wtorek, 20 kwietnia 2021

To nie takie proste - 3

 Zgodnie z planem Wojtka, w niedzielę wraz z chłopcami pojechali do ZOO.Wojtek był zdania, że lepiej by na pierwszy raz chłopcy byli na terenie, który dość dobrze znają. Nowa partnerka ojca  a do tego nowe do zwiedzania miejsce- to może być  zbytnie obciążenie  dla nich. Patrycja z kolei stwierdziła, że to Wojtka dzieci, nie jej, więc on ma tu najwięcej do powiedzenia. Patrycja dzielnie  dreptała po ZOO, siedziała tylko w tym czasie, gdy chłopcy wpierw z Wojtkiem, a potem już sami sterczeli ponad godzinę koło wybiegu małp. 

Gdy razem siedzieli w ogródkowej kawiarni Patrycja zapytała się, czy byli kiedykolwiek w Kazimierzu Dolnym, opowiedziała im króciutko o tym miejscu i zapytała, czy może by tam pojechali w następny weekend, jeśli oczywiście  dopisze pogoda. A jeśli nie będzie pogody, to mogą  wybrać się razem do Muzeum Wojska Polskiego, bo ona już kilka lat nie była w tym muzeum, ale pamięta, że jest dużo ciekawych eksponatów do obejrzenia. 

Wojtek wpatrywał się w Patrycję tak, jakby była z zupełnie innej konstelacji gwiazd, pod stolikiem dyskretnie odszukał jej nogi i objął je swoimi. Oczywiście nie docenił bystrości swych synów, którzy zaraz rozszyfrowali te jego manewry. Gdy tak siedzieli w czwórkę Patrycja wypytywała chłopców które zwierzęta ich  najwięcej interesują, opowiedziała im, że gdy była jeszcze w szkole podstawowej to bardzo chciała pracować w Ogrodzie Zoologicznym i to koniecznie  być opiekunem  małp, ale jakoś z tych planów wyrosła i poprzestała na oglądaniu filmów dokumentalnych  z życia różnych ogrodów zoologicznych świata. A teraz czym się pani zajmuje? - niemal  "po dorosłemu "zapytał Adam. Elektroniką, jestem po studiach technicznych, jestem inżynierem elektronikiem. To chyba trudne studia - zauważył przytomnie Adaś, ja bym nie dał rady, nie jestem dobry ani z matematyki ani z fizyki, ale lubię chemię. Wierz mi Adasiu - gdy skończyłam podstawówkę i byłam w liceum, naprawdę nie wiedziałam przez pierwsze dwa lata, że będę studiować na politechnice. Po prostu zmieniają się nam z upływem czasu zainteresowania, a bardzo często mają wpływ na to nasi nauczyciele. Młodsza latorośl Wojtka w pewnej chwili włączyła się do dyskusji - a ja bardzo nie lubię geografii, pani od geografii mówi na nas, że jesteśmy durnie. Nikt w naszej klasie nie ma piątki z geografii, nawet dziewczyny! Patrycja spojrzała wymownie na Wojtka, ale ten milczał, więc powiedziała - no to naprawdę dziwne, bo z reguły dziewczęta są bardzo obowiązkowe.

Wojtek przysłuchiwał się wszystkiemu z uwagą i z prawdziwą przykrością stwierdził, że jego niechęć do żony w jakimś stopniu przeniosła się i na dzieci i zaniedbał je uciekając w pracę, w robienie doktoratu. Ale jednocześnie cieszył się  bardzo, że chłopcy z zainteresowaniem rozmawiają z Patrycją i wyraźnie przypadła im do gustu. 

Po wyczerpaniu tematu "szkolnego" Adam zapytał się Patrycji, czy naprawdę będzie żoną Wojtka. Patrycja obdarzyła Adama najpiękniejszym swym uśmiechem i powiedziała - tak, gdy sąd orzeknie rozwód. Wojtek dodał- to chyba jasne, mówiłem wam, że kocham inną kobietę i chcę by była moją żoną.

Ale Adaś zignorował to co mówił Wojtek i nadal przepytywał Patrycję - a będziemy mogli wtedy u taty nocować? Oczywiście Adasiu, rozwód dotyczy tylko małżonków, dzieci nadal są dziećmi swych rodziców. Bo ojcem i matką  pozostaje się  do końca życia. Będziecie już dorośli a nadal będziecie wciąż dziećmi dla swych rodziców.

Adam-przestań już wypytywać- przecież wszystko wam już tłumaczyłem!-Wojtek pomału tracił cierpliwość. Ale w tym momencie Patrycja powiedziała - kochanie, dobrze, że Adam mnie o wszystko wypytuje, ma do tego prawo. Po prostu zmienią mu się warunki w których dotychczas żył i to budzi jego niepokój. I  to, że mnie wypytuje o wszystko co go niepokoi świadczy o tym, że jest myślącym chłopcem. I tym jednym zdaniem wypowiedzianym spokojnie i z miłym uśmiechem Patrycja "kupiła" obu chłopców. Obaj chcieli wiedzieć kim dla nich będzie ewentualne dziecko Wojtka i Patrycji, więc powiedziała, że będzie to rodzeństwo  przyrodnie, bo będą mieli z tym dzieckiem tego samego ojca, ale dwie różne mamy. Chcieli też wiedzieć, jak mają się zwracać do Patrycji i ona zaproponowała, by po prostu mówili do niej po imieniu . Bo mama jest tylko jedna- a Patrycja  nie pretenduje do takiego tytułu dla nich.

A tak na bieżąco to byli zainteresowani czy jeszcze przed rozwodem będą mogli się spotykać z Patrycją i Wojtkiem i gdzieś razem bywać. Tym razem już obydwoje zapewnili chłopców, że oczywiście tak, będą się razem spotykać.  I zaprosimy Was również na nasz  ślub - zapewnił ich Wojtek. No to  fajnie- podsumował Adaś, a Krzyś mu przytaknął. 

Gdy żegnali się z Patrycją, obaj bardzo grzecznie podziękowali za to, że byli z Patrycją i Wojtkiem w ZOO, a Adam głośno powiedział do Patrycji- jesteś naprawdę równą babką, na co w odpowiedzi usłyszał- a wy obaj bardzo fajnymi chłopakami. Wojtek odstawił ich do mieszkania, sprawdzając przy okazji czy jest w domu jego "jeszcze żona".

Gdy wrócił do samochodu wpierw ucałował Patrycję a potem powiedział- przepraszam cię za ich namolność. Ale Patrycja była zdania, że wszystko było i jest w porządku - chłopcy są zaniepokojeni, bo przecież w jakiś sposób zmieni się ich życie- już mają jedną konkurentkę do uczuć Wojtka a zdają sobie sprawę, że przybędzie i kolejny konkurent- jakieś dziecko. Wojtek zastanawiał się na głos czy i ewentualnie co powiedzą chłopcy swej matce, bo już jakiś czas temu zauważył, że  jeśli robili w towarzystwie Wojtka to co im sprawiało wielką frajdę to nigdy o tym nie mówili swej matce, bo Helena miała niemiły zwyczaj ośmieszania i krytykowania wszystkiego co im  sprawiało przyjemność, a nie miało zupełnie związku z jej osobą.

W tygodniu Wojtek spotkał się z prawnikiem, który stwierdził, że ta sprawa rozwodowa jest prosta, bo Patrycja jest w ciąży. Byłoby natomiast dobrze, by Wojtek porozmawiał z synami jak oni widzą sprawę swego miejsca zamieszkania po rozwodzie, bo sąd na pewno zada takie pytanie bo to już naprawdę spore dzieci i mają prawo wypowiedzieć się w sądzie z kim chcą mieszkać. Często się zdarza, że jedno chce mieszkać z ojcem a drugie z matką. Wojtek jęknął - nie wpadłem na ten pomysł by ich o to przepytać- gorzej, bo nie wiem czy moja partnerka jest gotowa by od razu zająć się trójką dzieci. Co do starszego to podejrzewam, że nie za bardzo będzie chciał pozostać z matką. No nic, dziś muszę wpierw porozmawiać o tym ze swoją partnerką a z dziećmi w następnej kolejności. Dobrze, zgodził się prawnik, ja już zajmę się tym tematem by nadać sprawie bieg, ale przed rozprawą chciałbym wiedzieć jak się sprawa ma.

Po wyjściu od prawnika  Wojtek wpierw pojechał do swoich rodziców- czuł się nieco zagubiony, wręcz bał się, że Patrycja wobec możliwości  zostania nagle  matką trojga dzieci wcale nie będzie chciała zostać jego żoną. I ta myśl go przerażała. 

Rodzice Wojtka stwierdzili, że jeżeli jego synowie mają dobrze w głowinach, to na pewno wybiorą Patrycję, skoro tak jak mówi Wojtek, ona im się spodobała. Oni z kolei w takim razie szybko wyremontują piętro domu w którym teraz  mieszkają i Wojtek wraz z trójką dzieci i żoną będą mieli całe piętro dla siebie, tylko salon na parterze będzie wtedy wspólny oraz kuchnia. I naprawdę jeszcze mogą pomóc Patrycji w opiece nad dziećmi. A być może, że chłopcy wybiorą mieszkanie u dziadków a nie u Wojtka i Patrycji- zawsze lubili tu bywać, obaj mieli tu nawet swoje  grządki w ogrodzie. Wtedy wcale nie będzie problemu a i dla Patrycji może to być dobre rozwiązanie.

A co do mieszkania, w którym dotychczas mieszkał z Heleną i dziećmi- musi po prostu po rozwodzie wymeldować stamtąd Helenę a mieszkanie dać pod wynajem. A Helena wróci do mieszkania, w którym kiedyś mieszkała a teraz je  wynajmuje.Co do mieszkania, w którym mieszka Patrycja- też powinno pójść pod wynajem, jeśli nie będzie tam żadne z nich mieszkało.

Z sercem pełnym niepokoju pojechał do domu- chciał to wszystko przetrawić nim Patrycja wróci z pracy. Póki co przejrzał listę  zakupów i wyskoczył do sklepu, potem obrał kartofle tylko raz się zacinając nożem, bo bardzo był pochłonięty myślami o rozwodzie i zaklinaniem rzeczywistości, by Patrycja od niego nie odeszła. Doszedł do wniosku, że nie wyobraża już sobie życia bez Patrycji- równie dobrze mógłby umrzeć, gdyby go zostawiła.

Do chwili powrotu Patrycji zdążył zrobić i rozwiesić pranie oraz przelecieć całe mieszkanie odkurzaczem. Trzeba mu oddać sprawiedliwość- od momentu, gdy okazało się, że Patrycja jest w ciąży starał się jak najwięcej jej we wszystkim pomagać, zgodnie z powiedzeniem "zakochany mężczyzna wszystko potrafi zrobić, nawet pranie w pralce".

Pod koniec obiadu powiedział Patrycji o swej wizycie u prawnika i o tym, że musi przepytać dzieci u kogo chcą mieszkać po rozwodzie, bo takie pytanie z całą pewnością padnie na sprawie. A chłopcy już są w wieku, w którym przysługuje im wybór z którym z rodziców chcą zamieszkać po rozwodzie. Przyznał się też, że był już u swych rodziców i rodzice rozumiejąc problem proponują by oni, jeśli dzieci wybiorą zamieszkanie z Patrycją i nim, zamieszkali na piętrze willi rodziców. Piętro wymaga odświeżenia ale to żaden problem.Tyle tylko, że aby było  całej piątce wygodniej nie będą mieli na piętrze  salonu- salon będzie u rodziców na parterze, podobnie jak i kuchnia, która jest bardzo duża. Poza tym dookoła jest ogród i na piętrze taras, więc będzie miało maleństwo dobre  warunki do werandowania. No i rodzice we wszystkim im pomogą, oczywiście  w miarę swych możliwości.

