środa, 3 października 2012

cz. X

Czas pędził do przodu jak szalony. Darek znów musiał wyjechać na szkolenie, tym razem za ocean
i to na całe dwa miesiące.
Dzwonił niemal codziennie, dopytywał się  co Iza porabia, jak się czuje, podpytywał o to,czy aby na
pewno je  regularnie obiady, narzekał, że tęskni już za powrotem do kraju.
Kilka dni przed powrotem do Polski, Darek przysłał Izie trzy róże, każdą w innym kolorze.
Pachniała tylko ta żółta, czerwona i biała, choć piękne, zupełnie nie pachniały. Zamiast kartki
Darek napisał maila:  "rok temu Cię poznałem, pamiętasz jeszcze? Jeśli tak, przyjdz po mnie na
lotnisko."
Trudno nie pamiętać - pomyśjała Iza. Wyglądałam z całą pewnościa jak potwór, dobrze , że mu
chociaż mieszkania nie zanieczyściłam. Jak ja mogłam się tak spić tymi drinkami?
Zaczęła przypominać sobie tamten dzień i Darka, który chyba  był bardzo zaskoczony takim obrotem sprawy.Chyba nikt nie byłby zachwycony, gdyby nagle obca,  zalana w trupa dziewczyna wylądowała
mu w łóżku. Przypomniało się jej, że Darek gdzieś wyszedł, a ona została, by pospać i "dojść do siebie".
Pojechała na lotnisko po Darka. Przywitał się bardzo serdecznie, co chwilę ją obejmował w taksówce.
Pojechali wpierw do mieszkania Darka, by zostawić walizki i by się mógł nieco ogarnąć po podróży.
Iza proponowała, by może jednak  troche odpoczął, ale Darek nie chciał.
Szkoda czasu, mam tyle do nadrobienia, powiedział. Zaczekaj chwilę, zaraz będę gotowy.
Iza usiadła na   wersalce i wzrok jej padł na sporej wielkości plakat. O, - pomyślała- to ten sam,
który wtedy zobaczyłam, sądząc po kolorach. Przyjrzała się mu uważniej - na plakacie, w żółtej
koszulce stał obok roweru jakiś kolarz.
Gdy Darek wrócił z łazienki, zapytała wskazując na plakat- interesujesz się kolarstwem?
Darek uśmiechnął się  i odpowiedział - kolarstwem nie, ani trochę, ale tym człowiekiem. To Armstrong.
Równie dobrze mógłby powiedzieć Izie, że to  Marsjanin, Iza zupełnie nie interesowała się sportem.
Wyraz twarzy Izy wskazywał, że nie ma pojęcia o co chodzi.
Darek usiadł obok Izy, objął ją ramieniem i zaczął mówić :
"Muszę  ci coś ważnego powiedzieć. Każde z nas ma swego mola, który go gryzie, ale ja już swego
pokonałem. Tobie brak pewności siebie, sama siebie nie doceniasz, ale to pewnie uda nam się zmienić, to zależy  od nas, ciebie i mnie. A ja, trzy lata temu,  byłem  podobnie jak teraz na szkoleniu. W czasie
brania prysznica odkryłem w pachwinie twardy, niebolesny guzek.Tak twardy, jakby był ze szkła lub
drewna, spory, zupełnie jak orzech laskowy. Poczekałem dwa dni, a on nie zniknął. Poszedłem do
lekarza i dostałam skierowanie  na kilka badań - tomografię komputerową i badania krwi. Gdy
postawiono diagnozę  wpadłem w panikę. To był nowotwór jądra. A guzek to był tak bardzo zmieniony
węzeł chłonny. Za dwa dni byłem już po operacji. Usunięto jądro i kilka węzłów  chłonnych.
Wróciłem do Polski z wypisem ze szpitala, pełnym rozpoznaniem, skierowaniem na dalsze leczenie.
Dostałem chemię. Po pół roku badanie wykazało, ze jeszcze jakis węzeł chłonny jest powiększony.
Znów znalazłem się pod nożem, węzeł usunięto, przebadano. I choć nie było w nim komórek rakowych.,
zaordynowano mi kolejną chemię, tak na wszelki wypadek.
Co pół roku  miałem badania i wg lekarza już nic więcej się  złego  nie wydarzyło.
Ale ja wpadłem w depresję, jedyne co mi chodziło po głowie, to ta choroba nowotworowa, jej skutki, możliwość nawrotu lub przerzutów.
Przestałem się czuć pełnowartościowym facetem, bałem się kontaktów z kobietami. Doszedłem do
wniosku, że nie mam prawa jakiejkolwiek kobiecie zawracać głowę swą osobą.
Bo nie wiadomo, czy będę mieć dzieci, to raz , a poza tym  może jednak nie powinienem, bo po co
obciążać dzieci jakimś wadliwym genem?
O mojej chorobie wie tylko Majka, to ona dała mi ten plakat. Bo Armstrong pokonał raka, a potem kilka razy wygrał  wielki Tour de France.
Przeraziłem się , gdy zorientowałem się, że mi się podobasz, że Cię lubię. Bałem się powiedzieć, że
nie jestem pewien swej sprawności, że nie wiadomo, czy mimo wszystko nie zachoruję, że może jednak
nie wszystko jest tak, jak to widzą nasi lekarze.
Byłem teraz na badaniach w tej klinice, w której byłem wtedy operowany. Trochę mnie to nadszarpnęło
finansowo, ale badania wykazały, że naprawdę wszystko jest w  porządku. Pod każdym względem, jeśli
idzie o stronę rozrodczą. Bo na to, że się w Tobie zakochałem, nic mi nie poradzili, lekarstw nie dali.
A teraz, moja miła, wszystko zależy od ciebie."
Iza siedziała nieruchomo, niemal ogłuszona cichym głosem Darka. Z nadmiaru wrażeń rozpłakała
się, a Darek ją tulił i uspakajał, niepewny co te łzy oznaczają.

                                                                       Epilog
W kilka miesięcy pózniej Darek  i Iza  byli na ślubie jego byłej żony. W następnym miesiącu odbył się
ich ślub, a Milan wyraził chęć zamieszkania do czasu swej pełnoletności u Darka i Izy.  Iza dość nagle
została matką  dużego, bo kilkunastoletnego dziecka.  Jakoś poradziła sobie z tym faktem.
Wspólnego dziecka nie  posiadają, wcale im się do niego nie spieszy.  Darek w dalszym ciągu
regularnie chodzi na badania, za każdym razem oboje umierają z niepokoju, jaki będzie wynik.

4 komentarze:

  1. Och, jak to dobrze, bo czasami choróbsko można pokonać. Druga sprawa, że hierarchia wartości jest na swoim miejscu. Pozłotka nie jest najważniejsza i liczy się każdy przeżyty wspólny dzień. Cieszę się że są razem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj widzę, że będę tym razem miała sporo do nadrobienia.
    Ostatnio ledwo co wyrabiam z pracą, a tu ludzie piszą tyle fajnych rzeczy!
    No i kurczę nie wyrabiam :))
    Ale pisz, bardzo lubię czytać potem hurtem te Twoje opowieści!!!
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  3. Klik dobry:)
    Jak zapewne zauważyłaś, Anabell, nie przychodzę tu regularnie, tylko od czasu do czasu robię sobie t.zw. uczty.
    Właśnie jestem po takiej uczcie przed sobotnim śniadaniem. Przeczytane wszystkie części od "deski do deski".

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odnalazly sie dwie polowki jablka. Wiem, ze piszesz opowiadania oparte na faktach autentycznych wiec mam nadzieje, ze zyja w zdrowiu i sa szczesliwi.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń