wtorek, 23 lutego 2021

Czy to....-10

Na zakupach spędzili bez większego trudu 3 godziny. Wojtek z Bogdanem  "zaparkowali" w barku kawowym, który na szczęście dla nich miał nie tylko miejsca barowe ale i stoliki. Centrum składało się z wielu sklepów łączonych wspólnym korytarzem. I wszystko było na jednym poziomie, żadnego wędrowania po piętrach. 

Bogdan był bardzo zdziwiony faktem, że przez tyle godzin Ela kupiła dla siebie zaledwie kilka  jersejowych bluzek, jedną parę  butów, 2 ciepłe swetry, 2 pary spodni, 1 ciepłą kurtkę, za to dla niego kilka sportowych koszul w różnych odcieniach błękitu żeby..... podkreślić kolor jego oczu. Był zdziwiony ale i wzruszony, że o nim pomyślała. Weronika natomiast stwierdziła, że ona  na jesień i  zimę ma dostateczną ilość ubrań i niczego nie kupiła. 

Wracając wpadli na zakupy żywnościowe do Auchan. Wprawdzie Bogdan chciał, by dziewczyny  nie sterczały przy garach, więc proponował pójście do restauracji, ale obie stwierdziły, że mając w perspektywie osiemnastogodzinną podróż promem będzie lepiej gdy będą  jeść w te ostatnie dni coś zdrowszego niż jedzenie restauracyjne. Poza tym w restauracji nie można  swobodnie rozmawiać, w domu jest lepiej. No i można siedzieć w dresie, mieć na twarzy nawilżający krem odżywczy a nie makijaż. I można  się poprzytulać do swego kochanego i całować z nim - nie wzbudzając czyichś emocji.  I może dziś trochę "potaplają się" w tym niewielkim basenie? A potem może Wera  znów trochę się poznęca nad nimi? Nie bez kozery wpadła po drodze do apteki, a zapytana co kupiła odpowiedziała - "niespodziankę"- zobaczysz  wieczorem. Będzie  bolało, będziecie piszczeć, lubię  się znęcać. Wasze piski mnie bardzo podniecają, niezdrowo podniecają.  A zacznę dziś od Wojtka.

Bogdanowi nie udało się namówić Wojtka  by przyjechali z Werą do nich na święta i zostali do nowego roku, ale obaj ustalili, że na pewno przyjadą na święta wielkanocne. I wtedy będzie już dłuższy dzień. Co prawda to jeszcze Bogdan nie wiedział czy wtedy będą jeszcze mieszkać w Sztokholmie, ale przecież będą w stałym kontakcie, więc wszystko jest do uzgodnienia.  

Bogdan  nieustannie namawiał Wojtka, by korzystając z faktu, że zgodnie z prawem Unijnym mogą zamieszkać w dowolnym kraju należącym do UE, więc może by zamieszkali gdzieś w czwórkę - może w nieco cieplejszym kraju niż Szwecja czy Polska.? A jeśli w Szwecji  to może właśnie w Południowej Skanii?  A może w łagodnym klimacie śródziemnomorskim? 

Ale Wojtek był wielkim pragmatykiem i co chwilę  "ściągał" Bogdana na ziemię. Owszem nad Morzem Śródziemnym byłoby miło, ale wszystkie nadmorskie miejscowości włoskie , czy francuskie już dawno pękają w szwach. No to wymyśl coś, gdziebyśmy się mogli osiedlić, nalegał Bogdan. Pomyśl Bogdan o takim miejscu, gdzie nasze żony mogłyby sobie  dać nieźle radę gdy nas zabraknie. Nie może to być bezludzie oddalone od sklepów i pomocy medycznej. Pod względem socjalnym to pewnie mogłaby to być Szwecja, ale chyba nie miejsce typowo letniskowe. My wszyscy już pomału zmierzamy ku końcowi. Trzeba wybrać takie miejsce, gdzie one sobie dadzą radę bez nas, bez dobrej znajomości miejscowego języka. Zresztą to nie istotne czy my odejdziemy pierwsi, różnie z tym bywa. Trzeba się zakotwiczyć tam, gdzie człowiek stary sobie poradzi  jak najdłużej sam a gdy już nie będzie sobie radził to będzie miał dobrą opiekę systemową. Trzeba  się nad tym skupić. Pod tym względem Szwecja pewnie byłaby dobra, ale raczej jakieś miasto a nie okolica letniskowa z dwoma domostwami czynnymi cały rok.   I rzeczywiście byłoby dobrze, gdybyśmy wszyscy mieszkali razem, to jest z pewnością dobry pomysł. Będziesz miał Bogusiu nad czym myśleć w długie,  zimowe wieczory. Bogdan uśmiechnął się - najważniejsze, że będę miał się do kogo przytulić w te długie wieczory. A ty lubisz zasypiać "po cygańsku?"  Wojtek nerwowo zamrugał oczami - nie wiem, podobno nie umiem - tak twierdzi Wera. Bogdan poklepał go  po ramieniu - to bardzo proste, udzielę ci instrukcji i może udowodnisz swej pani, że umiesz i lubisz, wbrew temu co ona twierdzi. Tu nastąpiła teoretyczna część wykładu i ten, co się tak dziwił, że Wera i Ela wymieniają się  dość intymnymi szczegółami dotyczącymi partnerów - zrobił to samo. Taaak- pomyślał Wojtek, w  życiu bym nie podejrzewał, że aż tak się z kimś zaprzyjaźnię, że będę  wysłuchiwał takich wynurzeń i omawiał seks-pozycje. Świat chyba stanął na głowie. Bo trzeba dodać, że Wojtek był aż do przesady porządnym i praworządnym i trzeźwo myślącym facetem. I zapewne nigdy nie bawił się z nieletnią sąsiadką w doktora i nie wkładał żadnej dziewczynce ani panience ręki do majtek. I opowieść o cygańskiej technice zasypiania  mocno go zaniepokoiła - skąd ta tak mocno opanowana Weronika znała  taką metodę? Co prawda  jeszcze całkiem dobrze pamiętał, że nie był jej pierwszym mężczyzną, ale nigdy o nic jej nie wypytywał. Uznał, że skoro go wybrała, to znaczy, że wszystko co było przed nim nie ma już żadnego znaczenia. Teraz się zaniepokoił nieco, choć rozum mu podpowiadał, że jego obawy są wielce urojone. Dotarło do niego to, co poprzedniego wieczoru powiedziała do leżącego  nago Bogdana - że w pracy widywała mnóstwo tak rozebranych mężczyzn i pacjent na  stole zawsze był tylko pacjentem a nie obiektem erotycznych urojeń. A przecież miewała na tym stole nie tylko takich starych "rupieci" jak Boguś ale i zapewne młodych facetów. Przecież pracowała też ze sportowcami! Tylko jak się o to zapytać i nie podpaść Weronice? Na pewno nie  przy Eli i Bogdanie, bo Wera może coś takiego palnąć, że będzie  miał ochotę zapaść się pod podłogę.

Po naprawdę lekkim lunchu, czyli pizzy na spodzie z naleśnikowego ciasta dziewczyny zarządziły pływanie. Już wcześniej Ela dopilnowała by Bogdan maksymalnie ustawił podgrzewanie wody, która miała teraz 28 stopni. Ku niemej rozpaczy Wojtka, zgodnie z zaleceniem, do basenu weszli nago. Weronika, która wiedziała, że Wojtek ma dość negatywny stosunek do nagiego ciała pływała cały czas blisko niego. Po pewnym czasie pokazała obu panom jakie ćwiczenia każdy z nich powinien robić w wodzie - Wojtek na mięsień  gruszkowaty a Bogdan na ten ongiś wybity staw barkowy. One z kolei ćwiczyły.......nurkowanie, czyli powiększały sobie pojemność płuc. Gdy w pewnej chwili Ela wypłynęła wprost pod Wojtka ten aż  się wody opił z wrażenia. I Ela  bez krzty litości zapytała- czy ty aby na pewno urodziłeś i wychowałeś się w Warszawie? Czy sądzisz, że kostium pływacki coś skrywa gdy jesteśmy ciekawi tej drugiej osoby? Jesteś dla mnie w tym samym stopniu bezpłciowy nago jak i w slipach. A może myślałeś , że  rekin się tu nagle znalazł? A Weronika pomyślała- brawo Elunia,  moja szkoła!

Po godzinie  różnych  ćwiczeń wyszli z wody- zmęczeni, ale zadowoleni. Dziewczyny zwłaszcza, bo pod koniec  bez trudu pokonywały pod wodą całą długość basenu, a przedtem z trudem jego szerokość.  I z przyjemnością Wera zauważyła, że jej mąż już się oswoił z nagością własną i przyjaciół. 

Po obiedzie, który jakoś bardzo szybko zniknął ze stołu, dziewczyny  zrobiły  jabłka pod  kruszonką.W całym domu zapachniało cynamonem, kardamonem i goździkami. Dziwne - chociaż obiad był raczej sycący, jabłka też niezwykle szybko zniknęły ze stołu.  Wychodziło na to, że całą czwórkę bardziej opłaca się ubierać niż żywić. Ela z Werą postanowiły  więc zrobić wysoko białkową kolację, czyli kotlety z jajek z zielonym groszkiem w środku. Miały nadzieję, że  zrobione z 12 jajek zaspokoją głód męskiej części towarzystwa.Do tych  "dziwnych kotletów," jak to określił maruda Wojtek, zrobiły furę  surówki  selerowej. 

Nasyceni i w całkiem niezłych  humorach zaczęli dyskutować o tym, gdzie mogliby razem zamieszkać. Wkrótce okazało się, że właściwie  nie ma o czym dyskutować jeśli nie  ma się dokładnych wiadomości na temat opieki zdrowotnej. W pewnym momencie Wojtek stwierdził, że jedyne rozsądne miejsce to jest Słowacja- kraj  wprawdzie niewielki, ale całkiem tam ładnie, klimatycznie  zbliżony do ich rodzimego, wprawdzie nie ma morza, no ale jakby na to nie spojrzeć to marynarzy  wśród nich nie ma, poza tym patrząc realnie to raczej mała szansa na to,  by stali się nagle właścicielami  jachtu, za to zawsze jest szansa wyjazdu nad ciepłe morze. Wpierw jednak trzeba zebrać rzetelne informacje a potem dopiero łamać sobie głowę nad pytaniem dokąd się wyprowadzić. Mają na to właściwie jeszcze rok, bo na razie Boguś musi zakończyć pracę w tej firmie, w której obecnie  jeszcze pracuje, potem już będzie na emeryturze.  Ustalili, że zimę spędzą "Bogusiowie" w Szwecji, "Wojtki" w Polsce. Trzeba  przecież jeszcze przeprowadzić rozwód Elżbiety, co może się uda do Wielkanocy, na którą  Wera z Wojtkiem  pojadą, popłyną lub polecą do Szwecji. Przez ten czas postarają się zebrać możliwie  dużo wiarygodnych  danych na temat standardu życia ludzi w wieku emerytalnym w różnych krajach  europejskich. Ale z góry odrzucili Hiszpanię, Anglię, Francję, Szwajcarię. W grę wchodziły Włochy,  Austria, Słowacja, Szwecja, ale tylko Południowa Skania.

Weronika ogłosiła, że dziś zaczyna dręczenie od.....Wojtka. A będzie dziś  bolało jak nigdy dotąd.Gdy  Wojtek już leżał z gołym tyłkiem  na stole, stwierdziła, że potrzebuje nóż względnie nożyczki. Nożyczki kuchenne to widziała na relingu kuchennym i wysłała po nie Bogdana. Wojtek  odwrócił głowę i spytał się co ona będzie obcinać, a odpowiedź Wery przyprawiła Elę o niekontrolowany wybuch śmiechu. Ale po co ty mnie  chcesz ostrzyc. dopytywał się Wojtek. Ale czy ja powiedziałam, że chcę ciebie ostrzyc? Z tyłu przecież nie masz żadnego owłosienia, masz ładny gładziutki tyłeczek. Znów się  wygłupiasz,  zezłościł się Wojtek, na co Wera stwierdziła, że woli się wygłupiać niż płakać. W tej chwili przyszedł z nożyczkami Bogdan, a Weronika wyciągnęła z kieszeni opakowaną w plastik niebieską chińską  bańkę medyczną. Teraz rozsmarowała na Wojtkowym pośladku oliwkę do masażu, usunęła nieco powietrza z gumowej bańki i przytknęła ją do wojtkowego pośladka i zaczęła ją pomału przesuwać po nim w  różnych kierunkach. Po chwili powtórzyła tę samą czynność na drugim pośladku, póżniej na udach i łydkach. Każdy wymasowany  fragment zakrywała frotowym, grubym ręcznikiem. Na koniec "wygłaskała" obie wojtkowe kończyny i pośladki a na zakończenie dała lekkiego klapsa. I to koniec?- zdziwił się Wojtek. No na razie koniec, mam dziś dzień dobroci dla zwierząt mój koteczku. Idź obejrzeć swój tył w lustrze.

