poniedziałek, 14 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść -X

 Ślub udało się zamówić na drugą sobotę lipca. Tolek coś tam jeszcze  marudził, że on to by wolał w ogrodzie, ale Iza mu rzecz wyperswadowała, że: primo to się strasznie zniszczą mamine róże a poza tym wypadałoby wtedy zaprosić sąsiadów zza płotu. Poza  tym jeśli by padało to wcale nie byłoby w ogrodzie  miło a końcowym argumentem było to,  że szpilkowe obcasy wszystkich  pań nie nadają się do chodzenia po miękkim podłożu, więc trzeba by wszystkie drogi komunikacyjne w ogrodzie  i teren pod namiot starannie wyłożyć deskami i jeszcze pilnować by nie było pomiędzy deskami szczelin, w których mogłyby utknąć obcasy szpilkowe pań. Firma, którą rodzice Tolka wynajęli do przygotowania sali kawiarnianej zapewniła Tolka, że będzie się czuł jak w ogrodzie, tyle będzie  zieleni w sali kawiarni.

Iza była bardzo ciekawa czy ojciec przyjedzie, bo datami to było na styk z jego wyjazdem z Martą do Hiszpanii. Podała mu oczywiście adres domowy rodziców Tolka z prośbą by przybył tam przynajmniej najpóźniej o godz. 13,00, bo chciała go poznać ze swymi teściami, ale oczywiście przesłała mu również oficjalne zaproszenie do kawiarni, podając godzinę ślubu. W drzwiach kawiarni miał stać wynajęty człowiek i wpuszczać tylko osoby z zaproszeniami. W sumie uzbierało się ok. dwadzieścia osób. Uroczystość miała się zacząć o 14,30. 

O 13,15 do domu rodziców  Tolka dotarł ojciec Izy. Ale nie z Martą, ale z.....matką Izy. Iza gdy zobaczyła wchodzących do salonu swoich rodziców pomyślała że ma  omamy wzrokowe. Prezentowali się  nieźle, ojciec w jaśniutkim  garniturze,  matka w letniej sukience typu "mazanina", czyli w kwiaty jakby zamazane mgłą.  Z trudem przełykając ślinę Iza dokonała prezentacji mówiąc do swej teściowej- mamuśku, to jest moja matka i mój ojciec. Tatuniu, to moja matka i mój ojciec. Rodzice Tolka wysupłali ze swego wnętrza  super uprzejme uśmiechy i wymienili uściski rąk z przybyłymi. Iza  szepnęła -przepraszam, pójdę po Tolka-  i zniknęła w kuchni, gdzie Tolek poił się wodą. Trzęsąc się z emocji wyszeptała- przyjechała moja matka, ojciec ją tu przywiózł.Tolek chwycił Izę za ramiona, przytrzymał chwilę i powiedział- uspokój się kochana- nikt ci tu krzywdy nie pozwoli zrobić. Sięgnął do apteczki i wyciągnął opakowanie  waleriany, spokojnie odliczył odpowiednią ilość kropli, nalał do kieliszka wody i podał Izie - łyknij,  smaczne nie jest, ale szybko pomaga. Posiedź chwilę sama, zaraz wrócę. I wyszedł do salonu. 

O, jest  pan młody, radośnie zawołał  ojciec  Izy. A gdzie panna młoda? Poszła się przebrać odpowiedział Tolek. Ja też muszę się jeszcze przebrać.  Może państwo już pojadą z moimi rodzicami a my z Izunią pojedziemy drugim samochodem.  Och nie, mamy tu zaproszenie a na nim adres, to pojedziemy moim, żeby potem tu nie wracać po samochód. 

Tolek wrócił do Izy, drugim wyjściem opuścili kuchnię i poszli na górę by się przebrać.

Na Izę waleriana podziałała wspaniale, jako że nigdy nie brała żadnych środków uspakajających. Z okna Iza zobaczyła, że jej rodzice odjeżdżają. Tolek zbiegł na dół by uspokoić swoją mamę, ale ona martwiła się o Izę, nie o siebie. Poszła nawet na górę z Tolkiem by utulić Izę i zapewnić, że wszystko jest w porządku. Młodzi szybko się przebrali i gdy zeszli na dół rodzice  stwierdzili, że wyglądają świetnie a gdy Iza zaczęła przepraszać za całe zamieszanie ojciec ujął jej rękę i powiedział - ja ci jeszcze tego nie mówiłem, ale jesteś dla nas jak nasza własna córka i dziękuję ci, że jesteś z Tolkiem i z nami i z namaszczeniem złożył na jej ręce pocałunek. Kocham Tolka i was oboje też wyszeptała Iza i przytuliła się do obojga. 

Mamuś zobacz, mam w tej sukience kieszenie w  bocznych szwach, mam gdzie schować chusteczkę by wytrzeć łzy gdy mi nerwy puszczą. I młodzi wraz z rodzicami w roli świadków wyruszyli na ślub.

Gdy weszli do kawiarni powitały ich brawa. I z całą pewnością było tu znacznie więcej osób niż dwadzieścia, których spodziewali się Iza i Tolek. Było kilkunastu kolegów Tolka, niektórzy w mundurach, inni po cywilu. Jedni solo, inni ze swymi żonami czy też dziewczynami. Był też Kacper z żoną. Było też kilka par zaprzyjaźnionych z rodzicami. Kawiarniany bar spełniał rolę biura, z półek zniknęły stojące tam zwykle różne  butelki, ich miejsce zajęły różne kwiaty doniczkowe, niektóre pięknie  kwitnące. Na szerokich parapetach okiennych też stało wiele roślin. Ślubu udzielała córka znajomych rodziców Tolka, dla której był to debiut w tej roli. Oprócz odczytania obowiązującej formułki, zebrania podpisów i złożenia życzeń urzędowych, dodała nieco ciepłych życzeń od siebie. Potem świeżo upieczeni małżonkowie wymienili się obrączkami przy wtórze marsza weselnego. 

W tym czasie kelnerzy wnieśli kieliszki z szampanem i poustawiali je na stolikach, zostawiając też na nich króciutkie menu, w którym były do wyboru różne  napoje, lody, kawa, herbata  i dwa rodzaje ciasta. 

Tolek podziękował wszystkim za przybycie, potem rodzicom za to, że go zawsze wspierali. Na koniec podziękował Izie, że zgodziła się zostać jego żoną i dzielić z nim swe życie i przyrzekł publicznie trwać przy niej bez względu na okoliczności. 

Szef kelnerów poprosił wszystkich, by po złożeniu życzeń z powrotem usiedli przy stolikach, bo kelnerzy zbiorą od nich zamówienia na ten mikroskopijny poczęstunek. Pierwsi złożyli życzenia nowożeńcom rodzice obojga, potem podchodzili po kolei inni. Rozbawili Izę koledzy Tolka- jedni się  dopytywali gdzie dotąd ukrywał swą świeżo poślubioną żonę, inni, podobnie jak Kacper, śmieli się, że taki świętoszek stroniący od  płci pięknej był z niego a tu cichcem, cichcem i żeni się z taką piękną kobietą. Gdy podszedł Kacper z żoną Iza zapytała się czemu nie przyszli ze starszym synkiem, bo to bardzo rozgarnięty maluszek. Na to Kacper wykonał zwrot przez sztag i wyciekł z kawiarni. Po chwili wrócił z synkiem na rękach, postawił go na  podłodze i powiedział- idź ukochać ciocię Izę i mały przydreptał do Izy, stanął przy niej i wyciągnął  do góry rączki. Z podłogi podniósł go Tolek, a  mały objął za szyję Izę, potem obrócił się do własnej mamy i ona go wzięła od Tolka na ręce. Agnieszka powiedziała, że oni już muszą iść, bo teściowa siedzi w samochodzie z młodszą, która śpi. I muszą już wracać do domu, bo zbliża się pora jej  posiłku, a mała to żarłok i gdy głodna to jej głosik wygra głośnością nawet z syreną okrętową. W tym momencie Agnieszka wyjęła z torebki niewielkie pudełko a Kacper powiedział - a to jest prezent od nas dla was.

Nasłuchała się  Iza komplementów na swój temat od wszystkich kolegów Tolka i wielu miłych słów od znajomych swych teściów. Gdy kolejka życzących wreszcie się skończyła z ulgą usiadła przy stoliku stojącym  pośrodku kawiarni, przy którym siedzieli rodzice Tolka i jej ojciec- sam, krzesło matki stało puste. A gdzie matka?- spytała. A nie wiem, wyszła nagle, nie wykluczam, że jest  może w samochodzie. Ona jest na odwyku, więc może uciekła od widoku szampana.  Uparła się, że pojedzie ze mną. Chyba kolejny ją porzucił. Jeśli ją znajdę to od razu ją stąd wywiozę. Dbaj o moją  córkę, młody człowieku. Wstał, pożegnał się z rodzicami Tolka i wyszedł.

Z zaplecza kawiarni wyszła urzędniczka i podała im świadectwa  ślubu, poprosiła o sprawdzenie czy wszystko jest prawidłowo i o pokwitowanie odbioru. 

Iza wyszła na chwilę przed kawiarnię, ale nigdzie nie widziała samochodu ojca i wróciła. Goście pomału opuszczali kawiarnię,  a każdy przed wyjściem jeszcze raz życzył wszystkiego co najlepsze. Jako ostatni kawiarnię opuścili kawiarnię młodzi z rodzicami. Samochód prowadził Tolek, który nawet nie tknął szampana, bo jak twierdził nie jest amatorem szampana a poza tym  ktoś w tej rodzinie  musi zachować trzeźwość umysłu.

W domu z wielką  ciekawością otworzyli  szare pudełko, które im wręczył Kacper. W środku było drugie, firmowe, ukrywające malutką kamerę i kartka z  tekstem: "Tolku,  bracie! Mam nadzieję, że kamerka sprawi wam sporo radości, na tyle dużo, że nie pogniewacie się na mnie za to, co na niej jest nagrane, a co nagrałem bez waszej zgody. Agnieszka, Kacper i przychówek. P.S. Rzućcie  obraz na ścianę, niekoniecznie pokrytą  ekranem. 

Tolek szybko przestudiował instrukcję i ustawiwszy się w salonie na wprost wybranej  ściany włączył kamerę. Na ścianie wpierw wykwitł obraz Agnieszki i Kacpra z dziećmi, a mały  Michaś trzymał prostokątny kawałek kartoniku z napisem  Kochamy Was. Potem Kacper wygłosił swą kwestię, mówiąc, że dziękuje Izie za to, że mu otworzyła oczy i że wszystko przemyślał i będzie od teraz dobrze.  A poza tym ma nadzieję, że fakt ,że zabawił się w "ukrytą kamerę" w niczym nie zaburzy przyjaźni Tolka i Kacpra. Dalej było nagranie ze ślubu od chwili gdy przekraczali próg kawiarni wchodząc do niej, kończyło się w chwili gdy wymienili się obrączkami. Najwyraźniej kamerka była ukryta w kwiatach stojących na półkach baru.

Rodzice byli bardzo ciekawi w jaki to sposób Iza otworzyła oczy Kacprowi, więc Tolek opowiedział o tym, że małżeństwo Kacpra wisiało na włosku, a Iza powiedziała tylko Kacprowi, że każde dziecko ma po to dwie rączki, by  jedną trzymała mama, drugą tata i razem je prowadzili. I widać z tego, że Kacper przemyślał wszystko, bo to inteligentny facet, tylko czasem udaje głupka, bo to dość wygodna pozycja w życiu. 

Ponieważ wszyscy byli nieco zmęczeni, a za oknem był upał, postanowili, że teraz po prostu odpoczną, pod wieczór zjedzą obiado-kolację a potem wybiorą się na jakiś spacer, najlepiej plażą.