Patrycja wysłuchała wszystkiego i powiedziała - no tak, wynika z tego,  że nagle możemy stać się całkiem sporą rodziną, pięcioosobową, o ile najbliższe USG nie wykaże, że jestem w ciąży bliźniaczej. Sześcioosobowa rodzina  też brzmiałoby interesująco.

A co zrobisz z Heleną, gdy dzieci wybiorą ciebie, a nie ją? Wyprowadzi się stamtąd a mieszkanie się komuś wynajmie. Przypomniało mi się, że ona nawet nie jest tam zameldowana na stałe, bo ma meldunek w swoim mieszkaniu, w którym kiedyś mieszkała, a które dostała od swoich rodziców.  My, jeśli się rozgościmy u rodziców też się u nich zameldujemy tylko tymczasowo. Chłopcy będą nadal na stałe meldowani tu gdzie teraz mieszkają, a u dziadków tylko tymczasowo.

Wojtuniu, przemyślę to wszystko nieco później, teraz chcę pomyśleć nad jednym problemem, bo jeden z układów nam nie działa. Muszę sprawdzić wszystko gdzie jest błąd. A co do nas - właściwie to mam tak naprawdę niewielki wybór, jeśli nie chcę pozbawić naszego dziecka obecności ojca w jego życiu od pierwszego samodzielnego oddechu.

A mogę ci coś pomóc w tym problemie z niedziałającym układem? Nie, po prostu muszę sprawdzić obliczenia czy były dobre, bo nie wykluczam, że któryś z techników coś spieprzył, brzydko mówiąc. Nie jest trudno się pomylić w podłączeniu lub niezbyt dokładnie coś przylutować. A ty chcesz dziś porozmawiać z chłopcami czy  dopiero w weekend? W weekend, a właściwie w piątek po pracy. Wojtuniu, a pomyślałeś o tym, że pomaganie nam może być zbyt męczące dla mamy? Pomyślałem i na pewno zatrudnię kogoś do pomocy, ten wydatek pokryje nam wynajęcie mieszkania. Moje chyba też wynajmiemy, jak sądzisz? Tak myślę, kochanie. Wojtuś, przytul mnie, mam nieprzyzwoite zachcianki. To cudownie, bo też jestem stęskniony. Pat, gdzie ty tę ciążę nosisz, zupełnie nie masz brzuszka - marudził Wojtek. Mam, mam, przytyłam w obwodzie 4 centymetry. A wiesz, że idziemy pojutrze na kontrolę? Wiem, pamiętam, mam zapisane.

Po zaspokojeniu nieprzyzwoitych zachcianek swej ukochanej kobiety Wojtek usłyszał, że oczywiście Patrycja zgadza się na to, żeby  zamieszkali u rodziców Wojtka.

                                                               c.d.n.



To nie jest proste - 2

 Następnego dnia Wojtek, tak jak planował, przeprowadził z synami bardzo poważną rozmowę. W jej trakcie dowiedział się od młodszego syna, że właściwie  rozwód nie jest potrzebny, bo przecież on i mama nie są małżeństwem bo nie  mają ślubu....kościelnego. 

Wojtka na moment zatkało i zapytał się skąd  młodszemu przyszło do głowy, że jego rodzice nie są małżeństwem bo nie mają ślubu kościelnego. Dziecię odpowiedziało, że gdy kiedyś był u nich ksiądz "po kolędzie" to powiedział mamie, w ich obecności, że tak naprawdę to tata i mama tylko się przyjaźnią a nie  są małżeństwem, bo nie brali ślubu w kościele. A starszy powiedział Wojtkowi, że dobrze, że ten ksiądz tak powiedział, bo od tej pory ksiądz już nie przychodzi z kolędą a oni nie chodzą na religię i to był największy pożytek z tej wizyty. 

Co do stosunków pomiędzy rodzicami okazało się, że obaj synowie Wojtka "funkcjonują od dawna na podsłuchu", jak większość ich koleżanek i kolegów. Ile razy są w domu a ich mama rozmawia przez telefon ze swoimi przyjaciółkami, oni każdą rozmowę podsłuchują i mama kiedyś powiedziała, że "ty tato masz jakąś dziwkę i że to dobrze, bo mama przez to ma  święty spokój." Wojtek poczuł się przez chwilę tak, jakby miał zwymiotować, ale się opanował i spokojnie wytłumaczył, że żaden kulturalny człowiek nie powinien używać takiego słowa mówiąc o kimś kogo nie zna. I niemal dwie godziny tłumaczył chłopcom, że miłość pomiędzy dorosłymi ludźmi bardzo często nie trwa do grobowej deski, bo to bardzo skomplikowane uczucie, które wymaga  stałej troski i w sferze psychicznej i fizycznej a jeśli to uczucie wygaśnie to lepiej jest rozstać się w przyjaźni a nie w złości i żalu. A ponieważ to uczucie już dawno wygasło pomiędzy nim a ich mamą, to on złoży w sądzie wniosek o rozwód. 

Ale to, że tata i mama nie będą małżeństwem nie znaczy wcale, że on przestanie nagle być ich ojcem - będzie nim nadal aż do swej śmierci. Starszy, bardziej zorientowany w sprawach życiowych  wręcz zapytał, czy Wojtek ma jakąś przyjaciółkę, a Wojtek stwierdził, że tak, że od  kilku lat kocha inną kobietę i chce  wreszcie być z nią razem. I nie jest to żadna "dziwka", a bardzo miła osoba, mądra i wykształcona, po studiach. A będziecie mieli dzieci ?- starszy nadal sondował temat. Wojtek patrząc dziecku w oczy powiedział- myślę synku, że tak, nie widzę przeszkód. Ale to i tak nie zmieni faktu, że nadal będę waszym ojcem. Tylko będę miał więcej dzieci niż tylko was dwóch. A będziemy mogli cię odwiedzać, gdy będziesz mieszkał z inną żoną? Oczywiście. I ona się zgodzi? Tak, przecież wie, że istniejecie , że was kocham i nadal jestem waszym ojcem. 

Gdy żona Wojtka wróciła  z aerobiku Wojtek poinformował ją, że składa pozew rozwodowy i że już powiedział o tym obu chłopcom. I że wyprasza sobie by ona o kimkolwiek mówiła "dziwka", zwłaszcza gdy danej osoby nie zna. Poza tym on się wyprowadzi jeszcze przed wyrokiem sądu a ponieważ mieszkanie jest jego własnością, wyłączoną ze wspólnoty majątkowej, zastanowi się z adwokatem jak tę sprawę rozegrać.  Prawdopodobnie  zapisze je testamentem chłopcom. A może znajdzie inne rozwiązanie. I przy okazji poradził jej, by rozmawiając z koleżankami przez telefon  mówiła ciszej lub umawiała się z nimi na rozmowy osobiste, bo chłopcy cały czas funkcjonują na podsłuchu.

O 21,30 był z powrotem u Patrycji. Opowiedział jej dokładnie całą rozmowę z chłopcami i zapytał się, czy Patrycja się zgodzi by on jej przedstawił chłopców jeszcze przed jego rozwodem, bo jest pewien, że jakaś wspólna wycieczka poza miasto lub np. do Ogrodu Zoologicznego dobrze im zrobi. Bo jak zna swą   żonę, ona ze wszystkich sił będzie się starała przedstawić chłopcom Patrycję w czarnych kolorach, więc taki osobisty kontakt  chłopców z nią jest wskazany. Gdy zaczął mówić o mieszkaniu Patrycja z miejsca orzekła- zapisz je chłopcom na razie testamentem, a gdy młodszy będzie pełnoletni możesz cofnąć testament i zrobić im z tego mieszkania  darowiznę. My się przecież pomieścimy tutaj.

Poza tym Wojtek zapowiedział, że będzie się jak najszybciej kontaktował z prawnikiem w sprawie rozwodu. I trzeba pamiętać, żeby wziąć od lekarza  zaświadczenie, że Patrycja jest w ciąży. Tego wieczoru Patrycja zasypiała kołysana szeptami Wojtka, a treścią były hymny pochwalne jaka jest kochana, cudowna a mała fasolka w jej wnętrzu cudem który im się przydarzył. Rano nie pozwolił jej wysiąść jeden przystanek wcześniej przed instytutem. W piątek wieczorem przyjechał do niej ze wszystkim swymi dokumentami i większością rzeczy osobistych. W pakowaniu i przewiezieniu pomagał mu przyjaciel. Dwa samochody typu combi były pełne po dachy. Dobrze, że Patrycja mieszkała w starym, przedwojennym jeszcze budynku, w którym same pokoje miały w sumie 60 m kwadratowych, a do tego były na pierwszym piętrze. Budynek jako trzypiętrowy  nie  miał windy.

Tak jak planował, Wojtek skontaktował się z prawnikiem. Oprócz sprawy rozwodowej były do "ogarnięcia" różne sprawy majątkowe. Wojtek poinformował swoich rodziców (oboje jeszcze  żyli i byli nawet całkiem przytomni) że się rozwodzi i że wkrótce przedstawi im miłość swego życia, czyli Patrycję. O tym, że pomiędzy Wojtkiem, a jego "jeszcze żoną" nie jest dobrze wiedzieli od dawna, zresztą " wcale nie piękna Helena" jak ją nazywał ojciec Wojtka nie była ich ukochaną synową. Wnuków jakoś tolerowali, ale mało entuzjastycznie podchodzili  do kontaktów z nimi. 

O Patrycji Wojtek już kilka razy opowiadał swemu ojcu a tym razem obiecał, że ją do nich przywiezie, żeby rodzice mogli ocenić, jaka to wspaniała osoba. Ponieważ rozmowa zeszła na tematy majątkowe ojciec wyraził chęć uczestniczenia w spotkaniu z prawnikiem. Na koniec wizyty Wojtek dowiedział się, że jeśli idzie o koszty  związane z jego rozwodem to ojciec je pokryje. Dopiero teraz dotarło do Wojtka jak bardzo jego "jeszcze  żona" była nielubiana przez jego rodziców.

W przeciwieństwie do "jeszcze  żony" Wojtka Patrycja czuła się w ciąży świetnie, można wręcz powiedzieć, że ten stan wyjątkowo jej służył. Żadnych mdłości, bóli głowy czy też ciągłej chęci na spanie. A wyglądała wręcz kwitnąco.

Któregoś piątkowego popołudnia Wojtek z Patrycją przyjechali po pracy do jego rodziców na obiad. Przyszły teść bardzo się  jej przyglądał i wreszcie powiedział- już sobie przypomniałem skąd panią znam- chyba była pani  Starostą Roku albo w Radzie Studentów i wykłócała się pani o przedłużenie sesji na W.S.I., bo ktoś ją nagle skrócił. Brałem udział w tej naradzie zamiast kolegi i bardzo mi się podobały pani argumenty. Ale to było strasznie dawno, chyba na drugim roku- stwierdziła Patrycja  i ja pana nie pamiętam. Ale pamiętam, że moja kłótnia jednak dała  pozytywny wynik. No bo argumenty były rzeczowe a nie wzięte z sufitu - podsumował sprawę ojciec Wojtka. I mam propozycję - lada moment będziemy rodziną to już sobie mówmy po imieniu. Wojtek się zaczął śmiać- to musiałaś Pat im nieźle nagadać, skoro ojciec do dziś to pamięta. Żebyś wiedział - wstrząsnęła profesorskimi sumieniami- dopowiedział ojciec.

Mama Wojtka zaanektowała Patrycję całkowicie. Dopytywała się jak Patrycja radzi sobie z sytuacją, że Wojtek ma "jeszcze  żonę", ale  Patrycja powiedziała, że oni są ze sobą już trzy lata, a w Instytucie jeszcze wcześniej  kursowały plotki, że Wojtkowe małżeństwo do udanych nie  należy. No popatrz kochana, to on ciebie już trzy lata przed nami ukrywa! Bo on czekał aż dzieci będą trochę starsze, teraz sam im powiedział o rozwodzie - usprawiedliwiała Wojtka Patrycja. 

O czym tak plotkujecie? - Wojtek podszedł i objął je obydwie. Mamuś, jeszcze nie wiesz, ale znów będziesz babcią- Patrycja ma w środku teraz już 14- tygodniową fasolkę. Niezależnie od tego jakiej płci - będzie to dziecko prawdziwej mojej miłości. Mamuś, nawet nie masz wyobrażenia jaki jestem szczęśliwy!  Nie da się ukryć, że ci ta ciąża służy dziecinko - wyglądasz pięknie!-zachwyciła się teściowa- wcale nie wyglądasz  ciążowo!  A tacie już mówiłeś?- dopytywała się mama - jeszcze nie, chciałem byś ty pierwsza się o tym dowiedziała i podpowiedziała nam dobrego lekarza położnika. Dobrze synku- rozejrzę się w temacie.  

Boguniu, kochany,  chodź tu do nas! znów będziemy dziadkami! Ale tym razem to będzie  dzieciątko wielkiej miłości, Patrycja jest w ciąży! A ja, stara położna, niczego nie zauważyłam, bo tak jej ta ciąża służy!

Mama Wojtka omal nie skakała z radości i zapewniła oboje, że chociaż już nie jest młoda , to zawsze jednak im pomoże przy  maleństwie i pod koniec ciąży gdy już na ogół kobieta jest zmęczona swym stanem, bo to jednak jest wysiłek dla organizmu. Te ostatnie dwa miesiące to będą do niej przyjeżdżać na obiady, żeby się Pat nie męczyła zakupami i gotowaniem. A gdyby Wojtek w tym ostatnim okresie jej ciąży wyjeżdżał za granicę, to Pat będzie wtedy albo u nich albo mama będzie nocować u niej.

Patrycja była szczęśliwa, że tak serdecznie ją przyjęli rodzice Wojtka. Niestety jej rodzice zginęli wkrótce po tym gdy skończyła studia i zaczęła pracę w Instytucie. Jechali z okazji 1 Listopada na grób rodziców jej ojca do Bydgoszczy. Samochód jadący z przeciwka wpadł w poślizg, wpadł na samochód rodziców i jadąca za nimi ciężarówka nie zdołała wyhamować. Mama zginęła na miejscu, ojciec w szpitalu, następnego dnia. Wojtek był jedną z nielicznych osób, które o tym wiedziały, ale powiedziała mu o tym dopiero w drugim roku bycia z nim razem.

O ósmej wieczorem Wojtek powiedział - koniec zabawy na dzisiaj, wasza synowa musi odpocząć, fasolka też ma zapewne dosyć wrażeń na dziś. Jutro odpoczywamy , bo być może w niedzielę wezmę chłopców do ZOO i oczywiście pokażę ich Patrycji. Mama od razu napomniała Wojtka - tylko niech się Pat za bardzo nie zmęczy, uważaj Wojtuniu. Wojtek objął mamę - mamuś, tam są ławki i jakieś ogródki kawiarniane. Poza tym chłopcy mają swoje ulubione miejsca, koło wielu tylko przechodzą lub przelatują w tempie rakiety kosmicznej. Poza tym tak ich wytresowałem, że część zwiedzają sami a ja spokojnie na nich czekam. To już duzi chłopcy. Adaś to już nawet na randki chodzi, Krzyś to już nawet rozmawia ze swoimi koleżankami z klasy. Ale i tak najchętniej sterczą przy wybiegu małp.

Gdy jechali do domu Patrycja powiedziała - a może byśmy pojechali z nimi w niedzielę do Kazimierza Dolnego? Co prawda w niedzielę jest tam tłoczno, ale przynajmniej coś zobaczą ciekawszego niż małpy. Tylko dobrze byłoby wyjechać nieco wcześniej niż o 10 rano. Ja im trochę o Kazimierzu mogę opowiedzieć. Nie tylko w Budapeszcie bywałam kilka razy. A ja to chyba nigdy nie byłem w Kazimierzu- stwierdził Wojtek. No to zobaczysz coś ładnego - zapewniła go Patrycja. A w Łowiczu byłeś? Nie -nie byłem. No to sobie w któryś weekend pojedziemy. I zawsze gdy chcesz możesz przecież wziąć chłopców. Może im nie zaszkodzi gdy zobaczą faceta, który kocha  kobietę z którą jest. Przecież dzieci czerpią wzory zachowań właśnie z domu.

                                                                  c.d.n.

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

To nie jest proste

Patrycja cierpliwie czekała na Wojtka. Byli kochankami od niemal trzech lat- on żonaty i dzieciaty niedawno przekroczył czterdziestkę, ona młodsza od niego o 8 lat. Pracowali w jednej firmie, w której on był dyrektorem technicznym, ona kierowniczką jednego z zespołów badawczych.  

Wojtek tak naprawdę nigdy nie cenił kobiet z dyplomem inżyniera a inżyniera elektronika zwłaszcza. Ale Patrycję cenił, mówiąc o niej niezbyt elegancko :"ta  baba ma chyba komputer w miejscu mózgu". Kobietę dostrzegł w niej dopiero w czasie wspólnej delegacji w Budapeszcie, gdy pojechali razem na kompleks basenów. I potem, gdy Patrycja pokazywała mu Budapeszt, w którym już bywała wcześniej i to kilka razy. Dwa dni przed powrotem do  Polski wylądowali razem w łóżku. Rano Wojtek był niemal  "na ostatnich nogach", a Patrycja w ciągu dnia  dyskretnie  ziewała i miała lekko podkrążone oczy. A po tej jednej nocy Wojtek "przepadł" - zakochał się niczym małolat. I nagle "baba z mózgiem jak komputer" przesłoniła mu cały świat, przypomniała, że oprócz pracy istnieją  uczucia i seks.

Trudno byłoby nazwać Patrycję pięknością - owszem, była bardzo zgrabna, miała dość regularne rysy, nigdy się nie malowała, twierdząc, że jest alergiczką i jedynym jej kosmetykiem była oliwka do pielęgnacji niemowląt. 

Zawodowo była bezbłędna,  miała świetne pomysły i była też bardzo zorganizowana,  rzeczowa i bezkonfliktowa. W podległym jej zespole panowały bardzo koleżeńskie stosunki a kłótnie i obgadywanie były nieznanymi zjawiskami.

Z Budapesztu do Warszawy wracali samolotem a z lotniska wzięli taksówkę i, chociaż Patrycja tego nie planowała, wylądowali w jej mieszkaniu. Oboje sobie zdawali sprawę, że ich intymne kontakty w Warszawie będą raczej sporadyczne, a może i całkowicie zanikną.  Wojtek cały czas zapewniał Patrycję, że jego małżeństwo już od dłuższego czasu pozbawione jest sfery intymnej, że są razem głównie z powodu dwójki dzieci i za jakiś czas zakończy się to  rozwodem. Ona go zafascynowała, jest zachwycony i zakochany i będzie robił wszystko by się mogli jak najczęściej widywać i być razem. Odpowiedzią Patrycji było powiedzenie - pożyjemy, zobaczymy. 

Lubiła Wojtka od samego początku, zawodowo był bardzo dobry, nie był dyrektorem z partyjnego awansu, mało tego- nie był członkiem jedynej, słusznej partii, co nawet czasami utrudniało mu życie. Ale dzięki temu nie groził mu awans np. do ministerstwa.

Dziś, prawie w trzecią rocznicę  nieformalnego związku Patrycja  miała dla Wojtka nowinę, która będzie sprawdzianem jego uczuć do niej - trochę się nawet obawiała jak zareaguje na to wszystko  facet, który wciąż ją zapewnia o swej wielkiej miłości do niej, a jest  na co dzień z inną kobietą i ich wspólnymi dziećmi. Co prawda połowę szafy w sypialni Patrycji zajmowały rzeczy osobiste Wojtka, które kupował w trakcie licznych delegacji zagranicznych. Czasami się zastanawiała czy on aby przypadkiem nie ma jeszcze innych kochanek, ale po pierwszym roku jej podejrzenia ustały. Po każdej delegacji Wojtek wprost z lotniska lub pociągu trafiał do niej, niezależnie od tego która to była godzina, zdawał obszerne sprawozdanie z każdego dnia pobytu, pokazywał co kupił dla siebie i to zostawiał u niej, zawsze miał dla niej jakiś wymyślny prezent, pokazywał co kupił dla chłopców. Raz, gdy się zapytała przez przekorę, co przywiózł swej żonie powiedział- ona jak na razie ma nieustający prezent w postaci tego, że jeszcze nie wniosłem sprawy rozwodowej. Ale i to się jej urwie.Dzieci też się starzeją, nie tylko dorośli.

Gdy usłyszała trzask otwieranego w drzwiach  zamka, na sekundę poczuła dziwny niepokój, ale wstała i jak zwykle wyszła do przedpokoju, by na powitanie Wojtka objąć i się do niego mocno przytulić. Już po trzech miesiącach dała mu klucz od swego mieszkania by wreszcie uwierzył że ona ma tylko jego  a nie kogoś jeszcze. Wojtek bywając u Patrycji kilka razy w tygodniu czuł się w obowiązku zaopatrywania lodówki i dokładania się do czynszu, chociaż Patrycja bardzo protestowała.  Dziś Wojtek był wyraźnie zmęczony a na dodatek głodny, więc Patrycja szybko przygotowała  dla nich obojga coś na kształt obiadu, na koniec serwując kawę i czekoladowe ciasto. W trakcie jedzenia rozmawiali o sprawach czysto służbowych, bo Wojtek przyjechał do niej prosto z narady w ministerstwie.

Przy kawie Patrycja powiedziała- mam dla ciebie nowinę - jestem w ciąży. Choć jej nie planowałam. To efekt tamtej nocy gdy wróciłeś dość niespodziewanie nocą z delegacji, ja byłam bez diafragmy bo miałeś wrócić dzień później, a ty rzekomo wycofałeś się w porę. I niezależnie od tego co ty o tym myślisz, nie usunę tej ciąży. To jest pierwsza moja ciąża co, jak mi powiedział lekarz, jest raczej przeciwwskazaniem do jej usunięcia a po drugie - jest to niemal ostatni moment na ciążę a poza tym - chcę tego naszego dziecka. Nie musisz się wcale z tego powodu rozwodzić - jestem samodzielna, dam radę sama je wychować. Podam twoje imię jako ojca, co do nazwiska - chciałabym byś ty zadecydował czy ma mieć moje, panieńskie, czy dasz mu swoje. Oczywiście możesz zlecić badanie genetyczne by mieć pewność że to naprawdę twoje dziecko - nie będę miała o to żalu. I, jak mi powiedział lekarz, ciąża nie jest przeszkodą do kontynuowania współżycia, tyle tylko, że jak to określił - bez całonocnych szaleństw.

