poniedziałek, 1 marca 2010

205. Zbyt bliskie kontakty III stopnia

Od trzech miesięcy mam stanowczo zbyt bliskie kontakty z rodzimą służbą
zdrowia. A wszystko za sprawą choroby mego męża, ale nie to jest tematem
głównym tej notki.

Od trzech miesięcy jestem codziennym gościem w szpitalu, wpierw w szpi-
talu kardiochirurgicznym, teraz w szpitalu klinicznym.
Obserwując "życie codzienne" w polskim szpitalu doszłam do smętnego
wniosku, że pani minister zdrowia ma rację - nie ma potrzeby dorzucania
pieniędzy do dziurawego worka, dopóki nie zaszyje się istniejącej dziury.
A owa dziura to : stosunek ludzi do wykonywanych obowiązków, notoryczny
brak nadzoru, totalny brak organizacji pracy.
Szpital, w którym ostatnio bywam codziennie, był przed wielu laty jednym
z lepszych szpitali. Sama spędziłam tu lata temu 3 tygodnie. Było czysto,
pacjenci czuli się bezpiecznie, pielęgniarki i salowe były "w zasięgu ręki".
Jedynym wówczas ( dla mnie) mankamentem był dość niemiły zwyczaj
budzenia pacjentów już o 5,30 rano, by zmierzyć im temperaturę.

Dziś mankamentów jest znacznie więcej. Nikt mnie nie przekona, że aby
utrzymać czystość w szpitalu należy zwiększyć na ten cel nakłady. Panie,
które tu sprzątają raczej nie mają bladego nawet pojęcia jak należy tę
nieskomplikowaną wszak czynność wykonywać. Sprzątnięcie sali i łazienki
zajmuje im góra 10 minut. A sala jest spora, jest tu również umywalka a
w łazience umywalka, brodzik i sedes. Ściany sali są wyposażone w listwy
zabezpieczające przed uszkodzeniem- listwy są dość grube, a na nich leży
całkiem gruba warstwa kurzu. W każdej sali jest również odbiornik tele-
wizyjny - też oblepiony kurzem. Wiem, czepiam się, kurz to zdrowie.
Wydaje mi się jednak, że nikt nie nadzoruje i nie sprawdza ich pracy, więc
robią tak, by się nie zmęczyć.

Panie pielęgniarki - no cóż, po wyczynach niektórych z nich, zapropono-
wałam lekarzowi opiekującemu się moim mężem, że może lepiej sama będę
robiła mu zastrzyki, bo skoro panie nie orientują się, w które miejsce należy
je robić, ja chętnie je wyręczę, bo po moich wyczynach pielęgniarskich nie miał
gigantycznych i bolesnych krwiaków. To są zastrzyki podskórne i nie wolno
ich wkłuwać w mięśnie.
W tzw. "gabinecie zabiegowym" brak plastra oraz nożyczek- plastra bo się
"nie doniósł", nożyczek - bo się gdzieś zapodziały.
I jeszcze coś- dla mnie to kuriozum: jeden z pacjentów ma ropną przetokę
w pachwinie (czeka na operację tej przetoki) i...zgadnijcie kto mu robi 2 razy
dziennie opatrunki? Żona, która siedzi od rana do wieczora. To jest pacjent
po amputacji kończyny i jest na wózku a sala nie jest przystosowana do po-
ruszania się po niej na wózku. To starsi ludzie, oboje po siedemdziesiątce.

Na oddziale jest cała zgraja lekarzy i to bardzo młodych. Śmigają po od-
dziale niczym Justyna Kowalczyk po trasie biegowej. Ciągle nie mogę odkryć
jak to się dzieje, że na jednej sali (sale są przeważnie 3 lub 4 osobowe) każdy
z pacjentów jest pod opieką innego lekarza. I od razu jasne, dlaczego tak wszy-
scy biegają- sal jest ze dwanaście. W moim odczuciu jest to marnowanie czasu
i energii na bieganie pomiędzy salami.
I wiecie, nic tu nie jest proste - pacjenci szpitalni nie mają pierwszeństwa
w badaniach. Czekają na CT, echo serca, założenie Holtera, USG. RTG -
czekają po kilka dni.

