wtorek, 6 września 2022

Trudny wybór - 101

Po powrocie do domu Adela zaraz  powiedziała  Emilowi, że dopiero teraz   sobie  uświadomiła, że łóżeczko dla  dziecka   jeszcze do nich  nie  dotarło, więc wypada do człowieka   zatelefonować i  dowiedzieć  się, kiedy będzie do odbioru. 

Ojej, zupełnie   zapomniałem ci powiedzieć, że łóżeczko już jest a z Nadarzyna  odebrali je Stasia i Arek, bo byli  zaprosić kuzyna Stasi na  swój ślub. I nie  denerwuj  się, ono do nas  trafi na  czas, tylko  "nasz brat" coś przy nim wyczynia. Aż  się zapytałem czy może montuje złote okucia lub napisy.  I na pewno, gdy wrócimy  ze  szpitala z Milenką łóżeczko będzie  na nią już czekało.  Jakaś tajemnicza  "spółka wielo akcyjna" za naszymi plecami się utworzyła. Arek się liczy z tym,  że może mnie nie będzie na ślubie, bo mimo wszystko ty i dziecko jesteście  nawet dla Arka priorytetem,  więc będą rodzice  Stasi, jej kuzyn i nasi rodzice i oczywiście Stasi chłopcy. Nam obecność odpuszczono. My mamy rodzić. Bo nawet jeśli urodzisz zgodnie  z wyliczonym terminem to ja będę przy tobie  a nie przy Arku i Stasi. Arkowi jest  trochę głupio z tego powodu, że znał ewentualną datę  twego rozwiązania i ślub jest raptem  dwa  dni po tym terminie, ale ja go rozgrzeszyłem, bo on musi jak najszybciej  zameldować  Stasię i  dzieci u siebie. Wyobraź sobie, że okazało się, że i podstawówka i przedszkole są przy tej samej ulicy, przy której Arek  mieszka. Co prawda co do przedszkola to ponoć trudno dociec czy ono jest  dobre, bo opinie są różne a rodzice  najbardziej narzekają na wyżywienie w nim. Ale Stasia twierdzi, że w tym przedszkolu, w którym jest Piotruś to część  rodziców jest zachwycona a część pluje jadem, bo ich  dzieci nie  chcą tam jeść. Stasia i tak  zawsze daje dziecku coś  do podjedzenia  w przedszkolu, bo jak "odkryła" to Piotruś tam  jada tylko  kluski, jeśli  są.

Poza tym nadal intensywnie szukają mieszkania dla rodziców Stasi. Przy okazji tych  poszukiwań trafili na to osiedle, które jest vis a vis ich bloku i podobno tam  z tyłu to byłoby  miło mieszkać, bo przed oknami są tak zwane  "Błonia  Wilanowskie", czyli jak na razie  puste pola. Jemu  się marzy, by tak jak  my zamieszkali bardzo blisko rodziców. Na razie wrzucił na tablicę ogłoszeń chęć kupienia mieszkania typu M-4 w okolicach Mandarynki i drugie o chęci nabycia dwóch już  wykończonych  mieszkań M-4 w jednym bloku, oczywiście  wszystko w ramach Ursynowa. Dałem  mu namiary  na tę babkę, która i nam nieco pomagała ale ona już zmieniła pracę. Na  szczęście  już się wyleczył z chęci posiadania domu wolnostojącego. Gdy czekał na te   meble i  mieszkał jakiś  czas w Raszynie (chyba  więcej niż tydzień) i gdy  zobaczył, że praktycznie  to trzeba  sobie  z domu  zrobić niemal twierdzę, to mu się "odmarzył" własny domek. Poza  tym  sporo rozmawiał na temat domku poza  Warszawą z kuzynem Stasi i ten też go zraził  swoimi opowieściami, jak to musi ciągle chlać z pilnującymi  porządku stróżami prawa. Bo z Arusia taki sam pijak  jak  ze mnie.

Na  następne kontrolne USG Adela pojechała z rodzicami. Ojciec wspaniałomyślnie odstąpił od pomysłu poznania lekarza, który będzie sprowadzał Milenkę  na świat, zwłaszcza, że Helena obiecała, że z przyjemnością posiedzi  z nim w tym czasie w barku na kawie. USG nie wykazało żadnych niepokojących zmian a doktor stwierdził, że chciałby tylko powierzchownie sprawdzić stan tkanki krocza i że  według niego to poród będzie nie 24 ale 26 sierpnia i że dziś dziecina jest  wyraźnie niżej niż trzy  dni  wcześniej.

Ale ja tego nie  czuję, gdyby nie  to, że jednak co nieco mi brzuch urósł to nie wiem , czy uwierzyłabym, że jestem w ciąży. Wszystko jest tak samo, łącznie z  seksem. Moje  dziecko w trakcie leży jak trusia, jakby jej w brzuchu  nie  było- ale nie lubi gdy leżę na lewym boku i gdy siedzę przy  stole  lub  biurku i pochylam  się do przodu. Przez  nią musieliśmy zmienić konfigurację spania a ja jem na  stojąco, niczym w barze. A teraz pani sama przyjechała? Nie, rodzice Emila mnie  przywieźli i siedzą zapewne w barku. Wszyscy są tak  nakręceni przez moją  ciążę jakby od  niej zależały  losy świata. Śmieję  się, że jak głębiej odetchnę to już cała rodzina  staje  na baczność. Jedyna moja dolegliwość to fakt, że najchętniej spałabym chyba całą  dobę.

 Ja  w ten  sposób reaguję na każdą chorobę, no ale  jakby  nie było, to ciąża nie jest jakąś infekcją przecież. Lekarz  zaczął  się  śmiać- jak to nie? została  zainfekowana pani plemnikami. Ciąża nie jest stanem permanentnym ale okazjonalnym i wymaga od organizmu  sporo wysiłku. Hoduje pani w sobie drugiego człowieka, a wszystko co jest  potrzebne mu  do życia  czerpie tylko i wyłącznie z pani organizmu. Więc zmęczenie, ciągła  chęć  spania jest  zupełnie naturalną rzeczą. Ciąża po prostu panią wyczerpuje. I,  z tego co  widzę, to mąż świetnie się panią opiekuje i reszta rodziny także. 

To prawda - Emil jest cudownym facetem i jest to zasługa jego rodziców, którzy tak  go wychowali. I mam szczęście, że w pewnym sensie jego ojciec mnie adoptował. Panie doktorze, a jeśli idzie o krocze - ja je codziennie traktuję "mazidłem" z olejku kokosowego a masażem to się Emil zajmuje - dwutorowo. Ma chyba  nadzieję, że "nakocha  się" na  zapas, na te 6 do 8 tygodni po porodzie. Poza tym mamy w  domu sporo "lektury uzupełniającej".

Pani Adelko - będzie tak przejęty swoją  nową rolą, że nawet nie  zauważy jak szybko czas abstynencji minie i wróci czas tableteczek,  ale o  tym już będzie decydował doktor Z. Bo chyba  wróci pani pod  jego skrzydła?  No jasne, że tak, bardzo go lubię i  cenię, Emil też go polubił.

A wracając do meritum- kontynuował lekarz-  jak  się "pimpusia" urodzi to zaraz ją przystawimy do piersi, jeszcze gdy będzie pani na łóżku a personel będzie zajęty panią od pasa  w dół. Bo bardzo często takie natychmiastowe przystawienie dziecka  powoduje jednak laktację. I tylko trzeba  dopilnować by przystawić kolejno do obu  piersi  a nie tylko do jednej. Ale ja  tego dopilnuję.

A pani mąż to szalenie jest szczęśliwy, że to dziewczynka! Omal mnie nie udusił z  radości! Oj tak, ale bohatersko twierdził, że jemu jest wszystko jedno, byle mnie  za bardzo nie udręczyło przy porodzie. Ja to mówiłam, że mi  wszystko jedno jaka płeć,  byle się nie darło nocami. Dobrze, że teraz mąż pracuje od godziny 9,00  i jeśli ostatnie karmienie wypadnie o północy, to jeszcze  się wyśpi.

A drudzy dziadkowie szczęśliwi, że będzie wnusia? Drudzy dziadkowie to  chyba  nawet nie  wiedzą że jestem w  ciąży.  Panu doktorowi z lekka opadła  szczęka - jak to?  Bo po prostu zawiodłam ich swoją płcią- oczekiwali chłopca a nie  dziewczynki. A w  dwa lata po mnie matka urodziła  chłopca, super  wcześniaka i zmarł, a matka miała niedowład macicy i usunęli narząd. A  matka przestała mnie  akceptować. Od 16 roku życia nie  mieszkałam z rodzicami, tylko z  siostrą mamy. Wdową zresztą. Jeżeli chce pan porozmawiać z nią na temat jakichś spraw dziedzicznych, to ona jest z moim teściem w barku na dole, oni są małżeństwem. Mogę zadzwonić albo pójść po nich.

Niebywała historia - ściszonym  głosem powiedział lekarz. Merytorycznych pytań to nie mam, bo wszystkie pani  badania są w jak największym porządku, nie widać żadnych zagrożeń dla dziecka lub pani. Ale zrobimy inaczej - odprowadzę panią do nich - pani wypije nektar z czarnej porzeczki a ja kawę i w ten sposób ich poznam. Bo ja na  dzisiaj już kończę urzędowanie. Tu, na szczęście, nie mam dziesięciu rodzących kobiet na raz. Następną pacjentkę wezmę gdy już pani opuści  szpital. 

Ten neonatolog tutejszy to dobry specjalista i na pewno poleci jakiegoś przytomnego pediatrę dla maleńkiej. Oby tylko nie w drugim końcu Warszawy, bo wtedy to raczej odpada- powiedziała  Adela. Nooo, to chyba  jasne- zgodził  się lekarz . Tu jest już na KEN-u jakaś przychodnia  dziecięca. Ursynów zaczyna być  samowystarczalną dzielnicą, nawet stok narciarski mamy. Zajrzę dziś na Kabaty jak postępują prace wykończeniowe. A fajne są tam  mieszkania?- spytała  Adela. Bo męża przyjaciel szuka dwóch mieszkań na Ursynowie, oczywiście blisko siebie, najlepiej by jedno było 4 pokojowe, drugie 3 pokojowe.  Przystanęli koło windy i lekarz  zaczął grzebać w portfelu - ooo, proszę, tu jest telefon do tej spółdzielni. Na razie  to wszystko stoi "w kartoflach", ale Tesco blisko byle pokonać trawnik , jezdnię i parking przy Tesco. I skoro już stoi ileś dużych bloków to szybko się to ucywilizuje. I autobusy już tu dojeżdżają. A do Powsina to będziemy z żoną chodzić na  spacery.

Gdy zjechali windą na dół Adela poprowadziła  lekarza do stolika, przy którym siedzieli rodzice i powiedziała- to jest właśnie pan doktor, który  pomoże przyjść na świat Milence. Jaką kawę zamówić dla pana- espresso, ale proszę powiedzieć barmance  dla kogo ono jest. Adela podeszła do barku i  złożyła  zamówienie - kawę dla lekarza i sok z czarnej  porzeczki  dla siebie. Zdziwiona była  rachunkiem, bo zapłaciła tylko za sok, ale nic  nie powiedziała i wzięła na  małą tacę kawę oraz butelkę soku z rurką do picia.

Adela gdy tylko usiadła  zaraz wysłała  sms do Emila, że wszystko jest w porządku, siedzi w barku, pije sok a rodzice  rozmawiają z doktorem Michałem  K. I ma numer do spółdzielni, w której doktorostwo mają zamieszkać i podobno są jeszcze jakieś mieszkania, blok jest niemal gotowy i podała  numer by Emil go przekazał Arkowi.

Potem wysłała sms do Stasi,że  wszystko jest dobrze i prośbę  by tę wiadomość przekazała szefowi. Po wypiciu połowy soku stwierdziła, że chyba faktycznie mała jest już dość  nisko, przeprosiła  towarzystwo i udała  się na poszukiwanie toalety. Gdy wróciła oczywiście padło pytanie czy  wszystko jest w porządku, Adela zapewniła lekarza, że oczywiście  tak, wszystko jest w porządku, ale ona  musi teraz pochodzić trochę, bo już za długo siedziała. Pokrążyła  chwilę po klimatyzowanym holu, zawadziła o aptekę.

Wróciła do stolika, dokończyła sok, a lekarz patrząc na  nią powiedział - chyba to jednak będzie 24. W każdym razie czekam na panią 24, myślę, że może około godziny jedenastej. Żeby nie  było w  samo południe. Wszyscy się podnieśli od stolika i wyszli przed budynek a Piotr powiedział - poczekajcie,  zaraz tu podjadę, po co macie  wchodzić na parking.

W samochodzie całą drogę do  domu trwały  zachwyty Heleny i  Piotra  nad doktorem-położnikiem, że taki sympatyczny, kontaktowy no i  w pewnym  sensie będzie   sąsiadem, bo  będzie  mieszkać na Ursynowie. A Piotr powiedział - ale tak szczerze mówiąc to ja mu takiego zawodu nie  zazdroszczę - ja bym nie wytrzymał- dzień  w  dzień być przy porodzie. Tatuniu - skoro wybrał taką specjalizację to raczej wiedział co go  czeka. Oni nie  wybierają specjalizacji na pierwszym  roku studiów a dopiero po 6 latach  studiów i rocznym  stażu robią  specjalizację i  trwa ona , zależnie od kierunku, 4 do 7 lat. To są  ludzie, którzy uczą  się tak naprawdę kilkanaście  lat. A lekarz siłą  rzeczy musi być "kontaktowy" by wydobyć od pacjenta  wszystko,  co dotyczy  jego choroby. To miły facet, a polecił mi go mój  cudowny pan doktor ginekolog, znają  się i przyjaźnią.

Helena proponowała, by Adela u nich teraz   coś  zjadła,  ale ona odmówiła, mówiąc, że musi  się teraz  trochę położyć, bo jest zmęczona. W kwadrans  potem  spała na prawym  boku, a jej lewa noga, z braku podpórki w postaci brzucha Emila leżała na dwóch jaśkach. A spała tak mocno, że nie  słyszała powrotu Emila, który nieco wcześniej wrócił z pracy.  Widząc jak  mocno  śpi wpierw poszedł do  kuchni by podszykować obiad a potem bardzo delikatnie ułożył się obok i lewą nogę Adeli delikatnie zdjął z jaśków kładąc ją na  swoim brzuchu,  a potem okrył ją i  siebie  flanelowym cienkim kocykiem. A Adela, jak zwykle przez sen  chciała  go objąć, niestety na przeszkodzie stała "lokatorka". Może i ten brzuszek  nie był bardzo duży, nie  mniej ręki już nie  starczało.

Przespali tak aż do godziny siedemnastej, potem Emil przygotował obiad,  w trakcie  obiadu Adela zdała dokładne sprawozdanie z wizyty u lekarza i zastanawiali  się czy urodzi o czasie wyliczonym  przez jej ulubionego pana  "gina" czy doktor położnik wspomagany przez USG ma  lepsze  rozeznanie w sytuacji.

                                                                  c.d.n.



poniedziałek, 5 września 2022

Trudny wybór - 100

 Ostatnie badanie przed rozwiązaniem zupełnie  nie  wiadomo dlaczego zbudziło niepokój  Adeli. Już w  wieczór poprzedzający  badanie "marudziła" zastanawiając  się na  głos a co będzie jeśli dziecko nagle zmieniło  swe ułożenie i trzeba  będzie robić operację? Emil wykazał się wręcz "anielską cierpliwością" i dociekał,  skąd jej, takiej "racjonalistce", nagle przychodzą takie myśli do głowy.

Gdy przyjechali do kliniki  wpierw Adeli w laboratorium "utoczono" aż kilka ampułek krwi na komplet badań. W tym czasie Emil rozmawiał z lekarzem i powiedział o wszystkich obawach Adeli, jak również i o  tym, że Adela chce rodzić ze znieczuleniem . No wie pan- powiedział z uśmiechem lekarz- nie ma   na świecie rzeczy niemożliwych i dlatego, żeby uniknąć niemiłych niespodzianek robimy tyle badań USG - bo lepiej wiedzieć niż nie  wiedzieć. USG to w medycynie nowość, ale gdy nie było takiej możliwości  położnicy dobrze wyszkoleni w swym fachu umieli rozpoznać, czy dzieciątko ma  właściwe  ułożenie przed porodem. A my to za kilkanaście minut po prostu zobaczymy co jest. A co do techniki porodu, to nim państwo stąd wyjdziecie to  już będą wyniki badań i jeśli wszystkie wyniki będą w porządku to nie  widzę przeciwwskazań do takiego porodu.  Nie jestem za tym,  by każdy poród był bez odpowiednich  wskazań prowadzony chirurgicznie, ale nie  widzę też powodów  dla których kobieta  ma  się zwijać z bólu, skoro  są środki bezpieczne dla dziecka i matki eliminujące  ból. Są na tym świecie kraje, w których czy istnieje taka potrzeba  czy też nie,  poród jest prowadzony drogą chirurgiczną i około 87% porodów jest tak rozwiązywanych. Ale poród ze  znieczuleniem jest jak najbardziej porodem naturalnym, tylko ból jest po prostu uśmierzony.

Dziś wypada u pani Adeli 38 tygodni + 5 dni ciąży i jest raczej małe prawdopodobieństwo, że do chwili porodu zmieni  się ułożenie dziecka- nie mniej jest taka  możliwość. I dlatego gdy zacznie się 40 tydzień, będziemy cały  czas w kontakcie i zrobimy jeszcze przynajmniej jedno badanie USG.  I chciałbym by pani Adela odpoczęła nieco przed porodem, więc już dziś dostanie zwolnienie lekarskie. Ideałem będzie jeśli w tych ostatnich dniach nie będzie sama w  domu. Ważne żeby się wyspała i sporo była na powietrzu.

Och,  z tym nie ma problemu, nasi rodzice mieszkają w sąsiedniej klatce schodowej i będą  wręcz szczęśliwi, że mogą  się  nią  zaopiekować - zapewnił lekarza Emil. Jesteśmy bardzo nietypową rodziną - szukaliśmy mieszkań bardzo blisko siebie no i udało  się. Rozdziela nas przychodnia specjalistyczna,  w której nie ma internistów tylko są urolodzy i nefrolodzy. No to już wiem, gdzie mieszkacie - stwierdził lekarz. To dobra lokalizacja, znam to miejsce. A my z żoną czekamy na  mieszkanie na Kabatach, niemal na końcu świata, bo w okolicy Tesco. I mam dla pana żony niespodziankę - w czasie gdy będzie u nas to  dyżur ginekologiczny będzie  miał doktor Z. To okres urlopowy i czasem musimy się ratować znajomymi lekarzami. Neonatolog będzie nasz stały, nie  żadne zastępstwo. Już był na urlopie.

Adela przyszła  w towarzystwie pielęgniarki, która powiedziała , że Adela omal nie  zemdlała bo była nie  tylko na czczo ale i lekko odwodniona, więc musieli dopilnować by nieco płynów przyjęła i ciśnienie już wróciło do stanu przyzwoitości. Nie  dali kroplówki, bo lepiej by mogła  szybciej  wrócić do  domu i zjeść normalne  śniadanie oraz wypić pomału wymaganą dawkę płynów.

Był już też  wynik badania  krwi ( nie ma  to jak urządzenie komputerowe) i  wszystko było w normie, pobrano też wymaz GBS na obecność paciorkowców.

Badanie USG unaoczniło, że dziecko leży tak jak powinno, zapis czynności serca dziecka (KTG)  i czynności skurczowej  macicy nadal były  prawidłowe i jak stwierdził  lekarz -panienka  była drobniutka i na pewno nie osiągnie wagi urodzeniowej 3 kg, ale będzie na pewno miała nieco ponad 50 cm długości. Po prostu jest pani drobnej budowy i córeczka "idzie"  w panią. A pani mąż też nie jest masywnej budowy, owszem jest wysoki, ale szczupły. I niewiele pani przybyła  na wadze. Pani mąż mówił mi, że pani chce rodzić pod znieczuleniem.  Obejrzałem pani wyniki badania krwi i  nie widzę przeszkód. Ale znieczulenie będzie podane gdy szyjka macicy będzie rozwarta na 2 cm. Przed terminem rozwiązania zrobimy jeszcze  dwa badania USG a dziś już pani wypiszę zwolnienie lekarskie. Nawet z tym  znieczuleniem to będzie dla pani ciężka praca, tyle  tylko, że nie będzie bolało. I chcemy uniknąć takiej sytuacji jak cięcie krocza co jest dość nagminnie stosowane, bo wtedy odpada jego chronienie przez personel. A teraz pójdziemy na  małą  wycieczkę, by państwo zobaczyli jedną  z sal do porodu rodzinnego.

Jeśli idzie o obecność pani męża - wiele pań chce by mąż był tylko w pierwszym  etapie porodu, potem mąż  wychodzi i  wraca gdy dziecko jest  już na świecie. Poza  tym naprawdę  wielu panów przecenia  swą odporność na całą  sytuację i to jest dobre rozwiązanie. Żaden wstyd, żadna plama na  honorze. Poza tym co innego widzieć w takiej sytuacji obcą osobę, a co innego własną żonę.

W każdej sali jest łóżko porodowe, wanna i parę udogodnień by odciążyć kręgosłup i nogi  rodzącej i krzesło porodowe. Wiem, wygląda śmiesznie, ale jest pomocne, choć jest to stary, dobry wynalazek z minionych wieków. Sala ma własną łazienkę. Wyposażenie  specjalistyczne to: ujęcie  do podłączenia tlenu, mobilne USG, ssak medyczny,  czyli Vacuum, lampa  bezcieniowa, lampa  bakteriobójcza do odkażania pomieszczenia  po porodzie, mobilny  stolik  zabiegowy, stanowisko do resuscytacji , stanowisko do pielęgnacji  noworodka zapewniające  temp. 37 stopni, fotel dla osoby towarzyszącej, możliwość podłączenia ulubionej muzyki. Wiem, że mąż pani zarezerwował dla was pokój po porodzie i dostawkę dla siebie, by noc, lub więcej spędzić z wami. Przy okazji nauczy się podstawowej pielęgnacji maleńkiej.

Jeśli wszystko nam pójdzie bezproblemowo,  a tak to na razie wygląda jeśli idzie o panią, to długość pobytu będzie zależała od stanu maleńkiej, czyli czy  nie będzie  miała zbyt silnej żółtaczki noworodkowej.

Zgłaszała pani, że pani mama  miała problemy z  drugim porodem a przy pierwszym nie miała pokarmu i od początku była pani na pokarmie zastępczym. To może i pani się przydarzyć, ale to nie problem, teraz są całkiem dobre "sztuczne pokarmy" jak je  ludzie  nazywają.

Mam Humanę 0 - powiedziała Adela. Świeżutko zaimportowana z Niemiec, to może ją wezmę ze sobą do szpitala?  Oczywiście może pani. I mam też tzw. "wyprawkę szpitalną" na pięć dni - wszystko sterylne, osobno pakowane. Oooo, jeszcze takiej nie  widziałem - zdziwił się lekarz. Gdzie  ją pani kupiła? Nie ja to kupowałam,  ale  moja przyjaciółka to zamówiła gdzieś za granicą i dostałam  to w prezencie od niej i  jej narzeczonego, który jest serdecznym przyjacielem mojego męża. A ona jest doświadczona bo ma dwóch chłopaczków. Zapytam się gdzie zamawiała. 

No to się zobaczymy teraz za trzy dni. No i oczywiście, gdyby się coś działo, to proszę do  mnie telefonować. Nawet w nocy.  To może zapiszę panią na nieco kulturalniejszą godzinę, bo nie  będzie już analiz.  Może być w  samo południe? Bo wtedy już pani zje  rano.  Adela i Emil wybuchnęli śmiechem i Emil wyjaśnił, że to godzina o której po raz pierwszy zobaczył Adelę i co jakiś czas ktoś  się  z nimi umawia właśnie  w samo południe. No to w takim razie my się umówimy na  godzinę 13,00.

Gdy tylko wyszli Adela powiedziała - umieram z głodu, jedźmy szybko do  domu. Czy ty masz  dziś wolne,  czy wracasz  do pracy? Mam wolne prawem Kaduka, czyli jestem służbowo na mieście. No, za 15 minut już będziemy w domu. Kiedyś  będzie droga przebita pomiędzy Ursynowem a tym szpitalem. Najzabawniejsze,  że ona nawet jest na planie, tylko jej jeszcze  nie ma  w realu- powiedział Emil.

Spóźnione śniadanie  jedli oboje i był to omlet z  zielonym groszkiem. Po śniadaniu postanowili iść na  spacer , ale wpierw zajrzeli do rodziców i opowiedzieli o wizycie w przyszpitalnej przychodni i na oddziale położniczym. Oczywiście rodzice zapewnili Emila, że może spokojnie  pracować  aż do chwili samego porodu, a na  następne USG to Adelę odwiezie  tata i do lekarza też z  nią pójdzie, żaden problem. No i będą  cały czas czuwać nad Adelą i  dzieckiem - może  spokojnie pracować. Emil pochwalił się, że już mają imię dla małej i będzie miała na imię Milena. Sprawdzał w USC i powiedzieli, że je  zarejestrują, nie ma  problemu. Co najwyżej ksiądz może wybrzydzać, bo chyba nie  było takiej polskiej świętej,  ale to ich  mało boli, bo nie mają  zamiaru chrzcić dziecka w Kościele. Gdy dorośnie to zawsze będzie mogła, jeśli oczywiście  będzie  chciała, wybrać  sobie  jakąś  wiarę- żaden problem. Imię maleńkiej bardzo się rodzicom podobało.  A Adela wyściskała oboje mówiąc - nawet  nie macie pojęcia jak to cudownie czuć  się przez  was akceptowaną i na każdym kroku wspomaganą. A może wy też chcecie teraz z nami pospacerować po Parku  Wilanowskim? 

I na spacer pojechali w czwórkę,  samochodem Emila, który stał przy ulicy a nie  na parkingu. Spacer po parku był zdominowany tematem "Arek  się żeni". Adela opowiedziała rodzicom jakie wspaniałe prezenty dostała od Stasi i Arka, zachwycała  się lekarzem, który będzie pomagał Milence przyjść na świat i w trakcie tej rozmowy uprzytomniła  sobie, że kuzyn Stasi u którego zamówili łóżeczko i materacyk jakoś  wcale do nich nie  dzwonił. Postanowiła, że gdy wrócą do domu to zaraz   zatelefonuje do tego człowieka. Oczywiście Emil urósł na  bohatera, skoro postanowił, że będzie z Adelą w  czasie porodu, a ojciec jego dumnie  prężył pierś mówiąc - moja  szkoła! Niestety gdy  Emil się rodził to nie  było nawet  do pomyślenia żeby ojciec był przy porodzie, zwłaszcza, że całymi latami sale porodowe były wieloosobowe, w  dużych szpitalach  zwłaszcza. I mama Emila rodziła calutką  noc, a na  sali porodowej leżało osiem kobiet. Teoretycznie były izolowane od  siebie parawanami, które oczywiście nie  tłumiły żadnych dźwięków i  za grosz  nie  dawały poczucia  intymności. A po porodzie leżała na  sali jedenastoosobowej, bo w tym  czasie kilka szpitali w Warszawie i okolicach było nieczynnych. I  on pamięta  jak  wraz z innymi świeżo upieczonymi ojcami musiał się "łasić" do salowej, żeby dostarczyła  położnicy to co ona potrzebowała dla  siebie lub dziecka i z mamą Emila to tylko wymieniali listy pisane na  małych karteczkach. I mama Emila wychodziła czwartego dnia po porodzie, rano jej zdjęli szwy a o pierwszej wypisali ze  szpitala. I nikt się interesował czy  kobieta wychodząca  ze  szpitala ma jakąkolwiek opiekę w domu.  No a takie udogodnienia jakie będzie miała teraz Adela były wtedy nie do pomyślenia. Ale oczywiście tata się bardzo cieszył, że jednak coś się ruszyło po latach we właściwym  kierunku. Tacie bardzo podobał się też "wynalazek odzieżowy" na  czas ciąży, ale Adela zapewniała  go, że  jej wygląd to nie  tyle kwestia stroju co fakt, że całą ciążę unikała słodyczy i innych tuczących pokarmów i bardzo mało przytyła i Milenka nie  będzie dużym noworodkiem, bo lekarz  przewiduje, że zapewne będzie  ważyła nieco poniżej trzech  kilogramów, bo ani ona  ani Emil nie  należą do osób o masywnej budowie ciała. Poza tym ona jednak  sporo chodziła przez  całą  ciążę, bo nawet w pracy to szef  ją wysyłał by chodziła  po budynku. No i w ramach tego chodzenia ona ze Stasią  zjeżdżały w dół dwa lub trzy piętra obchodziły dane piętro korytarzem, potem wchodziły  schodami jedno piętro  wyżej i  znów spacerowały  korytarzem i tak wracały na  swoje  piętro. No a co się przy  tym nagadały to już przy  nich  zostało.

                                                                          c.d.n.


niedziela, 4 września 2022

Trudny wybór - 99

 Zgodnie z tym co zapowiedziała Stasia, Adela "nagle zgrubła". Nastąpiło to tak  jakoś  nieomal z  dnia na  dzień. I zaczął jej nawet brzuch przeszkadzać, zwłaszcza  gdy  siedziała i pochylała  się w przód. No proszę - powiedziała przy   śniadaniu- ona chce  mnie oduczyć od  jedzenia - co się pochylę do przodu to zaraz protestuje! I musiałam tej nocy  spać na  prawym boku , bo gdy  spałam na lewym to się  wierciła. Wyraźnie rośnie nam terrorystka w moim  brzuchu. 

No to teraz wiem dlaczego leżałaś  do  mnie  tyłem - myślałem przez  moment, że się o coś obraziłaś na mnie - śmiał się Emil. Chyba  się  dziecku pomału  zaczyna  robić u  mnie  ciasno. No ale przynajmniej  wiem po co wyrżnęłam tę  dziurę w  dżinsach i letnich spodniach. Już mogę je  zacząć nosić i  wyglądać odpowiednio do sytuacji. Wyobrażam  sobie miny naszych tanich podrywaczy gdy wpadnę do pokoju, w którym  pracuje  Stasia.

W ciągu tego dnia przyszło na telefony obojga i na  mail Adeli zawiadomienie, że kolejna  wizyta Adeli w  klinice jest 14 sierpnia rano o godzinie 8,00 i Adela ma być na czczo, bo będzie  pobrana krew. W drodze do pracy oboje  stwierdzili, że " zaczyna się  dziać." Do domu dotarł już  "kombajn" czyli wózek trzy w jednym i składana wanienka ze stelażem oraz jeszcze w częściach komódka dla  małej. Poza  tym dotarł już prezent dla dziecka od Arka  i Stasi,  czyli ubraniowa wyprawka niemowlęca wraz  z butelkami,  smoczkami, podgrzewaczem i powijakiem i....mlekiem. Dobrze, że kuchnię mamy dość  luźno zagospodarowaną, bo trzeba  będzie wygospodarować z jedną szafkę dla dziecka - stwierdziła   Adela. I na razie komódkę- przewijak wstawimy do naszej sypialni.

Cała wyprawka była w kolorze cielistym. Stasia poinformowała  Adelę, że nadejdzie jeszcze wyprawka na szpital i będą to ciuszki wysterylizowane, białe, każda  część opakowana oddzielnie. A ta "normalna" wyprawka to  wymaga lekkiego przeprania w mydle dla dzieci, wypłukania i  potem wyprasowania. To wszystko jest 100% bawełna. I jeśli np. Emil dojdzie  do wniosku, że wolałby  nie być przy porodzie, to ona go zastąpi. Jakby  nie  było to ma już  doświadczenie  w tej materii i to dwukrotne. No a co z imieniem dla  małej? - ustaliłaś  coś wreszcie z Emilem?  Adela uśmiechnęła  się - no jasne, podpuściłam go tylko lekko, że Milek ma  córeczkę Milenkę. Wpadłam na ten pomysł w ostatniej  chwili i ...załapał. Wiesz, jest dużo imion, które mi  się podobają, ale   one nie mają dobrych zdrobnień - podobają mi się takie jak  Łucja, Laura, Elwira, no ale mówić takim imieniem do takiej  malizny? To są imiona  dla dorosłych kobiet, nie dla  dzieci.  Stasia uśmiechnęła  się - ja już  mam nowe imię, Arek mnie przechrzcił. Od niedawna jestem "Siunia" ewentualnie "Siunieczka".  No nieźle- stwierdziła Adela- to od Stasiuni. A ja nadal jestem Maleństwo. Teraz będę Maleństwem z wielkim brzuchem. 

Stasia przyjrzała  się  jej uważnie- tę twoją  ciążę to widać  tylko trochę z profilu, ale z przodu  i z  tyłu wyglądasz  normalnie. Ile przybrałaś na  wadze?  8 kilogramów. To bardzo mało, dziewczynka  będzie malutka. Wiesz, po tym ostatnim  badaniu to już przygotuj  sobie wszystko do  szpitala. Te sterylne to nadejdą dziś lub  jutro i wiem, że Arek je osobiście do was  podrzuci. Gdy powiedziałam, że gdyby Emil w ostatniej  chwili zrejterował to ja  go przy tobie  zastąpię to stwierdził, że on też mógłby oddać taką przysługę przyjacielowi. Teoretyk z niego niezły. A ponieważ postukałam  go w  czółko to powiedział, że przecież może być brat przy  siostrze.

Nie sądzę by Emil odpuścił i zrezygnował- tak z ręką na  sercu- to on bardziej zaangażowany jest w to dziecko niż ja. Już dawno, na  samym początku dopytywał się, czy widzę go z czasem w roli ojca naszego dziecka. Ja to bym jeszcze  odczekała, no ale latka lecą. Jednak on jest te 10 lat ode mnie starszy. Moje różne koleżanki to już mają całkiem spore dzieci.

Na linii Stasia - Arek "gotowało"  się -  ślub będzie gdy już Adela urodzi, żeby chociaż  Emil mógł być. Jest wyznaczony na 26 sierpnia, więc niech  się Adela zmobilizuje i urodzi zgodnie z terminem.  Zresztą nie  da  się ukryć, że nawet pan mecenas ze  znajomościami musi odczekać ustawowy miesiąc. A  ślub będzie blisko mieszkania  rodziców,  czyli na  Woli. Poza tym trwają intensywne poszukiwania mieszkania na Ursynowie dla rodziców  Adeli. Stasia patrzy  na  wszystko nieco  z boku - w każdym razie jej mama już "adoptowała" Arka. Jeszcze moment  a i bez  ślubu Arek będzie  do  nich mówił   mamo, tato. Mama nie może  się nadziwić, że Stasia nie  wie, jakie zupy preferuje Arek. Gdy powiedziała, żeby mama  się  go po prostu zapytała, to mama  wyjaśniła- ale ja mu chcę sprawić niespodziankę.  No świruje mamuśka- stwierdziła  Stasia.

No nie dziw  się - Arek umie być szalenie ujmujący, poza tym ma  same zalety- nie pije,  nie pali a na dodatek kocha ciebie i twoje  dzieci. Nic dziwnego, że twoja mama o niego dba.  Ale ja też o niego dbam- zaśmiała  się Stasia- byłam wszak u doktora Z.  Mam u niego dzięki tobie fory. Wie o twojej ciąży wszystko i powiedział mi, że ten lekarz, który cię prowadzi będzie przy tobie cały czas.  A Arek stwierdził, że na  następną wizytę też pójdzie ze mną.  A czy wiesz, że przez to znieczulenie będziesz miała dwa cewniki? Jeden do znieczulenia, a drugi do odprowadzania moczu, bo po tym znieczuleniu to się nie  wysikasz sama. Kiedy masz teraz  wizytę? 14 sierpnia, to będzie 38 tydzień plus  pięć  dni.  Oj, na moje oko to już ci dadzą zwolnienie lekarskie, żebyś nie leciała  rodzić prosto z pracy, poza tym pewnie jeszcze przed porodem ze dwa razy cię podglądną na  USG.

Trochę mnie to wszystko pomału przerasta - stwierdziła Adela. Chyba  mi bardziej odpowiadał etat asystentki dyrektora niż rodzenie dziecka. To jest absolutnie niedopracowana sprawa. Małżeństwo? może  być, ale rodzenie  dzieci? To  chyba jakaś kara. A potem jesteś udupiona, bo musisz i pracować i zajmować  się domem i dziećmi. Paranoja. Na razie  Emil zachwycony, ale jak długo?

Stasia popatrzyła  na nią- będzie tak  długo zachwycony jak trzeba. Niewielu jest facetów chętnych do udziału w porodzie, ale ci, którzy się na to  decydują nawiązują bardzo silną więź z dzieckiem i są tak naprawdę pełni podziwu dla kobiety, nawet jeśli ta  rodzi z ograniczonym do minimum bólem. A Emil jest pogrążony w tobie całkowicie. I, na  dodatek,  na  świat przyjdzie wymarzona  przez  niego córeczka. Często was obserwuję i mam podejrzenie, że umarłby bez  ciebie. Arek też tak twierdzi. I nie obawiaj się, że ta cała fizjologia okołoporodowa zrazi go  do ciebie - nie ma obawy. Poza  tym Emil to myślący facet, dobrze wie ile zagrożeń towarzyszy tej sytuacji. Dobrze wie,  jak wyglądasz rozczochrana, spocona, zmęczona - w końcu akt płciowy też  wymaga z obu stron wysiłku i o ile fajnie każda  z nas wygląda przed nim, to po kilku akcjach trudno powiedzieć, że nadal wyglądamy bosko. A rano gdy się budzimy to też nie można powiedzieć, że mógłby nas każdy oglądać i podziwiać.

Jak wiesz Pawełka rodziłam pod  znieczuleniem, wtedy jeszcze Jurek nie  chlał, ale nie  miał odwagi być przy porodzie swego dziecka. Czekał w domu na telefon, że już jest dziecko i przyszedł następnego dnia.

Stasiu, ale ja też  go przeogromnie kocham i jakoś wciąż mi go jest mało. Wcale bym się  nie pogniewała gdybym mogla siedzieć u  niego cały  czas za pazuchą. Mała tej  nocy wymusiła na mnie spanie na prawym boku, więc on już szybko zmienił stronę, żebym  tylko mogła  sobie położyć lewą nogę na jego brzuchu. No bo wie, że ja nie  mogę  spać jeśli  się  do niego nie przytulę.  I weźmie urlop gdy tylko urodzę, żebym nie dźwigała dziecka.  

