sobota, 12 lutego 2022

Ryzykantka -10

Po pierwszym tygodniu rehabilitacji Ewa  miała wszystkiego serdecznie dość. Przyjeżdżała na godzinę dziewiątą rano, ostatni zabieg, czyli ćwiczenia w  basenie kończyła około 15,30. Do samochodu wsiadała tuż przed szesnastą. Była potwornie  zmęczona i obolała.Cieszyła się, że przed rozpoczęciem rehabilitacji przygotowała posiłki na dwa tygodnie. Wychodząc  rano z domu część produktów  wyjmowała z zamrażarki i zostawiała w szufladzie lodówki a część na wierzchu, bez lodówki. Robert jadł lunche w szpitalnej kantynie, wieczorne obiado- kolacje z reguły on przygotowywał. Zakupy uzupełniające też leżały w  jego gestii. Ewa po prostu tylko zostawiała mu wykaz co powinien dokupić i w jakiej ilości, bo  miał tendencje do robienia  zakupów hurtowych.  

Ślub był wyznaczony w dwa tygodnie po zakończeniu rehabilitacji. Sprawę obiadu po  ślubie wzięła w swe ręce Alina. Ewa  nie  mogła się oprzeć wrażeniu, że Alina "spiskuje" z Robertem, ale podpytywanie Roberta nie dało żadnego rezultatu. Za każdym razem Ewa słyszała- "kochanie  moje, skoro zleciłaś sprawę Alinie, to ona  nad wszystkim czuwa. Ja się do waszych  babskich  spraw  nie mieszam." Za to każdego wieczoru wypytywał jak szły jej ćwiczenia, delikatnie  masował wszystkie  bolesne punkty, chwalił, że taka dzielna  z niej dziewczyna, pieścił, tulił i mówił masę  miłych słów.

Dobrze, że szef Ewy był niemal całkiem  łysy, bo na wieść, że Ewy nie będzie w biurze jeszcze ponad  miesiąc, stwierdził, że nie pozostaje  mu nic innego  niż włosy z głowy rwać. Słysząc to Ewa spokojniutko powiedziała- niewiele się przy tym namęczysz, wiele ci tych włosów  nie  zostało. Przecież ci obiecałam, że trochę w domu popracuję. Na projekcie  nie jest  napisane czy był wykonywany w czasie  mojego zwolnienia czy wcześniej, czy  może później. Datę  wstawimy taką, żeby wszystko pasowało. Nie histeryzuj. A skoro ci powiedziałam co i ile zrobię to tak będzie. Tylko będziesz  musiał do mnie wpaść i odebrać to co wymodzę. W ramach rekompensaty, za  fatygę, będziesz  miał niespodziankę. Jaką niespodziankę- dopytywał się. Przyjedziesz- zobaczysz. Przecież jeśli ci teraz powiem to nie będzie już niespodzianki, rozumiesz? No powiedz,  pewnie kupiłaś sobie  psa, zgadłem? W  pewnym sensie  trafiłeś.  A co masz na myśli, mówiąc, że w pewnym sensie? Nie nudź, szkoda czasu, muszę już jechać do  domu. To gdzie ty do jasnej cholery jesteś? W obozie koncentracyjnym. Przeczytaj sobie  na moim  zwolnieniu. Ewa, masz bardzo dziwne poczucie  humoru. Może, ale to od ciebie  się tym zaraziłam,gdy  mnie  całowałeś w Nowy Rok  składając mi życzenia. Pa, trzymaj się!  

Z szefem  znali się jeszcze z czasów studenckich, bardzo się lubili i cenili, a razem pracowali już niemal 10 lat. Był od  niej  ze 3 lata starszy, ale tak dokładnie  studiował, że dyplom robił tylko rok wcześniej niż ona. Rozmowa toczyła się gdy Ewa dopiero zaczynała rehabilitację. Pomimo trudów rehabilitacji ukończyła już jeden  projekt i jeszcze przed ślubem chciała go oddać do firmy.

Mamcia  ze dwa razy  nieśmiało zapytała  Ewę, czy już kupiła sobie sukienkę do ślubu. Bo ona była któregoś dnia w  Piasecznie i tam , blisko tego wielkiego marketu, widziała sklep z bardzo ładnymi sukniami ślubnymi. Powstrzymując się od złośliwości Ewa  wytłumaczyła mamci, że suknia ślubna nie pasuje do urzędu stanu cywilnego, a jej ślub właśnie będzie w takim urzędzie a nie w kościele. Jeden już  miała w kościele i jak mamcia wie, to źle się to skończyło. To w czym,  biedactwo, wystąpisz w takim razie? Mamciu, w zwykłej sukience albo w  kostiumie. Tak ubogo to będzie wyglądało- dalej już Ewa przerwała rozmowę, mówiąc, że musi natychmiast wyjść z domu, po czym pomaszerowała na  następny zabieg. 

Mamcia  miała zaledwie 60 lat, ale chwilami jakoś umykała jej otaczająca ją rzeczywistość. Ewie udało się zapisać mamę na koniec października do przychodni zajmującej się chorobą Alzheimera. Czytała, że wczesne rozpoznanie choroby jest bardzo ważne i można wtedy lekami  spowolnić jej postęp.

Do ślubu Ewa zamierzała pójść w spodnium. Miała dwa komplety -ciemnofioletowy, w którym bardzo się Robertowi podobała i jasno szmaragdowy, z którego jakby  nieco wyrosła - po prostu nieco zbiegł się w pralni. Dziwne o tyle, że  nie była to wełna. No bo oczywiście  nie dopuszczała do siebie  myśli, że może po prostu nieco utyła. Zmierzyła obydwa, sprawdzając oczywiście w obu rozmiar - na obu metkach rozmiar   był ten sam, więc może rzeczywiście  pralnia nawaliła. Może prasowali w zbyt wysokiej temperaturze? Żałowała, że nie  zmierzyła od razu po przyniesieniu do domu, tylko w kilka miesięcy później.  

Wpierw założyła spodnie - nie były za  ciasne ani w talii ani w biodrach. Założyła czym prędzej żakiet - leżał jak marzenie. Ojejku- ucieszyła się- schudłam od tych wszystkich  zabiegów.

Czyli będzie  miała w czym brać  ślub za blisko trzy tygodnie. Ale i tak postanowiła, że pokaże się Robertowi w obu kreacjach i niech on wybierze, w czym  ona ma wystąpić. Jak na  zawołanie usłyszała zgrzytanie  klucza w zamku i do mieszkania wszedł Robert.

Wyszła do przedpokoju prosto w jego objęcia.  Oooo, a dokąd to się moje kochanie wybiera w tak eleganckim stroju?- zapytał. Na ślub z tobą. Postanowiłam, że pójdę w jednym z tych spodniumów- albo w tym, albo w tym ciemnym  fioletowym.  

No wiesz, w obu wyglądasz  bajecznie, ale ten chyba jest lepszy kolorystycznie jak na ślub. No i będzie  chyba mniej kontrastowy do twego popielatego garnituru- dodała Ewa. No to idę się rozebrać. 

Zaczekaj  moment, pomogę ci się rozebrać, tylko wrzucę coś do zamrażarki. Lody kupiłem po drodze. Coś mi się zdaje, że ty kochany  niedługo zmienisz  zawód - nabrałeś niebywałej wprawy w rozbieraniu i ubieraniu mnie. Czekaj, weźmiemy też ten drugi komplet, trzeba je obydwa odwiesić  w szafie. Jeszcze trzy dni i koniec zabiegów! Potem mam jeszcze 2 tygodnie luzu- zwolnienie po rehabilitacji by kości pozbierać w jedno  miejsce.

Chyba  musimy dostawić drugą część szafy w sypialni. To my mamy jeszcze kawałek szafy? A gdzie? A w piwnicy, w firmowym opakowaniu. Zadzwonię do fachmana i skręci ją nam w sobotę. Przecież mógłbym sam to zrobić. Nie  kochanie, twoje  ręce są  zbyt cenne, nie  można ich niszczyć takimi pracami. Nie wygłupiaj się, mogę to sam zrobić. Nie zgadzam się - facet to zrobi w pół godziny, sam wytarga to z piwnicy, przyniesie  swoje narzędzia, załapie stówkę i będzie  szczęśliwy. I jeszcze  sam po sobie posprząta. 

My to zejdziemy do piwnicy, żeby zobaczyć co tam jeszcze jest z części meblowych- tata  mi wszystko pięknie tam poustawiał i popakował i na opakowaniach napisał co jest w środku. Przecież nim się gdziekolwiek przeprowadzimy to musimy tu trochę się  "domeblować".  Co myślisz o tym, żeby przynieść drugi materac i wtedy  będziemy mieć sypialnię a ten pokój będzie bardziej cywilizowany. Tu można by ustawić biurko,żebyś w razie czego miał gdzie się rozłożyć ze swoimi materiałami. Nie sądzę by było tak, że nagle oboje  będziemy potrzebować biurka. Wejdą tu jeszcze  dwa regały,a w piwnicy są  dwa na pewno, a może nawet trzy. I są na pewno jakieś szafki kuchenne. Ja byłam tak wnerwiona tym rozwodem, że nie chciało mi się nawet myśleć  o meblowaniu. I musi też tam być jeszcze jedna szafka łazienkowa. Chodź kochany do sypialni, zobaczymy to łóżko zrobione na podwójne. Ale nie  zapominaj, moja słodka, że my się nawet na pojedynczym na pewno zmieścimy. Tak, wiem, ale czasem trzeba poleżeć obok siebie.

A wiesz nad czym się zastanawiałam? Powiedz, nie zgadnę. Żeby ten większy pokój zrobić  jako sypialnię a tamten jako dzienny. Chodź, wypróbujesz  tamto łóżko. Bo żeby było bardziej głupio, to ten pokój jest cichszy, bo jest od tak zwanego podwórka, a tamten od ulicy, którą się włóczą  samochody i łażą  ludzie. Chodź, przymierzymy się do tamtego łóżka. Materac możemy z piwnicy przynieść dziś, rozpakować go żeby się przez noc  napowietrzył, jeżeli nadal  tam  będzie  sypialnia. Jeśli zmieniamy te pokoje, to fachman nam zorganizuje  ekipę do przesunięcia  rzeczy.

W czasie kolacji Robert powiedział, że w poniedziałek będą mogli obejrzeć to mieszkanie w Miasteczku Wilanów. I jeżeli będzie się ono podobało Ewie, to przeczekają w tym  mieszkaniu aż do chwili, gdy będą  mogli tam  zamieszkać. Wg  Spółdzielni od 1 stycznia  blok będzie  zasiedlany. A jeżeli im, a głównie Ewie się nie spodoba, to będą szukać gdzie indziej mieszkania. 

Ale drugą szafę i tak można zmontować. A co do łóżka - naprawdę wolałby żeby to nie była IKEA, bo przecież te  deseczki w szybkim tempie się rozlecą.  Kwestię  finansową ujął krótko - Ewa to się co najwyżej może dokładać, skoro uważa, że  jej bardzo zdrowa żywność jest tak bardzo droga. Bo może i Ewa ma drogą tę żywność, ale strasznie mało je. Zabezpieczeniem finansowym będzie też dla  nich ziemia, którą pokazała Ewie  Alina. 

Zaraz po ślubie  zrobią notarialnie rozdzielność majątkową i zaraz po tym akcie notarialnym Robert  zrobi dla niej  darowiznę. W kilka miesięcy później umorzą rozdzielność majątkową. A ten zabieg jest dlatego, że chce by w razie  jego śmierci Ewa była zabezpieczona  finansowo i żeby nie  musiała się tą ziemią dzielić z jego synem. On synowi zapisze notarialnie kawalerkę w spadku. Nie wie co Ewa  chce zrobić z tym  mieszkaniem,  w którym teraz są - on się zgodzi na wszystko co ona o tym postanowi.  

 Ewa  milczała dłuższą chwilę. Wiesz co, to może zamienimy się mieszkaniami i młodemu zapiszesz wtedy te dwa pokoje z kuchnią. Bo jakby na to nie  spojrzeć to jest przecież twój syn. To nie jego wina, że wy się rozeszliście i że jego matka  jest taka  a nie inna. A tamto  mieszkanie będzie się  wynajmowało i to bez trudu, bo jest w śródmieściu.  Przemyśl to, a może i z Aliną omów, ona cię kocha a poza tym  to mądra osoba. 

Wiem, że nam pieniędzy  nie zabraknie, bo jak na razie to oboje  nieźle  zarabiamy. Tyle tylko, że ty masz znacznie  trudniejszą , cięższą, bardziej wyczerpującą pracę.  Chciałabym byś brał jak najmniej dyżurów, żebyś mógł więcej odpoczywać bo, nie  wiem czemu, ale już nie będziemy młodnieć. Alina  wspominała, że Akademia  Medyczna chciała byś dawał wykłady - wydaje  mi się, że masz naprawdę dużo do przekazania młodym, którzy wybrali medycynę. Odmówiłeś, twierdząc, że jeszcze jesteś za młody. Ale teraz to się  z tymi młodymi dogadasz, a  za 10 lat najpewniej już nie.

