czwartek, 8 grudnia 2022

Lek na wszystko?- 20

 Alina  z Frankiem i Krystianem poszli oglądać strych i jego "skarby", a Teresa i Kazik zostali w salonie. Teresa stanęła przy  serwantce z bibelotami i tym razem otworzyła drzwiczki oszklonej części serwantki.

Wiesz- szepnęła do Kazika- nie wiem czy  chcę mieć te duperele, chociaż  wiem,  że niektóre  z nich to bibeloty  kolekcjonerskie. Ale sam mebelek to mi  się podoba. Jakoś tak tylko krzywo  stoi względem ściany, albo ściany są krzywe- zauważyła. Poza  tym zobacz- ten serwisik kawowy to chyba dla lalek, w tych filiżankach to góra 4 łyżeczki herbaciane kawy wejdą. No ale  fakt, że jest śliczny. Tylko nie  rozumiem po jakie licho ktoś  go postawił na takiej paskudnej, już nieco brudnawej białej  serwetce. A może ta półka jest po prostu jakaś uszkodzona i serwetka to po  prostu  kryje. Zabawne, zamiast  cukierniczki jest  coś jak koszyczek o łódkowatym kształcie. Teresa  wzięła do ręki ów koszyczek  i obejrzała  dokładnie. Nieco nie pasował do spodeczków i filiżanek, jego kwiatki były w nieco innym kolorze. Gdy odwróciła ów koszyczek do góry dnem z lekka zdębiała- na tym naczynku  nie było znaku firmowego jak na innych częściach kompletu ale jakiś  siedmiocyfrowy numer. I był napisany odręcznie. Przesunęła  jeszcze kilka części kompletu, żeby zajrzeć pod  serwetkę w jakim stanie jest półka  nakryta tą brzydką  serwetką i znieruchomiała, bo zobaczyła najzwyczajniejszy w świecie metalowy zamek cyfrowy. Ziku- to jest sejf!!! Zawołaj Alinę, niech tu prędko przyjdzie! Zawsze  się zastanawiałam co kryje w  sobie  ta  szafka.

 To, że serwantki mają pod  oszkloną  częścią regularne szafki to wiedziałam, u  moich dziadków był taki mebel, tylko bardziej wymiarowy niż ten.  Kazik powędrował na  strych i w kilka  minut  potem pojawili się zdobywcy strychu. Po drodze Kazik im opowiedział o szczegółach. W chwili  gdy  wchodzili Teresa usiłowała tak przesunąć  tę serwantkę by stała równolegle  do ściany, ale mebel ani drgnął.  To rzeczywiście jest sejf, chyba  się jednak nie mylę - powiedziała  głośno. Niech któryś z was spróbuje to ruszyć z miejsca - zwróciła  się do płci męskiej. Ale żadnemu się ta  sztuczka nie udała. Alina obejrzała "odkrycie" Teresy, która powiedziała - te cyferki na odwrocie to jest odwrotny zapis twojej daty urodzenia- wpierw jest rok, potem miesiąc bez 0  i na końcu dzień miesiąca.  Kazik zaczął się  śmiać- no to nic  dziwnego, że pracujesz w paszportach i masz co jakiś  czas  z tego resortu kuszącą propozycję zmiany pracy. 

Alina wpatrywała  się długą chwilę w zapisane na porcelanie cyferki i powiedziała - masz rację, musiałam  sobie  w myślach przeczytać od prawej do lewej, żeby mi zajarzyło. Alina przykucnęła mówiąc - mam nadzieję, że te drzwiczki otwierają się tak jak drzwiczki na górze, bo nie widzę dziurki na kluczyk. Na pewno, tylko nie ciągnij za gałeczkę ale ją przekręć- albo tak  samo jak na górze w prawo, albo w lewo. Trzeciej pozycji na  szczęście nie ma.  Alina otworzyła drzwiczki i zobaczyli metalowe drzwiczki z dwiema sztabami i uchwytem. I co teraz?-  zapytała niezbyt mądrze. Teraz to ustaw tak cyferki zamka na półce, jak jest zapisane na tym porcelanowym cacku. Jak ustawisz  to sprawdź, czy dobrze ustawiłaś i przekręć ten uchwyt co robi  za klamkę. A w którą  stronę? Teresa  zaśmiała  się - w tę, w którą się uda go  przekręcić. Nie jestem włamywaczem, w pracy mam inną szafę pancerną. A nawet  dwie i codziennie wychodząc z roboty muszę plombować drzwi pokoju. A rano sprawdzać, czy plomba nie  ruszona. I dlatego muszę być zawsze przed personelem w pracy. 

Franek się zaśmiał - a ja podejrzewałem, że ty lubisz tak  raniutko ganiać do pracy. Skoro wiesz, że ja  bywam tak  raniutko  w robocie, to znaczy, że ty też tak rano przychodzisz. Franek zaśmiał się- ile  razy przyjeżdżam  samochodem  to muszę tak rano, żeby załapać miejscówkę na parkingu strzeżonym pod Metropolem. A ten kawałek od  Metropolu to mój spacer dla  zdrowia. No właśnie, fajny spacer śmiała się Teresa, w centrum miasta, wśród spalin. Masz  całkiem niezłą komunikację z Żoliborza. Taaak, czasami  z niej nawet korzystam. Gdy bryczka na  dłuższym przeglądzie. Coś podobnego, nie  sądziłam, że mercedesy też miewają przeglądy- zaśmiała  się Teresa. Znani mi posiadacze owej marki  zawsze mi wmawiali, że to  samochód przy którym niczego nie trzeba robić, nieomal sam się na  stacji myje i tankuje i nie  bywa w  warsztacie, bo nie ma potrzeby. A mnie osobiście  naprawdę obojętna marka, byle by jeździł.

Alina nabrała powietrza i bardzo skupiona ustawiła cyferki na  zamku, wpierw  sprawdziła  sama, potem poprosiła Teresę by sprawdziła czy jest  wszystko dobrze i przekręciła  uchwyt. Gdy upewniła  się, że przekręciła do końca pociągnęła drzwiczki do  siebie i sejf się otworzył. Był dość solidnie załadowany i Krystian przykucnął przy nim i zaczął wyciągać różne teczki z dokumentami, których było sporo. Na samym dole była drewniana skrzynka z pokrywką, obwiązana dwiema metalowymi taśmami. Była  bardzo ciężka. Alutko,  weźmiemy to  wszystko do domu, teraz tylko zajrzę, czy są dokumenty tego domu i testament. Na szczęście ojciec Aliny każdą z teczek opatrzył podpisami i wszystkie dokumenty były w bardzo dobrym  stanie.

Ciekawe co jest w tej skrzynce - zastanawiał się głośno Krystian. Ale nie będziemy już tu  dłużej pokutować, w domu się  tym zajmiemy. Grunt, że są te dokumenty dotyczące domu. A co do tej serwantki- ona jest chyba przymocowana do podłogi, więc raczej pozostanie  tutaj. 

No ale  chciałam dać Tesi to wszystko, co się jej podobało i..... Teresa przerwała jej potok słów mówiąc -niech ta serwantka tu  zostanie, ja sobie  zabiorę tylko tę dziewczynkę na huśtawce i damę z parasolką.W buduarku mam zamiar powiesić lekką półeczkę na takie fidrygałki. A na ważne dokumenty i cenne drobiazgi, jak będę miała tego  więcej to sobie  wykupię skrytkę w banku. Europeizujemy  się i już można mieć skrytkę w banku. Już mi tu  zimno się zrobiło. Wrzućcie tę skrzynkę do jakiejś torby na  zakupy, widziałam takowe w kuchni. Dokumenty to możecie do mojej siatki wrzucić, żeby się nic po drodze nie wysypało. My wracając pojedziemy jeszcze na zakupy, bo dziś trzeba obiadki na cały tydzień wymodzić. 

Na cały tydzień? zdziwił się Franek. Tak, na  cały tydzień. My obiady gotujemy u taty, porcjuję wszystko, opisuję i gotowe zamrażam. Kartofle  do obiadu lub ryż czy makaron oraz surówki to tata przygotowuje. Jemy razem z nim, mam przynajmniej kontrolę nad jego odżywianiem się. Przed  zimą to kolacje  jadał u nas, ale teraz to częściej  je sam w domu, no bo bywa ślisko i wtedy lepiej by nie wychodził.  

Krystian uśmiechnął się - ogromnie lubię waszego tatę, jest bardzo wyrozumiały, wspaniały, kontaktowy człowiek. Już się za nim stęskniłem.  Tata ma już nawet czterołapą przyjaciółkę - charcicę szkocką. Jak jej pańcia wychodzi z domu na dłużej to charcica zostaję u  niego w domu. Jak stanie na tylnych łapach to bez trudu może mi dać  buzi - śmiał się Kazik. No i jak przychodzi na przechowanie to ze  swoim własnym posłankiem. No to chyba się zbieramy pomału. Trzeba jeszcze  tylko drabinę odstawić od  drzwi strychu stwierdziła Alina i Krystian z Kazikiem poszli to zrobić. 

No i jak Franiu- podoba ci  się ta hacjenda?-zapytała  Teresa. Podoba. I chętnie bym tu zamieszkał na stałe. Na czas wyjazdów zostawiałbym chałupę pod dozorem, to nawet niedroga impreza. Pozostaje mi zaczekać na wycenę - zastanawiałem  się nawet czy nie zrobić takiej transakcji, że zamiast  sprzedaży to byśmy  się z panią Aliną oficjalnie zamienili na mieszkania a różnicę w cenie uregulowałbym gotówką. Mam trzypokojowe mieszkanie na Żoliborzu, na Krasińskiego. 

No wiesz, ja się w to nie będę mieszać, w moim odczuciu po mieszkaniu  poza  miastem wolałabym mieszkać w bloku, niż tu. I nie mam pojęcia co Alina wybierze. Na Krasińskiego to całkiem niezła lokalizacja, tam nawet sporo zieleni jest. Tylko ze  sklepami gorzej, z tego co pamiętam. Tam są stare bloki WSM-owskie. A na którym piętrze mieszkasz? Na pierwszym, blok czteropiętrowy. Mieszkanie spłacone, własnościowe, rok po remoncie robionym przeze mnie prywatnie - wymienione okna i wszystkie drzwi, w mieszkaniu parkiet a nie PCV.  Do sklepu to jest mniej więcej 250 metrów i jest całkiem nieźle zaopatrzony. Może pani, pani Alino, rozpatrzy taką propozycję i przyjedzie któregoś  dnia by obejrzeć to mieszkanie. Moglibyśmy  się umówić  albo któregoś dnia po pracy  albo w którąś sobotę czyli praktycznie za trzy tygodnie, bo znów jadę do Maroka. Już ci Franiu  załatwiłam wszystkie połączenia w obie  strony - zapewniła Franka Teresa. Przez Rzym w obie  strony?- upewnił się Franek. Tak, masz 3 godziny przerwy w locie. No to świetnie, czuj się zaopatrzona w świeżutkie, miękkie daktyle.

A ładnie jest w Maroku? - spytała Alina. Jak w każdym kraju - są miejsca przepiękne i są miejsca  paskudne. Lubię Maroko, lubię bywać na pustyni nocą, chociaż są drastyczne spadki temperatur  nocą. Nie przepadam za pobytem w miastach. Ale nie  da  się ukryć, że warto je  zobaczyć. Lubię kuchnię marokańską, to mieszanka kuchni mauretańskiej, europejskiej, śródziemnomorskiej. Bardzo aromatyczna. Dla nas   najlepiej  klimatycznie  wypada okres  od marca do końca maja. Na pewno warto zobaczyć Casablankę, Tanger, Marrakesz, Agadir, Fez, Meknes, Rabat. Najtaniej, jeśli idzie o turystykę jest w II połowie  stycznia, ale trzeba  zamawiać hotel  z ogrzewaniem lub mieć  ze sobą  śpiwór. Tyle tylko, że mini sukienki czy  szorty to nie jest pożądany strój, podobnie mocno wydekoltowane sukienki czy  bluzki. Maroko w dużym  stopniu  żyje  z turystyki,  zwłaszcza obszar nad Cieśniną Gibraltarską - najczęstszymi turystami to są Hiszpanie- w końcu mają do Maroka rzut beretem i bardzo  chętnie  do Maroka przyjeżdżają. Osobiście  lubię Marrakesz, bo jest u podnóża gór. Bardzo chętnie, gdy  tylko mogę  wyskakuję w góry Atlas. Śmieszne, bo już kilka  lat prowadzę ten  rynek a  nadal mnie Maroko fascynuje. I nawet polubiłem marokańską herbatę - to zielona herbata ze świeżą miętą i niebywale mocno osłodzona.

Na pierwszy raz  warto pojechać z biurem turystycznym. No i właśnie  na przykład  w  maju. W Marrakeszu temperatury  nocą spadają do 14  stopni, a w dzień  są od 15 do 29. Lipiec i sierpień dla większości z nas  są koszmarne - po prostu jest  koszmarnie  gorąco. Wychodzić można  tylko wieczorami a  dzień  spędzać w klimatyzowanych pomieszczeniach.

Gdy już wszystko pozamykali Alina i Krystian przesiedli się do samochodu Kazika,  bo stwierdzili, że to popołudnie spędzą w domu Kazików,  będą w  czwórkę przeglądać papiery, tak żeby Krystian na koniec weekendu wiedział na  czym   Alina stoi i co i w jakiej kolejności powinno się zacząć załatwiać od poniedziałku.  Panowie orzekli, że całkiem  sympatyczny ten Franek i że ten pomysł z tą zamianą domu na mieszkanie  wcale  nie jest taki głupi, tylko szkoda, że to Żoliborz, a więc dość daleko od Tesi i Kazika. Ale tak naprawdę to i tak bliżej niż te Otrębusy- zauważyła przytomnie Teresa. No fakt, ale wpierw trzeba to jego  mieszkanie dokładnie obejrzeć. Muszę zatelefonować do faceta, który zawodowo robi wyceny nieruchomości - stwierdził Krystian. Trzeba  wiedzieć ile można realnie  za ten dom dostać.

To wy przeglądajcie papiery, a ja zajmę się gotowaniem obiadów u taty.  Zrobię eksperyment z tym garnkiem co go dostałam w prezencie. Kochanie, gotuj u nas, ja jutro wszystko wyniosę do taty. A dziś nie jest ślisko i  może tata do nas przyjść na obiad. Możemy go nawet teraz po drodze zgarnąć i zamiast ciebie będzie przeglądał papiery. Tata jest skrupulatny i na pewno niczego nie przeoczy. 

Słuchajcie, nie wpadajcie w histerię, papiery to my z Alutką dziś sami przejrzymy, po prostu nie widziałem powodu dla którego facet ma wpierw jechać do nas a potem dopiero na ten jego Żoliborz. Chciał się pochwalić bryką to się pochwalił. Podrzućcie nas do domu i tyle w tym temacie. Jak chcesz, mnie jest wszystko jedno - stwierdził Kazik. Twoja broszka, nie moja.  Czyżby cię Franek czymś uraził?- spytała Teresa. Nie uraził tylko wkurzył - wdzięczył się do Aliny niczym małpa do lustra. Nie zauważyłam czegoś takiego - stwierdziła Teresa. No bo nie byłaś na strychu. Pani Alineczko z ust mu  nie schodziło.  

Teresa roześmiała  się - Franek wie, że Alina jest stanu wolnego, a ona mu się podoba. Jesteś Aliny kolegą i prawnikiem a nie narzeczonym lub mężem, więc o co biega? A może coś się zmieniło i ja o czymś nie wiem?  Wiem za to, że cudzych dziewczyn, o których  wie, że są z kimś to Franek nie wyrywa. To naprawdę kulturalny facet, tylko urody mu nieco brak. Ale jest dobrze wykształcony, po handlu zagranicznym, operuje biegle trzema obcymi językami, jest ceniony, bywały w świecie i ma tylko 42 lata. Dwa lata  starszy od Zika.  To, że np.  mi przywozi zawsze jakiś drobny souvenir  z podróży nie znaczy że się do mnie  zaleca- on tylko docenia mój wysiłek przy załatwianiu mu podróży. To samo robią niemal wszyscy pracownicy naszego biura. Taki zwyczaj. Weź popatrz w lustro, kudy jemu do ciebie. Ty to jesteś przystojny facet a o Franku nie można tego powiedzieć. Z daleka to on wygląda całkiem nieźle, garnitury   szyje u krawca,  ale z bliska? Rozpacz. Szkielet odziany w bardzo dobry i drogi garnitur. Ale to naprawdę jest po prostu porządny facet.

                                                                  c.d.n.


środa, 7 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 19

 Wszystko mija i przeważnie  zbyt szybko, a zwłaszcza  wszystko to co  miłe. Noc Sylwestrową  (nie  całą  ale do godziny 4 nad  ranem) spędzili  w  czwórkę "u Kazików". Zjedli na  gorąco przygotowane przez Teresę pyszne  danie jednogarnkowe. Szykując ogromny gar Teresa  miała nadzieję, że połowa na pewno zostanie i "będzie  na  zaś", ale nie udało się - duszone polędwice dwóch gatunków mięs w grzybowym  sosie z uzbieranych przez tatę prawdziwków zniknęły w  zastraszającym tempie, podobnie  jak bukiet warzyw podany do mięsa oraz wypełniacz w postaci makaronowych "kokardek". Krystian, zajadając  się tymi smakołykami co jakiś  czas powtarzał: "ależ ty masz braciszku szczęście!", na co Kazik odpowiadał : wiem, ale oprócz talentu kulinarnego Tesia ma naprawdę jeszcze inne, o wiele ważniejsze zalety. 

Alina stwierdziła, że nie znalazła w Teresinym brulionie tego przepisu, więc  się dowiedziała, że to po prostu są połączone  dwa przepisy w jeden i że Teresa sama jest  nieco zaskoczona  wynikiem. Poza tym, wyjaśniła Alinie, że mięso w tym daniu to są polędwice- wieprzowa i wołowa, a według przepisów nikt przy zdrowym  rozumie nie używa  ich do tego typu dań. No i do sosu użyła śmietany, której używa  się  do ubijania na krem. Krystian słuchał tej  dyskusji i podsumował - z tego wniosek, że zaglądasz do wszelakich  przepisów tylko po to by mieć  co zmieniać  lub łączyć, czyli masz wyobraźnię. 

O północy złożyli sobie  wpierw  wspólnie życzenia, by nadchodzący rok nie był gorszy od tego, który  właśnie mija, potem szeptano sobie do uszu bardziej szczegółowe życzenia, opite kieliszkiem francuskiego szampana, przyniesionego przez Krystiana. 

Potem każdy opowiadał o swoich najlepszych i najgorszych  przypadkach sylwestrowych - Teresa opowiedziała jak to w którymś roku gdy szła na Sylwestra to lał deszcz, więc dotarła na  miejsce w przemoczonych  szpilkach, a do przejścia   od taksówki do budynku miała zaledwie pięćdziesiąt metrów,  a gdy wychodzili stamtąd nad  ranem to chodniki były pokryte warstwą lodu i zamiast wrócić do  domu wrócili na  salę balową, by przeczekać  aż okoliczni dozorcy posypią chodniki mieszanką soli i  piasku. Jej drugie  wspomnienie  było równie miłe - była z Robertem na balu w Instytucie Lotnictwa. Opłacone jedzenie było tragiczne, co jej nawet nie  zdziwiło, bo gdy weszli do sali na wszystkich  stolikach  stały talerze z pokrojonymi już wędlinami i pokrojonym  pieczywem i sądząc z wyglądu wszystko stało tak już od kilku  godzin i właściwie nie nadawało się do jedzenia. A na dodatek to Robert  kleił się do jakiejś dziewuchy i koniecznie chciał ją odwieźć do jej domu (bo jej chłopak się schlał), więc Teresa mu powiedziała, że jeśli  ją odwiezie, to niech od razu wraca  do swojej mamusi, bo ona go do  mieszkania nie  wpuści. 

Dla Aliny najgorszy Sylwester to była noc spędzona  na SOR, gdy jej ojciec  miał jakiś tajemniczy atak bólu, co dopiero w dwa dni później  zdiagnozowano jako kamicę żółciową, a dla Kazika każdy Sylwester aż do chwili rozwodu z Anką był koszmarem, bo w tym dniu Anka była dostarczana do domu przez  swoich kolegów w  stanie upojenia  alkoholowego. Umówili się, że w którąś sobotę trwającego karnawału wybiorą  się razem na  dansing, do którejś z lepszych restauracji.

Około czwartej nad  ranem Alina stwierdziła, że chociaż  było szalenie  miło, to jednak jest  już baaardzo śpiąca i bardzo  chętnie już by poszła  spać, więc Krystian stwierdził, że  żaden problem, wypił raptem jeden kieliszek szampana i to o północy,  więc bez obaw może usiąść za kierownicą i mogą wrócić do  domu. Jeszcze raz się  wszyscy wyściskali życząc sobie by w Nowym Roku "sprzyjały im gwiazdy" i Alina z Krystianem pojechali do domu. Kazik pomógł Tesi w uprzątnięciu  wszystkiego ze stołu i cały czas dziękował za przygotowanie tak miłego wieczoru.

Ziku, to że było miło to nie moja  zasługa, tylko tego, że w tym "zestawie" gości dobrze  się czujemy i  rozumiemy. No a że wszystko wszystkim smakowało to po prostu dlatego, że mamy wszyscy podobne upodobania. Dla niektórych byłby to zapewne koszmarny Sylwester, bez wódki, bez gara  bigosu , placka drożdżowego z kruszonką i kilku butelek wina. I oni i my jesteśmy jeszcze  wciąż na etapie wzajemnego poznawania  się. Nie mam nawet bladego pojęcia czy Krystian i Alina będą parą, ale mam wrażenie, że nieźle się dogadują. Wiekiem też  do siebie pasują, on jest właściwie  jej rówieśnikiem, zaledwie trzy lata od niej  starszy. Alina nie ma przewrócone w głowie, poza tym jest realistką. Nie marzy się jej królewicz  z bajki ani  amant filmowy. Co prawda w domu nie  musiała niczego robić,  ale umie o dom zadbać. Byłoby dobrze, gdyby się jej udało sprzedać to domiszcze i kupić jakieś mieszkanie w Warszawie. Teraz  sporo  się buduje nowych osiedli i odchodzą od wielkiej płyty, chociaż jak kiedyś widziałam, to jeszcze  sporo domów z niej się buduje, ale jednak mieszkania są już większe. W ogóle Warszawa pączkuje we  wszystkich możliwych kierunkach i tylko patrzeć jak zostanie kolejnym wielkomiejskim molochem. Przecież gdy byłam dzieckiem, to w miejscu gdzie teraz mieszkamy to były pola uprawne, stały jakieś zabudowania, na łąkach pasły  się krowy. To nasze  osiedle już się raczej nie rozbuduje, ale patrzę na Ursynów i widzę, że tam bez przerwy od kilku lat to osiedle się rozrasta. Za kilka lat "połknie" kilka małych osad, które będą potem jego dzielnicami- wykupią tereny prywatne dając w rozliczeniu mieszkania, zawsze bardziej interesujące niż domek na "kurzej łapce" pozbawiony miejskich mediów. 

Kochanie  moje, pomyślałem, że chyba dokupimy zmywarkę, zobacz ile nam  się uzbierało do zmywania! No nie  wiem, ale na  co dzień nie mamy tyle  zmywania, po posiłkach  dla dwóch osób to można bez problemu zmyć naczynia po każdym posiłku. Wiem, że moje koleżanki, przy dwóch osobach, korzystają ze zmywarki raz na 3 dni, zbierając naczynia, by było opłacalne  w niej mycie. Poczekajmy jeszcze, mnie zmywanie na nic nie szkodzi, paznokci nie lakieruję. Natomiast kupiłabym z chęcią większą suszarkę niż ta, taką "piętrową".  Też białą?- zapytał Kazik? Chyba tak, to uniwersalny kolorek dla takiego przedmiotu. 

Ach,  zapomniałem ci powiedzieć, że  zapisałem nas na badanie -termin to 8 stycznia, godzina 7 rano pobranie krwi a gdy będą wyniki to zatelefonują do mnie i wtedy nas  zapiszę do lekarza na któreś popołudnie. I powiedz mi - czy naprawdę nadal chcesz zmienić pracę? Bo jeśli tak, to ja  się rozejrzę i popytam wśród swoich różnych znajomych. Nie chcę  byś wciąż  wychodziła  z pracy pół żywa  ze  zmęczenia. A tak zupełnie  szczerze, to byłbym najszczęśliwszy gdybyś wcale nie pracowała, ewentualnie gdzieś na pół etatu.

Kochanie, jeśli uda  się nam zmajstrować dziecko to na pewno wezmę wtedy trzyletni urlop wychowawczy, ale na razie jeszcze tu trochę posiedzę - w gruncie  rzeczy to tu nawet  nieźle płacą. Życie mnie  nauczyło, że planowanie pod tą  szerokością  geograficzną z reguły  nie ma sensu, bo nikt  nie jest  w stanie  przewidzieć co rządzącym do łbów  wpadnie i dlaczego akurat tak coś zarządzili. A tymczasem to może byśmy sprawdzili czy nasze łóżeczko nadal jest tak samo wygodne? Już strasznie  jestem śpiąca. Ciekawa jestem ile psów tej  nocy "dało  w długą" gdy te bezmyślne matoły odpalały swe zabawki. W roku ubiegłym to wiem o pięciu zaginionych i tylko jeden się po trzech dniach odnalazł.  Poza  tym jest w tym  wszystkim również  wina  właścicieli, że wyprowadzają psy  nie na  smyczy.  A tak ogólnie  rzecz ujmując, to bardzo się to osiedle"zapsiło".W moim dawnym bloku jest dziesięć psów, więc statystycznie wypada, że w każdej klatce jest jeden pies.  

Zmęczeni nieco Sylwestrem spali spokojnie do drugiej po południu. Gdy zjedli "śniadanie"  Teresa  zatelefonowała do taty, złożyła mu życzenia noworoczne, przepytała  jak  się czuje, opowiedziała jaki był ich Sylwester i zaproponowała by zjadł z nimi obiado -kolację, bo oni  właśnie  dopiero teraz zjedli coś jakby  śniadanie. Tata podziękował, obiecał, że na obiado -kolację to przyjdzie sam i będzie to dla niego spacer, na  razie to ogląda w telewizorni  sport.  Później zadzwoniła Alina, że miała  telefon od Franka, który  się powoływał oczywiście na Teresę i umówili się na  najbliższą sobotę - Franek powiedział, że on przyjedzie po nią samochodem i że może uda mu się namówić na tę wycieczkę również Teresę. Alina powiedziała, że ona będzie w towarzystwie swego prawnika, a co do obecności Teresy to ona nie wie jakie plany na ten dzień ma Teresa. No ale  skoro pracują w tej  samej  firmie, to przecież  Franek sam  może  się  z nią porozumieć. 

Koniec  końców wybrali się tam w  dwa samochody. Franek zabrał Alinę i Krystiana, Teresa i Kazik przyjechali swoim samochodem. Dobrze, że Kazik wpadł na pomysł wzięcia łopaty, więc gdy podjechali pod dom, siła męska zajęła  się odśnieżaniem drogi od  furtki do domu. Z tego było widać, że sąsiedzi proszeni o nieco opieki nad  domem, wcale  się nim nie opiekowali. Ta warstwa śniegu o tym świadczyła.

Na  szczęście piec działał, choć może  w domu nie  było za ciepło, ale na pewno było kilkanaście  stopni  ciepła. Gdy weszli do kuchni Franek jęknął - ojej, taki sam kredens był u moich rodziców. Tylko gałki miał kremowe a nie seledynowe. Obydwie dziewczyny, niezależnie od  siebie odnotowały w  swej pamięci fakt, że Franek nie jest daltonistą. Obejrzał wszystko bardzo dokładnie i stwierdził, że kuchnia jego zdaniem nie wymaga żadnych inwestycji. Zachwycił się wanną w łazience, odnotował fakt, że stoi tu także miedziany piec z bojlerem, czyli w  razie  czego jest to zapasowe źródło ciepła i ciepłej wody, a podłączenie  go do sieci wodnej nie było skomplikowaną operacją. Lustro zostało zakwalifikowane  do wymiany jak i również jego oświetlenie, no ale zdaniem Franka "to małe piwo". Najbardziej Teresę śmieszyło, bo Frankowi wyraźnie podobała  się Alina i co spojrzał na jakiś obiekt w łazience zaraz  rzucał okiem na Alinę. Potem była  wizyta w salonie. Alina pościągała  narzuty, którymi były okryte krzesła,  dwa fotele i kanapa.  Alina  mu wyjaśniła, że gdyby chciał to kupić w całości z tymi meblami, to wtedy meble są wkomponowane w cenę, czyli czy kupuje z meblami czy bez to cena jest taka sama. Natomiast zawartość  kredensu w postaci wszystkich kryształów będzie wyceniona oddzielnie. Powiedziała, że do salonu  należą również obrazy, no ale nie wiszą, bo jej ojciec nie miał już sił by je powiesić, no bo trzeba by było stać na drabinie i wiercić dziury w ścianach. Obrazy są, ale zapakowane na  strychu. Alina wskazując na serwantkę powiedziała- proszę nie brać pod uwagę tej małej serwantki, bo ona wraz z jej zawartością powędruje do mojej przyjaciółki ( tu palcem pokazała Teresę) do jej małego buduaru. Pomogła mi w życiu wiele razy i myślę, że to będzie dobry dodatek do słów podzięki. Ten mebelek ma szybki kryształowe, a zawartość to ona zna, bo kiedyś często tu bywała. Ten zegar na kredensie ma jeden "feler"- nie jest na baterie, trzeba go nakręcać i do tej  czynności trzeba zdejmować  klosz ochronny, więc odkąd pamiętam był tylko ozdobą. Kredens  jest pojemny, mieści bez  trudu zastawę na dwanaście osób. Obejrzeli jeszcze znajdującą się obok łazienki toaletę  z malutką umywalką i lustrem oraz  dwa pokoiki służące za magazynki, w których  były puste szafy i półki. Sypialnie , trzy, są na piętrze. Oprócz sypialni jest tam też łazienka i toaleta.

                                                                        c.d.n.


wtorek, 6 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 18

 Wieczorem, gdy już  szli spać, Kazik zapytał Teresę- kochanie moje a co robimy  ze  Sylwestrem? Wiem, że nie przepadasz  za balem ale to nasz pierwszy małżeński  Sylwester, więc pomyślałem  sobie, że może byśmy wyskoczyli gdzieś poza Warszawę, na przykład do Baligrodu na Bystre? 

A jesteś w stanie zagwarantować pogodę bez śniegu i  gołoledzi?- zapytała. Przy  dobrej  pogodzie  jechaliśmy sześć  godzin  z minutami, a jeśli popada  śnieg  albo marznący  deszczy to pojedziemy dziesięć  godzin. To chyba zupełnie  nie ma  sensu. Możemy  sobie posiedzieć do północy, łyknąć  szampana, ewentualnie  obejrzeć jakiś film. Możemy  zaprosić Krystiana i Alę, tata raczej  nie będzie  się palił do siedzenia z nami. On musi prowadzić  dość  regularny tryb  życia. A w  Sylwestra nigdzie  praktycznie  nie ma  dobrego jedzenia, poza tym zawsze jest piekielnie  ciasno, bo  chcą jak najwięcej zarobić i jest "nadkomplet". Jakoś nie mam ochoty iść akurat w Sylwestra. Możemy  gdzieś  się wybrać potańczyć w którąś sobotę karnawałową. A Krystian tańczy? No jasne, chyba  nawet lepiej  ode mnie, on tak twierdzi. A on się gdzieś wybiera? Nie mam pojęcia. A nie będzie  to dla  ciebie kochanie kłopot gdy przyjdzie Krystian z Alą?  Nie, nie będzie,wspomogę  się gotowcami no i ty mi przecież pomożesz. To jasne, że pomogę. Zadzwonię do Krystiana i przepytam się jaki ma plan.Ale Krystian nie odebrał telefonu.

No ciekawe, że nie odbiera - stwierdził Kazik. Teresa spojrzała na  niego i powiedziała- a spojrzałeś na  zegarek? Może najzwyczajniej w świecie jest  w łazience i się kąpie. To nie jego pora - za wcześnie. No nic, jak będzie  wolny to oddzwoni.

I rzeczywiście, w kwadrans  później Krystian oddzwonił. Krystian też był zdania, że jazda w Bieszczady to  nie  za dobry pomysł, potem ściszył głos i niemal szeptem powiedział - powiedziała, że mnie  bardzo lubi. Kto cię lubi? Noooo, Alutka. Bo zapytałem  się, czemu  mnie unika, czy  może mnie po prostu nie lubi? Ale powiedziała, że  skąd, że mnie bardzo lubi,  ale nie chce mnie krępować bo i tak jestem  super  facet, że ją  zaprosiłem by na razie  tu mieszkała.  Słuchaj, my  z Alutką możemy  przyjść i pomóc przy szykowaniu jedzenia  na Sylwestra. Nie ma potrzeby - Tesia chce  się wspomóc barkiem hotelu Europejskiego. Jutro się złoży zamówienie, w przeddzień się odbierze. Może tylko cię wykorzystam byś ze mną pojechał po odbiór. A to co na  ciepło to Tesia sama chce  zrobić.  No to się  ciesz  braciszku, że jeszcze ktoś oprócz nas  cię lubi. Trzymaj się i pozdrów od  nas Alinę.

Teresa rozpuściła w pracy wiadomość, że jej znajoma chce  sprzedać dom pod  Warszawą. Miała  przy okazji  próbkę,  jak szybko w biurze rozchodzą się  wiadomości. Powiedziała o  tym tylko w  swoim dziale, a od  południa już kilka osób wpadło by się dowiedzieć gdzie  ten stoi ten  dom, jak duży, w jakiej  miejscowości. W końcu Teresa  zatelefonowała do Aliny, z pytaniem,  czy  może zainteresowanym podać jej numer  telefonu, żeby osoby  zainteresowane od  razu z nią rozmawiały. Alina od  razu zatelefonowała do Krystiana by poradzić  się  co ma mówić, bo jak na razie to jeszcze nie ma przecież pełnego  rozeznania. Nie szkodzi, jeśli ktoś naprawdę chce  kupić to spokojnie zaczeka. Wiesz - sam dom, który ma swoje  lata to drogi  nie jest, liczy  się  cena gruntu na którym  stoi. Na razie mów, że nie możesz  w pracy o  tym rozmawiać i niech  zadzwonią do ciebie wieczorem, najlepiej po dwudziestej. I zapisuj  sobie od  razu nazwisko dzwoniącego. A ja dziś trochę za tym  polatam, mam tylko jedną  sprawę  w sądzie. W każdym razie, gdybyś nawet najtaniej  sprzedała,  to stać  cię będzie na kupno mieszkania w Warszawie. I trzeba byś szybko przejrzała  wszystkie papiery, bo jak niczego ciekawego  się nie  znajdzie to trzeba  będzie zrobić sprawę sądową w kwestii tego, że jesteś spadkobierczynią. Ja  dziś wpadnę do Hipoteki. Ojej, jęknęła Alina- masz przeze mnie  same kłopoty, to mnie nieco przeraża. Nie mam kłopotów, Alutko- nie wpadaj  w histerię. To wszystko to moja  niemal codzienność, bo mało kto wie, które  dokumenty są ważne i trzeba  ich  pilnować.

Przed końcem dnia pracy do pokoju Teresy zajrzał ....Franek i pokiwał "przywołująco" na Teresę.  Teresa  tylko głęboko  westchnęła i wstała  od  biurka zastanawiając  się co też  Franek ma do  niej  za romans. Za tydzień, zaraz w pierwszych  dniach  stycznia  leciał do swego ukochanego Maroka na dwa tygodnie. Może chce zmienić termin albo trasę - przemknęło jej przez  myśl. Ponieważ naprawdę nie  było gdzie porozmawiać w spokoju Teresa wróciła po płaszcz i torebkę mówiąc - idę zjeść coś gorącego, wracam za pół godziny, jak się będzie paliło to telefony odbieram. Spotkali  się przy  windzie, zjechali na dół i Teresa powiedziała - chodź do Wedla na gorącą czekoladę, nie chce  mi się spacerować koło biura. 

Ja płacę - Franek uprzedził Teresę. A wziąć ci coś do tej czekolady?  Teresa zaprzeczyła- czekolada jest dostatecznie tucząca, wolę samą, bez dogryzki. Gdy czekolada już stała na  stoliku Teresa zapytała - chcesz  zmienić trasę przelotu i nie chciałeś bym cię objeżdżała przy personelu?  Nie, nie chcę.  Ja  w sprawie tego domu. 

Teresie lekko opadła  szczęka ze  zdumienia - chcesz kupić dom? To wielka chałupa,parter, piętro i strych i dojazd do niej wredny. No i nie ja  to sprzedaję, tylko moja przyjaciółka. Została  sama i to domiszcze ją przerasta. Tam nie ma miejskich mediów, ogrzewanie własne i musi być, bo inaczej dom by zapleśniał. Od stacji WKD ze 2, lub 3 km, na szczęście nie przez las, nawet jest wąski chodniczek. Duży ogród koło domu i nieco zdziczały, bo nie ma go kto pielęgnować. Dom może zostać sprzedany razem z pięknymi przedwojennymi meblami. To jest dom mojej przyjaciółki, na  razie ona  szuka gdzie jest testament, bo wie, że był zrobiony. Póki  co to stoi od świąt pusty, ale jest ogrzewany,  żeby rury nie potrzaskały i żeby pleśń nie  wlazła. Mój znajomy prawnik pomoże jej w sprzedaży, więc żadnej ściemy nie będzie, tyle  tylko, że to trochę potrwa.  A ona samotna? Samotna, panna, mój  rocznik, 170 cm na płaskim, naturalna blondynka. A mógłbym to obejrzeć? Mógłbyś, ale musisz  się z nią w tej kwestii porozumieć. Pojedzie razem z nią jej prawnik. To brat mego męża. A ponieważ ona pracuje to chyba tylko w  weekend będzie mogła tam pojechać. Na razie od świąt mieszka u znajomych w Warszawie. Franiu, zastanów  się dobrze nad tym krokiem, taki dom podmiejski  to worek bez dna, trudny do utrzymania i zawsze jest przy nim co robić. No i ten ogród przy nim - nieco zdziczały i naprawdę spory.  

Franek roześmiał się - jesteś bardzo zabawna - zamiast reklamować towar, który sprzedajesz, wymieniasz same jego  wady. To  szalenie uczciwe, ale może ewentualnego kupca zrazić. Wiem, ale ty jesteś moim kolegą, więc dlatego mówię ci o wadach ukrytych  "towaru". Z innymi chętnymi nie ja będę o nim mówiła a ona. Jesteś jednym z najsympatyczniejszych facetów w tym bajzlu, więc  dlatego ci  to wszystko mówię. 

Czyli dobrze, że cię wywołałem. Mam dość wielkiej płyty, mrówkowca w którym mieszkam i tych małych pokoi i osiedla, wiecznie zasikanej windy, psów wyjących u sąsiadów. I dlatego tak często wyjeżdżam. Jak mam się skontaktować z tą twoją przyjaciółką?  Teresa podała  mu numer telefonu do Aliny mówiąc - myślę, że w pierwszy weekend po nowym roku możecie się tam wybrać. A ty też tam będziesz?  Nie wiem, czy mojemu mężowi będzie się chciało tam jechać. Nie zapominaj, że jestem dopiero co po ślubie, więc każdy wolny dzień chcemy mieć  tylko dla siebie.

Ojej, czegoś nie  rozumiem - masz z mężem wtórny miesiąc miodowy? Franiu, nie zauważyłeś, że mam inne nazwisko, już nie  dwuczłonowe? Na początku grudnia wyszłam ponownie za mąż. Błyskawicznie się rozwiodłam i równie błyskawicznie wskoczyłam w następny związek. I no co lepiej?- zapytał Franek. Tak, zdecydowanie lepiej i częściej. Franek uśmiechnął się - twój personel już się zachwycał twoim mężem, ale nie mówiła żadna, że to nowy nabytek. 

Dobrze wytresowane przeze mnie. A chwilami to mam nieodparte wrażenie, że mówię  do słupów a nie do dziewczyn. Chętnie  bym zmieniła pracę, pomału już nie  wyrabiam- tu  się zrobiło istne biuro turystyczne. Ostatnio Olka  poszła wizować paszporty do jednej z "dzikich ambasad". Poszła i.......przepadła na pięć godzin. Wróciła wyraźnie przemaglowana. Oczywiście twierdziła, że czekała tam w długiej kolejce.Tyle tylko, że nikt niemal nie jeździ tam prywatnie a tych co służbowo to głównie my wysyłamy. Zapowiedziałam jej tylko, że jeszcze jeden taki numer i się rozstaniemy. Stanowczo muszę się gdzieś przenieść. Tylko nie mów o tym nikomu, dobrze? 

No to  chyba jasne, przecież po to wyszliśmy, żeby na osobności porozmawiać. A jak się spisuje garnek?  Garnek jest superancki a łakocie pychota  absolutna. I te  świeże daktyle - niebo w  dziobie! To fajnie, znów  ci przywiozę, kupiłem je  w strefie wolnocłowej w Rzymie. 

No- niestety musimy Franiu wracać do biura, bo  za chwilę ktoś zorganizuje ekspedycję poszukiwawczą. Do biura  Teresa  wróciła  sama, Franek jeszcze  dokądś "pożeglował".  Ten  tydzień pomiędzy  świętami był bardzo spokojny. Teresa  zagoniła  dziewczyny do porządkowania dokumentów i przygotowania  się już do pracy  po nowym  roku. Dwie najlepsze  zostały po prostu wygonione do domu - oczywiście  powiedziała im,  że to nagroda  za dobrą pracę.

Tak jak planowała złożyła  zamówienie w barku Hotelu Europejskiego, a ponieważ trudno było się do  nich dodzwonić, to gdy Kazik po  nią przyjechał podjechali do tegoż barku i złożyli zamówienie. Teresa opowiedziała o swym spotkaniu z Frankiem. To może on  się żeni? -zastanawiał się Kazik. Teraz jednak życie  się wydłużyło i facet po pięćdziesiątce to jeszcze się zalicza  do młodych, chociaż nie do młodzieży.  No nie wiem, nie jestem z nim  aż tak blisko, żeby mi się zwierzał. No i bardzo  dobrze- stwierdził Kazik.

Przy obiedzie, który jak  zwykle  jedli z tatą w jego mieszkaniu, Teresa  zapytała  się, czy tata spędzi u  nich Sylwestra, bo będą jeszcze Krystian i Alina. Ale tata  stwierdził, że najzdrowiej dla niego gdy  się położy spać około godziny 23,00, bo wtedy  nie ma problemu  z zaśnięciem i bez problemu całą  noc grzecznie przesypia. Już sobie zakupił w aptece stopery do uszu, żeby go nie budziły sylwestrowe hałasy. Co prawda Teresa  wątpiła w skuteczność tej ochrony, ale tata twierdził, że zamknięte okna i zasunięte żaluzje oraz grube zasłony skutecznie wraz ze stoperami będą go chroniły. Teresa przed wyjściem z domu sprawdziła  stan zapasów zapisując sobie  co jeszcze i  w jakiej  ilości jest w  zamrażarce. W drodze do swojego  mieszkania zrobili jeszcze zakupy w osiedlowym "spożywczaku", który niedawno zmienił właściciela i był coraz lepiej zaopatrzony, na półkach pojawiła  się nawet żywność dietetyczna i sporo importu.

W swojej skrzynce  na listy znaleźli życzenia świąteczno-noworoczne od pana kierownika z ośrodka w Baligród-Bystre, co bardzo wzruszyło Kazika.

                                                                                 c.d.n.



niedziela, 4 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 17

 Tej nocy Teresa napędziła Kazikowi nieco strachu. Płakała przez  sen a Kazik był przerażony. Nie bardzo wiedział co  się  dzieje gdy usłyszał szloch Teresy i jej urywane  słowa - proszę, proszę, nie zostawiaj. Zapalił nocną lampkę i delikatnie ją obudził pytając co się stało. Teresa przytuliła  się gwałtownie  do niego i wymamrotała - dobrze, że to  tylko sen. Kazik ją tylko mocniej przytulił, scałował łzy i doszedł do  wniosku, że nie ma  sensu wypytywać ją  w nocy o ten sen. 

Gdy  się przebudzili rano Teresa powiedziała, miałam paskudny i  głupi sen. Śniło mi się, że postanowiłeś wyjechać do pracy za granicę i nie chcieli  mi wydać paszportu, a ty powiedziałeś, że mam po prostu zostać w  kraju, bo nie jestem ci potrzebna na  wyjeździe. Prosiłam  cię, byś mnie nie  zostawiał, a ty po prostu wyszedłeś.

Kochanie  moje, nigdy nie wyjadę gdzieś bez ciebie, nie jestem samobójcą. Nie mam najmniejszego zamiaru ani potrzeby wyjeżdżania gdziekolwiek. Skąd ci wpadają do główki takie głupotki? Nie wiem,      nie mam wpływu na to co mi  się śni. Nasz mózg sam coś kombinuje gdy śnimy. Tak naprawdę to choć wciąż to badają, to sny, a konkretnie ich treść to nadal temat niezbadany. Przed  zaśnięciem myślałam o tym, że muszę wyrobić sobie nowy paszport, ale nie o tym, że ty gdzieś wyjeżdżasz. Przepraszam, że cię obudziłam swoim płaczem. No widzisz, jestem jednak od  ciebie uzależniona,  nie chciałam  zostać bez ciebie.

Pogoda była zupełnie  nieciekawa, na szczęście już nie padał  śnieg i temperatura  była już nieco powyżej zera. Około południa postanowili pójść na  spacer i Kazik zaproponował, by wzięli też  ze  sobą tatę i pojechali razem z nim na Stare Miasto i pospacerowali  po  Starym i Nowym  Mieście, o ile  Teresa nie ma nic  przeciwko temu. Nim zdążyli wybrać  się z domu zatelefonował Krystian z pytaniem czy i jakie mają plany na ten  dzień, bo może by się gdzieś  ruszyć z domu,  oczywiście jeśli Ala będzie  chciała to ją Krystian  też  weźmie.  Teresa   zatelefonowała do taty, ale tata stwierdził,  że nie  ma ochoty wychodzić z domu, bo zima to nie jest jego ulubiona pora  na  spacery. Poza  tym umówił się z panią sąsiadką, że  ona zostawi u niego  na popołudnie charcicę, od trzynastej do siedemnastej. Psica będzie "wyspacerowana", więc będzie po prostu spała. A pani sąsiadka  jedzie na ślub, który jest w Aninie, ale nie  zostanie na przyjęciu z tej okazji i wróci na pewno o szesnastej. Kazik poprosił ojca, by był z nimi w kontakcie telefonicznym.  Gdy  skończyli rozmawiać Teresa powiedziała - ani chybi jest w telewizorni jakaś impreza narciarska i tata chce  ją koniecznie obejrzeć. Ta psica jest grzeczna, może nie zje nam taty.

Postanowili w takim razie pojechać  jednym  samochodem i wybór padł na  samochód Krystiana. Gdy na niego czekali Kazik powiedział - coś mi  się widzi, że Krysti chce nieco oczarować twoją przyjaciółkę. No może masz rację - stwierdziła  Teresa. Na razie idzie  mu to całkiem nieźle.  Spacerując po  starówce wstępowali do Kościołów by zobaczyć jakie są w tym roku  szopki i dekoracje, a Teresa  stwierdziła, że to jedyny okres  w roku, w którym ona bywa w kościele - lubi te szopki i przyciąga  ją też zapach choinek.

Krystian koniecznie chciał by obiad zjedli w Honoratce lub Bazyliszku, ale okazało się, że to dzień ślubów i wszystkie restauracje miały pełne obłożenie. No przecież możecie przyjść do nas na obiad, zero problemu - stwierdziła Teresa.  Tata albo przyjdzie albo nie przyjdzie, bo siedzi z suką sąsiadki i nawet na spacer  nie  chciał pojechać. I pewnie ogląda jakieś transmisje z narciarstwa.

Ala zgodziła  się by na razie mieszkać w mieszkaniu Krystiana. Przeszli już nawet "na ty."  Krystian pokazał jej swój grafik na poświąteczny tydzień - wynikało z niego, że  Ala wcześniej od  niego będzie wychodziła  do pracy i znacznie wcześniej wracała, bo Krystian najwcześniej mógł być w domu około godziny dwudziestej. No to fajnie -stwierdziła  Ala -w takim razie, teraz  zimą zawsze przygotuję coś ciepłego do jedzenia. Tylko mi musisz powiedzieć czego nie jadasz.  Pasztetowej, białego sera, salcesonu, surowej cebuli, tłuszczu od  szynki - wyrecytowała Teresa. Ja wiem tyle w tym temacie. Wprawdzie dzieli ich pięć lat różnicy,  ale na ogół "smaki" każdy wynosi z  domu, a oni się hodowali w jednym domu. Ale zapewne lubi placki kartoflane, różne klusie z sosami mięsnymi, racuszki z dżemem lub konfiturą, tosty francuskie, różne naleśniki, np. z mięseczkiem i pieczarkami. 

No braciszku, jak widzę to trafiłeś tym razem w samą dziesiątkę - dobra, mądra,ładna a na dodatek dobrze gotuje. To chyba rekompensata losu za Ankę - powiedział Krystian.Szczerze mówiąc to nigdy nie mogłem pojąć po coś się z nią ożenił. Dla przyzwoitości - odpowiedział Kazik. Krysti, zmień temat. Było, minęło. Nie sadzę by twoje opowieści o Ance komukolwiek robiły frajdę. Tesia wie o  wszystkim, niczego przed nią nie  ukrywałem. Nie wiem czy wiesz, ale Tesia znała i bardzo lubiła naszych rodziców. A tata zawsze mówił, że gdyby miał taką  synową jak Tesia to nosiłby ją na rękach. Krystian  zaśmiał się - miałeś fart, trafiłeś  na wagę lekką. 

Ala, która  miała  w pracy stołówkę i bufet i życie  nie  zmusiło jej jeszcze  do przygotowywania obiadów, poprosiła Teresę o kilka przepisów, więc zostawiły panów  samych wyszły do pokoju Teresy. Najmniejszy  pokój Teresa nazywała  "mój buduar" - tu miała szafę i komody ze  swoimi rzeczami a dwie ściany były równiutko obudowane oszklonymi szafami pełnymi książek. Co prawda były tu i książki  jej męża, ale tylko beletrystyka, bo inne, z tematyki  zawodowej, miał w swoim gabinecie. Och, świetnie, że masz taki swój azyl- stwierdziła Ala. A najbardziej zazdroszczę ci tej prawdziwej toaletki z tymi trzema lustrami. Teresa uśmiechnęła  się - toaletka była  zawsze moim marzeniem.Ta  co prawda  nie ma dużego lustra, no ale to lustro w przedpokoju daje możliwość obejrzenia się w całości stojąc. I oboje przed  wyjściem zawsze się oglądamy. Wiesz Alu - Zik jest niesamowity - muszę bardzo uważać co mówię, bo on, jak na razie, bardzo uważnie słucha co mówię. Wystarczy, że w czasie rozmowy powiem, że chciałabym coś mieć, to on najchętniej pognałby z miejsca  do sklepu i kupił. O tej toaletce to powiedziałam, że moja ciocia ma taką fajną toaletkę i za tydzień, gdy wróciłam z pracy toaletka już tu była. Ona nie jest nowa, wypatrzył ją w komisie meblowym. Odświeżyliśmy ją, czyli po prostu ją umyłam, szufladki i półeczki okleiłam folią samoprzylepną imitującą drewno, zmieniłam uchwyty no i mam to co chciałam. Teraz są kapitalne folie samoprzylepne. Tylko trzeba to robić pomału. Mam zamiar z czasem wybrać jakąś  drewnopodobną i okleić  nią wszystkie szafy i całą  toaletkę.  Poza tym mam swojej pracy po dziurki w nosie, bo wracam  do  domu i myślę w domu czy wszystko załatwiłam i jeszcze mi się w nocy głupoty  śnią. Odkąd zaawansowałam, to dotarło do  mnie, dlaczego moja poprzedniczka była  wciąż zdenerwowana i spięta.  Kazik wie, że  wciąż jestem zmęczona i spięta i od pewnego  czasu regularnie mnie wozi do i  z pracy. Czekam na urlop niczym kania na  deszcz. Jest  mi zupełnie obojętne dokąd pojedziemy. Zobacz co mi kupił w prezencie ślubnym - i wyciągnęła  w stronę Ali rękę z bransoletką- byliśmy w Sandomierzu i ten  wariat kochany  kupił mi tę srebrną bransoletkę i wisiorek. Sama bransoletka kosztowała nieco ponad 600 złotych, około stówy wisiorek, bo nie  chciałam srebrnego łańcuszka- mam ich kilka.  Ala obejrzała uważnie bransoletkę i powiedziała- ona jest piękna, to ręczna robota, a ten kamień to wszak polski diament- spełnia dwie  role - jest  z natury dekoracyjny i tak twardy jak diament. A wisiorek też śliczny, jest ciekawie w  srebro oprawiony. 

A co twój były?  No cóż, jakoś mu nie idzie - starał się zostać szefem biura CHZ w Moskwie, ale jak dobrze pójdzie to zostanie tam szeregowym pracownikiem, co i tak jest marzeniem wielu pracowników CHZ-etów.  A my z Zikiem nadrabiamy wyraźnie stracony czas bez siebie. Kocham go obłędnie. Podeszła  do  szafy i wyjęła  z niej brulion - masz tu przepisy na wszystko co już umiem robić. A  w domu gotuję  głównie  dlatego, że restauracyjne  jedzenie  jakoś mało mi służy, chociaż w Sandomierzu jedliśmy cały czas nie domowe jedzenia  a jakoś mi i smakowało i nie  szkodziło. Ale Zik mi pomaga i w zakupach i w gotowaniu - mówi, że jest "podkuchennym". A w tym porzekadle, że przez żołądek do serca to jest sporo prawdy.  Tata mówi do Kazika najczęściej  "syneczku" i co Kazik powie to jest święte. A Kazik już ojca najwyraźniej  w świecie pokochał, bo troszczy się o niego.  Podejrzewam, że gdyby Kazik powiedział,że  Ziemia jest płaska, to ojciec by w to uwierzył.

Tesiu, a co wiesz o Krystianie?  Niewiele, ale dobrze  wykształcony, kulturalny, kochają się z Kazikiem. Kristian aktualnie liże rany po poprzednim związku. Co śmieszniejsze to poprzednia też była Ala, ale od  Alicji, a nie od  Aliny. Jest zapracowany, zresztą widziałaś jego harmonogram. On jest jeszcze  wciąż na etapie  zdobywania  pozycji na rynku. Nie zajmuje się rozwodami, mnie  rozwodził jego kolega, stawał zamiast mnie w sądzie, bo gołym okiem bez lupy  było widać kto był winien rozpadu związku. Krystian jest nieco przerażony twoją sytuacją i jestem pewna, że stanie na głowie by cię z tego wyratować. O forsę za jego usługi to się nie martw, mam fundusze własne i cię poratuję. Jesteś moją jedyną przyjaciółką. Chodź, pójdziemy do  nich. Poopowiadaj po powrocie na temat mego buduaru, to nie  wpadną na trop o  czym rozmawiałyśmy. Tylko nie  zgub zeszytu, czasem do niego zaglądam.

Gdy wróciły Ala od  razu powiedziała, że ona też  chciałaby mieć taki pokoik w swoim przyszłym mieszkaniu. Pokazała  też zeszyt z przepisami braciom. Bratowo ukochana, ty naprawdę potrafisz ugotować to  wszystko co tu wypisałaś? - dziwił  się Krystian. Tak, bo spisałam tylko to co zrobiłam i mi wyszło. Bo nie wiem dlaczego,  ale pewne  dania mi się nigdy  nie udawały, więc nie są tu  zapisane. Pewnie mam niezbyt wielki talent do kucharzenia. Albo za mało cierpliwości by majtać łyżką w jakiejś masie trzy kwadranse bez przerwy. Ala zwróciła się do Kazika - podziwiałam jej toaletkę - to wyszedł super mebelek! Gdy będę się meblować to też  się przelecę wpierw przez  komisy meblowe. Bo z mebli, które mam w domu to niewiele nada  się do współczesnych mieszkań. Najprędzej to można  by wziąć coś z kuchni, bo jeden kredens to jest współczesny a nie sprzed  wojny. Te wszystkie meble to są jeszcze sprzed wojny. Wtedy były inne metraże. No fakt, żaden mebel nie  pasowałby do współczesnego mieszkania- przytaknął jej Krystian. A ich kanapa w salonie  to "ciurkiem" pomieściłaby ze sześć osób a stół jest nierozkładany i jest na 12 osób.  Meble wymiarowo nadają się do jakiegoś pałacu. Piękny jest też ten kredens w stołowym pokoju.  A w kredensie jakie  szkło!  Wydaje mi  się, że nim dasz ogłoszenie o sprzedaży to chyba warto byłoby wszystko przejrzeć, zabrać  ze  sobą to co ma dla ciebie  wartość pamiątkową, potem zaprosić kogoś  z  DESA by to obejrzał. I te  meble mają piękną okleinę. Sypialnia to ma łóżko na pluton wojska, na każdej połowie  łóżka wygodniutko pospałyby dwie osoby. Szafa trzydrzwiowa, z lustrem, a głęboka  na długość ręki wysokiego faceta. Jakby ktoś odnowił elewację i nieco wszystko odświeżył to mógłby to wszystko wypożyczać do filmów. Łazienka też duża, z wanną na nóżkach. No po prostu meble - cudo, ale nie na  dzisiejsze  czasy. Namawiam Alę, by pomału poprzewozić do Warszawy wszystkie rzeczy, które chce mieć i to nim się tam obcy zaczną kręcić. No i te wszystkie kryształy powinno się szybko stamtąd zabrać. Można  wszystko popakować i złożyć w mojej piwnicy, mam tam nieomal pancerne drzwi. A piwnicę mam całkiem  sporą i z półkami.  I jest prawie  pusta.

 A ja chciałabym, byś wpierw ty sobie  wybrał, z tego co tam jest,  to co chciałbyś  mieć. Taka likwidacja  domu to dość bolesna  sprawa. I byłoby dobrze, żeby  Tesia przejrzała  zawartość serwantki w stołowym - pamiętam, że zawsze tam się  wgapiała  w jej zawartość niczym  sroka  w gnat.  A na strychu to są jeszcze obrazy - nie  zostały powieszone bo ojciec  już źle  się czuł. Były dobrze opakowane, więc  chyba się nadal dobrze  trzymają.

Obrazy ! Racja, w poprzednim domu było sporo obrazów - dodała Teresa. Ale i one były  spore, nie wiem  też czy to były oryginały - jeśli tak, to na pewno warto je zapewne zatrzymać albo wstawić do DESA. Alu,  a czemu wyście  się tak często przeprowadzali?  Bo tamte  domy były tylko wynajmowane, ojciec cały czas  chciał wrócić do Warszawy, ale jak widać  nie zdążył. Przed  wojną przecież mieszkali w Warszawie. Ale ich  budynek został częściowo zbombardowany i czym prędzej wynajęli dom pod Warszawą. A po wojnie okazało się, że już nie mogą  się zameldować w Warszawie. Takie wprowadzili przepisy. I one  bardzo długo obowiązywały. No to tata sprzedał co tylko mógł i kupił ten  dom. Oni przed  wojną byli naprawdę bogaci. Tylko jakoś im nie  szło rozmnażanie, jestem jedynym dzieckiem które udało im się utrzymać przy życiu, przede mną mama straciła dwie ciąże i dwoje dzieci  w  wieku niemowlęcym.

                                                                          c.d.n.

piątek, 2 grudnia 2022

Lek na wszystko? -16

W świąteczny  poranek obudzili  się bliżej  południa  niż innej pory dnia.  Teresa leżąc w objęciach Kazika myślała o tym, że jest jej niewymownie  dobrze gdy  się tak leni  w objęciach męża.  Przywarła  całym  ciałem do Kazika  mówiąc- jeśli kiedyś  ci  się  znudzę i ode mnie odejdziesz to umrę. Chyba powinnam iść do psychiatry, szalenie  się od  ciebie uzależniłam. Teraz  zaczynam w pewien  sposób  rozumieć tych  co  się od  czegoś  uzależnili. 

Kazik uniósł się na łokciu,  popatrzył na  nią uważnie i powiedział - nie licz na to, że mi się  znudzisz. Znamy się niemal 10 lat, tak  dokładnie to dziewięć lat i  cztery  miesiące, a kocham  cię nieprzerwanie już pięć lat. Nie uwodziłaś mnie  nigdy, a ja i tak się w tobie zakochałem i naprawdę cię pokochałem. Usiłowałem, naprawdę bardzo  się starałem zabić  w  sobie  tę miłość, zamienić ją  tylko i wyłącznie  w przyjaźń, ale widocznie los mi  sprzyjał, bo się Robert znarowił. On zawsze skakał z kwiatka na kwiatek, umiał uwodzić kobiety i zawsze miał którąś przy sobie. Nawet mu tej umiejętności  zazdrościłem no i był ode mnie młodszy o te pięć lat, rówieśnik Krystiana. Zawsze mu zazdrościłem, że  każdej  bez  wyjątku umiał walnąć jakiś  komplement, nawet  gdy nie był nią  zainteresowany. I właściwie  to on  nie latał  za nimi a one  za nim. Ale ja za nim nie latałam - powiedziała Teresa.  Fakt, nie latałaś-potwierdził Kazik- i po raz pierwszy to on za tobą  latał. 

Tak, latał jak  nakręcony a ja popełniłam błąd - nie miał mnie przed ślubem. Jest wielce możliwe, że  gdybym żyła  z nim przed ślubem to wcale  by nie  został moim mężem, bo pod  tym  względem to raczej  nie był mistrzem - dbał tylko o siebie. Myślałam, że to ze mną jest coś  nie tak, nawet byłam z tym problemem u ginekologa, ale on wysłuchawszy wszystkiego stwierdził, że to nie  moja wina a partnera. Powinnam  była  wtedy zamiast to  wszystko  powiedzieć Robertowi  to  się  z nim po prostu od razu rozwieść, a nie łudzić  się, że się "dotrzemy". A ja, kompletna idiotka, nakupowałam  książek, powiedziałam  mu w czym rzecz i.......sama chyba tym  właśnie  doprowadziłam do tej sytuacji, że się "sprawdzał" z innymi. Pan ginekolog powiedział mi wtedy, że z przeprowadzonych badań w kwestii satysfakcji z seksu wynika, że  zaledwie 10% kobiet osiąga orgazm podczas stosunku i niestety jest to wina mężczyzn, bo  większość  z nich nie ma  pojęcia o grze  wstępnej, która jednak powinna być dostatecznie  długa. I  że tak na oko to z 80% panów ma  zerowe pojęcie o seksie i o anatomii kobiety więc nic  dziwnego, że jest jak jest. 

No to masz naprawdę dobrego i mądrego lekarza - stwierdził Kazik.  Tak - miły i bardzo kulturalny facet, nim otworzył własny gabinet pracował w poradni rodzinnej kilka lat - zarekomendowała Teresa  swego lekarza. I gdy któraś  z pacjentek jest w ciąży to zawsze przynajmniej raz chce  się z przyszłym tatusiem spotkać w gabinecie. Jest w Warszawie kilku takich dobrych  lekarzy tej  specjalności.

Kochanie moje - a śniadanko chcesz  zjeść w łóżeczku czy wolisz przy stole?- spytał Kazik. Przy stole, siedząc na twoich kolanach.Tylko musisz wskoczyć w jakąś ciepłą  piżamę, może w tą flanelówkę w krateczkę? ona jest bardzo ładna. Dobrze Kwiatuszku i założę nawet ciepły szlafrok, przywiozłem go  sobie kiedyś z Londynu. I załóż skarpetki, koniecznie - dodała Teresa. Ja też założę piżamkę pod ten cieplusi szlafroczek. Coś chłodnawo w  mieszkaniu. Szykowanie  śniadania szło dość opornie, bo wciąż było przerywane pieszczotami i razem ze zjedzeniem  trwało ponad  godzinę. Po śniadaniu, jak  stwierdził Kazik, należał im  się odpoczynek, po "odpoczynku"  znów  zapadli w drzemkę i dopiero po godzinie 15,00 postanowili, że jednak wstaną. 

Około 16,00 zadzwonił tata, dziękując za smartfona i mówiąc, że  chyba  będzie musiał przejść jakieś przeszkolenie, więc Kazik powiedział, że najlepiej  będzie jeżeli po prostu przyjdzie, w ramach  codziennego spaceru,  do nich. I wtedy razem zjedzą obiad. Potem zatelefonował Krystian z podziękowaniem za uratowanie ich od śmierci głodowej i doniósł, że dopiero co dojechali do  domu Ali,  w którym jest tak ciepło jak w  chłodni. Ty się ciesz braciszku, że  zasięg jest, śmiał się Kazik. Okazało się, że po wigilii nie dojechali do tych Otrębusów, bo były problemy z jazdą poza miastem, zawrócili do Warszawy i udało mu się przekonać  Alę, by zanocowała u niego, bo on nie z tych którzy  rzucają się na  wszystko co przypomina choć  trochę  dziewczynę.  No i zobaczywszy jak ona na tym  zadupiu mieszka to stanie na głowie  by jak najszybciej zamieszkała w Warszawie. I jest nawet w stanie  zaproponować jej, by do czasu spuszczenia tego domu jakiemuś  amatorowi mieszkała u niego - on ma  w końcu trzy pokoje  z kuchnią, więc  nie powinno to być problemem. On w domu to tylko śpi, na ogół cały dzień go nie ma, jada na  mieście, wraca przeważnie bardzo późno.  Ledwo by się w tym domu widywali. 

Dom Ali faktycznie jest duży, meble  nadają  się głównie do pokoi, które  mają powyżej  dwudziestu  metrów kwadratowych powierzchni a  salon w tym domu to ma  ze 40 metrów  kwadratowych. Meble nadają się do wstawienia do DESA - piękne ale  nie  do współczesnych mieszkań miejskich. Ogród niestety też  spory. Na razie przy pomocy młotka i śrubokrętu otworzył biurko i Ala je przeszukuje. Jak  dotąd znalazła namiary na jakiegoś notariusza, może tam był sporządzany  zapis testamentowy. Tu jest  cała  fura  teczek, to może jeszcze  coś   się znajdzie.  

