środa, 16 lutego 2022

Ryzykantka - 15

Paweł siedział u nich do wieczora. Razem z Robertem obejrzał jakiś  "ważny mecz" siatkówki a Ewa w tym czasie w sypialni, przy swoim  małym biurku przeglądała jakąś dokumentację Po meczu i krótkiej dyskusji z ojcem na jego  temat Paweł się ocknął- okropnie się u was zasiedziałem, powinienem już  dawno wyjść. Robert się  roześmiał-  wiesz , to jest  takie  jakieś bardzo  dziwne  miejsce.  Mnie po pierwszej tu wizycie to nawet kijem nie udało się Ewie wygonić. 

Ewa  stwierdziła, że Paweł może jeszcze  zjeść  z nimi kolację a nawet może przenocować i wrócić do domu wieczorem następnego dnia. Tylko może powinien zawiadomić  matkę,  że nie wróci na noc. Paweł tylko machnął ręką - to by jej nie zdenerwowało, że mnie  na noc nie ma, bo  na ogół w  weekendy mnie nie ma. Ale gdybym tak zatelefonował i powiedział, że nocuję u  was, to chyba by dostała wylewu. Tato, ona cię po prostu nienawidzi. Masz  uroczą ksywkę - "ten drań". Nauczyłem się nie słyszeć tego, co do mnie mówi. A pan dentysta ma od  kilku miesięcy ksywkę "pawian". Ciekawy jestem jaką ksywkę mam ja, ale  nie mam skąd  się tego dowiedzieć. 

Ewa roześmiała się - biedna kobieta -może się  załamać, skoro raz trafiła na  drania a teraz na pawiana. Śmieję się, choć to właściwie nic śmiesznego, że tyle w tej kobiecie złości i nienawiści. Jeśli chcesz Pawełku, to możesz tu spać, a jutro, jeśli będziesz  chciał, po prostu spędzisz z nami jeszcze jeden dzień.

Może w takim razie podjedziemy jutro na Świerczewskiego, bo  wydaje, mi się, że ty tam synu nigdy nie byłeś. Pomieszkasz tam do czasu naszej przeprowadzki na Wilanów co ma nastąpić do końca tego roku, a potem wprowadzisz się tutaj. Bo tamto mieszkanie jest naprawdę strasznie  malutkie. Pokój z widną kuchnią, mini przedpokojem i łazienką. A wanna tam jak dla  niemowlaka. Mnie  służyła za wysoki  brodzik do prysznica. A ja stamtąd wezmę przy okazji resztę  swoich rzeczy osobistych, żebyś miał gdzie  umieścić swoje. 

Ponieważ ja nie w każdej chwili mogę się ruszyć ze szpitala to trzeba wybrać na przeprowadzkę sobotę lub niedzielę. Tato, jeśli zostawisz mi klucze ja wezmę do pomocy dwóch  kolegów i wtedy matka  na pewno uwierzy, że się przeprowadzam do jakiejś dziewczyny, bo tak  jej to wpuszczę. 

Zresztą  wcale kolegom nie powiem, że to będzie moje  samodzielne  mieszkanie, im też wpuszczę wersję, że to mieszkanie  jakiejś mojej dziewczyny. Po prostu uniknę nagabywań w rodzaju "udostępniania  chaty". Muszę się szykować do absolutorium i  muszę pisać magisterkę, nie mam czasu ani na własne amory, ani ochoty na wypożyczanie  komuś chaty. Zresztą te dziewczyny jakieś dziwne teraz , a może ja jestem dziwny.

No popatrz, nie wiedziałem, że teraz dziewczyny są dziwne. A na czym ta dziwność polega? 

Po prostu nadają sprzeczne  sygnały. To tak jakby chciały być jednocześnie  noszone  na rękach i ciągnięte  za włosy po piachu. Nie neguję tego, że potrafią robić niemal to wszystko co mężczyźni, ale powiedz mi czy  muszą się upijać w trupa żeby udowodnić  facetowi, że kobieta wszystko może?  Mnie coś takiego zupełnie  nie imponuje ani nie  budzi w stosunku do takiej najmniejszego szacunku. 

A ty często bywasz na takich popijawach? Nie, raz w życiu się upiłem u kolegi, bo próbowaliśmy  różnych alkoholi z barku jego ojca. Miałem wtedy chyba  już 18 lat. Zchorowałem się  jak norka, byłem pewny, że wyrzygam wszystkie wnętrzności, w głowie mi się dwa dni kręciło i to było jeszcze  gorsze niż te wymioty. Od tej pory nawet piwa nie piję. Już od samego zapachu alkoholu kręci mi się w głowie. Gdy byłem  kiedyś na weselu brata  mojego kolegi, już po tym  zatruciu, to po 15 minutach zniknąłem stamtąd, bo strasznie na tej sali było czuć alkohol i zaraz  zaczęło mi się kręcić w głowie.

A co ty powiesz matce,gdy się  zaczniesz  pakować? Jeśli zauważy to powiem, że się wyprowadzam do dziewczyny, której tak naprawdę  aktualnie nie mam. A jeśli nie  zauważy- poinformuję ją telefonicznie, że się wyprowadziłem. Ona jest tak zajęta śledzeniem ile zarabia pan dentysta, że o  bożym świecie nie wie.

On ma tam zrobione trzy gabinety i one pracują na  dwie  zmiany- w sumie tam pracuje  sześciu dentystów. Gabinety są na parterze, część mieszkalna  na piętrze. W garażu pod domem od jakiegoś czasu stoi rtg. Jeszcze 2 lata wcześniej matka siedziała w charakterze recepcjonistki i kasjerki, a on przyjmował w jednym z  gabinetów- raz  przed a raz po południu. Każdy dentysta daje pacjentowi kartkę, ile ma  zapłacić. I każdego dnia każdy dentysta od razu dostaje "swoją dolę". Kiedyś to robiła matka, teraz pan dentysta. No i kiedyś była sprzątaczka, teraz mama sprząta gabinety. Podobno sprzątaczki mają teraz przewrócone w głowach i chcą za dużo zarabiać, więc matka przelatuje z mopem po  gabinetach. Ale  na kucharkę ich stać.

No i dobrze, że mają kucharkę -zaśmiał się Robert. Nie żebym był złośliwy, ale twoja matka i gotowanie to coś, co nigdy nie  szło w parze. Widocznie  pan dentysta też to odkrył. A gdzie w takim razie ty się  stołujesz? W uczelnianej stołówce, nie trują tam nas, chociaż nie rozpieszczają. 

Ewa słuchała tego wszystkiego i skóra na niej cierpła. U  niej w domu było nie do pomyślenia, żeby ona jadała w stołówce studenckiej. Miałam , w porównaniu z tym chłopakiem jedwabne życie. Normalny dom i troskę obojga rodziców, chociaż się moim przecież nie przelewało - pomyślała.

Paweł, a ile  ty  miałeś lat gdy się twoi rodzice  rozwodzili?- spytała Ewa. Czternaście. Wybrałem mieszkanie  z matką, bo ojciec często wyjeżdżał, był rzadko w  domu a  matka twierdziła, że ojciec ma  za granicą jakąś kochankę  i na pewno za którymś razem nie wróci do Polski, a wtedy zabiorą mnie do Domu Dziecka.

Robert zbladł. Więc dlaczego nie  zapytałeś mnie o to dlaczego wciąż wyjeżdżam, dlaczego tak rzadko jestem w domu? Mogłeś mnie o to zapytać nawet w sądzie. Ile razy chciałem  z tobą gdzieś iść, ty mówiłeś, że nie chcesz, że nie interesuje cię to co ja proponuję. Fakt, byłem bardzo pochłonięty pracą i nie  wpadłem na to, że jesteś przez matkę bez przerwy ogłupiany. Jesteś już dorosły, więc teraz  mogę ci wszystko opowiedzieć. I nie idzie mi o to, by się wybielić. Ale już jesteś dorosły i wiedza o tym co było już ci nie zaszkodzi.

Ożeniłem się z twoją matką,bo zaszła w ciążę i to zaraz na  samym początku naszej znajomości. Nie zmusiłem jej do stosunku, jak to mówią "sama chciała", twierdząc, że możemy się pieścić bez obaw. A ja, naiwniak, uwierzyłem. Nie kochałem jej, ale bardzo mi się podobała. Do ślubu zmusił mnie mój własny ojciec, chociaż ktoś inny dobrze radził, by owszem, uznać dziecko, dać mu swoje nazwisko   ale  nie żenić się, tylko płacić alimenty.W dniu ślubu  miałem 26 lat i ukończone studia  w wybranym przez siebie  zawodzie. Zacząłem robić specjalizację co naprawdę  wymagało i nadal wymaga poświęcenia temu dużo czasu, to jest jak drugie studia. Urodziłeś się pełne trzy tygodnie przed czasem a ja wtedy przebywałem na  szkoleniu we Francji. Oczywiście dowiedziałem się, że celowo wyjechałem do Francji. A potem już było tylko  gorzej, bo zacząłem habilitację, chciałem pracować  naukowo. Nie  zdradzałem twojej matki, chociaż ona  mi to stale  zarzucała. Ale nie podejrzewałem, że ciebie też w to stale wciąga. W końcu  miałem wszystkiego dość i wystąpiłem o rozwód. Miałem nadzieję, że wybierzesz mnie, ale wybrałeś ją.  Całe twoje ówczesne  zachowanie względem mojej osoby wstrzymywało mnie od walki o ciebie- ty mnie nie chciałeś i dawałeś mi to  do zrozumienia. A twoja matka mi kiedyś wykrzyczała,  że  nigdy mnie nie kochała ale wyszła za mnie, bo chciała sobie inaczej ułożyć życie. No i jak widzisz - ułożyła sobie. I dowiedz się jeszcze jednej rzeczy- to Ewa mi otworzyła oczy, że być może ty mnie potrzebujesz. Bo ja każdy twój telefon odbierałem, że jesteś mną zainteresowany tylko i wyłącznie jako ostoją finansową, tak jak twoja matka.   Ewa ma jakiś szósty zmysł.

Paweł wpatrywał się w Ewę jak zahipnotyzowany, potem wstał, podszedł do Ewy, przykucnął przy niej i mocno objął mówiąc-słów mi po prostu brak, wiem, że "dziękuję" brzmi w tej chwili wręcz trywialnie. Ewa ujęła w dłonie jego twarz, cmoknęła w czoło i spojrzała w oczy mówiąc - będzie dobrze, zła passa minęła. Poradzimy sobie  ze wszystkim. Tylko musimy wzajemnie sobie  ufać i zawsze mówić prawdę. Sądzę, że po prostu twoja matka  nie wyniosła z domu dobrego wzorca i nieco pogubiła się w życiu. Tak się bardzo często dzieje.

No to jak - chcesz u nas nocować?- spytała. Paweł pokiwał głową. No to chodź, wyciągniesz sobie  z szuflady pościel i pościelisz sobie łóżko. Będziesz spał w małym pokoju, my sypiamy tutaj. Robert, daj mu jakąś swoją piżamę. I szczoteczkę do zębów, z zapasów. I jakiś kubeczek. I duży ręcznik.  Możesz spać do której zechcesz, jeśli nie musimy to nie  wstajemy wcześnie. Tu masz prześcieradła na materac, wybierz sobie  kolor, w tej  drugiej są poszwy na kołdrę i  poszewki na poduszkę. Chcesz jedną poduszkę czy np. poduszkę i mały jasiek? Poduszkę i mały jasiek. Ewa uśmiechnęła się - tak jak twój tata. No to idź pierwszy do łazienki, ja tu jeszcze ci wywietrzę pokój przed snem. Tata już ci pewnie  wszystko w łazience przygotował.

Macie przeze mnie kłopot- stwierdził Paweł. No coś ty, nie trzeba  cię kąpać, ani sprawdzać czy umyłeś porządnie uszy i szyję, więc nie widzę tu żadnego kłopotu. Łóżko sam sobie przygotowałeś- wszystko jest jak należy. Rano na śniadanie dostaniesz pieczoną owsiankę. Nie znam czegoś takiego, znam tylko płatki owsiane na mleku - Paweł popatrzył zdziwiony na Ewę.  No  to  ci po znajomości sprzedam ten patent. Jak raz zjesz taką pieczoną owsiankę to już w życiu nie zjesz ani płatków na  mleku ani klusek na  mleku. A pomijając smak, to jest to  bardzo praktyczne jedzenie, bo jedna  blacha upieczonej owsianki wystarcza spokojnie  na dwa dni. No to idź do łazienki. A potem śpij dobrze.

Ewa zajrzała do kuchni by napełnić do końca  zmywarkę, ale ta już była włączona. W pokoju było ciemno, a drzwi na  loggię szeroko otwarte, tylko jakoś nie było widać Roberta. Ewa wyszła na loggię ostrożnie pokonując dość wysoki i  szeroki próg. Robert siedział na niskim stołeczku oparty, o szorstką ścianę, pokrytą drobnymi kamykami. Wpatrywał się  w nocne już niebo, jego ręce mocno obejmowały kolana. Ewa cichutko  przykucnęła obok i objęłą go - chodź do pokoju, nie jest mi tu wygodnie, a chcę być  do ciebie przytulona. Pomógł jej wstać, chronił gdy przekraczała próg i objęci weszli razem do pokoju. Ewa zasunęła zasłony i  zapaliła malutką nocną lampkę. Niespiesznie  zaczęła się rozbierać i zaraz do tej czynności włączył się Robert. 

