poniedziałek, 24 października 2022

Trudny wybór- 136

 Konflikt pomiędzy Leszkiem a Wiesią, a  zwłaszcza  reakcja Leszka, bardzo Emila  zdziwiły. Opowiedział wszystko Adeli dodając, że  nie  spodziewał  się takiej reakcji  Leszka   na to, że Wiesia  zapewne  chciała  mu wytłumaczyć  dlaczego nie  zostawiła  mu żadnej  wiadomości a on ją po prostu obrugał.

Adela uśmiechnęła  się - zapominasz, że Leszek miał dość przykre  doświadczenia ze swego małżeństwa i jak wiesz  wciąż  się  zastanawia czy syn to jego produkt czy kogoś innego.  I nie ma de facto zaufania  do kobiet, które nawet  w niewielki  sposób wyrażają  zainteresowanie  zwłaszcza jego  finansami.

  A do tego Wiesia nie należy do potulnych  kobietek - ona  już dawno wzięła swój los  we własne  ręce. Większość kobiet, które prowadzą  własny, dobrze  prosperujący biznes uważa, że są samodzielne  pod każdym  względem, super  się znają na biznesie i  mają brzydki  zwyczaj doradzania każdemu facetowi jak ma ustawić  swój biznes lub jak ma  się facet ustawić w swoim miejscu pracy, ewentualnie  w ogóle  w życiu. I gdyby  się "produkowały" poproszone o  radę, to byłoby dobrze, ale nie - z reguły nie proszone wygłaszają swą opinię  i to  w sposób  wielce  autorytatywny.  To  coś tak, jakbym ja ci radziła jak masz ocenić  wniosek patentowy dotyczący elektrotechniki.  A Leszek ma nieco poważniejsze  studia  niż licencjat  z zootechniki, zrobił doktorat i ma lata pracy za sobą i jest znanym lekarzem. O tym, że się już  ścięli kilka  razy to mi mówiła Wiesia.  Jej zdaniem Leszek jest zarozumiały.

Wyśmiałam ją, bo jakby  nie było to ona zna  Leszka od  niedawna, a ja już kilka lat. Oczywiście  nie powiedziałam jej jaki jest Leszek, to co o  nim  wiem to wiem  dla  siebie i mogę to tylko tobie  mówić. A Leszek nie jest zarozumiały, jest bardzo kulturalnym  facetem i  lekarzem bardzo oddanym swoim pacjentkom.  Ona nie chodzi do żadnego ginekologa od  chwili wyleczenia  się, bo jej  zdaniem nie ma  nie ma takiej  potrzeby ponieważ z nikim nie  współżyje. Była  ciężko obrażona, gdy on  wysłuchawszy jej "spowiedzi" wysłał ją na badanie krwi, bo ona u  nas  bywa a w domu jest maleńkie  dziecko. To był pierwszy poważniejszy zgrzyt a potem podpadł, bo on nie lubi improwizacji i lubi z góry  wiedzieć kiedy ona ma  zamiar u  niego nocować i w ogóle jakie ma plany. A ona przecież jest osobą  dorosłą i  nie będzie  się nikomu  spowiadać, nie są przecież  w  związku  i nie będzie  mu się opowiadać kiedy  do niego w odwiedziny wpadnie ani kiedy je  niespodziewanie zakończy. Z tego  co wiem,  to Leszek w bardzo oględnych  słowach powiedział jej o swoim małżeństwie. Więc mnie  nie dziwi jego reakcja.  Ja nie  wiem czy ty zauważyłeś, ale Wiesia- fryzjerka czesząca, strzygąca klientów jest zupełnie inna niż Wiesia prywatnie. W zakładzie to chodząca uprzejmość, nasz klient nasz pan, a Wiesia prywatnie to już inna osoba - nawet ton  głosu jej  się zmienia. Poza tym gdy mnie mówiła o tym, że  mąż  ją zaraził to wymieniała inną chorobę. Nie  wykluczone, że była posiadaczką obu, bo mając jedną  można bez problemu  załapać i inną oraz AIDS. I nie uważam, że Leszek postąpił  brzydko sprawdzając swoimi kanałami jej wyniki, chociaż on tak uważa. Nawet ważniejsze  zaświadczenia  można uzyskać  za odpowiednią  sumę. W sumie  to mi żal oboje, bo jakoś im w życiu nie  wyszło. Ale mam wrażenie, że wspólne życie nie jest  im jednak pisane.

Wieczorem tego  dnia zatelefonowała do Adeli Wiesia, czy mogą  chwilę porozmawiać. Możemy,  ale dopiero najwcześniej  za pół  godziny bo zaraz będę karmić małą co nieco czasu zajmie. A najlepiej  będzie  jeśli zatelefonujesz za godzinę. Wtedy już będzie w rękach Emila. Rzeczywiście za godzinę Wiesia zatelefonowała do Adeli. Wpierw  się zapytała, czy jest może u nich Leszek i dowiedziała  się, że nie,  są  sami  z dzieckiem. A Leszek najprawdopodobniej jest  jeszcze  w klinice, bo to  dzień,   w którym regularnie jest w klinice do godziny 20,00 a  z tego co Adela  wie, to wtedy wychodzi stamtąd  późno bo  często ma dyżur ginekologiczny jeśli jest na  dany dzień przewidziany poród ewentualnie jakaś inna sytuacja  wymagająca jego obecności. Wiesiu,  a co się stało?- spytała grzecznie Adela.  Mnie nic  się nie  stało, tyle  tylko, że Leszek nie odbiera moich telefonów- poinformowała  ją Wiesia. No ale ja nie mam na to żadnego wpływu- stwierdziła Adela. Jeżeli nic  się nie dzieje dziwnego lub  pilnego to ani ja,  ani Emil nie  dzwonimy do niego w dni robocze. On jest po prostu bardzo zapracowany i kontaktujemy się z nim głównie w weekendy.   Bo na razie ciągnie jeszcze ten etat w państwowym szpitalu, bo mają braki kadrowe. Ale on w weekendy też nie odbiera ode mnie telefonów - zezłoszczona  Wiesia nieomal wrzasnęła w  słuchawkę. Nie pochwalił się wam, że ze mną nie chce rozmawiać?  Przyjaźnisz się z nim i nie  wiesz dlaczego nie chce  ze mną  rozmawiać?   

Adela nabrała powietrza i spokojnym  głosem powiedziała- nie mam pojęcia ani o tym, że do niego dzwonisz a on  nie odbiera  twoich  telefonów i  nie mam też pojęcia  dlaczego tak jest. Nie rozmawialiśmy na ten  temat. Wiem tylko, że jest ostatnio  bardzo zapracowany, bo przygotowuje kurs z  zakresu cytologii. Nie  wiem również co  między  wami zaszło, ale  znając Leszka podejrzewam, że coś palnęłaś co go zabolało, ewentualnie zraniło i  zraziło do ciebie.  Gdy jest u nas to głównie się bawi i  czuli  z Milenką - on po prostu się  tu relaksuje. Pewnie nie  zauważyłaś,  ale Leszek to bardzo wrażliwy facet. A co ty taka  Matka Joanna od  Aniołów jesteś?  Matkujesz mu wyraźnie- stwierdziła Wiesia. Mało ci jednego?

Adela na moment zamilkła, przełknęła  ślinę i powiedziała - Wiesiu, zastanów  się co mówisz. Bo za moment palniesz coś, co sprawi, że będę żałowała przejścia  z tobą na ty i tego, że wysłałam Leszka do ciebie  na strzyżenie. Przyjmij dziewczyno  do wiadomości, że mnie  nie interesuje życie intymne  Leszka, nie wypytuję  go czy i  z kim się spotyka i od  kogo odbiera  lub  nie połączenia telefoniczne.  Weź  się kobieto w garść i odwiedź psychoterapeutę, bo coś  się zaczynasz rozsypywać. 

I to był koniec  rozmowy,bo Wiesia po prostu się  wyłączyła. No, no - chyba  stracisz koleżankę fryzjerkę -  zauważył  Emil.  Adela wykrzywiła  się - w razie  czego mała strata, krótki  żal. Coraz  więcej zakładów fryzjerskich tu już powstaje. Widziałam, że szykuje się nowy salon w pobliżu Konrada, więc  znacznie  bliżej będę  miała tu niż  do niej. Poza  tym planuję powrót do  swego naturalnego koloru bo zauważyłam, że po ciąży i porodzie jakoś włosy marnie reagują na farbę, są matowe i marnie  rosną. Poza tym mam wrażenie, że Wiesia nieco przyoszczędziła na jakości farby - te poprzednie były lepsze. Zobacz  kochanie, po kilku myciach mam odrost w  swoim naturalnym kolorze. Adela rozgarnęła  włosy i zaprezentowała ich kolor mężowi. No i jak?- spytała- wytrzymasz  ze mną w moim własnym kolorze? Emil przytulił ją mocno i  zapewnił, że ten jej naturalny kolor podoba  mu się no i pewnie będzie  zdrowiej dla włosów jeśli odpoczną od  farby.

Leszkowi po prostu potrzeba takiego  zwykłego, kobiecego  ciepełka a nie kogoś do rządzenia  się jego sprawami. Zawiodłam  się  w pewnym sensie  na Wiesi - myślałam, że więcej jest  w niej  ciepła. Dla  niego to przydałaby  się  druga  Stasia- taki  chodzący  okład na wszystkie  troski. Ale z wysokim ilorazem inteligencji - dodał Emil. Jeżeli będzie ciepła i lekko nim zachwycona to niekoniecznie- jemu po prostu  brakuje takiej zwykłej, kobiecej  troski- stwierdziła  Adela. Kobiety która ugotuje  to  co Lesio lubi, wysłucha opowieści z cyklu "a  dziś w klinice...", pójdzie  z nim na spacer i do  znajomych, obejrzy  z nim jakiś film i  nie będzie   się wymądrzać i może nawet urodzi mu  dziecko. Jest  cudownym  wujkiem dla Milenki, jemu naprawdę brakuje dziecka.

Wydaje  mi  się, że chyba powinien wyjaśnić  do końca sprawę czy junior  to jego dziecko czy też nie, bo to będzie  go gryzło do końca  życia. Podejrzewam, że jego  "była"  sama nie bardzo  wie z kim  sobie  to  dziecko zrobiła. Prawdę  powiedziawszy to ja nie mogę pojąć jak można nie  wiedzieć z kim  się sobie   zafundowało  dziecko. I jakoś mi brakuje wyobraźni jak można współżyć z dwoma  facetami w tym  samym  czasie. A nie  sądzę, że była ofiarą zbiorowego  gwałtu.  Emil  roześmiał się - a może junior to dziecko "z gwiazdy".   Nie  rozumiem- co to znaczy  "dziecko  z gwiazdy"?- zdziwiła  się  Adela. Nic dziwnego, że nie wiesz - w twoich czasach gdy biegałaś  na prywatki "gwiazdy"  już nie  były  modne. Ja wcale nie  biegałam na  prywatki - stwierdziła  Adela. Na pewnej prywatce -"parapetówce" poznałam  Kamila i nie  bywaliśmy  na prywatkach, bywaliśmy w klubach i kawiarniach, restauracjach. I zapewne dlatego  nic nie wiem o "gwiazdach". O co szło w tej materii?  No nic  fajnego  ani miłego to nie było a jak dokładnie  wyglądało nie wiem z autopsji ale z opowieści. Były takie prywatki, na których sporo alkoholu płynęło i gdy panienkom już  szumiało w głowach na podłodze układały się w kółko, nogami do środka i ta figura przypominała  gwiazdę. A wtedy podpita  płeć  męska zabierała się do roboty, z tym, że w pewnym  momencie na hasło faceci przechodzili z jednej partnerki na następną. I z reguły był to seks bez zabezpieczeń i dziewczyny zachodziły w  ciążę tak naprawdę nie  wiedząc z którym i mówiono, że dziecko było "z gwiazdy", w której wszak  brało udział  kilku chłopaków.  I, żeby  było  ciekawiej, tak się zabawiali licealiści. Opowiadała nam o  tym siostra mojego kolegi ze studiów. Byliśmy  nieco zaskoczeni tą opowieścią bo mówiła o  tym tak, jakby oni grali w tysiąca a nie  brali udziału w młodzieżowej orgietce. Miała  gówniara szczęście, bo nie  zaszła, ale jej najbliższa koleżanka w wieku 16 lat została matką i brała ślub za zgodą  sądu. Co prawda małżeństwo się dość szybko rozleciało, ona kończyła  liceum w Centrum Kształcenia  Ustawicznego, paradując w ciąży. Na czas jej ciąży ona  z matką przeprowadziły  się poza Warszawę, jej synek mówił do niej po imieniu a do swojej babci "mamo". Nie mam pojęcia  czy to dziecko dowiedziało się  z czasem, że jego "siostrzyczka" jest jego mamą, a osoba którą nazywał mamą jest tak  naprawdę babcią.

Coś podobnego! Pierwszy raz słyszę o czymś takim jak "dziecko z gwiazdy"- dziwiła  się Adela. Za moich czasów to już prywatki nie były zbyt modne, poza  tym podejrzewam, że dziewczyny były wtedy  już znacznie  mądrzejsze, ale i tak było sporo na chybcika zawieranych  małżeństw i nie planowanych dzieci.  Po wakacjach zwłaszcza. Ciekawe  czy Leszek o  tym słyszał. Pewnie  się trochę uśmieje, że jestem tak niedouczona  w tej  materii.

Wieczorem wpadł do  nich Leszek - po raz pierwszy "poczuł się  rodziną" i nie uprzedził, że się do nich wybiera i sam sobie otworzył drzwi do ich  mieszkania własnym  kluczem. Przyniósł ze sobą "zaopatrzenie" dla Milenki.  Była to cielęcina, kurczak domowego chowu, marchewka i buraki. Mięso było ze zwierząt, którym  nie podawano hormonów, a warzywka nie znały pestycydów. Pochodziły  z gospodarstwa posiadającego etykietę "BIO". Został pochwalony, że  wreszcie poczuł się członkiem rodziny, oczywiście wszystkie produkty zostały  przyjęte z entuzjazmem a Adela powiedziała - wreszcie   mam mięso, którego zapach mówi sam za siebie  z jakiego zwierzaka pochodzi.  To też  znak, że po ubiciu nie było szprycowane konserwantami. Leszek był szczęśliwy, że udało mu  się zrobić takie  zakupy. Adela szybko zajęła  się porcjowaniem i mięsiwo wylądowało w  zamrażarce.