Boguś, twoja kolej. Dziś musisz  mi pokazać jak będziesz dbał o to ścięgno. Ogrzeję je trochę ciepłym  okładem a w tym czasie pomasuję ci bark, a nawet obydwa. Bardzo się ten masaż podobał Bogdanowi, na koniec Wera kazała mu włożyć t-shirt, by wymasowane barki nie chłodziły się. Naciskając  palce   Bogdana uświadamiała mu z jaką siłą ma naciskać na  ścięgno by je rozmasowywać. Masz sobie  sam zadawać ból,  nie rozciągniesz  go bez bólu. Za jakieś dwa tygodnie, jeżeli się do tego z sercem przyłożysz sam poczujesz różnicę, zrobi się  bardziej elastyczne i mniej bolesne. Przy codziennym zabiegu za pół roku powinno ci już nie  dokuczać, ale to ćwiczenie na otwieranie bioder to rób codziennie, gdy czytasz czy oglądasz TV to siedź "nieelegancko" z nogami na kanapie, stopy złączone ze sobą  podeszwami , pięty jak najbliżej pośladków, kolana jak najbardziej na  zewnątrz. 

A teraz kolej na Elę. Zdejmij  Elunia cyckonosz, potrzebuję dziś trochę rozmachu i zsuń nieco majtki, żebym ci ich nie naoliwiła. Po piętnastu minutach plecy Eli przybrały barwę buraczkową, Wera je jeszcze trochę pouciskała i owinęła Elę ręcznikiem. Idź się ubrać w coś ciepłego, stanika nie zakładaj. Kochana jesteś- Ela objęła przyjaciółkę i ucałowała  w oba policzki. Ale muszę cię zmartwić- nic mnie nie bolało. Bo nie miało boleć- śmiała się  Wera.

Wymasowani dość wcześnie, bo już o 23,00  znaleźli się w swych łóżkach. A Wojtek  tym razem zasnął z Werą "po cygańsku" i nie bardzo mógł pojąć, czemu mu kiedyś ten sposób zasypiania nie odpowiadał. I miał cichutki żal do Wery, że "odpuściła" zamiast namówić na powtórkę. Ale to była cała Wera- nie lubiła nikogo do czegokolwiek namawiać-wyznawała zasadą "nie? -to nie!"

                                                                     c.d.n.

Czy to.....-9

 Sałatkę do kolacji szykowali panowie, panie zrobiły zestaw pieczonych w piekarniku warzyw i podgrzały w mikrofalówce kurczaki. Ze spotkania z adwokatem nic jeszcze nie wynikło, wziął sprawę, wypytał Elę o wiele rzeczy, dużą wagę  przywiązywał do sprawy  sprzed lat, gdy to Jaś nie zgodził się na in vitro. Jedno co było wiadome- Ela wcale nie będzie musiała w tej sprawie przyjeżdżać do Polski. No i to jest dla  mnie najważniejsze - stwierdziła Ela. 

W dwie godziny po kolacji Wera zabrała się za masaż łopatki Eli. Odkryły, że na piętrze w tej olbrzymiej łazience jest stół do masażu ,  stabilny, drewniany, a co najważniejsze można - regulować jego wysokość. Masaż odbywał się w obecności obu panów i obaj się nie mogli nadziwić jak taka drobna, dość  niepozorna kobieta może się tak "znęcać" nad pacjentką.  Każdy jęk Eli był kwitowany wyrazami współczucia. Ela  została w końcu wymasowana  i otulona  prześcieradłem kąpielowym oraz kocem i ułożona  na jednej z leżanek.

Wera postała chwilę gimnastykując i rozluźniając swe palce, bo do masażu dodała sporo akupresury i powiedziała - no, jest jeszcze ktoś chętny na masaż? Bogdan zerknął na  Wojtka i powiedział - umieram z ciekawości jak twoja żona masuje, bo ostatnio  bardzo polubiłem masaże będąc w Ciechocinku, pozwolisz? Wojtek uśmiechnął się - oczywiście, nie ma sprawy, skoro lubisz być nieco sponiewierany.

Bogdan ułożył się na brzuchu, ale Wera powiedziała, że skoro nie zgłasza żadnych konkretnych dolegliwości to ona musi go całego wybadać. Błądząc mu po żebrach z przodu w pewnej chwili zapytała- a jak doszło do połamania  tych trzech żeber z prawej strony? Wiem, że to było bardzo dawno, ale było, prawda? No tak, bardzo dawno- wbiegałem po oblodzonych schodach , poślizgnąłem się i rozwaliłem sobą dość masywne drewniane  pudełko, które niosłem. Pudełko się niemal  rozpadło, ale ja trzy miesiące chodziłem w bandażu elastycznym. I raz na jakiś czas cię to boli, prawda? Prawda. No to teraz mi sam powiedz jakie jeszcze  miałeś kontuzje, mamy trzy dni, wybierzemy to co ci najbardziej lub najczęściej daje w kość. Lewa pachwina  i prawy bark. Tak po przekątnej?- zaśmiała się Werka.  Pachwina to pewnie ścięgno a bark to pewnie miałeś wybity. W co walnąłeś barkiem? W bandę gdy  grałem w hokeja. Pachwina też przy hokeju. Dziewczyno, skąd ty to wszystko wiesz? Z życia, z praktyki. Do tej pachwiny to musisz zdjąć spodenki- przypomnę ci, że już widziałam twoje klejnoty. Poza tym teraz jesteś dla mnie tylko i wyłącznie pacjentem i zapewniam cię, że nie jedne  męskie klejnoty widziałam. Na stole zabiegowym nie budzą we mnie żadnych pokus ani fantazji seksualnych. I uprzedzam - będzie naprawdę bolało. Sprawdzimy na ile  możesz otworzyć biodra- wpierw ta niebolesna strona-ja ci będę twoją piętę  dosuwać do pośladka i jednocześnie odwodzić w tym zgięciu nogę na zewnątrz. Rozluźnij mięśnie i nie broń się, powiedz, kiedy zaboli. Tu jest niemal dobrze, bo trzeba brać też pod uwagę, że młodzi to nie jesteśmy. A teraz ta druga strona - spokojnie, nie wyrwę ci nogi z tyłka. Teraz cię będzie bolało, ale wpierw coś  ci  zaprezentuję - przejedź chwytem pęsetowym, to ścięgno lewej pachwiny, a teraz prawej. Czujesz różnicę? Jest jakby grubsze i tym samym krótsze od prawego. Codziennie będziesz je bardzo delikatnie rozciągał, ale przed każdym rozciąganiem będziesz je masował olejkiem do masażu. Ono musi być rozgrzane  masażem. Dobrze wpierw wziąć ciepły prysznic, potem pomasować a na koniec  delikatnie rozciągać.I nie wykorzystuj do tego Eli, bo podejrzewam,  że kiepskie byłyby wyniki tego rozciągania, za to dobry seks. A teraz pokaż ten bark. Teraz cię zaboli trochę, polecę po nerwie. Biedny Bogdan wręcz piszczał z bólu przez chwilę. Potem Wera  energicznie masowała bark, na koniec poprosiła by uniósł rękę w górę i wykonał kilka ruchów- no i jak? dzieje się coś w środku? Nie, nic się nie dzieje. No to tak trzymaj. W górze? cały czas? - zdziwił się Bogdan. Wera zaczęła się śmiać- ciekawie by to wyglądało, facet chodzący cały czas z  ręką wyciągniętą do góry. Zapominam czasami, że tu nie  mieszkasz, to tylko takie powiedzenie.

Następny proszę - chodź, chodź Wojtuniu.Tylko chwilę zaboli a potem nie będzie  bolało przy chodzeniu. Od kilku dni źle chodzisz. Kładź się, ściągnij spodnie i spodenki, potrzebuję twoją gołą pupę pomęczyć. Połóż się na lewym boku, zegnij prawą nogę w kolanie- uprzedzam- będzie  bolało , ale muszę się jakoś dostać do mięśnia gruszkowatego. Auuu, rozległo się w łazience. No widzisz, to są skutki, jak się od razu nie mówi żonie, że coś boli. Bo nie chciałem ci głowy zawracać, tłumaczył się Wojtek. Potem jeszcze pomasowała udo, drugi pośladek i łaskawie pozwoliła mu się ubrać.

.No i jak, wszyscy zadowoleni? Zamiast pływania w basenie  będzie lepiej gdy weźmiemy dziś cieplutką kąpiel. Zmęczyłam się trochę. Już nie ta kondycja niestety. Trzy osoby na krzyż a ja już się zmęczyłam. Smutne to, naprawdę, ale normalne.

 Bogdan, ty to jesteś dziecko szczęścia - stwierdziła Wera- bo to jest coś spotkać w siedemdziesiątej wiośnie życia swą dawną miłość i jeszcze wyrwać ją z małżeństwa dla siebie. I jeszcze, żeby było zabawniej, chcesz się z nią ożenić. I tak sobie myślę, że chyba jednak byliście sobie przeznaczeni. Powiedz mi, jak to jest  -  ona  miała 18 lat, ty 23. Byliście dla siebie pierwsi, skonsumowałeś  a potem  mijają niemal lata  świetlne i spotykacie się ona sześćdziesiąt pięć lat, ty siedemdziesiąt i co?- masz przed oczami bardzo dojrzałą kobietę,  z którą  nie starzeliście się razem tak jak my z Wojtkiem. Przepraszam, że cię o to pytam, ale  dla mnie  jest to ciekawe, zawsze mnie interesowały relacje międzyludzkie a zwłaszcza różnopłciowe. Czy nadal widzisz w niej tę Elinkę, której zabrałeś dziewictwo i porzuciłeś? Czy  może interesuje cię ta dojrzała kobieta, a tamta  Ela to tylko blade wspomnienie?  

Bogdan długą chwilę milczał, w końcu powiedział -właściwie nie zastanawiałem się nad tym. Mieszkaliśmy po sąsiedzku, pamiętam ją gdy jeszcze oboje biegaliśmy po swoich ogrodach w samych majtkach i razem się bawiliśmy- czasami, nie zawsze, bo w pewnym etapie życia to nawet tylko 3 lata  to jest przepaść rozwojowa. Nie chodziliśmy do przedszkola, nie mieliśmy rodzeństwa. Gdy ona miała 5 lat bawiliśmy się w doktora -z takim samym zapałem zaglądałem jej do gardła jak i między nogi by się dowiedzieć jak ona sika. A potem nie pozwalałem jej się bawić z innymi chłopcami, mówiąc, że będę jej mężem gdy dorośniemy. To na niej ćwiczyłem pierwsze pocałunki z języczkiem, oglądałem jak rosną jej piersi. Nikomu nie  przyszło do głowy  by się zainteresować tym co robimy. W jakiś dziwny sposób była częścią mnie. Bawiliśmy się ze sobą swoimi ciałami i nikt tego nie zauważył. Gdy miała 17 lat a ja 22, na strychu, a właściwie na tzw. przygórku, gdzie był regularny pokoik z  łóżkiem, w moim rodzinnym domu skonsumowałem ten związek, z pełną asekuracją, nie byłem głupi. I robiliśmy to niemal codziennie. Ja ją naprawdę kochałem. Grałem w tym studenckim  zespole, bo miałem z tego forsę- wtedy rodzice nie dawali dzieciom pieniędzy raz w miesiącu, ale o wszystko trzeba było prosić. Chciałem mieć własne pieniądze i dlatego podpisałem ten kontrakt na statku. Tam było kasyno. Potem się wszystko poplątało-namówiono mnie na grę, kilka razy wygrałem no i zamiast na tym poprzestać dalej grałem a potem przegrałem. Wciąż miałem głupią nadzieję, że jednak się odegram.Nie miałem odwagi pokazać się Eli na oczy. A tęskniłem ogromnie.Potem mama napisała, że Ela wyszła za mąż. Szalałem, zawsze miałem zbyt wybujały temperament, ale żadnej nie pokochałem. Spotkałem Baśkę Lucjanową - na początku nawet rozmawiać ze mną nie chciała, byłem tą świnia, która porzuciła dziewczynę tuż przed ślubem. Ale w pewnym sensie odbyłem przed nią spowiedź i dowiedziałem się, że wcale  Ela nie jest szczęśliwa w małżeństwie. I wtedy wszystko wróciło w mej głowie - tęsknota za Elą. Pytasz jak ją odbierałem po tylu latach- widziałem jednocześnie dwie kobiety - Elinkę, której zabrałem dziewictwo, czego nawet  za bardzo nie odczuła, bo za często się bawiliśmy w doktora a moje ręce  ciągle lądowały w jej majtkach i kobietę w której wciąż odnajdywałem moją Elinkę, Elinkę ze snów, z okresu tęsknoty. Mam lustro, mam oczy i widzę jak wyglądam, ale ta Elinka  ze snów jakimś cudem mnie toleruje, łysego, nieco zbyt dużo ważącego. Wiesz, miłość jest osadzona w 3/4 na seksie, choć można i bez miłości mieć dobry seks, nie tylko mężczyźni, kobiety też. 90% związków zaczyna się od pociągu seksualnego, tak jesteśmy  zaprogramowani po prostu.Nie wiem ile czasu da nam życie, ale chcę dać jej wszystko czego tylko zapragnie. 

Wiem, że chroniłaś ją przede mną, tłumaczyłaś, że nie do niej przyjechałem. Nie mam o to do ciebie żalu, jesteś po prostu dobrą przyjaciółką. I wielką realistką. Jesteście jak siostry. Aż boję się , co będzie gdy się rozdzielicie. I przyrzekam- zacznę teraz o siebie bardziej dbać, by jak najdłużej być z Elą. Byłbym najszczęśliwszy gdybyśmy z Elą  mieszkali blisko was -Ela  marzy byśmy mieli razem z Wami dwa domy na jednym terenie- przeżywa okres rozdarcia wewnętrznego - coś jak rozdzielenie sióstr syjamskich. I dlatego,  między innymi chcę kupić dwa domki w tej samej miejscowości, byście mogli być razem z nami choć kilka miesięcy w roku a może uda mi się jeszcze coś innego wymyślić. Albo rozległy dom parterowy. Przede wszystkim musicie do nas przyjechać by poznać Szwecję. Chciałbym też byśmy w czwórkę ją  trochę zwiedzili. 

I jeszcze coś - mam  wielce mieszane uczucia względem Jasia- mam ochotę powiedzieć  mu, że byłem pierwszy, że znam Elę od dziecka, że zawsze była częścią mnie, że z  powodu mojej głupoty   został jej mężem,  a z drugiej strony czuję, że jest to bez sensu, bo facet ma dość ciasny umysł i jednocześnie dość dobre wyobrażenie o sobie, swoich możliwościach w wielu dziedzinach. W sumie mi go  żal ale  mam wrażenie, że świadomość, że ma  mieszkanie i samochód i może szpanować - w pewnym sensie mu wynagrodzi brak żony.

Dochodziła północ, więc doszli do wniosku, że jednak czas pospać. I wszyscy byli bardzo zadowoleni ze wspólnie spędzonego wieczoru. Mieli jeszcze  przed sobą trzy dni bycia w czwórkę.

                                                               c.d.n.







poniedziałek, 22 lutego 2021

Czy to....8

Następnego dnia rano zatelefonowała do nich Ela.Weronika zdała jej sprawozdanie z tego co mówił Jasiek i obie były zadowolone, że tej nocy Bogdan i Ela już nocowali pod Warszawą.  Popatrz, nawet nieźle się stało, że nie wzięłam wszystkich  rzeczy. Musi teraz  nieźle czaszkować gdzie  mieszkam, coś czuję, że obleci na osiedlu wszystkie moje znajome  babki i będzie się  o mnie  dopytywał. No cóż, trochę mnie  kobietki poprzeklinają, ale nie mogę im teraz nic powiedzieć, bo jak na razie to jeszcze jestem w  Polsce. Dziś mam z Bogdanem spotkanie z adwokatem. Boguś marzy by to wszystko mogło się odbyć zdalnie i w tym kierunku chce ustawić adwokata. 

Werka, obudził cię ktoś kiedyś całowaniem w palce stóp? Jeśli nie, to mi zazdrość.Nie sądziłam, że coś takiego może być tak podniecające. W ogóle to mnie nikt jeszcze tak nie całował jak on.

Wieczorem mi udowodnił, że nie mam takich miejsc, które nie nadawałyby się do całowania. No to powinnaś się, moja droga Eluniu, rewanżować tym samym- to jest ta super bliskość kochanków gdy nie ma rzeczy wstydliwych, zakazanych, byle nie zrobić krzywdy lub tego co drugiej stronie niemiłe. Rewanżuję się, co chwilę uczę się czegoś takiego czego nigdy nie robiłam. To jest cudne. I wiesz co, schudłam 4 kilogramy. Jemu też się poprawiła linia.Wczoraj zasnęliśmy po cygańsku, a gdy chciałam zmienić pozycję przytrzymał mnie i szepnął- zostań, tak mi dobrze. 

Spotkanie będzie około trzynastej i po nim do ciebie zadzwonię i pewnie się na popołudnie umówimy. My tu mieszkamy sami, moglibyście  do nas przyjechać na kilka dni. Jest  fajny duży ogród. Wyskoczyłybyśmy na zakupy, bo jednak muszę  parę rzeczy kupić, podjedziemy w czwórkę, z 6 km stąd jest nowe centrum handlowe. Zgódź się, proszę. No oczywiście, ale wpierw spotkajcie się z tym adwokatem, to najważniejsze. Pozdrów Bogusia od  nas.

W dwie minuty później znów zadzwonił telefon - Wera zerknęła   na wyświetlacz - to telefonował Jaś.  Cześć- z kim tak długo gadałaś? Z przychodnią lekarską, muszę się zapisać do konowała -Weronika kłamała jak z nut - one podnoszą słuchawkę, mówią proszę zaczekać  a w tym czasie obsługują osobę, która stoi przy okienku i ten co telefonuje czeka w nieskończoność. A co, chora jesteś? Nie , ale muszę wziąć receptę na leki, które stale biorę. Wera, a znasz telefon do Halinki? Do której Halinki, ja nie znam żadnej Halinki. No do tej koleżanki Elki, która nas namówiła żebyśmy zamienili poprzednie mieszkanie na to.  Jasiu, ja tej Halinki to na oczy nie widziałam, Ela mi tylko o niej opowiadała, że Halinie mąż nagle umarł. Z waszych sąsiadów to raz spotkałam u was Grażynę, ale strasznie dawno, gdy się  tylko przeprowadziła na Wasze osiedle. Bo widzisz - zaczął Jaś - Elka wcale nie wzięła swoich rzeczy, szafa pełna, wygląda to tak, jakby poszła gdzieś do jakiejś sąsiadki.  Jasiu - Ela miała sporo koleżanek z pracy, więc może któraś z nich blisko mieszka  a ty jej nie znałeś. Skoro nie wzięła żadnych rzeczy to pewnie któregoś dnia po nie przyjdzie. A co ją tak z tym rozwodem napadło?- dociekał Jaś. Jasiu, o tym , że ona chce się z tobą rozejść to  już chyba nie jeden raz słyszałeś no i pewnie  teraz postanowiła  zrobić to, o czym mówiła już nie jeden raz. Wyjechała, bo ostatnio ciągle się o wszystko kłóciliście, prawda? Gdy byliśmy z Wojtkiem u was ostatnio to też się kłóciliście. Wyjeżdżając  pewnie wzięła jakieś ciuchy z domu, więc ma jakieś ubranie, goła z domu na pewno nie wyszła. Teraz  jest po sezonie to pewnie sobie coś wynajęła za pół ceny. No a skoro napisała ci, że chce rozwodu to zapewne dostaniesz zawiadomienie z sądu. Pewnie woli gdzieś w spokoju poczekać do rozprawy niż się z tobą w domu kłócić. Mówił mi Wojtek, że zostawiła ci samochód i mieszkanie, więc w najgorszym razie zostaniesz bez  żony, ale będziesz miał mieszkanie i samochód. Myślę, że nie jeden facet tak by chciał. A pewnie- zauważył Jaś- niech ją diabli wezmą. Nie życz Jasiu nikomu  źle, bo los jest mściwy. Zadzwoń do mnie gdy Ela wróci lub napisze do ciebie albo przyjdzie coś z sądu. Trzymaj się! Odłożyła słuchawkę i ciężko westchnęła.

W drzwiach pokoju stał Wojtek i bezgłośnie bił jej brawo. Nieźle ci poszło żono. No właśnie, nabieram wprawy w rzeczach dziwnych a bliżej nie określonych. Moja przyjaciółka przeżywa to czego nie przeżyła w młodości, bo nie trafiła na właściwego dla siebie  faceta. Nadrabia zaległości w miłości, w seksie innym niż po misjonarsku, schudła 4  kilogramy i zapoznaje się z anatomią mężczyzny bo gość sypia bez piżamy. Chyba  będę musiała  wziąć u niej kilka lekcji. U niej czy u niego? Wojtek usiłował sprecyzować kto ma tych lekcji udzielać. Weronika wzruszyła ramionami - wszystko jedno, grunt to nauczyć się czegoś nowego, albo przypomnieć sobie jak to bywało na początku. Bo wiesz, gdy czegoś nie trenujesz to tracisz wprawę. To jak z grą na fortepianie- gdy ciągle ćwiczysz zagrasz wszystko bez  szukania wzrokiem właściwego klawisza. Wera, a co wy tak z Elką ciągle o tym spaniu po cygańsku?  Bo niektórym facetom  taki styl spania pasuje. Kiedyś próbowałam tak z tobą spać, ale ci nie pasowało, więc nie stosuję. Nie pamiętam- cicho powiedział Wojtek. Mało ważne, nie musisz - pocieszyła go Wera. Może kiedyś ci to zaprezentuję, ale to zabawa dla napalonych facetów.

Około 16,30 zatelefonowała Ela - w duecie z Bogusiem powiedzieli, żeby Wera i Wojtek przyjechali do nich i żeby pomieszkali tu z nimi aż do końca, czyli do soboty rano, bo w sobotę jadą do Gdyni. Jak przyjadą teraz, to droga zajmie im nie więcej niż 30 minut, bo chyba będą jeszcze duże korki. Oni będą czekać pod  wejściem  do Auchan w Piasecznie, tym bliżej Warszawy i razem pojadą dalej, bo po  ciemku można nieco zabłądzić. Na zakupy odzieżowe pojadą  następnego dnia przed południem, a dziś sobie zrobią  grilla, zakupy żywnościowe są już zrobione. 

Trasa, która im dotychczas zabierała 15 minut tym razem pochłonęła niemal 40 minut. Przed wejściem do Auchan stała, a właściwie dreptała  dookoła kwietnika  Ela, a Boguś jeździł dookoła parkingu, bo nigdzie w pobliżu nie było miejsca do zaparkowania. Odetchnął z ulgą gdy zobaczył, że obok Eli  stoi Wera. Bogdan zgarnął obie i podjechał do wyjazdu ze służbowego , na którym stał na uruchomionym silniku Wojtek i żeby już wreszcie opuścić to zatłoczone miejsce wyruszyli do  willi, w której mieli pomieszkać, pierwszy jechał Bogdan z dziewczynami, Wojtek za nim.  W 10 minut później wjeżdżali na dużą, otoczoną wysokim żywopłotem posesję. Dwie sąsiednie działki były jeszcze nie zabudowane, ale już starannie ogrodzone i obsadzone "materiałem na żywopłot", jak to ładnie ujęła Ela.. Samochody zostały wstawione do garażu, Bogdan tylko uprzedził, by wszystko wziąć z samochodów co komu potrzebne, bo włączy alarm. Po wejściu do budynku tez trzeba było w pierwszym etapie wyłączyć system alarmowy. Bogdan się śmiał, że jeśli będzie im brakowało chętnych do jakiejś zabawy to wystarczy spowodować włączenie się alarmu a w ciągu 10 minut przyjedzie patrol z firmy ochroniarskiej. I żeby był jeszcze zabawniej, to musiał podać kuzynowi  dane personalne Wery i Wojtka, oraz  numer rejestracyjny ich samochodu bo kuzyn zgłosił w monitoringu, że oni tu będą do soboty włącznie. Porażająco - przerażające stwierdzili  obaj panowie. A czy może ogrodzenie jest pod prądem?- z wielką obawą w  głosie zapytała Weronika- nie mam pojęcia, ale może lepiej tego nie sprawdzajmy stwierdził Bogdan. Przebywanie na terenie było nieco dziwne, dopóki Bogdan nie włączył oświetlenia. Gdy zaświeciły się niewysokie  lampy z matowymi  kloszami zrobiło się bardzo miło, a żywopłot już nie wyglądał niczym mur więzienny. Tu musi być całkiem fajnie latem- stwierdziła Wera. Teraz to już za zimno na wieczorne  siedzenie w ogrodzie. A mnie się tu najbardziej podoba garaż - stwierdził Wojtek. Fajną ma tę ścianę z różnymi narzędziami. Łatwo wszystko  znaleźć i dobry dostęp do wszystkiego. A mnie- stwierdził Bogdan mierzi fakt, że trzeba zakładać alarmy i mieć dom pod monitoringiem- to jest jak dla mnie chore.  Chodźcie dalej, na dole  są dwa pokoje tzw. gościnne z własnymi łazienkami, kuchnia z przyległościami typu spiżarnia z dwiema lodówkami  i furą szafek na artykuły spożywcze. W kuchni  może spokojnie siedzieć z 10 osób przy stole,  są dwa salony- jeden to typowa jadalnia, drugi z cała masą podręcznych stolików, kilkoma fotelami, kanapami - taki salon do rozrywek. Ale to wszystko nic - powiedziała Ela - zaraz wam pokażemy największą atrakcją, ale musimy zdjąć buty i założymy jednorazowe kapcie, które potem się wyrzuci. Chodźcie! Weszli do niezbyt szerokiego korytarza - wskazując na pierwsze drzwi Ela powiedziała- to są drzwi do garażu, a my idziemy dalej i mamy do pokonania 5 schodków i mały przedpokoik i ......otwieramy drzwi i......mamy własny basen. Kąpiemy się tu w stroju takim jak nas   Bóg  stworzył - żadnych kostiumów. Preparat do dezynfekcji wody toleruje tylko gołą skórę.  Za drzwiami na lewo znajduje się pralnia- do pralki wchodzą 4 zmiany pościeli. W sumie są trzy pralki, w tym jedna taka "normalna". Aaa, zapomniałam- jest tu jeszcze szafo-szatnia ze szlafrokami i ręcznikami. Basen mały, bezpiecznej głębokości 150 cm  6 na 12 metrów. No i jak? Kupujecie? 