Stasiu, a co to za mleko, które dołączyliście? To specjalne mleko dla noworodków, to Humana 0. Bo bardzo możliwe, że skoro twoja mama nie miała pokarmu to i  ty nie będziesz mieć, ewentualnie będziesz  miała bardzo mało, więc też je  zamówiliśmy. Ono się fantastycznie rozpuszcza i dzieci po  nim nie mają żadnych  zaburzeń trawiennych. Tak z ręką na  sercu - wcale nie jest fajnie  być matką karmiącą-zmęczysz  się, albo zestresujesz i już problem  z pokarmem a na dodatek musisz cały czas pamiętać, że to co zjesz odbija  się na  dziecku. I dobrze, że Piotrusia już nie karmiłam. Był na mleku modyfikowanym dla niemowląt. W każdej chwili możemy  je znów  zamówić- mam koleżankę w Niemczech. Kupi i przywiezie bo często bywa  w Polsce. Teraz jej zleciłam kupienie  dla chłopców takich nieco elegantszych białych koszulek i długich  spodenek, żeby na  naszym  ślubie  jakoś wyglądali. No i jestem pewna,  że będzie na  naszym ślubie.

A w czym pójdziesz  do ślubu? No jeszcze nie  wiem, ale coś sobie wynajdę na Chmielnej albo na  Nowym Świecie w pawilonach. Mam bardzo fajny kremowy letni żakiet i do niego dokupię jakąś letnią sukienkę. Ten żakiet jest  z jakiegoś materiału, który wygląda jak cieniutki zamsz. To taki dziwny materiał, bo lewa  strona wygląda i jest  w  dotyku jak jedwab a prawa jak  zamsz.

Ojej, szkoda, że nie będę na  waszym ślubie, ale ja mam termin na 24 sierpnia, więc raczej mało prawdopodobne bym mogła być. A co robicie w ten  weekend? Może byśmy się do tego ZOO jednak wybrali? My byśmy posiedziały na ławce pod pergolą a oni by polatali z dzieciakami. Nooo, dobra myśl-jeszcze jesteś na  chodzie to możemy. A w niedzielę to pojedziemy z  chłopcami do mamy Arka. I wiesz- Arek chce zamówić jakiegoś fotografa by nam i dzieciom porobił zdjęcia. Pewnie będzie do ciebie  dzwonił w tej sprawie.  Adela szybko wyszukała telefon  do Konrada i podyktowała  go Stasi - podejrzewam, że on miał na myśli tego faceta. To mój kolega jeszcze  z liceum, jest co prawda  chemikiem z wykształcenia, ale robi  fajne  zdjęcia w zakładzie  fotograficznym  swego teścia. I nie  zdziera forsy- zwłaszcza gdy  się powie, że to ja  podałam namiary.

Stasiu, a powiedz  mi tak zupełnie  szczerze - co chcesz ode mnie w prezencie  ślubnym? Bo ja jestem fanatyczką  dawania omówionych prezentów, takich, które będą potem wykorzystywane a  nie wrzucone gdzieś na  dno  szafy lub  do pudła  w piwnicy jako całkiem nieprzydatne. Jestem dziwnie pewna, że Emil takie  samo pytanie zada Arkowi - pod  tym względem tośmy się z nim wyjątkowo dobrali. Oczywiście wymień  kilka rzeczy  - może to być tylko dla ciebie  a może to być też dla was obojga.

Może chcesz, przed  ślubem, sesję upiększającą w zakładzie fryzjerskim, jest tam również kosmetyczka i manikiurzystka i pedikiurzystka.  Panom też robią  tam manikiur. I męską buzię też tam mogą fachowo nieco "podciągnąć" nawilżając i masując.Fryzjerka strzyże również i panów, np. Emila. Pomyśl nad  tym spokojnie w domu albo przy  biurku wgapiając się dla niepoznaki w jakieś służbowe bazgroły. To tylko taka propozycja, ten zakład jest na Ursynowie. Może ci coś innego wpadnie na myśl. A może chcecie trzydniowy pobyt w którymś z podwarszawskich SPA, o ile uda  się wam sprzedać  dzieci na 3 dni. My tylko wam damy voucher a termin to już  sobie  sami uzgodnicie z tym SPA. Wymasują was, powyciągają, nawilżą na  całej powierzchni.

                                                                                  c.d.n.



piątek, 2 września 2022

Trudny wybór -98

 Adela "upolowała" mięciutkie włóczki w bazarowym  kiosku, w domu towarowym kupiła kaftanik flanelowy, który  miał spełniać rolę "manekina",  narysowała formę śpiworka i raźno wzięła  się  do  pracy. Wybrała  się nawet do  piwnicy, by w pudle z książkami wyszukać broszurkę, w której były różne wzory na ręcznie   wykonane ciuszki  dla maluszków. Trochę  się  "nagimnastykowała" by  wykrój na śpioszki przerobić na  wykrój śpiworka, w końcu się udało. Strasznie  dawno nic  nie  dziergała i nie szło jej to najlepiej, ale w końcu przypomniała  sobie "jak to  się  robi" i nawet   całkiem  przytomnie zapisała  sobie ile oczek nabrała  na druty. Z początku planowała by śpiworek miał wrabiane  w trakcie  dziergania  kwiatki, ale potem stwierdziła, że zrobi gładki- może  przy następnym, gdy już nabierze  wprawy, będą wrabiane kwiatki, bo jak wyczytała śpiworki były przydatne, lepiej zdawały  egzamin  niż kocyki. Dłubiąc na drutach opowiedziała Emilowi o tym, że chciałaby rodzić pod  znieczuleniem zewnątrzoponowym,  a Emil oczywiście poparł ten  projekt. Poplotkowali przy  okazji o Arku i Stasi a Adela powiedziała  jakie imię dała  by chętnie ich  córeczce. Emil kilka  razy głośno powtarzał jego różne odmiany i doszedł do wniosku- odkrywczego zresztą, że to imię Milena  brzmi mu  znajomo, odkąd Adela nazywa go Milkiem.

No kochany- wreszcie załapałeś! Milek będzie  miał córeczkę Milenkę. No i jak - podoba ci  się czy  dalej szukamy imienia? No jasne, że mi  się podoba, pewnie potem, już  w  szkole będzie  Leną. Ale wtedy to już będzie  w jakimś stopniu jej wybór. 

Sporo rozmawiali o Arku i Stasi. Adela mówiła, że ją trochę niepokoi ten pośpiech z jego  strony do natychmiastowego uregulowania swego życia. Ale  Emil stwierdził, że Arek dobrze sobie  to wszystko przemyślał i wie, że może nie  być chwilami łatwo, bo  chłopcy są nieco trudniejsi do wychowywania niż dziewczynki, ale im  szybciej się  tym  dzieciom zorganizuje teraz   normalny  dom, tym  będzie łatwiej. Arek opowiadał jak bardzo był zdumiony tym, że obaj chłopcy tak do niego lgną i jest  tym również mocno wzruszony. Starszy, Pawełek, opowiedział Arkowi o tym  wieczorze, gdy sam uciekł z mieszkania ojca i  trochę się bał iść, więc całą  drogę biegł, ale najbardziej się bał, że ojciec ruszy za nim w pogoń, dogoni  go i zbije.

A co do Stasi - Arek przestał się  dziwić, że Emil i  Adela tak szybko się w  sobie  zakochali. Twierdził, że rozmowa ze Stasią zupełnie  go "ogłuszyła". Bo wprawdzie  żadna  z niej piękność, żeby  aż  dech  zapierało, ale chciał z nią jak najdłużej trwać w tym barku kawowym i starał się ze wszystkich sił by ta rozmowa trwała jak najdłużej. Bo według niego Stasia emanuje jakimś takim  wewnętrznym ciepełkiem. Ujęło go też i  to, że nie  wieszała okolicznych psów na  swym byłym mężu, chociaż nieźle dał się jej we znaki.

Poza tym dzieciństwo Arka spędzone u boku nieco "narwanego" ojca też  ma wpływ na  to, że Arek  chce  chłopcom jak najszybciej zorganizować spokojne życie bez jakiejkolwiek  przemocy. Bardzo mu  zależy na  tym by Pawełek idąc we  wrześniu do  szkoły szedł już z "nowego  domu", by dziecko było przekonane, że nie  spotka je sytuacja,  w której  będzie  musiał uciekać przed  przemocą. I by obaj  chłopcy wiedzieli i  czuli, że są  w tym domu rozumiani, kochani, że są jego pełnoprawnymi  członkami. A teraz  zastanawia się nad  tym jak zorganizować życie rodzinne tak, by Pawełek nie  siedział  w świetlicy przed i po lekcjach. A fakt, że miliony dzieci tak spędzają dzień nie jest  dla  niego żadnym  argumentem. Twierdził, że on choć  miał zbzikowanego ojca to nie  wysiadywał w podstawówce w świetlicach, bo po prostu jego mama poszła  do pracy na pełen etat dopiero wtedy, gdy on był w liceum. I on musi się dobrze  zastanowić nad organizacją  domu, ale jak na  razie jest to równanie  z dziesięcioma niewiadomymi. A tak naprawdę to byłoby najlepiej i najzdrowiej dla całej rodziny gdyby Stasia pracowała najwyżej na pół etatu a najlepiej wcale. Jest jeszcze jedna  opcja - znalezienie jakiejś pani, która odbierałaby  Pawełka  ze  szkoły i pobyła  z nim aż  do powrotu Stasi z pracy. Jeszcze  jedno rozwiązanie to przeprowadzka rodziców Stasi na Ursynów, czyli znalezienie  dla  nich  mieszkania blisko ulicy Mandarynki.  Kolejne koncepcje dotyczące rozwiązania tego problemu roiły  się w mózgu Arka niczym rozmnażające  się króliki lub  lemingi.

Emil spokojnie tego wszystkiego wysłuchiwał, część "genialnych pomysłów" przyjaciela gasił od  ręki wskazując mu słabe punkty i cały czas dziękował okolicznościom, że Piotr z Heleną  mieszkają tuż obok. W końcu stwierdził, że skoro Arek już  zna rodziców  Stasi to może nie  byłoby źle, gdyby z nimi porozmawiał na ten temat-  może oni sami wpadną na pomysł przeprowadzki na Ursynów  i to  byłoby najzręczniejsze posunięcie. Na każde pytanie Arka  "ciekawe co by o  tym powiedziała Adelka" niezmiennie odpowiadał: nic by  nie powiedziała, bo ja jej o tym nie mówię, ona ma swoje  problemy, w sierpniu ma  się urodzić  dziecko, więc wybacz, ale ja jej nie  zawracam głowy twoimi pomysłami. Gdy do nas  wpadniesz to możesz jej sam o wszystkim powiedzieć. Wtedy się dowiesz z pierwszej  ręki, co ona o tym myśli.

Adela co prawda  część tych  pomysłów już  znała z opowieści Stasi, ale ich  nie komentowała mówiąc-  Stasieńko, to ty masz  tu decydujący głos, to idzie o  życie twoje i twoich chłopców i  ty najlepiej  wiesz co będzie  właściwym  krokiem. Mnie najbardziej przekonuje wersja o przeprowadzce twoich rodziców na Ursynów lub wasza przeprowadzka w ich pobliże. Co do ślubu - poproście swoich rodziców na świadków i weźcie ze sobą chłopców- niech  w ten sposób  poczują jacy są dla  was obojga  ważni. Nie  chcę być drugi raz świadkiem na ślubie Arka. I może wpierw ty  porozmawiaj z rodzicami na temat zorganizowania waszego życia po ślubie. Dobrze  jest poznać opinie wszystkich zainteresowanych tym problemem  stron. Może i oni mają jakąś wizję przyszłości waszej rodziny? Nawet jeśli jest  niedorzeczna to też  warto ją poznać, by potem łatwiej układać sobie  życie.

I wiem, że Arek naprawdę cię kocha - o wszystkich dotychczasowych kobietach  w jego życiu opowiadał nam ze szczegółami, nawet natury anatomicznej, o tobie wiem od niego, że jesteś po prostu "cudna  pod  każdym  względem". I chłopcy są - tu  cytuję -"nadzwyczajni i chcę by mieli jak najlepsze  wspomnienia z dzieciństwa" - tak mi o  nich opowiada.  I znając Arka wiem, że na pewno będzie  robił wszystko by  zatrzeć w ich  pamięci wspomnienia o biologicznym ojcu. W sferze umysłu i uczuć on  już ich  adoptował.

Możesz zresztą, jeśli chcesz, porozmawiać na temat Arka z Emilem - bo ja  dość krótko znam Arka. Poznałam go dopiero po ślubie z Emilem. A jak wiesz to nasza znajomość z Emilem była niezwykle krótka przed ślubem. Ale i tak usłyszysz od Emila, że na sto procent on i ja byliśmy parą w poprzednim wcieleniu. I też  się skłaniam ku takiej wersji. Nie wiem, nie mam pojęcia czy reinkarnacja to tylko "wymysł", ale naprawdę wielu naukowców na świecie poważnie się  tym problemem zajmuje. W Polsce zajmowała  się tym oficjalnie tylko jedna  pani profesor, nawet udało mi się kiedyś nabyć jej książkę, która jest sprawozdaniem z  tych badań. I mało mnie  boli, że jeśli o tym mówię, to rozmówca stara  się  dać mi do zrozumienia, że powinnam się wybrać do psychiatry. 

