrobię, uwielbiam  cię i za to, że ze mną  wytrzymujesz. Przepraszam, ale mnie to rozkleiło, nigdy  nie byłam  taka płaczliwa baba. Rozbraja  mnie  twoja  troska, twoja  dobroć. 

Emil uśmiechnął  się - jaka tam dobroć, czysty  egoizm, jest  mi z tobą  cudownie jak  nigdy  dotąd w życiu i  nie chcę tego stracić, jesteś mi po prostu niezbędna do  funkcjonowania. Nigdy  dotąd nie kochałem jakiejś kobiety  tak jak  ciebie, tak  aż do bólu na samą myśl, że mógłbym  cię  stracić. Przyrzekaliśmy sobie zawsze  dzielić  się  wszystkim , więc  tylko wypełniam  obietnicę. Ty się opiekujesz mną, dbasz  bym  się prawidłowo odżywiał, bym  zawsze  miał wszystko na  czas przygotowane więc ja też się  staram by ci  było ze mną  jak najlepiej.  Wiem, że  nie jestem zbyt dobrym mężem, że chyba  zbyt  mało działam w domu, ale  wiesz przecież, że robię  wszystko co mi każesz. Budzę  się zawsze przed  tobą i wtedy mogę  się  tobie spokojnie  przyglądać i dziękować Kamilowi, że cię postawił na  mojej  drodze. Nie wiem co prawda czy  moje  podziękowania  docierają  do  niego, nie  mniej w pewien  sposób  nas  skojarzył. A że przy  okazji upiekł przy jednym  ogniu  dwie  pieczenie - drobiazg. Im  częściej  myślę o tym, tym bardziej jestem przekonany, że on chyba przeczuwał, że nie  wróci z tej  delegacji. Przecież  jechał tylko na tydzień , więc dziwne  było to, że powiedział, że czuje  się za ciebie odpowiedzialny i mam się tobą opiekować i  nie  skrzywdzić  cię. Zupełnie  jakby wyjeżdżał na kilka miesięcy  a nie na kilka  dni.

Kochanie, jestem  pewna, że Kamil dobrze  wiedział, że nie powinien jechać  w tę  delegację i być może, że już  się wtedy  źle czuł. Zawsze odgrywał  chojraka- jaki to on  silny, wytrzymały,  wysportowany i super  sprawny. Na nartach zjeżdżał zawsze jak nakręcony i gdy wracaliśmy  do  domu to już ja  musiałam prowadzić samochód bo on ledwo na oczy patrzył ze zmęczenia. Ledwo  miał  siłę by je na  dachowy  bagażnik wrzucić. Kamil the best! Chwilami  miałam ochotę go zabić. I może to  moje  myśli mu  zaszkodziły, bo  byłam na  niego wściekła, że mnie oszukał.

A na  mnie też  bywasz  wściekła? Adela pokręciła przecząco  głową- dobrze  wiesz, że nigdy  nie jestem na ciebie  wściekła. Najchętniej siedziałabym u ciebie  za pazuchą i nie rozstawała  się  z tobą  ani na moment.  Oj, to byłoby  super tak trzymać  cię stale blisko serca - stwierdził Emil. Ale  z drugiej  strony wciąż  mam ochotę chwalić  się  tobą i tym, że wybrałaś mnie,  a nie kogoś innego.

Milek, a rozmawiałeś  z tatą o tym naszym przejściu do kancelarii?  O przejściu tak, ale nie  rozmawiałem o tym, że Arkadiusz  zaproponował  mi spółkę, wpierw mówię o  wszystkim  tobie, potem ewentualnie tacie. 

To może powiedzmy o  tym tacie - on  popatrzy  na to nieco  z boku, bo nie dotyczy  go to bezpośrednio -  zaproponowała Adela. Może  zobaczyć w tym  wszystkim coś, czego my nie  widzimy. Bo ja już kilka razy  się przekonałam, że dobrze jest taki projekt  rzutujący na  dalsze  życie przepuścić  przez kilka  mózgów.  Dzięki burzy  mózgów wykupiłam mieszkanie Heleny na  siebie.  A podpowiedziała  nam to rozwiązanie przyjaciółka  Heleny. I podpowiedziała też  bank,  w którym mogłam wcześniej spłacić  raty i  nie straciłam na  tym  pieniędzy. Ale może już  dziś nic nie  mówmy tacie, jestem  jakoś  zmarnowana od  nadmiaru wrażeń. Najchętniej już  bym wylądowała  w łóżku. 

Nie ma  sprawy- zaraz przygotuję dla nas  łóżeczko, tylko uruchomię wpierw zmywarkę - Emil  szybciutko zakręcił  się koło zmywarki. Trzeba  pamiętać  by kupić następne opakowanie tabletek  do  zmywarki- zaraz  sobie zapiszę, żeby  nie  zapomnieć.  Hmmm, mruknęła Adela - jestem pewna,  że kilka dni  wcześniej kupiłam całe opakowanie tabletek, bo kupowałam też kapsułki do pralki. Zobacz, czy  aby z powodu sklerozy nie ciepnęłam wszystkiego do szafki z płynami do prania. Zrobiłam  się ostatnio jakaś rozkojarzona,  bo cały  czas myślę o  tym egzaminie. W pracy przez  ewidentny napad  sklerozy weszłam do chemików zamiast do elektryków. I chemicy  byli  tym zdziwieni i ja. 

No ładnie, ładnie, nie  zauważyłaś, że pomyliłaś piętra? To może powinnaś  wziąć kilka dni urlopu albo wręcz  zwolnienia lekarskiego. Wpadnij do naszej zakładowej lekarki - wcale  nie bierzesz   zwolnień,  więc  cię na pewno wyśle na zwolnienie, gdy jej powiesz o tej "drobnej pomyłce". A do Urzędu Patentowego pojadę  sam, przynajmniej będę mógł wstać o 8 rano a nie gdy jeszcze nawet  koguty i kury śpią.   Emil poszedł do łazienki, z której po  chwili wyszedł z dwoma opakowaniami tabletek do  zmywarki i dwoma pojemnikami kapsułek  do prania. Nie ma  sprawy, mamy tabletki do  zmywarki. Schowałaś  wszystko razem do  szafki z płynami do prania. No to nie  musimy na  razie  nic dokupywać. 

 Chodź Maleństwo, rozbiorę cię bo to jedna  z moich  ulubionych  czynności domowych, tylko wyłączę telefony, by nam nikt w tym nie przeszkadzał. W dwie godziny później Maleństwo stało razem z mężem pod prysznicem, zostało  starannie wykąpane , wytarte, ułożone w łóżku i wtulone  w ramiona męża spokojnie zasnęło.

                                                                        c.d.n.



wtorek, 24 maja 2022

Trudny wybór- 27

 Droga  powrotna wydawała się  Adeli znacznie  dłuższa. Jechali dużo  wolniej niż  w sobotę, bo jednak  warunki były nieprzyjazne dla  kierowców. Mileczku, właśnie pomyślałam o tym, że jak  dobrze pójdzie to skończą się te dojazdy  nasze  do pracy.  I bardzo mi się ta perspektywa  podoba. Bo  zimą to jest  mało radośnie wlec się tam i  z powrotem. 

Przecież  wiadomo, że pójdzie  dobrze, nie panikuj  niepotrzebnie. Zostałaś  dopuszczona  do egzaminu, jak  sama  widziałaś  nie  wszyscy  zostali dopuszczeni, sporo jednak odpadło , tak na moje oko to połowa. Gdyby  mieli najmniejsze  nawet  wątpliwości  nie  dopuściliby cię. Nie  prowadzisz  jeszcze  samodzielnie  spraw,  ale jesteś  przeze  mnie  do  wszystkiego  włączana i wiesz jak co wygląda. I będziesz w o tyle  dobrej  sytuacji, że będziesz  mogła wybrać co ostatecznie będziesz  robić  w przyszłości - czy pozostaniesz rzecznikiem czy raczej  poświęcisz się prawu jako takiemu. 

Bo wiesz- jako rzecznik patentowy  nie  będziesz się  mogła parać  sprawami  cywilno-prawnymi, tego  rzecznikowi nie wolno. Jeśli  zaczniesz to  automatycznie przestaniesz być rzecznikiem i będziesz wykreślona  z ewidencji  rzeczników. Załapałaś  się na kurs rzutem  na taśmę, następni  chętni będą  się tego  wszystkiego uczyli już 3 lata a już nawet samo  zapisanie  się na kurs będzie  w drodze konkursu,  co oczywiście   nie przysporzy w efekcie  końcowym  liczby rzeczników. Na  dodatek każdy aplikant  będzie   musiał  mieć   swego mentora, co  według  mnie jest dobrym pociągnięciem. Arkadiusz dobrze wie, że ty dopiero  zaczynasz w tej branży pracę i na pewno jeszcze całkiem  sama nie podziałasz. Poza tym co do jednego ma pewność- ja  nie pójdę na urlop macierzyński i wychowawczy. Co do  ciebie - nie wie nikt w tej  chwili jak będzie. A jednocześnie  wiemy obaj, że jeśli będziesz na  urlopie wychowawczym  i zechcesz po nim  wrócić do  zawodu, to wiadomo, że ja  zawsze cię przecież przyjmę. 

Polska  ma  bardzo  mało rzeczników patentowych, w innych  krajach  jest ich na tysiące, a u  nas liczba  rzeczników spada a wielu jest  już w  wieku emerytalnym. A to przecież  w sumie   ciekawy  zawód. I nie  wiem  czy  zauważyłaś,  że na tym kursie  to  byłaś jedną  z młodszych,  a może nawet  najmłodsza. I do egzaminu staną tylko dwie panie, wiesz o  tym?  Nie wiem, nie  sprawdzałam dokładnie kto będzie zdawał a kto  odpadł.  Wiem  tylko, że nie  wszyscy zostali  dopuszczeni. O tym, że jestem dopuszczona powiedział mi opiekun  grupy, więc  zrobiłam  założenie, że wie  co mówi. On  chyba   cię  zna, to jedyny  facet  który  kojarzy mnie i nazwisko. 

Emil śmiał  się - no fakt, zna mnie, a poza  tym kiedyś  widział nas  razem i to wcale  nie  w Urzędzie, tylko gdzieś na kawie. I, nie  wiem  czemu nie pomyślał, że  jesteśmy tylko znajomymi lub na przykład rodzeństwem. Widocznie  się akurat czuliliśmy pod stolikiem  albo miziałem cię po łapce. Jakoś nie mogę  się odzwyczaić  i zawsze moje  nogi  szukają twoich  pod stolikiem. No popatrz, im  bliżej  domu  tym lepsza pogoda.