Gdy znaleźli się w swoim pokoju Tolek powiedział - wiem co jest najlepszym lekarstwem na moje blizny-tylko nie wiem jak to opatentować. No co, powiedz, bo umrę za chwilę z ciekawości,  powiedziała Iza rozbierając się. Okład z Twojego cudnego ciała- twoje ciało goi moje. Zobacz - najczęściej  leżymy przytuleni tak- i tu zademonstrował jak leżą i zobacz- ta strona już wygląda  o wiele lepiej. Iza skręcała się ze śmiechu. A potem zrobiła poważną minę i powiedziała- a ja naiwna myślałam, że to od tego, że często je  całuję. Oooo, od całowania  ich to mi się  różne  tajemnicze rzeczy dzieją z moim ciałem i mózgiem. No właśnie , całowałaś je gdy się ubieraliśmy do ślubu i zupełnie  zapomniałem, że mam dla  ciebie prezent ślubny i wyjął ze stolika nocnego płaskie, bursztynowe pudełko i podał je  Izie. Iza je otworzyła i zamarła- w środku była platynowa bransoletka, na jej wewnętrznej stronie był wygrawerowany napis - Miłości mego życia, Izie. Na zewnętrznym obwodzie były 3 maleńkie diamenciki. Bransoletka była doskonale dopasowana do jej nadgarstka i był zapinana. I oczywiście była z platyny. Po chwili zachwytów Iza  stwierdziła - no faktycznie coś ci nawała przeze mnie w mózgu- wydałeś mnóstwo pieniędzy. Izuniu, z ekonomicznego punktu widzenia to jest dobra lokata. A ile się jubiler namartwił, że na pewno ten obwód jest za mały, bo takie szczupłe nadgarstki to może mieć tylko dziecko. A nie zauważyłaś jak ci się przyglądał gdy  wybieraliśmy obrączki? Nie,  nie zauważyłam, bo ja w ogóle nie patrzę się na obcych facetów, przesłaniasz mi cały świat.

Około ósmej wieczorem zjedli obiado-kolację i razem z rodzicami wybrali się na spacer. Mieli ze sobą dwie nieduże maty plażowe, żeby w razie zmęczenia posiedzieć trochę na  plaży przy brzegu. Iza pochwaliła się teściom prezentem ślubnym od Tolka, a oni stwierdzili, że prezent ładny i praktyczny a Iza jest go w stu procentach warta a oni się cieszą, że Tolek to docenia. Iza spoważniała i odpowiedziała - to wasza zasługa, bo tak go wychowaliście. I teraz  żal mi tych wszystkich dni kiedy żyliśmy osobno. I wciąż dręczy mnie to, że byłam krótko, bo krótko ale z innym. Teściowa objęła ją mocno i powiedziała- a może dobrze, że tak było, może dzięki temu masz teraz inne spojrzenie na wiele spraw. Wszystko co nas spotyka w życiu czegoś nas uczy.  Choć niektórzy bywają wielce odporni na wiedzę, którą im daje życie. Nie myśl już kochana o tym co było, dziś się zaczął nowy etap waszego życia. I powiem ci szczerze- jestem szczęśliwa z trzech powodów - mam męża, którego kocham i z którym mamy wciąż wspólny język, nawet wtedy gdy się sprzeczamy, mam syna, który jest wreszcie szczęśliwy i mamy was oboje a wy nas nie odrzucacie, choć jesteśmy z różnych pokoleń. Gdy chodziłam w ciąży marzyłam, że urodzi się córeczka, byłam bardzo rozczarowana. Ale teraz dzięki temu dziecku, którego płeć mnie tak rozczarowała mam ciebie i to jest cudowne. Siedziały wsparte o siebie i nieco zadumane. Pierwszy podniósł się ojciec i zapytał czy tylko on woli nocować w domu niż na plaży, podszedł do swej żony i Izy i obu pomógł wstać. Tolek zwinął maty i idąc z Izą w stronę domu zapytał - spiskowałyście? No jasne-odpowiedziała Iza - kobiety muszą się trzymać razem.

                                                             

                                                                         c.d.n.





niedziela, 13 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść - IX

W drodze do Warszawy Iza i Tolek  opracowywali strategię na  najbliższe dni. Z lekkim zdumieniem Iza odnotowała, że jakoś jej nie cieszy powrót do Warszawy i stwierdziła,że gdyby nie fakt, że będzie tam razem z nią Tolek to chyba by się zapłakała- dobrze jej było w domu jego rodziców, czuła się tam bezpiecznie i swobodnie. Tolek  nie ukrywał, że go ten fakt  cieszy. 

Ponieważ jej dokumentów nie można było "od ręki"  pobrać z archiwum, Iza wystawiła Tolkowi upoważnienie do ich pobrania, bo on miał więcej czasu. 

Upolowali dla Tolka  białe dżinsy i białe mokasyny, zamówili  kilka koszul na miarę. Iza zaraz po przyjeździe przymierzyła sukienkę, którą zamierzała wziąć na ślub, ale Tolek orzekł, że choć wygląda w niej super to jakoś bardzo smutno, a to przecież nie pogrzeb a ślub. Postanowili, że jego koszula i jej  sukienka będą z tego samego materiału, teraz  czekali na materiał, którego próbkę oglądali w pracowni koszul - była to cienka popelina w paseczki ciemnoniebieskie, białe i ciemnoczerwone. Właściciel pracowni namówił ją  by uszyto z niej sukienkę typu "szmizjerka", bo Iza ma świetną figurę i nogi, więc będzie  w takim fasonie  super wyglądać. Materiał miał być za dwa dni a sukienkę miała uszyć pracownia znajdująca się na tej samej ulicy. Tolek był zachwycony szytymi w tej pracowni koszulami, które uwzględniały męską budowę  ciała - szerokie ramiona, wąskie  biodra- postanowił, że zaraz  zatelefonuje do ojca by przepytać o nr kołnierzyka  i zakupi dla ojca też kilka  takich koszul. Iza ze skrawkiem materiału, z którego będzie miała sukienkę zajęła się poszukiwaniem szpilek. Gdy przymierzyła wysokie szpilki skonstruowane z paseczków Tolek stwierdził, że w czymś takim to ona na pewno się wywróci i z podziwem patrzył, że  spaceruje "w tym czymś" po sklepie i "to coś" ani jej  nie spada ze stóp ani ona się nie wywraca. Ponieważ nie było szpilek trójkolorowych wybrała granatowe, których  granat był taki sam jak w  materiale. 

W pracy upolowała lekarza, wdepnęła do niego między pacjentami i poinformowała go, że ślub będzie nie po operacji Tolka a już lipcu i oni serdecznie zapraszają, że będzie  miał gdzie mieszkać. Ale okazało się, że w lipcu pan doktor ma urlop, który będzie  spędzał we Francji u swego przyjaciela. Przy okazji wzięła recepty na następne tubki maści , zapisała Tolka na wizytę w II połowie sierpnia gdy już będzie miał wyniki badań,  wzięła też dla niego skierowanie na badania laboratoryjne, wystawione z datą sierpniową, zdała sprawozdanie jak się spisują blizny smarowane tą specjalną maścią.

Wieczorem Iza zatelefonowała do ojca informując go, że w lipcu, ale jeszcze nie zna daty, wychodzi za mąż i że w związku z tym ma nadzieję, że ojciec zaszczyci jej ślub swą obecnością. A za kogo tym razem się wydajesz?-zapytał. Za  faceta- odpowiedziała, czując jak wzbiera w niej wielka wściekłość. Jeśli masz ochotę swego przyszłego zięcia poznać to zapraszam na spotkanie u nas lub na  mieście. A ile dni go znasz córeczko?  No nie długo, tak mniej więcej od siódmego roku życia. Nie wygłupiaj się  mała, mów poważnie, bez zgrywy. Tato, ale ja mówię poważnie, bez zgrywy. Naprawdę znamy się od tak dawna. A ja go znam? Tato, a ty znałeś choć jedną moją koleżankę lub kolegę? Nie znałeś go, nikogo z mojej szkoły nie znałeś. Możesz do nas wpaść któregoś wieczoru, z tym, że w sobotę i niedzielę nas nie będzie. Bo weekendy spędzamy u jego rodziców. No dobrze, przyjdę do was w takim razie jutro wieczorem. Pasuje? Przyjdziesz sam czy z Martą? Sam, to nie jej sprawa. No to fajnie, czekamy na ciebie.

Gdy odłożyła słuchawkę rozpłakała się. Tolek tulił ją, uspokajał, a ona długo nie mogła się uspokoić. Może i dobrze, że się wypłakała solidnie, bo następnego dnia  w czasie wizyty ojca była spokojna. Nawet niezbyt subtelne pytanie "a co się wam tak do ślubu spieszy" nie wyprowadziło jej z równowagi, choć z trudem powstrzymała się od powiedzenia, że oni oboje nie lubią żyć na "kocią łapę". Nie wtajemniczała ojca w ich plany, spokojnie przyjęła do wiadomości, że jeśli ślub będzie w drugiej połowie lipca to ojca  nie będzie na nim bo mają wykupioną wycieczkę do Hiszpanii, wszak wycieczki wykupuje się w grudniu lub styczniu. Gdy się żegnał z nimi powiedział do Tolka - współczuję panu, młody człowieku, ona ma okropny charakter, istna zołza. Tolek uśmiechnął się - uwielbiam zołzy. 

Pierwsze słowa, które Tolek po wyjściu gościa powiedział do Izy  brzmiały - dobrze, że masz drugi komplet rodziców, oni  naprawdę cię kochają. Iza uśmiechnęła się smutno - wiem i dobrze mi u nich. I nie jestem pewna, czy jeśli ślub będzie  w pierwszej połowie lipca to go zawiadomię. Za dużo nerwów mnie kosztuje jego obecność. Nie wiem czemu, ale zawsze wydawało mi się, że rodzice kochają swe dzieci,  nawet gdy te są już dorosłe i samodzielne. Ale zapewne się myliłam.

Tydzień minął błyskawicznie, ale  udało się im zgromadzić dokumenty Izy, byli u jubilera by wybrać dla siebie obrączki, które miały być gotowe w ciągu tygodnia,  Iza złożyła wizytę swej ginekolożce, odnowiła zapas tabletek i wysłuchała pouczenia, że jeśli zdecyduje się na macierzyństwo to powinna zajść w ciążę nim skończy 35 lat, porobiła badania kontrolne. Zabrali ze sobą z Warszawy "ślubny zestaw" Tolka, koszule dla ojca i nowe koszule Tolka, nowe kosmetyki dla mamy. Iza przytomnie zakupiła tenisówki by chodzić w nich na wieczorne spacery, odwiedziła też salon fryzjerski i zmieniła kolor włosów z czarnego na brąz, co zostało przyjęte przez Tolka entuzjastycznie. Planowała powrócić z  czasem do swego naturalnego  ciemnego blondu.  Tolek codziennie odwoził ją do pracy i po nią przyjeżdżał, pomagał we wszystkim.

Gdy w środku nocy przyjechali do Sopotu rodzice oglądali w salonie jakiś film, w kuchni czekała na nich "lekka kolacja", którą szybko podgrzano w mikrofali, Iza została wyściskana i wyprzytulana. A najważniejsze, że poczuła się tak, jakby z  bardzo dalekiej podróży wróciła do domu.  Ponieważ przed wyjazdem z Warszawy Tolek  sam zadbał o swe blizny, zaraz po tej lekkiej kolacji mogli iść spać.  Sam nawet zauważył, że część blizn wygląda już o niebo lepiej, co zaraz powiedział Izie.

Około dziewiątej rano obudził ich warkot kosiarki- Tolek wyskoczył z łóżka, wyjrzał przez okno i skinął na Izę by podeszła- na dole, koło płotu dzielącego posesję rodziców Tolka i sąsiednią  stał ojciec i  wyraźnie zdenerwowany rugał sąsiada, wskazując na przemian na jego kosiarkę i stukając się we własne czoło. Tolek nie wytrzymał, wychylił się z okna i zapytał- tato, a co się stało?  A nic, tylko pewnie was obudził. Tolek w żywe oczy zaprzeczył- ależ skąd, my już  od pół godziny nie śpimy i zaraz schodzimy na dół.