I w związku z tym, swoimi przemyśleniami na ten  temat nie dzielę  się ze wszystkimi. Nikt nie jest w stanie powiedzieć co się dzieje z nami po śmierci, a tych co powrócili do życia po śmierci klinicznej traktuje się jak nieszkodliwych półgłówków, którym zatrzymanie się  akcji serca i  niedotlenienie mózgu po prostu i zwyczajnie zaszkodziło na  rozumek. A poza  tym to na pewno czytali opowieści innych i tak zwyczajnie, po prostu teraz tak samo wyplatają.  Najbardziej mnie śmieszy to, że największym wrogiem reinkarnacji jest kościół. A gorące  dyskusje  na temat  reinkarnacji trwały jeszcze za Pitagorasa, który twierdził, że dusza  ludzka musi przejść cykl  wcieleń przechodząc w nowe  strefy  życia. I on pierwszy głosił, że już kiedyś  żył. Umiera tylko nasze ciało fizyczne, ta  powłoka zewnętrzna, ale nasze  ciało energetyczne,  czyli nasza świadomość i podświadomość żyją  wiecznie. Temat nie  nowy i  chyba nie  do rozwiązania w sposób nie  budzący niczyich wątpliwości. I do dziś wisi w powietrzu pytanie gdzie się podziewa  energia, którą posiadał żywy organizm- bo zgodnie z zasadami fizyki energia nie  ginie, tylko  zmienia swą postać, więc gdzie  się podziewa ta  energia, która przedtem ożywiała ten skomplikowany twór jakim jest człowiek?

Stasia, tak jak obiecała, pojechała z Arkiem w niedzielę  w odwiedziny do jego mamy. Odniosła  wrażenie, że jego  mamie  coś się  nie  zgadzało w  wyglądzie  "żony",  a może nowe leki, które były jej regularnie  podawane trochę zadziałały bo pochyliła  się  do Arka i  spytała szeptem - czy to twoja  druga żona? Arka  na kilka  sekund  "zatkało" i powiedział- tak mamo, to druga  żona,  z tamtą się rozszedłem. Gdy w odpowiedzi usłyszał- to dobrze  syneczku, bo żona  zajmująca  się sportem to nie jest dla mężczyzny dobrym wyborem - zrozumiał, że wizyt z Ireną mama nie pamięta, co go nawet ucieszyło. Pogoda  była ładna, było ciepło ale  nie upalnie i spacerowali trochę po otaczającym zakład naprawdę bardzo dużym ogrodzie. Ze  sto razy mama wyrażała  żal, że bzy już przekwitły, bo wtedy , w słońcu tak pięknie w ogrodzie  pachniało.  Około godziny szesnastej był podwieczorek, na który zostali oboje ze Stasią zaproszeni przez przełożoną. Były domowej roboty rogaliki drożdżowe, dla pensjonariuszek herbata, dla nich była neska. Nie byli jedynymi gośćmi z  zewnątrz. Po podwieczorku Arek poszedł do przełożonej by chwilę z nią porozmawiać o zdrowiu matki. Dowiedział  się, że leki jednak trochę hamują postęp choroby, że mamę włączono nawet do  grupy, która ma rehabilitację ruchową i całkiem  nieźle sobie  radzi. I jak na  dziś, to  nie ma z nią dużych kłopotów. Przepraszam, że pytam, ale ta  pani, z którą pan jest to kuzynka? Pytam dlatego, by potem w rozmowie z pana mamą nie popełnić jakiegoś błędu. Arek uśmiechnął się  - to moja narzeczona,  a żeby uprościć sprawę to  powiedziałem  mamie, że to moja żona. Mama wie, że to moja  druga żona.  I, dzięki niej będę  miał wkrótce  w domu dwóch takich  chłopaczków- i pokazał jej ich  zdjęcie. Ale jeszcze  nic  mamie o ich istnieniu nie mówiłem.

Zakonnica  spojrzała na niego i powiedziała- to jak  już będzie pana żoną i będzie pan miał te  dzieci, to proszę zostawić mamie wasze wspólne zdjęcie - i może któregoś dnia przyjechać w odwiedziny z żoną i dziećmi. Potem zostanie zdjęcie wasze i  dzieci na  nocnym  stoliku  mamy i będziemy  miały o  czym rozmawiać z pana mamą w ramach aktywacji mózgu. My często  gościmy tu przedszkolaków i nasze podopieczne bardzo lubią gdy przychodzą do naszego ogrodu dzieci.

Gdy wrócił do ciągle  jeszcze  siedzących  w ogrodzie swoich pań zobaczył, że mama jest okryta chustą wełnianą, którą Stasia miała  ze  sobą,  a Stasia pilnie doprowadza  do ładu  jej paznokcie u rąk. No zobacz Areczku, jak to dobrze, że  zawsze mam ze sobą pilnik  do paznokci- mamie ułamał  się krzywo jeden paznokieć,  więc trzeba resztę do tego jednego dostosować długością. I wiesz, zostawię mamie tę chustę, jest lekka ale  ciepła, taka w  sam raz na letnie,  ale nie  upalne popołudnie. Mam w domu jeszcze  dwie, kiedyś namiętnie szydełkowałam. Tylko trzeba chyba do  niej doczepić oznaczenie - zobacz- tak jak jest na innych rzeczach mamy. Przeleć się do sióstr i skombinuj taką zawieszkę to zaraz ją tu przymocuję. A czym przymocujesz?  Mam igłę i  nitkę- zawsze mam przy sobie pół domu. No to idź po przywieszkę. Arek nawet otworzył usta,  ale   w końcu machnął ręką i  zawrócił do gabinetu przełożonej, przepraszając, że jej  głowę zawraca. Przełożona z pełnym  zrozumieniem  podeszła  do sprawy i  z szafy wyciągnęła zawieszkę z numerem rzeczy jego mamy. Arek porwał ją mówiąc - dziękuję, igłę i nici żona  ma- to bardzo zorganizowana kobieta  i szybko wybiegł z gabinetu. A do listy rzeczy posiadanych przez panią Marię przełożona dopisała : chusta wełniana. I pomyślała - jakaś niedzisiejsza - zorganizowana! A Arek gdy wracał do matki i Stasi  czuł, że coś go łaskocze w gardle. Stasia starannie przyszyła zawieszkę mówiąc- teraz chusta się nie zgubi. I niech ją mama  zabiera do ogrodu gdy wychodzi. Jest duża, dobrze  mamę okryje a łatwiejsza w obsłudze  niż sweter. Posiedzieli jeszcze u matki godzinę.

Gdy tylko wyjechali z  Zakładu Arek powiedział - od  samego początku wiem, że jesteś nadzwyczajną kobietą- kobietą niezwykłej  dobroci. Powiedziałem przełożonej,  że jeszcze  nie mamy ślubu,  ale że go weźmiemy i że mamy dwóch  chłopców. I powiedziała,  byśmy  koniecznie  zrobili sobie zdjęcie z dziećmi i  zostawili u  mamy- bo rozmowa o nich i o nas będzie dla niej  też częścią rehabilitacji. I powiedziała, że możemy raz na jakiś  czas przyjeżdżać tu  z nimi. 

                                                                     c.d.n.

czwartek, 1 września 2022

Trudny wybór- 97

Stasiny Piotruś miał na szczęście tylko katar, bo jak wykazało "dochodzenie" został oblany w przedszkolu zimną  wodą i wyszedł do przedszkolnego ogródka z innymi dziećmi w mokrym ubraniu i  z mokrymi  włosami, a dzień wcale  nie był zbyt ciepły i wysychanie w  przedszkolnym ogródku nie wyszło mu na zdrowie. Gdy Stasia   zgłosiła pretensje, to  pani wychowawczyni stwierdziła, że po prostu  nie  zauważyła, że  dziecko ma mokre  włosy i ubranie. A ponieważ owa pani często nie  zauważała  różnych rzeczy u  dzieci, Stasia złożyła oficjalną  skargę na piśmie i następne  dni tego  tygodnia dziecko spędziło u swoich  dziadków.

Adela oczywiście  opowiedziała Stasi co kupiła, a gdy zaczęła  się rozmowa o ciuszkach niemowlęcych Stasia  stwierdziła, że mała księżniczka  dostanie całą wyprawkę od "wujka  Arka", który  planował kupno dla niej jakiegoś super wózka, a tu  się okazało, że wózek już zamówiony, więc on pod kierunkiem Stasi zapewni  maleństwu ciuszki made in Italy i  zamówienie już zostało złożone. Ale  kochana  nie  denerwuj się, bo na pewno  nie będą różowe, jako że ani ja  ani Arek nie gustujemy  w tym kolorku.  Swego Młodszego Stasia pouczyła, że  zawsze gdy  mu się  coś niemiłego wydarzy w przedszkolu ma o  tym poinformować starszego brata, który jest w najstarszej grupie i kończy już chodzenie  do przedszkola. Bo wtedy starszy oczywiście  powie o  wszystkim  swojej wychowawczyni, która jest przytomną i odpowiedzialną osobą. A gdy Pawełek już awansuje do  szkoły to wtedy mały ma powiedzieć to innej, niż jego wychowawczyni.

Adela stwierdziła, że zupełnie  niepotrzebnie Arek szaleje z ciuszkami dla małej, ale Stasia powiedziała: nie rób dziewczyno z tego  cyrku, on po prostu naprawdę jest do was obojga bardzo przywiązany i jak twierdzi jest waszym  dłużnikiem, bo jesteście  dla niego rodziną. On bardzo przeżywa to, że jego mama jest  w zakładzie, choć wciąż mu powtarzam, że to było najlepsze rozwiązanie. Obiecałam mu, że w najbliższy weekend odstawię chłopców do rodziców i pojadę  z nim tam  w niedzielę. Poza tym Arek bardzo chce byśmy się pobrali i nalega, by to zrobić jak najprędzej. Powiedział mi też, że nie ma  sensu czekać z tym aż do chwili wyroku sądu rodzinnego w sprawie pozbawienia praw  rodzicielskich  mojego byłego, bo mój ślub  nic  do tego  nie ma. A gdy już  ich biologiczny ojciec zostanie tych praw pozbawiony, to on wystąpi o adopcję Pawła i Piotra i wtedy nie będzie mógł  Jurek nawet ich  odwiedzać. Bo nawet gdy  się pozbawi rodzica praw rodzicielskich, to ma prawo odwiedzać dzieci, tylko nie ma prawa o niczym w kwestii ich  wychowania decydować. Oczywiście gdy Arek wystąpi o pełne przysposobienie  chłopców i sąd się łaskawie  zgodzi, to dzieci przechodzą na całkowite utrzymanie Arka i ta  szuja nie będzie już płacić alimentów. Mam nadzieję, że wtedy te  pieniądze przeznaczy na chlanie i  zachla  się na amen. Wiem, jestem  wredna. Nie sądziłam, że tak go znienawidzę.

Jestem na  etapie mieszanych  uczuć, bo z jednej  strony widzę jak świetnie  się Arek dogaduje  z  chłopcami i jak ogromnie się  jego słuchają i jacy oni są w trójkę radośni i tak zwyczajnie szczęśliwi.  Z drugiej  strony nie  chcę obciążać Arka obcymi dla niego dziećmi i gdy to mówię to Arek dostaje szału, bo jego  zdaniem dzieci są swoje,własne  dla  siebie, a nie taty lub mamy. I on już się dowiedział, gdzie jest najbliższa szkoła dla  Pawełka i przedszkole dla Piotrka i twierdzi, że już zgłaszał ich dane w obu miejscach podkreślając, że na razie one będą pod nazwiskiem biologicznego ojca, ale to tylko kwestia  czasu.

Chce byśmy się  szybko pobrali a mnie z dziećmi może już zameldować u  siebie. Gna do przodu niczym szarżujący nosorożec - wszystko na  bok, on musi być ze mną i dziećmi.  Mówiłam jak  komu mądremu, że nagle wpadnie mu dwoje  stale rosnących  dzieci, że to same wydatki i że już raczej nie urodzę mu naszego wspólnego dziecka, więc mi powiedział, że nie marzy o wspólnym dziecku, wystarczą mu do szczęścia chłopcy a jak będzie  chciał popatrzeć na  niemowlę to  wpadnie  do was. Ponieważ moje mieszkanie już jest spłacone to zaproponowałam, że może w takim razie je sprzedam, ale powiedział, że to nonsens, pójdzie pod wynajem, 2 pokoje z kuchnią dobrze  się spisują w tej  roli i później już jeden z chłopców będzie miał mieszkanie. Zostałam już z 1500 razy przeproszona za aferę z Ireną. No i cały czas mi powtarza, że jesteście  dla niego rodziną.