Tak prawdę mówiąc to  miałem kiepski pomysł z tym Jackiem - mam poczucie, że tylko zmarnowaliśmy weekend. Pogoda  była do niczego, miałaś potrenować  piruety i  wychodzenie  z nich, ale była odwilż więc nie było warunków i tylko uświadomiłem  sobie, że rzadko  kiedy  stare kontakty mają rację  bytu. Jakoś zupełnie  nie  mogłem  z nim  złapać kontaktu,  prawie  zero  wspólnych tematów. A kiedyś byliśmy zgraną  paczką . Nawet  nie  wiem,  czy Jadwiga ukończyła  studia, bo oni jakoś  szybko się po ślubie rozmnożyli i ona przerwała studia. Pewnie zaczęli produkcję  jeszcze przed legalizacją  związku.

Ona  chyba  była bardzo ładną  dziewczyną - stwierdziła Adela. No ale  trzy ciąże  zrobiły  swoje. I to tak niemal jedna  po  drugiej,  co dwa lata  rodziła. Jakoś tak  bardzo  mało współcześnie. Emil skrzywił się -owszem była niebrzydka,  twarz miała  całkiem ,  całkiem,  tylko reszta była "niekonieczna", była niewiele szczuplejsza  niż jest teraz, dużo jej  po prostu  było. Raz tylko ją  widziałem  w sukience i  nie był to miły dla oka widok. Ma fatalne  dolne kończyny, w spodniach  prezentowała  się o wiele lepiej. Ale  z nią to  chociaż  można  było pogadać, bo się nie  wdzięczyła i była niegłupia.  

Wiesz co? Jesteś  paskudny! Kobiety mają nogi a  nie  kończyny  dolne! Wam, facetom, to  wydaje  się, że każda  kobieta to ma obowiązek bycia ładną,  zgrabną, a wy to  możecie  wyglądać tak jak was natura  stworzyła,  bez  poprawek,   a my mamy się  wami  zachwycać.

Maleństwo,  nie  złość  się. Określiłem  tę część  ciała językiem  medyków. W ich  nomenklaturze to mamy  kończyny dolne i  górne. A biolodzy zapewne  mówią "odnóża". A jeśli idzie o ciebie, to  wszystkie  części twego  ciała, niezależnie od nazwy i ich  rozmieszczenia w pionie lub  poziomie   budzą mój zachwyt. A u innych osobników płci żeńskiej wcale ich  nie  dostrzegam albo oceniam je negatywnie. Adela zaczęła  się śmiać - byłbyś niezłym obrońcą!  Przecież rzecznik musi być i obrońcą konkretnego patentu - zapomniałaś o  tym? - śmiejąc  się odpowiedział jej  Emil. Nawet  nie  wiesz, jak  się  cieszę, że już  za chwilę  będziemy  w domu! To pewnie jeden  z pierwszych  objawów  starzenia  się.  Głupstwa  pleciesz- to tylko  jeden  z dowodów na to, że dobrze  się  czujemy  we własnym  domu. Mnie też jest  najlepiej w  naszym  domu. I  nie  sądzę by to  był objaw  starzenia  się.

Zajechali  wpierw  pod  blok w którym  mieszkali, Emil  wniósł do  mieszkania ich  torbę a potem odstawił samochód na parking. Wracając rozmyślał nad  tym jak mało zostało i w nim i w Jacku tego wszystkiego co ich łączyło w latach  studenckich. No cóż- wszystko  się zmienia, a poza tym od lat nie obracamy  się  w tym  samym środowisku, a to też ma  przecież  znaczenie-sam  sobie  tłumaczył.

W domu Adela już  była  zajęta szykowaniem obiadu - w garnku  parkotał gulasz, na patelni  skwierczał cichutko ryż z marchewką, a Adela właśnie ściągała  skórę z pomidorów. 

A ty jeszcze  byłeś na  spacerze?-spytała z lekką naganą  w głosie. Nie, ale pościągałem trochę  błota  z  samochodu, bo może  znów być  w nocy jakiś przymrozek. A teraz  to wszystko łatwo  zeszło. W czym ci  pomóc? W niczym. Pomidory pokroję tylko na kawałki, nie będę ich kroiła w plasterki. Emil wyciągnął z kredensu  talerze, sztućce, podał Adeli mały półmisek  na pomidory, dokroił jeszcze  paprykę i  wszystko przeniósł na  stół. Uzupełnił w  serwetniku ilość  serwetek, sprawdził czy jest sól  w  solniczce i posypał koperkiem  pomidory.W chwilę później siedzieli przy stole i jedli  wpatrzeni  w siebie. Pod stołem Emil jak zawsze obejmował jej nogi  swoimi. 

Boję się  tego egzaminu, przecież  może się trafić temat, którego nie będę potrafiła ugryźć - Adela  była  wyraźnie  zgnębiona.  Emil przyjrzał się jej uważnie - przecież dziury   w niebie  nie będzie jeśli go nie  zdasz. Przejdziemy  do Arkadiusza  niezależnie od  wyniku twojego egzaminu. Nie  zostawię  cię tu samej, to chyba jasne. Do początku kwietnia jest jeszcze  nieco  czasu.  Przejrzyj po prostu  całość materiału i jeśli trafisz na  coś co budzi  w tobie wątpliwość  czy dobrze to  rozumiesz, to po prostu przerobimy  to razem. Mamy ten luksus, że możemy to zrobić  nawet  w godzinach służbowych. Jak na  razie to  o nic się  mnie nie pytałaś a ja  ci  się nie  narzucam z tłumaczeniem, bo wiem, że z ciebie  straszna  Zosia - Samosia. Możesz też przejrzeć w archiwum moje  wnioski patentowe które  składałem i całą korespondencję z Urzędem  Patentowym. Utrwalisz  sobie  ten  specyficzny język, którego serdecznie  nie lubię,  a który  tobie jako prawnikowi jest jednak  bliski. Jestem pewien, że  zdasz ten  egzamin, bo umiesz  bardzo  logicznie myśleć i świetnie  to przelewasz na  papier. Też zawsze  wolałem egzaminy  pisemne - nie  lubiłem być "odpytywany" - osoba egzaminatora  jakoś  zawsze  mnie  rozpraszała. A na pisemnym to człowiek  jest  sam z problemem, nie koncentruje  się w żaden  sposób na osobie   egzaminującej, na jej reakcji na  nasze odpowiedzi. Poza tym  masz przed sobą to  wszystko co  już na ten  temat napisałaś, łatwiej  jest  się  zorientować co jeszcze  można dodać. Przeczytaj też jeszcze  raz  swoją pracę  dyplomową bo jej temat też się nadaje na taki egzamin. I  nie  zadręczaj  się przed  czasem,  bo się wypalisz i  zabraknie ci energii na  sam  egzamin. 

Zrozum - już masz w ręce jeden dyplom, z którym zawsze znajdziesz pracę.  A druga  sprawa - odejdziemy  stąd oboje, nie  zostaniesz tu sama,  a Arkadiusz  nawet bez tytułu rzecznika patentowego przyjmie cię z otwartymi  ramionami. I to nie dlatego, że wpadłaś mu w oko jako kobieta,  ale  dlatego że docenia  twój  potencjał  zawodowy. On już zrobił rozeznanie - masz niesamowicie dobre opinie w poprzednim  miejscu  pracy. Twój ostatni szef ucieszył  się,  że masz dyplom  magistra, wychwalał pod  niebiosa twoją  obowiązkowość, samodzielność  myślenia, kulturę osobistą. I podziwiał, że robisz ten kurs na rzecznika. Trochę  się zmartwił, że wyszłaś za mąż, bo nie  sądzi, byś  w tym układzie  rodzinnym zechciała np. wrócić na  stanowisko  asystenta dyrektora, oczywiście  z dużo wyższą pensją niż poprzednio, bo masz już ukończone  studia. Bo jednak jest  sporo  wyjazdów poza Warszawę i poza  Polskę na co żaden mąż  nie patrzyłby przychylnym wzrokiem.  Na razie oboje tu siedzimy, potem ty przejdziesz  pierwsza a dopiero  potem ja. Arkadiusz to twierdzi, że gdybyś  chciała, to  mogłabyś   robić  aplikację na radcę prawnego, więc mu powiedziałem, że raczej  tylko po moim  trupie, bo nikomu  nie  zrobiłaś  nic  złego żeby robić kolejną  aplikację, gdzie jest trzy razy tyle nauki co na rzecznika a do tego trzeba potem godzinami siedzieć na rozprawach w sądach i jeszcze  się  z ludźmi kłócić i użerać. 

Naczelny natomiast stwierdził, że skoro firmy będą jednak  mogły mieć własnego  rzecznika, to on nie  widzi  powodu dla którego mielibyśmy odchodzić  stąd. I proponuje byśmy jeszcze  zaczekali z odejściem. Dostaniesz podwyżkę   w związku z otrzymaniem stopnia  rzecznika, poza tym powinienem cię zapoznać z firmami z którymi współpracuje nasz Ośrodek Badawczo-Rozwojowy. To  akurat jest  niezły pomysł, chociaż  wyjazdy na te  peryferie gdzie  są te  różne  zakłady są dość uciążliwe. A wiesz jak pracownice naszego OBR nazywają naczelnego? 

Adela uśmiechnęła się - wiem, mówią  na niego "cudny" i tak  sobie  myślę, że jeśli on jest  cudny to ja jestem Zośka  Loren. Emil uśmiechnął się - a tobie on  się nie podoba? Jako dyrektor  to mi się podoba,  ale ja  nigdy  nie  rozpatrywałam  dyrektorów i nadal nie rozpatruję dyrektorów pod  względem urody. Co innego gdy idzie o  kolegów  z pracy, zwłaszcza takich, którzy  nie są w moim typie urody, na przykład są średnimi blondynami o oczach w kolorze  ciemnego piwa. A do tego kuszą jabłkami, których  już nie ma w sprzedaży.

I wiesz- gdybym  przed laty pracowała z Kamilem i on byłby moim  dyrektorem, to pewnie nawet bym nie  zauważyła,  że to przystojny facet i nie była  z nim. A gdzie  go poznałaś? U koleżanki na parapetówce.Świetnie tańczył.

