wtorek, 21 listopada 2023

Córeczka tatusia - 43

 Tegoroczna  Wielkanoc upłynęła w dość  zimowej  atmosferze- nocą było poniżej zera, w dzień na  zmianę padał deszcz  ze śniegiem, a  chwilami sam śnieg. Ojciec  Wojtka, tak jak planował, załatwił sobie oddelegowanie  do Warszawy. Początkowo miał nadzieję, że sam zabierze  wszystkie swoje  rzeczy i zwiezie je do Warszawy, ale Marta mu uzmysłowiła, że  to będzie dużo  dźwigania toreb i  walizek, więc powinien  jednak skorzystać  z usług specjalistycznej  firmy przeprowadzkowej, która wszystko co on ma  zamiar  zabrać popakuje, przewiezie, a potem rozpakuje  zgodnie  z jego planem.  Teść przemyślał spokojnie  sprawę, potem napisał do Wojtka wiadomość, że  zgodnie  z poradą Marty wynajął speców od przeprowadzek  i  właśnie podziwia jak oni wszystko pięknie, równo składają.  I że Martusia miała bardzo  dobry pomysł, by przy "podziale" tych dóbr była teściowa i po jednej  osobie zaprzyjaźnionej  od  nich obojga. I spisał  wszystko co  zostawia i poprosił o pokwitowanie, żeby  nie  było potem oskarżeń, że  zostawił byłą żonę gołą  i bosą.

 A rzeczy, które zabierał było tak niewiele, że firma przeprowadzkowa zdecydowała o podstawieniu znacznie  mniejszego samochodu. W trakcie  tego pakowania teraz  już "była żona" usiłowała go namówić, by nie  sprzedawał domu, bo ona najchętniej by go wynajmowała od niego,  ale ojciec powiedział dość niemiłym tonem, że nie ma takiej opcji, co najwyżej to on  może ten dom sprzedać jej kochankowi, ale nie   sądzi by mu był potrzebny jeszcze jeden  dom.  " Ale ja tu byłam tak bardzo szczęśliwa!" - z płaczem stwierdziła była żona.  Ojciec Wojtka pominął to "wyznanie" milczeniem, bo uznał, że  byłaby to tylko jałowa  dyskusja. Pamiętał dobrze, że jego była już  żona potrafiła płakać na  zamówienie, niczym  zawodowa  płaczka. 

Ojciec pojechał do Warszawy pociągiem a  następnego dnia około  godziny 15,00  przyjechały jego rzeczy, które w dwie  godziny później były już poukładane zgodnie z planem opracowanym przez ich właściciela. W tym "historycznym  dniu" towarzyszył mu ojciec Wojtka, bo Wojtek  miał tego dnia godziny dydaktyczne.  Tego dnia obiad jadł u rodziców Wojtka. A późnym wieczorem Wojtek dziękował swemu teściowi za to, że umilili jego ojcu ten pierwszy  dzień nowego życia w Warszawie.  

W niecały miesiąc później firma, której ojciec Wojtka zlecił sprzedaż  domu zawiadomiła  go, że  dom jest  już  sprzedany  i pieniądze są w tej  chwili przelewane  na konto byłego właściciela. Ojciec natychmiast upoważnił Wojtka do dysponowania swoim  kontem i "cichcem" część pieniędzy wpłacił na jego konto jako darowiznę. Oczywiście  posprawdzał wpierw  dokładnie jak to wszystko przeprowadzić   zgodnie z przepisami, by nie  było żadnych  niespodzianek.

Marta, podobnie jak  Wojtek, miała  mieszane uczucia związane z rozwodem jego rodziców. Rozwód po tylu latach małżeństwa wydawał się jej sprawą dziwną. Z drugiej strony  nigdy nie przepadała  za swą teściową, bo bardzo  często odnosiła  wrażenie, że  ona wiele rzeczy robi i mówi  "na pokaz", że bardzo stara  się pokazać jaka ona jest dobra, ale czasami ta "zasłona  dobroci" jest bardzo cieniutka i prześwituje przez  nią prawdziwe oblicze  teściowej i nie jest to oblicze osoby w 100% życzliwej.

Ojciec Wojtka wyraźnie "odtajał". W kilka  dni po zamieszkaniu w Warszawie będąc u Wojtka poprosił by "młodzi" pomyśleli nad tym w  czym on mógłby im pomóc, bo on tak naprawdę ma bardzo mało pracy, więc mógłby  ich w  czymś odciążyć. Mogą mu zlecać na przykład  zakupy lub mógłby im gotować obiady, bo przecież oni oboje pracują. Jako pierwszą  sprawę do załatwienia ojciec dostał za  zadanie sprowadzenie z Austrii swojej dokumentacji medycznej  bo Wojtek chce go dopisać do "pakietu rodzinnego" w przychodni, w której oni  są  zarejestrowani. 

Najwięcej trudu musiał ojciec poświęcić by "uwieść" Misię. Marta się  śmiała, że teść  chyba pół dnia spędzał w  sklepie  z akcesoriami dla domowych ulubieńców.  Misia dostała nowe posłanie, które miało nieco wyższe i  zaokrąglone krawędzie, a teść nim je zaprezentował Misi trzymał je w psiej transportówce by przeszło zapachem  Misi.  Kupił psie gryzaczki z cielęcej wysuszonej skóry i dostosował je  wielkością do małej mordki psiny, a że  zawsze miał "przerwę obiadową" to zabierał Misię z kwiaciarni na  spacer. Sprawdził się też jako "kucharz" i odmrażane  obiady stały  się rzadkością.

Po sprzedaniu domu urwał się Wojtkowi kontakt z matką, bowiem zmieniła operatora komórkowego i  nie raczyła podesłać synowi nowego numeru. Wojtek tylko wzruszył ramionami i stwierdził, że faktycznie jego matka ma jakieś zaburzenia emocjonalne. Ale to nie jego  wina, że  jego matka  wdała  się w jakiś romans i spaprała  życie  sobie i ojcu. Powiedział o tym ojcu, który porozmawiał ze  swoim przyjacielem. Zdaniem przyjaciela ojca, matka wynajmowała mieszkanie w budynku, w którym mieszkał jej przyjaciel, ale nie mieszkała w jednym mieszkaniu z nim. I rozpowiada na lewo i prawo, że ojciec Wojtka ją porzucił dla jakiejś młódki w Polsce.  

Ojciec  się uśmiał  i powiedział - miło z jej strony, że rozpowiada że  porzuciłem ją dla jakiejś młódki a nie  dla statecznej matrony. Od  razu się lepiej poczułem psychicznie. Śpij  spokojnie Wojtku - gdy tylko zacznie  się jej woda uszami wlewać to sama do ciebie zatelefonuje żebyś ją ratował bo zaraz  utonie. Ciekawe czy uda się jej namówić tego faceta by się  z nią ożenił. Ale wydaje mi  się, że facet nie jest aż tak głupi by uwierzyć, że ona kocha jego a nie jego pieniądze. Po co miałby  się  z nią żenić, skoro to samo może mieć bez ślubu?  Dobrze, że ona ma ten swój biznes w Polsce bo ode mnie już nigdy więcej pieniędzy nie  dostanie. Może  sprzeda tę zastawę Rosenthalera którą odziedziczyła po dziadkach - to bardzo ładna porcelana, tylko nie  wiem czy są amatorzy ręcznego zmywania naczyń, bo  ta porcelana nie nadaje  się do  zmywarki, no ale może znajdzie  jakiegoś kolekcjonera. 

A ja  czytałam gdzieś, że Rosenthaler  splajtował i firmę przejął jakiś  Włoch -  stwierdziła  Marta. Nie  wykluczone  to jest- powiedział  teść. To była bardzo ładna i droga  porcelana, ale  chyba przegrała ze  zmywarkami. I na pewno  nie nadawała  się  do codziennego użytku. U nas  stała głównie jako ozdoba. To porcelana która  wymaga odpowiedniej oprawy, więc stała w jadalni, w której były meble "na  wysoki połysk" a szyby witryny były z kryształowego szkła. Przy tych nowoczesnych meblach wyglądałaby taka zastawa nieco  dziwacznie. Prawdę mówiąc to byłem zdziwiony, że te meble z jadalni znalazły amatora. Ale w Austrii jest jeszcze wielu tradycjonalistów. Poza tym nie żyłowałem za nie  ceny. Moja  była powinna  docenić fakt, że nie sprzedałem tego kompletu, bo odziedziczyła go po dziadku,  a wtedy  jeszcze  nie  mieliśmy rozdzielności majątkowej. A dlaczego zrobiliście  rozdzielność majątkową - dociekał Wojtek. No bo zostałem udziałowcem firmy a zdaniem  matki to była  skrajna głupota. Jak na  razie  firma  działa a  nasz związek już nie. I teraz  dopiero widać co było głupotą.

Wojtek ciężko westchnął- nie jestem już  dzieckiem ale  dopiero teraz  do mnie  dociera przez jaki stres  musiała przejść Martusia gdy jej rodzice  się rozchodzili.  Marta  wzruszyła  ramionami - stres to miałam gdy jeszcze byli małżeństwem, bo moja matka wciąż mi mówiła że ja jej w życiu przeszkadzam. Nigdy czegoś takiego nie  słyszałam od taty. Ona nie pracowała  zawodowo a wracałam  często do pustego  mieszkania bo gdzieś wychodziła. Tata pracował ale dla mnie to zawsze miał czas i nigdy  nie  słyszałam, że mu w czymś przeszkadzam. 

No tak - zgodził się Wojtek- nigdy  nie   wracałem  do pustego  mieszkania, a matka nigdy nie powiedziała że jej  w życiu przeszkadzam.  Była raczej nadopiekuńcza niż nie dbająca o mnie.  Dobijała  mnie  tylko gdy w liceum ciągle mnie wypytywała o to co było  w szkole i czy mam już jakieś nowe koleżanki. Tak jakbym tylko po to chodził do  szkoły by poznawać tam  jakieś dziewczyny. Ona  chyba  zawsze miała  chorą  wyobraźnię. A już jej tekst,na temat tego, że dostała pozew, bo ty tato poznałeś w  szpitalu jakąś chętną na ciebie  panią to mnie  dobił. 

Ojciec  Wojtka  zaczął się śmiać- ja tylko złożyłem podpis i tak naprawdę nie przeczytałem tego co tam było napisane. Od  tego przecież miałem wynajętego prawnika. Ale w złożonym  w sądzie  wniosku było napisane,że szanowna małżonka  mnie zdradziła i że są na to dowody. Ja pozwu nie  wystawiałem,  ja tylko wnioskowałem o rozwiązanie  małżeństwa i podawałem powody i nie  były to względy natury estetycznej bo ma  zmarszczki i fałdy tłuszczu  czy też  cellulit. Wiesz, nie  wykluczam  możliwości, że się w tamtym facecie  zadurzyła, bo to facet, który  zawsze  wszystkim babkom komplementy sadził. Są tacy faceci, którzy każdą nazywają "piękną panią" nawet jeśli kobieta przypomina  skrzyżowanie słonicy z hieną  -z postury  słonica,  z natury  hiena. I dobrze, że  wynająłem detektywa- przynajmniej sprawa  była jasna, sąd nie namawiał mnie do wybaczenia małżonce  błędu z uwagi na  małoletnie dziecko, bo trudno ciebie synu zaliczyć do małolatów. Wpierw planowałem, że ją uprzedzę o tym, ale Henri wybił mi to z głowy. A poza tym nie  wykluczam, że ona go kocha, bo ona  kocha pieniądze a on to bardzo forsiasty facet. Nie wiem tylko czy ona  wie, że on z tych co często zmieniają partnerki, ale to już nie  jest moje zmartwienie - ma to co sobie wybrała. Ja raczej niezbyt  często będę bywał w Austrii a na  szczęście  stać mnie jeszcze na  hotel gdy będę musiał tam być w jakiejś prywatnej  sprawie, a za pobyt służbowy to mi zwróci firma. Z tym, że pobytów prywatnych w Grazu to raczej nie przewiduję. Poza tym zawsze  mogę przenocować  albo u Henriego albo Kristofera.

A co zrobisz jeśli mama dojdzie  do wniosku, że jednak cię bardzo kocha i poprosi byście jednak wrócili do siebie- spytał Wojtek. Nie ma mowy, żaden powrót do sytuacji sprzed rozwodu  nie jest przewidywany. Bo ja całkowicie  straciłem do niej  zaufanie. Ona właściwie już dla mnie  nie istnieje a fakt, że  cię urodziła nie ma  w tym wypadku żadnego  znaczenia. Wybrała kogoś innego no to niech  się nim  cieszy.

Przecież to dorosła osoba  a nie  dorastająca panienka, która ma  niewielkie pojęcie o życiu. Dość długo rozmawiałem z naszym szefem i powiedział, że  wkrótce przedstawi mi pewną propozycję,  bym te kilka lat do emerytury przepracował w dalszym  ciągu za euro a nie  za złotówki. I, jak powiedział to bardzo się  cieszy, że chcę być w Polsce, bo ma  do mnie zaufanie i wie, że nie trzeba mnie pilnować. Na linii służbowej dobrze mi się układa, a tą aferę z twoją matką to już przetrawiłem. I dobrze, że będę teraz  w Polsce urzędował - tym samym  sprawa  zejdzie z ludzkich języków.  Mam tylko wrażenie, że twoja  matka będzie częstym gościem w Polsce, bo ma tu firmę, która będzie jej jedynym źródłem utrzymania. No ale może  wpadnie na pomysł by ją przenieść do Austrii. Nie wiem i tak naprawdę niewiele mnie to interesuje. Słyszałem plotkę, że ona chce otworzyć firmę na Słowacji, gdzieś  blisko polskiej granicy bo tam teraz  Słowacy bardzo dużo  forsy ładują w różne  nowe ośrodki turystyczne. No i  się liczą w  euro - stanowczo  są bardziej  europejscy niż Polska.  A tę  jej firmę w Polsce to też panowie detektywi przejrzeli. 

Tato, a co robi ten jej facet?  Ma kilka  wyciągów narciarskich w naszych okolicach. Jemu też  się przyjrzeli i jak na  razie to on jest z nią, innych kobiet z nim związanych nie  wypatrzyli. Ja nie  życzę synku źle twojej matce - mam tylko żal, że nie przyszła i  nie powiedziała  mi uczciwie, że niestety jej miłość do mnie to czas przeszły - mogliśmy się przecież w spokoju  rozejść a nie  być niezdrową sensacją wśród znajomych. A to się ciągnie już kilka lat tylko ja się dopiero niedawno o tym dowiedziałem.

                                                                             c.d.n.



poniedziałek, 20 listopada 2023

Córeczka tatusia - 42

 Kilka dni po wyjeździe ojca do Austrii, zatelefonowała do Wojtka jego mama. Wpierw taktownie dopytała  się co u nich, czy  wszyscy zdrowi a potem powiedziała: "twój ojciec  Wojtusiu  chyba kogoś poznał w tym szpitalu i nawiązał jakiś romans bo dostarczono mi pozew rozwodowy".

Wojtek wybuchnął śmiechem i powiedział - tata na pewno nikogo w  tym szpitalu nie poznał, poza tym miał tam naprawdę inne zajęcia niż poznawanie jakichś panienek. Jeżeli sądzisz, że facet, który dobiega już sześćdziesiątki, ma  założony cewnik przezcewkowy do pęcherza i dzierży w  dłoni pojemnik z kapiącym do niego moczem  jest zajęty podrywaniem czy też poznawaniem jakichś  kobiet  to  znaczy, że masz  chorą wyobraźnię. Chyba jeszcze pamiętasz w którym miejscu faceci mają cewkę moczową. W pozwie chyba masz napisane dlaczego ojciec chce  się z tobą rozejść. A jeśli nie  wiesz i nie jest to napisane to się go zapytaj, to nie  boli. Wiedziałaś, że ojciec jest   w szpitalu i nie przyjechałaś  tu by go podtrzymać na duchu i czuwać nad nim gdy wracał po operacji slipingiem do Austrii.  I z tego powodu chce  rozwodu? - matka najwyraźniej "rżnęła głupią"- koń by się z tego uśmiał. No wiesz- po prostu olałaś jego stan  zdrowia- to też o czymś  świadczy- nie ustępował Wojtek.

Równie  dobrze ty mogłeś go odwieźć do Austrii - odparowała matka, a Wojtek słysząc to miał ochotę natychmiast zakończyć  rozmowę. Przemógł  się jednak i powiedział - nie  mogłem- właśnie podjąłem pracę. Gdybym mógł to bym pojechał razem z nim.

Twój ojciec wyrzuca mnie  z domu bo chce go sprzedać!- matka coraz bardziej podnosiła  głos. Ma rację- stwierdził Wojtek obojętnym  tonem - nigdy  nie mogłem pojąć na co dwóm osobom bez  dzieci taki duży  dom, w którym zupełnie  swobodnie mogłoby  mieszkać i osiem osób. Gdyby to był dom przy terenach  narciarskich to bym podejrzewał, że planujecie zrobić tam pensjonat, ale to dom w mieście. Poprzednie wasze  mieszkanie było wystarczająco duże.  Mamo, muszę kończyć rozmowę, jestem w pracy. Masz w  Grazu całą masę przyjaciółek, z nimi o tym porozmawiaj, one  są na miejscu, na pewno ci pomogą. Do usłyszenia mamo.......i wyłączył telefon.  

W minutę później  zatelefonował do ojca i powtórzył mu całą rozmowę. Tata trochę  się  razem z Wojtkiem pośmiał z chorej  wyobraźni swej "jeszcze  żony" i powiedział, że zaraz opowie to swemu przyjacielowi, bo wyobrażenie sobie siebie z cewnikiem i pojemnikiem na mocz podrywającego jakieś  babki szalenie  go rozbawiło. No przecież mówiłem ci, że ona sfiksowała - powiedział ojciec. Z  dużym zainteresowaniem wysłuchał opowieści Wojtka o jego pierwszym wykładzie, ze trzy razy dopytywał  się, czy na pewno  będą mu wypłacać stypendium doktoranckie, stwierdził, że to nawet dość strawna kwota jak na polskie  realia i prosił Wojtka by w razie najmniejszych nawet  "zacięć" finansowych natychmiast ojcu to zgłosił.  Ponadto zapewnił syna, że nie ma  zamiaru wstrzymać zasilania  kasy syna tą kwotą, którą mu przysyłał w trakcie  studiów, bo wie, że i on i Marta  nie wydają pieniędzy na jakieś  głupstwa i to czego nie  wydadzą odkładają na konto. Wojtek powiedział ojcu, że przecież  nie wydał wszystkich pieniędzy ze sprzedaży "swego" mieszkania, bo kupiony dla Marty  samochód nie był nowy i miał naprawdę  strawną cenę, bo Wojtka kolega zajmuje się handlem używanymi  samochodami i mu ten samochód dla Marty naraił, a ma chłopak zwyczaj nie  zarabiania na dobrych  znajomych.

Oooo, to duża rzadkość w  dzisiejszych  czasach stwierdził ojciec. A ja jutro mam w planie obejrzenie kilku mieszkań - zainteresowało mnie jedno, w starym, ale zrewitalizowanym budynku cztery pokoje z tak zwanym pokoikiem dla służącej - to taki mały pokoik z oknem, z szafą w ścianie, do którego wejście jest z kuchni. Jak będę to wszystko obfotografuję. I to mieszkanie to można kupić lub wynająć. I jest na pierwszym piętrze, a ten budynek     jest jeszcze  z czasów gdy nie  wszędzie  były windy. Tato - obejrzyj dokładnie ten dom od  strony podwórza i sprawdź w dokumentacji co oni wymienili na nowe w trakcie  rewitalizacji żeby potem nie było awarii za  awarią. Oni ci muszą udostępnić ją do  wglądu. Myślę, że jednak byłoby lepiej gdybyś wybrał nie taką  zabytkową kamienicę. A jakie masz jeszcze propozycje?  

W szeregowcu z mini ogródkiem wielkości bardzo dużego balkonu. Gdyby to był skrajny kawałek budynku to ogródek byłby większy.  Tata,  na co ci skrajny kawałek  szeregowca- te  skrajne to trudne  do ogrzania bo z trzech  stron jesteś  wystawiony na wiatr. I masz więcej trawy do koszenia. A podłączony ze  wszystkim do sieci miejskiej? A w ogóle jak z parkingiem?  

Jest w pobliżu płatny wielopiętrowy, ale jak nie będę miał obok  siebie matki to mi pieniędzy na parking nie zabraknie.  Można  sobie  wykupić roczny abonament. Nie jest to może tanie, ale  wygodne. Wiem, że w tym szeregowcu jest centralne ogrzewanie, ale jeszcze nie wiem czy miejscowe czy z sieci miejskiej, ale na pewno nie ma pieców w chałupie. A ile jest pokoi w tym szeregowcu? Trzy, ale całkiem  spore, duża kuchnia z aneksem jadalnym, łazienka, WC.  Tato to obejrzyj dokładnie to mieszkanie  w  szeregowcu. Jak wiesz dzieci własnych już nie będziesz miał to trzy duże pokoje na jedną lub dwie osoby  to jest zupełnie wystarczająca ilość. Po nieomal godzinnej rozmowie panowie rozłączyli  się.

Wieczorem przy kolacji Wojtek opowiedział żonie o rozmowie ze  swoją matką i o tym, że ojciec szuka dla siebie jakiegoś lokum. Przepatrzyli oboje  na komputerze te podane przez ojca lokalizacje. Marta wpatrując  się w ekran  stwierdziła, że Graz jest tak mały, że ona to by właściwie na miejscu  ojca  wyprowadziła się w granice miasta, bo tam jest bardzo ładnie a ojciec przecież wciąż jeździ  samochodem, więc mógłby mieszkać nieco dalej od  centrum. Wojtek stwierdził, że odniósł  wrażenie, że ojciec dlatego sprzedaje dom, bo chce zmienić pracę i przenieść  się do Wiednia. To wygląda tak, jakby ojciec chciał po rozwodzie zmienić całe  swoje życie i być jak najdalej od swej byłej żony, bo zdaje  sobie  sprawę z faktu, że najprawdopodobniej był ostatnią osobą, która  dowiedziała  się, że matka ma kochanka.

Pewnie tak - zupełnie nie  znam się na tym. Ale tak między nami mówiąc to dziwi mnie  to, że ojcu nie  zapaliło  się czerwone światełko w mózgu w  sytuacji gdy matka unikała z nim seksu, skoro wcześniej nie  bywało takich sytuacji- powiedziała  Marta.   Wojtek wzruszył ramionami - mam wrażenie  że większość  ludzi osądza innych podług  siebie i jakoś nie  bierze pod  uwagę faktu, że żona  czy też mąż ma o danej sytuacji zupełnie inne zdanie. W czasach  gdy oni byli w naszym  wieku panienki z dobrych domów nie migdaliły  się  w kinie z chłopakami i nie dawały się obmacywać i nie uczyły  się anatomii na żywym modelu a nagiego chłopaka oglądały co najwyżej na obrazku. Pamiętasz jak na golasa biegaliśmy nad Narwią żeby  szybciej wyschnąć i nie  zamoczyć ubrania? I jak było fajnie? Marta uśmiechnęła się - no jasne, że pamiętam. A potem się opalaliśmy i w domu musiałam się przyznać tacie, że byłam na wagarach i prosić by mi napisał usprawiedliwienie. Miałam wtedy w wykonaniu taty wykład z anatomii, fizjologii i psychologii i dostałam od taty  fajną lekturę i zapewnienie, że mogę się  zawsze go o wszystko, czego nie rozumiem zapytać a on mi wytłumaczy. I wcale mnie  nie ochrzanił za to, że zwagarowałam. Bo twój tata był i jest nadal bardzo mądrym facetem - powiedział Wojtek. I ja naprawdę go kocham i bardzo szanuję. Mój to powinien się od  niego wielu rzeczy nauczyć.

Późnym wieczorem matka Wojtka przysłała mu wiadomość, że rozprawa w sądzie odbędzie  się za dwa tygodnie i, co wielce ją zdziwiło,  wpierw będzie sprawa dotycząca majątku i praw własnościowych a dopiero później sprawa rozwodowa. Wojtek jej odpisał, że on się na tym wszystkim nie zna, nie mieszka już w Austrii i raczej nigdy nie będzie tam  mieszkał na stałe i nie ma zamiaru poznawać  austriackich przepisów. I na ten temat to powinna porozmawiać z ojcem, bo Wojtka z Austrią nic  nie łączy. Poradził też matce, by rozejrzała  się za jakimś mieszkaniem  dla siebie, bo raczej ma  małe  szanse  na odkupienie od taty tego domu. A wg sądu, który  działa na podstawie dokumentów, dom jest taty i nigdy nie  był ich wspólną  własnością, bo gdy go ojciec  kupował to już mieli rozdzielność majątkową. Wg mnie - napisała  matka- to ojciec powinien ci ten dom zapisać a nie  sprzedawać go. Wojtek  tylko ciężko westchnął i napisał - ale ja nie chcę mieć domu w Austrii bo jeśli kiedyś się wyprowadzę z Polski to na pewno nie do Grazu- zrozum  to wreszcie! Wywieźliście mnie tam siłą bo byłem jeszcze nieletni i z radością wróciłem do Polski gdy wreszcie mogłem o sobie decydować. Idziemy zaraz z Martą  spać, więc już dziś nic nie pisz do mnie. Dobranoc.

Następnie zatelefonował do ojca i zapytał ile jest  prawdy w tym co mu napisała matka. Ojciec napisał, że faktycznie  wpierw będzie rozprawa majątkowa a potem dopiero rozwodowa, tak mu doradził prawnik. A gdzie ty jesteś - spytał się Wojtek. A u Kristofera, bo gdybym był w  domu to by mnie zamęczyła jęczeniem, płaczem i gadką, że ona mnie kocha.  A jak się czujesz z nową sikawką?- spytał Wojtek. No super - wszystko jest w najlepszym porządku - naprawdę jestem zachwycony wynikiem tej operacji bo nie bardzo wierzyłem, że  to wszystko da się naprawić. Nic  mnie  nie boli i tutejszy  urolog twierdzi że to wszystko zostało po mistrzowsku zoperowane.  Nawet nie masz pojęcia jak to fajnie gdy nie masz cały  czas parcia na mocz i nie sikasz stojąc przy tym 15 minut albo i dłużej. 

W dwa  tygodnie później rzeczywiście odbyła  się rozprawa dotycząca praw własności a ojciec dał ogłoszenie o sprzedaży domu. Na razie mieszkał u swego przyjaciela i starał się o służbowe przeniesienie do Warszawy, gdzie wszak miał gdzie  mieszkać i jego  firma nie  musiała dla niego wynajmować na  swój koszt mieszkania, co firmie bardzo odpowiadało. Pomału selekcjonował swoje rzeczy, większość wszelakiego dobra zostawiając  "jeszcze żonie". Zrobił nawet  w  dwóch egzemplarzach  listę tego wszystkiego co zostawiał, bo wszak część dóbr wniosła również "jeszcze  żona". Dobrze  wiedział co jest w mieszkaniu które czekało na niego w Warszawie, bo będąc tam ostatnim razem wszystko sobie dokładnie spisał. Sąd wyznaczył termin, do którego dom miał zostać przygotowany do sprzedaży.

Rozprawa rozwodowa wielce rozczarowała "jeszcze  żonę" gdy zamiast swego męża zobaczyła tylko i wyłącznie adwokata, który sądowi wytłumaczył, że jego klient jest po operacji i nie  czuje się na  siłach by stawać w sądzie. Przedstawił też sądowi listę rzeczy, które  ojciec Wojtka  zostawił, bo uznał, że to żona je kiedyś zakupiła, oraz opinię lekarza na temat tego, że brak pożycia małżeńskiego doprowadził jego klienta do choroby a ewidentny romans "jeszcze żony"  spowodował trwały rozpad związku. Ponadto  sąd obejrzał zdjęcia które  zrobił wynajęty detektyw.

Rozprawa trwała około godziny i sąd orzekł rozwód. Adwokat powiadomił swego klienta o wyniku rozprawy telefonicznie a ojciec natychmiast  zatelefonował do swego syna do Warszawy. Wojtek wysłuchał sprawozdania ojca i powiedział - mam mieszane uczucia i właściwie to żal mi was obojga. Ale to wasze życie, nie  moje. Ojciec Marty też był rozwiedziony, ale udało mu  się jednak spotkać kobietę, z którą wiedzie teraz szczęśliwe życie. Miejmy nadzieję, że i wam obojgu nowe związki przyniosą szczęście. Widać, że nie byliście  sobie pisani.

                                                                c.d.n.

 


sobota, 18 listopada 2023

Córeczka tatusia - 41

 Po świętach ojciec Wojtka zajął się zmianą  wystroju mieszkania, w którym przedtem mieszkała  jego już  nieżyjąca siostra i Wojtek gdy studiował. Obecne  w nim  meble tzw. "na  wysoki połysk" zostały zastąpione  jasnymi nowoczesnymi meblami , które miały dwie  zalety - były w naturalnym kolorze sosnowego drewna,  nie kosztowały  majątku, były nie  tylko nowe ale  i łączyły  w sobie  dwie  cechy - nowoczesność i funkcjonalność. Kuchnia  też dostała  nowy  wystrój, współgrały  w niej dwa kolory- matowa  biel i dwa odcienie popielatego koloru- jasny i nieco ciemniejszy. Dotychczasowe  meble zabrał jeden ze  znajomych ojca, nie mogąc  się nadziwić, dlaczego ktoś  się pozbywa takich porządnych i ładnych mebli  i na dodatek nie żąda za nie fortuny. A nowy  wystrój  mieszkania bardzo podobał się i Marcie i Wojtkowi. Całe to przemeblowanie i odświeżenie mieszkania zajęło raptem 8 dni. Co prawda ekipa pracowała  tam od  ósmej rano do wieczora i była cały czas  dozorowana przez Wojtkowego ojca, który miał jeszcze zwolnienie lekarskie. Zgodnie  z  zaleceniem lekarskim ojciec  tylko "dyrygował" i  do niczego  "nie przykładał ręki". Wojtek był zdumiony przemianą swego ojca ale bardzo mu się ta nowa wersja ojca podobała.  

W pewnej chwili powiedział do Marty, że ma wrażenie jakby chirurg zoperował ojcu nie  tylko stercz ale i przeprogramował jego mózg.  Marta też stwierdziła, że jej teść nagle  bardzo się zmienił, ale to raczej nie wynikało z interwencji chirurgicznej a nagłej zmiany sytuacji życiowej - po prostu twemu tacie otworzyły  się oczy i przeżył szok gdy dowiedział się, że jego małżeństwo jest fikcją a kobieta,  z którą  spędził tyle lat nie kocha go, a na dodatek oszukuje - tłumaczyła Wojtkowi Marta. W odczuciu  Marty to jej teść okazał się być człowiekiem o silnym charakterze i całe szczęście, że się nie  załamał i oni oboje oraz rodzice Marty są dla  niego w tej sytuacji wsparciem. 

Ojciec wyjeżdżając do Austrii powiedział do Wojtka, że rozmawiał ze swoją "jeszcze  żoną" i powiedział jej by poszukała dla siebie jakiegoś mieszkania, bo on sprzedaje dom i przeprowadzi  się do mieszkania, które mu już wynajął jego znajomy. I dodał - moja "jeszcze  żona"  ma niezłe poczucie humoru - wpierw mi powiedziała bym  się jeszcze zastanowił nad  rozwodem, a potem że ona mnie  kocha, ale nie podjąłem dalszej dyskusji, bo w moim odczuciu gdy się kogoś naprawdę kocha to się nie romansuje z innym. Gdy dojadę na miejsce to dam ci znać co u mnie. Miałem jednak super pomysł by zamiast  mnie  stawał w  sądzie adwokat, ale oczywiście ona o tym nie  wie. Poza tym chyba sobie załatwię pracę w naszej delegaturze i jeżeli mi  się to uda to niedługo zjadę do Warszawy. I cieszę  się ogromnie, że z tego  co widzę to wy z Martusią nie macie w  swym związku problemów. Uważam, że w pełni dogadujecie  się z Martusią. Aż  miło na  was oboje patrzeć, bo widać, że się świetnie  rozumiecie i kochacie. 

Wojtek roześmiał się - od podstawówki trenujemy bycie razem i mówienie  sobie  wzajemnie o tym czego od siebie  oczekujemy, co nam sprawia frajdę a co niekoniecznie nam odpowiada i to dotyczy praktycznie wszystkiego - tego co jemy, urządzenia mieszkania, całej sfery intymności, lektur, oglądanych filmów, wypoczynku i osób z którymi przebywamy razem lub  z którymi się przyjaźnimy oboje lub indywidualnie.

I choć znam każdy skraweczek jej ciała ciągle mi jej mało i zawsze coś nowego mnie zachwyci. Andrzej twierdzi, że ma tak  samo, chociaż przed ślubem znali się zaledwie  rok, ale też jest  wciąż  zakochany w  swej żonie i ciągle jeszcze  coś nowego w niej odkrywa.  Oczywiście  był przy obu porodach i po raz pierwszy w  życiu spanikował na  widok krwi, gdy przy  drugim porodzie nacinali Lenie krocze - bo drugi poród był trudniejszy niż pierwszy. A że odbierał jego kolega, to Andrzej sam ją  zszywał i przed  zszywaniem porządnie  znieczulił  bo robił artystyczny szew, taki jak przy operacjach plastycznych. Mnie  założył znacznie  więcej szwów niż normalnie bo miał przed oczami  przerażoną twarz Marty gdy mnie przywiozła a jednocześnie  był zachwycony, że tak przytomnie oceniła sytuację. 

Tato, a ty byłeś przy mamie gdy mnie  rodziła?  A skądże!- zaczęła rodzić gdy była  z wizytą u cioci Janki, ta  wezwała karetkę, nie pozwolili  ciotce by jechała  z nimi, ciocia Janka w życiu nie prowadziła samochodu bo mąż jej nie dopuszczał do kierownicy, a te buce z pogotowia powiedzieli, że nie  wiedzą do którego szpitala ją zawiozą bo wszędzie  jest przepełnienie. Szukałem was  po całej Warszawie i znalazłem w  szpitalu w Milanówku. A i to tylko dlatego, że  mój  szef miał znajomego  milicjanta i to on  was wytropił swoimi kontaktami. Wiesz-  wtedy to były nieco inne  czasy - żadnych porodów  z mężem, żadnych odwiedzin na porodówce. Dobrze, że  się to  wszystko jednak zmieniło, chociaż te  wszystkie  zmiany były dla  wielu osób w Polsce  bardzo bolesne i zupełnie  nie mogli się niektórzy odnaleźć w nowej rzeczywistości. I nie mogę  się  oprzeć  wrażeniu, że nadal cała masa ludzi tęsknie spogląda  w tył bo ich  zdaniem  "wtedy była równość" a "bogacze byli tępieni". Wielu ludziom marzy się powrót do sytuacji gdy było realizowane  przysłowie  "czy  się  stoi czy  się leży  dwa tysiące  się należy". Wyjechałem stąd z wielką ulgą. 

Wiesz, gdy wczoraj pan Andrzej mówił, że powinniśmy wszyscy razem mieszkać bliżej siebie, to pomyślałem, że gdybym  dobrze  sprzedał ten dom w Grazu to mógłbym zainwestować w jakiś  duży dom w Warszawie. Wiem, że niektórzy  zawiązują prywatne spółdzielnie budowlane i wtedy budują tak zwane wille wielorodzinne, czyli nieduże domy na 4 rodziny. Muszę się koniecznie  szybko skontaktować z człowiekiem, który  mi o tym mówił i zbadać tę  sprawę. Wy, rodzice Marty, my i Andrzej z rodziną i już byłby komplet na taką willę czterorodzinną. 

Wojtek zamyślił  się i powiedział, że nie ma nawet bladego pojęcia jak finansowo stoi Andrzej, ale wie, że jest członkiem którejś ze  spółdzielni mieszkaniowych na Ursynowie, ale nie ma pojęcia której, ale ma  wrażenie, że Andrzej ma w  związku z tym zablokowane pieniądze bo to będą mieszkania własnościowe, więc jest dużo większy  wkład. A jeśli idzie o rodziców Marty i o  nich, to oni są bardzo szczęśliwi mieszkając na tym starym WSM-owskim osiedlu, bo każde nowe osiedle jest coraz   dalej od  centrum i pierwsze lata mieszkania na takim osiedlu to wielka udręka. I przemilczał fakt, że Marta ma mieszkanie na Ursynowie i ktoś je od  niej wynajmuje, przemilczał też  fakt, że jego mieszkanie na Ursynowie lada moment będzie oddane do użytku.  

Wieczorem gdy opowiadał o tej rozmowie Marcie powiedział, że nie umie powiedzieć dlaczego zataił te informacje przed  swoim ojcem,  to było jakieś bardzo podświadome  działanie  z jego strony. Może, gdy naprawdę jego rodzice się rozejdą  wtedy uchyli rąbka tajemnicy. Dziś oni są skłóceni, ale jakby na to nie spojrzeć są małżeństwem z trzydziestoletnim stażem i być może  dojdą  do wniosku, że rozwód wcale ich nie urządza i pogodzą się.  A poza tym jego matka wcale  nie marzy o powrocie  do Polski, więc jeśli by  się pogodzili to nadal będą mieszkać w Austrii. Marta po chwili zastanowienia  się powiedziała, że ani jej ojciec, ani Pati też nie pisnęli słowem na temat mieszkań Marty i Wojtka na Ursynowie. 

Marta natomiast powiedziała teraz mężowi, że w październiku kończy się jej umowa z facetem, który wynajmuje jej mieszkanie na Ursynowie i że w  związku z tym mogą rozpatrzeć czy zaproponować Andrzejowi jej  ursynowskie mieszkanie na  zasadzie zamiany jej już istniejącego mieszkania z jego jeszcze się budującym. Bo one są nawet  dość blisko siebie i chyba nawet identyczne metrażowo. A to, że Wojtek nie jest zorientowany w sytuacji finansowej Andrzeja  nie  znaczy  wcale, że jest ona zła. Bo jakby nie było Andrzej ma doktorat i pracuje już od  dość  dawna w bardzo dobrej klinice i na pewno zarabia więcej niż w państwowym szpitalu. A prywatnym  zdaniem Marty to chirurdzy chyba powinni dostawać jakiś  "dodatek stresowy" bo to szalenie  wyczerpujący nerwowo zawód. Nie  dość, że nauki od  groma bo człowiek to cholernie skomplikowany twór to są  ciężkie warunki pracy. 

