poniedziałek, 6 lipca 2020

Zastępstwo - VII

Następny dzień po powrocie Iza i Jacek  spędzili w dzielnicowym Urzędzie  Stanu
Cywilnego. Oboje mieli dokumenty w tym samym urzędzie. Wpierw Jacek ubłagał
panią w archiwum by im wydała "od  ręki" ich akty urodzenia (dostali je  niemal
w pół godziny), następnie  poszli do działu ślubów by je złożyć i móc jak najszybciej
wziąć ślub. Trochę się pani urzędniczka chichotała, gdy usłyszała, że najlepiej by to
było możliwe już w następnym tygodniu, ale  przepis wymagał by pomiędzy złożeniem
wymaganych dokumentów a ślubem upłynęło 30 dni. Na pytanie  Jacka "ale dlaczego"
z pełną powagą odpowiedziała- żeby każdy miał czas na zastanowienie się co robi.
Proszę  mi wierzyć - całkiem sporo osób wycofuje dokumenty w ciągu tych 30 dni.
Tym sposobem  ślub  miał być w drugą sobotę lipca. Oboje spojrzeli na urzędniczkę
z wielkim niedowierzaniem. Wyszli z Urzędu objęci i uśmiechnięci. Teraz należało
poprosić 2 osoby na świadków. Jacek naprawdę miał zamiar poprosić na świadka
Aleksandra, a Iza swą najlepszą przyjaciółkę, Alicję.
Będziemy mieć świadków na "A" - pierwszy ślub i świadkowie na pierwszą literę
alfabetu. Jeżeli  nam się nie uda, to  następni świadkowie powinni być na drugą
literę alfabetu, czyli na "B"- zapodała Iza. Mam w rodzinie kuzynkę, która  rok temu
wyszła za mąż po raz trzeci i jestem dziwnie pewna, że jak się jej nie ułoży to i po
raz czwarty wyjdzie  za mąż. Pierwszy nie wytrzymał i....umarł, drugi zwyczajnie
pojechał na wycieczkę  zagraniczną z Orbisem i nie wrócił. Trzeci na razie dzielnie
trwa na posterunku. A często się z tą kuzynką widujesz? - zainteresował się Jacek.
Nie, jak na razie to ją widziałam ze dwa razy  i starczy.
Jacek, to może teraz  chodźmy do mnie, u mnie jest "chata, szkło i adapter", mama
pojechała do cioci Meli, ja do pracy idę dopiero jutro a i to na 13,30, zdążę się
zregenerować.  I dopiero teraz mi to mówisz? No to lećmy, szybciutko!
Niedzielny obiad przebiegł w wielce przyjaznej i miłej atmosferze i przyniósł nowe
rozwiązania. Na samym początku, gdy już wszyscy siedzieli i dłubali widelcami
w przystawce z szyjek rakowych oraz sączyli delikatne  białe wino, Jacek i Iza
powiedzieli rodzinom, że w drugą sobotę lipca o godzinie 10,00  przed południem,
odbędzie się ich ślub w USC, na którym  z radością zobaczą swych dzisiejszych gości.
A tego samego dnia o godzinie 15,00 będzie obiad rodzinny w gronie nieco
powiększonym obecnością świadków. I odbędzie się również tak jak ten, w "Honoratce".
A potem to już było tylko wesoło, jak określiła to  Iza.
Ciocia Melania  wyraziła zachwyt, że "młodzi od tak dawna się znają", co na pewno
rokuje dobrze  na przyszłość. I że  dopóki nie będą mieli własnego mieszkania, które
jeszcze nie ma nawet fundamentów, mogą mieszkać w mieszkaniu jej córki, która
wyjechała do Szwecji, tam wyszła za mąż i nie zamierza wrócić do Polski. Tylko trzeba
je nieco odświeżyć, bo po ostatnich lokatorach od roku stoi puste i generuje koszty.
I wreszcie mieszkanie przestanie  generować koszty, a ona nie będzie musiała tam
co kilka dni chodzić i je wietrzyć. Będą tam mieszkać, dbać o nie i tylko płacić czynsz
i media. To trzy pokoje z kuchnią, w wieżowcu, w centrum miasta, ale w bocznej
ulicy, niemal vis a vis sejmu, na ósmym piętrze. Przedtem mieszkał tam wnuk cioci
Meli, ale wpadł w szpony hazardu i alkoholu i teraz córka cioci Meli zabrała syna
do Szwecji, do Goteborga. Ale ciocia Mela nie wierzyła, że "coś z niego jeszcze  będzie."
Iza słuchała tych opowieści niemal z opadniętą ze zdziwienia szczęką - takie "rewelacje"
usłyszała po raz pierwszy- nie tylko ona, jej rodzice także.
"Bo to ogromnie ważne, gdzie młody człowiek zacznie swą pierwszą pracę- tłumaczyła
ciocia Mela-kolega go namówił na pracę ochroniarza w kasynie jednego z hoteli, bo
Maciuś trenował sporty walki i znał język angielski." Iza przypomniała sobie jak wyglądał
ukochany wnuczek cioci - byczy kark i tępy wyraz twarzy i zero intelektu w rozmowie.
Był nieco od niej młodszy. Spojrzała na wujka, który miał minę z gatunku "ja o niczym
nie wiem i nie chcę wiedzieć", ale  zdopingowany spojrzeniem  Izy przerwał opowieść
cioci Meli, mówiąc, że "czynsz nie jest w tym mieszkaniu wysoki, bo to spółdzielczy
budynek, więc spokojnie go udźwigną razem z opłatą za media". Mama Izy szybko
zaczęła dopytywać się, czy już wybrali świadków, a mama Jacka dopytywała się czy Iza
już pomyślała o jakiejś kreacji na ten dzień. Ciocia Mela zaczęła pomału wracać do
rzeczywistości, a wujek powiedział, że chętnie pokaże im to mieszkanie w najbliższą
niedzielę.Tatusiowie obojga też się wprosili na oglądanie mieszkania - Iza i Jacek
wymienili porozumiewawcze spojrzenia a Iza cichutko szepnęła- "już czują mrowienie
w palcach".
Gdy podano deser lodowo-owocowy do wujka podszedł jakiś facet, wujek poderwał się
z krzesła z taką szybkością jakby ważył ze 20 kg mniej, panowie przywitali się, wujek
przeprosił wszystkich i oznajmił, że za chwilę wróci. Lody Ci się roztopią! - zawołała
z rozpaczą w głosie ciocia Mela . Ale  wujek już odchodził od stołu.  Ciocia wywróciła
lekko oczami w stronę sufitu i powiedziała- ja chyba tego  gościa znam, ale zupełnie nie
pamiętam kto to jest- w jej głosie brzmiał niepokój. Mama Izy zaczęła starszą panią
uspokajać, że na pewno to jakiś  znajomy wujka. W tym momencie podszedł do stolika
kelner, pochylił się nad Izą i powiedział, że wujek ją prosi na chwilę, a on ją do niego
zaprowadzi. Jacek chciał iść  razem z nią, ale wysyczała- "zostań, to ja mam iść" więc
tylko poprawił się na krześle usiłując wzrokiem przebić ścianę korytarzyka, w którym
wpierw zniknął wujek a teraz Iza. Po kwadransie wróciła Iza niosąc dla siebie nową
porcją lodów z jagodami, a 5 minut potem uśmiechnięty i nie wiadomo czym uradowany
wujek. Kelnerka przyniosła kawę i  soki owocowe i jakoś znormalniało  przy stole.
Iza pokazała  dyskretnie Jackowi  uniesiony w górę kciuk, potem   kiwnęła na kelnera i
poprosiła o rachunek.
 Ale rachunek już jest uregulowany, proszę pani- odrzekł kelner z ukłonem. Miłego
wieczoru państwu życzę.
Pospacerowali jeszcze wszyscy razem po Starówce, wujek odnalazł swój samochód,
rodzice  wzięli taksówkę a Iza z Jackiem oświadczyli, że  mają ochotę  kawałek
drogi do  domu pokonać na własnych  nogach. Po prostu Iza musiała mu kilka spraw
wyjaśnić.
Wywołałaś lawinę dziwnych zdarzeń- zaczął Jacek, ale Iza  mu przerwała. Nie ja, a ty-
odparowała zarzut Iza. To ty chciałeś  żebyśmy się rozstali na jakiś czas, bo nie wiedziałeś
czy mnie kochasz jak siostrę  czy jak obcą kobietę. No to stwierdziłam, że wystarczy to
zbadać doświadczalnie w najprostszy i najstarszy pod słońcem sposób i nieco bezpłciowe
pieszczoty przekształcić w coś bardzo konkretnego. Już dawno tego chciałam, byłam na
to gotowa i fizycznie i psychicznie ale czekałam aż do teraz byś mógł spokojnie się uczyć
i byśmy ewentualnie mogli się pobrać. Tak naprawdę mogliśmy wcześniej spróbować,
ale mądrzej było z tym poczekać. Wiem dokładnie co studiujesz i wiem, że  aby mieć
potem w tej dziedzinie sukces nie da się obskakiwać egzaminów na amfie. Bo egzamin
zdasz, ale w głowie te wiadomości nie zostaną na długo. A jak już jesteśmy przy temacie
łóżkowym- biorę tabletki, więc potrzebuję nieco dłuższego wstępu, albo będziemy działać
na zasadzie wpierw szybkie małe co nieco dla ciebie a potem ty popracujesz nade mną.
I naucz się mówić o wszystkich swych doznaniach, nie jestem  jasnowidząca i nie wiem
co ci sprawia największą  frajdę, domyślam się, ale chciałabym to usłyszeć od ciebie,bo
sam już wiesz, że za każdym razem jest nieco inaczej i trzeba sobie wybrać te warianty,
które nam obojgu sprawią frajdę. I trzeba sobie o tym mówić. Im więcej sobie powiemy
teraz tym  szybciej będziemy potem rozumieć się  bez słów.
No a teraz o dniu dzisiejszym - wujek po prostu zapłacił za dzisiejszy obiad i obiecałam,
że pozwolę mu zapłacić za to przyjęcie ślubne. Stwierdził, że tak rzadko robił  mi prezenty,
że muszę mu  na to pozwolić. Poza tym jest mi wdzięczny, że jako jedyna z rodziny nie
wieszałam na  nim okolicznych psów gdy się żenił z Melą, która jest od niego z 10 lat
starsza, ale do dziś Melania wie co i jak się robi w łóżku z facetem i pod tym względem
wujek nadal ją ubóstwia. Kilka psów zdążył dziś powiesić na córce i wnuku Melanii.
A ten co się z wujkiem witał to właściciel tej  "Honoratki". No na koniec - wujek się
pytał, czy nie chciałabym pracować w przychodni dla rzemieślników, ale tak naprawdę
nie widzę sensu w zmianie pracy.
No i zdaniem wujka możemy tam zamieszkać nawet od zaraz, bo jak powiedział-
"bezdomność w waszym wieku szkodzi na system nerwowy", więc pogadaj ze swoim
ojcem a ja pogadam z matką o tej  naszej bezdomności i jej "złym na  nasz system
nerwowy wpływie", żeby  nie wynajdywali rzeczy z gatunku "warto to zmienić". Jak
znam  Melę to ona  przesadza i sami musimy zdecydować co tam  naszym zdaniem trzeba
zrobić.


