niedziela, 22 maja 2022

Trudny wybór - 25

W porze  kolacyjnej Jadwiga zapytała  się czy mają  może jakieś  obostrzenia  dietetyczne, bo niemal  wszyscy ich  znajomi mają  jakieś problemy i są na różnych dietach, więc  woli  wiedzieć  z góry, żeby na stół nie  wjechało coś, czego  biedni  goście  nie jadają - po co ma im  być przykro, że na  stole jest  coś, czego  nie mogą jeść. 

Gdy w krótkim  czasie duży, okrągły  sześcioosobowy stół zapełnił się półmiskami, miseczkami, dzbanuszkami i dwoma  dzbankami, Emil zapytał -  a kto jeszcze  będzie razem z nami  zasiadał do stołu,  czekamy jeszcze  na kogoś?

A skądże- odpowiedział Jacek -tylko my będziemy, skąd ci  wpadło do głowy, że jeszcze ktoś  będzie? Jakby nas  było więcej to byśmy jedli w jadalni, tam jest  większy stół i kredens. Emil pokręcił  głową- ale  tu jest  jedzenia na co najmniej 8 osób a nie na  cztery!

A zauważyłeś, że tu jest  wieś a nie  miasto?- spytał Jacek - tu się  bracie , nikt nie odchudza a gości  się podejmuje  czym chata  bogata. Tu jest  wszystko miejscowe a nie  ze  super  marketów. Jak  się nie zje dziś to  powędruje do lodówki i albo się  zje następnego  dnia,  albo powędruje do innych. Mamy tu taki punkt "dzielimy  się" i tam trafia to, czego się ma  za dużo z żywności.  Bo jednak  sporo jest  wciąż biedy poza  dużymi miastami. A już  wypróbowaliśmy, że gdy się tam dostarczy już coś gotowego, to zawsze niemal na miejscu jest  zjedzone.

Ojej- zachwyciła  się Adela- to naprawdę godna  naśladowania inicjatywa. Ja już dawno  zauważyłam, że w Warszawie marnuje się  bardzo  dużo żywności, zwłaszcza  w okresie  świątecznym. Przed świętami ludzie kupują jak  nakręceni a potem nadmiary  lądują w śmietnikach. No i szczury mają full wypas. Ja to jeżeli czegoś nagotuję  za dużo to po prostu  zamrażam a na opakowaniu jest kartka co to jest. I za kilka  dni to  zjadamy. Och, - szalenie  dawno  nie  jadłam jajek faszerowanych, ale  zupełnie  nie miałam głowy do  pichcenia.

A co cię tak odciągało od kuchni?- zapytał Jacek. Praca zawodowa- powiedziała Adela z westchnieniem- bo właśnie  stosunkowo  niedawno  zmieniłam miejsce  swego  zatrudnienia i  musiałam opanować kilka  zupełnie  dla  mnie nowych  rzeczy, pisałam pracę  magisterską, potem  była obrona magisterki, kurs na rzecznika  patentowego no a teraz na początku kwietnia  będę miała  egzamin kwalifikacyjny na  rzecznika  patentowego. Maleństwo- zapomniałaś  dodać że do tego jeszcze  spadło ci na głowę małżeństwo i sprawy  zamiany  mieszkań- przypomniał jej Emil. No tak, zgodziła  się  Adela, ale ty  przy tych dwóch ostatnich sprawach miałeś  niebagatelny udział i ciocia  Helena pomagała i  twój tata.

Jacek  aż przestał przeżuwać i omal  się nie  zadławił pospiesznie połykając i mówiąc - to ty jesteś nie   Maleństwo a "Dużeństwo"! A wyglądasz na  rozpieszczoną panienkę  z dobrego  domu, co dba tylko o paznokietki i ładne  ciuszki. Przepraszam,  nie  doceniłem  ciebie. No to nic dziwnego, że Emil taki wciąż  wpatrzony  w  ciebie - zawsze cenił naprawdę  mądre dziewczyny, tylko że na naszym  wydziale  były  cztery  dziewczyny na krzyż a do tego brzydkie i niezbyt mądre.  A w ogóle on  za dziewczynami nie ganiał, raczej  za nim ganiały a on się opędzał. 

Adela uśmiechnęła  się - Emil też zakwalifikował  mnie  jako  panienkę  z dobrego domu. A ja zaraz po liceum  poszłam  do pracy i  jakimś  cudem  załapałam  się jako sekretarka, a potem  jako  asystent  dyrektora w jednym  z ministerstw. A to taka  dziwna praca - z jednej  strony trzeba  być  samodzielnym i bardzo uporządkowanym, trzeba wiedzieć o  bardzo  wielu  sprawach a jednocześnie  robić  wrażenie z gatunku  " nie wiem o  niczym, ja tu tylko  sprzątam". A czasem trzeba o tego faceta dbać  jak  niańka, pilnować  by  brał swe leki, by jadł i jeszcze wysłuchać poleceń żony czego to  dyrektorowi  nie wolno bo  mu  szkodzi. Dopóki  byłam  tylko  sekretarką to  jakoś  dawałam  radę łączyć pracę i  studia.  Ale praca asystenta dyrektora  wymagała ode mnie wyjazdów z dyrektorem na  wszystkie  delegacje a ja nie  mogłam opuszczać  aż tylu  wykładów. Więc odeszłam ,  a kolega  załatwił mi pracę tu, gdzie   pracował Emil  i ją przyjęłam, zwłaszcza, że przyjęli  mnie  z  niewykorzystanym   urlopem. A że Emil stwierdził, że nadaję mu  się jako personel no to pracowaliśmy i nadal pracujemy  razem. Jak  widzisz Jacku - pozory mylą. A czy jestem  z dobrego  domu - zależy co uważamy  za dobry dom. Dobry  dom  to taki,  w którym  się dziecko  dobrze  czuje i  wspomina  go z sentymentem - a ja odeszłam  z domu i  zamieszkałam  z siostrą mojej matki, która  mnie  naprawdę kocha  niczym  własne  dziecko. I mam szczęście bo ojciec Emila nazywa  mnie  córeczką i zawsze mogę liczyć na jego pomoc.

A dyrektorzy cię  nie podrywali ?- spytała  Jadwiga. Adela  spojrzała na nią uważnie i powiedziała- więcej w tych opowieściach o podrywaniu sekretarek jest bajek  niż  prawdy. Dobra  sekretarka i dyrektor  tworzą  swoisty tandem. Bardzo  często  dyrektorzy zwracają się do  swoich  sekretarek,   z którymi  już długo  pracują, po imieniu, pomijając słowo "pani". Ale to naprawdę nie  znaczy, że one są ich kochankami. Poza tym jest  takie dobre powiedzenie -  jak  suka  nie chce to  pies jej  nie  ruszy. Ostatni  z dyrektorów  z którym pracowałam miał córkę  w moim  wieku,  a był tak  zapracowanym  człowiekiem, że ostatnie  co  mu było potrzebne to jakaś  panienka do  skoku  w bok. Facet  bardzo poważnie  traktował swe obowiązki. Owszem,  znam jedną  sekretarkę która  dała  się  "poderwać",  a tak naprawdę to ona jego  poderwała gdy  miał gość jakiś kryzys   małżeński, bo go częściej nie było w domu  niż był i pani małżonka się  zbiesiła. I teraz pan dyrektor jest  żonaty  i dzieciaty ze swą byłą sekretarką. I są bardzo  dobrym małżeństwem.

A jak się pracuje w biurze  z własnym  mężem?  Bo ja  bym  chyba  nie wytrzymała  być z moim chłopem razem na okrągło - stwierdziła Jadwiga. Adela uśmiechnęła  się - dla  mnie  nie ma  znaczenia  w pracy fakt, że facet przy biurku stojącym na przeciwko jest  moim mężem - po prostu mamy razem  wykonać jakąś określoną pracę - czyli jest  cel nadrzędny, który musi być wykonany,  a to czy wykonuję jakąś pracę z mężem, kumplem czy z kimś  z rodziny nie ma  dla mnie  znaczenia. A jak to odbiera Emil? nie wiem, niech  ci on  powie.

Jadwiga zwróciła się do Emila- no  powiedz,  jak to jest pracować biurko w biurko z własną żoną? Emil wzruszył ramionami - normalnie, ona to dobrze  ujęła - nie  siedzimy tam  w celach  towarzyskich, jest praca, którą trzeba  wykonać. Po prostu nie można mylić  siedzenia  przy biurku z siedzeniem  przy kawiarnianym stoliku. I łatwiej jest  wtedy  gdy to jest żona, bo wiesz, że zaraz po pracy możesz się przytulić, objąć , pomiziać, mieć ją  w  zasięgu  ręki.  Będziemy się starali  zawsze pracować  razem. To wymaga  pewnego zdyscyplinowania od obojga,  ale my to już opanowaliśmy. Niewątpliwie  było nam łatwiej, bo jeszcze przed ślubem  zamieszkaliśmy razem. 

No, to  mieliście  fart, że mieliście  mieszkanie - stwierdził Jacek. Emil uśmiechnął się - mieszkaliśmy w mieszkaniu Adeli i jej  cioci, razem  z nią. Ale mieszkanie  było duże, nieco ponad 100 metrów. A w tym  czasie  stało puste  moje  mieszkanie, o połowę mniejsze, które było w bloku, w którym mieli  wykupione  mieszkania pracownicy instytucji,  w której  pracujemy. Nie  chcieliśmy  nikogo  gorszyć. A teraz  je wynajmujemy i pewnie  sprzedamy za jakiś  czas.

No to  sprzedajcie i  kupcie tu  sobie  kawałek  ziemi jako lokatę - zaproponował Jacek. Emil  skrzywił  się- nie jestem wielbicielem działek. Jeśli to będzie działka budowlana to każą nam coś na niej  wybudować w dwa lata od chwili kupna. A  z działką leśną to wpadną na  genialny  pomysł by  akurat  tu zrobić jakiś rezerwat mchu i  paproci i albo  zwyczajnie ją  zabiorą  albo odkupią za  grosze. To nie jest  wciąż kraj  przyjazny prywatnym inwestycjom.  Prędzej kupiłbym  coś nad  ciepłym morzem. Może  coś do remontu. Najlepiej   w miejscu, gdzie   niemal  cały rok jest sezon, np. w Hiszpanii blisko granicy z Francją. Ciągnie  mnie  do Hiszpanii.  Ciężko coś planować, ale  może wyskoczymy  sami  lub z ojcem i Heleną w najbliższe  wakacje  właśnie  w tamte  rejony. 

A mnie to  się marzy Korsyka -stwierdziła  Jadwiga. Oglądałam  któregoś dnia  film o Korsyce - piękna   wyspa! Ale na  marzeniach  się skończy- nas jest  piątka, a  Korsyka   droga. Mam wrażenie,  że każda  wyspa jest  droga -  zauważyła Adela. Poza  tym to już  spore te  wasze  dzieci i chyba już  wypadły  z różnych  zniżek. Wiesz,  wszystkie  wyspy i  góry  są zawsze  drogie- jest  pretekst  do  windowania cen, bo trudno  tam  dotrzeć. To tak jak z  jedzeniem  w  schronisku na Kasprowym - nawet zwykła   herbata jest  droga i  zastanawiasz  się dlaczego  kosztuje tyle  co lampka koniaku na  nizinie. A poza  tym jeśli  coś jest  czynne tylko sezonowo to się winduje  ceny żeby  zarobić na okres po  sezonie.  Na przykład  we Włoszech w nadmorskich kurortach ceny  skaczą pod  niebiosa zaraz po 30  czerwca - dosłownie  z  dnia  na dzień wszystko w  knajpkach  drożeje. Byłam  wręcz  zszokowana. Dobrze, że pobyt  mi się kończył 2 lub 3 lipca. Ci  co nie  mieli  wykupionych zawczasu obiadów bardzo tego  żałowali. Co prawda te obiady  były paskudne, albo ja  zbyt rozkapryszona.  Poza tym nie lubię owoców  morza, normalnie  mdli  mnie na ich widok i nie jadam tego. Przyswajam  tylko małże wędzone i  zapuszkowane  w oleju, ale tam takich  nie dawali.

Jacek i Jadwiga  nie mogli się nadziwić,  jak straszliwie mało jedzą ich  goście. Czy  wy  się odchudzacie?- spytała  wprost Jadwiga.  

Ja już  się odchudziłem,  zrzuciłem  w sumie 8  kilogramów i od  razu mi się lepiej  zrobiło - stwierdził Emil. Mógłbym jeszcze  trochę  schudnąć, ale Adelka nie  pozwoliła. Podobno teraz  ważę tyle  co  powinienem.  A ona to zawsze je mini ilości --wędliny same, bez pieczywa, mięso  tylko z warzywami, bez kartofli i klusek  i ja  też  często tak jem. A makaron to Adela robi  z cukinii i ładny i smaczny. No i   staramy  się nie jeść ciast. Adelka  ze  słodyczy to jada  tylko gorzką  czekoladę albo owoce  suszone lub jakieś orzechy oblane gorzką  czekoladą. I lody jadam - dodała Adela. Ale  nie  za często. Poza tym mam tylko jednego wytwórcę którego lody  kupuję- jem  tylko lody Grycana, bo są  robione   według tradycyjnej  receptury.

A Emil  to  się  roztył w Meksyku- fasola w różnej postaci i  naleśniki  raczej  nie sprzyjają szczupłej sylwetce. Oni tam  pastę  z fasoli  walą do każdego naleśnika- co z tego, że on jest  z warzywami, skoro ma na sobie warstwę pasty  z fasoli- tłumaczyła Adela. Odchudzał  się by zmieścić się w garnitur, który sobie  sprawił w Meksyku a teraz  był nieco  za ciasny. A musiał iść w nim do ślubu, bo  mi pasował kolorem do  mojego kostiumu. Emil wyciągnął portfel i pokazał im zdjęcie, to które  wisiało na tablicy ogłoszeń w ich biurze.

O rany, ale  fajnie wyglądaliście oboje!-  zachwyciła się Jadwiga.  Kościelny też  w  tym  brałaś? Nie, my nie braliśmy kościelnego  ślubu. I gdyby nie idiotyczne przepisy to byśmy  mogli wcale nie brać  ślubu. Trwałość związku nie zależy od tego  czy  sobie  coś obiecamy tylko we dwoje  bez  świadków  czy też przed jakimś urzędnikiem lub księdzem - powiedział Emil. Gdyby miało to jakieś znaczenie nie  byłoby  tylu rozwodów. Są kraje , w których konkubinat jest objęty prawem. A tu  niestety  nie. Ale zrobiliśmy ludziom frajdę i  wzięliśmy ślub. Jadwiga  przyjrzała  się uważnie  zdjęciu - miałaś  coś bardzo ładnego  na szyi, to złoto?  Tak, złoto, 24-karatowe, naszyjnik należał do mojej mamy i zawsze był przeznaczony dla dziewczyny którą poślubię - wyjaśnił Emil. 

Ojciec ogromnie  się  cieszył, że Adela  go założyła do ślubu. On bardzo się do Adeli przywiązał, jest  jego oczkiem  w głowie,  nazywa ją  Dziecinką, tak jak  kiedyś mówił do mamy. A teraz ojciec  ma  dwie  "Dziecinki" - Adelkę i jej ciocię, z którą  się  ożenił. I odkąd się ożenił to  wyraźnie odmłodniał, tak lekko  ze  dwadzieścia  lat. Miło na  nich  patrzeć - para  wdowców odżyła  za sprawą  miłości. A najważniejsze dla nas,  że oboje w zupełności nadążają  za zmianami, które niesie  ze  sobą teraźniejszość. Nigdy od  mego ojca  nie usłyszysz  gadki zaczynającej się  od  słów "w moich  czasach". Od  samego początku Adela bardzo  mu się  spodobała i to tak, że zaprosił ją  by do nas  zjeżdżała do Milanówka  na weekendy. I zaraz  na początku mi powiedział bym się  zastanowił, przeanalizował swój stosunek  do niej, bo jeśli nie myślę o niej  poważnie to powinienem wziąć sobie  "zawodową  dziewczynkę"  a nie  zawracać  głowę uczciwej panience. W pewnym sensie to Adela przywróciła  mi ojca, to  ona zauważyła, że samotność  mu bardzo nie służy. 

Śmiejemy się często, że mamy  dość osobliwe układy rodzinne, jak  choćby to, że jej ciocia jest jednocześnie jej  teściową,  a dla  mnie jest macochą,  do której  per  "mamo"  zwracałem  się jeszcze  nim wzięliśmy z  Adelą ślub - bo zawsze  była dla  mnie  niesamowicie  dobra i kochana. A na Sylwestra wzięliśmy Adelki rodzonych rodziców i moich do Nałęczowa na kilka  dni w jednym  z tamtejszych SPA. Hotel  super, z basenem, ze  super odnową biologiczną, extra   jedzeniem, bo   śniadania  to było istne  marzenie a w restauracji to oczy  wychodziły na  wierzch jak  wszystko było podane i smaczne i jest to miejsce tylko dla  dorosłych - zero dzieci,  zero domowych  zwierzaków. Basen by cię  Jacku  zadowolił,  bo był z przeciwprądem.  I nieźle  trzeba było się "namachać" by pod ten  przeciwprąd  przepłynąć. Czyściuteńko, zabiegi też na światowym poziomie. Cztery godziny dziennie  bywaliśmy na  zabiegach, a potem odpoczynek w  swoim  pokoju- materace  w łóżkach extra. No i  wszystkie zabiegi razem,  w jednym gabinecie- nikt mi żony  nie macał w osobnym pokoju. Ręczniki  w łazience  zmieniane  codziennie. Nie  było to tanio, ale już po pierwszym  dniu wiadomo  było, że  warto było wydać na to pieniądze. Kilka  dni,  ale człowiek   wypoczął jakby był  miesiąc na  urlopie.  Sam  Nałęczów to  nieco  nudne uzdrowisko,  ale ten ośrodek, który nawet już  w  nazwie  ma informację, że jest dla  dorosłych- jest  super! I będziemy tam na pewno jeszcze nie jeden raz przyjeżdżać. 

Ale  chciałbym  też pokazać Adeli kawałek  Meksyku albo Kostaryki. Ale najpierw to musi zdać ten ostatni  egzamin. I może zmienimy  miejsce pracy. Na razie to wszystko palcem  na  wodzie  pisane. A w ogóle  chciałbym by pojechali też  z nami rodzice, czyli ojciec  z Heleną ale  dla  nich tamtejszy  klimat  może być  zbyt  uciążliwy, wycieczki też, bo nawet ja  dostałem w kość. Pewnie wypadniemy gdzieś  nad  Morze Śródziemne i to  nie  w typowo urlopowym  sezonie - mniej  ludzi i taniej. I może  samochodem, w końcu  mamy w sumie 4  kierowców i możemy jechać  niekoniecznie  autostradami, żeby coś  zobaczyć  po drodze. Nocować  możemy  w motelach wcześniej   rezerwując miejsca.

                                                                   c.d.n.

 

sobota, 21 maja 2022

Trudny wybór- 24

 Do owego Łącka rzeczywiście  jechali niemal dwie  godziny. Ależ  się ta  Warszawa rozrosła, śmiała się   Adela. Jedziemy i  jedziemy a Łącka wciąż  nie ma. 

Maleństwo,  a kiedy idziesz  do tego swojego  magika  co cię ogląda  z odwrotnej perspektywy?  Za 3 miesiące, ale będę  tylko odbierała  receptę u recepcjonistki, a do kontroli za następne  3 miesiące. Chodzę  regularnie co pół roku na badania, bo biorę tabletki. I co ci bada? Daje mi skierowanie na USG piersi i to robię  prywatnie w przychodni rentgenologicznej na Ursynowie i robi  mi USG ze  swojej  branży i cytologię. Wolę  robić  co pół roku USG piersi  niż raz  do roku mammografię. Bo wiem, że ci lekarze  u których robię obydwa  badania  wiedzą doskonale co widzą.  A z tymi "obrazowymi" badaniami jak USG, mammografia, rentgen to bardzo  ważne jest naprawdę  duże  doświadczenie. Poza  tym ważne jest by  aparatura  była naprawdę  sprawna.

Jacek mieszkał na peryferiach  Łącka, blisko lasu. Adela stwierdziła - no widzisz, on to  mieszka pod Łąckiem a nie pod  Warszawą. A gdzie on  mieszkał gdy studiowaliście? W akademiku. A ze mnie się śmieli że mój akademik jest pod  Warszawą. A on  mieszkał z dwoma  kolegami w  domku na Jelonkach. Tam było osiedle  drewniaków wybudowane dla tych co budowali Pałac Kultury i Nauki i gdy już KPiN wybudowali i wyjechali, to te  domki "zostawili w prezencie". Część ich zajęła kadra profesorska a część  została  dla  studentów na  zasadzie  akademika. A co on  tu w Łącku robi?  Kultywuje   zawód elektryka - ma  własną  firmę i chyba  nieźle mu idzie. O, już widać ich dom.  Patrz jaką ma dużą  chałupę. Prawie taka jak  była  nasza w Milanówku. Dom był piętrowy i naprawdę  spory. Z tyłu było jeszcze  jedno  zabudowanie, którego Emil nie  widział  gdy tu  bywał.

Gdy  tylko podjechali do bramy  z budynku wszedł Jacek machając  do nich  ręką. Rzeczywiście  dużo go było. Wzrostu był takiego jak Emil, może odrobinę  wyższy,  ale wyraźnie był objętości co najmniej  dwóch Emilów. Emil jęknął -  ależ się  spasł!  Na progu domu stanęła też dość  spora kobieta, która kiedyś  była na pewno bardzo  ładną  dziewczyną. Czarne długie  włosy miała  splecione  w warkocz, który był ciasno zwinięty w  formę koka. Emil szepnął - Jadźka też się roztyła. Jacek  podszedł, otworzył drzwi pasażera, pięknie się ukłonił i  powiedział - no proszę,  proszę, żono tego,  co się miał  nie żenić! Potem bezceremonialnie  cmoknął ją w  czoło i wyciągnął z  samochodu. Emil wysiadł, wyciągnął z bagażnika ich torbę oraz  torbę  z dobrem  wszelakim dla rodziny  Jacka, podszedł do nich i niemal  warknął - nie przylepiaj  się do mojej żony, nie  wolno. Bo co - zaśmiał się  Jacek . Bo pożałujesz - bo nada ci  taki tekst, że  tydzień jeszcze  będziesz płakał. Jacek zajrzał Adeli  w oczy - naprawdę mogłabyś tak  zrobić? Adela  odpowiedziała  z uśmiechem - lepiej mu  wierz, doświadczenie   za nim  przemawia. Emil  pozamykał wszystkie  drzwi i powiedział- aleś  się stary utuczył jesteś  szerszy  niż dłuższy!  A Jadzia jak  zwykle piękna. Też się  roztyła - stwierdził Jacek. No ale ona urodziła trzech   Budrysów,  miała  prawo powiedział Emil.  

Podeszli do Jadwigi, a Emil podszedł i powiedział- witaj  Jaga, wygrałaś zakład, ożeniłem się jednak.  Jadwiga podeszła do Adeli i powiedziała- nie gniewaj  się na mego nieopanowanego  chłopa, że cię tak entuzjastycznie przywitał. Jest tak rozentuzjazmowany waszym przyjazdem  jak mały  chłopiec  kolejką elektryczną. Poza  tym rzadko teraz  bywa w Warszawie, nieco  zdziczał tutaj. 

Ale ładnie tu jest i naprawdę zupełnie inne powietrze niż w Warszawie - stwierdziła  Adela. Jadwiga  uśmiechnęła  się - a ty jesteś Ada czy Adela?  Adela,  Ada to inne imię. 

A Emil wygląda mi na bardzo szczęśliwego. I w ogóle się  prawie  nie  zmienił od  czasu  studiów. Tylko za żadną tak  nie podążał bez przerwy wzrokiem  jak  za tobą-  zaśmiała  się  Jadwiga. Zupełnie jakbyś mu się tu mogła gdzieś  zgubić gdy cię straci z oczu. A tyle dziewczyn   za nim szalało! A on  zupełnie nie był nimi zainteresowany,  zawsze zdystansowany.  Długo się  znacie? 

Adela odwróciła  się do Emila-  Milku, a jak długo  my się znamy? Emil roześmiał się - wystarczająco  długo by być  małżeństwem - a właściwie  to od  zawsze. Jaga, ja ją sobie po prostu wyśniłem  i sen  się  spełnił. Wygłupiasz się - nie  da  się kogoś  sobie  wyśnić.  Ale ja  ją sobie naprawdę  wyśniłem. I śniła mi  się  cztery  razy. I naprawdę  jesteście małżeństwem?  Milek odwrócił się do Adeli - Maleństwo, pokaż  jej  swój  dowód osobisty, ona jest  niczym  niewierny Tomasz.  To ty  pokaż, bo moja  torebka  leży obok  ciebie. Emil wyszukał dowód Adeli i pokazał Jadwidze. No i  co? lepiej  ci jak  zobaczyłaś?- zapytał Jadwigę. A jeśli  chciałaś  zobaczyć  z którego jest  rocznika to trzeba  było się po prostu zapytać. Jest  równo 10 lat młodsza ode mnie, jest  magistrem prawa, ma nieco mniej  niż 160 cm wzrostu i waży tyle, że lubię  ją  nosić na  rękach. Nie pali i  nie pije, lubi  psy. Dobrze  gotuje. A jej ciocia wyszła  za mąż  za mojego ojca i ojciec  właściwie   w pewnym sensie Adelę  adoptował. Jest  dla niego córeczką lub  córeńką. 

I mieszkacie w Milanówku? Nie, Milanówka  już nie ma,  mieszkamy na Ursynowie i  to w jednym  bloku z ojcem.   A już myślałam,  że sobie  żonę  przywiozłeś z Meksyku,  a ty jednak masz Polkę. Jaga, zacznij  myśleć  - ja tam nie pojechałem by szukać żony ale do pracy. Skończył  się kontrakt więc wróciłem.  A co tam  właściwie robiłeś? Byłem  wykładowcą na prywatnym uniwersytecie w Mexico City.

A Meksykanki są ładne? Niektóre tak, ale głównie te w których  od lat płynie spory  dodatek krwi hiszpańskiej. Rodowite potomkinie Majów, Azteków i innych autochtonów nie grzeszyły urodą. A nie chciałeś  zostać w Meksyku? Nie, chociaż  bywało tam  wesoło - najbardziej  podoba mi się ich  podejście  do śmierci - tu święto  zmarłych to łzy i  smutek, a tam śpiewy i tańce. Niby są katolikami,  ale ten ich katolicyzm jest  mocno  wymieszany  z ludowymi, miejscowymi wierzeniami, podaniami, obyczajami. Meksyk jest  ciekawym krajem, cała Mezoameryka  jest  ciekawa,  ale co innego o  tym czytać czy też oglądać  zabytki  a co innego tam żyć, gdy się jest Europejczykiem. Nie mógł bym  tam  być na stałe. Nie  znaczy  to, że nie mógłbym żyć poza Polską,  mógłbym, ale nie poza  Europą.

Ojej, tak żeście  mnie  zagadali, że  zupełnie   zapomniałem wyjąć to co  dla  was przywieźliśmy. Emil wyjął z torby litrową butlę  Metaxy i olbrzymią  torbę słodyczy wedlowskich. 

O rany, oryginalna Metaxa! Super, ucieszył się Jacek. Potem zajrzał do torby i jęknął  Jaga - schowaj   to głęboko, bo jak ta  nasza  hołota to  zobaczy  to w  jeden dzień  wszystko pożrą. Strasznie  lubią  słodycze. Wynieś to do naszej  sypialni póki ich nie ma.

No właśnie,  a gdzie są  wasi chłopcy?  A u moich rodziców - sprzedajemy  ich w soboty raz do Jagi rodziców a raz  do moich. I mają tam za zadanie pomagać w domu, sprzątać, iść z dziadkami w niedzielę  do  kościoła a potem   na spacer.  W ten  weekend pojadę po  nich  dopiero w niedzielę pod  wieczór i dzięki temu nie będziemy musieli wysłuchiwać  ich  wrzasków, kłótni i tupotu- bo oni nie  chodzą, oni  zawsze  biegają  waląc nogami w podłogę.  

Jacek,  a co masz w tym niedużym  domku? A warsztat. Bo jak  nie projektuję   sieci dla  działkowców to bawię  się naprawianiem  różnych elektrycznych  urządzeń- wszystko wszak  na "prund",  a ludzie to są psuje i  ciągle się im  coś psuje. A zdolni są niektórzy niesłychanie. Moi ulubieni  klienci to  ci co mają  odkurzacze i oszczędzają na wymianie  worków na  śmiecie. Niektórzy  tak  skutecznie  oszczędzają na  workach, że muszą nawet wymienić  silnik. Mówienie im, że "należy  wymieniać worki gdy okienko wypełni  się  czerwonym   kolorem", to jak  powtarzanie  naszym synkom, że uszy i  szyja też  wymagają  starannego mycia, a paznokcie  czyszczenia i obcinania. A ile lat  ma  wasz najstarszy?  Piotrek? Już dwanaście, Wojtek 10 a Kajtek 8. A rozrabiają   jakby mieli po 5, 6 lat. Po prostu wzajemnie się podpuszczają. I co jakiś  czas  są afery. Łącznie ze  wzywaniem straży pożarnej, bo  podpuścili  najmłodszego by wlazł na drzewo. No i wlazł,  a jakże, ale  za nic  w świecie nie mógł zejść, musiałem strażaków prosić o pomoc. Jadźce nerwy puściły i sprała go potem, gdy strażacy odjechali. A lanie należało się nie jemu tylko tym starszym. Czasem  mam wrażenie, że oni są nienormalni albo mają  coś   ze słuchem.  

Oj Jacek,  doszukujesz  się w nich  nie wiadomo  czego a ty sam w dzieciństwie  też  byłeś upiornym  dzieciakiem - twoja mama mi sporo o tobie opowiedziała. Też miałeś  rozum w piętach a nie  w głowie-  stwierdziła  Jadwiga. A wspinania się  na drzewa to ty ich  nauczyłeś - tylko  zupełnie  nie wiem po co.  A że do nich nie  dociera to co  się mówi to też  mnie nie  dziwi - tobie  też można   powtarzać w nieskończoność byś ograniczył jedzenie, że  cztery  ziemniaki zupełnie ci  wystarczą, nie musisz od  razu wciągać kilograma.  Przepraszam, że wciągam  was w domowe  awantury, ale  chwilami nerwy biorą  górę nade mną. Ma pretensje do dzieci,  a sam zachowuje  się jak głupi bachor. Wymyślił sobie, że będziemy  mieli   "pareczkę", chłopczyka i  dziewczynkę. I dobrze, że był przy ostatnim porodzie bo  zrozumiał, że urodzenie  dziecka to nic łatwego  ani  zdrowego dla  kobiety. A ty Emilu też  planujesz "pareczkę"?   

Ale zamiast Emila odpowiedziała Adela -my na razie nic  nie planujemy, a na pewno ani on  ani ja nie "wybieramy  z góry" płci dziecka, o ile się  zdecydujemy na takowy  luksus. Bo posiadanie  dziecka to w dzisiejszych  czasach jest luksusem.  I wiem co  czuje  dziecko, które miało być  wymarzonym chłopczykiem a urodziło się dziewczynką. Marzeniem mojej matki było urodzenie  chłopczyka, a urodziła  mnie i nie umiała  się  z tym pogodzić. Zawsze  słyszałam, gdy coś mi się nie powiodło, że to wszystko przez to, że jestem  dziewczyną. Gdy  miałam 2 lata urodziła  drugie  dziecko,  chłopczyka, który był wcześniakiem i nie  wyżył, a ona straciła przy  tym porodzie  możliwość posiadania kiedykolwiek  dziecka. I rosłam u boku kobiety, która była całe życie  nieszczęśliwa, bo sobie  wbiła do głowy, że powinnam   była być  chłopcem. Nie  zakładam z góry ani tego czy będziemy mieli dziecko ani tego jakiej  ma być płci. To wszystko to nam wyjdzie samo,  zależnie od okoliczności. 

Mam bardzo mądrego lekarza, ginekologa, który uważa, że ludzkość zbyt obcesowo interweniuje  w naturę, szkodząc tym  naturze i  sobie. Na  samym  początku  mi powiedział, że gdy kobieta  nie może  zajść  w ciążę to widocznie  matka  Natura uważa, że organizm tej  kobiety nie sprosta tak trudnemu zadaniu jak zbudowanie w pełni zdrowego dziecka. I że gdy będąc jego pacjentką  zdecyduję  się na  ciążę i  będę miała  zagrażające poronienie to on mi nic nie da  na jej  podtrzymanie - ani  hormonów ani nie położy  mnie na 8 miesięcy do łóżka, by za wszelką  cenę utrzymać taką  ciążę. I pomimo takiego podejścia nie jest  łatwo  zostać  jego pacjentką- wiem, że teraz już nie przyjmuje nowych  pacjentek. Dałam na niego "namiary" koleżance, ale  nadal  nie przyjmuje  nowych pacjentek. Nie dokonuje   aborcji, uważa  że od tego są ginekolodzy-chirurdzy, a zamiast niechcianych ciąż propaguje mądrą i skuteczną, indywidualnie  dobraną  antykoncepcję. Bo tabletki też muszą być dobrane a nie  zapisywane jak leci. I przed ich  zapisaniem zleca badania  hormonów w czasie  cyklu.

                                                                       c.d.n.

piątek, 20 maja 2022

Trudny wybór - 23

 Styczeń minął obdarzając mieszkańców miasta na przemian gołoledzią i odwilżą. Podobno liczba  połamanych  rąk i nóg biła  dotychczasowe  rekordy. Stłuczek samochodowych  też nie  brakowało. Adela nie  mogła się  nadziwić, gdzie  ci ludzie  tak nagminnie łamią ręce i nogi - na ich  osiedlu chodniki  były odśnieżone,  jeśli śnieg  przypomniał  sobie, że może nieco  posypać, a chodniki były zawsze posypane mieszaniną piasku i jakiejś,  podobno nie  szkodzącej  zieleni, substancji.  

Adela  tylko raz  wykręciła samochodem na jednej  z główniejszych ulic osiedla  piruet i to jadąc z  zapierającą  dech  prędkością  dziesięciu  kilometrów na godzinę. Nawet  się  zdenerwowała, rzuciła  w przestrzeń pustego  samochodu  kilka niecenzuralnych wyrazów, potem spojrzała na jezdnię, która błyszczała się w świetle latarń niczym  dobrze wypolerowane lustro, skręciła  w pierwszą mniej ekskluzywną ulicę i wlokąc  się  niemiłosiernie, nadkładając  drogi  dojechała  na parking. Tu  spotkała  ją  druga  niemiła przygoda, bo zamarzł zamek mini  zapory blokującej ich  miejsce. Teraz  żałowała, że nie  skorzystała z propozycji męża, który proponował, że ją odwiezie do fryzjerki a potem po nią przyjedzie. Nie  zostało jej nic innego jak teraz ściągnąć go by pomógł otworzyć  wjazd na  miejsce. 

Emil przybył na  ratunek z termosem  gorącej  wody, szmatami do osuszenia go później, jakimś preparatem  odmrażającym  i jakimś smarowidłem do wpuszczenia go potem do zamka. Jak to  potem określiła Adela, mąż  stanął na  wysokości  zadania, nie było ani słowa w rodzaju "przecież mówiłem, że cię odwiozę i przywiozę". Dopytywał  się  tylko, czy nie pokieraszowała  sobie palców gdy próbowała otworzyć  zamek. Miłość Adeli  znów poszybowała kilka kresek w górę a już  dawno przekroczyła  skalę w strefie  stanów wysokich. W domu  przyznała się  do tego, że wykręciła powolny piruet i to  wcale nie  hamując i przy  naprawdę minimalnej szybkości. 

Emil szybko  zatelefonował do  swego  kolegi jeszcze  z czasów studiów, który  mieszkał "pod Warszawą" i  miał obok domu płyciutki staw, który z reguły  zimą  zamarzał i na którym zimą znajomi właściciela  stawu trenowali poślizgi. Panowie  rozmawiali bardzo  długo, w efekcie  końcowym umówili  się na  najbliższy weekend, że Emil wraz z Adelą przyjadą do niego w  sobotę i zostaną też na  niedzielę, chociaż staw nie miał jeszcze   dobrej  pokrywy  lodowej. A gdzie pod  Warszawą mieszka  ten twój kolega? No tak  mniej więcej nieco 113 czy też 125  kilometrów od Warszawy - zależnie od  szosy którą się do niego dojedzie. To są  okolice Łącka. Ożenił się jeszcze  na studiach z "leśniczanką",  a my mu dokuczaliśmy, że się ożenił z leśniczówką. 

Łąck, Łąck - Adela  szukała w pamięci- tam  chyba była albo i jest stadnina  koni, ale  samych ogierów. No właśnie, śmiał  się  Emil - z uwagi na te  ogiery to on tam  bardzo pasuje. Pewnie była tam  stadnina i jest nadal, ale oni mieszkają w leśniczówce, którą  odziedziczyli po jej ojcu. A ona  skończyła  coś  na SGGW, całkiem  do rzeczy dziewczyna  z niej  była. No i  chyba jest, skoro Jacek nadal z nią jest.  No ale nie  wmówisz  mi  Milku, że Łąck jest pod  Warszawą, skoro tam jest  na pewno ponad 100 km do  pokonania. No jest, ale najzabawniejsze jest  to, że można tam  dojechać  trzema  drogami, ale niezależnie od tego którą  drogę  się wybierze  to i  tak jest  nie wyjęte 2 godziny jazdy.  

A co tak go gorąco przekonywałeś, że naprawdę  jesteś  żonaty? No bo wtedy nie  miałem nawet  najmniejszego zamiaru się żenić , uważałem, że wpierw  muszę  skończyć  studia, mieć  dobrą pracę, mieć  własne  mieszkanie  by nie  mieszkać  z rodzicami w Milanówku a dopiero potem być  może się  ożenić,  z akcentem  na "być może". 

Wiesz  Maleństwo - ogromnie żałuję, że mama cię  nie poznała, byłabyś jej  ukochaną  córeczką,  tak jak jesteś  dla ojca. Adela przytuliła  się  do niego  mówiąc -  nie mam  pojęcia jak to jest naprawdę gdy przeniesiemy  się w inny wymiar, ale być  może te  wszystkie podszepty  naszej  podświadomości to właśnie rady tych, których już z  nami nie ma, ale jakoś się nami opiekują. Ja wiem, że ci co wierzą w to, że jest jakaś forma istnienia energii po  śmierci są uważani za nieinteligentnych  głąbów,  ale mnie to  zupełnie nie przeszkadza. Mogą mnie tak  nazywać. Każdy ma prawo do  wierzenia  w to co chce. Nikogo  nie mam  zamiaru przekonywać do takiej  czy innej interpretacji tego co jest potem.  Rozmawiałam kiedyś  dość  często z pewnym  studentem polonistyki.  Bardzo długo nie wiedziałam, że jest księdzem - tonsurę  miał w  zaniku, chodził w stroju cywilnym.   Powiedział, że gdy  się poczyta  bardzo dużo  pozycji z teologii uruchomiając  przy  tym wszystkie  swe  pokłady  logicznego myślenia, to trudno być  wierzącym człowiekiem. W końcu przyznał się, że jest księdzem  ale dopóki jest  na studiach to nie wystąpi z kościoła. Planował wyemigrować z Polski i rozpocząć gdzieś poza  nią  nowe życie.  I myślę,  że mu się  to udało.  

