poniedziałek, 20 stycznia 2014

Pod prąd - cz.V

Izę ostatnio prześladowała chęć przemeblowania swego życia.  W kółko tylko praca,
nauka, pisanie  pracy dyplomowej -pomału pogrążało ją to wszystko czarnej dziurze
potężnego zniechęcenia.  Poza tym miała bardzo niemiłe spotkanie z matką Alka ,
która na powitanie stwierdziła: "aaa, to ta co Cię odciąga od rodziny i nauki. Może
jeszcze  chce za  Ciebie wyjść za mąż???"
Izie aż mowę odebrało na takie dictum. Okręciła się na pięcie i szybko opuściła tak mało
gościnne progi. Zbiegając po schodach usłyszała jeszcze gderliwe słowa: "Tak, tak, leć za
nią, ważniejsza dziewucha od domu i matki".
Przy bramie dogonił ją  zdenerwowany i zawstydzony Alek- przepraszał ją  za zachowanie
swej matki. Okazało się, że Iza była pierwszą dziewczyną przyprowadzoną do domu i
określoną przez niego jako jego dziewczyna. Z powodu choroby ojca Alek nie zapraszał
do domu ani kolegów ani koleżanek. Żal jej było Alka, ale ten incydent mocno ją
dotknął.
W ramach przemeblowywania swego życia zmieniła  nieco swój wygląd. Przede wszystkim
zmieniła kolor włosów  - szarobury blond zmienił się w  głęboką czerń, a koński ogon
zniknął i zastąpiła go czarna, dość krótka fryzurka z grzywką.  Posiadanie grzywki było od
 dawna skrytym marzeniem Izy, ale jej mama uważała, że jest to fanaberia i czoło
powinno być odsłonięte.
Ta grzywka to był "strzał w dziesiątkę" - Izie naprawdę było b. ładnie w takim uczesaniu.
W ciągu godziny zyskała nowy, bardzo atrakcyjny wygląd. Nawet matka przyznała, że
kolor i grzywka korzystnie zmieniły wygląd Izy.
W pracy przyjęto tę zmianę entuzjastycznie, nasłuchała się wielu komplementów.
Alek orzekł, że i przedtem Iza mu się bardzo podobała, ale teraz jest "jakaś inna".
Następnym krokiem był pomysł na wyprowadzenie się z  domu - doszła do wniosku, że
jest dostatecznie dorosła by mieszkać  bez czujnego oka matki. Ale problem był ze
znalezieniem jakiegoś mieszkania - wynajęcie samodzielnego mieszkania pochłonęłoby
jej całą pensję!
Wtedy wymyśliła inne rozwiązanie - przecież była zameldowana w domku  babci. Uwolni
matkę od bywania 3 razy w tygodniu u babci i zamieszka tam na stałe. Babcia była jeszcze
wciąż dość sprawna, należało tylko dopilnowywać by brała lekarstwa. A babcia swą wnusię
bardzo kochała i zawsze jej na wszystko pozwalała.
Bez trudu namówiła babcię, by to ona poprosiła swą synową o to, by Iza zamieszkała
zgodnie ze swym zameldowaniem.
Babcia urzędowała głównie w swej wielkiej sypialni i w kuchni, która  była olbrzymia, bo
jej część miała wydzieloną jadalnię, która na co dzień była ukryta za przesuwaną ścianą.
Pozostałe 3 nieduże pokoje były niewykorzystane, stały  tam tylko meble.
Prośba babci nieco zdziwiła matkę Izy, ale obiecała, że porozmawia z Izą, i jeśli ona się
zgodzi to oczywiście nie ma sprawy - może Iza zamieszkać u  babci.
Iza oczywiście z miejsca nie podjęła decyzji, udawała nieco zaskoczoną taką prośbą. Po
kilku dniach "zgodziła się łaskawie"  na przeprowadzkę - na razie na próbę.
W krótkim czasie przewiozły wraz z matką część rzeczy Izy i jej wszystkie podręczniki
do domu babci.

Gdy Iza wprowadziła się do babci, tej jakby ubyło lat. Wyraznie poweselała, co jakiś czas podchodziła do Izy by ją pogłaskać po ramieniu lub włosach, mówiąc przy tym "moje
kociątko". Namówiła Izę, by swoją sypialenkę  zrobiła w pokoju, którego okno wychodziło
na wschód, bo łatwiej się  budzić, gdy słońce zagląda w okno. A  mały, przylegający
do tej sypialni pokój, który miał aż dwa okna, zaproponowała jako gabinet do pracy.
Stało tu nieduże biurko, przy nim fotel obrotowy, dwa regały, szafa  żaluzjowa oraz miękki,
wygodny fotel z podnóżkiem. Obok stała prosta lampa. Idealne miejsce do czytania.
Drugi taki sam fotel stał w babcinej sypialni. Tylko babci lampa była bardziej ozdobna.
Jedynym poważnym mankamentem mieszkania  były dojazdy do śródmieścia. Musiała
jezdzić przynajmniej dwoma autobusami, najczęściej bardzo zatłoczonymi.
Kilka dni po przeprowadzce, gdy Iza dotarła wreszcie do domu, babcia Zuza  bardzo
podniecona powitała wnuczkę.
 "Choć szybko, coś  ci pokażę, zobacz co zrobił pan Józik" - i pociągnęła Izę w stronę
jej sypialni. Szafa w sypialni była przestawiona na inną  ścianę, za to w jej miejscu były
drzwi do gabinetu Izy, a gabinetowa szafa żaluzjowa stała teraz w miejscu drzwi, które
wychodziły na korytarz.
"Teraz będziesz miała niemal apartament" -  z uśmiechem trajkotała babcia.
"Byłam pewna, ,że te dwa pokoje miały kiedyś połączenie, ale nie pamiętałam w którym
miejscu. Zawołałam pana Józika i on sprawdził, za którą szafą są drzwi. W nagrodę za
przestawienie szaf dostał słoik konfitury z wiśni i mały sok malinowy. Ale jeśli  ci się
takie ustawienie nie podoba, to  jutro znów go poproszę i zmieni na poprzedni układ".
Ale Izie podobał się nowy układ. Teraz wejście do jej sypialni było przez gabinecik.
Objęła babcię, przytuliła i wyszeptała: babciu, ty jesteś niesamowita!

Bo babcia Zuza była naprawdę niesamowita, o czym  Iza dotąd nie wiedziała. Zbyt rzadko
przebywała ze swą babcią.
c.d.n.