czwartek, 17 lutego 2022

Ryzykantka -17

Sobotnie zakupy odzieżowe z dwoma facetami, którzy nie mieli pojęcia jakie noszą rozmiary ubrań, nie wiedzą  jaką lubią kolorystykę a na dodatek każdą przymiarkę  traktują  jak  najcięższą karę, porównywalną do kary  dożywocia w więzieniu o najsroższej formule, mogą każdego przyprawić o rozstrój nerwowy.

Po wyjściu z jednego ze sklepów Ewie puściły nerwy i oświadczyła, że jeśli jeszcze raz usłyszy, że któryś z nich nie wie jaki nosi rozmiar, nie wie co mu się podoba lub wygłosi, że jemu nie potrzeba wcale  ani nowej bielizny ani nowej koszulki ani nowej kurtki, ani spodni bo mu wydarte  kieszenie  nie wadzą  itp. to ona ich w sklepie pobije, albo weźmie te swoje wszystkie  niewykorzystane  urlopy i wyjedzie  sama na wycieczkę  z Orbisem, najlepiej do Meksyku albo na Alaskę. 

Orbis nie ma wycieczek na Alaskę - beznamiętnym głosem stwierdził Paweł. A poza tym głupio mi, że chcecie mnie ubierać, bo ja sobie  z czasem przecież na to  zarobię. W tym momencie Robert nieco oprzytomniał mówiąc Pawłowi, że oni usiłują nadrobić to wszystko czego byli pozbawieni bo ktoś inny dbał o Pawła  zaopatrzenie , a on  wprawdzie  dawał pieniądze,  ale nie kontrolował  w jaki sposób są wydawane. A on sam nie przepada za takimi zakupami, bo przecież większość  swego życia spędza w stroju służbowym. A poza tym to on nie rozumie, czemu Ewa  nic dla siebie  nie kupuje. 

Gdyby wzrok Ewy mógł zabijać obaj leżeliby już na ulicy martwi gdy wściekła wysyczała - bredzisz jakbyś się chloroformu naćpał- jak na razie to w sklepach  z męską odzieżą nie  kupuje się damskich ubrań. Poza tym to szafa  mi się nie  domyka, tyle mam ciuchów. I systematycznie coś z ciuchów  wymieniam na  nowe. Nie  moja wina, że ty tego nie dostrzegasz, że nie dociera do ciebie, że niemal  każdego dnia jestem w czym innym. Nawet  zapyziały Zigi i ta zgraja biurowa to dostrzega. 

Idziemy na kawę - muszę się uspokoić- zarządziła. Kawą się będziesz  uspokajać?- zdziwił się Robert. To może wdepnijmy do Wedla na gorącą  czekoladę, czekolada poprawia humor, mamy stąd bliziutko. Ewa ruszyła przodem, ale do jej uszu dobiegły słowa Pawła- niedobrze,  zdenerwowaliśmy mamę Ewę. Ewa policzyła w duchu do siedmiu  i.....odpuściła- udała, że nic  nie słyszała. 

Sącząc czekoladę, którą "chłopcy"zagryzali wafelkami  czuła jak jej  topnieje serce i  mija  złość. Przy okazji zakupili bardzo dużo słodyczy wedlowskich by je potem w niedzielę dać Alinie i Frankowi, którzy mieszkając w Legionowie  nie mieli blisko do firmowego sklepu Wedla. Dopiero teraz powiedzieli Pawłowi, że następnego dnia jest u nich rodzinne spotkanie z Aliną i Frankiem, ale  Klonów nie spotka, bo są u swych dziadków. Z jakim Frankiem? To ciocia ma  nowego męża?- zdziwił się Paweł.  Nie, tylko Franek, który na chrzcie dostał  Jan,Franciszek używa teraz drugiego imienia, żeby go ludzie nie  mylili z jego ojcem.

Gdy wyszli z pijalni czekolady Ewa stwierdziła, że tak się jej poprawił nastrój, że aż może zajrzeć do któregoś  sklepu z damskimi ciuchami i zostawiła ich przed sklepem "obładowanych" ich zakupami. W kilka  minut później wyszła z  maleńką paczuszką. Co kupiłaś?- dopytywał się Robert.  Figi i rajstopy. Tak bez mierzenia? - udawał zdziwienie Robert. Tak, bo ja  kupuję je  na oko a nie na pupę- wyjaśniła.

Kupili jeszcze  buty dla Pawła i to takie, które mu się bardzo podobały i czarne firmowe dżinsy. W samochodzie, gdy jechali do domu Ewa tłumaczyła Pawłowi, że fakt, że studiuje informatykę  nie zobowiązuje go do chodzenia na okrągło we flanelowej koszuli w kratkę , rozciągniętym we  wszystkie    strony swetrze i wydartych, brudnych i postrzępionych dżinsach. Ona zna informatyków, którzy na co dzień chodzą w garniturach a jeśli się mają czołgać pod biurkami i kotłować w kablach to zakładają robocze kombinezony.

W domu przy kawie z ulubionymi Ewy słodyczami (czyli bakaliami i gorzką czekoladą)  Ewa naprowadziła rozmowę na temat urodzinowego prezentu dla  Pawła. Powiedziała, że chcą mu z okazji jego ćwierćwiecza sprawić prezent, który by mu sprawił prawdziwą radość. I w związku z tym, niech on wymieni kilka rzeczy, które sprawiłyby mu  radość a on dostanie jedną z nich. I żeby jednak była to niespodzianka, a jednocześnie  jakieś pole  manewru dla  nich,  to dopiero w dniu urodzin zobaczy co to jest.

Przy okazji rozmawiali o swych marzeniach. Gdy przyszła kolej Pawła na powiedzenie o czym  marzy powiedział - powiem, ale pod  warunkiem,  że nie wyślecie  mnie  natychmiast do szpitala psychiatrycznego. Bo mnie się marzy, byśmy mogli mieszkać razem, albo w jakimś  dużym 5, 6 pokoi  mieszkaniu albo w jakimś domu. I to nawet wtedy, gdy założę własną  rodzinę. Kocham was oboje, wasza obecność daje  mi siłę i wiarę w to, że sobie poradzę w życiu, że nie  narobię głupot. Nie bardzo rozumiem ten pęd do tego by koniecznie  mieszkać bez rodziców. Kiedyś właśnie w  tej jedności rodziny była siła. Zazdroszczę jednemu z kolegów- mieszka w domu,  w którym mieszkają trzy pokolenia. Chcieli mu  kupić w Warszawie jakieś mini  mieszkanie, żeby  nie dojeżdżał codziennie na uczelnię, ale on wolał dojeżdżać niż mieszkać sam.

To marzenie  nie kwalifikuje cię do psychiatryka, tylko uświadamia mi synku,  jak bardzo byłeś samotny i cierpiałeś z powodu rozpadu naszego małżeństwa - stwierdził ze smutkiem Robert. 

A chciałbyś mieć babcię i dziadka? - spytała Ewa. Bo  moi rodzice jeszcze żyją i w pewnym sensie są też w tej chwili i twoją rodziną. Jeżeli odpowiada ci większa rodzina, możemy dziś  po południu do  nich podjechać i poznasz ich. Mojego ojca polubisz zapewne " z marszu",  to kontaktowy człowiek. Mama jest nieco  zagubiona w tej rzeczywistości, być może to wynik, że ma za mało bodźców z zewnątrz. Rutyna każdego wysysa. Mieszkają sami w piętrowym domku, wykorzystują tylko parter, góra stoi nieużywana, ale jest regularnie sprzątana, wietrzona i w pełni sprawna. Domek ma media miejskie i jest niedaleko od  nas. Jest też nieduży ogród. My liczymy się  z tym, że może nadejść taki moment, że będziemy się musieli tam przeprowadzić. Na górze są trzy duże pokoje i łazienka, na dole jeden duży , trzy sypialnie, nieduże, łazienka i kuchnia. Piwnica jest sucha i pięknie urządzona, bo w pewnym okresie rodzice urządzali ją na wzór niemieckich piwnic w  domkach  jednorodzinnych. Kiedyś w piwnicy stał piec do ogrzewania  całego domku, teraz jest tam centralne ogrzewanie i ciepła woda z elektrociepłowni, domek jest podłączony do miejskiej kanalizacji, więc "przemeblowali" piwnicę. Jest też wiata na dwa samochody.

Jeżeli ty i moi rodzice przypadniecie sobie  do gustu, nie  ma przeszkód byś tam zamieszkał. Oczywiście nie jest to nasza propozycja  na twój urodzinowy prezent, myśl szybciutko nad tym, co chciałbyś dostać.

I myślę, że nie będą obrażeni, gdy będziesz ich tytułował babcią i dziadkiem. Oni zapewne też poczują się pewniej  mieszkając pod  jednym dachem z kimś pełnosprawnym. No to jak, mam do nich zadzwonić, że dziś im przywiozę  swego przybranego syna a im przybranego wnuka?- spytała przewiercając spojrzeniem Roberta.  Robert pokiwał głową i powiedział - tylko weź Pawełku pod uwagę, że gdy dziadkowie odejdą z tego świata to ich miejsce na parterze  zajmiemy my. Ewa jest jedyną spadkobierczynią.

Paweł (185 cm wzrostu) wpatrywał się w Ewę niczym dwulatek w jakiegoś żonglera. I naprawdę będę mógł mówić o twoich rodzicach, że to moi dziadkowie?  Nie obrażą się? Myślę  że nie. Oni mają do mnie żal, że im nie  wyprodukowałam wnuczki lub wnuczka. Ale mój pierwszy mąż nie nadawał się na ojca  moich dzieci. A Twojego tatę  spotkałam nieco za późno - nie zdążylibyśmy naszego wspólnego dziecka wychować, poza tym rodzicielstwo w tym wieku to zbyt duże ryzyko.  Z punktu widzenia  biologii jesteśmy za starzy na reproduktorów.  Na szczęście dla nas jesteś ty. Dla mnie jest ważne, że jesteś dzieckiem mego męża. A ja twojego tatę kocham przeogromnie.  

A jeśli mi twoi rodzice pozwolą się  nazywać dziadkami to czy wtedy mógłbym do ciebie  mówić  mamo? Powiedziałaś, że matkę ma się jedną, ale to ty mi okazałaś więcej serca niż moja biologiczna  matka. Masz w sobie  takie  samo ciepło jak ojciec. Gdybyś mnie  adoptowała to mówiłbym ci "mamo". I nikogo by nie obchodziło czy jesteś za młoda  czy za stara  na moją matkę. Wiem, dorosłych się nie  adoptuje.

Dyskusję przerwał Robert - dzwoń Ewuś do rodziców, podjedziemy do  nich, po drodze wpadniemy do cukierni, tylko powiedz, że przywieziemy ze sobą słodkie, żeby twoja mama nie rozpaczała, że nie zdąży nic upiec. Iiiii...... będę szczęśliwy, jeśli tak jakoś poza sądownie  adoptujesz Pawła. Rozumiem go, domyślam się, że chyba bardzo  brakowało mu prawdziwego domu.

Ewa wzięła do ręki komórkę, zatelefonowała do ojca i pokrótce przedstawiła mu rzecz całą. Ojciec Ewy dość szybko połapał się w całej sprawie i umówili się, że młodzi przyjadą o 16,30. W chwilę później Robert i Paweł wspólnie  szykowali lunch. A Ewa leżąc na sofie myślała nad tym jak bardzo i w gruncie rzeczy szybko zmieniło się jej życie. Tak mniej więcej o 180 stopni. Myślała też nad tym, jak bardzo nieszczęśliwy był Paweł, gdy tak podle  manipulowała nim jego własna  matka. 

W pewnej  chwili pomyślała - dobrze, że tej  zarazy  nie znam, bo bym chyba ją zabiła za to jak wykorzystała Roberta i skrzywdziła  Pawła. Nie ubędzie mnie od tego, że będzie do mnie fajny, młody chłopak mówił "mamo".  Ciekawa jestem co na to wszystko powie  jutro Alina - ona jest wielce racjonalną  kobietą, trzeźwo patrzy  na świat.  

Potem zaczęła się zastanawiać jak jej mama zniesie  całą tę sytuację. Bo mama  miał cały czas wielki żal do Ewy, że się rozeszła z mężem, bo przecież  facetowi wolno chodzić na boki, że nie wyprodukowała  wnuczki lub wnuczka, a wszystkie jej znajome panie "babciowały" że tak rzadko u nich bywa. 

Potem sobie uświadomiła, że wystarczyłoby nieco pomyśleć, sprawdzić plany domku, zapewne trochę zmienić wewnętrzny układ i spokojnie  mogliby tam wszyscy razem mieszkać - oni z Pawłem na piętrze, na dole rodzice. Przypomniała sobie, że kiedyś przecież zlikwidowali werandę , więc na dole jest jest duży pokój zwany przez mamcie  salonem i 4 mniejsze, w sam raz na sypialnię lub gabinet.Rodzice  zawsze spali w jednej sypialni razem, druga była rezerwowa w razie choroby, trzecia była gościnna i ta w  miejscu werandy również.