Czuję się okropnie, tak jak bym porzucił Pawła w jakimś oknie życia i odszedł szczęśliwy, że się  go pozbyłem. Wyrządziłem mu wielką krzywdę, że tak szybko  zrezygnowałem z walki o niego. Głupstwa pleciesz, właśnie odzyskujesz swoje dziecko, więc  skup się teraz  na tym. I to dziecko odziedziczyło  nie tylko twoją urodę - lata kontaktu z  Harpią nie uszkodziły w nim twoich dobrych cech. Będziesz miał z nim teraz częsty kontakt a on jest w wieku,  w którym zaczyna się już trochę inaczej postrzegać swoich rodziców i doceniać to co mówią i robią.  Byleś teraz nie uderzał w mentorski ton. Traktuj go jak młodszego przyjaciela, nie jak dziecko i wszystko będzie dobrze. 

W piwnicy mam  poskładane kartony po przeprowadzce, tylko trzeba  będzie  dokupić taśmę do ich sklejania, bo już mam jej niedużo. Myślę, że będzie dobrze jeśli kilka z nich weźmiemy  jutro ze sobą i pojedziemy tam w dwa  samochody.Weźmiemy też worki próżniowe. Jest u ciebie  odkurzacz? bo trzeba przecież  czymś powietrze z nich odessać. Przecież nie  wziąłeś ani wszystkich swoich rzeczy ani książek. Mam też w piwnicy taki "dinks" do naklejania taśmy na pudła i odcinania jej, to nawet niezły patent. I ponieważ przed nami kolejna przeprowadzka część pudeł z twoimi rzeczami pozostawimy zapakowane w piwnicy. Czas do naszej przeprowadzki szybko zleci. I jakoś nie chce mi się  wierzyć, że wszystkie rzeczy Pawła zmieszczą się w dwie lub trzy walizki.

                                                                 c.d.n.




wtorek, 15 lutego 2022

Ryzykantka - 14

 Następnego dnia rano wychodząc do pracy Robert  powiedział Ewie, że spróbuje zaprosić syna  na  najbliższą sobotę, bo sobie przypomniał że w następną sobotę to będzie  miał niestety dyżur.  Ewę już dawno śmieszyły te szpitalne  dyżury, bo  niemal we wszystkich  szpitalach z jakiegoś  względu zakładano, że w weekendy wszystkie  choroby też mają weekendy i na weekend pacjenci zdrowieją, więc wystarczy na  cały szpital jeden lekarz. Już dawno "podpatrzyła", że  w większości szpitali  piątek był dniem nieoperacyjnym - nic  dziwnego, skoro  w weekendy obsada lekarska  była wielce  zminimalizowana. A od  dawna wiadomo, że operacja  to nie jest obcięcie i opiłowanie paznokcia i różnie może się po operacji  z pacjentem wydarzyć.  

Zapytała się nawet kiedyś jednego z lekarzy dlaczego tak się dzieje- zdaniem jej rozmówcy był to wynik stałego niedofinansowania służby zdrowia i niskie pensje lekarzy. Nie garnęli się do pracy w szpitalach, za to bardzo chętnie pracowali w różnych przychodniach lekarskich działających na  zasadzie spółdzielni. W państwowych szpitalach najlepiej  zarabiali kardiochirurdzy. Koleżanka Ewy  opowiadała, że gdy sama  leżała w  klinice kardiologicznej, to operacje były "na okrągło", blok chirurgiczny działał dzień i noc i na tamtejszej chirurgii nie było dni  nieoperacyjnych. Z własnych pobytów w szpitalach Ewa  pamiętała te dyżury -  dyżurny lekarz  wchodził na salę  z pielęgniarką z danego oddziału, od progu rzucał pytanie w gatunku "no i jak  się drogie panie  czują?  Nic nikomu nie potrzeba? No to życzę paniom dobrej nocy." A ponieważ leżała za każdym razem na chirurgii to w niedzielny poranek i niedzielny wieczór powtarzała się ta  sama scena.

Z każdego z tych szpitali wychodziła w piątek rano czasem jeszcze  ze szwami, a czasem już po ich zdjęciu, jeśli tak się zdarzyło, że można je było zdjąć w czwartek.  Ale tu było trochę inaczej - każdy z oddziałów miał "swojego" lekarza dyżurującego. Robert przed każdym dyżurem sprawdzał którzy lekarze będą w tym samym czasie na dyżurze. Z niektórymi chętnie  dyżurował, bo mieli o czym  ze sobą rozmawiać, gdy nie było nikogo z tych,  z którymi lubił rozmawiać to zaraz po wieczornym obchodzie kładł się spać. Bardzo lubił jednego z młodych chirurgów miękkich, który jego zdaniem był rewelacyjny w  swym fachu, już miał doktorat chociaż miał dopiero 35 lat.  Specjalizował się w  przepuklinach i po jego operacjach nigdy żaden pacjent nie wracał za jakiś czas na  reoperację. 

Ewa się śmiała, że Robert dlatego lubi tego kolegę, bo on podobnie jak Robert  bardzo krótko znał swoją żonę przed ślubem. Po trzech  dniach  znajomości oświadczył się, miesiąc później  brali ślub i mają już dwoje  dzieci. Wszyscy ich znajomi przepowiadali rychły koniec takiego "związku na  chybcika", ale oni są razem już sześć lat.

Syn Roberta z niejakim  zdziwieniem przyjął zaproszenie ojca na  najbliższą sobotę. Spotkali się na  mieście i Robert przywiózł go do domu około godziny  trzynastej. Nie mówił po drodze, że Paweł pozna nową żonę Roberta.  Ponieważ Robert zaparkował na parkingu strzeżonym do budynku  szli na skróty. Młody rozglądał się dookoła, stwierdzając, że osiedle nawet całkiem ładne, dużo zieleni i widać, że administracja osiedla dba o nie- ławki pomalowane, wszędzie kosze na śmieci, place zabaw dla dzieci ogrodzone a sprzęt w nich nie zniszczony. Był nawet teren zabaw dla.....psów.

O, to mieszkasz w niskim bloku, wydedukował Paweł gdy stanęli przed  jedną z klatek czteropiętrowego bloku. Tak, do tego na pierwszym piętrze, więc się przynajmniej nie  namęczę po schodach. Robert  otworzył kluczem drzwi klatki  schodowej i poszli na piętro. Dość wysoki jest tu parter-  zauważył syn. W wielu blokach można każdemu  do chałupy przez okno  zajrzeć.  Stanęli przy drzwiach z nr 14 i Robert otworzył drzwi puszczając syna przodem. Zapalił w przedpokoju światło i powiedział głośno - kochanie, już jesteśmy. Z kuchni z uśmiechem wyszła Ewa. Młody wytrzeszczył  oczy, potem cicho powiedział - jestem Paweł, dzień dobry pani. Ewa podała mu rękę, mówiąc : a ja jestem Ewa. Cieszę się, że do nas przyjechałeś. Wyskakuj  synku z  butów, zaraz ci dam gościnne klapki - powiedział  Robert. 

No a teraz idź przed siebie, do pokoju. Co będziesz pił - kawę czy herbatę czy  może chcesz colę. Kawę. Robert popchnął go do pokoju mówiąc - klapnij, gdzie chcesz. A  może chcesz ręce umyć, ręcznik gościnny jest w kolorze czerwonym, przy umywalce. A toaleta zaraz obok łazienki. A co ty taki cichutki jesteś?  

Nie wiedziałem, że mieszkasz nie sam ale z kobietą. Mieszkam z  kobietą bo to jest  moja żona. Należę do tych co nie mieszkają z kobietami na  "kocią łapę". Macie  fajną kabinę prysznicową- spora - zauważył Paweł. No umyj te  ręce, pokażę ci resztę tego niewielkiego ale  ustawnego mieszkania.

Kawa na stole - zawołała Ewa. Idziemy już. Tata,  a jak mam do Twojej żony mówić? Zapytamy się jej, chodź, nie bój się, nie gryzie i nie wrzeszczy.

Na stole w pokoju stała srebrna taca z ptysiami i eklerkami, drugą połowę tacy zajmowały bakalie i kawałki różnych czekolad oraz świeże daktyle. Ojej, westchnął młody - ptysie! Wieki całe nie  jadłem! No to teraz możesz się napchać nimi do oporu - stwierdził Robert. Ewuniu, Paweł się  zastanawia jak się ma do ciebie zwracać, więc powiedziałem, że to ty musisz to określić.

Ewa roześmiała się - ja po prostu jestem Ewa, nie ubliży  mi mówiąc do mnie  moim imieniem z pominięciem słowa "pani". Mam w pracowni ze trzech równie młodych ludzi i wszyscy mówimy  sobie po imieniu. Ewa jest  architektem - uzupełnił Robert.  A dawno wzięliście ślub?  Nie , niedawno. A coś na kształt mini wesela urządziła dla nas w swoim domu ciocia Alina. Ta co ma bliźniaki? - zapytał Paweł. Tak, ta sama. A bliźniaki już  skończyły 10 lat. Zastanawiam się jak Alina  ich rozróżnia. Bo ja  mam zawsze wrażenie, że widzę podwójnie. 

Powiedz mi synku a jak tam z twoimi studiami? Zacząłem już pisać magisterkę, chociaż jeszcze  nie mam absolutorium- zrobię je w lutym- tak planuję. No a co potem?  Jeszcze dokładnie nie wiem. Pewnie wyjadę, na początek do Niemiec. Informatycy są potrzebni niemal w każdej branży. A to ty znasz niemiecki? Nie wiedziałem o tym. No nie znam, ale przyjmują również z  samym angielskim. Możliwe, że na początek zacznę w  dawnym NRD. Nawet tam lepiej płacą niż tu. Tata, ale nie mów nic matce, bo ona nie chce żebym wyjechał. Masz to jak w  banku, ja przecież z nią nie rozmawiam. A jak ci się układają stosunki z jej mężem? Jak psu z jeżem - stwierdził Paweł. Mam podejrzenie, że oni się chyba rozejdą, bo wciąż są jakieś awantury. Nie wiem o co. Między innymi i dlatego chcę wyjechać. Nie chcę z nimi mieszkać.  A jak panu dentyście biznes idzie?  Chyba dobrze, bo wciąż jest pełno klientów. On już teraz sam  ludziom w zębach  nie dłubie. A co robi? Nic i dlatego matka się awanturuje. Bo teraz on siedzi na recepcji i kasuje pieniądze.

Słuchaj Paweł - nie wyjeżdżaj tylko dlatego, że nie masz w tej chwili gdzie mieszkać. Pomyślimy z twoim ojcem  nad tym i będziesz  miał gdzie mieszkać. I to w niedługim czasie- stwierdziła Ewa. No właśnie - Ewa ma rację - dodał Robert. 

Paweł, a czy matka ma jeszcze upoważnienie do twego konta  bankowego? - spytał Robert. Jeżeli jeszcze ma to załóż sobie inne konto, w innym Banku, np. w Alior  Banku i przenieś te  pieniądze które masz. I podaj mi potem nowe konto, żebym  miał gdzie  alimenty wpłacać.  Do 26 roku twego życia będę ci wpłacał, o ile nie zaczniesz wcześniej regularnie  pracować. Zostaw na koncie tylko jakąś symboliczną kwotę, góra 200 złotych.

A jak ci załatwimy  mieszkanie to nie podawaj matce adresu, bo będziesz ją miał na głowie. Jesteście  zameldowani w mieszkaniu tego dentysty? Tak. No to fajnie, ona na pewno w razie rozwodu wydębi od niego jakieś mieszkanie dla siebie. Umie  zadbać o siebie. A my załatwimy mieszkanie  dla ciebie. A jak ci się podoba to nasze?  Fajne. To osiedle jest w porządku. Jest tu cicho i czysto.

Ewa wstała od stołu i wyszła do kuchni. Po chwili  zawołała - Robert, zdejmij mi coś z góry. Gdy wszedł do kuchni szepnęła -przewieziemy w dwa  dni twoje rzeczy osobiste ze Świerczewskiego i niech Paweł tam zamieszka. Potem "powachlujemy" mieszkaniami i ty zapiszesz mu to, a tamto będzie  zarabiało na siebie. Idź mu to powiedzieć, że na razie będzie na Świerczewskiego a co dalej to się zobaczy. Ja tylko włączę piecyk i zaraz  przyjdę.

