środa, 21 kwietnia 2021

To nie takie proste -5

 Grunt to powiedzieć małolatom, że mogą  jechać lub nie jechać na wycieczkę - w sobotnie popołudnie Adam i Krzyś wydzwaniali do Wojtka by się dowiedzieć o której godzinie w niedzielę rano mają być gotowi do drogi. Wyczytali  w Przewodniku, że w niedzielę odbywają się koncerty i Adaś orzekł, że skoro tam będzie koncert, to muszą być porządnie ubrani. Ponieważ matka im powiedziała, że wystarczą na tę okoliczność czyste spodnie i czyste koszule oraz paznokcie "bez żałoby," postanowili sprawdzić prawdziwość tego twierdzenia u ojca. Mało tego, Krzyś dociekał, czy Patrycja też tak uważa. Wojtek, który sobotnie popołudnie musiał poświęcić na przeczytanie pewnych ważnych dokumentów stwierdził w końcu, że najlepiej będzie gdy chłopcy porozmawiają na ten temat z Patrycją i dusząc się  ze  śmiechu przyniósł słuchawkę Patrycji. 

Patrycja potwierdziła, że ich mama ma rację, te spodnie to mogą być również  dżinsy, byle czyste i nie  z dziurami, koszula może być z krótkim rękawem ale nie  wygnieciona i nie poplamiona, mogą być adidasy, oczywiście nie z błotem z boiska, czyste buzie, ręce i szyje a włosy zaprzyjaźnione z grzebieniem lub szczotką. Gdy odniosła słuchawkę na miejsce powiedziała - oni mnie chyba szybko znienawidzą powiedziałam, że mają mieć  czyste ręce, buzię i szyję oraz adidasy bez błota.

Wojtek śmiał się - no mają dzieciaki pecha, zakochałem się w Pani Porządnickiej! Ale podejrzewam, że to ich wcale nie zrazi do tego by z nami mieszkać. Widocznie uznali, że skoro ja cię kocham to i oni powinni.

Ale skoro już tu jesteś, to usiądź na moich kolanach i poczytaj ze mną, bo będę to omawiał w poniedziałek na naradzie, ale chcę to wpierw trochę z tobą przestudiować.    Szczerze mówiąc, to nie wiem jak ja będę pracował gdy ty będziesz na urlopie macierzyńskim  - albo będę  wciąż siedział  w domu albo zrobię jakiś pokój w pracy dla ciebie i dziecka. Jestem chyba uzależniony od twej  obecności.

Patrycja śmiała się -poczekaj, poczekaj, przyjdą takie dni,  że będziesz uciekał z domu  od płaczu dziecka.  No to się mylisz - to jest pierwsze dziecko które naprawdę chciałem i chcę.Nie mogę się wręcz doczekać, by już je trzymać w objęciach razem z tobą. I nie myśl, że będziesz z dzieckiem w oddzielnym pokoju, ono będzie spało obok naszego łóżka. 

No fajnie to wymyśliłeś - już widzę jak na naradzie ziewasz i nie za bardzo wiesz o czym mówią. Od razu przypomina mi się Budapeszt po naszej pierwszej i drugiej nocy- byłeś półprzytomny z niewyspania, wątpię czy wiedziałeś dokładnie co podpisujesz. Wiedziałem, chociaż cały czas miałem przed oczami ciebie golutką. Poza tym nie da się ukryć, że zaspokojenie kobiety a przewinięcie niemowlaka wielce różnią się od siebie pod względem wydatkowania energii. A często wstawałeś do chłopców w nocy? Może z raz, bardzo szybko mieliśmy różne  sypialnie. Gdy się urodził Krzyś to Adam spał w moim pokoju, żeby go nie budził płacz małego. Ale Adam z reguły spał jak zarżnięty. Czasem się budził nad ranem i wędrował do mojego łóżka. Przytulił się i dalej spał.

Wojtuś, a mogę ci zadać zapewne dość kłopotliwe dla ciebie pytanie? A właściwie kilka pytań. Możesz, ale nie wiem czy prawda ci się spodoba- bo powiem prawdę. Kochałeś Helenę? Wydawało mi się, że tak, ale gdyby zaraz po pierwszym razie nie zaszła to bym się nie ożenił.Ożeniłem się bo tak wypadało. A drugie dziecko jest bo chciała mieć dwoje w krótkim odstępie czasu i jakimś cudem prezerwatywa była "wadliwa", o co się usilnie postarała, do czego się po urodzeniu dziecka przyznała. To tyle w kwestii moich uczuć do Heleny. Pytaj dalej. A mnie też będziesz zdradzał tak jak ją? Nie nie będę, kocham cię tak, że gdyby trzeba było poświęciłbym dla ciebie bez  chwili namysłu własne życie. I nic tego uczucia do ciebie nie zmieni. Kocham nie tylko każdy skrawek twego ciała, kocham wszystko co z tobą jest związane, jesteś dla mnie całym światem.I kocham tę rosnącą w twoim wnętrzu fasolkę też, niezależnie od tego jakiej będzie płci. Szkoda, że nie mieszkamy w Japonii, tam imię Fasolka przeszłoby pewnie bez wrażenia - śmiała się Patrycja.

Po niemal trzech godzinach poświęconych sprawom służbowym Wojtek stwierdził, że Patrycja musi przecież wyjść  na spacer, więc pojechali do pobliskiego lasu.

Niedzielna wycieczka z chłopcami do Żelazowej Woli była bardzo udana, chłopcy przejęci, wypucowani, Adam z Przewodnikiem po Polsce pod pachą. Ponieważ koncert się chłopcom podobał Patrycja obiecała im, że zabiorą ich do opery na spektakl dla nich odpowiedni i do filharmonii na koncert. Gdy powiedzieli, że jeszcze nigdy nie byli ani w operze ani w filharmonii Patrycja tak się spojrzała na Wojtka, że omal nie  wpadł pod ławkę obok której właśnie przechodzili. Przepytała chłopców czy i jaką muzykę słuchają i poczuła się z lekka jakby była na ugorze, na którym chce uprawiać winorośl.

Gdy wracali z Żelazowej Woli podjechali jeszcze do Nieborowa, zwiedzili Pałac Radziwiłów i Park Arkadia.  Chłopcy byli zachwyceni całą wycieczką i dopytywali się czy w następny weekend też gdzieś pojadą. I to pytanie natchnęło Wojtka, by im wpuścić sprawę ciąży Patrycji. Powiedział, że zapewne gdzieś pojadą, o ile będzie dobra pogoda - to raz, a dwa- jeśli Patrycja będzie się dobrze czuła, bo tak mniej więcej za 25 tygodni przyjdzie na świat dziecko Patrycji i Wojtka. A kobiety oczekujące dziecka nie zawsze się dobrze czują. To znaczy kiedy będzie to dziecko? dopytywał się Krzyś. No przecież  mówię - za 25 tygodni. Weź w domu kalendarz i sobie odlicz te 25 tygodni. Nie wiadomo jeszcze dokładnie który to będzie dzień- tłumaczył spokojnie Wojtek. Widzę, że trzeba będzie z Wami jeszcze o tym wszystkim porozmawiać. Myślę, że pogadamy o tym w następny weekend. A to będzie chłopiec czy dziewczynka? - dopytywał się Krzyś. Nie wiadomo. Tata, a co byś wolał? Obojętne, grunt żeby dziecko było zdrowe. A nas nadal będziesz  kochał?- zaniepokoił się Krzyś. No jasne- gdybym was nie  kochał nie pytałbym się wcale u kogo chcecie mieszkać gdy się rozwiodę z waszą mamą.

W tygodniu Patrycji udało się kupić książkę J. Łopuskiego "Co chce wiedzieć każdy chłopiec" i Wojtek nieco odetchnął. Przejrzał dokładnie jej treść, zajrzał jeszcze do "Encyklopedii Zdrowia" i sobotnie popołudnie poświęcił chłopcom i uświadamianiu ich.  Szło całkiem nieźle, przy okazji udało mu się wyplenić z ich słownictwa kilka wulgaryzmów dotyczących części ciała. Musiał również odpowiedzieć na kilka pytań, bo młodsze dziecię należało do tych osobników, które muszą mieć wszystko wyłożone metodą "kawa na ławę". Ponieważ drzwi między pokojami były otwarte Patrycja chwilami nieco dusiła się ze śmiechu. W pewnej chwili młodszy zapytał ojca : "tata, a czy ty z Patrycją robisz te rzeczy?" Wojtek z kamienną twarzą  zapytał- a jakie rzeczy synku? - no te. Wojtek nadal udawał, że nie rozumie o co chodzi, aż w końcu mały zapytał- no czy się pieprzycie? Wojtek popatrzył na Krzysia i powiedział - pieprzy to się różne potrawy, chociaż pieprz  wcale nie jest taką zdrową przyprawą. Starszy w końcu nie wyrobił i pacnął młodszego w głowę mówiąc - ludzie się nie pieprzą tylko uprawiają seks, głąbie! W końcu Wojtek wyciągnął z szuflady biurka kupioną dla nich książkę i dał im do czytania mówiąc - przeczytajcie tę książkę uważnie, zakreślcie miejsca które są dla was mniej zrozumiałe i wymagają omówienia. I żebym nigdy więcej nie usłyszał od któregoś z was, że jakaś para się pieprzy. 

Patrycja w końcu  zlitowała się nad Wojtkiem i zawołała wszystkich na podwieczorek. W czasie podwieczorku zapadła decyzja, że w niedzielę pojadą do Kazimierza Dolnego. A jak mamy być ubrani?-dociekał Krzyś. Normalnie, będziemy zwiedzać Kazimierz i Wojtek wręczył chłopcom niewielką książeczkę o Kazimierzu. Odwiózł chłopców do domu i bardzo szybko wrócił. 

Patrycja  przytuliła się do niego i powiedziała- no widzisz, nie było to takie straszne, prawda?  No niby nie, ale chwilami myślałem, że zejdę  z wewnętrznego śmiechu. Dzieci to się powinny rodzić z wbudowaną płytką wiedzy, którą rodzic by uruchamiał w odpowiednim czasie. 

Nooo, taki mały robocik - stwierdziła Patrycja - patrzysz w kalendarz i na menu płytki i uruchamiasz odpowiedni fragment wiedzy. A jak się coś zatnie to bierzesz dzieciaka do serwisu i reperują. Albo sam kombinujesz i coś  ci się pokręci i dzieciak zamiast siadać na nocnik w łazience idzie  do kredensu w kuchni  i wyciąga  głęboki talerz. Wojtka aż skręcało ze śmiechu - Pat, powinnaś była z tą wyobraźnią zostać programistką, na mur-beton układałabyś bardzo ciekawe programy. Masz rację na pewno bym ułożyła taki program, że każdy matematyk dostałby świra. Ale mnie programowanie  średnio bawiło.

Niestety niedziela powitała ich deszczem, więc wycieczka nie miała racji bytu. Deszcz chyba wyrabiał jakieś zaległości w padaniu i padał  niemal cały dzień. Gdy się nieco rozpogodziło Wojtek zatelefonował do swych rodziców, by się dowiedzieć co u nich słychać.Ojciec się  bardzo ucieszył i poprosił by oboje do nich przyjechali, to omówią kolorystykę piętra bo trzeba zamówić farby. Poza tym mama ma jakiś interes do Patrycji. W pół godziny później już byli w objęciach starszych państwa. Okazało się, że remont piętra już się rozpoczął. Mając na uwadze fakt, że na piętrze będą mieszkać dzieci, rodzice wpadli na pomysł zrobienia ogrzewania podłogowego- wiadomo, że najczęściej wszystkie  dzieciaki urzędują na podłodze.