No i pewnie w dzisiejszy wieczór sporo będą z Robertem dyskutować. Ciekawe, skąd młody wpadł na to, że właśnie te rozbudowane  domy rodzinne dawały ludziom siłę przezwyciężania trudności.W końcu przed II wojną przeważnie były rodziny wielopokoleniowe w jednym  domu.

                                                                     c.d.n.


środa, 16 lutego 2022

Ryzykantka - 16

W niedzielny poranek Ewa jak zwykle przebudziła się o 6 rano, delikatnie wyplątała się z objęć Roberta, okryła swą goliznę szlafrokiem i pomaszerowała do kuchni starannie zamykając za sobą drzwi.  Zmieszała wszystkie składniki,  wylała otrzymaną  "paciaję" na blachę wyłożoną pergaminem, ustawiła w piekarniku właściwą temperaturę i  czas pieczenia i pozostawiła owsiankę jej własnemu  losowi. Gdy  już miała zamiar wrócić do pokoju w otwartych cicho drzwiach kuchni stanął Robert w stroju Adama. Wracaj, do łóżka, bo nie umiem spać bez ciebie- wyszeptał teatralnym szeptem. A chce mi się jeszcze spać. Ewa cicho zachichotała - dziecko obok w pokoju, a ty latasz  nago po domu. Zapewne on już wie dobrze co robią ze sobą osobnicy odmiennej płci a poza tym sądzę, że jego nie  zgorszyłaby  moja nagość. Ma takie  samo wyposażenie  jak ja. No chodź, bo bardzo jestem stęskniony.

Łagodzenie tęsknoty jakoś bardzo otrzeźwiło oboje i już nie zasnęli. Słyszeli około dziewiątej, że Paweł już wstał i jest w łazience, więc postanowili też się ruszyć i zjeść śniadanie  w szlafrokach. To będzie tak rodzinnie, po domowemu,  zawsze mi  takich domowych obyczajów  brakowało - stwierdził Robert. Zjedzmy śniadanie w kuchni. Chodź, nie szkodzi, że nie jesteś nieuczesana ,  nieuczesana  też pięknie wyglądasz. 

Gdy szli do kuchni Robert podszedł pod drzwi łazienki i powiedział- otwórz synuś szufladę z niebieską gałką, tam jest maszynka do golenia  i możesz potem założyć ten szlafrok w paski i przyjdź na śniadanie. Zjemy w  kuchni. Co ci zrobić do picia? Wszystko jedno, tato, wypiję to co wy, ogolę się po śniadaniu, już  wychodzę.

I jak ci się tu spało synku?- zaciekawił się Robert. Oj świetnie - wygodne  łóżko i cisza. A na dodatek śniło mi się, że jadę razem z wami nad  jakieś  jezioro i po drodze jechaliśmy skrajem lasu.  A potem okazało się, że w tym jeziorze nie wolno się kąpać, ale nie wiem dlaczego. Ojej, jak ta owsianka apetycznie pachnie i wygląda!

Bo to taki wabik na  facetów by któregoś łatwiej złowić- śmiała się Ewa. Nie  wiem, czy gdybym nie nakarmiła twego taty tą owsianką to byłby ze mną. A przygotowanie tego proste niczym  budowa cepa. Szybko się  nauczysz jak ją przygotowywać- dam ci przepis - zapewniła go Ewa.

Paweł, chcę z tobą omówić kwestią  twojego odżywiania się - chciałbym byś zrezygnował z tej studenckiej stołówki - stwierdził Robert.  Myślę, że byłoby lepiej gdybyś głównie u nas jadł obiady. Nie  mogę się oprzeć wrażeniu, że jednak jesteś niedożywiony. Wystarczy jeśli raz na jakiś  czas, awaryjnie,  tam zjesz jakiś obiad. Poza tym będziesz  miał do  czasu uzyskania dyplomu zawsze jakieś  "papu" zamrożone w swojej lodówce. Rozmrozisz w  mikrofali i potem je albo wsadzisz w piecyk, albo odgrzejesz też w mikrofali. Mam wrażenie, że masz już teraz nie  za wiele wykładów a pomiędzy  Świerczewskiego a  nami jest dobra  komunikacja. Pomiędzy twoim wydziałem i nami także. Do pisania  magisterki mózg  musi być dobrze odżywiony, do obrony pracy również.

Nie  musisz się nam  spowiadać z niczego, ale jeśli nie będziesz mógł danego dnia przyjechać na obiad, to pchnij sms, że cię nie będzie. Tylko tyle. Nie  musisz tłumaczyć dlaczego. Będziemy cię informować co planujemy w weekendy i jeśli będziesz  miał ochotę to zawsze będziesz mógł nam towarzyszyć. Sam lub z kimś. Przestaw się na tor  myślenia, że teraz masz prawdziwą rodzinę. Wiem, że to może być trudne, bo nigdy tak naprawdę tej rodziny nie było, ale spróbuj. I pamiętaj, że jesteś pełnoprawnym członkiem tej rodziny - jeśli coś ci nie będzie odpowiadało to po prostu to zwerbalizuj - wszystko można przedyskutować. Oboje z Ewą uważamy, że nie mogą w rodzinie  zalegać po kątach pytania  bez odpowiedzi. A gdy się już przeprowadzisz to wybierzemy się któregoś  dnia do cioci Aliny.  Paweł kiwał głową, że wszystko rozumie a w końcu  powiedział - szkoda, że nie mogę mówić do Ewy "mamo".  

Słysząc to Ewa roześmiała się - za młoda jestem na tak dorosłego syna a poza tym matkę ma się tylko jedną. Ale w pełni doceniam to co teraz powiedziałeś i bardzo ci za to dziękuję.

A raz na tydzień pojedziesz z Ewą na  zakupy ( bo ja  nie zawsze mogę) i zadbasz o to, żeby niczego nie dźwigała ani żeby się  nie schylała do niższych półek. Będę spokojniejszy, gdy pojedzie na  zakupy z tobą niż sama. A i ty pewnie lepiej się  poczujesz, że nie "pasożytujesz" na nas . Kochanie,  nie rób ze mnie  kaleki- zaprotestowała Ewa. Nie robię, ale nie chcę byś miała nawrót tego, co cię  do mnie  skierowało. 

Przeprowadzka Pawła od jego matki do kawalerki ojca przebiegła bez problemu.  Paweł wpuścił matce wersję, że przeprowadza się do swojej dziewczyny na peryferie miasta.  Matka co prawda  koniecznie  chciała by podał  jej  adres, ale Paweł twierdził, że nie pamięta  adresu, bo zawsze trafia tam na pamięć i że jest to prawie w Ursusie, na osiedlu Skorosze, z tyłu za Leroy Merlin. Gdy  już taksówka  bagażowa ruszyła spod  domu  powiedział swym kolegom, że celowo podał matce zły adres, bo nie chce by matka  zakłócała spokój jego i jego dziewczyny. Obaj się z nim  zgodzili, że dobrze  zrobił, każdy  z nich zrobiłby to samo. 

Wieczorem tego dnia przyjechał do Pawła  Robert  z termo torbą pełną  zamrożonych  produktów, wszystko było popakowane dodatkowo w  foliowe torebki i opatrzone etykietkami. Oprócz tego  dostał książkę kucharską i zeszyt z różnymi przepisami - wśród przepisów była oczywiście i pieczona owsianka. Oprócz tego dostał fartuch  kuchenny, w białe i czarne pasy, z prośbą by używał, bo jednak w kuchni łatwo sobie poplamić ubranie. Oprócz tego były też dwie termo odporne rękawice, by bezpiecznie wyciągać z piekarnika  gorące  naczynia. Robert powiedział, że następnego dnia przyjedzie  razem z Ewą, bo Ewa chce własnym,  babskim okiem  zobaczyć,  czego jeszcze Pawłowi w kuchni brakuje. Gdy Robert wychodził Paweł po raz  pierwszy od lat objął Roberta i bardzo mocno się do niego przytulił mówiąc - dziękuję tobie i Ewie za wszystko co dla mnie robicie. Postaram się byście tego nawet przez  sekundę nie żałowali. Kocham was oboje i naprawdę uważam w głębi serca, że Ewa jest dla mnie matką.  Robert nagle poczuł się tak, jak wtedy, gdy Ewa przyjęła jego oświadczyny. Długo obaj trwali w uścisku nic nie mówiąc.

Po powrocie do domu Robert opowiedział o tym Ewie - była wzruszona ale i szczęśliwa. Robert promieniał - popatrz Ewuś-  nagle  mamy wspólnego syna. A wiesz co dla  mnie jest najważniejsze w tym wszystkim?-  to że ty i Paweł odnaleźliście się w tej dżungli stworzonej przez okoliczności i Harpię. Paweł bardzo się zmienił od chwili gdy  go poznałam do teraz. Zauważyłeś, że nabrał pewności siebie? Nie da się ukryć, że każde dziecko potrzebuje obojga rodziców, ich  miłości, uwagi i szacunku. I pewności, że zawsze będą dla niego ostoją. Ja to miałam w domu,  on dopiero teraz  zaczyna to mieć. Ma trochę spóźnione dzieciństwo, ale to nie  szkodzi. Pojedziesz ze mną jutro do niego? -zapytała. No jasne, lubię mieć was oboje koło siebie, a on skoro on twierdzi, że kocha  nas oboje to mu oboje spadniemy na głowę.

Rozmowę przerwał im dzwonek telefonu - to dzwoniła Alina.Wybierali się z Frankiem do Warszawy w niedzielę na ślub kolegi Franka, Klony będą u rodziców  Franka, więc wymyślili, że mogli by się spotkać z Ewą i Robertem po tym  ślubie, bo ślub  jest o "niechrześcijańskiej porze" czyli o 10 rano, a na wesele  nie idą bo ma być gdzieś w jakimś Domu Weselnym koło Warszawy, razem z noclegiem. Umówili się  więc, że w niedzielę o 11,00 "Franki" podjadą na parking kina "Moskwa", gdzie będzie na nich czekał Robert, który potem ich "poholuje" na osiedle. A macie  kontakt z Pawłem?- zapytała Alina-bo bardzo chcielibyśmy się z nim  zobaczyć.  Oczywiście mamy z nim kontakt, nieomal codzienny. Żartujesz?- Nie , nie żartuję, poważnie, sama  zobaczysz. Ojesuuu, umrę z  ciekawości. Nie  warto Alinko, życie choć nie jest romansem to jednak  bywa  czasami piękne. Więc nie umieraj tylko przyjeżdżaj. No to zabiję nie dwa a trzy kurczaki. Alinko,  nie  zabijaj, mam pełną  lodówkę jedzenia plus zamrożone w  zamrażarce. Ale ja już im to obiecałam, muszę je utłuc. No dobra, to przywiozę je gotowe a nie  surowe. Ale Ewuś, puść trochę farby z tym Pawłem. Nie  mogę, bo chcę zobaczyć twoją minę. W tym momencie włączył się do rozmowy Robert - siostrzyczko, to ma być  niespodzianka, ale  nie będzie to pies, to ci  mogę obiecać. Ojesuuu, skonam przez was. Nie konaj, tylko przyjeżdżajcie w niedzielę! Sorrrki, ktoś się do drzwi dobija. I rozmowa dobiegła końca. Robert i Ewa nieomal płakali ze śmiechu. Ale poleciałeś  z tym psem!!! Ma teraz Alinka prawdziwą zagadkę! To twoja wina- śmiał się Robert, że słowo niespodzianka  zaraz mi się kojarzy z psem.

Za dwa tygodnie  są  25 urodziny Juniora, musimy obmyślić jakiś prezent -stwierdził Robert. Nie bardzo wiem co się kupuje dorosłemu dziecku.  A może tym razem,  zamiast wymyślać co mu kupić po prostu  zapytamy się  co by chciał od  nas dostać, ale żeby mimo wszystko miał jakąś niespodziankę to niech wymieni ze trzy rzeczy, które chciałby  dostać - stwierdziła Ewa- a my jedną  z nich kupimy. I wiesz co, na  moje oko trzeba mu uzupełnić garderobę. Może byśmy w najbliższą sobotę wybrali się  z nim  na takie ubraniowe  zakupy. Przy okazji ty też powinieneś coś niecoś sobie  kupić. Ja wiem, że najlepiej się czujesz w kitlu lekarskim, no ale nie chodzisz w tym przecież na ulicę. Nie wiem tylko  w którym sklepie sprzedają takie   "chude" ciuchy by na Pawle nie wisiały. 