Robert wrócił do pokoju i powiedział - zastanów się nim  mi odpowiesz- mam do ciebie dwa pytania- pierwsze to w jakim  czasie jesteś w stanie się spakować, drugie- czy umiesz na tyle  o siebie  zadbać, byś sam mieszkał. I nie idzie tu o płacenie czynszu za mieszkanie, tylko o sprawy porządkowe  jak  dbanie o mieszkanie, szykowanie sobie posiłków. Bo  mamy z Ewą pewien pomysł - na początek  zamieszkałbyś w moim mieszkaniu i to "teraz- zaraz", na Świerczewskiego, potem, czyli pewnie  w pierwszym kwartale przyszłego roku przeprowadziłbyś się tutaj i dostałbyś to mieszkanie ode mnie. Bo my chcemy z Ewą zamienić się "papierkowo" na mieszkania. Gdy już  będę właścicielem tego mieszkania przepiszę je  notarialnie na ciebie- jako darowiznę, żebyś nie płacił podatku. A tamto będę wynajmował. My powinniśmy się  do końca roku wprowadzić do nowego mieszkania, blisko kliniki, w której pracuję. Przeanalizuj to sobie w swoim na wpół skomputeryzowanym mózgu. To jest propozycja głównie Ewy.  A ja się  z nią zgadzam. No to w jakim  czasie jesteś w stanie  się spakować?  W dwa dni i pewnie w trzy walizki. Dlaczego pytasz?

W tym momencie Ewa zawołała obu do kuchni, by przenieśli talerze z obiadem do pokoju. Młody wyglądał na nieco ogłuszonego i zdezorientowanego, ale  posłusznie  powędrował za Robertem do kuchni i zabrał swój talerz do pokoju.  

Gdy usiedli do stołu Ewa powiedziała -  poważne rozmowy  będziemy kontynuować po obiedzie,  przy kawie,  lodach i bakaliach. Teraz zajmijmy się jedzeniem. Ewentualne dokładki są dostępne bez problemu, wystarczy przejść się do kuchni i otworzyć piecyk.  Paweł w niesamowitym tempie pochłonął zawartość  swego talerza przyglądając się niemal każdej  muszelce, w końcu zapytał - a kto te  muszelki robił? Nie wiem, odpowiedziała Ewa - kupiłam je po prostu w jednym ze sklepów, który ma tylko i wyłącznie makarony. Całkiem niedawno został otwarty a te  muszelki bardzo mi się spodobały. Być może, że są włoskiej produkcji, bo Włosi ubóstwiają makarony. Nooo, ruszaj Paweł po dokładkę! Cieszę się, że ci to smakuje. Oj tak, bardzo! Gdy wyszedł z pokoju Robert szepnął do Ewy - ubóstwiam   cię!!!

 Gdy już była kawa a  lody w małych kryształowych miseczkach Ewa powiedziała - mieszkanie  mamy małe, więc słyszałam co ci , Pawle, mówił ojciec. Nie  musisz  niczego dokupywać z wyposażenia mieszkania w sensie   mebli, bo mamy zamiar kupić nowe meble. Po prostu niezależnie od tego w którym  z mieszkań zamieszkasz będzie ono  z pełnym wyposażeniem- meble, pościel, wyposażenie  kuchni. Dopóki nie  zaczniesz regularnie pracować i zarabiać nie będziesz płacił czynszu. Ale jest jeden warunek - rozwód rodziców na pewno odcisnął na tobie  swoje piętno, więc musisz odbyć psychoterapię, żebyś potem  nie powielał błędów  swoich rodziców. 

Psychoterapeuta to nie psychiatra - on, lub ona, na  podstawie odpowiedzi na zadawane tobie pytania wytłumaczy ci zawiłości psychiki byś lepiej  zrozumiał postępowanie ojca, matki i siebie  samego. Pamiętaj, że psychoterapeuta  nie ocenia postępowania pacjenta, pomaga tylko by każdy sam lepiej zrozumiał siebie, swoje  reakcje i reakcje otaczających go ludzi. Widzę cię pierwszy raz i widzę, że ogromnie  mocno wszystko przeżywasz i sądzę, że nim podejmiesz kolejne życiowe decyzje powinieneś uwolnić swą psychikę od tego co  cię spotkało z racji tego, że rodzice się nie dobrali. Myślę, że jesteś na tyle dorosły by porozmawiać z ojcem na temat jego małżeństwa z twoją matką. Ja ze swojej strony  obiecuję ci, że zawsze z tobą na każdy temat porozmawiam i powiem ci prawdę.  Bardzo kocham twego ojca i chcę by był szczęśliwy i nigdy nie będę zazdrosna o wasze wzajemne kontakty i uczucia.

A teraz idę nakarmić zmywarkę, więc sobie obaj przemyślcie to co powiedziałam.  Psychoterapię my sfinansujemy. A jeśli któryś z was chce jeszcze kawę to trzeba do expresu dosypać ziaren i zmielić. I zjedzcie do końca te  ciastka, bo jutro to one  już nie będą smaczne.

                                                                 c.d.n.

Ryzykantka - 13

Poślubny tydzień był dla obojga  bardzo pracowity. Robert codziennie operował  poza tym przyjmował pacjentów w przyszpitalnej przychodni. 

Ewa co prawda zaczęła tydzień od wtorku, ale skoro  miała więcej pracować w domu musiała się do tego przygotować. Gdy powiedziała kolegom, że z uwagi na stan  zdrowia  będzie  przychodziła  raptem  raz w tygodniu, panowie  zapytali się  kiedy rozwiązanie. W odpowiedzi dowiedzieli się, że są stadem  bezmyślnych baranów i do końca dnia  nie odezwie się do żadnego. Większość dnia spędziła  w  "norze Ziga" . Ustalili plan działania  na  najbliższy  miesiąc - Zigi stwierdził, że jeśli  "coś się  będzie  paliło" to on przyjedzie do niej do domu. A Ewa obiecała, że raz w tygodniu, np. we wtorki będzie w firmie i na  wtorki mogą umawiać klientów którzy są zainteresowani jej projektami. No a co do tych "terenów zielonych" to oczywiście, gdy będzie taka potrzeba pojedzie z  szefem "oglądnąć rzecz w naturze" jak to nazywał Zigi. Gdy zakończyli sprawy służbowe Ewa pochwaliła szefa za to, że ogolił smętne resztki włosów na głowie , jeszcze raz mówiąc, że ma naprawdę bardzo kształtną czaszkę.  No i teraz mogę myć twarz  razem z głową-  zaśmiał się Zigi.

Gdy Ewie  minęła złość na kolegów za  głupie pytanie, wysłała  stażystę do pobliskiej  cukierni po ciastka   i "nakarmiła" służbowy express kawą. I dopiero teraz poinformowała wszystkich, że wyszła za mąż i teraz ma dwa nazwiska,  więc już za dwa- trzy dni będzie się posługiwała nową pieczątką. To dlaczego nie nosisz obrączki - zapytał się najstarszy z pracowników, który nosił bardzo ozdobną,  szeroką i masywną obrączkę i zawsze tak układał ręce by  rozmówca mógł ją podziwiać. 

Ależ noszę, noszę, tylko musisz nieco wzrok i swą bystrość wyostrzyć.  Zobacz- odpięła bluzkę  pod  szyją i pokazała swój obrączkowy wisiorek. My idziemy z duchem czasu i mamy oboje takie "wisiorkowe"  obrączki.  Nie muszę tego zdejmować do  jakichś prac domowych. I twój mąż to nosi? Nie protestował, że to mało męskie?- zdziwił się jeden z kolegów. 

Ewa spojrzała na niego jak na błoto naniesione na wypolerowaną posadzkę - wiesz co Mały? Mój mąż wygląda dostatecznie  męsko chociaż nie chodzi w pracy w powyciąganym T-shircie który  nosi na sobie ślady popiołu i wypitych tego dnia napojów. Weź ty się ogarnij, bo jeszcze  trochę i portier cię do budynku  nie  wpuści. To, że nie chodzicie do pracy w garniturach i pod krawatem  nie znaczy, że  możecie chodzić rozmamłani. A rozmamłanie , kochasiu, nie jest wcale oznaką  męskości a tylko niechlujstwa. Racja - poparł ją szef i przejechał ręką po swej świeżo ogolonej głowie i mrugnął do Ewy. Wyciągnął z kieszeni portfel, z niego 100 złotych i wcisnął  młodemu w rękę. Idź do sklepu i kup sobie nowego, przyzwoitego T-shirta, oddasz mi forsę przy wypłacie.  Ależ  szefie, ja  mam  pieniądze -  zaprotestował. No to na  co czekasz, wysuwaj do sklepu i kup coś przyzwoitego na grzbiet. A jeśli jeszcze raz przyleziesz taki rozmamłany, to poszukasz sobie innej pracy.  To nie przytułek  dla bezdomnych, tylko biuro projektowe.

Dwóch kolegów bardzo było zainteresowanych tymi "nowoczesnymi" obrączkami, gdzie kupione, za ile, ale  Ewa powiedziała, że nie ma pojęcia, bo je  dostali w prezencie od siostry jej męża. Ale obiecała, że się dowie. Wszyscy zgodnie twierdzili, że to dobry patent, bo większości mężczyzn obrączki noszone  na palcu przeszkadzały - większość miała znacznie  większy obwód stawu palca niż obwód samego palca  i obrączka na palcu odstawała często zahaczając o jakieś wystające części. Więc albo ich wcale nie nosili albo....gubili, bo zdejmowali do jakiejś pracy  fizycznej i potem o nich zapominali. Jeden powiedział, że już dwie umywalki  "nakarmił" obrączkami.

Pierwszy dzień "poślubny" w szpitalu minął Robertowi na dwóch operacjach. Gdy wreszcie mógł nieco odetchnąć i wrócił do swego  gabinetu znalazł tam na biurku "laurkę" -  pocztówkę ozdobioną fotką  dwóch białych gołębi trzymających w  dziobach dwie  splecione obrączki  oraz napisem "Wszystkiego Najlepszego na  Nowej Drodze  Życia" . Wewnątrz były podpisy i było ich znacznie więcej niż osób zatrudnionych  na samej ortopedii. No ciekawe skąd wiedzieli? - zastanawiał się przez  chwilę. W końcu doszedł do wniosku, że to " krecia robota" R. Widocznie   powiedział którejś z pielęgniarek o ślubie Roberta. 

Nie  zostało nic innego niż zejść do kantyny i zlecić, by wszystkim podpisanym zaniesiono kawę i po kawałku tortu. No cóż- pomyślał - jak mówią  "szlachectwo zobowiązuje". W gruncie rzeczy był zadowolony. Postanowił, że wdepnie po pracy do Rossmanna i wywoła  jedno ze zdjęć Ewy, które miał w komórce. Umieści je pod szkłem z tyłu tabliczki z jego imieniem i nazwiskiem, która stała na jego biurku. Pacjenci będą widzieli tyko jego  dane, a on będzie mógł spoglądać na zdjęcie Ewy. Ona tu wygląda  jak podlotek - pomyślał. I poczuł nagle tak wielką tęsknotę, że  szybko napisał do niej sms : kocham, strasznie tęsknię, wrócę  około 15,00. Kilka minut później miał odpowiedź - ja też tęsknię i kocham, zaraz jadę do domu. 

Gdy dotarł do domu dochodziła już szesnasta - był co prawda  naprawdę dobrym chirurgiem ,  ale nie bardzo mógł sobie poradzić z samoobsługą wywołania  zdjęcia i musiał poczekać aż zrobi to ktoś z obsługi sklepu. No cóż- nie muszę przecież być zwierzęciem uniwersalnym - rozgrzeszył się szybko. 

W drodze do domu nieco nagiął przepisy drogowe do  swych potrzeb, ale na szczęście nie wychwycił go radar, poza tym  nie on jeden grzeszył na tym odcinku.  Usiłował się  Ewie wytłumaczyć, dlaczego się spóźnił, ale ta powiedziała - ja nie jestem Cerberem i wiem, że czasem można się spóźnić.  Ale , gdybyś  jeszcze w ciągu godziny nie wrócił byłabym  zaniepokojona, czy nie przytrafiło ci się coś  złego. Jak ci poszły dziś operacje? Nie wybił cię ten ślub "z uderzenia"? Chodź, obiad już gotowy, opowiesz mi po obiedzie , albo w trakcie, jak będziesz chciał. 

Siedzieli przy kuchennym stole  niczym para  kochanków - na przeciw siebie, a Robert pod stołem obejmował jej nogi swoimi. Opowiedział o życzeniach które znalazł na swoim biurku, o tym, że postawił  kawę i  tort, jak i o tym, że zrobił odbitkę  jej zdjęcia i teraz  zawsze będzie mógł na nią spoglądać. Ewa opowiedziała z kolei o tym, że Zigi ogolił głowę i naprawdę wygląda teraz przyzwoicie, opowiedziała historyjkę o młodym w rozciągniętym i brudnawym T-shircie i o reakcji Zigi.  

A Robert spoglądając na nią rozanielonym wzrokiem stwierdził, że teraz spełniają się jego marzenia o tym, jak powinno wyglądać małżeństwo. Ewa zamieniła krzesło na kolana  Roberta  i powiedziała - czuje się szczęśliwa i bezpieczna.  