Do dziś nie wiem jak to się stało, że się  w tobie  zakochałam. Wiem  tylko, że kocham  ciebie tak jak nikogo dotąd  nie  kochałam a twego tatę i Helenę kocham znacznie  bardziej    niż  swoich rodziców. A tak a propos twego tatki - ubyło mu ze 20  lat odkąd  wie, że jest  zdrowy. I Helena też jakby odmłodniała. Tata Piotr  mówi zawsze do mnie  córeczko lub córeńko - mój biologiczny ojciec zwraca się  do  mnie  tylko moim imieniem. 

Czasem myślę, że jestem po prostu  zbyt wymagająca i się zastanawiam jak ty ze mną wytrzymujesz.  Emil śmiał  się -  ja też  się  zastanawiam -  ale  głównie nad  tym jak  ja wytrzymuję bez  ciebie, gdy jesteśmy kilka godzin rozdzieleni. I już  się zastanawiam co to będzie jeśli ty pierwsza przejdziesz  do Kancelarii. Bo gdy rozmawiałem ostatnio z Arkiem, to ma  już zaklepany lokal i śni mu się, że ty zaraz po egzaminie rzecznikowskim zagnieździsz  się u niego. Bo on  ma tyle  rzeczy do  zaopiniowania i  napisania, a ty tak składnie  wszystko formułujesz, że jego nieskładne  myśli przerobisz na istny poemat. No i czeka niecierpliwie na tę nową ustawę. Podobno  porobili  jakieś  zmiany i wg  kolejnego nowego projektu zakłady pracy będą miały dowolność - mogą  sobie rzecznika zatrudniać  i jego to bardzo  zaniepokoiło, bo on widzi nas oboje a nie tylko jedno. Więc  znów  musiałem  mu przypomnieć, że ty masz jeszcze  przed  sobą  egzamin. Ale jest  wyraźnie  mocno napalony na własną kancelarię. Ogromnie narzekał na  wspólników kancelarii w której jest, że wyrywają  sobie  klientów, że jest bezhołowie i główny szef jest do niczego. Być może, że ma  rację, bo główny szef to już  dawno powinien być na emeryturze,  ale jest samotnym  człowiekiem i  kancelaria  zastępuje mu  rodzinę.

Sobotni ranek powitał ich bardzo sympatyczną  pogodą - świeciło nawet słońce, w nocy nic  nie padało a termometr  wskazywał -5 stopni mrozu. Poprzedniego dnia Emil porobił  zakupy  w firmowym  sklepie  Wedla oraz wyciągnął z  zapasów butelkę (a właściwie  butlę o pojemności litra) Metaxy, zakupioną kiedyś  w Grecji. No tak- powiedziała Adela - Metaxa  to jest  coś! Francuzi zabronili nazywania tego trunku  koniakiem. Może i słusznie, to jest mieszanka kilku  składników- destylatu  winogronowego, wina z gałki  muszkatołowej i maceratu ziołowego. Ale osobiście  wolę sączyć  cały wieczór jedną  lampkę koniaku, na przykład  Remy Martin.  Śmieli   się  zawsze ze mnie,  że ja to głównie  wącham a nie piję. 

A ja kupiłem to na wycieczce na zasadzie owczego  pędu. Wszyscy  kupowali to i ja kupiłem. A kupiłem jeszcze przed  wyjazdem  do Meksyku. Popatrz Maleństwo, ile od  razu  miejsca  mamy  w  barku! Jedno  jest  pewne - z naszym pociągiem do alkoholu to nie przepijemy  majątku!

Maleństwo, weź koniecznie ciepłe  skarpetki, bo u  nich  zawsze było zimno. A masz  jakąś cieplusią piżamkę? No mam. To weź, obawiam się, że w stroju Ewy i Adama to  zamarzniemy.  U nich  zawsze było zimno, bo Jacek to  chyba ma  nadciśnienie, a poza  tym jest go dużo. Dzieci to już  naprodukował troje, trzech chłopaków. Po trzecim powiedział: do trzech  razy  sztuka- nie wychodzi  dziewczynka to trudno. A tak naprawdę to był przy trzecim porodzie i stwierdził, że nigdy więcej nie narazi swej  żony na takie  cierpienia. A wydawałoby się, że trzeci poród to  już powinien  być "z górki".

Nie  znam  się na porodach- stwierdziła  Adela- ale  słyszałam, że nigdy  nie można przewidzieć jaki on  będzie. Znam dziewczyny, które rodziły bez problemu, szybko i mam  koleżankę, która  rodziła 35 godzin a w efekcie takiego porodu dziecko  było niedotlenione i ma DPM,  czyli dziecięce porażenie  mózgowe. Dzieciak  nie chodzi,  ale ma pełną  normę intelektualną, tylko jest nieco  spowolniony. Na  drugie dziecko  już  się  nie  zdecydowali. Mają  dostatecznie  duże problemy  z jednym  dzieckiem na  wózku. Na dodatek teraz, po kilku latach  nie mogą się ze sobą  dogadać, on chyba  kogoś  ma i często  znika  z domu na noc. Najlepsze są jego  tłumaczenia- zasiedziałem  się  z kolegami i nie chciałem was budzić po nocy. Teraz mały idzie  do szkoły, ale nadal nie ma  w pobliżu szkoły integracyjnej, która  przyjmowałaby dzieci takie jak ten  mały. Ale ma powstać, jest  w planach. Podobno jest taka  szkoła w Halinowie, ale oni  mieszkają na Dolnym Mokotowie, specjalistyczną  rehabilitację  mają na Górnym Mokotowie. W efekcie  cała jej  rodzina robi zrzutkę, by rehabilitantka przyjeżdżała  do dziecka prywatnie. A dzieci z DPM jest naprawdę bardzo dużo. No a moja  matka- po drugim porodzie miała  taki krwotok ( urodziła  dziecko maleńkie, bo to był  wcześniak), że musieli jej usunąć macicę, żeby uratować jej życie.  To  zawsze jest jednak  loteria, jak  całe  życie  ludzkie.     Latamy  na Księżyc, ale są dziedziny leżące  wciąż odłogiem.    Rozmawiałam  kiedyś ze swoim ginekologiem i dziwiłam  się,  dlaczego   nie  ma prywatnych  szpitali  położniczych i wiesz  co  mi  powiedział ?- że to zbyt  duże nakłady  przy  ogromnie  dużym  ryzyku.  

Emil zrobił "wielkie  oczy" - to ty  chodzisz do mężczyzny? Nie  kochanie- sprostowała Adela- ja  chodzę do ginekologa a nie do mężczyzny jako takiego. I powiem  ci, że jest delikatniejszy, w kwestii badania, taktowniejszy  i lepiej wyszkolony  niż liczne panie doktorki. Miałam przedtem lekarkę, bardzo dobrą,  ale  wyjechała  z Polski i poleciła  mi swego kolegę, który odkupił od  niej gabinet i jego wyposażenie.  A na dodatek  jest cytologiem i to znanym  w tej  branży. I ma  USG i  potrafi  je  odczytać. I co  się  da  wrzuca w koszty ubezpieczalni. Gdy będę  miała następną  wizytę  możesz iść ze mną- ucieszy się, że mam  mądrego męża. Wiele pań przychodzi tam z partnerami. To bardzo  miły i kulturalny  człowiek, ma  syna. Urodny nie jest, choć  niewątpliwie był kiedyś brunetem, sądząc po resztkach włosów dookoła  łysiny.

                                                                    c.d.n.


czwartek, 19 maja 2022

Trudny wybór - 22

 Następny  dzień Adela i  Emil spędzili w dwóch odległych  od siebie   bankach co im zajęło niemal  pół dnia, w spółdzielni nie  załatwili  sprawy tak, jak to sobie  wyobrażał Emil, za to  znaleźli chętnych na  wynajem tego  mieszkania- na  razie na rok i oczywiście z możliwością przedłużenia  umowy  na rok  następny. Najemca był kuzynem jednej  z pań pracujących w owej  spółdzielni i Emil  umówił  się  z tym człowiekiem  na sobotnie  przedpołudnie by obejrzał  lokum.  Okazało się, że będzie  tu  mieszkało  młode małżeństwo , bo niestety  mieszkanie z rodzicami pod jednym dachem było jednym niekończącym się pasmem  awantur- po prostu rodzice pana młodego nie  akceptowali jego małżeństwa, a ich własne  mieszkanie  to było dopiero na  etapie dziury wykopanej  pod wieżowiec. Na  dodatek owa nieakceptowana żona była od trzech  miesięcy  w ciąży. Emil  zostawił im wszystkie  meble   jakie tam  były, spakował  tylko i  zabrał resztę  rzeczy osobistych, zostawił też wyposażenie kuchni. Zdążyli jeszcze tego  samego dnia podpisać  umowę u  notariusza i zameldować najemców w  tym  mieszkaniu. Emil umówił  się  z najemcą, że lokatorom budynku będą się podawać  za  daleką  rodzinę Emila , a Emil to potwierdzi gdy  go ktoś będzie o  to  pytał.

Gdy wreszcie jechali  do  domu Adela  powiedziała - ja  chyba  nigdy  nie  zrozumiem  ludzi- dziwi  mnie i przeraża taka  sytuacja. Jak  można  zachodzić  w ciążę gdy się nie ma własnego  mieszkania, gdy  się  wie, że teściowie gdyby  mogli to by synową utopili w łyżce wody. Na co ci młodzi  liczyli? Na cud, że teściowa ją nagle polubi bo nosi  dziecko jej syna?  Żal mi tej dziewczyny, wygląda na  bardzo  nieszczęśliwą, co  mnie  nie dziwi. Ja też byłabym nieszczęśliwa gdyby mnie twój tata  nie  akceptował. Ciekawe ile  czasu będą  czekać na własne  mieszkanie. Jeszcze i tak mają dobrze, bo są w normalnej,  sprawdzonej  spółdzielni a nie u prywatnego developera. 

Maleństwo kochane - ty jesteś po prostu  niezwykle  uporządkowaną,  myślącą i przewidującą kobietą. Szalenie  trzeźwo myślisz,  co czasami mnie  zaskakuje,  ale jednocześnie cię  podziwiam. Zupełnie jakbyś  była starsza o 30 lat. "Maleństwo  kochane" popatrzyło na na Emila  i wyszeptało - gdybym  była taka mądra i  rozsądna jak ty to widzisz - to nie związałabym  się z Kamilem.  Ale bardzo  możliwe, że właśnie ten dość krótki  związek nauczył  mnie, by wszystko  analizować od podszewki a nie  zachwycać  się  pięknym wierzchem. Cały  czas dręczy mnie, że byłam  wtedy  taka  głupia ale jednocześnie cieszy mnie  to, że  w pewnym  momencie oprzytomniałam  i wszystko przeszło na inną płaszczyznę. Widocznie wszystko na co  się  natykamy  w życiu  ma  swój cel. Nawet nie  wiesz, jak trudno mi było powiedzieć ci o  tym, że byłam kiedyś  związana  z Kamilem. Byłam świadoma tego, że  powiedzenie ci o tym może wyeksportować  mnie  natychmiast  z twoich  myśli,  a jednocześnie  czułam, że nie mogę tego ukrywać, bo ukrywanie  tego wypaczy to wszystko co  się  właśnie  pomiędzy  tobą i  mną  zaczynało. Mój trzeźwy mózg cały czas świecił czerwone  światło ostrzegawcze a ja jednak ci to wszystko powiedziałam. Tak właśnie  u  mnie  zadziałała  podświadomość. I moje trzeźwe myślenie to taka  stała  konfrontacja tego co myślę  i tego co  mi podpowiada  intuicja.  W kwestii posiadania  dzieci to jak  dotąd jest  zadziwiająca  zgodność  tego co  mi nakazuje mózg i tego co podpowiada  intuicja. Dziecko musi  być "produktem" miłości  i spokoju, przemyślanym, oczekiwanym a nie czymś przypadkowym lub scalającym rozpadający się  związek, nie może być też elementem przetargów. Okazuje się, że większość mężczyzn dojrzewa  do ojcostwa mentalnie dużo później  niż kobiety. Wyniki badań, które były  przeprowadzone wykazały, że panowie do ojcostwa  dojrzewają najczęściej po pięćdziesiątym roku życia i są wtedy  świetnymi tatusiami i doskonałymi  mężami.Więc  może owe przedwojenne  przekonania, że mężczyzna  powinien  być od kobiety starszy i  mieć już ustabilizowaną sytuację społeczną i  materialną  wcale nie były takie  głupie? Druga  wojna  światowa  przeorała na wylot ówczesny  sposób  myślenia i obyczaje, ale nie  we  wszystkich dziedzinach wyszło to najlepiej.

Ja jeszcze  nie jestem mentalnie  przygotowana  na dziecko, jeszcze  mój zegar  biologiczny nie  doszedł do takiej  pory. Jestem  wciąż jeszcze  myślami  przy  tym by zdać egzamin, popracować  wykorzystując to,  czego  się  nauczyłam. Nie chcę żyć w rozkroku i balansować pomiędzy pracą a niemowlęciem. Jeszcze  mnie czas w tę  stronę  nie pogania. Ale wiem, że na pewno będziemy  rodzicami, ale nie teraz/zaraz.