Zgodnie z projektem zrobionym przez Patrycję i Wojtka na górze miała być duża sypialnia z miejscem dla maluszka, dwa pokoje dla chłopców i gabinet dla Wojtka, część sanitarna miała pozostać taka jak jest obecnie. Sypialnia była dawniej salonem i z czasem można będzie z części sypialni zrobić jeszcze jeden pokój.Kolorystyka - tak zwana "łamana biel". Przylegający do sypialni nieduży pokój miał być wg Patrycji tzw. garderobą.Wojtek się śmiał, że napis będzie  głosił "garderoba" a czytać się będzie "graciarnia", zupełnie jak w angielskim. Mama po cichu zaczęła gromadzić "dobro wszelakie" dla maleństwa, a Wojtek stwierdził, że musi pojechać w kilka porządnych delegacji zagranicznych by kupić nieco przydatnych dla niemowlaka rzeczy, np. pampersy dla noworodka i bieliznę dla Patrycji na czas połogu, podgrzewacze do butelek. 

Wojtek opowiedział mamie  jakie to miał przeżycia gdy uświadamiał seksualnie młodych, bo go do tego zmusiła Patrycja, opowiedział też jak się chłopcy wyszykowali do Żelazowej Woli i że to co powie im Patrycja to niemal święte jest. W nadchodzącym tygodniu Patrycja miała mieć kontrolne USG,  które oczywiście będzie w obecności Wojtka. Ale płci to pewnie jeszcze nie będzie widać, ale tak naprawdę to wszystko jedno, bo on już szalenie kocha to coś, co nosi w sobie Patrycja. A mama Wojtka, gdy były same w kuchni, powiedziała Patrycji że odkąd Wojtek jest z nią to jest szczęśliwy - zupełnie inny niż przez ostatnie kilkanaście lat.

Wojtek z kolei twierdził, że odkąd chłopcy poznali Patrycję to jakby zmądrzeli i wygrzecznieli, na co Patrycja miała jedną odpowiedź - tę zmianę wywołał fakt, że Wojtek nareszcie zaczął ich dostrzegać i poświęcać im więcej swojego czasu. Wojtek przytulił Patrycję i powiedział- ale to wszystko twoja zasługa, bo zaakceptowałaś mnie razem z tymi przyległościami. A miałam inne wyjście skoro cię pokochałam?-spytała. Myślisz, że dobrze bym się czuła mając świadomość, że zabrałam dzieciom ojca?

Wiem, że czasami będzie nam ciężko, bo to jednak będzie trójka dzieci i duża różnica wieku pomiędzy nimi, ale jakoś sobie poradzimy.Wiesz Wojtuniu, chłopcy cię naprawdę  bardzo kochają, ale są w wieku, w którym nie bardzo potrafią to okazać. Trzeba tylko ich nauczyć,wytłumaczyć, przekonać, że mogą nam powiedzieć bez strachu wszystko co zrobią źle, bo my im pomożemy. I trzeba  pamiętać, że jeśli coś się zabrania to trzeba to w rzeczowy sposób wytłumaczyć, dlaczego. Ja tak miałam w domu i wiem jakie to ważne mieć świadomość, że mama i tata zawsze pomogą wybrnąć z najbardziej niedobrej sytuacji.

                                                                       c.d.n




 

To nie takie proste - 4

 Wojtek, tak jak planował, wybrał się w piątek po południu na rozmowę z synami. Zaproponował im wspólną "wyprawę" do Łazienek, bo chce z nimi o czymś ważnym porozmawiać. Powiedział im, że pozew rozwodowy  już jest szykowany przez prawnika, a oni muszą się zdecydować u kogo będą mieszkać po rozwodzie. Teraz takie pytanie zadaje im on, ale gdy będzie sprawa rozwodowa takie pytanie  każdemu z nich, oddzielnie, zada sędzia. Więc  niech się zastanowią teraz, żeby potem w sądzie wiedzieli jaką mają udzielić odpowiedź. Są  właściwie tylko trzy opcje - mogą obaj zostać z mamą, mogą obaj zamieszkać z ojcem, Patrycją i przyrodnim bratem lub siostrą, bo nie wiadomo wszak co się urodzi, może też jeden zostać z mamą a drugi z ojcem i jego nową rodziną. Więc niech się nad tym każdy z nich sam zastanowi, bo to co wybiorą będzie ich wyborem aż do okresu pełnoletności każdego z nich. Oczywiście niezależnie od tego co który wybierze zawsze będzie miał kontakt z rodzicem, z którym nie  będzie mieszkał. No i naprawdę Wojtkowi zależy na tym, by każdy sam wybierał z kim chce zamieszkać- to ma być samodzielny wybór każdego z nich a nie narada wojenna typu "jak się pozbyć niechcianego kreta z ogrodu". Odpowiedź ma  każdy z nich udzielić Wojtkowi indywidualnie , najpóźniej  pod koniec niedzielnej wycieczki, bo  on i Patrycja chcą z nimi pojechać do Żelazowej Woli. I jeśli chcą wiedzieć gdzie to jest i co tam zobaczą to niech poszukają w Przewodniku po Polsce, który stoi na półce w ich pokoju.  Oczywiście i Patrycji i jemu będzie miło, gdy obaj pojutrze z nimi pojadą, ale jeżeli któryś z nich uzna, że nie ma ochoty to przymusu nie ma, ale i tak  muszą dać Wojtkowi odpowiedź na temat wyboru miejsca zamieszkania po rozwodzie. A to my mamy Przewodnik po Polsce? zdziwił się Adam. Macie - jest na półce regału w waszym pokoju. Jeszcze chwila, a zacznę żałować, że go  wam kupiłem i dałem.  Tata, a dlaczego dziś przyjechałeś po nas  sam, bez  Patrycji? Bo dziś Patrycja uruchamia w pracy nowe urządzenie i musi wszystkiego dopilnować. Gdy was odwiozę do domu wpadnę tam zobaczyć jak im idzie i zabrać ją do domu, bo na pewno jest bardzo zmęczona.

Tata, a ty wiesz, że mama chce jechać do Anglii ? Na wycieczkę?- zapytał Wojtek. Nie, nie na wycieczkę, do pracy. A skąd ty wiesz Krzysiu, że się wybiera do Anglii, mówiła ci? Krzyś przecząco pokręcił głową- nie, ale chyba z jakąś głuchą wczoraj  rozmawiała, bo strasznie głośno nadawała. A to ciekawe, bo wasza mama nie zna angielskiego. Tata, jesteś opóźniony w rozwoju stwierdził Krzyś - teraz masa babek jeździ do Anglii- do sprzątania albo na kelnerki, do tego nie trzeba znać wielu słów. I ma zamiar niedługo złożyć wniosek o paszport. W głowie Wojtka zapaliła się czerwona lampka - trzeba szybko działać, zadzwonię dziś jeszcze do prawnika. 

Tata, a ja już przemyślałem z kim chciałbym mieszkać, mogę ci to już dziś powiedzieć, oświadczył Adam. Dobrze, ale nie mów głośno, dam ci karteczkę i napisz na niej, tylko zasłoń, żeby Krzyś nie widział i podpisz się. Wyciągnął z kieszeni mały notes i wyrwał z niego  jedną kartkę, potem podał ją i długopis Adamowi. Tata, ja też już wiem, daj mi też kartką i długopis powiedział Krzyś. Wojtek wyrwał drugą kartkę, ale zamiast długopisu dał mu automatyczny ołówek - napisz ołówkiem, bo nie mam przy sobie drugiego długopisu. Tata,  czym piszesz w pracy? Wiecznym piórem. Też bym chciał mieć wieczne pióro - zamarudził Krzyś. Jak będziesz dorosły to będziesz miał wieczne pióro. 

Wziął kartki od chłopców i powiedział- zadziwiająca wprost jest jedność waszych poglądów. Adam napisał- z Patrycją i z tobą, Krzyś napisał z tobą i panią Patrycją. Uprzedzam was tylko, że łatwo nie będzie. Patrycja wszystkie obowiązki traktuje serio i tego samego oczekuje od innych. I będziemy wszyscy mieszkać u dziadków. A dziadkowie już znają Patrycję? Tak znają, a dziadek to ją zna jeszcze z czasów gdy była studentką. O rany, jęknął Krzyś- no to długo. 

U dziadków każdy z was będzie miał własny pokój i każdy z was będzie musiał dbać o to, by był w nim porządek. I skończy się wreszcie to zwalanie  winy jeden na drugiego. Salon i kuchnia będą wspólne - dziadków i nasze. Do szkoły będę miał daleko- jęknął Krzyś. Przepiszę cię do innej szkoły, blisko domu. Adam, ty się rozejrzyj jakie licea są niedaleko domu dziadków i tam złożymy twoje  papiery. Tylko spręż się synku. 

Słuchajcie  chłopcy - nie jesteście już przedszkolakami i musicie zacząć trochę myśleć i to nie o  grach a o poważnych sprawach. I koniec z rozrzucaniem wszystkiego po podłodze nawet we własnym pokoju. Każdy z was musi utrzymywać w swoim pokoju porządek. Koniec z zabawkami leżącymi tygodniami na podłodze. Koniec zabawy oznacza, że zabawki  mają wrócić na swoje miejsce. To samo z książkami - koniec z książkami leżącymi na podłodze. Będę za takie niedbalstwo karał - bić nie będę ale znajdę sposób by winnego ukarać. Nie zapominajcie też o stosowaniu słów dziękuję, proszę, przepraszam. Zauważyłem, że coraz  rzadziej ich używacie. Od jutra koniec z "tata daj"- chcę słyszeć "tata poproszę daj mi". Jasne? Ponieważ wybraliście mnie, to musicie tak się zachowywać jak ja sobie tego życzę. I pamiętajcie, że Patrycja, która pozwoliła Wam mówić do siebie po imieniu nie jest waszą koleżanką z przedszkola lub szkoły czy też z podwórka. Jeżeli macie wątpliwości, czy wytrwacie w takich warunkach to wybierzcie  mieszkanie  z mamą.  

Adam podszedł blisko do Wojtka i powiedział - ja zostanę z tobą tato. I przejrzę książkę telefoniczną, wypiszę szkoły blisko dziadków - nie tylko licea, podstawówki też. Telefony też wypiszę. Bardzo będę ci synku za to wdzięczny, zaoszczędzę w ten sposób czas. Tylko pisz wyraźniej, żebym nie musiał się zastanawiać jaką to literę lub cyfrę nagryzmoliłeś. Adam tylko pokiwał głową, wiem, muszę po prostu wolniej pisać.

No dobrze- a teraz odwiozę was do domu i pojadę po Patrycję. Jutro do was zatelefonuję w sprawie tej wycieczki do Żelazowej Woli. I nie zapomnijcie o  Żelazowej Woli poczytać. Adaś, masz klucze od mieszkania? Tak, tato,mam. To dobrze, nie będę więc musiał wchodzić z wami  na górę. I jeszcze jedno - na razie nie mówcie nic  matce na temat tego gdzie będziecie mieszkać po rozwodzie. Tatuś - pozdrów, proszę, Patrycję od nas obu - z pełną powagą powiedział Adam. Dziękuję synku, na pewno pozdrowię.

Gdy ruszył z miejsca pomyślał - ależ ich cholernie zaniedbałem, wierząc, że Helena  nie pracując zajmie się nimi solidnie i wszystkiego nauczy. A ona niczego ich nie nauczyła. Gdy zajechał pod wejście do Instytutu portier wybałuszył oczy- pan dyrektor.... panie Siwiec czemu mi się pan tak przygląda? Tak, to ja. Badania w pracowni jeszcze trwają? Tak, chyba tak. No to dobrze, to idę do nich zajrzeć. Szybko minął zdumionego portiera i pomaszerował do pracowni, w której  Patrycja wyraźnie  kogoś rugała. Wszedł bez pukania i powiedział: no i co? kto nawalił? Projektant czy wykonawca? Chudy blondynek przypominający posturą patyczaka  wyjęczał - moja wina zrobiłem dwa błędy - w jednym miejscu zmieniłem niechcący miejsce podłączenia i zrobiłem jeden zimny "lut". I tego zimnego "lutu" najdłużej szukaliśmy. 

No dobrze, każdemu może się zdarzyć zły dzień, a ty chłopie masz go dziś po raz pierwszy odkąd tu pracujesz. Przyzwyczaiłeś  mnie, że zawsze wszystko robisz bezbłędnie i pewnie dlatego tak mi kiepsko szło szukanie tego błędu. Nooo, uśmiechnij się. Weekend przed nami, fruwaj do domu. Ja to już sama sprzątnę. "Patyczak" zaprotestował - proszę to zostawić, to mój obowiązek. Ludwiczku- słuchaj się starszych i zmykaj do domu. Mówię całkiem poważnie. Chcę to jeszcze pokazać panu dyrektorowi skoro już tu jest. Ludwiczek złożył ogólny ukłon i się ulotnił a Wojtek  mógł wreszcie wycałować  swoje bóstwo. 

Gdy już wyszli z Instytutu i wsiedli do samochodu Wojtek podał Patrycji obie  karteczki wypełnione przez  synów- no cóż, jakoś migiem nam się powiększyła rodzina - zaśmiała się Patrycja. Głodna jestem, jedźmy szybko do domu. Gdy zjedli Wojtek zatelefonował do prawnika, powiedział o tym jaką to decyzję podjęli chłopcy i powiedział o tym, co  podsłuchali . Oooo, świetnie że o tym wiemy, zaraz sprawę zablokujemy. To nie pierwsza taka sprawa. Mamy obowiązek zgłaszania takich spraw gdy o nich wiemy.

Pat, kochanie, byłbym zapomniał - Adam mnie poprosił bym ciebie od nich obu pozdrowił. Myślałem, że padnę z wrażenia gdy mi to powiedział. A tak w ogóle to uświadomiłem sobie dziś, że obarczyłem Helenę wychowaniem chłopców  nie zastanowiwszy się ,że ona nie ma o tym bladego pojęcia. Po prostu zrobiłem podział zajęć- ja pracuję zawodowo i zapewniam byt a ona nie pracuje i wychowuje dwójkę dzieci. W krótkim czasie stała mi się tak obojętna, że przestałem się interesować i nią i dziećmi. A z niej taki talent  do wychowania dzieci jak ze mnie łyżwiarz figurowy-nawet na łyżwach nie jeździłem. Uprzedziłem chłopców, że skoro wybrali mieszkanie z nami to będą musieli się zastosować do naszych wymagań, czyli koniec z bałaganem, pyskowaniem, kłótniami. I że jeżeli nie czują się na siłach to niech wybierają mieszkanie z matką. Pierwszy zapewnił mnie Adam, że da radę się  dostosować no i zaraz  za nim Krzyś. Powiedziałem, że będziemy mieszkać w domu rodziców. Wiąże się też z tym zmiana szkół i Adam mi powiedział, że przepatrzy w książce telefonicznej jakie szkoły są w pobliżu domu dziadków i wypisze mi telefony.  

Ej, zaśmiała się Patrycja- wyrabiasz się , nim  fasolka ujrzy światło dnia będziesz naprawdę fajnym ojcem. Słuchaj, czeka cię jeszcze dużo gadania z nimi z dziedziny wychowania seksualnego. Mówisz, że Adam już randkuje, więc musisz na tempo zorientować się co on wie z zakresu tej tematyki. Wiem, że wyszły całkiem niezłe dwie książki- jedna dla dziewczyn, druga dla chłopców, postaram się je upolować. Chyba nie  chcesz by zmajstrował dziecko którejś ze swoich koleżanek? 

Piętnastolatek?- Wojtek mało się nie zadławił ze zdziwienia kawałkiem ciasta. A tak kochany,  jak najbardziej realna sprawa. Piętnastolatki obu płci już wiedzą co to seks i praktykują łudząc się, że za pierwszym razem dziewczyna nie zajdzie w ciążę. A co jakiś czas sądy rodzinne dają zezwolenie na ślub nieletnim. Mojej znajomej siostrzenica w wieku 15 lat urodziła dziecko. Jeśli zauważyłeś, że twoja żona nie była w stanie nauczyć chłopców utrzymywania porządku to bądź  pewien, że z całą pewnością nie wpadła na pomysł, by ich uświadomić w tej dziedzinie. Swoją seksualność to dzieci teraz dość wcześnie odczuwają, rozwijają się wcześniej niż kiedyś. Już dwunastolatki miewają nocne polucje. A szkoła im co najwyżej truje o pszczółkach i motylkach zamiast mówić o tym, że seks  to nie grzech, ale praktykowany zbyt wcześnie, bez żadnych zabezpieczeń, może przynieść same szkody.Mam koleżankę,  samotną matkę i swemu synowi wszystko w kwestii seksualności i rozrodu ona tłumaczyła. 

Ale Adam i Krzyś mają wszak tatę, więc bierz się tatusiu do pracy i uświadamiaj synów. Jeśli uda mi się upolować te książki przeznaczone dla chłopców dasz im je do czytania i powiesz, żeby ci zadawali pytania,  jeżeli czegoś do końca nie pojmą. Będziesz miał mniej pracy wtedy.  Poza tym nie wstydź się przy nich mnie obejmować, całować, ucz ich jak się powinno traktować kobietę, która się kocha. Na razie to tylko wiedzą jak się traktuje kobietę, której się nie kocha. Twoi synkowie naprawdę są fajni i mądrzy. 

I pamiętaj, że za 25 tygodni przybędzie nowy członek rodziny i myślę, że można im o tym powiedzieć, skoro wybrali, że chcą z nami mieszkać, zapewne  poczują się wtedy bardziej z nami związani.

                                                                        c.d.n.

wtorek, 20 kwietnia 2021

To nie takie proste - 3

 Zgodnie z planem Wojtka, w niedzielę wraz z chłopcami pojechali do ZOO.Wojtek był zdania, że lepiej by na pierwszy raz chłopcy byli na terenie, który dość dobrze znają. Nowa partnerka ojca  a do tego nowe do zwiedzania miejsce- to może być  zbytnie obciążenie  dla nich. Patrycja z kolei stwierdziła, że to Wojtka dzieci, nie jej, więc on ma tu najwięcej do powiedzenia. Patrycja dzielnie  dreptała po ZOO, siedziała tylko w tym czasie, gdy chłopcy wpierw z Wojtkiem, a potem już sami sterczeli ponad godzinę koło wybiegu małp. 

Gdy razem siedzieli w ogródkowej kawiarni Patrycja zapytała się, czy byli kiedykolwiek w Kazimierzu Dolnym, opowiedziała im króciutko o tym miejscu i zapytała, czy może by tam pojechali w następny weekend, jeśli oczywiście  dopisze pogoda. A jeśli nie będzie pogody, to mogą  wybrać się razem do Muzeum Wojska Polskiego, bo ona już kilka lat nie była w tym muzeum, ale pamięta, że jest dużo ciekawych eksponatów do obejrzenia. 

Wojtek wpatrywał się w Patrycję tak, jakby była z zupełnie innej konstelacji gwiazd, pod stolikiem dyskretnie odszukał jej nogi i objął je swoimi. Oczywiście nie docenił bystrości swych synów, którzy zaraz rozszyfrowali te jego manewry. Gdy tak siedzieli w czwórkę Patrycja wypytywała chłopców które zwierzęta ich  najwięcej interesują, opowiedziała im, że gdy była jeszcze w szkole podstawowej to bardzo chciała pracować w Ogrodzie Zoologicznym i to koniecznie  być opiekunem  małp, ale jakoś z tych planów wyrosła i poprzestała na oglądaniu filmów dokumentalnych  z życia różnych ogrodów zoologicznych świata. A teraz czym się pani zajmuje? - niemal  "po dorosłemu "zapytał Adam. Elektroniką, jestem po studiach technicznych, jestem inżynierem elektronikiem. To chyba trudne studia - zauważył przytomnie Adaś, ja bym nie dał rady, nie jestem dobry ani z matematyki ani z fizyki, ale lubię chemię. Wierz mi Adasiu - gdy skończyłam podstawówkę i byłam w liceum, naprawdę nie wiedziałam przez pierwsze dwa lata, że będę studiować na politechnice. Po prostu zmieniają się nam z upływem czasu zainteresowania, a bardzo często mają wpływ na to nasi nauczyciele. Młodsza latorośl Wojtka w pewnej chwili włączyła się do dyskusji - a ja bardzo nie lubię geografii, pani od geografii mówi na nas, że jesteśmy durnie. Nikt w naszej klasie nie ma piątki z geografii, nawet dziewczyny! Patrycja spojrzała wymownie na Wojtka, ale ten milczał, więc powiedziała - no to naprawdę dziwne, bo z reguły dziewczęta są bardzo obowiązkowe.

Wojtek przysłuchiwał się wszystkiemu z uwagą i z prawdziwą przykrością stwierdził, że jego niechęć do żony w jakimś stopniu przeniosła się i na dzieci i zaniedbał je uciekając w pracę, w robienie doktoratu. Ale jednocześnie cieszył się  bardzo, że chłopcy z zainteresowaniem rozmawiają z Patrycją i wyraźnie przypadła im do gustu. 

Po wyczerpaniu tematu "szkolnego" Adam zapytał się Patrycji, czy naprawdę będzie żoną Wojtka. Patrycja obdarzyła Adama najpiękniejszym swym uśmiechem i powiedziała - tak, gdy sąd orzeknie rozwód. Wojtek dodał- to chyba jasne, mówiłem wam, że kocham inną kobietę i chcę by była moją żoną.

Ale Adaś zignorował to co mówił Wojtek i nadal przepytywał Patrycję - a będziemy mogli wtedy u taty nocować? Oczywiście Adasiu, rozwód dotyczy tylko małżonków, dzieci nadal są dziećmi swych rodziców. Bo ojcem i matką  pozostaje się  do końca życia. Będziecie już dorośli a nadal będziecie wciąż dziećmi dla swych rodziców.

Adam-przestań już wypytywać- przecież wszystko wam już tłumaczyłem!-Wojtek pomału tracił cierpliwość. Ale w tym momencie Patrycja powiedziała - kochanie, dobrze, że Adam mnie o wszystko wypytuje, ma do tego prawo. Po prostu zmienią mu się warunki w których dotychczas żył i to budzi jego niepokój. I  to, że mnie wypytuje o wszystko co go niepokoi świadczy o tym, że jest myślącym chłopcem. I tym jednym zdaniem wypowiedzianym spokojnie i z miłym uśmiechem Patrycja "kupiła" obu chłopców. Obaj chcieli wiedzieć kim dla nich będzie ewentualne dziecko Wojtka i Patrycji, więc powiedziała, że będzie to rodzeństwo  przyrodnie, bo będą mieli z tym dzieckiem tego samego ojca, ale dwie różne mamy. Chcieli też wiedzieć, jak mają się zwracać do Patrycji i ona zaproponowała, by po prostu mówili do niej po imieniu . Bo mama jest tylko jedna- a Patrycja  nie pretenduje do takiego tytułu dla nich.

A tak na bieżąco to byli zainteresowani czy jeszcze przed rozwodem będą mogli się spotykać z Patrycją i Wojtkiem i gdzieś razem bywać. Tym razem już obydwoje zapewnili chłopców, że oczywiście tak, będą się razem spotykać.  I zaprosimy Was również na nasz  ślub - zapewnił ich Wojtek. No to  fajnie- podsumował Adaś, a Krzyś mu przytaknął. 

Gdy żegnali się z Patrycją, obaj bardzo grzecznie podziękowali za to, że byli z Patrycją i Wojtkiem w ZOO, a Adam głośno powiedział do Patrycji- jesteś naprawdę równą babką, na co w odpowiedzi usłyszał- a wy obaj bardzo fajnymi chłopakami. Wojtek odstawił ich do mieszkania, sprawdzając przy okazji czy jest w domu jego "jeszcze żona".