                                                                   c.d.n.

poniedziałek, 23 maja 2022

Trudny wybór - 26

 Późny obiad  przeszedł łagodnie  w kolację - Emil i Adela patrzyli  z podziwem ile Jaga i Jacek potrafią  zjeść. I chociaż na talerzu spoczywała  szynka z prywatnej masarni, zresztą pyszna,  jak  stwierdzili oboje, to zjedli  zaledwie po małym kawałku każdego  rodzaju wędliny i wyrazili  szczery żal, że w Warszawie  nie ma  takich wędlin. Emila  bardzo  rozbawiła  propozycja Jacka,  by któreś  z  nich  przyjeżdżało raz  na tydzień po "towar" a gdy Emil  powiedział, że oni  za  bardzo  nie przywiązują uwagi do jedzenia i na pewno żadne   z nich  nie będzie przyjeżdżało ponad  100 km po wędliny- Jacek poczuł  się dotknięty. Adela stwierdziła, że boli ją głowa i  musi łyknąć tabletkę i że nie  da rady  dłużej   z nimi siedzieć i pójdzie  się położyć,  więc niech  się na  nią  nie  gniewają i sobie  dalej  gawędzą. Emil zaczął się dopytywać czy  nie trzeba jej w czymś pomóc,  ale Adela ucałowała go  w policzek i stwierdziła, że po prostu boli ją głowa, więc łyknie proszek i  się położy. 

Gdy  Adela wyszła, Jacek  stwierdził, że Adela  to delikatne  stworzenie no i  widać , że nie jest  z niej herod-baba. Taka nieduża to i  sił nie ma. Ale muszę przyznać, że masz bardzo mądrą babeczkę- pocieszył Emila - właściwie  na każdy temat  można  z nią pogadać. Emil uśmiechnął  się - wiem o tym i ją  często podziwiam,  właśnie za jej intelekt.  Nie sądziłem, że nie mając  wykształcenia technicznego  da sobie radę u mnie,  a ona  naprawdę jest  dobra  w tym  co robi. Jej promotor był zachwycony jej stylem  pisania, bo pisze jasno, logicznie i  on  ma  wielką ochotę by przeszła  do kancelarii   i pracowała  z nim. Na  tym  kursie na  rzecznika patentowego też się pokazała z dobrej strony. Prowadzi ten kurs jeden  z moich znajomych rzeczników i też ją chwalił. A do tego  ona jest bardzo  troskliwa i bardzo  dba o dom. Staramy się obaj z ojcem  trochę jej pomagać i ojciec  bardzo  często robi i dla  nas  zakupy, żeby ona  mogła po pracy trochę odpocząć. Bo do tego egzaminu też  się musi przecież  przygotować. 

Dla niektórych ten   egzamin jest  koszmarem bo  to będzie  egzamin  tylko pisemny ale na temat  wybrany  przez komisję. Po prostu kursanci dostaną temat taki, jakby  już byli  zaprzysiężonymi rzecznikami. Podziwiam ją, jak  sprawnie  potrafi wyszukać różne  sprawy w branży  elektrotechnicznej i to  zarówno w literaturze angielskiej, niemieckiej jak i rosyjskiej.   Wiesz,  na  rzecznika  patentowego  może  startować albo  prawnik  albo inżynier. A ona już jest  magistrem prawa.  Magisterkę pisała właśnie pod kątem  tego, że ma  być rzecznikiem patentowym. 

O rany, chłopie, ty jesteś  w niej  zakochany po  czubki włosów uczesanych na jeża - stwierdził Jacek. Ale po  prawdzie to pasujecie  bardzo  do siebie. Taka mądra i bystra  dziewczyna a  wcale  nie jest  zarozumiała   - dodała Jaga. Fakt, nie jest  zarozumiała, potwierdził Emil. Po pół godzinie  stwierdził, że on też  już pójdzie  spać, jutro  jeszcze porozmawiają. Oni  chcą  wyjechać do  Warszawy najpóźniej około godziny  14,00.

Gdy przyszedł do  pokoju Adela  już  spała. Skrócił do  minimum wieczorne  ablucje i  delikatnie  wślizgnął się  do łóżka. Dłuższą chwilę wpatrywał się w twarz Adeli, w końcu delikatnie się do  niej  przytulił. Adela przez  sen przytuliła  się mamrocząc  coś,  czego Emil  nie był  w stanie  zrozumieć, więc  tylko ją mocniej do siebie przygarnął  i  szybko  zasnął.

Emila  obudziły delikatne pocałunki. Jeszcze długą  chwilę udawał, że śpi i  delektował się  jej  pieszczotami,  w końcu usłyszał - wiem, że już nie  śpisz, otwórz oczy. Długo jeszcze  gadaliście? Nie, góra jeszcze  pół godziny. Nie  chciałem  cię  budzić,  tak  słodko spałaś! Milek,  wymyśl coś, żebyśmy dziś   wracali   "za dnia". Obiad  w domu  mamy,  ja  chcę do  domu! 

Prawdę mówiąc  to ja  też- jestem nieco  rozczarowany. Coś  się  Jacek  za bardzo  zmienił, na  mój  gust. A poza  tym chyba  za bardzo  się od  niego odzwyczaiłem. Albo tak jak  powiedziała Jaga - zdziczał. Nie miałem pojęcia, że jej rodzice tu  się osiedlili. Pewnie  chcieli  być na  starość bliżej  córki. Albo ich Jacuś  wrobił w działeczkę, więc  co  weekend tu zjeżdżają. Ale  za mało mnie  to interesuje, żeby o to pytać. Dobrze, że dzieciaków nie  ma.

Jak  się pobierali to  była  gadka, że tu  przeczekają do otrzymania  mieszkania,   a potem nagle się  tu  pobudowali. On jest  stąd, ona chyba  z Nowego Dworu Mazowieckiego -  zawsze nas strasznie bawiła ta  nazwa. Oni już  chyba  są na  chodzie , ubierzmy  się . Zjemy  śniadanie i jakoś  stąd wyjedziemy. Mogę nałgać, że muszę jeszcze  coś opracować na jutro,  bo mam naradę  a  zupełnie o  tym  zapomniałem. I dlatego  tak wcześnie  wstaliśmy - zgadzasz się? Tak,  zgadzam.

Gdy  tylko  wyszli z gościnnej  sypialni  gospodarze  zdziwili  się, że nie pospali  dłużej,  więc Emil nałgał, że muszą  szybko  wracać, bo  zupełnie   zapomniał o  ważnej naradzie a  musi jeszcze na  nią przygotować materiał. Wydawało mu się, że narada dopiero w środę, a spojrzał  wieczorem  w komórkę i okazało się, że to  w poniedziałek,  a nie  w środę. Adela od razu  wystąpiła  w charakterze  wrednej  żony, narzekając, że jej o  tym  nie powiedział, bo przecież ona by mu  przypomniała. A Jacek  stwierdził, że jednak  lepiej  jest  pracować  na własnym a nie mieć  nad  sobą  szefów.  Ale, odpowiedział mu Emil - z naprawiania sprzętu byś w Warszawie  nie  wyżył i na pewno nie mielibyście  takiego pięknego  domu. W  Warszawie jest naprawdę  sporo  różnych punktów naprawy  sprzętu AGD,  a ceny  lokali na punkty usługowe są  coraz wyższe. Ceny  mieszkań  też.  Na ich  mieszkania spółdzielcze poszedł dom  w Milanówku i  stumetrowe   mieszkanie  na Górnym  Mokotowie.

 Piękny  był ten wasz  dom w Milanówku, stwierdził Jacek. No był piękny,  ale nie  powiem, by te dojazdy do szkoły a potem  na politechnikę były  atrakcyjne - odpowiedział mu Emil. Przecież   przez  wiele lat  ta elektryczna kolejka to raczej  szła  niż jeździła. A po  godzinie  24 to już trzeba było  wracać  z Warszawy taksówką. I ten  wielki ogród,  w którym  najlepiej  to rosły  chwasty. Teraz  też mamy ogródek, ale taki wielkości dużego  balkonu. I nawet w naszym  tuja  rośnie. Wpadniecie   kiedyś  do nas, to  zobaczycie. 

Ale chyba  dopiero zaraz po  zakończeniu  roku  szkolnego, bo wtedy sprzedamy chłopców rodzicom Jagi, którzy  wezmą dzieci  na wyjazd nad  morze,  do  Juraty. Bo oni  co  roku wykupują  wczasy emeryckie i wtedy  biorą  chłopców.

Po śniadaniu nastąpiło wzajemne  ściskanie  się, obiecywanie, że gdy Adela  zda  egzamin  to wtedy przyjadą na któryś  weekend i z cichym westchnieniem ulgi Adela usiadła na  miejscu  pasażera, a Emil  za kierownicą. Gdy  już  ruszyli  powiedziała - ja mam  chyba jakieś  uczulenie na Jacka - bardzo  mi się nie podoba gdy mnie obejmuje i  cmoka dusząc jednocześnie  w uścisku. Mam od razu ochotę uciec albo faceta odepchnąć kopniakiem na  stosowną odległość. Ja jednak  jestem  mało serdeczną kobietą. Ja  rozumiem, że on nas uważa  za przyjaciół, ale ja  naprawdę  źle znoszę takie  serdeczności. Zawsze  byłam  z gatunku "niedotykalska".

Słysząc to Emil aż  zwolnił- Maleństwo, zadziwiasz mnie, żadnych takich  objawów u ciebie  dotąd nie  widziałem. Gdy cię pierwszy raz objąłem nie odczułem żadnej  niechęci  z twojej  strony. Obejmował cię  mój ojciec i też nie widziałem u ciebie  strachu, odrazy  czy  niechęci.  Obejmowali cię  faceci z biura składając życzenia po naszym ślubie i też  było w porządku.   

Adela  długo milczała,  w końcu  powiedziała - po prostu mam niemiłe  skojarzenia z takim zatłuszczonym, serdecznym facetem.To był wujek mojej koleżanki z podstawówki. Byłam wtedy chyba w trzeciej  klasie  podstawówki. Ona  miała imieniny i  zaprosiła do siebie do domu kilka dziewczynek. I wtedy wparował do domu  jej wujek - postury Jacka, zatłuszczony i  nieco pijany. I złapał  mnie  w przedpokoju, wziął na  ręce mówiąc - a to jakaś nowa dziewczynka- daj buźki i pocałował mnie w usta,  cały czas mocno trzymając, bo się  wyrywałam. Śmierdział  alkoholem i miał spoconą twarz. Potem postawił mnie na podłodze i klepnął w tyłek  mówiąc - to za wyrywanie  się, bo mogłaś  mi  upaść na podłogę. Nic  więcej  się nie stało, ale ja do  dziś  to pamiętam i  mam uraz do tłustych  a   serdecznych facetów.  Nie  wiem,  może powinnam to powiedzieć Jackowi, jeśli  będziemy  się  częściej  widywać. On nie jest wszak  debilem, pewnie zrozumie, tylko mu  może być przykro, że mnie  jego  tusza  i wygląd  przeszkadza i wydobywa  z pamięci wydarzenie, które było gdy  miałam 9 lat. Jak się uporam  z egzaminem  to może się przejdę do jakiegoś psychoterapeuty.