Emil  z kolei nakarmił Leszka  domowymi kopytkami z gulaszem. Kopytka były dziełem Helenki i oczywiście Leszek załapał się również na porcję "na wynos". Adelko kochana- nie  wiem jak ty zaczarowujesz to mięso,  ale twojej  roboty  gulasz jest  absolutnie  bezbłędny pod  każdym  względem. Jest  absolutnie pyszny! Zdradź mi  tajemnicę,  jak to osiągasz.  Adela roześmiała  się - ale przyrzeknij, że gdy będziesz go robić sam, to zrobisz identycznie, pod każdym  względem  -tak jak wyczytasz  w przepisie. 

Najważniejsza  sprawa to jest mięso-w żadnym  wypadku nie możesz kupić  mięsa tzw. na  gulasz. Gdy robię wieprzowy to robię ze schabu środkowego, wybieram kawałek z młodszego  wieprzka. Gdy robię gulasz wołowy to kupuję kawałek mięsa na pieczeń a z drobiu to robię gulasz z piersi indyczej lub kurczaka. Każda normalna  gospodyni  stuka  się  w głowę, ale je  lubię smaczne mięso. Druga  sprawa  gdy już pokroję mięso w kostkę to wrzucam je na mocno rozgrzany wok lub rozgrzany płaski rondel, w którym jest......masło klarowane ewentualnie olej kokosowy. Dokładnie obrumieniam  kostki mięsa i gdy już  wszystkie  są zrumienione  solę mięso, dodaję przyprawy, najczęściej  garam masalę, dolewam gorącej wody , przykrywam i duszę do miękkości. Extra  ważne - zawsze "podlewać" mięso gorącą wodą- w przeciwnym  razie twardnieje. Czasem dodaję śmietanę, ale częściej  nie. I to cały "sekret". Często, gdy już trochę podduszę mięso dodaję marchewkę, pietruszkę, seler, cebulę -wszystko krojone w drobną kostkę i  czasem jabłko też pokrojone-bez  skóry. Do tego można podać ryż albo jakiś makaron lub kartofle. A sam gulasz tylko ze  surówką, bez klusek, ryżu lub kartofli to mogę jeść codziennie. Albo- gulasz z sałatką ziemniaczaną- nietypowe, obłędne  zestawienie. 

Adelko- a skąd wiesz  czy schab  jest z młodego wieprzka?  Poznajesz po obwodzie tegoż  schabu - młody wieprzek to schab nie jest zbyt okazały.Proste jak  konstrukcja cepa.

Leszku, dzwoniła dziś do mnie taka jedna  żaląc się, że nie odbierasz od  niej telefonów, więc ją poinformowałam że ja nie  wpinam  się w twoje życie osobiste  i nie  wiem czyje telefony odbierasz  a czyich nie odbierasz. Dobrze jej powiedziałaś - wykasowałem ją w książce telefonicznej mego całkiem prywatnego telefonu, a nie odbieram telefonów, których nie mam w  wykazie. Mówiłem jej, żeby sobie oszczędziła telefonowania  do  mnie, bo nie mamy o czym dyskutować.

A ja byłem  w naszej  Spółdzielni i dowiedziałem  się, że pani Wanda zarezerwowała  dla  mnie miejsce parkingowe. To będzie miejsce  na dachu już istniejącego  chyba sześcio-miejscowego garażyku,który jest na ZWM. Ciekawostka głównie  w tym, że w tym  celu powstanie górka by na ten garaż  można  wjeżdżać i z niego zjeżdżać. Miejsce mam skrajne, więc dobre do manewrowania. Pokazała  mi rysunek poglądowy - bardzo  się pilnowałem by nie  zarżeć ze śmiechu. To będzie pilotażowa inwestycyjka.  Nie  znam  się na budownictwie garaży "górkowych" i jakoś  to czarno  widzę, zwłaszcza gdy będzie śnieg i lód. Nie  mniej poczułem  się zobowiązany i w tę sobotę  zaproszę ją na obejrzenie mieszkania, które jakby na to  nie  spojrzeć mi w pewnym  sensie załatwiła. Ona ma jedno marzonko - zobaczyć Milenkę i Was oboje, więc może i wy wpadniecie na to czwarte piętro.

Lesiu - zrobimy inaczej - ty jej pokażesz swoje  włości, a do nas po prostu przyjdziecie  na lunch i kawusię - powiedział Emil. Po prostu Milenka  jeszcze za mała  by  z nią się  szlajać  bez  wózka a wnoszenie go na czwarte piętro jakoś mi  nie leży. Tylko daj  nam  znać  dzień  wcześniej czy i o której przyjdziecie na lunch.

A co poza  tym słychać u pani Wandzi?- spytał Emil.  Jest nadal pod opieką przyszpitalnej przychodni, nadal  musi o  siebie dbać i lekarz powiedział by koniecznie  latem pojechała albo nad morze  albo w dobrze   zalesione okolice - w lasy  sosnowe.

Lasy sosnowe?   Jest kilka ośrodków  wczasowych blisko Warszawy, tak ze 60 kilometrów. Ale to trzeba zapewne  już coś rezerwować - mam na myśli Wilgę. Znacznie taniej i bliżej niż  w Borach Tucholskich. Do jednego  z nich dobrze jest  mieć "zalecenie lekarskie", że  wskazana jest zmiana klimatu - powiedziała Adela. Zero atrakcji w nim,  ale ponoć dobrze karmią, domki z ogrzewaniem piecami  akumulacyjnymi. Kilka warszawskich przedsiębiorstw ma w Wildze  swoje  ośrodki. I pomyślałam  nawet, że może w tym  sezonie lepiej  pojechać  gdzieś  niedaleko domu - choćby  właśnie  do Wilgi. Można by tam  wpaść na rekonesans w tę  niedzielę i przepatrzeć. Politechnika ma tam regularny ośrodek  z domkami campingowymi.  No to fajnie zaśmiał się Leszek - wyślemy kobiety na  wczasy i będziemy  w weekendy  kontrolować jak się  sprawują.  W piątek  po pracy już w godzinę  można u  nich być, a w poniedziałek rano wrócić  stamtąd  do pracy.  Jest się  wtedy razem trzy  noce i dwa pełne  dni.  Domki Politechniki są dwupokojowe.  A tak poważnie  rzecz ujmując - z malutkim  dzieckiem  to lepiej być bliżej cywilizacji.

                                                                       c.d.n.



      

niedziela, 23 października 2022

Trudny wybór - 135

 Tegoroczny maj był zimny i  mokry.Co prawda w poniedziałkowy  ranek  już nie padało, ale woda jeszcze nie  zdołała  wsiąknąć  w podłoże. Adela jak zawsze nakarmiła małą o świcie i obie dość  szybko powróciły  w objęcia  Morfeusza. Emil obudził się "jak zawsze" i po krótkim  namyśle   stwierdził, że skoro nie pada, to pojedzie   "normalnie" do pracy. Wkrótce po  nim wstał Leszek, zjedli razem śniadanie  i obaj opuścili mieszkanie. W czasie  śniadania stwierdzili, że jeszcze  zbyt  daleko od siebie  mieszkają. 

Akurat kończyli śniadanie, gdy zajęczała komórka Leszka. Wiesia dopytywała  się, gdzie on jest, bo ona nie  może dostać  się do jego mieszkania, chyba się zamek zablokował.  Przykro mi, ale ja w tej chwili jem śniadanie u mojej ukochanej kobiety i będę w domu najprędzej za pół godziny. A zamek jest nie tyle zablokowany co wymieniony. Tak reaguję, gdy ktoś znika z mego  życia nagle nie  zapodawszy kierunku swej wycieczki  ani terminu powrotu. Podrzucę ci twoje rzeczy do  zakładu mniej  więcej w  ciągu godziny. Chwilę słuchał ze skrzywioną miną, potem  powiedział: nie Wiesiu, mnie to już nie interesuje gdzie byłaś i  z kim i po  co. Mnie było wczoraj przykro, dziś  tobie. To się nazywa sprawiedliwość - na  razie. I wyłączył komórkę.

Trochę ostro pograłeś - stwierdził Emil. Być może- stwierdził Leszek- ale już nie mam 15 lat, ale niemal trzy razy tyle. Ona już też  nie nastolatka, czas  wziąć odpowiedzialność  za to co się robi i mówi. Adela 10 lat młodsza od nas a nie mówi  ani  nie robi  głupot. Zresztą to nie jest z mojej strony jakaś pogrywka - po prostu nie  toleruję pewnych zachowań. Szczerze  mówiąc rozważałem jakiś logiczny ciąg dalszy zdarzeń, że poznamy  się lepiej,  może coś zaiskrzy, no ale nie coś takiego. I nie ma tu nic do rzeczy to co się jej kiedyś przydarzyło zdrowotnie - znając życie wiem, że to  się może przydarzyć każdemu bez  względu na płeć, wiek, status społeczny.

 Ale najbardziej mi podpadła oburzając  się, że chcę porzucić własną praktykę bo to przecież pieniądze, których nikt nie skontroluje a w klinice to będę  mniej zarabiał. Sorry,  ale co ją obchodzą moje  zarobki! Adela to  się zapytała czy znam już warunki mego przyszłego zatrudnienia, bym mógł sobie wszystko przeanalizować. I dotyczyło to nie tylko warunków  finansowych, ale i  innych  warunków  pracy. Przyznasz, że to jednak duża różnica  w tych dwóch wypowiedziach. I od  razu  wiedziałem, że Adela pyta o  to z tak  zwanego dobrego serca, bo wiem,  czuję  to, że jest po prostu dobrą, prawdziwą  przyjaciółką, bez  żadnych podtekstów. Zresztą  znam ją wszak dłużej  niż  ty. To bardzo kulturalna dziewczyna.

Odkryłem pewną zaletę tej kliniki - kantyna,  w której naprawdę dobrze karmią, chociaż nie gotują na miejscu - mają podpisaną umowę z zewnętrzną firmą  cateringową. I prawie jak  w Europie - można określić swoją  dietę - zarówno pacjenci  szpitalni jak i personel. Dziś kończę pracę o dwudziestej. Bo po pacjentach pracuję jeszcze w laboratorium - uparłem  się, że cytologię będę robił sam. I bardzo  możliwe, że trochę podszkolę personel laboratorium. 

No to wdepnij do nas w drodze do domu- zaproponował Emil. Masz przecież klucz, nie dzwoń czy możesz  wpaść, tylko wpadaj. Poczuj  się  wreszcie członkiem rodziny. Toż przecież się czuję członkiem  rodziny, nawet  w twoich dżinsach wczoraj paradowałem - zaśmiał  się Leszek.

Przed swoim  dniem pracy Leszek rzeczy Wiesi opakował w nieduży kartonik i przesłał kurierem na adres jej  zakładu  fryzjerskiego. Nadal nie  miał swego miejsca parkingowego, więc  wybrał się  do spółdzielni,  w nadziei, że może jednak jakieś miejsce  się znajdzie. Pierwszą osobą, na którą się  natknął zaraz  po wejściu była pani Wanda. Dobrze, że pana widzę, bo coś się szykuje- tylko proszę  się nie śmiać- bo to  miejsce na  .....dachu garażu.  Którego? Tego wielopoziomowego, który jest na Herbsta? Ach  nie. Zaraz  panu wytłumaczę  wszystko.Gdy budowano osiedle jakiś geniusz  zaprojektował boksy garażowe na cztery do sześciu samochodów.Takie małe  paskudne  betonowe klatki. I teraz ktoś wymyślił, że skoro jest tak dotkliwy brak  miejsc parkingowych to można by na dachu tych garaży zrobić miejsca parkingowe, oczywiście płatne. I na jednym  z takich  garaży ma powstać pilotażowo taki mini parking i miałam  właśnie do pana telefonować. Oczywiście  będzie  to miejsce pod  chmurką, bo zrobienie krytego parkingu  byłoby po prostu  zbyt drogie i trzeba  by  wpierw  zrobić  badania czy te  betonowe ścianki uniosą kolejną ściankę i samochód.Więc zysk będzie polegał głównie  na tym, że będzie zagwarantowanych kilka miejsc, bo będą one zabezpieczone barierkami. Z myślą o panu "zaklepałam" jedno miejsce  dla siebie, no ale ja nie mam samochodu.  Panie  doktorze, przepraszam, że pytam - czy to plotka czy prawda, że pan zlikwidował swój gabinet? Prawda, zlikwidowałem, bo już działałem na granicy opłacalności. Przyjmuję w prywatnej klinice. Wreszcie  nie  muszę  się  zamartwiać czy jest wszystko czego potrzebuję. I nadal robię sam cytologię, ale i nieco podszkolę tych laborantów co tu pracują. A jeśli pani będzie potrzebowała pomocy w mojej branży, to proszę  do  mnie   zatelefonować to panią przyjmę między pacjentkami, bez  zapisu. A w zależności od tego,  co  wykaże badanie pomyślimy  wtedy co dalej. Tylko proszę nikomu, nawet  swej siostrze o tym nie mówić.  Swoją  drogą  to śmieszne, bo gdybym w  swoim gabinecie  zarządził taką cenę jaka jest   w tej przychodni to połowa pań stwierdziłaby, że to  za drogo,  ale bez  szemrania przychodzą do tej  przychodni i płacą. Bardzo dużo jest moich  dawnych pacjentek. Większość przecież przychodzi raz do  roku. A w ogóle to jak  się pani czuje? No całkiem  dobrze. W dalszym  ciągu jestem pod opieką tego lekarza,  do którego  mnie pan wtedy zapisał. Jednak  się  wtedy solidnie  przechorowałam,  ale  potem brałam  sporo  różnych leków i mam  zalecenie, by w lecie  koniecznie gdzieś wyjechać z Warszawy, albo nad  morze  albo w dobrze  zalesione  okolice. 

No a jak  się panu  mieszka na tym czwartym  piętrze? Bardzo, bardzo dobrze i, co najważniejsze -  mam bliziutko do przyjaciół. Widujemy  się bardzo, bardzo  często, ich córeńka w sierpniu skończy  już roczek. Jest po prostu przesłodka! A jak starsi państwo? Zdrowi? Ooo tak,  zdrowi. 

Pani Wando, a  jaką techniką będziemy  się dostawać na dach tego garażu? No wymyślili to tak, że "dorobią" górkę do garaży i będzie  się po prostu wjeżdżało na górkę. Proszę na  moment wejść  do  mego pokoju to panu pokażę "rysunek poglądowy". No najbliższy dla pana garaż to będzie  na ZWM. Proszę spojrzeć - ta górka  będzie usypana z tyłu i boków garaży, na górze będzie  na tyle  szeroka by samochody stały tak,  by można bez trudu wymanewrować z miejsca i  z niej  zjechać-wjazd  będzie z jednego boku, wyjazd z drugiego. 