Nie strasz mnie, R. ma teraz prawie 60 lat. Ale on się  źle prowadził, pił, palił- no tyle tylko, że chyba mało z wdzięków kobiet korzystał. Palenie to jakoś szybko rzucił, coś mu bardzo szkodziło, po 3 papierosach przestawał mówić. Tak naprawdę to jest alkoholikiem, tak zwanym niepijącym alkoholikiem. Bardzo się pilnuje by przypadkiem  się nie skusić. On mnie wielu rzeczy  nauczył, właściwie  zmusił do tego doktoratu. Jemu też nie wyszło życie osobiste.  I to właśnie przez alkohol.To co kiedyś powiedziałaś o chirurgach to prawda. To zawód,  w którym  cały czas jest się pod presją. Bo życie  ludzkie jest kruche. Odkąd jesteś ze mną stałem się spokojniejszy. Gdy operowaliśmy babcię co chwilę powtarzałem sobie- "Ewa we mnie wierzy". Byłem wręcz przerażony, bo cały czas miałem wrażenie,  że te kosteczki rozlecą mi się w palcach.  Powiedziałem jej rodzinie, żeby zasięgnęli opinii w przychodni medycyny naturalnej co mogą babci zlecić, by się te  kosteczki lepiej goiły. Babcia jest w domu i poją ją wyciągiem ze skrzypu polnego. Powiedzieli rodzinie, że gdyby babcia była młodsza to zaleciliby lek zrobiony z kości młodych cieląt. Znam go- powoduje niestety silne zaparcia, ale  faktycznie pomaga. I nie podaje się go  takim słabowinkom.

R. powiedział mi, że mam szczęście, że mnie  zechciałaś i że jesteś okropną ryzykantką wychodząc za mnie.Wcale  nie chciałem go na świadka, ale sam się na to miejsce  wprosił. On jest chyba  bardzo samotny i pomyślałem, że może potrzebna  mu jest do trwania przy życiu świadomość, że może się jeszcze komuś na coś się przydać. Bo nawet największe oddanie  się pracy nie zastąpi nam czyjegoś uczucia.

Ewa przytuliła się do Roberta - każdy związek jest ryzykiem, jesteśmy tylko ludźmi, zmieniamy się często  nie zdając sobie  z tego sprawy. Kocham cię ogromnie i nie sądzę bym była ryzykantką. Będę zawsze dbała o to, by nam obojgu było razem dobrze.

                                                                     c.d.n.





 

Ryzykantka - 9

 Weekend, w pewnym sensie upłynął pod hasłem "przedstawiamy sobie  wzajemnie swoje rodziny". Sobotnie popołudnie spędzili u rodziców Ewy.  Mamcia wpatrywała się w Roberta  niczym w  cudotwórcę  i wyraźnie usiłowała trafić  do jego serca przez  żołądek. Stół wyglądał niczym  gablota w dobrej cukierni. Oczywiście sporą część mamcinych wypieków  musieli wziąć ze sobą do  domu. Mamcia dość gładko przełknęła fakt, że ten ślub to będzie tylko i wyłącznie podpisanie  dokumentów i żadnego wesela nie będzie. 

Gdy wrócili do domu Robert powiedział - wiesz kochanie, skoro nam tak dobrze poszło z twoimi rodzicami, to jeśli nie masz nic przeciwko temu- zaraz wykonam telefon do siostry i przedstawię ci ją jutro o ile nie jadą oni jutro do rodziców Franka. Alina  bardzo kocha swoich teściów, którzy bardzo im pomogli gdy Alina  "nabawiła się bliźniaków". Odkąd tylko bliźniaki zaczęły chodzić na własnych nogach  regularnie  zabierali je  na miesiąc lub dwa wakacji, twierdząc, że  matka to też człowiek i musi odpocząć również od własnych dzieci. Alina jest ode mnie 2 lata starsza i wiem, że bardzo cię polubi. Przez całe  nasze dorosłe życie tylko raz się z nią pokłóciłem - oczywiście z tego powodu, że posłuchałem mego ojca i ożeniłem się  z Harpią. Ojciec twierdził, że powinienem ponieść konsekwencje  swego czynu i że nie  mam prawa skazywać swego (w połowie)  dziecka na etykietkę dziecka nieślubnego. Bo w naszym kraju taka etykietka wlecze się za  niewinnym  niczego dzieckiem przez całe jego życie. Alina była zdania, że kobieta nie powinna być bezwolnym  workiem i powinna sama świadomie zadbać o to by nie "wyprodukować"  nieślubnego dziecka wiedząc w jakich realiach żyje. Nie przepada za moim synem, twierdząc, że  biedne dziecko po swoim ojcu odziedziczyło urodę a charakter niestety po  swojej mamusi. 

Ale  mnie się twoja  uroda podoba - przerwała mu  Ewa - a charakter to wynik tego, że był większość swego życia z matką. Nawet nasze wrodzone cechy ulegają zmianie pod wpływem otaczających nas stale osób. A dla każdego dziecka rodzice są wzorem do naśladowania. Widać to zwłaszcza  gdy dzieci się bawią "w dom". Masz wtedy obraz tego jak wyglądają na co dzień układy rodzinne tych dzieciaków. Mam koleżankę, która jest przedszkolanką - zawsze na początku roku prowokuje  dzieci do zabawy w dom - wtedy wie jakie problemy wychowawcze ją czekają. No to dzwoń do Aliny, czuję, że się polubimy.

W niedzielę wylądowali u siostry Roberta, w Legionowie. Bliźniaków nie było w domu co Robert określił, że to dobrze, bo to klony jednojajowe i on nie może ich odróżnić.  A gdy są obok siebie to on ma wrażenie, że ma omamy wzrokowe i czuje  od razu potrzebę wybrania się do okulisty, bo widzi podwójnie. Tak jak podejrzewał Robert, panie  bardzo przypadły sobie  do gustu. Po 20 minutach szwagrowie spojrzeli na siebie i stwierdzili - chodź stary na spacer, jesteśmy tu zupełnie  niepotrzebni.

Alina stwierdziła, że chociaż Robert nie opowiadał jej jeszcze  o Ewie, ona widzi, że wreszcie jej brat jest szczęśliwy a to szczęście wychodzi z niego wszystkimi porami. Ewa stwierdziła, że sama nie może pojąć jak w tak krótkim czasie mogli podjąć decyzję o ślubie, wspólnym życiu itp i że tak naprawdę jest to zupełnie  obce jej naturze, bo zawsze wszystko dość długo i dogłębnie analizowała. A tu leci niczym leming przed siebie. Alina stwierdziła, że takie przypadki są dość częste, bo każdy jest komuś lub czemuś przeznaczony i wtedy sprawy idą lotem  błyskawicy. A dziś widok Roberta ją zaskoczył - w widoczny sposób odmłodniał. Zniknęły gdzieś bruzdy na jego czole, zmieniła się nawet sylwetka i oczy znów odzyskały blask. No po prostu rozpiera go szczęście - co widać, słychać i czuć. I Alina stwierdziła, że nareszcie będzie miała bratową z prawdziwego zdarzenia, co ją niezmiernie  cieszy. A Ewa zapytała, czy w takim razie Alina  mogłaby być jej świadkiem na ślubie - świadkiem Roberta jest profesor R. Oooo, to znaczy, że akcje  Roberta u profesora stoją bardzo wysoko. Pan profesor R. ma bardzo wysokie zdanie o sobie, więc fakt, że będzie  "świadkował" na ślubie młodszego kolegi jest bardzo wymowny.  

Oj tak, odniosłam wrażenie, że facet niemal czeka by mu składano hołdy - stwierdziła Ewa. Ale powiedział Robertowi, że szczęściarz z niego, bo ma  mnie. A Robert stwierdził, że wie o tym. I, wyobraź sobie, że R. obiecał, że będę mogła obejrzeć "z teatru" kilka operacji- oczywiście w obecności Roberta, bo stamtąd mogą obserwować operacje tylko ludzie z  branży, no a ja przecież do nich nie należę.  A nie  zemdlejesz gdy zobaczysz krew albo bebechy na wierzchu?-zdziwiła się Alina.  Raczej nie, oglądałam kilka filmów dokumentalnych i jakoś nic mnie  nie ruszało. Oglądałam nawet operację taką, którą sama  miałam mieć, czym zadziwiłam chirurga, który miał mnie operować. 

Wiesz Alinko, nie chcemy urządzać wesela, ale myślę, że jakiś wspólny obiad rodzinno- świadkowy to powinien jednak być. Taki obiad w restauracji to nie  wesele, więc pomóż mi przekonać Roberta, że to dobry pomysł. Masz to jak w banku - stwierdziła Alina. Powiedz to dziś, to ja od razu przytaknę i będzie sprawa załatwiona. Chodź na taras, coś ci pokażę.

 Z tarasu rozciągał się  widok na bardzo zadbany ogród, za nim był nieduży, dość młody las i pole. Ten las i ten kawałek ziemi to właściwie już są twoje, bo mogę się  założyć, że zaraz po ślubie Robert zrobi ci z tego darowiznę. Tylko będziecie  musieli mieć na początek rozdzielność majątkową, którą potem można spokojnie, notarialnie  znieść. Czasy takie, że najlepiej mieć  ziemię jako zabezpieczenie a nie oszczędności na koncie.  Och wiem zgodziła się  z nią Ewa-jest teraz run na domki. To ładny teren, zrobiłabym pod lasem dom na lato, moglibyśmy tu bywać w weekendy, blisko stąd  nad Zalew. 

Noo, dobry pomysł, jeśli tylko znajdziesz dobry projekt- przytaknęła Alina.  Ewa uśmiechnęła się - nie muszę  szukać, ja takie domy jednorodzinne projektuję. Oooo, kochana  moja, to ja ci napędzę klientów, tu coraz więcej osób chce się  budować, ewentualnie  przebudować to co już mają. Obok waszych działek są działki moich chłopaków. Gdy je kupowaliśmy to były grosze, teraz  bardzo ceny podskoczyły. 

Na taras wtargnęli panowie i Alina powiedziała- pokazałam Ewie teren, który należy do ciebie, a który jej zapewne  zapiszesz jako darowiznę, o ile podpiszecie na początek rozdzielność majątkową. I wiesz- napędzę Ewie klientów, bo  coraz więcej osób chce się tu pobudować- albo domki letnie  albo całoroczne. Brak tu co prawda  jakiejś rzeczki, no ale do Zegrza blisko i do Warszawy  też stosunkowo niedaleko. Na razie to tu jest przysłowiowe  zadupie, peryferie Legionowa, ale  coraz więcej  ziemi tu wykupują. I wiesz co, wreszcie mam  bratową z prawdziwego zdarzenia , za co ci jestem bardzo wdzięczna!

Rozmawiałyśmy o waszym ślubie i Ewa przytomnie  stwierdziła, że wesela nie robicie ale obiad dla świadków i najbliższej familii to jednak powinien być. Właśnie Ewa   mianowała mnie swoim świadkiem, więc domagam się wspólnego obiadu z rodzicami Ewy i drugim świadkiem. Czy ten twój kumpel-profesor jest strasznym sztywniakiem? Nie wiedziałam, że aż tak się przyjaźnicie, że będzie ci świadkował.

 No popatrz Franek - zostawi się dwie kobiety na pół godziny same to zaraz coś uknują - śmiał się Robert. Wiesz Alinko, R. gdy się do kogoś przekona to jakoś opadają z niego orle pióra i  jest całkiem miłym facetem. I......zazdrości mi  trochę Ewy. Zaimponowała mu wiedzą i tym, że jakoś wcale nie wystraszyła się  jego "orlich piór". No i dobrze  prowadzi samochód, co dla niego nadal jest czarną magią. On po rozwodzie nie ożenił się po raz drugi - nie chciał ryzykować, bo jak sam o sobie mówi ma paskudny charakter. A wspólny obiad faktycznie  nie ma nic wspólnego z weselem więc jasne, że zrobimy. Na razie Ewa jedzie w poniedziałek po nasze dokumenty. Upoważniłem ją do pobrania swojej metryki i odpisu o rozwodzie. Weźmiemy też dziś  skan twego dowodu osobistego, o ile tu dociera internet. A jak nie to jego nr itd.  Nie wiem tylko gdzie ten  wspólny obiad zarządzić. 

No to zaraz możemy z Alinką policzyć ile będzie osób i pomyślimy gdzie to zrobić, stwierdziła Ewa. Damy projekt, ty kochanie będziesz zatwierdzał. Wyszło mi, że to będzie  razem z dziećmi 9 osób. Alina skrzywiła się - ja bym najchętniej pominęła chłopców. Dla nich to żadna frajda a dla mnie tylko kłopot, bo będą się nudzili jak mopsy i rozrabiali. Sprzedam ich dzień wcześniej do teściów. 

No to tak - Ewa zaczęła wyliczankę - my dwoje, przyjedziemy samochodem, tak samo moi rodzice, wy dwoje też samochodem , zostaje R. Od biedy  możemy po niego wyskoczyć samochodem, adres znamy, potem też możemy go odwieźć.  W tym układzie- tu się zaczęła śmiać- zaoszczędzimy na alkoholu, bo więcej niż po kieliszku wina kierowcy nie wypiją, bo im  nie pozwolimy. Ale moja mamcia, Alina, profesor R. i ja możemy sobie pohulać. I w tej chwili Robert i Franek wybuchnęli śmiechem - no jasne- Alina  tylko usta  umoczy, resztę muszą wypić Ewa i jej mama i R., który podobnie  jak Alina tylko dziób umoczy- dusząc się od śmiechu mówił Robert. Albo i nie, bo miał w przeszłości problemy z tym płynem. 

