piątek, 25 stycznia 2013

Dziwne lustro, cz.II

Pięćdziesięciolecie ślubu minęło gładko. Zaprosili wszystkich do restauracji, by Jaga nie pałętała się
w tak uroczystym dniu  wśród garnków. Na uroczystość zaprosili tylko swe dzieci i wnuczęta, co
w sumie dało, razem z nimi, trzynaście osób.
Jaga zakupiła na tę okazję specjalną kreację i nowe pantofle, ale w ostatniej chwili włożyła stare,
wygodne pantofle i inną niż planowała sukienkę - "starą", którą pewnie miała z raz na sobie.
Od kilkunastu lat już nie musiała tak bardzo oszczędzać i często poprawiała sobie samopoczucie
kupując jakiś nowy ciuszek. Co jakiś czas robiła w szafie remanent i część ubrań lądowała
w szafach jej dwóch koleżanek.
W dwa dni po tym uroczystym rodzinnym obiedzie, Jaga znów zobaczyła w lustrze siebie
sprzed lat.  Tym razem w lustrze stała blada zjawa w piżamie i szlafroku.
To był  zły czas w jej życiu  - całymi tygodniami leżała w szpitalu, przechodziła całe serie
niemiłych badań, łykała mnóstwo lekarstw, a wszyscy obawiali się, że to białaczka.
Domem i dwójką dzieci (bo wtedy było już  na świecie  drugie dziecko) zajmowała się teściowa,
która przyjechała na pomoc. Matka Jagi, choć mieszkała w tym samym mieście, nie włączyła się
do pomocy, mówiąc - "twoje dzieci, twój mąż, twoja sprawa, chciałaś wyjść za mąż, to sobie radz
sama". Te słowa Jaga  bardzo dobrze zapamiętała. Bolało, bo padły nim Jaga poprosiła matkę
o pomoc. I  zostawiły w niej bolesną ranę, która nigdy się nie zagoiła.
Oprócz kłopotów ze zdrowiem doszły kłopoty z Albertem. Codziennie wracał do domu na
rauszu, raz mniejszym, raz większym, jego bliscy  koledzy byli po prostu nałogowymi pijakami.
Wprawdzie Albert zawsze pilnował się, by za dużo nie wypić, ale nie mniej ciągle z nimi
chodził na popijawy.
Jaga pomału miała dość.Przy dwójce małych dzieci nie pracowała, służbowe  wojskowe mieszkanie
było maleńkie, na wszystko brakowało pieniędzy, żyli biorąc "na okrągło" tzw. chwilówki.
Jedną chwilówkę się spłacało i zaraz brało następną.Większe wydatki robili gdy raz do roku Albert
dostawał sorty mundurowe.
Praca w  wojsku ma tę specyfikę, że w każdej chwili  można dostać służbowe przeniesienie
w zupełnie inny zakątek kraju. I nie zawsze jest to wymarzone miejsce.
Albert dostał przeniesienie na północ Polski. Miasto było niemal wczasowiskiem, ładnie położone
ale był kłopot  z mieszkaniami. Albert miał już niezłą pozycję służbową w wojsku, mógł trochę
powybrzydzać, ale wiadomo - z pustego i Salomon nic nie naleje.
Przez kilka miesięcy Jaga mieszkała w stolicy sama z dziećmi, a Albert w nowym miejscu. Nie
był to czas tak swobodnej jak dziś komunikacji - telefon stacjonarny był niemal luksusem,
na zainstalowanie tego cudu techniki  ludzie czekali czasem wiele lat. W wojsku było z tym
nieco prościej. Życie rodzinne Jagi sprowadzało się do sporadycznych spotkań z mężem, gdy ten 
wpadał służbowo do stolicy i przy okazji do domu  i rozmów telefonicznych.
Wreszcie udało się Albertowi dostać odpowiednie mieszkanie - dwa pokoje z kuchnią w bloku
zamieszkiwanym przez rodziny wojskowe.
Jaga nie lubiła całego tego wojskowego towarzystwa. Nie wstąpiła do Koła Rodzin Wojskowych,
nie chodziła na imprezy organizowane przez tę instytucję, choc wielokrotnie zwracano jej uwagę,
że powinna brać czynny udział w życiu tej społeczności.
Ale pewnego razu dała się namówić na jakąś imprezę. Sąsiadka obiecała, że będzie wieczorem
czuwać nad  dziećmi i niech wreszcie choć raz Jaga idzie się zabawić. A Jaga bardzo lubiła
tańczyć, była jeszcze bardzo młoda, nie przekroczyła jeszcze trzydziestki i tym razem nawet
chętnie szła razem z Albertem na  te imprezę. Calutki wieczór przetańczyła z jednym partnerem.
Tańczył znakomicie, oboje prawili  sobie  na wzajem  komplementy na temat umiejętności
tanecznych. Bogdan był starszy od Alberta, nie był może tak przystojny jak Albert, ale,
w przeciwieństwie do niego, cały czas obsypywał Jagę  miłymi komplementami, nie pił, interesował
się tym, jak się tu Jadze żyje, czym się  ona interesuje, co czyta itp. Nie ukrywał, że ona bardzo
mu się podoba, ale robił to w delikatny, nie nachalny sposób. Jaga po raz pierwszy od wielu lat
poczuła się  kobietą - podziwianą i...pożądaną.
A Albert tylko raz ją poprosił do tańca, a że był już pod wpływem alkoholu, jego umiejętności
taneczne spadły niemal do zera i nawet nie dokończyli  jednego tańca. Albert pożeglował
w stronę swoich zapijaczonych kompanów, a Jaga zaczęła się zastanawiać co ona robi u boku
tego człowieka, który został jej mężem.
c.d.n.

5 komentarzy:

  1. Cóż tak to w życiu bywa,
    że czasami jeden krok decyduje o całym naszym życiu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam do spis-blog spisu wszystkich blogów

    http://spis-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Anabell, witam kochana...zasiedziałam się przy kawce w Twoim saloniku...Bardzo ciekawe historie opowiadasz, rzeczywiście takie życiowe, wspaniale napisane!!!! Ciekawam, co też Jaga pocznie z tą nową znajomością? Przesyłam Ci moc serdeczności i życzenia wspaniałego weekendu!!! Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdy dzieci się usamodzielnią, a może wcześniej, jaga będzie mogła zadać sobie fundamentalne pytanie dotyczące swojego życia, co z nim zrobić, by być szczęśliwą. Musi być ostrożna, by nie poddać się tanim komplementom, które są, jak rak na bezrybiu. Słucha ich, bo nie ma nic ze strony Alberta.
    Szczęście to ruchome święto - nigdy nie trwa wiecznie i trzeba o nie ciągle zabiegać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Smutno, jak to w życiu. Sekundy radości okupione cierpieniem.

    OdpowiedzUsuń