środa, 19 października 2022

Trudny wybór - 131

 Hasło "indyk w cieście francuskim" wywołało sporo  różnych skojarzeń- niemal każdy widział oczyma  wyobraźni  co innego. 

Indyk w cieście francuskim....hmmm, jeszcze nie jadłem, chociaż jadłem  już polędwicę wołową pieczoną w cieście  francuskim - stwierdził Arek. Bardzo mi smakowała.  A duży był ten  indyk? -zainteresowała  się Stasia. Duży- 6 kilogramów podobno ważył. Ojej, to musiałaś sporo ciasta francuskiego na  niego zużyć - stwierdziła  Wiesia.  Eeee, nie  dużo. No  ale jak on ci  wszedł w piekarnik? Chyba musiałaś  go pozbawić wszystkich  żeber, żeby się   zmieścił - dociekała  Stasia.

Nooo tak, powyciągałam  z niego kości. Ciociu,  ja bardzo  lubię takiego indyka już bez kości -  poinformował Adelę Pawełek. Nie rozumiem jak można lubić ogryzanie mięsa z kości. I kotlety  schabowe też lubię takie  bez kości - młody nadal  zdradzał  swoje  preferencje. To  zupełnie tak jak ja i  wujek - stwierdziła Adela. Kości w tym indyku  nie ma, możecie za to znaleźć posiekane, obrane  ze skórki migdały i  rodzynki. I wiadomość  dla dzieci - zupy, takiej do jedzenia  łyżką  dziś nie ma, jest rosół grzybowy, do popijania  z  kubeczka. Skóry na tym indyku też nie ma, wzięłam pod uwagę fakt, że obaj nie lubicie skórki na  drobiu,  nawet gdy jest ładnie przypieczona. Emil wyglądał, jakby  za moment miał  się udusić ze śmiechu, a Leszek trzymał na kolanach Milenkę i  coś jej szeptał do uszka. Wyglądał na bardzo zmęczonego,  ale i tak  dużo lepiej  niż gdy go  Adela widziała o świcie.

Mileczku, zdejmij mi  z góry duży półmisek, piecyk  już się  wyłączył. I weźmiesz wtedy talerze z kuchni. Ja ci pomogę - stwierdziła Stasia. Dobrze, będzie szybciej. I może  weźmiesz dla chłopców trochę mniejsze talerzyki. I w szufladzie znajdziesz też dziecięce, nieco mniejsze  sztućce. Przyznam się bez bicia- bardzo  chętnie  się nimi posługuję - te dla  dorosłych  są dla  mnie za duże. Milenka była tak zajęta zabawą z Leszkiem, że nawet  nie  zauważyła, że rodzice  zniknęli z jej pola  widzenia, a Leszek stwierdził, że zabawa z  nią bardzo dobrze na  niego wpłynęła.  Nawet nie  zdawałem  sobie  sprawy  z faktu, że tak ogromnie  mi brakuje normalnej rodziny - pomyślał.  Po raz pierwszy spędzam czas z  maleńkim dzieckiem, które kocham, choć nie jest  własne. Po chwili do stołowego Emil przyniósł stosik  talerzy a w chwilę potem wielki półmisek z owym indykiem w cieście francuskim mówiąc- proszę bardzo właśnie na tym półmisku jest indyk  zapiekany  w cieście  francuskim. Ja wiem, że nie wygląda to jak upieczony na rumiano indyk, ale zapewniam  was, że ciasto jest wypełnione  właśnie wpierw upieczonym indyczym mięsem. Sam osobiście przepuszczałem je  przez maszynkę eliminując po drodze jakieś  ścięgna czy też indycze tłuszcze i skórę. Można jeść wytwornie posługując  się sztućcami ale można i jeść trzymając w ręce jak  ciastko. Serwetek  w domu nie  zabraknie. Przy stole nagle zapadła cisza- wszyscy konsumowali. I tę ciszę przerwał cienki głosik Pawełka - mamuś, mógłbym takiego indyka jeść codziennie, jest lepszy od tego w plasterkach! Znudziłby ci  się szybko - poinformowała  go Adela - smakuje  ci, bo to w tej  chwili dla ciebie  nowość. A to tylko indyk po upieczeniu zmielony i zapieczony  w cieście. A jak wpadłaś na taki pomysł? - dopytywała  się Stasia. Jakoś tak  mi wpadło na myśl, że skoro  zrobiłam kiedyś ser zapiekany w cieście  francuskim to i indyka  mogę tak  zrobić-  wystarczy  po prostu nieco intensywniej przyprawić przed pieczeniem indyka i ewentualnie już  zmielone  mięso. W ten  sposób podany indyk minimalizuje straty mięsa. I jak dla  mnie  to jakoś jest  wygodniej jeść niż  się gimnastykować  z krojeniem go a potem część gości  czuje  się poszkodowana bo indyk posiada tylko dwie piersi a nie  sześć. Ciociu, a co to jest to zielone w tej miseczce? Bo bardzo mi smakuje. To jest mus z avocado. Milenka też to jada. 

 Ciociu, a Milenka już jadła obiadek? Jeszcze  nie, ale  za chwilę ona też dostanie. A ona dostanie  cycunia?  Nie Piotrusiu, dziś Milenka dostanie swoją zupkę jarzynową i będzie jadła łyżeczką.  Piersią jest coraz  mniej karmiona.  A będę mógł popatrzeć? Myślę,że tak.  

Maaamuś, a ja też jadłem zupkę jarzynową? Jadłeś Piotrusiu, wszystkie  niemowlaki jedzą zupki jarzynowe. Ciociu, a co jeszcze ona je?  Jogurt grecki i twarożek robiony z jogurtu greckiego. A ona dostanie indyka? Nie Piotrusiu, ta jej  zupka  jarzynowa jest gotowana  na rosołku i dostaje 1 łyżeczkę od herbaty tego zmielonego mięska, na którym była gotowana jej  zupka.  

Coś  czuję, że będziemy  mieli   w rodzinie gastronoma - stwierdziła  Stasia. Paweł nigdy  nie docieka co ma na talerzu,  zwłaszcza gdy jest  głodny. Ten wszystko rozbiera  na  czynniki pierwsze, zawsze mi  asystuje przy garach. Patrzy mi na ręce gdy coś doprawiam, sprawdza smak, pilnuje na  zegarku czasu gotowania i bardzo lubi pomagać przy pieczeniu - zwłaszcza  ciastek. Ostatnio mi lukrował ciastka i okazjonalnie  z pół kuchni. Starszy to ma dwa pytania w temacie pieczenia - czy będą ciastka i za ile  czasu.No i ma  życzenie,  by  było tych  ciastek dużo. Nie mam pojęcia  w kogo to takie  żarte jest.

Ty się Stasia ciesz, bo znacznie gorzej jest gdy ci  się trafi niejadek- śmiała  się Adela. Moja koleżanka  miała w domu dwa  niejadki. Taki niejadek to prawdziwe nieszczęście.  Kiedyś u  niej  byłam gdy ba..., to  znaczy dzieci, modliły  się nad kolacją. To starsze to z kanapki zjadło tylko trochę sera, ale młodsze było ćwańsze - ugryzło pół kanapki, upchnęło ozorem pomiędzy szczękę a policzek i......zamarło. Na hasło "jedz wreszcie" brało następnego gryza i upychało po drugiej stronie paszczęki. Po jakimś czasie kanapki na talerzu  nie  było a ten mały potwór wyglądał jak wynaturzony chomik z  zaopatrzeniem na  rok. No i  co było potem? - spytała  Stasia. Nie  wiem, bo szybko stamtąd wyszłam. Może potem wypluwał  a może czekał aż mu się  to w dziobie samo rozpuści-  nie mam pojęcia. To  już chyba lepiej by było "żarte".

Adela "wreszcie" przyniosła dla Milenki jej zupkę i  zaczęło się karmienie. Milenka wylądowała  tym razem  na kolanach swego taty, bo Adela stwierdziła, że nie ma  zamiaru cały  czas drżeć by nie splamić Leszkowego ubrania, bo podczas karmienia  zdarzają  się momenty gdy łyżeczka z marchwianką wylatuje nieomal  w  Kosmos wytrącona z ręki Adeli, więc lepiej by nikt za blisko Milenki nie  siedział. Leszek usiadł tak, by przyglądać  się operacji  "dziecko je   zupkę". Obok Leszka stanął Piotruś, więc   Leszek  wziął go na kolana, obok nich  stanął Pawełek i we trzech badawczo  się wpatrywali w małą. Milence chyba  bardzo przypadło do gustu takie audytorium, bo  nóżki i pupka   radośnie podskakiwały na kolanach Emila i Adela z trudem  chwilami trafiała  łyżeczką  do buzi  dziecka. Dodatkowo Milenka  co  chwilę usiłowała spojrzeć na twarz taty i złapać go  za nos, bo ostatnio  poczuła wyraźną słabość do tej części ciała  dorosłych. Na  szczęście  już  była  głodna,  więc karmienie mimo  wszystko dość  szybko posuwało się do końca. Leszek w pewnej  chwili powiedział - chyba następnym razem trzeba  będzie to sfilmować- ona jest niesamowita - potrafi tyle  rzeczy  robić  na raz.  Arek też wpatrywał się w  Milenkę ,  w końcu  powiedział - i patrząc na tę malusią osóbkę pomyślcie  wszyscy o  tym, że  wszyscy byliśmy  tacy jak Milenka - aż  się wierzyć nie  chce- a jednak. Pawełek spojrzał na Arka i powiedział - tata, ty na pewno byłeś większy niż Milenka, ale ciocia Adela to pewnie była taka malutka.   No i tak mi zostało- pewnie zawsze za mało jadłam - z powagą odpowiedziała Adela z trudem powstrzymując się od śmiechu.

Najedzona Milenka przytuliła  się do Emila, który powiedział- a teraz panienka pójdzie  troszkę pospać, żeby  się sadełko zawiązało po jedzeniu. Adela chciała ją wziąć  ale Emil powiedział - nie  noś, ja ją przewinę i położę ją  w sypialni w łóżeczku a ty zrób tymczasem kawę. Patrz, ona już prawie zasypia, miała  dziś  tyle wrażeń.  Adela przepytała  gości co kto ma ochotę wypić po obiedzie, wino też jest, ale na wino  nie było chętnych. No cóż- tradycja  w narodzie wyraźnie  zanika - stwierdziła  Adela. 

Dzieci wybrały kompot wiśniowy, dorośli kawę, więc Adela powędrowała do kuchni i dołączyła  do  niej Wiesia. Cudna jest ta  wasza córeńka- stwierdziła Wiesia, a Leszek faktycznie ją uwielbia. Zmarnował się tej nocy, bo zapytał mnie o przeszłość,  więc opowiedziałam. 

Wiem, że się zmarnował,  widziałam  go bladym świtem -wyglądał niczym  widmo. Miał ochotę  zabić twego byłego, ale  wytłumaczyłam mu, że to głupi pomysł, bo jego zamkną, a ty zostaniesz  bez żadnej opieki. Kazałam mu docenić, że się przed nim otworzyłaś, bo z autopsji wiem jak trudno jest zwerbalizować to, że się poniosło klęskę. Był zdziwiony, że mnie też kiedyś spotkało coś złego. Wiem Wiesiu, że on chce być z tobą - byłam tak  wredna, że po prostu  zapytałam o to, wychodząc z  założenia, że jeżeli to ma  być "chwilówka" to lepiej by się rozpadło nim się coś zawiąże.  On i ja to tylko i wyłącznie przyjaźń oparta na  całkowitej szczerości i dlatego się zapytałam. A znam go  dłużej niż  Emila.

I coś ci powiem - to ty musisz  zadecydować kiedy będziesz  gotowa na nowy związek. Taki jest jego punkt widzenia na sprawy damsko- męskie. Dopóki nie dasz  mu jasnego sygnału to możecie  spać w jednym łóżku nawet rok i cię  nie ruszy. Pewnie sam ci to powie a przynajmniej da do  zrozumienia. Fajne zestawienie - nieśmiały  a ginekolog. Idziemy do  nich, mamy już wszystko.

Co wyście tam konferencję miały? - spytał Arek.  Gorzej Areczku,  gorzej -musiałyśmy oddzielić stare, zeszłoroczne  ciastka od tegorocznych. Po prostu podpiekałyśmy część ciastek. Poza tym zaparzała nam się herbata  owocowa i czekałyśmy  aż  się zaparzy, by nie brać do pokoju tych cholernych  torebek bo potem nie ma  co  z nimi zrobić. A gdzie Emil i Leszek? Chyba się wzajemnie przewijają albo Emil  nie mógł spacyfikować Milenki i zawołał Leszka.  W tej chwili weszli obaj do stołowego, ale Adela nie  zapytała co tak długo robili u  dziecka. Wszak panowie też miewają swoje sprawy do omówienia. Starszy, czyli  Pawełek  zapytał się, dorośli zechcą z nimi pograć w Monopoly, ale Arek nie był miłośnikiem tej gry, wolałby zagrać w policjantów i  złodziei, a że gra była tylko na 6 osób, Adela i Stasia z wielką ulgą z niej zrezygnowały.  Rzadko się teraz  widywały i chciały  nieco poplotkować. Adela wypytywała o swego szefa, który zdaniem Stasi wyraźnie  za Adelą tęsknił. Jak twierdziła Stasia to  chcieli mu dać  jakąś nową siłę  roboczą i usadzić ją w jego gabinecie, ale powiedział, że nie życzy  sobie by miał z kimkolwiek dzielić pokój. Obiecała  Stasi, że gdy wiosna wreszcie przypomni  sobie o  swych obowiązkach to któregoś dnia przyjedzie do biura  z Milenką. Teraz jeszcze pogoda kiepska, po co narażać  dziecko na jakąś infekcję.

                                                              c.d.n.


wtorek, 18 października 2022

Trudny wybór - 130

 Gdy bladym  świtem po nakarmieniu i przewinięciu  małej Adela szła  do łazienki zauważyła, że w stołowym na fotelu siedzi skulony Leszek. Wracając z łazienki zajrzała do stołowego i przyjrzała  się Leszkowi - siedział z  zamkniętymi oczami,  ale nie  spał, bo rytmicznie kiwał głową. Kurczę blade - coś z nim nie tak!- pomyślała. Weszła cichutko do stołowego i stanęła przed nim - nie widział jej, nie słyszał gdy weszła. Leszku - wyszeptała- zaziębisz  się w tej letniej piżamie. Leszek otworzył oczy i popatrzył na  nią. Stary- wyglądasz jak chirurg po ostrym dyżurze gdy mu zejdzie pięciu pacjentów- powiedziała  cichutko. Co się stało? Wyrzuciła cię z pokoju? Nie. Ja go chyba zabiję. Kogo zabijesz? Jej byłego- odpowiedział.

Leszeczku - nie  warto, bo to niczego by nie  zmieniło poza tym, że Wiesia zostałaby sama ze swymi przeżyciami, bo ty wtedy wylądujesz w pace.  Będzie mądrzej i lepiej gdy się nią zaopiekujesz. Jeśli teraz do niej nie pójdziesz i obudzi się a nie będzie cię przy  niej to pomyśli, że jej nie chcesz. Idź do niej i utul, niech się obudzi w twoich ramionach, o ile chcesz przy  niej pozostać. Chcę przy niej zostać. No to jazda, spływaj stąd. Obudzę was około 10,30. Leszek zwlókł się z fotela mówiąc - dziękuję ci. Rozmawialiśmy  prawie całą noc- wszystko mi opowiedziała. 

Zaufała ci, ja tylko znam "hasła i urywki", doceń, że ci się zwierzyła, bo to ją na pewno wiele kosztowało. Nie jest łatwo opowiedzieć o swojej klęsce - znam to z autopsji. Ty? zdziwił się Leszek. Tak, ja. Przecież wiesz, że przed Emilem ktoś  był. Nie sądziłeś chyba, że łykałam tabletki dla rozrywki.  Idę, bo zaraz Emil będzie mnie szukać. Leszek wszedł do pokoju gościnnego, a Adela do sypialni. 

Gdzie tak długo byłaś? - spytał Emil gdy położyła  się obok niego. Tłumaczyłam w stołowym Leszkowi, że nie warto zabijać byłego Wiesi. Przytul mnie, zmarzłam. A dlaczego on chce zabić byłego Wiesi? Bo to był zwyczajny, podły skurwiel. Podobno całą noc przegadali. A ja myślałam, że Kamil był strasznym łajdakiem. 

No był, ale nie w stosunku do ciebie, on cię najzwyczajniej kochał, tylko sytuacja go przerosła. No i to ty go opuściłaś, nie on  ciebie i w nic, poza mną, cię nie  wmanewrował. Muszę ci kupić jakieś ciepłe puchate nocne papućki, nóżki masz jak sopelki lodu. A jak Milenka zjadła? Miała  chyba w ciągu dnia sporo wrażeń bo zaraz po jedzeniu zapadła  w sen i dlatego śpi w łóżeczku i nie  zabiera mi ciebie i mogę się trochę tobą pobawić i sprawdzić jak działa mój patent w rozszerzonej wersji. Budzenie mam ustawione na 9,00, ale i tak wszystko zależy od naszej księżniczki. Może pośpi dziecinka  dłużej.

Patent oczywiście  nie zawiódł,  a jego rozszerzona  wersja była zdaniem Emila  zachwycająca i wzajemnie  sobą  zachwyceni i zaspokojeni zasnęli spleceni uściskiem. Wtulona w ramiona męża powiedziała w  myślach - dziękuję ci Kami za Emila.

Milenka miała jednak  w brzuszku zegarek i równiótko o  godzinie  dziewiątej oznajmiła  mamie, że należy się jej poranna porcja mleka. Każde weekendowe karmienie poranne było dla całej  trójki swego rodzaju rytuałem. Tata wpierw zmieniał pampersa, potem przystawiał  małą Adeli do piersi i obejmował obie  swe dziewczyny. Sprawdzał potem palpacyjnie, czy cała pierś opróżniona, przystawiał Milenę do drugiej piersi, potem ją  sobie przewieszał przez ramię, by dziecku odeszło powietrze z  żołądka, były chwile czułości, bo głaskał małą po buźce, palcami  delikatnie układał jej  włoski a potem Adela ją przebierała  w  "dzienne ciuszki".  To  wszystko były  drobiazgi, ale bardzo byli  do  nich przywiązani.

O dziesiątej  trzydzieści Adela zapukała energicznie  do drzwi gościnnego pokoju mówiąc - mamy  mniej  więcej godzinę do najazdu Arków. Ubierzcie  się i chyba damy wam swetry bo coś zimno w domu a na dworze też nie ma upału i jakąś kaszą sypało z nieba. Ja już idę robić  śniadanie. Łóżek nie ścielcie, zostawcie wszystko tak jak jest. Gdzie chcecie jeść? Oczywiście w kuchni - powiedział  Leszek, wychodząc  z pokoju. Adela popatrzyła na niego i powiedziała- chyba  tylko czterech ci tych pacjentów zeszło nie pięciu. Posiedź na tyłku, bo śniadanie to prawie wszystko już  gotowe. Możesz się pobawić z Mileną. I załóż ten szafirowy sweter, ciepły i miękki a dla Wiesi mam błękitny. Chyba jakaś awaria jest w elektrociepłowni, wody ciepłej też nie ma. A może tylko w naszym wymienniku ciepła - nigdy  nie  wiadomo. Leszek dostał w rękę książeczki  plastikowe służące zwykle do kąpieli i niezniszczalne, bo gryzienie ich i żucie nie przynosiło im  szkody. Siedział z Milenką na kolanach i nazywał zwierzątka wskazane przez dziecko a do tego naśladował dość udanie ich głos. A "słoneczko- opowiadał  małej- nic nie mówi ale słoneczko świeci na wszystkie zwierzątka i na buźkę Milenki" - w tym momencie dotykał palcem policzka dziecka i głaskał delikatnie a mała  szybko nadstawiała  drugi policzek. O kurczę - wyszeptał Emil - ona  chyba rozumie co on mówi! 

To chyba nic  dziwnego powiedziała Wiesia - ciągle do  niej mówicie i "nie ciamciacie  tiu,tiu, tiu" tylko mówicie normalnie i dziecinka kojarzy. Używanie normalnych słów rozwija zasób  wiedzy dziecka. Lesiu - pokaż jej kotka i popatrz na jej reakcję gdy zamiauczysz. Jeszcze  trochę a sama zacznie miauczeć. Zobacz jak otwiera buźkę. Cudaczek maleńki- zachwycała się Wiesia. Milenka przy śniadaniu dorosłych pochłonęła bez najmniejszego problemu dwa małe biszkopciki i zjadła dwie kawowe łyżeczki domowego twarożku.  No -  stwierdziła  Adela - jeszcze  trochę a pójdę z nią na kawę do kawiarni. Bardzo towarzyskie  dziecko nam rośnie- śmiała  się  Adela. Będzie niczym mała Elunia Tomka i  Halinki. I tu popłynęła opowieść o słodkiej małej, wygadanej zakopiańskiej Eluni.

W międzyczasie Adela zatelefonowała do Stasi, że u  nich w mieszkaniu chłodno, więc niech  to wezmą pod  uwagę szykując  się do  nich. U nas też,  chyba  jakaś awaria w elektrociepłowni - "pocieszyła" ją Stasia. No to mało świątecznie nas los potraktował- śmiała  się Adela. Ale w gruncie rzeczy lepiej, że to awaria elektrociepłowni, bo przynajmniej  coś zadziałają. Pewnie już  się u  nich telefony urywają. Chyba tak, bo Arek już próbował  do nich się dodzwonić, no ale skoro i u was zimno to nie ma  sensu telefonować. Ta elektrociepłownia obsługuje niemal połowę miasta. Zadzwonię do rodziców, że to nie tylko u nas zimno. Dobrze, że mamy zmywarkę - cieszył się Emil. Pamiętasz jak długo jej  nie było przez brak  tych blatów?

Gdy przyjechali kolejni goście było nieco śmiechu, bo Pawełek, gdy się już grzecznie ze  wszystkimi przywitał powiedział do Piotrusia - zobacz- Milenka urosła  już siedzi! Piotruś spojrzał na małą i wydął wargi - ale nie chodzi i liczyć nie umie! Wszystkich  to bardzo rozśmieszyło a Adela dodała -no i nie mówi. A ty Piotrusiu już umiesz liczyć? Tak - umiem. A do ilu umiesz policzyć?- spytała Adela.  Już umiem policzyć do dwóchdziestu- z dumą oświadczył mały.  Pawełek- już uczeń popatrzył się na  brata z pogardą - mówi się do dwudziestu a nie do dwóchdziestu.  Adela rozsypała na stole karty do gry i powiedziała - to policz ile tu jest kart - licz głośno, te policzone połóż po lewej stronie.  Dziecko policzyło jak  z nut do dziesięciu, jedenastu, dwunastu, trzynastu.  Czterynaście, pięćnaście, sześćnaście, siedemnaście, osiemnaście, dziewięćnaście, dwadzieścia. Ponieważ Pawełka już rozsadzało, by młodszego wyśmiać powiedziała - zaczekaj Pawełku - on policzył dobrze, tylko niektóre nazwy wymawia nieprawidłowo ale......bardzo logicznie. Bo język, którym mówimy jest mało logiczny.  A małe dzieci, które jeszcze nie znają gramatyki posługują się językiem logicznie. Słyszą i rozumieją wyraz "spać" i   gdy mówią o  sobie, że wykonują czynność spania mówią : "ja śpam" a nie ja  śpię. On mówi logicznie i jeszcze trochę, gdy częściej będzie liczył będzie mówił już tak jak dorosły, więc nie wyśmiewaj go, tylko po cichu poprawiaj mu wymowę. Jesteś od niego całe trzy lata starszy, to dużo biorąc pod uwagę rozwój dziecka. Milenka ma w tej chwili osiem miesięcy i sam widzisz jaka jest przepaść w rozwoju jej a na przykład  Piotrusia. W sierpniu Milenka skończy rok i nadal nie będzie umiała wielu rzeczy, ale chyba nikt nie będzie się z niej z tego powodu śmiał.

Świetnie mu to wyłożyłaś - powiedział Arek. Myślę, że Paweł zrozumiał o  co chodzi. Gdyby w domu było jeszcze jedno, starsze od niego dziecko wiedziałby jak młodszego boli gdy go starszy brat ciągle wyśmiewa i krytykuje. Chyba muszę  na zebraniu rodziców porozmawiać o  tym jak starsze dzieci zupełnie bez powodu krytykują młodsze. 

Obawiam się Arku, że to daremny trud- jest jakieś ogólne schamienie w  szkołach - powiedziała Adela. Często widzę dzieci z tej szkoły - strasznie dużo przemocy w ich zachowaniu i to  zarówno słownej jak i fizycznej. Nikt tych  dzieciaków praktycznie nie  wychowuje. Rodzice oboje pracują, świetlica jest tylko dla klas I - IV, te  dzieciaki są po lekcjach bez żadnego dozoru. Więc  nic  dziwnego, że jest jak jest. Powstaje coraz  więcej szkół prywatnych, ale z tego co wiem, to strasznie drogie te szkoły , a podstawówki podobno skupiają głównie  dzieci z problemami natury psychicznej, ale nie mam pojęcia jak tam wygląda poziom nauczania.Licea na ogół bywają dobre. Ale  chyba trzeba w tej dziedzinie zaczynać od szkoły podstawowej. 

A jak wasi rodzice? przyjdą? Wczoraj my u  nich urzędowaliśmy, to  chyba jeszcze odpoczywają No i też zdenerwowani, że na dworze zimno i paskudnie a ciepłej wody i ogrzewania brak. Gdyby wasi nie pojechali gdzieś w gości, to pewnie balowaliśmy w dwa domy. Młodsi w jednym, starsi w  drugim. Narobili jedzenia jak na pułk wojska, dzisiejsze śniadanie wystarczyło dla nas i dla Leszków. Obie zamrażarki zapchane na całego. A wiesz gdzie Leszek mieszka? No nie  wiem,  a skąd mam wiedzieć? Mieszka nieomal na  wprost nas, w takim samym jak nasz  bloku, też ma  cztery pokoje, ale na IV piętrze. Spacerkiem ma  do nas 10 minut, przechodzi do nas przed  frontem szkoły. Część jego okien wychodzi na  Ciszewskiego, ma rzut beretem do L'Eclerca. No a jak się panu tu mieszka?- spytał się  Arek. Świetnie- głównie dlatego, że jestem jednak blisko przyjaciół. No i do pracy  mam blisko. Mieszkanie to na Powiślu odkupiła ode mnie Spółdzielnia. Nie  czułem  się na  siłach by bawić się w sprzedawanie na wolnym  rynku, by mi  się ludzie  szwendali po mieszkaniu i wydziwiali. Zastanawiam się teraz czy zostać przy prywatnej praktyce czy  nie, bo mam propozycję z prywatnej kliniki by  u nich zacząć pracować -  z tej kliniki, w której rodziła Adelka. No ale wtedy musiałbym sprzedać gabinet razem z wyposażeniem a to wszystko jest w leasingu. 