Więc nie ma  sprawy - stwierdziła Ewa - przecież nigdzie nie jest  powiedziane, że musimy zamawiać wino, może go wcale nie być na stole, póki co to nie jest karalne. I pan R. nie będzie wodzony na pokuszenie ani nie będzie się  czuł napiętnowany. A przy zamawianiu obiadu powiemy, że to spotkanie  klubu AA i oczywiście słowem nie  piśniemy, że to obiad z okazji ślubu.  No co, wreszcie zażartowałam- wyjaśniła  Robertowi odpowiadając na jego zdziwione  spojrzenie.

A który lokal wybierzemy to zależy od tego gdzie nam się uda szybko wziąć ślub, więc na pewno nie będzie to Pałac Ślubów, raczej coś niedaleko naszego dzielnicowego USC.

No dobrze , stwierdziła Alina, A teraz  mi powiedz Robercie,  czy już dokonałeś  zakupu obrączek? Obrączek?  - zdziwili się przyszli małżonkowie. No właśnie obrączek. A co na waszym globie nie noszą ludzie obrączek? W tym zakątku Kosmosu, na tej  planecie ludzie je noszą,  jako znak, że już są zajęci. Ja swoją  zgubiłem już dawno, nie widziałem jeszcze  chirurga z obrączką ślubną. A ja swoją przerobiłam na pierścionek- powiedziała Ewa.

Alina wstała i powiedziała- to bardzo dobrze się składa- mam dla was obrączki- nietypowe, które żadnemu chirurgowi nie będą przeszkadzały. Na  damskiej już jest wypisane imię, po ślubie  jubiler wyryje  datę ślubu, na męskiej imienia jeszcze nie ma, ale jutro lub pojutrze będzie tam imię Ewa i na odwrocie uzupełni się datę ślubu. Zaraz je przyniosę. Robert otworzył usta, ale Alina zasłoniła mu  usta ręką - zaczekaj, podziękujesz później.

Za chwilę przyniosła   niewielkie pudełeczko - wpierw podeszła do Ewy i na jej szyi zawiesiła łańcuszek z płaską  obrączkę   o szerokości 4 mm, na której wygrawerowane było imię Robert. Na szyi Roberta  zawiesiła drugą, identycznej wielkości obrączkę, ale bez  żadnego napisu. Jak widzisz mój  braciszku ta obrączka nie będzie ci w niczym przeszkadzać,  nie musisz  ściągać jej do mycia rąk ani do  naciągania  rękawiczek. Nie przeszkadza również w życiu codziennym, do mycia i kąpieli nie  trzeba  jej ściągać. I jest naprawdę lekka. Jak widzisz świat się zmienia i teraz  można tak się  zaobrączkować. Wygrawerowane   napisy można uzupełnić czarną lub szafirową emalią.   

My z Frankiem też takie  mamy, z tym, że każde z nas ma jeszcze  po 2 dodatkowe obrączki - z imionami naszych chłopców i datą ich urodzin.  Zobacz - powiedziała- i odsunęła sweterek od swej szyi ukazując trzy obrączki.

Nim wyjdziecie to je wam odbiorę, dostaniecie je z powrotem już po ślubie, ale jeszcze w urzędzie. 

Robert i Ewa byli bardzo zaskoczeni tym prezentem, Ewie to się nawet oczy zaszkliły, a Robert ściskając Alinę powiedział- znów się mną rządzisz!

                                                               c.d.n.






piątek, 11 lutego 2022

Ryzykantka - 8

Gdy tylko weszli do mieszkania i  Robert zatrzasnął drzwi porwał Ewę w ramiona i tuląc i całując pytał - co ci się stało, skąd taki pomysł?  Uwielbiam cię, nie mogę się doczekać by wszystkim pokazać  swą ukochaną żonę, z trudem opuszczam cię  jadąc do pracy a ty mi mówisz takie rzeczy?!  Jest chyba jasne  jak słońce, że musimy swoje wspólne życie w jakiś sposób uporządkować.  Nie chcę się wiecznie czuć niczym gość u ciebie - chcę uczestniczyć  we wszystkich wydatkach, chcę byśmy zdecydowali gdzie będziemy mieszkać, nie chcę być mężem na przychodne, nie chcę dwóch domów. Nie chcę oddzielnych sypialni, nie chcę nawet oddzielnych  materaców, chcę cię mieć blisko, jak najbliżej. Rozumiesz to? Ku zdziwieniu dyrekcji wykreśliłem dużą część swoich nocnych dyżurów z grafiku - już mi nie jest obojętne gdzie spędzę  noc - mam ciebie, moją ukochaną kobietę. Nie chcę  być bez ciebie. Uwierz mi wreszcie!

Ewa, nieco zaskoczona jego tak mocną reakcją  powiedziała- bo nagle  zaczęło mi się  wydawać, że ty nie masz do mnie  zaufania, a ja  naprawdę niczego przed tobą nie ukrywam. Po prostu przez 18 lat  małżeństwa  nauczyłam się nie mówić o tym co robię, jak robię, dlaczego coś robię, co myślę, co  mam a czego mi brakuje.  Ty jesteś już kilka lat po rozwodzie, a ja właściwie dopiero co i chyba jeszcze nie całkiem odtajałam. Przepraszam cię, ja po prostu wciąż się jeszcze boję, że możesz ode mnie odejść do innej, bardziej  atrakcyjnej, bardziej pasującej do ciebie kobiety.

Dziecinko, ale to właśnie ty do mnie idealnie pasujesz, pod  każdym względem.  Jesteś dla mnie  cudowną niespodzianką od losu- nie mam pojęcia komu dziękować  za to, że trafiłaś akurat do mnie w mieście,  w którym  nie brak dobrych ortopedów. Pomyśl jaki dziwny zbieg okoliczności - tego dnia  gdy zleciałaś z drabiny ja wcale nie  miałem dyżuru w izbie przyjęć ( u nas każdy je ma co jakiś czas) tylko zastępowałem kolegę a chirurgia ortopedyczna jeszcze nie była do końca zorganizowana, więc zawieźliśmy cię do innego szpitala. Widziałem cię raptem 15 minut u ciebie w domu i pewnie z 10 minut w karetce. I po dwóch latach rozpoznałem cię tutaj. I pomyśl też o tym naszym pierwszym zbliżeniu - coś takiego zdarza się rzadziej niż raz na kilka tysięcy razy. A nim do tego doszło zdążyłem cię poznać od innej strony i byłem i jestem nadal tobą oczarowany. Ja może po prostu nie umiem mówić  czułych słów, nie umiem po prostu uwodzić kobiet. Poza tym sama uroda kobiety już od wielu lat nie robi na mnie wrażenia. To pewnie pozostałość po moim związku. Harpia była naprawdę urodziwa, ale to była jej  jedyna zaleta. Chodź, umyjemy buzię, bo tusz ci się rozmazał i zaraz będą cię oczy szczypać. W łazience Ewa wyciągnęła z pudełka chusteczkę do demakijażu- Robert zabrał ją z jej ręki i sam  zaczął zmywać delikatnie tusz z jej rzęs, następną już sam wyciągnął z opakowania i kolejną  chusteczką  zmył z jej twarzy  cały makijaż. Na koniec wycałował dokładnie  całą twarz i powiedział - chodź do kuchni, dziś ja  zrobię dla nas kolację. Zrobię kolację mistrzów.

Kolacja mistrzów to był francuski omlet z zielonym groszkiem. Tym omletem Robert  zadziwił Ewę. Okazało się, że nauczył się  robić taki omlet we Francji, gdy był tam na praktyce.Ewa  nie szczędziła pochwał, zwłaszcza, że omlet naprawdę jej smakował.

Gdy już się układali do snu, Robert powiedział- wiesz co, pomyślałem, że mogłabyś mnie jutro odwieźć swoim  samochodem do pracy a potem po mnie przyjechać tak około 16,00. Jutro mam jedną operację a potem dzień przyjęć, więc zjem obiad w pracy, w naszej  kantynie. Gdy przyjedziesz to zostaw samochód na parkingu na moim  miejscu, już je  znasz,  bo tam kiedyś na mnie  czekałaś w moim samochodzie. Zostaw samochód i przyjdź do mnie do gabinetu. Chcę byś kogoś poznała.  To niespodzianka. A jazda rano i popołudniem to będzie  trening przed tymi jazdami  do Konstancina. Zgadzasz się? A kogo mam poznać? twojego syna? - dopytywała się Ewa.  Zobaczysz, to niespodzianka. Na pewno nie będzie  to  harpia ani mój syn - nie  zasługują na  twoją uwagę. I nie czekaj pod  gabinetem na sygnał, tylko po prostu przed 16,00 zapukaj do drzwi i wejdź. A co jutro operujesz? Te stare kości, co miały zapalenie płuc. Wygrzebała się babcia z zapalenia, ale ręka się nie chce zrastać. Ale tę babcię  rodzina  bardzo kocha i chcą za wszelką cenę jej pomóc. Uprzedziłem, że może się to nie udać, ale oni stwierdzili, że warto spróbować. Nie wiem co prawda co sama  babcia o tym sądzi bo biedula już nie bardzo kojarzy co się dookoła dzieje.

Rano, ten krótki odcinek drogi do kliniki był wypełniony śmiechem, bo Robert twierdził, że tak mu pasuje być wiezionym, że najchętniej  zatrudniłby Ewę w charakterze  swego kierowcy. Zażyczył sobie by Ewa stanęła tuż przed wejściem, potem przy otwartych drzwiach długo i czule się z nią żegnał.

Zgodnie z umową Ewa przyjechała o umówionej porze  do kliniki, zaparkowała i 5 minut przed godziną szesnastą  zapukała do gabinetu, w którym przyjmował Robert. Usłyszała jego głos mówiący "proszę" i niemal ze strachem otworzyła drzwi. W gabinecie był Robert i nieznany jej siwy mężczyzna, wyraźnie starszy od  Roberta. Robert wyszedł zza biurka i  podchodząc do Ewy powiedział - kochanie moje, to  profesor R., mój mentor, nauczyciel, przyjaciel i mój świadek na ślubie.  Profesor R. ujął rękę Ewy i cmoknął mówiąc - jak to jednak miło zobaczyć kobietę w naturze a nie  w postaci przetworzonej przez tomograf lub rezonans  magnetyczny. Zobaczymy co się okaże z panią za miesiąc - w razie czego to trafi pani w moje łapska. Ależ się o pani nasłuchałem ostatnio!  Litanie do Matki Boskiej  bywają krótsze. Ewa to, Ewa tamto,  Ewa owo. Pozwoliłem sobie  zerknąć na te zalecone dla pani ćwiczenia i  zabiegi - proszę nie brać  tej miejscowej krioterapii. O ile krioterapia w kabinie  na cały organizm jest korzystna, o tyle taka punktowa  rzadko kiedy pomaga,  za to solidnie  może zaszkodzić.  Pani Ewo, a pani naprawdę oglądała filmy dokumentalne  z różnych zabiegów operacyjnych? Wygląda z tego, że się pani  minęła z powołaniem. Teraz w moim szpitalu jest remont "teatru", ale  gdy się  pomieszczenie wyremontuje to wpadnie  pani z Robertem by pooglądać  z góry którąś z operacji.  Dzisiaj robiłem z Robertem babcię "kruchokostną"- nawet nam nieźle poszło- w pewnej chwili  miałem odczucie, że to ptasie  kosteczki. Robert przytaknął - no właśnie. A babcia  ma zaledwie 80 lat. Ale mnie już nic nie dziwi - miałem  pacjentkę, która w wieku lat siedemnastu złamała nogę- złamanie otwarte. I ta noga  nie zrastała się  dziewczynie przez rok. W pewnej chwili przyjechała do niej jakaś ciotka i przywiozła jakieś ziółka i kazała by dziewczyna to piła. I noga zaczęła się zrastać. Do dziś nie wiem co to było.  Może to był skrzyp polny- jakoś tak bezwiednie odezwała się Ewa. Do dziś  daje się na wzmocnienie kości i regenerację tkanki łącznej oraz wzmocnienie włosów, bo zawiera krzem. I wiem, że na włosy pomaga, sama wypróbowałam na sobie. A na coś szkodzi?- zapytał się Robert. Nie mam pojęcia.Mnie na nic  nie szkodziło. Chciałam co prawda wypróbować wtedy ziemię okrzemkową, ale  zraziła mnie ilość, którą  należało zjadać.  Mnie się wydaje, że jest za duży rozdźwięk pomiędzy  tzw. medycyną  naturalną  a tą oficjalną. A tak naprawdę powinny się uzupełniać. 

Zadziwia  mnie pani, stwierdził profesor R. Nie słyszałem nic nigdy o ziemi okrzemkowej.  Ewa uśmiechnęła się - z tego co pamiętam to ma ona ma dwie postacie - do użytku wewnętrznego oraz  jako składnik wielu kosmetyków, środków czyszczących, odtruwających, preparatów ochronnych dla zwierząt. A taki krzem do robienia  naparu to zapewne  można kupić w Herbapolu.