                                                                 c.d.n.


























Zastępstwo- VI

Kwiatki, czekoladki, uściski, zapewnienia,  że zawsze się dla nich znajdzie domek gdy
zamarzy im się  pobyt w tym ośrodku, potem składanie  "dobytku" i upychanie go
w samochodzie, znowu uściski i fura  miłych słów i "przyjeżdżajcie też w  każdą niedzielę
przez całe lato" i  głębszy oddech, bo już tylko 35 km i będzie powrót do rzeczywistości.
Oboje  całkiem przytomnie zauważyli,  że wyjazdy na działkę były mniej absorbujące, co
dość mocno zdziwiło Jacka.
Iza zaraz mu to wyłożyła dość dobitnie - bo dopóki się mieszka z rodzicami to się nie wie
na czym polega życie - spija się  śmietankę bez hodowania i dojenia krowy.  U rodziców
to my tylko łaskawie pomagamy, ale to oni zarządzają. Wiesz, to jak z praniem i gotowaniem-
wiesz gdzie jest  w domu kosz na brudy i gdzie stoi pralka, ale zapewne jeszcze nic w życiu
sam do pralki nie wrzuciłeś i nie uprałeś, wiesz  gdzie jest kuchnia, ale niczego poza wodą
na herbatę nie ugotowałeś. Zakupy robisz wg rozpiski, którą dostajesz od  matki, bez
zastanawiania się co i ile kupić.  Bycie dorosłym i samodzielnym to całkiem spory wysiłek
i umysłowy i fizyczny. I potem okazuje się, że ta wymarzona dorosłość nijak się ma do
marzeń o dorosłym życiu - bo nam się marzy ta dorosłość jako czas, w którym nareszcie
"będziemy robić to co chcemy". A to  bzdura - całe życie jesteśmy od kogoś lub czegoś
zależni.
Jacek zwolnił, jechał teraz z oszałamiającą szybkością 40km/godz., wreszcie stanął w małej
zatoczce do parkowania.
Co jest!? - zdziwiła się Iza. Coś z samochodem?
Nie, tylko muszę ci kilka rzeczy powiedzieć. Jesteś cudowną i mądrą dziewczyną. Kocham
cię na każdej  płaszczyźnie tego co w sobie masz - kocham nawet twoją złośliwość gdy mi
dokuczasz. Nie jestem ideałem, nawet niewiele w domu pomagałem, ale mam dobre wzorce
i kilka rzeczy potrafię zrobić, bo asystowałem ojcu we wszystkich technicznych pracach
w obu domach. Jestem kiepski w  mówieniu komplementów, bo to tylko słowa.
Zapewne jestem jeszcze dość toporny w łóżku, ale nie miałem chęci ćwiczyć gdzieś na boku,
by potem ciebie olśnić swymi umiejętnościami - tego będziemy się musieli razem uczyć.
Z działalności  kulinarnej to potrafię usmażyć kotlety schabowe, ugotować coś wg instrukcji
która jest na opakowaniu a nawet umiem ugotować krupnik - bez instrukcji na opakowaniu.
I umiem cienko obrać kartofle. Pomyślałem o tym mieszkaniu razem z rodzicami, bo do
czasu obrony pracy będę miał mało czasu na ogarnianie prac domowych, a nie chcę byś tylko
ty się tym zajmowała. Ale też wiem doskonale, że moi rodzice zawsze cię  kochali równie
mocno jak mnie i jestem w 100% pewien, że gdy tylko powiemy im o tym, że chcemy się
pobrać, to zaraz usłyszymy, że dopóki nie będziemy mieć własnego mieszkania to możemy
się zakotwiczyć u nich, by nie wydawać pieniędzy na wynajem. Od ich  mieszkania oboje
mamy blisko do pracy. Wiem, że oni nie będą się wtrącać w nasze  życie, dostali w kość od
swoich starych i dobrze o tym pamiętają.  Jakoś się oboje pomieścimy w moim pokoju, ma
wszak 30 metrów. I jeszcze pomyślałem, że nim pojedziemy do domu to podjedziemy do
Baszty zarezerwować miejsce, bo oni ostatnio jacyś przeładowani gośćmi są. Ciągle mają
jakieś wesela.
Nooo, jak  na współczesnego młodego faceta to  nawet całkiem sporo myślisz i niegłupio.
I wiesz, też cię kocham za całokształt, a teraz jedźmy dalej.
Wpierw podjechali do domu Jacka  (było po drodze), potem do Izy. Mama Izy była w domu,
ale była zajęta rozmową telefoniczną. Iza z Jackiem krzątając się po kuchni i szykując kawę
słyszeli  jak mama Izy pokrzykiwała do słuchawki: "tak kochana", "masz rację", "oczywiście",
"wszystko dokładnie powtórzę", "oczywiście, to jasne jak słońce", "tak, tak , masz rację",
"tak, tak, całuję cię, tak tak, przyjdziemy".
O rany, mama z kimś głuchym rozmawia- stwierdziła półgłosem Iza. Nieźle krzyczy w tą
słuchawkę, przez  zamknięte drzwi słychać jakby stała obok. Ciekawe z kim odprawia te
krzyki.
Ciekawość Izy  została dość szybko zaspokojona - jej mama już szła ku nim z uśmiechem
i po wymienieniu z nimi uścisków powiedziała - właśnie  rozmawiałam z ciocią Melanią.
Byliście w ośrodku rzemieślników, którego kierowniczką jest  cioci wieloletnia przyjaciółka.
Podobno jesteście: śliczni, przemili,  kulturalni, co oznacza, że Iza nie latała na stołówkę
w bikini bo upał. A Jacek wg p. kierowniczki  z całą pewnością ma niedowagę, biedny
chudzinka. No i ciocia zaprasza nas wszystkich do siebie, rodziców Jacka także, na obiad.
O nie!- krzyknęła Iza - nie mam zamiaru paść z przejedzenia. Kocham ciocię Melanię, ale
zawsze się czuję u niej niczym gęś w  trakcie tuczu. Mowy nie ma, u niej  nawet sama kawa
bez ciasta tuczy. No a jak ta przyjaciółka powiedziała, że Jacek jest chudziną, to stół się
będzie uginał pod ciężarem pełnych półmisków. Wujka już utuczyła, niestety.                      
Mamuś, Jacek i ja zaprosimy rodziców Jacka, was i  w takim razie ciocię Melanię, skoro już
wie, że byłam na urlopie z Jackiem, na obiad.  Może nam się uda na  najbliższą niedzielę,
zaraz pojedziemy do Baszty zamówić miejsce. Jak tam nie będzie  miejsc to podjedziemy do
Honoratki, tam też  dobrze karmią. A czemu tak krzyczałaś do tej słuchawki?
Aaa, ciocia ma zatkane jedno ucho, ale już jutro idzie do laryngologa, a ponieważ w trakcie
rozmowy piła herbatę, to musiała trzymać słuchawkę w lewej ręce i trzymała ją przy tym
zatkanym uchu, więc musiałam pokrzykiwać. Ale to ona tu dzwoniła. Nie wiem dlaczego
akurat wtedy, gdy piła tę herbatę. No cóż, wszyscy kiedyś będziemy starzy, ciocia ma już 75
lat.  Niemożliwe, myślałam, że z 10 lat mniej, bo wygląda świetnie - zdziwiła się Iza.
Na  najbliższą niedzielę nie było miejsc w "Baszcie", więc pojechali do "Honoratki". Doszli
do wniosku, że to  może nawet lepiej bo: wujostwo będzie miało od siebie bliżej, to raz,
a poza tym "Honoratka" miała ciekawe, klimatyczne wnętrze, była restauracją rzemieślników
i wujostwo często tu bywali i chwalili tutejszą kuchnię. Przejrzeli menu, Iza sprawdziła, że
bez problemu znajdzie coś lekkiego dla siebie. Teraz tylko czekała ją rozmowa z ciocią,  ale
postanowiła odłożyć ją na wieczór, bo wtedy prawdopodobnie telefon odbierze wujek, więc
nie będzie  musiała mu opowiadać o ich pobycie w ośrodku.
Jacek siedział nieco skwaszony, więc mama Izy stanęła na progu kuchni i skinęła na Izę -
chodź ze mną na chwilę do sypialni, coś ci pokażę.
W sypialni zapytała półgłosem: a co jemu się stało? wygląda jakby mu ktoś umarł.  Mamuś,
on już przeżywa  fakt, że dziś będzie spał beze mnie. Szybko się przyzwyczaił do mojej
stałej obecności. Mama roześmiała się - no a ty się nie smucisz z tego powodu? Smucę, ale
nic  na to nie poradzę, urlop mi się skończył. Dobrze, że jutro jeszcze nie muszę być w pracy.
Zaczynam pojutrze popołudniówką. No to idź go pociesz, że zawsze któreś się może zbyt
długo zasiedzieć i przenocować, poza tym każda niedziela  będzie dla was albo tu albo na wsi.
Macie szczęście, że nie macie  normalnych (ale zakłamanych) rodziców.A coś postanowiliście?
Mamuś, w niedzielę się  dowiesz, zawsze mi mówisz, że kobietę powinna cechować cierpliwość.