Pat, czy ty sama siebie słyszysz? Jak mógłbym nie dać swemu dziecku swego nazwiska? Fakt, moja wina, ale byłem tak stęskniony ciebie, że musiałem do ciebie przyjechać nocą, prosto z podróży. Jasne, że dam dziecku swoje nazwisko, jasne też,  że pomogę  ci przy dziecku. A gdy będziesz szła na następną wizytę kontrolną to pójdę z tobą. Tylko podasz mi termin kilka dni wcześniej. Daj, ucałuję  ten brzuszek, w którym już się coś zagnieździło. I będę się kontrolował, by odtąd zawsze było delikatnie. I zero badań genetycznych. Wiem, że to będzie moje maleństwo.  I jestem zdania, że dzieci mam na tyle duże, że nie ucierpią zbytnio z powodu rozwodu. Starszy ma  już prawie 15 lat, młodszy skończył 13. Z nimi to już można poważnie rozmawiać. Poza tym to nie są głąby, widzą, że my nigdy nigdzie razem nie bywamy, mamy oddzielne sypialnie, na wakacje nie jeździmy razem. Zapewne odetchną gdy się wyprowadzę, bo jak na razie śpią obaj w jednym pokoju, więc z wielką ulgą któryś z nich zajmie  mój pokój. Nie wiem tylko, czy starszy będzie chciał mieszkać  z matką, ciągle się z nią kłóci o wszystko. A wtedy zostanie ze mną i będziemy musieli to twoje mieszkanie zamienić na większe. No i nie wiem, czy zgodzisz się by pod  twoim dachem zamieszkało dwóch panów L. 

Pat, ta fasolka w twoim brzuszku to już ma z 10 tygodni- zawołał po chwili. Zgadza się, tak też  ocenił lekarz- wyjaśniła mu Patrycja. Wojtek przytulił twarz do brzucha Patrycji, chwilę milczał, potem powiedział - to malutkie mi nadało, że powinienem się jak najszybciej wprowadzić do ciebie, mogę?  Ono chce byśmy o nie dbali oboje. Nie chcę byś jeździła do pracy zatłoczonym autobusem, będę cię woził. Patrycja śmiała się w głos - ale będzie sensacja w pracy - pan dyrektor wozi do i z pracy ciężarny personel. Poza tym miliony kobiet jeżdżą do pracy w znacznie gorszych warunkach niż ja i jakoś żyją. Czy przy synach też tak wariowałeś?

Nie, nie wariowałem, pewnie byłem za młody na to, jakoś wcale nie marzyłem o dzieciach.Podobał mi się głównie seks.A mojej żonie- niekoniecznie. Od samego początku ją zdradzałem - mnie temperament rozsadzał, a dla niej była to kara za grzechy, przeszłe, obecne i przyszłe.

 Pat, zostanę dziś z tobą na noc, dobrze? Tylko zatelefonuję do domu, że wrócę jutro około 17,00. Dobrze- zgodziła się  Patrycja. 

Po odłożeniu słuchawki powiedział- jutro będę miał okazję do rozmowy z synami- ona idzie na aerobik i ja z nimi zostaję w domu. Powiem im, że wnoszę sprawę o ustanie małżeństwa, które praktycznie nie funkcjonuje. Ciekawy jestem ich reakcji. Starszy już randkuje, a młodszy już zaczyna rozmawiać z dziewczynami. Bo dotychczas  twierdził, że z dziewczynami to nawet rozmawiać nie warto, one nawet do rozmowy się nie nadają. A gdy zapytałem dlaczego tak uważa, popatrzył się na mnie jak na upośledzonego umysłowo i dodał - one tylko rozmawiałyby o modzie, romantycznych filmach i byciu modelką ewentualnie aktorką. No i jeszcze mogłyby być piosenkarkami- znanymi.  

Wiesz- chyba w ten weekend przeprowadzę się do ciebie. Nie chcę byś była sama z dzieckiem- musisz zacząć na siebie uważać, nosisz w sobie nowe życie. Nie wolno ci dźwigać, musisz regularnie jeść i się wysypiać. Wiedziałem o tym od zawsze, moja mama była położną i kładła mi to do głowy, ale byłem wielce oporny na tę wiedzę w czasie  swego małżeństwa. Bardzo wcześnie zabrakło w nim uczuć a jego miejsce zajął tylko i wyłącznie obowiązek wobec dzieci. A teraz?- zapytała Patrycja wpatrując się w niego uważnie.  Teraz - teraz wiem jak wygląda miłość do kobiety i chcę byśmy jak najprędzej byli razem. I, co może wyda ci się dziwne - kocham też to maleństwo, które masz w sobie. Nie czułem tego gdy miałem zostać ojcem moich  synów. Pokochałem ich dopiero gdy już mogłem z nimi nawiązać kontakt. I, co nie jest chlubne, obaj byli dziełem tylko i wyłącznie przypadku. Wojtuniu, to też jest efektem przypadku - zauważyła Patrycja. Wojtek przytulił ją i powiedział - nie do końca- wiedziałem, że nie jesteś  zabezpieczona i co może z tego wyniknąć i ciut za późno się wycofałem. Chciałem by natura zadziałała. I na moje szczęście zadziałała. Kocham was oboje, ciebie i to maleństwo. Do końca dnia Wojtek zamęczał Patrycję podsłuchiwaniem czy i co maleństwo szepcze - był wyraźnie podekscytowany tą nową sytuacją, a do tego bardzo szczęśliwy.

                                                                        c.d.n.

I jak zawsze prośba- czytasz- oceń, komentarzem lub znaczkiem  takim   -(  lub takim +) i swym imieniem.


środa, 14 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - epilog

W poniedziałek, bladym świtem Artur z Marią wracali do Warszawy. Żegnając się z rodzicami Artura Maria  miała łzy w oczach, bo jak się nie wzruszyć, gdy się słyszy, że obca dotąd osoba mówi nam, że teraz będzie ci we wszystkim pomagać i masz się z nią dzielić wszystkimi swoimi problemami tak, jakby była twoją rodzoną matką. Ustalili, że  świadkami na ich ślubie będzie brat Artura, a drugim świadkiem będzie mama Artura. Umówili się też, że Artur sprawdzi, czy da się jeszcze załatwić pobyt w Sopocie dla Maćka i jego narzeczonej w tym samym terminie w którym oni mieli być (czyli przełom sierpnia i września) i od razu zadatkuje dla nich też takie dwuosobowe mieszkanie. Rodzice Artura wyrazili nadzieję, że teraz Artur będzie częściej wpadał do Krakowa, oczywiście zawsze z Marysieńką. Zamiast wesela miał być rodzinny obiad w restauracji. Dla rodziców zarezerwują hotel, Maciek z Elwirą i Elą będą nocować u nich, bo u nich jak na razie są trzy pokoje a w każdym mebel do spania.  Mama-Emilia podsunęła pomysł, podpatrzony w jakimś "daleko zachodnim" czasopiśmie, by zamiast obrączek nosili płaskie złote obrączki -zawieszki z wygrawerowanymi imionami - na zawieszce Marii byłoby  wygrawerowane ARTI, na zawieszce Artura MARYŚ. Jeśli im się ten pomysł podoba, to będzie to prezent od rodziców. Mama od razu ustaliła długość łańcuszków i ogromnie się cieszyła, że pomysł się młodym spodobał.

W drodze powrotnej pałaszowali mamine przysmaki, a zmniejszona dawka leku bardziej służyła Marii, która była już  w lepszym nastroju i nie zasypiała "na siedząco". Artur promieniał, bo Maria bardzo podobała się jego rodzinie, która zawsze  bardziej ceniła rozum niż urodę kobiet. Co prawda do urody Marii nie mieli żadnych zastrzeżeń, a Maciek stwierdził, że trafiła się Marysia jego bratu niczym ślepej kurze  ziarno, a nie dość, że bardzo zgrabna i ładna to na dodatek mądra, a te przymioty razem są raczej rzadkością.

W drodze do Warszawy Maria powiedziała Arturowi, że czuje potrzebę zatelefonowania do Wojtka i porozmawiania z nim o Alicji "na żywo" a nie tylko przez telefon. I jeśli on nie ma nic przeciwko temu, to ona zaprosi Wojtka do nich do domu. Bo na pewno Wojtkowi też nie jest lekko,  po otrzymaniu sygnału od rodziców Ali, że on jest dla nich nikim. Bo dla niej Wojtek nie jest nikim,był wielką miłością Ali i przecież mieli się pobrać, nawet gdyby rodzice Ali byli temu przeciwni. Oczywiście Artur nie miał nic przeciwko temu, tylko prosił by Maria nadal brała jeszcze te tabletki. Poza tym on wolałby być obecny przy tej rozmowie, co dla Marii było "oczywistą oczywistością". I przypomniał jej, że za kilka dni idą na wizytę kontrolną do  lekarza i powiedzą, że sami zmniejszyli dawkę leku. 

W czasie wizyty kontrolnej Maria "załapała" następne długie zwolnienie  lekarskie, dostała nowe leki, "regenerujące" system nerwowy oraz skierowanie do kolegi tego lekarza na jeszcze kilka sesji psychoterapeutycznych, oczywiście w ramach ubezpieczenia. Jeszcze nim wyszli z gabinetu porozumiał się telefonicznie z tym kolegą i prosto od niego mieli tam pojechać by się Maria zarejestrowała.  Gdy wyszli z gabinetu Maria wymruczała- no popatrz jakie to proste gdy się jest pacjentem "po znajomości." Mam nieodparte wrażenie, że to oni cię wyciągali z załamania - prawda?  Artur kiwnął głową - tak i jak widzisz wyciągnąłem się z tego z ich pomocą, więc wierzę, że i tobie pomogą, a i ja im w tym pomogę. Kto wie, może i z tym Wojtkiem tu przyjadę. Ważne jest by sobie wzajemnie pomagać. Maria przytuliła się mocno i  szepnęła - uwielbiam cię! Ja ciebie też- odpowiedział Artur całując ją w czubek głowy.

Wieczorem Maria zatelefonowała do Wojtka, który był wręcz wdzięczny jej za to chce się z nim zobaczyć i następnego dnia, wieczorem, do nich przyjechał. Było nieco łzawo, bo Wojtek naprawdę bardzo się wzruszył, że nie jest dla Marii "kimś obcym", że oboje chcą mu pomóc. Powiedzieli mu też o swoim ślubie, a Wojtek przeprosił, że raczej nie przyjdzie na ślub, bo zwyczajnie nie da jeszcze rady, co dla obojga było zrozumiałe. Artur  przejrzał swój grafik i umówił się na któreś popołudnie, by zawieźć Wojtka i oddać go w ręce lekarza. Oboje zapewnili Wojtka, że zawsze gdy mu będzie potrzebne jakiekolwiek wsparcie to może na nich oboje liczyć, bo jak powiedziała Maria, to że Ali już nie ma nie przekreśla faktu, że była jej najlepszą przyjaciółką. Gdy się żegnali Wojtek powiedział- cieszę się i to bardzo, że trafiłaś Marysiu na takiego wartościowego człowieka i że się kochacie. A oni zapewnili go po raz drugi, że zawsze może na nich liczyć, a Artur powiedział- wiesz, przyroda nie znosi pustki - za jakiś czas spotkasz inną kobietę, z którą będziesz szczęśliwy, choć teraz wydaje ci się to niemożliwe. Wiem coś o tym. Tylko wszystko wymaga po prostu czasu.

Artur, tak jak obiecał, załatwił Wojtkowi wizytę u lekarza leczącego Marię, mówiąc mu, o tym, że ma pacjenta, który był narzeczonym zmarłej przyjaciółki Marii i że oboje z Marią proszą, by go pan doktor wziął pod opiekę. Na zakończenie wizyty lekarz  powiedział, że gdyby wszyscy ludzie byli bardziej na siebie otwarci, bardziej sobie pomagali, choćby tylko w ten sposób jak to zrobili Maria i Artur w stosunku do Wojtka, byłoby znacznie mniej cierpienia i nieszczęść, bo człowiek, gdy ma wielki stres a nikt mu w tym momencie nie pomoże, wpada w taką depresję, że grozi to nawet śmiercią. 