Emil przytulił ją, dość długo milczał i powiedział - też tak  myślę. W końcu  nie po to skończyłaś studia  by zaraz po  nich ugrzęznąć  przy  dziecku. Rozumiem  to i w pełni popieram  twoje  stanowisko w tej  sprawie. Ja tylko chciałem  wiedzieć,  czy w ogóle bierzesz pod uwagę mnie jako ojca  dzieciom. Bo ja chcę, byśmy mieli dziecko,  ale  sama myśl o tym, że będziesz  musiała przebrnąć przez trudy porodu przeraża mnie totalnie. 

Adela roześmiała  się - nie jesteś  w tych obawach odosobniony- mnie też  to przeraża. Może kiedyś,  skoro już istnieje technika in vitro, zostanie ona na tyle udoskonalona, że będzie można z góry wybrać  płeć  dziecka a ono będzie się  rozwijało poza organizmem  kobiety w jakimś pojemniku w ściśle kontrolowanych warunkach. Coś   w tym  stylu jak  dziś wylęg piskląt w inkubatorze. Ale mam podejrzenia, że taki rozwój techniki  niestety szybko  nie nastąpi i my nie  załapiemy się na to. Wiem, że na pewno  będziesz świetnym  ojcem, bo wyniosłeś  bardzo  dobre wzorce z  domu. Mało która  z moich   znajomych  ma tak fajnego  teścia jak  ja. A wzorce  wyniesione  z domu odgrywają  ważną  sprawę w dorosłym życiu, bo najczęściej,  zupełnie  nieświadomie powiela  się to, co było w  domu  rodzinnym. Ja  to akurat nie bardzo  co mam powielać, no ale mnie  jest obojętna płeć dziecka które kiedyś  urodzę - byle tylko było bez jakichś  wrodzonych wad  rozwojowych. Innych  wymagań nie mam. I chciałabym być z dzieckiem w domu przynajmniej przez  pierwszy rok  jego życia. I dlatego chcę też  wpierw nieco ugruntować sobie  przed  macierzyństwem  swoją pozycję  w  zawodzie.

No to  się może  w pełni udać- stwierdził Emil- gdy  będziesz zatrudniona  w  kancelarii, bo wtedy nie  będziesz musiała być  cały czas  poza  domem. Podobnie  zresztą i  ja, więc  wtedy gdy ty  będziesz  musiała być poza  domem ja będę  się  zajmował  dzieckiem. A jak  znam życie to mój ojciec będzie super  nianią- no może nie  dla noworodka  ale  dla  rocznego  bobasa już tak. No  a wiadomo, że Helena nie  zostawi ojca samego z dzieckiem. Ona i ojciec  też są  ze sobą "trudni  do  rozdzielenia" - zupełnie jak  my.

W piątek od  samego rana "było co  robić"- tyle  tylko, że nie na  miejscu. Adela musiała szybko jechać do Urzędu  Patentowego,  a Emil wybrać  się  z  dwoma  konstruktorami do zaprzyjaźnionego Instytutu.W  związku  z tym samochód wzięła Adela, Emil  pojechał z konstruktorami  ich  samochodem. Oczywiście  mieli być  w kontakcie  telefonicznym. Przy  okazji Adela   dowiedziała  się,  że egzamin  będzie pisała  w pierwszej  połowie  kwietnia, oczywiście o  dokładnym  terminie   zostanie powiadomiona. I będzie to tylko  egzamin pisemny. A wyniki będą  wiadome  dopiero kilka  dni później, gdy  wszystkie prace  zostaną przeczytane i ocenione. Miała tym   razem naprawdę  sporo pracy i dopiero  pod  koniec  dnia dotarło do niej, że Emil do  niej  nie telefonował ani nie przysłał żadnej wiadomości. 

Gdy  skończyła pracę było już po godzinie  szesnastej i postanowiła  wpaść do barku na kawę i zagryźć ją  jakimś ciastkiem, bo  już była głodna - ich drugie  śniadanie  spoczywało spokojnie  w biurku. W holu na dole postanowiła wysłać sms  do Emila i gdy mozolnie wystukiwała jego treść poczuła, że ktoś od   tyłu bierze ją za łokieć. Zła i nieco przestraszona  odwróciła się - za nią stał Emil. Stałem na wprost windy- nawet okiem na mnie  nie  rzuciłaś- tak byłaś  zajęta  swoim telefonem! No właśnie zaczęłam pisać  do ciebie smsa, bo cały  dzień  nie  dawałeś  znaku życia i byłam  zaniepokojona. Skąd się tu wziąłeś ?  Chłopcy mnie tu podrzucili, sprawdziłem, że stoisz na parkingu,  więc postanowiłem  na  ciebie  zaczekać, nie chciałem sam  siedzieć  w domu. A  nie pisałem, bo  pomyślałem, że masz  dziś sporo pracy. No to sobie tu spaceruję zerkając na windę i schody - ale nawet  nie zerknęłaś na otoczenie. 

Nie  zerknęłam,  bo nie szukam wrażeń.  Egzamin będzie w pierwszej połowie kwietnia i to tylko pisemny. No to jedźmy do  domu, jestem okrutnie  głodna, nie pomyślałam o wzięciu śniadania z biurka. Ja  zjadłem w barku w Instytucie. Podobno to był jakiś  torcik, ale kawa była dobra. Adela  wcisnęła mu do ręki kluczyki -skoro już jesteś  wzmocniony  kawą to prowadź, lubię gdy ty prowadzisz. Mogę wtedy trzymać  rękę na twoim udzie  i patrzeć na  ciebie jak przygryzasz  delikatnie dolną  wargę. Nie wiem  czemu, ale zawsze tak robisz.  Maleństwo, nie jestem  z kamienia, to reakcja  na twój dotyk. Każdy twój dotyk elektryzuje  mnie. I vice  versa - odpowiedziała  Adela.

Adela cofnęła rękę, ale Emil  zaprotestował- nie zabieraj  ręki, uwielbiam gdy tak ją tu trzymasz - to mnie umacnia w przekonaniu, że  nadal  mnie chcesz. A w prowadzeniu to  mi nie  przeszkadza. A może  chcesz byśmy wpadli  do pierogarni? Możemy  zjeść  na  miejscu i  dokupimy  coś do  domu. Dobrze, z chęcią zjem jakieś pierogi. A jak zjemy to  zadzwonimy do taty i Heleny,  może im też jakieś  pierogi kupimy- zgodziła  się  Adela.

Jedzenie   zimą  pierogów  z truskawkami  lub jagodami jest niewątpliwie  atrakcją.Wracali  do  domu z siatką  pełną  pierogów.  Ojciec i  Helena  ucieszyli się  z pierogów - mieli nawet zamiar  wybrać się  do pierogarni,  ale w tym układzie już  nie  musieli.

 W domu Adela stwierdziła, że ptasi  domek ma  brudną  "podłogę", więc wzięła  się  za porządki, narzekając, że ptaszki strasznie  brudzą w  domku. No to trzeba będzie nakleić  im  w środku karteczki z napisami, żeby  nie brudziły - orzekł z pełną  powagi  miną Emil.  A od kiedy  w takim razie  zaczniesz je uczyć  czytania? - zapytała  Adela. Przeszukali posiadane  materiały biurowe i z plastikowych przekładek powycinali prostokąty  pasujące  wymiarem  do podłogi  domku, potem ptasi  karmnik Adela  zdjęła z parapetu, wyczyściła i  dała plastikową  podkładkę na podłogę. No to następnym razem tylko zmieni  się podkładkę i  nie trzeba  będzie  odinstalowywać karmnika,  wystarczy zmiana  podkładki. Powinnam to  chyba opatentować - śmiała  się Adela. Szkoda  tylko, że to  się nie  nadaje do opatentowania. Emil śmiał  się - no proszę - zaczynasz  mieć  dolegliwości rzecznika  patentowego rozpoczynającego swą  karierę  zawodową. 

Ale wiesz, ty masz kilka patentów, które mnie  zadziwiają i uwielbiam gdy je  stosujesz. Nie wiem wcale co masz na myśli - zdziwiła  się  Adela. Nie  wiesz, bo robisz to na  wyczucie, poza tym to tak naprawdę to nie są  patenty- w tym wypadku wyraz "patent" jest przenośnią.

                                                                        c.d.n.



środa, 18 maja 2022

Trudny wybór - 21

Do Warszawy ruszyli 2 stycznia około południa. Z uwagi na dość uciążliwą pogodę  wybrali tym razem  inną  drogę - może nieco  bardziej  obciążoną pojazdami ale była  to droga o "wyższej  randze", o której  było wiadomo, że jest w pierwszej kolejności  zimowego utrzymania. Cały  czas coś mżyło, nie był to deszcz,  nie był to też śnieg - po namyśle Emil  zakwalifikował to  jako opadającą  mgłę. Za  kierownicą  siedziała Adela. W drugim samochodzie  prowadził Piotr. Proponował Helenie, by  prowadziła,  ale  Helena stwierdziła, że dawno  nie prowadziła  w czasie takiej  obrzydliwej  pogody i  się  boi. 

Podobnie  jak   w drodze  do Nałęczowa Adela  jechała pierwsza. Jechała nie przekraczając  szybkości 80  kilometrów, nawet gdy było dość pusto. Nie chciała  ryzykować, rzadko  jeździła poza  miastem w  warunkach   zimowych. Pomimo niezbyt szybkiej  jazdy na Ursynów dotarli przed upływem  dwóch  godzin  od  chwili  wyruszenia  w  drogę. Helena  proponowała  siostrze by zjedli u  niej obiad,  ale  Żenia bardzo  podziękowała i prosiła, by ich  od razu  odwieźć do  domu. Tak więc w pewnej  chwili Emil  odebrał telefon od  Heleny, żeby jechali na Ursynów sami,  bo oni  wpierw odwiozą Żenię z mężem  do  domu.  Wobec tego Emil i Adela  skręcili na Ursynów, a Piotr pojechał na  Mokotów. W domu Adela stwierdziła, że było na tym  wyjeździe super,  ale jeszcze fajniej jest  wrócić  do własnego  domu. A mamy co jeść dziś na kolację ?- zainteresował się   Emil.  Myślę, że tak , zaraz  włączymy mikrofalówkę, lekko rozmrozimy upieczonego już indyka, przełożymy  go do piecyka , podsmażymy ryż, wyjmiemy  z lodówki  sałatkę, która na  nas czeka  w słoiku. I mamy jeszcze   jakieś  słodkości schowane  na  ciężkie  czasy. 

A kiedy idziemy  do pracy- jutro?  Nie, jeszcze nie jutro,  ale  pojutrze już idziemy. Na jeden dzień, bo to piątek. I jeszcze  mamy trochę zaległego urlopu- ja  tydzień a ty dziesięć  dni. To  nieźle coś pokombinowałaś  ze  swoją nową przyjaciółką - śmiał  się Emil. No wiesz, po prostu  "po przyjaźni" mamy to, że nie  musieliśmy  brać  całego  zaległego urlopu, bo powiedziałam, że  chcę  te dni  zachować gdy będę  się przygotowywać do egzaminu   rzecznikowskiego. Ona się nie może nadziwić, że mnie  się chce  jeszcze uczyć. Nasz  naczelny też się  dziwi.  Ciekawe czy  już poderwał jakąś  mężatkę w naszym biurze.  Dużo  się nie  napracuje nad poderwaniem, bo  tu 3/4 pań  to mężatki. Takie, co to już  dawno  by się  rozeszły gdyby nie polskie  warunki mieszkaniowe.  Przecież  wynajęcie  mieszkania to kupa  forsy - nie stać  na to kobiety po rozwodzie. Wszak  kobiety  wciąż  mniej  zarabiają. 

Rozmawiałam  kiedyś z jedną  adwokatką która  twierdzi,  że niestety panowie nagminnie nie płacą  alimentów. Prowadziła  sprawę faceta, który  zalegał z płaceniem alimentów, twierdząc, że nie  rozumie  dlaczego jego  syn został przyznany matce, której nie  ma całymi   dniami  w domu, więc  się nim nie ona  opiekuje a szkoła, świetlica i podwórko. Chłopak ma już 10 lat, na sprawie zapytany u kogo  woli  być powiedział, że mu wszystko jedno i został przypisany matce.  A ten pan pracuje w domu i jak  twierdzi on i jego znajomi, mógłby się  dzieciakiem zająć, bo wszystkie służbowe  sprawy załatwia poza domem przed  południem, a wtedy dziecko jest   w szkole. A nie płaci, bo gdy płacił to pieniądze się tej  pani rozpływały, a on  musiał dzieciakowi wiele rzeczy kupować oprócz płacenia  alimentów.  Podobało mi się podejście tej  adwokatki- ona twierdzi, że gdyby kobiety dawały panom rozwód bez problemu pod warunkiem, że zabierze  do  siebie dziecko to byłoby  rozwodów  mniej  i każdy facet-tata zastanowiłby  się 5 razy  nim by skoczył w bok i zażądał rozwodu bo mu się  żona znudziła.  Poza tym nikt nie  bierze pod  uwagę  faktu, że żona  też  może być  znudzona mężem a jeszcze częściej mocno  zawiedziona. Zdaniem tej pani to polityka  sądów rodzinnych jest nieodpowiednia , bo to bzdura , że  dziecku będzie  dobrze tylko u matki. Owszem,  będzie lepiej oseskowi, bo wszak faceci  nie  mają pokarmu a podobno pokarm  matki jest najlepszy. Ale  chyba  zapominają, że tylko wtedy  gdy matka  się odpowiednio odżywia.  