                                                       
                                                                               c.d.n.


niedziela, 5 lipca 2020

Zastępstwo - V

Dwa tygodnie to tylko 14 dni, które dziwnie szybko mijały. Iza   stwierdziła, że chyba
powinni sobie robić notatki, w jakich godzinach dnia i nocy najbardziej im wychodzi
sex. Jacek z kolei twierdził, że powinni natychmiast wziąć ślub, żeby mógł  każdego
wieczora zasypiać trzymając w objęciach Izę.
Zapomnij - wieczorem to ja jestem denat- ja to jestem ciężko fizycznie pracująca osoba.
W dni,  w które pracuję do 18,00 to nawet nie mam siły przygotować sobie kolacji.
Piję wtedy tylko soki owocowe lub warzywne i zjadam jakieś herbatniki lub coś  co
mama upiecze. Z reguły nie spotykamy się w dni, w które pracuję po południu, jestem
zbyt zmęczona.
A dlaczego mi nigdy o tym nie  powiedziałaś?- zdziwił się Jacek.
A pytałeś się? Nawet gdybym powiedziała to niczego by to nie zmieniło, taka praca.
Taki sobie wybrałam zawód, wiedziałam co mnie czeka. Jedyny plus, że mamy
bardzo porządną i sympatyczną naszą szefową. Każdego nowego pacjenta z nami
omówi, nie  zostawi  nas tylko z wypełnioną kartą zlecenia. Co prawda wtedy wychodzę
jeszcze później z pracy, za to mi łatwiej pracować z pacjentem. To ona mnie przekonała
bym brała prywatne zlecenia, bo to co oferuje  " darmowo" ubezpieczenie to kropla
w morzu potrzeb.  Mało która  matka  może potem w domu ciągnąć rehabilitację. Wiesz-
dziecku potrzeba 365 zabiegów a dostaje raptem  po dwadzieścia, dwa razy w roku.
Resztę, czyli 325, jeśli rodzicom zależy by dziecko doszło do normy, muszą zapewnić
dziecku na koszt własny. My, jak cała "służba zdrowia" zarabiamy kiepsko i te fuchy
nas  ratują finansowo. Ja biorę tylko tych pacjentów, którzy mieszkają blisko, 2- 3
przystanki autobusowe ode mnie, a nie na drugim końcu dzielnicy. Ostatnio mam
dziecinę na naszym osiedlu, na sąsiedniej ulicy. Fajna dziewuszka, ma półtora roku
i widać postępy. Już  nawet się cieszy gdy przychodzę i ta rączka jest coraz lepsza.
Jak już będzie dobrze, to tylko nauczę jej mamę jak ma z nią ćwiczyć w ramach
zabawy. Ma malutka szczęście, że jej matka zobaczyła, że mała nieco inaczej wyciąga
w górę jedną rączkę. Taki mikroskopijny zespół DPM.
Znam takiego rehabilitanta, który pracuje w szpitalu, jest po studiach i wcale nie
zarabia sporo więcej ode mnie i żyje dostatnio tylko z tych prywatnych wizyt.
Różnica polega między nami głównie na tym, że on ma tych co już nie mówią a ja
najwięcej tych co jeszcze nie mówią. Podobno mam dobry kontakt z maluszkami.
Jacusiu, jutro trzeba podjechać do Zegrza albo do Serocka i kupić jakieś  czekoladki
i kwiatki dla pani kierowniczki - bycie rodziną p.Melanii zobowiązuje.
Damy to jutro po obiedzie, bo pojutrze po śniadaniu się stąd wyniesiemy.
Nie rób takiej smutnej miny, przecież się nie rozchodzimy, mamy się pobrać.
Jacek rzucił jej  niezbyt przytomne  spojrzenie- właśnie się zastanawiam gdzie my
będziemy mieszkać. Budynek, w którym  mam mieć  mieszkanie prezentuje się
jako głęboki wykop, więc może za rok będzie gotowy. Mamy do wyboru albo
mój pokój albo coś wynająć. Mądrzej byłoby pomieszkać na razie u moich
rodziców. Moja maman cię uwielbia i zaraz Ci przedstawi same  zalety takiego
rozwiązania. Bo zawsze marzyła o córce a urodziła mnie- straszliwie była
rozczarowana tym faktem. Do dziś mi to powtarza.
Ja też bardzo lubię twoją mamę, lepiej się z nią dogaduję niż z własną. Jacek, ale ja
nie chcę ślubu kościelnego i wesela też nie chcę. Zwykły cywilny na dzielnicy, obiad
rodzinny w Honoratce i koniec.
A twoje przysłowiowe pięć minut? Biała suknia z trenem, welon , te  śmiecie rzucane
na szczęście itd?  Dorożka lub biały mercedes?
Jacuniu,  mówię poważnie. Mam śliczną sukienkę, której jeszcze nie miałam okazji
założyć, jest w twoim ulubionym błękitnym kolorku i ma duuuży dekolt z przodu
i z tyłu.
A kto nam będzie świadkował? - spytała Iza
Jacek uśmiechnął się szeroko - mnie Aleks, bo ty lubisz ładnych chłopaków, zwłaszcza
ciemnych szatynów o jasnych oczach.
No to ja poproszę Alicję - wszak ty lubisz blondynki o szarych oczach.
Jasne, najbardziej lubię blondynki, co widać  zwłaszcza po tobie. Jak się nazywa ten
twój kolor?
Po prostu czarny.
Jacek westchnął teatralnie - myślałem, że może "czerń nocy".
                                                                      c.d.n.

Zastępstwo - IV

Ośrodek "Budowlanych" był pełen ludzi. Piach na plaży był brudny,  jedyny kosz na
śmiecie był wypełniony "z górką" i otoczony  śmieciami. W kawiarni nie było już
wolnych  miejsc, więc wzięli  lody "na wynos". Jedli lody i przyglądali się otoczeniu.
Pomiędzy jednym a drugim "liźnięciem" Jacek stwierdził, że może ośrodek w którym
zamieszkali nie jest wytworny, ale jest w nim czysto a poza tym cicho i przestronnie.
Tu stanowczo było zbyt wiele  ludzi, pełno  wrzeszczących dzieciaków, plaża mała
i bardzo brudna a  stojące  przy brzegu rowery wodne wyglądały na mocno już
wysłużone. Zjedli  lody i wyruszyli przepatrzeć jeszcze inne  miejsca. Dojechali do
miejsca w którym wyraźnie powstawało nowe osiedle  domków jednorodzinnych.
Domki-klocki były jednakowe, dwa rzędy jednakowych domków, każdy okolony
ogródkiem. Patrzyli na  nie z dezaprobatą a Jacek wysunął tezę, że gdy będą potem
wszystkie jednakowo otynkowane to ktoś wracający do domu "na gazie" na pewno
będzie miał  kłopot ze znalezieniem swego domu. Bo wśród 20 jednakowych
domów znalezienie tego właściwego nie będzie łatwe. Do tego osiedle stało w szczerym
polu, przy bocznej drodze, ale przy główniejszej nie było w promieniu 3 km żadnego
przystanku PKS ani też żadnego sklepu czy też kiosku.
Przejechali jeszcze kilka  kilometrów i powrócili do "swego"  ośrodka - w sam raz na
kolację.
Po kolacji jeszcze trochę pospacerowali nad  zalewem ale wkrótce komary zmusiły ich
do odwrotu. Na szczęście okna domków były zabezpieczone szczelnymi siatkami.
Jacek starannie sprawdził w domku czy aby nie ma choć jednego komara bo dobrze
pamiętał jak którejś  nocy Iza postawiła wszystkich na  nogi bo polowała  na bzyczącego
komara. Po tym doświadczeniu obaj ojcowie rodzin w ciągu 2 dni zamontowali na
wszystkich oknach w domu ramy z siatkami a na tarasie stały pojemniczki z olejkiem
goździkowym i rozpuszczonymi tabletkami witaminy B2.
Gdy Jacek tak wielce dokładnie  sprawdzał pokój, Iza zniknęła w łazience i po chwili
zawołała - Jacuś, zapomniałam wyjąć z torby szampon, mógłbyś go wyjąć i tu mi
przynieść? I czy umyjesz mi  plecki? Moment, muszę  zdjąć  ciuchy, odkrzyknął.
Po chwili wszedł do łazienki z szamponem, a Iza  zarządziła- "wpierw plecki" i podała mu
gąbkę.
Gdy tylko dotknął jej pleców wyszeptała: "niespodzianka panie Sułku, biorę tabletki
antydziecięce, więc będziesz miał ze mną mnóstwo pracy na wstępie".
To była bardzo pracowita  noc a Iza wykorzystała wszystkie dobre rady, których jej
udzielił stary lekarz. Oboje byli sobą wzajemnie zachwyceni i zdumieni. Iza nie
ukrywała co jej powiedział lekarz a z porad wynikało że był również bardzo dobrym
seksuologiem, nie tylko ginekologiem.
Na śniadaniu byli  niezbyt przytomni, dopiero mocna kawa i krótka drzemka postawiły ich
do pionu.
Jacek stwierdził, że zaraz po powrocie do Warszawy zrezygnuje z tego stypendium, za to
przyspieszy pisanie pracy magisterskiej by jak  najszybciej uzyskać dyplom. Ma już
napisaną połowę, z tym że  promotor jeszcze z nim tego co już napisane  nie omawiał.Poza
tym  postara się o pracę w jednym z  laboratoriów, w którym pracuje jego promotor. A jak już
załatwi pracę to będą się mogli pobrać,  nawet przed obroną  magisterki.
A z kim ty  Jacusiu ten  ślub weźmiesz ?-  słodziutkim głosem zapytała Iza.
Jak to z kim - przecież z tobą!
 A to ciekawe - śmiała się  Iza - bo ja nic o tym nie wiem! Uzgodniłeś coś ze mną? Pytałeś
się mnie o to czy będę twoją żoną? To, że się z tobą tej nocy znalazłam w  łóżku a ty
pozbawiłeś mnie dziewictwa nie znaczy wcale, że mamy być mężem i żoną. Od dość
długiego czasu znałeś  dobrze moje ciało, ale nigdy nie rozmawialiśmy o takiej
drobnostce  jak  ślub lub uczucia. Tak naprawdę jedyne co wiem w kwestii twoich uczuć do
mnie  to  fakt, że masz całą  furę  wątpliwości co do tego co  nas   łączy, zupełnie jak
w piosence Grechuty - "czy to jest  przyjaźń czy to jest kochanie?" Nie wiesz też czy ja cię
kocham, tak jak nie wiesz czy ty mnie kochasz.
Jacek wyglądał jakby stał przed plutonem egzekucyjnym - zdumiony i wystraszony.
Wreszcie oprzytomniał, podszedł do Izy objął ją, przytulił i powiedział nieco stłumionym
głosem  - masz rację, jestem  debil.
Kocham cię od dawna, jest to dla mnie tak naturalny stan jak proces oddychania, o którym
się nie rozmawia ani nie rozmyśla. Po prostu się oddycha. O tym, że chcę byś była  moją
żoną mówiłem raz, bardzo dawno, ale ponieważ wciąż byliśmy blisko siebie byłem pewien,
że nadal się zgadzasz.
A teraz mi powiedz - czy zostaniesz moją żoną?  Bo ja kocham cię od wielu lat i to uczucie
nie zmienia się. Postaram się być dobrym mężem.
I jeszcze coś -jeśli nie zmieni się twój pogląd odnośnie dzieci - to nie będziemy ich mieli.
Czytałem sporo na ten temat - część DPM to wynik stresu matki w trakcie ciąży.
Stąd taka moja decyzja w tej sprawie.
Iza, czy  ja naprawdę muszę paść na kolana z bukietem róż w grabie by prosić byś została
moją żoną?
Jeśli tak, to zaraz pojadę poszukać jakiegoś ogrodnika, kupię wiadro róż i obtłukę sobie
kolana padając na nie  przed tobą. Nie podejrzewałem nawet, że coś takiego mogłoby się
Tobie spodobać. Tobie, która mnie przyzwyczajała do widoku nagich piersi a potem uczyła
anatomii kobiety poza  lekcjami biologii w szkole a do tego zmusiła do zgłębiania tematu
antykoncepcji tylko w sferze teorii. Jesteś moją pierwszą kobietą i jeśli mnie nie odtrącisz
pozostaniesz i ostatnią.
Iza delikatnie wyplątała się z jego objęć, mrucząc, że za moment zemdleje z  braku dopływu
powietrza tkwiąc z twarzą przyciśniętą do jego klatki piersiowej.
Pociągnęła go na tapczan, mówiąc,   że porozmawiają dalej w pozycji horyzontalnej- wszak
zawsze najlepiej im się rozmawiało właśnie leżąc obok siebie i niemal szepcząc.
Długo rozmawiali omawiając swe przyszłe życie.
Oczywiście Iza nie byłaby sobą gdyby coś nie palnęła . Tuląc się do Jacka wyszeptała- no
i wychodzi na to, że nigdzie  nie pójdę  z  bardzo przystojnym Aleksem. Jedyną odpowiedzią
Jacka była lawina konkretnych pieszczot. Z trudem zdążyli na obiad.
Gdy wracali ze stołówki Jacek powiedział - już wiem co robią ci nasi wczasowicze- to mądrzy
ludzie - oni po obiedzie śpią i  powinniśmy zrobić to samo, ale w domku, nie na zewnątrz.
Otworzymy szeroko okno i nie zaciągniemy zasłony. Siatka ochronna w oknie jest szczelna.
Pół metra od naszego okna rośnie jakiś krzak, za nim już jest siatka , potem metr do brzegu
zalewu a nikt nigdy tamtędy nie chodzi, nie ma dokąd, drogę zamyka budynek stołówki.
No i jak, mam jechać i szukać  ogrodnika? Bo z bukietem to mam zamiar przyjść do Twoich
rodziców i jak tradycja każe prosić wujka, tfu, chciałem powiedzieć  twego tatę o twą rękę.
Cóż za zubożenie tradycji- zaśmiała się Iza. Wpierw powinna przyjść do jednych i drugich
swatka. Tylko skąd ją wziąć? Ja mam inny plan - zaprosimy swoich rodziców do Baszty na
obiad i w trakcie obiadu ich poinformujemy o swoich planach. Zarezerwuję wcześniej
miejsca i zapłacę orientacyjny rachunek- mam "fundusz ślubny" z prywatnych fuch.
No to będziemy to załatwiać razem, bo jak cię znam to jeszcze zamówisz dla mnie w ramach
deseru występy nagich dziewczyn- zaśmiał się Jacek.
Oj, to ty jeszcze wciąż  mało mnie znasz - myślałam raczej o tym, że sama wystąpię w stroju
odaliski i razem z Aleksem odtańczymy taniec erotyczny, dla ciebie. Żebyś był pewien co do
mnie czujesz.
Włącz muzykę z tej kasety z czerwonym serduszkiem, dawno nie tańczyłam z tobą na golasa.
                                       
                                                c.d.n.





sobota, 4 lipca 2020

Zastępstwo - III

Plan Izy zyskał bardziej niż pełną aprobatę Jacka. Samochód rodziców Jacka był nowszy,
zaledwie roczny, więc Jacek przekonywał  Izę, że  lepiej będzie wziąć ten.
Iza  spędziła dwa dni "wisząc na telefonie" i  szukając domku nad Zalewem. W końcu
"upolowała" domek w jednym z ośrodków, ale ze słabym dostępem do Zalewu, więc
zapewne tylko dlatego jeszcze  były w tym ośrodku dostępne domki.  Jak zapewniała
kierowniczka tego ośrodka to miała być w tym roku już zrobiona  plaża, ale wypadła
z planu i jej nie ma. Ale dzięki temu w ośrodku nie ma rodzin z  małolatami, jest cisza
i spokój i jest już czynna stołówka. Nazwisko Izy wydało się kierowniczce tego ośrodka
na tyle znajome, że aż zapytała się czy Iza może jest rodziną i tu wymieniła imię jej
ciotki.  Iza przyznała się, że owszem, jest rodziną, więc zaraz dowiedziała się, że radość
pani  kierowniczki z tegoż  faktu jest niewymowna. A Iza pomyślała, że świat jest mały,
a ten mały kawałeczek świata położony nad Wisłą funkcjonuje głównie na układach
rodzinno-towarzyskich.
Każde z nich, nie będąc wcale pewne jak się ten pobyt potoczy zajęło się problemem
(tak na wszelki wypadek) antykoncepcji. Iza skontaktowała się w swoim miejscu  pracy
z ginekologiem, wysłuchała wszystkiego co miał w tej materii do powiedzenia i do
doradzenia, została nazwana pieszczotliwie "córeczką" (fakt, że lekarz był chyba nawet
starszy od jej ojca), obdarowana francuskimi tabletkami antykoncepcyjnymi, pouczona
co może pójść nie tak i poproszona by tabletki już zaczęła łykać za 3 dni bo to będzie na
ich użycie właściwy dzień cyklu. Gdyby się po  nich źle czuła, to ma je zużyć do końca,
ale koniecznie  przyjść po inne , bo nie każdej kobiecie one służą. Nasłuchała się przy
okazji   jaka to mądra z niej młoda kobieta.
Rodzice obojga na wieść, że oboje wybierają się  gdzieś w siną dal, zastanawiali się po
cichu czy aby nie  zostaną nagle dziadkami, ale ojciec Jacka stwierdził, że sporo wysiłku
jednak włożył w przygotowanie syna do życia,więc nie ma obawy- Jacek nie jest idiotą.
To samo twierdziła mama Izy w stosunku do swojej córki .
Tydzień później, z bagażnikiem załadowanym jak na wyprawę w dzikie ostępy Azji,
Jacek z Izą wyjechali. Do ośrodka mieli mniej niż 40 kilometrów - istny rzut beretem.
Wieczorem tego dnia rodzice obojga zjedli razem kolację, pomarzyli o tym, że może
jednak będą  mieli z czasem wspólne wnuczęta, spełnili kilka toastów i zgodnie doszli
do wniosku że mają naprawdę fajne dzieci. Nigdy  nie było z nimi kłopotów w szkole,
nie  kłamali, nie palili, nie ćpali. Obie panie zgodnie stwierdziły, że właściwie to każda
z nich tak się czuje jakby miała dwoje dzieci a nie jedno.
A obgadywane dzieci już od kilku godzin urządzały się w domku nad zalewem.
Domek miał miniaturową  łazienkę, dwa pojedyncze  tapczaniki stojące pod dwiema
przeciwległymi ścianami, niewielki stolik, dwa krzesła , szafę w ścianie, w malutkim
przedpokoiku stały złożone dwa drewniane leżaki. Ich widok wzbudził w obojgu
wybuch śmiechu - kiedyś Jacek z impetem usiadł na leżaku, który był niezbyt dobrze
rozstawiony i znalazł się zupełnie niespodziewanie na podłożu. Iza nienawidziła tych
leżaków, bo kiedyś składając leżak wyposażony dodatkowo w podłokietniki omal
nie złamała sobie palca.
Ale tu nie groziło im używanie tych dziwnych  mebli- mieli w bagażniku dwa turystyczne
fotele i stoliki, dwa turystyczne łóżka i...10m kabla, by można koło domku korzystać
z magnetofonu.  Z pojemnego bagażnika Jacek wydostał jeszcze  parasolki mocowane do
oparć fotelików lub  ram łóżek,  ekspres do kawy oraz turystyczną lodówkę,  różne łakocie
i owoce a na końcu tzw. koc piknikowy,czyli koc ze spodnią stroną nieprzemakalną.
Dobrze, że mieli niedaleko do parkingu, więc wypatroszenie  bagażnika  przebiegło im
stosunkowo szybko.
Pobyt rozpoczęli od  zrobienia sobie kawy, która w towarzystwie ciasta czekoladowego
upieczonego przez mamę Jacka smakowała wybornie.
Po tak miłym prologu poszli  zwiedzać ośrodek- stołówka była w rozległym pawilonie,
którego oszklona ściana wychodziła na zalew. Z drugiej strony pawilonu były łazienki i
nieczynny kryty basen. Miał bardzo ładne  kafelki, ale był nieczynny.Z bliżej nie znanego
powodu jego duże okna  nie wychodziły za zalew, ale na ośrodek, co oboje uznali za
totalny nonsens.
Brzeg zalewu był obłożony wielkimi  betonowymi płytami. Nie tylko nie było tu dostępu
do wody ale i nie dawało się w tym miejscu wylądować jakimś sprzętem pływającym.
Poza tym wszędzie przy brzegu było głęboko więc oboje bardzo się zastanawiali jakim
cudem mogła by tu być plaża.  Nawiezienie wielu ton piachu nie było czymś niemożliwym,
nie mniej bardzo drogim, więc  nic dziwnego, że plaża nie powstała.
Oboje dobrze znali ten akwen, przyjeżdżali tu do znajomych żeglarzy by dopingować
ich podczas zawodów i kilka  razy po nim pływali. Utworzone w 1963r jezioro było głównie
zbiornikiem retencyjnym na Narwi, miało 41 km długości i 3,5 km szerokości.
Powstawało tu coraz więcej ośrodków wypoczynkowych i sportów wodnych. a plaża w Zegrzu przyciągała mieszkańców Warszawy w każdą letnią słoneczną niedzielę.
Podmiejski pociąg co godzinę wypluwał ze swego wnętrza tłum spragnionych wody, piachu
i słońca mieszkańców miasta.
Rodzice Jacka rozglądali się kiedyś za jakąś działką w tych okolicach, ale dwie wyprawy
w czasie których jechało się większość drogi w gigantycznym korku zraziły ich do tego
miejsca skutecznie.
Jacek stwierdził, że chyba przemeblują domek bo tapczaniki stoją stanowczo zbyt daleko
od siebie, więc  najlepiej będzie je ustawić jeden obok drugiego.Co prawda wtedy będzie
się wchodziło wprost na nie, ale przecież nie będą tu nikogo  gościć.
Na obiedzie do ich stolika dosiadła się kierowniczka ośrodka by wypytać Izę o jej ciotkę.
"Bo pani Melania tak lubiła tu przyjeżdżać, ale ona zawsze tu bywa w sierpniu i widziałam
w zarządzie, że teraz też na sierpień  zarezerwowała domek. To pewnie  ona państwa
namówiła  na nasz ośrodek?"
Iza spokojnie wytłumaczyła, że gdy miała z 10 lat to była  z wizytą u cioci spędzającej
tu urlop i stąd  pamięta ten ośrodek. Pani kierowniczka porozpływała się jeszcze nad
zaletami pani Melanii, a potem poinformowała kelnerkę, że to rodzina kochanej p.Melanii.
Iza już od chwili odczuwała dziwną chęć schowania się pod stół lub założenia czapki
niewidki. Nie  miała  bladego pojęcia czym się jej ciotka zasłużyła w tym ośrodku. Jacek
w ramach ratowania Izy zaczął wychwalać konsumowany obiad, więc dostał podwójną ilość
owoców w kompocie. A tak naprawdę  jedzenie było  bardzo smaczne i nawet wielce
grymaśna Iza musiała to przyznać. Pani kierowniczka porozpływała się chwilę nad panią
Melanią i, ku zadowoleniu Izy, pozbawiła ich swego towarzystwa.
Słońce grzało,   latające  insekty bzyczały usypiająco, ośrodek wyglądał jak wymarły.
Zapewne  goście, których widzieli w czasie obiadu (średnia wieku oscylowała pomiędzy
60 a 100 lat) wypoczywali po trudach konsumpcji. Jacek wyniósł z  domku turystyczne
łóżka, każde nakrył flanelowym kocykiem, dodał małe  jasieczki, przymocował do ram
parasolki. Iza w bardzo oszczędnym pod względem zużycia  materiału kostiumie bikini
z radością wyciągnęła się na łóżku, skrywszy głowę w cieniu. Jacek chwilę postał nad
nią dopytując się czy aby nie trzeba jej czegoś przynieść, potem powiedział, że bardzo
lubi gdy widzi ją ubraną tak jakby wcale nie była ubrana, na co usłyszał ulubione ich
powiedzenie -"kocham pana, panie Sułku".
Jacek pomny celu głównego swego pobytu przyniósł z domku jakiś tekst  francuski
z zakresu swych studiów oraz słownik i też wyciągnął się na łóżku. Nie minęło nawet
pół godziny gdy oboje spokojnie spali.
Chyba go nawet przez  sen gryzło sumienie, że leniuchuje, bo obudził się pierwszy.
Z rozczuleniem przyglądał się  śpiącej dziewczynie. Nie pierwszy raz widział ją
w czasie snu, ale pierwszy raz uświadomił sobie że darzy ją jednak wcale nie takim
bezpłciowym  braterskim uczuciem. Pomyślał, że jego wyjazd na to stypendium to
zupełny idiotyzm, a taka rozłąka wcale mu nie rozjaśni w głowie. Patrzył na Izę tak,
jakby zobaczył ją po raz pierwszy. To nie była ta ulubiona "kumpelka" z którą się
nie jeden raz posprzeczał, która dokuczała mu, że nie ma żadnej dziewczyny, która
niespodziewanie zaprezentowała mu się w stroju topless i która zawsze  mówiła mu
"kocham pana, panie Sułku" w chwilach gdy razem przeżywali jakieś pozytywne
emocje, albo gdy on zrobił coś tylko dla niej lub przez wzgląd na nią.
Jestem debilem, kompletnym debilem, tyle razy mówiła mi jak dziewczyny widzą świat,
a ja, kretyn,  niczego nie zrozumiałem.
Siedział tuż obok niej lustrując centymetr po centymetrze  jej ciało, powstrzymując się
od głaskania, które mogłoby ją obudzić. Wiedział, że ostatnie dwa dni miała ciężkie -
praca z dziećmi nie była lekka. Dzieci nie rozumiały dlaczego "ta ciocia" sprawia im
ból prostując lub zginając bolącą  nóżkę lub rączkę.
Iza pomału otworzyła oczy, uśmiechnęła się i spytała- a co ty tak tu siedzisz zamiast
się  uczyć?
Bo odganiam muchy i zastanawiam się czy pani Eliza naprawdę mnie kocha- odparł.
Załóż jakiś kawałek materiału na siebie i pojedziemy do "Budowlańców" na lody.
Pochowali wszystko do domku i pojechali w inne miejsce, do innego ośrodka,
dużego, z porządną kawiarnią, w którym  wieczorami przygrywano do kotleta.

                                                     c.d.n.






piątek, 3 lipca 2020

Zastępstwo - II

Po kilku minutach rozmowy o niczym, czyli o pogodzie, wystroju kawiarni i zawartości
karty dań, Jacek poinformował Izę, że dostał roczne stypendium we Francji i zaraz po
wakacjach wyjedzie, no a wakacje będzie  miał pod  znakiem uzupełniania języka, bo
podejrzewa, że to czego  nauczył się w szkole to stanowczo za mało. Tak więc już wie,
że wakacje ma już "zorganizowane", czyli trenowanie  francuskiego od rana do wieczora.
Aleks z kolei czekał na stypendium do Niemiec-marzył mu się pobyt na którejś z uczelni
w RFN, ale nie miał złudzeń - bardziej prawdopodobne było stypendium w NRD.
Iza lustrowała kątem oka Aleksa- był bardzo przystojnym szatynem, widać było, że dba
o swój wygląd - dobrze ostrzyżony, zadbane ręce zdradzały, że manikiurzystka to ich
dobra znajoma, w sumie wyglądał znacznie lepiej niż większość polskich studentów.
Aleks dość szybko uporał się z kawą, zerknął  na zegarek  i oświadczył, że "niestety
musi   lecieć", a ściskając rękę Izy powiedział, że ma nadzieję na rychłe ponowne
spotkanie.
Gdy Aleks zniknął w drzwiach kawiarni Iza zapytała lodowatym tonem czemu o tym
stypendium  ona dowiaduje się dopiero dziś i to w chwili, gdy ono już jest przyznane,
a do wyjazdu zostały raptem dwa miesiące.
Nie  mówiłem , że złożyłem, bo tych podań  leży tam chyba tona. Nie liczyłem na to,
że je dostanę. Złożyłem  "rzutem  na taśmę" bo wyczytałem, że właśnie mija termin
składania wniosków. Widocznie tym razem  brali "z wierzchu" a nie w kolejności
składania zgłoszeń. Albo chętniej kierują na stypendium nim student zakończy tu
studia niż na stypendia po magisterium. Bo wielu tych po magisterium już do Polski
nie wraca po stypendium. Poza tym te po magisterium z reguły bywają dwuletnie.
Wiesz  belissima, porozmawiamy o tym gdy stąd wyjdziemy. A teraz przyjmij do
wiadomości, że wyglądasz w tej nowej kreacji wybornie. Choć jakaś bledziutka
dziś jesteś. O której musisz być w pracy? A jak  ci się Aleks spodobał?
W pracy wcale nie muszę dziś być, za to jutro spędzę tam 10 godzin, może więcej.
Aleks? Nooo, ładny  facet, dobrze ubrany,  zadbany, niemal twoja kopia. Tyle tylko
mogę o nim powiedzieć. A jak ma w głowie to nie wiem. Za krótko rozmawialiśmy.
Poza tym nie jestem na etapie szukania faceta. Nie zauważyłeś tego?
Jacek, dopij kawę, płacimy i wychodzimy.
Gdy wyszli z kawiarni Iza zaciągnęła jeszcze  Jacka do Cepelii, gdzie z jego pomocą
wybrała dla siebie materiał  na sukienkę, wspólnie wybrali malowany na szkle
obrazek, który  miał zawisnąć nad biurkiem  ojca Jacka.
Pojechali do domu Izy, by porozmawiać o tym stypendium. Matka Izy pochwaliła
zakupy, wykazała chęć  nakarmienia  obojga,  ale młodzi nie byli głodni, więc tylko
oznajmiła, że ona idzie na aerobik  a "tata nie wróci  bo dopiero co pojechał
z ojcem Jacka  na działkę, bo kupili deski  na szopę i zostaną tam  kilka dni".
Gdy za matką zamknęły się drzwi Iza  natychmiast zapytała  o to stypendium. Bo
przecież Jacek już zaczął pisać pracę magisterską i co? - przerwie pisanie? To było
pierwsze pytanie  a drugie- po co przyszedł z tym Aleksem?
Belissima- pracę magisterską będę pisał tam, wrócę z gotową pracą. Aleks będzie
tu zastępował mnie u twego boku -gdy będziesz chciała pójść do teatru, na koncert,
do kina lub gdzieś na spacer- wystarczy że zatelefonujesz do niego, najlepiej ze dwa
dni wcześniej. Nie będzie  cię podrywał, zakochany jest w pewnej Niemce i czeka
na to stypendium jak kania  na deszcz.
A ja stwierdziłem ostatnio, że ty i ja tworzymy dziwną parę - jestem do ciebie wprost
nieziemsko przywiązany, ale wciąż nie wiem  jakie uczucie nas łączy - czy to taka
miłość jaka łączy rodzeństwo czy taka jaka łączy chłopaka z dziewczyną. Wiemy
o sobie bardzo dużo ze sfery intymnej, pieścimy się czasem ale nie przekraczamy
pewnej granicy. Znam twoje ciało "z widzenia", ty moje też, ale nie współżyjemy.
To stypendium i wymuszone nim oddalenie pomoże  nam obojgu w rozeznaniu
naszych uczuć wobec siebie. Co prawda   sama myśl o tym, że cię nie będę miał
obok  powoduje niemal  zamieranie  bicia  mego serca, ale będzie lepiej dla  nas,
dla naszej przyszłości, gdy się na trochę rozstaniemy, nabierzemy dystansu do tego
co nas łączy. W czerwcu przyszłego roku spotkamy się na nowo, tak jak wtedy
gdy się spotkaliśmy na egzaminie do liceum - pamiętasz jak oboje się baliśmy?
Pamiętam - ale  nie o to teraz  chodzi. Przecież powinieneś to wszystko powiedzieć
mi wcześniej, a nie nagle przyprowadzać swego nieznanego mi kumpla i jeszcze mi
mówić, że on cię będzie zastępował w towarzyszeniu mi do kina lub teatru. A nie
boisz się, że może  ja nagle się w nim zakocham i nawet jego zakochanie w jakiejś
Niemce  nie przeszkodzi jemu i mnie w zbliżeniu się do siebie?
Nie mogę się tylko nadziwić, że złożyłeś papiery a nic mi nawet nie wspomniałeś
o tym skoro normalnie to mi mówisz o wszystkim, nawet o zupełnych drobiazgach,
nawet o tym, że zgubiłeś długopis. I jeszcze za  moimi plecami uzgadniasz z Aleksem
że będzie ze mną chodził do kina, do teatru, a może już też mu powiedziałeś gdzie ma
 mnie głaskać,żeby mnie pocieszyć lub odprężyć gdy jestem zestresowana!
Przecież nie jestem twoim zwierzątkiem domowym! Jesteś jakiś nienormalny chyba!
Iza- dziś mamy czwartek, papiery złożyłem w poniedziałek, a my widzieliśmy się ostatni
raz w niedzielę i wtedy umówiliśmy się na dziś. Akceptację dostałem dziś rano, ledwo
uwierzyłem własnym oczom, bo  dopiero co złożyłem papiery. Nie wiem, może nie było
chętnych przez ten  francuski. Teraz tylko dziwolągi uczą się francuskiego.
Osoba Aleksa przyszła mi na myśl wczoraj - jest bardzo inteligentny, kulturalny, w  twoim
typie pod względem urody i jak zauważyłem i ty mu  się spodobałaś. Widział nas kiedyś
w klubie i pytał się, czy jesteś moją dziewczyną.
Wiem jakie masz  wymagania wobec  facetów i wiem z jakim trudem nawiązujesz nowe
znajomości. W poprzednie wakacje gdy byłem ze starymi u ciotki na   Słowacji to ani razu
nie byłaś w kinie, siedziałaś wciąż po pracy w domu, a niedziele  spędzałaś ze swoimi na
naszej działce. Wiem o tym, bo nasze  matki o tym rozmawiały,  a  moja mi o tym potem
doniosła.
Zależy mi na tym wyjeździe, ale przeraża mnie myśl, że będziesz siedzieć wciąż w domu.
Aleksowi nic nie mówiłem, miałem zamiar tylko zapytać się go, czy w razie gdybyś
w czasie mojej nieobecności miała jakiś problem  natury towarzyskiej np. wypad na koncert
to czy mogłabyś do niego zadzwonić żebyście poszli razem.
Nie dałbym mu twojego numeru telefonu, tylko tobie jego numer.
Boję się tej rozłąki, ale jednocześnie wiem, że jest nam potrzebne żebyśmy spojrzeli na siebie
z pewnej odległości.
Jeśli to co jest między nami ma się rozlecieć bo my w ciągu kilku miesięcy będziemy się
widzieć za dwa razy, albo góra trzy, to lepiej by się to rozleciało teraz a nie gdy się pobierzemy.
Bo ja wciąż myślę o tym, że będziemy jednak małżeństwem.
Wiem, mówiłem o tym tylko raz, zaraz po maturze, a ty wtedy powiedziałaś, że nie jest to
niemożliwe wtedy, gdy  będziemy już naprawdę dorośli i każde z nas będzie  miało zawód
w ręce. Ty już masz, ja będę miał za rok.
Długą chwilę żadne z nich nic nie mówiło, wreszcie ciszę przerwała  Iza.
Ja ciągle nie mogę pojąć dlaczego  trzeba brać ślub żeby można być zameldowanymi pod
jednym dachem i żyć ze sobą. To, że jakiś urzędniczyna poświadczy swym podpisem, że
w jego obecności obiecaliśmy sobie być razem jakoś nie wpływa  wcale na trwałość tych
małżeństw, o czym oboje  wiemy, bo i w twojej rodzinie i w mojej co drugi związek jest
nieudany, ale za to poprawia byt adwokatom. Przynajmniej 5% dzieci ze związków
małżeńskich ma innego ojca biologicznego niż ten oficjalnie zgłoszony. To tylko dane
szacunkowe - no i nie z Polski ale z Wielkiej Brytanii. I wychodzi to na jaw  dopiero wtedy
gdy dziecko ma jakąś skomplikowaną chorobę genetyczną, dziedziczoną wprost rodzic -
dziecko.
Poza tym małżeństwo to jednak posiadanie dziecka, a ja już ci mówiłam -boję się, bardzo
się boję, że moje dziecko może mieć np. zespół Downa lub DPM. Tak się tego boję, że
aż mi przechodzi ochota na seks. Może powinnam zmienić pracę i zająć się rehabilitacją
staruszków, to się będę wtedy  bała skutków starości.
Belissima, nie podejrzewasz chyba mnie o to, że zmajstrowałbym nam dziecko.Dziecka
to na razie i ja nie pragnę,  a temat antykoncepcji razem kiedyś zgłębiliśmy od strony
teoretycznej. I to jeszcze w liceum, gdy nie pracowałaś z maluszkami.
Czasami wydaje mi się, że jesteśmy rodzeństwem, innym razem że  małżeństwem.
Takim starym , dobrym małżeństwem, w którym każde w jakiś sposób wie co mysli to
drugie.
Czy wiesz, że przez te  cztery lata liceum to widywaliśmy się i rozmawialiśmy dzień
w dzień jak rok długi? I w czasie roku szkolnego i w wakacje.
Do dziś nie wiem jakim cudem zdałem wtedy ten wstępny egzamin bo cały czas miałem
przed oczami ciebie,   twoją skupioną i przerażoną buzię i twą lewą rękę skubiącą
nerwowo mankiet bluzki.
A ja pamiętam tylko, że miałam całkowitą pustkę w głowie i strasznie się bałam, że
nie dostanę się do tej wymarzonej szkoły, choć dobrze wiedziałam, że papiery moje
w innej szkole zrobiły super wrażenie- czerwony pasek od  pierwszej do ósmej
klasy miały tam znaczenie i mogłam być spokojna, że mnie tam przyjmą, bez  egzaminu.
Nie wiem Jacusiu, ale naszą przyjaźń niemal od pierwszej chwili traktowałam jak coś
tak oczywistego i normalnego, że się nawet nad tym nie zastanawiałam. No i fajnie
było, że nikt w klasie nie wiedział o tym.
Może masz rację, że powinniśmy się nam samym przyjrzeć z pewnego oddalenia.
I może w tym roku urlop spędzimy nie na działce a np. nad Zalewem? Przyrzekam,
nie będę ci przeszkadzała w nauce  francuskiego.Weźmiemy sobie domek, pożyczymy
samochód od moich rodziców albo od  twoich i będzie nieco inaczej niż dotąd.
Jak ci się to widzi?
                                                  c.d.n.





























środa, 1 lipca 2020

Zastępstwo

Iza spojrzała na  zegarek- była godzina do spotkania z Jackiem. Umówili się w Galerii
na MDM-ie.
Iza lubiła tę kawiarnię - podawali  naprawdę dobrą kawę, ciastka były zawsze świeże,
stoliki stały niezbyt blisko siebie a co 2 lub 3 tygodnie zmieniały się obrazy wiszące na
ścianach  kawiarni. Poza tym  tuż obok był sklep firmowy jednej z lepszych  firm
odzieżowych , w którym Iza często robiła zakupy. Teraz też postanowiła, że przed
spotkaniem zajrzy do sklepu - może będzie coś ciekawego?
Jacka znała od dawna - lubiła go, był całkiem przystojnym chłopakiem, spotykali
się dość często, ale gdy kiedyś Jacek przedstawił ją swemu koledze  mówiąc o niej
"moja dziewczyna" - ofuknęła go ostro. Jacek się poczuł nieco dotknięty i przez
dwa tygodnie ani razu do niej  nie zatelefonował. Ale Iza wiedziała, że i tak się
spotkają wkrótce, bo będą urodziny jej ojca, na które zawsze przychodzili  rodzice
Jacka i oczywiście  Jacek też.
Rodzice obojga poznali się gdy Iza i Jacek byli jeszcze w liceum i bardzo się
zaprzyjaźnili. Rodzice Jacka mieli działkę dość daleko od miasta i jeden miesiąc
wakacji dwie rodziny spędzały pod jednym dachem. Iza z Jackiem włóczyli się po
lesie, chodzili do ośrodka wczasowego gdzie był dostępny basen, czasem w dwa
samochody wraz z rodzicami wyruszali na zwiedzanie okolic bliższych i dalszych.
Gdy byli w II klasie liceum całe wakacje  Iza spędziła na działce - w lipcu byli
oboje pod opieką mamy Jacka, w sierpniu jak zwykle mieli  też być rodzice
Izy.
Tego lata wędrując brzegiem rzeki odkryli mikroskopijną plażę z trzech stron
osłoniętą nadrzecznymi krzakami. Była tak niewielka, że leżąc na  piasku Jacek
stopami dosięgał wody.
No to ja się rozbiorę- stwierdziła Iza. To istne  solarium jest - i szybko pozbyła
się części garderoby zostając  tylko  w niewiele kryjących  majteczkach.
Złożyła starannie spodnie i na nich usiadła.
Jacek patrzył na nią lekko oszołomiony. W końcu pozostał w slipkach i z uporem
wpatrywał się w wodę.
Jacek- Iza trąciła go łokciem - pierwszy raz widzisz dziewczynę bez stanika?
Właściwie to tak, żadna się przy mnie nie rozebrała do gołego- wystękał.
Jacusiu- ja nie jestem goła, mam na sobie figi. Jestem w stroju topless. I jak?
podoba ci się mój strój? Możesz się patrzeć, mnie to nie przeszkadza. Tylko
nie dotykaj.
Iza - prowokujesz mnie - wyjęczał Jacek.
Nie Jacusiu - ja cię tylko przyzwyczajam do widoku gołych piersi, bo
w sierpniu Ty jedziesz z mamą do Francji, na Lazurowe Wybrzeże, a tam
na plaży będziesz  widział nie jedną parę gołych cycków a setki - mniejszych,
większych, ładniejszych niż moje ale zapewne też  i brzydszych niż moje.
Zmyślasz - stwierdził Jacek.
Nie zmyślam - ja to wiem, bo podsłuchałam naszych starych. Pociesz się tylko,
że ja też tam będę i moja matka.
My z matkami na Lazurowe Wybrzeże a  nasi ojcowie  na wycieczkę objazdową
autokarem - "Zamki nad Loarą".
I nasze matki będą paradować z gołymi piersiami na plaży? Nie wierzę -
Jacek aż potrząsnął przecząco głową. Głupio bym się czuł widząc piersi swojej
matki.
No popatrz, a nie przeszkadzało ci to ssać mleka z tych piersi - zaśmiała się.
Jacek to taka sama część ciała jak ręka czy  noga.
Może i taka sama, ale piersi mają strefę erogenną-zaoponował Jacek.
No to ja mam widocznie niewłaściwe piersi- strefę erogenną mam w zupełnie
innym miejscu. Ale ci nie powiem gdzie. Może kiedyś będę chciała byś ją
odszukał i to będzie przednia zabawa.
Choć, popływamy chwilę i pójdziemy do domu.
W kilka  dni później ich rodzice poinformowali oboje, że  w sierpniu obie panie
z "młodzieżą" jadą do Nicei - to nagroda dla obojga za dobrą naukę.
A ojcowie w tym czasie pojadą na autokarową wycieczkę "Zamki nad Loarą."
Iza świetnie odegrała wielkie zaskoczenie i radość a gdy razem z Jackiem nakrywali
stół na tarasie,  Jacek szepnął  - powinnaś chyba iść do szkoły teatralnej. Dobrze
wypadłaś w tej roli uradowanego dziecka.
Iza roześmiała się - ależ ja naprawdę się cieszę, nie  musiałam udawać radości.
Od tamtej pory minęło kilka lat, nadal tworzyli dwie zgrane i zaprzyjaźnione rodziny.
Jacek i Iza nadal się przyjaźnili, bardzo dużo o sobie wiedzieli, często się spotykali,
Opowiadali sobie wzajemnie  o wszystkim - o swych sympatiach i antypatiach,
o marzeniach, zachciankach, smutkach i radościach.
Oboje sobie zdawali sprawę z faktu, że taka przyjaźń nie często się zdarza. Iza
opowiadała o swoich małych pacjentach, mówiła o tym, że praca  z tymi dziećmi
daje wiele satysfakcji ale zasiała również w niej  strach przed posiadaniem
dziecka, bo nigdy do końca nie jest wiadomo czy na świat przyjdzie zdrowe,
pełnosprawne dziecko, choć oboje  rodzice młodzi, zdrowi, ciąża była zadbana,
cały czas pod kontrolą lekarską a dziecko "uszkodzone" jak mawiali lekarze.
Wizyta  w firmowym sklepie okazała się wielce owocna. Iza  zakupiła "ostatni
krzyk mody" czyli dżersejowe spodnium w atrakcyjnym ciemnofioletowym
kolorze w delikatny konturowy wzór lilii burbońskich. Tak się sobie spodobała
w tym stroju, że do  firmowej torebki spakowała to,  w czym  trafiła do sklepu.
Wychodząc przeszła powoli wzdłuż ściany luster kontrolując swe odbicie i
zastanawiając się jakie wrażenie sprawi jej wygląd na  Jacku. Bo nie dało się
ukryć, że w tym spodnium wyglądała świetnie.
Doskonale wiedziała, że podoba mu się, zresztą oboje często zapewniali się
wzajemnie o tym, że się lubią. Iza często używała zwrotu "Jacusiu, kochanie",
a Jacek często mówił do niej  "belissima".
Przez te kilka lat każde z nich miało w pewnym sensie  "dwa komplety"
rodziców.
Po liceum Iza poszła do studium dla rehabilitantów, Jacek zaś rozpoczął
studia na wydziale biotechnologii.
Iza weszła do kawiarni wystudiowanym krokiem modelki - już  z daleka
zobaczyła, że Jacek siedzi z jakimś nieznanym jej młodym mężczyzną.
Jacek dokonał wzajemnej prezentacji- to jest Aleks, kolega z mojego
wydziału, a to  -   prawie moja siostra i prawie moja dziewczyna.
W tym momencie Iza skrzywiła się  lekko,  ale powstrzymała się od jakiegoś
komentarza, tym bardziej, że podeszła kelnerka by wziąć zamówienie.


 P.S.
ciąg dalszy na pewno nastąpi a miłych czytaczy proszę o zostawienie  małego
znaczka -   ;(   lub ;)