sobota, 1 lutego 2014

Pod prąd - cz. XIV

Przez tydzień ani razu nie widziała się z Mietkiem, ale rozmawiali ze sobą przynajmniej
dwa razy dziennie. To było aż  śmieszne - ilekroć Iza zaczynała nieco dłużej myśleć
o Mietku- ten do niej dzwonił. Telepatia chyba jednak istnieje, stwierdziła po trzech
dniach. Tak ją to wszystko dziwiło, że aż zwierzyła się babci. Babcia uśmiechnęła się -
"no jasne, że telepatia istnieje, ale tylko wtedy, gdy dwie osoby są ze sobą w jakiś
sposób związane". Iza zrobiła zdumioną minę - ale przecież ja nie jestem związana
z Mietkiem!  "jesteś, jesteś, tylko jeszcze o tym nie wiesz - stwierdziła babcia. Toż
on w tobie zadurzony po uszy. I wiesz Izuś, nie skrzywdz go, bo to porządny człowiek."
Iza nie mogła wyjść ze zdumienia- skąd babci coś takiego przyszło na myśl?

W piątek, gdy rozmawiała z Mietkiem, dość niespodziewanie dla siebie samej,
zaprosiła go na niedzielny obiad. Zaproszenie przyjął z zachwytem, zapytał się, czy
może przyjechać wcześniej by w czymś  pomóc. Czuł się już  na tyle dobrze, że
w sobotę miał sam pojechać samochodem do szpitala. Iza stwierdziła, że jeśli tak
bardzo chce, to dostanie  bojowe zadanie obrania  kartofli, więc niech przyjedzie
wcześniej, może przyjechać  już nawet około 13-tej.
W sobotę Iza szalała z odkurzaczem po domu, zamarynowała mięso, pokroiła
w słupki całą włoszczyznę, upiekła sernik,  w końcu na  dwie godziny zniknęła
w łazience, by doprowadzić swój wygląd do ładu.
Babcia uśmiechała się ukradkiem i udawała, że te wszystkie starania Izy to coś
zupełnie normalnego, ot zwykła codzienność.
Zaraz po wyjściu Izy z łazienki, niespodziewanie, prosto po pracy, przyjechała 
mama Izy.
Miała dla Izy "niespodziankę"  - dotarły do adwokata  papiery rozwodowe.
Nastąpił formalny koniec  małżeństwa.
Ale to nie była jedyna nowina - mama Izy oświadczyła, że czuje się na tyle młoda,
że ma zamiar po raz drugi ułożyć sobie życie. Od roku spotyka się z pewnym
mężczyzną  i nie jest wykluczone, że on zostanie jej mężem.
Iza i  babcia  zupełnie zaniemówiły. Iza poczuła jakiś chłód w sercu, nie bardzo
wiedziała co ma powiedzieć.
A babcia, po chwili milczenia powiedziała: " no jasne, że możesz sobie na nowo
ułożyć życie. Może to drugie małżeństwo, z wyboru, a nie  z pewnego przymusu,
będzie naprawdę szczęśliwe. I tego  ci życzę.  I nadal będziesz mogła mówić do
mnie  mamo - rozwód nie ma tu nic do rzeczy, jest przecież Iza, wasze dziecko.
To co, że dorosła, zawsze będzie waszym dzieckiem. Jeśli chcesz to przyprowadz
tego kandydata na męża. Ale uprzedż  nas  kilka dni wcześniej, dobrze?"
Iza milczała , w dalszym ciągu nie wiedziała co ma powiedzieć. W końcu
zapytała się czy tamten mężczyzna ma dzieci.  Okazało się, że ma dwóch synów,
a rozwiedziony jest od kilku lat, jego rozwód nie miał nic wspólnego z  mamą
Izy, bo znają się zaledwie od roku.
Po wyjściu matki Iza z miejsca zaczęła  zasypywać babcię pytaniami. Głównie ją
interesowało to co powiedziała babcia o małżeństwie jej rodziców - o jakim
przymusie babcia mówiła?
Babcia poszła do swego pokoju i po chwili wróciła z albumem pełnym zdjęć.
Otworzyła album na zdjęciu ślubnym rodziców Izy-spójrz Izuś , odczytaj datę
pod zdjęciem, widzisz miesiąc, w którym było robione to zdjęcie? zapamietaj
datę.  Przerzuciła kilka stron i Iza zobaczyła swoje zdjęcie - a tu już jesteś ty.
Pomiędzy tymi zdjęciami jest zaledwie pięć miesięcy różnicy.
Nie byłaś biologicznym wcześniakiem, byłaś donoszonym dzieckiem. Teraz
już rozumiesz? Bardzo nie chciałam, by się pobierali, byli tak bardzo młodzi,
zwłaszcza twoja mama. Ale jej rodzice  nalegali na  ślub, żeby wstydu nie było.
Takie przymusowe małżeństwa zawsze zle rokują.
Iza wzięła z rąk babci album i zaczęła oglądać zdjęcia. W albumie było bardzo
dużo zdjęć jeszcze z okresu międzywojennego ale prawie nikogo Iza nie
znała. Babcia cierpliwie wyjaśniała kto jest na którym zdjęciu i opowiadała
o powiązaniach rodzinnych.
Wieczorem Iza długo nie mogła zasnąć. Usiłowała sobie przypomnieć jak
właściwie wyglądało małżeństwo jej rodziców. Nie przypominała sobie jakichś
kłótni. Pamiętała tylko, że ojciec pracował bardzo długo, pózno wracał do domu.
A może oni się wcale nie kochali?
c.d.n.