No ale przecież  zakochałaś się we mnie gdy byłem w  służbowych  ciuchach - śmiał się Robert. No bo widziałam tylko te twoje  nieziemsko niebieskie oczy, nie patrzyłam na resztę. A potem to leżałam głównie  na brzuchu, więc też nie widziałam wiele poza twoimi zdrowotnymi  chodakami i tylko odnotowałam, że masz miły dotyk. A potem tak mnie omotałeś troską, że nawet nie  zastanawiałam się nad twoim wyglądem. A potem mnie  tak zaczarowałeś, że aż mi łzy same leciały- pamiętasz? Pamiętam to było coś niebywałego, dla mnie też,  miałem wrażenie, że wychodzę ze swego ciała i unoszę  się gdzieś w przestworzach. Taki eksterytorialny stan mi    się przydarzył. Teraz też tak jest, gdy się kochamy, ale  dla mnie nie  jest to żadne  zaskoczenie tylko ogromna radość, że jest tak zawsze- powiedziała Ewa. Uwielbiam twoje pieszczoty, dotyk, pocałunki. A ja uwielbiam twoją reakcję na każdy mój ruch i dotyk. Jesteś Ewuś niesamowicie czułym instrumentem. A gdy śpisz przytulona do mnie  to z wielkim trudem się powstrzymuję przed tym by cię nie pieścić. No to się nie powstrzymuj, to musi być cudne - obudzić się bo cię ukochana osoba pieści. A wiesz  kochany, że Junior jest do ciebie ogromnie podobny? I to podobieństwo bardzo się uzewnętrzniło ostatnio - kształt głowy, profil, kształt ust, wykrój oczu. Tylko kolor oczu inny- przyjrzyj się kiedyś- oczy ma szaro-zielone z brązowymi  ciapkami, a raczej kreseczkami. Włosy ma od ciebie  jaśniejsze, ty masz ciemniejsze. Ma też taką samą sylwetkę jak ty. Pod względem psychiki też jest podobny. Zaimponował mi tym, że nauka  ważniejsza od amorów. Ale na wszelki wypadek pogadaj  z nim żeby działał zawsze systemem PZU. A co ma do tego PZU? - zdziwił się Robert - nie  rozumiem. PZU to skrót od  Przezorny Zawsze Ubezpieczony, czyli wyposażony zawsze w prezerwatywy. I nie idzie akurat o ciążę, o zdrowie również.

Zauważyłeś, że już są efekty tego, że lepiej się odżywia? Młody organizm szybko reaguje gdy się go właściwie odżywia.  Nadal jest bardzo szczupły, ale ty też jesteś szczupły. I jeszcze mnie coś łączy z tym Młodym- obaj cię kochamy- stwierdził Robert.  A na dodatek znów się  za tobą stęskniłem, muszę się przytulić.

Gaszenie owej tęsknoty było długie i oboje  bardzo solidnie, na wiele sposobów  starali się ją ugasić. Koło północy, co chwilę się  całując robili kolację, która w końcu ograniczyła się do kilku owoców i soku.

Dobrze, że mam dziś wolne, stwierdził rano Robert, bo  chyba bym nie wystał za stołem operacyjnym. Ale na samo wspomnienie tego co było wieczorem jeszcze  mnie dreszcz przechodzi. To było coś, czego jeszcze w takim stopniu nie przeżyłem.Wycieczka eksterytorialna w dubeltowym wymiarze, to było nieziemskie. Działasz na mnie w niewyobrażalny  wręcz  sposób, odleciałem  chyba aż na antypody. Nic cię kochanie  nie boli po tym szaleństwie?  Nie, to było raczej bardzo silne metafizyczne przeżycie-coś tak jakby się w pewnej chwili złączyły się nasze synapsy . Myślałam, że mi mózg  wyparuje, tak to jakoś  czułam.Tak jakoś od czubka głowy, w dół i z powrotem do góry i potem rozchodziło się jak fale. I cały czas patrzyliśmy sobie  w oczy, to było cudowne.Raz na ułamek sekundy je  zamknąłeś, ale zaraz wróciłeś.

Robert wstał pierwszy. Gdy wrócił po porannej toalecie stwierdził, że wcale nie jest fizycznie  zmęczony, raczej czuje  swego rodzaju rozedrganie wewnętrzne, ale  fizycznie jest wszystko w porządku. Ja też  czuję tylko takie wewnętrzne rozedrganie ale  zero zmęczenia. Śpiąca też nie jestem. To wszystko było na poziomie  emocjonalnym, ale tych dobrych emocji, które nie  demobilizują. To było inne niż wszystko co dotychczas z tobą przeżyłam. Choć za każdym razem szczytuję.To było cudowne i zupełnie tajemnicze. A do tego najdziwniejsze, że przeżyliśmy to razem, jednocześnie. I miałam wrażenie, że połączone są nagle  wszystkie nasze komórki nerwowe. Masz rację, też bym to tak określił dodał po zastanowieniu Robert. Nie mówiłam ci tego jeszcze - jesteś pierwszym mężczyzną z którym doświadczyłam szczytowania. I to właśnie  wtedy, za naszym pierwszym razem.Gdy nic o sobie właściwie nie wiedzieliśmy, ledwo się  znaliśmy.  Widać z tego, że muszę kogoś  naprawdę kochać żeby tego doświadczyć. A może zbyt niewielu  miałam w życiu mężczyzn. Przed tobą męża, a przed mężem kolegę z liceum. Zero  frajdy od obu.

A może po prostu oni cię za mało kochali. Wiem- to brzmi patetycznie - ale życie bym za ciebie oddał. I, prawdę  mówiąc jesteś jedyną kobietą, którą tak kocham. I którą tak odczuwam każdym milimetrem  mego ciała. Bierzesz mnie  za rękę, a całe moje  ciało woła- przytul mnie, pogłaszcz, pocałuj. Gdy w klinice spoglądam na twoje zdjęcie rozmawiam z tobą w myślach. I za każdym razem wyrażam ci bezgłośnie wdzięczność, że jesteś ze mną.

                                                               c.d.n.



Ryzykantka - 15

Paweł siedział u nich do wieczora. Razem z Robertem obejrzał jakiś  "ważny mecz" siatkówki a Ewa w tym czasie w sypialni, przy swoim  małym biurku przeglądała jakąś dokumentację Po meczu i krótkiej dyskusji z ojcem na jego  temat Paweł się ocknął- okropnie się u was zasiedziałem, powinienem już  dawno wyjść. Robert się  roześmiał-  wiesz , to jest  takie  jakieś bardzo  dziwne  miejsce.  Mnie po pierwszej tu wizycie to nawet kijem nie udało się Ewie wygonić. 

Ewa  stwierdziła, że Paweł może jeszcze  zjeść  z nimi kolację a nawet może przenocować i wrócić do domu wieczorem następnego dnia. Tylko może powinien zawiadomić  matkę,  że nie wróci na noc. Paweł tylko machnął ręką - to by jej nie zdenerwowało, że mnie  na noc nie ma, bo  na ogół w  weekendy mnie nie ma. Ale gdybym tak zatelefonował i powiedział, że nocuję u  was, to chyba by dostała wylewu. Tato, ona cię po prostu nienawidzi. Masz  uroczą ksywkę - "ten drań". Nauczyłem się nie słyszeć tego, co do mnie mówi. A pan dentysta ma od  kilku miesięcy ksywkę "pawian". Ciekawy jestem jaką ksywkę mam ja, ale  nie mam skąd  się tego dowiedzieć. 

Ewa roześmiała się - biedna kobieta -może się  załamać, skoro raz trafiła na  drania a teraz na pawiana. Śmieję się, choć to właściwie nic śmiesznego, że tyle w tej kobiecie złości i nienawiści. Jeśli chcesz Pawełku, to możesz tu spać, a jutro, jeśli będziesz  chciał, po prostu spędzisz z nami jeszcze jeden dzień.

Może w takim razie podjedziemy jutro na Świerczewskiego, bo  wydaje, mi się, że ty tam synu nigdy nie byłeś. Pomieszkasz tam do czasu naszej przeprowadzki na Wilanów co ma nastąpić do końca tego roku, a potem wprowadzisz się tutaj. Bo tamto mieszkanie jest naprawdę strasznie  malutkie. Pokój z widną kuchnią, mini przedpokojem i łazienką. A wanna tam jak dla  niemowlaka. Mnie  służyła za wysoki  brodzik do prysznica. A ja stamtąd wezmę przy okazji resztę  swoich rzeczy osobistych, żebyś miał gdzie  umieścić swoje. 

Ponieważ ja nie w każdej chwili mogę się ruszyć ze szpitala to trzeba wybrać na przeprowadzkę sobotę lub niedzielę. Tato, jeśli zostawisz mi klucze ja wezmę do pomocy dwóch  kolegów i wtedy matka  na pewno uwierzy, że się przeprowadzam do jakiejś dziewczyny, bo tak  jej to wpuszczę. 

Zresztą  wcale kolegom nie powiem, że to będzie moje  samodzielne  mieszkanie, im też wpuszczę wersję, że to mieszkanie  jakiejś mojej dziewczyny. Po prostu uniknę nagabywań w rodzaju "udostępniania  chaty". Muszę się szykować do absolutorium i  muszę pisać magisterkę, nie mam czasu ani na własne amory, ani ochoty na wypożyczanie  komuś chaty. Zresztą te dziewczyny jakieś dziwne teraz , a może ja jestem dziwny.

No popatrz, nie wiedziałem, że teraz dziewczyny są dziwne. A na czym ta dziwność polega? 

Po prostu nadają sprzeczne  sygnały. To tak jakby chciały być jednocześnie  noszone  na rękach i ciągnięte  za włosy po piachu. Nie neguję tego, że potrafią robić niemal to wszystko co mężczyźni, ale powiedz mi czy  muszą się upijać w trupa żeby udowodnić  facetowi, że kobieta wszystko może?  Mnie coś takiego zupełnie  nie imponuje ani nie  budzi w stosunku do takiej najmniejszego szacunku. 

A ty często bywasz na takich popijawach? Nie, raz w życiu się upiłem u kolegi, bo próbowaliśmy  różnych alkoholi z barku jego ojca. Miałem wtedy chyba  już 18 lat. Zchorowałem się  jak norka, byłem pewny, że wyrzygam wszystkie wnętrzności, w głowie mi się dwa dni kręciło i to było jeszcze  gorsze niż te wymioty. Od tej pory nawet piwa nie piję. Już od samego zapachu alkoholu kręci mi się w głowie. Gdy byłem  kiedyś na weselu brata  mojego kolegi, już po tym  zatruciu, to po 15 minutach zniknąłem stamtąd, bo strasznie na tej sali było czuć alkohol i zaraz  zaczęło mi się kręcić w głowie.

A co ty powiesz matce,gdy się  zaczniesz  pakować? Jeśli zauważy to powiem, że się wyprowadzam do dziewczyny, której tak naprawdę  aktualnie nie mam. A jeśli nie  zauważy- poinformuję ją telefonicznie, że się wyprowadziłem. Ona jest tak zajęta śledzeniem ile zarabia pan dentysta, że o  bożym świecie nie wie.

On ma tam zrobione trzy gabinety i one pracują na  dwie  zmiany- w sumie tam pracuje  sześciu dentystów. Gabinety są na parterze, część mieszkalna  na piętrze. W garażu pod domem od jakiegoś czasu stoi rtg. Jeszcze 2 lata wcześniej matka siedziała w charakterze recepcjonistki i kasjerki, a on przyjmował w jednym z  gabinetów- raz  przed a raz po południu. Każdy dentysta daje pacjentowi kartkę, ile ma  zapłacić. I każdego dnia każdy dentysta od razu dostaje "swoją dolę". Kiedyś to robiła matka, teraz pan dentysta. No i kiedyś była sprzątaczka, teraz mama sprząta gabinety. Podobno sprzątaczki mają teraz przewrócone w głowach i chcą za dużo zarabiać, więc matka przelatuje z mopem po  gabinetach. Ale  na kucharkę ich stać.

No i dobrze, że mają kucharkę -zaśmiał się Robert. Nie żebym był złośliwy, ale twoja matka i gotowanie to coś, co nigdy nie  szło w parze. Widocznie  pan dentysta też to odkrył. A gdzie w takim razie ty się  stołujesz? W uczelnianej stołówce, nie trują tam nas, chociaż nie rozpieszczają. 

Ewa słuchała tego wszystkiego i skóra na niej cierpła. U  niej w domu było nie do pomyślenia, żeby ona jadała w stołówce studenckiej. Miałam , w porównaniu z tym chłopakiem jedwabne życie. Normalny dom i troskę obojga rodziców, chociaż się moim przecież nie przelewało - pomyślała.

Paweł, a ile  ty  miałeś lat gdy się twoi rodzice  rozwodzili?- spytała Ewa. Czternaście. Wybrałem mieszkanie  z matką, bo ojciec często wyjeżdżał, był rzadko w  domu a  matka twierdziła, że ojciec ma  za granicą jakąś kochankę  i na pewno za którymś razem nie wróci do Polski, a wtedy zabiorą mnie do Domu Dziecka.

Robert zbladł. Więc dlaczego nie  zapytałeś mnie o to dlaczego wciąż wyjeżdżam, dlaczego tak rzadko jestem w domu? Mogłeś mnie o to zapytać nawet w sądzie. Ile razy chciałem  z tobą gdzieś iść, ty mówiłeś, że nie chcesz, że nie interesuje cię to co ja proponuję. Fakt, byłem bardzo pochłonięty pracą i nie  wpadłem na to, że jesteś przez matkę bez przerwy ogłupiany. Jesteś już dorosły, więc teraz  mogę ci wszystko opowiedzieć. I nie idzie mi o to, by się wybielić. Ale już jesteś dorosły i wiedza o tym co było już ci nie zaszkodzi.

