sobota, 11 maja 2013

Po prostu życie- cz.II

Lilka wypiła ostatni łyk kawy, delikatnie postawiła filiżankę na  spodeczku, po czym ponownie ją
uniosła do góry, by przyjrzeć się jej dokładnie.Powierzchnia filiżanki była kobaltowa, brzeg i uszko
były złocone. Na bocznych zewnętrznych ściankach rozrzucone były malutkie, złote różyczki.
Spodeczek był bez wzoru, cały kobaltowy, z bardzo cieniutkim  złoceniem brzegu. Lilka dostała tę
filiżankę na swoje 18 urodziny. Nawet najmarniejsza kawa miała w tej filiżance wspaniały smak.
Lilka umyła filiżankę i spodek  dokładnie , potem delikatnie wytarła  i schowała do kredensu.
Spojrzała na zegarek - za pół godziny przyjdzie do niej córka znajomej na lekcję rosyjskiego.
Dziś Lilka chciała zaprezentować Basi poezję Achmatowej.
Oprócz  rosyjskiego tekstu przygotowała również tłumaczenia. Wielu polskich poetów tłumaczyło
poezję Achmatowej, nie mniej Lilka była zdania, że tylko tekst rosyjski oddawał całe jej piękno.
Coraz częściej łapała się na tym, że chętniej czyta literaturę piękną i poezję właśnie w oryginale,
po rosyjsku. I mimowolnie coraz częściej mówiła z typowym rosyjskim "zaśpiewem", czasami
 miała kłopoty z polską ortografią lub ze znalezieniem odpowiedniego polskiego słowa.
A przecież był czas, gdy myślała i  mówiła po polsku, gdy mało osób mogło zorientować się, że
jej naturalnym językiem był rosyjski.
Lilka znów powróciła myślą do minionych lat. Czas przed wyjazdem do Polski upływał jej na
popadaniu w skrajne nastroje - były dni, gdy niemal tańczyła z radości i takie, gdy tonęła w łzach.
Teoretycznie wiedziała o Polsce sporo - Wacław wprawdzie nazywał swój kraj najweselszym
barakiem w obozie socjalistycznym, ale w jego opowieściach Polska  roiła się jej jako niebywale
wolny kraj. O swojej rodzinie Wacław nie mówił zbyt dużo - wiedziała, że miał jeszcze rodzeństwo,
że matka jest "rygorystką i wciąż marudzi".
Uczył ją pospiesznie języka, by po przyjezdzie nie czuła się zbyt wyobcowana. I pewnie z nadmiaru
tej nauki, zapomniał zupełnie jej powiedzieć, że tak naprawdę to nie będą mieli gdzie mieszkać.
Bo wprawdzie rodzina Wacława mieszkała w wolno stojącym domu, ale był to domek maleńki,
ciągle jeszcze   "w budowie" - nie było łazienki, toalety, bieżącej wody, gazu, a całość marnie
ocieplona.
Gdy Lilka po raz pierwszy zobaczyła ów  "pałac", nie bardzo wiedziała co powiedzieć.
Wprawdzie nie miała z mamą i bratem własnego mieszkania, bo mieszkanie dzielili z kuzynami jej
ojca, ale było to mieszkanie z tzw. wygodami, czyli z bieżącą wodą, dużą łazienką, olbrzymią kuchnią.
Ten domek przypominał swą wielkością chatkę na kurzej łapce. Działka, na której go zbudowano
 była wciąż jeszcze placem budowy. Centralne miejsce zajmowała góra piachu, obok niej stały cegły,
taczki, leżał żwir.
Powitanie też było nieco przygnębiające, choć teściowie powitali młodych chlebem, solą i kieliszkiem
wódki.
 Młodsza siostra Wacława podeszła do Lilki, dygnęła przed nią i powiedziała:  "chyba cię
polubię choć jesteś Rosjanką". Matka Wacława przypatrywała się Lilce uważnie, lustrując każdy
szczegół  jej wyglądu, wreszcie powiedziała : "ładna z ciebie dziewczyna, nawet ładniejsza niż
na zdjęciu, ale jak my będziemy rozmawiać? Ty nie mówisz po polsku a my po rusku."
Lilka zapewniła gorąco swą teściową, że prawie wszystko rozumie, tylko czasem  mylą się jej
słowa, które brzmią bardzo podobnie w obu językach.
Sytuacja zaczęła wyglądać mało ciekawie gdy nadeszła pora  wieczornego spoczynku.
Domek miał wszystkiego 2 pokoje i kuchnię. Łazienka była "w  budowie" podobnie jak piętro.
Na tę pierwszą noc młodzi zostali umieszczeni w pokoju dzieci,  a dzieci miały spać u stryja.
Lilka, gdy już zostali sami, nie mogła się opanować i wybuchnęła płaczem. Płakała z twarzą
wtuloną w poduszkę by nikt tego płaczu nie słyszał. Wacek długo jej tłumaczył, że był pewien, że
przez czas jego nieobecności rodzice ukończyli pięterko, że on ma już obiecaną pracę w firmie,
która zapewni im  mieszkanie, że to tylko przejściowa sytuacja, że wszystko się wyprostuje,
że do czasu własnego mieszkania wynajmą gdzieś jakiś pokój.
Lilka zasnęła umęczona dopiero na ranem, a po głowie kołatała się jej jedna myśl - wrócić do
matki i brata.
Rano Wacław zarządził przedzielenie pokoju ścianką z dykty. Pokój miał dwa okna na jednej ścianie,
więc w ten sposób powstały 2 mikroskopijne pokoje, jeden 10 -cio a drugi 11-to metrowy.
Nie mieli szafy ubraniowej ani bielizniarki, rzeczy tkwiły nierozpakowane w walizkach.
Lilce najbardziej dokuczał brak toalety w budynku, chodzenie w drugi koniec działki, gdzie stał
drewniany wychodek nie było miłe, zwłaszcza wieczorem. Wieczorna kolejka do mycia się
w kuchni też ją przyprawiała o ból głowy.
Cieniutka ścianka z dykty nie  gwarantowała żadnej intymności. Lilka doskonale słyszała wieczorne
szepty dzieci, potem ich oddechy gdy już spały.
Lilka przez pierwsze tygodnie siedziała w domu, starając się pomagać teściowej w pracach
domowych. Ale teściowa nie życzyła sobie żadnej pomocy - za to codziennie dokładnie lustrowała
sylwetkę Lilki, aż wreszcie któregoś dnia zapytała:  "a kiedy masz termin porodu?".
Lilka zaniemówiła, a po chwili zaczęła tłumaczyć teściowej, że nie wie kiedy będą mieli dziecko bo
na razie to nie planują dziecka.
"Aaa, no to po co wyszłaś za Wacka? Do Polski się zachciało kacapce przyjechać? Bo tu lepiej?"
c.d.n


2 komentarze:

  1. No, tak zaczyna się już normalnie....biedna dziewczyna.

    OdpowiedzUsuń
  2. No , ładnie się zaczyna...

    OdpowiedzUsuń