środa, 16 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść XII

 Wyniki badań Tolka były dobre, internista dał jeszcze skierowanie na EKG i obejrzawszy wyniki nie widział żadnych przeciwwskazań do operacji. Na 3 dni przed terminem operacji była jeszcze wizyta u chirurga, który miał przeprowadzić zabieg. Był wyraźnie zadowolony z tego co zobaczył- orzekł, że większości blizn wcale nie ruszy, bo one same za kilka miesięcy dalszej troski dojdą do normy, to po co chłopaka ciąć. Zrobi tylko dwie, które najwyraźniej były zainfekowane  podczas operacji usuwania krwiaków i bardzo  nierówno przerosły. Dzień przed operacją założą Tolkowi opatrunki okluzyjne. Wpierw miejsca, które będą operowane dobrze odkażą, usuną zbędne owłosienie, założą jałowe opatrunki okluzyjne, które zdejmą  dopiero tuż przed zabiegiem. Po zabiegu ważne jest by przez pierwsze 3 doby Tolek maksymalnie ograniczył ruch mięśni po operowanej stronie i dobrze, że są one po lewej stronie, bo jako pacjent praworęczny zawsze mniej wykonuje ruchów tą ręką. Oczywiście na pierwszą dobę wręcz mu unieruchomią tę rękę. Przez kilka miesięcy ma zapomnieć o pracy fizycznej, lub dźwiganiu czegoś, intensywnych ćwiczeniach, napinaniu mięśni klatki piersiowej po stronie operowanej. Resztę zaleceń dostanie  po operacji. Ucieszył się, że Iza będzie miała urlop, by być przy Tolku . Iza powiedziała, że jeśli idzie o nią to ona może może być nawet przy jego operacji, a po operacji to już żaden problem. Doktor stwierdził, że wystarczy jak będzie przy nim gdy go już wybudzą z narkozy. Powiedział też, że nawet po operacjach plastycznych są blizny, no ale z reguły już mniej widoczne no i ponieważ są od razu  prawidłowo prowadzone to lepiej wyglądają i lepiej się goją. Tu ważne jest również i to, że pacjent  już nie jest nastolatkiem, bo w okresie nieustabilizowanej gospodarki hormonalnej dochodzi do przerostu blizn i do bliznowca.

Operacja się udała, pacjent przeżył i dopiero  po operacji dowiedział się, że Iza cały czas była przy tym zabiegu obecna. Oczywiście gdyby to był państwowy szpital to taki numer by nie przeszedł. Był anestezjolog, pielęgniarka  i ona- oczywiście w pełnym rynsztunku i choć było wiadomo, że nawet się do Tolka nie dotknie to przeszła całą procedurę mycia i ubierania się. Pan doktor był pełen podziwu dla jej determinacji i po zabiegu nie omieszkał jej tego powiedzieć. Gdy zrobił pierwsze nacięcie i ukazała się krew spojrzał na nią z niepokojem, a ona powiedziała- jest ok panie doktorze. Po zabiegu powiedział- pani to się chyba  minęła z powołaniem. Może, ale ja często mam do czynienia ze zranioną skórą, ba, nawet czasem sama  ją przecież  klientce ranię. Następnego dnia wieczorem zawiozła Tolka do domu. Najbardziej rozbawiła doktora  swoją metodą unieruchomienia ręki Tolka- po prostu przymocowała ją lekko do jego tułowia bardzo  szeroką elastyczną opaską i dopiero na to założyła mu spodnie  dresowe zamiast dżinsów. Siódmego dnia zdjęto mu szwy i znów dostał opatrunki okluzyjne, które tym razem w określonym czasie Iza zdejmowała by skórę wietrzyć.

Codziennie telefonowali do Sopotu by informować rodziców, oczywiście Tolek  opowiedział o tym, że Iza była cały czas przy operacji i Iza urosła do rangi bohaterki. A gdy w dzień, w którym była wyznaczona wizyta strasznie lało i grzmiało i Iza zatelefonowała do doktora czy może przywieźć Tolka dzień później to pan doktor zapytał się o  adres i sam przyjechał do nich. Spędzili razem z nim miły wieczór i był to początek ich przyjaźni z doktorem. Z czasem Tolek i doktor odkryli, że mają wiele wspólnego - doktor był wdowcem od kilku lat- i cały czas  żył miłością do zmarłej żony. I doskonale rozumiał Tolka  i to, że tak długo żył  młodzieńczą miłością. Jak mówił- często się to nie zdarza, ale zdarza i to jest piękne. Z przyjemnością obejrzał film  z ich ślubu. Utwierdzał Tolka w myśli, by nie podejmować już dalekich rejsów. Po kolejnej wizycie zaczęli sobie mówić po imieniu, a te 15 lat różnicy między nimi zupełnie nie miało znaczenia. Ponieważ w najbliższy weekend Iza i Tolek wybierali się do Sopotu, zaproponowali by może pojechał  razem z nimi. Wiedzieli doskonale, że w tym sezonie pokoje gościnne nie były zgłoszone do bazy noclegowej, więc  będą wolne, poza tym zaproponowali, że go po prostu wezmą swym  samochodem a w poniedziałek skoro świt wyjadą z powrotem do Warszawy. Zaproszenie zostało przyjęte, cieszył się jak dziecko, że będzie mógł popływać łajbą po zatoce. Oczywiście uprzedzili rodziców, że przyjadą z lekarzem, który operował Tolka,  więc rzecz została przyjęta wręcz entuzjastycznie.

W drodze sporo rozmawiali o tym, że  Iza przeprowadzi się do Sopotu, że postanowili by mieszkać w jednym domu z rodzicami Tolka, choć mogliby np. w Gdańsku, w mieszkaniu Tolka, a doktor Karol stwierdził, że jego zdaniem jest to bardzo dobry pomysł, choć jak widać ten sposób mieszkania stał się wielce niemodny, a szkoda. Przez całe wieki pod jednym dachem mieszkały dwa a częściej trzy pokolenia i jego zdaniem było to zdrowsze dla ich zdrowia psychicznego, choć zapewne nawet sobie z tego nie zdawali  sprawy.  Zgodzili się, w trakcie tej dyskusji, że być może nie zawsze wspólny dach był oazą spokoju, ale na pewno uczył rozwiązywania drobnych konfliktów, wzmacniał więzi międzyludzkie. Iza twierdziła, że czuje się w domu swych teściów wspaniale, że nawet przez moment nie czuła się tam obco. Bo rodzice Tolka  z niczego nie robią problemu i, jak powiedział kiedyś Tolek- nie są zakłamani, to raz, a dwa - rozumieją, że pokolenie 32-latków żyje nieco innym rytmem i innymi sprawami niż ludzie starsi o te drobne 25 lat i są po prostu tolerancyjni. Tolek zaczął się śmiać, że tolerancja jego rodziców dotyczy tylko Izy, ona jest w tym domu bóstwem bo do niego to zawsze się z czymś przyczepią, ojciec zwłaszcza. No ale dopóki i on i oni "modlą się" do jednego bóstwa to jest wszystko w porządku. Wiesz Tolek - myślę, że pewnie się w jakiś sposób zmieniłeś pod wpływem miłości do Izy, poza tym widzą, że jesteś z nią szczęśliwy, a szczęście dziecka jest dla rodziców ważną sprawą, o czym zapewne się kiedyś przekonasz na własnej skórze - skonstatował Karol. A  Iza powiedziała, że taką oazą spokoju jest mama Tolka, bo oni obaj to są jak dwa koguty w jednym kurniku, bo pamięta jak Tolek zawsze narzekał na ojca że go tresuje i wszystkiego się "czepia". A mama zawsze była w roli buforu między ojcem a synem, zwłaszcza gdy Tolek był nastolatkiem. Zresztą spoglądając z perspektywy czasu i wiedząc co oni razem wyprawiali trudno się ojcu dziwić, że trzymał chłopaka  twardą ręką a Tolek i tak zawsze jakiś numer wywinął. Kontynuując temat  Tolek opowiedział jak wykradał ojcu kluczyki od hangaru i jak razem wagarowali pływając po Wiśle Omegą. I jak czasami, gdy ojciec teoretyzuje na temat wychowywania młodzieży ma chęć mu powiedzieć, że ojcowskie metody wychowawcze były średniej jakości i że zapewne lepiej by było gdyby usiłował dociec  dlaczego dzieciaki zrywały się ze szkoły. Ale mu tego nie powie, zwłaszcza, że jest z Izą, a to z nią razem wtedy pływał. Nie wie,  czy pokłady tolerancji ojca są na tyle wielkie, by nie poczuł się źle z tego powodu. Karol stwierdził, że ma rację - było, minęło, ma przy sobie dziewczynę którą pokochał jeszcze w szkole, więc lepiej do tego nie wracać. Iza powiedziała - a co się teraz z tego razem z Tolkiem pośmiejemy  to nasze. 

Pomimo drobnego korka droga minęła nieźle. W Gdańsku zrobili krótki postój, bo Iza chciała zabrać z mieszkania cieplejszy dres, który tam zostawiła. Po krótkim namyśle spakowała wszystkie ich rzeczy - to "rozrzucenie" rzeczy pomiędzy trzema mieszkaniami uświadomiło jej, że najwyższy czas wybrać stałe miejsce zamieszkania, bo chwilami nie wiedziała gdzie co ma.

W Sopocie powitano ich entuzjastycznie, a Iza czuła, że....wróciła do domu. Tolek nadal jeszcze nie mógł napinać mięśni, więc stwierdził, że czuje się jak udzielne książątko wkraczając do domu z rękami w kieszeniach i cedując wnoszenie toreb na innych. Iza się śmiała, że teraz Tolek może zmieni  zdanie o kobietach podejmujących decyzję o poddaniu się operacji plastycznej "dla urody", bo też to zrobił. Ale zaraz włączył się Karol broniąc swego pacjenta, że dla podniesienia  urody to jest tylko jedna blizna zoperowana, druga dla zdrowia bo powodowała przykurcze.

Siedzieli przy  kawie i pysznym cieście z owocami, a Karol opowiadał rodzicom Tolka o operacji, co zrobił, dlaczego tylko dwie blizny operował, pod niebiosa wychwalał Izę, że tak doskonale radzi sobie w swojej pracy, że to jedyna kosmetyczka, która często zasięga jego porad gdy jej zdaniem któryś zabieg powinien być wykonany nie przez kosmetyczkę a przez lekarza, podziwiał ją, że chciała być przy zabiegu Tolka i jego zdaniem dziewczyna  minęła się z powołaniem. 

Potem ojciec  zaproponował by pojechali wszyscy jego samochodem do lasu, bo pogoda mało plażowa, a taki spacer po siedzeniu w samochodzie dobrze zrobi  mieszczuchom. Wzięto nawet koszyk na grzyby, chociaż nikt nie wierzył w to, że znajdą grzyby.Nie ta pora - na grzyby to się przecież chodzi o świcie  powiedział ojciec - na co usłyszał, że nikt nie każe mu nosić koszyka, a jak nie będzie grzybów to nazbierają szyszek na bożonarodzeniowe wieńce i te nagrobne i te do domu. Ale  jest dopiero wrzesień-upierał się, ale w końcu machnął ręką i wrzucił koszyk do bagażnika.

Ten las to był dobry pomysł - las miał już jesienne barwy i, ku zdziwieniu ojca, były grzyby, całkiem dużo podgrzybków. Ale prawdziwków to nie ma -zamarudził- a w kilka minut później sam znalazł prawdziwka. Młodzi cichutko się śmieli a Iza podeszła do niego, wzięła go pod rękę i powiedziała- może jak będę szła z tobą pod rękę to i ja znajdę prawdziwka? Ojciec cmoknął ją w czubek głowy i powiedział- jesteś kochana. Prawdziwków więcej nie znaleźli, ale za to sporo podgrzybków i zajączków. Iza cichutko zapytała- tatuś, a co Ty w takim kiepskim humorze? A bo mi smutno, za kilkanaście  godzin znów odjedziecie. No to cię jeszcze bardziej zmartwię - w listopadzie zjedziemy tu już na stałe. Ale to na razie tajemnica, nawet Tolek jeszcze o tym nie wie, bo tę decyzję podjęłam kilka godzin temu. Mówisz serio? Tak, chyba  że Tolek wybierze Warszawę, ale tam nie będzie miał gdzie pracować.  A co wy tak oboje spiskujecie? -zapytał Tolek podchodząc do nich. Jak zwykle jego wzrok krążył koło Izy więc zauważył, że Iza coś szepcze do ojca. Iza przesłała mu w powietrzu całusa - dowiesz się przy kolacji. I od tej chwili aż do ich odjazdu ojciec był w bardzo dobrym nastroju.

                                                          c.d.n.

                                              






wtorek, 15 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść - XI

 Tak jak było w planie Iza w pierwszej połowie sierpnia  wzięła urlop. Czas ten był podzielony pomiędzy plażę, pływanie łódką, przemeblowywanie domu tak by młodzi czuli się tu jak najswobodniej i najwygodniej. Z dwóch pokoi gościnnych, które były na dole zrobiono 1 dużą sypialnię  dla nich, a trzeci pokój był "pokojem dziennym do celów różnych" jak to określił Tolek. Z dwóch łazienek zrobiono jedną dużą.Kuchnia była wspólna, zresztą była  naprawdę duża, wspólny salon też był duży. Na górze były teraz dwa pokoje  gościnne. Cztery dni mieszkali w Gdańsku, a w tym czasie rozbierano  ścianki działowe pomiędzy pokojami i łazienkami , malowano sypialnię, zainstalowano w powiększonej łazience wannę oprócz  kabiny prysznicowej, zmieniono też sposób oświetlenia oraz zlikwidowano jedno okno.  Cały ten remont trwał 4 dni, fachowcy pracowali od 6 rano do 22,00. Tolek stwierdził,  że bardzo im współczuje, bo gdy on pracował pod okiem swego ojca przy  łódce to po 2 godzinach jego jedynym marzeniem było paść trupem, bo sokole oko taty wyłapywało najmniejszą niedokładność. 

Załatwiono też pewną "drobną formalność", mianowicie Tolek zrobił Izę spadkobierczynią wszystkiego tego co już było jego własnością oraz tego, czego był spadkobiercą testamentowym po rodzicach. Korzystając z tego, że są u notariusza Iza zrobiła  Tolka spadkobiercą mieszkania w  Warszawie, ponieważ był zameldowany w Gdańsku, a dwóch  adresów meldunkowych stałych nie wolno było posiadać. 

Pewnego wieczoru gdy Iza miała się właśnie zająć bliznami Tolka ten powiedział- zaczekaj chwilę  - czy zauważyłaś, że nigdy jeszcze nie rozmawialiśmy o dziecku? O czyim dziecku, masz gdzieś jakieś dziecko? O naszym, którego jeszcze nie mamy, ale chciałbym byśmy je  kiedyś mieli. A ty Izuś co o tym myślisz? Chwilę pomilczała, wreszcie powiedziała- jeśli mamy mieć dziecko to muszę zajść przed ukończeniem 35 lat. To mamy jeszcze z rok czasu by się  nie starać o nie. 

Teraz musi się coś wyklarować z twoją pracą i trzeba podjąć decyzję gdzie będziemy stale mieszkać. W Warszawie mam  pracę, tu  musiałabym wszystko zaczynać od nowa, wyrobić sobie klientelę w nowym miejscu. A ile chcesz mieć tych dzieci Indianinie? Najwyżej dwoje. No tak , dwoje  skoro półtora się nie da - zaśmiała się Iza. A wiesz, że bardzo zbrzydnę i mogę w ciąży przybrać na wadze nawet 40 kilogramów  i wyglądać potem jak hipopotamica? I że będziesz pewnie musiał pod koniec bardzo mnie oszczędzać albo wręcz pościć?  Nie ma problemu, do tego jestem przyzwyczajony. Ale w jednej sprawie to masz rację - nie chcę już wypływać w dalekie rejsy, nie chcę być daleko od ciebie, muszę więc dobrze pogłówkować z miejscem pracy. Może czas trochę przystopować z tym przesiadaniem się ze statku na statek? Na razie sama myśl, że miałbym wypłynąć z domu na dłużej niż jeden dzień wprawia mnie w przerażenie. Tyle lat o tobie tylko śniłem i teraz gdy sen się zrealizował miałbym cię zostawić i wypłynąć? Nie, to się po prostu kupy nie trzyma. 

Tolek, ty lepiej się zastanów czy nie zostawisz  mnie jeśli na przykład okaże się, że nie mogę zajść, choć wszystko niby jest w porządku. Wytrzymasz takie rozczarowanie? Nie odejdziesz ode mnie, nie przestaniesz mnie kochać? Bo ja znam kilka takich małżeństw które rozleciały się z tego właśnie powodu. Izuś, dla mnie przekazanie genów nie jest warunkiem bycia z tobą, nigdy nie było i nie będzie. W niewiele rzeczy wierzę, ale wierzę w przeznaczenie. Z jakiegoś powodu tylko ty mi się śniłaś, choć poznałem przed wypadkiem kilka całkiem ładnych dziewczyn. I z jakiegoś powodu ich nie przeleciałem, choć były chętne. I rozczarowane. A teraz czuję niechęć do wyruszenia w daleki rejs. I stąd ten mój pomysł na to turystyczne pływanie po Morzu Śródziemnym. Ale nie takim ulem pełnym turystów. I myślę, że po tej operacji nawiążę kontakt z moją starą, poczciwą szkołą morską. Czas mnie nie nagli, mogę poleniuchować spokojnie i pół roku. A praca dla ciebie się tu z pewnością znajdzie. Poprosimy mamę by zrobiła rozeznanie. Mama jest bardzo kontaktową osobę, co dziwniejsze nawet bardziej poza domem niż w domu.

Dwa tygodniu urlopu minęło szalenie szybko i bladym świtem czyli o czwartej rano w pewien poniedziałek wyruszyli do Warszawy. W bagażniku stała termo torba wypchana po brzegi jedzeniem, "bo przecież nie macie tam nic przygotowanego", Tolek wziął też nieco swoich rzeczy. I choć pożegnali się z rodzicami wieczorem , gdy wstali rano i poszli do kuchni to  znaleźli na stole kubki termiczne z kawą i po kawałku szarlotki na talerzykach oraz termos z kawą na drogę. Iza przyniosła z pokoju długopis i na serwetce napisała- dziękujemy, jesteście kochani i oboje się podpisali.

Droga minęła szybko, jak zwykle prowadzili na zmianę. Zaraz po powrocie zawiadomili rodziców, że są na miejscu, że wszystko jest w porządku i  dziękują  za przygotowanie  "wałówki" na pierwszy dzień w Warszawie, bo faktycznie w lodówce to tylko światło na nich czekało. W odpowiedzi usłyszeli, że rodzice już za nimi tęsknią, więc Iza orzekła, że nie widzi przeszkód by rodzice do nich na kilka dni przyjechali. A Tolek z kolei poprosił mamę by "przepatrzyła" kwestię pracy dla Izy, bo byłoby logiczne, by oni jednak mieszkali na Wybrzeżu - albo w Gdańsku albo w Sopocie, jeśli to rodzicom nie będzie w niczym przeszkadzać. Odpowiedź brzmiała, że cichym marzeniem rodziców jest właśnie mieszkanie pod jednym dachem z dziećmi. 

Po skończonej rozmowie Iza wpadła w zadumę - a zapytana o czym tak intensywnie myśli powiedziała- no o nas, o tobie, o mnie, o  twoich i moich rodzicach. Bo jest mi tak dobrze, że chwilami mam wrażenie, że to tylko piękny sen. Przez tyle lat mogłam liczyć tylko na siebie,  nie wyobrażałam sobie ani ponownego zamążpójścia ani mieszkania w jednym domu z teściami czy też którymś z moich rodziców. Gdy się pojawiłeś wpadłam nieco w złość, bo myślałam, że nie ma po co wracać do starych niemal dziecięcych miłości, zwłaszcza, że było to takie ulotne, krótkotrwałe. O twoim wypadku dowiedziałam się z dużym opóźnieniem, a potem pomyślałam, że na pewno już dawno masz inną dziewczynę i że zapewne prawdą jest twierdzenie, że kobieta zawsze pamięta swego pierwszego mężczyznę a mężczyzna z trudem nawet ostatnią swą kobietę. Byłam naprawdę mocno zdziwiona, że nawiązałeś ze mną kontakt. I jakoś wróciło do mnie to wszystko co było wtedy, przypomniałam sobie i twoje opanowanie i delikatność i wspólne oglądanie tego filmu i naszą nieporadność przy wcielaniu tego co na filmie w życie i twoje obawy, czy aby nie wyrządzisz mi krzywdy. A teraz to zrobiłam się jakaś nienasycona, nie bardzo mogę sobie wyobrazić by cię nie było tuż obok, nie umiem już zasnąć nie wtulona w twoje ramiona. Odtajałam tak kompletnie, że pokochałam twoich rodziców i ich obecność tuż obok jest dla mnie czymś naturalnym a nawet niezbędnym. Gdybyś teraz popłynął w jakiś długi rejs chybabym wpadła w depresję. Ale z drugiej strony, gdybym  wiedziała, że o tym marzysz to brałabym antydepresanty i czekała na twój powrót. Każda miłość człowieka zniewala i nic się na to nie poradzi. I mogą sobie jeszcze wydać tonę poradników żeby nie uzależniać się uczuciowo od osoby, którą się kocha ale prawda wygląda inaczej, raczej  powinno się uczyć ludzi  by byli otwarci na  siebie wzajemnie i wyzbyli się egoizmu. Bo miłość z egoizmem nie chodzą w parze.  I pomyślałam, że może powinnam zatelefonować do mego ojca i  może zaprosić go do nas z Martą, o ile oczywiście jeszcze z nią jest. 

A ty kochanie masz jutro analizy, więc będziesz mnie  odwoził na czczo, mam nadzieję, że nie zemdlejesz z tego powodu. Celowo tak sobie ustawiłam grafik, żebyś nie krążył po Warszawie jak Marek po piekle. Pamiętam, Izuś, pamiętam a dziś wieczorem po ciebie przyjadę i do pracy też cię odwiozę,  za  godzinę. Nie wiem tylko jak wytrzymam te kilka godzin bez ciebie- ogromnie się przyzwyczaiłem, że stale jesteś w zasięgu ręki lub wzroku.  No właśnie, strasznie się rozbrykaliśmy oboje, tylko nam figle-migle w głowie, a życie nie jest romansem- stwierdziła Iza. Wiesz co, wzięłabym dziś do pracy kamerę to pokazałabym szefowej i swojej zmienniczce film, bo przecież  zdjęć nie mamy. 

W pracy nie było wielkiego ruchu, w końcu był to jeszcze miesiąc wakacyjny.Film Iza wyświetlała kilka razy i żałowała, że nie ma zdjęć. Furorę zrobił Misio obejmujący za szyję Izę. I ojciec Misia też się koleżankom podobał.Koleżanki orzekły, że oboje z Tolkiem wyglądali świetnie i że fajnego faceta wyrwała. Jedna od razu się spytała, czy może skopiować pomysł Izy, w  kwestii stroju i Iza czy może podać adres firmy, która szyła jej sukienkę  i koszulę Tolka. I że może szkoda, że nie wzięli też ślubu kościelnego bo teraz jest tyle pięknych sukien ślubnych. Iza nieco zaskoczona tym co usłyszała stwierdziła, że nie jest pewna, czy branie  ślubu kościelnego tylko dlatego, że będzie się przez kilka  godzin ładnie wyglądać jest właściwym rozwiązaniem. Ona już zaliczyła raz piękny wygląd i  białą  suknię z welonem  i po roku już była rozwiedziona. Wstąpiła też do szefowej, by ją poprosić o wystawienie  opinii, bo raczej na pewno wyjedzie na stałe z Warszawy. Szefowa wyraźnie posmutniała, obiecała, że opinie wystawi jej na następny dzień, a dowiedziawszy się, gdzie Iza ma zamiar się teraz osiedlić orzekła, że już sam fakt, że była pracownikiem tej firmy jest swego rodzaju świadectwem pracy, bo wszyscy w branży wiedzą, że ta firma nie zatrudnia byle kogo.Radziła też by Iza  nie otwierała od razu swego własnego gabinetu a wpierw popracowała z rok lub dwa lata u kogoś, zdobyła własne klientki i dopiero ewentualnie potem otworzyła własny gabinet. I że  zawsze może liczyć na pomoc merytoryczną.