Emil uśmiechnął się leciutko - no to dobrze, że schudłem. Dobrze  dlatego, że to  zdrowsze dla  ciebie,  ale spodobałeś mi się wtedy, gdy jeszcze miałeś  tę nadwagę. I szaleliśmy w łóżku gdy jeszcze  miałeś te kilka  kilogramów w zapasie. Nie byłeś  zatłuszczony tak jak Jacek. Nawet przy tej nadwadze miałeś piękne, bardzo dobre gatunkowo ciało. I nadal  takie  masz, uwielbiam twoje nagie  ciałko. Mów tak  dalej, mów, to zaraz poszukamy  jakiegoś  hotelu, bo  nie dojadę do  domu - stwierdził  Jacek. Dojedziesz, dojedziesz, w domu będzie  nam  lepiej  niż  w hotelu.

Droga była nieco męcząca, cały czas  "coś" padało, wycieraczki  musiały  być  cały czas włączone, jedynym plusem był brak  na szosie  ciężarówek. Chyba się straszliwie postarzałem - stwierdził Emil-  kiedyś  bardzo  lubiłem zimę a teraz  zima  mnie  męczy  i denerwuje. A ja lubię  zimę tylko wtedy gdy jestem  w marcu w górach, jest suche  powietrze, jakiś  mróz i słońce. I wtedy wręcz kocham Zakopane  i chodzenie po reglowych  dolinkach, lub człapanie  na biegówkach. Bo ja to  tylko na nich  człapię, nie biegam. Mam takie  miejsce w Zakopanem, gdzie  mogę  siedzieć na  sankach godzinami i wpatrywać  się w to co  przede mną. A przede mną widok  na  Giewont,  za mną las należący do "dzielnicy" nazywanej  Księży  Las. A gdzie  jest w Zakopanem  Księży  Las, bo  nie  kojarzę - dopytywał  się  Emil. To taki kawałek pomiędzy wylotem z Doliny Strążyskiej a  Żywczańskim. Mam kilka takich  miejsc,  gdzie mogę  siedzieć i się  bezkarnie  gapić na  góry. Bezkonkurencyjnym miejscem do tego jest  Gubałówka. Trzeba  tylko wtedy wypożyczyć  leżak,  wziąć  po trzy  koce na osobę i ustawić leżak w pewnej odległości od  tłumu zimowych  plażowiczów. Układa się  człowiek na dwóch  kocach, trzeci jest po to by się nim nakryć i można  godzinami tak leżeć i kontemplować panoramę  Tatr. Oczywiście  przedtem trzeba odstać  swoje  w kolejce  do kolejki. Niektórzy szaleli na  nartach a ja  spokojnie się opalałam i świetnie  się  bawiłam  słuchaniem  dyskusji toczących  się pomiędzy obcymi dla  mnie  ludźmi. A ci, którzy szaleli na  nartach gdy  ty się opalałaś to którzy  to byli - Emil nagle  zrobił  się   dociekliwy. Różni, mój kochany,  różni. Raz był taki jeden co już  umarł, ze dwa razy ciocia Helena,  raz byłam  całkiem  sama i dwa razy moja koleżanka, która  aktualnie jest w Kanadzie. Wolę Zakopane  zimą niż latem, ale musi to być marzec. Bo dzień  dłuższy i więcej słońca. Ja to głównie opalałam twarz i kawałeczek  dekoltu,  ale większość pań leżała w kostiumach bikini. Podziwiałam je szczerze. W końcu temperatury dookoła  były jednak ujemne, a nawet gdyby  było "0" to i tak jak dla  mnie było to  stanowczo  zbyt zimno. No i mało kto brał dla  siebie  aż  trzy  koce ( wszak  za każdy należało  zapłacić)- a to były takie porządne, grube wełniane, "orbisowskie". Z nadrukiem  "ORBIS".

A czemu byłaś  sama zimą w górach? Bo musiałam przygotować się do zerwania z Kamilem - wszystko zrozumieć, nagle zmądrzeć, przetrawić wszystko tak, żeby go  sobie  skutecznie wybić  z głowy. Bez łez, wzajemnych wyrzutów, żalu i pretensji.  I udało się, rozstaliśmy  się  w końcu w tak  zwanej przyjaznej  atmosferze. Nawet  mieliśmy już po zerwaniu pożegnalną kolację  w  Grandzie, bo miał za klika dni wyjechać na kontrakt. Byłam pewna, że wyjechał i że telefonuje  z Iraku- dzwonił na mój domowy  telefon, bo  w międzyczasie  zmieniłam operatora komórkowego, o  czym on  nie wiedział.

                                                                            c.d.n.

 

niedziela, 22 maja 2022

Trudny wybór - 25

W porze  kolacyjnej Jadwiga zapytała  się czy mają  może jakieś  obostrzenia  dietetyczne, bo niemal  wszyscy ich  znajomi mają  jakieś problemy i są na różnych dietach, więc  woli  wiedzieć  z góry, żeby na stół nie  wjechało coś, czego  biedni  goście  nie jadają - po co ma im  być przykro, że na  stole jest  coś, czego  nie mogą jeść. 

Gdy w krótkim  czasie duży, okrągły  sześcioosobowy stół zapełnił się półmiskami, miseczkami, dzbanuszkami i dwoma  dzbankami, Emil zapytał -  a kto jeszcze  będzie razem z nami  zasiadał do stołu,  czekamy jeszcze  na kogoś?

A skądże- odpowiedział Jacek -tylko my będziemy, skąd ci  wpadło do głowy, że jeszcze ktoś  będzie? Jakby nas  było więcej to byśmy jedli w jadalni, tam jest  większy stół i kredens. Emil pokręcił  głową- ale  tu jest  jedzenia na co najmniej 8 osób a nie na  cztery!

A zauważyłeś, że tu jest  wieś a nie  miasto?- spytał Jacek - tu się  bracie , nikt nie odchudza a gości  się podejmuje  czym chata  bogata. Tu jest  wszystko miejscowe a nie  ze  super  marketów. Jak  się nie zje dziś to  powędruje do lodówki i albo się  zje następnego  dnia,  albo powędruje do innych. Mamy tu taki punkt "dzielimy  się" i tam trafia to, czego się ma  za dużo z żywności.  Bo jednak  sporo jest  wciąż biedy poza  dużymi miastami. A już  wypróbowaliśmy, że gdy się tam dostarczy już coś gotowego, to zawsze niemal na miejscu jest  zjedzone.

Ojej- zachwyciła  się Adela- to naprawdę godna  naśladowania inicjatywa. Ja już dawno  zauważyłam, że w Warszawie marnuje się  bardzo  dużo żywności, zwłaszcza  w okresie  świątecznym. Przed świętami ludzie kupują jak  nakręceni a potem nadmiary  lądują w śmietnikach. No i szczury mają full wypas. Ja to jeżeli czegoś nagotuję  za dużo to po prostu  zamrażam a na opakowaniu jest kartka co to jest. I za kilka  dni to  zjadamy. Och, - szalenie  dawno  nie  jadłam jajek faszerowanych, ale  zupełnie  nie miałam głowy do  pichcenia.

A co cię tak odciągało od kuchni?- zapytał Jacek. Praca zawodowa- powiedziała Adela z westchnieniem- bo właśnie  stosunkowo  niedawno  zmieniłam miejsce  swego  zatrudnienia i  musiałam opanować kilka  zupełnie  dla  mnie nowych  rzeczy, pisałam pracę  magisterską, potem  była obrona magisterki, kurs na rzecznika  patentowego no a teraz na początku kwietnia  będę miała  egzamin kwalifikacyjny na  rzecznika  patentowego. Maleństwo- zapomniałaś  dodać że do tego jeszcze  spadło ci na głowę małżeństwo i sprawy  zamiany  mieszkań- przypomniał jej Emil. No tak, zgodziła  się  Adela, ale ty  przy tych dwóch ostatnich sprawach miałeś  niebagatelny udział i ciocia  Helena pomagała i  twój tata.

Jacek  aż przestał przeżuwać i omal  się nie  zadławił pospiesznie połykając i mówiąc - to ty jesteś nie   Maleństwo a "Dużeństwo"! A wyglądasz na  rozpieszczoną panienkę  z dobrego  domu, co dba tylko o paznokietki i ładne  ciuszki. Przepraszam,  nie  doceniłem  ciebie. No to nic dziwnego, że Emil taki wciąż  wpatrzony  w  ciebie - zawsze cenił naprawdę  mądre dziewczyny, tylko że na naszym  wydziale  były  cztery  dziewczyny na krzyż a do tego brzydkie i niezbyt mądre.  A w ogóle on  za dziewczynami nie ganiał, raczej  za nim ganiały a on się opędzał. 

Adela uśmiechnęła  się - Emil też zakwalifikował  mnie  jako  panienkę  z dobrego domu. A ja zaraz po liceum  poszłam  do pracy i  jakimś  cudem  załapałam  się jako sekretarka, a potem  jako  asystent  dyrektora w jednym  z ministerstw. A to taka  dziwna praca - z jednej  strony trzeba  być  samodzielnym i bardzo uporządkowanym, trzeba wiedzieć o  bardzo  wielu  sprawach a jednocześnie  robić  wrażenie z gatunku  " nie wiem o  niczym, ja tu tylko  sprzątam". A czasem trzeba o tego faceta dbać  jak  niańka, pilnować  by  brał swe leki, by jadł i jeszcze wysłuchać poleceń żony czego to  dyrektorowi  nie wolno bo  mu  szkodzi. Dopóki  byłam  tylko  sekretarką to  jakoś  dawałam  radę łączyć pracę i  studia.  Ale praca asystenta dyrektora  wymagała ode mnie wyjazdów z dyrektorem na  wszystkie  delegacje a ja nie  mogłam opuszczać  aż tylu  wykładów. Więc odeszłam ,  a kolega  załatwił mi pracę tu, gdzie   pracował Emil  i ją przyjęłam, zwłaszcza, że przyjęli  mnie  z  niewykorzystanym   urlopem. A że Emil stwierdził, że nadaję mu  się jako personel no to pracowaliśmy i nadal pracujemy  razem. Jak  widzisz Jacku - pozory mylą. A czy jestem  z dobrego  domu - zależy co uważamy  za dobry dom. Dobry  dom  to taki,  w którym  się dziecko  dobrze  czuje i  wspomina  go z sentymentem - a ja odeszłam  z domu i  zamieszkałam  z siostrą mojej matki, która  mnie  naprawdę kocha  niczym  własne  dziecko. I mam szczęście bo ojciec Emila nazywa  mnie  córeczką i zawsze mogę liczyć na jego pomoc.