Jeden z ich kolegów z podstawówki  ma ojca, który był a może i nadal jest neurochirurgiem i on zabronił synowi zdawania na medycynę bo to wielce wyniszczający  zawód.   Wiem o kim mówisz - powiedział Wojtek- mówisz o Kaziku B. Oni wyemigrowali i mieszkają w Luksemburgu. Ostatnia  wiadomość o nim brzmiała, że studiuje  architekturę- teraz pewnie już  skończył, a jego ojczulek nadal jest czynnym neurochirurgiem. Bartosz mówił, że rodzice  zafundowali Kaziowi siostrę, co go dziwnym trafem  wcale nie uszczęśliwiło, bo jest od niego dużo  młodsza. A co robi Bartek? - spytała Marta.  Nie mam pojęcia- gdy z nim rozmawiałem to  był na urlopie  dziekańskim na "esgiepisie" a ja go spotkałem szalenie  dawno w tramwaju gdy byłem chyba na trzecim  roku. Narzekał, że się  wszyscy rozjechali po świecie, ale  więcej się nie  spotkaliśmy. Zresztą to nic  dziwnego, w  szkole też raczej nie  byliśmy w jednej  sitwie.

Marta pokiwała tylko głową, chwilę milczała i potem powiedziała - wyczytałam w jakimś czasopiśmie, że my, jako naród  zaczynamy być największą diasporą - jeszcze  trochę a  niemal w każdym kraju będzie  można spotkać Polaka - autor artykułu usiłował rozwikłać dlaczego tak  się dzieje skoro nikt nam ojczyzny nie okupuje. Sporo jest Polaków  w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Belgii a najmniej w Rosji i Chinach. Oczywiście autor  nie  rozpatrywał tu  wyjazdów turystycznych, tylko te związane  z dość długotrwałym zamieszkaniem. Bo jeśli idzie o turystykę to chyba  tylko na Biegunie  Południowym nie bywamy i w bardzo "Czarnej Afryce", ale Egipt, Tunezję, Maroko, Algierię to odwiedzamy i to chętnie. Jedna dziewczyna  z mojej grupy była zimą w Maroku i bardzo sobie ten pobyt  chwaliła. Co prawda z tej okazji zawaliła  sesję, ale  nie  wyglądała na   zmartwioną  tym faktem. Ona  nawet  miała  ze  sobą notatki, tylko jakoś zabrakło jej  zapału by w nie  chociaż  zerknąć.

Kochanie  moje, gdy skończysz te  studia to na pewno gdzieś się  wybierzemy. Może właśnie  zimą do jakiegoś "ciepłego kraju". Ja będę miał 30 dni roboczych urlopu, dni ustawowo wolne od  pracy nie  są wliczane do urlopu.  Fajnie  mi się siedzi w jednej "kajucie" z Michałem - dopiero teraz widzę jaki to mądry i życzliwy człowiek. I baaardzo bystry i ogromnie taktowny. Moja wiedza przy jego wiedzy, nie  tylko z naszej tematyki, to jak jedna pestka słonecznika przy ilości wyłuskanej z całej tarczy słonecznika, jak taka mała kropelka przy wodospadzie. Wpadniemy do  nich gdy im się  dzieciaki wychorują. Całe szczęście, że teraz nieomal przeciwko wszystkim  dziecięcym chorobom są szczepienia i nawet jeśli dzieciaki coś  załapią to przechodzą to lekko, bez powikłań. Tak brzmi teoria, ale jak mówi Michał teoria i praktyka  nie  są zgodnym stadłem i chodzą  zupełnie różnymi drogami.

Starszy siedzi teraz w domu bo w jego przedszkolu rozpanoszyła  się ospa wietrzna , więc przy pierwszym zgłoszonym przypadku zachorowania żona Michała  zatrzymała  starszego w  domu i przez kilka dni zadręczała siebie i dzieci sprawdzaniem czy  aby któreś nie  ma podejrzanej wysypki. Śmiejemy się z Michałem, że można napisać humoreskę pod  tytułem straszliwe  skutki ospy wietrznej w  przedszkolu, bo jak się śmiejemy przez to, że w przedszkolu starszego jest ta wietrzna ospa ja  musiałem nagle zastąpić na wykładach Michała co mnie przyprawiło o straszliwy stres i podobno na  wieść o tym nagłym zastępstwie zrobiłem  się zielony na twarzy, ale Michał wygrzebał w domu swoje konspekty i dostarczył  mi je dwie godziny przed wykładem  i jakimś cudem dałem radę, bo na moje szczęście był to maszynopis a nie jego hieroglify. I jak mi powiedział- pewnie na pocieszenie- panowie studenci byli zadowoleni, bo im na  dzień dobry powiedziałem, że po raz pierwszy prowadzę wykład i że jeżeli coś co powiem będzie dla kogoś mało jasne, to niech od  razu mi to zgłoszą i postaram  się to jaśniej z siebie wydalić.  I teraz co i  rusz Michał zostawia mnie na  pastwę studentom, bo przyniósł do pracy wszystkie swoje konspekty, a ja je sobie przetłumaczyłem  na  swoją modłę. Michał to popiera, bo jest pewien, że ja to im tak wytłumaczę,że bez trudu pojmą o co biega, bo jakby nie  było sam to całkiem niedawno pojąłem  i pamiętam co mnie  czasem sprawiało trudność. 

Jest  nieco zły, bo to przedszkole tanie nie jest a dzieciak siedzi w  domu, bo tam kolejne zachorowania a teraz jeszcze  doszła odra, przeciwko której  dzieci były  szczepione, ale to  nie uchroni  ich w 100% przed  zachorowaniem.  Teraz na  tempo szukają jakiejś osoby by albo posiedziała z młodszymi w domu albo przewietrzała  starszego na spacerze. No ale wtedy to będzie wywalał pieniądze i na przedszkole, do którego starszy nie  chodzi i na kogoś do opieki. Do tego wszystkiego jego żona czuje się winna, że za niego wyszła mając na głowie  dziecko i tonie  we łzach. 

Podpowiedziałem mu, żeby skrzyknął się z rodzicami dzieci, które profilaktycznie siedzą w domu by rodzice  tych  dzieci ponosili mniejsze opłaty, bo odpada opieka nad nie uczęszczającymi do przedszkola  dziećmi i ich wyżywienie, więc powinni płacić tylko czynsz za lokal, by dzieci miały dokąd wrócić gdy  się cała  sytuacja unormuje. No i ma zamiar tak właśnie  zrobić. Stwierdził, że jestem geniuszem, bo to logiczne rozwiązanie. Muszę zatelefonować do Andrzeja  i opowiedzieć mu o tym, bo on nie może  się doczekać chwili gdy jego chłopcy pójdą do przedszkola.  Michał się śmieje, że  dzięki infekcji w przedszkolu przestałem się bać godzin dydaktycznych  i dobrze mi to idzie.

Mam nadzieję że mówi prawdę a nie podpuszcza  mnie by mi poprawić morale.

                                                                 c.d.n.

                                                                    


Córeczka tatusia - 40

  W Klinice Andrzej obejrzał wszystkie wyniki badań, przepytał o wszystkie  dolegliwości związane z tym przerostem, chwilę podumał i zatelefonował do swego kolegi w innym  szpitalu. Gdy skończył rozmowę stwierdził, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest jednak operacja i to raczej szybko - nie ma na  co czekać. I że jego kolega "ostateczny wyrok" wyda gdy sam obejrzy pacjenta i nie jest wykluczone, że może nawet sam "pokroi" Wojtkowego ojca, bo sądząc po wynikach to  w każdej chwili może dojść do sytuacji "podbramkowej" czyli niemożliwości opróżnienia pęcherza w sposób naturalny i byłoby najlepiej gdyby Wojtek jeszcze  dziś wpadł do  tego jego kolegi. Andrzej nie  byłby sobą, gdyby nie przedstawił ojcu Wojtka trzech możliwych sposobów operacji i zaznaczył, że  sposób wybiera chirurg a nie pacjent. A pobyt w  szpitalu po operacji to z reguły cztery dni i kilka wizyt już po wypisie. Wojtek usiłował się dowiedzieć którą metodę operacji wybrałby Andrzej, ale on powiedział, że jeszcze nigdy nie operował takiego przypadku, więc nie doradzi. A kolega, do którego ich odsyła  ma  w tej materii dużą wprawę. Teoretycznie każdy "miękki chirurg" wie jak taką operację przeprowadzić, ale lepiej oddać  się w ręce takiego, który tego typu operacje robi  stale. Przy okazji Andrzej z Wojtkiem przejrzeli swoje kalendarze i umówili się na spotkanie - tym razem w domu Marty i Wojtka , a Andrzej zaznaczył, że tym razem będą bez  dzieci więc będą  mogli spokojnie dłużej posiedzieć i będzie się mógł nacieszyć.....Misią.

Wojtek zatelefonował do Marty by jej powiedzieć, że jedzie  razem z ojcem do kolejnego lekarza. Kolega Andrzeja stwierdził, że rzeczywiście trzeba interweniować chirurgicznie i że on ma dziś dyżur, więc niech  Wojtek teraz  zabierze ojca do domu żeby się przygotował na pobyt w szpitalu i niech przyjadą po godzinie 21,00, a najlepiej o 21,30 bo on już będzie wtedy po wieczornym obchodzie pacjentów.  Rano będą porobione  wszystkie  badania a operacja będzie w dwa dni później. A to, że ojciec ma ubezpieczenie w Austrii to żadna przeszkoda, bo wszak to kraj Unijny i polska  kasa  chorych rozliczy  się z austriacką. A na koniec poinformował pacjenta, że po tej operacji już nie  zapłodni żadnej kobiety. No to świetnie- ucieszył się ojciec Wojtka - jedno dziecko nam całkowicie wystarcza i nie mam zamiaru starać  się o następne.

W drodze do  domu ojciec poprosił by Wojtek powiadomił matkę  o całym "wydarzeniu" gdy on już będzie w  szpitalu. Wojtek popatrzył na ojca i zapytał się niezbyt uprzejmie co ojcu na mózg padło, ale ojciec uparł się mówiąc, że on nie zadzwoni bo......nie rozmawia z tą wariatką. W końcu Wojtek machnął ręką i obiecał, że sam zatelefonuje do matki, gdy ojciec  już będzie przyjęty do szpitala. Całą drogę  do domu ojciec narzekał na matkę aż w końcu Wojtek powiedział - nie bardzo rozumiem dlaczego mi mówisz jakie masz pretensje do mamy - to wszystko co mi mówisz powinieneś jej powiedzieć- nie mnie.

Wieczorem Wojtek odwiózł ojca  do szpitala. Planował by matkę poinformować o  wszystkim dopiero następnego ranka, żeby spokojnie przespała noc, ale gdy on odwoził ojca  do  szpitala zatelefonowała  do domu matka i Marta ją poinformowała, że  właśnie  w tej chwili Wojtek odstawia ojca do  szpitala i tu będzie operacja, bo wg lekarza  w każdej chwili może nastąpić zatrzymanie moczu.  Reakcja teściowej wstrząsnęła nieco Martą, bo teściowa  powiedziała - "i dobrze mu tak, było nie latać na  dziwki!" 

Marta przełknęła w myślach pewien  brzydki wyraz i powiedziała - mamo, gdyby latał na  dziwki to nie miałby przerostu stercza a co najwyżej jakąś chorobę weneryczną. Przerost jest efektem niedoboru seksu a nie jego nadmiaru - niech mama sobie to sprawdzi w Googlach. Poza tym nie jestem zainteresowana waszym życiem seksualnym. Wojtek pewnie w ciągu godziny wróci więc do ciebie zatelefonuje. A ja już idę spać, bo muszę  jutro wcześniej  wstać. 

Gdy wrócił Wojtek oboje  się przez  chwilę zastanawiali które z jego rodziców głupsze i wredniejsze, a Wojtek stwierdził, że matka ma  bardziej  "nawalony" mózg  niż ojciec. 

W dwa dni po przyjęciu ojca  do szpitala była operacja, która zdaniem chirurga przebiegła bez jakichś komplikacji, czwartego  dnia Wojtek odebrał go ze szpitala. Przez tydzień po zabiegu kilka razy było płukanie pęcherza przez cewnik, który w końcu usunięto. Przez cały ten czas ojciec był bardzo radosny, bo był w domu razem z Wojtkiem. Odczuwał jeszcze niewielki dyskomfort, ale jak powiedział to i tak było mniej dokuczliwe niż dolegliwości przed  zabiegiem. W końcu nadszedł czas odjazdu. Wojtek nie mógł się nadziwić, że matka nie przyjechała, ale nic na ten temat nie mówił ojcu. Ojciec wyruszył w  drogę pociągiem sypialnym i  zaraz gdy dojechał na miejsce zawiadomił o  tym fakcie  Wojtka, by ten się nie martwił, bo podróż przebiegła spokojnie i bez jakichkolwiek komplikacji,  a samochód na parkingu bez problemu odpalił.

Marta z Wojtkiem ustalili, że nie powiedzą tacie i Pati o dość oczywistym kryzysie małżeńskim rodziców Wojtka. Bo może teraz sytuacja jakoś się poprawi  a na pewno się "wyklaruje" w którąś stronę. Ojciec czuł się  dobrze i stwierdził, że ten  zabieg wpłynął korzystnie nie  tylko na jego zdrowie fizyczne ale i na stronę psychiczną. Niemal przez  cały czas swej rekonwalescencji mówił Wojtkowi jaka Marta jest mądra, dobra, ładna, miła i że Wojtek powinien cały czas o nią dbać. 

W końcu Wojtek "nie wyrobił" i powiedział - tato, ja to wszystko wiem od  dawna- gdyby było inaczej nie bylibyśmy razem - ja ją po prostu uwielbiam, więc przestań mi ją zachwalać niczym konia na  sprzedaż. Pomyśl lepiej o swoim małżeństwie bo jak na  razie to z mojej perspektywy wygląda to kiepsko. Chyba powinniście pewne aspekty swego związku wspólnie przeanalizować.

Marta, w porozumieniu ze  swoimi  rodzicami i Wojtkiem postanowiła, że święta  wielkanocne będą u nich i zatelefonowała do rodziców Wojtka by przyjechali na święta. Rozmawiała z teściową, która jakoś dziwnie "kręciła" nie  dając jasnej odpowiedzi czy przyjadą, więc Wojtek w kilka  dni później zatelefonował do ojca i opowiedział jak dziwnie matka rozmawiała  z Martą. Ojciec chwilę milczał, w końcu powiedział  -  jednak miałem rację - twoja matka  jest wielce  zainteresowana kimś innym. I na  szczęście kimś nie  zainteresowanym jej majątkiem. I jest to facet nieco ode mnie  starszy. Ona nie wie, że ja o tym wiem - nadal mi  wciska "ciemnotę", że chodzi na różne masaże, ćwiczenia itp. Ale mnie  już jakoś przestało to boleć. Nikogo nie  zmusi się do miłości. I na mnie w okresie Wielkanocy możecie liczyć - na pewno przyjadę. I nie mam zamiaru omawiać tego z nią - po prostu przylecę do was  samolotem z Wiednia. Już nawet mam zarezerwowany bilet. I nie omawiajcie  więcej tej  sprawy świąt z matką. Niech  sama kombinuje co ma  z tym fantem zrobić.  Została zaproszona, więc niech teraz kombinuje jak koń pod  górę  co ma powiedzieć.

A wam obojgu jestem ogromnie   wdzięczny za to zorganizowanie mi leczenia i opiekę. Postanowiłem, że gdy przejdę na  emeryturę to wrócę do Polski - wszak mam tam już  mieszkanie. I to przecież całkiem blisko  was. A co w takim razie z waszym domem w Grazu ?- spytał Wojtek.  Na razie jeszcze tego nie omawiałem  z prawnikami - niech oni coś mądrego wymyślą. Im się płaci głównie za myślenie. Za  mało się dotąd interesowałem zagadnieniami prawnymi, ale jej pieniędzy w tym domu nie ma. Nie wiem czy wiesz, ale twoja  matka  ma swój własny biznes w Polsce, który bardzo starannie przede mną ukrywała. Ale się nim pochwaliła przed jedną  ze swych przyjaciółek, która o tym wypaplała swemu mężowi a on wypaplał z kolei mnie. I dość dawno o tym  wiem - byłem  ciekawy czy i  kiedy mi o  tym powie, ale jak dotąd to nie pisnęła  ani słówka. I  teraz w świetle nowych  "wydarzeń" bardzo się cieszę, że matka ma  swój własny biznes, bo mam z nią rozdzielność majątkową oraz dokumenty,  że dom był kupiony za moje pieniądze. Jak widać  świat jest mały i niewiele można ukryć. Ale najważniejsze, że czuję się naprawdę dobrze. Podziękuj też w moim imieniu swemu koledze, temu panu Andrzejowi. Nie  dziwię się, że  się szybko zaprzyjaźniliście.  Pomyśl jaki prezent ode mnie sprawiłby mu frajdę. 

Dobrze tato, pomyślę. On ma dwóch malców  w domu - 2 i 4 lata a jego żona nie pracuje. To naprawdę świetny facet. Polubiliśmy  się od pierwszego kontaktu, to on operował moją przepuklinę i w moim pokoju spędził noc po operacji śpiąc w fotelu. A jego dzieciaki są świetne i ma bardzo miłą i kulturalną żonę. I nie  wykopał mnie  ze  szpitala po jednej  dobie, choć  wszystko było dobrze ze mną. Jesteśmy tak jakbyśmy byli braćmi. I obaj ogromnie  kochamy i cenimy swoje  żony. A Marta to ma jakiś wrodzony talent pedagogiczny- maluchy były nią oczarowane.Tato, a mogę o tym twoim "odkryciu" dotyczącym matki powiedzieć Martusi?  No jasne synu, możesz, to dziewczyna z otwartą głową. Bardzo ją cenię, jej ojca również - wspaniale ją  wychował. I bardzo się  cieszę, że ma teraz już ustabilizowane życie z mądrą i kochającą  go kobietą.

No fakt - Patrycja i tata są dla nas tu oparciem- szalenie nam pomagają, ale w taki delikatny, nie nachalny sposób. Oni codziennie wieczorem wyprowadzają na  spacer Misię i jeśli następnego  dnia wiadomo, że nas obojga  cały  dzień nie będzie  w domu to biorą Misię do siebie i Misia spędza czas w kwiaciarni Pati.

A Misia to bardzo mądrutka psinka - nie ma z nią żadnych kłopotów. Marta  się śmieje, że Misia jest przekonana, że każdy pies na świecie  ma 3 domy- bo ona ma swoje posłanka i budki w trzech miejscach- u nas, u rodziców i w kwiaciarni. I wszędzie jest głaskana i przytulana. 

Tato- a na pewno się dobrze  czujesz? Wszystko jest w porządku po tej operacji? Nic nie dokucza? Synuś- ja nie kłamię - jest naprawdę świetnie. Lekarz mnie uprzedzał, że czasami przez kilka tygodni może pobolewać przy opróżnianiu pęcherza, ale bolało mnie odrobinę i tylko przez tydzień. Teraz nic a nic mnie boli - zostałem świetnie wyremontowany. Tak dobrze wszystko poszło pewnie  dlatego, że szybko jednak poszedłem na tę operację nie czekając aż się pogorszy.

Gdy Marta wróciła z wykładów Wojtek bardzo szczegółowo opowiedział jej o swej rozmowie z ojcem. A Marta pomyślała, że na szczęście Wojtek jest charakterem podobny do swego ojca  a nie matki. I bardzo się ucieszyła, że zdaniem teścia jej ojciec świetnie ją  wychował.

W tym roku jakoś dość wcześnie wypadała Wielkanoc. Teściowa zatelefonowała do swego syna i mu powiedziała, że ona jedzie na turnus rehabilitacyjny do sanatorium i niestety nie będzie  mogła do nich przyjechać w okresie świąt i zapewne ojciec sam do nich przyjedzie, więc Wojtek w imieniu swoim i Marty życzył jej  dobrej pogody i poprawy stanu zdrowia, poza  tym złośliwie  dziwił się, że matka nie może dla ojca wynająć jakiegoś lokum w pobliżu sanatorium. Matka wiła  się jak piskorz tłumacząc, że  zbyt późno pomyślała o takim rozwiązaniu. Wojtka korciło, żeby matce powiedzieć, że ojciec przyjedzie do  nich na święta, ale był ciekawy co matka zełga gdy on po świętach  zapyta  się jej gdzie ojciec spędzał w tym roku święta.

A święta choć w niezbyt wiosennej szacie były bardzo miłe i pełne  rodzinnego ciepełka, co bardzo docenił ojciec Wojtka. Pogoda była  całkiem znośna, więc wybrali się na spacer po Starym  Mieście- Misia była  niesiona w eleganckiej torbie z plastikowym okienkiem i miała na  sobie kabacik zrobiony na drutach przez wspólniczkę Patrycji. Tę elegancką, lekką a jednocześnie miękką w środku  transportówkę przywiózł dla Misi ojciec Wojtka. Bardzo się Misi ten  spacer podobał, było jej miękko i ciepło w  wełnianym kabaciku- wpierw wyglądała przez okienko a potem zwinęła się w kłębek i zasnęła. Marta co jakiś czas sprawdzała czy nie jest psinie zbyt  chłodno i na  wszelki wypadek owinęła ją jeszcze swoim szalikiem.

W drugi dzień świąt do Wojtków przyjechali Andrzej i Lena a ich dziećmi zajmowały  się w tym czasie dwie babcie i jeden  dziadek, by Lena i Andrzej mieli nieco  "oddechu". Andrzej najwięcej  czasu spędził na podłodze siedząc przy posłaniu Misi, która z początku traktowała  go z wielką rezerwą nim  w końcu dała się wziąć na ręce i utulić. Ojciec Wojtka wraz  z rodzicami  Marty  wybrali  się  na koncert organowy w jednym z kościołów.  Świąteczny obiad był u rodziców Marty. W pewnej chwili Andrzej powiedział do Wojtka, że trzeba będzie pomyśleć by mieszkali gdzieś bliżej siebie bo jak na  jedną taką zgodną rodzinę  to stanowczo mieszkają  zbyt daleko od  siebie. 

No właśnie - zawtórował mu ojciec Wojtka. Muszę o tym pomyśleć. Dla mnie te święta są naprawdę cudowne właśnie za sprawą wszystkich tu obecnych osób.  Już mam ochotę przejść na  emeryturę, ale rozum mi podpowiada, że nie byłoby to mądre rozwiązanie. Muszę się wam do czegoś przyznać - złożyłem pozew rozwodowy- to mój prezent dla żony, której doszczętnie się znudziłem. Do rąk dostanie go jutro z poranną pocztą. Zamiast mnie w sądzie będzie stawał mój adwokat i dzięki temu oszczędzę sobie jej widoku, który mnie po prostu zniesmacza. Przed wyjazdem zabezpieczyłem wszystkie swoje rzeczy na których mi zależy.  Razem z pozwem szanowna małżonka dostanie ode mnie list, w którym napisałem, że wracam  10- tego a od jutra rana do chwili mego powrotu będzie tam mieszkał mój przyjaciel i pilnował by nic mi nie  zginęło. Ma wprawę w pilnowaniu, pracował kiedyś  w policji, ale ona o tym  chyba  nie  wie.

Rodzicom Marty nieco opadły ze  zdumienia szczęki, a ojciec Wojtka wyjaśnił, że złożył pozew gdy już miał "czarno na  białym wypisane i udokumentowane", że jego żona go najzwyczajniej w  świecie  zdradza, a  wcześniej dowiedział się, że ukrywa  przed nim swój biznes, który ma  w Polsce. Przemyślał wszystko dokładnie i stwierdził, że skoro wie, że już nigdy jej nie  zaufa a ona ewidentnie nie jest nim zainteresowana, to nie ma sensu ciągnąć tej farsy dalej.

                                                                          c.d.n.



czwartek, 16 listopada 2023

Córeczka tatusia - 39

 Do Warszawy, dość  niespodziewanie bo bez  "zapowiedzi", przyjechał ojciec Wojtka. Na pytanie Wojtka czemu nie przyjechała  z nim  mama odpowiedział - no bo odkryła, że nie jest  moją  niewolnicą i nie będzie z powodu mojej podróży  do Polski przerywać cyklu masaży, zwłaszcza, że je opłaciła  z góry. A o tym, że ja  w tym  miesiącu najprawdopodobniej  pojadę do Polski to mówiłem jeszcze  w grudniu. Mam wrażenie, że jej bardzo odpowiada, gdy  mnie po prostu  nie ma  w pobliżu. Zaczynam  się  zastanawiać nad  rozwodem - no nie patrz się  synu na  mnie jak na  wariata - mam dość  słuchania po sto razy dziennie, że ona  nie jest moją  niewolnicą.  Ona  zupełnie  nie  zauważyła  faktu, że to  ona  zawsze w  domu rządziła i głównie jej plany  były realizowane  a nie moje. Nawet ten ostatni idiotyczny pomysł z wyjazdem na urlop do Tajlandii. Lubię ciepło, ale nie upały.  

Ostatnio  już nie  wyrobiłem i "warknąłem", że  może powinna umówić  się  do jakiegoś psychologa, który pomoże jej w  rozeznaniu  się  co  się jej w głowie  roi.  Na to usłyszałem, że nie uda mi  się zrobić  z niej  wariatkę. Miałem niebywałą ochotę by jej palnąć, że nie muszę w tym celu nic  robić, bo jej zachowanie w stosunku do  mnie mówi samo za siebie, ale zmilczałem. Ja  rozumiem, że menopauza ma wpływ nie tylko na  stan fizyczny kobiet ale i na stan umysłu, ale nie  sądziłem, że aż taki. 

No a jak z twoim stanem  zdrowia? - spytał Wojtek. No leczę  się, ale komórek nowotworowych nie mam- na razie-  szczerze odpowiedział ojciec. I kto wie czy nie  zdecyduję  się na klasyczną operację  teraz, bo zdaniem mojego lekarza usunięcie stercza gdy jest jeszcze to  łagodny przerost jest najzdrowszą metodą. I wiesz  co? Najlepszą metodą zapobiegania jest  regularne współżycie płciowe. Im  więcej seksu w małżeństwie  i im  dłużej jest zachowana  ta  aktywność tym dla faceta  zdrowiej. Chciałem,  by twoja  szanowna  mamusia poszła  ze mną do mojego  urologa, ale ona nie chciała. Jestem  tym  wszystkim podłamany i mocno zniechęcony. Zaczynam podejrzewać, że ona kogoś ma i zastanawiam  się, czy nie  wynająć  jakiegoś  detektywa - bo jeżeli kogoś  ma na boku to nie ma  sensu byśmy byli razem. Proponowałem jej też  wspólną terapię, ale nie  chciała. Jestem  tym  wszystkim zmęczony i czuje  się jak w potrzasku. 

To wszystko naprawdę mało wesoło wygląda - stwierdził Wojtek. Mam tylko nadzieję, że  w moim związku z Martą nie posypie  się tak jak u was. Mamy oboje   zwyczaj nazywać  rzeczy po imieniu i nie da  się ukryć, że bardzo wcześnie poznaliśmy  wzajemnie  swą anatomię i razem czytaliśmy lekturę na ten temat. Matka marzyła bym sobie  znalazł jakąś panienkę w Austrii, ale ja przez te  cztery lata liceum miałem w  głowie tylko Martę - tęskniłem za nią, za jej pocałunkami i dotykiem - nieprzyzwoitym- jakby określiła mama. I uciekłem do Polski właśnie z powodu Marty. Trochę  się bałem czy aby naprawdę ona na mnie  czekała, ale okazało się na miejscu, że czekała. Tato, uprzedzam  cię lojalnie, że to wszystko co  mi powiedziałeś opowiem Marcie - my mówimy sobie o  wszystkim. I mamy oboje nadzieję, że tak będzie  zawsze. To może kogoś  dziwić, ale ja  jej często mówię też o tym o czym ona nie ma  nawet bladego pojęcia - np. o projekcie jaki mam zrobić. W ramach wzajemności mówienia  sobie o wszystkim często wysłuchuję wiadomości z  zakresu medycyny estetycznej. I oboje  się czasem z tego śmiejemy, ale nadal tak robimy. 

Teraz oboje  się zastanawiamy, ale oczywiście  głównie Marta, nad jej studiami II stopnia- bo z jednej  strony to ona  chce zrobić II stopień, czyli mieć tytuł magistra w  swej dyscyplinie a z drugiej  strony oboje  chcielibyśmy by urodziła  dziecko jeszcze przed trzydziestką. Do końca I stopnia ma jeszcze  jeden semestr i rok kalendarzowy na oddanie pracy licencjackiej. Teoretycznie, jeśli  chce studiować  dalej to nie powinna pisać tej pracy, tylko dalej studiować. Ale rozmawiała  z  doradcą, która  stwierdziła, że rozumie jej plan i że Marta może napisać tę pracę, nawet przerwać na jakiś czas studia i potem wrócić by zrobić magisterium.  To bardzo fajna uczelnia, taka stojąca twarzą a nie  tyłem  do swych studentów. I nikogo tam nie  dziwi fakt, że Marta  chce się sama zajmować  naszym  dzieckiem, a nie oddawać je do żłobka lub wynajmować jakąś niańkę,więc na pewno weźmie  trzyletni bezpłatny urlop wychowawczy po tym ustawowym macierzyńskim. Wiesz tato - tak moim prywatnym  zdaniem to kobiety mają "przechlapane", zwłaszcza gdy  się którejś  zamarzy regularna medycyna i po niej  musi  zrobić  specjalizację w którejś konkretnej dziedzinie medycyny. Marta na początku strasznie przeżywała fakt, że  nie załapała  się na medycynę, teraz jest sama na  siebie zła, że  wcześniej nie poszła na  studia, bo wtedy już by je  dziś kończyła.  Cały czas jej regularnie  tłumaczę, że dla mnie nie jest ważne  czy ona ma jakieś studia czy też nie - ona i bez  studiów ma  świetnie  wszystko poukładane  w głowie bo jest bardzo mądrą, inteligentną dziewczyną.

No fakt - stwierdził ojciec - Marta to bardzo inteligentna  dziewczyna  i oboje z mamą jesteśmy bardzo szczęśliwi, że jesteście  razem. I wiem, że na pewno oboje  wybierzecie taki wariant, który będzie  dla  was obojga najkorzystniejszy pod każdym  względem.

Tato, my mamy bardzo dobrego lekarza-chirurga, tego co mnie operował. Pomyślałem, że może byłoby nieźle gdybyś z nim porozmawiał. On na pewno ma wśród  swoich kolegów po fachu takiego, który się specjalizuje w operacjach tego typu, o której ty mówisz. Co o tym sądzisz? Ale ja tu nie będę  długo, raptem cztery  dni. No ale może  faktycznie to dobry pomysł - zgodził się ojciec.Można o tym pogadać.

No to ja zaraz do niego wyślę wiadomość i zobaczymy co odpisze. Nie  telefonuję, bo być może  stoi właśnie przy stole operacyjnym. Bardzo się z nim zaprzyjaźniłem - śmiejemy  się, że jesteśmy poglądowo jak dzieci z jednej prywatki. Ma dwójkę wielce zabawnych maluchów. Masz gdzieś zapisane rozpoznanie po łacinie? No mam, zaczekaj zaraz je znajdę, mam na laptopie.

Wojtek szybko wysłał wiadomość do Andrzeja i powiedział - a ja od nowego semestru będę pracował na Politechnice. Na razie  bywam tam  "gościnnie", nieomal w celach  rozrywkowych a tak dokładnie  to podglądam wszystko, by potem nie  czuć  się dziwnie w nowym  miejscu. I już trochę myślę nad tematami które mogę opracowywać. Już mam nawet własne  biurko, siedzę w pokoju razem z moim promotorem, bo to właściwie on  mnie, bez mojej  wiedzy, zaprotegował. Nie podejrzewałem wcześniej, że zaraz po magisterium  wystartuję do doktoratu. I nie jest to mój pomysł ale  właśnie Michała, mojego promotora.

Ooo, to coś nowego jak na polskie stosunki - stwierdził ojciec. Ale  widocznie zauważono, że twoje wiadomości są na tyle spore, że możesz startować do doktoratu. A czemu mi o tym na początku nie powiedziałeś?  No bo jeszcze przecież  nie podpisałem  angażu, a napiszę gdy  będzie już to pewne. Na razie traktuję to ciągle jako plany. 

Wiesz  co, muszę iść ugotować jakiś obiad, bo dziś Marta  będzie w domu o 15,30. Dopóki nie pracuję to będę gotował obiady, a potem to pewnie będziemy raz na tydzień gotować  razem i pewnie kupimy zamrażarkę, taką oddzielną, żeby wszystko było porządnie  zamrożone.  Oczywiście Pati zaproponowała, że może i dla nas gotować,  ale Marta stwierdziła, że na razie spróbujemy jak to nam wychodzi - przecież Pati też pracuje i nam pomaga bardzo, bo opiekuje się Misią gdy nas obojga nie ma w domu.  Misia już doskonale zna "rozkład lotów" , u rodziców Marty i w kwiaciarni Pati ma  swoje budki i posłania i chyba by padła  ze  zdumienia gdyby  się nagle  coś zmieniło.  Wieczorem rodzice ją  zabierają na  ostatni spacer i jeżeli wiadomo, że następnego dnia  nas nie będzie  w domu  Misia śpi u rodziców i potem jest z Pati w kwiaciarni. Śmiejemy się , że Misia chociaż taka malutka z powodzeniem starcza na dwa domy i kwiaciarnię, którą ona traktuje też jak  dom. Nawet nam  się nie śniło, że to będzie  taka fajna psinka. Gdy w Sopocie Marta powiedziała, że zabierzemy ją do Warszawy to trochę mnie  zatkało z wrażenia, bo nigdy nie widziałem w  wyobraźni, że mogę mieć takiego maluśkiego psa  - zawsze sobie  wyobrażałem, że kupię sobie  super rasowego owczarka niemieckiego.

Andrzej odezwał się dopiero po godzinie drugiej po południu i powiedział by Wojtek wraz z ojcem wpadli do niego do kliniki najdalej o godzinie 17,00 do przychodni. Ma pacjenta o 16,30 i to jest jego ostatni pacjent tego dnia i dał znać do recepcji by nikogo więcej na  dziś nie  zapisali. Już i tak mu podpadli bo dość niespodziewanie ma  dziś dyżur nocny. No ale to są uroki pracy w  szpitalu - dodał. Ale powiedz mi dlaczego tata nie pytał o to, gdy ty byłeś w  szpitalu?  Bo to był tata Marty, a dziś u ciebie  będę z moim rodzonym tatą - jest aktualnie w Polsce  służbowo. Siedzi w tej Austrii od lat, ale  ponieważ raczej zawsze był zdrowy to nie opanował perfekcyjnie  terminów medycznych i zastanawia  się czy aby go na pewno trzeba operować. Ma w laptopie skany wszystkich badań. Aaaa, rozumiem.  A gdzie ojciec jest ubezpieczony?   No w Austrii, wszak tam pracuje. No dobrze, potem się będziemy martwić gdy to obejrzymy. A bierze jakieś leki?  Twierdzi, że tak, ale poprawy nie widać, poza tym, że przybrał na  wadze, co go wyraźnie zeźliło, bo zawsze  dbał o linię. No dobra, to do zobaczenia.

Gdy Wojtek szykował obiad ojciec dostał do ręki polską Encyklopedię Zdrowia i Wojtek mu wytłumaczył, że będzie lepiej gdy sobie  trochę łyknie wiadomości medycznych, bo nie ma w czym Wojtkowi pomagać - mięso już jest w zalewie i wrzuci  się je na patelnię gdy przyjedzie  Marta, ryż robi się sam w termosie, surówka warzywna wymaga tylko wyjęcia ze słoika. On z Martą,  raz na tydzień robią duży słój surówki,  mają różne "kuchenne wynalazki" do szatkowania surowych warzyw i taki trzylitrowy słój sałatki spokojnie im wystarcza na cały tydzień. I wreszcie przydaje się mikrofalówka do odmrażania zamrożonych dań. A czasem coś jeszcze po odmrożeniu w mikrofali podpiekają w piekarniku. Marta podpatrzyła u koleżanki i jej wzorem ma w  zamrażalniku  zamrożony rosół i jest bazą do jakiejś  zupy. A oni oboje najbardziej lubią zupy "do popitki". I Marta często robi zupę gulaszową z domowymi kluskami kładzionymi  ewentualnie makaronem zwanym "muszelki". I jedzą  sporo ryżu szykowanego na  sposób włoski lub turecki. A kto was tego wszystkiego nauczył? - dociekał ojciec.  

Wojtek uśmiechnął się - mamy mnóstwo książek z przeróżnymi przepisami - są przepisy z Europy ale jest i sporo przepisów  z kuchni  chińskiej, indyjskiej, greckiej - właściwie w kwestii gotowania to można bez trudu obskoczyć kuchnie całego świata. Teraz  to nawet  bez trudu  można kupić przeróżne przyprawy. I wcale  a wcale nie trzeba  wielu godzin  spędzać w kuchni.

Równiutko o 15,30 pod  dom zajechała Marta. Wojtek szybko nakrył do stołu " w salonie", choć ojciec mu tłumaczył, że przecież mogą  zjeść  w kuchni.  W godzinę później ojciec i  syn  jechali już do kliniki. Marta była  zmęczona więc po prostu położyła  się by trochę odpocząć.

                                                                c.d.n.

niedziela, 12 listopada 2023

Córeczka tatusia- 38

 Gdy po obiedzie Marta z mężem i psiną  wrócili do domu do swego mieszkania, Marta  zmobilizowała męża by zatelefonował do swoich  rodziców i powiedział im, że już jest po obronie pracy. 

Może jutro bym zatelefonował? - marudził Wojtek. Nie  kochanie, zatelefonuj  dziś, będziesz  miał sprawę z głowy- tłumaczyła Marta. Przecież to tylko kilka minut rozmowy. Długo  nie będziesz  rozmawiać - po prostu tylko poinformujesz  rodziców, że już obroniłeś swą pracę magisterską.

Wojtek z miną męczennika zatelefonował do Grazu, na domowy telefon. Odebrał ojciec, Wojtek w kilku zdaniach  poinformował ojca, że właśnie  dziś miał obronę, że  wszystko poszło  sprawnie  bo była  z nim na terenie uczelni Marta z tatą i na niego  czekali w gabinecie  jego promotora. Powiedział też, że następnego  dnia jest umówiony na  spotkanie  z  dziekanem, bo być może Wojtek będzie  zatrudniony na uczelni i pan  dziekan  chce go namówić  na następny  stopień, czyli by rozpoczął pracę na uczelni i otworzył przewód doktorski. 

Ojciec był bardzo przejęty tą  wiadomością - w końcu nie  codziennie pan profesor zaprasza "świeżo upieczonego  "magistra inżyniera" do pracy i namawia do robienia doktoratu. A co u was słychać -  Wojtek przypomniał sobie w porę o dobrym  wychowaniu i rzucił w  słuchawkę takie pytanie.  Ojciec na moment umilkł  a potem  powiedział - coś się ostatnio z twoją mamą za wiele kłócimy. Ona teraz bardzo mało jest w domu gdy wracam z pracy, obiady jem sam, bo ona je wcześniej i codziennie chodzi na różne zajęcia a najwięcej na jakieś fitnesy, masaże itp. No to dobrze - będzie kobietą zadbaną i będzie  w lepszym nastroju- podsumował Wojtek.  No nie wiem - stwierdził ojciec- ona teraz codziennie nadaje  bardzo osobliwe teksty, których głównym mottem jest zdanie "nie jestem czyjąś niewolnicą". Powiedz mi synuś,  czy twoja żona też ci  rzuca takie  zdania?  Bo może to taka moda teraz  nastała?

Wojtek zaczął się śmiać - nie, moja jest codziennie na  wykładach i najczęściej słyszę tylko o tym, że lada dzień będzie już miała uzgodniony temat pracy licencjackiej, że będzie  sporo czasu spędzała w laboratorium i że  bardzo idą jej na rękę, bo jak na razie to tylko ona jedna nie jest zainteresowana prowadzeniem jakiegoś  gabinetu kosmetycznego tylko chce pracować w laboratorium. Tato, za chwilę wyślę ci  na maila moją nową wizytówkę - tata Marty zafundował mi cały stosik wizytówek. A Patrycja upiekła całą furę super  pysznych ciasteczek, takich malutkich na przegryzkę do kawy, która była podana szanownej komisji. Wszystko zeżarli. 

A dziś  po powrocie z uczelni jedliśmy  obiad u Pati i była cała góra domowych  pierogów z grzybami, kapustą i odrobiną mielonego mięsa. Na święta ich nie  było a zrobiła je na  dziś! Pati wie, że ja je uwielbiam i bardzo mnie  wzruszyły te pierogi, bo to mnóstwo pracy przy nich.  Tato, a o co się stale kłócisz  z mamą? Ach - wygania mnie do lekarza bo się marnie prezentuję w życiu intymnym -  po prostu. I czeka mnie na razie leczenie zachowawcze ale nie wykluczone, że może będzie  trzeba wdrożyć jakieś inne leczenie. Oooo, już wróciła. Powiem jej, że już mamy magistra inżyniera. Ucałuj wszystkich w  domu ode mnie. Pa, synku!

Wojtek popatrzył się na Martę i powiedział - chyba coś "źle  się dzieje w państwie duńskim". Ojciec coś marny, gdy był tu ostatnio to narzekał na dolegliwości ze strony prostaty. Na razie leczą go tak  zwanie zachowawczo, ale być  może, że to już nie pomoże i trzeba będzie działać miejscowo. Bo chyba za późno się za to zabrał. Poza tym narzeka na mamę, że nie ma jej w  domu gdy on  wraca z pracy i że mama nadaje teksty z gatunku, że nie jest czyjąś  niewolnicą, że mama codziennie gdzieś "lata na fitnesy", masaże itp i to chyba tatę martwi - mam wrażenie, że ją podejrzewa, że te jej starania o dobry wygląd nie mają nic  wspólnego z jego osobą. 

Marta przytuliła Wojtka i powiedziała - teraz  sam widzisz jak bardzo ważne jest rozmawianie o wszystkim, zwłaszcza  o czymś tak ważnym jak zdrowie. Myślę, że w tym układzie zrobimy wielkanocne święta u nas - my mamy zaplecze  w postaci Pati i taty, oni są sami a do tego nie są tak otwarci jak tata, Pati i my. Dla bardzo wielu ludzi rozmowa na intymne tematy, nawet pomiędzy małżonkami jest tabu, a to prowadzi do różnych schorzeń i wielu nieporozumień i obustronnych żalów a czasem i rozpadu związku. Mnie nic do małżeństwa twych rodziców, ale nie mogę  zrozumieć tego, że oboje  coś ukrywają wzajemnie przed  sobą - mama ten swój biznes  w Polsce a ojciec tę  sprawę mieszkania. Normalne  to nie jest - jakoś nie wyobrażam  sobie bym miała jakieś tajemnice przed  tobą.

Nawet nie masz pojęcia jaka jestem szczęśliwa, że masz już tę obronę za sobą!  I myślę, że to całkiem dobra propozycja i jeśli rzeczywiście dziekan ci zaproponuje w tej katedrze pracę chyba powinieneś ją wziąć. Od niedawna całkiem przyzwoicie już płacą na uczelniach.  Bardzo sympatyczny ten twój Michał-promotor. I chyba nie będziesz  tam  musiał wysiadywać osiem na osiem godzin przy biurku.  Tak  sobie pomyślałam, że musiał bardzo kochać swą żonę, skoro ożenił się z wdową z malutkim dzieckiem.  Bo z wyliczeń sądząc to starszy miał  wtedy pewnie dwa lata - to jeszcze był maluszek.

Ooo, Michał to bardzo fajny facet - ma równo poukładane pod sufitem, ma niesamowite poczucie humoru. Gdy na USG wyszło, że są dwa pęcherzyki płodowe to był przerażony, ale zaraz powiedział głośno - całe szczęście, że to nie klony jednojajowe ani nie  trojaczki. I następnego dnia namówił żonę na  drugie USG, bo nie  wierzył w ten wynik - ale wynik pod  względem ilościowym był taki sam, tylko nieco dokładniejszy opis tego "drobiazgu". A poród był przez cesarskie cięcie. I ma film nakręcony z niego. On bardzo  szanuje kobiety, uważa  je lepszą część ludzkości. Gdy go lepiej poznasz  na  pewno go polubisz.

Od września bliźniaki mają pójść do przedszkola i to prywatnego, do którego chodzi w niepełnym wymiarze godzin starsze  dziecko. Bo jego żona  pracuje  tylko na pół etatu.  Pokazywał mi ich zdjęcia i wyobraź sobie, że te bliźniaki są podobne do starszego chłopca chociaż ich ojcowie są różni.  Sam jestem ciekaw co mi jutro zaproponuje dziekan na uczelni. Trochę się  boję tej części  pedagogicznej - nie  wiem czy się w tym sprawdzę. I od  razu to powiem  dziekanowi. I muszę przycisnąć  Michała co on naklepał dziekanowi na mój temat, bo ja przecież ani razu nie prowadziłem dyskusji merytorycznej z dziekanem. Z Michałem oczywiście tak - ciągle zawzięcie dyskutowaliśmy -w końcu to był mój promotor. Poza tym to taki bardzo bezpośredni facet i tytuł profesora nie zrobił mu wody sodowej z mózgu. Jak na polskie warunki to on jest bardzo młodym profesorem. Bo my, jako kraj to jesteśmy dość zacofani w dopuszczaniu do wyższych  stopni naukowych nowych, młodych  ludzi. W Niemczech to normalne, że zaraz po zakończeniu studiów i otrzymaniu stopnia magistra absolwenci  studiów zaczynają pracę  nad  doktoratem  w  swojej  dziedzinie. Oczywiście  nie  wszyscy,  ale  ci co mają do tego predyspozycje. U nas na  razie  to kuriozalna  sprawa, ale jak widać  wreszcie  się w Polskiej Akademii Nauk jakaś grupa ocknęła i chce odmłodzić kadrę naukowców. To też jeden  z plusów tego, że jesteśmy w UE. Bo rozpatrując  rzecz bez uprzedzeń to mimo  wszystko młode mózgi mają lepszą percepcję i lepiej znoszą nawał nowych wiadomości. Młody człowiek , który jeszcze nie ma  ukończonych 30 lat i ma stopień doktora  nie jest w cywilizowanym europejskim kraju czymś kuriozalnym. I myślę, że byłoby bardzo, bardzo dobrze dla naszego kraju gdybyśmy dołączyli do grona  tych państw  europejskich i pod  tym względem. 

Oczywiście trzeba  się wtedy liczyć  z tym, że w jednej klasie zawsze  będą  dzieci o dwóch prędkościach przyswajania sobie wiadomości.  No i tak przecież było  i u nas - grupka zdolnych aczkolwiek leniwych i do cna  znudzonych tym co serwował nauczyciel i podręczniki i reszta z kilkoma uczniami zupełnie nie nadążająca za tym co nam nauczyciele kładli do głów.  Może powinny jednak być inne  szkoły dla bardzo zdolnych dzieciaków? Bo pomimo pięknej idei, że wszyscy jesteśmy równi to jednak się między sobą różnimy - jedni wszystko pojmują w bardzo krótkim  czasie, niektórzy lepiej pojmują nauki ścisłe a inni są "głąbami" w tej  dziedzinie za to wszelkie humanistyczne przedmioty  same wnikają im  do głów. Pamiętasz Tolka? - wszystkie wzdychałyście  do niego bo taki ładny z niego był chłopak. Po feriach zimowych w ostatniej klasie podstawówki już nie  wrócił do szkoły, bo jego ojciec pojechał na placówkę i zabrał oczywiście żonę i jego.  Tolek pracuje w NASA, jest astrofizykiem. Wiem to od  Wiktora, który z kolei mieszka teraz w Australii. Był w Polsce ze trzy tygodnie, ale nie mam pojęcia po co. Pomyślałem, że pytanie po co tu przyjechał może go urazić. Nie  wiem czy coś studiował, ale z  zamiłowania jest geologiem i snuje  się po tamtejszych odludziach i zbiera opale i....jak sam twierdzi - zapija  się, bo dziewczyna  go rzuciła - nie chciała  razem  z nim szukać drogich kamieni i mieszkać w warunkach bardzo kiepskiego campingu, gotować na ognisku, nie posiadać łazienki i  kucać w krzakach. Prawdę mówiąc to nie  dziwię się tej jego dziewczynie - ja też, choć jestem facetem  nie przepadam za życiem pod namiotem. Jego rodzice sprawili  mu młodszą siostrę. Mieszkają w Canberze - sądząc ze  zdjęć to bardzo ładne miasto. Miałem straszną ochotę powiedzieć  moim rodzicom  czym  się ten ówczesny super uczeń  zajmuje teraz,  ale pomyślałem, że potem w razie jakiegoś  mojego niepowodzenia  będą mi wstawiać teksty z gatunku- "skończysz tak jak  Wiktor." Śmiać mi  się chciało, bo moi rodzice  zawsze mi  jego dawali za przykład  jaki to z niego dobry uczeń -  ani jednej trójczyny, wiedział, że Berlin i Berno to nie jest to samo miasto i nikt go za drzwi z lekcji nie wystawiał na  korytarz. 

Przez ten wyjazd  rodziców potraciłem  wszystkie kontakty z kolegami i dopiero gdy wróciłem tu na  studia zrozumiałem, że to jakiś  cud, że nadal łączy ciebie i mnie przyjaźń a na dodatek miłość. Tak na  moje rozeznanie to ponad połowa dzieciaków z naszej tak bardzo zżytej ostatniej klasy podstawówki już nie  mieszka  w Polsce.  I zapewne jesteśmy jedynym małżeństwem, którego miłość zaczęła  się w podstawówce i przetrwała rozłąkę. Wiem, że to brzmi nieco melodramatycznie,  ale ja bez  ciebie po prostu  nie mogę żyć - taka jest prawda. Ale jeśli kiedyś stąd wyjedziemy by gdzieś indziej  zamieszkać to na pewno nie  zostawimy tu taty i Pati.  Kocham ich oboje. A co do mojej pracy - podejrzewam, że chociaż to będzie  dla  mnie spore wyzwanie to dam radę i może  faktycznie zrobię doktorat. A praca na uczelni mi odpowiada, chociaż trochę mnie przeraża. Michał cały czas mi tłumaczy, że nie ma  czego  się bać - jako "świeży" absolwent doskonale wiem co sprawiało największe trudności, co było trudne do przyswojenia i będę umiał tak poprowadzić jakiś wykład, by studenci zrozumieli "o co biega". To bardzo zabawne, bo z jednej  strony jestem tą propozycją przerażony a  z drugiej  strony czuję się zaszczycony. Nie  wiem, ale jakoś tak podskórnie  czuję, że gdy ty zrobisz I stopień studiów  nasze  życie ulegnie sporej przemianie  i na pewno będzie  to  duuuże  "przemeblowanie"- stwierdził Wojtek.

Marta zamyśliła  się a potem powiedziała - zastanawiam się nad tym czy jeśli napiszę pracę licencjacką będzie mi  się jeszcze  chciało startować do magisterium. Mam sama do siebie ogromny żal, bo gdyby nie  moje niezdecydowanie to bym też teraz robiła magisterium. Byłam wtedy naprawdę idiotką, która na  dodatek nie wierzyła w to, że kiedykolwiek będziemy razem. Wojtek przyciągnął ją  na  swoje kolana, ciasno objął i patrząc jej w oczy powiedział - ja cię kochałem i kocham nadal nie  dlatego, że podjęłaś  studia - kochałbym cię i wtedy, gdybyś nic nie studiowała. Więc zrobimy tak, że wybierzesz to, co będziesz w czerwcu uważała za najkorzystniejsze  dla siebie  rozwiązanie. I dobrze  się składa, że na twojej uczelni ciało pedagogiczne ma po kolei w głowie i stara  się dostosować system nauczania do was, a nie  was do uczelni.

                                                              c.d.n.

                                    

piątek, 10 listopada 2023

Córeczka tatusia - 37

 Przez całą, w  sumie  niedaleką  drogę na  uczelnię, Wojtek trzymał  Martę za rękę, a gdy dojechali na miejsce zaciągnął ją  do  dziekanatu, mówiąc, że musi się nią pochwalić- to raz, a dwa, że może trzeba będzie  coś nosić, to  we  dwoje szybciej  się z tym uwiną. Ale  niczego nie trzeba było nosić, panie nie mogły  się wprost nachwalić jaki  ten express do kawy prosty w obsłudze bo ma oznaczenia w polskim języku, a  wszystko już jest przygotowane w sali, w której będzie obrona, bo przezornie jest tam drugi,  "taki podręczny stół" na którym jest już przygotowane wszystko do części  nieoficjalnej.A pan promotor będzie na miejscu za pięć minut. Panie z dziekanatu obejrzały sobie dokładnie Martę, która natychmiast wycofała  się z pokoju gdy dowiedziała  się, że niczego nie trzeba nosić,  a najstarsza z nich powiedziała do Wojtka -pana żona wygląda na bardzo sympatyczną i  zrównoważoną osobę. A szef ma do pana jakiś osobisty romans i najprawdopodobniej wpadnie na obronę - mówię to panu w sekrecie, żeby się pan nie zdenerwował, gdy nagle wejdzie do sali, bo jak  zwykle się spóźni. Czasem mam  wrażenie, że ten facet po prostu nigdy nie patrzy na  zegarek. 

Wychodząc z dziekanatu Wojtek niemal się zderzył ze swoim promotorem, który szarmancko powitał "piękne panie" i  powiedział do Wojtka, że chyba widział na korytarzu jego żonę z jakimś starszym, bardzo sympatycznym mężczyzną.  Ten starszy mężczyzna to mój teść - powiedział  Wojtek- jak pan widzi, panie profesorze przyjechałem z obstawą, żebym  się mógł pozbierać w całość, gdy wypadnę z gry. Promotor zaczął  się śmiać - ta obrona to w pana przypadku jest zwykłym dopełnieniem  rytuału. Chodźmy, będę zaszczycony, gdy mnie pan przedstawi swej żonie i obaj ramię w  ramię wyszli z dziekanatu. Na korytarzu Wojtek przedstawił promotora Marcie i tacie a pan promotor zaprosił ich do swojego pokoju, przepraszając jednocześnie za niewielki nieporządek na biurku, ale on, zdaniem swej wyrozumiałej  wielce  żony, jest mistrzem w robieniu bałaganu. Jej zdaniem  już  samo jego spojrzenie na pokój powoduje bałagan. Ale pomimo bałaganu jest tu przynajmniej gdzie usiąść a krzesła są jeszcze dość miękkie, bo nawet udało się wydostać nieco pieniędzy na wymianę wyposażenia. 

W godzinę później do pokoju wpadła jedna z pań z......podziękowaniem od  nich wszystkich  za kwiaty.  I że wspaniale, że jest dołączona instrukcja ich pielęgnacji. Marcie nieco szczęka opadła, ale wysupłała  z  siebie tekst, że to naprawdę drobiazg a z kwiatami w pokoju zawsze  się milej pracuje. Gdy kobieta wyszła Marta spojrzała  się  groźnie na tatę - a tata popatrzył na  swą córkę tymi swymi jasnoniebieskimi oczami i powiedział - Wojtek jest tak samo jak i ty naszym dzieckiem. Oboje z Pati już go usynowiliśmy i to od  samego początku. A w domu czekają na  niego wizytówki. No i wychodzę na prosię - jęknęła Marta- nic mu nie kupiłam z tej okazji.  Ojojoj - roześmiał  się tata- dla niego prezentem największym to jesteś ty - dbasz o niego, kibicujesz mu, wysłuchujesz jego obaw, podziwiasz  go i akceptujesz - nikt żadnym prezentem tego nie przebije. Zobacz - tak się te wizytówki prezentują- zrobiłem skan jednej z nich. Gdy wrócimy do domu dopilnuj, żeby zatelefonował do rodziców - będą zapewne  mieli niespodziankę, bo jak znam Wojtka i życie to nie  wiedzą, że on ma  dziś obronę.

No to dobrze  znasz życie- stwierdziła Marta. Dopilnuję, żeby dziś do nich zatelefonował. Oni pewnie niedługo tu zjadą po takiej wiadomości. I pewnie będą chcieli byśmy do nich przyjechali, ale Wojtek już  mówił, że ja mam bardzo krótką przerwę międzysemestralną  i w ogóle zabieram się za pisanie pracy licencjackiej.  

A temat już jakiś znalazłaś? - spytał tata. No właśnie dziś miałam omawiać te  sprawy z tą naszą doradczynią, ale angina ją pokonała i to jakaś taka wredna, bo od ręki dostała 9 dni zwolnienia i codziennie będą jej wstrzykiwać antybiotyki. W ten  sposób mogłam  się dziś urwać z zajęć - zrobiłam to legalnie. Ale wiem, że gdy wyzdrowieje to będziemy rozmawiać z kierownikiem laboratorium, bo włączy mnie do badań i praca będzie w pewnym  sensie sprawozdaniem z nich. I będę więcej w laboratorium niż na zajęciach praktycznych na uczelni, bo już wiedzą, że ja nie reflektuję na bycie kosmetyczką. Moja teściówka jakoś nie może tego pojąć. Ale ostatnio Wojtek dość stanowczo zabronił jej ingerowania w moje wybory odnośnie nauki - byłam na podsłuchu gdy rozmawiał ze  swoim ojcem- prosił go by wyperswadował mamie, że to moja sprawa i moje życie a nie matki.

Ja wiem, że oni oboje chcą dla nas jak najlepiej, że dobre  zarobki są bardzo ważną w życiu sprawą, ale pracując w laboratorium kosmetycznym też będę nieźle zarabiać, bo każde laboratorium dba o to by do sprzedaży wprowadzać coraz  nowsze i zdrowsze produkty.

Wojtek zaraz  zacznie się rozglądać za pracą, ale wiem, że będzie  szukał takiej pracy by nie musiał siedzieć za biurkiem 8 godzin, więc pewnie będzie się rozglądał za jakąś prywatną  firmą. On najchętniej osiadłby w Szwajcarii, bo jak powiedział odpowiada mu mentalnie. Co prawda jego zdaniem język niemiecki w  szwajcarskim wydaniu jest mało zrozumiały, ale jemu się w Szwajcarii podoba. Na  zdrowy rozum rzecz ujmując to oboje  wiemy, że  wszędzie  dobrze gdzie nas  nie ma a poza tym oboje nie  chcemy być bez was - Wojtek twierdzi, że dla niego to ty jesteś prawdziwym tatą a Pati mamą. 

Rozmowę przerwało pukanie do drzwi, a na tatowe "proszę!"  do pokoju został wpierw wepchnięty Wojtek, za nim wszedł właściciel gabinetu - obaj uśmiechnięci szeroko, ale w oczach Wojtka  Marta dostrzegła wielkie zmęczenie pomieszane z radością. Obaj już byli "na  ty", a Wojtek powiedział, że na następny dzień jest umówiony z  dziekanem  na rozmowę. A  promotor powiedział do Marty - pani mąż właśnie dostał propozycję pracy na  naszym wydziale i  mamy nadzieję, że będzie się dalej rozwijał i rozpocznie pracę nad doktoratem. On ma niesamowity potencjał, pomysły roją mu się  w głowie niczym pszczoły w ulu. Dobrze się składa, bo u mnie można spokojnie dostawić drugie biurko. Dziekan jest w nim zakochany od pierwszego spotkania i gdyby nie  fakt, że jest tak zwanym "psem na   baby" to bym podejrzewał, że ma niewłaściwą orientację.  Wojtek dostanie trochę godzin dydaktycznych, ale nie będzie siedział osiem na osiem godzin  za biurkiem.  Poza tym pożarliśmy co do ostatniego okruszka te pyszne ciasteczka. Wojtek twierdzi, że nie  wie gdzie one były kupione. 

Marta zaśmiała  się - nie były kupione, nasza mama je  robiła.  A jak można rozpoznać "psa na baby"  zapytała z niewinną miną. I czy to aby nie jest zakaźne?   Raczej nie jest zakaźne - stwierdził- a jak rozpoznać takiego osobnika ?-  nasz szef ma już trzecią żonę a z dwiema  poprzednimi nadal ma przyjacielskie układy. Ale żon swych znajomych i personelu nie podrywa. Pani Marto - mam nadzieję, że pomoże pani Wojtkowi w podjęciu właściwej decyzji. 

A tak nawiasem to ja mam na imię Michał. Jestem żonaty i mamy trójkę tak zwanych pociech  - najstarszy jest  chłopak żony z poprzedniego  związku,  a ja zmajstrowałem dwojaczki- chłopca i dziewczynkę. To nie  są klony - to dwujajowe dzieciaki. W trudnym teraz  wieku, trzylatki - bez przerwy się kłócą - o wszystko. Czasem się wściekam na nie i podziwiam żonę, że z nimi wytrzymuje.Ten starszy to już mądre dziecko, ma pięć lat. Kocham go jakbym sam go zmajstrował. Jego ojciec zginął w  wypadku gdy malec miał zaledwie rok. I mamy zagwozdkę - gdy się pobraliśmy to adoptowałem  go  i żona  zmieniła małemu nazwisko na moje i dziecko ma nową metrykę i nie ma pojęcia o tym, że nie jest moim dziełem. I oboje  się zastanawiamy czy kiedykolwiek mu o tym powiemy, że ja nie jestem jego ojcem biologicznym. Może  dopiero wtedy gdy już będzie dorosły.

Panie  Michale - ja nie jestem z waszej branży, więc  w żaden sposób nie pomogę Wojtkowi w podjęciu decyzji odnośnie  miejsca pracy. Ja jeszcze jestem studentką i mam jeszcze dwa i pół roku do magisterki. Na razie zacznę pisać pracę licencjacką i sama jeszcze na sto procent nie wiem czy poprzestanę na tym licencjacie czy jednak będę startować do magisterium. Na  szczęście, jak mnie zapewniono, mogę dalej studiować po licencjacie nawet jeśli rozpocznę pracę w swoim zawodzie.  A co do waszego dziecka - ja bym powiedziała dopiero wtedy gdy już będzie dorosłym człowiekiem.  W każdym razie  na pewno nie  wtedy gdy będzie w  wieku pokwitania, bo wtedy  dzieciaki mają rozchwianą  psychikę przez zmiany hormonalne.

Wojtek podniósł się i powiedział - muszę wpaść do dziekanatu i zabrać "zastawę". Chodź Michał ze mną - moja żona powiedziała,  że mam zostawić express do kawy paniom w  sekretariacie, więc chcę żebyś był świadkiem tego wiekopomnego wydarzenia. No i pomożesz mi się spakować. Będziesz mógł pić odtąd lepszą kawę niż ta w barku na  dole.

Gdy byli już za drzwiami Michał powiedział do Wojtka - a czemu twoja żona chce zostawić tę machinę w tym sekretariacie?  Bo nie lubi tego modelu i zapewne już kupiła inny express taki na dwie kawy, a ten jest wciąż zbyt porządny na to by go zezłomować. Rodzice też mają express, a  tu się po prostu przyda. Kawusia w  waszym barku jest paskudna, chociaż jest z profesjonalnego expresu. Albo weźmiesz to ustrojstwo do swego pokoju i będziesz zapraszał wybrane osoby na kawę. Dla nas on jest za duży, a gdy do nas przychodzą goście na  kawę to Marta sama parzy kawę w jakiś wielce tajemniczy sposób i wszyscy się zachwycają i wcale nie używa wtedy expresu. A ostatnio  to my pijemy głównie  nescę robioną metodą liofilizacji  i ta machina tylko zabiera miejsce na blacie w kuchni.  Gdy nie ma u nas  gości to wszystkie posiłki jemy w kuchni. Wpadniesz  kiedyś to zobaczysz jakie kiedyś były fajne mieszkania. Bo nasze bloki to stary WSM. I chyba  w tym roku zrobimy w mieszkaniu niewielki remont - właśnie kuchni.

W sekretariacie panie omal nie zemdlały z  zachwytu, że dostają taki prezent i powiedziały Wojtkowi, że indeks to może  już dziś dostać do ręki a dyplom będzie do odbioru za dwa dni razem ze  wszystkimi innymi dokumentami z teczki studenta.

Panowie umówili się, że "zdzwonią  się", bo jak twierdził Michał dziekan na mur/beton będzie  namawiał Wojtka na  spotkaniu by podjął pracę na uczelni i otworzył przewód doktorski w nowym roku akademickim. Wojtek zapewnił Michała, że pomyśli o tym wszystkim spokojnie gdy nieco odetchnie swobodnie   bez nauki. Bo na razie czuje się tym wszystkim przytłoczony.

Prosto z uczelni pojechali do mieszkania rodziców, gdzie już czekał na  nich obiad - na półmisku czekała na odsmażenie cała góra pierogów z grzybami i kapustą z niewielką ilością mięsa. A do popicia był rosół, chudziutki, gotowany na cielęcinie i suszonych grzybach. 

                                                                       c.d.n.