Wracając wieczorem z pracy Iza stwierdziła, że odkąd jest z Tolkiem świat jakoś się zmienił, jakby wypiękniał, ale ten stan powoduje w niej dwa sprzeczne odczucia - z jednej strony wielkiego szczęścia a z drugiej cały czas budzi jej niepokój, bo jakoś za pięknie się to wszystko układa. Na pytanie Tolka a czego tak konkretnie się boi powiedziała - wielu rzeczy - tego, że może nie będę mogła zajść w ciążę a ty jednak będziesz z tego powodu nieszczęśliwy, tego, że mi cię jakaś szantrapa odbije, tego, że jednak będziesz  pływał na dalekich trasach i będziemy rozdzieleni.  Tolek uśmiechnął się i powiedział - straszne, cały czas mam  cię za mądrą dziewczynę a ty mi takie głupoty opowiadasz.Ja cię naprawdę kocham, dziewczyno z moich snów. I nic tego nie zmieni-ani jakaś szantrapa, ani brak dziecka, ani ciąża twoja i ewentualna nadwaga, ani moja praca.

                                                          c.d.n.



poniedziałek, 14 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść -X

 Ślub udało się zamówić na drugą sobotę lipca. Tolek coś tam jeszcze  marudził, że on to by wolał w ogrodzie, ale Iza mu rzecz wyperswadowała, że: primo to się strasznie zniszczą mamine róże a poza tym wypadałoby wtedy zaprosić sąsiadów zza płotu. Poza  tym jeśli by padało to wcale nie byłoby w ogrodzie  miło a końcowym argumentem było to,  że szpilkowe obcasy wszystkich  pań nie nadają się do chodzenia po miękkim podłożu, więc trzeba by wszystkie drogi komunikacyjne w ogrodzie  i teren pod namiot starannie wyłożyć deskami i jeszcze pilnować by nie było pomiędzy deskami szczelin, w których mogłyby utknąć obcasy szpilkowe pań. Firma, którą rodzice Tolka wynajęli do przygotowania sali kawiarnianej zapewniła Tolka, że będzie się czuł jak w ogrodzie, tyle będzie  zieleni w sali kawiarni.

Iza była bardzo ciekawa czy ojciec przyjedzie, bo datami to było na styk z jego wyjazdem z Martą do Hiszpanii. Podała mu oczywiście adres domowy rodziców Tolka z prośbą by przybył tam przynajmniej najpóźniej o godz. 13,00, bo chciała go poznać ze swymi teściami, ale oczywiście przesłała mu również oficjalne zaproszenie do kawiarni, podając godzinę ślubu. W drzwiach kawiarni miał stać wynajęty człowiek i wpuszczać tylko osoby z zaproszeniami. W sumie uzbierało się ok. dwadzieścia osób. Uroczystość miała się zacząć o 14,30. 

O 13,15 do domu rodziców  Tolka dotarł ojciec Izy. Ale nie z Martą, ale z.....matką Izy. Iza gdy zobaczyła wchodzących do salonu swoich rodziców pomyślała że ma  omamy wzrokowe. Prezentowali się  nieźle, ojciec w jaśniutkim  garniturze,  matka w letniej sukience typu "mazanina", czyli w kwiaty jakby zamazane mgłą.  Z trudem przełykając ślinę Iza dokonała prezentacji mówiąc do swej teściowej- mamuśku, to jest moja matka i mój ojciec. Tatuniu, to moja matka i mój ojciec. Rodzice Tolka wysupłali ze swego wnętrza  super uprzejme uśmiechy i wymienili uściski rąk z przybyłymi. Iza  szepnęła -przepraszam, pójdę po Tolka-  i zniknęła w kuchni, gdzie Tolek poił się wodą. Trzęsąc się z emocji wyszeptała- przyjechała moja matka, ojciec ją tu przywiózł.Tolek chwycił Izę za ramiona, przytrzymał chwilę i powiedział- uspokój się kochana- nikt ci tu krzywdy nie pozwoli zrobić. Sięgnął do apteczki i wyciągnął opakowanie  waleriany, spokojnie odliczył odpowiednią ilość kropli, nalał do kieliszka wody i podał Izie - łyknij,  smaczne nie jest, ale szybko pomaga. Posiedź chwilę sama, zaraz wrócę. I wyszedł do salonu. 

O, jest  pan młody, radośnie zawołał  ojciec  Izy. A gdzie panna młoda? Poszła się przebrać odpowiedział Tolek. Ja też muszę się jeszcze przebrać.  Może państwo już pojadą z moimi rodzicami a my z Izunią pojedziemy drugim samochodem.  Och nie, mamy tu zaproszenie a na nim adres, to pojedziemy moim, żeby potem tu nie wracać po samochód. 

Tolek wrócił do Izy, drugim wyjściem opuścili kuchnię i poszli na górę by się przebrać.

Na Izę waleriana podziałała wspaniale, jako że nigdy nie brała żadnych środków uspakajających. Z okna Iza zobaczyła, że jej rodzice odjeżdżają. Tolek zbiegł na dół by uspokoić swoją mamę, ale ona martwiła się o Izę, nie o siebie. Poszła nawet na górę z Tolkiem by utulić Izę i zapewnić, że wszystko jest w porządku. Młodzi szybko się przebrali i gdy zeszli na dół rodzice  stwierdzili, że wyglądają świetnie a gdy Iza zaczęła przepraszać za całe zamieszanie ojciec ujął jej rękę i powiedział - ja ci jeszcze tego nie mówiłem, ale jesteś dla nas jak nasza własna córka i dziękuję ci, że jesteś z Tolkiem i z nami i z namaszczeniem złożył na jej ręce pocałunek. Kocham Tolka i was oboje też wyszeptała Iza i przytuliła się do obojga. 

Mamuś zobacz, mam w tej sukience kieszenie w  bocznych szwach, mam gdzie schować chusteczkę by wytrzeć łzy gdy mi nerwy puszczą. I młodzi wraz z rodzicami w roli świadków wyruszyli na ślub.

Gdy weszli do kawiarni powitały ich brawa. I z całą pewnością było tu znacznie więcej osób niż dwadzieścia, których spodziewali się Iza i Tolek. Było kilkunastu kolegów Tolka, niektórzy w mundurach, inni po cywilu. Jedni solo, inni ze swymi żonami czy też dziewczynami. Był też Kacper z żoną. Było też kilka par zaprzyjaźnionych z rodzicami. Kawiarniany bar spełniał rolę biura, z półek zniknęły stojące tam zwykle różne  butelki, ich miejsce zajęły różne kwiaty doniczkowe, niektóre pięknie  kwitnące. Na szerokich parapetach okiennych też stało wiele roślin. Ślubu udzielała córka znajomych rodziców Tolka, dla której był to debiut w tej roli. Oprócz odczytania obowiązującej formułki, zebrania podpisów i złożenia życzeń urzędowych, dodała nieco ciepłych życzeń od siebie. Potem świeżo upieczeni małżonkowie wymienili się obrączkami przy wtórze marsza weselnego. 

W tym czasie kelnerzy wnieśli kieliszki z szampanem i poustawiali je na stolikach, zostawiając też na nich króciutkie menu, w którym były do wyboru różne  napoje, lody, kawa, herbata  i dwa rodzaje ciasta. 

Tolek podziękował wszystkim za przybycie, potem rodzicom za to, że go zawsze wspierali. Na koniec podziękował Izie, że zgodziła się zostać jego żoną i dzielić z nim swe życie i przyrzekł publicznie trwać przy niej bez względu na okoliczności. 

Szef kelnerów poprosił wszystkich, by po złożeniu życzeń z powrotem usiedli przy stolikach, bo kelnerzy zbiorą od nich zamówienia na ten mikroskopijny poczęstunek. Pierwsi złożyli życzenia nowożeńcom rodzice obojga, potem podchodzili po kolei inni. Rozbawili Izę koledzy Tolka- jedni się  dopytywali gdzie dotąd ukrywał swą świeżo poślubioną żonę, inni, podobnie jak Kacper, śmieli się, że taki świętoszek stroniący od  płci pięknej był z niego a tu cichcem, cichcem i żeni się z taką piękną kobietą. Gdy podszedł Kacper z żoną Iza zapytała się czemu nie przyszli ze starszym synkiem, bo to bardzo rozgarnięty maluszek. Na to Kacper wykonał zwrot przez sztag i wyciekł z kawiarni. Po chwili wrócił z synkiem na rękach, postawił go na  podłodze i powiedział- idź ukochać ciocię Izę i mały przydreptał do Izy, stanął przy niej i wyciągnął  do góry rączki. Z podłogi podniósł go Tolek, a  mały objął za szyję Izę, potem obrócił się do własnej mamy i ona go wzięła od Tolka na ręce. Agnieszka powiedziała, że oni już muszą iść, bo teściowa siedzi w samochodzie z młodszą, która śpi. I muszą już wracać do domu, bo zbliża się pora jej  posiłku, a mała to żarłok i gdy głodna to jej głosik wygra głośnością nawet z syreną okrętową. W tym momencie Agnieszka wyjęła z torebki niewielkie pudełko a Kacper powiedział - a to jest prezent od nas dla was.

Nasłuchała się  Iza komplementów na swój temat od wszystkich kolegów Tolka i wielu miłych słów od znajomych swych teściów. Gdy kolejka życzących wreszcie się skończyła z ulgą usiadła przy stoliku stojącym  pośrodku kawiarni, przy którym siedzieli rodzice Tolka i jej ojciec- sam, krzesło matki stało puste. A gdzie matka?- spytała. A nie wiem, wyszła nagle, nie wykluczam, że jest  może w samochodzie. Ona jest na odwyku, więc może uciekła od widoku szampana.  Uparła się, że pojedzie ze mną. Chyba kolejny ją porzucił. Jeśli ją znajdę to od razu ją stąd wywiozę. Dbaj o moją  córkę, młody człowieku. Wstał, pożegnał się z rodzicami Tolka i wyszedł.

Z zaplecza kawiarni wyszła urzędniczka i podała im świadectwa  ślubu, poprosiła o sprawdzenie czy wszystko jest prawidłowo i o pokwitowanie odbioru. 

Iza wyszła na chwilę przed kawiarnię, ale nigdzie nie widziała samochodu ojca i wróciła. Goście pomału opuszczali kawiarnię,  a każdy przed wyjściem jeszcze raz życzył wszystkiego co najlepsze. Jako ostatni kawiarnię opuścili kawiarnię młodzi z rodzicami. Samochód prowadził Tolek, który nawet nie tknął szampana, bo jak twierdził nie jest amatorem szampana a poza tym  ktoś w tej rodzinie  musi zachować trzeźwość umysłu.

W domu z wielką  ciekawością otworzyli  szare pudełko, które im wręczył Kacper. W środku było drugie, firmowe, ukrywające malutką kamerę i kartka z  tekstem: "Tolku,  bracie! Mam nadzieję, że kamerka sprawi wam sporo radości, na tyle dużo, że nie pogniewacie się na mnie za to, co na niej jest nagrane, a co nagrałem bez waszej zgody. Agnieszka, Kacper i przychówek. P.S. Rzućcie  obraz na ścianę, niekoniecznie pokrytą  ekranem. 

Tolek szybko przestudiował instrukcję i ustawiwszy się w salonie na wprost wybranej  ściany włączył kamerę. Na ścianie wpierw wykwitł obraz Agnieszki i Kacpra z dziećmi, a mały  Michaś trzymał prostokątny kawałek kartoniku z napisem  Kochamy Was. Potem Kacper wygłosił swą kwestię, mówiąc, że dziękuje Izie za to, że mu otworzyła oczy i że wszystko przemyślał i będzie od teraz dobrze.  A poza tym ma nadzieję, że fakt ,że zabawił się w "ukrytą kamerę" w niczym nie zaburzy przyjaźni Tolka i Kacpra. Dalej było nagranie ze ślubu od chwili gdy przekraczali próg kawiarni wchodząc do niej, kończyło się w chwili gdy wymienili się obrączkami. Najwyraźniej kamerka była ukryta w kwiatach stojących na półkach baru.