Mój mąż leży w sali z monitoringiem. Uśmieliśmy się dzisiaj, bo spojrzałam
na ekran monitora i z radością stwierdziłam, że wreszcie unormowało mu się
tętno. Dyżurna pielęgniarka zdmuchnęła moją radość niczym świeczkę -
widoczne na ekranie tętno nie było rzeczywistym tętnem mego męża, a tzw.
tętnem statystycznym - zapodziała się gdzieś głowica do mierzenia tętna,
monitor pokazuje tylko ciśnienie i tętno, które powinno być przy takim
ciśnieniu. Ręce opadają.

Marzę o chwili, gdy szpitale zostaną sprywatyzowane. Właściciel szpitala
z całą pewnością nie dopuści by coś w szpitalu zle działało, będzie nim po
prostu zarządzał tak, aby nie było strat materialnych, a pacjenci czuli się
bezpiecznie i byli zadowoleni.

Od kilku lat jestem pacjentem przychodni sprywatyzowanej i wierzcie mi-
nie wyczekuję godzinami w kolejce, recepty mogę załatwić przez telefon,
panie w recepcji są miłe i kompetentne. I nie muszę się wdzięczyć, by
zapisać się na wizytę lekarską , nawet w sezonie grypowym.

P.S.
Na diagnozę i dalsze leczenie męża czekamy już 3 tygodnie. A każdy dzień
zwłoki pozbawia go sił i pogłębia dolegliwości.

47 komentarzy:

  1. I nie wiedzieć czemu, przyszła mi do głowy piosenka "Co by tu jeszcze spieprzyć panowie?"...
    Bardzo się cieszę, że ze służbą zdrowia od dawna nie mam nic do czynienia, bo gdy słyszę takie opowieści, jak ta właśnie, to sklonna jestem podpisać każdą petycję o sprywatyzowanie usług medycznych....
    Ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń
  2. Rece opadaja, wlosy deba staja - to mowi wszystko. Nie mam osobistych doswiadczen lecz polegam na Twoich obserwacjach i zgadzam sie zupelnie - prywatyzujcie!
    Zycze mezowi i Tobie jak najlepiej, oby wreszcie cos znalezli i naprawili.
    P.S. I mnie zachcialo sie dzisiaj pisac, nie wiem czemu.
    Margo4

    OdpowiedzUsuń
  3. ojesos..ręce opadają..do samej ziemi.

    i ja czekam na sprywatyzowanie służby zdrowia,sama miałam okazję robić artroskopię Starszej właśnie w sprywatyzowanym, a raczej prywatnym(mogłam zrobić na NFZ,w tym szpitalu zresztą,ale czasu było mało a noga bolała i przeszkadzała w życiu).
    nie ma co porównywać,stosunek do pacjenta, opieka itd,a najbardziej zdziwiło mnie to,że WSZYSCY-od pielęgniarki i salowej po lekarza PUKALI przed wejściem do pokoju.a dla mnie było dostawione łóżko.

    przeraża to wszystko,ten brak szacunku dla pacjenta, brak umiejętności personelu niższego(o lekarzach się nie wypowiadam,ale..wczoraj dowiedziałam się ile zarabiają w jednym z naszych miejscowych szpitali lekarze na kontrakcie,info pochodzi od pracującego tam ojca koleżanki..z dziesięcioma dyżurami na miesiąc wyciągają-specjaliści na kontrakcie-28 tys!,może dlatego tak biegają?:))..

    i też zapisałam się do sprywatyzowanej przychodni,podobnie jak u Ciebie-rejestracja na telefon i recepty też.

    i też podpiszę!każdą petycję!