Na ślubie Artura i Marii oprócz najbliższej rodziny było trzech najbliższych kolegów Artura i....Wojtek, który uznał, że da radę jednak przyjść, bo będzie to z jego strony pewien sposób uczczenia pamięci  Alicji. Artur  żartował, że Wojtek jest adoptowanym bratem Marii, więc na przyjęciu siedział w kręgu rodzinno- przyjacielskim i szalenie podobał się nastoletniej bratanicy Artura. Nic dziwnego, skoro traktował ją jak osobę dorosłą. Gdyby mu wtedy ktoś powiedział, że właśnie poznał swą przyszłą żonę zapewne by wtedy mówiącego te słowa po prostu wyśmiał lub nazwał wariatem. Ela miała wtedy 15 lat a on 13 lat więcej.

O swym zamążpójściu Maria poinformowała rodziców już po fakcie. W ramach prezentu ślubnego przysłali im zaproszenie do Australii i bilet "open" ważny rok, ale Maria nie chciała lecieć do nich, poza tym właśnie robiła profesjonalny kurs dla masażystów.

Dwa tygodnie spędzone w Sopocie cała "piątka" uznała za wielce udane. Elwira i Maria na zmianę zajmowały się gotowaniem, panowie zaś zaopatrzeniem - dostawali po prostu wykaz  tego co mają kupić a ich "konsultantką" na zakupach była Ela. Zmywanie załatwiała zmywarka. W Boże Narodzenie odbył się kościelny ślub Elwiry i Maćka, na którym oczywiście byli Maria i Artur.

W niecały rok po ślubie Artur wraz z kilkoma kolegami otworzyli przychodnię rehabilitacyjną i spełniło się marzenie Artura by mógł pracować razem z Marią. 

Do Australii nie polecieli nigdy, rodzice Marii z kolei nigdy nie wrócili do Polski.

                                                                  KONIEC

 


wtorek, 13 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - 10

 Rano Maria nie pojechała do pracy -Artur powiózł ją do przychodni lekarskiej i lekarz wystawił jej 9 dni zwolnienia lekarskiego, wystawił cały wachlarz skierowań na wiele badań, bo zorientował się, że badania kontrolne i Maria to dwie  zupełnie różne bajki i ostatnie to miała robione trzy lata wcześniej. Artur zatelefonował do pracy, że będzie, ale się trochę spóźni i był obecny w czasie  całej wizyty, bo Maria wyraziła na to zgodę. Plik skierowań plus zaleceń wręczył Arturowi- na wierzchu była kartka z napisem - "proszę jej dziś  nie zostawiać samej!", a żegnając się z nimi powiedział -pobierajcie się, choć to niezbyt modne, ale życie oddzielne tylko pozornie jest dobre, na co usłyszał od Artura: tak samo uważam, postaramy się to zrobić jak najprędzej. I zgodnie z zaleceniem by nie zostawić Marii samej, zabrał ją do siebie do pracy. Śmierć Ali była dla Marii potężnym wstrząsem - były ze sobą zżyte, Ala była niemal rok młodsza od Marii, ale to nie miało żadnego znaczenia. Przyjaźniły się od wielu lat, dzieliły się swoimi wszystkimi radościami i smutkami. W Warszawie obie były same, rodzice Marii byli w Australii, a Alicji co prawda w Polsce, ale widywali się z nią rzadko. Maria nadal była  w szoku, choć z lekka "znieczulona" lekami, które w nią wmusił Artur. Na początek oddał ją w ręce masażystek, potem zabrał na swoje zajęcia zbiorowe, w przerwie pomiędzy pacjentami kupił dla niej w kiosku ze sportową odzieżą czepek i kostium pływacki i dorzucił ją do grupy ćwiczącej w basenie, krótko tłumacząc koleżance  co jest grane.  Najbliżsi koledzy Artura pomagali mu w tym zabierając Marię na swoje grupowe zajęcia. Około południa, gdy  Maria  już była solidnie zmęczona fizycznie trafiła na spotkanie z psychoterapeutą i to był strzał w dziesiątkę. Była na sesji grupowej a potem indywidualnej. Zwierzyła się psychoterapeucie, że nie jest w stanie iść na pogrzeb Ali i to ją boli. Ale doświadczony psychoterapeuta i ten ból ukoił. Gdy wracali do domu Maria była już w znacznie lepszym stanie psychicznym, niemal całkiem "ogarnięta". W domu była już w stanie porozmawiać z Wojtkiem, od którego dowiedziała się, że rodzina już zabrała Alę ze szpitala, ale nie raczyli mu powiedzieć gdzie i kiedy będzie pochowana a na koniec mu powiedzieli, żeby więcej nie  dzwonił bo jest dla nich nikim i dla Ali też był nikim bo nie był jej mężem. W tym momencie dotarło do świadomości Marii jak wiele dla niej zrobił  Artur zabierając ją rano do swej pracy i włączając w opiekę nad nią swoich przyjaciół, a przecież "urzędowo" to i ona nie będąc jego żoną  jest dla niego nikim w pojęciu wielu osób. I zaraz mu o tym powiedziała, a ponieważ użyła zwrotu "jestem twoją dłużniczką" usłyszała: "tak, jesteś, a jedynym sposobem umorzenia  tego długu jest to, byś została oficjalnie moją żoną".

Następnego dnia razem odebrali z USC dokumenty Artura i złożyli je wraz z dokumentami Marii,  ustalając termin ślubu na pierwszy tydzień sierpnia, na czwartek. Do rodziców Artura postanowili pojechać w najbliższy piątek gdy Artur wróci z pracy. Trochę się Artur zezłościł, bo sam lot do Krakowa trwał krótko, ale wymóg by ze względów bezpieczeństwa być 1,5 do 2 godzin wcześniej na lotnisku wydłużał podróż, więc postanowili pojechać samochodem. W pracy bliżsi koledzy Artura dopytywali się o stan Marii, przekazywali dla niej pozdrowienia. A Darek zapewniał wszystkich, że to bardzo miła i serdeczna osoba i jak widać uczuciowa, skoro tak mocno przeżywa   śmierć  przyjaciółki.

Podróż do Krakowa przebiegła gładko, Maria przygotowała  "obiad na drogę"- paszteciki z domowym nadzieniem i ciepły barszcz czerwony z termosu. Nie wstępowali po drodze do żadnej restauracji, zjedli na jednym z leśnych parkingów. Maria początkowo miała zamiar część pasztecików zostawić w zamrażarce " na  zaś", ale w końcu spakowała wszystkie i dobrze zrobiła. Artur zjadł wszystkie, choć jak twierdził to  już nie z głodu a ze  zwykłego łakomstwa. Maria  była  trochę niespokojna, bo nie zdążyła przez te wszystkie zawirowania wybrać się do fryzjera i miała na głowie "bałagan", ale Artur ją zapewniał, że i tak się jego rodzinie spodoba- przecież nikt nie wie jaka powinna być właściwa długość jej włosów. Poza tym jemu się takie  jej uczesanie podoba, a to przecież  najważniejsze.

Rodzice  Artura przywitali oboje tak samo serdecznie, a prezentacja Marii przez Artura  brzmiała : no to przywiozłem moją Maryś żebyście mieli więcej dzieci do kochania. W pierwszy tydzień sierpnia bierzemy ślub.Cieszycie się?  Mama popatrzyła  na Artura z ukosa  i powiedziała: cieszymy się ale i trochę  nam smutno, że nie będzie tego ślubu w Krakowie i że nie chcecie wesela. Objęła Marię i powiedziała - no to wreszcie mam w domu córkę. Tak chciałam mieć córkę, a urodziłam dwóch synów.

Marysieńko,witaj w tej zwariowanej nieco rodzinie, ja mam na imię Emilia, możesz mi mówić  po imieniu, choć byłoby mi niezmiernie miło gdybyś mówiła  na mnie "mama". Dziękuję, od lat nie mam do kogo mówić "mamo", choć nie jestem sierotą. W tym momencie ojciec Artura objął  Marię i powiedział- a ja wolę byś do mnie mówiła tato a nie po imieniu. Ja jestem staroświecki. A czemu Marysiu nie masz do kogo mówić mamo i tato skoro nie jesteś sierotą?- dopytywał się ojciec. No bo moi rodzice od ośmiu lat siedzą w Australii i.....kangury macają, wtrącił Artur. Oj, to daleko są. No i bardzo dobrze, podsumował Artur i ruszył do kuchni. Wy się tu do mojej Maryś przytulajcie a ja tymczasem zrobię dla nas coś do picia. Najadłem się pysznych Marysinych pasztecików i teraz pić mi się chce.

Maryś, napijesz się wody z domowym sokiem z pigwy? Jeśli ty lubisz to ja pewnie też, ale jeszcze nigdy nie piłam soku z pigwy. To pigwy z ogródka rodziców, więc ekologiczne, bez chemii - zachwalał Artur.

Weźcie sobie picie i idźcie do pokoju, albo do ogrodu, ja zaraz naszykuję dla nas wszystkich kolację. To ja pomogę, stwierdziła Maria. Nie, nie , ty idź odpocząć w fotelu- jakby na to nie spojrzeć, to siedzenie kilka godzin w samochodzie, nawet w najelegantszym,  nie jest wypoczynkiem. Tusiek, chodź do mnie, pomożesz mi trochę. Tusiek, tzn. ojciec Artura szybko przyszedł, objął po drodze i cmoknął w policzek Marię, mówiąc przy tym, idź do ogrodu  dziecinko. Arti, a jak twój tata ma na imię? Nie wiesz? No a skąd mam wiedzieć, nie przeglądałam dokładnie twoich dokumentów, a "Tusiek" to mi się z niczym nie kojarzy. Tusiek, czyli Wojtusiek, czyli Wojciech- proste, prawda? Nie jesteś jedyną kobietą, która zmienia imię swego męża. O rany, zaśmiała się Maria - to ja jestem mężatką? No prawie jesteś, już papiery złożone, teraz poznałaś teściów to możesz się czuć jak mężatka. Chodź do mnie, na kolana, bardzo się za tobą stęskniłem, nie całowałem cię od ostatniego postoju na parkingu. Powinni opracować model samochodu, w którym można się całować siedząc za kierownicą. To ja mam lepszy projekt- za kierownicą powinien tkwić manekin,a na tylnym siedzeniu można wtedy się spokojnie całować. Podobają mi się twoi rodzice, są tacy naturalni. To są od teraz i twoi rodzice. Arti, nie będę więcej brała tych tabletek na uspokojenie, ciągle mi się chce spać. Już przetrawiłam śmierć Ali. Szkoda tylko, że ukrywała przede mną, że miewa problemy z sercem. Z drugiej strony to ją trochę rozumiem, gdy mnie coś boli też się tym nie chwalę, no ale przynajmniej idę do lekarza. Maria siedziała na kolanach Artura  z twarzą wtuloną w jego szyję i z lekka przysypiała. No chyba za mocne te prochy dał jej ten lekarz- pomyślał Artur- ona faktycznie zasypia. Zabawne - snuł dalej rozmyślania - jest mi tak dobrze z nią, że aż chwilami muszę się uszczypnąć, czy mi się to aby nie śni. 

Za żywopłotem stanął starszy brat Artura, Maciek - starsza wersja Artura i z uśmiechem im się przyglądał. Rozczulił go ten widok, a może i przypomniał chwile gdy on tak siedział ze swą żoną na ogrodowym fotelu. Wyciągnął ponad żywopłot rękę, w której trzymał aparat fotograficzny i zrobił zdjęcie, wcale nie będąc pewnym czy ono wyjdzie.