Rodzice byli bardzo ciekawi w jaki to sposób Iza otworzyła oczy Kacprowi, więc Tolek opowiedział o tym, że małżeństwo Kacpra wisiało na włosku, a Iza powiedziała tylko Kacprowi, że każde dziecko ma po to dwie rączki, by  jedną trzymała mama, drugą tata i razem je prowadzili. I widać z tego, że Kacper przemyślał wszystko, bo to inteligentny facet, tylko czasem udaje głupka, bo to dość wygodna pozycja w życiu. 

Ponieważ wszyscy byli nieco zmęczeni, a za oknem był upał, postanowili, że teraz po prostu odpoczną, pod wieczór zjedzą obiado-kolację a potem wybiorą się na jakiś spacer, najlepiej plażą.

Gdy znaleźli się w swoim pokoju Tolek powiedział - wiem co jest najlepszym lekarstwem na moje blizny-tylko nie wiem jak to opatentować. No co, powiedz, bo umrę za chwilę z ciekawości,  powiedziała Iza rozbierając się. Okład z Twojego cudnego ciała- twoje ciało goi moje. Zobacz - najczęściej  leżymy przytuleni tak- i tu zademonstrował jak leżą i zobacz- ta strona już wygląda  o wiele lepiej. Iza skręcała się ze śmiechu. A potem zrobiła poważną minę i powiedziała- a ja naiwna myślałam, że to od tego, że często je  całuję. Oooo, od całowania  ich to mi się  różne  tajemnicze rzeczy dzieją z moim ciałem i mózgiem. No właśnie , całowałaś je gdy się ubieraliśmy do ślubu i zupełnie  zapomniałem, że mam dla  ciebie prezent ślubny i wyjął ze stolika nocnego płaskie, bursztynowe pudełko i podał je  Izie. Iza je otworzyła i zamarła- w środku była platynowa bransoletka, na jej wewnętrznej stronie był wygrawerowany napis - Miłości mego życia, Izie. Na zewnętrznym obwodzie były 3 maleńkie diamenciki. Bransoletka była doskonale dopasowana do jej nadgarstka i był zapinana. I oczywiście była z platyny. Po chwili zachwytów Iza  stwierdziła - no faktycznie coś ci nawała przeze mnie w mózgu- wydałeś mnóstwo pieniędzy. Izuniu, z ekonomicznego punktu widzenia to jest dobra lokata. A ile się jubiler namartwił, że na pewno ten obwód jest za mały, bo takie szczupłe nadgarstki to może mieć tylko dziecko. A nie zauważyłaś jak ci się przyglądał gdy  wybieraliśmy obrączki? Nie,  nie zauważyłam, bo ja w ogóle nie patrzę się na obcych facetów, przesłaniasz mi cały świat.

Około ósmej wieczorem zjedli obiado-kolację i razem z rodzicami wybrali się na spacer. Mieli ze sobą dwie nieduże maty plażowe, żeby w razie zmęczenia posiedzieć trochę na  plaży przy brzegu. Iza pochwaliła się teściom prezentem ślubnym od Tolka, a oni stwierdzili, że prezent ładny i praktyczny a Iza jest go w stu procentach warta a oni się cieszą, że Tolek to docenia. Iza spoważniała i odpowiedziała - to wasza zasługa, bo tak go wychowaliście. I teraz  żal mi tych wszystkich dni kiedy żyliśmy osobno. I wciąż dręczy mnie to, że byłam krótko, bo krótko ale z innym. Teściowa objęła ją mocno i powiedziała- a może dobrze, że tak było, może dzięki temu masz teraz inne spojrzenie na wiele spraw. Wszystko co nas spotyka w życiu czegoś nas uczy.  Choć niektórzy bywają wielce odporni na wiedzę, którą im daje życie. Nie myśl już kochana o tym co było, dziś się zaczął nowy etap waszego życia. I powiem ci szczerze- jestem szczęśliwa z trzech powodów - mam męża, którego kocham i z którym mamy wciąż wspólny język, nawet wtedy gdy się sprzeczamy, mam syna, który jest wreszcie szczęśliwy i mamy was oboje a wy nas nie odrzucacie, choć jesteśmy z różnych pokoleń. Gdy chodziłam w ciąży marzyłam, że urodzi się córeczka, byłam bardzo rozczarowana. Ale teraz dzięki temu dziecku, którego płeć mnie tak rozczarowała mam ciebie i to jest cudowne. Siedziały wsparte o siebie i nieco zadumane. Pierwszy podniósł się ojciec i zapytał czy tylko on woli nocować w domu niż na plaży, podszedł do swej żony i Izy i obu pomógł wstać. Tolek zwinął maty i idąc z Izą w stronę domu zapytał - spiskowałyście? No jasne-odpowiedziała Iza - kobiety muszą się trzymać razem.

                                                             

                                                                         c.d.n.





niedziela, 13 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść - IX

W drodze do Warszawy Iza i Tolek  opracowywali strategię na  najbliższe dni. Z lekkim zdumieniem Iza odnotowała, że jakoś jej nie cieszy powrót do Warszawy i stwierdziła,że gdyby nie fakt, że będzie tam razem z nią Tolek to chyba by się zapłakała- dobrze jej było w domu jego rodziców, czuła się tam bezpiecznie i swobodnie. Tolek  nie ukrywał, że go ten fakt  cieszy. 

Ponieważ jej dokumentów nie można było "od ręki"  pobrać z archiwum, Iza wystawiła Tolkowi upoważnienie do ich pobrania, bo on miał więcej czasu. 

Upolowali dla Tolka  białe dżinsy i białe mokasyny, zamówili  kilka koszul na miarę. Iza zaraz po przyjeździe przymierzyła sukienkę, którą zamierzała wziąć na ślub, ale Tolek orzekł, że choć wygląda w niej super to jakoś bardzo smutno, a to przecież nie pogrzeb a ślub. Postanowili, że jego koszula i jej  sukienka będą z tego samego materiału, teraz  czekali na materiał, którego próbkę oglądali w pracowni koszul - była to cienka popelina w paseczki ciemnoniebieskie, białe i ciemnoczerwone. Właściciel pracowni namówił ją  by uszyto z niej sukienkę typu "szmizjerka", bo Iza ma świetną figurę i nogi, więc będzie  w takim fasonie  super wyglądać. Materiał miał być za dwa dni a sukienkę miała uszyć pracownia znajdująca się na tej samej ulicy. Tolek był zachwycony szytymi w tej pracowni koszulami, które uwzględniały męską budowę  ciała - szerokie ramiona, wąskie  biodra- postanowił, że zaraz  zatelefonuje do ojca by przepytać o nr kołnierzyka  i zakupi dla ojca też kilka  takich koszul. Iza ze skrawkiem materiału, z którego będzie miała sukienkę zajęła się poszukiwaniem szpilek. Gdy przymierzyła wysokie szpilki skonstruowane z paseczków Tolek stwierdził, że w czymś takim to ona na pewno się wywróci i z podziwem patrzył, że  spaceruje "w tym czymś" po sklepie i "to coś" ani jej  nie spada ze stóp ani ona się nie wywraca. Ponieważ nie było szpilek trójkolorowych wybrała granatowe, których  granat był taki sam jak w  materiale. 

W pracy upolowała lekarza, wdepnęła do niego między pacjentami i poinformowała go, że ślub będzie nie po operacji Tolka a już lipcu i oni serdecznie zapraszają, że będzie  miał gdzie mieszkać. Ale okazało się, że w lipcu pan doktor ma urlop, który będzie  spędzał we Francji u swego przyjaciela. Przy okazji wzięła recepty na następne tubki maści , zapisała Tolka na wizytę w II połowie sierpnia gdy już będzie miał wyniki badań,  wzięła też dla niego skierowanie na badania laboratoryjne, wystawione z datą sierpniową, zdała sprawozdanie jak się spisują blizny smarowane tą specjalną maścią.

Wieczorem Iza zatelefonowała do ojca informując go, że w lipcu, ale jeszcze nie zna daty, wychodzi za mąż i że w związku z tym ma nadzieję, że ojciec zaszczyci jej ślub swą obecnością. A za kogo tym razem się wydajesz?-zapytał. Za  faceta- odpowiedziała, czując jak wzbiera w niej wielka wściekłość. Jeśli masz ochotę swego przyszłego zięcia poznać to zapraszam na spotkanie u nas lub na  mieście. A ile dni go znasz córeczko?  No nie długo, tak mniej więcej od siódmego roku życia. Nie wygłupiaj się  mała, mów poważnie, bez zgrywy. Tato, ale ja mówię poważnie, bez zgrywy. Naprawdę znamy się od tak dawna. A ja go znam? Tato, a ty znałeś choć jedną moją koleżankę lub kolegę? Nie znałeś go, nikogo z mojej szkoły nie znałeś. Możesz do nas wpaść któregoś wieczoru, z tym, że w sobotę i niedzielę nas nie będzie. Bo weekendy spędzamy u jego rodziców. No dobrze, przyjdę do was w takim razie jutro wieczorem. Pasuje? Przyjdziesz sam czy z Martą? Sam, to nie jej sprawa. No to fajnie, czekamy na ciebie.

Gdy odłożyła słuchawkę rozpłakała się. Tolek tulił ją, uspokajał, a ona długo nie mogła się uspokoić. Może i dobrze, że się wypłakała solidnie, bo następnego dnia  w czasie wizyty ojca była spokojna. Nawet niezbyt subtelne pytanie "a co się wam tak do ślubu spieszy" nie wyprowadziło jej z równowagi, choć z trudem powstrzymała się od powiedzenia, że oni oboje nie lubią żyć na "kocią łapę". Nie wtajemniczała ojca w ich plany, spokojnie przyjęła do wiadomości, że jeśli ślub będzie w drugiej połowie lipca to ojca  nie będzie na nim bo mają wykupioną wycieczkę do Hiszpanii, wszak wycieczki wykupuje się w grudniu lub styczniu. Gdy się żegnał z nimi powiedział do Tolka - współczuję panu, młody człowieku, ona ma okropny charakter, istna zołza. Tolek uśmiechnął się - uwielbiam zołzy. 

Pierwsze słowa, które Tolek po wyjściu gościa powiedział do Izy  brzmiały - dobrze, że masz drugi komplet rodziców, oni  naprawdę cię kochają. Iza uśmiechnęła się smutno - wiem i dobrze mi u nich. I nie jestem pewna, czy jeśli ślub będzie  w pierwszej połowie lipca to go zawiadomię. Za dużo nerwów mnie kosztuje jego obecność. Nie wiem czemu, ale zawsze wydawało mi się, że rodzice kochają swe dzieci,  nawet gdy te są już dorosłe i samodzielne. Ale zapewne się myliłam.

Tydzień minął błyskawicznie, ale  udało się im zgromadzić dokumenty Izy, byli u jubilera by wybrać dla siebie obrączki, które miały być gotowe w ciągu tygodnia,  Iza złożyła wizytę swej ginekolożce, odnowiła zapas tabletek i wysłuchała pouczenia, że jeśli zdecyduje się na macierzyństwo to powinna zajść w ciążę nim skończy 35 lat, porobiła badania kontrolne. Zabrali ze sobą z Warszawy "ślubny zestaw" Tolka, koszule dla ojca i nowe koszule Tolka, nowe kosmetyki dla mamy. Iza przytomnie zakupiła tenisówki by chodzić w nich na wieczorne spacery, odwiedziła też salon fryzjerski i zmieniła kolor włosów z czarnego na brąz, co zostało przyjęte przez Tolka entuzjastycznie. Planowała powrócić z  czasem do swego naturalnego  ciemnego blondu.  Tolek codziennie odwoził ją do pracy i po nią przyjeżdżał, pomagał we wszystkim.

Gdy w środku nocy przyjechali do Sopotu rodzice oglądali w salonie jakiś film, w kuchni czekała na nich "lekka kolacja", którą szybko podgrzano w mikrofali, Iza została wyściskana i wyprzytulana. A najważniejsze, że poczuła się tak, jakby z  bardzo dalekiej podróży wróciła do domu.  Ponieważ przed wyjazdem z Warszawy Tolek  sam zadbał o swe blizny, zaraz po tej lekkiej kolacji mogli iść spać.  Sam nawet zauważył, że część blizn wygląda już o niebo lepiej, co zaraz powiedział Izie.