Ożeniłem się z twoją matką,bo zaszła w ciążę i to zaraz na  samym początku naszej znajomości. Nie zmusiłem jej do stosunku, jak to mówią "sama chciała", twierdząc, że możemy się pieścić bez obaw. A ja, naiwniak, uwierzyłem. Nie kochałem jej, ale bardzo mi się podobała. Do ślubu zmusił mnie mój własny ojciec, chociaż ktoś inny dobrze radził, by owszem, uznać dziecko, dać mu swoje nazwisko   ale  nie żenić się, tylko płacić alimenty.W dniu ślubu  miałem 26 lat i ukończone studia  w wybranym przez siebie  zawodzie. Zacząłem robić specjalizację co naprawdę  wymagało i nadal wymaga poświęcenia temu dużo czasu, to jest jak drugie studia. Urodziłeś się pełne trzy tygodnie przed czasem a ja wtedy przebywałem na  szkoleniu we Francji. Oczywiście dowiedziałem się, że celowo wyjechałem do Francji. A potem już było tylko  gorzej, bo zacząłem habilitację, chciałem pracować  naukowo. Nie  zdradzałem twojej matki, chociaż ona  mi to stale  zarzucała. Ale nie podejrzewałem, że ciebie też w to stale wciąga. W końcu  miałem wszystkiego dość i wystąpiłem o rozwód. Miałem nadzieję, że wybierzesz mnie, ale wybrałeś ją.  Całe twoje ówczesne  zachowanie względem mojej osoby wstrzymywało mnie od walki o ciebie- ty mnie nie chciałeś i dawałeś mi to  do zrozumienia. A twoja matka mi kiedyś wykrzyczała,  że  nigdy mnie nie kochała ale wyszła za mnie, bo chciała sobie inaczej ułożyć życie. No i jak widzisz - ułożyła sobie. I dowiedz się jeszcze jednej rzeczy- to Ewa mi otworzyła oczy, że być może ty mnie potrzebujesz. Bo ja każdy twój telefon odbierałem, że jesteś mną zainteresowany tylko i wyłącznie jako ostoją finansową, tak jak twoja matka.   Ewa ma jakiś szósty zmysł.

Paweł wpatrywał się w Ewę jak zahipnotyzowany, potem wstał, podszedł do Ewy, przykucnął przy niej i mocno objął mówiąc-słów mi po prostu brak, wiem, że "dziękuję" brzmi w tej chwili wręcz trywialnie. Ewa ujęła w dłonie jego twarz, cmoknęła w czoło i spojrzała w oczy mówiąc - będzie dobrze, zła passa minęła. Poradzimy sobie  ze wszystkim. Tylko musimy wzajemnie sobie  ufać i zawsze mówić prawdę. Sądzę, że po prostu twoja matka  nie wyniosła z domu dobrego wzorca i nieco pogubiła się w życiu. Tak się bardzo często dzieje.

No to jak - chcesz u nas nocować?- spytała. Paweł pokiwał głową. No to chodź, wyciągniesz sobie  z szuflady pościel i pościelisz sobie łóżko. Będziesz spał w małym pokoju, my sypiamy tutaj. Robert, daj mu jakąś swoją piżamę. I szczoteczkę do zębów, z zapasów. I jakiś kubeczek. I duży ręcznik.  Możesz spać do której zechcesz, jeśli nie musimy to nie  wstajemy wcześnie. Tu masz prześcieradła na materac, wybierz sobie  kolor, w tej  drugiej są poszwy na kołdrę i  poszewki na poduszkę. Chcesz jedną poduszkę czy np. poduszkę i mały jasiek? Poduszkę i mały jasiek. Ewa uśmiechnęła się - tak jak twój tata. No to idź pierwszy do łazienki, ja tu jeszcze ci wywietrzę pokój przed snem. Tata już ci pewnie  wszystko w łazience przygotował.

Macie przeze mnie kłopot- stwierdził Paweł. No coś ty, nie trzeba  cię kąpać, ani sprawdzać czy umyłeś porządnie uszy i szyję, więc nie widzę tu żadnego kłopotu. Łóżko sam sobie przygotowałeś- wszystko jest jak należy. Rano na śniadanie dostaniesz pieczoną owsiankę. Nie znam czegoś takiego, znam tylko płatki owsiane na mleku - Paweł popatrzył zdziwiony na Ewę.  No  to  ci po znajomości sprzedam ten patent. Jak raz zjesz taką pieczoną owsiankę to już w życiu nie zjesz ani płatków na  mleku ani klusek na  mleku. A pomijając smak, to jest to  bardzo praktyczne jedzenie, bo jedna  blacha upieczonej owsianki wystarcza spokojnie  na dwa dni. No to idź do łazienki. A potem śpij dobrze.

Ewa zajrzała do kuchni by napełnić do końca  zmywarkę, ale ta już była włączona. W pokoju było ciemno, a drzwi na  loggię szeroko otwarte, tylko jakoś nie było widać Roberta. Ewa wyszła na loggię ostrożnie pokonując dość wysoki i  szeroki próg. Robert siedział na niskim stołeczku oparty, o szorstką ścianę, pokrytą drobnymi kamykami. Wpatrywał się  w nocne już niebo, jego ręce mocno obejmowały kolana. Ewa cichutko  przykucnęła obok i objęłą go - chodź do pokoju, nie jest mi tu wygodnie, a chcę być  do ciebie przytulona. Pomógł jej wstać, chronił gdy przekraczała próg i objęci weszli razem do pokoju. Ewa zasunęła zasłony i  zapaliła malutką nocną lampkę. Niespiesznie  zaczęła się rozbierać i zaraz do tej czynności włączył się Robert. 

Czuję się okropnie, tak jak bym porzucił Pawła w jakimś oknie życia i odszedł szczęśliwy, że się  go pozbyłem. Wyrządziłem mu wielką krzywdę, że tak szybko  zrezygnowałem z walki o niego. Głupstwa pleciesz, właśnie odzyskujesz swoje dziecko, więc  skup się teraz  na tym. I to dziecko odziedziczyło  nie tylko twoją urodę - lata kontaktu z  Harpią nie uszkodziły w nim twoich dobrych cech. Będziesz miał z nim teraz częsty kontakt a on jest w wieku,  w którym zaczyna się już trochę inaczej postrzegać swoich rodziców i doceniać to co mówią i robią.  Byleś teraz nie uderzał w mentorski ton. Traktuj go jak młodszego przyjaciela, nie jak dziecko i wszystko będzie dobrze. 

W piwnicy mam  poskładane kartony po przeprowadzce, tylko trzeba  będzie  dokupić taśmę do ich sklejania, bo już mam jej niedużo. Myślę, że będzie dobrze jeśli kilka z nich weźmiemy  jutro ze sobą i pojedziemy tam w dwa  samochody.Weźmiemy też worki próżniowe. Jest u ciebie  odkurzacz? bo trzeba przecież  czymś powietrze z nich odessać. Przecież nie  wziąłeś ani wszystkich swoich rzeczy ani książek. Mam też w piwnicy taki "dinks" do naklejania taśmy na pudła i odcinania jej, to nawet niezły patent. I ponieważ przed nami kolejna przeprowadzka część pudeł z twoimi rzeczami pozostawimy zapakowane w piwnicy. Czas do naszej przeprowadzki szybko zleci. I jakoś nie chce mi się  wierzyć, że wszystkie rzeczy Pawła zmieszczą się w dwie lub trzy walizki.

                                                                 c.d.n.




wtorek, 15 lutego 2022

Ryzykantka - 14

 Następnego dnia rano wychodząc do pracy Robert  powiedział Ewie, że spróbuje zaprosić syna  na  najbliższą sobotę, bo sobie przypomniał że w następną sobotę to będzie  miał niestety dyżur.  Ewę już dawno śmieszyły te szpitalne  dyżury, bo  niemal we wszystkich  szpitalach z jakiegoś  względu zakładano, że w weekendy wszystkie  choroby też mają weekendy i na weekend pacjenci zdrowieją, więc wystarczy na  cały szpital jeden lekarz. Już dawno "podpatrzyła", że  w większości szpitali  piątek był dniem nieoperacyjnym - nic  dziwnego, skoro  w weekendy obsada lekarska  była wielce  zminimalizowana. A od  dawna wiadomo, że operacja  to nie jest obcięcie i opiłowanie paznokcia i różnie może się po operacji  z pacjentem wydarzyć.  

Zapytała się nawet kiedyś jednego z lekarzy dlaczego tak się dzieje- zdaniem jej rozmówcy był to wynik stałego niedofinansowania służby zdrowia i niskie pensje lekarzy. Nie garnęli się do pracy w szpitalach, za to bardzo chętnie pracowali w różnych przychodniach lekarskich działających na  zasadzie spółdzielni. W państwowych szpitalach najlepiej  zarabiali kardiochirurdzy. Koleżanka Ewy  opowiadała, że gdy sama  leżała w  klinice kardiologicznej, to operacje były "na okrągło", blok chirurgiczny działał dzień i noc i na tamtejszej chirurgii nie było dni  nieoperacyjnych. Z własnych pobytów w szpitalach Ewa  pamiętała te dyżury -  dyżurny lekarz  wchodził na salę  z pielęgniarką z danego oddziału, od progu rzucał pytanie w gatunku "no i jak  się drogie panie  czują?  Nic nikomu nie potrzeba? No to życzę paniom dobrej nocy." A ponieważ leżała za każdym razem na chirurgii to w niedzielny poranek i niedzielny wieczór powtarzała się ta  sama scena.

Z każdego z tych szpitali wychodziła w piątek rano czasem jeszcze  ze szwami, a czasem już po ich zdjęciu, jeśli tak się zdarzyło, że można je było zdjąć w czwartek.  Ale tu było trochę inaczej - każdy z oddziałów miał "swojego" lekarza dyżurującego. Robert przed każdym dyżurem sprawdzał którzy lekarze będą w tym samym czasie na dyżurze. Z niektórymi chętnie  dyżurował, bo mieli o czym  ze sobą rozmawiać, gdy nie było nikogo z tych,  z którymi lubił rozmawiać to zaraz po wieczornym obchodzie kładł się spać. Bardzo lubił jednego z młodych chirurgów miękkich, który jego zdaniem był rewelacyjny w  swym fachu, już miał doktorat chociaż miał dopiero 35 lat.  Specjalizował się w  przepuklinach i po jego operacjach nigdy żaden pacjent nie wracał za jakiś czas na  reoperację. 

Ewa się śmiała, że Robert dlatego lubi tego kolegę, bo on podobnie jak Robert  bardzo krótko znał swoją żonę przed ślubem. Po trzech  dniach  znajomości oświadczył się, miesiąc później  brali ślub i mają już dwoje  dzieci. Wszyscy ich znajomi przepowiadali rychły koniec takiego "związku na  chybcika", ale oni są razem już sześć lat.

Syn Roberta z niejakim  zdziwieniem przyjął zaproszenie ojca na  najbliższą sobotę. Spotkali się na  mieście i Robert przywiózł go do domu około godziny  trzynastej. Nie mówił po drodze, że Paweł pozna nową żonę Roberta.  Ponieważ Robert zaparkował na parkingu strzeżonym do budynku  szli na skróty. Młody rozglądał się dookoła, stwierdzając, że osiedle nawet całkiem ładne, dużo zieleni i widać, że administracja osiedla dba o nie- ławki pomalowane, wszędzie kosze na śmieci, place zabaw dla dzieci ogrodzone a sprzęt w nich nie zniszczony. Był nawet teren zabaw dla.....psów.

O, to mieszkasz w niskim bloku, wydedukował Paweł gdy stanęli przed  jedną z klatek czteropiętrowego bloku. Tak, do tego na pierwszym piętrze, więc się przynajmniej nie  namęczę po schodach. Robert  otworzył kluczem drzwi klatki  schodowej i poszli na piętro. Dość wysoki jest tu parter-  zauważył syn. W wielu blokach można każdemu  do chałupy przez okno  zajrzeć.  Stanęli przy drzwiach z nr 14 i Robert otworzył drzwi puszczając syna przodem. Zapalił w przedpokoju światło i powiedział głośno - kochanie, już jesteśmy. Z kuchni z uśmiechem wyszła Ewa. Młody wytrzeszczył  oczy, potem cicho powiedział - jestem Paweł, dzień dobry pani. Ewa podała mu rękę, mówiąc : a ja jestem Ewa. Cieszę się, że do nas przyjechałeś. Wyskakuj  synku z  butów, zaraz ci dam gościnne klapki - powiedział  Robert. 

No a teraz idź przed siebie, do pokoju. Co będziesz pił - kawę czy herbatę czy  może chcesz colę. Kawę. Robert popchnął go do pokoju mówiąc - klapnij, gdzie chcesz. A  może chcesz ręce umyć, ręcznik gościnny jest w kolorze czerwonym, przy umywalce. A toaleta zaraz obok łazienki. A co ty taki cichutki jesteś?  

Nie wiedziałem, że mieszkasz nie sam ale z kobietą. Mieszkam z  kobietą bo to jest  moja żona. Należę do tych co nie mieszkają z kobietami na  "kocią łapę". Macie  fajną kabinę prysznicową- spora - zauważył Paweł. No umyj te  ręce, pokażę ci resztę tego niewielkiego ale  ustawnego mieszkania.