Maryś, skarbie, Maciek przyszedł i zrobił nam zdjęcie- szepnął Artur. Maria natychmiast oprzytomniała- ojej, no popatrz, znowu zasnęłam. Wiem, ale uwielbiam gdy zasypiasz przytulona do mnie. Mniej to lubię gdy zasypiasz w samochodzie przytulona do szyby. 

Za żywopłotem Maciek powoli zmierzał do furtki, którą otworzył własnym kluczem. Maria chciała zejść z kolan Artura, ale ten ją przytrzymał - siedź na moich kolanach, on tu podejdzie i się poznacie. Maciek podszedł mówiąc - witaj bratowo, siedzicie zupełnie tak jak ja tu siadywałem z Laurą. Zrobiłem wam zdjęcie, ale nie wiem czy wyjdzie, światło już marnieńkie. Przysunął sobie drugi fotel i usiadł  obok. Ja jestem Maciek, a ty jak masz na imię? Maria, czyli też na "M". Zmęczeni pewnie jesteście? Nie - zaprzeczyła Maria, tylko biorę tabletki uspakajające  i okrutnie mi się po nich chce spać. Maryś straciła kilka dni temu przyjaciółkę, rówieśnicę i  była w ewidentnym szoku. Lekarz zapisał jej  leki, ale mam wrażenie, że za dużą dawkę. Jutro dam jej połowę tabletki, a za kilka dni pewnie  będzie można już odstawić- wyjaśnił Artur.  Maciek pogłaskał Marię po policzku - rozumiem i to bardzo dobrze, moja Laura odeszła gdy miała 28 lat. Śmierć jest następstwem życia i wszyscy o tym wiemy,  ale o ile śmierć kogoś, kto dożył starości tylko nas  smuci,  to śmierć osoby młodej budzi w nas bunt i zawsze jest szokiem. Rozumiem cię Marysiu. Ale z czasem  umiemy się z tym pogodzić.

Dzieci, kolacja - nawoływała mama. Bracia uśmiechnęli się do siebie. No popatrz, to się jakoś nie zmienia. Dla nich zawsze będziemy dziećmi. 

Po kolacji Panowie  zabrali się za zmywanie a mama wypytywała Marię, czy nie trzeba jej czasem w czymś pomóc przed ślubem, czy już wie w jakiej kreacji będzie brała ślub, co jej ewentualnie brakuje z wyposażenia domu. Maria, zgodnie z prawda powiedziała, że tak naprawdę to ma wszystko jeśli idzie o gospodarstwo domowe, bo rodzice wyjechali "tylko na wycieczkę", więc wzięli ze sobą tylko rzeczy osobiste, by bagaż nie przekraczał 20 kg na osobę. Gdy nie wrócili w terminie a w  liście napisali, że zupełnie niespodziewanie postanowili zostać w Australii na stałe, Maria "poszła po rozum do głowy" i przejrzała na oczy- sprawdziła w biurku ojca, że zabrali ze sobą wszystkie dokumenty, które mogłyby być im potrzebne - czuła się oszukana i porzucona, choć miała już wtedy 21 lat. Rodzice przysłali dla niej zaproszenie i bilet otwarty, ale ona była  pełna żalu, że ją tak potraktowali i odmówiła wyjazdu do Australii. Dziś wie, że dobrze zrobiła, bo spotkała Artura , który wyraźnie jest miłością jej życia. A jej rodzice aktem notarialnym przekazali jej mieszkanie, w którym oni teraz z Arturem mieszkają, kupili też samochód, nie piszą do niej a co jakiś czas wpłacają jej na konto dolarowe  jakieś  pieniądze. Co do ślubu - oboje nie chcą żadnej wystawności, żadnego wesela. No tak, Artur już miał jeden wystawny ślub i wesele, co jakoś wcale  małżeństwu  na zdrowie nie wyszło- zauważyła mama.  A wiesz co było ,że wystąpił o rozwód? wiem mamo, powiedział mi. A nam powiedział tylko, że po prostu do siebie nie pasowali. Bo chyba wcale nie jest  łatwo pasować do siebie, małżeństwo wymaga od obojga wielkiej wyrozumiałości i wielu dobrych chęci by się wzajemnie zrozumieć- stwierdziła Maria. A Artur jest, mamo, bardzo wyrozumiałym człowiekiem. Aż się dziwię, że ze mną wytrzymuje.

Panowie skończyli kuchenne ablucje i przyszli do saloniku. Artur oczywiście zaraz przylepił się do Marii. Przyniósł jej pół tabletki lekarstwa, które miała brać trzy razy dziennie i wodę. To znów zasnę na siedząco- protestowała Maria- ale zobacz Maryś, to jest tylko pół tabletki, nie cała. A sen jest naprawdę bardzo dobrym lekarstwem. A jeśli zaśniesz na siedząco to cię zaniosę do łóżka i rozbiorę i dalej będziesz spała. Na pytające spojrzenie  matki wyjaśnił - dostała szoku, bo zmarła jej serdeczna przyjaciółka, jej równolatka. I lekarz zapisał jej te tabletki, ale jest lepiej i zredukowałem ilość, bo mi w samochodzie zasnęła przytulona do szyby. Tu w ogrodzie też zasnęła. Mamo, ona była w takim stanie, że musiałem ja wziąć ze sobą do pracy. I wszyscy koledzy i koleżanki mu pomagali w tej opiece nade mną- uzupełniła Maria. On ma bardzo miłych kolegów i chyba go bardzo lubią, co mnie akurat nie  dziwi.

A gdzie się poznaliście? W Juracie. Ktoś nas przydzielił do jednego stolika- szybko wyjaśnił Artur. Obejrzałem wpierw kto siedzi przy stoliku przy którym i ja mam siedzieć i od pierwszego spojrzenia  byłem trafiony. A tak nieprzystępnej kobiety to dawno nie spotkałem. I tak nieufnej.  Za nic w świecie nie chciała uwierzyć, że ją kocham. No ale chyba w końcu uwierzyła skoro się pobieracie- zauważył trzeźwo tata. No tak, ale się straszliwie napracowałem. I nadwyrężyłeś finansowo przy oświadczynach- mamusiu, ten wariat kupił z 50 róż i to nie na targu ale w hotelowym kiosku z kwiatami. Widać uznał, że jesteś tego warta. A macie już obrączki? No nie,  ja to nie będę nosił bo bez przerwy w pracy myję ręce, to raz, poza tym mam  bardzo szczupłe palce i jeśli mi obrączka przechodzi przez staw to odstaje potem na palcu i o wszystko zahacza. Pomyślimy o jakimś innym rozwiązaniu. Maria  nachyliła się do Artura i szepnęła- naszyjnik dla mamy...Przynieś z pokoju moją torebkę, proszę. W kilka minut potem Artur wręczył mamie naszyjnik bursztynowy, a Maria  jego ojcu różę na srebrnej łodyżce, mówiąc,że  nie było nic "na poziomie" co nadawało by się  dla mężczyzn, więc pomyślała, że taka róża może zdobić ojca biurko lub stać na nocnym stoliku.  A kiedy ty tę różę dorwałaś? -zdziwił się Artur? Gdy  wracałam z pracy, przeszłam jeden przystanek piechotą i ją  upolowałam. I nic mi nie powiedziałaś? Bo zapomniałam- włożyłam do torebki i zapomniałam. Przypomniałam sobie dopiero gdy się pakowałam na drogę. I jest jeszcze ten wisiorek dla twojej brataniczki.  Faktycznie, byłbym o tym zapomniał. Maciek, a właściwie dlaczego nie przyszła z tobą Ela? Bo jej nie ma, jest na wyjeździe ze swą przyszłą mamą. Są aktualnie w Szczyrku, wrócą za tydzień. Elwira prowadzi obóz i wzięła ze sobą  Elę. No to weź ten wisiorek dla Eli, dasz jej gdy wróci. Dziękuję, ucieszy się, ale będzie niepocieszona, że  was nie widziała.

                                                                         c.d.n.


Czerwcowy urlop -9

W poniedziałek rano Artur żegnał się z Marią tak, jakby nie jechał do pracy ale na wyprawę krzyżową na której ani chybi polegnie. Maria szybko przygotowała obiad dla pięciu osób, bo Artur miał przyjechać z trzema kolegami i wyruszyła po kartony, których zakupiła aż 30. Wiedząc, że przyjadą koledzy  Artura zostawiła samochód  z kartonami w środku przed domem, nie korzystając z uprzejmości panów pijaczków. Zresztą kartony powinny zostać odwiezione do mieszkania Artura, wszak stamtąd trzeba było zabrać książki.

Rzeczywiście koledzy Artura nie  należeli do wątłych. W ciągu 20 minut małżeńskie łoże zmieniło miejsce postoju a Artur wziął samochód Marii by odwieźć  kartony do swego mieszkania. Maria  poprosiła, by wszyscy wrócili razem z Arturem do nich na obiad. W godzinę później przyjechali w świetnych humorach, a na pytanie czemu musiała tak długo na nich czekać dowiedziała się tylko, że to niespodzianka.

Niespodzianka polegała na tym, że gdy siedzieli już przy kawie i cieście ucztę przerwał dźwięk domofonu a wszyscy się poderwali i razem z Arturem opuścili mieszkanie, zapewniając, że szybko powrócą i.....przywiozą książki. I rzeczywiście.  W godzinę później byli już z powrotem. Śmiali się, że właściwie zamiast wydawać pieniądze na siłownię powinni zająć się przeprowadzkami. Wszyscy trzej wgapiali się w Marię, w końcu jeden powiedział - coś mi się wydaje, że najwyższy czas się ożenić. Artur wie co robi, cwaniak. No ale on ma mieszkanie, a my jeszcze czekamy. A kiedy masz dostać mieszkanie- zainteresował się Artur. Za rok, jak nie  będzie poślizgu, już nawet piwnice są zrobione. Mogę któremuś z was wynająć to, w którym byliście po książki. Nie zedrę  z wynajmującego - opłacicie tylko media i czynsz- zależy mi na tym, żeby nie generowało kosztów i żeby go nie zniszczyć. Całe wyposażenie mieszkania, garnki, meble, pościel  zostawiam do dyspozycji. Na koniec tego tygodnia już będzie opróżnione z tego, co zabieram tutaj. Oferta ważna  48 godzin od tej chwili. Mówisz poważnie?- powątpiewał platynowy blondyn- mógłbyś za to zgarniać co miesiąc dwa tysiące. Mógłbym, jasne,że tak, ale nie od kumpla. I pani się na to zgadza?- platynowy blondyn  nie odpuszczał kierując pytający wzrok w stronę Marii. Oczywiście, że się zgadzam. To jego mieszkanie, nie moje. Ważne jest to  by nie generowało kosztów. Pustostan niszczeje znacznie  bardziej niż normalnie używane mieszkanie, szkodzi mu nawet ten fakt, że nie przepływa rurami woda, bo się w rurach wtedy gnieżdżą i mnożą jakieś drobnoustroje. Jest tylko jeden mankament - dodał Artur - dookoła sami starsi ludzie tam mieszkają, więc nie jest to miejsce do imprezowania. Blondyn wyglądał przez moment jak ryba wyciągnięta z wody - wy naprawdę  mówicie to poważnie? Tak, stary, mówimy to poważnie. Komorne to jest 300 zł miesięcznie, ale za jakiś czas na pewno wzrośnie i za rok już będzie wyższe, opłata za media zależna jest od tego ile prądu, gazu i wody zużyjecie. A mógłbym od was zatelefonować do mojej dziewczyny? No jasne, dzwoń. Telefon jest w tym pokoju, z którego zabraliście łóżko.