Około dziewiątej rano obudził ich warkot kosiarki- Tolek wyskoczył z łóżka, wyjrzał przez okno i skinął na Izę by podeszła- na dole, koło płotu dzielącego posesję rodziców Tolka i sąsiednią  stał ojciec i  wyraźnie zdenerwowany rugał sąsiada, wskazując na przemian na jego kosiarkę i stukając się we własne czoło. Tolek nie wytrzymał, wychylił się z okna i zapytał- tato, a co się stało?  A nic, tylko pewnie was obudził. Tolek w żywe oczy zaprzeczył- ależ skąd, my już  od pół godziny nie śpimy i zaraz schodzimy na dół.

Na dole przy śniadaniu okazało się, że rodzice  też zostali obudzeni przez sąsiada i ojcu przyszło na myśl, że skoro oni zostali obudzeni to i "biedne dzieci" także. Po śniadaniu usiedli w salonie, Tolek zaprezentował swój ślubny strój, wręczył tacie kupione dla niego  koszule, Iza dała mamie nowy zestaw kosmetyków upiększających, naszkicowała fason swojej sukienki, która będzie gotowa za kilka dni, pokazała jakie nabyła szpilki, bo już je przywiozła. Oczywiście zmusili tatę  by przymierzył nowe koszule i po przejrzeniu się w lustrze tata stwierdził, że są świetne, nie trzeba w spodniach upychać nadmiarów materiału no i całkiem  zgrabnie się w tym wygląda. Mama pochwaliła nowy nabytek, bo i fason dobry i gatunek. Stwierdziła, że chyba przyjadą do Warszawy, bo dawno tam nie byli a poza tym wybrałaby się chętnie z Izą na  zakupy, bo chce sobie sprawić jakiś letni kostium, w którym będzie na ślubie.  Iza się ucieszyła a na sugestię,że zarezerwują dla siebie hotel tylko parsknęła śmiechem i oboje z Tolkiem na wyścigi tłumaczyli, że wprawdzie  to tylko mieszkanie a nie dom jednorodzinny i nie ma 360 metrów kwadratowych ale są trzy pokoje i jak chcą to mogą nawet spać w różnych pokojach. Umówili się, że rodzice w obie strony odbędą podróż samolotem, z lotniska odbierze ich samochodem Tolek i że jeden dzień pobytu to stanowczo za mało. Iza tylko poprosiła by ze 3 dni wcześniej podali datę przyjazdu, to sobie ustawi grafik w pracy.

Rodzice bardzo chcieli w ramach prezentu ślubnego wysłać ich w podróż jakimś wycieczkowcem, ale nim skończyli mówić Tolek zapytał się, czy oni wiedzą ilu pasażerów zabierają współczesne wycieczkowce na jeden rejs. Bo on osobiście nie ma najmniejszego zamiaru płynąć takim "ulem", który zabiera  na pokład pomiędzy 2, 5 a 3,0 tysiące pasażerów. On osobiście jakoś  jeszcze nie zatęsknił za statkiem, do szczęścia mu wystarcza łajba. I ma dosyć dużych jednostek bo duża jednostka  to fura ludzi do zarządzania. On ma ochotę na podróże krótkie, dobrym jachtem motorowym, więc nie w głowie mu takie imprezy. A wie, że Iza najchętniej  spędziłaby urlop tu, w Sopocie, ewentualnie w Jastrzębiej Górze, ale palmę pierwszeństwa dzierży Sopot, bo można sobie zawsze  gdzieś wypłynąć  łódką, albo gdzieś się wybrać samochodem. I nie on jeden jest trochę zmęczony, kilku jego kolegów też, więc rozglądają  się za pracą z krótkimi, głównie sezonowymi rejsami. Zima na lądzie i ze 4 miesiące  na  niedługich rejsach. A może skorzysta z propozycji i zacznie szkolić młodych. Gorzej zarobi, ale zyskiem będzie zaoszczędzenie sobie zdrowia, pobyt blisko żony, rodziny.

Miny obojga rodziców wyrażały wielkie zdumienie- przecież nigdy nie narzekał ani słowem nie wspomniał, że ma dosyć. No tak, nie narzekał, bo był sam, a dodatek jakby martwy z powodu tego wypadku i jego skutków. 

I wtedy odezwała się Iza - ja wiedziałam o tym, że nie jest w tej szkole szczęśliwy i pewnie gdyby nie ten wypadek to bym go namówiła by zrezygnował z tej szkoły, ale po wypadku kontakt się całkiem urwał, uznałam, że nie chce tego kontaktu. Ale chyba jednak byliśmy sobie przeznaczeni, bo po tylu latach mnie odnalazł.

                                                                c.d.n.


sobota, 12 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść -VIII

 Tym razem postanowili zakotwiczyć w tutejszej marinie i wyjść na ląd. Iza co prawda  marudziła, że nie ma swej sukienki i jest tylko w szortach, ale Tolek jej tłumaczył, że przecież jest nad morzem a nie w centrum Warszawy i szorty są tu jak najbardziej właściwym strojem a poza tym posiedzą trochę na plaży więc się przecież rozbierze  i będzie w bikini. Poza tym on też jest w szortach i nie czuje z tego powodu żadnego dyskomfortu. I że po plaży pójdą do fokarium, bo chce jej przedstawić swojego kolegę, którego, jeśli się Izie spodoba,  zaprosi na  ich ślub. Iza natychmiast zaczęła prostować jego tok myślenia - nie jest wcale istotne jak się będzie ten człowiek podobać  Izie, istotne jest co myśli o nim  Tolek. Kacper, podobnie jak Tolek  jest kapitanem a dziś  miał tu być ze swoim  synkiem. Umawiali się, że wzajemnie  "pokażą" sobie  swoje nowe "szczęścia" - Kacper dwuletniego synka a Tolek swą narzeczoną. Będzie sam z dzieckiem?- dziwiła się Iza. Tak, bo się z żoną rozwodzi - doszła do wniosku, że ma dosyć bycia wiecznie samą. Nie bardzo rozumiem jej samotność, skoro ma dwoje  dzieci, roczną dziewusię i dwuletniego synka i cały czas mieszka z nią jej matka. On bardzo kocha  swe dzieci, żonę też i jeśli nie złapie jakiejś dobrej pracy to nie będzie dobrze. Trudno wybierać pomiędzy swym  ulubionym zawodem a miłością do kobiety i dzieci. Poza tym jej matka to jakaś walnięta w głowę, ciągle jej wciska ciemnotę, że on na pewno ma w każdym porcie kochankę a kto wie czy i nie dziecko, skoro taki jurny, że zrobił dziecko rok  po roku.  Zapomniała tylko, że w ramach snucia  bajek wcisnęła  córce ciemnotę, że karmienie piersią chroni przed ciążą a prezerwatywy powodują raka szyjki macicy i ta idiotka uwierzyła mamusi, zamiast spytać się swej lekarki. Wiem,  jestem niemiły, ale bardzo nie lubię żony Kacpra za jej głupotę. Oczywiście Kacper się domyśla, że nie przepadam za jego żoną, bo kilka razy coś jej przygadałem. Szalenie nie lubię głupich kobiet, nawet gdy są całkiem ładne.

Iza chwilę milczała potem powiedziała- no to masz pecha, bo ja niezbyt mądra jestem, a na dodatek niezbyt urodziwa. Rzuciłam studia, wyszłam za mąż nie zastanowiwszy się nawet nad tym, czy tamtego faceta naprawdę kocham, a do tego dałam się nabrać na jego wygląd i gadki. Wszystkie mi go zazdrościły, że taki przystojniacha z niego, że ma świetny zawód itp. Dziwiły się, że się tak szybko rozeszłam, no bo przecież  każdy ma jakiś feler, a on był podobno dobrą partią. Poza tym pojawił się w moim życiu wtedy, gdy przeżywałam  kryzys psychiczny, starzy się kłócili, potem rozchodzili. Nawet pełnoletnie dzieci źle znoszą rozpad własnej rodziny.

Tolek ją otoczył ramieniem, lekko przytulił i powiedział - to ja byłem głupi, bo powinienem był do ciebie  napisać o tym wszystkim co czuję, gdy sobie tylko zdałem z tego sprawę, ale mój strach przed odrzuceniem z powodu tych blizn mnie  całkowicie zdominował. A ty jesteś, wbrew temu co o tym myślisz, bardzo mądrą kobietą. Jesteś dla mnie całym światem, gdybym musiał wybierać pomiędzy tobą a pływaniem wybrałbym ciebie. Ojciec zadał mi takie pytanie, a gdy powiedziałem, że jest  oczywiste, że rzuciłbym dla ciebie  pływanie to tylko podał mi rękę i powiedział-wiedziałem że wyrośnie z ciebie porządny facet. 

Popatrz Tolek, byłeś moim pierwszym mężczyzną i będziesz ostatnim. Aż mi przykro, że dałam się ślubnemu  kilka  razy przelecieć. A jeszcze jak mi nagadał, że jest bardzo rozczarowany, że nie jestem dziewicą. Więc się tylko "odgryzłam", że on też nie  "dziewic".  No a skoro nie dopuszczałam go do siebie gdy był po kielichu to były ciągłe awantury. I tak długo wytrzymałam z nim w jednym domu. Ale część udało mi się nagrać na magnetofon. Po jednej rozprawie  dostałam rozwód, dzięki tym nagraniom. I tym go wykończyłam.

Chętnie bym mu dokopał mruknął Tolek smarując ramiona Izy masłem kakaowym. Tym razem był w koszulce na nieco szerszych  ramiączkach i nawet z jednej strony wystawał kawałeczek blizny, który Iza starannie  nasmarowała.  Tolek promieniował szczęściem i spokojem.  Siedzieli przy brzegu na macie, słuchając delikatnego ale miarowego szumu fal, blisko siebie, tak  by się ich ciała stykały.

Nie był to jeszcze sezon , więc na plaży nie było jak zawsze tłoku, żadne  dzieciaki  nie biegały obok wrzeszcząc. Iza oparła brodę na ramieniu Tolka i powiedziała- kocham cię przeogromnie,  nawet nie umiem powiedzieć jak bardzo jestem szczęśliwa, że się odnaleźliśmy. Po prostu brakuje mi słów. I nie chcę być daleko od  ciebie. Cały czas myślę o tobie, o tym jak cudownie całujesz, jak mnie pieścisz, uwielbiam twoje pieszczoty, twój dotyk. A temu kto wymyślił tabletki dałabym Nobla. A ja jestem szczęśliwy, że się jednak zmobilizowałem by cię odnaleźć i teraz wiem, że moje pływanie  "na okrągło" miało sens- prawie  nie schodziłem na  ląd gdy byłem w porcie, brałem kontrakt za kontraktem i dzięki temu teraz mogę być długo z tobą i spokojnie czekać na rozwój wypadków. Kocham cię i cały czas pragnę i wiesz, myślę, że  zakotwiczymy się gdzieś po drodze, dobrze?  Te łóżeczka dość wąskie ale i tak lepsze niż kokpit Omegi i bardziej  zacisznie i dyskretniej. I  zastanawiam się dokąd byśmy wyskoczyli po ślubie - nie wiem co wolisz- mogę próbować załatwić coś w Tunezji, ale będzie  gorąco, bo to lato albo moglibyśmy popływać w Grecji . Z tym, że nie będziemy wtedy sami a z tłumem turystów i to mi się mniej podoba. No chyba,że złapię jakiś kontakt z którymś z właścicieli porządnego jachtu.  

A może moglibyśmy po prostu ten urlop spędzić w mieszkaniu w Gdańsku?-spytała Iza. Oczywiście, moglibyśmy, ale nie chcę byś się  bawiła w gotowanie i sprzątanie. A może w takim razie zostaniemy u rodziców? Będziemy wypływać łodzią w zależności od pogody- jak będzie pogoda to nam tłum na sopockiej plaży nic nie zaszkodzi bo gdzieś sobie popłyniemy. To będzie wszak sierpień to wszędzie, na wszystkich plażach  Europy będą tłumy. Kochana moja, ty jesteś znacznie przytomniejsza ode mnie- masz rację, wszędzie będą tłumy  a zwłaszcza we Włoszech, bo sierpień jest tam typowym miesiącem urlopowym. A ty  masz miesiąc urlopu? Tak, ale w związku z twoją operacją wezmę tylko 2 tygodnie a resztę potem , we wrześniu by się tobą opiekować. Zerknęła na zegarek  i zapytała- a my nie powinniśmy aby już iść do tego fokarium?

Kacper już czekał na nich przy wejściu do Fokarium. Panowie mimo protestu malca, którego Kacper trzymał na rękach, wykonali tradycyjnego "niedźwiedzia", Tolek dokonał prezentacji i na wiadomość, że Iza wnet zostanie żoną Tolka, Kacper cichutko gwizdnął - no proszę,  taki świętoszek, żadnych panienek a tu nagle szast-prast i się żeni.Gdzie ty poznałeś taką miłą i ładną dziewczynę ? I wiesz, jakoś zupełnie inaczej wyglądasz. Bracie, wyglądasz po prostu na szczęśliwego! Opowiadaj, skąd się znacie?

Od wieków  się znamy, bo chodziliśmy razem do podstawówki, trochę się spotykaliśmy jeszcze w liceum i pływaliśmy razem po Wiśle. No  to już wiem- to jest ta twoja Iza, o której wciąż majaczyłeś! No niesamowite, słowo daję! Chodźcie ze mną do tych fok, bo obiecałem małemu, że  zobaczy foki. Obok wejścia stał stragan z całkiem ładnymi maskotkami fok i Iza czym prędzej kupiła jedną maskotkę dla malca, co bardzo mu przypadło do gustu. Ponieważ mały wziąwszy ją do rączki wykrzyknął radośnie "hau, hau", Iza wytłumaczyła, że to nie jest piesek, to jest foka. No to mały podniósł rączkę z foką do góry i radośnie oznajmił: tata, foka. A rączkę bez foki ufnie wsunął do ręki Izy. Mama doma - poinformował  Izę a ta przytaknęła- tak mama jest w domu. Do dialogu włączył się Kacper- to jest ciocia Iza, a to wujek Tolek. Ciocia Iza i ujek Tolo zaćwierkał malec. Iza znów  dziecku przytaknęła, jednocześnie "prostując" dziecku wymowę- tak to jest wujek Tolek ,a ja jestem ciocia Iza. Kacper jęknął- dobry Boże, ta twoja  pani ma talent pedagogiczny i anielską cierpliwość. Zazdroszczę ci.  To dobrze, zazdrość, bo wierz mi, że jest czego zazdrościć - Tolek omal nie pękł z dumy.

Ponieważ panowie chcieli jeszcze trochę ze sobą porozmawiać opiekę nad malcem przejęła Iza. Pokazywała mu zdjęcia różnych fok, opowiadała, że foki łowią ryby i lubią je  jeść, potem stała z nim przy barierce by obejrzał pływające foki, wzięła malca na ręce i ustawiła się tak,by dziecko  widziało jak treser rzuca do wody kółko i jak foka je wyławia i cały czas do dziecka mówiła. Mały obejmował ją za szyję i w końcu zameldował- Misio piciu. Więc Iza podeszła do zagadanych  panów i zameldowała- Misio piciu. Kacper wyciągnął z przepastnej siatki butelkę i podał Izie. Iza wzięła butelkę i w zamian za nią podała mu dziecko mówiąc- lekki to on nie jest. Na koniec wcisnęła zawstydzonemu Kacprowi butelkę. Kacper odprowadził ich do przystani. Miał zamiar zaokrętować się jak najprędzej bo ciągłe sprzeczki z żoną i teściową dały mu w kość. Iza nie wytrzymała i z czarującym uśmiechem powiedziała- wie pan co? 

Dziecko ma dwie rączki i za jedną rączkę powinien je trzymać tata, za drugą mama i razem dziecko prowadzić. Powinniście chyba jednak iść do poradni rodzinnej nim wasze kłótnie wyrządzą dzieciom szkodę. Do zobaczenia  na naszym ślubie - zapraszam też żonę i dzieciaczki. 

Gdy znaleźli się na łodzi Iza przeprosiła Tolka, że straciła nad sobą panowanie i była niemiła dla Kacpra. A Tolek powiedział- wcale ci się nie dziwię - coraz częściej myślę że zachowanie Agnieszki to nie tylko wina jej matki. Kacper jest teraz w Polsce krócej niż ja a już,  jak widać, ma dość domu. Dziwne. Nie będę się z nim zbyt często widywał, ale na morzu można na nim polegać.

Strasznie ciekawiło Izę co też Tolek majaczył o niej, jak to określił Kacper. Trochę się Tolek wykręcał aż w końcu powiedział- no po prostu cały czas mu nudziłem, że nie mogę o tobie  zapomnieć choć minęło tyle lat a on mnie namawiał bym jednak cię odszukał, ale  list który wysłałem na adres który znałem wrócił do mnie z notką adresat nieznany. No to potem cię szukałem po znajomych i dopiero Lilka mnie natchnęła, że może jednak cię odnajdę. A masz do niej adres?-spytała. Bo jeśli masz to wyślemy jej zaproszenie na ślub. Pewnie nie przyjedzie ale może się z nią spotkamy w Warszawie.

Dlaczego on cię nazwał świętoszkiem? Przecież nie chodzisz do kościoła. Na randki z dziewczynami też nie chodziłem i po burdelach nie kursowałem, to byłem wg niego świętoszkiem. Dziwił się strasznie, że można kochać kogoś kogo nie ma obok, że można kochać wspomnienie. Podejrzewał, że sobie ciebie wymyśliłem. Ot przykrość- roześmiała się Iza- jednak istnieję. Gdzie dziś zacumujemy? Napiłabym się chętnie kawy i chyba mama nam podrzuciła kawałek ciasta do pojemnika. A zacumujemy tam gdzie ostatnim razem. To fajne miejsce, bo krzaczory na dość sporym odcinku wchodzą do wody i nikt tamtędy nie łazi i się nie kąpie ani psa nie pławi a ja mam wobec ciebie niecne plany. Zobacz Izuś, ciasto z kruszonką i tej kruszonki  multum, tak jak lubisz. Po chwili zaanonsował- ciasta nie ma, jest tylko kruszonka a pod nią owoce. To super ucieszyła się Iza, uwielbiam to! Twoja mama  mnie rozpieszcza. A ja to cię nie rozpieszczam?-zapytał. Ty to mnie notorycznie dopieszczasz i to jest  cudowne.  Pokażę ci dziś na komputerze reprodukcję tego obrazu Miro, który mam na sukience. I pomyślałam,że możesz przecież wystąpić w białych dżinsach, widziałam nawet takie w Pewexie. Tylko  trzeba by zapolować na  białe mokasyny. W Warszawie na  Chmielnej na pewno coś upolujemy. I wpadniemy do faceta, który ma sklep z koszulami, bo on szyje super koszule, dopasowane do sylwetki a nie  takie  wory jak w państwowym sklepie.Ojciec zawsze u niego koszule kupował. Będziesz wyglądał superancko bo masz ładną figurę. A co mam jeszcze ładnego?- dopytywał się Tolek. Oczy masz ładne, lubię się w nie wpatrywać, choć  wiesz co się dzieje  gdy się  wpatrujemy sobie w oczy. Ale to co się wtedy dzieje też lubię. Masz ładny kolor włosów bo to taki platynowy blond. Masz ładne  ręce , długie  palce. I bardzo wszędobylskie. I masz ładne usta, wielce uzdolnione do całowania. Kochanie, zamknij drzwi kabiny bo mam wrażenie, że mi stanik spadł i lepiej by nikt przepływający tego nie widział.


 


Nie wigilijna opowieść -VII

Gdy jedli kolację Iza powiedziała do Tolka - nie wiem jak to jest, ale w obecności twoich rodziców czuję  się na pełnym luzie. Bo oni nie są zakłamani- wyjaśnił Tolek. Pamiętasz ten film , który oglądaliśmy w twoje osiemnaste  urodziny? Ja go dostałem od ojca na swoje osiemnaste urodziny. Wręczając mi go powiedział, że powinienem go obejrzeć wpierw sam, a potem z dziewczyną która jest mi bliska i ewentualnie razem z nią wypróbować, jeśli będzie nas łączyło jakieś uczucie i jeśli ona będzie chciała. O antykoncepcji też pomyślał. Drugi film z tej dziedziny, ale o stronie psychicznej zagadnienia, z ogromną ilością tekstu, którego nie mogłem wtedy pojąć z  posiadanym wówczas zasobem słów angielskich dostałem od mamy, a ona powiedziała, żebym o tym co usłyszę w tym filmie nigdy nie zapominał, to wtedy moje życie intymne będzie wartościowe. Musiałem sobie kupić słownik medyczny polsko-angielski żeby wszystko  pojąć. Trochę czasu spędziłem też w bibliotece lekarskiej. Rodzice dobrze wiedzieli, że w młodym wieku krew nie woda a majtki nie pokrzywy i chcieli żebym miał w tej dziedzinie jak najmniej złych doświadczeń. I wiedzieli, że zakazami to niewiele można zdziałać. No i wiedzieli do jakiego zawodu idę - bajka o tym, że co port to inna dziewczyna  funkcjonowała i nadal ma się świetnie. Trochę prawdy w tym jest, ale kapitanowie z reguły aż tak rozwiąźli nie są- za dużo obowiązków, za dużo pracy, za dużo odpowiedzialności.

A to, że razem mieszkamy i żyjemy ze sobą moich rodziców też  nie gorszy. Ojciec się mnie tylko zapytał raz, czy o tej pani, której zawracam głowę myślę poważnie, bo dla chwili mojej rozkoszy nie mam prawa kogokolwiek krzywdzić. Nie pamiętali cię wcale z naszych szczenięcych lat, ale po twojej pierwszej wizycie bardzo cię polubili, a teraz  to już  zupełnie sfiksowali na twym punkcie. Gdyby  nie to, że powiedziałem, o  tych bułeczkach, że to dla ciebie do tego łososia, to  by ich mama nie upiekła. Bo nigdy mnie  nie rozpieszczali.Ojciec dziś o świcie poszedł  na przystań i łódkę wyszorował. Dla mnie szok ale i ogromna radość. Ojej, jakie te twoje  łzy słone. Chodź, pójdziemy do nich i porozmawiamy o ślubie. A potem, jeżeli nie będzie padać to  może pójdziemy na  spacer brzegiem morza. Na wszelki wypadek założymy klapki basenowe żeby na jakieś ostre paskudztwo nie nadepnąć. Lubię chodzić wieczorem brzegiem morza, ale dość dawno nie chodziłem.

Oczywiście Tolek nalegał, by ślub był jak najszybciej, czyli w lipcu, a w sierpniu Iza ma urlop, więc jeszcze przed jego operacją pojechaliby gdzieś na dwa tygodnie, bo dwa tygodnie przed operacją Tolek musi porobić zlecone przez lekarza badania. I proponuje by   ślub był w Sopocie, w ich ogrodzie. To co prawda kosztuje , ale to drobiazg. Niewiele więcej niż dwie  butelki dobrego markowego koniaku. Obojgu nie zależy na weselu, ba nawet protestują przeciwko czemuś takiemu jak wesele. Iza od razu powiedziała, że z jej strony to będzie tylko ojciec i może jego przyjaciółka. Nie czuje się na siłach by zaprosić swą matkę, bo już kilka lat  nie rozmawiają ze sobą ani się nie widują. Przy okazji powiedziała dlaczego i tym razem to  mama Tolka miała oczy pełne łez i tuliła do siebie Izę. W kwestii świadków to Iza wymyśliła, żeby świadkami byli .........rodzice Tolka. Bo jedyny wymóg co do świadków to fakt, że muszą być osobami pełnoletnimi.