Kawa na stole - zawołała Ewa. Idziemy już. Tata,  a jak mam do Twojej żony mówić? Zapytamy się jej, chodź, nie bój się, nie gryzie i nie wrzeszczy.

Na stole w pokoju stała srebrna taca z ptysiami i eklerkami, drugą połowę tacy zajmowały bakalie i kawałki różnych czekolad oraz świeże daktyle. Ojej, westchnął młody - ptysie! Wieki całe nie  jadłem! No to teraz możesz się napchać nimi do oporu - stwierdził Robert. Ewuniu, Paweł się  zastanawia jak się ma do ciebie zwracać, więc powiedziałem, że to ty musisz to określić.

Ewa roześmiała się - ja po prostu jestem Ewa, nie ubliży  mi mówiąc do mnie  moim imieniem z pominięciem słowa "pani". Mam w pracowni ze trzech równie młodych ludzi i wszyscy mówimy  sobie po imieniu. Ewa jest  architektem - uzupełnił Robert.  A dawno wzięliście ślub?  Nie , niedawno. A coś na kształt mini wesela urządziła dla nas w swoim domu ciocia Alina. Ta co ma bliźniaki? - zapytał Paweł. Tak, ta sama. A bliźniaki już  skończyły 10 lat. Zastanawiam się jak Alina  ich rozróżnia. Bo ja  mam zawsze wrażenie, że widzę podwójnie. 

Powiedz mi synku a jak tam z twoimi studiami? Zacząłem już pisać magisterkę, chociaż jeszcze  nie mam absolutorium- zrobię je w lutym- tak planuję. No a co potem?  Jeszcze dokładnie nie wiem. Pewnie wyjadę, na początek do Niemiec. Informatycy są potrzebni niemal w każdej branży. A to ty znasz niemiecki? Nie wiedziałem o tym. No nie znam, ale przyjmują również z  samym angielskim. Możliwe, że na początek zacznę w  dawnym NRD. Nawet tam lepiej płacą niż tu. Tata, ale nie mów nic matce, bo ona nie chce żebym wyjechał. Masz to jak w  banku, ja przecież z nią nie rozmawiam. A jak ci się układają stosunki z jej mężem? Jak psu z jeżem - stwierdził Paweł. Mam podejrzenie, że oni się chyba rozejdą, bo wciąż są jakieś awantury. Nie wiem o co. Między innymi i dlatego chcę wyjechać. Nie chcę z nimi mieszkać.  A jak panu dentyście biznes idzie?  Chyba dobrze, bo wciąż jest pełno klientów. On już teraz sam  ludziom w zębach  nie dłubie. A co robi? Nic i dlatego matka się awanturuje. Bo teraz on siedzi na recepcji i kasuje pieniądze.

Słuchaj Paweł - nie wyjeżdżaj tylko dlatego, że nie masz w tej chwili gdzie mieszkać. Pomyślimy z twoim ojcem  nad tym i będziesz  miał gdzie mieszkać. I to w niedługim czasie- stwierdziła Ewa. No właśnie - Ewa ma rację - dodał Robert. 

Paweł, a czy matka ma jeszcze upoważnienie do twego konta  bankowego? - spytał Robert. Jeżeli jeszcze ma to załóż sobie inne konto, w innym Banku, np. w Alior  Banku i przenieś te  pieniądze które masz. I podaj mi potem nowe konto, żebym  miał gdzie  alimenty wpłacać.  Do 26 roku twego życia będę ci wpłacał, o ile nie zaczniesz wcześniej regularnie  pracować. Zostaw na koncie tylko jakąś symboliczną kwotę, góra 200 złotych.

A jak ci załatwimy  mieszkanie to nie podawaj matce adresu, bo będziesz ją miał na głowie. Jesteście  zameldowani w mieszkaniu tego dentysty? Tak. No to fajnie, ona na pewno w razie rozwodu wydębi od niego jakieś mieszkanie dla siebie. Umie  zadbać o siebie. A my załatwimy mieszkanie  dla ciebie. A jak ci się podoba to nasze?  Fajne. To osiedle jest w porządku. Jest tu cicho i czysto.

Ewa wstała od stołu i wyszła do kuchni. Po chwili  zawołała - Robert, zdejmij mi coś z góry. Gdy wszedł do kuchni szepnęła -przewieziemy w dwa  dni twoje rzeczy osobiste ze Świerczewskiego i niech Paweł tam zamieszka. Potem "powachlujemy" mieszkaniami i ty zapiszesz mu to, a tamto będzie  zarabiało na siebie. Idź mu to powiedzieć, że na razie będzie na Świerczewskiego a co dalej to się zobaczy. Ja tylko włączę piecyk i zaraz  przyjdę.

Robert wrócił do pokoju i powiedział - zastanów się nim  mi odpowiesz- mam do ciebie dwa pytania- pierwsze to w jakim  czasie jesteś w stanie się spakować, drugie- czy umiesz na tyle  o siebie  zadbać, byś sam mieszkał. I nie idzie tu o płacenie czynszu za mieszkanie, tylko o sprawy porządkowe  jak  dbanie o mieszkanie, szykowanie sobie posiłków. Bo  mamy z Ewą pewien pomysł - na początek  zamieszkałbyś w moim mieszkaniu i to "teraz- zaraz", na Świerczewskiego, potem, czyli pewnie  w pierwszym kwartale przyszłego roku przeprowadziłbyś się tutaj i dostałbyś to mieszkanie ode mnie. Bo my chcemy z Ewą zamienić się "papierkowo" na mieszkania. Gdy już  będę właścicielem tego mieszkania przepiszę je  notarialnie na ciebie- jako darowiznę, żebyś nie płacił podatku. A tamto będę wynajmował. My powinniśmy się  do końca roku wprowadzić do nowego mieszkania, blisko kliniki, w której pracuję. Przeanalizuj to sobie w swoim na wpół skomputeryzowanym mózgu. To jest propozycja głównie Ewy.  A ja się  z nią zgadzam. No to w jakim  czasie jesteś w stanie  się spakować?  W dwa dni i pewnie w trzy walizki. Dlaczego pytasz?

W tym momencie Ewa zawołała obu do kuchni, by przenieśli talerze z obiadem do pokoju. Młody wyglądał na nieco ogłuszonego i zdezorientowanego, ale  posłusznie  powędrował za Robertem do kuchni i zabrał swój talerz do pokoju.  

Gdy usiedli do stołu Ewa powiedziała -  poważne rozmowy  będziemy kontynuować po obiedzie,  przy kawie,  lodach i bakaliach. Teraz zajmijmy się jedzeniem. Ewentualne dokładki są dostępne bez problemu, wystarczy przejść się do kuchni i otworzyć piecyk.  Paweł w niesamowitym tempie pochłonął zawartość  swego talerza przyglądając się niemal każdej  muszelce, w końcu zapytał - a kto te  muszelki robił? Nie wiem, odpowiedziała Ewa - kupiłam je po prostu w jednym ze sklepów, który ma tylko i wyłącznie makarony. Całkiem niedawno został otwarty a te  muszelki bardzo mi się spodobały. Być może, że są włoskiej produkcji, bo Włosi ubóstwiają makarony. Nooo, ruszaj Paweł po dokładkę! Cieszę się, że ci to smakuje. Oj tak, bardzo! Gdy wyszedł z pokoju Robert szepnął do Ewy - ubóstwiam   cię!!!

 Gdy już była kawa a  lody w małych kryształowych miseczkach Ewa powiedziała - mieszkanie  mamy małe, więc słyszałam co ci , Pawle, mówił ojciec. Nie  musisz  niczego dokupywać z wyposażenia mieszkania w sensie   mebli, bo mamy zamiar kupić nowe meble. Po prostu niezależnie od tego w którym  z mieszkań zamieszkasz będzie ono  z pełnym wyposażeniem- meble, pościel, wyposażenie  kuchni. Dopóki nie  zaczniesz regularnie pracować i zarabiać nie będziesz płacił czynszu. Ale jest jeden warunek - rozwód rodziców na pewno odcisnął na tobie  swoje piętno, więc musisz odbyć psychoterapię, żebyś potem  nie powielał błędów  swoich rodziców. 

Psychoterapeuta to nie psychiatra - on, lub ona, na  podstawie odpowiedzi na zadawane tobie pytania wytłumaczy ci zawiłości psychiki byś lepiej  zrozumiał postępowanie ojca, matki i siebie  samego. Pamiętaj, że psychoterapeuta  nie ocenia postępowania pacjenta, pomaga tylko by każdy sam lepiej zrozumiał siebie, swoje  reakcje i reakcje otaczających go ludzi. Widzę cię pierwszy raz i widzę, że ogromnie  mocno wszystko przeżywasz i sądzę, że nim podejmiesz kolejne życiowe decyzje powinieneś uwolnić swą psychikę od tego co  cię spotkało z racji tego, że rodzice się nie dobrali. Myślę, że jesteś na tyle dorosły by porozmawiać z ojcem na temat jego małżeństwa z twoją matką. Ja ze swojej strony  obiecuję ci, że zawsze z tobą na każdy temat porozmawiam i powiem ci prawdę.  Bardzo kocham twego ojca i chcę by był szczęśliwy i nigdy nie będę zazdrosna o wasze wzajemne kontakty i uczucia.

A teraz idę nakarmić zmywarkę, więc sobie obaj przemyślcie to co powiedziałam.  Psychoterapię my sfinansujemy. A jeśli któryś z was chce jeszcze kawę to trzeba do expresu dosypać ziaren i zmielić. I zjedzcie do końca te  ciastka, bo jutro to one  już nie będą smaczne.

                                                                 c.d.n.

Ryzykantka - 13

Poślubny tydzień był dla obojga  bardzo pracowity. Robert codziennie operował  poza tym przyjmował pacjentów w przyszpitalnej przychodni. 

Ewa co prawda zaczęła tydzień od wtorku, ale skoro  miała więcej pracować w domu musiała się do tego przygotować. Gdy powiedziała kolegom, że z uwagi na stan  zdrowia  będzie  przychodziła  raptem  raz w tygodniu, panowie  zapytali się  kiedy rozwiązanie. W odpowiedzi dowiedzieli się, że są stadem  bezmyślnych baranów i do końca dnia  nie odezwie się do żadnego. Większość dnia spędziła  w  "norze Ziga" . Ustalili plan działania  na  najbliższy  miesiąc - Zigi stwierdził, że jeśli  "coś się  będzie  paliło" to on przyjedzie do niej do domu. A Ewa obiecała, że raz w tygodniu, np. we wtorki będzie w firmie i na  wtorki mogą umawiać klientów którzy są zainteresowani jej projektami. No a co do tych "terenów zielonych" to oczywiście, gdy będzie taka potrzeba pojedzie z  szefem "oglądnąć rzecz w naturze" jak to nazywał Zigi. Gdy zakończyli sprawy służbowe Ewa pochwaliła szefa za to, że ogolił smętne resztki włosów na głowie , jeszcze raz mówiąc, że ma naprawdę bardzo kształtną czaszkę.  No i teraz mogę myć twarz  razem z głową-  zaśmiał się Zigi.

Gdy Ewie  minęła złość na kolegów za  głupie pytanie, wysłała  stażystę do pobliskiej  cukierni po ciastka   i "nakarmiła" służbowy express kawą. I dopiero teraz poinformowała wszystkich, że wyszła za mąż i teraz ma dwa nazwiska,  więc już za dwa- trzy dni będzie się posługiwała nową pieczątką. To dlaczego nie nosisz obrączki - zapytał się najstarszy z pracowników, który nosił bardzo ozdobną,  szeroką i masywną obrączkę i zawsze tak układał ręce by  rozmówca mógł ją podziwiać. 

Ależ noszę, noszę, tylko musisz nieco wzrok i swą bystrość wyostrzyć.  Zobacz- odpięła bluzkę  pod  szyją i pokazała swój obrączkowy wisiorek. My idziemy z duchem czasu i mamy oboje takie "wisiorkowe"  obrączki.  Nie muszę tego zdejmować do  jakichś prac domowych. I twój mąż to nosi? Nie protestował, że to mało męskie?- zdziwił się jeden z kolegów. 

Ewa spojrzała na niego jak na błoto naniesione na wypolerowaną posadzkę - wiesz co Mały? Mój mąż wygląda dostatecznie  męsko chociaż nie chodzi w pracy w powyciąganym T-shircie który  nosi na sobie ślady popiołu i wypitych tego dnia napojów. Weź ty się ogarnij, bo jeszcze  trochę i portier cię do budynku  nie  wpuści. To, że nie chodzicie do pracy w garniturach i pod krawatem  nie znaczy, że  możecie chodzić rozmamłani. A rozmamłanie , kochasiu, nie jest wcale oznaką  męskości a tylko niechlujstwa. Racja - poparł ją szef i przejechał ręką po swej świeżo ogolonej głowie i mrugnął do Ewy. Wyciągnął z kieszeni portfel, z niego 100 złotych i wcisnął  młodemu w rękę. Idź do sklepu i kup sobie nowego, przyzwoitego T-shirta, oddasz mi forsę przy wypłacie.  Ależ  szefie, ja  mam  pieniądze -  zaprotestował. No to na  co czekasz, wysuwaj do sklepu i kup coś przyzwoitego na grzbiet. A jeśli jeszcze raz przyleziesz taki rozmamłany, to poszukasz sobie innej pracy.  To nie przytułek  dla bezdomnych, tylko biuro projektowe.