No to ja ci się Robercie nie dziwię, żeś taki zakochany, bo trafiłeś  nie tylko na ładną ale i na mądrą kobietę -a to jest o wiele ważniejsze niż uroda. No to załatwiajcie ten ślub szybko, szkoda  życia, tak szybko ucieka czas. Podrzucicie  mnie do domu czy dzwonić po taxi? Podrzucimy, nie ma problemu.

Gdy wychodzili z kliniki  profesor R. szedł pierwszy, za nim Robert obejmując Ewę. Miny pań  na recepcji - bezcenne. Bezcenna była również mina profesora  R.  gdy Ewa ich wiozła pod  wskazany adres. Wychodząc z samochodu profesor powiedział - szczęściarz z ciebie  Robercie! Ładna, mądra a na dodatek dobry z niej kierowca! Wiem, odpowiedział ów szczęściarz i przesiadł się na miejsce obok Ewy. No i co, była niespodzianka? Oj była, była - stwierdziła Ewa. Ale się te dziewczyny z recepcji gapiły na nas. Robert się śmiał - po raz pierwszy zobaczyły, że potrafię obejmować kobietę. Zrobiłaś na R. wrażenie - on nie lubi kobiet w medycynie i co jakiś  czas musi coś  "odszczekiwać" bo się okazuje, że  bywają naprawdę dobre w swoim  fachu. A co ty mu plotłeś o mnie?  Nie plotłem, mówiłem tylko szczerą prawdę. Nie  zdziw się, jeżeli któregoś pięknego dnia zostanie twoim prywatnym klientem. Głodny już jestem, co dziś zjemy na kolację?  Smażonego łososia z ananasem i z chipsami z ciecierzycy zamiast kartofli. Pasuje? No jasne, że pasuje. A na deser to ja zjem ciebie - dodał Robert.

A jutro, mój kochany, też mogę cię odwieźć do pracy, bo jadę potem  po nasze papiery. No i oczywiście przyjadę po ciebie, tylko powiedz o której jutro wychodzisz. Jutro, jutro - piątek, dzień dla mnie bez operacji, wychodzę o czternastej. Czyli  będę czekał na ciebie  na zewnątrz przy  automacie płatniczym. I możemy podjechać do biura spółdzielni, żeby obejrzeć to mieszkanie , które  ewentualnie   będzie  nasze - dobrze?  No jasne, że dobrze- zwłaszcza, że mamy w weekend omawiać uporządkowanie naszego życia. 

Patrzyłam w sieci i wychodzi tak jakoś, że  gdyby sprzedać twoją kawalerkę  i to mieszkanie w którym mieszkamy teraz to moglibyśmy załapać coś na Ursynowie typu 4 pokoje z kuchnią w niskim budynku, w okolicy Natolina. Możemy w sobotę albo w niedzielę pojeździć po nowych częściach Ursynowa, bo tam jest wiele miejsc, w których  zamieszkanie  nie będzie  zbyt bolesnym przeżyciem. Jest tez zaplanowane połączenie Wilanowa z Ursynowem i to gdzieś tak jakby na tyłach kliniki.Możemy też zobaczyć co się buduje lub już wybudowało  na tyłach wzdłuż Alei Wilanowskiej. No i muszę przedstawić cię mamci i wymyśliłam, że bardziej mi się opłaca byśmy do  nich podjechali. Na przykład na  podwieczorek w sobotę lub niedzielę. Powiedz mi tylko jakie  ciasto lubisz to takie zlecę by mamcia upiekła. W przeciwieństwie do mnie ona ma talent do pieczenia ciast. No to w który dzień wolisz byśmy do nich  wpadli? 

Mnie to wszystko jedno, stwierdził Robert -może będzie lepiej gdy twoja mama sama wybierze w który dzień woli nas  zobaczyć?  No dobrze- zgodziła się wspaniałomyślnie - to jutro w ciągu dnia do niej zatelefonuję. A lubisz  ciasta  czekoladowe? Mamcia robi pyszne  ciasto czekoladowe z wiśniami. A jak do niego podjada się lody to już czysta  rozpusta, niebo w dziobie. 

Niebo w dziobie to ja mam gdy cię całuję- stwierdził Robert. I mi do tego nie są potrzebne wiśnie czy też lody. I mam propozycję, byśmy dziś zaraz po kolacji wybrali się wcześnie  do łóżka. Zmęczyły  mnie dziś te kruche kosteczki A tobie też dobrze  zrobi pozycja  horyzontalna. Jeśli mnie utulisz, to na pewno dobrze  mi zrobi pozycja  horyzontalna, stwierdziła Ewa.

Nie wyobrażam sobie bym mógł cię nie utulić, przecież zawsze cię utulam, przytulam. Na ostatnim dyżurze zupełnie  nie mogłem spać, co przysnąłem to śniło mi się, że cię gonię  po plaży. I nie wyobrażam sobie byśmy mieli sypiać w oddzielnych pokojach czy też mieszkać w dwóch różnych mieszkaniach. 

Wiesz, w następną sobotę chyba  zaproszę do nas  mojego szefa- muszę mu jakoś osłodzić  fakt, że jeszcze cały miesiąc będę na zwolnieniu- to raz. A dwa  - muszę omówić dwa nowe projekty i w czasie  zwolnienia  trochę nad nimi pomyśleć i może coś nagryzmolić.  On długo nie posiedzi, góra 1,5 godziny bo to palacz. Dłużej bez fajczenia nie wysiedzi. A dobrze mi się z nim współpracuje i wolałabym  nie zmieniać pracy. 

A jak w biurze z tym jego paleniem? - zainteresował się Robert. W porządku tam prawie wszyscy palą i wychodzą na dwór, bo inaczej wszyscy by tam bez problemu wyzdychali. W budynku  nie wolno palić, więc pod  budynkiem ciągle koczują  grupki palaczy. Mieli w  budynku zrobić jakąś  palarnię z wentylacją, ale póki co jej nie ma. Nie tylko "moi" tam palą- tam jest sporo firm i w każdej królują palacze. Podejrzewam, że gdyby była palarnia to nikt by nie pracował, tylko wszyscy przesiadywali w palarni.

                                                                    c.d.n.


Ryzykantka - 7

 Ewa zerknęła na "rozpiskę" i z trudem powstrzymała się od jęknięcia. No ciekawa jestem czy ja to wszystko przetrzymam. W basenie to już chyba tylko utonę, tak będę zmęczona. I od kiedy to wszystko mam? Całe szczęście, że dopiero po weekendzie.  Mój szef dostanie  zawału, gdy się dowie, że mnie jeszcze miesiąc nie będzie. A zwolnienie  lekarskie kto mi wystawi? Konstancin - chórkiem odpowiedzieli obaj panowie. Ewa wpatrywała się w nazwy zabiegów- prądy interferencyjne, akurat znam, całkiem fajne, laser? będą mi coś ciąć laserem? jakieś trzy terapie  manualne, krioterapia  miejscowa, podwieszanie, czyli będę miała  z czego spadać, ćwiczenia indywidualne,  ćwiczenia  zbiorowe,  magnetronik, ćwiczenia w basenie. 

Kochanie  moje,  z tego podwieszenia to akurat  nie spadniesz choć niewątpliwie masz w  dziedzinie spadania pewne  doświadczenie. Poza tym przy każdym jednym  zabiegu, za każdym razem będziesz pytana jak się czujesz, czy nie sprawia ci dany zabieg  dyskomfortu.  

No właśnie -zabrał głos doktor-kierownik. Rehabilitanci wszystko zapisują - jeśli któryś  zabieg sprawia  pacjentowi dyskomfort to w porozumieniu z lekarzem prowadzącym zmienią dany zabieg na inny. Tu mamy naprawdę dobrą kadrę, często sami zmieniają rodzaj zabiegu gdy widzą, że coś pacjentowi nie pasuje a człowiek boi się o tym powiedzieć. Oczywiście każda taka zmiana jest odnotowana. I po każdym zabiegu pacjent podpisuje kartę  zabiegową, to ślad, że zabieg się odbył.

Robert podniósł się z krzesła - no to my się będziemy gubić. Jestem "stary" twoim dłużnikiem. Bzdura, stwierdził doktor-kierownik, żaden problem. Daj znać kiedy się będziecie obrączkować. Muszę  zobaczyć jak się obrączkuje  facet, który twierdził, że prędzej umrze niż się ponownie ożeni. Robert uśmiechnął się - gdybyś znał Ewę to rozwiódł byś się  ze swoją trzecią  żoną i błagał by Ewa  za ciebie wyszła. A ślub robimy bardzo cichy - tylko my i świadkowie.

Przed wyjściem zatrzymali się chwilę przy basenie, by przeczytać regulamin korzystania  z basenu. Gdy wsiedli do samochodu Ewa stwierdziła, że naprawdę obawia się, czy da radę przetrzymać te  wszystkie  zabiegi. Gdy wdepnę tam rano  o 9,00 to pewnie dopiero o 15,00 skończę zabiegi, jeżeli nie będzie  dużych poślizgów. Będę  musiała  brać ze sobą  jakieś przegryzki i picie. No i muszę dziś  zadzwonić do ojca i może jutro zabrać od nich samochód. Muszę nim trochę pojeździć. Dobrze, że będę jeździła rano "pod  prąd" - zresztą po południu też. 

Trochę dziwny facet - nie zna  mnie, a  wali mi po imieniu, bo się dowiaduje, że jestem twoją narzeczoną. On naprawdę ma trzecią żonę? 

On się najwcześniej z nas ożenił- podejrzewam, że po prostu  miał dość mieszkania w akademiku i dlatego się ożenił. Jego teść był bardzo dobrze prosperującym badylarzem a do tego  miał warsztat samochodowy, pod Warszawą. Ledwo pamiętam tę jego żonę. Nie wytrzymała męża studenta, który niestety  miał duuużo nauki i mało czasu dla żony. Teść im kupił w prezencie ślubnym mieszkanie typu pokój z kuchnią. Żonka mu się "zbiesiła" i puściła skutecznie  z innym. W ramach rekompensaty ten pokój z kuchnią teść przepisał na niego. Druga z żon starała się o stypendium  zagraniczne, ale jakoś wtedy łatwiej dostawali takie stypendia ludzie tu umocowani rodzinnie a nie  samotni, więc się z nią ożenił, jakoś nie kojarząc, że ten ślub był jej  tylko do tego otrzymania stypendium potrzebny. Łudził się, że on do niej pojedzie, gdy ona tam  zrobi  dyplom. Dyplom zrobiła i rozeszła się z nim nawet tu nie przyjeżdżając.  A tej trzeciej to praktycznie  nie znam, na ich ślubie  nie byłem, byłem mocno zajęty własną karierę  naukową . Wiesz, my się wszyscy dość rzadko spotykamy, ale jedno jest dobre - nasza szóstka dobrych ongiś kumpli nadal sobie pomaga jeśli któryś o pomoc w jakiejś sprawie poprosi.  I chyba  ciekawostką jest fakt, że wszyscy mamy doktoraty, wszyscy mamy po 1 dziecku i wszyscy przynajmniej jeden rozwód za sobą.

Brzmi ciekawie- stwierdziła  Ewa - jakiś socjolog mógłby napisać  niezłą pracę. Może wtedy władze dostrzegłyby, że wcale w Polsce  życie nie jest lekkie a wiele przepisów wcale nie jest frontem do ludzi. Wpadło mi właśnie do głowy, że może  nim wrócimy do domu to wpadlibyśmy do moich rodziców - muszę ten swój samochód  wziąć od  nich. Co prawda jest zarejestrowany na  mamę, ale tak naprawdę jest mój. Kupiłam go  gdy już zaczynało być nieco krzywo między  mną a byłym i ojciec mnie namówił bym go kupiła na mamę. Mamcia "napadnięta" z marszu, nieprzygotowana, że ich ktoś  nagle "nawiedzi" jest całkiem normalna.  

I powiesz, że mamy się pobrać? - dopytywał się Robert. Powiem. I powiem nawet kim jesteś w sensie  zawodowym. A żeby mamcię "dobić" powiem, że mieszkamy razem. Po takiej wiadomości mamcia  nie zrobi nam niespodziewanego nalotu. Jeżeli się zgadzasz , to jedź od razu na  starą Sadybę, będę robić  za pilota. Mieszkają w starej  osadzie oficerskiej, dziadek był zawodowym wojskowym. Śmieszna ta osada jednakowych domków. Mam wrażenie, że wszyscy trafiają do własnego domu tylko wtedy gdy spojrzą na jego numer - przynajmniej ja tak  zawsze miałam i mam nadal.

Kochanie  moje, czy jeszcze dużo rzeczy przede mną ukrywasz?- w głosie Roberta dało się słyszeć lekką pretensję. Ewa uśmiechnęła się i powiedziała- od chwili gdy doszliśmy do wniosku że będziemy razem zaczęłam odtajnianie. Zupełnie  niczym rząd amerykański z aktami FBI. Zresztą to wszystko są pozorne tajemnice, które w  żaden sposób  nie rzutują na nas, na twoje i moje uczucia. Moja  mamcia powinna była mieć z tuzin bachorów a ma  mnie tylko jedną i gdybym tylko pozwoliła  zalizałaby  mnie na śmierć. A propos ukrywania - mój były jest synem jej byłej najlepszej przyjaciółki, a nasze małżeństwo było spełnieniem  marzeń głównie mojej matki, która była wielbicielką powieści "Ania z Zielonego Wzgórza". Wymyśliła sobie, że skoro ona ma córkę, a psiapsiółka syna to "będzie cudownie gdy dzieci się pobiorą" i obie idiotki pchały nas ku sobie. I dlatego jakoś zupełnie nie  garnę się do własnej matki. A przyjaźń obu pań rozleciała się z hukiem, gdy ja zażądałam rozwodu. Mamcia twierdziła, że "były" z czasem zmądrzeje, ale na szczęście tata  mnie poparł i załatwił adwokata. I naprawdę, więcej tajemnic nie mam. 

Po chwili  milczenia dodała: no może jedną mam - gdy weszłam pierwszy raz do twego gabinetu i spojrzałeś na mnie tymi swoimi tak mocno niebieskimi oczami omal nie padłam, a potem jakoś wcale  nie spieszyło mi się z wyjściem od ciebie. Gdy mnie wtedy badałeś  marzyłam tylko o tym,  by trwało to jak najdłużej. To naprawdę zdarzyło mi się pierwszy raz w  moim  czterdziestoletnim życiu. Mam podejrzenie, że jeszcze nie jeden raz będę coś dzięki tobie przeżywała po raz pierwszy. 

Na najbliższym skrzyżowaniu skręć w prawo a potem na  najbliższym  skręć w lewo i potem jedź wolniutko, bo muszę  śledzić numery. Zresztą tam już będzie  obowiązywała trzydziestka. Sprzed domu zatelefonuję do taty, że jesteśmy. Bo tata ma komórkę, mama nie. Podejrzewam, że obaj się polubicie.  Stop. Jesteśmy na miejscu. Ale przytul mnie jeszcze i pocałuj. Z pewnym trudem się od siebie oderwali i Ewa zatelefonowała do ojca mówiąc - cześć tato, jestem przed waszym domem  razem z moim narzeczonym, muszę zabrać samochód, będzie mi potrzebny przez najbliższy  miesiąc. Stoimy przed bramą. W kilka minut później w otwartych drzwiach domu stanął wysoki, siwy , chudy mężczyzna, zszedł po 3 schodkach i  podszedł do furtki, przed którą stała Ewa z Robertem.  Starszy pan wyciągnął rękę do Roberta i powiedział- witam, miło mi będzie pana poznać. Całując Ewę w policzek powiedział- a czemu sama sobie nie otworzyłaś drzwi? Bo nie wzięłam z domu kluczy, po drodze wpadłam na pomysł, żeby do was wdepnąć. 

Wchodźcie, wchodźcie do domu. Mamy w domu nie ma, jeszcze  nie wróciła od fryzjerki. Będzie miała niespodziankę.

Tatku, to jest Robert. W kwestii jego CV to jest chirurgiem ortopedą, ma tytuł profesora, jest ode mnie 10 lat starszy. Chcemy wziąć   ślub,  bo usankcjonowany prawem związek mniej utrudnia życie. Oboje jesteśmy po nieudanych związkach, więc już jesteśmy nieco przeszkoleni w kwestiach pułapek, jakie niesie za sobą małżeństwo. Ślub chcemy mieć  cichutki, tylko my i świadkowie. Musimy tylko złożyć dokumenty. A samochód jest mi potrzebny, bo przez  miesiąc będę  5 dni w tygodniu jeździła do Konstancina  na rehabilitację. Po tamtym upadku z drabiny mam niejakie problemy z kręgosłupem. I nie proponuj, że możesz mnie codziennie wozić - bo ja tam będę codziennie  5 lub 6 godzin, więc nie miałbyś co tam ze sobą zrobić. Gdyby to było  raz w tygodniu  w lecie to może miałoby to jakiś sens, bo mógłbyś spędzać  czas w Parku Zdrojowym. Ale nawet latem byłoby to bez sensu- w tym  parku nie ma  co robić. Tatuniu, sfiwt sprawny?  No pewnie, jeżdżę nimi na  zmianę. I nawet wczoraj nim jeździłem i jest zatankowany. Wystarczy jak  fotel sobie przestawisz i ustawisz lusterka. 

No fajnie. Wiesz, to  my już będziemy znikać - nie mam zamiaru czekać na mamę. Zdzwonię się z nią i po prostu do nas wpadniecie. Bo  zgwałciłam Roberta by mieszkał u mnie, a on, na szczęście uległ. 

Mama będzie niepocieszona, że nie  zaczekaliście na nią- stwierdził ojciec.  Ewa pogłaskała tatę po policzku - to masz za zadanie ją pocieszyć. My naprawdę mamy mało czasu. Sprawdziła czy ma w torebce kluczyki od  samochodu  i skierowała się do wyjścia. Żegnając się z Robertem ojciec Ewy  powiedział do niego : oj, odważny z pana  człowiek. Robert uśmiechnął się i powiedział- być może, ale przede wszystkim jestem szczęśliwy. 

Ewa szybko poprzestawiała lusterka i fotel, tata w międzyczasie otworzył bramę i Ewa wyjechała z posesji. Robert pokazał jej by jechała pierwsza.  Pojechali od razu na płatny parking strzeżony i Ewa opłaciła miejsce parkingowe z góry za miesiąc. Gdy szli z parkingu do  domu Robert stwierdził - masz  bardzo miłego tatę. I dobrze jeździsz, nie po babsku. Ulżyło mi, bo mówiłaś, że dawno nie jeździłaś. No bo ostatni raz to jechałam na pierwszą wizytę u ciebie. A że się wtedy naszukałam miejsca do zaparkowania, to odstawiłam samochód i jeździłam potem autobusem. A przedtem to cały czas jeździłam swiftem, to już mój trzeci samochód. Tylko nie powiedz, proszę, że to też ukrywałam przed tobą. Dla mnie jeżdżenie  samochodem to taka sama czynność jak jedzenie posiłków lub ich przygotowywanie - nie  mają te czynności żadnego znaczenia  z punktu widzenia uczuć nas łączących. Pytaj mnie o wszystko - przyrzekam, że zawsze powiem ci prawdę. Nie mam nic do ukrycia. Gdy będziemy omawiali dotyczące nas sprawy organizacyjne to ci powiem ile  zarabiam, ile mam pieniędzy na koncie bankowym, w którym banku, jak wygląda moje  zabezpieczenie finansowe. Mieszkanie, w którym teraz  mieszkamy jest moje, własnościowe, już  spłacone. Mogę  z nim zrobić co mi się  zamarzy. Gdybyśmy  mieszkali w innym, bardziej cywilizowanym kraju wcale  nie byłby potrzebny ślub.  No i jak się domyślasz domek  na Sadybie dostanę w spadku. On jest nawet w dobrym stanie, wojna nie zaszkodziła tej części miasta, a rodzice  bardzo o niego dbali. I jest w pewnym  sensie atrakcyjny, bo jest podłączony do elektrociepłowni i do sieci  gazowniczej. To nawet sporo kosztowało, ale się opłaciło. Jest co prawda ogródek, no ale  zawsze można zrobić z niego japoński ogród kamienny, no chyba, że będziesz kosił trawę i go podlewał.

Będę robił co tylko zechcesz - zapewnił ją Robert. Jutro wystawię dla ciebie upoważnienie do pobrania  moich dokumentów z USC. Tylko sobie wezmę twój numer  dowodu osobistego. Biorąc swoje  weźmiesz i moje, najbliższe dni mam mocno zatkane. A w weekend porozmawiamy poważnie o stronie organizacyjnej w naszym wspólnym życiu. 

Ale chyba nie chcesz mnie rzucić? Bo jeśli chcesz  to rzuć mnie  teraz, zaraz, nie czekaj do weekendu- cichym głosem stwierdziła Ewa. Robert zatrzymał się jak wryty - co ci jest? oszalałaś? Kocham cię, chcę jak najprędzej być z tobą, ale nie możesz z tego powodu ponosić  wszystkich wydatków. O to mi idzie!


czwartek, 10 lutego 2022

Ryzykantka - 6

Około  20,30  Robert z wielkim żalem opuścił Ewę i pojechał do szpitala. Cieszył się ogromnie, że operacja  póki co odsunięta i że wiadomo co dolega Ewie. Fakt, że teraz Ewę czekała z całą pewnością długa rehabilitacja i być  może, że pewne ćwiczenia będzie  musiała wykonywać  w domu stale. Ale to  i tak było lepsze  niż operacja.  Dręczyło go pytanie,  czy uda się  szybko  załatwić dla  Ewy  miejsce na rehabilitacji.  Wszystkie punkty rehabilitacyjne  cierpiały na brak miejsc dla pacjentów. Jego to wcale  nie dziwiło, ale "zwykli śmiertelnicy"  nie mogli tego pojąć. A sprawa była prosta jak budowa cepa - rehabilitantów "produkowały" dwa  miejsca - jeden z wydziałów AWF i regularne szkoły medyczne. Praca rehabilitanta to ciężki kawałek chleba - jego wiedza  medyczna jest taka  jak dobrze wykształconej pielęgniarki  plus wiedza w jaki sposób przywrócić sprawność działania organizmu. Praca ciężka, pacjenci od wieku 6 tygodni życia do  ostatniego tchnienia, a średnie wynagrodzenie w Polsce to ok.3400 zł brutto. Praca  z ludźmi, którzy cierpią ból, nie  są w pełni sprawni bywa czasami katorgą. O ile lekarze są przez pacjentów szanowani ( bo tyle wiedzą) to większość pacjentów, zwłaszcza na początku podchodzi do rehabilitantów z pewną dozą lekceważenia.

Około 22,30  do Roberta dotarł sms - "już jestem w sypialni, życzę ci bardzo spokojnego dyżuru. Śniadanie  zjemy razem". Po raz pierwszy od lat Robert pomimo zmęczenia  nie mógł zasnąć. Najzwyczajniej w świecie był zakochany w  tej niewielkiej, wcale  nie olśniewającej urodą niewysokiej kobiecie. Zawładnęła jego myślami zaraz pierwszego dnia, na pierwszej wizycie. Nie była ani odrobinę uwodzicielska, nie mizdrzyła się , odpowiadała  bardzo rzeczowo na wszystkie pytania, a on, stary "wyjadacz" był gotowy iść za nią na koniec świata.  A teraz zastanawiał się czy ona go nie odtrąci gdy on  zaproponuje jej małżeństwo - marzył od kilku dni, by  z nią spędzić resztę życia. Oboje  mieli za sobą nieudane  małżeństwa i oboje wyciągnęli z tego jakąś naukę.  Po raz pierwszy w swym dorosłym życiu Robert czuł, że oddałby swe życie w  obronie Ewy, po raz pierwszy od lat tęsknił za konkretną kobietą, za patrzeniem jej  w oczy, za jej głosem, marzył by ją całować i delikatnie pieścić jej ciało. I nadal cieszył się ogromnie, że nie  musi być operowana.  Z wieloletniego swego doświadczenia wiedział doskonale jak wiele może  zdziałać  dobra rehabilitacja. Postanowił, że jeżeli trzeba będzie poczekać z  miejscem dla Ewy w przyszpitalnej rehabilitacji w  Konstancinie, wypisze jej skierowanie na rehabilitację w swojej klinice, albo , w tajemnicy przed nią, załatwi jej prywatnego rehabilitanta. Miał dwóch "na oku" - obaj świetni w swym fachu i Robert już  nie jeden raz  kierował do nich swoich pacjentów. Zasnął dopiero po północy. Śniła mu się Ewa, którą gonił po plaży. Obudził się  zmęczony, niewyspany i stęskniony ogromnie. Dobrze, że zgodnie  z życzeniem Ewy dyżur był spokojny. Wypełnił wszystkie  konieczne  papierki i o 7 rano wyruszył do Ewy. W dwadzieścia  minut później już ją tulił w do siebie. 

Chyba dla obojga była to  noc pełna niepokoju i przemyśleń. Po śniadaniu Ewa stwierdziła, że oboje wyglądają niczym upiory i powinni jeszcze pospać. Mają przecież cały dzień dla siebie, więc mogą z niego uszczknąć kilka godzin na drzemkę. Stwierdziła, że podrzemać  mogą  na rozłożonej wersalce, bo na jej pojedynczym łóżku w sypialni będzie po prostu za ciasno. Ono co prawda rozkłada się na  podwójne, ale drugi materac jest jeszcze wciąż w stanie  fabrycznym w piwnicy i doprowadzenie go do stanu używalności zajmuje kilka godzin. Rozkładając wersalkę Robert znalazł improwizowaną piżamę dla siebie i ogromnie się wzruszył, a Ewa stwierdziła, że ten niebieski kolor t-shirta świetnie pasuje do koloru jego oczu.

To był ranek odkrywców - Robert był delikatny, ale z łatwością odgadywał życzenia Ewy- nie da się ukryć, że znał dobrze  zasady ars amandi. Reagował na  najmniejsze jej drgnienie, na spojrzenie, na  każdy gest. Dbał, by przypadkiem nie pogorszyć stanu jej kontuzji ale  jednocześnie sprawić jej rozkosz.

