sobota, 26 grudnia 2020

Zimowa eskapada

 Od trzech godzin Mira czekała na przyjście Michała. Przez pierwszą godzinę czekała spokojnie - Michał nie należał do osób punktualnych, notorycznie się spóźniał na niemal wszystkie  spotkania. Za 4 dni mieli lecieć razem do Egiptu i tam spędzić święta Bożego Narodzenia i Sylwester. Usiłowała dodzwonić się do niego na komórkę, ale wciąż był komunikat, że abonent jest poza zasięgiem.

Zdenerwowana postanowiła  zatelefonować do mieszkania, w którym z kolegą wynajmowali dwa pokoje. Po kilku sygnałach usłyszała wreszcie obcy głos - taaaak, słucham? Przedstawiła się i zapytała czy zastała Michała. Michała? - upewnił się obcy męski głos. Tak, Michała. A to może pani Mirka dzwoni? Tak, przecież powiedziałam na początku.  No to chwileczkę- bo ja mam coś pani przeczytać, zaraz odczytam: "Miruniu, między nami wszystko skończone, uparłaś się na ten Egipt, to sobie do niego leć, ja jadę w Bieszczady. A w samolocie i tam na miejscu będzie obok ciebie mój dla ciebie prezent  świąteczny- uosobienie punktualności i kultury,  z gatunku homo-nie wiadomo, więc krzywdy ci nie zrobi, bo grzeczny z niego facecik. I zawsze zadbany i nie jest łajzą, jak ja. Załatwiłem wszystko w biurze podróży, nic na tym nie stracisz finansowo, choć może się nie zabawisz tak szaleńczo jak my byśmy się bawili. Ale on całkiem dobrze tańczy i ma poczucie  humoru. Misiek."  Słyszała pani dobrze? - dopytywał się głos. Tak, dziękuję - odpowiedziała i odłożyła słuchawkę telefonu na  miejsce. Poczuła się tak, jakby przejechał po niej walec drogowy.

Spojrzała na  zegarek - biuro turystyczne już na pewno jest zamknięte, wpadnie tam jutro. Ale czy zwrócą jej pieniądze jeśli teraz zrezygnuje z tej wycieczki? Pewnie nie, ale choć wycieczka nie była bajońsko droga to jednak trochę kosztowała. Dobrze, że hotel nie był pięciogwiazdkowy, miał tylko cztery gwiazdki.

Następnego dnia pojechała do biura  w którym wykupili wycieczkę. Ku jej wielkiemu zdziwieniu na liście wczasowiczów  nadal figurował Michał. Dowcipniś, pomyślała. Może tylko chciał mnie zdenerwować. Ostatnio faktycznie niezbyt im się układało, o wszystko się kłócili.  Mira była bardzo słowna, punktualna, typowa odpowiedzialna osoba. Michał się z niej naśmiewał, nie mniej  były pewne aspekty życia, w których było im razem świetnie - regularnie bywali w klubie tańca i stale razem tańczyli. Chociaż ostatnio to i z powodu tańca były spory. I o to, że Mirka coraz mniej ma dla niego czasu, bo zaczęła studia wieczorowe. On też studiował wieczorowo, ale sporo wykładów  opuszczał.  Nie zależało mu na bardzo dobrych ocenach, a ten "papierek" ukończenia studiów był dla niego najważniejszy a nie ocena z jaką się dyplom uzyskało.

Mira postanowiła nie reagować na to co usłyszała przez telefon. I nie rezygnować z wyjazdu. O spędzeniu zimowego urlopu w Egipcie marzyła od lat i wykupiła wszystkie proponowane przez biuro wycieczki - do Luksoru, Kairu, Abu Simbel, El-Queseir i wyprawę na pustynię. A ponieważ  serce miała dobre to oczywiście wykupiła je też dla Michała, co doprowadziło do małej awantury, bo Michał nie życzył sobie by ktoś mu układał pobyt, a zabytki Egiptu mało go interesowały. Zgodził się na ten wyjazd, bo wolał poleżeć na plaży i potańczyć wieczorem  na dancingu niż siedzieć z rodziną za zastawionym stołem i nudzić się.

Wylot był o zupełnie  niechrześcijańskiej godzinie- zbiórka na lotnisku  o 23,00, na miejsce przylatywali bladym świtem. Na lotnisku bez  trudu odnalazła grupę pod plakatem Marsa el Alam, opiekun grupy "odptaszkował" ją na liście i przy okazji zobaczyła, że Michał też jest "odptaszkowany". Oddała swój bagaż i zaczęła się rozglądać za Michałem. W tym momencie usłyszała, że jest proszona do stanowiska informacji. 

Przy informacji stał młody człowiek w jakiś dość nieuchwytny sposób podobny do Michała. Podszedł do Miry i się przedstawił : Michał Sz. stryjeczny brat Michała Sz. Na dowód wyciągnął z kurtki swój paszport i podał Mirce - na zdjęciu był bardziej podobny do  Michała, którego znała a z danych osobowych wynikało , że jest  równo o rok i kilka dni od niego starszy. Chcę panią przeprosić ale Michał nie podał mi pani numeru telefonu ani adresu, pewnie dlatego, żeby pani nie zrezygnowała z tego wyjazdu gdy się pani zorientuje, że on nie jedzie. Nie chciał jechać do Egiptu i w swoje miejsce wstawił mnie, tym bardziej bez problemu, że wizę dostaniemy dopiero na lotnisku. A ja już dawno chciałem pojechać do Egiptu, a jeszcze gdy się dowiedziałem, że są wycieczki do miejsc, które bardzo chciałem zobaczyć to się zgodziłem. Choć wiem, że to raczej nie było wobec pani w porządku. I szczerze przepraszam, ale pokusa była ogromna. Na miejscu postaram się załatwić sobie za dopłatą "pojedynkę", o ile takowe będą. I oczywiście zwrócę pani wszystkie koszty, jakie pani poniosła. Poza tym wiem, że w tym czasie woda jest zimna, więc raczej pływania nie będzie, ale za to będzie dobrze szło zwiedzanie, bo nie będzie wściekłego upału. A z tego co wiem, to ten hotel ma nie jeden basen.

Mirka przez chwilę milczała , w końcu powiedziała - podobno tam są duże pokoje więc jakoś się pomieścimy, nie będziemy przez jednego kretyna robić przedstawienia. Nie będzie tam takich upałów byśmy musieli biegać po pokoju nago. I mówmy sobie po imieniu, będzie  prościej. Może gdybym  dla niego nie wykupiła tych wycieczek to by pojechał. 

"Dubler" stwierdził spokojnie - obawiam się, że nie, jego interesowało nurkowanie, a nie zwiedzanie. Gdy dowiedział się, że woda o tej porze zimna postanowił nie jechać- tak mi to tłumaczył. Był u mnie z jakąś dziewczyną i ich zachowanie wskazywało na wielką zażyłość. To z nią się wybiera w Bieszczady. Mirka wzruszyła ramionami - no cóż, krzyżyk na drogę. Chodź, już trzeba  iść na odprawę paszportową. Czy odpowiada ci, gdy mówię na ciebie Michał czy masz jakieś inne preferencje , jak twój brat stryjeczny? Nie, nie mam, jestem po prostu Michał, a jak do ciebie mówić? Zwyczajnie, Mira lub Mirka. Co wolisz. Nie wiem, obie wersje mi się podobają, a nie znam osobiście żadnej dziewczyny o tym imieniu. Mira roześmiała się- no to masz okazję poznać.  

Była zdenerwowana,  w środku rozedrgana - z jednej strony wściekła i rozżalona, z drugiej szczęśliwa, że jedzie wreszcie do Egiptu, z trzeciej strony ten inny Michał budził w niej zaciekawienie - był zupełnie inny niż jego stryjeczny imiennik. Przede wszystkim emanował spokojem - stał przy niej nieruchomo, wpatrywał się w jej oczy gdy coś do niego mówiła, widać było, że dba o swój wygląd, miał starannie wyczyszczone buty, zadbane dłonie, był starannie ogolony i dobrze ostrzyżony, miał czyste i nie postrzępione dżinsy, a kurtka była wyraźnie z "wyższej" półki. Nie kręcił się w miejscu, nie odchodził co chwilę - poza imieniem i nazwiskiem nie miał niczego wspólnego ze  swoim stryjecznym bratem.

Gdy na schodkach wsiadając do samolotu lekko się zachwiała natychmiast ją zaasekurował, w samolocie poprosił by wybrała miejsce które jej bardziej odpowiada, w czasie lotu interesował się czy aby nie za bardzo na nią wieje nawiew. W czasie tej ponad czterogodzinnej podróży starali się  coś niecoś  dowiedzieć o sobie wzajemnie. 

Mirka była zdziwiona, że "dubler" też mieszka w Warszawie i to bardzo niedaleko od jej znanego Michała, odległość wynosiła nieco mniej niż kilometr a nigdy o nim nie słyszała. Być może dlatego, że ja studiuję na AGH w Krakowie, przez okres studiów to widzieliśmy się zaledwie kilka razy, poza tym on uważa mnie za mięczaka i ciamajdę. Bo nie przerwałem studiów i nie poszedłem do pracy tak jak on. A poza tym kończę studia rok później, bo miałem wypadek i po nim długą przerwę. No i kierunek jest według niego dość "wydumany", bo to jest inżynieria biomedyczna. I to wcale nie  są lekkie studia, jest naprawdę sporo wiedzy do ogarnięcia.

Po ponad czterech godzinach lotu wylądowali na miejscu. I wcale a wcale nie było ciepło. I jakoś się w swych zimowych kurtkach nie zgrzali. Trochę czasu trwało wykupienie wiz na lotnisku i mniej więcej w dwie godziny później zameldowali się w hotelu usytuowanym w zatoczce nad niewielką laguną. 

Całe Marsa el Alam jest na  starej rafie koralowej Morza Czerwonego. Wiele hoteli ma dostęp do wody tylko z pomostów, które łączą ze sobą niektóre części rafy. To bardzo wietrzne miejsce i podobno latem też tu ciągle wieje. Za to świetne do wind surfingu.

Hotel był ładny, a pokoje naprawdę duże. Łóżka nie stały zestawione razem i nie były to  wąskie 90 cm a o szerokości 120 cm. Pokoje miały duże loggie z rozkładanymi fotelami i niedużym stolikiem i wszystkie wychodziły na hotelowe baseny. Trochę ich rozśmieszyły palmy rosnące  w ściśle określonych miejscach ,  "pod sznurek", każda miała posadzone jakieś rośliny u podstawy  a wszystko razem okolone ceglanym "krawężnikiem", co dawało złudzenie, że palmy rosną w doniczce wkopanej w podłoże. 

Na wyposażeniu pokoju był duży odbiornik TV, biurko, nieduży stolik, 2 krzesła, szafa w ścianie. Łazienka miała dużą kabinę  prysznicową wyposażoną w siedziszcze, oprócz niej była jeszcze spora umywalka i kilka półeczek z kosmetykami. 

Na poziomie zerowym długiego dwupiętrowego budynku odwzorowującego połówkę  basenu  był ogródek kawiarniany z widokiem na baseny.  Jedna z części dużego  basenu miała jakieś  nieduże górki piaskowe, zapewne dla dzieci. W sumie cały teren sprawiał miłe wrażenie, nawet te palmy rosnące "pod sznurek". Była duża  sala jadalna, ładnie urządzony był hol hotelowy. Poza basenami były tu również tereny sportowe. 

Oboje postanowili cieszyć się z tego pobytu i wynajdywać same dobre strony. Nie było co prawda upału i zapewne  zamiast obok basenu będą się opalać na loggii bo 19 stopni ciepła i wiatr raczej nie sprzyjają korzystaniu z basenu. Ale przyjechali z kraju, w którym teraz temperatura oscylowała około zera i padał deszcz ze śniegiem  a rano na chodnikach była warstewka lodu, więc jednak tu było przyjemniej.

Wiesz, właśnie doszłam do wniosku, że dobrze Misiek zrobił, że tu nie przyjechał - cały  czas  by się złościł i narzekał- powiedziała Mirka. I właściwie dobrze się stało, że ze mną zerwał. Jak na niego to w całkiem kulturalny sposób. Bo ostatnio wyraźnie schamiał. Będę tylko musiała zmienić klub, żebyśmy się nie spotykali. I znaleźć innego partnera do tańca. I jest spory plus tej sytuacji -koniec z sambą. Bo on tylko sambę uznawał. No niezły był, ale ja marzyłam by tańczyć nie tylko sambę. To też jeden z powodów naszych kłótni. Nie chciałam zamykać się w kręgu samby. A co lubisz tańczyć - zapytał. Właściwie wszystko, najbardziej tango argentino, walca angielskiego, rocka, bolero -właściwie to wszystko przy czym można się poruszać do rytmu. Uwielbiam muzykę, dużo jej słucham, nie tylko muzykę taneczną, klasykę też.

A więc wygląda na to, że dobrze  powinien nam się ułożyć ten pobyt - oboje jesteśmy zainteresowani starożytnym Egiptem, lubimy tę samą muzykę i lubimy  tańczyć - podsumował Michał. Wybierz zatem łóżko, na którym będziesz spała i półki w szafie.  I wiesz co, za chwilę będziemy musieli iść na śniadanie. Ja to już nawet zgłodniałem, a  ty? Mnie to się zwyczajnie chce pić, napiłabym się kawy. Jak nie dadzą do śniadania to pewnie padnę - nisko ciśnieniowa jestem. Ale mam nadzieję, że dadzą, to jednak 4 gwiazdki.