Dwóch kolegów bardzo było zainteresowanych tymi "nowoczesnymi" obrączkami, gdzie kupione, za ile, ale  Ewa powiedziała, że nie ma pojęcia, bo je  dostali w prezencie od siostry jej męża. Ale obiecała, że się dowie. Wszyscy zgodnie twierdzili, że to dobry patent, bo większości mężczyzn obrączki noszone  na palcu przeszkadzały - większość miała znacznie  większy obwód stawu palca niż obwód samego palca  i obrączka na palcu odstawała często zahaczając o jakieś wystające części. Więc albo ich wcale nie nosili albo....gubili, bo zdejmowali do jakiejś pracy  fizycznej i potem o nich zapominali. Jeden powiedział, że już dwie umywalki  "nakarmił" obrączkami.

Pierwszy dzień "poślubny" w szpitalu minął Robertowi na dwóch operacjach. Gdy wreszcie mógł nieco odetchnąć i wrócił do swego  gabinetu znalazł tam na biurku "laurkę" -  pocztówkę ozdobioną fotką  dwóch białych gołębi trzymających w  dziobach dwie  splecione obrączki  oraz napisem "Wszystkiego Najlepszego na  Nowej Drodze  Życia" . Wewnątrz były podpisy i było ich znacznie więcej niż osób zatrudnionych  na samej ortopedii. No ciekawe skąd wiedzieli? - zastanawiał się przez  chwilę. W końcu doszedł do wniosku, że to " krecia robota" R. Widocznie   powiedział którejś z pielęgniarek o ślubie Roberta. 

Nie  zostało nic innego niż zejść do kantyny i zlecić, by wszystkim podpisanym zaniesiono kawę i po kawałku tortu. No cóż- pomyślał - jak mówią  "szlachectwo zobowiązuje". W gruncie rzeczy był zadowolony. Postanowił, że wdepnie po pracy do Rossmanna i wywoła  jedno ze zdjęć Ewy, które miał w komórce. Umieści je pod szkłem z tyłu tabliczki z jego imieniem i nazwiskiem, która stała na jego biurku. Pacjenci będą widzieli tyko jego  dane, a on będzie mógł spoglądać na zdjęcie Ewy. Ona tu wygląda  jak podlotek - pomyślał. I poczuł nagle tak wielką tęsknotę, że  szybko napisał do niej sms : kocham, strasznie tęsknię, wrócę  około 15,00. Kilka minut później miał odpowiedź - ja też tęsknię i kocham, zaraz jadę do domu. 

Gdy dotarł do domu dochodziła już szesnasta - był co prawda  naprawdę dobrym chirurgiem ,  ale nie bardzo mógł sobie poradzić z samoobsługą wywołania  zdjęcia i musiał poczekać aż zrobi to ktoś z obsługi sklepu. No cóż- nie muszę przecież być zwierzęciem uniwersalnym - rozgrzeszył się szybko. 

W drodze do domu nieco nagiął przepisy drogowe do  swych potrzeb, ale na szczęście nie wychwycił go radar, poza tym  nie on jeden grzeszył na tym odcinku.  Usiłował się  Ewie wytłumaczyć, dlaczego się spóźnił, ale ta powiedziała - ja nie jestem Cerberem i wiem, że czasem można się spóźnić.  Ale , gdybyś  jeszcze w ciągu godziny nie wrócił byłabym  zaniepokojona, czy nie przytrafiło ci się coś  złego. Jak ci poszły dziś operacje? Nie wybił cię ten ślub "z uderzenia"? Chodź, obiad już gotowy, opowiesz mi po obiedzie , albo w trakcie, jak będziesz chciał. 

Siedzieli przy kuchennym stole  niczym para  kochanków - na przeciw siebie, a Robert pod stołem obejmował jej nogi swoimi. Opowiedział o życzeniach które znalazł na swoim biurku, o tym, że postawił  kawę i  tort, jak i o tym, że zrobił odbitkę  jej zdjęcia i teraz  zawsze będzie mógł na nią spoglądać. Ewa opowiedziała z kolei o tym, że Zigi ogolił głowę i naprawdę wygląda teraz przyzwoicie, opowiedziała historyjkę o młodym w rozciągniętym i brudnawym T-shircie i o reakcji Zigi.  

A Robert spoglądając na nią rozanielonym wzrokiem stwierdził, że teraz spełniają się jego marzenia o tym, jak powinno wyglądać małżeństwo. Ewa zamieniła krzesło na kolana  Roberta  i powiedziała - czuje się szczęśliwa i bezpieczna.  

Ewuniu, ty powinnaś sporo czasu przebywać w pozycji horyzontalnej, więc  zamienimy krzesło na sofę. A wieczorem  zatelefonuję do rehabilitanta. Zaproponuję mu, by przyjeżdżał do nas - ja też wezmę trochę  zabiegów- to stanie przy stole jest nieco wyczerpujące. Co dziwne, nie czuję tego gdy stoję przy stole, ale w  kilka  godzin  później.Tyle tylko, że wypożyczę stół do masażu, więc będzie nam "dekorował" większy pokój. Z pracy wypożyczysz? Nieee , jest taka wypożyczalnia sprzętu medycznego, od  nich wypożyczę. Najlepsze jest to, że sami nam ten stół przywiozą i potem  zabiorą.

Rozmawiałem ze Spółdzielnią- w piątek możemy obejrzeć mieszkanie- pomiędzy piętnastą a szesnastą. Wiesz, doszedłem do wniosku, że wzniosę się nieco ponad poziom Harpii  i faktycznie zrobię smarkaczowi darowiznę z tego mieszkania, tak  jak to wymyśliłaś. Będzie tylko trochę papierkowej krzątaniny z zamianą "pro forma", ale damy radę. Nie przepadam za nim, no ale masz rację - nie jego wina, że  ożeniłem się z jego matką. Jak znam Harpię, będzie zaraz węszyła jakiś podstęp, wszak każdy ocenia innych podług siebie. Na szczęście chłopak  ma nieco więcej oleju w głowie  niż ona.

No przecież musi mieć  i po tobie  nieco cech, nie tylko płeć odziedziczył - śmiała się Ewa. A  może byś go zaprosił na któryś  weekendowy dzień do nas? Pomyśl - ona mu robi cały czas pranie mózgu, więc może nie byłoby źle gdybyś ty trochę mu ten mózg osuszył. Kiedy widziałeś się  z nim ostatnio?  Ty nawet przez telefon  z nim rzadko rozmawiasz. 

Fakt - rzadko z nim rozmawiam. A on telefonuje do mnie tylko wtedy gdy chce  samochód pożyczyć, żeby zaszpanować, albo gdy mu nagle  zabraknie pieniędzy-stwierdził Robert. I mam wrażenie, że dzwonił po pieniądze głównie wtedy, gdy ona ich potrzebowała. Nie byłem i nie jestem dobrym ojcem, to fakt. Ale Harpia stwarzała mi cały czas piekło w domu. 

Ewa objęła go i powiedziała - ale chyba coś do niej czułeś, skoro zdarzyło się to dziecko. Robert milczał dość długo, w końcu powiedział - z całą pewnością jej  nie  kochałem, podobała mi się zewnętrznie, nie analizowałem co ma w głowie. Zaszła za "drugim podejściem".  Miałem 26 lat i kończyłem studia gdy się pobieraliśmy. Kiedyś, czasie którejś z awantur wywrzeszczała mi, że wyszła za mnie  wcale nie  z miłości tylko z wyrachowania, bo chciała dostać się "na wyższy stopień  drabiny społecznej" i przestać być córką zapitego robola. Alinka to jej od samego początku nie lubiła. Mnie Harpia mówiła, że jej rodzice już nie żyją. Tę samą  bajeczkę opowiadała moim rodzicom  i Alinie. Ale  Alinka uparła się, by się dowiedzieć coś niecoś o rodzinie  Harpii- tyle tylko, że już wtedy było po ślubie. Długo to trwało nim dotarła do prawdy. Jej ojciec rzeczywiście był zapitym robolem.

No tak, to bardzo  smutna historia, nie mniej  nie jest winą  juniora, że  zaistniał na świecie, pomyśl o tym. Może junior wcale nie jest taki jak Harpia i gdy zrozumie, że go akceptujesz to się wasze stosunki jednak "wygładzą"? Może to, że  zawsze coś od Ciebie  chce to według  niego jest sposób na to by zdobyć twoje  zainteresowanie jego osobą. Nie jestem co prawda psychologiem, ale coś tak czuję. Wiem od kilku koleżanek, że rozwód rodziców  zawsze jest dla  dzieci ogromną traumą, nawet gdy jedno z nich zdecydowanym alkoholikiem lub "przemocowcem" i tyranizuje żonę i dziecko.   Rodzice  mojej koleżanki rozeszli się gdy ona była już dorosła i miała ponad 30 lat a jej brat chyba 28, a  obydwoje bardzo mocno to przeżyli.  Byłam tym zdziwiona- to przecież byli dorośli ludzie. Powiedziała mi, że dla  nich to było takie przeżycie  jakby nagle osunął się w przepaść dom,  w którym  mieszkali. Przemyśl to. Możesz zaprosić go do nas albo możemy się z nim  spotkać gdzieś na mieście - masz wybór. 

Robert bardzo mocno przytulił Ewę  i stwierdził, że woli  w takim razie zaprosić syna do nich, do domu. Wiem, to egoizm,  ale ja się tu tak cudownie  czuję,  a wiem, że to spotkanie  nie będzie dla  mnie miłe. Dobry wybór pochwaliła Ewa- tyle tylko, że zupełnie  niepotrzebnie się "usztywniasz" i na zapas już się trochę denerwujesz. Ty masz tu  zaplecze w postaci mnie, jemu będzie trudniej - będzie sam. Możesz zaprosić go pod hasłem   " zmieniłem mieszkanie, przyjdź zobaczyć". I umów się, że po niego wpadniesz bo będziesz  na mieście, wtedy  nie będziesz podawał adresu. Przy dobrze  zastawionym stole zawsze lepiej się rozmawia.  On mieszka sam czy  razem z Harpią?  Z Harpią - sprzedała   to mieszkanie  w którym my  mieszkaliśmy. Paweł powiedział, że za te pieniądze wyjechała kilka razy za granicę i rozbudowała gabinet swego obecnego  męża a sama siedzi tam jako kasjerka i współwłaścicielka.   Mam tylko wyrzuty sumienia, że przeze mnie ty będziesz miała więcej gotowania.  Kochanie - przecież to tylko jedna porcja więcej, czyli np, jeden kotlet więcej,  zamiast dwa będę    smażyła trzy a na patelni i tak się mieszczą cztery.  Zrobię po prostu albo lazanię  albo muszelki - pamiętasz nasz wspólny obiad z muszelkami?  No ta ja ci w tym pomogę, te  muszelki były świetne!No jasne, że były świetne, one  zawsze się udają. A co słodkiego junior lubi? Kiedyś to ptysie i lody. No to rano w dniu wizyty wyskoczysz do cukierni po ptysie,  a lody to u nas są wszak zawsze.

                                                                       c.d.n.



 


poniedziałek, 14 lutego 2022

Ryzykantka - 12

 Obiadem wszyscy byli  zachwyceni - stwierdzili, że tak pysznego indyka to jeszcze  nie jedli, bo mięso było kruche i delikatne.Nie było jako pierwszego  dania  żadnej zupy, więc do indyka  podano w stylowych kubkach czystą pomidorową. Była  bardzo pomidorowa i delikatna zarazem. Do indyka był też "bukiet z warzyw", które aż intrygowały swym kolorem, były też domowe ogórki kiszone (Alina przyznała się, że są z jej zapasów, podobnie  jak sałatka z krótko kwaszonej kapusty, której listki grubości włosa stanowiły dla Ewy istną zagadkę - jeszcze  nie widziała tak cieniutko poszatkowanej kapusty. Do indyka jako dodatek były do wyboru: kartofelki w formie  kulek o średnicy półtora  centymetra lub mini kopytka. Wszystko było tak smaczne, że nad stołem zawisła pełna skupienia  cisza- każdy jadł delektując się tym co miał na talerzu. Gdy  już półmiski zostały puste Alina zaproponowała, żeby przed deserem przejść na chwilę na taras, by kelnerzy mogli swobodnie zmienić nakrycia i porozstawiać część deserów. 

Profesor R. był bardzo ciekawy kto przygotował takie  wspaniałe jedzenie, więc Alina podała mu wizytówkę firmy cateringowej mówiąc - ta firma nie gotuje  potraw z artykułów  dostępnych w marketach,  zaopatruje się u prywatnych  wytwórców. Poza tym jej właścicielka to prawdziwa smakoszka i korzysta tylko z dobrych, sprawdzonych przepisów.  Niektóre  z potraw  robione są według przepisów sprzed II wojny światowej. Nadzwyczajne, chyba napiszę do tej pani podziękowania- to była prawdziwa uczta. Alina uśmiechnęła się -  mam wrażenie, że uda się panu osobiście jej podziękować, bo  to moja przyjaciółka i na pewno tu przyjdzie -  ona bardzo chce poznać moją  świeżo upieczoną bratową.  