Maria odniosła wrażenie, że nagle wszystkim facetom wydłużyły się uszy, więc wyszła z pokoju  i po cichu zamknęła drzwi od dawnej sypialni, z której telefonował blondyn. Artur, a kiedy wy się pobieracie?-zapytał któryś z kolegów. Jeszcze nie wiemy, ale nie wiem też czy będziemy brać ślub w Warszawie czy w Krakowie. Jeszcze nawet papierów nie wyciągnęliśmy z USC. Blondyn wrócił z rozmowy i powiedział - ale te kobiety to są okropne- nie chciała mi uwierzyć, że mówię prawdę, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie wynajmuje tak  tanio mieszkania. W końcu jej powiedziałem, że  nawet jeśli ona nie wierzy, to ja się tam sam wprowadzę i będzie mogła mnie czasem odwiedzać. I naprawdę ja się tam nawet sam przeprowadzę, będę miał wreszcie bliżej do pracy stąd niż z Targówka. Poza tym to towarzystwo "targówkowe" mnie dołuje. No a przejazd przez Warszawę do Konstancina to gehenna. Jasne - tamto mieszkanie jest bardzo blisko Wisłostrady,  więc droga do Konstancina prościutka - stwierdził Artur, wsiadasz na swego "rumaka" i jedziesz. Co najwyżej raz na jakiś czas zabulisz mandat- zaśmiał się któryś z kolegów. Blondyn łypnął okiem na Artura i powiedział - koniec z szaleństwami, dziecko musi mieć ojca, wyhamowałem. Jeżdżę statecznie. Oooo, to gratulacje, a co będzie? chłopak czy dziewczynka? Dziewusia. Ślub weźmiemy za miesiąc. A wiesz stary, tam niedaleko to jest nawet żłobek - poinformował kolegę Artur. Przedszkole też tam jest blisko i szkoła. Artur- odezwała się Maria- spiszcie umowę i zamelduj tymczasowo pana w Urzędzie Dzielnicowym i zgłoś to w Administracji. Nawet przy własnościowych, spłaconych mieszkaniach trzeba to robić. I ubezpiecz mieszkanie, możesz w Warcie lub w TUZ. TUZ ma lepsze warunki, a w tych mrówkowcach to lepiej jednak gdy mieszkanie  jest ubezpieczone. To moje też mam ubezpieczone, choć to nie mrówkowiec.  

Koledzy Artura wyraźnie świetnie się czuli w ich mieszkaniu, które z wielkim żalem opuścili pod wieczór. Artur był w tzw. "siódmym niebie", bo każdy mu do ucha szeptał jakieś komplementy na temat Marii, a on niemal puchł z dumy. 

Ponieważ następnego dnia Artur pracował od godziny czternastej, rano pojechali oboje do USC po swe  dokumenty. Maria odebrała swoje niemal od ręki, Artura  miały być dopiero za dwa  dni.  Nie omawiali jeszcze kwestii ślubu-gdzie i jacy świadkowie, mieli zrobić to dopiero wieczorem. Marii było to zupełnie obojętne- postanowiła, że kwestia ślubu pozostanie w gestii Artura, ona zgodzi się na każdą jego propozycję poza - ślubem kościelnym, który i tak nie wchodził w grę, bo z pierwszą żoną Artur brał  ślub kościelny. Niespiesznie ugotowała obiad na  najbliższe dwa dni, uprała rzeczy obojga  przywiezione z urlopu, zatelefonowała do Alicji, ale ona  chyba nadal była jeszcze w szpitalu, postanowiła wieczorem  zadzwonić do jej chłopaka. Zrobiła też porządek w szafie ubraniowej, zmieniając nieco jej wnętrze, przejrzała ubrania Artura czy aby nie trzeba czegoś uszyć i doszła do wniosku, że on chyba jeśli  coś się odpruje czy oderwie to się  takiej rzeczy pozbywa i kupuje w to miejsce nową.

Zajrzała do przyszłego  gabinetu, pogrzebała nieco w książkach i natknęła się na jedną z wielu książek z dziedziny seksuologii. Przejrzała książkę na temat erotyzmu i technik seksualnych wschodu a ryciny przyprawiły  ją o gromki śmiech- wynikało z nich, że oboje partnerzy powinni mieć stawy i kości raczej z gumy, lub od niemowlęcia powinni  wykonywać takie ćwiczenia by potem móc stosować takie pozycje w trakcie stosunku. Poczytała również nieomal instrukcję w jaki  sposób doprowadzić ukochaną kobietę do szczytowania, przejrzała cały wachlarz różnych pieszczot mogących zaspokoić partnera i partnerkę, poczytała też porady psychoterapeuty i akcje Artura poszły wyraźnie w górę. Postanowiła też by spróbować bardziej wyrafinowanego pettingu na początek sesji, doprowadzając rzecz do finału. Zwróciła uwagę na to, że wszędzie podkreślano, że nic co ludzkie nie może być obce, że wstyd wpajany obu płciom od dzieciństwa rujnuje wielu ludziom życie intymne, przestudiowała uważnie męskie strefy erogenne, przeczytała porady by w czasie zbliżeń intymnych nie myśleć o tym, co jeszcze jest w domu do zrobienia. Po przeczytaniu owych kilkudziesięciu stron doszła do wniosku, że ma szczęście, bo trafiła na mądrego faceta. A jej pierwszy partner był zerem seksualnym i zaspokajał tylko siebie. Pooglądała prospekt z gadżetami erotycznymi.

Właśnie odkładała na bok książkę, którą chciała poczytać, gdy usłyszała zgrzyt zamka w drzwiach. Była siódma wieczorem, a Artur miał być w domu dopiero po  dwudziestej. Zostawiła książkę i pobiegła do przedpokoju. Co się stało, że już jesteś? Konstancin się rozleciał? Chyba nie, gdy wyjeżdżałem jeszcze  stał, ale straszliwie się za tobą stęskniłem. To dobrze, bo ja też. To chodź, szybciutko się odświeżę, miałem okropnego pacjenta, musiałem się nieźle powstrzymywać by mu nie dołożyć. Odświeżysz się ze mną? Tak, mogę cię nawet calutkiego umyć, bardzo to lubię robić. A co jeszcze lubisz robić? Całować cię, przytulać  się do ciebie,patrzeć ci w oczy, wtulać twarz w twą szyję i czuć jak ci krew pulsuje i lubię czuć cię w sobie. Tak naprawdę to lubię wszystkie twoje pieszczoty. Jestem od ciebie uzależniona. A ja od ciebie i to naprawdę ogromnie. Nie podejrzewałem, że tak bardzo będziemy do siebie pasować. Nigdy czegoś takiego nie przeżywałem. I mam podejrzenie, że jesteś pierwszą kobietą, którą naprawdę kocham. A wśród chłopaków zrobiłaś  furorę. Darek to dałby się pewnie za ciebie żywcem pokroić. Arti, ale ja  nie wiem który to jest Darek. No ten, który mieszka w moim  mieszkaniu. Aaa, ten platynowy blondyn. On ma te włosy takie jakby były rozjaśniane chemicznie. Zawsze miał takie, odkąd go znam, na studiach też. To bardzo porządny facet, trochę pechowiec. Bo trzeba  mieć pecha by prezerwatywa trzasnęła akurat w połowie  cyklu. I też się bardzo z Izą kochają, są ze sobą już chyba 4 lata. Gdy powiedział, że kobiety są dziwne, bo ona nie chciała uwierzyć w taką okazję to mało mnie nie skręciło w środku ze śmiechu. Arti, ale ja już wierzę w to, że mnie kochasz. I wiem, że jesteś naprawdę wspaniałym facetem. I że mam naprawdę dużo szczęścia, że cię spotkałam. Chodź, zjemy obiado-kolację i zrobimy sobie dobrze. To brzmi interesująco. A tak dokładnie to co masz na myśli? Zobaczysz, cierpliwość popłaca. Nigdy tego nie robiłam  ale mam nadzieję, że się uda- nie święci garnki lepią. No powiedz, bo umrę z ciekawości. Z ciekawości się nie umiera. Zjemy dziś w szlafrokach. No powiedz, proszę. Arti, jeśli powiem, to już nie będzie niespodzianka. Gdy Maria podała kolację Artur powiedział - no to dziś mamy wieczór niespodzianek- ogromnie lubię tak przyrządzone mięso i takie kartofle. A ja też - robi się szybko a jest smaczne. A skąd wiedziałaś, że to lubię? Nie wiedziałam, zrobiłam w ciemno, mając nadzieję, że też to lubisz. A na deser też jest to co ja lubię, czyli krem z poziomkami. A skąd ty wzięłaś poziomki? Wieki ich nie jadłem! Z prywatnego warzywniaka na naszym osiedlu - to ta  betonowa budka w paskudnym szarym kolorku, ale ma dobre zaopatrzenie. Pycha- rozpływał się w zachwytach Artur. A ten krem to z czego? Bita śmietana z odrobiną  cukru. Zaraz  dołożę jeszcze poziomek, trzeba je dziś zjeść. Wiesz, jeszcze nie spotkałam w życiu człowieka, który nie lubiłby poziomek. Co prawda i tak najlepsze są te leśne, ale te ogrodowe są niewiele gorsze. Wyskrobując  z kryształowej miseczki resztkę poziomek Artur powiedział - zupełnie zapomniałem ci powiedzieć- rozmawiałem dziś z mamą i powiedziałem jej, że mam narzeczoną i że chyba przyjedziemy do nich w tę sobotę, jeśli oczywiście ty będziesz mogła. I obiecałem, że jeszcze dziś oddzwonię w tej sprawie. Zgadzasz się, moja cudna? Oczywiście. Gdzie ty Kajus, tam ja Kaja. A czym pojedziemy? Jeszcze nie wiem, może polecimy samolotem. Jutro się zorientuję w tej materii. Chodź, zadzwonimy do mamy. Poza tym oprotestowałem w pracy ten tryb w którym  pracujemy i chłopcy mnie co do jednego poparli, dziewczyny też. Chcemy pracować na zmiany tygodniami a nie każdego dnia zmiana. Wściec się można w takim trybie. 

Telefon do mamy był zabójczo  krótki - "mamuś, będziemy w sobotę, ale nie wiem o której, dam znać jak będę wiedział." 

No to czekam na następną niespodziankę. To poczekaj jeszcze  trochę bo to łóżkowa niespodzianka.  Ja już jutro idę do pracy, to muszę wcześniej wstać i dziś nieco wcześniej niż o północy zasnąć. Połóżmy się około dziesiątej. Arti, a jak jutro pracujesz, bo już  się pogubiłam - jutro idę rano, wychodzę z pracy o 14,00. Posłuchaj więc - mięso masz już zrobione, jest w  garnku w lodówce, dorób do niego surówkę i ugotuj albo makaron albo kartofle, co wolisz. Ja będę normalnie, czyli przed siedemnastą. To może ja bym po ciebie przyjechał samochodem? Nie ma sensu -z biura mam do autobusu ze 200m, tak jak tu z autobusu. Tam nawet nie ma gdzie zaparkować.Gdyby było gdzie parkować to bym jeździła samochodem. Idę umyć paszczękę, a ty pościel łóżeczko. Gdy już leżała w łóżku zadzwonił telefon, wiec wstała  i odebrała go. 

Gdy Artur wrócił z łazienki Maria  leżała w łóżku z twarzą wbitą w poduszkę i płakała - okazało się, że tego popołudnia zmarła w szpitalu Alicja. Zapalenie płuc w końcu wyleczono ale serce nie wytrzymało. Jakimś cudem zbyt późno zorientowano się, że ma  wadę serca, ale nie zdążono przenieść ją na leczenie do specjalistycznego szpitala.

