piątek, 6 maja 2022

Trudny wybór - 9

 Tego  wieczoru przy  kolacji Adela  powiedziała - nie jestem  dumna  z  siebie, że nagadałam  matce. Już od  dawna wiem, że jest taka a nie inna, że jej tok myślowy jest  zupełnie inny niż mój i  wielu osób  które lubię,  szanuję lub  kocham. Ciekawa jestem czy przyjdzie by  poznać swego zięcia. Ciocia Helena tylko  pokiwała  głową - cieszę  się, że sama  wpadłaś na to, że nie potraktowałaś  mamy elegancko. Ona po prostu od zawsze  miała obsesję, żal do natury,  że nie urodziła syna. Bo jej  zdaniem płeć  męska ma o wiele  lżej  w życiu i to  pod każdym względem. A poza tym podejrzewam, że twój ojciec wcale  nie był tym wymarzonym przez  nią mężczyzną. Był synem przyjaciół dziadków. Twoi dziadkowie i  oni mieszkali w tej  samej kamienicy i ich  dzieci znały  się  niemal od  czasu  pieluch. I to małżeństwo  zostało bachorom  wmówione. Dobrze, że nie  mieli drugiego  syna, bo pewnie i  mnie  by wmawiali, że kocham syna  sąsiadów-przyjaciół. Zatelefonuję  do  niej w  niedzielę wieczorem, gdy wrócimy z  Milanówka.  A teraz  porozmawiajmy o czymś  weselszym i  milszym, czyli o  waszym ślubie. W czym staniesz przed  urzędnikiem  - weź poprawkę na to, że będziesz miała furę obserwatorów, skoro będą osoby z waszego  miejsca  pracy, więc skreśl z listy dżinsy i T-shirt. Albo zacznijmy  lepiej od Emila - masz jakiś odświętny, ale może  niekoniecznie  czarny garnitur?  

Oczywiście, że mam. W Meksyku musiałem prowadzić  wykłady tkwiąc w garniturze. Wiszą w pokrowcach i czekają na  mnie. Jak na  warunki  polskie to wszystkie  są zapewne  nieco  dziwne. Mam np. garnitur  w kolorze  kawy z dużą ilością mleka, mam też błękitny i ciemnozielony. Ciocia  Helena aż klasnęła w  ręce- no to świetnie, może w takim  razie  jutro, gdy wrócicie  z pracy  zrobisz nam  rewię mody meksykańskiej. Oczywiście u ciebie, żebyś tego  nie taszczył tutaj. Bo ciuszek,  w którym pójdzie  do ślubu Adela musi być dobrany  kolorem do twego stroju. Kolory powinny współgrać  a nie gryźć się  ze sobą. A o świadkach  pamiętacie?  Dwie osoby pełnoletnie. A obrączki?   Adela i Emil popatrzyli na siebie  i niemal razem powiedzieli - aleśmy  się  wpakowali!- i  wybuchnęli śmiechem.

Adela  zaproponowała, by świadkami byli ciocia  Helena i ojciec Emila - wszak oboje  mają już ukończone18 lat.

A obrączki- jak stwierdził Emil - kupią u jubilera. A poza tym to Emil przywiózł z Meksyku nieco złotych drobiazgów, bo  mu się podobały- takich wzorów to w Europie na ogół nie ma. I jest wśród  nich pierścionek, który właściwie mógłby służyć jako obrączka. Poza tym on osobiście wolałby  nosić bransoletkę i przywiózł taką, dobraną wzorem do tego pierścionka, który  może być równie  dobrze obrączką. No dobrze- podsumowała  ciocia-  to jutro przed  wyjazdem pooglądamy to wszystko i wybierzesz garnitur, w którym wystąpisz. A tu macie obrączki  - obrączki to o tyle mały kłopot, że łatwo  je dopasować rozmiarem do palców.

Ale obrączki to podobno pan młody  ma dostarczyć - stwierdził Emil. Helena uśmiechnęła   się - pan młody to ma obowiązek kochać  żonę i być jej  zawsze  wierny  myślą,  mową i  uczynkiem, a reszta to   zależy od  okoliczności. Mam nadzieję, że przyniosą  wam  szczęście i wieczną miłość.

Szkoda, że nie mieszkamy w jakimś ciepłym  stanie w Ameryce- ślub  mógłby  być na plaży a  strojem Adelki mogłoby  być bikini- rozmarzył  się Emil. Adela zaczęła się  śmiać-  już to widzę: zaraz  byś stwierdził, że to bikini za dużo odsłania  a  za  mało  zasłania i szybciutko byś mi  narzucił szlafrok mówiąc, że przecież jest chłodno i się  zaziębię.

Potem oboje bardzo dziękowali  cioci  Helenie,  a Emil  stwierdził, że jeśli tylko ona  pozwoli, to on będzie  do  niej  mówił "mamusiu", bo tyle  dobra i  miłości od  niej  dostaje, że taki tytuł się jej należy. Helena była bardzo  wzruszona i stwierdziła, że to jej  bardzo  pochlebia i że może tak do niej mówić,  ale  dopiero po ślubie z Adelą. Ale po wielu prośbach  ze strony Emila pozwoliła by wcześniej, ale pod warunkiem, że ojciec Emila  pozwoli na to.

W sobotę, przed wyruszeniem   w plener była mała " narada  wojenna", czyli przegląd ubrań ojca. Okazało się, że ojciec Emila "ubraniowo" dobrze  stoi, jego szyty kilka lat wcześniej   garnitur  nadal  dobrze na  nim leży i wygląda jak prosto od krawca. Kolor też  pasował- wszak "jasny  popiel" (jak  go określiła Adela) jest  zawsze na  czasie. Obie  z ciocią  Heleną chwaliły ojca za to, że zachował dobrą  figurę. Tato, tylko się nie garb,   nie kul, bo wtedy wyglądasz 10 lat starzej - powiedział Emil. I nie  szuraj nogami jakbyś  miał 100 lat. Po sadzie to niemal biegasz od  drzewa do drzewa a tu szurasz po podłodze.  

Potem Emil powiedział - tatusiu, chciałbym już teraz mówić do pani  Heleny per mamo i to jeszcze  przed ślubem, ale powiedziała, że powinienem wpierw zapytać się ciebie o pozwolenie, bo wie,  jak bardzo kochałeś mamę. A ona jest dla  mnie tak dobra, troskliwa  i  wyrozumiała jakbym był jej rodzonym synem.  Ale ja do tego  nic nie mam, odparł ojciec  - z reguły każdy do swej  teściowej mówi  "mamo", a jeśli pozwoli ci pani Helena byś już teraz tak mówił- to tylko się  cieszę. I w takim  razie byłoby  mi bardzo  miło, gdyby Adelka, moja kochana Dziecinka  mówiła do  mnie "tato". 

Ojej- to cudnie - zawołała Adela. Zrobiło się tak słodko i rodzinnie, że chyba będziecie  musieli wypić bruderszaft ciociu. Ale  nie  winem, a  łagodnym "szprycerkiem".  Ale my z Piotrem już  sobie mówimy po imieniu- nie  zauważyliście? - zdziwiła się  ciocia.  No to  chyba tylko wtedy  gdy jesteście  sami - stwierdziła  Adela.    I mam pomysł - pojedźmy dziś do Nałęczowa. Pospacerujemy po parku  zdrojowym, zajrzymy też do Kazimierza. Kochanie- zwróciła się do Emila- ale chociaż jedziemy w dość cywilizowane  miejsca to weźmiemy krzesełka. I leki dla  taty wraz  z czymś  do  picia. Ojej, jak  dobrze, że mamy teraz większy bagażnik - ćwierkała Adela pakując sprzęt, picie, "coś  na przegryzkę",  koc i "na  wszelki wypadek" swetry. A Helena patrząc na  nią myślała:  ot,  moja  szkoła! myśli o  wszystkim!

Pogoda dopisała, park zdrojowy podobał się wszystkim,  chociaż Emil stwierdził, że tchnie  tu nudą  z każdej  strony, no ale skoro tu jest  sanatorium dla chorych na  serce, to rzeczywiście dobre  miejsce, bo trudno by tu cokolwiek  wywołało przyspieszone bicie  serca czy  nierówne tętno. W Kazimierzu przeszli się Rynkiem, oczywiście  pełnym  ludzi, kupili  koguty, pospacerowali nad  Wisłą. Ojciec cały  czas "ściągał łopatki" pilnując by się  nie  garbić i co  chwilę mówił: całe wieki tu  nie byłem,  a tu się sporo zmieniło. Adela kupiła uschnięte makówki i idąc co jakiś  czas nimi potrząsała, mówiąc - brzmią prawie  jak  marakasy. Wracając wstąpili do sadu, chociaż  wcale  nie było to za bardzo po drodze, ale Adela  stwierdziła, że posiedzą jeszcze w sadzie, ojciec weźmie lek a dodatkowo będzie  miał frajdę, bo pokaże Helenie swoje ukochane  jabłonie, sprawdzą ile jest już  jabłek na drzewach. Poza tym zjedzą  ulubione kruche  ciasteczka i  chipsy jabłkowe. 

Adela  siedząc na  kocu w objęciach Emila powiedziała mu cichutko: jest  mi tak  cudownie, jestem tak szczęśliwa, aż mi się płakać  chce. To wszystko razem jest jak jakiś cudowny sen, strach  mnie oblatuje, że to tylko sen, z którego przebudzenie  się może być bolesne. Emil  przytulił ją mocniej  mówiąc - jeśli ci od tego będzie lepiej, to  możesz sobie  popłakać, ale tusz ci  się może rozmazać i wpaść do oka. Jestem z tobą, kocham  cię i wiem, że opłaciło się nie rozmieniać  na  drobne i czekać na dziewczynę ze  snu. Jesteś kochanie  przemęczona, masz teraz tyle pracy a przed tobą jeszcze obrona magisterki i ślub. Podziwiam cię jak  sobie  z tym wszystkim radzisz. Gdybym  tylko mógł to zdałbym te wszystkie czekające cię  egzaminy za ciebie.  Czytałem ten fragment, który pisałaś o prawach autorskich - według mnie dobrze to ujęłaś. Bardzo jasno i logicznie formułujesz  myśli. Twój  promotor też tak uważa. Bo pozwoliłem  sobie odczytać  mu ten  fragment gdy byłaś  na kursie. Odczytałeś,  czy opowiedziałeś  własnymi  słowami? No odczytałem, ale to chyba nie  było z mojej  strony świętokradztwo, prawda? No prawda, zgodziła się Adela. Tak  się  zachwycił, że stwierdził, że z chęcią by cię zatrudnił w swojej kancelarii  gdy obronisz pracę.  Na tym  egzaminie na  rzecznika jest  strasznie  dużo  pisania, odpowiedzi ustnych mało. Zresztą  jak sama  widzisz - mamy  mnóstwo czytania i  pisania. Wiesz,  chyba będziemy  się  pomału  zbierać do domu, zaczyna  się  robić  chłodno. Myślę, że  wstąpimy gdzieś  na obiad, może do "Konstancji"?  Chcę byście  obie z mamą  nie stały przy garach choć jeden  dzień w tygodniu. No to ruszajmy, pomogę ci wstać. No wiesz, ja to mało stoję  przy garach, a ciocia z reguły gotuje na  dwa  dni. Na  dwa  dni? - zdziwił  się  Emil- przecież  codziennie  jemy coś innego. No bo ciocia jest taka zdolna - wie co ugotować, żeby każdego dnia  było to  coś innego. Ona jest wprost nieziemsko zorganizowaną i praktyczną osobą. 

Trochę było protestów, ze strony Heleny, że jadą do  restauracji, ale Emil zapewnił ją, że nic się obiadowi nie stanie, gdy poczeka na  nich w lodówce do następnego dnia. Po obiedzie pojechali jeszcze wszyscy  do  mieszkania Emila, bo przecież miał zaprezentować swe  garnitury. I dobrze  się stało - najlepiej leżał "ciemnozielony", do  poprawki były  tylko spodnie, bo objętość Emila  w  pasie  w bardzo widoczny  sposób zmalała. A ponieważ przedtem marynarka była rozmiarowo "na  styk" to  teraz leżała dobrze. Gdy  potem wylądowali w Milanówku i po  kolacji  oglądali jakiś  film Adela  stwierdziła, że ona  z okazji ślubu to  tylko nowe szpilki  sobie  kupi, bo  ma  wprawdzie  nie  sukienkę,  ale dość  dawno uszyty z  kaszmiru kostium. Jest w tej  samej zieleni co garnitur Emila,  ale bardzo jasny. No  i ma  nadzieję, że nadal rozmiarowo jest  dobry. A kaszmir na jesień jest   w sam raz,  bo upału to na pewno nie będzie. Zresztą, ponieważ to jest  prawdziwy  kaszmir a nie jakaś podróbka to posiada termoregulacyjność. No i jest ogromnie  miły,  mięciutki w  dotyku i  nie "gryzie".  

Emil przyglądał się chwilę Adeli w  milczeniu,  w końcu powiedział - właśnie dotarło do mnie, że jeszcze ani razu nie widziałem cię w sukience.  Za to widziałeś mnie w piżamie,  koszuli nocnej, nagą, w dżinsach i zwykłych  spodniach. W sukience to zapewne wyglądam tak  jak w koszuli nocnej - odpowiedziała.  To ta  ślubna kreacja  będzie  przezroczysta? - zapytał Emil z niewinną  miną. Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Emil stwierdził, że na pewno byłby to ślub  roku. Gdy  już się uspokoili, Emil na dłuższą  chwilę  zniknął. Gdy wrócił trzymał w ręce sporą kasetkę z szylkretowym wierzchem.  

