czwartek, 27 lutego 2014

Przeklęte szkolenie - cz.V

Zimowe dni płynęły dość monotonnie, praca-dom, dom-praca.Zima była bardzo
denerwująca, na zmianę śnieg i mróz i zaraz potem roztopy. Wszyscy byli zli,
bo roztopiony solą śnieg obrzydliwie niszczył obuwie i niemal wszystkie kobiety
zaczynały dzień w pracy od oczyszczenia butów z nalotu soli. W każdym pokoju
stała obok wieszaków "kolekcja" zimowych butów. Dyrektor kręcił nosem, że to
mało biurowo wygląda, no ale  nie było przecież w budynku szatni.
W domu Romek szykował się do służbowego wyjazdu, czasami wracał do domu
znacznie wcześniej niż Michalina i wtedy gdy wracała, osobiście odgrzewał dla
niej obiad. Wieczorami Romek pracował w gabinecie, Michalina gotowała obiady
jak zwykle na 2 lub trzy dni, sprzątali najczęściej razem w soboty- Romek
przelatywał odkurzaczem całe mieszkanie, Michalina wycierała kurze.
Zimą Michalina chętnie przesiadywała w domu, oglądała nagrane i dotąd nie
obejrzane filmy, dużo czytała.
Tuż przed świętami Bożego Narodzenia zadzwonił do Michaliny Mirosław. Złożył
"na zapas" życzenia, a na jej pytanie "jak ci leci w pracy?" odpowiedział wielce
tajemniczo - zmiany mi się szykują od nowego roku, ale nie mogę nic mówić bo
jak wiesz, ściany mają uszy. Michalina była pewna, że pewnie obiecali mu nowe
stanowisko.
Obie rodziny zapraszały ich na wigilię - to miała być kolejna podwójna wigilia.
Bardzo to było męczące - wieczorem padali jak muchy z przejedzenia, bo każda
z mam pilnowała by koniecznie wszystkiego popróbowali.
I wtedy Romek  powiedział -  a może wyjedziemy w ciemno do Zakopanego?
Wezmiemy resztki urlopu, wyjedziemy na święta, wrócimy 2 stycznia.
Zawsze się znajdą miejsca, na dworcu będą z pewnością "naganiacze". Najwyżej
nieco przepłacimy.
Wyjechali w przeddzień wigilii. W Krakowie zjedli obiad i bez większych problemów
dojechali do Zakopanego. Wpadli do domu wczasowego, w którym często bywali,
lecz już nie było wolnych pokoi, ale  jedna z pracownic recepcji obiecała, że w ciagu
godziny coś dla nich znajdzie na kwaterach prywatnych.
Mieli szczęście, bo znalazł się pokój w małym pensjonacie Orbisu. Pokój był
malutki ale z balkonem, kuchnia i jadalnia były w tym samym co pokój budynku.
Sporym mankamentem był fakt, że pokój miał tylko umywalkę a do łazienki trzeba
było zejść na półpiętro. Ale praktycznie mieli tę łazienkę dla siebie, bo na górze nie
było więcej gościnnych pokoi.
Pensjonat był drewniany, w budynku było zaledwie 5 pokoi, sala jadalna i kuchnia.
Na posiłki dochodzili wczasowicze z dwóch orbisowskich willi.
Jedzenie było jak to w Orbisie - bezbłędne. Romek tak wszystko pałaszował jakby
był zagłodzony. Michalina też całkiem sporo jadła.
Wigilia była miła, kierowniczka złożyła wszystkim życzenia, na stołach były opłatki
i typowe wigilijne dania.
Największe powodzenie miały pierogi z grzybami i jak zawsze były dla wszystkich
dokładki. Romek stwierdził, że były  nawet lepsze niż te robione przez jego mamę.
Prowadzili bardzo higieniczny tryb życia - wstawali o ósmej rano, spać chodzili
o ósmej wieczorem. Zamiast kolacji brali drugie śniadania, obiad jedli w porze
kolacji - całe dnie spędzali na wędrówkach. Pogoda była cudowna, choć nocą mróz
spadał do -30 stopni a w dzień było -20, ale było bardzo wysokie ciśnienie, świeciło
obłędnie słońce i chodzili z gołymi głowami, chyba głównie dlatego, że nie wiedzieli
że taki mróz.
Noc sylwestrową grzecznie przespali i w nowy rok po śniadaniu ruszyli w drogę
powrotną.
Zakopianka była dziwnie pusta, zapewne ludzie jeszcze odsypiali Sylwestra.
Postanowili, że wszystkie święta będą spędzali poza domem i nie będzie problemu
do których rodziców mają wpaść wcześniej.
Ten zimowy wypad w góry dobrze obojgu zrobił. Już z góry cieszyli się, że na
początku kwietnia będzie Wielkanoc. Postanowili zarezerwować sobie miejsca
znacznie wcześniej i też w Orbisie.
Warszawska zima nadal dawała wszystkim do wiwatu, Michalina z rozrzewnieniem
wspominała zimowe górskie krajobrazy i  wędrówki  reglowymi dolinkami.
Romek szykował się do wyjazdu, który miał nastąpić na przełomie lutego i marca.
Leciał  wraz z  dwoma kolegami do Los Angeles, na całe dwa tygodnie. Wszyscy
trzej byli bardzo tym wyjazdem  zdenerwowani i nie za bardzo wiedzieli dlaczego
pół biura, a zwłaszcza płeć piękna im tego wyjazdu zazdrości.
W połowie stycznia zadzwonił do Michaliny Mirek. Wpierw dość długo zagajał
na tematy fachowe, w końcu  zapytał, czy Michalina może mu poświęcić nieco swego
cennego, prywatnego czasu. A wtedy on jej powie o tych zmianach, poza tym chce się
jej w pewnej sprawie poradzić.
Umówiła się z nim na następny tydzień, w poniedziałek, będąc pewna, że wpierw go
spotka w biurze, bo z pewnością przyjeżdża  służbowo.
W poniedziałek po pracy poszła do klubu NOT-u, gdzie się mieli spotkać na obiedzie.
Zastanawiała się nawet czy ma tam iść, bo jakoś nie widziała Mirka tego dnia w ich
biurze, ale i przecież nie szukała go nigdzie. 
Może był tylko w  Zakładzie Doświadczalnym , a ten był przecież w innym budynku.
Mirek już był, siedział przy stoliku i przeglądał z uwagą jakieś papiery.
Jaki pracowity z niego facet - pomyślała Michalina i cichutko do niego podeszła.
Nieco zaskoczony poderwał się z krzesła, przywitał się bardzo oficjalnie, odsunął dla
niej krzesło i poczekał aż usiadła.
A co ty tak intensywnie pracujesz? znów coś nie gra? Mirek bez słowa podał jej
przeglądane papiery. Były to dokumenty z jakiejś spółdzielni mieszkaniowej, plany
kilku mieszkań i sporo wypisanych odręcznie  adresów z wypisanymi warunkami
wynajmu.
To właśnie ta zmiana u mnie- wyjaśnił. Zmieniłem pracę, od 1 marca będę pracować
w Warszawie, w Instytucie Chemii.
Wynika z tego, że już nie będę twoim kolegą z pracy, więc może..... nie dokończył lekko przygryzając wargę, by nie roześmiać się w głos.
Tymczasem kelner przyniósł menu i zabrali się za wybieranie dań. Michalina  uprzedziła,
że płaci za siebie, więc żeby czasem nie wyrywał się z płaceniem.
Jak chcesz, "Zosiu-Samosiu", możesz płacić za siebie. Ale mam cichą nadzieję, że mi
trochę pomożesz w wyborze lokalizacji  mieszkania.
Muszę coś wynająć do czasu  otrzymania mieszkania a poza tym muszę wybrać rozkład
mieszkania i w tym przydatna jest pomoc kobiety. Mam wybrać  jeden rozkład z trzech.
c.d.n.


3 komentarze:

  1. Ciekawa jestem, czy Michalina "otworzy" Mirkowi droge do siebie. Jesli tak, to skomplkuje sobie niepotrzebnie zycie...Uparty ten Mirek :o)
    Pozrowienia cieple Anabell!

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę jaka przyjaźń...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada sie na formalna znajomosc. Ale niespodzianka napewno bedzie, raczej nie formalna,

    OdpowiedzUsuń