                                                                          c.d.n.


poniedziałek, 12 kwietnia 2021

czerwcowy urlop 8

Przed wyjściem do mieszkania Artura Maria szybko rozrysowała plan swojego mieszkania i wszystko zwymiarowała.  Artur zaproponował, by sypialnię zrobić w pokoju od południowego zachodu, bo jego okna  wychodzą na  duży trawnik, a okna dotychczasowej sypialni wychodzą na uliczkę, którą co i rusz podjeżdżają samochody. Co do przestawienia łóżka to żaden problem, bo on ma w pracy kilku silnych i chętnych kolegów i pomogą mu w przestawieniu mebli jak i przerzuceniu jego mebli i rzeczy z jego mieszkania do mieszkania Marii.  Maria całkiem przytomnie  zauważyła, że jeśli Artur  wynajmie komuś swoje  mieszkanie, to chyba raczej z umeblowaniem, a ona ma pieniądze na  meble u siebie, tylko trzeba teraz razem pomyśleć nad urządzeniem i przelecieć się nieco po sklepach meblowych i coś kupić.  A gdy kupią meble to razem z ich montażem. 

Mieszkanie Artura było dwupokojowe, w wieżowcu i jak twierdził Artur, jedyną jego zaletą to był widok z okien, bo mieszkanie było na 8 piętrze. Na szczęście windy były dwie i nie psuły się zbyt często, bo w bloku było tylko dwoje nieletnich dzieci, które nigdy same nie urzędowały poza mieszkaniem. Mankamentem dodatkowym była bliskość ulicy o sporym natężeniu ruchu miejskiego. Wspólnie doszli do wniosku, że najmądrzej będzie gdy Artur weźmie tylko wszystkie swoje rzeczy osobiste i oczywiście książki. Maria podsunęła pomysł, że skoro przeniosą sypialnię do innego pokoju, to w byłej sypialni dobrze będzie zrobić miejsce do pracy, wstawi się tam regały z książkami i biurko i dwa fotele, żeby było wygodnie  czytać, a gdy Artur zdecyduje się  jednak robić doktorat to będzie miał wygodny  gabinet. A skąd ci wpadło na myśl, że może będę robił doktorat? Nie wpadło mi, tylko coś raz na ten temat napomknąłeś, więc pomyślałam, że taki pokój byłby przydatny. Wiesz, może nie jestem najmądrzejsza pod słońcem, może nie potrafię już teraz nikomu w pełni zaufać,  ale pamiętliwa to jestem. Pamiętam wszystko co mówiłeś odkąd pierwszy raz się do mnie odezwałeś. A poza tym uważam, że mógłbyś doktorat zrobić, bo nie ma zbyt wielu fizjoterapeutów z tym stopniem. I jestem pewna, że bez problemu zrobiłbyś  doktorat. A np. w takiej prywatnej przychodni rehabilitacyjnej to przyciąga pacjentów. 

Maryś, ty mnie powalasz na kolana- uwielbiam cię, zaskakujesz mnie nieustannie! Wierzysz, że bez trudu zrobię doktorat a jednocześnie nie możesz uwierzyć, że cię naprawdę kocham!  Arti, to są dwie różne rzeczy. Zobaczymy co tobie wpadnie do głowy gdy będziesz musiał gdzieś sam, beze mnie wyjechać. Złe myśli przychodzą nam do głowy głównie z powodu naszych wcześniejszych złych doświadczeń.

Przyznasz sam, że to wszystko między nami miało tempo lotu rakiety kosmicznej. Oszukał mnie ktoś, komu ufałam i znałam sporo czasu, ponad rok, nim znalazłam się z nim w łóżku. A z tobą to było zupełnie inaczej, chwila - moment i byłam gotowa iść za tobą na koniec świata. Więc cały czas tłumaczyłam sobie, że to nie miłość z twojej strony ale zwykła chęć przeżycia  przygody wakacyjnej, więc nie powinnam ci wierzyć, bo przecież już raz się tak  bardzo zawiodłam, a tamtego przecież znałam o wiele dłużej.  A każdy z nas gromadzi przecież w pamięci wszystko co przeżył i te nasze  przeżycia i wysnute z nich wnioski pozwalają nam podobno nie popełniać kolejnych błędów. I trochę mnie przeraziło, że moje ciało nie słucha mojego rozumu. I też się zastanawiam jak ja bez ciebie przeżyję te 10 godzin na dobę. I bardzo mi się podoba projekt bym się przekwalifikowała i byśmy pracowali razem. I wiesz co, jeszcze nigdy nie powiedziałam nikomu tyle o sobie, o swych wątpliwościach, lękach -nawet Alicji.

Artur tulił Marię, delikatnie całował, w końcu powiedział - przepracowałem traumę gdy padło moje małżeństwo- to były dwa lata z życiorysu. Ty jesteś zupełnie inna, przede wszystkim jesteś mądrą kobietą, łączysz urodę i wdzięk  z mądrością. I tak naprawdę rozumiem twoje obawy. I też byłem bardzo zaskoczony tempem w jakim się w tobie zakochałem. 

Teoretycznie jestem raczej racjonalnie myślącym człowiekiem, ale wierzę, że nie wszystko od nas zależy, że istnieje jakaś zbiorowa mądrość i czasem mamy do niej dostęp i wtedy znajdujemy tę swoją drugą połowę, kiedyś od nas "odkrojoną", wpadamy na genialny pomysł, lub dokonujemy jakiegoś wynalazku. Wiesz Maryś- dla mnie  cudowne jest to, że mówimy sobie o wszystkich swoich wątpliwościach i czuję cały czas, że nadajemy na tych samych częstotliwościach. 

Nim wszedłem na stołówkę to wiedziałem, że będę siedział z dwiema młodymi osobami płci żeńskiej, bo ktoś kiedyś  wpadł na pomysł, by przy stoliku siedziały, w miarę możliwości, osoby z tego samego miasta, bo wtedy łatwiej jest nawiązać rozmowę. Obserwowałem cię chwilę stojąc przy recepcji i pierwszą myślą było - czemu ja jej nie poznałem wcześniej? Już pierwszego wieczoru czułem, że się pogrążam w uczuciu do dziewczyny, której wcale nie znam. Byłaś nieco zalotna ale jednocześnie trzymałaś mnie na dystans. Taka dziwna mieszanka. 

Arti, wyłóżmy na tapczan wszystkie rzeczy, które chcesz zabrać, to będziemy wiedzieć ile pudeł trzeba będzie w poniedziałek zakupić. Oczywiście ubrania możemy zabrać już dziś. Planowałam, żeby książki były nie na otwartych regałach, ale w szafach bibliotecznych, nawet znalazłam punkt,  gdzie można je zamówić za  całkiem przyzwoitą cenę, wybrać kolor okleiny, dopasować rozmiar. A dopóki nam nie zrobią szaf książki pomieszkają w pudłach.

Pościel też tu zostaw, u mnie czego jak czego, ale pościeli nie brak- wszak rodzice ponoć nie planowali zostania w Australii i pościeli, garów , w ogóle wyposażenia domu  na wycieczkę nie zabrali. Muszę się przejechać do banku i sprawdzić swoje dolarowe konto- ostatnio przestali przysyłać wyciągi z konta - takie nowe udogodnienie. Trzeba się pofatygować osobiście i swoje odstać w kolejce.

Maryś, weź łaskawie pod uwagę, że ja się włączę do wszystkiego finansowo - brałem sporo prywatnych fuch a mało wydawałem, bo nie piję, nie  gram w karty, nie wydawałem też na dziewczyny, bo nie szukałem wrażeń. I będą też jakieś pieniądze z wynajmu tego mieszkania. I wiesz o czym pomyślałem? Trzeba się przejść do spółdzielni i rozejrzeć za jakimś większym mieszkaniem - ta nasza spółdzielnia nadal przecież buduje mieszkania, więc trzeba zobaczyć gdzie i jakie. Wiem, że oni chętnie biorą stare mieszkania w rozliczeniu, a ty jako ekonomistka ogarniesz sprawę na ile się to opłaca. Bo może lepiej jest zamienić te dwa na jedno, większe ale z ogłoszenia na wolnym rynku. Stąd jest co prawda dobry dojazd i do centrum miasta i do Konstancina. Ale to nie pilne i wykonalne dopiero po ślubie. Nie mniej już teraz nie myśl w kategoriach ja, on, ale zaakceptuj do wszystkiego słówko MY. To takie miłe, ładne słowo! Wiesz co, ja to się już czuję jakbyśmy byli małżeństwem. Maria popatrzyła się na niego nieco zdziwiona - a to człowiek się inaczej czuje gdy jest żonaty? W pewnym sensie tak, bo czujesz się odpowiedzialna za tę drugą osobę. No to ja jestem w takim razie od samego początku twoją żoną, bo cały czas czuję się jakoś za ciebie odpowiedzialna- żebyś nie był głodny, żebyś się nie zaziębił, żebyś był ze mną szczęśliwy. I  jakoś wcale mi do tego nie jest potrzebne świadectwo ślubu, wystarczy to, że cię kocham.  Arti, przecież ty się też cały czas, odkąd jesteśmy razem, o mnie troszczysz - pilnujesz żebym się nie przemęczała, nie wychłodziła i żeby mi było z tobą dobrze na wielu poziomach. Świadectwo ślubu nic do tego nie ma. 

Artur chwilę milczał, potem powiedział - masz rację. Nie rozmawialiśmy jeszcze o jednej sprawie - czy będziemy mieć dzieci? Jak to widzisz? Tak naprawdę to jeszcze nie wiem - na pewno nie teraz-zaraz. Mam wrażenie, że wpierw trzeba razem zatęsknić za posiadaniem dziecka, bo gdy tylko jedno tego chce, to z czasem dziecko będzie czynnikiem konfliktogennym. Na razie ten temat wkładam ad acta, nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Ale nie wykluczam takiej możliwości. Wydaje mi się, a raczej jestem tego pewna, że musimy oboje za tym zatęsknić, a nie tylko jedno z nas. Arti, a ty już tęsknisz za dzieckiem? Artur skrzywił się - tak naprawdę to nie czuję jeszcze potrzeby posiadania potomstwa, tylko chciałem wiedzieć jak ty na to patrzysz. No widzisz, do wszystkiego trzeba po prostu dojrzeć a do macierzyństwa i ojcostwa zwłaszcza. Poczekajmy jeszcze, korzystajmy z dobrodziejstwa patentu, nacieszmy się po prostu sobą. 

Arti, włóż do torby to co ci będzie potrzebne na najbliższe dwa tygodnie. I zauważ, że w tej torbie jest jeszcze jedna torba, wzięłam dwie. Sprawdzę w piwnicy ile mam tam kartonów. Do pracy wracam dopiero w środę, więc będę miała trochę czasu na kupienie kartonów. Jest taka  fajna firma na dalekiej Ochocie z kartonami i wszelakimi opakowaniami. I mili panowie tam pracuję, "samotnej kobiecie" załadują do samochodu rozłożone kartony, a za trzy piwka któryś z pijaczków spod sklepu wniesie mi to do mieszkania.  Ja mam u nich chody, bo jednego poratowałam kiedyś plastrem z opatrunkiem. Stał sierota przy sklepie z rozbitym łukiem brwiowym i krew mu kapała.   A że ja zawsze mam jakiś plaster z opatrunkiem przy sobie to mu to zakleiłam i zawiozłam faceta do przychodni. Znałam jego żonę, ale ona przewinęła się na raka i on zaczął się po jej śmierci "znieczulać". Nie przyznałam się, że znałam jego żonę, nie czuję się na siłach by być terapeutką obcego faceta.I zawsze mi się grzecznie pijaczkowie kłaniają nazywając mnie "panią sąsiadką". Przed południem to są jeszcze dość przytomni. I nigdy przy mnie nie przeklinają.

                                                                        c.d.n.