A co? ktoś to sprzedaje? - dopytywała się Wera. Bo tak patrzę na to wszystko i myślę, że to posiadłość jakby nieco z innej niż Polska  bajki. Pomijam  już fakt, że sama działka tu kosztuje fortunę, a wybudowanie domu z basenem i utrzymanie go to też nielichy koszt. Masz Bogdan bogatego kuzyna. No tak, biedny nie jest- stwierdził Bogdan- a ten obiekt to dostał jako  pokrycie  długu. A teraz ma zagwozdkę co z tym fantem zrobić- jak na razie nikt tego jeszcze nie zdecydował się kupić. I jakoś mnie to nie dziwi. Gdyby coś takiego było w jakiejś miejscowości letniskowej, uzdrowiskowej, no to jeszcze. Ale na górze pokoje są bardzo duże i jest tylko jedna duża łazienka, a może raczej pokój łazienkowy z wydzieloną toaletą. Żona kuzyna była tu dwa razy - pierwszy i ostatni zarazem. Omal się nie rozeszli przez ten dom. Teraz ona się z niego nabija, że musi poczekać na jakiegoś szejka arabskiego, który tu pewnie zrobi harem. Ale to byłby strasznie mały harem, śmiały się dziewczyny. Na górze właściciel haremu a na dole wszystkiego dwie nałożnice to co to za harem? To przecież tak, jakby  facet miał żonę i kochankę. To sytuacja, którą ma wielu  facetów. I to jest niesprawiedliwe - stwierdziła Wera - kobiety też powinny mieć prawo do posiadania czegoś w rodzaju męskiego haremu. Widzę co prawda pewną trudność w korzystaniu z tego haremu. Z usług pań  korzysta się niezależnie od ich chęci, nastroju itp, nie ma z tym problemów technicznych, ale męskie usługi w tym zakresie nie zawsze są technicznie możliwe.

Wiecie co, chodźmy teraz coś przygotować do jedzenia, grilować  to będziemy jutro, dziś wstawimy do piekarnika to co już jest firmowo podpieczone, dorobimy  sałatek. A wieczorem przed snem sobie popływamy. Wera, a pomasowałabyś mnie, bo coś mi lewa łopatka znów marudzi, a jak ruszam ręką to coś mi w łopatce przeskakuje- narzekała Ela. A masz jakiś olejek, bo ja nic nie mam ze sobą, nie powiedziałaś mi tego wcześniej. Ale może znajdziemy tu w kuchni zwykłą oliwę z oliwek, to też się nadaje. Zrobimy kolację i po kolacji cię pomasuję, dobrze? Kochanie moje, to może ja cię pomasuję? dopytywał się Bogdan. Ela uśmiechnęła się słodko - mnie jest potrzebny fachowy masaż, a Wera jest po kursie i wie co kiedy trzeba pomasować, nacisnąć, naciągnąć, pociągnąć. Jest niemal tak samo dobra w te klocki jak pan Józef. Tyle tylko, że ziółek nie serwuje.

                                                                         c.d.n.



PS. Prośba do "Unknown" - bardzo proszę dodać imię


niedziela, 21 lutego 2021

Czy to.....-7

 Ranek zaczął się dość późno - no ale gdy się gada  długo w noc, poranne wstawanie  nie wychodzi. Przed śniadaniem Bogdan z Wojtkiem postanowili przespacerować się po osiedlu, bo jak stwierdził  Bogdan, w Polsce on stanowczo zbyt dużo je. No i się Werze "podłożył"-  a zmusza cię ktoś byś jadł za dużo?- spytała z wyraźną troską w głosie. No nie - chyba mi za bardzo tu wszystko smakuje - i wszyscy wybuchnęli śmiechem. Panowie obeszli szybkim marszem całe osiedle a Werka i Ela spisywały w tym czasie co Ela musi zabrać ze sobą z domu. Ela była wyraźnie zdenerwowana a poza tym obie wiedziały, że odległość pomiędzy Warszawą a Sztokholmem jest jednak sporo większa niż pomiędzy dwoma krańcami Warszawy. 

Ela nieco popłakiwała, ale jednocześnie nie wyobrażała sobie już powrotu do Jaśka. Była zaskoczona witalnością Bogdana i jednocześnie zachwycona jego troskliwością i tym wszystkim, czego nigdy nie doświadczyła z Jaśkiem. Opowiedziała też Weronice dlaczego nie doszło do ich  ślubu i że Bogdan  nadal czuje się winny nie tylko wobec  niej, uważa też,  że z jego powodu rodzice  zbyt wcześnie umarli. Opowiedziała też dokładnie o ich parodniowym pobycie  w Ciechocinku i umówiły się, że następnym razem pojadą do Ciechocinka w dwie pary, nie na tydzień ale  na cztery tygodnie. Popatrz Wera - miałaś chyba jakieś  jasnowidzenie, gdy mi doradziłaś bym sprzedała te  akcje i założyła sobie konto nie mówiąc o nim nic Jaśkowi. Te akcje w niedługi czas potem bardzo straciły na wartości a ja na szczęście zdążyłam je wcześniej sprzedać i złotówki zamienić na euro. 

Eluniu, będzie mi ciebie bardzo brakowało- stwierdziła Wera i pamiętaj - miej oczy szeroko otwarte, każdy nałóg z młodości może wrócić na starość. Mnie wróciła na starość podejrzliwość i brak  zaufania, ale to mało szkodliwe wariactwo, myślę, że znacznie niebezpieczniejsza jest zbytnia ufność. Wytłumacz Bogusiowi po drodze skąd to się we mnie wzięło. A on jest na tyle bystry facet, że bez trudu to pojmie. Ale się biedak przeraził gdy mu rękę wsadziłam pod koszulę! Aż mi się śmiać zachciało. Elżbieta spoważniała - nie śmiej się, ty masz niesamowity dotyk, gdy mnie masujesz to normalnie prąd mnie zawsze przechodzi. Może i on tak to odebrał, muszę się go wypytać. Miał rację ten  rehabilitant, u którego kiedyś byłaś. 

I wiesz, twój Wojtek ma rację, zrobimy tak jak on to zaplanował. I tak na wszelki wypadek pojedziemy tak, by być tam około  pierwszej - jak dobrze pójdzie to on będzie na spacerze- to jego stała godzina. Ja się najlepiej wcale nie będę do Jaśka odzywać, bo po co? Ostatnio wciąż się kłóciliśmy, niemal o wszystko. Więc czas z tego wyjść.  I lepiej będzie gdy Bogdan zostanie w samochodzie. Też tak myślę- stwierdziła Weronika- bo gdy Jaś wpadnie w rezonans to będziemy się musieli wszyscy szybko stamtąd ewakuować, aż szkoda, że to mieszkanie nie jest na parterze. Więc tak na wszelki wypadek zacznij od zabrania dokumentów, w drugiej kolejności zajmij się biżuterią  a ciuchy? Jedziecie wszak samochodem, możesz się jeszcze obkupić po drodze w Polsce. O rany, to jest genialny pomysł - stwierdziła Wera. Tym bardziej, że Bogdan chyba jeszcze nie zabookował nas na prom, zrobi to dopiero gdy zabiorę swe rzeczy. Zapewne pobędziemy kilka dni w Gdyni. 

Mam genialny pomysł- stwierdziła Elżbieta- jedźcie z nami do Gdyni. Możemy się zwalić Basi Lucjanowej na głowę! Okazja  niebywała. Ela - ale omów to wpierw sam na sam z Bogdanem, dobrze? Bo może on wcale nie marzy ani o naszym ani o Basi towarzystwie a głupio by mu było zaprotestować gdy rzucisz taką propozycję przy nas. Uświadom sobie, że Bogdan  to nie Jasiek, to myślący facet. Poza tym osobiście wolałabym nocować w hotelu niż u Baśki- tam jest dwoje dzieci i bez nas Baśka ma furę roboty. Dobrze, masz rację, tak zrobię. Ale namówisz Wojtka, jeśli Bogdan się zgodzi  byśmy jechali w dwa samochody? No jasne, że namówię.

Ela, a wytłumaczyłaś Bogdanowi jak się śpi po cygańsku? No pewnie, był zachwycony, więc mu obiecałam, że gdy zrzucę kilka kilogramów to zawsze będziemy tak sypiać. Przynajmniej część nocy. A najwięcej go ubawiło to, że my tak naprawdę nie znamy żadnej Cyganki lub Cygana. Ale pomysł uważa za świetny. A wiesz, że on zaprosił pana Józefa by przyleciał lub przypłynął do nas do Sztokholmu?  Wiesz, on ma tak jak wy dwie sypialnie, ale mieszkanie  ma 70 metrów a nie nieco ponad 50 jak to. 

O Boże, jęknęła Wera - 70 metrów do sprzątania - nie wyrobiłabym już. Już tu muszę mieć kobietę do sprzątania, przychodzi raz w tygodniu. Od samego patrzenia jak ona sprząta jestem zmordowana i wszystko mnie boli. A dokładna w tym wszystkim aż do bólu. Przedtem sprzątała za stawkę godzinową, potem jej wytłumaczyłam, żeby mi powiedziała ile jej zdaniem jest warte to sprzątanie i płacę 80 zł za każdym razem. I zawsze robię jej przerwę i pijemy razem kawę , jemy coś do kawy i gadamy. Jak znam życie to tam też na pewno znajdziesz kogoś do sprzątania i zapewne będzie to ktoś z językiem polskim. Mąż jednej z moich sąsiadek już kilka miesięcy jest w Szwecji, pracuje w firmie, która  wieczorami i nocą sprząta biura. I bardzo sobie tę pracę chwali. A jak zjeżdża do Polski to stwierdza, że tu nikt nie potrafi porządnie sprzątać, czym denerwuje swą żonę.

Gdy zajechali na osiedle gdzie mieszkała Elżbieta było chyba piętnaście minut po pierwszej. Bogdan zaparkował pod innym blokiem, wśród innych, czarnych samochodów, by nie rzucać się w oczy. Łyso -blond głowę osłonił czarną czapką z daszkiem czym rozbawił dziewczyny, ale postarały się zachować powagę. Podeszli do bloku, w którym było mieszkanie Eli, wjechali  windą na trzecie piętro i Ela otworzyła drzwi wejściowe swoim kluczem. Jasia nie było w domu. Szybko  zaczęły od zabrania dokumentów, które Weronika włożyła do swej przepastnej torby, w której, jak złośliwie mawiał Wojtek mogłaby i prosię pieczone wynieść z weselnego przyjęcia. Wojtek zamknął przezornie drzwi wejściowe na zasuwkę, by nic nie naprowadziło Jasia zbyt wcześnie na to, że ktoś jest w domu. Weronika i Ela spiesznie wrzucały do dwóch walizek tylko najpotrzebniejsze  ciuchy, Ela zgarnęła w całości swoje pudełko z biżuterią, zabrała kilka pamiątkowych dla niej bibelotów. Do kubka, w którym tkwiła Jasiowa szczotka  do zębów  wsadziła kartkę z informacja o tym, że go opuszcza i zakłada sprawę rozwodową. I tak jak planowała wrzuciła tam ślubną obrączkę. Cała operacja zajęła im równe 20 minut. W ostatniej chwili Ela dorzuciła do walizki album ze zdjęciami rodzinnymi. Na wszelki wypadek schodzili schodami, bo Ela wiedziała, że jej mąż zawsze korzysta z windy gdy udaje się w górę a schodami gdy schodzi. Wychodząc z budynku rozejrzeli się i niemal biegiem dopadli do samochodu, w którym Bogdan nerwowo bębnił palcami w kierownicę. Na wszelki wypadek Wojtek i Ela na tylnym siedzeniu skulili się, Weronika obok Bogdana zsunęła się na fotelu najniżej jak mogła. Gdy wyjechali z uliczki pod blokami wszyscy głęboko odetchnęli. Nic nie mówiąc dotarli  do  domu Wojtków. Nim wysiedli z samochodu na wszelki wypadek się rozejrzeli czy aby nie widać tu gdzieś samochodu Jasia. W  mieszkaniu Ela wpierw sprawdziła, czy ma wszystkie dokumenty, paszport przełożyła do swojej torebki. 

Bogdan natychmiast rozpoczął urzędowanie przy telefonie. Zaczął od....kupna samochodu od kuzyna. Umówili się, że kupi ten okazowy egzemplarz, którym aktualnie jeździ a wszystkie  formalności załatwi kuzyn. Na wszelki wypadek miejsce na promie  będzie rezerwował na następny tydzień,  a tego dnia wieczorem zjedzie do kuzyna z Elą i resztę omówią na miejscu. Wojtek podłączył do sieci nowy aparat telefoniczny, którego nie lubił, ale który pokazywał numer osoby telefonującej, o ile była ona wpisana w telefoniczną książkę numerów. Klnąc niczym szewc wprowadzał numery telefonów kuzyna Bogdana  i sztokholmski domowy numer Bogdana oraz jego komórki, numer do pracy, oraz numer Jasia i kilka innych, które podsunęła mu w międzyczasie Weronika. W końcu wcisnął aparat Weronice w rękę mówiąc - za nerwowy jestem, ty to zrób. 

Ustalili, że gdy zatelefonuje Jaś to oczywiście będą wielce zdziwieni, nie mniej na wszelki wypadek Bogdan i Ela już do końca pobytu będą mieszkać w podwarszawskim domu kuzyna. Oczywiście  zapisali sobie adres i obiecali że do nich przyjadą następnego dnia. Tak będzie bezpieczniej, bo przecież Jasiowi może wpaść do głowy by do nich przyjechać a trudno na 53 metrach kwadratowych ukryć dwie dodatkowe osoby. W godzinę później Bogdan i Ela pojechali pod Warszawę. Wstępnie byli umówieni na następny dzień koło południa, bo Ela chciała kupić sobie kilka ciuszków.

Weronika odetchnęła gdy za nimi zamknęły się drzwi. Nie lubiła Jasia, to prawda, był strasznym głąbem, ale ona nie wyszłaby za mąż za faceta tylko na zasadzie na "bezrybiu i rak ryba". Nim Ela wzięła z nim ślub kilka razy wskazywała Eli "niedobory" Jasia. Ale Elżbieta tłumaczyła jej, że z czasem Jaś się "wyrobi", zapewne będzie się starał podciągnąć do koleżanek i kolegów Eli. Zgodnie z przewidywaniem Weroniki Jaś nie mądrzał i Weronika starała się widywać tylko z Elą. Mężowi Weroniki   poziom intelektualny Jasia mało przeszkadzał, głównie grali  razem w siatkówkę a Jaś bez protestu słuchał "wykładów" Wojtka na tematy polityczne lub ekonomiczne. 

Poważniejszy rozdźwięk w związku Eli nastąpił, gdy okazało się po licznych badaniach, że plemniki Jasia nie mają szans by zapłodnić jakiekolwiek jajeczka. W  grę wchodziło tylko zapłodnienie in vitro, które było dostępne w Polsce już od 1987 roku. Ale Jaś, gdy dowiedział się , że trudno będzie znaleźć wśród jego plemników zdolne do zapłodnienia - obraził się i stwierdził, że to jedno wielkie kłamstwo,bo przed Elą miał kilka kobiet i na pewno były z tego jakieś ciąże, tylko dziewczyny po prostu je usuwały. A jeśli Ela zajdzie w ciążę to będzie dowód na to, że albo zdradziła go fizycznie z innym albo w klinice podadzą jakieś obce plemniki, a on "obcych bachorów nie będzie wychowywał".  I chociaż Ela miała pieniądze na taki zabieg zrezygnowała z niego. Potem okazało się że ona też nie najzdrowsza i przeszła operację wykluczającą ciążę. Wera namawiała ją, by wtedy wzięła rozwód, ale ona stwierdziła, że chyba wszyscy mężczyźni są dziwni i że już nie ma siły szukać faceta,  który chciałby być z kobietą, która nie może mieć dzieci. Weronika usiłowała ją skierować na  terapię,  ale Ela nie chciała poddać się żadnej terapii. No ale przecież nie mogła Eli na siłę zaprowadzić na  terapię. Macierzyństwo Weroniki na kilka miesięcy nieco poluzowało ich kontakty, ale nie zerwały przyjaźni.  Ela nawet poznawała jakichś panów,  Weronika  zapewniała jej alibi przed Jasiem, ale jakoś nie było chętnych na ślub z Elą. Do łóżka, bez zobowiązań- owszem sama frajda ale nie do stałego związku. Poza tym panów odpowiednich wiekiem a do tego wolnych to nie było.

Późnym wieczorem, niemal o północy zadzwonił Jaś. Odebrał Wojtek, bo Weronika właśnie była w łazience i niemal goła wyszła do przedpokoju, by posłuchać rozmowy, którą Wojtek  przytomnie przełączył na tryb głośny. Jaś wpierw zapytał, czy Ela jest u nich- gdy Wojtek zaprzeczył to usłyszeli- to gdzie w takim razie ta kurwa jest? Wojtek beznamiętnym głosem powiedział- nie wiem, ale o co ci chodzi, nie rozumiem. No pytam się, gdzie jest Elka. A skąd ja mam wiedzieć? - Wojtek "rżnął głupa". U nas jej nie ma, przecież ci zostawiła kartkę, że wyjechała na wczasy w Bory Tucholskie. To przedtem, a teraz znalazłem drugą kartkę, że odchodzi i że chce rozwodu. Talent aktorski Wojtka sięgnął niemal zenitu - co ty powiesz? Chce rozwodu? No to przynajmniej wiesz, że nic się jej nie stało, bo skoro chce rozwodu to przecież znaczy że żyje i że spotkacie się w sądzie. A co ci napisała? Że chce rozwodu, że zostawia mi mieszkanie i samochód i o żadne alimenty nie wystąpi. Pisze kretynka tak, jakbyśmy mieli jakieś dzieci. Jasiek, alimenty sąd przyznaje nie tylko na dzieci, ale też na współmałżonka, gdy ten  ma problemy materialne bo nie może pracować czy coś w tym rodzaju i nie ma  środków na swe utrzymanie. Pociesz się, że pierwsza rozprawa jest zawsze ugodowa, ma za zadanie pogodzenie stron. Jesteś tego pewien?- tak, zawsze tak jest. Jaś chwilę milczał- a Wojtek dalej prowadził "wykład"- tylko nie wyrzuć tej kartki, pokażesz ją w  sądzie. Ale Jaś już o czym innym myślał - ona pewnie jest u którejś z koleżanek, bo wcale swoich rzeczy nie zabrała. No i dlatego pomyślałem, że jest u  was. U nas jej nie ma, możesz przyjechać i sam sprawdzić. To mówisz, żeby zostawić tę jej kartkę? tak, zostaw. No to fajnie- stwierdził Jasio. A a ja cię nie obudziłem przypadkiem? nie- ale zaraz idę spać, uspokoił Jasia Wojtek.  

Weronika podeszła do Wojtka - nie wiedziałam, że tak pięknie potrafisz kłamać. Muszę zacząć uważać i bystro kojarzyć fakty. Żal mi ich oboje- stwierdziła po chwili. Popatrz- wszystko przez to, że raz Bogdan zabawił się w kasynie i wszystko przegrał. A jego rodzice wstydzili się to ujawnić. Wojtek popatrzył na nią - błąd w rozumowaniu - to wszystko przez to, że żyliśmy w nienormalnym kraju, że byle jaka praca za granicą była niesamowitą atrakcją. Gdyby nie to, to Bogdan nie pojechałby za granicę tylko siedział na tyłku w Polsce i studiował jak  należy. Raz w tygodniu grałby na swym  saksofonie i z trudem oganiał się od panienek.

                                                                                c.d.n


Czy to ...-6

Ciechocinek spodobał się Bogdanowi. Rzeczywiście było tu sporo bardzo ładnych zakątków, wiele ładnych domów. Co prawda było coraz mniej starej, zabytkowej, drewnianej zabudowy. Pospacerowali po Parku Zdrojowym i Parku Sosnowym, odwiedzili Tężnie,  Grotę  Solankową, Pijalnię  Wód. 

I chociaż Ela ogromnie  lubiła Ciechocinek bez trudu zgodziła się z Bogdanem, że jak na pobyt po ślubie nie jest to zbyt atrakcyjne miejsce. Usiłowała się dopytać jakie  Bogdan ma  plany na podróż poślubną, ale Bogdan wyjaśnił jej, że wszystko będzie zależało od tego, kiedy ten ślub będzie. Miejsce, które mu w pierwszej chwili przyszło na myśl nie leży w Europie ale pobyt tam jest najmniej uciążliwy a wręcz miły od maja do października. A byłeś tam? - nie , ale chciałbym tam być z tobą, choć to jest dość daleko. 

Ale nie da się ukryć, że jest jeszcze w Europie sporo pięknych miejsc do odwiedzenia, a on nawet całej Szwecji nie zwiedził. Gdy skończy ten kontrakt to chciałby zamieszkać z Elą w  Południowej Skanii. Może kupią tam dom  całoroczny dla siebie i w tej samej miejscowości nieduży dom letniskowy by go wynajmować turystom. Nadbałtyckie plaże w Skanii są prześliczne i nie są tak tragicznie zatłoczone jak te polskie. A jego kolega namawia go by zamieszkać w Danii, na Bornholmie. Ale to wszystko na razie melodia przyszłości, przed nimi rozwód Eli. I jego marzeniem jest by ta sprawa jak najmniej poraniła Elę. On osobiście wie, z doświadczeń swych znajomych, że to zawsze jest ciężkie przeżycie, zwłaszcza gdy wcześniej nie ma z obu stron chęci rozwiązania związku.

Po obiedzie  Ela zatelefonowała do Weroniki i powiedziała jej "otwartym tekstem", że jest z Bogdanem, że dokonała wyboru i chce się rozejść z Jasiem a wziąć ślub z Bogdanem. I planuje wyjazd "od zaraz" bo Bogdan nie chce bez niej wyjechać do Szwecji, bo już raz bez niej wyjechał i nie wyszło to ani Eli  ani jemu na dobre. I czy ona wraz z nim mogą w sobotę przyjechać wpierw do Weroniki i jej męża by się zastanowić jak to wszystko przeprowadzić stosunkowo małym nakładem nerwów. W pewnej chwili Bogdan zabrał Eli na moment słuchawkę i powiedział- witam panią, przysięgam, że będę ubrany i zapięty pod szyję,  na co w odpowiedzi usłyszał - to w nagrodę oddam panu kartę z aparatu, jeżeli Ela się na to zgodzi. To przyjedźcie do nas na obiad, tak około godziny szesnastej. A czy jest coś czego pan nie je? Pytam poważnie, bo teraz coraz więcej alergików chodzi po świecie, niektórzy to nawet na jabłka miewają alergię. Nie, nie mam żadnej alergii, przysięgam. To jeszcze oddam głos Eli, bo mi zabiera słuchawkę. 

Z dalszej rozmowy Ela się dowiedziała, że Weronika wmówiła Jaśkowi, że Ela pojechała  do....ośrodka w Tleniu. Boże, jęknęła Ela, ty to byś nawet w umarłego wmówiła, że nadal żyje. Skąd ci Tleń wpadł do głowy? Bo wiem, że on  nie wie gdzie to jest a on za Chiny Ludowe nie sprawdzi na mapie jak tam dojechać, bo to ty zawsze robiłaś za pilota w trasie- wyjaśniła Weronika. On przecież nawet po Warszawie błądzi.

Po skończonej rozmowie Ela powiedziała do Bogdana - tylko się nie zakochaj czasem w mojej przyjaciółce - gdybyś ją znał  wtedy, gdy byłyśmy młode, to nawet byś na mnie nie spojrzał - była śliczna a na dodatek cholernie mądra. I chyba bardzo trzeźwa?- ni to stwierdził ni to spytał Bogdan. Bo sądząc po głosie i sposobie wyrażania się na taką mi wygląda. Fakt, dobrze to rozgryzłeś - stwierdziła Ela - nie roztkliwia się z byle powodu i  z natury mało komu wierzy. I jest do bólu szczera i na dodatek konsekwentna. No i znacznie lepiej wybrała sobie męża niż ja. A była młodsza ode mnie gdy wychodziła za mąż. Pobrali się cztery lata wcześniej niż ja z Jaśkiem. Naprawdę?- wyraźnie zdziwił się Bogdan. Taki trwały związek to rzadko spotykane zjawisko w naszych czasach. Podziwiam, naprawdę.  Jeśli oboje są tacy fajni, to może się będziemy w czwórkę przyjaźnić. Fajnie jest mieć dobrych przyjaciół.

Na masaż wpierw poszła Ela, po niej była kolej Bogdana. Pan Józef  poinformował Elę, że dla obojga przygotuje ziółka, ale to będą różne mieszanki, więc na dzbanku oprócz nr pokoju jej mieszanka  będzie podpisana jej imieniem, "mieszanka pani partnera będzie  tylko z numerem pokoju". Zdaniem Eli Bogdan szalenie długo nie wracał z tego masażu. Gdy wreszcie wrócił zaległ jak nieżywy na łóżku i stwierdził - pan Józef kazał mi poleżeć  bez ruchu przez pół godziny. Potem mam wziąć od niego jakieś błotko, zmoczyć się pod prysznicem i calutki starannie się tym czymś natrzeć, potem długo i porządnie to spłukać, tak by nic nie zostało na skórze. Plecy też mam całe tym natrzeć, co  bardzo mnie cieszy, bo o to poproszę ciebie. A jak się już opłuczę i starannie osuszę to mam wypić pierwszą porcję ziółek i zrobić to co mi do głowy wpadnie. Zapytałem co to ma być, na to powiedział - " toż ja w pana głowie nie siedzę, zrobi pan to co panu  pierwsze wpadnie do głowy". Przyznasz, że to nieco dziwne. Cały pan Józef - stwierdziła  Ela- ale ja mu wierzę - na masażu i ziółkach to zna się jak mało kto. Nie powiem by te jego ziółka były powalająco smaczne, ale dają się wypić a na dodatek są skuteczne. A twój mąż też korzystał z usług pana Józefa? Ela zaprzeczyła - on był w Ciechocinku może ze trzy razy a tu nigdy nie mieszkał, bo gdy był to ja mieszkałam w sanatorium  i on mieszkał w domu, który był blisko sanatorium. A tu zawsze przyjeżdżałam sama, on tylko po mnie przyjeżdżał o ile aktualnie  nie byliśmy skłóceni. Nigdy nie byłam tu razem z nim.

Po półgodzinnym poleżeniu Bogdan narzucił bluzę  i pomaszerował po swoje "błotko", które Ela uznała  za jakąś mieszankę solanki z siarką. Podzielili owe "błotko" na dwie porcje, jedną Ela wmasowywała z wielką przyjemnością na całej tylnej powierzchni ciała Bogdana jako że ciało Bogdana było miłe w dotyku, jędrne i gładziutkie, drugą porcją Bogdan pokrywał swą przednią powierzchnię. Spłukiwanie też wymagało stałego dotyku, od samego strumienia  wody błotko nie chciało zejść. Wytarty do sucha Bogdan, otulony frotowym  szlafrokiem zasiadł do wypicia ziółek. Oczywiście pić też miał wg instrukcji, pomału, małymi łykami. Siedzieli naprzeciw siebie sącząc swoje ziółka, uśmiechając się do siebie, mówiąc mnóstwo słów będących wyrazem miłości, wzajemnego uznania, snując wspólne marzenia. Gdy opróżnili swoje filiżanki, niczym w transie dotarli zgodnie do swego łóżka i bardzo mocno w siebie wtuleni, po kilkunastu czułych słowach ........zasnęli. Po dwóch godzinach  obudzili się pełni werwy i bardzo siebie spragnieni. Masaż, błotko, ziółka i sen  sprawiły, że skala doznań przekroczyła ich dotychczasowe doświadczenia w tej materii - zapewniali się wzajemnie, że jeszcze nigdy z nikim czegoś takiego nie  doświadczyli - było to cudowne, porywające i zarazem kojące. Eli już nie przerażała sprawa rozwodu, była zdecydowana zawalczyć o swoje szczęście. Podobnie myślał Bogdan.

Pan Józef miał chyba wielką słabość do Elżbiety, bo gdy była już na ostatnim masażu wręczył jej kilka torebek ziół z przepisami kiedy i na co ma te ziółka zaparzyć i życzył jej by było jej dobrze z Bogdanem, bo, jak powiedział -" mam nieodparte  wrażenie, że będziecie ze sobą przeogromnie szczęśliwi  i przyjeżdżajcie państwo do nas choć raz w roku.  

Oczywiście w drodze do Warszawy Elżbieta powiedziała o tym  Bogdanowi. Wiesz, dla mnie pan Józef to niemal czarodziej -stwierdził Bogdan - i z całą pewnością będziemy do niego przyjeżdżać.  I pozwoliłem sobie, bez twojej zgody zaprosić go do nas na dwa tygodnie - w końcu  mamy dwie  sypialnie, a jestem dziwnie pewien, że  bardzo długo wystarczy dla nas jedna. Oczywiście termin uzgodnimy telefonicznie.

Po drodze kupili od  sadownika   dwie skrzynki jabłek - dla Weroniki i dla kuzyna Bogdana. Starannie omijali temat zbliżającego się spotkania z ponurą rzeczywistością, czyli z Jankiem.  Ela w pewnej chwili powiedziała - najchętniej to bym  weszła do mieszkania gdy go nie będzie, spakowała swoje rzeczy osobiste w dwie lub 3 walizki, zabrała swoją biżuterię i zostawiła mu kartkę, że nigdy już nie wrócę. Jest to tylko kwestia wywabienia go na dwie  godziny z domu. A rozwód przeprowadzi się na odległość. Tym sposobem uniknę ewentualnej awantury. Wiem, to tchórzostwo, ale tylko ja wiem na co go stać gdy coś idzie  nie po jego myśli. Jesteś  pewny, że on  nie wie, gdzie mieszka  ten twój kuzyn? Tak, tego to jestem pewny- on nawet nie wie, że mam tu jakiegoś kuzyna. Poczekaj kochanie, dojedziemy do twoich przyjaciół i uruchomimy po obiedzie  burzę mózgów.

Do domu Weroniki dojechali niewiele przed czwartą. Przyjaciółki wyściskały się serdecznie,  Weronika odpięła Bogdanowi dwa górne guziki koszuli i zaraz opowiedziała jaka była jej teoria tego tatuażu, co i Bogdana i Elę szalenie rozbawiło. Bogdan twierdził, że nie zostaje nic innego niż opatentowanie takiej gry. A potem wytłumaczył  Weronice, że to nie był prawdziwy tatuaż i już zaczyna pomału znikać. A tatuaż ma tylko na ramionach w ramach ukrycia brzydkich blizn.

Przy kawie i domowym cieście Ela powiedziała -wymyśliłam po drodze plan, który byłby dla mnie osobiście  najwygodniejszy- trzeba wymyślić sposób wyciągnięcia Jaśka z domu na minimum dwie godziny. W tym czasie ja spakuję swoje rzeczy osobiste, łącznie z dokumentami i biżuterią a w łazience, w jego kubku ze szczotką do zębów zostawię mu kartkę, że się wyprowadziłam od niego bo mam go całkiem dość i niech oczekuje pozwu rozwodowego. I że niczego od niego nie potrzebuję. Dobrze, że kiedyś sobie założyłam oddzielne konto, o którym on nie wie i mam na nim pieniądze ze sprzedanych akcji firmy, w której kiedyś pracowałam. I wrzucę do kubka moją obrączkę. I tak jej nie nosiłam. To teraz wymyślcie jak go na minimum dwie godziny wyciągnąć z domu dostatecznie daleko, żebym zdążyła wszystko co potrzebuję zabrać. 

Pomogę ci się pakować - stwierdziła Weronika -ty będziesz gromadzić rzeczy a ja będę je pakować. Wtedy możemy  wziąć trzy walizki - w jednej będą dokumenty, biżuteria i co tam jeszcze będziesz chciała zabrać. Pamiętaj, że buty sporo miejsca zajmują i zimowe ciuchy. 

Zimowe ciuchy to kupimy dla niej w Szwecji - są lepsze niż te polskie, bardziej dostosowane do tamtejszych warunków - odezwał się Bogdan. W ogóle tzw. "ciuchy" nie są istotne, istotne by wzięła ze sobą wszystkie ważne dokumenty - paszport, dowód osobisty, dokumentację medyczną a z ubrania tyle, żeby  miała na pierwszy miesiąc.

Milczący dotychczas mąż Weroniki, Wojtek, powiedział - to nie ma  sensu. Elu - rozumiem,  nie kochasz Jaśka od dawna, co było zawsze widać, słychać i czuć a mimo tego z nim byłaś. Teraz za to płacisz. My, to znaczy Weronika i ja pojedziemy jutro z tobą do Jaśka - powiesz mu po prostu, że odchodzisz od niego, spakujesz to wszystko co ci jest potrzebne  i powiesz mu pięknie żegnaj i wyjdziemy. Jeżeli będziemy mieć szczęście i Jaśka nie będzie w domu to mu zostawisz kartkę i tę obrączkę, choć się domyślam, że nie była kupiona za jego własne pieniądze. Ale zwrócenie obrączki to dość czytelny gest. Kartkę przygotuj sobie już wcześniej. Oczywiście nie musisz mu mówić dokąd się wyprowadzasz, czy będziesz odtąd sama czy z kimś, wystarczy, że powiesz, że chcesz rozwodu. Możesz nadmienić, że zostawiasz mu mieszkanie i samochód. Nie sądzę by zaczął się awanturować przy nas, bo on się zawsze boi tego, co powie Wera, która nie dość, że ma wzrok bazyliszka to jeszcze mu  w życiu nie powiedziała miłego słowa, bo gdy kogoś nie lubi to nawet zwrot "dziękuję" w jej interpretacji brzmi jak  "zabiję" a "wszystkiego najlepszego" ma pejoratywne znaczenie. Ale ona taka właśnie jest, wielce wybiórcza.  Więc uważaj Bogdan - jeżeli skrzywdzisz Elżbietę  to Wera cię dosięgnie. Nawet na końcu świata.To wyjątkowo wierna przyjaciółka. Bogdan wyciągnął  swój paszport i podał Weronice, potem dowód osobisty - proszę, spiszcie wszystko, będzie mnie łatwiej znaleźć. Weronika przyniosła aparat i sfotografowała oba  dokumenty. To jeszcze podaj nam adres i telefon, żebyśmy do ciebie trafili gdy się wybierzemy do  Szwecji na urodziny Eli. Bogdan zapisał adres i telefon na  podanej mu kartce a potem odwrócił się do Wojtka - dobraliście  się z Werą. Dobrze mieć takich przyjaciół. Weronika przyniosła teraz kopertę , z której wyjęła  kartę z  aparatu Eli i dwie odbitki zdjęcia Bogdana z Jasiem i podała je Eli mówiąc - zrób coś z tym fantem. Ela podała jedną odbitkę Bogdanowi, drugą podarła. Potem rozpięła jeszcze dwa kolejne  guziki koszuli Bogdana i  powiedziała do Wery - dotknij, będziesz zaskoczona. Wera z uśmiechem pogłaskała dekolt Bogdana i powiedziała - rzeczywiście, zaskakujące. Bogdan stał osłupiały, wreszcie wydusił z siebie - o co chodzi? Wera odpowiedziała - masz zaskakująco jędrne i bardzo gładziutkie  ciało, nieadekwatne do tego co widać na zdjęciu. Litości dziewczyny - wy sobie wszystko mówicie i pokazujecie? Wszystkiego się niestety nie da - odpowiedziały śmiejąc się.

No a skoro już wszystko mamy dogadane to zostańcie dziś u nas na noc, tak będzie prościej i wygodniej- stwierdziła Weronika. Elunia, w którym pokoju chcecie  spać? W małżeńskim łożu czy na tapczanie, czyli mniej wygody a więcej bliskości?  Ela zaczęła się śmiać- najlepiej po cygańsku . Tym razem obaj panowie nie mogli się połapać  o co chodzi, a one nadal  zanosiły się od śmiechu. No ale one znały się i przyjaźniły od osiemnastego roku życia, czyli już 47 lat.

                                                                       c.d.n.






sobota, 20 lutego 2021

Czy to.....-5

 Po kilku godzinach gorących wyznań, pieszczot, wzajemnych zapewnień o uczuciach  Bogdan powiedział - miła moja, a teraz musimy zająć się  bardziej przyziemnymi rzeczami, ale tego nie  da się uniknąć. Bo ja nie mam  zamiaru wyjechać stąd, czyli z Polski, bez ciebie. Raz taką głupotę zrobiłem, drugi raz  tego nie zrobię. Mówisz, że mimo wszystko nadal mnie kochasz. Wierzę, bo ja ciebie też. Ale mam pytanie- czy zgodzisz się wyjechać ze mną, jako moja żona do Szwecji? Bo jeśli tak, to czeka  cię sprawa rozwodowa. Ja, jako winien rozpadu twego małżeństwa poniosę wszystkie koszty. Ślub możemy wziąć tu, ale równie dobrze możemy wziąć w Szwecji. A teraz, odkąd Polska jest już w Unii możemy tak naprawdę zamieszkać niemal w całej Europie. W Sztokholmie muszę być jeszcze rok- mam umowę spółki i jeszcze rok muszę  brać w tym udział. A potem się zastanowimy gdzie osiądziemy. Rozmawiałem z jednym prawnikiem - fakt, że Polska jest już w Unii Europejskiej może się nam przysłużyć, bo możesz teraz wyjechać do Szwecji, jeszcze nim weźmiemy ślub. Zamelduję cię u siebie i będzie ci leciał trwały rozpad małżeństwa z Jasiem. Potem tu przyjedziemy na waszą sprawę rozwodową i ewentualnie na nasz ślub. Bo nie ma przeszkód byśmy go wzięli w Szwecji, byle by były dokumenty przetłumaczone  na szwedzki. Nie wykluczam też, że ten rozwód można przeprowadzić zdalnie. Nie  wiem dokładnie, ale wszystko sprawdzimy. Jedno jest pewne- to będzie  super sprawa rozwodowa, bo zapewne niewiele jest spraw rozwodowych po tak długim stażu małżeńskim. 