Ojej, zamienili biednego żółwia na pudełko-  zmartwiła  się Adela. Tylko wieczko jest częściowo szylkretowe, reszta  jest  świetną podróbką  szylkretu - pocieszył ją Emil. Ale  nie myśl, że  wszystko co jest  w środku jest rodem  z Meksyku. To jest mamy mojej  pudełko,  a teraz przejdzie na  twoją  własność. A z Meksyku przywiozłem takie   dwa  drobiazgi-  bransoletkę i pierścionek. I pierścionek i  bransoletka  nawiązują do podwójnej spirali DNA. Do dziś  się  wszyscy  głowią jakim cudem tysiąc lat przed odkryciem  w Europie mikroskopu kapłani  dawnego Meksyku wiedzieli, że każdy wywodzi  się z dzielących  się komórek jajowych i pasm chromosomowych  zawierających kod genetyczny. Gdy odkryto te stare wzory okrzyknięto Meksyk krajem czcicieli węża.  Zadziwia  mnie ten  pierścionek, bo bez trudu, choć to  w  sumie  maleństwo, widać, że to są dwa  splecione  węże. I jest na nich ryt łuski węża. Wydaje  mi  się, że ten  pierścionek,  czy też obrączka jest dość  szeroki, więc  nie  wiem, czy byłby wygodny  w  noszeniu. Ale  zauważ, że te węże są na  nią naniesione, nie jest to ryt. Ten  sam  wzór jest na  bransoletce, która ma tę  zaletę, że jest  zapinana, więc  dobrze się trzyma  na przegubie, nie przesuwa. Na niej również węże są robione z dwóch kawałków  złota, a nie  są rodzajem płaskorzeźby.  Tata  nigdy   jej  nie  nosił, choć to męska bransoletka. A mama  dostała  kiedyś takie  śmieszne koraliki - w moim odczuciu wyglądają  jak "przerośnięte" ziarenka  ryżu. Ale złoto jest  dobrej  klasy, byłem z nimi w Urzędzie  Miar i Wag do  oceny. Nie mam pojęcia jak one  są  zrobione. Doszedłem do wniosku, że każdy koralik musiał być odrębnie robiony z bardzo  cienkiej złotej blachy. Każdy ma  własne kółeczko, łączone są też kółeczkami. Podobno ktoś z rodziny mamy przywiózł to z Chin i dał mamie właśnie na ślubny prezent. A teraz będzie twoją  własnością, bo mama zawsze mówiła, gdy jeszcze   mi się nawet  nie śniło, że kiedyś będę  żonaty, że wszystkie te precjoza  dam   kiedyś  swojej żonie. Mama lubiła pierścionki i jak widzisz miała ich  sporo. Lubiła srebrne i takie  wycięte z różnych ozdobnych  kamieni. Nie  nosiła ich na co dzień, ale chętnie je  kupowała i nosiła "od święta". Wydaje mi się, że część z nich jest dla  ciebie idealna  rozmiarowo. Daj łapkę, przymierzymy je do twoich paluszków. Helena  miała łzy w oczach gdy ojciec i  syn przymierzali Adeli mamine pierścionki. Odłożyli do jedwabnej saszetki te, które  nie  pasowały wielkością do palców Adeli mówiąc- niech one sobie  tu leżą, teraz  wiesz, które są dobre rozmiarowo. Adela wybrała z nich pierścionek  wytoczony z cesarskiego jadeitu i  powiedziała- to będzie pierścionek  zaręczynowy! Jest prześliczny! Bardzo rzadko teraz  można taki znaleźć, to cesarski jadeit! Nikt  takiego  nie ma! A w duchu pomyślała - a jaki praktyczny - lepszy niż kastet.

Ojciec Emila popatrzył na Adelę i  powiedział - znasz się na  kamieniach- masz rację, to jadeit cesarski, najwyżej z jadeitów   ceniony  w jubilerstwie. Adela uśmiechnęła  się - tak - kiedyś, w starożytności  był  cenniejszy od złota bo  mu przypisywano magiczne i prozdrowotne działanie, ponoć leczył  nerki, stąd w nazwie "jade". A dziś są  cenione grzebienie   robione z jadeitu i masażery. Więc  chyba coś jest  na rzeczy z tym kamieniem.

                                                                          c.d.n.



czwartek, 5 maja 2022

Trudny wybór - 8

 Niespodziewana śmierć naczelnego długo była w biurze tematem  numer jeden. Wpierw było mnóstwo teorii  spiskowych, potem oburzenie, że  wdowa nie  chciała by był to  "służbowy pogrzeb", ostatnią częścią tego  smutnego w gruncie  rzeczy  wydarzenia  była sprawa kto zostanie teraz  dyrektorem naczelnym.  Ci  bardziej naiwni typowali obecnego technicznego dyrektora, ale Adela wiedziała  już z doświadczenia, że  naczelnego wybierze szef resortu. I  wyobrażała  sobie jaka  się tam  walka odbywa. Mogła, ale  nie chciała,  zatelefonować do  koleżanki w ministerstwie,  by się  dowiedzieć  kto jest typowany  ale stwierdziła, że aż tak jej to nie obchodzi. Biuro  było placówką naukowo-badawczą a nie  produkcyjną, a więc i pensje dyrektorskie nie stanowiły wielkich  atrakcji, poza  tym trudno  było przewidzieć, czy zespół konstruktorów-specjalistów wpadnie na  jakiś  genialny pomysł, który okaże  się przysłowiową  kurą  znoszącą  złote jaja.

W przeciwieństwie do innych nie  dziwiła się wdowie, że nie życzyła  sobie uroczystego, okazałego, służbowego pogrzebu. Pogrzeb miał się odbyć na  Śląsku, a trumna czy też  urna złożona w rodzinnym grobowcu. Małżeństwo naczelnego od  lat było właściwie farsą,  a Adela dobrze  wiedziała, że nie była jego jedynym "wyskokiem"- i przed nią i po niej były inne.  A ponieważ Emilowi wciąż się  wydawało, że to rozmowa o ślubie Adeli spowodowała u Kamila  kolejny  zawał, opowiedziała mu nieco o tym, jaki był Kamil w kwestii życia  rodzinnego i osobistego. No tak- podsumował- to  chyba faktycznie  nie była  moja  wina.

Emil  pomógł Adeli wybrać temat  pracy  magisterskiej,promotorem został jego kolega, prawnik. Adela  się  śmiała, że Emil  ma z niej, jako pracownika  swego  działu  wyjątkowo  mało pożytku, bo połowę dnia  pracy  przeznaczała  na  pisanie  pracy. 

Plotka o tym,  że Emil i Adela są parą krążyła po biurze swobodnie. A wszystko przez  to, że Emil dał Adeli upoważnienie do "wyciągnięcia" z archiwum USC swojej metryki urodzenia,  a własnoręczność podpisu potwierdzała  kadrowa. Na ciągłe pytania  "a  kiedy ślub"  oboje  dawali tę  samą odpowiedź - jeszcze  nie  wiemy, ale jak  będziemy  wiedzieli wrzucimy  informację  na tablicę ogłoszeń.  Kadrowa "błysnęła" zadając Emilowi  pytanie dlaczego nie bywa w  swoim  mieszkaniu, więc ją poinformował, że mieszka teraz w domu ojca, bo musi dopilnować  by ojciec  brał regularnie  leki.  Jak potem  powiedział Adeli, to  miał ochotę odpowiedzieć  "a co cię to babo obchodzi", ale jednak się powstrzymał.  Termin ślubu udało się ustalić na drugą połowę września i gdyby nie fakt, że ich ślub  stał się w pewnym  sensie sprawą publiczną, mógłby się odbyć w pierwszej  połowie  miesiąca,  ale wtedy  nie byłoby możliwości podania uczestnikom szampana. Adeli  wcale  nie  zależało na  tym toaście, ale Emil  się przy  tym uparł.

Całe lato każdy  weekend spędzali w Milanówku, za każdym razem jeździła również  z nimi ciocia Helena. Ojciec Emila wyraźnie odżył  i jakby odmłodniał.  Emil zafundował ojcu  niemal niewidoczne aparaty słuchowe i teraz w trakcie  jakiejś dyskusji starszy  pan nie  zapadał w  drzemkę, ale   brał w niej czynny udział. Teraz Adela  już wiedziała po kim to Emil jest taki  szarmancki i opiekuńczy.  Ciocia i ojciec mieli  wiele wspólnych  tematów do  dyskusji, czasami  wszyscy grali na tarasie w karty lub oglądali stare zdjęcia.  W ramach prezentu ślubnego  do rąk Adeli i Emila  trafił   "fundusz Adelajdy" zamieniony w nowy, większy samochód, peugeot 308. 

O terminie  ślubu Adela poinformowała rodziców 1 września.  Gdy przyszła poinformować rodziców, że wychodzi za mąż jedynym pytaniem, które padło było: "a co, musisz wyjść za mąż?"   Nie, nie  muszę,  ale mam na to wielką ochotę  - odpowiedziała.    No a masz już sukienkę do ślubu?   Tak, mam. I będziesz   brała ślub w takich siwych włosach, jak jakaś starucha?   Tak, bo  mnie i  mojemu narzeczonemu podobają  się takie  właśnie włosy.    Tak późno nas  zawiadamiasz, że nie zdążymy się przygotować- ani z ubraniem  ani ze  ślubnym prezentem. Adela roześmiała  się - nie potrzebujemy  prezentu, już dostaliśmy w prezencie samochód. I prawdę mówiąc wcale  nie musicie na ten ślub przychodzić, bo i bez  was  będzie tak lekko biorąc  ze 180 osób. A Helena  będzie?  No jasne, przecież  razem  z nią mieszkam.  A jedziecie w podróż poślubną?  - śledztwo trwało nadal. Nie, nie jedziemy, bo muszę szybko obronić magisterkę. 

A dlaczego przyszłaś sama,  a nie  z narzeczonym? Przecież powinniśmy go  poznać! Naprawdę chcecie  go poznać? No to możecie wpaść do nas jutro na kolację, a jeśli nie  jutro to dopiero w poniedziałek, bo my w piątki po pracy zawsze  wyjeżdżamy do naszego drugiego domu w Milanówku. Do nas to znaczy gdzie? - spytała  mamuśka. No do cioci Heleny, przecież tam mieszkam. Kolację  zawsze jadamy o 19,00.  A to ten  twój narzeczony to  jakiś badylarz?  Nie, magister inżynier. I ma przemiłego, kulturalnego ojca, też nie  badylarza. 

A gdzie to wesele  urządzacie?  My nie urządzamy  żadnego wesela, skąd ci mamo przyszło do głowy, że my urządzamy  wesele? No przecież powiedziałaś, że będzie ok 180 osób. Może i tyle  będzie,  bo tyle osób liczy personel  biura w którym  pracuję. Po  podpisaniu dokumentów w sali obok będzie wzniesiony toast  szampanem i tyle. Przecież ci  powiedziałam, że to będzie w  Pałacu Ślubów. 

To ty już  nie  pracujesz w ministerstwie? - zdumiała  się matka. Nie i to już od  kilku lat.  No ale dlaczego ja o  tym  nie  wiem? Dlaczego mnie o  tym  nie poinformowałaś?  Bo to nie ma  żadnego  znaczenia w stosunkach  na linii  matka- dziecko, to raz- a dwa-przestałaś  się mną  interesować od  chwili gdy  zamieszkałam  z ciocią. Tak na  wszelki wypadek  cię informuję, że  już   nie jestem  w tym  waszym mieszkaniu zameldowana. Zameldowana jestem w  mieszkaniu cioci,   a tak dokładnie to  w swoim mieszkaniu, bo to ja  je  wykupiłam. A skąd  miałaś na to pieniądze? Z Banku, wzięłam  kredyt.

To teraz takim młodym dają kredyty? Mamo, ja już mam od jakiegoś  czasu 25 lat -zajrzyj sobie w moją metrykę. A pracuję już odkąd  skończyłam 18 lat. Adela  wyciągnęła  z torebki  kartkę i napisała na niej datę i godzinę ślubu i dopisała: ślub Adeli w Pałacu Ślubów. No to lecę, bo się  narzeczony będzie  martwił, że przepadłam.

A narzeczony nie tyle się martwił, co nieco  nudził czekając na   nią w  samochodzie. No i co?-spytał. No i nic - powiedziałam, że ich obecność  nie jest obowiązkowa. Coś trzeźwość umysłu jej nawala. Myślała, że robimy  wesele i że jedziemy  w podróż poślubną. Była  zdziwiona, że już nie pracuję w ministerstwie i że wykupiłam mieszkanie   cioci  na siebie i że nie jestem już u  nich  zameldowana. Ale dla przyzwoitości  zostawiłam  kartkę z informacją gdzie, kiedy i o której  jest ślub. I powiedziałam, że jeśli ma  ochotę  cię poznać to może  wpaść do nas na kolację, byle nie  w piątek bo w piątki to  wyjeżdżamy do twego domu w Milanówku i jesteśmy tam przez weekend. Będzie  miała o  czym  myśleć przez najbliższe dwa  dni. 

A ty, moja  słodka, nie  żałujesz, że nie jedziemy w podróż poślubną? Nie, nie  żałuję.  Ja tylko marzę teraz o dwóch rzeczach- szybkiej obronie i o zdaniu egzaminu na rzecznika. Oj, kiepsko, nie widzę  w tym wszystkim  mojej  osoby- zaśmiał  się  Emil.  Ciebie, kochany, to po prostu pragnę, zawsze  mi ciebie, twojej obecności mało. Ja wiem, to śmieszne bo niemal 24 godziny na  dobę jesteśmy razem. Ale te  godziny  w pracy to tak jakbyśmy  nie byli razem. 

Noooo, sam  siebie podziwiam  jak  ja wytrzymuję by cię  nie trzymać  w pracy  na kolanach albo pod  biurkiem nie szukać zetknięcia się  naszych stóp. Ale to pewnie dlatego, że mam świadomość, że zaraz po pracy, gdy wracamy samochodem mogę w każdej chwili cię  dotknąć. Słyszałem  dziś w konstrukcyjnym plotkę, że techniczny jest ciężko obrażony na Zjednoczenie, bo się  dowiedział, że nie ma szans na to,  by tu  zostać   naczelnym. 

Adela  zaczęła  się śmiać - gdy siedziałam na  zastępstwie Kamil zapomniał położyć słuchawkę interkomu na  widełki i słyszałam  jak opieprzał technicznego,  na koniec informując go, że jest zwyczajnym głąbem. I że nie  może  się  nadziwić jakim cudem on ma dyplom magistra inżyniera. Ale nie  wykluczam, że może  wcale nie  zapomniał, tylko celowo dał, żebym sobie posłuchała.  Na wszelki wypadek gdy techniczny wyszedł ze  sekretariatu powiedziałam Kamilowi przez interkom, że  wszystko słyszałam. Powiedział tylko : no i  dobrze. Bo Kamil bardzo go  nie  lubił. Nie  wiem jak  jest teraz,  ale Kamil zawsze prosił, bym nie odkładała  słuchawki na  widełki i używał interkomu jak mikrofonu. I się nawet sporo nasłuchałam przez ten  czas. I wcale  mnie   nie dziwi, że techniczny  nie  ma  poparcia  zjednoczenia, za to Kamil był tam dobrze ustawiony. Tak na  moje  rozeznanie to wsadzą tu kogoś kto gdzieś zadłużył zakład przemysłowy, a  miał za wątłe plecy by dostać  tzw.  wykop  w górę. Naprawdę nietrudno jest zadłużyć zakład przemysłowy, znam kogoś kto tą drogą  został dyrektorem gabinetu ministra- to wyjątkowo  wredne choć  niewątpliwie dobrze płatne  stanowisko- tyle  tylko, że musisz stale  się meldować jeśli  zmieniasz  miejsce pobytu, nawet wyjście na  siku  meldujesz. Żartujesz? nie, nie żartuję. I np. dlatego  nie  chciałam  pracować w URM-ie w sekretariacie, bo oprócz stałej  spowiedzi  praca  była trójzmianowa, bo przecież  nocą państwo też  funkcjonuje. Co prawda  całkiem  dobrze  płacili, ale forsa  to  nie  wszystko. Jest  sporo stanowisk na których musisz  podawać dokąd  wychodzisz, na jak  długo a idąc do kina czy teatru  to masz podać nawet nr  miejsca, a nie tylko to w jakim  jesteś  kinie czy teatrze. Bo to  z kim jesteś w tym kinie  czy teatrze to  już oni sami  wiedzą, kto  wie czy  nie lepiej od ciebie.

Praca sekretarki nawet  w dość zwykłej  firmie jak ta, też bywa  wredna, bo jest  się  ciągle  skazanym na  odbiór  cudzych  emocji- z jednej  strony są sfrustrowani szefowie,  z drugiej  zestresowani  pracownicy a sekretarka w  środku tego  wszystkiego. Do tego każdemu dyrektorowi  się  wydaje że sekretarka to coś  pośredniego  pomiędzy  mamusią, służącą a  damą  do  towarzystwa.  A do tego dochodzi obsługa  poczty, często notowanie  złotych pomysłów szefa, przypominanie  mu co o której ma  załatwiać,  bukowanie  mu  podróży, umawianie , pilnowanie  jego  grafiku i tego, żeby  z głodu  nie padł. Jest takie stanowisko "asystent dyrektora" - też  nikomu tego  nie polecam, bo każdemu  dyrektorowi  się wtedy wydaje, że ma osobistą służącą, a ci którym ona  musi  wydać  polecenia mają jej  polecenia poniżej  pleców.

Wiesz kochanie,  nie  miałem pojęcia, że istnieją takie  stanowiska, też  bym  nie chciał  na takim stanowisku pracować. Przecież wtedy  właściwie  nie ma się  własnego życia.

                                                                c.d.n.





środa, 4 maja 2022

Trudny wybór - 7

W niedzielny wieczór i Emil i Adela byli w kiepskim nastroju. Oboje  się  zastanawiali  jak spędzą w tak wielkim od  siebie  oddaleniu  najbliższą noc. Przed Adelą były  dwie  sprawy do załatwienia - jedna to było odesłanie Ryśkowi pożyczonych   kiedyś od  niego książek i poinformowanie go, że ona  przeanalizowała to co ich łączy i jej zdaniem  to co ich łączy to jest  zbyt  mało by zbudować  związek, drugą sprawą było poproszenie  cioci, by Emil mógł mieszkać z Adelą jeszcze  przed  ślubem. Ślub , z uwagi na fakt, że Emil był w  Komisji Kwalifikacyjnej Rzeczników chcieli odłożyć do czasu ukończenia przez Adelę kursu. Adela  była co prawda  z lekka  zniesmaczona sama  sobą, że sprawę z Ryśkiem załatwia listownie a nie osobiście,  ale nie  miała  ochoty na osobisty  kontakt.

Jeszcze  tego samego wieczoru przyszedł do nich Emil i oficjalnie  powiedział cioci, że chce  się z Adelą ożenić, że termin ślubu tylko dlatego jest odłożony  na później, bo jest  członkiem  komisji kwalifikacyjnej, a jak zna życie to nawet jeśli Adela pozostanie  przy swoim panieńskim nazwisku to i tak  się ktoś "czepnie", że on  był w Komisji która opiniowała jej kwalifikacje  jako rzecznika patentowego.  

Ciocia  Helena wysłuchała  wszystkiego spokojnie,  powiedziała, że to nawet  dobrze że  ten ślub nie jest "teraz - zaraz" bo jakby  na to  nie  spojrzeć to oni  się jeszcze  krótko znają. I że ma nadzieję, że wpierw będzie  ślub a dopiero w dziewięć miesięcy później dziecko. I że nie  będzie jej przeszkadzała  obecność Emila , ale  niech  pamięta  o tym, że zgodnie  z przepisami powinien  być tu zameldowany  czasowo, jeśli zamierza  przebywać jednorazowo  ponad  dwa tygodnie, więc jakby się  ktoś do jego obecności w komisji kwalifikacyjnej  chciał przyczepić, to wystarczy, że porówna  adresy   zamieszkania. Więc    może  "zdrowiej" byłoby  wziąć ślub, bo na  zdrowy, chłopski rozum to  nikt  nie obetnie  na egzaminie  żony kolegi "z branży."

Po wysłuchaniu wszystkiego i 10 minutach przetrawienia  tego co usłyszał, Emil powiedział do Adeli: w piątek gdy wyjdziesz  z kursu jedziemy do Archiwum po nasze dokumenty i je  składamy. W 30 dni od dnia ich złożenia   możemy już brać ślub. I zaprosimy na niego całą naszą dyrekcję i pracowników. Ślub będzie w Pałacu Ślubów, bo tam można wszystkim postawić po kieliszku szampana. A na następny weekend zapraszamy panią do moich podwarszawskich włości.  Jest jeszcze jedna sypialnia  wolna.

A co rodzicami Adeli? -  zapytała z niewinnym uśmiechem ciocia  Helena. Emilowi  z lekka opadła szczęka - na oczy ich nie  widziałem, Adelka nigdy o  nich  nie mówi i zupełnie  o  nich zapomniałem. Dla mnie pani jest  jej  matką i  ojcem  w jednej osobie.  Adela skrzywiła  się - ale niefart, mam jeszcze  rodziców, ale  jakoś o nich  zapomniałam. Zaprosimy ich bo  chyba wypada,  ale tak z  tydzień przed ślubem, a może 3 dni tylko. Odkąd mieszkam z ciocią bardzo rzadko się  z nimi widuję, mam wrażenie, że mieszkają w drugim końcu Polski  albo jeszcze  dalej. Widać z tego, że obie  strony za sobą nie tęsknią. I tego nie  rozumiem - stwierdził Emil. Mój ojciec nieco  sklerocieje, nieco niedosłyszy, ale zawsze się interesuje  wszystkim co mnie  dotyczy, trzyma  nawet wszystkie  listy, które pisałem  z Meksyku. I już  nawet Adelę "przysposobił", awansowała na Dziecinkę. Do mamy bardzo często tak mówił.   I odniosłem wrażenie, że bardzo  dobrze  na jego psychikę zrobił mu ten ostatni weekend, bo nagle stwierdził, że jednak powinien zafundować  sobie aparat słuchowy i mam się  rozejrzeć gdzie go będzie  można dobrać dla niego. To śmierć  mamy tak go postarzała. Ma dopiero 67 lat a chwilami gdy na  niego  patrzę to mam  wrażenie że dobiega osiemdziesiątki. Bo  może  masz  wobec ojca  za duże  wymagania - stwierdziła Adela- jestem pewna, że jemu po prostu  dokucza  samotność. Przypomnij  sobie  jak wręcz kłusował   po  sadzie i  witał  się  z drzewami. Bardzo  mnie ten  widok wzruszył. Ale mam nadzieję, że nie zamienisz  mnie  na tatę - powiedział ze śmiechem Emil. Nie,  nie  zamienię, wolę blondynów o ciemnobrązowych  oczach i łagodnym  spojrzeniu. Ciociu, nawet nie  masz pojęcia jak mocno niebieskie oczy  ma jego ojciec. Takie  mocno  chabrowe. Emil jest podobny do swojej mamy. 

 A wiesz, tak jakoś  jest, że synowie  są częściej podobni z urody do matki  niż do ojca - stwierdziła  ciocia. My z twoją  mamą jesteśmy z kolei  bardziej  podobne  do twego  dziadka  niż do  babci. No a ja to pewnie jestem podobna  do sąsiada, bo ani do matki  ani do ojca- powiedziała  ze śmiechem Adela. No właśnie- roześmiała  się  ciocia- pewnie  cię w szpitalu podmienili - zabrali  chłopca, a podstawili  dziewczynkę. Tylko nie palnij takiego tekstu przy  swojej matce bo dostanie  zawału  albo udaru.

A gdzie zamierzacie mieszkać po ślubie? Podejrzewam, że będziemy trupą wędrowną - trochę tu,  trochę w  Milanówku stwierdziła Adela. A jeśli uda nam się zmontować dziecko, to najlepiej byłoby wtedy mieszkać w Milanówku z uwagi na ogród - wyraził swą opinię Emil. A jakiej płci  dziecko chcecie zmontować? Mnie to obojętne, byle się nie  darło po nocach - stwierdziła Adela. A ja to bym chciał córcię - taką miniaturkę Adelki. Daj  spokój gdy  byłam mała to wyglądałam  jak purchawka. 

Ciocia omal się  nie udusiła  ze śmiechu - przecież ty nie rozróżniasz wcale  grzybów więc jak  możesz wiedzieć  jak  wygląda purchawka?  Zresztą młode purchawki są ładne  a na  dodatek  smaczne. A jako osesek byłaś  całkiem ładniutka. Potem  cię  matka  trochę utuczyła, bo zdaniem  babci ładne  dziecko to było tłuste  dziecko. Więc pakowali  w ciebie jak  w kosz do śmieci. Emil siedział wpatrzony  w okno tak nieobecnym  wzrokiem że  aż Adela  zapytała - głowa  cię  rozbolała? Emil obrzucił ją czułym  spojrzeniem - nie, moje kochanie, tylko widziałem w wyobraźni nasz taras w Milanówku i wózek z dzidziusiem. Ale płci  nie  widziałem, dziecię  było w  beciku - odpowiedział z uśmiechem. Dość, bo jeszcze  trochę a od  samego mówienia o dziecku  zajdę  w ciążę, bez  potrzeby montowania  go. Emil,  a gdzie  dziś śpimy?  Wszystko jedno,  ale  muszę koniecznie wskoczyć do  siebie po coś  innego  niż te spracowane  dżinsy i rozciągnięte polo.  Chcesz się przejść do  mnie? No  mogę, ale tu wrócimy na kolację i spanie. Ciekawe ile osób  wypatrzy, że do ciebie przyszłam. A wyobrażasz  sobie ich zdumienie jutro gdy przyjedziemy rano  do pracy jeszcze  przed nimi? - spytał Emil. Przed kadrami i gabinetem naczelnego  będzie  stała  kolejka donosicieli- to mamy  pewne. No to  co? I ty i ja jesteśmy stanu wolnego, nikogo nie  zdradzamy  ani porzucamy. Popatrz kochany - tak krótko w tym burdelu  pracuję, niemal z nikim poza tobą  nie  rozmawiam a już wiem, że Zdzisiek się rozwodzi i żeby dostać  rozwód z żoną, z którą  nie ma  dzieci, ale która jest nieuleczalnie chora i nie chce  mu dać  rozwodu, przyprowadził do sądu swą  kochankę w VII miesiącu  ciąży i dostał rozwód.  Który Zdzisiek?- dopytywał się Emil. Nie mam pojęcia, bo ja tu znam trzy osoby  na krzyż. I wiem też, kto z kim romansuje w pracowni chemicznej i to już od kilku lat. Co prawda gdy mi pokazano o kim mowa, to pomyślałam- "wielki szacunek, że jeszcze  mogą". To jakaś poprana instytucja- jedna  z pań gdy przyszłam porozmawiać o kosztach  zapytała  się  mnie, czy ja jestem w stanie  wyobrazić sobie jednego z inżynierów nagiego w łóżku, no  więc powiedziałam,  zgodnie   z prawdą, że osobiście  nikogo sobie  na zapas w takiej  sytuacji  nie wyobrażam. No to się  dowiedziałam, że ona zawsze każdego z facetów w biurze usiłuje  sobie wyobrazić nagiego. Swoją drogą  potem gdy  szłam korytarzem  to się  niemal zataczałam ze śmiechu, bo ten facet  nawet w  garniturze  wygląda zabawnie. Wiem komu urodziło się dziecko tak  bardzo niepełnosprawne, że nie odebrali dziecka ze szpitala i jest w specjalnym  zakładzie. I wiem kto mnie tu umieścił - były minister, bo byłam jego  kochanką.  Powiedziano  mi też, kto  tu jest tak  zwanym "wysuniętym  robotnikiem", czyli wtyką  z MSW. Wiem też kto  z kim  romansuje w  dziale oświetleniowców. I to  nie  szkodzi, że ja  nie mam wcale jak na razie  kontaktu z tym  działem, choć jeśli coś wymyślą będziemy  sprawdzać, czy jakiegoś patentu  nie  naruszyli. Wiem kto z  chemików chce  stąd odejść bo ma pomysł na skaj i się mnie  pytał, czy  nie  zrobiłabym  rozeznania  patentowego. Wytłumaczyłam  gadowi, że może sam ruszyć  tyłek  do Urzędu  Patentowego i sobie  sprawdzić. Bo ja  się nie  znam  na materiałach  chemicznych to raz,  a dwa że ja tu  tylko jak  na razie  sprzątam i słucham  tylko twoich  poleceń. Zawsze  mnie  zastanawia  skąd  ci  ludzie  to wszystko  wiedzą ewentualnie po jakiego  diabła  mi to mówią. Albo czemu  się  akurat  mnie  pytają dlaczego ty jesteś  taki smutny. Gdy mówię, że nie  zauważyłam, żebyś  był  smutny to się na  mnie  patrzą jak na niedorozwiniętą.  A najzabawniej jest gdy się mnie któraś z ciekawskich pyta, czy  mi się podoba jakiś "iksiński" i  nie  mogą uwierzyć, że ja  naprawdę takiego człowieka  nie  kojarzę. Czasem mnie  szlag trafia, bo  szukam czegoś  w tych byle  jak powtykanych  fiszkach katalogowych , złoszczę  się, bo mam wrażenie że ktoś w trupa  pijany je układał, a któryś z konstruktorów, też grzebiący  w  fiszkach, uważa  za swój  obowiązek   mnie podrywać. Albo  siedzę w czytelni a personel biblioteki akurat degustuje z  koleżankami kawę i rechoczą gorzej niż żaby w trakcie  zalotów. 

Emil  śmiał  się - no to nie użyją  kobietki przy tobie. Ja tu też niedawno trafiłem i bardzo  starannie unikam towarzystwa  pań. Im się często myli miejsce pracy z ogródkiem kawiarnianym, a ty jesteś przy  nich chodzącą powagą. Już jak  cię  wiozłem pierwszego  dnia to wiedziałem, że jesteś inna, Kamil  mnie o tym uprzedził. Co ci powiedział?  Żebym cię  nie podrywał bo mogę coś  niemiłego o sobie usłyszeć i to takiego, że mi w pięty pójdzie. No i na szczęście pytałaś o Meksyk, więc temat  był bezpieczny. No to chodź po te moje  ciuchy. 

W  mieszkaniu Emila, "aż" trzypokojowym, które  raptem  miało 53,5 metra powierzchni, a liczba pokoi gryzła w  oczy pracowników biura,  jeden z pokoi spełniał rolę garderoby i magazynu  rzeczy  różnych. Zamiast  szaf stały  stelaże na   wieszaki, ale jak odnotowała Adela- panował w  nim porządek. Opróżnili  przy okazji lodówkę, Emil  wszystko starannie zapakował w torbę i ruszyli z powrotem. Nikogo nie  spotkali po drodze,  co jak twierdziła Adela  nie  oznaczało, że nikt ich  nie widział. Ale teraz to ją to mało obchodziło. Emil powiedział, że nie ma  zamiaru ukrywać tego, że chcą  wziąć ślub.

Był wyraźnie szczęśliwy, rano obudził się pierwszy i zrobił dla nich śniadanie - dotychczas Adela nie jadła śniadania  w domu, lecz robiła je  sobie  w pracy. Portierzy na portierni spojrzeli na  nich jak na parę  wariatów, bo przecież  tylko wariat  przyjeżdża do pracy 10  minut przed godziną rozpoczęcia  pracy.  

W ciągu dnia naczelny wezwał do siebie Emila - chwilę omawiali pewne jak  najbardziej służbowe sprawy, potem naczelny  przepytał się jak Emil ocenia w pracy Adelę, kiedy będzie koniec  kursu i kiedy dostanie uprawnienia, jak wygląda końcowy  egzamin i wyraził nadzieję, że Emil  dołoży wszelkich starań, by ją do tego egzaminu jak najlepiej przygotować. Na koniec powiedział -  czuję się za tę dziewczynę odpowiedzialny i bardzo pana proszę,   panie  kolego, żeby pan jej nie  skrzywdził. A wtedy Emil powiedział- nie sądzę by małżeństwo ze mną jej zaszkodziło. Oświadczyłem  się,  zostałem przyjęty przez nią i jej rodzinę, pobierzemy dziś i złożymy dokumenty w USC. Gdy będziemy znali termin ślubu mam zamiar dać na wewnętrznej  tablicy ogłoszeń zawiadomienie o tym wydarzeniu i podać adres USC. Najprawdopodobniej ślub będzie  w Pałacu Ślubów a potem dla  tych co przyjdą lampka szampana. Kocham Adelę, to bardzo inteligentna i dobra osoba. Szybko się pan w niej zakochał- stwierdził naczelny. I mam nadzieję, że się pan równie  szybko nie odkocha. Gratuluję, będzie  z was dobra para. A gdy już pani Adela będzie  miała uprawnienia, to mam nadzieję, że nadal zechce tu pracować. W pół godziny później naczelny wyjechał z biura na lotnisko i poleciał służbowo do Niemiec.

W dwa dni później nadeszła wiadomość, że naczelny miał po przylocie do Niemiec bardzo rozległy zawał i niestety zmarł.  Jak wykazały badania nie był to  pierwszy zawał ale już trzeci. Emil był pewny, że Kamil źle się czuł już wtedy, gdy rano rozmawiali. I był niemal pewien, że wiadomość o planowanym ślubie jego Adeli  też nie  miała  dobrego wpływu na stan  zdrowia naczelnego.  A Adela  stwierdziła, że  Kamil zupełnie  się nie oszczędzał, a o poprzednich zawałach na pewno dobrze  wiedział. 

Plotek po śmierci Kamila było całe  mnóstwo - jedna  z nich  głosiła, że popełnił samobójstwo,  inna z kolei, że na pewno zmarł w trakcie amorów, bo nie gardził chodzeniem do domów  publicznych, jeszcze inna, że ktoś  go dźgnął nożem gdy wychodził z lotniska.

Wdowa po naczelnym nie  zgodziła  się na uroczysty oficjalny pochówek, co  wywołało kolejną  falę  plotek.

                                                                        c.d.n.


wtorek, 3 maja 2022

Trudny wybór - 6

 Emil był wyraźnie w znakomitym nastroju, uśmiech nie  schodził mu z twarzy.  Świetnie,  że już jedziemy  a nie godzinę lub  dwie później - wyjazd z Warszawy późnym popołudniem i wieczorem jest  makabryczny - tak  samo jak poranne dojazdy z okolic do  Warszawy. I to jest główny powód  dla którego nie chcę  mieszkać poza  Warszawą.  Nawet nie masz pojęcia jak  bardzo  się  cieszę na ten  weekend z  tobą!  Zupełnie  jakbym nagle  dostał w prezencie  milion dolarów!  Posiedzimy  w ogrodzie albo jeszcze  lepiej na tarasie.  Skoro planujesz  wieczorne   "posiady"  w ogrodzie to wstąpmy  gdzieś do apteki i  kupmy  jakieś  smarowidło przeciw  komarom-  bo ja  mam uczulenie  na jad  komarów- poinformowała  go Adela. Jak mnie któryś ugryzie to swędzi mnie to  potem do grudnia. Nie ma  problemu - mamy po drodze  aptekę. I mam  wrażenie, że mam jeszcze w pakamerze takie  znicze przeciw komarom.  Powiedz  mi tylko nazwę  tego co mam  kupić, bo ja się na tym nie znam. Najlepiej to kup  autan. Naprawdę jest  dobry, zawsze się  nim  smaruję idąc  do lasu. Nie brudzi, nie klei się i jest  skuteczny. Odkryłam go  zupełnie  przypadkiem. 

Spodobałeś się cioci - była  zachwycona, że nam te klopsiki  smakowały. No a jak nadałeś o tych ciasteczkach  to już masz  zapewnioną  ich dostawę przynajmniej raz  na dwa tygodnie. 

A skąd wiesz,  że się  twojej  cioci spodobałem?- przecież  nie rozmawiałyście na osobności. Bo  my często porozumiewamy się za pomocą sekretnych  znaków. Pewnie  cię  niektórych nauczę - to wielce przydatna rzecz. A twoi rodzice nie  mają żalu że nie  mieszkasz  z nimi?  Nie  słyszałam z tego powodu żadnego narzekania od  chwili gdy moja  matka musiała pomagać swej siostrze wdrapywać  się na to trzecie  piętro gdy  ciocia  miała  złamaną  nogę. Oni sobie  życzyli syna i oboje byli wielce zawiedzeni, że wyszła im  dziewczyna. Ale los jest mściwy- gdy postarali się o drugie  dziecko, to urodził się  wprawdzie  chłopiec,  ale był super  wcześniakiem, nie wyżył, a do tego były problemy z tym porodem i od tej pory matka już nie  mogła  mieć dzieci. 

Emil zaparkował koło apteki. Zaczekaj, kupię ten autan. Czy  wszystko jedno  w jakiej postaci? On jest tylko w postaci sztyftu - zawołała  za nim Adela. W 10 minut  potem Emil  wyszedł z dość pełną torebką - dokupiłem chusteczek jednorazowych, bo  już mi się w samochodzie  skończyły, jest  autan, kupiłem też  parę innych  drobiazgów i nawet krem do twarzy z  filtrem. No to jedziemy, jedziemy!

W kilkanaście  minut później byli  już przed drzwiami willi. Tym  razem Emil już  nie  dzwonił, otworzył  mieszkanie  własnym kluczem.  Starszy pan był w  salonie i drzemał w  ramach oglądania programu telewizyjnego. Emil podszedł do niego, ogarnął go ramieniem i  powiedział: tatku, tak serdecznie zapraszałeś Adelę by spędzała  tu weekendy,  że już  dziś przyjechaliśmy by razem  z tobą  spędzić tu weekend.  

Naprawdę  przyjechaliście  na weekend czy tylko  mi się śni? Naprawdę i to był jej  pomysł. Jeśli będzie  jutro pogoda to gdzieś razem z nami pojedziesz. Tylko weźmiemy  ze sobą mebelki turystyczne i jakiś  prowiant. To rozgośćcie się w sypialni mamy - ja tam  wcale  nie  sypiam,  za dużo  wspomnień. A potem  zwrócił  się  do Adeli - tak  się  cieszę, Dziecinko, że znów panią widzę! Tatku, ona ma na imię Adela. Starszy pan zerknął spod  oka na syna i powiedział- nie sądzę  bym zrobił pani przykrość  nazywając ją Dziecinką. Jak już będzie po czterdziestce to będzie  Adelą, teraz  jest  Dziecinką. Czasem, synku, brak ci polotu. Emil machnął ręką- właściwie  skoro ona nie  protestuje, to nie będę się  wtrącał - chodź przerośnięta  Dziecinko, pokażę  ci  wszystkie  pokoje, sama wybierzesz. 

Oczywiście Adeli bardzo  spodobała  się  "sypialnia mamy", której okna wychodziły  na taras. Ale najbardziej urzekła ją łazienka - jedyną jej "ekstrawagancją" było bardzo długie lustro, w którym  można się było swobodnie   obejrzeć od  czubka  głowy do pięt. Tu przedtem  była wanna, ale w obu łazienkach je  zlikwidowano i dano kabiny, tłumaczył Emil. Mamie  nie  wolno  było kąpać się  w wannie, więc  zamontowano  kabiny. Miała  wadę  serca. I była od ojca niemal  10 lat  młodsza. Przez tę jej chorobę mieli  dwie  sypialnie- mamie  ciągle  było duszno, cały  rok niemal  musiało  być w  nocy uchylone okno. Ale tę  wadę  serca  wykryto dopiero gdy była już w  zaawansowanej  ciąży. Naprawdę nie złości cię gdy ojciec  mówi  do ciebie Dziecinko?  Adela ujęła jego twarz  w dłonie, spojrzała  mu głęboko w oczy i powiedziała- naprawdę, uważam  to wręcz  za  akceptację  przez twego ojca  mojej osoby.  Oczy masz pewnie  po  mamie i wiesz? Spodobały  mi się zaraz pierwszego  dnia, gdy  mnie  wiozłeś  do firmy.  

I co wtedy pomyślałaś?  Naprawdę  chcesz wiedzieć? No jasne, że chcę. Pomyślałam, że   to dziwne zestawienie kolorystyczne - włosy średni  blond i oczy w kolorze  ciemnego piwa. Ale  spodobałeś mi się. Dopiero po jakimś  czasie  odkryłam, że masz takie ciepłe  spojrzenie.  Dyrekcja poinformowała  mnie, że jesteś ulubieńcem wszystkich kobiet w firmie, bez  względu na ich wiek i  stan cywilny. I że jesteś kawalerem, który rozgłasza na prawo i lewo, że nie ma zamiaru się  kiedykolwiek ożenić.

A ty   od  dawna  znasz dyrekcję? - przepraszam, że pytam. Tak, od dawna. Przez  chwilę milczała - potem powiedziała- miałam ci tego  nie mówić, ale jesteś  zbyt porządnym  człowiekiem i zbyt cię lubię by coś przed tobą ukrywać- znam Kamila już długo, nawet byliśmy parą, ale to stare  czasy i jesteśmy od kilku lat tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Nie prosiłam  go by tu pracować, nawet  nie  wiedziałam, że jest w kraju, bo  miał wyjechać i w trakcie wyjazdu przeprowadzić  rozwód. Namawiał mnie bym i ja wyjechała na ten kontrakt, ale ja już  miałam dość. Wiedział, że ostatnie  miejsce pracy dało mi mocno w kość i wykorzystał to kłamiąc, że  załatwił mi dobrą pracę u swego kolegi. Jedno jest pewne - mam zdrowe serce i nerwy z wanadu, skoro nie padłam  trupem gdy stojąc w sekretariacie usłyszałam  jego głos, a gdy weszłam lapnął, że mam niespodziankę. Ale wiesz jak jest - teoretycznie nie ma  bezrobocia, ale znalezienie  pracy  graniczy z  cudem. On już wie, że nigdy już mnie  nie dotknie poza podaniem ręki na dzień dobry.Twierdzi, że od  razu o mnie  pomyślał, gdy  zgłosiłeś  wakat, no a że mu sekretarka  padła to wykorzystał ten fakt, by mieć zastępstwo na czas jej choroby. Nigdy wcześniej  z nim nie  pracowałam.   I jeżeli cię to wszystko co powiedziałam zniechęciło do mnie, to odwieź mnie teraz,  zaraz do Warszawy. Zrozumiem, nie będę  miała żalu do ciebie.

Emil przyciągnął Adelę do siebie i  mocno ją  przytulił. Po chwili milczenia powiedział- głuptasku, nie sądzisz  chyba, że ja żyłem  w celibacie odkąd  odkryłem, że jestem  facetem. I nigdzie cię teraz -zaraz nie odwiozę. I nawet nie masz pojęcia, jak zyskałaś w moich oczach mówiąc  mi to  wszystko. Jesteś bardzo mądrą i odważną kobietą. Jesteś bardzo  zdolna i inteligentna i jestem tobą najzwyczajniej w świecie zachwycony,  nie za często z inteligencją i zdolnościami idą interesujące  walory zewnętrzne. Kamil mi mówił, że zna cię na gruncie  prywatnym, ale bez podawania  szczegółów. I wcale nie planuję pozostanie  w stanie  wolnym do końca  życia, ale Kamilowi  nic  do tego. I wybacz,  ale muszę, no  muszę poznać smak twoich ust. I nim Adela zdążyła cokolwiek powiedzieć intensywnie zaspokajał swą  ciekawość, a kilka  chwil później starał  się poznać   każdy centymetr jej ciała. I,  jak  wynikało z oględzin i sprawdzania dotykiem  - każdy centymetr ciała Adeli był cudem sam w  sobie i jako fragment  całości. I była to noc  cudów dla obojga, bo Adela po raz pierwszy w życiu szczytowała, a Emil zrozumiał, że chce być z tą dziewczyną na resztę swego życia i już  nigdy się nie  rozstawać. Rano oboje byli nieco wykończeni fizycznie, ale oboje  sobą  wzajemnie  zachwyceni. 

Ani jednej nocy  więcej nie spędzę bez  ciebie - stwierdził spokojnym głosem Emil. Możemy tu  zamieszkać, bo w tym kołchozie spółdzielczym byłaby za wielka  sensacja.  I tak będzie sensacja, gdy  się  tropną, że mnie  codziennie wozisz w tę i  z powrotem - stwierdziła Adela.  Porozmawiam z ciocią- ona nie jest pruderyjnym babskiem i będziemy tam mieszkać. Ty  nie  widziałeś całego mieszkania, ono ma  ponad 100 metrów kwadratowych. A co na to twoi rodzice?  A co do tego mają moi rodzice?- o ile dobrze  liczę, to pełnoletność uzyskałam  6 lat temu. Poza tym to mieszkanie jest wykupione na mnie,  bo tak to załatwiła ciocia, która  swoich dzieci  nie  posiada.  

Adelko, a zgodzisz się zostać moją żoną? Wiem, straszecznie krótko się znamy i nie jestem atrakcyjnym młodzieńcem,  ale jakoś oczami  wyobraźni dokładnie  widzę  się  w roli twego  męża. Tej nocy odkryłem, że ty jesteś moją  dziewczyną  ze snów. Gdy usnęłaś jeszcze  długo się w ciebie  wpatrywałem i wtedy uświadomiłem  sobie, że znam każdy załamek twego ciała  właśnie  ze snów. Bo przecież byliśmy tak blisko ze sobą pierwszy raz. A śniłaś mi się kilka razy, dokładnie cztery razy. Trzy razy w Meksyku i raz w Polsce i to tak z tydzień wcześniej nim cię poznałem.  Wiem, to brzmi jakbym wierzył w duchy,  ale z drugiej  strony dzieje się tyle  spraw w naszym życiu, które się nawet pisarzom sf nie  śniły. Miałem  zamiar poszukać kogoś do pracy  wśród kursantów   na rzecznika, a powiedziałem o tym Kamilowi. Tuż przed wyjazdem po ciebie byłem u niego w gabinecie i wtedy pokazał mi twoje  zdjęcie- byliście wtedy gdzieś razem na Sylwestrze. Ty byłaś otulona  szalem i miałaś takie smutne, podkrążone oczy. Wtedy mi powiedział, że znacie się na gruncie prywatnym i że to stare zdjęcie, ale  zapewne niewiele się zmieniłaś. I stąd wiem, że to co było między wami to się  definitywnie  skończyło. Nie wiem czy wiesz,  ale  Kamil  ma teraz  okropne kłopoty ze swoim  synem. 

Wiem, mówił mi o tym, ponoć był nawet u psychologa. Ale nie żal mi Kamila, lecz tego  chłopaka. No pewnie, że to stare  zdjęcie, zrobione  zaraz na początku znajomości, a ja, wariatka zupełna, poszłam na tego Sylwestra mając początki zapalenia płuc. No i wyglądałam jak z krzyża  zdjęta. Ja nie mam żadnych zdjęć z nim, wszystkie  spaliłam, co do jednego. Nie wiem po jakie licho on je trzyma.

Adelko, pomyśl nad tym, czy wyobrażasz sobie  mnie  w roli swego męża? Ale niezależnie od tego, jaka będzie twoja odpowiedź i tak cię wykieruję na rzecznika patentowego. Będziesz  w tym świetna! Adela popatrzyła na  niego i powiedziała - owszem, wyobrażam sobie  ciebie  w tej roli, zwłaszcza po tej nocy. Podobnie  jak ty, też  nie tkwiłam w celibacie, ale nigdy nie przeżyłam tego co z tobą. I ogromnie mi się podobają twoje  pieszczoty, już do nich tęsknię. Ale  chyba powinniśmy jednak wstać i pojechać z twoim tatą gdzieś w plener. Masz rację- zgodził  się Emil- ale  muszę cię jeszcze trochę wycałować i wtedy wstaniemy.

W plener wyjechali godzinę później, a że była piękna pogoda  pojechali tym razem nad Narew, do Jachranki,  a potem nad Zalew Zegrzyński i w końcu  "wylądowali" w Serocku. Zjedli  w restauracji obiad dziwiąc się  niepomiernie niskimi cenami, posiedzieli  nad Narwią, Emil tym razem wziął z domu lekarstwo dla ojca i wczesnym popołudniem wrócili do  Milanówka.  

Tym razem Emil postanowił poznać Adelę z lokatorami piętra. Przedstawiając Adelę powiedział: jestem  w tej osóbce  zakochany po czubek  głowy i mam  nadzieję, że zostanie  moją żoną. Chyba już nadszedł czas by się ustatkować. Oj, to wtedy będziemy  się pewnie  musieli  wyprowadzić, z przestrachem  stwierdziła ciotka Emila. Ale  dlaczego? - zdziwił  się Emil. W dalszym  ciągu nie mam  zamiaru tu  mieszkać na stałe i dojeżdżać do Warszawy, ale na pewno będziemy tu na każdy weekend a wraz z nami i część rodziny Adelki. I nie wyjedziesz  już na tak długo poza Polskę?  Raczej na pewno nie - jeśli wyjadę  to najwyżej na miesiąc i to razem z Adelką. Na jakiś urlop.

Następnego  dnia pojechali na piknik w sadzie. Adela z przyjemnością patrzyła na rozpromienionego ojca Emila.  Emil z kolei nie  spuszczał z niej oka, troszczył  się, czy jej nie  za zimno lub  nie za gorąco, oniemiał na  moment gdy Adela  wyciągnęła  z torebki karty  do gry mówiąc  cicho: nauczmy tatę grać w remika lub makao - nie sposób  cały czas głaskać  jabłonie i  przemawiać  do  nich. Emil pokiwał głową- oj tak,  masz rację!

                                                                  c.d.n.

Trudny wybór - 5

 Czas mijał niepostrzeżenie. Emil okazał się dobrym  szefem - ustawił pracę Adeli  tak, by w piątki nie  musiała przyjeżdżać do biura, ale spędzała  je w Urzędzie Patentowym.  Kadrowa co prawda  kręciła  nosem, no ale  skoro naczelny wydał  zgodę to od  strony  formalnej  wszystko  było jak należy. 

Adela spotkała się  raz ze swym  byłym na  gruncie neutralnym - w trakcie wspólnego  obiadu uzgodnili, że tylko wtedy będzie proszona o zastępowanie   sekretarki, gdy naprawdę  nie  będzie  kogo w tym  miejscu posadzić. Na  szczęście sekretarka nie należała do osób  chorowitych.

Pomału wczesne wstawanie  weszło Adeli w  nawyk. Podobnie  jak reszta  pracowników czas  dojazdu wykorzystywała  na drzemkę. Bite  dwa  tygodnie roztrząsała  w swym   sumieniu to co  ją łączyło z Ryśkiem i doszła  do  wniosku, że na pewno nie jest to  z jej strony miłość. A ponieważ oboje  mieli mnóstwo  zajęć poza  regularną  pracą to coraz  częściej  kontakt  osobisty zamieniał  się  w kontakt  telefoniczny. Początkowo Adela  chciała powiedzieć  mu wprost, że przeanalizowała swoje uczucia i że to co ich łączy to tylko przyjaźń, ale  doszła  do wniosku, że "to wszystko  samo  się  rozleci bezboleśnie  na zasadzie  co z oczu to i  z serca". 

Letnia  sesja  przeleciała Adeli niczym  burza  wiosenna  i jak w głębi  duszy  musiała to stwierdzić   Adela - była to głównie  zasługa Emila, który zaproponował jej  swą pomoc, czyli   stwierdził, że jeśli ma coś pilnego do napisania  lub przeczytania  może to zrobić  w  czasie  służbowym a poza  tym to on nawet  może ją przepytać. Na jej wielce  zdziwione spojrzenie powiedział - w Meksyku byłem wykładowcą na tamtejszym prywatnym Uniwersytecie. A prawo to niemal moje  drugie  studia, bo rzecznik patentowy musi być z prawem bardzo  dobrze  obyty. No i myślę, że dla ciebie będzie  lepiej gdy po uzyskaniu tytułu mgr od razu zrobisz  aplikację  rzecznikowską  - będziesz  miała samodzielną pracę a nie będziesz jakimś  gryzipiórkiem początkującym w czyjejś kancelarii.  To samo  powiedziałem  naszemu  naczelnemu i on się z tym  zgodził. Porządny  z niego  facet- skwitowała tę informację  Adela, jednocześnie myśląc-  "mam nadzieję, że nie  wygadał  się dlaczego on taki  dobry dla mnie".  

Adelko, pojutrze piątek i chociaż  już  nie  masz  zajęć na uczelni to i tak musisz  pojechać  rano do Urzędu, a  skoro nie masz po południu  zajęć, to spotkamy się  jutro w Urzędzie około godziny 12,00. Adela roześmiała  się - jak widzę nasza  godzina  spotkań to "samo południe."  Nooo, panienko, nie moja wina, że kończysz  tam zajęcia właśnie  w  samo południe. Chcę cię jutro zabrać poza  miasto, czyli do ojcowego sadu.  Mam  spotkanie z gościem,  który go fachowo dogląda.  Westchnął ciężko i powiedział - to miała  być niespodzianka,  ale  kiedyś  powiedziałaś, że nie lubisz  niespodzianek, więc wolę nie  robić  ci niespodzianek. Oczywiście jeśli nie masz ochoty na taką pseudo wycieczkę to  powiedz.

Ojej, no pewnie , że mam ochotę, jutro też pewnie  będzie  dobra  pogoda. No to świetnie,  zaczekam  na ciebie w holu na  dole - na twarzy Emila  zagościł uśmiech. I, być  może - dodał Emil -będzie też mój ojciec. Chory, stary ale wciąż  jeszcze  jary - do rządzenia  zwłaszcza. Twoja obecność będzie  jak olej rozlany  na  wzburzone morskie  fale, bo  mu opowiedziałem o tobie, że rozpoznałaś renetę  landsberską. Był zachwycony i bardzo  zdziwiony. Jednym  słowem chcę cię niecnie wykorzystać.

Emilu, według  mnie to schudłeś. Ważyłeś się ostatnio? Emil kiwnął głową - tak, jest 6 kilogramów  mniej. To mało,  miałem nadzieję, że będzie  więcej. Ależ to bardzo dobrze! - niemal  wykrzyknęła  Adela- nie  wolno chudnąć  gwałtownie, wtedy  zawsze szybko nabiera  się  z powrotem dodatkowych  kilogramów. Tak trzymaj. To na jutro zrobię coś dobrego na tę  wycieczkę. I  nie będą to ciasteczka z cukrem. Ale one  bez cukru to nie są dobre- zmartwił się Emil.  No bo to nie będą wcale  ciasteczka, tylko chipsy serowe - wyjaśniła  Adela.  Zero cukru, zero mąki, czyli zero węglowodanów. A ilość pracy przy ich  wykonaniu oscyluje wokół zera. A do tego będą też chipsy jabłkowe. Mam nadzieję, że będą  ci smakowały tak  samo jak te ciasteczka  z cukrem.  Hmmm, chipsy serowe i chipsy jabłkowe - ciekawe, zwłaszcza fakt,  że będzie to ciasto bez mąki - zastanawiał się Emil na głos. Jesteś Adelko kobietą- niespodzianką. A żeby  było zabawniej to sama nie lubisz niespodzianek.