No to będzie  wesolutko zwłaszcza  zimą gdy będzie  ślisko- zaśmiał się Leszek. No po prostu dojdzie   trochę pracy dozorcom- stwierdziła pani Wanda. W wielu miejscach  na osiedlu są takie  miejsca gdzie chodnik  lub jezdnia schodzi  w dół i dozorcy muszą o  nie więcej  dbać. A kiedy zaczną tę górkę usypywać na ZWM? Powinni już, ale tyle  dni ciągle lało, że wszystkie  prace na osiedlu się przerwały. No fakt pada jak przed potopem. Bo podobno przed  potopem były  straszne  deszcze. 

Pani Wando,  a może któregoś  dnia wybierzemy się razem na kawę? Prawdę mówiąc  najzręczniej by pewnie  było w weekend. Bo w  tygodniu to jednak trochę  mi trudno wygospodarować czas.  Mnie też bardziej pasuje sobota  lub  niedziela.  To  w takim razie pozwoli  pani, że zatelefonuję w tygodniu  i  się jakoś umówimy. No i byłoby fajnie,  gdyby pani  zobaczyła  jak  się na tym czwartym piętrze urządziłem.

Poszedłem po linii najmniejszego oporu i po prostu zabrałem wszystkie  meble z poprzedniego mieszkania.  No i za radą przyjaciół  wymieniłem  drzwi wejściowe na takie z prawdziwego zdarzenia a te, wzmocnione od  wewnątrz, wylądowały jako drzwi do  mojej piwnicy.  Śmiejemy  się z przyjaciółmi, że nadal mieszkamy za daleko od  siebie. No a teraz, gdy ta  kruszynka  jest coraz mądrzejsza to ja jestem u  nich codziennie - uwielbiam się  z nią bawić. Już raczkuje. I w swojej książeczce umie pokazać pieska. No i jest grzeczniutka. I nie jest wcale  rozpieszczona chociaż jest  oczkiem  w głowie całej  rodziny. Gdy u  nich jestem  to siedzę razem  z nią w kojcu. Ja jeszcze  nie  słyszałem jej płaczu. 

Bo  widocznie  nie ma powodu  do płaczu - zdrowe dziecko , w  wyważony sposób wychowywane, przyzwyczajone do pewnego stałego postępowania to nie płacze. Małe  dzieci  potrzebują dużo stabilizacji i spokoju- powiedziała Wanda. I zapewne ta  mała istotka  ma to w  domu zapewnione. Fakt - zgodził  się Leszek- jej mama, Adela, to bardzo wyważona osoba, nie robi  nikomu z byle powodu awantur, ma zawsze  wszystko pod kontrolą. Podziwiam  ją, bo zdecydowała  się na trzyletni urlop wychowawczy, a jest prawnikiem i rzecznikiem patentowym. Ale dla niej priorytetem jest dziecko. 

Pan, panie  doktorze, jest bardzo do swych przyjaciół przywiązany.  Tak, to prawda - są dla mnie  rodziną. A nawiasem mówiąc - mam na imię Leszek,  nie  doktor. Kocham  ich oboje tak jakby byli moim rodzeństwem, którego nigdy nie  miałem. Oni oboje to też jedynacy a potrafią innym  dać mnóstwo ciepła i poświęcić dużo swojej  uwagi.  Nie wiem dlaczego ludzie uważają, że jedynacy są  samolubni. Oni oboje dbają o swoich przyjaciół i znajomych. To taki  drobiazg,   ale Adelka zawsze mnie przepyta czy mam w domu coś do jedzenia, zawsze  mi doradzą co gdzie na osiedlu kupić, nieomal sprawdzą czy jestem ubrany adekwatnie to temperatury na  zewnątrz. O  siebie wzajemnie też ogromnie  dbają, dla Emila  na pierwszym miejscu jest Adela potem córeczka i zaraz potem rodzice  Emila i ja. Adela też na pierwszym  miejscu stawia męża, wcale  nie dziecko. 

A pan, panie  Leszku tak o  nich pięknie opowiada, że  aż bardzo  chętnie bym ich i to maleństwo zobaczyła.  To się da  zrobić pani Wando- obiecuję. Ich  oboje  to pamiętam, ale dziecka  to nie  widziałam. 

Mogłaby się  wreszcie  ta pogoda poprawić. Moglibyśmy  się wtedy wszyscy wybrać w weekend gdzieś na tak zwane  "świeże powietrze". W trzy samochody gdyby pojechali  również rodzice- oni też  są według  mnie  wspaniali. Nigdy nie narzucają młodym swojego zdania i na przykład dwa lata wcześniej byli razem z młodymi na  wczasach w  Zakopanem wszyscy byli tym pobytem zachwyceni. Adela swojego teścia  nazywa  tatuniem i bardzo, bardzo  szanuje i kocha. 

No to pani Wando -zatelefonuję do pani w czwartek pod  wieczór i umówimy się na  sobotę lub  niedzielę- dobrze? Oczywiście panie Leszku - miejmy nadzieję, że  wreszcie  się ta pogoda poprawi, bo jak na razie to ten  maj jest bardziej podobny do listopada pod  względem opadów.  Leszek pożegnał  się i pojechał  do kliniki.

                                                                   c.d.n.

piątek, 21 października 2022

Trudny wybór - 134

 Tego wieczoru, leżąc w ramionach Emila Adela powiedziała - ja naprawdę jestem od  ciebie uzależniona! Jeśli byś mnie porzucił to bym po prostu umarła, nawet Milenka  by mnie  nie  zatrzymała przy życiu. Emil spojrzał jej głęboko w oczy i  powiedział - to dziwne, jesteś naprawdę bardzo mądrą  dziewczyną,  a czasami wygadujesz takie  głupoty, że  aż mózg mi drętwieje  ze  zdziwienia! Nie mógłbym  cię  porzucić, nie jestem samobójcą. Jesteś dla  mnie  całym światem. Sto razy na  dzień w pracy wgapiam  się w twoje zdjęcie i resztką  rozumu  powstrzymuję  się, żeby nie uciec  z biura  do ciebie i  Milenki.

A czy zauważyłaś, że odkąd nasz przyjaciel Leszek coraz  częściej zajmuje  się Milenką to jest coraz spokojniejszy i bardziej kontaktowy? On naprawdę ją kocha! Zauważyłam - stwierdziła  Adela. I doszłam do odkrywczego wniosku, że to nie jemu jest potrzebna psychoterapia  a Wiesi. On już wszystko przetrawił a być może,  że pomogła mu w tym nasza przyjaźń i pełne  zaufanie. Słyszałeś co on powiedział o Kamilu- mam na myśli to zdanie, że Kamil w pewnej chwili potrafił zamienić swój kontakt ze mną w przyjaźń i opiekę. I nawet  przetrawił moje odejście. Prawdę mówiąc to Leszek jest mi znacznie  bliższy niż Arek - lepiej  się z nim rozumiem. Z kolei Stasia jest mi znacznie bliższa i lepiej mi jest w jej towarzystwie niż w Wiesi. Jest świetną fryzjerką, ale jest coś  w niej dziwnego.

Emil chwilę milczał, w końcu powiedział - prawdę mówiąc to i  mnie Leszek bardziej pasuje  "myślowo" niż Arek i zdecydowanie wolę Stasię niż Wiesię. A myślę, że większym  piekłem jest mąż alkoholik gdy ma się dwójkę  dzieci niż mąż, który ewidentnie  zdradził. Ale mam nadzieję, moja  słodka, że mimo wszystko  Arek nadal  będzie  naszym przyjacielem.  Widząc jak Leszek hołubi Milenkę pomyślałem jak bardzo Leszek spoglądał na swojego syna  przez pryzmat nieporozumień z jego matką. A wczoraj gdy przyszła  Wiesia uderzyło mnie jak mało jest przysłowiowej chemii między nimi. I masz rację, ona jeszcze powinna nieco popracować nad swoją psychiką.  Popatrz - Arek i Stasia są małżeństwem, razem  mieszkają, ale okazują sobie na  wzajem czułość przy ludziach, przy  dzieciach. My to  w ogóle tak, jakbyśmy się dopiero co poznali i byli jeszcze  przed ślubem. Poza tym jestem  zdania, że  zdrada w związku najczęściej nie bierze  się z powietrza. Na mnie Wiesia robi wrażenie osoby aseksualnej - stwierdził Emil.  

Nie znam się na tym,  chyba nigdy takowej osoby nie  spotkałam. Znałam za to geja i był to przemiły facet, bardzo miły, kulturalny i bardzo inteligentny i, żeby było zabawniej - szalenie męski z urody. I nawet  sobie  wtedy pomyślałam, że "tyle  dobra  się marnuje". A na  mnie Wiesia robi  wrażenie osoby do "urzygu" uporządkowanej, dla której zejście nawet na milimetr od  celu, który sobie  wyznaczyła jest ciężkim grzechem, problemem odbierającym jej chęć do życia. I - przyznam ci  się bez bicia - złośliwie  ją  do nas  wciąż   zapraszam, żeby Leszek się jej dokładnie przyjrzał i raczej się z nią nie  wiązał. 

Ona nie jest w jego typie - stwierdził Emil. Znam jego typ, ale ty  nie masz  siostry, mentalnej  bliźniaczki a on  ma  zdrowe  zasady  moralne - rozmawiałem z nim kiedyś o tym. Sam zaczął o tym mówić, a ja od tamtego  czasu przestałem  być  zazdrosny. To facet z charakterem. I o ile Arek to twój  brat, to Leszek jest moim i twoim bratem. I więcej  niż pewne, że będzie ukochanym  wujkiem naszej córeczki. On ma jakieś wręcz niewyczerpane pokłady łagodności i cierpliwości do niej. 

Przecież ty, Mileczku,  też jesteś taki właśnie  dla  niej. Ale i dla mnie masz ogromnie  dużo wyrozumiałości i cierpliwości. No bo was obydwie  kocham i to bardzo, bardzo. A gdy  się kogoś naprawdę kocha to ma  się do niego cierpliwość. 

Słodka moja,  chciałaś by zmienić Milence łóżeczko na to większe, ale popatrz - to jej lamborghini jeszcze jej na długość starcza , a zawsze  wygodniej nam  gdy ona jest w  zasięgu ręki. Bo to większe to nie  za bardzo wejdzie pomiędzy okno a nasze łóżko, jest jednak szersze. Poza  tym wydaje  mi się, że ona spokojnie  może spać z nami w jednym pokoju do czasu ukończenia dwóch lat. Możemy tylko dosunąć nasze łóżko bliżej okna, a jej dając to  większe wystawić je na  moją stronę - co o tym  sądzisz? Mnie obojętne, już jej nie karmię  w nocy, może  być łóżeczko od   twojej  strony. No to w takim  razie rano zrobimy małe przemeblowanie. Nie pamiętam  czy tamto drugie łóżeczko też ma kółka i możliwość ułożenia materacyka pod kątem - zastanawiała się Adela. Ale Emil nie udzielił jej na ten  temat  odpowiedzi, bo zaczął sprawdzać  czy nadal blizenka po ospie jest  widoczna a piersi Adeli tak samo reagują na pocałunki. Sprawdzian wypadł pomyślnie i zachwyceni  sobą  wzajemnie spokojnie  zasnęli.

Niedzielny poranek minął na zamianie  łóżeczek, około południa  wpadł na kawę Leszek, mokry jak bezpański pies, bo miał nadzieję, że od  siebie  do przyjaciół zdąży przemknąć  pomiędzy deszczami, ale mu  się ta  sztuka nie udała. Lało bezlitośnie a parasola nie  wziął. Emil zarządził by stanowczo ściągnął mokre spodnie i Leszek paradował w dresie Emila a jego dżinsy suszyły  się pod  termowentylatorem. Adela  zabrała  się za produkcję zdrowych ciasteczek na  bazie tartej marchewki by mogła je  również jeść Milenka a Emil  z  Leszkiem zabawiali Milenkę a właściwie to ona  zabawiała  ich, nadal uparcie dążąc do sukcesów w dziedzinie raczkowania. A wybuchy głośnej radości wywoływał w niej fakt, że rzucała niedużą, lekką piłeczką wielkości  piłki tenisowej a tatuś i  wujek bili  dziecku brawo. Szykując lunch Adela  zapytała Leszka,  czy Wiesia przyjdzie  na lunch, ale Leszek stwierdził,  że tak  dokładnie to on  nawet nie wie, gdzie ona aktualnie jest, bo wyszła  z domu gdy on jeszcze  spał i nie  zostawiła  żadnej  wiadomości. 

Adela mimo woli  zrobiła  wielce  zdziwioną minę,  a Leszek powiedział - nawet gdybym nie  spał w tym  czasie to i tak nie zapytałbym dokąd  się  wybiera. Skoro  mi  nie  zostawiła żadnej  wiadomości to  zapewne nie chce  bym wiedział dokąd poszła.   Jeśli się sytuacja powtórzy to po prostu zmienię w  mieszkaniu zamki a jej rzeczy zostawię w jej zakładzie. Bo - może się mylę - ale  nawet w  wolnym  związku informuje  się drugą  stronę że się  wybywa i przynajmniej podaje orientacyjną godzinę powrotu.  A że mnie to trochę jednak  zezłościło, to zamknąłem  mieszkanie na zamek, do którego ona  nie ma klucza, bo ten klucz  jej zdaniem był za duży i  zbyt  ciężki do noszenia w  damskiej torebce. Jeśli będzie  chciała wejść, gdy  mnie  nie będzie to albo wróci do siebie  albo do mnie  zatelefonuje.

Leszku, moim skromnym  zdaniem ona powinna się leczyć, powinna jeszcze  zaliczyć jakąś psychoterapię - stwierdziła  Adela.  A ja myślę, że musiało być  coś mocno niedobrze w tym jej małżeństwie - jakoś nie mam do  niej  przekonania - powiedział Emil. I wiesz co? - załóż moje dżinsy, weźmiemy sztormiaki i parasol i skoczymy do ciebie. A po drodze zawadzimy o naszą piwnicę i zmienimy u ciebie jeden zamek. Masz pewność, że nie dorobiła  sobie  klucza poza twoimi plecami?  No nie mam- stwierdził Leszek. No właśnie. A ty nie odbieraj od niej telefonu i nie otwieraj nikomu drzwi. Ja mam nasz klucz. No to lecimy. Ja też mam wasz klucz przy sobie- stwierdził Leszek. No to dobrze, po to dostałeś by  mieć przy sobie.