Ewuniu, ty powinnaś sporo czasu przebywać w pozycji horyzontalnej, więc  zamienimy krzesło na sofę. A wieczorem  zatelefonuję do rehabilitanta. Zaproponuję mu, by przyjeżdżał do nas - ja też wezmę trochę  zabiegów- to stanie przy stole jest nieco wyczerpujące. Co dziwne, nie czuję tego gdy stoję przy stole, ale w  kilka  godzin  później.Tyle tylko, że wypożyczę stół do masażu, więc będzie nam "dekorował" większy pokój. Z pracy wypożyczysz? Nieee , jest taka wypożyczalnia sprzętu medycznego, od  nich wypożyczę. Najlepsze jest to, że sami nam ten stół przywiozą i potem  zabiorą.

Rozmawiałem ze Spółdzielnią- w piątek możemy obejrzeć mieszkanie- pomiędzy piętnastą a szesnastą. Wiesz, doszedłem do wniosku, że wzniosę się nieco ponad poziom Harpii  i faktycznie zrobię smarkaczowi darowiznę z tego mieszkania, tak  jak to wymyśliłaś. Będzie tylko trochę papierkowej krzątaniny z zamianą "pro forma", ale damy radę. Nie przepadam za nim, no ale masz rację - nie jego wina, że  ożeniłem się z jego matką. Jak znam Harpię, będzie zaraz węszyła jakiś podstęp, wszak każdy ocenia innych podług siebie. Na szczęście chłopak  ma nieco więcej oleju w głowie  niż ona.

No przecież musi mieć  i po tobie  nieco cech, nie tylko płeć odziedziczył - śmiała się Ewa. A  może byś go zaprosił na któryś  weekendowy dzień do nas? Pomyśl - ona mu robi cały czas pranie mózgu, więc może nie byłoby źle gdybyś ty trochę mu ten mózg osuszył. Kiedy widziałeś się  z nim ostatnio?  Ty nawet przez telefon  z nim rzadko rozmawiasz. 

Fakt - rzadko z nim rozmawiam. A on telefonuje do mnie tylko wtedy gdy chce  samochód pożyczyć, żeby zaszpanować, albo gdy mu nagle  zabraknie pieniędzy-stwierdził Robert. I mam wrażenie, że dzwonił po pieniądze głównie wtedy, gdy ona ich potrzebowała. Nie byłem i nie jestem dobrym ojcem, to fakt. Ale Harpia stwarzała mi cały czas piekło w domu. 

Ewa objęła go i powiedziała - ale chyba coś do niej czułeś, skoro zdarzyło się to dziecko. Robert milczał dość długo, w końcu powiedział - z całą pewnością jej  nie  kochałem, podobała mi się zewnętrznie, nie analizowałem co ma w głowie. Zaszła za "drugim podejściem".  Miałem 26 lat i kończyłem studia gdy się pobieraliśmy. Kiedyś, czasie którejś z awantur wywrzeszczała mi, że wyszła za mnie  wcale nie  z miłości tylko z wyrachowania, bo chciała dostać się "na wyższy stopień  drabiny społecznej" i przestać być córką zapitego robola. Alinka to jej od samego początku nie lubiła. Mnie Harpia mówiła, że jej rodzice już nie żyją. Tę samą  bajeczkę opowiadała moim rodzicom  i Alinie. Ale  Alinka uparła się, by się dowiedzieć coś niecoś o rodzinie  Harpii- tyle tylko, że już wtedy było po ślubie. Długo to trwało nim dotarła do prawdy. Jej ojciec rzeczywiście był zapitym robolem.

No tak, to bardzo  smutna historia, nie mniej  nie jest winą  juniora, że  zaistniał na świecie, pomyśl o tym. Może junior wcale nie jest taki jak Harpia i gdy zrozumie, że go akceptujesz to się wasze stosunki jednak "wygładzą"? Może to, że  zawsze coś od Ciebie  chce to według  niego jest sposób na to by zdobyć twoje  zainteresowanie jego osobą. Nie jestem co prawda psychologiem, ale coś tak czuję. Wiem od kilku koleżanek, że rozwód rodziców  zawsze jest dla  dzieci ogromną traumą, nawet gdy jedno z nich zdecydowanym alkoholikiem lub "przemocowcem" i tyranizuje żonę i dziecko.   Rodzice  mojej koleżanki rozeszli się gdy ona była już dorosła i miała ponad 30 lat a jej brat chyba 28, a  obydwoje bardzo mocno to przeżyli.  Byłam tym zdziwiona- to przecież byli dorośli ludzie. Powiedziała mi, że dla  nich to było takie przeżycie  jakby nagle osunął się w przepaść dom,  w którym  mieszkali. Przemyśl to. Możesz zaprosić go do nas albo możemy się z nim  spotkać gdzieś na mieście - masz wybór. 

Robert bardzo mocno przytulił Ewę  i stwierdził, że woli  w takim razie zaprosić syna do nich, do domu. Wiem, to egoizm,  ale ja się tu tak cudownie  czuję,  a wiem, że to spotkanie  nie będzie dla  mnie miłe. Dobry wybór pochwaliła Ewa- tyle tylko, że zupełnie  niepotrzebnie się "usztywniasz" i na zapas już się trochę denerwujesz. Ty masz tu  zaplecze w postaci mnie, jemu będzie trudniej - będzie sam. Możesz zaprosić go pod hasłem   " zmieniłem mieszkanie, przyjdź zobaczyć". I umów się, że po niego wpadniesz bo będziesz  na mieście, wtedy  nie będziesz podawał adresu. Przy dobrze  zastawionym stole zawsze lepiej się rozmawia.  On mieszka sam czy  razem z Harpią?  Z Harpią - sprzedała   to mieszkanie  w którym my  mieszkaliśmy. Paweł powiedział, że za te pieniądze wyjechała kilka razy za granicę i rozbudowała gabinet swego obecnego  męża a sama siedzi tam jako kasjerka i współwłaścicielka.   Mam tylko wyrzuty sumienia, że przeze mnie ty będziesz miała więcej gotowania.  Kochanie - przecież to tylko jedna porcja więcej, czyli np, jeden kotlet więcej,  zamiast dwa będę    smażyła trzy a na patelni i tak się mieszczą cztery.  Zrobię po prostu albo lazanię  albo muszelki - pamiętasz nasz wspólny obiad z muszelkami?  No ta ja ci w tym pomogę, te  muszelki były świetne!No jasne, że były świetne, one  zawsze się udają. A co słodkiego junior lubi? Kiedyś to ptysie i lody. No to rano w dniu wizyty wyskoczysz do cukierni po ptysie,  a lody to u nas są wszak zawsze.

                                                                       c.d.n.



 


poniedziałek, 14 lutego 2022

Ryzykantka - 12

 Obiadem wszyscy byli  zachwyceni - stwierdzili, że tak pysznego indyka to jeszcze  nie jedli, bo mięso było kruche i delikatne.Nie było jako pierwszego  dania  żadnej zupy, więc do indyka  podano w stylowych kubkach czystą pomidorową. Była  bardzo pomidorowa i delikatna zarazem. Do indyka był też "bukiet z warzyw", które aż intrygowały swym kolorem, były też domowe ogórki kiszone (Alina przyznała się, że są z jej zapasów, podobnie  jak sałatka z krótko kwaszonej kapusty, której listki grubości włosa stanowiły dla Ewy istną zagadkę - jeszcze  nie widziała tak cieniutko poszatkowanej kapusty. Do indyka jako dodatek były do wyboru: kartofelki w formie  kulek o średnicy półtora  centymetra lub mini kopytka. Wszystko było tak smaczne, że nad stołem zawisła pełna skupienia  cisza- każdy jadł delektując się tym co miał na talerzu. Gdy  już półmiski zostały puste Alina zaproponowała, żeby przed deserem przejść na chwilę na taras, by kelnerzy mogli swobodnie zmienić nakrycia i porozstawiać część deserów. 

Profesor R. był bardzo ciekawy kto przygotował takie  wspaniałe jedzenie, więc Alina podała mu wizytówkę firmy cateringowej mówiąc - ta firma nie gotuje  potraw z artykułów  dostępnych w marketach,  zaopatruje się u prywatnych  wytwórców. Poza tym jej właścicielka to prawdziwa smakoszka i korzysta tylko z dobrych, sprawdzonych przepisów.  Niektóre  z potraw  robione są według przepisów sprzed II wojny światowej. Nadzwyczajne, chyba napiszę do tej pani podziękowania- to była prawdziwa uczta. Alina uśmiechnęła się -  mam wrażenie, że uda się panu osobiście jej podziękować, bo  to moja przyjaciółka i na pewno tu przyjdzie -  ona bardzo chce poznać moją  świeżo upieczoną bratową.  

R. przywołał na twarz jeden ze swych firmowych uśmiechów i powiedział - pani  brat ma  naprawdę szczęście- to bardzo mądra dziewczyna, to znaczy osoba. Tylko zastanawiam się, czy nie  za młoda dla Roberta.  Eeeee, nie-   tylko dziesięć lat od niego młodsza, a że nie utuczona i drobnej budowy to wygląda na dużo młodszą. Polubiłam ją od pierwszego spotkania. A zakochani w sobie tak jakby  mieli po 18 lat! Ogromnie się cieszę, że Robert ją spotkał na swej drodze życia. Ten jego poprzedni związek to była straszna życiowa pomyłka.  R. rozglądał się po okolicy i stwierdził - ładnie tu i tak bardzo spokojnie. Mógłbym tu mieszkać. Lubię chodzić po lesie.  

Jak dobrze pójdzie, to oni się tu pod lasem pobudują poinformowała go Alina- Ewa gdy tu była poprzednim razem to popatrzyła na ten las i stwierdziła, że mógłby tam stać jej letni domek. Tu jeszcze jest kilka działek nie wykupionych, ze trzy to na pewno. Mówiła, że jeśli się zdecydują na domek letni to założy japoński kamienny ogród, bo tu ziemia nie za bardzo nadaje się na zwykły ogród.

Och, japońskie  kamienne ogrody są niezwykłe, rzekł R. Niby  nic , ale  robią wrażenie. Ale te zwykłe, jak pani określiła,  też są piękne. Zazdroszczę trochę panu, że był pan w Japonii. To bardzo interesujący kraj. Jedyne co mnie  nie pociąga to ich jedzenie- odrzekła Alina. Oglądałam kiedyś jakiś reportaż z japońskiej restauracji - chyba bym  tam umarła  z głodu.  Za to jest tam wszystko bardzo ładnie, wręcz ozdobnie podane.

Na podwórko zajechała duża tyota avensis. Była to przyjaciółka Aliny. Ponieważ  nikogo nie  widziała z domowników włączyła klakson. Oooo, zaraz będzie pan miał okazję podziękować mojej przyjaciółce za ten naprawdę wspaniały obiad. Chodźmy, pewnie trzeba jej pomóc z przeniesieniem  deserów do domu.

Nagle na podwórku zrobiło się  niemal tłoczno.Przyjaciółka Aliny witała się wpierw z nowożeńcami, którzy jej  z kolei dziękowali za tak wspaniałą ucztę, potem Alina przedstawiła  ją  rodzicom Ewy, na końcu przedstawiła jej profesora R.  Restauratorka przyjrzała mu się uważnie i stwierdziła - już wiem, to pan opracował nowatorską metodę leczenia  złamań! R. leciutko się zaczerwienił i stwierdził, że metodę opracował wspólnie z Robertem. Ale w gazetach były tylko pańskie  zdjęcia- stwierdziła. Bo ja jestem bardzo niefotogeniczny i nie  daję się nikomu fotografować- stwierdził Robert. Alina zaczęła się śmiać - no to po co ja Ewie i tobie porobiłam tyle zdjęć na tarasie! 

Klony przestępowały  niecierpliwie z nogi na nogę, aż Robert  zapytał- a wam to co, zimno czy siku się chce, że tak drepczecie? Bo nam się chce coś słodkiego, wyszeptał jeden z nich.  Marsz stąd- zabasował Franek - jak coś dla was będzie to was zawołam, przestańcie mi się tu roić.  Robert zaczął się śmiać a  Klony obrażone pomaszerowały do dziecinnego pokoju. A mówiłem, żeby ich odstawić do moich rodziców - Franek nadal był zły na synów. Ewa dała Frankowi kuksańca- nie złość się, to jeszcze  małe dzieci. Jeżeli zawsze będziesz ich odsyłał do dziadków gdy  mają być goście to oni nigdy nie nauczą się właściwego zachowania przy gościach. No właśnie - poparła Ewę Alina. Przecież to po tobie takie narwane towarzystwo. Ty też się wiecznie  kręcisz i wiercisz. W międzyczasie Alina z przyjaciółką rozstawiły na stole pucharki z deserami. Były lody z bitą śmietaną i  owocowymi musami. Nie  zabrakło też  tortu czekoladowego, poza tym stały na stole  miseczki z różnymi bakaliami i suszonymi owocami.