Rozmawiałam  kiedyś z matką trójki dzieciaków i przekazała  mi  w  sekrecie gwarantowany  sposób by dziecko w nocy dobrze  spało - przed karmieniem piersią należało wypić  kieliszek whisky. Szczerze  mówiąc to mnie  zatkało z wrażenia i nie wiedziałam co odpowiedzieć,  więc tylko powiedziałam - ojej, nie  miałam o  tym pojęcia. Bo faktycznie  nie miałam. I do dziś mnie  zastanawia  dlaczego  akurat whisky, a nie  na przykład koniak. Potem  pomyślałam, że może tańsza, ale że nigdy nie kupowałam owych  trunków  na  butelki to nie znam różnic  cenowych. I dobrze, że  zostałam   wywołana na rtg, bo już  miałam dość  wynurzeń owej kobiety. I pomyślałam, że potem, gdy  dziecko  w  szkole  miewa  problemy z nauką, szkolny psycholog (o ile jest) zachodzi   w głowę co z tym dzieckiem jest  nie tak, bo rodzina  porządna, nikt  nie pije a ono  jakieś  takie  "niemotne",  z trudem wszystko przyswaja.

Emil był zdumiony- tak ci to opowiedziała  nie  znając  cię? Adela uśmiechnęła  się - widać, że  rzadko bywasz w różnych  przychodniach państwowych,  w których się  czeka godzinami. Czekając  przechodzisz dwukierunkowe  przeszkolenie - pierwsze to jest ćwiczenie  cierpliwości, drugie - stajesz  się mimo woli słuchaczem i powiernikiem  cudzych  problemów,  wspomnień, lęków.  Czasem naprawdę  bywa  ciężko by nie  wybuchnąć śmiechem lub  nie powiedzieć by się  ten opowiadający po prostu zamknął. Oczywiście najczęściej wysłuchuje  się  zwierzeń kobiet, bo kobiety są bardziej komunikatywne i otwarte,  ale  faceci też potrafią poinformować otoczenie  o swoich   chorobach i troskach. Zapewne nie mają  w domu komu  się  zwierzyć  ze  swych lęków,  obaw, odczuć.  Starsi faceci, to głównie zaczynają od pytania,  czy wiesz  coś na temat lekarza  do którego czeka się  w kolejce, młodsi zaczynają od  narzekania na  czekanie. Myślę, że socjolodzy mieli by niezły  materiał do  swych  badań.  I dlatego  zawsze zabieram  ze sobą  książkę i czytam - widok osoby czytającej to sygnał, że to tak  zwanie "nieużyta osoba" - nietowarzyska, więc nie  pogada się  z taką.

Ojej, Maleństwo   coś  ze mną jest  nie tak - zupełnie  zapomniałem ci  powiedzieć, że  gdy  zapisywałem  ojca do tej  prywatnej  przychodni to i nas  zapisałem. Oni mają również  szpital. Chyba  byłem bardzo skołowany tą onkologiczną  historią  ojca i dlatego  wyleciało mi  to  z głowy. Mam jeszcze  w portfelu kartę, którą ci  muszę dać.

I bardzo dobrze, że jutro nie idziemy do pracy- musimy razem pojechać  do banku, bo musisz  złożyć swój podpis i jeszcze  kilka innych  spraw załatwimy jutro. A po co  ci mój  podpis? dopytywała  się Adela. No  bo albo  założymy  ci oddzielne  konto,  albo  moje zrobimy kontem wspólnym.No i  trzeba  właściwie  dwa banki odwiedzić - powiedziała  Adela-mój też, to dam ci upoważnienie do mego  konta. Dużo tam nie ma,  ale na jakieś  fajne  wakacje pewnie  wystarczy. 

Jest jeszcze ciągle to moje  mieszkanie w firmowym bloku. Musimy się  razem zastanowić  co  z nim zrobić.  Adela zamyśliła  się - chyba  powinieneś je wynająć, żeby nie  generowało kosztów i tym samym trzymać je jako lokatę. Sprzedać  zawsze  zdążysz. Emil zamyślił  się i po chwili powiedział - ja chcę by ono było i twoją własnością. Musimy  chyba wpaść też do  tej Spółdzielni, która to mieszkanie   budowała. Na pewno będziesz  musiała stać  się członkiem  tamtej Spółdzielni, żebyś  mogła  zostać współwłaścicielem  tego  mieszkania.

Mileczku, ja przecież  jestem współwłaścicielką  tego, nie wystarczy?  Emil  uśmiechnął się -  nie wystarczy, chcę by i tamto było naszą  wspólną własnością. Nie  dotarło jeszcze  do ciebie, że  wszystko co było dotąd tylko moje  chcę i  muszę dzielić z tobą? Samochód też jest zapisany jako nasza  współwłasność. A co będzie, gdy  mnie przestaniesz kochać? - spytała całkiem  poważnie.  Emil popatrzył na  nią i powiedział - nie licz na to. Będę  cię  kochać do końca  swego życia bo jesteśmy  sobie  przeznaczeni. Mówiąc tak  robisz  mi przykrość. Ja  naprawdę  wiem co  czuję i  co mówię. Nim ci się oświadczyłem dobrze  to  przemyślałem,  wszystko przeanalizowałem.  Bałem się  tylko, że mnie nie zechcesz.

To nawet dość  zabawne - oboje baliśmy  się odrzucenia- stwierdziła Adela. Przepraszam, jeśli powiedziałam  coś,  co cię uraziło. Chwilami boję  się po prostu, że to wszystko jest pięknym  snem a  nie rzeczywistością. Emil objął ją mocno i pociągnął do lustra w przedpokoju. Zobacz to my, ty i ja, razem, bo tak  chcieliśmy i chcemy, bo się kochamy. Wiem, że miłość, trwałość  związku, wzajemne opiekowanie  się  sobą to dziś mało  modne sprawy. Ale ja jestem staromodny- kocham cię,  chcę się tobą opiekować, dzielić z tobą wszystkie radości i  smutki. Bo smutki na pewno też nas  dopadną,  ale będziemy razem się  przed nimi bronić.

A skoro już mamy dzień pewnych  pomysłów i ustaleń to ja mam do ciebie,  Maleństwo, pytanie : czy widzisz  nas w roli rodziców?  Adela długą chwilę  milczała, potem  westchnęła i  powiedziała- widzę,  chociaż jakby za mgłą. Myślę, że powinniśmy  się  wpierw nacieszyć sobą, by  nieco opadła  z nas  euforia, byśmy się jeszcze  lepiej  poznali w  życiu  codziennym. I wtedy dopiero  podejmiemy decyzję. Po prostu odczekajmy jeszcze przynajmniej rok.  Bo rodzicielstwo niesie  za sobą pewne  wyrzeczenia, więc myślę, że byłoby dobrze, żebyśmy nieco "okrzepli" w swych  nowych  rolach małżonków nim podejmiemy  następne.  I nim się zdecyduję to chciałabym przejść  szczegółowe badania, żeby się nie przytrafiło coś  złego. Wiem, że będziesz naprawdę cudownym ojcem , tak jak jesteś  dla  mnie   cudownym mężem. I wiem, że popełniam  w tej  chwili błąd strategiczny, bo większości facetów  we łbie  się przewraca gdy coś takiego słyszą. 

Emil z hukiem padł przed  nią na kolana- jeszcze  trochę  a  zacznę się  do ciebie  modlić- nie wiem skąd  wiesz co ja  myślę, ale myślę tak  samiutko. Chcę byśmy mieli dziecko, lub nawet  dwoje,  ale też uważam, że będzie lepiej dla nas, gdy nie nastąpi to teraz/zaraz. A tak naprawdę - to czy i  kiedy będziemy mieli dziecko zależy od  ciebie bo to ty będziesz obciążona  ciążą, porodem i większą częścią opieki nad  dzieckiem. Ja ci tylko będę  we  wszystkim pomagać.

Wiem, kochany,  wiem. Wstań, ściągaj  spodnie,  zobaczymy  czy kolana  masz  jeszcze całe, bo  może okład trzeba  ci  zaaplikować. O tak, jęknął Emil - koniecznie okład i masaż wykonany  twoimi  łapkami. 

                                                                           c.d.n.


wtorek, 17 maja 2022

Trudny wybór - 20

 Po czterech   godzinach zabiegów cała  szóstka znikała  w swych  pokojach. Obsługa  hotelowa  chyba  dobrze wiedziała, kiedy goście są na  zabiegach, bo gdy  wracali do  swych  pokoi były już one posprzątane, ręczniki   w łazience  zmienione, pościel uporządkowana a pokój wywietrzony. 

Kończący się  rok był dla  Adeli męczący -  zmiana  pracy,  pisanie  pracy magisterskiej, koniec studiów, egzamin  końcowy a do tego wszystkiego zupełnie niespodziewana  miłość, znów intensywna  nauka związana  z przygotowaniem  się do roli rzecznika  patentowego, ślub, szukanie  mieszkania,  zmiana   mieszkania i przeprowadzka.  Po  zabiegach gdy  wracali  do pokoju  bardzo  szybko zasypiała  w ramionach  Emila.  Zwykle  w  godzinę później  on  też   zasypiał. Cieszył  się, że Adela  ma choć kilka  dni całkowitego  relaksu. Przyglądał  się  jej  z rozrzewnieniem - przy  nim  była taka  malutka a gdy tak leżała  przytulona wydawała  mu się bardzo  bezbronna. 

Nadal  uważał, że była tą  dziewczyną z jego  snów. Nie  należał do bardzo  kochliwych  facetów, sama uroda dziewczyny nie powodowała u  niego  szybszego  bicia  serca. To  musiał  być  zespół cech. Inteligencja i kultura osobista  na dwóch pierwszych  miejscach, a na trzecim  dopiero  miejscu  była uroda. Przypatrywał  się śpiącej  Adeli i  usiłował  sobie  przypomnieć pewien  szczegół - dziewczyna  ze snu miała w którymś miejscu malutki okrągły znak  na skórze, tak  jakby malutkie odbarwienie lub bardzo  płytką  bliznę, o powierzchni  nie  większej  niż damski  paznokieć u małego palca. Postanowił, że powie jej o tym śnie  jeszcze  raz - przecież  nie  wyśmiała go, gdy o nim raz mówił,  a temat  reinkarnacji nie był jej obcy. Przecież  opowiedziała  mu, że kiedyś, gdy jeszcze  była nastolatką wyśniło się  jej  miejsce w którym  za  jakiś  czas znalazła  się podczas  wakacji.  Była  zdumiona, że gdy tam  przyjechała  jej pierwszą  myślą było -  ja tu już  byłam. Co prawda w chwilę  potem  pomyślała,  że przecież nigdy  dotąd  nie  wyjeżdżała  nigdzie  sama, więc  chyba jej  się  coś pomyliło.  Ale przydarzały się  jej i inne, jak je  nazwała "dziwne" rzeczy - nie  często, ale jednak - kiedyś na  wakacjach, gdy  siedziała z innymi przy ognisku, przeleciało jej  przez  myśl, że zaraz  dojdzie  do  nich jakiś nieznajomy mężczyzna i skrytykuje ich  za to, że siedzą  po nocy zamiast spać.  I była  mocno  zaniepokojona, gdy rzeczywiście w 10  minut  potem jakiś  nieznajomy podszedł do  nich i obrzucił ich  stekiem  wyzwisk. I było jeszcze   coś - od  dzieciństwa panicznie  bała  się  deszczu - jeśli zdarzyło się, że deszcz zaczął padać, gdy  była  akurat  na  spacerze, ona zaczynała  przeraźliwie  płakać i starała  się uciec. Teraz, jak mówiła Emilowi, bardzo nie lubi deszczu i  nie  może  zrozumieć jak  komuś  może podobać się spacerowanie  w  deszczu. Nie  bała się natomiast  burzy, błyskawice ją niemal  zachwycały, grzmoty  nie  straszyły- oczywiście gdy te  zjawiska obserwowała siedząc  w mieszkaniu. Nie przerażał jej też  widok krwi. Sama z własnej inicjatywy  ukończyła kurs udzielania  pierwszej  pomocy. I, co Emila  zachwycało - potrafiła  sprawnie i  z sensem posługiwać  się  narzędziami i wiele  prac domowych- technicznych potrafiła  zrobić  sama. Gdy Emil usiłował dowiedzieć  się kto ją tego nauczył powiedziała- no przecież  mam oczy i rozum- widziałam  jak  fachowcy to robią. Przez mieszkanie moich rodziców przewijali się  różni "naprawiacze", bo  mój ojciec nigdy niczego  sam nie naprawiał- zawsze wzywał "fachowca". Nie wiem czy  nie  potrafił czy najzwyczajniej  w świecie nie lubił tego  robić. Podejrzewam, że po prostu  nie lubił.

Wszystkie "pozabiegowe" rozmyślania  Emila  wpatrzonego w śpiącą spokojnie Adelę kończyły  się delikatnym pocałunkiem, który  zawsze  wywoływał większe  przylgnięcie Adeli do niego, a on   w chwilę  potem  zasypiał.