W piątek, z głową jeszcze pełną nowych wiadomości i nieco  zdrętwiała od  kilku godzin siedzenia zeszła do holu, gdzie  rzeczywiście  czekał na  nią Emil - stał w pobliżu windy i był nieco zaskoczony, że podeszła  do niego od innej strony, ale na jej   widok uśmiechnął się szeroko. A może chcesz  wpierw napić się kawy lub  coś  zjeść? Przecież byłaś  tu od  rana! Mamy czas, możemy pójść gdzieś na  kawę i na  drugie  śniadanie. Nie, ja już dziś obskoczyłam  dwie  kawy, ale  może ty masz ochotę na kawę, więc ci potowarzyszę.  Ja wypiłem kawę w biurze, nawet zjadłem kanapkę. No ale  skoro nie jemy i  nie pijemy, to jedziemy po mego ojca  a potem z nim do sadu.

Gdy już siedzieli w  samochodzie Adela  stwierdziła, że jeszcze  nigdy nie była w Milanówku - jakoś tak się złożyło, że nikt  z bliskich znajomych tam nie mieszkał. Bywała w  Podkowie  Leśnej, w Otrębusach, ale nigdy nie była w  Milanówku. Dla niej nazwa Milanówek była  równoznaczna z jedwabiem, gdyż tu  właśnie był tkany jedwab.

Dom w którym mieszkał ojciec Emila był niedaleko stacji podmiejskiej kolejki. Była to duża, dość rozległa jednopiętrowa  willa otoczona  dużym ogrodem. I twój tata sam tu mieszka? Przecież taki dom i ogród to  masa pracy, by wszystko w porządku utrzymać! - powiedziała Adela. I ta willa to chyba jeszcze jest przedwojenna. I jakie  piękne  są te stare drzewa! I jak  ładnie  jest przycięty ten żywopłot! Taka willa i ten ogród to teraz  majątek! I niestety fura  pracy, jak  twój ojciec  sobie  z tym radzi? Nie moja  sprawa, ale wolałabym tu  mieszkać niż w tym bloku, w którym mieszkasz! Co prawda dojazd do miejsca w którym teraz  pracujesz byłby i może kiepski, nie mam pojęcia jak  dojechać  stąd do naszego zadupia.  Nooo i po co ja cię tu przywiozłem - zaśmiał się Emil. Bywam tu z reguły  tylko na  weekendy.

Ojciec  zajmuje  tu tylko parter, piętro wynajmuje. Część należności za wynajem jest regulowana " w naturze", czyli wynajmujący  dbają o ogród i dom oraz  dyskretnie opiekują  się moim ojcem. I dobrze  to wszystko funkcjonuje. Ci wynajmujący to dalecy  krewni mojej  mamy - to mama wymyśliła, żeby ich tu na takich  warunkach osiedlić. Wiesz, bardzo kochałem mamę, ogromnie mi jej  brak. Widocznie byłem maminsynkiem. Zaczekaj, otworzę bramę i  wjedziemy do środka.

Chwilę później szarmancko  pomagał Adeli wysiąść z samochodu i poprowadził ją  wąskim  chodnikiem do domu. Gdy stanęli przed drzwiami willi powiedział - mam klucze, ale ojciec lubi gdy może  mi sam drzwi otworzyć -  chyba wtedy czuje się bardziej "panem sytuacji". Tyle  tylko, że czasem to chwilę trwa, głównie  dlatego, że ma kłopoty ze  słuchem, ale za Chiny Ludowe nie chce używać aparatu słuchowego, bo jego zdaniem on nadal świetnie  słyszy. Więc jeśli będziesz coś do niego mówiła to mów to tak, jakbyś mówiła do kogoś, kto stoi ze 100 metrów od  ciebie. Gdy patrzę na niego to marzę by umrzeć stosunkowo  młodo. Co prawda  mało kto w starszym  wieku  zdaje  sobie w 100% sprawę z tego, że  już  kiepsko  funkcjonuje. Może  źle robię, że cię tu przywiozłem, ale jest  z ciebie jakaś  nietypowa niewiasta - nie dość, że harujesz niemiłosiernie bo praca zawodowa i  studia to naprawdę  harówka, to na  dodatek znasz się na jabłkach - dokończył z uśmiechem.

Po drugim, długim dzwonku za drzwiami rozległo się szuranie i usłyszeli pytanie: "kto tam i do kogo?". Tatku, to ja, razem z panią z którą razem pracuję, otwórz, proszę. 

Ooooo, synek, zaraz otworzę - i rzeczywiście drzwi się otworzyły. W progu stał  niebieskooki starszy pan, w  dżinsach, kraciastej flanelowej koszuli i czarnej, skórzanej kamizelce. Emil wepchnął delikatnie Adelę do środka,  zamknął drzwi, potem objął ojca i  powiedział - aleś się tato wystroił! Nie jest ci za ciepło w tej skórzanej kamizelce? Już jest ponad  20 stopni w cieniu!  Tatku, to jest  Adela, z którą razem pracuję - to ona zna się na jabłkach. Starszemu panu wykwitł  na twarzy uśmiech - witam panią, witam, teraz  tak niewiele osób  zna się na prawdziwych   jabłkach! Wyraźnie  chciał jeszcze  coś  powiedzieć, ale Emil mu przerwał - chodź tatku, musimy jechać do sadu, to jeszcze kawałek  drogi. Pojedziesz w tych butach, czy chcesz inne  założyć?  

No mogę  w tych - i zwrócił się do Adeli- widzi pani, nawet porozmawiać  nie da.  Panią też tak pogania?  Czasami  i mnie tak pogania- powiedziała Adela , dodatkowo potakując głową. Ale przecież w drodze możemy porozmawiać- dodała.  Nie, w drodze nie porozmawiamy, w drodze mam być  cicho.  Emil podszedł do interkomu i powiedział-  dzień dobry,  zabieram ojca do sadu, porozmawiamy gdy  wrócimy.

Gdy wychodzili z domu Emil powiedział - usiądź, proszę,  z nim z tyłu - przedni  fotel przesunę wtedy  do przodu , a ty bez problemu zmieścisz się za  moim fotelem. Jazda nie jest długa, chociaż  pojedziemy bardziej   " na okrągło". A gdy wrócimy to zrobię kawę lub  herbatę,  co będziesz  chciała.  Jadę  celowo bocznymi drogami, żeby  nie słyszeć na okrągło uwag   "uważaj  synku, jedzie   jakiś  pojazd".  Emil,  nie  czepiaj  się ojca, on cię  kocha, dla niego do końca jego  dni będziesz tym małym  chłopcem, o którego należy  się troszczyć. Mój ojciec ma tak samo, a jeszcze nie ma pięćdziesiątki. Mamuśka  z kolei wrzeszczy: "ojejej, stanowczo  za szybko jedziesz!", a ja mam na liczniku raptem 70 w miejscu,  w którym  mogłabym  swobodnie jechać  stówką. Znam ten ból, już się uodporniłam. Emil  spojrzał się na nią z wdzięcznością - fajna  z ciebie osóbka.

W sadzie spędzili  raptem pół godziny, wyglądało na to, że przez  zimę  drzewa  nie ucierpiały i że w tym roku będzie  sporo jabłek. Emil rozliczył się  z panem "doglądającym sad" a ojciec Emila był wyraźnie szczęśliwy - nieomal biegał od  drzewa do drzewa, gładził pnie jabłoni i coś do nich szeptał.

Może nie  powinnam tego mówić, ale chyba powinieneś tu częściej ojca przywozić- spójrz jaki jest ożywiony i szczęśliwy- powiedziała do Emila. Można by tu raz  na jakiś czas  zrobić  piknik w lecie.  Emil spojrzał na nią i  powiedział - zrobimy, ale dopiero  wtedy gdy będę  znał odpowiedź na pytanie, którego właściwie nie  zadałem - znasz już na nie odpowiedź?  

No cóż - oczywiście już  znam na  nie odpowiedź. Ale nie  zapytałeś się o to w  tydzień później, więc  nie mówiłam- sądziłam, że to cię już nie interesuje.  Jeśli nic  się nie  zmieniło w tym względzie w twojej sytuacji to u mnie jest tak samo jak u ciebie -  też  nie chcę  się rozdrabniać. O dzięki wam bogowie! - wykrztusił Emil  przytulając ją  do siebie i całując w  czubek głowy.  Po prostu nie zadałem tego  pytania, bo bałem się co usłyszę. 

A to, co teraz  usłyszałeś nie przeraziło cię - dwudziestoczterolatka   bez faceta? - podobno  taka sytuacja daje ludziom  dużo do myślenia - "chyba coś jest  z nią  nie tak, skoro wciąż jest  wolna". Za kilka  miesięcy awansuję do stanowiska "starej panny".  To takie określenia nadal funkcjonują w dzisiejszych czasach? - dziwił się Emil. Jestem od  ciebie równe dziesięć lat starszy, ale nie  powiem, że czuję  się stary. Powiedz mi kiedy chcesz wziąć urlop? Czy odpowiadałby ci początek września?  Ja  tylko  nie mogę wziąć urlopu w pierwszej połowie lipca, bo na tej  wariackiej  uczelni w pierwszej połowie  lipca  zdarzają się  egzaminy. Tych spoza  dziennych studiów  traktują jak " persona  non  grata". A początek września też mi pasuje. Nie  przepadam za upałami. No i wzięłabym tylko dwa tygodnie, drugie  dwa zostawiając sobie   na  zimę. 

Emil zerknął na  zegarek - chodź, zabieramy ojca,  musi za pół godziny wziąć  lek i  chyba trochę  odpocząć. Masz dla mnie  czas do wieczora ? No mam, tylko zatelefonuję do  domu, że "nie  wiem kiedy wrócę", co oznacza "gdy wrócę  to będę". Mieszkam u siostry mojej matki - jest  dla mnie  bardziej matką niż  moja  rodzona matka. Jestem dla swej rodzonej matki jednym wielkim rozczarowaniem- chciała koniecznie syna, a urodziła córkę.

Gdy żegnali  się  już  z ojcem Emila,  ten powiedział - proszę  do nas częściej  przyjeżdżać, tu są na  parterze  wolne pokoje i może będzie pani milej  spędzać weekendy tu  niż  w  mieście? Adela  podziękowała za  zaproszenie a Emil dodał - nie kuś ojciec, bo naprawdę będziemy  tu na  weekendy zjeżdżać.

W drodze do Warszawy Emil  zapytał, gdzie chciałaby  spędzić  najbliższy weekend, bo to już przecież piątek. No przecież  mówiłeś, że spędzasz  weekendy u ojca  do tego sam słyszałeś- zostałam  zaproszona, więc może połączymy przyjemne z pożytecznym?  Jak  dotąd to raczej  wszystkie weekendy  spędzałam w Warszawie, czasami bywałam w Podkowie Leśnej u swojej koleżanki, dopóki tam  mieszkali.

Mówisz  poważnie, że jesteś gotowa  spędzić weekend ze mną w Milanówku? Nie będziesz  się  czuła skrępowana, że kilka  pokoi  dalej jest  mój ojciec? A czy sądzisz, że byłabym mniej skrępowana będąc w jakimś pokoju hotelowym  wiedząc, że za ścianą też są goście  tegoż hotelu? A poza tym - nie  zauważyłeś, że raczej bardzo rzadko żartuję? Wiem, że często jestem sarkastyczna, ale bardzo rzadko żartuję. Poza tym mam  cichą nadzieję, że nie  wpadniesz na pomysł by bawić  się ze mną w berka w  strojach  Ewy i Adama. Ale niezależnie od tego gdzie poza  domem spędzę  ten  weekend to  muszę wpaść do  domu i się przebrać w  coś wygodniejszego niż garsonka i szpilki, oraz  zabrać  z domu  kilka  drobiazgów.  No więc jaka jest w tym układzie  twoja decyzja?

Moja  decyzja? Jestem zaskoczony i  szczęśliwy.To podjedźmy teraz  do ciebie, mam nadzieję, że twoja ciocia  nie  zrzuci mnie  ze schodów i nie odstawi  Rejtana. Zostawię cię na chwilę u ciebie  w domu, pojadę  do siebie po coś do przebrania i w ciągu pół godziny zapewne uda się  nam  wyruszyć do  Milanówka. Pasuje ci  to? Adela skinęła  głową - jak najbardziej.

Ciocia Adeli stanęła w pełni na wysokości  zadania. Ponieważ Adela dość sporo opowiadała jej o Emilu nie była  zaskoczona, że wybierają  się wspólnie  na weekend. Powiedziała, że w takim razie gdy Emil  wróci ze  swoimi rzeczami ona im da to co już ugotowała na obiado - kolację. Mogą  zjeść tu, na  miejscu, lub  wziąć ze sobą w termosach obiadowych. Ku radości cioci wybrali opcję zjedzenia  posiłku z ciocią. Adela szybko przygotowała  "ciuszki wyjazdowe" plus wygodniejsze obuwie. Sądząc po tempie w jakim Emil  był z powrotem, było pewne, że przekroczył wszystkie przepisy drogowe a poza  samochodem poruszał się  biegiem. A już na  pewno pokonał biegiem te  trzy piętra do mieszkania Adeli. Do pudełka,  w którym były jeszcze  nie zjedzone chipsy Adela  dołożyła czekoladę i  prażone  migdały. Nieomal w ostatniej  chwili przypomniała  sobie o kapciach, żeby nie chodzić tam po domu  boso. Gdy się tak szykowała  niespodziewanie pojawiły się znajome  "motyle w brzuchu" - dość  dawno zapomniane odczucie. I niemal dziecięca  ciekawość  jak Emil całuje. 

I choć obojgu spieszyło się do  Milanówka i dość  szybko jedli, Emil zauważył, że takich kotlecików to on jeszcze nigdy  nie  jadł. No pewnie, że pan nie jadł, bo to mój eksperyment kulinarny. Cieszę się, że wam smakują.  Ciociu, a  zapisałaś jak je zrobiłaś?- dopytywała  się Adela. No prosto - jak zwykle robiłam  "na oko i czuja"- połączyłam  w  całość mięso mielone, jajko, trochę bardzo drobno posiekanej kapusty kwaszonej i trochę ugotowanego al dente ryżu,  trochę utartego parmezanu a potem  wszystko oblałam sosem pomidorowym i upiekłam w piekarniku. A teraz tylko odgrzałam w  mikrofali. No a surówka to po prostu mieszanka  tego co  miałam  w lodówce. I naprawdę  bardzo  się  cieszę, że wam to smakuje.