Na dole przy śniadaniu okazało się, że rodzice  też zostali obudzeni przez sąsiada i ojcu przyszło na myśl, że skoro oni zostali obudzeni to i "biedne dzieci" także. Po śniadaniu usiedli w salonie, Tolek zaprezentował swój ślubny strój, wręczył tacie kupione dla niego  koszule, Iza dała mamie nowy zestaw kosmetyków upiększających, naszkicowała fason swojej sukienki, która będzie gotowa za kilka dni, pokazała jakie nabyła szpilki, bo już je przywiozła. Oczywiście zmusili tatę  by przymierzył nowe koszule i po przejrzeniu się w lustrze tata stwierdził, że są świetne, nie trzeba w spodniach upychać nadmiarów materiału no i całkiem  zgrabnie się w tym wygląda. Mama pochwaliła nowy nabytek, bo i fason dobry i gatunek. Stwierdziła, że chyba przyjadą do Warszawy, bo dawno tam nie byli a poza tym wybrałaby się chętnie z Izą na  zakupy, bo chce sobie sprawić jakiś letni kostium, w którym będzie na ślubie.  Iza się ucieszyła a na sugestię,że zarezerwują dla siebie hotel tylko parsknęła śmiechem i oboje z Tolkiem na wyścigi tłumaczyli, że wprawdzie  to tylko mieszkanie a nie dom jednorodzinny i nie ma 360 metrów kwadratowych ale są trzy pokoje i jak chcą to mogą nawet spać w różnych pokojach. Umówili się, że rodzice w obie strony odbędą podróż samolotem, z lotniska odbierze ich samochodem Tolek i że jeden dzień pobytu to stanowczo za mało. Iza tylko poprosiła by ze 3 dni wcześniej podali datę przyjazdu, to sobie ustawi grafik w pracy.

Rodzice bardzo chcieli w ramach prezentu ślubnego wysłać ich w podróż jakimś wycieczkowcem, ale nim skończyli mówić Tolek zapytał się, czy oni wiedzą ilu pasażerów zabierają współczesne wycieczkowce na jeden rejs. Bo on osobiście nie ma najmniejszego zamiaru płynąć takim "ulem", który zabiera  na pokład pomiędzy 2, 5 a 3,0 tysiące pasażerów. On osobiście jakoś  jeszcze nie zatęsknił za statkiem, do szczęścia mu wystarcza łajba. I ma dosyć dużych jednostek bo duża jednostka  to fura ludzi do zarządzania. On ma ochotę na podróże krótkie, dobrym jachtem motorowym, więc nie w głowie mu takie imprezy. A wie, że Iza najchętniej  spędziłaby urlop tu, w Sopocie, ewentualnie w Jastrzębiej Górze, ale palmę pierwszeństwa dzierży Sopot, bo można sobie zawsze  gdzieś wypłynąć  łódką, albo gdzieś się wybrać samochodem. I nie on jeden jest trochę zmęczony, kilku jego kolegów też, więc rozglądają  się za pracą z krótkimi, głównie sezonowymi rejsami. Zima na lądzie i ze 4 miesiące  na  niedługich rejsach. A może skorzysta z propozycji i zacznie szkolić młodych. Gorzej zarobi, ale zyskiem będzie zaoszczędzenie sobie zdrowia, pobyt blisko żony, rodziny.

Miny obojga rodziców wyrażały wielkie zdumienie- przecież nigdy nie narzekał ani słowem nie wspomniał, że ma dosyć. No tak, nie narzekał, bo był sam, a dodatek jakby martwy z powodu tego wypadku i jego skutków. 

I wtedy odezwała się Iza - ja wiedziałam o tym, że nie jest w tej szkole szczęśliwy i pewnie gdyby nie ten wypadek to bym go namówiła by zrezygnował z tej szkoły, ale po wypadku kontakt się całkiem urwał, uznałam, że nie chce tego kontaktu. Ale chyba jednak byliśmy sobie przeznaczeni, bo po tylu latach mnie odnalazł.

                                                                c.d.n.


sobota, 12 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść -VIII

 Tym razem postanowili zakotwiczyć w tutejszej marinie i wyjść na ląd. Iza co prawda  marudziła, że nie ma swej sukienki i jest tylko w szortach, ale Tolek jej tłumaczył, że przecież jest nad morzem a nie w centrum Warszawy i szorty są tu jak najbardziej właściwym strojem a poza tym posiedzą trochę na plaży więc się przecież rozbierze  i będzie w bikini. Poza tym on też jest w szortach i nie czuje z tego powodu żadnego dyskomfortu. I że po plaży pójdą do fokarium, bo chce jej przedstawić swojego kolegę, którego, jeśli się Izie spodoba,  zaprosi na  ich ślub. Iza natychmiast zaczęła prostować jego tok myślenia - nie jest wcale istotne jak się będzie ten człowiek podobać  Izie, istotne jest co myśli o nim  Tolek. Kacper, podobnie jak Tolek  jest kapitanem a dziś  miał tu być ze swoim  synkiem. Umawiali się, że wzajemnie  "pokażą" sobie  swoje nowe "szczęścia" - Kacper dwuletniego synka a Tolek swą narzeczoną. Będzie sam z dzieckiem?- dziwiła się Iza. Tak, bo się z żoną rozwodzi - doszła do wniosku, że ma dosyć bycia wiecznie samą. Nie bardzo rozumiem jej samotność, skoro ma dwoje  dzieci, roczną dziewusię i dwuletniego synka i cały czas mieszka z nią jej matka. On bardzo kocha  swe dzieci, żonę też i jeśli nie złapie jakiejś dobrej pracy to nie będzie dobrze. Trudno wybierać pomiędzy swym  ulubionym zawodem a miłością do kobiety i dzieci. Poza tym jej matka to jakaś walnięta w głowę, ciągle jej wciska ciemnotę, że on na pewno ma w każdym porcie kochankę a kto wie czy i nie dziecko, skoro taki jurny, że zrobił dziecko rok  po roku.  Zapomniała tylko, że w ramach snucia  bajek wcisnęła  córce ciemnotę, że karmienie piersią chroni przed ciążą a prezerwatywy powodują raka szyjki macicy i ta idiotka uwierzyła mamusi, zamiast spytać się swej lekarki. Wiem,  jestem niemiły, ale bardzo nie lubię żony Kacpra za jej głupotę. Oczywiście Kacper się domyśla, że nie przepadam za jego żoną, bo kilka razy coś jej przygadałem. Szalenie nie lubię głupich kobiet, nawet gdy są całkiem ładne.

Iza chwilę milczała potem powiedziała- no to masz pecha, bo ja niezbyt mądra jestem, a na dodatek niezbyt urodziwa. Rzuciłam studia, wyszłam za mąż nie zastanowiwszy się nawet nad tym, czy tamtego faceta naprawdę kocham, a do tego dałam się nabrać na jego wygląd i gadki. Wszystkie mi go zazdrościły, że taki przystojniacha z niego, że ma świetny zawód itp. Dziwiły się, że się tak szybko rozeszłam, no bo przecież  każdy ma jakiś feler, a on był podobno dobrą partią. Poza tym pojawił się w moim życiu wtedy, gdy przeżywałam  kryzys psychiczny, starzy się kłócili, potem rozchodzili. Nawet pełnoletnie dzieci źle znoszą rozpad własnej rodziny.

Tolek ją otoczył ramieniem, lekko przytulił i powiedział - to ja byłem głupi, bo powinienem był do ciebie  napisać o tym wszystkim co czuję, gdy sobie tylko zdałem z tego sprawę, ale mój strach przed odrzuceniem z powodu tych blizn mnie  całkowicie zdominował. A ty jesteś, wbrew temu co o tym myślisz, bardzo mądrą kobietą. Jesteś dla mnie całym światem, gdybym musiał wybierać pomiędzy tobą a pływaniem wybrałbym ciebie. Ojciec zadał mi takie pytanie, a gdy powiedziałem, że jest  oczywiste, że rzuciłbym dla ciebie  pływanie to tylko podał mi rękę i powiedział-wiedziałem że wyrośnie z ciebie porządny facet. 

Popatrz Tolek, byłeś moim pierwszym mężczyzną i będziesz ostatnim. Aż mi przykro, że dałam się ślubnemu  kilka  razy przelecieć. A jeszcze jak mi nagadał, że jest bardzo rozczarowany, że nie jestem dziewicą. Więc się tylko "odgryzłam", że on też nie  "dziewic".  No a skoro nie dopuszczałam go do siebie gdy był po kielichu to były ciągłe awantury. I tak długo wytrzymałam z nim w jednym domu. Ale część udało mi się nagrać na magnetofon. Po jednej rozprawie  dostałam rozwód, dzięki tym nagraniom. I tym go wykończyłam.

Chętnie bym mu dokopał mruknął Tolek smarując ramiona Izy masłem kakaowym. Tym razem był w koszulce na nieco szerszych  ramiączkach i nawet z jednej strony wystawał kawałeczek blizny, który Iza starannie  nasmarowała.  Tolek promieniował szczęściem i spokojem.  Siedzieli przy brzegu na macie, słuchając delikatnego ale miarowego szumu fal, blisko siebie, tak  by się ich ciała stykały.

Nie był to jeszcze sezon , więc na plaży nie było jak zawsze tłoku, żadne  dzieciaki  nie biegały obok wrzeszcząc. Iza oparła brodę na ramieniu Tolka i powiedziała- kocham cię przeogromnie,  nawet nie umiem powiedzieć jak bardzo jestem szczęśliwa, że się odnaleźliśmy. Po prostu brakuje mi słów. I nie chcę być daleko od  ciebie. Cały czas myślę o tobie, o tym jak cudownie całujesz, jak mnie pieścisz, uwielbiam twoje pieszczoty, twój dotyk. A temu kto wymyślił tabletki dałabym Nobla. A ja jestem szczęśliwy, że się jednak zmobilizowałem by cię odnaleźć i teraz wiem, że moje pływanie  "na okrągło" miało sens- prawie  nie schodziłem na  ląd gdy byłem w porcie, brałem kontrakt za kontraktem i dzięki temu teraz mogę być długo z tobą i spokojnie czekać na rozwój wypadków. Kocham cię i cały czas pragnę i wiesz, myślę, że  zakotwiczymy się gdzieś po drodze, dobrze?  Te łóżeczka dość wąskie ale i tak lepsze niż kokpit Omegi i bardziej  zacisznie i dyskretniej. I  zastanawiam się dokąd byśmy wyskoczyli po ślubie - nie wiem co wolisz- mogę próbować załatwić coś w Tunezji, ale będzie  gorąco, bo to lato albo moglibyśmy popływać w Grecji . Z tym, że nie będziemy wtedy sami a z tłumem turystów i to mi się mniej podoba. No chyba,że złapię jakiś kontakt z którymś z właścicieli porządnego jachtu.  

A może moglibyśmy po prostu ten urlop spędzić w mieszkaniu w Gdańsku?-spytała Iza. Oczywiście, moglibyśmy, ale nie chcę byś się  bawiła w gotowanie i sprzątanie. A może w takim razie zostaniemy u rodziców? Będziemy wypływać łodzią w zależności od pogody- jak będzie pogoda to nam tłum na sopockiej plaży nic nie zaszkodzi bo gdzieś sobie popłyniemy. To będzie wszak sierpień to wszędzie, na wszystkich plażach  Europy będą tłumy. Kochana moja, ty jesteś znacznie przytomniejsza ode mnie- masz rację, wszędzie będą tłumy  a zwłaszcza we Włoszech, bo sierpień jest tam typowym miesiącem urlopowym. A ty  masz miesiąc urlopu? Tak, ale w związku z twoją operacją wezmę tylko 2 tygodnie a resztę potem , we wrześniu by się tobą opiekować. Zerknęła na zegarek  i zapytała- a my nie powinniśmy aby już iść do tego fokarium?

Kacper już czekał na nich przy wejściu do Fokarium. Panowie mimo protestu malca, którego Kacper trzymał na rękach, wykonali tradycyjnego "niedźwiedzia", Tolek dokonał prezentacji i na wiadomość, że Iza wnet zostanie żoną Tolka, Kacper cichutko gwizdnął - no proszę,  taki świętoszek, żadnych panienek a tu nagle szast-prast i się żeni.Gdzie ty poznałeś taką miłą i ładną dziewczynę ? I wiesz, jakoś zupełnie inaczej wyglądasz. Bracie, wyglądasz po prostu na szczęśliwego! Opowiadaj, skąd się znacie?