A dyrektorzy cię  nie podrywali ?- spytała  Jadwiga. Adela  spojrzała na nią uważnie i powiedziała- więcej w tych opowieściach o podrywaniu sekretarek jest bajek  niż  prawdy. Dobra  sekretarka i dyrektor  tworzą  swoisty tandem. Bardzo  często  dyrektorzy zwracają się do  swoich  sekretarek,   z którymi  już długo  pracują, po imieniu, pomijając słowo "pani". Ale to naprawdę nie  znaczy, że one są ich kochankami. Poza tym jest  takie dobre powiedzenie -  jak  suka  nie chce to  pies jej  nie  ruszy. Ostatni  z dyrektorów  z którym pracowałam miał córkę  w moim  wieku,  a był tak  zapracowanym  człowiekiem, że ostatnie  co  mu było potrzebne to jakaś  panienka do  skoku  w bok. Facet  bardzo poważnie  traktował swe obowiązki. Owszem,  znam jedną  sekretarkę która  dała  się  "poderwać",  a tak naprawdę to ona jego  poderwała gdy  miał gość jakiś kryzys   małżeński, bo go częściej nie było w domu  niż był i pani małżonka się  zbiesiła. I teraz pan dyrektor jest  żonaty  i dzieciaty ze swą byłą sekretarką. I są bardzo  dobrym małżeństwem.

A jak się pracuje w biurze  z własnym  mężem?  Bo ja  bym  chyba  nie wytrzymała  być z moim chłopem razem na okrągło - stwierdziła Jadwiga. Adela uśmiechnęła  się - dla  mnie  nie ma  znaczenia  w pracy fakt, że facet przy biurku stojącym na przeciwko jest  moim mężem - po prostu mamy razem  wykonać jakąś określoną pracę - czyli jest  cel nadrzędny, który musi być wykonany,  a to czy wykonuję jakąś pracę z mężem, kumplem czy z kimś  z rodziny nie ma  dla mnie  znaczenia. A jak to odbiera Emil? nie wiem, niech  ci on  powie.

Jadwiga zwróciła się do Emila- no  powiedz,  jak to jest pracować biurko w biurko z własną żoną? Emil wzruszył ramionami - normalnie, ona to dobrze  ujęła - nie  siedzimy tam  w celach  towarzyskich, jest praca, którą trzeba  wykonać. Po prostu nie można mylić  siedzenia  przy biurku z siedzeniem  przy kawiarnianym stoliku. I łatwiej jest  wtedy  gdy to jest żona, bo wiesz, że zaraz po pracy możesz się przytulić, objąć , pomiziać, mieć ją  w  zasięgu  ręki.  Będziemy się starali  zawsze pracować  razem. To wymaga  pewnego zdyscyplinowania od obojga,  ale my to już opanowaliśmy. Niewątpliwie  było nam łatwiej, bo jeszcze przed ślubem  zamieszkaliśmy razem. 

No, to  mieliście  fart, że mieliście  mieszkanie - stwierdził Jacek. Emil uśmiechnął się - mieszkaliśmy w mieszkaniu Adeli i jej  cioci, razem  z nią. Ale mieszkanie  było duże, nieco ponad 100 metrów. A w tym  czasie  stało puste  moje  mieszkanie, o połowę mniejsze, które było w bloku, w którym mieli  wykupione  mieszkania pracownicy instytucji,  w której  pracujemy. Nie  chcieliśmy  nikogo  gorszyć. A teraz  je wynajmujemy i pewnie  sprzedamy za jakiś  czas.

No to  sprzedajcie i  kupcie tu  sobie  kawałek  ziemi jako lokatę - zaproponował Jacek. Emil  skrzywił  się- nie jestem wielbicielem działek. Jeśli to będzie działka budowlana to każą nam coś na niej  wybudować w dwa lata od chwili kupna. A  z działką leśną to wpadną na  genialny  pomysł by  akurat  tu zrobić jakiś rezerwat mchu i  paproci i albo  zwyczajnie ją  zabiorą  albo odkupią za  grosze. To nie jest  wciąż kraj  przyjazny prywatnym inwestycjom.  Prędzej kupiłbym  coś nad  ciepłym morzem. Może  coś do remontu. Najlepiej   w miejscu, gdzie   niemal  cały rok jest sezon, np. w Hiszpanii blisko granicy z Francją. Ciągnie  mnie  do Hiszpanii.  Ciężko coś planować, ale  może wyskoczymy  sami  lub z ojcem i Heleną w najbliższe  wakacje  właśnie  w tamte  rejony. 

A mnie to  się marzy Korsyka -stwierdziła  Jadwiga. Oglądałam  któregoś dnia  film o Korsyce - piękna   wyspa! Ale na  marzeniach  się skończy- nas jest  piątka, a  Korsyka   droga. Mam wrażenie,  że każda  wyspa jest  droga -  zauważyła Adela. Poza  tym to już  spore te  wasze  dzieci i chyba już  wypadły  z różnych  zniżek. Wiesz,  wszystkie  wyspy i  góry  są zawsze  drogie- jest  pretekst  do  windowania cen, bo trudno  tam  dotrzeć. To tak jak z  jedzeniem  w  schronisku na Kasprowym - nawet zwykła   herbata jest  droga i  zastanawiasz  się dlaczego  kosztuje tyle  co lampka koniaku na  nizinie. A poza  tym jeśli  coś jest  czynne tylko sezonowo to się winduje  ceny żeby  zarobić na okres po  sezonie.  Na przykład  we Włoszech w nadmorskich kurortach ceny  skaczą pod  niebiosa zaraz po 30  czerwca - dosłownie  z  dnia  na dzień wszystko w  knajpkach  drożeje. Byłam  wręcz  zszokowana. Dobrze, że pobyt  mi się kończył 2 lub 3 lipca. Ci  co nie  mieli  wykupionych zawczasu obiadów bardzo tego  żałowali. Co prawda te obiady  były paskudne, albo ja  zbyt rozkapryszona.  Poza tym nie lubię owoców  morza, normalnie  mdli  mnie na ich widok i nie jadam tego. Przyswajam  tylko małże wędzone i  zapuszkowane  w oleju, ale tam takich  nie dawali.

Jacek i Jadwiga  nie mogli się nadziwić,  jak straszliwie mało jedzą ich  goście. Czy  wy  się odchudzacie?- spytała  wprost Jadwiga.  

Ja już  się odchudziłem,  zrzuciłem  w sumie 8  kilogramów i od  razu mi się lepiej  zrobiło - stwierdził Emil. Mógłbym jeszcze  trochę  schudnąć, ale Adelka nie  pozwoliła. Podobno teraz  ważę tyle  co  powinienem.  A ona to zawsze je mini ilości --wędliny same, bez pieczywa, mięso  tylko z warzywami, bez kartofli i klusek  i ja  też  często tak jem. A makaron to Adela robi  z cukinii i ładny i smaczny. No i   staramy  się nie jeść ciast. Adelka  ze  słodyczy to jada  tylko gorzką  czekoladę albo owoce  suszone lub jakieś orzechy oblane gorzką  czekoladą. I lody jadam - dodała Adela. Ale  nie  za często. Poza tym mam tylko jednego wytwórcę którego lody  kupuję- jem  tylko lody Grycana, bo są  robione   według tradycyjnej  receptury.

A Emil  to  się  roztył w Meksyku- fasola w różnej postaci i  naleśniki  raczej  nie sprzyjają szczupłej sylwetce. Oni tam  pastę  z fasoli  walą do każdego naleśnika- co z tego, że on jest  z warzywami, skoro ma na sobie warstwę pasty  z fasoli- tłumaczyła Adela. Odchudzał  się by zmieścić się w garnitur, który sobie  sprawił w Meksyku a teraz  był nieco  za ciasny. A musiał iść w nim do ślubu, bo  mi pasował kolorem do  mojego kostiumu. Emil wyciągnął portfel i pokazał im zdjęcie, to które  wisiało na tablicy ogłoszeń w ich biurze.

O rany, ale  fajnie wyglądaliście oboje!-  zachwyciła się Jadwiga.  Kościelny też  w  tym  brałaś? Nie, my nie braliśmy kościelnego  ślubu. I gdyby nie idiotyczne przepisy to byśmy  mogli wcale nie brać  ślubu. Trwałość związku nie zależy od tego  czy  sobie  coś obiecamy tylko we dwoje  bez  świadków  czy też przed jakimś urzędnikiem lub księdzem - powiedział Emil. Gdyby miało to jakieś znaczenie nie  byłoby  tylu rozwodów. Są kraje , w których konkubinat jest objęty prawem. A tu  niestety  nie. Ale zrobiliśmy ludziom frajdę i  wzięliśmy ślub. Jadwiga  przyjrzała  się uważnie  zdjęciu - miałaś  coś bardzo ładnego  na szyi, to złoto?  Tak, złoto, 24-karatowe, naszyjnik należał do mojej mamy i zawsze był przeznaczony dla dziewczyny którą poślubię - wyjaśnił Emil. 

Ojciec ogromnie  się  cieszył, że Adela  go założyła do ślubu. On bardzo się do Adeli przywiązał, jest  jego oczkiem  w głowie,  nazywa ją  Dziecinką, tak jak  kiedyś mówił do mamy. A teraz ojciec  ma  dwie  "Dziecinki" - Adelkę i jej ciocię, z którą  się  ożenił. I odkąd się ożenił to  wyraźnie odmłodniał, tak lekko  ze  dwadzieścia  lat. Miło na  nich  patrzeć - para  wdowców odżyła  za sprawą  miłości. A najważniejsze dla nas,  że oboje w zupełności nadążają  za zmianami, które niesie  ze  sobą teraźniejszość. Nigdy od  mego ojca  nie usłyszysz  gadki zaczynającej się  od  słów "w moich  czasach". Od  samego początku Adela bardzo  mu się  spodobała i to tak, że zaprosił ją  by do nas  zjeżdżała do Milanówka  na weekendy. I zaraz  na początku mi powiedział bym się  zastanowił, przeanalizował swój stosunek  do niej, bo jeśli nie myślę o niej  poważnie to powinienem wziąć sobie  "zawodową  dziewczynkę"  a nie  zawracać  głowę uczciwej panience. W pewnym sensie to Adela przywróciła  mi ojca, to  ona zauważyła, że samotność  mu bardzo nie służy. 