Gdy wrócił do samochodu wpierw ucałował Patrycję a potem powiedział- przepraszam cię za ich namolność. Ale Patrycja była zdania, że wszystko było i jest w porządku - chłopcy są zaniepokojeni, bo przecież w jakiś sposób zmieni się ich życie- już mają jedną konkurentkę do uczuć Wojtka a zdają sobie sprawę, że przybędzie i kolejny konkurent- jakieś dziecko. Wojtek zastanawiał się na głos czy i ewentualnie co powiedzą chłopcy swej matce, bo już jakiś czas temu zauważył, że  jeśli robili w towarzystwie Wojtka to co im sprawiało wielką frajdę to nigdy o tym nie mówili swej matce, bo Helena miała niemiły zwyczaj ośmieszania i krytykowania wszystkiego co im  sprawiało przyjemność, a nie miało zupełnie związku z jej osobą.

W tygodniu Wojtek spotkał się z prawnikiem, który stwierdził, że ta sprawa rozwodowa jest prosta, bo Patrycja jest w ciąży. Byłoby natomiast dobrze, by Wojtek porozmawiał z synami jak oni widzą sprawę swego miejsca zamieszkania po rozwodzie, bo sąd na pewno zada takie pytanie bo to już naprawdę spore dzieci i mają prawo wypowiedzieć się w sądzie z kim chcą mieszkać. Często się zdarza, że jedno chce mieszkać z ojcem a drugie z matką. Wojtek jęknął - nie wpadłem na ten pomysł by ich o to przepytać- gorzej, bo nie wiem czy moja partnerka jest gotowa by od razu zająć się trójką dzieci. Co do starszego to podejrzewam, że nie za bardzo będzie chciał pozostać z matką. No nic, dziś muszę wpierw porozmawiać o tym ze swoją partnerką a z dziećmi w następnej kolejności. Dobrze, zgodził się prawnik, ja już zajmę się tym tematem by nadać sprawie bieg, ale przed rozprawą chciałbym wiedzieć jak się sprawa ma.

Po wyjściu od prawnika  Wojtek wpierw pojechał do swoich rodziców- czuł się nieco zagubiony, wręcz bał się, że Patrycja wobec możliwości  zostania nagle  matką trojga dzieci wcale nie będzie chciała zostać jego żoną. I ta myśl go przerażała. 

Rodzice Wojtka stwierdzili, że jeżeli jego synowie mają dobrze w głowinach, to na pewno wybiorą Patrycję, skoro tak jak mówi Wojtek, ona im się spodobała. Oni z kolei w takim razie szybko wyremontują piętro domu w którym teraz  mieszkają i Wojtek wraz z trójką dzieci i żoną będą mieli całe piętro dla siebie, tylko salon na parterze będzie wtedy wspólny oraz kuchnia. I naprawdę jeszcze mogą pomóc Patrycji w opiece nad dziećmi. A być może, że chłopcy wybiorą mieszkanie u dziadków a nie u Wojtka i Patrycji- zawsze lubili tu bywać, obaj mieli tu nawet swoje  grządki w ogrodzie. Wtedy wcale nie będzie problemu a i dla Patrycji może to być dobre rozwiązanie.

A co do mieszkania, w którym dotychczas mieszkał z Heleną i dziećmi- musi po prostu po rozwodzie wymeldować stamtąd Helenę a mieszkanie dać pod wynajem. A Helena wróci do mieszkania, w którym kiedyś mieszkała a teraz je  wynajmuje.Co do mieszkania, w którym mieszka Patrycja- też powinno pójść pod wynajem, jeśli nie będzie tam żadne z nich mieszkało.

Z sercem pełnym niepokoju pojechał do domu- chciał to wszystko przetrawić nim Patrycja wróci z pracy. Póki co przejrzał listę  zakupów i wyskoczył do sklepu, potem obrał kartofle tylko raz się zacinając nożem, bo bardzo był pochłonięty myślami o rozwodzie i zaklinaniem rzeczywistości, by Patrycja od niego nie odeszła. Doszedł do wniosku, że nie wyobraża już sobie życia bez Patrycji- równie dobrze mógłby umrzeć, gdyby go zostawiła.

Do chwili powrotu Patrycji zdążył zrobić i rozwiesić pranie oraz przelecieć całe mieszkanie odkurzaczem. Trzeba mu oddać sprawiedliwość- od momentu, gdy okazało się, że Patrycja jest w ciąży starał się jak najwięcej jej we wszystkim pomagać, zgodnie z powiedzeniem "zakochany mężczyzna wszystko potrafi zrobić, nawet pranie w pralce".

Pod koniec obiadu powiedział Patrycji o swej wizycie u prawnika i o tym, że musi przepytać dzieci u kogo chcą mieszkać po rozwodzie, bo takie pytanie z całą pewnością padnie na sprawie. A chłopcy już są w wieku, w którym przysługuje im wybór z którym z rodziców chcą zamieszkać po rozwodzie. Przyznał się też, że był już u swych rodziców i rodzice rozumiejąc problem proponują by oni, jeśli dzieci wybiorą zamieszkanie z Patrycją i nim, zamieszkali na piętrze willi rodziców. Piętro wymaga odświeżenia ale to żaden problem.Tyle tylko, że aby było  całej piątce wygodniej nie będą mieli na piętrze  salonu- salon będzie u rodziców na parterze, podobnie jak i kuchnia, która jest bardzo duża. Poza tym dookoła jest ogród i na piętrze taras, więc będzie miało maleństwo dobre  warunki do werandowania. No i rodzice we wszystkim im pomogą, oczywiście  w miarę swych możliwości.

Patrycja wysłuchała wszystkiego i powiedziała - no tak, wynika z tego,  że nagle możemy stać się całkiem sporą rodziną, pięcioosobową, o ile najbliższe USG nie wykaże, że jestem w ciąży bliźniaczej. Sześcioosobowa rodzina  też brzmiałoby interesująco.

A co zrobisz z Heleną, gdy dzieci wybiorą ciebie, a nie ją? Wyprowadzi się stamtąd a mieszkanie się komuś wynajmie. Przypomniało mi się, że ona nawet nie jest tam zameldowana na stałe, bo ma meldunek w swoim mieszkaniu, w którym kiedyś mieszkała, a które dostała od swoich rodziców.  My, jeśli się rozgościmy u rodziców też się u nich zameldujemy tylko tymczasowo. Chłopcy będą nadal na stałe meldowani tu gdzie teraz mieszkają, a u dziadków tylko tymczasowo.

Wojtuniu, przemyślę to wszystko nieco później, teraz chcę pomyśleć nad jednym problemem, bo jeden z układów nam nie działa. Muszę sprawdzić wszystko gdzie jest błąd. A co do nas - właściwie to mam tak naprawdę niewielki wybór, jeśli nie chcę pozbawić naszego dziecka obecności ojca w jego życiu od pierwszego samodzielnego oddechu.

A mogę ci coś pomóc w tym problemie z niedziałającym układem? Nie, po prostu muszę sprawdzić obliczenia czy były dobre, bo nie wykluczam, że któryś z techników coś spieprzył, brzydko mówiąc. Nie jest trudno się pomylić w podłączeniu lub niezbyt dokładnie coś przylutować. A ty chcesz dziś porozmawiać z chłopcami czy  dopiero w weekend? W weekend, a właściwie w piątek po pracy. Wojtuniu, a pomyślałeś o tym, że pomaganie nam może być zbyt męczące dla mamy? Pomyślałem i na pewno zatrudnię kogoś do pomocy, ten wydatek pokryje nam wynajęcie mieszkania. Moje chyba też wynajmiemy, jak sądzisz? Tak myślę, kochanie. Wojtuś, przytul mnie, mam nieprzyzwoite zachcianki. To cudownie, bo też jestem stęskniony. Pat, gdzie ty tę ciążę nosisz, zupełnie nie masz brzuszka - marudził Wojtek. Mam, mam, przytyłam w obwodzie 4 centymetry. A wiesz, że idziemy pojutrze na kontrolę? Wiem, pamiętam, mam zapisane.

Po zaspokojeniu nieprzyzwoitych zachcianek swej ukochanej kobiety Wojtek usłyszał, że oczywiście Patrycja zgadza się na to, żeby  zamieszkali u rodziców Wojtka.

                                                               c.d.n.



To nie jest proste - 2

 Następnego dnia Wojtek, tak jak planował, przeprowadził z synami bardzo poważną rozmowę. W jej trakcie dowiedział się od młodszego syna, że właściwie  rozwód nie jest potrzebny, bo przecież on i mama nie są małżeństwem bo nie  mają ślubu....kościelnego. 

Wojtka na moment zatkało i zapytał się skąd  młodszemu przyszło do głowy, że jego rodzice nie są małżeństwem bo nie mają ślubu kościelnego. Dziecię odpowiedziało, że gdy kiedyś był u nich ksiądz "po kolędzie" to powiedział mamie, w ich obecności, że tak naprawdę to tata i mama tylko się przyjaźnią a nie  są małżeństwem, bo nie brali ślubu w kościele. A starszy powiedział Wojtkowi, że dobrze, że ten ksiądz tak powiedział, bo od tej pory ksiądz już nie przychodzi z kolędą a oni nie chodzą na religię i to był największy pożytek z tej wizyty. 

Co do stosunków pomiędzy rodzicami okazało się, że obaj synowie Wojtka "funkcjonują od dawna na podsłuchu", jak większość ich koleżanek i kolegów. Ile razy są w domu a ich mama rozmawia przez telefon ze swoimi przyjaciółkami, oni każdą rozmowę podsłuchują i mama kiedyś powiedziała, że "ty tato masz jakąś dziwkę i że to dobrze, bo mama przez to ma  święty spokój." Wojtek poczuł się przez chwilę tak, jakby miał zwymiotować, ale się opanował i spokojnie wytłumaczył, że żaden kulturalny człowiek nie powinien używać takiego słowa mówiąc o kimś kogo nie zna. I niemal dwie godziny tłumaczył chłopcom, że miłość pomiędzy dorosłymi ludźmi bardzo często nie trwa do grobowej deski, bo to bardzo skomplikowane uczucie, które wymaga  stałej troski i w sferze psychicznej i fizycznej a jeśli to uczucie wygaśnie to lepiej jest rozstać się w przyjaźni a nie w złości i żalu. A ponieważ to uczucie już dawno wygasło pomiędzy nim a ich mamą, to on złoży w sądzie wniosek o rozwód. 

Ale to, że tata i mama nie będą małżeństwem nie znaczy wcale, że on przestanie nagle być ich ojcem - będzie nim nadal aż do swej śmierci. Starszy, bardziej zorientowany w sprawach życiowych  wręcz zapytał, czy Wojtek ma jakąś przyjaciółkę, a Wojtek stwierdził, że tak, że od  kilku lat kocha inną kobietę i chce  wreszcie być z nią razem. I nie jest to żadna "dziwka", a bardzo miła osoba, mądra i wykształcona, po studiach. A będziecie mieli dzieci ?- starszy nadal sondował temat. Wojtek patrząc dziecku w oczy powiedział- myślę synku, że tak, nie widzę przeszkód. Ale to i tak nie zmieni faktu, że nadal będę waszym ojcem. Tylko będę miał więcej dzieci niż tylko was dwóch. A będziemy mogli cię odwiedzać, gdy będziesz mieszkał z inną żoną? Oczywiście. I ona się zgodzi? Tak, przecież wie, że istniejecie , że was kocham i nadal jestem waszym ojcem. 

Gdy żona Wojtka wróciła  z aerobiku Wojtek poinformował ją, że składa pozew rozwodowy i że już powiedział o tym obu chłopcom. I że wyprasza sobie by ona o kimkolwiek mówiła "dziwka", zwłaszcza gdy danej osoby nie zna. Poza tym on się wyprowadzi jeszcze przed wyrokiem sądu a ponieważ mieszkanie jest jego własnością, wyłączoną ze wspólnoty majątkowej, zastanowi się z adwokatem jak tę sprawę rozegrać.  Prawdopodobnie  zapisze je testamentem chłopcom. A może znajdzie inne rozwiązanie. I przy okazji poradził jej, by rozmawiając z koleżankami przez telefon  mówiła ciszej lub umawiała się z nimi na rozmowy osobiste, bo chłopcy cały czas funkcjonują na podsłuchu.