Od wieków  się znamy, bo chodziliśmy razem do podstawówki, trochę się spotykaliśmy jeszcze w liceum i pływaliśmy razem po Wiśle. No  to już wiem- to jest ta twoja Iza, o której wciąż majaczyłeś! No niesamowite, słowo daję! Chodźcie ze mną do tych fok, bo obiecałem małemu, że  zobaczy foki. Obok wejścia stał stragan z całkiem ładnymi maskotkami fok i Iza czym prędzej kupiła jedną maskotkę dla malca, co bardzo mu przypadło do gustu. Ponieważ mały wziąwszy ją do rączki wykrzyknął radośnie "hau, hau", Iza wytłumaczyła, że to nie jest piesek, to jest foka. No to mały podniósł rączkę z foką do góry i radośnie oznajmił: tata, foka. A rączkę bez foki ufnie wsunął do ręki Izy. Mama doma - poinformował  Izę a ta przytaknęła- tak mama jest w domu. Do dialogu włączył się Kacper- to jest ciocia Iza, a to wujek Tolek. Ciocia Iza i ujek Tolo zaćwierkał malec. Iza znów  dziecku przytaknęła, jednocześnie "prostując" dziecku wymowę- tak to jest wujek Tolek ,a ja jestem ciocia Iza. Kacper jęknął- dobry Boże, ta twoja  pani ma talent pedagogiczny i anielską cierpliwość. Zazdroszczę ci.  To dobrze, zazdrość, bo wierz mi, że jest czego zazdrościć - Tolek omal nie pękł z dumy.

Ponieważ panowie chcieli jeszcze trochę ze sobą porozmawiać opiekę nad malcem przejęła Iza. Pokazywała mu zdjęcia różnych fok, opowiadała, że foki łowią ryby i lubią je  jeść, potem stała z nim przy barierce by obejrzał pływające foki, wzięła malca na ręce i ustawiła się tak,by dziecko  widziało jak treser rzuca do wody kółko i jak foka je wyławia i cały czas do dziecka mówiła. Mały obejmował ją za szyję i w końcu zameldował- Misio piciu. Więc Iza podeszła do zagadanych  panów i zameldowała- Misio piciu. Kacper wyciągnął z przepastnej siatki butelkę i podał Izie. Iza wzięła butelkę i w zamian za nią podała mu dziecko mówiąc- lekki to on nie jest. Na koniec wcisnęła zawstydzonemu Kacprowi butelkę. Kacper odprowadził ich do przystani. Miał zamiar zaokrętować się jak najprędzej bo ciągłe sprzeczki z żoną i teściową dały mu w kość. Iza nie wytrzymała i z czarującym uśmiechem powiedziała- wie pan co? 

Dziecko ma dwie rączki i za jedną rączkę powinien je trzymać tata, za drugą mama i razem dziecko prowadzić. Powinniście chyba jednak iść do poradni rodzinnej nim wasze kłótnie wyrządzą dzieciom szkodę. Do zobaczenia  na naszym ślubie - zapraszam też żonę i dzieciaczki. 

Gdy znaleźli się na łodzi Iza przeprosiła Tolka, że straciła nad sobą panowanie i była niemiła dla Kacpra. A Tolek powiedział- wcale ci się nie dziwię - coraz częściej myślę że zachowanie Agnieszki to nie tylko wina jej matki. Kacper jest teraz w Polsce krócej niż ja a już,  jak widać, ma dość domu. Dziwne. Nie będę się z nim zbyt często widywał, ale na morzu można na nim polegać.

Strasznie ciekawiło Izę co też Tolek majaczył o niej, jak to określił Kacper. Trochę się Tolek wykręcał aż w końcu powiedział- no po prostu cały czas mu nudziłem, że nie mogę o tobie  zapomnieć choć minęło tyle lat a on mnie namawiał bym jednak cię odszukał, ale  list który wysłałem na adres który znałem wrócił do mnie z notką adresat nieznany. No to potem cię szukałem po znajomych i dopiero Lilka mnie natchnęła, że może jednak cię odnajdę. A masz do niej adres?-spytała. Bo jeśli masz to wyślemy jej zaproszenie na ślub. Pewnie nie przyjedzie ale może się z nią spotkamy w Warszawie.

Dlaczego on cię nazwał świętoszkiem? Przecież nie chodzisz do kościoła. Na randki z dziewczynami też nie chodziłem i po burdelach nie kursowałem, to byłem wg niego świętoszkiem. Dziwił się strasznie, że można kochać kogoś kogo nie ma obok, że można kochać wspomnienie. Podejrzewał, że sobie ciebie wymyśliłem. Ot przykrość- roześmiała się Iza- jednak istnieję. Gdzie dziś zacumujemy? Napiłabym się chętnie kawy i chyba mama nam podrzuciła kawałek ciasta do pojemnika. A zacumujemy tam gdzie ostatnim razem. To fajne miejsce, bo krzaczory na dość sporym odcinku wchodzą do wody i nikt tamtędy nie łazi i się nie kąpie ani psa nie pławi a ja mam wobec ciebie niecne plany. Zobacz Izuś, ciasto z kruszonką i tej kruszonki  multum, tak jak lubisz. Po chwili zaanonsował- ciasta nie ma, jest tylko kruszonka a pod nią owoce. To super ucieszyła się Iza, uwielbiam to! Twoja mama  mnie rozpieszcza. A ja to cię nie rozpieszczam?-zapytał. Ty to mnie notorycznie dopieszczasz i to jest  cudowne.  Pokażę ci dziś na komputerze reprodukcję tego obrazu Miro, który mam na sukience. I pomyślałam,że możesz przecież wystąpić w białych dżinsach, widziałam nawet takie w Pewexie. Tylko  trzeba by zapolować na  białe mokasyny. W Warszawie na  Chmielnej na pewno coś upolujemy. I wpadniemy do faceta, który ma sklep z koszulami, bo on szyje super koszule, dopasowane do sylwetki a nie  takie  wory jak w państwowym sklepie.Ojciec zawsze u niego koszule kupował. Będziesz wyglądał superancko bo masz ładną figurę. A co mam jeszcze ładnego?- dopytywał się Tolek. Oczy masz ładne, lubię się w nie wpatrywać, choć  wiesz co się dzieje  gdy się  wpatrujemy sobie w oczy. Ale to co się wtedy dzieje też lubię. Masz ładny kolor włosów bo to taki platynowy blond. Masz ładne  ręce , długie  palce. I bardzo wszędobylskie. I masz ładne usta, wielce uzdolnione do całowania. Kochanie, zamknij drzwi kabiny bo mam wrażenie, że mi stanik spadł i lepiej by nikt przepływający tego nie widział.


 


Nie wigilijna opowieść -VII

Gdy jedli kolację Iza powiedziała do Tolka - nie wiem jak to jest, ale w obecności twoich rodziców czuję  się na pełnym luzie. Bo oni nie są zakłamani- wyjaśnił Tolek. Pamiętasz ten film , który oglądaliśmy w twoje osiemnaste  urodziny? Ja go dostałem od ojca na swoje osiemnaste urodziny. Wręczając mi go powiedział, że powinienem go obejrzeć wpierw sam, a potem z dziewczyną która jest mi bliska i ewentualnie razem z nią wypróbować, jeśli będzie nas łączyło jakieś uczucie i jeśli ona będzie chciała. O antykoncepcji też pomyślał. Drugi film z tej dziedziny, ale o stronie psychicznej zagadnienia, z ogromną ilością tekstu, którego nie mogłem wtedy pojąć z  posiadanym wówczas zasobem słów angielskich dostałem od mamy, a ona powiedziała, żebym o tym co usłyszę w tym filmie nigdy nie zapominał, to wtedy moje życie intymne będzie wartościowe. Musiałem sobie kupić słownik medyczny polsko-angielski żeby wszystko  pojąć. Trochę czasu spędziłem też w bibliotece lekarskiej. Rodzice dobrze wiedzieli, że w młodym wieku krew nie woda a majtki nie pokrzywy i chcieli żebym miał w tej dziedzinie jak najmniej złych doświadczeń. I wiedzieli, że zakazami to niewiele można zdziałać. No i wiedzieli do jakiego zawodu idę - bajka o tym, że co port to inna dziewczyna  funkcjonowała i nadal ma się świetnie. Trochę prawdy w tym jest, ale kapitanowie z reguły aż tak rozwiąźli nie są- za dużo obowiązków, za dużo pracy, za dużo odpowiedzialności.

A to, że razem mieszkamy i żyjemy ze sobą moich rodziców też  nie gorszy. Ojciec się mnie tylko zapytał raz, czy o tej pani, której zawracam głowę myślę poważnie, bo dla chwili mojej rozkoszy nie mam prawa kogokolwiek krzywdzić. Nie pamiętali cię wcale z naszych szczenięcych lat, ale po twojej pierwszej wizycie bardzo cię polubili, a teraz  to już  zupełnie sfiksowali na twym punkcie. Gdyby  nie to, że powiedziałem, o  tych bułeczkach, że to dla ciebie do tego łososia, to  by ich mama nie upiekła. Bo nigdy mnie  nie rozpieszczali.Ojciec dziś o świcie poszedł  na przystań i łódkę wyszorował. Dla mnie szok ale i ogromna radość. Ojej, jakie te twoje  łzy słone. Chodź, pójdziemy do nich i porozmawiamy o ślubie. A potem, jeżeli nie będzie padać to  może pójdziemy na  spacer brzegiem morza. Na wszelki wypadek założymy klapki basenowe żeby na jakieś ostre paskudztwo nie nadepnąć. Lubię chodzić wieczorem brzegiem morza, ale dość dawno nie chodziłem.

Oczywiście Tolek nalegał, by ślub był jak najszybciej, czyli w lipcu, a w sierpniu Iza ma urlop, więc jeszcze przed jego operacją pojechaliby gdzieś na dwa tygodnie, bo dwa tygodnie przed operacją Tolek musi porobić zlecone przez lekarza badania. I proponuje by   ślub był w Sopocie, w ich ogrodzie. To co prawda kosztuje , ale to drobiazg. Niewiele więcej niż dwie  butelki dobrego markowego koniaku. Obojgu nie zależy na weselu, ba nawet protestują przeciwko czemuś takiemu jak wesele. Iza od razu powiedziała, że z jej strony to będzie tylko ojciec i może jego przyjaciółka. Nie czuje się na siłach by zaprosić swą matkę, bo już kilka lat  nie rozmawiają ze sobą ani się nie widują. Przy okazji powiedziała dlaczego i tym razem to  mama Tolka miała oczy pełne łez i tuliła do siebie Izę. W kwestii świadków to Iza wymyśliła, żeby świadkami byli .........rodzice Tolka. Bo jedyny wymóg co do świadków to fakt, że muszą być osobami pełnoletnimi.

Na cały okres leczenia i rekonwalescencji Tolka będą oczywiście mieszkać w Warszawie. Na razie  przez kilka miesięcy Tolek nie będzie nigdzie wyjeżdżał poza Polskę. Urlopu ma niczym mrówek w lesie, bo pływał jak nakręcony. Żeby nie zwariować. Co dalej? - chciałby by Iza mieszkała blisko jego rodziców dopóki nie wyklaruje się jego nowe  zatrudnienie.  A praca dla Izy w Trójmieście z pewnością się znajdzie. Choć tak naprawdę to Iza mogłaby spokojnie pracować nie na pełnym etacie a na połówce. A może chciałaby mieć własną firmę? Planują z kolegami założenie jakiejś firmy turystycznej, może podróże po Morzu Śródziemnym takie krótkie, tygodniowe. Wtedy by chciał żeby Iza mieszkała blisko niego. Nie wyobraża sobie by wypłynął  na kilka miesięcy i był z dala od niej.  Musi się spotkać z kolegami, więc zrobi to jeszcze przed ślubem. Może zainwestują w jakiś ośrodek turystyczny taki ze SPA i jedną z atrakcji będą rejsy wzdłuż wybrzeża Bałtyku?  Co prawda Bałtyk nie jest miłym morzem do pływania  bo ma krótką falę, co jest męczące dla pasażerów.

Umówili się w końcu, że zaraz po powrocie do Warszawy Iza przygotuje swoje dokumenty, czyli metrykę urodzenia i dokument, że jest stanu wolnego i przywiozą to w następny weekend, a ojciec Tolka złoży te dokumenty w USC, w którym pracuje córka dobrych znajomych rodziców Tolka. Wiadomo - wszelakie znajomości są zawsze cenne a czasami niezbędne. A jakby tak udało się załatwić ślub na ostatni dzień czerwca to byłoby jeszcze lepiej, stwierdziła mama, nie uzasadniając tego. No i oczywiście koniecznie ślub w ogrodzie. Więc od razu trzeba załatwić wypożyczenie   białego namiotu  kawiarnianego oraz zamówić ludzi do jego zainstalowania. Tudzież 2 stoły nieduże, krzesła i catering zależny od godziny ślubu i pogody. Ale o tym wszystkim to będą rozmawiać rodzice ze swymi bliskimi przyjaciółmi, którzy aktualnie mają kawiarnię. Tolek się co prawda lekko krzywił, bo pewnie trzeba będzie tych przyjaciół rodziców zaprosić, ale Iza przekonywała go, że skoro rodzice jednak im w organizacji pomagają to może jednak Tolek  jakoś przeżyje ich obecność. Iza podsunęła też myśl, że może w takim razie wypożyczyć na  ten dzień tę kawiarnię, skoro i tak ślub ma być poza siedzibą  Urzędu i ślub zrobić w kawiarni. Wtedy wszystko będzie prostsze. Po kilku protestach Tolka, że milej będzie w ogrodzie, postanowiono, że porozmawiają o tym  wariancie z przyjaciółmi rodziców, bo, jak przypomniała mama, kawiarnia była niedawno pięknie odnowiona i miała  ładne wnętrze.

Iza stwierdziła, że wpadnie do pana doktora i powie mu o tym, że ślub się odbędzie wcześniej i oczywiście go zaprosi i trzeba będzie mu zapewnić nocleg, oczywiście na ich koszt,  ale to nie było problemem, po prostu w domu rodziców były jeszcze dwa pokoje gościnne. Iza  natomiast cały czas "woziła się" z problemem czy ma zaprosić ojca czy nie, bo  nie za często się z nim kontaktowała. Z reguły ojciec telefonował do niej raz w roku z zapytaniem czy wszystko jest w porządku i nie interesowały go szczegóły.

Rodzice Tolka zapowiedzieli, że oni kupią obrączki ślubne, a skoro Iza ma już pierścionek z platyny to i obrączki z platyny będą ale Tolek ostro zaprotestował mówiąc, że obrączki to jego sprawa a u tego jubilera gdzie nabył pierścionek są również obrączki no i może kupią  coś na  zamówienie. I bez tych obrączek rodzice będą mieli sporo kłopotów, zamieszania i wydatków.

A w czym Izuniu będziesz  brała ślub?- zapytała mama- ale nim Iza zdążyła coś powiedzieć Tolek westchnął teatralnie i powiedział- obawiam się, że w sukience a wolałbym by była w bikini. Iza spojrzała na niego - a ja myślałam że wolałbyś bym była w stroju Ewy, nawet bez listka figowego. A potem stwierdziła, że ma całkiem niezłą sukienkę na tę okazję- jedwabną, długą. Generalnie jest ciemnobłękitna, góra bez ramiączek z wrobionym stanikiem, dopasowana do figury, gładka,  a dół to "reprodukcja" jednego z obrazów  J.Miro "Blue", spódnica długa z rozcięciem na jednym boku sięgającym mniej więcej do połowy uda. Sukienka była dziełem jej przyjaciółki, która w pewnym okresie swej kariery malowała na jedwabiu. A teraz jest pamiątką po niej, bo autorka wyjechała na stałe z Polski.Nawet ją raz miała na sobie na balu. I przywiezie ją w przyszłym tygodniu. A tak w ogóle to nie ma problemu bo jest mnóstwo całkiem miłych letnich sukienek i jeśli rada rodzinna skonstatuje, że lepiej wystąpić w czym innym to bez problemu coś  dla siebie znajdzie. Ciekawa jest natomiast jak wystąpi Tolek. Może w spodniach korsarkach i koszuli z szerokimi rękawami i w kamizelce złocistej? To byłoby coś!

Iiiiii, takich chudziutkich korsarzy  a do tego z włosami blond to nie było- śmiała się mama. Ale tak poważnie  rzecz ujmując to dla niego trzeba kupić jakiś letni  garnitur. I jak zwykle wszystko będzie za obszerne przy tym wzroście. Ależ ja nie chcę  garnituru, przecież  mógłbym być tylko  w spodniach (zgodzę się na inne niż dżinsy) i jakiejś  fajnej  koszuli. Np. dobranej do koloru sukienki Izy? Mógłbym być w  białych spodniach i ciemno niebieskiej koszuli. Izie spodobał się ten pomysł.

No dobrze, a co z waszymi bliskimi znajomymi, przyjaciółmi? - zapytał się tata. Przecież macie  takowych. Iza i Tolek spojrzeli na nich zdziwieni. Ależ tato, to jest nasza rodzinna uroczystość, przecież nie urządzamy żadnego wesela, bo wesele to średnia frajda. Ani Iza ani ja nie lubimy tego typu uroczystości jak wesele. Może gdy mieliśmy po 20 lat inaczej byśmy to urządzali, ale my już jesteśmy starzy. Ze znajomych to być może ja zaproszę Kacpra a Iza swoją  zmienniczkę. Tata tylko pokręcił głową - no tak trzydziestodwuletni staruszkowie, wszystko już przeżyli.

A mama, jak zwykle  zapobiegająca konfliktom pomiędzy ojcem a synem powiedziała- a ja doceniam fakt, że chcecie być tylko z tymi, których kochacie lub bardzo lubicie i naprawdę w pełni doceniam to, że chcecie być tylko z nami. Masz rację synku, to jest naprawdę rodzinna uroczystość.

Na wieczorny spacer wybrali się w czwórkę. Było nawet dość chłodno, co "pan kapitan" uznał za  dobry znak. Wykazali się, wg rodziców, niezwykłą umiejętnością całowania się i jednoczesnego przemieszczania w przód. Wspólnie doszli do wniosku, że po prostu rodzice , jako starsze pokolenie  nigdy nie całowało się na ulicy, a dla nich to była rzecz normalna. I wtedy Iza "błysnęła" mówiąc, że pruderyjna  to ona nie jest, ale głupio się czuje, gdy w komunikacji miejskiej jakaś  para całuje się namiętnie i ona zaraz ma skojarzenie z ptakami karmiącymi swe  młode. Jej pokolenie witało się na ulicy stylem "niedźwiedź",  buźka, owszem chodzili wpół objęci, gdy szli wieczorem ulicą która była niedoświetlona i wtedy właśnie chodzili  długą chwilę się całując, ale nie robili tego w  biały dzień w  pełnym ludzi tramwaju lub autobusie.Poza tym pierwsze "treningi" w dyscyplinie "całowanie się" zaczęli uprawiać w wieku lat czternastu. 

Było naprawdę chłodno i Iza stwierdziła,  że jej jest już zimno i wszyscy wrócili do domu. Postali jeszcze chwilę podziwiając nocne niebo, wypatrzyli nawet przesuwający się szybko bardzo niebieski obiekt i Tolek powiedział, że to któryś z satelitów. I że niebo nocne najpiękniej wygląda gdy się jest na rozległym akwenie, daleko od jakiegokolwiek lądu.

Następnego dnia była piękna pogoda  więc postanowili popłynąć w stronę Chałup. Ale szybko zmienili  zamiar, bo w tej okolicy były regaty, więc tylko chwilę oglądali z daleka i popłynęli do Jastarni. Tolek pokazał Izie  miejsce, gdzie były bunkry i potem popłynęli na Hel



piątek, 11 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść -VI

 W czasie kolacji, gdy Iza zobaczyła swego ulubionego wędzonego na gorąco łososia, poczuła, że zaraz  się rozpłacze ze wzruszenia i mocno drżącym głosem powiedziała do Tolka - jesteś niesamowity, pamiętałeś!  A co w tym niesamowitego - zdziwił się Tolek- zapamiętuję jakimś cudem każde twoje słowo choć nauczenie się na  pamięć nawet krótkiego wiersza jakoś zawsze przerastało moje możliwości. To jeszcze ci zdradzę pewien sekret - te bułeczki to upiekła dziś moja mama, bo ją o to poprosiłem. Wiedziałem, że na pewno razem z tym łososiem stworzą super duet. Poza tym mam jakąś dziwną frajdę gdy mogę  czymś ci zrobić przyjemność. Izie nadal jakoś cisnęły się łzy do oczu, choć uśmiechała się do Tolka. A ten, nie zważając na obecność  rodziców,  wyciągnął chusteczkę z kieszeni i delikatnie otarł jej oczy.  Usiadł z powrotem i uśmiechając się powiedział - mieliśmy wam powiedzieć to po kolacji, ale powiem teraz -ja ją kocham.  I mam  nadzieję, że się pobierzemy. Dla niej to mogę nawet zrezygnować z morza jeśli tego zażąda.  Nie zażądam - głośno powiedziała Iza, choć głos jej jeszcze drżał. I bardzo,  bardzo przepraszam, ale już od tak dawna  jestem przyzwyczajona do tego, że muszę dbać sama o siebie, że się po prostu wzruszyłam tym, że zapamiętał o tym wędzonym na gorąco łososiu. Bo to przecież tak naprawdę jest nieważna sprawa. 

Ależ życie składa się właściwie z mało ważnych spraw i to te mało ważne sprawy, nasze do nich podejście, decyduje o jego jakości, o tym czy się jest z kimś szczęśliwym czy też nie - powiedziała pani domu.  I ogromnie się cieszę, że jesteście razem i mam nadzieję, że na zawsze. I oby zawsze cię doprowadzał do płaczu właśnie tylko tym, że dba, pamięta co lubisz a czego nie, że kocha.

Tolek odczekał chwilę i powiedział- ale to nie wszystkie nowiny - Iza zaciągnęła mnie wczoraj do chirurga i we wrześniu idę na operację plastyczną. Część blizn będzie zreoperowana, część da się usunąć w inny sposób. A Iza nawet jeszcze przed wizytą   u tego lekarza sama się nimi zajęła. Izuniu, mogę powiedzieć im o tobie? Iza kiwnęła głową, więc Tolek kontynuował - to jest bardzo dobry chirurg, czego dowodem jest właśnie Iza. Czy widzicie na jej buzi jakiś feler, na prawej połowie  twarzy? No właśnie, nic nie widać, bo ten chirurg uratował jej twarz gdy miała dziurę w policzku na skutek ropnia. I  on właśnie zapewnił nas, że zajmie  się czule moimi bliznami. I wiecie co? ten lekarz wprosił się na  nasz ślub, szalenie sympatyczny facet! A operacja będzie w prywatnej klinice. Iza też tam była operowana.

Ponieważ właściwie już skończyli jeść Tolek wraz z ojcem sprzątnęli ze stołu i za chwilę zaprosili obie panie do salonu na kieliszek wina albo czegoś innego, bo wybór to jest nawet spory, jak określił Tolek. A jego ojciec dodał ze śmiechem- przecież muszę wypić bruderschaft  z przyszłą synową.  Tolek podszedł do barku i zobaczył w nim dwa  francuskie koniaki, które kiedyś przywiózł z któregoś rejsu - Remy Martin i Courvosier. Wiedział, że Iza  woli koniak niż wino, bo przy jednej lampce koniaku można spokojnie przesiedzieć cały wieczór, więc dla niej i dla siebie przygotował po lampce Courvasier, pan domu wybrał dla siebie Remy Martin, pani domu skusiła się na likier ziołowy Becherovka czym wywołała wielkie zdziwienie męża i syna. Obaj się skrzywili, więc zaraz usłyszeli, że nikt przecież im nie każe tego pić. Wpierw Iza upiła łyk koniaku z przyszłym teściem, który zapytał się swego syna, czy może pocałować swą przyszłą synową czym rozbawił głównie swą żonę, potem było sporo śmiechu bo Iza i Tolek usiedli w jednym fotelu, wprawiając rodziców w wielkie zdziwienie, no ale ani Iza nie grzeszyła tuszą ani Tolek, a  fotel był ogromny. Ojciec  nieco dokuczał synowi, że lepiej byłoby gdyby po prostu wziął Izę na kolana ale Iza stwierdziła, że Tolkowe kolana to same  kości, a Tolek wytłumaczył ojcu, że gdy siedzą obok siebie to przylegają do siebie  na większej powierzchni i o to w tym wszystkim chodzi. Potem Tolek gdzieś przepadł a gdy wrócił powiedział, że może to nietypowe, ale on właśnie tak ma i zamiast złotego pierścionka kupił dla Izy pierścionek zaręczynowy, co prawda w srebrnym kolorze, ale to nie srebro ale platyna.Ma nadzieję, że rozmiar dobry, bo odrysował wewnętrzny wymiar jednego z jej pierścionków, które ona używa. Celowo wybrał platynę bo tego pierścionka Iza nie będzie musiała zdejmować do mycia rąk.  Izie nieco dech zaparło i spytała kiedy on  ten pierścionek kupił. Dziś, gdy byłaś w pracy. Tylko było za mało czasu by wygrawerować napis. I znów się dziewczyna wzruszyła, ale tym razem łzy zostały scałowane. Pierścionek zyskał aprobatę matki , a pan domu mruknął- coś mi się wydaje, że powstanie druga rodzina w której pierścionkami można by ozdobić wieżę Kościoła Mariackiego. A Tolek czym prędzej się "odgryzł" - wiesz ojciec, geny to straszna rzecz. I wszystko skończyło się zgodnym śmiechem. Iza siedziała przytulona do Tolka i cały czas wpatrywała się w pierścionek. Co jakiś czas wysuwała rękę z pierścionkiem do przodu i przypatrywała mu się z delikatnym uśmiechem.

