niedziela, 17 stycznia 2021

Fatamorgana - XI

 Wprawdzie Ela była już bardzo zmęczona to jednak nie mogła zasnąć dopóki nie  przytuliła się do męża. 

Rano obudził ją głos Jacka - kochanie, śniadanie na ciebie czeka. Zjesz przy stole czy  przynieść ci do łóżka? Jeśli posiedzisz przy mnie to zjem w łóżku, nie mam siły oczu otworzyć. A jak Wojtek, śpi jeszcze? A skąd, urzęduje na loggi i ćwiczy. Mają sąsiedzi pokazówkę, ale niestety większość jeszcze  śpi. Ojej, muszę to zobaczyć, tylko szlafrok założę - a on tak po śniadaniu szaleje? Nie , kawa mu stygnie, kanapki czerstwieją a on ćwiczy. Ponieważ śniadanie Eli składało się głównie z kawy i jednego tosta szybko owinęła się  szlafrokiem i z kubkiem kawy w ręce poszła wraz z Jackiem do  dużego pokoju. Stanęli cichutko w drzwiach i patrzyli na ćwiczącego na  loggii Wojtka.  Przy którymś większym skręcie tułowia Wojtek zobaczył "podglądaczy".  Podeszli bliżej i Ela  spytała - ty tak zawsze czy tylko dziś  masz pokazówkę dla personelu? Rano zawsze a czasem i wieczorem, jeśli akurat nie mam innej gimnastyki. Ale już koniec widowiska. Ale to było  bardzo dobre widowisko, całkiem sympatycznie  wyglądasz w tym negliżu. Panowie, zbierajmy się, Wojtek, twoja kawa już pewnie niedługo będzie nie tylko zimna ale lodowata- może ci zrobić  drugą, bo ona na zimno to jest kiepska. Jeżeli jeszcze ktoś będzie oprócz mnie pił to wolę ciepłą, jesteś niesamowicie wyrozumiałą istotą Elu. Wojtusiu, masz fory u mnie, bo jesteś przyjacielem Jacka, a jak znam życie to Jacek z przyjemnością wypije  drugą kawę a i ja załapię się na kilka łyków, bo uwielbiam pić z nim z jednego kubka. On ma wtedy taki zatroskany wzrok, czy jeszcze starczy dla niego- roześmiała się Ela. Jacek poszedł robić kolejną kawę,  Ela zniknęła w łazience a Wojtek schował pościel  w czeluściach sofy i dołączył do Jacka w kuchni. 

W drodze na działkę wstąpili jeszcze do supermarketu i Ela zakupiła  sporo mięsa i różnych warzyw oraz owoców oraz dokupiła pieczywo. Jacek z kolei zapełnił termo torbę  mrożonym pieczywem, w tym rogalikami. A Wojtek zakupił sporo dobrych słodyczy, w tym ulubione przez Konrada żelkowe dropsy. Godzinę później byli już na działce a w 15 minut później dojechała kuzynka Eli, Jola.

Konrad był szczęśliwy, że przyjechali rodzice a na dodatek i Wojtek. Obawy  mamy Eli czy będzie miała czym wyżywić całą gromadkę zostały z miejsca usunięte, gdy Ela wraz z Jackiem przynieśli do kuchni  zawartość bagażnika. 

Wojtek z pewnym zainteresowaniem przyjrzał się Joli, która wyglądała wyjątkowo ponętnie w bardzo obcisłych dżinsach i bluzce ze sporym dekoltem, a potem zapytał Jacka czy to ta sama, z którą "świadkował" im na ślubie. No jasne, ta sama, tylko tu swobodniej ubrana. Hm- stwierdził Wojtek - ma świetną figurę i całkiem ponętny tyłeczek. A Jacek dodał - uważaj, bo to nie jest głupia pipa a całkiem mądra kobieta i jest- tylko nie zemdlej- stomatologiem dziecięcym. I jest nieco starsza od Eli.  I chyba mocno zrażona do facetów - rozwódka, wykopała z domu chłopa bo ją zdradzał. Ona nie wybacza. Zapytaj się Eli o nią, ona wie o niej więcej niż ja.

Ponieważ ani Wojtek  ani Jola nigdy jeszcze tu nie byli, Ela z Jackiem zaproponowali wspólny spacer po okolicy. Wojtek nie mógł się nadziwić jak w takim w sumie dość rzadkim lesie  mógł Jacek niezauważony krążyć za Elą. To proste- ona się wcale nie rozglądała na boki, chodziła ze wzrokiem utkwionym uparcie w  ścieżkę. Na spacer poszli tylko  w czwórkę, bo Konrad dołączył do dzieciaków, które tego dnia urzędowały nad rzeką. Jacek osobiście go przekazał w ręce dyżurujących dwóch ojców i powiedział, że gdy będą wracać ze spaceru to  zajrzą ponownie nad rzekę.

 Jacek  z Elą objęci szli przodem , on co jakiś czas  ją  całował, a z tyłu Wojtek opowiadał Joli  jak bardzo im zazdrości, że się im udało, że są oboje nadzwyczajni, że Jacek jest naprawdę super przyjacielem, że on ogromnie polubił Elę, choć ona mu czasami  mówi niemiłe rzeczy i że będą razem pracowali. Oboje byli zdania, że  nie jest łatwo znaleźć odpowiedniego partnera na całe życie. Zachwycali się też Konradem. Wojtek przyznał się, że ledwo rozpoznał dziś Jolę, bo w tym stroju wygląda extra, zupełnie inaczej niż na ślubie.

Wrócili nad rzekę z innej strony, a Konrad wyraził chęć powrotu razem z nimi bo chciało mu się pić, poza tym chyba był stęskniony obecności Jacka i Eli. Gdy wrócili wpierw zajrzeli do domu rodziców, ale zostali przegonieni, bo mama Eli była zajęta gotowaniem, tata służył za pomagiera, więc poszli do domu Jacka i rozsiedli się na tarasie. Konrad  rozłożył markizę,  Jacek rozłożył parasole, i na tarasie zrobiło się zaraz przyjemniej. Ela  zrobiła kawę i upiekła rogaliki, ciesząc się, że je Jacek kupił. Konrad siedział pośrodku pomiędzy obiema parami i widać było, że jest szczęśliwy bo są rodzice oraz Wojtek. Ela po jakimś czasie poszła  do mamy i wkrótce wróciła z wiadomością, że obiad będzie o godz.15,00, więc niech przestaną się objadać rogalikami. No a żeby nikogo nie kusiły zabrała je ze stołu i wyniosła do kuchni.

Przy obiedzie nasłuchała się mama Eli całej fury komplementów pod swoim adresem i nie tylko z powodu tego co było na stole ale i z powodu tego, że przekazała Eli  sporo swego talentu kulinarnego, a Wojtek wyraził gotowość uczenia się u niej sztuki gotowania. Eee, ja to nie mam talentu do uczenia kogoś- zbyt niecierpliwa jestem. Niech Jola  pana nauczy, zna te wszystkie przepisy, bo to moja  siostrzenica, a my ze świętej pamięci moją siostrą cioteczną  to samo umiałyśmy- powiedziała Eli mama.  No i ona ma anielską cierpliwość, bo pracuje z dziećmi.Podziwiam ją za to.

Jacek pod stołem kopnął lekko a znacząco  Wojtka, a ten szybko zwrócił się do Joli- to ja zacznę się uśmiechać do pani bym mógł zostać  pani pomocnikiem i jednocześnie uczniem.  Naprawdę chce pan się nauczyć gotować?- zdziwiła się Jola - to jakiś wyjątek z pana na skalę chyba światową. A zmywać pan potrafi? Nim zaskoczony pytaniem Wojtek odpowiedział, włączyła się do dyskusji Ela - potrafi zmywać, wczoraj u mnie zmywał- on mył, Jacek wycierał. A ja w tym czasie się spokojnie kąpałam. Ale wiesz co, to że zmywał to małe piwo - dziś podglądaliśmy jego poranną gimnastykę - a z nami to chyba część osiedla, bo ćwiczył na loggii. I, słowo daję, byłam zapatrzona w te kaloryfery. A co mają z tym wspólnego kaloryfery - zdumiała się mama. Ciociu, tak się nazywają w żargonie pewne partie mięśni - wyjaśniła Jola. A to oznacza, że pan bywa i na siłowni. Wujek, a weźmiesz mnie kiedyś na siłownię?-wyskoczył  z pytaniem Konrad.  Wojtek pokręcił głową przecząco - nie na tą na której ja bywam, bo to zamknięta siłownia, tylko dla personelu. A poza tym jeszcze jesteś na siłownię  za młody. Jak skończysz 16 lat to pomyślimy o tym.  

Kawę, ciasto i owoce Ela wraz z mamą podały na oszklonej werandzie, żeby nie zwabiać os, które już zaczęły się coraz liczniej pokazywać. O tej porze dnia już była w cieniu a jedno z jej okien miało wprawioną siatkę ochronną, więc było tu bardzo przyjemnie. Konrad namówił dziadka by pograli w domino,  Wojtek opowiadał o swym ubiegłorocznym urlopie spędzonym w Turcji więc  Jola od razu dodała swoje wrażenia z tego kraju, a Ela z Jackiem już planowali przyszłoroczne wakacje, na które oczywiście pojadą w trójkę.

Potem Ela wygoniła towarzystwo na spacer, a  sama z ojcem wzięła się za wypełnianie niektórych pozycji w swojej ankiecie personalnej. Konrad był szczęśliwy, bo miał tym  razem Jacka tylko dla siebie. A dopełnieniem szczęścia był fakt, że Wojtek będzie z nim spał w jednym domu. A na dodatek obiecał Konradowi, że obudzi go rano i razem zrobią gimnastykę. Jedyne co mu już psuło radość to fakt, że w niedzielę wieczorem   goście wyjadą, mama i tata też. 

Kolację i "posiad  pokolacyjny" był tym razem w domu Jacka. Rodzice  wychodząc około godz.23,00 zabrali ze sobą Konrada, który już zasypiał na siedząco.  Oni posiedzieli jeszcze do pierwszej w nocy, potem zrobili małą roszadę sypialnianą, Wojtka umieścili w salonie  na dole na sofie, Jola miała spać w pokoju Konrada, oni w swojej sypialni.

Rano jedynym obserwatorem popisów gimnastycznych był Jola, która miała zwyczaj  wstawać zawsze o...szóstej rano. Wpierw obserwowała go z ukrycia, potem, jeszcze w piżamie wyszła na dolny taras. W pewnej chwili Wojtek ją zauważył i zaprosił, by ćwiczyła razem z nim. Jola powiedziała, że chętnie, ale musi się nieco inaczej ubrać i za kilka minut przyszła w szortach i bluzeczce i dobrze trzymającym biust biustonoszu. Poćwiczyli razem jeszcze pół godziny, w końcu Jola stwierdziła, że ma dosyć. Idąc  do domu powiedziała- fajny z ciebie  chłopak, na co usłyszała- udowodnij, że mówisz prawdę i umów się ze mną w Warszawie na spotkanie. Pomyślę o tym, zapewniła go Jola. Piętnaście minut później Wojtek  skończył swą gimnastykę. Jola już urzędowała w kuchni, a gdy go zobaczyła zapytała,  czy zje śniadanie razem z nią, to więcej bułek wstawi do piekarnika. Oczywiście ,  bardzo chętnie, zaraz przyjdę i ci pomogę. A w czym mi możesz pomóc, na razie wszystko samo się robi. W międzyczasie masło nieco zmięknie, wędlina, ser, już pokrojone, rzodkiewki zaraz umyję, pomidory pokroję- zero roboty. Ale i tak przyjdź, miło mi będzie. W 10 minut później  pojawił się Wojtek z powrotem, włosy  miał jeszcze mokre i chyba  bardzo szybkościowo się wycierał, bo miejscami koszulkę miał przyklejoną do ciała. Gdy usiadł Jola podeszła do niego z ręcznikiem kuchennym i delikatnie wytarła mu włosy - lepiej wyglądasz z suchymi- powiedziała z uśmiechem. A kawę chcesz wg przepisu Eli czy mojego? Nie znam  twojego przepisu,więc zrób taką jaką ty pijesz. A czym się różnią? Ja zamiast goździków dodaję gałkę muszkatołową i daję deserową a nie gorzką czekoladę. Też ciekawie brzmi, stwierdził Jacek. Gdy na dół zeszli Jacek i Ela oni już dawno byli po śniadaniu. Wojtek pochwalił się, że ćwiczył pół godziny z Jolą. Ela tylko jęknęła i stwierdziła, że rano to ona  nawet nie bardzo wie  jak ma na imię a gdyby rano ćwiczyła to na pewno skończyłoby się to kontuzją. I bardzo się cieszy, że będzie pracę zaczynała dopiero o 9,00. I opowiedziała, jak kiedyś zrezygnowała z dobrej pracy tylko dlatego, że musiała pracować od 7 rano. Jacek przygotował dla Eli i siebie śniadanie  mistrzów, co było niechybnym (dla wtajemniczonych) znakiem, że mieli dość wyczerpującą  noc za sobą. Jola zrobiła nieco zdziwioną minę na to Ela wyszeptała  jej do ucha - to jest  najlepsza kuracja odchudzająca- tracisz kalorie a masz mnóstwo frajdy. 

