wtorek, 14 maja 2013

Po prostu życie - cz.IV

Lilka  nic nie powiedziała mężowi o tym, co ją spotkało ze strony teściowej.
Pomyślała,  że działanie pod wpływem impulsu nie jest dobre. Jednocześnie zaczęła naciskać
Wacka, by jak najszybciej pozałatwiać wszystkie formalności,by mogła wyrobić sobie dowód
osobisty, by wreszcie mogła poszukać dla siebie pracy. Z jednej pensji nie mieli cienia szansy
na wynajęcia jakiegoś pokoju.
Był koniec lat pięćdzieiątych ub. wieku i choć naprawdę w stolicy wybudowano już bardzo wiele
nowych domów, głód mieszkaniowy nadal był potężny. Nie było to nic dziwnego -wystarczy sobie
uświadomić, że w chwili wyzwolenia Warszawa była jednym, wielkim morzem ruin.
Wynajęcie samodzielnego mieszkania w ogóle nie wchodziło w grę - takich mieszkań po prostu nie
było. Można było jedynie szukać "pokoju przy rodzinie". Miało się wtedy własny pokój, można było
w pewnym wymiarze korzystać z kuchni ( najczęściej bez gotowania  obiadów), łazienka i wc były
oczywiście wspólne. Czynsz za wynajem nie był niski, obejmował zazwyczaj zawyżony koszt
mediów. Do tego bardzo niechętnie wynajmowano pokoje młodym małżeństwom, najczęściej
zaznaczając na samym początku rozmowy, że "mowy nie ma o dzieciach - możecie państwo
mieszkać tylko do chwili rozwiązania".
Z dokumentami Lilki nie było większych problemów, a w kuratorium ucieszyli się, że będą mieli
"prawdziwą rusycystkę". Od nowego roku szkolnego miała podjąć pracę w jednym z liceów.
Ten czas, który pozostał do września, Lilka przeznaczyła na intensywną naukę języka polskiego.
Najwięcej kłopotu sprawiała jej polska ortografia. Spędzała wiele czasu w bibliotece uniwersyteckiej,
gdzie miała dobre warunki do pracy. Gdy Wacław kończył swą pracę przychodził po nią, razem szli do najbliższego baru mlecznego na obiad, potem  podmiejską kolejką wracali do domu.
W sierpniu Lilka zaczęła pracę w szkole. Trochę była stremowana na pierwszym spotkaniu kadry
nauczycielskiej. Czuła na sobie lustrujące spojrzenia swych przyszłych koleżanek.
Liceum było żeńskie i być może dlatego w obsadzie nauczycielskiej było zaledwie dwóch mężczyzn-
jeden był w wieku przedemerytalnym i uczył matematyki, drugi za to młody, przystojny i prowadził
zajęcia z Przysposobienia Wojskowego. W ogóle przeważały nauczycielki w wieku średnim,
z całą pewnością dobrze powyżej czterdziestki. Bez wątpienia Lilka była najmłodsza, kilka lat od
niej starsza była jedna z polonistek, chemiczka i anglistka.
Pierwsza lekcja przyprawiła Lilkę o lekki smutek. Opowiedziała dziewczętom krótko o sobie,
o tym, że jest  dzieckiem Polki i Rosjanina, że urodziła się we Lwowie,  że wtedy było to polskie
miasto i że wojna sprawiła, że choć urodzona w Polsce ma obywatelstwo ZSRR.
A potem zapytała się, czy któraś z panienek lubi może język rosyjski.
W klasie zaległa głucha cisza a twarze dziewcząt wyrażały zdumienie - jak można lubić rosyjski?
Lilka odebrała te ciszę bardzo osobiście, a prawda wyglądała tak, że gdyby zadać takie  pytanie
dotyczące każdego innego przedmiotu, sytuacja wyglądałaby tak samo.
Lilka bardzo starała się by dziewczyny polubiły ten język. Nie była zachwycona podręcznikiem
do rosyjskiego - czytanki były raczej nudnawe, więc wymyśliła, że będzie prowadziła na lekcji
scenki rodzajowe- pierwszą taką lekcją była wizyta u fryzjera. Śmiechu było co niemiara, bo
zakres znanych panienkom słówek rosyjskich nie był zbyt duży.
Na koniec każdej lekcji Lilka podawała dziewczynom temat następnej scenki, prosiła by
wynalazły w słowniku słowa, których użycie będzie niezbędne na lekcji.
Dziewczęta polubiły Lilkę i nawet ten rosyjski już nie był takim złym przedmiotem.
Wyszła na wierzch stara prawda - lubisz nauczyciela - polubisz przedmiot , którego uczy.
W pazdzierniku firma, w której pracował Wacław , a która gwarantowała mu zakładowe mieszkanie, wreszcie zaczęła się wywiązywać ze swych zobowiązań.
Nie było to wprawdzie samodzielne mieszkanie, ale kawalerka w wielorodzinnej willi. Był to miły,
słoneczny pokój z dużą wnęką kuchenną. Była też mikroskopijna łazienka, a raczej wc, w którym
znajdowała się umywalka. No i była bieżąca woda- zimna i ciepła. Duża łazienka z porządną wanną
była wspólna. Ale i tak warunki były znacznie lepsze niż w "chatce  Baby Jagi".
Matka Wacława była wielce obrażona, że młodzi wyprowadzają się - głównym zmartwieniem było
"co ludzie powiedzą? pomyślą, że  was wygnałam".  Lilka nic na to nie powiedziała, bo i po co?
Wacek popatrzył na matkę i powiedział : "a może przyjdzie komuś na myśl, że trudno mieszkać
w takich warunkach w sześć osób; ojciec przeputał pieniądze, które dostał ze spadku na dom i to
nie ty nas wygnałaś a lekkomyślność ojca".
W nowym domu Lilka odżyła. Postanowiła zrobić dodatkowy fakultet by z czasem zmienić pracę
na lepiej płatną. Złożyła dokumenty na studia wieczorowe do SGPiS na handel zagraniczny.
W ciągu trzech lat zrobiła studia i tuż przed obroną magisterki zorientowała się, że zostanie matką.
c.d.n

4 komentarze:

  1. Wreszcie im się układa...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedzieć czemu jedni muszą przejść Golgotę zanim otrzymają okruchy, a innym z nieba spadają same kotlety.
    Niestety Lilka płaci za innych. Życzę jej żeby otrzymała nagrodę w postaci dzieciątka i radowała się nim bez przeszkód.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawa historia wciąga bardzo . Z przyjemnościa oczekuje kolejnych odcinków.

    OdpowiedzUsuń
  4. No coz, musze sie niestety powtorzyc i powiedziec,ze uwielbiam czytac twoje opowiadania!!!!
    Absolutnie fantastyczne,zyciowe,psychologicznie ciekawe....super !
    Moc serdecznosci sle moja Droga !

    OdpowiedzUsuń