Śmiejemy się często, że mamy  dość osobliwe układy rodzinne, jak  choćby to, że jej ciocia jest jednocześnie jej  teściową,  a dla  mnie jest macochą,  do której  per  "mamo"  zwracałem  się jeszcze  nim wzięliśmy z  Adelą ślub - bo zawsze  była dla  mnie  niesamowicie  dobra i kochana. A na Sylwestra wzięliśmy Adelki rodzonych rodziców i moich do Nałęczowa na kilka  dni w jednym  z tamtejszych SPA. Hotel  super, z basenem, ze  super odnową biologiczną, extra   jedzeniem, bo   śniadania  to było istne  marzenie a w restauracji to oczy  wychodziły na  wierzch jak  wszystko było podane i smaczne i jest to miejsce tylko dla  dorosłych - zero dzieci,  zero domowych  zwierzaków. Basen by cię  Jacku  zadowolił,  bo był z przeciwprądem.  I nieźle  trzeba było się "namachać" by pod ten  przeciwprąd  przepłynąć. Czyściuteńko, zabiegi też na światowym poziomie. Cztery godziny dziennie  bywaliśmy na  zabiegach, a potem odpoczynek w  swoim  pokoju- materace  w łóżkach extra. No i  wszystkie zabiegi razem,  w jednym gabinecie- nikt mi żony  nie macał w osobnym pokoju. Ręczniki  w łazience  zmieniane  codziennie. Nie  było to tanio, ale już po pierwszym  dniu wiadomo  było, że  warto było wydać na to pieniądze. Kilka  dni,  ale człowiek   wypoczął jakby był  miesiąc na  urlopie.  Sam  Nałęczów to  nieco  nudne uzdrowisko,  ale ten ośrodek, który nawet już  w  nazwie  ma informację, że jest dla  dorosłych- jest  super! I będziemy tam na pewno jeszcze nie jeden raz przyjeżdżać. 

Ale  chciałbym  też pokazać Adeli kawałek  Meksyku albo Kostaryki. Ale najpierw to musi zdać ten ostatni  egzamin. I może zmienimy  miejsce pracy. Na razie to wszystko palcem  na  wodzie  pisane. A w ogóle  chciałbym by pojechali też  z nami rodzice, czyli ojciec  z Heleną ale  dla  nich tamtejszy  klimat  może być  zbyt  uciążliwy, wycieczki też, bo nawet ja  dostałem w kość. Pewnie wypadniemy gdzieś  nad  Morze Śródziemne i to  nie  w typowo urlopowym  sezonie - mniej  ludzi i taniej. I może  samochodem, w końcu  mamy w sumie 4  kierowców i możemy jechać  niekoniecznie  autostradami, żeby coś  zobaczyć  po drodze. Nocować  możemy  w motelach wcześniej   rezerwując miejsca.

                                                                   c.d.n.

 

sobota, 21 maja 2022

Trudny wybór- 24

 Do owego Łącka rzeczywiście  jechali niemal dwie  godziny. Ależ  się ta  Warszawa rozrosła, śmiała się   Adela. Jedziemy i  jedziemy a Łącka wciąż  nie ma. 

Maleństwo,  a kiedy idziesz  do tego swojego  magika  co cię ogląda  z odwrotnej perspektywy?  Za 3 miesiące, ale będę  tylko odbierała  receptę u recepcjonistki, a do kontroli za następne  3 miesiące. Chodzę  regularnie co pół roku na badania, bo biorę tabletki. I co ci bada? Daje mi skierowanie na USG piersi i to robię  prywatnie w przychodni rentgenologicznej na Ursynowie i robi  mi USG ze  swojej  branży i cytologię. Wolę  robić  co pół roku USG piersi  niż raz  do roku mammografię. Bo wiem, że ci lekarze  u których robię obydwa  badania  wiedzą doskonale co widzą.  A z tymi "obrazowymi" badaniami jak USG, mammografia, rentgen to bardzo  ważne jest naprawdę  duże  doświadczenie. Poza  tym ważne jest by  aparatura  była naprawdę  sprawna.

Jacek mieszkał na peryferiach  Łącka, blisko lasu. Adela stwierdziła - no widzisz, on to  mieszka pod Łąckiem a nie pod  Warszawą. A gdzie on  mieszkał gdy studiowaliście? W akademiku. A ze mnie się śmieli że mój akademik jest pod  Warszawą. A on  mieszkał z dwoma  kolegami w  domku na Jelonkach. Tam było osiedle  drewniaków wybudowane dla tych co budowali Pałac Kultury i Nauki i gdy już KPiN wybudowali i wyjechali, to te  domki "zostawili w prezencie". Część ich zajęła kadra profesorska a część  została  dla  studentów na  zasadzie  akademika. A co on  tu w Łącku robi?  Kultywuje   zawód elektryka - ma  własną  firmę i chyba  nieźle mu idzie. O, już widać ich dom.  Patrz jaką ma dużą  chałupę. Prawie taka jak  była  nasza w Milanówku. Dom był piętrowy i naprawdę  spory. Z tyłu było jeszcze  jedno  zabudowanie, którego Emil nie  widział  gdy tu  bywał.

Gdy  tylko podjechali do bramy  z budynku wszedł Jacek machając  do nich  ręką. Rzeczywiście  dużo go było. Wzrostu był takiego jak Emil, może odrobinę  wyższy,  ale wyraźnie był objętości co najmniej  dwóch Emilów. Emil jęknął -  ależ się  spasł!  Na progu domu stanęła też dość  spora kobieta, która kiedyś  była na pewno bardzo  ładną  dziewczyną. Czarne długie  włosy miała  splecione  w warkocz, który był ciasno zwinięty w  formę koka. Emil szepnął - Jadźka też się roztyła. Jacek  podszedł, otworzył drzwi pasażera, pięknie się ukłonił i  powiedział - no proszę,  proszę, żono tego,  co się miał  nie żenić! Potem bezceremonialnie  cmoknął ją w  czoło i wyciągnął z  samochodu. Emil wysiadł, wyciągnął z bagażnika ich torbę oraz  torbę  z dobrem  wszelakim dla rodziny  Jacka, podszedł do nich i niemal  warknął - nie przylepiaj  się do mojej żony, nie  wolno. Bo co - zaśmiał się  Jacek . Bo pożałujesz - bo nada ci  taki tekst, że  tydzień jeszcze  będziesz płakał. Jacek zajrzał Adeli  w oczy - naprawdę mogłabyś tak  zrobić? Adela  odpowiedziała  z uśmiechem - lepiej mu  wierz, doświadczenie   za nim  przemawia. Emil  pozamykał wszystkie  drzwi i powiedział- aleś  się stary utuczył jesteś  szerszy  niż dłuższy!  A Jadzia jak  zwykle piękna. Też się  roztyła - stwierdził Jacek. No ale ona urodziła trzech   Budrysów,  miała  prawo powiedział Emil.  

Podeszli do Jadwigi, a Emil podszedł i powiedział- witaj  Jaga, wygrałaś zakład, ożeniłem się jednak.  Jadwiga podeszła do Adeli i powiedziała- nie gniewaj  się na mego nieopanowanego  chłopa, że cię tak entuzjastycznie przywitał. Jest tak rozentuzjazmowany waszym przyjazdem  jak mały  chłopiec  kolejką elektryczną. Poza  tym rzadko teraz  bywa w Warszawie, nieco  zdziczał tutaj. 

Ale ładnie tu jest i naprawdę zupełnie inne powietrze niż w Warszawie - stwierdziła  Adela. Jadwiga  uśmiechnęła  się - a ty jesteś Ada czy Adela?  Adela,  Ada to inne imię. 

A Emil wygląda mi na bardzo szczęśliwego. I w ogóle się  prawie  nie  zmienił od  czasu  studiów. Tylko za żadną tak  nie podążał bez przerwy wzrokiem  jak  za tobą-  zaśmiała  się  Jadwiga. Zupełnie jakbyś mu się tu mogła gdzieś  zgubić gdy cię straci z oczu. A tyle dziewczyn   za nim szalało! A on  zupełnie nie był nimi zainteresowany,  zawsze zdystansowany.  Długo się  znacie? 

Adela odwróciła  się do Emila-  Milku, a jak długo  my się znamy? Emil roześmiał się - wystarczająco  długo by być  małżeństwem - a właściwie  to od  zawsze. Jaga, ja ją sobie po prostu wyśniłem  i sen  się  spełnił. Wygłupiasz się - nie  da  się kogoś  sobie  wyśnić.  Ale ja  ją sobie naprawdę  wyśniłem. I śniła mi  się  cztery  razy. I naprawdę  jesteście małżeństwem?  Milek odwrócił się do Adeli - Maleństwo, pokaż  jej  swój  dowód osobisty, ona jest  niczym  niewierny Tomasz.  To ty  pokaż, bo moja  torebka  leży obok  ciebie. Emil wyszukał dowód Adeli i pokazał Jadwidze. No i  co? lepiej  ci jak  zobaczyłaś?- zapytał Jadwigę. A jeśli  chciałaś  zobaczyć  z którego jest  rocznika to trzeba  było się po prostu zapytać. Jest  równo 10 lat młodsza ode mnie, jest  magistrem prawa, ma nieco mniej  niż 160 cm wzrostu i waży tyle, że lubię  ją  nosić na  rękach. Nie pali i  nie pije, lubi  psy. Dobrze  gotuje. A jej ciocia wyszła  za mąż  za mojego ojca i ojciec  właściwie   w pewnym sensie Adelę  adoptował. Jest  dla niego córeczką lub  córeńką. 

I mieszkacie w Milanówku? Nie, Milanówka  już nie ma,  mieszkamy na Ursynowie i  to w jednym  bloku z ojcem.   A już myślałam,  że sobie  żonę  przywiozłeś z Meksyku,  a ty jednak masz Polkę. Jaga, zacznij  myśleć  - ja tam nie pojechałem by szukać żony ale do pracy. Skończył  się kontrakt więc wróciłem.  A co tam  właściwie robiłeś? Byłem  wykładowcą na prywatnym uniwersytecie w Mexico City.

A Meksykanki są ładne? Niektóre tak, ale głównie te w których  od lat płynie spory  dodatek krwi hiszpańskiej. Rodowite potomkinie Majów, Azteków i innych autochtonów nie grzeszyły urodą. A nie chciałeś  zostać w Meksyku? Nie, chociaż  bywało tam  wesoło - najbardziej  podoba mi się ich  podejście  do śmierci - tu święto  zmarłych to łzy i  smutek, a tam śpiewy i tańce. Niby są katolikami,  ale ten ich katolicyzm jest  mocno  wymieszany  z ludowymi, miejscowymi wierzeniami, podaniami, obyczajami. Meksyk jest  ciekawym krajem, cała Mezoameryka  jest  ciekawa,  ale co innego o  tym czytać czy też oglądać  zabytki  a co innego tam żyć, gdy się jest Europejczykiem. Nie mógł bym  tam  być na stałe. Nie  znaczy  to, że nie mógłbym żyć poza Polską,  mógłbym, ale nie poza  Europą.

Ojej, tak żeście  mnie  zagadali, że  zupełnie   zapomniałem wyjąć to co  dla  was przywieźliśmy. Emil wyjął z torby litrową butlę  Metaxy i olbrzymią  torbę słodyczy wedlowskich. 

O rany, oryginalna Metaxa! Super, ucieszył się Jacek. Potem zajrzał do torby i jęknął  Jaga - schowaj   to głęboko, bo jak ta  nasza  hołota to  zobaczy  to w  jeden dzień  wszystko pożrą. Strasznie  lubią  słodycze. Wynieś to do naszej  sypialni póki ich nie ma.

No właśnie,  a gdzie są  wasi chłopcy?  A u moich rodziców - sprzedajemy  ich w soboty raz do Jagi rodziców a raz  do moich. I mają tam za zadanie pomagać w domu, sprzątać, iść z dziadkami w niedzielę  do  kościoła a potem   na spacer.  W ten  weekend pojadę po  nich  dopiero w niedzielę pod  wieczór i dzięki temu nie będziemy musieli wysłuchiwać  ich  wrzasków, kłótni i tupotu- bo oni nie  chodzą, oni  zawsze  biegają  waląc nogami w podłogę.  

Jacek,  a co masz w tym niedużym  domku? A warsztat. Bo jak  nie projektuję   sieci dla  działkowców to bawię  się naprawianiem  różnych elektrycznych  urządzeń- wszystko wszak  na "prund",  a ludzie to są psuje i  ciągle się im  coś psuje. A zdolni są niektórzy niesłychanie. Moi ulubieni  klienci to  ci co mają  odkurzacze i oszczędzają na wymianie  worków na  śmiecie. Niektórzy  tak  skutecznie  oszczędzają na  workach, że muszą nawet wymienić  silnik. Mówienie im, że "należy  wymieniać worki gdy okienko wypełni  się  czerwonym   kolorem", to jak  powtarzanie  naszym synkom, że uszy i  szyja też  wymagają  starannego mycia, a paznokcie  czyszczenia i obcinania. A ile lat  ma  wasz najstarszy?  Piotrek? Już dwanaście, Wojtek 10 a Kajtek 8. A rozrabiają   jakby mieli po 5, 6 lat. Po prostu wzajemnie się podpuszczają. I co jakiś  czas  są afery. Łącznie ze  wzywaniem straży pożarnej, bo  podpuścili  najmłodszego by wlazł na drzewo. No i wlazł,  a jakże, ale  za nic  w świecie nie mógł zejść, musiałem strażaków prosić o pomoc. Jadźce nerwy puściły i sprała go potem, gdy strażacy odjechali. A lanie należało się nie jemu tylko tym starszym. Czasem  mam wrażenie, że oni są nienormalni albo mają  coś   ze słuchem.  

Oj Jacek,  doszukujesz  się w nich  nie wiadomo  czego a ty sam w dzieciństwie  też  byłeś upiornym  dzieciakiem - twoja mama mi sporo o tobie opowiedziała. Też miałeś  rozum w piętach a nie  w głowie-  stwierdziła  Jadwiga. A wspinania się  na drzewa to ty ich  nauczyłeś - tylko  zupełnie  nie wiem po co.  A że do nich nie  dociera to co  się mówi to też  mnie nie  dziwi - tobie  też można   powtarzać w nieskończoność byś ograniczył jedzenie, że  cztery  ziemniaki zupełnie ci  wystarczą, nie musisz od  razu wciągać kilograma.  Przepraszam, że wciągam  was w domowe  awantury, ale  chwilami nerwy biorą  górę nade mną. Ma pretensje do dzieci,  a sam zachowuje  się jak głupi bachor. Wymyślił sobie, że będziemy  mieli   "pareczkę", chłopczyka i  dziewczynkę. I dobrze, że był przy ostatnim porodzie bo  zrozumiał, że urodzenie  dziecka to nic łatwego  ani  zdrowego dla  kobiety. A ty Emilu też  planujesz "pareczkę"?   

Ale zamiast Emila odpowiedziała Adela -my na razie nic  nie planujemy, a na pewno ani on  ani ja nie "wybieramy  z góry" płci dziecka, o ile się  zdecydujemy na takowy  luksus. Bo posiadanie  dziecka to w dzisiejszych  czasach jest luksusem.  I wiem co  czuje  dziecko, które miało być  wymarzonym chłopczykiem a urodziło się dziewczynką. Marzeniem mojej matki było urodzenie  chłopczyka, a urodziła  mnie i nie umiała  się  z tym pogodzić. Zawsze  słyszałam, gdy coś mi się nie powiodło, że to wszystko przez to, że jestem  dziewczyną. Gdy  miałam 2 lata urodziła  drugie  dziecko,  chłopczyka, który był wcześniakiem i nie  wyżył, a ona straciła przy  tym porodzie  możliwość posiadania kiedykolwiek  dziecka. I rosłam u boku kobiety, która była całe życie  nieszczęśliwa, bo sobie  wbiła do głowy, że powinnam   była być  chłopcem. Nie  zakładam z góry ani tego czy będziemy mieli dziecko ani tego jakiej  ma być płci. To wszystko to nam wyjdzie samo,  zależnie od okoliczności. 

Mam bardzo mądrego lekarza, ginekologa, który uważa, że ludzkość zbyt obcesowo interweniuje  w naturę, szkodząc tym  naturze i  sobie. Na  samym  początku  mi powiedział, że gdy kobieta  nie może  zajść  w ciążę to widocznie  matka  Natura uważa, że organizm tej  kobiety nie sprosta tak trudnemu zadaniu jak zbudowanie w pełni zdrowego dziecka. I że gdy będąc jego pacjentką  zdecyduję  się na  ciążę i  będę miała  zagrażające poronienie to on mi nic nie da  na jej  podtrzymanie - ani  hormonów ani nie położy  mnie na 8 miesięcy do łóżka, by za wszelką  cenę utrzymać taką  ciążę. I pomimo takiego podejścia nie jest  łatwo  zostać  jego pacjentką- wiem, że teraz już nie przyjmuje nowych  pacjentek. Dałam na niego "namiary" koleżance, ale  nadal  nie przyjmuje  nowych pacjentek. Nie dokonuje   aborcji, uważa  że od tego są ginekolodzy-chirurdzy, a zamiast niechcianych ciąż propaguje mądrą i skuteczną, indywidualnie  dobraną  antykoncepcję. Bo tabletki też muszą być dobrane a nie  zapisywane jak leci. I przed ich  zapisaniem zleca badania  hormonów w czasie  cyklu.

                                                                       c.d.n.

piątek, 20 maja 2022

Trudny wybór - 23

 Styczeń minął obdarzając mieszkańców miasta na przemian gołoledzią i odwilżą. Podobno liczba  połamanych  rąk i nóg biła  dotychczasowe  rekordy. Stłuczek samochodowych  też nie  brakowało. Adela nie  mogła się  nadziwić, gdzie  ci ludzie  tak nagminnie łamią ręce i nogi - na ich  osiedlu chodniki  były odśnieżone,  jeśli śnieg  przypomniał  sobie, że może nieco  posypać, a chodniki były zawsze posypane mieszaniną piasku i jakiejś,  podobno nie  szkodzącej  zieleni, substancji.  

Adela  tylko raz  wykręciła samochodem na jednej  z główniejszych ulic osiedla  piruet i to jadąc z  zapierającą  dech  prędkością  dziesięciu  kilometrów na godzinę. Nawet  się  zdenerwowała, rzuciła  w przestrzeń pustego  samochodu  kilka niecenzuralnych wyrazów, potem spojrzała na jezdnię, która błyszczała się w świetle latarń niczym  dobrze wypolerowane lustro, skręciła  w pierwszą mniej ekskluzywną ulicę i wlokąc  się  niemiłosiernie, nadkładając  drogi  dojechała  na parking. Tu  spotkała  ją  druga  niemiła przygoda, bo zamarzł zamek mini  zapory blokującej ich  miejsce. Teraz  żałowała, że nie  skorzystała z propozycji męża, który proponował, że ją odwiezie do fryzjerki a potem po nią przyjedzie. Nie  zostało jej nic innego jak teraz ściągnąć go by pomógł otworzyć  wjazd na  miejsce. 

Emil przybył na  ratunek z termosem  gorącej  wody, szmatami do osuszenia go później, jakimś preparatem  odmrażającym  i jakimś smarowidłem do wpuszczenia go potem do zamka. Jak to  potem określiła Adela, mąż  stanął na  wysokości  zadania, nie było ani słowa w rodzaju "przecież mówiłem, że cię odwiozę i przywiozę". Dopytywał  się  tylko, czy nie pokieraszowała  sobie palców gdy próbowała otworzyć  zamek. Miłość Adeli  znów poszybowała kilka kresek w górę a już  dawno przekroczyła  skalę w strefie  stanów wysokich. W domu  przyznała się  do tego, że wykręciła powolny piruet i to  wcale nie  hamując i przy  naprawdę minimalnej szybkości. 

Emil szybko  zatelefonował do  swego  kolegi jeszcze  z czasów studiów, który  mieszkał "pod Warszawą" i  miał obok domu płyciutki staw, który z reguły  zimą  zamarzał i na którym zimą znajomi właściciela  stawu trenowali poślizgi. Panowie  rozmawiali bardzo  długo, w efekcie  końcowym umówili  się na  najbliższy weekend, że Emil wraz z Adelą przyjadą do niego w  sobotę i zostaną też na  niedzielę, chociaż staw nie miał jeszcze   dobrej  pokrywy  lodowej. A gdzie pod  Warszawą mieszka  ten twój kolega? No tak  mniej więcej nieco 113 czy też 125  kilometrów od Warszawy - zależnie od  szosy którą się do niego dojedzie. To są  okolice Łącka. Ożenił się jeszcze  na studiach z "leśniczanką",  a my mu dokuczaliśmy, że się ożenił z leśniczówką. 

Łąck, Łąck - Adela  szukała w pamięci- tam  chyba była albo i jest stadnina  koni, ale  samych ogierów. No właśnie, śmiał  się  Emil - z uwagi na te  ogiery to on tam  bardzo pasuje. Pewnie była tam  stadnina i jest nadal, ale oni mieszkają w leśniczówce, którą  odziedziczyli po jej ojcu. A ona  skończyła  coś  na SGGW, całkiem  do rzeczy dziewczyna  z niej  była. No i  chyba jest, skoro Jacek nadal z nią jest.  No ale nie  wmówisz  mi  Milku, że Łąck jest pod  Warszawą, skoro tam jest  na pewno ponad 100 km do  pokonania. No jest, ale najzabawniejsze jest  to, że można tam  dojechać  trzema  drogami, ale niezależnie od tego którą  drogę  się wybierze  to i  tak jest  nie wyjęte 2 godziny jazdy.  

A co tak go gorąco przekonywałeś, że naprawdę  jesteś  żonaty? No bo wtedy nie  miałem nawet  najmniejszego zamiaru się żenić , uważałem, że wpierw  muszę  skończyć  studia, mieć  dobrą pracę, mieć  własne  mieszkanie  by nie  mieszkać  z rodzicami w Milanówku a dopiero potem być  może się  ożenić,  z akcentem  na "być może". 

Wiesz  Maleństwo - ogromnie żałuję, że mama cię  nie poznała, byłabyś jej  ukochaną  córeczką,  tak jak jesteś  dla ojca. Adela przytuliła  się  do niego  mówiąc -  nie mam  pojęcia jak to jest naprawdę gdy przeniesiemy  się w inny wymiar, ale być  może te  wszystkie podszepty  naszej  podświadomości to właśnie rady tych, których już z  nami nie ma, ale jakoś się nami opiekują. Ja wiem, że ci co wierzą w to, że jest jakaś forma istnienia energii po  śmierci są uważani za nieinteligentnych  głąbów,  ale mnie to  zupełnie nie przeszkadza. Mogą mnie tak  nazywać. Każdy ma prawo do  wierzenia  w to co chce. Nikogo  nie mam  zamiaru przekonywać do takiej  czy innej interpretacji tego co jest potem.  Rozmawiałam kiedyś  dość  często z pewnym  studentem polonistyki.  Bardzo długo nie wiedziałam, że jest księdzem - tonsurę  miał w  zaniku, chodził w stroju cywilnym.   Powiedział, że gdy  się poczyta  bardzo dużo  pozycji z teologii uruchomiając  przy  tym wszystkie  swe  pokłady  logicznego myślenia, to trudno być  wierzącym człowiekiem. W końcu przyznał się, że jest księdzem  ale dopóki jest  na studiach to nie wystąpi z kościoła. Planował wyemigrować z Polski i rozpocząć gdzieś poza  nią  nowe życie.  I myślę,  że mu się  to udało.  

Do dziś nie wiem jak to się stało, że się  w tobie  zakochałam. Wiem  tylko, że kocham  ciebie tak jak nikogo dotąd  nie  kochałam a twego tatę i Helenę kocham znacznie  bardziej    niż  swoich rodziców. A tak a propos twego tatki - ubyło mu ze 20  lat odkąd  wie, że jest  zdrowy. I Helena też jakby odmłodniała. Tata Piotr  mówi zawsze do mnie  córeczko lub córeńko - mój biologiczny ojciec zwraca się  do  mnie  tylko moim imieniem. 

Czasem myślę, że jestem po prostu  zbyt wymagająca i się zastanawiam jak ty ze mną wytrzymujesz.  Emil śmiał  się -  ja też  się  zastanawiam -  ale  głównie nad  tym jak  ja wytrzymuję bez  ciebie, gdy jesteśmy kilka godzin rozdzieleni. I już  się zastanawiam co to będzie jeśli ty pierwsza przejdziesz  do Kancelarii. Bo gdy rozmawiałem ostatnio z Arkiem, to ma  już zaklepany lokal i śni mu się, że ty zaraz po egzaminie rzecznikowskim zagnieździsz  się u niego. Bo on  ma tyle  rzeczy do  zaopiniowania i  napisania, a ty tak składnie  wszystko formułujesz, że jego nieskładne  myśli przerobisz na istny poemat. No i czeka niecierpliwie na tę nową ustawę. Podobno  porobili  jakieś  zmiany i wg  kolejnego nowego projektu zakłady pracy będą miały dowolność - mogą  sobie rzecznika zatrudniać  i jego to bardzo  zaniepokoiło, bo on widzi nas oboje a nie tylko jedno. Więc  znów  musiałem  mu przypomnieć, że ty masz jeszcze  przed  sobą  egzamin. Ale jest  wyraźnie  mocno napalony na własną kancelarię. Ogromnie narzekał na  wspólników kancelarii w której jest, że wyrywają  sobie  klientów, że jest bezhołowie i główny szef jest do niczego. Być może, że ma  rację, bo główny szef to już  dawno powinien być na emeryturze,  ale jest samotnym  człowiekiem i  kancelaria  zastępuje mu  rodzinę.

Sobotni ranek powitał ich bardzo sympatyczną  pogodą - świeciło nawet słońce, w nocy nic  nie padało a termometr  wskazywał -5 stopni mrozu. Poprzedniego dnia Emil porobił  zakupy  w firmowym  sklepie  Wedla oraz wyciągnął z  zapasów butelkę (a właściwie  butlę o pojemności litra) Metaxy, zakupioną kiedyś  w Grecji. No tak- powiedziała Adela - Metaxa  to jest  coś! Francuzi zabronili nazywania tego trunku  koniakiem. Może i słusznie, to jest mieszanka kilku  składników- destylatu  winogronowego, wina z gałki  muszkatołowej i maceratu ziołowego. Ale osobiście  wolę sączyć  cały wieczór jedną  lampkę koniaku, na przykład  Remy Martin.  Śmieli   się  zawsze ze mnie,  że ja to głównie  wącham a nie piję. 

A ja kupiłem to na wycieczce na zasadzie owczego  pędu. Wszyscy  kupowali to i ja kupiłem. A kupiłem jeszcze przed  wyjazdem  do Meksyku. Popatrz Maleństwo, ile od  razu  miejsca  mamy  w  barku! Jedno  jest  pewne - z naszym pociągiem do alkoholu to nie przepijemy  majątku!

Maleństwo, weź koniecznie ciepłe  skarpetki, bo u  nich  zawsze było zimno. A masz  jakąś cieplusią piżamkę? No mam. To weź, obawiam się, że w stroju Ewy i Adama to  zamarzniemy.  U nich  zawsze było zimno, bo Jacek to  chyba ma  nadciśnienie, a poza  tym jest go dużo. Dzieci to już  naprodukował troje, trzech chłopaków. Po trzecim powiedział: do trzech  razy  sztuka- nie wychodzi  dziewczynka to trudno. A tak naprawdę to był przy trzecim porodzie i stwierdził, że nigdy więcej nie narazi swej  żony na takie  cierpienia. A wydawałoby się, że trzeci poród to  już powinien  być "z górki".

Nie  znam  się na porodach- stwierdziła  Adela- ale  słyszałam, że nigdy  nie można przewidzieć jaki on  będzie. Znam dziewczyny, które rodziły bez problemu, szybko i mam  koleżankę, która  rodziła 35 godzin a w efekcie takiego porodu dziecko  było niedotlenione i ma DPM,  czyli dziecięce porażenie  mózgowe. Dzieciak  nie chodzi,  ale ma pełną  normę intelektualną, tylko jest nieco  spowolniony. Na  drugie dziecko  już  się  nie  zdecydowali. Mają  dostatecznie  duże problemy  z jednym  dzieckiem na  wózku. Na dodatek teraz, po kilku latach  nie mogą się ze sobą  dogadać, on chyba  kogoś  ma i często  znika  z domu na noc. Najlepsze są jego  tłumaczenia- zasiedziałem  się  z kolegami i nie chciałem was budzić po nocy. Teraz mały idzie  do szkoły, ale nadal nie ma  w pobliżu szkoły integracyjnej, która  przyjmowałaby dzieci takie jak ten  mały. Ale ma powstać, jest  w planach. Podobno jest taka  szkoła w Halinowie, ale oni  mieszkają na Dolnym Mokotowie, specjalistyczną  rehabilitację  mają na Górnym Mokotowie. W efekcie  cała jej  rodzina robi zrzutkę, by rehabilitantka przyjeżdżała  do dziecka prywatnie. A dzieci z DPM jest naprawdę bardzo dużo. No a moja  matka- po drugim porodzie miała  taki krwotok ( urodziła  dziecko maleńkie, bo to był  wcześniak), że musieli jej usunąć macicę, żeby uratować jej życie.  To  zawsze jest jednak  loteria, jak  całe  życie  ludzkie.     Latamy  na Księżyc, ale są dziedziny leżące  wciąż odłogiem.    Rozmawiałam  kiedyś ze swoim ginekologiem i dziwiłam  się,  dlaczego   nie  ma prywatnych  szpitali  położniczych i wiesz  co  mi  powiedział ?- że to zbyt  duże nakłady  przy  ogromnie  dużym  ryzyku.  

Emil zrobił "wielkie  oczy" - to ty  chodzisz do mężczyzny? Nie  kochanie- sprostowała Adela- ja  chodzę do ginekologa a nie do mężczyzny jako takiego. I powiem  ci, że jest delikatniejszy, w kwestii badania, taktowniejszy  i lepiej wyszkolony  niż liczne panie doktorki. Miałam przedtem lekarkę, bardzo dobrą,  ale  wyjechała  z Polski i poleciła  mi swego kolegę, który odkupił od  niej gabinet i jego wyposażenie.  A na dodatek  jest cytologiem i to znanym  w tej  branży. I ma  USG i  potrafi  je  odczytać. I co  się  da  wrzuca w koszty ubezpieczalni. Gdy będę  miała następną  wizytę  możesz iść ze mną- ucieszy się, że mam  mądrego męża. Wiele pań przychodzi tam z partnerami. To bardzo  miły i kulturalny  człowiek, ma  syna. Urodny nie jest, choć  niewątpliwie był kiedyś brunetem, sądząc po resztkach włosów dookoła  łysiny.

                                                                    c.d.n.