Ponieważ tym razem była przy stole i przyjaciółka  Aliny, restauratorka Nina, R. tak manewrował, by zająć miejsce koło niej. Alina wysłała  swego męża po  ich synów mówiąc - nie wołaj ich, niech się uczą, że się na nikogo nie  wrzeszczy, tylko się przychodzi i zaprasza  do stołu. Franek jęknął  ale poszedł po synów.

Około siedemnastej Ewa stwierdziła, że będą już wracać, bo nie chce, by jej tata  prowadził samochód o szarówce lub już po zmroku. A tak to oni pojadą przodem, a rodzice za nimi. R. był niepocieszony, że już koniec imprezy, a że sam nie był zmotoryzowany  musiał jechać  albo z Ewą i Robertem albo  z jej rodzicami, bowiem Nina zostawała tu aż do niedzieli. Nie mniej,  jak niechcący podpatrzyła Ewa, wymienili się namiarami na siebie. W drodze powrotnej R. zapytał się Roberta, czy  pozwoli by  mógł być z Ewą na ty. Robert stwierdził, że nie jest  dobrym  adresatem takiego  zapytania i że R. powinien  sam zapytać się Ewy, czy się na to zgodzi. Ewa  zakończyła dyskusję mówiąc, że oczywiście   zgadza się i bardzo jej to pochlebia. W końcu już z jednym profesorem "jest na ty".

W drodze powrotnej  za kierownicą siedziała Ewa. Niemal całą drogę R. zachwycał się talentem kulinarnym pani Niny.   Ewa nieco studziła jego  zapał, mówiąc, że jest  mało prawdopodobne, że to wszystko ona  sama szykowała. Raczej  jest  bardziej  prawdopodobne , że  zatrudnia po prostu dobrego kucharza.Wpierw podjechali do  domu rodziców i gdy ojciec wprowadził samochód  na posesję Ewa im pomachała  i odjechała.  R. dziękował dość wylewnie Robertowi za to, że wziął go na świadka, potem przeprosił, że kiedyś zrobiono zdjęcie  tylko jemu a Roberta wymieniono tylko z imienia i nazwiska i dość długo Robert mu tłumaczył, że to stare dzieje i żadna sprawa. Na sam koniec R. życzył obojgu miłej  nocy poślubnej, co bardzo rozśmieszyło Ewę.

Gdy  zajechali na swoje osiedle Ewa  zaproponowała by jeszcze trochę pospacerowali, bo właściwie  cały dzień  spędzali w pomieszczeniach. Robert  zapytał  się czy Ewa  myśli poważnie o letnim domku w pobliżu posesji  Aliny i  Franka, ale Ewa stwierdziła, że to raczej  mało prawdopodobne. To nie jest dobry teren i koszt  budowy byłby bardzo wysoki stwierdziła.Wolałaby jednak by  ewentualnie był to teren na lewym brzegu Wisły i to raczej w kierunku południowym. A tak zupełnie poważnie, to na  starość,  na okres emerytury   bezsensowne jest osiedlanie się  daleko od  miasta. Więc będzie najlepiej by ten kawałek ziemi sobie tam był jako ewentualne  zabezpieczenie  finansowe, bo na pewno znajdzie się  ktoś chętny na to  zadupie. Pomyśl kochanie- przecież jeśli któreś z nich, Alina lub Franek, dostanie   ataku serca czy dozna jakiejś innej kontuzji wymagającej nagłej i szybkiej interwencji  medycznej to może być bardzo nieklawo. Poza tym my oglądamy służbę zdrowia z pozycji mieszkańca Warszawy,  ale poza  stolicą i kilkoma dużymi aglomeracjami jest  zupełnie  niewesoło. Jeden z moich  znajomych był z żoną i dziećmi zimą w Bieszczadach. Nie tam gdzieś w głębi w lesie, był w Baligrodzie w cywilizowanym ośrodku. Tak jakoś pechowo się wywalił, że złamał nogę. Pogotowie  nie przyjechało, bo  była raptem jedna karetka i pojechała gdzieś w teren, więc żona go zawiozła   do Sanoka, do  szpitala- oczywiście  z dwójką małych dzieci w samochodzie. Lekarz na  izbie przyjęć był w sztok zalany i stwierdził, że to tylko stłuczenie i go nie przyjął do szpitala. No więc  wrócili do Baligrodu, ona spakowała wszystkie rzeczy i  niemal całą noc wlokła się z tymi  dzieciakami i mężem do Warszawy.  Tak naprawdę to pierwszy raz w  życiu jechała nocą. Gdy dojechała do Warszawy to z pierwszego warszawskiego parkingu zadzwoniła na pogotowie i podjechali do niej i jego zabrali. I dlatego  nie  mam ochoty  zamieszkać gdzieś  daleko od cywilizacji- powiedziała  Ewa. Nie  zamieszkałabym  na żadnym z tych osiedli do których projektowałam domki, bo przez  kilka pierwszych lat niczego tam nie ma, oprócz tych domków. Nie wykluczam, że jestem dziwna, bo może powinnam była  kupić taki jeden  domek za psie pieniądze a potem go sprzedać, ale nie mam głowy do takich interesów.I jest jeszcze kwestia domku  moich rodziców. Być może, że będzie trzeba  z nimi zamieszkać - to w sumie duży domek, na górze są 3 pokoje i łazienka więc  miejsca jest sporo. No i jak mówiłam- wszystkie media są  miejskie. A to duży plus.

No popatrz, ja myślę tak samo. A na urlop to wolę pojechać nad morze lub w Bory Tucholskie albo gdzieś w świat. Chodź moja cudna żono do domu, napijemy się herbaty i się poprzytulamy. Bardzo dawno się z tobą nie tuliłem. Wiesz jak to miło mówić  " moja żono"?

Dziwne, pomyślała Ewa przed zaśnięciem. Dziś znów było inaczej, tak jakoś tkliwie, delikatnie  a jednocześnie tak bardzo bardzo oboje to przeżywaliśmy, byliśmy jacyś bardziej wyczuleni. Ja go chyba  za bardzo kocham, chyba jestem od niego w jakiś sposób uzależniona. Ale jakoś wcale  mi to nie przeszkadza. Przytuliła się do Roberta jeszcze  mocniej , a on już prawie  zasypiając wyszeptał - bez ciebie  już nie mogę żyć.

Weekendowa sobota powitała ich burzą i rzęsistym deszczem, więc całe przedpołudnie spędzili w łóżku a pierwsze śniadanie było  dopiero w południe, bo jak oboje skonstatowali- byli wyraźnie przejedzeni. Niedzielny obiad gotowali razem, ale jakoś bardzo wolno im to szło. Ewa wypytywała się Roberta o ten  ich ówczesny  nowy sposób leczenia  złamań, o którym mówiła  pani Nina i dowiedziała się, że krótko był stosowany, bo w międzyczasie wynaleziono nowe materiały opatrunkowe, które  można było stosować  zamiast gipsu. A to, że Robert nie był wtedy  sfotografowany wynikało z faktu, że on jeszcze wtedy  nie  miał tytułu profesora, choć  miał już doktorat- dopiero zaczynał robić habilitację, więc prasa uznała, że wystarczy  o nim  wspomnieć jako o współtwórcy. Gwiazdą miał być R. Wierz mi - źle wspominam tamten okres. R. wtedy bardzo intensywnie zabiegał o sławę, biegał po przyjęciach i przyjątkach, prawie go nie było w szpitalu, więc  harowałem  za niego, a  już zacząłem  robić  habilitację.  W domu miałem  bez przerwy corridę, a  zarobki wtedy były śmiesznie  niskie. Do harpii nie docierało wcale, że jeśli chcę do czegoś dojść to muszę się habilitować. Gdy dostałem zaproszenie do Francji to rozpowiadała  znajomym, że pojechałem z kochanką do Paryża i że ją notorycznie  zdradzam. A najbardziej mnie dotknęło, że mówiła tak również naszemu synowi. 

                                                                    c.d.n.


niedziela, 13 lutego 2022

Ryzykantka - 11

Kilka dni przed ślubem do Ewy przyjechał jej  szef, by  zabrać  zrobiony przez nią projekt. Przyjechał bardzo późnym popołudniem, gdy Robert był już w domu. Właśnie kończyli  obiad, więc  Ewa zapytała,  czy  może jest głodny- jeśli tak to może się jeszcze na "kawałek obiadu" załapać. Wprowadziła szefa do pokoju i powiedziała-  kochanie  moje, to jest właśnie mój szef, Zygmunt K.  Szef nagle  jakby się ocknął-o Boże, to ty za mąż wyszłaś! To ta  niespodzianka, a ja myślałem , że kupiłaś sobie psa! 

Robert się lekko zakrztusił a Ewa wyjaśniła- jeszcze nie wyszłam, wyjdę za mąż w piątek. No właśnie  zastanawiałam się co lepsze w domu - pies czy mąż i  jednak stwierdziłam, że mąż. Robert się spokojnie wykaszlał i powiedział  -   wygrałem wyścig z psem, jestem  z tego dumny.

Nooo, faktycznie  niespodzianka, stwierdził szef. A jeszcze  całkiem niedawno słyszałem, że na pewno nie wyjdziesz  nigdy więcej za mąż-  wyzłośliwił się . No właśnie, mówiłam tak, nawet przymierzałam się do jakiegoś  zwierzaka, ale ze  psem to trzeba wychodzić na spacery a kot to niszczy chałupę i pełno kłaków jest ciągle a rybki to z kolei wciąż im trzeba to akwarium czyścić i napowietrzacz warczy.  Wiesz, wychodzę za mąż za  człowieka, który podobnie jak ja  miał nigdy więcej się nie wiązać węzłem małżeńskim. Widocznie  swój do swego ciągnie i tak jakoś wpadliśmy na siebie.  Smakuje ci obiadek? Szef pokiwał głową.  No to mów, że  smaczne, nie  żałuj pochwał, to się jeszcze na kawę i bakalie załapiesz. Przy kawie pogadamy chwilę o tym co nabazgroliłam. Powiedz mi Zygmunt, czy  mogłabym przejść  czasowo na pół etat?  Bo wygląda mi na to, że muszę więcej się ruszać w określony sposób, żeby sobie kuku nie robić  ciągłym siedzeniem. Uniknęłam operacji ale to może  wrócić.  A wtedy byłabym zdana  na innego,  niż mój mąż, chirurga ortopedę a ja mam  zaufanie tylko do niego. Do końca życia będę musiała wykonywać pewne ćwiczenia i unikać długotrwałego siedzenia. Strasznie dostałam w kość na tej rehabilitacji.

Nie ma problemu, możesz być na pełnym etacie, nie  muszę  cię przecież pilnować na miejscu, weźmiesz tyle projektów ile będziesz  mogła zrobić. Nie czuję  się na  siłach szukać kogoś nowego na twoją drugą połówkę etatu. A na dodatek tłumaczyć jak krowie, o co mi biega. Zrobisz mniej, to trochę mniej zarobisz. Jak wiesz to nikt u  nas drugiemu w portfel nie  zagląda. Te etaty to bzdura.  Ale nie chciałbym byś mnie opuściła i przeszła gdzie indziej. A dobrze wiem, że już w co  najmniej trzech  miejscach mogłabyś już od  jutra pracować. Po prostu  będziesz   mogła pracować sporo w domu, by w trakcie myślenia się trochę rozciągnąć.

Nie będziemy niczego zmieniać, to prywatna  firma, płaci się za projekt a nie  za obecność. A wiesz, mamy nowego klienta, wydaje  mu się, że buduje w Warszawie i chce się z nami rozliczać domkami, które będą  bliżej Kampinosu niż  Warszawy. Świr jakiś.  To zupełnie jak ten facet co to mieszkał w Nowym Dworze  Mazowieckim i wszystkim  mówił, że on jest z Warszawy.  Aaaa, byłbym  zapomniał-jest do zrobienia kilka domków małych, zrobiłabyś je po ślubie i podróży poślubnej? Litanie życzeń co kto chce mieć w środku zostawili na piśmie, z podpisami.

Zigi, majaczysz z lekka. Jaka podróż poślubna, szpital to nie prywatna firma projektowa. Urlopy zatwierdzane są przez dyrekcję niemal rok wcześniej. Wpadnę do biura we  wtorek, ale wpierw się umówimy na jakąś konkretną godzinę. Wtedy zobaczę o co biega w tych domkach.  Zigi, weź ogol te  włosy, wyglądają  paskudnie. Noż prawie łysy  jestem to co mam golić? No te co ci jeszcze  zostały- teraz  modne są łyse czaszki, a ty masz całkiem kształtną czaszkę a te tłuste  farfocle wielce  zaburzają estetykę twego wyglądu. Możesz za to brodę zapuścić, ale musisz o nią dbać u dobrego fryzjera. Podobno wielce podniecającą rzeczą jest gdy brodacz  całuje po brzuchu - tak twierdziła  moja koleżanka. Ja nie przepadam za brodaczami, więc nie wiem.

Szef podniósł się- no to życzę wam wszystkiego dobrego i słonka w piątek!  Zwinął projekty Ewy i wcisnął do tuby. Ściskając rękę Roberta powiedział- szczęściarz z pana! Do  miłego!

Gdy wyszedł Ewa uśmiechnęła się - on naprawdę  był pewien, że zobaczy u mnie psa, bo umawiając się z  nim powiedziałam,  że czeka go niespodzianka. 

Nie opowiadałam ci nigdy o nim. To bardzo porządny facet, pracujemy  razem już chyba z 10 lat,  znamy się od studiów. Jest ode mnie 3 lata starszy, ale  dwa razy  brał dziekanki bo wyjeżdżał  za granicę i w końcu magisterkę  zrobił rok przede mną. Kawaler, ma  babkę, z którą mieszka bez ślubu już od sześciu lat. Raz  na jakiś czas się solidnie kłócą i przez kilka tygodni  mieszkają oddzielnie, a potem znów są razem. To związek z  gatunku tych, w których  razem źle  a oddzielnie jeszcze  gorzej. Kochają się, ale jedno drugiemu w niczym nie chce ustąpić. Gdy się rozstają to przez pierwsze dni trzeszczy  mi za uchem, że sam siebie  nie rozumie co on w niej widzi, że jest okropna i epitety padają jeden za drugim. Następna faza to głośne  zachwyty nad samotnością a potem nagle w ciągu dnia  znika bez słowa, w biurku moim jest kartka o treści "zastąp  mnie" i w dwa dni później  znów są razem. A ja siedzę u niego, bo płaci mi dobrze, podobnie  myślimy i nawet się  nie kłócimy.  Fachowo jest świetny. No i nie uważa, że kobiety to podgatunek człowieka nadający się tylko do seksu.

Robert przytulił ją - po prostu długo się  znacie i przyjaźnicie. Trochę niechlujny facet, ale widać, że ma dobrze poukładane pod sufitem. Patrzyłem na niego gdy zaglądał w twoje projekty- cały czas tak śmiesznie ruszał głową, nieznacznie potakując. A tę jego kobietę  znasz?  Nieee, aż tak bardzo to ja się  z nim nie przyjaźnię!  A ty wiesz, że jestem jedyną kobietą w tym zespole? Kiedyś była jeszcze jedna, ale Zigi nie był z niej zadowolony i tak jej umilił życie, że szybko odeszła. Facetów też często prowokuje do odejścia- chce  mieć facet najlepszy zespół pod słońcem. A jak się wścieka, gdy ktoś  nie potrafi  logicznie wytłumaczyć dlaczego coś  zaprojektował tak, a nie inaczej. Tylko raz  miałam z nim kłótnię - zerknął w projekt i po dwóch sekundach stwierdził, że nie rozumie po co to zrobiłam. Popatrzyłam i powiedziałam - popatrz i pomyśl, to zrozumiesz. W dwie godziny później przylazł i głośno powiedział - masz rację, zrozumiałem. I od tej pory jestem nietykalna. Na początku nie mógł pojąć, że z każdym klientem bardzo długo rozmawiam na temat czego on oczekuje od  projektu, jaki tryb życia prowadzi, jak duża rodzina itp. W końcu go przekonałam,  że to dla mnie istotne, bo znając te parametry mogę zaprojektować dom, w którym wszystkim będzie wygodnie. No i teraz  wszystkie  zlecenia na  małe domy trafiają do mnie. Już mam cały album z  tymi projektami i opisem  dotyczącym odbiorców, więc  teraz często  powielam niektóre projekty. Nie lubię tych osiedli domków jednorodzinnych, choć oczywiście rozumiem, że najoszczędniej jest dla inwestora, gdy one  wszystkie w środku są takie  same. Wtedy zamawia hurtowe ilości wszystkiego i jest taniej. Ale my ostatnio współpracujemy z takim, który chce by na osiedlu były  trzy typy domków  pod względem wielkości i każdy miał możliwość innego zaprojektowania wnętrza, zgodnie  z życzeniem klienta. Oczywiście te  domki są droższe, ale klient ma wpływ na projekt wnętrza. 

A czy ty kochany pamiętasz, że w przyszłym tygodniu będziemy oglądać to nowe mieszkanie? Pamiętam i nawet tak pomajtałem grafikiem, że mam cały dzień  wolny. I wiesz co? Rozmawiałem z pewnym rehabilitantem i weźmiesz  serię masaży, ale niestety  nie w mojej klinice ale tam, gdzie on pracuje. To bliziutko, geograficznie vis a vis św.Katarzyny i jest przed tą przychodnią parking. Co drugi dzień, przez  miesiąc. Zaczniesz w poślubny poniedziałek o siódmej wieczorem. Będę cię woził i patrzył mu na ręce. Kiedyś pracował u nas, ale  zdaniem księgowej był za drogi.

Rozmowę przerwał im telefon od Aliny - pytała co Ewa sądzi o indyku? O którym indyku, nie mam w domu  żadnego indyka, mam tylko kurczaka  zamrożonego. O indyku na obiad poślubny- wyjaśniła Alina. Ewa zaśmiała się - może być, więcej na nim mięsa niż na kurczaku. Bo dziś muszę dać w tej sprawie odpowiedź- kontynuowała Alina. Zadzwonię do ciebie  za moment, tylko dam odpowiedź w sprawie indyka. W 15 minut później  zadzwoniła ponownie, mówiąc- no to wszystko zapięte na ostatni guzik.

Zarządziłam w  waszym imieniu i obiad będzie u nas w domu. Wszystko przyjedzie razem z nami, a właściwie tuż przed nami. Zamówiłam catering razem z obsługą i ich naczyniami, więc nie będzie  mycia  garów po przyjęciu. Po ślubie  pojedziemy kawalkadą do nas. Nie będzie  ani kropli alkoholu, nawet zarządziłam by zimne  napoje nie były serwowane w kieliszkach a w szklankach. No i na ślubie będą "klony", bo strasznie o to prosili i obiecali, że będą  super grzeczni. Po obiedzie po prostu pójdą sobie  na dwór lub do swego pokoju. Robertowego świadka wy weźmiecie do samochodu. Nie gniewasz się chyba, że to nie będzie w jakiejś knajpie a zamiast tego tak rodzinnie?  Nie gniewam się i gniewam, ale tylko o to, że mówisz mi to dopiero teraz. No to dobrze - tłumaczyła Alina - po prostu mam koleżankę, która ma taką firmę cateringową, która obsługuje duże przyjęcia. I zapewniam  cię, że wszystko będzie  super świeżutkie, gorące i ładnie  podane. Ona osobiście przypilnuje, by wszystko było jak należy. Poznasz ją, bardzo miła babeczka, w moim wieku. I jakość jest dla niej najważniejsza. A jeden z jej kelnerów to mógłby z powodzeniem  brać udział w konkursie na  mistera uniwersum.  A co twój mąż na tego kelnera? - śmiejąc się pytała Ewa.  Eeee, jest tak przekonany o swojej pozycji, że zupełnie  się nie przejmuje.

Zgodnie z życzeniem szefa  Ewy w dniu ślubu świeciło słońce. Ewa zrezygnowała z usług fryzjera , stwierdziła, że nie będzie upinała włosów, lecz  zostawi je rozpuszczone, bo Robert najbardziej lubił takie jej uczesanie.

Jak każdy ślub cywilny i ten był krótki. Ewa do swego nazwiska dodała nazwisko Roberta - uzgodniła to z nim jeszcze  przed ślubem. Ponieważ "była" po rozwodzie pozostała przy nazwisku Roberta, Ewa wolała mieć  dwa nazwiska, a nie takie  samo jak jego była.

Klony rzeczywiście były nadspodziewanie spokojne i grzeczne. W nagrodę mogły po ślubie nałożyć małżonkom łańcuszki z obrączkami. Alina na  obu  tych płaskich obrączkach wyryte imiona  dała do pokrycia ciemnoniebieską emalią, co naprawdę ładnie wyglądało. Śmiała się, że obrączki jeszcze ciepłe, bo daty były wygrawerowane poprzedniego dnia.

Świadek Roberta coś długo szeptał Robertowi do ucha, na co Robert machnął ręką i powiedział - wiem, wszystko jest w porządku, nie ma żadnej sprawy, to wszystko zostało uwzględnione. Pojedziesz samochodem z nami.  Jedziemy tylko na obiad, potem wracamy do Warszawy i ty z nami. 

Gdy  zajechali przed dom na podwórku już stał mikrobusik cateringu, a  dwóch kelnerów wnosiło  duże tace z pojemnikami. Stół był już nakryty. Mamcia nieco był zdezorientowana, więc tata Ewy cierpliwie jej tłumaczył, że to siostra Roberta zorganizowała przyjęcie u siebie  w domu, bo zawsze w domu milej jeść  niż w restauracji.

Klony zostały wysłane do swojego pokoju by się przebrali w mniej uroczyste ubrania, które już były dla nich przygotowane.

                                                                c.d.n.


 



sobota, 12 lutego 2022

Ryzykantka -10

Po pierwszym tygodniu rehabilitacji Ewa  miała wszystkiego serdecznie dość. Przyjeżdżała na godzinę dziewiątą rano, ostatni zabieg, czyli ćwiczenia w  basenie kończyła około 15,30. Do samochodu wsiadała tuż przed szesnastą. Była potwornie  zmęczona i obolała.Cieszyła się, że przed rozpoczęciem rehabilitacji przygotowała posiłki na dwa tygodnie. Wychodząc  rano z domu część produktów  wyjmowała z zamrażarki i zostawiała w szufladzie lodówki a część na wierzchu, bez lodówki. Robert jadł lunche w szpitalnej kantynie, wieczorne obiado- kolacje z reguły on przygotowywał. Zakupy uzupełniające też leżały w  jego gestii. Ewa po prostu tylko zostawiała mu wykaz co powinien dokupić i w jakiej ilości, bo  miał tendencje do robienia  zakupów hurtowych.  

Ślub był wyznaczony w dwa tygodnie po zakończeniu rehabilitacji. Sprawę obiadu po  ślubie wzięła w swe ręce Alina. Ewa  nie  mogła się oprzeć wrażeniu, że Alina "spiskuje" z Robertem, ale podpytywanie Roberta nie dało żadnego rezultatu. Za każdym razem Ewa słyszała- "kochanie  moje, skoro zleciłaś sprawę Alinie, to ona  nad wszystkim czuwa. Ja się do waszych  babskich  spraw  nie mieszam." Za to każdego wieczoru wypytywał jak szły jej ćwiczenia, delikatnie  masował wszystkie  bolesne punkty, chwalił, że taka dzielna  z niej dziewczyna, pieścił, tulił i mówił masę  miłych słów.

Dobrze, że szef Ewy był niemal całkiem  łysy, bo na wieść, że Ewy nie będzie w biurze jeszcze ponad  miesiąc, stwierdził, że nie pozostaje  mu nic innego  niż włosy z głowy rwać. Słysząc to Ewa spokojniutko powiedziała- niewiele się przy tym namęczysz, wiele ci tych włosów  nie  zostało. Przecież ci obiecałam, że trochę w domu popracuję. Na projekcie  nie jest  napisane czy był wykonywany w czasie  mojego zwolnienia czy wcześniej, czy  może później. Datę  wstawimy taką, żeby wszystko pasowało. Nie histeryzuj. A skoro ci powiedziałam co i ile zrobię to tak będzie. Tylko będziesz  musiał do mnie wpaść i odebrać to co wymodzę. W ramach rekompensaty, za  fatygę, będziesz  miał niespodziankę. Jaką niespodziankę- dopytywał się. Przyjedziesz- zobaczysz. Przecież jeśli ci teraz powiem to nie będzie już niespodzianki, rozumiesz? No powiedz,  pewnie kupiłaś sobie  psa, zgadłem? W  pewnym sensie  trafiłeś.  A co masz na myśli, mówiąc, że w pewnym sensie? Nie nudź, szkoda czasu, muszę już jechać do  domu. To gdzie ty do jasnej cholery jesteś? W obozie koncentracyjnym. Przeczytaj sobie  na moim  zwolnieniu. Ewa, masz bardzo dziwne poczucie  humoru. Może, ale to od ciebie  się tym zaraziłam,gdy  mnie  całowałeś w Nowy Rok  składając mi życzenia. Pa, trzymaj się!  

Z szefem  znali się jeszcze z czasów studenckich, bardzo się lubili i cenili, a razem pracowali już niemal 10 lat. Był od  niej  ze 3 lata starszy, ale tak dokładnie  studiował, że dyplom robił tylko rok wcześniej niż ona. Rozmowa toczyła się gdy Ewa dopiero zaczynała rehabilitację. Pomimo trudów rehabilitacji ukończyła już jeden  projekt i jeszcze przed ślubem chciała go oddać do firmy.

Mamcia  ze dwa razy  nieśmiało zapytała  Ewę, czy już kupiła sobie sukienkę do ślubu. Bo ona była któregoś dnia w  Piasecznie i tam , blisko tego wielkiego marketu, widziała sklep z bardzo ładnymi sukniami ślubnymi. Powstrzymując się od złośliwości Ewa  wytłumaczyła mamci, że suknia ślubna nie pasuje do urzędu stanu cywilnego, a jej ślub właśnie będzie w takim urzędzie a nie w kościele. Jeden już  miała w kościele i jak mamcia wie, to źle się to skończyło. To w czym,  biedactwo, wystąpisz w takim razie? Mamciu, w zwykłej sukience albo w  kostiumie. Tak ubogo to będzie wyglądało- dalej już Ewa przerwała rozmowę, mówiąc, że musi natychmiast wyjść z domu, po czym pomaszerowała na  następny zabieg. 

Mamcia  miała zaledwie 60 lat, ale chwilami jakoś umykała jej otaczająca ją rzeczywistość. Ewie udało się zapisać mamę na koniec października do przychodni zajmującej się chorobą Alzheimera. Czytała, że wczesne rozpoznanie choroby jest bardzo ważne i można wtedy lekami  spowolnić jej postęp.

Do ślubu Ewa zamierzała pójść w spodnium. Miała dwa komplety -ciemnofioletowy, w którym bardzo się Robertowi podobała i jasno szmaragdowy, z którego jakby  nieco wyrosła - po prostu nieco zbiegł się w pralni. Dziwne o tyle, że  nie była to wełna. No bo oczywiście  nie dopuszczała do siebie  myśli, że może po prostu nieco utyła. Zmierzyła obydwa, sprawdzając oczywiście w obu rozmiar - na obu metkach rozmiar   był ten sam, więc może rzeczywiście  pralnia nawaliła. Może prasowali w zbyt wysokiej temperaturze? Żałowała, że nie  zmierzyła od razu po przyniesieniu do domu, tylko w kilka miesięcy później.  

Wpierw założyła spodnie - nie były za  ciasne ani w talii ani w biodrach. Założyła czym prędzej żakiet - leżał jak marzenie. Ojejku- ucieszyła się- schudłam od tych wszystkich  zabiegów.

Czyli będzie  miała w czym brać  ślub za blisko trzy tygodnie. Ale i tak postanowiła, że pokaże się Robertowi w obu kreacjach i niech on wybierze, w czym  ona ma wystąpić. Jak na  zawołanie usłyszała zgrzytanie  klucza w zamku i do mieszkania wszedł Robert.

Wyszła do przedpokoju prosto w jego objęcia.  Oooo, a dokąd to się moje kochanie wybiera w tak eleganckim stroju?- zapytał. Na ślub z tobą. Postanowiłam, że pójdę w jednym z tych spodniumów- albo w tym, albo w tym ciemnym  fioletowym.  

No wiesz, w obu wyglądasz  bajecznie, ale ten chyba jest lepszy kolorystycznie jak na ślub. No i będzie  chyba mniej kontrastowy do twego popielatego garnituru- dodała Ewa. No to idę się rozebrać. 

Zaczekaj  moment, pomogę ci się rozebrać, tylko wrzucę coś do zamrażarki. Lody kupiłem po drodze. Coś mi się zdaje, że ty kochany  niedługo zmienisz  zawód - nabrałeś niebywałej wprawy w rozbieraniu i ubieraniu mnie. Czekaj, weźmiemy też ten drugi komplet, trzeba je obydwa odwiesić  w szafie. Jeszcze trzy dni i koniec zabiegów! Potem mam jeszcze 2 tygodnie luzu- zwolnienie po rehabilitacji by kości pozbierać w jedno  miejsce.

Chyba  musimy dostawić drugą część szafy w sypialni. To my mamy jeszcze kawałek szafy? A gdzie? A w piwnicy, w firmowym opakowaniu. Zadzwonię do fachmana i skręci ją nam w sobotę. Przecież mógłbym sam to zrobić. Nie  kochanie, twoje  ręce są  zbyt cenne, nie  można ich niszczyć takimi pracami. Nie wygłupiaj się, mogę to sam zrobić. Nie zgadzam się - facet to zrobi w pół godziny, sam wytarga to z piwnicy, przyniesie  swoje narzędzia, załapie stówkę i będzie  szczęśliwy. I jeszcze  sam po sobie posprząta. 

My to zejdziemy do piwnicy, żeby zobaczyć co tam jeszcze jest z części meblowych- tata  mi wszystko pięknie tam poustawiał i popakował i na opakowaniach napisał co jest w środku. Przecież nim się gdziekolwiek przeprowadzimy to musimy tu trochę się  "domeblować".  Co myślisz o tym, żeby przynieść drugi materac i wtedy  będziemy mieć sypialnię a ten pokój będzie bardziej cywilizowany. Tu można by ustawić biurko,żebyś w razie czego miał gdzie się rozłożyć ze swoimi materiałami. Nie sądzę by było tak, że nagle oboje  będziemy potrzebować biurka. Wejdą tu jeszcze  dwa regały,a w piwnicy są  dwa na pewno, a może nawet trzy. I są na pewno jakieś szafki kuchenne. Ja byłam tak wnerwiona tym rozwodem, że nie chciało mi się nawet myśleć  o meblowaniu. I musi też tam być jeszcze jedna szafka łazienkowa. Chodź kochany do sypialni, zobaczymy to łóżko zrobione na podwójne. Ale nie  zapominaj, moja słodka, że my się nawet na pojedynczym na pewno zmieścimy. Tak, wiem, ale czasem trzeba poleżeć obok siebie.

A wiesz nad czym się zastanawiałam? Powiedz, nie zgadnę. Żeby ten większy pokój zrobić  jako sypialnię a tamten jako dzienny. Chodź, wypróbujesz  tamto łóżko. Bo żeby było bardziej głupio, to ten pokój jest cichszy, bo jest od tak zwanego podwórka, a tamten od ulicy, którą się włóczą  samochody i łażą  ludzie. Chodź, przymierzymy się do tamtego łóżka. Materac możemy z piwnicy przynieść dziś, rozpakować go żeby się przez noc  napowietrzył, jeżeli nadal  tam  będzie  sypialnia. Jeśli zmieniamy te pokoje, to fachman nam zorganizuje  ekipę do przesunięcia  rzeczy.

W czasie kolacji Robert powiedział, że w poniedziałek będą mogli obejrzeć to mieszkanie w Miasteczku Wilanów. I jeżeli będzie się ono podobało Ewie, to przeczekają w tym  mieszkaniu aż do chwili, gdy będą  mogli tam  zamieszkać. Wg  Spółdzielni od 1 stycznia  blok będzie  zasiedlany. A jeżeli im, a głównie Ewie się nie spodoba, to będą szukać gdzie indziej mieszkania. 

Ale drugą szafę i tak można zmontować. A co do łóżka - naprawdę wolałby żeby to nie była IKEA, bo przecież te  deseczki w szybkim tempie się rozlecą.  Kwestię  finansową ujął krótko - Ewa to się co najwyżej może dokładać, skoro uważa, że  jej bardzo zdrowa żywność jest tak bardzo droga. Bo może i Ewa ma drogą tę żywność, ale strasznie mało je. Zabezpieczeniem finansowym będzie też dla  nich ziemia, którą pokazała Ewie  Alina. 

Zaraz po ślubie  zrobią notarialnie rozdzielność majątkową i zaraz po tym akcie notarialnym Robert  zrobi dla niej  darowiznę. W kilka miesięcy później umorzą rozdzielność majątkową. A ten zabieg jest dlatego, że chce by w razie  jego śmierci Ewa była zabezpieczona  finansowo i żeby nie  musiała się tą ziemią dzielić z jego synem. On synowi zapisze notarialnie kawalerkę w spadku. Nie wie co Ewa  chce zrobić z tym  mieszkaniem,  w którym teraz są - on się zgodzi na wszystko co ona o tym postanowi.  

 Ewa  milczała dłuższą chwilę. Wiesz co, to może zamienimy się mieszkaniami i młodemu zapiszesz wtedy te dwa pokoje z kuchnią. Bo jakby na to nie  spojrzeć to jest przecież twój syn. To nie jego wina, że wy się rozeszliście i że jego matka  jest taka  a nie inna. A tamto  mieszkanie będzie się  wynajmowało i to bez trudu, bo jest w śródmieściu.  Przemyśl to, a może i z Aliną omów, ona cię kocha a poza tym  to mądra osoba. 

Wiem, że nam pieniędzy  nie zabraknie, bo jak na razie to oboje  nieźle  zarabiamy. Tyle tylko, że ty masz znacznie  trudniejszą , cięższą, bardziej wyczerpującą pracę.  Chciałabym byś brał jak najmniej dyżurów, żebyś mógł więcej odpoczywać bo, nie  wiem czemu, ale już nie będziemy młodnieć. Alina  wspominała, że Akademia  Medyczna chciała byś dawał wykłady - wydaje  mi się, że masz naprawdę dużo do przekazania młodym, którzy wybrali medycynę. Odmówiłeś, twierdząc, że jeszcze jesteś za młody. Ale teraz to się  z tymi młodymi dogadasz, a  za 10 lat najpewniej już nie.

Nie strasz mnie, R. ma teraz prawie 60 lat. Ale on się  źle prowadził, pił, palił- no tyle tylko, że chyba mało z wdzięków kobiet korzystał. Palenie to jakoś szybko rzucił, coś mu bardzo szkodziło, po 3 papierosach przestawał mówić. Tak naprawdę to jest alkoholikiem, tak zwanym niepijącym alkoholikiem. Bardzo się pilnuje by przypadkiem  się nie skusić. On mnie wielu rzeczy  nauczył, właściwie  zmusił do tego doktoratu. Jemu też nie wyszło życie osobiste.  I to właśnie przez alkohol.To co kiedyś powiedziałaś o chirurgach to prawda. To zawód,  w którym  cały czas jest się pod presją. Bo życie  ludzkie jest kruche. Odkąd jesteś ze mną stałem się spokojniejszy. Gdy operowaliśmy babcię co chwilę powtarzałem sobie- "Ewa we mnie wierzy". Byłem wręcz przerażony, bo cały czas miałem wrażenie,  że te kosteczki rozlecą mi się w palcach.  Powiedziałem jej rodzinie, żeby zasięgnęli opinii w przychodni medycyny naturalnej co mogą babci zlecić, by się te  kosteczki lepiej goiły. Babcia jest w domu i poją ją wyciągiem ze skrzypu polnego. Powiedzieli rodzinie, że gdyby babcia była młodsza to zaleciliby lek zrobiony z kości młodych cieląt. Znam go- powoduje niestety silne zaparcia, ale  faktycznie pomaga. I nie podaje się go  takim słabowinkom.

R. powiedział mi, że mam szczęście, że mnie  zechciałaś i że jesteś okropną ryzykantką wychodząc za mnie.Wcale  nie chciałem go na świadka, ale sam się na to miejsce  wprosił. On jest chyba  bardzo samotny i pomyślałem, że może potrzebna  mu jest do trwania przy życiu świadomość, że może się jeszcze komuś na coś się przydać. Bo nawet największe oddanie  się pracy nie zastąpi nam czyjegoś uczucia.

Ewa przytuliła się do Roberta - każdy związek jest ryzykiem, jesteśmy tylko ludźmi, zmieniamy się często  nie zdając sobie  z tego sprawy. Kocham cię ogromnie i nie sądzę bym była ryzykantką. Będę zawsze dbała o to, by nam obojgu było razem dobrze.

                                                                     c.d.n.





 

Ryzykantka - 9

 Weekend, w pewnym sensie upłynął pod hasłem "przedstawiamy sobie  wzajemnie swoje rodziny". Sobotnie popołudnie spędzili u rodziców Ewy.  Mamcia wpatrywała się w Roberta  niczym w  cudotwórcę  i wyraźnie usiłowała trafić  do jego serca przez  żołądek. Stół wyglądał niczym  gablota w dobrej cukierni. Oczywiście sporą część mamcinych wypieków  musieli wziąć ze sobą do  domu. Mamcia dość gładko przełknęła fakt, że ten ślub to będzie tylko i wyłącznie podpisanie  dokumentów i żadnego wesela nie będzie. 

Gdy wrócili do domu Robert powiedział - wiesz kochanie, skoro nam tak dobrze poszło z twoimi rodzicami, to jeśli nie masz nic przeciwko temu- zaraz wykonam telefon do siostry i przedstawię ci ją jutro o ile nie jadą oni jutro do rodziców Franka. Alina  bardzo kocha swoich teściów, którzy bardzo im pomogli gdy Alina  "nabawiła się bliźniaków". Odkąd tylko bliźniaki zaczęły chodzić na własnych nogach  regularnie  zabierali je  na miesiąc lub dwa wakacji, twierdząc, że  matka to też człowiek i musi odpocząć również od własnych dzieci. Alina jest ode mnie 2 lata starsza i wiem, że bardzo cię polubi. Przez całe  nasze dorosłe życie tylko raz się z nią pokłóciłem - oczywiście z tego powodu, że posłuchałem mego ojca i ożeniłem się  z Harpią. Ojciec twierdził, że powinienem ponieść konsekwencje  swego czynu i że nie  mam prawa skazywać swego (w połowie)  dziecka na etykietkę dziecka nieślubnego. Bo w naszym kraju taka etykietka wlecze się za  niewinnym  niczego dzieckiem przez całe jego życie. Alina była zdania, że kobieta nie powinna być bezwolnym  workiem i powinna sama świadomie zadbać o to by nie "wyprodukować"  nieślubnego dziecka wiedząc w jakich realiach żyje. Nie przepada za moim synem, twierdząc, że  biedne dziecko po swoim ojcu odziedziczyło urodę a charakter niestety po  swojej mamusi. 

Ale  mnie się twoja  uroda podoba - przerwała mu  Ewa - a charakter to wynik tego, że był większość swego życia z matką. Nawet nasze wrodzone cechy ulegają zmianie pod wpływem otaczających nas stale osób. A dla każdego dziecka rodzice są wzorem do naśladowania. Widać to zwłaszcza  gdy dzieci się bawią "w dom". Masz wtedy obraz tego jak wyglądają na co dzień układy rodzinne tych dzieciaków. Mam koleżankę, która jest przedszkolanką - zawsze na początku roku prowokuje  dzieci do zabawy w dom - wtedy wie jakie problemy wychowawcze ją czekają. No to dzwoń do Aliny, czuję, że się polubimy.

W niedzielę wylądowali u siostry Roberta, w Legionowie. Bliźniaków nie było w domu co Robert określił, że to dobrze, bo to klony jednojajowe i on nie może ich odróżnić.  A gdy są obok siebie to on ma wrażenie, że ma omamy wzrokowe i czuje  od razu potrzebę wybrania się do okulisty, bo widzi podwójnie. Tak jak podejrzewał Robert, panie  bardzo przypadły sobie  do gustu. Po 20 minutach szwagrowie spojrzeli na siebie i stwierdzili - chodź stary na spacer, jesteśmy tu zupełnie  niepotrzebni.

Alina stwierdziła, że chociaż Robert nie opowiadał jej jeszcze  o Ewie, ona widzi, że wreszcie jej brat jest szczęśliwy a to szczęście wychodzi z niego wszystkimi porami. Ewa stwierdziła, że sama nie może pojąć jak w tak krótkim czasie mogli podjąć decyzję o ślubie, wspólnym życiu itp i że tak naprawdę jest to zupełnie  obce jej naturze, bo zawsze wszystko dość długo i dogłębnie analizowała. A tu leci niczym leming przed siebie. Alina stwierdziła, że takie przypadki są dość częste, bo każdy jest komuś lub czemuś przeznaczony i wtedy sprawy idą lotem  błyskawicy. A dziś widok Roberta ją zaskoczył - w widoczny sposób odmłodniał. Zniknęły gdzieś bruzdy na jego czole, zmieniła się nawet sylwetka i oczy znów odzyskały blask. No po prostu rozpiera go szczęście - co widać, słychać i czuć. I Alina stwierdziła, że nareszcie będzie miała bratową z prawdziwego zdarzenia, co ją niezmiernie  cieszy. A Ewa zapytała, czy w takim razie Alina  mogłaby być jej świadkiem na ślubie - świadkiem Roberta jest profesor R. Oooo, to znaczy, że akcje  Roberta u profesora stoją bardzo wysoko. Pan profesor R. ma bardzo wysokie zdanie o sobie, więc fakt, że będzie  "świadkował" na ślubie młodszego kolegi jest bardzo wymowny.  

Oj tak, odniosłam wrażenie, że facet niemal czeka by mu składano hołdy - stwierdziła Ewa. Ale powiedział Robertowi, że szczęściarz z niego, bo ma  mnie. A Robert stwierdził, że wie o tym. I, wyobraź sobie, że R. obiecał, że będę mogła obejrzeć "z teatru" kilka operacji- oczywiście w obecności Roberta, bo stamtąd mogą obserwować operacje tylko ludzie z  branży, no a ja przecież do nich nie należę.  A nie  zemdlejesz gdy zobaczysz krew albo bebechy na wierzchu?-zdziwiła się Alina.  Raczej nie, oglądałam kilka filmów dokumentalnych i jakoś nic mnie  nie ruszało. Oglądałam nawet operację taką, którą sama  miałam mieć, czym zadziwiłam chirurga, który miał mnie operować. 

Wiesz Alinko, nie chcemy urządzać wesela, ale myślę, że jakiś wspólny obiad rodzinno- świadkowy to powinien jednak być. Taki obiad w restauracji to nie  wesele, więc pomóż mi przekonać Roberta, że to dobry pomysł. Masz to jak w banku - stwierdziła Alina. Powiedz to dziś, to ja od razu przytaknę i będzie sprawa załatwiona. Chodź na taras, coś ci pokażę.

 Z tarasu rozciągał się  widok na bardzo zadbany ogród, za nim był nieduży, dość młody las i pole. Ten las i ten kawałek ziemi to właściwie już są twoje, bo mogę się  założyć, że zaraz po ślubie Robert zrobi ci z tego darowiznę. Tylko będziecie  musieli mieć na początek rozdzielność majątkową, którą potem można spokojnie, notarialnie  znieść. Czasy takie, że najlepiej mieć  ziemię jako zabezpieczenie a nie oszczędności na koncie.  Och wiem zgodziła się  z nią Ewa-jest teraz run na domki. To ładny teren, zrobiłabym pod lasem dom na lato, moglibyśmy tu bywać w weekendy, blisko stąd  nad Zalew. 

Noo, dobry pomysł, jeśli tylko znajdziesz dobry projekt- przytaknęła Alina.  Ewa uśmiechnęła się - nie muszę  szukać, ja takie domy jednorodzinne projektuję. Oooo, kochana  moja, to ja ci napędzę klientów, tu coraz więcej osób chce się  budować, ewentualnie  przebudować to co już mają. Obok waszych działek są działki moich chłopaków. Gdy je kupowaliśmy to były grosze, teraz  bardzo ceny podskoczyły. 

Na taras wtargnęli panowie i Alina powiedziała- pokazałam Ewie teren, który należy do ciebie, a który jej zapewne  zapiszesz jako darowiznę, o ile podpiszecie na początek rozdzielność majątkową. I wiesz- napędzę Ewie klientów, bo  coraz więcej osób chce się tu pobudować- albo domki letnie  albo całoroczne. Brak tu co prawda  jakiejś rzeczki, no ale do Zegrza blisko i do Warszawy  też stosunkowo niedaleko. Na razie to tu jest przysłowiowe  zadupie, peryferie Legionowa, ale  coraz więcej  ziemi tu wykupują. I wiesz co, wreszcie mam  bratową z prawdziwego zdarzenia , za co ci jestem bardzo wdzięczna!

Rozmawiałyśmy o waszym ślubie i Ewa przytomnie  stwierdziła, że wesela nie robicie ale obiad dla świadków i najbliższej familii to jednak powinien być. Właśnie Ewa   mianowała mnie swoim świadkiem, więc domagam się wspólnego obiadu z rodzicami Ewy i drugim świadkiem. Czy ten twój kumpel-profesor jest strasznym sztywniakiem? Nie wiedziałam, że aż tak się przyjaźnicie, że będzie ci świadkował.

 No popatrz Franek - zostawi się dwie kobiety na pół godziny same to zaraz coś uknują - śmiał się Robert. Wiesz Alinko, R. gdy się do kogoś przekona to jakoś opadają z niego orle pióra i  jest całkiem miłym facetem. I......zazdrości mi  trochę Ewy. Zaimponowała mu wiedzą i tym, że jakoś wcale nie wystraszyła się  jego "orlich piór". No i dobrze  prowadzi samochód, co dla niego nadal jest czarną magią. On po rozwodzie nie ożenił się po raz drugi - nie chciał ryzykować, bo jak sam o sobie mówi ma paskudny charakter. A wspólny obiad faktycznie  nie ma nic wspólnego z weselem więc jasne, że zrobimy. Na razie Ewa jedzie w poniedziałek po nasze dokumenty. Upoważniłem ją do pobrania swojej metryki i odpisu o rozwodzie. Weźmiemy też dziś  skan twego dowodu osobistego, o ile tu dociera internet. A jak nie to jego nr itd.  Nie wiem tylko gdzie ten  wspólny obiad zarządzić. 

No to zaraz możemy z Alinką policzyć ile będzie osób i pomyślimy gdzie to zrobić, stwierdziła Ewa. Damy projekt, ty kochanie będziesz zatwierdzał. Wyszło mi, że to będzie  razem z dziećmi 9 osób. Alina skrzywiła się - ja bym najchętniej pominęła chłopców. Dla nich to żadna frajda a dla mnie tylko kłopot, bo będą się nudzili jak mopsy i rozrabiali. Sprzedam ich dzień wcześniej do teściów. 

No to tak - Ewa zaczęła wyliczankę - my dwoje, przyjedziemy samochodem, tak samo moi rodzice, wy dwoje też samochodem , zostaje R. Od biedy  możemy po niego wyskoczyć samochodem, adres znamy, potem też możemy go odwieźć.  W tym układzie- tu się zaczęła śmiać- zaoszczędzimy na alkoholu, bo więcej niż po kieliszku wina kierowcy nie wypiją, bo im  nie pozwolimy. Ale moja mamcia, Alina, profesor R. i ja możemy sobie pohulać. I w tej chwili Robert i Franek wybuchnęli śmiechem - no jasne- Alina  tylko usta  umoczy, resztę muszą wypić Ewa i jej mama i R., który podobnie  jak Alina tylko dziób umoczy- dusząc się od śmiechu mówił Robert. Albo i nie, bo miał w przeszłości problemy z tym płynem. 

Więc nie ma  sprawy - stwierdziła Ewa - przecież nigdzie nie jest  powiedziane, że musimy zamawiać wino, może go wcale nie być na stole, póki co to nie jest karalne. I pan R. nie będzie wodzony na pokuszenie ani nie będzie się  czuł napiętnowany. A przy zamawianiu obiadu powiemy, że to spotkanie  klubu AA i oczywiście słowem nie  piśniemy, że to obiad z okazji ślubu.  No co, wreszcie zażartowałam- wyjaśniła  Robertowi odpowiadając na jego zdziwione  spojrzenie.

A który lokal wybierzemy to zależy od tego gdzie nam się uda szybko wziąć ślub, więc na pewno nie będzie to Pałac Ślubów, raczej coś niedaleko naszego dzielnicowego USC.

No dobrze , stwierdziła Alina, A teraz  mi powiedz Robercie,  czy już dokonałeś  zakupu obrączek? Obrączek?  - zdziwili się przyszli małżonkowie. No właśnie obrączek. A co na waszym globie nie noszą ludzie obrączek? W tym zakątku Kosmosu, na tej  planecie ludzie je noszą,  jako znak, że już są zajęci. Ja swoją  zgubiłem już dawno, nie widziałem jeszcze  chirurga z obrączką ślubną. A ja swoją przerobiłam na pierścionek- powiedziała Ewa.

Alina wstała i powiedziała- to bardzo dobrze się składa- mam dla was obrączki- nietypowe, które żadnemu chirurgowi nie będą przeszkadzały. Na  damskiej już jest wypisane imię, po ślubie  jubiler wyryje  datę ślubu, na męskiej imienia jeszcze nie ma, ale jutro lub pojutrze będzie tam imię Ewa i na odwrocie uzupełni się datę ślubu. Zaraz je przyniosę. Robert otworzył usta, ale Alina zasłoniła mu  usta ręką - zaczekaj, podziękujesz później.

Za chwilę przyniosła   niewielkie pudełeczko - wpierw podeszła do Ewy i na jej szyi zawiesiła łańcuszek z płaską  obrączkę   o szerokości 4 mm, na której wygrawerowane było imię Robert. Na szyi Roberta  zawiesiła drugą, identycznej wielkości obrączkę, ale bez  żadnego napisu. Jak widzisz mój  braciszku ta obrączka nie będzie ci w niczym przeszkadzać,  nie musisz  ściągać jej do mycia rąk ani do  naciągania  rękawiczek. Nie przeszkadza również w życiu codziennym, do mycia i kąpieli nie  trzeba  jej ściągać. I jest naprawdę lekka. Jak widzisz świat się zmienia i teraz  można tak się  zaobrączkować. Wygrawerowane   napisy można uzupełnić czarną lub szafirową emalią.   

My z Frankiem też takie  mamy, z tym, że każde z nas ma jeszcze  po 2 dodatkowe obrączki - z imionami naszych chłopców i datą ich urodzin.  Zobacz - powiedziała- i odsunęła sweterek od swej szyi ukazując trzy obrączki.

Nim wyjdziecie to je wam odbiorę, dostaniecie je z powrotem już po ślubie, ale jeszcze w urzędzie. 

Robert i Ewa byli bardzo zaskoczeni tym prezentem, Ewie to się nawet oczy zaszkliły, a Robert ściskając Alinę powiedział- znów się mną rządzisz!

                                                               c.d.n.