Emil wziął z piwnicy nowy zamek, o którym wiedział, że gabarytowo będzie  pasował, wziął też jeszcze jeden wymontowany  z Milanówka i narzędzia. W 20 minut  później Emil poinformował Adelę, że już  są u Leszka i zaraz będą się bawić w montowanie nowego zamka. W mieszkaniu Leszka wymienili obydwa  zamki w  drzwiach wejściowych i Emil na koniec namówił Leszka by wymienić też zamek w  drzwiach piwnicznych. W czasie gdy Emil montował zamek Leszek spakował rzeczy Wiesi, których  było naprawdę niewiele - piżama, sweter, jeden cienki golf, z kosmetyków tylko pasta do zębów i  szczoteczka. Wszystko to mieściło się w niedużej podróżnej saszetce, która  była jej własnością. Leszku- a gdzie ona mieszka?  Na  zapleczu zakładu fryzjerskiego ma pokój z kuchnią. Twierdziła, że to dla  niej najwygodniejsze rozwiązanie bo jest cały  czas na miejscu, nigdzie  nie musi jeździć czy też  chodzić. I tym sposobem  ma na oku cały biznes. Nie  mogła  zrozumieć czemu ja  nie  mieszkałem przy  swoim gabinecie. A jaką miała  do  mnie pretensję, że likwiduję swój gabinet!  Powiedziałem jej wtedy, że nie ona będzie  decydować gdzie i  za ile będę pracować i to moje  życie a nie jej. I od tej  chwili ewidentnie zaczęło się między nami wszystko psuć. Tyle  tylko, że to " wszystko" to i tak  było wielkie nic - nie sypiałem z nią. Nawet w jednym łóżku nie  spaliśmy. U was też spaliśmy oddzielnie. Ten jej mąż dał jej w prezencie ślubnym kiłę. Coooo? No kiłę, syfilis jak wolisz. Nie jest prawdą, że ta choroba  już nie krąży - krąży i ma  się świetnie. A w kraju naszym jest w pełnym rozkwicie bo zlikwidowano poradnie "W" i teraz choroby z tej półki leczą dermatolodzy, do których jakiś  debil każe pacjentowi  mieć  skierowanie. I mnóstwo młodych  choruje, takich  w  wieku 25- 37 lat.  Ale nie  tylko w Polsce choroby z tej grupy "W" mają  się  świetnie - tak jest na  całym świecie. Krew nie  woda,  majtki  nie pokrzywy a prezerwatywa to niewygoda, więc dziewczyny biorą tabletki antykoncepcyjne.  Zrobiłem jedną brzydką rzecz - kazałem jej zrobić badanie   typu WR i przynieść mi wynik i tylko dlatego pozwoliłem jej u was  bywać bo był negatywny. A brzydkie  było to, że sprawdziłem  swoim kanałem  czy to  autentyczne  świadectwo. Zbyt  dużo dla mnie  znaczycie - po prostu. Ale mam nieodparte wrażenie, że o ile jest ona w porządku, jak na  razie, pod  względem  wiadomych  chorób, to  coś jest  niezbyt w porządku z jej psyche. Może to i nie  dziwne, bo dowiedzieć  się, że  mąż ci coś takiego przyniósł w prezencie to można  zwariować lub  wpaść w uporczywą depresję.

No to mam podejrzenie, że zmienimy fryzjerkę. Stary, bez przesady, to nie katar,  nie wirus, to bakteria i rozprzestrzenia  się w czasie  wiadomego kontaktu, niekoniecznie typowego, wnętrze jamy ustnej też bywa zaatakowane, bo zdaniem niektórych seks oralny nie  grozi zakażeniem. Kolega mi opowiadał jak na ostrym  dyżurze  ratowali młodą, prześliczną podobno dziewczynę, która wleciała pod   samochód i jeden z  młodziaków przywracał jej oddech metodą "usta  w usta", a  gdy  się ją udało ustabilizować i porobiono  jej wszystkie badania krwi to jego natychmiast wzięto na antybiotykoterapię bo okazało  się, że miała  cały wachlarzyk  chorób "W". A rzęsistka to każda może złapać bo nie wszystkie baseny są regularnie odkażane i mają sprawne filtry. Moim skromnym  zdaniem to każdy kto chce korzystać z basenu powinien  mieć aktualne badanie czy czegoś nie  roznosi. Na szczęście to rzęsistek jest na tyle dokuczliwy, że każda i każdy kto go ma to leci do lekarza by się go jak najszybciej pozbyć. No to co, idziemy się przelecieć po deszczu? Zgłupiała ta pogoda dziś całkowicie!

No, wracajmy, bo na pewno Adelka  się niepokoi. To pchnij do niej wiadomość, że za niedługo dotrzemy do  domu. Emil posłusznie przesłał Adeli wiadomość, że już wybierają  się  do  domu. 

Do domu wracali szybkim marszem, bo deszcz wcale  nie przestawał padać. Potop ma być  czy inna  zaraza? -zastanawiał  się na  głos Emil. I po jakie  licho myłem samochód? Nie  znam odpowiedzi na to pytanie- śmiał  się Leszek. Ale popatrz- od  razu widać jak marnie  były tu układane  te osiedlowe ścieżki. Nie  właź w te   kałuże, będziesz tydzień buty  suszył bo ci  się woda do środka  wleje. Chyba są pozatykane odpływy - stwierdził Emil. No i jakby na  to nie spojrzeć to niestety jest zimno. Zimno,  ciemno,  mokro ale  do domu  blisko- śmiał się Leszek. Co cię tak  bawi? Bo jeśli ktoś nas obserwuje to ma  niezły ubaw - wyglądamy w tych  sztormiakach  jak spieszona  marynarka, powinniśmy jeszcze  tylko nieść  jakąś łódkę. Zawsze  mnie  bawi widok  człowieka w  sztormiaku - każdy wygląda w nim niczym mocno przerośnięty kurczak. A dlaczego akurat jak kurczak? No bo te  sztormiaki są  żółte! I tworzą  taką obłą sylwetkę  człowiekowi. Gdy  tylko otworzyli drzwi klatki  schodowej owionął ich zapach pieczonych ciastek. Ojej , jaki cudowny  zapach!- zachwycił się  Leszek. Otworzył swoim   kluczem drzwi, ściągnął sztormiak, wyskoczył z adidasów i szybko zaniósł sztormiak do łazienki. Emil zrobił to samo, w  chwilę potem obydwa  sztormiaki wisiały w otwartej kabinie prysznicowej.  Emil  pracowicie wytarł obydwa  sztormiaki suchym starym frotowym ręcznikiem kąpielowym a Leszek już zabawiał Milenkę opowiadając Adeli jak paskudnie  jest na dworze. A na którą jutro jedziesz  do pracy? Leszek zerknął w "rozkład jazdy" i powiedział - jutro zaczynam o godzinie 13,00, czyli muszę być 12,30. Muszę mieć te pół godziny na przejrzenie papierów i sprawdzenie czy jeszcze pracuję czy  może już nie.

Adela dała obu lunch - ona  zjadła gdy ich jeszcze  nie było. Byłam  tak  głodna, że gdy karmiłam Milenkę to doszłam  do wniosku, że muszę jednak  zjeść nie  czekając na  was. No i zjadłam. Leszek wpatrywał się bez  słowa w swój talerz, wreszcie zapytał- powiedz mi jak ty to zrobiłaś? Co jak  zrobiłam? No te muszelki? Kupiłam i ugotowałam zgodnie z przepisem. Otworzyli niedawno nowy  sklep z włoskimi makaronami i bardzo  mi się te duże muszelki spodobały. Ugotowałam muszelki, ostudziłam,  nadziałam nadzieniem takim jak na ruskie pierogi i to wszystko. Nie podejrzewasz  chyba, że siedziałam  ze dwa dni w kuchni lepiąc z  ciasta takie ładne  muszelki. Udało mi  się  tym razem świetne  nadzionko! Nim dodałam podsmażoną cebulkę to dałam małej i posmakowało dziecku. Zaczyna  mieć coraz szerszy repertuar smaków. I muszę ci donieść, że kojec jest uniwersalny - nawet się w nim ciutkę zdrzemnęła. Podłożyłam jej  futerko z wózka i lekko okryłam kocykiem, mała podusia pod łepetynkę i spanko jak  trzeba. A jak nieprzyzwoicie   zadowolona, że cały  czas ma  mnie  na  widoku. Przecież mama robi tyle ciekawych rzeczy - na przykład trze na tarce marchewkę. Bardzo się jej to podobało,  mnie  nieco mniej. Gdy zjedli Adela wręczyła Leszkowi pojemnik z porcją "muszelek"- to dla ciebie na jutro podgrzej sobie w mikrofali w tym pojemniku - on się nadaje do mikrofalówek. 

Ponieważ już byli przy kawie i  ciastkach Leszek dość oględnie opowiedział o Wiesi mówiąc, że zdrowiej  będzie  głównie  dla jego zdrowia psychicznego, gdy  się ta  znajomość jednak rozejdzie po kościach. On jednak musi mieć dobrą kondycję psychiczną  do pracy,  a nie ciągłe dołowanie problemami Wiesi. Jest dostatecznie zdołowany problemami zdrowotnymi swoich pacjentek bo w pełni  zdrowe to może na palcach jednej  ręki policzyć. W tym jedno miejsce należy do Adeli.

Deszcz wcale a wcale nie  miał zamiaru przestać padać i Emil  powiedział - skoro idziesz do pracy dopiero na godzinę 12,30 to może  nocuj dziś u nas w gościnnym pokoju. Nie łaź po nocy w  tym deszczu-ciemno na tym osiedlu jak cholera. Powiedz  tylko o której cię obudzić. Jak będzie tak lało to pojadę nieco później  do pracy żeby nie wściekać  się w korkach, bo że będą korki to więcej  niż pewne. Moje dziewczyny to pewnie pośpią do dziewiątej  po tym karmieniu o świcie. A ja pewnie zadzwonię do kadr, że  zapomniałem się  wpisać na  wyjście  służbowe. I może  wcale nie pojadę. Mam ten luksus, że nie  muszę się tłumaczyć.

                                                                     c.d.n.

 

Trudny wybór - 133

 Sobotnie popołudnie pomału zmieniało się w wieczór. Milenka "starzała  się", jak  to określała Adela i coraz krótsze  były jej drzemki po posiłkach. Po  swoim   obiadku pospała  nieco  ponad  godzinę, potem załapała  się na  deserek w postaci skrobanego łyżeczką jabłka. Emil chciał je  zetrzeć na  specjalnej  szklanej tarce, ale Leszek zabrał mu  z ręki jabłko i powiedział - znacznie lepiej dawać dziecku skrobane jabłko - pokażę  ci jak to się  robi. 

Wpierw zabrał Emilowi dziecko, usadowił je w kojcu podparte jasieczkiem, odciął kawałek jabłka  ze skórką i zaczął cierpliwie skrobać miąższ.  Emil wzruszył ramionami- specjalista od  skrobania się znalazł - mruknął. Przecież to będzie trwało tydzień! A gdzieś się kolego  spieszysz? - odgryzł się Leszek. Nim ona przemamle zawartość tej łyżeczki już będzie  gotowa następna. Poza tym takie  skrobane  jabłko zmusza ją do rozgryzania dziąsełkami tych malutkich kawałeczków, a jabłko starce na tej  szklanej tarce to jednolita, dość wodnista papka, którą dziecko od  razu łyka. Można jej dawać w ten  sposób i banany i brzoskwinie. 

Adela patrzyła  z jaką wprawą Leszek karmi małą i stwierdziła - ty to  się Leszku marnujesz - świetnie  ci idzie to karmienie. Dziwi cię  to?- spytał Leszek. Nie  nie dziwi, tylko  podziwiam. To  chyba jest  jakaś  różnica, prawda? 

No wiesz, ktoś musiał juniora karmić- ślubna  była  za nerwowa. A takie  karmienie to przecież taka  ciężka praca no i zajmuje- tu  spojrzał na  zegarek- czasami pół godziny, gdy  dziecko jest  w stanie zjeść całe jabłuszko. Adela podała Leszkowi chusteczkę dla małej i serwetki dla niego, by wytarł ręce. Ojej- ale ona  dużo tego jabłka  zjadła! Mam nadzieję, że ją brzuszek  nie rozboli. Nie, nie rozboli -  zapewnił ją Leszek. Dobrze, że Milenka lubi jabłka - to właściwie jedyne  nasze owoce dostępne cały  rok.

Leszku, a gdzie jest Wiesia? Wiesia czesze jakąś famułę na wesele. Na wesele? -zdziwiła  się Adela. Na  ślub to czesała przed południem a teraz na wesele. Aż się zastanowiłem jak intensywny miał być  ten ślub, że muszą być panie  czesane po raz  drugi tego samego dnia. Wiesia mnie powiadomi gdy skończy. Ooo, to fajnie, to niech z  zakładu przyjedzie  do nas, zjemy wszyscy razem obiado - kolację. Że też się chce ludziom urządzać jakieś  wesele - pewnie jestem dziwna, ale  nie  rozumiem tego. Nawet już  sam zwykły cywilny  ślub to męcząca  zabawa, a co  dopiero kościelny i po nim wesele. Toż to musi  być masakra! Mnie to nawet nasz  ślub zmęczył - najgorsze to były te życzenia, bo chwilami zupełnie  nie kojarzyłam osoby która  nam składała życzenia. 

Emil parsknął śmiechem - ja też chwilami nie kojarzyłem osoby i nazwiska. No bo na  co dzień widzisz  człowieka w rozciągniętym swetrze, z włosami które już  dość  dawno widziały grzebień i  z mocno  rozkojarzonym  wzrokiem a tu nagle jakiś garniturowiec z przylizaną grzywką poklepuje cię po ramieniu i składa  życzenia a do tego  się uśmiecha. Do dziś się zastanawiam kim  była ta starsza siwa pani w czymś ciemnofioletowym. To była chemiczka,  z działu chemii, tylko już  nie pamiętam jak  miała na imię. W kieszeni Leszka zajęczał telefon - Leszek zgłosił się i powiedział- wsiadaj  w bryczkę i przyjedź do Adelki - ja już kończę skrobać. I szybko się rozłączył. Mam nadzieję, że ją to zaintrygowało, bo to zupełnie  nie moja  specjalność. Nigdy nie miałem zacięcia do chirurgii. 

A ja mam - stwierdziła Adela- niektórych to bym normalnie pocięła na kawałki. A tak poważnie - nie przeraża mnie widok  krwi jeżeli wiem, że mogę coś pomóc. Ale stać i patrzeć jak ktoś ranny w  wypadku się wykrwawia to  bym nie potrafiła. No nie wiem też jak  bym znosiła  zajęcia w prosektorium.  Jak każdy - na początku torsje,  głodówka a potem  się przyzwyczaisz- pocieszył ją  Leszek.

Ja to nawet zastrzyki robiłem z duszą na  ramieniu. Bałem się nawet gdy ci wszczepiano implant. Dobrze  mnie  facet znieczulił, nic nie bolało bo facet był wprawny. 

Lesiu, Adela najlepiej to operuje  siebie - zrobił się jej pęcherz na palcu u  nogi, to moja żonka umyła  stópkę, wydezynfekowała igłę i z zimną krwią go przekłuła. Usunęła płyn, czymś to posmarowała,  zalepiła i koniec  sprawy. Następnego  dnia maszerowała po górach jakby nigdy  nic. Leszek się serdecznie  uśmiał - było ją nosić na rękach a nie puszczać na piechtę!