Wtuleni w siebie ocknęli się około południa. Obejmując Ewę Robert łączył się z Konstancinem-rozmowę słyszała też Ewa. Rozmowa była krótka -Robert powiedział, że jego partnerka wymaga dobrej rehabilitacji, więc pomyślał, że Konstancin byłby odpowiednim  miejscem . I nie chodzi mu o miejsce w szpitalu rehabilitacyjnym ale w przychodni, on ją będzie dowoził na zabiegi.  Dobrze, zrobi się, a możesz mi powiedzieć co jej jest? Muszę z grubsza wiedzieć bo muszę wybrać lekarza, który się  nią na początek zajmie i wybierze zestaw zabiegów. A będziesz mógł w razie czego wpaść któregoś dnia po południu? Tak, każdego dnia  ale nie w czwartki, bo w czwartki mam pacjentów właśnie po południu. No a przedpołudniami to najczęściej albo mam pacjentów w gabinecie  albo ich operuję. A to bardzo pilne z tą twoją  panią? Pilne, była szykowana do operacji, dopiero MRI ujawniło co się dzieje. Nooo, dobrze, oddzwonię jeszcze dziś do ciebie.

Gdy Robert skończył rozmawiać Ewa, nadal mocno do niego przytulona, powiedziała - muszę ci się do czegoś przyznać, choć mi to przychodzi z trudem. Primo - po raz pierwszy w życiu przeżyłam coś takiego jak te nasze poranne pieszczoty. W pewnej chwili pomyślałam, że mogłabym nawet w tej chwili umrzeć, bo  miałabym  za sobą tak cudowne przeżycie. Secundo - tylko nie gniewaj się - wtedy szeptałeś mi coś do ucha, a ja  , chyba z nadmiaru wrażeń nie bardzo  zrozumiałam co mówisz. To było tak intensywne przeżycie, że czułam się jakbym była podłączona do prądu. Nie gniewaj się, proszę, powiedz co mówiłeś mi szeptem.

Robert uniósł się  nieco na łokciu i spojrzał na nią- Dziecinko, nawet gdybyś mnie szatkowała żyletką nie gniewałbym się na ciebie. A powiedziałem ci, że cię kocham i że marzę byś zgodziła się zostać moją żoną. I wiesz, chyba odnaleźliśmy się na jakiejś bezludnej wyspie, bo dla mnie też było to niesamowite, cudowne przeżycie. A gdy scałowywałem twoje łezki to miałem wrażenie, że razem unosimy się w powietrzu. I wiesz, one nie były słone, były słodkie i byłem tak ogromnie wzruszony. Ewuniu - wyjdziesz za mnie? Będę do końca swoich dni dbał o twoje dobro, o to byś była szczęśliwa. Ewa jeszcze  mocniej się w niego wtuliła i wyszeptała -wygląda na to, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Postaram się nie być dla ciebie jedzą. Pół nocy analizowałam swoje uczucia względem ciebie, bałam się, że pobawisz się mną  i wszystko się skończy niczym marzenie senne. A teraz jestem szczęśliwa i dumna, że chcesz mnie za  żonę. Kocham cię i podziwiam - jesteś naprawdę wspaniałym człowiekiem.  Robert, a co powie twój syn na to, że się żenisz?

Kochanie  moje, zupełnie mnie to nie interesuje co on powie.I tak samo nie interesuje mnie co powie na ten temat  moja siostra. Każdy z nas gdy dorośnie idzie własną ścieżką. Mój syn kończy studia, już teraz sobie dorabia, twierdzi, że wyjedzie zaraz po studiach z Polski. Moi rodzice oboje już są w lepszym wymiarze. Moja siostra cieszy się, że jestem po rozwodzie z byłą, bo od  samego początku jej nienawidziła - od samego początku twierdziła, że zamiast się  z nią żenić powinienem był tylko uznać dziecko i płacić alimenty, bo kobieta, która  nie potrafi zadbać sama o swą rozrodczość nie nadaje się ani  na żonę  ani na matkę. A ja sobie dziś pozwoliłem na luz, bo wiem, że bierzesz tabletki, bo nie sądzę by były w twoim kubeczku tylko jako ozdoba. Poza tym naprawdę bardzo dokładnie  słucham wszystkiego co mówisz. 

Czy moglibyśmy szybko wziąć ten ślub? Bo mam zaproszenie na sympozjum do Hiszpanii albo Portugalii, chyba do Portugalii -  i oczywiście mogę wziąć osobę towarzyszącą. A jeśli będę  miał gdzieś jakieś "gościnne występy" to oczywiście  nie pojadę nigdzie bez ciebie. Powiedz mi , kochanie moje, a zgodzisz się na  taki cichy ślub- tylko my i świadkowie?

Ewa uśmiechnęła się - no jasne, ja już miałam wystawny ślub i - wystarczy. A moich rodziców powiadomię gdy już będziemy po ślubie. Oni lubią być zbyt użyteczni co mnie niesamowicie męczy. Zaraz byłoby " to może my kupimy, załatwimy, wybierzemy, damy wam, zabierzemy od was" - propozycja goni propozycję i propozycją pogania. Przecież o tym, że "coś mnie boli i się leczę" też nie wiedzą. Gdyby wiedzieli to codziennie mamcia by do mnie telefonowała z  zapytaniem czy jeszcze  żyję, podrzucała mi obiadki, których ja nie jadam, komentarz zawsze by był ten  sam- jedz córcia, bo to zdrowe, jedz, bo taka  bledziutka jesteś, jedz, bo nie jesz i dlatego taka zmęczona jesteś. A ja, autentyczna jędza, wykładałabym część jedzenia dla bezdomnych kotów a resztą karmiła śmietnik. Nie mogę mamci wybaczyć, że tłumaczyła mojego byłego mówiąc, że mężczyźni zdradzają bo maję większe potrzeby i to nic wielkiego, jeśli któryś  skoczy w bok.

Robert  śmiał się - cudnie to opowiadasz. Ale nie licz na to, że ja gdzieś skoczę w bok. Nie zrobię ci tej przyjemności, o nie!

Na zakupy podjechali do L'Eclerca. Na koniec wylądowali na kawie i lodach u Grycana. Robert zarządził, że tym razem za wszystkie  zakupy on płaci a w ogóle  w domu muszą porozmawiać o finansach i nie tylko. Fakt, że chcą być razem i chcą się pobrać stwarza nową sytuację i należy ją we właściwy sposób ogarnąć.  Robert co jakiś czas całował Ewę w policzek lub w rękę i śmiał się sam z siebie, że zachowuje się jak napalony małolat.  

Około godziny 16,00 zatelefonował lekarz z Konstancina, z pytaniem, czy mogliby "teraz, zaraz" przyjechać, oczywiście  z pełną posiadaną dokumentacją. Ewa zgarnęła teczkę ze wszystkimi wynikami badań , przejechała włosy szczotką i pojechali. Oczywiście  znalezienie  miejsca do zaparkowania graniczyło z cudem. Gdy wreszcie zaparkowali dość daleko od  szpitala Ewa stwierdziła, że będzie w takim razie jeździć miejską komunikacją. Od autobusu było do szpitala tylko 700 metrów, a z domu do autobusu kursującego do Konstancina Ewa dojeżdżałaby samochodem.

Spotkanie się  dwóch kolegów nieco ubawiło Ewę. Wpierw się wyściskali, potem wielekroć poklepywali się po plecach, jeden drugiego zapewniał, że nic się nie zmienili, a Robert przedstawił Ewę jako swoją narzeczoną. Oczywiście Robert musiał opowiedzieć jakie to męki przeżywał po odczytaniu badania tomografem, potem pokazał koledze  badanie MRI bez opisu, ale kolega stwierdził, że on ostatnio to głównie  wszystkim zarządza i ma coraz  mniej do czynienia z wszelkimi wynikami, po chwili  wezwał którąś z pań z recepcji, wręczył jej wyniki badań Ewy i poprosił by  przekazała je  doktorowi (tu padło nazwisko)- do oceny  i wskazania jakich zabiegów wymaga pacjentka oraz o zarejestrowanie pacjentki w rejestracji. Z pięć razy zapytał się Roberta czy na pewno nie  byłoby lepiej gdyby Ewa jednak pobyła miesiąc w szpitalu, z tym, że nie "od  zaraz", ale Robert był nieugięty - nie jest przekonany do pobytów  szpitalnych. Ewa będzie przyjeżdżała samochodem, a że jest osobą zdyscyplinowaną, to po zabiegach nim ruszy odpocznie pół godziny. Zabiegów była cała masa, Ewa  miała tu spędzać codziennie około 6 godzin, przez cały  miesiąc. No a skoro będzie przyjeżdżała  samochodem to dostała przepustkę na  służbowy parking. Kolega był bardzo ciekawy kiedy  ślub i bardzo się zmartwił, że jeszcze  nie znają terminu ślubu. Robert wytłumaczył, że dopiero co się oświadczył i został zaakceptowany, że dopiero będą składać dokumenty. A gdy będzie  znał termin to go oczywiście  powiadomi.  A co u Harpii? - spytał  Roberta. Harpia wyszła za mąż za dentystę M. Tyle wiem od swojego syna. Szczęśliwym trafem  nie widziałem Harpii od chwili gdy opuszczałem salę sądową. I jakoś mi jej nie brak.

Rozległo się pukanie do drzwi i weszła recepcjonistka z dokumentami Ewy. Kolega Roberta zerknął na wykaz zabiegów i aż gwizdnął - masz tu Ewo potworną ilość zabiegów. Jest i  fizjo - i fizykoterapia, są też zajęcia w grupie i na basenie. Nieźle się namęczysz przez te kilka godzin. A od której są te  zajęcia?- spytał się recepcjonistki. 

No właśnie przyszłam państwu to pokazać i zapytać się pani od której godziny chciałaby zaczynać- 8, 9, czy 10 rano. To wszystko to zajmie na pewno ponad 5 godzin. I czy mogę dostać  pani nr dowodu osobistego?  Gdy pani wybierze  godzinę, to ja  zaraz rozpiszę resztę i przyniosę do pani rozpiskę. Tylko to chwilę jeszcze potrwa.  Nie szkodzi, stwierdził doktor-kierownik, zaczekamy.

środa, 9 lutego 2022

Ryzykantka - 5

 Życie nie jest romansem - pomyślała Ewa- wypełniając przed badaniem kolejną ankietę medyczną. Lekarz nadzorujący badanie i Robert uzgodnili, że będzie dobrze, jeśli badanie będzie z kontrastem. "Atrakcja " zwana w skrócie badaniem MRI trwała równo godzinę, bo Robert doszedł do wniosku, że dobrze będzie obejrzeć cały kręgosłup a nie tylko  podejrzany odcinek. Panowie  wzajemnie sobie tłumaczyli tę decyzję- wszak często jedna nieprawidłowość może wypływać z drugiej. Ewa musiała wyskoczyć  ze swych ciuszków, przywdziać jednorazową wiskozową zieloną koszulkę i godzinę spokojnie leżeć w powarkującym urządzeniu. Po badaniu stwierdziła, że następnym razem to ona chce dostać ewipan i spać- zmęczył ją  hałas.  W ramach odpowiedzi usłyszała, że następnego razu raczej nie będzie, o ile  znów nie spadnie z jakiejś wysokości na twardą podłogę. Wynik miał być następnego dnia.

Pielęgniarka pomagała się Ewie ubrać  cały czas przypominając by chroniła kręgosłup. Potem powiedziała, że ten lekarz, który  dziś nadzorował badania jest świetnym  specjalistą no a poza tym jest też dobrym   kolegą Roberta. I na pewno dobrze ją wspólnie zdiagnozują. Tu chyba wszyscy lekarze są bardzo dobrzy- stwierdziła Ewa. Pielęgniarka uśmiechnęła się - tak, ale i wśród nich można bez trudu wyodrębnić tych najlepszych. I oni obydwaj są w tej właśnie grupie.

Pod kabinką, w której się ubierała,  czekał na nią Robert. Jestem pewien, że tym razem coś jednak wyjdzie na jaw- oświadczył. Wcisnął jej do ręki kluczyki od samochodu i powiedział - idź na parking, stoję na samym końcu parteru, na prawo od wejścia dla pieszych, nie  wchodź wjazdem dla  samochodów. Alarm nie jest włączony. Muszę jeszcze wpaść do swego gabinetu, mam kilka rzeczy do zabrania. Wrócił szybko, z wypełnioną plastikową torbą, wziął od Ewy  kluczyk i wrzucił  torbę do bagażnika. Muszę wziąć do prania trochę swoich rzeczy - tu co prawda wszyscy wrzucają swoje rzeczy do wspólnej pralni, ale ja  jakiś staromodny jestem- wolę je wyprać u siebie. Jedziemy od razu na obiad czy wpierw chcesz odpocząć na jakimś spacerku?  Wyglądasz na zmęczoną i nieco zdegustowaną, co jest? - powiedz, proszę. 