Z tymi gwiazdkami tu to zupełnie nie wiadomo- oglądałem prospekty i kilka hoteli trzygwiazdkowych było droższych od  czterogwiazdkowych i zastanawiam się dlaczego. I to w tym samym polskim  biurze podróży.  No bo gdyby w różnych to bym się nawet nad tym nie zastanawiał, ale w jednym?

Po śniadaniu (kawę zaserwowali) była krótka informacja,  na temat,  co gdzie się tu znajduje, podane terminy wycieczek , dodatkowe zapisy dla tych którzy są chętni i przy żywej gotówce, czyli posiadają dolary. Pierwsza wycieczka była do Kairu i to już następnego dnia. Oczywiście z przewodnikiem, wyjazd w godzinę po śniadaniu i "suchy prowiant" na drogę. Po powrocie obiado -kolacja. Ktoś zaczął się dopytywać a co będzie z wigilią, która wypadała za  dwa dni i większość ryknęła gromkim śmiechem, ale opiekun grupy spokojnie wytłumaczył że to nie są jakieś świąteczne wczasy i żadna wigilia nie była przecież   w programie pobytu przewidywana, więc brak owej wigilii nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem.

Mirka z Michałem poszli zwiedzać teren- słońce pięknie świeciło i wiał cały czas dość silny wiatr, więc oboje wrócili się po kurtki- w samym swetrze było jednak zbyt  chłodno. Swetry zostawili w  pokoju, wzięli kurtki.Teren był naprawdę spory i mógł pomieścić mnóstwo osób. Nad basenami były rozstawione łóżka do opalania, fotele, parasole. I wszędzie   palmy rosnące pod sznurek w tych pseudo doniczkach. Generalnie było ładnie ale w pewien sposób wielce sztucznie.  Woda w morzu była bardzo zimna, niczym nie różniła się temperaturą od wody w Bałtyku. Miała natomiast zupełnie inny kolor.

                                                       c.d.n.

P.S.

Jak zwykle  proszę albo o kilka słów a przynajmniej o znaczek graficzny :) lub :(

wtorek, 22 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść -XX

Jest takie powiedzenie: "operacja się udała, pacjent  zmarł" i było ono adekwatne do zaistniałej sytuacji - gdy któregoś dnia Marysia pojechała jak zwykle rano do szpitala okazało się, że w nocy ojciec umarł. Marysia zatelefonowała czym prędzej do Karola, który tego dnia za nic nie mógł przyjechać, bo po południu  miał zaplanowaną operację w klinice. Ale udało mu się wyrwać na 3 następne dni i po operacji wyruszył w drogę. Do Sopotu dojechał około 2 w nocy. Marysia czekała na niego i po raz pierwszy Karol nocował w domu Marysi. Był zmordowany do granic wytrzymałości, bo operacja wymagała wielkiej uwagi i precyzji i niemal  prosto z kliniki ruszył w drogę opiwszy się  kawy, żeby nie zasnąć za kierownicą. Marysia telefonowała do niego, by nie jechał przypadkiem nocą i ruszył w drogę dopiero  wczesnym rankiem, ale Karol zapomniał po operacji o włączeniu telefonu i nie odbierał. Siedziała więc do jego przyjazdu przy oknie by przypadkiem Karol nie obudził w nocy Tolka i jego rodziny. Karol był tak zmordowany, że już nawet nic nie pił tylko ledwo się rozebrał,  położył i  natychmiast zasnął.

Obudził się po 2 godzinach i ze zdziwieniem zobaczył, że obok niego śpi Marysia niemal  naga, przyodziana w króciutką  przezroczystą koszulkę, która właściwie niczego nie osłaniała. Pomyślał, że ze zmęczenia majaczy, nie mniej się do swego snu przytulił. Około 10 rano obudził się z wtuloną w niego Marysią. To był wielce zaskakujący poranek i to z wielu powodów. Bo nagle jego męskie kłopoty minęły jak ręką odjął  a Marysia zaledwie 7 lat od niego młodsza, okazała się rewelacyjnie niedoświadczona w dziedzinie seksu, bo rybak bardzo rzadko i byle jak egzekwował swe małżeńskie przywileje. Pływał długo na  połowach dalekomorskich, na statkach przetwórniach a jak był na lądzie to głównie interesował go hazard i alkohol. A gdy był po alkoholu to na ogół w  stanie nie do użytku i Marysia zamykała się w swoim pokoju na klucz. Ale skąd Iza o tym wiedziała i powiedziała mu by Marysię traktował jak płochliwą dziewicę? Jego podziw dla  Izy znów wzrósł o kilka kresek. Niespodzianką było też dla niego ciało Marysi nie adekwatne do jej metryki - na czym jak na czym ale na ciele kobiet to się Karol znał naprawdę dobrze.  Ciało Marysi było naprawdę  w świetnym gatunku. Elastyczne i sprężyste, które nigdy nie  było na zmianę tuczone lub odchudzane, gładziutkie jak wypolerowane. Zachwycała go też Marysia swoją reakcją na jego pieszczoty ale  i też swoim wielkim  zdziwieniem tym co ona sama odczuwa . Sprawiała wrażenie wielce czułego instrumentu reagującego na każdy  dotyk jego ust lub rąk. Dotarło  do niego, że po raz pierwszy w życiu nie zainteresował się czy będą jakieś konsekwencje tego seksu bez żadnych zabezpieczeń. Trochę go to nurtowało i zapytał Marysię co będzie, jeśli okaże się że będzie w ciąży. Marysia patrząc mu w oczy  spokojnie powiedziała - jeśli będziesz ze mną tak jak obiecałeś to wychowamy dziecko razem, jeśli odejdziesz to wychowam je sama. Pewnie nie uwierzysz, ale jeśli zajdę w ciążę teraz to urodzę chłopca , bo to sam środek cyklu i seks poranny, gdy ty masz jeszcze dużo sił. Sex wieczorny gdy mężczyzna jest po całym dniu pracy sprowadza  na świat przeważnie dziewczynkę. To stara mądrość naszych  babek - chcesz mieć córkę - uprawiaj seks tylko wtedy gdy mąż jest zmęczony.  A dlaczego lekarz  żaden nic o tym nie wie?- dziwił się Karol. No bo to są podobno przesądy-wyjaśniła  Marysia.  No a po jakim seksie rodzą się w takim razie bliźniaki?-dopytywał się zaciekawiony.  Wg przesądów to po prostu kwestia dziedziczenia - jeśli w którejś rodzinie nawet dawno temu urodziły się bliźnięta to co jakiś  czas będą się one u członków tych rodzin powtarzać - jednojajowe gdy występowały w rodzinie mężczyzny a dwujajowe gdy występowały w rodzinie kobiety. Marysiu, ty naprawdę w to wierzysz? Nie wiem, niczego nie sprawdzałam, mówię ci tylko co mówią na ten temat przesądy. Chyba jednak powinniśmy wstać- ale Karol bardzo zaprotestował- oj nie, jeszcze trochę daj mi się sobą nacieszyć, jeszcze mi trochę sił zostało, proszę. Może  faktycznie będziemy mieć syna? 

Gdy już się Karol trochę nacieszył Marysią wyszli z domu i pojechali załatwiać formalności pogrzebowe oraz złożyć dokumenty potrzebne do zawarcia małżeństwa.

Marysia była spokojna co nawet nieco zdziwiło Karola - i jakby w odpowiedzi na jego zdziwienie Marysia powiedziała- ja wiedziałam, że ojciec umrze spokojnie  gdy tylko się dowie, że wyjdę za mąż. On się  trzymał życia ze względu na mnie, bo  mówił, że samotna kobieta nie jest przez społeczność szanowana. Już od dawna chorował, lekarz już dawno go wysyłał do szpitala, ale przecież nikt pacjenta na siłę nie zawlecze do szpitala. Już miałam zamiar go oszukać nawet, bo widziałam, że goni resztką sił. Ale wtedy ty mi się oświadczyłeś. Ty jesteś bardzo dobrym człowiekiem. A pani Iza mówi, że jesteś wspaniałym przyjacielem.  I tyle mi pomagałeś a przecież nawet mnie nie znałeś. To chyba jakieś przeznaczenie. Marysieńko tu wszyscy dookoła wciąż mówią o przeznaczeniu.Tolek i Iza też. A Iza ma jakiś szósty zmysł, prześwietliła mnie na wylot. Powiedziała mi prawdę o mnie, to wszystko czego nigdy o sobie nie wiedziałem, bo o tym nie myślałem. Zmusiła mnie do przemyślenia wszystkiego, istna czarownica z niej. 

Mężczyźni wszystkie mądre kobiety nazywają czarownicami bo się ich boją - stwierdziła Marysia. Kiedyś owe czarownice topili lub palili. Bo nie chcieli uznać mądrości kobiet, tego, że są kobiety które mogą mężczyzn "rozgryźć". Ale ja nie jestem czarownicą, gdybym była nie wyszłabym przecież za mąż za tamtego. Jestem dość naiwna i wierzę we wszystko co mi mówisz i mam nadzieję, że to wszystko co mówisz jest prawdą. Marysieńko, nigdy nie mówiłem kobiecie że ją kocham  tylko po to by ją wykorzystać seksualnie. Seks naprawdę całkiem dobrze funkcjonuje i smakuje bez miłości, wystarczy pożądanie. Zwłaszcza gdy idzie o mężczyzn. A wiele kobiet też tak funkcjonuje, ale starannie to ukrywają bo wmówiono im, że tak nie wypada.

W szpitalu odebrali świadectwo zgonu, w zakładzie pogrzebowym Marysia wybrała kremację, czemu Karol przyklasnął, miejsce było  już zapewnione  w grobie rodzinnym, ba nawet na tablicy należało tylko uzupełnić datę śmierci- reszta już była wyryta w kamieniu. Po prostu gdy kilka lat wcześniej zmarła matka Marysi ojciec kazał od razu wyryć na tablicy nagrobnej swoje dane.Niestety na kremację trzeba było zaczekać, zwłaszcza, że była w miejscu dość oddalonym od Sopotu.  Marysia zapytała się Karola, czy on będzie na pogrzebie. Pytanie nieco zdumiało Karola, bo dla niego była to  "oczywista oczywistość" a Marysia mu wytłumaczyła, że skoro nie będzie sama przy tej ceremonii to nie zaprosi  dalszej rodziny, bo ojciec nie utrzymywał z nimi kontaktów od wielu lat a odkąd mieszkał w Sopocie zwłaszcza. I ona ich tylko zawiadomi, że zmarł. I może się założyć o duże pieniądze, że nikt po otrzymaniu od niej tej wiadomości nie zatelefonuje do niej by się spytać kiedy pogrzeb. Pogrzeb jej matki też ich nie interesował. A wszystko dlatego, że ojciec się ożenił nie  z tą kobietą z którą życzyli sobie jego rodzice. 

Termin ślubu mieli wyznaczony za  sześć tygodni, tak by już było po pochówku. Pozostała do omówienia kwestia ich wspólnego mieszkania po ślubie - Karol powiedział, że to ona ma wybrać miejsce ich zamieszkania. Albo Warszawa albo Sopot. On pracę znajdzie w Gdańsku bez problemu, a nawet jeśli w Gdańsku mniej zarobi nie będzie tragedii - jest zabezpieczony finansowo. Marysia wbiła w niego swe piwne oczęta i wyszeptała - ja bym wolała tutaj, w tym domu wybudowanym przez ojca. Ale pójdę za Tobą wszędzie gdzie zechcesz. No to zamieszkamy tutaj,mieszkanie warszawskie wynajmę bez trudu. A ja się tutaj rozejrzę za jakąś pracą-  albo tu albo    w Gdańsku, na razie mam jeszcze jeden miesiąc urlopu bezpłatnego - powiedziała Marysia.

Gdy wrócili do domu Karol zatelefonował do Izy z pytaniem, czy mogą do nich wdepnąć na trochę - kupili po drodze ciacha i chcą się wprosić na kawę. Oczywiście - Iza się ucieszyła i powiedziała, że kawa będzie, ale po obiedzie który ona ma już gotowy i ich na niego zaprasza. Do stołu siądą za 15 minut bo Tolek dojedzie pewnie za 5 minut. Gdy wchodzili do domu Tolków Karol śmiejąc się od ucha do ucha nadał Izie sekretny znak pani Basieńki i jeszcze porozumiewawczo mrugnął. Zaraz po wyściskaniu Izy, dzieci, wymienieniu powitań z rodzicami Tolka powiedział - od dziś za 6 tygodni będziemy oficjalnym małżeństwem. A na razie jesteśmy nieoficjalnym. Gdy tylko  przyjechał Tolek i uwolnił się od wieszających się na nim dzieciaków usiedli do stołu - oczywiście w kuchni, bo jak zauważyła Iza łatwiej sprzątnąć podłogę w kuchni niż dywan w pokoju. Przy kawie i ciachach Karol opowiedział o wszystkim co już załatwili i o tym, że będą  wkrótce sąsiadami, bo Marysia chce pozostać w domu swego ojca. A dopóki Karol nie  zakończy swoich spraw w Warszawie będą krążyć pomiędzy Warszawą a Sopotem. Nie może tak nagle przestać działać w klinice, muszą tam znaleźć kogoś na jego miejsce. No i musi porozmawiać ze swoim kolegą o pracy w Gdańsku. I że muszą jeszcze podać do USC  dane swych świadków, czyli Izy i Tolka.