Góry - strasznie dawno  nie byłem a pojechałbym- stwierdził Leszek. No to dostaniesz od nas dobry adres - mamy w Zakopanem fajnych znajomych. My w tym roku na pewno nie pojedziemy- to zbyt bodźcowy klimat dla  małego  dziecka  z nizin mazowieckich- stwierdziła  Adela. Fajni ludzie - i oni i  ich  rodzice. On jest absolwentem Fizjoterapii i chyba lada moment obroni magisterkę. Mają fajną  córeńkę, bardzo dobrze  wytresowaną. Jego teść prowadzi biuro turystyczne, zajmą  się wami jak  rodziną. Ale najlepiej jest pojechać we  wrześniu albo przed wakacjami.

Zadźwięczał wyciszony dzwonek i Emil poszedł otworzyć, a Adela zajęła  się kuchnią. Wiesia witając  się z Emilem  zapytała - a co Leszek skrobie? - kartofle?  Nie, nie kartofle, jabłuszko dla Milenki, ale już skończył. Żarta  ta nasza  córcia, prawie calutkie jabłko wciągnęła.

Gdy weszła  do salonu i zobaczyła w kojcu Leszka siedzącego razem z Milenką na moment zaniemówiła. No proszę, widać, że macie dwoje  dzieci i jak widać oboje  wielce zadowoleni.  Fajny ten kojec a Milenka się w nim czuje jakby w nim  była od  zawsze. Ładna  ta zieleń, taka  trochę szmaragdowa. A  to większe  dziecko jak  widzę świetnie  się w tym kojcu  czuje. A może byś tak większemu  dziecku  buzi dała?- zaproponował Leszek. Tak przy świadkach? Noooo, przy świadkach. Oni się  zawsze przy nas czulą, to my przy nich też możemy.

Do pokoju weszła Adela z półmiskiem pierogów mówiąc - leniwa  dziś jestem  i wszystkie  pierogi  są  dziś pomieszane. Leszek wzruszył ramionami - no to co, w żołądku i tak  się wszystkie  wymieszają. Osobiście lubię wszystkie.Ta pierogarnia  to według  mnie strzał  w dziesiątkę. Robią  naprawdę świetne  ciasto. No  właśnie,  nawet Helenka  nie  robi  już  sama pierogów tylko kupują je  w pierogarni.

Wiesiunia, a co ty za obłędnych klientów  dziś  miałaś? No właśnie, właściwe określenie. Do cywilnego rano mieli normalne "uczesy",  potem na kościelny panna młoda miała koronę z warkoczy a na wesele kok na pół metra. Chyba  z litr lakieru do włosów na nią  zużyłam. A ma dziewczyna niesamowicie dużo włosów i  to grubych, dobrych   gatunkowo. Tylko kolor nieciekawy, mam  wrażenie, że od zbyt dawna farbowanych kiepskimi farbami lub źle były rozjaśniane, być  może z oszczędności własnym sumptem. 

A młody co miał  na głowie?  Przechodzoną trwałą i usiłował mi wmówić, że mu się tak "od  dziecka włosy kręcą". Nie  chciałam być złośliwa, ale nie jest naturalne by włos był skręcony jak na zapałce dopiero z pięć  centymetrów od  skóry.  Za  zgodą młodej zlikwidowałam  mu połowę ich długości. Był dzieciak  mocno nieszczęśliwy z tego powodu. Poza tym nie  mogłam się oprzeć wrażeniu, że młoda już jest w tak zwanym  stanie błogosławionym.  Albo się czymś struła. Jedna z moich koleżanek  zawsze mówiła, że im więcej  zamieszania przedślubnego, im strojniejsza  suknia tym większa  pewność, że wcześniak w  drodze. Mnie osobiście cudze wcześniaki nie przeszkadzają, tyle  tylko, że po jakimś czasie okazuje  się, że taki związek  był pomyłką i  tylko  dziecka   żal. Ale wychodzę z  założenia że każdy ma jakiś mózg i to jest nie  moja  sprawa czy się pobierają z miłości  czy z tak zwanej konieczności dla przyzwoitości.

Wiesiu, lubisz góry? - spytał Leszek. Lubię Zakopane, ale nie wspinam się. No ale nie jest  nigdzie napisane, że każdy, kto jedzie   w góry to musi się wspinać - stwierdził Leszek. Bez wspinania  się   też można zrobić sporo ładnych  wycieczek. Może pojechalibyśmy na tydzień lub  dwa w góry, ale nie teraz, bo tam jeszcze  zima króluje, ale na przykład we  wrześniu? Adela i Emil mają tam znajomych i dadzą nam namiary. 

Mieszkalibyście u nich- mają super dom,  drewniany, z pełnych bali, na Antałówce - dodała Adela. I oni fajni i ich rodzice. Młodzi, fajni ludzie. Jej rodzice to górale, ona także, on Krakowianin, fizjoterapeuta z zawodu. Jego teść ma biuro turystyczne, mielibyście multum fajnych wycieczek. My w tym roku  nie pojedziemy, Milenka za  malutka na taki bodźcowy klimat. Ale za rok to na pewno. Co prawda  Zakopane się potwornie  zmieniło i wolałam tamto bardziej  siermiężne Zakopane, no ale  we  wrześniu to już nie będzie wczasowiczów z dzieciakami. Krupówki z betonową kostką to nieco w  zęby gryzie i ten chiński chłam w pamiątkach no  ale nadal Dolinki Reglowe są tak  samo urocze jak dawniej. No i na  Słowację warto  się kopsnąć. Tylko warto zainwestować w dobre buty na wibramowej podeszwie. Wygodniej i znacznie bezpieczniej. Dobrze jest się teraz  za nimi rozejrzeć w  sieci. Ubiegłoroczne mogą być nawet przecenione. Emil w pełni docenił wibramy gdy byliśmy na  Kościelcu. 

Oooo, tam  to  kruchutko - stwierdził Leszek. Tak, potwierdziła  Adela. Na  szczęście byliśmy tego  dnia  jedynymi chętnymi na tę trasę, bo na  szczycie  to miejsca jest  góra na 5 chudych osób,  a najgorzej to  się mijać na ścieżce, bo  cholernie wąska.

Lesiu, nawet nie  wiesz ile nerwów przez  nią straciłem wchodząc na Kościelec. Tam  chyba powinni  w jednym  miejscu zrobić łańcuch - ścieżka wąziutka i całkiem spora ekspozycja. A ta mi jeszcze opowiedziała, że z Zadniego Kościelca to odpadł taki  super  taternik Jan Długosz  i to  w trakcie  rutynowej kontroli trasy na ten  Zadni Kościelec. No ale my  nie szliśmy na  Zadni Kościelec - tam się nie  chodzi, tam  się trzeba  wspinać. I każdą wspinaczkę wpisywać  do księgi wyjść w Tatry- wyjaśniła  Adela.

No proszę - tyle lat znam Adelę,   a dopiero teraz  się dowiedziałem, że drepcze po górach- stwierdził Leszek. No bo kiedyś to ja  jeździłam głównie zimą i wydeptywałam tylko dolinki albo wygniatałam leżak na Gubałówce. A jaka byłam zdumiona, że latem lepiej  się chodzi Ścieżką pod Reglami niż  zimą. A jeśli pojedziecie do Zakopanego, to  koniecznie pojedźcie  do Słowacji i koniecznie wjedźcie na  Łomnicę. Można na Łomnicę wejść,  ale tylko i  wyłącznie z kwalifikowanym przewodnikiem, który zapewni sprzęt wysokogórski (uprząż,haki,kaski, liny) no ale to  droga frajda i dość męcząca, bo nie można wejść per pedes a zjechać kolejką. Na Gerlach, Lodowy  Szczyt, Wysoką i  Baranie   Rogi no i  Łomnicę   można  wchodzić tylko  z przewodnikiem i  nie ma  żadnej oznakowanej trasy na takie przejście.

No ale z dwuletnią Milenką to też nie będziecie latać po górach - stwierdził Leszek.  Nie jest tak źle - wszystkie  dolinki  można "obskoczyć" z wózkiem, są  też całkiem  fajne nosidełka dla takich maluszków. Byliśmy na Sarniej Skałce z trzylatką, która z  Kuźnic na Kalatówki to  szła na  własnych  nóżkach, a potem to ją tata  niósł a jak  tylko było trochę w dół to sama szła. To właśnie  dziecię tych naszych  zakopiańczyków. Super  dziewczyneczka! Niesamowicie grzeczne dziecko! I chyba  się bardzo na  nią zapatrzyliśmy i dlatego udało się nam  zmajstrować dziewczynkę. A opowiedział ci Michał jaki Emil był radosny gdy się na USG okazało, że to dziewczynka?  Z tej radochy to Michała  wyściskał i wycałował no a powinien był mnie wycałować.  No słyszałem, że był jakiś niekontrolowany  wybuch radości. Cały problem  w tym, że tak naprawdę to  nie  mamy żadnego wpływu na "spreparowanie" płci dziecka- to  zawsze jednak  jest  na  zasadzie  co będzie  to będzie. Nawet przy in  vitro. Przy in  vitro to  możemy wybrać najlepszy z posiadanych plemników- czyli najbardziej żywotny, bez uszkodzeń- ale to wszystko co na  razie  możemy. Możemy wybrać dawcę nasienia np. by dawca był niebieskookim blondynem, typ nordycki, ale nie mamy wpływu na płeć dziecka. Zobacz - ojciec Emila jest niebieskooki a Emil ma  oczy piwne. Milenka ma na  razie jeszcze niebieskie oczka, ale jakie będzie  miała potem? - na razie  nie  wie nikt czy będą takie jak Emila,  czy takie jak twoje, a może całkiem inne? Możliwości jest sporo bo nie jest to cecha  dziedziczona  wprost. Jest tak sporo możliwości  w tej materii, że "głowa mała" by to przewidzieć.

                                                              c.d.n.


środa, 19 października 2022

Trudny wybór - 132

 Święta, święta i .....po świętach.  Pogoda  nadal  nie  rozpieszczała, było zimno i dość ponuro. Awaria w elektrociepłowni została w końcu usunięta  w dwa  dni po świętach i wreszcie powróciła "cywilizacja" w postaci  ciepłych  grzejników i ciepłej  wody.  Pogoda nadal nie  rozpieszczała i Adela bardzo  dużo  czasu  spędzała z dzieckiem  w domu.

Arek, tak jak obiecał, skontaktował Leszka  z dobrym doradcą  finansowym. Oczywiście, jak  zwykle, okazało się, że w tym  kraju można  wszystko załatwić pozytywnie, ale trzeba  mieć  znajomości i znać  całe tony przepisów.

Po kilku bezsennych  nocach i kilku dniach przesiedzianych i przegadanych w mieszkaniu  Adeli i Emila z Milenką na kolanach, Leszek  zdecydował  się na  podjęcie pracy w klinice i likwidację własnej  praktyki. No popatrz, mówił do Adeli, jaki  ze mnie  głupi facet - wpierw skakałem  z radości, że odkupiłem od Hani cały biznes, teraz  skaczę  z radości, że mam  na niego kupca!  I na  mieszkanie po gabinecie  również mam kupca. Adela nieco  studziła  cały  czas jego  zapał, mówiąc by jeszcze  raz dokładnie wszystko przejrzał, bo  może są jakieś "drobiazgi" z wyposażenia  gabinetu, które jednak  warto zostawić  sobie. Mieszkanie  ma na tyle  duże, że bez problemu mogą pozostać jakieś narzędzia albo w mieszkaniu  albo w piwnicy, która dzięki poradom  Piotra została zamieniona  w mały magazynek.

Część byłych pacjentek  Leszka pozostała  mu wierna i nadal  leczyła  się u niego w jego  nowym  miejscu  pracy. Osobiste życie Leszka nadal trwało "w  zawieszeniu". Oboje  mocno pokiereszowani przez poprzednie  związki wciąż nie potrafili zaufać  sobie  wzajemnie. Widywali  się niemal  codziennie, jedno o drugie się troszczyło,Wiesia często nocowała w mieszkaniu Leszka, w skrzyni łóżka  w pokoju gościnnym leżała nawet jej piżama a w łazience stał kubek ze szczoteczką  do zębów i ulubiona pasta do nich, ale ze sobą nie "sypiali". Wiesia gotowała dla nich obojga obiady,  dbała by Leszek  zawsze  miał pełną lodówkę i  coś "do odgrzania", on z kolei dbał o  to, by przypadkiem  nie  wydała na niego nawet złotówki i oboje, każde oddzielnie, wyżalało się nad  tym stanem u Adeli. Po trzech miesiącach regularnego słuchania jęków obu stron Adela postanowiła przeciąć ten  węzeł gordyjski. 

Opowiedziała  wpierw o swoim planie  Emilowi mówiąc, że nie  wykluczone  jest, że stracą   przez jej posunięcie dwoje przyjaciół jednocześnie, ale Emil  pocieszył ją, że jeśli przez to stracą ich przyjaźń to będzie to znaczyło tylko tyle, że oboje - Leszek i  Wiesia - nie nadają się na prawdziwych  przyjaciół. Popatrz Maleństwo - naszej przyjaźni z Arkiem jakoś nic nie jest  w stanie zniweczyć, nawet jego  wariackie pomysły z Ireną  nas jakoś  z nim  nie rozdzieliły. 

No tak, masz rację. Ale mam jeszcze jeden pomysł - może ja im wykupię  (bez ich  wiedzy) trzy seanse u terapeuty, o którym wiem, że ma dobrze pod  sufitem i naprawdę pomaga ludziom. Jakoś mi tak głupio powiedzieć im obojgu "kochani mam was i waszych gównianych  problemów po kokardkę, odczepcie  się". Wiem jak trudno się pozbierać w całość i zacząć wszystko od  nowa. Mnie  się udało bo miałam mnóstwo spraw na głowie i nie miałam  czasu na rozdrapywanie strupków. Do tego byłam młoda, więc  nie kołatała  mi się po głowie myśl, żem stara i głupia i w pewnym  sensie przegwizdałam swoje  życie. Żal mi Leszka, bo to porządny facet, z  zasadami.  

Tak Maleństwo, to też jest dobre rozwiązanie, ale  zapłać ze  wspólnych pieniędzy, nie  ze swojej osobistej puli. Leszek to i mój przyjaciel. I ma  zdrowe zasady moralne. I dlatego czułaś  się u niego w gabinecie  tylko pacjentką. Za to też go  cenię.