A ma pan jakiegoś speca od  finansów, który przeprowadziłby jakąś analizę tej pańskiej umowy z firmą leasingową?  Na razie mam jedną firmę tzw. doradców finansowych, ale Adela zasiała mi ziarno nieufności wobec takiej  firmy, bo ona  głównie doradza jak wziąć coś w leasing a nie jak się tego bez straty pozbyć.  Adelko, kochana, daj jakąś kartkę - zapiszę  sobie i jutro się skontaktuję z kimś w tej  sprawie. A tak ogólnie - mówmy sobie po imieniu - przyjaciele Adeli i Emila z reguły stają się i moimi przyjaciółmi. Oni są dla mnie jak najbliższa rodzina. A dzięki Adelce poznałem moją kochaną Stasiunię. Adelka to moja przyszywana siostra- raz młodsza siostra a raz  starsza siostra- zależnie od okoliczności. Gdy mnie ruga to wtedy jest starszą siostrą. Marzy mi  się, by jednak powołać własną kancelarię i wtedy pracować i z Adelą i Emilem i Stasią. A Adelka byłaby niezłym adwokatem, umie nawet mądremu udowodnić, że jest durny niczym stary trep. 

Arek, ale wtedy musiałabym zrobić aplikację adwokacką i zrezygnować z tytułu rzecznika patentowego i nie mogłabym pomagać Emilowi w pracy. Gdzieś wyczytałam, że aplikacje prawnicze wszelakie mają trwać 3 lata i oczywiście podrożeć. Nie będę lepiej tego teraz  omawiać, bo są z nami dzieci, a bez słów niecenzuralnych  nie da  się tego omówić.

Kochani, a może teraz zjemy jakiś lunch? Bo tak za niedługo to Milenka stwierdzi, że musi coś  sobie wrzucić na ruszt. Ona  już elegancko pochłania marchwiankę albo z kartofelkami albo z krupiczką, a  zupka jest na moim słynnym rosołku. Dziś do lunchu będzie i dla wszystkich mój  rosołek, do popitki. Lunch bogaty nie jest, to tylko indyk pieczony w cieście francuskim, taka przegryzka. Jak to zrobiłaś? Jeszcze nie  widziałam takiego czegoś- zdziwiła  się  Stasia. No to zobaczysz,  a może nawet zjesz?

                                                                      c.d.n.

poniedziałek, 17 października 2022

Trudny wybór - 129

 Dość późnym popołudniem Wiesia i Leszek pomogli Adeli i Emilowi w powrocie w "domowe pielesze".  Oboje ze zdziwieniem zauważyli, że mieli przypięte do swych okryć dość tajemniczo wyglądające torby. Kurtki Adeli i Emila również miały podobną dekorację.

Boszsze, co  to? spytała  Wiesia. Adela zbliżyła ucho do jednej z toreb i powiedziała - to chyba jest bomba zegarowa, coś tu cyka. Wolicie dziękować  mistrzom suspensu dziś czy  jutro?  Lepiej dziś - powiedziała  Wiesia i oboje z Leszkiem szybko wrócili do pokoju  stołowego. Zostali wycałowani, poprzytulani i  zapewnieni, że  zawsze będą mile oczekiwanymi  gośćmi, takimi nawet bez okazji. Wiesia aż zachrypła  ze wzruszenia. 

Opatuloną Milenkę niósł Emil, puste łóżeczko wiozła Adela, Leszek niósł  torby całej czwórki a Wiesia otwierała drzwi i pomagała Adeli w pokonywaniu schodków przez  łóżeczko. Słuchajcie, jeśli kogoś spotkamy i się zapyta  co  się  stało to powiem, że mnie teściowa wyrzuciła z domu - powiedziała Adela. To byłby  świetny temat dla kogoś zajmującego  się socjologią - może  szkoda, że nie  skończyłam socjologii? - zamajaczyła Adela.  Niestety lub "stety" nie  spotkali nikogo po  drodze i amatorskie badanie socjologiczne Adeli nie powiodło się. W domu Adela  zabroniła  gościom zaglądania do toreb,  umieściła je na zewnętrznym parapecie okna mówiąc - macie  sami o nich pamiętać, żeby nie trzeba  było jechać  z tym do waszych mieszkań. Adelko, a co tam jest- spytał Leszek.  Dokładnie  to nie  wiem, ale na pewno jakieś narkotyki i to z tych  szybko i mocno uzależniających, a oprócz tego coś na poniedziałkowe śniadanie. I wg moich podejrzeń w obu jest to  samo. I przypominam, że jutro też macie tu  być, muszę mieć jakąś rekompensatę za uwiedzenie lekarzy by mi wypisali recepty na opiaty. A nie boisz  się, że ktoś cię może "podkablować" - Leszek podchwycił zabawę. No coś ty, czy ja wyglądam na ćpunkę? Ostatnio wyglądam tylko i  wyłącznie na matkę karmiącą. Nie  wiem, naprawdę  nie  wiem czy ja  wyrobię z tym karmieniem jeszcze cztery miesiące. Mam tego po kokardkę! Za dwa tygodnie pewnie się spotkam z doktorem L. On oczywiście popiera to, żeby do roku dziecko miało pokarm matki, ale jest na tyle  długo w tej specjalności lekarzem, że doskonale  wie, że niezadowolona z sytuacji matka "produkuje pokarm nieco mniej wartościowy". A ja widzę, że małej smakuje to mleko modyfikowane dla starszej grupy wiekowej, wsuwa marchwiankę na mięsie i nawet już dodaję nieco ugotowanego mięsa mielonego do jej zupek i  wtedy wcina  je  jak nakręcona. Ona  faktycznie będzie w  sierpniu jadła  z nami z jednego garnka. Tak naprawdę to ja bardzo dietetycznie  gotuję bo muszę z uwagi na  własny organizm, ale dostarczam organizmowi  to  wszystko co mu jest do  szczęścia potrzebne. 

Leszek zamilkł, widać  było, że czegoś poszukuje w pamięci, w końcu powiedział - chyba coś zataiłaś przede mną, bo nie  łapię co masz na  myśli. Oj, po prostu  nie pochwaliłam  się tym bo to nie miało żadnego  wpływu na kwestie ginekologiczne - przechorowałam się na WZW typ B. I dlatego jadam  chudziutko i nie używam alkoholu,choć lubię  dobry koniak, omijam jedzenie restauracyjne. Gdy ja byłam  dzieckiem wtedy jeszcze tego dzieciom nie  szczepili. Szczepionek przeciw  różnym dziecięcym chorobom wirusowym też nie  było, ale  szczepili już p. ospie prawdziwej. Czasy teraz takie, że nawet jeden rok różnicy w dacie urodzenia  ma wpływ na to co dzieciakom zaszczepią. Ty i Emil też nie  byliście przeciw różnym chorobom szczepieni, tylko po prostu chorowaliście, a wasze mamy umierały  ze strachu czy  aby wyzdrowiejecie.

I tak naprawdę mam tak zwane mieszane uczucia -  z jednej strony fajnie, że są te szczepionki dla dzieci, ale gdy ich  nie było istniał tak  zwany dobór naturalny - do wieku rozrodczego dochodzili  tylko ci najodporniejsi, którzy albo wcale nie złapali infekcji albo ją przetrzymali - organizm "wyrobił". Część przechorowywała to bez strat w stanie zdrowia, niektórzy np. po szkarlatynie, czy też płonicy jak ktoś woli, bardzo często w  wieku dorosłym wcześnie tracili słuch, po przechorowaniu odry mieli problemy ze wzrokiem. Masa dzieci umierała  z powodu zakażenia gruźlicą.  A teraz jest na świecie  sytuacja, że ratuje się    dzieci, które organizm matki stara  się wydalić na przykład w dwudziestym piątym tygodniu  ciąży, bo jest w tej "nowej  produkcji" jakiś ukryty błąd. Normalna ciąża trwa wszak trwa 40 tygodni. A trwa tyle czasu bo tyle potrzebuje organizm matki na "wyprodukowanie" nowego, zdrowego człowieka.  W tym punkcie oboje, ty i ja, jesteśmy wyjątkowo zgodni, omal  cię nie wycałowałam, gdy powiedziałeś że nie będziesz mi nic dawał na podtrzymanie  ciąży - pomyślałam tylko, że mam szczęście, że tak  myślisz,  a powiedziałam ci, że to  zgodne   z moim  punktem  widzenia. 

Oj  szkoda, że  jednak mnie  nie  wycałowałaś! Ale fajnie, że chciałaś! Z moich pacjentek to  chyba tylko  ty jedna tak  myślisz. Szczęściarz z ciebie  Emilu!  Bo chciała ciebie  wycałować? - śmiał się Emil. Ale ona mi  się wtedy przyznała  do tej chęci. Pewnie nie  wiedziała, że ją lubisz i bała  się, że ją skreślisz z listy pacjentek. 

Adela zerknęła na  zegarek. Muszę nakarmić małą, żeby ostatnie jedzenie wypadło o północy. Kochanie- sprawdź, proszę,  co nam Helenka podłożyła na kolację. Za 20 minut dziecko będzie nakarmione. Idę na  fotel Matki Polki. Jak nakarmię jakiś ochotnik może ją przewinąć w  suchego pampersa. Coś mi  się zdaje, że Helenka dała biszkopciki dla małej, to dostanie na deser po karmieniu. Ochotników do przewijania było dwóch a Adela stwierdziła, że całe szczęście, że  dziecko ma dwie nóżki i  dwie  rączki, więc jeden może  całować lewą nóżkę a drugi prawą. Panienka  była  w świetnym  humorku, mała czołgała cię ochoczo od  taty do  wujka a w pewnej chwili podparła  się na  wyprostowanych rączkach, Emil uniósł jej delikatnie w górę miednicę, dziecko automatycznie przeszło do klęku a Emil  zawołał : Adela-szybko! Adela mało nie  dostała zawału, bo pomyślała, że coś się złego wydarzyło, wpadła do pokoju i stanęła w drzwiach- Milenka zaczęła raczkować. Nie dała rady przebrnąć całej długości łóżka i  w jego połowie wróciła do pełzania, no ale metr pokonała nową dla niej techniką. W nagrodę została wycałowana, wyłaskotana. Obaj panowie byli zachwyceni, zwłaszcza Leszek, który twierdził, że to bardzo wcześnie i że mała ma świetną koordynację ruchów. Adela stała, patrzyła na to wszystko, w końcu powiedziała - trzeba kupić kojec, nasze małżeńskie łoże ma zbyt elastyczne podłoże. Podłoże nie powinno być elastyczne. 

Jutro wam podrzucę kojec, o ile kolor zielony nie  razi waszych oczu - stwierdził Leszek. A skąd ty masz kojec?- spytał Emil. Po synu. Kojec jest robiony na zamówienie przez mojego ojca. Jest składany, może być w trzech rozmiarach, zrobiony z bukowego drewna i może być albo kwadratem  albo wąskim prostokątem. Niemal  nie używany, bo się mojej nie podobał. Podobno kojec to się kupowało dla kur.  Może na jej wsi tak było - stwierdziła stojąca  w drzwiach Wiesia. A już myślałam, że wszystkie głupie to mieszkały i mieszkają tylko w Serocku! Pod Serockiem to kojce dla kur robi się z siatki ogrodzeniowej a z drewna bukowego piękne meble. Mam nadzieję, że ta osoba jest już dla ciebie  tylko czasem przeszłym- dokonanym, jak to świetnie  określa Adelka.   Dla mnie jest to już tylko starożytność nie  warta nawet wspominania - odpowiedział Leszek. Przydała  się ta przeprowadzka, bo mi wpadł w oczy.Wygląda jakby dopiero co był zrobiony.

Adela szybko założyła małej pajacyk i powiedziała- kolacja gotowa- gdzie chcecie jeść? W kuchni- odpowiedział jej trójgłos. Adela roześmiała  się - dobrze, że mamy w sumie  cztery pokoje! Milenka wylądowała  w łóżeczku,  w którym pracowicie mamlała dość twardego herbatnika.

Na kolację była  domowej roboty sałatka jarzynowa wzbogacona marynowanymi grzybkami, zielonym groszkiem, domowymi kwaszonymi ogórkami. Adela "rozrzuciła" trochę sałatki na  swoim talerzu, a Emil spytał- a czego  tam szukasz? Nie  szukam, tylko patrzę które  z nich kroiło jarzynki. A to jest jakaś różnica  w smaku? Nie, nie ma  różnicy  w smaku. A tym razem oboje kroili, z tym, że marchewkę to na   pewno tatuniek, jajka chyba jednak Helenka, kartofelki nie wiem które z nich, bo są krojone "automacikiem", pietruszkę tatuniek, grzybki Helenka. A skąd ty to wiesz?- dziwił  się Emil.  No bo  tatuniek formuje  równe kosteczki o kątach  prostych bo kroi prostopadle do podłoża. A Helenka prowadzi  nóż zawsze pod małym kątem w  stosunku do podłoża. Mówisz poważnie? no pewnie, że poważnie. A ty jak kroisz? Byle jak kroję, bo  mi obojętne, zwłaszcza, że i tak  wszystko tonie  w tym  fajnym  sosie  śmietanowo- musztardowym. To nie jest majonez?- zdziwił się  z kolei Leszek. Nie, ja nie lubię majonezu. Wiesia  dusiła  się ze śmiechu a Leszek podsumował- ale sałatka  jest super! Boszsze, jak ja  się tu z przeproszeniem  wielkim nażeram!!! I najchętniej bym wcale stąd nie wychodził. Mnie nawet  w rodzinnym  domu nie było tak  dobrze jak tu! 

No to jak chcecie to możecie nocować u nas, w gościnnym pokoju, tam  są nawet w  sumie trzy  spania, bo  sofa to podwójne spanie a łóżko pojedyncze.  Oszczędzicie  na łażeniu w deszczu. Pościel już powleczoną i  uniwersalne bezpłciowe piżamki znajdziecie w sofie. Ręczniki sobie wybierzecie w magazynie, szczoteczki do zębów nie używane są w handlowym opakowaniu na górnej półce w szafce nad lustrem. Kapcie  macie na nogach.  Arki zjadą  nie  wcześniej niż o 11,30 i dzień zaczniemy od kawy. My wstaniemy o 9,00, bo  mała je  wtedy II śniadanie. Na pierwsze to będzie  mnie konsumować o 5,30 i potem zaśnie przytulona do Emila, co jest weekendowym rytuałem. Do niego przytula się łepetynką,  mnie obdarowuje swymi nóżkami. Jak była malusia to spała na Emilu, teraz to już kawał dziecka.

Mileczku, to chyba trzeba to ich "zaopatrzenie" wrzucić do lodówki bo jak tam zostanie do rana to ptaszyska się zainteresują co to jest. I potem sąsiedzi powiedzą, że otruliśmy ptaki.  Które pójdzie  ze mną wybrać ręczniki? I uprzedzam - więcej niż  dwa na głowę nie dam. Ja  z tobą pójdę po ręczniki - stwierdziła Wiesia. Dziewczyny wyszły, Emil z Leszkiem poszli po "torby żywieniowe". Martwię się - powiedział Leszek, bo Wiesia jest strasznie nerwowa. Przepraszam, że śpimy u was, ale chcę z nią spędzić noc na neutralnym terenie i trochę o tym wszystkim porozmawiać. Strasznie ją ten sukinsyn skrzywdził. Paranoja, mieszkanie stoi puste a ja wam głowę zawracam. Wytłumacz mnie przed Adelką. 

Nie ma takiej potrzeby, Adela to naprawdę mądra dziewczyna i rozumie was oboje - może nawet lepiej niż wy sami siebie. Bo ona choć młodsza jest ode mnie o 10 lat, ale bardzo,  bardzo  dużo wie o życiu- potrafi gromadzić doświadczenia nie tylko swoje i zawsze stara  się uczyć na cudzych błędach. Ubóstwiam ją. 

I tak trzymaj Emilu, chroń wasze uczucia. Z jednej  strony cieszyłem  się, że mam taką pacjentkę, a  z drugiej - sprawa nie do ugryzienia bo....pacjentka. Nic tylko strzelić sobie  w łeb. A potem nagle na scenie pojawiłeś się ty. Bardzo chciałem cię poznać , miałem nadzieję, że może źle wybrała- ale jednak wybrała bardzo dobrze. Teraz jestem przywiązany do was obojga. I jest jeszcze "malizna"  do kochania. Taka mała cudna  kruszynka. A wasi rodzice są naprawdę nadzwyczajni. Emanują takim wielkim ciepłem. Dziś nam powiedzieli, że zawsze możemy do nich wpaść gdy będziemy odczuwać taką potrzebę. Wiesia tylko głową kiwała, nie mogła głosu  z siebie wydobyć. Coś w tym wszystkim jest tajemniczego.

                                                                      c.d.n.


sobota, 15 października 2022

Trudny wybór -128

 Gdyby mała  Milenka już umiała  mówić, to  zapewne mówiłaby, że to  był świetny  dzień, bo wszyscy po kolei się nią  zajmowali, ale najwięcej  Leszek. Obecność nowych  dla  niej osób i ich  zainteresowanie  jej  osobą wpływały mobilizująco na małą. Milence  szalenie  podobała  się dość  prymitywna   wersja  zabawy  "w  chowanego" w której na jej  główce lądowała jedwabna  apaszka mamy, a wszyscy  się  pytali gdzie  się  Milenka  schowała a potem, gdy mała  ściągnęła  apaszkę  ze  swojej główki głośno  się  cieszyli, że się Milenka odnalazła. Mała śmiała  się  w głos a rączki i nóżki wykonywały  dziwne  tańce. Kolejna  super  zabawa  była gdy wujek  Leszek naśladował miauczenie kota, muczenie krowy i szczekanie  psa. W trakcie  tej  zabawy rączki Milenki  wędrowały do ust Leszka,  czyli mała  dobrze  kojarzyła  źródło dźwięku. Leszek twierdził, że jak na nie ukończone  jeszcze 8  miesięcy  to "malizna" jest bardzo  dobrze  rozwinięta. No ale ona za dziesięć  dni ukończy 8  miesięcy,  więc chyba  możemy powiedzieć, że to już ośmiomiesięczne  dziecko - doprecyzowywał Piotr. Oj nie, w życiu  niemowlaka każdy dzień jest milowym  krokiem w jego rozwoju - jednego  dnia jeszcze nie potrafi samo usiąść, a następnego już potrafi. Ona lada dzień pewnie zacznie raczkować i wydzierać  dziury  w śpioszkach. Jak  widzę to  ma wyraźne zamiłowanie  do okulistyki - bardzo ją interesują  moje oczy. Nic dziwnego  - zaśmiała  się Adela - masz bardzo kolorowe oczy - zielone  z brązowymi "ciapeczkami" w dolnej  części. Jak  widzę to i laryngologia nie jest jej obca - zaraz ci wsadzi ze  dwa paluszki do dziurki w  nosie, kurczowo zaciśnie piąstkę i pociągnie. Nie pozwól jej na to, proszę. I na  wsadzanie   paluszków w oko też nie. Już ją oduczyłam odgryzania mi  brodawek, chociaż nie było to łatwe  zadanie. Już nie pamiętam gdzie to  wyczytałam, ale nie  reagowanie na niewłaściwe zachowanie  nawet najmłodszego  dziecka jest ogromnym błędem wychowawczym. Ono już teraz musi wiedzieć które jego  zachowania  są akceptowane a które  absolutnie  nie. A zwyczajowa  praktyka  typu "ono jeszcze maleńkie, nie  rozumie, wyrośnie   z tego" jest kardynalnym błędem. Ono nie  rozumie na razie dlaczego mu się na wiele  rzeczy  nie pozwala więc mu tego nie tłumaczymy- my na tym poziomie jego rozwoju  musimy  w dziecku wyrobić właściwe nawyki. 

No my z Adelką przyzwyczajamy Milenkę do  słuchania dobrej muzyki klasycznej- na tapecie są koncerty fortepianowe  Mozarta a orkiestrowo - Vivaldi. Podejrzewam, że nasze  dziecko już ma  wdrukowany w pamięć muzyczną taki klasyk jak Bolero Ravela, bo to nasza ulubiona  "pościelówa" no i tanga argentyńskie, bo to ulubione tańce Adelki. Ciekawy jestem co z tej muzyki będzie mała lubiła gdy podrośnie -  zastanawiał się Emil. 

No to jak słyszę,  mamy bardzo podobne upodobania muzyczne - stwierdził  Leszek. I może  dlatego  w sumie  się tak nieźle  dogadujemy. A czego słuchacie  chętnie z tak zwanej muzyki rozrywkowej? W tej materii to jestem wielce zapóźniona w rozwoju - stwierdziła Adela- może być soft rock i soft blues z saksofonem w roli głównej. Żadnego ciężkiego "metalu". Gdy dolatuje  mnie gdzieś z oddali jakiś heavy metal to znikam  stamtąd natychmiast. Ooooo,  wychodzi na to, że jesteśmy muzycznie rodem z jednej prywatki, śmiał się Leszek. 

Słuchajcie - przyjdźcie do nas również jutro, będzie Arek ze Stasią i  chłopcami. Posiad będzie głównie w kuchni i w pokoju gościnnym, które sobie  zamienimy w bar a stół w "salonie" będzie  służył głównie do różnych gier. To taki nasz ukłon w stronę Arka i ich  dzieciaków - pogoda marna, spacer grozi depresją lub grypą,  więc coś trzeba  dzieciom zorganizować, a to są fajni chłopcy-  a mówię to ja, o której wszyscy wiedzą, że nie jestem miłośnikiem cudzych  dzieci. Ty Leszku znasz oboje, a Wiesia szykowała ich do ślubu - Wiesiu, to ci którym w prezencie ślubnym wykupiłam w twoim salonie "przedślubne zabiegi upiększające" - nie  wiem czy ich kojarzysz. Wiesia zamyśliła  się- on taki dość duży, szarmancki, lekki podrywacz?

 Nooo, ale z niego taki podrywacz "z obowiązku". Generalnie  taki z niego podrywacz jak  ze mnie  dziewica po porodzie.  Leszek zaczął się  śmiać- to znaczy, że Michał coś sfuszerował, chociaż na  moje oko to mu całkiem  dobrze ta  asysta  poszła. Najważniejsze, że nie musiał cię ciąć i nic nie potrzaskało. No nie musiał, dobrze odrobiłam lekcje przygotowujące  do porodu. Ale nadal twierdzę, że cała procedura rozrodu i porodu jest do bani - po prostu nie  dopracowana pod kątem troski o kobietę. Jest totalna  dyskryminacja samic niezależnie jakiego gatunku. I nieprawdą jest, że  czworonożne samice to mają lżejsze porody bo żyjąc w naturalnych warunkach mają więcej ruchu. Może tylko mają nieco  mniejsze płody bo mają  małe szanse na przejadanie  się - wszak nikt ich  nie  dokarmia a matka natura nie  zawsze jest  w  stanie zapewnić im dostateczną ilość pożywienia.

Ja na pewno jutro do  was przyjdę -  chętnie  się spotkam z Arkiem i Stasią. No a skoro ty, utajniony  wróg "bachorów", wyrażasz  się dobrze o  tych chłopaczkach, to jakoś to przetrzymam a poza  tym to będę się mógł nacieszyć Milenką. I mam nadzieję, że Wiesia dotrzyma  mi towarzystwa. Twierdziła, że nie ma na te święta  żadnych planów. A o której mamy przyjść? 

Emil zaczął się  śmiać- to  zależy w pewnym  stopniu od  was. Oni przyjadą przed południowym karmieniem, które tym razem będzie  zapewne małym rozczarowaniem dla  chłopców bo już nie obejrzą jak mała ssie pierś. Nie wiem czemu ale to ich fascynowało. Teraz mała  albo załapie się na butelkę albo będzie  jadła  łyżeczką. Po jedzeniu zapewne trochę pośpi w naszej sypialni. A że pogoda nadal ma  być pod  zdechłym  Azorkiem to pogramy z dzieciakami w jakieś planszówki i to takie dla dużo starszych dzieci niż są oni. Jak  znam życie to panie  zaraz znikną w kuchni by poplotkować a my będziemy z chłopcami. Oni nawet w monopoly potrafią  grać. Bystre te dzieciaczki, bo ich tatuś był naprawdę inteligentnym facetem, tylko się zmarnował alkoholem. I oni o tym wiedzą, więc jest  szansa, że gdy będą  w wieku buntu i różnych prób to nie  sięgną po alkohol. Bo Stasia dopilnuje, by wiedzieli, że skłonność do uzależnień jest jednak genetycznie przekazywana i że można  się od wszystkiego uzależnić. No fakt, przytaknęła Adela - ja  się uzależniłam od ciebie ale jakoś mi to nie przeszkadza w życiu. Bo to jest bardzo właściwe uzależnienie - stwierdził Emil- więc tak trzymaj!

Ciekawa jestem jak Milenka na  nich zareaguje, czy dla niej jest jakaś różnica w odbiorze dorośli a dzieci. Tak samo mnie interesuje czy takie malutkie dzieci śnią jakieś  sny. Bo kilkulatki to już nawet miewają koszmary  senne. I myślę, że nawet takim maluszkom coś  się jednak śni, bo Milenka  często się przez  sen uśmiecha.  Nic  dziwnego, że się Milenka uśmiecha  przez  sen - wszyscy dookoła  są dla niej serdeczni, zabawiają, rozpieszczają i to pewnie się jej śni - powiedział Piotr. No bo jak  nie kochać takiej małej cudności!  

Tatuniu, a w kilkanaście lat później każdy tata  się zastanawia gdzie  się podziała ta mała cudność i  dlaczego jej  miejsce  zajęła jakaś pyskata, denerwująca nas nastolatka - śmiała  się Adela. Albo  gdzie  się podział ten wpatrzony w nas  z podziwem chłopczyk a jego miejsce  zajął krytykujący nas bezpodstawnie nieco pryszczaty młodzieniec, który wszystko wie lepiej. 

 Oooo, przepraszam, nigdy nie  byłem pryszczatym młodzieńcem bo mama mi serwowała jakieś ziółka i pilnowała bym je wypijał. I zawsze mi  wkładała  w głowę, że tata wie wszystko najlepiej,  a tata mi  z kolei kładł do głowy, że nie ma na tej planecie kobiety lepszej i ładniejszej i mądrzejszej niż moja  mama - stwierdził Emil. Oni się naprawdę bardzo kochali. Mama w ramach przygotowywania mnie do dorosłości zawsze mi mówiła, że podstawą dobrego związku jest nie  tylko wzajemne zaufanie i wyjaśnianie  tylko  między sobą jakichś animozji ale i wzajemny  szacunek i trzymanie  "wspólnego  frontu" wobec innych. Czyli żeby nie  włączać do jakiegoś sporu pomiędzy małżonkami osób trzecich na przykład swoich rodziców, rodzeństwa, przyjaciół.