    Buziaki,trzymaj się jakoś,pomimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ewutku, chwilami mocno zaciskam zęby,żeby nie bluzgnąć brzydkim słowem.I dobrze,że mąż trzyma mnie cały czas za rękę, bo chwilami mam ochotę komuś przywalić.I gdy jeszcze raz usłyszę o strajkach pielęgniarek to chyba własnoręcznie je pobiję.W szpitalu kardiochirurgicznym wszystkie pielęgniarki były kompetentne, miłe, czujne, dbające o pacjentów.Fakt,że były to dziewczyny po wyższych studiach.Oba szpitale są w granicach tego samego miasta, ale jak różnie zarządzane!W kardiochirurgicznym sterylna czystość, codziennie wszyściutko było myte, nawet drzwi.W obu szpitalach panie sprzątające mają takie same środki czystości, dokładnie to wszystko oglądałam.Ale tam oddziałowa i tzw."gospodarcza" doglądały wszystkiego.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Margo, caly czas czuje sie tak, jakbym stała przed wielkim, wysokim i b.b.dlugim murem- ani go przeskoczyć, ani obejść, ani dziurę w nim wybić. Tak to jest, gdy chirurg nie może uwierzyć,że jednak poszlo cos nie tak jak powinno było pojsc.
    I dobrze,że zachcialo Ci sie dzis pisac:)))))
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj Mijko, no właśnie ja też dostałam lekkiego wytrzeszczu oczu, gdy dowiedziałam się, że te nędzne pieniądze to zarabiają tylko lekarze stażyści, a ci po stażu to już mają szanse na znacznie lepsze zarobki.A lekarz z dobrą specjalizacją to nawet bez dyżurów całkiem niezle zarabia.Ja wiem,że to ciężka i odpowiedzialna praca, ale jeśli jest wykonywana dobrze,to nie mam nic przeciwko temu, by była dobrze opłacana.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dokładnie,jak dobrze pracują, to powinni zarabiać.
    zresztą,jak w każdym zawodzie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. O służbie zdrowia się nie wypowiadam. Kilka lat miałam styczność z całą tą machiną. Wyrzucano mnie drzwiami - właziłam oknem... płaciłam, płakałam, błagałam i załatwiałam...
    Szkoda słów.
    Nadzieja, że będzie lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ręce opadają, scyzoryk w kieszeni się otwiera i wyć się chce!
    Szkoda słów...

    OdpowiedzUsuń
  10. Historia z monitoringiem jakby żywcem z Monty Pythona. Tylko w tym konkretnym przypadku mało zabawna...

    OdpowiedzUsuń
  11. Mijko, ja też uważam,że każdy, kto rzetelnie wykonuje swą pracę powinien dobrze zarabiać.Najwięcej mnie wnerwia to dziwne dążenie ludzi do "urawniłowki" i zastanawiam się, ile lat musi minąć od czasu socjalizmu by wreszcie wyplenić w narodzie ten sposób myślenia.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj Ido, faktem jest,że nikomu za nic nie płacę - faktem jest również, że jestem w głębi duszy niezmiernie wdzięczna,że przyjęto mi męża do szpitala, bo to był stan zagrażający życiu.Dobrze,że mogę codziennie przychodzić,że lekarz prowadzący kontaktowy i z gatunku tych, co się pacjentem przejmują.A to,że na wszystko się czeka nie jest jego winą, nie on odpowiada za złą organizację pracy szpitala.Mam tylko nadzieję,że za kilka lat ten młody człowiek nie machnie na wszystko ręka i nadal będzie miał taki jak dziś stosunek do pacjentów.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj Nivejko, to jest przygnębiające, bo to marnowanie środków finansowych i potencjału ludzkiego.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj Zgago, dziś niosę do szpitala własny ciśnieniomierz, nie jest to nic ciężkiego, a ja zaspokoję swą "niezdrową ciekawość".Zastanawiam się chwilami jak traktować wyniki różnych badań, bo może nie tylko w tym aparacie zabrakło jakiejś sondy i wynik jest "statystyczny", a nie prawdziwy.Przed laty, mój internista, zlecając badania rutynowe krwi, wypisywał mi aż 3 skierowania, do różnych laboratoriów i poranek spędzałam wówczas u "wampirów". I bardzo rzadko się zdarzało,że wyniki się pokrywały. No i mamy i śmieszno i straszno.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj Anabell, problem w tym, że prywatyzacja będzie oznaczać niedostępność służby zdrowia dla biednych. Przecież to, co opisujesz w szpitalu, jest właśnie przykładem niedofinansowania. Tym ludziom zbyt mało płacą, zbyt mało ich zatrudniają, żeby dobrze pracowali. Enklawy prywatne mogą działać lepiej, dlatego że większość jest państwowa.
    Życzę, żeby jak najszybciej mąż doszedl do zdrowia i skończyły się wasze wizyty w szpitalach.
    Maria Dora

    OdpowiedzUsuń
  16. Widzę, że tu się wypowiadają bogaci i chcieliby mieć dla siebie płatną służbę zdrowia, nie oglądając się na biedniejszych. Skąd pomysł, że prywatna firma, która ma na celu zysk będzie tańsza dla pacjenta?
    Maria Dora

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeśli chodzi o szpitale... to wolę nie komentować. Brak słów.