Wojtek tego dnia wykazywał syndrom słonecznikowy - słońcem była wyraźnie Jola, a on...słonecznikiem, obracającym się zawsze w stronę słońca.  Oczywiście Ela  zaraz podzieliła się tym spostrzeżeniem z Jackiem, który  poprzyglądał się chwilę swemu przyjacielowi a potem zameldował Eli - trafiła go. Jeszcze nie zatopiła, ale jeśli go porwie  od strony intymnej, to będziemy mieli wesele. Elu, a może  ona ma kogoś? No pewnie, że ma, przywiozła sobie z zagranicy ekskluzywny wibrator. Powiedziała mi, że jak pojedzie następnym razem to przywiezie i dla mnie, bo to jedyny rodzaj  faceta, który nigdy kobiety nie zdradza. I w sumie mało absorbujący, wystarczy raz na jakiś  czas zmienić baterię. I nie wymaga antykoncepcji. No ale jak widzisz uwierzyłam tobie i mi nie przywiozła, a była niedawno na jakimś  zjeździe za  granicą. Nawet  stamtąd telefonowała czy aby jednak mi nie kupić.Wiesz co, życzę im jak najlepiej, więc szepnij Wojtkowi, żeby pouwodził ją trochę w starym stylu, ale niech się wpierw zastanowi, czy naprawdę jest nią zainteresowany, bo nie chciałabym by przez niego cierpiała. On jest naszym przyjacielem, ona moją kuzynką, więc jeśli ma ją tylko przelecieć to niech  sobie inną znajdzie do tego celu. Masz prawo mu tak powiedzieć, w pewnym sensie to  ona jest teraz i twoją rodziną. Ja ją wezmę na chwilę a ty pogadaj z Wojtkiem w tym czasie.

Ela z Jolą wzięły koszyk i powędrowały na wieś, by kupić  czereśnie lub inne owoce a może i biały ser by się trafił. Mieszkańcy tej wioski byli przyzwyczajeni, że w niedzielę to zawsze "letnicy", jak nazywali działkowiczów przychodzili do nich  na zakupy. Tym  razem były jeszcze czereśnie, wiśnie i pierwsze jabłka- papierówki. I lada dzień można było już zbierać maliny. z drugiego rzutu. Wzięły wszystkie owoce jakie były do kupienia. Dobrze, że koszyk był spory i można go było nieść we dwójkę. Gdy się doczłapały mniej więcej do połowy drogi powrotnej spotkały Jacka i Wojtka, bardzo oburzonych, że poszły same i się tak meczą w tym upale. Po drodze  wpadli jeszcze nad rzeczkę i zabrali do domu Konrada. Stwierdzili, że do Warszawy będą wracać późnym wieczorem. Wyjadą około 21,30, droga zajmie im najwyżej godzinę. Jola stwierdziła, że ona też raczej o takiej porze pojedzie i że może w takim razie podwieźć Wojtka, na co ten przystał bez protestu.

Obiad był tym razem z dwóch piekarników- bajecznie prosty- pieczone kurczaki, pieczone młode kartofle i wiejskie zsiadłe mleko z dużą ilością koperku. Po obiedzie  kawa i domowy sernik. W międzyczasie Jacek szepnął Eli- trafiony, ciężko ranny i nieco przestraszony, bo zdaje sobie sprawę, że my oboje stoimy po stronie Joli. I bardzo sobie wziął do serca to wszystko co mu powiedziałaś.

Wieczorem zgodnie z planem wyruszyli w dwa samochody do Warszawy.

                                                c.d.n.





Fatamorgana - X

 Wojtek przyjechał około osiemnastej. Miał ze sobą  całkiem grubą kopertę wypełnioną drukami do wypełnienia. I, jak przewidywał Jacek, koniecznie chciał się dowiedzieć czy i dlaczego ma do Eli mówić per pani, skoro są po imieniu. 

Ela spokojnie, bez żadnych emocji wytłumaczyła mu swój punkt widzenia, opowiedziała również o  tym jak sama była kiedyś sekretarką, opowiedziała również jak widziana jest często przez innych praca asystentki i na koniec  powiedziała, że jeśli on będzie się do niej zwracał z szacunkiem to i inni  ją będą tak traktowali. 

Wojtek wpadł w stan głębokiego namysłu, który Ela wykorzystała by w kuchni przygotować to co za chwilę wyląduje na stole. Gdy już wszystko było na talerzach zawołała Jacka by pomógł w przeniesieniu jedzenia na stół. Zjawili się obaj. Wojtek zaczął mówić, że właśnie przemyślał to co powiedziała Ela, ale ona powiedziała - to fajnie, ale o tym  porozmawiamy przy deserze i kawie. Teraz spokojnie zjedzmy. 

Nie da się ukryć, że i to danie wzbudziło wpierw zainteresowanie Wojtka, a potem  aplauz. Ale jak ty to  zrobiłaś? - dociekał krojąc kotlet. Ona ma na wsi specjalną hodowlę kur, które znoszą jaja owinięte mielonym mięsem - wyjaśnił Jacek dusząc się ze śmiechu, bo sam dopiero dziś pojął skąd się bierze jajko w mielonym kotlecie. Jako dodatek do  tego dziwnego kotleta była kasza gryczana gotowana razem z pieczarkami oraz barszcz czerwony  "do popitki". Gdy Ela w kuchni szykowała kawę pełną przypraw Wojtek stanął w progu i powiedział - muszę przyjść do ciebie na kurs gotowania, zupełnie nie znam takich przepisów. To może od razu zapisz się do mojej mamy, bo ja stosunkowo mało umiem. Moja mama jest w tym dobra, poza tym uwielbia karmić ludzi. Przyjedź do nas na działkę, to wtedy zobaczysz co znaczy u mojej mamy obiad.  Ona to jest istne zagłębie kulinarne, nie wiem czy jest jakieś danie obiadowe, którego nie potrafiłaby zrobić. Ela ma rację - jej mama uwielbia karmić ludzi, ale takiej kawy jak Ela nie potrafi zrobić - powiedział Jacek. A Ela nie chce jej  powiedzieć co tam jest  w środku - śmiał się Jacek. No bo jak raz chciałam jej dać przepis to nie chciała, więc już nigdy potem nie zaproponowałam. Mnie na ogół  nie trzeba  niczego dwa razy powtarzać. Bo u mnie "nie" to znaczy "nie"  a nie  "a może jednak".  A wiesz co? Jacek też  tak ma - dobraliście się niesamowicie pod tym względem- stwierdził Wojtek. Nie tylko pod tym- zapewnił go Jacek. 

Przy kawie i pysznym keksie kupionym w znajomej cukierni Ela wyłożyła Wojtkowi wszystkie swoje zasady jakimi kieruje się w pracy. I stwierdził- to będę do ciebie w pracy mówił "pani Elżbieto" - zgoda? No jasne, że zgoda. Brzmi dostatecznie oficjalnie.

No to siadaj dziewczyno, bo do rana będziemy wypełniać te druki- z roku na rok jest ich więcej i jedne  bardziej  bzdurne od drugich. Miał rację - uwzględniały historię rodzinną niemal do 3 pokoleń wstecz. Ela po przejrzeniu stwierdziła ze śmiertelną powagą-  mało precyzyjne, nie ma nic o rozmiarze mego buta, obwodzie  bioder i talii ani o moich preferencjach seksualnych. Zakładają, że skoro mam męża płci męskiej to jestem hetero - naiwni. Muszę z tym jechać na działkę, nie pamiętam wszystkiego.  I co ma do rzeczy czy mój pradziadek brał udział w wojnie stuletniej czy w jakiejś innej. Przecież to ja idę do pracy, a nie on lub jego duch. 

No dobrze, w takim razie przyjadę do was w sobotę na działkę, ale będziecie mnie musieli przenocować, bo zostanę aż do poniedziałku rano. Nie ma sprawy, dziś też możesz u nas przenocować, na szczęście już się sofa w tym domu rozkłada - i Jacek opowiedział historyjkę o sofie. A przed kim się tym razem ukrywasz? Rozczarowała cię i nie wiesz jak jej o tym powiedzieć? - z niemal słodkim uśmiechem zapytał Jacek. Wojtek skrzywił się - zaraz do niej zadzwonię i powiem, że jestem na wyjeździe. Niepotrzebnie tylko ją zaprosiłem raz do siebie zamiast zabrać do hotelu. Teraz ciągle kręci mi się koło domu. Na szczęście w poniedziałek wraca jej mąż, do posiadania którego się nawet przyznała, bo wpierw mówiła, że jest wolna, no ale...sprawdziłem. No to masz argument by ją odprawić- bo cię niecnie oszukała, tłumaczył Wojtkowi Jacek. 

Wojtek był wyraźnie w kiepskiej formie i musiał się wygadać.  Wy macie siebie a ja jestem sam. Wojtku,  jeśli chcesz porozmawiać z Jackiem sam na sam to nie ma sprawy, możecie się zamknąć w pokoju Konrada i sobie  spokojnie pogadać- ja to akceptuję, naprawdę - powiedziała Ela. No co ty, przecież jesteś dla mnie  tak samo jak Jacek, no tyle, że w wydaniu kobiecym. Brak mi kobiety, ale nie do łóżka. Brak mi kobiecej troski, tkliwości, tego ciepła, którym ty otaczasz Jacka. Ty tego nie wiesz, ale zawsze spoglądasz na niego z takim wielkim ciepłem i ja to widzę. 

Czyli brak ci Wojtku kobiety, która by cię kochała nie tylko za wyczyny łóżkowe ale i za inne przymioty. A może po prostu  nie umiesz się zaprezentować  kobietom inaczej niż jako super samiec. I chyba dlatego tak bardzo zdziwiło cię to wszystko co dziś ode mnie usłyszałeś i zapewne gdybym nie była żoną twego najlepszego przyjaciela to byś mnie odprawił z kwitkiem, prawda?  

Bo to, że ty cenisz mądre, inteligentne kobiety to nie do końca tak jest. Ty się ich po prostu troszeczkę boisz, choć  głupota kobiet cię drażni.  Ale jednocześnie wiesz, że nie musisz wysilać intelektu przy niezbyt mądrych a chętnych. Brakuje ci troski i ciepła, a czy ty okazujesz  tym kobietom ciepło i troskę? To wszak działa w dwie strony. 

Bo wiesz, Jacek  cały czas troszczy się o mnie i ja to czuję na każdym kroku nawet gdy się o nic nie pyta. I troszczył się  nim byliśmy razem, sam o tym mówiłeś.Troszczyłeś się o te  swoje panie? Przeleżały zapłakane i zasmarkane w twoich ramionach  całą noc a ty tylko ocierałeś im łzy, latałeś do apteki po kropelki i uspokajałeś? Właśnie w takich chwilach rodzi się miłość i wielkie przywiązanie. Większość z nas ceni sobie znajomość z tymi, którzy nas szanują, z tymi z którymi możemy porozmawiać na wszystkie tematy, którzy widzą nas nie tylko jako potencjalne źródło rozkoszy dla siebie  ale i starają się poznać co lubimy w tej materii, jak lubimy być pieszczone, dotykane, całowane.  I wiesz, nie mówię tego po to żeby ci dokuczyć, ale dlatego, że  jesteś mądrym facetem i możesz jeszcze zmienić swoje życie, swój stosunek do kobiet. Możesz naprawdę jeszcze znaleźć odpowiednią kobietę, która pokocha ciebie a nie tylko te kilkanaście centymetrów z ciebie. 

Naprawdę cię lubię, bo gdybym nie lubiła to nie rozmawialibyśmy tu teraz o tym.Wojtek chwilę milczał, potem ujął rękę Eli i złożył na niej długi pocałunek mówiąc- rozumiem i doceniam to co powiedziałaś i dziękuję.  Ela wstała i zapytała- kto chce lody z  posypką orzechową? Nie było tu takiego, który by nie chciał lodów z posypka orzechową, zwłaszcza, że Ela przypomniała sobie, że jest jeszcze trochę śmietany, którą  można ubić, więc lody były z posypką i bitą śmietaną.

Wojtek się nieco rozpogodził i w pewnej chwili zapytał - Ela, a dlaczego ty się rozwiodłaś? możesz powiedzieć? Oczywiście, mogę, z tym że to nie  ja wystąpiłam o rozwód  a mój były.  On po prostu  stwierdził, że przestał mnie kochać, choć nie przestał mnie pożądać a innej zmajstrował dziecko, więc on musi jechać na kontrakt zagraniczny by zarobić na swoje mieszkanie. W sądzie  powiedział jawnym tekstem, że  to jego wina, ale przestał mnie kochać, zdradził i innej zrobił dziecko. Jego rodzice przejęli na siebie obowiązek alimentacyjny, bo tatuś miał  prywatną firmę  dobrze prosperującą, ja podpisałam na to zgodę i się ode mnie wyprowadził. Dopiero potem do mnie dotarło, że  o ten kontrakt  to on musiał nieco wcześniej zawalczyć, ale oczywiście nic o tym nie wiedziałam. Po ośmiu latach małżeństwa dowiedziałam się, że byłam  jego życiową pomyłką. Do dziś dostaję regularnie zasądzone  alimenty, ale  ani on ani jego rodzice nie  pisali i nie piszą ani do mnie  ani do Konrada.

Niesamowite, stwierdził Wojtek.  No to ci powiem coś jeszcze bardziej niesamowitego - na naszym ślubie nie było jego rodziców, podobno byli w tym czasie za granicą. A ślub nie był nagły, ja nie byłam w ciąży, nigdy ich nie poznałam. Pewnie niewiele straciłam.  Dziwne, naprawdę dziwne - Wojtek kręcił głową. Na ogół wszyscy dziadkowie nawet w rozwiedzionych  małżeństwach interesują się wnukami. A znam dość sporo takich dziadków, którzy regularnie odwiedzają dzieciaki. 

Chyba  trzeba będzie się temu bliżej przyjrzeć. Wiecie co? Tak na wszelki wypadek byłoby dobrze, gdyby Konrad sam nigdzie nie chodził. To jakaś bardzo dziwna sprawa.  Trzeba szybko zacząć działać. Jak na razie to Konrad  nigdzie sam nie chodził- powiedziała Ela- rano to ja szłam z nim  aż do szkoły, po szkole  zabierał go do domu mój tata a ja wracając z pracy go zabierałam do domu. No ale on rośnie i niedługo będzie protestował. Jeśli będzie to mu wytłumaczymy, że to konieczne i tyle- powiedział Wojtek. Mogę się nawet w mundurek ubrać, żeby mu to wytłumaczyć. Ela przeleciała go wzrokiem i powiedziała- ty to chyba nieźle wyglądasz w mundurze. A Jacek jeszcze lepiej, stwierdził Wojtek. Nie pokazał ci się  jeszcze nigdy w mundurze? Jeśli nie -  to sporo moja droga straciłaś,  żałuj. Nie żałuję, nie podnieca mnie mundur. A to dobrze, bo u nas wielu jednak chodzi w mundurkach. Ja  mogę,  ale nie muszę i z tego korzystam.

Wiecie co? Zostawię wam zmywanie, wy będziecie  zmywać a ja się pójdę wykąpać i pójdę spać. Jacuniu, w środku w sofie jest nawleczona czysta pościel, ręczniki dla Wojtka weź z szafy w pokoju Konrada, a w sypialni powinna być jakaś twoja  zapasowa letnia piżama. I nie siedźcie za długo, bo musimy jutro jechać na działkę.

W łazience Ela zatelefonowała do swojej kuzynki, która była razem z Wojtkiem świadkiem na ich ślubie i zaprosiła ją na działkę na weekend. Tylko się ubierz "dekoltowo" i przyjedź samochodem, bo będziesz miała z powrotem pasażera- my przywieziemy ze sobą Wojtka, wiesz, tego co świadkował razem z tobą. Może się zaprzyjaźnicie, to bardzo fajny i mądry facet. Samotny, nie pijący, nie palący, tylko to trzecie na p. uprawia. A ty co, swatasz go?  Nie , ale mi go żal, a jak dobrze pójdzie będę z nim razem pracować. Wracając z łazienki zajrzała do kuchni - Jacek zmywał, Wojtek wycierał, sofa już była rozłożona. Pokiwała im na dobranoc i poszła do sypialni.

                                                                  c.d.n.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 



sobota, 16 stycznia 2021

Fatamorgana - IX

 Droga z portierni i biura przepustek do gabinetu Wojtka na pierwszym piętrze nie była długa, ale po drodze co chwilę ktoś witał się z Jackiem i był przedstawiany Eli, a ona nieznajomemu. Jacek w pewnym momencie szepnął do Eli - ja go za moment zwyczajnie uduszę! Tyle lat tu pracowałem a nigdy nie spotykałem tyle osób na schodach. Złośliwiec. Przedstawia cię moimi rękami, to jego zadanie gdy już podpiszesz angaż, nie moje. Jak jeszcze mi naśle kogoś gdy będziemy wychodzić to masz go otruć gdy będzie u nas. Ela z trudem powstrzymywała się od śmiechu.  

W końcu dotarli do gabinetu Wojtka, do którego Jacek ją wprowadził  poprzez  jeszcze swój  gabinet . Wojtek stał w swoim gabinecie przy oknie, uśmiechnięty,   unosząc w górę kciuk w geście zadowolenia.  Podszedł do Eli, uścisnął jej rękę, cmoknął poufale w policzek , po czym przywitał się z Jackiem. Ale się strasznie  plotkarskie nasze biuro zrobiło, ja tylko zleciłem przygotowanie  przepustki dla Eli no i popatrz co się  porobiło - pewnie wszyscy polecieli do bufetu na kawę o jednej godzinie. Jak widzisz Elu będziesz w dawnym gabinecie swego męża. Bo musimy mieć do siebie cały czas dostęp. Mój ewentualny zastępca będzie miał zupełnie oddzielny gabinet. 

Z sekretariatem będziesz się porozumiewać głównie  telefonicznie, bo nie sądzę by ci się chciało do niego wędrować, chociaż masz do niego przejście. Z sekretariatem łączy cię  czerwony telefon, wystarczy, że  zdejmiesz słuchawkę z  widełek i u nich się zapala lampka i cichy niby dzwonek. Ze mną na tej samej zasadzie łączy cię zielony telefon.  Normalny, chyba szary, łączy cię tak jak zwykły po wybraniu numeru. Na miasto łączy przez zero. Nie obchodzi cię pisanie pism, wysyłanie poczty, ludzi też wzywasz poprzez sekretarkę. 

Jestem jedyną osobą, która może ci coś zlecać, o coś cię prosić. Jak i jedyną osobą, z którą się możesz przyjaźnić.  Bo wiesz- tu jest wszystko tajne łamane przez poufne. Tym bardziej, że będziesz  znała cały mój rozkład dnia plus tematykę, którą się zajmuję z kim się spotykam i o czym ma być rozmowa. Będę cię często prosił o napisanie odręcznie jakiegoś pisma  czy listu, bo mistrzem słowa pisanego to ja nie jestem.    Potem dasz to sekretarce do napisania i dopilnujesz bym to podpisał, ona to  wyekspediuje.

Czasem będziesz mi towarzyszyć i protokołować, bo lubię mieć własny protokół czy też sprawozdanie. W każdy poniedziałek będziemy siadać razem i z grubsza  układać co trzeba załatwić i w jakim  czasie. Codziennie rano wbijesz mi  do głowy ogólny rozkład dnia, bo lubię zapominać o naradach i tym podobnych bzdetach. Kiedyś takim przypominaczem był twój mąż, on ma niesamowitą pamięć. Ja jeśli nie mam czegoś zapisanego to raczej na pewno zapomnę.

Z czasem część osób będzie różne sprawy załatwiała z tobą, żeby mi głowy nie zawracali, no ale na razie to tylko będziesz przy tym obecna, właściwie  na początku musisz być stale  obecna, żebyś się zorientowała we wszystkim. No i o wszystko się mnie pytaj.  

Ela uśmiechnęła się - już mam pierwsze pytanie - jak mam się do ciebie zwracać?  Bo wydaje mi się, że po imieniu to raczej nie, to jednak teren służbowy. Wojtek przez moment się zastanowił - przy naszych ludziach to możesz śmiało mówić po imieniu i tak wszyscy wiedzą  już kim jesteś, a na zewnątrz? Ela zerknęła na Jacka i powiedziała - wydaje mi się, że na zewnątrz powinnam cię tytułować stopniem  wojskowym , panie pułkowniku. Jacek ci powiedział jaki mam stopień?  Nie, ale umiem czytać, choć te tabliczki to ciężko odczytać. I chyba będę ci mówiła  w biurze  przy ludziach per szefie. Wydaje mi się, że to zręczniejsze niż po imieniu. Wojtkiem będziesz  dla mnie tylko na terenie prywatnym. Na spotkaniach służbowych będziesz dla mnie  panem pułkownikiem, tu szefem, a prywatnie Wojtkiem- takie osobliwe trzy w jednym. 

To będę ci musiał mówić pani Elu? Na zewnątrz zdecydowanie tak, a tutaj przynajmniej na początku mógłbyś. Jak się już do mojej obecności przyzwyczają to już nikogo nie będzie to raziło, że mówisz mi po imieniu.  Wojtek pokręcił głową - no to mi ćwieka zabiłaś. Ale dla ciebie -  zrobię to. Zależy mi na kimś zaufanym a nie podesłanym mi przez kadry. Jacek, masz naprawdę mądrą kobietę za żonę. Zazdrość mnie  niedługo całkiem zeżre. 

A kiedy złożysz wymówienie u siebie w pracy? - bo ja to bym cię najchętniej tu widział zaraz po 20 sierpnia, bo tu zaraz po pierwszym września zacznie się  młyn. Wszyscy  powrócą z wakacji  i będzie im  się wydawało, że trzeba koniecznie coś podziałać. Czy mogłabyś  już  złożyć wymówienie? No mogę, ale nie jestem pewna, czy dostanę natychmiastowe zwolnienie z pracy. No ale złóż je jeszcze dziś a najdalej jutro, dobrze?. Dobrze, złożę. 

No to ja dziś do was wpadnę bardzo wczesnym wieczorem i wypełnisz druki. Już dziś bym cię chętnie zabrał ze sobą, a tak będę się sam męczył. Ostatnio siedziałem trzy godziny zastanawiając się co sam nagryzmoliłem, za nic nie mogłem odczytać. 

To czemu nie wziąłeś dyktafonu ze sobą?- zdziwiła się Ela. Teraz nie ma problemu by kupić dobry dyktafon. Nagrywasz najważniejsze, czy też najbardziej cię interesujące fragmenty i po kłopocie. A jeśli nie wolno nagrania wynosić na zewnątrz to siadasz i spokojnie spisujesz na miejscu z dyktafonu, zawartość kasujesz.

Wojtek jęknął- i jak ja mam ci nie zazdrościć takiej żony?

Jacek roześmiał się -to dobrze , że mi zazdrościsz a nie współczujesz. Lepiej być obiektem czyjejś zazdrości niż współczucia. I nie najedz się niczego w drodze do nas, to zjemy kolację razem.

Gdy wyszli pojechali jeszcze do pracy Eli, gdzie ku wielkiemu zdziwieniu kadrowej złożyła prośbę o jak najszybsze   zwolnienie jej z pracy, tłumacząc pośpiech względami rodzinnymi.

Po drodze do domu zrobili zakupy. Ela się tylko upewniła, czy Jacek jej pomoże i zmieli mięso i postanowiła  zrobić kotlety mielone z nadzieniem.

W domu Jacek  powiedział - no to dałaś  dziś Wojtusiowi sporo do myślenia. A czym?- zdziwiła się  Ela. No tym, że  dałaś mu do zrozumienia, że biuro to nie jest prywatny folwark. Wyraźnie go zatkało. Będziesz mu  musiała pewnie dziś wieczorem tłumaczyć "co cię ugryzło".   Nic mnie nie ugryzło, ale jeśli personel płci pięknej mówi do swego przełożonego płci męskiej w pracy po imieniu to  wszyscy uważają, że łączą ich bliższe  stosunki, zwłaszcza gdy szef jest sporo starszy. Tak to niestety jest odbierane przez współpracowników. Już i tak tu wiadomo, że jestem twoją żoną więc się będą mi na początku bardzo mocno przyglądać i zastanawiać się nad wszystkim co powiem i co zrobię. Wiem też jak są traktowane przez szefów asystentki - mniej więcej jak niewolnice do wszystkiego łącznie z seksem. Nagle się jednemu z drugim wydaje, że skoro jest jego asystentką to powinna  pojechać  do niego do domu i spakować mu neseser na drogę, przynieść drugie  śniadanie z  bufetu a wieczorem w hotelu popieścić w wybrany przez niego sposób. 

Korona  Wojtkowi z głowy nie spadnie jeśli będzie do mnie w pracy mówił "pani Elu". Mogę się założyć, że on do tych dziewczyn z sekretariatu to mówi po imieniu a one do niego per panie pułkowniku. To z jego strony nie jest wyraz  sympatii do nich ale lekceważenia.

Jacek słuchał uważnie i w końcu powiedział - nie wiedziałem, że to tak może być odbierane, też mówiłem do tych sekretarek po imieniu i żadna nie protestowała. 

No bo jak są głupie pindy to uważają, że to jest w porządku. Poza tym byłeś stanu wolnego więc może chciała cię któraś wyrwać dla siebie. A może teraz  po kolejnym rozwodzie któraś z nich ma nadzieję, że  zostanie panią pułkownikową? Znasz je, czy one naprawdę są takie głupie? Bo ja znam kilka sekretarek i to są naprawdę mądre dziewczyny. Kiedyś też pracowałam jako sekretarka, miałam na głowie trzech dyrektorów i żaden nie pozwolił sobie by  mi mówić po imieniu, choć byłam wtedy  bardzo młoda i byłam w wieku ich córek.

Nie wiem czego teraz uczą w szkole sekretarek, ale gdy ja tam trafiłam to uczono nas przede wszystkim szacunku dla samej siebie i dla współpracowników. Oczywiście  miałyśmy być wszystkie miłe dla wszystkich, ale nie miałyśmy robić z siebie podnóżków dla swoich szefów.

Słodka moja - dowiaduję się o tobie ciągle czegoś nowego co mnie zdumiewa ale i zachwyca. No to całe szczęście, że nie rozczarowuje, bo by się nasze małżeństwo szybko skończyło rozwodem - roześmiała się Ela.  Zadziałaliśmy jak para wariatów, pobraliśmy się działając bardziej intuicyjnie niż rozumowo po arcy krótkiej  znajomości. No to teraz ciągle  będziemy się o sobie czegoś nowego dowiadywać. Uczę się ciebie stale, powiedziałabym, że stale sklejam te nowo poznane fragmenty ciebie w jedną całość a że zachłanna ze mnie kobieta to je kolekcjonuję jak drogocenną biżuterię i nie dzielę  się z nikim moimi skarbami. Czasem celowo nie  pytam się ciebie o coś czy to lubisz, czy nie, ale włączam  swój system obserwacyjny i rejestruję wtedy każdą, nawet najmniejszą twoją reakcję. Nauczyłam się tego przy Konradzie - niemowlak nie powie ci przecież co mu pasuje a co nie. Nie na wszystko co mu nie pasuje reaguje płaczem, ale i płacz niemowlaka wcale nie jest jednakowy.  Chwilami żałuję, że nie  znaliśmy się wcześniej, ale zaraz przychodzi mi na myśl, że być może te kilka czy nawet 13 lat wcześniej nie bylibyśmy wcale sobą  zainteresowani i nie ma więc czego żałować , ale trzeba tylko w pełni i jak najlepiej wykorzystać ten dany nam przez los czas. Może wtedy byłabym tylko przelotną twoją miłostką o której zapomniałbyś po kilku miesiącach.  

Z tymi  miłostkami to masz Eluniu rację w stu procentach, bo tak naprawdę żadnej z nich nie pamiętam od chwili gdy zobaczyłem twoje zdjęcie u twoich rodziców. Jakby mi ktoś mózg zresetował.Wpatrywałem się w twoje  zdjęcie jak zaczarowany. Wypijałem morze neski tylko po to, by posiedzieć przy stole i móc patrzeć na twoje zdjęcie słuchając opowieści o tobie jakim byłaś nieznośnym dzieckiem, potem całkiem fajną panienką a potem porzuconą żoną. Wojtek powiedział prawdę, zrobiłem ci wiele zdjęć z ukrycia. Zasypiałem z twoim zdjęciem leżącym na nocnym stoliku, w myślach rozmawiałem z tobą, mając ponad czterdzieści lat zachowywałem się jak zakochany małolat. Może popełniam błąd taktyczny tak odkrywając się przed tobą, ale tak właśnie było.Kocham cię bezgranicznie, nigdy nikogo tak nie kochałem. Każda godzina bez ciebie to dla mnie czas stracony, nie wiem jak zniosę to, że będę bez ciebie gdy będziesz w pracy. Chyba rozejrzę się za jakimś pół a może ćwierć etatem, żeby mi ten czas jakoś mijał.

                                                                      c.d.n.

piątek, 15 stycznia 2021

Fatamorgana - VIII

 Tym razem wizyta Eli i Jacka na działce była  bardzo krótka i tak właściwie było to odwiezienie Radka na  dalszą część wakacji u dziadków. Radek nieco narzekał, że oboje rodzice  odjeżdżają , ale Jacek wziął go na męską rozmowę i wytłumaczył, że zmiana stanu cywilnego zawsze pociąga za sobą różne skutki, że teraz mają sporo spraw do załatwienia, mama zmienia pracę, muszą w spółdzielni rozeznać sprawę zamiany mieszkania tego na większe a poza tym muszą porozmawiać  z adwokatem w sprawie usynowienia Radka przez Jacka. Ten ostatni argument najlepiej trafił Radkowi do przekonania. 

Zaczęli od Spółdzielni bo to  była sprawa w gruncie rzeczy najprostsza - przede wszystkim musieli Jacka  zameldować w mieszkaniu Eli, potem wystąpili o  jego członkostwo w tejże spółdzielni a na samym  końcu zasięgnęli informacji o możliwości zdania posiadanego mieszkania i otrzymania  za odpowiednią dopłatą innego, większego, w bloku, który  miał być oddany do użytku za 2 a najdalej 3 miesiące. Na szczęście na czteropokojowe mieszkania spółdzielnia nie miała wielu chętnych  i były jeszcze wolne mieszkania. Blok był dość mały, nie był wieżowcem, miał tylko cztery piętra, ale mimo tego posiadał windę i było w nim jeszcze 6 mieszkań, w tym dwa na trzecim piętrze. Gdy Ela usłyszała jaka będzie dopłata to była gotowa zrezygnować natychmiast, ale Jacek powiedział- zaczekaj, podejdziemy tam i zobaczymy wpierw  te mieszkania. Poprosił urzędniczkę wpierw o plan jednego z mieszkań na trzecim piętrze, potem poszli obejrzeć to mieszkanie. 

W bloku już trwały  prace wykończeniowe. Kierownik robót skrzywił się co prawda na ich widok, ale  widząc, że mają plan mieszkania z pieczątką spółdzielni osobiście ich  poprowadził do tego konkretnego mieszkania.  Ela całkiem przytomnie  zapytała się kierownika robót, czy wszystkie mieszkania mają taki sam rozkład i okazało się, że w tym bloku są też mieszkania trzypokojowe o niewiele  mniejszym metrażu niż te czteropokojowe - mają po prostu dużo większą kuchnię, taką samą łazienkę z  WC jak te 4 pokojowe i osobne WC z umywalką. Właściwie to były one lepsze niż te czteropokojowe.  Za to nie miały, w przeciwieństwie do czteropokojowych mieszkań  balkonu. No i lepiej, stwierdziła Ela, nie będziemy musieli walczyć z wszechobecnymi w mieście  gołębiami. A mógłby mi pan  napisać oznaczenie tego mieszkania? Bo jeśli jeszcze nie ma na nie podpisanej umowy to my byśmy je  wzięli. Jacek wyciągnął "stówę" w kierunku pana kierownika, a ten powiedział - momencik, to lepiej by państwo wzięli to mieszkanie obok - też takie trzypokojowe , ale kuchnia jest po północno - wschodniej  stronie budynku, to lepsze niż tamto, w którym kuchnia jest po stronie południowo-zachodniej. Szybciutko wyciągnął z kieszeni mały kartonik  i na nim wykaligrafował oznaczenie tego mieszkania. Jacek oczywiście przytaknął, że oczywiście ma rację, popytał jak idą prace i czy naprawdę skończą w terminie, przepytał czy zawsze tu jest pan kierownik, bo może nie byłoby głupio  gdyby jeszcze  raz tu wpadli, pomierzyli sobie dokładnie mieszkanie, bo przecież czasem i centymetr robi różnicę bo chcieliby mebelki  wcześniej zamówić, pan kierownik podał  na siebie  namiary i odprowadzeni przez pana kierownika  aż na parter opuścili budynek.

Jacek, ale ja nie mam tyle gotówki, musiałabym wziąć kredyt z banku. Eluniu, czyżbyś zapomniała, że masz męża? Od soboty już nie jest "ja", tylko "my." Weźmiesz pożyczkę, ale nie z banku ale z zakładu pracy. Bo się bardziej opłaca. Nie ma odsetek. I to też jest  jedna z wymiernych korzyści pracy u Wojtka.  Spłacimy ją bez problemu. 

Kochanie, ja nie idę na bezrobocie, ja idę na emeryturę, do której zawsze mogę dorobić zatrudniając się gdzieś na pół etatu. Poza tym ja nie jestem bez  zawodu, ja jestem elektronikiem i w tej branży mogę jeszcze popracować. Pożyczkę dostaniesz niemal na "dzień dobry", o co zadba twój szef. No i jak? bierzemy to mieszkanie czy wolisz zrezygnować?  Podoba mi się to mieszkanie, w kuchni będzie można swobodnie jeść bez potrącania się talerzami lub bez noszenia wszystkiego do dużego pokoju. I fajna jest ta łazienka. No więc? Idziemy rezerwować to wskazane przez faceta  mieszkanie? W spółdzielni pani się nieco zdziwiła, ale w końcu podpisali umowę wstępną. 

Teraz Jacek zatelefonował do Wojtka, mówiąc tylko, że muszą porozmawiać, bo coś się wydarzyło i żeby Wojtek wybrał albo  spotkanie w  jakiejś restauracji na obiedzie albo obiado-kolację u nich w domu. Oczywiście Wojtek wybrał spotkanie wieczorne u nich w domu a Jacek już się cieszył na myśl, jak to jego przyjaciel będzie się wściekał pokonując dwie pary drzwi wejściowych domofonem.

Pilnego załatwienia wymagała jeszcze sprawa drugiej części urlopu Eli.  Ela pojechała do swego biura, wzięła pozostałe dwa tygodnie urlopu, w kadrach zmieniła swój status i na razie  nic nie mówiła na temat swego odejścia z pracy.

Potem jeszcze zrobili zakupy na ową obiado- kolację. Gdy  powiedziała, że na kolację będzie pieczona polędwica wołowa  z kaszą perłową na ostro i z rodzynkami, Jackowi nieco opadła szczęka. Nigdy czegoś takiego nie jadłem - stwierdził. No to masz okazję. Jak raz zjesz to się w tym daniu zakochasz. Do tego zrobię sałatkę  trójkolorową. Czy Wojtek jada  paprykę? Nie wiem - ja z nim za często nie jadałem. No nic, to zrobię dwie różne surówki. Ja ci kochanie we wszystkim pomogę, tylko mi powiesz  co mam robić. No pewnie, że ci powiem, głównie będziesz kroił dość drobno  paprykę. I pamiętaj, żebyśmy jeszcze  fetę kupili, taki słony bułgarski ser. A do czego ten ser? No właśnie  do tej sałatki. Ser do sałatki? 

I rzeczywiście Wojtek nieźle się  zeźlił tym podwójnym domofonem.  Ela się śmiała, bo w tym bloku mieszkało wielu wojskowych a ten podwójny domofon to wymyślili panowie z tak zwanej Rady Domu, składającej się z samych mocno starych wojskowych. Rada Domu miała całą masę pomysłów "od czuba" , na szczęście większość ich pomysłów była negowana przez Spółdzielnię.

Danie zaserwowane przez Elę zostało nie tyle zjedzone co pożarte niemal całkowicie. W trójkę zjedli ponad kilogram polędwicy wołowej, a kasza perłowa na sypko podana  na ostro, ale i z rodzynkami też zrobiła furorę.  Sałatka bułgarska też migiem zniknęła.

O Boże, jęknął Wojtek, jak ta twoja żona super gotuje! Czuję, że się będę do was wciąż wpraszał na obiady. Ela, dasz mi przepis? Czy to może zbyt skomplikowane na męski mózg? Tu duże  znaczenie ma  rodzaj mięsa i sposób jego przygotowania i trzeba mieć pomocnika do krojenia warzywek. To była polędwica wołowa. Ale to nic skomplikowanego. Mam w repertuarze kilka  dość ciekawych przepisów, a ty, jako przyjaciel Jacka  zawsze możesz wpadać do nas na jakieś papu. Ja nawet lubię gotować, zwłaszcza coś nietypowego dla polskiej kuchni.

Następnym razem zrobię wam nadziewane kotlety mielone, ciekawa jestem czy wam przypadną do gustu. 

Przy kawie i lodach z malinami Wojtek nieco "oprzytomniał" i zwrócił się  do Jacka- mówiłeś, że coś się wydarzyło, szczęściarzu, czyżbyś miał zostać biologicznym ojcem? No co ty, nie zdążyłbym wychować. Namówiłem Elę, żebyś z nią  dokładnie omówił, o ile jeszcze jesteś  tym zainteresowany, jej pracę u Ciebie. Ale nic nie ma darmo- ceną jest załatwienie jej pożyczki mieszkaniowej w kasie zapomogowo-pożyczkowej. Byliśmy dziś w spółdzielni, chcemy jednak zmienić to mieszkanie a w rozliczeniu dajemy to  i dopłatę. Ja mam forsę na lokacie jeszcze przez rok. To jest jedna sprawa. Druga - masz jakieś kontakty by można szybko wszcząć sprawę o usynowienie  Konrada?  

Elu, naprawdę byś zaczęła u mnie pracować? No to możemy się jutro spotkać u mnie w gabinecie. W Biurze przepustek będzie na Ciebie czekać od godz, 11,00 przepustka imienna. Jacek wejdzie jeszcze na swojej służbowej. Byłoby miło gdybyś dotarła do mnie tak około 12,00.

Co do byłego Eli - zaczniemy poszukiwania.  Najlepiej byłoby znaleźć go tam na miejscu i łagodną perswazją mu wytłumaczyć, że powinien podpisać zgodę na adopcję Konrada. Można też zacząć działać dwutorowo - przekonać dziadków, żeby wycofali swe poręczenie. Za kilka dni będę coś więcej mógł o tym powiedzieć. Przepraszam cię  Elu, ale straszliwy dupek z tego facecika. To trzeba nie mieć rozumu i oczu, żeby  zostawić taką kobietę i dziecko.

Powiem ci, Wojtku, że teraz to jestem mu wdzięczna, za to, że mnie porzucił. Głupio to brzmi, ale tak jest. Poza tym staram się do wszystkiego co mnie spotyka  w życiu podchodzić już nieco spokojniej- zakładam, że co mnie nie zabije to mnie wzmocni, czegoś mnie nauczy. Przeczytałam wtedy mnóstwo mądrych książek, byłam nawet u psychologa by dowiedzieć się jak w tym układzie wychowywać Konrada.  On się przez jakiś czas bał, że ja też zniknę z jego życia. I wcale mu się nie dziwię - odszedł tata to może i mama odejść. I teraz, gdy widzę jego uwielbienie dla Jacka, jestem potrójnie wściekła na byłego, głównie za to, że ani razu nie napisał do własnego dziecka.  Nawet nie macie pojęcia ile razy musiałam się ugryźć w język by nie powiedzieć czegoś brzydkiego o nim  przy dziecku. Czym prędzej zmieniłam meble w mieszkaniu, nieco je przemeblowałam, wszystko w ramach zacierania pamięci Radka o ojcu. Wiesz Wojtku, był taki moment, gdy zamarłam gdy Jacek powiedział Radkowi, że mnie kocha, a ten się go zapytał, czy my sypiamy ze sobą- nie byłam pewna co Jacek  powie i omal go nie ucałowałam za to, że przyznał się dzieciakowi, że ze sobą sypiamy. I tak ładnie powiedział, że owo sypianie jest cielesnym wyrazem uczuć między mężczyzną a kobietą. Bo ja starałam się zawsze odpowiadać na wszystkie pytania Radka zgodnie z prawdą, żadnych bajek o bocianie lub kapuście. A teraz będzie mnie w tym wyręczał Jacek. Jak na dwunastolatka to Radek jest chyba jeszcze dość dziecinny, ale  widzę, że teraz zaczyna się zmieniać. Z jednej strony nadrabia czas, gdy nie miał przy sobie ojca, bardzo mu brakowało ojca i teraz gdy widzę jak się tuli do Jacka to aż mi łzy do oczu napływają, nie z zazdrości, ale  z żalu, że przez 5 lat nie było przy nim ojca, wzorca który mógłby powielać. A teraz moje dziecko ma wreszcie wspaniałego tatę a na dodatek fajnego wujka, który go traktuje poważnie a nie jak głupiego dzieciaka.

Wojtek siedział na sofie "po turecku", wpatrzony w Elę przytuloną do Jacka. Och, nawet nie macie pojęcia jak ja wam zazdroszczę! Wszystkiego wam zazdroszczę. Nie  wiem Elu, czy wiesz, ale on mi opowiadał o tobie jeszcze w kwietniu, jęcząc, że jest zakochany w kobiecie, którą zobaczył na zdjęciu u sąsiadów. Oczywiście powiedziałem mu, że zwariował. Potem ty byłaś z Radkiem tam 1 maja i śledził cię z ukrycia, udając, że  go wcale tam nie ma. No i wtedy już przepadł całkiem, a na dodatek twoja mama zyskała w nim pilnego słuchacza i ciągle jemu o tobie opowiadała. Potem twój tata przywiózł Radka i część uczuć z  ciebie  przeniósł na Radka. Pierwszy raz w  życiu zainteresowało go jakieś dziecko, no bo to było twoje dziecko, a nie jakieś dziecko. Potem łaził za tobą po lesie, bo się bał żebyś nie  zabłądziła albo sobie  nogi nie skręciła, albo żeby cię dzik nie pogonił albo jakiś miejscowy drań nie  skrzywdził i codziennie o tobie  słyszałem, niestety same zachwyty. Strasznie mnie namęczył nim się zdecydował wreszcie  ujawnić. A ile ci zdjęć porobił z ukrycia - Ela sama, Ela z synkiem, Ela je, Ela na leżaku, Ela w kostiumie, Ela w dżinsach, Ela z rodzicami.A jak już wreszcie ośmielił się i zaczął z tobą rozmawiać to ciągle  słyszałem jaka jesteś mądra, cudowna itp. A najgorsze, że to wszystko jest prawdą i budzi moją zazdrość ale jednocześnie się cieszę, bo kocham go jak brata, którego oczywiście nie mam. Ale mam siostrę.I to dużo młodszą. Ja mu się wcale nie dziwię, gdybym był na jego miejscu też bym się zakochał. No a potem umierał ze strachu, że go odrzucisz bo za stary. Ela spoglądała na Jacka, który tylko głową kiwał a w końcu się odezwał - prosiak z ciebie Wojtusiu, że to wszystko mówisz, no ale to prawda, nie wyprę się tego. Trafiła mnie i zatopiła. Kocham ją i to bardzo. I chciałbym byś ty też znalazł kobietę swego życia. No przecież próbowałem, ale mi się nie udało- odpowiedział Wojtek. No to zacznij szukać w innej grupie wiekowej, sporo jest naprawdę mądrych i ładnych babek tuż po czterdziestce, te mocno poniżej trzydziestki mają za mało mądrości życiowej - doradził Jacek. Nie  żebym ci wypominał wiek, ale jesteś ode mnie starszy.




czwartek, 14 stycznia 2021

Fatamorgana VII

 I tak jak przewidywał Wojtek w 10 minut później do restauracji zaczęli napływać goście- w progu witali ich Ela i Jacek. Konrad  już wcześniej zajął miejsce strategiczne obok fotela, na którym miał siedzieć, jego zdaniem,  Jacek.

Gdy już wszyscy pozajmowali miejsca na salę wjechały  stoliki z zimnymi zupami, jako że był upał. Do wyboru był tradycyjny  polski chłodnik oraz hiszpańskie gazpacho.Kelnerzy musieli niektórym tłumaczyć czym się różni jeden chłodnik od  drugiego. Dobrze, że mieli na dolnych blatach stolików dodatkowe talerze, bo wiele osób miało ochotę na obydwa.

W pewnej chwili Konrad powiedział  do Jacka - tata, jestem tu jedynym dzieckiem! Jacek rozejrzał się dookoła  i stwierdził- przecież ci mówiłem, że nam wystarczy tylko jedno dziecko - ty i cmoknął czule synka w czubek głowy.

Kelnerzy bardzo sprawnie uprzątnęli już wykorzystane talerze, na stole stanęły butelki z dwoma rodzajami wina a do sali wjechało na stolikach drugie danie, na każdym stoliku były trzy rodzaje mięsa: pieczony indyk, polędwica wołowa po nelsońsku oraz pieczony schab. 

Wojtek w tym momencie  wstał i powiedział- "kochani, celowo zamówiłem tylko jeden rodzaj  zieleniny, czyli zieloną sałatę, bo jak wyczytałem w mądrym poradniku jest to najczęściej  zamawiana i lubiana przez wszystkich  zielenina, ale jeśli komuś nie pasuje to proszę by sobie  zamówił u kelnera inną zieloność". Ela z trudem utrzymała powagę by nie parsknąć śmiechem.  I nie był to jedyny  zabawny moment. Gdy  już zjedzono drugie  danie a na stolikach zaczęły wjeżdżać do sali desery czyli po dwa różne torty, melba, lody oraz drobne kruche ciastka Wojtek znów wstał i powiedział - krojenia tortu nie ma, bo państwo młodzi wyrażali się o tej tradycji negatywnie, więc zamiast tortu typu wieża Eiffla są chyba dwa różne torty, do wyboru no i jak widzicie wina też różne.

Gdy już kelnerzy zaspokoili życzenia gości względem "słodkości"  Jacek poczuł się w obowiązku wygłosić kilka słów- podziękował wszystkim za przybycie i za to, że mógł z nimi dzielić ten najszczęśliwszy jak dotąd dzień w swym życiu, Eli podziękował za to, że zgodziła się być jego żoną, Konradowi za to, że pozwolił by został jego ojcem, potem wszystkim przyjaciołom za lata wspólnej pracy, w której wszak bywało różnie, czasem  nawet wesoło a czasem nie za bardzo, Wojtkowi za te wszystkie lata naprawdę prawdziwej przyjaźni, która przetrzymała i nadal przetrzymuje wszystko, nawet to, że odchodzi z pracy. Ledwo Jacek skończył i ucichły brawa, Konrad wstał i lekko zacinając się powiedział - a ja ci dziękuję tato za to, że jesteś. Dostał huczne  brawa, które  pewnie ledwie do niego dotarły, bo utonął wpierw w uścisku Jacka, potem Eli  a na końcu Wojtka. Zrobiło się nieco ckliwie, mocno rodzinnie a ojciec Eli znów narzekał na katar. Potem namiętni palacze wylegli do kawiarnianego ogródka by nie zatruwać tych nielicznych niepalących. 

Jacek skorzystał  z chwili przerwy i odciągnął na bok Wojtka, by z nim porozmawiać o stronie  finansowej tego całego przedsięwzięcia, ale został wyśmiany - ty bracie to chyba  zgłupiałeś przez ten ożenek - to jest prezent od nas wszystkich - zamiast kwiatów, kolejnych trzech żelazek lub kompletów sztućców. A że ktoś to musiał wszystko koordynować to padło na mnie, bo przecież wszyscy wiedzą, że się przyjaźnimy od lat, nawet gdy niemal się tłuczemy bo jesteśmy na siebie  wściekli. Twoi teściowie też się do tego dołożyli a poza tym jak sam widziałeś nie było tu nic a nic ekstrawaganckiego czy ekstra drogiego. Więc odpuść - dobrze? Namów tylko Elę na pracę u nas. Ja już zaczynam pomału tego nie ogarniać, muszę kogoś wybrać  na twoje miejsce, te pindy sekretarki z roku na rok głupsze, a niby coraz lepiej wykształcone. A ja już robiłem wywiad o Eli i wiem, że twoja pani to wszystko raz dwa ogarnie i zorganizuje mi życie. A dzieciak ci się udał- jest super. Trzeba będzie zacząć akcję w sądzie, bo nie jest to szybka sprawa. Dobrze, że  rodzice tego bubka przejęli jego obowiązek alimentacyjny, to nam ułatwi sprawę. Ale chyba znowu trzeba będzie tego gościa szukać. Gdzie Ela takiego debila wytrzasnęła? Nie wiem, nie mam pojęcia, zresztą nie jest to temat na rozmowy kochanków - więc nie pytałem odparł Jacek. Powiedziała mi tylko, że wymazała go ze swej pamięci kompletnie, a Konrad wcale go nie wspomina, choć wtedy gdy ten drań ich opuszczał to już miał siedem lat. Ela zaraz po rozwodzie zmieniła mieszkanie co też  może  miało znaczenie, by  mały szybko zapomniał o takim ojcu. 

Wojtek wyszedł do ogródka i głośno  powiedział- kochani, torty jeszcze  są, zjadajcie , albo  bierzcie do  domu. Tyle  żeście tu nakopcili, że chyba wszystkie liście z żywopłotu opadną. Kawa, herbata, zimne napoje i wino jeszcze są.  W niecałą godzinę później przyjęcie się skończyło. Wojtek podszedł do Eli i Jacka i zapytał- to dokąd mam was odwieźć ? do wiochy czy zostajecie na noc poślubną w Warszawie? No chyba jednak na razie musimy się z tych eleganckich  szmatek rozebrać, więc kilka najbliższych godzin zostaniemy w Warszawie powiedziała Ela. Jadąc na wieś musimy zabrać  samochód Jacka.  Samochód Jacka stoi tu na parkingu, przecież  po to Jacku, twój teść go odholował sprzed Urzędu. A moja bryka stoi w waszym garażu. No to ja siadam za kierownicę, bo nie wypiłem ani kropli wina. Ela tylko zamachała rękami- oj, już zupełnie nie mogę się połapać w tym wszystkim- straciłam kontrolę nad przebiegiem wydarzeń. Radek jedzie z nami, musi się przebrać w bardziej działkowe ciuchy. A na działkę przyjedziemy wszyscy jutro przed południem. Pożegnali się z rodzicami  i Wojtek, w charakterze kierowcy zawiózł ich do  domu. Gdy panowie wymieniali w garażu samochody Wojtek szepnął do Jacka - to będziecie musieli mieć cichą noc poślubną. Na co Jacek odpowiedział - po tylu wariackich nocach przedślubnych  jedna może być nieco spokojniejsza. Zastanawiamy się nad zmianą mieszkania, w tej samej spółdzielni, kilka ulic dalej, żeby mały miał nadal  blisko do szkoły. 

W domu omal nie popłakali się  ze śmiechu, bo przed kąpielą Konrad stanął przed lustrem i bardzo starannie się w nim oglądał , a zapytany czemu się tak starannie ogląda odpowiedział - bo ciocia Basia powiedziała, że po waszym ślubie wszystko mi się zmieni, więc oglądałem czy mi się coś zmieniło. Jacek tłumiąc śmiech powiedział- no pewnie, że ci się zmieni- nie  będziesz chodził po szkole do dziadków bo ja będę w domu. A kto będzie przychodził do mnie na wywiadówki? Oboje będziemy przychodzić - wyjaśniła mu Ela.

Gdy już Radek zasnął utulony wpierw przez Jacka a potem przez Elę, zajęli się planowaniem najbliższych dni. Ela wtulona w Jacka powiedziała - to był, a właściwie jest -mój  najpiękniejszy dzień w życiu. Nie czułam się nawet w połowie tak szczęśliwa gdy urodziłam Konrada. 

Rozliczyłeś się z Wojtkiem? Nie, bo to był prezent od tych wszystkich, którzy byli na ślubie i od twoich rodziców. Któraś z przytomnych  pań, ale nie wiem która, stwierdziła, żeby zamiast kwiatów wręczanych przy składaniu życzeń zrobić zrzutkę na wspólny z nami obiad. Jak znam życie, ta limuzyna i fotograf to inicjatywa własna Wojtka, zobaczysz ile będzie z nim wspólnych zdjęć, zupełnie jakby pięciu Wojtków z nami było a nie jeden. Tego fotografa obaj znamy ze służbowych działań, na jego zdjęciach to nawet nieboszczyk wygląda sympatycznie  i zdrowo, dla niego nie ma osób  niefotogenicznych. Istny geniusz. Autokar był służbowy, ciekawy jestem  jaki jest wpisany cel tej przejażdżki, nie wiem też gdzie tych ludzi woził, ale to nam powiedzą pewnie rodzice albo twoja kuzynka. Wiesz, tu wszyscy mają zakodowane, że nie wszystko trzeba wiedzieć, bo  wtedy dłużej i zdrowiej żyjesz. Każdy musi znać perfekt własny wycinek pracy a cudzy tylko na tyle by razem funkcjonować. Tu nie ma wścibstwa. Przyjdziesz do pracy w dresie - zero zdziwionych spojrzeń- widocznie tak a nie inaczej masz być tego dnia ubrany.  Wojtek mnie piłuje o to, byś dla niego pracowała - wie dokładnie gdzie pracujesz i co w swoim  biurze robisz, wie ,że jesteś dobrą planistką, pomijam  już milczeniem fakt, że jako kobieta też mu się podobasz, ale nie ma zwyczaju uwodzenia żon swoich kolegów i przyjaciół. Gdybyś była wolna już tonęłabyś w kwiatach i pachnidłach i była wieziona na Capri, choćby tylko na jeden dzień. Ma za sobą trzy małżeństwa z bardzo ładnymi kobietami, były niestety bez krzty  intelektu. A on jest bardzo inteligentny, więc przysłowiowe ptasie móżdżki po roku lub dwóch same prosiły o rozwód. A pracuje  chyba całą dobę. Jako szef ma jedną super zaletę - bardzo jasno precyzuje obowiązki pracownika i nie jest niesprawiedliwy.

I właściwie to mogłabyś tam pracować z dwóch powodów-dostałabyś więcej niż masz tutaj, tak na moje oko to pewnie z 50% więcej niż masz teraz a poza tym tam jest dużo różnych świadczeń socjalnych, dobre ośrodki wczasowe, obozy dla  dzieciaków. No i będziesz miała tylko jego na głowie, nikt inny ci żadnych poleceń nie wyda. A on poza tym ma zwyczaj proszenia o wszystko a nie wydawania  poleceń i wiele osób przez to wpada  w kłopoty bo nie traktuje tego jako polecenia służbowe. No to potem pierze leci. To jest mój  jedyny przyjaciel, reszta to tylko koledzy. A chyba  najbardziej nas łączy awersja do głupich ludzi.

No ale jak ja mogłam mu się spodobać jako asystentka, co on może wiedzieć o mojej inteligencji skoro zna mnie niemal tylko z widzenia? - to jakieś  niepoważne przecież- drążyła temat Ela. Kochanie moje, toż on wie, że z głupią bym się nie żenił. A że przy okazji ładna z ciebie dziewczyna to dodatkowy bonus dla mnie. Chodź już spatuniać, to był długi dzień, a ja jakiś niedopieszczony znów jestem, jakoś nie umiem się przytulać do ciebie bezpłciowo.

Rano, gdy się  Ela ocknęła, ze zdumieniem  stwierdziła, że jest w łóżku sama a z kuchni dochodzą stłumione chichoty Radka. Zerknęła na zegarek i aż jęknęła- dochodziła  już dziesiąta. Zwlokła się z łóżka i w koszuli nocnej powędrowała do kuchni, gdzie Jacek i Konrad kończyli już śniadanie. A czemu mnie nie obudziliście tylko sami się najadacie? Ja też jestem głodna. No chyba nie za bardzo jesteś głodna, skoro dopiero teraz się obudziłaś- śmiał się Jacek. Za kilka minut dostaniesz świeżutki rogalik , zaraz zacznie się rumienić. Do wyboru masz krem czekoladowy, dżem morelowy, lub tylko masło. A skąd te rogaliki? Z zamrażarki, znalazłem je w zamrażarce, sprawdziłem datę, że jeszcze ważne więc je zrobiliśmy. Ojej, zupełnie o nich zapomniałam, kupiłam je przed urlopem, żeby były jako rezerwa. Tyle  się ostatnio dzieje, że się nie mogę pozbierać z tym wszystkim. Wiecie, że to nasze pierwsze rodzinne śniadanie? Na tę okoliczność zrobię sobie czekoladę na gorąco. Chcecie także? Oj fajnie, ucieszył się Konrad. Jacek się lekko skrzywił, ale gdy wyczytał, że to nie mleczna tylko gorzka czekolada zgodził się mówiąc - nie będę  się wyróżniał.

Po śniadaniu  zapakowali samochód i ruszyli na działkę. 

                                                              c.d.n.

Fatamorgana-VI

 Dziesięć dni to dla jednych bardzo mało, dla innych "fura" czasu. Oczywiście ta fura czasu to jest dla facetów, no bo cóż to  szykowanie się do ślubu. Narzuci na grzbiet garnitur, nieco staranniej się ogoli, buty doczyści i można iść do urzędu. Nie ma problemu jak się uczesać, nie ma problemu z makijażem, nie musi przymierzyć 10 sukienek ani 50 par butów.

Jeden dzień Jacek i Ela przeznaczyli na zakupy "ślubne". Wzięli ze sobą na zakupy Radka. Radkowi kupili popielate spodnie, białą koszule i  zamiast marynarki ozdobną  kamizelkę- w dwóch odcieniach perłowych- jasnym i ciemnym. Do tego udało się dobrać rozmiarem szpanerskie adidasy, biało-srebrne. Skręcało ich oboje nieco ze śmiechu, gdy z wielką powagą, ale przynajmniej bez protestów wszystko przymierzał i przeglądał się w lustrze. To co powiedziała na temat ubioru Ela nie było istotne - ważne było co powiedział tata.

Ela wynalazła dla siebie sukienkę z materiału opalizującego- mieniła się na bledziutki róż i jasno popielaty. Była dopasowana do figury, co zachwyciło Jacka i miała głęboki dekolt na plecach i bardzo nieduży z przodu, stanik był wrobiony w sukienkę. Głębokość dekoltu z tyłu nieco Jacka  drażniła, w końcu mu wytłumaczyła, że ona woli żeby oglądali jej plecy niż biust. No a że dochodzi aż do talii?  No to jest przyzwoity, gdyby schodził poniżej talii byłby prowokujący.Zresztą poniżej łopatek bardzo się zwęża.

Jacek zgodził się na jasno-popielaty garnitur i takiż krawat. Trochę było kłopotu z  butami, ale chyba  już w trzecim komisie dopadł całkiem  pasujące kolorystycznie i, ku jego wielkiemu zdziwieniu- wygodne.  Ponieważ tak naprawdę nie było wiadomo czy aby na pewno będzie upał w tym dniu, Ela kupiła jeszcze  żakiet - na odmianę żakardowy, tkany w jaśniejsze i ciemniejsze lilie burbońskie. Szpilki, jedyne które z przymierzonych kilkudziesięciu par były dobre  rozmiarem i wygodne, były w kolorze fuksji. Torebki nie kupowała, twierdząc, że skoro garnitur  Jacka ma kieszenie, to ona nie widzi potrzeby kupowania torebki, która w trakcie tej uroczystości tylko by przeszkadzała.

Kryzys nastąpił gdy Jacek stwierdził, że przecież trzeba kupić obrączki. A po co nam obrączki, zwłaszcza złote? - zapytała Ela. Nie lubię złota, noszę tylko srebro albo miedź. No to zobaczmy w takim razie jakieś obrączki z  białego złota, nalegał Jacek. Albo z platyny. Platyna o tyle dobra, że nie trzeba jej zdejmować do mycia - podobno. A będziesz ją nosił? 80 procent  mężczyzn nie nosi obrączek, z czego by nie były. Tłumaczą to głównie tym, że przez stawy paliczkowe obrączka ledwo im przechodzi, a potem już na swym miejscu im odstaje na palcu i o wszystko nią zahaczają. Mąż mojej koleżanki omal palca nie stracił przez to. Jacuniu, małżeństwo to nie obrączka, to cały zespół zachowań i poglądów. Obrączka w niczym niektórym nie przeszkadza, na przykład w podrywaniu dziewczyn czy wręcz w zdradzaniu żony. Mój były nawet na naszej sprawie rozwodowej paradował w naszej obrączce ślubnej. Ja mu swoją zwróciłam w chwili gdy powiedział, że wnosi pozew. 

Ale chciałbym ci kupić jakiś ładny pierścionek, tak na pamiątkę tego dnia, marudził Jacek. No dobrze, to podjedźmy do Orno, na pewno będą mieli coś ładnego, odpowiedniego na ten dzień. A może nawet będzie  jakiś komplet - pierścionek i  bransoletka. Oni mają też obrączki srebrne. Umówmy się, że kupisz mi to, co mi się spodoba, niezależnie od tego co to będzie. No dobrze.  Jacek, kocham cię i wtedy kiedy mi nic nie kupujesz, wiesz? Kocham cię za to, że po prostu jesteś. Cały ten dialog toczył się przy Konradzie, który szybko powiedział- tato, ja też cię kocham za to, że jesteś. A wzruszony Jacek szybko go do siebie przygarnął i mocno przytulił. Tata i jeszcze coś muszę ci powiedzieć- ogromnie nie lubię  swego imienia- i Konrad mi się nie podoba i Radek też nie. Wiesz synku, gdy będziemy już z mamą po ślubie wystąpię do sądu z wnioskiem bym mógł cię usynowić- wtedy będziesz miał moje nazwisko  no to i imię wtedy zmienimy, Dostaniesz  nową metrykę, już ze zmienionym imieniem i nazwiskiem, Tylko pomyśl nad tym jakie  chciałbyś mieć imię. Może razem z tobą i mamą, w trójkę , razem coś wybierzemy. I nagle,  na środku  stołecznej ulicy Konrad odtańczył indiański taniec radości, a Eli zwilgotniały oczy.

Wszystkie  zakupy zawieźli do mieszkania Eli . Po drodze kupili lody i Ela zrobiła kawę dla Jacka i siebie i kakao z bitą śmietaną dla Radka. Radek był zachwycony nowym kaloryferem, wysłuchał opowieści o tym jak to Jacek odkrył przyczynę nie rozkładania się sofy.  Tata, a ty będziesz po wakacjach mieszkał tu z nami? Oczywiście synku, rodzina zawsze mieszka razem a przecież za kilka dni będziemy oficjalnie, urzędowo rodziną. Nie mam zamiaru siedzieć bez was na wsi. Tata, a mogę posiedzieć u ciebie na kolanach? No to chyba jasne synku,że możesz. I dwunastolatek niczym całkiem małe dziecko usiadł Jackowi na kolanach i mocno się do niego przytulił. Ela szybko wyszła  do łazienki, by ukryć cisnące się do oczu łzy. Nie zdawała sobie sprawy jak bardzo chłopcu brakowało ojca. Ojca,  a nie faceta, który ją i dziecko porzucił.

Ostatnie dwa dni przed  ślubem  przyjechali do Warszawy. Rzutem na taśmę Jackowi udało się namówić Elę na obrączki z platyny. Wybrała model bez diamencików a jubiler namówił ją by na powierzchni obrączek, a nie wewnątrz, wygrawerować imiona i datę ślubu. Będzie przynajmniej nietypowo. Ela cały cas miała nieodparte wrażenie, że za jej  plecami trwa  jakiś spisek.Nie chciała żadnego wielkiego przyjęcia ani hucznego wesela, ot obiad w restauracji. Ona już raz miała huczne wesele z tłumem gości, śpiewem, tańcem i litrami alkoholu.

W sobotę, zgodnie  z tym co powiedziała urzędniczka  podjechali pod  USC tak by być 20 minut przed godziną ślubu. Jej rodzice już byli, kuzynka świadek też i oraz szef-przyjaciel Jacka w roli świadka. W pewnej chwili podszedł do Jacka ojciec Eli i powiedział- daj mi kluczyki, muszę twój samochód przestawić i jakoś dziwnie spojrzał na Jacka. A co się stało- zainteresowała się Ela- nic, tylko w złym miejscu stoi, chyba mandat wam nie jest potrzebny. Jacek uśmiechnął się i powiedział - to pewnie z wrażenia, bo nie  zauważyłem tam znaku zakazu  parkowania.  Ela zauważyła, że w sąsiedniej salce robi się coraz tłoczniej zobaczyła tam kilka znajomych osób, które zaprosiła na ślub ale były też osoby jej nieznane. Jacek - tam jest cała masa nieznanych osób, pewnie drugi ślub jest zaraz po naszym. Hm, ja tam widzę trochę znanych mi twarzy, tylko że nie przypominam sobie, bym ich zapraszał.

W tej chwili urzędniczka wyszła z zaplecza i poprosiła Elę , Jacka, świadków i gości o przejście do sali ślubów. Ela obejrzała się i omal się nie przewróciła z wrażenia-  wszyscy z tej salki walili do sali ślubów.  Jacku, tu  chyba  cała Twoja firma  przyjechała- szepnęła. Jacek obejrzał się - ale ja zaprosiłem tylko kilku bliskich kumpli z żonami. To sprawka Wojtka, nie moja. On cię ogromnie polubił. Po odczytaniu formułki, odebraniu przysięgi małżeńskiej i złożeniu podpisów do biurka przy którym podpisywali dokumenty podszedł nieco stremowany Konrad i dość głośno powiedział: mamo, tato, oto obrączki na dowód, że jesteście małżonkami i podał im ozdobną tackę z ich obrączkami. Jacek wziął obrączkę Eli i delikatnie wsunął jej na palec, Ela wzięła jego obrączkę i też wsunęła mu na palec. Potem każde  z nich podziękowało Konradowi i ucałowało go. 

Teraz  znów zabrała głos  pani "od ślubów" i zaprosiła wszystkich do następnej sali na toast za zdrowie młodej pary.

Oboje z Jackiem byli zaskoczeni, bo za nimi ruszył dość spory tłumek, jak nic było z 50 osób. No to teraz wznieśmy toast a potem składamy nowożeńcom życzenia- Wojtek dyrygował tłumkiem. Konrad cały czas stał obok Eli i Jacka  i każdy się zachwycał,  jakiego fajnego syna mają. Wśród składających przeważała płeć brzydka i każdy się Eli przedstawiał, cmokał w rękę a potem był "niedźwiedź - buźka" z Jackiem i na dodatek każdy obściskiwał  Konrada. Gdy już wszyscy znajomi i krewni  złożyli życzenia ostatni objął ich troje Wojtek - kochani - zazdroszczę wam i życzę byście zawsze trwali razem, bez względu na okoliczności. A na Elę w dalszym ciągu czekam, nawet już gabinet urządziłem. Jacek, namów swą żonę, bądź prawdziwym przyjacielem. No to idziemy, zaczekajcie  moment-tylko podziękuję  pani urzędniczce i wezmę wasze akty ślubu.

Gdy wyszli przed budynek obojgu oczy wyszły na wierzch - przed urzędem stała biała ślubna limuzyna z kierowcą, obok kręcił się fotograf. Nie było w pobliżu ani samochodu Jacka, ani rodziców Eli i całego tłumiku, który składał im życzenia.

Wsiadajcie, jedziemy teraz na przejażdżkę po Warszawie i na sesję zdjęciową. A z rodzicami spotkamy się na obiedzie w Wilanowie. Elu, wyglądasz niesamowicie pięknie. Proponuję byśmy  przeszli na ty, żono mego najlepszego pod słońcem przyjaciela. I macie bajecznego wręcz synka, Możesz mi mówić wujku synu, ja mam na imię Wojtek, a ty? Na razie mam na imię Konrad - cicho powiedział nieco zaskoczony Radek. A czy ty wiesz, że Konrad to imię, które  zna każde dziecko z polskiej literatury?   Konrad Wallenrod, będziesz się o nim uczył. I to już niedługo.

Przejażdżka po Warszawie trwała prawie trzy godziny. Wysiadali w wielu  miejscach, fotograf jak oszalały pstrykał zdjęcia. Po drodze Wojtek "urabiał" Elę, tłumaczył czego oczekuje od swej asystentki i co chwilę powtarzał- Jacek, namów swą żonę- będzie zarabiała znacznie lepiej niż tu, gdzie teraz pracuje i tylko mnie  będzie miała  nad sobą. To jakby miała pułk wojska nad sobą, wiesz? - śmiał się Jacek. Ty jesteś pracoholik musiałaby ci też robić grafiki na noc. No co ja zrobię, że żony nie mam- żalił się Wojtek. Wojtek, a nie wiesz  czasem gdzie jest mój samochód? Wiem, twój teść go odholował do garażu. Masz  fajnych teściów chłopie,  potrafią dotrzymać tajemnicy. No właśnie - cały czas miałam wrażenie, że ktoś tu coś  knuje- powiedziała Ela. Za bardzo się ze mną we wszystkim zgadzali, to mi wyglądało dziwnie. No ale ze mną dogadali się znakomicie- śmiał się Wojtek.  I bardzo szybko. A żebyś ty Elu słyszała jak się oni zachwycają Jackiem - aż zazdrość człowieka ogarnia- jaki mądry, jaki kulturalny, jak zaradny i jak pokochał Konrada.Ty masz cudownych rodziców a Jacek fajnych teściów. A do tego mam cudownego syna i tego to mi na pewno najbardziej zazdrościsz- stwierdził Jacek. Fakt - zgodził się Wojtek. W końcu zajechali do Wilanowa. Gdy wysiedli i weszli do restauracji zdziwili się, że jest pusto. No bo jest tak ustawione, że wy będziecie ich wszystkich witać za.....spojrzał na zegarek- 10 minut. Weźcie pod uwagę, że tam wsiada i wysiada nieco więcej niż 5 osób. Tamte dwa ciemno błękitne fotele to wasze miejsca. My z Konradem będziemy po obu waszych stronach, potem rodzice, a reszta gdzie kto chce i z kim chce.

                                                                        c.d.n.


 




środa, 13 stycznia 2021

Fatamorgana -V

Elżbieta  bardzo  żałowała, że droga na działkę  to było tylko 45 km do przejechania - dla niej ta droga z powodzeniem  mogla by mieć przynajmniej 450 kilometrów a najlepiej ze 4 tysiące. Była wręcz przerażona perspektywą, że wraca do pracy, że od Jacka będzie ją dzieliła ta  kosmiczna odległość 45 kilometrów. Jacek stwierdził, że są dwa rozwiązania- jedno- będą na działce i on będzie  ją codziennie rano odwoził do pracy, spędzał czas w mieście  do zakończenia jej pracy i będą  wracać na działkę. Ale nawet  najbardziej zakochana osoba przyzna, że to kiepski pomysł. Drugie rozwiązanie - Jacek opuści działkę i będzie mieszkał w jej mieszkaniu, a na weekendy będą przyjeżdżać na działkę.To było nieco lepsze rozwiązanie. Poza tym Jacek nalegał by jak  najszybciej wzięli ślub, najlepiej "teraz-zaraz". Z jakiegoś względu zależało mu by ten związek zalegalizować jeszcze przed jego odejściem z  pracy. Jeśli idzie o załatwienie terminu i szybkie wydobycie  dokumentów jego i Eli to twierdził, że to kwestia raptem 3 dni. Ela oczywiście powątpiewała, ale Jacek spojrzał na nią  nieco "z góry"- ty nawet nie masz bladego pojęcia ile spraw i w jakim tempie może załatwić  zakochany na zabój facet. No a ja jestem "trafiony, zatopiony" i wcale się tego nie wstydzę. Poza tym stary jestem i muszę się spieszyć i nie marnować ani chwili. A od teraz każdy dzień bez  ciebie to będzie dla mnie zmarnowany. Zajedziemy wpierw do was, wyładujemy to co przywieźliśmy i powiemy twoim rodzicom o naszych planach. Jeżeli będzie w domu Konrad to się od razu dowie, choć wolałbym byśmy wpierw z nim porozmawiali na osobności. Spać będziemy raczej u mnie i od razu jeden pokój będzie dla Konrada. Zaraz po ślubie spiszę testament i zrobię was oboje spadkobiercami. 

Gdy  zajechali na miejsce okazało się, że Konrad z innymi "krasnoludami" jest nad rzeczką, bo znaleźli miejsce dobre do zbudowania  "basenu portowego" i puszczania w nim łódek zrobionych  z impregnowanego papieru. Dziadkowie mieli dziś wolne od pilnowania, więc polegiwali w cieniu. Ela, niczym klasyczna nastolatka, gdy już  oboje rodzice weszli do domu, wzięła Jacka  za rękę  i powiedziała- mamy dla was nowinę- kochamy się i bierzemy ślub.  To przez panią, pani Celino- powiedział Jacek- tyle mi pani opowiadała o Eluni, że jeszcze jej  nie znając byłem zakochany w niej po uszy. A rzeczywistość to już mnie całkowicie w tym uczuciu utwierdziła. Kocham ją, zrobię wszystko by uszczęśliwić ją i Konrada. I chcę mu zastąpić ojca, którego to on właściwie nie ma. Pójdziemy teraz nad rzekę a wrócimy z nim przez las, okrężną drogą, bo chcemy z nim na ten temat porozmawiać. Matka wycałowała oboje, ojciec poklepał serdecznie  Jacka po ramieniu, powiedział, że może z pełnym  spokojem powierzyć mu córkę i wnuka, a potem się wzruszył i udawał, że dostał nagle kataru.

A potem Ela z Jackiem poszli nad rzekę- wpierw popatrzyli z góry na taplające  się przy samym brzegu dzieciaki, potem Ela zeszła na dół po Konrada. Powiedziała dwóm opiekującym się dziećmi tatusiom, że zabiera im Konrada. Idąc w stronę Jacka powiedziała dziecku, że muszą z nim porozmawiać. Konrad był trochę przestraszony i szybko powiedział - ale przecież   babcia i dziadek wiedzą, że poszedłem nad rzekę.

Wiem synku, ale chcemy z Jackiem z tobą o czymś ważnym porozmawiać. Chcesz o tym porozmawiać na spacerze, czy może wolisz np. w domu Jacka na tarasie? Radek chyba wyczuł, że szykuje się coś poważnego i powiedział- na tarasie, bo pić mi się chce. I nagle powiedział- ja przepraszam, że nie pościeliłem dziś swojego łóżka, ale nie pamiętałem, bo późno wstałem i spieszyłem się na śniadanie.  Co ty powiesz, zdziwiła się Ela, nic nie wiem o twoim nieposłanym łóżku. Ale nie sądzę by się z tego powodu zrobiła dziura w niebie. A ponieważ już dochodzili do Jacka  powiedziała- pójdziemy wpierw do ciebie, pogadamy na tarasie, bo Radkowi chce się pić. Mam nadzieję, że jeszcze masz ten sok z czarnej porzeczki?  Jacek "przybił piątkę" z Radkiem i ruszyli w stronę domu. 

W domu wpierw zahaczyli o kuchnię, w tym czasie Radek dostał bojowe zadanie przetarcia na mokro stołu i rozwinięcia  nad nim markizy, co bardzo lubił robić oraz wydobycie  ze schowka poduszek na ławę i krzesełka. W tym czasie Jacek szykował porzeczkową lemoniadę i wyciągnął pozostałą część maleńkich ciasteczek - serduszek. Ela oczywiście w mig doceniła całość. 

Gdy wreszcie usiedli przy stole na tarasie, a Radek pochłonął pierwszą szklankę napoju, Jacek zapytał  Radka czy bardzo kocha swą mamę. Taak-  w głosie dziecka słychać było zdziwienie. No to jest nas dwóch- bo ja też  bardzo kocham twoją mamę- powiedział Jacek. 

Radek zaczął się uważnie wpatrywać w Jacka, a ten ciągnął dalej. Kocham ją tak bardzo, że chcę by wyszła za mnie za mąż. A my oboje, twoja mama i ja kochamy z kolei ciebie i chcemy byśmy razem we troje byli jedną rodziną. Jesteś wspaniałym chłopakiem i będę naprawdę dumny i szczęśliwy, że będziemy we troje.  

I w tym momencie to "małe jeszcze dziecko" zadało pytanie - czy to znaczy, że sypiacie ze sobą? Ela aż pobladła, ale Jacek, nie spuszczając oczu z  Radka odpowiedział- tak, sypiamy ze sobą. Owo "sypianie" jak to nazwałeś, jest cielesnym wyrazem i wymiarem uczuć pomiędzy kobietą i mężczyzną. I będziecie mieli dziecko? - dociekał dalej Radek. Jacek dalej nie odrywał oczu  od Radka i odpowiedział - nie planujemy, już przecież mamy dziecko - ciebie. A weźmiecie ślub? - dalej dociekał Radek. Tak, oczywiście, weźmiemy ślub i postaramy się, by nastąpiło to jak najszybciej. To jak wtedy będę do pana mówił? Jak będziesz chciał - możesz  mi mówić po imieniu, jak do kumpla, ale możesz też mówić do mnie "tato" i będę z tego bardzo dumny. Bo awans na  twego tatę to dla mnie naprawdę powód do  dumy.  I nie będziesz mnie bił gdy coś źle zrobię? Nie Radku, nie jestem z tych co biją  słabszych od siebie, czyli kobiety i dzieci. A skąd ci to przyszło do głowy? Bo drugi ojciec Marka zlał go pasem gdy mu Marek wgniótł drewnianym pudełkiem karoserię nad kołem. I Marek miał na tyłku ślad od sprzączki, pokazywał nam. To straszne Radku, przerażasz mnie. Nigdy nie zrozumiem jak można uderzyć dziecko. Bo Marek zrobił to ojcu na złość, ojciec nie chciał go puścić na boisko- wyjaśnił Radek

Jacek ciężko westchnął - posłuchaj  Radku- bycie dorosłym niesie za sobą wiele ciężkich chwil- każdy z nas ma pracę, czasem  bardzo męczącą, każdy ma wydatki, a wychowanie dziecka wcale nie jest proste. Nie można dziecku pozwalać na wszystko, zresztą każdy z nas dorosłych nie może robić wszystkiego co mu do głowy wpadnie. Wszyscy działamy w  jakichś ramach- wyznaczonych przez prawo lub zwyczaje. Jeśli mama lub ja będziemy ci czegoś  zabraniać, zawsze będziemy ci tłumaczyć dlaczego czegoś nie pozwalamy, nie będzie to z gatunku "nie bo nie". I mam do ciebie jedną prośbę - nie ukrywaj niczego przed nami - możesz zawsze nam powiedzieć wszystko co cię dręczy, co sprawia ci trudność lub wprowadza zamęt w głowie. Oboje jesteśmy po to, by cię bezboleśnie wprowadzić w świat dorosłych. W dobrej rodzinie nie ma tematów na które się nie rozmawia i my chcemy być właśnie taką rodziną. Odpowiada ci to? Tak tato, odpowiada. Czy już teraz mogę ci mówić "tata"? Oczywiście możesz, naprawdę jestem z tego dumny. 

Mamuś, głodny jestem, pójdę do babci. A czy mogę o wszystkim opowiedzieć babci i dziadkowi? No jasne,  chórem odpowiedzieli Ela i  Jacek.

Gdy Radek biegiem pożeglował do domu dziadków Ela przytuliła się do Jacka i powiedziała- byłeś po prostu wspaniały. No normalnie zatkało mnie gdy się spytał czy sypiamy ze sobą. 

Widziałem, nie tylko cię zatkało, ty po prostu pobladłaś - zaśmiał się Jacek. Ciekawy jestem jak Celinka przyjmie tę wiadomość, mam nadzieję, że nie padnie zemdlona na podłogę -  no, jak na razie nie słychać wołania o pomoc, więc chyba nie  zemdlała - Jacek był wyraźnie we wspaniałym nastroju.

Mamy sporo spraw do załatwienia i chyba musimy jutro znów z rana ruszyć w city. Muszę teraz uruchomić swoje  kontakty, więc chyba się przejdziemy nad rzekę  bo tylko stamtąd się dodzwonię. Chcesz iść  ze mną  czy trochę poleżeć na tarasie? Jedno i drugie, szkoda mi  każdej minuty bez ciebie , ale będzie mądrzej gdy trochę jednak poleżę - ten strzemienny był naprawdę niesamowitym doznaniem. To ci zamontuję podnóżek do leżaka, będzie ci wygodniej.  Wsunę ci  leżak  bardziej w cień, chyba lepiej byś leżała w cieniu, a nie na słońcu. I osłonię cię jednak  leciutkim kocykiem.

Gdy Jacek wrócił Ela spała ukołysana szumem liści i snutymi własnymi marzeniami. Siedział przy niej, wpatrując się w nią niczym w obrazek i snując plany na najbliższe dni. Tak jak podejrzewał, jego decyzja o ożenku wywołała niejaką sensację. Każdy z poinformowanych kolegów pochwalał ten krok i każdy był rozczarowany, że jednak Jacek odejdzie z pracy. Większość z nich była już po rozwodach a nie jeden  już po dwóch. 

A szef powiedział-z uwagi na ciebie to się cieszę, ale z powodów służbowych to jestem wściekły. Bardzo mi to skomplikuje życie, nie łatwo mieć zastępcę  na którym można polegać tak jak na sobie.  Zaproś mnie na świadka, chcę poznać kobietę która cię uwiodła. 

Boję się, że umrzesz z zazdrości gdy ją poznasz. Jest ode mnie sporo młodsza, ale ma szalenie dobrze poukładane w głowie. W pewnym sensie wiesz kim ona jest, ale to właśnie zagadka dla ciebie, a ty przecież  lubisz zagadki - śmiał się Jacek. No a kiedy ten twój ślub- dopytywał się szef. Nie wiem, bo zastanawiam się który guzik nacisnąć by był najlepiej w trzy dni po złożeniu dokumentów. No to zróbmy transakcję wiązaną - przedstawisz jej mnie  zaraz po złożeniu dokumentów a ja znajdę i nacisnę odpowiedni guzik - w rewanżu weźmiesz mnie na świadka- nie odpuszczał jego najlepszy przyjaciel. Ci co mają mnie  za świadka jak dotąd nie są rozwodnikami. Ale  dlaczego mówisz, że to dla mnie zagadka? No przecież lubisz  zagadki. Mogę ci coś podpowiedzieć- Kanada pachnąca żywicą. Jak odgadniesz będziesz świadkiem.

Następnego dnia Jacek i Ela znów byli w mieście. Oboje mieli swe dokumenty w domach i złożyli je w  USC właściwym dla miejsca zamieszkania Eli. Oczywiście zaraz po wyjściu stamtąd Jacek zawiadomił o tym swego szefa i przyjaciela w jednej osobie.Wiedział, że teraz on bez trudu  rozwiąże  zagadkę, wystarczy, że  zajrzy w dokumenty złożone przez nich w Urzędzie  Stanu Cywilnego. Ela na świadka wybrała swą kuzynkę, wywołując tym krokiem 15 minut zachwytów i pytań.

Tego samego dnia dokonała się "transakcja wiązana". Jacek przedstawił Eli swego szefa i jednocześnie najlepszego, długoletniego przyjaciela.  W pewnej chwili ten powiedział - zabiera mi pani mojego najlepszego zastępcę, gdyby nie pani nie odszedł by z pracy, zostawiając mnie  na lodzie. Ale go rozumiem. Gdybym spotkał na swej drodze odpowiednią kobietę też bym odszedł w  bardziej spokojne  miejsce. Szczerze mu zazdroszczę. A zagadkę, którą mi  dałeś rozwiązałem i to bez zaglądania w wasze dokumenty- zwrócił się  do Jacka. Wiesz stary, skleroza mi za  bardzo nie  dokucza.  To panowie sobie  zadajecie  zagadki do rozwiązania?- zdziwiła się Ela. Czasami, bo obaj lubimy rozwiązywać zagadki- takie skrzywienie zawodowe- wyjaśnił szef. I od razu powiedział na czym polegała ta  zagadka i że to on szukał w Maroku jej byłego męża a znalazł go w Kanadzie. A ślub macie za 10 dni, szybciej już nie było można, godzina 10 przed południem, sobota. 

No to ja chyba wezmę drugie dwa tygodnie urlopu jeżeli szef mnie  nie zabije  albo nie wyrzuci z tej okazji- stwierdziła Ela.  Pani Elżbieto, gdyby chciał panią wyrzucić, to ja mam dla pani etat- szukam asystentki, nie sekretarki. Mówię poważnie, proszę to wziąć pod rozwagę i niekoniecznie z powodu tego, że szef chciałby  panią wyrzucić. Niech mi pani wierzy - asystentka to nie sekretarka. A fakt, że Jacek panią  wybrał na żonę jest dla mnie najlepszą rekomendacją, bo to dziwny facet- nawet miss świata by go nie  znęciła gdyby nie była bardzo inteligentną osobą. W pewnym momencie Jacek powiedział- no to zobacz jeszcze jakiego mam wspaniałego syna i wyciągnął z portfela zdjęcie Konrada z Elą. Ela była co prawda zdumiona, że Jacek ma takie zdjęcie, ale nie chciała tu dociekać skąd je ma, bo było z tego sezonu. Jacek się chwalił, że Konrad już mówi na niego "tato", a szef podsumował - wiesz stary, tak naprawdę rodzicami nie są ci co spłodzili ale ci co wychowali. I naprawdę- szczerze ci zazdroszczę i żony i syna. No i teraz to  już rozumiem czemu nie chcesz wracać do pracy- przynajmniej dopilnujesz chłopca. Też bym tak zrobił. Głupi chyba jestem - rozbiła mi pani pracę a ja się z tego cieszę!