I co o tym moja kochana sądzisz? Masz ważny paszport? Mam, w ubiegłym roku byłam u swojej kuzynki w Danii, więc jeszcze jest ważny, bo był wystawiony na 10 lat. No to super. To zostaje nam tylko rozmowa z Jasiem. Jeżeli chcesz to będę przy tej rozmowie- tak naprawdę wolę przy tym być, bo boję się, że mogą mu puścić nerwy. Jeżeli będziesz mieć dużo rzeczy do zabrania to zabierzemy się stąd samochodem i popłyniemy promem z Gdyni do Karlskrona. Nie musisz brać żadnych mebli, wyposażenia kuchni, domu itp, bo właściwie wszystko mam, a jeśli dojdziesz na miejscu do wniosku, że czegoś brak to po prostu zaraz się dokupi. Przynajmniej raz do roku jestem na polskim Wybrzeżu, to wtedy pojedziemy razem i kupisz to co będzie  ci, twoim zdaniem, potrzebne z Polski.

Bogdan, a ty to wszystko mówisz serio? Przemyślałeś to wszystko? Nie znam języka, będę dla ciebie ciężarem. 

Nie będziesz ciężarem, to że mam jeszcze rok tego kontraktu nie oznacza,  że jestem od świtu do nocy zajęty. Większość sklepów jest samoobsługowa, zakupy zrobisz bez problemu, płacisz wszystko kartą. Nie musisz z nikim rozmawiać. W Szwecji jest wielu obcokrajowców, powiedziałbym, że nawet zbyt dużo, jak dla mnie. Mam nadzieję, że ci się moje mieszkanie spodoba, nie jest duże, 2 sypialnie , pokój dzienny, kuchnia, łazienka, wszystkiego 70 metrów, takie typowe dla samotnego faceta. 

Za trzy tygodnie od najbliższego weekendu muszę być przez miesiąc w Sztokholmie, ale nie pojadę bez ciebie, drugi raz nie zrobię takiego głupstwa. Mam nadzieję, że przez te trzy tygodnie dasz radę spakować się.  Czy możesz skrócić tu swój pobyt i być tylko tydzień a nie dwa tygodnie? Oczywiście zostanę tu z tobą ten tydzień. W Warszawie możemy zamieszkać do czasu  naszego wyjazdu u mojego kuzyna. Trochę go zatka ze zdumienia, ale szybko się odetka. Eli, słodka moja, ja naprawdę nie chcę byś jeszcze mieszkała z Jasiem. Boję się, że mógłby ci zrobić krzywdę.  

Zorientowałem się, że nigdy mu nic nie mówiłaś o tym, że mieliśmy się pobrać. Nie wróciłem wtedy po roku, bo najzwyczajniej w świecie przehulałem wszystkie pieniądze - zacząłem grać w kasynie i w dwa wieczory przepuściłem wszystko. Rodzicom się przyznałem, ojciec wtedy pojechał do Szwecji, ściągnął mnie do Sztokholmu. To przeze mnie sprzedali dom, żeby pospłacać moje długi. A potem przyszła wiadomość, że wyszłaś za mąż, więc uznałem, że nie mam po co wracać. W kilka lat potem spotkałem Baśkę Lucjanową i mi o tobie opowiadała. I powiedziała mi, że twoje małżeństwo wcale a wcale nie jest najlepsze pod słońcem. Wiedziałem o tym, że wpierw umarł twój ojciec, a  potem, że umarła twoja mama. To Baśka mi pomogła w podjęciu decyzji  bym się odważył napisać do Ciebie i przyjechać. I nawet przysłała mi  zdjęcia z tego Waszego spotkania w ubiegłym roku. Modliłem się wręcz do tego zdjęcia, zaklinałem cię w myślach, byś do mnie wróciła, byś mi wybaczyła.  To od Basi wiem, że Jaś jest zdolny chwilami do przemocy i dlatego boję się żebyś z nim była gdy dowie się, że chcesz odejść od niego. Bo chyba jednak chcesz, powiedz prawdę, wszystko zniosę, zrozumiem. Mam tyle samo lat co on, ale wiem, że jeszcze umiem dać ci pełną satysfakcję, dobrze cię czuję i odczytuję. Chcę być z tobą, przy tobie i najczęściej w tobie. Chcę nadrobić cały ten stracony czas byś mi wybaczyła to, że wtedy nie wróciłem. Elinko, słodka moja, czy jesteś w stanie mi to wybaczyć? 

Ela popatrzyła się w jego oczy i z leciutkim uśmiechem powiedziała- dziwi mnie to, ale już tak. Od pewnego czasu zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym, by odejść od Jaśka. I ciągle wspominałam ciebie. Źle się stało, że twoi rodzice nie powiedzieli całej prawdy o tym, co się wtedy wydarzyło. Bo najprawdopodobniej moi rodzice pomogli by twoim w  spłaceniu tych długów a my bylibyśmy razem. Wtedy jeszcze było co sprzedać, oprócz domu była jeszcze pusta działka w Komorowie. Pieniądze na mieszkanie, wtedy naprawdę  spore, Jasiek miał od moich rodziców, z tej właśnie sprzedanej działki. I, tylko się nie śmiej, chyba bardzo mocno  ścigałeś mnie myślami bo często mi się ostatnio śniłeś i to zanim przyszedł od ciebie list. 

A teraz ubiorę się nieco, czyli założę dres, ty też się  trochę ubierz i pójdziemy cię zameldować na te kilka dni, w sobotę po obiedzie byśmy stąd wyjechali. A wieczorem zatelefonuję do Weroniki - to ona mnie zawsze do pionu stawia gdy mnie  życie przerasta. Muszę jej powiedzieć o tym wszystkim. Przyjaźnię się z nią od czterdziestu lat, wiemy o sobie wszystko. To ona pierwsza mi powiedziała, że nie powinnam wychodzić za Jaśka. Wiem, że go nie lubi, chociaż nigdy mi tego nie powiedziała wprost, ale tyle lat razem pracowałyśmy, że rozumiemy się bez wielu słów.  A co powiedziałeś Jaśkowi po moim telefonie, gdy postanowiłeś tu przyjechać? Nooo, niemal prawdę, czyli że dziękuję za gościnę ale właśnie zaraz kuzyn po mnie przyjedzie i pewnie się wyprowadzę z hotelu do niego. Adresu i szczegółów nie podawałem. Więc nie sądzę by tu za nami trafił.  A będę tu mógł gdzieś trochę poćwiczyć albo popływać? Oczywiście,  pójdziemy przed obiadem na basen i zamówię dla ciebie masaż u  pana Józefa. Do basenu to mamy stąd chyba 80 metrów, a masażysta,pan Józef, jest tu na miejscu i daj mu się namówić na ziółka. To dzięki niemu byłam dziś w stanie kochać się z tobą i tak super wszystko odebrać. Wczoraj zrobił mi masaż, wlał we mnie dwie filiżanki ziółek więc spałam  niczym niemowlę i rano wstałam z samym pozytywnym nastawieniem. Bo wczoraj byłam w strasznym wewnętrznym chaosie. Nie da się ukryć, że cała ta nasza sytuacja nieco mnie przerosła. Gdy w mózgu radość miesza się z żalem nie jest łatwo funkcjonować - przynajmniej mnie. Zastanawiam się, czy wracając nie powinniśmy wpierw zakotwiczyć  się w domu Weroniki i tam odbyć z Jasiem całą rozmowę - bo obawiam się, że gdy on będzie  na swoim terenie, czyli w naszym mieszkaniu to dojdzie do bardzo niemiłych scen. Ten wesołek nie miał kiedyś oporów by wypchnąć z mieszkania moją matkę, gdy przez jakiś czas mieszkała z nami po śmierci mego ojca. W sytuacji 1:4, czyli on jeden a nas czworo to nawet nie będzie  rzucał mięsem. I gdy się będę pakować poproszę Weronikę o pomoc, będzie mi pomagać a ona ma to do siebie, że potrafi użyć takich słów, że Jasiek robi się malutki niczym myszka polna. To istna czarownica, umie  trafić w słaby punkt gdy kogoś nie lubi, a Jasia to ona nie  trawi. 

No a co twoja Weronika mówiła o mnie? - Bogdana trawiła ciekawość. O tobie- tylko tyle, żebym nie szalała bez podstaw, bo wyglądało na to, że nie przyjechałeś tu dla mnie. Poza tym- czy znasz wielu wariatów, którzy w siedemdziesiątej wiośnie życia usiłują się żenić ze swoją dawną dziewczyną, która też już młódką nie jest? I bardzo ją rozśmieszył ten tatuaż z kółeczek. Bogdan szybko zrzucił T-shirta - zobacz jedyny prawdziwy tatuaż to jest ta "koronka" na ramionach - kryje mi blizny. Rozerwałem sobie kiedyś skórę na drucie kolczastym i długo się paprało. A to na tułowiu  już zaczyna pomału znikać - kumpel wymyślił taki wzór i w przypływie głupoty lub dnia dobroci dla zwierząt pozwoliłem mu na to, wierząc, że po miesiącu zniknie. Przypatrz się, już zaczyna znikać w wielu miejscach i na pewno zniknie. Gdy nas wtedy fotografowałaś naprawdę miałem spory kłopot by się nie roześmiać- pominę już milczeniem fakt, że miałem nieziemską wprost ochotę przytulić cię do siebie. I mam ją nadal, więc albo teraz zaraz wychodzimy, albo, co wolałbym, jeszcze się poprzytulamy. Też mam na to ochotę, ale przecież będziesz tu ze mną te kilka dni, dajmy teraz dziewczynom posprzątać pokój no i zamelduję tu ciebie. Ależ się pani właścicielka zdziwi! Bo powiem, że chcemy się pobrać. Jak znam życie to zaraz nam zaproponuje byśmy tu spędzili miesiąc miodowy. A gdzie spędzałaś z Jaśkiem miesiąc miodowy? - nigdzie, nie mogłam wziąć wtedy urlopu. No to świetnie się składa, wybierzemy się tam gdzie  nie będę musiał cię wyzwalać z wielu warstw ubrania, co najwyżej z kostiumu kąpielowego. No i gdzie nie będzie upału ale miłe ciepełko i cały czas będziemy mogli pływać w ciepłej wodzie.

Rzeczywiście właścicielka willi doznała niemal szoku, gdy Elżbieta przedstawiła jej Bogdana mówiąc, że ona bierze rozwód z obecnym mężem i wychodzi za tego  to pana, z którym kiedyś była zaręczona. Usłyszeli, że to nadzwyczajne, że życzy im  wszystkiego co najlepsze, że jeśli będą mieli ochotę to mogą tu spędzić miodowy miesiąc i że dobrze robią realizując swój plan, skoro okazało się, że nadal są sobie bliscy. Ela zamówiła u pana Józefa masaż dla siebie i Bogdana i wyruszyli  "w miasto".

                                                                         c.d.n.       

piątek, 19 lutego 2021

Czy to.....-4

Mąż Weroniki usiłował dowiedzieć się gdzie to się podziała przyjaciółka jego żony, ale Weronika z  uporem twierdziła, że z całą pewnością Ela pojechała w Bory Tucholskie. Żeby nie budzić podejrzeń Jaśka, Weronika zatelefonowała  następnego dnia do niego by się  zapytać czy zgubiona  żona już się odnalazła, ale nikt telefonu  nie odbierał. 

Ciekawa jestem gdzie i czy Jasiek szuka żony- powiedziała  do swego męża. Ale ty oczywiście wiesz, gdzie ona jest, bo gdybyś nie wiedziała, to sama  już byś jej  szukała- stwierdził mąż. Dlaczego nie chcesz powiedzieć Jaśkowi, gdzie ona jest?  Nie mogę powiedzieć, bo mnie prosiła bym nie powiedziała. A on się pewnie  denerwuje i może zgłosi to nawet na policji - stwierdził. No to co- Weronika  wzruszyła ramionami. Policja  przyjmie zgłoszenie dopiero po 72 godzinach od zaginięcia, a jak znam życie to jeśli dodatkowo Jasio powie, że znalazł w domu kartkę, że ona pojechała na wczasy to oni każą mu czekać spokojnie 2 tygodnie. A znając Jasia to on o  tej kartce powie. Wieczorem do niego zadzwonię i dowiem się co robi w tej sprawie.  No a na razie jadę na rehabilitację, wezmę samochód, dobrze? To może cię odwiozę, bo tam ostatnio  cienko z miejscami do parkowania. Zrobię w tym czasie zakupy na bazarku i w L'Eclerc-u .

W drodze Weronika zadała mężowi pytanie - a co byś zrobił, gdybym tak nagle, bez twojej wiedzy i zgody zacumowała kogoś w naszym mieszkaniu na miesiąc? 