                                                              c.d.n.




poniedziałek, 2 maja 2022

Trudny wybór - 4

 Pierwszy  dzień pracy Adeli był czwartkiem. Na miejsce "zbiórki" przydreptała o 6,40, w dwie  minuty później do autokaru wszedł  Emil i zajął miejsce obok niej. Widziałem panią z okna kuchni gdy szła  pani koło spożywczego.  I jak się  pani  czuje?  

Jakoś się  czuję - dla  mnie to bardzo niechrześcijańska pora. Ostatnio zaczynałam pracę dopiero o  dziewiątej,  a dziś  budzik  ściągnął  mnie  z łóżka o piątej. Nawet  nie  bardzo  wiem  czy żyję.  Emil uśmiechnął się - sądząc po tym, że rozmawiamy, to na pewno  pani żyje. Tu wszyscy wsiadają pół żywi, za 5 minut wszyscy  będą  spali. Gorzej jest tylko wtedy, gdy autokar jest  w naprawie, bo trzeba   dojechać pociągiem i tam pokonać te  drobne dwa kilometry  z hakiem. Gdy byli  blisko  centrum  miasta Emil cichutko powiedział - proszę  się rozejrzeć po autokarze. Tylko  my dwoje  nie  śpimy. Adela rozejrzała  się - faktycznie -  wszyscy byli pogrążeni w drzemce. Gdy  autokar przystanął by zabrać  kolejnych pracowników niewiele  osób otworzyło oczy. Miejsc  siedzących  już nie było, nowo przybyli stali w przejściu pomiędzy rzędami foteli. Ciekawe - pomyślała- czy oni też  zasną? Boże, ten  autokar  wlecze się niemiłosiernie.  Jeszcze  dziś  rozejrzę  się w sprawie  kupna  samochodu. Może faktycznie wezmę  połowę forsy a drugą część spłacę  ratami. Muszę  to przemyśleć. Kupno  samochodu  nie zając,  nie ucieknie, wpierw  muszę  sprawdzić jak  mi się tu  będzie  pracowało.

Po przybyciu  na  miejsce Adela  wpierw  poszła do  sekretariatu - Kamil już  był.  No to świetnie, że pani jest - kadrowa też  już dojechała. Podobno  wszystko udało się jej wczoraj  załatwić, wiec  proszę wpierw odwiedzić  kadry i podpisać  angaż do działu patentowego. A potem dodał szeptem - kawę dla ciebie też  zrobiłem, postawię  ci na biurku w sekretariacie.

Fakt, że przez  pierwsze dni pracy siedziała  w sekretariacie  miał też jedną  dobrą  stronę - niemal wszyscy pracownicy zdążyli  ją poznać, bo placówka   zatrudniała poniżej 200 pracowników. Nieomal cały personel inżynierski był płci  męskiej - kobiety pracowały głównie  w  działach ekonomicznych. No cóż- od  dawna  było wiadomo, że politechnikę   wybierali i  kończyli  studia głównie mężczyźni. Po trzech  tygodniach wróciła  do pracy sekretarka. Była  zachwycona, że zastępowała ją "siła  fachowa", więc nie było  zaległości i bałaganu. A Adela wylądowała w pokoju razem z Emilem.

Na  "dzień dobry"  Emil  przepytał  się czy to ustawienie  biurek jej odpowiada, pochwalił  się, że na jej cześć zakupił  nawet elektryczny porcelanowy  czajnik, więc  będą  mogli sobie  robić  kawę kiedy im  się  zamarzy,  nie będą uzależnieni od czasu i  humoru  pani "uniwersalnej".  Zapytał się,  czy mogliby mówić  do siebie po imieniu, bo będą  ciągle  mieli mnóstwo spraw  do omawiania. Przepytał się, kiedy Adela  ma zamiar wziąć urlop, bo byłoby dobrze, by  nie  wzięli urlopu w jednym  czasie.  Poza tym w lipcu jest kurs w Urzędzie   Patentowym,  wiec  byłoby dobrze, gdyby  Adela mogła w nim uczestniczyć.

A jeżeli ta praca  się  Adeli spodoba,  może  aplikować  na rzecznika  patentowego i najlepiej  zrobić to jak  najszybciej, bo szykują się w tej  dziedzinie spore  zmiany i będzie  to droga przyjemność, o  czym jak na dziś niewiele osób  o tym wie. 

Ale ja mam jeszcze  rok do skończenia studiów i już powinnam  zacząć  myśleć o pracy  magisterskiej, raczej  nie pociągnę  jednocześnie  aplikacji na rzecznika i ostatniego  roku  studiów- taki tytan  pracy to ja  nie jestem.

Nie  wpadaj  w panikę, przepatrzę co z tematów  aplikacyjnych  mogło by być jednocześnie tematem pracy magisterskiej na wydziale prawa. A aplikacja  na rzecznika  patentowego będzie  niedługo trwała trzy lata - takie są plany. I będą  się tworzyły kancelarie  rzecznikowskie,  funkcjonujące tak  jak kancelarie adwokackie obecnie.

Emil "zanurkował" na  moment  w szafce swego  biurka - po chwili wynurzył się  stamtąd trzymając dwa duże  jabłka - wybierz, które ci się bardziej  podoba. To jabłka z sadu  mojego ojca - hodowane ekologicznie.  Dojrzewały do  samego końca na drzewie a nie były  zrywane  niedojrzałe.  Mam  problem  z tym  sadem - nie  wiem  czemu ojciec  go kupił. A teraz ojciec  chory, rokowanie co do  stanu jego zdrowia  kiepskie, tylko on  o tym  nie wie, sad już  dawno przepisany jest  na  mnie i mam z tym problem. Skończyłem wydział  elektryczny a nie sadownictwo. O  sadzie  wiem  tylko tyle, że rosną  tam drzewa owocowe. Jak ojciec  umrze to zwyczajnie   sprzedam  ten  sad, ale teraz to mam  tylko ból  głowy, bo  muszę  go tam  wozić.

Piękne  te  jabłka, to reneta  landsberska - a ty  mnie  kusisz  jabłkami   niczym  biblijny wąż Ewę. Lubię wszystkie  jabłka,  nawet te  współczesne, owocujące co rok  a nie  co dwa lata  jak te stare gatunki - stwierdziła Adela. Teraz  w  handlu nie  ma ani landsberskich ani prawdziwych malinówek, ani koksów.

Emil wpatrywał się  w nią ze  zdumieniem - o Boże, kobieto, ty się  znasz na jabłkach. A dla  mnie  jabłko to jabłko, jedne mi bardziej smakują, inne  mniej i tyle  tylko  wiem o jabłkach.

A co  z twoim ojcem, dlaczego  rokowania  kiepskie? Emil  skrzywił  się - ma  chłoniaka  i gdyby  nie  był takim uparciuchem i choć  trochę przestrzegał zaleceń lekarza , brał  regularnie  leki i  nie  palił to pewnie  byłoby  lepiej. No ale on  stwierdził, że już się  dość  "nażył", śmierć mu nie  straszna,  zresztą nawet  się  cieszy bo dołączy do mamy, która umarła  w ubiegłym  roku. Z drugiej  strony trochę go  rozumiem - został  sam,  bo  nie chce  się sprowadzić  do  mnie - mieszka  w  Milanówku. A ja  się tam  nie przeprowadzę- zbyt wiele  lat jeździłem  stamtąd  do Warszawy.

Ojej, to faktycznie  niewesoło. Taaaak,  z biegiem czasu  każdy  z nas  staje  się  sierotą - stwierdziła Adela. Chciałabym  się  ciebie poradzić w  pewnej  sprawie - chodzi  mi po głowie  kupno  samochodu. Sama  nie wiem, czy kupić na raty niedużą "nóweczkę" czy może coś używanego. No i chciałabym by to nie była jakaś  duża bryka, ale taki nieduży samochód,  np. renault twingo albo jakiś nieduży japoński suzuki lub może jakaś koreańska bryczka . I chciałabym od  razu  zapłacić  połowę  sumy,  a resztę  wziąć  na raty, tylko  nie wiem  czy tak można.

Emil  uśmiechnął  się - kupowanie  samochodu jest  bardzo  zbliżone  do kupowania  obuwia-  nie  zawsze w tym,  co się nam  podoba z zewnątrz  dobrze się  kierowca  czuje. Trzeba  wsiąść do środka "poprzymierzać" ustawienia, sprawdzić  jak  wszystko widzisz  z boku i jak z tyłu, najlepiej jeszcze odbyć jazdę próbną, potem przepytać  się o  system ratalny banku ,  z którym  dany dealer współpracuje - bo wiesz,  nie każdy bank jest przyjazny klientom. Moim  zdaniem  lepiej jest  jednak kupić  nowy  samochód, bo po prostu  łatwiej go  potem  sprzedać. Każdy  chętniej kupuje od  pierwszego użytkownika niż od kolejnego. A bardzo  ci ten samochód  potrzebny? A lubisz prowadzić? Często jeździsz?  Domyślam się, że ten  pomysł wpadł ci do głowy, gdy dowiedziałaś  się, że autokar często nawala.  Ale gdy nawali autokar, to połowa jego  stałych pasażerów ma  samochody i wtedy podwozimy  się wzajemnie swoimi  samochodami. Ja do pracy jeżdżę głównie autokarem, swoim  jadę tylko wtedy, gdy  wiem, że danego  dnia  muszę wyjechać wcześniej z pracy. Gdy autokar  nawali zawsze  zabieram ze sobą wtedy 3 osoby.  Jako mój współpracownik  zawsze masz wtedy u  mnie pierwszeństwo. Ale jeśli mimo tego masz   wewnętrzny  przymus  zakupu  samochodu - jasne, że ci  w tym pomogę.

A co do twoich studiów- codziennie masz  zajęcia i wcześnie  wychodzisz?  

Nie, nie  codziennie - wcześniej  wychodzę  tylko w piątki, bo zajęcia  mam od godziny 15,00. W trakcie  sesji czasem mam  egzamin  rano, ale na sesję  to  mi przysługuje jakiś urlop. Ostatnio jest o tyle  porządnie, że wcześniej dostaję  rozpiskę z terminami egzaminów.

No to na piątki coś wymyślimy, żebyś nie  musiała tu przyjeżdżać. Chciałbym  ci zadać bardzo niedyskretne pytanie ale....  Adela przerwała  mu - domyślam  się nawet jakie to pytanie, skoro mówisz, że  niedyskretne. Nie jestem mężatką, a na dziś to nawet  nie umiem  ci powiedzieć, czy mam kogoś czy też  nie. Wiem, to kretyńsko brzmi, ale sytuację mam dość  dziwną - bo nie jestem w stanie określić  swoich własnych  uczuć i muszę to spokojnie przemyśleć by kogoś nie skrzywdzić. Gdy zadasz  mi to pytanie  za tydzień - na 99% będę  wiedziała co  mam ci odpowiedzieć.  A ty możesz mi odpowiedzieć na to  pytanie, które  chciałeś  mi zadać? Wiem tylko, że nie jesteś  żonaty.

Emil uśmiechnął się - fakt, nie mam żony, nie mam też żadnej kobiety. Postanowiłem  nie rozmieniać  się na drobne. Kiedyś ci pewnie to wytłumaczę. Zrobić ci kawę  czy herbatę?

Zrób kawę, mam do niej coś  dobrego, ale to  nie  moje  dzieło, a  mojej  cioci. Na styku biurek postawiła talerzyk  z kruchymi ciastkami.  Emil patrzył na nie  z uśmiechem - znam te ciasteczka,  moja mama właśnie  takie robiła! są przepyszne! To pewnie  śmieszne,  ale jestem  skłonny potraktować to jak  jakiś znak od  mamy. Jesteś chyba  czarodziejką  - wpierw  potrafisz  nazwać jabłka z  sadu  mego ojca  a teraz częstujesz  mnie  ciasteczkami, które  robiła  moja  mama. To  niesamowite!  Adela roześmiała  się - z tego  co wiem, to one nawet  nie są pracochłonne,  tylko ja ich nigdy jeszcze  nie robiłam. W ogóle jestem antytalent kulinarny w dziedzinie  ciast. Gdy  czytam  przepis, w którym ktoś  chce  bym odważyła 18 dekagramów mąki to jest  więcej niż pewne, że tego  nie  zrobię. Dlaczego  akurat 18 a nie 20 deko?   Jeśli tylko ci smakują to zjadaj - jest  ich  więcej, tylko ten  talerzyk taki  malutki - wyciągnęła z szafki torebkę pełną  tych  ciastek.  No jasne, że zjem, bo jestem  zwyczajny  łakomczuch - chociaż dobrze  wiem, że nie  powinienem, bo się utuczyłem w tym Meksyku.

Utuczyłeś  się bo jadłeś  na okrągło fasolę i różne naleśniki- przecież oni prawie zawsze każdy  naleśnik smarują  warstwą  pasty   fasolowej a  dopiero  na to kładą  jakieś tam  mięsiwo lub ewentualnie  jakieś  warzywo czy też  rybę. Mam  koleżankę, której  pasją  są podróże  kulinarne i od  niej  wiem jak gotują  w Meksyku. Po każdej wycieczce robi  "posiad kulinarny" i pichci to co w innej  stronie  świata  jadła. A poza tym to wcale  się nie utuczyłeś,  nie  masz "ciąży pokarmowej" i przerośniętego podbródka. I nie  wyglądasz wcale  niczym  pączek w maśle! Ograniczysz  nieco węglowodany, zwiększysz podaż białka i  wszystko się  wyrówna. 

Zapisałem  się na  basen, będę chodził trzy razy  w tygodniu- pochwalił się. Oooo, to świetnie. Po basenie wrzucisz  na ruszt  tylko  białko, czyli  jajka lub mięso i jakieś   surowe warzywka i bardzo  szybko będziesz zadowolony  ze  swego  wyglądu.