Teresa poprosiła, by do telefonu podeszła  Ala. Alutko, zabezpiecz dom by rury nie popękały gdy będzie  stał pusty, weź spakuj wszystkie dokumenty i cenne rzeczy i trochę  swoich i przywieźcie je do Warszawy, możesz je wrzucić do nas albo do graciarni w  taty mieszkaniu. Możesz mieć  zaufanie  do Krystiana, więc rozważ jego propozycję. A sąsiadów tych zza płotu poproś by dopilnowali chaty, bo ty  wyjeżdżasz. Zostaw im klucz od  chałupy by mogli zaglądać do pieca. Powiedz, że gdy  wrócisz dostaną forsę za pilnowanie. Skłam, że ciotka chora i musisz jej pomóc. I zadzwoń gdy dojedziecie do Warszawy.

No to widzę, że mojemu braciszkowi ta Ala przypadła  do gustu, skoro jest  skłonny udzielić jej schronienia u siebie. Bo niestety, posiadanie własnego wolno stojącego  domu to w tym kraju jest  dość kłopotliwe i znam całą masę takich, którzy straszliwie byli napaleni na posiadanie własnego domu i ogrodu i po kilku latach przeżywali po raz  drugi wielką radość gdy im się udawało sprzedać ów dom. Bo fajnie było dopóki dzieci były malutkie, a pierwsze problemy powstawały gdy szły do szkoły,   zwłaszcza gdy szły do liceum. Kilku moich kolegów z pracy całkiem niedawno wróciło do Warszawy, bo codzienne dojazdy do pracy i powroty oraz wożenie dzieci do  szkół z lekka im  wychodziło nosem. Dzięki za rekomendacje  dla Krystiana - on jej krzywdy nie  zrobi, tata nas  nauczył szacunku do kobiet i wbił do głów, że trzeba je chronić a nie wykorzystywać. Bardzo żałuję, że rodzice nie  doczekali się tego, że jesteśmy razem. Kochanie, ja jednak pójdę po tatę, bo może jest ślisko. Tylko go uprzedzę, że po niego wpadnę. Teresa uśmiechnęła  się - kochany jesteś, dziękuję  ci. A ja tymczasem zrobię surówkę. Nie  zapraszam na obiad Ali i Krystiana, bo im tego jedzenia wystarczy na całe święta, załadowałam każdemu na  dwa dni. Niech się sami wzajemnie o siebie troszczą, to się może i zaprzyjaźnią. Nooo, nie byłoby źle- stwierdził Kazik. Jak znam życie to Krystian gdzieś jutro wyciągnie Alę na obiad. Stawiam na Bristol. Dziś to na pewno będą do północy grzebać w tych przywiezionych  papierach. Byłoby  dobrze  gdyby jednak  coś znaleźli.

Ślisko nie  było, dozorcy czyli mówiąc obecnym językiem - gospodarze domów - starannie oczyścili chodniki i jezdnie  osiedlowe. Kazik wyekspediował tatę  windą na górę a sam  został by nieco odśnieżyć swój  samochód. To odśnieżanie samochodu  nie było jego ulubionym zajęciem, zwłaszcza wtedy, gdy rano wyruszał do pracy. Psiuknął na  wszelki  wypadek  nieco odmrażacza do zamków, odsunął wycieraczki od  szyb i pojechał na górę. Na obiad był barszcz czerwony z młodą czerwoną fasolą,  na drugie  danie indyk w curry i do niego do wyboru albo  makaron albo pieczone  w piekarniku kopytka z ziemniaków. Surówka  była typową "ze wszystkiego" co się  surowe nadaje  do jedzenia, łącznie z małymi różyczkami kalafiora.

W czasie  gdy Kazik poszedł po tatę, Teresa  dostała sms od Ali, krótki, ale  rozśmieszył Teresę: "Jest źle, bo K. mi się podoba. I ma anielską cierpliwość". Teresa odpisała -"to takie wady w tej rodzinie". Teraz pokazała ten  sms  Kazikowi. Też  się roześmiał i powiedział- no i  dobrze, są dorośli, oboje  wolni, będę tylko i  wyłącznie obserwatorem. No ale z tym, że on ma  anielską cierpliwość to bym polemizował. 

Nie masz nawet pojęcia  jaki byłem niezadowolony, że się urodził chłopak. Byłem przekonany, że mi zaraz poniszczy wszystkie samochodziki. Podobno, bo ja tego nie pamiętam, gdy mama już wróciła z nim ze szpitala to wpierw się zapytałem czy nie mogli jednak "przynieść  ze  szpitala dziewczynki bo  nie  chcę mu dawać swoich  samochodzików", tata się uśmiechnął, odwinął z kocyka tę żywą lalkę i powiedział: przypatrz się i pomyśl na co takiemu maleńkiemu  dziecku przydałby się nawet najmniejszy twój samochodzik - on ma dopiero kilka dni- niczego nie weźmie do swojej rączki, jeszcze nie rozpoznaje twarzy, jedyne co umie to ssać i płakać gdy mu źle. No i wtedy jakoś go zaakceptowałem. Teresa śmiała  się - no jasne, skoro samochodziki  były bezpieczne to już  mogłeś  go zaakceptować. A teraz  to się nawet kochacie i wzajemnie o  siebie  martwicie. Masz rację kochanie. A wiesz, że on Anki   zupełnie  nie tolerował? Nawet nie był na naszym  ślubie ani na  weselu. Wyjechał tydzień wcześniej do Rzymu i tylko zatelefonował dzień wcześniej, że nie ma jak wrócić, bo jest w Neapolu i nie ma samolotu do Warszawy. No to jestem  dumna i blada, że mnie jakoś zaakceptował.  Znał cię wcześniej, bo przecież  znał Roberta, za którym  nie przepadał, bo Robert zawsze mu  wytykał, że jest te pięć lat młodszy a więc ma mniej doświadczenia i rozeznania. Ale gdy się dojdzie do dwudziestki to ta  różnica  wieku niweluje  się. 

Teresa przyniosła albumy, które kupił  Kazik i oglądając je zachwycali się ich zawartością. Wiesz  kochanie, mówiła mi ta pani w księgarni, że niedługo będzie też w sprzedaży album  Alfonsa  Muchy - będę tam co kilka  dni  zaglądał i gdy tylko się pokaże to go dla  ciebie kupię.  A ja gdzieś widziałem album o Tiffanym- powiedział tata. Gdy tylko sobie przypomnę gdzie go widziałem to po niego pojadę. Och, on to projektował  i produkował przepiękne witraże. Jest w  Warszawie sklep,  w którym  można  kupić lampy z witrażowymi kloszami, muszę tylko przejrzeć  swoje zapiski - stwierdziła  Adela. To gdzieś na trasie NS pomiędzy Elektoralną a Aleją Solidarności. Taki  mały  sklepik po prawej  stronie, gdy  się  jedzie na północ. Byłam tam nawet kiedyś.Tylko że ja potrzebowałam czegoś od zaraz, a tam  tylko były wzory i trzeba  było czekać na  realizację  zamówienia kilka  dni.

                                                                                   c.d.n.


czwartek, 1 grudnia 2022

Lek na wszystko? - 15

 Ala  została wyściskana i poprzytulana  przez  Teresę i jej tatę, Teresa przedstawiła jej Kazika  mówiąc : to jest Zik, prawdziwa miłość  mego  życia. Ala podziękowała  mu  za interwencję,  dzięki której mogła  tu  dojechać. Kazik zaraz  zagonił Krystiana do kuchni, oznajmując Teresie, że oni obaj teraz  razem pourzędują w kuchni,  więc niech dziewczyny zajmą się  sobą  wzajemnie  i tatą.  Ala nie  wiedziała  zbyt  dokładnie co się  wydarzyło, że kolejka nie kursowała, ale  "plotka" głosiła, że ktoś się rzucił pod koła  kolejki i niestety zmarł a maszynista był w  szoku i  nie mógł dalej prowadzić, poza tym trzeba było spisać protokół, dokonać wizji lokalnej itp, itd.  Ala stwierdziła, że kolejka ostatnio wlokła  się w tak wolnym tempie, że średnio wytrenowany biegacz mógł spokojnie biec obok, więc rzucenie się pod koła  tak jadącej kolejki jest jakąś  paranoją.

Bracia świetnie  spisali  się  w roli kelnerów, tata powiedział, że życzy  wszystkim i  sobie również, by mogli  się  wszyscy jeszcze  długo i często  spotykać  w tym gronie ludzi wzajemnie  się kochających i  szanujących. I nikomu nie przeszkadzało, że wigilia  wcale  nie była postna, że na  stole  był zupełnie  nie postny bigos z bardzo dużą ilością pysznego mięsa, że oprócz niego wabiła wszystkich pokrojona  w plastry pieczona pierś indyka, a jedyną rybą na stole był wędzony łosoś. 

Przy okazji Teresa wyjęła z garnka na tadżin owe "łakocie".  Były tam lukrowane orzechy włoskie, rodzynki, sporo różnych  suszonych owoców, chipsy z jabłek i gruszek oraz świeże daktyle rodem z Izraela. Oprócz  tych lukrowanych orzechów włoskich były ulubione przez Teresę orzechy laskowe w czekoladzie, były też śliwki w czekoladzie. Gdy  Teresa wyjęła te  wszystkie "łakocie" powiedziała do męża - no to mi się Franek wyraźnie "podlizał", zapewne niedługo znów jedzie do Maroka. A skąd Franek wie, że ty lubisz właśnie te  słodkości?- Kazik przewiercał Teresę wzrokiem. Kochanie, wszyscy branżyści o tym  wiedzą - raz na jakiś czas ktoś ma w tym biurze imieniny i zawsze  coś przynosi do "pomamlania" i częstuje  tych, co wpadają złożyć życzenia. Pracuję tam już wystarczająco długo, by  wszyscy wiedzieli czym można mnie  "nakarmić by nie podpaść". Nie bądź zazdrosny, nie ma ani o co  ani o kogo. Na początku nie byłam kierowniczką tego  działu i często brałam udział w tym "posiadach" u branżystów i nie ukrywałam  co lubię jeść, a za czym  absolutnie  nie przepadam. Moja poprzedniczka miała  zwyczaj zamawiać sobie u tych często wyjeżdżających różne rzeczy, łącznie  z ciuchami. Wkopało mnie  w parkiet gdy ktoś z wyjeżdżających (jedna  z  babek) zapytała  się  mnie co ma mi przywieźć z zagranicy, no bo ja  tylko ich wysyłam , a sama nie jeżdżę i oni się czują zobowiązani i wtedy, tak na odczepnego  powiedziałam, że może niedużą ilość jakichś suszonych owoców. A Franek często składa  mi wnioski wyjazdowe w ostatniej chwili bo ma  dość  kapryśny  rynek  i całkiem pomajtanych kontrahentów i muszę "stawać na głowie" by go wyekspediować. I on to docenia a naprawdę wygląda na super niedojdę. Od babek dostaję "suweniry" w rodzaju składanej parasolki, jakiegoś pudru już  w puderniczce, dostałam też bransoletkę - wyrób absolutnie  amatorski, z drutu srebrnego o przekroju 4 mm, kupioną  w obozie jakichś  nomadów. Jeden jej koniec imituje  łeb węża. Nie  noszę bo jest okrutnie niewygodna. Leży gdzieś w moich "precjozach". W ogóle  większość  tych  suwenirów  ląduje  potem  w rękach mojego personelu. Dziewczyny naprawdę mają  zasuw a nikt im nic nie przywozi. 

Chodź do kuchni, pokroimy ciasto. Tylko chyba musisz  mi  nóż naostrzyć- nie mam  talentu  w tym kierunku. W kuchni Kazik mocno przytulił Teresę i wyszeptał do ucha: jestem nieziemsko stęskniony, czekam by już sobie  wszyscy poszli. To baaardzo, bardzo  dobrze, bo ja też jakaś taka niedopieszczona jestem - odszeptała Teresa. Obawiam się jednak, że trzeba  będzie Ali zaproponować nocleg. Nie ma problemu, może  spać u nas, ale błagam- nie siedź z nią do północy, dobrze?  No jasne, jak będzie  chciała, to może sobie posiedzieć przy telewizorku sama. 

Gdy przynieśli pokrojone ciasto Ala stwierdziła, że ona powinna już się zbierać do  domu. Teresa zupełnie spokojnie  się zapytała co jej zaszkodziło z tego co jadła lub piła, bo nikt jej po nocy, w sytuacji gdy nie wiadomo, czy kolejka  już kursuje nie pozwoli  wyjść, pokoi póki co jest w  sumie pięć, więc będzie spała u nich.   Do rozmowy wtrącił się Krystian - proszę się nie denerwować pani Alu - ja panią przywiozłem i ja panią odstawię pod sam dom. Ogołocimy jeszcze  trochę  ten  stół, wypijemy gorącą herbatkę i spokojnie odstawię panią do  domu. A w  drodze porozmawiamy o tych zawiłych sprawach własności tego domu. Bo to mi wygląda  dość dziwnie. Trzeba to  wszystko rozgryźć, będzie pani  musiała odnaleźć wszystkie dokumenty by nie popaść w jakieś kłopoty.  No niestety tak  to jest, gdy rodzice  nie zauważają, że ich  dzieci są już dorosłe i powinny  wiedzieć  o  wszystkich rodzinnych sprawach własnościowych. 