    Ale Ciebie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj Anabell! Straszne doświadczenia! Współczuję.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Witaj Mario, mylisz się, co do dostępności ludzi biednych do służby zdrowia. Będąc pacjentem sprywatyzowanej przychodni nie płacę ani złotówki, bo wszystkie te placówki mają podpisaną umowę z NFZ.Zapewne nie orientujesz się w sferze ekonomicznej działalności takiej placówki i powtarzasz brednie naszych polityków-populistów.Dla tych placówek wielce opłacalną sprawą
    jest kontrakt z NFZ.W placówce sprywatyzowanej nie ma miejsca na przekręty, wynoszenie jedzenia do domu przez personel kuchni, nadmiernego zużycia środków czystości, itp. Po prostu to jest "czyjeś", a nie państwowe, czyli niczyje.Co do niskich wynagrodzeń-
    niskie wynagrodzenie nie upoważnia do złego wykonywania swoich obowiązków.Jeśli komuś nie odpowiada takie wynagrodzenie, może szukać gdzie indziej wyższego, może również szukać innej pracy, zmienić zawód.Nie sądzisz chyba,że w szpitalu kardiochirurgicznym sprzątaczki zarabiały po 10 tys/mies. A tam było czyściutko, wszystko lśniło i błyszczało, bo takiej pracy wymagano od nich. Wiesz, ja już od dość dawna szukam kogoś, kto raz na 2 tygodnie posprzątałby mi solidniej mieszkanie. Ale pewnie mam pecha, bo ciągle trafiam na właśnie takie panie, po których muszę poprawiać, chociaż dostają 15 zł/godz i to bez rachunku, a więc mają tę kwotę nieopodatkowaną.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Witaj Mała Mi, dziękuję.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Witaj Jerzy, przyznam Ci się ,że już jestem ogromnie tym wszystkim zmęczona.Popularnie mówiąc to "końca nie widać", bo czeka męża jeszcze jedna operacja, obarczona dużo wyższym stopniem ryzyka niż to wszczepienie zastawki i bypass, które miał robione w listopadzie.A jest to powikłanie po tamtej właśnie operacji.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Brednie i mity o prywatyzacji służby zdrowia przyprawiają mnie o drgania. Powtarzanie za populistami, że jak sprywatyzują to tylko bogaci będą się leczyć jest wyjątkowo perfidnym draństwem, gdyż nie znający tematu ludzie, na dodatek mało wykształceni albo starsi uwierzą we wszystko co powie pan w telewizorze. Potem ten pan już poza kadrem zatrze radośnie ręce, że znowu udało mu się wcisnąć kit tym "głupawym" wyborcom. Żałosne przyzwyczajenie do dostawania wszystkiego na tacy i to za darmo powoduje, że niby dalej nic nie płacimy tylko, że i nic nie dostajemy. W tej chwili w Polsce aby się leczyć trzeba mieć zdrowie jak koń. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. O rany to o czym piszesz to jakiś horror. Normalnie czytam i nie wierzę. Niestety- pieniądze wiele nie pomogą dopóki nie zmieni się system- ostatecznie sprzątanie wiele nie kosztuje- tylko chęci i z tym jest największy problem
    Meriam

    OdpowiedzUsuń
  24. Cześć Anabell!

    Ja myślę, czy prywatne czy publiczne, problem pozostanie jeśli ludzie będą pielęgnować w sobie dziadostwo. Gdy w dziadowski sposób będą podchodzić do swojej pracy, jaka by ona nie była.

    Trudno też odmówić racji tym, którzy wskazują na potrzebę dostępności opieki medycznej dla tych, którym brakuje pieniędzy nawet na w miarę godne życie.

    Niech wybrańcy narodu myślą nad tym. Sami chcieli.

    Pozdrowienia dla Was!