Około północy wszyscy się rozeszli.Tym razem Tolek już nie wyszedł z pokoju Izy- wpierw jednak Iza  zabrała się  za blizny, choć Tolek wolałby by ten wieczór nieco inaczej przebiegł, ale Iza była nieugięta - wpierw obowiązek, potem rozkosze. W sobotni  ranek  obudzili się jednocześnie i choć oboje byli raczej mało wyspani postanowili jednak wstać. Wszak w planie było pływanie. Za śniadanie wystarczyła obojgu kawa, ale wzięli ze sobą sporo jedzenia i picia. Tolek wyciągnął jeszcze ze schowka sztormiaki, zapakował też dresy ich obojga, bo chciał by wrócili dopiero wieczorem.Tak jak poprzednio wzięli samochód ojca (miejscowa rejestracja), na stole w kuchni zostawił kartkę, że wrócą raczej późno i może wpadną też do Gdańska.       Na pokładzie  panował idealny porządek, wszystko lśniło i nietrudno było odgadnąć, że  to ojciec Tolka wysprzątał łajbę a do tego zrobił to tego poranka, bowiem na szocie wisiała jeszcze wilgotna ścierka.

Tym razem popłynęli w stronę Chałup. Płynęli na foku i motorze bo wiatr był nikły, a chwilami zupełnie znikał. W pewnej chwili Tolek powiedział - koniec wycieczki, wracamy bo będzie  burza. Iza  miała wielką ochotę zapytać się skąd  on to wie, bo według niej pogoda była całkiem dobra. Tolek odgadł, że Iza nie za bardzo mu wierzy, więc pokazał jej na dalekim  horyzoncie  mały, podłużny "wałek" ciemnych chmur. To właśnie zapowiada burzę, wyjaśnił. Poza tym jest za ciepło jak na tę godzinę, wiatr zdycha. Wrócimy na przystań, zapakujemy wszystko w samochód i pojedziemy do Gdańska. Pokażę ci  mieszkanie, może kiedyś tam będziemy mieszkać. A może będziemy mieszkać gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Nie chcę się z Tobą rozstawać gdy będę po nim pływać.  Iza popatrzyła na niego nieco rozbawiona- no to będziesz musiał mnie zatrudnić jako pływającą kosmetyczkę. Ale, kochanie, to nieco dalsza przyszłość, na razie czekają nas inne  sprawy. Powtórz to jeszcze raz, poprosił Tolek. Ten pierwszy wyraz powtórz. Uwielbiam gdy mówisz  do mnie "kochanie". Iza roześmiała się. Kochanie moje,czy wyobrażałeś sobie jakoś nasz ślub?   Oczywiście      i to nie jeden raz - składamy papiery, w wyznaczony dzień zjawiamy się w Urzędzie Stanu Cywilnego , 20 minut trwa ta cała impreza i jesteśmy małżeństwem. Nie ma problemu.  I możemy  albo  tu wziąć ślub albo w  Warszawie . I wcale nie mam zamiaru czekać z tym aż do czasu gdy będzie 6 tygodni po operacji. No chyba, że twoim marzeniem jest ślub kościelny. Zgodziłbym się gdyby ci na tym bardzo zależało. Ale piękną suknię możesz mieć i na takim cywilnym ślubie, a ja, nawet gdy jesteś w dresie mam jakiś rentgen w oczach i tak widzę cię nagą. A skąd ci przyszło do głowy, że ślub kościelny może być moim marzeniem? Już jeden miałam, wystarczy, zresztą wpierw musiałabym mieć kościelne unieważnienie  tamtego małżeństwa. A czy twoi rodzice  wiedzą, że jestem rozwódką?  Wiedzą, nie zrobiło to na nich żadnego wrażenia. Za to się chyba zakochali oboje w  tobie. I strasznie się mama bała że mnie nie zechcesz. Nie podejrzewała chyba ciebie, że masz takie dziwne upodobania. Bo wg mamy jestem koszmarny. Marzyła o córeczce a urodził się chłopak.  Izuś, a jaki był twój mąż, poza tym, że był trunkowy?   Jaki był ? Był  facetem, mocno w sobie zadufanym, cholernie towarzyskim, kleiły się do niego wszystkie  dziewczyny. Z zawodu dentysta. Podobno dobry, nie sprawdzałam. Ale nie wiedziałam, że pił od szesnastego roku życia, starannie to przede mną ukrywano. W myśl przysłowia jak się ożeni to się odmieni. Gdy go poznałam to chyba był po odwyku. Po prostu nie widywałam się z nim codziennie  nie wiedziałam co robił gdy się nie  spotykaliśmy. Ale szybko wszystko się wydało. A do tego był ode mnie siedem lat starszy i wydawało mu się, że znalazł służącą. Jego mamcia wmawiała w niego, że żona to takie uniwersalne stworzenie do wszystkiego a zwłaszcza do dbania o męża, podtykania mu wszystkiego pod nos, sprzątania po nim i dodatkowo do zachwycania się nim. Mieszkałam z nim po ślubie 5 miesięcy,  bo trudno powiedzieć, że żyłam, a w rok po ślubie już świętowałam rozwód. A wiesz kto mi go naraił? Moja własna matka, to był synuś jej koleżanki. Od tamtej pory nie rozmawiam z matką. Dobrze wiedziała, że to alkoholik.  I nie zaproszę jej na nasz ślub. Gdy się ktoś o nią pyta to mówię, że nie wiem co u niej, bo naprawdę nie wiem. A tak w ogóle to moi rodzice się rozeszli. Mamusi nagle coś odbiło, zakochała się  w jakimś dupku, który ją potem zostawił, gdy już się rozeszła z moim ojcem. Jako kochanka mu pasowała, ale jako żona to już nie.A ojciec żyje na kocią łapę z całkiem miłą kobietą i ciągle  się zastanawia czy  się ma żenić czy nie. Istny dom wariatów. Więc nie dziw się, że nie bardzo wierzyłam w twoje uczucia  do mnie i że jestem trochę narwana. I miałeś rację, oboje jesteśmy w pewien sposób rozbitkami. Każde z innej przyczyny.

Mieszkanie  w Gdańsku bardzo się  Izie podobało. Urządzone było starymi gdańskimi meblami. Było obszerne, trzypokojowe, miało prześliczną łazienkę i olbrzymią kuchnię. Przy stole w kuchni mogło siedzieć bez trudu osiem osób i nie narzekaliby na ciasnotę. Z uwagi na te meble mieszkanie  stało puste, bo meble były jednak zabytkowe. Jeden pokój był urządzony "normalnie", czyli współczesnymi meblami.   W szafie stał mały sejf, z którego Tolek wyciągnął dwa listy. Jeden to był list Izy do Tolka, którego on nigdy nie przeczytał, a drugi to był list napisany przez niego do Izy, którego z kolei nigdy nie wysłał. Wpierw Tolek odczytał na głos swój niewysłany list- był dość monotematyczny o tym jak Tolek bardzo cierpi w tej cholernej szkole, jak bardzo tęskni za Izą, jak śni o niej niemal każdej nocy. List Izy też  był monotematyczny - że brakuje jej obecności Tolka, prośba żeby wytrzymał te wszystkie trudy, przecież sam tę szkołę wybrał, że ona tęskni, że  nikogo ze wspólnych  znajomych nie widuje i że jej smutno. I obydwa listy zostały komisyjnie zlikwidowane. Ponieważ już byli głodni postanowili wrócić do Sopotu. Gdy dojeżdżali do Sopotu zaczęło padać. Gdy pojawili się w domu rodzice Tolka wyraźnie odetchnęli - pływanie w czasie  burzy taką łupina jest niebezpieczne- orzekł pan domu- nawet gdy się jest kapitanem. Ucieszył się, gdy dowiedział się, że zeszli z łodzi nim się załamała pogoda. Prowiant wrócił do lodówki, bo za 20 minut miał być podany obiad, więc młodzi  znów wbili się w  fotel. Iza była  bardzo zmęczona i przysnęła przytulona do Tolka. Gdy obiad  znalazł się na stole z wielkim żalem ją obudził. 

Pogoda zdecydowanie  zepsuła się. Padało i lało na zmianę i Tolek stwierdził, że jeszcze trochę a zaczną ropuchy z nieba  spadać, więc po obiedzie idą spać. Iza spojrzała na niego z  wdzięcznością - marzyła o tym by się przytulić  do niego i dalej spać. Jakby na to nie spojrzeć to w piątek pracowała do 14,00, potem jechali do Gdańska i część drogi  prowadziła samochód, poszli naprawdę późno spać, wieczór był dla niej pełen wrażeń  a dzisiejszego ranka wstali dość wcześnie. Gdy znaleźli się  w swoim pokoju Tolek zaciągnął zasłony i w tym zielonym półmroku przytuleni usnęli.

Iza  usnęła niemal  natychmiast, a Tolek leżał jeszcze dobre pół godziny wpatrując się w nią niczym w obraz, rozczulony tym, że z taką ufnością się do niego tuli. Deszcz za oknem wygrywał swoje melodie w różnym tempie, a oni spali spokojnie wtuleni w siebie.

Jak zwykle pierwszy ocknął się Tolek. Zerknął na zegar  wiszący na wprost łóżka. Była już 8 wieczorem. Po chwili namysłu zaczął delikatnie okrywać  jej ciało pocałunkami. Gdy dotarł do podbrzusza Iza wyszeptała cichutko - jestem twoja czy chcesz tego czy nie. No pewnie, że chciał, pół godziny później dotarli do salonu, w którym rodzice oglądali  jakiś  film. Kolację macie przygotowaną w kuchni , nie wiedzieliśmy czy was budzić, czy chcecie spać do rana lub wstać o drugiej w nocy by jednak zjeść kolację - powiedziała mama.

                                                                c.d.n.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                                                                           

 

 

 

 

 

                                                   



czwartek, 10 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść - V

 W połowie tygodnia  późnym popołudniem Iza wraz z Tolkiem mieli wizytę u chirurga. Przed wizytą Iza powiedziała  do Tolka- przepraszam cię, ale musiałam nieco nakłamać by szybko złapać ten termin wizyty i powiedziałam, że ty jesteś moim narzeczonym. Uprzedzam  cię o tym, żebyś nie parsknął śmiechem gdy on coś mi tłumacząc czy też zlecając użyje zwrotu "pani narzeczony". Tolek popatrzył na nią przenikliwie i cicho powiedział: nie ma sprawy , bo ja się tak właśnie  czuję. Jest mi niewypowiedzianie dobrze gdy jestem tak blisko ciebie, choć nie ukrywam, że chciałbym być jeszcze bliżej. Ja wiem dobrze co czuję do ciebie i choć wiedziałem, że jesteś mężatką chciałem się z Tobą spotkać. Bo o tym, że wyszłaś za mąż to mi powiedział Piotrek. Ale nie  znał twego numeru telefonu i nakierował mnie na Lilkę i ona dała mi twój numer i powiedziała, że ostatnio widziałyście się 2 lata temu i że coś jest  nie za bardzo z tobą, że chyba masz  kłopoty z facetem za którego wyszłaś. I wtedy postanowiłem przyjechać przy pierwszej nadarzającej się okazji. Zakończyłem ostatni  kontrakt, mogę teraz  jakiś czas nie pływać. Zresztą jest tak jak mówiłem - nie chcę być mężem przypływającym raz  na 3 miesiące lub rzadziej do domu i planujemy z kolegami utworzyć biuro turystyczne z siedzibą w jakimś  miłym, ciepłym kraju i krążyć np. po Morzu Śródziemnym. Sezon długi a rejsiki "kieszonkowe". Można też "podpiąć się" do kogoś kto już działa. Czekamy głównie na wejście do UE. Pieniądze mam, dom rodziców w Sopocie i ta działka w Dębkach są już notarialnie na mnie przepisane, a w razie potrzeby jest jeszcze mieszkanie w Gdańsku po drugiej babci, które  już dawno jest moją własnością. Ale to nie takie istotne w tym wszystkim ja po prostu wiem co do ciebie czuję. O której mamy tam być? Iza spojrzała na zegarek - za 45 minut. Może weźmy samochód to potem pojedziemy  na jakieś zakupy, może na  bazar na Polnej? Dawno tam nie byłam. Podeszła do Tolka i przytuliła się  do niego mówiąc: a tę rozmowę dokończymy gdy wrócimy albo może  nawet jutro.

Gdy wchodziła do spółdzielni powiedziała - już czuję te pytające  spojrzenia -"a z kim to Izunia się przywlokła? Ciekawe do jakiego lekarza, może do ginekologa?" Podeszli do recepcji i Iza powiedziała do recepcjonistki- pani Basiu, już jesteśmy, mamy iść na górę czy jeszcze jest tam pacjent?  Basia zlustrowawszy bystrym spojrzeniem Tolka powiedziała - pewnie za chwilę pacjent już wyjdzie, więc zaczekajcie państwo tu, bo tam nie ma na czym siedzieć,  fotele schną po czyszczeniu.Miały być zrobione wczoraj wieczorem a zrobili  dopiero dziś rano wyjaśniła wpatrując się w Tolka. Po niemal 10 minutach  schodami zaczęła schodzić jakaś kobieta, a recepcjonistka skinęła na Izę i powiedziała, że już mogą iść do gabinetu. Gdy mijali recepcjonistkę ta pokazała Izie kciuk skierowany w górę. Tolek to  zauważył i spytał czy było to życzenie powodzenia.  Iza szepnęła- potem ci powiem.

Gdy weszli do gabinetu lekarz bardzo serdecznie przywitał się z Izą, uścisnął prawicę Tolka i zapytał, czy ten pozwoli, że minutę poświęci Izie , bo musi sprawdzić czy  wszystko u jego  pacjentki jest ok.  Iza usiadła na fotelu, lekarz  skierował reflektor na jej prawy policzek, wpierw obejrzał, potem kazał otworzyć usta i obmacał policzek od środka i  na zewnątrz. Nooo, pięknie jest, nic się nie tworzy, wszystko udało się usunąć. A i śladu właściwie nie ma.

No to teraz zajmę się panem, proszę usiąść. Może się napijecie państwo ze mną kawuni? Wziął do ręki telefon i zarządził - pani Basieńko, trzy małe czarne poproszę.

No a teraz  pana kolej, proszę mi pokazać ten problem. Długo oglądał, macał, skubał, szarpał i zupełnie pomijając Tolka powiedział- pani Izo, damy radę, ale to trochę potrwa. Część pójdzie  bez problemu pod skalpel, ale to na jesieni, teraz jest za  ciepło. część zejdzie po systematycznym stosowaniu maści i codziennej pielęgnacji. Był pan bardzo młody gdy się to wydarzyło i zrobił się bliznowiec.Młody organizm ma sporo kolagenu i blizny wtedy przerastają- nie wszystkim, niektórym. Widzę, że pani Iza już nieco zadbała. Przepiszę jeszcze maść, niestety ze strefy dolarowej, w Pewexie   za bony lub dolary. Ale droga za bardzo nie jest.  Pani Izo, a gdzie będziemy operować? Bo  coraz trudniej o miejsce w państwowej, a byłoby dobrze  zrobić to we wrześniu. Oczywiście  w prywatnej klinice panie  doktorze,  chcę mieć pewność, że to pan będzie robił a w państwowym potrafią w ostatniej chwili zmienić grafik i jakiś paprak się do niego dorwie. No świetnie , to ja tu sobie już wpisuję, pan Anatol Garlicki, narzeczony pani Izuni, na pierwszy tydzień września. Zostanie pan jedną  dobę w klinice a potem będzie pan przychodził na opatrunki. A na ślub mnie  zaprosicie, w  6 tygodni po zabiegu już będzie mógł się żenić. W tej chwili do gabinetu wtargnęła pani Basia z  kawą i mikroskopijnymi ciasteczkami. Zostawiła kawy i zniknęła. Iza dałaby głowę, że pani Basia już dłuższą chwilę stała pod gabinetem podsłuchując.

Wypili kawę, pan doktor wypytywał  czym się Tolek zajmuje, doktor pochwalił pomysł  biura turystycznego i stwierdził, że z chęcią by taki krótki rejs zaliczył , np. pomiędzy wyspami greckimi, o ile będzie można spać na  jachcie. Byli tego dnia ostatnimi pacjentami, więc  pan doktor się nie spieszył. 

Gdy opuścili gabinet i wyszli na ulicę Tolek był uśmiechnięty i powiedział - zaczynam patrzeć w przyszłość z optymizmem.

Izuniu, a co miałaś z tym policzkiem?  Koszmar miałam, koszmar, zrobił mi się ropień od wewnątrz i to taki, że miałam dziurę na  wylot. Podejrzewali że to rak, ja już  byłam pewna, że zemrę na raka i wtedy trafiłam do tego chirurga, by się dowiedzieć, czy gdy mi to wytną to będzie można to jakoś tak  naprawić , żebym ludzi nie  straszyła swym wyglądem. I wtedy wziął mnie pod opiekę,  w klinice prywatnej usunięto mi to wszystko co wywołało ten stan zapalny, potem jak powiedział doktor dziurę "zacerowano" a on zrobił mi przeszczep biorąc moje tkanki z przedramienia. To wspaniały specjalista i jeśli powiedział, że damy radę to wiem, że damy. I nawet nie wiesz, jak się z tego cieszę, choć dla mnie ty z bliznami czy bez blizn to ten sam facet, liczy się  to co " w środku" ciebie jest. Ale doskonale rozumiem co czujesz i jak się czujesz z tymi  bliznami. I wiesz co ? jeśli przypadkiem tęsknisz za pływaniem to najbliższa sobota jest wolna, ja skończę pracę o 14,00, przyjedziesz po mnie do pracy i pojedziemy nad morze. Weźmiesz z domu jakiś prowiant na drogę, żebyśmy z głodu nie padli w drodze i nie jedli parówek na stacji.W następnym tygodniu będę pracować od 14,00 to będziemy mogli wyjechać z Sopotu bladym świtem w poniedziałek, o ile mnie obudzisz. Pasuje ci taki plan? Mina Tolka i przygarnięcie Izy do siebie takie, że groziło jej uduszenie w tym uścisku było odpowiedzią a na koniec dopiero padła ustna odpowiedź- jesteś genialna!

I chyba z tego poczucia radości, które oboje zaczęli odczuwać, porobili zakupy takie jakby mieli do wyżywienia co najmniej pluton wojska. W domu okazało się, że stanowią całkiem zgraną ekipę, a lodówka jest wyraźnie za mała.

Tym razem Iza nie miała oporów by dowiedzieć się czegoś więcej o życiu Tolka, ale ku jej zdziwieniu, ale i  zadowoleniu, nie za bardzo miał o czym opowiadać. Prawie nie korzystał z urlopów, brał kontrakty jeden po drugim, opłynął niemal cały świat i czuł się coraz  bardziej nieszczęśliwy. Wygląd jego klatki piersiowej w lustrze przesłonił mu cały świat. Był przekonany, że na widok tych blizn każda jedna ucieknie z krzykiem. Zapuścił nawet brodę by oszczędzić  sobie  widoku swego nagiego torsu w  lustrze, ale okazało  się to kiepskim pomysłem, znacznie  bardziej pracochłonnym  niż codzienne  golenie. Zresztą miał tak jasny zarost, że mógł golić się niekoniecznie codziennie, zwłaszcza podczas rejsu. Nie było nikogo, kto by narzekał, że go swym nieogolonym obliczem  drapie.

Reakcja Izy na widok jego nagiego torsu była dla niego pełnym zaskoczeniem, ale aż do dnia obecnego podejrzewał, że ona kieruje  się litością i dopiero dziś zrozumiał  że tak nie jest. I że teraz chce zawalczyć o jej uczucie, skoro los znów skrzyżował ich drogi. I że odtąd nie będzie już ukrywał swych uczuć bo to co do niej czuje nie jest w głównej  mierze  wdzięcznością i echem ich "pierwszego razu", jest czymś zupełnie nowym. I że pragnie by byli ze sobą absolutnie szczerzy, nie kierowali się "dobrym wychowaniem" cokolwiek przemilczając bo np. nie wypada o czymś mówić, nie może być między nimi tematów tabu. Jakby nie było są naprawdę bardzo dorośli, przekroczyli już  trzydziestkę.  Iza słuchała tego wszystkiego z wielką uwagą, przytakując półgłosem, wreszcie powiedziała- a czy mógłbyś mnie teraz  pocałować, bo tak bardzo lubię gdy mnie całujesz. Tolek pochylił się nad nią mówiąc: mógłbym, ale nie zamykaj oczu gdy cię całuję, chcę w nie patrzeć, a nie podejrzewać, że myślisz  w tym czasie o czymś lub o kimś innym. Lubię tonąć w twoich oczach, ale wiesz do czego możesz doprowadzić. Nie jestem z kamienia, wiesz przecież o tym, wiesz jak się to może skończyć? Naprawdę tego chcesz? Chciała, tak samo jak w swe osiemnaste urodziny, ale teraz wszystko było inaczej, choć to był ten sam facet. Oboje byli sobą wzajemnie  zaskoczeni, ale pełni wzajemnego oddania. Gdy nieco ochłonęli ciasno nadal w siebie wtuleni, Tolek cichutko powiedział- nie wiedziałem, że może być tak dobrze. Ja też nie, przeżyłam to po raz pierwszy powiedziała Iza i mocniej się w niego wtuliła.

Rano, a był to już piątek, zjedli śniadanie przygotowane przez Tolka, potem Tolek uparł się by ją odwieźć do pracy, wrócił do  domu, przygotował prowiant na drogę, spakował wszystko do termo torby, wziął torbę z rzeczami przygotowanymi przez Izę i o godzinie 14,00 oczekiwał Izy  przy drzwiach kliniki. Wcześniej zatelefonował do swych rodziców, że będą u nich pod wieczór. Poprosił też mamę by zakupiła na kolację koniecznie łososia wędzonego na gorąco bo Iza bardzo go lubi. I może by upiekła małe bułeczki, bo te jej wypieku są o niebo lepsze od tych z piekarni. 

Prowadzili samochód na zmianę, by nie tracić czasu na postój by się posilić. Jak potem obliczył Tolek "nieźle grzali" bo średnia szybkość wyniosła 103 km na godzinę a ruch był spory. Gdy zajechali pod dom rodziców Tolek poklepał samochód po masce i powiedział- dzielny ten samochodzik, spisał się świetnie. W drodze ustalił z Izą, że przyznają się do faktu, że są razem. Śmiała się, że może powinni się też przyznać do faktu, że właścicielką złotego klapka była Iza, ale po namyśle  doszli do wniosku, że może jednak lepiej nie, bo nikt nie lubi dowiadywać się po czasie, że był przez własne dziecko oszukiwany.

                                                        c.d.n.