Adela zatelefonowała do psychoterapeuty, przypomniała mu skąd się znają (prywatnie to był bratem przyrodnim jej koleżanki, z którą się wiele lat przyjaźniła), przedstawiła mu swój pomysł i umówili się na spotkanie, a tak dokładnie, że on przyjedzie do domu do Adeli, bo chciałby poznać jej męża - ciekawi mnie  facet za którego wyszła ta co miała za mąż nie wychodzić - powiedział. No i sprawdzę ile spustoszenia w mózgu kobiety powoduje małżeństwo - dodał ze śmiechem. Umówili się na najbliższe sobotnie popołudnie. 

Wiesz co, ale jest szansa, że wtedy może być u nas jedno z  twoich pacjentów, on jest  mocno u nas zadomowiony, uwielbia naszą córeczkę.  No to świetnie, nie będzie spięty świadomością że go analizuję. Nie mów na  dzień dobry kim jestem, dowie  się pod  koniec  wizyty. Ja taki nowoczesny jestem, że mi kozetka  nie jest potrzebna. No umieram wręcz z ciekawości jaki jest ten twój  mąż! No to  zaczekaj  z tym umieraniem - pozwalam  ci umrzeć gdy już rozgryziesz gościa i pomożesz  mu. 

Wytłumaczyła dokładnie jak do  nich trafić bez narażenia się na zwątpienie w trzeźwość własnego umysłu, przepytała czy aby  nie ma  jakichś ograniczeń dietetycznych w rodzaju uczulenia na gluten lub jakiś inny składnik pokarmowy. Każdego tak przepytujesz?- zapytał.  Tak, każdego kogo nie znam dobrze, bo od jakiegoś  czasu jest  jakiś wysyp uczulonych na różne składniki pokarmowe i wolę wiedzieć, by nie zaserwować komuś czegoś co może go w przyspieszonym tempie doprowadzić  nawet do wstrząsu anafilaktycznego. Mam  koleżankę, która ma uczulenie na......jabłka  nawet na  sam ich zapach i gdy do mnie kiedyś przyjechała niemal jeszcze stojąc na wycieraczce zasłoniła nos chusteczką mówiąc - błagam cię zamknij gdzieś te jabłka,  mam alergię na jabłka i orzechy laskowe. Postała na klatce  schodowej dopóki nie wystawiłam jabłek  w skrzynce na balkon i nie wywietrzyłam mieszkania nakrywając przedtem skrzynkę szczelnie jakimś kocem. Wiem, że była wiele  razy na jakichś  "odczulaniach" ale nadal  ma alergię na jakieś pyłki i często wygląda jak chodzący na dwóch  nogach katar.

Warszawa w końcu  kwietnia i  na początku maja  zamieniła  się  w istną  krainę deszczowców - padało codziennie. W pierwszą sobotę maja pogoda była paskudna- albo mżyło albo lało. Adela rano wskoczyła  w kalosze i płaszcz p.deszczowy a Emil zdumiony zapytał - idziesz na spacer??? Nie, do ogródka dać wyżerkę ptaszkom bo chyba  już mają pusty karmnik.  Gdy wyszła cicho sam do siebie powiedział - matka Teresa od sikorek i wzruszył ramionami. Jeszcze  się przeziębi. Około południa przyszedł Leszek z wielką paką owiniętą starannie w plastikowy pokrowiec. W przedpokoju Emil i Leszek wspólnie osuszali mokry pokrowiec. Lesiu, no powiedz co przytargałeś?- dopytywał się Emil. 

No kojec dla Milenki -dość długo czekałem  aż mi zrobią do niego odpowiednią podłogę dopasowaną wymiarami do jego poszczególnych części. No ale przecież rozstawia się go na podłodze to po licho jeszcze jakaś dodatkowa podłoga? Ale ja zamówiłem taką specjalną, żeby można  było go postawić w każdym miejscu w  domu,  nawet w kuchni, żeby Adela  miała małą cały czas "na oku".  No i żeby sobie kolanek nie pozdzierała na tej waszej wykładzinie o podwyższonej ścieralności. Gdy wszystko rozpakował Emilowi z lekka opadła  szczęka a Adela objęła Leszka i wycałowała mówiąc - jesteś Lesiu po prostu nadzwyczajnym  facetem! O wszystkim tak  wspaniale pomyślałeś! Braknie mi słów. Emil też był wzruszony - objął Leszka i powiedział- ona ma rację, słów brak! Nawet nie  wiesz, jak  dobrze mieć takiego przyjaciela jakim  ty jesteś! Wbrew pozorom  wiem, bo wy jesteście moimi najserdeczniejszymi, najbliższymi mi osobami. Kocham i was oboje i Milenkę. Milenkę to zwyczajnie uwielbiam!  Lesiu - obejrzyj się za siebie - twoja  wielbicielka już czeka na ciebie i  czeka z rączkami w górze żebyś ją wziął na ręce. 

Leszek szybko wziął małą na ręce i wszyscy  się roześmieli, bo mała wyraźnie odetchnęła  z ulgą. Wreszcie ktoś zrozumiał, że  dziecko chce by je  wziąć na ręce. 

Adela z Emilem rozłożyli kojec podziwiając jednocześnie jak dobrze  był zaprojektowany. Podłoga dorabiana teraz , po latach, też była doskonale  pomyślana. Dywanowa wykładzina miała podkład z grubego filcu. Tę wykładzinę można zwyczajnie przelecieć wilgotnym mopem raz  na tydzień i zawsze będzie  czysta. Mam taką w swojej sypialni. Leszek wszedł z Milenką do kojca, posadził ją  w kojcu i szybko usiadł obok niej. Potem odsunął się nieco od  niej i wyciągnął ręce w jej  stronę mówiąc - no chodź do mnie. Mała wyciągnęła  do niego rączki, pochyliła się do przodu i podparła się rączkami o podłoże nie bardzo wiedząc co ma  robić. Milek już chciał jej w  jakiś sposób pomóc, ale Leszek cicho powiedział - zostaw, niech sama trochę pokombinuje. W najgorszym wypadku poczołga  się, a za kolejnym razem  uda się jej przejść do pozycji czworacznej. Nie wszystkie dzieci raczkują. Bardzo często wpierw stają na  nóżki i dopiero zmęczone tą pozycją odkrywają, że można poruszać się na czterech kończynach. Jak załapie, że można wstać na nóżki i wtedy więcej i dalej widać to wtedy będziemy jej montować tę wąską część kojca. Powiem  wam, że jest sporo zabawy gdy  się obserwuje maluszka w tym okresie  życia. Ilekroć moja  była żona szła  "na  zakupy" i przepadała na kilka godzin to miałem niezłą frajdę obserwując juniora. Nawet nie macie bladego pojęcia jak wiele mam podziwu dla Adeli, że będzie te pierwsze trzy lata  Milenki z nią w domu. Bo Adelka to nie kura domowa i na pewno nie jest jej łatwo. E tam - podsumowała Adela- zawsze mówię, że po prostu trzeba przemyśleć konsekwencje swoich wyborów. A ja  jakoś tak  mam, że nie jestem wyrywna, nie  często się w coś angażuję, bo znam swoje możliwości no ale jeśli czegoś się podejmę to ciągnę do końca. Tak jak miałam ze studiami. Sto razy miałam ich dość, a jednak ukończyłam.

Milence niezbyt odpowiadała pozycja którą niechcący przyjęła i  w końcu wylądowała na pleckach. Ale leżenie na pleckach też nie  było zabawne, więc się przekręciła na brzuszek co już nie  było dla niej jakimś wyczynem, potem podciągnęła  nóżki pod  siebie a ponieważ główka ciężka jest i ciągnęła tułowik w dół odruchowo podparła się rączkami i ruszyła  do przodu demonstrując coś pomiędzy czołganiem  się a czworakowaniem.  No to za kilka dni nasza Słodyczka zacznie raczkować - ocenił Leszek. Gdy do niego dotarła wziął ją  na ręce i powiedział - dzielna dziewczynka nam tu rośnie.

Adela  spojrzała na zegarek - kochani, ona z głodu nie miała  sił na raczkowanie. Zaraz  dostanie zupkę, tym razem i  z mięskiem, to zobaczycie jaki z niej żarłok. Jest wielce mięsożerna po mamusi. Bo ja całą ciążę przeżyłam głównie na mięsie,  warzywach, owocach, lodach od  Grycana i greckim jogurcie. Posiedźcie  z nią  jeszcze  chwilę przygotuję dla  niej zupkę . I  może sprawdźcie czy  nie trzeba  aby zmienić  pampersa.  Gdy się jej  zmienia przed karmieniem to lepiej się jej je z suchą pupą. Adela zostawiła dziecko z panami i  poszła  szykować dla  małej zupkę. Tym razem zupka  była podana z butelki, więc karmienie bardzo szybko minęło. 

"Kojcowe" igraszki nieco małą  zmęczyły, pokarm  w postaci musu podany przez  smoczek  szybko zniknął z butelki i najedzona Milenka  szybko zapadła  w  sen,  więc została  przeniesiona do  swego łóżeczka. Emil włączył  podsłuch i razem z Leszkiem poszli  do kuchni.

Ależ superancki jest ten  kojec! I fajnie bo nawet można  w nim posiedzieć razem  z dzieckiem - stwierdziła Adela. Emil popatrzył się z czułością na Adelę i  powiedział - gdy obie będziecie w nim siedzieć to nie  wiem czy was  nie będę musiał jakoś oznaczać, żeby  nie pomylić. Nie ma obawy,  nie pomylisz, Milenka ma inny kolor włosów  i mimo  wszystko  jest jeszcze  wciąż ode  mnie  mniejsza. Wiesz Leszku - podziękuj, tak w myślach, swojemu tacie, że  zamówił ten kojec. Ja co jakiś czas dziękuję tak w myślach byłemu, że mnie spiknął z Emilem.  Emil objął Adelę i powiedział - nie jestem pewien, czy go to gdzieś tam uszczęśliwia- wszak cię kochał nawet gdy już nie byliście  razem. Śmieszne,  ale ja też mu za to  dziękuję i nadal mam wyrzuty sumienia, że może jego serce nie  wytrzymało tej wiadomości.

Leszek patrzył na  nich nieco  zdziwiony - przepraszam,  ale nie łapię o co chodzi. Maleństwo - mogę to Leszkowi opowiedzieć? Adela skinęła  głową - oczywiście,   niech wie  z jaką parą wariatów się zadaje. Jedno widzi we śnie swoją przyszłą dziewczynę a drugie rozmawia z  nieżyjącym byłym i  dziękuje  mu za swojego męża. A oboje  są z przekonania ateistami, do kościoła nie  chodzą, chociaż oboje ochrzczeni. To tak jak ja- stwierdził Leszek.

Emil opowiedział Leszkowi całą historię od chwili gdy pojechał po Adelę aż do momentu wyjazdu Kamila w delegację i że  w pewnym sensie czuje się winny jego śmierci. Usłyszał od Leszka niemal w słowo w słowo to co mówiła Adela na temat zdrowia kogoś kto przeżył trzy  zawały i że Kamil na 100%  wiedział o tym, że  w każdej chwili może umrzeć, że równie  dobrze mógł paść martwy gdy  się schylił by założyć skarpetkę i z całą pewnością o tym wszystkim wiedział, bo kardiolodzy dają ludziom całe listy tego czego im nie  wolno robić i listę niewiele większą od  znaczka pocztowego z zapisem tego co im  wolno. A że Kamil kochał Adelę? - zapewne tak, ale potrafił tę miłość zamienić w przyjaźń i chwała mu  za to. Ja kocham całym sercem waszą Milenkę i  zawsze będę o nią dbać, nawet jeśli jeszcze będę miał swoje dziecko. I kocham tak samo was oboje - od nikogo nie  doznałem tyle życzliwości i  ciepła co od was obojga. I nawet jeśli się z kimś zwiążę to i tak moje uczucie do  was się nie  zmieni. Jestem  tego pewny.

W kieszeni Adeli zawibrowała  komórka. Wyjęła z kieszeni, przeczytała i jęknęła - no  nie, tylko  nie to! Co się  stało?- spytał Emil. Żona  mojego kolegi poroniła. Nie wpadnie do nas. Trzeba mu  w  czymś pomóc?- spytał Leszek. Nie, chyba nie, on sam jest lekarzem. Pewnie histeryzuję, ale w moim odczuciu to okropne. Nie mniej napiszę zapytanie czy może potrzebuje pomocy.  Wysłała wiadomość, w 5 minut potem odebrała  wiadomość- to była 8 tygodniowa ciąża, już jest po zabiegu. Zostanę z nią na  noc, opłaciłem izolatkę. Dzięki za troskę.

Hmm, to wczesna ciąża. Mówisz, że on jest lekarzem? Czyli szewc bez butów chodzi. Teraz  wiesz, dlaczego tak bardzo nalegałem na badania przed ciążą, z tym, że nawet gdybym  nie nalegał to i tak byś je zrobiła i dopilnowała by Emil je  zrobił. Ty jesteś po prostu nietypowa.  A jaką specjalizację wybrał? Psychiatrię i poza tym jest psychoterapeutą. 

I zdawało mu  się, że dobre samopoczucie można w stu procentach utożsamić z bardzo dobrym stanem zdrowia pozwalającym na zdrową ciążę - ze  smutkiem w głosie stwierdził Leszek. Zawsze mnie zastanawia dlaczego profilaktyka jest tak bardzo obca  ludziom. Zapobieganie zawsze jest dużo łatwiejsze i tańsze niż leczenie. W jakim wieku oni  są? Ona to mój rocznik on ze 7 lub 9 lat starszy, a może i więcej. To dość "egzotyczne" małżeństwo. Najłatwiej ich historię prześledzić wspomagając  się literami- jej rodzice to byli państwo AA, jego rodzice to byli państwo BB. Obydwa małżeństwa się rozpadły. W związku AA była dziewczynka Ad, w związku BB chłopiec Bc. Dziewczynka Ad wychowywała się u  swej matki, a chłopczyk Bc hodował się u swego ojca, bo go mamusia nie chciała. W pewnym momencie kobieta z dzieckiem Ad wyszła za mąż za faceta z dzieckiem Bc. Wspólnego biologicznego dziecka  nie mieli, co lepsze to po tym ślubie pani A została przy nazwisku ojca swego dziecka. Przez lata oboje wmawiali dzieciom, że są prawdziwym rodzeństwem. No ale kłamstwo ma krótkie  nóżki i młodzi odkryli, że nie są rodzeństwem pod względem biologicznym.  Gdy tylko osiągnęli wiek,  w którym wolno brać  ślub to  się pobrali, chociaż jej matka i jego ojciec byli temu przeciwni. Pomagała im stara ciotka jej matki, odziedziczyli po niej mieszkanie, a właściwie  nieduży domek. Nie  widziałam  się z Gabrysią wiele lat ale miałyśmy kontakt telefoniczny.

                                                                         c.d.n.