    OdpowiedzUsuń
  25. Witaj Czarny Ptaku, myślę tak samo.Najgorsze jest to,że w wielu przypadkach nasze pieniądze idą w błoto z powodu niegospodarności i niefrasobliwości osób zarządzających służbą zdrowia.Zresztą nie tylko ten resort marnuje nasze pieniądze.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Witaj Meriam, a horror to nie jest mój ulubiony gatunek:)))Gdybym opisała wszystkie "kwiatki" z tych 3 tygodni, to wyszłaby z tego niezła broszurka, a ja zostałabym pewnie posądzona o nadmiar fantazji.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Witaj Mariusz, z tego co wiem, to w każdym kraju europejskim i nie tylko,wszyscy narzekają na służbę zdrowia.W Anglii lub Niemczech też nie jest radośnie,kolejki do lekarzy coraz dłuższe, na miejsce w szpitalu czeka się kilka lat.Np. w Niemczech czas oczekiwania na endoprotezę stawu biodrowego jest tak długi,że pacjentom wykonuje się wpierw szybki zabieg podcięcia wiązki odpowiednich nerwów, by oszczędzić im bólu. Żaden budżet państwa nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom swych obywateli w materii darmowego leczenia- bo współczesne społeczeństwa są coraz starsze, a metody diagnozowania i leczenia coraz droższe.Postęp w medycynie niestety kosztuje. Smutne jest to,że każdy ma postawę roszczeniową, a nikt nie chce się zastanowić nad tym, czy aby naprawdę wszystko powinno być bezpłatne. W moim odczuciu wyżywienie w szpitalu nie powinno być bezpłatne- gdyby pacjent przebywał w tym czasie w domu przecież musiałby ponosić koszty wyżywienia. Ale już sobie wyobrażam ten wrzask, gdyby każdy musiał zapłacić choćby 5 zł dziennie za pobyt.Myślę Mariuszu,że u nas trzeba by w zasadniczy sposób zmienić działanie opieki społecznej a za Odrą są naprawdę niezłe wzorce, wystarczy się z nimi zapoznać.
    Miłego ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wiesz Anabell, ja tez mam takie wrażenie, ze prywatyzacja służby zdrowia to jedyne lekarstwo na jej naprawę. Wszak wszystkie prywatne gabinety działają bez zarzutu, łącznie z rejestracja mailowa i wysyłaniem sms z przypomnieniem o wizycie. Od dawna świetnie się tez sprawdzają samodzielnie pracujące, jak prywatne gabinety lekarzy rodzinnych, bez kolejek i z dobrym sprzętem.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie. Życzę zdrowia mężowi.
    Nola

    OdpowiedzUsuń
  29. To ja tylko z zyczeniami zdrowia dla Meza i sily dla Ciebie:))

    OdpowiedzUsuń
  30. Witaj Nolu, wszelkie logiczne i ekonomiczne przesłanki wskazują,że jest to jedyne dobre rozwiązanie.Prywatny właściciel nie podlega tym wszystkim durnowatym procedurom, które rzekomo mają zapobiec nadużyciom w placówkach państwowych.Wyobraz sobie,że tomograf komputerowy, w którym przepaliła się lampa , stoi bezużytecznie tydzień, bo dyrektor placówki nie może nabyć takiej lampy bez ....przetargu.Więc pacjenci muszą dłużej czekać. Ci wszyscy, którzy tak się obawiają, że prywatyzacja nie będzie korzystna dla pacjentów to nie znają ani za grosz realiów państwowego lecznictwa.Jaka szkoda,że tak mało osób potrafi samodzielnie myśleć.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Witaj Star, dziękuję.Podobno kobiety są silne, choć bywają zmęczone:))
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Przeszłam ten horror szpitalny w 2002 roku, z moim mężem. Wiem zatym o czym piszesz. Zdrowia dla męża i wytrzymałości psychicznej i zdrowia dla obu was z pozdrowieniami serdecznymi

    OdpowiedzUsuń
  33. Znam to z autopsji.Niestety.I scyzoryk sie w kieszeni otwiera.Ja już pisałam,że to chory kraj...bardzo chory,

    OdpowiedzUsuń
  34. (Nie)stety za jakość trzeba płacić, inaczej w większości nikomu się nie chce przykładać. Smutne to, ale prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  35. Klik dobry:)
    Zawsze byłam zdania, że szpitale powinno się sprywatyzować. Widziałam taki szpital, odwiedzałam tam chorego po operacji. Cóż za wspaniały troskliwy personel (kompetencji nie oceniam, bo się nie znam), czystość aż pachnie i lśni.

    Ale... czy to nie śmieszne, by w XXI wieku, w środku Europy, chwalić szpital bo... czysty??? Jakby brud był standardem, a czystość, jako coś abstrakcyjnego, zdumiewała.

    Serdecznie pozdrawiam. Zdrowia dla męża!

    alElla

    OdpowiedzUsuń
  36. Klik dobry:)
    Zawsze byłam zdania, że szpitale powinno się sprywatyzować. Widziałam taki szpital, odwiedzałam tam chorego po operacji. Cóż za wspaniały troskliwy personel (kompetencji nie oceniam, bo się nie znam), czystość aż pachnie i lśni.

    Ale... czy to nie śmieszne, by w XXI wieku, w środku Europy, chwalić szpital bo... czysty??? Jakby brud był standardem, a czystość, jako coś abstrakcyjnego, zdumiewała.

    Serdecznie pozdrawiam. Zdrowia dla męża!

    alElla

    OdpowiedzUsuń
  37. życzę wytrwałości i ściskam serdecznie - Luka

    OdpowiedzUsuń
  38. Dziękuję Uleczko, jakoś się trzymam. W przyszłym tygodniu mąż zostanie przewieziony do następnego szpitala, gdzie mają mu zrobić wziernikowanie osierdzia, a potem powrót na kardiochirurgię, na operację osierdzia. Jeszcze trochę to będę mogła napisać przewodnik po warszawskich szpitalach:))))
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Witaj Kasiu, masz rację, chory kraj.
    Smutno tylko,że nikt nie chce się leczyć z tej choroby.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Witaj alElluniu, to śmieszne i straszne zarazem,że to co gdzie indziej jest standardem u nas jest luksusem, w tym także czystość.Mąż leży teraz w tzw. "nowym skrzydle" i sale mają własne łazienki.Niestety większość oddziałów jest pozbawiona takich luksusów a wejście do takiej wspólnej dla wielu sal toalety lub łazienki grozi całą gamą niemiłych doznań.Pacjenci brudzą(bo są anonimnowi)a sprzątaczki sprzatają byle jak, raz dziennie.
    Dziękuje za pozdrowienia, przekażę.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. Luka, dziękuję, muszę być wytrwała, bo na miejscu jestem tylko ja.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. Witaj Ken, mam dziwne wrażenie,ze te panie w swoim własnym domu też tak dbają czystość.Nie mogę się oprzeć wrażeniu,że nikomu nie wpadło do głowy, by zrobić tym paniom odpowiednie szkolenie, a potem egzekwować i nadzorować.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. temat rzeka, temat bez dna - opieka zdrowotna...

    OdpowiedzUsuń
  44. Witaj Beatko, szkoda tylko ,ze tak łatwo się w tej rzece utopić.Pacjent jest w tym wszystkim najmniej potrzebnym elementem.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  45. niewesole Twoje obserwacje ze szpitala, faktycznie prywatyzacja by sie przydala, tylko, czy wtedy wszystkich bedzie stac na leczenie? ja chodze w PL do prywatnej przychodni ginekologicznej i tez sobie chwale. czysto, milo, wszystkie potrzebne badania moge zrobic od reki. za oplata jednakze i to slona. w ciagu 5 lat gdy tam chodze oplata za wizyte wzrosla z 40 zl do 100 zl. troche duzo, prawda?
    w UK nieustannie narzekam na ichniejsza sluzbe zdrowia, ci lekarze to dopiero konowaly! w zyciu mi niczego sensownego nie doradzili. obojetnie co mi dolega, mam brac paracetamol. zgroza. mialam jednego dobrego lekarza, byl to starszy pan. ci mlodzi sa zupelnie do luftu. usciski

    OdpowiedzUsuń
  46. Witaj Moniko, prywatne przychodnie też mają podpisane kontrakty z Funduszem. Wierz mi,że taki kontrakt z NFZetem jest dla sprywatyzowanej przychodni korzystny i im będzie więcej takich przychodni, tym będzie łatwiejszy dostęp do lekarza.
    W przyszłym tygodniu poznam następny szpital, bo przenoszą męża do innego szpitala, na cewnikowanie serca.Boję się tego.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń