poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Nigdy więcej -V

Gdy Teresa skończyła swą opowieść  oboje chwilę milczeli.
Oj, twoja opowieść ma znacznie więcej dramaturgii niż moje dzieje. Bo ja nic
a nic nie ucierpiałem z powodu tego, że byłem nieślubnym dzieckiem mamy,
ale o tym to tylko wiedzieli oni oboje i nikt inny. To mama zapewne cierpiała
przez całe życie, mną de facto opiekowali się dwaj ojcowie- jeden tu, drugi
z daleka,  mama pilnowała bym ja się o wszystkim za wcześnie nie dowiedział.
A  tobie ten człowiek spaskudził życie. Pewnie teraz patrzysz na cały ród
męski przez szkło powiększające.
Fakt- zgodziła się Teresa. Jakoś trudno mi uwierzyć w nawet jakieś proste
komplementy pod moim adresem. Zaraz zapala mi się czerwona lampka i po
głowie kołacze się  pytanie  do czego facet zmierza. Wiem, to skrzywienie
jakieś, ja nawet walczę z tym. I nawet dlatego dałam się namówić na zmianę
wyglądu - ścięłam włosy,  dałam się  namówić  na grzywkę,  zaczęłam nawet
inaczej  się ubierać. W pierwszym roku po rozwodzie poszłam nawet na
psychoterapię i chyba głównie po to, by dojść do wniosku, że wyszłam za mąż
nie z miłości a ze zwyczajnego przyzwyczajenia do Jacka, a ten rok mieszkania
razem przed ślubem nie nauczył mnie niczego o mnie, o moich potrzebach,
uczuciach a Jacek mi w tym w najmniejszym stopniu nie pomógł.
Paweł, ja cię bardzo przepraszam, nie powinnam cię obarczać własnymi lękami,
 nie mogę sama pojąć dlaczego ci tyle o osobie naraz powiedziałam.
Powiedziałaś, bo jednak  jakoś podświadomie wierzysz w to co powiedziałem-
ja naprawdę wciąż cię szukałem, wierzyłem, że cię znajdę.
Słuchaj, nie musimy się z niczym spieszyć, słuchajmy siebie wzajemnie, mówmy
sobie prawdę o tym co czujemy, co lubimy, czego nie chcemy a co chcemy. W ten
sposób nie tylko poznamy się wzajemnie ale i sami siebie. Zdajmy się po prostu na
wielką szczerość, wzajemną, tak żeby żaden temat nie był tematem tabu. Jeśli coś
będzie cię drażniło w moim wyglądzie, zachowaniu to mi to powiedz- nawet
jeśli będzie ci się wydawało, że taka szczerość jest nietaktem. Ja też tak będę
postępował w stosunku do ciebie. Myślę, że tylko w ten sposób możemy się
dobrze poznać, nabrać do siebie zaufania. A różnicą wieku zupełnie się nie
przejmuj, to jest bez znaczenia. Już ci mogę powiedzieć co mi się nie podoba-
nosisz za długą spódniczkę - masz bardzo  zgrabne  nogi, ale tracą na wyglądzie
przecięte na tej wysokości brzegiem spódnicy. Chodź,  stań na stołku przy
lustrze - podciągnij wyżej spódnicę, o tyle. Widzisz jakie masz zgrabne nogi
gdy skrócisz długość tej spódnicy?
Teresa  stała na stołku i kręciła głową mówiąc- ale, jakie tam zgrabne, nogi jak
każde inne. Jedna lewa, druga prawa, żadna atrakcja.
Ale zeskakując ze stołka  wsparła się na ramieniu Pawła.
Nawet nie była pewna, czy Paweł dobrze zrozumiał ten gest.Bo stołek nie był
wysoki, a Teresa  była nieźle wygimnastykowana.
Wiesz co Paweł- zaimponowałeś mi - widzimy się raptem kilka godzin a ty już
zobaczyłeś jakie mam nogi, stwierdziłeś, że twarz mi się przez te 10 lat nic nie
zmieniła, dziś na mój widok na Okęciu nie zemdlałeś, pomimo zmiany fryzury
rozpoznałeś mnie od razu a jednak przejście od koka do  grzywki i krótkich
włosów to jednak spora zmiana. Bystry jesteś, imponujesz mi.
Nie bystry, ale mam wyryty w mózgu twój obraz- gdybym miał talent to
mógłbym cię namalować z pamięci.
Szkoda, mogłabym mieć swój portret, najlepiej w balowej sukni, takiej z gołymi
ramionami. Nawet mam taką. Nie wiem tylko po co ją trzymam, ani razu
w niej nie byłam.
Paweł uśmiechnął się- no to nic straconego, wybierzemy się w takim razie
razem na  Sylwestra. W poniedziałek rozejrzę się gdzie będą bale, coś wybiorę,
potem z tobą to skonsultuję i się wybierzemy.A może wyjedziemy  na okres świąt
i Sylwestra na wycieczkę zagraniczną z Orbisem?
Pawełku - mam dla Ciebie niespodziankę - wzięłam kilka dni urlopu, więc się
może rozejrzymy razem.Zadzwonię do koleżanki do Orbisu, ona na pewno wie
dokąd warto pojechać by się dobrze bawić i nie żałować wydanych na to
pieniędzy.
Paweł znieruchomiał- powtórz to, powtórz, ale nie to o koleżance ale ten pierwszy
wyraz, który powiedziałaś. Teresa zdębiała- powiedziałam "Pawełku". No właśnie,
właśnie to chciałem jeszcze raz usłyszeć. Powiedziałaś do mnie  "Pawełku', tak
cudnie, z uczuciem. Nie śmiej się, ale jeszcze  żadna dziewczyna tak  do mnie nie
mówiła. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
A dużo masz tego urlopu?- zapytał. Cały tydzień. I mam jeszcze  całe  2 miesiące
urlopu - za poprzedni rok i ten. W sumie 60 dni. Paweł aż klasnął w ręce - to cudnie!
Przydadzą się te  urlopy.
Teresa opowiedziała mu, że chce zmienić pracę, że była na szkoleniu dla personelu
naziemnego na lotnisku ale gdyby  dostała propozycję pracy np. w KLM to nawet
byłoby lepiej, bo na lotnisku to praca jest wielozmianowa.
Ojej, zawołał w pewnej chwili Paweł - powinienem wyjść i dać ci pospać, dochodzi
pierwsza w nocy.
Teresa popatrzyła na zegar- rzeczywiście, jakoś szybko to zleciało. Ale , jeśli będziesz
spał na wersalce, to możesz tu pospać. Pokoje są od siebie niezależne. Bo tak prawdę
mówiąc to nie masz się stąd jak wydostać o tej porze. Spać możesz do oporu, kiedy
wstaniesz to będzie  dobrze. A jeśli się obudzisz a ja będę jeszcze spała to możesz
sobie sam zrobić śniadanie, lodówka i szafka obok są do twojej dyspozycji. Ja też sobie
pośpię do oporu, zwłaszcza, że nie mam zwyczaju jeść rano.
Śniadanie jem dopiero około 10,00 lub 11,00
Tereniu, uprzedzam lojalnie, że rano dopóki się nie ogolę, wyglądam jak bezdomny,
więc się mnie nie przeraź i nie dzwoń po milicję, że cię bezdomny napadł. Przejedź
ręką po moim policzku i wyobraź sobie, że rano te szorstkości będą widoczne.
Teresa roześmiała się, ale będą mniej kłujące  bo już dłuższe. Coś o tym wiem, były
był brunetem, ale nie przejmował się wcale  swym wyglądem.Nosił brodę i co kilka
dni ganiał do fryzjera na golenie, a może robił sobie trwałą?
Pawełku, a ja wyglądam rano jak Lili-koszmar , bo dopóki się kawy nie napiję to nie
wiem jak mam na imię i gdzie jestem. Znaczy fajna z nas para sów.
Gdy tylko doszli do wniosku, że mogą rano spać do oporu to zrobili sobie  jeszcze
herbatę, Paweł opowiadał jeszcze o pobycie u ojca i  o swym młodszym przyrodnim
rodzeństwie. Około drugiej w nocy Teresa z pomocą  Pawła przygotowała dla niego
spanie, wygnała go pierwszego do łazienki i mniej więcej o trzeciej nad ranem usnęli.
Każde we własnym pokoju i własnym łóżku.
Rano, a właściwie tak bliżej południa Teresie śniło się, że wchodzi do kawiarni.
Pachniała kawa i jakieś ciasto. I w tej chwli się rozbudziła. Na podłodze obok jej
łóżka siedział Paweł pijąc kawę, wlepiając w nią oczy . Na talerzyku stojącym  na
podłodze leżało coś jakby racuszek i pachniało obłędnie.
Witaj Lili, napijesz się kawy?
Pawełku, czemu siedzisz na zimnej podłodze a nie na krześle lub na moim tapczanie?
Przecież się zaziębisz.! Ostatnie wyrazy zdania poszły w przestrzeń, bo Paweł już
zniknął w kuchni. Za chwilę przyszedł z kawą, tacą, racuszkami i owinięty kocem
przysiadł na tapczanie.
Chciałem mieć dwie przyjemności na raz- pić poranną kawę i patrzeć na  ciebie, ale
nie zamierzałem cię z tej okazji obudzić.
Sama się obudziłam, nie obudziłeś mnie. A które jest godzina?
Wczesna, dopiero 11,30.
Mhmm, a z czego zrobiłeś te racuszki? Są takie delikatne! Z budyniu i mleka i jajek.
Wypaprałem ci 3 opakowania budyniu, przepraszam.
No coś ty, przecież jemy to razem. Wypiłeś? To wskakuj pod kołdrę i ogrzej się trochę
jesteś jak sopelek lodu. Zaziębisz się i rozchorujesz. A ja zaraz tu wrócę. Spać mi się
jeszcze chce.
W łazience patrząc w lustro i przeczesując włosy szepnęła do swego odbicia- nie
prowokuj, ale nie broń się, pozwól mu. Przecież też tego chcesz, będzie dobrze.
Wracając  do pokoju zabrała z kuchni  mały termowentylator. Podłączyła do kontaktu
mówiąc, że jest w tym pokoju bardzo zimno , kaloryfery jeszcze nie grzeją a powinny,
może znów jest jakaś awaria? Trochę nam poszumi, ale i pogrzeje. Wstaniemy gdy
będzie ciepło.
Wślizgnęła się pod kołdrę, delikatnie przytulając się do Pawła.
Przytul się Lili, powiedział obejmując ją ramieniem.
Dwa razy 36,7 da  z matematycznego punktu widzenia zapewne dobrze ponad 70 stopni.
Masz fajną tę piżamkę w pieski. Pieski też się z nami ogrzeją.
Obejmująca Teresę ręka delikatnie krążyła po odzianym w piżamę ciele. Błądziła po plecach,
zawadziła o pośladki, powędrowała do góry do szyi, potem w dół, rozpinając po drodze małe
guziczki.
Pawełku, a ty znałeś jakąś Lili?
Nie,  znam dopiero od  wczoraj .Jest cudowną kobietą, rozpala mnie tak, że mam mętlik
w głowie.Do niedawna znałem tylko pewną piękność ze zdjęcia, teraz poznałem Lili.
Od  dziś jesteś dla mnie Lili, zmieniam ci imię.
Ręka wyzwoliła już Teresę z bluzki piżamowej,  teraz delikatnie walczyła ze spodenkami,
co jakiś czas pieszcząc  piersi Teresy, poznając  lekką krągłość brzucha. Na pomoc ręka
wezwała resztę Pawła i Teresa-Lili była golutka.
Teraz ręka zaczęła się zapoznawać z innymi częściami  ciała Teresy, a ta coraz mocniej
przytulała się do Pawła.
Wreszcie usta, z westchnieniem, "oj, ale cię podrapię" pozazdrościły ręce wędrówki po ciele
Teresy i same zaczęły wędrować, systematycznie zapoznając się z nagim ciałem.
W pewnej chwili ciało Teresy podjęło decyzję co ma być dalej,pozwalając by kolejny organ
Pawła podjął teraz działania. Po raz pierwszy w swym życiu  Teresa -Lili doznała spełnienia.
Nie znała tego  uczucia, była nawet nieco przerażona,  było to jednak coś bardzo miłego.
Rozgrzewanie się pod kołdrą przedłużyło się po późnego popołudnia aż głód ich wygnał
z łóżka.
Nieco zmęczeni, ale oboje niezmiernie sobą zachwyceni zrobili szybki obiad i powrócili
do dalszego wzajemnego poznawania swych ciał.
A ponieważ rzeczywiście była awaria ogrzewania, brakowało też ciepłej wody, przenieśli
się późnym wieczorem do mieszkania Pawła, zabierając ze sobą zapas jedzenia.
Za poradą koleżanki z Orbisu wykupili wyjazd sylwestrowy do Budapesztu. Niemal cały
urlop Teresy spędzali w  łóżku. Teresa nie poznawała sama siebie- to co było koszmarem
jej w  małżeństwie tu było szczęściem, radością  zachwytem.
Tuż przed balem sylwestrowym Paweł zaręczył się z Teresą, dzieląc się tą nowiną ze swym
ojcem.
Ślub tej co miała nigdy więcej nie wyjść za mąż odbył się w Polsce, w maju. Przyjechała
cała rodzina Pawła ze Stanów. Teresa śmiała się, że ma prawdziwego teścia i przyrodnią
teściową oraz przyrodniego szwagra i szwagierkę.
Ale to nie był koniec sensacji- ta co nie może mieć dzieci latem wyjechała  razem z Pawłem
do USA i tam teściowa  zaprowadziła ja do lekarza, który orzekł,że po odpowiednim
leczeniu na 90% zajdzie w ciążę. I ta co nie może mieć dzieci z tym, któremu nie zależało
na przekazywaniu swych genów mają już  dorosłą córkę. Do Polski nie wrócili.
A ja straciłam w ten sposób fajną koleżankę.

                                                            KONIEC

                                         



Nigdy więcej - IV

No tak o moim rozwodzie wie  chyba każde biuro turystyczne i pół miasta.
I żeby zadawał się z nieco mądrzejszymi babkami to pewnie do dziś nie
wiedziałabym, że mnie zdradzał niemal z każdą napotkaną na swej drodze kobietą.
Zdradzał, zapewne dlatego że mnie bardzo kochał, jak twierdził.
 Ja byłam  do kochania, a one tylko do seksu. I dziwił się, że ja tego nie rozumiem
i nie akceptuję.
Paweł, czuję się jakoś dziwnie, że nie znając mnie ani przez minutę, byłeś we
mnie zakochany.No może nie we mnie, ale w mojej podobiźnie.
To jakoś bardzo mi pochlebia ale też zdaję sobie sprawę z dwóch rzeczy- jestem
od  ciebie  dużo starsza i być może w realnym świecie nigdy nie spełniłabym
twych oczekiwań.
Nie dużo, Tereniu, nie  dużo, raptem 9 lat. Wiem, przecież się wcale nie znamy,
ale chyba nic nie stoi na przeszkodzie byśmy się poznali. Teraz przez rok będę
pracował w Warszawie, w przedstawicielstwie,  więc może  zgodzisz się na to,
żebyśmy się  spotykali i poznawali. W naszym wieku 9 lat to żadna różnica.
 No dobrze, niech ci będzie, że to żadna różnica, ale ja nie jestem dobrym
materiałem ani na kochankę ani na żonę- niemal wykrzyczała Teresa.
Paweł uśmiechnął się - a skąd wiesz jakiego materiału ja potrzebuję  na
żonę i kochankę?  Rozumiem, że nieudane małżeństwo wywróciło ci życie do
góry nogami, wcale mnie to nie dziwi.  Przez moje życie przewinęło się kilka
kobiet i teraz dobrze wiem czego oczekuję i co mogę i chcę dać kobiecie,
która pokocham i która mnie zaakceptuje i pokocha.
Ale ja nie mogę mieć dzieci- powiedziała Teresa.
No to co? Mnie nie zależy na pozostawieniu swego materiału genetycznego.
Jest całe mnóstwo dzieci które nie mają domu i można im ten dom zapewnić.
Paweł, czy ty na wszystko masz odpowiedź?
Nie,  na wszystko na pewno nie, ale to, że nie mam odpowiedzi dziś, nie znaczy
że nie będę jej miał jutro lub pojutrze.
Sama widzisz, wszystko się zmienia- dotychczas byłaś dla mnie tylko zdjęciem,
a teraz jesteś realną osobą! Często nasze marzenia kształtują naszą rzeczywistość.
Tylko musimy być cierpliwi.
Tylko i aż cierpliwi- dodała Teresa.
Mądry z  ciebie  facet a ja lubię mądrych facetów.  A teraz powiedz mi co to
za  sf w twoim życiu, czy też z twoim życiem?
No, jak ci opowiem to możesz nie chcieć mnie bliżej poznać. Jestem dzieckiem,
które miało dwóch ojców. Jeden mnie spłodził, drugi wychował jak własne, choć
dobrze wiedział czyim dzieckiem jestem. Teraz w Stanach byłem u mego ojca
biologicznego.
Historia jak z kiepskiego filmu - mama "zgrzeszyła" i zaszła w ciążę. Jej chłopak,
z którym zamierzali się pobrać, psim swędem załatwił sobie  zaproszenie do USA.
Chciał po prostu tam  ze dwa lata popracować, zarobić pieniądze, wrócić im ożenić
się z moją mamą.
Wyjechał stąd,  nie wiedząc, że jego dziewczyna jest w ciąży.Ona sama jakoś
długo o tym nie wiedziała, a potem zwierzyła się swemu przyjacielowi, który się
w niej podkochiwał. I ten się z nią ożenił.
Gdy zaczęły nadchodzić listy z USA  to je regularnie niszczył- jego siostra pracowała
na poczcie i zawsze jemu oddawała listy, które do nich nadchodziły od różnych
osób. Mój biologiczny ojciec  już tu nie wrócił, nie miał żadnej wiadomości  z Polski
od dziewczyny i założył  tam rodzinę.
Ale kłamstwo ma krótkie nogi i mama raz znalazła jakiś stary list z USA.
Nie zrobiła mężowi awantury, spisała adres, napisała do mego biologicznego
ojca list, opisując mu całą historię tak jak była. Przesłała też kilka moich zdjęć,
fotokopię mego aktu  urodzenia i co jakiś czas pisała mu o mnie.  Odpowiedzi
otrzymywała na adres swej przyjaciółki, tej pani, którą spotkałaś w zakładzie
odbierając zdjęcia. A tata założył mi konto w Banku Polskiej Kasy Opieki i przysyłał
na nie pieniądze, bym koniecznie  zrobił studia.
Gdy jeszcze studiowałem pojechałem po raz pierwszy do USA. Szok zupełny.Ojciec
kazał zrobić mi badania genetyczne   i  w sądzie złożył oświadczenie, że jestem
jego synem i tym samym jestem upoważniony do dziedziczenia po nim schedy.
Wprowadził mnie do grona  swych przyjaciół, dostałem wiele kontaktów i
zapewnienie, że zawsze mogę liczyć na pomoc jego i jego przyjaciół. I tak jest
do dziś. Bardzo przeżył śmierć mojej mamy. Można powiedzieć, że kochał dwie
kobiety  na raz - moją mamę i  swą żonę. A jego żona to bardzo miła kobieta, bez
problemu  przyjęła wiadomość, że jej mąż ma nieślubne dziecko, do którego się
oficjalnie przyznaje. Mam przyrodniego brata i siostrę. Lubimy się.
Jak widzisz historia niczym z "opowieści dziwnej treści". I co, nie będzie ci
ta wiedza przeszkadzała w poznawaniu mnie?
Teresa zamyśliła się - to nie jest sf tylko  ludzki dramat. A ty nadal chcesz
poznawać czy ta ze zdjęcia, wyśniona, wymarzona i ja to jedna i ta sama osoba?
Paweł roześmiał się - no jasne, że chcę! Chyba byłbym idiotą, gdybym  tego
nie chciał.
I choć bardzo, bardzo chciał ją objąć i przytulić - powstrzymał się.
Przypomniał sobie, jak kilka godzin wcześniej, w windzie,Teresa  drgnęła i
lekko odsunęła się od niego gdy ją cmoknął w policzek. Pomyślał wtedy, że
Teresa ma jakieś niemiłe skojarzenia.
Tereniu, musimy się pomału zbierać na tę kolację, stolik zamówiony czeka
na nas.
Teresa podeszła do okna - zobacz jak pada, jest obrzydliwie, pewnie nawet
pies nie chciałby wyjść z domu za potrzebą a ty chcesz byśmy teraz wyszli
i mokli?
Kolację to sobie  możemy zrobić  tutaj, jest z czego. a do Bristolu to się
wybierzemy gdy będzie lepsza pogoda. Zadzwoń do nich i odwołaj, proszę.
Telefon jest w drugim pokoju, książka telefoniczna  leży obok. Powiedz mi
tylko, czy jest jeszcze coś, oprócz ryb i placków, czego nie jesz.
Jem wszystko, nawet rybę,jeśli tylko nie jest smażona.Placków nie jem
głównie dlatego, że musiałbym je sam robić.  Ale zaczekaj na mnie z tym
robieniem kolacji, nie chcę byś ty sama wszystko robiła. Po 10 minutach
uporczywego telefonowania  wpadł na pomysł by zatelefonować raczej do
recepcji hotelu i przez nich odwołać rezerwację. I żeby mieć pewność, że
odwołają, cały czas posługiwał się językiem  angielskim.
W kuchni został zatrudniony przy ubijaniu na "bardzo sztywno" piany
z białek, i do zdjęcia niemal spod sufitu słoika z konfiturami domowej
roboty. W kilkanaście minut później pałaszowali omlet z wiśniami.
Paweł sam posprzątał po kolacji, Teresa postawiła na stole dzbanek herbaty,
małe śmieszne ciasteczka w kształcie zwierzątek, włączyła kinkiety i
nieco niespodziewanie dla siebie samej  powiedziała - opowiedziałeś mi
o sobie, więc chyba teraz ja powinnam ci opowiedzieć o sobie. Ale nie
licz na sensacje, to taka pospolita historia. Z tego co wiem to większość
rozwodów jest dlatego, że jedna strona zdradza drugą. Nie zastanawiałam się
nigdy dlaczego tak się dzieje.
Kiedyś wydawało mi się, że może przed ślubem zbyt mało się ludzie znali.
Ja rok przed ślubem mieszkałam ze swoim  byłym mężem. Pewnie jestem
po prostu głupia, ale nie wiedziałam, że on mnie zdradza.O tym, że robił to
regularnie jeszcze przed naszym ślubem dowiedziałam się dopiero wtedy gdy
wystąpiłam o rozwód. Na sprawie tłumaczył sądowi i mnie, że on mnie nadal
kocha, że z tamtymi innymi różnymi paniami to był tylko i wyłącznie seks.
A zdradzał bo miał wyższe potrzeby w tej materii niż ja.  Poza tym okazja
chyba czyni człowieka złodziejem - był przewodnikiem wycieczek a zawsze
się  na wycieczkach znajdują samotne panie. Ja nawet chodziłam do lekarza,
podejrzewałam że ze mną jest coś nie tak,  ale lekarz stwierdził, że ze mną
jest wszystko  w porzadku, tylko z nim raczej nie i chciał by on też przyszedł,
ale wtedy akurat zaczęły wydzwaniać różne  kobiety poszukując go i ja
zdecydowałam się na rozwód. Zwłaszcza po tym, gdy jedna wyraziła wielkie
zdziwienie, że ja nie jestem "osobą sprzątającą mieszkanie pana Jacka"
tylko jego żoną. Teraz to się umiem z tego śmiać bo zapewne ta biedaczka była
wielce rozczarowana moim byłym.
                                                   c.d.n.


niedziela, 28 kwietnia 2019

Nigdy więcej III

Cóż to jest miesiąc? Taka dłuższa chwila, raptem 30 lub 31 dni.
Ale w ciągu tego miesiąca Teresa dostała dwa listy od  Pawła B. Chyba czuł się
samotny w Amsterdamie.Podobał mu się Amsterdam, opisywał co ciekawego
zobaczył. Tym razem listy trafiały na  adres domowy Teresy. A na początku
listopada  zatelefonował , że przylatuje za tydzień, w sobotę i ma cichą
nadzieję, że będą się mogli w tę sobotę wieczorem spotkać. I że on zaprasza
Teresę do Bristolu na kolację. Co prawda wolałby się z nią zobaczyć na  bardziej
przyjaznym, prywatnym gruncie, no ale zaraz po tak długiej nieobecności to
będzie dość trudne pod względem organizacyjnym. A stolik w Bristolu już
zarezerwował.
Jak na złość ta sobota była pracująca, więc Teresa zażyczyła sobie kilka dni urlopu -
wciąż miała zaległe urlopy. Szefowa  bez szemrania podpisała kartę urlopową, gdy
Teresa  powiedziała, że ma jeszcze miesiąc urlopu za poprzedni rok, tegoroczny
urlop jest też jeszcze nie ruszony, a ten tydzień to jeszcze ze starszych "zapasów".
Na sobotni poranek zapisała się do "gienia", by nieco podciąć włosy.
Samolot przylatywał około godz. 14,00 i Teresa postanowiła wpaść na lotnisko by
podejrzeć kto ewentualnie przyjdzie po Pawła.
Od czasu  rozwodu jej wiara w to co mówią  mężczyźni oscylowała około zera.
Z Pawłem była umówiona na  telefon około godz. 17,00.
Gieno namówił Teresę na "zdegażowanie" czyli przerzedzenie i postrzępienie
grzywki co jego zdaniem nadawało całości nieco figlarny wyraz. Na zrobienie
kilku pasemek jaśniejszych od naturalnego ciemnego blondu Teresa nie
zgodziła się.
Wystarczy, że grzywka będzie nieco figlarnie wyglądać - odpowiedziała.
Na lotnisko pojechała w swych wysokich szpilkach i w uroczym zamszowym
płaszczyku , który świetnie podkreślał jej figurę. Do tego dyskretny makijaż, parę
kropli dobrych perfum, torebka, w którą nic nie wchodzi oprócz kluczy i małego
portfela.
Na szczęście samolot przyleciał punktualnie a i bagaże jakoś szybko trafiły na
taśmę transportera.
Teresa stanęła w takim miejscu, by mogła swobodnie obserwować wychodzących
pasażerów, sama  nie rzucając się w  oczy. Po piętnastu minutach dostrzegła Pawła.
Pchał wózek z dwiema sporymi walizkami. Ale nikt z oczekujących nie podszedł
do niego. Teresa szła kilka kroków za nim , zastanawiając się czy ma do niego
podejść czy też nie. I wtedy Paweł obejrzał się i  ją zobaczył. Zablokował kółka
wózka i podszedł do niej mówiąc - i kolejny cud, nawet o tym nie śniłem.
A za kim się pan obejrzał? A za facetem z którym razem w samolocie siedziałem,
bo zaczęli mu walizki przetrzepywać i byłem ciekawy czy już wyszedł.
A pani, pani Tereso?  Ja - uśmiechnęła się  Teresa - przyszłam zobaczyć kto po
pana przyjechał. I jeżeli nikt, to zaprosić pana na  zwyczajny,domowy obiad.
Żadne rarytasy.  Chodźmy na postój taksówek, jeśli chce pan odwieźć bagaże do
swego domu teraz albo jedźmy do mnie autobusem, bo to b. blisko , kilka
przystanków.
No to może jednak weźmiemy taksówkę, podjedziemy do mnie,
zostawię te walizki, pani zaczeka na mnie w taksówce i wtedy razem pojedziemy
do pani na te  "żadne  rarytasy"- dobrze?. Teresa zgodziła się.
Czekając na Pawła w taksówce Teresa zastanawiała się czy aby nie zwariowała.
No oczywiście, że była ogromnie ciekawa skąd ją Paweł zna i  dlaczego uważa
całe swoje  życie za materiał na sf. Ale jednocześnie coś ją do niego ciągnęło.
Już wiem- pomyślała- on ma "radiowy głos", dość niski, ale o  bardzo miłym
brzmieniu.
Po 10 minutach wrócił  Paweł z jakąś torbą i plikiem listów wyjętych ze
skrzynki na listy. Upchnął wszystko w bocznej kieszeni torby i podał  kierowcy
adres mieszkania Teresy.
W windzie objął Teresę delikatnie i pocałował w policzek, tłumacząc się, że
przecież się jeszcze z nią nie przywitał.
Teresa chciała go umieścić  w pokoju na czas szykowania obiadu, ale Paweł
ostro zaprotestował- ostatnio tyle czasu spędzałem sam, że wolę być w kuchni.
I w ogóle zjedzmy w kuchni, jestem stęskniony takiej zwykłej domowej
atmosfery. No i mogę się na coś przydać, mogę być podkuchennym a potem
popracować na zmywaku.
Dobrze jak wolisz- Teresa jakoś bardzo płynnie i niemal  niezauważalnie
przeszła na "ty". Paweł podjął  pałeczkę i zaczął się dopytywać  co ma robić.
Możesz zrobić sałatkę, produkty są w lodówce. Będziemy kroić oboje to
będzie szybciej. A jaką sałatkę lubisz? -dopytywał się Paweł.
Każdą -byle było dużo surowizny.I trochę majonezu. A mogę dodać ogórków
kiszonych do majonezu - będzie taki sos  tatarski. Oczywiście,  wszystko możesz
do niej dodać, co tylko lubisz.
W międzyczasie zrobili przerwę na zjedzenie zupy- po trzech łyżkach, Paweł
zapytał się czy będzie mógł dostać  dokładkę, bo takiej zupy to jeszcze nie  jadł.
Jak to- zdziwiła się Teresa- nie  jadłeś jeszcze  kartoflanki?
Ależ jadłem ale takiej to jeszcze nie.Co do niej dodałaś?
Sekretny składnik- może  ci kiedyś powiem. Na razie jedz i nie marudź.Na drugie
danie był  ryż po kolumbijsku na ostro-  też smakował i też  Paweł po raz pierwszy
jadł  tak przyrządzony ryż.
Słuchaj - jak mi jeszcze powiesz, że po raz pierwszy jesz budyń czekoladowy to
ja się chyba zabiję.
W pewnym sensie tak, bo jeszcze nigdy nie dostałem budyniu czekoladowego z
rodzynkami o smaku rumu. Ale się nie zabijaj, wszystko to jest takie cudowne!
To ja teraz pozmywam, a ty może zrobisz taką kawę,  jakiej jeszcze nigdy nie
piłem?
Chcesz taką jakiej jeszcze nigdy nie piłeś? No fajnie, zrobię. Ale w niej też
będą same  sekretne dodatki. I nie wiem czy aby  ci będzie smakowała.
I do garnuszka powędrowała kawa, kardamon, ziele angielskie, cynamon,
odrobina  cukru i mała szczypta soli. Gdy tylko zawartość garnuszka się
zagotowała natychmiast garnuszek został zdjęty z ognia a zawartość przelana
do filiżanek.
Paweł, a ty pracowałeś kiedyś na zmywaku? -zapytała Teresa.
Nieee, ale w czasie wakacji raz w smażalni  placków a raz w smażalni ryb.
Od tej pory nie jem  ryb ani placków, to był koszmar. Ten smród oleju przyprawiał
mnie o mdłości.
Powycierać to wszystko czy ma schnąć na suszarce?
Niech schnie, a my napijemy się kawy.  A ty może mi wreszcie powiesz skąd mnie
 znasz, bo to mi się wydaje  mało prawdopodobne. Ze szkoły nie, bo jestem od ciebie
dużo starsza, sąsiadami też nigdy nie byliśmy, mieszkaliśmy w różnych i to dość
odległych dzielnicach. Więc skąd znałeś mnie z widzenia?- dopytywała się Teresa.
Paweł wyciągnął z   kieszeni  marynarki portfel, z niego zdjęcie i podał Teresie.Było
to zdjęcie tzw. "wizytowe".
Człowieku, a skąd ty masz moje zdjęcie?! Teresa nawet nie usiłowała ukryć zaskoczenia.
Mam jeszcze jedno  twoje zdjęcie- powiększenie z tego właśnie zdjęcia. To jest bardzo
dobre zdjęcie pod względem technicznym i artystycznym. To zdjęcie robiła ci moja
mama. I wyszło tak pięknie, że stało na wystawie maminego zakładu fotograficznego.
Bo mama była fotografem, specjalizowała się w zdjęciach portretowych. I zawsze, gdy
któreś zdjęcie było bardzo dobre, trafiało w ramki i było na wystawie zakładu.
To stare zdjęcie, robione chyba  z 10 lat temu- powiedziała Teresa. Pamiętam, że sesja
trwała  długo.  Twoja mama wymęczyła  mnie setnie, robiła mnóstwo ujęć. Potem
powiedziała, że sama wybierze najlepsze z nich. Gdy byłam po odbiór to w zakladzie
była jakaś inna pani.
No tak, mamie czasami pomagała jej przyjaciółka, wyjaśnił Paweł.  Ale to dopiero
początek. W jakiś czas potem zobaczyłem to twoje zdjęcie i- tylko się  nie śmiej-
zakochałem się w tobie. Włóczyłem się po całej dzielnicy codziennie wypatrując czy
aby Cię nie spotkam. Śniłem o tobie, marzyłem, nie  istniały dla mnie inne dziewczyny.
Zanudzałam mamę, żeby mi  zrobiła odbitkę w formatce  wizytowej, bo chciałem mieć
twoje zdjęcie przy sobie. I mama zrobiła. Nie śmiała się ze mnie że zakochałem się
w kimś kogo nie znam, powiedziała mi tylko, że wiele osób żyje szukając tej osoby
w której się zakochały, ale mało kto ma szczęście być z nią razem. Nie rozumiałem tego.
 Dopiero niedawno, z rok przed śmiercią mama powiedziała mi więcej.
Ale wracając do  ciebie - wchodzę, idę do tego biurka o którym powiedziała mi
Ewa, ty byłaś mocno pochylona nad biurkiem, odczytuję twoje dane z plakietki  na
biurku i nagle dociera do mnie że na zdjęciu plakietki jesteś ty, moja wyśniona,
niespełniona miłość.
I wtedy ty spojrzałaś na mnie, a ja omal nie zemdlałem z wrażenia-  tyle lat cię szukałem,
znalazłem i jestem w kropce- zamiast cię poderwać, proszę o pomoc. Szukałem na twej
ręce obrączki ale to przecież nie jest żadna informacja, wiele  kobiet nie nosi obrączki,
a na domiar złego wylatuję następnego dnia o świcie i nie bardzo wiem kiedy wrócę.
Gdy wróciłem z  kwiatami z trudem ograniczyłem się do tych kilku słów i miałem
nadzieję, że znajdziesz tę kartkę. Nie pisałem ze  Stanów bo nie wiedziałem jeszcze kiedy
będę wracał.
Możesz o mnie pomyśleć, że jestem kompletny świr, bo zapewne nie jest normą
zakochiwać się w kimś kogo się zobaczyło na fotografii.
Zmieniłaś uczesanie ale nie zmieniły się  twoje oczy, usta, cała buzia. Od Ewy wiem, że
jesteś po rozwodzie. Powiedziałem jej,  że mi się spodobałaś i Ewka wtedy powiedziała,
że jesteś po rozwodzie.









Nigdy więcej -II

Była późna wiosna, co owocowało zwiększającym się ruchem pasażerskim.
Co prawda dział, w którym pracowała Teresa obsługiwał tylko instytucje a nie
pasażerów indywidualnych, więc okrągły rok było sporo pracy, ale okres
wzmożonego ruchu turystycznego łączył się z notorycznym brakiem miejsc
w samolotach, a tym samym kombinowaniem połączeń. Pracy wszystkie panie
miały dużo, Teresa wracała do  domu zmęczona i nieco zniechęcona.
Na dodatek, za namową Ewki, zapisała się razem z nią na "gimnastykę dla
pań". Dziś  nazwałybyśmy te zajęcia aerobikiem.  Trzy razy w tygodniu,
prosto z pracy jechały  na zajęcia.
Przez pierwszy miesiąc Teresa była załamana - wracała do domu na "ostatnich
nogach", odzwyczajone od  gimnastyki mięśnie rwały i bolały, ale w końcu
zaczęły się jej te zajęcia podobać. Spadła jej nieco waga, ciało stało się
wyraźnie jędrniejsze, nie było problemu z podbiegnięciem do autobusu,
a przejście kilku przystanków autobusowych stało się przysłowiową "pestką".
Zdaniem koleżanek Teresa wyglądała świetnie. Za ich namową postanowiła
"zrobić coś z włosami", czyli przestać czesać się w kok.
Początkowo zamierzała je tylko skrócić, by mycie ich i suszenie było prostsze,
ale gdy młody fryzjer, w którego ręce się dostała, usilnie namawiał ją na
zupełnie krótkie włosy i pokazał jej kilka naprawdę ładnych  krótkich fryzur,
tłumacząc, że dobrze ostrzyżone włosy wymagają znacznie mniejszych
starań niż włosy długie- skapitulowała i zgodziła się na drastyczne skrócenie
włosów.
Gdy fryzjer wziął do ręki nożyczki, Teresa zamknęła oczy, a dłonie zacisnęła
mocno na poręczy fotela.
Zapewniam panią, to nie będzie bolało, to tylko strzyżenie, bez chemikaliów,
lokówek itp.- zapewnił ją  łagodnym głosem fryzjer.
Ale ja wolę tego nie  widzieć w trakcie, poczekam na efekt końcowy- wyjaśniła
Teresa.
Strzyżenie trwało dość długo, bowiem Teresa miała dużo włosów, a fryzjer
dzielił je na  niewielkie pasma.
A teraz proszę otworzyć oczy, muszę pani pokazać jak ma pani je układać po
umyciu- poprosił.
Teresa otworzyła oczy i pierwsze co zobaczyła to spleciony warkoczyk, leżący
na  blaciku pod  lustrem.Miał ze 20 cm długości i z całą pewnością był upleciony
z jej ściętych włosów.
Fryzjer  stał za nią z lusterkiem ręcznym i pokazywał jak wygląda tył jej głowy.
Włosy z tyłu były krótkie, ale wydłużały się  w stronę przodu,  gdzie  sięgały
brody. Czoło było przykryte długą grzywką, włosy sięgały do linii brwi.
A co mamy zrobić z tym warkoczykiem?- spytał. Chce go pani wziąć na pamiątkę
czy wyrzucamy?
Nie, nie chcę go wziąć na pamiątkę- Teresa podkreśliła swe słowa przeczącym
ruchem głowy. Proszę wyrzucić ten warkoczyk.
Włosy leciutko zafalowały w rytm tego ruchu, co nawet się jej  spodobało.
Jeszcze przez 10 minut fryzjer tłumaczył jej jak ma postępować  dalej z włosami,
 jakie są możliwe wersje ich ułożenia,  w końcu wyciągnął z szufladki swą
wizytówkę, wypowiadając  nadzieję, że następnym razem też  "będzie miał
zaszczyt"  zająć się jej włosami, które  za   4 do 6 tygodni będą wymagały znów
podcięcia, by fryzura wyglądała nienagannie.
 I może namówię panią na jeszcze  jedną zmianę- dodał odprowadzając ją do drzwi
zakładu.
W drodze do domu Teresa przeglądała się niemal we wszystkich  wystawach,
w windzie stroiła do siebie głupie miny i ogólnie była zadowolona ze swego nowego
wyglądu. Postanowiła "szarpnąć się" nawet na elektryczną lokówkę do włosów.
Następnego dnia w pracy koleżanki chwaliły nową fryzurę, a Ewa stwierdziła, że
tym razem Pawełek - Gienio przyłożył się do pracy uczciwie i świetnie Teresę ostrzygł.
Teresa czym prędzej wyciągnęła jego wizytówkę- figurował na niej pan Paweł Zelik,
a nie Paweł Gienio. Ewa zaczęła się  śmiać.
Ta ksywka  "Gienio" wzięła się stąd, że gdy  po raz pierwszy  po którymś kolejnym
doszkalaniu  strzygł klientkę, ta wykrzyknęła-  "panie, pan jesteś  gieniuszem".
No i zaraz dziewczyny podchwyciły i mówią na niego nie Paweł ale "gienio", a on się
wścieka. Ale facet jest zdolny i teraz on robi im stale kasę.
W końcu września Teresa wzięła udział w szkoleniu dla personelu naziemnego lotnisk.
To był pierwszy krok do zmiany miejsca pracy.
Któregoś wieczoru zatelefonowała do Teresy Ewa, że w poczcie  biurowej był do niej
list z zagranicy, a tak konkretnie to na stemplu jest  Amsterdam, więc Ewa go wzięła,
by się nie zagubił.
I wyobraź sobie, że udało mi się go zabrać stamtąd nim nadeszła Maria- zachichotała
radośnie Ewa. I mam jeszcze jedną nowinę -rozmawiałam z Włodkiem, ma wakat i
bardzo się dopytywał o Ciebie, więc powiedziałam, że jesteś na szkoleniu. Nie zdziw
się, jeśli tam cię znajdzie. I wiesz co, on się rozszedł z żoną, ale to wiem od kogoś
innego. Jak będziesz jutro wracała ze szkolenia to się możemy spotkać, dam ci
list i trochę poplotkujemy sobie.
Teresa odłożyła słuchawkę telefonu i pomyślała, że faktycznie ma szczęście -
załapała się na to szkolenie, list znalazła Ewa a nie Maria, Włodek ma wakat, więc
może zechce ją przyjąć do pracy w swoim biurze.
I rzeczywiście spotkały się następnego dnia na kawie, obie zgrzeszyły fundując sobie
do kawy po porcji kremu sułtańskiego,  Teresa obejrzała list z zewnątrz, stwierdziła,
że jej to wygląda na list "od byłego" i że teraz nie zamierza sobie  psuć humoru, więc
przeczyta w domu, Ewa opowiedziała co Teresa  straciła na zajęciach gimnastyki dla
pań, omówiły wady i zalety gdyby Włodek zaproponował Teresie pracę w biurze obcej
linii lotniczej, powyzłośliwiały się nad Marią, która znów wygłosiła swe stałe expose'
i każda powędrowała  do swego domu.
W domu przypomniało się Teresie, że ma jakiś list w torebce - uświadomiła sobie, że
gdyby napisał go były mąż, to przysłałby go na jej domowy adres a nie do biura.
Obejrzała  dokładnie kopertę, ale niczego to nie zmieniło. Jeśli nie otworzy, nie dowie
się od kogo ten list.
W końcu zdecydowała  się otworzyć list. Były to dwie stronniczki  napisane na maszynie,
a u dołu jednej z nich widniał odręczny podpis : Paweł Barycki.
Przede wszystkim jeszcze raz dziękował za znalezienie mu połączenia, podróż była
w porządku i nawet bagaż się nie zgubił po drodze.
Potem była prośba by podała mu swój nr telefonu i adres domowy, bo on mniej więcej
za miesiąc przyjedzie do Polski i bardzo, bardzo prosi ją, by się mogli spotkać, bo ona
nawet nie wie, że on ją zna z widzenia.
To jest bardzo skomplikowana historia, ale jego całe życie to "jedna wielka afera",
splot samych dziwnych przypadków nadających  się raczej na powieść sf niż na
zwykłe życie. Przepraszał, że  pisze na maszynie, ale przed wyjazdem miał kontuzję
prawej ręki i jeszcze nie wszystko jest w porządku, ale to ponoć minie.  A on jest
właśnie w Amsterdamie, służbowo ( tu podał swe namiary- adres a nawet nr telefonu).
I gdy będzie znał datę swego przyjazdu do Polski to napisze lub zatelefonuje jeśli
mu Teresa poda swój numer. A jeśli nie, to zatelefonuje do niej do pracy.
List kończył słowami- nawet nie ma pani pojęcia co ja przeżyłem gdy panią
zobaczyłem wtedy w biurze. Muszę podziękować Ewie B., że zupełnie niechcący
skierowała mnie do  pani.
Teresa czytała, czytała, w sumie przeczytała wszystko z pięć razy. Jaka Ewa B.
skierowała faceta do mnie? Nie wiem która Ewa, no nie wiem. I co ten biedak
przeżył gdy mnie zobaczył? przecież ja go wcale nie znam!
W końcu nie wyglądałam jak zmora, to co on przeżył? Po dwóch  godzinach
mało owocnych dociekań postanowiła do niego zatelefonować. Nie popadnie
w ruinę finansową z tego powodu.
Wybrała numer i gdy usłyszała męski głos wielce poprawną angielszczyzną
powiedziała : tu Teresa Nowacka, chciałabym rozmawiać z panem Pawłem
Baryckim.
Jestem, pani Tereso, jest pani cudowną kobietą, że pani zatelefonowała.
Zaliczam ten telefon do kolejnych cudów, które mają miejsce w moim życiu.
Proszę  się  nie obawiać, nie  zwariowałem. Gdy przyjadę to wszystko po
kolei pani opowiem.Tu nie wyświetla mi się pani numer, może mi go pani podać?
Teresa podała nr swego telefonu, powiedziała, że w domu to najczęściej  bywa
dopiero po godz.20,00 I zapytała- a jaka to Ewa B. przysłała pana do mnie?
Napisałem Ewa B.? Gapa ze mnie, ona wyszła przecież za mąż,ale  dla mnie
to ona wciąż Ewa B., to moja koleżanka, dawna sąsiadka. Pracuje w biurze na
MDMie. Pani Tereso, jestem szczęśliwy, że pani zadzwoniła, że panią słyszę.
Za miesiąc powinienem być w Polsce.
No to do zobaczenia - powiedziała Teresa i odłożyła słuchawkę.
                                   
                                                   c.d.n.






sobota, 27 kwietnia 2019

Nigdy więcej

Błagam panią, niech mi pani znajdzie jakiś lot na jutro lub pojutrze do NY. Muszę tam
dotrzeć najpóźniej w  środę- młody człowiek stał przed Teresą i nerwowo wykręcał
palce. Po chwili wyciągnął z kieszeni wymiętoszony bilet lotniczy ze skasowaną
datą wylotu i podał go Teresie.
 Nie mogłem wylecieć w tym terminie,matka mi zachorowała, musiałem przełożyć
wylot, a nie wiedziałem  na kiedy. Jeżeli nie dolecę do NY w środę,to stracę  staż.
Błagam, niech mi pani  pomoże. Teresa wzięła bilet to ręki i obejrzała go dokładnie.
Był wystawiony 2 miesiące wcześniej, rezerwacja odwołana w prawidłowym czasie.
A co z pana mamą? Lepiej się już czuje?  -zapytała z troską w głosie.
Młody człowiek nerwowo przygryzł wargę- serce nie wytrzymało, wczoraj był
pogrzeb - powiedział stłumionym głosem.
Teresie zrobiło się przykro.Niepotrzebnie się zapytałam- skarciła się w myślach.
Przykro mi bardzo. Musi  pan nieco poczekać. Na lot bezpośredni  nie ma szans.
Może uda się  poskładać odcinkami, ale tak by nie była potrzebna wiza tranzytowa.
Przepraszam, ale czy ma pan w razie czego na dopłatę do biletu? Bo może się udać
przez Frankfurt, ale to port, który podraża cenę  przelotu.
Jeżeli w złotówkach to mam pieniądze, gorzej by było w obcej walucie- młody
człowiek uśmiechnął się smutno.
Po półgodzinnych przymiarkach udało się znaleźć połączenie z dwiema przesiadkami,
droższe, ale  młodzieniec był zachwycony. Dziękował Teresie tak, jakby uratowała
mu życie, wykupił jeszcze nadbagaż, wybiegł szybko z sali a po 15 minutach
wrócił z bukietem róż, który wręczył Teresie, mówiąc, że ona uratowała mu życie
tym znalezieniem połączenia, a jego wdzięczność  jest dozgonna.
Teresa uśmiechnęła się  nieco zażenowana, życząc jednocześnie  spokojnego lotu
i udanego stażu.
Ewka  przy sąsiednim  biurku gwizdnęła cichutko -  fiu,fiu, trafił ci się fajny klient.
Miejmy nadzieję, że nie będzie miał opóźnień po drodze lub  silnej mgły.
Taki wdzięczny podróżny to się ostatnio rzadko zdarza. Ale dlaczego on przyszedł
do nas a nie ta  osoba która go bukowała u nas?
Teresa, znasz go? dopytywała się Maria, która zawsze chciała być dobrze
o wszystkim poinformowana.
Nie wiem - odpowiedziała Teresa wzruszając ramionami. A może przedtem był
w kasach i one go tu odesłały, bo bilet był open-roczny, już opłacony.
Maria w dalszym ciągu usiłowała dociec prawdy- bo popatrzcie- perorowała
głośno-  wszedł  i jak po sznurku prosto do Teresy, jakby wiedział, że to "matka
Teresa" od spraw niemal beznadziejnych.
Marysiu - zejdź ze mnie bo mi duszno! Nie znam człowieka, widziałam go po
raz pierwszy na oczy, więc odpuść sobie śledztwo.
A tak poza tym to mam jeszcze sporo biletów do wystawienia, więc dajcie mi
w ciszy popracować.
Ależ z  ciebie delikatesik- jakbyś posiedziała w kasie na dole to byś wiedziała,
że u nas to jest jak makiem zasiał i klienci ci nad głową nie wiszą i nie zadają
głupich pytań - wycedziła przez zęby Maria.
Teresa wzięła róże i pomaszerowała z nimi do łazienki. Gdy odwijała papier
z łodyg znalazła niedużą kartkę i nagryzmolone na niej dwa zdania : "jeszcze
raz ogromnie dziękuję.Wpadnę po powrocie, Paweł."
No to dobrze, że nie odwijałam ich w pokoju, pomyślała Teresa. Zaraz by któraś
zauważyła tę kartkę i byłaby znów  burza w szklance wody.
Róże umieściła w paskudnym plastikowym dzbanku na wodę do kwiatów,
a kartkę starannie podarła, i wyrzuciła do kosza.
Wracając do pokoju pomyślała, że właściwie powinna zmienić pracę, bo
Maria doprowadzała ją do tzw. "białej gorączki" - wścibskie złośliwe  babsko
do tego z rozstrojem hormonalnym - tak Teresa w myślach charakteryzowała
Marię.
No a co zrobiłaś z różami? Chyba ich nie wyrzuciłaś?  - spytała Ewa.
Wsadziłam do dzbanka na wodę, ale nie wyglądają w nim ładnie więc je
zostawiłam w łazience. Jutro przyniosę jakiś wazon z domu, mam ich kilka.
To nie weźmiesz ich do domu? - Ewa była zdziwiona.
Dziewczyno - przecież ja  dłużej jestem w pracy  niż w domu. Postawimy
je jutro na "gościnnym stoliku" i będą nam dekorować pokój. Tylko muszę
pamiętać o tym wazonie.
Wracając tego dnia do domu Teresa zastanawiała się cały czas nad zmianą pracy.
Pracowała od dziewiątej do siedemnastej, co było miłe bo nie lubiła wstawać
o świcie. Lubiła też swoją pracę a jedynym cierniem była Maria. Maria, która
miesiąc w miesiąc komunikowała koleżankom, że jest zła, bo za tydzień
będzie miała okres, więc trudno, ale ona może w każdej chwili się wściec
i ona wie, że właściwie bez żadnego powodu, ale tak już ma i nic na to
nie poradzi. I niech jej  nikt nie doradza by poszła z tym do lekarza. bo lekarz to
tylko może jej zapisać hormony, a ona ich nie będzie brała.
Teresa wysiadła przystanek wcześniej, zrobiła drobne zakupy i spacerkiem doszła
do domu.
Od czterech  lat mieszkała sama - jej mąż miał wielce pojemne  serce i spore
wymagania seksualne, bo oprócz Teresy żył jeszcze z dwiema paniami, które nie
wiedziały ani o tym, że jest żonaty ani też  o sobie wzajemnie.
Po dziesięciu latach małżeństwa i ciągnącej się rok sprawie rozwodowej Teresa
znów była "stanu wolnego".
Cieszyła się, że nie  zdecydowała się wcześniej na dziecko.
Nigdy więcej nie wyjdę za mąż- postanowiła w chwili gdy odbierała rozwód.
Miała 42 lata, dobrą figurę, duże poczucie humoru, zawarła nawet kilka nowych
znajomości, ale bardzo pilnowała by wszystko nie wychodziło poza ramy spotkań
towarzyskich. Każdemu chętnemu na samym początku znajomości "obcinała
skrzydełka" mówiąc, że jest osobą aseksualną i dlatego się rozeszła z mężem.
Po takim diktum grono chętnych wyraźnie się przerzedziło, pozostało tylko dwóch
 kolegów, których znała od lat, a którzy dobrze znali przyczynę rozwodu.
W domu w pierwszej kolejności przygotowała wazon, który miała wziąć do pracy.
Kilka myśli nawet poświęciła owemu młodemu ofiarodawcy róż- niewątpliwie
był dobrze wychowany, no ale pisze jak kura pazurem. I całkiem przystojny.
Wysoki szatyn. Tylko jeszcze młody. I pewnie ma w czym przebierać jak każdy
przystojny chłopak.
Teresa,  jako dość wysoka kobieta, preferowała mężczyzn wysokich, takich
od 185 cm w  górę, żeby nie musiała wiecznie kupować niższych szpilek.
 Jej były miał tylko 180 cm wzrostu i ogromnie się złościł gdy zakładała wysokie
szpilki, bo wtedy byli równego wzrostu.
Wróciła pamięcią do czasu, gdy poznała swego męża - tokował bezustannie, ręce
jego wciąż  błądziły po niej,oplatał ją ciasno ramionami, nazywał swą kruszynką,
jęczał i wzdychał, oczami wywracał.  Wiecznie niezaspokojony, wiecznie  napalony,
a przy tym wszystkim zainteresowany głównie własną osobą.
Gdy zażądała rozwodu był najzwyczajniej w świecie  zdumiony - przecież on ją wciąż
kocha, pożąda jej. A tamte panie? no przecież  miał nadwyżki, jej tak wiele seksu
jak jemu nie jest potrzebne, więc z tamtymi to był tylko seks, żadnej nie kocha, kocha
przecież tylko ją!
Ale Teresa miała dość, była nieugięta w swym postanowieniu.
Zaraz po rozwodzie  zmieniła numer swego telefonu by przestały do niej wydzwaniać
jakieś panie, żądając informacji kiedy  będzie w domu  pan  Jacek.
Cieszyła się z jeszcze jednego powodu - że nie dała się namówić na to, by sprzedać
ich dwa mniejsze mieszkania i kupić jedno duże. Mieszkanie było tylko jej , a jej mąż
nawet nie był w nim zameldowany.
Wychodziła za Jacka mając 27 lat, mieszkali ze sobą rok przed ślubem. Jacek często
wyjeżdżał, przeważnie raz w miesiącu na tydzień lub 10 dni, był opiekunem grup
wycieczkowych w jednym z biur podróży.
Pracę  naraił mu jeden z kolegów,  który szukał następcy na swoje miejsce.
                                                     
                                                             c.d.n.