Pytanie  głupie, bo ty byś tego nigdy nie zrobiła, nie wiem po co je zadajesz- dziwił się mąż. No bo Jasiek , bez uzgodnienia z Elą zaprosił Bogdana do nich na cały czas jego pobytu w Polsce. Więc się nie dziw, że  Elunię  siekło, zwłaszcza po tym dziwnym wieczorze gdy się spili w trupa. Ja też bym nie chciała gościć u siebie kogoś kto schleje się razem z moim  mężem i jeszcze obaj leżą rozwaleni  nago. Ja wiem, że on od lat mieszka w Szwecji, gdzie nagość nie jest czymś grzesznym a i upijanie się, choć to droga impreza też nikogo nie gorszy. Swoją drogą widok chudego tyłka Jasia z tym serduszkiem przebitym strzałą niesamowicie mnie rozśmieszył. Jeszcze tylko brakowało mi kapiących z niego kropelek krwi. A ten tatuaż Bogdana z kółek zbiegających się na wzgórku łonowym to mnie wybitnie ubawił - ale może to jest jakaś gra towarzyska, której my jeszcze nie znamy, jakaś odmiana  sexi-chińczyka - kto z graczy szybciej trafi do kółka na wzgórku  łonowym to wygrywa. Ale co wygrywa?- spytał się Weroniki mąż. No ja nie wiem,  ale mogę się Bogdana zapytać, wstydliwa nie jestem. No i ciekawe czy  grają same kobiety czy towarzystwo jest mieszane.  Albo możemy zrobić jeszcze inaczej - dorwiemy obie z Elą tego Bogusia i się go wypytamy. Sam wiesz jak potrafimy facetom oberwać skrzydełka nawet ich nie dotykając. Tylko musiałbyś Jasia wyprowadzić na jakieś 15 minut z domu, żeby nie zadawał głupich pytań. Wera, ty chyba nie lubisz Jasia- stwierdził jej mąż. Dopiero dziś to odkryłeś?- zdziwiła się Weronika- od samego początku go nie trawię. Ja po prostu nie lubię głupich facetów. I przyrzekam, nie będziemy Bogusia rozbierać do gołego - żeby sobie nie psuć apetytu omówimy to zagadnienie posługując się tylko zdjęciem. Mam wrażenie, że widok w naturze gołego Bogdana przyprawiłby mnie o wymioty, a  nie jest to moja ulubiona czynność.

Weronika wzięła swój kostium do ćwiczeń i poszła na rehabilitację. A jej mąż zaczął studiować w atlasie  samochodowym drogę do Osia- tak na wszelki wypadek. Potem zerknął na  zegarek i pojechał na zakupy.

Tego dnia w porze  obiadowej zatelefonowała do Weroniki Ela. Poinformowała przyjaciółkę,  że  wykupiła całe dwa tygodnie pobytu i mnóstwo zabiegów i jest szczęśliwa  bo jest jej ulubiony masażysta. Starała się namówić  Weronikę by wraz z mężem przyjechali na niedzielę, ale tego to Weronika nie obiecała.  Codzienne wizyty w centrum rehabilitacji były jednak dość męczące i w weekend wolała zwyczajnie poleniuchować, podjechać do parku niż jechać do Ciechocinka,  w którym, nie wiadomo dlaczego wcale nie czuła się dobrze. Jak twierdził znajomy lekarz "pobyt na terenie błotnistym" nie każdemu służy, a Ciechocinek  na takim terenie  właśnie jest. Weronika wciąż miała zbyt niskie  ciśnienie i  przebywanie na terenie tężni nie było dla niej wskazane. W czasie rozmowy udało się jej przekonać Elę by zatelefonowała do swego męża i powiedziała kiedy wraca i dlaczego wyjechała. Oczywiście nie musi mówić gdzie jest a jeśli nawet słowem nie wspomni o zabiegach to Jasiek się nie domyśli gdzie ona jest. Zwłaszcza, że Weronika sugerowała mu, że Ela pojechała w Bory Tucholskie.

Hasło "Bory Tucholskie" było miłe im obu, obie bardzo lubiły wędrówki leśnymi drogami, a tych nie brakowało w Borach Tucholskich. Można było kilometrami wędrować, drogi były na ogół dość szerokie, wygodne,  ludzi mało. Żeby było śmieszniej, Weronika z mężem jeździła w okolice Osia, do Grzybka nad jezioro Grzybek a Ela i Jasiek do ośrodka w Osieku.  Grzybek był rozlewiskiem Wdy i nad jeziorem było naprawdę niewiele domów, część z nich należała do toruńskiej dyrekcji lasów państwowych. Było nieco dziko, cicho, spokojnie. W porównaniu z Grzybkiem koło  Osia to Osiek był niemal zagłębiem turystycznym, ponieważ przylegał do dwóch jezior - Czarnego i Kałębie.

Ela rzeczywiście zatelefonowała do domu, ale......telefon odebrał Bogdan, bo Jasiek wybrał się do piekarni. W pierwszej chwili miała wielką ochotę odłożyć słuchawkę, ale na  słowa Bogdana "dzięki Bogu, że żyjesz  i nic  ci nie jest" nie odłożyła jej. Bogdan jej powiedział, że Jasiek poszedł przed chwilą do piekarni i przykazał mu by odbierał telefony. Ale on musi Eli coś powiedzieć- on musi z nią porozmawiać sam na sam, więc niech Ela poda adres, a on następnego dnia  do niej przyjedzie w każde miejsce w Polsce, które ona mu wskaże i nawet słowem nie piśnie Jasiowi, że on do niej jedzie i oczywiście nie powie, że z nią rozmawiał. On po prostu musi się koniecznie z nią zobaczyć sam na sam.

Ela przez moment zawahała się i powiedziała, że jest w Ciechocinku, podała adres i nazwę willi, w której mieszka i żeby powiedział Jasiowi, że ona telefonowała z......Borów Tucholskich. To najwyżej Jasiek się przejedzie do Osieka, ale raczej nie, bo pewnie jest na nią zły. A czym ty przyjedziesz?- pociągiem czy PKSem- zapytała Bogdana.  Samochodem mojego drogiego kuzyna - zaraz do niego zatelefonuję, on jest dealerem  opla i albo da mi swój samochód albo "pokazowy". Będę najpóźniej około godz.11,00. No to do jutra, moja cudna i przerwał połączenie. Jeszcze kilka minut po zakończeniu rozmowy Elżbieta trzymała w ręce  słuchawkę telefonu i wpatrywała się w nią z lekkim niedowierzaniem, jakby chciała sprawdzić, czy aby nie ma jakichś omamów słuchowo-wzrokowych. Z tego wszystkiego zatelefonowała do.....Weroniki, którą wprowadziła swą opowieścią w stan totalnego zdumienia.Czy ty jesteś pewna, że on nie wygada Jaśkowi gdzie jesteś?  Ela stwierdziła, że będzie po prostu od rana obserwować podjazd pod willę, bo jest tak usytuowany, że ona go widzi nawet nie stojąc blisko okna i jeśli zobaczy, że to ich samochód lub w samochodzie oprócz Bogdana będzie Jaś, to uda, że jej nie ma w pokoju, o czym zaraz porozmawia z właścicielką willi, wszak znają się od wielu lat.

I tego dnia aż dwie  kobiety  zastanawiały się co też Bogdan chce od Elżbiety. Co prawda Weronika poświęciła na te rozmyślania góra pół godziny, ale Ela cały czas analizowała niemal każde usłyszane słowo i ton głosu jakim było wypowiedziane. I wciąż na przemian miała obraz Bogdana z czasu ich młodości i obraz Bogdana utrwalony aparatem fotograficznym, śpiącego, dziwnie wytatuowanego. A przez te dwa obrazy przewijał się też widok jego twarzy pochylonej nad nią i szept zapewniający ją, że nie zrobi jej krzywdy, nie  będzie bolało i nie stanie się nic złego, nie będzie ciąży, chociaż i tak się przecież za rok pobiorą. I te zapewnienia, że jest cudowna, jedyna, jego.To ostanie wspomnienie ciągle jeszcze bolało,  chociaż minęło tyle lat i wyszła za mąż za kogoś innego. I znów jej przyszło do głowy, że Jaśka nigdy nie darzyła jakimś wielkim uczuciem. Nie był wcale dla niej "całym światem", ale większość jej koleżanek już wyszła za mąż i nieco na zasadzie "na bezrybiu i rak ryba" odpowiedziała "tak" na jego propozycję by się pobrali. I zaraz przypomniała się jej reakcja Weroniki, która po kilku w czwórkę spędzonych  wycieczkach zapytała się czy ona się naprawdę dobrze zastanowiła co chce zrobić. Weronika była  wtedy już cztery lata mężatką i twierdziła, że być może jako kochanek to się Jaś sprawdza, ale o ile kochanek nie musi być inteligentny tylko jurny, o tyle mąż powinien być osobnikiem inteligentnym.  A ona wtedy powiedziała Weronice, że znudziło się jej być ciągle jeszcze panną, a jak na razie nikt jeszcze nie  zaproponował jej małżeństwa.

 Wszystkie te rozmyślania odbiły się mocno na jej ciele - ogromnie się napracował pan Józef żeby napięte mięśnie rozluźnić i w trakcie masażu powiedział: widzę, że ma pani dziś cała furę złych myśli, proszę dziś wpaść do mnie po ziółka, zaparzę specjalną mieszankę by pani mogła wieczorem spokojnie zasnąć. Będą w termosie oznaczonym pani numerem pokoju. Tam będą 2 porcje- jedną proszę wypić zaraz  po kolacji, drugą wieczorem około dziewiątej. A rano o ósmej wstanie pani radosna niczym dziecię.

Mieszanka ziołowa od p. Józefa nie powalała smakiem,  ale po wypiciu drugiej filiżanki Elżbieta nie miała najmniejszego problemu z zaśnięciem. Obudziła się o siódmej rano, wypoczęta i w dobrym nastroju.  Zapowiedziana wizyta Bogdana jawiła się w jej wyobraźni jako coś miłego i pożądanego. Od godziny dziewiątej trzydzieści siedziała w fotelu i oczekiwała przyjazdu Bogdana.  Piętnaście minut po dziesiątej na podjeździe zobaczyła czarnego opla Astrę z Bogdanem za kierownicą. Czym prędzej wyszła do holu, gdzie wpadła w ręce Bogdana, który zdając sobie sprawę z tego, że są "na widoku" powitanie ograniczył do uścisku jej ręki i dotknięciu jej delikatnie  ustami. Elżbieta w drodze do pokoju wstąpiła jeszcze do kuchni i poprosiła o przygotowanie dwóch  kaw i  słodkich rogalików, po które sama za chwilę przyjdzie.

Gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi pokoju znalazła się w objęciach Bogdana, który obcałowywał jej twarz, szyję i szeptał do ucha "nareszcie jesteś". Odsunęła go nieco od siebie i powiedziała- cały czas byłam, to ciebie nie było. To prawda, ale jednak jestem- odpowiedział pomiędzy kolejnymi pocałunkami. Zaczekaj, pójdę po kawę i rogaliki. Wysunęła się z jego objęć, przygładziła odruchowo włosy i wyszła z pokoju pozostawiając otwarte drzwi. W kilka minut później wracała z dzbankiem kawy i paterą rogalików. 

Gdy weszła do pokoju i postawiła wszystko na stole zamknął delikatnie drzwi , przekręcił w drzwiach klucz i przyciągnął Elżbietę do siebie. Za mało mi ciebie, chcę cię mieć całą, szeptał jej do ucha a jego ręce niecierpliwie wędrowały rozpinając guziki, haftki, suwaki, nieco bez ładu i składu, niemniej jakoś bardzo skutecznie wyzwalając jej ciało z bluzki, spódniczki cały czas przemieszczając ich oboje w stronę alkowy, w której stało duże, małżeńskie łoże na którym usiadł i przyciągnął ją na swoje kolana. Powiedz Elinko, a jak ci się podoba mój tatuaż? Dobrze  wyszedł na zdjęciu? Elżbieta zagryzła wargi, ale zaraz odpowiedziała - nieco dziwny, ale zrobił wrażenie nie tylko na mnie, na mojej serdecznej przyjaciółce i jej mężu również. Stwierdziła tylko, że  w obrazku na tyłku Jaśka  brak jest kropelek krwi. Zejdzie mu to wszystko po miesiącu - zapewnił ją Bogdan. Nie spałem i miałem pewien kłopot by ukryć przed tobą, że nie śpię. Twój mąż szybciutko padł trupem. Chciałem się iść wykąpać, ale kręciło mi się w głowie, więc się na moment położyłem i wtedy przyszłaś. Miałem straszliwą ochotę iść do ciebie do tamtego pokoju, ale bałem się, że nie dojdę. Czy wiesz, kiedy ostatni raz widziałem cię nagą? Ela uśmiechnęła się - myślę że w październiku 1960 roku. Dziś mija od tamtego dnia 45 lat a ja pożądam cię tak samo jak wtedy, nic nie mniej-mówił nieco chrapliwym szeptem wyzwalając się z ubrania. O Boże, byłaś operowana i to dość dawno. Całował blizny na jej brzuchu i szeptał czułe słowa zapewniając ją cały czas o swym nadal trwającym uczuciu. Ela poddawała się tym wszystkim pieszczotom, odnotowując jednocześnie w swej świadomości, że ta bliskość jest jej o stokroć milsza od tej sprzed wielu lat a i doznania inne, pełniejsze i całkiem nowe, bowiem jej pożycie z Jasiem nie dawało żadnego zadowolenia i radości.A od wielu lat żyli obok siebie, a nie ze sobą.

                                                                  c.d.n.