W Sylwestra posiedzieli nieco dłużej przy  kolacji, do której  zamówili tym  razem  wino, bo  dziwnym  trafem nikt  z tego  grona  nie przepadał za szampanem. Około godziny  dwudziestej drugiej, sala  jadalna opustoszała, wiele osób  wybierało się na  zabawę  sylwestrową do innego  hotelu. Adela  stwierdziła, że Nowy  Rok i tak nadejdzie,  nawet jeśli  nie będą na niego  czekać na parkiecie lub przy zastawionym jedzeniem stole. Razem z Emilem "pożyczyli" reszcie rodziny  by  spełniło się w kolejnym  roku  wszystko czego pragną i poszli do  swojego pokoju. 

Mijający rok  żegnał ich  dość parszywą pogodą - było zimno, wiał  wiatr  i padał deszcz. Dobrze, że nie  wracamy jutro, bo mam wrażenie, że nad  ranem będzie  nieprawdopodobnie  ślisko, to  może po prostu  zamarznąć i na  szosie  będzie  "szklanka"- stwierdził Emil. Popatrz -  termometr wskazuje, że  są  +2 stopnie, ale to  nie jest metr nad  gruntem. Przy  gruncie  na pewno  jest  zimniej. Chodź  moja   cudna, umyjemy  się i sprawdzimy  czy  nadal nasze  łóżko jest tak  samo wygodne. W czasie wzajemnego mycia  się,  Emil  zapytał- czy masz  jakieś malutkie  blizny oprócz tej na nodze? A czemu pytasz? nie lubisz dziewczyn z jakimiś  bliznami? Na  szczęście nie  miałam więcej  działań chirurgów na mym  ciele. Ale mam na lewym ramieniu ślad po szczepieniu ospy,  już prawie niewidoczny i drugi, wysoko na udzie, też po ospie,  ale po wietrznej ospie, na którą  chorowałam gdy byłam małym  dzieckiem. Oczywiście  to  tylko ja  mam  pamiątkę  po ospie  wietrznej, bo sobie  to ponoć  sama  rozdrapałam i  zakaziłam i długo  mi to ropiało. Zupełnie  nie pamiętam tej  ospy wietrznej  u siebie. No  powiedz,  co cię  tak nagle  napadło z tymi bliznami?

A nie  będziesz  się ze mnie śmiała?  Adela pokręciła przecząco  głową- przecież  nigdy  się  z ciebie  nie śmieję, nawet gdy  mówisz o  mnie, że jestem cudna, co jest wszak  wielką  bzdurą. Ale dla  mnie ty naprawdę jesteś  cudna, uznaj to, proszę. Sama mówiłaś, że najważniejsze jest to co my o sobie  wzajemnie  myślimy! 

A z tymi  bliznami - bo przypomniało mi się, że ta dziewczyna ze snu  miała malutką bliznę, a  może  odbarwienie wielkości paznokcia u twojego  małego palca, ale nie  zapamiętałem  w którym  miejscu. Bo naprawdę- to ty mi się śniłaś- uzmysłowiła mi to nasza pierwsza noc. Dla  mnie najdziwniejsze było to, że  za każdym  razem śniłaś mi się tak samo.  I to wrażenie gdy wszedłem  w ciebie, że nareszcie! Tak  jakbym powrócił po latach podróży do miejsca które znam i kocham. Wierz  mi, nie  zmyślam tego. Pomyśl - zakochaliśmy  się w sobie  w tempie ekspresowym, to samo lubimy, to samo nam się podoba, wiem  czego   nie lubisz, co cię denerwuje. A przecież o tych  sprawach niewiele rozmawialiśmy. Adela odwróciła  się do Emila  bokiem i pokazała palcem - tu  gdzieś  jest ta  blizna po wietrznej ospie. Więcej ją widać gdy jestem opalona, bo ona się nie opala. Pewnie mocno  była  wyżarta w tym  miejscu skóra. Blizna, którą  mu wskazała była maleńka w miejscu zupełnie nie  eksponowanym, w górze uda  i  niemal w pachwinie. Oczywiście mini blizna  została  wycałowana, a Emil  pomyślał - to chyba  właśnie ta  blizna.

I.... ciągnęła  dalej Adela, wierzę, że ci  się  śniłam. Jest  na świecie  tyle wciąż  niewytłumaczalnych  zjawisk. A człowiek ma tendencję do klasyfikowania  wszystkiego i wkładania w szufladki już oznakowane etykietkami. Niewątpliwie  najprościej  jest uznać za nieistniejące coś  czego nie potrafimy rozpoznać i nazwać. Szczerze mówiąc - ja bardzo często słucham  swojej podświadomości  a nie  tego co mi logika i rozum  podpowiadają. To nie było mądre ani zgodne z logiką,  by lądować w łóżku z facetem, którego ledwie znam a który na  dodatek jest  moim przełożonym. I powiem  ci jeszcze  coś  śmiesznego - jesteś pierwszym blondynem, który mi się  spodobał - dotychczas nawet nie spoglądałam na blondynów i nigdy  z żadnym nie byłam  na randce,  a tym bardziej  w łóżku. 

Emil  roześmiał  się - dobre, kolekcjonowałaś  dotychczas tylko  ciemnowłosych! Tak, ciemnowłosych, bardzo szczupłych, wysokich  i  niepijących- nawet  nie  wyobrażasz  sobie   jak trudno w dzisiejszych czasach  takich  znaleźć. A do tego niezbyt  namolnych i trzymających ręce przy  sobie  a język  za  zębami. I była to bardzo   malutka  kolekcja. Głównie przeze  mnie. Podobno ja  się  wszystkiego czepiam. 

No  to Kamil wiedział, jakie  masz preferencje i zapewne  dlatego  mnie po ciebie wysłał- śmiał się  Emil. Eeee,  chyba  nie, przecież  wtedy  już nie byliśmy z Kamilem parą, byłam bardzo  zdziwiona, że jest  jeszcze w Polsce bo przecież  miał  wyjechać na kontrakt.  Nie mieliśmy  ze sobą   nawet kontaktu telefonicznego, myślałam, że dawno wyjechał.

On cię  chyba kochał- zauważył Emil. Być może- zgodziła  się  Adela - ale nie  daje się żyć na okrągło na dwa fronty - z jedną kobietą hodować  wspólne  dzieci  a  z drugą bywać  w łóżku. To  zawsze w pewnej  chwili przestanie funkcjonować. Ostatnie półtora  roku wcale   nie  rozmawialiśmy  ze sobą aż tu nagle  telefon, że załatwił mi pracę i  czy jestem zainteresowana. I jeszcze  mnie  na dodatek okłamał, że  to u jego kolegi. Byłam  pewna, że telefonuje z zagranicy.

Milek, mam do ciebie przeogromne  zaufanie, jeszcze  nigdy do  nikogo takiego  nie miałam. Podobnym  zaufaniem  darzę  ciocię  Helenę. Teoretycznie zapewne powinnam  mieć takie  samo do  swoich  rodziców,  ale  nie mam. Chcę być  tobą do swego ostatniego oddechu i odnaleźć cię potem w kolejnym wcieleniu. I wierzę, że życie to niekończąca  się historia.

Maleństwo kochane,  za 5 minut północ.Wiedz, że jesteś moim  szczęściem, tym co  mnie  najlepszego  mogło spotkać  i  spotkało w życiu. Zawsze będziesz  dla  mnie  najważniejsza i najukochańsza i nic nas nigdy  nie rozłączy.

Nowy  rok  powitał ich mrozem. Przy  śniadaniu Emil i ojciec stwierdzili, że trzeba będzie około południa ruszyć  samochody z parkingu, żeby podładować  akumulatory. I lepiej dziś  się zorientować jak przetrzymały nagłą  zmianę  aury. Co prawda było tylko  kilka  stopni mrozu,  ale lepiej, jak powiedział ojciec,  na  zimne podmuchać. Ku ich  wielkiej  radości obydwa  samochody odpaliły  bez  problemu, więc około pół godziny  krążyli po okolicy i powrócili by zdążyć na  zabiegi,  które dziś  były o wiele później niż dotąd. Adela  oczywiście pojechała  razem z Emilem, który mówił, że nie chce  by Maleństwo zostało samo. Helena  i jej  rodzice wybrali  się w tym  czasie na spacer. 

Tego wieczoru  w basenie pływali Emil, Piotr i Adela. Emil,  który świetnie pływał poprawiał Adeli koordynację  ruchów, a Piotr go  cały czas  rugał, tłumacząc, że nie każdy  musi pływać tak jak on. Adela tłumaczyła Emilowi, że to cud, że ona  pływa, bo ostatni  raz pływała  w basenie  w szkole  średniej. A przez całe  swe dorosłe  życie to nie  korzystała  z basenu i w ogóle nie pływała. Pracowała i studiowała. A Emil co i  rusz jej  powtarzał, że cudem jest to , że ona  go kocha,  a nie to, że pływa. Gdy Emil popłynął w  miejsce,  w którym można  było powalczyć  z przeciwprądem, do Adeli  podpłynął teść i powiedział - córeczko, widzę jak bardzo Emil  jest  z tobą  szczęśliwy i wierz mi- zawsze będę  dbał o  wasze  szczęście. On cię pokochał od pierwszego waszego spotkania. Tylko  strasznie  się bał, że go  nie  zechcesz.  Mówił mi, że mu się śniłaś na długo przed  tym nim cię poznał, wierzysz  w to?  Tak tatuniu,  wierzę, bo ja go też   bardzo, bardzo  szybko  pokochałam.  Mnie samą to tempo nawet  trochę  przerażało.

                                                                     c.d.n.

poniedziałek, 16 maja 2022

Trudny wybór - 19

 Droga do Nałęczowa zajęła im nieco ponad  półtorej godziny, jechali przez  Piaseczno, Kozienice, Puławy. Szosa była  miejscami bardzo mokra,  ale  temperatura  była na  plusie.  Rodziców Adeli zabrali   do  samochodu  Helena i  Piotr, a  samochód  młodych prowadziła Adela. Emil stwierdził, że dzięki temu  będzie  mógł  się  napatrzeć  na swoją  kochaną  żonę.  Adela pokiwała  głową i  powiedziała: a ja, skończona  naiwniaczka, myślałam że będziesz  robił  za pilota!  Żebym czasem  drogi  nie pomajtoliła. Jestem tak przez te święta przejedzona, że chyba mi się  nawet mózg zatłuścił i mam  jakieś luki w  pamięci. Wiem, że kiedyś byłam w Kozienicach, ale zupełnie  nie pamiętam po co i  z kim. No  dziura  w pamięci!  I nazwa  Kozienice  kojarzy  mi się tylko z tym , że siedziałam tam w  samochodzie, na coś  czekałam i  się piekielnie  nudziłam. Pewnie  z którymś  z  dyrektorów, tylko nie pamiętam  z którym.

W tej chwili  sobie uświadomiłam, że większość facetów na dyrektorskich  stanowiskach nie należała do wysokich i w moim odczuciu wszyscy  byli  do siebie  podobni.  Większość  nie przekraczała na moje oko 175 cm  wzrostu, wszyscy  garniturowcy z lekką nadwagą. Odnosiłam  wrażenie, że  wszyscy przechodzili jakieś   szkolenie, jak dziewczyny, które chcą  zostać  modelkami. Nasz techniczny na pewno ma więcej  niż  metr  siedemdziesiąt  pięć -  powiedział Emil. Jest mojego  wzrostu a mam ponad  metr osiemdziesiąt. No fakt - zgodziła  się  Adela, ale jest  łysy jak damskie kolano. Mileczku, daj  mi do dzioba  kawałek, ale mały,  czekolady z orzechami. I powiedz  mi, dlaczego nasza  kierownica  nie ma nowego pokrowca? Hmmm, bo mam  sklerozę i   zapomniałem go wziąć z sypialni. Już  się  zdążyła poskarżyć, że ją olałem? Adela  zaśmiała  się  -  nie śmiała się poskarżyć, tylko mnie  się  właśnie przypomniało, że mamy  nowy pokrowiec  na  kierownicę. Też o  nim  nie pamiętałam  gdy  wychodziliśmy  z domu.  Za to pamiętałam by drzwi zamknąć i na  dolną  zasuwę. I zasunęłam bezpieczniki w oknach. Fajnie, że będziemy  mieli jeszcze  kilka dni wolnego nim  wrócimy do  pracy.  I wiesz? Aż mi dziwnie, że już będę  miała  wszystkie  soboty  wolne. Milku,  a Meksykanki  są  ładne?  

Niektóre tak, te  z domieszką  sporej ilości krwi konkwistadorów hiszpańskich. Cortes wylądował  tam w1519  r i  w dwa lata później  państwo Azteków stało  się  kolonią  hiszpańską.  U ojca  znajdziesz  świetną  książkę, napisaną przez Germana  Arciniegasa, to "Burzliwe dzieje  Morza  Karaibskiego". Książka  super, jej  autor był historykiem, z pochodzenia  Kolumbijczykiem, pisarzem, sprawował też funkcje  państwowe w Kolumbii. Dobrze, że PIW ją  wydał. 

A miałeś w Mexico City jakąś dziewczynę? Miałem,  ale bardzo krótko bo powiedziałem , że nie  zamierzam się  z nią żenić i na pewno  nie  zostanę na stałe w Meksyku a do Europy jej  nie  zaproszę, bo zapraszając kogoś z zagranicy  bierze się  za niego odpowiedzialność. Szybko zrezygnowała  ze mnie. Poza  tym osobiście  nie jestem  zwolennikiem małżeństw z tak odległych  kultur. Bo mimo wszystko pod  względem  mentalnym świat  nie jest  globalną  wioską, choć stwarza   takie  pozory takiej  wioski.