Ewa uśmiechnęła się - jest to co bywa co 28 dni i zacznie się  jutro, a ja dziś przed wyjściem zdążyłam ugotować obiad, więc moglibyśmy zjeść w domu. Są muszelki z mięsem , zapiekane pod beszamelem a do popitki barszcz czerwony. Tylko trzeba  zejść do piwnicy po ogórki kwaszone i przynieść do mieszkania ze 3 słoiki.  Ślimaki zrobiłaś? -zdziwił się Robert.  Nie, to nie  są ślimaki, to są muszelki z ciasta nadziewane mielonym mięsem - wyjaśniła Ewa. A po obiedzie możemy pojechać na spacer albo po prostu powłóczyć się po osiedlu.  A nie zmęczy cię za bardzo to szykowanie w domu?- zamartwiał się Robert. 

No przecież ci mówię, że mam to wszystko już gotowe. Wstąpmy tylko jeszcze do piekarni po świeże pieczywko. Na  kolację zrobię  naleśniki na słodko lub na ostro, jakie będziesz chciał, żebyś miał siłę na  nocny dyżur. A jutro przed południem podobno mamy jechać na zakupy - tak  mi mówiłeś.

No to jedźmy do piekarni i do domu. I wiesz, bardzo prawdopodobne, że jutro będę miał calutki dzień wolny.  Więc będzie czas nie tylko na  zakupy. Tylko nie mów potem, że to ja ciebie rozpieszczam, bo to ty mnie rozpieszczasz. Kiedy ty to wszystko zrobiłaś?  No dziś, co cię tak dziwi- mięso  zmieliła mi elektryczna maszynka, którą umyje  mi zmywarka. Z miesiąc temu zrobiłam zakwas buraczany, muszelki kupiłam gotowe w sklepie. Połączyłam zakwas z bulionem, który mam zamrożony w zamrażarce. Po prostu raz na jakiś czas robię dużo bulionu  i zamrażam. Tak naprawdę nie za bardzo lubię jeść na mieście. A dziś po obiedzie włączę zmywarkę, która za mnie pozmywa. Po coś wszak jest. A swoje ciuszki do prania wrzucisz zaraz do pralki i pralka je wypierze. Na loggii stoi suszarka, przez noc wszystko wyschnie. Gdy przyjedziesz jutro rano po dyżurze wrzucisz je do samochodu a potem znów zostawisz w pracy.

Matko święta, ja nawet nie  zauważyłem, że ty masz  loggię. No mam, spałeś w pokoju, z którego wychodzi się na loggię. A nie  zauważyłeś bo okna są zaopatrzone w  żaluzje, a  do tego są zasłony.  Poza tym bywałeś głównie wtedy gdy już są zaciągnięte i żaluzje i  zasłony. A wczoraj byłeś taki skonany, że zasnąłeś nim wyszłam z łazienki. Taka dziwna jestem, że nie lubię gdy  mnie ktoś z bloku sąsiedniego podgląda, więc oprócz żaluzji mam zasłony. Poza tym w  moim odczuciu okno z  zasłonami lepiej się prezentuje od  strony pokoju.

Robert, nim stąd wyjedziemy podjedźmy pod blok, w którym masz  zamieszkać. Oglądałeś już to mieszkanie w naturze czy tylko na planie? Jakie ono jest? 

Dwie sypialnie, duży dzienny pokój otwarty na przedpokój,  kuchnia, łazienka. Na I piętrze. To są niskie bloki, bez wind, tak jak u ciebie. A  w naturze jeszcze  nie oglądałem, tylko na planie. No to może nie byłoby źle gdybyś je obejrzał w naturze nim blok oddadzą? Wpadnij  do spółdzielni, weź kartkę z oznaczeniem które mieszkanie będzie twoje i możemy je razem obejrzeć, Co dwie głowy to nie jedna. Bo zawsze jest szansa, że jeszcze coś można w nim "wymodzić", żeby było wygodniejsze.

Ty Ewuniu to chyba masz w głowie komputer, o wszystkim  myślisz i pamiętasz No jasne, mam  małego laptopa zamiast  mózgu, ale nie potrafię nikogo zoperować ani zdiagnozować. Nawet siebie. Za to potrafię spadać z drabiny.

Podjechali do ulicy przy której stały bloki, które miały być oddane do  zamieszkania jeszcze w bieżącym roku. Uuuuu, jęknęła Ewa- czarno to widzę.Toż to wszystko jeszcze stoi w kartoflach! I bliżej stąd do Pałacu Wilanowskiego  niż  do kliniki. A jakiś parking blisko będzie czy też może  garaże? Wiesz co, byłoby dobrze zobaczyć  któreś  z już gotowych  mieszkań. Każda spółdzielnia buduje 2 lub trzy typy  mieszkań i one się powtarzają. Mam pewien pomysł, ale powiem ci o nim jutro. Muszę wpierw pobuszować w sieci i coś sprawdzić. 

Oooo, nie  wiedziałem, że masz coś wspólnego z budownictwem. To ciekawa praca. Ewa roześmiała się - wiele osób tak myśli. Ciekawie to jest wtedy, gdy ktoś sobie  sam buduje  dom i nie  ma z góry narzuconego  jego metrażu. Robiłam jeden taki projekt - przyszła do mnie pewna pani w wieku balzakowskim, w kurtce z  białych lisów i powiedziała, że chce  mieć dom, murowany, w którym będzie- i tu lista sięgała z długością  niemal z Mokotowa  na Bielany. Dom  miał być dla trzech pokoleń. Bardzo się dziwiła, że chcę wiedzieć co jest dookoła tej działki, bo nie  zaprojektuję chałupy na trzy kondygnacje jeśli dookoła są tylko niskie, parterowe domki. Po prostu szkoda mojego czasu i jej pieniędzy, bo nikt jej takiego projektu  nie zatwierdzi. I tym sposobem powstała budowla  parterowa ze strychem  możliwym do zamieszkania, wyglądająca jakby była rodem z Hiszpanii - po prostu dom stał dookoła działki,  w środku było patio, okolone werandami. Trzy części były mieszkalne, czwarta pełniła funkcję "magazynu" rzeczy różnych i była wjazdem na patio.W kilka lat potem znajoma mi mówiła, że dom wystawili na sprzedaż, bo wyjeżdżali z Polski. Ale gdy projektujesz mając ograniczoną mocno przestrzeń to nie jest ciekawie. Ostatnio robię nieco inne projekty - terenów zielonych małych osiedli domków jednorodzinnych. Może i mało ciekawe ale nie absorbujące. Były bardzo chciał byśmy na którymś z tych osiedli  zamieszkali, ale ja stanęłam okoniem - przede wszystkim przez kilka pierwszych lat do wszystkich "zdobyczy cywilizacji", nawet sklepów, masz daleko, po drugie każdy dom jest z ogródkiem a ja nie mam zacięcia  ogrodniczego a były był leniem i nawet trawy by nie kosił, poza tym po co mu był domek, skoro wciąż gdzieś wyjeżdżał?  Teściowa gardłowała, że przecież "tu dzieci miałyby raj", więc jej zapodałam, że ja nie mam zamiaru prowadzić przedszkola a własnych dzieci  też nie przewiduję.  Robert, ja naprawdę jestem jędza. Robert parsknął śmiechem - dla mnie nie jesteś, a jeśli czasem jesteś to tylko dla tych, którzy na  to zasłużyli.

Gdy tylko weszli do domu przyszedł sms od lekarza  oglądającego wyniki rezonansu: "załatwiaj Konstancin swojej pacjentce, przykurcz mięśni biodrowo-lędźwiowych w różnym stopniu". Robert  natychmiast do niego zatelefonował- niewiele  brakowało a skakałby z radości. Rozmowa była krótka- to teraz  już wiem, dlaczego ona ma nietypowe objawy! Świetnie, kuracja będzie długa, ale znacznie lepsza i bezpieczniejsza od operacji. No pewnie, że jestem szczęśliwy. Tak, tak znam to ćwiczenie. Oczywiście, zaraz jej powiem. Nooo, niezły z ciebie detektyw. Nie wiedziałem, że to aż tak widać. Będę o 21,00, tak, mam dziś nockę. Za to jutro chyba cały dzień wolny. Dobrze, pozdrowię! Dzięki serdeczne!

Robert promieniał- chwycił Ewę w objęcia i pokazał jej ten sms. Kochanie, nie musisz być operowana!!!! I jestem z tego powodu niesamowicie szczęśliwy. Nic dziwnego, że masz nietypowe objawy dla kręgozmyku! Niebieskie oczy promieniały szczęściem. Cieszysz się- zapytał. Ewa pokiwała głową - no pewnie, ale gdybyś mnie operował byłabym ,  miałabym cię dłużej obok siebie.

Robert ujął jej twarz w dłonie i powiedział - jeżeli tylko zechcesz takiego starego dziada to będę przy tobie stale. Roman bez trudu zobaczył, że jestem niczym statek na morzu - trafiony!zatopiony! A ty mi mówisz  takie rzeczy. Nikt cię nie będzie operować,  a ja będę cię wielbić. No nie wiem, jak ja ten dyżur przeżyję. Jutro wypiszę ci skierowanie do Konstancina i pojedziemy tam razem. Powiedz mi jak mam trafić do twojej piwnicy to przyniosę te ogórki. 

Pójdziemy razem, tylko wezmę latarkę, bo tam czasem nie ma światła i siatkę na słoiki. Ty weź klucze od piwnicy,  ja wezmę od mieszkania, bo nawet na ten moment trzeba jednak zamknąć mieszkanie na klucz - takie czasy. Och, trzeba też wziąć z samochodu siatkę z twoimi rzeczami i je wrzucić do pralki.

I myślę, że może nie byłoby źle gdybyś tu przywiózł trochę swoich rzeczy - stąd masz  zdecydowanie  bliżej do kliniki. Skoro jutro masz dzień wolny to mógłbyś pojechać na Świerczewskiego. A pojedziesz  ze mną? Tak, pojadę.  A lubisz niezbyt słodkie  dżemy? Bo zrobiłam parę słoików, żeby było czym naleśniki przekładać.  No  pewnie, domowego dżemu to wieki całe nie jadłem! to ze dwa słoiki zdejmij z półki, nie chcę na stołek wchodzić. Mądra z ciebie  dziecinka, pod żadnym pozorem nie wolno ci wchodzić na stołki lub drabinę. No to tym razem latarka się nie przydała no i dobrze.  

Porządną masz tą piwnicę, stwierdził Robert. Ja mam taką, że opony ledwo się w niej mieszczą. To spadek po poprzednich właścicielach. Mieli tu też szafę, ale  ją ze sobą zabrali. W pół godziny później Robert zachwycał się "muszelkami" - co prawda były zapiekane nie pod prawdziwym "beszamelem" ale i tak obojgu smakowały.  Robert nie spuszczał wzroku z Ewy co kilka chwil mówiąc, że jest  szczęśliwy, że nie trzeba jej operować, bo operacja to zawsze jest ostateczność.  A jutro pojedzie z nią do Konstancina , wpadną razem do jego dobrego znajomego i zapewne uda się dość szybko   ją umieścić na  rehabilitacji.  I nie ma zamiaru ukrywać, że Ewa to jego dziewczyna.  A  w dni,  w których Robert  nie  będzie mógł jej odwieźć do Konstancina i  z powrotem -zostawi jej samochód. Stąd to on ma  zaledwie 3 przystanki autobusem do kliniki. 

Ewa stwierdziła, że chyba woli wziąć  samochód od rodziców, bo ich jest  mniejszy - bo rodzice  mają  dwa samochody i jeden notorycznie  rdzewieje na  parkingu. Oczywiście  zrobi to gdy już będzie  zapisana do Konstancina. Robert, a co chodziło z tym, że niezły detektyw jest z tego doktora Romana? Chodzi o to, że on się dopatrzył na  rezonansie, że są przykurcze?  Robert roześmiał się - nie,  chodzi o to, że zorientował się w mig, że jestem w  tobie  zakochany po uszy. No chyba nie było to trudne, przecież nie łażę z każdą pacjentką na badania i nie załatwiam osobiście terminów badań. Normalnie  robi to pielęgniarka lub sam pacjent jeśli nie jest akurat pierwszy raz. Przeżywałem cały czas męki bo z jednej strony dobrze wiedziałem, co i jak będę musiał u ciebie robić w trakcie operacji, tylko się bałem, że to moje uczucie do ciebie  może mnie w jakimś stopniu sparaliżować. I dlatego chirurdzy nie mogą operować osób, z którymi są związani uczuciowo.

                                                                  c.d.n.




Ryzykantka - 4

 Z wrażenia Ewa nieomal straciła kontrolę nad szykowanym posiłkiem. Jeszcze moment, a kurczak na patelni zamieniłby się w zwęglone szczątki kurczaka. Wyłączyła gaz pod kurczakiem, zestawiła patelnię na zimny palnik, zajęła się wyciąganiem z pieca  kartofli. 

Gdy wszystko już wylądowało na talerzach powiedziała-  dalszy ciąg rozmowy będzie gdy  zjemy. Teraz jemy. Jedli i wpatrywali się w siebie intensywnie. W charakterze deseru na stole wylądowały brzoskwinie.

No dobrze - zaczęła Ewa. Chcesz wiedzieć jak mi się to wszystko widzi. Jeżeli okaże się, że mam być operowana to chcę byś to ty mnie operował. Nie wiem dlaczego, ale mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że zrobisz to dobrze. I mam to przekonanie już od pierwszej naszej rozmowy. Oczywiście znam przepisy odnośnie chirurgii. Jest coś o czym nie  wiesz - oglądałam bardzo wiele  filmów dokumentalnych i naoglądałam się wielu   operacji, co prawda  z zakresu chirurgii miękkiej- widocznie jest bardziej fotogeniczna. Nie znalazłam  ani jednego filmu z dziedziny ortopedii. Nim poszłam na  własną operację obejrzałam taką samą na filmie dokumentalnym. Gdy powiedziałam o tym lekarzowi, który miał mnie operować omal nie padł martwy z wrażenia. Takiej wariatki jeszcze operował. Co do sytuacji po  mojej operacji kręgosłupa - gdy już będziesz znał jej termin muszę spotkać się na jeden dzień z moim szefem i poinformować  biedaka, że długo mnie nie będzie - już teraz ma strup na głowie, bo musi do mnie podjechać z dokumentacją i ewentualnie nanieść jakieś zmiany lub uzupełnienia na moim projekcie. Inwestorzy mają teraz jakieś niedobory w wyposażeniu mózgów i chyba pustki w kieszeniach, bo co chwilę  zmieniają dane na temat inwestycji. Co do twojej dbałości o kobiety - czuję się wręcz rozpieszczona, nie tylko zadbana. Ale nie chciałabym by to przeszło w stan, w którym ty narzucasz mi w pewien sposób co mam dalej robić ze sobą. Jestem za tym byśmy zawsze wszystko razem przedyskutowali, by to było prawdziwe partnerstwo a nie narzucanie swej woli drugiej stronie. Jesteś naprawdę wspaniałym facetem i wiem, że nie chcesz mnie w żaden sposób skrzywdzić. Mam nadzieję, że nie zrobiłam ci żadnej przykrości mówiąc ci to wszystko.

Robert wpatrywał się w Ewę i bardzo długo milczał, w końcu niemal westchnął i powiedział - jesteś bardzo mądrą i zrównoważoną kobietą. Nie zrobiłaś mi nawet najmniejszej przykrości tym co powiedziałaś. Nie spotkałem jeszcze takiej kobiety. I jestem szczęśliwy, że cię poznałem, że jesteś obok. Nie wpadłem na to, że nadmiar troski może wyglądać jak jakieś zniewolenie. Przyrzekam, że od  dziś będę wpierw z tobą wszystko omawiał. Widzisz, ja naprawdę nie spotkałem takiej kobiety jak ty - po prostu z tobą można swobodnie rozmawiać na każdy temat, doskonale rozumiesz co chcę ci przekazać.

Co do twojej operacji - jak na dziś to naprawdę nie wiem co będzie dalej. Opisanego wyniku jeszcze nie dostałem. Może jest coś, czego nie dostrzegłem, albo może zmiana jest diablo mała i wykryje ją dopiero rezonans  magnetyczny. Na tomografii wygląda to jakby się zaczynał kręgozmyk, ale objawy, które ty podajesz nie są typowe dla tego rodzaju przypadku. Może  dlatego, że z reguły do ortopedy trafiają pacjenci  gdy już zmiana jest większa. Te wypukliny krążków podpowiadają mi, że to może być bardzo wczesne stadium kręgozmyku. Ale twoje objawy wskazują z kolei na wynikające z aparatu mięśniowego a nie kostnego. Niezależnie od tego z czego ten ból powstaje musisz się teraz oszczędzać.  Masz nadal tę panią, która ci sprząta? Bo jeśli nie to ja umiem obsługiwać odkurzacz i sprzątać. 

Pani sprzątająca nadal przychodzi - odkąd mieszkam sama w tym małym mieszkaniu to przychodzi co dwa tygodnie - twierdzi, że częściej to ona nie ma tu co robić. Ewa popatrzyła na Roberta i powiedziała- wyglądasz na bardzo zmęczonego. Ty też powinieneś zacząć się oszczędzać, nie tylko ja. O której jutro musisz być w klinice?

O ósmej rano, bo jest jakaś odprawa. A potem mam operację. Długą - wielce kruchych  kości. Aż mi się słabo robi na samą myśl o tym.

To może zostań tu, stąd  dojedziesz do kliniki w ciągu 15 minut. Tylko musisz sam sobie powlec pościel skoro ja  mam się oszczędzać. Będziesz spał na tej wersalce.  W środku jest pościel. Niestety nie mam zapasowej męskiej piżamy. W łazience znajdziesz nieużywaną elektryczną maszynkę do golenia - prezent ode  mnie dla byłego, którego mu nigdy nie dałam.  Ręczniki znajdziesz w szafce. W tej samej szafce, na najwyższej półce znajdziesz szczoteczki do zębów w firmowym opakowaniu i chyba 2 kubki, oczywiście wszystko nieużywane. Zawsze kupuję na zapas. Śniadanie ci przygotuję,  ja nadal    budzę się o 6 rano. Tylko powiedz mi co jadasz na to śniadanie.  Bo ja to zjadam  codziennie  jogurt naturalny z surowymi płatkami owsianymi i przyprawami i z suszonymi morelami lub z daktylami.  Popijam to kawą i do godziny szesnastej mi to wystarcza. Domyślasz się chyba, że wśród  przypraw jest cynamon, poza tym imbir i  kurkuma. Jeśli zdarzy  mi się, że nie mam daktyli to dodaję trochę miodu. Ale jeśli ci ten zestaw  nie odpowiada to mogę  zrobić  regularne kanapki. Gdybym przewidziała, że  będziesz tu nocował to zrobiłabym pieczoną owsiankę - jest rewelacyjna!  Czy wystarczy ci czasu jeśli obudzę cię o 6,30? No i powiedz wreszcie co mam ci przygotować na śniadanie - tylko nie licz na to, że pójdę po świeże bułki. Robert obrzucił ją niezbyt przytomnym spojrzeniem  - zjem tę owsiankę co i ty.

I   już wiem, w czym możesz spać - kiedyś kupiłam dla  mojej ciotki  japońskie kimono - oczywiście kupiłam nie ten rozmiar, bo ciocia była niewymiarowa, postury  Niny Dumbadze. To znaczy też miała 178 cm wzrostu, tylko była bardziej "objętościowa". Chodź, wyciągniesz je  z szafy w mojej sypialni. Będziesz w nim bosko wyglądał, bo jest jedwabne.

Robert patrzył na nią zaskoczony , wreszcie zapytał- ty to mówisz  poważnie? Na tyle mi ufasz, że mnie tak z marszu przenocujesz?  Ewa uśmiechnęła się - nie zauważyłeś, że ja prawie nigdy nie żartuję? Gdybym  nie miała do ciebie  zaufania  nie stałbyś w tej chwili  w moim mieszkaniu z tą głupią miną- to raz, a dwa- nie chciałabym byś mnie operował.  Poza tym śpię z finką pod  poduszką- i roześmiała się głośno. Chodź do sypialni po kimono, potem pościel sobie wersalkę i fruwaj do łazienki. Gdy wyciągał z szafy kimono  zapytał - a kim była ta Nina Dumbadze?

Nie  wiesz? ukraińską dyskobolką,  miała w 1952 roku  rekord świata 57,04 m, który się bardzo długo utrzymywał, chyba z 8 lat. A że jak na  tamte lata była dość potężna to potem wszystkie panie przy tuszy nazywano w Polsce Nina Dumbadze. Jesteśmy dość złośliwym narodem.

Zadziwiasz mnie - czy jest coś czego  nie  wiesz? Ewa skinęła głową - ależ tak, mnóstwa rzeczy nie  wiem. No, wędruj do łazienki. Jutro kroisz jakąś  babcię! Idź się "okąp" jak mawiają panowie kolarze.

Robert rzeczywiście był bardzo zmęczony - nim Ewa skończyła swe  wieczorne  ablucje spał niczym niemowlę. Po drodze do sypialni Ewa zajrzała do pokoju - w oczy rzuciło się jej,  że ubranie, które  zdjął było starannie złożone, gościnne kapcie równiutko ustawione przy wersalce. Przypomniało się jej, że "były" rozbierał się "dwukierunkowo" i jedną kupkę obok łóżka tworzyły rzeczy, które wszystkie razem jednym ruchem ściągał przez głowę, druga kupka była utworzona  z tych, które w ten sam sposób  ściągał w dół. Gdy  kiedyś na samym początku zwróciła mu na to uwagę stwierdził, że to jego rzeczy nie jej i że całe życie się tak rozbierał i jemu to odpowiada. 

Rano wstała przed szóstą, wymieszała wszystkie składniki owsianki i upiekła. Doszła bowiem do wniosku, że jeśli Robert nigdy nie jadł surowych płatków owsianych może mieć po takim śniadaniu jakieś kłopoty jelitowe.

Gdy wyjmowała z piekarnika blachę z pieczoną owsianką w progu kuchni stanął Robert węsząc niczym rasowy ogar. Co za cudowny zapach! Ojej, to ta pieczona owsianka tak ślicznie pachnie. Ewuniu,  jeszcze w życiu nie   jadłem tak pięknie pachnącej owsianki! A mówiłaś, że będą surowe płatki. 

No cóż  miałam przebłysk rozsądku - pomyślałam, że nie wiadomo jak twoje  jelita  zareagują na surowe płatki owsiane w połączeniu z jogurtem. A jedziesz wszak do kliniki a nie do domu. Ojej, to miałaś przeze mnie kłopot - sumitował się Robert. A powiesz co tu jeszcze się razem piekło?  No dobrze, śmiała się  Ewa- ale wpierw  mi powiedz jak ci się spało.

Cudownie- tu jest bardzo cicho. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Rzeczywiście byłem skonany. Jest  mi głupio, masz  przeze mnie kłopot. Jaki kłopot - ja dla siebie też często robię pieczoną owsiankę. No a poza płatkami owsianymi są tu posiekane orzechy laskowe i włoskie, rodzynki, pokrojone daktyle i morele, suszone  żurawiny, płatki migdałowe, trochę kakao,  na koniec trochę czekolady no i oczywiście jest jogurt. Jeśli chcesz to możesz wziąć sobie do kliniki na drugie śniadanie , tylko pokroję ci ją na jakieś zgrabne kawałki - będzie wyglądało jakbyś się  pożywiał herbatnikami. Dostaniesz to w pudełeczku - teraz modne są drugie śniadania  z pudełka lub ze słoika. Taksówkę do kliniki już sobie  zamówiłam. Zrobić ci jeszcze jedną kawę? Robert uśmiechnął się - i kto tu kogo rozpieszcza? 

No bo wiesz - powiedziała z uśmiechem Ewa- trzeba się wzajemnie rozpieszczać- ty dbasz o mnie  a ja o ciebie. Musi być równowaga w przyrodzie.  Masz tu swój breakfast box. Dołożyłam ci jeszcze kilka chipsów z kiwi i kilka kostek czekolady. Jedź już. Powodzenia przy krojeniu i składaniu babci. Będę o 14,00.  Pa!

Gdy weszła do dziennego pokoju pomyślała - no jeszcze trochę a się  w nim  zakocham. Oczywiście wersalka była złożona, pościel schowana. Na środku stołu stał pojemnik z różą. Była naprawdę piękna.

No cóż, ma facet niezły gust. Przewlokę się do marketu, kupię dla niego bokserki i ze dwa podkoszulki. A może będą piżamy z krótkimi spodenkami. I muszę pamiętać , że po rezonansie  idziemy na obiad. Chyba założę spodnium. Trochę się jednak denerwuję, że nie wiadomo co jest z tym cholernym kręgosłupem. Rozmyślania przerwał jej dźwięk telefonu - to przyszedł sms od Roberta. "Operacja babci odłożona, ma zapalenie płuc. Nie zdziwię się, gdy okaże się, że jednak operacji wcale nie będzie i będzie biedaczka chodziła z gipsem przez najbliższe 8 tygodni. W tym wieku obustronne zapalenie płuc to problem. Będę przy tobie na rezonansie." Szybko odpisała: "cudnie".

Piżam nie było, kupiła dwa ciemnoniebieskie podkoszulki i ciemnoszare  bawełniane  bokserki. Celowo wybrała  bawełniane  a nie elastyczne - wszak miał w tym spać.

W drodze do domu  zajrzała do fryzjera by nieco uporządkować włosy. W domu wyciągnęła ciemno fioletowe  dżersejowe spodnium i jedwabną białą bluzkę z króciutkimi rękawami. O 13,30 przyjechała zamówiona taksówka. W dziesięć minut później wchodziła do holu kliniki, przedostanie się do pracowni rezonansu zajęło jej aż 10 minut, bo trochę zabłądziła.  Robert już był - siedział w fotelu i przeglądał jakieś papiery. Cichutko podeszła do niego i stanęła tak, że nieco zasłoniła mu światło. Uniósł z nad papierów głowę i cicho powiedział - wyglądasz bosko! To straszne, ale we wszystkim, nawet w szpitalnej koszuli wyglądasz  świetnie. Pominę już milczeniem  fakt, że niemal nago również. Ewa roześmiała się - nic dziwnego, wszak mam nieźle dopasowaną do siebie skórę, dobry krawiec ją szył.

                                                           c.d.n.