czwartek, 2 kwietnia 2015

Przyjazń i kochanie- cz.VI

Sami dobrze wiecie jak szybko mija czas, gdy ma się 19 lat z kawałkiem i siedzi się
w objęciach chłopaka/dziewczyny (niepotrzebne skreślić).
Mieli sobie bardzo dużo do opowiedzenia ale jednocześnie byli bardzo siebie stęsknieni.
Okazało się, że Andrzej przyjechał tylko na kilka  dni, więc każda chwila była  dla nich
na wagę złota.
Sandra opowiedziała o swoich "odkryciach" rodzinnych- Andrzej zawyrokował, że oni
z całą pewnością nie powielą błędu jej rodziców- zwłaszcza, że przecież razem zdobywali
wiedzę z wychowania seksualnego wertując razem literaturę medyczną.
I na pewno nie wezmą ślubu dopóki nie skończą studiów - dopowiedziała Sandra. I jeśli
dojdą do wniosku, że to co ich łączy to tylko seks, to  będą  tylko tak długo razem dopóki
im się nie znudzi.
Będzie im trochę ciężko, bo znów będą rozdzieleni, ale to będzie dobry test.
Przed północą Sandra zatelefonowała do mamy - chciała jej powiedzieć, że nie wróci
na noc do domu. Ale nikt nie odbierał telefonu.
Po krótkim namyśle Sandra zdecydowała, że jednak  zostanie dłużej u Andrzeja.
Przyszło jej na myśl, że może mama też wybrała się na jakieś  spotkanie, skoro Sandra
zapowiadała,  że na pewno nie wróci przed północą.
Jak na parę starszych nastolatków wykazywali się naprawdę dużą rozwagą i dojrzałością.
Tej nocy padło ogromnie dużo obietnic, planów, przyrzeczeń, a wszystko było poprzedzone
słówkiem " jeśli". Wszystko było w trybie warunkowym.
O szóstej rano Andrzej odprowadził Sandrę do domu. Szli piechotą, objęci, nieco senni i
wspominali czasy, gdy wracali ze szkoły. Przejście 2 km  zajęło im sporo czasu.Umówili
się na popołudnie, by nieco odespać zarwaną noc. Tylko nie upinaj włosów- powiedział
na pożegnanie.
Sandra cichutko otworzyła drzwi mieszkania- sypialnia była otwarta i pusta.
Poszła do kuchni i tam znalazła na kredensie kartkę od matki - "też zrobiłam sobie wychodne, zostanę u Luśki na noc".
Sandra wzięła prysznic, zapakowała "coś do jedzenia", trochę ciuchów na zmianę dla
siebie  i zadzwoniła do Andrzeja, że zaraz wychodzi z domu i będzie u niego po pokonaniu
tych  dwóch  kilometrów. Matce zostawiła kartkę, że wróci do  domu za tydzień, bo wyjeżdża.
Andrzeja spotkała już niedaleko jego mieszkania.
Tym razem odległość pokonała szybko, bo szpilki spoczywały w jej torbie.
To były zwariowane dni  - prawie nie rozstawali się - Andrzej zabierał Sandrę ze sobą
wszędzie i przedstawiał ją jako swą  narzeczoną.
Jego ciocia potraktowała sprawę poważnie-tak poważnie, że aż zatelefonowała do kilku
kuzynek, ogłaszając im radosną nowinę.
Sandra po raz pierwszy w życiu wykazała się talentem kulinarnym - usmażyła placki
kartoflane, bo okazało się, że oboje bardzo je lubią, a dawno  nie jedli. Potem udało  się jej
usmażyć naleśniki a Andrzej był zachwycony, jaka ta jego dziewczyna zdolna jest.
To nic, że były nieco za mocno wysmażone i zbyt  grube. Wg  niego były pyszne.
Sandra do dziś wspomina jakie miała trudności, by naleśnik przewrócić na drugą stronę.
Wszystko co piękne niestety kiedyś się kończy.
Nadszedł dzień rozstania - Sandra z gulą w gardle, mocno nadrabiając miną,  pojechała
z Andrzejem na lotnisko.
Przezornie nie  umalowała oczu - nie jest miłe, gdy tusz się rozmazuje i z oczu kapią
czarne łzy.
Andrzej też był smutny a jego zielono-brązowe oczy były  podejrzanie "zaszklone".
Andrzej zostawił jej klucze od swego mieszkania i od skrzynki na listy, bo umówili się,
że listy będzie wysyłał na swój domowy adres, korzystając z poczty dyplomatycznej.
Żegnali się tak intensywnie jakby któreś z nich miało wylądować za chwilę na szafocie.
Zgnębiona i już  tęskniąca  wracała do domu.
Spodziewała się, że matka będzie wściekła i obrażona. Ale, o dziwo, mama stanęła
na wysokości zadania - spokojnie zapytała gdzie to córka bywała, gdy jej nie było.
Potem beznamiętnie powiedziała - mam nadzieję, że wiesz co robisz.
Tak mamo, wiem, dobrze wiem.
Cmoknęła mamę w policzek i pomaszerowała do swego pokoju, by się spokojnie
wypłakać. I wyspać.
c.d.n.