                                                                     c.d.n.



niedziela, 1 maja 2022

Trudny wybór - 3

Tego  pierwszego  dnia Adela  wyszła  z pracy niemal   godzinę  później  niż  wszyscy - chciała usłyszeć od  "byłego" o tym wszystkim,  czego on się  spodziewa po  sekretarce. W efekcie "były" odwiózł ją - a tak  zupełnie  dokładnie- to ona  prowadziła  samochód "byłego",  bo  chciał  się  przekonać  na  własnej skórze jak Adela sprawuje  się  jako  kierowca.

Od  chwili  gdy uzgodnili, że Adela będzie tu pracować, Adela zaczęła  zwracać się do "byłego" per "panie   dyrektorze" i pilnowała, by on nie  zwracał się  do  niej per ty w obecności osób  trzecich. A gdy  zaparkowała  przed  domem, w którym  mieszkała, powiedziała: i nie oczekuj, że będę nie tylko sekretarką  ale i  kierowcą.

Były skrzywił się  w niby uśmiechu - po prostu  chciałem sprawdzić  jak sobie  dajesz radę za kółkiem, bo  powiedziałaś, że chcesz  kupić  samochód.  Przez  moment szukał  czegoś  w  aktówce,  po chwili podał Adeli  wizytówkę - to jest mechanik, u którego serwisuję  swój  samochód. Były konstruktor  samolotów.  Jeżeli będziesz  kupowała  używany samochód to kupuj w jego  towarzystwie, dzięki temu nie  kupisz  chłamu wyszykowanego tylko na  sprzedanie. Ja go  dziś uprzedzę, że zgłosisz  się do niego. Tylko się  nie przeraź  jego wyglądem - blisko 2 metry  wzrostu przy 60 kilogramach  żywej  wagi- chodzący  szkielet niemal. I uważaj -   uwielbia takie nieduże kobiety, ma tendencję do noszenia ich  na rękach- na szczęście tylko  w przenośni.  Swój  warsztat prowadzi  razem  z żoną, przemiłą kobietą. Mogę  się   założyć, że zostaniecie po jednym  dniu  rozmowy  przyjaciółkami.

Adelko,  a jak ci się  widzi Emil  jako  szef ?  Adela  wzruszyła  ramionami - nie wiem jaki  będzie  z niego szef,  ale  facet jest dobrze  wychowany, więc na pewno jakoś  się  dogadamy. Poza tym już na tyle  długo pracuję, że potrafię nie  rzucać  się  na każdego z pazurami gdy  mnie   zdenerwuje. 

"Były" uśmiechnął  się - doceniłem to dziś gdy patrząc  na  ciebie widziałem w twoich  oczach wściekłość i chęć  zamordowania  mnie, a ty uśmiechałaś  się i robiłaś  wrażenie  spokojnej. Nie gniewaj  się na  mnie za tę "niespodziankę" - naprawdę nadal czuję  się z tobą  związany, chociaż teraz to już tylko przyjaźń.  Oboje wysiedli  z  samochodu i  Adela spytała - no a jak  wypadłam  jako kierowca? Dobrze  jeździsz, nie  szarżujesz. Aż  żałuję, że nie możesz być jednocześnie sekretarką, kierowcą i pracownikiem w wydziale patentowym.  I wiesz-  naprawdę  cieszę  się, że pojutrze będziesz tuż obok  mnie, choć jednocześnie nie tak  blisko jakbym  chciał. Kiedy masz  ślub?  Zaprosisz  mnie?  

Adela  roześmiała  się - no chyba  ci zupełnie odbiło! Chyba  nie stałeś  się  masochistą! Poza tym nie przewiduję uroczystego ślubu i wesela. 

Były chwycił ją  za rękę - Adelko, powiedz mi - kochasz go? Adela delikatnie  wyzwoliła swoją rękę z jego dłoni - głęboko odetchnęła i  cicho powiedziała - to nie twoja  sprawa czy go kocham czy  nie.  Nie  rozdrapuj ran, które już pokryły się  cienkim  strupkiem. Ciesz się, że umiemy jeszcze  ze sobą  rozmawiać, że nie uciekamy  w dwie  różne  strony gdy się  spotykamy i dbaj o  to,  by tak pozostało.

Pojutrze rano  pojadę służbowym  autokarem. Trzymaj  się, dziękuję za  namiary  na mechanika. Odwróciła się i wolnym  krokiem odeszła  od  samochodu. Gdy zamknęła się  za nią  brama wejściowa budynku przystanęła - potem  wolniutko podeszła do skrzynki na listy, wyjęła  z niej stos reklam, które zaraz unicestwiła w stojącym obok skrzynki koszu na  śmieci i pomału poczłapała na  trzecie  piętro. A w głowie wciąż echem odzywało się  pytanie zadane przez  byłego. Pytanie, które zadawała też  sobie sama. I na które nawet  samej sobie  nie umiała odpowiedzieć. Z powodu notorycznego braku  czasu dość  rzadko zadawała sobie  to pytanie. Ale  niewątpliwie należało się nad  tym zastanowić. Nie  da się ukryć, że spędzała z Ryśkiem  niezbyt wiele  czasu - jedyny  dzień naprawdę  wolny to była  niedziela. W dni  powszednie Adela po pracy uczyła  się  w domu. Materiału do  opanowania było sporo a język prawniczy przyprawiał ją  chwilami o ból głowy. Miała  nieodparte  wrażenie, że podręcznik pisał ktoś,  kto  znał język  polski tylko ze słownika. 

Może powinnam  z nim pojechać gdzieś na tydzień - często taki pobyt razem z dala od własnych  rodzin i obowiązków uświadamia  ludziom jakie mają  wobec siebie oczekiwania. Postanowiła  rozejrzeć  się za jakimś wyjazdem poza Polskę. Może we wrześniu do Bułgarii? Tam wrzesień nad  morzem to jeszcze pełnia  słońca, dość  ciepła woda i słońce. I żadnych  formułek prawnych! W najgorszym  razie  pożyczy pieniądze od cioci, jeśli  się okaże, że nie da  rady sama sfinansować i samochodu i wyjazdu. Ciocia ma specjalny  fundusz o  nazwie "Adelajda", bo sprzedała kawałek gruntu, który otrzymała w  spadku.

A ciocia  zawsze twierdziła, że głupotą  totalną jest podróż  poślubna, która jest w dzisiejszych  czasach "musztardą po obiedzie". Ważniejszy i bardziej  przydatny byłby  wspólny  wyjazd  właśnie  jeszcze  grubo  przed ślubem, gdy każde z  młodych jest daleko od  własnego domowego  zaplecza. To wtedy  ma się  szanse  zobaczyć czy ten, kto zapewnia o swoim uczuciu rzeczywiście je  ma, czy  potrafi zadbać o  swego  partnera w trudnych sytuacjach, czy rzeczywiście  mają oboje  te same upodobania,  czy  są w stanie wytrzymać  ze sobą 24 godziny  na dobę.

Co prawda taką podróż "przedślubną" miała  już  z "byłym" - dwa  tygodnie we Włoszech. I co  z tego, że lubili te  same  potrawy, to samo im  się  podobało w muzeach, że pasowało wszystko w kwestii życia intymnego, ale w jego życiu było dwoje  dzieci, młodsze  poczęte "na  zgodę" miało uratować  małżeństwo, ale go nie uratowało. "Były" nie  miał szans  by kupić sobie oddzielne mieszkanie więc podjął decyzję o zarobieniu na nie  w ramach   kontraktu  zagranicznego a i tak  wszystko wyszło na opak. I co  z tego, że był troskliwy w stosunku do Adeli, skoro Adela musiała  dzielić  się   nim z jego dziećmi.  

A Rysiek?  Był w niej  zakochany, widział w niej  same  zalety i nie  wyobrażał sobie, by żyć z nią  "na kocią  łapę" i nalegał by się pobrali. Podobnie jak   ona był członkiem spółdzielni mieszkaniowej, podobnie  jak ona należał do tej  grupy  młodych, którzy  musieli  wcześnie  zacząć pracę  zawodową i jednocześnie kontynuowali  studia. Tyle tylko, że on już miał absolutorium i pisał pracę,  a Adela  miała przed  sobą jeszcze rok  studiów.

Wchodząc do  mieszkania poczuła  zapach pieczonego ciasta. Ciocia wyraźnie  ją  rozpieszczała i raz na tydzień piekła niewielką ilość kruchych  ciastek posypanych grubymi kryształkami cukru. Przywitała  się  jak zwykle  czule  z ciocią,  zajrzała w  kuchni do  piekarnika, w którym piekła  się już  druga  blacha  ciasteczek, a pierwsza jeszcze  się  studziła  na jednym  z blatów  kuchennych.

Ciocia  miała  jeden przemiły zwyczaj -  nigdy  nie  wypytywała się Adeli jak jej  gdzieś  poszło- spokojnie  czekała  aż Adela  sama opowie. Spytała się  tylko,  czy zje obiad "cały" czy  na raty - teraz  jej ulubioną  zupę jarzynową zwaną czule "śmieciówą" a drugie  danie później, zamiast  kolacji.  Jak  zwykle Adela wybrała  wersję  "na  raty."  Jadła  zupę i opowiadała o tym co ją  dziś  spotkało. Ciocia słuchała  uważnie i nie przerywała jej pytaniami. Wyznawała  zasadę by poprzestawać na tym,  co Adela  sama jej opowie. A Adela  bardzo to ceniła. W  kontaktach  z rodzicami denerwowało ją  właśnie to wypytywanie i zaraz wygłaszane  autorytatywne  komentarze. Bo oni  zawsze  wszystko wiedzieli  lepiej co kto miał na  myśli.

Skończywszy opowieść powiedziała - no i muszę sobie  to  wszystko przemyśleć, bo to  pytanie  zadane  przez Kamila uświadomiło mi jedną  rzecz -   nie jestem pewna czy  aby nie mylę przyjaźni z miłością. A sama przyjaźń nie wystarczy do utrzymania  małżeństwa. W małżeństwie  muszą istnieć te dwa uczucia, tylko jedno  z nich  nie wystarczy.  

Pracę zaczynam pojutrze - będę chyba musiała  wstawać bardzo wcześnie, bo autokar odjeżdża o 6,45. Wychodzi  mi na to, że będę  musiała wstawać o 5 rano no i na pewno nic  rano  nie będę  jadła, czyli jak  zwykle - będę  brała z domu pierwsze i  drugie  śniadanie. Ciekawe  jak  długo będę  musiała trwać na tym zastępstwie. Pomyślałam sobie, że  nim ewentualnie  wyjdę za Ryszarda to  powinnam  z nim pojechać na przedślubny urlop. Mam w głowie  dwie lokalizacje - albo Bieszczady albo Bułgaria. Jutro zatelefonuję  do koleżanki, która pracuje  w Orbisie- sprawdzę  co mają do  zaoferowania w kraju lub poza nim. Mam jeszcze  dwa tygodnie  urlopu, bo tu przyjmują  mnie   razem z niewykorzystanym  jeszcze urlopem.  Podejrzewam, że mój bezpośredni przyszły  szef nie będzie  mi robił trudności. Zrobił na  mnie  pozytywne wrażenie. Jeśli idzie o wygląd to żadna ślicznota z niego,  włosy średni blond   i jakby nieco za  dużo waży. Ale on do  niedawna pasł  się meksykańskim jedzeniem, fasola dwa razy  dziennie żadnej  sylwetce  nie  wychodzi na  zdrowie. A do tego naleśniki. Ale miły i dobrze  wychowany. I wiesz - jeśli wyjadę z Ryśkiem tylko gdzieś w Polskę, to kupię  sobie  samochód. Dziś wiozłam Kamila jego  samochodem  do Warszawy i stwierdził, że dobry  ze mnie  kierowca. I w ramach przyjaźni Kamil dał  mi namiary na faceta który  serwisuje  jego  samochód, by  ze mną  pojechał gdy  mi się  jednak  zamarzy  kupno  własnego   samochodu. Bo na  początek to kupiłabym jakiś  już używany.

Adelko, nie  znam  się na tym,  ale  myślę, że lepiej byłoby gdybyś  wzięła  jakiś nowy samochód na raty, gdy  już  zaczniesz  pracować. Mogłabyś wziąć pieniądze z funduszu Adelajdy, który i tak  jest  w całości dla  ciebie. A  może  można by kupić tak, żeby  wpłacić  połowę  sumy gotówką a resztę  rozłożyć na raty?  Zorientuj  się kochanie  w tej kwestii. A co do tego wyjazdu - sądzę, że wystarczy wam wyjazd w  Bieszczady - a ja  znam tam bardzo miły ośrodek wypoczynkowy. Mają domki ale i mają  pawilon z pokojami dwuosobowymi. I  mają też  własną  kawiarnię czynną  codziennie i zawsze  było tam dobre  wyżywienie. A żona  kierownika tego ośrodka to moja dawna koleżanka.Wiesz, Bieszczady to duże odległości  do  pokonania powodujące   spore  zmęczenie. Łatwo wtedy poznać czy jest  się  z kimś kto o ciebie  dba, czy też dba  tylko o własne  przyjemności.

Ojej, to widzę, że będę  miała dziś  bardzo wiele spraw do przemyślenia. A wszystko przez  Kamila - dziś na "do widzenia" zadał mi pytanie czy kocham naprawdę  tego, za kogo mam  zamiar wyjść za mąż. Powiedziałam, że to  nie  jego  sprawa, że i tak  już do siebie  nie  wrócimy. Ale sama wiem, że powinnam nad tym się  zastanowić. I to  nim ustalimy z Ryśkiem  datę ślubu. Strasznie  trudne to życie - mam skończone 24 lata a  chwilami przywalają mnie problemy jakbym była  nastolatką. Chyba jestem "niedorobiona" umysłowo.

                                                                          c.d.n.