R. przywołał na twarz jeden ze swych firmowych uśmiechów i powiedział - pani  brat ma  naprawdę szczęście- to bardzo mądra dziewczyna, to znaczy osoba. Tylko zastanawiam się, czy nie  za młoda dla Roberta.  Eeeee, nie-   tylko dziesięć lat od niego młodsza, a że nie utuczona i drobnej budowy to wygląda na dużo młodszą. Polubiłam ją od pierwszego spotkania. A zakochani w sobie tak jakby  mieli po 18 lat! Ogromnie się cieszę, że Robert ją spotkał na swej drodze życia. Ten jego poprzedni związek to była straszna życiowa pomyłka.  R. rozglądał się po okolicy i stwierdził - ładnie tu i tak bardzo spokojnie. Mógłbym tu mieszkać. Lubię chodzić po lesie.  

Jak dobrze pójdzie, to oni się tu pod lasem pobudują poinformowała go Alina- Ewa gdy tu była poprzednim razem to popatrzyła na ten las i stwierdziła, że mógłby tam stać jej letni domek. Tu jeszcze jest kilka działek nie wykupionych, ze trzy to na pewno. Mówiła, że jeśli się zdecydują na domek letni to założy japoński kamienny ogród, bo tu ziemia nie za bardzo nadaje się na zwykły ogród.

Och, japońskie  kamienne ogrody są niezwykłe, rzekł R. Niby  nic , ale  robią wrażenie. Ale te zwykłe, jak pani określiła,  też są piękne. Zazdroszczę trochę panu, że był pan w Japonii. To bardzo interesujący kraj. Jedyne co mnie  nie pociąga to ich jedzenie- odrzekła Alina. Oglądałam kiedyś jakiś reportaż z japońskiej restauracji - chyba bym  tam umarła  z głodu.  Za to jest tam wszystko bardzo ładnie, wręcz ozdobnie podane.

Na podwórko zajechała duża tyota avensis. Była to przyjaciółka Aliny. Ponieważ  nikogo nie  widziała z domowników włączyła klakson. Oooo, zaraz będzie pan miał okazję podziękować mojej przyjaciółce za ten naprawdę wspaniały obiad. Chodźmy, pewnie trzeba jej pomóc z przeniesieniem  deserów do domu.

Nagle na podwórku zrobiło się  niemal tłoczno.Przyjaciółka Aliny witała się wpierw z nowożeńcami, którzy jej  z kolei dziękowali za tak wspaniałą ucztę, potem Alina przedstawiła  ją  rodzicom Ewy, na końcu przedstawiła jej profesora R.  Restauratorka przyjrzała mu się uważnie i stwierdziła - już wiem, to pan opracował nowatorską metodę leczenia  złamań! R. leciutko się zaczerwienił i stwierdził, że metodę opracował wspólnie z Robertem. Ale w gazetach były tylko pańskie  zdjęcia- stwierdziła. Bo ja jestem bardzo niefotogeniczny i nie  daję się nikomu fotografować- stwierdził Robert. Alina zaczęła się śmiać - no to po co ja Ewie i tobie porobiłam tyle zdjęć na tarasie! 

Klony przestępowały  niecierpliwie z nogi na nogę, aż Robert  zapytał- a wam to co, zimno czy siku się chce, że tak drepczecie? Bo nam się chce coś słodkiego, wyszeptał jeden z nich.  Marsz stąd- zabasował Franek - jak coś dla was będzie to was zawołam, przestańcie mi się tu roić.  Robert zaczął się śmiać a  Klony obrażone pomaszerowały do dziecinnego pokoju. A mówiłem, żeby ich odstawić do moich rodziców - Franek nadal był zły na synów. Ewa dała Frankowi kuksańca- nie złość się, to jeszcze  małe dzieci. Jeżeli zawsze będziesz ich odsyłał do dziadków gdy  mają być goście to oni nigdy nie nauczą się właściwego zachowania przy gościach. No właśnie - poparła Ewę Alina. Przecież to po tobie takie narwane towarzystwo. Ty też się wiecznie  kręcisz i wiercisz. W międzyczasie Alina z przyjaciółką rozstawiły na stole pucharki z deserami. Były lody z bitą śmietaną i  owocowymi musami. Nie  zabrakło też  tortu czekoladowego, poza tym stały na stole  miseczki z różnymi bakaliami i suszonymi owocami.

Ponieważ tym razem była przy stole i przyjaciółka  Aliny, restauratorka Nina, R. tak manewrował, by zająć miejsce koło niej. Alina wysłała  swego męża po  ich synów mówiąc - nie wołaj ich, niech się uczą, że się na nikogo nie  wrzeszczy, tylko się przychodzi i zaprasza  do stołu. Franek jęknął  ale poszedł po synów.

Około siedemnastej Ewa stwierdziła, że będą już wracać, bo nie chce, by jej tata  prowadził samochód o szarówce lub już po zmroku. A tak to oni pojadą przodem, a rodzice za nimi. R. był niepocieszony, że już koniec imprezy, a że sam nie był zmotoryzowany  musiał jechać  albo z Ewą i Robertem albo  z jej rodzicami, bowiem Nina zostawała tu aż do niedzieli. Nie mniej,  jak niechcący podpatrzyła Ewa, wymienili się namiarami na siebie. W drodze powrotnej R. zapytał się Roberta, czy  pozwoli by  mógł być z Ewą na ty. Robert stwierdził, że nie jest  dobrym  adresatem takiego  zapytania i że R. powinien  sam zapytać się Ewy, czy się na to zgodzi. Ewa  zakończyła dyskusję mówiąc, że oczywiście   zgadza się i bardzo jej to pochlebia. W końcu już z jednym profesorem "jest na ty".

W drodze powrotnej  za kierownicą siedziała Ewa. Niemal całą drogę R. zachwycał się talentem kulinarnym pani Niny.   Ewa nieco studziła jego  zapał, mówiąc, że jest  mało prawdopodobne, że to wszystko ona  sama szykowała. Raczej  jest  bardziej  prawdopodobne , że  zatrudnia po prostu dobrego kucharza.Wpierw podjechali do  domu rodziców i gdy ojciec wprowadził samochód  na posesję Ewa im pomachała  i odjechała.  R. dziękował dość wylewnie Robertowi za to, że wziął go na świadka, potem przeprosił, że kiedyś zrobiono zdjęcie  tylko jemu a Roberta wymieniono tylko z imienia i nazwiska i dość długo Robert mu tłumaczył, że to stare dzieje i żadna sprawa. Na sam koniec R. życzył obojgu miłej  nocy poślubnej, co bardzo rozśmieszyło Ewę.

Gdy  zajechali na swoje osiedle Ewa  zaproponowała by jeszcze trochę pospacerowali, bo właściwie  cały dzień  spędzali w pomieszczeniach. Robert  zapytał  się czy Ewa  myśli poważnie o letnim domku w pobliżu posesji  Aliny i  Franka, ale Ewa stwierdziła, że to raczej  mało prawdopodobne. To nie jest dobry teren i koszt  budowy byłby bardzo wysoki stwierdziła.Wolałaby jednak by  ewentualnie był to teren na lewym brzegu Wisły i to raczej w kierunku południowym. A tak zupełnie poważnie, to na  starość,  na okres emerytury   bezsensowne jest osiedlanie się  daleko od  miasta. Więc będzie najlepiej by ten kawałek ziemi sobie tam był jako ewentualne  zabezpieczenie  finansowe, bo na pewno znajdzie się  ktoś chętny na to  zadupie. Pomyśl kochanie- przecież jeśli któreś z nich, Alina lub Franek, dostanie   ataku serca czy dozna jakiejś innej kontuzji wymagającej nagłej i szybkiej interwencji  medycznej to może być bardzo nieklawo. Poza tym my oglądamy służbę zdrowia z pozycji mieszkańca Warszawy,  ale poza  stolicą i kilkoma dużymi aglomeracjami jest  zupełnie  niewesoło. Jeden z moich  znajomych był z żoną i dziećmi zimą w Bieszczadach. Nie tam gdzieś w głębi w lesie, był w Baligrodzie w cywilizowanym ośrodku. Tak jakoś pechowo się wywalił, że złamał nogę. Pogotowie  nie przyjechało, bo  była raptem jedna karetka i pojechała gdzieś w teren, więc żona go zawiozła   do Sanoka, do  szpitala- oczywiście  z dwójką małych dzieci w samochodzie. Lekarz na  izbie przyjęć był w sztok zalany i stwierdził, że to tylko stłuczenie i go nie przyjął do szpitala. No więc  wrócili do Baligrodu, ona spakowała wszystkie rzeczy i  niemal całą noc wlokła się z tymi  dzieciakami i mężem do Warszawy.  Tak naprawdę to pierwszy raz w  życiu jechała nocą. Gdy dojechała do Warszawy to z pierwszego warszawskiego parkingu zadzwoniła na pogotowie i podjechali do niej i jego zabrali. I dlatego  nie  mam ochoty  zamieszkać gdzieś  daleko od cywilizacji- powiedziała  Ewa. Nie  zamieszkałabym  na żadnym z tych osiedli do których projektowałam domki, bo przez  kilka pierwszych lat niczego tam nie ma, oprócz tych domków. Nie wykluczam, że jestem dziwna, bo może powinnam była  kupić taki jeden  domek za psie pieniądze a potem go sprzedać, ale nie mam głowy do takich interesów.I jest jeszcze kwestia domku  moich rodziców. Być może, że będzie trzeba  z nimi zamieszkać - to w sumie duży domek, na górze są 3 pokoje i łazienka więc  miejsca jest sporo. No i jak mówiłam- wszystkie media są  miejskie. A to duży plus.

No popatrz, ja myślę tak samo. A na urlop to wolę pojechać nad morze lub w Bory Tucholskie albo gdzieś w świat. Chodź moja cudna żono do domu, napijemy się herbaty i się poprzytulamy. Bardzo dawno się z tobą nie tuliłem. Wiesz jak to miło mówić  " moja żono"?

Dziwne, pomyślała Ewa przed zaśnięciem. Dziś znów było inaczej, tak jakoś tkliwie, delikatnie  a jednocześnie tak bardzo bardzo oboje to przeżywaliśmy, byliśmy jacyś bardziej wyczuleni. Ja go chyba  za bardzo kocham, chyba jestem od niego w jakiś sposób uzależniona. Ale jakoś wcale  mi to nie przeszkadza. Przytuliła się do Roberta jeszcze  mocniej , a on już prawie  zasypiając wyszeptał - bez ciebie  już nie mogę żyć.

Weekendowa sobota powitała ich burzą i rzęsistym deszczem, więc całe przedpołudnie spędzili w łóżku a pierwsze śniadanie było  dopiero w południe, bo jak oboje skonstatowali- byli wyraźnie przejedzeni. Niedzielny obiad gotowali razem, ale jakoś bardzo wolno im to szło. Ewa wypytywała się Roberta o ten  ich ówczesny  nowy sposób leczenia  złamań, o którym mówiła  pani Nina i dowiedziała się, że krótko był stosowany, bo w międzyczasie wynaleziono nowe materiały opatrunkowe, które  można było stosować  zamiast gipsu. A to, że Robert nie był wtedy  sfotografowany wynikało z faktu, że on jeszcze wtedy  nie  miał tytułu profesora, choć  miał już doktorat- dopiero zaczynał robić habilitację, więc prasa uznała, że wystarczy  o nim  wspomnieć jako o współtwórcy. Gwiazdą miał być R. Wierz mi - źle wspominam tamten okres. R. wtedy bardzo intensywnie zabiegał o sławę, biegał po przyjęciach i przyjątkach, prawie go nie było w szpitalu, więc  harowałem  za niego, a  już zacząłem  robić  habilitację.  W domu miałem  bez przerwy corridę, a  zarobki wtedy były śmiesznie  niskie. Do harpii nie docierało wcale, że jeśli chcę do czegoś dojść to muszę się habilitować. Gdy dostałem zaproszenie do Francji to rozpowiadała  znajomym, że pojechałem z kochanką do Paryża i że ją notorycznie  zdradzam. A najbardziej mnie dotknęło, że mówiła tak również naszemu synowi. 

                                                                    c.d.n.


niedziela, 13 lutego 2022

Ryzykantka - 11

Kilka dni przed ślubem do Ewy przyjechał jej  szef, by  zabrać  zrobiony przez nią projekt. Przyjechał bardzo późnym popołudniem, gdy Robert był już w domu. Właśnie kończyli  obiad, więc  Ewa zapytała,  czy  może jest głodny- jeśli tak to może się jeszcze na "kawałek obiadu" załapać. Wprowadziła szefa do pokoju i powiedziała-  kochanie  moje, to jest właśnie mój szef, Zygmunt K.  Szef nagle  jakby się ocknął-o Boże, to ty za mąż wyszłaś! To ta  niespodzianka, a ja myślałem , że kupiłaś sobie psa! 

Robert się lekko zakrztusił a Ewa wyjaśniła- jeszcze nie wyszłam, wyjdę za mąż w piątek. No właśnie  zastanawiałam się co lepsze w domu - pies czy mąż i  jednak stwierdziłam, że mąż. Robert się spokojnie wykaszlał i powiedział  -   wygrałem wyścig z psem, jestem  z tego dumny.

Nooo, faktycznie  niespodzianka, stwierdził szef. A jeszcze  całkiem niedawno słyszałem, że na pewno nie wyjdziesz  nigdy więcej za mąż-  wyzłośliwił się . No właśnie, mówiłam tak, nawet przymierzałam się do jakiegoś  zwierzaka, ale ze  psem to trzeba wychodzić na spacery a kot to niszczy chałupę i pełno kłaków jest ciągle a rybki to z kolei wciąż im trzeba to akwarium czyścić i napowietrzacz warczy.  Wiesz, wychodzę za mąż za  człowieka, który podobnie jak ja  miał nigdy więcej się nie wiązać węzłem małżeńskim. Widocznie  swój do swego ciągnie i tak jakoś wpadliśmy na siebie.  Smakuje ci obiadek? Szef pokiwał głową.  No to mów, że  smaczne, nie  żałuj pochwał, to się jeszcze na kawę i bakalie załapiesz. Przy kawie pogadamy chwilę o tym co nabazgroliłam. Powiedz mi Zygmunt, czy  mogłabym przejść  czasowo na pół etat?  Bo wygląda mi na to, że muszę więcej się ruszać w określony sposób, żeby sobie kuku nie robić  ciągłym siedzeniem. Uniknęłam operacji ale to może  wrócić.  A wtedy byłabym zdana  na innego,  niż mój mąż, chirurga ortopedę a ja mam  zaufanie tylko do niego. Do końca życia będę musiała wykonywać pewne ćwiczenia i unikać długotrwałego siedzenia. Strasznie dostałam w kość na tej rehabilitacji.

Nie ma problemu, możesz być na pełnym etacie, nie  muszę  cię przecież pilnować na miejscu, weźmiesz tyle projektów ile będziesz  mogła zrobić. Nie czuję  się na  siłach szukać kogoś nowego na twoją drugą połówkę etatu. A na dodatek tłumaczyć jak krowie, o co mi biega. Zrobisz mniej, to trochę mniej zarobisz. Jak wiesz to nikt u  nas drugiemu w portfel nie  zagląda. Te etaty to bzdura.  Ale nie chciałbym byś mnie opuściła i przeszła gdzie indziej. A dobrze wiem, że już w co  najmniej trzech  miejscach mogłabyś już od  jutra pracować. Po prostu  będziesz   mogła pracować sporo w domu, by w trakcie myślenia się trochę rozciągnąć.

Nie będziemy niczego zmieniać, to prywatna  firma, płaci się za projekt a nie  za obecność. A wiesz, mamy nowego klienta, wydaje  mu się, że buduje w Warszawie i chce się z nami rozliczać domkami, które będą  bliżej Kampinosu niż  Warszawy. Świr jakiś.  To zupełnie jak ten facet co to mieszkał w Nowym Dworze  Mazowieckim i wszystkim  mówił, że on jest z Warszawy.  Aaaa, byłbym  zapomniał-jest do zrobienia kilka domków małych, zrobiłabyś je po ślubie i podróży poślubnej? Litanie życzeń co kto chce mieć w środku zostawili na piśmie, z podpisami.

Zigi, majaczysz z lekka. Jaka podróż poślubna, szpital to nie prywatna firma projektowa. Urlopy zatwierdzane są przez dyrekcję niemal rok wcześniej. Wpadnę do biura we  wtorek, ale wpierw się umówimy na jakąś konkretną godzinę. Wtedy zobaczę o co biega w tych domkach.  Zigi, weź ogol te  włosy, wyglądają  paskudnie. Noż prawie łysy  jestem to co mam golić? No te co ci jeszcze  zostały- teraz  modne są łyse czaszki, a ty masz całkiem kształtną czaszkę a te tłuste  farfocle wielce  zaburzają estetykę twego wyglądu. Możesz za to brodę zapuścić, ale musisz o nią dbać u dobrego fryzjera. Podobno wielce podniecającą rzeczą jest gdy brodacz  całuje po brzuchu - tak twierdziła  moja koleżanka. Ja nie przepadam za brodaczami, więc nie wiem.

Szef podniósł się- no to życzę wam wszystkiego dobrego i słonka w piątek!  Zwinął projekty Ewy i wcisnął do tuby. Ściskając rękę Roberta powiedział- szczęściarz z pana! Do  miłego!

Gdy wyszedł Ewa uśmiechnęła się - on naprawdę  był pewien, że zobaczy u mnie psa, bo umawiając się z  nim powiedziałam,  że czeka go niespodzianka. 

Nie opowiadałam ci nigdy o nim. To bardzo porządny facet, pracujemy  razem już chyba z 10 lat,  znamy się od studiów. Jest ode mnie 3 lata starszy, ale  dwa razy  brał dziekanki bo wyjeżdżał  za granicę i w końcu magisterkę  zrobił rok przede mną. Kawaler, ma  babkę, z którą mieszka bez ślubu już od sześciu lat. Raz  na jakiś czas się solidnie kłócą i przez kilka tygodni  mieszkają oddzielnie, a potem znów są razem. To związek z  gatunku tych, w których  razem źle  a oddzielnie jeszcze  gorzej. Kochają się, ale jedno drugiemu w niczym nie chce ustąpić. Gdy się rozstają to przez pierwsze dni trzeszczy  mi za uchem, że sam siebie  nie rozumie co on w niej widzi, że jest okropna i epitety padają jeden za drugim. Następna faza to głośne  zachwyty nad samotnością a potem nagle w ciągu dnia  znika bez słowa, w biurku moim jest kartka o treści "zastąp  mnie" i w dwa dni później  znów są razem. A ja siedzę u niego, bo płaci mi dobrze, podobnie  myślimy i nawet się  nie kłócimy.  Fachowo jest świetny. No i nie uważa, że kobiety to podgatunek człowieka nadający się tylko do seksu.

Robert przytulił ją - po prostu długo się  znacie i przyjaźnicie. Trochę niechlujny facet, ale widać, że ma dobrze poukładane pod sufitem. Patrzyłem na niego gdy zaglądał w twoje projekty- cały czas tak śmiesznie ruszał głową, nieznacznie potakując. A tę jego kobietę  znasz?  Nieee, aż tak bardzo to ja się  z nim nie przyjaźnię!  A ty wiesz, że jestem jedyną kobietą w tym zespole? Kiedyś była jeszcze jedna, ale Zigi nie był z niej zadowolony i tak jej umilił życie, że szybko odeszła. Facetów też często prowokuje do odejścia- chce  mieć facet najlepszy zespół pod słońcem. A jak się wścieka, gdy ktoś  nie potrafi  logicznie wytłumaczyć dlaczego coś  zaprojektował tak, a nie inaczej. Tylko raz  miałam z nim kłótnię - zerknął w projekt i po dwóch sekundach stwierdził, że nie rozumie po co to zrobiłam. Popatrzyłam i powiedziałam - popatrz i pomyśl, to zrozumiesz. W dwie godziny później przylazł i głośno powiedział - masz rację, zrozumiałem. I od tej pory jestem nietykalna. Na początku nie mógł pojąć, że z każdym klientem bardzo długo rozmawiam na temat czego on oczekuje od  projektu, jaki tryb życia prowadzi, jak duża rodzina itp. W końcu go przekonałam,  że to dla mnie istotne, bo znając te parametry mogę zaprojektować dom, w którym wszystkim będzie wygodnie. No i teraz  wszystkie  zlecenia na  małe domy trafiają do mnie. Już mam cały album z  tymi projektami i opisem  dotyczącym odbiorców, więc  teraz często  powielam niektóre projekty. Nie lubię tych osiedli domków jednorodzinnych, choć oczywiście rozumiem, że najoszczędniej jest dla inwestora, gdy one  wszystkie w środku są takie  same. Wtedy zamawia hurtowe ilości wszystkiego i jest taniej. Ale my ostatnio współpracujemy z takim, który chce by na osiedlu były  trzy typy domków  pod względem wielkości i każdy miał możliwość innego zaprojektowania wnętrza, zgodnie  z życzeniem klienta. Oczywiście te  domki są droższe, ale klient ma wpływ na projekt wnętrza. 

A czy ty kochany pamiętasz, że w przyszłym tygodniu będziemy oglądać to nowe mieszkanie? Pamiętam i nawet tak pomajtałem grafikiem, że mam cały dzień  wolny. I wiesz co? Rozmawiałem z pewnym rehabilitantem i weźmiesz  serię masaży, ale niestety  nie w mojej klinice ale tam, gdzie on pracuje. To bliziutko, geograficznie vis a vis św.Katarzyny i jest przed tą przychodnią parking. Co drugi dzień, przez  miesiąc. Zaczniesz w poślubny poniedziałek o siódmej wieczorem. Będę cię woził i patrzył mu na ręce. Kiedyś pracował u nas, ale  zdaniem księgowej był za drogi.

Rozmowę przerwał im telefon od Aliny - pytała co Ewa sądzi o indyku? O którym indyku, nie mam w domu  żadnego indyka, mam tylko kurczaka  zamrożonego. O indyku na obiad poślubny- wyjaśniła Alina. Ewa zaśmiała się - może być, więcej na nim mięsa niż na kurczaku. Bo dziś muszę dać w tej sprawie odpowiedź- kontynuowała Alina. Zadzwonię do ciebie  za moment, tylko dam odpowiedź w sprawie indyka. W 15 minut później  zadzwoniła ponownie, mówiąc- no to wszystko zapięte na ostatni guzik.

Zarządziłam w  waszym imieniu i obiad będzie u nas w domu. Wszystko przyjedzie razem z nami, a właściwie tuż przed nami. Zamówiłam catering razem z obsługą i ich naczyniami, więc nie będzie  mycia  garów po przyjęciu. Po ślubie  pojedziemy kawalkadą do nas. Nie będzie  ani kropli alkoholu, nawet zarządziłam by zimne  napoje nie były serwowane w kieliszkach a w szklankach. No i na ślubie będą "klony", bo strasznie o to prosili i obiecali, że będą  super grzeczni. Po obiedzie po prostu pójdą sobie  na dwór lub do swego pokoju. Robertowego świadka wy weźmiecie do samochodu. Nie gniewasz się chyba, że to nie będzie w jakiejś knajpie a zamiast tego tak rodzinnie?  Nie gniewam się i gniewam, ale tylko o to, że mówisz mi to dopiero teraz. No to dobrze - tłumaczyła Alina - po prostu mam koleżankę, która ma taką firmę cateringową, która obsługuje duże przyjęcia. I zapewniam  cię, że wszystko będzie  super świeżutkie, gorące i ładnie  podane. Ona osobiście przypilnuje, by wszystko było jak należy. Poznasz ją, bardzo miła babeczka, w moim wieku. I jakość jest dla niej najważniejsza. A jeden z jej kelnerów to mógłby z powodzeniem  brać udział w konkursie na  mistera uniwersum.  A co twój mąż na tego kelnera? - śmiejąc się pytała Ewa.  Eeee, jest tak przekonany o swojej pozycji, że zupełnie  się nie przejmuje.

Zgodnie z życzeniem szefa  Ewy w dniu ślubu świeciło słońce. Ewa zrezygnowała z usług fryzjera , stwierdziła, że nie będzie upinała włosów, lecz  zostawi je rozpuszczone, bo Robert najbardziej lubił takie jej uczesanie.

Jak każdy ślub cywilny i ten był krótki. Ewa do swego nazwiska dodała nazwisko Roberta - uzgodniła to z nim jeszcze  przed ślubem. Ponieważ "była" po rozwodzie pozostała przy nazwisku Roberta, Ewa wolała mieć  dwa nazwiska, a nie takie  samo jak jego była.

Klony rzeczywiście były nadspodziewanie spokojne i grzeczne. W nagrodę mogły po ślubie nałożyć małżonkom łańcuszki z obrączkami. Alina na  obu  tych płaskich obrączkach wyryte imiona  dała do pokrycia ciemnoniebieską emalią, co naprawdę ładnie wyglądało. Śmiała się, że obrączki jeszcze ciepłe, bo daty były wygrawerowane poprzedniego dnia.

Świadek Roberta coś długo szeptał Robertowi do ucha, na co Robert machnął ręką i powiedział - wiem, wszystko jest w porządku, nie ma żadnej sprawy, to wszystko zostało uwzględnione. Pojedziesz samochodem z nami.  Jedziemy tylko na obiad, potem wracamy do Warszawy i ty z nami. 

Gdy  zajechali przed dom na podwórku już stał mikrobusik cateringu, a  dwóch kelnerów wnosiło  duże tace z pojemnikami. Stół był już nakryty. Mamcia nieco był zdezorientowana, więc tata Ewy cierpliwie jej tłumaczył, że to siostra Roberta zorganizowała przyjęcie u siebie  w domu, bo zawsze w domu milej jeść  niż w restauracji.

Klony zostały wysłane do swojego pokoju by się przebrali w mniej uroczyste ubrania, które już były dla nich przygotowane.

                                                                c.d.n.