Chciałbym pojechać  z tobą do Meksyku albo do  Kolumbii, albo do Kostaryki. Muszę przepatrzeć co oferują polskie lub niemieckie   biura  podróży. Ale na przykład do Kostaryki najlepiej  byłoby  pojechać w lutym lub marcu, co prawda jest tam wtedy  cholernie  gorąco,  ale nie pada. Fajniej jest  naszą jesienią jeśli idzie o temperatury ale wtedy ciągle  leje. No i nie da  się ukryć, że lepiej pojechać  w  zorganizowanej grupie bo ostatnio wszędzie tam  wzrosła  przestępczość i krążenie po tamtych krajach np. tylko we  dwójkę lub  solo, może mieć  nieciekawy koniec. Ja  już  się  zastanawiam nad tym, gdzie  pojedziemy  na urlop, chociaż do urlopu to jeszcze  daleko. W Europie też  jest  mnóstwo  ciekawych  i wartych  obejrzenia  miejsc. Na razie to mamy na  głowie twój egzamin na rzecznika i zmianę miejsca  pracy.  Maleństwo, na   najbliższym rozjeździe  jedziemy nieco w lewo. Wiesz, nie widzę  za nami samochodu taty, może  zwolnijmy trochę, pewnie  się  gdzieś na  parkingu  zatrzymali. Za chwilę będziemy tuż przed Puławami. Byłaś tu  kiedyś? Byłam  ale chyba ze 100 lat temu, pamiętam  tylko, że byłam w  Świątyni  Sybilli. A ja  nigdy  nie byłem  w Puławach. Zresztą  w  wielu  miejscach   w Polsce  nie byłem. Bardzo  chciałem  pojechać  do jaskini  Raj,  ale jakoś nigdy  nam się  z rodzicami  nie  złożyło, zwłaszcza, że wtedy  nie  mieliśmy  samochodu.  

No to  mam  pomysł -  zrobimy sobie  listę co byśmy  chcieli w Polsce   zobaczyć i w każdy  weekend gdzieś pojedziemy razem  z tatą i Heleną albo  sami,  jeśli  nie będą mieli ochoty. Znam   takich, co w każdy letni weekend pędzą do Sopotu, bo  mają tam łódkę i pływają po Zatoce  Puckiej. Ja też jeszcze  nigdy  nie byłam  w Górach  Świętokrzyskich, jakoś nie  składało się.

Noooo, już ich  chyba  widzę, musieli  gdzieś  się  zatrzymać. Ale  nie przyspieszaj. A od  Puław to już mamy rzut  beretem  do  Nałęczowa. A co do tych  weekendowych  wyjazdów - będziemy tak  robić, gdy  już zdasz  egzamin, żebyś mogła  w pełni się  relaksować,  a nie mieć z tyłu głowy wykrzykników.  Taaak, to oni.  

Milek, pilotuj mnie  mnie przez te  Puławy, dawno  tędy nie jechałam. Ja też nie, ale cię poprowadzę. Nie denerwuj  się, ORMO czuwa. Droga przez Puławy była prosta, ruch w Puławach  niewielki i  szybko je  pokonali. Za  Puławami na polach leżał śnieg, ale  szosa  była  w  dobrym  stanie. Trochę pobłądzili po Nałęczowie, ale  w końcu trafili. Obiekt  był  dość  spory, na obrzeżach  Nałęczowa. Mieli  zarezerwowane 3  pokoje  dwuosobowe, oczywiście  z łazienkami. Niewątpliwą   atrakcją był  basen  z "przeciwprądem"  by wydatkować  więcej  energii, śniadania  były  serwowane  w formie   bufetu, była tu też  restauracja, która już słynęła  z bardzo  smacznego jedzenia, ponadto grota  solna, hydromasaż, SPA i....co bardzo  ucieszyło Adelę - mała biblioteka. Teren  był rozległy, było gdzie  spacerować.  A najbardziej cieszyło Adelę  to, że nie przyjmowano  tu dzieci i zwierząt. I bardzo cieszyli  się  z  restauracji, bo po prostu  można było  wybierać co się chce  jeść i  w jakiej  ilości. Ich   pokoje były z dużymi  małżeńskimi łóżkami,  miały  antyalergiczną pościel. Nim się  rozeszli do swoich  pokoi Adela  powiedziała: to, że tu  razem  przyjechaliśmy nie oznacza, że  cały  czas  musimy  wszędzie razem chodzić.  Wszyscy  mamy tu pełną  swobodę, wszyscy mamy  swoje   komórki, więc  możemy się porozumiewać i na  odległość.  Pooglądajcie  sobie  co chcecie z zabiegów, część  z nich już jest w tzw. pakiecie. Ciociu, ja już padam na  nos i zaraz  się  zapakuję  do łóżka, dopilnuj mamę, żeby się nie  zgubiła  i omów  z nią  jakie  zabiegi  by  chciała.  Jeśli  coś będzie  niejasne  to pani  w recepcji wszystko wytłumaczy. Zejdę  dopiero  na  kolację w  restauracji. W 10 minut później leżała  w wielkim  małżeńskim  łożu, delektując  się jego  wygodą  i tuląc  się do Emila.  Adela  nie była śpiąca, ale bardzo spragniona   wygodnego  leżenia. Najbardziej  zdziwiła  się, że w tym  hotelu  jest  basen, bo gdy przeglądała internet to  nie było tu  wyszczególnionego   basenu. Okazało się, że to nowy  nabytek,  a strony internetowej jeszcze  nikt na  nowo  nie zredagował.  Widzisz - powiedziała do Emila- to takie  bardzo polskie - raz wydatkowali  energię i  pieniądze  na  założenie  strony internetowej i teraz  nikt o  nią nie dba. 

A jak się Maleństwo czujesz? Adela uśmiechnęła  się - całkiem dobrze, zwłaszcza  gdy leżę. I wiesz ? jestem coś  ci dłużna i jestem  ciekawa jak  reagujesz na buziaczki. Mam ogromną ochotę  wycałować  cię od czubka  głowy do dużego  palca u nogi. Ojej, ale zaczekaj moment, opłuczę się  trochę pod prysznicem. To ja też się w takim razie załapię, plecki mi umyjesz. Ablucje  były  szybkie, mycie plecków  bardzo  powierzchowne i szybko wrócili  do tego wielce  wygodnego  łóżka.  Okazało się, że grzeczne leżenie bez dotykania  i przytulania zupełnie  Emilowi  nie wychodzi, zwłaszcza że Adela była bardzo  dokładna i nie  było części ciała, która  zostałaby pominięta. Adela patrzyła na jego nagie  ciało,  na reakcję i w końcu  powiedziała- jesteś piękny, tylko jednego  nie mogę pojąć-  jakim cudem ty się  we  mnie  mieścisz? Emil, już niezbyt przytomny  z pożądania  wyszeptał - nie wiem, musimy to sprawdzić.

No a jak  się  coś  sprawdza, to nie można tego robić "po łebkach". I to  sprawdzanie  zajęło im bardzo dużo  czasu - tak dużo, że na  kolację zeszli dopiero po ósmej. Wybór  dań był nieco oszałamiający, ale po wydatkowaniu mnóstwa   kalorii zdecydowali się na omlet  francuski, co Emil   skwitował komentarzem - mamy  dziś,  moja  kochana,  wyraźnie  francuski wieczór. Po  kolacji pospacerowali po  salach  hotelu, na "tarasie" obok  basenu zobaczyli Helenę i  ojca którzy  zamierzali następnego   dnia popływać w basenie, Helena powiedziała, że już  zapisała swą  siostrę na  zabiegi SPA  i będą  razem chodziły, ojcowie są już  umówieni na fittnes. Wobec tego Adela i Emil poszli  do recepcji by też  zapisać  się na  zabiegi. Oboje zapisali się na  masaże i Emil  był szczęśliwy, bo na masaże i zabiegi nawilżające  całego  ciała  mogli chodzić razem,  leżąc na dwóch stołach w bliskiej od siebie odległości. Z przyjemnością oboje  skonstatowali, że jest w tym miejscu   bardzo  czysto,  wszystko przemyślane, obsługa  bardzo sympatyczna, no a to, że w internecie  funkcjonowały jeszcze  nieaktualne informacje  miało być "naprawione"-  następnego  dnia "kierownictwo" miało  się skontaktować z informatykiem, który im układał stronę. Jednocześnie  bardzo  podziękowali Adeli i  Emilowi, że  zwrócili na ten fakt ich  uwagę. Oczywiście  szczęśliwy i dopieszczony Emil poinformował panią  w recepcji, że są świeżo upieczonym  małżeństwem i następnego dnia  rano gdy  wrócili ze śniadania  zastali  w swym pokoju na  stoliku bukiet czerwonych  róż i życzenia by im  się  wiodło  we wspólnym  życiu oraz  zapewnienie, że  zawsze będą tu mile  widzianymi gośćmi. Adela  śmiała  się-   zapomnieli  dopisać, że będziemy tak  długo mile  widzianymi  gośćmi  dopóki  będziemy  bez dzieci.

Wszyscy,  nawet  wiecznie  narzekająca  matka  Adeli  zachwycili się tu podawanymi  śniadaniami, które  były od  godziny 8,00 do 10,00. a do tego był podział na jedzenie dostosowane  do różnego  rodzaju diet  a wszystkiego  było w bród. Był nawet  kociołek ze  znienawidzoną przez Adelę  zupą mleczna, ale były również komponenty do przyrządzenia  sobie  muesli. W dwóch  kącikach  sali  stały panie w strojach  służbowych i w razie potrzeby doradzały  gościom  w  wyborze i dyskretnie  czuwały nad porządkiem , by na opuszczonych już  przez  gości miejscach  nie stały zużyte  talerze i  sztućce. No to już wybaczam im ceny pobytu - tu jest poziom  prawdziwie  europejski, dobrze mi tu- stwierdziła  Adela. Emil uśmiechnął się i  zapytał :  a jak oceniasz obsługę  w pokoju? Zadowalająca?  Oj tak, z najwyższej półki, ale  nie  wystawię  rekomendacji, nie pozwolę tej  obsłudze odejść do innego pracodawcy.  Emil  przyniósł do  stolika  kubki  z kawą i stwierdził, że znalazł jeden  minus -  nie było tu herbatniczków  z kryształowym  cukrem.  

Na  sali były  głównie  stoliki  dwuosobowe, tylko  kilka  było czteroosobowych. Popatrz  kochany- nic  dziwnego,  że ten  hotel  ma taką dobrą opinię  wśród par - sala pełna, a stoliki rozstawione tak,że w pewnym  sensie  każdy  stolik jest  wyspa  dla  dwojga. Chyba  będziemy tu co jakiś  czas przyjeżdżać.  Zauważyłeś, jakie mają  tu smaczne  wędliny? Chyba   z prawdziwych a  nie  syntetycznych  zwierzątek. Jajka też tu mają  inny smak niż te w Warszawie- zauważył Emil. 

Następne cztery godziny  spędzili na odnowie  biologicznej- zmieniali stoły, przechodzili z rąk  do rąk, byli masowani, okładani,  nawilżani,  naciągani, by na  końcu  wylądować opatuleni jak  mumie egipskie na bardzo wygodnych kozetkach. To strasznie męcząca  sprawa takie dbanie o  swoją powłokę  zewnętrzną- stwierdził Emil. Ja  już mam  dość. No to się  ciesz, że nie jesteś mocno zarośnięty na  ciałku, bo zaraz by cię  wydepilowano, a to raczej  bolesna  zabawa jest - śmiała  się Adela. A wyobraź sobie, że są   panowie, którzy poddają się  depilacji nawet w bardzo intymnych  miejscach. Skąd  wiesz? - zapytał nagle  zaniepokojony Emil.  Widziałam na YT - zastanawiałam się nawet czy  aby  facet  nie dostał przedtem  jakiegoś znieczulacza. Nastała  moda na  facetów  z gładziutkim, nie zarośniętym  ciałkiem. A lekarze protestują przeciw  tym praktykom,  twierdząc, że owłosienie  w miejscach  intymnych jest  potrzebne, wszak je  chroni przed  dostępem  różnych patogenów.  Ale przed chorobami  wenerycznymi i HIV to nawet owłosienie  jak u goryla  nikogo  nie uchroni- stwierdził Emil. A tobie, Maleństwo, nie przeszkadza mój zarost cielesny? No nie, nie przeszkadza mi, Kubusiu. Dlaczego mówisz na mnie  Kubuś? No bo ty mówisz na mnie   "Maleństwo" a Maleństwo to postać z Kubusia  Puchatka. To ty jeszcze  pamiętasz Kubusia  Puchatka- Emil był  wyraźnie   zdumiony. Tak, pamiętam i do dziś mam Kubusia  Puchatka w swojej biblioteczce w tych książkach, które  są poukładane w tych grubych kartonach na regałach  w piwnicy. Przecież  w mieszkaniu  brakuje  nam  miejsca na  wszystkie  książki i część daliśmy do pudeł.Gdy już skończy  mi się ta kołomyja z egzaminami posiedzę  kilka  dni w piwnicy i zrobię spis  jakie  są książki w danym  pudle i każde pudło dostanie kartkę z wykazem  książek. No to ja  ci w tym pomogę, tam jest bardzo  dużo książek.

                                                            c.d.n.