Trudny wybór - 131

 Hasło "indyk w cieście francuskim" wywołało sporo  różnych skojarzeń- niemal każdy widział oczyma  wyobraźni  co innego. 

Indyk w cieście francuskim....hmmm, jeszcze nie jadłem, chociaż jadłem  już polędwicę wołową pieczoną w cieście  francuskim - stwierdził Arek. Bardzo mi smakowała.  A duży był ten  indyk? -zainteresowała  się Stasia. Duży- 6 kilogramów podobno ważył. Ojej, to musiałaś sporo ciasta francuskiego na  niego zużyć - stwierdziła  Wiesia.  Eeee, nie  dużo. No  ale jak on ci  wszedł w piekarnik? Chyba musiałaś  go pozbawić wszystkich  żeber, żeby się   zmieścił - dociekała  Stasia.

Nooo tak, powyciągałam  z niego kości. Ciociu,  ja bardzo  lubię takiego indyka już bez kości -  poinformował Adelę Pawełek. Nie rozumiem jak można lubić ogryzanie mięsa z kości. I kotlety  schabowe też lubię takie  bez kości - młody nadal  zdradzał  swoje  preferencje. To  zupełnie tak jak ja i  wujek - stwierdziła Adela. Kości w tym indyku  nie ma, możecie za to znaleźć posiekane, obrane  ze skórki migdały i  rodzynki. I wiadomość  dla dzieci - zupy, takiej do jedzenia  łyżką  dziś nie ma, jest rosół grzybowy, do popijania  z  kubeczka. Skóry na tym indyku też nie ma, wzięłam pod uwagę fakt, że obaj nie lubicie skórki na  drobiu,  nawet gdy jest ładnie przypieczona. Emil wyglądał, jakby  za moment miał  się udusić ze śmiechu, a Leszek trzymał na kolanach Milenkę i  coś jej szeptał do uszka. Wyglądał na bardzo zmęczonego,  ale i tak  dużo lepiej  niż gdy go  Adela widziała o świcie.

Mileczku, zdejmij mi  z góry duży półmisek, piecyk  już się  wyłączył. I weźmiesz wtedy talerze z kuchni. Ja ci pomogę - stwierdziła Stasia. Dobrze, będzie szybciej. I może  weźmiesz dla chłopców trochę mniejsze talerzyki. I w szufladzie znajdziesz też dziecięce, nieco mniejsze  sztućce. Przyznam się bez bicia- bardzo  chętnie  się nimi posługuję - te dla  dorosłych  są dla  mnie za duże. Milenka była tak zajęta zabawą z Leszkiem, że nawet  nie  zauważyła, że rodzice  zniknęli z jej pola  widzenia, a Leszek stwierdził, że zabawa z  nią bardzo dobrze na  niego wpłynęła.  Nawet nie  zdawałem  sobie  sprawy  z faktu, że tak ogromnie  mi brakuje normalnej rodziny - pomyślał.  Po raz pierwszy spędzam czas z  maleńkim dzieckiem, które kocham, choć nie jest  własne. Po chwili do stołowego Emil przyniósł stosik  talerzy a w chwilę potem wielki półmisek z owym indykiem w cieście francuskim mówiąc- proszę bardzo właśnie na tym półmisku jest indyk  zapiekany  w cieście  francuskim. Ja wiem, że nie wygląda to jak upieczony na rumiano indyk, ale zapewniam  was, że ciasto jest wypełnione  właśnie wpierw upieczonym indyczym mięsem. Sam osobiście przepuszczałem je  przez maszynkę eliminując po drodze jakieś  ścięgna czy też indycze tłuszcze i skórę. Można jeść wytwornie posługując  się sztućcami ale można i jeść trzymając w ręce jak  ciastko. Serwetek  w domu nie  zabraknie. Przy stole nagle zapadła cisza- wszyscy konsumowali. I tę ciszę przerwał cienki głosik Pawełka - mamuś, mógłbym takiego indyka jeść codziennie, jest lepszy od tego w plasterkach! Znudziłby ci  się szybko - poinformowała  go Adela - smakuje  ci, bo to w tej  chwili dla ciebie  nowość. A to tylko indyk po upieczeniu zmielony i zapieczony  w cieście. A jak wpadłaś na taki pomysł? - dopytywała  się Stasia. Jakoś tak  mi wpadło na myśl, że skoro  zrobiłam kiedyś ser zapiekany w cieście  francuskim to i indyka  mogę tak  zrobić-  wystarczy  po prostu nieco intensywniej przyprawić przed pieczeniem indyka i ewentualnie już  zmielone  mięso. W ten  sposób podany indyk minimalizuje straty mięsa. I jak dla  mnie  to jakoś jest  wygodniej jeść niż  się gimnastykować  z krojeniem go a potem część gości  czuje  się poszkodowana bo indyk posiada tylko dwie piersi a nie  sześć. Ciociu, a co to jest to zielone w tej miseczce? Bo bardzo mi smakuje. To jest mus z avocado. Milenka też to jada. 

 Ciociu, a Milenka już jadła obiadek? Jeszcze  nie, ale  za chwilę ona też dostanie. A ona dostanie  cycunia?  Nie Piotrusiu, dziś Milenka dostanie swoją zupkę jarzynową i będzie jadła łyżeczką.  Piersią jest coraz  mniej karmiona.  A będę mógł popatrzeć? Myślę,że tak.  

Maaamuś, a ja też jadłem zupkę jarzynową? Jadłeś Piotrusiu, wszystkie  niemowlaki jedzą zupki jarzynowe. Ciociu, a co jeszcze ona je?  Jogurt grecki i twarożek robiony z jogurtu greckiego. A ona dostanie indyka? Nie Piotrusiu, ta jej  zupka  jarzynowa jest gotowana  na rosołku i dostaje 1 łyżeczkę od herbaty tego zmielonego mięska, na którym była gotowana jej  zupka.  

Coś  czuję, że będziemy  mieli   w rodzinie gastronoma - stwierdziła  Stasia. Paweł nigdy  nie docieka co ma na talerzu,  zwłaszcza gdy jest  głodny. Ten wszystko rozbiera  na  czynniki pierwsze, zawsze mi  asystuje przy garach. Patrzy mi na ręce gdy coś doprawiam, sprawdza smak, pilnuje na  zegarku czasu gotowania i bardzo lubi pomagać przy pieczeniu - zwłaszcza  ciastek. Ostatnio mi lukrował ciastka i okazjonalnie  z pół kuchni. Starszy to ma dwa pytania w temacie pieczenia - czy będą ciastka i za ile  czasu.No i ma  życzenie,  by  było tych  ciastek dużo. Nie mam pojęcia  w kogo to takie  żarte jest.

Ty się Stasia ciesz, bo znacznie gorzej jest gdy ci  się trafi niejadek- śmiała  się Adela. Moja koleżanka  miała w domu dwa  niejadki. Taki niejadek to prawdziwe nieszczęście.  Kiedyś u  niej  byłam gdy ba..., to  znaczy dzieci, modliły  się nad kolacją. To starsze to z kanapki zjadło tylko trochę sera, ale młodsze było ćwańsze - ugryzło pół kanapki, upchnęło ozorem pomiędzy szczękę a policzek i......zamarło. Na hasło "jedz wreszcie" brało następnego gryza i upychało po drugiej stronie paszczęki. Po jakimś czasie kanapki na talerzu  nie  było a ten mały potwór wyglądał jak wynaturzony chomik z  zaopatrzeniem na  rok. No i  co było potem? - spytała  Stasia. Nie  wiem, bo szybko stamtąd wyszłam. Może potem wypluwał  a może czekał aż mu się  to w dziobie samo rozpuści-  nie mam pojęcia. To  już chyba lepiej by było "żarte".

Adela "wreszcie" przyniosła dla Milenki jej zupkę i  zaczęło się karmienie. Milenka wylądowała  tym razem  na kolanach swego taty, bo Adela stwierdziła, że nie ma  zamiaru cały  czas drżeć by nie splamić Leszkowego ubrania, bo podczas karmienia  zdarzają  się momenty gdy łyżeczka z marchwianką wylatuje nieomal  w  Kosmos wytrącona z ręki Adeli, więc lepiej by nikt za blisko Milenki nie  siedział. Leszek usiadł tak, by przyglądać  się operacji  "dziecko je   zupkę". Obok Leszka stanął Piotruś, więc   Leszek  wziął go na kolana, obok nich  stanął Pawełek i we trzech badawczo  się wpatrywali w małą. Milence chyba  bardzo przypadło do gustu takie audytorium, bo  nóżki i pupka   radośnie podskakiwały na kolanach Emila i Adela z trudem  chwilami trafiała  łyżeczką  do buzi  dziecka. Dodatkowo Milenka  co  chwilę usiłowała spojrzeć na twarz taty i złapać go  za nos, bo ostatnio  poczuła wyraźną słabość do tej części ciała  dorosłych. Na  szczęście  już  była  głodna,  więc karmienie mimo  wszystko dość  szybko posuwało się do końca. Leszek w pewnej  chwili powiedział - chyba następnym razem trzeba  będzie to sfilmować- ona jest niesamowita - potrafi tyle  rzeczy  robić  na raz.  Arek też wpatrywał się w  Milenkę ,  w końcu  powiedział - i patrząc na tę malusią osóbkę pomyślcie  wszyscy o  tym, że  wszyscy byliśmy  tacy jak Milenka - aż  się wierzyć nie  chce- a jednak. Pawełek spojrzał na Arka i powiedział - tata, ty na pewno byłeś większy niż Milenka, ale ciocia Adela to pewnie była taka malutka.   No i tak mi zostało- pewnie zawsze za mało jadłam - z powagą odpowiedziała Adela z trudem powstrzymując się od śmiechu.

Najedzona Milenka przytuliła  się do Emila, który powiedział- a teraz panienka pójdzie  troszkę pospać, żeby  się sadełko zawiązało po jedzeniu. Adela chciała ją wziąć  ale Emil powiedział - nie  noś, ja ją przewinę i położę ją  w sypialni w łóżeczku a ty zrób tymczasem kawę. Patrz, ona już prawie zasypia, miała  dziś  tyle wrażeń.  Adela przepytała  gości co kto ma ochotę wypić po obiedzie, wino też jest, ale na wino  nie było chętnych. No cóż- tradycja  w narodzie wyraźnie  zanika - stwierdziła  Adela. 

Dzieci wybrały kompot wiśniowy, dorośli kawę, więc Adela powędrowała do kuchni i dołączyła  do  niej Wiesia. Cudna jest ta  wasza córeńka- stwierdziła Wiesia, a Leszek faktycznie ją uwielbia. Zmarnował się tej nocy, bo zapytał mnie o przeszłość,  więc opowiedziałam. 

Wiem, że się zmarnował,  widziałam  go bladym świtem -wyglądał niczym  widmo. Miał ochotę  zabić twego byłego, ale  wytłumaczyłam mu, że to głupi pomysł, bo jego zamkną, a ty zostaniesz  bez żadnej opieki. Kazałam mu docenić, że się przed nim otworzyłaś, bo z autopsji wiem jak trudno jest zwerbalizować to, że się poniosło klęskę. Był zdziwiony, że mnie też kiedyś spotkało coś złego. Wiem Wiesiu, że on chce być z tobą - byłam tak  wredna, że po prostu  zapytałam o to, wychodząc z  założenia, że jeżeli to ma  być "chwilówka" to lepiej by się rozpadło nim się coś zawiąże.  On i ja to tylko i wyłącznie przyjaźń oparta na  całkowitej szczerości i dlatego się zapytałam. A znam go  dłużej niż  Emila.

I coś ci powiem - to ty musisz  zadecydować kiedy będziesz  gotowa na nowy związek. Taki jest jego punkt widzenia na sprawy damsko- męskie. Dopóki nie dasz  mu jasnego sygnału to możecie  spać w jednym łóżku nawet rok i cię  nie ruszy. Pewnie sam ci to powie a przynajmniej da do  zrozumienia. Fajne zestawienie - nieśmiały  a ginekolog. Idziemy do  nich, mamy już wszystko.

Co wyście tam konferencję miały? - spytał Arek.  Gorzej Areczku,  gorzej -musiałyśmy oddzielić stare, zeszłoroczne  ciastka od tegorocznych. Po prostu podpiekałyśmy część ciastek. Poza tym zaparzała nam się herbata  owocowa i czekałyśmy  aż  się zaparzy, by nie brać do pokoju tych cholernych  torebek bo potem nie ma  co  z nimi zrobić. A gdzie Emil i Leszek? Chyba się wzajemnie przewijają albo Emil  nie mógł spacyfikować Milenki i zawołał Leszka.  W tej chwili weszli obaj do stołowego, ale Adela nie  zapytała co tak długo robili u  dziecka. Wszak panowie też miewają swoje sprawy do omówienia. Starszy, czyli  Pawełek  zapytał się, dorośli zechcą z nimi pograć w Monopoly, ale Arek nie był miłośnikiem tej gry, wolałby zagrać w policjantów i  złodziei, a że gra była tylko na 6 osób, Adela i Stasia z wielką ulgą z niej zrezygnowały.  Rzadko się teraz  widywały i chciały  nieco poplotkować. Adela wypytywała o swego szefa, który zdaniem Stasi wyraźnie  za Adelą tęsknił. Jak twierdziła Stasia to  chcieli mu dać  jakąś nową siłę  roboczą i usadzić ją w jego gabinecie, ale powiedział, że nie życzy  sobie by miał z kimkolwiek dzielić pokój. Obiecała  Stasi, że gdy wiosna wreszcie przypomni  sobie o  swych obowiązkach to któregoś dnia przyjedzie do biura  z Milenką. Teraz jeszcze pogoda kiepska, po co narażać  dziecko na jakąś infekcję.

                                                              c.d.n.


wtorek, 18 października 2022

Trudny wybór - 130

 Gdy bladym  świtem po nakarmieniu i przewinięciu  małej Adela szła  do łazienki zauważyła, że w stołowym na fotelu siedzi skulony Leszek. Wracając z łazienki zajrzała do stołowego i przyjrzała  się Leszkowi - siedział z  zamkniętymi oczami,  ale nie  spał, bo rytmicznie kiwał głową. Kurczę blade - coś z nim nie tak!- pomyślała. Weszła cichutko do stołowego i stanęła przed nim - nie widział jej, nie słyszał gdy weszła. Leszku - wyszeptała- zaziębisz  się w tej letniej piżamie. Leszek otworzył oczy i popatrzył na  nią. Stary- wyglądasz jak chirurg po ostrym dyżurze gdy mu zejdzie pięciu pacjentów- powiedziała  cichutko. Co się stało? Wyrzuciła cię z pokoju? Nie. Ja go chyba zabiję. Kogo zabijesz? Jej byłego- odpowiedział.