A Iza i mama niemal chórem powiedziały, że po ślubie tu u nich będzie takie rodzinne przyjęcie i oczywiście nie w kuchni a w salonie. Karol usiłował coś protestować, ale Iza spojrzała się na niego i powiedziała - w tej rodzinie rządzą kobiety, nikt się ciebie nie pyta o zdanie. Jesteśmy po prostu rodziną zastępczą Marysi, a to rodzina zawsze organizuje z tej okazji przyjęcie. Ty co najwyżej możesz oprotestować kilka dni wcześniej menu, które zaproponujemy. I musisz mi podać swój "rozkład jazdy" po ślubie i to dość szybko. A po ci Izuniu mój rozkład jazdy po ślubie-zapytał zdziwiony Karol. Tolek roześmiał się i powiedział- ja się domyślam, ale zapewniam cię, że ci nie powiem, bo mi życie miłe. Jak widzisz, Karolu, pod pewnymi względami nie łatwo być mężem Izy. Ale uwielbiam to moje niełatwe życie  z nią. Wiecie co przyszło mi na myśl? powinniśmy zrobić sobie wewnętrzną furtkę  między naszymi ogrodami, żeby ciągle nie wychodzić na ulicę gdy się chce przejść z domu do domu- stwierdził Tolek. Kto się zgadza  ręka w górę! I wszystkie ręce były w górze, nawet bliźniaków.

                                                                  Epilog

Zarówno pochówek ojca Marysi jak i ślub odbyły się bez żadnych zakłóceń. Do ślubu Iza zrobiła Marysi makijaż taki, że wyglądała niemal jak modelka Rafaela Santi. Karol nie mógł wręcz oderwać oczu od Marysi, zwłaszcza że odpowiednia  bielizna poprawiła linię dekoltu Marysi.

A prezentem ślubnym od Izy i Tolka był tygodniowy rejs barką po kanałach Holandii. Gdyby Karol mógł mieć więcej wolnego czasu zafundowaliby im 2 tygodnie, ale wciąż jeszcze miał zobowiązania wobec warszawskiej prywatnej kliniki i trudno było wytłumaczyć pacjentom, którzy wybrali jego by oddali się w ręce innego chirurga. W 10 miesięcy po ślubie rodzina im się powiększyła o ślicznego chłopczyka i Karol nie mógł wyjść ze stanu zadziwienia jak skuteczny był seks poranny w środku cyklu. Co prawda nie był to efekt pierwszego razu, ale jednak.

Z czasem Karol przeniósł się do Gdańska i z kilkoma kolegami utworzyli spółdzielnię lekarską. Iza i Marysia nie podjęły już pracy zawodowej, co nie oznaczało, że sterczały całymi dniami przy garach. Bliźniaki traktowały synka  Marysi i Karola jak młodszego brata. Gdy zmarł ojciec Tolka wszyscy za nim płakali, nie tylko Tolek, Iza i mama Tolka. Po prostu tworzyli wszyscy razem  jedną rodzinę a jedenastoletni wtedy Karolek powiedział - bycie rodziną to nie tylko więzy krwi.

                                                              KONIEC

 

Za kilka dni Święta - inne niż dotychczas, naznaczone lękiem przed chorobą, smutkiem, że nie ze wszystkimi bliskimi się spotkamy. Ale jak widzicie przyjaźń to naprawdę budujące uczucie, które przetrwa niejedną życiową burzę.


Wszystkim tu zaglądającym życzę spokojnych Świąt i

Dobrego Nowego Roku!!!

poniedziałek, 21 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść - XIX

 Wyjazd do Amsterdamu był dla Izy swoistą atrakcją. Gdy Tolek powiedział u kontrahenta, że  przyjechał razem z żoną, więc zaraz po służbowym spotkaniu  chce jej pokazać miasto, natychmiast jego rozmówca zatelefonował do swojej żony, powiedział, że pewien Polak jest tu z żoną, więc zaprosił ich na wspólną kolację i wieczorny spacer po mieście. A potem powiedział do Tolka- będziecie mieli dużą niespodziankę. Tolek powiedział, że akurat Amsterdam nie jest dla niego niespodzianką, bo już tu bywał, a ze trzy razy to właśnie  tu się okrętował, no ale dla Izy na pewno będzie. Ale jednak niespodzianka była, bo żoną Holendra była Polka. Dzięki niej Iza bardzo dokładnie  zwiedziła miasto w czasie dnia, gdy Tolek załatwiał sprawy służbowe. Popołudnia spędzali już w komplecie i umówili się, że gdy Krystyna z mężem przyjadą do Polski to koniecznie  odwiedzą w Sopocie Izę i Tolka.

Następną niespodziankę mieli już w Polsce, bo na lotnisku czekał na nich dziadek z wnukami.Zaraz na wstępie po wyściskaniu i wycałowaniu rodziców  Karolek stwierdził, że on już nie będzie marynarzem a lotnikiem. Ja też będą lotnikiem, wtórowała mu Eliza,  na co brat powiedział -"dziewcyny nie są lotnikami", a Elizka się  rozpłakała.

W domu było sporo zamieszania, dzieci na widok przywiezionych zabawek dostały, jak to ładnie określiła  babcia, małpiego rozumu. Karolek biegał z samolotem po ogrodzie i warczał, lub wydawał inne dziwne dźwięki, a Elizka pławiła w misce z wodą lalkę - dzidziusia.  I jeśli Iza całkiem niedawno zastanawiała się czy ich po wakacjach posłać do przedszkola tak teraz była o tym przekonana w stu procentach. 

Niewiele się wydarzyło w ciągu ich trzydniowej nieobecności i jak doniósł Karol operacja ojca Marysi powiodła się, pacjent żyje ale w dalszym ciągu nie wiadomo co będzie dalej. Marysia całe dnie spędzała w Klinice siedząc obok oplątanego różnymi rurkami ojca, teraz nocowała już w mieszkaniu Karola a w podzięce  za jego troskę gotowała mu obiady i zmuszana przez niego również je jadła. Wielogodzinna narkoza i krążenie pozaustrojowe oraz wiek pacjenta sprawiły, że nawet nie za bardzo zdawał sobie sprawę gdzie jest i co się z nim dzieje. Karol codziennie wieczorem przyjeżdżał po Marysię do kliniki i gdy stawał "po cywilu" obok  łóżka czekając aż się Marysia pożegna z ojcem, chyba stanowił dla jej ojca niezwykłą zagadkę - codziennie Marysia musiała mu tłumaczyć kto to jest i skąd się tu wziął.Nie za bardzo też mógł pojąć, że nie jest w Gdańsku a w Warszawie. 

Pewnego pięknego dnia uznano, że czas by pacjent w większym stopniu powrócił do świata żywych i go spionizowano. I uznano, że teraz to można go już z powrotem dać pod opiekę kliniki, z której trafił do instytutu. I pewnej środy o ósmej rano załadowano pacjenta znów w karetkę i odesłano z powrotem do Gdańska. I gdyby nie fakt, że dwie godziny przed przyjazdem karetki do szpitala w Gdańsku dojechał tam Karol z Marysią,  to pacjent spędziłby kilka godzin na izbie przyjęć. Bo żeby chorować to trzeba mieć zdrowie jak mawiają niektórzy.

Całe lato Karol w każdy piątek wieczorem zjeżdżał do Sopotu, mieszkał co prawda u Izy i Tolka, ale całe dnie spędzał z Marysią. Pilnował żeby przynajmniej wtedy gdy on jest regularnie jadła, pocieszał, faszerował ją witaminami, kosił w ogródku trawę i był coraz cichszy. To już nie był ten złośliwy nieraz i głośny Karol. Któregoś wieczoru gdy oni już byli po kolacji a Karol przyszedł by położyć się spać Iza poprosiła by Karol wyszedł z nią na krótki spacer. Wychodząc mrugnęła do Tolka, a Tolek tylko posłał jej uśmiech. Iza przepytała Karola jaki jest stan ojca Marysi, ale nie były to dobre  wieści. Karol przyznał się Izie, że naprawdę zakochał się w Marysi, ale nie ma śmiałości jej o tym powiedzieć. Nie wie czy wypada mówić jej o swym uczuciu gdy jej ojciec  jest w tak złym stanie. Iza stwierdziła, że powinien jednak z nią o tym porozmawiać jeżeli ma jakieś poważne  plany względem  Marysi. Tak, chciałbym by została moją żoną. A jesteś tego na sto procent pewien?- zapytała. Bo myślę, że Marysia nie zostawi tu ojca samego i podejrzewam, że nie bardzo można tak chorego i starego człowieka nagle przesadzać stąd do Warszawy. I podejrzewam, że Marysia nie marzy wcale o mieszkaniu w Warszawie, to miejscowa dziewczyna, przedtem mieszkali na Półwyspie. Jej ojciec miał tam wędzarnię a potem się tu pobudował a na Półwyspie mieszkała Marysia  z mężem. Po śmierci męża sprzedała tamten dom , mieszkała w Jastarni w wynajętym mieszkaniu. A sprzedała dom, bo jej mąż  narobił długów, był hazardzistą. A potem przeniosła się do ojca. Iza, skąd to wszystko wiesz? No przecież tu mieszkam dostatecznie długo, a tu nawet piasek ma oczy i uszy. Karol bezwiednie rozejrzał się dookoła. Wiesz Karolu, ja po prostu nie tylko się ludziom przyglądam, ja nawet z nimi rozmawiam, mama również. Więc nim  porozmawiasz poważnie z Marysią pomyśl nad tym co ci powiedziałam. I potraktuj ją jak płochliwą dziewicę a nie doświadczoną mężatkę z Warszawy rodem. I zapewniam cię, że odkąd tu mieszkam wcale nie tęsknię za Warszawą, mocno tu zapuściłam korzenie. Patrz jakie piękne dziś morze. Chodź, wracamy. No i miał Karol o czym myśleć długo w noc.

Rano Karol wyglądał jak z krzyża zdjęty a Tolek powiedział, że Karol wygląda tak jakby obskoczył z dziesięć pracownic w tajlandzkim domu rozkoszy i rozpusty. Zapytany skąd wie jak jest w tajlandzkim "takim domu" wyjaśnił, że ci z załogi którzy  korzystali z usług tych pań tak właśnie wyglądali gdy wracali na statek. Ale Karol nie był w nastroju do żartów. Był poważny i zamyślony. Przed wyjściem z domu objął Izę i powiedział - dziękuję ci, trzymaj za mnie kciuki. Iza obiecała, że go myślami wspomoże. Tolek w końcu nie wytrzymał i zapytał o co chodzi i Iza wyjaśniła mu o czym poprzedniego wieczoru rozmawiała z Karolem na plaży. No tak- powiedział Tolek - ma Karol o czym rozmyślać. A ja rozmyślam nad tym gdzie dziś się wybrać. Słońce jakieś przymglone, więc może pojedziemy do lasu? Może w dwa samochody, rodzice pewnie też się z nami wybiorą. Szkoda, że nie mamy mikrobusu, bo w jeden samochód się nie mieścimy. Ale my zbyt często nie jeździmy w pełnym komplecie - jak zwykle zawsze trzeźwa Iza sprowadziła Tolka na ziemię. W godzinę później jechali w dwa samochody w stronę Karwi. Nie było to bardzo daleko od Sopotu, ale już nad pełnym morzem i pogoda była lepsza, więc zamiast w lesie posiedzieli na plaży. I fale były tu większe niż na zatoce, więc dzieciaki miały uciechę. Piszczały tak, że aż uszy bolały. Iza z mamą leżały na kocu obserwując jak męska część rodziny zajmuje się dziećmi i Iza znów usłyszała, że dzięki niej Tolek odżył, że spełniona miłość Tolka do Izy odmieniła nie tylko jego ale i ojca. Za chwilę przybiegł Karolek, położył obok Izy swój ulubiony samolot i powiedział: mami, pilnuj, żeby  żadni pasażerowie do niego nie wsiadali, bo ja teraz będę się uczył nurkować. Dziadek będzie mnie uczył. A tata będzie pływał z Elizką na plecach. Dobrze, że szybko odbiegł, bo się  Iza mogła swobodnie pośmiać. Nurkowanie  polegało na wsadzaniu głowy do wody z nabranym powietrzem, ale  przecież od czegoś trzeba zacząć . A określenie, że tata będzie pływać z Elizką na plecach było mocno nieprecyzyjne, bo to tata pływał na plecach a na nim  w poprzek jego klatki piersiowej leżała Elizka i usiłowała robić nóżkami nożyce. Ten widok przypomniał Izie , że wiele lat temu to Tolek nauczył ją pływać i jak podpływał pod nią by się choć na moment w wodzie przytulić.

Iza chłonęła piękno plaży na której byli. Dookoła było zupełnie pusto byli na tej pięknej plaży zupełnie sami i pomyśleć, że 6 kilometrów w prawo od  nich była zatłoczona niemiłosiernie plaża w Jastrzębiej Górze.  Iza patrzyła na dzieci, Tolka i teścia a  myślami była przy Karolu - naprawdę wyglądał rano nieszczególnie, wręcz wzbudzał swym wyglądem litość. Życzyła mu z całego serca by sobie ułożył życie bo był naprawdę dobrym przyjacielem, bardzo dobrym chirurgiem i życzliwym ludziom facetem. Pomagał wielu osobom, a dla przyjaciół nie żałował nigdy czasu ani pieniędzy.  

Tolek w końcu uznał, że czas by dzieci pogrzały się na  brzegu, więc zostały wytarte, pobawiły się w berka z dziadkiem i ojcem  bo panowie  musieli wysuszyć swe spodenki, jako że obaj zapomnieli by zabrać zapasowe. Iza i mama spojrzały na siebie i wybuchnęły śmiechem - obaj tak mieli od lat. Jeśli one  nie spakowały zapasowych spodenek oni na pewno ich nie mieli ze sobą. Ach te geny! śmiały się obie . A najwięcej bawiło jedną i drugą to, że  ojciec dostrzegał wady syna  i je krytykował   nie dostrzegając, że są one identyczne z jego wadami. Iza  nabrała ochoty na kąpiel więc Tolek natychmiast wszedł za nią do wody, a ona mu przypomniała jak to pływali na Wiśle na  klubowym basenie i zaraz Tolek podpłynął pod nią, ale teraz to nie było takie nieśmiałe, delikatne dotknięcie ale silne wypchnięcie Izy w górę. Z brzegu dotarło do Izy- tata nurkuje jak delfin, a dziadkowie spojrzeli po sobie i powiedzieli - ciekawe gdzie on się tego nauczył i wybuchnęli śmiechem.

Tak im się podobało na tej plaży, że postanowili tu częściej przyjeżdżać, choć jak Tolek zauważył to trzeba  mieć świra by mając plażę niemal pod  domem  jechać 60 km od domu.

Gdy wrócili do domu na stole kuchennym znaleźli kartkę o treści  "Iza, ozłocę cię. K." Tolek popatrzył na swą żonę mierząc ja wzrokiem wzdłuż i wszerz i powiedział  - wpadnie w kłopoty finansowe, ale nie napisał czy idzie o wagę czy o powierzchnię. Nie mniej ani na jedno ani na drugie to raczej go nie stać. Straszny optymista z niego.  I zaczęli się śmiać.

Około siódmej wieczorem wrócił Karol z Marysią. Tym razem oboje weszli do domu- a tak dokładnie to Karol otworzył drzwi i leciutko popchnął do przodu Marysię jednocześnie tarasując  swoją osobą drzwi, by Marysia nie zawróciła. Wchodźcie, wchodźcie zapraszały chórem Iza i mama, zaraz będzie obiadokolacja, więc przyszliście w samą porę. Pani Marysiu, normalna kolacja, nawet nie w  salonie ale  w kuchni, tak zwyczajnie, po rodzinnemu.

Czasem przydaje się interwencja dzieci - Karolek szybko przyniósł swój samolot i pokazywał Marysi którędy wchodzą pasażerowie, gdzie jest  kabina pilotów a gdzie luki bagażowe. A potem Elizka przyniosła pokazać Marysi swą lalkę- dzidziusia i lalkę mamusię tegoż dzidziusia, która była o połowę mniejsza od swego dziecka, ale na szczęście te dysproporcje w niczym nie przeszkadzały Elizce. Rozmowa z dziećmi wyraźnie odprężyła Marysię. Bardzo szybko znalazła wspólny język z dziećmi i one ją szybko zaakceptowały. Iza z mamą tymczasem przygotowały posiłek i żeby było szybciej i mniej oficjalnie podały wszystko na stół w kuchni, tłumacząc się Marysi, że jak przy stole są dzieci, to lepiej jednak jeść w kuchni bo nie ma w niej dywanu.

Po kolacji dzieci dostały jeszcze pozwolenie na zabawę w swoim pokoju, a Tolek wręczył im zegarek-zabawkę ustawiony na godz. 8,30 i powiedział, że gdy na ich pokojowym zegarze będzie taka sama  godzina to mają się skończyć bawić i iść myć  ząbki. 

Gdy dzieci już zniknęły Karol chrząknął i powiedział- chciałem wam tylko powiedzieć, że dziś oświadczyłem się Marysi i tu wyszarpnął rękę Marysi spod stołu pokazując pierścionek z szafirem. I o tym radosnym dla  nas fakcie poinformowaliśmy również jej ojca. Postanowiliśmy jak najszybciej wziąć ślub -tylko cywilny. Nie musi nas nikt kropić. Natomiast zależy nam na szybkim terminie a wydaje mi się, że ktoś tu ma jakieś możliwości w tej materii i spojrzał na Tolka, a Tolek wskazał na swego ojca. I chcemy prosić na świadków Izę i Tolka. Bo ślub będziemy brać w Sopocie. Nie wiemy jeszcze czy uda się na tyle podciągnąć stan zdrowia ojca Marysi by mógł być obecny przy ślubie bo nawet siedzenie go męczy.  I postanowiłem, że na pewno do końca życia ojca Marysi będziemy mieszkać tu a jeśli dobrze mi się tu praca ułoży to pewnie tu zostaniemy na zawsze.A i jeszcze coś - napisałem, że ozłocę Izę więc właśnie to robię- mam nadzieję, że się spodoba- bo to białe złoto, a wiem, że takiego typowego by nie  nosiła. Wybierała głównie Marysia, bo ja się na damskiej biżuterii nie znam - sięgnął do torebki Marysi i wyciągnął z niej pudełeczko, które podał Izie. W pudełeczku był naszyjnik typu dość gruby łańcuszek, na którym był zawieszony  najprawdziwszy owalny szmaragd oprawiony w dwa cienkie owale. Iza spojrzała  i powiedziała- piękny, kojarzy mi się ze szmaragdem Izydy, choć tak naprawdę nie wiem jak wyglądał. Karol wybuchnął śmiechem - widzisz Marysiu, mówiłem ci, że gdy to zobaczy zaraz powie o szmaragdzie Izydy. No i jeszcze coś dodam - musiałem ją ozłocić, bo otworzyła mi oczy   mówiąc rzeczy o których jakoś nie miałem pojęcia. Tolku- masz niesamowite   szczęście bo Iza to bardzo mądra   kobieta, choć jednocześnie szczera do bólu. Bolało to wszystko co mi powiedziała, ale mnie uzdrowiło jednocześnie. Wstał od stołu, podszedł do Izy, wziął z jej ręki naszyjnik , zawiesił na jej szyi i pocałował w policzek. Iza powiedziała cicho - jesteś niesamowity, dziękuję. Nie chciałam, żeby bolało to co mówiłam i przepraszam. Iza- dzięki temu co mi powiedziałaś wreszcie nie będę sam jak palec. W tym momencie przybiegł  Karolek meldując, że już idzie myć  zęby. A babcia wstała od  stołu i poszła dopilnować dzieci przy myciu zębów.


                                                                           c.d.n.



Nie wigilijna opowieść -XVIII

 W poniedziałkowy ranek  Tolek pojechał do pracy, Karol czekał na telefon od doktora R., Iza bajerowała dzieci by grzecznie  jadły śniadanie. Zaraz po nakarmieniu dzieci zjadła śniadanie razem z Karolem i teściami.  Ze dwie godziny po śniadaniu zatelefonował doktor R, i powiedział, że zapadła decyzja o przekazaniu pacjenta do Instytutu i on za chwilę zatelefonuje do jego córki i powiadomi ją o tej  decyzji. Karol podziękował i powiedział - bardzo nie lubię gdy pacjent jest dla jakiejś kliniki ciekawym obiektem, bo to oznacza, że jest raczej w ciężkim stanie i nietypowym przypadkiem. Czy Marysia ma jakichś  krewnych w Warszawie? Nie wiem - odpowiedziała Iza, ale myślę że nie. Ale mam pomysł- jeśli ją weźmiesz do Warszawy to ja zaraz zatelefonuję do mojej byłej sąsiadki , opowiem jej co jest grane i poproszę by mi ją nocowała u siebie na kwaterze, którą ma zgłoszoną do któregoś tam hotelu. Kwatera niezła, w centrum, ale komunikacyjnie dobrze bo by się dostawała do szpitala bez   kłopotu. No co, weźmiesz ją? - zapytała. Karol stwierdził, że to  jasne i że nawet może pojechać z Marysią do Instytutu, niech wiedzą, że pacjent ma rodzinę. Iza zaraz skontaktowała się z tą swoją byłą sąsiadką, umówiła się co do ceny i poszła do Marysi, która w domu zanosiła się łzami. Utuliła ją, powiedziała o swoim pomyśle, namówiła by pojechała z Karolem do Warszawy, pocieszała, że ojciec będzie w bardzo dobrej klinice i że będzie miała cały czas kontakt z Karolem, który jej pomoże, bo to naprawdę dobry facet, choć na takiego nie wygląda. Przyprowadziła zapuchniętą od płaczu Marysię do swojego domu, tu Marysia wpadła w ramiona teściowej Izy. Karol uprzedził ją, że chce wyjechać tak  za godzinę, więc żeby spakowała swoje rzeczy na kilka dni, bo zapewne operacja nie będzie wcześniej niż za dwa, trzy dni, po operacji nie będzie się mogła  widzieć ojca kilka dni bo będzie na  bloku pooperacyjnym,  z którego trafi z powrotem  do swojej sali dopiero wtedy gdy minie zagrożenie życia. Te trzy pierwsze doby to zawsze wszyscy tam spędzają a niektórzy więcej. A tatuś leciwy i nigdy o siebie nie dbał, to może być ciężko. I jeszcze coś- w klinice będzie jej mówił po imieniu, że niby są kuzynostwem. Umordowana troską Marysia zgadzała się na wszystko. Wyglądała jak półtora nieszczęścia i Iza podejrzewała, że chyba nic nie jadła, więc poszła do kuchni, zrobiła kawę, ukroiła ciasta  i powiedziała, że nim wyjadą to i Marysia i Karol muszą  coś zjeść. Wiadomo, że dobre ciasto, a teściowa Izy takie właśnie zawsze piekła, uczciwe,  z naturalnych, dobrych jakościowo składników więc jest nie tylko smaczne ale i pożywne. Iza dała Karolowi i Marysi kartkę z adresem kwatery, kopertę (zaklejoną) dla właścicielki kwatery, Marysi podała swój domowy telefon.  Marysia zjadła, podziękowała, kolejny raz przeprosiła, że  mają z nią kłopot i poszła się spakować, a Karol powiedział - biedna mała. Wpierw mąż, teraz ojciec w bardzo złym stanie, czarno to widzę. Iza popatrzyła na niego uważnie i powiedziała - chyba szczęściem w nieszczęściu jest to, że stało się to teraz, gdy ty tu jesteś. Może to jest to zrządzenie losu, którego wciąż oczekujesz. Mówił mi Tolek, że ona ci się podoba. To naprawdę miła i dobra osoba i bardzo skromna, delikatna. Nie widzę w niej co prawda  podobieństwa do modelek  Rafaela Santi, no ale coś w niej jest, jest bardzo naturalna.

A Karol zatelefonował do swego gabinetu i poinformował zmienniczkę Katarzyny by odszukała pacjentkę zapisaną na godz. 16, 30 i odwołała jej wizytę i wszystkie następne na ten dzień. I niech nie zapisują do niego pacjentek na pozostałe dni tygodnia ani na  następny tydzień i niech będzie tak uprzejma i przekaże tę informację Katarzynie, bo on bierze urlop.  Iza zaczęła się śmiać- uwielbiam tego twojego świra Karolu, jesteś niesamowity. Izuniu, nie śmiej się, muszę pewne sprawy przemyśleć. Bo ja czasem myślę, wbrew pozorom. I masz Karolu tak zwane miękkie serce, choć pozujesz na  drania i podrywacza- powiedziała Iza. A w gruncie rzeczy jesteś nieśmiały i delikatny. I myślę, że gdy pokochasz naprawdę którąś panią i ona doceni twój charakter i uczucie to będziecie  szczęśliwi. I wiem, że gdybyśmy na plaży byli tylko we dwoje, to byś mi w to moje bikini nie  zajrzał. I nie tylko ja o tym wiem, Tolek też. Ale przy Marysi nie będziesz musiał nikogo udawać, ani twardziela, ani drania, ani podrywacza. Wsłuchaj się w siebie i po prostu bądź szczery i naturalny. Ona nie jest zaprawiona w rozwiązywaniu szarad i krzyżówek zwanych facetami. I nie wmawiaj w siebie, że jesteś we mnie zakochany - po prostu i zwyczajnie ty lubisz mnie, ja lubię ciebie, doceniamy  wzajemnie swój intelekt, swoją zewnętrzność,  przyjaźnimy się i tak jest dobrze. Gdyby była chemia między nami to byśmy już od dawna byli razem i wcale by ci nie przeszkadzał fakt, że jestem te 15 lat młodsza od  ciebie. I powiem ci jeszcze  coś -  jesteś naprawdę wspaniałym przyjacielem a o wspaniałych prawdziwych przyjaciół wcale nie jest łatwo, zwłaszcza w układzie  damsko-męskim pozbawionym seksu.

Gdy Karol z wciąż jeszcze  zapuchniętą od płaczu Marysią odjechał  przysiadła się do  Izy mama i powiedziała - spójrz jaki ten mój mąż jest spokojny i łagodny gdy razem z dziećmi buduje domki z klocków, aż go nie poznaję! I wiesz  co córeńko? Pomyślałam sobie, że dzięki tobie Tolek nie pływa i nie muszę się ciągle martwić o niego i wyczytywać dokładnie w wiadomościach  czy gdzieś statek na którym płynął nie miał jakiejś wywrotki, nie  został ostrzelany  lub napadnięty przez współczesnych piratów. I za to jestem ci bardzo wdzięczna, że kochasz go, że dajesz mu pełnię szczęścia. Zmienił się bardzo odkąd jesteście razem- teraz to i z ojcem po ludzku porozmawia i nie wrzeszczą na siebie  wzajemnie, kiedyś się ciągle strasznie kłócili. Teraz sobie czasem dogryzają, ale to tylko żarty, wtedy to były zawsze awantury. Iza objęła mamę i powiedziała - a ja jestem wam obojgu wdzięczna, za to , że go tak wspaniale wychowaliście. Ojcu za to, że dał Tolkowi film szwedzki  uświadamiający o seksie i tobie, że dałaś mu film o stronie psychicznej współżycia. I teraz mogę ci się przyznać, że ten szwedzki film przetrenowaliśmy  z nim razem, byliśmy dla siebie pierwsi. I to w dniu moich osiemnastych urodzin. A ten drugi, od Ciebie, to Tolek studiował już sam i dzięki temu wszystko się między nami układa. I dziękuję, że jesteś dla mnie po prostu mamą, troskliwą i kochającą. W tym momencie wyszedł z pokoju dzieci ojciec i powiedział - oj, niedobrze,  baby się całują, będzie deszcz.
Izuniu, a może ja z nimi pójdę na plac zabaw? Zbudowaliśmy niemal całe miasto, a pogoda ładna,  więc mogę z nimi pójść. Iza i mama wyraziły również chęć wyjścia z domu, bo przy okazji  poszłyby do pobliskiego sklepu.  Iza szybko zrobiła dla dzieci picie, dla każdego co innego i oczywiście w inne butelki - butelka Karolka miała obrazek samochodu, a Elizy kucyka, wzięła jak zwykle niezbędne chusteczki  higieniczne, oraz wózek na zakupy.  Co prawda gdy sobie wyobraziła ile będzie potem pisku które ma ciągnąć z nią wózek z zakupami, powiedziała, że niech rodzice idą z dziećmi sami na plac zabaw, ona zrobi szybko zakupy, odstawi je do domu i do nich przyjdzie. Idąc do sklepu oczywiście dowiedziała się co ewentualnie  kupić rodzicom , w ciągu trzech kwadransów zrobiła zakupy (tym razem nie zapomniała o lodach) i dotarła na plac zabaw. Dzieci szalały, jedno na huśtawce,  drugie na "indiańskiej ścieżce" i Iza stwierdziła, że po wakacjach trzeba je wstawić do przedszkola. A ona postara się wrócić do pracy, ale tylko na pół etatu. Tolek co prawda nie widział powodu dla którego ma  wrócić do pracy, ale ona chciała pracować i najlepiej na  pół etatu. Podzieliła się tą myślą z mamą, która stwierdziła, że jest to średnio dobry pomysł, bo nie będzie jej w domu  popołudniami, gdy dzieci już będą po przedszkolu., bo jest mała szansa, że będzie pracowała tylko przed południem. A poza tym wszystkie  zakłady kosmetyczne były również czynne w soboty, kiedy w domu będzie Tolek, który zapewne też chciałby pobyć z żoną i dziećmi i gdzieś razem z nimi pojechać. Ale Iza stwierdziła, że po prostu rozejrzy się, bo może się coś uda całkiem nieźle ułożyć.

Wieczorem zatelefonował Karol. Stwierdził, że stan ojca Marysi jest bardzo ciężki, trochę go powinni podciągnąć, ale czas nagli i trzeba  szybko operować. I to będzie długa operacja z krążeniem poza ustrojowym i gdyby to od niego zależało to pozwoliłby pacjentowi spokojnie  umrzeć, no ale to jego zdanie i nie powiedział tego Marysi. Przedstawił się jako kuzyn chorego i teraz wiedzą, że ten pacjent jest kuzynem bliskim lekarza, który jest przyjacielem doktora  R. z Gdańska, a doktor R. jest wszak dobrym kumplem ordynatora oddziału, na którym leży pacjent. I wiesz Izuniu, byłoby to nawet zabawne, gdyby nie było takie smutne. A ty wiesz, Marysia to całkiem mądra kobieta, ona jest z zawodu przedszkolanką. Wzięła teraz urlop. I ogromnie  żałuje, że nie mieli dzieci. Powiedziała, że patrzy na was z zazdrością bo macie takie cudne dzieci. Izuniu, jeśli to wszystko dłużej potrwa to ja ją będę nocował  u siebie w mieszkaniu, bo ty majątek wydasz na jej noclegi. Tylko pewnie będziesz musiała ją do tego namówić.  I wiesz co, Katarzyna złożyła wymówienie. Chce odejść jak najszybciej. Powiedziałem, że nie widzę przeszkód. Nagra się na sekretarce informację, że zapisy są tylko w godzinach przedpołudniowych. I miałaś rację - ciut starsza ode mnie o drobne pięć lat. A Marysia już nie taka młodziutka jak myślałem, tylko siedem lat ode mnie młodsza. Ale martwię się  jej ojcem. Iza wszystkiego wysłuchała i powiedziała, że namówi Marysię, by przyjęła u niego gościnę, bo faktycznie  jeśli to długo potrwa to koszty będą bardzo wysokie a  Marysia  będzie  się czuła zobowiązana do ich zwrotu, bo to uczciwa  osoba. Na razie jest opłacone 10 dni pobytu. Po prostu trzeba spokojnie  czekać na rozwój wypadków.

Gdy Tolek wrócił z pracy i gdy wyzwolił się z objęć dzieci zapytał - a co ty nagadałaś  Karolowi, bo z kwadrans mi tłumaczył, że jesteś wyjątkowo mądra dziewczyna, że  powinienem codziennie Bogu dziękować za ciebie i za dzieci. Co mu jest? Zaburzenia świadomości po naćpaniu się czegoś czy nagły atak sklerozy? Przecież wiem, jaka jesteś i jestem wciąż w  stanie zachwytu nad tobą i dziećmi. Iza zaśmiała się - po prostu powiedziałam mu jaki on jest i chyba wciąż to rozpatruje na wszystkie strony.

Gdy jedli obiad zatelefonował Karol - trzymajcie kciuki, wzięli ojca Marysi na operację. Umówiłem się, że gdyby się  wydarzyło coś złego to zatelefonują do mnie a nie do Marysi. Tak późno wzięli na operację? - dziwiła się  Iza. Kobieto, tu operują praktycznie całą dobę.  Najprędzej zasadniczą operację to mogą zakończyć o 1 lub 2  w nocy, a nim go  przerzucą na pooperacyjną to może być i 3 lub 4 rano. Tu jak na  porodówce - ostry dyżur na okrągło. Straszne, stwierdziła Iza. Praca gorsza niż w kamieniołomie. 

A ty myślisz, że na statku miałem lepiej- powiedział Tolek. Tam też ostry dyżur całodobowy, tylko problemy nieco inne. Dobrze, że już jestem na lądzie.  Izuś,  muszę jechać do Amsterdamu na 3 dni i pomyślałem, że mogłabyś pojechać ze mną. Pokój i tak mam zawsze 2 osobowy. A co z dziećmi- spytała Iza. Dzieci zostaną po prostu z dziadkami,  za małe by je brać ze sobą. Polecimy samolotem, kazałem zrobić rezerwację na dwoje i za twój bilet  ja zapłacę, nie firma. Ale czy rodzice  zechcą z nimi zostać? Zechcą, zechcą, zaraz się ich zapytamy. Ale czy dzieci zechcą zostać tylko z nimi? Zechcą,  zresztą je czymś przekupimy. Bo dzieci są  z natury przekupne. Kupimy im jakieś  fajne zabawki w strefie  bezcłowej. I ilekroć będę  musiał gdzieś wyjechać będziesz jechać ze mną.

Oczywiście rodzice nie mieli nic przeciwko temu, żeby  zostać 3 dni z dziećmi, ba, wręcz byli dumni, że oni mają do nich takie zaufanie. I okazało się, że Tolek miał rację- już trzylatki były przekupne. Eliza złożyła zamówienie  na nową lalkę - dzidziusia, a Karolek na: ścigacz, okręt wojenny albo...fregatę.

                                                                  c.d.n.




niedziela, 20 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść - XVII

 Tolek świetnie wykonał swoje zadanie- poprosił swą mamę by zajęła czymś  Katarzynę, bo muszą porozmawiać z Karolem na osobności i w tym celu Tolek wywoła  Karola pod pretekstem, że mały się zadrapał i nie chce dać sobie przylepić plastra, tylko płacze by to wujek zrobił. Plan się powiódł, mama  usadziła Katarzynę przy albumie, w którym były również zdjęcia ślubne Izy i Tolka i 1500 innych zdjęć tzw. "od początku świata".  Iza opowiedziała czego się dowiedziała a Karol  całując ją w  rękę powiedział- jestem twoim dłużnikiem. Zacząłem podejrzewać, że coś jest nie tak ale nie mogłem dociec o co chodzi. Szalenie się interesowała moim mieszkaniem, poza tym jakoś gorzej znoszę samotność i nawet mi się spodobała jej troska o mnie i troszkę zaczadziałem. Czuję, że mnie uratowałaś. Dobrze, że powiedziałaś o tym spłacaniu kredytu, spłacam ale to są niemal grosze, bo lwią część spłaciłem w krótkim czasie. A o tym, że ma syna to nawet  słowem nie pisnęła. I że pracuje gdzieś przed południem też nie mówiła. I przepraszam, że odstawiłem tę szopkę na plaży. Boże jak ja zazdroszczę Tolkowi, że ma ciebie. Ale może jeszcze spotkam kogoś, kto będzie chciał być ze mną dla mnie a nie z powodu moich pieniędzy, mieszkania czy samochodu. Ale przyznasz, że ładnie cię pocerowałem.Nic cię w środku nie boli w jakichkolwiek okolicznościach mechanicznych lub fizjologicznych?  Nie, skąd, ale Tolek  ma przynajmniej coś do całowania. Czy ty zauważyłeś, że on dziś był z nagim torsem? No fakt - jakoś się za bardzo zagapiłem na to twoje bikini. Iza pogroziła  mu   palcem - nie przeciągaj struny. Zauważyłem, żartowałem tylko. Dziękuję ci, naprawdę.   Karol, ona jest starsza od ciebie. Ty ją zatrudniłeś czy wspólnik. Wspólnik. To zajrzyj w papiery. No idź już do nich, my wrócimy za chwilkę. Karol wrócił do salonu a Iza zaczekała na Tolka i razem z nim wróciła do salonu. Włączyli "szpiegowską kamerkę" by w razie płaczu któregoś dziecka dotrzeć szybko na miejsce.

W niedzielę postanowili pobyć na sopockiej plaży. Wybrali się również rodzice Tolka. Gdy  wychodzili ze swej posesji do płotu podeszła sąsiadka i zagadała do Tolka- panie Tolku zepsuła mi się kosiarka,  nawet wiem co, ale nie wiem gdzie ojciec ma narzędzia, a skoro państwa nie będzie to ja bym szybko skosiła, żeby potem nie hałasować. Pani Marysiu, wrócę za 15 minut i zobaczymy co z tą kosiarką, tylko rodzinę usadowię na plaży. I rzeczywiście gdy tylko pomógł rozkładać maty i inne akcesoria plażowe wrócił, ale nie sam a z Karolem. Przedstawił Karola, obejrzał Marysiną kosiarkę, poprosił by Karol chwilę z Marysią zaczekał i poszedł po narzędzia. Po dłuższej chwili zawołał Karola, by przyszedł i wziął ich kosiarkę i zaniósł do sąsiadki. Karol posłusznie wytaszczył kosiarkę z garażu i zaniósł do sąsiadki.Naprawiając Marysiną kosiarkę Tolek zapytał- a jak pani ojciec się czuje, słyszałem, że pogotowie go zabrało. I co lepiej się ma? Marysia tylko machnęła ręką- pewnie się z tego nie wygrzebie, oni nawet nie są pewni co mu jest.A poza tym to już i wiek ma znaczenie. Tolek zapytał się jeszcze w którym szpitalu leży a potem zapytał się Karola, czy nadal ma  tam znajomości. Chyba tak, nie słyszałem by R. zmienił pracę. A pomógł byś naszej sąsiadce? Dwa lata temu straciła męża na morzu, zamieszkała z ojcem by mu nieco pomóc a teraz ojciec zachorował. 

Karol, który nie miał wiele wspólnego z morzem a do tego z pracą na morzu, głupawo zapytał- przepraszam, jak to pani mąż umarł na morzu.? Miał atak serca? Nie Karolu, w czasie sztormu znalazł się w złym miejscu i wypadł za burtę, a że to było w nocy, lało, grzmiało i wszystko po pokładzie zapewne latało to nawet nikt nie zauważył. Morze naprawdę jest okrutne, ja coś o tym wiem- powiedział Tolek. Tylko ja miałem więcej szczęścia, bo nie wyleciałem za burtę. Och, przepraszam, zrobiłem pani przykrość mimowolnie- sumitował się Karol. Marysia uśmiechnęła się smutno- tak to jest gdy się wychodzi za mąż za rybaka lub marynarza. Nigdy nie wiadomo kiedy morze nam zabierze męża, ojca  lub brata. 

No już, kosiarka powinna działać. Chwyć się tamtej i we dwóch szybko oblecimy tę trawę. Marysia zaczęła protestować, ale panowie wzięli się za koszenie a jazgot kosiarek zagłuszył wszystkie jej protesty.  

Gdy skończyli Tolek poprosił Marysię by podała Karolowi dane ojca i kiedy trafił do szpitala. Marysia posłusznie  podała to wszystko o co pytał się Karol i powiedziała-  ja dziś po południu jadę do taty do szpitala. To świetnie a jak pani wróci, to proszę do nas wpaść, może  mój przyjaciel będzie mógł coś pomóc. Karol wpatrywał się cały czas w Marysię jak w święty obrazek- była jaśniutką blondynką i miała piwne oczy. Była szczupła,  zgrabna i robiła wrażenie niesamowicie zagubionej. Marysia jeszcze raz podziękowała za skoszenie trawy i obiecała, że zaraz po powrocie ze szpitala do nich przyjdzie.

Gdy weszli do  domu Karol zaraz wziął się za telefonowanie. Miał szczęście, bo jego kolega był na dyżurze. Spisał sobie wszystko i obiecał oddzwonić. Gdy szli na plażę Karol powiedział- ona jest jak z obrazu Rafaela Santi, niezwykła. Tolek spojrzał się na niego - ocknij się, tamte były ładniejsze. I miały lepsze dekolty, to znaczy lepiej wypełnione. Oj, ty chyba jakiś mocno wyposzczony jesteś - stwierdził Tolek. To nie to, tylko męczy mnie  samotność. Wszyscy jakoś sobie układają życie a ja  ciągle sam ze wspomnieniem Stefanii. No to ci jeszcze, Karolu powiem, że Marysia, wdowa po rybaku, jest od ciebie młodsza tylko 7 lat. I jest całkiem w porządku, tylko jej tata z moim się  nie lubią, bo mój jest pewny, że jej tata jest głupi. Ale Marysię toleruje. Bo tata uznaje tylko dwie kobiety - własną żonę i  swoją synową.

Tolek i Karol zostali powitani entuzjastycznymi wrzaskami dzieci i nieco obrażonym spojrzeniem Katarzyny, która  zapytała się, o której wracają do Warszawy . Do Warszawy- to my wracamy jutro - wyjedziemy około 10 rano, o 15,00 będziemy na miejscu, zdążymy do pracy. O ile pamiętam pierwszą pacjentkę to ja mam o 16, 30. Jak będziesz w pracy o 16,00 to  "świat i ludzie" poinformował ją Karol. Ale ja  muszę być wcześniej w Warszawie, muszę być rano - w głosie Katarzyny narastała  wściekłość. No przecież ci mówiłem przed wyjazdem, że wrócimy na czas do pracy, tylko pewnie nie słuchałaś. Mam tu jeszcze kilka spraw do załatwienia i muszę zostać do jutra. Jeśli musisz jechać dziś to cię mogę tylko odstawić do pociągu, zaraz sprawdzę rozkład jazdy- chyba jest jakiś o 20,00, a może  wcześniej. Iza przezornie wzięła  za rączkę Elizę i powiedziała, że pójdą poszukać muszelek do  zamku, który buduje  Tolek z małym Karolkiem. Bała się, że za chwilę wybuchnie  głośnym śmiechem. Tolka też nieco skręcało ze śmiechu, ale zachował powagę. Nie jeden raz musiał robić poważną minę chociaż sytuacja była raczej komiczna.

Katarzyna  zrobiła wielce obrażoną minę i powiedziała - przez ciebie  stracę wizytę lekarską, którą mam o 8 rano. No szkoda, że nie powiedziałaś mi o tym  przed wyjazdem, a wizytę lekarską  mogę ci w każdej chwili załatwić u dowolnego lekarza i to za darmo. My sobie wzajemnie wiele spraw załatwiamy- wyjaśnił jej Karol. Powiesz mi jutro w drodze u jakiego specjalisty ta wizyta i ja ci załatwię.

Gdy wracali z plaży Katarzyna stwierdziła, że zdecydowała się wrócić do Warszawy pociągiem. Karol wzruszył tylko ramionami i powiedział- no dobrze, jak chcesz, odwiozę cię na dworzec. Katarzyna pożegnała się ze wszystkimi, podziękowała za gościnę, chwyciła swą torbę podróżną  i Karol odwiózł ją na dworzec. Do odjazdu pociągu było jeszcze ponad godzinę i Katarzyna stwierdziła, że w takim razie pojedzie do Gdyni podmiejskim pociągiem  i stamtąd pojedzie do Warszawy. Karol wygłosił formułkę, że nie może się nadziwić, czemu uparła się by jechać dziś, skoro on jej może załatwić wizytę dowolnego lekarza, ale  Katarzyna stwierdziła tylko, że tak miała zaplanowane. Zaczekał na peronie aż odjechała podmiejskim pociągiem i wrócił do domu Tolków. 

Iza spojrzawszy na niego szepnęła do Tolka - pogadaj  z nim, chyba mu to dobrze zrobi. To lepiej ty z nim pogadaj, on cię uwielbia. No to pogadamy we trójkę jak położymy dzieciaki. Są dziś zmęczone, to szybko zasną. I rzeczywiście dzieciaki były zmęczone, wiec na dyżurze zostali dziadkowie a oni w trójkę jeszcze poszli nad morze.

Karol się żalił, że jakoś od śmierci Stefanii nie może sobie ułożyć życia, każda spotkana i "poderwana" kobieta okazuje się w końcu niewypałem. No choćby Iza - tak bardzo mu się podobała i nadal podoba, nie tylko pod względem urody, ale taka wartościowa, poważna, mądra, ale była po prostu za  młoda, bo te 15 lat różnicy to jednak za dużo, zwłaszcza, że on ma jednak wyczerpującą pracę i już od dłuższego czasu zdaje sobie sprawę z tego, że się starzeje i życie intymne sprawia mu trudności. To nie te możliwości co niegdyś. Poza tym każdą porównuje ze zmarłą żoną i każda z jej wspomnieniem przegrywa.

No to przestań każdą porównywać ze Stefanią- powiedziała Iza - bo mam wrażenie, że gdy wspominamy zmarłych , tych których kochaliśmy, to z każdym rokiem widzimy coraz więcej ich zalet które  posiadali, a przestajemy pamiętać o ich wadach. Może przypomnij sobie o co się sprzeczaliście,  na co mieliście zupełnie inne spojrzenie. I nie sądź, że dla każdej z nas najważniejsza jest ta męska  jurność w łóżku i tylko to nas jest w  stanie zaspokoić i przy was zatrzymać. Dla nas ważna jest też czułość, troska o nas, pamięć o tym co lubimy, czułe słowa i  wyrażane zachwyty, delikatne pieszczoty i ta świadomość, że jesteśmy pożądane. Trzeba nam wciąż mówić o tym, że jesteśmy kochane.  To wzajemne zapewnianie się o uczuciach jest dla nas bardzo ważne. Nie mam oporu by mówić Tolkowi jak  bardzo go kocham i wciąż mówić o tym co w nim lubię i cenię i jak mi bez niego źle. I nie miej oporu przed wypytywaniem nowej znajomej o różne sprawy i na początku dobrze  zapamiętuj co ci odpowiadała i te same  pytania zadawaj co jakiś czas. Bo kłamstwo ma krótkie nogi  i zawsze w pewnym momencie wychodzi na wierzch prawda.

A twój Tolek też żył twoim wspomnieniem i z innymi się nie zadawał- wypomniał Izie Karol. Tak, to prawda, śniła mi się wciąż po nocach, ale ona nadal żyła i tylko mój wygląd po wypadku wstrzymywał mnie przed szukaniem jej- wtrącił Tolek.

O Boże- jęknął Karol- jesteście ode mnie o 15 lat młodsi a o niebo psychicznie dojrzalsi. I to wspaniale, że się wszyscy razem spotkaliśmy i się przyjaźnimy. Zawsze podziwiam Izę jak cudownie, bez skrępowania ale jednocześnie taktownie umie mówić o sprawach damsko-męskich. Byliście inaczej wychowani niż ja, chyba w tym tkwi sedno. I dobrze, że studiowałem medycynę bo przynajmniej poznałem anatomię kobiety. Ale jej psychiki nie rozgryzłem. 

Gdy doszli do bramy posesji zobaczyli  Marysię, która wyszła na ich spotkanie - wpierw przeprosiła, że zawraca im głowę swoimi  sprawami, potem powiedziała, że jest bardzo możliwe, że ojciec  zostanie przewieziony karetką do Warszawy, do Instytutu Kardiologii, ale decyzja będzie podjęta rano. A Karol dopiero teraz uświadomił sobie, że zostawił swój telefon w swoim pokoju. Gdy tam doszedł akurat telefon zaczął wibrować. To dzwonił  jego kolega, doktor R. którego prosił o pomoc dla ojca Marysi. Wyjaśnił, że pacjent być może zostanie przewieziony  przed południem do Warszawy, bo wymaga bardzo specjalistycznej opieki a głównie bardzo skomplikowanej operacji i Instytut Kardiologii jest tym przypadkiem zainteresowany.

                                                        c.d.n.







sobota, 19 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść - XVI

 Pomału Iza dochodziła do wniosku, że bliźniaki to nie taki straszliwy problem - dzieci nie chorowały, wyznawały chyba pogląd, że pełny brzuszek i sucha pielucha  to rzecz najważniejsza. Śmieszyło ją bardzo gdy Tolek zastanawiał się do kogo które jest podobne.  

Po ustawowym urlopie płatnym macierzyńskim Iza wzięła trzyletni urlop wychowawczy - Tolek stwierdził, że więcej się umęczą z odstawianiem dzieci do żłobka i ciągłymi infekcjami niż będzie z tego pożytku. Zmienił pracę na lepiej płatną, choć może nie ciekawszą. Sam się sobie dziwił, że wcale nie tęsknił za pływaniem. Bo Iza i dzieci miały jakąś magiczną siłę przyciągania, znacznie większą niż życie marynarza.

Eliza i Karolek hodowali się bezproblemowo, mieli tylko jeden feler - gdy jedno zapłakało to drugie natychmiast zaczynało mu wtórować. Iza dość szybko nabrała odporności, ale  Tolek i jego rodzice wychodzili ze skóry by tylko biedne dzieci nie płakały. Duży Karol był chyba też zakochany w maluszkach i często przyjeżdżał. Po każdej jego bytności przybywało dzieciom zabawek i albumów ze zdjęciami. Teraz Iza doceniła w pełni zalety mieszkania w domu z ogródkiem - w porze ciepłej dzieci całe dnie spędzały na dworze. Dziadkowie zainstalowali piaskownicę, małą zjeżdżalnię, mały basen, a pod drzewem letnią sypialnię na poobiednie  drzemki, czyli  płócienny namiot z dużymi siatkowymi oknami, by jakieś owady nie pogryzły dzieci.  A dzieciaki z takim samym zaufaniem  i miłością tuliły się do rodziców, dziadków i Karola. 

Polska wreszcie stała się  członkiem UE i plany odnośnie pływania rekreacyjnego po Morzu Śródziemnym nabrały realnych kształtów. Ale Iza stwierdziła, że nie wyobraża sobie by pozostawić w Polsce rodziców Tolka, których  coraz wyraźniej dosięgała starość. Co prawda jeszcze stosunkowo nieźle funkcjonowali ale nie wiadomo było jak by znieśli samotność w Polsce, bo twierdzili, że oni się już nigdzie nie przeprowadzą. Przeprowadzili się raz, by być w pewnym sensie  bliżej Tolka gdy ten pływał i wiedzą, że taka zmiana miejsca to wcale nie jest łatwa, a przecież przeprowadzili się tylko o czterysta kilkadziesiąt kilometrów i nie zmieniali kraju. 

Ale Karol znalazł chyba salomonowe rozwiązanie - mogą razem z nim kupić do spółki dom w miejscowości która będzie bazą noclegową dla zawiązującej się spółki, oraz udziały w tej spółce i bywać tam w okresie wakacji np. na początku sezonu gdy jeszcze nie ma pełnego obłożenia - Tolek by pływał, a Iza z rodzicami i dziećmi spędzała tam czas. A jest przecież możliwe, że pobyt tam tak się rodzicom spodoba, że się zdecydują na zmianę miejsca zamieszkania.  

Tolek jednak  stwierdził, że już nie ma ochoty tracić życia na użeranie się z jakąkolwiek załogą, jak i brać odpowiedzialność za życie turystów na pokładzie.Dla niego ważniejsza jest Iza i dzieci. Owszem, dom może  kupić jak i udziały w spółce, ale nie zamierza pływać, więc nie wie jak te fakty przyjmą jego koledzy. I trzeba się dokładnie przyjrzeć w którym miejscu będzie ta baza, bo być może, że nie będzie to dobre miejsce, bo jak zna swoich kolegów to będą dążyć do jak najniższych nakładów, więc ta baza  może być dość oddalona od wszelkiej cywilizacji w sensie lekarz, sklepy. Ale sam pomysł kupna jakiegoś  domu nad Morzem Śródziemnym nie jest zły, z tym, że oni by tam spędzali tylko miesiąc a na resztę czasu go wynajmowali. A jak Tolek będzie  chciał popływać to zawsze może sobie na miejscu jakąś łajbę wypożyczyć. Na razie to dzieci jeszcze za małe na taką imprezę. 

Ale mogliby wszyscy razem popływać barką po kanałach Europy. Bo barka jest przestronna, jest po prostu domem na wodzie. Są sypialnie, łazienka, kuchnia. Barka jest bezpieczna dla dzieci, które i tak będą  musiały być w kamizelkach, płynie się z "oszałamiającą szybkością" od 8 do 10 kilometrów na godzinę, można podziwiać krajobraz, zwiedzić sporo miejsc po drodze i można tym sposobem podróżować po Holandii, Francji, Niemczech. A na miesiąc to można rodziców samych zostawić w Sopocie. Ale nie ma przeszkód by wypożyczyli taką większą barkę by popłynąć  nią razem z Karolem i rodzicami. Lub z samym Karolem. I mógłby nawet Karol stać cały czas przy sterze, bo nie potrzeba na takie pływanie żadnego patentu. Po prostu trzeba tylko przepatrzeć jaka trasa  by im odpowiadała.

Tak jak Tolek podejrzewał jego kolegom zależało na tym, by brał osobisty udział   w tym przedsięwzięciu, więc zrezygnował, zwłaszcza gdy przepatrzył listę tych, z którymi miałby wchodzić w spółkę i prowadzić biznes. Izie powiedział, że on już nie chce wracać do tego zawodu, nie czuje już żadnej więzi z tymi ludźmi. Nawet z Kacprem bardzo mu się rozluźniły kontakty, choć przecież się przyjaźnili.  Izuniu, to jest zupełnie inne życie, ja już tam nie pasuję. Zresztą zawsze nie za bardzo pasowałem. Wystarczy mi żeglowanie naszą łajbą, mam teraz inne priorytety. I na pewno nie zrobię z Karolka marynarza, ale myślę, że  barką moglibyśmy się już za rok gdzieś wybrać. Ojciec pewnie by marudził, że to żadne pływanie, ale mamie by się podobało. Ale zobacz, tata już  nie pływa, co najwyżej robi prace renowacyjne i porządkowe na łodzi. I nawet sam przed sobą nie chce przyznać, że po prostu już nie czuje się na siłach. 

Z czasem okazało się, że śródziemnomorskie przedsięwzięcie nie wypaliło, bowiem  każdy z tych chętnych do spółki miał inną wizję działania. W efekcie końcowym każdy działał na własną rękę.

Pewnego dnia  zatelefonował Karol z pytaniem, czy może do nich przyjechać, ale nie sam. Rozmawiała z nim Iza, więc powiedziała, że jak zwykle jest tu dla niego miejsce, więc nie ma problemu. I nie przeszkadza nikomu, że będzie z kimś. Pół wieczoru zastanawiali się z Tolkiem  z kim tu Karol przyjedzie. 

W piątek wieczorem przyjechał Karol z kobietą. Pani była zapewne w wieku Karola a może nawet ciut starsza. Sympatyczna ciemna szatynka, nie rzucająca się w oczy, z dyskretnym makijażem a w butach bez obcasów niewiele niższa  od Karola. Okazało się potem, że od roku jest recepcjonistką u Karola i jego wspólnika. Pod byle pretekstem Karol  poszedł do kuchni za Izą i powiedział - powiedz mi, tylko szczerze, co o niej myślisz - oczywiście nie teraz zaraz ale gdy już będziemy wyjeżdżać - użyj tajnego szyfru pani  Basieńki, wiesz, dotknij czubkiem kciuka górnej wargi. A ja do ciebie zadzwonię po powrocie. Iza spojrzała na niego i powiedziała- ale to przecież ty masz z nią być a nie ja. Zadurzyłeś się?  Dobrze to Izuś ujęłaś, zaczadziałem z lekka. A skonsumowałeś, zapytała z uśmiechem? No jeszcze nie. I ja mam ci doradzić czy masz konsumować? Przecież nie wiem czy chemia  zagra. No ale oceń jak ci się ona widzi, przetestuj ją trochę, proszę. Dobrze. Przetestuję.

Ale zamiast Izy testowały ją bliźniaki, którym najwyraźniej przypadła do gustu- mały zaraz przyniósł książeczki do kolorowania, Eliza przytargała 2 lalki by je razem z nią ubierać, a gdy Iza  proforma usiłowała dzieci od niej odgonić pani Katarzyna zapewniła Izę, że z chęcią się z dziećmi pobawi. Iza wtajemniczyła w sprawę teściową i ta też bystro obserwowała panią Katarzynę. Do Karolka dotarło, że pani ma na imię Katarzyna i zapytał, czy pani ma katar, bo Katarzyny to mają katar i nieco przekręcając wyrecytował wierszyk o katarze i Katarzynie.

Test wypadł tego wieczoru pozytywnie. Dzieci, ku swemu niezadowoleniu zostały w końcu zagonione do łóżek, a Tolek włączył ukrytą kamerę, by móc obserwować co malce robią. Notorycznie filmowali dzieciaki tą metodą i mieli niezłą zabawę. Następnego dnia pojechali w dwa samochody na Hel. Oczywiście nie obeszło się bez  wizyty w fokarium, potem dzieci korzystały z tej olbrzymiej piaskownicy jaką była plaża, o tej porze roku jeszcze czysta i dość pusta. Pani Katarzyna wystąpiła na plaży w sukience plażowej, Iza natomiast w bikini,  w które bezceremonialnie zajrzał Karol by obejrzeć i pomacać swe dzieło. Tolek  nieco się oburzył , że zagląda jego żonie w  majtki, a na dodatek maca, na co  dostał odpowiedź, że zaglądał już nie tylko w  majteczki Izy ale i do wnętrza jej brzucha, bo to on ją zszywał całościowo warstwa po warstwie. I widać taki jego los, że już drugi raz cerował i zszywał Izę. Nie bądź Tolek zazdrosny, ciebie też zszywałem. I opowiedział Katarzynie jak to Iza asystowała przy operacji Tolka i jak rozczarowała Karola, bo nie zemdlała na widok krwi i tym samym stracił okazję cucenia jej. Tolek się uśmiechnął i powiedział, że podejrzewa, że  Iza gdyby  miała w ręce skalpel to nawet sama by go zoperowała, bo straszna  z niej kobieta, zero litości a jak się zajęła jego bliznami to miał wrażenie, że  ona to robi  jakimiś płaskoszczypami. No fakt, okropna, dzięki niej mniej cię pociąłem i mniej się napracowałem - przytaknął Karol. Karol nadmuchał piłkę plażową i poszaleli z Tolkiem  trochę z piłką, uważając by przy okazji nie rozdeptać plączących się pod nogami dzieci. 

Iza z Katarzyną przyglądały się jak duzi chłopcy z pełnym poświęceniem gonią za piłką a Iza wypytywała Katarzynę jak się jej pracuje u Karola i jego wspólnika. Katarzyna była ciekawa od jak dawna Iza zna Karola, więc Iza  automatycznie zaczęła robić Karolowi reklamę jaki to z niego świetny specjalista i niezwykle  dobry i wierny przyjaciel a na dodatek po prostu mądry i trzeźwy facet. A to mieszkanie to on naprawdę kupił od pani?-zapytała Izę. Tak, bo mój mąż tu mieszkał, w Warszawie nie było dla niego pracy, więc ja się musiałam tu przenieść.  A  ja - to pewnie śmieszne - ale nie chciałam by je byle kto kupił i ucieszyłam się, że je chce kupić Karol. Pani Izo, za tanio sprzedała pani to mieszkanie, można było za nie wziąć więcej. Ale to było kilka lat temu a cenę wzięłam nie z powietrza tylko od rzeczoznawcy, poza tym  Karol to nasz przyjaciel, a z przyjaciół się nie zdziera. Dobrze, że miał taką sumę- odparłą Katarzyna.  Nie miał, wziął kredyt  z banku, bo ja nie mogłam czekać aż on sprzeda swoje mieszkanie. Umówiliśmy się na konkretną  kwotę i została ona wpłacona na moje konto i tylko to mnie interesowało. A dobrze się pani pracuje u Karola?  Dobrze, ale mam wszystkie popołudnia zajęte. No ale wolne przedpołudnia- stwierdziła Iza.  A nie, przed południem też pracuję, ale gdzie indziej. Zbieram pieniądze na mieszkanie dla syna, bo on biedaczek mieszka pod Warszawą a kiepsko zarabia. A ma  żonę i dwoje dzieci. A co robi?  No różnie, czasem układa parkiety i posadzki. No to niezła praca, za ułożenie parkietu nieźle trzeba zapłacić - jak robiłam podłogę w łazience w tamtym mieszkaniu to całkiem sporo zapłaciłam, a za dużo tej podłogi tam przecież nie było. Rozmowa się urwała, bo duzi chłopcy poczuli się zmęczeni i przysiedli na piasku. Tolek zerknął na zegarek i ogłosił odwrót w stronę Sopotu. 

W drodze do Sopotu Iza opowiedziała Tolkowi czego się dowiedziała od Katarzyny i Tolek stwierdził, że trzeba to koniecznie jeszcze dziś wieczorem powiedzieć Karolowi, bo chyba Karol nie wszystko wie o pani Katarzynie. Ustalili, że Tolek jakoś to zorganizuje żeby Iza  mogła porozmawiać  chwilę z Karolem sama. Najlepiej będzie wywołać Karola na  moment, gdy Iza i Tolek będą układać dzieci do snu- Tolek zostanie z dziećmi a Iza w ich sypialni porozmawia z Karolem.

                                                                  c.d.n.

piątek, 18 grudnia 2020

Nie wigilijna opowieść XV

Sprawy warszawskie Izy toczyły się sprawnie - dogadali się z Karolem co do ceny mieszkania Izy. Iza nie windowała ceny , Karol kupił mieszkanie wraz z meblami które w nim były, a Iza z tej radości, że już nie będzie musiała kombinować co z nimi zrobić nie policzyła za nie oddzielnie. Zresztą tych mebli  nie było  wiele, poza tym były dobrze dostosowane wymiarowo do wielkości pomieszczeń. Karol uzyskał w banku kredyt w wysokości ceny kupowanego mieszkania, tym samym gdy tylko Iza zabrała z niego swe rzeczy osobiste mógł się tu już wprowadzić i spokojnie zająć się sprzedażą swojego małego mieszkania. 

W kawiarni niedaleko  miejsca pracy Iza wyprawiła swe pożegnanie - dostała od swych koleżanek, kolegów i szefostwa piękne ramki srebrne a w nich wspólne zdjęcie ze wszystkimi pracownikami tego oddziału spółdzielni. Ramki były jednocześnie płaskim pudełeczkiem i w środku były życzenia od każdej z osób uwiecznionych na zdjęciu.

Tolek już pracował i przyjechał po Izę w sobotę rano, czyli jak obliczyła Iza  musiał wyjechać  z Sopotu około 3 w nocy. Zaczekali tylko na przyjście Karola, z którym Iza była umówiona na 10,00. Iza oddała mu swój drugi komplet kluczy, wypili razem pożegnalną kawę, panowie znieśli do samochodu resztę rzeczy, za kierownicą usadowiła się Iza i......odjechali. Przed  odjazdem przez kilka dni Iza usiłowała się skontaktować z ojcem, ale na próżno. Wiedziała tylko, że jej matka wylądowała w klinice, bo zaczęła  brać potężne  dawki środków uspakajających i gdy padła w pracy na podłogę niezbyt przytomna i potłuczona, wezwano pogotowie i wylądowała w Instytucie Neurologii i Psychiatrii. 

Iza była ciekawa  jak się Tolkowi podoba nowa praca. Nie narzekał, nazwał to nowym  doświadczeniem i stwierdził, że oglądanie transportu oceanicznego od strony biurka też jest ciekawe i pouczające. On z kolei mógł w firmie wykorzystać swą wiedzę i doświadczenie wyniesione z pokładu statku. Śmiał się, że przychodzili go oglądać jak jakiś okaz  fauny morskiej. A wiesz Izuś co było najgorsze? No co ?- zapytała. A to, że ciebie nie było obok mnie wieczorem w  sypialni. To łóżko było takie wielkie i takie strasznie puste, że musiałem czytać do późnej nocy, żeby zasnąć. Te kilka dni chodziłem niczym zombi, półprzytomny z niewyspania. Iza się śmiała - ja to przezornie spałam na pojedynczym  łóżku, ale też miałam kłopot z zasypianiem. I wiesz co, chyba zrobimy sobie przerwę na drugą kawę, bo co prawda wstałam o 7,00, ale jestem śpiąca. 

