środa, 15 stycznia 2014

Życie pod prąd

Małe, krótkie słowo "NIE"  było chyba najczęściej używanym przez Izę słowem.
Rodzina i przyjaciele wiedzieli dobrze, że za każdym razem "NIE" nigdy się nie
zmieniało w "TAK".
Gdy była dzieckiem w kółko było " nie", a pytana dlaczego nie?- wybuchała płaczem.
Gdy dorosła wszystkie  "NIE" miały swe mniej lub bardziej logiczne uzasadnienia.
Wszyscy w końcu się do tego przyzwyczaili i raczej bardzo dziwili się, gdy Iza nie
zgłaszała swego "NIE".
Wg przekazów rodzinnych pierwszym jej słowem nie było jak u innych dzieci mama
lub baba, ale właśnie  NIE, a właściwie "ne".
Przekazy rodzinne to swoisty zlepek wspomnień rodziców, ciotek, dziadków i trzeba
powiedzieć, że nie zawsze przekazują prawdę o tym jak było.
Iza dość wcześnie poukładała sobie w głowie to wszystko co  ją otaczało. Nie należała
do osób, które wiecznie się zastanawiały nad podjęciem decyzji a pózniej  i tak były
z niej niezadowolone.
Jeśli nawet podjęła niezbyt korzystną dla siebie decyzję, nigdy się do tego głośno nie
przyznała.
Na ogół podejmowała  każdą decyzję szybko i często zupełnie inną niż większość jej
koleżanek.
Ona zawsze idzie w poprzek drogi- mawiały koleżanki. Ale jakimś cudem to chodzenie
własną drogą służyło Izie całkiem niezle.
Ona ma  niesamowite szczęście, mawiały za jej plecami  niektóre "życzliwe inaczej"
koleżanki.
A owo szczęście Izy polegało głównie na tym, że myślała o niektórych sprawach ze
znacznym wyprzedzeniem,  zastanawiając się nad każdym drobnym szczegółem.
Nie było to  myślenie "życzeniowe" a szczegółowa analiza sytuacji, na ile dana sprawa
ma szanse realizacji, co będzie dla niej bezpieczne, a co może zaszkodzić.
Prawdę mówiąc swą mądrość życiową  zdobyła  dość gwałtownie i szybko.
Iza była dość interesującą dziewczyną, choć trudno było o niej powiedzieć,  że  była
bardzo ładna.
Gdyby tak rozpatrywać każdy jej element z osobna, to nie było w niej nic pięknego:
figura typu klepsydra, nogi bardzo przeciętne, włosy proste, bez określonego koloru,
oczy koloru także nieokreślonego, twarz dość symetryczna, usta wąskie.
Zupełnie nie wiadomo, dlaczego zawsze kręcili się koło niej przeróżni młodzi ludzie
zapraszając  do kina, na spacery, na kawę, do klubu.
W pewnym momencie wszystkich kolegów zastąpił jeden facet -  Iza przestała się
umawiać z kimkolwiek- ten jeden przesłonił jej cały świat, zaanektował jej życie.
Przestała się widywać i z koleżankami - zaczęła prowadzić życie  dorosłej  kobiety.
Na szczęście dla niej nie były to czasy, gdy można było bez trudu wynająć mieszkanie
i być razem bez ślubu.
Ślub miał się odbyć gdy tylko ukochany zdobędzie mieszkanie i.....rozwód.
O tym, że jest żonaty, ale że właśnie  się rozwodził wiedziała już od samego początku.
Nie było jej pilno do ślubu, w końcu była jeszcze bardzo młoda. Dzieci w ogóle jakoś
nie widziała w swych planach, w przeciwieństwie do niego. A on w kółko opowiadał,
że  gdy tylko się pobiorą to zaraz postarają się o dziecko. Ona wtedy będzie się
zajmowała dzieckiem a on na wszystko zarobi. I na następne dziecko też.
Izę  aż zatkało - ona przecież chciała zdawać na studia a nie dzieci niańczyć!
Ja nie chcę mieć dzieci dopóki nie ukończę studiów - powiedziała cicho, ale stanowczo.
Możemy się pobrać, gdy się rozejdziesz, ale ja się na dziecko nie godzę.
Nie mam zamiaru wbagniać się w dzieci przed ukończeniem studiów, rozumiesz?
Mówisz mi o swojej miłości do mnie a nie możesz tego zrozumieć?
Spotkanie skończyło się w dość klubowej atmosferze i okazało się być ostatnim.
Iza nie odbierała telefonów od niego, dwa razy on rozmawiał z jej matką, ale
matka powiedziała, że Iza ma prawo sama zarządzać swym życiem i ona nie ma tu
nic do powiedzenia.
c.d.n.