Leszeczku - nie  warto, bo to niczego by nie  zmieniło poza tym, że Wiesia zostałaby sama ze swymi przeżyciami, bo ty wtedy wylądujesz w pace.  Będzie mądrzej i lepiej gdy się nią zaopiekujesz. Jeśli teraz do niej nie pójdziesz i obudzi się a nie będzie cię przy  niej to pomyśli, że jej nie chcesz. Idź do niej i utul, niech się obudzi w twoich ramionach, o ile chcesz przy  niej pozostać. Chcę przy niej zostać. No to jazda, spływaj stąd. Obudzę was około 10,30. Leszek zwlókł się z fotela mówiąc - dziękuję ci. Rozmawialiśmy  prawie całą noc- wszystko mi opowiedziała. 

Zaufała ci, ja tylko znam "hasła i urywki", doceń, że ci się zwierzyła, bo to ją na pewno wiele kosztowało. Nie jest łatwo opowiedzieć o swojej klęsce - znam to z autopsji. Ty? zdziwił się Leszek. Tak, ja. Przecież wiesz, że przed Emilem ktoś  był. Nie sądziłeś chyba, że łykałam tabletki dla rozrywki.  Idę, bo zaraz Emil będzie mnie szukać. Leszek wszedł do pokoju gościnnego, a Adela do sypialni. 

Gdzie tak długo byłaś? - spytał Emil gdy położyła  się obok niego. Tłumaczyłam w stołowym Leszkowi, że nie warto zabijać byłego Wiesi. Przytul mnie, zmarzłam. A dlaczego on chce zabić byłego Wiesi? Bo to był zwyczajny, podły skurwiel. Podobno całą noc przegadali. A ja myślałam, że Kamil był strasznym łajdakiem. 

No był, ale nie w stosunku do ciebie, on cię najzwyczajniej kochał, tylko sytuacja go przerosła. No i to ty go opuściłaś, nie on  ciebie i w nic, poza mną, cię nie  wmanewrował. Muszę ci kupić jakieś ciepłe puchate nocne papućki, nóżki masz jak sopelki lodu. A jak Milenka zjadła? Miała  chyba w ciągu dnia sporo wrażeń bo zaraz po jedzeniu zapadła  w sen i dlatego śpi w łóżeczku i nie  zabiera mi ciebie i mogę się trochę tobą pobawić i sprawdzić jak działa mój patent w rozszerzonej wersji. Budzenie mam ustawione na 9,00, ale i tak wszystko zależy od naszej księżniczki. Może pośpi dziecinka  dłużej.

Patent oczywiście  nie zawiódł,  a jego rozszerzona  wersja była zdaniem Emila  zachwycająca i wzajemnie  sobą  zachwyceni i zaspokojeni zasnęli spleceni uściskiem. Wtulona w ramiona męża powiedziała w  myślach - dziękuję ci Kami za Emila.

Milenka miała jednak  w brzuszku zegarek i równiótko o  godzinie  dziewiątej oznajmiła  mamie, że należy się jej poranna porcja mleka. Każde weekendowe karmienie poranne było dla całej  trójki swego rodzaju rytuałem. Tata wpierw zmieniał pampersa, potem przystawiał  małą Adeli do piersi i obejmował obie  swe dziewczyny. Sprawdzał potem palpacyjnie, czy cała pierś opróżniona, przystawiał Milenę do drugiej piersi, potem ją  sobie przewieszał przez ramię, by dziecku odeszło powietrze z  żołądka, były chwile czułości, bo głaskał małą po buźce, palcami  delikatnie układał jej  włoski a potem Adela ją przebierała  w  "dzienne ciuszki".  To  wszystko były  drobiazgi, ale bardzo byli  do  nich przywiązani.

O dziesiątej  trzydzieści Adela zapukała energicznie  do drzwi gościnnego pokoju mówiąc - mamy  mniej  więcej godzinę do najazdu Arków. Ubierzcie  się i chyba damy wam swetry bo coś zimno w domu a na dworze też nie ma upału i jakąś kaszą sypało z nieba. Ja już idę robić  śniadanie. Łóżek nie ścielcie, zostawcie wszystko tak jak jest. Gdzie chcecie jeść? Oczywiście w kuchni - powiedział  Leszek, wychodząc  z pokoju. Adela popatrzyła na niego i powiedziała- chyba  tylko czterech ci tych pacjentów zeszło nie pięciu. Posiedź na tyłku, bo śniadanie to prawie wszystko już  gotowe. Możesz się pobawić z Mileną. I załóż ten szafirowy sweter, ciepły i miękki a dla Wiesi mam błękitny. Chyba jakaś awaria jest w elektrociepłowni, wody ciepłej też nie ma. A może tylko w naszym wymienniku ciepła - nigdy  nie  wiadomo. Leszek dostał w rękę książeczki  plastikowe służące zwykle do kąpieli i niezniszczalne, bo gryzienie ich i żucie nie przynosiło im  szkody. Siedział z Milenką na kolanach i nazywał zwierzątka wskazane przez dziecko a do tego naśladował dość udanie ich głos. A "słoneczko- opowiadał  małej- nic nie mówi ale słoneczko świeci na wszystkie zwierzątka i na buźkę Milenki" - w tym momencie dotykał palcem policzka dziecka i głaskał delikatnie a mała  szybko nadstawiała  drugi policzek. O kurczę - wyszeptał Emil - ona  chyba rozumie co on mówi! 

To chyba nic  dziwnego powiedziała Wiesia - ciągle do  niej mówicie i "nie ciamciacie  tiu,tiu, tiu" tylko mówicie normalnie i dziecinka kojarzy. Używanie normalnych słów rozwija zasób  wiedzy dziecka. Lesiu - pokaż jej kotka i popatrz na jej reakcję gdy zamiauczysz. Jeszcze  trochę a sama zacznie miauczeć. Zobacz jak otwiera buźkę. Cudaczek maleńki- zachwycała się Wiesia. Milenka przy śniadaniu dorosłych pochłonęła bez najmniejszego problemu dwa małe biszkopciki i zjadła dwie kawowe łyżeczki domowego twarożku.  No -  stwierdziła  Adela - jeszcze  trochę a pójdę z nią na kawę do kawiarni. Bardzo towarzyskie  dziecko nam rośnie- śmiała  się  Adela. Będzie niczym mała Elunia Tomka i  Halinki. I tu popłynęła opowieść o słodkiej małej, wygadanej zakopiańskiej Eluni.

W międzyczasie Adela zatelefonowała do Stasi, że u  nich w mieszkaniu chłodno, więc niech  to wezmą pod  uwagę szykując  się do  nich. U nas też,  chyba  jakaś awaria w elektrociepłowni - "pocieszyła" ją Stasia. No to mało świątecznie nas los potraktował- śmiała  się Adela. Ale w gruncie rzeczy lepiej, że to awaria elektrociepłowni, bo przynajmniej  coś zadziałają. Pewnie już  się u  nich telefony urywają. Chyba tak, bo Arek już próbował  do nich się dodzwonić, no ale skoro i u was zimno to nie ma  sensu telefonować. Ta elektrociepłownia obsługuje niemal połowę miasta. Zadzwonię do rodziców, że to nie tylko u nas zimno. Dobrze, że mamy zmywarkę - cieszył się Emil. Pamiętasz jak długo jej  nie było przez brak  tych blatów?

Gdy przyjechali kolejni goście było nieco śmiechu, bo Pawełek, gdy się już grzecznie ze  wszystkimi przywitał powiedział do Piotrusia - zobacz- Milenka urosła  już siedzi! Piotruś spojrzał na małą i wydął wargi - ale nie chodzi i liczyć nie umie! Wszystkich  to bardzo rozśmieszyło a Adela dodała -no i nie mówi. A ty Piotrusiu już umiesz liczyć? Tak - umiem. A do ilu umiesz policzyć?- spytała Adela.  Już umiem policzyć do dwóchdziestu- z dumą oświadczył mały.  Pawełek- już uczeń popatrzył się na  brata z pogardą - mówi się do dwudziestu a nie do dwóchdziestu.  Adela rozsypała na stole karty do gry i powiedziała - to policz ile tu jest kart - licz głośno, te policzone połóż po lewej stronie.  Dziecko policzyło jak  z nut do dziesięciu, jedenastu, dwunastu, trzynastu.  Czterynaście, pięćnaście, sześćnaście, siedemnaście, osiemnaście, dziewięćnaście, dwadzieścia. Ponieważ Pawełka już rozsadzało, by młodszego wyśmiać powiedziała - zaczekaj Pawełku - on policzył dobrze, tylko niektóre nazwy wymawia nieprawidłowo ale......bardzo logicznie. Bo język, którym mówimy jest mało logiczny.  A małe dzieci, które jeszcze nie znają gramatyki posługują się językiem logicznie. Słyszą i rozumieją wyraz "spać" i   gdy mówią o  sobie, że wykonują czynność spania mówią : "ja śpam" a nie ja  śpię. On mówi logicznie i jeszcze trochę, gdy częściej będzie liczył będzie mówił już tak jak dorosły, więc nie wyśmiewaj go, tylko po cichu poprawiaj mu wymowę. Jesteś od niego całe trzy lata starszy, to dużo biorąc pod uwagę rozwój dziecka. Milenka ma w tej chwili osiem miesięcy i sam widzisz jaka jest przepaść w rozwoju jej a na przykład  Piotrusia. W sierpniu Milenka skończy rok i nadal nie będzie umiała wielu rzeczy, ale chyba nikt nie będzie się z niej z tego powodu śmiał.

Świetnie mu to wyłożyłaś - powiedział Arek. Myślę, że Paweł zrozumiał o  co chodzi. Gdyby w domu było jeszcze jedno, starsze od niego dziecko wiedziałby jak młodszego boli gdy go starszy brat ciągle wyśmiewa i krytykuje. Chyba muszę  na zebraniu rodziców porozmawiać o  tym jak starsze dzieci zupełnie bez powodu krytykują młodsze. 

Obawiam się Arku, że to daremny trud- jest jakieś ogólne schamienie w  szkołach - powiedziała Adela. Często widzę dzieci z tej szkoły - strasznie dużo przemocy w ich zachowaniu i to  zarówno słownej jak i fizycznej. Nikt tych  dzieciaków praktycznie nie  wychowuje. Rodzice oboje pracują, świetlica jest tylko dla klas I - IV, te  dzieciaki są po lekcjach bez żadnego dozoru. Więc  nic  dziwnego, że jest jak jest. Powstaje coraz  więcej szkół prywatnych, ale z tego co wiem, to strasznie drogie te szkoły , a podstawówki podobno skupiają głównie  dzieci z problemami natury psychicznej, ale nie mam pojęcia jak tam wygląda poziom nauczania.Licea na ogół bywają dobre. Ale  chyba trzeba w tej dziedzinie zaczynać od szkoły podstawowej. 

A jak wasi rodzice? przyjdą? Wczoraj my u  nich urzędowaliśmy, to  chyba jeszcze odpoczywają No i też zdenerwowani, że na dworze zimno i paskudnie a ciepłej wody i ogrzewania brak. Gdyby wasi nie pojechali gdzieś w gości, to pewnie balowaliśmy w dwa domy. Młodsi w jednym, starsi w  drugim. Narobili jedzenia jak na pułk wojska, dzisiejsze śniadanie wystarczyło dla nas i dla Leszków. Obie zamrażarki zapchane na całego. A wiesz gdzie Leszek mieszka? No nie  wiem,  a skąd mam wiedzieć? Mieszka nieomal na  wprost nas, w takim samym jak nasz  bloku, też ma  cztery pokoje, ale na IV piętrze. Spacerkiem ma  do nas 10 minut, przechodzi do nas przed  frontem szkoły. Część jego okien wychodzi na  Ciszewskiego, ma rzut beretem do L'Eclerca. No a jak się panu tu mieszka?- spytał się  Arek. Świetnie- głównie dlatego, że jestem jednak blisko przyjaciół. No i do pracy  mam blisko. Mieszkanie to na Powiślu odkupiła ode mnie Spółdzielnia. Nie  czułem  się na  siłach by bawić się w sprzedawanie na wolnym  rynku, by mi  się ludzie  szwendali po mieszkaniu i wydziwiali. Zastanawiam się teraz czy zostać przy prywatnej praktyce czy  nie, bo mam propozycję z prywatnej kliniki by  u nich zacząć pracować -  z tej kliniki, w której rodziła Adelka. No ale wtedy musiałbym sprzedać gabinet razem z wyposażeniem a to wszystko jest w leasingu. 

A ma pan jakiegoś speca od  finansów, który przeprowadziłby jakąś analizę tej pańskiej umowy z firmą leasingową?  Na razie mam jedną firmę tzw. doradców finansowych, ale Adela zasiała mi ziarno nieufności wobec takiej  firmy, bo ona  głównie doradza jak wziąć coś w leasing a nie jak się tego bez straty pozbyć.  Adelko, kochana, daj jakąś kartkę - zapiszę  sobie i jutro się skontaktuję z kimś w tej  sprawie. A tak ogólnie - mówmy sobie po imieniu - przyjaciele Adeli i Emila z reguły stają się i moimi przyjaciółmi. Oni są dla mnie jak najbliższa rodzina. A dzięki Adelce poznałem moją kochaną Stasiunię. Adelka to moja przyszywana siostra- raz młodsza siostra a raz  starsza siostra- zależnie od okoliczności. Gdy mnie ruga to wtedy jest starszą siostrą. Marzy mi  się, by jednak powołać własną kancelarię i wtedy pracować i z Adelą i Emilem i Stasią. A Adelka byłaby niezłym adwokatem, umie nawet mądremu udowodnić, że jest durny niczym stary trep. 

Arek, ale wtedy musiałabym zrobić aplikację adwokacką i zrezygnować z tytułu rzecznika patentowego i nie mogłabym pomagać Emilowi w pracy. Gdzieś wyczytałam, że aplikacje prawnicze wszelakie mają trwać 3 lata i oczywiście podrożeć. Nie będę lepiej tego teraz  omawiać, bo są z nami dzieci, a bez słów niecenzuralnych  nie da  się tego omówić.

Kochani, a może teraz zjemy jakiś lunch? Bo tak za niedługo to Milenka stwierdzi, że musi coś  sobie wrzucić na ruszt. Ona  już elegancko pochłania marchwiankę albo z kartofelkami albo z krupiczką, a  zupka jest na moim słynnym rosołku. Dziś do lunchu będzie i dla wszystkich mój  rosołek, do popitki. Lunch bogaty nie jest, to tylko indyk pieczony w cieście francuskim, taka przegryzka. Jak to zrobiłaś? Jeszcze nie  widziałam takiego czegoś- zdziwiła  się  Stasia. No to zobaczysz,  a może nawet zjesz?

                                                                      c.d.n.