W domu już na nich czekano, jeszcze nim Tolek zdążył wyjść z samochodu przy bramie już był tata i ją otwierał.  Powitanie  było takie, jakby do domu zjechały dawno zaginione dzieci. I po raz pierwszy Iza uznała to za standard a nie za coś niebywałego. Poza tym czekała ją niespodzianka - w sypialni już zamontowano wybrane przez nią szafy.Męska część już była zagospodarowana przez Tolka. Na łóżku piętrzył się stosik  bielizny pościelowej,  obok  łóżka  stały zniesione ze strychu pudła z rzeczami Izy. Tolek się gęsto tłumaczył, że  je zniósł z tatą poprzedniego dnia, bo bał się, że tacie "odbije" i sam zacznie je  znosić ze strychu gdy Tolka nie będzie, a te schody prowadzące na strych są dość niewygodne. Iza czym prędzej pobiegła do rodziców by im podziękować za dopilnowanie instalacji szaf. Iza się trochę zdenerwowała czy aby się Tolek nie  nadwyrężył, ale zapewnił ją, że zainstalował "patent" i pudła wędrowały po schodach po szerokiej desce, która zawsze  do takiego celu służyła a od schodów do pokoju to były przesuwane po podłodze. 

Prezent pożegnalny od koleżanek i kolegów bardzo się rodzicom podobał, Iza musiała o każdym choć kilka słów powiedzieć. Ale  Karola to na nim  nie ma - zauważyła  mama. No bo jak znam życie to pewnie on to zdjęcie zrobił, a on to się przecież będzie z nami widywał. Powiedział, że ilekroć będziemy w Warszawie to możemy u niego nocować bo co 3 pokoje to nie dwa  małe - powiedziała Iza. Jego całe mieszkanie to miało raptem 38 metrów kwadratowych a podłoga  balkonu bo był kwadrat  o boku 85 centymetrów i był wliczony do metrażu mieszkania. I miał ciemną  kuchnię - jedynym plusem była i jest lokalizacja, bo w planach  będzie  nieopodal przebiegało metro.  Tolek wskazał na drzwi pokoju i powiedział - nasze drzwi mają  prześwit 85- jak można coś takiego nazwać  balkonem? Nie miałem pojęcia, że były w Warszawie takie klitki. Nic dziwnego- i ty i ja mieszkaliśmy w starym budownictwie a za Gomółki budowano takie klitki. Pamiętam wasze mieszkanie i tę prywatkę gdy twoi rodzice przyszli do nas potańczyć - powiedziała Iza. A ja pamiętam z tej prywatki tylko to, że tańczyłaś wtedy cały czas z Andrzejem i się całowaliście - powiedział Tolek. Iza spojrzała na niego i powiedziała - a ktoś ci bronił zatańczyć ze mną i spróbować się całować? Większość z nas się wtedy całowała. Ty się całowałeś z Zosią, ale ja ci tego nie wypominam. Ja wtedy byłam dziewczyną Andrzeja. Nie pamiętasz jak to było? Pary się tworzyły i rozpadały po tygodniu lub dwóch. Ja z Andrzejem jakoś wyjątkowo długo wtedy  byliśmy parą, prawie cały rok szkolny. Ale to nie  z nim się spotykałam w czasach liceum, wiesz chyba z kim się wtedy spotykałam.Wiem, ze mną. No widzisz. A do tego Tolka z liceum  nie masz pretensji, że się ze mną całował nim się wyniósł do szkoły morskiej?- śmiała się Iza. Ojciec objął Tolka i powiedział - nie zaczynaj  wspominek z kobietami, one mają zdecydowanie za dobrą pamięć, one są straszliwie pamiętliwe. A ja, synu, nie wierzyłem, gdy mówiłeś, że ją kochasz jeszcze z czasów licealnych. Myślałem, że zmyślasz.  Nie  zmyślał, tak było, tyle tylko że wtedy chyba oboje nie umieliśmy tego nazwać - powiedziała Iza wpatrując się w Tolka. No dobrze- zakończyła  Iza- biorę się do układania rzeczy.

 W dwa tygodnie później Iza podjęła pracę w zakładzie  kosmetycznym w jednym z hoteli. Rzeczywiście jej świadectwo pracy miało  znaczenie. Gdy była dobra pogoda szła do pracy piechotą, gdy padało to w obie strony  podwoził ją ojciec a gdy wracała z popołudniowej zmiany to przyjeżdżał po nią Tolek. W weekendy  w kuchni rządziła Iza. Z trudem przekonała teściową, że można gotować jeden obiad na dwa dni a tylko zmienić surówkę i deser, ewentualnie jednego dnia może być rosół a na drugi dzień na bazie tegoż rosołu pomidorowa.

Przy wspólnym życiu okazało się, że i Tolek i Iza są  fanatykami planowania. Dziecko też nie mogło być kwestią przypadku - musiało być zaplanowane. No byłoby miło gdyby się urodziło wiosną, bo jak stwierdziła Iza pieluchy wtedy szybko schną. Tolek robił szczegółowe wyliczenia kiedy w takim razie powinno nastąpić zapłodnienie, Iza  obliczała kiedy powinna odstawić tabletki.Przejęci byli  wielce, w końcu Iza odstawiła tabletki i gdy po 2 miesiącach odstawienia jeszcze nie była w ciąży wpadła w panikę i pognała do ginekologa. Pan doktor zbadał i w trakcie badania  zadał pytanie, które chyba powinien był zadać na początku- od jak dawno para "stara się o dziecko". Gdy usłyszał odpowiedź  z trudem zachował powagę i powiedział - "droga  pani, gdy przez rok pani nie  zajdzie w ciążę to wtedy proszę do mnie przyjść. Natura sama reguluje te sprawy." Do samochodu, w którym oczekiwał ją Tolek dotarła chichocząc się sama z siebie - gdy wsiadła powiedziała - na kosmetyce to się jako tako znam ale na kwestii rozrodu to raczej nie. Mam przyjść, jeśli za rok jeszcze nie będę w ciąży. Na ogół leczenie podejmuje się gdy przez 2 lata nie udaje się zajść w ciążę. O, to dobrze  - stwierdził Tolek - z chęcią nad tym problemem popracuję. Bo to jest   najmilsze moje zajęcie.  I chyba  niezmiernie porządnie się przyłożył bo dwa miesiące później okazało się, że Iza jest w ciąży. Tolka i jego rodziców ogarnął istny szał radości a potem zakupów pod kątem rosnącego w brzuchu Izy zarodka. Przy pierwszym badaniu USG, przy którym był oczywiście Tolek lekarz stwierdził, że ciąża jest bliźniacza,  dwujajowa. Iza zupełnie chyba bezwiednie wyszeptała- nadmiar szczęścia, ale dobrze  że nie trojaczki, czym bardzo rozśmieszyła lekarza, który przyznał jej rację, że faktycznie trojaczki to najmniej pożądana sprawa, bo nie  ma żadnej pomocy ze strony państwa, które jest skłonne pomóc dopiero przy czworaczkach. Pocieszył ją, że wygląda to na dwujajową ciążę, więc się powinny lepiej rozwijać niż jednojajowe.Gdy wyszli z gabinetu Iza poprosiła by jeszcze nie jechali do domu, chce to wpierw przetrawić bo jest trochę przerażona.Tolek co prawda nie bardzo wiedział dlaczego, ale wolał się nie dopytywać. Przeszli się więc kawałek po "Monciaku", po kwadransie Iza stwierdziła, że już doszła do siebie i że to nie jego wina, że to będą bliźniaki, no ale w sumie w porządku- chciał dwoje, będzie dwoje.  Gdy przyjechali do domu Iza powiedziała do Tolka- ty im powiedz.Przy kolacji , gdy już wszyscy siedzieli, Tolek powiedział- mamy ciekawą nowinę - będą bliźniaki, dwujajowe. A Iza widząc zaskoczenie na twarzy rodziców dodała- Tolek ma pracowite plemniki a ja chętne do pracy jajeczka i uśmiechnęła się niemal radośnie. Mama zaraz przytuliła Izę i powiedziała- nie martw się  damy radę. I tak planowaliście dwoje i dwoje będzie, tyle tylko że naraz. No zobacz mamuś ile możliwości - mogą być dwie dziewczynki, albo dwóch chłopaków  albo pareczka- powiedziała Iza, która już wyraźnie przetrawiła tę zaskakującą informację. Prawie totolotek, tylko wygrana  nieco dziwniejsza. Ostatnie trzy miesiące Iza  spędziła na zwolnieniu lekarskim - wg lekarza w brzuchu rosły chyba dwie dziewczynki. Co do płci jednego dziecka nie było wątpliwości. Tak naprawdę to Izie już było obojętne jakiej płci będą dzieci - byle były bez wad i zdrowe. Mama twierdziła, że Iza wcale nie wygląda jakby nosiła bliźnięta. To prawda, że Iza bardzo dbała przez całą ciążę o dietę i bardzo pilnowała by się nie objadać słodyczami- jadła dużo warzyw i owoców.Starała się jeść jak najmniej pieczywa.  Na dwa dni przed terminem porodu trafiła do szpitala i zapadła decyzja o cesarce, która miała być następnego dnia. Tuż przed podaniem znieczulenia spotkała ją niespodzianka- przy zabiegu miał być  Karol i obiecał, że zszyje ją artystycznie. Nie bardzo wiedziała skąd się tu wziął Karol, ale w sumie to się ucieszyła. Nie wiedziała, że z powodu jej  przerażenia Tolek telefonował do Karola, który swoimi "kanałami" cały czas obserwował jej ciążę i załatwił sobie udział "w tej zabawie", jak to później określił. Pierwsza została wydobyta dziewczynka,bo kobiety mają pierwszeństwo, potem zaraz chłopczyk. Oboje zdrowi, cali i wrzeszczący z całych sił. Teraz  do pracy przystąpił Karol i bardzo dokładnie  składał Izę w całość. Na koniec powiedział- w lecie będziesz mogła nosić nawet bikini. Tę noc pośpisz bez dzieci, musisz wypocząć. Teraz je tylko zobaczysz. Będę tu przez tydzień. Przyjdę do Ciebie za godzinę razem z Tolkiem.

I faktycznie za godzinę do pokoju, w którym leżała Iza wpierw wjechał wózek z dwoma zawiniątkami, które grzecznie spały, w chwilę później Tolek i Karol. Tolek wyglądał jakby go walec drogowy przejechał- był blady i przerażony- cały czas pytał  jak się czuje Iza, czy na pewno dobrze i wpatrywał się w dzieci jakby nie wierząc własnym oczom w to co widzi. A macie już imiona dla dzieci?- zapytał cicho Karol.  Iza zerknęła na Tolka i powiedziała- ja bym małej dała na imię Eliza, po mamie Tolka. To ładne imię i nie za bardzo teraz popularne. A  chłopcu może Karol?  Po przyszywanym wujku, który uratował kiedyś  jego mamę z opresji, potem tatę a teraz okazał się takim wspaniałym przyjacielem. Tolek powiedział- świetnie to wymyśliłaś i tak ładnie powiedziałaś. Witaj mały Karolku na świecie i jednym palcem delikatnie pogłaskał główkę synka.  Rozległo się ciche pukanie i do pokoju weszli rodzice Tolka. Wpierw został wyściskany duży Karol, potem Tolek,  na końcu Iza. A Tolek powiedział- mamy już imiona dla nich - dziewczynka to Eliza a chłopczyk to Karol. Mama podała Izie zawiniątko - przynieśliśmy dla nich ubranka gdy będziesz z nimi wychodziła do domu. Jutro dokupimy drugie nosidełko. I łóżeczko. Nie , na razie wystarczy to jedno, będą leżeć na waleta, to łóżeczko jest olbrzymie, bo dzieci mogą w nim spać do 5 roku życia. Jak wrócę do domu to pomyślimy. Może na razie kupi się dwie małe kołyski, ale poczekajcie z tymi zakupami aż wrócę z nimi do domu.

Rodzice wyszli, potem Karol musiał iść się zobaczyć z kolegą, tym, który mu zorganizował tu pobyt, ale obiecał że wróci i zabierze się z Tolkiem do domu. Gdy zostali sami Tolek tuląc Izę powiedział - dziękuję ci za te dzieci, są cudowne. Ale i tak ty będziesz zawsze dla mnie najważniejsza. A nie jesteś zazdrosny, że dałam małemu na imię Karol? Będziemy go wołać Lolek. Nie jestem i jestem wdzięczny Karolowi, że mi pomógł cię wcisnąć do tej kliniki i że przyjechał. To naprawdę dobry przyjaciel. A jeśli nawet coś do ciebie czuł to przecież jesteś ze mną a nie z nim. Oooo, ojcostwo przydało ci rozsądku, jak widzę. Nie siedźcie  długo w nocy, wyglądasz na bardzo zmęczonego. W cztery dni później Iza wróciła do  domu ze szwami i bliźniakami. Niestety nie miała pokarmu i maluszki były na specjalnych mieszankach noworodkowych Humana 0. Nie było to złe, bo przynajmniej było wiadomo ile które zjadło. Jak płakały to równocześnie, co Iza uznała za bardzo korzystny objaw.  Kupione łóżeczko zostało przedzielone na razie w poprzek na pół i maluszki całkiem nieźle w nim funkcjonowały. "Ścianka" działowa w łóżeczku był zrobiona z mocno naciągniętej na szczebelki  kolorowej tkaniny. Łóżeczko stało w sypialni a maluszki spokojnie przesypiały noce.

                                                      c.d.n.