Na cały okres leczenia i rekonwalescencji Tolka będą oczywiście mieszkać w Warszawie. Na razie  przez kilka miesięcy Tolek nie będzie nigdzie wyjeżdżał poza Polskę. Urlopu ma niczym mrówek w lesie, bo pływał jak nakręcony. Żeby nie zwariować. Co dalej? - chciałby by Iza mieszkała blisko jego rodziców dopóki nie wyklaruje się jego nowe  zatrudnienie.  A praca dla Izy w Trójmieście z pewnością się znajdzie. Choć tak naprawdę to Iza mogłaby spokojnie pracować nie na pełnym etacie a na połówce. A może chciałaby mieć własną firmę? Planują z kolegami założenie jakiejś firmy turystycznej, może podróże po Morzu Śródziemnym takie krótkie, tygodniowe. Wtedy by chciał żeby Iza mieszkała blisko niego. Nie wyobraża sobie by wypłynął  na kilka miesięcy i był z dala od niej.  Musi się spotkać z kolegami, więc zrobi to jeszcze przed ślubem. Może zainwestują w jakiś ośrodek turystyczny taki ze SPA i jedną z atrakcji będą rejsy wzdłuż wybrzeża Bałtyku?  Co prawda Bałtyk nie jest miłym morzem do pływania  bo ma krótką falę, co jest męczące dla pasażerów.

Umówili się w końcu, że zaraz po powrocie do Warszawy Iza przygotuje swoje dokumenty, czyli metrykę urodzenia i dokument, że jest stanu wolnego i przywiozą to w następny weekend, a ojciec Tolka złoży te dokumenty w USC, w którym pracuje córka dobrych znajomych rodziców Tolka. Wiadomo - wszelakie znajomości są zawsze cenne a czasami niezbędne. A jakby tak udało się załatwić ślub na ostatni dzień czerwca to byłoby jeszcze lepiej, stwierdziła mama, nie uzasadniając tego. No i oczywiście koniecznie ślub w ogrodzie. Więc od razu trzeba załatwić wypożyczenie   białego namiotu  kawiarnianego oraz zamówić ludzi do jego zainstalowania. Tudzież 2 stoły nieduże, krzesła i catering zależny od godziny ślubu i pogody. Ale o tym wszystkim to będą rozmawiać rodzice ze swymi bliskimi przyjaciółmi, którzy aktualnie mają kawiarnię. Tolek się co prawda lekko krzywił, bo pewnie trzeba będzie tych przyjaciół rodziców zaprosić, ale Iza przekonywała go, że skoro rodzice jednak im w organizacji pomagają to może jednak Tolek  jakoś przeżyje ich obecność. Iza podsunęła też myśl, że może w takim razie wypożyczyć na  ten dzień tę kawiarnię, skoro i tak ślub ma być poza siedzibą  Urzędu i ślub zrobić w kawiarni. Wtedy wszystko będzie prostsze. Po kilku protestach Tolka, że milej będzie w ogrodzie, postanowiono, że porozmawiają o tym  wariancie z przyjaciółmi rodziców, bo, jak przypomniała mama, kawiarnia była niedawno pięknie odnowiona i miała  ładne wnętrze.

Iza stwierdziła, że wpadnie do pana doktora i powie mu o tym, że ślub się odbędzie wcześniej i oczywiście go zaprosi i trzeba będzie mu zapewnić nocleg, oczywiście na ich koszt,  ale to nie było problemem, po prostu w domu rodziców były jeszcze dwa pokoje gościnne. Iza  natomiast cały czas "woziła się" z problemem czy ma zaprosić ojca czy nie, bo  nie za często się z nim kontaktowała. Z reguły ojciec telefonował do niej raz w roku z zapytaniem czy wszystko jest w porządku i nie interesowały go szczegóły.

Rodzice Tolka zapowiedzieli, że oni kupią obrączki ślubne, a skoro Iza ma już pierścionek z platyny to i obrączki z platyny będą ale Tolek ostro zaprotestował mówiąc, że obrączki to jego sprawa a u tego jubilera gdzie nabył pierścionek są również obrączki no i może kupią  coś na  zamówienie. I bez tych obrączek rodzice będą mieli sporo kłopotów, zamieszania i wydatków.

A w czym Izuniu będziesz  brała ślub?- zapytała mama- ale nim Iza zdążyła coś powiedzieć Tolek westchnął teatralnie i powiedział- obawiam się, że w sukience a wolałbym by była w bikini. Iza spojrzała na niego - a ja myślałam że wolałbyś bym była w stroju Ewy, nawet bez listka figowego. A potem stwierdziła, że ma całkiem niezłą sukienkę na tę okazję- jedwabną, długą. Generalnie jest ciemnobłękitna, góra bez ramiączek z wrobionym stanikiem, dopasowana do figury, gładka,  a dół to "reprodukcja" jednego z obrazów  J.Miro "Blue", spódnica długa z rozcięciem na jednym boku sięgającym mniej więcej do połowy uda. Sukienka była dziełem jej przyjaciółki, która w pewnym okresie swej kariery malowała na jedwabiu. A teraz jest pamiątką po niej, bo autorka wyjechała na stałe z Polski.Nawet ją raz miała na sobie na balu. I przywiezie ją w przyszłym tygodniu. A tak w ogóle to nie ma problemu bo jest mnóstwo całkiem miłych letnich sukienek i jeśli rada rodzinna skonstatuje, że lepiej wystąpić w czym innym to bez problemu coś  dla siebie znajdzie. Ciekawa jest natomiast jak wystąpi Tolek. Może w spodniach korsarkach i koszuli z szerokimi rękawami i w kamizelce złocistej? To byłoby coś!

Iiiiii, takich chudziutkich korsarzy  a do tego z włosami blond to nie było- śmiała się mama. Ale tak poważnie  rzecz ujmując to dla niego trzeba kupić jakiś letni  garnitur. I jak zwykle wszystko będzie za obszerne przy tym wzroście. Ależ ja nie chcę  garnituru, przecież  mógłbym być tylko  w spodniach (zgodzę się na inne niż dżinsy) i jakiejś  fajnej  koszuli. Np. dobranej do koloru sukienki Izy? Mógłbym być w  białych spodniach i ciemno niebieskiej koszuli. Izie spodobał się ten pomysł.

No dobrze, a co z waszymi bliskimi znajomymi, przyjaciółmi? - zapytał się tata. Przecież macie  takowych. Iza i Tolek spojrzeli na nich zdziwieni. Ależ tato, to jest nasza rodzinna uroczystość, przecież nie urządzamy żadnego wesela, bo wesele to średnia frajda. Ani Iza ani ja nie lubimy tego typu uroczystości jak wesele. Może gdy mieliśmy po 20 lat inaczej byśmy to urządzali, ale my już jesteśmy starzy. Ze znajomych to być może ja zaproszę Kacpra a Iza swoją  zmienniczkę. Tata tylko pokręcił głową - no tak trzydziestodwuletni staruszkowie, wszystko już przeżyli.

A mama, jak zwykle  zapobiegająca konfliktom pomiędzy ojcem a synem powiedziała- a ja doceniam fakt, że chcecie być tylko z tymi, których kochacie lub bardzo lubicie i naprawdę w pełni doceniam to, że chcecie być tylko z nami. Masz rację synku, to jest naprawdę rodzinna uroczystość.

Na wieczorny spacer wybrali się w czwórkę. Było nawet dość chłodno, co "pan kapitan" uznał za  dobry znak. Wykazali się, wg rodziców, niezwykłą umiejętnością całowania się i jednoczesnego przemieszczania w przód. Wspólnie doszli do wniosku, że po prostu rodzice , jako starsze pokolenie  nigdy nie całowało się na ulicy, a dla nich to była rzecz normalna. I wtedy Iza "błysnęła" mówiąc, że pruderyjna  to ona nie jest, ale głupio się czuje, gdy w komunikacji miejskiej jakaś  para całuje się namiętnie i ona zaraz ma skojarzenie z ptakami karmiącymi swe  młode. Jej pokolenie witało się na ulicy stylem "niedźwiedź",  buźka, owszem chodzili wpół objęci, gdy szli wieczorem ulicą która była niedoświetlona i wtedy właśnie chodzili  długą chwilę się całując, ale nie robili tego w  biały dzień w  pełnym ludzi tramwaju lub autobusie.Poza tym pierwsze "treningi" w dyscyplinie "całowanie się" zaczęli uprawiać w wieku lat czternastu. 

Było naprawdę chłodno i Iza stwierdziła,  że jej jest już zimno i wszyscy wrócili do domu. Postali jeszcze chwilę podziwiając nocne niebo, wypatrzyli nawet przesuwający się szybko bardzo niebieski obiekt i Tolek powiedział, że to któryś z satelitów. I że niebo nocne najpiękniej wygląda gdy się jest na rozległym akwenie, daleko od jakiegokolwiek lądu.

Następnego dnia była piękna pogoda  więc postanowili popłynąć w stronę Chałup. Ale szybko zmienili  zamiar, bo w tej okolicy były regaty, więc tylko chwilę oglądali z daleka i popłynęli do Jastarni. Tolek pokazał Izie  miejsce, gdzie były bunkry i potem popłynęli na Hel



piątek, 11 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść -VI

 W czasie kolacji, gdy Iza zobaczyła swego ulubionego wędzonego na gorąco łososia, poczuła, że zaraz  się rozpłacze ze wzruszenia i mocno drżącym głosem powiedziała do Tolka - jesteś niesamowity, pamiętałeś!  A co w tym niesamowitego - zdziwił się Tolek- zapamiętuję jakimś cudem każde twoje słowo choć nauczenie się na  pamięć nawet krótkiego wiersza jakoś zawsze przerastało moje możliwości. To jeszcze ci zdradzę pewien sekret - te bułeczki to upiekła dziś moja mama, bo ją o to poprosiłem. Wiedziałem, że na pewno razem z tym łososiem stworzą super duet. Poza tym mam jakąś dziwną frajdę gdy mogę  czymś ci zrobić przyjemność. Izie nadal jakoś cisnęły się łzy do oczu, choć uśmiechała się do Tolka. A ten, nie zważając na obecność  rodziców,  wyciągnął chusteczkę z kieszeni i delikatnie otarł jej oczy.  Usiadł z powrotem i uśmiechając się powiedział - mieliśmy wam powiedzieć to po kolacji, ale powiem teraz -ja ją kocham.  I mam  nadzieję, że się pobierzemy. Dla niej to mogę nawet zrezygnować z morza jeśli tego zażąda.  Nie zażądam - głośno powiedziała Iza, choć głos jej jeszcze drżał. I bardzo,  bardzo przepraszam, ale już od tak dawna  jestem przyzwyczajona do tego, że muszę dbać sama o siebie, że się po prostu wzruszyłam tym, że zapamiętał o tym wędzonym na gorąco łososiu. Bo to przecież tak naprawdę jest nieważna sprawa. 

Ależ życie składa się właściwie z mało ważnych spraw i to te mało ważne sprawy, nasze do nich podejście, decyduje o jego jakości, o tym czy się jest z kimś szczęśliwym czy też nie - powiedziała pani domu.  I ogromnie się cieszę, że jesteście razem i mam nadzieję, że na zawsze. I oby zawsze cię doprowadzał do płaczu właśnie tylko tym, że dba, pamięta co lubisz a czego nie, że kocha.

Tolek odczekał chwilę i powiedział- ale to nie wszystkie nowiny - Iza zaciągnęła mnie wczoraj do chirurga i we wrześniu idę na operację plastyczną. Część blizn będzie zreoperowana, część da się usunąć w inny sposób. A Iza nawet jeszcze przed wizytą   u tego lekarza sama się nimi zajęła. Izuniu, mogę powiedzieć im o tobie? Iza kiwnęła głową, więc Tolek kontynuował - to jest bardzo dobry chirurg, czego dowodem jest właśnie Iza. Czy widzicie na jej buzi jakiś feler, na prawej połowie  twarzy? No właśnie, nic nie widać, bo ten chirurg uratował jej twarz gdy miała dziurę w policzku na skutek ropnia. I  on właśnie zapewnił nas, że zajmie  się czule moimi bliznami. I wiecie co? ten lekarz wprosił się na  nasz ślub, szalenie sympatyczny facet! A operacja będzie w prywatnej klinice. Iza też tam była operowana.

Ponieważ właściwie już skończyli jeść Tolek wraz z ojcem sprzątnęli ze stołu i za chwilę zaprosili obie panie do salonu na kieliszek wina albo czegoś innego, bo wybór to jest nawet spory, jak określił Tolek. A jego ojciec dodał ze śmiechem- przecież muszę wypić bruderschaft  z przyszłą synową.  Tolek podszedł do barku i zobaczył w nim dwa  francuskie koniaki, które kiedyś przywiózł z któregoś rejsu - Remy Martin i Courvosier. Wiedział, że Iza  woli koniak niż wino, bo przy jednej lampce koniaku można spokojnie przesiedzieć cały wieczór, więc dla niej i dla siebie przygotował po lampce Courvasier, pan domu wybrał dla siebie Remy Martin, pani domu skusiła się na likier ziołowy Becherovka czym wywołała wielkie zdziwienie męża i syna. Obaj się skrzywili, więc zaraz usłyszeli, że nikt przecież im nie każe tego pić. Wpierw Iza upiła łyk koniaku z przyszłym teściem, który zapytał się swego syna, czy może pocałować swą przyszłą synową czym rozbawił głównie swą żonę, potem było sporo śmiechu bo Iza i Tolek usiedli w jednym fotelu, wprawiając rodziców w wielkie zdziwienie, no ale ani Iza nie grzeszyła tuszą ani Tolek, a  fotel był ogromny. Ojciec  nieco dokuczał synowi, że lepiej byłoby gdyby po prostu wziął Izę na kolana ale Iza stwierdziła, że Tolkowe kolana to same  kości, a Tolek wytłumaczył ojcu, że gdy siedzą obok siebie to przylegają do siebie  na większej powierzchni i o to w tym wszystkim chodzi. Potem Tolek gdzieś przepadł a gdy wrócił powiedział, że może to nietypowe, ale on właśnie tak ma i zamiast złotego pierścionka kupił dla Izy pierścionek zaręczynowy, co prawda w srebrnym kolorze, ale to nie srebro ale platyna.Ma nadzieję, że rozmiar dobry, bo odrysował wewnętrzny wymiar jednego z jej pierścionków, które ona używa. Celowo wybrał platynę bo tego pierścionka Iza nie będzie musiała zdejmować do mycia rąk.  Izie nieco dech zaparło i spytała kiedy on  ten pierścionek kupił. Dziś, gdy byłaś w pracy. Tylko było za mało czasu by wygrawerować napis. I znów się dziewczyna wzruszyła, ale tym razem łzy zostały scałowane. Pierścionek zyskał aprobatę matki , a pan domu mruknął- coś mi się wydaje, że powstanie druga rodzina w której pierścionkami można by ozdobić wieżę Kościoła Mariackiego. A Tolek czym prędzej się "odgryzł" - wiesz ojciec, geny to straszna rzecz. I wszystko skończyło się zgodnym śmiechem. Iza siedziała przytulona do Tolka i cały czas wpatrywała się w pierścionek. Co jakiś czas wysuwała rękę z pierścionkiem do przodu i przypatrywała mu się z delikatnym uśmiechem.

Około północy wszyscy się rozeszli.Tym razem Tolek już nie wyszedł z pokoju Izy- wpierw jednak Iza  zabrała się  za blizny, choć Tolek wolałby by ten wieczór nieco inaczej przebiegł, ale Iza była nieugięta - wpierw obowiązek, potem rozkosze. W sobotni  ranek  obudzili się jednocześnie i choć oboje byli raczej mało wyspani postanowili jednak wstać. Wszak w planie było pływanie. Za śniadanie wystarczyła obojgu kawa, ale wzięli ze sobą sporo jedzenia i picia. Tolek wyciągnął jeszcze ze schowka sztormiaki, zapakował też dresy ich obojga, bo chciał by wrócili dopiero wieczorem.Tak jak poprzednio wzięli samochód ojca (miejscowa rejestracja), na stole w kuchni zostawił kartkę, że wrócą raczej późno i może wpadną też do Gdańska.       Na pokładzie  panował idealny porządek, wszystko lśniło i nietrudno było odgadnąć, że  to ojciec Tolka wysprzątał łajbę a do tego zrobił to tego poranka, bowiem na szocie wisiała jeszcze wilgotna ścierka.

Tym razem popłynęli w stronę Chałup. Płynęli na foku i motorze bo wiatr był nikły, a chwilami zupełnie znikał. W pewnej chwili Tolek powiedział - koniec wycieczki, wracamy bo będzie  burza. Iza  miała wielką ochotę zapytać się skąd  on to wie, bo według niej pogoda była całkiem dobra. Tolek odgadł, że Iza nie za bardzo mu wierzy, więc pokazał jej na dalekim  horyzoncie  mały, podłużny "wałek" ciemnych chmur. To właśnie zapowiada burzę, wyjaśnił. Poza tym jest za ciepło jak na tę godzinę, wiatr zdycha. Wrócimy na przystań, zapakujemy wszystko w samochód i pojedziemy do Gdańska. Pokażę ci  mieszkanie, może kiedyś tam będziemy mieszkać. A może będziemy mieszkać gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Nie chcę się z Tobą rozstawać gdy będę po nim pływać.  Iza popatrzyła na niego nieco rozbawiona- no to będziesz musiał mnie zatrudnić jako pływającą kosmetyczkę. Ale, kochanie, to nieco dalsza przyszłość, na razie czekają nas inne  sprawy. Powtórz to jeszcze raz, poprosił Tolek. Ten pierwszy wyraz powtórz. Uwielbiam gdy mówisz  do mnie "kochanie". Iza roześmiała się. Kochanie moje,czy wyobrażałeś sobie jakoś nasz ślub?   Oczywiście      i to nie jeden raz - składamy papiery, w wyznaczony dzień zjawiamy się w Urzędzie Stanu Cywilnego , 20 minut trwa ta cała impreza i jesteśmy małżeństwem. Nie ma problemu.  I możemy  albo  tu wziąć ślub albo w  Warszawie . I wcale nie mam zamiaru czekać z tym aż do czasu gdy będzie 6 tygodni po operacji. No chyba, że twoim marzeniem jest ślub kościelny. Zgodziłbym się gdyby ci na tym bardzo zależało. Ale piękną suknię możesz mieć i na takim cywilnym ślubie, a ja, nawet gdy jesteś w dresie mam jakiś rentgen w oczach i tak widzę cię nagą. A skąd ci przyszło do głowy, że ślub kościelny może być moim marzeniem? Już jeden miałam, wystarczy, zresztą wpierw musiałabym mieć kościelne unieważnienie  tamtego małżeństwa. A czy twoi rodzice  wiedzą, że jestem rozwódką?  Wiedzą, nie zrobiło to na nich żadnego wrażenia. Za to się chyba zakochali oboje w  tobie. I strasznie się mama bała że mnie nie zechcesz. Nie podejrzewała chyba ciebie, że masz takie dziwne upodobania. Bo wg mamy jestem koszmarny. Marzyła o córeczce a urodził się chłopak.  Izuś, a jaki był twój mąż, poza tym, że był trunkowy?   Jaki był ? Był  facetem, mocno w sobie zadufanym, cholernie towarzyskim, kleiły się do niego wszystkie  dziewczyny. Z zawodu dentysta. Podobno dobry, nie sprawdzałam. Ale nie wiedziałam, że pił od szesnastego roku życia, starannie to przede mną ukrywano. W myśl przysłowia jak się ożeni to się odmieni. Gdy go poznałam to chyba był po odwyku. Po prostu nie widywałam się z nim codziennie  nie wiedziałam co robił gdy się nie  spotykaliśmy. Ale szybko wszystko się wydało. A do tego był ode mnie siedem lat starszy i wydawało mu się, że znalazł służącą. Jego mamcia wmawiała w niego, że żona to takie uniwersalne stworzenie do wszystkiego a zwłaszcza do dbania o męża, podtykania mu wszystkiego pod nos, sprzątania po nim i dodatkowo do zachwycania się nim. Mieszkałam z nim po ślubie 5 miesięcy,  bo trudno powiedzieć, że żyłam, a w rok po ślubie już świętowałam rozwód. A wiesz kto mi go naraił? Moja własna matka, to był synuś jej koleżanki. Od tamtej pory nie rozmawiam z matką. Dobrze wiedziała, że to alkoholik.  I nie zaproszę jej na nasz ślub. Gdy się ktoś o nią pyta to mówię, że nie wiem co u niej, bo naprawdę nie wiem. A tak w ogóle to moi rodzice się rozeszli. Mamusi nagle coś odbiło, zakochała się  w jakimś dupku, który ją potem zostawił, gdy już się rozeszła z moim ojcem. Jako kochanka mu pasowała, ale jako żona to już nie.A ojciec żyje na kocią łapę z całkiem miłą kobietą i ciągle  się zastanawia czy  się ma żenić czy nie. Istny dom wariatów. Więc nie dziw się, że nie bardzo wierzyłam w twoje uczucia  do mnie i że jestem trochę narwana. I miałeś rację, oboje jesteśmy w pewien sposób rozbitkami. Każde z innej przyczyny.

Mieszkanie  w Gdańsku bardzo się  Izie podobało. Urządzone było starymi gdańskimi meblami. Było obszerne, trzypokojowe, miało prześliczną łazienkę i olbrzymią kuchnię. Przy stole w kuchni mogło siedzieć bez trudu osiem osób i nie narzekaliby na ciasnotę. Z uwagi na te meble mieszkanie  stało puste, bo meble były jednak zabytkowe. Jeden pokój był urządzony "normalnie", czyli współczesnymi meblami.   W szafie stał mały sejf, z którego Tolek wyciągnął dwa listy. Jeden to był list Izy do Tolka, którego on nigdy nie przeczytał, a drugi to był list napisany przez niego do Izy, którego z kolei nigdy nie wysłał. Wpierw Tolek odczytał na głos swój niewysłany list- był dość monotematyczny o tym jak Tolek bardzo cierpi w tej cholernej szkole, jak bardzo tęskni za Izą, jak śni o niej niemal każdej nocy. List Izy też  był monotematyczny - że brakuje jej obecności Tolka, prośba żeby wytrzymał te wszystkie trudy, przecież sam tę szkołę wybrał, że ona tęskni, że  nikogo ze wspólnych  znajomych nie widuje i że jej smutno. I obydwa listy zostały komisyjnie zlikwidowane. Ponieważ już byli głodni postanowili wrócić do Sopotu. Gdy dojeżdżali do Sopotu zaczęło padać. Gdy pojawili się w domu rodzice Tolka wyraźnie odetchnęli - pływanie w czasie  burzy taką łupina jest niebezpieczne- orzekł pan domu- nawet gdy się jest kapitanem. Ucieszył się, gdy dowiedział się, że zeszli z łodzi nim się załamała pogoda. Prowiant wrócił do lodówki, bo za 20 minut miał być podany obiad, więc młodzi  znów wbili się w  fotel. Iza była  bardzo zmęczona i przysnęła przytulona do Tolka. Gdy obiad  znalazł się na stole z wielkim żalem ją obudził. 

Pogoda zdecydowanie  zepsuła się. Padało i lało na zmianę i Tolek stwierdził, że jeszcze trochę a zaczną ropuchy z nieba  spadać, więc po obiedzie idą spać. Iza spojrzała na niego z  wdzięcznością - marzyła o tym by się przytulić  do niego i dalej spać. Jakby na to nie spojrzeć to w piątek pracowała do 14,00, potem jechali do Gdańska i część drogi  prowadziła samochód, poszli naprawdę późno spać, wieczór był dla niej pełen wrażeń  a dzisiejszego ranka wstali dość wcześnie. Gdy znaleźli się  w swoim pokoju Tolek zaciągnął zasłony i w tym zielonym półmroku przytuleni usnęli.

Iza  usnęła niemal  natychmiast, a Tolek leżał jeszcze dobre pół godziny wpatrując się w nią niczym w obraz, rozczulony tym, że z taką ufnością się do niego tuli. Deszcz za oknem wygrywał swoje melodie w różnym tempie, a oni spali spokojnie wtuleni w siebie.

Jak zwykle pierwszy ocknął się Tolek. Zerknął na zegar  wiszący na wprost łóżka. Była już 8 wieczorem. Po chwili namysłu zaczął delikatnie okrywać  jej ciało pocałunkami. Gdy dotarł do podbrzusza Iza wyszeptała cichutko - jestem twoja czy chcesz tego czy nie. No pewnie, że chciał, pół godziny później dotarli do salonu, w którym rodzice oglądali  jakiś  film. Kolację macie przygotowaną w kuchni , nie wiedzieliśmy czy was budzić, czy chcecie spać do rana lub wstać o drugiej w nocy by jednak zjeść kolację - powiedziała mama.

                                                                c.d.n.