No a u mnie- powiedziała  Ala - to nawet  moja  mama niewiele o  tym  wszystkim wiedziała i jak tata umarł to  jej  aktywność w tej kwestii była  zerowa. A ja jeszcze po jej śmierci nie  zdołałam "odkopać" wszystkich  dokumentów. Muszę przewrócić cały  dom do góry nogami by coś znaleźć. Odkryłam z wielkim  zdziwieniem, że nie  mogę się dostać do biurka  taty - żaden z kluczy nie pasuje ani do szafki ani do szuflady. A to ładne biurko  i nie chciałabym go zniszczyć. Oni odeszli  z tego świata i zostawili  mnie z tym całym koksem. Chcę  się z tego domu wyprowadzić, bo mam  wrażenie, może  głupie i nieprawdziwe, że oni zachorowali odkąd się tu sprowadziliśmy. Oboje zmarli z powodu nowotworu. Ojciec miał podobno zaawansowany  nowotwór prostaty, mama wątroby. A ostatnio rozmawiałam z ciocią, siostrą ojca i ona twierdzi, że połowa  domu jej  się należy. Kiedyś mi tata mówił, że całość będzie moja, ale ja się jeszcze  nie dokopałam do testamentu taty. 

No to masz  Alusiu naprawdę kiepsko - stwierdziła Teresa.Trzeba masę dokumentów odszukać. Bo na pewno coś w tym ładnym  biurku jest i sprawdź, czy na  strychu nie są gdzieś upchnięte te dokumenty w takim  miejscu by nie  rzucały  się  w oczy. Uroda  biurka mniej ważna, ważna jest jego zawartość. Poza tym to część dokumentów można pewnie  zreplikować, bo muszą  być w odpowiednich archiwach, np. w księgach  wieczystych. No  ale w tym to ci pewnie Krystian nieco pomoże. Ja to się na tym wcale nie  znam.

Masz rację, bratowa, a jak na osobę, która  się na tym nie zna to całkiem dobrze mówisz -stwierdził Krystian. No to może my w takim razie jedźmy, bo niedługo się  zrobi ruch na drogach lokalnych, a do dobrych  to one nie należą. Teresa poszła do kuchni i po chwili  wyszła  z niej z dość pełną  siatką, którą  wręczyła Ali. Co to, co ty mi dajesz?-zdziwiła  się Ala. Daję ci śniadanie, byłam przygotowana na to, że będziesz u nas przez całe święta. Rozpakuj po przyjeździe, bo część powinna być w lodówce, więc wieźcie to w  bagażniku.

Ojciec też się podniósł - to ja też już pójdę do domu, spać mi się chce.  Chodź, chodź  podrzucimy  cię samochodem- Krystian objął ramieniem tatę. Przed wyjściem zerknął przez okno - znów  coś popadało, ale mrozu  nie ma. W dwadzieścia minut później tata zadzwonił, że już jest  w domu i że musieli czyścić samochód Krystiana ze śniegu.

Kazik pomógł Teresie wszystko po  gościach posprzątać i nieco długo to trwało, bo co chwilę Teresę  całował i przytulał. Stwierdził, że wigilia była  świetna i że "ta Ala" spodobała  się Krystianowi i jak  zna życie to Krystian na pewno jej pomoże od  strony prawnej z tą  sprzedażą domu.Kochanie, a ona jest Alicja czy  Alina? Alina. Bo ostatnia, ta co mi brata  do łez  doprowadziła też była Alą ale na imię miała Alicja. 

No wiesz kochanie, nie jednemu psu na imię Burek, nie jedna  Ala stąpa po świecie.  Ona też nieco pokiereszowana i zawiedziona, bo facet ewidentnie leciał nie tyle na nią co na dom z ogrodem i był bardzo rozczarowany gdy mu przyszły teść powiedział, że Ala nie odziedziczy domu z ogrodem, no bo oni już mają kupca na ten dom. I zamiast domu będą  dwa  mieszkania typu M3 w Warszawie. Facet z dnia na  dzień zrobił w tył zwrot. I przepadł jak kamień w wodę. Ojciec powiedział potem Ali, że celowo powiedział temu bubkowi, że dom będzie  sprzedany, bo się ojcu ten facet  od  samego początku nie podobał. I Ala od tamtej pory unika  facetów. I nowo poznanym wciska  bajeczkę, że ona tylko wynajmuje w domu pod Warszawą mieszkanie. A  chałupa duża, piętrowa i Ala  chce  się tego pozbyć i kupić  jakieś  mieszkanie w Warszawie. Ogród  zarasta chwastami w zastraszającym ponoć tempie, ostatni rok to już tylko kosiła wszystko "jak leci" z rozpędu to nawet  pomidory  skosiła. Ma tego mieszkania  poza  Warszawą po dziurki w nosie. Utrzymanie domu, który nie  ma mediów podłączonych do sieci miejskiej to straszne  koszty- jeszcze  gdy żyła jej mama to usiłowała ją namówić na  sprzedaż, ale mama stwierdziła, że chce w tym domu  umrzeć, ale umarła w  szpitalu. No i te dojazdy tą kolejką są  koszmarne. Ja byłam u niej dwa razy - pierwszy i ostatni. Jazda tą kolejką to masakra, dojście  do niej to też mała  radość, o każdej porze  roku jest marnie bo albo upał albo leje  albo śnieg sypie. Byłoby  fajnie gdyby Krystian jej pomógł w sprzedaży tego domu. Jak znam Alę to na pewno by go ładnie wynagrodziła finansowo. 

No faktycznie ma dziewczyna nie  za wesoło. Spodobała  się mojemu bratu, ale jeszcze  go mocno boli ta ostatnia. Według mnie to była  dość niemiła i do  dziś nie  wiem co go przy niej trzymało. Zapewne to,  czego nie  widać,  czyli  walory ukryte-  zaśmiała  się Teresa. Chyba tak, zgodził się Kazik. Kochanie  moje, a może byśmy już poszli trochę spatuniać? I trochę pobrolili przed  spaniem? Jakoś  bardzo, bardzo jestem stęskniony twego  ciałka. Moje  ciałko masz przecież  cały czas, trzymasz rękę pod moim swetrem, cały  czas mnie pieścisz, ale masz rację, pójdziemy  do łózia. Kto szedł do tego "łózia" to szedł, niektórzy to byli niesieni. Teresa odchyliła kołdrę i powiedziała - chyba ktoś był w naszym łóżku i zapomniał położyć prezenty pod  choinką! Ciekawa jestem czy tata znalazł prezent czy się na  nim prześpi i rano dopiero znajdzie. Ala dostała ode mnie polecenie by wkładając siatę do bagażnika do  niej zajrzała, czy dobrze stoją słoiki. Na samym  wierzchu są podpisane prezenty dla nich. Jedzenie jest pod  spodem w mniejszej nieco siatce. 

Ej, a co to za pudełka nieduże są tutaj? Zdziwił się Kazik. Co ty powiesz, są nieduże pudełka?- śmiała  się Teresa. No   to zobacz- jedno jest ciut większe i jest na nim kartka z twoim imieniem. Na tym mniejszym jest  moje imię.  Kazik szybko otworzył pudełko i zaraz  ucałował Teresę. Kiedy to kupiłaś? Kilka dni wcześniej, obydwa Samsungi. To smartfony, nie komórki. Wzięłam promocję  rodzinną, tata ma też taki sam jak twój. Była u nas babka z Play'a  i gdy  się  zdecydowałam wszystko mi przyniosła. Mamy teraz swoje  komputery przy  sobie. A mogę rozpakować co jest w tej sporej paczce ?- zapytała Teresa. Kazik się śmiał- no pewnie, że możesz, chociaż  nie ma  tu twojego imienia.  Szlafroczek i papucie od  razu  zostały przymierzone a Kazik wycałowany. Potem razem oglądali albumy. 

                                                                       c.d.n.













środa, 30 listopada 2022

Lek na wszystko? -14

 Przygotowania  do świąt Teresa zaczęła od przepytania męża  jakie  były  święta gdy jeszcze był w  domu  rodziców - co lubił w święta  jeść, czego nie lubił,  co lubił i nadal lubi Krystian, czy prezenty były rozpakowywane przed kolacją  czy  dopiero po kolacji, co dostawali będąc  dziećmi. Zapytana po co robi taki  wywiad powiedziała - chcę, by zawsze  święta  przenosiły nas w okres  dzieciństwa bo to czas, gdy byliśmy pozbawieni prawdziwych  zmartwień, czas  beztroski do którego zawsze  wracamy myślą. Zastanawiała się jaką kupić  choinkę czy dużą "syntetyczną" czy może  lepiej mały, prawdziwy świerk,  a może taką  robioną robioną z gałęzi  jodłowych.  

W wyborze pomógł przypadek - na ich osiedlu, tuż obok  spożywczaka,  stał człowiek pośród rozstawionych  choinek robionych z gałęzi  jodłowych. Choineczki były bardzo ładnie  skonstruowane, miały 1 metr wysokości, każda już miała  zamontowaną podstawkę. Teresa od  razu kupiła  dwie - jedną do ich  mieszkania, drugą do mieszkania  taty. W pasmanterii zakupiła ogromną ilość błyszczącej wstążki błękitnej i białej.  Jeden niemal  cały weekend spędziła  na  "produkcji bombek", tworząc z mocno zmarszczonej wstążki - bombki: śnieżno  białe i błękitne oraz biało-błękitne. Na czubkach choinek umieściła  lśniące błękitne gwiazdki. Tata w  swoich "przydasiach" znalazł tak  zwane "włosy anielskie", czyli cieniutkie paseczki  celofanu które porozciągane na gałązkach  dodały  choinkom  blasku. A dla Krystiana,  Kazik, w którym nagle wezbrały  uczucia  braterskie zakupił w kwiaciarni  mniejszą, już przybraną  choinkę, którą wstawił mu do   mieszkania gdy Krystian był akurat poza  swoim  mieszkaniem. Bo cała trójka miała klucze od mieszkań  swoich najbliższych. 

W ostatniej chwili okazało się, że będzie jeszcze jedna osoba - przyjaciółka Teresy jeszcze  z lat szkolnych, której  matka umarła tuż przed   ślubem Teresy. Gdy okazało się w rozmowie, że Ala nie pojedzie na święta do swej  ciotki, nie namyślając  się wiele Teresa  zaprosiła ją na wigilię. Kazik powiedział - no cóż, mam nadzieję, że nie będzie przy stole płakała.  Nie będzie, a w razie czego to dostanie kropelki na nerwy. Tata pochwalił Teresę mówiąc - odporna  byłaś na nasze gadanie, ale jednak  coś do twej głowisi docierało i nawet w niej  pozostało. Dobrze  córeczko  zrobiłaś. Nikt  nie powinien być sam w święta.

Ciasta świąteczne były rodem z Hortexu , bowiem Teresa twierdziła, że ciasta nie leżą w jej możliwościach kulinarnych i zamówiła je w Hortexie. Tak naprawdę to po prostu  nie miała kiedy ich piec. I Kazik i ojciec  starali  się jak najwięcej jej we  wszystkim pomagać. Teresa nawet  nie bardzo  wiedziała gdzie  w domu  jest schowany odkurzacz, bo sprzątanie mieszkania wziął na  siebie Kazik, tłumacząc Teresie, że on  tu sprząta "odruchowo" odkąd  zamieszkał w tym mieszkaniu. Krystian stał się częstym gościem taty, mówili do siebie  po imieniu. Zdarzało się, że kiedy Krystian się za bardzo zasiedział to nocował u taty w living roomie na sofie, bo najmniejszy pokój ciągle jeszcze był "zagracony."  Kazik stwierdził, że widocznie obu jest to potrzebne do  szczęścia. Ale "synem, synkiem" ojciec  nazywał tylko Kazika. W wigilię Kazik wcale nie pojechał do pracy, bo dowiedział się, że jego koleżanki organizują  "śledzika" a on stronił od takich imprez. Odwiózł rano Teresę do pracy, zrobił krótką przebieżkę po kilku prywatnych  sklepach, w jednym upolował jeszcze jeden prezent  dla Tesi- był to ciepły biały szlafrok, który od  spodu miał syntetyczne krótkowłose  futerko i do niego były takie  same cieplusie bamboszki. W księgarni zakupił album z reprodukcjami malarstwa Klimta i pięknie ilustrowany album o życiu i twórczości Leonardo da Vinci.W ramach przebieżki po sklepach w jednej z galerii zakupił pieczone kasztany, bo kiedyś Teresa  wspominała, że je lubi. Dowiedział się, by w domu, przed ich jedzeniem wstawić je do nagrzanego piekarnika,  ewentualnie  do mikrofalówki. 

Wszystko odwiózł do  mieszkania, prezenty poukładał w sypialni pod kołdrą i czekał na  sygnał, by pojechać po Teresę. Zamiast sygnału, w domu niespodziewanie pojawiła  się  Teresa, dzierżąca przed  sobą wielkie  pudło.  Na jej widok Kazikowi nieco szczęka opadła i zapytał: a co ty kochanie  moje  tak do siebie  tulisz? I jak  się tu dostałaś z tym pudłem? I co to jest?  