To bardzo zdrowe i mądre zasady i mam wrażenie, gdyby wszyscy je wyznawali  byłoby mniej rozwodów i  dzieci rozdartych uczuciowo pomiędzy rodziców stwierdziła Wiesia. Gdyby  się rodzice nie  wtrącali w małżeństwo mojej siostry to pewnie by się nie  rozeszła z mężem. Może nie  zawsze  było między  nimi idealnie, ale moja matka go nie lubiła i  ciągle wynajdywała  u niego jakieś  wady, które mojej  siostrze chyba za bardzo nie przeszkadzały, skoro je tolerowała. A efekt końcowy  taki, że córeczka mieszka  z nią, a syn z ojcem, bo sąd zapytał dzieci z którym z  rodziców chcą mieszkać i chłopak  powiedział, że nie  zostanie  z matką, chce mieszkać  z ojcem. W efekcie  końcowym dzieciaki wcale  się nie widują tak jakby   wcale nie byli rodzeństwem. Przecież to  chore! Potraktowano dzieci jak wyposażenie mieszkania którym się ludzie dzielą po rozwodzie. Zastanawiałam  się czy jeśli  się spotkają gdzieś na ulicy  to  się poznają - mam co do tego spore wątpliwości. Moja matka nie  widziała  swego wnuka już z pięć lat, a gdy jej o tym powiedziałam palnęła: "a po co ja  mam widywać to diabelskie nasienie". Powiedziałam jej, że to "diabelskie nasienie" jest jednak w połowie również  dziełem jej córki, to powiedziała, że to  chłopak, więc na pewno ma więcej cech ojca  niż matki. A teraz to mój były  szwagier ożenił się z babką, która od wielu lat mieszka w Belgii i tam  razem z synem pojechał. Dostałam od siostrzeńca życzenia świąteczne i wiadomość, że bardzo mu się tam podoba i że jest mu dobrze, bo macocha jest w porządku. A były szwagier napisał, że jeśli mam  chęć to mogę do nich na trochę przyjechać. Początkowo miałam zamiar pokazać matce ten list, ale potem spokojnie to przemyślałam i stwierdziłam, że nie ma  sensu. Nie mam pojęcia co moja  siostra zarzucała  swemu mężowi, ale gdy  się nie  mieszka pod jednym dachem to o wielu sprawach się po prostu nie  wie. Ale jestem dziwnie pewna, że gdyby się matka  nie wtrącała to pewnie byliby dalej  razem.  W ramach  nagrody za rozwód  moja  siostra dostała od matki darowiznę w postaci domu i ogrodu, a dowiedziałam  się o tym przypadkiem. Tyle  tylko, że mało mnie to obeszło, jestem samowystarczalną kobietą. I tak bym tam nigdy nie  mieszkała- nie po to stamtąd się wydostałam by tam  wracać. No ale mogłabyś wtedy to sprzedać - stwierdziła Adela. Wiesia uśmiechnęła  się - gdyby to był spadek to w ramach dziedziczenia byłybyśmy do tego "biznesu" dwie. No i dopiero zacząłby się bal, bo moja siostra to  z tych kobiet,  z którymi lepiej stracić niż cokolwiek zyskać, wierz mi. A wiesz co mnie najbardziej pod  słońcem śmieszy? Otóż to, gdy jakiś jedynak czy jedynaczka zazdrości mi, że mam siostrę. No normalnie umieram ze śmiechu wtedy. Najczęściej mówię wtedy - no popatrz, a ja ci  zazdroszczę żeś jedynak/jedynaczka. Początkowo myślałam, że ja po prostu mam pecha, no ale tak statystycznie rzecz ujmując  to sporo osób  ma jeszcze  brata  lub  siostrę i niestety .......takie  same odczucia jak ja, że to żadna frajda,  żaden powód do radości, ale  za to do problemów.  Już kilka lat się truchtam po tym świecie i spotkałam nawet kilka "przypadków" prawdziwej rodzinnej miłości i przyjaźni pomiędzy rodzeństwem. Chodziłam po rozwodzie na terapię i terapeuta mi powiedział, że taką sytuację pomiędzy rodzeństwem wywołują rodzice, bo rzadko kiedy potrafią tak prowadzić swe potomstwo by nie  wywoływać w nich ducha rywalizacji - wiesz - jak w ptasim  gnieździe- zawsze któreś jest niedożywione, bo jedno pisklę szerzej otworzyło dziób, wyżej  wyciągnęło szyję , szybciej połknęło i zawsze dlatego dostało więcej żarcia. Zobacz Adelko - i ty i Emil nie macie rodzeństwa, ale macie za to przyjaciół i to takich na których  możecie liczyć, a oni dobrze  wiedzą, że mogą liczyć na was.

Leszek popatrzył na Wiesię i powiedział- a przede wszystkim to oni się kochają. Mój kolega, który odbierał poród  w klinice (  a to ja dałem im na niego namiar) powiedział, że  przez ten  cały czas na  sali porodowej był  świadkiem czegoś  zupełnie niezwykłego co sprawiało wrażenie, że  oni są powiązani jakąś ponad  materialną  nicią - Emil starał się cały czas wpatrywać w oczy Adeli i cały czas ją dotykać - to tak, jakby chciał by jego siły przeszły w tym momencie na nią. Michał jest położnikiem, w tej klinice porody rodzinne to żadna nowość, ale on po raz pierwszy czuł tę  więź pomiędzy rodzącą i jej mężem. Jak określił  - to było coś  wyczuwalnego. A Michał do romantyków to  nie należy.

                                                                      c.d.n.

piątek, 14 października 2022

Trudny wybór -127

 Gdy Wiesia i Adela  wróciły do salonu, towarzystwo,  zwłaszcza jego męska część  była pochłonięta degustacją i odgadywaniem składu ciasta zwanego mazurkiem. Na pewno  są  tu daktyle- wiem, bo  sam je  pozbawiałem pestek i kroiłem na kawałki - powiedział  Piotr. A ja tu rozpoznałem orzechy  włoskie - stwierdził Leszek. E nie, powiedziałbym, że raczej laskowe ale są i rodzynki a sama masa jest na pewno czekoladowa- dodał Emil.

Adela popatrzyła na męską  część towarzystwa i powiedziała - a czy  nie jest wam wszystko jedno co jest w środku,  skoro wam to  smakuje? Ta masa czekoladowa ma  w sobie  różne orzechy i  trochę migdałów. To po prostu kogel mogel wymieszany  z różnymi orzechami zmielonymi na różną grubość i nie ma tu wcale  mąki. Miało być włoskie panforte, ale ono to  musi po  zrobieniu leżakować z 8 tygodni i trzeba do niego dodać dobry likier kawowy, więc zrobiłam  coś "na kształt i  podobieństwo" i sądząc po waszych  minach to się udało całkiem nieźle. A przepis znajdziecie w sieci wpisując  hasło "panforte". Tak naprawdę to nie jest  klasyczne  panforte bo ja  tę masę rozłożyłam na .....andrutach i wszystko razem upiekłam, nie bardzo  wiedząc  co  z tego  wyjdzie. Ja przeważnie  biorę przepisy  z sieci, tyle  tylko, że rzadko  kiedy robię  wszystko tak jak to przepis  podaje. Mam taki feler.

A gdzie maluśka? zainteresował się  Leszek?  Śpi  w swoim  łóżeczku w pokoju gościnnym rodziców. Mam przy sobie podsłuch, a ona leży na  najniższym piętrze łóżeczka, więc nawet gdyby wstała na  własne  nóżki to i tak nie  wypadnie z niego. My jej nie  zachęcamy ani do siadania ani do wstawania - osobiście jestem zdania, że to musi nastąpić "samo  z siebie" gdy jej organizm będzie  do tego przygotowany. Nie bardzo rozumiem tych  rodziców, którzy już półrocznego malca stawiają na nóżki i uczą  chodzenia. Jestem zdania, że  dziecko  samo powinno "wpaść" na to jaką techniką ma usiąść i potem wstać na nóżki. Zresztą  pan doktor  L. też jest tego zdania. Podoba mi się ten doktor L. bo śmieje   się z tych wszystkich tabel wzrostu  i  wagi, bo każde  dziecko rozwija  się  w  swoim własnym tempie a nie według tabel. Milenka  wg tabel waży o kilogram  za mało, ale nie  da się o  niej  powiedzieć  że jest chuda czy też  zabiedzona. Zobacz Leszku - większość lekarzy mając  taką fuchę do prowadzenia to  regularnie co miesiąc przylatywałaby do nas, by zerknąć na małą i zgarnąć forsę. A ten po ostatniej  wizycie nam powiedział, że jak na  razie nie ma potrzeby by ją oglądał co miesiąc, ale mamy się z nim kontaktować gdy coś nas  zaniepokoi lub mała  zachoruje. Wtedy od  razu przyjedzie. No i mogę zawsze się  z nim skonsultować w sprawie małej. A na rejonie jakby  się co działo  z małą to mi nikt jej od  ręki nie przyjmie, tylko kierują od razu na ostry dyżur. A ta larwa na rejonie stwierdziła, że stanowczo Milenka za mało waży a gdyby była  chłopcem to powinna by  ważyć 9 kilogramów.  Ja wiem, że ona jeszcze  własnego dziecka  nie ma, ale nawet gdyby miała to jej  dziecko wychowywała by jej mama lub żłobek a nie ona. I pewnie nadal by twierdziła, że tylko waga  w tabeli jest  ważna,  a nie to czy  dziecko z natury jest mocnej budowy czy delikatniejszej. Ani Emil ani ja do  ciężarowców nie  należymy to dziecko siłą  rzeczy  też nie. 

Leszek uśmiechnął się - no nie  da się ukryć, że L. to porządny  facet a i dobry fachowiec. I cieszę się, że ci go podsunąłem. A wy z kolei  podobacie  się jemu, więc wszystko gra. Ale i tak najbardziej  się  cieszę z tego, że Hania sprzedała  mi gabinet  razem  z  tobą. No i muszę ci jeszcze coś powiedzieć - widziałem się z Michałem. Wpadłem na  niego na parkingu Tesco, bo wystartowałem po pieczonego kurczaka. Wprowadza  się do tego mieszkania w tygodniu poświątecznym. Śmiał się, że w pewnym  sensie  zapowiedź, że mieszkania  będą oddane po świętach sprawdziła się  - przecież nie precyzowali po których. I jeszcze coś - mówiłem ci, że nie  wiem czy ta Teresa to żona czy  nie żona. Okazało się, że nie żona i że już nie  są razem. Nie moja   sprawa, ale  nie bardzo rozumiem po co kłamał. Nawet się  go o  to zapytałem i stwierdził, że lepiej  brzmi gdy lekarz przedstawia towarzyszącą  mu kobietę jako żonę niż jako przyjaciółkę. No i macie oboje pozdrowienia od Michała  razem z  zapytaniem kiedy następna sesja porodowa. 

Było mu powiedzieć, że jeszcze  długo nie - a potem  wcale. Osobiście już  nie przewiduję następnej sesji. Pewnie jestem  dziwna, ale nie dopatrzyłam  się w tym  wszystkim niczego porywającego i  wspaniałego i naprawdę nie  mogę pojąć jak  można chcieć rodzić kolejne dziecko czy też  dzieci. A wszak miałam luksusowe warunki w porównaniu do wielu innych kobiet. To, że nie  bolało to fakt, ale nie da się ukryć, że miłe to nie było. Bycie w  stanie odmiennym też mnie  nie zachwyciło chociaż nie miałam ani razu porannych mdłości. Znieczulenie  tylko likwiduje ból ale  nie czucie. Najbardziej  mi Michał podpadł każąc mi  nie przeć, podczas gdy to parcie idzie po automacie, czy  chcesz tego  czy  nie. Jako położnik powinien  przecież  to wiedzieć. To tak jakby ktoś kazał komuś  wstrzymać torsje gdy żołądek jest już niemal w gardle. Nie da  się po prostu i on powinien to wiedzieć.  Ja w ogóle nie parłam tylko cały  czas  się bałam, że mi się miednica  rozleci. Co prawda  bez bólu. Mała po prostu sama  się rodziła,  a ja  tylko starałam  się  znaleźć najwygodniejszą pozycję dla siebie i dla małej,  by z tego łóżka nie  zleciała. Ale wyobraźnia  pracuje. 

Współczuję Emilowi, że przy  tym był, bo to naprawdę nic wspaniałego. Ale   z drugiej strony to się cieszyłam, że jest, bo gdyby się  działo coś nie tak to by go wyrzucili z porodówki. Tak samo wciąż poza  względami "naukowymi" nie jestem  w stanie  dopatrzeć  się czegoś  fajnego w karmieniu dziecka  piersią. Nie przeżywam w związku  z tym żadnych  wzruszeń a nawet różne ograniczenia  dietetyczne  mnie nie dotykają a fakt, że nie  musiałam robić  mieszanek mało mnie  wzruszał, bo na  co dzień gotuję obiady i  zabełtanie   mleka  w proszku  w garnku to  mniej  niż małe piwo dla pijaczka. Oczywiście kocham Milenkę, ale dla mnie i tak Emil jest  ważniejszy. Nie  wykluczam, że ja po prostu z lekka jestem niedorobiona umysłowo. 

Helena i Piotr wpatrywali  się w Adelę nieco zdziwieni, Leszek i Emil delikatnie  potakiwali głowami a Wiesia powiedziała - podejrzewam, że tak jak ty myśli wiele kobiet,  ale  często nawet  same przed  sobą nie mają  odwagi by  się do takiego poglądu przyznać. I wiesz, jesteś fajna dziewczyna, że umiesz powiedzieć prawdę i  nie boisz  się tego. I myślę, że jeszcze przed ciążą i porodem tak myślałaś i chwała  ci  za to, że jednak macie Milenkę. Zawsze  cię uważałam za mądrą babkę a znamy się w  sumie sporo lat.

A jeśli pomimo takiego spojrzenia na ten temat zdecydujesz  się na kolejne dziecko, to wtedy ja będę   je odbierał - powiedział Leszek. Zrobię to  dla was obojga, bo  wiem, że dobrze się rozumiemy. To drugie powinnaś urodzić nim pomiędzy ciążami miną cztery lata. Masz jeszcze  trochę czasu na  decyzję. 