środa, 9 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść - IV

Nie, nie żartuję, jestem wręcz śmiertelnie poważna. Mam trzy pokoje, więc się raczej pomieścimy. Pracuję na zmiany, na ogół przez cały tydzień na daną zmianę. Moja zmienniczka też woli taki rozkład niż naprzemiennie,  raz rano a raz po południu. Łatwiej wtedy wpaść w rytm. Pracujemy po 6 godzin. Wybierz sobie pokój  w którym chcesz sypiać. Ten od podwórka ma balkon wspólny z kuchnią, a wyjście na  balkon jest właśnie z kuchni. Uważam, że projektant  miał fioła. Drugi mały pokój i duży pokój są od strony ulicy, tam jest nieco większy hałas, ale tylko nieco, bo to jednak  boczna ulica. I nie dociekaj  w którym ja śpię, bo gdy wracam z popołudniowej zmiany, a wracam najczęściej skonana, często zasypiam na sofie w czasie oglądania czegoś w  telewizorni i śpię  do rana. Najlepszym pomieszczeniem w tym domu jest wyraźnie przedpokój. Jest naprawdę duży i kwadratowy. Już się nawet zastanawiałam czy aby nie zrobić w nim salonu, no ale salon bez okien to chyba nie najlepsze rozwiązanie. I nie pytaj mnie dlaczego zmieniłam  zdanie, w kwestii naszych kontaktów bo.....uzasadnienia już nie wygłosiła, bo usta jej zamknął bardzo długi pocałunek. Gdy oderwali się od siebie Iza powiedziała: coś jest w tym stwierdzeniu,  że trening  czyni mistrza. Patrząc jej w oczy Tolek wyszeptał - poczekaj aż trochę na tobie potrenuję, bo dawno tego nie robiłem. Całowałem tylko jedną dziewczynę a i to tylko we  śnie. Ale jawa jest sto razy lepsza niż sen, wierz mi. 

Iza zerknęła na zegarek - zjedzmy coś, wypijmy kawę i pojedziemy w dwa samochody do Forum. Oddasz samochód i zwolnisz pokój, wrócimy moim  samochodem. Gdy będziesz w hotelu ja wpadnę po pieczone kurczaki, vis a vis hotelu jest taki fajny punkt garmażeryjny,  może będzie akurat któraś z moich klientek za ladą, to wtedy mi wybierze najlepsze kurczaki. Zaraz  się będziemy zbierać, tylko zatelefonuję do swojej recepcji i dowiem się co mnie  jutro czeka od rana. Ten tydzień pracuję rano od 8,00 do 14,00. Wstaję o 6 rano, więc może wybierz pokój nie przy kuchni, bo cię będę rano budziła- rano zawsze jestem nieprzytomna i ciągle mi coś z rąk leci a i przeklinam niczym stary dorożkarz. Miałam wyjątkowo wysoki przerób szklanek na stłuczkę, więc się przerzuciłam na kubki, ale i one długo nie wytrzymują. Zastanawiam się nad kubkami z tworzywa lub metalowymi. Nie jestem tylko pewna czy herbata z nich dobrze smakuje. A może to już starość?

Tak, tak,  na pewno starość-  podchwycił Tolek- strasznie starzy jesteśmy a na dodatek jestem od ciebie rocznikowo starszy o rok, a tak naprawdę tylko o 4 miesiące. Iza zanurkowała w jednej z szafek w swojej sypialni i wyciągnęła z niej drugi komplet kluczyków od samochodu i podała je Tolkowi. Trzymaj, nie mam  zamka centralnego, jeden kluczyk jest do wszystkiego łącznie z bagażnikiem. Nr  rejestracyjny masz na breloczku po naciśnięciu  jednocześnie  dwóch płaskich miejsc na obwodzie  breloczka. Mam  fiacika uno, dostałam od ojca w nagrodę za rozwód. Na szczęście te samochodziki nie są dla złodziei atrakcją. Dowód rejestracyjny dam ci gdy wrócimy dziś  do domu. Jeżdżę do pracy autobusem, tam nie bardzo jest gdzie  parkować.

W dwie i pół godziny później byli z powrotem w domu. Iza zakupiła 2 dorodne pieczone kurczaki, kilka różnych sałatek i wracali do  domu w oparach smakowitych zapachów. Po drodze zahaczyli o delikatesy w których  Iza zakupiła sporo owoców, swą ulubioną czekoladę z bakaliami , 2 butelki rieslingu, a Tolek uparł się na koniak Remy Martin którym kiedyś  uczcili 18 urodziny Izy. Brakuje tylko jeszcze tego białego wina Lacryma Christi - burknęła Iza. Ależ skąd, nie  brakuje, ale zobacz- mają  nieco  lepszą wersję, Lacryma Christi  Bianco del Vesuvio, Vesuvio Rosso też  mają, ono jest dobre, piłem je we Włoszech i.....szybciutko to wino  zakupił. Gdy dotarli do  kuchni i wypakowali zawartość kilku sporych toreb Iza się  zaśmiała- oj, pan kapitan coś ogromnie zaszalał.

Wcale nie  zaszalałem, wystarczy nam tego dobra w butelkach na kilka miesięcy. A do tego kurczaka to czerwone wytrawne będzie lepsze niż riesling. A riesling przyda się nam do łososia pieczonego.  Zrobię go w niedzielę. A skąd pan kapitan weźmie łososia? Bo w Wiśle ich nie ma . Z prywatnej hurtowni rybnej, której właścicielem jest mój kolega. Od 2 miesięcy działają też w Warszawie.  Iza skrzywiła się - łososia  to lubię tylko takiego wędzonego na gorąco, który się tak cudnie rozsmarowuje na bułeczce. Ale on jest tylko nad morzem osiągalny.   No to dobrze, możemy przecież pojechać  na tego wędzonego łososia nad morze, ale wpierw zatelefonuję do kolegi, bo może będzie praktyczniej u niego go zamówić - zupełnie nie widzę problemu- odrzekł Tolek. 

Iza podgrzała w mikrofalówce kurczaka, ułożyła na półmisku wszystkie  sałatki, do salaterki wsypała świeżo upieczone  frytki, następnie wręczyła Tolkowi korkociąg mówiąc- ostatni raz usiłowałam z koleżanką otworzyć nim butelkę wina i  nie dałyśmy rady wyciągnąć korka. Wpierw ja siedziałam z  butelką  wina na  podłodze trzymając ją oburącz a ona  usiłowała wyciągnąć korek, potem zamieniłyśmy się rolami i wino nadal nie dało się otworzyć. Następnego dnia wepchnęłam korek do butelki (bez problemu dał się wepchnąć) a wino zużyłam do zabejcowania  mięsa. Więc myślę, że skoro nigdzie niemal nie widzisz problemu to sobie z tym korkiem poradzisz.   I choć Iza oczekiwała, że jednak i on będzie miał problem, butelka Vesuvio Rosso bez trudu udostępniła im swą zawartość. I naprawdę było to bardzo dobre wino.

Po kolacji Iza postanowiła sprawdzić jak wyglądają blizny po jednym smarowaniu olejem rycynowym. Do tej "operacji" samego tylko oglądania Tolek zamknął oczy ale Iza zaraz go obsztorcowała - nie  zamykaj oczu, nie jestem lustrem, nie  zobaczysz w moich oczach swego odbicia. Musisz nauczyć się żyć z tymi bliznami jak z czymś całkiem normalnym. Popatrz- patrzę na nie i co? krzywię się lub dziwię? Traktuję to zupełnie normalnie choć jest mi niezmiernie przykro, że cię to spotkało. Nietrudno mi sobie wyobrazić  co przeszedłeś i jak bardzo był to poważny wypadek, skoro musieli cię długo utrzymywać w śpiączce. Lewa strona bardziej oberwała, jest w  gorszym stanie. A żebra po tych złamaniach nie dokuczają ci?  Ale pewnie strasznie długo bolały, przy każdym nieco głębszym oddechu. A wiesz  chociaż dlaczego cię tak bardzo pocięli? Bo te blizny to raczej nie są po tym uderzeniu  pojemnika, od niego to ci potrzaskały żebra. 

Tak dokładnie to nie wiem, ze mną o tym nie rozmawiali ale z ojcem.Podobno były ogromnie krwiaki, które się nie rozchodziły mimo leków i musieli usuwać skrzepy. Iza westchnęła  - i zapewne robił to specjalista od sprawiania ryb a nie chirurg . 

Przygotuję ci zaraz kąpiel taką co nie wysusza skóry, będziesz miał "śliską wodę", więc na dnie wanny będziesz miał antypoślizgową matę, ale tak na wszelki wypadek będę w łazience gdy będziesz do wanny wchodził i gdy się będziesz z tej  kąpieli wydostawał. I przypomnij sobie, że już cię widziałam gołego, więc nie kąp się w slipach. I nie używaj mydła, tylko tego płynu  co stoi w dozowniku na brzegu wanny.

Tolek uśmiechnął się smutno i spytał: a umyjesz mi plecy? Oczywiście, umyję ale tylko wtedy gdy mnie pięknie o to poprosisz.

A teraz idę zrobić uszlachetniacz wody do twojej kąpieli. A ty bądź  tak miły i poszukaj w szafie na najwyższej półce prześcieradła kąpielowego. Powinny być na moje wyczucie dwa albo nawet trzy - ciemne zielone, niebieskie i  białe. Zdejmij z  półki wszystkie, przełożę je w inne miejsce. Ja to muszę wskakiwać na stołek i na nim jeszcze wspinać się na palce gdy mam coś z tej półki zdjąć a ty sięgniesz  bez problemu - chyba. Nie rozumiem jak można produkować dla zwykłych ludzi takie szafy.

W kilkanaście minut później Iza zniknęła w łazience przygotowując kąpiel dla Tolka. Na dno wanny, która na szczęście była pełno wymiarowa więc taka żyrafa jak Tolek bez problemu mógł w niej leżeć, położyła matę antypoślizgową i zaczęła toczyć wodę. Dolała zrobioną miksturę, sprawdziła temperaturę  wody i zawołała Tolka, by przyszedł wraz z ręcznikiem  kąpielowym. Gdy już wszedł do łazienki runął na kolana  na dywaniku leżącym koło wanny, złożył ręce w błagalnym geście  i powiedział: błagam cię o pani, umyj  mnie, niegodnemu plecy. Oboje wybuchnęli gromkim śmiechem ale pomimo atmosfery zabawy Iza pilnowała by się jednak nie poślizgnął. Po kilku minutach Iza powiedziała- tak pięknie mnie poprosiłeś, że umyję ci nie tylko plecy, przód do pasa również, dobrze będzie  pomasować  te blizny w tej ciepłej,  zmiękczającej skórę wodzie. Resztę swego grzesznego ciała umyjesz sobie sam. Jak się już umyjesz i opłuczesz to wyciągnij korek z wanny i wtedy wstaniesz i dam ci ręcznik, to znaczy prześcieradło kąpielowe i zaczekam tu aż wygrzebiesz się z wanny. Wiesz, gapa z Ciebie, piżamy tu nie przyniosłeś, pójdę po nią. Gdy szła po Tolkową piżamę pomyślała, że chyba jednak coś do tego faceta czuje i że to nie jest tylko nieco zabawne i rozczulające wspomnienie  gdy czcili (w zapewne dla innych dość osobliwy sposób) jej pełnoletność.  I pamiętała dość zdziwioną minę  fotografa u którego pierwsze zdjęcie zrobiła sobie o godzinie 11 rano a w kilka godzin później następne.

Na pierwszym jest bez  makijażu, na następnym już miała makijaż, tylko włosy jakby w nieco większym nieładzie i nieco zamglone spojrzenie.

Tego wieczoru znów Iza wmasowała w blizny olejek rycynowy i okryła wszystko tetrową pieluchą i dopiero potem pozwoliła by nałożył górę piżamy.

Pomimo ostrzeżeń Tolek wybrał pokój obok kuchni. Około 23,30 oboje już byli w swoich pokojach To jednak był dość ciężki weekend, który obojgu dał wiele do myślenia Przed zaśnięciem każde z nich układało własny plan jak zdobyć, jak zasłużyć na uwagę i uczucie drugiej strony. 

Rano gdy półprzytomna Iza weszła do kuchni doznała lekkiego szoku- w kuchni był Tolek, na stole stał talerz z różnymi kanapkami a Tolek nalewał do  kubków wrzątek zalewając nim utartą z odrobiną cukru nescą.Widząc jej zdumienie spokojnie powiedział - ty mnie kąpiesz, więc ja ci robię śniadania. Nie mam problemu ze stawaniem nawet w środku nocy. W różnych porach miewałem wachty nim zostałem kapitanem.

                                                    c.d.n.