A jeśli idzie o nas, o mnie, to jestem oczarowana i  zakochana całkowicie. Jest ze mną  w stałym kontakcie, wypytuje na co mam ochotę, stale pyta o chłopców, dowiaduje  się czy mamy  wszystko co nam potrzebne, bo jeśli czegoś  brak, to on zaraz pojedzie,  kupi,  dostarczy, zrobi, ugotuje. Ciągle  się pyta jak  się czuję i najchętniej już teraz-zaraz nas by u siebie zameldował. Więc jak widzisz mam o czym główkować. Uprosił mnie, bym go przedstawiła  rodzicom i poinformował ich, że mnie kocha i  kocha  również moje dzieci i chce je adoptować. No i oczywiście chce  jak najszybciej wziąć ze mną ślub. Oczywiście nie pisnęłam ani słowa rodzicom, że ma  za sobą dwa śluby. Rodzice zachwyceni bo jakby na to nie spojrzeć to facet wykształcony, pan mecenas i do tego niepijący.  Na dodatek  chłopcy nim  obaj zachwyceni i wujek Arek im  z ust nie  schodzi - stale  słyszę "a wujek  Arek powiedział, a  wujek  Arek pokazał, a wujek Arek jest  silny, a wujek Arek tak ładnie  czyta".

No wiesz- powiedziała Adela-  Arek faktycznie nie ma już swej biologicznej rodziny poza mamą, która niestety ma demencję i jest zżyty z Emilem i trochę ze mną. To naprawdę bardzo inteligentny facet i nawet porządny, chociaż  chwilami pozuje na rozwiązłego ponad  miarę.  Lubię go, naprawdę. I jest zawsze lojalny. I w moim odczuciu cholernie mu brak prawdziwego, rodzinnego ciepła.  Mówił ci, że mieliśmy  zamiar zabawić się we własną kancelarię prawniczą?  Mówił i wciąż ma nadzieję, że się to jednak uda. No i właśnie gdy opowiadał o tej kancelarii to powiedział, że jesteś nieprawdopodobnie trzeźwą  i rozsądną osobą i on nadal marzy, by się jednak taka wasza kancelaria "narodziła". I jest pełen podziwu dla Emila, że on chce być przy twoim porodzie. 

Wiesz Stasiu- ja to coraz mniej chcę by mnie widział taką rozmamłaną, rozrywaną bólem, spoconą i na  zmianę płaczącą i klnącą. Tylko nie wiem jak go do tego pomysłu zrazić. Wolałabym by był w pobliżu,  ale może nie w trakcie porodu tuż przy mnie. 

Ale wcale nie musi cię coś  boleć, na najbliższej wizycie zgłoś swojemu położnikowi, że chcesz  mieć znieczulenie zewnątrzoponowe, najwyżej będziesz miała  nieco droższy poród,  ale  się nie umęczysz. A poród  droższy dlatego, bo musi  być cały  czas anestezjolog  w czasie porodu. Bo oczywiście NFZ nie  refunduje tego znieczulenia przy porodzie.  Kobieta ma  rodzić  w bólu i męce bo podobno tak kiedyś  Bóg  powiedział lub przyśniło  się to któremuś nawiedzonemu. 

Przy  tym  znieczuleniu są dwie opcje- możesz spać i dadzą  ci środek nasenny  jeśli to jest  regularna operacja i możesz  nie  spać i to jest opcja na poród lub na przykład przy bardzo krótkiej operacji, gdy  wiadomo, że nie będzie  komplikacji, np. przy operacji przepukliny.  Mój tata  miał tak przy przepuklinie i cały czas rozmawiał z chirurgiem, który  w końcu powiedział, żeby sobie tata po prostu  wszystko w książce  wyczytał na temat  jak  taka operacja  wygląda. Pawełka  rodziłam z takim znieczuleniem. Czujesz skurcze, ale bez bólu i wtedy fajnie jest mieć przy  sobie swego faceta. Co trzy  godziny "dostrzykują" ci znieczulenie, bo masz cały czas założony cewnik. I taki poród to sama frajda. Nie będziesz udręczona  bólem ani  spocona ani złachana i będziesz rozumiała  co ci mówi lekarz i położna i cała impreza idzie wtedy sprawniej. A przy Piotrusiu to było nie zabawnie, bo mi wody w domu odeszły i trafiłam prościutko z karetki na porodówkę i spędziłam na samej porodówce 6 godzin, na tym strasznie niewygodnym wyrku porodowym  z czterema innymi rodzącymi w tym samym  czasie babkami. A mój mąż zapewne w tym czasie gził się ze swoją kolejną flamą.

Ojej, to  cudnie, że mi o  tym powiedziałaś, bo nie wiedziałam, że już taka pełna  kultura  u nas. Na razie z tym, który będzie odbierał poród jeszcze  nie rozmawiałam o samym porodzie, o tym mamy rozmawiać w 38 tygodniu. I, jak  się  śmiał, już na kilka dni przed  wyznaczonym terminem będziemy  się pewnie widywać niemal  codziennie. Już teraz mam przykazane by do niego telefonować jeśli cokolwiek wzbudzi  moje zdziwienie, bo nie będzie  "tak jak  zawsze".  To mój ulubiony "gin" mi go naraił. Emil to go stale podziwia głównie za to, że on odczytuje co widać na ekranie USG, a  Emil wpatruje  się w ekran i cały czas się martwi, że nie widzi tego tak jak lekarz. A poza tym uwielbia tego lekarza, bo pozwala nam na  współżycie i jeszcze  mówi, że to dla mnie korzystne pod  względem zdrowotnym jest. A ty wybierzesz  się do mego ulubionego  "gina"?  Tak, już złapałam termin, dobrze, że  się na  ciebie powołałam na recepcji i jakoś się termin  znalazł. Arek oczywiście chce iść ze mną i koniecznie finansować tę wizytę.  Mam wrażenie, że nasze "chłopy" to też mają taką tematykę jak my a tylko przy ludziach prowadzą  dyskusje "wielkoświatowe".  Czasem zwijam się wewnętrznie  ze śmiechu, bo od  dzieci wciąż  słyszę "a wujek Arek....i tu jest wyliczanka, a od Arka to słyszę  "a  Emil"  lub "a Adela". A jak to wygląda u  ciebie?   U mnie Emil zawsze "podpiera  się" swoim ojcem i czasem Heleną i ojcem, bo my ich  nazywamy  rodzicami.  Wiesz, ojciec  Emila i  Bronek to jakby  spod jednej sztancy wyszli. Już nawet powiedziałam Bronkowi, że na pewno by się  zaprzyjaźnił z tatą Emila. I tak  sobie planuję, żeby, gdy już urodzę i nieco  dojdę po tej imprezie do normalności, zrobić taki spęd rodzinno-przyjacielski tych wszystkich osób które są nam obojgu bardzo  bliskie. Już mam nawet pomysł gdzie  to zrobić - znam  całkiem fajną, małą restauracyjkę w Konstancinie. 

Wiesz  czego mi bardzo brakuje w tym kraju?  Nie mam pojęcia,  mnie  wielu rzeczy  tu brakuje i zapewne będzie tak  zawsze- stwierdziła Stasia. No to czego ci  brakuje?  Brakuje  mi jakiejś świeckiej uroczystości nadawania  dziecku imienia. Nie braliśmy ślubu kościelnego, mamy inny  światopogląd, ale myślę, że przyjście każdego dziecka  na świat jest  ważną  chwilą i miło byłoby dość uroczyście pokazać bliskim i przyjaciołom nowego członka rodziny i ogłosić jego imię, bez polewania go wodą wątpliwej czystości, w której przedtem nie  wiadomo kto łapska moczył.  

A wybraliście już jakieś imię?  No właśnie- powiedziałam  wczoraj Emilowi, że niestety imion  nie można  kupić w sklepie jak ubranek lub innych akcesoriów dziecięcych. Mam upatrzone jedno imię, ale nie stricte polskie rodem  i muszę sprawdzić,  czy USC raczy je zarejestrować. Nie wiem czy  zauważyłaś, ja nieco zmieniłam Emilowi imię, po prostu pomijam pierwszą literę i jest Milek. Bo to "E" na  początku ma dla  mnie taki umniejszający wpływ na  resztę - wiesz - z cyklu powiedzeń  "ee tam", "eee nie".  I małą najchętniej nazwałabym Milena. Ładnie  się  zdrabnia i jeszcze można je skrócić i będzie wtedy  Lena. Stasia zamyśliła  się - to słowiańskie imię i nie sądzę by był problem z jego rejestracją. Jedno jest pewne - nie tchnie nawet  za pięć  groszy strefą dolarową, to nie będzie potem  dziecko miało w klasie kilka Milenek. Mnie też  się podoba. W tym sezonie na placach zabaw to króluje Sandra , więc często słychać cieniutkie, płaczliwe "mama, a Sandla mi zabrała piłkę", "mama, a Sandla jeszcze nie idzie do domu". Trochę mi zeszło nim załapałam, że to  Sandra a nie  Sandla lub może po prostu sandał.

Przypomniało mi się gdy kiedyś stałam w Delikatesach w kolejce i pani w kolejce przede mną zaczęła nawoływać : "Hieronimie,  Hieronimie, chodź tutaj". Rozglądam się, bo imię raczej bardzo rzadko używane w dzisiejszych  czasach, szukam wzrokiem tego faceta o takim imieniu i co widzę?- do tej babki podchodzi maluch, góra trzylatek i bierze ją za rękę a ta go ruga, że gdzieś  się mały szwenda. No myślałam, że mnie  skręci wewnętrznie ze śmiechu, bo to imię kojarzyło mi  się z jakimś opasłym, starym facetem ale  nie  z  takim malcem, zwłaszcza w dzisiejszych czasach.

Opowieść Stasi bardzo podobała  się Adeli. Dooobre, stwierdziła. Może się jeszcze przed moim porodem wybierzemy gdzieś razem z wami i chłopcami na jakiś  wspólny wypad. Chciałabym zobaczyć Arka w  akcji a i reakcję Emila na kilkuletnie dzieci. Bo na razie to on teoretyzuje, ciekawa jestem jak reaguje na takie dzieci. Tym razem akcja ZOO nie wypaliła, no ale  może w końcu jakoś uda  się nam spotkać i żaden katar nam nie pokrzyżuje planów. Wiem od  koleżanki, że w Łazienkach jest spory plac zabaw dla  dzieci, więc może tam się wybierzemy. Albo jednak trafimy do ZOO, to pewnie  będzie  ciekawsze  niż jakiś plac zabaw.

No może się tym razem uda, ale tylko w  sobotę, bo w niedzielę jadę z Arkiem do jego mamy. Nie  chcę tego przekładać na inny termin, żebyśmy potem z Arkiem nie  żałowali, że nie zdążyliśmy do niej pojechać. Masz rację Stasiu i chyba ZOO w sobotę jest mniej oblężone niż w niedzielę, bo jednak  sporo osób robi w tym dniu zakupy. 

                                                                         c.d.n.




środa, 31 sierpnia 2022

Trudny wybór - 96

 W sobotę rano  Adela stwierdziła, że : "nie mam  w co  się ubrać" a tak dokładnie to ciąża jest paskudnym  stanem - nagle, z dnia  na  dzień okazuje  się, że wcięty w talii żakiet nie dopina  się, a jeszcze kilka  dni  wcześniej  nie było z nim problemów. No po prostu straszne!

Nie idę do ZOO, pojadę raczej na  zakupy, muszę przecież w  czymś do pracy chodzić. Emil przytulił rozzłoszczoną Adelę i  powiedział - nie ma sprawy, pojedziemy na  zakupy, tylko muszę powiadomić Arka, że my dziś nie  pojedziemy do ZOO. Chcesz  wziąć na  zakupy mamę? Nie wiem, chyba wolę sama z tobą  jechać. 

W kwadrans później okazało się, że to jakiś pechowy weekend, zadzwoniła  Stasia, że  młodszy zakatarzony, więc oni też  się raczej nie  wybiorą nigdzie, młodszy kicha a starszy się złości, że mały zainfekowany. Na  razie Stasia pakuje  w nich witaminę C no i oczywiście absolutnie  nie  można  dopuścić  do kontaktu młodszego z Adelą i ona dlatego  dzwoni. Adela zaraz  pożaliła  się, że nie ma  co na  siebie  włożyć, bo nagle  wszystko zrobiło się za ciasne.  I ona zaraz z Emilem ruszy do miasta, żeby kupić coś już nie  w rozmiarze "S" ale "M". A buty  też masz jakby  nieco  za ciasne ?- spytała  Stasia. Zaraz  sprawdzę, tylko pójdę do przedpokoju i przymierzę.  

No tak, mam je  dokładnie  wypełnione. No to ci się  woda  zatrzymała,  za mało wczoraj piłaś. Pij  dziś sporo wody mineralnej  ale nie gazowanej i bez soku lub innych  dodatków. A tak ogólnie  to  się ciesz, że  cię trochę przybywa, bo dzięki temu dziecko ci  rośnie. Ale  mnie  już 6 kilo przybyło, będę szersza niż dłuższa. Nie narzekaj, jeszcze  nie  wyglądasz  ciążowo. Wyobraź  sobie, że bywają  dziewczyny, co potrafią przybrać na  wadze  nawet ponad  20 kilogramów, a  normą jest przybranie  12 do 14 kilogramów.  I wyskocz  ze  szpilek i  zacznij chodzić  w adidasach, kręgosłup ci za to  podziękuje.Zrób sobie  z jednych  dżinsów  ciążówki- podeślę ci na  maila instrukcję jak masz  to zrobić. Dziś kup sobie  tylko kilka bluzek typu tunika, które są marszczone  pod  biustem  a nie na  biuście i zamiast żakietu będziesz  nosiła luźne kardigany.  Poza tym Bronkowi i tak się podobasz- śmiała  się Stasia.

Stasiu, a  ja pomyślałam, że sobie  może kupię koturny na platformie, bo mi adidasy w mieście bardzo nie pasują. No możesz, ważne, żebyś miała podparcie na  całej stopie a nie tylko obcas i paluszki. Pojedź na  Chmielną, tam  zawsze  można coś fajnego upolować. Może gdzieś załapiesz sukienkę równą, prostą typu "chłopka", wtedy ją też  można bez problemu przerobić na  ciążówkę- kwestia  jednego wieczoru. I też ci napiszę jak to  zrobić. Bo wiesz- te  gotowe  sukienki  ciążowe  są beznadziejne. Nie  da się ukryć, że 90 procent  dziewczyn to po porodzie nadal wygląda jakby  za moment miały  rodzić. Te  co chodziły na te ćwiczenia też  nie wyglądają lepiej. Ale i tak najgorzej mają te po cesarce. I wiesz,  zacznij  już używać krem na  rozstępy, nawet jeśli ich nie masz. I zadzwoń gdy wrócicie z zakupów. Jestem cholernie  zła, że mały znów coś załapał w przedszkolu. Mam  sporo do pogadania  z tobą, a nie  wiem czy smarkulowi się nie  zaczyna  jakaś zakaźna wirusówka, bo większość  z nich  zaczyna się jak zwykłe przeziębienie. No to lećcie na te  zakupy, zadzwoń gdy  wrócicie. Arek ci posyła całusy.

Zakupy poszły całkiem dobrze. Do przeróbki na  spodnie  ciążowe Adela kupiła  nie markowe  dżinsy i to nawet dość cienkie- jakby na  to  nie  spojrzeć to już jednak był początek lata. Kupiła dwie  cienkie  nocne  koszule rozpinane aż do pępka, jednorazowe  majcięta (całe opakowanie) dla  siebie, w sklepie bieliźnianym pas ciążowy, podtrzymujący nieco od  spodu brzuch i biustonosz przystosowany do karmienia. Zastanawiała  się czy będzie  miała pokarm, bo ona  była  wyhodowana na  butelce - po prostu jej matka nie  miała pokarmu. Oczywiście  mówiła o  tym położnikowi, który  się  tym  wcale  nie  zmartwił. Kupiła też  dwie bluzki- tuniki na  nieco wyższy wzrost, by je  przerobić na  ciążowe. Upolowała sandały na "platformie" oraz  kryte pantofle na koturnowym obcasie i niewysokiej, lekko pogrubionej podeszwie przodu. W dziewiarskim  sklepie kupiła wełniane  "coś" zamiast swetra - było miękkie i ciepłe i było czymś pośrednim pomiędzy peleryną  a ponczem, wykonane z cieniowanej włóczki, ogólnie  było koloru fioletowego. Wyposażenie  dla dziecka postanowiła  kupić dopiero po konsultacji ze Stasią. Przy okazji udało się namówić Emila  na kilka  nowych   koszulek polo dla  niego i nawet  załapał  się na  sandały i bardzo ładne  sztruksowe  spodnie.

Emil był mocno rozczarowany faktem, że nic jeszcze  nie kupują  "dla Malizny". Kochanie, dla małej to będziemy kupować dopiero wtedy, gdy się skonsultuję ze Stasią. Poza  tym robiąc  dla maleństwa zakupy ubraniowe to trzeba  pamiętać, że dzieciaczki strasznie  szybko rosną, więc muszę  się z nią  skonsultować co naprawdę jest takiemu maleństwu niezbędne i jakie ilości czego trzeba kupić. Już i tak jest nieźle  z tym zaopatrzeniem, bo kiedyś pampersy to moja koleżanka kupowała w Pewexie. Majtusie dla dwulatki również, bo te z Pewexu trzymały fason, a te z państwowego sklepu po pierwszym praniu robiły się o trzy numery za duże.  Ale - zobacz- na wystawie po drugiej stronie jest fajniusi  biały sweterek- zapytamy się na jakiej wielkości dziecko jest przeznaczony, mnie wygląda, że to może  być dobry na  chłodniejsze  dni w lecie. Sweterek  był niestety tylko reklamą, bo to był punkt usługowy, w którym można   było złożyć zamówienie na ręcznie robione  sweterki, ale pani wytłumaczyła Emilowi, że  sweterki to są  dla nieco  starszych dzieci, nie  dla noworodków. A i tak wizyta była  zdaniem Adeli owocna, bo pani  znała kilka adresów prywatnych sklepów handlujących importowanymi ciuszkami dla  maluszków. A teraz , kochany, pojedziemy na bazar przy Puławskiej i kupimy trochę dobrych  wędlin, a wpierw  wdepniemy do budki z włóczkami i kupię włóczkę  i sama zrobię na  drutach sweterek i skarpeteczki dla naszej  córeczki. I może zrobię też kocyk szydełkiem. I porozmawiam, czy jest na bazarze jakaś budka, w której  są jakieś ciuszki dziecięce. Nie  bardzo mam ochotę łazić po nim i wszystkie budki zwiedzać. Idąc do budki z wełnami mijali tym razem otwarty spory kiosk rybny. Adela  zapytała  się jaki jest  stosunek Emila do smażonego łososia, a że był wielce pozytywny Adela kupiła łososia. Potem  weszli do budki z  wełnami i okazało się, że włóczki na niemowlęce ciuszki to będą za kilka  dni, a teraz to Adela  kupiła tylko włóczkę na kocyk. Kupiła  dwie  włóczki,  granatową i  ciemno  zieloną, które połączone  w jedną  nitkę będą  pasowały do wózka i do fotelika I będzie z nich albo kocyk  albo śpiworek. Potem szybko udało  się kupić ulubione  wędliny i zadowoleni  z wyprawy pojechali  do  domu. 

W domu,  zamiast w domowych klapkach Adela chodziła  cały  czas w nowo kupionych sandałach, bo, jak tłumaczyła Emilowi musi przyzwyczaić swe mięśnie  nóg do nowych  butów. Emil robił mądrą minę, ale tak naprawdę  nie mógł tego pojąć. Już dawno pogodził się z tym, że  nie  zawsze rozumie "kobiecą logikę" i jeśli  coś z ich działania nie przyprawia  go o wielki stres to lepiej o tym nie  dyskutować i wszystko uznawać za normalne. Nie  mniej nie ukrył zbyt  starannie  swego zdziwienia, więc Adela pokazała mu różnicę pomiędzy pracą  mięśni nóg gdy chodzi się  w obuwiu  bez obcasa a w obuwiu z  obcasem. A że przy okazji mógł pomacać mięśnie pani małżonki, był wielce  szczęśliwy. Opowiedziała  również jak  to kiedyś miała  wściekły ból mięśni piszczelowych gdy nagle zmieniła  szpilki na sandałki bez podwyższonego obcasa. I tak się wzajemnie  nieco  zadziwiali, bo Emil po raz  pierwszy  słyszał o "mięśniach  piszczelowych" a Adela nie  mogła  z kolei pojąc jak ktoś, kto grywał w siatkówkę i  miewał różne kontuzje  mógł nie  wiedzieć, które to są mięśnie  piszczelowe.

Maleństwo - gdy  miałem jakąś kontuzję to po prostu pauzowałem i chodziłem na rehabilitację,  ale nikt nie mówił co i  dlaczego mam rehabilitowane i nie używał żadnych nazw poszczególnych  mięśni. Przychodziłem do gabinetu lekarskiego, pokazywałem  co mnie  boli.....i tyle. A nie  czułeś  się z tego powodu traktowany jak debil, który nie jest w  stanie  niczego zrozumieć? Bo gdy  mnie  coś  boli to staram  się dowiedzieć co i dlaczego  mnie  boli. Oczywiście  wpierw wymęczę lekarza, do którego trafiłam a potem sobie to wszystko jeszcze sprawdzam w encyklopedii zdrowia. 

Ja wiem, że lekarze  nie przepadają za takimi pacjentami, którzy w ten  sposób jakby "patrzą" im  na ręce a na dodatek kontrolują ich  wiedzę, ale jak sam widziałeś mam dzięki temu samych  fajnych i dobrych  lekarzy i wszyscy, którym ich  polecę są nimi  zachwyceni. Poza tym wychodzę z  założenia , że skoro mi coś z jakiegoś powodu nawala to powinnam  dowiedzieć  się  dokładnie  dlaczego i jak się danej dolegliwości szybko pozbyć. Gdy urodzę to już mam dla małej pediatrę, prywatnego. To lekarz, który ma taki  sam pogląd jak ja - każdy pacjent  musi  być świadomy tego co się  dzieje  z jego ciałem i  zdrowiem i każda matka musi pilnie obserwować  swoje dziecko by wszystko móc opowiedzieć lekarzowi. I w kilka  dni po moim powrocie z Malizną ze  szpitala wezwiemy go na pierwszą wizytę. I jestem pewna, że będziesz nim naprawdę zachwycony. Oczywiście pacjentów prywatnych  bierze tylko z polecenia. I leczy dzieci  tylko do siódmego roku życia. A facet ma dwójkę dorosłych już dzieci i ma niemal 2 m wzrostu, tak  na moje oko. I najbardziej  lubi, gdy przy  wizycie jest  również tatuś dziecka i to dobrze zorientowany w  stanie dziecka- czyli jak małe je, jak reaguje  na różne warunki zewnętrzne, co lubi a co nie. Bo nawet takie maleństwo pewne  rzeczy lubi a inne  nie. I nie jest fanatykiem pokarmu naturalnego, czyli karmienia piersią, bo teraz jest całkiem dobre mleko nawet dla noworodków. Raz go  widziałam, bo byłam by pomóc jej przy kąpieli pewnej małej dzieciny- jej tata  był wtedy moim dyrektorem.   On był w delegacji w Londynie, a jego żona miała rękę w ortezie - dzwonił z tej delegacji i błagał, strasznie  mnie przepraszając, żebym jej pomogła, bo jego matka nie  zdąży wrócić z  sanatorium a jemu właśnie odwołali lot i wróci dopiero, jak dobrze pójdzie, następnego dnia. Bo wiesz - sekretarka jest  dobra  na  wszystko, na kłopoty rodzinne oczywiście  też. Trochę mnie  siekło, bo sądziłam, że po prostu powinni odwołać  wizytę. I  dopiero od  niej się dowiedziałam, że to nie "rutynowa" wizyta, tylko mała  ma temperaturę i trzeba ją przebadać. I wtedy po raz pierwszy widziałam takie maleństwo, miała chyba wtedy ze 3 miesiące. Wyglądała jak ta lalka w białym sweterku na  wystawie tego sklepu. Wg mnie to była  wręcz porażająco  mała. A gdy ten lekarz  ją badał i przewracał jedną dłonią  z boku na bok to aż mi dech zaparło z wrażenia- bałam  się, że  dziecku zrobi krzywdę, ale na  wszelkie wypadek nic nie mówiłam. I tylko dzięki temu nie  wyszłam na kompletną  debilkę.

Na lunch w postaci pieczonego łososia  zaprosili również Helenę i Piotra. Na deser był dla wszystkich szybkościowy deser w postaci kremu jogurtowego z mrożonych czarnych jagód, przygotowany przez Helenę. Adela się  śmiała, że przez nią cała  rodzina odżywia się niczym kobieta  ciężarna.

Po obiedzie pojechali wszyscy na spacer do Konstancina, bo Piotr i Helena chcieli zapisać się tam na basen. Oczywiście Adela  zaraz wypróbowała  swoje nowe sandałki, które zdały jej zdaniem egzamin na piątkę. Helenie podobały  się, ponieważ były w jej ulubionych kolorach- paski były białe, czerwone i granatowe.

                                                                                    c.d.n.

                                                                         


wtorek, 30 sierpnia 2022

Trudny wybor - 95

 "Męskie  żarciuszko" to były kopytka z wędzonym schabem pokrojonym w grubą kostkę i zapieczone  pod sosem śmietanowo-musztardowo-serowym, z tym, że porcja dla Adeli miała schab wpierw obsmażony na  rumiano, bo w  czasie  ciąży nie wolno  jeść surowego mięsa. W tym układzie do piekarnika  powędrowały dwie formy na tarty - mała  dla  Adeli i duża  dla panów. Adela tymczasem rozsiadła  się wygodnie w  fotelu i zaczęła przeglądać strony internetowe z niemowlęcymi ubrankami.

Arek opowiadał Emilowi nieco  dokładniej a i przy  okazji  dosadniej o przyczynach swego  ślubu z Ireną i obaj  doszli do  wniosku, że w gruncie  rzeczy Irena wykiwała  ojca, który był przeciwny związkowi Ireny z "naczelnym ogrodnikiem" jak go nazwał Arek i dlatego obiecał jej, że przepisze cały majątek na nią,  ale tylko wtedy, gdy wyjdzie  za mąż za kogoś innego.  Jak opowiadał Arek- najwidoczniej  praca na świeżym powietrzu i wysiłek fizyczny wzmagały "naczelnemu ogrodnikowi"  jurność, bo Irena była  nim zachwycona i dawała go Arkowi za wzór, bo był facetem, który  nie  miewał problemów z potencją, a Arek, który nie pracował fizycznie  na świeżym powietrzu i głównie pracował mózgiem w zamkniętych pomieszczeniach, gdy  był bardzo przepracowany to miał "falstart za  falstartem", czego Irena  jakoś nie  mogła pojąć. A na  dodatek nie  był słodkim brutalem i prawione Irenie przez  niego komplementy zupełnie nie  wzbudzały w niej entuzjazmu i zachwytu, raczej sprawiały, że musiała  się zastanowić niczym na egzaminie z języka polskiego, by pojąć   "co poeta  miał na myśli". 

No fajnie, stwierdził Emil - dla  mnie  to normalne, że gdy głowa  zawalona pracą to człowiekowi nie seks w głowie a rozwiązanie dręczącego  go problemu. Pierwsze dwa lata w Meksyku miałem taki "zapieprz", że nawet cały harem pięknych hurys by mnie  nie doprowadził do stanu używalności. Poza tym daleko na  samym  seksie się  nie  zajedzie- przynajmniej jeśli idzie o mnie. 

Ty to jesteś szczęściarz, masz dziewczynę która odpowiada  ci pod każdym względem i naprawdę kocham twoją Adelę na tym intelektualnym poziomie - jest świetna, nawet jak się na  mnie wścieka. A teraz zaczynam ją  wielbić i za to, że dzięki niej spotkałem Stasię. Stasia to chodząca  delikatność i dobroć. Jej rodzice też będą zeznawać w sądzie rodzinnym na rozprawie o pozbawienie praw  rodzicielskich jej męża. Tak mi doradził kolega, który stale  się tym zajmuje.

A  Adela, jak  zauważyłem,  w pewien sposób "matkuje" Stasi chociaż jest od  niej młodsza. To prawda- zgodził  się  z nim Emil- Adela miała, nim ją poznałem, bardzo nieudany i trudny związek i może być z siebie  dumna, bo sama wyszła  z niego. I wiem, że chce byście oboje nie pokaleczyli  się wzajemnie - cicho powiedział Emil. No, wyjmujemy żarciuszko, idź po nią,  ja tymczasem  nakryję stół, zjemy w kuchni. 

W dwie minuty potem Arek wszedł do kuchni mówiąc - ona chyba  śpi, zobacz  sam. Emil poszedł do  pokoju dziennego - Adela leżała zwinięta w kłębek z głową na  miękkiej poręczy fotela, obok leżał włączony laptop.  Emil delikatnie go  zabrał i chociaż  było mu żal - jednak  ją obudził. Musi zjeść lunch, ma  się wszak regularnie odżywiać, żeby zbyt dużo na raz nie jeść.

Ojej, jęknęła Adela - strasznie was przepraszam, ale jakoś ta  ciąża mnie usypia- od wielu lat nie  zasnęłam tak bez powodu  w biały  dzień. No fakt, szczerze mówiąc to  ten  stan przyprawia cię o senność - powiedział z uśmiechem  Emil. Wieczorem bardzo szybciutko zasypiasz. Nie  wydaje mi  się to dziwne - stwierdził Arek - jakby  nie było ona żyje teraz za dwoje a to na pewno dość męczące jest - przecież wszystkie jej narządy są obciążone podwójnie.  Potrzymacie jutro kciuki za mnie? Rozprawa  jest o 9 rano. No jasne,  potrzymamy, ale nie  zapomnij dać nam znać o wyniku czy wychodzisz z tarczą czy  cię wynoszą na tarczy - wiesz jak jest - życie jest pełne  niespodzianek, tych  niemiłych zwłaszcza, stwierdziła Adela.

A czy pojechalibyście razem z nami do ZOO w sobotę?  Tak, ale  w dwa  samochody, żeby wrócić wcześniej jeśli się Adelka  zmęczy- zgodził się  Emil. To dobry pomysł, bo mam  do Stasi mnóstwo pytań odnośnie wyprawki- bo przeglądałam na internecie i mam tak  zwane mieszane uczucia. I poczytałam też trochę blogów matek - mają to samo odczucie  co ja, że kwestia rozrodu w  grupie osobników Homo Sapiens jest absolutnie niedopracowana. I małym dla mnie pocieszeniem jest fakt, że wszystkie samice żyworodnych mają "przechlapane". Wy się zajmiecie chłopcami a my sobie pogadamy. Nie wiem jak jest teraz w ZOO, ale kiedyś to tam  było sporo ławek, wieki  całe tam nie  byłam. 

Arek, jak  zjemy pokażę ci na internecie jaką limuzynę zamówiliśmy dla  naszej księżniczki. Wielce doskonały  model, bo składany. Stelaż jest aluminiowy i tak opracowany, że służy do głębokiego wózka, spacerowego i można też na nim zamontować fotelik samochodowy dla  maluszeczki.To takie maleństwo siedzi w  foteliku?- zdumiał się Arek. Nie , nie  siedzi ale  leży, bo tam jest specjalna wkładka dla maluszków. I wiesz,  że w fotelikach  wozi się dzieci w pozycji tyłem do kierunku jazdy?  I żeby było jeszcze  ciekawiej, to ten fotelik dla maluszków jest mocowany na tylnym  siedzeniu i jest do tego potrzebna  specjalna baza.  

Arek ożywił się  nagle - powinienem za każdym razem chyba mieć  foteliki dla  obu chłopców. Noooo, powinieneś- tu niedaleko jest punkt, w którym można wypożyczyć foteliki  lub kupić używane, ale w bardzo dobrym stanie.  Ale chyba jeden  fotelik wystarczy, bo starszy to  chyba  może  mieć taką podwyższającą poduszkę, żeby go można zapiąć pasami. Jak chcesz  to  się możemy dziś tam z tobą przejść.Tylko dowiedz  się u Stasi ile starszy ma  wzrostu i ile waży młodszy. No to zaraz się o to ją  zapytam. Adela uśmiechnęła  się - jeśli chcesz porozmawiać na osobności to idź do którego chcesz  pokoju. I pozdrów ją ode mnie.

No  coś ty- roześmiał się Arek - jesteście dla  mnie jak rodzina. Przepytał Stasię odnośnie  wagi i  wzrostu obu  chłopców, zapisał sobie i przekazał pozdrowienia od Adeli, mówiąc, że w sobotę pojadą  wszyscy do ZOO i będzie wesoło.

W sklepie Arek nabył fotelik dla młodszego, kupił używany, bo sprzedawczyni mu wytłumaczyła, że dzieci mają to do siebie, że jednak rosną, więc ten  fotelik nie będzie  długo używany. Dla  starszego kupił specjalną poduszkę, która mu będzie służyła aż do chwili, gdy już bez niej będzie  się mógł zapiąć pasami. Gdy wyszli Arek powiedział - dzięki wam obojgu jestem ciągle w pionie i nie  gubię się co pięć minut. Jesteście dla mnie jak prawdziwa, najbliższa  rodzina. Przecież ty dla nas też - zapewnili  go oboje.

Następnego dnia około południa Adela otrzymała  sms - jest rozwód, bez orzekania  winy, bez rozprawy "godzącej". Zadzwonię do was z domu, około 18,00. Co do wycieczki- wstępna  propozycja  godz.11,00 przy wejściu od Ratuszowej, resztę dogadamy gdy "drynknę".A.  Przesłała tę wiadomość do Emila, a potem tę nowinę o rozwodzie przesłała  do Stasi,  łącznie z  zapytaniem, czy nie napiłaby  się kawy , ale nie w barku. 

Oczywiście zapytała  się również szefa,  czy napije  się kawy a do kawy przyniosła  z  domu chipsy serowe własnej roboty. Stasia  przyszła wyraźnie "podładowana"  pozytywnie wiadomością o rozwodzie  Arka. Adela napełniła 4 plastikowe pojemniczki (po jakichś kupnych  deserach) chipsami - ten czwarty był przeznaczony  dla Emila, któremu wysłała  sms, że robi kawę. I chociaż  miał do pokonania  całkiem  sporo korytarzy i jedno piętro jakoś bardzo szybko dotarł. Ojej, a skąd te  chipsy tutaj? Przyniosłam dziś z  domu. To my mieliśmy chipsy  w  domu i ja  nic o nich  nie wiedziałem? Nie wiedziałeś, bo część schowałam przezornie do puszki po nesce, żeby były w zapasie. Wiem doskonale ile potrafisz ich zjeść na jeden raz, więc schowałam. Szef trzymał w ręce chipsa cieniutkiego jak opłatek i dziwił  się,   jak można zrobić tak  cieniutkie  ciasto i ogromnie  się zdziwił, że to nie  ciasto a tylko i  wyłącznie sam ser, a tak dokładnie to dwa gatunki sera, jedne chipsy  posypane  curry inne wędzoną papryką i upieczone w piekarniku.  I Stasia i szef poprosili o przepis.  To się robi bez przepisu - stwierdził Emil. Trzeba po prostu zetrzeć na dużych oczkach tarki  dwa do czterech gatunków sera, wymieszać je, rozłożyć na macie  do pieczenia płaskie kopczyki sera i wstawić  do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piec do ich wyschnięcia, uważać  żeby  nie przypalić. Po wyjęciu posypać czym  się lubi - my na ogół posypujemy papryką wędzoną i łagodnym   curry. A sery minimum  dwa  gatunki, jeden ostrzejszy, drugi łagodniejszy. Jak się nie ma maty do pieczenia to dobrze jest wyłożyć blachę papierem do pieczenia. Pana żona, panie Emilu  mnie wciąż  czymś  zadziwia - powiedział szef. Mnie ostatnio też - stwierdził Emil - pierwszy raz coś schowała  przede mną, jestem tym trochę przerażony - śmiał  się Emil. Może to ten  stan odmienny na  nią wpływa,  bo wczoraj biedactwo zasnęło w  dzień na  fotelu. 

Szef natychmiast spoważniał - a może powinna wziąć pani trochę zwolnienia lekarskiego. Który to był teraz  tydzień?   Trzydziesty drugi - odpowiedział Emil. I mała już leży główką  w dół i pleckami do widza. Muszę  się panu przyznać, że jestem pełen  podziwu dla lekarza, który potrafi odczytać USG, zresztą rentgenologów też podziwiam, zwłaszcza  tych co rozpoznają różne narządy wewnętrzne. No bo kości na rtg to jeszcze  jakoś widać, ale tkanki miękkie - plątanina ciemniejszych i jaśniejszych, mniejszych i większych plam i kształtów.

Ale ja  się naprawdę dobrze czuję, może  tylko bardziej reaguję na  spadki ciśnienia atmosferycznego. Panie Bronku, zamówiliśmy dla małej wózek typu 3 w 1. Jeden stelaż, zresztą składany, obsługuje wózek głęboki,  spacerówkę i fotelik samochodowy. I ma mnóstwo bajerów bo i ochronę przeciw deszczową i moskitierę i część budki może  być siatkowa, żeby dziecko miało więcej powietrza. A kolor wybrałam ciemno szmaragdowy. No i nawet ma uchwyt na kubek kawowy i ocieplacz  na ręce dla prowadzącego wózek. Ten uchwyt na kubek kawowy to zachęta dla Emila do spacerowania z  dzieckiem, a ocieplacz na ręce to dla mnie, bo mnie od jesieni do późnej wiosny  wciąż marzną  ręce.

Szef zaczął się  śmiać - tak pani o  tym opowiada, że gdy już będzie pani w  domu z dziecinką to przyjadę to  wszystko obejrzeć i koniecznie poznać dziecinkę.  No ja  myślę, że pan przyjedzie, nawet  nie  wyobrażam  sobie by pan  do nas  nie przyjechał. I pozna pan naszego tatę - jak znam życie  to na pewno będziecie  mieli panowie szalenie  dużo wspólnych tematów.

Czy zauważyliście, że jakoś ostatnio nie  toniemy w papierach? Mam wrażenie, że  wszyscy się czają. Jeszcze trochę, a okaże  się, że zrobiłem spory błąd namawiając Adelę na robienie aplikacji rzecznikowskiej. Lepiej by wyszła na aplikacji adwokackiej stwierdził Emil. 

Adela uśmiechnęła  się - może jeszcze utworzy nasz przyjaciel Kancelarię Adwokacką a  sytuacja rzeczników jakoś się bardziej wyklaruje? Ja bym bardzo  chętnie przeszła na półetat tu gdy wrócę z ustawowego macierzyńskiego i gdzieś czytałam, że podobno zakłady pracy mają dawać mamuśkom połówki etatów  w czasie urlopu wychowawczego. Muszę kiedyś zatelefonować do zaprzyjaźnionej kadrowej w poprzednim  miejscu pracy. 

A jeśli sytuacja zawodowa nas  zmusi to prawdę mówiąc bez większego żalu wyjedziemy stąd i  zabierzemy ze sobą rodziców. Już bardzo dużo moich  znajomych mieszka poza Polską i jakoś nie płaczą z tęsknoty.

                                                                           c.d.n.