Z głośnika dopłynęło ciche "eeea, baa" i wszyscy się  zaśmieli - no proszę dziecko  się włączyło do dyskusji na  zasadzie "nic o nas bez nas" - stwierdził Emil i wyszedł z pokoju. W chwilę potem wjechał do  salonu z łóżeczkiem. Muszę wyskoczyć do  domu po pampersa nim  ją  zacznie pupa  szczypać. To jest jedyny moment,  w którym żałuję, że nie mieszkamy z rodzicami przez ścianę.  Nie ma potrzeby- stwierdził Piotr - u nas jest cała paczka pampersów i  chusteczek dla  małej i wyszedł do  sypialni. Po chwili wrócił z pampersem  i całą paczką chusteczek. Ojej, świetnie - ucieszył  się Emil. Jak ją  tylko rozwinę z tych  mokradeł to zaraz się jej humor  poprawi. Taka  nieco bezwstydna  ta nasza  córcia- uwielbia być z gołą pupką. Leszek od razu  wziął małą  w obronę - po prostu wtedy  nic  nie krępuje  jej ruchów i nie musi pokonywać siły tarcia  pomiędzy ubrankiem a podłożem. To bardzo mądra  dziecinka. Daj, to ją przewinę, dawno tego nie robiłem i Leszek zabrał z rąk Emila pampersa. A mała  cwaniara dobrze wiedziała, że wujek jak umyje i osuszy to wpierw wycałuje  brzuszek, potem  założy pampersa i nim założy do końca "pajacyk" wycałuje   wszystkie paluszki u stópek. Obydwie  pieszczoty  Milenka bardzo lubiła i z radości wszystkie  cztery kończyny odprawiały  dziwny taniec - taniec radości. 

Na koniec ulubiony wujek usadził ją na swoich kolanach  starannie  chroniąc kręgosłup i powiedział - a teraz to my chyba powinniśmy dostać coś do pomamlania. A sam ją nakarmisz? To zależy czym - roześmiał  się Leszek. Niestety mleka  nie mam. Dostanie marchwiankę z butelki - stwierdziła Adela . Ale wiesz  co - chyba  muszę  cię okryć czymś, bo to straszny paprak, może cię wyświnić totalnie, nawet gdy je  z butelki. A marchwianka nie  spiera  się z materiałów. W międzyczasie Helena przyniosła duży  ręcznik  frotowy i powiedziała- proszę  zdjąć marynarkę, okryję pana ręcznikiem - nie  zmarznie pan i  nie  wybrudzi ubrania. Emil zabrał na moment małą z kolan Leszka co  się jej  wcale  nie spodobało, Helena starannie okryła go ręcznikiem, który zapięła   bezpiecznikową agrafką i mała oraz butelka  z marchwianką spotkały  się na kolanach Leszka. Marchwianka  była zagęszczona krupiczką, o  czym Adela poinformowała  Leszka i patrząc jak Leszek z pietyzmem karmi małą powiedziała - gdybyś się stale zajmował małą to mogłabym rozpocząć aplikację adwokacką. Zawsze mnie  zadziwia  fakt,  jak takie malizny jak nasza potrafią  wyczuć kto poza  rodzicami darzy je uczuciem. I żeby mnie  już kompletnie  zadziwić to ona radośnie  reaguje nawet na Konrada, którego właściwie  nie  zna i widuje raz na kilka miesięcy, jeśli  on akurat wypatrzy  mnie gdy z nią przechodzę obok jego  zakładu. On biedaczek tak marzył o córeczce a ma trzech chłopaczków. No, ale jak powiedziała jego żona, to ona już  zakończyła proces produkcyjny - bo przy  trójce  dzieci to jest co  robić chociaż bardzo pomaga im jej matka. A oni tak robili jedno po drugim? -spytała   się Wiesia. W pewnym sensie  tak - gdy  już był jeden chłopak wymyślił sobie Konrad córeczkę do kompletu i urodziło  się dwóch chłopaczków, ale nie  bliźniacy. Wiesz- jak zwał tak zwał, ale dwójka na raz to jednak  dość kłopotliwe musi być - tak  myślę. Ja to  bym  się chyba  załamała.

Dobrze, że trafiło na takiego, co lubi  dzieci- stwierdziła Wiesia. Mąż mojej znajomej powiedział, że on  sobie  dzieci nie życzy i gdy ona podmówiona przez matkę jednak zaszła  w ciążę to normalnie zażądał rozwodu.  I w końcu go dostał, chociaż to nieco trwało. Owszem, płaci  alimenty ale nigdy dziecka nie odwiedza. I cały czas podkreślał  w sądzie, że ona  doskonale wiedziała, że on nie  chce  dzieci. W końcu  nigdzie nie jest zapisane, że każde małżeństwo musi mieć potomstwo. Ożenił się po raz  drugi, ale z  tego co ona  wie, to dzieci z tą  drugą nie ma.

Ja to nie bardzo rozumiem po jakie  licho rodzice  dorosłych  dzieci  wcinają  się w ich życie - powiedziała  Adela. Powołali na świat, wychowali i tu się kończy ich  rola z pozycji nakazowo-doradczej. Nie powinni absolutnie niczego dorosłemu człowiekowi nakazywać ani kierować jego życiem. 

Helena  zaczęła  się  śmiać - wyobraziłam sobie  przez moment co usłyszałaby twoja matka gdyby zabrała głos w jakiejkolwiek sprawie dotyczącej twojego życia. Niewątpliwie pobiłaby nawet męski rekord świata uciekając przed tym co ty byś jej  wygłosiła w odpowiedzi. Ale tak prawdę mówiąc to ty zawsze  miałaś  wszystko poukładane w  głowie i wytrwale plany  realizowałaś. Byłaś jeszcze naprawdę bardzo młodziutka gdy mi powiedziałaś - muszę  sobie  tak układać  życie by linia uczuć  nie przysłoniła  mi linii mądrości. Nie pamiętam gdzie to wyczytałaś. 

Pewno  w jakichś hinduskich mądrościach - stwierdziła Adela. Ale pamiętam, że gdy stwierdziłam sama, że mi się te  dwie linie jakoś znarowiły i nie bardzo mogłam poradzić  sobie z zaistniałą  sytuacją ty mi powiedziałaś, że czasami może się nam coś nie udać, ale skoro już wiem, co się poplątało to na 100% poradzę sobie  sama z tym problemem. I to była  ciociu najlepsza pod  słońcem  rada - to że nadal we mnie   wierzyłaś, że sobie  poradzę i nie rozdrapywałaś tego wszystkiego - powiedziała  Adela. I bez rozdrapywania bolało, ale  jednak poradziłam sobie. I jestem z tego dumna. A ja jestem  dumna   z ciebie- zapewniła Adelę Helena. Bo byłaś wtedy naprawdę jeszcze bardzo młodziutka. Poza  tym nie udzieliłam ci żadnej  rady bo nie prosiłaś  mnie o radę - ty po prostu już zdiagnozowałaś problem i podzieliłaś  się ze mną swoim spostrzeżeniem. Ale gdybyś mnie nawet poprosiła o  radę to pewnie bym  ci tylko przedstawiła kilka możliwych  scenariuszy, byś sobie  któryś  wybrała. Bo tak  to jakoś jest w życiu, że gdy coś komuś doradzamy to dość automatycznie spoglądamy przez pryzmat własnych doświadczeń i upodobań.

Leszek uśmiechnął się - to już teraz  wiem, dlaczego na pytanie  jak mam sobie urządzić mieszkanie dostałem od  Adelki cały pakiet scenariuszy. Ale przy okazji też ważne rady odnośnie drzwi w  mieszkaniu i piwnicy.W najczarniejszych  snach  nie podejrzewałem, drzwi wejściowe to może być rama z drewna  paletowego a środek ze sklejki! jak i nie wpadłem  sam  na to, żeby wymienić zamek w  drzwiach dopiero  wtedy, gdy przysłowiowy pan  Ziutek smyrgnie  do  domu, bo przecież gościa nie  znam, nie jest  nigdzie na  stałym etacie i potem  szukaj wiatru  w polu. I dobrze, że mi pan Piotr zwrócił na  to uwagę. Tamto mieszkanie na Powiślu to jeszcze ojciec urządzał kupę lat wcześniej a ja zupełnie  się tym  nie  zajmowałem. Jednak medycyna  to bardzo uciążliwe  studia i potem ta  specjalizacja- to pewnie brzmi  zaskakująco ale  chwilami naprawdę nie wiedziałem jaki jest  dzień tygodnia, bo taki byłem skołowany.  

Ja to rozumiem - stwierdziła Adela- wprawdzie  nie  studiowałam medycyny ale miałam do opanowania  cholernie  duży  materiał pamięciowy a do tego  cały czas  pracowałam- to coś takiego jak na medycynie  robienie specjalizacji - orzą w tych  biednych medyków- ciężko pracują i jednocześnie się cały  czas uczą. A potem jakie zdziwienie, że w gruncie rzeczy wielu lekarzy zaczyna pić. Toż przecież jakoś muszą odreagować ten stan stałego napięcia. Jedni  piją, inni tłuką żony, jeszcze inni je nałogowo zdradzają. A wszystko w ramach odreagowywania  stałego  stresu. Ja to  chociaż mogłam sobie popłakać- wszak kobiety płaczliwe  są , no ale facet płaczący? - nie do pomyślenia. Dla mnie osobiście super kretyński jest ten wzorzec silnego faceta, który ma stale mieć kamienną twarz nie odzwierciedlającą żadnych uczuć. Jeśli  kocham faceta i on  twierdzi, że mnie kocha to  chcę by przede  mną nie odgrywał chojraka , by prezentował swe reakcje stosownie do stopnia  naszej zażyłości nawet jeśli nie jest moim regularnym mężem  ale bardzo bliskim kolegą.

Adelko - powiedziałaś teraz coś szalenie ważnego- powiedziała  Wiesia. Też to tak odbieram. Jeśli mi  się bliski kolega rozpłacze bo sobie  z czymś nie może poradzić, to ja na pewno  nie stracę do niego ani krzty  szacunku a będę dumna, że  zaufał mi na  tyle, żeby okazać  swą  słabość, która nikomu  z nas  nie jest przecież obca. Chyba my czasami zapominamy, że jesteśmy ludźmi i kreujemy  się na jakieś automaty z przyklejonym uśmiechem na twarzy.

                                                                   c.d.n.

Trudny wybór -126

Według  panów meteorologów  święta wielkanocne miały być pogodne i ciepłe ale już kilka  dni przed świętami pogoda się popsuła, ale  klan  meteorologów nadal  głosił, że na święta na pewno będzie  dobra  pogoda, bo przecież to będzie  nieomal połowa kwietnia. Piotr słuchając tych prognoz powiedział - jakaś stara przepowiednia głosiła, że marszałek Piłsudski umrze  w maju  gdy spadnie  śnieg. Wszyscy  się  bardzo z tej przepowiedni śmieli, bo jeszcze  nigdy w maju   śnieg  nie padał, ale właśnie w maju 1935 r spadł śnieg a marszałek   zmarł 12 maja. A kwiecień na ogół  zawsze przynosił ze sobą bardzo  zmienną pogodę, więc  nie widzę nic dziwnego w  tym, że jest  zimno i pada  deszcz - perorował Piotr. I nic się  nam  nie stanie jeśli  nie pojedziemy nigdzie  w plener. 

Emil został wydelegowany do pomocy rodzicom, ale jego pomoc ograniczyła  się do rozłożenia wraz  z ojcem stołu. Pogoda  była paskudna, padał  deszcz i  było zimno, więc w ostatniej niemal chwili Helena stwierdziła, że w takim  razie zamiast tradycyjnych różnych jajek  na  zimno będą   na gorąco jajka faszerowane. Piotr z precyzją  godną chirurga plastycznego przepoławiał ugotowane  na twardo jajka, Helena potraktowała je potem ręcznym  blenderem, przygotowała kilka wersji  smakowych jajecznej mieszanki i napełniła  nimi skorupki. Jajka wpierw były krótko podsmażone  na patelni  a potem  wylądowały na  blasze  w piekarniku, by spokojnie czekać  na przyjście gości. Jedzenia było sporo a przede wszystkim  było bardzo urozmaicone. 

Dla małej Emil przyniósł jej dotychczasowe łóżeczko, żeby w  razie  zmęczenia  dziecko  mogło wygodnie poleżeć. Poza  tym  był to dobrze znany jej mebel a do tego wyposażony w jej różne  zabawki. Leszek i Wiesia przyszli  razem i  Leszek poczuł się w obowiązku wytłumaczyć  z tego faktu, ale Adela przerwała  jego tłumaczenia mówiąc - i bardzo  dobrze  zrobiłeś,  bo ja  zapomniałam, że  pani Wiesia jeszcze nigdy u  nas  nie była a pogubić  się na tym osiedlu niestety nie jest  trudno. A pokazałeś  chociaż  w której klatce my  mieszkamy ?-  zapytała. Leszek kiwnął głową mówiąc - no jasne, bo dla mnie te  wasze  mieszkania oddzielne ale tuż obok to istny majstersztyk. Prezentacja w przedpokoju w gruncie  rzeczy dotyczyła  głównie  Leszka, który dopiero teraz   miał okazję osobiście poznać  rodziców Emila. Adela przedstawiając Leszka powiedziała- a to mój i Emila brat. Ciągle  nie mogę  się zorientować  czy jest bardziej bratem moim  czy  Emila. Arek to uznał, że jest moim bratem no a Leszek się jeszcze  nie określił w tej materii.  No bo nie wiem do kogo jestem bardziej podobny - do ciebie czy do Emila- stwierdził Leszek. No z ubioru to tak jakby do Emila, ale  dziś czasy takie, że często ową płeć tylko na podstawie  stroju ciężko rozpoznać- stwierdził Piotr. Siadajmy zatem do stołu, proszę. Ponieważ jesteśmy nieco  nietypowi, to  dzielenia się jajkiem  nie będzie, ale życzę wszystkim  tu zebranym,  byśmy  się nie jeden  raz  spotykali  w tym  gronie. Zimno dziś i mało wiosennie, więc dziś mamy jajka na gorąco. Jest ich więcej, jest jeszcze jedna  blacha. I proszę by każdy z was był tak  miły i sam sobie nakładał na talerz to na  co ma ochotę i ile ma ochotę  zjeść.  Adela przeleciała  wzrokiem po stole i stwierdziła, że nie ma   majonezu, ale Helena powiedziała - jest, ale nie gotowy tylko domowy. Piotr go wczoraj bełtał i wyszedł mu super. No ale musztardy to chłopcy nie podali stwierdziła Helena i ruszyła do kuchni po musztardę. Po dłuższej chwili wróciła mówiąc - nic  z tego rozumiem - rano jeszcze  była. Nawet ją przełożyłam to ładnego  słoiczka i ......wsiąkła. Piotr zerwał się z krzesła i podreptał do  kuchni. Za chwilę był z powrotem niosąc nieduży ozdobny słoiczek. No gdzie  była? W zamrażarce - sam ją tam  wsadziłem, bo byłem pewny że to jakiś sos i nie chciałem żeby się  zepsuł na blacie  w kuchni.  

Leszek zajął strategiczne miejsce  obok swej ulubienicy, która jedną  rączkę trzymała w buzi,  a drugą wyciągała pomiędzy  szczebelkami. Adelko, czego ona szuka? Adela roześmiała  się - to mądre dziecko widzi, że wszyscy coś jemy, więc wyciąga łapinę  by dostać biszkopcika. Dostanie tego biszkopcika, ale po karmieniu  bo jak wpierw zje biszkopcik to nie  będzie  chciała  ssać.   A jej biszkopciki są słodzone  tym miodem od  ciebie a moje mleko niestety nie. To jest strasznie cwane dziecko. Patrz, już sama siedzi. Jak  się zmęczy to albo zacznie  marudzić albo padnie na brzuszek. W domu już urzęduje w większym łóżeczku i zawzięcie trenuje pełzanie. Zwłaszcza wtedy, gdy ją przewijam. Pełzanie z gołą pupą bardzo się jej podoba. A wczoraj leżała bardzo dziwacznie- główka, rączki i klatka piersiowa na materacu a pupa sterczała  do góry, bo  miała  wyprostowane  nóżki. I patrzyła  się na mnie tak jakby  chciała  powiedzieć: "zobacz, jaka  jestem  zdolna!"  No i jeszcze jedno robi - leży na materacu oparta główką, karczkiem i nóżkami- taki nieco  dziwaczny  mostek. Ani się obejrzę  a zacznie  raczkować i dopiero się zacznie jazda. Kontakty już wszystkie zabezpieczone, ale koleżanka mi podpowiedziała by pozabezpieczać wszystkie przewody, które leżą na podłodze. Bo jej  synek uwielbiał je  gryźć. No i  wiesz- skończy się  czas "przewróciło się,  niech  leży", codziennie trzeba będzie sprzątać. Leszek zwrócił się do Wiesi mówiąc - kocham tę małą jakby  była  moja! Jest taka słodka!  Adela przechyliła  się  do Wiesi mówiąc - Leszek ciągle jeszcze  nie  wie, że niemal wszystkie dorosłe zołzy były  kiedyś takimi słodkimi dziewuszkami. Ale ty wcale nie jesteś zołzą -  stwierdził.  Jestem, jestem, tylko za mało mnie znasz, widujesz od  święta i zdaje ci  się, że jestem aniołkiem. Przypomnij  sobie naszą  rozmowę  sprzed kilku dni, nawet Emil uznał, że  cię maltretuję. Dostało ci  się ode mnie  za niewinność a raczej za niewiedzę.  Ale tak naprawdę to miałaś rację. Ale mam się skontaktować zaraz  po świętach  z tym doradcą. Tylko  nie  zapomnij- na  szczęście to krótkie  święta - powiedziała Adela. Leszek pochylił  się  do Wiesi - chodzi o to by renegocjować umowę leasingową na sprzęt medyczny z którego korzystam, żebym bezstratnie mógł ją  wcześniej  zakończyć. Nie pomyślałem  o tym  wcześniej i teraz  mi Adela głowę zmyła. 

Leasing nie  zawsze  się opłaca - stwierdziła Wiesia. I nie każdy bank jest przyjazny kredytobiorcom i trzeba  się nieźle nakręcić by wybrać  dobry bank. Oni wygrywają na tym, że każdy się  spieszy by jak najprędzej rozkręcić biznes i przez  to niektórych  spraw się nie dopatrzy. A doradców finansowych  najlepiej  mieć  dwóch  zupełnie różnych. I najlepiej o wszystko pytać  się po trzy razy, zawsze  zapisując, to co nam radzą.  Ja na  tej zasadzie  zawsze  działam. Bo mam dziwne  wrażenie, że ci doradcy finansowi nigdy  nie  są bezstronni, chociaż teoretycznie  powinni  być.  Też tak podejrzewam- stwierdziła Adela. Mam dziwne   wrażenie, że bezstronność się po prostu w tej materii  nie opłaca.  Opłaty za udzielanie takich porad nie  są na tyle  wysokie by utrzymać za to firmę.

Najmłodszy uczestnik wielkanocnego śniadania poczuł jednak  głód i Adela przeprosiła gości, że ich na trochę opuści, bo musi  nakarmić dziecko. Emil zaraz  wziął małą na ręce mówiąc, że coraz  cięższa się robi ich mała córeczka, więc on ją  zaniesie do karmienia. Emil bardzo lubił przypatrywać się małej gdy Adela  ją karmiła.  Tym razem trwało to  tylko chwilę,  bo Adela stwierdziła, że powinien  wrócić do gości. I niech przyjdzie   za pół godziny, koniecznie  z nowym pampersem, który jest w łóżeczku pod  materacykiem. A tak w ogóle to ona najchętniej  już by poszła do  domu i ułożyła  się w ramionach Emila. Emil zaśmiał  się - jutro będzie nieco  gorzej, bo jutro będą dwaj budrysi Arka. I mała  a raczej  zerowa  szansa na poprawę pogody, więc nie  będzie  chowania  jajek  w ogródku. Ale można  wszystkie opakować w jednakowe papierki i tylko ponumerować i będą sobie  wybierali  numerki nie  wiedząc co jest  w środku.  No przecież i tak  nie widać  co jest w środku, one  są przecież wszystkie  tak  samo opakowane  firmowo- zauważył Emil. Adela zaczęła  się  śmiać- no widzisz - od tego  siedzenia  w domu z dzieckiem durnieję! Wiesz co, przyślij mi tu Wiesię. Pogadam  z nią trochę nim  się mała naje.

W3 minuty później  do pokoju weszła Wiesia z pampersem w  dłoni. Adela poprosiła ,  by usiadła obok i powiedziała - mam propozycję - mówmy sobie  po imieniu, w końcu  znamy  się już chyba dostatecznie  długo, jeszcze od  czasów śródmieścia. Bardzo  chętnie, jestem "za"- stwierdziła  Wiesia. Wiesz co ,zauważyłam, że te wcierki, które dałaś Leszkowi to  chyba  mu pomagają, przynajmniej lepiej  niż przedtem  wyglądają te jego pozostałości  włosów. Sama bym sobie  chętnie  coś powcierała, bo mi  strasznie po tej  ciąży wyszły  włosy. Możesz powiedzieć  co mu dałaś? Dałam  mu olejek pichtowy i to sobie  wciera a oprócz tego pije  10 kropli  dziennie tegoż olejku. Tobie nie  mogę zlecić takiej  kuracji bo karmisz  piersią. Musisz  spokojnie odczekać  aż skończysz karmienie. A na razie  jedyne rozsądne  działanie to jednak skrócić włosy i robić wcierkę z naparu pokrzywy. Do kiedy będziesz karmić? Obiecałam, że do  roku, bo ostatnie badania  wykazały,że pokarm  matki wpływa korzystnie na rozwój mózgu dziecka. Stąd  też zalecenie  WHO by dzieci  karmić piersią 2 lata. No ale będę karmiła  rok i chwatit. Owszem,  zgodzę  się  z WHO, że to dla  dzieci  korzystne, no ale mieszkam w Europie  a nie w Eiopii czy innym terenie   zapomnianym  od Boga, skazanym na głodowanie, brak leków, brak pomocy lekarskiej.

Wiesia, a jak oceniasz Leszka? Tylko szczerze, bo dla mnie  to  tylko i wyłącznie  przyjaciel i ginekolog choć naprawdę  się bardzo lubimy. Ja wiem, że powiedział Emilowi, że się  we mnie podkochuje, ale to niewiele  ma  wspólnego  z miłością  a tylko i wyłącznie  z faktem, że może się wygadać do mnie na każdy temat, nawet taki związany  z jego zawodem. Życie  go kiedyś mocno pokopało, ciągle  się jeszcze zbiera  w  całość, panicznie  się boi odrzucenia i jednocześnie boi się zaufać. Co mnie nie  dziwi, znam genezę  tego. Mnie ufa głównie  dlatego, że ja  nie mam jak  go wykorzystać i on o tym wie i rozumie  to. Nawet  nie masz pojęcia  jak się cieszył,że urodziłam  dziewczynkę, bo tak po  cichutku to Emil marzył o  dziewczynce. To bardzo dobry człowiek. Cieszy się teraz  niczym dziecko, że może do nas przydreptać pieszo. Śmiejemy  się  czasem  z Emilem, że na  wyposażeniu  mieszkania mamy również Leszka. Wie, że może do nas wpaść i bez zapowiedzi, ale nie wykorzystuje  tego. On robi założenie, że każdy jest tak  samo porządny i uczciwy jak on, a przecież tak  nie jest. Pewnie cię nieco zdziwiło to dociekanie czy jest moim bratem czy Emila. Bo przyjaciel Emila, z bardzo  dawnych  czasów też jest  moim i Emila przyjacielem i  zawsze mówi, że kocha  mnie jak  siostrę, której nie ma. O ile Leszek nigdy  mnie  nie doprowadza do  wściekłości to tamtego mam  chwilami ochotę  zamordować, chociaż bardzo, bardzo cenię jego inteligencję i dobre serce. Ożenił się z moją przyjaciółką, która ma dwóch  synków i on chce ich adoptować. A chłopcy to za nim  świata  nie widzą. Jak on coś  powie to święte niczym  biblia. Znów  się zapewne jutro będą się chłopcy  pytać, czy oni naprawdę byli tacy mali jak  Milenka. Byli u nas gdy wróciłam z małą  ze szpitala. Byli przerażeni, że to takie  maleństwo.Wiesz- niecałe 3 kilo i 51 cm. A teraz panienka  waży 7 kg. Według norm powinna  więcej ważyć i jestem  pewna,  że gdyby  była na mleku modyfikowanym to  ważyłaby więcej bo ja  to  się dość  dietetycznie odżywiam.

Wiesz Adelko, bardzo polubiłam Leszka, ale jakoś  nie  wiem, czy jestem  w jego typie,  czy jest  mną  zainteresowany i w jakim  zakresie. Adela uśmiechnęła  się -  gdyby chciał cię  tylko "przelecieć" to by to już  zrobił na pewno i  nie przyszedłby z tobą na  świąteczne śniadanie do naszych   rodziców. Jest  na to za poważnym  człowiekiem. I bardzo wątpię że wydałby w podzięce za pożyczenie czapki kilka  stów na taki kosz delikatesowo- kwiatowy. Nie  zastanowiło cię, że oddał ci nowiutką czapkę zamiast tej  twojej? Nie oddał ci jej, bo chciał mieć coś twojego a nie dlatego, że tak  ją  zniszczył, że się już nie nadawała  do użytku. On  chwilami jest trochę  z innej bajki, jest  starszy od Emila. I wierz mi - tamto pokolenie było bardziej odpowiedzialne, inaczej wychowane.

                                                               c.d.n.


środa, 12 października 2022

Trudny wybór - 125

 Leszek wytrzymywał średnio-przeciętnie 3 dni bez "wpadnięcia" do domu swych przyjaciół. Z reguły nie przesiadywał długo, poza tym nie należał do  gości wymagających  zabawiania. Adela któregoś dnia powiedziała  do męża - Leszek w pewnym sensie wrósł w  wyposażenie naszego domu. Zaczyna  być  czymś w rodzaju ulubionego sprzętu domowego. Najbardziej przywiązany jest  do Milenki. Chyba mu bardzo brakowało i nadal brakuje  własnej  rodziny. Nie wiem tylko czy jest twoim czy  moim bratem. On sam też  chyba tego  nie wie. Milek śmiał się - rozpaskudził Milenkę - przyzwyczaił ją, że zawsze bierze ją na ręce i gdy on teraz  do  niej zagaduje ona już wyciąga  do niego łapiny, a on  szczęśliwy jakby wygrał milion  na loterii. 

Wiesz- ta nasza  córeczka  to okropna cwaniara - powiedziała Adela. Ona już dobrze  wie, że od noszenia  jej i opowiadania  o tym co się  gdzie  znajduje w domu to jest płeć męska - my z Helenką natomiast do zaspokajania innych potrzeb- ja oczywiście od dawania mleka a Helenka od karmienia dobrymi rzeczami i opowiadania jaka ta Milenka  śliczna, grzeczna i mądra. Helenka  niemal  co drugi  dzień wpada  w porze gdy trzeba małej wcisnąć zupkę jarzynową, najczęściej  taką  ze  słoiczka. Ja daję małej na zmianę "gotowca" i własny wytwór. 

Dobrze, że w tym roku Wielkanoc niemal w połowie  kwietnia! Helenka chce by u nich zrobić święta, oczywiście z naszym dodatkowym  dochodzącym  domownikiem. A ja mam wrażenie, że nasz "dochodzący  domownik" jest nieco zadurzony, ale udaję, że wcale a wcale nie kojarzę pewnych faktów. Poważnie? zdziwił  się Emil. No właśnie- chyba  całkiem poważnie. A od kilku dni ma nową pomoc w gabinecie - zaczęła u niego pracować siostrzenica pani Wandy.  Bo jednak rozważył wszystkie za i przeciw względem porzucenia własnej  praktyki i doszedł do odkrywczego wniosku, że jednak woli pracę na  własnym podwórku. Nowa siła okazała  się całkiem pracowitym i odpowiedzialnym stworzeniem i doszła  do  wniosku, że będzie startować za rok na  studia, bo da radę czasowo wszystko ogarnąć. 

W tej  swojej pomocy  się zakochał? - zdziwił się Emil. Nie, nie  w pomocy ani nie  w jej cioteczce. No to może  w pani Wandzi?  Noż przecież mówię, że nie  zakochał  się w cioteczce swej pomocy. Pani Wandeczka to dobra, łagodna  kobieta,  ale nie ma czym Leszkowi zaimponować.  

No nie  wiem, ale wiem, że on się notorycznie podkochuje  w tobie, nawet  się do tego przyznał - stwierdził Emil.  No skoro się przyznał to możesz nie  być  zazdrosny, Arek też  zawsze twierdzi, że się we mnie podkochuje i nawet Stasi to powiedział. To ich "podkochiwanie się " to po prostu docenianie zalet, ale nie ma  w tym  żadnej chemii- ani z ich strony ani  z mojej, więc  możesz spać  spokojnie. Jesteś u  mnie na pierwszej pozycji, nawet przed Milenką. Już ci kiedyś powiedziałam - jesteś  całym moim światem, nie potrafię funkcjonować  bez ciebie. To się nic  nie zmieniło. 

Na pierwszym  miejscu jesteś ty, potem Milenka i nasi rodzice. Potem jakiś odstęp i na jednej pozycji Arek i Leszek - mam świadomość, że  zawsze będę mogła liczyć na ich pomoc - to ważne. Bardzo ich obu lubię, ale jako faceci to mnie oni wcale a wcale  nie interesują. Helenka chciała  zrobić "super  spęd", czyli zaprosić też Stasię z Arkiem i dziećmi, ale wiem, że Arek pojedzie  ze Stasią i dziećmi w niedzielę wielkanocną do swej mamy, więc ja pomyślałam, że może  w takim  razie w drugi dzień  świąt Arkowie z dzieciakami i nasi rodzice będą u nas na obiedzie. A rodzice  Stasi jadą do jakiegoś kawałka  rodziny. Więc w pierwszy dzień świąt będziemy my i  Leszek z osobą towarzyszącą  u rodziców. A  w drugi dzień świąt rodzice i Arkowie z dziećmi u nas. Byle  tylko pogoda  dopisała. To wtedy  zrobimy w ogródku  zabawę dla chłopców  w szukanie jajek z niespodziankami. Dzieciaki to lubią takie  bzdety. 

A co to za jajka? -zainteresował się Emil. Kurze? Nie, nie kurze, plastikowe, które mają w środku miniaturowe zabawki. Za moich czasów czegoś takiego nie  było. I nawet  nie  w każdym domu  dzieci dostawały jakieś prezenty z okazji świąt - stwierdził Emil. Do dawania prezentów to było Boże Narodzenie i 5 grudnia "Mikołajki". No ale  świat  się  zmienia- zajrzyj w nasze metryki wszak sporo lat upłynęło od naszego dzieciństwa - stwierdziła  Adela. 

A Helenka upiekła dla małej biszkopciki i one bardzo małej pasują. Mnie  trochę mniej, bo zaraz  całe prześcieradełko nadaje się do prania. Muszę kupić kilka cienkich, batystowych prześcieradełek i nimi okrywać materacyk. Chyba trzeba  będzie jej dawać twardsze ciasteczka, żeby  sobie  dłużej mamlała. A jakie pełzanie  wczoraj odstawiała po naszym łóżku! I zamówiłam dla  niej już większe ubranka. Ona już nieco załapała jak ma  sama usiąść i strasznie  się złości gdy jej to nie  wychodzi. A wiesz jakie słowa najbardziej lubi i chyba je  rozumie? - "zaraz mama weźmie  dziecko na rączki". I bardzo lubi  mi uciekać przy przewijaniu. Czołganie  się z gołą pupą to widocznie  sama frajda. I jakaś ciężka się zrobiła albo ja taka słaba  jestem, bo wg  mnie to waży tylko nieco ponad  siedem kilogramów. Po świętach mamy wizytę kontrolną w rejonie to ją zważą na niemowlęcej wadze. 

I chyba już jej lamborghini pójdzie w odstawkę, bo po nim  to się nie może czołgać,  za mało miejsca. Nie wiem  tylko czy jeszcze u nas będzie spała czy już ją wyrzucimy do dziecięcego pokoju. Eee, jeszcze  może spać u nas - stwierdził Emil - a potem po prostu zostawimy otwarte  drzwi między sypialnią i jej pokojem. Praktyczniej  przejść między pokojami niż dookoła przez  przedpokój. Przeprowadzimy ją  w któryś weekend. I w takim  razie zaraz zmontuję jej większe  łóżeczko, niech  się do niego przyzwyczai przed  nocą.

A powiedz  mi w kim  to  się nasz przyjaciel podkochuje? Adela zaczęła  się  śmiać - dziwne, że nie  wpadłeś na trop,  skoro ci powiedziałam, że to nie pani Wandzia ani nie jego  nowa  recepcjonistka. Leszeczek zabujał  się w naszej pani fryzjerce. Wiesia przysłała mi zdjęcie  tego kosza kwiatowo - delikatesowego. Cudo - kilka  stówek pękło.A  tę czapkę, którą pożyczyła  mu Wiesia  zostawił sobie, dla niej kupił nową czarną, dodając  wyjaśnienie, że chce mieć tę czapkę, którą  mu pożyczyła. A dla siebie  kupił granatową i nawet pasujący  do niej szalik. No nieomal  cud  nad  Wisłą. 

A ta wariatka zadzwoniła  do  mnie  z pytaniem, czy on wie, że ona nie ma wyższych  studiów i  czy jego zdaniem facet z doktoratem może być z babką tylko po licencjacie. No rozpacz  w kratkę! Jedno i  drugie ma popieprzone w głowie. Z godzinę tłumaczyłam jej, że do tego, żeby być razem to studia nie są konieczne a on zna nieco jej życiorys, bo mu o niej kiedyś opowiedziałam. I wpuściłam jej wiadomość, że oboje będą u nas na święta.  No i powiedziałam, że oczywiście na święta będą również nasi rodzice, co zaraz zaowocowało pytaniem a co oni sobie o  niej pomyślą.   Więc jej powiedziałam, że naszych rodziców  nie interesują  cudze układy towarzyskie.  A ja  do świąt zdążę wybadać Leszka jak tam jest z jego uczuciami, bo odnoszę wrażenie, że Wiesia nie jest w jego planach  tylko do "przelecenia." Gdyby tak było to już by ją przeleciał. Oczywiśćie tego jej  nie powiedziałam. No i wpuściłam  dziewczynie wiadomostkę, że  Leszeczek to jest właśnie  mój ulubiony gin. I jeszcze powiedziałam, że lekarze tej specjalności mają  zawsze u kobiet pod  górkę bo ich połówkom się  wydaje, że każda pacjentka  to potencjalna kandydatka do "przelecenia". A Leszek to porządny facet a nie jakiś łajdak. No i twoje notowania u Wiesi wzrosły, że zezwalasz na to, żebym się z nim nadal przyjaźniła. Obśmiałam  się jak norka  w tłusty  czwartek, gdy znajdzie pełno larw w ogrodzie.

Leszek to  chyba  wyczuł, że go ktoś obgaduje, bo rzekomo wychodząc ze  swojego gabinetu zatelefonował do Emila czy  może na moment do  nich  wpaść, bo ma  coś fajnego do jedzenia  dla Milenki. Oczywiście możesz, ale uprzedzam, że są dziś do jedzenia placuszki z sera i jajka, bez grama  mąki, więc istnieje ryzyko, że się nie udadzą i wtedy  będzie coś innego, więc się może kolacja opóźnić. No ale ja nie jadę  do was w sprawie kolacji, po prostu kolega przywiózł mi coś dla  Milenki. I przysięga, że to nie  tylko zdrowe ale bardzo wygodne  do serwowania maluszkom. Podejrzanie mało czasu upłynęło od momentu jego telefonu do dotarcia do ich mieszkania i Emil zapytał - a ty co, fruwasz? No nie, nie fruwam, już byłem pod  domem gdy  sobie uprzytomniłem, że  nie  zapytałem czy  mogę  wpaść do was. Placuszki bez mąki? Tak zupełnie  bez  mąki?  I to  się uda?  Zobaczymy- stwierdziła Adela. Pierwszy  raz widzę taki przepis. No  ale  skoro robi się jajecznicę, czyli rozbełtane jaja  bez mąki, a  czasem dodaje  się do tego mleko, to zapewne jest to jadalne tak jak  jajecznica z mlekiem. A ten serek to ricotta, więc  jest to na pewno jadalne. Nie będę nic dodawać do smażenia, można sobie dżem na to położyć. Ku wielkiemu zdziwieniu całej trójki placuszki były świetne, leciutkie  a dodatek dżemu po usmażeniu był strzałem w  dziesiątkę!

Po ich kolacji Milenka zjadła dla  niej nowość - porcję mleka modyfikowanego zagęszczoną owym "prezentem" czyli czeską błyskawiczną kaszką manną,  nazywaną krupiczką. Przygotowanie trwało "chwila/moment" bo na gotujące się mleko wrzucało się określoną ilość krupiczki i gotowało tylko pięć minut. Kolega kupił kilka paczek owej krupiczki, część  z nich różnymi owocami.  Dziecku bardzo to jedzenie smakowało, chociaż  dziś dostało samą kaszkę z mlekiem. Pozostałość w garnuszku została komisyjnie zdegustowana i  bardzo pozytywnie oceniona. Adela zaraz przeszukała internet i znalazła miejsce gdzie  można  było ową "krupiczkę" zamówić.  

O rany, panowie - mam tym  sposobem już dwa karmienia dziennie załatwione! Lesiu - jesteś Wielki!!!! No wreszcie się na  coś przydałem - stwierdził Leszek.  Adela śmiała  się - nie będę tu wyliczać dokładnie na  co i ile  razy się  w tej  rodzinie przydałeś. Po prostu jesteś z nami i to jest fajne! Ale że Stasia nic  nie  wiedziała o tej krupiczce? - dziwne. Chociaż może i  nie  dziwne, gdy była  z młodszym w  ciąży to miała przecież piekło. A co dziecko chorowało?- zapytał Leszek. Adela zaprzeczyła - nie,  tylko jej mąż  chlał. Ojej, to rzeczywiście miała piekło. Ale nic o tym nie mówiła u  mnie. No bo to było ponad 5 lat wcześniej. Było, minęło, ma teraz porządnego faceta. No bo Arek to porządny facet. Chociaż kilka  razy miałam ochotę go zamordować i to z zimną krwią, chociaż w pełni podziwiam jego intelekt. Ale nie  zamorduję, może jeszcze  będę kiedyś  z nim pracować. Chcesz wrócić do pracy?  To trudne pytanie bo nie po  to robiłam  studia  by siedzieć  w domu  ale o tym  to będę myśleć dopiero za dwa lata. Chociaż planowałam zrobienie u Arka aplikacji adwokackiej w trakcie tego urlopu. Ale żal mi rezygnować z uczestniczenia  w dzieciństwie Milenki.

Lesiu - muszę Cię pochwalić! Kupiłeś Pani Wiesi piękny kosz  w podziękowaniu. No normalnie ponoć niemal  mowę jej odebrało z  wrażenia!  Jak twierdzi, to co dla ciebie  zrobiła to był drobiazg,  a ty się zachowałeś jak prawdziwy dżentelmen. Więc ją zapewniłam, że ty naprawdę jesteś dżentelmenem w każdym calu. I wiesz- pomyślałam, że będzie  nam bardzo miło gdy spotkamy  się w święta  przy  wspólnym stole. Po prostu śniadanie wielkanocne  będzie u naszych rodziców - wiesz-  oni, jak wszyscy rodzice  chcą  się koniecznie na  coś dzieciom przydawać.  Nie będziesz jedynym gościem z  zewnątrz, bowiem zaprosiliśmy  jeszcze panią Wiesię. Cała nasza  rodzina  bardzo ją lubi i mam nadzieję, że będzie jej o wiele milej u nas niż u jej rodziców, gdzie na pewno by zadawano jej furę pytań dlaczego  się rozeszła.A słodki tatuś  zaraz jej wypomni, że "od pierwszej chwili ten jej  mąż się tatusiowi  nie podobał". Tu jej nic takiego nie  spotka i  sobie miło spędzimy czas. Oczywiście  część "rozrywkowa" będzie  uzależniona od pogody- jeśli będzie  ładna  pogoda to się może gdzieś wybierzemy w plener. Oczywiście jak to u nas - zero przymusu, zero wypada lub  nie  wypada, zero namawiania do jedzenia. Podejrzewam, że rozrzutnie  pojedziemy  w 3  samochody, bo my musimy mieć wózek, poza tym mamy zamontowany na tylnej kanapie fotelik dla  małej.

W poniedziałek wielkanocny przyjadą  do nas  "Arkowie" z  chłopcami. Mam nadzieję, że pogoda na  tyle  dopisze, że będą mogli szukać w naszym  ogródku jajek z mini  zabawkami.No i przyjdą też  nasi  rodzice a i  ty, jeśli będziesz miał ochotę to do nas przyjdziesz. Albo przed  południem albo później. Nie  chcemy  byś  się sam  w domu  smucił i  snuł ponure  rozmyślania. Rozpieszczacie  mnie - stwierdził Leszek. Widocznie to lubimy. Wiesz jak jest - pieszczoty zawsze powinny dawać radość obu  stronom - i temu kto jest rozpieszczany  jak i temu kto rozpieszcza- poinformował go Emil.

                                                                   c.d.n.