poniedziałek, 18 czerwca 2012

252. Przez przypadek Pyza zmienia miejsce pobytu

Pyza, siedząc sama w domu bardzo się nudziła. Obrazki w swoich książeczkach znała już na pamięć, treść również. Z nudów obgryzała paznokcie i nawet moczenie czubków palców w jakiejś gorzkiej miksturze nic nie pomagało.
Ale pewnego dnia wzrok Pyzy powędrował na kuchenne okno, pod którym był zamontowany blat, na którym  mama często sadzała Pyzę, by  popatrzyła sobie przez okno.  Wprawdzie mamy w domu nie było, ale Pyza przyciągnęła stołek i  z jego pomocą wdrapała się na blat. Przytuliła czoło do szyby i wpatrywała się w bawiące się na podwórku dzieci. Ale z trzeciego piętra niezbyt  dobrze je widziała. Jej wzrok padł na lufcik, który był nie na górze okna, a na dole.
Ale zameczek był zabezpieczony mocno zasupłanym sznurowadłem. Pyza usiadła przy  lufciku i zaczęła cierpliwie rozwiązywać supełki. Długo to trwało, paluszki   nie chronione paznokciami bolały, ale Pyza była uparta. Po jakimś czasie udało się jej pokonać wszystkie supełki. Szczęśliwa, otworzyła lufcik i położyła się na blacie na brzuchu, wychylając  głowę przez lufcik. Dzieci  już nie było, na podwórku urzędowała pani dozorczyni wymachując energicznie miotłą. Pyza patrzyła wychylona przez okno i wtedy zaczął kropić deszcz. Pani dozorczyni oderwała wzrok od zamiatanego podwórka i spojrzała w górę, by ocenić, czy niebo mocno zachmurzone.
I wtedy , w oknie mieszkania na trzecim pietrze zobaczyła dziecięca główkę. W pierwszej chwili zamarła, a potem zaczęła krzyczeć do Pyzy :   "w tej chwili  złaz stamtąd, idz do środka, złaz stamtąd natychmiast!"
I nawet zaczęła grozić miotłą. Pyza wycofała się z lufcika i porządnie go zamnkęła na klamkę.
Zeszła nawet z podokiennego blatu i zajęła się  swoim  misiem. Nie przepadała za nim, był ciężki, sztywny i miał szorstkie, krótkie  futerko. Ale intrygowało ją bardzo co też miś ma w środku. Mama powiedziała kiedyś, że miś ma  w środku trociny, ale co to są te trociny?
Gdy Pyza była zajęta dochodzeniem tego, co miś ma w środku, na dole dział się następny przypadek, który miał zasadnicze znaczenie dla dalszego losu Pyzy.
Pani dozorczyni zamiatała chodnik przed wejściem do budynku, cała jeszcze w nerwach, bo ogromnie się
zdenerwowała tym, że Pyza wychylała się z okna.  I wtedy, po drugiej stronie ulicy zobaczyła cioteczną
babkę dziewczynki, która  dziwnym trafem szła do niedaleko mieszkającej znajomej. Niewiele myśląc dozorczyni do niej podbiegła i opowiedziała całe zdarzenie.
Powinniście przy okazji wiedzieć, że mama Pyzy z całego serca nie lubiła swej ciotki, Józefy, za to Pyza ją wprost uwielbiała, co denerwowało  mamę Pyzy. Na domiar złego  dziewczynka mówiła na ciotkę "Makuka", a starsza pani była tym zachwycona. Świetnie się  z Pyzą rozumiały, gdy przychodziła do dziewczynki zawsze przynosiła jakąś książeczkę lub zabawkę, uczyła ją dziecięcych piosenek, bo repertuar
Pyzy budził w niej niechęć i zdziwienie. Pyza bezbłędnie śpiewała  "Czerwone maki", "Uliczkę w Barcelonie"
oraz jakąś kabaretową piosenkę z refrenem "Jam nie artystka, jam szarlatanka". Może i nic dziwnego, skoro
mama zabierała małą do kabaretu. Pyzie bardzo się podobały występy, szybko chwytała słowa i melodię.
A znajomi mamy zaśmiewali się do łez gdy Pyza prezentowała im swój repertuar.
Pani Józefa zdenerwowała się, nawet nie poszła już do znajomej, ale wróciła do domu, by się nad całą
sprawą zastanowić.
Za dwa dni była niedziela i wtedy pani Józefa przyszła z wizytą do swej siostrzenicy i Pyzy. Zaproponowała, że zajmie się dziewczynką, ale tylko i wyłącznie u siebie w domu, jeśli mała z nią zamieszka. Pyza, gdy
usłyszała, że będzie mieszkać z ukochaną  Makuką zaczęła się szybciutko pakować. To był jej szczęśliwy dzień. A wszystko przez splot przypadków- przecież przypadkiem zaczął padać deszcz, przypadkiem pani dozorczyni zerknęła w niebo i zobaczyła Pyzę w oknie i przypadkiem tego dnia przechodziła tędy pani
Józefa.
c.d.n

4 komentarze:

  1. Coś się dzieje, chyba na lepsze ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem zaintrygowana...Czyta sie wspaniale !

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że Pyza trafiła wreszcie na Osobę, która się nią zainteresowała ...

    OdpowiedzUsuń