O 21,30 był z powrotem u Patrycji. Opowiedział jej dokładnie całą rozmowę z chłopcami i zapytał się, czy Patrycja się zgodzi by on jej przedstawił chłopców jeszcze przed jego rozwodem, bo jest pewien, że jakaś wspólna wycieczka poza miasto lub np. do Ogrodu Zoologicznego dobrze im zrobi. Bo jak zna swą   żonę, ona ze wszystkich sił będzie się starała przedstawić chłopcom Patrycję w czarnych kolorach, więc taki osobisty kontakt  chłopców z nią jest wskazany. Gdy zaczął mówić o mieszkaniu Patrycja z miejsca orzekła- zapisz je chłopcom na razie testamentem, a gdy młodszy będzie pełnoletni możesz cofnąć testament i zrobić im z tego mieszkania  darowiznę. My się przecież pomieścimy tutaj.

Poza tym Wojtek zapowiedział, że będzie się jak najszybciej kontaktował z prawnikiem w sprawie rozwodu. I trzeba pamiętać, żeby wziąć od lekarza  zaświadczenie, że Patrycja jest w ciąży. Tego wieczoru Patrycja zasypiała kołysana szeptami Wojtka, a treścią były hymny pochwalne jaka jest kochana, cudowna a mała fasolka w jej wnętrzu cudem który im się przydarzył. Rano nie pozwolił jej wysiąść jeden przystanek wcześniej przed instytutem. W piątek wieczorem przyjechał do niej ze wszystkim swymi dokumentami i większością rzeczy osobistych. W pakowaniu i przewiezieniu pomagał mu przyjaciel. Dwa samochody typu combi były pełne po dachy. Dobrze, że Patrycja mieszkała w starym, przedwojennym jeszcze budynku, w którym same pokoje miały w sumie 60 m kwadratowych, a do tego były na pierwszym piętrze. Budynek jako trzypiętrowy  nie  miał windy.

Tak jak planował, Wojtek skontaktował się z prawnikiem. Oprócz sprawy rozwodowej były do "ogarnięcia" różne sprawy majątkowe. Wojtek poinformował swoich rodziców (oboje jeszcze  żyli i byli nawet całkiem przytomni) że się rozwodzi i że wkrótce przedstawi im miłość swego życia, czyli Patrycję. O tym, że pomiędzy Wojtkiem, a jego "jeszcze żoną" nie jest dobrze wiedzieli od dawna, zresztą " wcale nie piękna Helena" jak ją nazywał ojciec Wojtka nie była ich ukochaną synową. Wnuków jakoś tolerowali, ale mało entuzjastycznie podchodzili  do kontaktów z nimi. 

O Patrycji Wojtek już kilka razy opowiadał swemu ojcu a tym razem obiecał, że ją do nich przywiezie, żeby rodzice mogli ocenić, jaka to wspaniała osoba. Ponieważ rozmowa zeszła na tematy majątkowe ojciec wyraził chęć uczestniczenia w spotkaniu z prawnikiem. Na koniec wizyty Wojtek dowiedział się, że jeśli idzie o koszty  związane z jego rozwodem to ojciec je pokryje. Dopiero teraz dotarło do Wojtka jak bardzo jego "jeszcze  żona" była nielubiana przez jego rodziców.

W przeciwieństwie do "jeszcze  żony" Wojtka Patrycja czuła się w ciąży świetnie, można wręcz powiedzieć, że ten stan wyjątkowo jej służył. Żadnych mdłości, bóli głowy czy też ciągłej chęci na spanie. A wyglądała wręcz kwitnąco.

Któregoś piątkowego popołudnia Wojtek z Patrycją przyjechali po pracy do jego rodziców na obiad. Przyszły teść bardzo się  jej przyglądał i wreszcie powiedział- już sobie przypomniałem skąd panią znam- chyba była pani  Starostą Roku albo w Radzie Studentów i wykłócała się pani o przedłużenie sesji na W.S.I., bo ktoś ją nagle skrócił. Brałem udział w tej naradzie zamiast kolegi i bardzo mi się podobały pani argumenty. Ale to było strasznie dawno, chyba na drugim roku- stwierdziła Patrycja  i ja pana nie pamiętam. Ale pamiętam, że moja kłótnia jednak dała  pozytywny wynik. No bo argumenty były rzeczowe a nie wzięte z sufitu - podsumował sprawę ojciec Wojtka. I mam propozycję - lada moment będziemy rodziną to już sobie mówmy po imieniu. Wojtek się zaczął śmiać- to musiałaś Pat im nieźle nagadać, skoro ojciec do dziś to pamięta. Żebyś wiedział - wstrząsnęła profesorskimi sumieniami- dopowiedział ojciec.

Mama Wojtka zaanektowała Patrycję całkowicie. Dopytywała się jak Patrycja radzi sobie z sytuacją, że Wojtek ma "jeszcze  żonę", ale  Patrycja powiedziała, że oni są ze sobą już trzy lata, a w Instytucie jeszcze wcześniej  kursowały plotki, że Wojtkowe małżeństwo do udanych nie  należy. No popatrz kochana, to on ciebie już trzy lata przed nami ukrywa! Bo on czekał aż dzieci będą trochę starsze, teraz sam im powiedział o rozwodzie - usprawiedliwiała Wojtka Patrycja. 

O czym tak plotkujecie? - Wojtek podszedł i objął je obydwie. Mamuś, jeszcze nie wiesz, ale znów będziesz babcią- Patrycja ma w środku teraz już 14- tygodniową fasolkę. Niezależnie od tego jakiej płci - będzie to dziecko prawdziwej mojej miłości. Mamuś, nawet nie masz wyobrażenia jaki jestem szczęśliwy!  Nie da się ukryć, że ci ta ciąża służy dziecinko - wyglądasz pięknie!-zachwyciła się teściowa- wcale nie wyglądasz  ciążowo!  A tacie już mówiłeś?- dopytywała się mama - jeszcze nie, chciałem byś ty pierwsza się o tym dowiedziała i podpowiedziała nam dobrego lekarza położnika. Dobrze synku- rozejrzę się w temacie.  

Boguniu, kochany,  chodź tu do nas! znów będziemy dziadkami! Ale tym razem to będzie  dzieciątko wielkiej miłości, Patrycja jest w ciąży! A ja, stara położna, niczego nie zauważyłam, bo tak jej ta ciąża służy!

Mama Wojtka omal nie skakała z radości i zapewniła oboje, że chociaż już nie jest młoda , to zawsze jednak im pomoże przy  maleństwie i pod koniec ciąży gdy już na ogół kobieta jest zmęczona swym stanem, bo to jednak jest wysiłek dla organizmu. Te ostatnie dwa miesiące to będą do niej przyjeżdżać na obiady, żeby się Pat nie męczyła zakupami i gotowaniem. A gdyby Wojtek w tym ostatnim okresie jej ciąży wyjeżdżał za granicę, to Pat będzie wtedy albo u nich albo mama będzie nocować u niej.

Patrycja była szczęśliwa, że tak serdecznie ją przyjęli rodzice Wojtka. Niestety jej rodzice zginęli wkrótce po tym gdy skończyła studia i zaczęła pracę w Instytucie. Jechali z okazji 1 Listopada na grób rodziców jej ojca do Bydgoszczy. Samochód jadący z przeciwka wpadł w poślizg, wpadł na samochód rodziców i jadąca za nimi ciężarówka nie zdołała wyhamować. Mama zginęła na miejscu, ojciec w szpitalu, następnego dnia. Wojtek był jedną z nielicznych osób, które o tym wiedziały, ale powiedziała mu o tym dopiero w drugim roku bycia z nim razem.

O ósmej wieczorem Wojtek powiedział - koniec zabawy na dzisiaj, wasza synowa musi odpocząć, fasolka też ma zapewne dosyć wrażeń na dziś. Jutro odpoczywamy , bo być może w niedzielę wezmę chłopców do ZOO i oczywiście pokażę ich Patrycji. Mama od razu napomniała Wojtka - tylko niech się Pat za bardzo nie zmęczy, uważaj Wojtuniu. Wojtek objął mamę - mamuś, tam są ławki i jakieś ogródki kawiarniane. Poza tym chłopcy mają swoje ulubione miejsca, koło wielu tylko przechodzą lub przelatują w tempie rakiety kosmicznej. Poza tym tak ich wytresowałem, że część zwiedzają sami a ja spokojnie na nich czekam. To już duzi chłopcy. Adaś to już nawet na randki chodzi, Krzyś to już nawet rozmawia ze swoimi koleżankami z klasy. Ale i tak najchętniej sterczą przy wybiegu małp.

Gdy jechali do domu Patrycja powiedziała - a może byśmy pojechali z nimi w niedzielę do Kazimierza Dolnego? Co prawda w niedzielę jest tam tłoczno, ale przynajmniej coś zobaczą ciekawszego niż małpy. Tylko dobrze byłoby wyjechać nieco wcześniej niż o 10 rano. Ja im trochę o Kazimierzu mogę opowiedzieć. Nie tylko w Budapeszcie bywałam kilka razy. A ja to chyba nigdy nie byłem w Kazimierzu- stwierdził Wojtek. No to zobaczysz coś ładnego - zapewniła go Patrycja. A w Łowiczu byłeś? Nie -nie byłem. No to sobie w któryś weekend pojedziemy. I zawsze gdy chcesz możesz przecież wziąć chłopców. Może im nie zaszkodzi gdy zobaczą faceta, który kocha  kobietę z którą jest. Przecież dzieci czerpią wzory zachowań właśnie z domu.

                                                                  c.d.n.

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

To nie jest proste

Patrycja cierpliwie czekała na Wojtka. Byli kochankami od niemal trzech lat- on żonaty i dzieciaty niedawno przekroczył czterdziestkę, ona młodsza od niego o 8 lat. Pracowali w jednej firmie, w której on był dyrektorem technicznym, ona kierowniczką jednego z zespołów badawczych.  

Wojtek tak naprawdę nigdy nie cenił kobiet z dyplomem inżyniera a inżyniera elektronika zwłaszcza. Ale Patrycję cenił, mówiąc o niej niezbyt elegancko :"ta  baba ma chyba komputer w miejscu mózgu". Kobietę dostrzegł w niej dopiero w czasie wspólnej delegacji w Budapeszcie, gdy pojechali razem na kompleks basenów. I potem, gdy Patrycja pokazywała mu Budapeszt, w którym już bywała wcześniej i to kilka razy. Dwa dni przed powrotem do  Polski wylądowali razem w łóżku. Rano Wojtek był niemal  "na ostatnich nogach", a Patrycja w ciągu dnia  dyskretnie  ziewała i miała lekko podkrążone oczy. A po tej jednej nocy Wojtek "przepadł" - zakochał się niczym małolat. I nagle "baba z mózgiem jak komputer" przesłoniła mu cały świat, przypomniała, że oprócz pracy istnieją  uczucia i seks.

Trudno byłoby nazwać Patrycję pięknością - owszem, była bardzo zgrabna, miała dość regularne rysy, nigdy się nie malowała, twierdząc, że jest alergiczką i jedynym jej kosmetykiem była oliwka do pielęgnacji niemowląt. 

Zawodowo była bezbłędna,  miała świetne pomysły i była też bardzo zorganizowana,  rzeczowa i bezkonfliktowa. W podległym jej zespole panowały bardzo koleżeńskie stosunki a kłótnie i obgadywanie były nieznanymi zjawiskami.

Z Budapesztu do Warszawy wracali samolotem a z lotniska wzięli taksówkę i, chociaż Patrycja tego nie planowała, wylądowali w jej mieszkaniu. Oboje sobie zdawali sprawę, że ich intymne kontakty w Warszawie będą raczej sporadyczne, a może i całkowicie zanikną.  Wojtek cały czas zapewniał Patrycję, że jego małżeństwo już od dłuższego czasu pozbawione jest sfery intymnej, że są razem głównie z powodu dwójki dzieci i za jakiś czas zakończy się to  rozwodem. Ona go zafascynowała, jest zachwycony i zakochany i będzie robił wszystko by się mogli jak najczęściej widywać i być razem. Odpowiedzią Patrycji było powiedzenie - pożyjemy, zobaczymy. 

Lubiła Wojtka od samego początku, zawodowo był bardzo dobry, nie był dyrektorem z partyjnego awansu, mało tego- nie był członkiem jedynej, słusznej partii, co nawet czasami utrudniało mu życie. Ale dzięki temu nie groził mu awans np. do ministerstwa.

Dziś, prawie w trzecią rocznicę  nieformalnego związku Patrycja  miała dla Wojtka nowinę, która będzie sprawdzianem jego uczuć do niej - trochę się nawet obawiała jak zareaguje na to wszystko  facet, który wciąż ją zapewnia o swej wielkiej miłości do niej, a jest  na co dzień z inną kobietą i ich wspólnymi dziećmi. Co prawda połowę szafy w sypialni Patrycji zajmowały rzeczy osobiste Wojtka, które kupował w trakcie licznych delegacji zagranicznych. Czasami się zastanawiała czy on aby przypadkiem nie ma jeszcze innych kochanek, ale po pierwszym roku jej podejrzenia ustały. Po każdej delegacji Wojtek wprost z lotniska lub pociągu trafiał do niej, niezależnie od tego która to była godzina, zdawał obszerne sprawozdanie z każdego dnia pobytu, pokazywał co kupił dla siebie i to zostawiał u niej, zawsze miał dla niej jakiś wymyślny prezent, pokazywał co kupił dla chłopców. Raz, gdy się zapytała przez przekorę, co przywiózł swej żonie powiedział- ona jak na razie ma nieustający prezent w postaci tego, że jeszcze nie wniosłem sprawy rozwodowej. Ale i to się jej urwie.Dzieci też się starzeją, nie tylko dorośli.

Gdy usłyszała trzask otwieranego w drzwiach  zamka, na sekundę poczuła dziwny niepokój, ale wstała i jak zwykle wyszła do przedpokoju, by na powitanie Wojtka objąć i się do niego mocno przytulić. Już po trzech miesiącach dała mu klucz od swego mieszkania by wreszcie uwierzył że ona ma tylko jego  a nie kogoś jeszcze. Wojtek bywając u Patrycji kilka razy w tygodniu czuł się w obowiązku zaopatrywania lodówki i dokładania się do czynszu, chociaż Patrycja bardzo protestowała.  Dziś Wojtek był wyraźnie zmęczony a na dodatek głodny, więc Patrycja szybko przygotowała  dla nich obojga coś na kształt obiadu, na koniec serwując kawę i czekoladowe ciasto. W trakcie jedzenia rozmawiali o sprawach czysto służbowych, bo Wojtek przyjechał do niej prosto z narady w ministerstwie.

Przy kawie Patrycja powiedziała- mam dla ciebie nowinę - jestem w ciąży. Choć jej nie planowałam. To efekt tamtej nocy gdy wróciłeś dość niespodziewanie nocą z delegacji, ja byłam bez diafragmy bo miałeś wrócić dzień później, a ty rzekomo wycofałeś się w porę. I niezależnie od tego co ty o tym myślisz, nie usunę tej ciąży. To jest pierwsza moja ciąża co, jak mi powiedział lekarz, jest raczej przeciwwskazaniem do jej usunięcia a po drugie - jest to niemal ostatni moment na ciążę a poza tym - chcę tego naszego dziecka. Nie musisz się wcale z tego powodu rozwodzić - jestem samodzielna, dam radę sama je wychować. Podam twoje imię jako ojca, co do nazwiska - chciałabym byś ty zadecydował czy ma mieć moje, panieńskie, czy dasz mu swoje. Oczywiście możesz zlecić badanie genetyczne by mieć pewność że to naprawdę twoje dziecko - nie będę miała o to żalu. I, jak mi powiedział lekarz, ciąża nie jest przeszkodą do kontynuowania współżycia, tyle tylko, że jak to określił - bez całonocnych szaleństw.

Pat, czy ty sama siebie słyszysz? Jak mógłbym nie dać swemu dziecku swego nazwiska? Fakt, moja wina, ale byłem tak stęskniony ciebie, że musiałem do ciebie przyjechać nocą, prosto z podróży. Jasne, że dam dziecku swoje nazwisko, jasne też,  że pomogę  ci przy dziecku. A gdy będziesz szła na następną wizytę kontrolną to pójdę z tobą. Tylko podasz mi termin kilka dni wcześniej. Daj, ucałuję  ten brzuszek, w którym już się coś zagnieździło. I będę się kontrolował, by odtąd zawsze było delikatnie. I zero badań genetycznych. Wiem, że to będzie moje maleństwo.  I jestem zdania, że dzieci mam na tyle duże, że nie ucierpią zbytnio z powodu rozwodu. Starszy ma  już prawie 15 lat, młodszy skończył 13. Z nimi to już można poważnie rozmawiać. Poza tym to nie są głąby, widzą, że my nigdy nigdzie razem nie bywamy, mamy oddzielne sypialnie, na wakacje nie jeździmy razem. Zapewne odetchną gdy się wyprowadzę, bo jak na razie śpią obaj w jednym pokoju, więc z wielką ulgą któryś z nich zajmie  mój pokój. Nie wiem tylko, czy starszy będzie chciał mieszkać  z matką, ciągle się z nią kłóci o wszystko. A wtedy zostanie ze mną i będziemy musieli to twoje mieszkanie zamienić na większe. No i nie wiem, czy zgodzisz się by pod  twoim dachem zamieszkało dwóch panów L. 

Pat, ta fasolka w twoim brzuszku to już ma z 10 tygodni- zawołał po chwili. Zgadza się, tak też  ocenił lekarz- wyjaśniła mu Patrycja. Wojtek przytulił twarz do brzucha Patrycji, chwilę milczał, potem powiedział - to malutkie mi nadało, że powinienem się jak najszybciej wprowadzić do ciebie, mogę?  Ono chce byśmy o nie dbali oboje. Nie chcę byś jeździła do pracy zatłoczonym autobusem, będę cię woził. Patrycja śmiała się w głos - ale będzie sensacja w pracy - pan dyrektor wozi do i z pracy ciężarny personel. Poza tym miliony kobiet jeżdżą do pracy w znacznie gorszych warunkach niż ja i jakoś żyją. Czy przy synach też tak wariowałeś?

Nie, nie wariowałem, pewnie byłem za młody na to, jakoś wcale nie marzyłem o dzieciach.Podobał mi się głównie seks.A mojej żonie- niekoniecznie. Od samego początku ją zdradzałem - mnie temperament rozsadzał, a dla niej była to kara za grzechy, przeszłe, obecne i przyszłe.

 Pat, zostanę dziś z tobą na noc, dobrze? Tylko zatelefonuję do domu, że wrócę jutro około 17,00. Dobrze- zgodziła się  Patrycja. 

Po odłożeniu słuchawki powiedział- jutro będę miał okazję do rozmowy z synami- ona idzie na aerobik i ja z nimi zostaję w domu. Powiem im, że wnoszę sprawę o ustanie małżeństwa, które praktycznie nie funkcjonuje. Ciekawy jestem ich reakcji. Starszy już randkuje, a młodszy już zaczyna rozmawiać z dziewczynami. Bo dotychczas  twierdził, że z dziewczynami to nawet rozmawiać nie warto, one nawet do rozmowy się nie nadają. A gdy zapytałem dlaczego tak uważa, popatrzył się na mnie jak na upośledzonego umysłowo i dodał - one tylko rozmawiałyby o modzie, romantycznych filmach i byciu modelką ewentualnie aktorką. No i jeszcze mogłyby być piosenkarkami- znanymi.  

Wiesz- chyba w ten weekend przeprowadzę się do ciebie. Nie chcę byś była sama z dzieckiem- musisz zacząć na siebie uważać, nosisz w sobie nowe życie. Nie wolno ci dźwigać, musisz regularnie jeść i się wysypiać. Wiedziałem o tym od zawsze, moja mama była położną i kładła mi to do głowy, ale byłem wielce oporny na tę wiedzę w czasie  swego małżeństwa. Bardzo wcześnie zabrakło w nim uczuć a jego miejsce zajął tylko i wyłącznie obowiązek wobec dzieci. A teraz?- zapytała Patrycja wpatrując się w niego uważnie.  Teraz - teraz wiem jak wygląda miłość do kobiety i chcę byśmy jak najprędzej byli razem. I, co może wyda ci się dziwne - kocham też to maleństwo, które masz w sobie. Nie czułem tego gdy miałem zostać ojcem moich  synów. Pokochałem ich dopiero gdy już mogłem z nimi nawiązać kontakt. I, co nie jest chlubne, obaj byli dziełem tylko i wyłącznie przypadku. Wojtuniu, to też jest efektem przypadku - zauważyła Patrycja. Wojtek przytulił ją i powiedział - nie do końca- wiedziałem, że nie jesteś  zabezpieczona i co może z tego wyniknąć i ciut za późno się wycofałem. Chciałem by natura zadziałała. I na moje szczęście zadziałała. Kocham was oboje, ciebie i to maleństwo. Do końca dnia Wojtek zamęczał Patrycję podsłuchiwaniem czy i co maleństwo szepcze - był wyraźnie podekscytowany tą nową sytuacją, a do tego bardzo szczęśliwy.

                                                                        c.d.n.

I jak zawsze prośba- czytasz- oceń, komentarzem lub znaczkiem  takim   -(  lub takim +) i swym imieniem.


środa, 14 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - epilog

W poniedziałek, bladym świtem Artur z Marią wracali do Warszawy. Żegnając się z rodzicami Artura Maria  miała łzy w oczach, bo jak się nie wzruszyć, gdy się słyszy, że obca dotąd osoba mówi nam, że teraz będzie ci we wszystkim pomagać i masz się z nią dzielić wszystkimi swoimi problemami tak, jakby była twoją rodzoną matką. Ustalili, że  świadkami na ich ślubie będzie brat Artura, a drugim świadkiem będzie mama Artura. Umówili się też, że Artur sprawdzi, czy da się jeszcze załatwić pobyt w Sopocie dla Maćka i jego narzeczonej w tym samym terminie w którym oni mieli być (czyli przełom sierpnia i września) i od razu zadatkuje dla nich też takie dwuosobowe mieszkanie. Rodzice Artura wyrazili nadzieję, że teraz Artur będzie częściej wpadał do Krakowa, oczywiście zawsze z Marysieńką. Zamiast wesela miał być rodzinny obiad w restauracji. Dla rodziców zarezerwują hotel, Maciek z Elwirą i Elą będą nocować u nich, bo u nich jak na razie są trzy pokoje a w każdym mebel do spania.  Mama-Emilia podsunęła pomysł, podpatrzony w jakimś "daleko zachodnim" czasopiśmie, by zamiast obrączek nosili płaskie złote obrączki -zawieszki z wygrawerowanymi imionami - na zawieszce Marii byłoby  wygrawerowane ARTI, na zawieszce Artura MARYŚ. Jeśli im się ten pomysł podoba, to będzie to prezent od rodziców. Mama od razu ustaliła długość łańcuszków i ogromnie się cieszyła, że pomysł się młodym spodobał.

W drodze powrotnej pałaszowali mamine przysmaki, a zmniejszona dawka leku bardziej służyła Marii, która była już  w lepszym nastroju i nie zasypiała "na siedząco". Artur promieniał, bo Maria bardzo podobała się jego rodzinie, która zawsze  bardziej ceniła rozum niż urodę kobiet. Co prawda do urody Marii nie mieli żadnych zastrzeżeń, a Maciek stwierdził, że trafiła się Marysia jego bratu niczym ślepej kurze  ziarno, a nie dość, że bardzo zgrabna i ładna to na dodatek mądra, a te przymioty razem są raczej rzadkością.

W drodze do Warszawy Maria powiedziała Arturowi, że czuje potrzebę zatelefonowania do Wojtka i porozmawiania z nim o Alicji "na żywo" a nie tylko przez telefon. I jeśli on nie ma nic przeciwko temu, to ona zaprosi Wojtka do nich do domu. Bo na pewno Wojtkowi też nie jest lekko,  po otrzymaniu sygnału od rodziców Ali, że on jest dla nich nikim. Bo dla niej Wojtek nie jest nikim,był wielką miłością Ali i przecież mieli się pobrać, nawet gdyby rodzice Ali byli temu przeciwni. Oczywiście Artur nie miał nic przeciwko temu, tylko prosił by Maria nadal brała jeszcze te tabletki. Poza tym on wolałby być obecny przy tej rozmowie, co dla Marii było "oczywistą oczywistością". I przypomniał jej, że za kilka dni idą na wizytę kontrolną do  lekarza i powiedzą, że sami zmniejszyli dawkę leku. 

W czasie wizyty kontrolnej Maria "załapała" następne długie zwolnienie  lekarskie, dostała nowe leki, "regenerujące" system nerwowy oraz skierowanie do kolegi tego lekarza na jeszcze kilka sesji psychoterapeutycznych, oczywiście w ramach ubezpieczenia. Jeszcze nim wyszli z gabinetu porozumiał się telefonicznie z tym kolegą i prosto od niego mieli tam pojechać by się Maria zarejestrowała.  Gdy wyszli z gabinetu Maria wymruczała- no popatrz jakie to proste gdy się jest pacjentem "po znajomości." Mam nieodparte wrażenie, że to oni cię wyciągali z załamania - prawda?  Artur kiwnął głową - tak i jak widzisz wyciągnąłem się z tego z ich pomocą, więc wierzę, że i tobie pomogą, a i ja im w tym pomogę. Kto wie, może i z tym Wojtkiem tu przyjadę. Ważne jest by sobie wzajemnie pomagać. Maria przytuliła się mocno i  szepnęła - uwielbiam cię! Ja ciebie też- odpowiedział Artur całując ją w czubek głowy.

Wieczorem Maria zatelefonowała do Wojtka, który był wręcz wdzięczny jej za to chce się z nim zobaczyć i następnego dnia, wieczorem, do nich przyjechał. Było nieco łzawo, bo Wojtek naprawdę bardzo się wzruszył, że nie jest dla Marii "kimś obcym", że oboje chcą mu pomóc. Powiedzieli mu też o swoim ślubie, a Wojtek przeprosił, że raczej nie przyjdzie na ślub, bo zwyczajnie nie da jeszcze rady, co dla obojga było zrozumiałe. Artur  przejrzał swój grafik i umówił się na któreś popołudnie, by zawieźć Wojtka i oddać go w ręce lekarza. Oboje zapewnili Wojtka, że zawsze gdy mu będzie potrzebne jakiekolwiek wsparcie to może na nich oboje liczyć, bo jak powiedziała Maria, to że Ali już nie ma nie przekreśla faktu, że była jej najlepszą przyjaciółką. Gdy się żegnali Wojtek powiedział- cieszę się i to bardzo, że trafiłaś Marysiu na takiego wartościowego człowieka i że się kochacie. A oni zapewnili go po raz drugi, że zawsze może na nich liczyć, a Artur powiedział- wiesz, przyroda nie znosi pustki - za jakiś czas spotkasz inną kobietę, z którą będziesz szczęśliwy, choć teraz wydaje ci się to niemożliwe. Wiem coś o tym. Tylko wszystko wymaga po prostu czasu.

Artur, tak jak obiecał, załatwił Wojtkowi wizytę u lekarza leczącego Marię, mówiąc mu, o tym, że ma pacjenta, który był narzeczonym zmarłej przyjaciółki Marii i że oboje z Marią proszą, by go pan doktor wziął pod opiekę. Na zakończenie wizyty lekarz  powiedział, że gdyby wszyscy ludzie byli bardziej na siebie otwarci, bardziej sobie pomagali, choćby tylko w ten sposób jak to zrobili Maria i Artur w stosunku do Wojtka, byłoby znacznie mniej cierpienia i nieszczęść, bo człowiek, gdy ma wielki stres a nikt mu w tym momencie nie pomoże, wpada w taką depresję, że grozi to nawet śmiercią. 

Na ślubie Artura i Marii oprócz najbliższej rodziny było trzech najbliższych kolegów Artura i....Wojtek, który uznał, że da radę jednak przyjść, bo będzie to z jego strony pewien sposób uczczenia pamięci  Alicji. Artur  żartował, że Wojtek jest adoptowanym bratem Marii, więc na przyjęciu siedział w kręgu rodzinno- przyjacielskim i szalenie podobał się nastoletniej bratanicy Artura. Nic dziwnego, skoro traktował ją jak osobę dorosłą. Gdyby mu wtedy ktoś powiedział, że właśnie poznał swą przyszłą żonę zapewne by wtedy mówiącego te słowa po prostu wyśmiał lub nazwał wariatem. Ela miała wtedy 15 lat a on 13 lat więcej.

O swym zamążpójściu Maria poinformowała rodziców już po fakcie. W ramach prezentu ślubnego przysłali im zaproszenie do Australii i bilet "open" ważny rok, ale Maria nie chciała lecieć do nich, poza tym właśnie robiła profesjonalny kurs dla masażystów.

Dwa tygodnie spędzone w Sopocie cała "piątka" uznała za wielce udane. Elwira i Maria na zmianę zajmowały się gotowaniem, panowie zaś zaopatrzeniem - dostawali po prostu wykaz  tego co mają kupić a ich "konsultantką" na zakupach była Ela. Zmywanie załatwiała zmywarka. W Boże Narodzenie odbył się kościelny ślub Elwiry i Maćka, na którym oczywiście byli Maria i Artur.

W niecały rok po ślubie Artur wraz z kilkoma kolegami otworzyli przychodnię rehabilitacyjną i spełniło się marzenie Artura by mógł pracować razem z Marią. 

Do Australii nie polecieli nigdy, rodzice Marii z kolei nigdy nie wrócili do Polski.

                                                                  KONIEC

 


wtorek, 13 kwietnia 2021

Czerwcowy urlop - 10

 Rano Maria nie pojechała do pracy -Artur powiózł ją do przychodni lekarskiej i lekarz wystawił jej 9 dni zwolnienia lekarskiego, wystawił cały wachlarz skierowań na wiele badań, bo zorientował się, że badania kontrolne i Maria to dwie  zupełnie różne bajki i ostatnie to miała robione trzy lata wcześniej. Artur zatelefonował do pracy, że będzie, ale się trochę spóźni i był obecny w czasie  całej wizyty, bo Maria wyraziła na to zgodę. Plik skierowań plus zaleceń wręczył Arturowi- na wierzchu była kartka z napisem - "proszę jej dziś  nie zostawiać samej!", a żegnając się z nimi powiedział -pobierajcie się, choć to niezbyt modne, ale życie oddzielne tylko pozornie jest dobre, na co usłyszał od Artura: tak samo uważam, postaramy się to zrobić jak najprędzej. I zgodnie z zaleceniem by nie zostawić Marii samej, zabrał ją do siebie do pracy. Śmierć Ali była dla Marii potężnym wstrząsem - były ze sobą zżyte, Ala była niemal rok młodsza od Marii, ale to nie miało żadnego znaczenia. Przyjaźniły się od wielu lat, dzieliły się swoimi wszystkimi radościami i smutkami. W Warszawie obie były same, rodzice Marii byli w Australii, a Alicji co prawda w Polsce, ale widywali się z nią rzadko. Maria nadal była  w szoku, choć z lekka "znieczulona" lekami, które w nią wmusił Artur. Na początek oddał ją w ręce masażystek, potem zabrał na swoje zajęcia zbiorowe, w przerwie pomiędzy pacjentami kupił dla niej w kiosku ze sportową odzieżą czepek i kostium pływacki i dorzucił ją do grupy ćwiczącej w basenie, krótko tłumacząc koleżance  co jest grane.  Najbliżsi koledzy Artura pomagali mu w tym zabierając Marię na swoje grupowe zajęcia. Około południa, gdy  Maria  już była solidnie zmęczona fizycznie trafiła na spotkanie z psychoterapeutą i to był strzał w dziesiątkę. Była na sesji grupowej a potem indywidualnej. Zwierzyła się psychoterapeucie, że nie jest w stanie iść na pogrzeb Ali i to ją boli. Ale doświadczony psychoterapeuta i ten ból ukoił. Gdy wracali do domu Maria była już w znacznie lepszym stanie psychicznym, niemal całkiem "ogarnięta". W domu była już w stanie porozmawiać z Wojtkiem, od którego dowiedziała się, że rodzina już zabrała Alę ze szpitala, ale nie raczyli mu powiedzieć gdzie i kiedy będzie pochowana a na koniec mu powiedzieli, żeby więcej nie  dzwonił bo jest dla nich nikim i dla Ali też był nikim bo nie był jej mężem. W tym momencie dotarło do świadomości Marii jak wiele dla niej zrobił  Artur zabierając ją rano do swej pracy i włączając w opiekę nad nią swoich przyjaciół, a przecież "urzędowo" to i ona nie będąc jego żoną  jest dla niego nikim w pojęciu wielu osób. I zaraz mu o tym powiedziała, a ponieważ użyła zwrotu "jestem twoją dłużniczką" usłyszała: "tak, jesteś, a jedynym sposobem umorzenia  tego długu jest to, byś została oficjalnie moją żoną".

Następnego dnia razem odebrali z USC dokumenty Artura i złożyli je wraz z dokumentami Marii,  ustalając termin ślubu na pierwszy tydzień sierpnia, na czwartek. Do rodziców Artura postanowili pojechać w najbliższy piątek gdy Artur wróci z pracy. Trochę się Artur zezłościł, bo sam lot do Krakowa trwał krótko, ale wymóg by ze względów bezpieczeństwa być 1,5 do 2 godzin wcześniej na lotnisku wydłużał podróż, więc postanowili pojechać samochodem. W pracy bliżsi koledzy Artura dopytywali się o stan Marii, przekazywali dla niej pozdrowienia. A Darek zapewniał wszystkich, że to bardzo miła i serdeczna osoba i jak widać uczuciowa, skoro tak mocno przeżywa   śmierć  przyjaciółki.

Podróż do Krakowa przebiegła gładko, Maria przygotowała  "obiad na drogę"- paszteciki z domowym nadzieniem i ciepły barszcz czerwony z termosu. Nie wstępowali po drodze do żadnej restauracji, zjedli na jednym z leśnych parkingów. Maria początkowo miała zamiar część pasztecików zostawić w zamrażarce " na  zaś", ale w końcu spakowała wszystkie i dobrze zrobiła. Artur zjadł wszystkie, choć jak twierdził to  już nie z głodu a ze  zwykłego łakomstwa. Maria  była  trochę niespokojna, bo nie zdążyła przez te wszystkie zawirowania wybrać się do fryzjera i miała na głowie "bałagan", ale Artur ją zapewniał, że i tak się jego rodzinie spodoba- przecież nikt nie wie jaka powinna być właściwa długość jej włosów. Poza tym jemu się takie  jej uczesanie podoba, a to przecież  najważniejsze.

Rodzice  Artura przywitali oboje tak samo serdecznie, a prezentacja Marii przez Artura  brzmiała : no to przywiozłem moją Maryś żebyście mieli więcej dzieci do kochania. W pierwszy tydzień sierpnia bierzemy ślub.Cieszycie się?  Mama popatrzyła  na Artura z ukosa  i powiedziała: cieszymy się ale i trochę  nam smutno, że nie będzie tego ślubu w Krakowie i że nie chcecie wesela. Objęła Marię i powiedziała - no to wreszcie mam w domu córkę. Tak chciałam mieć córkę, a urodziłam dwóch synów.

Marysieńko,witaj w tej zwariowanej nieco rodzinie, ja mam na imię Emilia, możesz mi mówić  po imieniu, choć byłoby mi niezmiernie miło gdybyś mówiła  na mnie "mama". Dziękuję, od lat nie mam do kogo mówić "mamo", choć nie jestem sierotą. W tym momencie ojciec Artura objął  Marię i powiedział- a ja wolę byś do mnie mówiła tato a nie po imieniu. Ja jestem staroświecki. A czemu Marysiu nie masz do kogo mówić mamo i tato skoro nie jesteś sierotą?- dopytywał się ojciec. No bo moi rodzice od ośmiu lat siedzą w Australii i.....kangury macają, wtrącił Artur. Oj, to daleko są. No i bardzo dobrze, podsumował Artur i ruszył do kuchni. Wy się tu do mojej Maryś przytulajcie a ja tymczasem zrobię dla nas coś do picia. Najadłem się pysznych Marysinych pasztecików i teraz pić mi się chce.

Maryś, napijesz się wody z domowym sokiem z pigwy? Jeśli ty lubisz to ja pewnie też, ale jeszcze nigdy nie piłam soku z pigwy. To pigwy z ogródka rodziców, więc ekologiczne, bez chemii - zachwalał Artur.

Weźcie sobie picie i idźcie do pokoju, albo do ogrodu, ja zaraz naszykuję dla nas wszystkich kolację. To ja pomogę, stwierdziła Maria. Nie, nie , ty idź odpocząć w fotelu- jakby na to nie spojrzeć, to siedzenie kilka godzin w samochodzie, nawet w najelegantszym,  nie jest wypoczynkiem. Tusiek, chodź do mnie, pomożesz mi trochę. Tusiek, tzn. ojciec Artura szybko przyszedł, objął po drodze i cmoknął w policzek Marię, mówiąc przy tym, idź do ogrodu  dziecinko. Arti, a jak twój tata ma na imię? Nie wiesz? No a skąd mam wiedzieć, nie przeglądałam dokładnie twoich dokumentów, a "Tusiek" to mi się z niczym nie kojarzy. Tusiek, czyli Wojtusiek, czyli Wojciech- proste, prawda? Nie jesteś jedyną kobietą, która zmienia imię swego męża. O rany, zaśmiała się Maria - to ja jestem mężatką? No prawie jesteś, już papiery złożone, teraz poznałaś teściów to możesz się czuć jak mężatka. Chodź do mnie, na kolana, bardzo się za tobą stęskniłem, nie całowałem cię od ostatniego postoju na parkingu. Powinni opracować model samochodu, w którym można się całować siedząc za kierownicą. To ja mam lepszy projekt- za kierownicą powinien tkwić manekin,a na tylnym siedzeniu można wtedy się spokojnie całować. Podobają mi się twoi rodzice, są tacy naturalni. To są od teraz i twoi rodzice. Arti, nie będę więcej brała tych tabletek na uspokojenie, ciągle mi się chce spać. Już przetrawiłam śmierć Ali. Szkoda tylko, że ukrywała przede mną, że miewa problemy z sercem. Z drugiej strony to ją trochę rozumiem, gdy mnie coś boli też się tym nie chwalę, no ale przynajmniej idę do lekarza. Maria siedziała na kolanach Artura  z twarzą wtuloną w jego szyję i z lekka przysypiała. No chyba za mocne te prochy dał jej ten lekarz- pomyślał Artur- ona faktycznie zasypia. Zabawne - snuł dalej rozmyślania - jest mi tak dobrze z nią, że aż chwilami muszę się uszczypnąć, czy mi się to aby nie śni. 

Za żywopłotem stanął starszy brat Artura, Maciek - starsza wersja Artura i z uśmiechem im się przyglądał. Rozczulił go ten widok, a może i przypomniał chwile gdy on tak siedział ze swą żoną na ogrodowym fotelu. Wyciągnął ponad żywopłot rękę, w której trzymał aparat fotograficzny i zrobił zdjęcie, wcale nie będąc pewnym czy ono wyjdzie.

Maryś, skarbie, Maciek przyszedł i zrobił nam zdjęcie- szepnął Artur. Maria natychmiast oprzytomniała- ojej, no popatrz, znowu zasnęłam. Wiem, ale uwielbiam gdy zasypiasz przytulona do mnie. Mniej to lubię gdy zasypiasz w samochodzie przytulona do szyby. 

Za żywopłotem Maciek powoli zmierzał do furtki, którą otworzył własnym kluczem. Maria chciała zejść z kolan Artura, ale ten ją przytrzymał - siedź na moich kolanach, on tu podejdzie i się poznacie. Maciek podszedł mówiąc - witaj bratowo, siedzicie zupełnie tak jak ja tu siadywałem z Laurą. Zrobiłem wam zdjęcie, ale nie wiem czy wyjdzie, światło już marnieńkie. Przysunął sobie drugi fotel i usiadł  obok. Ja jestem Maciek, a ty jak masz na imię? Maria, czyli też na "M". Zmęczeni pewnie jesteście? Nie - zaprzeczyła Maria, tylko biorę tabletki uspakajające  i okrutnie mi się po nich chce spać. Maryś straciła kilka dni temu przyjaciółkę, rówieśnicę i  była w ewidentnym szoku. Lekarz zapisał jej  leki, ale mam wrażenie, że za dużą dawkę. Jutro dam jej połowę tabletki, a za kilka dni pewnie  będzie można już odstawić- wyjaśnił Artur.  Maciek pogłaskał Marię po policzku - rozumiem i to bardzo dobrze, moja Laura odeszła gdy miała 28 lat. Śmierć jest następstwem życia i wszyscy o tym wiemy,  ale o ile śmierć kogoś, kto dożył starości tylko nas  smuci,  to śmierć osoby młodej budzi w nas bunt i zawsze jest szokiem. Rozumiem cię Marysiu. Ale z czasem  umiemy się z tym pogodzić.

Dzieci, kolacja - nawoływała mama. Bracia uśmiechnęli się do siebie. No popatrz, to się jakoś nie zmienia. Dla nich zawsze będziemy dziećmi. 

Po kolacji Panowie  zabrali się za zmywanie a mama wypytywała Marię, czy nie trzeba jej czasem w czymś pomóc przed ślubem, czy już wie w jakiej kreacji będzie brała ślub, co jej ewentualnie brakuje z wyposażenia domu. Maria, zgodnie z prawda powiedziała, że tak naprawdę to ma wszystko jeśli idzie o gospodarstwo domowe, bo rodzice wyjechali "tylko na wycieczkę", więc wzięli ze sobą tylko rzeczy osobiste, by bagaż nie przekraczał 20 kg na osobę. Gdy nie wrócili w terminie a w  liście napisali, że zupełnie niespodziewanie postanowili zostać w Australii na stałe, Maria "poszła po rozum do głowy" i przejrzała na oczy- sprawdziła w biurku ojca, że zabrali ze sobą wszystkie dokumenty, które mogłyby być im potrzebne - czuła się oszukana i porzucona, choć miała już wtedy 21 lat. Rodzice przysłali dla niej zaproszenie i bilet otwarty, ale ona była  pełna żalu, że ją tak potraktowali i odmówiła wyjazdu do Australii. Dziś wie, że dobrze zrobiła, bo spotkała Artura , który wyraźnie jest miłością jej życia. A jej rodzice aktem notarialnym przekazali jej mieszkanie, w którym oni teraz z Arturem mieszkają, kupili też samochód, nie piszą do niej a co jakiś czas wpłacają jej na konto dolarowe  jakieś  pieniądze. Co do ślubu - oboje nie chcą żadnej wystawności, żadnego wesela. No tak, Artur już miał jeden wystawny ślub i wesele, co jakoś wcale  małżeństwu  na zdrowie nie wyszło- zauważyła mama.  A wiesz co było ,że wystąpił o rozwód? wiem mamo, powiedział mi. A nam powiedział tylko, że po prostu do siebie nie pasowali. Bo chyba wcale nie jest  łatwo pasować do siebie, małżeństwo wymaga od obojga wielkiej wyrozumiałości i wielu dobrych chęci by się wzajemnie zrozumieć- stwierdziła Maria. A Artur jest, mamo, bardzo wyrozumiałym człowiekiem. Aż się dziwię, że ze mną wytrzymuje.

Panowie skończyli kuchenne ablucje i przyszli do saloniku. Artur oczywiście zaraz przylepił się do Marii. Przyniósł jej pół tabletki lekarstwa, które miała brać trzy razy dziennie i wodę. To znów zasnę na siedząco- protestowała Maria- ale zobacz Maryś, to jest tylko pół tabletki, nie cała. A sen jest naprawdę bardzo dobrym lekarstwem. A jeśli zaśniesz na siedząco to cię zaniosę do łóżka i rozbiorę i dalej będziesz spała. Na pytające spojrzenie  matki wyjaśnił - dostała szoku, bo zmarła jej serdeczna przyjaciółka, jej równolatka. I lekarz zapisał jej te tabletki, ale jest lepiej i zredukowałem ilość, bo mi w samochodzie zasnęła przytulona do szyby. Tu w ogrodzie też zasnęła. Mamo, ona była w takim stanie, że musiałem ja wziąć ze sobą do pracy. I wszyscy koledzy i koleżanki mu pomagali w tej opiece nade mną- uzupełniła Maria. On ma bardzo miłych kolegów i chyba go bardzo lubią, co mnie akurat nie  dziwi.

A gdzie się poznaliście? W Juracie. Ktoś nas przydzielił do jednego stolika- szybko wyjaśnił Artur. Obejrzałem wpierw kto siedzi przy stoliku przy którym i ja mam siedzieć i od pierwszego spojrzenia  byłem trafiony. A tak nieprzystępnej kobiety to dawno nie spotkałem. I tak nieufnej.  Za nic w świecie nie chciała uwierzyć, że ją kocham. No ale chyba w końcu uwierzyła skoro się pobieracie- zauważył trzeźwo tata. No tak, ale się straszliwie napracowałem. I nadwyrężyłeś finansowo przy oświadczynach- mamusiu, ten wariat kupił z 50 róż i to nie na targu ale w hotelowym kiosku z kwiatami. Widać uznał, że jesteś tego warta. A macie już obrączki? No nie,  ja to nie będę nosił bo bez przerwy w pracy myję ręce, to raz, poza tym mam  bardzo szczupłe palce i jeśli mi obrączka przechodzi przez staw to odstaje potem na palcu i o wszystko zahacza. Pomyślimy o jakimś innym rozwiązaniu. Maria  nachyliła się do Artura i szepnęła- naszyjnik dla mamy...Przynieś z pokoju moją torebkę, proszę. W kilka minut potem Artur wręczył mamie naszyjnik bursztynowy, a Maria  jego ojcu różę na srebrnej łodyżce, mówiąc,że  nie było nic "na poziomie" co nadawało by się  dla mężczyzn, więc pomyślała, że taka róża może zdobić ojca biurko lub stać na nocnym stoliku.  A kiedy ty tę różę dorwałaś? -zdziwił się Artur? Gdy  wracałam z pracy, przeszłam jeden przystanek piechotą i ją  upolowałam. I nic mi nie powiedziałaś? Bo zapomniałam- włożyłam do torebki i zapomniałam. Przypomniałam sobie dopiero gdy się pakowałam na drogę. I jest jeszcze ten wisiorek dla twojej brataniczki.  Faktycznie, byłbym o tym zapomniał. Maciek, a właściwie dlaczego nie przyszła z tobą Ela? Bo jej nie ma, jest na wyjeździe ze swą przyszłą mamą. Są aktualnie w Szczyrku, wrócą za tydzień. Elwira prowadzi obóz i wzięła ze sobą  Elę. No to weź ten wisiorek dla Eli, dasz jej gdy wróci. Dziękuję, ucieszy się, ale będzie niepocieszona, że  was nie widziała.

                                                                         c.d.n.