To jest prezent  dla mnie od działu - prezent ślubno-świąteczny. A odwiózł mnie  Franek, taki stary kawaler z rynku afrykańskiego.  Nie podejrzewałam  go, że ma i umie prowadzić samochód, bo facet  robi wrażenie  takiego, który ledwie  do trzech  umie  zliczyć. Z urody facio przypomina najbardziej stracha na  wróble. Ale wbrew pozorom jest inteligentny i kulturalny.

  To tylko jest nieporęczne, ale jest lekkie. To jest patent Berberów do duszenia mięsa. To jest tadżin, mówiąc po polsku, czyli  tagine. Ten egzemplarz jest unowocześniony, bo jest z bardzo trwałej porcelany i  może być używany  w piekarniku. Lub na kuchence gazowej lub innej. Raz w życiu jadłam z takiego czegoś mięso i było super-hiper. Jeszcze go nie widziałam, tylko mi powiedziano co tam jest. I jest na  razie  zapełniony "łakociami", o co właśnie Franek zadbał. Oryginalny tagine jest po prostu z gliny, ten może być używany w piekarniku i może być myty nawet w  zmywarce. I mam pamiętać, że "łakocie" mam zjeść póki są miękkie, a one  są rodem z Izraela. Nie przypominam  sobie, bym kogoś z firmy wysyłała do Izraela. A już na pewno nie Franka. No i dlatego po ciebie nie telefonowałam.On nawet przytomnie  mi potrzymał pudło gdy otwierałam drzwi na klatkę i był skłonny odwieźć mnie na górę, ale wytłumaczyłam, że nie ma potrzeby, bo mogę przecież sobie  pudło postawić na podłodze koło drzwi. 

Jak mnie zapewniał Franek, to on gotuje w domu  raz na tydzień, rano wstawia  do garnka mięso i warzywa, dosmacza przyprawami , dodaje  niewielką ilość wody i stawia  garnek na małym ogniu. I to się  samo pichci kilka godzin. Patent tkwi w kształcie pokrywki- na czubku stożka jest malutka  dziurka, którą wylatuje para  wodna w niewielkiej ilości a kształt pokrywki sprawia, że para osiada na ściankach pokrywki, skrapla  się i  spokojnie  spływa z powrotem do garnka. Arabowie tak duszą mięso na ognisku.

Ich garnki lepione  z gliny mają nieco wyższe pokrywki no i trudniej  je utrzymać w czystości. Ale, jak twierdzi Franek, to zawsze jadł tam tak przyrządzone  mięso i nigdy  nie chorował. On to by najchętniej  na stałe osiadł w Maroku,  ale jakoś żadna  kobieta nie podziela  z nim tej  chęci. 

Poradziłam mu, żeby  może wpierw zabrał którąś na urlop do Maroka, bo chyba  ciężko jest wybrać na  miejsce  zamieszkania taki kraj w którym  się nigdy nie było. Pomijając już fakt, że teraz tam  wprawdzie  rządzi całkiem trzeźwy i światły facet, ale ogólnie  to jednak jest tam tak  szalenie różna od  naszej kultura i tradycja, że ja też nie  miałabym odwagi być tam na stałe. Tak z ręką na  sercu to ja nawet  w Polsce  nie chciałabym zamieszkać gdzieś na  wsi, bo mam zupełnie inne spojrzenie na rzeczywistość niż oni. Nawet w obrębie jednego kraju są spore różnice  a co dopiero pomiędzy kontynentami. To jednak inny kontynent. Maroko to wszystko ma inne - klimat, otoczenie, kulturę, zwyczaje, krajobrazy, jedzenie. I nawet mi Franek przyznał rację.

Kazik z wielkim zainteresowaniem oglądał garnek i stwierdził, że byłby również  dobry do duszenia bigosu. No chyba  tak, w końcu  kapusta   kiszona to też warzywo, a kiełbasa na ogół ma wiele wspólnego z mięsem. Ale wiesz, nasz bigos już jest gotowy. Trzeba  go tylko od taty przynieść.

Pójdziemy chyba teraz  do taty, ale chyba jednak podjedziemy samochodem, uprzedzę tylko tatę, że do niego jedziemy. Pewnie  nie  spodziewa  się nas  tak wcześnie. No ale taty w domu  nie było, ewentualnie  mocno  spał.Na szczęście  mieli klucze od  mieszkania. Tatę "upolowali" po drodze, właśnie był na spacerze. Ponieważ, jak twierdził musi jeszcze wpaść na  chwilę  do kiosku po gazety to podwieźli go do kiosku i potem pojechali  razem do jego  mieszkania. Teresa  zaproponowała  by wziął ze sobą  to wszystko co potrzebuje będąc u  nich i może od  razu z nimi przyjechać i zostać już na  wigilię. A wieczorem to go Kazik z powrotem odstawi  do domu. Ala miała  przyjechać około godziny siedemnastej i zaoferowała  swą pomoc w kuchni. Wychodzi na to, że mam za małą  kuchnię by wszystkich  chętnych pomieścić bo i Ala chce  pomagać i tata i  jak znam  życie to  się moje szczęście  dołączy i pewnie gdyby kuchnia  była  większa to byśmy wszyscy siedzieli do północy w kuchni - śmiała  się Teresa. Na dobrą  sprawę to moglibyśmy  wszyscy następnego  dnia  mieć bożonarodzeniowe śniadanie i jeden pokój byłby jeszcze wolny. Jak to- zdziwił się tata. No normalnie - my dwoje w swojej sypialni, dla każdego z  was byłby jeden pokój i jeszcze jeden byłby wolny. No rzeczywiście - jakoś źle policzyłem.

Tata podziwiał prezent, który dostała Teresa w pracy i doszedł do wniosku, że Europejczycy jakoś nadal  nie  doceniają innych cywilizacji. Podbili i skolonizowali wiele krajów i jego zdaniem wiele niepokojów na świecie jest pokłosiem tego faktu. A niemal każdy kraj na świecie wypracował jakieś nie materialne wartości, ma swoje własne opowieści o  stworzeniu świata, swoje legendy. No ale nie one  są  "po linii i na   bazie" tego co Europejczycy wymyślili, więc  są pomijane głębokim milczeniem. Gorzej, bo dla własnych potrzeb kolonizatorzy nie  tylko pomijali milczeniem osiągnięcia miejscowych  kultur - oni je po prostu  niszczyli. Tata ostatnio czytał eposy Czarnej Afryki zebrane przez któregoś etnologa i był nimi zachwycony.  A Afryka wciąż  skrywa wiele tajemnic przeszłych  epok. Tato, ty  naprawdę wykształciłeś się w  złym kierunku- stwierdziła Teresa. Myślę, że byłbyś znacznie  szczęśliwszy będąc  na przykład archeologiem. Ciągle się odkrywa  coś  nowego, co przeczy dotychczasowym teoriom.  

Ja się psychicznie, córeczko, nie nadaję na  archeologa. To praca  w terenie, często w zupełnie innym kraju, w oddaleniu od  domu, żony,  dziecka.  Nie potrafiłbym  zostawić żony i dziecka  samych na długie  miesiące. Poza  tym nie  słyszałem  by któryś archeolog w Polsce był Krezusem.  Sama widzisz ile osób wciąż  stara  się o wyjazd na zagraniczny kontrakt . A państwo  chętnie  ich  wysyła, bo czerpie  z nich niemałe korzyści - dokończyła  Teresa. 

Rozmowę przerwał telefon od Ali, która  mieszkała pod  Warszawą. Okazało  się, że Ala za nic w  świecie nie  zdąży na godzinę siedemnastą, jest jakaś  awaria, więc  musi znaleźć jakiś inny  środek lokomocji  niż WKD. Musi się przedostać do PKS-u, więc jak  dobrze  pójdzie to dotrze na  osiemnastą.  Zaczekaj moment - powiedziała Teresa- bo mój  mi zabiera  słuchawkę-  pani Alu, proszę zaczekać chwilę - ja  zaraz  wyślę po panią pogotowie, prawie lotnicze. Zaraz do pani zatelefonuje facet o imieniu Krystian i się z panią umówi jak i gdzie  ma panią odnaleźć.Krystian to mój brat, nałogowo  lubi pomagać kobietom, więc  coś wymyśli. A co do pomagania to ja  z tatą już Tesie pomagamy, zresztą  nie bardzo jest w czym pomagać.To proszę  czekać  na telefon od  Krystiana. Szybciutko zatelefonował do Krystiana, podał mu numer do Ali, wytłumaczył w czym problem, rozłączył  się a potem  powiedział- no to teraz  to ja bym zjadł trochę bigosu, głodny się  zrobiłem. Albo mógłbym zjeść kanapkę z szynką. No to sobie podgrzej trochę bigosu, jest przecież tego  wielki gar, kanapkę też możesz  sobie  wziąć. Nie  widzę w czym  problem. Powinienem dbać o linię - stwierdził Kazik. Nie martw  się o  swoją linię, ty na  co  dzień naprawdę nie jesz  za dużo. No  chyba, że dojadasz  gdzieś poza  domem, w tajemnicy przede mną. W tajemnicy przed tobą to ja  tylko kupuję prezenty dla  ciebie.

Coś mi  się wydaje, że wykrakałam, że tej nocy będzie u nas  jakaś  "nocna  zbiórka harcerska". Niekoniecznie- stwierdził Kazik- jeżeli Ala wpadnie Krystianowi w oko  nie tylko pod  względem  wyglądu, to jak  znam życie  zaopiekuje  się nią troskliwie. Na szczęście uwierzył wreszcie, że nie  wszystko co się świeci jest  złotem. Kiedyś za jakąś taką, co mu się niezmiernie spodobała, z Mokotowa na Pragę, a właściwie na Bródno, w okolice cmentarza, lazł na piechotę. A  na koniec piękność obrzuciła go takim stekiem wyzwisk, że omal nie  zemdlał z  wrażenia. Był zdruzgotany. On był wtedy jeszcze  na  studiach. Panny koleżanki ze studiów nawet  jeśli  znały rynsztokową łacinę to jej nie używały w  miejscach publicznych. Wiesz , na studia prawnicze na ogół szły dzieci z tak  zwanych "dobrych domów". A jaki wydział ty skończyłeś? MEiL, czyli Mechaniczny Energetyki i Lotnictwa.  Myślałem, że jako okruch MSW wiesz o tym.

A skąd miałabym o tym  wiedzieć, skoro nigdy cię nie  ekspediowałam na jakiś wyjazd za granicę. Ale wiem, że to trudne studia, budzące wśród innych  szacunek. Tiaaa, ale mam kolegów którzy po tych studiach pozakładali warsztaty samochodowe, bo to dawało zyski. Konstruktor lotniczy grzebiący  się teraz  w silnikach samochodowych. Przecież my nie budujemy samolotów to konstruktorzy lotniczy są na plaster. No ale ty pracujesz w Instytucie. Ktoś musi pracować w instytucie a dopóki jako tako płacą to tu jestem. Jak przestaną to odlecę. Latać umiem. Nie tylko szybowcem. Kochanie - im mniej wiesz o  tym co robię tym lepiej dla nas obojga. Pracuję oficjalnie, na etacie, nie  robię nic zakazanego,więc jest wszystko OK. A że nie całkiem to o czym marzyłem? Ale pracuję a nie  wszyscy w kraju pracę mają. O czym się wciąż głośno nie mówi. Jak widzisz nie wracam z pracy zestresowany co uważam za spory sukces. Mogę, na ogół, gdzieś przepaść  w ciągu  dnia, co nie jest złe,  a  czasem wręcz bardzo przydatne. Jedno jest pewne - nie  wracam po pracy urobiony po kokardkę. Pod  tym względem mam na pewno lepiej od ciebie. Czasem mogę  sobie nawet poprawić humor wyżywając  się na  studentach. To trudny wydział a mimo tego jakimś cudem zdarzają się ludzie  z takimi brakami, że się człowiek  dziwi jak taki cudak przeszedł przez maturę i jeszcze się  załapał na te  studia. Przez pięć lat byłem mocno nieszczęśliwym człowiekiem bo i praca nie taka i miłość bez  szans, a teraz- teraz wiem, że życie jest piękne, bo mam swą ukochaną, wymarzoną kobietę obok. Trochę śmieszny mam stosunek do Roberta  -z jednej strony potępiam to co zrobił a z drugiej - Bogu  dzięki że ci zrobił takie świństwo. To są tak zwane uczucia mieszane. 

No ciekawe, czy Krystian upolował tę twoją koleżankę. Ale  skoro  nie  dzwoni to pewnie jakoś ją wytropił. A gdzie ona mieszka? W Otrębusach - kolejka EKD to jedzie tam godzinę, ale wiem, że jej trasa nie pokrywa  się z jakąś drogą  samochodową. To jest bliziutko Podkowy Leśnej. W  sumie to mieszka dziewczyna w tak  zwanych kartoflach. Za to do lasu to ma 3 kroki. Tam to głównie  się jeździło WKD bo chyba PKS jeździł tylko do Podkowy Leśnej i potem trzeba było lecieć przez las. Od tej kolejki to też  nie jest do  niej  zbyt blisko. Ona się bardzo podobała Robertowi. Zresztą ma naprawdę  ładną  buzię. Naturalna blondynka. Panna? Panna, ale na pewno  nie  dziewica.  Niezbyt dawno rozstała  się z facetem, który  nie mógł pojąć, że dla niej matka (chora, nowotwór) jest ważniejsza  niż on, który był tylko łóżkiem zainteresowany i nie był dla niej żadnym wsparciem.

W tej chwili zazgrzytał klucz  w zamku i do domu weszła Ala a za nią  Krystian.

                                                                 c.d.n.